Page 1

MŁODZIEŻOWY DWUTYGODNIK POWIATOWY

Listopad 2011

nr 10 (15)

GAZETA BEZPŁATNA ISSN 2081 – 7177

Śmierć na żywo! Na naszych oczach! 24 godziny na dobę! Zwłoki są wszędzie…

Po eutanazji...

Aborcja, eutanazja, kanibalizm, miłość. To kilka z ostatnich tematów, poruszanych na łamach rozchwytywanego i oczekiwanego pisma „LOgin”, współredagowanego przez uczniów, pod auspicjami redaktora naczelnego. Tematy jakże nieważkie, tematy jakże trudne. Za niepokojący w tonie należy szczególnie uznać ten o eutanazji ze względu na charakter i wydźwięk myśli przewodniej, tzn. skłaniający czytelnika do przyłączenia się do peanów pochwalnych na cześć eutanazji vel pogardy dla daru życia.

Achtung!

Nicht eintreten! Tegoroczna pielgrzymka maturzystów odbyła się, w przeciwieństwie do poprzednich lat, wyjątkowo wcześnie (w ubiegłym roku odbyła się w marcu). Myślę, że to dobry i mądry wybór terminu, gdyż, o czym wspomniał podczas Mszy św. Arcybiskup Andrzej Dzięga, jest to data najlepsza z możliwych. Udajemy się na Jasną Górę na kilka miesięcy przed maturą, więcej czasu na mądre i dojrzałe decyzje. Wizyta na Jasnej Górze zmotywowała nas do pracy, wniosła więcej energii i zapału – a przede wszystkim wiary.

Młodzi patrioci

Z okazji uroczystości 11 Listopada uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego odśpiewali w Gryfickim Domu Kultury polskie pieśni patriotyczne. Pamięć poległych uczcili również młodzi z Gimnazjum nr 3, którzy na tę okazję przygotowali akademię. Uczniowie obydwojga szkół włożyli wiele pracy i z pasją wzięli udział w Święcie Niepodległości.

Zapraszam młodzież z powiatu gryfickiego do współpracy z „LOginem” Pisz na adres: mariusz_rakoski@yahoo.de Oddajemy Tobie głos, jest dla nas najważniejszy…


2

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

WYDARZENIA

OŚWIĘCIM-KRAKÓW-POZNAŃ

U stóp Królowej Polski Pielgrzymka do Częstochowy była dla mnie niezwykłym, niecodziennym i nowym doświadczeniem „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na powtórkę z historii” (zasłyszane) Tegoroczna pielgrzymka miała nie tylko charakter religijny, gdyż przypadła na obchody 11 listopada, czyli Święto Odzyskania Niepodległości przez Polskę po 123 latach niewoli. Podczas drogi śpiewaliśmy stare pieśni patriotyczne i religijne, odmawialiśmy różaniec i, jak to bywa podczas grupowych wyjazdów, rozmawialiśmy o szkole, w tym o nadchodzącej maturze. To właśnie z tego tytułu klasy trzecie wyruszyły do Częstochowy, Krakowa i Oświęcimia. Połączenie 93. obchodów odzyskania niepodległości z pielgrzymowaniem naprawdę było rewelacyjnym pomysłem: zwiedzanie (to akurat nie najlepsze słowo) obozu zagłady „Auschwitz” oraz „Brzezinka” stały się bardzo intensywnym bodźcem do refleksji historyczno-religijnej. O obozach zagłady słyszeliśmy na lekcjach z historii, czytaliśmy w podręcznikach, oglądaliśmy zdjęcia, jednak ujrzenie tego miejsca na własne oczy staje się czymś niepowtarzalnym. Będąc w Auschwitz czujesz „zło”, jakiś wewnętrznym niepokój, być może strach i przerażenie, że „to” wydarzyło się naprawdę. Grobowa cisza, chłód i kraczące wrony powodowały chwilami dreszcze na naszej skórze. Tu, w Auschwitz, nawet wiatr mroźniejszy, a ziemia jakby nadal czuła krew, krzyk i cierpienie zamordowanych ludzi. Zarówno wizyta w obozie, jak i pielęgnowanie pamięci o tragicznym wydarzeniu

Uczestnicy wyjazdu na pamiątkowym zdjęciu Fot. „LOgin” na tych ziemiach, nie mają na celu potęgować w nas nienawiści do Niemców. Uczą tolerancji i wyciągania wniosków z błędów innych, przestrzegają i przypominają, że nie ma nic cenniejszego od ludzkiego życia.

w życiu widziałam, jak młoda dziewczyna, uczestniczka naszej pielgrzymki, odchodząc od konfesjonału płakała. Powiedziała, że były to łzy szczęścia.

„Kiedy otarłem łzy, byłem już innym człowiekiem” (E. Emmanuel Schmitt) cóż za cudowne miejsce! Określiłabym – polskie, europejskie, światowe. Z każdej strony otaczali mnie ludzie innej narodowości, każdy tak samo otwarty i uśmiechnięty. Miałam przyjemność przystąpić do sakramentu spowiedzi w Kościele Mariackim. Byłam wzruszona… nie, bardziej wzruszona niż wzruszona, to były bezcenne chwile, „coś”, co trudno jest mi nazwać słowami. Czasami w takich chwilach należy milczeć, zatrzymać wrażenia na dłużej, nie skazywać na ulotne i często nieadekwatne słowa. Pierwszy raz

Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej – najbardziej rozpoznawalny symbol Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce. Dokładne pochodzenie i autorstwo obrazu do dziś pozostaje tajemnicą. Obrazowi, a właściwie Matce Boskiej, przypisuje się cudowne ocalenie Częstochowy przed najazdem Szwedów w XVII wieku. Król Jan Kazimierz ogłosił Matkę Bożą Królową Polski. Źródło: internet

„Ludzie są gotowi uwierzyć we wszystko, tylko nie w prawdę” (C. Zafón) Jednak najbardziej niepowtarzalnym, jedynym i wyjątkowym miejscem jest Jasna Góra – cel naszej pielgrzymki. Msza Święta z udziałem arcybiskupa Andrzeja Dzięgi, w której również brałam czynny udział (czytałam modlitwę powszechną) była najpiękniejszą mszą w moim życiu. Mszą, w której całą sobą i jak nigdy dotąd, naprawdę(!), czułam Boga, jego obecność, taki wewnętrzny spokój, przeczucie, że zło mnie tu nie doścignie, że bazylika na Jasnej Górze jest schronieniem dla mej duszy. Tego miejsca się nie zwiedza, nie ogląda – to miejsce się doświadcza. Idąc na kolanach wokół obrazu Matki Boskiej, śpiewając przy tym „Czarną Madonnę“, myślę sobie: „jak dobrze Twym dzieckiem być”. Mam 18 lat. Odkąd tylko sięgam pamięcią, zawsze mówiłam: „tak, wierzę”. Jednak dopiero tam, u stóp

Wielka radość nie tylko z podróżowania, ale i pielgrzymowania Fot.: „LOgin”

MŁODZIEŻOWY DWUTYGODNIK POWIATOWY

LOgin – młodzieżowy dwutygodnik powiatowy Adres redakcji: 72-300 Gryfice, ul. Wałowa 18 e-mail: gz.login@gmail.com

Królowej Polski, zdałam sobie sprawę z tego, co znaczą te słowa: doświadczyłam siły wiary, miłości, przyjaźni, nadziei – po prostu dobra. Czas pielgrzymki był dla mnie niesamowitą lekcją pokory, uświadomienia sobie, jak ważny jest drugi człowiek. Ta podróż była chwilą refleksji nad mym życiem i tym, jaką rolę odgrywa w nim Bóg.

Jestem wdzięczna księdzu Sylwestrowi Marculi za organizację wyjazdu. Wspólnie spędzone chwile z Bogiem – bezcenne. Tam trzeba być, trudno wyrazić to, jak już wcześniej wspomniałam, słowami. Obiecuję sobie, że wrócę… wrócę jeszcze niejeden raz na Jasną Górę. Agata Bogdańska Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Gryficach

Jasna Góra Źródło: internet

Nocne zwiedzanie lirycznego Krakowa Fot.: „LOgin”

Wydawca: Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Gryficach (NIP 857-14-96-576) 72-300 Gryfice, ul. Wałowa 18 tel. 91 384 26 70

Redaktor naczelny: Mariusz Rakoski Zespoł redakcyjny: młodzież powiatu gryfickiego

Druk: Edytor sp. z o.o., ul. Tracka 5, 10-364 Olsztyn


NR 10 (15) LISTOPAD 2011

WYDARZENIA

3

Doświadczenie Auschwitz Tegoroczna pielgrzymka maturzystów odbyła się, w przeciwieństwie do poprzednich lat, wyjątkowo wcześnie (w ubiegłym roku odbyła się w marcu). Myślę, że to dobry i mądry wybór terminu, gdyż, o czym wspomniał podczas Mszy św. Arcybiskup Andrzej Dzięga, jest to data najlepsza z możliwych. Udajemy się na Jasną Górę na kilka miesięcy przed maturą, więcej czasu na mądre i dojrzałe decyzje. Wizyta na Jasnej Górze zmotywowała nas do pracy, wniosła więcej energii i zapału – a przede wszystkim wiary. Wyjechaliśmy w czwartek (10 listopada) o godzinie 20:00. Udział w pielgrzymce wzięli licealiści z Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Gryficach, uczniowie z Liceum Strażackiego, jeden uczeń z Liceum Ogólnokształcącego im. Czesława Miłosza oraz młodzież z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Wolinie. Opiekunowie: ks. Sylwester Marcula, Joanna Ruta, Arkadiusz Dalewski, Mariusz Rakoski i ks. Dariusz. Pierwszą noc spędziliśmy w autobusie, oczywiście cały czas w drodze, do samego świtu. Nie ukrywam, że trudno jest zasnąć w autobusie, dlatego rozmawialiśmy, śpiewaliśmy stare pieśni patriotyczne… Otaczała nas aura przyjaźni, życzliwości i miłości, można powiedzieć, że nawet coś więcej niż „miła, rodzinna atmosfera”. „Nie ma piękna, jeśli w nim leży krzywda człowieka. Nie ma prawdy, która tę krzywdę pomija. Nie ma dobra, które na nią pozwala” (Tadeusz Borowski, „U nas w Auschwitzu”; myśl inspirowana filozofią Platona). Noc minęła dość szybko. Około godziny 09:00 dojechaliśmy do obozu Auschwitz-Birkenau. Pogoda, temperatur była bardzo adekwatna do sytuacji:

siarczysty wiatr, pochmurne niebo i cisza. Przejście przez bramę wjazdową dla pociągów, które przybywały do tego miejsca z masą ludzi, jadących w bydlęcych wagonach, bez wody, bez jedzenia, często nawet bez powietrza, powodowało w nas jakieś wewnętrzne rozdarcie, jakiś konflikt, że coś takiego, mogło się zdarzyć – że kilkadziesiąt lat temu na tych terenach wymordowano ponad milion ludzi o różnym pochodzeniu (głownie Żydów, Polaków, Romów). Dreszcze, groza, łzy w oczach… Jest to miejsce, które daje wiele do myślenia, pokazuje jak bezwzględną bestią może być człowiek. Po krótkim zwiedzeniu tego strasznego, wciąż smutnego miejsca, odbyliśmy wspólną modlitwę za wszystkich tych, którzy stali się ofiarami faszystowskiej, rasistowskiej ideologii. Następnie udaliśmy się do Auschwitz I, czyli muzeum, które zwiedziliśmy z profesjonalnym przewodnikiem. Zastanawiam się, czy na świecie jest równie przejmujące miejsce – przerażające, odpychające chłodem i historią blokowiska, w których bytowali-egzystowali (bo nie mieszkali) ofiary hitlerowskich Niemiec. Zostaliśmy oprowadzeni po najważniejszych miejscach. Widoki wstrząsające: magazyny zebra-

Brama wjazdowa do „Auschwitz-Birkenau. Niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady (1940-1945)”. Nad bramą ironiczny napis-motto: „Arbeit macht frei” („Praca czyni wolnym”). W obozie, w wyniku rasistowskiej ideologii oraz walki politycznej zginęło około 1,1 mln osób, w tym najwięcej Żydów – 960 tysięcy nych walizek z podpisami właścicieli; ubrania, buty i buciki, środki codziennego użycia (szczoteczki, garnki, miski) i… tutaj najbardziej wzruszający moment naszego oglądania: włosy. Włosy tych, których podczas selekcji skazywano na natychmiastowe zagazowanie. One się nie marnowały. Nikt w obozie „się” nie marnował. Hitlerowcy wiedzieli, jak zrobić coś z niczego – włosy wysyłano do firm, które zajmowały się produkcją odpowiednich „gadżetów”, wyrabianie mydła z ludzkiego tłuszczu i nawozów z przeznaczeniem dla różnych celów. Tu również pod koniec wycieczki modlitwa pod ścianą, pod którą rozstrzeliwano więźniów. Warto dodać, że w Auschwitz znaleźliśmy się dnia 11 listopada, co dobrze podkreśla charakter naszej wycieczki. Po pobycie w Oświęcimiu dojazd do Krakowa

Brama wjazdowa do Auschwitz-Birkenau – miejsce „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” hitlerowskich Niemiec. „Perfekcyjne” miejsce masowych mordów głównie w komorach gazowych

i zakwaterowanie. Po krótkim przygotowaniu udaliśmy się do centrum miasta. Krótko: Jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Po powrocie do schroniska wiele osób prędko udało się na długo wyczekiwany odpoczynek. Rano wspólne śniadanie, a po nim wyjazd na Jasną Górę – głównego punktu naszej podróży. Uczestniczyliśmy we Mszy św. – prowadzonej dla maturzystów przez Arcybiskupa Andrzeja Dzięgę – w Bazylice Jasnogórskiej. Częstochowa, Jasna Góra, to miejsce dla każdego – nie tylko dla wierzących. Polecam szczególnie tym, którzy wątpią w istnienie Boga – tego Boga „tam” się czuje, On wynika samo przez „się”. Nie potrzebujemy nawet wiary, ale Go doświadczamy – doświadczamy w pięknych ludziach, ich uśmiechach, życzliwości, wewnętrznego spokoju i szlachetnych czynach.

Około 22:00 dotarliśmy do Poznania, gdzie zrobiliśmy sobie godzinną przerwę w podróży. Zwiedziliśmy rynek i uzupełniliśmy zapasy, chociaż podróż z Poznania do Krakowa minęła bardzo szybko. Do Gryfic powróciliśmy ok. godziny 04:00.

Wszyscy marzyli tylko o tym, by znaleźć się w swoim łóżku. Zmęczeni, ale zadowoleni i szczęśliwi podziękowaliśmy sobie za podróż i udaliśmy się do swych domów. Wojciech Kuźmiński Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Gryficach

Dzieci w Auschwitz – trudno cokolwiek napisać. „Są pytania, na które nie ma odpowiedzi i na które odpowiadać nie wolno. […] „Doznane zło wprowadza nas w sferę milczenia. Cóż można bowiem powiedzieć?” (Tadeusz Gadacz, „O ulotności życia”)

Ślady historii; ślady tragedii – dowody ludzkiego zezwierzęcenia, upadku wartości i kultury europejskiej w XX wieku. W muzeum można robić zdjęcia (bez flesza) – wyjątek stanowi jeden sektor… z włosami ofiar


4

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

WYDARZENIA

WŁOCHY

Uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. B. Chrobrego w Gryficach ponownie we Włoszech – odsłona II Szkoła partnerska Liceo Scientifico Statale A. Avogadro. Miasto: Biella w pobliżu Mediolanu. Zaledwie 6 szkół w Polsce bierze udział w tym projekcie COMENIUS WIUC (Wyjazdy Indywidualne Uczniów Comeniusa). Liceum Ogólnokształcące im. B. Chrobrego w Gryficach wydelegowało za granicę największą liczbę uczniów, bo aż czworo. Do grona wyróżnionych należą: Krzysztof Hendryk, Beata Kulikowska, Barbara Olejniczak i Hanna Tankielun. Są oni uczniami klas drugich. Natomiast koordynatorem powyższego projektu w liceum jest Ewa Drobik, dyplomowany nauczyciel języka angielskiego pełniący zarówno funkcję nauczyciela kontaktowego uczniów polskich, jak i mentora uczniów włoskich. Celem akcji jest umożliwienie uczniom szkół ponadgimnazjalnych spędzenia minimum 3 miesięcy w szkole jednego z wybranych krajów UE i zagwa-

rantowanie im tam możliwości nauki, budzenie w nich świadomości różnorodności języków i kultur europejskich, a także pomaganie im w nabywaniu umiejętności potrzebnych do rozwoju osobistego. Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej. Uczniowie mają opłaconą podróż w obydwie strony (w tym przelot) i pełny pakiet ubezpieczenia, a także zapewnione przygotowanie językowe i materiały do nauki języka kraju docelowego. Zakwaterowanie i wyżywienie zapewniają im rodziny goszczące we Włoszech. Uczniowie wraz z nauczycielem kontaktowym mają zapewnione 2dniowe przygotowanie przedwyjazdowe w Warszawie i tyle samo trwające przygotowanie poprzyjazdowe z mentorem w Rzymie obejmujące kwestie merytoryczne i psychologiczne. Dodatkowo uczniowie otrzymują comiesięczne kieszonkowe w Euro.

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu… Fot.: Internet

Biella. Fot.: Internet

Krzysiek, Beata, Basia i Hania przebywają we Włoszech od 20 września 2011 i będą tam aż do 20 grudnia 2011. Zdążą zatem na utęsknioną polską wigilię. Do tej pory zdążyli się już w dużym stopniu zapoznać z włoskim systemem edukacji. Wraz z uczniami goszczącymi uczęszczają codziennie na lekcje w języku włoskim, którym coraz bieglej się posługują. Uczą się również angielskiego, a niektórzy francuskiego. Mają już nawet za sobą pierwsze pozytywnie zaliczone testy (tu skala ocen jest od 1 do 10, gdzie od 1 do 5 to oceny negatywne, a od 6 do 10 to rosnąco oceny pozytywne). Chodzą też na przedmioty, których nie ma w planie zajęć w ich szkole, np. pedagogika, socjologia, psychologia i filozofia. Ciekawostką jest to, że uczniowie sami w znacznym stopniu mieli wpływ na swój plan lekcji we Włoszech; wybierali bowiem przedmioty i ich poziom zaawansowania wraz z uczniami goszczącymi, nauczycielem kontaktowym i mentorem, tworząc w ten sposób dokument zwany „Porozumieniem o programie zajęć”. Uczniowie musieli się też dostosować do regulaminu obowiązującego w szkole włoskiej, który mówi m.in., że pod żadnym pozorem nie mogą opuszczać terenu szkoły podczas lekcji i przerw. Najtrudniej było im się przyzwyczaić do blokowego systemu nauczania i zaledwie jednej 10minutowej przerwy podczas lekcji. Poza obowiązkami szkolnymi doświadczyli już mnóstwo przyjemności, których znamienną częścią było zwiedzanie i podziwianie piękna włoskiej ziemi. Poza uroczą Biellą uczniowie zobaczyli Turyn, Mediolan, malownicze jezioro Lago Maggiore i góry. Najbardziej jednak zachwycił ich Rzym i Watykan. Nadal po-

Podczas przerwy we włoskiej klasie. Fot.: „LOgin”

Wymiana Comeniusa to nie tylko nauka języka angielskiego, ale również możliwość poznania nowych kultur. Na zdjęciu: Beata Kulikowska oraz Krzysztof Hendryk zwiedzają Rzym Fot.: „LOgin”

zostają pod niesamowitym wrażeniem Forum Romanum, Panteonu, Kaplicy Sykstyńskiej, Bazyliki Św. Piotra, Muzeum Watykańskiego i wielu innych miejsc. Przy tym wszystkim utrzymywała się znakomita pogoda, a przez pierwszą połowę ich pobytu nie spadła nawet kropla deszczu. Uczniowie korespondują na bieżąco z nauczycielami ze swej polskiej szkoły, którzy pomagają im w nadrobieniu ewentualnych zaległości i w szybkim wdrożeniu się do życia w szkole macierzystej. Zresztą, na to będą mieli jeszcze dużo czasu po powrocie dzięki wyrozumiałości swych nauczycieli zdających sobie sprawę z wyższego celu towarzyszącego tej wymianie. Należy dodać, że w styczniu 2012 Krzysiek, Beata, Basia i Hania przyjmą wraz z rodzicami w swoich domach uczniów włoskich, którzy będą u nich przebywać kolejne 3 miesiące. Życzymy powodzenia, niezapomnianych wrażeń, wytrwałości i poczucia satysfakcji uczniom Liceum Ogólnokształcącego im. B. Chrobrego w Gryficach, którzy podjęli się wyzwania uczestniczenia w projekcie COMENIUS WIUC, ich otwartym na świat rodzicom, oraz wszystkim stronom zaangażowanym w projekt. Procedura przygotowania uczniów do

udziału w projekcie trwała cały rok, lecz z relacji uczniów można już śmiało powiedzieć, że było warto.

Uczniowie z „Chrobrego” z włoskim kolegą przed odjazdem do Watykanu Fot.: „LOgin”

Ewa Drobik Nauczyciel języka angielskiego w Liceum Ogólnokształcącym im. B. Chrobrego w Gryficach


NR 10 (15) LISTOPAD 2011

WYDARZENIA

5

E-mail...

Do koordynatora napisali… Tu jest zbyt pięknie, żebym dużo opisywał. Lekcje prowadzone są profesjonalnie, rzetelnie i ciekawie. Miejscowość malownicza, położona w górach, cudna panorama, a rodzina goszcząca jest bardzo miła. Tutto Bene :)

i gestykulacji : ) W szkole jest trudniej, ale włoscy rówieśnicy chętnie pomagają. Rozmawiam z nimi po angielsku. Klasa jest super. Nie podoba mi sie tylko jedna przerwa w szkole, ale idzie sie przyzwyczaić.

Krzysiek H.

B. Olejniczak

Witam. Muszę powiedzieć, że ogólnie jest naprawdę fajnie. Rodzina mila, nie mam problemów z porozumiewaniem. Troszkę włoskiego, więcej angielskiego

Witam W dalszym ciągu zdania nie zmieniam. Jest tu wspaniale. Pogoda świetna. Coraz więcej umiem mówić po włosku. Bardzo mi tu sie podoba. Szkoła jest przy-

jemna, tylko szkoda że mają jedna przerwę 10-minutową na cały dzień. Jestem pani bardzo wdzięczny i dziękuję za całe przygotowanie do tego wyjazdu. I prosiłbym, aby przekazała pani to samo pani Dyrektor i dodała, ze jestem wdzięczny, że szkoła, w której sie uczę, umożliwia mi takie rozwijanie siebie :- ) Jedzenie jest bardzo pyszne: nie tylko makaron, ale mnóstwo warzyw, owoców i pizza. Teraz właśnie uczę się z jej tatą [u rodziny, która przyjęła Krzyśka –

przyp. red.] gotować włoskie dania, i ten sekretny przepis na świetną włoską pizzę. Staram się im też ugotować jakieś polskie dania. Jest bardzo przyjemnie i sympatycznie :-) Pozdrawiam Krzysiek H.

Rzym jest najpiękniejszym miastem na świecie! Jestem niesamowicie wdzięczna wszystkim zaangażowanym za to, że miałam możliwość zwiedzić to starożytne miasto. Wcześniej znałam je z filmów i ze

zdjęć, ale nie przypuszczałam, że na żywo może być aż takie wspaniałe! Nasz hotel był niedaleko centrum. Kiedy przybyliśmy do Rzymu, po zostawieniu bagaży w hotelu, udaliśmy się zwiedzić Koloseum i Forum Romanum i kiedy zobaczyłam to na własne oczy, aż się rozpłakałam ze szczęścia! To niesamowite przeżycie. Zwiedziliśmy wszystko, co tylko było do zwiedzenia (w tym Muzeum Watykańskie i Kaplicę Sykstyńską). Jestem tak zafascynowana tym miastem, że

W TVP Szczecin Uczniowie gryfickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego udali się 11 października do regionalnego oddziału TVP w Szczecinie. Dzięki uprzejmości dyrekcji mieliśmy okazję zobaczyć pracę dziennikarza od kuchni. Po studiach nagraniowych oprowadziła nas przewodniczka, która omówiła proces nagrywania oraz zapoznała nas z podstawowym sprzętem związanym z pracą prezentera oraz reportera. Godzinne zwiedzanie zakończyło się sesją zdjęciową na planie „Kroniki”, po czym klasa udała się do kina, gdzie połączyła przyjemne z pożytecznym, przypominając sobie lekcje historii z filmem pt. „1920 Bitwa Warszawska”. Dzień zakończyliśmy wspólnym obiadem. Wymienialiśmy się wrażeniami, opiniami na temat filmu oraz wizyty w TVP Szczecin. Karol Celej Liceum Ogólnokształcące im. Bolesława Chrobrego w Gryficach

Klasa II b humanistyczno-dziennikarska w studiu „Kroniki”

Narzędzie pracy kamerzystów oraz obsługi technicznej

to jest nie do opisania :) Serdeczne pozdrowienia! Hanka

Jeśli chodzi o angielski to nie mam, naprawdę, problemów. Fajnie mi się trafiło, że tata Fra jest z Irlandii ;D […] Jeśli chodzi o Rzym – bajka, po prostu. Piękne miasto. Całe miasto to chyba z pięć razy przeszliśmy. Zwiedziliśmy naprawdę dużo. Szczególnie jestem zadowolona z Muzeum Watykańskiego i Panteonu. Pozdrawiam. B. Olejniczak


6

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

WYDARZENIA

Nocne czuwanie młodzieży w Myśliborzu I wiem, że On mnie nie odrzuci I wiem, że On mną nie wzgardzi I wiem, że On jeden zrozumie I wiem, że On jeden przebaczy Chwała Panu! (zasłyszane) W liturgiczne wspomnienie patronki polskiej młodzieży, błogosławionej Karoliny Kózkówny, odbyło się 18 listopada kolejne noc-

ne czuwanie młodych ludzi w Myśliborzu. Gospodarzami były siostry Jezusa Miłosiernego. Na spotkanie modlitewne przyjechała młodzież: z Barlinka (opiekun ks. Kryspina Gasiulewicz), ze Stargardu (ks. Marek Halc), ze Szczecina (ks. Łukasz Śniady), z Myśliborza (ks. Maciej Piotrowski), z Sulęcina (ks. Łukasz Marczek, diecezja zielonogórsko-gorzowska), z Gryfic (ks. Pawłem Wiśniewskim, który przyjechał z młodzie-

Ksiądz Paweł Wiśniewski z młodzieżą podczas rozważania Słowa Bożego Coś dla ciała – kawa i ciasto

żą z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych im. Czesława Miłosza w Gryficach oraz indywidualnie z Polic i Pełczyc). Tematem wspólnych modlitw była wdzięczność. Czuwanie rozpoczęliśmy o 21.00 w kaplicy Domu Macierzystego ZSJM. Odśpiewaliśmy Apel Jasnogórski i powierzyliśmy się Matce Boskiej. Następnie s. Samuela ZSJM przedstawiła program i wprowadziła w tematykę spotkania. Potem wszyscy przeszli do auli, aby wspólnie zintegrować się przy śpiewie pieśni oraz posłuchać konferencji ks. Macieja Piotrowskiego o wdzięczności. Kolejnym punktem programu była Adoracja Najświętszego Sakramentu, podczas której można było skorzystać ze spowiedzi. Aby jeszcze bardziej poznać wdzięczność, młodzież po zakończonej adoracji pracowała w grupach. Każda z siedmiu grup otrzymała fragment z Pisma Świętego i miała przygotować scenkę z po-

Kolejnym punktem programu były scenki biblijne danej perykopy biblijnej. Centralnym punktem nocnego spotkania młodzieży była Eucharystia, której przewodniczył ks. Łukasz Śniady, a Słowo Boże wygłosił ks. Łukasz Marczak. Po Eucharystii zosta-

Jeden z punktów programu – śpiewamy pieśni religijne

liśmy zaproszeni na kawę oraz ciasto. Następnie młodzież przedstawiła scenki przygotowane podczas pracy w grupach. Widzowie mieli odczytać główne przesłanie. Po krótkiej przerwie obejrzeliśmy film o św. An-

tonim. Przy wyjściu każdy mógł wylosować karteczkę z imieniem świętego wraz z krótkim cytatem. Czuwanie zakończyło się o godz. 5.30. Ks. mgr lic. Paweł Wiśniewski Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych im. Cz. Miłosza w Gryficach

Msza Święta

WYWIAD. Nasza tożsamość – pieśni patriotyczne

Młodzież jest dobra Z okazji uroczystości 11 Listopada uczniowie Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego odśpiewali w Gryfickim Domu Kultury polskie pieśni patriotyczne. Pamięć poległych uczcili również młodzi z Gimnazjum nr 3, którzy na tę okazję przygotowali akademię. Uczniowie obydwojga szkół włożyli wiele pracy i z pasją wzięli udział w Święcie Niepodległości.

Rozmowa z Krystyną Krajewską-Woźny, nauczycielem historii w „Chrobrym” i opiekunem tegorocznych obchodów w GDK.

Mariusz Rakoski: Pani Profesor, z tego, co widzieliśmy dzisiaj na deskach Domu Kultury, zgadzamy się, że Święto Niepodległości oraz wartość patriotyzmu nie odchodzi do lamusa wśród młodych ludzi…

Patriotyzm jest potrzebny na każdy dzień, ale w szczególności tego dnia jest on mocno podkreślany. Myślę, że każdy z nas na swój sposób to święto przeżywa. Chcieliśmy, społeczność Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego, aby tę chwilę uczcić pieśnią. Szkoła ponadgimnazjalna nie uczy już pieśni, a przecież te utwory patriotyczne towarzyszyły naszym przodkom. Młodzież powinna je znać. To nasza pamięć, nasza tożsamość. Młodzież godnie zaprezentowała pieśni, efekt był naprawdę imponujący. Domyślam się, że jest Pani zadowolona z pracy młodzieży, ale czy chciałaby Pani kogoś szczególnie wyróżnić? Moim zdaniem każda klasa włożyła sporo wysiłku, żeby się najpiękniej zaprezentować i sprostać oczekiwaniom. Oczywiście, wśród wykonawców byli

ci, którzy się szczególnie wyróżnili. Nie chciałbym jednak nikogo wyróżniać, każda klasa potraktowała zadanie bardzo serio i z wielkim pietyzmem się do tego przygotowała. Jest Pani wieloletnim nauczycielem historii. Jak dzisiaj młodzi ludzie odnoszą się do patriotyzmu? Młodzi… że tak powiem – „czują” patriotyzm i oczekują, że nauczą się jego od dorosłych. Również jako

nauczyciel wiedzy o społeczeństwie pytam młodzież, jak powinien wyglądać patriotyzm. We wszystkich pracach podkreśla się kilka faktów: godnie reprezentować Polskę, nie wstydzić się jej, manifestować tę polskość, choćby w dniu jutrzejszym [wywiad odbył się na dzień przed Świętem Niepodległości – przy. red.] przez wywieszenie flag. Możemy postawić stwierdzenie, że to święto nie jest

jednorazowym użyciem? Myślę, że młodzież zobaczyła dzisiaj siebie nawzajem. Mam nadzieję, że ci, którzy wątpili w wartość pieśni patriotycznych, pomyślą, że nie ma się czego wstydzić. Młodzież, powiem ogólnikowo, jest dobra. Tylko od nas, dorosłych – rodziców, wychowawców, nauczycieli – zależy, czy te postawy będą podtrzymywane. Dziękuję za rozmowę.


NR 10 (15) LISTOPAD 2011

WYDARZENIA

7

(Nie)radosna 93. Rocznica Odzyskania Niepodległości Polska po 123 latach niewoli odzyskuje niepodległość! To dzięki naszym rodakom, którzy walczyli z zaborcami, My, młodzi ludzie, możemy dzisiaj być dumni z tego, że jesteśmy Polakami – z bogatą tradycją, kulturą, odkryciami naukowymi, piękną myślą humanistyczną, literacką oraz filozoficzną. Manifestujmy naszą dumę narodową! Dzisiaj, w XXI wieku, śmiało możemy powiedzieć, że Polska należy do tych krajów, bez którego Europa byłaby „niepełna”. Jesteśmy nie tylko kontrastem, ale uzupełniamy nasz kontynent o ciekawą kulturę oraz tradycję. Patriotyzm jest cenną wartością – nie zamykajmy się jednak w „czterech ścianach”, bierzmy czynny udział w dialogu z różnorodną kulturą europejską. Pamięć jest niezwykle ważna, kto nie pamięta, skazany jest na powtórkę z historii… Różnorodność kultur to różnorodność człowieka – człowieka twórczego, otwartego, innowacyjnego… dobrego!

W Gryfickim Domu Kultury „Patriotyzm jest szacunkiem dla drugiego człowieka” (A. Szczygieł) Tradycyjnie w dniu 11 listopada Gryficki Dom Kultury zorganizował koncert z okazji Narodowego Święta Niepodległości. Na scenie wystąpili: Młodzieżowa Orkiestra Dęta, OSP Gryfice działająca przy Gryfickim Domu Kultury (pod batutą Pana Krzysztof

Warszawa: między demonstracją lewicowej „Antify” oraz Marszem Niepodległości wybuchły zamieszki. Zamiast radości mieliśmy obawę o ludzkie życie oraz wielki smutek świata (czyt. rozwiązania siłowe i nienawiść). Na zdjęciu m.in. podpalony wóz transmisyjny telewizji TVN24 Malickiego) oraz chór Viola, której dyrygentem jest Pan Michał Bierwiaczonek. Uroczystość zgromadziła wielu gryficzan – młodzież, rodziny z dziećmi, osoby starsze… Co dla nich oznacza patriotyzm dzisiaj? Czy we współczesnym świecie obchody 11 listopada odchodzą do lamusa? Jak dzisiaj możemy reprezentować naszą dumę narodową? Garść zebranych podczas obchodów opinii: „Patriotyzm to szacunek symboli: godła, hymnu, flagi. W pewnej części odchodzi do lamusa, bo ludzie zapominają i nie szanują wolności, którą wywalczyli dla nich przodkowie; dumę możemy reprezentować poprzez branie udziału w akademiach, szanując wolność, być dumnym z tego, że jesteśmy Polakami”. „Patriotyzm oznacza honorowe postępowanie wobec spraw narodowych, duchowych; nie wychodzi

z użytku, ponieważ zawsze jakaś garstka ludzi przyjdzie na obchody; można reprezentować poprzez pracę, naukę”. "Patriotyzm jest dużą nazwą, a nie jest tak, jak być powinno, np. młodzież powinna godnie reprezentować naród poprzez pracę, bo młodzi dzisiaj wolą iść na łatwiznę; możemy ją reprezentować pracą, kulturą, pokojem na świecie, teraz jest źle, a w 2012 roku będzie jeszcze gorzej". Burmistrz Gryfic – Pan Andrzej Szczygieł - powiedział: „Patriotyzm jest szacunkiem dla drugiego człowieka; nie odchodzą do lamusa, bo co roku przybywa coraz większa ilość osób na Mszę św. do kościoła, na plac Zwycięstwa, do Domu Kultury. Przybyli ludzie mają te wartości w sercu; dumą jest i powinno być dla nas to, że jesteśmy Polakami, to jest dla nas najcenniejsze”.

„Nie dać się zwieść pozorami dobra” Pytanie do Pana Arkadiusza Dalewskiego, nauczyciela religii w „Chrobrym” i Gimnazjum nr 3

Mariusz Rakoski: Uczestniczył Pan w specjalnej Akademii, która została przygotowana przez Gimnazjum nr 3. Wcale niebanalne pytanie: jakie refleksje? Przedstawienie w paru

punktach zapamiętałem szczególnie. Trudno jest zawsze wszystko zapamiętać. Myślę, że jest dobrze, jak człowiek zapamięta przynajmniej jedno zdanie, które będzie mottem. Dla mnie taką myślą, złotą myślą, była wypowiedź jednego z uczniów, który parafrazował myśl poety: żebyśmy nie dali się zwieść.

Dotyczy to historycznego kontekstu. My, Polacy, w swojej historii to przeżywaliśmy. Niektórzy pamiętają i do dziś przeżywają historyczne wydarzenia. Ważne jest to, aby być czujnym obywatelem, Polakiem, aby wiedzieć, co dla naszego kraju jest dobre, by nie dać się zwieść pozorami dobra.

Święto Niepodległości powinno być dla Polaków dniem wyjątkowym, dniem pamięci o poległych, walczących za naszą wolność. Niestety, ale dwa marsze w Warszawie tego dnia rozwiały nasze marzenia. Obserwowaliśmy obrzydliwe sceny, kiedy sąsiad napada sąsiada, Polak bije Polaka. Każdy z nas ma prawo do mani-

festowania własnych wartości. Pamiętajmy jednak, że przemoc nie jest dobrym rozwiązaniem – wzmaga agresję, wyzwala instynkt samozachowawczy, zmusza do obrony. To miał być piękny dzień, chwila zadumy i refleksji – niestety, ale zobaczyliśmy na ekranach światowych stacji informacyjnych Warszawę spowitą

Gryfice: chór „Viola”. Było uroczyście, radośnie i twórczo

dymem i ogniem, ociekającą krwią i nienawiścią. Mamy nadzieję, że historia za rok się nie powtórzy, i że z tej lekcji wyciągniemy wnioski, gdyż, nawiązując do słów Burmistrza Gryfic, szacunku w Warszawie zabrakło. Katarzyna Matusiak, Marzena Kościelna Liceum Ogólnokształcące im. B. Chrobrego w Gryficach


8

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

TEMAT SPECJALNY

Uniwersalnie o ciekawości i śmierci

Ciekawość poza granicami. Gdyby nie ona, dalej rzucalibyśmy drewnianymi oszczepami w dziki, zamknięci w jaskini z ograniczonymi możliwościami poznania otaczającej poza-jaskiniowej rzeczywistości. Zakładamy, że nie ma dobrej i złej ciekawości – ona może być moralnie wątpliwa. Mimo wszystko, nawet ta najbardziej nadgorliwa, może skłaniać do myślenia, do refleksji nad naszym miejscem i celem życia. Wyzwala nas z różnych więzi, kajdan – chce, byśmy zdobywali wiedzę, odkrywali tajemnice i rozwiązywali zagadki... również te, dotyczące śmierci. W zasadzie moglibyśmy powiedzieć, że wiemy już wszystko, albo prawie wszystko. Rozpracowaliśmy świat na części pierwsze, oprócz, właśnie, kwestii Boga i tego, co dalej, gdy już umrzemy. O „życiu po śmierci” możemy opowiadać, odwołując się do religii, mitologii czy filozofii. Problem, niezależnie od tego kim jesteśmy, zawsze pozostaje: chcemy żyć wiecznie, to jakaś naturalna – chyba – predyspozycja człowieka, naturalna (boska?) tęsknota za utraconym rajem, archetyp życia nieskończonego, wiecznego, nieśmiertelnego. Dlatego – śmierć nas przeraża, tym bardziej, że nie jest czymś obcym. Śmierć – jest tak naprawdę doświadczalna, fizykalna i biologiczna. W sensie medycznym organizm „się” zatrzymuje, nasze ciało odchodzi. Taka jest konieczność, rodzimy się, dorastamy, zdobywamy wiedzę, realizujemy „siebie” w życiu zawodowym, prywatnym, rodzinnym, społecznym, starzejemy się i umieramy. Żyjemy „do śmierci” - powiedzą pesymiści i egzystencjaliści. Trudno się nie zgodzić. Jednak życie to nie tylko wymiar cielesny, biologiczny, ale i metafizyczny – przynajmniej chcemy, żeby tak było. Stąd wierzymy, że ona – śmierć – nas nie rozdziela, wręcz przeciwnie. To koniec pielgrzymowania. Początek „nowego”. Socjolog, psycholog i filozof różnią się w opiniach o „śmierci”. Ten pierwszy nada jej aspekt społeczny – nie chcemy umierać, bo trudno jest nam odejść, za bardzo przywiązaliśmy się do rzeczy, do ludzi. Taka jest nasza natura – nie jes-

teśmy bezludną wyspą, potrzebujemy bliskości drugiej osoby, potrzebujemy samorealizacji, potrzebujemy być przydatni. Natomiast śmierć wszystko przerywa – „było” i nie powróci, nie zostaną nawet wspomnienia. Psycholog? Tu również kontekst antropocentryczny. A że ludzki, to nasze wnętrze, nasze reakcje na to, co „było”, „jest” i być może „będzie”. Nie boimy się śmierci, bo, jak słusznie zauważył Epikur, kiedy my jesteśmy, śmierci nie ma, a kiedy śmierć jest, nas już nie ma. Życiu towarzyszy lęk i trwoga przed cierpieniem, bólem oraz nie-bytem. A filozof? Hm, ten nigdy nie da ostatecznej i satysfakcjonującej odpowiedzi: bo pytań i odpowiedzi jest za wiele.

Śmierć w mass mediach Co ma do tego telewizja? Ludzie, głodni wrażeń i emocji, nie chcą już tego, co jest im znane. Chcą czegoś, czego nikt im jeszcze nie pokazał. Widz chce, widz ma – nieprawdaż? A nawet jeśli nie wie, że chce, to szybko się o tym przekona. I tu dochodzimy do sedna sprawy, czyli śmierci na żywo. Rozjechanie dziewczynki przez ciężarówkę w Chinach, zwłoki wielkiego dyktatora, ktoś nagrywa swoją śmierć przez powieszenie i wysyła do Internetu. Trup ściele się gęsto. Ofiary wojny, kataklizmów, ciało papieża. Koniecznie z najazdem kamery na twarz. Fragmenty ciał w rozbitym Tupolewie. Hit! Trupy, trupy, śmierć, szok, kasa. I tak w kółko… Nie zrzucajmy jednak całej winy na media, bo bez po-

pytu nie ma podaży. To zastanawiające, że w czasach, gdy oddaje się rodziców i dziadków do domu spokojnej starości, by nie widzieć, jak umierają, styczność z samym odchodzeniem jako takim jest codziennością.

Wrona wylądowała Ostatnio, ku rozczarowaniu mediów, pan kapitan Wrona posadził samolot bez podwozia. Elegancko, nikt nie zginął – kapelusze z głów. Moment lądowania oglądało na żywo, z niecierpliwością, wiele osób. Trochę szkoda, nie? Chociaż jeden pasażer mógłby nie przeżyć. Ale by była sensacja! Następny numer „Super Expressu” i tytuł wielkimi literami. Zdjęcia, wywiad z rodziną, reportaż. Sprzedaż rośnie i wszyscy są zadowoleni... Wypadek samochodowy. Kierowcy zwalniają, gapie ustawiają się naokoło. Chwila sensacji i każdy idzie w swoją stronę. Jutro będzie kolejny. Społeczną znieczulicę wpajamy już najmłodszym przez promowanie zabijania, głównie w grach. Tak naprawdę nikt nie pilnuje, czy w takiego Counter Strike’a gra dziesięciolatek czy szesnastolatek. Ważne, że tytuł się sprzedaje. Właśnie. Gdzie jest granica? Pojęcie dobrego smaku chyba możemy uznać za przestarzałe. Co z szacunkiem dla zmarłych? Śmierć kogoś obcego nie robi na nas wrażenia. Nie dotyczy bezpośrednio. Ot, ktoś nie żyje, okej, świat się nie zatrzymał. W zasadzie nie szokuje nas coś, co widzimy włączając telewizor, przeglądając gazety, w Internecie, w grach i po wyjściu z domu. Ale

Katastrofa samolotu rządowego (TU-154) RP pod Smoleńskiem. Mass media okrzyknęli tragedię europejskim World Trade Center. Filmy nagrane tuż po tragedii biją rekordy oglądalności na youtube. „Proszę, czy mógłby ktoś zaznaczyć kółeczkiem – lub czymś takim – mózg. Bo ja nie widzę! Bardzo proszę, dziękuję za pomoc” – zdesperowany internauta w poszukiwaniu fragmentów ciał ofiar wypadku. i tak jesteśmy tego spragnieni. Pozamykani w domach, unikając ludzi, czekamy na kolejne doniesienia o egzekucjach i wypadkach. Rozmawiałam na ten temat z p. Dorotą PiaseckąJaroszewicz, pedagogiem szkolnym w Liceum Ogólnokształcącym im. B.

Polska, rok 2011. Awaryjne lądowanie bez podwozia samolotu pasażerskiego na lotnisku im. F. Chopina. Wszystkie oczy świata zwrócone na Warszawę. A nóż… się rozbije. Nie rozbił się.

Chrobrego w Gryficach. Jej zdaniem zachowanie te wynika z utraty wrażliwości na otaczający świat, a człowiek, który czerpie zadowolenie i ekscytację z czyjeś śmierci, nie jest osobą zdrową psychicznie. Nie można tu mówić jednak o zezwierzęceniu, pamiętajmy, że żadne zwierzę nie zabije dla przyjemności. Zabije, by przeżyć, wywalczyć byt dla siebie i potomstwa. Ludzie nie są do tego zmuszeni… Tym trudniejsza do zrozumienia jest fascynacja fizycznym odejściem. Koleżanka, zapytana o stosunek do śmieci na ekranie, odpowiedziała że jest przeciwna, ale „takiemu Husajnowi się należało” i „cieszyła się, że już nie żyje”. Właśnie. Czy ktokolwiek zasługuje na coś takiego? Dla nas to tylko obcy dyktator, ale dla chociażby rodziny tragedia, sytuacja bardzo trudna. I tak jest

w każdym przypadku. Każda ofiara relacjonowanych na żywo wypadków, egzekucji i trzęsień ziemi zostaje odarta z szacunku, z intymności śmierci. Nikt nie chciałby oglądać swoich bliskich w momencie odejścia na TVP1. Nikt. Media, będące swoistą czwartą władzą, manipulując społeczeństwem, czynią nas obojętnymi. Od dziecka szprycując świat krwią i śmiercią, przyzwyczajają i uczą bezduszności. To fakt. Tylko pytanie, czego szukamy w tych zdjęciach i filmach. I po co. Śmierć – społeczeństwo lubi to! Ale czy naprawdę możemy generalizować stwierdzeniem, że społeczeństwo wyzbyło się wszelkich wyższych uczuć, empatii, współczucia? Że na co dzień żyjemy tanią sensacją serwowaną nam przez media? Krąży powszechna opinia, że hedo-


NR 10 (15) LISTOPAD 2011

TEMAT SPECJALNY

Wstrząsające zdjęcia w internecie ukazujące moment wypadku samochodowego, w którym zginęła m.in. Księżna Diana. Rok 1997

9

Zmasakrowane zwłoki dyktatora-Kaddafiego na żywo? Proszę bardzo. Rok 2011

„Uważam, że młodzi ludzie wychowani na grach komputerowych i filmach propagujących przemoc, utracili pewną wrażliwość na ludzką krzywdę i cierpienie. Media, ze względu na chęć wzrostu oglądalności, podają jak na tacy sceny brutalne, sceny śmierci. Młodzi, mający swobodny dostęp do takich informacji, stają się ludźmi prymitywnymi, jednostkami zagrażającymi reszcie społeczeństwa”. Dorota, 42 lata

Żałoba na żywo papieża-Polaka. Rok 2005 nizm stał się "religią" współczesnego świata. Nasze społeczeństwo jest hedonistyczne, czyli egoistyczne, czyniące przyjemność najwyższą życiową wartością, infantylne, podatne na manipulację zarówno władz jak i mediów. Przez to człowiek staje się bardziej nieczuły na los i cierpienie drugiego człowieka. Dlatego widok śmierci, nawet tej ukazanej w brutalny sposób, nie szokuje nas. Ale czy na pewno?

Waszym zdaniem „Nie chcę i nie oglądałam programów, które pokazują śmierć, chociażby ze względu na szacunek dla osób pokrzywdzonych” Agnieszka, 41 lat

Żałoba na żywo w wydaniu popowym – ceremonia pogrzebowa M. Jacksona. Rok 2009

„Nie rozumiem tego całego zamieszania wokół śmierci pokazywanej w mediach. Jest to po prostu obrzydliwe. Jestem osobą wrażliwą, nie jestem w stanie oglądać takich rzeczy". Marta 16 lat „Słyszałam opinię, że przemoc i śmierć w mediach jest zjawiskiem pozytywnym, bo dzięki oglądaniu takich rzeczy, uwalniamy gromadzącą się w nas energię. Nie zgadzam się z tą teorią. Według mnie, agresja rodzi agresję. Ludzie napawają się telewizyjnym cierpieniem, co skutkuje brakiem reakcji na przemoc w realnym życiu”. Małgorzata, 23 lata

„Ludzie są zboczeni i żądni krwi. W dobie komputeryzacji, życie uległo dewaluacji. Młodzież już od dziecka gra w gry komputerowe opierające się na przemocy. Ludzie cofnęli się w rozwoju, zagościł u nas wtórny i psychiczny analfabetyzm”. Zbigniew, 50 lat Z powyższych opinii wyłania się smutny obraz młodzieży otumanionej swobodnym dostępem do środków masowego przekazu. Jednak za wychowanie młodych ludzi, nie odpowiadają media, lecz przede wszystkim rodzice. Myślę, że nikomu nie jest obcy obraz ucznia szkoły podstawowej trzymającego w dłoniach grę przeznaczoną dla dużo starszego odbiorcy i uśmiechniętego rodzica, chętnie dokonującego zakupu owej gry. Sama byłam świadkiem takiej sytuacji. Rodzice często zabiegani, pochłonięci pracą i obowiązkami nie sprawdzają czym zajmują się ich dzieci, nie kontrolują treści, które bombardują młodych ludzi z każdej strony. Jednak i tu nie można generalizować. Przeszukując Internet w poszukiwaniu filmu z kontrowersyjnymi komentarzami potwierdzającymi tezę, że ludzie spragnieni są widoku śmierci, natrafiłam na coś zupełnie innego. Film przedstawiał zdjęcia z wypadku samochodowego na drodze Warszawa-Lublin, w wyniku którego dwie osoby zginęły, a pięć zostało ciężko rannych. Zdjęcia krwi i zwłok, wcale nie wywołały powszechnej sensacji (mimo bardzo dużej

Amerykańska gwiazda muzyki pop – Britney Spears. Wrak człowieka w latach 2006-2008. Po nieudanym związku z mężem oraz utratą praw rodzicielskich próbowała popełnić samobójstwo. Media informacyjne – od Ameryki po Azję – transmitują na żywo moment wynoszenia na noszach półprzytomną Ikonę Popu. Prasa czeka na śmierć. Szykuje nekrologii. ilości wyświetleń), ale racjonalne komentarze: „Po co mamy oglądać czyjeś zwłoki przykryte folią, tu wchodzą też nasze dzieci one też to oglądają” albo „Przykro oglądać ten film, powinni go usunąć...”. Może więc jest jeszcze dla nas nadzieja? Małe światełko w tunelu, mówiące, że nie wszyscy ludzie na ziemi stali się wynaturzonymi degeneratami. Oczywiście, ciekawość zostanie w nas zawsze – jest to nieodłączny element ludzkiej osobowości, tak samo jak fascynacja śmiercią, jako zjawiskiem tajemniczym, szokującym.

Śmierć bez wątpienia pobudza naszą wyobraźnię. Ale powinna nas ona przede wszystkim skłaniać do refleksji, a nie stanowić źródło taniej sensacji i utra-

ty szacunku dla prywatności drugiego człowieka. Nie wszystko na sprzedaż. Izabela Kuc, Kornelia Tomkalska Liceum Ogólnokształcące im. B. Chrobrego w Gryficach

11 września 2001 roku – Światowe Centrum Handlu w momencie zamachu terrorystycznego


10 ROZMAITOŚCI

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

Prowokacje, sensacje i dywagacje „LOginu”

Głos w sprawie eutanazji LISTY

DO REDAKCJI Aborcja, eutanazja, kanibalizm, miłość. To kilka z ostatnich tematów, poruszanych na łamach rozchwytywanego i oczekiwanego pisma „LOgin”, współredagowanego przez uczniów, pod auspicjami redaktora naczelnego. Tematy jakże nieważkie, tematy jakże trudne. Za niepokojący w tonie należy szczególnie uznać ten o eutanazji ze względu na charakter i wydźwięk myśli przewodniej, tzn. skłaniający czytelnika do przyłączenia się do peanów pochwalnych na cześć eutanazji vel pogardy dla daru życia. Wpadłam w pierwszej mierze w osłupienie a następnie ogarnął mnie ogromny smutek i przeszył lodowaty dreszcz, gdy zdałam sobie sprawę jak bardzo skomercjalizowany i bezduszny może być młody człowiek, który stoi

u progu swojego nowego dorosłego życia, które powinno być w pierwszej kolejności pełne empatii i szacunku dla drugiego człowieka, bez względu na kolor skóry czy światopogląd. Pomijając jakże ważny wątek religijny, najistotniejszy i klarowny „nie zabijaj”, dywagacje swe oprę jednak na gruncie neutralnym, aby nie było wątpliwości, co do ich zasadności. Koronnym argumentem świeckich przeciwników eutanazji są nadużycia, do których może dochodzić w przypadku legalizacji eutanazji. Do nadużyć takich zaliczyć można: wywieranie presji na pacjencie (zarówno przez lekarzy, jak i przez rodzinę), by wyraził zgodę na eutanazję; obniżenie się jakości medycyny paliatywnej i zahamowanie jej rozwoju; argument tzw. „równi pochyłej", wyrażający się w tym, że jeżeli

zaakceptujemy eutanazję dobrowolną, to z czasem zaczniemy rozważać legalizację również tej niedobrowolnej. Według mnie są to bardzo ważne argumenty i trzeba traktować je poważnie, gdyż wskazują one na niewątpliwe niebezpieczeństwa związane z legalizacją prawa do „dobrej śmierci”. Z jednej strony mamy prawo człowieka do decydowania o swoim życiu i śmierci, z drugiej — ochronę ludzi najsłabszych (starych, chorych, upośledzonych psychicznie i fizycznie) przed nadużyciami tego prawa. Patrząc na sprawę eutanazji od strony czysto teoretycznej wszystko wydaje się bardzo proste. Moje życie i moja śmierć – to moja sprawa. W praktyce nie wygląda to jednak tak jednobarwnie. Mimo najlepszego nawet prawa chroniącego pacjentów przed nadużyciami, bę-

dzie do nich dochodzić. Nie ma bowiem dziedziny ludzkiego życia całkowicie wolnej od nadużyć. Eutanazja to inaczej śmierć na życzenie – tak ładnie, postępowo trajkoczą wyznawcy politycznej poprawności, tej gangreny toczącej ten padół niczym rak. Czyż nie jesteśmy świadkami śmierci naszej cywilizacji? I to na własne życzenie! Abstrahując od zdania autora poprzedniego artykułu na temat eutanazji, który to artykuł był moim zdaniem bardzo płytki, powierzchowny oraz ziejący śmiercią i pustką w oczodołach, pragnę przypomnieć słowa piosenki Jacka Kaczmarskiego, barda Solidarności, który na łożu śmierci pojednał się z Bogiem i przyjął chrzest: „W rany boskie wierz i szanuj święty krzyż, wtedy będziesz w życiu miał, na co zasłużysz!”. Otóż to, nic dodać, nic ująć! To zdanie jest wyznaniem mojej wiary, te słowa dają mi uniwersalną podpowiedź: co robić, kiedy znienacka dopada mnie zwątpienie… Joanna Uba

„Możemy pomóc: słowem, gestem, obecnością, dotykiem …” Panie Redaktorze Jestem pod wrażeniem Waszej gazety. Z numeru na numer jest coraz lepiej. W szczególności doceniam odwagę, której dowodem

jest zawartość tematyczna „LOginu”. Muszę przyznać, że Wasze czasopismo odbiega od pozostałych na rynku w Gryficach. Mimo że gazeta jest młodzieżowa, to podejmujecie tematy, które interesują wszystkich, niezależnie od wieku. Takim tematem była eutanazja („O eutanazji słów kilka”, nr 14). Od razu podkreślę, że nie chcę nikomu zamknąć ust. Mamy prawo do wyrażania opinii i poglądów. Dlatego i ja z takiego prawa chciałabym skorzystać. Będzie krótko: autorem tego anonimowego artykułu musi być młody człowiek, a domniemam tak, gdyż styl w jakim został napisany tekst, jest zbyt pewny siebie, cyniczny i trochę obraźliwy: „Kilka lat temu cały świat obiegła przerażająca wieść. Niczym ptak zagłady przeleciała nad kościołami świata, paskudząc wiernym w ich strwożone dusze […] Holandia zalegalizowała eutanazję! Powstał Antychryst! Dzień sądu bliski!” – to właściwie początek artykułu, dalej nie warto cytować, wystarczy ten fragment. Odnoszę wrażenie, że autor raczej za Kościołem nie przepada. Nie musi. Jednak człowieczeństwo, rozsądek i życiowa mądrość – a tej młodzieńcowi zapewne brakuje – nakazuje odrobinę pokory, wstrzemięźliwości i więcej rozumu. Tekst bardzo emocjonalny i stronniczy. Może jeszcze jeden cytat: „Człowiek jest istotą wolną. Ma prawo do podejmowania

decyzji, szczególnie o własnym losie” – na miły Bóg! (tak, widzę już autora minę). Jeżeli ktoś będzie chciał się zabić z powodu nieodwzajemnionej miłości, to czy my mamy mu na ten krok dać przyzwolenie? Jeżeli matka samotnie wychowująca kilkoro dzieci, bez środków do życia i perspektyw będzie chciała zrobić to samo, to czy mamy na to się zgodzić? Czy człowiek, któremu po prostu nie chce się żyć, mamy podać jakiś środek uśmiercający, bo taka jego wola? A gdzie ludzie? Gdzie My? Od tego przecież jesteśmy, żeby pomagać. Pamiętajmy, że bardzo często podejmujemy głupie decyzje pod wpływem emocji. Czy ta emocja ma usprawiedliwiać pomaganie w samobójstwie? Dalej autor pyta: „Kim bowiem jesteśmy, aby decydować o czyimś życiu? Kto dał nam takie prawo?”. Odpowiedź jest prosta: Jesteśmy ludźmi, nikt z nas nie jest samotną wyspą. Myślę, że pomaganie jest nam przypisane odgórnie (nawet przez naturę). W bardzo łatwy sposób możemy pomóc: słowem, gestem, obecnością, dotykiem… Marta Malczewska

POLECAMY

BUNT mojego Pokolenia – postawa burząca czy budująca? ,Aby istnieć człowiek musi się buntować” – w tych słowach francuski pisarz Albert Camus przedstawił jedną z najważniejszych prawd, z którą całkowicie się zgadzam. Czym jest tak właściwie bunt? Jest protestem, sprzeciwem, spontanicznym wystąpieniem. Bunt, tak jak przykładowo cierpienie, wpisany jest w naturę człowieka. Jaka jest młodzież XXI wieku? Ponad połowa, jak nie większość społeczeństwa odpowiedziałaby, że jest to pokolenie najgorszych narkomanów, alkoholików, ludzi zdemoralizowanych i zepsutych. Warto zadać sobie pytanie: ,,kto nas negatywnie ocenia?''. Przeważnie są to ludzie ,,starej daty", uważający, że w dzisiejszych czasach nie ma już siedemnastolatka z ambicjami, planami na przyszłość. Myślą, że nie ma kogoś, kto chciałby ułożyć sobie życie według sensownego planu, który nie będzie zabrudzony narkotykami, poplamiony alkoholem czy przesiąknięty dymem. Nie można zaprzeczyć, że ludzie wcześniejszego po-

kolenia patrzą na nas z dystansem. Nie znając, tak często potrafią ocenić człowieka jedynie po aparycji, wnioskując, że ten czy ta nie mają przed sobą żadnej przyszłości. Uważam, że można to nazwać pewnego rodzaju bardzo krzywdzącym, jakże niesprawiedliwym stereotypem. Nie każdy nastolatek nadużywa alkoholu, bierze narkotyki czy pali papierosy. Tak wiele jest przecież młodych ludzi, którzy dążą do tego, by spełnić to, co sobie zaplanowali. Realizują swoje marzenia, starają uporać się ze stawianymi na ich drodze problemami, rozterkami czy porażkami. Niewielki odłamek ,,złej" młodzieży przyćmiewa liczną grupę naprawdę wartych uwagi nastolatków, którzy zostają osądzeni przez społeczeństwo tylko ze względu na zagubioną część młodzieży. Każdy z nas jest buntownikiem. Ludzie są buntownikami, bunt mają we krwi. Wielu powie, że my młodzi tworzymy zło sprzeciwiając się starszym, bo przecież ,,starszy - mądrzejszy"... Zastanówmy się jednak czy to

wiek powinien decydować o dojrzałości psychicznej i emocjonalnej? Absolutnie nie! Ile dzieci odznacza się większą mądrością, inteligencją czy też odpowiedzialnością od swoich rodziców? Ile nastolatków lepiej radzi sobie z problemami niż niejeden dorosły człowiek? „Bunt jest rzeczą ludzką […] i naturalną dla każdego społeczeństwa” Uważam, że bunt mojego pokolenia jest postawą jak najbardziej budującą, pokazuje bowiem, że ludzie młodzi chcą decydować o swoim losie i decydują o nim. Chcą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nich. Jeśli coś jest wbrew ich woli – buntują się. Bunt jest rzeczą ludzką, spotykaną od pokoleń i naturalną dla każdego społeczeństwa. Buntujemy się, wypowiadamy swoje zdanie na dany temat, opinie, mówimy o swoich uczuciach. Dlaczego więc miałaby to być postawa burząca? Jesteśmy młodzi, uczymy się życia, poznajemy świat. Każdy powinien

żyć w zgodzie ze sobą, nikt nie jest stworzony do tego, by żyć tak, jak chce tego druga osoba. Plusem buntowania się jest również ćwiczenie mówienia innym ,,nie". Zachowanie asertywne to umiejętność, dzięki której ludzie otwarcie wyrażają swoje myśli, uczucia, poglądy, preferencje, wartości, bez odczuwania wewnętrznego dyskomfortu i nie lekceważąc osób, z którymi rozmawiają. W dzisiejszych czasach ciężko jest żyć bez buntowania się. Młodzież czuje na sobie ogromną presję otoczenia. Łatwo jest kogoś

osądzić, ocenić, przypiąć tzw. łatkę. Ludzie postępujący tak wobec młodego człowieka, mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, co dzieje się w duszy tego nastolatka. Być może nie jest on na tyle silny, by przebić się przez niechęć do siebie, przykre nastawienie, wrogie uprzedzenie czy też nieakceptację reszty społeczeństwa. Warto zastanowić się nad słowami Józefa Piłsudskiego: ,,Kto nie był buntownikiem za młodu, ten będzie świnią na starość". Młodzi ludzie we krwi mają to, by cieszyć się z życia, żyć jego pełnią, szaleć. Starsi natomiast, jeśli nie zaznają smaku młodości za życia, stają się ludźmi zgorzkniałymi, nudnymi, zgryźliwymi i najzwyczajniej w świecie wrednymi. Tak często nasze babcie czy też mamy powtarzają ,,Za moich czasów..." – właśnie, za ich czasów, nie za naszych. Nie dajmy się zwariować, nie pozwólmy, by XXI wiek połknął młodą społeczność. Wszystko wokół się zmienia, a ludzie najbardziej. Trzeba się z tym pogodzić, dać szansę

młodemu pokoleniu, nie osądzać z góry, nie porównywać. Każde pokolenie było, jest i będzie inne. To samo z ludźmi. Każdy człowiek jest inny i powinien dążyć do odkrywania własnej wartości. Warto podkreślić, że bunt kojarzony z czymś złym, niepoprawnym, nieodpowiednim w gruncie rzeczy sprawia, że stajemy się ludźmi, którzy będą żyli tak, jak chcą żyć, bez ograniczeń, bez kierowania się aspiracjami drugiej osoby, sprzeciwiając się temu, co nam się nie podoba, co nas boli czy hamuje. ,,Cóż człowiek jest istotą niezastygłą, wciąż w nim się gotuje, wrze i choćby nie miał powodu, będzie się buntował. Sam sobie jest wiecznym, powodem. Do końca świata będzie się buntował”. Słowa Wiesława Myśliwskiego w ,,Traktacie o łuskaniu fasoli" doskonale obrazują ludzką naturę oraz to, że tego co w niej tkwi, nie jesteśmy się w stanie wyrzec. Amanda Kołek Liceum Ogólnokształcące im. B. Chrobrego w Gryficach


ROZMAITOŚCI 11

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

Bóg

Nie róbcie ze mnie taniego demona. Ja będę po stronie porządku ludzkiego (i nawet po stronie Boga, choć nie wierzę) aż do końca moich dni; także umierając

opiera się na przekonaniu, że Bóg stworzył świat najlepszy z możliwych. Bóg, jak wiemy z Pisma Świętego, jest miłością, wszystko, co istnieje, jest przez Boga – miłość jest z Boga i przez Boga („Bóg jest miłością” – list św. Jana Apostoła). Skąd zatem zło na świecie? Czy Bóg wybrał spośród dostępnych światów najlepszy z możliwych czy też taki nieidealny stworzył? Warto wspomnieć również o sławetnej myśli samego Platona: „Czy bogowie lubią to, co zbożne, dlatego, że ono jest zbożne, czy też ono jest dlatego zbożne, że je bogowie miłują” („Eutyfron”), czyli: „coś jest dobre, bo chciał tak Bóg” albo „Bóg tak chciał, bo to „coś” jest dobre” – chrześcijanie deklasują przesłankę drugą przekonaniem (bo nie dowodem), że Bóg jest nieskończenie dobry, dlatego też, Bóg zawsze chce dobra. W takim razie, powtórzę pytanie, skąd zło na świecie? A może postawić krop-

jest, czyli dla mnie nic nie znaczy. O Bogu, czymś abstrakcyjnym, powiedzieć nie sposób – Bóg nie może być dobry i nie może być zły; Bóg nie może być sprawiedliwy i nie może być tyranem; Bóg nie może być kobietą i nie może być mężczyzną – Boga nikt nie widział, nikt nie doświadczył – tak naprawdę nic o nim nie wiemy. Usprawiedliwianie Boga i zrzucanie odpowiedzialności za zło na człowieka: jest nie do pogodzenia z boską wszechmiłością i wszechpotęgą. Tłumaczenie zła działaniem stworzenia ludzkiego, jego wolną wolą tudzież wolnością jest wysoce teorią wygodną, która niczego nie wnosi do sprawy, a stoi, podkreślę, w sprzeczności z bożym miłosierdziem. Poza tym o „wolnej woli” można byłoby pisać w nieskończoność: mogę powiedzieć, że narodziny nie były moją wolną wolą – idąc tropem egzystencjalistów, zostaliśmy wrzuceni do brutalnej rzeczywistości bez pytania. Po drugie: człowiek jest jednostką społeczną, ze wszech miar determinowaną środowiskowo, politycznie, filozoficznie, religijnie i etc. Z jednej strony Bóg obdarzył nas, przy założeniu, wolną wolą i wolnością, z drugiej strony nauka Kościoła rzymskokatolickiego wymusza na „ja” określony cel życia. Powinniśmy dążyć do Boga, przestrzegać prawa zapisanego w Starym i Nowym Testamencie i kochać bliźniego swego, jak siebie samego. To doprawdy piękne, iście platońskie – bo już sam starożytny filozof wieścił, że nie ten, kto został skrzywdzony, jest naprawdę pokrzywdzony, ale ten, który krzywdę wyrządza. Co to za wolność i wolna wola, jeżeli za nieposłuszeństwo, bunt straszy się piekłem,

kę i pracę skończyć dość racjonalną dedukcją: coś jest dobre, coś jest przyjemne i miłe, jeżeli to znamy, doświadczamy empirycznie (węchem, wzorkiem, czy dotykiem). O przeczytanej książce możemy powiedzieć, że jest stara, brudna (np. poplamiona kawą i tłustymi odciskami palców) z twardą okładką – będą to fakty, coś obiektywnie istniejącego. Siłą rzeczy „ta” książka jest dla „ja” dobra i rewelacyjna, jest wartością – lub wartością nie

a pokornym obiecuje się życie po życiu? Całkiem niedawno mogliśmy usłyszeć: „My jesteśmy tu, gdzie wtedy, oni tam, gdzie stało ZOMO”. Jeżeli nie chcesz stać po stronie Piekła, musisz wierzyć w Boga i pokornie przyjąć nauki Kościoła, inaczej biada z Tobą... Nie martw się jednak: z pocieszeniem pośpieszył św. Augustyn i uznał: mimo że Bóg powinien nas skazać na nieskończone katusze, to jego immanentną cechą... nie,

(Gombrowicz W., Dziennik 1957-1961) Człowiek nie może komunikować – to założenie polskiego medioznawcy i socjologa Tomasza Gobana-Klasa. Trudno nie zgodzić się z założeniem. Wystarczy bliżej przyjrzeć się założeniu i wyodrębnić poszczególne leksemy, które odsyłają nas do rzeczywistości pozajęzykowej. Stworzeni na podobieństwo Boga, jak chce tego Kościół rzymskokatolicki, jesteśmy gatunkiem, przede wszystkim, społecznym, być może gdzieś w dalszym planie – boskim. Oddajmy jednak cesarzowi to, co cesarskie, a Bogu to, co boskie. W ogóle może nie mieszajmy w to Boga, bo on albo istnieje, albo nie istnieje, a wszystko zależy od tego, kim jesteśmy i w co wierzymy. Nie mamy dowodów na istnienie Boga, co nie oznacza, że Boga nie ma – mamy wtedy „wiarę w niewiarę”. Zostaje błędne koło, absurd, który najlepiej, jak dla mojego „ego”, określił J. P. Sartre – „Absurdem jest to, żeśmy się urodzili, i absurdem to, że umrzemy”. Absurdem jest również to, że Bóg, ten miłosierny, wszechwiedzący, wszechmocny, ten, który wyłania się z Nowego Testamentu, kocha wszystkich, niezależnie od pochodzenia, koloru skóry, wyznania, orientacji politycznej czy seksualnej... Boga trzeba z tym wszystkim wymieszać i zastanowić się, czy to tylko My, ludzie, jesteśmy odpowiedzialni za zło. Nie musimy oglądać się wstecz, sięgać po podręcznikowe przykłady z historii i sypać krucjatami, epidemiami, krwawymi rewolucjami i wojnami – wystarczy, że włączymy telewizor lub uruchomimy przeglądarkę „Internet Explorer”. Historia dzieje się na naszych oczach, współczujemy i łączymy się w bólu z ofiarami rodzin niedawnego trzęsienia ziemi w Turcji, współweselimy się z Libijczykami po śmierci autorytarnego władcy-Kaddafiego oraz dajemy przykład Tunezji, też na nowej drodze życia do demokratyzacji państwa. I wszędzie Bóg i nasze ulubione „izmy” – to taki nasz mały romantyzm, konieczność dziejowa, że cierpimy; że w lesie katyńskim nasz odwieczny wróg wymordował polskich oficerów, a kilkadziesiąt lat później w Smoleńsku, nieopodal Katynia, z przyczyn wiadomych runął państwowy samolot z parą prezy-

dencką na pokładzie. Niezależnie od tego, co „się” dzieje, wszędzie spotykamy Boga. Ktoś walczy o „słuszną sprawę” w jego imieniu, jest przekonany, że tego chciał Bóg, że taka jest jego wola. Że „my” stoimy po stronie „prawdy” oraz „dobrego”, „oni” po ciemnej stronie „fałszu” oraz „złego”. Bo przecież przez nasze usta przemawia Bóg, a przez inne diabeł, szatan, zły duch… zwał, jak zwał. Problem tylko na pozór banalny. Włącza się bowiem we współczesne konflikty moralne – te konflikty moralne to człowiek, człowiek, który swoje czyny usprawiedliwia niekiedy „chceniem” Boga albo zbywa aksjomatycznym zdaniem: taka jest wola Boga, to jego tajemnica, której my, śmiertelnicy, nigdy nie zrozumiemy, gdyż nie możemy równać się z boskością. Musimy jednak wierzyć, bo jak chciał tego B. Pascal, nic nie tracimy, a możemy jedynie zyskać – przebaczenie win i życie wieczne. Nie da się zaprzeczyć, że Watykan znajduje się obecnie w ślepym zaułku, bo albo „taka jest wola Boga” i trudno walczyć z wiatrakami, albo „wola człowieka”. Zarówno ta pierwsza, jak i druga przesłanka traktująca o tym, że „coś” się dzieje w wyniku „chcenia” Boga albo decyzji człowieka, ma się nijak do samego człowieka – stworzenia myślącego, stawiającego trudne pytania. Gdyby wyjść z religijnego założenia, że Bóg wszystko wie i przenika nasze myśli – bo w końcu jego atrybutem jest wszechwiedza i wszechmoc – trzeba wskazać pewną niedorzeczność, antytezę, gdzie jedno zdanie wyklucza drugie. W dość obiektywny i dosadny sposób ujął to, niestety już nieżyjący, Wacław Mejbaum: „Po trzecie: nie bój się Boga. To znaczy: w Boga można wierzyć albo mu ufać. Wybierz

to drugie. Jeśli Mu ufasz, to On albo cię kocha, albo ma Cię w dupie. W obu przypadkach nie ma sprawy. Jeżeli zaś w Niego wierzysz, to musisz dopuścić, że Bóg jest sadystą, który cieszy się cudzym bólem. Będzie zatem smażyć Cię w smole przez całą rozległą [Erenburg] wieczność. No cóż, mówi się: trudno. Znajdziesz zawsze dość czasu, aby Bogu współczuć” (fragment „Testamentu”). Możemy rzecz jasna ufać Bogu, swoim życiem dawać świadectwo życia Jezusa Chrystusa i głosić „dobrą nowinę” o życiu wiecznym. Wystarczy przyjąć wiarę oraz praktykować. Życie w raju mamy jak w banku, wystarczy że wszyscy będziemy Hiobami, i mimo że los doświadcza cierpieniem i bólem, nie należy bluźnić wobec Boga i mu złorzeczyć, bo On ma plan-życzenie. A cierpieć musimy... Cierpieć musimy i tępym, chłodnym okiem przyglądać się tak zwanemu cierpieniu niezawinionemu, bo przecież nasi protoplasci, Adam i Ewa, zgrzeszyli, zbuntowali się przeciw Bogu, za co zostali wygnani z Edenu. W tym miejscu kwestia odpowiedzialności zbiorowej – jeżeli „ja” jest odpowiedzialne za grzech wobec Absolutu, to analogicznie możemy poprowadzić wniosek, że współczesne Niemcy odpowiedzialne są za katastrofę II wojny światowej i dalej będziemy pałać nienawiścią do naszych zachodnich sąsiadów. Czy możemy zatem mierzyć ludzi równą miarą? Nie musimy sięgać po drastyczne przykłady z kart historii, wystarczy przyjrzeć się metodom nauczania, a właściwie karania i nagradzania w szkołach. […] Próbę usprawiedliwienia Boga za istniejące zło podjął w XVII wieku niemiecki filozof – Gottfired W. Leibniz. Jego teodycea

żadna cecha, Bóg sam w sobie jest miłością i lubi przebaczać – i przebaczy nam nasze winy, bo nas kocha. […] Nie bez kozery A. Schopenhauer był pesymistą – życie ludzkie to cierpienie, a dobro to jedynie ubytek tego cierpienia. Jednak życie to nie tylko „życie człowieka”, przypadkiem się składa, że również innych zwierząt – a na te patrzy się z góry, bo nie mają duszy (tak zwany szowinizm gatunkowy): „Lecz nawet gdybym uwierzył w Boga, to i tak katolicka postawa wobec natury byłaby dla mnie niemożliwa, sprzeczna z całą moją świadomością, z moim odczuwaniem – a to ze względu na sprawę bólu. Katolicyzm zlekceważył wszelkie stworzenie, poza człowiekiem. Trudno wyobrazić sobie bardziej olimpijską obojętność na »ich« ból - »ich«, zwierząt czy roślin. Ból człowieczy ma dla katolika sens – podlega zbawieniu – wszak człowiek ma wolną wolę, więc to kara za grzechy, wszak życie przyszłe wynagrodzi najściślej krzywdy tego życia. Ale koń? Robak? O nich zapomniano. To cierpienie pozbawione jest sprawiedliwości – nagi fakt ziejący absolutem rozpaczy [...] Niech cierpią! To go nic nie obchodzi. Przecież nie mają duszy. Niech cierpią zatem – bez sensu” (Gombrowicz W., Dzienniki 19571961) – zacytowany fragment nie wymaga żadnego komentowania. Nic dziwnego, że pozycje Witolda Gombrowicza znalazły się na liście lektur zakazanych, kiedy funkcję Ministra Edukacji Narodowej pełnił Roman Giertych, nacjonalista, wierzący i praktykujący, prawy obywatel Rzeczypospolitej Polskiej. Ten sam Giertych pragnął wdrożyć do ustawy o systemie oświaty „zakaz propagandy homoseksualnej”, a ze szkół chciał wyrzucić nauczycieli o „innej” (niż polskiej?) orientacji seksualnej. U podstawy współczesnych konfliktów moralnych leży przede wszystkim religia, tradycja, kultura, obyczaje... po prostu człowiek. Z drugiej strony spełniają one nie tylko poznawcze i socjalizujące funkcje, niekiedy wzmacniają poczucie bezpieczeństwa oraz przynależność do grup społecznych. Ta przynależność nie może jednak dyskryminować grupy mniejszościowe. Wszędzie tam, gdzie człowiek wchodzi w drogę drugiemu człowiekowi, ogranicza jego wolność, prawo do samorealizacji i spełnienia marzeń – człowiek traci własną godność. „Nie krzywdź” – tak powinien brzmieć nakaz moralny powszechnie obowiązujący, istniejący niezależnie od tego, kim jesteśmy, w co wierzymy i skąd pochodzimy. Mariusz Rakoski


12 ROZMAITOŚCI

NR 10 (15) LISTOPAD 2011

Przyjdź… Wielkimi krokami zbliża się początek roku liturgicznego: Adwent. Czas oczekiwania na powtórne przyjście Chrystusa. Adwent trwa cztery niedziele. W tym roku I niedziela adwentu przypada 27 listopada. Do 16 grudnia akcentuje się drugie przyjście Chrystusa w dniu ostatecznym, natomiast od 17 do 24 grudnia na bezpośrednie narodziny Zbawiciela. W okresie adwentu w kościele dominuje kolor fioletowy oraz możemy uczestniczyć w porannych roratach, słowo to nawiązuje do księgi Izajasza „Rorate coeli desuper et nubes pluant justum: Niebiosa spuśćcie rosę i chmury wylejcie sprawiedliwego". III niedziela adwentu nazywana jest Niedzielą Radości. Ten święty czas jest przypomnieniem dla człowieka, że nastąpi powtórne przyjście Chrystusa, dlate-

go przeżywanie tego czasu powinno nas skłaniać do refleksji, do oczyszczenia siebie, aby z czystym sercem przywitać Pana. Oczekiwanie w ciemnościach symbolizuje człowieka pogrążonego w grzechu, szukającego nadziei, którą jest Matka Boża. Współczesny świat potrzebuje wyciszenia, zatrzymania się, bo śpieszy, ale dokąd? Czuwajmy i oczekujmy powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa, patrzmy na kolejną świecę, która będzie zapalana i mówiła nam o zbliżaniu się do Bożych Narodzin. Postarajmy się, aby święta przyjścia na świat Boga we wcieleniu człowieka Jezusa Chrystusa przeżyć z wiarą i z otwartym sercem. Marana Tha! Przyjdź Jezu Panie, w swej chwale do nas zejdź… Alan Putek Liceum Ogólnokształcące im. B. Chrobrego w Gryficach

I N F O R M AT O R

LOgin, nr 15, 2011  

Smierc na zywo: M. Jackson, Britney Spears, Diana, TU-154, Smolensk, World Trade Center, Bog, Bunt, Adwent, Doswiadczenie Auschwitz

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you