Page 30

felieton //

No, niech się tylko kto zjawi bez serduszka obowiązkowego w sezonie - od razu fochy, zadem wściekłe rzucanie, milcząca dezaprobata i inne plagi egipskie. Nie dość, że w związku człowiek kociokwiku czasem dostaje na co dzień, jeszcze w Walentynki kociokwik musi przybierać na sile, co wrażliwszym dobijając na zawsze resztki uczucia. Osobiście uważam, że Walentynki są dla młodzieży szkolnej i uczelnianej, choć przede wszystkim dla tych bidnych handlowców, co po świątecznym boomie piszczą pod miotłą. Ludność wycyckana z grosza nie kwapi się do wydawania w styczniu, nie kwapiłaby się i w lutym, ale od czego marketingowcy i chińska produkcja miłosnych gadżetów? Chodzi oczywiście o pluszowe serduszka skrzeczące ajlowju! ajlowju!, a nie o seksowne biczyska i lśniące lateksy, które nie wiedzieć czemu, niektórym z miłością i gadżetami się kojarzą. Drogi Czytelniku, zanim skoczysz do sklepu „Wszystko po 4 złote” (jak dolar taniał, to i po 2 się trafiało…) i kupisz piękną różę na patyku, ze zwiniętych koronkowych stringów wdzięcznie ukręconą – „ucisz serce”, jak namawiała poetka, pomyśl! Czytelniczko kochana, zanim zgnieciesz chiński czosnek do holenderskiej sałaty hodowanej na wodzie i środkach odżywczych – zadumaj się nad istotą sprawy. Nie chodzi bynajmniej o to, że po czosnku chuch nieciekawy. Chodzi o to, by nie okazywać uczucia na „Raz – dwa – trzy!”, bo bilety do kina w promocji i oczy nam zmydlą, usta zatkają, umysł przepiorą rodzimą „komedią” „romantyczną” (nieprzypadkowo każde słowo w osobny cudzysłów ujmuję). Zdumiewające, że całe tabuny ludzi dają się porwać temu młynowi komercji, że przemielić się dają i na plewy nabrać. Przejście ulicą czternastego lutego (a teraz to i w weekendy okoliczne!) niemożliwym się robi, bo manią kupowania dowodów miłości tłumy ogarnięte przelewają się, przewalają, od restauracji z darmowym winem do kawiarni z darmowym ciasteczkiem, od kina z biletem za pół ceny dla połówki do koncertu, gdzie niemiłosiernie wyświechtane tak zwane wokalistki (bo ani piosenkarki, ani tym bardziej artystki) wyją wniebogłosy, że on kocha mnieee, a ja kocham cieeee i co z tym zrobieeee. Litości! Jeśli już czuje się przymus ogólnoświatowego okazywania uczucia, to nie wydając na oślep pieniądze na tandetne serduszka, tylko kupując sensowny, dopasowany do zainteresowań prezent. To trudne, jasne: kto by teraz miał czas na rozmowę i rozpoznawanie zainteresowań partnera...

28 lounge magazyn ...bo jakość ma znaczenie

Jasne, że jest! Singlem można zostać! Single radośnie wytępiły stereotyp zacukanej, sfrustrowanej starej panny i nieświeżo pachnącego starego kawalera w tureckim swetrze. Znaczy, dla jasności: wytępiły stereotyp, bo samego zjawiska się nie udało, osobiście znam parę przypadków z obu stron tego złego szeląga… Singiel jest swobodny, nie uwiązany do obowiązków, nie uwikłany w burą codzienność, singiel ma czas na kino i teatr, kasę na kolacje w restauracji, mieszkanie na posiadówki z przyjaciółmi - singlami, sypialenke przytulną na niezobowiązujący seks w ramach pielęgnacji własnej fizjologii. O tęsknotach i ciągotkach singla do uwiązania taktownie się nie wspomina. Oczywiście, niektóre single pławią się w słodkiej nieodpowiedzialności i rozkosznym braku wszelkich konieczności, nie przeczę: ten styl życia ma wszak nieodparte uroki! A jednak, na moje oko, tyle tylko z niego wynika, że po prostu granica, za którą zaczyna się frustracja, smutek i samotność, przesuwa się znacznie w przód. Podobnie w związkach, ta granica przesunęła się teraz bliżej początku związku. Właściwie zaczyna się zaraz tam, gdzie kończy się zakochanie. Nie jesteśmy przygotowani na stawianie czoła wyzwaniu relacji międzyludzkich. I tych zadzierzgniętych, i tych, których zadzierzgnąć się nie udało. No, ale co tam, jak Walentynki, to Walentynki, jak nie żonie, to kochance, jak nie kochance, to koleżance, mamie, siostrze… Oj, bo też zabawnie się porobiło: każdy kocha każdego i niedługo z serduszkami zapukamy do sąsiadów, szefów, ulubionych polityków i wójta najbliższej wsi. Ech, to co robić z tą miłością? Cóż. Jak mawiają: ożeń się albo nie. Tak czy tak, będziesz żałował. Bo trawa u sąsiada zawsze jest bardziej zielona… piękny rysunek: Ania Sekulowicz fajny tekst: Małgorzata Sularczyk

Lounge Magazyn No. 08  

Luty / Feb '09

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you