Issuu on Google+

34 bezcenny

men kultura

sztuka

wydarzenia

moda

uroda

zdrowie

gadĹźety

design

www.loungemagazyn.pl

wrzesien'11 ISSN 1899-1262


MUSSO SUSHI ICHIBAN Japanese Restaurant

+48 500 117 915

mussosushi.pl mussosushi/ facebook.com

Krak贸w Zwierzyniecka 23


34

Redakcja:

wrzesień 2011

Monika Gąsiorek - Mosiołek

Joanna Jawor asystent redakcji michalina.cebo@loungemagazyn.pl

Szymek -

Chochlik Redakcyjny

Współpraca: Olimpia Ajakaiye, Monika Błażewicz, Andrzej Ciochoń, Ania Jachimczak, Marek Kaczmar, Wojtek Klęczar, Krzysztof Koczorowski, Magda - Merta Mączyńska, Asia Oparcik, Małgorzata Pawłowska, Adrian Suszczyński Wydawca: MEDIA LOUNGE S.C. Redakcja Lounge Magazyn ul. Starowiślna 37 / 5b, 31-038 Kraków info@loungemagazyn.pl | tel. (012) 633 77 33

www.loungemagazyn.pl facebook.com/loungemagazyn

(12) 633 77 33 okładka: fot: Michał Massa Mąsior / model: Maciek Rumian patrz: opis sesji na str. 56 zdjęcie po lewej: fot: Marika Masny / modelka: Sara Faraj patrz: opis sesji na str. 68


menu

lounge nr 34

wrzesień 2011

8 12 14

imprezy i otwarcia kafeteria okiem kielmucha - felieton

COOLTURKA

22

16 18 20 22 26 29 30 31 32

kalendarium kulturalne 3 x NEW - recenzje muzyczne Szuflandia pomaga młodym literatom Assasin’s Creed - wszystko o grze Bjorn loves John - tenisowa przyjaźń kreatywni - wywiad jednym zdaniem - felieton słowem pisane - felieton lounge odkrywa - ulica Św. Tomasza

34

twarze przy barze

BARY I RESTAURACJE 36 38 40 42 44

newsy vinoteka krakowski tatar z bułą - recenzje kulinarne gotuj z najlepszymi - przepisy biznes lunche

46

twarze przy barze

56

MODA 48 50 56 62 66 68 74

newsy na ratunek męskiej szafie Boys are Back in Town - sesja mody BOHOBOCO - wywiad z projektantami trendy modowe Beauty in the Attic - sesja mody trendy modowe

76

twarze przy barze

ZDROWIE I URODA

62

78 80 82 84 86

newsy kosmetyczne męska rzecz - spa dla facetów mężczyźni a operacje plastyczne historie kosmetyczne - Guerlain, Max Factor pielęgnacja

90

twarze przy barze

TECHNOLOUNGE

68

6

92 94 98

gadżety motolounge design - dom i wnętrza

102 104

lounge pasaż poza tym - felieton

lounge ...bo jakość ma znaczenie


LOZA

. Nowe oblicze LOZY. Nowy design Koktajli.

Rynek Główny 41, Open from 9.00 a.m - 2.00 am

Zapraszamy na promocje koktajli LOŻA Klub Aktora Restauracja, tel.: 12 429 29 62, www.loza.pl

ZaprasZamY dO NasZej restauracji w ZaKOpaNem

Szef Kuchni poleca wyśmienitą jagnięcinę

Loża Klub Aktora Restauracja, Zakopane, Krupówki 24, tel.: 18 201 20 22 , www.loza.pl


zdjęcia: materiały organizatora

filtr miejski imprezy i otwarcia

Ada Szulc w Konstelacji Gwiazd stępem tłumnie przybyłych gości. W 2011 roku zgłosiła się na casting do programu rozrywkowego X-Factor i znalazła się w finałowej trójce. Ada Szulc podczas fantastycznego koncertu w Baroque dostarczyła widzom niesamowitych wrażeń artystycznych, a jeszcze tego samego wieczoru grupa szczęśliwców miała okazję

wybrać się na prywatną imprezę z Adą w Party Busie. Cykl imprez Konstelacja Gwiazd w Baroque wspiera młode talenty polskiej sceny muzycznej, czekamy więc z nieceirpliwością na kolejne edycje.

zdjęcia: R. Bednarczyk / lounge

8 lipca podczas kolejnej odsłony Konstelacji Gwiazd w Baroque wystąpiła finalistka popularnego programu telewizyjnego X Factor - Ada Szulc. Młoda i żywiołowa studentka farmacji z Chrzanowa, absolwentka Szkoły Muzycznej, która od czterech lat jest wokalistką w zespole pop-rockowym Chilitoy zachwyciła swoim wy-

Tango Negro - krakowskie zmysłów rozbudzanie interesujące przeżycie, uświetnione występem tancerzy, którzy zaprezentowali nam najpopularniejsze tanga. Kolekcja przyjechała do Krakowa prosto z Buenos Aires. Pełna kokieterii, zmysłowości

i tajemniczości, przykuwała wzrok nie tylko męskiej części widowni. Wieczór z tangiem, minął nam szybko, zakrapiany suto czerwonym winem i przy dźwiękach porywającej argentyńskiej muzyki.

zdjęcia: R. Bednarczyk / lounge

11 sierpnia scena Teatru Nowego rozbrzmiała zmysłowymi rytmami tanga argentyńskiego. Zostaliśmy zaproszeni na pokaz kolekcji mody Tango Negro, w ramach festiwalu tanga argentyńskiego w Krakowie. Było to dla nas naprawdę

Penny Black w Galerii Krakowskiej Od 2 sierpnia wszystkie panie, które w w modzie cenią sobie włoską precyzję wykonania, wyrazisty, oryginalny styl będą mogły robić zakupy w nowym butiku Penny Black w Galerii Krakowskiej.

Na otwarciu oprócz ciekawych kreacji i fachowej porady, nie brakowało również smacznych przekąsek i wina. Przez całe popołudnie przez butik przepływały fale rozgorączkowanych zakupoholiczek. Marka

8

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Penny Black jest najmłodszym dzieckiem światowej sławy domu Max Mara. Drogie Panie, idziemy na zakupy!


HOTEL BUSINESS & SPA


kafeteria mniej lub bardziej poważnie

sama prawda... Przyjaźń między kobietami: - Pewnego dnia kobieta nie wróciła na noc do domu. Następnego dnia powiedziała mężowi, że spała u przyjaciółki. Mąż zadzwonil do dziesięciu jej najlepszych przyjaciółek. Żadna nie potwierdziła… Przyjaźń między mężczyznami: - Pewnego dnia mąż nie wrócił do domu na noc. Następnego dnia powiedział żonie, że spał u kolegi. Żona zadzwoniła do dziesięciu jego najlepszych kumpli. Ośmiu potwierdziło, że spał, a dwóch, że wciąż u nich jest…

mężczyzno, lecz się sam! Jak wiadomo, statystycznie rzecz biorąc, mężczyźni miewają częściej idiotyczne pomysły niż kobiety... 63-letni mężczyzna próbował zoperować sobie przepuklinę przy pomocy ponad 15-centymetrowego noża do masła. - Kiedy policjanci przyjechali pod dom chirurga - amatora w niedzielę wieczorem, zobaczyli nagiego mężczyznę leżącego w fotelu z czymś, co wyglądało na nóż wystający z brzucha - powiedział Tom Lorenz z policji w Glendale. Policja zawiadomiła karetkę i w czasie, kiedy czekali na jej przyjazd, mężczyzna wyjął nóż z brzucha i w otwartą ranę włożył palącego się papierosa. Chirurg - amator został natychmiast zabrany do szpitala i poddany opiece psychiatrycznej. Żona mężczyzny powiedziała, że jej mąż był bardzo zaniepokojony swoją przepukliną i postanowił ją usunąć. - Absolutnie niemożliwym jest aby ktokolwiek samodzielnie usunął sobie przepukilnę - powiedział Sam Carvajal, chirurg z centrum medycznego w Glendale. Stan mężczyzny jest stabilny i jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Tzn. do kolejnego mądrego pomysłu...

Kościół Latającego Potwora Spaghetti

Pewien znany austriacki ateista wygrał sprawę o możliwość posiadania zdjęcia w dokumentach w „religijnym nakryciu głowy”, czyli... durszlaku. Mężczyzna jako argument podał fakt, że jest członkiem Kościoła Latającego Potwora Spaghetti... 28-letni Niko Alm z Wiednia trzy lata temu złożył wniosek o wydanie nowego prawa jazdy i uparł się, że na zdjęciu chce mieć na głowie odwrócony do góry nogami durszlak, bo jest on „religijnym nakryciem głowy”, takim samym jak turban Sikhów czy islamska chusta. Władz nie przekonywała jego religia, którą jest pastafarianizm (pasta + rastafarianizm), parodystyczny ruch inaczej nazywany Kościołem Latającego Potwora Spaghetti, którego głównym dogmatem jest brak dogmatów. Wyznawcy zaś wierzą, że stwórcą całego świata jest Latający Potwór Spaghetti, który składa się z włoskiego makaronu i klopsików, i steruje ludzkimi sprawami przy pomocy swoich makaronowych macek, a w niebie znajduje się wulkan piwny i fabryka produkująca striptizerki... Federalna Dyrekcja Policji nie była jednak przekonana i kazała mu dostarczyć zaświadczenie, że jest psychicznie zdrowy. W każdym razie na tyle, by prowadzić pojazdy. W końcu jednak zezwolono mu na „religijne nakrycie głowy”, kiedy lekarze orzekli, że posiada wszystkie klepki na miejscu. I chociaż sam Niko Alm twierdzi, że było to zwycięstwo nad absurdem religii, to jednak urzędnicy odgryzają się, że zezwolono mu na durszlak tylko dlatego, że na zdjęciu widać jego twarz i spełnia ono z tego powodu wszystkie wymogi prawne. Nie zmniejsza to jednak entuzjazmu zawziętego krytyka Kościoła, który jest również przewodniczącym Austriackiej Rady Bezwyznaniowców. Po tym sukcesie planuje teraz złożyć wniosek o oficjalne uznanie swej „religii”.

facet poszukiwany Mężczyzna, to zdaje się towar deficytowy. Ostatnimi bowiem czasy w internecie pojawia się co raz więcej ciekawych ogłoszeń, zarówno tych o pracę, jak i matrymonialnych, w których to panie poszukują mężczyzn... Do czego? Przeczytajcie poniżej.

luźne fakty... - mija 7 sekund zanim jedzenie dotrze z buzi do żołądka, - ludzki włos jest w stanie udźwignąć 3 kg., - długość penisa jest równa trzykrotnej długości kciuka, - Kość udowa et tak twarda jak cement, - używamy 300 mięśni, by utrzymać równowagę gdy stoimy prosto, - kobieta przeczytała ten wpis do końca. Mężczyzna ciągle jeszcze patrzy na swój kciuk.

Ogrodnik od zaraz! „Witam! Jestem młodą kobietą, która szuka przystojnego ogrodnika. Nie jest to oferta matrymonialna, ani nic w tym stylu. Praca polega na pielęgnacji ogrodu (koszenie trawy, itp.). Nie jest ciężka. Wymagana jest tylko praca bez koszulki. Mam pieniążki, więc mogę sobie na coś takiego pozwolić. Proszę o wysyłanie zdjęcia sylwetki na maila podanego niżej. 30 zł/h. Pozdrawiam”

12

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Chłopaka do wzięcia udziału w weselu „Witam!! Poszukuję chłopaka, który weźmie udział w moim weselu, w charakterze pana młodego! Z powodów, o których wolę nie wspominać nie mogę poślubić mojego dotychczasowe chłopaka. Wesele ma odbyć się w październiku, pod Krakowem. Wszystko jest już przygotowane (wódka jest już zakupiona). Bardzo zależy mi na wyjściu za mąż, nie chcę rezygnować, myślę, że do tej pory uda mi się znaleźć odpowiednią osobę. To nie są żarty! Zależy mi na poznaniu kogoś zdecydowanego na ślub. Panowie w wieku 25-35 proszę przesyłać swoje „oferty” ze zdjęciem. Ja jestem szczupłą, wysoką szatynką, lat 25. Mam wyższe wykształcenie.”


kafeteria mniej lub bardziej poważnie

DOWCIP MIESIĄCA

kobieta i żaba

Pewna kobieta znalazła w lesie żabę w potrzasku. - Jeśli mnie uwolnisz, spełnię twoje trzy życzenia - mówi żaba. Kobieta uwolniła więc żabę, a ta mówi do niej: - Dziękuję, ale zapomniałam ci powiedzieć, że cokolwiek sobie zażyczysz, to twój mąż dostanie dziesięć razy tyle. Kobieta zamyśliła się przez chwilę, po czym chętnie przystała na propozycję. - Jakie będzie zatem twoje pierwsze życzenie? - zagadnęła żaba. - Chcę być najpiękniejszą kobietą na świecie! - krzyknęła z radością kobieta. - Czy aby jesteś pewna? - spytała żaba - Przecież twój mąż będzie dziesięciokrotnie przystojniejszy od najprzystojniejszego faceta na ziemi. - Nie szkodzi, ja i tak będę najpiękniejszą kobietą i mąż będzie patrzył tylko na mnie. - Niech więc tak będzie, jak pragniesz - rzekła żaba. - A jakie jest twoje drugie życzenie? - Chcę być najbogatsza na świecie - rzuciła kobieta. - Dobrze, ale wiesz, że twój mąż będzie dziesięć razy bogatszy niż ty. Kobieta na to: - Nie szkodzi, przecież co moje to jego, a co jego to moje. Żaba na to hokus-pokus i kobieta stała się najbogatsza. - No a jakie jest twoje ostatnie życzenie? Tu kobieta zamyśliła się mocno, żyłki jej wyskoczyły na czole, aż wreszcie z błyskiem w oczach powiedziała: - Chciałabym mieć delikatny atak serca... Jaki jest morał z tej historii? Kobiety są sprytne. Nie zadzieraj z nimi. Uwaga dla czytających kobiet: To koniec żartu dla was. Przestańcie czytać i delektujcie się morałem. Dla mężczyzn: Mężczyzna miał atak 10 razy słabszy od kobiety. Morał historii: Kobietom tylko wydaje się, że są takie sprytne, więc pozwólmy im na to P. S: Jeśli jesteś kobietą i wciąż to czytasz, dowodzi to tylko temu, że wy kobiety nigdy nie słuchacie co się do was mówi...

Moja żona dźgnęła mnie nożem, ale wciąż ją kocham

Do tragicznego wypadku doszło rok temu w Rade, niewielkim miasteczku w Norwegii. Mąż chciał podpalić dom, więc jego żona dźgnęła go nożem. Została skazana na rok więzienia. Do zdarzenia doszło we wrześniu 2010 roku. Małżeństwo z Polski, mieszkające na co dzień w Norwegii, w niewielkim miasteczku Rade, spędziło noc pijąc wódkę. Po upojnej, zakrapianej nocy, mężczyzna postanowił zrobić sobie małą wycieczkę samochodową. W domu spała smacznie rodzina kobiety: siostra, brat i syn. Po powrocie z przejażdżki zaniepokojona żona zobaczyła, że jej ukochany mąż chodzi dookoła domu z karnistrem benzyny i krzyczy, że spali cały ich dobytek oraz ją samą. Kobieta postanowiła ratować siebie oraz rodzinę i wyszła powstrzymać męża. W tym czasie szukał on zapalniczki i papierosów. Żona niewiele myśląc, złapała za nóż i dźgnęła go w klatkę piersiową. Po odebraniu kilku ciosów mężczyzna dotarł o własnych siłach do domu, po czym padł na podłogę. Żona zadzwoniła po karetkę i policję. Od początku przyznawała się do winy, tłumacząc się, że działała w obronie własnej. - Nie miałam wyjścia, musiała jakoś się bronić, żeby nie zrobił krzywdy i sobie i nam – tłumaczyła się zaoferowana kobieta. Pierwsze godziny w szpitalu były walką o życie Polaka. Po operacji niestety okazało się, że będzie kaleką do końca życia. - Pacjent długo leżał w śpiączce, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówili lekarze. – Niestety ma paraliż lewej ręki i nogi oraz trwałe uszkodzenie mózgu. Jego stan jest stabilny. Sąd skazał Polkę na rok więzienia i zwolnił z płacenia odszkodowania. Wcześniej Polka spędziła 168 dni w areszcie tymczasowym, które wliczają się do wyroku. Rok po zdarzeniu mąż wciąż kocha swoją żonę i wybacza jej wszystko. Uważa, że zrobiła dobrze, ponieważ działała w obronie własnej. - Moja ukochana wiedziała, że jestem wariatem i miała prawo dźgnąć mnie nożem. Postąpiła odpowiednio w tej sytuacji. Już nie raz po pijaku zdarzało mi się rozbić telewizor, czy przebić opony. Wciąż ją kocham – dodaje na koniec.

13

lounge ...bo jakość ma znaczenie


kafeteria mniej lub bardziej poważnie

Okiem Kielmucha lipiec - sierpień 2011 T en tekst miał być o wakacjach i o urlopowym charakterze, ale jakoś nie potrafię o tym pisać. Nie żebym nie umiał odpoczywać, bo jak sami dobrze wiecie – robię to dwadzieścia cztery godziny na dobę. Tyle, że na odpoczynek też musi być właściwa pogoda. Złoty środek. Nie za ciepło, nie za zimno.

A w chwili gdy piszę te słowa siedzę na balkonie mego apartamentu, popijam drinka z palemką (czytaj: zimne piwo bez słomki) i zastanawiam się, czy wyglądam już jak murzyn, czy jeszcze nie i jak bardzo sąsiedzi się obrażą kiedy zdejmę kolejną, jedyną już jaka mi została, część garderoby. Byłyby to bokserki, bo całej reszty pozbyłem się widząc ile jest stopni na dworze. I nie, nie widziałem tego na termometrze, bo nie mam. Pani w telewizji mi powiedziała. Ładna pogodynka, w obcisłej kiecce, która stwierdziła, że nie ma szans na ozimnienie i witajcie wakacje! Tej pani już dziękujemy. Nie dość, że zabrała mi nadzieję, to jeszcze powitała wakacje 20 sierpnia, co samo w sobie jest absolutnym kuriozum. Pal licho bachory wracające do szkoły, bo im się akurat należy, ale nie zapominajmy o uczciwych ludziach: Ani, dyrektorze kreatywnym, technicznym, artystycznym, ich asystentach i asystentach ich asystentów (tak, w Longerze ostatnio pracuje więcej ludzi niż w rządzie). Nie zapominając o wiecznie uśmiechniętym Naczelnym, któremu ostatnio nie było tak do śmiechu, jak nie mógł jechać na Majorkę, bo okazało się, że jego kredyt we frankach szwajcarskich poleciał na łeb, na szyję. Cokolwiek to znaczy. I tekst ten przekształciłby się w felietonowe głupstwo, pełne narzekań, gdyby nie nasz kochany prezydent, wraz z wierną grupą wsparcia, który postanowił uatrakcyjni�� ten czas jak się tylko da i zapewnić szarym obywatelom czystą rozrywkę. Tym razem obyło się bez Rubika, który podobno nagrywa płyty w Stanach, opływając dookoła cały świat i każąc na siebie mówić Marco Polo. Podobno tak nazywa się jego nowa płyta. Dla mnie POLO to nazwa marketu naprzeciwko mojego apartamentu. Ale widocznie ma to też inne znaczenie. Rozrywką nie okazała się też wygrana mistrzów Polski, którzy walczyli dzielnie o Ligę Mistrzów. Jak mawia Jędrzej: „walczyli jak nigdy, przegrali jak zawsze”. Ja mam trochę inne sformułowanie: dali dupy jak zawsze. Skróciłem, bo tamto za długie było. Nie jestem fanem sportu, jedyna forma aktywności w moim przypadku to jedzenie pierogów i picie zimnego piwa, ale nie sposób nie docenić naszych piłkarzy. Osiągnęli dużo i byli naprawdę blisko. Pisząc te słowa śmieję się do rozpuku, czym narażę się bojówkowym fanom drużyn z Krakowa, ale jakoś inaczej nie potrafię. Ja nadal wierzę w Wisłę. Lubię tę rzekę, więc i klub mi odpowiada. Po prostu nie wierzę w sukces. Znaczy wierzę – ale swój własny.

Zbawieniem okazały się zupełnie inne rzeczy. Festiwalu piwa jak nie było, tak nie ma i chyba długo nie będzie, więc musiałem zadowolić się innymi atrakcjami. Z pomocą przyszła mi Coca-Cola, która postanowiła ufundować każdemu puszkę zimnego napoju i serię koncertów, trwających dwa dni. Widzę pewną prawidłowość w ich festiwalu. Była Rihanna, był Jay-Z, to teraz musi być inny śpiewający, żeby „uciekać z tego miasta”. Był i Kanye West, znany z tego, że uważa się za kolejne wcielenie Jezusa (tym razem naprawdę czarnego) i kręci pełnometrażowe, godzinne teledyski, w których goni feniksa w kobiecej postaci. Nie mam zielonego pojęcia co jarał przed robieniem tej chałtury, ale chcę spróbować tego samego! Kanye znany jest z kilku rzeczy. Przede wszystkim z tego, że jest czarny. Czarny jak Coca-Cola, i właśnie w tym widzę prawidłowość. Jak na złość zaproszono zespół White Lies, ale to chyba dla kontrastu. Festiwal od tego roku opanują czarne rytmy i czarni wykonawcy – żeby się z napojem dobrze kojarzyło. Muse było wpadką, teraz będzie dobrze. Na kolejny ogień idą prawdziwi murzyni muzyki: naszej rodzimej, czyli Peja, czarniejszy od Eminema i Mezio (pisownia oryginalna), a potem zagraniczni. Tam już jest z czego wybierać. Skoro zaprosili artystów wspierających Rihannę w walce z damskim bokserem Chrisem Brownem, to proponuje zaprosić i samego Browna, nie dość, że kolor skóry pasuje, to jeszcze jego muzyka przeżywa renesans. Wszystko za sprawą małego Biebera. Jego też zaprośmy. Może nie jest do końca czarny, ale mógłby być. W końcu co to dla niego. W dodatku Coke Live Festival przeżyłby prawdziwy nalot Justino-fanek! Okej, pośmiałem się trochę z naszych rodzimych festiwali, czas na te zbliżające się „atrakcje”. Nie sposób nie wspomnieć o nowym pomyśle rady miasta. Jesień Kurdwanów to rodzinny piknik, mający uatrakcyjnić pobyt na wygnaniu niektórym mieszkańcom wiosek dookoła centrum. Pomysł dla mnie wyśmienity. Niech nie czują się gorsi, tylko dlatego, że dojeżdża do nich jeden tramwaj i są oddaleni miliony lat świetlnych od centrum. Niektórzy mają przecież jeszcze gorzej! Na przykład taki… Ruczaj! Tam już nic nie dojeżdża, a planowana budowa tramwaju została wstrzymana, bo Chińczycy uciekli i nie chcą budować. Podobno spodziewali się podwyżki. Gdybym był rasistą, spytałbym się, czy chcieli dwie miski ryżu, zamiast jednej, ale na szczęście nie jestem. Jestem za to fanem wymysłów krakowskich radnych. Po Jesieni Kurdwanowa zróbmy Wiosnę Bronowic, Zimę Ruczaju i Lato Borku Fałęckiego. W kolejce czekają tytuły nawiązujące do klasyki literatury polskiej, takie jak: Przedwiośnie Łagiewnik. Bo skoro przy Łagiewnikach jesteśmy, to właśnie odkryłem, że leżą równie daleko. I tak, jest to artykuł sponsorowany, bo poprosiła mnie o to koleżanka z redakcji. Powiedziała: „Jak napiszesz Kielmuch coś złego o Łagiewnikach, to cię uduszę”. No więc napi-

sałem same ładne rzeczy. Bo to, że Łagiewniki leżą dalej niż Afryka, wiedzą przecież wszyscy. Zmęczyłem się tymi wszystkimi wyliczankami, a zapomniałem wspomnieć o najważniejszym! O miłości sąsiedzkiej! Bo i ona jest najważniejsza, a ma wiele wspólnego z Krakowem. Otóż w 2009 roku nakręcono w Polsce amatorską komedię pod tytułem: „Czeski film”. Dzieło było tak samo głupie jak i tytuł, ale pokazywało, ze kochamy Czechów i potrafimy się z nich śmiać – z siebie już gorzej. Teraz nagle pojawia się wiadomość, że w Krakowie będzie kręcony film pod tytułem „Polski film” przez… tak, zgadliście. Czechów. Sąsiedzi też umieją się z nas śmiać. Z siebie pewnie nie. Najlepsza jest jednak wypowiedź reżysera: „Nie wiem, czy w Czechach istnieje takie powiedzenie jak Polski film, ale wiem, że w Polsce istnieje stwierdzenie Czeski film”. Genialne tłumaczenie. Ja też nie wiem czy istnieje coś takiego jak Polski film, ale nawet jeśli istnieje, to nie jest to nic pochlebnego. Podobnie jak polska szkoła filmowa, czy polska myśl szkoleniowa. Ale fajnie, że Czesi wpadli na taki pomysł. Skoro my śmiejemy się z nich, niech oni pośmieją się z nas. Najwyżej zamkniemy im granicę. Albo ponownie najedziemy na Cieszyn. W końcu jesteśmy spadkobiercami Sarmatów. Jedno mnie tylko pociesza – że Polski film będzie kręcony w Polsce. Bo skoro Czeski film był kręcony w Polsce, to bałem się, że Polski film będzie kręcony w Czechach. Albo nie daj Boże w Niemczech. A tak to wszystko jest w porządku. Reżyserem się nie martwmy, najwyżej go wymienimy.

Dzielnicy Kurdwanów pozazdrościło Radio Kraków i po raz kolejny organizuje swoją coroczną imprezę pod nazwą „Marsz Jamników”. W marszu chodzi o to, żeby wziąć swojego jamnika, albo siostrę, czy brata przebranego za jamnika (rodzeństwo też się przecież nada) i przejść spod Barbakanu (to tam, gdzie co miesiąc występuje Daniec) na Rynek i pochwalić się swoim jamnikiem. Ja w tym roku zabieram Jędrzeja. Prawie nie będę go musiał przebierać. Organizatorzy chwalą się, że odwiedziły nas już jamniki z USA, Włoch, Japonii, Francji i RPA. Czekany na jamniki z Korei, Czech, Rosji i Białorusi. Mogą być używane i nie szczekające po polsku, jakoś damy sobie radę. Na koniec tylko dodam, że upał jest nieznośny. Na szczęście wieczorem zawsze można gdzieś wyjść i sobie popić. Z inicjatywą wyszedł Kitsch, czyli najbardziej tolerancyjny z krakowskich klubów, gdzie spotkać trzeźwą osobę, to prawdziwy problem. Dlatego i ja jestem tam stałym bywalcem. Kitsch otwiera nowy lokal w tym samym miejscu, na parterze. Podobno piętro zaczęło już się walić. Albo to dla zmyłki przed policją. Kiedy oni będą szukali pijanych na górze, pijani będą się bawić na dole. Świetny pomysł, czekamy aż Frantic przeniosą spod ziemi na pierwsze piętro, a Mc’Donaldsa do KFC i na odwrót!

www.krakowski-artysta.pl 14

lounge ...bo jakość ma znaczenie


lounge

COOLTURKA //


coolturka kalendarium

KOBIETY PATRZĄ współczesne malarstwo szwedzkie 2 - 25 września | Galeria Szara, Kraków

Szwedzka scena genderowa interpretowana jest dziś jako obszar skrajnie, by nie rzec – rewolucyjnie,  feministyczny. Wystawa Kobiety patrzą to jednak próba usytuowania się poza tego rodzaju dyskursem. Prezentowane tu malarstwo czerpie przede wszystkim z doświadczeń egzystencjalnych, z fragmentów życia „wspólnych nam wszystkim”, uniwersalnych - choć w różnorodny sposób interpretowanych. To sztuka, którą łączy nie tylko topografia przestrzeni życiowej, ale skądinąd dominujący w niej kobiecy punkt widzenia.  Dorina Mocan filtruje swoje doświadczenia przez wiek dziecięcy. Szuka utraconej niewinności, kreatywności, zagubionego pośród „dorosłych”  doświadczeń humanizmu.  MariaManuela Vintilescu studiuje związki pomiędzy estetyką Wschodu, a nowoczesną kulturą i takim sposobem bycia. Portretuje kobiety o delikatnej urodzie w kolorach mocnych - emblematycznych dla czytelnych tożsamościowych deklaracji. Danka Jaworska chce opowiadać czym jest, lub przewrotnie – nie jest, tzw. kobiecość. To nie materia czy cielesność przyciąga wzrok w jej obrazach, ale to co kryje się pod, czy raczej „poza” nimi. Bodil Hedlund konstruuje na płótnie misterne opowieści o wrażliwości i intymności wystawionych dziś powszechnie na sprzedaż.   Tytuł wystawy nawiązuje do filmu Ingmara Bergmana Kobiety czekają  – I części trylogii kobiecej, w której szwedzki reżyser portretuje związki kobiet z perspektywy ich własnej emocjonalnej dojrzałości i małżeńskiego stażu. Galeria czynna: wtorek – piątek: sobota:         

13.00 – 18.00 11.00 – 17.00

KIM JEST MAGGIE PIU? malarstwo i grafika Małgorzaty Bieniek-Strączek

9 września - wernisaż, wystawa potrwa do grudnia | Kolanko No 6, św. Józefa 17, Kraków Maggie Piu (Małgorzata Bieniek-Strączek) jest absolwentką wydz. Architektury Politechniki Krakowskiej. Tworzy i prowadzi pracownię projektowania wnętrz w Krakowie. Ma w dorobku ponad 20 indywidualnych wystaw (w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Lublinie , Londynie i innych miastach). Publikowała swoje rysunki w Fantastyce, Odrze, Lounge; była ilustratorką w magazynie Gentelman. Jej rysunki ozdobiły książkę J.T. Gierlińskiego Pustka intymnych ucieczek. W 2003 roku była jedną z dwunastu kobiet wybranych z całej Polski w akcji Twojego Stylu – Ja Kobieta- najbardziej kobiece Polki zakwalifikowana tam jako Dama XXI wieku; pisano o niej jako o „...emisariuszce piękna i kultury...” Maluje od lat - z jednej strony ciągle podobnie, z drugiej coraz bardziej doskonale. Jej grafika i malarstwo mieszczące się w secesyjnej estetyce sprzeczności jest połączeniem wizji kobiety „art nouveau” ze współcześnie surrealistyczną wizją kobiecego ciała. Charakteryzuje się bogatą ornamentyką i precyzją detalu. Maggie maluje tradycyjnie na płótnie i papierze, ale inaczej akrylem i tuszem, również współcześnie przetwarza swoje rysunki na komputerowych programach graficznych. Maluje cyklicznie, a swoim obrazom nadaje dziwaczne i humorystyczne tytuły, np. Grafika sexurealna, Kot vanii z czerwonym ogonem, Orgiami z Vogue’a, Mak i różaniec albo cykl Spiritus cellebritus - madonna frustratta, Salma na hayu i wiele innych. Ostatnio pracuje nad nowym cyklem pt. Fashion profanum - trochę wyśmiewający i trochę wychwalający obecny szał na modę, modelki i drogie marki. Kilka obrazów z tego cyklu można zobaczyć na obecnej wystawie. Ś.P. Profesor Wiktor Zin, znany polski rysownik i znawca sztuki, prowadzący niegdyś program Piórkiem i węglem, po jednej z jej wystaw napisał: ...jestem zachwycony zaprezentowanymi na wystawie rysunkami pani Małgorzaty Bieniek, olbrzymi talent, elegancja przedstawionych form, precyzja i świadomość celu. Parafrazując tytuł cyklu mistrza, w Szminką i cieniem tworzy cykl artykułów o artystach mniej znanych na łamach magazynu, który właśnie czytacie - czyli Lounge. Maggie interesuje się również modą i tworzy autorską biżuterię. W 2009 roku zdobyła pierwsze miejsce na Warsaw Fashion Street za projekt torby na laptopa. Była też wraz ze swoimi obrazami gościem programu TVP1 Kawa czy herbata. W 2011 roku została wyróżniona przez Dorotę Wróblewską i wystawiała swoje prace na Street of design w Warszawie. www.malgorzatabieniek.blogspot.com (blog malarski) www.architektwnetrz.blogspot.com (blog wnętrzarski) www.piufiuboom.blogspot.com (blog art)

WIKTOR DYNDO A lato było piękne tego roku... 11 września 2001 wystawa malarstwa 7 - 21 września | Bocheńska Gallery, Warszawa

Wiktor Dyndo (ur. 1983) w latach 2002-2007 studiował na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. W 2007 roku otrzymał Dyplom z wyróżnieniem rektorskim w pracowni prof. K. Wachowiaka. W swojej twórczości artysta koncentruje się na sprawach ściśle powiązanych z rejonem Bliskiego Wschodu, a w szczególności, ze światem islamu. Jego poszukiwania dotyczą różnych aspektów inspirowanych tym obszarem. W swoim malarstwie koncentruje się na zagadnieniach socjologicznych, znakach, kodach kulturowych i religijnych, obrazujących i przynależących do tego regionu, będących jednocześnie częściowo, bądź też zupełnie niezrozumiałych w Europie. 16

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka kalendarium

VI Krakowska Jesień Jazzowa

20 września - 28 listopada | Klub Alchemia

Festiwal Sacrum Profanum 11 - 17 września

Tegoroczna, 9. już edycja Festiwalu Sacrum Profanum startuje 11 września, w 10. rocznicę zamachu na nowojorskie WTC. Tym razem Festiwal poświęcony jest amerykańskiemu minimalizmowi i 75. urodzinom Steve’a Reicha – ikony gatunku. Na całość złożą się 4 projekty: Modern Classic, prezentujący muzykę Steve’a Reicha i jego przyjaciół (Johna Adamsa, Terry’ego Riley’a, Davida Langa, Julii Wolfe i Michaela Gordona), Made in Poland – Miłosz Sounds, przedstawiający nowe utwory pięciu wybitnych kompozytorów polskich młodego pokolenia (Pawła Mykietyna, Agaty Zubel, Jagody Szmytki, Aleksandry Gryki i Wojciecha Ziemowita Zycha) w mistrzowskich wykonaniach czołowych zespołów specjalizujących się w wykonawstwie muzyki współczesnej (m.in. Ensemble Modern, Alarm Will Sound i Bang on a Can All-Stars), Debuts, dedykowany młodym zespołom wchodzącym na rynek (Amadrums), oraz Freak - tradycyjnie odbywający się w hali ocynowni elektrolitycznej, który od przyszłego roku wytyczy nowy rozdział w rozwoju festiwalu. Wśród gwiaz uświetniających 9. Festiwal Sacrum Profanum zobaczymy m.in wspomnianego już Steve’a Reicha, Jonny’ego Greenwooda - muzyka i kompozytora, szerzej znanego jako gitarzystę zespołu Radiohead, Apex Twin - jednego z najbardziej twórczych i wpływowych artystów współczesnej muzyki elektronicznej czy Adriana Utleya, brytyjskiego producenata, gitarzystę, basistę i klawiszowca, członka grupy Portishead. Szczegóły na: www.sacrumprofanum.com

Tegoroczny festiwal Krakowskiej Jesieni Jazzowej, pomimo sporych trudności organizacyjnych, zapowiada się naprawdę imponująco. Jest to jedyny festiwal jazzowy w Polsce, który skupia się wyłącznie na współczesnej muzyce improwizowanej i free jazzowej. Przez pięć edycji wydarzenie to gromadziło największe gwiazdy światowego formatu muzyki improwizowanej z udziałem ponad 150 muzyków, a wśród nich m.in. legendarni Anthony Braxton, Joe McPhee, Charles Gayle, Peter Brötzmann. Tegoroczna edycja zapowiada się również bardzo ciekawie. Program szóstej Jesieni usatysfakcjonuje na pewno fanów Kena Vandermarka w ducie z Paalem Nilssenem-Lovem, mistrza klarnetu Gerharda Ullmanna ze składem Conference Call, saksofonisty Trevora Wattsa z pianistą Veryanem Westonem. Nie zabraknie także premierowego występu w wykonaniu wyśmienitego zespołu Edge, amerykańskiego skrzypka Jasona Kao-Hwanga. Do największych wydarzeń tegorocznej edycji KJJ zaliczyć trzeba na pewno pierwszą od roku 1976(!) wizytę legendy japońskiej awangardy Akira Sakaty, czy polską premierę koncertu japońskiego tria Petera Brötzmanna w ramach europejskich obchodów siedemdziesięciolecia urodzin artysty. Więcej na: www.alchemia.com.pl

Wejście Smoka. Trailer

22 - 25 września | Teatr Łaźnia Nowa Uwaga, wejście smoka! W Teatrze Łaźnia Nowa z Bartoszem Szydłowskim udamy się w egzotyczną podróż tropem... słynnego Bruce’a Lee. Utrzymany w konwencji pastiszu przewrotny spektakl łączy widowiskowość wschodnich sztuk walki ze stylistyką filmów klasy B. Znajdziemy tu sceny przemocy na granicy błazeństwa, niewybredny humor, żonglerkę stylami i konwencjami, popkulturowe klisze, oscylujące wokół modelu prawdziwego macho.

Key Salsa Festival

9 - 11 września | Kopalnia Soli w Wielczce

W roli mistrza przekraczającego ograniczenia własnego ciała w imię odwiecznej walki ze złem wystąpi Jan Peszek. W łaźniowym projekcie zobaczymy także Tymona Tymańskiego. Premiera spektaklu Wejście smoka. Trailer odbędzie się 22 września. Przygotowując się do projektu, twórcy wybrali się w podróż do Chin, m.in. do Hongkongu – miasta Bruce’a Lee – i do słynnego klasztoru Shaolin, gdzie ekipa trenowała kung-fu pod okiem buddyjskich mnichów. Spektakl dla widzów pełnoletnich.

Na tegoroczny KEY SALSA FESTIVAL festiwal zostały zaproszone największe gwiazdy salsowego świata, w tym Abakua dance Company z Frankie Martinez`em na czele. W trakcie kongresu salsy odbędą się cztery imprezy taneczne, trzy spektakle i ponad 60 godzin warsztatów. Do wyboru wiele stylów tanecznych w tym LA, cubana, mambo, kizomba, bachmata, zouka, rumba czy cha cha. Organizatorzy planują wiele ciekawych konkursów z atrakcyjnymi nagrodami. W planach także bicie rekordu Guinessa.

Więcej na: www.laznianowa.pl

Więcej na: www.crystalsalsaparty.pl

Przed nami przewinie się galeria niezwykle ciekawych typów: Opalony Twardziel, Młody Chudy Człowiek Męski, Afro Nińdża czy Ślimak Nińdża.

17

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka muzyka

Red Hot Chili Peppers I’m With You

DoriFi Entliq Pentliq

EluKtRick WAdjustmeant

Red Hoci już kiedyś nagrywali bez Frusciante. W połowie lat 90. zastąpił go Dave Navarro (Jane’s Addiction), który skierował grupę ku zakwaszonemu hard-rockowi (niewiarygodnie dobra płyta One Hot Minute).

Debiut stołecznej artystki to świeża, kipiąca pomysłami i energią fuzja neosoulu, muzyki funky, ragga czy nu-jazzu. Mamy więc tutaj dużo pulsującego basu, trąbek, saksofonu i klawiszy. Piosenki są bezpretensjonalne i przebojowe (Jutro Futro, Chromatiq). Teksty zaś błyskotliwe, trafnie opisujące rzeczywistość, często kąśliwe (Dziś Powiem Ci czy Szkoda o przygnębiających osobnikach). Lecz DoriFi nie omija również bardziej osobistych spraw i rozrachunków (Choć się Starałam czy Mentliq, które najmocniej pokazują możliwości wokalne artystki).

O powstałym w 2006 r. zespole EluKtRick można przeczytać, że „inteligentnie łączy klasykę rockowej awangardy z nowoczesnym brzmieniem” i tworzy coś pomiędzy avant-rockiem, psychodelią i indie. Właśnie ukazał się ich debiutancki album – Adjustmeant, który składa się z trwających po 5-6 minut rozpędzonych, gęstych od przestrzennych dźwięków gitar i fortepianu, śpiewanych po angielsku piosenek (I Just Meant, Talkin’ It Easy). Czasem uderzające na siebie niczym bitewne falangi oba instrumenty godzą skrzypce (rozedrgane, emocjonalne Can I Peach) lub dęciaki (Deception).

Swoje daje też świetna produkcja, chórki i profesjonalni muzycy. Prawdziwy majstersztyk stanowi pod tym względem A Nie Mówiłam z nagłym wejściem gitary i piskiem wokalistki w finale. Zwraca uwagę również współpraca wokalu i zespołu w Bidi.

Z jednej strony nie wiem, gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna naśladowanie - w tym wypadku New Model Army. Z drugiej strony taka muzyka z założenia musi być pasjonująca, szczera, zacięta, pełna patosu i… taki debiut EluKtRick właśnie jest! Ponadto ciężko na Adjustmeant znaleźć jakiś wypełniacz, w który nie włożono całego serca.

Warner Music

Tym razem nie sięgnięto po żadną znaną postać czy wymiatacza z łapanki, lecz zaprzyjaźnionego z kapelą Josha Klinghoffera, nieraz już wspomagającego kapelę na scenie. Zamiana więc odbyła się jak najbardziej naturalnie. Tak naturalnie, że niemal cała I’m With You brzmi w zasadzie, jakby była odrzutem z sesji do monstrualnej Stadium Arcadium. Z tą różnicą, że to nie Frusciante ponakładał gitarowe ścieżki do np. Factory of Faith, Did I Let You Know czy Meet me at the Corner. Zadziwiające, ale tam, gdzie Klinghoffera słychać najbardziej, RHCP brzmi najlepiej! (funkujące Look Around i mocne Goodbye Hooray). Mam nadzieję, że ten niezwykle utalentowany i wrażliwy chłopak przejmie stery nad szczęśliwymi, spełnionymi mega-gwiazdami na następnej płycie i usłyszymy więcej jego zakręconych, brudnych, alternatywnych dźwięków.

Nasze oceny:

Rockers Publishing

Mimo wszystko to płyta dość jednostajna, nudnawa. Wokal samej DoriFi, choć nie można mu technicznie nic zarzucić, jest mało zaskakujący i monotonny.

- szkoda czasu

- cienki bolek - ukryty smok 18

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Więc przyznaję – jak zapomnę o istnieniu Justina Sullivana i spółki, to jedno z największych, pozytywnych zaskoczeń muzycznych roku w kraju.

- średnio na jeża - killer

- przyczajony tygrys


Dopieść swoje zmysły! Już teraz daj się skusić na nowe, skandalicznie pyszne menu.

Plac Szczepański 2, Kraków / Rezerwacje: tel: 12 422 13 33


fot. Bartosz Koczenasz

coolturka literatura

W INTERNETOWYM SERWISIE LITERNET.PL, KTÓRY WPROWADZA LITERATURĘ NA WIRTUALNE SERWERY, NATRAFIŁAM NA PROJEKT „SZUFLANDIA ARTEFAKTU”. ARTYSTYCZNY MANIFEST NAMAWIAJĄCY DO WYCIAGNIĘCIA TWÓRCZOŚCI Z SZUFLAD I WPUSZCZENIE JEJ DO SZERSZEGO OBIEGU, WYSZEDŁ SPOD PIÓRA MŁODYCH LITERATÓW, ZAŁOŻYCIELI KRAKOWSKIEGO STOWARZYSZENIA .SCAL_ART. - Szuflandia to przestrzeń dla tych, którzy mają pełne szuflady własnej twórczości, a nie potrafią „dogodzić” wydawcom, którzy w dużym stopniu myślą marketingowo - opowiada Bartłomiej Misiniec, autor trylogii historycznej z czasów starożytnego Rzymu. - Chcemy pomóc młodym pisarzom trafić do czytelników jeszcze zanim ich twórczość zostanie wydana - także dla ich własnego dobra, ponieważ pierwsza krytyka bywa zazwyczaj przeżyciem tyleż traumatycznym, co pouczającym - dodaje ze śmiechem autor „Pretorianina”. - Przez dwa lata działalności naszą grupę chcieliśmy zarejestrować aż trzy razy, gdyż to był warunek załatwienia jakiejś formalności, ale za każdym razem dochodziliśmy do wniosku, że nie o pieczątki tu chodzi i aktywizowaliśmy takich ludzi, którym nie były one potrzebne - wyjaśnia Bartosz Walat, współtwórca idei scalonych, dziennikarz i autor zbioru opowiadań Miny. Projekt Szuflandii zakłada gromadzenie książek młodych literatów, wydanych bądź nie wydanych, w szufladach krakowskiego klubu Artefakt Cafe. Literaturę młodego pokolenia każdy będzie mógł tu wypożyczyć oraz dorzucić własne wytwory. Pomysł jest prosty, ale równocześnie niecodzienny, ponieważ od pewnego czasu polska kultura alternatywna ma coraz więcej wspólnego ze zjawiskami pop, a wszelka działalność animatorów kultury wydaje się mieć na celu komercjalizację i unifikację przekazu. Krajowe podwaliny niezależności, jakie wytworzyła w latach 80. działalność subkultury punk przeobraża się często w zwykłe generowanie zysku. Co więcej, współczesne pokolenie dwudziestolatków wpisuje się ze swoją działalnością w tendencję do wytwarzania grant artu, czyli realizowania projektów artystycznych na potrzeby władz różnego szczebla, które rozpisują konkursy na twórczość upamiętniającą wydarzenia historyczne bądź realizującą społeczne kampanie. Oba zjawiska dotyczą w szczególności kultury niszowej, która do tej pory była oazą niezależnej myśli, a od niedawna wabiona jest finansowymi stypendiami. Do tego ogólnopolskiego zjawiska zalicza się także Kraków, gdzie liczne stowarzyszenia i fundacje podejmują zbiorową walkę o kulturę. Walkę, rozumianą jako pijarowy wyścig do zdobycia grantu i dalszej obróbki sponsorowanych przez władze miasta projektów. Co więcej, realia rynkowe przyswoiły już taki mechanizm kreowania twórczości i przez to grupy niezrzeszone, pozbawione regonu i osobowości prawnej, odchodzą w otchłań anonimowości i amatorstwa. Pomimo wolnego

20

rynku i braku cenzury, reaktywuje się więc mityczny trzeci obieg, który w latach PRL-u był swoistą przystanią dla kreatywnych indywidualistów, tymczasem teraz jest zapomnianym obszarem dla tych, którzy nie występują jako osoby prawne i tworzą samemu, bez wsparcia, sponsoringu i patronatów medialnych. Tym bardziej wiec pomysł „samopomocy artystycznej”, jaki zaproponowało kilku młodych ludzi, może się wydawać bardzo interesujący. Obecnie Szuflandia posiada ponad siedemdziesiąt tytułów różnorakich tekstów, nagrań, a nawet nut. Jej siłą - oprócz gromadzenia twórczości - mają być spotkania literackie i krytyczna debata wokół nadsyłanych prac. Jedno z takich spotkań przygotował nawet Literadar, który właśnie do Szuflandii Artefaktu zaprosił Annę Brzezińską, pisarkę fantasy, która z czytelnikami rozmawiała tam o swojej twórczości. Niedawno założyciele .scal_artu zdecydowali przekształcić się w grupę artystyczną, pozostawiając realizację założeń swego manifestu zaprzyjaźnionemu stowarzyszeniu SZUM, z Szymonem Zającem na czele. Manager klubu Artefakt, absolwent polonistyki i miłośnik książek jest wraz z Bartoszem Walatem współautorem projektu Szuflandi. Przy ul. Topolowej 40 organizuje obecnie nie tylko spotkania literackie, ale także wernisaże fotografii i malarstwa. Idea tworzenia bez żadnych nacisków pojawia się już coraz częściej i to na różnym szczeblu, no i w każdej dziedzinie. Ubiegłoroczny laureat Paszportów Polityki, Wojtek Bąkowski, w trakcie odbioru nagrody stwierdził, że cieszy się z nagrody szczególnie dlatego, że nie musiał brać udziału w żadnym konkursie, nie musiał rapować do utworów Chopina, ani robić filmów animowanych o Powstaniu Warszawskim. Jego wypowiedź odbiła się echem w wielu publikacjach i artykułach, gdyż coraz częściej słychać lament twórców, którzy nie posiadają pod ręką działu marketingu... - Szuflandia, to miał być projekt dla ludzi młodych, pełnych pasji i zaangażowania, gotowych na wyrzeczenia i cierpliwych. Szybko okazało się jednak, że i w tym wypadku konieczna jest biurokracja. Dlatego rozpoczęliśmy współpracę z Szymonem Zającem i ze Stowarzyszeniem SZUM, do którego odsyłamy po stempel i regon. Przeraża nas nieufność względem sztuki

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka literatura

niezbiurokratyzowanej - tłumaczy Bartosz Walat decyzję o połączeniu sił pomiędzy dwoma różnymi grupami. Na końcu pragnę zacytować anegdotę ze swej delegacji do Lipska, jaką przywołuje Jan Bińczycki w raporcie Kultura niezależna w Polsce 1989-2009, która rozpoczyna jego rozważania nad przestrzeniami dla sztuki i w bardzo przewrotny sposób obrazuje wspomniane zjawisko: Oglądaliśmy zakłady bawełniane przerobione na wielkie centrum sztuki, lofty, zieleń miejską, przestrzeń publiczną odzyskaną z NRD-owskich fabryk i szereg innych rozwiązań, które w Polsce dopiero kiełkują, a na Zachodzie stanowią standard. Przez ten piękny krajobraz przetoczyła się grupa punków. Pomalowane skórzane kurtki, ćwieki, łańcuchy, butelki w rękach i sfora psów dookoła - wyglądali, jakby wracali z festiwalu Jarocin ‘84. - Widzicie państwo tę grupę nietypowych ludzi? tłumacz wydął wargi. – Otóż gmina wspomaga ich „alternatywne projekty mieszkaniowe”, płacą za nie jedno euro miesięcznie. Byłem zachwycony mądrością i otwartością lipskich radnych, ale za chwilę dopadła mnie wątpliwość – skoro ci załoganci są sponsorowani przez system, to kto walczy z systemem?

MEDYCYNA ESTETYCZNA

Mistrzostwo w odkrywaniu piękna trwałe usuwanie tkanki tłuszczowej i modelowanie biustu:

Body Jet skuteczne likwidowanie cellulitu

ANNA MALISZEWSKA

LipoShock, Body Health bezoperacyjny lifting twarzy i ciała:

thermolifting Zaffiro Chris Anderson

ZA DARMO Na czym zarabiają tanie linie lotnicze skoro sprzedają bilety za złotówkę? W jaki sposób pewien japoński sklep przynosi dochody skoro każdy może z niego wynieść 5 dowolnych produktów?

laseroterapia:

Dualis SP, Compact Flash medycyna estetyczna:

botox, wypełniacze, peelingi lekarskie

I w końcu, w jaki sposób ściąganie pirackich plików mp3 może mieć korzystny wpływ nap przemysł muzyczny? Na te pytania odpowiedzi należy szukać w wydanej niedawno w Polsce książce Za darmo Chrisa Andersena. Wydana przeszło 2 lata temu w Stanach książka For Free wywołała niemal natychmiastową dyskusję. Zaproponowany przez autora model darmowego dostępu do dóbr w Internecie wzbudził spore kontrowersje, szczególnie w kontekście rosnących strat jakich doświadczał przemysł muzyczny. Ponadto, zgodnie z tytułem i zawartą w książce filozofią, w momencie wydania autor udostępnił jej treść w sieci… za darmo! Jeśli czytelnikowi bliskie są książki poświęcone meandrom marketingu w stylu Malcolma Gladwella (Punkt przełomowy) czy Martina Lindstroma (Zakupologia), z pewnością przypadnie mu do gustu Andersen. Autor – redaktor naczelny magazynu Wired - wykazuje się swoją ogromną wiedzą i przenikliwością szafując na każdym kroku case’ami, które w przejrzysty sposób ilustrują stawiane przez niego tezy. Jedyne co można by zarzucić Andersenowi, to wyczuwalną niekiedy bezkompromisowość w przytaczanych sądach i nieco bezkrytyczną wiarę w stwierdzenie, że „robienie pieniędzy wokół tego co darmowe to przyszłość biznesu”. Bez względu jednak na to, czy książkę tę kupimy czy ściągniemy za darmo, z pewnością będzie to dobra inwestycja. KAMIL STANUCH

Kraków, ul. Biskupia 4, tel. 12 633 05 75 www.maestria.krakow.pl

Promocje SERIA 10 ZABIEGÓW BHS + MEZOTERAPIA - W PAKIECIE OSZCZĘDZASZ 300 ZŁ WYBIERZ EPILACJĘ NOGI/ŁYDKI + BIKINI + PACHY, A DODATKOWY ZABIEG EPILACJI PACH I BIKINI OTRZYMASZ GRATIS

LIPOLIZA

RABAT 15% NA HASŁO LOUNGE 21

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka gry

ASSASSIN’S CREED

U

bisoft na targach E3, a niedawno także Gamescom, pokazał to, na co czekali od dawna fani jednej z najlepiej sprzedających się obecnie serii gier komputerowych – gameplay oraz trailer Assassin’s Creed: Revelations. Nie była to jednak od dawna wyczekiwana prawowita trzecia część cyklu, w zamierzeniu zresztą trylogii. Po raz kolejny dostaniemy coś, co na pierwszy rzut oka przypomina samodzielny dodatek AC 2. KREDO ASASYNA – DUCHOWY SPADKOBIERCA KSIĘCIA PERSJI Żeby zrozumieć fenomen serii, będącej w roku 2007 zupełnie nowym IP (nowy produkt, marka) należałoby się cofnąć aż do roku 2003 i wydania na nowo serii Prince of Persia. Dlaczego? Otóż wtedy Ubisoft zrozumiał, że cały urok i moc tkwą w nadaniu postaci pewnych niesamowitych cech: zręczności, gibkości oraz możliwości freerunningu. To właśnie te umiejętności, takie jak skakanie po ścianach, odbijanie się od nich, płynne wspinanie się i skakanie po platformach stanowiły o sukcesie Piasków Czasu, a później kontynuacji Księcia Persji: Duszy Wojownika oraz Dwóch Tronów. Po zakończeniu serii Ubisoft wpadł na jeszcze lepszy pomysł: przenieśmy

wszystkie umiejętności księcia i dajmy je komuś, komu naprawdę się przydadzą, na przykład… asasynowi! ALTAIR I WYPRAWY KRZYŻOWE O ile sam pomysł oryginalny nie był, bo każdy fan gier wymieni choćby kilka tytułów, w których wcielamy się w rolę zabójcy (na przykład kultowa już w niektórych kręgach seria Hitman, o płatnym zabójcy), to jednak zamierzenia były iście epickie. Gra miała łączyć elementy czasów średniowiecznych (w tym wypadku fabuła rozgrywa się w roku 1191, w czasach III Wyprawy Krzyżowej), a polem zmagań miała być Jerozolima i cała Ziemia Święta. Przynajmniej tyle mówiły zapowiedzi, bo po premierze gry okazało się, że Ubisoft miał trochę inne plany. I tak uruchamiając produkt dowiadujemy się, że mamy XXI wiek, a głównym bohaterem jest niejaki Desmond Miles – barman. Nie brzmi ciekawie. Na szczęście szybko zawiązuje się akcja, z której wynika, że porwała nas tajna organizacja zwana Abstergo (szybko okazuje się, że to Templariusze w nowoczesnej odsłonie), a my jesteśmy potomkami Asasynów - tajnego bractwa działającego po tej dobrej stronie (bo Templariusze to ci źli). Abstergo wsadza nas do maszyny zwanej Animus, która pozwala z naszego DNA odtwarzać wspomnienia naszych przodków. I tak trafia22

lounge ...bo jakość ma znaczenie

my do Jerozolimy, roku 1191 jako Altair, czyli nasze poprzednie wcielenie. Altair jest członkiem bractwa Asasynów, do tego dość niesfornym, bo po złamaniu rozkazów i nawiązaniu otwartej walki z jednym z przywódców Templariuszy, zostaje zdegradowany do stopnia zwykłego rekruta. Odbierają mu wszystkie zabawki i umiejętności, po czym każą zasłużyć sobie na uznanie. Jest to o tyle ważne, że dzięki temu poznajemy świat gry, system sterowania i uczymy się powoli korzystać z naszych zdolności. A te są nie byle jakie. Twórcy oddali nam do dyspozycji prawdziwy arsenał zabójczych zabawek, przy których Hitman to przedszkolak. Tak więc mamy najprzydatniejszy z gadżetów, czyli ukryte ostrze (ciekawe rozwiązanie – ucinano jeden z palców, żeby zrobić miejsce na pojawiające się ostrze z ukrytego mechanizmu), miecz krótki i długi oraz noże, którymi możemy rzucać. Z umiejętności warto nadmienić niesamowitą zręczność, możliwość wspinania się po prawie każdej ścianie z wypustkami, szybkość i orli wzrok, który pozwala odróżniać dobrych od złych i znajdować ukryte miejsca. Brzmi abstrakcyjnie, ale sprawia olbrzymią frajdę. Szczególnie dzięki zaimplementowaniu systemu sterowania, zwanym: systemem lalkarza, w którym


coolturka gry

każdy przycisk na padzie albo klawiaturze odpowiada jednej z części ciała Altaira. Na przykład górny przycisk pada to głowa (rozglądanie się, orli wzrok), jeden z bocznych to walka mieczem, drugi to bieganie, dolny to skakanie. Po włączeniu trybu biegania mamy wspinaczkę, skok, po włączeniu trybu walki kontrę, cios z ukrycia, etc. Daje to kilkanaście kombinacji możliwości walki i poruszania się po świecie. Fabularnie jest także ciekawie: mamy zabić 9 ważnych Templariuszy, zaś potem dowiadujemy się o istnieniu czegoś takiego jak Rajskie Jabłko, będące Fragmentem Edenu. Właśnie wtedy zaczynają się schody… JESTEM EZIO AUDITORE DA FIRENZE I JESTEM ASASYNEM Dwa lata po premierze „jedynki” Ubisfot wydało drugą część AC. W 2009 roku gracze mogli wcielić się w rolę Ezio i dostać to, czego obawiali się najbardziej – Asasynów w renesansowych Włoszech. I właśnie o to najbardziej spierali się fani przed premierą. Wszystko fajnie, średniowieczna Jerozolima, Asasyni, białe szaty, które doskonale wtapiały się kiedy trzeba było zniknąć, bo przypominały szaty mnichów, jazda na koniu, otwarty świat – te cechy sprawiły, że AC podbiła serca graczy, nawet pomimo licznych wad - jak nudne zadania poboczne, toporność niektórych rozwiązań i przede wszystkim zakończenie klasycznym cliffhangerem (czyli w najlepszym momencie). Obawa przed sprawdzeniem się tych zasad w czasach Renesansu nie była przypadkowa – jak Asasyn w swoich charakterystycznych szatach z kapturem mógł pasować do roku 1459? Ano mógł. I to nawet bardziej niż w średniowieczu. Już samo ujawnienie stroju Ezio wywołało szok. Strój, pomimo iż nawiązujący do szat Altaira, czyli charakterystycznego kaptura i peleryny, miał w sobie wiele z renesansowego przepychu. Wielki, zdobiony pas, bufoniaste rękawy, rozpięta koszula – wszystko pasujące i całkiem nieźle wyglądające. O czym zaś jest samo AC2? Rozgrywa się w momencie zakończenia jedynki. Dowiadujemy się, że Desmond z pomocą Lucy (asystentka w Abstergo, a tak naprawdę podwójna agentka) ucieka z laboratorium i trafia do jednej z kryjówek Asasynów. Tam podłączony zostaje z powrotem do Animusa, żeby odnaleźć Rajskie Jabłko i dowiedzieć się czegoś więcej o wojnie pomiędzy Asasynami a Templariuszami. A wszystko po to by przesądzić o losach wojny w XXI wieku. Wiem, wiem - naiwne, ale pasujące do konwencji. Bo i fabuła to najmocniejsza strona AC2. Nie dość, że dostajemy więcej samego Desmonda (nareszcie!), to i Ezio jest fantastycznym bohaterem. Poznajemy go od narodzin w 1459 roku, potem mamy przeskok, gdy ma 17 lat, a później już z górki akcja pędzi aż do 1500 roku, czyli aż do momentu, gdy Ezio ma 41 lat! Tak, tak, poznamy go w wielu momentach jego życia, co ma swoje plusy. Od młodziana interesującego się romansami i kobietami, przez pragnącego zemsty za śmierć ojca, po prawdziwego członka bractwa Asasynów. A wszystko z Włochami w tle. Znów zwiedzimy kilka dużych miast, całkiem fajnie odwzorowanych. Tym razem będzie to Florencja, Wenecja, Toskania, świat pozostaje nadal otwarty z możliwością swobodnej eksploracji, co zbliża AC do serii Grand Theft Auto. Najbardziej jednak bawią nowe zabawki i umiejętności Ezio. Podwójny skok, dwa ukryte ostrza (ulepszone, bez potrzeby ucinania palca, choć miało to swój urok. Ostrza tym razem wysuwają się spod dłoni), pistolet, miecz, sztylet, noże do rzucania, bomby dymne - wszystkie te zabawki sprawiają, że Ezio staje się prawdziwą maszyną do zabijania. A trzeba uważać, bo bez odpowiedniego wtapiania się w tłum, czy zrywania plakatów z własną podobizną, a także przekupstwem heroldów (świetne novum serii) długo nie pożyjemy, ścigani przez wszystkich strażników z okolicy. 23

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka gry

Assassin’s Creed 2 posiada też to, czego nie miał poprzednik – ciekawe zadania poboczne. Już nie tylko główna linia fabularna, ale także wszystkie dodatkowe smaczki są wciągające. I przede wszystkim zróżnicowane. A to musimy kogoś okraść, wygrać wyścig, polatać na machinie latającej Leonarda (który konstruuje nam nowe zabawki), czy też po cichu kogoś wyeliminować. Typów zadań jest mnóstwo, a przejście całej gry z zadaniami pobocznymi to wyzwanie na co najmniej 25 godzin. JESTEM EZIO AUDITORE DA FIRENCE, A TO MOJE BRACTWO Wydane rok później Bractwo, to taka mała powtórka z rozrywki. Nie dość, że nie zapowiadana trzecia część, to bohaterem nadal jest Ezio, choć już przy większym udziale Desmonda (chłopak nauczył się kilku sztuczek, co mocno zbliżyło go do przodków – potrafi wspinać się po ścianach, jest zwinny, no i ma ukryte ostrze). Nadal jesteśmy Ezio, którego witamy w momencie zakończenia dwójki. Ma 41 lat, zaś żegnamy go w wieku lat 45, co daje nam stosunkowo krótki okres w jego życiu. Jest on jednak bardzo dobrze przedstawiony. Głównym przeciwnikiem jest Cesare Borgia, brat Rodrigo – papieża, a naszym celem jest znalezienia Rajskiego Jabłka i dowiedzenie się, gdzie zostało ukryte przez samego Ezio (który podobno je później odzyskał) – żeby Desmond mógł je odnaleźć w teraźniejszości... Wiem, brzmi jeszcze gorzej niż w dwójce, ale również wpisuje się w konwencję przyjętą przez Ubisoft. Konwencji, nadmienię tylko, lekko przekombinowanej. Żeby nie psuć zabawy, powiem tylko, że niektóre z rozwiązań fabularnych twórców są mocno dyskusyjne, a wytłumaczenie pochodzenie Rajskiego Jabłka i fragmentów Edenu jest delikatnie mówiąc - tanie. Tym razem ekipa z Montrealu daje Eziowi kilka dodatkowych zabawek: spadochron pozwalający przeżyć skok z naprawdę dużych wysokości, ulepszone ukryte ostrze z trucizną, no i kuszę, która jest prawdziwym hitem. Cicha, skuteczna i śmiercionośna. Będzie oprócz ukrytego ostrza naszym głównym narzędziem eliminacji przeciwników. Do dyspozycji nadal mamy otwarty świat, choć tym razem jest to tylko Rzym. Nie będziemy się w nim jednak nudzić, jest to dotychczas największe obszarowo miasto ze wszystkich części serii, co trochę rekompensuje nam fakt, że jest tylko jedno. Dodatkowo możemy sobie to miasto odbudowywać, kupując zabytkowe budowle (fajnie być właścicielem np. Koloseum) albo remontując sklepy (dzięki temu zarabiamy i mamy zniżki). Niewątpliwą atrakcją, a zarazem przekleństwem jest jednak system rekrutacji. Po zniszczeniu wież Borgiów (stanowiących pewnego rodzaju przeszkodę na drodze do odbudowy Rzymu i walki o wpływy) i zabiciu

kapitana tych wież, możemy rekrutować sobie członków naszego bractwa. Tak, w tej części zostajemy mistrzami Asasynów i stajemy na czele bractwa. Po rekrutacji takich osób możemy wysyłać ich na misje, za które otrzymują oni doświadczenie, żeby potem awansować na kolejny poziomy. Łącznie jest ich dziesięć. Po awansie na ostatni poziom stają się pełnoprawnymi Asasynami i przywdziewają charakterystyczny strój. Oczywiście zanim się nimi staną, również mogą walczyć u naszego boku. Jest to niewątpliwie największa zaleta i wada zarazem. Czemu? Z jednej strony super, bo mamy do wezwania dwunastu uzbrojonych cichych zabójców, którzy pojawiając się znikąd zlikwidują każdy cel, pomogą w walce, a w specjalnych okazjach zasypią gradem strzał przeciwników, zabijając do kilkunastu wrogów naraz. Z drugiej zaś strony mniej więcej w połowie gry, a nawet wcześniej, jeśli robimy zadania poboczne i inwestujemy w szkolenie naszych podopiecznych, stajemy się niezniszczalni. Żaden cel nie stanowi wyzwania, jeśli mamy do dyspozycji dwunastu zawodowych morderców o umiejętnościach zbliżonych do naszych. Novum jest również wprowadzenie trybu multiplayer, choć jest to pewnego rodzaju ciekawostka, ze względu na mało interesujące tryby rozgrywki i wtórność. Zaś kampania singleplayer wystarczy na dobre 20 godzin, co jest wynikiem zadowalającym, biorąc pod uwagę, że dostajemy coś w rodzaju dodatku, niż samodzielnego produktu.

rozwlekana w czasie). Trzecim bohaterem jest Altair w kilku momentach: przed wydarzeniami z „jedynki”, a także jako starszy mistrz Bractwa. Całość daje nam ciekawy obraz gry, w której mieszać się będzie historia z niesamowitymi umiejętnościami głównych bohaterów. Jeżeli dodamy do tego nowe zabawki, jak konstruowanie własnych bomb dymnych i innych, łącznie ponad setki kombinacji, to otrzymamy niezły hit. Nie ma zresztą co się dziwić, żaden 50-letni facet nie będzie w stanie walczyć z kilkunastoma żołnierzami naraz, bez wsparcia w postaci nowych zabawek. Ale o tym w Assassin’s Creed chodzi, żeby połączyć ciche zabójstwa ze sprytem. A przy tym niesamowitą frajdą biegania po dachach. A potem trzecia część zapowiadanej trylogii. Co tym razem? Wojna Światowa? A może XXI wiek i Desmond Miles, będący na razie pomijany, a stanowiący ciekawy materiał na głównego bohatera. Wyobrażacie sobie AC w Nowym Jorku XXI wieku? Ubisoft pokazuje, że wszystko jest możliwe.

MATEUSZ DYKIER mateusz@loungemagazyn.pl

NADCHODZĄ… ODKRYCIA! A czemu o tym wszystkim wspominam? Bo właśnie nadchodzi najnowsza odsłona cyklu, czyli Assassin’s Creed: Revelations (Odkrycia, Objawienia). Tytuł przewrotny, ale pasujący do serii, bo i tutaj spotka się trzech przedstawicieli jednej linii genealogicznej, a każdy z nich będzie czegoś poszukiwał. Niewątpliwie mamy do czynienia z prawdziwym domknięciem historii z „dwójki”, a także „jedynki”. Głównych bohaterów będzie aż trzech. Najważniejszy z nich - Desmond, będzie walczył o własne wspomnienia i szok wywołany kontaktem z Animusem. Jego przygoda będzie się toczyć wewnątrz własnej świadomości, próbując poskładać wspomnienia (pachnie Incepcją). Drugim bohaterem będzie 50-letni Ezio, mistrz Bractwa Asasynów, który wyrusza do Ziemi Świętej śladami swego duchowego mentora Altaira, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania - czym są Fragmenty Edenu i znalezienia kolejnych (żeby nie psuć zabawy z grami, nie powiem o co chodzi). Dzięki temu historia przedstawiona przez Ubisoft jest chyba najbardziej spójna. W sumie dostajemy w trzech odsłonach historię jednego człowieka od młodzieńca, do starości, co jest nowością jak na serię gier wideo (może z wyjątkiem Metal Gear Solid, gdzie historia Snake’a była równie mocno 24

lounge ...bo jakość ma znaczenie

KREDO ASASYNA - NIE TYLKO GRY Seria Assassin’s Creed, to nie tylko gry na stacjonarne konsole. Oprócz trzech podstawowych gier, powstała jeszcze wersja na PSP: AC: Bloodlines, a także Altair’s Chronicles na DS i IPhone’a. Oprócz tego mamy Project Legacy, czyli grę przeglądarkową oraz komiks AC: the Fall i książkę Renesans, przedstawiającą wydarzenia z drugiej części gry, tym razem w formie pisemnej. Do tego dochodzą filmy, wydane jako ciekawostkę: Lineage, przedstawiający losy ojca Ezio, także Asasyna. Oraz nowy projekt, czyli Ember, który ukaże nam ostatnie chwile z życia Ezio. To wszystko składa się na wizerunek bardzo spójnego świata wykreowanego przez studio Ubisoft. A przy tym niezłą maszynkę do zarabiania pieniędzy.


coolturka lifestyle

Björn loves John Ja tak na tenis nie patrzę, zawsze bardziej od urody interesował mnie poziom sportowy- powiedział kiedyś Wojciech Fibiak, jeden z najlepszych polskich tenisistów. Cóż, może pan Wojtek ikoną mody tenisowej nigdy nie był, za to talentu sportowego odmówić mu z pewnością nie można. Są jednak tacy, którzy kort tenisowy traktują jak wybieg. Więcej uwagi przywiązują do modnej rakiety i firmowego bidonu niż do wyniku gry. Są i tacy, dla których tenis jest pasją, a kort tenisowy sceną. Każdy z ich meczy, to prawdziwe widowisko. Pokaz doskonałego stylu i klasy, zarówno w samym tenisie, jak i w tym, co w niego wnoszą. Ikony tenisowej kultury.

Björn Borg (l.)i John McEnroe 5 lipca 1980 r., Wimbledon

Szwedzki Ice Man

McNasty

Björn Rune Borg, jako dziecko grał w hokeja i pewnie byłby w tym równie dobry, jak w tenisie. Kiedy miał 9 lat ojciec podarował mu pierwszą rakietę i pozwolił trenować koło domu. Do klubu tenisowego chłopiec nie został przyjęty z powodu braku miejsc, musiał mu więc wystarczyć mur ojcowskiego garażu. Kiedy jednak udało mu się wreszcie trafić pod skrzydła profesjonalistów, szybko wypatrzył go trener związkowy Percy Rosberg.

John Patrick McEnroe Jr. budzi postrach nie tylko pośród rywali z kortu. Boją się go przede wszystkim sędziowie. Dyskutuje, tupie, wrzeszczy, wyzywa arbitrów od idiotów, ich sędziowanie komentuje, jako żałosne. Często przez swoje zachowane jest dyskwalifikowany, ale mecze, które udaje mu się skończyć - zazwyczaj wygrywa. Jest z pewnością indywidualnością, ale przede wszystkim doskonałym tenisistą. Fakt, że zarówno sędziowie jak i równie często obrażana przez gracza, publiczność jest zazwyczaj nieprzychylna, jedynie zagrzewa go do walki. Liczne skandale i ekscesy owocują przezwiskiem McNasty lub „Superbrzdąc”. Charyzmę John odziedziczył zapewne po ojcu, który miał irlandzkie korzenie, niesamowity leworęczny backhand zawdzięcza treningowi od 11 roku życia. Dla tenisa John rzuca studia na Uniwersytecie w Stanford. W 1977 roku po raz pierwszy awansuje do Wimbledonu. W latach 1980-85 utrzymuje się na pozycji lidera rankingu światowego tenisistów, przez łącznie 170 tygodni. 875 zwycięskich meczy, 198 porażek i 12 547 797 dolarów na koncie.

W wieku 12 lat Borg zostaje mistrzem Szwecji szkół podstawowych, w wieku 15 lat rzuca szkołę i wygrywa Orange Bowl młodzików, a rok później zostaje powołany do Pucharu Davisa. Chłopiec gra, trzymając rakietę oburącz, ponieważ jest ona dla niego za ciężka. Zawodowcy kpią z jego backhandu, nowy trener szwedzkiej reprezentacji Lennart Bergelin przysłowiowo „rozstawia Borga po kątach”, ale chłopiec ma taką wolę walki, że udaje mu się wygrać juniorski Orange Bowl, puchar Rolanda Garrosa (French Open) i Wimbledon! 1973 jest rokiem sukcesów Szweda, funduje swoim starszym kolegom z kortu tzw. „singlowe skalpy”, by pod koniec sezonu być już 9 tenisistą świata. Ma wtedy 17 lat. Rok później zostaje najmłodszym mistrzem Francji. Kariera młodego tenisisty, dopiero zaczyna nabierać tępa. Bjorn zwany teraz Ice-Borgiem, sięga po kolejne tytuły. Na swoim koncie ma 5 zwycięstw w Wimbledonie, 7 w Pucharze Davisa, łącznie 576 zwycięstw, 124 porażki, a na koncie niezłą sumkę: 3 655 751 dolarów. 26

IceMan vs McNasty 5 lipca 1980 rok, Wimbledon. Ten mecz przeszedł do historii tenisa. Prawie 50 milionów ludzi obserwowało zaciętą walkę o władzę pomiędzy Björn Borgiem a Johnem McEnroe. Mecz trwał prawie 4 godziny, 5 setów walki niemal, na śmierć i życie, którą ostatecznie wygrał Szwed. Swoim zwyczajem, powściągliwie ukłonił się publiczności, poczym usiadł i uśmiechał

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka lifestyle

się lekko wprost do setek atakujących go kamer i aparatów. Reakcja Amerykanina był natomiast dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Obyło się bez obelg, rozrzucania bidonów i łamania rakiety. McEnroe schował głowę w ramionach i w ciszy kontemplował swoją porażkę. Zyskał tym na powrót szacunek sędziów, a publice skradł serca. „Superbrzdąc” otrzymał poważną lekcję tenisa i dojrzałości.

Przyjaźń, moda i interesy Tak zaczęła się wielka przyjaźń Ice-Borga z McNasty’m. Jeszcze niejednokrotnie przyszło im spotkać się na korcie. Ich mecze zawsze przysparzały wszystkim wielkich emocji, a McEnroe trzymał fason, dwa razy udało mu się pokonać Borga. Trudno zgadywać, czy Szwed odprawił swego rodzaju tenisowe egzorcyzmy nad Amerykaninem, czy ten po prostu pokorniał w obliczu, już w tedy – legendy tenisa. Ich przyjaźń kwitła. McNasty był wdzięczny Borgowi, że ten zaakceptował go, podczas, gdy wszyscy inni tenisiści odrzucali, jako nieopierzonego awanturnika. Na korcie rywale, w życiu kumple, spędzali ze sobą sporo czasu imprezując pomiędzy meczami. Panowie stali się stałymi klientami słynnego nowojorskiego klubu 54. Pod skrzydłami ekscentrycznego właściciela- Steve’a Rubella, bawili się w towarzystwie takich gwiazd jak Andy Warhol, David Bowie, czy Mick Jagger. Kiedy w 1983 roku Björn Borg postanawia definitywnie zejść z kortu, jest to wielki szok dla całego świata tenisa. Szwed ma dopiero 26 lat i tak naprawdę cała kariera dopiero przed nim. Finiszuje w turnieju w Monte Carlo, gdzie pierwszą rundę wygrywa, a w drugiej zostaje pokonany. Po kilku latach wraca na kort, ale jest to niestety nieudany powrót. John McEnroe karierę tenisową kończy w 1992 roku, wygrywając na Wimbledonie grę w duecie z Niemcem Michaelem Stichem. Panowie spotykają się ponownie po latach, by tym razem zmierzyć się ze sobą nie na korcie, a w show roomie. Latem tego roku powstała kolekcja bielizny projektu obu panów. Kolekcja inspirowana jest legendarnymi strojami tenisowymi z lat 70-tych. Björn Borg swoją linię utrzymał w ulubionych kolorach: białym, czerwonym i niebieskim, John wybrał kolory czarny i czerwony, a swoją linie ozdobił autografem. Ta limitowana kolekcja bielizny uruchomiona zostanie na jesień tego roku, a 4% ze sprzedaży przekazane zostaną na cele charytatywne. John McEnroe zapytany o kolekcję, śmieję się mówiąc: Wszystko, co robił Björn Borg na korcie czyniło go ikoną mody. Sposób, w jaki trzymał rakietę, związywał włosy powodowało, że był „cool”. Nie musiał mnie długo namawiać. Kolekcja z pewnością okaże się strzałem w dziesiątkę, jednak w pamięci kibiców tenisa, Björn Ice-Borg i John McNasty będą przede wszystkim legendą kortów. ANIA STRUGALSKA 27

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka lifestyle

28

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka kreatywni

projekty Jacka Tomczyka

Żyję z wyobraźni, a ona żyje ze mnie. Nie wchodzimy sobie w drogę. Z projektantem Jackiem Tomczykiem – facetem trzmielem, rozmawia Olimpia Ajakaiye i Monika Błażewicz M.B. Podaj synonim słowa mężczyzna. - Syn Piotrusia Pana i Jamesa Bonda. Oczywiście o ile zliberalizują ustawę. O.A. Prawodawstwo to jedyna przeszkoda… Dokończ: Mężczyzna powinien... - Marek Kondrat powiedziałby – zarabiać. Ale jemu łatwiej bo in vino Veritas, której mężczyzna powinien szukać, choć większość znajduje puste butelki. M.B. Operujesz skrótami myślowymi. Skąd nagle Kondrat? - No wiesz, rzucił aktorstwo dla wina… Swoją prawdę znalazł w bukiecie Chateau Margaux. I trochę mu zazdroszczę, bo ja jestem na etapie piwa. M.B. Skracanie to taki sposób na życie? - A kto nie chciałby pójść na skróty? Tyle, że czasem skrót jest nieźle zaminowany…

O.A. A natknąłeś się już na jakieś miny? - Zawodowo czy prywatnie? O.A. Prywatnie oczywiście! - Powinienem być chyba na wózku. Ale to nie konfesjonał. Od ponad trzech lat spijam śmietankę i jest różowo! M.B. Projektujesz reklamy i formy przemysłowe, fotografujesz, piszesz teksty reklamowe… a jesteś po historii. Jak to się ma do tego, z czego żyjesz? - Dobrze powiedziane. Jestem PO historii, ale w trakcie tego, co zaczęło się znacznie wcześniej. Jeszcze w „plastyku”. Studia historyczne to była zemsta na ASP za szlaban (śmiech). Ale nie żałuję, bo wyobraźni nie nauczy żadna akademia, a historia na UJ. Dała mi umiejętność kontekstowego postrzegania rzeczywistości.

M.B. Czyli żyjesz z wyobraźni? - Żyję z wyobraźni, a ona żyje ze mnie. Nie wchodzimy sobie w drogę. To jak małżeństwo z rozsądku. M.B. Bez szaleństw? - Przeciwnie! Często słyszę od Klientów z oczami jak spodki: Panie Jacku, ale pan zaszalał.. O.A. Co jest Twoją pasją? - A ile mamy czasu? O.A. Ostatnie zdanie. - Bodaj Einstein powiedział, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Uwielbiam czuć się jak trzmiel, który nie wie, że nie ma prawa latać. Wychodzi więc na to, że latanie. M.B. Czyli genialny ignorant? - Na szczęście, kiedy dojdę do ściany, mam kogo zapytać.

Jacek Tomczyk Grafik kreatywny, projektant wzornictwa przemysłowego, fotografik. Absolwent Krakowskiego Liceum Sztuk Plastycznych i historii UJ. Od 1994 do 2000 prowadził Agencję Reklamową Rubikon. Od 10 lat działa jako freelancer, sukcesywnie podnosząc kwalifikacje i spektrum zainteresowań zawodowych (fotografia, copy writting). Od kilku lat z powodzeniem działa również jako projektant wzornictwa przemysłowego. Z własnym studiem fotograficznym na Kazimierzu, związany z Krakowem od urodzenia. www.jacektomczyk.pl 29

lounge ...bo jakość ma znaczenie


coolturka felieton

Jednym zdaniem

Mjęskim być Dawno, dawno temu, w czasach tak zamierzchłych, że ledwo pamiętają o nich najstarsi górale, prawdziwy mężczyzna to był taki ktoś, na kim zawsze można było polegać, a dane słowo było świętością - i choćby nie wiem co, z danego słowa trzeba się było po prostu wywiązać i koniec – jeżeli mężczyzna dawał swoje słowo, to brał za nie odpowiedzialność i to ono było świadectwem jego wartości, było w jakiś sposób wyznacznikiem bycia „męskim” - cokolwiek to dzisiaj oznacza, bo ciężko znaleźć ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za swoje słowa w ogóle (najlepszym dowodem jest autor niniejszego tekstu, który miał tenże (tekst) przesłać do redakcji w czwartek, przesunął termin na piątek, w piątek na niedzielę wieczorem, a w końcu napisał go w poniedziałek rano i jeżeli go czytacie, to znaczy, że redakcja przedostatni raz toleruje absolutną nieterminowość dostarczania materiałów do druku); no i kogo za to winić, no bo przecież musi to być czyjaś wina; i w pierwszym rzędzie ludzie lansujący model rzucania słów na wiatr bez ponoszenia za to jakichkolwiek konsekwencji, to oczywiście nasi kochani politycy, którzy każdego dnia w mediach gadają co im ślina na język przyniesie, a jak już przyjdzie okres kampanii wyborczej, który to niestety właśnie trwa, robi się z tego bełkot, jazgot i teksańska masakra piłą mechaniczną w gazetach, telewizji i oczywiście Internecie, który z jednej strony jest największą biblioteką i zbiorem tego co rodzaj ludzki zdołał wykombinować w czasie swojego panowania nad planetą Ziemia i niestety - jest cała masa rzeczy fajnych, ciekawych i pożytecznych, jak i równie spora dawka czegoś, co w skrócie pozwolę sobie nazwać po prostu szambem; i nie chodzi mi o strony z pornografią, ekstremistycznych ugrupowań neonazistowskich, terrorystów i tym podobnych, ale o sekcje komentarzy na portalach, gdzie pod każdym tekstem jaki zostanie opublikowany, czytelnicy mogą wyrazić swoją opinię; przez długi czas czytałem te komentarze kierowany oczywiście ciekawością, co też ludzie, którzy czytać umieją, myślą na dany temat; niestety szybko okazało się, że owszem, może i umieją posklejać jakoś te literki, ale niestety już zrozumienie sensu ich zestawienia w taki a nie inny sposób pozostaje poza zasięgiem (na moje oko jakichś 90%) tych, którzy zamieszczają swoje komentarze pod tymiż tekstami (które swoją drogą powstają głównie przy użyciu kombinacji klawiszy „Ctrl+c” i „Ctrl+v”, gdzie tekstem bazowym jest depesza agencyjna, dzięki czemu „poklejone” w ten sposób materiały często zawierają całą masę błędów, no bo jak się „wytnie” trochę z początku, kawałek ze środka i coś tam z końca, to logika zdania niestety się sypie, co w efekcie powoduje, że w ogóle nie da się tego czytać), a więc war-

tość słowa pisanego leży gdzieś poniżej dna i siedmiu metrów mułu; mógłbym tak pewnie jeszcze długo, ale nie ma to chyba większego sensu, bo w tym temacie raczej nic się niestety nie zmieni, głównie pewnie dlatego, że fora na wszystkich dużych portalach są opanowane przez ludzi, których głównym zadaniem jest pisanie maksymalnie chamskich i obraźliwych komentarzy, które powodują, że kolejni czytelnicy na nie odpowiadają i robi się jatka, a właściciel portalu inkasuje za to grubą kasę, bo ma duży ruch na stronie, (im więcej „kliknięć” tym wyższa cena reklam) i tak się to kręci; no a skoro już przy reklamach jesteśmy, to mamy kolejnego „winowajcę” dewaluacji wartości słowa – w myśl zasady „reklama dźwignią handlu”, firmy przekonują swoich potencjalnych i obecnych Klientów, że ich produkt jest najlepszy i obiecują cuda na kiju - np. proszek do prania z „inteligentnymi molekułami”, które, jak pięknie widać na wizualizacji, śmigają po pralce w poszukiwaniu plam z czerwonego wina, keczupu i trawy, żeby pranie było lśniąco białe, no bo gdy „biel jest bielsza, to pranie jest czystsze” – no cóż, moim zdaniem taki komunikat obraża inteligencję Klienta jakakolwiek by ona nie była; skoro już przy praniu jesteśmy, to pozwolę sobie również zabrać głos w odwiecznym sporze o tegoż prania robienie i zmywanie garów - otóż pamiętam jak dziś, gdy po ślubie i wspólnym z małżonką moją zamieszkaniu zakupiliśmy pralkę, która, jak na urządzenie do wykonywania tak prostej czynności, jest sprzętem dość zaawansowanym technologicznie; no i paradoksalnie moja lepsza i ładniejsza połowa absolutnie odmówiła jej obsługi, bojąc się, że coś zepsuje, ponieważ, jak spora grupa Pań nie lubi urządzeń, które mają dużo pokręteł, przycisków i światełek i ni cholery nie wiadomo po co i do czego mają one służyć; z kolei każdy facet - nie bójmy się tego, bo trzeba sobie to szczerze powiedzieć - jest w większym lub mniejszym stopniu gadżeciarzem i uwielbia te właśnie światełka, gałki i guziki, nawet jeżeli są tylko programatorem w pralce, ale dzięki nim może udowodnić swoje znawstwo i przydatność w gospodarstwie domowym; do tematu wszelkich urządzeń m. in. AGD dochodzi jeszcze jeden aspekt, a mianowicie czytanie instrukcji; rodzaj męski można pod 30

lounge ...bo jakość ma znaczenie

tym względem podzielić na dwie części (nie wiem jakie są procenty, ale na pewno jacyś amerykańscy naukowcy zrobili takie badania), gdzie część „A” to ta, która czyta instrukcje i część „B”, która tych instrukcji nie czyta, no bo przecież i tak wie lepiej (to też jest podobno bardzo męskie); no więc ja oczywiście zawsze wiem lepiej, ale do instrukcji pralki zajrzałem, podobnie uczyniłem ze zmywarką, lodówką i kuchenką mikrofalową, natomiast już przy telewizorze i aparacie fotograficznym typu lustrzanka zabrakło mi chęci absolutnie; i nawet wiem dlaczego tak się stało, otóż o ile sprzęt AGD instrukcje ma tak około 20 stron, to już TV i aparat mają instrukcje wielkości podręcznika do fizyki jądrowej, więc zajrzałem do tej od aparatu jak na razie raz - wtedy, gdy powciskałem sobie za dużo tych różnych guziczków i aparat zdjęcie robił raz na dwadzieścia naciśnięć spoistu migawki i to akurat gdy był do góry nogami wycelowany w niebo albo w ziemię; a skoro już jesteśmy przy temacie „rozkminiania czemu to nie działa” (kolejna bardzo męska cecha), to oczywiście jak coś nie działa, zamiast grzecznie iść do serwisu i oddać komuś kto się na tym lepiej zna, to oczywiście najlepiej „naprawić” to samemu (w myśl wspomnianej już jedynie słusznej zasady „JA WIEM LEPIEJ!”), czego efektem jest zazwyczaj to, że po odkręceniu wszystkich możliwych śrubek (zazwyczaj też przy okazji zgubieniu w „międzyczasie” połowy z nich) dochodzimy do wniosku, że chyba wszystko jest ok.; no więc potem trzeba to wszystko poskładać, a jak się już ponowny montaż uda, to się okazuje, że na stole zostało kilka części, które nie do końca wiadomo do czego służą, no i sprzęt nie działa kompletnie wcale, a więc trzeba jechać do serwisu, gdzie sympatyczny Pan w fartuchu informuje, że mniej zniszczeń zrobiłoby rzeczonemu sprzętowi zrzucenie go z dziesiątego piętra i koszty naprawy trzykrotnie przekraczają jego wartość, a tak w ogóle to wystarczyło wymienić baterie i nacisnąć przycisk „ON”; no i teraz trzeba wrócić do domu i przyznać się do błędu… tak, tak Panowie, zatem czytamy instrukcje (ze zrozumieniem), przyznajemy się do błędów i ponosimy ich konsekwencje - koniec i kropka.

ADRIAN SUSZCZYŃSKI

Skargi i wnioski jak zawsze: bonga@wp.pl


coolturka felieton

Słowem pisane

Rodzaj męski Kobiety wyemancypowały się dawno, faceci nadal nie bardzo potrafią… Ze skrajności w skrajność – albo śmierdzisz, nosisz skarpety przez tydzień i wyglądasz jak zapuszczony grizzly, albo depilujesz całe ciało, spędzasz pół dnia w łazience i zakładasz buty na obcasie. Tak trudno być dzisiaj prawdziwym facetem. Musisz zasadzić drzewo, spłodzić dziecko, zbudować kilkusetmetrowy dom, zarabiać niebotyczne sumy pieniędzy, a do tego wszystkiego chodzić na siłownię, robić doktorat, lubić podróże i być demonem tantrycznego seksu. Idealny mężczyzna jest połączeniem wizerunku faceta z reklam, telewizji oraz marzeń. Zespolenie typa macho z wrażliwcem, który rozkleja się, gdy widzi biedę i zło tego świata. Patrząc na rodzimy show-biznes aż strach zostać celebrytą rodzaju męskiego, pójść do szkoły teatralnej czy też śpiewać. Wmawia się nam ostatnio, że artystą jest ten, kto zakłada na siebie kolorowe stroje, na nogi koturny, okraszając to wszystko grubą warstwą makijażu. Tymczasem kilka dni temu obejrzałem film w Internecie, na którym to wyraźnie zobaczyć można, jak uczestnicy jednego z programów zajmujących się wyławianiem talentów demolują pokój hotelowy, klnąc przy tym siarczyście. Takie mamy gwiazdy, takich mamy artystów rodzaju męskiego. W show-biznesie istnieje także instytucja tzw. tatusia, czyli starszego pana, który romansuje z młodszą o kilkadziesiąt lat aktoreczką, dziennikarką, bądź dziewczęciem poznanym w pociągu ekspresowym, chcącym się wybić, a za bardzo nie wiedzącym, jak to zrobić. Obie strony odnoszą wymierne korzyści z tego układu – staruszek przypomina o swoim istnieniu reżyserom, producentom, decydentom, a dziewczę stać na lepsze życie i jeszcze lepsze życie po życiu partnera. Kolejna partia mężczyzn pojawiających się w przemyśle rozrywkowym, to ci zupełnie nieznani, którzy dają się sfotografować z piosenkarkami, aktorkami, a nawet spikerkami, chwytając za tyłek, cycek, szepcząc coś do ucha. Mają znajomego na portalu plotkarskim, albo sami podeślą zdjęcie z odpowiednim podpisem, stając się tym samym osobami publicznymi, pluszakami Warszawki, które można tarmosić bez końca. Listę najbardziej znanych typów show-biznesu zamykają lansiarze, nierzadko żyjący na kredyt – kupują tylko to, co ma metkę, najlepiej w widocznym miejscu, wypożyczają drogie auta, byle tylko znaleźć się na imprezie, na zdjęciach z imprezy, na kolejnym Komar’s Eye. Facetów będących niejako opozycją do celebrytów spotykam rano pod sklepem. Z butelką w ręku zdają się emanować męskością, pokrzykując od czasu do czasu ochoczo: Ej ty, daj 50 groszy na wino. Patrząc na nich widzę bardzo wyraźnie, jakie były początki nie tylko rodzaju męskiego, ale i całej ludzkości. Trudno jednak znaleźć wspólny mianownik dla męskości. Zdaniem znajomej psycholożki grunt, żeby każdy z nas facetów dobrze czuł się z samym sobą. Staram się dążyć do stanu całkowitego spokoju umysłu i ciała, chociaż przyznać muszę, że nie jest to takie proste, jak przedstawiają ów proces czasopisma, które krzyczą z okładki – Idealny sześciopak kluczem do szczęścia. Jedni pomyślą o piwie, inni o wyrzeźbionym brzuchu. Pozostali odłożą magazyn i zajmą się czymś pożytecznym. Do której grupy należysz, Panie Czytelniku? KRZYSZTOF KOCZOROWSKI


Lounge odkrywa... ulica św.

M

ieszkam w Krakowie już dobre parę… lat, z resztą mniejsza o liczby. Mieszkam tu od urodzenia, z małymi przerwami i wydawać by się mogło, że miasto me ukochane znam, jak na rodowitego krakusa przystało. A tu, jakiś czas temu, spotkało mnie kilka miłych niespodzianek. Ulicę Św. Tomasza znam z odsłon wielu, począwszy od lat młodzieńczych, kiedy to zazdroszcząc swojej starszej siostrze, pełnoletności, próbowałam na wiele sposobów zakupić piwo w tamtejszych pubach. Kolejne zetknięcie z, tu konkretnie, „zaułkiem niewiernego Tomasza” miało miejsce w czasach zacnych, bo studenckich, kiedy to w celu ukulturalniania się, w lochy Camelotu schodziłam wielokrotnie. Kolejno przyszła kolej na Lizard King i koncerty min. Braci Cugowskich, koncert pamiętny, bo i problemy zdrowotne, z zanikiem głosu na czele, dały mi się potem we znaki. Jednym słowem, ulica Świętego acz niewiernego Tomasza, dla mnie, to kawał historii. Szperając odrobinę w Internecie i notatkach ze studiów, znalazłam parę perełek, którymi chętnie się podzielę. Doczekawszy się lata, pod koniec sierpnia i korzystając z faktu, że wreszcie nie pada, wybrałam się na małą wyprawę. Zaopatrzona w gustowny kapelusik, który nie chwaląc się, podczas zeszłorocznego festiwalu filmowego w Kazimierzu Dolnym, zakupiłam oraz obszerny bukłak z wodą, wyruszyłam by odkryć jedną z najstarszych krakowskich ulic na nowo. Nr. 43- piękny gmach Akademii Muzycznej, dokładnie wydział dyrygentury, był początkiem mojej wędrówki. Mało, kto wie, że zanim budynek stał się kuźnią młodych muzycznych talentów, przechodził z rąk do rąk organizacji, które znamy głównie z oldschoolowych kronik filmowych. Od II wojny światowej budynek należał do Towarzystwa Gospodarczego „Społem”, a następnie stał się siedzibą Komitetu Krakowskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Mijamy hotel, który moim zdaniem kompletnie tu nie pasuje. Kilka bram dalej znajduje się Centrum Dermed- schowane w cichych

murach jednej z kamienic. Czynią tu małe cuda, czego jestem najlepszym przykładem, potrafią jednym zabiegiem zyskać tyle co daje cała kuracja liftingująca. Zaraz obok, miejsce magiczne i stosunkowo nowe: Indoor -skarbnica rzeczy ładnych. Można tu znaleźć przedmioty z duszą, idealne na prezent, niebanalne dodatki do swojego domu, od zastaw stołowych po atłasowe poduszki. Po drugiej stronie ulicy, na rogu Krzyża i Tomasza, znajduje się lokal, który wypatrzyłam od razuHouse of Beer. Wyobraźmy sobie 150 rodzajów piw z Polski i Europy, które degustować możemy w chłodnych salach urządzonych w klimacie starej tawerny. Idealne na letnie wieczory. Idę dalej i widzę kolejny butik, którego tu wcześniej nie było- Echo. Oczywiście nie mogę się oprzeć i wchodzę. Ubrania niby klasyczne i proste, a w tym niesamowicie kobiece. Przymierzam nawet jedną sukienkę, ma świetny materiał, dobrze leży i nie zabiją -ceną! Chyba polubię to miejsce.Kolejne zdziwienie, nie ma już House of Albums, zamiast tego po numerem 25, mamy La Petit France i jak wynika z recenzji pana Wojtka Nowickiego, miejsce warte wszystkich pieniędzy. Płacimy tu na szczęście w złotówkach, a nie we frankach.

Spacerując dalej w kierunku Floriańskiej, poczułam zapach palonej kawy. Podążając za tym zapachem, trafiłam do Pożegnania z Afryką. Sklep i pijalnia kawy w jednym. Pachnie tu przepięknie, można usiąść, napić się kawy i poszperać w dosyć pokaźnej kolekcji obejmującej przedmioty, dokumenty i stare pocztówki o tematyce kawiarniano-kawowej. Cały proces palenia kawy owiany jest legendami, jedna z nich głosi, że to mnisi, wrzucili do ognia, przyniesione przez pasterza ziarna kawy, wierząc, że są

32

lounge ...bo jakość ma znaczenie

dziełem diabła. Kiedy poczuli aromat unoszący się z ogniska, wyciągnęli ziarna by je zaparzyć a wywar wypić. Niech żyją mnisi! Wzmocniona sporą dawką kofeiny, przecinam Floriańska, a to nie łatwe. W godzinach szczytu dosłownie rzeka turystów płynie sobie tędy nieprzerwanie. Na jednym rogu Tomasza znajduje się moja ulubiona kamienica „Pod Wiewiórką”, w której w XVI wieku była słynna drukarnia, teraz jest Łódź Kaliska, bardzo fajne i klimatyczne miejsce. Po przekątnej kamienica zwana kiedyś szlachecką, kryje w swych murach najstarszy hotel w Krakowie- Pod Różą. Hotel ten gościł min. cara rosyjskiego Aleksandra I, Honoriusza Balzaca, Jose Carrerasa, Romana Polańskiego, Burta Lancastera i drużynę piłkarską Panathinaikos Ateny. W 1989 roku powstaje tu pierwsze w Polsce kasyno gry. Hotel ma naprawdę przepiękną salę restauracyjną, idealną na romantyczne randki. Wchodzę w zaułek, mijam wspomniany Camelot, Herubino i Dym. Wiem, że w tym miejscu ulica Św. Tomasza się nie kończy, kończy się natomiast moja wędrówka, bo padam z nóg, przez ten upał. Siadam sobie w jednym z ogródków, zamawiam lampkę białego wina. Chciałbym powiedzieć, że zanurzam się w ciszę, ale tego akurat w „zaułku niewiernego” nie uświadczysz, za to jest atmosfera. Niepowtarzalna, trochę starej poczciwej krakowskiej bohemy i sporo nowych świeżych akcentów. Nowoczesność i klimat, nowe ze starym w zgodzie. Taka właśnie jest dzisiaj ulica Św. Tomasza.

Ania Strugalska


ul. Św. Tomasza zapraszamy

indoor ul. Św. Tomasza 30 tel.: 12 423 25 88, www.indoor.net.pl

Pożegnanie z Afryką ul. Św. Tomasza 21 tel.: 12 421 23 39, www.pozegnanie.com

DER-MED, ul Św. Tomasza 30 prezent z wnętrzem

tel.: 12 292 03 03, www.dermed.pl

Ristorante Amarone, Hotel Pod Różą

Kraków, ul. Św. Tomasza 26 tel.: 12 341 42 83, www.echofashion.pl

wejście od ul. Św. Tomasza, tel.: 12 424 33 81

33

lounge ...bo jakość ma znaczenie


twarze przy barze

Black Cherry Absolut Ladies’ Night | The Best Of | Frantic fot: arch. Where2B

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 34

lounge ...bo jakość ma znaczenie


lounge

BARY I RESTAURACJE //


bary i restauracje

Cocktail

- przyjaciel każdego mężczyzny Jaki jest alkohol prawdziwego mężczyzny? Każdy, tak naprawdę, jeśli jest podawany w odpowiedni sposob. Kim dla nas, prawdziwych mężczyzn, byłby James Bond bez swego Martini shaken, not stirred? Kim byłby Humphrey Bogart, gdyby nie powiedział swym ostatnim tchnieniem: - nigdy nie powinienem się przerzucać z whisky na martini. Cóż magicznego ma w sobie ten tajemniczy cocktail? Otóż prostotę i esencję mocy. Każdy z nas facetów chciał się nie raz poczuć jak Bond i próbował tego cocktailu w wersji bardziej lub mniej udanej (zależnej od wiedzy i umiejętności osoby, która przyrządza - zazwyczaj barmana, który nie rzadko nie do końca wie jak ten cocktail ugryźć). Poza tym ten owoc męskości podawany jest w totalnie (dla nas ignorantów tradycji cocktailowych - czyt. Polaków wódkopijców) niemęskim szkle - kieliszku cocktailowym, który co najwyżej kojarzy nam sie z różowym Cosmopolitan z Seksu w wielkim mieście. Czym więc jest martini - pytasz mnie wiec drogi czytelniku? Moja odpowiedz będzie niegrzeczna, bo gentelman nie powinien odpowiadać pytaniem na pytanie: zależy jakie martini. To o którym opowiadałem, to słynny Martini Cocktail, który składa się ze złotej proporcji (3-1,5-0,5) i w którym to 3 stanowi o porcjach ginu (im bardziej „londyński”, czyli wytrawny - tym lepiej), 1,5 to oznaka zawartości wódki (i tu nasza polska żytnia jest najlepsza), a 0,5 to zawartość wytrawnego vermouthu. Czego możemy się spodziewać po takim martini? Na pewno jest to cocktail, który pobudza zarówno zmysły jak i łaknienie. Dlatego zwykle podawany jest zarówno jako aperitif jak i digestif, gdyż pomaga pozbyć się uczucia ciężkiego brzucha. Chcąc uczyć się cocktaili należy zacząć od martini -  tak jak łatwo odróżnić konesera przy lampce ciężkiego czerwonego wina od amatora, który zamawiając takie wino po raz pierwszy krzywi się na delikatny cierpki posmak), tak samo łatwo rozpoznać swieżaka przy martini, który zainspirowany powtórkami w tv legendarnej serii, próbuje pokazać, że się „zna”. Mimo wszystko próbujmy martini i wielu jego odmian (także owocowych i mniej wytrawnych), abyśmy wiedzieli czego się spodziewać. Nie róbmy z siebie ignorantów, zamawiając martini nie oczekujmy słodkiej odmiany pewnego znanego włoskiego producenta, a doceńmy piękno po wytrawności tradycji i otwórzmy swoje kubki smakowe na nowe doznania.

Martini Cocktail Nigdy nie dowiemy się kiedy i jak tak naprawdę powstał. Jednak jest to sztandar każdego sznującego się baru. Mimo upływu lat, cały czas niezmiennie popularny na świecie, mimo że przez lata robił się coraz bardziej Dry. Obecnie Martini to jedna z większych kategori cocktaili, również pod hasłem Tinis, co oznacza mały / delikatny. Jego wariacje smakowe, mimo że nie przypominają już swojego „dziadka”, to nadal nawiązują do niego poprzez szkło, w którym są podawane.

Różne style W artykule wymieniony został przepis na Vesper Martini, pity przez popularnego 007, ale również inne warianty matini stały się klasykami. Starsze, takie jak pierwowzór Dry Martini czy też Dirty Martini, bardziej polskie Wodka Martini, aż po nowoczesne słodsze wersje, takie jak Francuskie Martini. 36

lounge ...bo jakość ma znaczenie


bary i restauracje

Kieliszek Cocktailowy Podobnie jak cocktail ma swoje legendy, kiedy powstał i dlaczego podobnie jest ze szkłem, w którym jest serwowany. Wiemy jednak, że swoje lata świetności rozpoczął w latach 60. XX wieku i do dziś dzień jest nierozłączną częścią każdego baru. Swoją budową determinuję otwieranie się składników cocktailu, jednocześnie przez swój kształt nie pozwala ogrzać rękami swojej zawartości. Dlatego cocktaile serwowane w cocktailówkach mogą być bez lodu.

Wstrząśnię te czy mieszane? Biochemicy i koneserzy martini zbadali różnicę między martini wstrząśniętym a mieszanym. Katedra i Zakład Biochemii University of Western Ontario w Kanadzie przeprowadziła badania w celu ustalenia, czy przygotowanie martini ma wpływ na ich zdolności antyoksydacyjne. Badanie wykazało, że wstrząśnięte Martini Gin było w stanie rozbić nadtlenek wodoru i pozostawić tylko 0,072% nadtlenku, w porównaniu z mieszanym, który pozostawił 0,157% nadtlenku. W ten sposób wstrząśnięte martini ma więcej przeciwutleniaczy niż mieszane. Badania przeprowadzono, ponieważ umiarkowane spożycie alkoholu zmniejsza ryzyko zaćmy, choroby układu krążenia, udaru mózgu - chorób, z których żadna w istocie nie dręczyła Bonda...

Wstrząśnię te czy mieszane? Biochemicy i koneserzy martini zbadali różnicę między martini wstrząśniętym a mieszanym. Katedra i Zakład Biochemii University of Western Ontario w Kanadzie przeprowadziła badania w celu ustalenia, czy przygotowanie martini ma wpływ na ich zdolności antyoksydacyjne. Badanie wykazało, że wstrząśnięte Martini Gin było w stanie rozbić nadtlenek wodoru i pozostawić tylko 0,072% nadtlenku, w porównaniu z mieszanym, który pozostawił 0,157% nadtlenku. W ten sposób wstrząśnięte martini ma więcej przeciwutleniaczy niż mieszane. Badania przeprowadzono, ponieważ umiarkowane spożycie alkoholu zmniejsza ryzyko zaćmy, choroby układu krążenia, udaru mózgu - chorób, z których żadna w istocie nie dręczyła Bonda...

K u c h n i a

M i s tr zów

Leonardo - włoska restauracja w centrum krakowa. wytworny lokal, ekskluzywne wnętrza, doskonała kuchnia włoska i polska. najlepsze wina i capuccino w krakowie.

Mini Martini w Baroque Nowy sposób serwowania koktaili przeznaczonych dla dwoch osób zapoczatkował York Meyer - założyciel i twórca grupy Travel Mixology w klubie Le Lion w Hamburgu. W Krakowie pierwszym lokalem w którym możecie spróbować Mini Martini jest Baroque Restaurant & Cocktail Bar. Koktajle będą dostępne w sekcji menu Niebezpieczne Związki.

ANDRZEJ RACHWALSKI

trzy sale tematyczne, w tym sala przystosowana do prowadzenia konferencji multimedialnych.

ul. Szpitalna 20-22 tel.: +48 12 429 68 50 www.leonardo.com.pl


bary i restauracje vinoteka

Mały poradnik dużego chłopca Jeśli drogi mężczyzno, nie bardzo sie orientujesz w kobiecych drinkach, a twoje alkoholowe menu składa sie głównie z trunków o dużej mocy i nie koniecznie słodkim smaku, musisz poznać Cin&Cin Rose. Niedrogie, delikatnie musujące z orzeźwiającą nutą dojrzewających w słońcu owoców i subtelnym aromatem włoskich winogron, zamniętym w szykownej butelce o pięknym krztałcie. Brzmi znajomo? Tak, tak - to wino stworzone specjalnie dla Niej, ale też i dla Ciebie. Pytasz dlaczego? Podobno to właśnie Rose jest nieodłącznym towarzyszem kobiecych spotkań. Tych spotkań na ktorych Ty nigdy nie bywasz, wiec trudno żebyś wiedział co one tam piją. To właśnie Cin Cin Rose świetnie pasuje na aperitif, jest doskonały do przekąsek i deserów, a przede wszystim do długich, całonocnych rozmów. I tu zaczyna sie lekcja dla ciebie: Po pierwsze, róż jest romantyczny, delikatny, a zarazem zmysłowy i kokieteryjny, tak jak każda pewna siebie i wyzwolona kobieta. Po drugie: jeśli kiedyś przypadkiem zauważysz, że kilka dziewczyn w restauracji otwiera butelkę tego różowego cuda, to znaczy, że dziś wieczorem planują one „wielkie łowy” w stylu kultowego (oczywiscie dla pań) Seksu w wielkim mieście i najlepiej, żebyś był pobliżu. Po trzecie: takie wino jest niezastapionym prezentem dla wybranki twojego serca. Lekko schłodzone, z orzeźwiającą słodyczą wyzwoli w niej prawdziwą, kobiecą naturę, a różowe bąbelki podane w eleganckich smukłych kieliszkach dodadzą aury tajemniczości i zniewalającego erotyzmu każdemu niezapomnianemu wspólnemu wieczorowi. Chcesz więcej? Nic prostrzego. Tylko pamietaj - najlepiej smakuje schłodzone do temperatury 8 stopni celsjusza.

Rumuńskie wina

księcia Stirbey

Jeszcze w roku 1925 winami rumuńskiego księcia Stirbey delektowali się dyplomaci, arystokracja i ludzie biznesu w słynnym luksusowym pociągu Orient Express. Dzisiaj można je kupić w sklepie przy ulicy Lipowej w Krakowie, obok Fabryki Schindlera i muzeum sztuki współczesnej MOCAK. Przepiękna posiadłość Stirbey’a ulokowana wysoko na wzgórzach nad miasteczkiem Dragasani i doliną rzeki Olt na południu Rumunii, niewielka bo licząca 30 ha, nie uniknęła nacjonalizacji po II wojnie światowej w roku 1949, kilka lat po odziedziczeniu jej przez księżną Marię. Ale już w 2001 roku odzyskała winnice jej wnuczka Ileana i obecnie wraz z baronem Jakobem Kripp kontynuują dzieło przodków. Paradoksalnie okres upaństwowienia winnic sprawił, że nie zostały wycięte stare, lokalne odmiany winorośli, które Ileana i Jakob Kripp zachowali i jako jedni z nielicznych robią wina ze szczepów tamaioasa romanesca, cramposie selectionata i negru de Dragasani (niektóre winnice liczą po 28 i 40 lat!). Krótkie koneserskie serie win, po 2, 4, 6 tys. butelek, lokalne odmiany (w tym specjalizuje się Winnacja) i doskonała jakość win, bardzo osobistych i dopracowanych za sprawą magicznego winemakera Olivera Bauera zainteresowały nas i importujemy je jako jedyni w Polsce. Wina z endemicznych odmian, dłużej dojrzewających i odpornych na różne choroby należą niewątpliwie do grupy win wpływających korzystnie na zdrowie i win luksusowych we właściwym tego słowa znaczeniu.

www.winnacja.pl sklep@winnacja.pl tel. 601886209

Marcin Lewicki /o sile tego trunku najlepiej chyba świadczy powyższy tekst, który Naczelny pisał zapewne po głębokim jego spożyciu - nie wierzymy bowiem, że ludzka istota na trzeźwo byłaby w stanie coś takiego skonstruować... - red./

Winnacja Paweł Woźniak Skład hurtowy i detaliczny „Wina z Gruzji” Ul. Lipowa 6E 30-704 Kraków 38

lounge ...bo jakość ma znaczenie


bary i restauracje ciekawostki

A ty ile masz promili?

czyli jak obliczyć ilość alkoholu we krwi Czysty alkohol stanowi około 5% zawartości małego kufla piwa, 10% lampki wina i około 40% kieliszka wódki. 

= 100 ml

= 200 ml

=

1 porcja standardowa: ok. 10g alkoholu etylowego

25 ml

Podjęto wiele prób oszacowania zawartości alkoholu we krwi. Nie są one dokładne, ponieważ zbyt wiele czynników wpływa na tę zawartość, ale przydatne mogą być jednak w samookreśleniu. Najpopularniejszy jest wzór stworzony przez Erika Widmarka:

P=

A KxW

gdzie P - ilość promili, A - ilość wypitego czystego alk. etylowego (w g lub ml), K - współczynnik wynoszący (w przybliżeniu) 0,7 dla mężczyzn i 0,6 dla kobiet, W - masa ciała.

Załóżmy, że jakiś delikwent, ważący 80 kg, na imprezie wypije jednym haustem pół litra wódki (40% z 500 ml = 200g czystego alkoholu). Zatem: 200(g) 56

Skomponuj swoje sniadanie! -

200(g) = 0,7 x 80(kg)

= ok. 3,5 promila

Wybierz 4 dowolne pozycje za 19 zl - sok owocowy, herbata lub kawa gratis -

-

ilość promili =

Oczywiście dokładny wynik jest uzależniony od wielu innych czynników, takich jak np. szybkość spożywania alkoholu. Szybkość rozkładu alkoholu u mężczyzn wynosi 10-12 g, u kobiet 8-10 g na godzinę. Przyjmując wartość średnią, czyli 10 g, można założyć, że w ciągu jednej godziny wątroba spala jedną porcję standardową. źródło: Wikipedia

Promilowe rekordy

LUNCH - Wrap z marynowana wolowina i chilli -

-

-

- 14,8 promila alkoholu we krwi miał Tadeusz S., który w 1995 roku jadąc samochodem, spowodował wypadek pod Wrocławiem. Wynik badania był tak nieprawdopodobny, ze powtarzano je pięciokrotnie, zawsze z takim samym rezultatem. Mężczyzna zmarł kilkanaście dni później w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku. - Jolanta M., lat 40, w roku 1995 ustanowiła rekord świata kobiet. Badanie krwi przeprowadzone w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Szczecinie wykazało, że ma 8,2 promila alkoholu. - Najmłodszym klientem w polskich izbach wytrzeźwień był pięcioletni chłopiec, u którego stwierdzono 1,4 promila alkoholu. Chłopca uratowano w szpitalu w Płocku w 1995 roku. Matka dziecka tłumaczyła, ze syn wypił wino zostawione przez gości.

- Kierowca autobusu miejskiego w Raciborzu wiózł pasażerów, mając we krwi 4 promile alkoholu.

39

lounge ...bo jakość ma znaczenie

pietruszka i pomidorkami -

- W 1995 roku pewien woźnica ze Szczecina całkiem dobrze radził sobie z wozem i końmi mimo 7 promili alkoholu w organizmie. Po dwóch dniach odtruwania miał we krwi ciągle 2,8 promile.

KOLACJA . - duszone malze z czosnkiem -

- W listopadzie 1994 roku Jan M., 33-letni mieszkaniec Elbląga, zapił się na śmierć – 15,9 promila alkoholu we krwi. Rekord Polski.

Kraków, ul. Krupnicza 19a tel.: 12 380 96 75 www.mietarestobar.pl


bary i restauracje recenzje kulinarne

Krakowski tatar z bułą czyli wyznania kulinarnego krytyka

Męskie smakowanie Zasadniczo nie spotkałam się z podziałem na restauracje czy bary męskie i damskie, ale są takie miejsca w naszym mieście które aż proszą się o taką klasyfikację.

N

ie wiem czy jest to kwestia tak naprawdę raczkującego biznesu restauracyjnego – dopiero teraz jest czas kiedy w końcu powstają knajpy środka, ani tanie bary ani sztywne restauracje z zadęciem – czy tego, że zasadniczo nie mamy specjalnie rozwiniętych kubków smakowych, ale faktem jest, że nie mamy zbytniego jeszcze przekonania do stołowania się poza domem i płacenia czasem sporych pieniędzy za posiłek. Brak też nam tego stylu, który mają Włosi czy Hiszpanie – wielogodzinnych, spokojnych nasiadówek w gronie przyjaciół – ale może to kwestia niesprzyjającego klimatu? Tak czy inaczej ciężko przychodzi nam płacenie za dobre jedzenie. Część złośliwych czytelniczek zapewne w tym momencie szturcha swych wybranków – no tak, jakoś szczególnie dotyczy to panów. Nie żebyście byli skąpi czasami... Dlatego, jeśli w mieście powstaje miejsce, gdzie jest: a) smacznie, b) tanio – wiedz, że zaraz będą tam tłumy. A jeśli dodatkowo miejsce jest charakterystyczne i nie ukryte w dziwnych zakamarkach miasta – sukces gwarantowany. Na tym swoją renomę oparły słynne, stojące pod Halą Targową, „Kiełbaski z Nyski”. Tym tropem poszedł też znany wszystkim Endzior od zapiekanek – tanio, wielkie porcje, smaki trochę inne niż wszędzie. Zaraz więc wokół okrąglaka wyrosły jego kopie. I choć podają niemal to samo (po smaku podejrzewam często, że dokładnie to samo) to i tak największa kolejka jest zawsze do Endziora. Po co to wszystko piszę? Otóż ten przydługawy wstęp ma na celu zapoznanie was z zasadą – może być i tanio i smacznie. Porcje duże – „męsko” jednym słowem. A przekonałam się o tym dobitnie w niepozornej pizzerii na os. Złotego Wieku. Tam, gdzie zapuszczają się albo mieszkańcy, albo straceńcy, gdzie tramwaje kończą swe trasy na zajezdni w Mistrzejowicach. Gdzie, chciałoby się powiedzieć, diabeł mówi dobranoc, gdyby nie fakt, że będzie to przesadą. Tak czy inaczej blisko centrum to to nie jest. Pizzeria nazywa się El Diablo i jak głosi strona internetowa jest „najbardziej niegrzeczną pizzerią w Krakowie”. Domyślam się, że takie pozornie prowokacyjne hasełko ma przyciągać klientów – czy tak jest nie wiem, ale faktem jest, że w menu znajdziemy pizze (12-26 zł za małe, 19-32 zł za duże), których większość

nazw nawiązuje do diabelskich klimatów (choćby Boruta na wakacjach – ananas, szynka, kukurydza, czy Mroczne Widmo – papryka, pepperoni, czosnek, oliwki itd. itp.) aż do pizzy nazwanej 666. Rodziny Radia Maryja mogłyby się czuć nieco urażone. Jakkolwiek nieco to tandetne – taka Magda Gessler ze swoimi ozdóbkami i koronkami w biedniejszym i bardziej hardcorowym wydaniu – to wnętrze jest spójne i nawiązuje do tematyki menu. Mamy więc „ogniste” ekrany na ścianach, jakąś pomarańczowo-czerwoną kolorystykę, czerwone kanapy z eko skóry. Może się to podobać lub nie. Ale w sumie nie o to tu chodzi. Chodzi bowiem o jedzenie – a to okazało się zaskakujące. Zwykle po takich miejscach nie spodziewamy się cudów – ot przeciętna, ale stosunkowo tania (jak za swoją wielkość i ilość dodatków) pizza, jakieś zapiekanki, a tu też i kebaby. Że jest dobrze niech świadczy to, że nie tylko nie uciekłam, ale wręcz wracałam. Chętnie, często. Na moim stoliku pojawiły się sałatki, calzone, zapiekanki. Pizzy nie zamówiłam, ale zerkając na stoliki obok mogę powiedzieć, że są przynajmniej niezłe – na cieniutkim cieście, pieczone w piekielnie wysokiej temperaturze w piecu opalanym drewnem, sera w sam raz. Trzymają poziom. Często dobrym sprawdzianem dla takich knajp są sałatki – pizze mogą być dobre, ale sałatki zwykle powstają z jakiś resztek. Nie tu. Tu każda sałatka (cztery z nich za 8 zł, jedna za 10 zł) są duże i zaskakująco świeże. Oparte o sałatę lodową – zimną i kruchą, której niejedna restauracja mogłaby im pozazdrościć. Grecka to klasyka – ser typu feta, czarne oliwki, pomidor. Serowa to głównie „polska” niezła mozarella, znów oliwki, grzanki. Świetna jest firmowa El Diablo z kebabem – podkład taki jak poprzednio plus cieniutko rozbite mięso à la kebab. Sporo mięsa. Soczyste, świetne, ale nie dominujące nad resztą składników. Lekkie rozczarowanie sałatką Lucyfera – miały być suszone pomidory, a były jakieś malutkie suche płatki o ich smaku. Oszczędność rozumiem, ale w takim razie warto nie wprowadzać w błąd klientów i zmienić opis. Na „osłodę” było dużo smacznej i soczystej szynki parmeńskiej i orzechowych liści rukoli. 40

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Jedno słowo o dodatku do kilku sałatek – w menu jest napisane, że to grzanki. Są to jednak raczej bardzo zgrillowane pity czy tortille pokrojone na malutkie kawałeczki – świetny i oryginalny pomysł. Podają tu też uczciwe i dobre calzone (wszystkie za 13 zł) – wielkości sporego, naprawdę sporego talerza. Zgodnie z nazwą to wielki pieróg z ciasta na pizzę, złożony na pół i wypełniony różnymi składnikami. Raz był świetny, raz przepieczony. Chyba trzeba nieco poćwiczyć kontrolę nad piecem. Zestawy smaków raczej zwyczajne, w których dominuje ciągnący ser. Ale dobre. Do tego charakterystyczny dla lokalu sos czosnkowy (w wielu potrawach wymienny z pikantnym) – bardzo czosnkowy, po którym człowiek raczej unika spotkań towarzyskich. Jedynym ratunkiem jest nakarmienie wszystkich tym samym sosem. W menu znajdziemy tosty – za skromne 2-3 zł, kebaby w okolicach 9-11 zł, jakieś kiełbasy z pieca. Zapiekanka (7 zł) jest jedna i zwana - a jakże by inaczej - El Diablo. To jedno z największych moich zaskoczeń - zamiast podłużnej bułki za podkład posłużył tu placek z ciasta na pizzę – w efekcie ta zapiekanka to nic innego jak taka porcja pizzy dla jednej osoby. Dodatkowo możemy domówić składnik warzywny za 1 zł lub mięsny za 1,50 zł. Warto. El Diablo ukryte w dziwnej uliczce, nad sklepem mięsnym, piekarnią i piwiarnią, w sąsiedztwie małego targu warzywnego, okazało się dużym, pozytywnym zaskoczeniem. Mam nadzieję, że tym tropem – miejsc tanich, normalnych i smacznych pójdzie więcej krakowskich restauratorów. ASIA OPARCIK

asiaoparcik@loungemagazyn.pl

El Diablo Pizza&Kebab os. Złotego Wieku 82

jedzenie obsługa wystrój ceny


bary i restauracje wydarzenia

Druga edycja Bar Symposium już tuż tuż. 12 i 13 września Warszawa ponownie gościć będzie pasjonatów sztuki barmańskiej z całej Polski i Europy. W tym roku, ze względów organizacyjnych, BSW zostało przeniesione do teatru i klubu Capitol mieszczącego się w Warszawie przy ul. Marszałkowiej 115. Na głównej scenie teatru, która pomieści 350 osób odbędą się wykłady i prelekcje zaproszonych gości, natomiast powierzchnia klubu Capitol zmienni się w strefę dla wystawców, gdzie znajdować się będzie druga scena Bar Symposium. Program sceny głównej: Poniedziałek, 12 września 12:30 do 13:15 – Leszek Wiwała, Metody zabezpieczenia napojów spirytusowych: jak rozpoznać fałszywy alkohol. 13:45 do 14:30 – Joerg Meyer, A challenge every night: make Guests feel welcome in my Bar. 15:00 do 15:45 – Rafał Ciesielski, Paweł Zaręba i Jacek Wojdyło, Wzloty i upadki Martini. Od Martineza do Fitty-Fitty. 16:15 do 17:00 – Zoltan Nagy, The rise of the Boutiq’Bar - The first straw that broke the Hungarian bar industry’s back. Wtorek, 13 września 12:30 do 13:15 – Radek Wieczorek, Lód - dusza koktajlu. 13:45 do 14:30 – Alex Kratena, Exceeding Expectations: The Essence of Luxury 15:00 do 15:45 – Marian Beke, Twisted classics or from past to present 16:15 do 17:00 – Andrzej Borcz, Determinanty sukcesu lokalu gastronomicznego – jak budować lojalność gości i zwiększać obroty? 17:30 do 18:15 – Panel dyskusyjny: Co to znaczy być właścicielem/ operatorem lokalu w Polsce? Neale Jackson (Paparazzi), David Weidemann (Barrel), Andrzej Borcz (Baroque) rozmawiają z Tomkiem Roehr z Alkoteka.pl. Dla uczestników zeszłorocznej edycji cena biletów na tegoroczne BSW wynosi 60 PLN. Dla osób, które po raz pierwszy wezmą udział w BSW ceny karnetu wynoszą w przedsprzedaży 80 PLN, a w dniu imprezy 100 PLN. Impreza wyłącznie dla osób pełnoletnich. Profesjonalne barmaństwo to sztuka. Nie przegap Bar Symposium.

- Kuchnia kontynentalna oraz Indian Food Lounge - Brunch rodzinny w niedziele - kącik zabaw dla dzieci z profesjonalną opieką - ciemne i jasne czeskie piwo z nalewaka w promocyjnych cenach - Muzyka z winyli - We wrześniu otwieramy piwniczkę z winem własnej selekcji z Włoch

GOOD FOOD & GOOD MUSIC

organizujemy:

− osiemnastki − wieczory panieńskie i kawalerskie − imprezy firmowe − przyjęcia − catering − 3 sale razem 400m2

Szczegóły na: www.barsymposium.pl i www.facebook.com/barsymposium Partnerami medialnymi Bar Symposium są: Rynki Alkoholowe, Food Service, Lounge Magazyn, Poradnik Restauratora, Open-bar.pl, Barmagazyn.pl, Newsgastro.pl, Papaja.pl, Rynekhoreca.pl, Swiatbarmanow.pl

Paranoya Club & Restaurant ul. Brzozowa 8/1a, 31-050 Kraków tel.12 422 03 74, paranoyaclub@wp.pl www.paranoyaclub.com


bary i restauracje gotuj z najlepszymi

YAKI SOBA

tradycyjny japoński makaron gryczany, smażony z kurczakiem i warzywami.

SKŁADNIKI (porcja dla 2 osób):

200g makaronu Soba 180g filetu z kurczaka 200g mieszanki warzyw (por, papryka, grzyby, groszek cukrowy, marchewka) 1 jajko (omlet) Przyprawy: jasny sos sojowy, sos ostrygowy, sos Hoisin, pieprz, czosnek, imbir; Dymka, orzeszki prażone, kiełki lucerny (do dekoracji)

zdjęcia: mat. Edo Sushi / Studio 22

PRZYGOTOWANIE:

Gotujemy makaron według przepisu na opakowaniu ok 5 min, przelewamy zimną wodą i pozostawiamy do odsączenia. Na dobrze rozgrzanego woka (patelnię) z olejem wrzucamy kurczaka i przesmażamy, dodajemy łyżkę posiekanego czosnku i imbiru, następnie wrzucamy pokrojone w paski warzywa i dalej obsmażamy. Dla urozmaicenia można dodać pokrojony w paski omlet jajeczny. Dodajemy makaron i przyprawiamy sosami i pieprzem do smaku. Całość wykładamy na 2 półmiski i dekorujemy posiekaną dymką, prażonymi orzeszkami i kiełkami lucerny.

Tomasz Stanek Szef Kuchni Edo Sushi Bar, Edo Fusion Restaurant oraz Edo Sushi Bar Zakopane ul. Bożego Ciała 3/ Miodowa 8 tel.:12 426 24 24

Życzymy Smacznego i udanej zabawy! 42

lounge ...bo jakość ma znaczenie


bary i restauracje gotuj z najlepszymi

FASZEROWANA FIGA z szynką serano z malinowym balsamico SKŁADNIKI (porcja dla 4 osób):

4 figi 100g szynki serano 100g fety 50ml zredukowanego malinowego balsamico mięta, różowy pieprz, grisini

Jakub Fraś Szef Kuchni Restauracji Vanilla Sky w Hotelu Niebieski

PRZYGOTOWANIE:

zdjęcia: Robert Bednarczyk / lounge

Figi należy ściąć u nasady i wydrążyć. Miąższ dodajemy do pokrojonej w kostkę fety i doprawiamy różowym pieprzem oraz siekaną miętą. Następnie puste figi faszerujemy przygotowaną masą.

Przygotowanie malinowego balsamico

80g cukru i 100ml wody zagotuj aż zrobi sie gęsty syrop. Dodaj 100g malin i zagotuj, przetrzyj przez sito. Zredukuj (odparuj) 150ml octu balsamicznego do 1/3 i doddaj do niego przygotowany sos malinowy. Z plasterków szynki układamy różę. Całość dekorujemy świeżymi sałatami i malinami; podajemy z malinowym octem balsamicznym. Smacznego! 43

lounge ...bo jakość ma znaczenie

ul. Flisacka 3 (Salwator), Kraków www.vanilla-sky.pl


BIZNES LUNCH z lounge LUNCH OD 19 ZL-

LUNCH OD 12 ZL-

8 Aleja

Baroque Restaurant&Cocktail Bar ul. Św. Jana 16, tel.: 12 422 01 06

ul. Krasińskiego 8, tel.: 663 055 155

www.8aleja.pl

www.baroque.com.pl

Lunch od 12.00-16.00. od 12 zł lub rabat na dania z karty 50%

Woda mineralna lub sok w cenie lunchu.

LUNCH OD 19 ZL-

Grande Grill Steakhouse & Bar Rynek Główny 16, tel.: +48 12 424 96 21

GRILL GRANDE Steakhouse&Bar

LUNCH OD 19 ZL-

Main Square Rynek Główny 27, tel.: 12 423 12 41

www.grandegrill.pl

www.mainsquare.pl

Lunche codziennie 12-17. Z tym wydaniem rabat 10%.

Lunch menu od 12.00 do 16.00 44

lounge ...bo jakość ma znaczenie


LUNCH OD 19,90ZLSpotkania biznesowe w dusznych i smutnych salach konferencyjnych stają się powoli przeżytkiem. Wolimy spotykać się z naszymi klientami na tzw. neutralnym gruncie. Biznes lunche stały się nieodzowną częścią komunikacji w biznesie. Historia uczy nas, że największe interesy ubijane były właśnie przy stole. Specjalnie dla Was wybraliśmy więc kilka miejsc wartych polecenia.

touchinn ul. Józefińska 2, tel.: 504 157 053

www.touchinn.pl

Zestaw

BUrgery OD 13 ZL-

OD 29 ZL-

fot: www.sebastians.pl

Sushisquare

Lovekrove

Rynek Główny 15, tel. :12 424 96 36

ul. Józefa 8, tel.: 12 422 15 06 Czynne 12.00 - 21.00 Burgery w cenach od 13 zł do 17 zł

www.sushisquare.pl Lunche codziennie 12-16. Do każdego lunchu dzbanek zielonej herbaty gratis.

LUNCH OD 12 ZL-

Cosa Nostra

LUNCH OD 12 ZL-

Russian Enso Club & Restaurant

ul. Dajwór 25, tel.: 12 429 00 97

ul. Karmelicka 52, tel.: 12 633 65 20

www.cosanostra.krakow.pl

www.russianenso.pl

Od 12.00 do 16.00. Lunch od 12 zł.

Od 12.00-17.00. Lunch od 12 zł lub 50% na dania z karty 45

lounge ...bo jakość ma znaczenie


twarze przy barze

1 Urodziny | 26 - 27.08 | Opera Cafe Pub&Restaurant fot: Kamila Poznańska - lounge

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 46

lounge ...bo jakość ma znaczenie


lounge

MODA //


moda newsy

Newsletter Galerii Kazimierz Zapraszamy Cię do czytania naszego Newslettera. Co miesiąc znajdziesz w nim informacje o nowościach Galerii Kazimierz oraz najciekawszych wydarzeniach z życia Krakowa. Dzięki niemu zawsze będziesz na czasie z najnowszymi trendami, a za sprawą rad naszej stylistki OSY, idealnie dopasujesz swoją garderobę do sylwetki. Każdego miesiąca, specjalnie dla Ciebie, przygotowujemy pakiet atrakcyjnych bonów zniżkowych, które sprawią Ci jeszcze większą przyjemność z robienia zakupów. Serdecznie zapraszamy do subskrypcji naszego Newslettera.

ICE-WATCH

ICE-WATCH jako marka fashion nadaje trend w branży zegarków na całym świecie. Ich mechanizm i niezwykle atrakcyjna oprawa kolorystyczna sprawiają, że ICE-WATCH jest modnym gadżetem i znalazł odbiorców we wszystkich grupach wiekowych. Ambasadorami marki są m.in. dj David Guetta oraz zespół Black Eyed Peas, a w Polsce Kasia Glinka, Anna Wendzikowska oraz Agnieszka Popielewicz.

GINO ROSSI

Najnowszą, jesienną kolekcję Gino Rossi wyróżnia prawdziwy eklektyzm. Obok kobiecej elegancji pojawią się modele zainspirowane różnymi zakątkami świata: botki w stylu origami, camelowe oficerki, angielskie oxfordy i trzewiki na słoninowej podeszwie. Bogactwo faktur i skór zdobią stylowe torby. Dla mężczyzn Gino Rossi proponuje m.in. ciężkie buty motocyklowe oraz klasyczne półbuty.

RAVEL

Nowa kolekcja RAVEL na sezon jesień-zima 2011/2012 to definicja miejskiego stylu. Marka stawia na stonowane barwy, miłe w dotyku tkaniny i nowoczesne kroje. W kolekcji dominują dżersejowe bluzki i tuniki, dzianinowe kardigany oraz wełniane swetry. Nie zabraknie również ponadczasowych sukienek i spódnic, zarówno w wersji mini, jak i tych klasycznych, o ołówkowym kroju. W kolekcji znajduje się również casualowa linia dżinsowych spodni i bawełnianych bluzek.

Macy z kolekcją od samego Lagerfelda Cesarz mody nie dość, że nie zamierza przechodzić na emeryturę, to jeszcze co rusz zaskakuje nas nowymi projektami. Najnowszym jest kolekcja Impulse Only powstała dla sieci domów towarowych Macy’s. Kolekcja ma być zebraniem tego wszystkiego, co jest charakterystyczne dla stylu Karla Lagerfelda, ale po przystępniejszych cenach – od 50 dolarów do 170 dolarów. W kolekcji mamy więc charakterystyczną dla projektanta czerń i biel, tweed od Chanel, sztywne kołnierzyki, minimalistyczne kroje sukienek, które jednak mają w sobie to coś. Znajdziemy tez sporo lubianej przez Lagerfelda skóry – albo w postaci szortów, albo w postaci długich spodni. Nie zabrakło również topów z wizerunkiem słynnego projektanta. Sam projektant ma się pojawić, by promować kolekcję 6 września w oddziale na Herald Squere.

BIG STAR

W tym sezonie Panie mają w czym wybierać. Linię specjalnie zaprojektowano tak, aby można było ją do woli zestawiać ze sobą i z poszczególnymi elementami. Podstawą kolekcji są sprawdzone dżinsy, których kolorystyka oscyluje między mocnym wyrazistym granatem, delikatniejszym błękitem, a intrygującym i nietypowym jak na tę porę roku beżem. Wśród fasonów znajdziemy zarówno dopasowane biodrówki, niezmiennie lubiane boyfriendy, czy najmodniejsze w tym sezonie jeansy o rozszerzających się nogawkach w stylu lat 70-tych.

Więcej informacji znajdziesz w Newsletterze Galerii Kazimierz www.galeriakazimierz.pl/newsy Serdecznie zapraszamy! 48

boski Beckham dla H&M Tak, tak – zarówno kobiety jak i mężczyźni powinni wyostrzyć swój wzrok i słuch – oto bowiem nie kto inny, ale słynny piłkarz i mąż swojej żony Victorii – David Beckham zaprojektował kolekcje męskiej bielizny dla szwedzkiej sieci sklepów H&M. Co ciekawe tym razem – w przeciwieństwie do zwykłych kolaboracji H&M – współpraca ma być długofalowa. Nietypowa była także droga do nawiązania współpracy – tym razem to H&M został zaproszony do współpracy. David Beckham i jego zespół miał pomysły i projekty, natomiast Szwedzi mają sieć dystrybucji o niezwykłej skali. Pierwsza kolekcja ujrzy światło dzienne już 2 lutego 2012 roku – w sam raz na Walentynki.

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda newsy

Missoni z pełna kolekcją dla Targetu Włoski dom Missoni pokazał w końcu długo wyczekiwana kolekcje, którą stworzył we współpracy z siecią wielkoformatowych sklepów ze wszystkim Target. Na kolekcję składają się zarówno ubrania kobiece, męskie, dziecięce jak i akcesoria do domu, walizki a nawet...rowery! Ceny niskie, ale jednocześnie bardzo różne – już od 2,99 dolarów do 599 dolarów. Kolekcja odzwierciedla to co najlepsze w dziedzictwie tego domu mody – większość elementów powstała w oparciu o tradycyjne, słynne wzory Missoni – hipisowskie kwiaty i szeroko rozpoznawalne zygzaki. Z kolei ubrania damskie, męskie i dziecięce zostały uszyte z charakterystycznych dzianin.

Lady Gaga jako Święty Mikołaj? Słynny dom towarowy skupiający się na luksusowych ubraniach i dodatkach – Barneys New York – właśnie ogłosił, że z okazji tegorocznego okresu świątecznego przygotował nowoczesne podejście do tradycyjnego wyobrażenia warsztatu Świętego Mikołaja.

Większość elementów kolekcji inspirowana jest późnymi latami 60. i kojarzą się ze stylem słonecznej Kalifornii z tego okresu.

Inspiracją jest postać i dokonania słynnej Lady Gagi a za projekt odpowiada jej osobisty stylista, a jednocześnie nowy dyrektor kreatywny domu modu Thierry Mugler – Nicola Formichetti. Gaga’s Workshop – bo tak się będzie nazywać projekt – zajmie całe piętro Barneysa przy Madison Avenue w Nowym Yorku i pojawi się na tradycyjnych już okiennych wystawach świątecznych. Dodatkowo powstanie kolekcja drobnych podarunków inspirowanych Lady Gagą, z których 25% dochodu zostanie przeznaczonych na cele charytatywne. Projekt ma ruszyć w połowie listopada.

oprac. ASIA OPARCIK www.joannaoparcik.pl

Mężczyźni inwestują w siebie poprzez treningi siłowe, fitness, zdrowe odżywianie, masaże, jednak zapominają, że dbanie o ciało to tylko połowa sukcesu do dobrego wyglądu! Dobry wygląd zewnętrzny-ubiór jest drugim niezbędnym czynnikiem, który gwarantuje pełen sukces! Często te dwa aspekty wyglądu niestety nie idą w parze – dlatego z moją pomocą jako Stylistką Męskiego Wizerunku pokażę Ci, jak poprzez odpowiednio dobrany strój można podkreślić Twoje zalety, a ukryć mankamenty. Dzięki mnie zobaczysz inny wymiar zakupów. Zapraszam do zapoznania się z moją ofertą na stronie internetowej: www.meska-stylizacja.pl lub osobiście pod numerem telefonu: 606-312-814 Estera Fijas Stylistka Męskiego Wizerunku/Personal Shopper


moda modowy savoir-vivre

Na ratunek męskiej szafie Męska szafa to jaskinia wspomnień o szczuplejszej sylwetce, młodzieńczych latach i pamiątkowych t-shirtach z festiwali rockowych. Można w niej znaleźć wszystko lub nic. Najczęściej panowie słysząc hasło „zakupy” wyobrażają sobie nowy gadżet, a nie nowy garnitur. Niestety w dzisiejszych czasach nawet nowiutki model iPhone’a blednie, gdy z kieszeni wyciąga go mężczyzna w przykrótkich spodniach. Zmorą współczesnych mężczyzn jest nieumiejętne dobieranie garderoby do sylwetki i okazji, a przede wszystkim brak umiejętności odczytywania dress code’u.

M

ężczyźni najczęściej kupują ubrania źle dobrane rozmiarowo. Można to zauważyć na przykładzie marynarki, która zwykle jest za szeroka w ramionach i/ lub ma za długie rękawy. Spodnie od garnituru na zmianę zamiatają chodniki lub co gorsza, odsłaniają skarpetki. W kwestii koszuli Panowie popełniają dwa podstawowe błędy: po pierwsze - kołnierzyk zbytnio odstaje od szyi, a mankiety - zamiast przepisowo sięgać połowy odległości między kostką nadgarstka a nasadą kciuka, znikają pod dużo za długim rękawem marynarki. Mężczyźni często nie potrafią dobrać odpowiedniego stroju do okoliczności. Otóż istnieje zasada, że brązowego garnituru nie wkłada się na spotkania biznesowe i cocktail party, a jego jasnego odpowiednika w jesienno-zimowe miesiące. Nagminnie łamaną zasadą przez Polaków jest wkładanie koszuli z krótkim rękawem pod marynarkę, dobijając ją krawatem. Tego typu obraz najczęściej możemy zauważyć na przyjęciach weselnych. Oczywiście nie może zabraknąć sztandarowego faux pas męskiego społeczeństwa, czyli skarpety, zwłaszcza białe zakładane do sandałów. Gdy już jesteśmy przy tej kwestii muszę nadmienić, że nieodpowiednio dobrane mogą popsuć wygląd najdroższego garnituru. Otóż nie wybaczalnym błędem jest zakładanie zbyt krótkich i odsłaniających łydkę przy siadaniu skarpet oraz dobrane w za jasnym kolorze do garnituru. Warto zapamiętać, że siadając należy odpiąć guziki od marynarki, a wstając - zapiąć. W przypadku marynarki 50

zapinanej na dwa guziki zapina się tylko górny, natomiast z trzema – zapinamy górny i środkowy. Również nie na miejscu jest odpięty guzik koszuli pod krawatem. Podstawą dobrego wyglądu jest odpowiednio skompletowana garderoba. Posiadanie kilku niezbędnych rzeczy odpowiednio połączonych ze sobą, może sprawić cuda. Pierwszym krokiem ku temu są zakupy. By nie były one tragiczne w skutkach warto zrobić listę potrzebnych rzeczy, których każdy mężczyzna potrzebuje: - minimum dwa garnitury - jednorzędowy stalowy i granatowy. Kolory te sprawdzają się na każdą okazję, a dwuguzikowa marynarka idealnie pasuje do każdego typu sylwetki, - dziesięć koszul do garnituru - pięć gładkich: dwie białe, trzy jasnoniebieskie oraz pięć w dowolnym deseniu i kolorze, - koszule sportowe – kilka sztuk, które sprawdzają się na nieformalnych spotkaniach, - spodnie – koniecznie z wełny i dżinsu, - marynarki nieformalne - do tworzenia tzw. skoordynowanego ubioru. Idealnie sprawdzą się w tym przypadku takie materiały jak wełna, sztruks i welwet, - kurtka, - płaszcz - najlepiej z podpinką oraz trencz, - buty - minimum cztery pary: eleganckie pantofle, lakierki, mokasyny i obuwie sportowe.

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda modowy savoir-vivre

cd. z poprzedniej strony

Jak wiadomo - diabeł tkwi w szczegółach, a szczegóły w męskiej garderobie to dodatki, takie jak: skarpetki, krawaty (dla niedoświadczonych najlepszym wyborem będą jednokolorowe), pasek, teczka (wymienna z torbą męską), zegarek, rękawiczki i parasol.

szerokim, satynowym pasem. Do koszuli smokingowej zakłada się czarne, onyksowe zapinki oraz atłasowy pas zwany cummerbund, a także czarną muchę. W tym przypadku również zakłada się czarne lakierki. Panowie ubrani w smoking mogą się prezentować na wielkich galach.

DRESS CODE CZYLI KOD UBIORU

W wolnym tłumaczeniu, to zbiór zasad określających w co i kiedy należy się ubrać. To jak prezentuje się mężczyzna w danym miejscu i sytuacji zdradza wybrany przez niego strój. Podczas formalnych spotkań możemy się zetknąć z kilkoma hasłami, które niejednego Pana mogą przyprawić o zawrót głowy i spowodować modową katastrofę.

OTO KRÓTKA ŚCIĄGA Z ELEGANCKICH STROJÓW PRZEZNACZONYCH NA RÓŻNE OKAZJĘ:

frak (white tie)

Strój ten zarezerwowany jest na naprawdę wielkie wyjścia, np. bale charytatywne. W Polsce niezwykle rzadko zdarzają się sytuacje skłaniająca do włożenia fraka. Jednak, gdy Panowie są zobowiązani do wystąpienia w nim, powinni pamiętać, że musi być on czarny wraz z marynarką, z tzw. jaskółczym ogonem. Zakłada się do niej spodnie bez mankietów, wykończone lampasami, czyli dwoma wąskimi, satynowymi paskami. Do koszuli frakowej dobiera się perłowe zapinki. Pamiętajcie: fraka się nie zapina, dlatego potrzebna jest biała kamizelka zakrywająca pasek spodni. Bardzo ważnym elementem jest mucha. W tym wypadku wybierajcie tylko i wyłącznie białą. Dopełnieniem tak formalnego stroju są buty typu lakierki.

© 2011 adidas AG. adidas, the 3-Bars logo and the 3-Stripes mark are registered trademarks of the adidas Group.

smoking

(black tie) To czarna, jedno- lub dwurzędowa marynarka z atłasowymi, bądź jedwabnymi klapami. Do smokingu wybieramy czarne spodnie bez mankietów, z nogawkami ozdobionymi 52

strój wieczorowy

(formal) W jego skład wchodzi ciemny garnitur, biała koszula i elegancki krawat. Strój ten jest idealny na oficjalne przyjęcia, obiady i bankiety.

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda modowy savoir-vivre

PRZY MNIEJ FORMALNYCH OKAZJACH MĘŻCZYŹNI MOGĄ POZWOLIĆ SOBIE NA DELIKATNY LUZ W UBIORZE. JEDNAK NIE ZAPOMINAJCIE, ŻE I W TYM PRZYPADKU OBOWIĄZUJE KOD UBIORU.

strój swobodny (business casual lub smart casual)

W tym przypadku zbędny jest krawat. Wybierajcie sportową koszulę i marynarkę, a do tego spodnie, koniecznie z innego materiału, np. eleganckie dżinsy. Tak ubrani możecie pójść na mniej formalne spotkanie, weekendowy lunch czy przyjęcie w ogrodzie. Pamiętajcie, że zestaw ten nie obowiązuje wieczorem. O tej porze dnia zamieńcie sportowe elementy na ciemny garnitur.

strój swobodny

(casual) Jak sama nazwa wskazuje można poczuć się w nim swobodnie. Jednak by nadal wyglądać atrakcyjnie i z klasą wybierz marynarkę o sportowym kroju, koszulę z guziczkami przy kołnierzyku, oraz spodnie z wygodnego materiału. By poczuć się bardziej komfortowo załóż ponadczasowe mokasyny i baw się dobrze na spotkaniach towarzyskich.

all originals dare to be unique

adidas.com

strój wizytowy (informal)

Charakteryzuje się ciemnym garniturem, koszulą i krawatem. Zestaw ten idealnie sprawdzi się na cocktail party.

Oczywiście mężczyzna nie żyje tylko pracą. W czasie weekendowego odpoczynku bądź wakacji możesz wyglądać modnie i wygodnie, zakładając sportowy strój. Po erze ortalionowych dresów nastał czas modnych koszulek polo, atrakcyjnego obuwia sportowego i wygodnych spodni, w które warto zainwestować. Mężczyzna z reguły jest praktyczny, dlatego podczas zakupów kieruj się zdrowym rozsądkiem. Decydując się na zakupy z markowego butiku nie patrz jedynie na metkę, ale na krój i skład materiału - metka nie zawsze idzie w parze z wysoką jakością. Ważne, abyś czuł się dobrze w kupionej rzeczy. Nie pozwól omamić się jednosezonowym trendom i stawiaj na ponadczasową klasykę. Tym samym unikniesz zbyt częstych wizyt w centrach handlowych.

Mam nadzieję, że porady te pozwolą przebrnąć Wam przez gąszcz sklepowych półek i uniknąć modowych wpadek. Najważniejsze to odnaleźć styl, w którym dobrze się czujesz i wyglądasz. Nie zapominaj, że pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Dlatego zadbaj, by było ono pozytywne. Monika Gąsiorek-Mosiołek

53

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda sylwetka SUKNIA PROJEKTU ADAMA KARSKIEGO, KTÓRA ZWYCIĘŻYŁA NA NOWOJORSKIM FASHION WEEK. fot. Adam Karski

kich jak Reserved i Cropp Town, odmawiał, bo bał się zaszufladkowania przy projektowaniu chińskiej masówki. Otworzył agencję reklamową. Ze znajomościami w świecie mody, szybko zgłosiła się do niego osoba prosząc o pomoc w prowadzeniu Agencji Modelek. Możliwość powrotu na scenę, gdzie Karski dostawał skrzydeł, spowodowała, że szybko przystał na tę propozycję. Współtworzył od tej pory agencję modelek i modeli ‘Adeli Models’, która w tabloidach kilkakrotnie nazwana została najlepszą męską Agencją Modeli w Polsce.

Adam Karski Projektant, Fotograf, Tancerz, Choreograf, Reżyser.

ARTYKUŁ PROMOCYJNY

Adam Karski jest projektantem po Akademii Sztuk Pięknych. Edukację rozpoczął w prywatnej szkole SAPU w Krakowie. Studia z fotografii i projektowania mody dokończył w St. Petersburgu. Kolejna katedra to projektowanie form użytkowych i projektowanie graficzne.  Już podczas studiów był postrzegany jako indywidualność, ale uważano go za lenia. Udowodnił jednak, że był pracowitym artystą, choć chadzającym swoimi ścieżkami. Z tamtego okresu pochodzą pierwsze wyróżnienia: wygrał najważniejszą w Polsce nagrodę Targów Mody w Poznaniu - Srebrną Pętelkę. Zaraz potem główną nagrodę Fashion Week w Łodzi Złotą Nitkę, tam również otrzymał nagrodę Prezydenta Miasta Łodzi oraz wyróżnienie mediów. Przez kolejne dwa lata utrzymywał dobrą passę, triumfując między innymi w krakowskim konkursie Igłą Malowane Krakowskich Szkół Artystycznych. Został zauważony, nie tylko przez czołowych wówczas kreatorów mody polskiej, ale również organizatorów targów mody poza granicami kraju.  Zaczęto zapraszać go w różne zakątki świata i to nie tylko jako projektanta, co jak się później okaże znaczące, ale również jako organizatora pokazów i twórcę choreografii. I właśnie jako choreografa zaproszono go na Targi Mody do Moskwy. Od tej pory, gdziekolwiek się pojawiał, zgarniał główne nagrody i wyróżnienia - jak w Rydze: specjalne wyróżnienie na ‘Habitus Baltica’, Targach Mody w Düsseldorfie: główna nagroda dla projektanta, główna nagroda za choreografię oraz główna nagroda za najpiękniejsze stoisko targowe. Na New York Fashion Week: główna nagroda za najbardziej prestiżowy projekt. Czołowi projektanci polscy na czele z Jerzym Antkowiakiem czy Xymeną Zaniewską zaproponowali, by to właśnie Adam reprezentował Polskę na Targach Mody w Brnie,

a następnie by zaprojektował suknie dla Miss Polski na konkurs Miss Universe w Puerto Rico. Gdy środowisko konkursów piękności otworzyło dla projektanta swe podwoje, kolejne propozycje były tylko kwestią czasu. Suknie na Miss World, ubieranie finalistek Miss Polonia, choreografia na Miss Polonia, czy w końcu zasiadanie w jury tegoż konkursu, to kolejny krok do przodu w karierze Karskiego. Przez kolejne 3 lata udział w wyborach najpiękniejszych stał się głównym zajęciem młodego projektanta. Słowacja i Czechy to państwa, gdzie znano i doceniano Karskiego chyba bardziej niż w rodzinnym kraju. Nadszedł jednak moment w karierze projektanta, kiedy stwierdził, że projekty sukien oraz choreografia na Miss Wielkiej Brytanii będą ostatnimi jakie stworzy dla konkursów piękności. Pora na coś nowego. Kiedy przebywając wciąż w Londynie, na swoich urodzinach usłyszał Sto Lat w wykonaniu Patrycji Markowskiej, Grzegorza Markowskiego i Izabeli Trojanowskiej - zatęsknił za Polską jeszcze bardziej. Powrót do polskiej rzeczywistości okazał się jednak bolesny. Adam próbował projektować, stworzył m.in. kamizelkę z prawdziwych pereł. Ręcznie rzeźbiony naszyjnik ze srebra i ręcznie odlewanego szkła szmaragdowego pojawił się na okładce Gali, został również okrzyknięty biżuterią roku. Pod specjalną obstawą trafił na sceny w Stanach Zjednoczonych czy Londynie. Jednak projektant paradoksalnie, nie był w stanie się utrzymać. Karski zaczął się pojawiać w wielu magazynach czy programach telewizyjnych, prowadził nawet własną serię o modzie. Występował w Rozmowach w Toku jako specjalista od wyglądu. Mimo zaproszeń na stanowisko projektanta głównego do dużych polskich firm, właścicieli marek ta-

Taniec. Zaczęło się chyba od 4. klasy podstawówki, kiedy zaciągnięto młodego Adasia na kurs tańca. Z początku ćwiczył niechętnie, z czasem jednak taniec stał się jego pasją. Przeszedł wszystkie klasy szkoły tańca towarzyskiego u Państwa Warskich w Częstochowie, skąd pochodzi. Edukacje taneczną kontynuował aż do czasów studiów. Obecnie jest nauczycielem tańca i choreografem. W grupie towarzyskiej posiada międzynarodową klasę „S” w tańcach latynoamerykańskich i klasę „A” w tańcach standardowych. Zarówno w kraju jak i zagranicą ukończył kilka szkół i kursów pod okiem fachowców, m.in. u Stephena Z. Campbella - wówczas choreografa takiej gwiazdy jak Robbie Williams. Pracował również przy produkcji mega-wydarzeń transmitowanych na żywo, jak choćby wspomniane wcześniej konkursy piękności, czy finał Karnawału na Wyspach Kanaryjskich. To tam zakochał się bez pamięci. Nie w osobie jednakże, a w… miejscu. Archipelag do dziś jest przystanią Adama, który zawsze powtarza, że to jest jego miejsce na Ziemi. Jako fotografik tworzy pod pseudonimem Adee Gretschell lub Michel Kvocke. Oba nazwiska nie są wymyślone. Trudne czasy PRL-u zmusiły rodzinę Adama do zmian, które sam artysta próbował odwrócić. Idealną okazją ku temu okazała się potrzeba niebycia postrzeganym jako człowiek-orkiestra. Tancerz, choreograf, projektant, reżyser, model i do tego jeszcze fotograf ? Ratunkiem okazał się być pseudonim artystyczny. W dalszych poszukiwaniach Karski łączył grafikę komputerową ze swoją pasją fotografii. Tworzył wiele reklam i publikacji. Zdobył główną nagrodę na berlińskim konkursie Obraz nieistniejący - zdjęcie w połączeniu z grafiką komputerową. Często Modelki Karskiego same nazywają go ‘Angel’, a każdy souvenir od nich dla Adama ma motyw skrzydeł. Jeśli kiedyś zobaczycie mężczyznę z wielkim tatuażem „winged angel” na plecach... to na pewno będzie projektant, choreograf, tancerz, fotograf, reżyser w jednej osobie - Adam Karski. Ewa Urbaniec


56

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Wszystkie ubrania w sesji - DAVVERO UOMO

fot. Michał Massa Mąsior | madmassa.com, madmassa.blogspot.com modelka: Gosia Ustupska | Moye Models modele (od lewej): Michał Sadowski | United4Models, Kamil Hojarczyk | Fashion Color, Maciek Rumian | Fashion Color styliacja: Justyna Ziarko | www.justynaziarko.com fryzury: Agnieszka Regina Łatka | Avant Apres makeup: Izabela Trzaskacz | www.izabelacolors.pl

are Back in Town

Boys


57

lounge ...bo jakość ma znaczenie


58

lounge ...bo jakość ma znaczenie


59

lounge ...bo jakość ma znaczenie


60

lounge ...bo jakość ma znaczenie


61

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda wywiad

Boho-bo-co? Młodzi, skromni i niesamowicie zdolni. Tak w skrócie można opisać założycieli marki BOHOBOCO: Kamila Owczarka i Michała Gilberta Lacha. Choć ubierają gwiazdy i planują podbić Nowy Jork, nie znajdziesz ich na łamach tabloidów i portali plotkarskich. O sensie projektowania, tworzeniu marki i planach na przyszłość z projektantami rozmawia Monika Gąsiorek-Mosiołek. Jak doszło do tego, że zaczęliście ze sobą pracować? - Tak naprawdę nasza współpraca jest dziełem przypadku, aczkolwiek każdemu z nas chodziły po głowie takie myśli. Okazało się, że mamy podobne pomysły na przyszłość i na karierę. To samo wyniknęło. Uważam, że czasami pewne rzeczy są zapisane odgórnie i choćby człowiek się bronił, to i tak one znajdą go. Żaden z nas nie szukał na siłę wspólnika, to po prostu wyszło naturalnie. Natomiast sama marka powstała z racji tego, że było bardzo duże zapotrzebowanie na nasze ubrania. Znalazł się lokal na butik, a kiedy otwieraliśmy go, doszliśmy do wniosku, że trzeba założyć markę. Zaczęliśmy od projektowania i szycia na zamówienia. Jednak klientki chciały zobaczyć jeszcze nasze inne realizacje. Brakowało nam rzeczy, które mogłyby zaprezentować szerzej to, co robimy. Zaczęliśmy robić rzeczy w stylu pret-a-porter, które cieszyły się dużą popularnością, co spowodowało, że zaryzykowaliśmy i stworzyliśmy własną markę. Skąd pomysł na nazwę marki BOHOBOCO? - Nazwa powstała podczas naszej wizyty w Nowym Jorku. Staramy się jak najwięcej podróżować, bo to z nich, w dużej mierze, czerpiemy inspiracje do pracy. Spacerując po ulicach z grupą znajomych nazwa ta pojawiła się w naszych rozmowach w formie żartu i została, jako nazwa marki. Jest zupełnie abstrakcyjna. Nie odnosi się do stylu, w jakim projektujemy. Może przekornie, bo mamy stroje klasyczne, w opozycji do stylu boho, hipi czy awangardy. Jednak nazwa ta może zmylić. BOHOBOCO kojarzy się z rzeczami w stylu boho. - No właśnie, najczęściej z tym się to kojarzy. Jednak gdyby to tak po prostu przeczytać, wychodzi „BOHO-BO-CO” z pewną pretensją. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na taką nazwę, ponieważ idealnie wpisuje się w charakter naszych propozycji. Oczywiście nie dosłownie, ale gdzieś między wierszami. Nie zatrudniliśmy sztabu specjalistów, którzy wymyślali propozycje nazw dla naszej firmy. Ona wyszła naturalnie.

Wasza strona internetowa i kreowanie wizerunku marki na polskim rynku mody to chyba zasługa sztabu ludzi? - Musimy się przyznać i jednocześnie pochwalić, że wszystko, co do tej pory udało nam się stworzyć, tzn. stronę internetową i wizerunek naszej marki jest naszym dziełem. Dopiero od niedawna zatrudniamy asystentkę oraz ludzi, którzy zaczynają się powoli wdrażać. Ale nad wszystkim sami czuwamy. 62

Pomysły są naszego autorstwa, a za realizacje ich odpowiadają wyznaczone przez nas osoby. Jeszcze nie mamy teamu kreatywnych, którzy powymyślają trochę za nas. Naszego Facebook’a do dnia dzisiejszego prowadzimy sami. Teraz mamy pewnego rodzaju przełomowy moment. Pierwszy rok jest dla nas sprawdzianem. Drugi i następne to czas wdrażania tego,

lounge ...bo jakość ma znaczenie


najnowsza kolekcja BOHOBOCO - Jesień/Zima 2011/2012

moda wywiad

czego się już nauczyliśmy, a także udoskonalania, m.in. nowa strona internetowa, która jest w trakcie przygotowań Jesteście projektantami z powołania, czy z wykształcenia? - Z powołania, jednak każdy z nasz miał jakąś przygodę związaną z uczelnią. Ja studiowałem w Krakowie przez trzy semestry, Kamil natomiast studiował w Warszawie, również przez trzy semestry, 63

więc zasmakowaliśmy szkoły i studiowania w tym kierunku. Jednak jesteśmy projektantami z powołania. Uważamy, że szkoła jest fajna, popycha człowieka do działania, nastraja i daje pewnego rodzaju iskierkę do tego zawodu. Natomiast najwięcej uczymy się samemu, pracując nad kolekcjami.

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda wywiad

Jak określicie styl swoich kolekcji? - Dla nas najważniejsza jest kobiecość, prostota, a także klasyka. Jest to mieszanka tych trzech czynników plus szczypta nowoczesności. Nasza najnowsza kolekcja jesień/zima 2011/12 miała swój debiut na Fashion Week w Łodzi i była inspirowana latami siedemdziesiątymi, a dokładnie luksusem lat siedemdziesiątych oraz życiem nocnym ludzi z tamtej epoki. Lata siedemdziesiąte to okres w modzie, który bardzo lubimy, podobnie jak lata czterdzieste i dwudzieste. Tak naprawdę wszystko zależy od kolekcji i tego, jaki mamy na nią pomysł i czym się inspirujemy. Wracając do kolekcji jesiennej, przy jej tworzeniu w dużej mierze zainspirował nas film pt. Oczy Laury Mars, którego akcja toczy się w latach siedemdziesiątych i pokazuje życie ówczesnej bohemy świata mody i fotografii.

to na tym. My od początku chcemy sprzedawać nasze rzeczy i docierać do jak największej liczby kobiet - z tego się utrzymywać. Nie mięliśmy i nie mamy ciśnienia na to, by być gwiazdami. Mówicie, że nie macie ciśnienia by być gwiazdami, jednak wiele gwiazd ubiera się u Was. - Tak i to jest właśnie najlepsze, bo nigdy o to nie zabiegaliśmy. W jakiś dziwny sposób od samego początku towarzyszą nam znane osoby, co nas bardzo cieszy. Dzięki temu nasza marka w pewnym stopniu istnieje w mediach. Ale tak jak powiedzieliśmy, my nie chcemy się skupiać tylko i wyłącznie na ubieraniu gwiazd. Cieszy nas, kiedy w magazynach czy w telewizji zobaczymy znaną osobę w naszym projekcie. Jednak najważniejszy jest dla nas odbiór kolekcji przez klientki.

Jako projektanci macie swoją muzę? Osobę, która was inspiruje? - To nie jest tak, że mamy naszą muzę. Wielu projektantów mówi, że ma gwiazdę, która w pewien sposób ich inspiruje. My mamy wyobrażenie kobiety, której dedykujemy naszą kolekcję i tak to robimy. Staramy się projektować dla każdego typu kobiety, bo nie można się skupiać na jednym. Każda kobieta jest wyjątkowa i oczekuje czegoś innego. Dlatego staramy się, aby nasze projekty zawierały różne modele dla różnych typów kobiet.

Lubicie tworzyć pełną kolekcję na dany sezon, czy szyć pod indywidualne zamówienie? - Robimy jedno i drugie. Tworzymy kolekcję na dany sezon, która po prezentacji na wybiegu jest delikatnie przerabiana, by spełniała formę użytkową - na co dzień, którą można znaleźć w butiku. Projektujemy również dla indywidualnych klientek, m.in. suknie ślubne, wieczorowe. Każda z tych rzeczy nas pociąga i interesuje, bo jest taki moment, że tworząc kolekcje do butiku zaczynamy się trochę nudzić i chcemy stworzyć coś innego. Na szczęście wtedy pojawia się klientka z indywidualnym zamówieniem. Obecnie jesteśmy na etapie tworzenia własnej kolekcji butów i wła-

W ferworze projektowania i tworzenia kolejnych kolekcji planujecie stworzenie jednej z nich dla mężczyzn? Twórcy BOHOBOCO od lewej: Michał Gilbert Lach i Kamil Owczarek - Być może kiedyś tak. Na samym początku naszej współpracy, kiedy tworzyliśmy pierwszą kolekcję, pokusiliśmy snych perfum. się o zrobienie kilku męskich sylwetek. Jednak uznaliśmy, że lepiej skupić się teraz na damskiej linii i wypromować markę, mocno stanąć Wasze kolekcje można znaleźć w Warszawie, Krakowie, jak i w na nogach. internetowych butikach. Czy planujecie eksport swojej marki na Później pomyślimy o tym. Nie zamykamy się i nie mówimy „nie”. zagraniczne rynki mody? Na razie nie mamy tego w planach. Zobaczymy, co czas pokaże. - Mamy takie szczęście, że mimo iż działamy od roku, to zagranica cały czas odzywa się do nas i daje sygnały, że chętnie rozpocznie z nami Do jakiego typu kobiety skierowana jest Wasza kolekcja? współpracę. W tym momencie Stany Zjednoczone, a dokładnie Nowy - Do kobiet, które są nowoczesne, lubią opływające, luźniejsze formy Jork jest mocno zainteresowany naszą kolekcją. My podchodzimy do typu oversize, a także kobiet, które nie potrzebują koronek, gorsetego tematu bardzo odpowiedzialnie. Chcemy się przygotować, by tów i upiętości, żeby poczuć się seksownie na co dzień - do kobiet wejść na rynki zagraniczne. wyzwolonych. W przypadku Ameryki problem polega na innym od naszego prawie Nie pokazujecie się w mediach, nie bywacie na bankietach. rynku modowego. Oni w tym momencie kontraktują kolekcje na Trudno Was prywatnie znaleźć w pismach bulwarowych i bardzo sezon jesień/zima 2012/13. Muszą mieć wszystko zaplanowane rzadko udzielacie wywiadów. Czym jest to spowodowane? odpowiednio wcześniej. My nie jesteśmy jeszcze do tego - Tworząc naszą markę mięliśmy jedną zasadę, że nie będziemy przygotowani w takim stopniu, jakbyśmy tego chcieli. Ale są takie tworzyć jej PRowo, gdzie bardziej zna się twarz projektanta, a nie plany i mamy nadzieję, że już niedługo zaczną się realizować. jego kolekcję. Chcieliśmy stworzyć taką, która będzie kojarzona przez nazwę i ubrania, przy czym klienci będą się zastanawiali, kto stoi za ich wykonaniem. Nie chcemy tworzyć z siebie celebrytów, by jedynie Zdjęcia na tej i poprzedniej stronie: BOHOBOCO robić pokazy i chodzić po bankietach i tak naprawdę kończyłoby się Zapraszamy na stronę projektantów: www.bohoboco.com

64

lounge ...bo jakość ma znaczenie


UL. RACŁAWICKA 26 TEL. 12 357 73 57

NOWY SALON!!! ul.Kupa 5 na Kazimierzu 65

lounge ...bo jakość ma znaczenie

make-up: Beata Gładysz foto: www.f4studio.com

stylizacja: Jakub Ziemirski I miejsce w tegorocznym konkursie STYLE MASTERS 2011


moda trendy

RT

A AP

Bransoletki wypożyczyliśmy ze sklepów: Trollbeads (Galeria Krakowska), TOUS (Bonarka City Center) i APART (Galeria Kazimierz), a rękę od naszego naczelnego. Fot. Filip Łyszczek / lounge

66

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda trendy

OKULARY

Nie tylko dla sportowców

Radar Path / 780 zł

Fast Jacket / 830 zł Ten model łączy w sobie technologię Hydrophobic - trwałą powłokę stosowaną w szkłach, dzięki której woda nie pozostawia na nich żadnych śladów i smug, mogących zakłócać jakość obrazu. Jakość High Definition Optics korzysta z opatentowanych innowacji, dla zapewnienia najdoskonalszej przejrzystości niezależnie od kąta widzenia.

Zastosowana technologia polaryzacyjna firmy Oakley przebija wszystkie standardy przemysłu jeśli chodzi o przejrzystość, wrażenia oraz wytrzymałość. Lekki materiał Plutonite, z którego wykonane są szkła zapewnia wygodę, przejrzystość i ochronę przeciwko uderzeniom i wpływowi promieniowania ultrafioletowego.

Wind Jacket / 940 zł Jawbone / 830 zł Nowatorskie połączenie funkcjonalności z oryginalnym wyglądem. Otwierane oprawki dają możliwość szybkiej wymiany szkieł. W zestawie znajdziecie sportowy pokrowiec oraz drugą parę szkieł pozwalającą dostosować się do zmiennych warunków pogodowych. Lekki materiał Plutonite, z którego wykonane są szkła zapewnia wygodę, przejrzystość i ochronę przeciwko uderzeniom i wpływowi promieniowania ultrafioletowego.

Model ten wyposażony został w zapewniające ochronę uszczelki oraz gwarantujący niezmienne, idealne dopasowanie odpinany pasek. Zaprojektowane pierwotnie z myślą o motocyklistach uszczelki minimalizują przepływ powietrza w okolicach oczu, zwłaszcza przy dużej prędkości. POWYŻSZE MODELE DOSTĘPNE W SALONIE OPTYK - KOWALCZYK, UL. ZWIERZYNIECKA 17, KRAKÓW


Beauty In The Attic zdjęcia: Marika Masny modelka: Sara Faraj stylista: Magda Lena Pietraszko make-up: Marta Chojnowska włosy: Katarzyna Idzkiewicz

gorset: Intimissimi 68

lounge ...bo jakość ma znaczenie


bluzka: Topshop, dodatki: H&M 69

lounge ...bo jakość ma znaczenie


suknia: Michał Marczewski, dodatki: H&M 70

lounge ...bo jakość ma znaczenie


gorset: Intimissimi 71

lounge ...bo jakość ma znaczenie


bielizna: Intimissimi, dodatki: H&M 72

lounge ...bo jakość ma znaczenie


suknia: Michał Marczewski

bielizna: Intimissimi, buty: Buffalo London, dodatki: H&M

bielizna: Dorota Zielonka

stanik: La Senza, spodnie: H&M, dodatki: H&M 73

lounge ...bo jakość ma znaczenie


moda trendy

/

Jesienią mężczyzna jest naprawdę męski. Chroniąc się od pierwszych chłodów nie boi się jednak elementów czy kolorów dotąd kojarzonych raczej z damskimi strojami Obszerne płaszcze o wyraźnie poszerzonej linii ramion. Pomarańcz na budrysówkach i garniturach, futrzane kamizelki i kołnierze kurtek. Jak zwykle polecam waszej uwadze męskie, skórzane torby – na zachodzie już dawno się przyjęły – teraz czas na Was. przyg. Asia Oparcik

Alexis Mabille - Jesień/Zima 2011

bransoletka - TOPMAN

74

lounge ...bo jakość ma znaczenie


Alexis Mabille - Jesień/Zima 2011

Kraków, ul. Św. Tomasza 26, tel. 12 341 42 83 www.echofashion.pl


twarze przy barze

Pokaz kolekcjii Simple | 26.08 | Radisson Blu fot: Kamila Poznańska - lounge

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 76

lounge ...bo jakość ma znaczenie


lounge

ZDROWIE I URODA //

tel. 12 262 76 46 www.cascada.com.pl

Nowa edycja zajęć dla dzieci Edycja trwa od września 2011 do czerwca 2012

√ √ √ √ √ √

Wodny Klub Bobasa Nauka pływania (różne poziomy, grupy wiekowe) Taniec (zajęcia baletowe, taniec nowoczesny) Kung-fu Szkółka tenisowa (zajęcia z instruktorem) Zajęcia korekcyjne - korygowanie wad postawy u dzieci

Program “MAMA I JA” Zajęcia dla mamy i dziecka zaplanowane w tych samych godzinach.(np. dla Dziecka - Kung fu wtorek godz.18:00, dla Mamy - Aerobic wtorek godz.18:00) A także wiele innych zajęć - o szczegóły proszę pytać w recepcji CASCADY.


Newsy kosmetyczne

zdrowie i uroda newsy

MEN

Męskim okiem Wyciąg z chmielu oraz kofeina to tylko wybrane składniki nowej męskiej broni przeciw opuchniętej, podrażnionej i często zmęczonej skórze wokół oczu. Nowością w serii Clinique Skin Supplies For Men jest chłodzący i odświeżający Anti-Fatigue Cooling Eye Gel. Roll - on wyposażony w kulkę ze stali chirurgicznej aplikuje serum w formie żelu, które przynosi natychmiastową ulgę, redukuje sińce pod oczami, rozjaśnia cienie oraz pobudza mikrocyrkulację redukując nadmiar płynów i likwidując opuchliznę. Odpowiedni do wszystkich typów skóry natychmiast orzeźwia i przynosi ukojenie. Cena: 145 zł / 15 ml

Woda toaletowa Green Najnowsza propozycja Yves Rocher dla panów to woda toaletowa Comme Une Evidence Green o świeżych aromatyczno-leśnych nutach. Zawiera w sobie wyciągi ze skórki limonki, mięty i szałwii. Całości dopełnia elegancki, drzewny powiew paczuli. Cena: 120 zł

Pat & Rub Men Naturalne kosmetyki to pielęgnacja ciała bez agresywnych chemikaliów nie podrażniają skóry, więc można zapomnieć o torturach przy goleniu i o kłopotach ze swędzącą skórą głowy. Kolekcja naturalnych kosmetyków Pat&Rub Men zawiera pełen zestaw pielęgnacyjny przydatny każdemu mężczyźnie. W skład wchodzą m.in. Żel pod prysznic, Łagodny szampon do włosów, Krem do golenia, Balsam po goleniu, Krem do twarzy i Balsam do rąk.

Cocktailowo od Marca Jacobsa Znana marka wprowadza nową kolekcję wód kolońskich Marc Jacobs Splash na 2011 rok. Każdy z tegorocznych debiutów zapachowych nawiązuje do letniego cocktailu. MJ Cranberry - jest elektryzującą mieszkanką słodkich cytrusów z dodatkiem cierpkiego posmaku borówki. Przywołuje klimat późnego letniego wieczoru w ogródku na przedmieściach. MJ Ginger - inspirowany orzeźwiającym koktajlem z marakui przyprawiony ostrą azjatycką nutą imbiru. Ta mieszanka smaków stanowi niezwykły kontrast, połączenie gorąca i ostrości z chłodem i orzeźwieniem. MJ Curacao - wodno-cytrusowy zapach peruwiańskiej limonki z czerwoną pomarańczą. W nucie głowy łączą się fiołek, ananas i gruszka. Baza upaja nutą mchu i piżma. Ceny: 239 zł / 300 ml (pojedyncza buteleczka)


Platynowa seria. Dr IRENA ERIS dla mężczyzn Recharge Night Cream - krem regenerujący do twarzy na noc (57 zł /50 ml), to natychmiastowy zastrzyk energii w formie lekkiej, nietłustej, szybko wchłaniającej się emulsji dla mężczyzn intensywnie pracujących, przebywających w klimatyzowanych pomieszczeniach lub narażonych na brak snu, czy stres. Odpowiedni dla każdego typu cery bez względu na wiek. Już po 1 tygodniu stosowania skutecznie zmniejsza nadwrażliwość skóry i likwiduje objawy zmęczenia. Krem redukuje drobne linie zapewniając odpowiednie napięcie, miękkość, świeży i wypoczęty wygląd. W serii dostępne również m.in. AgeDefense Day - krem niwelujący 1-sze oznaki starzenia na dzień i na noc (67 zł / 50 ml), Sensioother Aftershave - kojąco nawilżający żel po goleniu (37 zł / 50 ml), HydroMatt Day - krem nawilżająco - matujący (50 zł / 50 ml), Oczyszczający żel do mycia twarzy (33 zł / 200 ml), SkinComfort Aftershave regenerująco - kojący balsam po goleniu (40 zł).

Dla mężczyzn szukających komfortu… Marka Clarins wprowadza nowe kosmetyki dla mężczyzn. Baume Super Hydratant i Gel Super Hydratant to kosmetyki nawilżające o beztłuszczowych konsystecjach. To również dwie nowe formuły w pielęgnacji, z innowacjami w składzie: mikołajkiem alpejskim, portulaką, galangalem i trawką żubrówką. Żel oraz balsam przeznaczone są dla wszystkich mężczyzn, poszukujących kompletnej, prostej i efektywnej pielęgnacji. Zapewniają natychmiastowe uczucia złagodzenia i komfortu oraz nawilżają skórę. Cena: 139 zł / 50 ml (każdy)

Inny i inspirujący Utrzymany w czerni flakon i ambasador oddający ducha zapachu lepiej niż ktokolwiek inny… HUGO Just Different to nieprzewidywalny, intensywny, awangardowy i zaskakujący nowy zapach marki Hugo Boss, którego twarzą został Jared Leto. Propozycja adresowana jest do mężczyzn niepokornych, energicznych i spontanicznych, których otwarty umysł chłonie świat i nowe wrażenia, a wszystko dookoła staje się inspiracją do spojrzenia na życie z innych perspektyw. Świeży i niekonwencjonalny zapach jest jak niezwykła droga niezwyczajnego mężczyzny… Cena: ok. 220 zł / 150 ml

oprac. RED. / MAGDA MERTA-MĄCZYŃSKA,


zdrowie i uroda męskie spa

męska

rzecz

SPA & WELLNESS Słowo SPA (łac.) oznacza sanus per aquam, czyli „zdrowy przez wodę” i stało się międzynarodowym oznaczeniem miejsc związanych ze zdrowiem i urodą, gdzie wykorzystuje się zbawienną moc wody. Z kolei wellness to pewnego rodzaju filozofia życiowa, polegająca na świadomej egzystencji, której podstawą jest zdrowie, wpływające na jakość życia. Dlatego też męskie schadzki w salonach SPA&WELLNES są zalecane również przez lekarzy i farmaceutów.

CZY SPA TO MIEJSCE DLA PRAWDZIWEGO FACETA? OTÓŻ WBREW POZOROM TAK! - KORZYSTANIE Z ZABIEGÓW OFEROWANYCH PRZEZ TEGO TYPU GABINETY TO NIE PRÓŻNOŚĆ, TO ŚWIADOMY I ODPOWIEDZIALNY WYBÓR, A WŁAŚNIE TAKIE DECYZJE PODEJMUJĄ TYLKO PRAWDZIWI MĘŻCZYŹNI. ROZPAL OGIEŃ PUSTYNI I ZAZNAJ MORELOWEGO SPOKOJU Męskie zabiegi SPA mają bardzo obrazowe nazewnictwo, które ma uzmysłowić klientowi działanie danego zabiegu, bądź przybliżyć skład używanych kosmetyków. Panowie mogą wybierać głównie w zabiegach oczyszczających i regenerujących, takich jak na przykład wspomniany zabieg - Ogień Pustyni, czyli rozgrzewający okład na ciało na bazie piasku z Arizony. Ma on zrelaksować całe ciało poprzez ogrzanie go oraz uzupełnić niedobory cynku, miedzi oraz magnezu. Ciało po zabiegu pozostaje nawilżone, odżywione oraz elastyczne. Innym zabiegiem głęboko relaksującym jest zabieg o przepysznej nazwie Morelowy Spokój. Ekspresowo usuwa on zmęczenie i rozświetla, a zawarty w używanych kosmetykach kompleks proteinowy uelastycznia oraz nawilża skórę. Istnieje także spory wybór zabiegów oczyszczających, które opierają się głównie na złuszczaniu twardego i grubego naskórka. Do tego celu używane są silne kwasy jak np. kwas glikolowy, który świetnie sprawdza się na rozszerzone pory oraz blizny. Zabiegi odmładzające i ujędrniające opierają się głównie na wysokim stężeniu witamin C i A. Do tego typu pielęgnacji bardzo często stosuje się czyste algi morskie oraz kawior. Kolejną propozycja są zabiegi okolicy oczu. Na opuchliznę najlepsze są maski kolagenowe i np. Ginko Biloba, czyli wyciąg z Miłorząbu Dwuklapowego, który opóźnia starzenie oraz wzmacnia naczynia krwionośne. Innymi standardowymi propozycjami są zabiegi na dłonie oraz stopy, np. refleksoterapia stóp, czyli leczniczy masaż pochodzący z Chin, w którym stosuje się ucisk na specjalne strefy. Panowie mają także duży wybór masaży: od relaksujacych masaży na bazie gorących, aromatycznych olejków, a kończąc na masażu Galangan na cztery ręce. Menu męskich zabiegów w salonach jest zazwyczaj krótkie i treściwe, dlatego Panowie na pewno nie będą mieli problemów przy wyborze odpowiedniego zabiegu. SPA po męsku, to dokładnie wyselekcjonowane składniki oraz duża dawka prawdziwego relaksu. Dlatego Panowie, bardziej owocny będzie męski wypad do SPA niż na ryby.

ANIA JACHIMCZAK www.rebelstyle.eu

80

lounge ...bo jakość ma znaczenie

MĘSKA SKÓRA Skóra właściwa jest grubsza o 20% od kobiecej i jednocześnie mocniej nawilżona. A dzięki gęstszej siatce włókien kolagenowych starzeje się wolniej. Niestety jednak golenie czy czynniki typu wiatr, mróz i stres szkodzą męskiej skórze. Dlatego też salony SPA pomyślały o specjalnych zabiegach dedykowanych panom. SPA to przede wszystkim czas na relaks i odprężenie, które są jednymi z najlepszych kosmetyków we wszechświecie.


zdrowie i uroda

Wciąż zbyt zmęczony? Brak sił i codziennej energii może okazać się poważną chorobą. To nie jest niestety stan, z którego można samemu łatwo wyjść. Od dłuższego czasu jesteś przemęczony, miewasz zaburzenia pamięci i koncentracji? Do tego często zdarzają Ci się takie dolegliwości jak bóle mięśni, gardła, głowy czy stawów? Może okazać się, że cierpisz na Syndrom Przewlekłego Zmęczenia (CFS, Chronic Fatigue Syndrome) - zwłaszcza, jeśli do wymienionych dolegliwości dochodzi częste powysiłkowe wyczerpanie organizmu, zaburzenia snu i stan ten trwa od co najmniej 6 miesięcy. Chorobie tej nie towarzyszy właściwie żadna dominująca dolegliwość poza tą jedną – spadkiem aktywności o ponad 50%. CFS może być mylone z depresją, ponieważ wiele objawów bywa podobnych, a dodatkowo ponad połowa chorych przechodzi przez obie te choroby równocześnie. Rożnica polega na tym, że osoby „zmęczone” nie miewają myśli samobójczych, niechęci do życia, zwiększonej samokrytyki czy zaniku apetytu. Chorzy na CFS przede wszystkim są sfrustrowani swoim stanem, zdają sobie sprawę z małego wkładu w pracę, życie osobiste czy nawet hobby chcąc jednocześnie za wszelką cenę z tym walczyć. Ale nie mają na to sił. Nawet kiedy chory jest mocno zmotywowany do działań, najchętniej spędziłby cały dzień w łóżku, kiedy i ciało, i umysł odmawiają posłuszeństwa. Zdecydowana większość osób nie zgłasza się jednak do lekarzy – przez społeczeństwo uważani są za leniwych i takich, którym się nie chce. Tym samym niestety sami pozostają ze swoimi problemami, co może prowadzić do późniejszej depresji.

Jak z tego wyjść

Pozytywnym aspektem dla mężczyzn jest fakt, że z CFS w zdecydowanej większości znacznie szybciej wychodzą panowie niż panie. Leczenie choroby jest niełatwe, jednak podstawą jest jej diagnoza. Niestety jednak niejasności związane z charakterem, pochodzeniem i szczegółowymi objawami wciąż utrudniają jej leczenie. Wielokrotnie podejmowano próby wyjścia z CFT poprzez podawanie antydepresantów czy sterydów, jednak z bardzo różnymi wynikami. Chorym proponuje się również niektóre z ćwiczeń fizycznych (niestety nie wszystkie, gdyż zbyt duży lub zbyt monotonny wysiłek może pogłębiać stan) oraz psychoterapie. Bez specjalistycznych badań i konsultacji z choroby wychodzi około 7% osób, kiedy w sytuacji podjęcia terapii – aż 70%. Większość ekspertów zaleca, aby leczenie pierwszych objawów rozpocząć od uregulowania swojego trybu życia, co związane jest między innymi ze stałymi godzinami snu i prawidłowym odżywianiem się. Ponadto należy skupić się nad przyczynami obecnych stresów i dokładnie przeanalizować które z nich warto a jednocześnie jak można wyeliminować. Psychologowie również radzą, aby skupić się na hobby oraz zwyczajnie, od początku uczyć się relaksu i dawać sobie czas na założony odpoczynek. JOANNA JAWOR www.joannajawor.com


zdrowie i uroda męskie ciało

Mężczyźni i ich

MARZENIA

O PIĘKNIE Coraz większe grono mężczyzn decyduje się na operacje upiększające. Czy powinno nas to jeszcze dziwić?

W

łaściwie dlaczego wizyty panów w klinikach chirurgii plastycznej u wielu osób wciąż wywołują zaskoczenie? Przecież atrakcyjniejsi, wedle wielu socjologicznych badań, zarabiają lepiej, łatwiej nawiązują kontakty, a co za tym idzie częściej osiągają wyższą pozycję społeczną. Jednak operacje plastyczne są wśród panów wciąż tematem tabu. Czy to dlatego, że wstydem jest przyznać się do swoich kompleksów, kiedy od panów stereotypowo wymaga się pewności siebie i siły? Kiedy myślimy o operacjach plastycznych na myśli mamy Michaela Jacksona lub popularnego polskiego prezentera prowadzącego liczne teleturnieje...

Najistotniejszym jest fakt, że jest o czym rozmawiać, ponieważ wśród osób trafiających pod skalpel jest 30% mężczyzn, głównie w wieki 30-45 lat. Największą popularnością cieszą się operacje nosa, uszu, ust, przeszczep włosów, liposukcja i botoks.

Na czym to polega?

Efekty mogą być zaskakujące. Mała korekta twarzy niejednokrotnie sprawia, że zmienia się cała mimika. W większości przypadków operacje wywołują pozytywne efekty, niestety jednak nie zawsze. Trafiając pod ręce złego lekarza można nie tylko się oszpecić, ale nabawić wielu chorób. Tym razem jednak nie o tym. Skupmy się na chwilę jak właściwie wyglądają te spośród najlepiej sprzedających się zabiegów.

BOTOKS

Lekarz za pomocą bardzo cienkiej igły wstrzykuje pod skórę kwas botulinowy w okolice oczu, na czole i w miejscach objętych pierwszymi zmarszczkami. Jest to parę głębokich ukłuć, które rozluźniają mięśnie mimiczne. Taki zabieg trwa zaledwie chwilę i w większości przypadków delikatny obrzęk twarzy, jeden z niewielu negatywnych efektów zabiegu, znika już paru godzinach. Botoks nie ma właściwie żadnych przeciwwskazań. Warto tylko zwrócić uwagę, aby nie zlecać jednorazowo aplikacji nadmiernej ilości preparatu, które w skrajnym wypadku doprowadzić do efektu opadającej powieki. Cena: Koszty w różnych miejscach Polski wahają się między 1200 a 2500 złotych za zabieg.

OPERACJA NOSA

Istnieje kilka sposobów dzięki którym można poprawić wygląd nosa. Najczęściej 82

lounge ...bo jakość ma znaczenie

MĘSKIE IDEAŁY Parę miesięcy temu amerykański The Beverly Hills Institute of Aesthetic opublikował wyniki badań związanych z męskimi preferencjami dotyczącymi operacji plastycznych. W raporcie prezentował konkretne nazwiska gwiazd, z których zdjęciami mężczyźni przychodzą na konsultację sugerując jak chcieliby, aby docelowo wyglądała poddawana operacji część ciała. I tak w rankingu posiadaczy idealnego nosa zdecydowanie wygrywa Jude Law, a zaraz za nim plasuje się Josh Duhamel i Ben Afflec. Najbardziej pożądane usta należą do Ashtona Kutchera, a niedaleko za nim pojawiają się Viggo Mortensen i Brad Pitt. Mężczyźni marzą o błyszczących włosach Jona Hamma czy George’a Clooneya, o oczach Hugh Jackman i Jake Gyllenhaa, jędrnych policzkach Leonardo DiCaprio i skórze Anakina Skywalkera. (czyli wyglądać jakoś tak....)


zdrowie i uroda męskie ciało

jednak wygląda to tak, że lekarz nacina od góry skórę na nosie, aby ją lekko odsłonić i za pomocą specjalnych narzędzi wyprofilować chrząstkę lub kość. Jest to jednocześnie zabieg, który zmusza do długiej rehabilitacji – około 2 tygodni pacjent zmuszony jest do noszenia gipsu na nosie, a później jeszcze przez jakiś czas opatrunku. Cena: od 3000 do 10000 złotych.

KOREKCJA USZU

Panom w uszach przeszkadza wiele rzeczy, zwłaszcza że zdecydowanie częściej noszą krótkie fryzury. Często są zbyt duże, często zbyt odstające, czasami mają nieodpowiedni kształt. Naturalnie zoperować można wszystko. Jak się jednak okazuje najbardziej nielubiane jest, kiedy nazbyt odstają. Aby je skorygować lekarz nacina ucho od tyłu i doprowadza do wymarzonego stanu. Sam zabieg trwa około 2 godzin, ale wiąże się z 1-2 tygodniowym urlopem wypoczynkowym oraz noszeniem opatrunku przez dodatkowych parę tygodni. Jak przy każdej operacji plastycznej – ale w tej zwłaszcza trzeba trafić pod dobre ręce, aby za uszami nie pozostały blizny. Cena: około 3000 do 5000 złotych.

TRANSPLANTACJA WŁOSÓW

Zabieg polega na wycięciu paska włosów ze skóry pacjenta, z okolic tyłu głowy gdzie są one najgęstsze i w kawałkach umieszczaniu takiego przeszczepu w miejsca gdzie włosy są przerzedzone lub ich brak. Zabieg trwa parę godzin, ale ponownie rekonwalescencja jest długa – co prawda pacjent nie chodzi z opatrunkami, ale nie może pozwolić sobie na żaden wysyłek fizyczny. Niestety, absolutnie żaden przez długie tygodnie. Cena: Koszty w naszym kraju wahają się w zależności od ilości przeszczepianych włosów między 2000 a 10000 złotych.

FRANCUSKIE SALONY FRYZJERSKIE www.haircoif.pl

Wszystko idzie w tym kierunku, aby chirurgia plastyczna stawała się bardziej dostępna, tańsza i mniej bolesna dla pacjentów – zwłaszcza dla tych, którzy przez nieszczęśliwe wypadki zmuszeni są dla własnego zdrowia przejść operacje plastyczne. Nie można jednak ominąć etapu gojenia się ran i procesu rehabilitacji po niektórych zabiegach, Można za to racjonalnie wybrać klinikę i doświadczonego lekarza, aby uniknąć poprawek po operacji, blizn i długiego procesu gojenia się ran. Ponadto pamiętajcie, że ponad genetycznym kształtem kości na który nie mamy wpływu, zdrowy i młody wygląd może łatwiej można osiągnąć poprzez sport i dobre odżywianie się.

- luksusowa pielęgnacja - francuskie techniki strzyżeń i koloryzacji - relaksujące masaże Kraków: C.H. Galeria Kazimierz tel. 12 433 03 32 C.H. Czyżyny tel. 12 297 30 35 C.H. Bonarka City Center tel. 12 298 62 40 Warszawa: C.H. Galeria Mokotów tel. 22 541 32 88 C.H. Złote Tarasy tel. 22 222 05 88 C.H. Wola Park tel. 22 533 41 56 C.H. Janki tel. 22 711 30 87 adresy pozostałych salonów na stronie www.haircoif.pl

JOANNA JAWOR

25% rabatu na strzyżenie dla czytelników magazynu na hasło „Lounge”. Rabaty się nie kumulują.


zdrowie i uroda historie kosmetyczne

Męskie historie ŚWIAT, WYDAWAŁOBY SIĘ, ZDOMINOWANY PRZEZ KOBIETY I TWORZONY Z MYŚLĄ O KOBIETACH, TO ŚWIAT NAJCZĘŚCIEJ TWORZONY PRZEZ MĘŻCZYZN…

Pierre-François Pascal Guerlain – chemik, perfumiarz i biznesman dał początek jednej z najznakomitszych światowych marek w 1828 roku w Paryżu. Początkowo importował produkty z Wielkiej Brytanii, później rozpoczął wytwarzanie własnych perfum i produktów kosmetycznych. Jego sława i renoma wśród wyższych sfer i arystokracji rosła z biegiem lat. Jako jedyny był w stanie sprostać stworzeniu zapachu na jeden wieczór, który olśni i zachwyci. Tworzył perfumy dla żony Napoleona III, bardzo szybko stał się czołowym perfumiarzem wszystkich dworów Europy. Zaopatrywał królową Anglii, Hiszpanii czy austriacką cesarzową. W ciągu 50 lat stworzył imperium kosmetyczne znane i cenione na całym świecie, a także zapoczątkował pięciopokoleniową dynastię znakomitych perfumiarzy.

latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy markę wykupił koncern LVMH na czele zespołu stanął perfumiarz spoza dynastii Guerlain. Od 2008 roku to stanowisko pełni Thierry Wasser. Jednak ta francuska marka to nie jedynie perfumy, ale także najlepszej jakości produkty kosmetyczne, z których najwspanialszym i najbardziej rozpoznawalnym są perły meteorytów, już od 1987 roku rozświetlające i dodające blasku kobietom na całym świecie.

MAX FACTOR I SMASHBOX

Kolejna saga o wielopokoleniowym pragnieniu upiększania i uszczęśliwiania kobiet to historia marek Max Factor i Smashbox. W tym przypadku nie bez znaczenia była również fascynacja srebrnym ekranem, czy błyskiem flesza.

Twórzcie dobre produkty i nie zgadzajcie się na kompromis w kwestii jakości. Trzymajcie się prostych pomysłów i realizujcie je skrupulatnie - zwykł podobno mawiać Pierre Guerlain do swoich współpracowników

Schedę po ojcu przejął Aimé Guerlain wraz z bratem Gabrielem, który zajął się prowadzeniem przedsiębiorstwa, podczas gdy Aimé wyczarowywał w swojej pracowni kolejne arcydzieła sztuki perfumiarskiej. W 1889 roku stworzył Jicky – pierwszy zapach będący połączeniem naturalnych oraz syntetycznych składników. Po nim głównym perfumiarzem marki został jego bratanek Jacques – autor jednego z flagowych zapachów marki – Shalimar. Pod koniec jego kariery pomagał mu wnuk Jean Paul, który przejął po nim stanowisko głównego perfumiarza Guerlain. Dopiero w

Maksymilian Faktorowicz (na zdj.) osobiście dbał o gwiazdy filmowe

Max Factor, a właściwie Maksymilian Faktorowicz, urodzony w ubogiej żydowskiej rodzinie w Łodzi, swoją przygodę ze światem piękna rozpoczął jako pomocnik w drogerii. Swój pierwszy sklep drogeryjny otworzył w Moskwie. Charakteryzował tam również aktorów teatru oraz doradzał arystokracji w kwestii produktów kosmetycznych. Na początku dwudziestego wieku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. W Los Angeles otworzył kolejną w swoim życiu drogerię, a niedługo potem zaczął charakteryzować miejscowych aktorów. Na ich potrzeby opracował specjalną technologię nakładania i zmywania makijażu. Stworzył również termin make up. Jako pierwszy też rozpoczął używanie tubek jako opakowań produktów kosmetycznych. Kilka lat później współpracując już z profesjonalnym studiem 84

lounge ...bo jakość ma znaczenie

Pierre-Francois Pascal Guerlain

charakteryzacji filmowej, otrzymał w tej dziedzinie Nagrodę Akademii. Max Factor był jednym z prekursorów świadomego rozróżniania makijażu codziennego od tego tworzonego na potrzeby filmu. Dokładnie dobierał kolory pomadek i pudrów sprawiając tym samym, że aktorzy na ekranie wyglądali znacznie bardziej naturalnie. Po tym, jak starszy Max Factor zginął w wypadku, prowadzenie firmy przejął po nim syn Francis, zmieniając imię na Max. Kilkadziesiąt lat później w 1990 roku, prawnukowie charakteryzatora, bracia Dean oraz Davis Factor otworzyli Smashbox Studios. Na jego potrzeby w 1996 roku zespół artystów makijażu stworzył profesjonalną linię produktów kosmetycznych obejmujących jedne z najlepszych na rynku baz, podkładów czy utrwalaczy spełniających najwyższe standardy i odpowiadające potrzebom najbardziej wymagających sesji zdjęciowych. Do dziś w Smashbox Studios powstają okładki najznakomitszych magazynów, a makijażyści marki dbają o idealny wygląd największych gwiazd kina i świata mody. MAGDA MERTA – MĄCZYŃSKA www.smokyeveningeyes.blogspot.com

plakat reklamowy Max Factor

GUERLAIN


zdrowie i uroda historie kosmetyczne

TAJEMNICZY, CHIŃSKI WYNALAZEK

tusz do rzęs Tusz do rzęs został wynaleziony w Chinach. Jego tajemnica była pilnie strzeżona przez kapłanów i dlatego też szczegóły tego konceptu pozostają nieznane do dziś. Możemy podejrzewać, że u podstaw pomysłu leży po prostu zwykłe ludzkie dążenie do perfekcji. Na pewno tylko tyle, że współcześnie maskara to kropka nad i, perfekcyjne wykończenie każdego make-upu.

OKO RA

W starożytnym Egipcie makijaż oka był bardzo ważny, nie tylko ze względów estetycznych, ale także religijnych. Kult Ra, Boga Słońca, którego symbolem jest oko, sprawił, że ten właśnie element twarzy był bardzo mocno podkreślany. Ówczesne mieszkanki Egiptu zaczęły stosować na rzęsy mieszanki sadzy, oliwy oraz białka jajka, czy też galenitu, siarczanu ołowiu, węgla drzewnego i malachitu. Taka mieszanka bardzo mocno przyciemniała rzęsy oraz je usztywniała. Chociaż w starożytnej Grecji wyrazisty makijaż był atrybutem kurtyzan, to zwyczaj podkreślania i pogłębiania spojrzenia bardzo szybko rozpowszechnił się wśród wszystkich kobiet. Po Chinkach, japońskich Gejszach, greckich kurtyzanach także Rzymianki rozkochały się w zalotnych spojrzeniach i same rozpoczęły produkcję prymitywnych maskar na skalę domową. W taki właśnie sposób zwyczaj przyciemniania rzęs został rozpowszechniony w kulturze śródziemnomorskiej. Jednak kobieca próżność nie zna granic.....

TAK NAPRAWDĘ TO HISTORIA MIŁOSNA...

Pierwsze próby stworzenia mascary, zbliżonej do tego co dzisiaj znamy, podjął Eugene Rimmel w 1860 roku. Specyfik ten składał się ze sproszkowanego węgla oraz zwykłej wody. Taka mieszankę nakładano na rzęsy za pomocą specjalnej szczoteczki. Szybko rozpoczęto produkcję na skalę masową, a specyfik upowszechnił się w niewiarygodnym tempie. Nazwę „tusz do rzęs” oraz „rimmel” używano wymiennie. Formułę „rimmela” postanowił ulepszyć w 1913 roku chemik Thomas L. Williams. Jak mówi anegdota, chciał pomóc swojej siostrze Maybelli, która zdradzana przez swojego narzeczonego, czuła się nieatrakcyjna. Kochający brat, aby nadać wyrazistości oraz zalotności spojrzeniu Maybelli, opracował specyfik do rzęs, w oparciu o wazelinę i sproszkowany pył węglowy. Powstała pierwsza maskara, której nie trzeba było rozcieńczać wodą. Od tej pory spojrzenie siostry Thomasa stało się magiczne. Wkrótce po tym dziewczyna wyszła za mąż za ukochanego i żyli długo i szczęśliwie. Tymczasem pomysłowy chemik założył w 1915 roku firmę kosmetyczną, której nazwa Maybelline, wzięła się z połączenia imienia siostry Thomasa L. Wiliamsa oraz angielskiego słowa vaseline.

DALEJ Z GÓRKI

Dalsza historia tuszu potoczyła się ekspresowo. W 1917 roku wymyślono tusz w kamieniu. Wymieszano czarny pigment z płatkami mydlanymi. Specyfik mielono i prasowano a następnie umieszczano w formie wraz z dołączonym mokrym pędzelkiem. Zanan dzisiaj „tubka”, która znacznie ułatwia aplikacje kosmetyku, to pomysł genialnej Heleny Rubenstein. To właśnie ona wymyśliła w 1939 roku wodoodporną maskarę. Dalsza historia toczy się już z górki. Od początku XX wieku formuła tuszów do rzęs jest wciąż unowocześniana, aby sprostać wymaganiom kobiet, które zawsze chcą wyglądać jeszcze lepiej. Dziś maskary mają dawać efekt sztucznych rzęs i zalotnie je podkręcać, a od odcieni czerni może rozboleć głowa. ANIA JACHIMCZAK www.rebelstyle.eu

85

lounge ...bo jakość ma znaczenie


zdrowie i uroda

Koniec wakacji Letnie, upalne dni już za nami. Powroty z wakacji bywają o tyle smutniejsze o ile piękniejszy był każdy dzień podczas nich spędzony. W czasie mojego urlopu parokrotnie poszukiwałam tematu do kolejnego numeru Lounge. Spacerując piaszczystą plażą, kiedy moja skóra nabierała stopniowo coraz intensywniejszych kolorów zaczęłam się zastanawiać dlaczego właściwie ciemnieje, skoro od samego przyjazdu używam wyłącznie kremu z filtrem 50. Może to jest dobry temat – nieskuteczność działania kremów z wysokimi filtrami? A może napisać o czymś zupełnie innym - jak wpływ kryzysu wieku na postrzeganie siebie? Tego lata postanowiłam powalczyć ze swoimi lękami i nauczyć się nurkowania. Kiedy przepełniona radością wypłynęłam na powierzchnię poczułam jak morska sól krzepnie na moich wargach. Późnym wieczorem zdałam sobie również sprawę z tego, że musiałam długo nie ściągać maski do nurkowania, bo na mojej twarzy pozostały białe ślady po jej noszeniu na słońcu. Ale nie odbiera mi to ani odrobiny radości, wakacje są po to, aby zapomnieć o troskach i nie przejmować się tak błahymi sprawami. To co jest najważniejsze to harmonia z samym sobą, tym, co trwa tu i teraz. Powrót z wakacji i pierwsze spotkanie z codziennością. Stając przed lustrem w swojej łazience, widzę opaloną, szczęśliwą... ale bardzo wysuszoną skórę. Do tego dochodzi nadmierne rogowacenie, przebarwienia, przesuszone usta i kreseczki w kącikach oczu wyglądające jak promyki słońca – ale też radość, że było mi to wszystko dane. Twarz to bardzo rzadko zasłaniana część ciała - to nasza wizytówka, a oczy podobno są zwierciadłem duszy. Skoro ta w trakcie wakacyjnych podróży odzyskała harmonię doprowadźmy teraz i twarz do doskonałego stanu. Z pewnością na szczególną uwagę zasługują oczy i usta, gdzie skóra jest najdelikatniejsza. Co więc możemy zrobić dla szybkich

efektów? Po pierwsze udajmy się na specjalistyczny peeling, który zwiększy nawilżenie. Po drugie możemy pozwolić sobie na zaaplikowanie małej ilości kwasu hialuronowego, co oczywiście dzięki znieczuleniu jest bezbolesne. Dodatkowo, aby nasza skóra odzyskała prawidłowe napięcie i nawilżenie możemy zastosować odpowiednie antyoksydanty, które odwrócą szkodliwy wpływ, jaki wywołało słońce. Wszystko czego potrzeba naszej skórze to po 3 zabiegi mniej więcej co 2 tygodnie. Po tym okresie okolice oczu staną się ponownie doskonale napięte, usta delikatnie wypełnione i nawilżone, a oliwkowy kolor przywieziony z wakacji zyska na wartości. Przeglądając się ponownie w lustrze zobaczymy ten cudowny blask, kiedy nasze ciało odzyska harmonię, którą serce już zyskało wypełnione w trakcie urlopu. W poszukiwaniu harmonii i piękna między odchodzącym latem i nadciągającą jesienią zapraszam do mojego gabinetu, Roma Zielińska, Magnopere Medycyna Estetyczna Wiślane Tarasy, ul. Grzegórzecka 67D/102 (klatka D), Kraków

PYTANIE OD CZYTELNIKA: W październiku wyjeżdżam na wakacje, czy zdążę jeszcze schudnąć dzięki zabiegom medycyny estetycznej? Czy jest już może na to za późno? (Kasia) ODP: Do października pozostało wystarczająco dużo czasu, aby zdobyć wymarzoną sylwetkę. Wystarczy wykonać serię 6 zabiegów urządzeniem New Midas dla upragnionego efektu. Początkowe oznaki utraty niechcianej objetości będą widoczne już po pierwszym razie. Rozdajemy nagrody! Bardzo chętnie odpowiem na wszystkie Państwa pytania i wątpliwości związane z medycyną estetyczną. Dodatkowo od następnego razu to najciekawsze zostanie nagrodzone zabiegiem nawilżania ust i oka. Piszcie na: roma.zielinska@magnopere.pl

Nawilżanie skóry po lecie

Właściwe i prawdziwie głębokie nawilżenie ma fundamentalne znaczenie dla kondycji skóry - zwłaszcza jeśli chcemy uniknąć zmarszczek. - Klientkom Maestria Medycyna Estetyczna polecam zwykle dwa zabiegi. Pierwszy, kawiorowy zabieg Bielenda na twarz, który nawilża i pobudza skórę do walki z objawami starzenia. Zastosowany w nim ekstrakt z czarnego kawioru restrukturyzuje naskórek, przywraca optymalny poziom nawilżenia i wygładza. Drugą propozycją jest hydrolifting z zastosowaniem Juvéderm® HYDRATE. To preparat na bazie kwasu hialuronowego, który powstał z

myślą o dogłębnym nawilżeniu skóry. Działa na granicy naskórka i skóry właściwej. Nie jest jednak wypełniaczem ani preparatem do wolumetrii. Stosuje się go przede wszystkim w obszarach, które najszybciej poddają się upływowi czasu i są podatne na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych. Unikalna formuła Juvéderm® HYDRATE sprawia, że głębokie warstwy skóry zostają nawilżone, a drobne bruzdy i zmarszczki są mniej widoczne – mówi Monika Stawiszyńska, kosmetolog z Kliniki Maestria Medycyna Estetyczna w Krakowie. Gdzie: Maestria Medycyna Estetyczna, ul. Biskupia 4 / www.maestria.krakow.pl Cena zabiegu: 600 zł 86

lounge ...bo jakość ma znaczenie


POWAKACYJNA ODNOWA

 

RELAKS DLA CIAŁA I UMYSŁU 

Nie mogłam się doczekać mojego ukochanego lata, a wraz z nim długo wyczekiwanego urlopu. Plaża, morze, gorące słońce ‐ idealnie. Wiedziałam oczywiście, że musze się przygotować i chronić moje ciało przed opalaniem. Jednak żadne filtry i kremy nawilżające nie zapobiegły przebarwieniom na twarzy i łuszczącej się potem skóry. Po powrocie z wakacji czekało mnie więc sporo czasochłonnej pracy nad przywróceniem skóry do normalności. A przynajmniej tak mi się wydawało... Będąc „w biegu” między pracą a innymi zajęciami, zajrzałam do YASUMI Instytutu Zdrowia i Urody znajdującego się przy ulicy Głowackiego 24 w Krakowie. Przywitał mnie tam klimat dalekiego wschodu... Świeże kwiaty, bambus, dużo ciepłego brązu i zieleni, a na ścianach Japońskie Kakemony kojące zmysły. Poczułam jakby czas stanął w miejscu i przez chwilę zapomniałam o wszystkich obowiązkach. Rozkoszując się tą atmosferą skorzystałam z bezpłatnych porad kosmetycznych, skosztowałam zielonej herbaty, parzonej w japońskim czajniczku i wybrałam dla siebie dwa zabiegi na twarz: Oxybrazje i Simply White. Dlaczego akurat te? Oxybrazja, czyli mikrodermabrazja tlenowo - wodna to zabieg, którego celem jest odnowa skóry, odmłodzenie i pielęgnacja. W czasie oxybrazji skóra jest bardzo dokładnie i sterylnie oczyszczana, nawodniana i dotleniana. Co ważne, martwy naskórek zostaje złuszczony, a zmarszczki i worki pod oczami - zniwelowane. Zabieg ten poprawia też koloryt skóry poprzez rozjaśnianie i redukcje przebarwień. Przed zabiegiem bałam się czy nie będzie on nieprzyjemny, na szczęście okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Metodą oczyszczania w oxybrazji okazał się być strumień natlenionej soli fizjologicznej. Uczucie chłodnej wody na skórze sprawiało, że moja skóra odczuła natychmiastową ulgę. Po zabiegu na moją twarz została nałożona maska wraz z odżywczym serum, a w między czasie wykonany delikatny i relaksujący masaż dłoni. Simply White jest zabiegiem składającym się z peelingu, maski rozświetlającej, esencji rozjaśniającej, nałożenia kremu rozświetlającego oraz ochronnego. Miłym zaskoczeniem było to, że jest on wykonywany na profesjonalnych kosmetykach RVB, które można znaleźć tylko w trzech salonach w całym Krakowie. Linia RVB to starannie wyselekcjonowane składniki pochodzące między innymi z samego serca Amazonii. Kosmetyki te zawierają substancje rozjaśniające i oczyszczające, w tym kwas glikowy, witaminę E oraz wyciąg z mącznicy lekarskiej. Co ważne, wszystkie produkty mają bardzo przyjemną nutę zapachową. W czasie nakładania kremu jest wykonywany specjalistyczny masaż twarzy, który reaktywuje cyrkulacje i wzmacnia działanie aktywnych, rozjaśniających składników. Zabieg ten, podobnie jak poprzedni, redukuje przebarwienia i wygładza zmarszczki, dodatkowo działa silnie rozświetlająco. Efekty widać niemal natychmiast. Skóra jest rozjaśniona i wyraźnie odmłodzona. Po zabiegu na twarz został mi zaproponowany bezpłatny makijaż dzienny. Zabiegi te były na tyle delikatne, że w żaden sposób nie podrażniły mojej wrażliwej i podatnej na alergię cery. Oba były silnie nawilżające, co uratowało moją wysuszoną po kąpielach słonecznych skórę. Po tych zabiegach mogłam też dalej korzystać z lata i wyjść na słońce bez żadnych przeciwwskazań. Niemniej jednak jest jeszcze jeden bardzo ważny powód, dla którego polecam YASUMI - salon przy ulicy Głowackiego to znakomite miejsce na znalezienie chwili dla siebie, gdzie mogę odpocząć i zrobić coś dla swojej skóry. Małgorzata Szylar

Jedyny w KraKowie

POWER SHAPE

innowacyjne urządzenie, najskuteczniejsze do redukcji tkanki tluszczowej, celulitu, ujędrniania biustu i modelowania sylwetki !!!

„SPRAWDŹ NASZE ProMoCJe” Pracujemy na profesjonalnych kosmetykach

W ofercie:

odnowa biologiczna, modelowanie sylwetki, zabiegi relaksacyjno-pielęgnacyjne twarzy i ciała, masaże ciała, wizaż, biorewitalizacja skóry, depilacja laserowa IPL + RF, nowoczesne technologie, bony podarunkowe, imprezy zamknięte

Z apr as zamy: YASUMI Instytut Zdrowia i Urody Kraków, ul. Głowackiego 24

tel. 12 446 42 46 www.instytut.krakow.yasumi.pl


Pierwsze wrażenie

można zrobić tylko raz. Postaraj się, żeby było jak najlepsze.

Tylko regularne wizyty u Stomatologa (minimum co 6 miesięcy) gwarantują piękny i zdrowy uśmiech.

Pierwsze wrażenie powstaje w ciągu pierwszych 7-11 sekund każdego spotkania i później trudno je zmienić. Warto dokładnie przeanalizować i zaplanować te kilka sekund, by zaprezentować się jak najlepiej, zwracając szczególną uwagę na wygląd zewnętrzny, postawę, gesty oraz komunikację werbalną.

K

olejność nie została tu podana przypadkowo. To nasza powierzchowność wywiera na naszych rozmówcach największe wrażenie. Fryzura, makijaż, ubiór, atrakcyjność fizyczna to rzeczy mające najistotniejszy wpływ na to jak postrzegają nas inni. To wygląd zewnętrzny wzmacnia lub niszczy pierwsze wrażenie. Powiedzenie „nie szata zdobi człowieka” nie jest do końca zgodne z prawdą. To właśnie nasz ubiór i styl mają znaczący wpływ na to jak jesteśmy postrzegani przez innych. Najważniejszy jest kontakt wzrokowy oraz uśmiech. W dobie pogoni za pięknem i nieskazitelnym ciałem nie zapominajmy o naszym najsilniejszym argumencie - pięknym uśmiechu. I to właśnie na nim skupimy się w tym artykule. Jak skutecznie przeprowadzić metamorfozę zębów? Doradzają lekarze specjaliści ze Stomatologii Cichoń.

Wybielenie szkliwa Jeśli nie jesteśmy zadowoleni z odcienia swojego szkliwa możemy je wybielić. Zabieg ten jest bardzo skuteczny, pozwala uzyskać bielszy odcień szkliwa o ponad 5 odcieni. Jest całkowicie bezpieczny dla szkliwa, składa się z trzech piętnastominutowych sesji. Każda z nich polega na pokryciu szkliwa specjalnym żelem wybielającym i skierowaniu na niego zimnej wiązki światła. Efekt jest natychmiastowy. Dla jego utrzymania stosujemy białą dietę (nie spożywamy barwiących pokarmów), oraz stosujemy specjalne pasty utrzymujące śnieżnobiałą biel.

Zmiana kształtu, koloru, ustawienia zębów Chcąc zmienić nasz uśmiech bardziej radykalnie możemy zastosować licówki pełnoceramiczne. Są to cieniutkie nakładki przyklejane do przedniej powierzchni zębów. Ich niebywałą zaletą jest minimalna preparacja(oszlifowanie powierzchni zęba) umożliwiająca ich zastosowanie. Najnowsze osiągnięcia w tej dziedzinie to ultracienkie licówki pełnoceramiczne Procera lub Lumineers. Licówki są idealnym rozwiązaniem w przypadku: - ciemnych i przebarwionych zębów - brzydkich i uszkodzonych zębów - szerokich odstępów między zębami - gdy chcemy uzyskać nieskazitelny uśmiech jak z Hollywood - gdy nie chcemy zdecydować się na aparat ortodontyczny

Uzupełnianie braków zębowych Popularne w ostatnim czasie implanty okazują się idealnym rozwiązaniem w celu uzupełnienia braków zębowych. Ich skuteczność dowodzą liczne badania naukowe oraz praktyczne zastosowanie u pacjentów. Metoda implantacji korzeni zębowych jest z nami od początku lat 70. Do tego czasu zaobserwowano nieliczne przypadki odrzutu wszczepów głównie u pacjentów nie stosujących się do zaleceń lekarza (byli to pacjenci palący, spożywający alkohol, nie utrzymujący wymaganej higieny jamy ustnej). Implant zębowy zastępuje naturalny korzeń dzięki czemu przywraca pacjentowi utraconą funkcję żucia, ponadto implanty zębowe

znacznie poprawiają rysy twarzy, nadając jej młody wygląd (podnoszą zapadnięte na skutek braków zębowych szczękę i żuchwę, likwidując powstałe przy tej okazji zmarszczki w okolicy ust i szyi). Niewątpliwie ich największą zaletą jest możliwość odtworzenia na nich koron protetycznych do złudzenia przypominających naturalne zęby. Najnowszym osiągnięciem stomatologii XXI wieku jest implant cyrkonowy, który z powodzeniem obciążany jest natychmiastowo (pacjent po zabiegu implantacji opuszcza gabinet z ostateczną koroną protetyczną w miejscu braku zębowego). Wszystkie wyżej wymienione zabiegi, oprócz przywracania pacjentom dobrego samopoczucia mają również na celu poprawienie jakości życia. Pamiętajmy, kiedy się uśmiechamy nasz mózg produkuje feromony, które wabią płeć przeciwną. Naukowcy udowodnili, że 30 sekundowy, nieprzerwany uśmiech (poruszenie odpowiadających za niego mięśni twarzy), powoduje poprawę naszego nastroju na cały dzień. Dlatego uśmiechajmy się cały czas i nie pozwólmy by wyobrażenie o naszych zębach było barierą ku temu. Serdecznie zapraszamy na wizyty konsultacyjne w trakcie których specjaliści Stomatologii Cichoń przedstawią Państwu kompleksowy plan leczenia.


Sprawimy, że będziesz się czuł komfortowo w każdej sytuacji

Stomatologia

Stomatologia CICHOŃ ul. Borelowskiego-Lelewela 13 (przecznica od ul. Kościuszki) 30-108 Kraków tel: +48 12 421 07 43 biuro@stomatologiacichon.pl www.stomatologiacichon.pl www.implantologiacichon.pl www.facebook.com/stomatologiacichon


twarze przy barze

Bella Italia Golf Cup | 06.08 | Krakow Valley Golf & Country Club fot: MIchalina Cebo - lounge

potrzebujesz fotografa na imprezę? odezwij się do nas!

(12) 633 77 33 / info@loungemagazyn.pl 90

lounge ...bo jakość ma znaczenie


// // // //

lounge

DESIGN DOM I WNĘTRZA MOTOLOUNGE TECHNOLOUNGE


technolounge gadżety

Zegarek Diesel SBA Black Out Dobry zegarek okazuje się często gadżetem, bez którego prawdziwy mężczyzna nie może się obejść. I nie wystarczy, aby gadżet tylko działał niezawodnie, bo musi przy tym też dobrze wyglądać. Diesel proponuje wszystkim panom model o nazwie Diesel SBA Black Out, który posiada solidny, skórzany pasek, jest wodoodporny do 50 metrów i wytrzymuje ciśnienie do 5 atmosfer. Prawdziwie męski wygląd i żółty akcent kolorystyczny dopełniają całości. Producent daje dwuletnią gwarancję na ten model. Cena: ok. 730 zł.

Asus X53SV – niedrogi laptop dla graczy Nie od dziś wiadomo, że przeciętnej jakości laptop może okazać się niewystarczający dla wymagającej zaawansowanych rozwiązań grafiki gier komputerowych. Laptopy przeznaczone typowo dla graczy są zwykle bardzo drogie, ale Asus X53SV prezentuje bardzo dobry stosunek wydajności do ceny. W cenie otrzymujemy zestaw w postaci procesora Intel Core i3-2310M, 4 GB RAMu i GeForce’a GT 540M. Dysk twardy o pojemności 750 GB z pewnością wystarczy na sporą ilość tytułów. Cena: ok. 2300 zł.

Logitech G300 - mysz dla zaawansowanych graczy Mysz Logitech G300 została zaprojektowana specjalnie z myślą o graczach. Dzięki dziewięciu przyciskom funkcyjnym, wbudowanej pamięci oraz sensorowi optycznemu o rozdzielczości 2500 dpi, G300 może być całkiem ciekawą propozycją dla miłośników gier. Mysz łączy się z komputerem za pośrednictwem USB i ma wymiary 112 x 73 x 35 mm. Wraz z kablem waży 111 gramów. Obudowa myszki Logitech G300 ma symetryczny profil, dzięki czemu mogą z niej korzystać zarówno lewo-, jak i praworęczni użytkownicy. Niewątpliwym atutami są ciekawy design oraz niska cena - ok. 160 zł.

Więcej na temat gadżetów i nowych technologii zobaczysz na www.webshake.tv Webshake.tv to lifestylowa telewizja internetowa znana dotąd głównie z jednego flagowego programu o aplikacjach webowych, najciekawszych telefonach oraz ciekawostkach ze świata internetu i nowych technologii. Od marca na stronie telewizji można jednak znaleźć już nie tylko jeden, a szereg regularnych, cotygodniowych programów tematycznych. Jest wśród nich program Mobzilla z recenzjami najlepszych smartfonów dostępnych na rynku, program Clicker o aplikacjach internetowych, HackPC ułatwiający codzienną pracę z komputerem oraz program EKGames poświęcony branży gier. Ponadto znany już internautom podcast The Geek Show oraz dotychczasowy program w nieco innej formule i pod zmienioną nazwą. www.webshake.tv www.facebook.com/webshaketv 92

lounge ...bo jakość ma znaczenie


technolounge gadżety

Okulary 3D od Vuzix

LG Swift 3D LG Swift 3D przypadnie do gustu wszystkim miłośników efektownych smartfonów z setkami funkcji. To pierwszy na świecie, ultraszybki smartfon, który umożliwia nagrywanie, wyświetlanie i udostępnianie treści w 3D bez konieczności używania specjalnych okularów. Podstawowe cechy telefonu to ekran o przekątnej 4,3 cala o rozdzielczości 480x800 pikseli, aparat 5 Mpix, możliwość nagrywania filmów HD w jakości 720p oraz 1080p, dwurdzeniowy procesor TI OMAP 4 z taktowaniem 1 GHz oraz 8 GB pamięci wewnętrznej. Cena: ok. 1700 zł.

Wrap 1200 VR to okulary 3D od firmy Vuzix, które nie potrzebują telewizora. Po założeniu okulary mogą wyświetlić wirtualny ekran o przekątnej 75 cali (max. rozdzielczość - 1280 x 768), który wydaje się znajdować w odległości 3 metrów od oglądającego. Można na nich oglądać zarówno filmy 2d i 3d, oraz wykorzystywać również do gier, symulatorów itp. Waga urządzenia jest porównywalna do wagi zwykłych, przeciwsłonecznych okularów. Okulary Visix zostały wyposażone w słuchawki i może ich używać każdy, ponieważ szkła korekcyjne da się stosować razem z okularami 3D. Cena: ok. $ 500

Słuchawki Razer z systemem Surround 7.1 Podczas targów Gamescon Razer przedstawił Tiamat pierwszy na świecie zestaw słuchawkowy wyposażony w system Surround 7.1 lub Stereo 2.2. Razer Tiamat zawiera 10 odrębnych głośników, po 5 na każde ucho. Dzięki realistycznemu i precyzyjnemu dźwiękowi przestrzennemu właściciel usłyszy każdy dźwięk dokładnie tam, skąd dochodzi. Obie wersje Razer Tiamat są wykończone syntetyczną skórą i zapewniają wyjątkowy komfort podczas wielogodzinnego grania. Cena: wersja 7.1 - ok. 750 zł, a wersja 2.2 – ok. 415 zł.

Dyski Apacer Turbo II AS602 Po serii niedrogich dysków SSD Apacer uznał, że przyszła pora na rozwiązania dla wymagających użytkowników oczekujących wysokiej wydajności i są w stanie za nią zapłacić. I oto jest- seria dysków SSD Turbo II AS602. Nowe, 2,5″ dyski korzystają z kości NAND flash typu MLC, a z komputerem komunikują się za pomocą interfejsu SATA 3.0 Gbps. Całością zarządza kontroler SandForce SF-1222. Cena: od ok. $ 200-650 93

lounge ...bo jakość ma znaczenie


motolounge nowości

Pagani Huayra

Supersamochodów w 2011 SUPERAUTA - KOCHAJĄ JE ZARÓWNO MĘŻCZYŹNI, JAK I KOBIETY. CI PIERWSI, BO MOGĄ POCZUĆ SIĘ NICZYM MALI CHŁOPCY W SWOICH SUPER-DROGICH ZABAWKACH, POBUDZAJĄCYCH KRĄŻENIE KRWI I PRZYPŁYW ADRENALINY, A TE DRUGIE, BO FACET W SUPERBRYCE JEST JAKIŚ TAKI BARDZIEJ SEKSOWNY (PRZYNAJMNIEJ W MNIEMANIU NIEKTÓRYCH KOBIET). TO WŁAŚNIE DLA NICH WYBRALIŚMY PIĘĆ MODELI SUPERSAMOCHODÓW, KTÓRE NIE TYLKO ŚWIETNIE WYGLĄDAJĄ, ALE UKRYWAJĄ POD MASKĄ PRAWDZIWEGO DEMONA, A WŁAŚCIWIE TO KILKA DEMONÓW… MECHANICZNYCH. NO, KILKASET. CO PRAWDA NIE NADAJĄ SIĘ NA POLSKIE DROGI, ALE DLA CHCĄCEGO NIC TRUDNEGO.

Pagani Huayra Na pierwszy ogień pójdzie Pagani Huayra (zdj. powyżej), nazywany następcą legendarnej Zondy. Najnowsze dziecko włoskiej stajni i Horacio Pagano już samą nazwą nawiązuje do szybkości. Nazwa Huayra pochodzi od boga wiatru Aymara Huayra Tata i nie ma zmiłuj, szykuje nam się pogromca szos. Stylistyka modelu jest delikatna i opływowa, z bajerancko otwieranymi drzwiami ku górze. Rama sportowca wykonana została z mieszanki tytanowo-węglowej, samo zaś podłoże z lekkiego włókna węglowego. Najważniejsza ponoć dla projektantów była minimalizacja wagi. Nie ma co się dziwić - cacuszko waży zaledwie 1350 kg. A co pod maską?. Tam już widzimy boga wiatru w całej okazałości: 6-litrowy, podwójnie doładowany silnik V12, zbudowany specjalnie dla Pagani przez stację Mercedes-Benz AMG. Jeśli to wam nic nie mówi, to dodajmy tylko, że supersamochód ma pod maską 700 koni mechanicznych. Do tego dostaniemy 7-biegową, sekwencyjną skrzynię biegów. Do setki Huayra rozpędzi się w około 3.2 sekundy. Nie wiadomo jeszcze ile będzie kosztować zabawka, ale mówi się o kwocie w granicy milion euro. W sam raz na dzień chłopaka.

94

Koenigsegg Agera Skoro już się rozgrzaliśmy, to czas na coś mocniejszego. Koenigsegg Agera, to zabawka dla prawdziwych twardzieli. Już sama marka należy do elitarnego grona producentów najszybszych aut na świecie, a jak wiemy – to zobowiązuje. Szwedzka marka ogłosiła swoją nową superbrykę w Genewie. Agera podobnie jak i Huayra nie jest do końca nowością na rynku. Jest to dosyć mocno zmodyfikowany model CCX, ale nikomu nie powinna to przeszkadzać, jak tylko zajrzy pod maskę. Sportową Agerę napędza 4,7-litrowy silnik V8, z 910 KM. Tak więc jeśli będziemy chcieli się ścigać z Huayrą, to spokojnie możemy próbować. Do setki rozpędzimy się w zaledwie 3.1 sekundy,

lounge ...bo jakość ma znaczenie


motolounge nowości

co daje nam ułamek sekundy lepszy czas niż Huayrę, za to o wiele mniej zajmie nam druga setka – niecałe 9 sekund. Prędkość maksymalna zaś to ponad 390 kilometrów na godzinę. Do budowy auta wykorzystano nie tylko włókna węglowe, ale również kevlar. Wiemy, że Koenigsegg wyprodukuje rocznie około 16-20 sztuk superauta. Nie wiemy natomiast ile to cacko będzie kosztować.

czona na tory wyścigowe. Angielskie Stealth Cars od maja 2009 roku należą do polskiej spółki AutoGroup SA. W tym roku wyjdzie najnowszy model, który ma zastąpić mocno już wysłużone B6. Mowa o Stealth B7. Kształt samochodu mamy klasyczny, choć z elementami futurystycznymi. Ale kto by się przejmował wyglądem, kiedy pod maską czai się demon? Samochód zostanie zbudowany niemal w całości z włókna węglowego. A pod maską dostaniemy 6.5-litrowy silnik V8 produkcji Chevroleta oraz 6-stopniową skrzynię biegów, marki Hewland. Motor w zależności od ustawień ma mieć od 500 do 650 koni mechanicznych. Jest też dobra wiadomość dla facetów. Producent pracuje nad cywilnym modelem B7. Napędzany miałby być 6.2-litrowym silnikiem LS9 V8 z 647 KM. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że B7 będzie budowane tylko i wyłącznie na indywidualne zamówienia. Czyli przekładając na nasz rodzimy język – trzeba będzie nieźle zapłacić. Jacyś chętni?

Spyker Na chwilę zwolnimy, bo zajmiemy się samochodem trochę słabszym od dwóch poprzednich. Za to jakim bajeranckim. Sportowy kabriolet albo coupe? Nie oszukujmy się, powoli wkraczamy w tereny, które kochają kobiety. Taki też będzie nowy Spyker. Holandia znana jest z wielu rzeczy: legalizacji, małżeństw różnego typu, luźnego podejścia do życia, a także sportowych samochodów. Holenderski producent Spyker zaprezentował niedawno światu swoje najnowsze dzieło.. C8 Aileron to przystojniak wśród sportowych samochodów. Kabriolet dwudrzwiowy, wyposażony w materiałowy, półautomatycznie składany dach z tylnym, szklanym oknem. Cała operacja składania odbywa się elektrycznie za sprawą hydrauliki, do kierowcy należy jedynie zapięcie środkowego zatrzasku. Dach będzie dostępny w ośmiu kolorach. Tyle o tym co najważniejsze dla kobiet, które lubią poczuć wiatr we włosach. Czas na informacje dla facetów. Samochód napędzać będzie silnik 4.2-litrowy V8 o mocy 400 koni mechanicznych. Do wyboru dwie skrzynie 6-biegowe: manualna i automatyczna z łopatkami przy kierownicy – prawdziwa gratka dla fanów formuły 1. Napęd na tylnie koła, a prędkość maksymalna to równe 300 kilometrów na godzinę. Całkiem nieźle. Do setki 4.5 sekundy, czyli Golfa kolegi spokojnie zjemy na śniadanie.

Stealth B7 Dwie ostatnie propozycje, to lokalny patriotyzm. Oba cacka są produkcji polskiej. Pierwszy z nich to raczej ciekawostka, bo przezna95

Arrinera Na końcu coś dla fanów komiksu. Niedawno obliczono ile potrzeba pieniędzy żeby zostać Batmanem. Obliczenia dotyczyły odpowiedniego sprzętu, wydatków na zabawy, kostium, posiadłość i jaskinię. Teraz można te wydatki trochę zmniejszyć ze względu na projekt nowego samochodu, który stylistyką przypomina po trochę Lamborghini, a po trochę Batmobil. Z Batmanem łączy go jeszcze jedna rzecz, karoseria, podobnie jak kostium Batmana została wykonana z kevlaru. Tyle podobieństw. Arrinera to polskie superauto, które nie miało łatwego startu – od razu porównywane było do Lamborghini Reventon, do którego niewątpliwie nawiązuje stylistycznie. Zapał podsyciła jednak wiadomość o zaangażowaniu do projektu samego Lee Noble’a, projektanta niesamowitej Ultimy GTR. Wróćmy jednak do samej Arrinery. Tapicerka wykonana zostanie ze skóry oraz elementów wykończeniowych z karbony i aluminium. W centralnej części środkowej konsoli oraz na jej szczycie umieszczono ekrany, które dostarczą kierowcy wszystkich niezbędnych informacji oraz umożliwią obsługę systemów auta. Prawdziwym hitem jest jednak kamera termowizyjna, dzięki czemu dostrzeżenie pieszych na nieoświetlonej drodze będzie łatwiejsze (mówiliśmy, że prawdziwy Batmobil). Czas na zajrzenie pod maskę. Napęd polskiego supersportowca to silnik 6.4 litra V8. Jest to jednostka zaadaptowana z Corvetty ZR1 i ma 638 Koni mechanicznych, czyli całkiem nieźle. Docelowym rynkiem dla nowej Arrinery są Chiny, Europa, Bliski Wschód oraz USA.

MAREK KACZMAR, MATEUSZ DYKIER

lounge ...bo jakość ma znaczenie


motolounge xtreme

największy sukces jeszcze przede mną

fot. Łukasz Nazdraczew / Red Bull Content Pool

MICHAŁ KOŚCIUSZKO - ZAWODNIK ZESPOŁU LOTOS DYNAMIC RALLY TEAM, JEDYNY POLAK STARTUJĄCY W PEŁNYM CYKLU MISTRZOSTW ŚWIATA, WICEMISTRZ ŚWIATA JUNIORÓW 2009 ORAZ NAJMŁODSZY POLAK, KTÓRY ODNIÓSŁ SUKCES NA ARENIE ŚWIATOWYCH RAJDÓW. Kibice znają Cię jako jedynego Polaka od lat regularnie startującego w Rajdowych Mistrzostwach Świata. Jaki jest Twój największy sukces na europejskich i światowych trasach? - Myślę, że największy sukces cały czas jest jeszcze przede mną. Dla mnie najbardziej wartościowym zwycięstwem było to w Rajdzie Sardynii w stawce JWRC w roku 2008. Oczywiście wicemistrzostwo świata JWRC to też powód do dumy, ale jako sportowiec zawsze mierzę wyżej i wierzę w to, że mogę zdobyć tytuł mistrza świata w którejś z kolejnych klas, w których będę startował.   A o którym rajdzie lub starcie chciałbyś zapomnieć? - Miałem kilka bardzo pechowych startów w swojej karierze. Chociażby tegoroczny Rajd Argentyny. Gdyby nie kłopoty z autem, mógł bym go wygrać i teraz punktacja wyglądała by zupełnie inaczej. Jednak najbardziej jest mi żal Rajdu Polski w sezonie 2009, w którym walczyłem o mistrzostwo świata. Bardzo niewinne opuszczenie drogi było katastrofalne w skutkach. Ale takie są rajdy i nie można rozpamiętywać tych smutnych chwil.   Czy jest kraj, na którego rajdowe trasy lubisz wracać? Dlaczego?

- Nie wiem dlaczego, ale zawsze dobrze sie czułem na rajdach pozaeuropejskich, takich jak Meksyk czy Argentyna. Myślę, że lepiej od innych znoszę zmiany stref czasowych i w związku z tym łatwiej jest mi się szybko przestawić. Bardzo podobają mi się te kraje, a ilość kibiców oglądających nasze zmagania jest wręcz niewyobrażalna. Podczas trzech dni rajdu na żywo ogląda nas ponad milion osób! W tym roku czeka mnie jeszcze jeden start poza Europą, czyli Australia. To będzie mój pierwszy raz w kraju misia koala, ale jak zawsze jestem dobrej myśli.   Kibiców interesuje atmosfera panująca na rajdach wśród zawodników. Czy konieczność rywalizacji przekłada się na Wasze wzajemne sympatie i antypatie? - Atmosfera panująca na trasach Mistrzostw Świata jest zupełnie inna, niż ta w narodowych mistrzostwach. Myślę, że to wynika z dużej różnorodności narodowości i kultur, z których powstaje swego rodzaju nowa społeczność. Na pewno nie ma niezdrowej zawiści czy chęci stwarzania problemów, wszystko odbywa sie w myśl zasad fair play. Miasteczko rajdowe jest tak pomyślane, by zawodnicy wspólnie jedli posiłki. Bardzo fajne jest rozmawiać i żartować przy jednym stole, by za chwilę walczyć ze sobą o ułamki sekund. Takiej atmosfery nie spotyka się gdzie indziej. 96

lounge ...bo jakość ma znaczenie

  A czy możesz powiedzieć, że wśród swoich zagranicznych i krajowych rajdowych konkurentów masz naprawdę dobrych znajomych, może przyjaciół? - Zawsze powtarzam, że zawody nie są miejscem do szukania przyjaźni. Mimo wszystko mam kilku naprawdę dobrych kumpli, poznanych właśnie dzięki rajdom. Najbliżej trzymam się z Sebem Ogierem, odwiedzamy się nawzajem. Ostatnio byłem u niego na wyprawie wspinaczkowej, to było naprawdę fajne przeżycie. Taka relacja jest możliwa głównie dlatego, że teraz nie rywalizujemy bezpośrednio ze sobą, ponieważ każdy z nas startuje w innej klasie. W PWRC też jest kilku fajnych gości, na przykład Meksykanin Benny Guerra, często wspólnie żartujemy.   Czy możesz się z nami podzielić Twoim największym rajdowym marzeniem? - Mistrzostwo świata i oczywiście starty autem WRC. To jest cel, do którego dążę i myślę, że z każdym sezonem jestem coraz bliżej jego realizacji. Dzięki zespołowi ludzi, którzy ze mną pracują oraz moim partnerom i sponsorom mam możliwość ciągłego rozwoju jako kierowca, dlatego mocno wierzę, że juz niedługo moje marzenia się spełnią.


motolounge xtreme

fot. Red Bull

Wracając na ziemię: jakie masz plany na ten sezon i co będzie się działo w przyszłym? - Jeszcze w tym sezonie czeka mnie druga połowa startów w PWRC oraz gościnny występ w Rajdzie Polski i Rajdzie Barbórki. Plany na rok 2012 nie są jeszcze skonkretyzowane, na pewno zostajemy w Mistrzostwach Świata, jednak szczegółów jeszcze nie znam. Chciałbym jak zwykle mieć możliwość jazdy samochodem, który umożliwi mi walkę o zwycięstwo, niezależnie od klasy, w jakiej będę rywalizować.   Pomówmy teraz o Twoim życiu poza oesami. Twoją pasją jest muzyka, opowiedz kogo i czego słuchasz najchętniej. - Rzeczywiście, muzyka jest dla mnie totalną odskocznią. Jako DJ hobbysta jestem entuzjastą muzyki typu house czy drum&bass. Bardzo lubię muzykę elektroniczną w różnych odmianach. Biegając często słucham hip hopu, jednak nigdy polskiego, może poza Abradabem. W samochodzie z kolei króluje ciężkie brzmienie, czyli mocny rock.  Czasem sam się dziwię, jak bardzo zróżnicowanej muzyki słucham, bo w tej dziedzinie wszystko zależy od nastroju i okoliczności.      Powiedziałeś, że didżejką zajmujesz się hobbystycznie, ale my wiemy, że jesteś już doświadczonym DJem. Gdzie można zobaczyć Cię w akcji? - Czasem grywam w zaprzyjaźnionych klubach, przeważnie w Krakowie, ale robię to naprawdę rzadko.  Dużo częściej gram dla znajomych w domu. Gra w klubie jest fajna, ale przeważnie nie zna się ludzi, dla których się gra i ciężko im dogodzić. Nie lubię, gdy ktoś pyta, czy zagram „Czarne oczy”, czy coś w tym rodzaju. Wolę grać dla znajomych, którzy po prostu lubią taką muzykę, jak ja. Wtedy wszyscy świetnie się

bawimy, ja również. Cały czas jednak marzy mi się zagranie imprezy na otwartym powietrzu, najlepiej na plaży, w wakacyjnych klimatach. To mogło by być naprawdę ciekawe przeżycie.   Po swoim tacie, Janie Kościuszko odziedziczyłeś nie tylko pasję rajdową, ale także talenty kucharskie. Jakie potrawy serwuje najchętniej mistrz kuchni, Kościuszko junior? - Do kulinarnego mistrzostwa jeszcze jest przede mną długa droga. Oczywiście potrafię przygotować kilka naprawdę smacznych potraw, jednak do taty cały czas sporo mi brakuje. Tak czy inaczej, bacznie obserwuję jego popisy i staram sie korzystać jak najwięcej. Jest niesamowicie kreatywny, potrafi doskonale łączyć składniki, a myślę, że o to głównie w kuchni chodzi.   Czy ze swoich rajdowych i pozarajdowych podróży przywozisz pomysły na ciekawe potrawy? - Rzeczywiście, dzięki rajdom mam możliwość odwiedzać różne kraje i poznawać ciekawe potrawy. Z każdego miejsca, w którym jestem staram się przywieźć jakąś kulinarną ciekawostkę, przepis lub inspirację. Opowiadam o nich tacie i razem próbujemy to odtworzyć.   Czy któryś z lokalnych przysmaków szczególnie zapamiętałeś? - Bardzo lubię argentyńskie steki, bo w Argentynie jest naprawdę znakomite mięso, a Argentyńczycy doskonale wiedzą, jak je grillować. Empanadas, czyli argentyńskie pierożki to też jeden z moich faworytów. W Finlandii z kolei robią znakomitego łososia w różnych formach i odmianach, z których ja najbardziej lubię grillowanego.  Jeśli chodzi o owoce morza, to prym wiedzie Korsyka. Mule w sosie roquefort,

97

lounge ...bo jakość ma znaczenie

makaron z muszlami świętego Jakuba... Myślę, że mógłbym długo wymieniać!   Na zakończenie wróćmy jeszcze do rajdów. Sezon za kierownicą wymaga żelaznej kondycji fizycznej. Czy treningi i ćwiczenia traktujesz jako obowiązek, czy przyjemność? - Lubię sie ruszać, więc ćwiczenia nie stanowią dla mnie żadnego problemu. Ponadto traktuję je jako integralny element mojego zawodu. Utrzymywanie dobrej dyspozycji fizycznej jest niezbędne do osiągania dobrych wyników sportowych w rajdach, a im lepiej jesteś wytrenowany, tym dłużej jesteś w stanie utrzymać koncentrację na oesie. Kiedy będziemy mogli zobaczyć Ciebie na polskich trasach? - Jedyną sportową okazją, aby pokazać się przed polskimi kibicami jest Rajd Polski, na który przylecimy prosto z Rajdu Australii. Na pewno będziemy zmęczeni, ale bardzo się cieszę z możliwości startu przed polską publicznością i powrotu na Mazury, bo jest to jeden z moich ulubionych rajdów. Zapewne, jak co roku będzie mnóstwo kibiców, takie prawdziwe święto dla wszystkich fanów rajdów. Kibice będą nas mogli zobaczyć za kółkiem Mitsubishi EvoX w specyfikacji R4. To nasz jedyny start takim samochodem w tym sezonie. Rozmawiała Elżbieta Socha W sezonie 2011 Sponsorem strategicznym pozostaje firma LOTOS Paliwa z marką LOTOS Dynamic. Na arenie międzynarodowej Michał promuje swoje rodzinne miasto Kraków w ramach programu Kraków – miasto mistrzów, a sił do szybkiej jazdy dodaje mu Red Bull.


design dom i wnętrza

2

1

4

5

3

6

1. Lenny Kravitz | 2. Jaime Hayon dla Bisazza Bagno | 3. Robert Majkut dla Alior | 4. Robert Majkut Whaletone 5. Lenny Kravitz | 6. Robert Majkut Cinema Multikino

meski design? R

ola w płci w dizajnie podobno nie ma znaczenia. Nie ma znaczenia czy projektuje mężczyzna czy kobieta, istnieje Homo Inquietus, czyli człowiek tworzący wg prof. Piotra Bożyka. Człowiek tenże charakteryzuje się duchem niespokojnym, kreatywnym i twórczym.

płci projektuje. Jako że temat numeru jednak oscyluje wokół mężczyzny, przedstawiam selekcję projektów męskich, zaprojektowanych przez mężczyzn - niekoniecznie dla nich samych. Zaniecham opisów, niech piękne przedmioty mówią same za siebie...

Człowiek twórczy projektuje i tworzy rzeczy użyteczne, niezależnie jakiej płci jest sam, bierze pod uwagę to DLA jakiej

Agata Kukułka prodesigne.com

Jaime Hayon www.hayonstudio.com | Lenny Kravitz www.kravitzdesign.com | Robert Majkut www.design.pl 98

lounge ...bo jakość ma znaczenie


zaawansowanie prac...

62%

Biuro Sprzeda偶y: Wola Core Development sp. z o.o. sp. komandytowa ul. Lipska 16, 30-721 Krak贸w Tel. kom. 502 293 299 | 509 208 060 e-mail: biuro@apartamentywola.pl


design dom i wnętrza

100

lounge ...bo jakość ma znaczenie


101

lounge ...bo jakość ma znaczenie


pasaż przewodnik po dobrych firmach

102

lounge ...bo jakość ma znaczenie


pasaż przewodnik po dobrych firmach

perfumeria niszowa

perły wśród zapachów...

103

lounge ...bo jakość ma znaczenie

reklama w lounge - (012) 633 77 33 - info@loungemagazyn.pl

Perfumeria Lu’lua Kraków ul.Józefa 22 (krakowski Kazimierz) tel.12 430 02 75 e-mail:lulua@lulua.pl www.lulua.pl


Pozatym

ostatnia strona felieton

być jak bultelier

Ech, Naczelny Redaktorze, aleś mi zadanie do wykonania dał, niech Cię drzwi ścisną. Jakże ja mam pisać o mężczyznach, skoro sam jestem jednym z nich? Peany na cześć męskości będę prawił, to mnie oskarżą o samozachwyt. Skrytykuję, to powiedzą, żem Judasz wstrętny, że własne gniazdo kalam...

T

ak sobie myślałem, idąc, mało oryginalnie, chodnikiem koło dość zatłoczonej ulicy. Różne wzorce męskości - od starogreckich herosów, poprzez średniowiecznych rycerzy, dziewiętnastowiecznych romantyków, dwudziestowiecznych powstańców, moralnie niespokojnych okularników, Hemingwayowskich oraz Seagalowskich twardzieli, aż po metroseksualnych współczesnych – się mi w głowie pojawiały. A dodatkowo z tym wszystkim mieszały się teorie o kryzysie męskości i o tym, że facet dzisiaj to wiecznie niedojrzały Piotruś Pan. Jakby tego było mało, kiedy już pomyślałem, że może właśnie w tym temacie coś napiszę, że postaram się trochę tych biednych wykastrowanych i infantylnych mężczyzn obronić – to mi się w myślach poglądy o samczej dominacji nad światem pojawiły, a zaraz potem wyznawczynie tych poglądów rodem z Ukrainy, co zaowocowało jeszcze większym rozkojarzeniem. No i, przepraszam za to patriarchalne w duchu powiedzenie - masz babo placek. Idę więc sobie trotuarem, w czerepie

miało złych wzorców. Żeby wiedziało, że sprzeczać się nie wolno, że krzyki i brak szacunku dla bliźniego są jak najbardziej be. No dobrze, że dwaj to może byłby nadmierny optymizm. Niech tylko jeden taki będzie, co właściwie i tak nie ma większego znaczenia, bo kiedy zderzyli się swoimi brykami, ewentualne różnice między nimi od razu znikły, obaj w mig doznali wielkiej przemiany. Z sympatycznych misiów przepoczwarzyli się w rozszalałe bulteriery. I rozpoczęli walkę na śmierć i życie niemal. Wielkie nawzajem się obszczekiwanie – słowami przepełnionymi agresją, słowami wulgarnymi, słowami raniącymi. Takimi, jakich w domu nie używają (albo przynajmniej jeden z nich). Który głośniej krzyknie, który bardziej drugiego obrazi, który soczyściej zaklnie. Kto pierwszy wyleciał z auta z mordą, tego nie zauważyłem, czy ten, który stuknął, czy ten, który ma teraz lekko wgnieciony tył. Obaj, mimo pokaźnych brzuszków, zrobili to w podziwu

ko na drodze, ale przecież i w urzędzie, w pracy, w dyskotekach, o klimatach na Szewskiej już nie wspominając. Przy czym oczywiście akurat ich problemy z główną imprezową ulicą Krakowa i lokalami wokół Rynku zupełnie nie dotyczą, oni są na te młodzieżowe impry sporo za starzy, nie grozi im więc pobicie w klubie albo przed nim. Przyjmijmy, że tylko jeden z nich jest tu negatywnym bohaterem, a raczej: nieco tylko bardziej negatywnym, to znaczy tym wiecznie sfrustrowanym. Choć nie potrafiłbym wskazać który, bo obaj wrzeszczą na siebie z taką samą pasją i zaangażowaniem. Załóżmy, że to właśnie on pierwszy wyleciał jak oparzony ze swojego piętnastoletniego bolidu – uważając, że tak trzeba, że tak postępując niby strasznie męski jest. A zresztą, gdzie tam uważając: nie zastanawiał się wcale. To po prostu taki odruch był, jak w przypadku tego słynnego psa. Zakodowany, wyuczony. A poza tym - ale o tym pewnie nie pomyślał, nie pomyśli też prawdopodobnie w ten sposób po całym zdarzeniu

Z samochodów wyskakują dwa mężczyźni. I zaczyna się. Wielki pojedynek na wyzwiska i wulgaryzmy. Patrzę na tę scenę i wyobrażam sobie, że być może w codziennym życiu ci faceci uchodzą za troskliwych mężów, przykładnych ojców rodzin.

nadal wielki misz-masz, weny jak nie było, tak nie ma - aż tu nagle trach, nagle bum. Stłuczka. Niedaleko mnie. Z samochodów wyskakują dwa mężczyźni. I zaczyna się. Wielki pojedynek na wyzwiska i wulgaryzmy. Patrzę na tę scenę i wyobrażam sobie, że być może w codziennym życiu ci faceci uchodzą za troskliwych mężów, przykładnych ojców rodzin. Pewnie uczą swoje dzieci, że trzeba być dla innych życzliwym, a wszelkie nieporozumienia rozstrzygać w drodze konsensusu. Jeśli już, z rzadka, dojdzie do małżeńskiej sprzeczki, mówią: „Nie kochanie, tatuś i mamusia się nie kłócą, my tylko rozmawiamy” – oczywiste kłamstwo, ale przecież, jakże by inaczej, w celu wyższym: aby dziecko nie

godnym tempie. W każdym razie mogę się w ciemno założyć, że przynajmniej jeden z nich - i w tym wypadku nie wiem, czy ten uczący o konieczności poszanowania bliźniego, czy może ten drugi - jest facetem mocno sfrustrowanym, wkurzonym na świat, na szefa, żonę, teściową albo na polityka konkretnego czy też wszystkich naraz. „Tak, co najmniej jeden musi taki być” myślę przyglądając się awanturze. To wynika choćby ze statystyki, z tego że – co przecież jest tajemnicą poliszynela – polscy mężczyźni, niestety, często nasiąknięci są złymi emocjami jak wały bulwary wiślane podczas powodzi tysiąclecia. Czasem wręcz przeraża mnie to, jak dużo w nich agresji, wulgarności, zwykłego chamstwa. Nie tyl-

- świetna okazja do tego, by dać ujście frustracji. A drugi nie mógł przecież przyjąć tego ze spokojem, i to nie tylko dlatego, że agresja rodzi agresję, ale także z tego powodu tego, że gdyby próbował spór po dobroci załagodzić, okazałby się mężczyzną niemęskim, wymoczkiem jakimś. Na pewno w oczach przeciwnika, a pewnie i w swoich własnych. No i trwa sobie ten spektakl w najlepsze, wokół dwójki kierowców coraz więcej gapiów, a ja, nie czekając na finał zmagań, po pewnym czasie odchodzę, myśląc, że to czasem dobrze, iż po mieście poruszam się tylko tramwajami i autobusami. WOJCIECH KLĘCZAR

104

lounge ...bo jakość ma znaczenie


UL. RACŁAWICKA 26 TEL. 12 357 73 57

NOWY SALON!!! ul.Kupa 5 na Kazimierzu

make-up: Beata Gładysz foto: www.f4studio.com

stylizacja: Agnieszka Regina Łatka II miejsce w tegorocznym konkursie STYLE MASTERS 2011



lounge | No 34 | wrzesien '11