Issuu on Google+

LO RE M I PSUM

G AZETK A S ZK O LNA iii lo im. s . z er om ski ego w b i elsku-b i alej N R 5 ( 1 2 ) 03. 2 01 3

n KONIEC

|

SZTUKA

|

ŚWIAT

|

NAUKA


05.lorem ipsum B

LO R E M I PSUM MARZEC 2013

REDAKTOR NACZELNA bellitudinis

Z-CA REDAKTOR NACZELNEJ Ördög

ILUSTRACJE Vaulter

redaktorzy

Madcat Surreal Bellitudinis PeopleCantTalk Vaulter Queen of Leon Blizzard Godmother Ecoffemaker Ordog Pestifer Marryme Errata Shaman EkkertNýtt Mokrosz

grafika &SKŁAD Bellitudinis

KOREKTA

PeopleCantTalk Errata Surreal

NAKŁAD: 1 000 000 egz. podziękowania

Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam w tworzeniu naszego projektu

~redakcja

f[facebook.pl/li.lorem.ipsum]

Czasem dzięki impulsowi rodzą się najlepsze pomysły. Czasem pomysły te dają najbardziej nieoczekiwane rezultaty. Czasem rezultat może być kolejnym impulsem. Zanim całkowicie się zapętlimy, pozwólcie, że wyjaśnię. Dwa lata temu w wakacje siedziałem w krześle przed monitorem i rozmawiałem przez jeden z komunikatorów internetowych z kumplem o pseudonimie Vaulter. O czym? Nie pamiętam. Temat zszedł jednak na twórczość. Vaulter wspomniał coś o redagowaniu gazety. Zapaliła się lampka w mojej głowie – kiedyś myślałem o takiej działalności. „W naszej szkole nie ma gazetki, może uda nam się wypełnić tę lukę”, pomyślałem, a myśl stała się impulsem. „Zakładamy redakcję?”, zapytałem. Nie spodziewaliśmy się, że ta głupiutka rozmowa stanie się początkiem czegoś większego, czegoś, co choć trochę ruszy pozostające w stagnacji życie szkolne w „Żeromie”. Jeśli praca tych kilkunastu uczniów, którzy znaleźli czas na własną twórczość w lawinie obowiązków szkolnych, wywołała uśmiech na czyjejś twarzy bądź sprowokowała kogoś do myślenia, „Lorem Ipsum” możemy uznać za pełen sukces. Praca przy gazetce nie była łatwa, gdy goniły cię sprawdziany i zaliczenia. Nie należała też do relaksujących, gdyż czasem ar-

lo.lorem.ipsum@gazeta.pl

[2]

tykuł po prostu się nie układał, a tymczasem deadline zbliżał się wielkimi krokami. Redakcję uformowało jednak te kilkanaście osób, które chciało tworzyć „Lorem…” mimo wszystko. Największą rolę odegrała w tej redakcji bellitudinis. To do niej Vaulter i ja udaliśmy się w pierwszej kolejności z pomysłem na gazetkę. To na jej barkach spoczął ciężar posady redaktora naczelnego, kiedy to my zgrywaliśmy redaktorów bezczelnych. To ona ustalała deadline’y i to ona wkurzała się na nas, gdy te deadline’y przekraczaliśmy. I to tak naprawdę jej zasługa, że „Lorem Ipsum” w ogóle pojawiło się w III LO. Straciłem rachubę osób, jakie współtworzyły „LI”, szczególnie po tym, jak odszedłem z redakcji z przyczyn osobistych. Śledząc kolejne numery czasopisma dochodzę jednak do wniosku, że warto było zrealizować pomysł Vaultera i mój. To wspomniani redaktorzy stworzyli specyficzną, poczytną gazetkę, która stała się częścią tych dwóch szkolnych lat. Chcę podziękować wszystkim, którzy byli zaangażowani w ten projekt. Cieszę się, że zdołaliśmy razem stworzyć coś tak pozytywnego i twórczego. Dziękuję także wam, czytelnicy, za odbiór pomysłu i kupowanie nowych numerów. Mam nadzieję, że podobały się wam nasze wypociny. Adios!

madcat


Bimpuls

Pożegnanie i powrót

Pierwszego Redaktora Naczelnego

|2 S T R .| madcat

G

odważne refleksje

R

ep/lp

muzycznie ekskluzywny

make love not sex

|18 S T R .| godmother

|12 - 1 3 S T R .| blizzard

\

człowiek dyrektor WYWIAD EKSLUZYWNY

z Panem Profesorem Kaczorem

|4 - 5 S T R .| errata

wq

ona & on

proszę pana, spotkajmy się po dwudziestu latach

|6 - 7 S T R .| bellitudinis

list pożegnalny ostatnie słowa

|8 S T R .| vaulter

c

i J

Fin de siècle

koniec świata nie nadszedł

|9 S T R .| pestifer

k

QRR surrealizm

|19 S T R .| queen of leon |

wydrukuj sobie życie

do czego jeszcze może służyć drukarka?

niekontrolowane wyrażanie emocji

|14 - 1 5 S T R .| surreal

w zgodzie z samym sobą

o ludzkiej (nie)tolerancji

|2 0 - 2 1 S T R .| EkkertNýtt |16 - 1 7 S T R .| loutre noire

O

romans

filmu z modą filmowe

nie czytać z głowy wyjęte

refleksje

opowieści o modzie

-

|1 0 S T R .| ordog

Opożegnanie

v

H

bach jako człowiek |2 2 - 2 3 S T R .| mokrosz

S

opowieści muzyczne

czas na komiks graficzna Refleksja

|2 4 - 2 5 S T R .| shaman

najlepsze chwile w życiu

|1 1 S T R .| marryme | 2 6 - 2 7 S T R .| ecoffeemaker

x

ostatnie

jedyne takie

Opowiadanie

[3]


\

Jak to się stało, że stał się Pan opiekunem szkolnej gazetki ? Czy to jest oficjalne pytanie?(śmiech) Przecież praca dla młodzieży to jest zaszczyt. Opieka nad taką inicjatywą to jest jeszcze większy zaszczyt :) Dlaczego zdecydował się Pan na pracę w liceum? Nie chciał Pan rozwijać swoich zainteresowań? Czy praca w szkole średniej, zwłaszcza przy tak wielkim deficycie fizyków w dzisiejszych czasach, nie jest ograniczaniem samego siebie? Czasem lepiej chyba jest się zdać na los. Pójście na łatwiznę? Niekoniecznie na łatwiznę. Los to los. Co da, to da, i trzeba się z tym zmierzyć. Wielu uczniów pyta jak żyć, Panie Dyrektorze, jak żyć? A to jest podłe pytanie. Dlaczego ja mam radzić komuś, kto niechętnie przyjmuje rady? A jeśli są tacy, którzy właśnie chcą te rady przyjąć? No to odpowiedź brzmi: starać się. Warto też być uczciwym, porządnym. I chociaż nie zawsze się to opłaca, to w ostatecznym rozrachunku lepiej takim być. Nie przejmować się tym, że czasem się coś nie udaje, albo ktoś inny myśli inaczej i, nie daj boże myśli, że jest mądrzejszy. Trzeba podążać swoją drogą. Matura jest tylko małym kroczkiem, o niczym wyjątkowym nie świadczy, do niczego nie zmusza, ani w żadną stronę nie kieruje, no chyba że ktoś strasznie chce podążać wybraną drogą, na przykład ma w planie jakieś studia to wiadomo, że on tę maturę musi zdać. Jednak jak jej nie zda to świat się przecież nie zawali. To mu być może w niewielu tylko rzeczach przeszkodzić. Jak ktoś chce coś robić w życiu dobrego i ważnego, to i tak mu się uda. Aczkolwiek z maturą, nie da się ukryć, łatwiej, bo horyzonty są szersze i możliwości nieco więcej.

[4]

człowiek dyrektor

wywiad z panem profesorem kaczorem Co Pana najbardziej denerwuje w pracy dyrektora? Nie mogę powiedzieć. Nie mogę powiedzieć, bo nie mogę powiedzieć. Najśmieszniejsza historia widziana w kamerach? Po raz drugi nie mogę powiedzieć. Może zmieńmy najśmieszniejszą na najbardziej denerwującą. Były dwie takie denerwujące historie: pierwsza podczas rozpoczęcia roku szkolnego, gdy dwie fujary, z innej niż nasza szkoły, wyrzuciły rolkę papieru toaletowego dla zwykłej zabawy, żeby po prostu uniemożliwić uczniom naszej szkoły użycie tego papieru w celach wiadomych. A druga to była taka jak panie, niestety panie, zapomniały zakręcić wodę w zlewozmywaku i mieliśmy powódź na dwóch piętrach, bo woda wezbrała. A poza tym w toaletach nie dzieje się nic szczególnego. A dzieje się coś poza toaletami? Na korytarzach jest dużo ludzi w trakcie przerwy, i trudno się przyglądać w celu poszukiwania ciekawostek. Poza tym, co wszystkim doskonale wiadomo, to toalety są tym miejscem, gdzie życie towarzyskie kwitnie. Dlaczego kupuje Pan coca-colę w sklepie naprzeciwko szkoły, a nie w szkolnym sklepiku? I co w takim razie z zakazem wychodzenia ze szkoły? Gdzie wzór dla uczniów? Kupuję i tutaj i tutaj. To jest zwykle przypadek, tak jak benzynę tankuję na różnych stacjach. Warto jednak zauważyć, a przysłowia są mądrością narodów, że „Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie” lub ewentualnie, że „Wolność Tomku w swoim domku”. A prawda jest taka, że na karteczce z zakazem jest wyraźnie napisane, że to uczniom zabrania się wychodzenia, ponieważ to uczniowie są pod naszą opieką, a nie ja pod opieką uczniów. Po mnie nikt nie będzie płakał, a po was i owszem. Jaki jest powód wprowadzenia zakazu wychodzenia ze szkoły podczas przerw? Powód jest prosty i w pewnym sensie jest to

wywiad przeprowadziła: errata


znak czasów. Kiedyś, gdy uczeń coś przeskrobał, po interwencji szkoły często jeszcze obrywał od rodziców w domu. Teraz rodzice w takiej sytuacji przyjdą do szkoły i będą mieli pretensje do szkoły właśnie, że ich dziecku coś się stało, że nie zostało upilnowane. Zatem, to jest zwykły przypadek dmuchania na zimne. Nikt, żaden rodzic nie uwierzy w to, że wina za wypadek leży po stronie dziecka, wobec czego taki przepis, podobnie jak wiele innych ma służyć bezpieczeństwu waszemu i naszemu. A przy okazji pozwala nauczyć się lepszej organizacji dnia. Można przecież zrobić sobie śniadanie w domu, można kupić przed lekcjami w sklepie itd., itp. Wiadomo też, że nikt o zdrowych zmysłach nie zabrania ludziom dla samej frajdy zabraniania. To musi mieć racjonalne uzasadnienie, a wychowanie i zapewnianie bezpieczeństwa jest wystarczającym uzasadnieniem. Dlatego do sprawy lepiej podchodzić rozsądnie. Podobnie się ma sprawa z uniformami, które są obowiązujące w niektórych szkołach i jeśli ktoś z uczniów nie jest w stanie tego zaakceptować może szukać innej alternatywy, ale oczywiście już gdzie indziej. Skąd zainteresowanie karate? Z takiej prostej obserwacji. Czasami w dyskusji argumenty słowne nie działają, czasami nie ma rady i wtedy świadomość, że ma się jeszcze całą kupę innych, mocniejszych argumentów pomaga się zdystansować od niemożliwości rozwiązania jakiegoś problemu. A poza tym sadło trzeba trzymać w ryzach. O czym przekonają się kiedyś ci wszyscy, którzy zwalniają się z wf -u masowo. Nie dotarło jakoś do główek, że „w zdrowym ciele zdrowe cielę”, tylko wszyscy myślą, że ktoś za nich będzie nosił siatki z zakupami, ktoś za nich pobiegnie na ulicę po dziecko, które właśnie wbiega pod samochód, ktoś za nich ucieknie przed bandytą , który będzie chciał im zabrać portfelik. A to się samo nie zrobi. Jak Pan przypuszcza – skąd biorą się te masowe zwolnienia? Lenistwo, problem z nauczycielami? Z nauczycielem, myślę, ten problem jest bardzo łatwy do rozwiązania. W większości przypadków można się z nimi dogadać. Wydaje mi się, że ludzi takich niedogadywalnych jest mało i zwykle można się porozumieć, trzeba tylko poszukać odpowiednich sposobów i argumentów. Czasem trzeba dać coś od siebie, ale wówczas z reguły więcej się dostaje. Natomiast zwolnień z wf -u dopatruję się głównie w lenistwie. I w tym, że ludziom się wydaje, że to jest przedmiot zupełnie nieistotny. A nie ukrywajmy, jest to ostatni czas, kiedy będziecie niektóre rzeczy

poznawać lub kształtować. Podobnie jest z biologią, fizyką, matematyką i innymi. Być może niektórzy z Was postanowią w przyszłości ustanawiać budżet naszego mocarstwa pięknego i bez rozsądnych i ugruntowanych umiejętności np. z matematyki to budżet będzie taki, jaki jest cały czas. Kraj będzie szedł w tę stronę, w którą idzie teraz, bo nikomu nie będzie się chciało już później uczyć, albo wiedza nie będzie wchodzić do głowy. Zwłaszcza w momencie, gdy ta wiedza będzie potrzebna. A z liceum powinny wychodzić elity. Więc jak ktoś postanowił być elitą, a się mu potem odechciało, to niech się wypisze ze szkoły, która kształci elity, i zapisze się gdzie indziej, a nie stwarza pozorów. Zdarzyły się przypadki rezygnacji z chęci bycia ową „elitą” i wypisania się ze szkoły? Jest wiele przypadków rezygnacji z chęci bycia elitą niepopartych wypisaniem się ze szkoły. Popartych jest mało. Bo to też jest lenistwo. Zmiana drogi życiowej jest wymagającą sprawą i potrzeba w tym celu sporo odwagi i siły. A tego młodym ludziom po prostu brakuje. Tym starszym nieco też. Kto jest głównym pomysłodawcą Festiwalu Nauki? Czy łudzi się Pan, że ludzie chętnie i z własnej woli biorą udział w rozlicznych prezentacjach? W naszej szkole pomysłodawcą jestem ja, ale pomysł nie jest mój. Jest on zaczerpnięty z innych szkół, a ja jestem tutaj tylko wdrożeniowcem. Natomiast nie łudzę się, ze uczniowie przychodzą tu z własnej woli i mówiąc już dosadnie – może się ktoś obrazić – każdy, który nie potrafi się zdecydować na wybranie czegokolwiek z takiej oferty i musi być zmuszany, jest fujarą. Oferta jest różnorodna, a dodatkowo może być wzbogacona o pomysły własne, czyli każdy może zaproponować, coś co go interesuje, w czym sam chciałby uczestniczyć. Oczywiście wtedy musi pomóc w realizacji, bo nie da się wszystkiego zrobić za wszystkich. I im dłużej o tym myślę, tym bardziej się skłaniam ku temu, aby dzień wagarowicza, czyli pierwszy dzień wiosny, był normalnym dniem szkolnym. Bo dla 15, 20, 60 osób można coś zrobić indywidualnie, a zmuszanie 600 osób jest rzeczywiście bez sensu. Więc jeśli ktoś ma takiej inicjatywy nie docenić, to zmuszanie go jest bezsensowne. I niech to wtedy będzie normalny dzień – wy sobie będziecie uciekać, my się będziemy z wami droczyć, że wy uciekliście. My będziemy wpisywać uwagi, wy się nie będziecie nimi przejmować. Zabawa może być przednia. Dla mnie ktoś taki, kto taką zabawę lubi, jest fujarą.

wywiad przeprowadziła: errata

[5]


wq

Proszę Pana, spotkajmy się po dwudziestu latach

ONA & ON Niech pan posłucha Pan wybaczy, ale chciałabym Panu opowiedzieć o emocjach. Ktoś kiedyś powiedział, że o nich nie da się mówić, nie da się ich zobaczyć, nie można ich przekazać czy zaprezentować jak obraz czy film w kinie. Że te prawdziwe emocje skrywamy gdzieś w głąb klatki piersiowej, w podbrzuszu, układzie nerwowym. Ostatnio je zobaczyłam, Proszę Pana. Nikt mi teraz nie powie, że to zwykła chemia.

siedem godzin, trzy dni, dwa tygodnie

Siedzieli na przeciwko siebie najpierw przez siedem godzin, potem przez trzy dni, a następnie prawie dwa tygodnie. Siedzieli w bezruchu, w ciszy, wpatrując się sobie w oczy. Dlaczego to robili? Kogo wystawiali na próbę? Czy to, co robili miało jakiś sens? Ktoś mógłby powiedzieć - co w tym trudnego? Siedzieć i milczeć, kontemplować, w ciszy podgryzać własne nerwy i bezczynnie rozmyślać? Ten bardzo symboliczny performance nazywał się Night Sea Crossing i był jednym z najbardziej charyzmatycznych występów pary, o której opowiem.

sztuka stała się czymś ponad życie. Gdy tylko się poznali w 1975 roku, wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. Uważali się za jeden organ, idealnie reprezentujący to, co „męskie” i to, co „kobiece” w ciele i duszy człowieka. Razem zajęli się sztuką performance, skupiając się nad wytrzymałością ciała i umysłu. Przez prawie dekadę podróżowali swoim starym citroenem po całym świecie, realizując wiele akcji i happeningów na terenie Europy i Stanów Zjednoczonych. Gdyby to była zwykła opowieść, pewnie spędziliby w starym aucie swoje ostatnie dni, ale to świat sztuki. To dopiero początek.

z dwóch krańców wielkiego muru

Po ponad dwunastu latach współpracy i życia, Marina Abramovic i Ulay wykonali jeden ze swoich najbardziej efektownych performance’ów o nazwie The Lovers: The Great Wall Walk. Wyszli z przeciwnych krańców Wielkiego Muru, a kiedy po ponad dziewięćdziesięciu dniach drogi spotkali się - postanowili się rozstać. Zakończyć swoją wspólną działalność artystyczną, wspólne życie i odejść, każde w swoim kierunku. Ten gest wywołuje we mnie wiele emocji. Z jednej strony sceptyczne uwagi - czyn dosyć pompatyczny, być może sztuczny, skomercjalizowany. Jednak z drugiej - wierzę w to. Podziwiam za wytrwałość, zachwycam Ona nazywa się Marina Abramović, on się i zazdroszczę uczucia. Trudno piękniej działa pod pseudonimem Ulay. Ona Serbka, przedstawić proces oddalania się, a zaraon Niemiec. Oboje są artystami, dla których zem przybliżania do rozstania, dwóch kochających się osób. A może to tylko sztuka?

Ona i on

[6]

bellitudinis


zapis ze Spotkania artystów znajdziesz w internecie pod tytułem marina Abramovic Meet Ulay

2010, Moma, NOWY JORK, Marina abramović & ulay

emocje

po dwudziestu latach

I tu, proszę Pana, jak nigdy, przez szklaną Po rozstaniu każdy z nich rozpoczął nowe, od- szybę ekranu, poczułam, że emocje można dzielne życie. On został profesorem w Karlsru- pokazać, że można je zobaczyć. Oczy Abrahe, ona dalej realizowała się jako performerka. mović, mimika Ulaya. Kilkanaście sekund ciszy. Spotkanie po 20 latach, 240 miesiącach, W 2010 roku odbył się najdłużej trwający ponad 7000 dniach. Cisza. Oglądając relację występ Abramović, podczas którego artystka z tego spotkania, nie umiem myśleć o niczym spędziła w bezruchu 700 godzin. Performan- innym, niż o emocjach. Niż o uczuciu Jej ce The Artist Is Present odbywał się w atrium i Jego. O tym jak pięknie je widać przez kilMuseum of Modern Art w Nowym Jorku. Przez kanaście sekund. Przez lata próbowali ukazać kilkanaście godzin w tygodniu artystka siedzia- emocje, zapisać je siłą na rolkach filmu. A to ła nieruchomo na krześle ustawionym pośrod- los zaskakuje i jego i ją. ku sali. Na przeciwko niej znajdowało się jedWedług mnie to jeden z piękniejszych akno krzesło, na którym mogli siadać widzowie. Artystka wymieniała z nimi w ciszy spojrzenia. tów sztuki o emocjach. Jeżeli kiedykolwiek się Każdy mógł spędzić z nią tyle czasu, ile chciał. w nie zwątpi, należy na nowo zobaczyć ten Niektórzy płakali, inni próbowali się przed nią krótki zapis filmu. rozebrać, nierzadko wytrwale spędzali w ciszy kilkanaście godzin...

Lorem ipsum

Podczas tego performancu dzieje się coś, co najmocniej mnie wzrusza i porusza. Bardziej niż jakakolwiek inna działalność z historii Abramović i Ulaya. Historia niezaplanowana, albo zaplanowana wyłącznie przez los, której nie da się przeżyć obojętnie. MoMA, popołudnie, kolejny dzień performancu. Marina siedzi w długiej czerwonej sukni, z głową pochyloną, czekając na kolejnego widza. Nagle naprzeciwko niej siada Ulay, jej dawny współpracownik i kochanek, z którym nie widziała się od ponad dwudziestu lat.

Spędziliśmy ze sobą w sumie 567 dni, co najmniej kilkadziesiąt z nich poświęciliśmy pracy nad projektem, artykułami, nad sobą... Tygodniami żyliśmy jedną ideą i wszyscy w nią uwierzyliśmy. Teraz przychodzi czas zakończenia tego, co tak długo budowaliśmy. Ale może nie warto burzyć wszystkiego, a po prostu wyjść z dwóch różnych krańców muru i stwierdzić, że to musi być koniec? Może po dwudziestu latach spotkamy się i wrócą emocje. Wróci pasja. I wszyscy razem powiemy, że warto było, Proszę Pana.

bellitudinis

[7]


-nie czytać W poszukiwaniu spokoju ducha,

czyli o tym jak się przewraca w głowie młodemu człowiekowi

z głowy wyjęte

To jest bardzo nudny artykuł, proszę więc Te osoby zadecydowały, że najpierw poznają nie czytaj go młody człowieku. Piszę tutaj he- siebie w ten sposób, jednak istnieje jeszcze rezje. Jeśli nie chcesz zmącić spokoju swego wiele innych. serca proszę, nie czytaj tego artykułu! Tak łatwo zatracić się w szalonym tempie W szalonym okresie maturalnym łatwo jakie narzuca nam świat. Nawet jeśli wyjest o decyzje podejmowane pod wpływem bierzemy nieodpowiadające nam studia to przyjaciół, czy rodziców. Wielu z nas nie wie świat się nie wali. Po roku zawsze można z jeszcze czego pragnie. Oczywiście, wszyscy nową energią i zapałem podejść do nauki na pójdziemy na studia… innym kierunku i spełniać się nie czując niedosytu. Co jednak stałoby się, gdyby zacny absolwent ”Żeroma” zadecydował, że na studia Poprzez natchnienie wywołane przygotopóki co nie pójdzie? Czasem śmiejemy się waniami do matury, zaczęła chodzić mi po cicho z tytułu magistra, który teoretycznie głowie szeroko pojęta wolność. Stąd właśnie rzecz biorąc, może zdobyć każdy, kto jest wy- te rozważania. Wiem, że próby ucieczki od trwały. Jeśli zatem stracił on na swojej wadze, formy prawdopodobnie i tak zakończą się to po co w ogóle go robić? Czy jeśli i tak nie zamknięciem w którejś z nich. Zanim jednak będziemy mieli pracy, nie lepiej jest zwyczaj- życie przyklei mi „gębę”, chcę trochę poucienie wyjść cicho z tego wyścigu szczurów? kać i powłóczyć się po krainach nieznanych mi dotąd. Idąc za przykładem swoich miDlaczego więc, gdy spokojnie mówię in- strzów żyć jak wolny duch, chociaż na chwilę. nym, że na studia póki co się nie wybieram i zamierzam pracować, patrzą na mnie ze Drodzy Czytelnicy, kończąc ten wspaniały zdziwieniem. Dlaczego to tak dziwi? Przecież projekt jakim było pisanie do LI, życzę Wam, większość z nas i tak po roku nauki zmie- abyście potrafili znaleźć swoją wolność. Jeśli nia uczelnie lub kierunek studiów. Dlaczego macie już plan to realizujcie go! Jeśli jednak u nas nie ma takiego zwyczaju jak w Hiszpa- nie macie jeszcze na siebie pomysłu nie ma nii, gdzie absolwenci jadą po egzaminach na co lamentować. Przyjdzie czas, że życie zwepodróż dookoła Europy? ryfikuje marzenia, a póki co należy poznawać siebie i nie poddawać się ludzkiej gadaninie. Im dłużej szwędam się po świecie, tym Studia, praca, życie. Wszystko jest w zasięgu więcej poznaję osób, które decyzję o wybo- ręki. Jeśli nie dziś to za rok, czy dwa. Ważne rze drogi życiowej odłożyły na później. Wy- jest to aby nie stać się nieszczęśliwym darjechały do innego kraju, czy miasta, zaczęły mozjadem, który tylko narzeka i nie wnosi pracować i poznawać inne realia. Niektórzy nic do rozwoju naszej cywilizacji. I tym apeznajomi pojechali w podróż dookoła świa- lem zakończę! Nie pozwólcie sobie przykleić ta, inni pociągiem przez Europę. Wiadomo, nieszczęśliwej „gęby” darmozjada. W końcu nie każdy może pozwolić sobie na taki gest. to w nas drzemie siła przyszłych dni.

[8]

ordog


jedne z najlepszych chwil w moim życiu

ostatnie pożegnanie

O

Pamiętam jak dziś ten dzień, pierwszy września roku 2010, kiedy niepewnie stąpając po korytarzu, zdezorientowana szukałam klasy numer jedenaście w celu rozpoczęcia kolejnego etapu w moim życiu, a mianowicie – liceum. Ze zgrozą obserwowałam wygłupy pewnych siebie trzecioklasistów, wyglądali przecież tak dojrzale, szyderczym wzrokiem lustrowali nowo przybyłych. Mimo to czułam w żyłach nutkę podekscytowania – wreszcie zaczyna się coś nowego. W końcu znalazłam klasę. Tak naprawdę nie miałam z tym problemu, ponieważ uczęszczałam tutaj do podstawówki, w budynku liceum bywałam często, chociażby po to, by kupić żelki w szkolnym sklepiku, pograć na przerwie w „Mario” na komputerze w bibliotece, czy iść ponarzekać na bolącego palca do Pani Higienistki. Chciałam jednak przez ten zabieg dodać odrobinę katastrofizmu sytuacji zagubionej pierwszorocznej owieczki. Przejdę jednak do rzeczy. Zobaczyłam monochromatyczne ubrania, zestresowane twarze, nikt się do siebie nie odzywał. Paradoks jest taki, że rok później stroje były już odważniejsze, twarze weselsze i wszyscy gawędzili. Natomiast dwa lata później moi przyjaciele (tak, wtedy mogłam ich już nazwać w ten sposób) odziali się w kolory tęczy, mimo to – eleganckie, miny mieli zrzedłe, jednak żywo rozmawiali. Aktualnie mamy rok 2013, mój rocznik żegna się z murami gmachu liceum Żeromskiego.

marryme

ducha i poczucia humoru ludzie – zupełne zaprzeczenie stereotypowego belfra. Wiadomo – nie ideTak diametralnie się zmienili- alizujmy i nie łechtajmy ego, niektóśmy przez te trzy lata. W mojej rzy mają swoje wady… Jednakże klasie, trzeciej „G”, przerabialiśmy tutaj nie o tym. już wszystkie rodzaje fryzur, subkultur i poglądów. Męska część klasy stopniowo skracała włosy. A żeńska? W sumie także. Chłopcy Uczniu pierwszej klasy! Wiem co urośli, dziewczyny dziwnie zaczęły mówię, czas w Żeromskim pędzi się kurczyć. Dobrze byłoby powie- nieubłaganie. Nim się obejrzysz, dzieć, że powiększała się nasza nadejdzie marzec, dwa miesiące wiedza, lecz z tym bywało różnie. przed maturą. Zdasz sobie wtedy Pierwszego dnia z uczęszczania sprawę, że zaraz zdajesz egzado naszej klasy zrezygnowała min, zaczniesz panikować, że nic dziewczyna, po prostu przyszła na jeszcze nie wiesz, co to będzie, co rozpoczęcie roku, zobaczyła twa- to będzie. Z jednej strony chciałbyś rze reszty zgrai i już nie wróciła. już studiować, mieszkać daleko Zastanawiałam się „co ja tu robię?” stąd i być zdany tylko na siebie. – ludzie wymiękają po pierwszym WW opozycji widzisz jednak, że dniu, a ja mam tu spędzić kilka lat. czasy beztroskiego liceum nigdy Nie było jednak tak źle. nie wrócą, a przyjaciele porozjeżdżają się w różne strony kraju, a nawet świata. Ciemno i głucho wszędzie, przyszłość stoi pod znaNiedawno myślałam nad tym, kiem zapytania. Podzielę się jedczy gdybym jeszcze raz miała nak radą. możliwość wybrać liceum ogólnokształcące, czy celowałabym właśZapamiętuj każdy dzień w tej nie w Żeromskiego. Moja odpo- szkole, nawet ten pełen stagnacji, wiedź była lakoniczna: „bez dwóch a także ten, który wymagał wytęzdań!”. Czas jaki spędziłam w tej żenia umysłu. Kiedyś zabraknie Ci szkole nigdy nie zostanie przeze czasu na nudę, później natomiast mnie zapomniany. Poznałam tu skończysz naukę, a Twój bezrowspaniałych, inteligentnych, pie- botny rozum będzie miał co wspokielnie zdolnych ludzi. Przeżyłam minać. nad wyraz fenomenalne chwile śmiechu i łez. Szkoła dała mi możliwość rozwijania moich zainteresowań, niektóre z nich sama odkryła. Jako całkowicie spełniony Pisząc „Szkoła” mam na myśli na- uczeń Żeromskiego, ja, Karoliuczycieli, uczniów i pracowników. na Jarubasz, z czystym sercem Przecież to oni ją tworzą. Nigdzie mogę powiedzieć, że spędziłam nie znajdziecie tak różnorodnego tu jedne z lepszych chwil w moim grona pedagogicznego. Więk- życiu. Nie kokietuję – naprawdę szość nauczycieli to pełni pogody tak było.

Przemiany

Za szybko!

Dlaczego?

Nadszedł kres

marryme = karolina jarubasz

[9]


i J

list pożegnalny oSTATNIE SŁOWA Ojca „Lorem Ipsum”

Gdy przed dwoma laty wraz z kilkoma innymi „ojcami” i „matkami” założycielkami wpadliśmy na pomysł założenia „Lorem Ipsum” (pierwotnie gazeta miała się nazywać „Bobrze Newsy”, i muszę ze smutkiem stwierdzić, że, ze szkodą dla naszego periodyku, tytuł ten nie przeszedł), nie przypuszczaliśmy, że nasz mały kameralny projekt przerodzi się w tak prężnie rozwijający się ilustrowany magazyn. Na dodatek uwielbiany przez miliony. A nade wszystko dający ujście twórczej energii wielu uzdolnionych, młodych ludzi pełnych pasji i chęci. Pozwolił on poszerzać nam swoje horyzonty i udowadniać, że nie ma rzeczy niemożliwych… Przepraszam, najmocniej wszystkich, którzy przeczytali ten patetyczny bełkot. Mam nadzieję, że wasza psychika zanadto na tym nie ucierpiała (cóż, trzeba jakoś zasłużyć na premię). I choć treść pierwszego akapitu nie jest do końca zgodna z prawdą, to jednak nie ulega wątpliwości, że „Lorem Ipsum” było naprawdę niezłą gazetą. Wraz z końcem mojej redakcyjnej przygody, chciałbym pożegnać się i podziękować paru osobom. Moim przełożonym, za wyrozumiałość. Redakcyjnym kolegom, za to, że dzięki ich twórczemu zapałowi osoby mojego pokroju i postury nie musiały absolutnie nic robić. Jednak nade wszystko, a może przede wszystkim – Wam, drodzy czytelnicy. Za to, że mimo wszelakich przeciwwskazań, regularnie kupowaliście owoc naszego znoju. To chyba już wszystko, co chciałem napisać. Mogę jedynie dodać, iż będę tęsknić. I jestem rad, że widziałem w tej szkole rzeczy niezwykłe, a wszystko to rozpłynęło się w czasie, niby łzy w deszczu. Może czas już umierać… lub przynajmniej iść dalej… – z pewnością tak napisałby Rutger Hauer, będąc na moim miejscu. A zresztą, czy ma to jakieś znaczenie?

[10]

vaulter

vaulter


c

Fin de siècle

to już koniec, a nawet początek

Nowy papież. Końca świata jednak nie było. Nudy. A może jednak nie? Można by teraz snuć jakieś filozoficzne dywagacje o maturze, niepewnej przyszłości i o wielkich zmianach w życiu każdego z nas, ale o tym mówią już wszyscy, nie wspominając o nauczycielach, którzy nie omieszkują, przy każdej możliwej okazji, przypominać nam o nadchodzącym egzaminie dojrzałości. Właściwie to można by wprowadzić taką ciszę przedmaturalną, najlepiej w październiku. To byłoby niezwykłe, tak nie słyszeć słowa „matura” przez kilka miesięcy, aż do maja. Niestety cudów nie ma, no może i są, ale nie w tym przypadku. Może wystarczyłoby, zastąpić TO słowo jakimś innym, jakimkolwiek, choćby najgłupszym. Jeżeli nie kilka miesięcy, to chociaż jeden akapit. Pomyślałem sobie ostatnio, gdyby były buty, które nienawidziłyby ludzkich stóp. W dodatku potrafiłyby mówić. Wyobraź sobie, jesteś w teatrze, a one zaczynają narzekać, do tego zmyślają, że nie myjesz nóg i nie obcinasz paznokci. Taka sytuacja mogłaby być co najmniej niezręczna. Co w takim momencie można zrobić? Można próbować je ściągnąć, ale tak bez butów, w teatrze? Zakleić usta? No nie, będą mamrotać, mruczeć, bulgotać pod nosem, wiercić się. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest zaakceptowanie rzeczywistości taką jaka jest. I właśnie bardzo podobnie jest ze śledziem. To podobno jest już ostatni artykuł jaki napiszę do Lorem Ipsum. Zabawne, bo o ile nie zawsze wychodziło to tak jak powinno i wiele osób narzekało na moją pracę, co najmniej jedna (sic!), to właśnie zaczyna mi tego brakować. Może to kwestia przyzwyczajenia, a może ciągłe spory, niesnaski miały w sobie coś lekko intrygującego i to chyba tego będzie mi żal może nie najbardziej, ale bardzo. Poza tym ,my wygraliśmy Szpaltę, WSZOP właściwie również, toteż mam wrażenie, że raczej zabieram ze sobą tarczę niż, że zabierają mnie na tarczy. Na zakończenie chciałbym krótko polecić z dwa świetne spektakle, o których nie przestaję myśleć. Pierwszy, Nasza Klasa – dramat Tadeusza Słobodzianka, wyreżyserowany przez Ondreja Spišáka. Jeżeli ktoś będzie miał okazję żeby wybrać się do Teatru na Woli w Warszawie, to zdecydowanie polecam. Jak dotąd nie widziałem lepszego przedstawienia. Drugi, Witkacy – jedyne wyjście, spektakl niezwykły z kilku powodów. Właśnie, Kraków, teatr im. Juliusza Słowackiego, trochę bliżej niż do Warszawy, tym bardziej warto! Właściwie to już koniec, lub początek, kto wie?!

pestifer

pestifer

[11]


EP/lp R wyjątkowo & muzycznie w eksluzywnym zakątku Blizzarda

WSTĘP

Ten przeklęty rok zaczął się już na dobre, więc i w muzycznym świecie mamy dużo nowości. Powoli pojawiają się line- up’y wakacyjnych festiwali (nieporywające, prawdę mówiąc), wyszło już wiele ciekawych singli pretendujących do tytułu „piosenki 2013 roku”, jest kilka perełek płytowych i nowych nadziei alternatywy, a memy wciąż stają się coraz to głupsze. Ale po kolei.

ROZWINIĘCIE Mamy już pierwszych potwierdzonych artystów, którzy wystąpią na największych polskich festiwalach. W skrócie: na Open’erze jak na razie szału nie ma, choć Kings Of Leon i Skunk Anansie zawsze dobrze się słucha, Blur i Queen Of The Stone Age to już legendy, a Alt-J i Disclosure są naprawdę ciekawymi artystami nowej fali i warto ich poznać. OFF w Katowicach bardzo off’owo - jedyne znane mi bandy to trés.b, Bisz, Thee Oh Sees i The Walkman, więc Rojek postarał się bardzo mocno, aby naszemu

[12]

narodowi pokazać trochę nikomu-nieznanej-alternatywy. Na Orange Warsaw Festiwal, wypadającym zaraz po maturach, Beyonce, której nikomu przedstawiać nie trzeba. Nawet jeśli kobieciny się nie lubi, trzeba jej oddać, że z plejady gwiazd sceny pop, to ona jest artystką najbardziej wartościową, najlepiej śpiewającą i robiącą show, którego się nie zapomina. To naprawdę obiektywna opinia, niemająca związku z moją miłością do Beyonce. Na Coke’u Florence and The Machine, będzie więc pięknie, wzniośle i magicznie. A dla wielbicieli elektroniki szykuje się kolejny już Tauron. MODERAT, SKREAM, Dj Koze, czy Mmoths - ekipa bardzo silna, dosyć undergroundowa, więc zabawa powinna być przednia. To oczywiście tylko część z setek polskich festiwali, a i artystów organizatorzy zapowiedzą do lata wielu, więc czuwajcie i organizujcie swoje wakacje! Na początku roku zawsze jest ogromna posucha. Wychodzi dużo singli-zapowiedzi najnowszych albumów, a nie samych płyt. Ja mam już swoich faworytów, jeśli o owe single chodzi. Choćby Justin Timberlake z „Suit&Tie”

blzzard

i „Mirrors” - moja nadzieja na odrodzenie dobrego pop-contemporary (bo niektórzy producenci zapomnieli, że dodawanie lichego dubstepu, czy Pitbulla do swojej piosenki r’n’b to jednak trochę wiejskie klimaty). Albo „Breakfast Can Wait” Prince’a, które może być początkiem odrodzenia się zapomnianej gwiazdy o nieco zszarganej opinii. Po rockowej stronie mamy Brave Baby i ich „Lakeside Trust”, piosenkę, o której nikt nie usłyszy, a wszyscy powinni. I z tej samej półki: „Terrible Love” Local H jakby wyjęte ze środka lat 90, „Cranberrisowe” „Awake My Soul” The Ember Days, przepiękne, nowoczesne i jakże szlachetne „Keep It Hardcore” bandu Naked Lunch, czy brytyjskie do szpiku kości Frightened Rabbit i „Holy”. To oni powinni być popularni, a nie takie paskudy jak Nickelback, Linkin Park, czy Paramore. Indie-pop reprezentuje Clubfeet i „Everything You Wanted” znakomicie nawiązujące do lat 80., z jednym z najlepszych klipów XXI wieku, Autre Ne Veut z „Play By Play”, które jest bardzo mocno przerobioną soulową piosenką z refrenem, na który trzeba poczekać całe 3 minuty, ale naprawdę warto, czy


hH h

synthpopowe „14th of July” Son” (a wyciskającego je dwa zespołu Shake Out Louds. razy, gdy ogląda się wideoklip do tej piosenki), bardzo Ale pojawiło się też kil- „trailerowego” „Rebel”, czy ka znakomitych krążków. Na genialnie prostego „Animal”. pierwszy ogień Lusine, który A jak już jesteśmy przy folwydał niedawno „The Waiting ku, to jeśli ktoś z Was, DroRoom”. Mało znany brytyj- dzy Czytelnicy, wie, co znaski artysta, robiący muzykę, czą pojęcia „americana”, „alt nazwijmy to, elektroniczną, country” i „folk rock”, niech przypominającą trochę Tele- przesłucha „We the Compopmusik (kto zna, gratuluję mon” Thao & The Get Down znakomitego gustu:), trochę Stay Down. Bardzo ciekawa wczesne The Knife, a i poka- płyta, z świetnie wykorzystazujący trochę swojego, no- nymi instrumentami i uroczo watorskiego na tej scenie sty- pretensjonalnym wokalem. lu. Bardzo przyjemna płyta. Spodoba Ci się, Drogi CzyZ podobnej półki: Germany telniku, który wie, co znaczą Germany. Nie wiem, kto był pojęcia „americana”, „alt cona tyle szalony, żeby umieścić untry”, czy „folk rock”. Dobry, w nazwie swojego przedsię- przede wszystkim niewtórny wzięcia słowo Germany, i to krążek wypuścił Ricky Hil. Riaż dwa razy, za to wiem, że cky romansuje z soulem, Daft ich „Last Summer II” to praw- Punkiem (tak wykorzystać dziwa chillout’owa perełka. „Something About Us” mogą Ciągnące się syntezatory, miłe tylko geniusze), czy Leoną dla ucha melodie, czasem coś Lewis (to ta, której piosenka szybszego. Idealne na leniwe została uznana za najlepszą popołudnie, gdy już wiesz, że balladę o miłości) i wygrywa, i tak nie nauczysz się na ju- bo nie nudzi mnie jak Pusha trzejszy sprawdzian z wosu. T, czy Rick Ross. Sprawdź„SYLDD” koniecznie. Następnie „Low Wishes” ze- cie społu Air Review, pełne wy- A i w polskim rapie, jak zwybitnych folkowo-elektronicz- kle zresztą, dużo się dzieje nych (w dobrym tego słowa i mamy choćby „HaOs” Ostreznaczeniu, bo o Eneju mówią, go i Hadesa. Duet dla mnie że jest folkowy, a o Guetcie, zaskakujący, ale jak się po że elektroniczny, a to nie ta- przesłuchaniu płyty okazało, kie połączenie) hitów, choćby bardzo odkrywczy. Słychać wyciskającego łzy „America’s ogromny wzajemny szacunek

blizzard

obu panów do swoich dokonań. Wiele bardzo dobrych tekstów, fajnie w warstwie bitowej, wstawki z różnych programów, filmów i kreskówek - płyta jest po prostu świetna. Smutne, że poziom w Polsce trzymają tylko raperzy. Ale przynajmniej oni. A mem jaki jest, każdy widzi. Coraz to głupszy. Pół biedy te kozy wsadzane do każdej piosenki, bo one są wybitnie psychotyczne i bawią, pół biedy Thrift Shop - jest „o czymś” i buja, ale Harlem Shake jest totalną porażką. A może to ja jestem już zwyczajnie stary i nie rozumiem internautów. No to con los terroristas.

ZAKOŃCZENIE No i koniec. Nigdy nie umiałem pisać zakończeń. Każde moje wypracowanie z polskiego wieńczę złotą myślą godną Paulo Coelho, potem czuję ogromny wstyd, że wybazgrałem takie bzdury. A więc, nawiązując do „Teksańskiego” - jeśli chcesz zakończenia, to sam je sobie wymyśl. Ja tymczasem dziękuję za półtora roku, kłaniam się w pas i do następnego przeczytania!

[13]


k

surrealizm Niekontrolowane wyrażanie percepcji wewnętrznej

W dzisiejszych czasach popularność „Wytrwałości pamięci” autorstwa Salvadora Dali dorównuje „Słonecznikom” Vincenta van Gogha czy nawet „Mona Lisie” da Vinciego. Obraz wdarł się do popkultury pod nazwą „Miękkie zegary”. Mimo, że Dali stwierdził kiedyś: „Różnica między mną a surrealistami polega na tym, że ja jestem surrealistą”, to ani „Miękkich zegarów”, ani twórczości ich autora nie można nazwać kwintesencją surrealizmu.

Czym właściwie jest nadrealizm? André Breton, główny teoretyk oraz twórca ruchu surrealistów, definiuje ten kierunek jako: „Czysty automatyzm psychiczny, który ma służyć do wyrażenia bądź w słowie, bądź w piśmie, bądź innym sposobem, rzeczywistego funkcjonowania myśli. Dyktowanie myśli wolne od wszelkiej kontroli umysłu, poza wszelkimi względami estetycznymi czy moralnymi.” W swoim Manifeście surrea-

lizmu wymienia szereg artystów, m.in. Louisa Aragona, Paula Éluarda, Maxa Ernsta, Marcela Duchampa czy Man Ray’a. Nazwiska te pokazują, iż surrealizm to zjawisko występujące nie tylko w literaturze, lecz również w sztukach wizualnych. Ponadto Breton wymienia twórców minionych epok (Victora Hugo czy Gustava Moreau) sugerując, iż nadrealizm można traktować jako intelektualną postawę mającą swe źródła w przeszłości.

Tło historyczne Surrealizm, podobnie jak dadaizm, stanowił reakcję na skutki I wojny światowej. Artyści byli zdania, iż wojna stanowiła efekt postawy zdegenerowanego, materialistycznego drobnomieszczańskiego społeczeństwa. W efekcie powstał pełen anarchii dadaizm, który można by nazwać antysztuką, a następnie surrealizm głoszący podobne idee. Jednakże I wojna światowa nie była jedynym wydarzeniem, które tak znacząco wpłynęło na nadrealizm. Mianowicie

surreal = gabriela kapturkiewicz [14]

w 1899 roku Zygmunt Freud opublikował swoje najważniejsze dzieło – „Objaśnianie marzeń sennych”. Odkrycia psychoanalityka miały szczególne odbicie w teoriach onirycznego surrealizmu. Naukowiec definiując zjawisko podświadomości, sprawił iż artyści stworzyli nową doktrynę artystyczno-literacką.

Écriture automatique Écriture automatique, czyli zapis automatyczny to jedna z najważniejszych technik stosowanych przez surrealistów. Jest oparta na „wolnych skojarzeniach”, które mają pomóc twórcy oddalić się od racjonalizmu oraz sięgnąć do jak najgłębszych obszarów podświadomości. Pierwszym przykładem zapisu automatycznego są „Pola magnetyczne” stworzone przez Bretona i Soupaulta. Écriture automatique znalazła swe odzwierciedlenie Ww kolażach Maxa Ernsta, pracach Massona czy fotografiach Brassaï.


1930 Surrealiści w Paryżu; od lewej: Tristan Tzara, Paul Eluard, Andre Breton, Hans Arp, Salvador Dali, Yves Tanguy, Max Ernst, Rene Crevel, Man Ray

Cadavre exquis

Pies andaluzyjski

Cadavre exquis w dosłownym tłumaczeniu oznacza „wyborny trup”. W rzeczywistości jest to zabawa stworzona przez artystów nadrealizmu, która jest znana większości z nas i dla wielu chociaż raz w życiu stanowiła świetny sposób na nudę w czasie nieciekawych lekcji. Cadavre exquis polega na zapisaniu pier wszego słowa czy zwrotu, jaki nam przyjdzie do głowy. Kartka z zasłoniętą treścią zostaje przekazana kolejnemu uczestnikowi zabawy, któr y nieświadom poprzednich słów dopisuje coś od siebie. Jednak skąd wzięła się tak nietypowa nazwa jak „Wyborny trup”? Otóż ma ona swoje źródło w pier wszej takiej zabawie, gdy grono surrealistów zapisało na kartce zdanie „Le- cadavre- exquis- boira- le vinnouveau”, czyli „Wyborny trup wypije młode wino”.

Stworzony przez Luisa Buñuela i Salvadora Dali „Pies andaluzyjski” to film, który zdecydowanie nie należy do łatwych w odbiorze. To właśnie z niego pochodzi słynna scena przecinania oka brzytwą. Film jest stworzony w konwencji onirycznej i stanowi wizualne odzwierciedlenie wewnętrznej percepcji obu artystów. Świat przedstawiony jest intrygujący, pełen niedomówień, pozostawia odbiorcy dowolność interpretacji i zmusza do dogłębnej analizy dzieła.

Upadek Doskonale zorganizowany ruch surrealistów pod okiem Bretona niestety nie mógł trwać wiecznie. Nadrealizm zaczynał upadać wraz z rozwojem faszyzmu w Europie. Na strukturę całej grupy znacząco wpłynął wybuch II wojny światowej- wielu artystów zdecydowało się na emigrację. Sytuację pogorszyła kapi-

surreal = gabriela kapturkiewicz

tulacja Francji. Mimo, że od 1942 roku ruch surrealistów miał nowe centrum działalności w Nowym Jorku, to atmosfera, jaka panowała w Paryżu była już nie do odtworzenia.

Człowiek chociaż nie szuka, znajduje Opisane przeze mnie aspekty surrealizmu to zaledwie fragment działalności tych wspaniałych artystów. Postrzegali oni wyobraźnię jako jedynego obrońcę wolności, dlatego ich działalność jest niesamowicie wielowymiarowa. Jak powiedział Pablo Picasso: „Tajemnica sztuki polega na tym, że człowiek chociaż nie szuka, znajduje”. Postawa intelektualna nadrealizmu tak różnorodnie wykorzystywana przez jego twórców wiąże się ze stałym odkrywaniem. Odkrywaniem nie tylko różnych terenów świata sztuki, lecz przede wszystkim samego siebie.

[15


O

o romansie

filmu z modą

czyli co James Dean ma wspólnego

W piątkowe popołudnie postanowiłam wynagrodzić sobie ciężki tydzień i kupiłam ulubiony żurnal. Niosąc go dumnie ulicą zaczęłam się zastanawiać, czy to rzeczywiście takie gazety, nawet o wielkiej sławie, determinują to, jak ludzie wyglądają na ulicy, przecież cała reszta lokalnych, nierzadko kiczowatych pism o modzie nie wprowadza (mam nadzieję) kultowych elementów do szaf kobiet i mężczyzn na całym świecie . Doszłam do wniosku, że zasięg tych nieprzyzwoicie drogich czasopism wcale nie jest tak ogromny jak może się wydawać, ale w takim razie, kto pokazał kilkadziesiąt lat temu Polkom, Angielkom, Rosjankom i całej reszcie, że mogą chodzić w spodniach? Skąd usłyszały o „małej czarnej”? I kiedy apaszka przestała być tylko atrybutem robotników i marynarzy, a zaczęła nosić logo „Hermes” i metkę z ceną wysokości kilku ich pensji? Tak, za całym tym pretensjonalnym wstępem kryje się słowo „film”. Oczywiście całkowitą rewolucję aw modzie zawdzięczamy kilku legendarnym projektantom na czele z wielką Coco Chanel, przez którą wykreowany styl jest wciąż aktualny i uniwersalny. Ale to właśnie dzięki „wielkiemu ekranowi” i oscarowym kreacjom mógł z wielkich stolic przenieść się na wszystkie ulice Świata i wprowadzić do codzienności elementy stroju równie kultowe, jak filmy w których je wykorzystano. Długo zastanawiałam się, które najbardziej zasługują na przedstawienie i postawiłam na różnorodność.

[16]

ze street stylem?

Może wydać się dziwne, że jedną z pierwszych osób, której rola w filmie wpłynęła na modę był aktor – Clark Gable. Zakończył zwyczaj zakładania czegokolwiek pod koszulę, kiedy w „Ich nocach” z 1934 roku zdjął koszulę, ukazując swój tors, co powielali później kolejni starzy dobrzy amanci (kończąc na Jamesie Bondzie). Następnie przyszedł czas na kobiety. Kiedy już pozwolono im pokazywać kostki ( jednak na prawa do obnoszenia się z „torsami” na szczęście jeszcze długo nie wpadły), postanowiły coś udowodnić i zaczęły nosić spodnie. Cygaretki, szwedy i całą resztę o kobiecym kroju zawdzięczamy Catherine Hepburn, która jako pierwsza zagrała (m.in. w „Philadelphia Story” z 1940r.) rolę inteligentnej piękności, której niezależny charakter podkreślał strój – spodnie I marynarka. Myśląc o latach 50-tych, przychodzą mi do głowy dwa filmy. Pierwszy z nich to „Buntownik bez powodu” z Jamesem Deanem, dzięki któremu żaden mężczyzna o duszy chłopaka nie może się już obyć bez t-shirtu, dżinsów, luźnej kurtki i kłopotów. Panie z kolei dały się porwać przeciwnej niż w poprzedniej dekadzie tendencji – dzięki Bridgitte Bardot i „Bóg stworzył kobietę” z 1954r. do łask wróciło akcentowanie kobiecości. Oprócz mody na bieganie nago po plaży (tutaj właśnie kobiety upomniały się o równouprawnienie w kwestii

loutre noire


audrey hepburn, Śniadanie u Tiffany’ego(1961)

„torsów”) dzięki Bardotte nosimy „bardotkę”, inaczej „balkonetkę”, a także zwiewne kwieciste sukienki i długie włosy w czarującym nieładzie. Lata 60 to czas boskiej Audrey Hepburn. Przywróciła ona nieco chanelowskiej prostoty, ale sama była identyfikowana z Hubertem de Givenchy, któremu zawdzięcza większość kultowych kreacji. W „Śniadaniu u Tiffany’ego” z 1961r. znajdziemy ogromną ilość elementów, na których opiera się ówczesna moda. Mam na myśli oczywiście „małą czarną”, ale też „muchy”, czy beżowy trencz, koniecznie z uniesionym kołnierzem. Audrey miała jednak rywalkę – Faye Dunaway z „Bonnie & Clyde” – osóbkę zadziorną, której eleganckie kreacje uniemożliwiłyby brawurowe napady, ale jednak bardzo stylową. Właśnie jej zasługą są berety i apaszki, uważane nieraz za domenę Francuzów. Jeszcze więcej kontrastów i sprzeczności prezentuje styl lat 70-tych. Z jednej strony błysk świateł disco i garniturów Travolty w „Gorączce sobotniej nocy”, a z drugiej wariacje na temat prostoty i androgenicznej szafy, inspirowanej stylem Marlene Dietrich, czy Katharine Hepburn u Diane Keaton w filmie Woody’ego Allena: „Annie Hall”. Co zabawniejsze, te całkiem odmienne obrazy powstawały równolegle, w jednym mieście, w 1977r.

Warto wspomnieć również o Olivii Newton John w Grease. Chciałam jednak zwrócić uwagę na mniej popularną pozycję – film „Gia” z Angeliną Jolie, w którym w roli słynnej modelki ukazuje nam „mundurek” tych współczesnych. Ona jako pierwsza nosiła wąskie spodnie, botki i luźne bluzki (brakowało tylko czapki „beanie”). Na koniec zostawiłam sobie ulubiony filmowy wizerunek, który powstał przez przypadek, a jest rozpoznawalny na całym świecie. Myślę tu o Umie Thurman w „Pulp Fiction” w jej prostej fryzurce, przykrótkich spodniach, białej koszuli i błędnym spojrzeniu. Trudno jednak nie wspomnieć o niedawnych produkcjach, które także są źródłem kilku innowacji- szalone sukienki dziewczyn z „Seksu w Wielkim Mieście”, czy mundurki i opaski Blair Waldorf z „Plotkary”. Tych kilka filmów ukształtowało współczesną modę i zdobyło w niej na tyle silną pozycję, że już na zawsze pozostaną bezkonkurencyjnymi, nawet dla perfekcyjnie dopracowanych żurnali. Mimo, że wiele ekranowych kreacji powstało kilkadziesiąt lat temu, wciąż pozostają inspiracją i zachwycają kobiety i mężczyzn, równocześnie umożliwiając wariacje na ich temat młodym kreatorom.

loutre noire

[17]


G

W świecie, gdzie wszystko jest produktem

Make love

not sex

Otwieram, co dzień oczy w bardzo dziwnym świecie. Dalekim od opowiadań skromnych babć przy kominkach, czy szarmanckich dziadków, pykających fajkę. Patrzę jak ich ręce w końcu się łączą. Jak z szacunkiem dotykają się i unosi się jakaś taka aura delikatności. Słucham gawędy o pierwszych randkach, pocałunkach, uniesieniach, śledzę rumieńce na pergaminowych policzkach staruszków i jakoś tak... zaczynam się wstydzić.

Idę na wschód, spotykam seks, na zachód wynaturzenia, na północy jest zboczenie, na południu kopie mnie zła namiętność . Napisane jest: nie cudzołóż. Nie ma w człowieku praw przypisanych do grzechu. Pociąg seksualny to nie nakaz rozwiązłości. Ludzie zapomnieli by wymawiać „kochać się”, wszyscy krzyczą: seks. Stąpam między podobnymi do zwierzątek, które nie zauważyły, że mają zmysły, zrozumienie, że kultura powstała po to, by Jestem tylko małą dziew- wyjść z jaskini. czynką, której nie brak odŚlub kiedyś był po to, by wagi pytać. Która ma siłę wyczekiwać odpowiedzi pokazać sobie, że jesteśmy i analizować poprawne wer- w pełni za siebie odpowiesje. Stoję przed lustrem te- dzialni, że otaczamy się opieraźniejszości i wpatruję się w ką i na dobre i złe będzie dla horyzont. Wciąż widoczne na siebie robić dosłownie wszystnim jest zachodzące Słońce, ko. Dziś to tylko obowiązek, nie widzę wschodu. Otacza pewnego rodzaju zwyczaj, nie mnie ciemność, przybrana zawsze brany na poważnie. w błahe problemy, beznadziejny ciąg skutków, które Antykoncepcja jest dziś bezpieczeńtak naprawdę dałyby rady archetypem pokonać ich przyczynę. stwa, który zmanipulował ludzkość, który wmówił im Wołam pomocy, ale wciąż swoje wartości, gdyż otrzynie dla siebie samej. Bóg prze- mał za to miliardowy zysk. kazał mi jak się chronić, inni Prawda jak zwykle odpadzamknęli się na jego rady, od- ła, zawsze odpada, ale jest cięli pępowinę, a teraz świa- złotem. Złotem jest pracodomość tnie jak nóż. Ukazuje wanie nad wolą, pięknem to, przed czym ktoś ich prze- jest cierpliwość w czekaniu, strzegał. Mówił nie zabijaj, skarbem niepowtarzalność ale usunęła, wyskrobała. Dziś w podejściu do ciała. Jeżeli w fali bałaganu wylewa złość jest coś rzadkie, smakuje inza gorsze traktowanie kobiet tensywniej, jest oczekiwane, na Niego, na nas, na świat, jest prezentem... Dlaczego który niegdyś według ustano- ludzie nie potrafią docenić wionej, tradycyjnej moralno- pewnych smakołyków życiowych, traktują je jak rutynę, ści, uchroniłby ją. wyjadają deser przed obia-

[18]

godmother

dem? Dlatego stało się to wszystko takie sztuczne, fascynacja istnieje tylko na początku, wydaje się wieczna, a potem opada, nudzi się? I szuka się nowości, odmienności, zmienia się w efekcie nawet ukochanego... Dziś każda forma przekazu społecznego karmi nas seksem. Coś tak pięknego, tak intymnego stało się produktem stojącym na półkach, sprzedajnym w każdym aspekcie... Ciało przestało się liczyć, przestało być wynoszone do rangi świętości, nawet zakochani nie mają dla siebie szacunku. A przecież cielesność to materialne ukazanie uczucia. Powinno być dopracowane w każdym geście, by poprawiać tylko wzajemne relacje. Powinna istnieć wtedy magia, która czaruje ludzi i rozczula ich, aż po drugie dno. Która sprawia, że już zaczynamy tęsknić za kolejnymi zaklęciami, że istniejemy dla siebie by tworzyć jedność w ciele, które następnie prowokuje duszę do pozostania w zgodzie i trwałości. Za duży jest ten świat dla ludzi tradycyjnych, za głęboki dla ludzi nowoczesnych. Wstrzemięźliwość, praca, wola zawsze przedstawiały nam pozytywne wyniki, jakby gloryfikowały odwagę i honor. Miłość jest tego warta, spędzenie życia szczęśliwie, nie w otoczeniu nudy i pływaniu w tandecie otwiera serce na dobro.


za sprawą postępu technologii i inżynierii możliwe będzie

tworzenie ludzkich organów za pomocą drukarek 3D!

wydrukuj sobie życie!

QRR

Najpewniej każdy z Was, drodzy czytelnicy niejednokrotnie drukował dokumenty czy zdjęcia. W domach większości ludzi obecne są drukarki, bez których zapewne nie moglibyśmy sobie poradzić w wielu sytuacjach. A czy wyobrażaliście sobie prawdziwe, bijące serce stworzone przez takową maszynę? Absurd! Przecież prawdziwych organów nie da stworzyć się sztucznie, a co dopiero wydrukować! Jednak, jak donoszą najnowsze wieści z Zachodu, wiele zespołów naukowców, inżynierów i lekarzy prowadzi mozolne i kosztownie działania, mające na celu stworzenie substytutów większości ludzkich organów, które miałaby działać co najmniej tak sprawnie, jak ich naturalne odpowiedniki. Prym w wykorzystywaniu nowatorskich technologii wiodą Japończycy, aczkolwiek Amerykanie usilnie starają się dotrzymać im kroku. To właśnie w tamtejszych ośrodkach powstają główne prototypy tzw. biodrukarek 3D. Pomysł ten wydaje się być zainspirowany drukarkami 3D, które już od jakiegoś czasu pomagają architektom, dekoratorom i stylistom wnętrz tworzyć np. plany budowy, designerskie przedmioty, a zwłaszcza meble. Idea biodrukarek może okazać się przyszłością medycyny, a przede wszystkim transplantologii. Niejednokrotnie w naszym otoczeniu słyszymy

Doskonałą alternatywą dla organów pochodzących, niestety już z martwego ciała dawcy są właśnie syntetycznie stworzone narządy. Popyt na przeszczepy będzie zawsze większy niż podaż, dlatego lekarze i wielu specjalistów z dziedzin tj. inżynieria, technologia nowoczesna i szereg innych będą prowadzili, miejmy nadzieję zwieńczone końcowym sukcesem badania nad drukowanymi narządami. Jak się okazuje również i w tym przypadku kluczem do sukcesu jest współpraca kręgów naukowych i technologicznych połączonych z niebanalną kreatywnością.

mieć możliwie jak najdokładniejsza precyzja nanoszenia i łączenia komórek, ówcześnie wsparta bardzo dobrym modelem i planem komputerowym. Ośrodki badań, które rozmieszczone są właściwie na całym świecie, nieustannie rywalizują ze sobą o prym w dziedzinie tworzenia substytutów narządów. Coraz częściej słyszy się o osiągnięciach, poczynając od cieniutkich ścian komórkowych, poprzez małżowinę uszną stworzoną ze zwierzęcych włókien kolagenowych, na prototypach nerek kończąc. Jest to długi i wyczerpujący wyścig o główne trofeum, czyli stworzenie pełnosprawnego, idealnego serca, którego powstanie z pewnością będzie przełomem w świecie medycyny i transplantologii, a także da szansę na normalne życie wielu milionom ludzi. Jest to jednak skomplikowane, nie trzeba być anatomicznym ekspertem, żeby wiedzieć jak złożone jest ludzkie ciało i jego części.

Proces tworzenia poszczególnych narządów nie jest nam szczegółowo znany, jednak główna myśl technologiczna działania biodrukarki polega na zastąpieniu tuszu czy tonera prawdziwymi ludzkimi komórkami, które oczywiście wcześniej zostałyby powielone. Najważniejszą rolę w procesie drukowania narządów miałaby

To, co ewolucja budowała przez miliony lat naukowcy próbują wykonać w ciągu dekady. Jak zakończy się ten pasjonujący proces? Czy celem tej potyczki jest chęć pomocy wielu ludzkim istnieniom, czy może chęć zdobycie majątku i sławy? Miejmy nadzieję, że niebawem uzyskamy satysfakcjonującą odpowiedź na to pytanie...

o potrzebie przeszczepu organów, by uratować ludzkie życie. Oczywiście, istnieje możliwość przeszczepów rodzinnych, niezwiązanych z koniecznością śmierci dawcy, aczkolwiek jest to i tak znikomy procent zapotrzebowania na organy, bo przecież sercem nie możemy podzielić się z biorcą, tak jak nerką czy wątrobą.

queen of leon

[19]


H Polityka to nie moja bajka, moje zainteresowania raczej nie zmierzają w jej kierunku. Choć ostatnio, muszę przyznać i „ona” się postarała. Rzeczywiście, przykuła moją uwagę, czy w większym stopniu tego nie wiem z pewnością z większym ciśnieniem krwi. Jedno było pewne, włączałam wielkie pudło, by posłuchać bojkotu i wzajemnego przekrzykiwania się czy to polityków, czy zewnętrznych osób. Myślałam, że to strata czasu a jednak się myliłam. Doszłam bowiem do jasnych wniosków, do tolerancji to nam wszystkim jeszcze daleko… Będąc w bezpiecznym domu, siedząc w wygodnym fotelu, otuleni kocem z gorącą herbatą w ulubionym kubku, w tym momencie, na pół świadomi mówimy o niezmienności naszych poglądów. Jesteśmy tolerancyjni. Tak właśnie teraz. Pełni dumy ze swoich szybkich „przemyśleń”, uważa-

w zgodzie z samym sobą o (nie)tolerancji i zakłamaniu ludzkim…

my się za wykształconych, otwartych a tak przede wszystkim nowoczesnych ludzi, którzy to nie są zamknięci w sztywnych formułkach. Jakbym wypadła, mówiąc w tym momencie, że może mam jakieś wątpliwości, może chwilę zawahania. Tak, wyszłabym na tę zacofaną osobę, która nie daje prawa innym ludziom bycia szczęśliwym. A tak w zasadzie, czy ja komuś czegoś zabraniam? Tutaj właśnie rodzi się nasz problem, problem z wyrażaniem własnych opinii. Przede wszystkim z racjonalnym jej argumentowaniem. Bo nie sztuką jest powiedzieć (choć nam zdarza się zazwyczaj wykrzyczeć) swoje zdanie, sztuką jest zaś próba urealnienia swoich racji. Ponadto w sposób nie obraźliwy dla odbiorcy. Zatem użyte słowo „sztuka” dość dobrze oddaje owy stan rzeczy.

[20]

EkkertNýtt

Nie mam zamiaru bynajmniej mówić jak mamy postępować, ani co robić, bo sama, jak mniemam, mogę mieć z tym problem. Poruszył mnie jednak cały zamęt wokół szeroko pojętego hasła jakim jest tolerancja. Mogę się przyznać, ów zamęt osobiście mnie zirytował. W niespełna tydzień, mnóstwo opinii, mnóstwo nieuzasadnionych krytyk i ataków. Czy tak zatem zachowuje się iście tolerancyjne społeczeństwo? To nawet zabawne, jak bardzo potrafimy być obłudni. Z tak wielkim przekonaniem mówimy o tej naszej wyrozumiałości, ubieramy myśli w piękne słowa. Im bardziej wyszukane, tym bardziej zdajemy się być mądrzejsi. My nawet lubimy być podpuszczani, zmuszani do rozmów „na poziomie”, gdzie będziemy mogli wyrazić swoje nieskazitelne zdanie i wykazać się niebywałą refleksją, inteligencją, co do spraw „delikatnych”,


budzących poruszenie. Im więcej wykażemy nowoczesności w poglądach, tym sami dla siebie czujemy się lepsi. Gdzie jednak jest ta granica, którą my przekraczamy, bądź też nie. Ile z tych wszystkich pięknie wypowiedzianych słów zdaje się być prawdą. Bo co innego wypowiadać słowa, a co innego z przekonaniem się do nich odnosić. Często mam wrażenie, że powiedzonko: Jestem tolerancyjny, nijak się ma do rzeczywistości. Jak najbardziej - jestem w pełni wyrozumiały – w łóżku przed telewizorem. Gdzie sprawy innych nie dotykają mnie swoim ogromem, gdzie nie ja się z nimi borykam. One są owszem, ale nie tutaj, nie ze mną i najlepiej niech gdzieś tam pozostaną. Przecież one mnie nigdy nie dotkną, nie stykam się bezpośrednio z problemem tolerancji – więc jestem tolerancyjny. Paradoks, niestety jak naj-

bardziej widoczny. Ilu z nas bez zawahania wypowie swoje poglądy, nie zważając w zasadzie na to czy tak naprawdę się z nimi zgadza?

ślenia, możliwość tworzenia własnych koncepcji, by następnie zamykać je we własnych umysłach. Pełni strachu, że otoczenie może się z nimi nie zgodzić. Być Wszystko jest dobrze, jeśli może do nich nie trafią, nie dotyka mnie osobiście. a może to „oni” nie są gotoGdy jednak sam czegoś do- wi by je przyjąć. świadczę, mój dotychczasowy światopogląd może Ale bywają tez sytuacje, w jednej chwili runąć. gdzie powinniśmy umieć ze Wszystko co powiedzmy swych przekonań zrezygnosobie, budowaliśmy w swo- wać, nawet jeśli równałoby jej świadomości, coś co się to moralną „przegraną”. nami kieruje, może się od- Bowiem jak pisał Hamilton: wrócić o 180 stopni. Być „Niezłomność lubi się przemoże właśnie takich zmian kształcać w skostnienie, ale nam potrzeba, radykalnych z kolei zbytnia łatwość rei nagłych. zygnowania z poglądów lubi się przekształcać w cyIstnieje jeszcze jeden nizm”. aspekt, jeśli chodzi o nasze poglądy. Śmiem rzucić Z ludzką mentalnością do tu stwierdzenie, że jeden zakłamania, trudno będzie z ważniejszych. Są sytuacje nam się go wyzbyć. Szczekiedy musimy zdobyć się gólnie jeśli na celowniku na niewzruszoność i zdecy- znalazły się sprawy „subteldowanie. Są sytuacje kiedy ne” i nie lubiące rozgłosu, musimy umieć bronić swo- a i z tym mamy problem. ich racji, nawet gdy mamy Bowiem często lubimy niewielką siłę przebicia. Nie krzyczeć, nieczęsto mając po to mamy swoje przemy- racje.

EkkertNýtt

[21]


bach vjako człowiek

czyli co on miał pod peruką?

Czytając podręczniki lub książki o kompozytorach i muzykach, często odnosimy wrażenie, że byli to ludzie-roboty; maszyny zaprojektowane do tworzenia ogromnej ilości dzieł które - jak drukarka do której wkłada się pustą kartkę papieru aby wypluła piękny, kolorowy obrazek – komponują arcydzieła, które zapamiętane zostaną przez następne pokolenia czytające o nich w podręcznikach do muzyki lub słyszące je w radiu. Zapominamy, że wybitni kompozytorzy (i również inne osobistości) to byli też ludzie – tacy sami jak my, tak samo oddychający, jedzący i chodzący do toalety. Codzienne życie wpływało jednak bardzo na ich twórczość włącznie z samą chęcią tworzenia, a inspiracje do rewolucyjnych dzieł mogły czasem mieć bardzo trywialne źródło. Poznajmy więc kilka informacji o jednym z największych muzyków, jacy kiedykolwiek tworzyli - Johanna Sebastiana Bacha. TARADAAAAAAAAAAAAA! Taradara tam tam – właściwie tylko ta początkowa fraza z organowej Toccaty i fugi d-moll kojarzy się z jedną z najbarwniejszych (i zarazem najgenialniejszych) postaci, jaką był Jan Sebastian Bach. W młodości chłopiec obdarzony pięknym głosem, któremu w wieku 9 lat zmarła matka, a rok później ojciec. Sam Johann Sebastian pochodził z cenionego w ówczesnych barokowych Niemczech olbrzymiego rodu muzyków, więc kariera jaką sobie obrał była naturalną koleją rzeczy. Był człowiekiem inteligentnym, zdającym sobie sprawę z własnego talentu a przy tym niezwykle skromnym i pracowitym. Jednak duża część jego twórczości

[22]

czerpie ze swoich dzieł wcześniejszych a niektóre utwory nie są nawet oryginalne – motywy, tematy a często całe dzieła bywają zapożyczanie od innych, często mniej genialnych twórców. Plagiat? Nie w tych czasach – praktyka ta do XIX wieku była bardzo powszechna, a nawet można powiedzieć, że cała muzyka europejska wzięła się z tego zwyczaju (w XI, XII i XIII wieku nie wyobrażano sobie utworu, w którym nie było chociaż śladu chorału gregoriańskiego, który powstał o wiele, wiele wcześniej). Wbrew pozorom, komponowanie Bachowi przychodziło z trudem i długo musiał opracowywać temat, na którym opierać miał się utwór, a z technicznego punktu widzenia nie było to proste, gdyż gdyby temat był zły, wplatanie go w typową dla Bacha misterną strukturę polifoniczną kilkugłosowego utworu byłoby tylko stratą czasu, a Johann Sebastian miał powód do pośpiechu – stanowisko kantora w katedrze św. Tomasza w Lipsku, jakie piastował przez 27 lat, zobowiązywało go do pisania prawie co tydzień nowych kantat (utworów wokalno-instrumentalnych złożonych z kilku części, trwających 10 – 20 minut). Często więc wykorzystywał swoje starsze, autorskie jednak tematy aby nadać im zupełnie nową formę (a przy tym zdążyć na czas). Jest jeszcze jeden powód, dla którego wykorzystywał wcześniejsze kompozycje i dlaczego praktycznie wszystkie jego koncerty klawesynowe, organowe są jedynie transkrypcjami ( jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli aranżacjami) utworów m. in Vivaldiego i Marcellego. Przepisując je, Bach uczył się warsztatu kompozytorskiego od innych twórców różnych narodowości. Jednak gdy w dzieła Bacha wgłę-

mokrosz


bimy się jeszcze bardziej, zobaczymy, że takie utwory jak Koncert Włoski (na klawesyn solo) i niektóre toccaty organowe są również oparte na tematach innych twórców, z tą różnicą, że są mocno przetworzone a źródła od razu nie widać. I tak znana wśród organistów Toccata z fugą F-dur bazuje częściowo na koncercie na dwoje skrzypiec Vivaldiego d-moll, natomiast wspomniany Koncert Włoski jest oparty na sinfoni Georga Muffata. Pod okiem badaczy nie ukryje się nawet znana Toccata z fugą d-moll! Okazuje się, że wysoce prawdopodobne jest, że ta osławiona kompozycja to w istocie transkrypcja organowa cudzego utworu na skrzypce – wskazują na to liczne rozwiązania techniczne (np. gdyby temat fugi grał skrzypek, okazuje się, że palcowanie byłoby bardzo wygodne) oraz nie do końca wyjaśnione pochodzenie utworu, które do dziś pozostaje zagadką, choć pewne jest, że pochodzi raczej z wcześniejszego okresu twórczości. Nie oznacza to jednak, że Bach szedł na łatwiznę, choć w ogóle w naszych pojęciach zjawiska tego oceniać nie możemy – sytuacja jest taka sama jak przy szacowaniu wartości pieniądza w XVI wieku jakąś dzisiejszą walutą. Należy również rozważyć użytkowość muzyki lipskiego kantora. W tych czasach komponowane przez Bacha toccaty organowe albo wspomniane koncerty klawesynowe służyły za rozrywkę dla większości klasy średniej. Powstawanie takich utworów wiązało się więc z chęcią zabawienia znajomych, rodziny, często też jako ćwiczenia dla synów Carla Phillipa i Wilhelma

Friedmanna ( jak Inwencje dwugłosowe, od których zaczynają swój rozwój młodzi pianiści od dziś). Ponadto, kompozytorzy tak samo jak malarze otrzymywali zamówienia na dzieła. Ciekawa historia wiąże się z Wariacjami Goldbergowskimi zamówionymi przez hrabiego Keyserlingka. Tytuł wziął się od nadwornego klawesynisty hrabiego nazwiskiem Goldberg, który musiał grywać swemu panu podczas nocy (Keyserlingk cierpiał na bezsenność). 30 wariacji na temat pewnej sarabandy rozbrzmiewało od tamtej pory w pałacu hrabiego, a arystokrata nazywał je „swoimi” wariacjami ze względu na ich niezwykłą śpiewność. Jakkolwiek byśmy Bacha nie chwalili jako mistrza polifonii oraz bogobojnego człowieka, należy zwrócić uwagę na jego całkowity brak talentu pedagogicznego. Próby chóru jakie Bach miał często obowiązek prowadzić, wskutek niezrozumienia często kończyły się awanturami, a czasami nawet burdami. Niezwykle nieprzyjemny incydent zdarzył się w Lubece, kiedy w ciemniejszej alei jeden ze śpiewaków naskoczył na Bacha z kijem, lecz ten zachowując przytomność umysłu wyciągnął szpadę. Nie wiadomo, jak by się ta sytuacja skończyła, gdyby nie interwencja innych chórzystów, którzy rozdzielili skłóconych panów. W popkulturze rzadko przedstawia się więc prawdziwy obraz Bacha – pracowitego, pobożnego, a przy tym posiadającego poczucie humoru i gościnnego. Należy więc zauważyć, że ponad 200 lat temu pod perukami kryli się zwykli ludzie – tacy sami jak my.

mokrosz

[23]


czas na

S KOMIKS

[24]

shaman


Jesteśmy do siebie przecież tacy podobni. W kryształowych, kolorowych więzieniach... Natomiast widok przez szkło, tam bardziej chropowate, tam ciemniejsze, daje wrażenie, że jest inaczej. Ściany te wznosimy sobie sami, a towarzyszą temu kosmiczne uczucia. Tworzymy sobie wrażenie usatkowania, ale to tylko złudzenie któremu hołdujemy dla własnego bezpieczeństwa. I wtedy któregoś dnia, idąc stąpasz po obcej ziemi, pomimo że byłeś tu setki razy. Masz wyostrzone zmysły i czujesz. Najśmieszniejszą jest myśl, że właśnie otarłeś się ramieniem z kimś, kto jest w tym samym momencie życia, co Ty. Patrzysz naokoło wzrokiem skarconego dziecka. Boisz się spojrzeń, tych twardych, złych, a intrygują Cię i cieszą przelotne uśmiechy, dotykanie oczami. Nie znam człowieka, który byłby tylko sumą oddechów. Natomiast żywot swój pamiętasz i tak wyłącznie dzięki tym smaczkom. Dzięki urywkom tych najdziwniejszych, najbardziej magicznych, czy przejmujących sekund.. Nie chcę bawić się w szczegóły, ale wydaje mi się, że wciąż żyję tylko dzięki tym momentom. - powiedział kanar oddając mi nieskasowany bilet. shaman

[25]


x„ostatni” ostatnie opowiadanie ecoffemakera

Dym boleśnie szczypał w oczy. Przetarł je i rozejrzał po okolicy. Słońce powoli zachodziło za górami. Szybki rzut oka na zegarek i nie potrafił zrozumieć jakim cudem ostatnie 5 godzin minęło tak szybko. Był brudny i zmęczony. Ostatni ciepły posiłek zjadł wczoraj na śniadanie, o bieżącej wodzie przestał marzyć 4 dni temu. Pół roku temu śmiał się z myśli, że zwykła, zdatna do picia woda będzie tym o czym można marzyć. Pół roku temu wszystko było inne. Pół roku temu świat był inny. Nikt z jego znajomych nie potrafił się przyzwyczaić do tego nowego „świata”. To właśnie dlatego teraz, zamiast na kanapie przed telewizorem, siedział na kępie gruzów. Powoli docierało do niego, że to co robią to tak naprawdę dziecinada. Dziecinada okupiona ofiarami. Na początku tej zabawy było ich kilkunastu. W le-

sie spotkali innych, którzy niczym się od nich nie różnili. Łączył ich rodzaj młodzieńczego buntu, chęć parcia pod prąd. Tak naprawdę nie wiedział co to było. Wiedział tylko, że Ci wszyscy ludzie byli dla niego jak rodzina. Niezliczona ilość kilometrów, wspólne śniadania, obiady, kolacje, w końcu – nie bał się tego powiedzieć – śmierć – zrobiły swoje. -Co Ci jest? - miękki głos dobijał się do niego jak zza mgły – w rzeczywistości barierę tą stanowił huk granatów. Spojrzał na nią. Po raz pierwszy od wielu dni dokładnie wpatrywał się w jej twarz. Chciał jej w tym momencie powiedzieć tyle rzeczy. Odróżnić kłamstwo od prawdy. Zresztą, powoli sam przestawał widzieć tą cienką granice – może już jej nie było. To co zobaczył w Jej ciepłych, zielonych

[26]

ecoffeemaker

oczach przynosiło mu na myśl to czego już nie ma, a o co jeszcze walczy. To nie była walka bezcelowa – ciągle dostrzegał cień szansy, albo przynajmniej starał to sobie wmówić. Poza tym śmierć która mogła go tutaj spotkać była zdecydowanie lepsza od tej która czekała go gdyby wtedy został, nie poszedł do lasu. -Nic odpowiedział najspokojniej jak potrafił, głaszcząc jej włosy. Zaproponował jej papierosa, jednego z ostatnich jakie mu zostały. -Skończyła mi się benzyna w zapalniczce, normalnie poszedłbym do sklepu, ale teraz... - zawiesił głos. -Spokojnie, szlachta pali tylko drewnem – uśmiechnęła się. W miarę tego jak papie-


ros się wypalał, on zbierał się na odwagę. Przytulił ją. Czuł jej bijące szybko serce. Czuł się trochę jakby żywcem wzięty z „Komu bije dzwon”. -Posłuchaj, wciąż możesz się stąd wydostać. Są jeszcze miejsce, w których życie wygląda inaczej. -Nie. Nie chcę. Postanowił zaryzykować. -Możemy być tam razem. Przyjadę do Ciebie. -A co jeśli nie przyjedziesz? -Przyjadę? -A jeśli nie?

etap, odwrotu nie będzie. ciągnął się po raz ostatni i rzucił gdzieś za siebie. Skończy się babci sranie. W życiu nie słyszał takiego huku, jedyne o czym pomyślał, to żeby zasłonić ją własnym ciałem. Wstanie z podłogi zajęło mu niecałą minutę. Żadne słowa do niego nie docierały, skroń boleśnie pulsowała. Ludzie dookoła biegali, wrzeszczeli, bóg jeden jeszcze wie co. Dla niego liczyło się już tylko, że koniec jest nieuchronny. Z minuty na minutę robiło się coraz głośniej – kule gdzieś latały. Po huku następował kolejny huk. Docierała do niego jakaś piosenka. Uśmiechnął się do siebie i zanucił.

-Na nas chyba najwyższa pora, nie? -Na to wygląda – odpowiedział mu ciepły głos. Przez chwilę znowu myślami był daleko stąd. -Wiesz, że nie możemy tutaj dłużej zostać, a nie wiadomo co spotka nas na zewnątrz? -Wiem. Nie martw się.

Podbiegł do drzwi. Lekko je uchylił – nie dało się nic zobaczyć. Mocno je pchnął i ruszył do przodu. Nie było żadnej oślepiającej światłości, wybuchy też -I see trees of green,Red były cichsze niż by się sporoses too. I see them dziewał. bloom. For me and you. And I think to myself, What Wiedział tylko, że ciąg dalszy już nie nastąpi. a wonderful world!

-To zostanie Ci moje konto w banku. Posłuchaj. To co teraz robimy, robimy to dla wyższego celu. Z tym, że to już przestaje być zabawa. Jeśli ruszymy się Podniósł z podłogi tlący Przynajmniej nie taki, dalej, zamkniemy pewien się jeszcze papieros. Za- na jaki wszyscy czekali.

ecoffemaker

[27]


„Na początku było słowo”


Lorem Ipsum [12] 03/2013