Issuu on Google+

legnicki magazyn kulturalny M A J

2 0 1 3 | miesięcznik ISSN 2299-8896

t e a t r

W NUMERZE:

Legnica mi pasuje

Z zuzą motorniuk rozmawia aneta mackiewicz

Sama o sobie mówi, że jest marudą. Inni mówią o niej, że nie potrafi zrobić zeza. A każdy, kto widzi ją na scenie, uważa, że to świetna aktorka. Zuza Motorniuk rozpoczęła swoją aktorską drogę, mdlejąc w nieodpowiednich momentach. Aneta Mackiewicz: Legniccy aktorzy pracują obecnie nad nowym spektaklem – Jak Madonna dotarła na Księżyc w reżyserii Lecha Raczka. Premiera już we wrześniu. Możesz nam zdradzić, o czym będzie ten spektakl?

FOT. WIOLETA GABRYŚ

TEATR

Zuza Motorniuk: Rzecz dzieje się w Rumunii. Historia zaczyna się po egzekucji Ceausescu i jego żony w 1989 roku. Potem następuje retrospekcja, powrót do czasów, kiedy idea komunizmu była żywa i mocna nie tylko w Rumunii, ale w całym bloku państw Związku Radzieckiego. Akcja dzieje się w społeczności małomiasteczkowej w Baia Lunie. Znajduje się tam mieszanina różnych narodowości, z czego wynikają konflikty. Wydaje mi się, że w tym tekście widać, jaki wpływ polityka ma na życie takich prostych ludzi. Jak podsyca nienawiść międzynarodowościową. I gdy okazuje się, że ktoś ma korzenie węgierskie, bułgarskie i nie jest rdzennym Rumunem, to pojawia się relacja jak między Kargulem i Pawlakiem, tylko w drugą stronę. Bo Kargul i Pawlak kłócili się cały czas, ale jak dochodziło do jakiejś ciężkiej sytuacji, to współpracowali, pomagali sobie. A tu jest na odwrót. I dla mnie przede wszystkim o tym jest ta sztuka. O tym, jak idea potrafi destrukcyjnie wpłynąć na ludzi i ich wzajemne stosunki.

Zuza Motorniuk Sen Szachisty Teatru Avatar Bartosz Bulanda Ośrodek Nowy Świat

MUZYKA DonGURALesko Dzień Hutnika

Czy wiesz już jaką rolę będziesz kreować?

Rudimental

Gram kobietę, która jest aktywną komunistką, ale chyba sama za bardzo nie wie, o co w tym całym bajzlu chodzi i zależy jej tylko na tym, żeby jej mąż miał dobrą pracę. I to jest dla niej najważniejsze. Wydaje mi się, że moja postać ma w tym spektaklu szansę na zrozumienie, że jednak nie tędy droga. I to jest dojmujące, bo komunistyczne ideały naprawdę wielu ludziom pomieszały szyki. U mnie w rodzinie też była taka historia, że ktoś bardzo wierzył w idee komunizmu, a nagle okazało się, że to wszystko nie tak.

SZTUKA Wiosenny pokaz mody Jedni z wielu

Czy specjalnie przygotowujesz się do tej roli? Szukasz jakiś inspiracji? Na razie nie. To są dopiero początkowe próby. Tekst się zmienia, trochę jest pisany pod aktorów, żeby te relacje na scenie były wyraźne. Teraz zastanawiamy się nad tym wątkiem wielonarodowościowym, który i u nas w Legnicy jest obecny. Ale przede wszystkim rozmawiamy o tym, jaka jest społeczność Cyganów. Lech Raczak jest wymagającym reżyserem? A może zostawia aktorom swobodę? Z panem Raczakiem pracujemy nie pierwszy raz. Pozytywne jest to, że ma określoną wizję i współpracując z nim, mam pewność, że on wie, co chce osiągnąć. Jeśli czegoś nie rozumiem na początku, to nie jest to problemem, bo wiem, że za chwilę wszystko będzie jasne. A ponieważ pan Raczak jest dla mnie wielkim umysłem, to po prostu mu ufam. Nie boję się. Przy tym spektaklu konkretna praca zacznie się dopiero pod koniec wakacji. Wtedy będziemy wszystko sklejać w całość i wówczas wszystko stanie się jaśniejsze.

Legnickie Stowarzyszenie Fotograficzne FOT. ANETA MACKIEWICZ

Jesteś znana też z innej strony. Razem z Asią Gonschorek i Kasią Kaźmierczak tworzysz Podwójne Dno, które jest projektem muzycznym. A czy masz w planach autorski projekt związany z aktorstwem? Wiesz, ciężko jest podjąć taką decyzję. Ja bardzo podziwiam kolegów, którzy robią indywidualne projekty, bo mówię tutaj przede wszystkim o monodramach. Na razie nie czuje się na siłach. Dla mnie to jeszcze nie jest ten etap. Nie wiem, czy potrafiłabym wyjść na scenę i przez godzinę być taka interesująca, żeby wszyscy chcieli na mnie patrzeć. Nie czuję tej pewności. A z drugiej strony gdybym trafiła na taki tekst, który bardzo chciałabym pokazać, to na pewno coś by powstało. Ale jeszcze mi się taki nie zdarzył. Natomiast jeśli chodzi o jakieś aktorskie projekty, to czasami próbujemy coś realizować

w mniejszym gronie. Najgorsze jest jednak to, że już na starcie pojawiają się problemy, np. dotyczące praw autorskich. Sprawy techniczne podcinają skrzydła i to bardzo. Człowiek, który jest duszą artystyczną myśli sobie: „Tak, będę robić sztukę”. Jednak żeby zrobić sztukę, trzeba mieć pomieszczenie, trzeba mieć czyjąś zgodę, trzeba mieć to i tamto. Po prostu trzeba wykonać milion ruchów organizacyjnych i menadżerskich. I wtedy opadają już siły i chęci. Natomiast ja rozwijam się dodatkowo w takich dorywczych projektach. Na przykład zrobiłyśmy ostatnio z Magdą Skibą bajkę dla dzieci [Co w książkach piszczy, Legnica, 2012 r. – przyp. red.] i jesteśmy z niej bardzo dumne! Ale teraz czeka nas właśnie ta praca menadżerska. I dla mnie problematyczne jest to, że moja praca nie ogranicza się w tym wypadku do tego, że wychodzę na scenę i robię swoje.Niemniej uważam też, >>

LITERATURA Legnickie Pomniki Plan Patrycji Gryciuk Krystyna Zajko -Minkiewicz

FILM Być jak Kazimierz Deyna


2

legnicki magazyn kulturalny M A J 2 0 1 3

że tego typu projekty są bardzo korzystne, bo mamy szansę spuścić to powietrze, które w nas siedzi. W przypadku współpracy z reżyserem my – aktorzy wchodzimy w jego wizję i czekamy, aż nas nią zarazi. Z kolei w projekcie autorskim wszystko wychodzi od nas i wynika z naszej potrzeby. To bardzo dobry wentyl. to wszystko teraz. A jak zaczęła się twoja przygoda z teatrem? Ha! Kiedy miałam 4 lata. Mam trzy starsze siostry, dwie przyszywane – kuzynki i rodzoną siostrę. Dzieciństwo w dużej mierze spędziłyśmy razem. No i ja jako najmłodsza zawsze grałam księżniczki. Non stop wychodziłam za mąż. Strasznie mi się to podobało, tylko mdlałam nie w tych momentach, co trzeba. No i już wtedy czułam się przy tych moich siostrach jak gwiazda. Uznałam, że to jest fantastyczne, i że pójdę w tym kierunku. A tak naprawdę to powiem Ci szczerze, że jeszcze w pierwszej klasie liceum byłam przekonana, że zostanę tłumaczem. Zawsze mnie ciągnęło w stronę teatru, ale nie byłam pewna, czy warto w tym pokładać jakieś nadzieje. W trakcie liceum jednak zdecydowałam się na aktorstwo. Ale oczywiście nie dostałam się po maturze do żadnej szkoły aktorskiej. Poszłam za to do Studium Animatorów Kultury na specjalizację teatralną. I tak dzięki systematycznej, mozolnej pracy udało się, bo przyjęto mnie do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu na Wydział Lalkarski i ją skończyłam. A wcześniej robiliśmy Zakład Krawiecki Krawiecki [wrocławski teatr niezależny – przyp. red.]. Pierwsze spektakle to była Lekcja, w której grała Magda Skiba i Dominik Krawiecki w reżyserii Tomasza Talerzaka i Zatrudnimy trzeciego klauna na podstawie Matei Visnieca.To były piękne czasy, ale wszystko się właśnie rozpadło przez brak menadżera. A jak znalazłaś się w teatrze Modrzejewskiej? Wysłałam CV (śmiech). To też było związane z Zakładem Krawieckim. Zapraszaliśmy różnych ludzi, żeby przyjechali nas zobaczyć. Kilka razy na naszych spektaklach pojawiał się też Jacek Głomb. Zobaczył wtedy Śpiewnik wrocławski w reżyserii Krzysztofa Kopki. Później udało nam się z nim porozmawiać i część z nas została zaproszona na rozmowę. I tak hurtowo, jak nas na tą rozmowę zaprosił – tak nas przyjął. Były to cztery osoby: Rafał Cieluch, Magda Skiba, Paweł Palcat i ja. Poinformowano nas o tym smsem. To był bardzo przyjemny poranny sms. Pamiętam, że biegałam po domu w piżamie, komunikując rodzicom, że dostałam pracę w teatrze. W ogóle, ja za promowanie siebie zabrałam się naprawdę późno. Lepiej jest, jak młodzi ludzie, którzy myślą o aktorstwie, zaczynają się pokazywać szybciej, na pierwszym czy drugim roku. I to promowanie jest umiejętnością, której w szkołach teatralnych powinni uczyć. Nie każdemu to przychodzi naturalnie. Ja nie wiem, jak to się robi. Nigdy się tego nie uczyłam i w sumie cieszę się, że nie mu-

siałam. Zawsze myślałam, że sztuka mnie po prostu wypromuje. I mam szczęście, że mogę tak myśleć. Każdy zderza się w życiu z jakąś ścianą, ale ja mam farta, że moja ściana nie była taka twarda. Jaka rola dotychczas była dla Ciebie największym wyzwaniem aktorskim i dlaczego? Nie chcę, żeby to zabrzmiało, jakbym była zbyt pewna siebie, ale nie przypominam sobie, żebym miała problem z jakąkolwiek rolą. Pamiętam taki spektakl Banał Story, który zrobiłyśmy w Zakładzie Krawieckim z Magdą

zanika. Natomiast nadal czekam na trudną rolę i zadanie aktorskie. Chciałabym dostać wielkie wyzwanie, które będzie wymagało ode mnie ogromnego wysiłku.To jest najtrudniejsze do pokonania i to jest celem mojego zawodu. Jesteś tym lepszy, im bardziej potrafisz się w jakiś kwestiach pokonać. Czy na twojej aktorskiej drodze zdarzyła się jakaś wpadka, która szczególnie zapadła Ci w pamięć? Kilka miałam w życiu, ale najbardziej pamiętam taką podczas egzaminu z piosenki aktorskiej. Na drugim roku robiliśmy piosenki Agnieszki Osieckiej. Miałam tam solówkę, sentymentalną pieśń, którą do tej pory wszyscy mi wypominają. Było to Ziemio dobra, ziemio stara. Miałam wyjść tak lirycznie, w białym stroju i zaśpiewać. Wyszłam, zaśpiewałam pierwszy wers i poczułam, że mam pustkę w głowie, że nie wiem, co śpiewam. Podobno przeciągnęłam pauzę tak długo, że profesor, który akompaniował przy pianinie, już miał wstać i powiedzieć, że zaczynamy jeszcze raz. Ale na szczęście w ostatnim momencie mnie olśniło i poleciało dalej. Do tej pory wszyscy się z tego śmieją. Teraz na tyle znam siebie, że nawet jak nie powtórzę tekstu przed spektaklem, to mam pewność, że zawsze gdzieś to we mnie jest, i że w odpowiednim momencie wskoczy. Jakie jest twoje największe marzenie związane z teatrem?

FOT. ANETA MACKIEWICZ

Engelmajer. To była sztuka trudna ze względu na to, że powstawała bez tekstu. Bardzo chciałyśmy coś stworzyć, więc szukałyśmy inspiracji. I ostatecznie chodziłyśmy wszędzie z dyktafonem i nagrywałyśmy różne rzeczy. Swoje rozmowy, rozmowy z innymi ludźmi, różnego typu sytuacje. Ciężar tego, co będzie w tym spektaklu powiedziane, spadł na nas. To była ciężka praca, żeby wymyślić, gdzie pójść i co nagrać, żeby to było ciekawe i wartościowe. Ale z drugiej strony to było też fajne, bo ja mam tak, że im trudniejsze zadanie, tym bardziej się zapalam. Jestem takim zadaniowym człowiekiem. Ostatecznie nie wiem, czy to był jakiś wybitny spektakl. Ale do tej pory mam do niego duży sentyment. Specyficzną rolę mam też teraz w etiudzie filmowej. Gram śmiałą panią z biura, która podrywa swojego kolegę. I są tam sceny erotyczne, których ja jeszcze nie grywałam i strasznie się ich boję. Pierwsze sceny nakręciliśmy w lutym. Ciężko było przełamać siebie, ale nie w znaczeniu, że musiałam się przekonywać, żeby to zrobić. Bardzo chciałam brać w tym udział. Tylko musiałam długo myśleć, jak to ugryźć, jak wejść w to na sto procent. I to było właśnie świetne, że mogłam się z czymś zmierzyć. Bo jak się ciągle gra coś podobnego, to cała wrażliwość i czułość

Ostatnio będąc w Warszawie, poszłam do teatru na spektakl Krzysztofa Warlikowskiego. Widziałam na scenie m.in. Ewę Dałkowską i Stanisławę Celińską. Jak zobaczyłam Celińską w prostej koszuli nocnej, jak sobie podtańcowywała, to się wzruszyłam. Dojrzała kobieta, piękna, ale przecież już nie nastolatka. Ale jak ona rzuciła włosami… Spojrzałam na nią i zobaczyłam kobietę w Twoim wieku, w moim wieku. W niej cały ten urok kobiecości wciąż był. I moim marzeniem jest, żeby mieć jak Szaflarska ponad 90 lat i w tym wieku dalej grać. Żeby mnie życie tak nie zmęczyło, żeby ludzie się mną nie znudzili i żebym mogła długo być na scenie. Masz osiągnięcia zarówno na polu muzycznym, jak i aktorskim, który rodzaj występów jest jednak dla Ciebie ważniejszy? Jestem aktorką i to jest dla mnie najważniejsze. Gdybym bardzo zaangażowała się w Podwójne Dno, to musiałabym się skupić tylko na tym i zostawić teatr. A to nie wchodzi w grę. Podwójne Dno jest taką efemerydą. Spotykamy się rzadko, bo mamy taki skład, że ciężko nas ściągnąć na jeden termin. I czasami mam nawet wrażenie, że może warto już sobie odpuścić i dać temu odejść. Ale przypominam sobie wtedy te nasze piosenki i wiem, że są piękne. A pewnie są tak piękne, bo tworzone bez jakiejkolwiek napinki i parcia na karierę. Wiem, że naszym obowiązkiem jest nie pozwolić im się zmarnować. A ja po prostu uwielbiam koncertować, bo doładowuję się wtedy zupełnie inną energią. Zdecydowanie

teatr

jednak jestem aktorką i tego się trzymam.

twoja bratnia dusza jest fotografem. Jak żyje Ci się pod jednym dachem z drugim artystą?

Myślę, że u nas to jest o tyle komfortowe, że pracujemy w innych branżach. On ma swoją fotograficzną i to jest jego, a moje jest „aktorzenie”. Nie ścieramy się. Fakt, fajnie, gdy możemy popracować razem, kiedy on robi zdjęcia w teatrze, ale mamy swoje światy. Uważam, że to jest świetnie dobrany związek, idealnie wręcz. Pomimo wszystkich zgrzytów, jakie istnieją. Ktoś kiedyś powiedział, że związek polega na tym, żeby tą drugą stronę przeciągnąć na swoją. Ale nie da się żyć według cudzych nawyków.Ja mam swoje przyzwyczajenia, a Karol [Karol Budrewicz, fotograf współpracujący z Teatrem Modrzejewskiej, narzeczony aktorki – przyp. red.] ma swoje. Trzeba się po prostu dobrze dobrać. My wiele lat koło siebie krążyliśmy i w końcu się jakoś zeszliśmy. Znamy się z Karolem, odkąd mieliśmy po 8 lat i uważam, że wszystko wyszło między nami w dobrym czasie, bo nie zdążyliśmy się sobą znudzić. Legnica dała Ci pracę, przyjaciół. Czy mimo wszystko masz czasami ochotę ją porzucić i uciec gdzieś dalej? Wydaje mi się, że nie ma na świecie osoby, która nigdy nie miała ochoty rzucić wszystkiego i spróbować gdzieś indziej, inaczej. Najważniejsze, żeby sobie takimi rozważaniami nie zmarnować życia. Nie wiem, co przyszłość dla mnie szykuje. Na razie jest dobrze tak, jak jest. Czuję, że jestem w ciągłym ruchu zawodowym. Ale gdyby trafiła się opcja, która dałaby mi szansę na jeszcze większą satysfakcję zawodową, to bym z niej skorzystała. Byle jej tylko nie przegapić. Staram się nad tym nie zastanawiać, bo uważam, że nie warto się nastawiać. Na początku ciężko było mi się do Legnicy przyzwyczaić, zwłaszcza po latach mieszkania we Wrocławiu. A teraz to Wrocław jest dla mnie obcy. Legnica mi pasuje. Lubię to, że mogę tu przejść wszystko na piechotę. A ja bardzo lubię chodzić: nogi to dla mnie najlepszy środek komunikacji, rower jest na drugim miejscu. Mam takie poczucie domowego klimatu, w którym mi przyjemnie. A co roku i tak uciekam na chwilę – w wakacje pakujemy plecaki, tudzież bagażnik auta i na 2-3 tygodnie uciekamy z Karolem na Wschód, tam, gdzie wszystko jest anonimowe i gdzie można naładować baterie. Namiot, zapas mokrych chusteczek, mapa i przewodnik. Bez planu, bez rezerwacji, często bez bieżącej wody. Ale wracamy, bo mamy do czego! Moje nowe motto życiowe, którego autorem jest nasz Podwójnie Denny basista – Sławek Kosmala – brzmi: „Zamiast zastanawiać się, gdzie pojedziesz w następne wakacje, żyj życiem, od którego nie trzeba uciekać”. Zatem nie uciekam, tylko odpoczywam. A co dalej? Zobaczymy. Dziękuję za rozmowę.

MAKSyMILIAN CHLebOSZ

Niczym przebłyski

to już drugi etap Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego, to już nie były przelewki. w 4. numerze „Rabanu” moja redakcyjna koleżanka, pisząca artykuł o pierwszym etapie tego konkursu, obrazowo opisała, jak to podczas recytatorskich zmagań pod nogami uczestników skrzypiały deski sceny w Ratuszowej. tym razem zaskrzypiały deski Sceny im. Gadzickiego, a oczy oślepiał punktowy reflektor. w przerwie jeden z jurorów wstał i powiedział, że gdy razi ich w oczy, to dobrze – „Ma razić, bo jak razi, to znaczy, że was widać”. było ich i widać, i słychać. 20 kwietnia w Legnicy odbyły się eliminacje rejonowe 58. edycji Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego. Tym razem utalentowani legniczanie wspięli się na szczyty swoich umiejętności u boku nie mniej zdolnych mieszkańców Chojnowa, Polkowic, Złotoryi, Jawora oraz Lubina. W jury zasiedli aktorzy Teatru Modrzejewskiej: Magda Biegańska oraz Mateusz Krzyk, a także Krzysztof Grabowski, aktor występujący między innymi na scenach Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu oraz Teatru Dramatycznego im.

Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Nad przebiegiem prezentacji konkursowych czuwała Violetta Tarkowska, natomiast koordynatorką konkursu, jak w poprzednim etapie, była Joanna Rostkowska. Za plecami występujących widniała budująca aurę tajemnicy scenografia spektaklu Matka Joanna od aniołów, a uczestników oświetlał reflektor punktowy wiszący dokładnie nad nimi. Emocje można było wyczuć w powietrzu niemal tak wyraźnie, jak podczas premiery

spektaklu, gdyż oto na scenie rozgrywała się rywalizacja o spełnienie aktorskich marzeń. Jednak tego dnia ze sceny oprócz recytacji, mogliśmy podziwiać, podobnie jak podczas pierwszego etapu konkursu, także popisy wokalne uczestników rywalizujących w kategorii „poezja śpiewana”. Oprócz utworów o tematyce raczej poważnej, jak było w przypadku interpretacji tekstu Jana Tuwima Do prostego człowieka, mogliśmy także pośmiać się z komicznego wykonania

jaworzanina, który wręcz w arcyśmieszny sposób recytował utwór Adama Mickiewicza Pani Twardowska. Mimo iż jego gra przypominała bardziej teatr jednego aktora, niż recytację, bez wątpienia zasłużył na osobne wyróżnienie. Kunszt recytatorów można było także zauważyć w przypadku, gdy dwie różne osoby prezentowały ten sam fragment. Robiły to naturalnie na różne sposoby, prezentując indywidualne podejście. Stanowi to ważne świadectwo tego, że są oni zdolni do własnej, nie narzuconej przez nikogo kreacji i potra>>


teatr

fią budować „ja” sceniczne. Ukłon wykonuję także w stronę wokalistek i wokalistów, którzy śpiewali teksty własne lub samodzielnie postarali się o akompaniament. Za to również ustanowiono osobne wyróżnienia. Osobiście urzekł mnie klimat tego konkursu. Ogarnięty przez panujący na widowni półmrok, rozsiadając się wygodnie w teatralnym fotelu, skrobałem niemal na ślepo w swoim notatniku i w stu procentach oddałem się tamtejszej atmosferze. Największe wrażenie wywarła na mnie część z recytacją. Przyznam, iż nie znałem większości prezentowanych fragmentów. Jednak mimo nieświadomości kontekstu, z jakiego zostały wycięte urywki tekstów, czy pobudek, jakie popchnęły poetów do napisania recytowanych wierszy, byłem pod ogromnym wrażeniem. To niesamowite, jak takie krótkie fragmenty, wyrwa-

legnicki magazyn kulturalny M A J

ne z długich tekstów, potrafią ująć odbiorcę. Stanowią one przebłyski z życia fikcyjnych bohaterów poezji i prozy. Recytatorzy potrafili przelać swoje emocje ze sceny. Ukazali aktorski kunszt, gdyż w czasie tych krótkich występów prezentując tylko skrawek dzieła literackiego, ujmowali może i bardziej, niż potrafiłaby tego dokonać cała książka. Z czystym sumieniem mogę teraz przyznać sam przed sobą, a także i przed Wami, Drodzy Czytelnicy, iż dla mnie taka forma przesiadywania w teatrze jest zetknięciem z kulturą tak samo, jak wyjście na prawdziwy spektakl, mimo iż sam się tego nie spodziewałem. Dlatego też zachęcam do uczestniczenia w kolejnych edycjach OKR. Wysłuchanie chociaż dwóch recytatorów powoduje, że chce się zostać do końca, aż zamilknie ostatni akord akompaniamentu.

Gratulując szczęśliwcom promocji do następnego etapu OKR, dziękuję wszystkim uczestnikom i życzę im wszystkiego dobrego, przede wszystkim sukcesów artystycznych. Poniżej natomiast, gwoli oficjałów, przedstawiamy zwycięzców II etapu 58. edycji Ogólnopolskiego Konkursu Recytatorskiego:

Postacie, pojawiające się w przestrzeni scenicznej, kłaniają się tytułowemu szachiście, który wydaje się być zdumiony. I nic dziwnego! Stworzenia, które oddają mu hołd, są bardzo specyficzne. Wszystkie stwory zdają się mieć jakieś powiązania z szachową grą. Ogromne, czarnozielone istoty prawdopodobnie imitują wieże. Równie wysokie fauny z drewnianymi dzidami są zapewne uosobieniem gońców. Aktorom, wcielającym się w te postacie, należą się dodatkowe szczególne wyrazy uznania za niesamowitą zdolność w poruszaniu się na szczudłach. Poza mitycznymi stworzeniami pojawiają się również ubrani na zielono fantastyczni bohaterowie, wywijający skomplikowane figury taneczne (czyżby nawiązanie do ruchu konia szachowego?). Ich taniec bardzo przypomina popularny breakdance. Ponadto na planszę wchodzi gwardia rycerzy w błyszczących hełmach i białych pelerynach (bezsprzecznie pionki) oraz królowa, która wyraźnie usiłuje wmówić szachiście, że jest jej mężem, a zarazem królem jasnych figur. Wpychając mu do rąk koronę i berło, bohaterka chwyta go w ramiona i zaprasza do tańca. Chwilowe szczęście postaci, już znajdujących się na szachownicy, przerywa wejście armii czarnych figur, w której skład wchodzą drapieżne koty, nierozgarnięci olbrzymi ubra-

gestywnie prezentowała swoje emocje dzięki ekspresji twarzy – od drobnego skrzywienia warg, przez uśmiech wyrażający satysfakcję z sukcesów białej armii, do pogardliwego pokazywania języka przeciwnikom. Wyraziste ruchy tancerzy, takie jak chociażby potrząsanie włóczniami przez czarne gońce czy pocieranie racicami o podłoże przez ich białych odpowiedników budziły pozytywne emocje zarówno u dzieci, jak i u starszej części publiczności.

wyróżnienie i kwalifikacja rezerwowa: Rafał Derkacz turniej poezji śpiewanej: Nagroda i kwalifikacja: Patrycja Kamola

Nagroda i kwalifikacja ex aequo: Laura Bandyk i Kalina Kabat

III miejsce i kwalifikacja: Tomasz Koczański

wyróżnienia: Maciej Biskup i Jakub Romaniak wyróżnienie specjalne za poczucie humoru: Tomasz Sawicki turniej recytatorski (dorośli)

FOT. ŁUKASZ OLFUS

Muzyka stanowiła niezwykle ważne dopełnienie spektaklu. Każdy kolejny epizod był dookreślany zmianą melodii. Gwałtowne przejścia od tajemniczych, wzmagających zaintrygowanie dźwięków do dynamicznych kompozycji potęgowały grozę sytuacji. Naprawdę można było poczuć się jak w środku wojny pomiędzy białymi a czarnymi figurami. Artystom należą się brawa. Byli naprawdę olśniewający. Równie ważnymi elementami Snu szachisty były wielobarwne kostiumy oraz fantazyjna charakteryzacja, za którą odpowiadała Żaklina Małolepsza. Moją szczególną uwagę przyciągnęły aktorki, wcielające się w role drapieżnych kotów. Jestem pewna, że pomalowanie ich ciał w tygrysie pasy i cętki pantery zajęło wiele czasu i wysiłku. Wyrazy uznania należą się więc Aleksandrze Roztoczyńskiej i Krystianowi Ławnikowi, tym bardziej, że był to ich debiut w bodypaintingu.

Nagroda i kwalifikacja: Henryk Grzywa

II miejsce i kwalifikacja: Dominika Biały

Szachowy sen nocy wiosennej

Sobota, 4 maja, parę minut przed godziną 18, rynek legnicki. Na kamiennej kostce brukowej leży ogromna płachta imitująca planszę szachownicy. W tyle stoi spory, czerwony namiot. Wokół przestrzeni gry znajdują się rzędy czarnych krzeseł. Wszystkie miejsca zajęte, a za plecami siedzących dodatkowo ustawił się spory tłum zainteresowanych zbliżającym się wydarzeniem. Nagle na planszę wchodzi niepozornie ubrany mężczyzna, który ustawia krzesło i stolik, a na nim pudełko szachów. Rozglądam się zdezorientowana. Czy to finalne przygotowania czy już początek przedstawienia? Wokół mnie cichną ostatnie szepty. Aktor wyciąga szachy i z namaszczeniem rozstawia je na planszy. Po chwili jednak głowa bohatera robi się coraz cięższa, aż w końcu bezwładnie opada na stolik. W tym samym momencie zza kulis wyskakuje cały orszak fantastycznych postaci. Wkraczamy w niesamowitą rzeczywistość Snu szachisty.

3

turniej recytatorski (młodzież)

KAtARZyNA RACZyŃSKA

wyobrażaliście sobie kiedykol- ni w skóry, straszne czarnozielone stwory wiek, co by było, gdyby figury sza- i gwardia czarnych pionków. Na czele tych przybyszy stoi przerażająca, ale i intrygująca chowe nagle ożyły? Gdyby nie- królowa oraz jej nieco niezdarny mąż. Wyspodziewanie wstały i ruszyły do raźne napięcie między dwoma tak różnymi walki? Spektaklem Sen Szachisty obozami znajduje w końcu ujście w walce. w wykonaniu teatru Avatar zainau- Zaczyna się rozgrywka szachowa… gurowano Indywidualne Mistrzo- Autorka reżyserii i choreografii, Aneta Zwiestwa europy w Szachach (europe- rzyńska, wykazała się kreatywnością i bogaan Individual Chess Championship tą wyobraźnią. Postacie figur szachowych 2013), odbywające się od 5 do 16 zostały wykreowane całkowicie bez słów – przez taniec, mimikę i ruch sceniczny. Kamaja w Legnicy. tarzyna Pawarska grająca białą królową su-

2 0 1 3

FOT. ŁUKASZ OLFUS

Spektakl był naprawdę widowiskowy. Poczynając od niesamowitej choreografii, przez potęgującą napięcie muzykę, kończąc na kolorowych strojach, wszystko było starannie przemyślane i dopracowane w najmniejszym szczególe. Teatr Avatar przedstawił oryginalną oraz intrygującą interpretację gry w szachy. Kto wie, może dzięki temu widowisku ktoś odkryje w sobie duszę gracza i za parę lat sam weźmie udział w Mistrzostwach Europy...? Sen szachisty, Teatr Avatar, 4 maja 2013r, Legnica.

FOT. ŁUKASZ OLFUS

58. Ogólnopolski Konkurs Recytatorski, 20 kwietnia 2013r., Teatr Modrzejewskiej w Legnicy.


4

teatr

legnicki magazyn kulturalny M A J 2 0 1 3

KAROLINA KARKuLOwSKA

Dres – garnitur – maska Decyzja o zostaniu aktorem zazwyczaj przychodzi z wiekiem, z doświadczeniami i z rozwijającymi się w nas pasjami. Nie od dziecka wiemy, że naszym powołaniem jest aktorstwo. Bartosz Bulanda to młody, legnicki aktor, występujący na deskach Teatru Modrzejewskiej od 2009 roku. Swoją karierę rozpoczynał w szerokich spodniach od dresu, nagrywając na kasetę magnetofonową hip-hopowe kawałki z kilkoma kolegami (kaseta zginęła, a szkoda!). Wtedy nikt nie przypuszczał, że od szelestu ortalionowych spodni wejdzie do świata kodeksów, przepisów i zacznie studiować prawo. Po bardzo wielu zarwanych nocach doszło do niego, że to jednak nie to. Okazało się, że kierunek studiów nie jest dla niego, gdyż – jak sam powiedział – kolejne kodeksy były „tak ciekawe, jak 600 stron instrukcji obsługi wiertarki”. Nie chciał jednak zawieść swojej rodziny i bliskich. Ukończył więc studia, ale w głowie zaczął mu kiełkować nowy pomysł. Młody adept prawa wpadł na pomysł, by związać swoje życie z reżyserią. Wiedział, że do tego będzie musiał mieć „łeb jak sklep” i nie był do końca przekonany, czy podoła. W ostateczności życie pokierowało go w nieco inne, choć pokrewne strony – trafił na aktorstwo. W tej pracy wreszcie się odnalazł, do dziś nie sprawia mu ona trudności. Dlaczego? Ponieważ jest zadowolony z tego, co robi. Tak oto mamy przepis na sukces! W życiu rób to, co lubisz, a nie dość, że wiele osiągniesz, to jeszcze każdego poranka nie będziesz wstawał do pracy ze zbolałą miną. Jednak Bartosz nie ukrywa, że prócz przyjemności czerpanych z zawodu aktora, trzeba liczyć się też z trudnościami. Ważna jest odporność na krytykę i czujność wobec zmieniającego się otoczenia. Wypowiadając się o specyfice bycia aktorem, zawsze podkreśla, że jeśli raz zrobiliśmy coś źle, to nie oznacza to jednoznacznie, że w ogóle się do tego nie nadajemy. Niemniej działa to także w drugą stronę, bo wzorcowe wywiązanie się z jednego zadania nie świadczy jeszcze o przyszłej sławie, willach i papierze toaletowym zrobionym z banknotów. Legnicki aktor, jak każdy, zalicza czasem wpadki w swojej pracy, które po upływie czasu stają się czymś, co można wspominać ze śmiechem. Zdarzyło mu się kiedyś gwałtow-

nie wypchnąć koleżankę za kulisy. Gdy wróciła, zobaczył ją całą we łzach. W pierwszej chwili pomyślał, że zawładnęło nią wzruszenie. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że wypchnięta za scenę uderzyła głową w elementy scenografii i to na tyle mocno, że pół godziny później przyjechała karetka. Z kolei innym razem coś uderzyło w niego, kiedy przymierzał się do odegrania roli księdza w Pierwszej Komunii – na szczęście obyło się bez obrażeń i potrzeby wzywania służb sanitarnych. Ważne miejsce w harmonogramie dnia Bartosza zajmuje koncentracja. Aktor podkreśla, jak duże znaczenie ma ona w życiu człowieka. Stara się poświęcać jej codziennie 10-15 minut. Przynosi to same pozytywne skutki. O tym, jak ważna jest koncentracja, dowiedział się przy próbach do Fantazego w reżyserii Jarosława Tumidajskiego, gdy miał do zagrania monolog. Uświadomił sobie wtedy, że nie może zastanawiać się, czy mówi dobrze, za szybko, za wolno, czy się podoba albo czy stoi krzywo lub prosto. Musiał dać z siebie sto procent – pomogła mu w tym koncentracja. Aktor bardzo chwali sobie pracę w legnickim teatrze. Docenia fakt, że pracuje ze świetnymi ludźmi. Dzięki temu, iż legniccy aktorzy zawsze grają zespołowo, nie ma pomiędzy nimi zgrzytów typu: „dlaczego ona gra więcej ode mnie”. Nie wszędzie tak jest. Są teatry, w których reżyser wywiesza listę obsadzonych, a wszyscy aktorzy biegną sprawdzić, czy zarobią w tym miesiącu więcej, niż wynosi średnia krajowa. Między ludźmi szerzy się wtedy wzajemna nienawiść i brak porozumienia, co prowadzi do dezorganizacji zespołu. Zdaniem młodego aktora jedyną bolączką pracy w teatrze jest pewne szufladkowanie. Tuż po zobaczeniu tekstu, już przed pierwszą próbą czytaną, wszyscy mniej więcej wiedzą, kto kogo zagra. To w pewien sposób ogranicza artystę, jego możliwości oraz szansę na spróbowanie czegoś nowego. Bartosz nie ukrywa, że ze swoją karierą chciałby zawędrować dalej. Chyba jak większość aktorów, chciałby trafić przed kamery,

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE BARTOSZA BULANDY

a potem na ekrany kin. Nie po to, aby stać się sławnym. Jego celem jest rozwijać się, bo to go najbardziej satysfakcjonuje. Jest zafascynowany grą przed kamerami, która różni się od występu na deskach teatru, gdzie ma się żywy kontakt z publicznością. Jednak obiecał sobie, że nie będzie wybrzydzał. Gdy dostanie dużą, ważną rolę, nie będzie patrzył na to, czy reżyserem jest ktoś, kogo filmy są krytykowane w całym kraju czy też nie. Wzbrania się jednak przed pracą na planie seriali. Nie obchodzi go poruszanie przed kamerą takich problemów, jak: czy herbata jest posłodzona, gdzie był Zbysio, a co się dzieje z Krysią. Bez wątpienia praca w teatrze jest dla niego znacznie ciekawsza. Bartosz równie niechętnie mówi o reklamach, w których udział wcale nie jest tak kolorowy, jakby mogłoby się zdawać. Jest to cały proces, składający się z serii decyzji i zezwoleń oraz ogromne ryzyko. Jako pracownik teatru wszystkie takie inicjatywy musi konsultować z swoim szefem – Jackiem Głombem, który nie zawsze chętnie wysyła swoich podopiecznych przed kamery, choć nie ogranicza ich. Aktor informację o planowanym występie w reklamie może przekazać dyrektorowi teatru dopiero, kiedy w stu procentach wie, że jest zakwalifikowany i posiada podpisany

kontrakt. Dyrektor może zezwolić na to lub nie, ale w momencie kiedy odmówi, aktor musi przyjąć wszystkie konsekwencje zerwania kontraktu na siebie. Obecnie Bartosz pracuje nad własnym projektem Król Olch. Jest to opowieść zainspirowana twórczością Goethego. To ballada o ojcu, który idzie przez las z umierającym synem. Udział w tym projekcie biorą Tomasz Węgorzewski – reżyser, z którym współpracował już rok wcześniej oraz Magda Kupryjanowicz, odpowiadająca za scenariusz. W spektaklu gra Bartosz, a także jego jedenastoletni uczeń z legnickiego Klubu Gońca Teatralnego – Jakub Fedorczak. Do projektu doszło, bo aktor zaproponował Tomaszowi Węgorzewskiemu zrobienie czegoś wspólnie. Reżyser zgodził się pod warunkiem, że Bartek da mu wolną rękę. Do pewnego czasu nie wiedział, na czym będzie polegać jego praca. Znał tylko jej zarys bez głębszych szczegółów. Zgodził się na tę niewiedzę, ponieważ ufał reżyserowi. Spektakl miał premierę 22 maja na Scenie im. Gadzickiego. Aktorstwo ma dla Bartosza ogromne znaczenie. Właśnie to nastawienie pozwala mu czerpać z pracy tylko pozytywną energię. Nie jeden mógłby mu pozazdrościć, bo ilu z nas wstaje rano z uśmiechem na twarzy?

Ośrodek Nowy Świat w Legnicy – wielokulturowe miejsce spotkań Z PRZeDStAwICIeLKAMI OŚRODKA NOwy ŚwIAt – MAGDą PIetRewICZ ORAZ IwANNą POŁuJANOwą – ROZMAwIA PAtRyK CHMIeLewSKI Patryk Chmielewski: Czym zajmuje się Nowy Świat w Legnicy? Jakie są wasze założenia i skąd wziął się pomysł na założenie Ośrodka? Magda Pietrewicz i Iwanna Połujanowa: Ośrodek Nowy Świat funkcjonuje od 2010 roku przy Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy. Jest jednym z laboratoriów Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Pomysłodawcą i inicjatorem Ośrodka jest Jacek Głomb. Jest to miejsce spotkań ludzi z różnych stron świata. Bo właśnie to jest tu najważniejsze – samo spotkanie, z którego mogą wynikać nowe wartości. Prowadzimy działania animacyjne dla mieszkańców okolicy oraz projekty wielokulturowe. Staramy się łączyć kultury, znajdywać wspólne elementy, lecz przy tym nie mieszać ich. Warto dodać, że wydarzenia na Nowym Świecie są z reguły bezpłatne.

Magda Pietrewicz podczas happeningu promującego wybudowanie placu zabaw w dzielnicy Nowy Świat, FOT. ARCHIWUM OŚRODKA NOWY ŚWIAT

Pomysł na Nowy Świat podyktowała Legnica i jej historia. Jak wiemy, miasto przechodziło z rąk do rąk. Zanim stało się polskie, było najpierw niemieckie, potem sowieckie. Po wojnie liczna była tu społeczność żydowska. Łemkowie i Ukraińcy zostali przymusowo przesiedleni w okolice Legnicy podczas Ak-

cji „Wisła”. Przybywali tu też Grecy w czasie wojny domowej w swojej ojczyźnie. Każda z tych narodowości coś zmieniła, budowała swoją Legnicę – tak dosłownie, materialnie, jak i metaforycznie. Tworzy się więc tę wielką historię miasta, na którą składają się mniejsze, ale osobiste i prawdziwe historie jej mieszkańców. Z tą wielokulturowością Legnicy wiąże się działalność Ośrodka Nowy Świat. Kto tworzy Nowy Świat? Obecnie Ośrodek Nowy Świat tworzą: Ania Babij, Ania Kriegel, Iwanna Połujanowa, Łukasz Hasiuk, Magda Pietrewicz, a także wszyscy ci, którzy nas wspierają i pomagają, a szczególnie nasi sąsiedzi z Nowego Świata oraz wolontariusze. Jesteśmy im wdzięczni za poświęcony czas i energię. Jaka jest historia tego miejsca? Budynek naszej siedziby mieści się przy ulicy Nowy Świat i jak łatwo się domyśleć, to stąd pochodzi nazwa ośrodka. To XIX-wieczna, zgrzebna od zewnątrz kamienica z dobudowaną sceną. Budynek zachował teatralno-kinowy układ sali (balkon, scena, widownia). Przed wojną była tu restauracja dla nazistowskich urzędników. Po wojnie w budynku >>

Iwanna Połujanowa podczas wyjazdu Nowego Światu do Chemnitz – warsztaty , FOT. MATEUSZ RATAJCZAK


legnicki magazyn kulturalny M A J

Warsztaty Historia Nowego Świata FOT. ARCHIWUM OŚRODKA NOWY ŚWIAT

działało Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce (z prężnie działającym amatorskim teatrem). W czasach PRL-u mieścił się tu Wojewódzki Dom Kultury. Z kolei w pierwszych latach ustrojowej transformacji działała tu dzika giełda pirackich kaset magnetowidowych. Aktualnie budynek jest własnością Teatru Modrzejewskiej w Legnicy, stąd odbywają się tu zarówno działania Ośrodka, jak i Teatru. Od 2010 roku miejsce coraz bardziej się ożywia, coraz więcej się tu dzieje. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to obiekt zdegradowany. Dlatego jednym z naszych głównych celów jest remont i rewitalizacja. Jednak zanim uda nam się zdobyć na to finanse – już działamy. Jednym z najbliższych projektów jest Odnawianie Świata, który będzie polegać na zaprojektowaniu przestrzeni Nowego Świata we współpracy z Uniwersytetem Artystycznym z Poznania i ich partnerami z Norwegii. Studenci z Polski i Norwegii pod okiem swoich wykładowców zaprojektują przestrzeń Nowego Świata według ustalonych wytycznych. W ten sposób powstanie projekt, który zostanie wykorzystany podczas remontu obiektu. Jakie projekty były do tej pory realizowane w Ośrodku Nowy Świat?

Próby do spektaklu Historia Nowego Świata FOT. ARCHIWUM OŚRODKA NOWY ŚWIAT

Pomnik Przyjaźni (2010r.) – spektakl opowiadał o polsko-rosyjskim życiu miasta, odnosząc się zarówno do historii, jak i współczesnych realiów. Kolejnym przedsięwzięciem jest Historia Nowego Świata – przedstawienie bazujące na wspomnieniach związanych z tym miejscem, powstałe podczas warsztatów w maju 2011 roku dzięki grupie młodych ludzi z Izraela, Niemiec i Polski. Organizowaliśmy również widowisko Spotkania/Muzykowania (2012r.), warsztaty dla dzieci, oraz Kino Letnie. Jak narodził się pomysł przygotowania filmu dokumentalnego o kibicach piłkarskich z Miedzianki? Kto bierze udział w przygotowywaniu tego projektu? Początkowo miały to być warsztaty teatralne, ale uznaliśmy, że w tym przypadku lepszym medium będzie film. Stąd też decyzja, by skupić się na realizacji filmu dokumentalnego. W okolicy Ośrodka mieszka wielu kibiców Klubu Piłkarskiego MKS Miedź Legnica. Są to ludzie od dawna zaangażowani w działania Nowego Świata. Odkąd zaczęliśmy działać, stworzyła się grupa zaprzyjaźnionych mieszkańców, którzy często włączają się w wydarzenia organizowane przez Ośrodek. Przyszedł czas, by wspólnie coś stworzyć. Są to

2 0 1 3

5

Warsztaty plastyczne dla dzieci z okolic ul. Nowy Świat, FOT. ARCHIWUM OŚRODKA NOWY ŚWIAT

kibice lokalnej drużyny piłkarskiej, stąd taki a nie inny temat. Przeglądając Waszego bloga, zwróciłem uwagę na wyraźną fascynację Łemkowszczyzną. Dlaczego akurat ta grupa etniczna tak bardzo Was zafascynowała? Skupiamy się na wielokulturowości Legnicy. Każda z grup etnicznych, które tworzą Legnicę, jest dla nas ważna. Projekt Spotkania/ Muzykowania zakładał wyjazdy do różnych miejscowości pod Legnicę, gdzie mieszkają Łemkowie. Następnie idąc tym tropem, pojechaliśmy w Beskid Niski jako, że to między innymi stamtąd przesiedlono Łemków w okolice Legnicy. Prowadziliśmy tam badania, słuchaliśmy łemkowskich historii, wspólnie muzykowaliśmy. Była to wyjątkowa podróż, przepiękne tereny, bardzo mili i serdeczni ludzie. No i tak pięknie śpiewają... A jeśli nazywasz to wyraźną fascynacją, to każdy nasz projekt trzeba będzie określać takim mianem. Wasz Ośrodek działa jako jedno z laboratoriów Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. Co sądzicie o samej idei laboratoriów? W jaki sposób udział w tym projekcie pomaga Wam w realizacji własnych przedsięwzięć?

Na pewno jest dużą motywacją. Umożliwia spotkanie ciekawych ludzi i przedyskutowanie pomysłów. Natomiast sama idea „kultury głębokiej” z założenia pozwala tak kierować pomysłami, by w realizacji przynosiły one jak najwięcej długotrwałych efektów. Kto może nawiązać z Wami współpracę? Odbywają się tu działania animacyjne, badawcze i artystyczne skierowane do mieszkańców okolicy oraz gości z różnych stron świata. Dotychczas odwiedzali nas między innymi Estończycy, Łotysze, Łemkowie, Niemcy, Włosi, Rosjanie, Żydzi. Na Nowym Świecie miały miejsce badania etnograficzne, warsztaty antropologiczne oraz artystyczne (teatralne, muzyczne, plastyczne), pokazy filmów, jam graffiti, koncerty i ogniska. Współpracować z nami może każdy, kto ma inicjatywę i pomysł, który pasuje do aktualnych planów i założeń Ośrodka. Jakie macie plany na przyszłość? Jakie jeszcze projekty czekają na realizację? Niespodzianka! Serdecznie dziękuję za rozmowę.

muzyka

kinga żuk

Siła w słowach ukryta Kiedy chwyta za mikrofon, wszyscy podnoszą ręce w górę. Kiedy zaczyna śpiewać, każdy fan wie, że jest tam, gdzie chciałby być. Magią hip-hopu porusza ciała, a przede wszystkim dusze. W sobotę, 27 kwietnia w legnickim klubie Spiżarnia, gdzie często podczas różnych wydarzeń kulturalnych zbiera się tłum ludzi, odbył się koncert DonGURALesko. DonGURALesko – właściwie Piotr Górny, znany również jako Gural, DGE, DJ Dziadzior, Osieroconych Płyt Selektor – polski raper i producent muzyczny. Działa na polskiej scenie hip-hopowej od 1994 roku i jest członkiem takich grup muzycznych, jak: Killaz Group, Super Grupa, K.A.S.T.A., PDG Kartel oraz GTW. Gural współpracował z wieloma wybitnymi, polskimi raperami, którzy na naszej rodzimej scenie osiągnęli bardzo wiele i zyskali rozgłos. Twórczość DonGURALesko zaliczana jest do nurtu braggadocio – stylu w muzyce rap, skupiającego się na wychwalaniu swoich umiejętności (tzw. skilli) i udowadnianiu wyższości nad innymi muzykami. Charakteryzuje się również używaniem przez raperów wielu, często bardzo rozbudowanych porównań i metafor. W swych tekstach Gural nawiązuje m.in. do tematyki Bliskiego Wschodu, co wiąże się z zainteresowaniem rapera kulturą, religią i stosunkami międzynarodowymi. Ponadto muzyk nawiązuje do lokalnego patriotyzmu i demonstruje przywiązanie do rodzinnego miasta Poznania. W 2011 roku został sklasyfikowany na 7. miejscu listy 30 najlepszych polskich raperów według magazynu „Machina”. Jest synem powieściopisarza Andrzeja Górnego.

wałki z płyty Zaklinacz deszczu (która ukazała się w 2011 roku), gdyż artysta jest obecnie w trasie promującej ten krążek. Pojawiły się także utwory z najnowszej płyty rapera, Projekt jeden z życia moment. Gural zagrał między innymi utwory takie, jak: Mogliśmy wszystko, Pięć, Polski Wallstreet, Chce Ci dać i Szpadymelodia. Publika nie pozostała bierna wobec tego występu, przechodząc w muzyczny trans i wsłuchując się w każdą nutę granych przez artystę kawałków. Ciała odbiorców pobudziły się, w ruch poszły ręce, które przez większą cześć imprezy znajdowały się w górze. Fani Gurala nie dali o sobie zapomnieć, śpiewali razem z artystą i poruszali się w rytmie hip-hopowego bitu.

FOT. KINGA ŻUK

Legnicka publiczność nie zawiodła, w sali zebrała się całkiem spora grupa ludzi. Wszyscy z niecierpliwością wyczekiwali na gwiazdę wieczoru, pod nosem podśpiewując sobie jego utwory. Niemniej koncert popularnego rapera poprzedzili jego młodsi koledzy. Wystąpili kolejno: Siwy/Puzon, HS Projekt, Kwiat / Gigi / Raw / DJ Kuart, Trój-K / DJ Scof i WSK. Muzycy rozgrzewali nasze serca dobrym rapem. Z początku legnicka publiczność była dość sztywna, nie okazując szacunku

grającym artystom, czekali tylko na tego jedynego, najważniejszego. Jednak, gdy już nastał ten długo wyczekiwany moment, odbiorcy obudzili się i pokazali, na co ich stać. Dały się słyszeć krzyki i nawoływania artysty, a ciała zaczęły się bujać do dudniącego w głośnikach bitu w coraz to bardziej dusznej i gorącej sali. Wreszcie nadszedł ten czas i na scenie pojawił się Gural. Podczas koncertu można było usłyszeć ka-

Atmosfera w klubie Spiżarnia była niezwykle gorąca – rozentuzjazmowany tłum, dobra muzyka, hard bass i świetne miksowanie. Zdecydowanie był to jeden z lepszych koncertów, na jakich byłam. Z uśmiechem na twarzy i sercem przepełnionym muzyką opuściłam klub. DGE to naprawdę utalentowany i niezwykły artysta, śpiewa o tym, co ma w sercu. Ponadto świetna, wpadająca w ucho muzyka zachęca do bujania się w jej rytmie. Zatem wszyscy ręce w górę i czekamy na kolejny taki koncert w naszym mieście! *Niektóre informacje o DonGURALesko zawarte w tym artykule pochodzą z Wikipedii. Koncert DonGURALesko, 27 kwietnia 2013, Klub Muzyczny Spiżarnia.


6

legnicki magazyn kulturalny M A J 2 0 1 3

ALICJA SweDuRA

Tańczące parasole na dziedzińcu PWSZ

muz yka

Sobota, 11 maja. Przygnębiona widokiem za oknem zastanawiam się, czy naprawdę przez fatalną pogodę moje plany na wieczór z muzyką legną w gruzach. Na szczęście wszystko się powiodło. Kto tego dnia nie wyszedł z domu i nie skorzystał z legnickiej uczty muzycznej, może tylko żałować. Tego dnia bowiem z okazji Dnia Hutnika i 60-lecia Huty Miedzi Legnica na dziedzińcu PWSZ zawitała orkiestra pod batutą Adama Sztaby. Wystąpili także znani artyści muzyki rozrywkowej, Ewelina Flinta, Kasia Wilk i Łukasz Zagrobelny. Mimo deszczu i wiatru publiczność bawiła się wspaniale. Parasole tańczyły, a z ust płynęły znane wszystkim teksty piosenek Podekscytowany tłum pod sceną robił niezwykły hałas. Z każdej strony można było dosłyszeć rozmowy dotyczące tego, co ma się za chwilę wydarzyć. Po chwili na scenie pojawili się pierwsi muzycy orkiestry, zasiadając na swoich stanowiskach. Wpatrzona w ich niezwykłe instrumenty zastanawiałam się, jak to możliwe, że wydobywają się z nich tak przepiękne dźwięki. Z chwilą naciśnięcia przez pianistę pierwszego klawisza publiczność zamilkła, a w zegarkach zatrzymały się wskazówki. Wszystko wokół wirowało, tylko jeden punkt pozostał stały – scena. Nagle na estradę wszedł Adam Sztaba i dał znak orkiestrze. Nadszedł upragniony moment. Artyści uraczyli nas wykonaniem sentymentalnych i legendarnych już utworów, było to m.in.: Youre simply the best z repertuaru Tiny

Turner, wzruszający walc z Noce i dnie czy piosenka Skyfall. Motywem przewodnim koncertu była muzyka filmowa. Wspólnie śpiewaliśmy kultowe Deszcze niespokojne i cicho nuciliśmy Take a look around z filmu Mission Impossible 2. Uroczystość poprowadziła dobrze znana legnickiej publiczności Ewa Galusińska (aktorka Teatru Modrzejewskiej) i nie mniej popularny Artur Andrus (dziennikarz i satyryk). Między występami muzycznymi prezenterzy opowiadali śmieszne anegdoty i żarty o hutnikach (w końcu to był ich dzień), kiedy artyści dokańczali ostatnie detale makijażu. W końcu na placu zaświeciło słońce. Skarpetki topiące się w butach, krople spływające po kurtkach i przemoczone włosy nie były wtedy dla nikogo ważne. Najważniejsza była zabawa. Kiedy koncert dobiegł końca, aż chciało się krzyczeć: „Chcemy więcej!”. Taka porcja wspaniałej, zróżnicowanej muzyki z pewnością na długo zagości w pamięci legniczan. Czekamy więc na muzyków również i w przyszłym roku! Koncert z okazji Dnia Hutnika oraz 60-lecia Huty Miedzi Legnica, 11 maja 2013r., PWSZ.

FOT. ALICJA SWEDURA

TAMARA KOSTRZ

Home – zapraszam do środka! Home to debiutancki krążek londyńskiego zespołu Rudimental. w albumie odnajdziemy mieszankę takich gatunków, jak: house, liquid funk, soul czy drum and bass, ale również mile zaskoczy nas zabawa artystów muzyką elektroniczną. Zespół Rudimental składa się z DJ-ów i producentów muzycznych: Piersa Aggeta, Kesiego Drydena, Amira Amora i DJ-a Locksmitha. Płyta miała premierę 29 kwietnia i została wydana przez wytwórnię Warner Music UK. Wkład w tą ciekawą płytę mają również goście, którzy użyczyli na niej swych głosów, m.in.: MNEK & Syron, Emeli Sandé, Ella Eyre i John Newman. Pierwszym utworem z płyty, który ujrzał światło dzienne, był singiel Spoons z gościnnym udziałem MNEK & Syron. Magię tego utworu tworzy delikatny wokal w gatunku R’n’B, a prócz tego bardzo spokojna linia melodyczna, gdzie w tle słychać obijające się o siebie łyżeczki. Utwór zdecydowanie pozwala się odprężyć. Kolejnym singlem, który przez długi czas utrzymywał bardzo wysokie notowania na listach muzycznych Wielkiej Brytanii jest Feel the Love z wokalem Johna Newmana. W tym kawałku zdecydowanie mocno odczuwa się drum’n’bass, niekiedy pojawia się trąbka, a całość uzupełniają wstawki elektroniki. Utwór nie jest monotonny, a zaskakuje dynamicznością, delikatne partie muzyczne przeplatają się tu z elementami bardzo energicznymi. Gdy raz się go usłyszy, nie da się o nim zapomnieć, więc nie dziwi fakt, że jest to utwór, który miał tak wysokie notowania na listach przebojów. Not Giving In to następny świetny singiel, którego mocną stroną jest przed wszystkim tekst.

Utwór opowiada historię kogoś, kto się zatracił, stracił duszę, ale nie poddał się; stwierdził, że przez to, co przeżył, będzie silniejszy i że tym razem zabłyśnie. Czwartym singlem natomiast jest Waiting All Nigt, który został wydany stosunkowo niedawno, bo 14 kwietnia. Tu wokalu użyczyła Ella Eyre. Utwór również zajął jedno z pierwszych miejsc w notowaniach muzycznych Wielkiej Brytanii. Inspiracją do stworzenia tego kawałka, jak i jego teledysku, była prawdziwa historia Kurta Yaegera – aktora i mistrza BMX, któremu po wypadku w 2006 roku amputowano obie nogi poniżej kolana. W teledysku wystąpili przyjaciele Kurta. Delikatny początek piosenki pomału rozkręca się w coraz mocniejsze motywy. Piękny wokal Ellie oraz intymny wydźwięk tekstu sprawiają, że słucham tego utworu na okrągło! Prócz czterech singli płyta Home zawiera osiem, równie ciekawych utworów, m.in. Free z Emeli Sandé czy Baby wykonany z MNEK & Sinead Harnett. Tytuł jest moim zdaniem trafiony, gdyż słowo „dom” kojarzy się z czymś dobrym, ciepłym, spokojnym, z dużą liczbą mieszkańców, a przede wszystkim ze wspaniałymi wspomnieniami. Chłopaki z Rudimental zaprosili wielu gości do tworzenia swojej płyty, tworząc muzyczne domostwo. Okładka albumu jest bardzo ciepła i kolorowa. Budynek z kolorowym graffiti przedstawiającym różne postacie symbolizuje odmienne

gatunki i typy wokalu zasilające płytę. Patrząc na tę grafikę, czujemy się jak „u siebie”, gdyż przypominamy sobie o swoich miejscach i znajomych ulicach, które kryją wiele wspomnień.

Tej płycie zdecydowanie daję zasłużone 10/10, gdyż wszystko jest tu idealnie dopieszczone. Dzieło na bardzo wysokim poziomie! Home, Rudimental, 2013r.


legnicki magazyn kulturalny M A J

2 0 1 3

7

szt uka

Wioleta Gabryś

Retro rządzi! Pierwsza połowa XX wieku to czas ogromnych przemian gospodarczych, politycznych i społecznych na świecie. Niemniej burzliwe przemiany zaszły wówczas także w modzie. Zaczęły pojawiać się piękne, kobiece kreacje o różnorodnych krojach. Otwierano również pierwsze domy mody. Specjalnie przygotowana dla legnickiego Muzeum Miedzi wystawa Wiosenny pokaz mody pozwala na przyjrzenie się trendom obowiązującym w latach 1910-1960.

FOT. WIOLETA GABRYŚ

Ekspozycja, która w Akademii Rycerskiej miała swoją premierę 26 kwietnia, prezentuje około 150 przedmiotów, pochodzących ze zbiorów Muzeum Narodowego we Wrocławiu. Wszystkie są wyjątkowe – trzeba przyznać, że organizatorzy wystawy postarali się, aby całość przypadła do gustu legniczanom. Podczas oglądania ekspozycji można zauważyć, że dawna moda powraca. To, co było „na czasie” kilkadziesiąt lat temu, nadal inspiruje współczesnych projektantów mody na całym świecie. Spośród wszystkich eksponatów najokazalej prezentują się balowe kreacje, odznaczające się dość mocną kolorystyką i przepychem. Widać też odwagę w doborze materiałów i zdobień. Między gablotami z dodatkami oraz manekinami przyodzianymi w tkaniny najbardziej rzuca się w oczy jedna z balowych sukni. Czarna, mroczna, z motywem kwiatowym i górą nieco przypominającą gorset. Jednak w nawiązaniu do tytułu wystawy pojawiają się

FOT. WIOLETA GABRYŚ

też delikatne, stonowane, pastelowe sukienki wiosenne z subtelnymi zdobieniami. Sądzę, że idealnie sprawdziłyby się na wiosenno-letnie popołudnia. Nie brakuje również sukni ślubnych, które odznaczają się elegancją i wyszukanymi ozdobami, na przykład w postaci koronek. Na wystawie poświęcono trochę miejsca ciekawemu zjawisku New Look. To styl, który wykształcił się nad Sekwaną i doprowadził do rozkwitu mody po wyniszczającym Europę czasie wojny. Inicjatorem tego nowego zjawiska stał się Christian Dior. Pamiętnego 12 lutego 1947 roku przedstawił jedyną w swoim rodzaju kolekcję w powojennym Paryżu. Nowy styl w modzie charakteryzował się, m.in.: wydekoltowanymi długimi sukniami bez ramiączek czy szerokimi spódnicami. Paryż szturmem odzyskał pozycję światowej stolicy mody, a na New Look wzorowała się cała Europa i Ameryka. Dlatego też na legnickiej wystawie nie mogło zabraknąć sukni w kolo-

rze pudrowego różu, z wielką kokardą u boku. Oczywiście, w stylu New Look. Oryginalnym dodatkiem przedstawionym w Akademii Rycerskiej są nakrycia głowy. Niektóre z nich są niecodzienne, barwne i wykonane z... piór! Torebki także zaskakują swą różnorodnością. W jednej gablocie leżą takie, na których wyhaftowano motywy kwiatowe, są też romantyczne, małe, białe kopertówki, a dalej błyszczą się torebki wieczorowe ze skóry aligatora, srebra, blaszek i koralików metalowych. Na wystawę trafiła także biżuteria. Możemy przyglądać się szczelnie zamkniętym w gablotach naszyjnikom z diamentami, wisiorkom oraz koralom z pereł. W zbiorach znajduje się także bielizna, suknie domowe i kosmetyki. Możemy zajrzeć do rzadko spotykanych torebek wieczorowych, które mieszczą w sobie puderniczkę, szminkę i papierośnicę z lat 20. Zgromadzono również przyborniki toaletowe i kosmetyki w oryginal-

nych opakowaniach z lat 30. Z gabloty uśmiecha się niepełna (niestety) butelka kultowych perfum Chanel, które od lat są niezmiennie popularne, stąd i tego akcentu nie mogło zabraknąć na tej ekspozycji. Najnowsza wystawa Muzeum Miedzi w Legnicy zdobywa serca odwiedzających. Nic dziwnego, jest bowiem stylowo i elegancko, a w dodatku uwielbiamy przecież powracać do mody sprzed kilku dekad. Kto jeszcze nie obejrzał Wiosennego pokazu mody, koniecznie musi odwiedzić Akademię Rycerską. Ekspozycja będzie czynna do 30 sierpnia.

Wiosenny pokaz mody, kolekcja Muzeum Narodowego we Wrocławiu, 26 kwietnia – 30 sierpnia, 2013r., Muzeum Miedzi.

kinga żuk

Inni czy tacy sami? Wystawa Jedni z wielu, którą można było zwiedzić w Legnicy w drugiej połowie kwietnia, ma dwa oblicza. Z jednej strony stanowi pokaz kunsztu fotograficznego Chada Evansa Wyatty, a z drugiej jest istotną częścią kampanii, która dzięki dobrym fotografiom może zyskać większy rozgłos i zwrócić uwagę na palący współcześnie problem wykluczenia społeczności romskiej. Bohaterami kampanii Jedni z wielu, której tytuł zapożycza wystawa w legnickiej Galerii LOŻA, są Romowie mieszkający w Polsce i oni właśnie zostali sportretowani na fotografiach Wyatty. Każdy romski bohater ma okazję pokazać swoje zainteresowania oraz to, czym się zajmuje. Poznajemy ich wykształcenie, talenty oraz życiowe dokonania. Artysta Chad Evans Wyatt urodził się w rodzinie muzyków i dorastał w Nowym Jorku i Paryżu. Jego pierwszymi profesjonalnymi zdjęciami były portrety artystów muzyków. Prace te zostały włączone do działów muzycznych, m.in. w Bibliotece Kongresowej, Narodowej Galerii Sztuki oraz Muzeum Kultury Romskiej (Brno), Muzeum w Wałbrzychu czy Czeskim i Słowackim Muzeum Narodowym. Fotograf chciał za pomocą swych prac poko-

nać stereotypowe myślenie na temat mniejszości romskiej, wedle którego są oni tylko „nierobami” siedzącymi w domu na garnuszku państwa, i pozwolić im na lepszą społeczną integrację. Są to przecież ludzie, którzy aby coś osiągnąć, ciężko pracują. Tak jak każdy posiadają rozliczne talenty. Pomimo tego Romowie spotykają się często z niepochlebnymi komentarzami na swój temat, czują się odtrąceni od reszty społeczeństwa i zepchnięci na szary koniec. Dzieje się tak między innymi dlatego, że inni ludzie boją się nieznanego, nowego, czegoś, co jest niezbadane. Dlatego też akcja i będąca jej częścią wystawa pełnią tak ważną funkcję. Istotny jest sposób, w jaki postaci na zdjęciach są przedstawione. Znajdują się one na przyciemnionym, poszarzałym, wyblakłym tle, >>

FOT. CHAD EVANS WYATT


8

sztuka

legnicki magazyn kulturalny M A J 2 0 1 3

które ma symbolizować uprzedzenie, z jakim spotyka się mniejszość romska. Bohaterowie kampanii są jednak przedstawieni w centralnej części kadru, co ma za zadanie ukazać ich otworzenie się na innych, wyjście ze społecznego ukrycia. Pokazujemy metaforyczną drogę od ukrycia do ujawnienia. Od anonimowości do podmiotowości. Od negatywnego postrzegania Romów w społeczeństwie do pozytywnego – zaznaczają organizatorzy w programie wystawy. Warstwa kolorystyczna zdjęć opiera się przede wszystkim na połączeniu odcieni czerni, szarości i żółtego, który symbolizuje wykluczenie. Kampania Jedni z wielu jest jak najbardziej pozytywnym i ważnym wydarzeniem. Każdy człowiek zasługuje na poszanowanie swych praw, komfortowe samopoczucie w społeczeństwie oraz szczęście. Sposób nagłośnie-

nia kampanii jest dosyć nośny, bowiem w akcję zostały zaangażowane różne instytucje kulturalne w obrębie Dolnego Śląska. Zostały wywieszane banery reklamowe, ogromne billboardy, są prowadzone audycje radiowe na ten temat, a także pojawiają się odnotowania w prasie. Miejmy nadzieję, że założenia inicjatorów tego przedsięwzięcia zostaną zrealizowane i ostatecznie dojdzie do naszej wspólnej integracji bez uprzedzeń, bez stereotypowego myślenia, bez strachu i odrzucenia. Jak wiemy, lepiej żyje się w zgodzie. I tego powinniśmy się trzymać.

Jedni z wielu, Chad Evans Wyatt, 12-30 kwietnia 2013r., Galeria LOŻA.

FOT. CHAD EVANS WYATT

DANIeLA wOŁOSIŃSKA

Powrót do korzeni Najważniejsza jest dla nich wrażliwość na piękno otaczającego świata. Swoją działalnością dowodzą, że nie droga lustrzanka, a dobre chęci i wyobraźnia są nieodzowne w zawodzie fotografa. Mieli wizję na stworzenie czegoś, co będzie nowatorskim przedsięwzięciem w naszym mieście. Mowa tu o Łukaszu Szymańskim i Adamie Radolińskim, którzy wspólnymi siłami stworzyli Legnickie Stowarzyszenie Fotograficzne. Jest to grupa, której członkowie rozwijają swoje fotograficzne pasje i pod okiem bardziej doświadczonych kolegów nabywają kolejnych umiejętności. Wyżej wymienieni panowie pragnęli rozpowszechnić swoją pasję tak, by miłośnicy fotografii podążali wraz z nimi jedną drogą. I tak oto, pamiętnego dnia majowego w 2008 roku, spod znanej nam wszystkim fontanny Neptun wyruszyła w miasto grupa zwana wówczas Legnickie Spacery Fotograficzne. Zespół sformalizował się już w 2009 roku i nadano mu nową nazwę funkcjonującą po dziś dzień – Legnickie Stowarzyszenie Fotograficzne. Obecnie prezesem LSF-u jest Łukasz Szymański, natomiast funkcję jego zastępcy pełni Marcin Augustyniak.

LSF powstało dzięki ludziom otwartym na innych ludzi. Zarówno Łukasz jak i Marcin starają się udowodnić innym, że chęci i wyobraźnia to fundament rozwoju w dziedzinie fotografii. Pragną, by członkowie nauczyli się operować zmysłami, myśleniem fotograficznym oraz nie ograniczali się w kadrowaniu, czyli wychodzili poza przyjęte ogólnie schematy. Założyciele LSF dowodzą, że nie najlepszy sprzęt czyni zdjęcie wyjątkowym, a tworzenie fotografii dzięki równowadze pomiędzy sercem i rozumem.

Członkom LSF nie brakuje pomysłów na wykonanie niecodziennych fotografii. Przesympatyczni założyciele stowarzyszenia spotykają się z ludźmi o tym samym koniku, by przeprowadzać rozmowy, kursy i warsztaty fotograficzne i wcale nie przeszkadza im brak własnego lokalu. Ponadto tworzą prezentacje i wyjeżdżają na szkolenia. A kiedy zaświeci dla nich słońce, chwytają wiatr

Motto prezesów LSF brzmi: „Powrót do korzeni”. 1 grudnia 2009 roku zorganizowali więc szaloną akcję w naszym mieście, wykonując własnoręcznie od początku do końca aparaty fotograficzne (ich obudowy powstawały z pudełka po zapałkach, mydelniczki, walizki) wyposażone jedynie w papier, który przez dowolny czas naświetlał się. Zdjęcia wychodząc poza kanony dzisiejszej fotografii,

FOT. MARCIN AUGUSTYNIAK

w żagle i aparat fotograficzny w dłoń, płynąc rzeką wyobraźni w plenerze. Zorganizowaną grupą łatwiej jest zebrać się i zrobić coś niezapomnianego, coś zobaczyć, zwiedzić, poznać – mówią założyciele. Owe wyjazdy czy spotkania bardzo zbliżają ludzi, którzy potrafią dzielić się swoją wiedzą i uczyć przy tym nowości. Nieważne bowiem gdzie, ważne w jakim celu!

oddały niepowtarzalnie zarejestrowane wizerunki miejsc i postaci. Rozgłos tej akcji przerósł oczekiwania jej inicjatorów, gdyż owe camera obscura pomylono z bombą i w zabawę wkroczyć musieli policjanci i saperzy. Na szczęście wszystko rozeszło się po kościach, a afera medialna została sprostowana. Tą akcją członkowie LSF dowiedli, że nie tylko są ludźmi wrażliwymi na piękno otaczającej ich rzeczywistości, ale także nie boją się i nie krępują robić rzeczy szalonych w imię pasji. Równie fenomenalnym projektem, w jaki zaangażowało się legnickie LSF, jest Międzynarodowy Spacer Fotograficzny (Scott Kelby’s Worldwide Photowalk). Inicjatorem tego wydarzenia, które w tym roku już po raz szósty obiegnie obie półkule świata wzdłuż i wszerz, jest amerykański fotograf Scott Kelby. W ramach tego corocznego zdarzenia fotografowie (maksymalna wielkość grupy: 50 osób) wędrują wspólnie ustaloną trasą po swoim mieście, robiąc zdjęcia i po prostu dobrze się bawiąc. Ponadto każdy, kto chce spróbować swoich sił, może zgłosić photowalkowe zdjęcia do konkursu (choć nie ma takiego obowiązku). W 2012 roku członkowie LSF postanowili dołączyć do międzynarodowego spaceru i wyznaczyli swoją trasę na terenie Legnicy. Legnickie Stowarzyszenie Fotograficzne podjęło się zorganizować spacer w naszym mieście po raz pierwszy, a miejmy

FOT. SYLWESTER KONIECZNY

nadzieję, że nie po raz ostatni. Chcemy, aby legnicki spacer był niebanalny. Sięgnęliśmy do niezbyt odległej historii, zastanawiając się czym Legnica odróżniała się od innych miast. Oczywiście pobytem sławetnej Armii Radzieckiej i specyficznym klimatem ogarniającym miasto. (…) Chcemy w czasie tego spaceru uwiecznić pozostałości po owych czasach, aby pamiętać, że tak było, żeby nie zapomnieć – czytamy na stronie internetowej LSF. Dzięki zeszłorocznej, spacerowej akcji powstało wiele interesujących fotografii, które można obejrzeć w zakładce „Galeria” na stronie internetowej: www.lsf.legnica.pl. Każdy z członków Legnickiego Stowarzyszenia Fotograficznego ma odmienne wykształcenie i doświadczenia, co sprawia, że nie grozi im nuda. Prezesi stowarzyszenia zapraszają wszystkich młodszych i starszych mieszkańców Legnicy do współpracy i realizowania następnych fotograficznych projektów.


legnicki magazyn kulturalny M A J

2 0 1 3

9

l i t e r a t u r a

olga mamajew

Znane i nieznane Wśród tłumu przechodniów, przemierzających ulice w różnym kierunku, stoją uwiecznione w kamieniu świadectwa minionych lat. Są nimi niezliczone pomniki oraz tablice pamiątkowe. Stoją niewzruszone wobec naszego pośpiechu życia codziennego, upamiętniając dawne wydarzenia. Liczne pomniki znajdujące się na terenie całej Legnicy przypominają o burzliwych losach tego miasta. Dzięki książce Grażyny Humeńczuk Legnickie pomniki przed II wojną światową są one znane mieszkańcom Legnicy. Jednak co z historią naszych dziadków, którzy przybyli na te ziemie i żyli w czasach ważnych i przełomowych dla dziejów naszego miasta?

Na pytanie, który z opisanych pomników najbardziej podoba się mojemu rozmówcy, Czesław Kowalak odpowiada, że nie potrafiłby wybrać jednego jedynego pomnika lub tablicy, która byłaby dla niego najważniejsza. Każdy napis, każdy pomnik niesie ze sobą jakieś przesłanie, o którym należy pamiętać. Najważniejsza jest właśnie jego treść, czyli to, co ma późniejszym pokoleniom do przekazania. Warto zatrzymać się przy tablicach, odczytać zawartą w nich historię Legnicy i nie przechodzić obojętnie – stwierdza autor z wielkim szacunkiem w głosie dla minionych wydarzeń. Dzięki niemu mogą być one przekazane późniejszym pokoleniom w formie małej książki o wielkim znaczeniu historycznym dla Legnicy.

Tyle lat już minęło, więc pomyślałem, że warto opracować również późniejsze pomniki. Zdecydowałem się także poszerzyć moje poszukiwania o tablice pamiątkowe – mówi autor książki Pomniki i tablice pamiątkowe w Legnicy po II wojnie światowej, Czesław Kowalak, magister historii na Uniwersytecie Wrocławskim, a obecnie wicekanclerz Wyższej Szkoły Medycznej w Legnicy. Czesław Kowalak jest pasjonatem historii regionu legnickiego. Jego książka zawiera opis pomników i tablic pamiątkowych znajdujących się obecnie w Legnicy, ale również tych, których już nie ma. Z racji tego, że prawie 50 lat wojska radzieckie przebywały na obszarze tzw. kwadratu, ale również na terenie koszar, znajdowało się tam wiele pomników, które udało mi się odtworzyć. Większość radzieckich dzieł wyszło spod dłuta Nikołaja Fiedorowicza Wengrina, Zasłużonego Działacza Sztuki ZSRR – robił więc to profesjonalista. Zamieściłem je w mojej książce, gdyż ten okres należy również do historii Legnicy – mówiąc to, Czesław Kowalak pokazuje mi zdjęcie pomnika lotnika radzieckiego, który obecnie znajduje się w prywatnej kolekcji. Najbardziej zależało mi jednak na tym, żeby wszystkie tablice po II wojnie światowej zostały udokumentowane, nabrały charakteru edukacyjnego i poznawczego. Osobiście jestem bardzo zadowolony, że udało mi się stworzyć to dzieło – mówi Kowalak. Książka zawiera dodatkowo odnośniki, które umożliwiają pogłębienie wiedzy o historii danego pomnika. W 2005 roku podjąłem się skompletowania informacji. Wziąłem ze sobą aparat fotograficzny i wyruszyłem na rekonesansowy spacer po Legnicy. Najpierw fotografowałem budynki z zewnątrz, później zdecydowałem się również na wnętrza, co było niezwykłym źródłem pamięci historycznej zapisanej na znajdujących się tam tablicach, czego sam nie byłem świadomy. Najwięcej jednak tablic znajduje się w kościołach, w samej katedrze jest ich aż dwadzieścia. Nie sądziłem, że moje zainteresowanie historią Legnicy przerodzi się w najprawdziwszą książkę. Początkowa liczba zebranych tablic (50 egzemplarzy) była zdecydowanie za skromna, ale już w 2007 roku przekroczyłem liczbę 100, wtedy opublikowałem pierwszy artykuł w „Szkicach Legnickich”. Od 2007 roku na moich oczach liczba tablic zaczęła się zwiększać, sam byłem świadkiem wielu uroczystości związanych z odsłanianiem niektórych z nich. Stwierdziłem, że skoro tych pomników jest naprawdę dużo, można stworzyć aneks do artykułu, albo opracować książkę. Ostatecznie zdecydowałem się napisać publikację, która obejmuje 179 obiektów pamiątkowych fundowanych w Legnicy po II wojnie światowej do września 2012 roku – z dumą opowiada autor. Książka przybliża wiele zapomnianych wydarzeń z dziejów współczesnej Legnicy. Dzięki niej dowiadujemy się, że to właśnie w naszym mieście w byłym kinie Polonia odbyła się pierwsza projekcja filmowa na terenie Dolnego Śląska, a od czerwca do września 1945 roku Legnica była siedzibą władz woje-

Pomniki i tablice pamiątkowe w Legnicy po II wojnie światowej, Czesław Kowalak, Towarzystwo Przyjaciół Nauk w Legnicy, 2007.

Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej FOT. ARCHIWUM LIEGNITZ.PL

wódzkich. Czesław Kowalak analizując kolejne pomniki i tablice, przypomina również, że w Legnicy mieściła się redakcja pierwszego na Dolnym Śląsku polskiego pisma codziennego „Pionier”, a ponadto, że do 1968 roku jeździły po ulicach miasta tramwaje. Wiele pomników, znajdujących się na terenie Legnicy, jest znanych jej mieszkańcom, wciąż jednak liczne pozostają niezauważone. Czy można to zmienić? Chciałbym, by powstał szlak po legnickich miejscach pamiątkowych, kamienie to przecież najtrwalszy element naszej historii, która powinna być otoczona odpowiednim szacunkiem – mówi Kowalak, dodając, że pomniki mogą stanowić ważny element integracji pokoleniowej poprzez wzajemne poznanie i zrozumienie. Wszystkie pomniki i tablice pamiątkowe zawarte w książce legnickiego historyka są ułożone chronologicznie, na czym w szczególności zależało autorowi. W ten sposób praca mogła uzyskać charakter naukowy – tłumaczy. Skatalogowane obiekty dotyczą wydarzeń różnego typu. Pomniki z okresu PRL-u upamiętniają wyzwolenie miasta lub przemarsz wojsk Armii Polskiej i Radzieckiej przez Legnicę. Najbardziej znaną i zarazem kontrowersyjną rzeźbą jest stojący na Placu Słowiańskim pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej. W mieście znajdują się pomniki stawiane po 1990 roku, które dotyczą lat wcześniejszych. Są one poświęcone przesiedleniom ludności w ramach Akcji „Wisła”, ofiarom komunizmu oraz żołnierzom AK. Liczną grupę stanowią pomniki poświęcone znanym osobistościom. W 1963 roku ufundowano tablicę pamiątkową poświęconą Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu, który w swoim dziele Syn Jazdona utrwalił obrazy z przeszłości Legnicy. Tablica ta znajduje się na budynku w sąsiedztwie Kościoła Mariackiego, o którym Kraszewski pisze w swoim utworze. Inną postacią, która swą działalnością przysłużyła się naszemu miastu jest z całą pewnością Witelon – sławny matematyk, fizyk oraz filozof, żyjący na przełomie XIII-XIV wieku, który jako pierwszy uczony rozsławił polskie imię na arenie międzynarodowej. Tablice pamiątkowe, przypominające o tej postaci, znajdują się przy budynku Muzeum Miedzi oraz przy PWSZ. Nie brakuje również tablic poświęconych znanym współczesnym legniczanom. Jerzy Szmajdziński, Zdzisław Szulc oraz Franciszek Pałka – to niektóre z nazwisk, które zostały utrwalone na tablicach pamiątkowych.

Na terenie miasta znajdują się także pomniki upamiętniające wizytę Ojca Świętego w Legnicy, która odbyła się 2 czerwca 1997 roku. Jestem szczerze usatysfakcjonowany tym, że również miejsce lądowania papieża jest upamiętnione tablicą, zawierającą informacje na temat godziny przylotu Ojca Świętego, jak również liczbę pielgrzymów, którzy przybyli na lotnisko. Nie wszyscy wiedzą, jak masowe było to wydarzenie dla środowiska katolickiego – stwierdza Czesław Kowalak. Na papieża czekało ponad 300 tys. wiernych. Jedna z powstałych z tej okazji tablic znajduje się w Katedrze i upamiętnia dokonaną przez papieża koronację Matki Boskiej Łaskawej z Krzeszowa. Ze względu na to, że Legnica jest miastem wielokulturowym oraz wielowyznaniowym w mojej książce opisałem nie tylko tablice związane ze środowiskiem czysto-polskim – mówi historyk. Ważnym pomnikiem, zawierającym myśl pojednania, jest Pomnik legniczan, który znajduje się na cmentarzu komunalnym. Został na nim wyryty napis w języku polskim i niemieckim: „Proszę złóż w darze modlitwę za tych, którzy ofiarowali swoje życie dla tego miasta, a których groby przestały istnieć.” Jest to ważny przekaz dla legniczan, aby pamiętali o wszystkich mieszkańcach tego miasta, bez względu na pochodzenie.

Pomnik grenadierów poległych podczas I wojny światowej na karcie pocztowej z 1922 r. ze zbioru K.Makowca, FOT. ARCHIWUM LIEGNITZ.PL

Pewną grupę stanowią również tablice i pomniki upamiętniające wydarzenia katastroficzne dla Legnicy: dwie powodzie w 1977 oraz 1997, a także wichura w 2005 roku. W parku ustawiono pomnik „Łapacz Wiatru”, upamiętniający huragan. Rzeźba przedstawia symbolicznego Łapacza Wiatru z ośmioma skrzydłami, który stojąc na straży Parku Miejskiego, stara się ujarzmić potęgę huraganu, a swą masywną formą i kształtem kieruje ją do ziemi – objaśnia Czesław Kowalak. Ostatnią grupą legnickich rzeźb, którą warto tu odnotować, są pomniki i tablice o charakterze kulturalnym, które zwracają uwagę przechodniów swoim nietypowym kształtem, promując tym samym sferę artystyczną miasta. Taki jest właśnie monument, przypominający o legnickim Satyrykonie – festiwalu o wyrobionej już międzynarodowej sławie. Pomnik znajduje się przy ulicy Najświętszej Marii Panny. Stworzono również aleję tablic upamiętniających zmarłych, zasłużonych artystów. Swoją pamiątkową tablicę posiadają, m.in.: Marek Polański, Agnieszka Osiecka czy Jeremi Przybora.

Obelisk upamiętniający miejsce obozu wojsk Fryderyka Wielkiego pod Legnicą w 1760 r. na karcie pocztowej ze zbioru K.Makowca, FOT. ARCHIWUM LIEGNITZ.PL


10

legnicki magazyn kulturalny M A J 2 0 1 3

KAtARZyNA RACZyŃSKA

Miłość w bezwzględnym świecie… biopaliw?!

literatura

Motyw biednej, niepozornej dziewczyny, zawracającej w głowie bogatemu, przystojnemu mężczyźnie jest tak popularny, że można by nazwać go wręcz toposem. Czytając Plan, zastanawiałam się, czy świat naprawdę potrzebuje kolejnej historii o tej tematyce… Drogie panie! Od najmłodszych lat jesteśmy wychowywane na opowieściach, w których zwykłe dziewczęta, można by powiedzieć „takie jak my”, zakochują się w przystojnych, bogatych mężczyznach, którzy, rzecz jasna, szaleją na ich punkcie. Każda z tych historii zawiera wątek negatywny, przeszkadzający zakochanym w pozostaniu razem (smoki, czarownice, nienawistna rodzina, mafia czyhająca na ich życie etc.). Jednak po pokonaniu przeciwności, jakie spiętrzyło przed kochankami życie, wszystko kończy się happy endem, ogólną radością „i ja tam byłam, miód i mleko piłam…”. Ten schemat jest wszystkim znany i przez wszystkich kochany, co powoduje, że kolejne pokolenia artystów niefrasobliwie go powielają, dodając do szablonu historii zaledwie drobne szczegóły. Historia Anny Smith, bohaterki powieści Plan autorstwa Patrycji Gryciuk, jest nieco bardziej skomplikowana. Siedemnastoletnia, bardzo uzdolniona dziewczyna wygrywa konkurs architektoniczny. Główną nagrodą jest możliwość studiowania architektury na uniwersytecie w Oxfordzie. Nastolatka przyjmuje wyróżnienie i opuszcza rodzinną Polskę. Z żalem rozstaje się z mamą, ojcem Anglikiem oraz najlepszą przyjaciółką Majką i rozpoczyna naukę na prestiżowej uczelni. Początki, jak wiadomo, bywają trudne – Polka czuje się wyobcowana wśród bogatych, dobrze ubranych i obwieszonych gadżetami Brytyjczyków. Na szczęście bohaterka poznaje paczkę przyjaciół, do której należy uroczy, blond włosy Lorcan. Już po kilku chwilach w jego towarzystwie Anna czuje zawroty w głowie. Chłopak też wydaje się być nią zaintrygowany. Ich znajomość, pozornie wyglądająca na nic nieznaczący flirt, z czasem zmienia się w głęboką przyjaźń. Gdy wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują na to, że ich kontakty osią-

gną „wyższy stopień”, Anna poznaje Siergieja, właściciela firmy Future Investment, produkującej biopaliwo z alg. Ten tajemniczy, bajecznie bogaty i bardzo pociągający mężczyzna bez trudu zdobywa serce bohaterki. Panna Smith bez reszty oddaje się uczuciu, które, jak sama stwierdza, jest niczym „siła przyciągania ziemskiego”. Rosyjski milioner również ulega miłości do nastoletniej Polki. I tak zaczyna się historia rodem z Kopciuszka. Młoda dziewczyna jest obsypywana biżuterią, miłość kwitnie, pikniki, wyjazdy zagraniczne, później oświadczyny i ślub… Bezbrzeżne szczęście pary zakłócają jednak zawistni konkurenci rynkowi Siergieja. Ich niespodziewane ataki są naprawdę niepokojące, ale wszystko skończy się dobrze, jak na bajkę przystało... Prawda? A może jednak świat producentów biopaliw jest bardziej bezwzględny niż rzeczywistość negatywnych bohaterów baśni? Powieść Patrycji Gryciuk jest książką opowiadającą o miłości. Nie tylko jednak o jej jasnych stronach, takich jak romantyczne wzruszenia, powolne poznawanie umysłu i ciała osoby, będącej ucieleśnieniem wszystkich młodzieńczych marzeń czy pocałunki skradzione z ukochanych ust. Plan opowiada też o niedomówieniach, zdradzie i bólu samotnych nocy, nieprzespanych z lęku o najbliższą istotę. Czytelnicy, oczekujący od książki przede wszystkim wzruszeń, zapewne będą usatysfakcjonowani. Miłość… To uczucie niemal wylewa się z kartek książki. Chyba nawet Bitelsi nie obrazowali go w tekstach swych piosenek tak wieloma słowami. Niemniej trzeba zaznaczyć, że oni potrafili śpiewać o miłości z dużą klasą. Tymczasem w Planie opisy emocji głównej bohaterki są zdecydowanie przesadzone, wręcz nachalne. Czytelnik może poczuć się przytłoczony romantyzmem rodem z popu-

larnej komedii romantycznej: świece, płatki róż, altanki w ogrodzie, kwiaty, wino i śpiew… Nie, śpiewu nie ma, jednak gesty, mające jak najpełniej ukazać potęgę uczucia, są przesłodzone i mało oryginalne. Wyjątkowość stanu zakochania, które przecież powinno być najpiękniejszym (a zarazem najtragiczniejszym) momentem w życiu człowieka, ginie, stłamszona przez szablonową, wręcz tandetną wizję miłości i cukierkowatego romantyzmu, propagowanego przez mass media. Jednym z wątków pobocznych książki jest przemysł biopaliwowy i sposoby ochrony piękna naszej planety. Siergiej, będący wrażliwym i wykształconym człowiekiem, myśli z troską o przyszłości Ziemi, bez przerwy nawołując do poszanowania jej zasobów naturalnych. Według bohatera jesteśmy robakami, zżerającymi własny dom, a nasi potomkowie nie zdołają uratować resztek „cegieł”, spajających „ściany” naszej cywilizacji. Uważam, że autorce należy się uznanie za zwrócenie uwagi na tak palący problem. Niestety, niektóre fragmenty książki, na które składają się dialogi między Anną a Siergiejem, brzmią jak pogadanki. „Wystarczą proste gesty! Gaszenie światła… Pomyśl, co możesz zrobić dla swojej planety!” – czytając te i podobne zdania, zastanawiałam się, dlaczego bohaterowie rozmawiają w tak sztuczny i formalny sposób. Czyżby był to świadomy zabieg, by jak najlepiej dotrzeć do świadomości czytelnika? Jeśli miał to być środek przekazu tak ważnego komunikatu, to trzeba przyznać, że krótkie i nieskomplikowane zwroty (wyłączaj światło, segreguj odpady etc.) są łatwiejsze do zapamiętania. Niemniej warto dodać, że autorka naprawdę solidnie przygotowała się do pisania o biopaliwach i ich pozyskiwaniu. Zdania, opisujące procesy chemiczne, doprowadzające do powstania biopaliw czy sposo-

by uprawy alg, brzmią bardzo fachowo i zachęcają do zainteresowania się tym sektorem ochrony środowiska. Warsztat pisarski autorki Planu jest dość nierówny. Zdarzają się fragmenty pisane z przesadną emfazą lub brzmiące nienaturalnie, szczególnie w opisach miłości. Jednak bywają również zdania, które są prawdziwymi, chwytającymi za serce, perełkami. Ponadto w Planie możemy znaleźć młodzieżowe wyrażenia tuż obok formalnych zwrotów, które brzmią niesamowicie naturalnie. Z kolei w innych partiach książki uderza sztuczne moralizatorstwo. Patrycja Gryciuk posiada potencjał literacki, jednak – jak sądzę – pisząc opowieść o miłości, niekoniecznie obrała dobry kierunek dla swojej kariery literackiej. Plan jest książką przeznaczoną raczej dla żeńskiej części czytelników. Panie, które marzyły w dzieciństwie o królewiczu z bajki, zapewne z chęcią przeczytają w przeważającej części lekką historię o Kopciuszku i księciu z XXI wieku. Opowieść o miłości, urozmaicona pościgami z bronią w ręku, zapewni kilka chwil beztroskiego relaksu. Jeżeli jednak ktoś poszukuje uniwersalnych i ponadczasowych stwierdzeń, analizy kondycji człowieka we wszechświecie czy chociażby powodu do śmiechu lub dreszczy przerażenia… cóż, zdecydowanie trafił pod zły adres.

Plan, Patrycja Gryciuk, Wydawnictwo Poligraf, 2013

ALICJA SweDuRA

Poezja jako przepis na życie Jako, że jestem amatorem kucharzem, wyszukałam całkiem ciekawy przepis. Postanowiłam od razu go wypróbować, może rzeczywi��cie okaże się smaczny... Na listę zakupów wpisuję: 30 dkg. zapału, odrobinę błyskotliwości, 1 kg. wrażliwości i parę żartów na posypkę. Chciałabym stworzyć poezję. Poezja – czym ona właściwie jest? Jedni powiedzą, że to świat wykreowany przez poetów. Dający spokój i ukojenie azyl, chroniący przed przytłaczającą rzeczywistością. Z kolei ktoś inny stwierdzi, że poezja to scenariusz stworzony przez wybrańców. Dostają oni od życia „zlecenie” i realizują je na możliwe sposoby. Czytający poezję zagłębia się w wymyślony świat i przy ostatnim wersie stwierdzają: „Chciałbym tam być”. Wcielają się w postacie stworzone przez pisarzy. Dla niektórych poezja zastępuje poradnik „Jak żyć?”. Jeszcze inni sięgają po wiersze, bowiem czują się zagubieni w świecie Harrego Pottera czy Zmierzchu i poszukują mądrych wskazówek, jak w tej współczesnej rzeczywistości nie dać się zwariować. Dla Krystyny Zajko-Miniewicz poezja jest tym wszystkim naraz – jest jej całym światem. 25 kwietnia legniczanie przybyli licznie do Caffe Modjeskiej, aby wspólnie z poetką Krystyną Zajko-Minkiewicz zwiedzić jej literacki świat. Błądziliśmy razem z nią od morza miłości, w którym łatwo można się utopić, po szczyty szczęścia, do których wszyscy tak śmiało wyciągamy ręce. Artystka przez swoje wiersze opowiedziała przybyłym, co jest dla niej ważne i co kocha. Recytację swojej poezji przeplatała zabawnymi anegdotami ze swojego życia. Poetka zwierzyła się także z codziennych problemów, co wytworzyło

Ja jednak wychodzę z budynku i na nowo witam prozę życia. Uśmiecham się, ponieważ wiem już, ile dobrego życie mi dało i ile jeszcze może zaoferować. Zatapiam się w ludzką szarańczę na ulicy NMP i zaczynam więcej widzieć. Krystyna Zajko-Minkiewicz zaraża miłością do życia. I to wszystko dzięki poezji. Twarze ludzi wydają się bardziej przyjazne, a nawet wściekłe psy (których szczekanie wcześniej budziło grozę) mają teraz w sobie coś miłego. Od tej chwili świat wydaje się piękniejszy.

specyficzną aurę intymności i porozumienia. Dzięki Krystynie Zajko-Minkiewicz można było na chwilę zapomnieć o własnych problemach. Zostawiliśmy je za drzwiami teatru i wybraliśmy się w poetycką podróż. Całość literackiego spotkania poprowadził dyrektor legnickiego teatru, Jacek Głomb. Poetka zaprezentowała wiersze pochodzące z jej trzech tomików, których tytuły Ślubu nie będzie, Uśmiech wytchnienia i Szukam siebie tworzą tryptyk Kochaj wiersze… Krystyna Zajko-Minkiewicz wspólnie z przyjaciół-

mi – Aleksandrą Lesiak (animatorką kultury), Henrykiem Grzywą (swym byłym uczniem, laureatem licznych konkursów recytatorskich) i Bogusławą Słomczyńską (polonistką) zaprezentowała wybrane wiersze tryptyku. Recytacje wprowadziły atmosferę magii i tajemniczości. Słowa unosiły się nad kawiarnią, tworząc przesłania, które na jakiś czas zagościły w umysłach odbiorców. Po prezentacji twórczości Krystyny Zajko-Minkiewicz rozpoczęły się podziękowania, indywidualne rozmowy z poetką, nadarzyła się też okazja kupienia jej tryptyku.

Co prawda, nie udało mi się napisać wiersza, piosenki, nawet krótkiej rymowanki (a przecież postarałam się o zdobycie wszystkich składników), ale od czego są poeci? Wiersze Krystyny Zajko-Minkiewicz dają przepis na życie. „Żyj tak, by nikt nigdy nie ronił przez ciebie łez” – nawołuje poetka.„Mów <<Dzień dobry>> tak, by każdy wiedział, że naprawdę życzysz mu udanego dnia” – apeluje pisarka. A nam pozostaje tylko czytać, podziwiać i... kochać poetów.

Promocja tryptyku Kochaj wiersze..., Krystyna Zajko-Minkiewicz, 25 kwietnia 2013r., Teatr Modrzejewskiej w Legnicy.


legnicki magazyn kulturalny M A J

2 0 1 3

11

f i l m

KINGA ŻUK

Własną ścieżką kroczyć „...I zrozumiałem, kiedy samotnie wracałem do domu, że trzeba być jak Deyna w 77’. Trzeba robić swoje, najlepiej jak się tylko potrafi, nawet kiedy gwiżdże na ciebie cały stadion...” Kazimierz Deyna zdobywa wspaniałą bramkę dla Polski w pamiętnym meczu z Portugalią w 1977 roku. W tym samym czasie rodzi się pierworodny syn Stefana. Mężczyzna uznając to za znak, nadaje dziecku imię po wielkim piłkarzu i wróży karierę piłkarską, podobną do genialnego strzelca polskiego futbolu. Chłopiec od najmłodszych lat jest nieustannie trenowany przez ojca. Zostaje nawet posłany do specjalnego trenera. Pomimo tego nie udaje się wyzwolić w małym Kaziku zacięcia do gry. Chłopak postanawia więc znaleźć własny cel, szuka drogi, którą chciałby podążać. W jego życiu zachodzą wielkie zmiany, które zaprocentują w przyszłości. Rozpoczyna wymarzone studia sam przeciwko światu. Jego życie

przewraca się do góry nogami, gdy poznaje piękną Magdę. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Bohater małymi kroczkami osiąga swoje cele, wygrywa z przeciwnościami losu, brnie dalej przez życie w poszukiwaniu siebie i szczęścia pomimo wszystko. Film Być jak Kazimierz Deyna to polska komedia obyczajowa w reżyserii Anny Wieczur-Bluszcz – reżyserki, aktorki i instruktorki teatralnej, która w latach 1999-2007 była związana z Teatrem Modrzejewskiej w Legnicy. Obraz jest lekki, nie przytłacza nadmiarem dramatyzmu, ale nie jest także zbyt komiczny czy prześmiewczy, zachowana jest tu idealna równowaga między tymi dwiema sferami. Tematyka filmu nie jest zbyt prosta w przekazie, łatwo w tym wypadku o przesadę i nudę. Reżyserka jednak doskonale poradziła sobie z tymi pułapkami, dzięki czemu nie mamy do czynienia z filmem, który jest sztampowym pokoleniowym manifestem.

Znakomity duet aktorski Przemysław Bluszcz i Gabriela Muskała wpłynął na realizm przekazu filmowego. Aktorzy z jednej strony stworzyli bardzo przekonujące kreacje, z drugiej udało im się oddać realia specyficznego okresu w Polsce, jakim był PRL, grając na strunach parodii. Jednak zdecydowanym faworytem aktorskim tego filmu jest Jerzy Trela, który stworzył niezwykle charakterystyczną postać. Aktor wcielił się w dziadka Kazika, który całymi dniami słucha radia Wolna Europa i wypala kartony papierosów. To postać niezwykle zabawna, nawet będąc na łożu śmierci, stroi sobie żarty ze swoim wnukiem. Film Anny Wieczur-Bluszcz bawi, wzrusza i nakłania widza do refleksji nad własnym życiem. Obraz nie tylko mistrzowsko odwzorowuje klimat minionych czasów, ale też sugestywnym przekazem uzmysławia, że czasem warto iść własną drogą, spełniać swoje marzenia, a nie spełniać czyjeś wyobrażenia

felietony

PAULINA SZUDROWICZ

na temat samego siebie. Na najważniejsze zagadnienie w filmie zwraca uwagę już sam tytuł. Kazimierz Deyna po strzeleniu tak wspaniałej bramki, został wygwizdany przez tłum zgromadzony na Stadionie Śląskim. Czy było to świadectwem zawiści społecznej czy gestem politycznym? A może jednym i drugim? Reżyserka jednak nie zmierza do odpowiedzi na te pytania. Losy Kazimierza Deyny stały się dla niej inspiracją do autorskiego przekazu: „Trzeba robić swoje, najlepiej jak się tylko potrafi, nawet kiedy gwiżdże na ciebie cały stadion”. Być jak Kazimierz Deyna, reż. Anna Wieczur-Bluszcz, marzec, 2013r.

TAMARA KOSTRZ

Misja: umysł dojrzały

ZombieNet

Nauczyli nas regułek i dat. Nawbijali nam mądrości do łba. Powtarzali, co nam wolno, co nie. Przekonali, co jest dobre, co złe. Odmierzyli jedną miarą nasz dzień. Wyznaczyli czas na pracę i sen. Nie zostało pominięte już nic... Tylko jakoś wciąż nie wiemy, jak żyć.

Internet! Pożeracz życia i czasu, ogłupiacz milionów. W XXI wieku szerzą się coraz to nowe młode pokolenia, które nie potrafią myśleć, za które myśli komputer. To chore! Bo za kilkadziesiąt lat wizja reżysera Matrixa może się ziścić i wszystko co nas otacza, okaże się iluzją, a ludzie nie będę potrafili myśleć samodzielnie.

(tekst piosenki zespołu Turbo Dorosłe dzieci)

No właśnie... pytanie, które powraca jak mantra. Jak żyć?! Jak budować swoją tożsamość i postawę dojrzałego człowieka? Jak to się dzieje, że dorośli, którzy dają nam dobre rady i uczą, jak żyć w społeczeństwie, nie stosują się do swych „złotych zasad”? Dlaczego znam czterdziestolatków tak bardzo niedojrzałych emocjonalnie? Ludzi żyjących mrzonkami? Wyrzekających się moralnych zasad karierowiczów? Ludzi z wielkim ego? Dlaczego ci dorośli, nie mają odwagi pożegnać się z umierającym przyjacielem? Dlaczego nie dostrzegają, że ich dzieci przechodzą załamanie nerwowe? Dlaczego takie słowa, jak: miłość, przyjaźń, lojalność, honor czy uczciwość stają się dziś pustymi frazesami? Przyglądam się temu światu, który zmierza... no właśnie, dokąd zmierzamy? Czyżby to, o czym pisał Orwell w Roku 1984 powoli stawało się rzeczywistością? Niby żyjemy w wolnym kraju, a jednak wciąż ktoś za nas decyduje, mówi, jak mamy postępować, na kogo lepiej zagłosować, do kogo ładnie się uśmiechnąć, żeby osiągnąć cel, czego słuchać, jakiego boga wyznawać i w sumie najlepiej w ogóle za dużo nie myśleć, bo przecież się zmęczymy. Wielki Brat nigdy nie śpi... – w związku z tym bądź egoistycznym dupkiem, a w życiu będzie ci lepiej... Autorytet sięgnął bruku. Młodzi oglądają filmy, które przedstawiają anty-wartości, słuchają zespołów, które promują świetną zabawę bez brania odpowiedzialności za swoje czyny, a do tego wierzą w medialnie wykreowany świat. Potem ci młodzi zakładają rodziny, mają dzieci. A kiedy pojawiają się pierwsze problemy, mówią: „Stop zabawa! No przecież tak nie miało być!?”. Czasem mam wrażenie, że nie pasuję do tych czasów. Może to kwestia wychowania, a może tego,

że im bardziej wgłębiam się w myśli o wiele mądrzejszych ode mnie, tym dotkliwiej zaczynam odczuwać wszechogarniającą nasz świat bylejakość, niedorzeczność oraz zakłamanie. Cechy te, tak bardzo wpisały się w naszą rzeczywistość, że dla wielu nie ma innej drogi, którą umieliby zmierzać. Ateista pluje na katolika, który nie jest mu dłużny, kłócą się o coś, co w ogóle nie ma sensu. Ktoś inny z kolei siedząc przed ekranem swojego komputera, nabiera odwagi i jako „anonimus” wypisuje to, co mu ślina na język przyniesie. Bo przecież jest anonimowy, to może napisać, że życzy ci śmierci. Brak konsekwencji za to, co napisze, sprawia, że nie boi się swoich (no właśnie, czy aby na pewno swoich?) myśli. Pewnie czytając to, myślisz, że jestem straszną pesymistką. Zgorzkniałym człowiekiem, który doznał w życiu tylko samych rozczarowań. Nie... nie jestem taka. Dorośli wciąż powtarzają: „Jeżeli coś cię boli, to powiedz to. Bądź w porządku wobec innych. Nie bądź dzieciakiem”. Więc dobrze, nie jestem dzieciakiem. Mówię otwarcie o tym, co mnie boli. Jednakże za Kantem życzyłabym sobie, aby człowiek wyszedł z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej nie jest brak rozumu lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem1. ...a gdy zmienią się reguły gry, może w końcu odkryjemy jak żyć2.

1 Zbigniew Kuderowicz, Kant, Warszawa 2000, s.52. 2 Tekst piosenki zespołu Turbo Dorosłe dzieci.

Możemy dojść do momentu, że to technologia będzie nami sterować, a nie my technologią. Będziemy słabymi niewolnikami wielkich robotów, albo jak w bajce Wall-E zasycimy ziemię wszelkimi gratami technologicznymi, tak że nie będzie się dało na niej żyć. Skończymy, mieszkając na statku bez jakiejkolwiek świadomości, że wciąż sterują nami roboty. To mega chore! Ja wiem, technologia ułatwia życie, ale jeszcze istnieją książki, gazety i inne źródła wiedzy. Stop! Przecież już się nawet nie używa internetu do szukania wiedzy, a jeżeli nawet, to zrzyna się słowo w słowo wypracowania i eseje. Teraz już tylko „serfuje się po necie”, „obczaja focie”, „robi się shoping”, a przede wszystkim gra się w gry. Gry, durne obrazki, gry, gry, durne obrazki i w kółko. I co za tym idzie? Szerząca się agresja i otępienie umysłowe, aspołeczność. Pada komputer – wrzask i wielu nie ma pojęcia, co ze sobą zrobić. To już jest uzależnienie, to już się leczy. Tylko pytanie też, jak tu się nie uzależnić, skoro praktycznie każdy ma w telefonie komórkowym internet ? Ha… można to podsumować: dajesz dziecku piłkę, a ono pyta, gdzie do niej pilot. Czy to się da zatrzymać? Zdecydowanie nie, technologia za szybko się rozwija, ona nas pochłania w zatrważającym tempie. Moim zdaniem to przykre,

naprawdę o tylu rzeczach przez to zapominamy i często nie potrafimy sobie kreatywnie poradzić w niektórych sytuacjach. Ale cóż, mogę tylko narzekać. A co by się stało, jakby internet padł? Jedno słowo: apokalipsa. I to nie taka biblijna. Sami byśmy w tym amoku strachu na siebie ściągnęli piekło. Nie przesadzam, nie wyolbrzymiam, bo w tym momencie Net wszystko trzyma w swej sieć. Wszystko opiera się na nim. Jakby to wyglądało? Hm… oczami wyobraźni tak to widzę: wszystko by płonęło, ludzie popełnialiby grabieże i samobójstwa. Wszystko obróciłoby się do góry nogami. Gratulacje, na własne życzenie głupota przychodzi do nas wielkimi krokami!


12

legnicki magazyn kulturalny M A J 2 0 1 3

W Legnickiej Bibliotece Publicznej czerwiec zapowiada się bardzo interesująco. Już 3 czerwca o godz. 16:30 w Filii Dziecięco-Młodzieżowej odbędzie się spotkanie z przewodnikiem M. Bielachowiczem Gdzie na wakacje w ramach cyklu Super babcia, super dziadek. Dzień później, tj. 4 czerwca o godzinie 17:00 Czytelnia Naukowa zaprasza na pokaz niemieckiego filmu o wsi Platerówka A życie toczy się dalej, na której obecni będą autorzy filmu. Natomiast w dniach od 3 do 7 czerwca w Filii nr 4 (ul. Heweliusza 7) będą miały miejsce spotkania w ramach Tygodnia Głośnego Czytania z udziałem młodzieży z Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 (szczegóły pod nr tel.: 76 722 60 04). 10 czerwca o godz. 18:00 już po raz kolejny w Czytelni Naukowej odbędą się warsztaty literackie Pisemne bazgroty – literackie pieszczoty. Zaś 15 czerwca o godz. 15:00 możliwa będzie rozmowa z Januszem R. Kowalczykiem, autorem książki Wracając do moich Baranów. Spotkaniu będzie towarzyszyć wystawa karykatur artystów krakowskiej Piwnicy pod Baranami autorstwa Tomasza Brody i Jacka Frankowskiego.

Teatr Modrzejewskiej w Legnicy czerwiec 2013 1 sb.

16.00

Niekończąca się opowieść

SG

2 nd.

19.00

Świństwo

KA

5 śr.

11.00

Cyrano de Bergerac

SG

8 sb.

19.00

Cyrano de Bergerac

SG

Oczywiście nie zabraknie spotkań: Klubu Czytających Rodziców (4 czerwca, Filia nr 1 – ul. P.Gojawiczyńskiej 4), Dyskusyjnego Klubu Książki Fantasy (13 i 27 czerwca, godz. 19:00, Provincia Cafe Bistro Bar), Klubu Miłośników Mangi i Animy (14 czerwca, godz. 16:00, Filia nr 4 – ul. J. Heweliusza 7), Czytelnika Głuchego (17 czerwca, godz. 17:30, Czytelnia Naukowa), Dyskusyjnego Klubu Książki dla Młodzieży (24 czerwca, godz. 16:30, Filia nr 4 – ul. J. Heweliusza 7) oraz Dyskusyjnego Klubu Książki – Książka na prowincji (25 czerwca, godz. 18:00, Provincia Cafe Bistro).

9 nd.

19.00

Cyrano de Bergerac

SG

11 wt.

11.00

Cyrano de Bergerac

SG

Serdecznie zapraszamy!

12 śr.

11.00

Cyrano de Bergerac

SG

14 pt.

11.00

Kochankowie z Werony

15 sb.

19.00

Marat-Sade

SG

16 nd.

19.00

Kochankowie z Werony

18 wt.

11.00

Marat-Sade

SG

Paulina Szudrowicz

Legnickie Centrum Kultury każdego miesiąca dba o odpowiednia dawkę kulturalnych wrażeń. W najbliższych tygodniach również ich nie zabraknie. Już 26 maja na dziedzińcu Akademii Rycerskiej legniczanie będą mogli rozruszać swoje kości na koncercie specjalnym w ramach Legnica Cantat 44. Jerzy Liban robi hałas to impreza, na którą zaproszono takich artystów jak Mika Urbaniak, OCTAVA ensemble czy znany w całej Polsce L.U.C. Start o godz. 18:00. Nieco wrażliwszych słuchaczy LCK zachęca do udziału w recitalu Stanisławy Celińskiej Piękny świat. Spotkanie z aktorką odbędzie się 13 czerwca w Teatrze Modrzejewskiej o godz. 19:00. Fani instrumentów perkusyjnych nie mogą natomiast przegapić koncertu MaBaSa Trio. Bernard Maseli zabierze gości w świat nowoczesnego jazzu, a towarzyszyć mu będą kontrabasista Michał Barański oraz słowacki perkusista Dano Soltis. Koncert odbędzie się 14 czerwca o godz. 19:00 w kawiarni Ratuszowa.

SG – Scena Gadzickiego | KA – Klub Aktorski

REZERWACJE

 bilety@teatr.legnica.pl 

505 33 72 76

Polubcie RAbAN na FACebOOKu! nasze artykuły przeczytacie także na portalu www.pik.legnica.pl. numer online znajdziecie na www.issuu.com/lmk_raban

Kolejnym muzycznym akcentem czerwca będzie koncert Artura Andrusa Myśliwieck. Artysta w towarzystwie szerokiego instrumentarium pojawi się na dziedzińcu Zamku Piastowskiego już 15 czerwca o godz. 19:00. Serdecznie zapraszamy!

Aneta Mackiewicz

re dak cj a

ReDAKCJA:Maksymilian Chlebosz, Patryk Chmielewski, Wioleta Gabryś, Karolina Karkulowska, Tamara Kostrz, Aneta Mackiewicz (redaktor naczelna), Olga Mamajew, Katarzyna Raczyńska, Alicja Swedura, Paulina Szudrowicz, Daniela Wołosińska, Kinga Żuk OPIeKA ReDAKCyJNA: Małgorzata Bryl, Marzena Gabryk-Ciszak, Katarzyna Knychalska

PROJeKt GRAFICZNy I SKŁAD: Maksymilian Chlebosz, Marzena Gabryk-Ciszak KOReKtA: Małgorzata Bryl, Aneta Mackiewicz NAKŁAD: 1000 egz. DRuK: Wrocławska Drukarnia Naukowa PAN, ul. Lelewela 4, Wrocław KONtAKt: lmk.raban@gmail.com ISSN 2299-8896

w y d a w c a

Fundacja teatr Nie-taki ul. Legnicka 65 54-206 Wrocław www.teatr-nie-taki.pl

partnerzy

f i n a n s owa n i e p r o je k t u


RABAN NR 6