__MAIN_TEXT__

Page 1

#

P L A S T I K

LOUNGE #110

|

KWIECIEŃ’ 2019

|

B E Z C E N N Y

ISSN: 1899-1262

|

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL


#

P L A S T I K

LOUNGE #110

|

KWIECIEŃ’ 2019

|

B E Z C E N N Y

ISSN: 1899-1262

|

WWW.LOUNGEMAGAZYN.PL


#

p las tik

JACQUE LI NE BIS SET

LA N D I A N A YOL O

S A R A HA M A D Y K

Słynna aktorka wspomina swoje spotkanie ze Stevem McQueenem na planie „Bullitta” i tłumaczy, dlaczego nie jest fanką social mediów.

Modelka i influencerka opowiada o tym, jak osiągnęła światowy sukces i zastanawia się, co w modzie mogą jeszcze powiedzieć projektanci z Europy Wschodniej.

Barmanka i ambasadorka whisky tłumaczy, w jaki sposób łączy pasję do kina z zamiłowaniem do złotego trunku.

S T R .

S T R .

S T R .

2 0

4 8

9 0

REDAKCJA :

redaktor naczelny

zastępca redaktora naczelnego

red. działu Uroda

M A R CI N L EWIC K I marcin@loungemagazyn.pl

RAF A Ł STA NOWSKI rafal.stanowski@loungemagazyn.pl

A DRIA NA GOŁĘB IOWSKA adriana@loungemagazyn.pl

WSPÓŁPRACA: Kuba Armata, Szymon Bira, Luiza Dorosz, Harel, Maria Huma, Natalia Jeziorek, Katarzyna Kwiecień, Michał Massa Mąsior, Julka Michalczyk, Daria Rogowska, Katarzyna Sosenko, Mikołaj Typa, Malwa Wawrzynek, Agnieszka Żelazko

OKŁADKA: zdjęcia: Agnieszka Wojtuń

Skład graficzny: Filip Łyszczek

Wydawca: MADMEN Sp. z o. o. Redakcja Lounge Magazyn ul. Lipowa 7, 30-702 Kraków tel. (12) 633 77 33 info@loungemagazyn.p

Drogi Czytelniku, jeśli zdecydujesz się na kontakt z redakcją Lounge, Administratorem Twoich danych będzie wydawca: spółka MADMEN sp. z o.o. z siedzibą w Krakowie przy ul. Lipowej 7, 30-704 Kraków, wpisana do rejestru przedsiębiorców pod numerem KRS 0000567296, posiadająca numer NIP: 6793113681, REGON: 3620577320, z którym możesz skontaktować się pod podanymi wyżej adresami, mailem i numerem telefonu. Twoje dane będą przetwarzane wyłącznie w celu komunikacji, a podstawą prawną będzie prawnie uzasadniony interes Administratora (art. 6 ust. 1 lit. f RODO).

Poglądy zawarte w artykułach i felietonach są osobistymi przekonaniami ich autorów i nie zawsze pokrywają się z przekonaniami redakcji Lounge. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i ogłoszeń. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i przeredagowywania tekstów. Publikowanie zamieszczonych tekstów i zdjęć bez zgody redakcji jest niezgodne z prawem.

Dane, które nam podasz mogą zostać przekazane jedynie podmiotom, za pośrednictwem których odbywa się komunikacja jak np. Poczta Polska lub podmiotom, które obsługują nasz system informatyczne lub pocztowy, a przechowywać będziemy je tylko na czas korespondencji z Tobą. Przetwarzanie danych osobowych ma charakter dobrowolny, ale jest nam niezbędne do udzielnie Ci odpowiedzi. Masz prawo do żądania dostępu do nich, ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia ich przetwarzania, do wniesienia sprzeciwu, przenoszenia ich. Możesz także wnieść skargę do organu nadzorczego.

1


fot. mat. organizatora

imprezy i otwarcia

KOBIETA PEŁNA ENERGII! - AKADEMIA KOBIECOŚCI Estetic Clinic przygotowali wieczór pełen atrakcji, a szczególnym wydarzeniem było spotkanie z life coachem, Danutą Terpiłowską, która na co dzień dba o kobiety podczas Terapii Sercem. Podczas wieczoru dla gości przygotowane zostały również atrakcje od partnerów wy-

darzenia, m.in. pokaz futer Pajaro, przygotowany przez Beatę Kupczyk z BEIN Store oraz pokaz najnowszych modeli samochodów od Lexus Kraków. Panie mogły wysłuchać wywiadów z ekspertami z zakresu medycyny estetycznej, a także skosztować wyśmienitych koktajl przygotowanych przez barmanów klubu Scena54.

fot. Agnieszka Rzymek

Tuż przed Dniem Kobiet i początkiem wiosny - kobiety sukcesu, pełne energii, siły i pomysłów spotkały się w klubie Scena54, by celebrować piękno, podczas Akademii Kobiecości, organizowanej przez klinikę medycyny estetycznej, Skopia Estetic Clinic. To już czwarta edycja spotkań w 100% poświęconego kobietom. Specjaliści Skopia

LE SZAPO PO FRANCUSKU W centrum Krakowa, przy ulicy Długiej 18, otwarto wyjątkowy sklep Le Szapo, w którym można nabyć wspaniałe nakrycia głowy, w tym kapelusze, kaszkiety czy berety, a także starannie wybrane ubrania i torby. To miejsce

4

przepełnione duchem francuskiego stylu, w którym nie tylko kupicie wyjątkowe przedmioty, ale także przeczytacie książki napisane w języku Balzaca lub spróbujecie pysznego sera, kawy i wina. Zobaczcie zdjęcia z uroczystego otwarcia!


imprezy i otwarcia

Niezwykły pokaz mody w Radisson Blu Hotel Kraków

zdj. Ana Zborowska

16 marca 2019

W sobotę 16 marca w krakowskim hotelu Radisson Blu odbył się pokaz mody, zorganizowany w ramach Cracow Fashion Week 2019. Ubrania prezentowały nie tylko modelki, ale też niezwykłe kobiety, które postanowiły wystąpić na wybiegu charytatywnie. Dwadzieścia wspaniałych kobiet, cztery projektantki mody i jeden charytatywny cel. Pokaz przePROJEKTowani w Radisson Blu Hotel Kraków, zrealizowany w ramach Cracow Fashion Week 2019 został połączony z wernisażem fotografii Pełno-Sprawne, wspierającym akcję charytatywną dla Oliwiera – podopiecznego Fundacji Poland Business Run. Akcja ma na celu pomoc sześcioletniemu Oliwierowi, chłopcu z niepełnosprawnością ruchową, który potrzebuje kosztownej rehabilitacji. Aby mu pomóc, wystarczy wpłacić datek w akcji pod linkiem: zrzutka.pl/oliwier. Oliwier Małolepszy urodził się bez prawego przedramienia i dłoni.

6


cafeteria

MODNIE UBRANY W PLASTIKI Plastikowe słomki da się wyeliminować - wystarczy po prostu przestać ich używać. Ale trudnym byłoby całkowicie zrezygnować z plastikowych opakowań, torebek, czy butelek. Świat jest, niestety, bardzo zależny od plastiku. Nie trzeba chyba mówić za wiele o butelkach, których w oceanach jest niemal tyle, co ryb. Co wobec tego zrobić z ogromnym nadmiarem szkodliwych odpadów, które zaśmiecają planetę? Odpowiedź znalazła nowozelandzka marka Okewa, która chce rozpocząć produkcję płaszczy, wykonanych ze zużytych plastikowych butelek. Jak mówią projektanci marki, płaszcz przeciwdeszczowy w Nowej Zelandii, to podstawa. Chcieli, by ich produkt był nowoczesny i elegancki, utrzymany w ciekawych kolorach. Materiał, z którego zrobione są kurtki, pochodzi w 100% z recyklingu. Proste, ładne, skuteczne. Chyba się udało.

EKOLOGICZNY ŚWIAT KLOCKÓW LEGO Trzeba ze smutkiem przyznać, że plastik bombarduje wszystkie gałęzie przemysłu. To nie tylko jednorazowe kubeczki i paczki orzechów, ale także elementy wyposażenia pomieszczeń, przedmioty codziennego użytku, czy zabawki. Marka produkująca słynne na cały świat klocki Lego, postanowiła być bardziej eko. Projektanci wprowadzają na rynek elementy klocków, wykonane ze specjalnego bio-plastiku. Zrobiony z trzciny cukrowej, rozkłada się o wiele szybciej niż standardowy, szkodliwy plastik.

zdj. materiały prasowe

Na ten moment, alternatywny plastik ma służyć tylko do wykonywania „botanicznych” fragmentów klocków, jednak, jak zapowiada producent, do 2030 roku wszystkie Lego mają być bio. I słusznie, choć szkoda, że dak późno.

KAWA W KONTENERZE Starbucks, jak wszystko inne na świecie, ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni mówią, że kawa dobra, inni że drogo, dla jeszcze innych to symbol XXI-wiecznej globalizacji. Czego byśmy jednak nie powiedzieli - sieć kawiarni troszczy się o środowisko. Była jedną z pierwszych, które wycofały plastikowe słomki z użytku, teraz przyszła pora na kolejny krok - ekologiczny lokal. Znajdujący się w Tajwanie punkt, został wykonany w całości… ze starych kontenerów. Za projekt odpowiada japoński architekt Kengo Kuma, który chciał stworzyć przestrzeń minimalistyczną i świetlistą. Chyba osiągnął cel. Budynek wydaje się niezwykle nowoczesny zabawa formą, niekonwencjonalny kształt. Aż nieprawdopodobne, że to tylko kontenery. Takie rozwiązania cieszą najbardziej.

8


foto felieton

FOTO-PLASTIK-ON Plastik, to materiał, który fotograficznie kojarzy mi się tylko źle. Każdy aparat o plastikowej obudowie, w profesjonalnych rękach ma dość krótką żywotność. Plastikowe gadżety fotograficzne bardzo szybko się niszczą, nie wspominając już o niemetalowych, łatwo łamiących się bagnetach w obiektywach, sprzedawanych w tańszych zestawach. Oraz - o zgrozo - o tych obiektywach, w których zamieniono szklane soczewki na tani plastik. Oczywiście każdym sprzętem da się robić zdjęcia, jednak w zawodowym użyciu ich przydatność niewiele różni się żywotnością od butelek PET.

MICHAŁ MASSA MĄSIOR Fotograf mody i reklamy. Technikę szlifował w International Center of Photography w Nowym Jorku, a także pod okiem Bruce’a Gildena i Wojciecha Plewińskiego. Na co dzień pracuje w Krakowie. Specjalizuje się w nietypowych portretach i koncepcyjnych sesjach. Nie rozstaje się z aparatem fotograficznym, co można obserwować na jego stronach madmassa.com krakowtumieszkam.pl

Plastik ma jednak w sobie coś, co przyciąga. Może nie wszystkich, ale jednak... Plastikowe damy przed dyskotekami, plastikowe ubiory owych dam, plastikowo wyglądające makijaże, plastikowe twarze, usta, lica i wszystko, co z tworzywem sztucznym kojarzy się bardziej niż z naturą. Świat próbuje być ekologiczny. Ograniczamy używanie plastiku i innych tworzyw, które zatruwają środowisko. Staramy się nie kupować reklamówek w sklepach, pić z butelek szklanych. Zwracamy uwagę na skład produktów, żeby wyeliminować wszystkie „E”. A jednocześnie część naszej populacji coraz bardziej upodabnia się do lalek. Co to znaczy zrobić dobry portret? Odpowiedzi może być bardzo wiele, bo każdy artysta próbuje uzyskać inny efekt. Generalnie jednak portrecista w założeniu wielu osób ma za zadanie pokazać, poza cechami fizycznymi, osobowość i „wnętrze” osoby portretowanej. Jak zatem sportretować osobę z twarzy podobną do lalki Barbie? Może sfotografować lalkę zamiast człowieka? Teoretycznie pomysł jest niezły, w praktyce jednak trudno będzie ustalić, kogo ta lalka reprezentuje. W końcu wiele z tych osób upodabnia się do siebie. Zatem, czy fotografując tę jedną lalkę, zrobimy portret zbiorowy ostrzykniętych kobiet z nadmuchanymi ustami lub mężczyzn bez mimiki twarzy? A może zmarszczki mimiczne to przeszłość i od teraz będzie-

10

my musieli przeczytać opis do zdjęcia, żeby zorientować się, kto na nim się znajduje? Jeanloup Sieff słynął w swoim czasie ze zdjęć pośladków. Mówiło się nawet wówczas, że nikt nie potrafi tak wyciągnąć osobowości na zdjęciach pupy, jak właśnie on. Czy gdyby wciąż żył, to dalej mógłby to robić? Przecież i pupy zaczęliśmy poprawiać. Odsysanie, dokładanie, poprawa kształtów. Idealne rysy. Z kolei kiedy Bruce Gilden wydał album FACE, przedstawiający portrety osób społecznie nieuznawanych za piękne, wielu powiedziało - obrzydliwe! Sam Gilden nie uchronił się od kłopotów, bo nie wszyscy poczuli się dobrze z jego portretami. Innymi słowy, żyjemy w świecie, w którym modne jest być idealnym. Trendy wskazywane są przez osoby znane z tego, że mają popularny profil na YouTube albo Instagramie. Nawet politycy, których wybiera naród, by go reprezentowali, zdają się zachowywać nie tak, jak mogłaby im podpowiadać dobra wola, raczej tak jak wskazał im prezes. Wszystko jest kalkulacją, zimnym cynizmem i sztuczną jednolitością. Kiedyś uniformizowały nas jeansy, teraz robią to operacje plastyczne, ostrzykiwania i miłościwie nam panujący prezes. Tym sposobem przenoszę się z powrotem na temat fotograficzny. Bo myślę sobie, że fotografia ma tutaj wiele do

powiedzenia. Bo zawsze próbowała światu uświadamiać jego problemy, pokazywać patologie, zło wojen, zakłamanie, wspomagać walkę o wolność, uświadamiać ludziom, jak wygląda świat poza horyzontem ich wzroku. Gdzie kończy się nasze wyobrażenie o kimś lub czymś, a zaczyna trudna prawda, z którą należy się zmierzyć. Fotografujmy więc ludzi, którzy, chcąc wyglądać młodziej, zaczynają wyglądać jak wszyscy pozostali, którzy chcieliby wyglądać młodziej. Pokazujmy ich zdjęcia, żeby kolejne pokolenia mogły widzieć, jak bardzo część z nas chciała walczyć z przemijaniem, a jednocześnie jak słabo im to wychodziło. Zróbmy portret pokolenia, żebyśmy zobaczyli nasze odbicie lustrzane. Z drugiej strony... Cały Instagram jest pełen dziubków z odbiciem w ekranie telefonu, pozostaje zatem przeczekać. Plastik nie tylko i nie zawsze jako materiał, ale często jako zjawisko, symbolizuje w moich oczach kicz i tandetę. Katastrofę ekologiczną mórz i oceanów, tanie części samochodowe, zaprojektowane, by się szybko psuły oraz przerażające ilości odpadów, których rozkład potrwa tysiąclecia. Poczekamy zatem trochę...


imprezy i otwarcia

CRACOW FASHION WEEK 2019

z d j . A K PA

Konkurs dyplomรณw Szkoล‚y Artystycznego Projektowania Ubioru SAPU w Centrum Kongresowym ICE Krakรณw

12


fo

felieton

ip Fil t.

z Łys

cze k

KSIĄŻEK JUŻ NIE TRZEBA PALIĆ NA STOSIE* Żyjemy w plastikowym świecie, dosłownie i w przenośni. O tym, jak dosłownie na to reagować, przeczytacie w wielu tekstach tego numeru Lounge. A ja napiszę o tym drugim, o mentalnym plastiku, który zalał nasze szare komórki i sprawia, że zaczynamy zachowywać się jak androidy.

RAFAŁ STANOWSKI Z-CA REDAKTORA NACZELNEGO Kultura jest czymś, co nierozerwalnie wiąże społeczeństwo. Dlatego nie można jej rozcinać na wysoką i niską, na sacrum i profanum, na art i pop. Wszystko łączy się w jeden kanał komunikacyjny, w którym przenikają się dźwięki Madonny i Karlheinza Stockhausena, malarstwo Leonarda Da Vinci i szablony Banksy’ego, kino Murnaua i wizualne eposy Petera Jacksona. Moda, design, grafika dopełniają przekaz nadawany przez dźwięk, obraz czy ruch. Wszystko płynie, a my jesteśmy głęboko zanurzeni w kulturalnym nurcie.

Niedawno Polskę obiegła informacja jak z filmu grozy, albo jeszcze gorzej, jak ze słynnej książki 451 Fahrenheita, Raya Bradbury’ego, gdzie formą kontroli społeczeństwa był zakaz czytania książek i palenie ich na stosie. Wizja pisarza, stworzona jeszcze w latach 50., w epoce globalnego napięcia i masowej inwigilacji, wydawałoby się odeszła już w niepamięć. Tymczasem wcale nie, nie potrzeba specjalnych służb, które niczym anty-strażacy, będą wpadać w kanistrami benzyny w poszukiwaniu ukrytych biblioteczek, by rozpalić kartki do tytułowej temperatury. Konsumpcyjne społeczeństwo posunęło się jeszcze dalej, do perfekcji doskonaląc metody inżynierii społecznej i ogłupiania homo sapiens. Biblioteka Narodowa przedstawiła niedawno wyniki badań czytelnictwa książek, nie gdzieś tam daleko, ale tu, u nas, nad Wisłą. Co się okazało? Tylko 37 procent respondentów zadeklarowało, że w ciągu roku przeczytało jedną (!) książkę. Nie łudźcie się, że reszta przeczytała dwie albo więcej, reszta nie sięgnęła wcale na półkę. I to nie dlatego, że zamiast drukowanej lektury wybrała surfowanie po pudelkach albo łykanie fake newsów na Facebooku. Aż 28 procent Polaków przyznało, że nie posiada ani jednej książki w swoim domu! Przypomniała mi się historia opowiadana przez mamę, jeszcze z czasów komuny, kiedy książka uchodziła za towar drogocenny, zwłaszcza jeśli pochodziła z drugiego obiegu albo przybyła długą drogę z Zachodu. Otóż pewien znajomy, zdaje się doktor czy profesor, znany był z tego, że idąc w gości

lubił sobie przywłaszczyć przy okazji jakąś książkę. Gospodarze pilnowali się więc, a raczej pilnowali jak oka swojej biblioteczki, by cenniejsze tomy nie wpadły w jego ręce (sprytny był podobno okrutnie i potrafił zawinąć tomik niczym dobry kieszonkowiec). Pożyczał bowiem na wieczne nieoddanie, strzegąc swoich zdobyczy niczym sroka błyszczącego klejnotu. Wyobrażam sobie dzisiaj tego doktora czy profesora, jak wchodzi do sąsiadów, ci rozsiadają się w kanapie przez taflą plazmowego ekranu, jak przyjmuje z ich rąk herbatkę, rozgląda się w lewo i prawo, przeciera oczy z niedowierzaniem, a tam kwiatki są, piloty są, gazetki nawet jakieś są, ale książek ani widu. Zwariowałby pewnie biedak i ze spazmami wylądował na kozetce u psychiatry. I jak tu nie docenić inicjatywy pań, które specjalizują się w wywoływaniu wpływu na innych. Siostry Bella i Gigi Hadid, których życie podglądają codziennie miliony ciekawskich, postanowiły niedawno, że będą się pokazywać nie z torebką, ale z książką w ręku. W gustowne dłonie influencerek trafili więc Stephen King i Albert Camus, oczywiście tacy w twardej oprawie. Nie do końca wiemy, czy przeczytały ich od deski do deski, nie mogąc oderwać wzroku od kartek, by wrzucić nowe story na Instagrama. Mimo wszystko trzeba dopatrywać się w tym jakiegoś pozytywnego symptomu, że oto nawet nawet ikony social mediów snobują się na czytelnictwo. Kupujcie więc książki i przynajmniej zróbcie jedno - postawcie je sobie na półce!

* Z ostatniej chwili: ok azało się, że w Polsce jednak pali się książki. I jak tu liczyć na wzrost czytelnictwa?!

14


Tokio stało się czymś więcej niż tylko kolejnym megalopolis globalnej wioski. To ikona popkultury, w której odbija się współczesny świat zawieszony między harówką pracy i szaleństwem lifestyle’u. Jeśli chcecie poznać tajniki tego miejsca pełnego sekretów niczym z filmu Między słowami, warto sięgnąć po Tokyo Lifestyle Book autorstwa Aleksandry Janiec (wyd. Znak). Eskapistyczny sen o podróży do Tokio coraz częściej możecie zrealizować na własną rękę, wykupując taniejące loty i apartamenty na Bookingu. Odkrywanie tej megalopolii jest jednak obarczone wieloma zakrętami, wśród których łatwo stracić właściwą drogę. Dlatego warto sięgnąć po przewodnik napisany przez Aleksandrę Janiec, która stolicę Japonii przetrawiła niczym dobrą porcję sushi. Autorka na co dzień mieszka tu i pracuje, działa w branży kreatywnej, a do tego pobyt w wyspiarskim mrowisku traktuje jako życiową pasję i pochłania wszystko, co się w nim ważnego wydarza. Ten subiektywny przewodnik zabiera nas w fascynującą podróż po zaułkach Tokio,

miasta zawieszonego między współczesnością i futuryzmem, w którym bogata tradycja spotyka się z ultranowoczesnymi technologiami. Autorka zagląda za parawany codzienności, by pokazywać to, co najważniejsze – mieszkających i działających tu ludzi. Dotykamy zatem kluczowych dla naszej cywilizacji tematów – mody, architektury, jedzenia, roślin, światopoglądu. Książka w ciekawy sposób oprowadza nas po japońskich zwyczajach, odświeżając wizerunek mieszkańca Kraju Kwitnącej Wiśni. Dzięki temu mamy szansę zrozumieć, dlaczego Japończycy – z naszego oczywiście punktu widzenia – są tak nieziemsko odkręceni.

Reporterska stylistyka nie przesłania tego, co w tego rodzaju książce wydaje się najważniejsze – mocno rozbudowano sferę przewodnikową, która pomoże nam w odbyciu fascynującej podróży po zaułkach Tokio. Co kilka stron znajdujemy wiele przydatnych informacji, dzięki którym odnajdziemy modne restauracje czy stylowe butiki. A jeśli chcemy wniknąć głębiej, pomogą nam w tym sekcje DIY, dzięki którym możemy nawet wyglądać jak tokijczyk z krwi i kości.

R A FA Ł S TA N O W S K I

recenzja

TOKYO LIFESTYLE BOOK


zapowiedzi

4.04 -30.06 USTKA, SŁUPSK

Tajemniczy majestat natury

Warto wybrać się nad morze, by doświadczyć ciekawej wystawy Pod soczystym zielonym mchem ktoś schował białe kości, której kuratorką jest Marta Kudelska (tak, możecie ją znać z naszych łamów). Natura zawiera w swoim obrazie pewien tajemniczy majestat, ale także opowieść o wiecznym trwaniu i przemijaniu, ostateczności i marzeniu o nieśmiertelności. Zaproszeni do wystawy artyści: Paweł Szeibel, Krzysztof Maniak, Wojciech Ireneusz Sobczyk, Jakub Woynarowski, Natalia Bażowska i Bianka Rolando kierują się w swojej twórczości wizją stanu wyjściowego – świata, gdzie było miejsce dla duchów i zjaw. Robią to w oparciu o archetypiczne figury wpisując je w krajobraz. Mogę być one czarne, lśniące, zbudowane z jednej materii, apokaliptyczne i piękne. Przywołują ciemność, nicość, pustkę – która jest

zawszę początkiem czegoś nowego. Bujne i nabrzmiałe i spęczniałe formy mogą być potencjalnie wszystkim. Wydaje się, że właśnie z tej ciemności narodził się zarówno człowiek, jak i nękające go zjawy. I jak w wizjach końca świata mrok zapanuję nad światem, ale zawsze tam będzie istnieć natura, w której nasz wzrok będzie wyczekiwać majaczących postaci. Wystawa Pod soczystym zielonym mchem ktoś schował białe kości odnosi się do dwóch paradygmatów obecnych w kulturze: z jednej strony nawiązuje do fascynacji tajemnicą i grozą, z drugiej czerpię pełnymi garściami z doświadczenia romantyzmu, które uczyniło przyrodę miejscem działania dzikich, nieokiełznanych i mrocznych sił, wymykających się woli i ludzkiemu rozumowi. Galeria Kameralna i Baszta Czarownic w Słupsku,

Natalia Bażowska, Odpoczynek, 2016

Centrum Aktywności Twórczej w Ustce

Taneczne szaleństwo W krakowskim Forum Wydarzeń odbędzie się taneczne szaleństwo - Red Bull BC One Camp Poland 2019. Czekają nas trzy dni warsztatów oraz bitew, których zwieńczeniem będą uznane na całym świecie zawody Red Bull BC One Cypher. Gośćmi tego wydarzenia będą uznani na całym świecie tancerze: Hong 10, Poe One, Bartazz, Greenteck, Martha i Temps, którzy oceniać będą zmagania polskich tancerzy. Piątka z nich poprowadzi również bezpłatne warsztaty. Już w piątek campowicze dostaną możliwość wzięcia udziału w warsztatach z Tempsem, który uznawany jest za jednego z ojców polskiej sceny Street Dance. Wiedza, styl i oryginalność to znaki rozpoznawcze tego artysty.

16

12-14.04 KRAKÓW

Sobota to już warsztatowy zawrót głowy! Od samego rana swoją wiedzą dzielić się będzie Hong 10 - legenda Red Bull BC One All Stars. Prosto z Kanady do Polski przyleci Greenteck, reprezentant Mighty Zulu Kingz i trzykrotny zwycięzca finałów jednej z największych imprez tanecznych na świecie - Juste Debout. Punktem kulminacyjnym tego tanecznego weekendu będzie Red Bull BC One Cypher Poland, czyli eliminacje do światowego finału najbardziej prestiżowych zawodów breakingowych. Zwycięzcy tej rywalizacji pojadą do Indii by walczyć z najlepszymi tancerzami z całego świata o miejsce w światowym finale. Forum Wydarzeń, Kraków


zapowiedzi

12-13.04 WARSZAWA

Wielka bitwa na głosy W warszawskiej Stodole czeka nas wielki pojedynek beatboxerów. Do klubu zawita po raz pierwszy słynna The Grand Beat Box Battle - wydarzenie, w którym spotykają się najlepsi artyści z całego świata. Impreza ściąga najlepszych międzynarodowych beatboxerów, a dzięki różnorodności, poszukiwaniu innowacji i jakości produkcji niezmiennie wyznacza nowe standardy w społeczności beatbox. Trzydniowy event składa się z 2 dni planowanych rozgrywek (pierwszy dzień – eliminacje, drugi dzień –pojedynki) z udziałem sędziów i artystów, które odbędą się w klubie Stodoła oraz pojedynku 7toSmoke, który odbędzie się w klubie Hydrozagadka. 7toSmoke

w przeciwieństwie do pierwszych dwóch dni GBBB, ma formułę otwartą na każdego, kto czuje się na siłach, aby mierzyć się z najlepszymi beatboxerami z całego świata. The Grand Beat Box Battle jest wydarzeniem dla wszystkich zainteresowanych sztuką i kulturą i jest niezwykłym doświadczeniem zarówno dla osób obeznanych z kulturą beatbox, jak i tych, którzy będą mieć z nią styczność po raz pierwszy. Wiek nie ma znaczenia – energia i atmosfera otwartości towarzysząca wydarzeniu udziela się wszystkim.

Stodoła, Hydrozagadka, Warszawa

25.04

KRAKÓW

Siła elektroniki W ramach projektu Boiler Room x Ballantine’s fani elektronicznego brzmienia będą mieli okazję doświadczyć siły muzyki powstałej z pasji i wierności swoim przekonaniom. Drugi przystanek na trasie koncertowej będzie gościł zarówno lokalnych jak i międzynarodowych artystów elektronicznej sceny muzycznej. Headlinerem wydarzenia będzie FJAAK – ceniony duet z Berlina, który, mimo młodego wieku artystów, stale powiększa rzeszę wiernych fanów, dzięki wyjątkowym, analogowym dźwiękom. Towarzyszyć im będzie szwedzki duet SHXCXCHCXSH, wyróżniający się elektronicznymi bitami oraz wyjątkowym łączeniem elementów muzyki elektronicznej,

techno oraz industrial. Do lineupu dołączył również światowej sławy holenderski DJ Martijn Deijkers, znany jako Martyn, wyróżniający się futurystycznymi utworami inspirowanymi dźwiękami Detroit oraz Chicago. Towarzyszyć mu będzie warszawski duet innowatorów muzyki dub, Private Press. Lokalną scenę muzyczną będzie reprezentowała DJ Olivia. To członkini Morskiego Oka, związana z klubem Szpitalna 1 oraz kolektywem We are Radar. Jej muzyka jest inspirowana fascynacją latami 80., industrialnym techno, elementami klasycznego syntezatora oraz wave. Bilety : www.truemusic.pl

17


wydarzenia 1.

Człowiek jest jedynym gatunkiem na Ziemi, który zapanował nad naturą. Przez tysiąclecia było to panowanie drapieżcy rozkoszującego się swoją siłą. Na szczęście u ludzi zaczęła wzrastać empatia w odniesieniu do przyrody: dostrzegli jej ból, wrażliwość i piękno. Mniej więcej sto lat temu pojawiła się refleksja, że istnienie człowieka ściśle zależy od stanu środowiska. Eksploatacja stopniowo przechodziła w poszukiwanie balansu. Ten powolny proces bardzo wiele o nas mówi. Nic więc dziwnego, że stał się również ważnym polem komentarzy artystycznych. Na wystawie „Natura w sztuce” w krakowskim MOCAK-u zobaczymy współczesne prace ponad 70 artystów z wielu krajów, wykonane w takich technikach, jak malarstwo, fotografia, wideo, obiekt i instalacja. Ekspozycja została podzielona na pięć części: piękno, ekologia, konfrontacja, materia i symbol. W pracach odnoszących się do piękna artyści utrwalają malownicze widoki, imitują procesy zachodzące w naturze, wywołują wrażenie obcowania z przyrodą oraz dają możliwość kontemplowania jej doskonałości. Ekologia to troska o stan środowiska naturalnego, działania na rzecz ochrony

18

przyrody, ale także apokaliptyczne wizje przyszłości, w której natura może zostać przez nas zniszczona. Konfrontacja obejmuje zderzenie – lub integrację – artysty z siłami przyrody, próbę stawienia jej czoła, porównania sił i włączenia jej w proces twórczy. Materia to wykorzystanie przez twórców elementów organicznych, tworzenie przedstawień, które skupiają się na dokładnym oddaniu struktury i ekspresji danej powierzchni. Symbol w przeważającej mierze odnosi się do wizerunków zwierzęcych, ilustrujących ludzkie postawy oraz cechy charakteru. Lounge jest patronem medialnym wystawy.

Kuratorzy: Delfina Jałowik, Maria Anna Potocka, Martyna Sobczyk Koordynator: Agnieszka Sachar Wernisaż: 25 kwietnia godz. 18 Czas trwania wystawy: 26 kwietnia – 29 września


wydarzenia 2.

4.

3.

1. Rafał Borcz, Olchy II, 2017, olej / płótno, 120 × 160 cm, Kolekcja MOCAK-u 2 . To m o h i r o H i g a s h i k a g e , S h i k a i : S i g h t H o u n d B - 0 0 2 , 2 0 1 1 , r z e ź b a , 1 5 × 4 2 × 2 1 c m , Kolekcja MOCAK-u, fot. z archiwum artysty 3. Willy Verginer, R ównowaga ek ologiczna¸ 2019, r zeźba, 90 × 90 × 35 cm, cour tesy W. Verginer 4 . Yo s h i h i r o S u d a , A z a l i a ( A z a l e a ) , 2 0 0 8 , o b i e k t , w y s . 1 2 , 5 c m , Ø 9 c m , K o l e k c j a M O C A K- u

19


rozmowa Jacqueline Bisset, Magic Lantern (1968)

20


LUDZIE NIE WIEDZĄ, KIM SĄ TAK NAPRAWDĘ

rozmowa

JACQUELINE BISSET:

JACQUELINE BISSET TO WIELOKROTNIE NAGRADZANA ZNAKOMITA BRYTYJSKA AKTORKA. W DRUGIEJ POŁOWIE LAT 70., PO ROLI W FILMIE GŁĘBIA, NEWSWEEK OKREŚLIŁ JĄ MIANEM „NAJPIĘKNIEJSZEJ AKTORKI W HISTORII”. BISSET MA DO TEGO DUŻY DYSTANS, NIE NAJLEPIEJ WSPOMINAJĄC TAMTEN PLAN. W SWOJEJ BOGATEJ KARIERZE WSPÓŁPRACOWAŁA Z TAKIMI KLASYKAMI, JAK JOHN HUSTON, FRANÇOIS TRUFFAUT CZY ROMAN POLAŃSKI. Z AKTORKĄ ROZMAWIA KUBA ARMATA.

Wcieliła się pani niedawno w jedną z ról w filmie Amira Naderiego, Magic Lantern. To rodzaj hołdu dla klasycznego kina, kręconego jeszcze na taśmie 35 milimetrów. Czuje pani nostalgię, sentyment do ery, która powoli niestety odchodzi w zapomnienie? - Czasy się zmieniają i musimy zdawać sobie z tego sprawę. Nie jestem chyba jakoś strasznie nostalgiczna, choć mam przyjaciół wśród reżyserów, którzy przywiązani są do tego dużo mocniej i wciąż starają się robić filmy w najbardziej klasyczny z możliwych sposobów. Ja chyba nie zwracam na to aż tak dużej uwagi. Tym, co mnie naprawdę martwi, jest fakt postępującej dezintegracji filmu. Co ma pani na myśli? - Wydaje mi się, że dzisiaj zupełnie inaczej je oglądamy niż kiedyś. Nie ma w tym wszystkim już atmosfery święta, być może zbyt duża jest konkurencja. Bardzo bym chciała, żeby kolejne pokolenia poznawały te wspaniałe produkcje, które kiedyś mnie samą inspirowały. Widzę jednak, że nie ma aż takiego zainteresowania i sama zastanawiam się dlaczego. To chyba kwestia generacyjna. Zarówno ja, jak i moje pokolenie było dużo bardziej otwarte na nowe rzeczy, chłonęliśmy je, byliśmy wszystkim żywo zainteresowani. Dzisiaj mam wrażenie, że ludzie nawet za bardzo nie wiedzą, kim tak naprawdę są. Może nawet nie mają czasu się zastanowić nad tym, a to przecież kluczowe pytanie dla każdego z nas. Z czego, pani zdaniem, to wynika? - Po prostu zmieniły się priorytety, hierarchia wartości. Rozleniwiliśmy się trochę. Mamy maszyny, które za nas pracują, nowe technologie, którym poświęcamy mnóstwo naszego czasu. To przykre zjawisko, ale

niestety tak właśnie jest. Mam wrażenie, że ludzie byliby dużo bogatsi, gdyby w ogóle dali sobie szansę zobaczenia tego, co jest dookoła nich. By przekonali się, że nie wszystko jest czarno-białe, a mamy dzisiaj tendencję do takiego kategoryzowania świata. Życie obecnie niesłychanie pędzi. Zewsząd bombardowani jesteśmy różnymi bodźcami i nie zawsze wiemy, jak na nie reagować. Wszystko jest coraz szybsze, niełatwo się w tym odnaleźć. A nawet jeśli, to i nasze życie relacjonujemy głównie w social mediach… - Których nie jestem fanką. Zdarza mi się oczywiście czasem z nich korzystać, ale używam je stricte do celów zawodowych. To nie jest po prostu moja forma komunikacji. Mam świadomość, że to jest komplementarny, choć zupełnie inny świat. Ale po prostu nie mój, co więcej, nie chcę, żeby nim był. W ogóle mi tego nie brakuje. Oczywiście używam komputera, mam też iPada, ale nie mam już na przykład smartfona, tylko jakiś stary, rozklekotany telefon. Nie chciałabym całego czasu spędzać z głową wetkniętą w smartfona. Niesamowite jest to, że ludzie, zamiast ze sobą rozmawiać, rozgrywają życie przed ekranem telefonu. Nie chcę tego robić, choć często słyszę głosy, że wiele przez to tracę. Sprawdzam swój komputer rano, po południu i to mi w zupełności wystarcza. Choć muszę przyznać, że podczas długiej podróży iPad potrafi być całkiem przyjemnym kompanem (śmiech). Mówimy o nowych technologiach, a czym dla pani jest dzisiaj wizyta w kinie? - Wciąż to uwielbiam, bo za każdym razem to rodzaj nowego doświadczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że lubię też

czasem usiąść w domu, poczuć się komfortowo, totalnie na luzie i oglądnąć film na ekranie telewizora. Jestem członkinią Amerykańskiej Akademii Filmowej, każdego roku dostaję zatem mnóstwo filmów do zobaczenia, by móc później zagłosować na Oscary. To ciężka, ale bardzo przyjemna praca. Kiedy mam wybór, zawszę wolę oglądać w kinie, ale jak sam widzisz, nie zawsze jest taka możliwość. Pamięta pani swoją pierwszą wizytę kinie? - Oczywiście, takich rzeczy się nie zapomina. Miałam wtedy osiem albo dziewięć lat i zrobiło to na mnie naprawdę duże wrażenie. Nie chodziłam jednak często do kina. Dopiero kiedy miałam 14-15 lat, zaczęłam oglądać angielskie filmy, a później, gdy chodziłam do szkoły w Londynie, zakochałam się bez pamięci w kinie francuskim i włoskim. Często uciekałam ze szkoły, po to by móc pójść na seans. To było dla mnie w tamtym czasie niesamowite odkrycie. Dużo mi powiedziały także o życiu. Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydowała pani, że chce zostać aktorką? - Zawsze byłam bardzo zainteresowana tańcem i początkowo z tym wiązałam swoją przyszłość. Uwielbiałam balet, muzykę, stanowiło to moją obsesję. Kiedy zaczęłam oglądać filmy, w ogóle nie wyobrażałam sobie, że mogłabym się tym kiedykolwiek zająć. Pomogła mi w tym trochę nauczycielka łaciny ze szkoły. To była jedna z najmądrzejszych kobiet, jakie spotkałam, mówiła chyba w dziesięciu językach. Robiło to niesamowite wrażenie i chodziłam do szkoły głównie na te lekcje. Zadawałam jej mnóstwo pytań i któregoś dnia powiedziała mi, że jestem taką paplą. że powinna

21


rozmowa Jacqueline Bisset i Steve McQueen, Bullitt (1968)

STEVE MCQUEEN BYŁ BARDZO AMERYKAŃSKI, A JA RACZEJ BRYTYJSKA. PRAWDĘ MÓWIĄC, ZA BARDZO NIE ROZUMIAŁAM, CO ON DO MNIE W OGÓLE MÓWIŁ.

22

spróbować sił jako aktorka (śmiech). Kilka lat później opowiedziałam tę historię Romanowi Polańskiemu podczas wspólnego obiadu. Stwierdził, że w jego ocenie raczej jestem introwertyczką i też za taką się miałam. Stopniowo jednak zaczynałam o tym myśleć. Początkowo rzeczywiście się wstydziłam, ale z czasem coraz bardziej zaczęłam się ośmielać. Co ciekawe, fascynowały mnie głównie nie angielskie, a francuskie aktorki - Jeanne Moreau czy Monica Vitti. Jak z pani punktu widzenia wyglądała znajomość z Polańskim? - Pierwszy raz spotkaliśmy się na wspomnianym obiedzie, który wyprawiony był na osiem osób. I akurat zdarzyło się tak, że siedziałam koło Polańskiego. Niedługo później organizowany był casting do jego filmu, Matnia. Postanowiłam wziąć w nim udział, ale w pewnym momencie powiedziano mi, że nie dostałam roli. Później jednak okazało się, że było inaczej. Oglądałam wcześniej etiudę szkolną Polańskiego, Dwaj ludzie z szafą oraz Wstręt. Ten plan to nie było dla mnie łatwe doświadczenie, zwłaszcza że miejsce, gdzie kręciliśmy, sprawiało wrażenie dość przerażającego. Pamiętam, że wszystko to robiło na mnie wrażenie

wyizolowania. Jednocześnie było w tym coś strasznie pociągającego. Polański był pewny siebie, miał świadomość, co chce osiągnąć, ale zasadzało się to na dużej wiedzy, jaką posiadał. To nie jest łatwy reżyser, ale umie do siebie przekonać. Współpracowała pani też z Peterem Yatesem i Steve’em McQueenem przy Bullicie, jednym z moich ulubionych filmów, gdzie zresztą jest chyba najsłynniejsza scena pościgu samochodowego w historii kina. - To też nie było łatwe, bo Steve był bardzo amerykański, a ja raczej brytyjska. Prawdę mówiąc, za bardzo nie rozumiałam, co on do mnie w ogóle mówił (śmiech). Pamiętam, że był bardzo energiczny, ale jednocześnie mocno zestresowany, bo to był jeden z pierwszych filmów realizowany przez jego firmę produkcyjną. Nie czułam się jeszcze wtedy też zbyt pewnie w Stanach Zjednoczonych, także nie do końca wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. To był jeden z dziwniejszych planów, na jakich byłam, ale może przez to tak dobrze go pamiętam. R o z m a w i a ł K U B A A R M ATA


film

FILMOWE STRZAŁY KUBY ARMATY VOX LUX reż. Brady Corbet USA 2018, 110’

ŻNIWA

zdj. mat. prasowe

reż. Etienne Kallos F r a n c j a / G r e c j a / P o l s k a / R PA 2018, 102’ Niepozorny debiut z Republiki Południowej Afryki rozkręca się scena po scenie. Choć Etienne Kallos przenosi nas w bardzo konkretne miejsce, jakim jest Wolne Państwo, czyli odcięty od reszty kraju bastion mniejszości etnicznej białych Afrykanerów, mówi o tematach uniwersalnych. W końcu rywalizacja o dominację, potrzeba ustalenia hierarchii, kwestie związane z męskością czy tolerancją aktualne są pod każdą długością i szerokością geograficzną. W Żniwach poznajemy te zagadnienia przez pryzmat wrażliwego chłopaka, imieniem Janno. Wyraźnie nie pasuje on do konserwatywnej, ultrareligijnej lokalnej społeczności. Sytuacja młodego bohatera komplikuje się dodatkowo z chwilą, gdy jego matka przyprowadza do domu osieroconego chłopaka, chcąc zapewnić mu opiekę i dach nad głową. Napięcie pomiędzy Janno a doświadczonym przez życie Pieterem wzrasta z każdą chwilą. Kallos, za sprawą kamery Michała Englerta (film jest polską koprodukcją), obserwuje swoich bohaterów z zaciekawieniem, ale i narastającym napięciem. To taki film, gdzie podskórnie czuć, że zaraz coś się wydarzy. W tej niespiesznie prowadzonej opowieści inicjacyjnej reżyser umiejętnie odsłania kolejne karty i balansuje pomiędzy kolejnymi emocjami. Premiera: 12 kwietnia Ocena: ���� 24

Brady Corbet to jeden z tych twórców, który nie bawi się w półśrodki. Ceniony amerykański aktor, mający na swoim koncie współpracę z Larsem von Trierem czy Michaelem Haneke, od pewnego czasu zapragnął być także reżyserem. Śmiało można zaryzykować tezę, że od swoich mistrzów przejął bezkompromisowość, niechęć do chodzenia na artystyczne kompromisy, ale i nieco rozbuchane ego. Widać to było w debiutanckim „Dzieciństwie wodza”, widać i w nowym filmie Corbeta „Vox Lux”. Opowieści o cenie sławy, mierzeniu się z demonami przeszłości, bezlitosnym świecie popkultury… I tak pewnie tematy, jakie stara się podjąć ta produkcja, można by jeszcze przez pewien czas wymieniać. Zresztą sformułowanie „stara się” jest tutaj kluczowe, bo nie zawsze się to udaje, w efekcie po raz kolejny okazuje się, że co za dużo, to niezdrowo. Corbet sili się na arcydzieło, a wychodzi mu w najlepszym wypadku film niezły. I to raczej za sprawą świadomości w sposobie doboru środków filmowego wyrazu – zdjęć, muzyki, dobrych ról Natalie Portman i Stacy Martin - aniżeli tego, o czym chce opowiedzieć. Choć biorąc pod uwagę, że Brady Corbet ma dopiero trzydzieści lat, i tak jest to dość imponujące. Premiera: 26 kwietnia Ocena: �����

mat. prasowe m2films


mat. prasowe Gutek Film

SCHYŁEK DNIA reż. László Nemes Węgr y 2018, 144’ Często się mówi, że prawdziwym testem dla reżysera wcale nie jest udany debiut, a dopiero drugi film. Ma on być papierkiem lakmusowym talentu, autorskiej wizji i warsztatowej sprawności twórcy. Trudno sobie wyobrazić większe wyzwanie niż poprzeczka, jaką do pokonania miał młody węgierski reżyser László Nemes. Przed czterema laty nakręcił jeden z najlepszych debiutów ostatnich lat „Syna Szawła”, za który odebrał wiele nagród na całym świecie, z BAFTĄ, Złotym Globem i Oscarem na czele. Z wchodzącym właśnie na nasze ekrany „Schyłkiem dnia” łączyły się zatem nie tylko spore oczekiwania, ale i solidna presja. Może nie do końca udźwignięta, bo jednak nie jest to tak dobry film jak poprzedni, co nie zmienia faktu, że Nemes jest twórcą odważnym i wypracowującym swój własny, autorski styl. Rozgrywający się u progu XX wieku w Budapeszcie film intryguje swoją nieoczywistą konstrukcją. Pełen jest kontrastów, mylenia tropów, ślepych uliczek, w czym chwilami być może gubi się sam reżyser. Opowieść o poszukiwaniu tożsamości na tle społecznej rewolty jest nierówna. Chwilami wciąga, kiedy indziej nuży (film trwa blisko 150 minut!). Na pewno imponuje od strony formalnej, zwłaszcza w kontekście zdjęć Mátyása Erdélyego. I choć pozostawia wrażenie lekkiego niedosytu, jest potwierdzeniem, że Nemes to jeden z najciekawszych młodych głosów w europejskim kinie.

Premiera: 5 kwietnia Ocena: �����

Kupon rabatowy

10% na każdy masaż relaksacyjny z oferty Spa

Niebieski Art Hotel Krakow-Salwator ul.Flisacka 3 tel.12 297 40 04 www.vanillaspa.pl biurospa@vanillaspa.pl


legenda

KSIĘŻYC WCIĄGA KOKAINĘ

HISTORIA STUDIA 54

Rys. Marta Zbańska 26


NARODZINY LEGENDY Kiedy dwóch przyjaciół – Steve Rubell i Ian Schleger wraz z cichym wspólnikiem postanowili w 1977 otworzyć w Nowym Jorku klub, zadbali przede wszystkim o odpowiednią reklamę. Rubell wraz ze znaną promotorką imprez klubowych, Carmen d’Alessio, spotykali się z członkami nowojorskiej śmietanki towarzyskiej i wspominali, że wkrótce otworzy się w mieście nowe, ekskluzywne miejsce idealne dla nich. A gwiazdy przekazywały wieść dalej. To, co można byłoby nazwać swoistym influencer marketingiem sprzed ery social media, przyniosło oczekiwane rezultaty. Studio 54 jeszcze przed otwarciem było na ustach wszystkich, krążyły o nim legendy. W dniu pierwszej imprezy o północy tłum przed wejściem był tak wielki, że uniemożliwiał otworzenie drzwi. Szczęśliwcy, którym udało się wejść do środka mieli szansę bawić się z takimi osobistościami jak Mick Jagger, Cary Grant, Dustin Hoffman, Calvin Klein, Al Pacino czy Liza Minelli. W rytm disco z winylowych płyt tańczyły m.in. Bianca Jagger i Cher. A z sufitu wszystkiemu przyglądał się zaprojektowany przez firmę Aerographics, autorów wystroju wnętrz Studia 54, wielki półksiężyc z ludzką twarzą, wciągający kokainę ze srebrnej łyżeczki.

SEKS, NARKOTYKI I SŁAWA Wnętrze klubu, powstałego na miejscu studia CBS, było architektoniczną krainą czarów, w której za każdym rogiem kryła się tajemnica. Niezliczone tajne komnaty i zakamarki, przypominające Orient Express, były wciśnięte między zdające się ciągnąć bez końca antresole, balkony i korytarze. Taka sceneria, w połączeniu z lejącym się strumieniami alkoholem i roznoszoną na srebrnych tacach kokainą, stwarzała idealne warunki do orgii.

Jedno z pomieszczeń, tzw. Rubber Room, miał ściany pokryte zmywalną gumą – tak, aby można było bez trudu z nich zmyć ślady nocnych igraszek. Specyfika Studia 54 polegała również na tym, że stojący przy wejściu selekcjonerzy wpuszczali tak gwiazdy, jak zwykłych ludzi. Zasady ich działania nie były do końca jasne – wstępu odmówiono ponoć kiedyś samemu Frankowi Sinatrze. Sława nie była więc w tym przypadku żadnym atutem i dosłownie każdy mógł dostąpić zaszczytu bawienia się obok Salvadora Dalego i Andy’ego Warhola. Ten ostatni zaś mawiał, że w Studio bywał tak często, że stało się jego biurem. Klub stał się zresztą przeniesieniem idei Warhola, wedle której każdy mógł być sławny przez 15 minut. Dzięki demokratycznym zasadom w kwestii wpuszczanych do niego osób, stał się istną wylęgarnią talentów – to właśnie tam pierwsze kroki stawiała m.in. Grace Jones. W Studio nie tylko spotykali się znani i nieznani. Był on też miejscem niezwykle tolerancyjnym, otwartym na wszelkie odcienie orientacji seksualnych. Stałym bywalcem był m.in. homoseksualny pisarz Truman Capote, który zwykle siedział na jednej z sof i obserwował harce innych. Anthony Hayden-Guest, autor książki: The Last Party: Studio 54, Disco, and the Culture of the Night, pisze, że klub był miejscem, gdzie przychodzono głównie po to, by obserwować i być obserwowanym. A może wypatrzonym przez „odpowiednich” ludzi i wkrótce stać się sławnym? Koniec końców, mogłeś liczyć na pakiet - seks, narkotyki i sława – opisuje Hayden-Guest. I choć Studio 54 było też miejscem ze świetną muzyką, gdzie grały gwiazdy jak Donna Summer, Moby, Madonna, James Brown i wielu innych, przeszło do historii przed wszystkim dzięki hedonistycznym imprezom. Takim, jak słynne 27. urodziny Bianki Jagger, żony gwiazdy The Rolling Stones. Ubrana w czerwoną suknię solenizantka wjechała

legenda

Epicentrum hedonizmu lat 70. Nowojorska świątynia dekadencji i zepsucia. Huczne imprezy, które się tam odbywały, były uosobieniem swobód obyczajowych, rozwiązłości i symbolem nieskrępowanego korzystania z używek. Nie było na świecie drugiego takiego klubu, który przyciągał największe nazwiska ze świata sztuki, filmu czy polityki. Poznajcie historię słynnego Studia 54.

na imprezę do Studia na białym koniu, prowadzonym przez kompletnie nagiego mężczyznę o posągowej urodzie.

SODOMA I GOMORA ERY NOWOŻYTNEJ Ogromna popularność Studia 54 przełożyła się na ogromne zarobki jego właścicieli. W grudniu 1978 Steve Rubell chwalił się w wywiadach, że Studio 54 zarobiło w pierwszym roku 7 mln dolarów. Z niekrytą nonszalancją dodał, że więcej pieniędzy w Nowym Jorku zarabiała w tamtym czasie tylko mafia. Ale po zaledwie niecałych trzech latach od otwarcia okazało się, że żadna, nawet najlepsza impreza nie może trwać wiecznie. Początkiem końca klubu w oryginalnej formie była wizyta agentów federalnych w grudniu 1979 roku, którzy znaleźli wewnątrz ukryte setki tysięcy brudnych pieniędzy. Mimo kłopotów, sylwestrowa impreza roku 1979 jak zwykle okazała się sukcesem, jeszcze w styczniu Giorgio Armani wyprawił tam swoje urodziny. Kilka miesięcy później właściciele lokalu - Steve Rubell i Ian Schrager zostali skazani na więzienie, w związku z oszustwami podatkowymi. Oficjalnie klub zamknął swe podwoje w marcu 1980. Jak głosi legenda, ostatniego drinka wypił Sylvester Stallone. Jednak kiedy w 1981 właściciele wyszli z więzienia, Studio 54 ponownie otwarto. Klub działał jeszcze przez 5 lat, ale nie zdołał odzyskać dawnej świetności. Mimo to, dzięki hulaszczym zabawom Studio 54 zapracowało na tak złą sławę, że gdy ostatecznie zamykano je w marcu 1986 roku, media pisały: To koniec Sodomy i Gomory ery nowożytnej. Historię tego niezwykłego miejsca przybliżył po latach od jego zamknięcia, w 2018 reżyser Matt Tyrnauer, w swoim filmie dokumentalnym, Studio 54. N ATA L I A J E Z I O R E K

27


wydarzenia zdjęcia: wystawcy Wzorów

Fusku Ceramik a

HS studio

Kużnia skłay

Betoniczki

lambodesign

Vaczor

Zbiór

Muucho

Moja butelka

WZORY NA WIOSNĘ Przed nami kolejna wiosenna edycja Targów Dizajnu WZORY, prezentująca najciekawsze, najnowsze polskie wzornictwo ponad 160 wystawców. Tegoroczne „Wzory na wiosnę” odbędą się w ostatni weekend kwietnia, 27-28 kwietnia w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich w Warszawie. Czekają nas dwa dni spotkań młodych projektantów i marek z publicznością. Dla odwiedzających będzie to szansa zdobycia niepowtarzalnych produktów sztuki użytkowej - mebli, ceramiki, grafiki, tekstyliów, oświetlenia. Miłośnicy flory jak zwykle znajdą tu coś dla siebie – rośliny na balkon i do mini ogródków, leśne kompozycje w szkle i kwiaty na stół. Nie zabraknie też stoisk z perłami vintage. Wzory to także liczne wydarzenia towarzyszące – warsztaty, koncerty, panele dyskusyjne. Tym razem dwa motywy przewodnie Targów to kobiecość i zieleń.

28

Sobotnie Wzory są kobietą, obejmą cykl warsztatów i spotkań poświęconych zdrowiu, urodzie, poszukiwaniu ścieżek zawodowych i osobistej pełni, prowadzonych przez wyjątkowe kobiety i przeznaczone głównie dla kobiet. Niedzielna Roślinna wymiana zaś, to spotkania miłośników roślin w strefie warsztatowej na II piętrze. Będzie można przynieść rośliny, które chcemy lub musimy oddać w dobre ręce, a także znaleźć i przygarnąć swoją wymarzoną roślinę i zasięgnąć fachowych porad dla ogrodników amatorów.

W niedzielę przewidziano też atrakcje dla dzieci: koncert zespołu Dalbergia Duo i warsztaty muzyczne, rozwijające wyobraźnię i zapoznające z niezwykłym instrumentem, jakim jest marimba. Wstęp na Targi i wszystkie wydarzenia jest bezpłatny. 27-28 kwietnia D o m To w a r o w y Bracia Jabłkowscy ul. Brack a 25, Warszawa godziny wydarzenia 11-19


artysta

PRZYSZŁOŚĆ JEST ILUZJĄ Nowa seria obrazów Simeona Genewa przenosi nas w inny wymiar czasoprzestrzeni. Przecinają ją smukłe kształty statków kosmicznych oraz konglomeraty futurystycznych miast, w których żywy pierwiastek został zastąpiony przez automaty.

Belters having fun [120x40cm]

Galactic shipping [90x30cm]

Simeon podąża tropem motywów znanych z literatury i kina science fiction. Widać, że malowanie promów międzyplanetarnych, megalopolis czy sztucznej inteligencji sprawia mu niezwykłą radość. Jeśli lubicie cyberpunkowe klimaty niczym z Neuromancera, poczujecie się tutaj jak w swoim systemie.

Artysta ucieka jednak od sztampowych ilustracji, które wypełniają okładki książek i płyt. W futurystycznych klimatach poszukuje czegoś więcej, co sprawia, że prace zapadają w pamięć. Przenika je humanistyczna refleksja nad przyszłością cywilizacji i aura tajemniczości. W tym kontekście Genew dotyka klimatów surrealnych czy

wręcz hipnotycznych, odwołując się do takich mistrzów, jak Salvador Dali czy Moebius. Pędzące po niebie statki zostały skontrastowane z tłem, które wcale nie przypomina mrocznego kosmosu, a wręcz przeciwnie, jest utrzymane w jaskrawych, pastelowych barwach, niczym w psychodelicznej wizji. Tak jakby autor chciał do nas

29


artysta Artefacts [30x30cm]

Future racing [120x40cm]

mrugnąć, wziąć swoją twórczość w nawias, mówiąc za Philipem K. Dickiem, że realność w każdej chwili może okazać się iluzją. Nie dostrzeżecie tu również nas, ludzi, zostaliśmy wyparci, uciekliśmy gdzieś daleko, a może już nas wcale nie ma? Tak jakby ewolucja wyskoczyła z dotychczasowych

30

torów, dając pierwszeństwo życiu, które zostało sztucznie stworzone. Prace prezentowane były niedawno w ramach wystawy „Raporty z Pasa Kuipera” w Artetece Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie.

Więcej prac Simeona Genewa odkryjecie na stronie: flick r.com/photos/simeon-genew

R A FA Ł S TA N O W S K I


artysta Emerging [70x70cm]

Urban future 1 [30x60cm]

The Conquest [120x40cm]

We Come In Peace [120x40cm]

Untitled [60x60cm]

31


eco life

JAK OGRANICZYĆ ZUŻYCIE PLASTIKU? Wszechobecny plastik jest w naszym życiu każdego dnia. Coraz więcej mówi się o tym jak dużym jest zagrożeniem dla naszej planety, szczególnie dla mórz i oceanów.

DARIA ROGOWSKA EKOCENTRYCZKA.PL

W oceanach pływa już 150 milionów ton tworzyw sztucznych. To przerażające! Każdego roku 8 miliardów plastikowych butelek trafia do oceanów, każda potrzebuje 400 lat żeby się rozłożyć. W wielu codziennych sytuacjach możemy zrezygnować z plastiku okazując szacunek naszej planecie. Co warto zrobić? Świadome życie wymaga ciągłych zmian. Małe zmiany mogą nie dawać spektakularnych efektów, ale chcąc coś zmienić musimy zacząć od siebie. Propagowanie życia bez śmieci to nowy mikrotrend, który warto wspierać. Staraj się wprowadzić kilka prostych zmian do codziennego życia. 1. ZABIERAJ ZE SOBĄ TORBĘ WIELOKROTNEGO UŻYTKU To jedna z rzeczy, które zawsze staram się mieć przy sobie. Mam kilka, mniejsze i większe torby. Trzymam je w widocznym miejscu, a także w plecaku i w torebce. Dzięki temu nie zapominam o niej kiedy idę do sklepu. Zdarzyło mi się już zrezygnować z zakupów, kiedy nie miałam przy sobie torby. 2. NIE KUPUJ WODY W PLASTIKOWYCH BUTELKACH Wodę można pić bezpłatnie prosto z kranu! Noś butelkę wielokrotnego użytku i przekonaj się do wody z kranu, w większości miast woda z kranu jest zdatna do picia bez dodatkowego filtrowania. Jeśli chcesz, możesz kupić dodatkowo dzbanek lub butelkę z filtrem. Plastikowe butelki to jeden z najbardziej powszechnych śmieci. To też spora oszczędność. Poza tym lepiej jest pić wodę w ładnej butelce wielokrotnego użytku niż plastikowej PET. 3. BEZ SŁOMKI PROSZĘ! Zamawiaj napoje zawsze bez słomki. Jeśli lubisz pić przez słomkę kup taką wielokrot-

32

nego użytku. Do wyboru są słomki szklane, bambusowe, ze stali nierdzewnej. Codziennie w Polsce wyrzuca się 3 miliony plastikowych słomek, to zupełnie bezsensowne śmieci. Nie warto się do tego dokładać. 4. JAK NAJMNIEJ TWORZYW SZTUCZNYCH Ta zasada jest łatwa w teorii, trochę trudniejsza na co dzień. Jednak można małymi krokami wprowadzać coraz więcej dobrych zasad w życie. Można kupować wiele produktów luzem i pakować je do własnych opakowań. Lepiej kupować warzywa bez zbędnych opakowań. Na planowane zakupy nosić swoje słoiki czy pojemniki. Z doświadczenia wiem, że nie pakowane strączki, kasze czy orzechy są często sporo tańsze. 5. SEGREGUJ ODPADY To niby oczywiste, ale ciągle nie każdy sortuje śmieci. Kiedy 100% wszystkich surowców będzie trafiało do odpowiednich pojemników, góra śmieci będzie znacznie mniejsza. Zero waste, to filozofia, którą często określa się jako 5R: refuse (odmawiaj), reduce (redukuj), reuse (użyj ponownie), recycle (przetwarzaj), rot (kompostuj). To prowadzi do nie kupowania zbędnych produktów, generowania mniejszej ilości śmieci, ograniczenia zbędnych przedmiotów, kupowania produktów wielokrotnego użytku, przerabiania i zmienia przeznaczenie różnych rzeczy. To szerokie spektrum działań, które można wdrażać w wielu aspektach życia. To styl życia. Życie w 100% zero waste może wydawać się mocno ograniczające, nie trzeba od razu wprowadzać wielkich zmian. Warto robić małe kroki i zastanowić się nad konsumpcją na każdym możliwym polu.


moto

DS 7 CROSSBACK POZORY MOGĄ MYLIĆ

Słysząc o powstaniu nowej marki premium, a następnie oglądając model produkcyjny, często ulegamy przeświadczeniu, że to kolejne sztuczne i plastikowe wzbudzanie zainteresowania masowego klienta i niekoniecznie udana próba zaistnienia na motoryzacyjnym rynku. Poznając bliżej model DS 7 Crossback dostrzegłam, że tym razem jest inaczej.

34


moto Zacznijmy od historii. Jest ona ukryta w samej nazwie marki i przywołuje najsłynniejszego Citroëna - pokazany w 1955 roku niezwykle nowatorski i udany model DS. Tak się składa, że w latach 50. ubiegłego wieku trwała modowa rewolucja francuska zapoczątkowana przez Christiana Diora i nazwana później New Look. Tym samym przymiotem można również obdarzyć wspomnianego DS-a. O ile Dior wykreował kobiecą sylwetkę z mocno podkreśloną talią, wąskimi ramionami i wyeksponowanym biustem, o tyle Citroën „ukrył” w opływowym nadwoziu wcześniej eksponowaną chłodnicę i wystające błotniki. Wracając do współczesności: dzisiejsze kreacje modowe nie mają już tak zdecydowanego charakteru – mieszają się wciąż różne style i tendencje. Wydawać się wręcz może,

35


moto że większy porządek wśród trendów panuje w motoryzacji. Na pierwszy plan wysuwają się tu bowiem od kilku lat podwyższone nadwozia określane mianem SUV. I kto chce być modny, musi tak „ubrać” swój produkt. DS 7 Crossback jest właśnie takim modnisiem, i to w najlepszym rozumieniu tego słowa. Elegancja nadwozia wyrażona została połyskującym sześciokątnym grillem i ruchomymi reflektorami ACTIVE LED VISION witającymi kierowcę (i pasażerów) obrotowym ruchem. Lekkie przetłoczenia boczne oraz opływowa tylna partia ze światłami wykorzystującymi technologię 3D Full LED, tworzącymi wzór trójwymiarowej siatki, uzupełniają to doznanie. Styl i dbałość o poszczególne detale auta osiągają swoje apogeum we wnętrzu. Różnorodność, jakość i faktura zastosowanych w nim materiałów robią doskonałe wrażenie. Odkrywcze rozwiązanie wnosi umieszczony pośrodku tablicy wskaźników przycisk uruchamiania silnika jarzący się podświetlanym znakiem firmowym DS. Dotknięcie go nie tylko startuje silnik, ale również budzi do życia wstający na jego komendę dizajnerski czasomierz. Grafika i oświetlenie konfigurowanych w kilku formatach zegarów wirtualnej ta-

36

blicy wskaźników łączy styl historycznego, wspomnianego wcześniej Citroena DS z możliwościami współczesnej elektroniki. Prawdziwie francuskie wyrafinowanie i elegancja. Nie ma tu miejsca na plastik. Jazda wzmacnia to przekonanie. Płynna praca ośmiobiegowego automatu przenoszącego moc z turbodoładowanego silnika na przednie koła (dawną specjalność Citroena) daje odczucie komfortu. Dba o to szczególnie zaawansowany system adaptacyjnych amortyzatorów połączonych z kamerą skanującą drogę przed samochodem i przygotowującą w ten sposób zawieszenie do właściwej reakcji na zły stan nawierzchni. To też swoiste odwołanie do dawnego, niedościgłego poziomu komfortu ubiegłowiecznego DS-a, bogini („déesse” z francuskiego), jak zaczęli nazywać ten samochód jego rodacy. Współczesny DS 7 Crossback też tworzy swoją historię. Uświadomiłam to sobie w czasie nocnej podróży w towarzystwie skutecznego tempomatu adaptacyjnego i niezwykle przydatnego noktowizora. Czułam delikatny masaż pochodzący z oparcia fotela i widziałam wokół siebie nastrojowe światło wnętrza mieszające się z blaskiem

księżyca wpadającym przez rozległe panoramiczne okno dachowe. Naturalna, motoryzacyjna przyjemność.

LUIZA DOROSZ heelsonwheels.pl *** Foto: M ichał Ścigniejew Make up: Jessica Gemska Włosy: Iwona Kaim Sukienka: Angelina Chruścińska Buty: Baldowski


imprezy i otwarcia zdj. Michał Massa Mąsior

WERNISAŻ WYSTAWY MICHAŁA MASSY MĄSIORA „ANTYPORTRETY” 15.03.2019 MAG GALLERY, KRAKÓW

38


felieton

S TYL IST K A O D MINIMALIZMU I EKOLOGICZNEGO Ż YCIA Nowe trendy zazwyczaj mają w sobie to, że przyczyniają się do powstawania nowych zawodów i specjalizacji. Od kiedy moda stała się jedną z najważniejszych dziedzin życia codziennego, zawód stylisty personalnego wyrósł spod ziemi szybciej, niż przysłowiowe grzybki po deszczu. Nagle okazało się, że ani kobiety, ani mężczyźni nie potrafią sami skompletować sobie szafy. Nie wiedzą, w czym dobrze wyglądają i co powinno się znaleźć w ich garderobie.

MALWA WAWRZYNEK

Często zastanawiam się, ile jest prawdziwej nieporadności w tej niewiedzy, a ile zwykłej wygody. Ostateczny powód jest jednak nieistotny, bo liczy się to, że zawód stylisty prosperuje coraz lepiej. Pojawiają się nawet jego nowe odmiany, ukryte pod tajemniczą nazwy „psychologa mody”. Kto to taki? To osoba, która dopasuje Twoje ubranie nie tylko do sylwetki, ale też do Twojego zwodu, do osobowości, do kolorystyki i do każdego innego aspektu, który wysyła sygnał o tym, jaką osobą jesteś. Jednym słowem psycholog mody pomaga Ci kreować spójny wizerunek. Czyli robi to samo, co dobry stylista personalny, ale zazwyczaj ma psychologiczny background. Tak więc kolejne odmiany stylizacji personalnej tworzą się samoistnie, a ja się zastanawiam, czy obok tego nie dzieje się wielka rewolucja i doradztwo personalne zaczyna iść w całkowicie przeciwną stronę. Czy patrząc na aktualne trendy konsumpcji, nie nadszedł przypadkiem czas na stylistów, którzy zamiast kupować z Tobą nowe ciuszki, będą wyrzucać je z Twojej szafy? Czekam na moment (a może już go przegapiłam?), w którym popularny stanie się zawód stylisty od minimalizmu i ekologicznego życia. Czym zajmuje się taka osoba? To oczywiste pomaga

40

Ci wyrzucać z szafy wszystkie te ubrania, które kiedyś zakupiłeś ze stylistą od wizerunku. Ogranicza Twoją szafę do jednej białej koszuli, jednej małej czarnej, jednej ołówkowej spódnicy i jednej pary uniwersalnych szpilek. Wyrzuca z niej wszystkie zwiewne bluzeczki, kilka ramonesek, niepotrzebne pary jeansów i stertę butów noszonych raz do roku. Właściwie to nie wyrzuca, tylko podaje dalej, czyli sugeruje przekazanie części ubrań koleżankom lub osobom potrzebującym. Podpowiada Ci, jak korzystać z opcji wymieniania się ubraniami, czyli tak zwanymi swapami, które ostatnio stają się coraz bardziej popularne. Przekazuje Ci listę kilku second-handów, zamiast sieciówkowych sklepów w galerii handlowej, ale zdecydowanie uczula Cię na kupowanie byle czego za byle grosze. Bo przecież na szmateksach też trzeba wiedzieć, co kupować i nie dać się wciągnąć w wir tanich ciuszków. Oprócz zmniejszenia ilości ubrań stylistka od minimalizmu i ekologicznego życia powie Ci, które sklepy i marki są eco-friendly, a które trzeba omijać szerokim łukiem. W prezencie da Ci ekologiczną torbę na zakupy wszelkiego rodzaju, ale zaznaczy, że nie wolno do niej pakować zbyt wiele. Pokaże Ci kilka przydatnych trików, jak sprawić, aby pranie

było bardziej przyjazne środowisku, i jak korzystać z ubrań, aby pozostały z Tobą jak najdłużej. Te najbardziej wszechstronne eco-stylistki, wejdą również do Twojej łazienki i tam zrobią prawdziwą rewolucję na Twojej kosmetycznej półce. Wyrzucą plastikową szczoteczkę do zębów, patyczki do uszu i kosmetyczne marki, które testują swoje produkty na zwierzakach, albo używają szkodliwych substancji. Plastikowe dozowniki na mydło stylistka od minimalizmu zamieni na te szklane, wielokrotnego użytku. Mówiąc w skrócie: pozbędzie się nadmiaru plastiku i tworzyw szkodliwych dla środowiska w przeciągu jednej wizyty w domu. Być może nowy zawód stylisty od minimalizmu i ekologicznego życia wyewoluuje szybko w kolejną profesję i tak jak można zauważyć to teraz, połączy się z dziedziną psychologii. Wtedy to stylistka od minimalizmu i ekologicznego życia będzie pracować z Tobą dłużej i intensywniej, tak, aby skutecznie i długotrwale zmienić Twoje nawyki. Trochę taki praktyczny coach w drodze do bardziej świadomej konsumpcji. Pisząc to ostatnie zdanie, mam dziwne wrażenie, że ten zawód już istnieje, tylko jeszcze nie zyskał na odpowiedniej popularności. A szkoda, bo każdemu z nas przydałaby.


newsy fot. Ania Powałowska

KOLEKCJA ZE ŚWIATA ATOMÓWEK Marka BIZUU przenosi nas do Świata Atomówek: Bajki, Bójki i Brawurki, których niesamowita energia i siła stały się inspiracją do powstania nowej kolekcji sportowej. Motto przewodnie kolekcji BIZUU POWER ma za cel pokazać, że dbając o swoje ciało i zdrowie sprawiamy sobie przyjemność! W kolekcji znajdziemy cztery modele leginsów z wyższym stanem, które idealnie modelują sylwetkę. Leginsy zdobią gumowane wizerunki Atomówek, hasła BIZUU POWER oraz szerszy pas, który skrywa wewnętrzną kieszonkę. W zestawie do leginsów Zuzan-

42

na i Blanka przygotowały kilka propozycji t-shirtów z krótkim rękawkiem oraz koszulki „bokserki” na ramiączka. Najnowsza odsłona BIZUU x PowerPuffGirls to propozycja dla kobiet aktywnych. W kolekcji użyto oddychających, termoaktywnych materiałów opracowanych w oparciu o szwajcarską technologię. Posiadają one silne właściwości hydrofilne i doskonale odprowadzają wilgoć. Dzięki temu tkanina schnie szybciej, pozostaje miękka i przewiewna i zachowuje swoje właściwości.

Kampania do kolekcji powstała we współpracy z Karoliną Erdmann, założycielką Yoga Beat Studio, która propaguje w Polsce unikalną metodę dynamicznej jogi przy intensywnych dźwiękach muzyki. W rolę modelek w kampanii wcieliły się instruktorki jogi, dla których sport jest codzienną pracą i jednocześnie pasją. Energia, siła i wzajemna sympatia dziewczyn idealnie oddały charakter kolekcji, uwieczniony na zdjęciach z kampanii.


Powitaj wiosnę na Tarasie Widokowym Odwiedź Taras Widokowy i zasmakuj wyśmienitych koktajli z widokiem na zachwycającą panoramę Krakowa. Ciesz się najlepszą perspektywą na Kraków, smakując doskonałej selekcji drinków i przekąsek w Lounge Barze. Powitaj sezon na Tarasie Widokowym! CODZIENNIE OD 12:00 DO 20:00 ZAREZERWUJ STOLIK T +48 12 662 1000, GSC.KRAKOW@SHERATON.COM


newsy fot. Dorota Porębska

KLASYKA NA NOWO

44

Moye - polska marka specjalizująca się w naturalnym jedwabiu, wprowadza pozasezonową kolekcję – The New Classic. Nowa kolekcja powstała z myślą o współczesnych kobietach, które ponadczasowe projekty kochają bardziej niż sezonowe szaleństwa.

Obok klasycznej czerni i dobrze znanego pudrowego różu wprowadza złocistą wersję peachy nude oraz odświeżony odcień champagne. Świetliste kolory The New Classic mają się doskonale komponować z muśniętą słońcem skórą.

Szyte w Polsce z włoskich jedwabi modele kolekcji The New Classic łączą w sobie minimalizm i funkcjonalność. Mogą być noszone jako luksusowy homewear lub elegancka odzież na co dzień. Marka proponuje oryginalną kompozycję kolorystyczną.

Obok znanych bestsellerów pojawiają się zupełnie nowe akcesoria do włosów. Wśród nich znalazła się spinka z podwójną kokardą Charlotte, gumka z długą szarfą Harper oraz zestaw cienkich gumek Pixie. Nowością jest również jedwabne kimono

w odcieniu pudrowego różu oraz elegancka kremowa koszula.


newsy fot. Daria Szczygieł

ODPOWIEDZIALNY MINIMALIZM Ubrania polskiej marki GAU to ponadczasowa prostota skandynawskiego minimalizmu zmieszana z odrobiną nonszalancji paryskiego stylu.

wygodne bluzki, ciepłe bluzy i sexy dekolty. A wszystko uszyte z naturalnych ekologicznych materiałów w kolorach od bazowej czerni i bieli, po ciepłe pastele i kolory ziemi.

Nazwa GAU pochodzi od słów: Great As You. Tworzy dla kobiet, które kochają swoje ciało, znają swoją wartość i lubią podkreślać to ubiorem. Projektantów marki fascynują minimalizm i prostota formy. Swoją uwagę skupiają w dużej mierze na basicowych ubraniach, które mogą być zarówno bazą, jak i celem samym w sobie. Dlatego wśród propozycji GAU znajdziecie luźne t-shirty,

Wszystkie kolekcje projektowane są w pracowni w Gdyni, a szyte z ekologicznej certyfikowanej bawełny dzianej w polskiej dziewiarni (certyfikat GOTS oraz Oeko-Tex Standard 100). Marka działa w sposób odpowiedzialny, kolekcje są tworzone w niewielkich ilościach, aby nie powstawały nadwyżki produkcji, a kroje powstają z myślą o zminimalizowaniu strat materia-

łowych. Zakupy otrzymacie zapakowane w kartonowe pudełko oraz w podlegający w 100% recyklingowi foliopak, który można wykorzystać jako worek na odpady.

45


newsy fot. archiwum projektantki

BIŻUTERIA JAK UKŁAD SŁONECZNY

46

Klaudia Wasserman, absolwentka SAPU, pokazuje jak inspirującym przedmiotem może okazać się artystyczna biżuteria. Kolekcja Venus przenosi nas w miejsce, które od dawna inspiruje projektantkę – w przestrzeń Układu Słonecznego.

miosło złotnicze. Całość wykonana jest ze srebra, ręcznie wykańczana, a następnie pozłacana 24 karatowym złotem. Dopełnieniem całości są naturalne perły, które przyciągają wzrok i przypominają gwiazdy na nocnym niebie.

- Chciałam stworzyć biżuterię bardzo kobiecą i delikatną, ale niebanalną w formie. Tak powstała kolekcja, którą cały czas poszerzam o nowe wzory - mówi Klaudia Wasserman. Jej biżuteria łączy ze sobą nowoczesne techniki wytwarzania i tradycyjne rze-

W dobie masowej produkcji, na której silniejsze piętno odciskają księgowi niż artyści, dzieła Klaudii Wasserman aspirują do miana sztuki. Udało się tu połączyć dwie skrajności, które nie zawsze znajdują wspólny język – ducha paryskiego art deco

z nowoczesnym minimalizmem. Wyrafinowane linie i delikatne zdobienia przywodzą na myśl biżuterię z przełomu wieków XIX i XX, natomiast oszczędna forma sprawia, że te złotnicze cudeńka będą się doskonale komponować ze współczesnym, miejskim stylem.


rozmowa

TRZEBA UŻYWAĆ MODY JAK LUDZKIEGO GŁOSU Landiana Yolo jest międzynarodową modelką, influencerką obserwowaną przez ponad 600 tysięcy osób na Instagramie, wicedyrektorem konkursu dla młodych projektantów Feeric. Na zaproszenie Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru przyjechała do Krakowa, by w roli jurorki wziąć udział w konkursie Cracow Fashion Awards w ramach Cracow Fashion Week. Przy okazji postanowiliśmy ją zapytać o projektantów z Europy Wschodniej, modę na post-soviet oraz przyszłość influencerów – rozmawia Rafał Stanowski Jesteś influencerką, blogerką i modelką. Właśnie usłyszałem, że w czasie wielkich fashion weeków przeszłaś ponad 200 kilometrów po wybiegach. Jak znajdujesz na to wszystko energię? - Swoją energię czerpię dokładnie z tego wszystkiego, co się wokół mnie dzieje. Wszystko, co robię, wypełnia mnie i odsuwa zmęczenie, zastępując je głodem do rozwijania wszystkich projektów, w które jestem zaangażowana. Wspiera mnie niesamowity #feericteam, otaczają mnie ludzie,

48

którzy czerpią niesamowitą radość życia, co sprawia, że znalezienie energii jest ostatnim z moich zmartwień. Jestem jej pełna! Gdybyś miała zdefiniować słowo moda, to... - Moja tożsamość. Dzięki niej wybieram, jak będę postrzegana, gdyż jest to sposób na wyrażenie własnej ekspresji. Poza ubraniami, które decydujemy się nosić, ważne są również ich kombinacje, to one nas definiują. Moda pomaga mi pokazać światu,

co myślę. Nie chodzi tylko o to, co wybieram, co odzwierciedla moją osobowość, przekonania lub wartości, ale również to wszystko, czym zajmuję się w tej branży. To słowo ponadczasowe, nieograniczone terytorialnie, przezwyciężające codzienne granice, nieskończone źródło możliwości. Kiedy nie mogę znaleźć odpowiednich słów, moda mówi po prostu za mnie. Nie chodzi tylko o odzież, ale o coś więcej.


rozmowa

Zastanawiałaś się, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś w wieku kilkunastu lat nie została modelką? - Bardzo często zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie znalazła się w modzie i nadal nie mogę znaleźć odpowiedzi. Jak powiedziałeś, zaczęłam jako nastolatka, mając 13 lat, żeby być dokładnym, a wszystko układało się tak dobrze, że nie miałam czasu ani ciekawości, by zastanawiać się nad alternatywnymi kolejami losu. Zaczęłam od małego i stałam się tym, kim jestem dzisiaj. Z każdym doświadczeniem, które odcisnęło piętno na moim rozwoju osobistym i zawodowym, docierało do mnie, że nie ma nic innego, co chciałabym robić w życiu. Jak odnajdujesz się w świecie fast fashion, w którym trendy zmieniają się kilka razy do roku? To musi być niezwykle wyczerpujące, by nadążać za pomysłami marek i projektantów? - Jestem prawdziwą wyznawczynią faktu, że moda stale się rozwija, ale styl trwa wiecznie. I utrzymuję, że nie musisz podążać za trendem, możesz go stworzyć. Nie wszystko pasuje do każdego z nas i to jest piękne. Wszyscy dążymy do indywidualizacji, a najczęstszym sposobem na osiągnięcie tego jest ubieranie się, ale nie musimy podążać za trendem, aby to osiągnąć. A jak Ty to osiągasz? Co Cię najbardziej inspiruje – ulica, Instagram, magazyny mody? - Inspiruje mnie wszystko, co mnie codziennie otacza. Jestem próżnią, która przyciąga wszystko, od ludzi, których spotykam, przez historie, które słyszę, po profile, które śledzę. Ale największą inspiracją zawsze będzie Feeric Fashion Week. To miejsce, w którym gromadzą się najbardziej kreatywni ludzie z branży, ponad 30 projektantów z całego świata prezentuje swoje kolekcje w 20 spektakularnych lokalizacjach, w środku Rumunii, w sercu Transylwanii. Nic dziwnego, że Feeric nazwano najbardziej kreatywnym tygodniem mody na świecie, nie tylko z powodu niesamowitych wybiegów. Są też imprezy charytatywne, wystawy, warsztaty, targi, imprezy, spotkania koktajlowe, konferencje prasowe, networking. Talent spotyka się tu z kreatywnością, to jest miejsce, w którym powinieneś pojawić się w lipcu. Miejsce, które na zawsze będzie moim odwiecznym źródłem inspiracji.

Często wspierasz młodych projektantów, lubisz pokazywać ich projekty w swoich sesjach zdjęciowych. Czy takie działanie to rodzaj Twojego credo? - Traktuję wszystko, co robię, jako moje credo. Tworzenie możliwości dla wschodzących projektantów, wspieranie ich kariery, promowanie ich przy różnych okazjach, inspirowanie innych tylko część mojej roli. Wierzę bardzo w talent i kreatywność młodych projektantów, znam ich trudności w walce z konkurencją w szybkim przemyśle mody pełnym zachodnich wartości, dlatego chciałbym dokonać zmiany w ich rozwoju. Od pewnego czasu robimy to w czasie Feeric. Jest kilku projektantów, którzy po raz pierwszy pojawili się w naszym tygodniu mody i teraz prezentują się

w Nowym Jorku i Los Angeles, nie możemy być bardziej szczęśliwi, gdy wiemy, że odegraliśmy rolę w ich rozwoju. Kolejna dobra wiadomość jest taka, że wkrótce uruchomimy platformę e-commerce, na której można będzie znaleźć wielu utalentowanych projektantów. Patrząc na to, co dzieje się w czasie konkursu Feeric, z której części świata pochodzą najbardziej interesujące projekty? - Organizując nasz konkurs feeric33, natknęłam się na wiele talentów. Mieliśmy 112 zgłoszeń od projektantów z najbardziej prestiżowych instytucji mody na całym świecie i byłam zaskoczona, że 60-70% z nich pochodziło z Europy Wschodniej.

49


rozmowa

zmniejszania naszej odmienności i tylko od nas zależy złapanie właściwej równowagi. Jak oceniasz polskich projektantów, których zobaczyłaś w czasie konkursu Cracow Fashion Awards, organizowanego przez SAPU? - Jak już wspomniałam, polski talent zwrócił moją uwagę po obejrzeniu pracy zwyciężczyni konkursu Feeric, czyli Kaliny Kocemby. I cieszę się, że miałam okazję odkryć jeszcze więcej. Dziękuję organizatorom za zaproszenie mnie na krakowski tydzień mody. Nigdy nie wątpiłam w powiew świeżego powietrza, które nowi projektanci wnoszą do przemysłu, a Polska po raz kolejny udowodniła, że miałam rację.

Zwyciężczyni naszego konkursu Kalina Kocemba pochodzi z Polski (jest absolwentką Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru – przypis RS), nie wspominając o Demnie Gvasalii, który stoi za sukcesami Vetements i ostatnio Balenciagi czy Annie Nowak-Curyło, laureatce konkursu Cracow Fashion Awards. Cieszę się bardzo, że w naszej części Europy jest tak wiele talentów. Niestety brakuje nam logistyki i infrastruktury naszych zachodnich sąsiadów i wciąż znajdujemy się w sytuacji, która się rozwija, więc na razie możemy konkurować z nimi tylko w dziedzinie kreatywności. No właśnie, długo byliśmy niedocenianym terytorium, ale ostatnio wielka moda zwróciła na nas uwagę, definiując jako „post-soviet”. Zrobił się na nas hype i ciekaw jestem, czy uda nam się to wykorzystać i przekuć w coś więcej, niż tylko szybki trend. Sądzisz, że mamy szansę na zbudowanie głębszej wartości, która definiować nas będzie nie przez sezon czy dwa, lecz całe dekady? Czy mamy szansę wnieść lokalny pierwiastek do globalnej wioski mody? - Uważam, że każda kultura ma swoją własną estetykę i Europa Wschodnia znalazła sposób na to, by w czasie ostatnich 4 lat

50

przyciągnąć uwagę świata. Dzieje się tak dlatego, że nasza część Starego Kontynentu była postrzegana jako młodsza, brzydsza siostra Europy Zachodniej. Wierzę, że w dzisiejszych czasach ludzie wracają do korzeni, dlatego jest szansa na odnalezienie miejsca dla lokalnych trendów. Nie możemy jednak ignorować mediów społecznościowych, które działają jako czynnik globalizujący. Tak długo, jak jesteśmy online, pozostajemy globalni. Myślisz, że w globalizującym się świecie biznesu jest w ogóle szansa dla lokalnych trendów? Gdy popatrzymy na to, co sprzedaje się w sieciówkach, nie widać granic, barier językowych czy kulturowych indywidualizmów. Ludzkość niesamowicie się unifikuje! - Wierzę, że poprzez modę powinno się opowiadać historie, używać jej jak głosu i tworzyć coś autentycznego. Lokalny dizajn związany z tradycją tworzy różnicę między sposobem, w jaki ludzie postrzegają i zajmują się modą. To zróżnicowanie jest ważne, ponieważ pomaga modzie stać się bardziej heterogeniczną i poszerza jej granice. We współczesnym społeczeństwie media społecznościowe mają tendencję do

Jak traktujesz bycie influencerką, którą obserwują setki tysięcy osób na Instagramie i blogu – jako zawód czy pasję? - Zaczęłam nie myśląc nawet, by zajmować się tym zawodowo. Istnieją pewne składniki, które doprowadziły do tego, co robię dzisiaj: po studiach dziennikarskich rozwinęłam zamiłowanie do pisania, a moja kariera modelki pomagała uwypuklić na zdjęciach moje codzienne aktywności. Potem pojawił się zespół, który wiedział, jak połączyć to wszystko. Pamiętam, że moje pierwsze posty były ściśle związane z moimi działaniami w branży mody. Następnie zaczęliśmy podróżować, aby stworzyć więcej możliwości dla naszych projektantów, moje konta w mediach społecznościowych zdobyły rozgłos i zyskałam wiarygodność w oczach fanów. Można więc powiedzieć, że zaczęło się jako hobby, a następnie przekształciło się w zawód. Nie istnieje hobby, które trzyma cię na nogach przez 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu (śmiech). Jak sądzisz, czy influencerzy zajmą kiedyś pozycję mediów, stając się głównym kanałem przenoszenia informacji w globalnym świecie? - Uważam, że to 2 różne terytoria i każde z nich zachowa swoją rolę. Połączenie marki z influencerami jest skuteczną i popularną metodą zwiększania świadomości na temat brandu, pozwala dotrzeć do większej grupy odbiorców. W ten sposób marka decyduje się dostarczać swoje produkty konsumentom znajdującym się w pewnej niszy. Influencerzy przekazują w sposób subiektywny informacje do swojej grupy odbiorców, ale to nigdy nie uczyni z nich dziennikarzy śledczych lub ostrych krytyków. Rozmawiał: Rafał Stanowski


ÂŽ

Check your moles at home. Connect to a dermatologist. Catch skin cancer early. Save a life.

www.sklip.eu


wydarzenia

CRACOW FASHION WEEK 2019

MODA TO PRACA ZBIOROWA

- Kolekcja została stworzona z fascynacji człowiekiem i wzajemną zależnością jednostek. Chciałam pokazać, że nie możemy funkcjonować jeden bez drugiego, sukcesy osiąga się dzięki pomocy innych. Mojej kolekcji też nie byłoby bez osób, które mnie wspierały i ze mną współpracowały. Starałam się zwrócić szczególną uwagę na detale oraz wykorzystanie nowych technologii, zaprojektowałam m.in. plecak z poruszającym się hologramem

52

Anna Nowak-Curyło

Anna Nowak-Curyło

Anna Nowak-Curyło ma artystyczną modę wpisaną w swoją tożsamość. Kolekcją „Identity” wygrała bezapelacyjnie konkurs Cracow Fashion Awards SAPU, zdobywając nagrody Kolekcji Roku oraz Kolekcji Mediów. Wydarzenie rozpoczęło 10. edycję Cracow Fashion Week (9-17 marca), organizowanego pod hasłem „Moda, sztuka, ekologia” przez Szkołę Artystycznego Projektowania Ubioru, w partnerstwie z Miastem Kraków.

- mówi Anna Nowak-Curyło, tegoroczna absolwentka SAPU. Projekty mody tworzy od kilku lat, a na swoim koncie ma również ubranie Otylii Jędrzejczak na Galę Mistrzów Sportu. W czasie gali doszło do spotkania polsko-chińskiego. Piotr Popiołek, laureat Cracow Fashion Awards sprzed dwóch lat, przedstawił nową kolekcję, zainspirowaną portalem


wydarzenie zdjęcia. Artur Kostkowski

Oliwia Jankowska

Dzięki współpracy SAPU z Donghua University z Szanghaju, krakowska publiczność mogła zobaczyć również trzy kolekcje utalentowanych chińskich projektantów - Huaiqun Sun, Mentong Yang i Quingyao Meng.

Ewelina Kowal

Piotr Popiołek

AliExpress, pokazując symbiozę autorskiej mody i globalnej marki shoppingowej.

Rada Mody, pod przewodnictwem Anny Jatczak, przyznała również trzy wyróżnienia, które otrzymały: Oliwia Jankowska (kolekcja In The Mind), Ewelina Kowal (New Romantic) i Tamara Avdieieva (In The Making). Swoje wyróżnienia przyznała również Rada Mediów, pod przewodnictwem Michała Zaczyńskiego, w której zasiedli cenieni dziennikarze i krytycy mody. Postanowili

53


Ta m a r a A v d i e i e v a

wydarzenie W czasie wydarzenia zobaczyliśmy także nowe kolekcje absolwentek SAPU – Anny Marii Zygmunt (Polexia, kolekcja inspirowana wielokulturowością i wielowyznaniowością Podlasia) oraz Laury Filip z Austrii (Slow West, kolekcja zaprojektowana dla nowej inscenizacji sztuki teatralnej, Iwona księżniczka Burgunda). Cracow Fashion Week odbył się pod hasłem Moda, sztuka, ekologia. W czasie 8 dni

54

Nina Sakowska

Kordian Mędrala

zdjęcia. Artur Kostkowski

oni wyróżnić: Kordiana Mędralę (SLV), Ninę Sakowską (Śmieci) oraz Monikę Cieślik (Thunderstrike).

kilka tysięcy osób uczestniczylo w wielu wydarzeniach – wystawach fotografii mody Michała Massy Mąsiora i Dawida H. Grońskiego, pokazach mody, warsztatach i spotkaniach z osobowościami. Wydarzenie uroczyście zakończyła Gala Finałowa w Galerii Kazimierz, gdzie jury pod przewodnictwem fotografki Katarzyny Paskudy przyznało nagrodę Galerii, otrzymały ją siostry Dominika i Wiktoria Pitala za kolekcję Partnerami Generalnymi Cracow Fashion Week byli AliExpress, Galeria Kazimierz oraz ICE Kraków.


eco fashion

BAMBUS, TENCEL, BAWEŁNA CZY POLIESTER? Z JAKICH MATERIAŁÓW WARTO WYBIERAĆ UBRANIA? Brak dbałości o środowisko naturalne często towarzyszy produkcji tekstyliów zarówno tych naturalnych jak i sztucznych. Wytwarzanie tekstyliów wymaga olbrzymich ilości zasobów naturalnych, energii i wody oraz zatruwa środowisko chemikaliami. Najbardziej popularny materiał, bawełnę nawozi się dużymi ilościami pestycydów, zanieczyszczającymi glebę i wody gruntowe. Wykańczanie tekstyliów wiąże się zaś z użyciem toksycznych klejów, wybielaczy i barwników.

Nie tylko środowisko, ale również ludzie pracujący przy uprawie roślin i obróbce tekstyliów narażeni są na niebezpieczeństwa. W większości przypadków rolnicy na plantacjach i robotnicy w fabrykach pracują w ciężkich warunkach, bez umów czy zabezpieczeń socjalnych. Wdychane przez nich opary z pestycydów, nawozów i barwników doprowadzają do przewlekłych chorób, a nawet śmierci.

JAKIE MATERIAŁY WARTO WYBIERAĆ? Przede wszystkim należy patrzeć ma metkę i sprawdzać z czego zrobione jest ubranie. Kupując bluzkę, spodnie czy sukienkę z bawełny ekologicznej, bawełny Fairtrade bądź lyocellu na pewno przyczynimy się do minimalizacji szkód, jakie powoduje produkcja konwencjonalnych tekstyliów. Bawełna ekologiczna (organiczna) w porównaniu z konwencjonalną, charakteryzuje się całkowitym zakazem stosowania pestycydów i nawozów sztucznych, dzięki czemu szkodliwość dla środowiska zmniejsza się nawet o ok. 90%. Do ochrony i nawożenia wykorzystuje się substancje podlegające biodegradacji (np. czosnek, obornik) oraz pożyteczne owady. Bawełna ekologiczna jest też bardziej bezpieczna dla ludzi pracujących przy jej produkcji oraz dla zdrowia. Bawełna z certyfikatem Fairtrade pochodzi z upraw, na których przestrzegane są wysokie standardy społeczne (w tym zakaz pracy dzieci, zakaz dyskryminacji, bezpieczne warunki pracy) dla milionów rolników i ich pracowników w najbiedniejszych regionach świata, zapewniając im dostęp do rynków, prefinansowanie, stabilne ceny i premię, którą mogą spożytkować na projekty i inwestycje wspierające lokalne społeczności (np. wyposażenie szkoły). Rolnicy zobowiązani są do stopniowego ograniczania stosowania pestycydów i nawozów sztucznych. Pola uprawne bawełny

Fairtrade w Afryce Zachodniej i Indiach są zasilane wodą deszczową, przez co znacząco zmniejsza się ich ślad wodny. Lyocell (znany także jako tencel) jest materiałem produkowanym z celulozy drzewnej. Proces ten różni się od produkcji zwykłej wiskozy tym, że nie stosuje się tu szkodliwych dla ludzi substancji. Podczas produkcji lyocellu zużywa się stosunkowo niewiele wody (ok. 260 litrów/kg). Odzież z lyocellu poddana kompostowaniu ulega biodegradacji w czasie 6 tygodni. Lyocell znany jest ze znakomitych właściwości oddychających. Włókna pochłaniają wilgoć oraz regulują temperaturę, dzięki czemu

materiał ten nadaje się na każdą porę roku, a dodatkowo jest bardzo wytrzymały. MARIA HUMA Prezeska Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie Specjalistka ds. bawełny i rynku odzieżowego w Fair trade Polska Zdjęcie: ©Kowtow odpowiedzialna marka stosująca w swoich kolekcjach bawełnę ekologiczną, bawełnę z c e r t y f i k a te m Fa i r t r a d e o r a z lyocell.

55


wydarzenia

WOLNOŚĆ PIĘKNA

zdjęcia: Linda Par ys / @creativepackshots

200 milionów złotych - Na tyle szacowano wartość rynku medycyny estetycznej w Polsce w 2015 roku. Te liczby rosną, a my dyskutujemy o pięknie. Możemy cofnąć się do starożytności, przestudiować ideały w różnych kulturach, rozmawiać o kobiecości, rozwoju technologii, wzorcach sprzedawanych przez przemysł kosmetyczny i publikowanych w mediach. Dzielimy się na zwolenników prostoty i kreacji, plastiku i naturalności, zmian i trwania. Zastanawiamy się, czy istnieje jedna definicja piękna?

NIEWINNA LALKA BARBIE Ruth Handler, twórczyni lalki Barbie, trafnie zaobserwowała, o czym marzą dziewczynki. A chciały one poczuć się jak dorosłe kobiety. I to my, właśnie jako dziewczynki, decydowałyśmy, jak ta Barbie ma wyglądać. Z chęcią obcinałyśmy im włosy, farbowałyśmy je,

56

domalowywałyśmy, przebierałyśmy do woli. Pozwalałyśmy sobie kreować ją taką, jak to wymyśliłyśmy. Nawet jeśli było to „niezgodne” z jej przeznaczeniem. Czy myślałyśmy o tym, by stać się taka jak ona? Niekoniecznie. To dziś dorosłe już kobiety wycinają sobie żebra, robią operacje plastyczne i kształtują ciało na podobieństwo tej jednej sylwetki, którą stworzyła firma Mattel w 1959 roku.


Dorastanie z bodźcami, schematami, wychowywanie się w konkretnym kręgu, własne interpretowanie urody i kobiecości to tylko część czynników, które tworzą nasz obraz piękna. I wydaje się, że gdzieś można znaleźć złoty środek. Że nie ma podziału na dobre i złe. Choć na pozór nasiąkamy (a szczególnie kolejne pokolenia) plastikowym pięknem, to z drugiej strony, dzięki rozwojowi medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej, każdy z nas może być tym kim chce. Może pozbyć się kompleksów i wreszcie (choć dla niektórych paradoksalnie) zacząć żyć. Powoli akceptujemy to, że ktoś może mieć inne pojęcie piękna. Że ono nie musi być zgodne z naszymi poglądami. Że dla kogoś wzorcem myślenia o pięknie może być klasycznej urody Audrey Hepburn, dla innych silna osobowość Fridy Kahlo. Z resztą - obie zostały „Barbie”. A „The Inspiring Women” to seria składająca hołd kobietom, które

zmieniły bieg historii, zaryzykowały, stały się bohaterkami swoich czasów, nie przez to jak wyglądały, ale czego dokonały. Postaciom pokazującym dziewczynkom, że można marzyć. MIEJ WYOBRAŹNIĘ I w przypadku Barbie, i medycyny czy po prostu makijażu i doboru stroju (ale tak właściwie to w życiu) trzeba mieć wyobraźnię. Łączyć przyczyny, działania i skutki. To nie należy do najłatwiejszych zadań, ale jak mówi powiedzenie ‘myślenie nie boli”. Wolność piękna polega na tym, że sami o nim decydujemy. Nie ma jedynego słusznego kanonu. Na co dzień kategoryzujemy siebie nawzajem, bo tak jest nam łatwiej się poruszać po świecie. Łatwiej nam nadal bazować na skrótach myślowych, że brunetka bez makijażu w dużych okularach i babcinym swetrze pewnie pracuje w bibliotece, a farbowana blondynka z długimi paznokciami i doczepianymi rzęsami, na pewno

wypełniała sobie policzki, bo przecież pracuje w solarium i tak w ogóle, to blachara. Każda epoka i każda kultura ma swoje ideały piękna. Teraz w dobie „body positive” wpadamy w kolejny jedyny słuszny pogląd - że tylko to, jakim stworzyła nas natura, ze wszystkimi doskonałościami i niedoskonałościami jest właściwe. A może dla kogoś nie jest? W końcu ciałopozytywność oznacza afirmację siebie i swojego wyglądu. Bez reguł.

wydarzenia

ANTI-AGING & GIRL POWER

Na koniec, wracając do definicji: według słownika PWN definicja piękna to: 1. «zespół cech, który sprawia, że coś się podoba» 2. «wysoka wartość moralna» I tu jest ukryta przesłanka co do tego, jak je rozpatrywać. Tak, jak nam się podoba.

KASIA KWIECIEŃ Na zdjęciach wykorzystano piny Pinswear.

OPEN MON-SAT STRADOMSKA 16 KRAKÓW


PLASTIC Fotograf: Aga Wojtuń / @agawojtun Stylista: Bjorn Svenson / @by_bjorn Modeka: Lula/ Gaga Models // @lulciaaa @gagamodels Make up: Olga Wolska-Jerzak / @olga.wolskajerzak Fryzjer: Magda Dukat/ Hairmate / @hairmate.krakow Asystent fotografa: Kamil Sledziński / @toster_slazinski Studio: Daylight Tunelowa 2 /@daylight_studio_warsaw #DaylightTunelowa Produkcja: Green Carrot / @greencarrotphoto

58


Sukienka: Poca&Poca,Reserved Body: Kaja Rozi Spรณdnica: Kaja Rozi Buty: Primamoda Skarpety: Warsaw Saints Torebka: Deichmann, Joanna Kruczek&RingMe Pierล›cionki: iXXXi/RingMe

59


Sweter: Reserved Spodnie: By Bjorn Kostium kÄ…pielowy: Sinsay PĹ‚aszcz: Medicine Kurtka: Sinsay Buty: Deichmann Torebka: Sfera

60


Sukienka: Cropp Płaszcz 1: Pavilon Vintage Classics Płaszcz 2: Pavilon Vintage Classics Płaszcz 3: Reserved Kaptur: Pavilon Vintage Classics Spódnica : By Bjorn Nerka: Deichmann Naszyjnik: Reserved Pierscionek: iXXXi/RingMe

61


Koszula: Dawid Duma PÅ‚aszcz: Dawid Duma Top: Under Armour Spodnie: Poca&Poca Torebka: Joanna Kruczek&RingMe

62


Kombinezon: Poca&Poca Płaszcz: Kaja Rozi Spódnica: Pavilon Vintage Classics Czapka: By Bjorn Pierścionek: iXXXi/RingMe Nerka: Parafois

63


Kombinezon: By Bjorn Spodnie : Kaja Rozi Koszulka: Wrangler Bluzka: Reserve Kurtka: House BUTY: ReneĂŠ Skarpety: Warsaw Saints Plecak : House Okulary: Reserved

64


Bluzka: True color by Ann Kurtka: Reserved Spodnie: Reserved Buty: Sinsay Torebka: Deichmann Buty: Primamoda Kolczyki: Reserved Pierscionek: iXXXi/RingMe

65


Sukienka: Cropp Płaszcz 1: Pavilon Vintage Classics Płaszcz 2: Pavilon Vintage Classics Płaszcz 3: Reserved Kaptur: Pavilon Vintage Classics Spódnica : By Bjorn Skarpetki: Warsaw Saints Buty: Deichman Nerka: Deichmann Naszyjnik: Reserved Pierscionek: iXXXi/RingMe

66


67


biżuteria

RENESANS BROSZKI ANIMALISTYCZNEJ Przez ostatnie lata broszka nie pojawiała się w ubiorze, lecz dziś powoli wraca do łask. Być może przyczyną tego był fakt, że wydawała się staroświecka, podobnie jak wąsy i zarost, które po latach wróciły jako nowy trend. Blogerki i influencerki modowe zaczęły wykorzystywać broszkę w nowej roli, lansując na instagramie stylizacje z broszką wpiętą w beret, czapkę, chustę, plecak, torebkę.

Wśród broszek wyróżnić można ozdoby z motywami kwiatowymi i roślinnymi, broszki w typie kotylionu, rozety, ponadczasowe perełki, a także broszki figuralne, w tym broszki z motywami zwierzęcymi - czyli tzw. animalistyka. Na pewno znacie słynną pszczółkę Gucciego, która stała się ikoną marki. Motyw owada był już jednak wcześniej wykorzystywany. Została umieszczona m. in. w sławnym projekcie perfum Guerlain, Eau de Cologne Imperiale, zaprojektowanych specjalnie z okazji ślubu Księżnej Eugenii z Napoleonem III w 1853 roku. Pszczoła

68

symbolizowała cesarza i cesarstwo. I był to symbol pracowitości, armii, wspólnoty i waleczności. Za ten projekt Guerlain dostał tytuł oficjalnego perfumera Jej Królewskiej Mości. W ostatnich latach animalistyka stała się wiodącym trendem. Jego elementy to wężowe nadruki na sukienkach, lamparcie cętki na obuwiu. Trend ten wykreował Alexander Mc Queen. Za pośrednictwem niezwykłej wystawy Savage Beauty w Victoria & Albert Museum w Londynie rozprzestrzenił się globalnie i dotarł do sieciówek.

Symbol zwierzęcy począwszy od starożytnego Egiptu pełnił rolę talizmatyczną. Siła, spryt, uroda zwierzęcia miała przynosić posiadaczowi takiego amuletu szczęście i chronić przed złem. Motywy wywodzące się ze starożytności, to sokół, skarabeusz i wąż. Aktualnie do tego motywu nawiązuje nowa kolekcja Bvlgari. W Starożytnym Rzymie broszki pełniły rolę emblematów heraldycznych, których motywy wywodziły się od zwierzęcia, symbolizującego dany ród. Podobnie barwy rodowe były przenoszone na biżuterię.


biżuteria Okres wiktoriański, związany z panowaniem Królowej Wiktorii (1837-1909), to w biżuterii fascynacja wyprawami kolonialnymi i egzotyką. Pojawia się cała estetyka animalistyczna, ale w nieco makabrycznej wersji. Pancerzyki żuków, motyle, czy wypchane kolibry i małpki. Prawdziwe, wyprawione zwierzęta, niektórych mogą przyprawić o bicie serca, ale to już historia. Natomiast moda wiktoriańska powróciła w latach 70. XX wieku, a dziś przeżywa prawdziwy renesans jak w kolekcji biżuterii Dolce Gabbana. Zwróćcie uwagę, że Włosi od 4-5 lat lansują modę na broszki dla mężczyzn. Vintage lat 70. wraca w kolekcjach współczesnych domów mody luksusowej, ale w sieciówkach nie znajdziecie jeszcze broszek. Z tego powodu miłośniczki klasyki sięgają po biżuterię vintage, która jest kopalnią

ciekawych wzorów i motywów. Cenią sobie ich unikatowość i niepowtarzalność, a wykonanie i materiały też znacznie różnią się jakością od dzisiejszej produkcji masowej. Broszki te były często projektowane przez światowej sławy twórców biżuterii, takich jak Maurice Bradden projektujący biżuterię dla domu mody Nina Ricci, Marcel Boucher - uczeń Cartiera słynący z projektów niemal trójwymiarowych broszek czy Jean Schlumberger - sławny jubiler Tiffany & Co. To on zaprojektował oprawę do największego żółtego diamentu (Tiffanys’ Yellow Diamond) w formie rajskiego ptaka. Prawdziwą wisienką na torcie w temacie biżuterii vintage jest to, że są sygnowane. Daje to dodatkową przyjemność z posiadania klasyków. Ikony wśród broszek animalistycznych, to m. in. Pantera i Flaming Cartiera, zaprojektowane specjalnie dla Wallis Simpson - amerykańskiej żony angielskiego następcy tronu, Edwarda VIII. Biżuteria z motywem pantery jest produkowana przez Cartiera do dzisiaj. Stanowi ikoniczny wzór, który na stałe wpisał się w twórczość marki. Z kolei broszka w kształcie flaminga, to prezent od księcia Edwarda VIII dla jego żony Wallis Simpson z okazji urodzin. Stworzona w 1940 r. przez projektantkę biżuterii Cartier - Jeanne Touissaint. Wykonana z platyny, wysadzana diamentami, szafirami, rubinami

i szmaragdami. Broszka należała do ulubionych ozdób księżnej. Bransoletka w kształcie pantery - słynna bransoletka, stworzona w 1952 r. również przez Jeanne Touissaint dla księżnej Wallis Simpson. Bransoletka o trójwymiarowej formie pantery, wysadzana jest diamentami i onyksem. W 1987 r. została sprzedana na aukcji za 1,27 mln dolarów. W 2010 r. ponownie pojawiła się na aukcji Sotheby’s i tym razem została sprzedana za 4,5 mln Funtów. Zajmuje ona drugie miejsce na liście najdroższych bransoletek w historii.

zdj. Sosenko Home Decor

W renesansie pojawia się wenecka biżuteria figuralna, z takimi symbolami, jak syreny, trytony (męska wersja syreny) popiersia hermowe lub czarny Maur (Blackamoor), który niedawno powrócił na salony w atmosferze skandalu, pod postacią emaliowanej broszki (księżniczka Michael of Kent zamanifestowała nią swoją niechęć do księżnej Meghan Markle, podczas świątecznego bankietu w Pałacu Backingham). Styl biżuterii XVI-wiecznej, to przede wszystkim mityczne postaci i symbolizm zwierzęcy połączony z fantastyką.

Zadaniem biżuterii animalistycznej jest personalizowanie naszego looku. W ciekawy sposób pokazujemy nasze preferencje i zainteresowania. Może mieć charakter nieco ludyczny, czyli przedstawiać naszego pupila, kota lub psa, albo elegancki i wieczorowy, jak w przypadku zoomorficznych broszek w stylu secesji, drapieżnych panter i rajskich ptaków. Trendy te można podzielić na dwa rodzaje - dzikie zwierzęta, tygrysy, owady i domowe pupile, czyli koty i psy. K ATA R Z Y N A S O S E N K O Historyk sztuki, kurator wystaw, antyk wariusz, k olek cjoner. Właściciel S osenk o Home D ecor, Prezes Fundacji Zbiorów Rodziny Sosenków

69


legenda fot. Kampania Versace, Wiosna 2018

VERSACE:

ZA DUŻO TO JESZCZE ZA MAŁO

Co dzieje się z marzeniami, gdy marzyciel umiera? Zaczynają żyć własnym życiem w myślach osób, które również marzą i mają odwagę marzyć. Gianni Versace nie poprzestawał na marzeniach. On miał odwagę wprowadzić je w życie, które dzięki niemu stało się snem. Pochodzący z Kalabrii artysta-wizjoner odmienił modę w każdym jej aspekcie, gdyż jego rozmiłowanie w pięknie nie pozwalało ograniczać się do jednej dziedziny, jaką było projektowanie. Tworząc modę tworzył hedonistyczny styl życia gwiazdy rocka. Dorastając w pracowni krawieckiej matki, która była kimś więcej niż tylko wziętą krawcową w Reggio di Calabria, która odtwarzała projekty z żurnali, ukształtowało przyszłą drogę życiową Gianniego. Z biegiem czasu obserwator pracy w atelier stał się najbardziej zaufanym współpracownikiem matki. Zdolność dostrzegania zmieniającego się świata i jego obyczajów sprawiła, że zwrócił uwagę na rozwijający się pod koniec lat 60. rynek pret-a-porter. Gotowej mody wyprzedzającej ducha swoich czasów, która nie służy już tylko do okrywania ciała. Stała się manifestem i sposobem ekspresji własnej osobowości, która będzie kluczem do jego sukcesu i impulsem dla Atelier Versace - laboratorium mody. Debiutancka kolekcja dla Florentine Flowers z nowatorskim wykorzystaniem dzianiny o skośnym splocie, którą można było ciąć jak każdy inny materiał, otworzyła mu drogę na szczyt. Projektując dla Callaghan i Genny, czerpał z tradycji marek wprowadzając charakterystyczne dla siebie „rzeźbienie sylwetki”, nadając jej nowoczesny charakter. Był jak Midas, który swoim dotykiem zamieniał wszystko w złoto. Jednak w przeciwieństwie do mitycznego króla, swoim dotykiem nie odbierał życia - on nim je tworzył. Założony w 1978 roku domu mody Versace, od dnia prezentacji pierwszej damskiej kolekcji, stał się symbolem awangardy i zerwania z dotychczasowym postrzeganiem mody. Łamanie zasad

70

i konwencji będzie charakterystyczną cechą Versace, a łączenie skrajności sprawi, że będzie tak wyjątkowy. Kobieta Versace jest dumna, niezależna i pewna siebie. Jej personifikacją będzie Donatella Versace. Siostra, muza i prawa ręka w pracy, której wizerunek i słynny blond wymyślił Gianni. Kobiety Versace to również Madonna, o której mówił: Uważam Madonnę za najbardziej nowoczesną kobietę naszych czasów. Potrafi ciągle się zmieniać, być w centrum uwagi, narzucać kreatywność i styl. To właśnie zdjęcie z sesji zdjęciowej kolekcji Atelier Versace, której Madonna była twarzą, wybrała na okładkę płyty Something To Remember. Skóra i jedwab. Ćwieki i szyfon. Estetyka sado-maso czy wreszcie stylistyka „conservative chic” zapewni marce rozpoznawalność i sprawi, że stanie się inna od innych a tym samym nie będzie można przejść obok niej obojętnie. Kochasz lub nienawidzisz. Zawsze wywołuje emocje. Jak Crystal Noir. Uwodzicielska esencja łącząca siłę i delikatność o magnetycznej mocy, w której sercu zamknięto tajemniczy, a jednocześnie świeży akord gardenii. Białego kwiatu o kremowym charakterze, którego cielesność podkreślono akordami ambry, piżma i czarnego pieprzu dla podkreślenia jego hipnotyzującego charakteru, któremu nie sposób się oprzeć.

M I K O Ł A J T Y PA


essentials DŁUGA NARZUTKA Z RĘKAWAMI - RÓŻNE WZORY 250,- PLN  |  CZARNE KULOTY Z LAMPASEM 199,- PLN  |  GRANATOWE SPODNIE Z CZERWONYMI LAMPASAMI 249,- PLN  |  CZARNE SPODNIE Z METALICZNYMI WSTAWKAMI 70,- PLN  |  SPODNIE Z POŁYSKIEM I CIĘCIEM NA KOLANACH 229,- PLN  |  BRANSOLETKI Z PET 69,- PLN WSZYSTKIE PRODUKTY MOŻNA KUPIĆ W KONCEPT SKLEPIE IDEA FIX W KRAKOWIE PRZY UL. STRADOMSKIEJ 16 71


rozmowa fot. Agnieszka Rzymek 72

KAPELUSZOWY ZAWRÓT GŁOWY W KRAKOWIE

Od niedawna, w samym sercu Krakowa, przy ulicy Długiej, działa nietuzinkowy sklep Le Szapo, prowadzony przez polsko-francuską parę, gdzie można nabyć rozmaite nakrycia głowy - w tym kapelusze, kaszkiety czy berety, ale także na chwilę przenieść się do Francji. O miłości do stylowych dodatków i akcesoriów oraz pasji, która także stała się sposobem na życie, porozmawiamy z założycielami sklepu, Borisem i Karoliną. Zacznijmy od fundamentalnego pytania, czyli: jak narodził się pomysł na otworzenie własnego sklepu z kapeluszami? B o r i s : - Tak naprawdę jest wiele powodów, które przyczyniły się do otworzenia Le Szapo w Krakowie. Przede wszystkim wpłynęło na to zainteresowanie ludzi, przechodniów. Niejednokrotnie spacerowałem krakowskimi ulicami albo szedłem na zajęcia jogi z moim nieodłącznym przyjacielem – kapeluszem marki Stetson (jedna z najbardziej znanych amerykańskich marek produkująca nakrycia głowy – przyp. red.) i wiele razy ludzie zatrzymywali mnie, pyta-

jąc gdzie go kupiłem. Niestety, w Krakowie żaden sklep nie oferował takich kapeluszy, zatem w mojej głowie zakiełkowała myśl, że może warto wprowadzić tę markę na tutejszy rynek. Drugi powód, to po prostu prawdziwa miłość do kapeluszy. Od dziecka uwielbiam je nosić. Jako wielki fan Clinta Eastwooda i spaghetti westernów, zawsze grałem i przebierałem się za kowboja lub pirata, a ci - jak wiemy, noszą kapelusze. Sklep z kapeluszami jest także realizacją naszej wspólnej wizji i marzenia. Karolina i ja zawsze chcieliśmy mieć własny biznes, to był nasz plan, jeszcze zanim się poznaliśmy.

To jest coś, z czym nosiliśmy się od dawna i co mieliśmy w sobie głęboko. Byłem blisko otwarcia Concept Store we Francji. Pomysł polegał na połączeniu mojego stylu i hobby: vintage, motocykli i jogi. Nie otworzyłem biznesu, ponieważ w poszukiwaniu inspiracji zacząłem dużo podróżować. Oczywiście, podróżowałem z kapeluszem, co pomogło mi spotkać wielu ludzi. Uważasz zatem, że kapelusz ułatwia kontakty z innymi? - Jak najbardziej! Kiedy nosisz kapelusz, ludzie cię widzą i chcą się spotkać, porozmawiać, ponieważ - nie wiem dlaczego


Czyli mamy radę dla osób nieśmiałych i chcących nawiązać nowe znajomości – koniecznie zdecydujcie się na zakup stylowego kapelusza. Wróćmy jednak do mojego wcześniejszego pytania co skłoniło Was, by zaistnieć na tak niszowym rynku jak sprzedaż kapeluszy i nakryć głowy? - Powiemy szczerze – egoizm (śmiech) i chęć noszenia kapeluszy przez cały dzień. W sklepie z kapeluszami odwiedzający nas klienci widzą, jak doskonale prezentują się nakrycia głowy i w ten sposób pragniemy ich też zmotywować do wypróbowania niektórych z nich! Motywacją do otwarcia sklepu w Krakowie był również fakt, że przed założeniem Le Szapo, można było kupić ładne kapelusze jedynie online lub w Warszawie, a mieszkańcy południowej Polski nie mieli możliwości wypróbowania danego modelu przed zakupem. W pełni się z Tobą zgodzę, też lubię kupować w tradycyjnym sklepie, gdzie widzę daną rzecz i wiem, jak na mnie leży. - Dokładnie, właśnie o to nam chodzi! Sklep internetowy to świetny pomysł (nasi rozmówcy również posiadają takowy - www. leszapo.com - dop. red.), ale nie ma nic lepszego jak przymierzenie kapelusza z kurtką, butami, fryzurą, wybranie odpowiedniego rozmiaru – a jeszcze, gdy mamy ze sobą osobę towarzyszącą, to np. opinia twojej drugiej połówki może być naprawdę pomocna. My ze swojej strony także gwarantujemy profesjonalną i obiektywną poradę. Jest więcej przyczyn, ale o tym możemy porozmawiać przy innej okazji, zapraszamy do sklepu, z chęcią się nimi podzielimy. Dla niektórych to nakrycie głowy jest synonimem czegoś starego, niemodnego. W jaki sposób pragniecie zachęcić do noszenia kapeluszy i beretów? K a r o l i n a : - To naprawdę zależy od sposobu, w jaki je nosisz. Twoja postawa pod kapeluszem tworzy kapelusz, ale pamiętaj, że kapelusz robi także twoją postawę. Można powiedzieć: Jestem stary, albo jestem młody. To sposób myślenia, sposób na życie, punkt widzenia. Szklanka do połowy pełna lub szklanka do połowy pusta... Nie warto w ten sposób generalizować i opierać się na stereotypach. Nasz

asortyment dobieramy tak, aby każdy mógł wybrać coś odpowiedniego dla siebie. Przychodzą do nas osoby, które są zainspirowane vintage, pragną poczuć „efekt nostalgii”, tym bardziej, że dzięki niemu ludzie myślą o kapeluszach w kontekście babcinego, dziadkowego stylu, ale w bardzo pozytywny sposób. Moda w stylu vintage i old school powraca od lat, także jeśli spojrzysz na słynne filmy lub seriale w klimacie retro, np. Peaky Blinders. Ludzie nie tylko uwielbiają historię, ale także dekoracje, ubrania i nakrycia głowy, które robią wrażenie! Na waszych półkach i wieszakach można znaleźć akcesoria i projekty niszowych polskich i francuskich projektantów. Na jakiej podstawie wybieracie produkty i producentów – czy sugerujecie się własnym gustem czy też na bieżąco śledzicie zagraniczne trendy i część z nich chcecie przenieść na polski grunt? B o r i s : - Pierwszym testem do wyboru marki jest self test. Jako miłośnicy kapeluszy, mamy własne doświadczenia z nimi i ich producentami. Ponadto, zwracamy uwagę na rozgłos - znane marki. Tak jest w przypadku Stetsona, bo kapelusze tej marki z wielowiekową tradycją wybieramy, szczerze mówiąc, w ciemno, wiedząc, że są one numerem jeden na rynku. Ta marka tworzy Fedorę (ten model nosił np. w brązowym kolorze Indiana Jones, a czarna Fedora jest symbolem gangsterów – przyp. red.) i istnieje od 1856 roku. To amerykański sen, Zachód, wielkie obszary do odkrycia. Jako neo konsument i aktywny jogin staram się przyciągać małe firmy i projektantów na frontową scenę. Doceniamy produkty lokalnie wykonane, szanujące i przyjazne środowisku, z recyklingu. To nie jest łatwe, ale naprawdę chcemy stworzyć coś nowego. Bardzo szczytna inicjatywa, tym bardziej, iż od jakiegoś czasu coraz bardziej zwraca się uwagę na regionalnych artystów, którzy tworzą niepowtarzalne, wyróżniające się przedmioty. - Właśnie, obserwujemy trend, iż wielu Polaków chce mieć unikatowe ubrania, a ich idealnym uzupełnieniem, taką „kropką na i” jest dodanie kapelusza lub innego nakrycia głowy do całej kreacji. Naszą koncepcją jest to, że teraz odwiedzający nasz sklep mogą znaleźć dotąd niedostępne, a jakże wyjątkowe kapelusze czy inne dodatki bezpośrednio w Polsce. Oczywiście czerpiemy inspirację z tego, co odkrywamy za granicą.

Jakie macie plany na przyszłość związane ze sklepem? K a r o l i n a : - Marki, które teraz mamy to tylko początek. Chcielibyśmy mieć więcej polskich projektantów i trochę więcej francuskich artykułów. Planujemy się też otworzyć na włoski rynek. Jednak naszym marzeniem jest wypromowanie własnej marki kapeluszy.

rozmowa

- kapelusz sprawia, że twoja osobowość staje się bardziej otwarta. Koło, które tworzy kapelusz wokół głowy, niejako podkreśla twarz, jest ona przez to bardziej widoczna, otwarta, a może i szczęśliwsza.

Niewielki, czarny melonik był znakiem rozpoznawczym Charliego Chaplina, w kapeluszach pozowały także ikony stylu: Audrey Hepburn, Jackie Kennedy i Marlene Dietrich, Coco Chanel. A co wyróżnia wasze kapelusze i nakrycia głowy? Na czym polega ich unikalność? B o r i s : - Jak widzisz nasze logo, to królik wyskakujący z kapelusza. Od razu pewnie skojarzysz z nim magika i to jest właśnie metafora, która idealnie wyraża nasze motto, bo jesteśmy czymś więcej niż tylko sklepem z kapeluszami - w Le Szapo można znaleźć naprawdę wiele niespodzianek! Ktoś bez kapelusza na głowie, to jak świeca bez płomienia. Tęskni za czymś. Jednym z naszych pomysłów jest także przyniesienie koloru na ulice. Jeśli wejdziesz do sklepu, możesz znaleźć mnóstwo kolorów. Dzięki wpływowi yogi, którą praktykujemy od lat, wierzymy, że ubrania dotykające twojej skóry, również dotykają twojej duszy. Jeśli materiał w kontakcie z twoją duszą jest kolorowy, przyniesie on kolor w twoim umyśle. Po drugie, staramy się promować polskich i francuskich projektantów, ze względu na moje pochodzenie. Torby Craie, Fléchet, Le Béret Français można znaleźć w wersji francuskiej. Paris + Hendzel, Pompom, Bozka, La Dame są polskim akcentem. Inne marki pochodzą z Kalifornii (Bailey, Brixton) lub Filadelfii (Stetson), ponieważ Amerykanie są niesamowicie profesjonalni w robieniu i tworzeniu kapeluszy! Le Szapo wyróżnia atmosfera w sklepie: relaks i brak stresu związanego z upływem czasu - to kluczowe słowa. - To nie tylko sklep, to miejsce, gdzie można przyjść na herbatę lub kawę. Czasami organizujemy po pracy aperitif z francuskim serem i winem. Codziennie odtwarzamy płyty winylowe na gramofonie dziadka. Można także sobie zrobić zdjęcie Polaroidem, odkryć stare komiksy, stare książki, czy poczytać stare francuskie podręczniki, jak np. Jak nauczyć się jeździć na nartach. Wpadnij i przekonaj się sam, koniecznie odwiedź nas!

73


felieton

GDZIE DIABEŁ NIE MOŻE, TAM PLASTIK POŚLE Kiedy byłam mała… Chociaż nie, potraktujmy temat uczciwie – teraz, gdy jestem już duża, nadal lubię oglądać Małą Syrenkę. Na kim wrażenia nie zrobiłby Tryton, władca oceanów, dzierżący w swojej muskularnej ręce złoty trójząb? Warto jednak zauważyć, że prototyp Aquamana oraz inne syrenki, Florek czy krab Sebastian, pływali w czystej wodzie i mogli zaplątać się najwyżej w glony (które trójzębem z łatwością można odgarnąć). Dlatego, kiedy jakiś czas temu Internet obiegło zdjęcie konika morskiego, ciągnącego za sobą patyczek do uszu, zrobiło mi się przykro, ale zarazem wstyd. Chociaż tego nie usprawiedliwiam, ani nie popieram, mogę sobie bez trudu wyobrazić butelkę pływającą w wodzie, wrzuconą tam przez krnąbrnego plażowicza. Samotna reklamówka, którą z plaży zdmuchnął wiatr też mieści mi się jeszcze w głowie. Ale patyczek do uszu? Od razu zaczynam się zastanawiać co z jeszcze z toaletowego kompletu wywędrowało do oceanu. I ogarnia mnie naprawdę obrzydzenie… Ale i przerażenie. Jak wskazuje WWF, do oceanów, rokrocznie trafia ponad 50 tysięcy ton (!) toreb plastikowych. Już ta ilość jest niewyobrażalna, ale trzeba dodać do niej wszystkie butelki i inne opakowania, a także śmieci nieplastikowe. Z niebywałą zuchwałością i lekkomyślnością dewastujemy środowisko naturalne, w myśl zasady wyznawanej przed Madame de Pompadour: Po nas choćby potop. Z drugiej strony, masowo wprost ruszają wszelkie ruchy mające nam uświadomić cośmy zrobili przyrodzie i przekonać nas do produkowania mniejszej ilości odpadów. Najgorszym wrogiem naszego pokolenia stały się jednorazowe słomki. W Internecie kupić można ekologiczne waciki kosmetyczne, bawełniane woreczki na żywność. Giganci świata mody biją się w piersi – marka Burberry, która w zeszłym roku urządziła ognisko za 38 milionów dolarów (taka była wartość niesprzedanych ubrań i akcesoriów, które poszły z dymem) teraz ogłasza, że do 2025 roku każdy plastikowy wieszak podda recyklingowi i zastąpi go wykonanym z materiału biodegradowalnego. Unia Europejska wykorzystuje oręż prawny, żeby ograniczyć użycie plastikowych opakowań. Mogłyby śmieszyć 74

te wszystkie „histeryczne” próby ratowania planety, gdyby nie fakt, że naprawdę, doszliśmy do punktu, w którym musimy chwycić się brzytwy, zanim utoniemy w śmieciach. Niezliczona jest ilość raportów o zgubnym wpływie branży fashion na środowisko. Dlatego każda próba wyjścia przez modę naprzeciw filozofii no waste, cieszy. Pod takim hasłem odbył się ostatnio pokaz mody, kończący tegoroczny Cracow Fashion Week. Studenci Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru zaprezentowali kreacje, dla których powstania inspiracją były słowa „moda zrównoważnona”. Niektórzy do tematu podeszli dosłownie. Na wybiegu dostrzec można było odpady - druty, coś co mojemu niewprawnemu oku przypominało wełnę mineralną, czy folię bąbelkową (modelka musiała mieć chyba nerwy ze stali, że udało jej się powstrzymać od „pęknięcia” każdego bąbelka). Było też kilka projektów, które mogłyby spokojnie zostać sprzedane pod szyldem „dzieci kwiaty”, wystarczy choćby wspomnieć modela, który poza krótką kurtką, miał na sobie tylko… kwiatki, z powodzeniem zastępujące figowe listki. Inni temat zero waste wykorzystali pokazując, że ubrania nie są jednorazowe, a to, co teoretycznie nie nadaje się do użytku, może być ponownie wykorzystane. W związku z tym, miejsce w kolekcji znalazły poplamione tkaniny, i wszelkiego rodzaju patchworki. Ideą była dekonstrukcja ubioru – przekonaliśmy się, że pojęcie niepotrzebnych „ścinków” nie istnieje. Jeśli brakło materiału na jeden rękaw, doszyto go z innej tkaniny, co po pierwsze – zupełnie zmienia projekt, a po drugie – pozwala w pełni wykorzystać materiały, którymi dysponujemy. Młodzi projektanci poszli nawet o krok dalej w celowym niszczeniu odzieży, niż robią to obecnie sieciówki. Dziury, rozdarcia, oderwane rękawy – każdy z tych

elementów ubioru staje się elementem stylu. Moda zrównoważona w czasie pokazu objawiła się także jako tchnące iluzją „coś z niczego”. Przyszłoby Wam do głowy, żeby w projekcie wykorzystać odblaskową kamizelkę samochodową? Mnie też nie. A studenci SAPU na to wpadli. Ostatnio wyrzuciłam dziurawą skarpetkę mojego męża. Teraz zaczynam się zastanawiać, czy on po prostu nie próbował być „zero waste”. Mówiąc jednak serio, nikt z nas nie wyjdzie na ulicę w sukience z drutów, ani nie będzie wmawiał szefowi, że biała koszula poplamiona kawą to taki design. Chodzi jednak o coś zupełnie innego – o uświadomienie sobie, że w zupełnie niefrasobliwy sposób traktujemy swoją garderobę, z jednej strony wypełniając ją po brzegi ubraniami, które z modą zrównoważoną niewiele mają wspólnego, a z drugiej – kupując od marek, które generują kosmiczne ilości odpadów po to, aby uszyć zwykły T-shirt. Krzyk planety jest jednak zagłuszany przez aplauz po pokazach. Polska marka Bio2Materials stworzyła ostatnio skórę z jabłek. O materiale powstałym z grzybów słyszeliśmy już jakiś czas temu. Branża fashion powoli szuka rozwiązań, by być bardziej prośrodowiskowa. Przecież moda musi być modna, a eko to ostatnio najważniejszy trend. Jak możemy się w ten ruch włączyć? Małymi krokami. Zwracajmy uwagę na to co kupujemy, jakie marki wspieramy. Ograniczajmy ilość odpadów, nie tylko we własnej garderobie. Zrezygnowanie z plastikowych słomek czy jednorazowych sztućców to kropla w morzu, ale kropla potrzebna. Bo jak na razie na pytanie „gdzie jest Nemo”, odpowiedzieć możemy – prawdopodobnie pływa w kupie śmieci. ANNA GÓRSKA-MICOREK


uroda

KOSMETYCZNE TRENDY Moda na ekologiczne kosmetyki i opakowania to zdecydowanie mój ulubiony kosmetyczny trend. W pogoni za pięknem zaśmieciliśmy naszą planetę do granic możliwości i nawet jeśli teraz zmienimy nasze nawyki, to niestety już trochę za późno. Są jednak na kosmetycznym rynku producenci, którzy próbują naprawić błędy przeszłości i przywrócić dawny ład w przyrodzie. Wśród nich nie brakuje polskich firm, a także wielkich marek o globalnym zasięgu! Od dawna wiadomo, że less is more, a jeśli chcesz być trendy w tym sezonie, bądź less waste!

zdj. materiały promocyjne

YOPE To polska marka produkująca kosmetyki i środki czystości. Składy opierają się w 90% z naturalnych składników i tym co wyróżnia je na rynku, to zdecydowanie świetny design, genialne zapachy i przystępna cena. Butelki Yope nadają się do recyklingu, a niektóre z nich można ponownie napełnić w butiku firmy. Żaden z produktów nie jest również testowany na zwierzętach, ale producent poszedł o krok dalej w swoich proekologicznych działaniach! Seria Kwiat Lipy powstała z myślą o pszczołach! Część dochodów ze sprzedaży tej serii jest przekazywana dla fundacji Łąka (www.laka.org.pl). Razem z nią sieją tysiące metrów kwadratowych łąk, na których zakwitło już miliony kwiatów, z których skorzystało 15 milionów pasiastych przyjaciół! Seria Kwiat Lipy zawiera 98% składników naturalnego pochodzenia, a znajdziecie w niej: żel pod prysznic, mydło do rąk, oraz naturalny balsam do rąk i ciała . Po j e m n o ś c i o d 4 0 0 - 500 ml Ce n y o d 1 9 z ł. d o 40 z ł.

KIEHL’S To firma istniejąca od 1851 roku, której korzenie sięgają do typowej XIX-wiecznej apteki, mieszczącej się na East Village w Nowym Jorku. Jest to niezwykły producent, który nie tylko korzysta z najlepszych naturalnych składników, ale stara się naprawiać świat i wspierać lokalne inicjatywy. Kiehl’s Gives to ogólnoświatowa inicjatywa dobroczynna, wspierająca działania z zakresu trzech kluczowych obszarów: badań dotyczących HIV/AIDS, poprawy jakości życia i zdrowia dzieci, i ochrony środowiska. Kiehl’s nagradza też za recykling. Za oddanie pustego opakowania produktów tej marki, w ich butiku otrzymujemy jeden stempel, 3 stemple możemy wymienić na balsam do ust, 5 na produkt z kolekcji Travel Size, a za 10 stempli dostaniecie pełnowymiarowy produkt o wartości do 95 zł. Dbanie o planetę się opłaca! Pojemnoś ci od 9ml. d o 500 ml. Ceny od 45 z ł. d o 295 z ł.

76


uroda

GLOV Ta polska marka to niekwestionowany specjalista od oczyszczania twarzy w duchu zero waste. Już od dłuższego czasu na rynku dostępna jest ich rękawica do demakijażu, która zastępuje kilka produktów (żel do demakijażu, peeling, wodę micelarną, tonik itp.) i bez problemu radzi sobie z makijażem wodoodpornym! Wystarczy ją tylko namoczyć i zetrzeć za jej pomocą make up. Po demakijażu rękawicę wypłukujemy z resztek produktów i możemy jej używać aż do trzech miesięcy! Glov wypuścił teraz nowy produkt dla miłośników płatków kosmetycznych - Moon Pads - zestaw pięciu wacików wielokrotnego użytku, które można prać w pralce. Możesz z nimi używać swoich ulubionych kosmetyków do usuwania makijażu, lub jak w przypadku rękawic jedynie wody. W ofercie Glov znajdziecie też rękawicę do peelingu ciała, ręczniczek do zmywania masek, preparaty do czyszczenia rękawic i prześliczne opaski i turbany do włosów ułatwiające pielęgnację twarzy! Ce n y rę ka w ic o d 2 5 z ł, Moon p a d s od 30 z ł.

KEVIN MURPHY Kevin Murphy, tworzący produkty do pielęgnacji włosów, od lat wspiera akcje charytatywne, o zasięgu lokalnym i globalnym, ale najbliższe sercu marki są działania, wspierające ochronę środowiska naturalnego. Firma używa jedynie zdatnych do recyklingu lub biodegradowalnych opakowań, a składniki kosmetyków pochodzą ze źródeł odnawialnych i gospodarki zrównoważonej, pozyskiwane w sposób nieszkodliwy dla środowiska naturalnego. Kevin Murphy zwraca również szczególną uwagę na śmieci, zalegające w oceanie i jako pierwsza firma na świecie, do połowy 2019 r. zastąpi swoje plastikowe opakowania, na te wytworzone w 100% z recyklingu tworzyw sztucznych, usuwanych z oceanów. Ta zmiana przewiduje uniknięcie 360 ton (!) nowych plastikowych opakowań każdego roku. Obecnie jedynie 9% tworzyw sztucznych ulega recyklingowi, o ile mniej zanieczyszczone byłyby nasze oceany, gdyby producenci poszli tą samą drogą, co Kevin Murphy? Pojemnoś ci od 40 ml. d o 458 ml. Ceny od 26 z ł d o ok . 195 z ł.

HYDROPHIL Zastanawialiście się kiedyś ile patyczków do czyszczenia uszu zużywacie w ciągu tygodnia? W ciagu miesiąca? Roku? Wydawałoby się, że tak niewielki kawałek plastiku nie może zrobić wielkiej krzywdy. A teraz zabawmy się w tę samą grę ze szczoteczką do zębów, z gąbką do ciała… sporo tego, prawda? Hydrophil to producent biodegradowalnych akcesoriów do higieny jamy ustnej i ciała, w bardzo atrakcyjnych cenach. W ich ofercie znajdziecie świetne bambusowe szczoteczki do zębów, patyczki do uszu również wykonane z bambusa i bawełny, oraz świetną saszetkę na mydło, która pozwoli nie tylko utrzymać mydlaną kostkę w porządku, ale również wykorzystać do ostatniego grama. Sizalowa saszetka jest genialna do szczotkowania ciała na sucho oraz do wykonywania peelingu pod prysznicem! Genialnie ujędrni ciało i pomoże w pozbyciu się wrastających włosków. W ich ofercie znajdziecie także serię dla dzieci, bo miłością do naszej planety trzeba zarażać od pierwszych dni życia! Ce n y o d ok . 8 z ł d o 20 z ł.

77


wybrane

PURIFYING FACIAL CLEANSER OCZYSZCZAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY Wyjątkowo delikatny żel, stworzony z myślą o skórze dojrzałej, przesuszonej, wrażliwej, z niedoskonałościami. Dzięki delikatnym i bezpiecznym czynnikom myjącym pochodzenia naturalnego zapewnia perfekcyjne oczyszczanie bez podrażnień, nie zaburza równowagi hydrolipidowej skóry, chroniąc jej naturalne pH. Oparty na wyciągach z roślin o działaniu złuszczającym i kojącym, usuwa wszelkie zanieczyszczenia, w tym martwe komórki naskórka i nadmiar sebum, odblokowuje pory, łagodzi zapalne zmiany trądzikowe i doskonale przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Nie zawiera mydła. /mat.pras../

- 98,8% składników pochodzenia naturalnego - 2,6% naturalnych olejków eterycznych - 100% wegan i wegetarian REKOMENDACJA: skóra wrażliwa i przesuszona oraz tłusta i mieszana, z niedoskonałościami EFEKTY: doskonale oczyszczona, świeża, odprężona skóra, przygotowana na przyjęcie preparatów pielęgnacyjnych. Pojemność: 125 ml/ cena: 89 pln

ŚWIĘTO WIOSNY Od 20 lat linią Aqua Allegoria, Guerlain tworzy zapachy - pocztówki, będąc ucieleśnieniem miejsc, wspomnień i emocji. Każda z nich jest olfaktoryczną podróżą, w której sercu zamknięta jest emblematyczna dla Guerlain kalabryjska bergamotka zwana „zielonym kalabryjskim złotem”. W tym roku kreatorzy zapachów Guerlain za kierunek podróży obrali Azję prezentując jej oblicze za pomocą kwiatów wiśni i imbiru. FLORA CHERRYSIA Kwitnące kwiaty wiśni roztaczają w marcu ulotny kwiatowy aromat, szybujący w niebo,jakby niesiony delikatną pieszczotą wiatru. Akcent pudrowego fiołka dodaje temu akwarelowemu zapachowi jeszcze więcej wdzięku i kobiecości - Delphine Jelk. Optymistyczna kompozycja w kolorze pastelowego różu dla oddania subtelnej natury kwiatu wiśni została zaakcentowana poprzez akordy gruszki nashi i arbuza, nadając jej bardziej wodny i ożywczy charakter, a cielesne białe piżmo podkreśla jej pudrową naturę.

78

GINGER PICCANTE Fantazja o kwiecie imbiru z Azji. Składnik uwydatniony tak pięknie-do perfekcji, nadaje zapachowi niepowtarzalny charakter w kompozycji świeżego i kandyzowanego imbiru oraz róży - Thierry Wasser. Świetlisty imbir w towarzystwie bergamotki, cytryny i pieprzu zyskuje ciepły i namiętny charakter podkreślony akordem róży dla jeszcze bardziej słonecznego efektu, by ukazać szlachetność drewna cedrowego i białego piżma. M I K O Ł A J T Y PA


testujemy kosmetyki zdj. materiały promocyjne 80

seria ETERNAL GOLD Organique JAKI JEST KWIECIEŃ - KAŻDY WIE. SŁOŃCE TYLKO LEKKO WYJDZIE ZZA CHMUR, A JUŻ BY SIĘ CHCIAŁO WSKOCZYĆ W LETNIE SUKIENKI, ZACZYNA SIĘ SEZON PLENEROWYCH IMPREZ I NIE SPOSÓB CHOWAĆ SIĘ ZA GRUBYMI RAJSTOPAMI I DŁUGIMI RĘKAWAMI. A JAKIE JEST KWIETNIOWE CIAŁO? BLADE, SPRAGNIONE NAWILŻENIA I PILNIE POTRZEBUJĄCE UJĘDRNIENIA. WSZYSTKIE TE PROBLEMY ROZWIĄZAĆ MA SERIA KOSMETYKÓW DO CIAŁA ETERNAL GOLD OD MARKI ORGANIQUE. POSTANOWIŁAM WIĘC WRZUCIĆ POD LUPĘ AŻ CZTERY PRODUKTY Z TEJ SERII I OPOWIEDZIEĆ WAM JAK SPRAWUJĄ SIĘ W ZESTAWIE, I CZY SPISUJĄ SIĘ W POJEDYNKĘ. W ROLACH GŁÓWNYCH: NEKTAR DO KĄPIELI, PEELING, BALSAM DO CIAŁA I SUCHY OLEJEK.

WYGLĄD I APLIKACJA Nektar: Peeling: Balsam: Olejek:

����� ����� ����� �����

Wszystkie z kosmetyków mają bardzo estetyczne, przezroczyste opakowania, opatrzone identyczną etykietką. Dzięki bezbarwnym pojemnikom możemy kontrolować ile produktu jeszcze pozostało i napawać się widokiem roziskrzonych drobinek, skrytych w środku. Balsam i peeling zostały zamknięte w plastikowych słoiczkach z metalowymi zakrętkami, natomiast nektar i suchy olejek - w ciężkich szklanych pojemnikach, które za każdym razem, gdy

ich używałam, fundowały mi mały zawał. O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć szklane opakowanie dla olejku, niekoniecznie odpowiadało mi ono w produkcie, którego używamy podczas kąpieli mokrymi i śliskimi rękami. Bałam się że wyślizgnie mi się z rąk i roztrzaska w wannie, dlatego zdecydowanie wolałabym opakowanie z biodegradowalnego plastiku. Wszystkie z kosmetyków aplikujemy dłońmi. Szkoda, że peeling i balsam nie zostały zamknięte w tubkach zamiast słoiczków, wtedy nie wprowadzalibyśmy wody do peelingu, która przyspiesza jego rozpuszczanie, a w przypadku balsamu - forma tubki jest po prostu bardziej higieniczna. Nektar ma zwyczajną butelkę z otworem,

przez który dozujemy produkt, a suchy olejek aplikujemy sprayem, co zresztą świetnie się sprawdza.

KONSYSTENCJA, ZAPACH I KOLOR Nektar: Peeling: Balsam: Olejek:

����� ����� ����� � � � � �

Konsystencje są raczej typowe dla tego rodzaju produktów. Nektar, to gęsta, wręcz lekko galaretkowa, roziskrzona milionem złotych drobinek substancja, o bardzo intensywnym owocowym zapachu, który niestety zupełnie znika po zetknięciu


SKŁAD Nektar: Peeling: Balsam: Olejek:

����� ����� ����� �����

Składy wszystkich testowanych przeze mnie kosmetyków z serii Eternal Gold są naprawdę bardzo dobre. W nektarze znajdziemy Xeradin (ekstrakt z szałwi muszkatołowej), koktajl ekstraktów owocowych, glicerynę roślinną, pantenol i oczywiście złoto. Peeling oprócz cukru zawiera masło Shea, witaminę E i olej sojowy. Balsam ma te same składniki aktywne co nektar do mycia, a w olejku znajdziemy oleje: jojoba, słonecznikowy i z pestek winogron oraz witaminę E.

DZIAŁANIE Nektar: Peeling: Balsam: Olejek:

����� ����� ����� �����

Nektar ma za zadanie oczyszczać i rozświetlać skórę, niestety wywiązuje się jedynie

z pierwszego z zadań. Ładnie myje ciało, nie wysuszając go przy okazji, jednak nie zauważyłam żadnego rozświetlenia, nawet kiedy nakładałam go na ciało bezpośrednio za pomocą gąbki. Drobinki uciekają razem z wodą i właściwie nie pozostawiają po sobie śladu. Peeling bardzo fajnie wygładza skórę, a za sprawą olejów w składzie, po masażu pozostawia skórę mocno nawilżoną, nie tłustą, a raczej satynową. Stosowany regularnie zdecydowanie uelastyczni i ujędrni ciało. Ja lubiłam używać go przed depilacją, bardzo dobrze radzi sobie z wrośniętymi włoskami. Balsam mocno nawilża skórę, będąc przy tym bardzo lekkim, więc bez wahania możemy go stosować tuż przed wyjściem, bez obaw że nie zdąży się wchłonąć. Bardzo odpowiada mi jego subtelny, ale widoczny efekt rozświetlenia. Drobinki pięknie odbijają światło, co daje efekt wyszczuplenia, a skóra wygląda bosko! Co ciekawe drobinki zastygają razem z balsamem na ciele i nie wędrują później po ubraniu. Olejek w spraju, to zdecydowanie mocniejszy kaliber, zarówno w odżywieniu (to za sprawą dużej ilości olejów w składzie), jak i rozświetleniu, które można intensyfikować. Jednak efekt, który nim uzyskamy, może być mocny albo bardzo mocny. Przy mojej jasnej karnacji, dwie warstwy sprawdzały się w roli delikatnego bronzera, przyciemniając moje ciało o jeden ton i tworząc przy tym złotą taflę. Myślę, że na opalonym ciele efekt będzie jeszcze piękniejszy. Ja olejek wykorzystywałam również do makijażu twarzy - wiecie jak lubię multifunkcyjność w kosmetykach i ten olejek jest aktualnie moim ukochanym rozświetlaczem do policzków (wygląda też obłędnie na ustach!). Po wchłonięciu w skórę, drobinki, również tak jak w przypadku balsamu, raczej nie wędrują po ubraniu, jednak radziłabym uważać przy aplikacji! Jeśli mamy na sobie czarne ubranie, najlepiej wtedy olejek nałożyć najpierw na dłoń, a dopiero potem ostrożnie nakładać na ciało. STOSUNEK CENY DO JAKOŚCI Nektar: Peeling: Balsam: Olejek:

����� ����� ����� �����

Za 200 ml butelkę nektaru do kąpieli zapłacimy 49 zł i według mojej oceny, to stanowczo za dużo. Gdyby zostały spełnione wszystkie obietnice producenta, to biorąc pod uwagę dobry skład i właściwości nawilżające, nie miałabym nic przeciwko

tej cenie. Jednak nektar nie spełnia jednej z głównych funkcji, co czyni go zdecydowanie za drogim. Peeling o tej samej pojemności co nektar, kosztuje 69 zł i ze względu na skład i właściwości zdzierające, cena wydaje się nie być specjalnie wygórowana, choć w tym przedziale cenowym, myślę, że uda znaleźć się równie udane naturalne peelingi i do tego lepiej pachnące. Natomiast zarówno balsam jak i olejek są zdecydowanie warte swojej ceny. 200 ml rozświetlającego masła kosztuje tyle co peeling, a 100 ml suchego olejku - zaledwie 79 zł.

testujemy kosmetyki

z wodą, choć bardzo ładnie się pieni. Peeling cukrowy jest zdecydowanie bardziej drobnoziarnisty niż się spodziewałam, co pozytywnie wpływa na jego zdolności polerujące i ujędrniające, ale jednocześnie nie rozpuszcza się zbyt szybko w wodzie. Trochę rozczarował mnie jego zapach - cała kolekcja ma mocny i bardzo przyjemny owocowy zapach, a peeling pachnie właściwie niczym i jedyne co w nim można wyczuć, to zapach oleju. Gdybym stosowała go solo, pewnie nie zwróciłabym na to szczególnej uwagi, ale testując całą serię widzę, że odstaje w tej kwestii od swoich towarzyszy. Peeling jest koloru beżowego i jako jedyny nie posiada złotych drobinek. Balsam do ciała ma świetną lekką formułę, owocowy nienachalny zapach, który utrzymuje się dłuższą chwilę po aplikacji i posiada milion drobno zmielonych złotych drobinek. Suchy olejek to, jak sama nazwa mówi - olejek, ale taki, który zdecydowanie szybciej wchłonie się w nasze ciało, niż inne produkty tego typu. Zapach jest taki jak u reszty kolegów z serii (pomijając peeling), ale trwa najdłużej, a jego złote drobinki mają większą gramaturę i jest ich wyraźnie więcej niż w balsamie.

OCENA KOŃCOWA Nektar: Peeling: Balsam: Olejek:

����� ����� ����� �����

Pewnie nietrudno się Wam domyślić, który z kosmetyków najmniej przypadł mi do gustu, a z którymi zostanę na dłużej. Nektar niestety trochę mnie rozczarował, począwszy od szklanej, niewygodnej butelki, po brak obiecanego rozświetlenia. Doceniam natomiast to, że nie przesuszył mojej, skłonnej do podrażnień skóry i jestem fanką jego składników aktywnych, które w nim znajdziemy. Peeling podobał mi się zdecydowanie bardziej. Nie podrażniał, a ładnie wygładzał i nawilżał skórę. Lubię używać go przed depilacją, żałuję tylko, że nie pachniał jak reszta towarzystwa. Balsam uwielbiam za lekkie rozświetlenie, szybkie wchłanianie i bardzo dobry skład, który z biegiem czasu będzie cudnie uelastyczniał i ujędrniał ciało. Ale moje serce skradł suchy olejek! Można go wykorzystać na wiele sposobów, a dla bladolicych spełni się także w funkcji upiększacza do ciała, który potrafi zakamuflować niedoskonałości, takie jak pajączki czy zaczerwienienia na nogach. Obecnie to również mój ulubiony rozświetlacz do policzków i nie mogę już doczekać się lata, żeby wybłyszczyć się nim od stóp do głów!

81


rozmowa fot. Freepik.com 82

ZDAŃ KILKA O ŚWIECIE, WYMIENIONYCH NAD KAWĄ

WIOSNA INSPIRUJE. ŻYCIE NABIERA NOWEGO TEMPA I NARESZCIE WYCHODZI Z MROKU ZIMOWYCH WIECZORÓW. TO ODRADZANIE SIĘ ŻYCIA NAPEŁNIA MNIE NOWĄ ENERGIĄ ORAZ SKŁANIA DO PRZEMYŚLEŃ. CIEPŁE DNI WYZWALAJĄ WE MNIE OCHOTĘ PRZEBYWANIA Z LUDŹMI, A ICH HISTORIE NIERZADKO URUCHAMIAJĄ PRZEMYŚLENIA NA TEMAT SWOJEGO ŻYCIA.

Właśnie w jeden z takich dni umówiłam się na kawę i pogaduszki z kobietą. Z pewną Izabelą, którą znam już kilka ładnych lat i niezmiennie podziwiam za niezłomną życiową wytrwałość. Dotarłam na miejsce lekko spóźniona. Izabela, punktualna jak zawsze, siedziała już przy witrynie baru na krakowskim Kazimierzu. Zaabsorbowana pracą, z ulubioną muzyką w słuchawkach, nawet nie zauważyła jak się do niej dosiadłam.

Wiecznie w pracy? - Ha tak to wygląda, gdy pracujesz z ludźmi z różnych stref czasowych. Umowne osiem godzin rozciąga się w każdą stronę. Tego Wam jeszcze nie powiedziałam, Izabela jest prawdziwą estetką-pasjonatką. Swoją pasję przekuła w misję, dzięki czemu na co dzień zajmuje się kosmetologią. Jej życie zawodowe wykracza poza granice Krakowa, a nierzadko i Polski. Jako ekspert,

regularnie zapraszana jest na konferencje i summity organizowane na całym świecie. Dużo podróżujesz. To musi być wspaniałe mogąc czerpać inspiracje i przede wszystkim, doświadczać różnorodności kultur. - Tak, świat jest ogromny, ale podróżowanie obecnie tak łatwe (śmiech), że wszystko wydaje się bliskie i osiągalne. A właściwie, nie wydaje się, a jest! Jednak nie zmienia to faktu, że jest różnorodne. My Europejczycy


Co masz na myśli? - Opowiem Ci kilka ciekawych przykładów z ostatnich konferencji. Chiny wydają się być bardzo otwarte na turystów, ale zapominamy o tym, że panuje w nich cenzura. Gdy przyleciałam do Shenzhen, okazało się, że dostęp do mojego dysku w chmurze, na którym trzymałam prezentację jest zablokowany. Musiałam stanowczo wytłumaczyć mojemu „opiekunowi” na konferencji, że nie mogę wygłosić swojej prelekcji przed trzystoma specjalistami z całego świata, mówiąc jedynie z głowy… Inną sprawą jest też komunikacja. Dla Europejczyka poruszanie się po ichnim mieście stanowi nie lada wyzwanie. Znaki są jedynie w języku chińskim! Nawet w hotelu poszukiwanie np. basenu polega na wybieraniu na chybił trafił różnych drzwi. W Osace spotkały mnie inne przygody. Bardzo się zdziwiłam, gdy podszedł do mnie Japończyk, w wieku, powiedzmy, około pięćdziesięciu lat i idealnym angielskim zapytał czy może zrobić sobie ze mną zdjęcie. Wprost zapytałam dlaczego. Odpowiedział mi, że jego rodzina nigdy jeszcze nie widziała Europejki! Inna ciekawostka z Japonii – restauracje umieszczają w swoich witrynach plastikowe modele swoich potraw. Jest to norma, tak jak u nas menu z wypisanymi pozycjami. Mnie osobiście, nie zachęcało to do posiłku w takiej restauracji. Teraz z niecierpliwością czekam na to, co przydarzy mi się w Barcelonie, do której lecę w przyszłym miesiącu. Swoją drogą, nie mogę się również doczekać pysznej paelli, która nigdzie nie smakuje tak dobrze – jestem wielkim fanem śródziemnomorskiej kuchni. Jako jedna z nielicznych znanych mi osób regularnie dzielisz życie pomiędzy różne miasta. Powiedz czy nie czujesz cię „oderwana” od poczucia przynależności do jednego domu? - Nie. Dom mam tylko jeden. Ale to prawda, że jeden tydzień w miesiącu spędzam w Londynie. Mam już tam swoje ulubione kawiarnie, restauracje czy nawet, a może przede wszystkim butiki. Podobnie w Warszawie. Poza tym regularne wizyty powodują, że ludzie zaczynają cię rozpoznawać. Początkowe uśmiechy zamieniają się

rozmowa fot. arch. prywatne

bierzemy nasz stan rzeczy za coś normalnego. Czy to Kraków, Warszawa, Paryż czy Londyn – tutaj życie toczy się w rytm kultury zachodniej. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie cały świat jest taki.

Dr Izabela Załęska - z wykształcenia kosmetolog. Mama Agusi, bizneswoman, nauczyciel akademicki, szkoleniowiec, pasjonatka muzyki i czerwonego wina.

w krótkie „rozmówki”, a po jakimś czasie stajesz się „tubylcem” i dowiadujesz się coraz więcej o ich życiu. Chyba taka jest natura ludzka, że w każdym zakątku świata szuka się „swoich miejsc”, gdzie czujemy się bezpiecznie i komfortowo. Tak samo jak ludzie, którzy niejako „z natury” szukają kontaktu. To bardzo miłe, niezależnie czy jest to Pani Jadwiga, u której od dwudziestu lat kupuję warzywa czy Jonathan, który przyrządza najlepsze frappe w południowym Londynie. Zapewne, jak i ja, masz swoje ukochane wspomnienia. Takie, które przechowujesz w sercu niczym fotografie. Podzielisz się nimi? - Wiesz co, tymi chwilami z najbliższymi nie dzielę się z nikim. Ale rzeczywiście, mam też obrazy, które mnie zachwyciły. Takie wspomnienia, do których z przyjemnością wracam. Zresztą czy nie uważasz, że żyjemy w świecie obrazów? Codziennie jesteśmy bombardowani pięknymi zdjęciami z całego świata. Tym bardziej trzeba docenić prawdziwe momenty, w których świat pokazuje Ci swoje oblicze bez filtra. Czasami sama łapię się na tym, że ich nie dostrzegam. W biegu i natłoku zajęć, gdy gonią nas terminy, problemy życia codziennego ciężko jest zatrzymać się na podziwianie jego uroków. A szkoda! Moje obrazy

w większości dotyczą rodziny i przyjaciół. Ale jeśli mówimy o szerszym aspekcie i różnorodności świata, to z pewnością jednym z moich ulubionych wspomnień jest zachód słońca na Moście Ponte Vecchio we Florencji. Urokliwe, wąskie uliczki i tańczące po nich słońce. Ostatnio, w Londynie zakwitły pierwsze pąki na drzewach. Różowy ich kolor odcinał się od marmurów i szarości budynków, dając cudowny kontrast. Widok panoramy Monte Carlo jest zdumiewający, niezależnie od pory dnia. Oraz, co zabrzmi trochę pospolicie, ta chwila, gdy lecisz samolotem i znajdujesz się nad chmurami… Jesteś w niebie i w tym momencie nie ma nic innego. Takie chwile chyba zdumiewają każdego. Niezależnie od wieku, miejsca pochodzenia czy zamieszkania. Jeśli się dobrze zastanowić, to jesteśmy sobie bliżsi niż przypuszczamy. Tak oto rozpoczęłam wiosenne rozmyślania o Świecie. Od popołudniowej kawy w ciekawym towarzystwie. Konieczne były jeszcze dwie filiżanki, zanim skończyłyśmy rozmowę, a rozmowa dotyczyła spraw już całkiem osobistych, których tu przytaczać nie będę.

K.H.

83


imprezy i otwarcia

TARGI SLOW FASHION

zdj. Anna Maria Rusinek

9-10 MARCA 2019 CENTRUM PRASKIE KONESER WARSZAWA

86


mysł z y m za pobud

y

Galeria Krakowska, I piętro ul. Pawia 5, 31-154 Kraków tel. 12 628 72 52 restauracja@miyakosushi.pl www.miyakosushi.pl dołącz do nas


newsy zdjęcia: mat. promocyjne

ZDROWE NIE TYLKO DLA ORGANIZMU Wydaje się, że koncepty zero waste rozmnażają się tak intensywnie, że nie sposób za nimi nadążyć. Ostatnim trendem jest wizja totalna - restauracja zero waste, której wszystkie elementy zostały zaprojektowane w myśl tej filozofii. Przykładem takiego lokalu jest nowojorski pop-up Zero Waste Bistro.

Restauracja została opracowana przez Instytut Kultury Fińskiej w Nowym Jorku, a jej projekt jest oparty na założeniach lokalu Nolla, reklamowanego jako pierwszy w regionie skandynawskim koncept gastronomiczny zero waste. Linda Bergroth, projektantka wnętrza, wykorzystała do zbudowania ścian pane-

li, wykonanych z materiału Tetra Pak. Ich kolor zależy od zabarwienia produktu, jaki w danym okresie poddawany jest recyklingowi. Durat (materiał powstały w wyniku recyklingu plastiku) posłużył do zrobienia tac. Jak widać, możemy być dużo bardziej troskliwi, niż nam się wydaje. Bistro udowadnia, że się da.

INNOWACJE W GASTRONOMII Już 12 kwietnia odbędzie się pierwsza w tym roku i do tego specjalna edycja konferencji MADE FOR Restaurant, organizowana przy współpracy z Miastem Kraków, ogłoszonym Europejską Stolicą Kultury Gastronomicznej 2019. To największe w Polsce, obecne w pięciu miastach, wydarzenie dla branży gastronomicznej, które co roku skupia około 1000 najambitniejszych uczestników rynku. To też jedyna scena

88

gastronomiczna, na której stają zarówno polscy, jak i zagraniczni praktycy. Hasłem przewodnim tegorocznych konferencji są Innowacje. Gościem specjalnym konferencji w Krakowie będzie wielu wybitnych praktyków, ale na pierwszym miejscu warto wspomnieć Słowenkę Anę Roš, uznaną za najlepszą szefową kuchni świata. Prestiż i poziom merytoryczny konferencji podniosą wyjątkowi Partnerzy - Akademia Leona Koźmińskiego, Guest Experience

Think Tank Academy oraz Instytut Kulinarny Transgourmet. Warto wspomnieć, że program wydarzenia ma jeszcze wiele kart do odkrycia, np. w postaci współpracy z wybitnymi małopolskimi szefami kuchni i cukiernikami. Więcej na: forsolutions.pl/konferencje-gastronomiczne/made-for-restaurant-krakow-2019/


newsy

OPAKOWANIE, KTÓRE MOŻESZ ZJEŚĆ Rozsądną alternatywą dla jednorazowych plastikowych opakowań wydaje się być, na przykład, szkło. Jednak wiemy dobrze, że przenoszenie wszystkiego w szklanych opakowaniach mogłoby być uciążliwe. Dlatego projektanci i badacze intensywnie poszukują innych rozwiązań.

Interesująca w tej dziedzinie jest praca dyplomowa Róży Janusz, absolwentki poznańskiej School of Form. Jej alternatywą dla plastiku jest SCOBY - materiał, który powstaje w wyniki fermentacji cukrów, dzięki której powstaje membrana na powierzchni płynu (kombucha). Następnie tka swoją formę w obrębie naczynia, tworząc lekką konstrukcję przypominającą miskę.

Materiał ma właściwości membrany i sprawdzi się do przechowywania suchych i półsuchych produktów. A więc orzechy, ziarna, płatki śniadaniowe. Po zużyciu opakowania możemy uzupełnić nim kompost albo...zjeść. Kto powiedział, że talerz nie może być częścią posiłku?

Restauracja Taco Mexicano Kraków , ul. Poselska 20 tel.: 12 421 54 41 www.tacomexicano.pl

MEKSYKAŃSKA LEGENDA W CENTRUM KRAKOWA.... ZAPRASZAMY DO SPRÓBOWANIA NOWYCH DAŃ IDEALNYCH NA CHŁODNE DNI... Choriqueso z salsą blanca o dowolnej ostrości Ognisty Fajitas Monterrey z kurczakiem i grillowaną papryczką jalapeńo A na deser oryginalny meksykański sernik z polewą truskawkowo-pomarańczową

OD PONIEDZIAŁKU DO PIĄTKU W GODZINACH OD 12 DO 18 ZAPRASZAMY NA HAPPY HOURS!


świat alkoholi

SARA

HAMADYK Uwielbiam również, kiedy umiera jakiś stereotyp. Whiskey nie jest już zarezerwowana dla nikogo [...]

– opowiada Sara Hamadyk, pierwsza w Polsce ambasadorka irlandzkiej marki Tullamore D.E.W., utalentowana barmanka, pasjonatka kina. O kobietach w branży whisky, pokutujących stereotypach i artystycznej przeszłości – rozmawia SZYMON BIRA.

Sara, widziałaś Whisky dla aniołów, Kena Loacha? - Oczywiście! To jeden z pierwszych filmów z jakąkolwiek tematyką alkoholową, jakie widziałam w życiu. Niesamowicie zabawne żarty sytuacyjne, ciekawie opisane postacie i bardzo mądre przesłanie – nie ma ludzi nieodpowiednich do picia whisky! To ważne przesłanie, szczególnie w sytuacji, gdy jest się młodą kobietą pracującą z tym trunkiem. Chciałem nawiązać tym do Twoich pasji – filmu i whisky. Powiedz, w jakiej kolejności je wymieniać? Po drodze pojawiło się chyba również śpiewanie. Uporząd-

90

kujmy proszę to, czym się zajmowałaś do tej pory. - Nie mogę narzekać na nudę w życiu! Cała „artystyczna” przygoda rozpoczęła się już w liceum – tam zaczynałam, śpiewając w chórze, ucząc się w szkole muzycznej i grając w teatrze. Ta część jest na pewno odpowiedzialna za moją miłość do „ładnych” i wizualnie dopracowanych rzeczy! Idąc śladem artystycznych poczynań, zdecydowałam się na studiowanie organizacji produkcji filmowej w Krakowie, jednocześnie pracując przy wielu projektach warszawskich studentów. W Krakowie stawiałam też swoje pierwsze kroki za barem. Pierwsze nocne spacery po krakowskim

rynku i pierwsza whiskey dzielona z przyjaciółmi w deszczu – poetyckie wspomnienie, które skłoniło mnie do zgłębiania pasji leżakowanych trunków. Dziś niestety nie pojawiam się na deskach żadnej sceny czy teatru, ale nadal wolne chwile spędzam w kinie. Whiskey zajmuje natomiast najwyższe miejsce w moim sercu! W lipcu 2018 roku wygrałaś konkurs na Brand Ambasadora marki Tullamore D.E.W. i tym samym stałaś się pierwszą ambasadorką tej irlandzkiej whiskey w Polsce. Sukces nie pojawił się znikąd, w 2017 r. byłaś jedyną kobietą, która znalazła się w finale World Class Poland


(to jeden z najbardziej prestiżowych konkursów barmańskich w Polsce - przyp. red.), pracowałaś w najlepszych barach w kraju... - Bycie jedyną kobietą w przeróżnych kręgach wydaje się moim małym hobby [śmiech]. Również w branży filmowej, jeszcze parę lat temu, nieczęsto spotykało się kobiety – na szczęście dziś kobiety świetnie sobie radzą w każdej możliwej profesji. Jest to niewątpliwie ogromne wyróżnienie – bycie jedyną kobietą w konkursie World Class, jak i sam udział w finale tego fantastycznego wydarzenia. Niewątpliwie to praca w świetnych barach przyczyniła się do rozwoju miłości zarówno do koktajli, jak i whisky! Do końca życia pamiętać będę, jak w poznańskim Whisky Barze 88 w wolnych chwilach przeglądałam setki butelek z całego świata, nie dowierzając, jak wiele istnieje przeróżnych destylarni, edycji, wariantów. „Bakcyl” whisky niewątpliwie został zaszczepiony we mnie od samego początku pracy za barem – miałam ogromne szczęście, dostając od losu możliwość pracy w Coctail Barze & Domu Whisky w Warszawie czy właśnie w poznańskim Whisky Bar 88. Okazuje się, że w branży powierzchownie kojarzonej z panami w średnim wieku, kobiety czują się świetnie i to praktycznie od początków jej istnienia.

92

Zajmują najważniejsze stanowiska zarządzające, ambasadorskie, managerskie, barmańskie czy handlowe. Piszą o whisky, fotografują ją, blogują. Jak Ty się czujesz jako Kobieta w krainie whisky (tytuł popularnego vloga Sylwii Szwedo – przyp. red.) i co Cię właściwie do tej krainy przyciągnęło? - Każdy barman, który kierunkuje się w stronę jakiegoś alkoholu/firmy, przechodzi przez jedno wydarzenie, które staje się „kamieniem milowym” w jego historii. W moim przypadku była to jedna osoba, której sposób opowiadania o whisky przyciągnął mnie na nie jedno, ale aż trzy szkolenia z jego udziałem! Od tamtej pory – to prawie pięć lat – mój świat jest pełen whisky i jej historii! Uwielbiam również, kiedy umiera jakiś stereotyp. Whiskey nie jest już „zarezerwowana” dla nikogo – firmy ją produkujące chcą, aby w ich portfolio znalazło się coś dla każdego. Nieważne więc, czy jesteś młody, starszy, czy jesteś kobietą czy mężczyzną! Niewątpliwie kobiety zawodowo pracujące z whisky to wciąż mniejszość, szczególnie na stanowiskach ambasadorskich. Na szczęście na całym świecie się to zmienia, kobiet ambasadorek przybywa, przedstawicielki płci pięknej pracują jako managerki destylarni, nadzorują produkcję whisky czy nawet zajmują stanowisko master blenderów! To piękne, gdy kobiety potrafią w męskim towarzystwie, na degustacji czy szkoleniu, błyszczeć wiedzą o whisky. To wciąż rosnąca grupa. Ku mojej ogromnej radości, coraz więcej kobiet zaczyna interesować się whiskey poważniej – mamy fantastyczne whisky-blogerki, a konkursy koktajlowe firm produkujących whisky coraz częściej goszczą kobiety tworzące przepyszne koktajle na bazie szkockich czy irlandzkich trunków. Ogromnie cieszę się więc, że mogę pracować właśnie z tą, a nie inną marką. Irlandzki Tullamore D.E.W. to idealny trunek, który mogę polecać innym kobietom jako rozpoczęcie drogi do fascynacji tematyką whisky! Zdradzisz, kim była tajemnicza osoba, która przyciągnęła Cię swoją opowieścią na szkolenia? - Kawał czasu pracowałam w barach specjalizujących się w sprzedaży whisky, dzięki temu, często pojawiając się na festiwalach, pracowałam z jednym z ambasadorów – ówcześnie marki Glenfiddich. Mateusz Zabiegaj, o którym mowa, na początku mojej „kariery” barmańskiej przeprowadzał akurat szkolenia na terenie Poznania. Do dziś śmiejemy się, że brałam udział w trzech jego

szkoleniach w ciągu dwóch dni! Ogromnie spodobało mi się, jak wiele cudownych historii stoi za butelkami, po które sięgamy jako barmani. Mogę stwierdzić, że to właśnie przez jego szkolenia obudził się we mnie whisky-apetyt. Dziś już pracujemy dla różnych marek, ale wciąż praca Mateusza i to, jak bardzo rozpoznawalny jest wśród barmanów i wielbicieli whisky, jest dla mnie ogromną inspiracją! Tullamore D.E.W. ostatnio bardzo się zmienił. Opowiedz, czego pod tym szyldem będziemy mogli spróbować dzisiaj na rynku? - Przede wszystkim w drugiej połowie zeszłego roku wprowadziliśmy do Polski dwa nowe warianty: Tullamore D.E.W. XO Rum Cask Finish – owocowy i słodki blend finiszowany w beczkach po karaibskim rumie, whiskey stworzona do miksowania i tworzenia koktajli oraz Tullamore D.E.W. 14YO – potrójnie destylowana irlandzka whiskey typu single malt. Ta druga to „perełka”, której spróbować musi każdy koneser i wielbiciel tego gatunku! Oprócz tego odświeżyliśmy też wizualne aspekty naszej marki – rozjaśniliśmy kolory naszych materiałów marketingowych i staramy się trafić do szerszego grona odbiorców. Chcemy, aby nasza whiskey kojarzyła się ze swoim fantastycznym i unikatowym charakterem, koktajlami (do których pasuje jak ulał) i nowoczesnym podejściem do produkcji whiskey, aniżeli tylko z irlandzkimi pubami i Irish Coffee! Na koniec zawsze staram się wyłudzić jakąś rekomendację – na bezludną wyspę zabierasz klapki, psa i ulubioną powieść, przydział obejmuje również butelkę whisky. Dla utrudnienia, nie może to być jednak Tullamore... Wybór pada na? - To trudny wybór! Lubię czytać Stephena Kinga, więc whisky również nie może być nieciekawa. Jeśli miałabym wybierać cokolwiek innego poza Tullamore D.E.W., do walizki zmieściłaby się Balvenie 14yo Caribbean Cask – szkocki single malt, który idealnie wpasowuje się w moje ulubione smaki: słodka, lekko owocowa, pełna dębu i wanilii z posmakiem toffi, karmelu i tropikalnych owoców. Pasowałaby również tematycznie do bezludnej wyspy!

Rozmawiał: Szymon Bira Zdjęcia: Edyta Steć


żelazko w kuchni

MIKRO LAS Wiecie jak zrobić sobie las w słoiku? Jak zamknąć odrobinę zieleni w szklanej kuli, fantazyjnej butli, albo akwarium? Jak przygotować namiastkę prawdziwego lasu, pachnącą ziemią, igliwiem i mchem? W takim słoiku – poza mchem – można znaleźć przeróżne rośliny: sukulenty, bluszcz, sadzonki świerku. Tajemnica tkwi jednak nie tyle w kompozycji (choć i ta jest ważna), ale przede wszystkim w odpowiedniej dawce wiedzy na temat pozostałych składników. A tych jest niemało. Wśród nich można znaleźć m.in. keramzyt, czyli glinę ilastą wypalaną na gorąco, węgiel aktywny, którego rolą jest m.in. zapobieganie namnażaniu się patogenów, ziemię ogrodową, piasek kwarcowy, przeróżne kamyki. Każdy ze składników powinien znać swoje miejsce, bo mikro las ma swoje „warstwy”. Słoik, w którym zamierzamy posadzić odrobinę zieleni powinien być najpierw wyparzony, podobnie jak kamyki.

94

Takich porad jest całe mnóstwo, a żeby je zgłębić – najlepiej wpaść na jedne z warsztatów leśnych, które prowadzimy w Stacji LAS. Adam, który na co dzień zajmuje się edukacją leśną, prowadzi takie warsztaty dla mniejszych lub większych grup. A jeżeli nie macie czasu i chęci, by zanurzyć dłonie w ziemi, możecie zamówić gotowe słoiki - na prezent, event albo wystawę. Ponoć najstarszy las zamknięty w słoiku ma 70 lat. Słyszałam, że otwarto go dopiero po 40 latach, żeby dolać trochę wody. Zimą najbardziej tęskniłam za tym, żeby usiąść przy ognisku. Rozpalić ogień, wpa-

trywać się w płomienie, słuchać ciszy i… pohukiwania sów. Tęskniłam za kiełbaską, chrupiącym chlebem, ziemniakami w chrupiącej skórce. W tym roku zainaugurowaliśmy sezon i zrobiliśmy pizzę… na ognisku! Da się? Da się! Przepyszna, trochę przypieczona, idealnie miękka w środku, piekła się na wielkiej blaszce ułożonej nad ogniem. Zamiast zwykłego sera dałam trochę parmezanu, zamiast sosu pomidorowego – pomidorki koktajlowe. Do tego dużo ziół, czosnek, oliwę i fasolkę szparagową. Pycha! Przepis znajdziecie na sąsiedniej stronie. Smacznego.


żelazko w kuchni

PIZZA Z CZOSNKIEM, POMIDORAMI I FASOLKĄ SZPARAGOWĄ SKŁADNIKI NA CIASTO:

D O D AT K O W O :

• • • • • •

• 3 garści kolorowych pomidorków koktajlowych • Garść fasolki szparagowej • 3 ząbki czosnku • 3 łyżki oliwy • Kawałek parmezanu • Zioła: rozmaryn i oregano

2 szklanki mąki pszennej 2 dag drożdży ½ szklanki wody ½ łyżeczki soli ½ łyżeczki cukru 8 łyżek oliwy

Najpierw przygotuj rozczyn na ciasto. Drożdże rozpuść w lekko ciepłej, przegotowanej wodzie, a następnie dodaj cukier. Wymieszaj, odstaw w ciepłe miejsce na 20-30 minut. Mąkę przesiej, dodaj sól, wymieszaj. Następnie wlej roztwór i zacznij wyrabiać ciasto. Stopniowo dodawaj oliwę np. po jednej łyżce, cały czas wyrabiając. Pamiętaj, by ciasto wyrabiać minimum 20

minut, a następnie przykryć ściereczką, by trochę wyrosło. Pomidorki koktajlowe pokrój w plasterki, fasolkę ugotuj w lekko osolonej wodzie, czosnek obierz i przepuść przez praskę, parmezan zetrzyj. Z ciasta uformuj niewielkie placki. Możesz oderwać małe kawałki ciasta, zrobić z nich rulon lub warkocz i opleść każdy placek dookoła. Surowe ciasto posmaruj

obficie oliwą, następnie przepuszczonym przez praskę czosnkiem, posyp odrobiną parmezanu. Dopiero później ułóż kawałki pomidorków koktajlowych i fasolkę szparagową. Posól i posyp ziołami, według upodobań. Piecz w piekarniku w temperaturze 200 stopni przez 10-15 minut… lub na ognisku, jeśli masz taką możliwość!

95


na koniec

NOŚ PLASTIK - BĘDZIESZ PIĘKNA! Spotkało mnie to rok temu. Wracałam z prezentacji kolekcji biżuterii niezwykle zdolnej skądinąd KOPI, dzierżąc w dłoni pięknie zapakowane materiały prasowe. Różowa koperta z informacją o projektantce i jej pracach, zgrabne pudełko z biżuteryjną niespodzianką w środku, modne i pobudzające cold brew w szklanej butelce - a wszystko w przeźroczystej plastikowej torbie. Dokładnie takiej, z jaką wyszlibyśmy z nieco porządniejszej cukierni. Ten moment wymagał uwiecznienia.

HAREL Krytyk mody, autorka bloga HARELBLOG.PL

Dokonawszy kilku akrobacji z telefonem w jednym ręku, a spowitą w plastik kompozycją w drugiej, odnalazłam kadr idealny, który wylądował na moim Instagramie. Czy spodziewałam się tego, co nastąpiło kilka minut po jego opublikowaniu? Podpowiem, że w reakcjach słowa nie znalazłam o szkodliwości plastiku i jego niestosownej długowieczności. Nie było też zbytniego zainteresowania samą marką. Posypały się za to pytania o pochodzenie „tej cudownej, najlepszej na świecie” torebki, bo „od miesięcy takie szukam, a na Celine mnie nie stać”. Śmiać się czy płakać? Ani jedno, ani drugie. Moda zdaje się czerpać dziką przyjemność z takich paradoksów. Z jednej strony Vivienne Westwood nawołuje do konsumpcyjnego opamiętania się, z drugiej robi to podczas… imprezy Zalando. Z jednej Stella McCartney prezentuje na wybiegu sukienki z wyhodowanego w laboratorium jedwabiu, z drugiej w pierwszym rzędzie siedzą kobiety z plastikową torebką na kolanach. Tak, owszem, właśnie od Celine, jej cena to, bagatela, sześćset dolarów, a uzasadnieniem jest nieduży skórzany portfel w środku, za który teoretycznie płacimy. Ten numer również odbył się rok temu, ale jeśli ktokolwiek myśli, że staliśmy się mądrzejsi i bardziej rozsądni, ten… chyba musi jeszcze trochę poczekać. Oto Kopenhaga bieżącego roku. W środku srogiej, skandynawskiej zimy odbywają się pokazy na kolejną srogą, skandynawską zimę. Korzystając z wyjątkowego

96

zagęszczenia ludzi mody na metr kwadratowy, lokalne marki organizują spotkania dla szeroko pojętych mediów. Jedną z nich jest Núnoo, założona w 2015 roku przez siostry, Pię Silfen-Jensen i Naję Silfen, marka torebek. Pośród zaproszonych gości, Leandra McCohen prosto z Nowego Jorku, szerzej znana jako The Man Repeller. Kilka słów zachwytu, parę ujęć na Stories i charakterystyczny kształt z dużą ilością kieszeni, wg niektórych niebezpiecznie blisko kultowej niegdyś Brendy, Alexandra Wanga, z dnia na dzień opanowuje miasto, a zaraz potem Instagram (siła influencerów to wciąż fakt, nie mit). Urocze brzydactwo występuje w różnych wielkościach i wersjach kolorystycznych, ale największy szał robi intensywnie różowa i pomarańczowa opcja z… plastiku. I już nieważne, czy przed chwilą krzyczeliśmy na panią w barze, która miała czelność podać nam sok ze słomką, czy płakaliśmy nad sojowym jogurtem w plastikowym opakowaniu. Ten mieniący się w promieniach niskiego kopenhaskiego słońca transparentny neon, budzi nasze pożądanie i jesteśmy gotowe wydać wcale niemałe pieniądze, by zaznać choć odrobinę świata instagramowej mody. Skąd to wiem? Choć wówczas siedziałam pod kocem na swojej warszawskiej kanapie, z wirtualnego koszyka spoglądał mój własny egzemplarz, nęcąc, by wstać po kartę kredytową i pewną ręką wpisać jej numer. Na szczęście resztka zdrowego rozsądku się odezwała i do tragedii nie doszło. Przecież ona jest brzydka - napisała mi pewna bardzo rozsądna osoba,

zainteresowana modą w równym stopniu co ja, zatem dzieląca podobny los osoby wiecznie na skraju finansowej płynności. A w dodatku plastikowa - dodałam, uświadamiając sobie nagle, co chciałam zrobić. Tyle postanowień, tyle nowych zasad, wielorazowe kubki, odmawianie współprac z plastikową butelką w tle - tymczasem wystarczy jedno zdjęcie w odpowiedniej scenerii, i wszystko odchodzi w zapomnienie. Może się wydawać, że to mały i niewiele znaczący wybór. Ale wyobraźcie sobie, jak wiele można zmienić, gdyby takich wyborów dokonywać regularnie. Nie wyrzucać całego plastiku z domu, nie bojkotować cieni do powiek z plastikowym wieczkiem. Po prostu czasem nie dopuścić do jednego czy dwóch zakupów. A czasem głośno podać powód (ostatnio odmówiłam bardzo intratnej współpracy z powodu plastikowego opakowania właśnie). Nie mam żalu do Leandry McCohen za instagramowe, zapewne nieźle opłacone działania. Nie mam żalu do projektantów, którzy plastik wykorzystują. Nawet nie mam żalu do gazet, które pośród najnowszych trendów umieszczają plastikową biżuterię. Mogę mieć żal jedynie do siebie, że daję się nabrać. Przyznaję się do tych błędów z nadzieją, że dzięki temu kolejne osoby popełnią ich mniej. I wcale nie tak po cichu czekam na moment, w którym plastik przestanie być modny. A wtedy słynny cytat: One word: plastics, skierowany do Benjamina Braddocka w filmie Absolwent, być może stanie się synonimem obciachu minionych na dobre dekad.


PROSECCO

IS ALWAYS THE ANSWER AND WE HAVE GOT PROSECCO!

ZAPRASZAMY CIĘ DO WYPRÓBOWANIA NASZEJ NOWEJ LINII PIW I WIN


Profile for Lounge

lounge | No. 110 | April '19 | Plastic issue  

High quality lifestyle magazine. Priceless

lounge | No. 110 | April '19 | Plastic issue  

High quality lifestyle magazine. Priceless

Advertisement