Issuu on Google+

W środku powieść

Nr 1 Październik 2010 r.

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

wywiad: Rafał Kosik

Raczej nie napiszę fantasy

(Cyfrowa)

a j c u l o w e r u bram48 Marlena de Blasi

Dmitry Glukhovsky

Tamtego lata na Sycylii

Metro 2033

stron recenzji! 100 stron magazynu!

GRATIS!


<<< KONKURS!!!

M

Literadar jest wydawany przez: PortaCapena Sp. z o.o. ul. Świdnicka 19/315 50-066 Wrocław Wydawca: Adam Błażowski Redaktor naczelny: Piotr Stankiewicz piotr.stankiewicz@literadar.pl tel. 792 291 281 Współpracownicy: Piotr Bielecki, Dorota Jurek, Katarzyna Kędzierska, Joanna Krasińska, Joanna Marczuk, Renata Piejko, Marek Piwoński, Maciej Reputakowski, Krzysztof Schechtel, Sylwia Skulimowska, Monika Stojek, Aleksandra Tomicka, Dorota Tukaj, Michał Paweł Urbaniak Projekt graficzny i skład: Mateusz Janusz (Studio DTP Hussars Creation) Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, jednocześnie zastrzega sobie prawo dokonywania skrótów i poprawek w nadesłanych materiałach.

2

nr 1 Październik 2010 r.

am takie jedno wspomnienie, pocztówkę z przeszłości, do którego co jakiś czas wracam z prawdziwą nostalgią. Przywołuję wówczas z pamięci pokój małego mieszkanka, wynajmowanego przeze mnie przed laty. Pomarańczowe światło lampy rzuca niepewny, lecz ciepły blask w kącie pokoju, z wieży sączy się cicho muzyka. Za oknem cichną odgłosy miasta pośród jesiennej szarugi. A ja zasiadam z ciepłą herbatą w ręce do kupionej tego dnia książki. Dziś nie pamiętam jej tytułu, nie potrafię powiedzieć dlaczego właśnie ten wieczór utkwił mi na lata w pamięci. Wiem tylko, że lektura była ukoronowaniem wieczoru i bardzo osobistym doznaniem. Zawsze jest. Oto zbliża się jesień, a ja mam przyjemność oddać w Państwa ręce pierwszy numer Literadaru, magazynu poświęconego w całości książkom. Magazynu, którego celem jest pomoc w doborze Waszych lektur. Zapraszam zatem do czytania. Na pewno nie można przegapić raportu autorstwa Joanny Krasińskiej o zmianach jakie nas czekają w zakresie digitalizacji książek. Temat jest szeroki i wieloaspektowy, a Asia podeszła do niego bardzo skrupulatnie i ze znawstwem. Kto wie, być może już w następnym roku wszyscy będziemy świadkami wielkich przemian na polskim rynku wydawniczym. Z pewnością będziemy wracać na łamach Literadaru do tego zagadnienia. Zaprosiliśmy do współpracy szereg recenzentów, nie wszyscy pojawili się w pierwszym numerze. Są to zarówno doświadczeni dziennikarze literaccy, jak też osoby dotąd nie piszące recenzji, mające jednak znakomity warsztat i celne spostrzeżenia. W tym numerze prezentujemy obszerne recenzje 21 książek, ważnych z subiektywnego punktu widzenia naszych recenzentów. Z pewnością wiele osób, w szczególności mężczyzn, z przyjemnością przeczyta premierowy odcinek cyklu Kropla krwi Nelsona Krzysztofa Schechtela. Jak już gdzieś zostało powiedziane – testosteron tryska ze stron. Polecam! Na koniec niespodzianka,. Ten numer jest naszym pierwszym spotkaniem, przygotowaliśmy coś specjalnego. W środku znajdziecie Państwo nie publikowany dotąd nigdzie fragment powieści Bernarda Cornwella Ostatnie królestwo, która ukaże się niebawem nakładem warszawskiego wydawnictwa Erica. Cornwell, należy dodać, jest mistrzem prozy historycznej, a Ostatnie królestwo doskonałą propozycją na jesienne czytanie. Zresztą sami sprawdźcie. Miłego czytania Piotr Stankiewicz Redaktor naczelny


Czytaj powieść >>>

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

K

iedy 5 miesięcy temu temat „BiblioNETkowej Gazety” po raz pierwszy pojawił się na forum, nikt z wypowiadających się, ani ja sam, nie spodziewał się jakiego kształtu ostatecznie nabierze taki pomysł. Co może mieć wspólnego najstarszy polski portal internetowy dla czytelników z gazetą elektroniczną? Dziś z radością i ciekawością oddajemy pierwszy numer pod krytyczną ocenę Czytelnika. „Wydawanie”, czy też prowadzenie portalu internetowego to zadanie zgoła inne niż to samo w przypadku prasy elektronicznej. I choć misja ta sama: polecanie dobrych książek w sposób jasny i przejrzysty, to muszę przyznać, że nie byłoby Literadaru bez zapału i zaangażowania Piotra. Jestem przekonany, że z nim u steru Literadar będzie czymś prawdziwie przydatnym dla osób skrupulatnie wybierających następne lektury. Literadar jest czasopismem czerpiącym z ducha i idei BiblioNETki: wartościowych, niezależnych, subiektywnych, ale demokratycznych rekomendacji (i przestróg!). Jednocześnie będzie skupiał się na nowościach, dzięki czemu uzupełni w tej kwestii treści BiblioNETki. Magazyn skierowany jest do szerokiego grona czytelników, mam nadzieję że wielu z Was będzie miało przyjemność odkryć w ten sposób BiblioNETkę i jej algorytm polecania książek. Jakkolwiek na to   nie spojrzeć BiblioNETka i Literadar to bardzo obiecujący związek, którego owoce mam nadzieję będą cieszyły nas wszystkich z każdą następną przeczytaną dobrą książką.   Miłej lektury i do zobaczenia w BiblioNETce :) Adam Błażowski  Portal BiblioNETka.pl

Dołącz do nas na facebooku!

nr 1 Październik 2010 r.

3


<<< CZYTAJ WYWIAD! Rafał Kosik

i c ś e r t s i p S 5 Newsy 12 Raczej nie napiszę fantasy – wywiad z Rafałem Kosikiem 24 Raport: (Cyfrowa) rewolucja u bram 34 Ostatnie Królestwo RECENZJE: 48 Tamtego lata na Sycylii 50 Kolacja z zabójcą 52 Składana wanna 54 Erynie 56 Zaginiony symbol 58 Blondynka, jaguar i tajemnica Majów 60 Zapasy z życiem 62 Rany wylotowe 64 Zaginiona 66 Powiedziałabym ci, że cię kocham ale... 68 Metro 2033 71 KONKURS 72 Oczyszczenie 74 Lit-6 77 KSU. Rejestracja buntu 78 Żona Adama 82 Tajemnica człowieka z blizną 84 Z dziejów husarii 86 Magma 88 Bierki 90 Dzieciozmagania: Z maluchem przez pierwsze 5 lat 92 Wieczny Grunwald 94 Kropla krwi Nelsona – odsłona pierwsza 4

nr 1 Październik 2010 r.


Kolacja z zabójcą. CZYTAJ recenzję! >>>

Newsy Rusza festiwal 4 Pory książki

We wrześniu rozpoczyna się kolejna edycja festiwalu 4 Pory Książki. Pierwsza odsłona festiwalu to spotkania z literaturą faktu – mówi Marek Jurowski z Książnicy Kopernikańskiej, która organizuje wydarzenie. – We wrześniu odwiedzą nas czterej znakomici dziennikarze: Jacek Wan, korespondent japońskiej telewizji NNN; Konrad Piskała, autor książki „Sudan. Czas bezdechu”, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”; Włodzimierz Nowak, reporter „Gazety Wyborczej”, finalista Nagrody Literackiej Nike 2008 oraz

Wojciech Tochman, jeden z czołowych dziennikarzy uprawiających reportaż literacki. Spotkania uzupełnią projekcje wybranych filmów z repertuaru ubiegłorocznego festiwalu DocBoat. Pierwsza część festiwalu odbędzie się między 20 a 23 września, o kolejnych będziemy informować w następnych numerach. www.4pory.ksiaznica.torun.pl Orson Scott Card w Polsce

W dniach od 22 do 30 sierpnia 2010 roku do Polski zawitał niezwykle popularny pisarz science fiction, Orson Scott Card. Autor odwiedził nasz kraj w ramach promocji swojej najnowszej powieści – „Endera na wygnaniu”.

Orson Scott Card ma nad Wisłą prawdziwe rzesze czytelników. Empirycznie ten fakt potwierdziły spotkania z twórcą: 23.08 w CafeParadox i 25.08 w Empiku, które zgromadziły prawdziwe tłumy (samo podpisywanie książek na tym drugim zajęło ponad 2,5 godziny!). Autor, który okazał się niesamowicie sympatycznym nr 1 Październik 2010 r.

5


<<< CZYTAJ recenzję! Tamtego lata na Sycylii

i otwartym człowiekiem z chęcią odpowiadał na pytania czytelników, od czasu do czasu rozluźniając atmosferę kolejnymi żartami. Prawdziwą gratką dla czytelników był konkurs na najlepszą recenzję cardowskiego cyklu. 6 zwycięzców zjadło kolację z autorem! Wieczór udał się niesamowicie, kolacja przeciągnęła się do późna w nocy.

Mrożka. Książka Sztuki odnalezione – małe i mniejsze jest zaplanowana na październik. Wszystko z powodu osiemdziesiątej rocznicy urodzin wielkiego autora. www.slawomirmrozek.pl John Irving w Warszawie

Na co warto zwrócić uwagę

Mrożek na Xxi wiek

Między 23 a 26 września w Warszawie i Krakowie odbędzie się „Festiwal Mrożek na XXI wiek”. Głównym celem festiwalu jest popularyzacja i zaproponowanie nowego odczytania twórczości jednego z najważniejszych polskich dramaturgów XX wieku. Poza tym w listopadzie Wydawnictwo Literackie opublikuje kolejny, czwarty tom listów Sławomira Mrożka. Teraz będzie to korespondencja z Erwinem Axerem. Z kolei Oficyna Wydawnicza Noir Sur Blanc zapowiada wydanie jesienią niepublikowanych dotąd utworów scenicznych Sławomira 6

nr 1 Październik 2010 r.

Miłośników książki, którzy jeszcze nie mieli okazji pojawić się na tej imprezie skusić może przyjazd światowej sławy pisarzy, m.in. Herty Muller, czy Lorda Jeffrey’a Archera. Hasłem przewodnim tegorocznych targów jest: „Godzina czytania jest godziną skradzioną z raju”. www.targi.krakow.pl

John Irwing, autor słynnego Świata według Garpa i jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy amerykańskich, odwiedził Polskę w dniach 7-9 września 2010 w ramach europejskiej trasy promującej najnowszą, wydaną nakładem Prószyński i S-ka powieść „Ostatnia noc w Twisted River” w przekładzie Magdaleny Moltzan-Małkowskiej.

w księgarni

Herta Muller na Targach Książki w Krakowie

Dla miłośników Złego Tyrmanda. Ryszard Wirski, funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej, prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci sekretarza Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Kapitanowi Wirskiemu depcze po piętach oficer UB – Mikołaj Kowadło. Tytułowa aleja Róż to ulubione miejsce zamieszkania wysokich rangą urzędników PZPR.

Między czwartym a siódmym listopada bieżącego roku odbędą się, już po raz czternasty, Targi Książki w Krakowie.

Tadeusz Cegielski Morderstwo w alei Róż


Erynie. CZYTAJ recenzję! >>>

Michał Olszewski Zapiski na biletach Zapiski na biletach to przewrotny hołd złożony egzotycznej i tajemniczej krainie, dla niepoznaki nazywanej Polską. Przewrotny, bo często pełen bezsilnej wściekłości. Hołd – bo jest to kraj niezwykły, w którym szczury jeżdżą pociągami jak pełnoprawni pasażerowie, a podróż autostradą A4 może zmienić się w głęboko metafizyczne doznanie. Każdy współpasażer czy urzędnik gminny ma swoją historię i zawsze jest to historia godna wysłuchania.

Mann opowiada o swoich przygodach z muzyką i muzykami. Dowiemy się z niej, czym były wtyczki typu bananki, jak można było odmłodzić kompletnie zajechane winyle i jak dostać się na koncert Rolling Stonesów w Sali Kongresowej. Poznamy również barwne opowieści o kulisach festiwali i koncertów gwiazd rocka oraz o wizytach w Polsce gigantów światowego jazzu, których Mann był tłumaczem, przewodnikiem, a niekiedy i zaufanym powiernikiem.

Mariusz Surosz Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów Andrew Tarnowski Rdzawe szable. Jak zostałem mazurskim chłopcem

Wojciech Mann RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą W tej pełnej ciepłego humoru i nostalgii książce, Wojciech

całej rodzinie mocno we znaki – przybysze z Anglii nie są przyzwyczajeni do permanentnego braku wszystkiego, do polowania na artykuły pierwszej potrzeby. Przykre wspomnienia nie powstrzymały Tarnowskich przed kupnem w 2000 roku starego domu na Mazurach. Tam rodzina znajduje własny przedsionek raju. Wrastając w swoją „małą ojczyznę”, Tarnowski odkrywa jej skomplikowaną i bolesną historię.

Nowa książka autora Ostatniego mazura. Rok 1988. Andrew Tarnowski razem z żoną i dwojgiem małych dzieci trafia do kraju swoich przodków, aby relacjonować dla Agencji Reutera, co się dzieje za żelazną kurtyną. Ostatnie miesiące istnienia PRL-u dają się

Mariusz Surosz w szesnastu esejach poświęconych ważnym, choć w większości mało znanym w Polsce postaciom opowiada o ludzkich losach, ukazuje dramaty i tragedie, jakich wielka historia nie skąpiła Czechom w XX stuleciu. Surosz obala stereotypy dotyczące Czechosłowacji. Pozwala dokładniej poznać drogę Czechów do wolności. Pokazuje świat dotychczas obcy większości Polaków. nr 1 Październik 2010 r.

7


<<< CZYTAJ recenzję! Składana wanna

jej się to z Igorem? A może lepszy będzie Jasiek Malinowski? Miłośnicy książek z cyklu o Zawrociu mają okazję poznać kolejne odsłony z życia Matyldy.

z nimi czytelnik, przyprawia o dreszcze już od pierwszej strony tej opowieści. Tajemnica goni tajemnicę, a misterna nić, łącząca mroczne legendy Czech z głównymi postaciami, prowadzi do rozwiązania, które dla wszystkich będzie niespodzianką i zaskoczeniem.

Małgorzata Budzyńska Ala Makota. Maksymalnie ja 1 Ala Makota. Maksymalnie ja 2 Mamy wreszcie polską, wydawać by się mogło, zwyczajną dziewczynkę, która w lekki, zabawny sposób opisuje swój świat – rodzinę (w tym dwóch starszych braci), szkołę z nauczycielami i nieznośnymi kolegami, przyjaźnie i pierwsze uczucia. Ala uwielbia wszelkiego rodzaju złote myśli, które wprowadza do swojego „dziennika”.

Hanna Kowalewska Inna wersja życia Matylda, po latach bycia w luźnych związkach z mężczyznami, chce ułożyć sobie życie. Czy uda 8

nr 1 Październik 2010 r.

Andrew Taylor Zaułek diabła Rok 1934, Londyn. Kiedy Lydia Langstone ucieka od sadystycznego męża, członka Brytyjskiego Związku Faszystów, szuka schronienia w ponurej kamienicy czynszowej u swojego starego ojca. Ale budynek przy BleedingHeartSquare 7 skrywa równie mroczną tajemnicę.

Joanne Owen Władca marionetek Mroczna intryga, w której wir wpadają bohaterowie, a wraz

Robert Muchamore Dzień Orła, tom 2 Jest koniec lata 1940 roku. Adolf Hitler pokonał Francję a teraz zamierza przekroczyć kanał La Manche i podbić Wielką Brytanię, jeszcze zanim nastanie zima. Grupa młodych uchodźców, którymi zaopiekował się brytyjski szpieg Charles Henderson, staje przed trudnym wyborem: uciekać na południe, by szukać schronienia w neutralnej Hiszpanii, czy wrócić na północ i przeprowadzić ryzykowną operację, która mogłaby odmienić bieg wojny.


Blondynka, jaguar i tajemnica Majów. CZYTAJ recenzję! >>>

dnia, ponosząc śmierć z winy miśka żelka, naprawdę staje się niewidzialna. Jednak nawet w zaświatach nie przestaje marzyć o miłości i szkolnej sławie, uparcie i pomysłowo walcząc o uznanie w świecie żywych.

Paul Bowles Pod osłoną nieba

Tomasz Swoboda Historia oka

Najsłynniejsza powieść Paula Bowlesa, jednego z najwybitniejszych pisarzy amerykańskich XX wieku, jest historią niemal mistycznej wędrówki pary małżeńskiej przez Saharę, a jednocześnie metaforą ludzkiego losu. Mąż poszukuje natchnienia, żona – nadziei na ocalenie rozpadającego się małżeństwa.

Sytuując się na przecięciu literatury, sztuki, filozofii i antropologii, Historie oka opowiadają o przemianach, jakie zaszły – głównie w pierwszej połowie XX wieku – na płaszczyźnie ludzkiego postrzegania, pisania o tym postrzeganiu i szerzej: myślenia o człowieku i ludzkiej podmiotowości.

TonyaHurley Ghostgirl. Zakochana zjawa Szara myszka Charlotte Usher cierpi, gdyż w szkole nikt jej nie dostrzega, aż pewnego

Witold Szabłowski Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji To wielowątkowa opowieść o Turcji rozdartej między Wschodem a Zachodem, islamem a islamofobią, przesiąkniętej konserwatyzmem i ponowoczesnością, tęsknotą za Europą i eurosceptycyzmem. W każdym z reportaży Szabłowskiego ważą się czyjeś losy, każdy bohater ma okazję przemówić pełnym głosem, opowiedzieć swoją historię, nierzadko zadziwiony własną odwagą, którą wyzwolił w nim polski reporter prowadzi nas w głąb Turcji, do serca narodu, który – zainfekowany europejskością – gubi swój miarowy, tradycyjny rytm.

Marek Sieprawski Krymina Biuro śledcze Ernest i Spółka zajmowało się dotychczas sprawami takimi jak poszukiwania nr 1 Październik 2010 r.

9


<<< CZYTAJ recenzję! Zaginiony symbol

zaginionych zwierząt domowych. Jednak któregoś dnia u detektywów nieudaczników zjawił się wreszcie prawdziwy klient – bogaty przedsiębiorca z prawdziwym zleceniem...

Margaret Atwood Dług Co łączy grecką boginię Nemezis, Ebenezera Scrooge’a, Fausta, szamanów yatari, małpki kapucynki, zjadaczy grzechów, światowy kryzys finansowy oraz amerykańskich studentów? Dług. Dług pieniężny, honorowy, dług, który może zostać spłacony jedynie krwią lub... własną duszą. W czasach gdy światowa gospodarka próbuje wyplątać się z kryzysu, który zachwiał jej posadami, a zmiany ekonomiczne uderzają huraganem w nieprzygotowane na nadejście katastrofy kraje, wybitna współczesna pisarska Margaret Atwood w pięciu błyskotliwych tekstach dokonuje analizy zagadnienia długu. 10

nr 1 Październik 2010 r.

charakterem, tematem i miejscem akcji, ale łączy je jedno – zaskakujące, przewrotne zakończenie. Polecamy.

Anne Rice Sługa kości   Azriel jest duchem, aniołem i demonem w jednej osobie – kocha dobro, nienawidzi zła. Urodzony w Babilonie wbrew swojej woli zyskuje nieśmiertelność; postanawia wykorzystać dar, by przez stulecia walczyć z siłami ciemności. Do ostatecznej konfrontacji dochodzi w naszych czasach, wśród nowojorskich drapaczy chmur. Tam właśnie Azriel staje twarzą w twarz z człowiekiem, który uosabia wszystko to, czego nienawidzi i czym gardzi.

Jeffrey Howard Archer Ale to nie wszystko Najnowszy zbiór opowiadań Jeffreya Archera. Różnią się

Tomasz Kołodziejczak Czarny Horyzont Nowa książka autora Dominium Solarnego. Fabuła łącząca fantasy i science fiction z naszą rzeczywistością. Bezkompromisowa wyobraźnia i poglądy samego autora to zawsze koktajl o wyjątkowym smaku.

Nicholas Sparks Jesienna Miłość Jest rok 1958. Beztroski siedemnastolatek, Landon Carter, rozpoczyna naukę w ostatniej


Zapasy z życiem. CZYTAJ recenzję! >>>

klasie szkoły średniej w Beaufort w Karolinie Północnej. Jego ojciec kongresman pragnie, by syn zrobił karierę – tymczasem Landon, podobnie jak reszta klasy, nie zaczął jeszcze zastanawiać się, co zrobić z dorosłym życiem. Jedynie Jamie Sullivan, cicha spokojna dziewczyna opiekująca się owdowiałym ojcem, pastorem, jest inna. Nie rozstaje się z Biblią, nie chodzi na prywatki, a dzień bez dobrego uczynku uważa za stracony.

Harlan Coben Mistyfikacja Tragiczny wypadek przerywa miesiąc miodowy w Australii Laury i Davida. Okoliczności śmierci są niejasne, ale wszystko wskazuje na to, iż David utonął podczas kąpieli w oceanie. Zrozpaczona dziewczyna nie potrafi pogodzić się z zagadkowym zaginięciem ukochanego. Nieświadoma grożącego jej niebezpieczeństwa, poddaje w wątpliwość oficjalną wersję zdarzeń.

We wrześniu, jak podaje wydawnictwo Rebis łączny nakład w Polsce książki Jedz, módl się, kochaj Elizabeth Gilbert przekroczył 200 tys. Egzemplarzy.

W tym roku wydawnictwo Egmont rozpoczęło wydawanie magazynu fantasy komiks. Jest to ciekawa inicjatywa przybliżająca szerszej publiczności najlepsze serie europejskich komiksów o tematyce fantasy. W każdym tomie przedstawionych jest kilka pełnych albumów, należących do różnych odmian tego nurtu. Cena jest co najmniej przystępna – za około 160 stron komiksów 19,90 PLN. Kolejne numery pisma można nabyć kioskach z prasą i Empikach. W jednym z najbliższych numerów spróbujemy przybliżyć Państwu tę ciekawą serię, zwłaszcza że otwiera ona komiks na zupełnie nowego, masowego odbiorcę.

Nakładem Wydawnictwa Prószyński Media ukazała się w sierpniu pierwsza książka z nowej serii poświęconej fantastyce najwyższych lotów. Seria tworzona jest we współpracy z redakcją Nowej Fantastyki, która uczestniczy w selekcji i doborze kolejnych części serii. Książka, o której mowa to Czaropis Blake’a Charltona, a ważną informacją jest to, że serwis biblioNETka.pl objął nad nią patronat medialny. W najbliższych numerach spróbujemy przybliżyć Państwu tą ciekawą serię. nr 1 Październik 2010 r.

11


<<< KONKURS!!!

Raczej nie napiszę fantasy Wywiad z Rafałem Kosikiem

12

nr 1 Październik 2010 r.


Czytaj powieść >>>

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

R

afał Kosik, facet przed czterdziestką, z podejściem do życia „grubo przed trzydziestką”. Grafik, designer, autor powieści science fiction. Największą popularność zawdzięcza, jak sam twierdzi, cyklowi książek dla młodzieży Felix, Net i Nika, opowiadającemu o przygodach trójki gimnazjalistów uwikłanych w kolejne fantastyczne perypetie. Od lat związany ze środowiskiem miłośników fantastyki, zapalony kolekcjoner bardziej lub mniej przydatnych przedmiotów. Z Rafałem Kosikiem i jego rodziną spotkałem się w ich warszawskim domu. Rozmawialiśmy o bliższych i dalszych planach zawodowych, złych i dobrych recenzentach oraz religii. Autor opowiedział o ekranizacji jednej z części jego cyklu młodzieżowego oraz o tym, czym różni się pisanie dla dorosłych od pisania dla młodzieży. Zdradził nam również dlaczego uważa, że w Polsce bardzo trudno o dobrego debiutanta. Zapraszam Państwa do przeczytania wywiadu z człowiekiem, którego książki czytają lub czytać będą Wasze dzieci. nr 1 Październik 2010 r.

13


<<< CZYTAJ recenzję! Magma

Piotr Stankiewicz: Rozmawiamy na pan czy na ty? Rafał Kosik: Na ty. PS: Dlaczego? RK: Cały fandom rozmawia na ty. PS: Fandom fantastyczny. RK: To jest trochę prostsze, skraca dystans. Forma per pan stopniuje relacje, może się to przydaje kiedy rozmawiasz z zarządem spółki. U nas w firmie przyjęliśmy założenie, że z pracownikami jesteśmy na ty. To co chcesz powiedzieć mówisz szybciej. Niektórym było ciężko się przestawić. W angielskim jest jeszcze prościej, gubisz wyraz z końca – sir.

sarze robią notatki, ja też robię. Robię je wieloetapowo, najpierw w telefonie, następnie podpinam do komputera, robię backup, więc niczego nie gubię. Cały proces powstawania powieści odbywa się następnie na komputerze. Jest jeden wyjątek. Kiedy przystępuję do tworzenia konspektu tego nad czym zamierzam pracować przez najbliższe kilka dni, biorę notatnik papierowy i wieczne pióro. Wieczne pióro ma tu dodatkową funkcję, mianowicie pisząc piórem każde skreślenie boli i psuje mi estetykę. Wprowadza to mocną dyscyplinę umysłową.

Nie wożę, a powinienem, szlifierki kątowej – jest przydatna kiedy ma się założoną na koło blokadę

PS: Podobno jesteś gadżeciażem. RK: Proszę oto przykład– drapaczka do pleców. Nie mogłem się powstrzymać, kupiłem przedwczoraj w Złotych Tarasach. Nie jest to zbyt przydatny przedmiot (śmiech).

PS: A gadżety techniczne? RK: No zdecydowanie. Przede wszystkim spodobało mi się ładne określenie – technokrata. To do mnie pasuje. Generalnie wszystko co robię, robię z użyciem jakiegoś elektronicznego gadżetu. Na przykład mój telefon „wszystkomający” jest z zasady małym komputerkiem, natomiast bardzo niewygodnym telefonem. Niektórzy pi14

nr 1 Październik 2010 r.

P.S. Gdzieś przeczytałem, że wozisz w aucie sprzęt, który pozwoli Ci przetrwać każdą wojnę. R.K. Przy sobie noszę zawsze multitool, scyzoryki, zapalniczki. Wyznaję zasadę, że jeśli w ciągu 2 lat jakiś gadżet się nie przydaje to przestaję go nosić. Natomiast moim gadżetem numer 1 jest samochód. W moim jeepie wożę piłę do drewna, przecinarkę do drutu, dorobiłem w nim przetwornicę na 220 V. W sumie nie wożę, a powinienem, szlifierki kątowej – jest przydatna kiedy ma się założoną na koło blokadę (śmiech). Wczoraj albo przedwczoraj (położyłem się dziś o 5.30 rano i przesuwają mi się dni) miałem zabawną sytuację. Jakiś facet zastawił wjazd na teren naszej działki. Normalnie nie ma sposobu, żeby ruszyć auto zostawione na


KSU. Rejestracja buntu. CZYTAJ recenzję! >>>

hamulcu ręcznym i biegu. Trąbię, trąbię i nic. Po włączeniu reduktora i zamocowaniu odpowiedniego haka do odpowiedniej linki, po prostu wysunąłem go na środek ulicy. Oczywiście zaczekałem, aby spytać dlaczego zastawił moją bramę mając mnóstwo miejsca. Jak wrócił i zobaczył gdzie stoi jego auto, to minę miał bezcenną. P.S. Piszesz książki, prowadzisz wraz z żoną (Katarzyną) wydawnictwo i agencję reklamową… R.K. Agencja reklamowa to była kiedyś, teraz przepoczwarzyła się w wydawnictwo. P.S. Nie zajmujecie się już reklamą? R.K. Tylko na własne potrzeby, sporadycz-

nie zdarza się, że odezwie się dawny klient, z którym mieliśmy dobre relacje i chce coś starego przerobić. P.S. Jesteś bardziej przedsiębiorcą czy pisarzem? R.K. Wiesz co, pierwsza odpowiedź jaka mi przychodzi do głowy to, że jestem grafikiem. To robiłem przez 15 lat, w zasadzie pisanie było hobby, które mi przeszkadzało w pracy. Obecnie firmą zajmuje się głównie Kasia, a ja poświęcam więcej czasu na pisanie i jakieś rzeczy graficzne typu okładka, strona internetowa. Głównie jednak piszę. Mógłbym być fulltimewriter i pozbyć się tych dodatkowych obowiązków, ale zwyczajnie nie chcę przestać umieć to robić. nr 1 Październik 2010 r.

15


<<< CZYTAJ recenzję! Rany wylotowe

P.S. Co masz obecnie na warsztacie pisarskim? R.K. W tym momencie kończę ósmy tom Feliksa, powinien być w księgarniach na początku listopada.

P.S. Nie, nie. Tytuł… R.K. Różaniec. Na razie odłożyłem ten projekt, żeby sobie odpoczął, no i musiałem napisać nowego Felixa.

P.S. Ile planujesz tomów? R.K. Nie planuję. To nie jest Harry Potter. Zamierzam ją pisać tak długo, jak starczy mi dobrych pomysłów. Każda książka jest osobną historią, można je czytać oddzielnie. Są połączone tylko bohaterami, zatem zaczynając od środkowego tomu raczej się nikt nie pogubi.

P.S. Możesz powiedzieć coś więcej? R.K. Obawiam się, że jak powiem to będzie spoiler. Powieść w sumie o Warszawie, tylko oczywiście innej od tej którą znamy, bo jest to w końcu science fiction.

P.S. Jakieś inne książki? R.K. Jest dorosła powieść pod roboczym tytułem Różaniec. Jest do jednej trzeciej rozbebeszona. P.S. Możesz jeszcze raz powtórzyć? R.K. Rozbebeszona… 16

nr 1 Październik 2010 r.

P.S. Różaniec sugeruje treści religijne. R.K. To tytuł roboczy, ale nie ma nic wspólnego z różańcem modlitewnym. Zasadniczo chyba jak dotąd nie ma tam słowa o religii. Będzie to zasadniczo social fiction. Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości. Oprócz normalnie działającego wymiaru sprawiedliwości, funkcjonuje system daleko idącej prewencji. Istnieje program analizujący


Zaginiona. CZYTAJ recenzję! >>>

obywateli i oceniający ich predyspozycje do popełniania przestępstw. System przyznaje wartości punktowe, likwidując najgorzej rokujące jednostki.

reklamie szeptanej, kolejni czytelnicy polecają sobie te książki i sądzę, że bez wielkich starań z naszej strony sprzedaż serii dalej by stopniowo rosła. Niemniej promujemy książki zarówno moje jak i innych autorów. P.S. Ponura wizja. Znam się na reklamie w ograniczonym R.K. Żeby była jasność. To nie jest coś, stopniu, ale dostrzegam pewną tendencję. czego bym sobie życzył. Rozważanie hipo- Reklama dla wielu osób przestaje być wiatetycznych sytuacji nie oznacza pragnienia rygodna, odczuwają to z pewnością wszystich ziszczenia. kie pisma papierowe, odnotowując spadek zainteresowania reklamodawców. WażniejP.S. Jak wyglądają twoje obowiązki zwią- szy staje się przekaz odredakcyjny. Zjawisko zane z promowaniem to jest nagminne w prawłasnych książek? sie kobiecej, ale ja jakiś O fabule nowej powieści: R.K. Kasia ma ze mną czas temu z tego właśnie Oprócz normalnie duży problem. To Kasia powodu przestałem kudziałającego wymiaru zajmuje się w wydawpować „Playboya”. Kilsprawiedliwości, funkcjonuje nictwie kontaktami ka razy już przyłapałem system daleko idącej z dziennikarzami, a mi ich na tym, że w tekprewencji. Istnieje program niestety blisko jest do ście redakcyjnym jest analizujący obywateli Ani Kańtoch (pisarpo chamsku wstawioi oceniający ka fantastyki), która ny productplacement. ich predyspozycje w trakcie wywiadów Jestem z drugiej strony do popełniania odpowiada tak lub nie. wrogiem sztucznego przestępstw Podobno wymyśliła unikania podawania ostatnio trzeci rodzaj w tekście np. marek odpowiedzi: „Nie myślałam o tym”. samochodów. Zakładam jednak, że jest to czymś uzasadnione. P.S. Słyszałem, że bywasz lakoniczny, ale to chyba przesada. P.S. Czytasz recenzje swoich książek? R.K. Ze mną jest może trochę lepiej, cho- Przejmujesz się gdy są złe? ciaż… Bywam też zapraszany do telewizji. R.K. To jest tak, że siedząc w tym środoRaz był to godzinny panel poświęcony li- wisku znam połowę recenzentów swoich teraturze młodzieżowej. Ja odezwałem się książek. Trochę się przejmuję, jeśli trzeci może cztery razy. recenzent wytyka mi ta samą rzecz, ale się nigdy nie obrażam. Dzisiaj idę na grilla do P.S. Wracając do pytania? jednego z recenzentów, który napisał o moR.K. Seria „Felix, Net i Nika” nie potrze- jej powieści „Kameleon”, że jest dużo gorsza buje promocji i reklamy. Bazuje głównie na od poprzedniej. Przeszkadza mi jeśli recennr 1 Październik 2010 r.

17


<<< KONKURS!!! zent nie mając się czego „czepnąć” zaczyna pisać, że na 35 stronie była literówka albo okładka była zbyt różowa.

czy, że będą czytane, a tym samym poczytne będzie pismo. Jest sporo portali literackich, nie wiem ile ich jest, kilkadziesiąt pewnie. Na kilku zaledwie znajdziesz dobre recenP.S. Dostałeś szereg nagród, jedna zje. Znakomita większość jest po pierwsze z twoich powieści, Kameleon, otrzymała zła pod względem formalnym, po drugie prestiżową nagrodę im. Janusza Zajdla. pisana przez ludzi, którzy albo nie rozumieWolisz nagrody czy dobrą sprzedaż? ją tekstu, albo czytają „po łebkach”, albo R.K. Nie wiem czy słowo prestiż jest dobre, nie potrafią wyrazić swoich myśli. To są po ale akurat z Zajdla bardzo się ucieszyłem, prostu złe recenzje. Myślę, że problemem bardziej niż gdybym dostał nagrodę Nike, tych portali jest to, że część tekstów pisana która to oczywiście mi nie grozi bo piszę jest na kolanie gimnazjalisty w trakcie dużej science fiction. przerwy. Problem rodzi się w momencie, gdy Jest sporo P.S. A Dukaj? ktoś chce oprzeć na R.K. Dostał nominatakiej recenzji swoją portali literackich, cję, racja. decyzję zakupową. nie wiem ile ich jest, Na szczęście nie ocekilkadziesiąt P.S. Wracając do pyniają samochodów. tania? Część recenzentów pewnie. R.K. Wiesz co, żeby firto niespełnieni pisaNa kilku zaledwie ma miała sens to musi rze, którzy są złośliwi znajdziesz zarabiać. Nagrody poz samego założenia. magają w minimalnym Analogie można chydobre recenzje stopniu, podobnie jak ba znaleźć we wszystrecenzje. Z moich obkich dziedzinach żyserwacji zwykle ktoś kupuje książkę, bo mu cia. Mam jednak nadzieję, że to tylko ktoś polecił lub czytał już coś tego autora. część. Jeśli będzie kiepska, najwyżej nigdy już nie kupi następnej. Oczywiście recenzje są P.S. Czy pisarz może oceniać twórczość ważne, bo są opiniotwórcze, natomiast nie innego pisarza? wiem czy ma to wpływ na sprzedaż. R.K. Mam wątpliwość czy w ogóle powinno mieć to miejsce. P.S. Kusi mnie zatem, żeby zapytać czy pismo poświęcone w dużej mierze recen- P.S. No tak, ale na zachodzie pisarze nazjom książek ma według ciebie sens? gminnie się wzajemnie polecają. RówR.K. To się zobaczy. Problemem recenzji nież w Polsce sporo pisarzy jest pytanych w Polsce jest ich niski poziom. Jeśli będą o to, co warto czytać, co aktualnie czyto recenzje profesjonalnie robione to zna- tają. Efekt jest taki, że wszystkim uczest18

nr 1 Październik 2010 r.


Czytaj powieść >>> nikom tego korowodu polecania lepiej sprzedają się ich książki. R.K. To zależy jak podejdziesz do celu samej recenzji – czy ma pełnić funkcję informacyjną czy być narzędziem marketingowym. Zawsze kiedy jakiś autor recenzuje innego rodzi się podejrzenie, że ma ukryty cel. Szczególnie gdy dana recenzja jest bardzo krytyczna. Prowadzi to do sytuacji, że aby uniknąć takich skojarzeń autor wystawia innemu niezasłużoną laurkę, co też nie jest dobre. P.S. Na podstawie drugiego tomu cyklu pt. „Felix, Net i Nika oraz teoretycznie możliwa katastrofa” powstaje film fabularny. Kiedy go zobaczymy? R.K. W listopadzie 2011, ale to ostrożny termin. Obecnie kręcone są zdjęcia, na planie cały czas jest koleś od efektów specjalnych i na bieżąco mówi, co się da, a czego się nie da potem zrobić. Po zakończeniu zdjęć następuje montaż, następnie do pracy siadają ludzie od komputerów, firma Lightcraft. P.S. Będzie dużo efektów specjalnych? R.K. Sporo, nawet bardzo dużo. P.S. Czyli po amerykańsku? R.K. (śmiech) Jest kilka różnic między Polską, a Hollywood. P.S. ...? R.K. Na przykład na planie naszego filmu jest jedna kamera, na planie Harrego Pottera jest ich 18. P.S. Uczestniczysz w pracach nad filmem? R.K. Napisałem scenariusz, który potem

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

trochę przerobił reżyser. Bywam na planie jako konsultant. Dwa tygodnie temu w filmie wystąpił nasz pies, wtedy się najbardziej udzielałem. Nasz pies jest jedynym prawdziwym bohaterem serii o Felixie. P.S. Jakie kino lubisz? R.K. Lubię fantastykę. Moje ulubione filmy to Obcy 2, 28 dni później, Źródło. Przy czym 28 dni… jest filmem genialnym, definiuje na nowo zjawisko filmów o zombie. P.S. Udaje ci się łączyć funkcje pisarza, grafika, businessmana? R.K. Z trudem. Po dziesięciu latach zaczęliśmy przekształcać agencję reklamową w wydawnictwo. Nastąpił nowy podział obowiązków. Kasia zaczęła zajmować się głównie firmą, a ja głównie pisaniem. Na początku chcieliśmy wydawać moje książki, natomiast wiedzieliśmy, że jest to tylko etap przejściowy i będziemy wydawali też książki innych pisarzy. P.S. No właśnie. Czytasz przesyłane do wydawnictwa teksty? R.K. Kiedyś czytałem. Inanr 1 Październik 2010 r.

19


<<< CZYTAJ recenzję! Tajemnica człowieka z blizną

czej rzecz wygląda kiedy tekst przysyła osoba już pisząca, niż wtedy gdy ktoś przypadkowo postanawia napisać i przysłać nam do przeczytania trylogię fantasy. P.S. Zdarza ci się przeczytać nadesłany tekst, który wprawia cię w panikę? Myślisz sobie, jeśli go wydam to będzie lepszy ode mnie? R.K. Gdybym założył, że wydawnictwo jest metodą na pozbywanie się konkurencji to nie miałoby to większego sensu (śmiech).

się zaczęło. Powoli się uczyłem i tak doszedłem do powieści. P.S. Trudno o dobrego debiutanta? R.K. Bardzo trudno. Większość tekstów debiutantów nie nadaje się do niczego. Jestem przekonany, że brak intrygujących debiutów związany jest z taką, a nie inną sytuacją gospodarczą. Po prostu większość potencjalnie wielkich pisarzy nie ma czasu, żeby pisać. Jeśli ktoś ma talent to prawdopodobnie go spożytkuje na zarabianie pieniędzy.

P.S. Sądzisz, że masz P.S. A da się zarabiać nosa do debiutantów? pieniądze na pisaniu? Większość tekstów R.K. Nie, myślę że nie. R.K. Jak widać się da, debiutantów Tym bardziej, że nie choć jest to trudne. nie nadaje się czytamy obecnie tekMoja dorosła fantado niczego. stów „z ulicy”. Mamy styka sprzedaje się tak, Jeśli ktoś ma talent betareaderów, którzy że nie dałoby się z tego to prawdopodobnie czytają nowe teksty wyżyć. Byt zapewnia go spożytkuje i mówią nam, co się nam seria „Felix, Net na zarabianie według nich nadaje, i Nika”. Dzieci czytają a co nie. Wiesz, wielu więcej. pieniędzy autorów jest, aż nadto przekonanych o swojej P.S. Fragmenty jednej genialności. Wydaliśmy świetnego debiu- powieści o Felixie zostały umieszczone tanta – Roberta Wegnera. Ale prawda jest w podręczniku do języka polskiego. taka, że Robert sam nas wybrał. R.K. W trzech zasadniczo. Seria jest, myślę, popularna, czego dowodem niech bęP.S. A jak pisanie zaczęło się u ciebie? dzie film kręcony na podstawie jednego R.K. Miałem 6 lat i wymyślałem historyjki. z tomów. Chciałem pisać kryminały, potem okazało się, że to co wymyślam jest fantastyką. P.S. Skąd czerpałeś inspiracje i pomysły W roku 1999 wysłałem pierwszy tekst do do serii o Feliksie. Niziurski, Bahdaj, Nowej Fantastyki. Naczelny NF Maciek Nienacki? Parowski powiedział, że raczej się to nie na- R.K. Czytałem wszystkich tych klasyków daje, ale żebym próbował dalej. W końcu jakieś 30 lat temu. Bardziej jest to powieść przyjął któryś z kolejnych tekstów i tak to dla dorosłych zaadaptowana dla dzieci. 20

nr 1 Październik 2010 r.


(Cyfrowa) rewolucja u bram. CZYTAJ RAPORT! >>>

Przepraszam… młodzieży. Ciągle się mylę, jak ktoś ma 10 lat to jest już we własnym przekonaniu młodzieżą. Pomysł na serię zrodził się w sposób dosyć prozaiczny. Otóż regularnie czytałem przed snem Jasiowi – naszemu synowi. Ja czytałem mu fantastykę dla młodzieży, Kasia „normalną” literaturę, czyli tzw. główny nurt. W pewnym momencie skończyły mi się te dobre książki i musiałem coś wymyślić – postanowiłem, że sam coś takiego napiszę. P.S. Skąd bierzesz wiedzę na temat tego, co teraz bawi młodzież, jak postrzega rzeczywistość? R.K. Wiesz, mam syna który ma 13 lat. Natomiast większość rzeczy wymyślam. Nie chodzę na konsultacje do gimnazjum (śmiech). Jeśli chodzi o słownictwo młodzieżowe – to obecnie raczej wymyślam słowa. Wychodzę z założenia, że moda na konkretne słowa szybko przemija. Podam przykład. W książce i w filmie jest taka scena, gdzie bohaterowie muszą się ze sobą porozumieć tak, żeby nie zrozumiał ich niemiecki oficer, który zna polski. Rozmawiają więc przegiętym slangiem. Dodam, że wtedy kiedy pisałem tą scenę starałem się jeszcze dostosować do ówczesnej maniery językowej. Kiedy młodzi aktorzy przeczytali skrypt powiedzieli, że na pewno by tak tego nie powiedzieli. Byłem tego dnia na planie, więc im powiedziałem, żeby przerobili to tak jak uważają za słuszne. Czyli w ciągu 6 lat, jakie minęły od napisania książki, język zmienił się diametralnie. P.S. Mam pytanie dotyczące twojej twórczości science fiction. Otóż w powieści

Mars ludzkość kolonizuje tę planetę. Jednak warunkiem osiedlenia się w marsjańskiej kolonii jest zrzeczenie się wszelkich praktyk religijnych jak też oznak swojej religijności, jako zarzewia potencjalnych konfliktów. Możesz rozwinąć tę myśl? R.K. Jeśli popatrzeć na historię wojen to ich podstawą były kwestie ideologiczne. Nawet jeśli celem było poszerzenie terytorium to zaprzęgano do tego ideologię. Połowa konfliktów automatycznie wygasa jeśli nie ma różnic światopoglądowych. Jest to oczywiście niemożliwe i jest to raczej eksperyment myślowy. nr 1 Październik 2010 r.

21


<<< CZYTAJ recenzję! Powiedziałabym ci, że cię kocham, ale...

P.S. No tak, ale zawodowo zajmujesz się jem obiad i zaczynam pracować, czyli pisać. eksperymentami myślowymi. Czy ty sam Zwykle jest to godzina 21, ale wczoraj miauważasz, że taki kierunek rozwoju byłby łem tak dużo spraw, że zacząłem o 2 rano. pożądany? R.K. Religia jest potrzebna, bo porządkuje P.S. Nasi czytelnicy nie wiedzą tego, ale cię ludziom życie. Sam jestem ateistą, ale widzę, dziś obudziłem za co już przepraszałem. że cały nasz system wartości opiera się głębo- R.K. Ja raz jeszcze odpowiadam, że nie ma ko na chrześcijańskim systemie wartości. Jeśli sprawy, tym bardziej, że dzięki tobie będę się ludziom to zabierze, będziemy obserwo- miał dłuższy dzień. wać to co działo się w Związku Radzieckim, czyli zdziczenie i pustka. Zanim się ludziom P.S. Twoja żona jest redaktorem twoich zabierze religię trzeba im dać coś sensownego książek. A jak twój syn czyta to co piszesz? w zamian. Problem z reR.K. Jaś na początku ligią pojawia się wtedy, podchodził do serii gdy mamy do czynieo Felixie z dużą rezerwą. Religia jest potrzebna, nia z kilkoma religiami bo porządkuje ludziom Myślę, że było tak dlanaraz. To prowadzi do tego, że widział, że ten życie. Sam jestem konfliktów. Felix zabierał mu tatę ateistą, ale widzę, i mamę, szczególnie gdy że cały nasz P.S. Pytanie czy ludzkończyliśmy produksystem wartości kość nie potrzebuje cję książki. Siedzenie opiera się głęboko konfliktów, żeby się po nocach, poprawki. na chrześcijańskim rozwijać. Nie mając ideU nas w domu praca ologii czy religii znajmiesza się z życiem rosystemie wartości dzie inne zarzewia… dzinnym, ale przetrwaR.K. Sądzę, że to jest liśmy tak 15 lat, więc chyba jakiś atawizm pozwalający przetrwać może nie jest tak źle. Myślę, że w na pewmałemu plemieniu i uzasadnić dlaczego nym etapie Jaś odbierał bohaterów moich mogą zabijać ludzi z innego plemienia. powieści jak niechciane rodzeństwo. Teraz podrósł i na nowo przeczytał całą serię. SąP.S. Jak wygląda twój dzień? dzę, że mu się podobało. R.K. Niebudzony budzę się po południu. W dzień kiedy nie muszę zajmować się fir- P.S. Jesteś dobrym ojcem? mą mam czas na czynności, którymi zwykle R.K. Trzeba by jego zapytać? ludzie zajmują się po pracy, czyli idę na siłownię czy robię zakupy. Gdzieś w środku P.S. Chodzi mi raczej o to, że każdy ma dnia poświęcam kilka godzin na pracę kon- wyobrażenie o jakimś stanie idealnym, cepcyjną. Siadam zwykle w jakiejś kawiar- również w zakresie bycia ojcem. ni i koncypuję. Potem wracam do domu, R.K. Pewnie mu poświęcam za mało czasu. 22

nr 1 Październik 2010 r.


Metro 2033. CZYTAJ recenzję! >>>

P.S. Wspomniałeś, że mu czytałeś. R.K. Tak, ale już sam sobie czyta. Sądzę, że Jaś trochę cierpi na tym, że ja piszę. Z jednej strony jestem większość czasu w domu, z drugiej strony, kiedy piszę, potrzebuję absolutnego skupienia. Kiedy po raz kolejny coś mnie rozprasza, jestem zły, źle mi się pracuje. Dlatego staram się pisać nocami, wstaję późno. Sprawia to, że część obowiązków, takich jak wyprawienie Jaśka do szkoły spada na Kasię. P.S. Pisząc powieść przygotowujesz się merytorycznie? Robisz długi research? R.K. W przypadku Marsa konsultowałem się z lekarzem z Instytutu Lotnictwa w kwestiach tolerancji organizmu ludzkiego na niską zawartość tlenu w atmosferze. Jednak zwykle się specjalnie nie przygotowuję, dopiero jak napotykam jakiś problem to poszukuję na ten temat konkretnej wiedzy. P.S. Wolisz pisać dla młodzieży czy dla dorosłych? Który element twojej twórczości jest dla ciebie ważniejszy? R.K. Lubię robić i to i to. Zależy od tego jaki mam nastrój. P.S. Prowadzisz rozbudowany blog. O czym można na nim przeczytać? R.K. Umieszczam tam rzeczy, które nie trafiają z różnych względów do książek. Znaleźć tam można moje rysunki satyryczne, przepisy kulinarne, które sam testuję oraz zwyczajne komentarze do rzeczywistości. Serdecznie zapraszam.

P.S. Jakiś czas temu, właśnie na swoim blogu odniosłeś się do zjawiska „puchnięcia” książek. Część wydawców zwiększa objętość książki zwiększając wielkość czcionki, marginesy lub używając pompowanego powietrzem papieru. Tym samym z mniejszej ilości znaków powstaje gruba książka. Czy to jest w twoim odczuciu uczciwe? R.K. Pewnie nie do końca, ale jest to rodzaj gry na którą godzą się obie strony – wydawcy i czytelnicy. Dopóki ktoś te książki kupuje, to zachęca wydawców do takich działań. Jest to pewien standard rynkowy. My obiecaliśmy sobie, że dopóki będziemy mogli, będziemy się wzbraniać przed takimi działaniami. Mam nadzieję, że nasi czytelnicy zauważają tę różnicę. P.S. Dokończ zdanie: Chciałbym pisać jak… R.K. …. Rafał Kosik. Gdybym jednak miał wskazać swojego mistrza to byłby to Stanisław Lem. Nie był wybitny stylistycznie, ale jego książki zawierały wyjątkowe idee i pomysły. To więcej niż cała reszta polskiej fantastyki. P.S. Napisałbyś powieść dla kobiet? R.K. Bardzo bym chciał, bo romanse i literatura kobieca mają w Polsce największe nakłady. Niestety, chyba nie potrafię. Boję się, że gdybym zaczął pisać romans, to szybko przerodziłby się w kryminał, a następnie w fantastykę. Nie jestem w stanie pisać czegoś, co nie sprawia mi przyjemności. Tak samo raczej nigdy nie napiszę powieści fantasy. Rozmawiał Piotr Stankiewicz nr 1 Październik 2010 r.

23


(Cyfrowa) a j c u l o w e r u bram

W

yobraźmy sobie świat, w którym książki nie kurzą się, nie zajmują miejsca i nic nie ważą – tak, że możemy zabierać ich ze sobą na wakacje całe dziesiątki. Wyobraźmy też sobie, że mamy do tych książek nieograniczony dostęp – każdą wydaną na świecie pozycję możemy zdobyć od ręki, nie ruszając się z fotela. Nasza biblioteczka może rozrastać się w nieskończoność, a my nie ponosimy z tego tytułu żadnego wysiłku – koniec z porządkowaniem i odkurzaniem, koniec z szukaniem na półkach zagubionych książek, koniec z próbami znalezienia dodatkowego miejsca na kolejne tomy. Oto świat, w którym dla gorliwego czytelnika nie istnieją ograniczenia. Piękne? I teoretycznie możliwe! 24

nr 1 Październik 2010 r.

Wyobraźmy też sobie świat, z którego znikają księgarnie i biblioteki, w którym nie można już poprzechadzać się między półkami, przewertować nowości, podpytać pracowników o ich opinie i zwyczajnie cieszyć oka ogromem zgromadzonych książek. W świecie tym nie można także wziąć książki do ręki, poczuć zapachu farby drukarskiej czy dotknąć dobrej jakości papieru. Książki tej nie będziemy mogli także postawić na półce, żeby czerpać przyjemność z jej widoku i samej świadomości jej posiadania – nawet bowiem, jeśli będziemy mogli sięgnąć do niej w każdej chwili, nie będzie to jeszcze oznaczało, że jest ona tak naprawdę nasza. Straszne? I teoretycznie możliwe! Obie te wizje są, rzecz jasna, wizjami posuniętymi do skrajności. Jednocześnie


Czytaj powieść >>>

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

stanowią dwie strony tego samego zjawiska – coraz powszechniejszej digitalizacji przekazu i zastępowania tradycyjnej, papierowej książki jej młodszą siostrą – książką elektroniczną, czyli e-bookiem. O ile rynek papierowej prasy kurczył się już od jakiegoś czasu, a wielu odbiorców przyzwyczaiło się do czytania artykułów z ekranu komputera, o tyle pozycja tradycyjnej, wydrukowanej i oprawionej książki wydawała się do niedawna niezagrożona. Przeczytanie kilkuset stron ze świecącego ekranu dla większości czytelników nie należy raczej do przyjemności – jest nie tylko niewygodne, ale także szkodliwe dla oczu. Stabilna sytuacja zmieniła się wraz z wynalazkiem tzw. e-papieru – technologii, która pozwala czerpać z czytania e-booka taką samą przyjemność, jak z czytania wydrukowanego tekstu i, co więcej, jest znacznie tańsza i bardziej przyjazna dla środowiska. Goodbye, paper Wykonajmy kilka rachunków. Średni nakład książki w Polsce to ok. 6 tysięcy egzemplarzy. Zakładając, że przeciętna książka ma 200-250 stron i waży ok. pół kilograma, z przeciętnej produkcji jednej tylko pozycji otrzymujemy przynajmniej 1 200 000 zadrukowanych stron, ważących 3 tony.

Ekran wykonany w technologii e-papieru nie świeci, nie jest więc meczący dla oczu, a czytanie z niego przypomina czytanie ze zwykłej kartki

Łączny nakład książek w Polsce w 2008 r. wyniósł ponad 145 mln egzemplarzy, a więc ponad 29 miliardów stron – 72,5 kiloton zadrukowanego papieru! Odpowiada to 29 milionom ryz papieru, które, gdyby ułożyć je jedna na drugiej, utworzyłyby stos o wysokości ponad… 14 tysięcy kilometrów. Ufff… Nawet uznając powyższe obliczenia za mocno szkicowe, należy przyznać, że ilość papieru, jaką pochłania produkcja samych książek w Polsce, jest ogromna. Warto przy tym pamiętać, że wiele z tych książek nigdy nie zostanie kupionych i trafi na przemiał. Inne – zwłaszcza te naukowe – zdezaktualizują się i po kilku latach nikt nie będzie do nich sięgał. Mamy zatem nr 1 Październik 2010 r.

25


<<< CZYTAJ recenzję! Bierki

Wyobraźmy sobie świat, w którym książki nie kurzą się, nie zajmują miejsca i nic nie ważą – tak, że możemy zabierać ich ze sob�� na wakacje całe dziesiątki. Wyobraźmy też sobie, że mamy do tych książek nieograniczony dostęp – każdą wydaną na świecie pozycję możemy zdobyć od ręki, nie ruszając się z fotela

26

nr 1 Październik 2010 r.


Dzieciozmagania. CZYTAJ recenzję! >>>

do czynienia z wielkim marnotrawstwem papieru – a przecież książki to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Paradoksalnie bowiem, wraz z upowszechnieniem się korespondencji elektronicznej i cyfrowego obiegu dokumentów, zużycie papieru wzrosło. Czytanie z ekranu jest niewygodne, potrzebne teksty drukuje się więc, a po przeczytaniu – wyrzuca. Tymczasem ekolodzy apelują o rozwagę w gospodarowaniu papierem – lekkomyślne jego zużywanie pochłania przecież kolejne hektary lasów. Trudno jednak oczekiwać, aby wszyscy czytelnicy wyrzekli się wygody, jaką zapewnia druk, w imię dbałości o przyrodę. Wynalazek e-papieru może zatem okazać się prawdziwą rewolucją – oszczędną i zbawczą dla środowiska naturalnego. E-papier to – w skrócie – przezroczysta elektroda, pod którą znajdują się cząsteczki wrażliwego na prąd pigmentu (białego i czarnego), przemieszczające się pod wpływem sił elektrostatycznych i tworzące w ten sposób kolejną stronę tekstu. Ekran wykonany w tej technologii nie świeci, nie jest więc meczący dla oczu, a czytanie z niego przypomina czytanie ze zwykłej kartki. Nic więc dziwnego, że upowszechnienie się czytników, opartych na elektronicznym papierze uznano za wydarzenie przełomowe, porównywane często w publicystyce do rewolucji, jaką wywołało wynalezienie druku przez Gutenberga. Po-

równanie to jest może – jak to z publicystycznymi sformułowaniami bywa – nieco przesadzone, niewątpliwie e-papier otwiera jednak szerokie możliwości rozwoju dla książki elektronicznej, która do niedawna nie była przez wydawców i księgarzy traktowana jako realna alternatywa dla książki drukowanej, a której pozycja stopniowo się umacnia. O czytnikach e-booków zrobiło się głośno w 2009 roku, kiedy to firma Amazon wprowadziła na rynek nowy model swojego czytnika Kindle, a którego sprzedaż przerosła najśmielsze oczekiwania – po dwóch miesiącach obecności na rynku, Kindle 2 znalazł pół miliona odbiorców. Nowy czytnik spowodował także znaczny wzrost sprzedaży e-booków. W chwili wprowadzania Kindle 2, e-booki zapewniały Amazonowi 13% dochodu – liczba ta w ciągu kilku miesięcy wzrosła do 35%, a już grudniu 2009 Jeff Bezos, właściciel Amazona, wskazywał, iż dla tytułów, które posiadają swoją elektroniczną edycję, sprzedaż e-booków wynosi 48% ich fizycznej sprzedaży. Był to dopiero początek prawdziwej lawiny – w chwili obecnej na 100 książek w twardej oprawie, Amazon sprzedaje średnio 143 e-booki (nawet jeśli zwróci się uwagę, że uwzględniono tu jedynie droższe i mniej popularne hardcovers, wynik jest imponujący), a z Kindle korzysta już 2,5 miliona osób! Wydaje się, że rewolucja jest już u bram. nr 1 Październik 2010 r.

27


<<< CZYTAJ recenzję! Z dziejów husarii

E-czytniki weszły również przebojem na polski rynek. W 2009 roku firma Kolporter wypuściła pierwszy rodzimy czytnik – eClicto. Dziś Polacy mogą wybierać miedzy wieloma rodzajami readerów, także tymi sprowadzanymi z zagranicy. Obok wspomnianych już modeli, Polacy mają do dyspozycji czytniki firmy Sony, Nook Barnes&Noble, BeBook, Hanvon, Onyx, Vedia, itd. Konkurencja na rynku jest znaczna, co zwykle okazuje się korzystne dla klientów. Ci, którzy nie chcą przeznaczać niemałych kwot na zakup urządzenia służącego jedynie do czytania elektronicznych publikacji, mogą wybrać korzystanie z e-booków za pomocą innych gadżetów. Niemałą popularnością cieszy się używanie do tego celu, po zainstalowaniu odpowiedniej aplikacji, telefonów komórkowych czy tabletów. Dużą konkurencją dla klasycznych czytników okazał się iPad – cudowne dziecko Apple, pełniące, obok wielu innych funkcji, także rolę czytnika elektronicznych publikacji. Czytelnik, w zależności od preferencji i zasobów finansowych, może wybierać zatem spośród wielu alternatyw, które uczynią korzystanie z e-booków maksymalnie dlań wygodnym. Ponieważ zasoby książek w sieci wciąż się powiększają (m.in. dzięki umowie, zawartej przez Google z wydawcami, umożliwiającej firmie udostępnianie całych zeskanowanych książek serwisie GoogleBooks), utopijna wizja niczym nieograniczonej dostępności książek, wydaje się coraz bardziej realna. Dodatkowo ceny czytników – jak większości gadżetów – spadają (od 2009 roku spadły już o 40%), a jak podał Amazon, od kiedy obniżono cenę Kindle 28

nr 1 Październik 2010 r.

z 260 dolarów na 190, jego sprzedaż wzrosła trzykrotnie. Uwzględniając wszystkie te trendy, należałoby się spodziewać, że e-booki wkrótce zaczną zastępować książkę papierową. Czy tak się faktycznie stanie? Rewolucja? Nie tak szybko… Możliwość gromadzenia dowolnych ilości książek (bez ryzyka zerwania się półek) i zabierania dowolnej ich ilości na wakacje (bez konieczności zabierania dodatkowej walizki) wydaje się być bardzo kusząca zwłaszcza dla tych, którzy nie przywiązują wielkiej wagi do fizycznej formy czytanego tekstu. Zanim jednak damy ponieść się marzeniom o rozrastającej się bez końca bibliotece, pamiętajmy o kilku faktach, które czynią ową optymistyczną wizję nieco mniej realistyczną. Głównym ograniczeniem jest to tworzone przez producentów czytników. Stosują oni bowiem zabezpieczenia, które mają na celu uniemożliwienie korzystania na urządzeniu z e-booków konkurencyjnej firmy lub pozyskanych z nielegalnych źródeł. Oznacza to, że, posiadając czytnik Kindle, nie przeczytamy na nim książki zakupionej np. w serwisie eClicto. Zabezpieczenia te wydają się kuriozalne, szczególnie, jeśli porównać e-booka do muzyki w formacie mp3, której słuchać możemy na dowolnym odtwarzaczu, niezależnie od źródła, z jakiego ją pozyskaliśmy. Takie ograniczenia służyć mają zapewne związaniu klienta z firmą, w praktyce powodują jednak raczej nieufność wobec czytników – nikt przecież nie chciałby być zmuszany do kupowania całe życie w jednej i tej samej księgarni.


Oczyszczenie. CZYTAJ recenzję! >>>

Zaufania do książki elektronicznej nie zwiększają także rozwiązania prawne – kwestie praw autorskich wciąż spędzają bowiem sen z powiek osobom zajmującym się elektronicznymi publikacjami. W przypadku tradycyjnej książki sprawa wydaje się prosta – zakupiony egzemplarz można było pożyczyć, podarować, można było go „uwolnić”, włączając do sieci bookcrossingu, a nawet zniszczyć – należał on do nas. Z kolei e-książka nie staje się tak naprawdę naszą własnością. Kupując e-book w internetowej księgarni, kupuje się jedynie licencję na jego użytkowanie – nie można go skopiować, przesłać dalej czy odstąpić, co ma oczywiście na celu zabezpieczenie przed piractwem. Co więcej, czytelnik nie ma też gwarancji, że książka taka pozostanie w jego zbiorach na zawsze. W lipcu 2009 z wielu czytników Amazon Kindle zniknęły niektóre książki – gdy pojawiły się problemy z prawami autorskimi, właściciele sklepu postanowili usunąć owe publikacje z oferty, nie uprzedzając o tym użytkowników, którzy za nie zapłacili. Brak jednolitych i nowoczesnych rozwiązań legislacyjnych skutkuje nie tylko bałaganem i brakiem zaufania klientów – przekłada się także na ceny e-booków. Wydawcy, traktując je tak, jak wydawnictwa drukowane, utrzymują ich ceny na wysokim poziomie, często porównywalnym z cenami książek papierowych. Trudno zatem dziwić się, że rynek e-booków jest wciąż słabo rozwinięty – dlaczego czytelnik ma kupować wersję elektroniczną jeśli za podobną cenę może mieć książkę, którą będzie mógł dysponować według własnego uznania? Anachroniczne rozwiązania legislacyjne i nieufne podejście do digitalizacji wstrzymują rozwój e-booków – w ten sposób rynek książki sam podcina gałąź, na której siedzi.

…w chwili obecnej na 100 książek w twardej oprawie, Amazon sprzedaje średnio 143 e-booki, a z czytnika Kindle korzysta już 2,5 miliona amerykanów!

Kto się boi e-booka? O ile zachodni wydawcy i księgarze musieli już uznać książki elektroniczne za istotny segment rynku, który być może wkrótce będzie decydował o jego kształcie (wystarczy przypomnieć ogromny wzrost sprzedaży e-booków Amazona), o tyle w Polsce wciąż są one traktowane jako pieśń przyszłości. Wiele z osób zajmujących się obiegiem książki lekceważy fenomen e-czytelnictwa, traktując czytniki jako chwilowo modny gadżet, techniczną nowinkę, która nie będzie miała realnego wpływu na przyszłość książki. Inni podchodzą do książek elektronicznych z dużą rezerwą, myśląc o nich jako o zagrożeniu, odciągającym czytelników od papierowej formy, która nr 1 Październik 2010 r.

29


<<< CZYTAJ! Kropla krwi Nelsona

jest przez nich uznawana za „prawdziwą”. Każdy gorliwy czytelnik zna chyba przyW konsekwencji e-booki wciąż traktowane padki ogromnego uczuciowego przywiąsą jako marginalne zjawisko, któremu nie zania do książki – nawet, jeśli składa się trzeba poświęcać wiele uwagi – łatwo do- już luźnych, zniszczonych kartek, a półki myślać się, iż nie wpływa to korzystnie na w księgarniach pełne są nowszych wydań refleksję nad prawem autorskim i innymi tej samej pozycji. Faktem jest, że książka, czynnikami, które mogłyby uczynić książę jako fizyczny przedmiot, ewokuje emocje, elektroniczną popularniejszą. jakie nie wytwarzają się w relacji człowiek Istnieje bowiem – plik komputerowyraźna granica, rywy. Książki stają się Kupując e-book sująca się pomiędzy pamiątkami, przyw internetowej księgarni, entuzjastami powiąwołują skojarzenia, kupuje się jedynie licencję stają się podstawą rezania książki z nowyna jego użytkowanie mi technologiami, lacji międzyludzkich – nie można go skopiować, – podarowujemy je a tymi, którzy uwaprzesłać dalej czy odstąpić, sobie, pożyczamy, żają jej tradycyjną, papierową wersję oddajemy… Można co ma oczywiście na celu za najistotniejszą, się zatem obawiać, zabezpieczenie przed e-booki traktując że wraz z rozwopiractwem. Co więcej, z dystansem lub niejem form elektroczytelnik nie ma też ufnością. U podstaw nicznych, zanikowi gwarancji, że książka taka ulegnie ta subtelna, tego podziału leży sam sposób definio- pozostanie w jego zbiorach emocjonalna relana zawsze wania książki – to, cja, wytwarzająca czy większe znaczenie się w człowieku przypisuje się tu treści, czy formie. Jeśli bo- w relacji z przedmiotem. Podobnie rzecz wiem za konstytucyjną dla książki uznamy ma się ze zmysłową przyjemnością, płynątreść, materialna postać przestaje być ważna cą z kontaktu z papierową książką – moż– równie „prawdziwą” książką jest przekaz liwością rozkoszowania się jej zapachem, ustny, audiobook, starożytny manuskrypt fakturą papieru, dobrą jakością druku. czy plik tekstowy – ważne, żeby odbiorca był Wielu czytelników obudowuje wręcz czyw stanie zapoznać się z przekazem. Zupełnie tanie całymi rytuałami – do pełnej lekinne wartości wydają się leżeć u podstaw „tra- tury potrzebny jest ulubiony fotel, herdycjonalistycznego” patrzenia na książkę. Jej bata, itp. Wielozmysłowość tradycyjnej tradycyjna forma wiąże się bowiem nie tylko książki kojarzy się zatem z pełnią doznań z tym, co uznalibyśmy za podstawowy cel – czytanie e-booka jawi się wówczas jako niejej istnienia – czyli przekazywaniem spisanej pełne, wybrakowane, czy wręcz sztuczne. przez kogoś treści – ale także z czynnikami Różnice w podejściu do fenomenu o charakterze emocjonalnym i zmysłowym. e-booków nie są – jak mogłoby się wydawać 30

nr 1 Październik 2010 r.


Lit 6. CZYTAJ recenzję! >>>

– jedynie skutkiem czyjejś rezerwy (tudzież wydawałby się osierocony – zostałby m.in. entuzjazmu) do technicznych nowinek. zubożony o tradycyjne enklawy inteligenTo raczej rezultat silnego związku książki cji, za jakie przywykło się uważać księgarnie z pewną kulturą, która wobec niej wyrosła, czy biblioteki. a którą, nieco rzecz trywializując, należałoKsiążka elektroniczna jest bowiem – ze by nazwać tradycyjną kulturą inteligencką. swojej natury – samoobsługowa, żeby poIstotnie, trudno wyobrazić sobie „tradycyj- brać ją z sieci, nie jest potrzebny pośredny, inteligencki dom” bez półek zastawio- nik w postaci księgarza czy bibliotekarza. nych książkami (cudzysłów pojawia się tu Choć sytuacja ta może być komfortowa dla nie tylko ze względu autorów, chcących na coraz bardziej nie- Anachroniczne rozwiązania ominąć współpracę pewny status pojęcia z wydawnictwem i salegislacyjne i nieufne „inteligencji”, ale modzielnie publikopodejście do digitalizacji także dlatego, że wywać swoją twórczość, wstrzymują rozwój korzystywanie książki dla osób zatrudnioe-booków – w ten sposób nych we wspomniajako fasady, mającej stworzyć właścicielo- rynek książki sam podcina nych instytucjach, gałąź, na której siedzi wi odpowiedni imaz pewnością oznacza ge, jest coraz częściej duże zmiany. Jeśli traktowane czysto instrumentalnie – istnie- w przyszłości o rynku książki miałyby decyją przecież firmy, świadczące usługi w zakre- dować e-booki, a tradycyjne biblioteki zosie komponowania dobrze wyglądających stałyby zastąpione cyfrowymi, znaczyłoby biblioteczek). Otaczanie się książkami jest to, że pewne kategorie ludzi – w dodatku traktowane jako wyróżnik pewnej kategorii traktowane wcześniej jak eksperci, przespołecznej – pojawia się zatem pytanie, czy wodnicy po książce – stałyby się po prostu sprowadzenie książki do postaci tekstowego zbędne. Niewykluczone też, że znacznemu pliku, nie pozbawi owej kategorii jednego przedefiniowaniu uległaby rola wydawnictw z jej filarów; czy kres tradycyjnej książki nie – coraz popularniejszym rozwiązaniem wśród będzie jednocześnie kresem zbudowanej pisarzy staje się autopublikacja – samodzielne wokół niej kultury? Czy diagnozowany od wygenerowanie profesjonalnie wyglądającego lat kryzys inteligencji nie zostanie ostatecz- e-booka nie wymaga wiele czasu i umiejętnonie sfinalizowany wraz ze zniknięciem wy- ści, a co więcej, nic nie kosztuje – pozwala za to pchanych po brzegi biblioteczek? Pytania te ominąć „dobijanie się” do wydawnictw i inne mogą wydawać się kuriozalne – inteligenta komplikacje. Tak oto okazuje się, że – choć konstytuuje wszak przeczytana treść, nie wygodna i łatwa w pozyskiwaniu – książka zaś ilość ustawionych na półce pozycji – dla elektroniczna nie każdemu jest na rękę. wielu osób brzmią one całkowicie poważnie. Zjawisko zanikania pewnych kategorii Książka jest bowiem nie tylko nośnikiem, zawodowych jest naturalną konsekwencją ale także elementem świata, który bez niej rozwoju technologicznego. Choć dotychnr 1 Październik 2010 r.

31


<<< CZYTAJ recenzję! Żona Adama

czas nikt nie mówił głośno, iż zawód księ- a zecerem jest wyraźna – księgarz jest osobą, garza może spotkać los kołodzieja czy ry- z która czytelnik ma kontakt, często to za marza, kwestia ta zaczyna być coraz częściej jego sprawą sięga po określoną publikację. podnoszona w dyskusjach nad losem książ- Warto jednak zadać sobie pytanie – czy ki i – co oczywiste – budzi obawy o kształt przyszłe pokolenie, dorastające być może okołoksiążkowej rzeczywistości. Zanim w świecie bez księgarń czy bibliotek, będzie jednak zaczniemy biadać nad dehumani- miało podstawy, by tęsknić za bibliotekazacją sprzedaży i pozbawieniem jej „uroku” rzem bardziej, niż my za zecerem? czy „nastroju”, warto uświadomić sobie, Oczywiście, wysokie ceny czytników że zarzuty takie nie są nowe, a sam proces oraz ograniczenia nakładane przez ich proprodukcji książki ducentów są znaczną przeszedł ogromną barierą w rozwoju Jeśli w przyszłości przemianę wraz z e-czytelnictwa. Są to o rynku książki miałyby powstawaniem kojednak czynniki, któlejnych technologii re prawdopodobnie decydować e-booki, usprawniających (i ulegną zmianie, wraz a tradycyjne biblioteki automatyzujących) ze wzrostem popuzostałyby zastąpione składanie tekstu. To, cyfrowymi, znaczyłoby to, larności e-papieru. co dobre dla czytelTym, co najbardziej ze pewne kategorie ludzi nika – przyspieszenie blokuje upowszech– w dodatku traktowane i obniżenie kosztów nianie się e-booków wcześniej jak eksperci, w y p r o d u k ow a n i a jako alternatywy dla przewodnicy po książce książki – niekoniecztradycyjnej książnie jest dobre dla ki, jest nieufność – stałyby się po prostu wszystkich. Wprowobec digitalizacji, zbędne wadzenie fotoskładu, traktowanie jej nie a następnie elektrojako szansy rozwonicznego składu publikacji (DTP) wiązało ju, dotarcia z książką np. do ludzi, którzy się przecież z wyeliminowaniem zecerów mają do niej utrudniony dostęp, ale jako czy metrampaży – zawodów, o których zagrożenia. Dopóki zatem prawodawcy mało kto dziś pamięta. Ręcznie składane i i ludzie zajmujący się obiegiem książki nie łamane publikacje posiadają niezaprzeczal- potraktują cyfrowych form przekazu jako ny urok, a sama praca zecerska wiąże się istotnego czynnika budowania nowoczez wieloma anegdotami, które dodatkowo snego społeczeństwa opartego na wiedzy sprawiają, że praca przy komputerze wydaje (a powszechny, demokratyczny i szybki dosię zdehumanizowana i bezbarwna – mimo stęp do informacji jest takim czynnikiem), to niewiele jest chyba osób, które życzy- dopóty e-booki pozostaną zjawiskiem marłyby sobie powrotu tradycyjnych zecerni. ginalnym lub skazanym na występowanie Oczywiście, różnica miedzy księgarzem, w szarej strefie. 32

nr 1 Październik 2010 r.


Wieczny Grunwald. CZYTAJ recenzję! >>>

Uwolnić książkę Jakiś czas temu przez media przetoczyła się debata, sprowokowana przez badania nad czytelnictwem, wykonane na zlecenie Biblioteki Narodowej – zgodnie z komunikatem z badań, Polacy czytają coraz mniej – zaledwie 38% miało sięgnąć po książkę w ciągu 2008 roku. Abstrahując od niewytłumaczalnego nagłego spadku czytelnictwa, niepokojące wydają się wnioski, jakie zostały z niego wyciągnięte. Winą za tak niski odsetek osób czytających książki obarczono bowiem rozwój nowych technologii i digitalizację. Tymczasem twierdzenie takie jest zupełnie nieuprawnione i pozostaje w sprzeczności z samymi badaniami, według których książki czyta aż 51% internautów. Widać zatem, jak mocno utrwalony jest bezzasadny przesąd o zagrożeniu, jakie Internet ma nieść książce. Im szybciej ten przesąd będzie się zwalczać, tym lepiej – wszystko wskazuje bowiem na to, że to właśnie Sieć może okazać się zbawczą siłą, wnoszącą do czytelnictwa nowe rozwiązania – nie tylko w postaci technicznych udogodnień, ale także nowych form literatury, opartych o blogi, hipertekst, fabuły tworzone przez grupy osób, itp. E-booki próbuje się często przedstawiać jako konkurenta książki – tymczasem jest to raczej jej współistniejąca, komplemen-

tarna forma. Naturalną cechą technologii jest to, że ulega rozwojowi, a jedne nośniki zastępują inne – czy ktoś dziś załamuje ręce nad odejściem do przeszłości kaset video i taśm magnetofonowych? Jest mało prawdopodobne, aby druk miał zniknąć na dobre – papierowe książki posiadają wszak zalety, których nawet najlepszy czytnik nie będzie w stanie naśladować. Być może podzielą los płyt winylowych, stając się produktem dla koneserów – tych, którzy będą potrafili docenić dobrą jakość papieru, krój czcionki, itp. Naiwnością byłoby jednak sądzić, że rozwój nowych technologii pozostanie bez wpływu na sytuację książki. Od mądrego ustawodawstwa i otwartości decydentów zależy to, czy zmiany te dokonają się w cywilizowany sposób, przynoszący korzyści zarówno czytelnikom, jak i autorom oraz wydawcom, czy obie strony okopią się na swoich pozycjach. Traktowanie Sieci jak wroga wydaje się zgubną polityką – nikt jeszcze nie wygrał z postępem technicznym; próby cenzurowania Internetu także przynoszą dość mizerne rezultaty. Zamiast więc skłaniać Internautów do nielegalnego dzielenia się zdobytymi e-bookami, warto zapewnić im możliwość ich legalnego pozyskania i jak najbardziej komfortowe warunki do korzystania z nich. Ostatecznie – niezależnie od ich postaci – książki chcą być czytane. Joanna Krasińska współpraca Piotr Stankiewicz nr 1 Październik 2010 r.

33


<<< CZYTAJ WYWIAD! Rafał Kosik

Bernard Cornwell

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

34

nr 1 Październik 2010 r.


Kolacja z zabójcą. CZYTAJ recenzję! >>>

Na imię mam Uhtred. Jestem synem Uhtreda, który był synem Uhtreda, którego ojca także zwano Uhtredem. Ksiądz Beocca, urzędnik mojego ojca, zapisywał to imię jako Utred. Nie wiem, czy tak samo pisałby je ojciec, gdyby umiał to robić. Ja potrafię i czytać, i pisać, więc czasami, gdy z drewnianej skrzyni wyciągam stare pergaminy, widzę, że imię to rzeczywiście zapisywano na wiele sposobów: jako Uhtred, Utred, Ughtred, a nawet Ootred. Te pokryte kurzem arkusze to akty własności. Mówią wyraźnie, że Uhtred, syn Uhtreda jest prawowitym i jedynym właścicielem ziem o granicach starannie oznaczonych kamieniami i groblami, dębami i jesionem, bagnami i morzem. Śnię o tych omywanych falami, dzikich terenach, rozciągających się pod smaganym wichrami niebem. Marzę o nich i wiem, że nadejdzie dzień, kiedy odbiorę je tym, którzy je ukradli. Jestem eldormanem1, choć sam siebie nazywam erlem Uhtredem, co w zasadzie znaczy to samo. Blaknące pergaminy dowodzą, że jestem właścicielem tych ziem. Tak mówi prawo, a wiadomo, że prawo odróżnia nas – ludzi prowadzonych przez Boga Eldorman (ealdorman) – tytuł anglosaski, oznaczający w IX–XI w. człowieka sprawującego władzę w shire (ziemi, prowincji) z ramienia króla; erl (earl) – zangielszczenie duńskiego tytułu jarl (wódz). W Anglii od IX w. miał to samo znaczenie, co eldorman, ale oficjalnie wprowadzono go dopiero w XI w. (przyp. red. pol.) 1

nr 1 Październik 2010 r.

35


<<< CZYTAJ recenzję! Tamtego lata na Sycylii

– od bydląt w rowie. Prawo jednak nie pomoże mi odzyskać posiadłości. Prawo bowiem domaga się kompromisu. W prawie uważa się, że pieniądze są w stanie wynagrodzić stratę. Wreszcie, prawo ponad wszystko boi się krwawej rodowej zemsty. Lecz ja jestem Uhtredem, synem Uhtreda, a to właśnie jest opowieść o krwawej rodowej zemście, o tym, jak odbiorę wrogowi to, co według prawa należy do mnie. Jest to także opowieść o kobiecie i o jej ojcu królu. Król ów był moim królem i wszystko, co mam, zawdzięczam jemu. Jedzenie, które jem, dwór, w którym mieszkam i miecze, którymi walczą moi ludzie. Wszystko to mam od Alfreda, mojego króla, który mnie nienawidził. Ta historia zaczyna się na długo przed tym, nim poznałem Alfreda. Zaczyna się w chwili, gdy miałem dziewięć lat i po raz pierwszy zobaczyłem Duńczyków. Był rok 866. Nie nazywano mnie wtedy Uhtredem, tylko Osbertem, ponieważ byłem drugim synem. Imię Uhtred nadano pierworodnemu. W chwili rozpoczęcia mojej opowieści miał siedemnaście lat, był wysoki, dobrze zbudowany i – jak wszyscy w naszej rodzinie – jasnowłosy. Po ojcu odziedziczył posępny wyraz twarzy. W dniu, w którym po raz pierwszy ujrzałem Duńczyków, jeździliśmy konno wzdłuż wybrzeża morskiego, a na nadgarstkach siedziały nam sokoły. My, to znaczy ojciec, jego brat, mój brat, ja i kilku pachołków. Była jesień. Klify wciąż bujnie porastała letnia roślinność, na skałach wylegiwały się foki, a w powietrzu krążyły chmary pokrzykujących morskich ptaków, których było zbyt wiele, by spuścić sokoły z linek. Jechaliśmy tak aż do wysokości 36

nr 1 Październik 2010 r.


Erynie. CZYTAJ recenzję! >>>

Lindisfareny, Świętej Wyspy. Pamiętam, jak ponad wodą wpatrywałem się w stojące na niej zburzone mury opactwa. Dawno temu, wiele lat przed moim przyjściem na świat, klasztor złupili Duńczycy i mimo że jakiś czas potem w jego murach znów pojawili się mnisi, opactwo nigdy nie odzyskało dawnej świetności. Zapamiętałem ten dzień jako piękny. Może rzeczywiście taki był, choć równie dobrze mógł wtedy padać deszcz. Wydaje mi się to jednak mało prawdopodobne – raczej świeciło słońce, morze łagodnie falowało, a świat był wspaniały. Czułem, jak przez skórzany rękaw wbijają mi się w nadgarstek szpony sokoła. Nerwowo kręcił zakapturzoną głową, gdyż słyszał pokrzykiwania białych ptaków. Przed południem wyjechaliśmy z naszej twierdzy. Kierowaliśmy się na północ i mimo że zabraliśmy ze sobą sokoły, nie mieliśmy zamiaru polować – wzięliśmy je raczej dlatego, że ojciec tak postanowił. Byliśmy panami tych ziem. Do mojego ojca, eldormana Uhtreda, należało wszystko, co leżało między rzeką Tuede na północy a rzeką Tine na południu. Naturalnie, mieliśmy wtedy w Northumbrii własnego króla, który – tak jak ja – nazywał się Osbert. Mieszkał na południu, rzadko przybywał na północ i nie kłopotał nas. Teraz jednak na tronie chciał zasiąść człowiek o imieniu Aella. Był to eldorman władający wzgórzami na zachód od Eoferwic. Zebrał armię z zamiarem ruszenia na Osberta. Posłał też mojemu ojcu podarki, by pozyskać jego wsparcie. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że los planowanego wówczas przewrotu leżał w rękach taty. Bardzo chciałem, żeby poparł Osberta – prawowity król nosił wszakże to samo imię co ja, a w naiwności swoich dziewięciu lat wierzyłem, że każdy, kto nazywa się Osbertem jest nr 1 Październik 2010 r.

37


<<< CZYTAJ recenzję! Składana wanna

szlachetny, dobry i odważny. Prawda jednak była taka, że Osbert był śliniącym się głupcem. Zasiadał jednak na tronie, dlatego ojciec nie bardzo kwapił się go porzucać. W przeciwieństwie do Aelli, Osbert nie starał się pozyskać sobie naszych względów – nie przysłał żadnych darów, nie okazał też należnego szacunku. I dlatego ojciec się niepokoił. W tamtym czasie mogliśmy poprowadzić do boju stu pięćdziesięciu ludzi, wszystkich świetnie uzbrojonych. W ciągu miesiąca byliśmy w stanie powiększyć nasze wojska do ponad czterystu mężczyzn, więc ten, kogo byśmy poparli, zostałby królem i naszym dłużnikiem. Tak myśleliśmy. I wtedy je zobaczyłem. Trzy statki. Choć w moich wspomnieniach wyłoniły się z oparów unoszącej się nad morzem mgły, wiem, jak ułomna jest ludzka pamięć. Łodzie rzeczywiście mogły wynurzyć się z białego obłoku, jednak tamten dzień jawi mi się pogodnie, widzę czyste, bezchmurne niebo – skąd więc mgła? Wydaje mi się wszakże, że w jednej chwili morze było puste, a w następnej na horyzoncie pojawiły się trzy płynące z południa statki. Były piękne. Delikatnie kołysały się na falach, a gdy wiosła poszły w ruch – ślizgały się lekko po powierzchni wody. Ich dzioby i rufy zakrzywiały się wysoko, zakończone pozłacanymi wężami i smokami. Odnosiłem wrażenie, jakby tego wczesnojesiennego dnia trzy statki tańczyły na falach, pchane wznoszącymi się i opadającymi ruchami srebrnych piór. Połyskiwały na nich promienie słoneczne, światło rozszczepiało się, potem wiosła nik38

nr 1 Październik 2010 r.


Blondynka, jaguar i tajemnica Majów. CZYTAJ recenzję! >>>

nęły w głębinach wody, wykonywały odpychający ruch i statek z głową smoka lub węża na dziobnicy przyspieszał. Patrzyłem na to wszystko jak urzeczony. - Diabelskie pomioty – mruknął ojciec. Nie był z niego zbyt dobry chrześcijanin, lecz w tamtym momencie zdjęła go trwoga na tyle silna, że uczynił znak krzyża. - Niech ich piekło pochłonie – dopowiedział wuj. Nazywał się Aelfric. Był mężczyzną smukłym, przebiegłym, mrocznym i zagadkowym. Trzy łodzie płynęły na północ, ich czworokątne żagle spoczywały zwinięte na długich rejach. Odwróciliśmy się w kierunku południowym i pocwałowaliśmy po piasku do domu. Wiatr rozwiewał końskie grzywy, a zakapturzone sokoły skrzeczały zaniepokojone. Ale statki zrobiły obrót razem z nami. W miejscach, gdzie klify opadały, tworząc pochylnie porozrywanego torfu, wjechaliśmy w głąb lądu, wspinając się na zbocze, skąd pogalopowaliśmy wzdłuż wybrzeża prosto do fortecy. Do Bebbanburga. Dawno temu tymi terenami władała królowa Bebba, od której imienia wziął nazwę mój dom – najdroższe mi miejsce na Ziemi. Twierdza do dziś stoi na wysokiej skale, część której obmywa morze. Fale uderzają o jej wschodnią stronę, białą pianą rozbijają się o północny grzbiet, natomiast wzdłuż zachodniej ściany – pomiędzy fortecą a lądem – zaledwie omywają ją niewielkimi zmarszczeniami płycizny. By dostać się do Bebbanburga, trzeba groblą kierować się na południe. Tworzy ją niewysoki pas skał i piasku, strzeżony przez wspaniałą, drewnianą wieżę zwaną Niską Bramą. Stoi na szczycie wału ziemnego. nr 1 Październik 2010 r.

39


<<< CZYTAJ recenzję! Zaginiony symbol

Na pokrytych białymi płatami potu koniach przemknęliśmy z prędkością błyskawicy pod łukiem wieży, minęliśmy spichlerze, kuźnię, podwórza, stajnie i uliczkę ze starymi stodołami, przerobionymi na mieszkalne izby. Wszystkie budynki były drewniane, solidnie pokryte strzechą z żytniej słomy. Pędziliśmy tak aż do ścieżki prowadzącej do umieszczonej na szczycie skały Wysokiej Bramy, która pełniła funkcje obronne. Dwór ojca obwiedziony był drewnianymi umocnieniami. Tam zsiedliśmy z koni, które wraz z sokołami zabrali niewolnicy, po czym pobiegliśmy na wschodni szaniec, skąd wpatrzyliśmy się w morze. Trzy statki zbliżały się już do wysp zamieszkanych przez maskonury oraz ludność, która poluje na foki i tańczy w zimie. Przyglądaliśmy się łodziom, gdy zaniepokojona tętentem kopyt końskich macocha wybiegła ze dworu i dołączyła do nas. - Oto diabelskie łajno – powitał ją ojciec. - Bóg i Jego święci nas oszczędzą – odrzekła z przekonaniem Gyda, robiąc znak krzyża. Nie pamiętałem swojej prawdziwej matki, która była drugą żoną ojca i która, podobnie jak jej poprzedniczka, zmarła przy porodzie. Tak więc zarówno mój brat, będący w gruncie rzeczy przyrodnim bratem, jak i ja nie poznaliśmy swoich rodzicielek. Gydę traktowałem jednak jak matkę – zazwyczaj była dla mnie miła, znacznie milsza niż nieprzepadający za dziećmi ojciec. Gyda chciała, żebym został księdzem, mówiąc, że starszy brat odziedziczy ziemię i będzie wojownikiem stojącym na jej straży, więc ja muszę obrać inną życiową drogę. Urodziła ojcu dwóch synów i córkę, ale żadne z tych dzieci nie przeżyło nawet roku. 40

nr 1 Październik 2010 r.


Zapasy z życiem. CZYTAJ recenzję! >>>

Trzy statki były już dość blisko. Wyglądało to tak, jak gdyby przypłynęły do Bebbanburga, żeby zbadać teren. Specjalnie nas to nie martwiło, gdyż twierdza słynęła z niedostępności i Duńczycy mogli się na nią gapić do woli. Na każdej burcie najbliższej łodzi znajdowało się po dwanaście wioseł. Gdy przepływała w odległości około stu kroków od wybrzeża, jakiś człowiek zeskoczył na wystawiony z burty trzon wiosła i tanecznym krokiem przebiegł po całym ich rzędzie, przy czym zrobił to ubrany w kolczugę i z mieczem w dłoni. Modliliśmy się, żeby się przewrócił i skąpał w morzu, ale nasze nadzieje okazały się płonne. Miał bardzo długie, jasne włosy, a kiedy w podskokach przemierzył po kolei wszystkie wiosła, zawrócił i całą sztuczkę powtórzył raz jeszcze. - Tydzień temu ten sam statek był w ujściu rzeki Tine. To kupcy – powiedział Aelfric, brat ojca. - Skąd wiesz? - Widziałem go – odparł wuj. – Poznaję jego dziób. Widzisz ten jasny pas poszycia na wygięciu? – Splunął. – Wtedy nie miał smoczego łba. - Kiedy handlują, zdejmują ozdoby z dziobów – wyjaśnił ojciec. – Co kupowali? - Wymieniali skóry w zamian za sól i suszone ryby. Mówili, że są kupcami z Hedeby. - Teraz są kupcami szukającymi zwady – skrzywił się ojciec. Duńczycy z trzech statków rzeczywiście nas prowokowali. Uderzali włóczniami i mieczami o malowane tarcze, jednak niewiele mogli zrobić Bebbanburgowi, tak jak my nie mogliśmy niczego zrobić im. Mimo to ojciec nakazał wywiesić flagę z wilkiem, co zwykł czynić w czasie walk. Widniał na niej łeb wilka nr 1 Październik 2010 r.

41


<<< CZYTAJ recenzję! Magma

z obnażonymi kłami. Dzień był jednak bezwietrzny i chorągiew opadła smętnie. Poganie zlekceważyli ten ostrzegawczy sygnał i po chwili, znudzeni naśmiewaniem się z nas, zajęli stanowiska przy wiosłach i odpłynęli, kierując się na południe. - Musimy się modlić – oświadczyła macocha. Gyda była dużo młodszą od ojca, niską, pulchną kobietą o burzy jasnych włosów. Czciła świętego Cuthberta, wielbiąc go za to, że czynił cuda. W kościele za naszym dworem trzymała grzebień z kości słoniowej, którym podobno niegdyś święty Cuthbert rozczesywał sobie brodę. - Musimy działać – powiedział ze złością ojciec. Odwrócił się od zabudowań. – Uhtredzie – zwrócił się do mojego starszego brata – weźmiesz tuzin ludzi i poprowadzisz ich na południe. Obserwuj tych barbarzyńców, ale nie rób nic więcej, rozumiesz? Jeżeli zejdą na ląd na mojej ziemi, chcę wiedzieć, w którym miejscu to uczynili. - Tak, ojcze. - Nie walcz z nimi – nakazał ojciec. – Tylko patrz, gdzie jadą i co robią. I wracaj, nim noc zapadnie. Posłano też sześciu mężczyzn, by zaalarmować ludność. Każdy wolny mężczyzna miał obowiązek służby wojskowej i przed jutrzejszym zmierzchem ojciec spodziewał się zebrać prawie dwustu mężczyzn uzbrojonych w topory, włócznie i sierpy. Z kolei jego podwładni, którzy mieszkali z nami w Bebbanburgu, mieli zostać wyekwipowani w dobrej jakości miecze i ciężkie tarcze. 42

nr 1 Październik 2010 r.


KSU. Rejestracja buntu. CZYTAJ recenzję! >>>

- Jeżeli masz nad Duńczykami przewagę liczebną – powiedział mi tamtej nocy ojciec – nie będą z tobą walczyć. Są jak psy. Podszyci tchórzem. Nabierają odwagi, dopiero gdy zbierze się ich cała sfora. Było już ciemno, a mój brat nie wracał, lecz nikt się tym specjalnie nie martwił. Uhtred był sprawnym w boju, choć czasami lekkomyślnym młodzieńcem i spodziewano się, że na pewno pojawi się późną nocą. Na szczycie Wysokiej Bramy ojciec rozkazał zapalić umieszczony w żelaznym uchwycie ogień sygnałowy, by jego światło prowadziło syna do domu. Uważaliśmy, że w Bebbanburgu nic nam nie grozi – twierdza jeszcze nigdy nie została zdobyta. Jednak ojciec i wuj niepokoili się, że Duńczycy wrócili do Northumbrii. - Szukają żywności – uspokajał ojciec. – Te dranie chcą wyjść na brzeg, zwędzić parę sztuk bydła i odpłynąć do siebie. Przypomniały mi się słowa wujka o tym, że te same statki znalazły się wcześniej u ujścia rzeki Tine i że Duńczycy handlowali futrami w zamian za suszone ryby. Jak więc mogli być głodni? Ale nic nie powiedziałem. Miałem dopiero dziewięć lat, a co dziewięciolatek mógł wiedzieć o Duńczykach? Wiedziałem jedynie, że byli to okrutni i straszni poganie, którzy już na dwa pokolenia przed moimi narodzinami przypływali łodziami na nasze wybrzeże, by je rabować. Ksiądz i zarazem urzędnik ojca, Beocca, każdej niedzieli prosił Boga, by uchronił nas przed furią ludzi Północy i być może Bóg tych modlitw nr 1 Październik 2010 r.

43


<<< CZYTAJ recenzję! Rany wylotowe

wysłuchał, bowiem ta furia rzeczywiście dotąd nas omijała. Od dnia moich narodzin żaden Duńczyk nie przybił do okolicznych brzegów, ale w przeszłości ojciec często z nimi walczył i tamtej nocy, gdy czekaliśmy na powrót brata, opowiedział o swoim odwiecznym wrogu. Mówił, że przybywa on z ziem Północy, skutych lodem i spowitych mgłą, i że czci dawnych bożków – tych samych, do których my się modliliśmy, zanim spłynęło na nas błogosławione światło Chrystusa. Kiedy Duńczycy po raz pierwszy przybyli do Northumbrii, przez północne niebo przelatywały ziejące ogniem smoki, potężne błyskawice pustoszyły wzgórza, a trąby powietrzne piętrzyły morskie fale. - To Bóg ich przysłał – nieśmiało wtrąciła Gyda – żeby nas ukarać. - A za co miałby nas karać? – zirytował się ojciec. - Za nasze grzechy – odparła Gyda, robiąc znak krzyża. - Za nasze grzechy to Bóg kiedyś nas potępi – mruknął ojciec. – A oni przybyli tu, bo mają puste brzuchy. Złościła go pobożność mojej macochy. Nigdy nie zgodził się zrzec flagi z głową wilka, która świadczyła o pochodzeniu naszej rodziny od Wodana, pradawnego boga wojny. Jak wyjaśnił mi kowal Ealdwulf, wilk – obok orła i kruka – był jednym z ulubionych zwierząt Wodana. Matka chciała, by na naszej chorągwi widniał krzyż, ale ojciec był dumny ze swoich przodków, choć rzadko wspominał o Wodanie. Już w wieku dziewięciu lat rozumiałem, że dobry chrześcijanin nie powinien chełpić się powinowactwem z pogańskim bogiem, ale z drugiej strony podobała mi się myśl, że jestem potomkiem boga. Ealdwulf często opowiadał mi różne historie o Wodanie. Jedna z nich mówiła o tym, jak bóg w nagrodę obdarował naszych ludzi 44

nr 1 Październik 2010 r.


Zaginiona. CZYTAJ recenzję! >>>

ziemią, którą nazwaliśmy Anglią. W innej Wodan rzucił wojenną włócznią, która przeleciała dokładnie wokół Księżyca. W jeszcze innej jego tarcza podczas pełni lata okryła niebo ciemnością. Wodan potrafił też jednym ciosem miecza ściąć całe zboże świata. Uwielbiałem te opowieści. Były znacznie ciekawsze niż historie mojej macochy o cudach świętego Cuthberta. Odnosiłem wrażenie, że chrześcijanie zawsze biadolą i zamartwiają się, w odróżnieniu od wyznawców Wodana, którzy nie byli skorzy do lamentów. Czekaliśmy we dworze. To był, a w zasadzie ciągle jest, wspaniały, drewniany dwór, porządnie pokryty strzechą, o solidnej belkowej konstrukcji, z harfą stojąca na podwyższeniu i kamiennym paleniskiem pośrodku podłogi. Utrzymanie w nim płonącego wysoko ognia wymagało codziennej pracy tuzina niewolnych. Musieli oni najpierw przeciągnąć drewno przez groblę, a potem przez wszystkie bramy, abyśmy pod koniec lata mieli na zimę zapas polan wyższy niż kościół. We wnętrzu dworu, pod dłuższymi ścianami, znajdowały się wypełnione ubitą ziemią, drewniane ławy, które wyściełano wełnianymi chodnikami. Na nich właśnie spaliśmy, z dala od przeciągów. Psy myśliwskie trzymaliśmy na znajdującej się poniżej podłodze, pokrytej warstwą liści paproci. Tam też mniej ważni w hierarchii społecznej mieszkańcy naszej twierdzy mogli spożywać posiłki podczas czterech wielkich uczt, jakie odbywały się w ciągu roku. Tej nocy nie było uczty, jedliśmy tylko chleb i ser, które zapijaliśmy piwem. Ojciec czekał na mojego brata, zastanawiając się na głos, czy Duńczycy znów chcą nas niepokoić. nr 1 Październik 2010 r.

45


<<< CZYTAJ recenzję! Tajemnica człowieka z blizną

- Zwykle przybywają po jedzenie i łupy – wyjaśniał – ale zdarza się, że w niektórych miejscach zostają i zagarniają ziemię. - Myślisz, że chcą naszej ziemi? – spytałem. - Biorą każdą ziemię – odparł poirytowany. Zawsze denerwowały go moje pytania, lecz tej nocy martwił się i dlatego mówił dalej. – Ich własna ziemia nic nie jest warta – same kamienie i lód. Zamieszkują ją olbrzymy, których te dranie się boją. Chciałem, żeby opowiedział mi coś więcej o olbrzymach, ale ojciec zaczął rozpamiętywać przeszłość. - Nasi przodkowie – powiedział po chwili – zawładnęli tymi terenami. Zawładnęli nimi, zagospodarowali i utrzymali. Nie zrzekniemy się tego, co dali nam nasi ojcowie i dziadowie. Przepłynęli przez morze, tutaj walczyli, tu postawili swoje domostwa, tu umarli i tu zostali pogrzebani. To nasza ziemia, przesiąknięta naszą krwią i wzmocniona naszymi kośćmi. Nasza. – Był zły, ale ojciec często bywał zły. Spojrzał na mnie spode łba, jak gdyby zastanawiając się, czy jestem wystarczająco silny, by utrzymać Northumbrię, którą nasi przodkowie zdobyli, walcząc mieczami i włóczniami, przelewając za nią krew i uczestnicząc w rzeziach. Chwilę później już spaliśmy, a przynajmniej mnie zmorzył sen. Myślę, że ojciec chodził tam i z powrotem po umocnieniach. Przed świtem był już jednak z powrotem we dworze, wtedy też obudził mnie dźwięk rogu, dobiegający od Wysokiej Bramy. Zsunąłem się z ławy prosto w objęcia budzącego się dnia. Na trawie połyskiwała rosa, nad głową krążyły orły, a zwabione wezwaniem rogu ogary ojca wypadły przez otwarte drzwi. Zobaczyłem, 46

nr 1 Październik 2010 r.


(Cyfrowa) rewolucja u bram. CZYTAJ RAPORT! >>>

jak ojciec biegnie do Niskiej Bramy. Ruszyłem za nim, przeciskając się przez tłum mężczyzn, którzy tłoczyli się na usypanym z ziemi szańcu i spoglądali na groblę. Z południa nadciągali jeźdźcy. Było ich dwunastu. Na końskich kopytach perliły się krople rosy. Wierzchowiec brata podążał przodem. Był to nakrapiany ogier o dzikim spojrzeniu i osobliwym chodzie – cwałując, wyrzucał przednie nogi przed siebie. Nikt nie mógł pomylić go z innym koniem. Tylko że nie jechał na nim Uhtred. Mężczyzna siedzący w siodle miał bardzo długie włosy koloru jasnego złota, które podczas jazdy podskakiwały niczym koński ogon. Ubrany był w kolczugę, u jego boku kołysała się pochwa od miecza, a przez ramię przewieszony miał topór. Byłem przekonany, że to ten sam człowiek, który poprzedniego dnia tańczył na wiosłach. Jego towarzysze mieli na sobie skórzane lub wełniane kaftany. Gdy zbliżyli się do fortecy, długowłosy mężczyzna, który wysforował się do przodu, dał znak, żeby pozostali zatrzymali konie. Podjechał tylko na odległość strzału z łuku, mimo że nikt ze stojących na szańcach mężczyzn nie trzymał strzały na cięciwie. Szarpnął za wodze, zatrzymując konia i spojrzał na bramę. Z drwiącym grymasem na twarzy powiódł uważnym wzrokiem po całym szeregu mężczyzn, następnie się skłonił, wyrzucił coś na ścieżkę i zawrócił konia. Uderzył jego boki ostrogami, zwierzę przyspieszyło, a obszarpani towarzysze mężczyzny galopem podążyli za nim w kierunku południowym. Rzeczą, którą długowłosy wyrzucił na ścieżkę, była odcięta głowa mojego brata. nr 1 Październik 2010 r.

47


<<< CZYTAJ recenzję! Powiedziałabym ci, że cię kocham, ale...

Tamtego lata na Sycylii Marlena de Blasi

T

amtego Lata na Sycylii Marleny de Blasi Villa Donnafugata i należące do niego ziejest czwartą z serii powieści, których mie, to miejsce jak ze snu, pachnące kwiaakcja rozgrywa się we Włoszech. Po wspo- tami, ziołami, owocami i aromatycznymi mnieniach z Wenecji, Toskanii i Umbrii, potrawami. Rozbrzmiewa głosami wspólnie amerykańska pisarka, dziennikarka i krytyk śpiewanych pieśni, śmiechem pracujących kulinarny, zaprasza czytelnika do przeżycia razem kobiet i mężczyzn, urzeka pięknem przygody na wyspie, ogrodów, pól, lasów w głębi której „świat a także eleganckich jest nieprzyjazny, wnętrz książęcego paNie znajdziemy a jej bezdroża i głułacu. W tym miejscu tutaj typowych dla cha cisza są odzwierludzie żyją w harmoromansu banałów, ciedleniem mentalnii z naturą i ze sobą identycznie brzmiących, ności mieszkańców”. nawzajem, a każdy nieprzystających do Autorka przemierza z nich jest częścią rzeczywistości wyznań Sycylię w poszukiopowiedzianej przez miłosnych waniu materiałów do autorkę historii. artykułu naukowego. Powieść poSzybko przekonuje wstała na podstawie się jednak, że nie mogąc liczyć na współ- wspomnień gospodyni Villi, Toski, która pracę mieszkańców wyspy, dla których dys- jako mała dziewczynka została oddana na krecja jest sprawą honoru, nie wykona tego wychowanie rodzinie księcia Leo d’Anjou. zadania. I przypadek sprawia, że zrezygno- Z krótkiego opisu na okładce dowiadujemy wana trafia do miejsca, które oczarowuje ją się, że młodą, biedną dziewczynę i księcia od pierwszego wejrzenia. Pałacyk, zwany połączy miłość. Na szczęście, na nieunik48

nr 1 Październik 2010 r.


Metro 2033. CZYTAJ recenzję! >>>

nionym pierwszym skojarzeniu kończy się w zamieszkanym przez prostych ludzi podobieństwo do tanich, pisanych seryjnie borghetto, jak i w Villi zarządzanej przez romansideł czy kolejnych historii o Kop- Toscę, dni wypełnia praca, wspólne pociuszku. Nie znajdziemy tutaj typowych siłki, modlitwy. Jedni gotują, piorą, szyją, dla tego gatunku banałów, identycznie sprzątają, inni zajmują się obsiewaniem brzmiących, nieprzystających do rzeczywi- pól lub zbieraniem plonów, a najprostsze stości wyznań miłosnych, manipulowania czynności, jak choćby zaplatanie włosów, emocjami czy budowania napięcia rozter- wykonywane są z dużą wprawą ale i nakami zakazanej miłości. Nie ma też złej maszczeniem, gdyż stanowią obrzędy cemacochy i okrutlebrowane od wielu nych sióstr, szlachetpokoleń. Każdy ma nego księcia i poswoje miejsce, zadaTamtego Lata na Sycylii krzywdzonej przez nie do wykonania, jest również los sieroty o czystym a jego praca skłapochwałą prostego, sercu. Bohaterowie da się na doskonauporządkowanego życia Tamtego Lata na le działającą całość w harmonii z naturą Sycylii są prawdziwi, życia społeczności, ludzcy, ich emocje, w której żyje. Autordecyzje i postępoka, a czytelnik wraz wanie zrozumiałe, ale złożone, bez czarno- z nią, daje się uwieść tej niezwykle pociąbiałych skrajności. Relacje łączące Toskę, gającej prostocie, harmonii i umiejętności księcia, jego żonę, córki i osoby z najbliż- cieszenia się każdym przeżytym dniem. szego otoczenia są równie wielobarwne co Życie bohaterów powieści de Blasi nie otaczający krajobraz. Ludzie przedstawieni jest jednak sielanką. W tle opowiadanej histosą w sposób wnikliwy, charakterystyczny rii rozgrywają sie bowiem dramaty II Wojny dla osoby wrażliwej na otoczenie, potra- Światowej, skrajnej biedy głodujących, pozbafiącej spojrzeć głębiej niż zwykle patrzy- wionych opieki medycznej i szkół mieszkańmy na siebie nawzajem, doświadczonej ców wsi oraz działalności stojącej ponad prai mądrej życiowo. Taki obraz Autorki ry- wem mafii, która decyduje o ludzkim życiu suje się w oparciu o sposób, w jaki opisu- i śmierci. Te okoliczności bezpośrednio odje bohaterów i ujmuje łączące ich relacje. działują na losy książęcej rodziny. Czy możeI taka też jest jej powieść: mądra, głęboka, my zatem spodziewać się szczęśliwego zakońskłaniająca do refleksji. Jej fabułę napisało czenia? Tę tajemnicę zdradzi sama Tosca tym, życie, a de Blasi ujęła ją w oddziałującą na którzy zechcą wysłuchać jej opowieści. wszystkie zmysły, napisaną pięknym języ- Tytuł: Tamtego Lata na Sycylii kiem historię. Autor: Marlena de Blasi Tamtego Lata na Sycylii jest rów- Tłumacz: Magdalena Tulli Wydawnictwo: Świat Książki nież pochwałą prostego, uporządkowane- Liczba stron: 352 go życia w harmonii z naturą. Zarówno Cena: 34,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

49


<<< CZYTAJ! Kropla krwi Nelsona

Kolacja z zabójcą Aleksandra Marinina

K

siążek dla młodzieży zazwyczaj nie pi- głowy. Nagłe przejście od głównej bohatersze młodzież. Bywa też, że za pisanie ki i wątku kryminalnego do romansu jedksiążek o historii, biorą się nie-historycy. nej z drugoplanowych postaci czy rodzinnej Ale zdarza się również, że za pisanie książek tragedii kolejnej, sprawia, że odbiorca odna dany temat weźmie się osoba z tym tema- czuwa pewną dezorientację – szczególnie, tem obeznana. Tak właśnie jest w przypadku że część z tych wątków sprawia wrażenie kryminału Kolacja wrzuconych niez zabójcą, rosyjskiej co „na siłę” i nie Do zalet powieści zaliczyć pisarki, Aleksandry do końca wiadomo, można wspaniale oddaną Marininy. Marinina co autorka miała na atmosferę rosyjskiej stolicy myśli, umieszczajest przykładem piczasów przełomu sarza, który, angażując konkretne sceny. jąc się w twórczość Nie przyzwyczajony literacką, wiedział za co się zabiera. Przez również do złożoności rosyjskich nazwisk ponad dwadzieścia lat pracowała bowiem odojcowskich czytelnik może zgubić się w milicji, zajmując się między innymi pra- w ich obcobrzmiącym gąszczu. cami badawczymi w zakresie kryminologii. Jednak są to nieliczne i nie wpływające, Czy czyni to z Marininy lepszego pisa- w znaczący sposób, na treść książki wady. Zalet rza? Prawdopodobnie nie, choć jej sposo- jest znacznie więcej. Pierwszą z nich jest główbowi prowadzenia narracji czy kreowania na bohaterka powieści, Anastazja Kamieńska postaci nie można wiele zarzucić. Może – analityczka moskiewskiej milicji w stopniu tylko fakt, że mnogość prowadzonych majora. Kobieta bardzo inteligentna, ale niew książce Kolacja z zabójcą wątków, chwi- specjalnie piękna, czy też, jak sama o sobie lami przyprawia czytelnika o lekki zawrót mówi, przeciętna. Ma swoje problemy, między 50

nr 1 Październik 2010 r.


KONKURS!!! >>> innymi zdrowotne, nie uprawia sportów i nie ska i jej współpracownicy rozwiązali problem nadaje się do pracy operacyjnej, jednak siła jej morderstwa pewnej kryminolożki z Instytutu umysłu, fenomenalna pamięć i umiejętność Naukowo-Badawczego Ministerstwa Spraw analitycznego myślenia sprawiają, że jest cen- Wewnętrznych. nym współpracownikiem wydziału MoskiewOryginalny tytuł przetłumaczyć można skiego Urzędu Śledczego. Na uwagę zasługują jako Traf czy Zbieg okoliczności – dlaczego również postacie drugoplanowe, do których tłumacz zdecydował się na użycie tak komczytelnik ma większą pletnie innego tytułu, szansę się przywiązać, czytelnik zorientuje się Marinina jest przykładem gdyż będzie spotykał dopiero w końcowej pisarza, który wiedział za ich kilkukrotnie w caczęści lektury. Książco się zabiera. Przez ponad łej powieści, np. przeka odniosła w Rosji dwadzieścia lat pracowała oszałamiający sukces, łożony Kamieńskiej, bowiem w milicji Wiktor Aleksiejewicz dotychczas na cykl Gordiejew, człowiek o Anastazji Kamieńo barwnej przeszłości, niestrudzony w walce skiej składa się 26 części. Doczekał się również z przestępczością, a jednocześnie nieco „po- ekranizacji w postaci serialu telewizyjnego cieszny” z wyglądu. pt. Kamieńska. Do kolejnych zalet powieści zaliczyć możObecne wydanie Kolacji z zabójcą jest na wspaniale oddaną atmosferę rosyjskiej stoli- drugim polskim wydaniem tej pozycji. W serii cy czasów przełomu. Czytelnik z ciekawością „Lato z kryminałem” pod patronatem tygodnizagłębia się w świat ka „Polityka”, wydało Moskwy wczesnych książkę Wydawnictwo Książka odniosła w Rosji lat dziewięćdziesiątych W.A.B. Cieszy też fakt, – braków w sklepach że wydaje ono rówoszałamiający sukces, i szalejącej inflacji, parnież kolejne książki Cykl o Anastazji tyjnych przywilejów z cyklu o Kamieńskiej, Kamieńskiej składa się i rodzącej się warstwy po które z przyjemnoz 26 części nowobogackich. Polścią sięgnę – zarówno skiemu czytelnikowi, dla postaci głównej po prawie dwudziestu latach od czasu, kiedy bohaterki, jak i intrygi kryminalnej oraz niepomają miejsce wydarzenia opisane w powieści, wtarzalnej atmosfery Moskwy. niektóre wątki wydadzą się niezrozumiałe. Tytuł: Kolacja z zabójcą Dotyczyć to może zwłaszcza osób młodszych. Autor: Aleksandra Marinina Sama intryga kryminalna, choć przepro- Tłumacz: Margarita Bartosik wadzona w ciekawy sposób i z dbałością o wie- Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B. le szczegółów, pozostaje jednak częściowo na Liczba stron: 270 Cena: 15 zł dalszym planie. Co nie przeszkadza zagłębić się Wydanie kieszonkowe, seria „Polityka. w powieść i gorąco pragnąć, by Nastia Kamień- Lato z kryminałem 2010.” nr 1 Październik 2010 r.

51


<<< CZYTAJ recenzję! Bierki

Składana wanna Małgorzata Niezabitowska

C

óż to za wanna, o której mowa, skończyła rodzinna idylla, jeszcze niedawi o czym może traktować tak zatytuło- no z wielkim rozmachem manifestowana wana pozycja? przed wszystkimi krewnymi i znajomymi. Odpowiedzi na pierwsze z tych pytań Pozbawionym domu i ojca, odepchniętym doszukamy się już na początkowych stro- przez krewnych z jego strony dzieciom jaknach książki, w rozdziale o jeszcze bardziej że łatwo byłoby zejść na niewłaściwą drogę, intrygującym tytule „Sex, hazard & katastro- zaprzepaścić całe dziedzictwo wielu pokofa”. Dowiemy się tu, leń Leszczyńskich, Nawet najbardziej że owo intrygujące, Okęckich, Ryxów dokumentalne partie dziś już zupełnie niei Mysyrowiczów tekstu czyta się lekko, znane urządzenie, – a jednak tak się delektując się bogatą stanowiło niezbędne nie stało. Czemu? polszczyzną autorki wyposażenie podróżBo „ocalenie ujrzeli ne pradziadka autorw owej ziemi przodki, który to pradziadek prócz ponadprze- ków, jedynym, jakim znali, stałym lądzie, ciętnego zamiłowania do ablucji cechował z którym, niczym mocną ratowniczą liną, się także niepowstrzymanym pociągiem związali się pamięcią. I dzięki przeszłodo hazardu, pozamałżeńskich rozkoszy ści oni, synowie i córki hulaki, bankruta, miłosnych oraz życia na wysokiej stopie… tchórza, mogli w przyszłości się odnaleźć, stanowczo zbyt wysokiej jak na posiadane odbudować swą tożsamość, spleść na nowo środki. Gdy zorientował się, że przesadził pozrywane nici, odzyskać poczucie god– zniknął jak złodziej, pozostawiając żonę ności”. O tym właśnie, o tej przeszłości z ośmiorgiem niepełnoletnich dzieci i, co – w przypadku niektórych gałęzi rodziny gorsza, z niemożebnymi długami. Tak się sięgającej w czasy średniowiecza – opowia52

nr 1 Październik 2010 r.


Dzieciozmagania. CZYTAJ recenzję! >>>

da na kartach tej książki prawnuczka wspomnianego na wstępie utracjusza, a zarazem spadkobierczyni dużo zaszczytniejszej spuścizny wcześniejszych pokoleń. Rodzinne historie, nawet wpasowane w szerszy kontekst historyczno-obyczajowy, nie zawsze stanowią atrakcyjny kąsek dla odbiorcy spoza kręgu rodziny. Jeśli spisuje je kronikarz bez polotu, mogą być co najwyżej dokumentem przyciągającym ewentualnych badaczy historii kraju czy regionu. Ale te tutaj opowieści doczekały się odpowiedniego pióra – na tyle lekkiego, by nie zanudziło czytelnika nadmiarem detali bez znaczenia, i na tyle poważnego, by nie ograniczyło się do zbioru anegdot i ploteczek. Rekonstrukcja dziejów poszczególnych gałęzi, które ostatecznie splotły się we wspólne drzewo, by zaowocować wspomnianą na wstępie „ósemką z Krobowa”, obejmuje blisko dwa i pół wieku – od narodzin Franciszka Ryxa juniora po lata 1908-1910, gdy Anna Mysyrowicz i jej dzieci próbowali się jakoś pozbierać po utracie majątku i głowy rodziny. Losy indywidualnych postaci wplatają się w losy kraju – nieustannie nękanego a to wojnami i powstaniami, a to represjami zaborców, pragnących odebrać mu nazwę, język, obyczaj, a mimo to trwającego uparcie w swojej polskości za sprawą ludzi takich, jak właśnie przodkowie autorki. Jak Aleksander Ryx, który, gdy inwalidztwo uniemożliwiło mu kontynuowanie udziału w powstaniu listopadowym, przeszmuglował przez moskiewskie kordony ciężko rannego szwagra – oficera wysokiego rangą, choć nie tak znanego, jak dowodzący wraz z nim obroną Woli generał Sowiński. Jak jego syn Bronisław, „z wykształcenia i zamiłowania rolnik, nie mający pojęcia o sztuce

wojennej”, który w kolejnym powstaniu, styczniowym, powołał pod broń okolicznych obywateli, tworząc własny oddział, i siostra Bronisława Jadwinia, powstańcza kurierka. I ostatni z Mysyrowiczów, Władysław, który po ostrej rozmowie z ojcem, widzącym w jego osobie jedyną szansę na przetrwanie tego, co stworzyło „prawie trzydzieści pokoleń zrodzonych na tej ziemi i wiele wcześniejszych na Kaukazie”, ustąpił wprawdzie przed presją seniora i zrezygnował z udziału w powstaniu z bronią w ręku, lecz służył walczącym, czym mógł: schronieniem, bronią, informacjami… Mimo tej stosunkowo dużej dawki historii nie ma mowy o zanudzeniu czytelnika nadmiarem dat i nazwisk. Nawet najbardziej dokumentalne partie tekstu czyta się lekko, delektując się bogatą polszczyzną autorki i klimatem tworzonym przez liczne reprodukcje obrazów, rycin i fotografii ilustrujących kolejne etapy opowieści. Podejście autorki do tematu jest tak obiektywne, jak tylko to możliwe, gdy podmiotem wspomnień jest własna rodzina i wydarzenia z jej udziałem; nie widać tu ani zamiatania niewygodnych faktów pod dywan i wybielania czarnych charakterów, ani też epatowania wstydliwymi tajemnicami i insynuacjami (nawet niesławne poczynania właściciela składanej wanny przedstawione są w sposób dość oględny). Jeśli więc mamy ochotę na literacki spacer w przeszłość, wskazana przez Niezabitowską ścieżka wydaje się zupełnie trafnym wyborem. Tytuł: Składana wanna Autor: Małgorzata Niezabitowska Wydawnictwo: Znak Liczba stron: 360 Cena: 44,90 zł Twarda oprawa nr 1 Październik 2010 r.

53


<<< CZYTAJ recenzję! Z dziejów husarii

Erynie Marek Krajewski

Ci

czytelnicy, którzy obawiali się (lub sie oddając się cielesnym uciechom z kobiemieli nadzieję), że zmiana wydaw- tami lekkich obyczajów. Brzmi znajomo? cy pociągnie za sobą zmianę stylu Marka Istotnie, fabuła wszystkich kryminałów Krajewskiego, mogą poczuć się uspokojeni Krajewskiego jest dość podobna, podob– Erynie są logiczną konsekwencją jego po- na jest też stylistyka. Wiadomo, że możeprzedniej twórczości. my spodziewać się Do tego stopnie, że dokładnych opisów zmiana głównego bonajbardziej przeraKrajewski wciąż umie hatera i miejsca akcji żających morderstw, pisać – Erynie to niezła dokonuje się niemal barwnych scen z żypowieść, wciągająca, niezauważalnie – tak cia przedwojennego mroczna, zaskakująca podobny jest Edward miasta, licznych odPopielski do Mocka, wołań do starożytnej a Lwów do Breslau. literatury i mitologii Najwierniejsi fani będą zapewne zadowole- oraz, przede wszystkim, mrocznego, posępni, ci nieco bardziej sceptyczni z pewnością nego nastroju, który będzie dominował nad znajdą powody do narzekania. intrygą – nawet, jeśli mordercę spotka kara, Edward Popielski, pogromca seryjnego nie ma co liczyć na happy end. mordercy zwanego Minotaurem, jest jedyną Marek Krajewski przyzwyczaił swonadzieją na schwytanie sprawcy makabrycz- ich czytelników do charakterystycznego nej zbrodni dokonanej na małym chłopcu. sposobu prowadzenia fabuły i kreowania Aby to osiągnąć, nie waha się wykorzysty- bohaterów – to on zyskał mu grono wierwać nieregulaminowych, brutalnych metod nych fanów. Wydaje się jednak, że sam aui kontaktów z półświatkiem, w międzycza- tor przywiązał się do swojego stylu nieco 54

nr 1 Październik 2010 r.


Oczyszczenie. CZYTAJ recenzję! >>>

za mocno. Przeniesienie akcji do Polski sprawnie poprowadzony wątek osobisty stwarzało znakomita okazję do drob- – morderca wydaje się bowiem polować na nych chociaż zmian. samego Popielskiego. Tymczasem PopielOstatecznie właśnie ski wydaje się klotego oczekuje się Możemy spodziewać się nem Mocka, a akcja od kryminału – aby mrocznego, posępnego toczy się według trzymał w napięciu, nastroju, który będzie podobnych prawiwciągał i żeby zadominował nad intrygą deł; nawet lwowscy kończenie było dla baciarzy nieszczenas niespodzianką. gólnie różnią się Krajewski umie pisać od wrocławskich uliczników. A przecież, takie książki – dlatego Erynie należy dorozpoczęty Głową Minotaura, nowy cykl cenić jako rzetelnie wykonane rzemiosło. powieściowy aż prosi się o wypełnienie Wydaje się jednak, że pomysłowość autora nowymi, świeżymi pomysłami. Niestety, stopniowo się kończy – być może wprowaKrajewski popełnił grzech zaniechania. dzenie nowych elementów, wykraczających Wszystkie te zarzuty nie zmieniają jednak poza schemat dotychczasowych powieści faktu, że autor wciąż umie pisać – Erynie (ot, choćby postaci kobiecej z prawdziwego to niezła powieść, wciągająca, mroczna, zdarzenia – takiej, która nie byłaby jedynie zaskakująca. obiektem seksualnej fascynacji bohatera) Jest też kilka drobnych różnic w sto- mogłoby uratować go przed ześlizgnięciem sunku do starszych powieści autora. O ile się w przewidywalność. we wcześniejszych powieściach KrajewTym razem jeszcze jest dobrze. Ale, panie ski skupiał się głównie na mozolnie pro- Krajewski – piszę to jako fanka pana twórczowadzonym śledztwie, o tyle w Eryniach ści – kto się nie rozwija, ten się cofa. w o wiele większym stopniu pozwala decydować zbiegom okoliczności, dzięki cze- Tytuł: Erynie mu zwroty akcji stają się jeszcze bardziej Autor: Marek Krajewski Wydawnictwo: Znak niespodziewane, czasem wręcz szokujące. Liczba stron: 272 Na pełen niepokoju nastrój wpływa także Cena: 37,90 zł

nr 1 Październik 2010 r.

55


<<< CZYTAJ! Kropla krwi Nelsona

Zaginiony symbol Dan Brown

C

hoć wydane w 2000 r. Anioły i demony stały się bez wątpienia thrillerem popularnym, prawdziwą sławę Danowi Brownowi przyniósł rok 2003 r. i wydany wówczas Kod Leonarda Da Vinci – książka kontrowersyjna, z równą pasją chwalona jak i krytykowana. Dziś, prawie 7 lat później, ten popularny pisarz amerykański z podziemi Watykanu przenosi czytelnika w głąb ulic „stolicy świata”, a więc do Waszyngtonu. To tu znany już czytelnikom profesor Robert Langdon rozpoczyna swoją kolejną przygodę, tym razem badając tajemnice niedostępnej „zwykłym śmiertelnikom” organizacji, znanej pod nazwą masonerii. Tym razem główny bohater zostaje w trybie nagłym wezwany do Waszyngtonu, aby na prośbę swojego przyjaciela Petera Salomona (powszechnie szanowanego członka loży masońskiej), wygłosić na Kapitolu odczyt dotyczący symboli wolnomularskich. Przybywszy na miejsce Langdon odkrywa – podobnie jak miało to miejsce w Kodzie – że był to tylko pretekst, a cała sytuacja zo56

nr 1 Październik 2010 r.

stała sprytnie zaaranżowana w celu wciągnięcia go w pułapkę. Tam gdzie miał się odbyć odczyt, profesor znajduje odciętą dłoń swego mentora z wytatuowanymi na niej symbolami i masońskim pierścieniem – mistyczne zaproszenie do świata wiedzy tajemnej. Chcąc nie chcąc, aby uratować porwanego przyjaciela, Robert Langdon musi wejść do gry i odnaleźć pewien pradawny portal. Nie ma na to zbyt wiele czasu, stawka jest jednak wysoka – jeżeli w kilkanaście godzin nie uda mu się odnaleźć portalu, Salomon zginie. Istotnie, dość adekwatnym określeniem dla Zaginionego symbolu, najnowszej książki Browna, jest „sequel Kodu”. Choć Langdon występował również w Aniołach i demonach, a wymienione tu pozycje razem wzięte tworzą swego rodzaju trylogię, podobieństwa między I i III częścią wydają się być mniej widoczne niż te między dwoma ostatnimi. Oprócz wyraźnie dominującej sylwetki głównego bohatera mamy tu do czynienia z podobnymi typami postaci drugoplanowych – atrakcyjną partnerką Langdona (Katherine), złoczyńcą


Lit 6. CZYTAJ recenzję! >>>

i fanatykiem, stanowiącym przeciwwagę dla wykorzystaniu której równie łatwo można by szlachetnego profesora (Mal’akh), czy też całym było świat uratować jak i zgubić. Z drugiej ciałem policyjnym, które zamiast pomagać, strony zwolennicy spiskowych teorii znajdą przeszkadza w rozwikłaniu zagadki (w tej roli: w tej książce potwierdzenie własnych przeCIA). Takich analogii jest więcej – wiele elemen- konań i już tylko od nich zależy, czy chcąc tów fabuły wydaje się być „żywcem wziętych” je poprzeć zaczną powoływać się na fikcję z Kodu Leonarda Da Vinci co nie stanowi raczej – zręcznie napisaną, ale jednak fikcję – literacmocnej strony powieści. Ostatecznie po tak po- ką amerykańskiego pisarza. pularnym autorze czytelnicy mają prawo spoMimo wspomnianych tu podobieństw dziewać się nieco więcej oryginalności. do poprzednich książek Browna, Zaginiony Nie sposób odmówić Brownowi talentu symbol stanowi odrębną całość i bez przeszkód do konstruowaniu napięcia, choć w porów- można go polecić również tym nieznającym naniu do jego poprzedniej książki ten aspekt wcześniejszej twórczości autora (w istnienie również wypada słabiej. Z początku akcja których – biorąc pod uwagę jego popularność toczy się powoli, wręcz – nieco trudno jest uwieleniwie, aby od pewnego rzyć). Bardzo zadowoleni momentu przyśpieszyć będą miłośnicy wszelkieRobert Langdon gwałtownie, co zaciera go rodzaju thrillerów czy rozpoczyna swoją w pewnym stopniu niekolejną przygodę, tym kryminałów, ponieważ miłe wrażenie początku w zdecydowanej więkrazem badając i wpływa na odbiór caszości tekst „połyka się” tajemnice niedostępnej jednym tchem, a choć fałości. Do fabuły zostały sprytnie wplecione liczne „zwykłym śmiertelnikom” buła nie zostanie na dłuorganizacji, znanej pod go w pamięci czytelnika, ciekawostki historyczne związane z symbolami, będzie w niej jednak nazwą masonerii religią i masonerią, co niezatarte wrażenie tego, nie spowalnia na szczęże ten tak obszerny (bo ście biegu akcji, wprowadza natomiast chwile ponad 600-stronicowy) tom został przeczytamiłego wytchnienia. ny w dzień czy dwa. Zaginiony symbol należy Kwestią dyskusyjną jest, czy zawarte zdecydowanie polecić współczesnym intelekw książce informacje dotyczące masonerii tualistom, którzy chcą być na bieżąco z najsą autentyczne, czy też naciągane. Przeciw- nowszymi wytworami kultury, bo Dan Brown nikowi teorii spiskowych trudno będzie – czy to się komuś podoba, czy nie – istotnie uwierzyć, że Ojcowie Założyciele w nowo- wpływa na szeroko pojętą kulturę XXI w. powstającej Ameryce „jak jeden mąż” byli ma- Tytuł: Zaginiony symbol sonami (czego wyraźne dowody można rzeko- Autor: Dan Brown mo odnaleźć w każdym kącie Waszyngtonu), Tłumacz: Zbigniew Kościuk Wydawnictwo: Albatros/Sonia Draga a bractwo przez wieki gromadziło i chroniło Liczba stron: 622 wiedzę niedostępną szerokim masom, przy Cena: 44,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

57


<<< CZYTAJ recenzję! Żona Adama

Blondynka, jaguar i tajemnica Majów Beata Pawlikowska

O

tym, że blondynka potrafi (i to lepiej, nich rozdziałów), stanowiący tym razem niż niejeden osobnik płci przeciwnej) cel wyprawy, też nie jest oazą bezpieczeńpokonywać wyzwania związane z samotnymi stwa; zresztą, powiedzmy prawdę, gdyby wyprawami w odległe nią był, pewnie nie rejony kuli ziemskiej, skusiłby naszej powie każdy czytelnik dróżniczki, bo co to Gdy przychodzi mówić współczesnej polskiej o historii danego miejsca za frajda poruszać literatury podróżnisię po utartych szlaczy całego regionu, czej. Malezyjska dżunkach wycieczkowym lekki i dowcipny styl, gla czy afrykańska autobusem, spać jakim relacjonuje autorka w sieciowych hosawanna, wioski amaswoje gwatemalskie zońskich Indian czy telach ze standarprzygody, zamienia się zatłoczone metropolie dowym wystrojem w poważny i bardziej Ameryki Środkowej i uniwersalną kuch– wszystko to miejsca, nią, poznawać to, rzeczowy gdzie nawet znając jęco uzna za godne zyk niełatwo pokonać poznania przewodwszystkie przeciwności i uniknąć zagrożeń nik… Lepiej gnieść się w niewiarygodnie czyhających na egzotycznego globtrotera, zapchanym busiku, nocować w klitkach zwłaszcza takiego, który nie ma w odwodzie o wystroju więziennej celi (niekoniecznie gromadki pomocnych towarzyszy. dorównujących jej komfortem), żywić się kupowanymi na targowiskach lokalnymi „Kraj bohaterskich bliźniaków” (skąd specjałami, włóczyć się po pustkowiach, ta nazwa, wyjaśni się w jednym z ostat- wzdrygając się od czasu do czasu na widok 58

nr 1 Październik 2010 r.


Wieczny Grunwald. CZYTAJ recenzję! >>>

zmierzającego z naprzeciwka osiłka z ma- dopatrywania się w namacalnej rzeczyczetą – ale za to dotknąć samego serca od- wistości jakichś metafizycznych znaków wiedzanego kraju, zakosztować widoków, będzie on akurat zaletą; patrząc jednak smaków i zapachów rzadko dostępnych na świat z bardziej racjonalistycznego dla zwykłego turysty! Pawlikowska prze- punktu widzenia, jakoś trudno uwierzyć kazuje nam tę tezę jakby od niechcenia, w mistyczne przesłanie enigmatycznych ale w sposób tak przekonujący, że trudno prognoz indiańskiej szamanki („Koliber ją zakwestionować. Bo ostatecznie saldo cię ratuje (…). Ty jesteś córką jaguara jest dodatnie: garść (…). Dzięki temu niewygód, szczypta możesz przejść strachu, a w zamian bezpiecznie przez Ostatecznie saldo cała góra wrażeń, Rzekę Skorpiojest dodatnie: garść utrwalonych nie tylnów i przeżyć noc niewygód, szczypta ko w słowach, ale i – w Domu Lodu”) strachu, a w zamian cała ku uciesze czytelnika i we wróżebną natugóra wrażeń, – na dziesiątkach rę koguciego pogdautrwalonych nie tylko przepięknych barwkiwania. Osobiście w słowach, ale i nych fotografii. wolałabym myśleć, – ku uciesze czytelnika – Gdy przychoże przed popadniędzi mówić o historii ciem w poważniejsze na dziesiątkach danego miejsca czy opresje uratowała przepięknych barwnych całego regionu, lekki mnie własna odwaga fotografii i dowcipny styl, jakim i przytomność umyrelacjonuje autorka słu, niż że miały swoje gwatemalskie przygody, zamienia się z tym do czynienia lokalne siły nadprzyrodzow poważny i bardziej rzeczowy (ale nie za czę- ne… No, ale trudno wymagać od reportera, sto, w sam raz, żeby nie popaść w klimat na- by spisywał swoje wrażenia pod gust tylko ukowej publikacji), by po chwili znów błysnąć jednej grupy czytelników. Ci, którym nie jakimś zabawnym skojarzeniem lub obrazem. w smak czary-mary, i tak znajdą w książce dostatecznie dużo ciekawych treści, składaW tym świetnie napisanym tekście, jących się na namiastkę podróży, jakiej sami bez wątpienia plasującym się w czo- z różnych powodów nie mogą lub nie chcą łówce wydanych w tym roku okazów odbyć… literatury podróżniczej, widzę tylko jeden drobny mankament, ten sam, co Tytuł: Blondynka, jaguar i tajemnica Majów w Blondynce u szamana. Jest to man- Autor: Beata Pawlikowska kament natury subiektywnej, bo być Wydawnictwo: G+J RBA, seria: National Geographic – Na krańce świata, może w oczach czytelnika pasjonujące- Liczba stron: 256 go się wiedzą tajemną i skłonnego do Cena: 59,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

59


<<< CZYTAJ WYWIAD! Rafał Kosik

Zapasy z życiem Eric-Emmanuel Schmitt

E

ric-Emmanuel Schmitt pojawił się na W pierwszej chwili nie wzbudzi w nas sympolskim rynku wydawniczym sześć patii. „Chudy, długi, płaski”, zbudowany lat temu. Poznaliśmy go wtedy jako au- jak kurczak, handlujący rzeczami, które tora niesamowitej książeczki, docenionej sam wstydziłby się kupować, niegrzeczny zarówno przez krytyi nienawidzący siebie. ków jak i „zwykłych Jednak już po przeczytelników”. Był to czytaniu kilku stron Schmitt jest filozofem Oskar i pani Róża, i człowiekiem wierzącym, poczujemy współmagiczna opowieść czucie, które jest nie zamyka się jednak porównywana m.in. dla Japończyka najna poza chrześcijańskie do takich arcydzieł liwiększą obrazą. A po religie teratury światowej jak kolejnych kilkunastu Mały Książę Anoine’a nawet nie zauważyde Saint-Exupéry. my, że z nie udawaOskar... otworzył cykl p.t. Opowieści o Nie- nym przejęciem i życzeniami powodzenia widzialnym, który tworzą m.in. Pan Ibra- śledzimy losy piętnastoletniego chłopca him i kwiaty Koranu oraz Dziecko Noego. z Tokio. Wszystko zaczyna się od słów nauczyJego kolejnym tomem są urocze Zapasy ciela sumo: „Widzę w tobie grubego gościa”. z życiem. Jun najpierw niedowierza, potem marzy, Wraz z najnowszą książką Schmitta w końcu reaguje agresją. Przecież jest chuprzeniesiemy się do współczesnej Japonii dy! Poza tym cierpi z powodu alergii. Alergii szklanych wieżowców, ulicznych handlarzy, na wszystko – życie, ludzi, świat. Dopiero policjantów i przestępców. Poznamy Juna, po pewnym czasie nastolatek zrozumie, co który opowie nam historię swojego życia. mistrz Shomintsu miał na myśli. I to zmie60

nr 1 Październik 2010 r.


Kolacja z zabójcą. CZYTAJ recenzję! >>>

ni całe jego życie. Ale żeby zmienić swoje na fabule. Należy spojrzeć głębiej pamiętażycie, Jun będzie musiał zmienić siebie jąc, że Schmitt jest filozofem i człowiekiem – zaakceptować swoje wady, pogodzić się wierzącym. Wierzy w Boga, w Absolut, z przeszłością, która którego nie powinnie była ani łatwa, no ograniczać żadne ani przyjemna. wyznanie. Dlatego, Po kilkunastu stronach Jun nie jest choć wyrósł w Euroz nie udawanym pierwszym bohatepie, nie zamknął się przejęciem i życzeniami rem Schmitta mająpowodzenia śledzimy losy na poza chrześcijańcym za sobą trudne skie religie – przeciwpiętnastoletniego doświadczenia, które nie, otworzył się na chłopca z Tokio głęboko skrywane nie, w tym na religie nie pozwalają żyć. wschodu. To z nich Sam autor przeżył wynika nauka, którą ciężkie chwile związane ze śmiercią bli- młody Jun pobiera u mistrza sumo. Nauka skiej mu osoby. W przezwyciężeniu bólu trudna do zrozumienia, jeszcze trudniejsza nie pomogły mu ani ukończone studia przy wprowadzaniu jej w życie – aby pokofilozoficzne ani upływ czasu. Dopiero kie- nać przeciwnika musisz przestać walczyć. dy zrozumiał to, co przeżył i czym to dla Zakończenie będzie wyjątkowe dla każniego było, mógł spojrzeć w przyszłość dego czytelnika. Pozwala być może zrozuz nadzieją. I tego uczy mieć, że każdy z nas w swoich książkach. ma w sobie grubego Zakończenie książki Na jednym ze gościa – kogoś „kto będzie wyjątkowe spotkań autorskich zwycięża nie innych, dla każdego powiedział: Kiedy zaale siebie samego”. czynam pisać książkę, Mówi: „Życie nie czytelnika to jest tak, jakbym zajest ani grą, ani mewierał swoistą umowę czem, bo gdyby tak z moimi czytelnikami. Jakbym każdego z was było, byliby tacy, co wygrali.” To z życiem brał za rękę i zaczynał opowiadać tę historię, można grać. Stanąć z nim w ringu, w kole z którą do was przychodzę. Prowadzę czytelni- o średnicy czterech metrów i pięćdziesięciu ków za rękę w obszar uczuć, emocji, w obszar pięciu centymetrów. Poznać słaby punkt niespodzianek i nigdy tej ręki nie puszczam. i wykorzystać go. Aby wygrać marzenia. Nawet wtedy, kiedy wyczuwam, że ona zaczyna drżeć. Prowadzę was do końca tej historii. Tytuł: Zapasy z życiem I to się da wyczuć. Zapasy z życiem czyta Autor: Eric-Emmanuel Schmitt się szybko, nie zauważając upływu stron Tłumacz: Gabriel Karski, Agata Sylwestrzak-Wszelaki Znak i czasu. Prosty zwięzły język, sprzyja łatwe- Wydawnictwo: Liczba stron: 104 mu odbiorowi, ale nie sposób poprzestać Cena: 24,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

61


<<< CZYTAJ recenzję! Tamtego lata na Sycylii

Rany wylotowe Rutu Modan

R

utu Modan, izraelska autorka, która w roku 2008 zdobyła komiksowego Oscara, czyli nagrodę Eisnera, przypuściła atak na Polskę. Odwiedziła nasz kraj dwa razy, a jej sztandarowe dzieło, Rany wylotowe, ukazało się nakładem wydawnictwa Kultura Gniewu. I z marszu zdobyło uznanie czytelników. Z decyzjami hollywoodzkiej Akademii zazwyczaj się polemizuje, z werdyktem komiksowej kapituły – nie sposób. Rysunek Modan może wydawać się prosty – kolory są jednolite, brakuje cieniowania. Jednak jeżeli wpatrzeć się w tło, uderza dbałość o szczegóły i chęć oddania charakteru scenerii. Autorka ma także niezwykłe oko do ludzkich postaci – ich gestów, sylwetek, mowy ciała. Połączenie realistycznej anatomii i subtelnie umownego rysunku tworzy bardzo wiarygodną wizję. Bohaterowie są wyraziści, ale nie jest to pusty frazes, którym zazwyczaj określa się kreacje oparte na jednej wyesksponowanej cesze. Modan dokonuje koniecznych 62

nr 1 Październik 2010 r.

w języku komiksu skrótów, lecz nie dzieje się to kosztem złożoności psychologicznej postaci. Dzięki temu bardzo łatwo jest uwierzyć w ludzkie emocje, z których utkana jest materia Ran wylotowych. Głównego bohatera, Kobiego, trudno jest polubić. Jest antypatyczny, skupiony na sobie, jakby obrażony na cały świat. W jego postawie wyczuwa się napięcie i ukryte pretensje, które odbijają się na relacjach z pozostałymi postaciami: ciocią, wujkiem i nowo poznaną żołnierką Numi. Wraz z rozwojem fabuły stopniowo dowiadujemy się, z czego wynika rozgoryczenie Kobiego. Zgłębianie historii młodego Izraelczyka ubrane jest w kostium śledztwa, które dotyczy jego zaginionego ojca. Tel Awiw, w którym rozgrywa się akcja komiksu, często kojarzy się z konfliktem państwa żydowskiego z palestyńskimi ekstremistami. Współczesne realia stanowią tło dla poszukiwań ojca Kobiego, Gabriela, którego zniknięcie zbiegło się w czasie z jednym z zamachów. Istnieje więc oba-


Erynie. CZYTAJ recenzję! >>>

wa, że był on jedną z niezidentyfikowanych ofiar eksplozji. Chociaż zamachy tworzą w życiu wielu rodzin niemożliwą do zapełnienia pustkę, Rutu Modan nie poddaje się pokusie taniego dydaktyzmu. Dla Kobiego potencjalna śmierć ojca nie jest problemem – on go nigdy dobrze nie znał. Od dawna nie utrzymywali ze sobą kontaktu, a i w dzieciństwie nie stanowił wzoru sumiennego taty. Szybko okazuje się, że Numi była kochanką Gabriela i w wielu aspektach zna go lepiej od syna. Pomiędzy młodymi ludźmi wytwarza się więź oparta z jednej strony na zazdrości, a z drugiej na rosnącej wzajemnej fascynacji. Prywatne śledztwo Numi i Kobiego przebiega dwutorowo. Przede wszystkim odkrywa powoli kolejne fakty z życia Gabriela, jego ukrywane kochanki i aspekty życia, o których nikt nie wiedział. Równocześnie sprawia, że Kobi stawia czoła swojej trudnej relacji z ojcem i temu, jak wpłynęła ona na jego życie. Modan ponownie unika pułapki prostej psychoanalizy, przez co autorefleksja następuje powoli i jest bardzo bolesna. Nikt nie powinien mieć złudzeń, że leczenie ran powstałych w wyniku rozpadu rodziny przebiegnie łagodnie. Figura nieobecnego ojca, sprawcy zniszczeń w życiu głównych bohaterów, prowokuje również do bardziej metafizycznych interpretacji. Izrael przedstawiony

przez Rutu Modan to miejsce, którego Bóg nie opuścił, lecz w którym się zgubił. Jest jak nie pojawiający się na kartach komiksu Gabriel: czasem ktoś go zobaczy – człowiek w barze, żona czekająca z obiadem – ale nigdy nie posiada go na wyłączność i nie może być pewien jego atencji. W kraju, w którym więzi międzyludzkie znajdują się w stanie erozji, nie jest w stanie nigdzie na dłużej zagrzać miejsca. Dla żyjących w świecie, w którym Bóg jest gdzieś obok, ale nie wiadomo gdzie, istnieje jednak nadzieja. Na czym się opiera? Być może na pewnym konkretnym uczuciu, które symbolizuje ostatnia scena komiksu? Idąc jednak w ślady autorki i nie popadając w tani dydaktyzm, zachęcam do lektury i własnego rozszyfrowania sensu tej wciągającej, rozedrganej od emocji opowieści. Dzieło Modan to komiks wielopłaszczyznowy, domagający się ponownej lektury i kolejnych odczytań. W swojej konstrukcji i wymowie mieści się bez żadnych zastrzeżeń w ramach powieści graficznej, stanowiąc przy tym jedno z najwyższych osiągnięć gatunku. Will Eisner, gdyby żył, głosowałby na Rany wylotowe. Tytuł: Rany wylotowe Autor: Rutu Modan Wydawnictwo: Kultura Gniewu Liczba stron: 176 Cena: 49,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

63


<<< CZYTAJ recenzję! Składana wanna

Zaginiona Harlan Coben

W

kręgach miłośników literatury sen- do samolotu i na miejscu dowiaduje się, sacyjnej (i nie tylko) Harlan Coben że były mąż Teresy, Rick, który przedtem zdobył popularność dzięki niezapomnianej usilnie namawiał ją do spotkania, zaginął książce Nie mów nikomu, która – jak na w niewyjaśnionych okolicznościach. Rick, prawdziwy bestseller a raczej jego ciało, przystało – została szybko się odnajduje, Zarys fabuły brzmi niedługo potem sfilco nie wyjaśnia jedobiecująco, a Coben mowana. Jest on aunak sytuacji, a wręcz torem wielu znanych przeciwnie – stawia „trzyma formę” i lubianych thrillerów, jeszcze więcej pytań. w tym składającej się Na miejscu zbrodni jak dotąd z 9 książek serii o Myronie Boli- policjanci znajdują krew nieżyjącej już od tarze. Ten detektyw-amator charakteryzuje ośmiu lat córki Ricka i Terese. Czy śmierć się bystrym umysłem, zróżnicowanymi była sfingowana, a jeśli tak to przez kogo? znajomościami oraz wielkim talentem do Kto próbuje porwać Myrona i co ukrywplątywania się w kryminalne tarapaty i… wa Terese? Bohater rozpoczyna prywatne jest bohaterem ostatniej książki Cobena, śledztwo i szybko orientuje się, że intryga pt. Zaginiona. wykracza nie tylko poza granice Francji, Po siedmiu latach od ostatniej rozmo- ale i Europy – Bolitar odnajduje ślady także wy do Myrona Bolitara, aktualnie agenta w USA i Afryce, sam jest natomiast śledzosportowego i szefa małej firmy, dzwoni jego ny przez agentów specjalnych służb izraeldawna kochanka Terese Collins prosząc skich oraz antyterrorystów… o możliwie najszybszy przyjazd do ParyJak widać zarys fabuły brzmi obiecuża. Po krótkim wahaniu bohater wsiada jąco, na czym kończy się często pochleb64

nr 1 Październik 2010 r.


Blondynka, jaguar i tajemnica Majów. CZYTAJ recenzję! >>>

na recenzja książki. Na szczęście czytelnik, hatera, Winsdor Horne Lockwood Trzeci który zasugeruje się tym krótkim stresz- (w skrócie zwany Winem), czy też raczej czeniem raczej się na nim nie zawiedzie. jego wypowiedzi. Nie wszystkim spodobaCoben trzyma formę i po raz kolejny wspa- ją się być może bezpruderyjne teksty tego niale wykorzystuje swój talent do tworzenia „zakręconego na punkcie pięknych kobiet” zawiłej, a zarazem bogacza, pewne jest fascynującej intrygi, jednak, że można się Na miejscu zbrodni w której cenne jest to, przy nich rzeczywipolicjanci znajdują krew że czytelnik chłonie ście pośmiać. Coben każdą kolejną stro- nieżyjącej już od ośmiu lat z wdziękiem wplanę z coraz większą ta ironię w dialogi córki Ricka i Terese ciekawością i zanim bohaterów i – całe zdąży się zorientować szczęście – ma jeddociera do zupełnie nieoczekiwanego fina- nocześnie tyle wyczucia żeby w odpowiedłu. W Zaginionej jest on nietypowy także nim momencie przerwać i nie znokautować dlatego, że autor skonstruował go w sposób czytelnika kolejnym niezbyt śmiesznym już otwarty, pozostawiając odbiorcy możliwość tekstem. spekulowania na temat dalszego ciągu nieZaginioną można polecić zarówno miktórych wydarzeń. Jest to pewna kwinte- łośnikom twórczości Cobena, jak i czytelsencja wyrażonych w całej powieści lęków nikom niezaznajomionym jak dotychczas Amerykanów, które zrodziły się po tragedii z jego książkami. Jako autor, Coben po11 września, a których Europejczycy nie są winien być znany każdemu, kto lubi libyć może w stanie teraturę sensacyjw pełni zrozumieć. ną, równie dobrze Recenzując można więc zacząć Czytelnik chłonie książkę Cobena z serii swoją przygodę od każdą kolejną o Myronie Bolitarze Zaginionej. Choć stronę z coraz większą nie sposób nie wspojest to fragment seciekawością mnieć o paru „starii, luźne powiązania łych”, bo występująz innymi jej częściami cych w każdej z tych 9 książek, bohaterach. umożliwiają przeczytanie jej bez „przygotoNarratorem jest oczywiście Myron, były wania”, a skoro jest taka możliwość, proszę koszykarz i „nie-taki-stary” kawaler, który mi wierzyć – naprawdę warto. tkwi w martwym punkcie swojego ostatniego związku. Przez strony powieści przewija- Tytuł: Zaginiona ją się również Esperanza Diaz i Wielka Cin- Autor: Harlan Coben dy, dwie eks-zapaśniczki pracujące obecnie Tłumacz: Zbigniew A. Królicki Wydawnictwo: Albatros z Myronem, prawdziwą perełkę stanowi Liczba stron: 424 jednak najlepszy przyjaciel głównego bo- Cena: 39,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

65


<<< CZYTAJ recenzję! Zaginiony symbol

Powiedziałabym ci, że cię kocham ale... Ally Carter

K

iedy musisz przedo równie oryginalnekopać sterty cuchgo gatunku fimowego Amerykanka nących śmieci w pojakim jest komedia roodświeżyła nieco szukiwaniu dowodów mantyczna. Jedynym recepturę rzeczowych, przetłumastałym i niezmiennym na bestseller czyć pięćdziesiąt stron warunkiem fabuły jest Sztuki wojny na język strzała Amora i przyarabski i nauczyć się budowy detonatorów śpieszone bicie zakochanych serc. Ale ja nie o zasięgu dwudziestu kilometrów sterowa- krytykuję (no może trochę), ja ubolewam. nych satelitarnie, zupełnie nie w głowie ci Tak właśnie – ubolewam, bo i doromanse. A jednak zdarza się – miłość znaj- bre czytadło czasem jest człowiekowi do dzie cię wszędzie. szczęścia potrzebne, a tu posucha. Rynek Podobno wszystko już było, wszystko wydawniczy dotknęła plaga wampiryzmu. zostało napisane, a limit nowych pomysłów Trio miłosne Stephanie Meyer, wampir, na książkę został dawno wyczerpany. Kry- kobieta i wilkołak wraz z zapadnięciem zys dotknął zawłaszcza zmierzchu przedotak zwaną literaturę dla stało się do umysłów Autorka w rolach nastolatek, z założenia znamienitych pisarek Romea lekturę lekką i przyi pisarzy. Atak klonów i Julii obsadziła jemną, nie wymagajątrwa. Wszyscy piszą przeciętnego cą wielkich wysiłków o rozkochanych ponastolatka i super intelektualnych. Ten tomkach Draculi... szpiega w spódnicy specyficzny twór liteWszyscy? Opór chororacki porównać można bie stawia Ally Carter. 66

nr 1 Październik 2010 r.


Zapasy z życiem. CZYTAJ recenzję! >>>

Amerykanka odświeżyła nieco inną jętnie wplata poważniejsze wątki. Okazuje się, recepturę na bestseller. W rolach Romea że życie szpiega to nie tylko ekscytujące przyi Julii obsadziła super szpiega w spódnicy, gody typowe dla Jamesa Bonda, ale przede piętnastoletnią, długowszystkim ciężka praca nogą Cameron Morgan i wyrzeczenia, samotność Autorka w lekką i przeciętnego nastoi niepewność jutra, nielatka, syna aptekarza, pokój o bliskich. i dowcipną fabułę który nikogo nie zabija Po śmierci ojca umiejętnie wplata i w ogóle jest bardzo Cammie zmienia się poważniejsze wątki. zwyczajny, ale za to w cichą nastolatkę, Okazuje się, że życie wygląda jak skrzyżonie wyróżnia się wśród szpiega to nie tylko wanie młodego Georga rówieśników, z łatwoekscytujące przygody ścią wtapia się w tłum. Clonneya z Orlando typowe dla Bloomem. Na drodze Umiejętność niezwykle Jamesa Bonda, kiełkującemu uczuciu przydatna dla szpiestaje profesja Cammie. ga, ale dla nastoletniej ale przede wszystkim Bo sami pomyślcie, ile dziewczyny męcząca. ciężka praca to szpieg musi się naNa jednej ze szpiegowi wyrzeczenia trudzić i nakłamać, by skich misji młody chłodochować tajemnicy... pak dostrzega Cammie, Cammie poszła w ślady rodziców. Uczy dziewczynę, której nikt nie zauważa... się w tajnej Akademii Gallagher. Z zewnątrz Pierwsze amerykańskie wydanie to elitarna szkoła żeńska dla rozkapryszonych przygód nastolatki-szpiega ukazało się i bogatych panienek. Wtajemniczeni wiedzą, w Stanach Zjednoczonych w 2006 roku że kształcą się tam przyszłe agentki wywiadu, i od razu zyskało sobie rzesze sympatyków. funkcjonariuszki CIA, Interpolu i wszelkich Autorka Ally Carter zachęcona sukcesem agend rządowych, hakerki potrafiące włamać rozpoczęła pracę nad dalszymi tomami, się do baz NASA i FBI, dziewczyny o niesa- w sumie ma ich powstać sześć. W Polsce mowicie wysokim ilorazie IQ. bestsellerowa seria o dziewczynach z GalCzy taka genialna nastolatka, znają- lagher ukazuje się nakładem Wydawnicca czternaście języków obcych, mistrzyni twa Amber. sztuk walki, potrafiąca w kilka sekund Być może wreszcie mamy wytęsknioną obezwładnić napastnika, może mieć coś odtrutkę na wampiry. wspólnego ze zwyczajnym chłopakiem z małego amerykańskiego miasteczka? Tytuł: Powiedziałabym ci, że cię kocham ale... Po przeczytaniu kilku pierwszych stron Autor: Ally Carter książki zagrożenie, że mamy doczynienia Tłumacz: Aleksandra Kubiak Wydawnictwo: Amber z marnej jakości czytadłem-romansidłem zni- Liczba stron: 272 ka. Autorka w lekką i dowcipną fabułę umie- Cena: 29,80 zł nr 1 Październik 2010 r.

67


<<< KONKURS!!!

Metro 2033 Dmitry Glukhovsky

M

etro 2033 to debiut fabularny ro- atomowej. Położone niezwykle głęboko syjskiego dziennikarza, nieznanego (do 86 metrów), metro moskiewskie było dotychczas w Polsce, mieszczący się nurcie budowane przez Stalina, w założeniu, jako literatury postaposchrony przeciwlotkaliptycznej. Rosyjnicze dla mieszkańCzłowiek Metra ska fantastyka ma w ców stolicy, a linia zrobi wszystko dla Polsce oddane groArbacka jako schron no fanów, pomimo, przeciwatomowy. władzy, nawet jeżeli a może właśnie dzięŚwiat wykreowabędzie to władza ki specyficznemu ny przez Głuchowna cmentarzysku stylowi prowadzenia skiego jest pasjonuopowieści, czy krejący, poszczególne ślenia bohaterów. Dobrze, że oferta kla- stacje – enklawy tworzą osobne byty polisyków tej literatury jak Bułyczow czy bra- tyczne, konkurują gospodarczo i militarnie, cia Strugaccy, uzupełniania jest o nowe a nawet tworzą kulawy, ale działający, obieg nazwiska święcące triumfy po „tamtej gospodarczy. Podstawą produkcji jest hostronie”. Powieść, co warto zauważyć, na- dowla świń i podziemnych grzybów. Obserpisana jest nowoczesnym i potoczystym wujemy jednak dystopię, w której ludzkość językiem, z licznymi intertekstualnymi zredukowana do garstki nie jednoczy się we nawiązaniami, czy zauważalnymi inspi- wspólnym celu, ale trawi cenne zasoby na racjami zachodnią kulturą masową. Jej bezsensowne starcia. Ci którzy mają lepiej, akcja toczy się w podziemiach moskiew- zazdrośnie strzegą swojego stanu posiadaskiego metra, którego stacje dają schro- nia, pozostali za wszelką cenę dążą do tego nienie garstce ocalałych z pożogi wojny „aby jakoś się urządzić”. Człowiek Metra 68

nr 1 Październik 2010 r.


Czytaj powieść >>>

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

zrobi wszystko dla władzy, nawet jeżeli bę- czytać klasyczną powieść drogi – mamy dzie to władza na cmentarzysku. młodego bohatera przechodzącego swoistą Głównego bohatera – Artema inicjację, jest misja do wykonania i świat – chłopaka ze stacji do odkrycia. Artem WOGN (to akroopuszcza stację, aby nim) poznajemy już w odległych zakątWnikliwy czytelnik może od pierwszych linikach metra odnaleźć tropić podskórne jek, ale narracja jest ratunek dla swoich nawiązania skonstruowana tak, krewnych, przyjaciół do współczesnej abyśmy poznawali i współmieszkańców. otaczający go świat Wnikliwy czyproblematyki razem z nim. Dla telnik może tropić – neonazizmu w rosyjskim chłopaka wychowaukryte nawiązania wydaniu, sentymentu nego na jednej ze stado komunizmu, nienawiści do współczesnej procji, tak jak dla reszty blematyki – neonado „kaukazów” jej mieszkańców, zizmu w rosyjskim świat poza nią jest wydaniu, sentymenniewiadomą. Tyltu do komunizmu, ko plotki, a czasem pełne grozy opowieści nienawiści do „kaukazów”. Skądinąd wróg przynoszone przez nielicznych wędrowców nacierający nieustępliwie i tajemniczo na dostarczają szczątkowych informacji. Sytu- stację WOGN, nazywany „czarnymi”, to acja na powierzchni jest mało znana – po słabo dostrzegalne w Polsce nawiązanie do wojnie atomowej nie da się tam żyć ze przybyszów z Kaukazu, nazywanymi takwzględu na promieniowanie. Kto i dlacze- że czarnymi w dzisiejszej Rosji. Ponadto go spowodował wojnę nie wiemy, ale też autor eksploatuje miejskie legendy, które nie to jest istotne. Liczy się tylko trudna tu stają się rzeczywistością. Pojawia się, walka o przetrwanie kilkudziesięcioty- a jakże, tajemnicze metro 2, czyli tajne rząsięcznej populacji dowe tunele, mające ukrytej w moskiewzapewnić bezpieskim metrze. czeństwo radzieckiej Wizja świata jest WOGN, rowierchuszki. w pewnym sensie dzinna stacja ArteWizja świata jest bardziej scenografią ma, zapewnia swoim w pewnym sensie niż funkcjonalnym mieszkańcom niezłe bardziej scenografią bytem warunki życia, staniż funkcjonalnym je jednak w obliczu bytem. Szybko się tajemniczego zarodzą pytania bez grożenia, mogącego doprowadzić do jej odpowiedzi: skąd materiały eksploatacyjne upadku. Od tego momentu zaczynamy lub części zamienne do setek działających nr 1 Październik 2010 r.

69


<<< CZYTAJ WYWIAD! Rafał Kosik

pomimo upływu lat urządzeń? Skąd tyle cel, bo „tak trzeba”. Zresztą pesymiprzed – apokaliptycznego jedzenia, skoro styczna wizja stanowi tło dla lansowanej na powierzchni wszystko skażone? Jak jest tezy o potrzebie bohaterstwa jednostki możliwe dostarczanie takich ilości drewna dla dobra ogółu. Nie przekreślają tego do palących się wszęcałkowicie nadzie ognisk? wet ostatnie sceny W rozważaniach Pytania te jedksiążki, które mają głównego nak nie przeszkadzają kompletnie sfalsywcale w odbiorze wifikować serwowabohatera zji Metra. Z zaparny do tej pory obpobrzmiewają tym tchem czyta się raz. Trzeba jednak echa etosu postępujące po sobie przyznać, że finał sceny, a z oszczędnie jest zaskakujący „człowieka dozowanych, szcząti bardzo wymowny, radzieckiego” kowych informacji a jednocześnie stawyłania się obraz nowi majstersztyk nieznanego, groźnego świata. Czytelniko- scenariuszowy. wi towarzyszy poczucie autentycznej grozy, Książka wydana jest starannie i gunieustającego oczekiwania, że coś MUSI się stownie, kolorowa rozkładana wkładka wydarzyć, podczas gdy Artem przemierza z mapą metra bardzo ułatwia śledzenie akmroczne korytarze. cji. Niestety w moim Autor zazwyczaj nie egzemplarzu napisy zawodzi i przywołuna okładce starły się Z zapartym tchem je kolejne demony nieestetycznie już czyta się postępujące i strachy na karty w czasie pierwszej po sobie sceny, książki, a wszystko to lektury. a z oszczędnie w oparach klaustroWarto dodać, iż dozowanych, fobii i paranoi. dzięki wielkiej popuszczątkowych Bywa, że akcja larności Metra 2033, informacji wyłania się czasami zwalnia powstała gra pod tym obraz nieznanego, dla dość rozwlesamym tytułem, barkłych opisów stadzo silnie inspirowagroźnego świata nów wewnętrznych na fabułą książki. głównego bohatera, mających przybliżać czytelnikowi Tytuł: Metro 2033 jego motywacje. W rozważaniach tych Autor: Dmitry Glukhovsky pobrzmiewają echa etosu „człowieka ra- Tłumacz: Paweł Podmiotko Wydawnictwo: Insignis Media dzieckiego”, który na przekór okolicz- Liczba stron: 592 nościom i własnym słabościom osiągnie Cena: 39,90 zł 70

nr 1 Październik 2010 r.


KONKURS Miłe złego początki... no tak, ale czy tylko „złego”? Na ogół jednak miłe początki są wstępem do czegoś równie miłego. Każdy z nas robi wszystko kiedyś pierwszy raz... można powiedzieć, że z takich „pierwszych razów” składa się nasze życie; pierwsza szkoła i pierwsza praca, pierwszy pocałunek i pierwsza wielka miłość, pierwsze dziecko i pierwsze miejsce, które jesteśmy gotowi nazwać swoim domem, no i, oczywiście, pierwsza ważna książka. Trudne początki w naszym w życiu realnym i w wymyślonym życiu bohaterów naszych lektur.... Siedem pytań, siedem wydarzeń...

1. Tata! Oj, tata! Syn w tarapatach! 2. Starego wiarusa łez przyczyna. 3. Za zniewagę od razu cios w łeb. 4. Zbyt nieśmiały, jak na swój wiek. 5. Niezwykły budulec. 6. Z ust do ust rozgrzeszenie. 7. Nie podpisuj cyrografu z podatkowym demonem! Na odpowiedzi, zawierające numer pytania, tytuł książki oraz nazwisko jej autora, czekamy do 15 października 2010, do godziny 23.59, pod adresem: konkursy@literadar.pl Wśród osób, które udzielą największej liczby prawidłowych odpowiedzi rozlosujemy 4 zestawy książek: Dziewczęta z Szanghaju, Metro 2033 (recenzja w tym numerze), Przemytnik Sponsorami konkursu są:


<<< CZYTAJ recenzję! Magma

Oczyszczenie Sofi Oksanen

A

liida od lat męża, aż tak strasznie mieszka samotsię czegoś boi?... nie na skraju wioski, A potem czas Jak na debiutancką wyczekując rzadkich cofa się wstecz, propowieść, odwiedzin żyjącej wadząc nas do tej Oczyszczenie za granicą córki. samej wioski sprzed wydaje się Pewnego dnia obok kilkudziesięciu lat. ponadprzeciętnie swojej zagrody spoSą dwie siostry, jeddojrzałe strzega ciało młodej na piękna jak zjakobiety. Zbliża się, wisko, druga może przezwyciężając lęk, i niebrzydka, ale i wtedy odkrywa, że rzekoma denatka żyje przy tamtej tracąca cały wdzięk. I jest męż– jest tylko obdarta, niegroźnie pokaleczo- czyzna, dla zyskania miłości którego ta na i potężnie wyczerpana. Aliida boi się, druga zrobiłaby wszystko, ale on wybrał że nieznajoma została wystawiona „na wa- – oczywiście – ładniejszą. I jest nowy czas, bia” przez jakąś zbójecką szajkę, a niespójne w którym używanie własnego języka staje odpowiedzi na pytania i przerażony wzrok się źle widziane, za to pną się w górę głosidziewczyny jeszcze pogłębiają wrażenie, że ciele komunistycznych frazesów, donosiciecoś ukrywa. Ale miłosierdzie bierze górę le i tacy, co potrafią kijem i pięścią wymusić nad podejrzliwością – staruszka zabiera nie- na niewinnym człowieku przyznanie się do proszonego gościa do domu, opatruje sińce działań na szkodę „ludu”... Czy i jaki zwiąi skaleczenia, przygotowuje kąpiel i posi- zek ma tamta historia z niespodziewanym łek, ściele łóżko. I cały czas się zastanawia, pojawieniem się Zary w estońskiej wiosce dlaczego, skoro Zara po prostu uciekła od – dowiemy się znacznie później, kiedy już 72

nr 1 Październik 2010 r.


KSU. Rejestracja buntu. CZYTAJ recenzję! >>>

poznamy całe dotychczasowe losy obu bo- panowała władza sowiecka, czy Hans miałby haterek. A wtedy dopiero przyjdzie pora na się przed kim ukrywać? A gdyby nie musiał, oceny... niewiele zdziałałaby zazdrość szwagierki Posłużenie się sei pazerność szwagra. rią retrospekcji, stopI wtedy Ingel pozoniowo ujawniających stałaby w rodzinnej Oksanen radzi kulisy danej sytuacji, wiosce, jej wnuczka sobie doskonale to technika doskoprzyszłaby na świat nale sprawdzona w jej domu albo gdzieś z utrzymywaniem przez wielu autorów nieopodal, i nie miałanapięcia i niepewności (w tym mistrzynię by okazji wpakować się niemal po ostatnie prozy psychologiczw przedsięwzięcie spod stronice nej – Majgull Axelsciemnej gwiazdy... son). Oksanen radzi Jak na debiutancsobie z nią doskonaką powieść, Oczyszle, podobnie jak z utrzymywaniem napięcia czenie wydaje się ponadprzeciętnie dojrzai niepewności niemal po ostatnie stronice (co łe, powiem więcej – może być zestawione w tym przypadku jest o tyle trudniejsze, że na z dziełami autorów/ autorek o dobrze już współczesnym planie akcji dzieje się już sto- ugruntowanej na rynku pozycji. Jeśli ktoś sunkowo mało) i ze zmuszeniem czytelnika do nie boi się trudnych tematów i nie szuka zastanawiania się nad wyborami bohaterów w literaturze tylko rozrywki – nie pożałuje i ich rzeczywistymi motywacjami jeszcze dłu- wyboru. go po zakończeniu lektury. Tutaj, prócz pytań o moralny bilans postępowania Aliidy, Tytuł: Oczyszczenie od razu nasuwa się i kwestia stworzenia przez Autor: Sofi Oksanen system totalitarny warunków, umożliwiają- Tłumacz: Sebastian Musielak Wydawnictwo: Świat Książki cych działania w innych realiach niemożliwe Liczba stron: 336 lub bardzo trudne. Bo gdyby w Estonii nie za- Cena: 32,90 zł

nr 1 Październik 2010 r.

73


<<< CZYTAJ recenzję! Rany wylotowe

Lit-6 Risto Isomäki

T

ak z grubsza pisząc – tym, co odróż- mal zdania, i z każdej niemal strony, wynia prozę zaangażowaną od beletry- ziera potępienie tego zła. Autor powtarza styki jest teza. Autorowi o coś chodzi – coś niczym katarynka: energia atomowa jest chce nam przekazać. niebezpieczna. StaJeśli robi to z gracją ny Zjednoczone Posągowa para, i polotem, trącając mają najwięcej zana miarę Brada Pitta nieznacznie jedynie sobów atomowych. i Angeliny Jolie, te struny, które chce To niebezpieczne. rusza do walki trącić, to mówimy Zarządzają nimi niez piekielnym o dobrze napisanej odpowiedzialnie. Co zagrożeniem prozie zaangażowamoże doprowadzić nej. Jeśli jeszcze jego do taaaaakiej tragejęzyk i sposób narracji są sprawne i płynne, dii. Bo energia atomowa jest niebezpieczna. a książka świetnie wypełnia ramy swojego Stany Zjednoczone mają najwięcej... I tak gatunku to czytamy dzieło znakomite. w kółko, do usranej, za przeproszeniem, Natomiast kiedy autor postanawia na- śmierci. Ta nachalność jest bardziej nużąca molnie upychać nam do głowy swoje teorie, niż miarowy stukot pociągu, albo bębnienie ani na moment nie dając od nich odpocząć, palcami o blat stołu. Serio. nie czarując przy tym słowem, to czytamy Do tego autor wziął sobie za punkt kiepściznę. Po prostu. honoru nakreślenie rozmiaru apokalipsy, Lit-6 jest taką właśnie kiepścizną. jaką może nam przynieść katastrofa jądroJest również thrillerem ekologicznym, wa. I znowu palce o blat i znowu pociąg gdzie złem jest energia atomowa oraz rząd o szyny. Jak wybuchnie taka bomba to zgiStanów Zjednoczonych. Z każdego nie- nie sto tysięcy ludzi. Ale jak zahaczy o skład 74

nr 1 Październik 2010 r.


Zaginiona. CZYTAJ recenzję! >>>

amunicji to dwieście tysięcy. Jak napotka i strzelający z łuku, mający dziewczynę Inpo drodze elektrownie jądrową to milion, diankę, śmiertelnie groźny i arcyskuteczny. a jak wsadzić do jej środka tytułowy Lit to I inteligentny. Jak miałem 7 lat też taki dwa miliony. chciałem być. Ale potem mi przeszło. Takie pasjonująÓw Fin pracuje ce dywagacje, prowaw jakiejś agencji troBohater to Amerykanin dzą ciągle przerażeni piącej terroryzm atofińskiego pochodzenia, nimi bohaterowie. mowy. Jego Indianka jeżdżący konno Brzmi to mniej więteż tam pracuje. Czy cej tak: wspominałem już, i strzelający z łuku, mający - Ty wiesz, że że też jest śmierteldziewczynę Indiankę, jak wrzucę granat do nie groźna? I bardzo śmiertelnie groźny szybu pełnego ludzi piękna? I mądra? i arcyskuteczny. to wszyscy zginą? I ma dobre serce? I inteligentny! - O Jezuuu... – Ideał portali maNachalność powieści Jack poczuł, że obletrymonialnych. jest bardziej nużąca wa go zimny pot. Więc ta posąniż miarowy stukot pociągu - Ale jak odbije gowa para, na miarę się od ściany i trafi Brada Pitta i Angew otwartą skrzynkę z liny Jolie, rusza do amunicją to zabije jeszcze pół ulicy… walki z piekielnym zagrożeniem – terrory- O nie... – nogi miał niczym z waty. ści ukradli całą masę złego stuffu i zamierza- To jeszcze nie koniec – perorował ją wysadzić przy jego pomocy Stany Zjeddalej Spike – jak ktoś w szybie będzie miał noczone. Jednak czytelnik nie ma prawa ich granat… potępiać, ponieważ evil guys mają głębokie - Albo dwa – wtrącił Jack. powody do takich działań! Wszystkich - …to będzie cała reakcja łańcuchowa! skrzywdzili wszak kiedyś Amerykanie. Sta- Jakie mogą być jej konsekwencje? ny Zjednoczone mają najwięcej zasobów – przerażenie malowało się na twarzy Jacka atomowych. To niebezpieczne. Zarządzają w całej okazałości. nimi nieodpowiedzialnie. Co może dopro- Trudne do przewidzenia, ale jeśli wadzić do taaaaakiej tragedii. chcesz znać najgorszy scenariusz... Zatem piękna para wyrusza, aby jej I tak dalej, i tak dalej – pociąg sobie zapobiec, przeżywając drobne kłopoty jedzie, a znużenie rośnie. Tego typu dialogi w swym związku, które odmalowane są stanowią 70% tej książki. Tło jest więc cho- tak sprawnie, że nie mam pojęcia na czym lernie nudne. polegają. Pomiędzy próbami rozwiązania A bohaterowie? zagadki zagubionego złego stuffu, bohateroAmerykanin fińskiego pochodze- wie ciągle uzmysławiają sobie w podekscynia (autor też jest Finem) jeżdżący konno towaniu, że sami sobie jesteśmy winni, jako nr 1 Październik 2010 r.

75


<<< CZYTAJ recenzję! Tajemnica człowieka z blizną

Amerykanie, gdyż… Stany Zjednoczone lat 90tych. Czyli żadna. Co prawda fiński mają najwięcej zasobów atomowych. To autor nie przebija jednego z nich, który niebezpieczne. Zarządzają nimi nieodpo- wymyślił, że dla zwiększenia swych szans wiedzialnie. Co może doprowadzić do ta- w strzelaninie główny bohater będzie latał aaaakiej tragedii. Pow finałowej scenie na ciąg stuka cały czas. golasa, ponieważ ryAutor wziął sobie Trzecią godną wale zawsze najpierw za punkt honoru odnotowania bohaspojrzą na genitalia... nakreślenie rozmiaru terką jest dziwka, aż dziw bierze, że apokalipsy, jaką może która podsłuchawspółczesna armia ła rozmowę złych nie lata z wackami nam przynieść w hotelu, a potem na wierzchu. katastrofa jądrowa przyszła prosto do Wracając. Fabuagencji antyterroryła nakreślona więc styczno-atomowej i powiedziała o wszystkim. niemrawo. Nie jest jednak tak, że Litu nie W zamian, co spotkanie z funkcjonariusza- da się czytać. Ma jeden niezaprzeczalny mi, słyszy pytania o to: dlaczego jest dziwką, (i jedyny zarazem) plus – autor zna się ile zarabia w swoim zawodzie i czy jej dzieci na temacie. Albo sprawia takie wrażenie. o tym wiedzą. Oczywiście jest piękna. I cał- Tak czy owak, dzięki temu jest jakiś sens, kiem inteligentna. I na koniec okazuje się żeby przez tę lekturę przebrnąć. Ba, gdynaturalnym talentem strzeleckim. Zieeew. by skrócić ją do 10 stronicowego opowiaTło nużące, bohaterowie papierowi, dania i napisać (a może przetłumaczyć?) a fabuła? na nowo, to miałaby całkiem przyjemny W jej ramach przez 250 stron nie potencjał! dzieje się nic. Superbohaterowie dywagują Ale póki co, ma przeszło trzysta, kiepo możliwych konsekwencjach użycia przez sko napisanych, stron, okraszonych lewacterrorystów broni atomowej, co zilustro- kimi wstawkami o wyższości Indian nad wałem scenką pod tytułem granat w szybie. białymi oraz o milionach ofiar inkwizycji. Wreszcie następują dwie absolutnie nie prze- Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, konywujące sceny akcji: #1 Yakuza w środku że słabo napisana proza zaangażowana jest Osaki postanawia wywieźć potencjalne ofia- gorsza od najgorszej nawet prostacko-bezry 100km za miasto pozwalając im jeszcze pretensjonalnej beletrystyki. do tego prowadzić, zamiast upchnąć ciasno w bagażniku. Albo zabić od razu... Tytuł: Lit-6 #2 Superherosi stają do walki z 19 Autor: RIsto Isomaki uzbrojonymi po zęby ochroniarzami, sami Tłumacz: Bożena Kojro Wydawnictwo: Kojro nie mając broni. Piece of cake. Liczba stron: 311 Sensowność i konstrukcja scen na po- Cena: 35 zł ziomie naśladowców McLeana z początków Twarda oprawa 76

nr 1 Październik 2010 r.


(Cyfrowa) rewolucja u bram. CZYTAJ RAPORT! >>>

KSU. Rejestracja buntu Krzysztof Potaczała

K

SU. Rejestracja buntu to zespół skrupulatnie zebranych, w ogromnej mierze do tej pory nie publikowanych informacji na temat legendarnego zespołu, który narodził się w latach siedemdziesiątych w Ustrzykach Dolnych. Wydaniem książki zajęło się wydawnictwo Libra, które zajmuje się głównie wydawaniem książek o Bieszczadach. W swojej ofercie posiada więc bieszczadzkie książki historyczne, bieszczadzką poezję i opowiadania o biesach. Oczywistą sprawą wydaje się więc publikacja o legendzie bieszczadzkiego punka. Poza głównym wywodem prowadzonym przez Potaczałę, zamieszczone są również relacje członków zespołu oraz osób bezpośrednio z nimi związanych. Bardzo ciekawe są opublikowane notatki służbowe funkcjonariuszy MO i SB na temat członków KSU, czy archiwalne zdjęcia. O całej masie elementów tej książki można powiedzieć, że są bardzo ciekawe, z pewnym zastrzeżeniem: ciekawe tylko dla prawdzi-

wych fanów punk rocka. Będą ją wówczas czytać z wypiekami na twarzy, dowiadując się kolejnych szczegółów z historii zespołu. Autor posługuje się prostym, kolokwialnym językiem, a wszystko przesycone jest ogromną liczbą szczegółów z życia członków zespołu. Informacje, w którym sklepie z materiałami żelaznymi młodzi punkowcy dokonywali zakupu łańcuchów i kłódek do swoich kostiumów mogą być jednak miejscami nużące. Jest to również ważna książka o społeczności bieszczadzkiej lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, o jej przyzwyczajeniach, sposobie komunikowania się ze światem, nastrojach politycznych. To także mapa najciekawszych miejsc, które niejednokrotnie zostały już zniszczone i zupełnie wymazane z pamięci młodszego pokolenia. Tytuł: KSU. Rejestracja buntu Autor: Krzysztof Potaczała Wydawnictwo: Libra Liczba stron: 238 Cena: 39,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

77


<<< CZYTAJ recenzję! Powiedziałabym ci, że cię kocham, ale...

Żona Adama Monika Rakusa

M

onika Rakusa ma już za sobą debiutancką powieść 39,9, dobrze przyjętą zarówno przez krytykę jak i czytelników oraz zbiór utworów przeznaczonych dla najmłodszych odbiorców: Baśnie dla Antosia. Jej kolejna książka Żona Adama ma szansę stać się prawdziwym wydarzeniem kulturalnym, a na pewno nie przejdzie bez echa. I nie chodzi tu tylko o bardzo dobry warsztat pisarski, ale też o problemy, jakie Rakusa bezkompromisowo porusza. Jej najnowszą powieść otwiera scena śmierci Adama. Ten wybitny publicysta i krytyk okrzyknięty najpierw kontynuatorem literackiej tradycji Mrożka, a później naczelnym indywidualistą kraju, ginie przejechany przez tramwaj linii „0”. Jego odejście jest na tyle znaczącym wydarzeniem, że wspomina się o nim w „Panoramie” i wieczornym wydaniu „Wiadomości”. Śmierć Adama staje się zaczątkiem legend – porównywana do tragicznego wypadku Zbyszka Cybulskiego – jak również inspiracją do różnorakich akcji społecznych. 78

nr 1 Październik 2010 r.

Jednak Żona Adama to powieść, z której mężczyzna zostaje niejako wyłączony już w pierwszym zdaniu. Nie on jest tu istotny, czy to jako chluba narodu, czy jako egoistyczny megaloman, którym był prywatnie. Oczywiście nie oznacza to, że nie odgrywa żadnej roli w tej książce, jednak stanowi wyłącznie tło dla dwóch innych postaci – swoich żon. Wychodząc od pierwszej sceny, można założyć, że Żona Adama to książka o godzeniu się z cudzą śmiercią. Rita i Anna osierocone po odejściu ukochanego i znienawidzonego zarazem mężczyzny, muszą odnaleźć się w zupełnie nowej sytuacji. To wiąże się z zupełnym przewartościowaniem światopoglądu, rozliczeniem z dotychczasowym życiem, oceną swego postępowania, wreszcie zadaniem sobie pytań, przed którymi obie do tej pory uciekały. Każda z nich musi się zmierzyć nie tylko ze zmarłym Adamem czy innymi ludźmi i ich oczekiwaniami, ale przede wszystkim ze sobą samą. Okazuje się, że śmierć wcale nie musi


Metro 2033. CZYTAJ recenzję! >>>

oznaczać końca – a może nawet być lep- pełne przeciwieństwo swojej poprzedniczki. szym początkiem. Jest osobą wycofaną, bierną i uległą, z której Żona Adama to nic innego jak przed- zdaniem nikt się nie liczy. Anna została przystawienie współczesnej historii, w którą zwyczajona do zacierania po sobie śladów tak, wplątany jest starotestamentowy trójkąt, jakby jej wcale nie było. Sama chętnie ustaczyli rajski Adam i jego dwie żony. Lilith wia się w roli kogoś zależnego od innych, jeśli – uważana za pierwszą z nich – została stwo- nawet nie ma przy sobie ludzi, zadowala się rzona podobnie jak jej małżonek z prochu przewodnikami po odległych krajach lub po ziemi, tym samym życiu. To kobieta, któpostrzegała siebie ra właściwie zawsze jako równą Adamowi żyła w czyimś cieniu Żona Adama i nie chciała być mu – czy to rodziców, czy to powieść, z której podległa. W końcu to najlepszej przyjamężczyzna zostaje uciekła z biblijneciółki, czy wreszcie niejako wyłączony go ogrodu, a Adam męża (dobór zawojuż w pierwszym zdaniu otrzymał za żonę dów też nie wydaje Ewę. Dopiero ona się tu przypadkowy – stworzona z Ada– on jest publicystą, mowego żebra – była mężowi posłuszna. ona „tylko” redaktorką), a nade wszystko jego W Żonie Adama następuje dokładne prze- pierwszej żony – wszak spełnia tylko rolę swoniesienie znanych z Biblii wzorców. istego bandaża, mającego przynieść ukojenie Lilith Rakusy – czyli Rita – to kobieta, po ranie z poprzedniego małżeństwa. która wygląda na silną i dominującą. Jej paTrzeba być jednak ostrożnym zarówno tronką ma być Rita Hayworth, uosobienie z oceną obu żon Adama, jak i z ich szufladseksu i prawdziwe wyzwanie dla mężczyzn. kowaniem. Rakusa nie pozwala sobie na Pierwsza żona Adama doskonale wywiązuje proste i w gruncie rzeczy banalne przetranssię z tego autowizerunku. Jest rzeczywiście ponowanie biblijnej historii. Dlatego bukimś na kształt bogini – piękna, dysharmo- dząca podziw i uchodząca za kobietę spełnijna, zbudowana na kontrastach, łącząca nioną Rita w gruncie rzeczy choć fachowo w sobie ogień i wodę, bezradność z niezależ- umie nazwać swoje problemy nie radzi sobie nością, dziecięcą tkliwość z prawdziwą hardo- z nimi inaczej niż bezsensownie uciekając ścią. Dodatkowo – jako psycholożka – posiada przed nieuniknionym. Okazuje się, że ta, wiedzę z zakresu emocji i ludzkiego wnętrza. która chce ujarzmić świat w zasadzie tego Tym samym łatwo ujarzmia i karze mężczyzn, świata potrzebuje – a w nim zrozumienia świetnie odnajduje się w roli femme fatale. i ciepła, którego nigdy nie dostaje. Jedynie Tak jest do czasu narcystycznego Adama, któ- odgrywa kogoś przejmującego inicjatywę, rego ujarzmić się po prostu nie da. jednak sama jest ciągle wykluczana i odtrąDruga żona Adama, biblijna Ewa, któ- cana. Z kolei Anna pogardliwie zwana Myrej Rakusa nadaje imię Anna, to chyba zu- szą pod maską uległości i wiecznych nieponr 1 Październik 2010 r.

79


<<< CZYTAJ recenzję! Bierki

kojów skrywa w sobie pokłady olbrzymiej męża, by potem poświęcić się zupełnie siły psychicznej. W tej kruchej, niewiele błahym – o ironio, typowo kobiecym – zaznaczącej istocie drzemie siła, która budzi daniom: gotowaniu, opieraniu, żywieniu. się wraz ze śmiercią małżonka. Co ważne, W tym świecie nawet dziecko nie należy do Rakusa posuwa się o kobiety – to zazwykrok dalej – nie tylko czaj mężczyzna (jak Żona Adama porusza przedstawia dwie poAdam) decyduje, jeszcze jeden istotny aspekt zornie przeciwstawne kiedy jest wystarcza– zapomniany kult kobiecości postaci, ale dąży do jąco dojrzały, aby je ich skonfrontowania mieć i tym samym w finale powieści. I tu zrealizować trzecie pojawia się zasadnicze pytanie: czy biblijne ze swoich zadań. Żona ma je tylko urodzić Lilith i Ewa mogą znaleźć porozumienie? i wychować, gdyż prawdziwy mężczyzna nie Jednak Żona Adama nie jest jedy- będzie się przecież zajmował pieluchami. nie fascynującą wędrówką w zakamarki Przekonania mężczyzn o przedstawicieldusz dwóch kobiet poddanych literac- kach płci piękniejszej można streścić użykiej wiwisekcji. Co prawda, to one sta- wając maksymy Szekspira, jakoby słabość nowią zasadniczy przedmiot powieści, i kobieta nosiły to samo imię. jednak równie istotne jest tło społeczZdolna do walki z mechanizmami spone, które ukształtowało nie tylko Ritę łecznymi Rita nie chce im podlegać. Prai Annę, ale również ich męża, rodziców, gnie działać jak mężczyzna – choć mężczyzn teściów czy przyjaciół. Rakusa wytacza przecież nie cierpi – i nie wykazywać cech, ostre argumenty, wyrokując gorzko: to które zwyczajowo przypisuje się jej płci: dorzeczywistość, w której kobieta zostaje broci, łagodności i uległości. A jednak ta silz góry ustawiona na przegranej pozycji. na, asertywna kobieta pada ofiarą zarówno Co gorsza, trudno się z nią nie zgodzić. męża jak i swojego małżeństwa: pozwala się Tym samym Żona Adama to nowy i za- w wyrafinowany sposób poniżać fizycznie skakująco dosadny głos w dyskursie fe- i psychicznie, sama nie mając prawa głosu. ministycznym. Jej potrzeby nie są respektowane, oczekiwaŚwiat powieści jest wyraziście choć nie- nia zostają stłamszone, a ona mimo wszystformalnie podzielony na kobiecy i męski. ko walczy o miłość i zrozumienie małżonka. W tej rzeczywistości wszystko zostało usta- Z kolei Anna nie jest wcale mniej świadoma lone z góry. Mężczyzna jest osobą decyzyj- tych samych mechanizmów społecznych, ną, ma za zadanie – pozwolę sobie użyć jednak nie ma w sobie dość siły, aby się im wyświechtanej formułki – zbudować dom, przeciwstawić. zasadzić drzewo i spłodzić syna. Rakusa Portrety mężczyzn w Żonie Adama są utrzymuje, że wszystkie kobiety podlegają nakreślone dużo mniej wyrazistą, choć tak mechanizmom, które wykluczają je z praw- samo ostrą kreską. Bohaterowie Rakusy to dziwego życia. Robią wszystko, aby zdobyć albo wyrafinowani egoistyczni dranie, któ80

nr 1 Październik 2010 r.


Dzieciozmagania. CZYTAJ recenzję! >>>

rzy zajmują całą przestrzeń życiową – jak i Anna, czy nawet Lilith i Ewa. Przecież toksyczny małżonek Adam, albo mdli, po- wszystkie są kobietami, wszystkie padają zbawieni przebojowości przeciętniacy jak ofiarą męskiej dominacji. Można odnieść przyjaciel Anny – Andrzej, albo nieodpo- wrażenie, że również sama Rakusa nie tylko wiedzialni pariasi, którzy nie umieją sobie solidaryzuje się ze swoimi bohaterkami, ale poradzić z życiowymi wyzwaniami – jak jakby staje w szeregu razem z nimi. ojciec Anny czy ojciec jej przyjaciółki MarŻona Adama to powieść niezwykle ty bądź zasklepieni w konserwatywnych wieloaspektowa. Z jednej strony stanowi poglądach szowiniści (ojciec Adama). Tym przeniesienie biblijnej opowieści o dwóch dosadniej wypada główna teza powieści: żonach Adama w realia współczesnej Polsprawowany przez mężczyzn patriarchat to ski, z drugiej prezentuje dwa – wydawałoprzeżytek, a ustalane przez nich reguły są by się skrajnie różne – typy kobiet. Jednak niesprawiedliwe i krzywdzące. przede wszystkim jest donośnym głosem Żona Adama porusza jeszcze co naj- w polskiej literaturze feministycznej i pomniej jeden istotny aspekt – zapomnia- nurą diagnozą dzisiejszego społeczeństwa, ny kult kobiecości. Zresztą trudno o inny które tłamsi kobietę, ustawia ją w gotowych problem w powieści, w której mężczyzna schematach i nie pozwala na wyjście z nich. zszedł z piedestału Powieść Rakusy stanoi zasadniczo jest niewi zapewne również Powieść Rakusy jest czymś swoistą zemstę na tym my (ponieważ nie więcej niż fascynującą żyje od pierwszego systemie – Rita i Anna zdania), a kobiety mają szansę wyjść ze wędrówką w zakamarki wreszcie mówią pełswoich szablonowych dusz dwóch kobiet nym, własnym głowięzień, gdy Adama poddanych literackiej sem. Okazuje się, że przejeżdża tramwaj wiwisekscji jedynym ratunkiem (jakież to wymowne!) przed męską domilinii „0”. Jednak – co nacją jest prawdziwa kobieca przyjaźń. To najważniejsze – Żona Adama sama w sobie prawdziwe przyjaciółki okazują się realną nie daje się wbić do końca w żaden schemat. podporą (jak Agata dla Rity) bądź powo- Sama w sobie jest nie tylko nieprzebranym dują fascynacje ocierające się o lesbianizm źródłem sensów i ścieżek interpretacyjnych, (jak wyemancypowana Marta dla Anny). ale również swoistym manifestem społeczWszystkie ogarnia jakaś tęsknota za żeń- nym, z którego powinno się wyciągnąć odposkim przymierzem, czego wyrazem jest wiednie wnioski. scena wspólnego przygotowywania sałatek przez grupkę przyjaciółek, pozbawionych Tytuł: Żona Adama towarzystwa mężów oraz masek z makija- Autor: Monika Rakusa Wydawnictwo: W.A.B. żu. Podobne zbliżenie jest możliwe – na- Liczba stron: 256 wet między tak różnymi osobami jak Rita Cena: 29,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

81


<<< CZYTAJ recenzję! Z dziejów husarii

Tajemnica człowieka z blizną Paweł Beręsewicz

P

odobno każda rodzina ma swojego tru- przełamać mur rodzinnej konspiracji. Jego pa w szafie, swoje mroczne tajemnice. detektywistyczne pierwsze kroki zaprowaWarto przejrzeć rodzinny album. Ale nie dziły go w czasy odległe i zamierzchłe, gdy ten ze zdjęciami z Egipto na świecie nie było tu, tylko ten z czarnokomputerów ani laptobiałymi fotografiami, pów, o internecie nikt Gdyby nie talent na których świat wynie słyszał, a komórki pisarski Pawła gląda zupełnie inaczej. więcej miały wspólneBeręsewicza, książka Tyle tematów do rozgo z piwnicą niż z telebyłaby zwyczajna mowy z dziadkiem... fonem. W świecie tym Może wpadniecie na były za to wystrzały katrop rodzinnego sekrerabinów i wybuchy gratu, czy nawet tajemnicy przez duże „Te”. natów, czołgi i krwawe manifestacje, kartki Janek nie musiał przeglądać albumu. żywnościowe i kolejki do pustych sklepów. Skrywana prawda rzuciła mu się prosto Gdyby nie talent pisarski Pawła Beręw oczy. Brodacz, dotąd obrońca i opiekun, sewicza, książka byłaby zwyczajna. Ale jednagle zgolił brodę i odsłonił swe prawdzie nak, gdy ktoś zgarnia jedną nagrodę literacoblicze. Oblicze z wielką, przerażającą bli- ką za drugą, to przecież ma swoje sposoby zną. Dwunastoletniego Janka bardziej to na dobrą ksiażkę. Kluczem do sukcesu jest zaciekawiło niż przestraszyło. Jednak gdy główny bohater. Janek ma poczucie humoBrodacz zaczął plątać się w zeznaniach, ru, zabawne dziecięco-chłopięce spojrzenie skąd ma szpecącą bliznę, Janek nabrał po- na świat i przede wszystkim dar wyobraźni. dejrzeń. A gdy nikt z bliskich nie potrafił Chłopak przyciąga przygodę, jak magnes mu tego wyjaśnić, chłopiec postanowił sam opiłki żelaza. Młody czytelnik nie będzie 82

nr 1 Październik 2010 r.


Oczyszczenie. CZYTAJ recenzję! >>>

się nudzil, starszy też znajdzie coś dla siebie. pominają styl mistrza Bohdana Butenko, Jest w czym wybierać: zombi, wielkie kra- to czasem jednak kreska jest zbyt ozdobna dzieże, romanse, pogoi „dziewczęca”. Przynie i ucieczki. puszczam, że młodym Książka Mimo, że Beręsechłopcom w wieku wicz edukuje młodsze Janka nie wszystkie dopracowana pokolenie, to nie ma tu portrety przypadną do jest również miejsca na encyklopegustu. Tak jakby zapood strony dyczne wstawki. Wiamniano, że Tajemnica domości historyczne człowieka z blizną graficznej są ujęte w żartobliwe skierowana jest – jak ramy. Nie ma wybupodaje wydawca – do jałego patosu, ale kiedy trzeba pojawia się „czytelników o stalowych nerwach, lubiąwzruszenie (opis ocalenia matki z noworod- cych historie z dreszczykiem”. kiem podczas Powstania Warszawskiego) Miłych dreszczyków życzę. lub uczucie niedowierzania (pogoń ZOMO Tytuł: Tajemnica człowieka z blizną za dzieckiem). Autor: Paweł Beręsewicz Książka dopracowana jest również od Ilustracje: Olga Reszelska strony graficznej. Rysunek Brodacza bez Wydawnictwo: Literatura Liczba stron: 184 brody jest przezabawny. Niestety, chociaż Cena: 18,90 zł ilustracje Olgi Reszelskiej klimatem przy- Twarda oprawa reklama

zobacz www.hussars.pl

nr 1 Październik 2010 r.

83


<<< CZYTAJ! Kropla krwi Nelsona

Z dziejów husarii Radosław Sikora

R

adosław Sikora to pasjonat i wielolet- sjonującego wycinka naszych dziejów, jak ni badacz staropolskiej wojskowości, i znawcy tematu. Służyć im będą bogate znany z wielu publikacji dotyczących ww. ilustracje i zdjęcia, wypisane ciekawostki, tematu, sięgający po nieznane wcześniej lub ale także bogata bibliografia dla pragnących ciężko dostępne źródła. Jego dzieła pisane poszerzyć swą wiedzę. są z pozycji zarówno Husaria jest przenaukowca, jak i praktykonująco odmalowana ka, który empirycznie jako wyjątkowe zjawiHusaria jest bada stawiane przez sko, z którego Polacy przekonująco siebie tezy, bądź dociera powinni być dumni. odmalowana jako do opisywanych miejsc, Sikora uczciwie przy wyjątkowe zjawisko, czy przedmiotów. Jego tym zaznacza, że husaz którego Polacy dotychczasowe badania ria nie jest zjawiskiem powinni być dumni były na tyle przełomotylko polskim, ale to we, a nawet rewolucyjw Polsce osiągnęła swe ne, że stworzyły naukonajwiększe sukcesy we podstawy pozwalające na wyjaśnienie i rozwinęła się najlepiej. Przytaczane są, infenomenu skuteczności polskiej husarii. teresująco dobrane, cytaty z pism z epoki. Z dziejów husarii to pozycja zdecydo- Dzięki nim poznajemy zachwyt jaki wśród wanie lżejsza w odbiorze, stanowi bardziej cudzoziemców budziła ta formacja. Takie pracę popularyzatorską niż naukową, re- ujęcie jest w odczuciu piszącego te słowa ferująca w przystępnych słowach dotych- bardziej wiarygodne i łatwiej przyswajalne czasowe ustalenia. Mogą sięgnąć po nią dla czytelnika – co odbija się z korzyścią na zaczynający dopiero poznawanie tego pa- przyjemności czerpanej z lektury. 84

nr 1 Październik 2010 r.


Lit 6. CZYTAJ recenzję! >>>

Rzadko w książkach poświęconych woj- miotu. Przytacza na jego poparcie nielicznie skowości, opisuje się morale formacji bo- zachowane przedstawienia na obrazach czy jowych. Z dziejów husarii, przynosi nam opisy świadków, odkładając w tym punkświetną sylwetkę ducha bojowego husarzy. cie, charakterystyczne dla siebie, praktyczne Udziela odpowiedzi na pytania skąd on się podejście do badanego tematu. brał i dlaczego wpływał na wyniki bitew. DoPo porcji zachwytów nie pozostaniewiadujemy się też dlaczego była to jednostka my bez gorzkiej historii upadku znaczenia elitarna i nieliczna w masie wojsk polskich. i skuteczności całej formacji. Dowiemy W przystępny sposób zostały przedstawione się dlaczego się to stało i czy husaria miaszczegóły technik bojowych, ze szczególnym ła szansę odgrywać rolę na polach bitew uwzględnieniem kow wieku XVIII, gdzie pii husarskiej, dającej królował już relatywnie Po porcji zachwytów znaczącą przewagę nad szybkostrzelny musznie pozostaniemy zachodnimi pikinierakiet skałkowy. bez gorzkiej historii mi. Bardzo interesująco Książka ma niesteukazany jest przegląd ty przeciętną wartość upadku znaczenia wyposażenia pocztu huliteracką, jednak napii skuteczności sarskiego. Wynika z niesana jest z pasją, wzrucałej formacji go, że porządnie wyposzająco, ale bez patosu. sażony husarz ciągnął za Autor pomimo swej sobą wozy wypchane niezliczonym sprzętem ogromnej wiedzy nie ustrzegł się drobnej bojowym i obozowym. To oraz żywienie wpadki merytorycznej, twierdząc że pałasz i wyposażanie towarzyszących mu na polu nadawał się tylko do pchnięć a nie do ciępocztowych; jak i licznych sług obozowych, cia, a wiadomo, że służył zachodniej jeździe czyniło jego służbę kompletnie nieopłacalną. właśnie do cięć (za Leksykonem broni białej Uzyskiwany żołd pozwalał odzyskać skrom- i miotającej Włodzimierza Kwaśniewicza). ny ułamek poniesionych kosztów, co tym Autor nie stawia jednoznacznych opinii, bardziej pomaga zrozumieć dlaczego byli jest wyważony w sądach i ostrożnie dobiera „najgórniejszym ze znaków”. słowa. To bardzo roztropne podejście przy Autor poświęca sporo miejsca na de- opisie tak wielobarwnej i różnorodnej formamistyfikacje różnych poglądów związanych cji jaką była husaria. W krótkiej formie (ponad z husarią. A to przekonuje nas, że nie była 80 stron) udało mu się zawrzeć najważniejsze to jazda ciężka (średniozbrojna raczej), od- fakty dotyczące husarii, a także pokrótce zrekłamuje sceny z popularnych filmów, zwią- ferować owoce swych wieloletnich badań. zane z używanym szykiem czy uzbrojeniem. Przychyla się też do poglądu, że husaria jed- Tytuł: Z dziejów husarsii nak używała skrzydeł w polu – co stanowi Autor: Radosław Sikora Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica ostatnimi laty przedmiot niegasnącej pole- Liczba stron: 96 miki wśród historyków i znawców przed- Cena: 35,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

85


<<< CZYTAJ recenzję! Żona Adama

Magma Agnieszka Graff

N

ajnowsza książka Agnieszki Graff Agnieszka Graff znana jest przede Magma stanowi podsumowanie wszystkim jako organizatorka dorocznej rozwoju polskiego ruchu feministycz- Manify i współpracowniczka Krytyki Polinego ostatnich dwudziestu lat. Autorka tycznej. Zresztą najnowsza jej książka ukapodejmuje próbę zbudowania krytycz- zała się nakładem Wydawnictwa Krytyki nego, ale też konPolitycznej w serii struktywnego sądu publicystycznej. Magma na temat szeroko War to pamiętać pojętej sytuacji koto przede wszystkim o jeszcze jednym ważbiet w Polsce. Na zajęciu Agnieszdobra publicystyka nym samym początku ki Graff, mianowicie należy zaznaczyć, że pracy wykładowczynie jest to łatwe zadanie. Polskie femi- ni akademickiej, dzięki której posiada rozenistki mają bowiem tendencję do hiper- znanie w nurcie feminizmu akademickiego, bolizowania – zarówno własnych osią- co również można wyczytać z Magmy. gnięć, jak i rozmiarów represji, które je Polski ruch feministyczny traktowany dotykają. Natomiast Agnieszka Graff jest przez opinię publiczną z przymrużepodchodzi do tematu bardzo ostroż- niem oka. Odpowiedź na pytanie, dlaczego nie, zdając sobie sprawę, z jak delikat- tak się dzieje, skoro w Europie Zachodniej ną materią ma do czynienia. Nie rzuca ma się on całkiem nieźle, jest niesamowikategorycznych opinii, jest otwarta na cie złożona. I właśnie o złożoności problepolemikę, ba, momentami nawet sama mu pisze Agnieszka Graff. Podczas lektury zachęca czytelnika, by ten sprecyzował Magmy można zrozumieć, jak mozaikowłasne poglądy. wym, skomplikowanym organizmem jest 86

nr 1 Październik 2010 r.


Wieczny Grunwald. CZYTAJ recenzję! >>>

polski ruch feministyczny i jak trudne miał dwudziestu lat. Pisarze zogniskowani wopoczątki w latach dziewięćdziesiątych. Poza kół Krytyki Politycznej, wiadomo, prezentym poruszane są tują lewicowe bądź, też inne problemy: w najbardziej skrajrównouprawnienia, nym przypadku, leAutorka preferuje styl mobbingu, molestowackie poglądy. Błęfelietonowy, co jednak wania seksualnego, dem jednak byłoby ważne, jej rozważania młodych matek, etc. pominięcie lektury Zderzają się więc Magmy ze względu mają charakter bardzo w tej książce refleksje na poglądy polityczerudycyjny i są podparte na temat Kościoła, ne, czy światopogląd. szerokim zapleczem polityki, parytetów, Niezależnie bowiem teoretycznym in vitro, podziałów od nich należy mieć społecznych i światoświadomość zmian poglądowych. Szczezachodzących w polgólnie zaś cenne wydaje się być zwrócenie skim społeczeństwie, które są zdeterminouwagi na to, jak złożone są problemy polskich wane ruchem feministycznym. Z Magmy kobiet, w zależności od statusu społecznego, można poza tym wyczytać, że feminizm wykonywanej pracy, polski ewoluuje czy wykształcenia i jak w dobrym kierunku, różnie definiują one a polskie feministki Podczas lektury Magmy feminizm. są bardziej świadome można zrozumieć, Magma to działań, jakich pojak mozaikowym, przede wszystkim winny się podejmoskomplikowanym dobra publicystyka. wać, by Polkom żyło organizmem jest polski Właściwie jest to się „dostatniej”. Naruch feministyczny zbiór tekstów twoleży ostrożnie podi jak trudne miał rzonych przez auchodzić do takich początki w latach torkę przy różnych tez, niemniej jednak okazjach. Autorka nie można pozostać dziewięćdziesiątych preferuje styl felietoobojętnym wobec nowy, co jednak ważspraw, które porusza ne, jej rozważania mają charakter bardzo autorka. Zwłaszcza, że w sposób uroczy mocno erudycyjny i są podparte szerokim i profesjonalny zarazem, nam na to nie pozapleczem teoretycznym. Stąd też jest to zwala. dobra pozycja książkowa dla czytelników, Tytuł: Magma którzy nie interesowali się do tej pory fe- Autor: Agnieszka Graff Krytyka Polityczna minizmem i nie są zorientowani w historii Wydawnictwo: Liczba stron: 160 polskiego ruchu feministycznego ostatnich Cena: 34,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

87


<<< CZYTAJ WYWIAD! Rafał Kosik

Bierki Marcin Szczygielski

M

arcin Szczygielski już od kilku lat ne dwa zupełnie odmienne, nawet można jest obecny na polskim rynku lite- stwierdzić wykluczające się światy. Wreszcie rackim. W 2003 roku debiutował powie- bohaterowie Bierek noszą te same imiona, ścią PL-BOY. Dziewięć i pół tygodnia z życia co ich poprzednicy z Berka, co więcej, repewnej redakcji, któprezentują podobne rej kontynuacja Wiotypy ludzkie i pełnią sna PL-BOYA, czyli w powieści podobne Zarówno Berek jak Życie seksualne osworole. Jednak Bierki i Bierki wpisują się jonych ukazała się rok pomimo oczywistych w jeden cykl nazwany później. Te powieści związków z Berkiem kronikami nierówności dotykają spraw memożna czytać w odediów i bezlitośnie, rwaniu od cyklu, choć w sposób sachoć dopiero lektura tyryczny demaskują absurdy współczesnej obu książek ujawnia ogrom pracy i dojrzapolskiej rzeczywistości. Jednak dopiero łość literacką Szczygielskiego. Berek okazał się prawdziwym przełomem W poprzedniej książce Anna Lewanw twórczości Szczygielskiego, zapewniając dowska z szeregów moherowych beretów mu trwałe miejsce w historii polskiej prozy i Paweł Sieniawski, żyjący otwarcie homohomoerotycznej. seksualista uciekali przed sobą zgodnie z reCzy najnowsza powieść Szczygielskiego gułami berka, by w końcu się zaprzyjaźnić. Bierki to kontynuacja kultowego Berka?. W Bierkach barykada została postawiona Obie książki wpisują się w jeden cykl nazwa- na płaszczyźnie szkolnej – po jednej stronie ny Kronikami Nierówności. W obu poprzez uczeń – odkrywający swoją orientację seksunaprzemienne narracje zostają zestawio- alną Paweł Sieniawski i zamknięta w sobie, 88

nr 1 Październik 2010 r.


Kolacja z zabójcą. CZYTAJ recenzję! >>>

zdystansowana nauczycielka historii Anna często obecne w myślach każdego z nas i co Lewandowska zwana Wekierą. Szczygielski czyni nas w istocie zupełnie równymi. każe swoim bohaterom grać w bierki. KilSzczygielski łamie tabu na bardzo wieka nierozważnych ruchów, parę błędnych lu płaszczyznach – nie tylko tej dotyczącej decyzji, sięgnięcie do spraw alkowy. Biernieosiągalnych celów ki to wyrazisty głos Spod pióra jak po patyczki bierek w dyskursie o istotSzczygielskiego wyszli – i całe życie wywraca nych problemach bohaterowie się do góry nogami. społecznych, zwłaszpełnowymiarowi, Spod pióra cza dotyczących ciekawi i bardzo Szczygielskiego wyszli homoseksualizmu. bohaterowie pełnoO ile Paweł Sieniawwyraziści, a nade wymiarowi, ciekawi ski z Berka to ukształwszystko tacy, których i bardzo wyraziści, towany i pogodzony nie sposób nie lubić a nade wszystko tacy, ze sobą homoseksualiktórych nie sposób sta, o tyle Paweł Sienie lubić. Dodatkowym plusem jest dbałość niawski z Bierek dopiero tej samoakceptacji o indywidualizację języka – Paweł wyraża się się uczy. Musi się zmierzyć z niechęcią otoczew sposób młodzieżowy, a nauczycielka ciągle nia, brakiem zrozumienia ze strony rodziców, wprowadza jakieś historyczne nawiązania do a także z tymi, którzy chcą wykorzystać jego swoich rozważań. Równie wyrazistą i niejed- naiwność i potrzebę uczucia. noznaczną kreską Szczygielski rysuje postaci Szczygielski nie boi się mówić o aktualz dalszego planu. nych problemach społecznych, oswaja z nieBierki to również książka niezwykle zrozumiałymi zjawiskami, kształtuje pewne odważna. Widać to już na okładce, ekspo- wzorce, ale stroni od natrętnego moralizatornującej pośladki młodego mężczyzny (jest stwa. Jego dzieło jest jednocześnie niezwykle to kolejne nawiązanie głębokie, ale łatwe do „Berka”, którew odbiorze i stanowi Bierki stanowią cios go okładka przednie tylko wartościow pewien rodzaj naszej stawiała zbolałego wą, ale przede wszystrodzimej pruderii półnagiego Jezusa z kim przyjemną lekmuskularnym ciałem turę. Można Bierki i wytatuowanym torsem). Ponadto można w pewnym sensie uznać za literaturę parenepowiedzieć, że Bierki stanowią cios w pe- tyczną dwudziestego pierwszego wieku. wien rodzaj naszej rodzimej pruderii, bardzo wyraźnie eksponując sprawy seksualne. Tytuł: Bierki Szczygielski pisze o nich całkiem otwarcie, Autor: Marcin Szczygielski Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Latarnik na granicy pornografii. Nie zamiata pod li- Liczba stron: 364 teracki dywan tego, co – jak twierdzi – jest Cena: 34,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

89


<<< CZYTAJ recenzję! Tamtego lata na Sycylii

Dzieciozmagania: Z maluchem przez pierwsze 5 lat Kaz Cooke

D

zieciozmagania: Z maluchem przez pierwsze 5 lat to kontynuacja bestsellerowego poradnika Ciężarówką przez 9 miesięcy: Przewodnik po ciąży i okolicach, australijskiej felietonistki, pisarki i karykaturzystki Kaz Cooke. Do jego powstania przyczyniły się ciepłe i pełne zachęty listy od czytelniczek, których główne przesłanie Autorka streściła następująco: „Gdzie, do ciężkiej cholery jest ciąg dalszy? Pospiesz się, ty leniwy babsztylu – muszę natychmiast wiedzieć co dalej!”. W odpowiedzi na to oraz wiele innych pytań, powstał blisko 800 – stronicowy poradnik dla rodziców, opatrzony zabawnymi, autorskimi rysunkami, ogromną dawką poczucia humoru i jednocześnie pełen rzetelnych, przystępnie podanych informacji. Tym, co odróżnia Dzieciozmagania od wielu innych poradników dostępnych na naszym rynku, jest podejście pełne specyficznego poczucia humoru, które niekoniecznie przypadnie do gustu Matkom Polkom traktującym swoją rolę jako święty 90

nr 1 Październik 2010 r.

obowiązek i z namaszczeniem celebrującym każdą zmianę pieluchy. Test dla rodziców i opiekunów zamieszczony na początku poradnika jest próbką tego, czego można spodziewać się w dalszej części. Jeżeli zatem po lekturze wstępu ogarnia potencjalnego czytelnika święte oburzenie, powinien sięgnąć po bardziej stosowne pozycje. Natomiast dla wszystkich, którym w codziennym mierzeniu się z wyzwaniem, jakim jest opieka nad maluchem, potrzebny jest zdrowy dystans i poczucie, że ktoś ich dobrze rozumie, Kaz Cooke stanie się prawdziwą przyjaciółką. Jako mama niemowlaka uważam, że oprócz rzetelnych informacji, kobiecie (i oczywiście mężczyźnie, który poważnie traktuje swoją nową rolę) potrzebna jest duża dawka humoru, zwolnienie z przymusu bycia idealnym rodzicem oraz świadomość, że wszyscy maja podobne problemy i wątpliwości. Cooke nie boi się o nich pisać i to w sposób prawie obrazoburczy, co, przy odrobinie dystansu do instytucji rodzicielstwa, jest prawdziwym błogosławieństwem.


Erynie. CZYTAJ recenzję! >>>

Jest przy tym wiarygodna, ponieważ sama jest mamą i szczerze pisze o swoich problemach związanych z wychowaniem dzieci. Poradnik Kaz Cooke nie jest oczywiście jedynie zbiorem żartów i anegdot. Autorka bardzo rzetelnie odnosi się do najważniejszych kwestii związanych z opieką nad dzieckiem, począwszy od karmienia, pielęgnacji czy snu, przez rozwiązywanie problemów wychowawczych, propozycje zabaw dla dzieci w każdym wieku, powrót do pracy i organizację opieki nad dzieckiem, aż po wybór imienia, podróżowanie z maluchem, ząbkowanie czy choroby wieku dziecięcego. Nie zapomina również o mamach, które dochodzą do siebie po porodzie. Autorka pisze o zdrowiu i samopoczuciu kobiety po porodzie w sposób wywołący niepohamowane salwy śmiechu, które działają terapeutycznie na targaną baby bluesem świeżo upieczoną mamę. Ojcowie również znajdą pełne zrozumienia dla ich punktu widzenia, zabawnie przedstawione informacje w osobnym, napisanym specjalnie dla nich rozdziale. Z punktu widzenia rzetelnej wiedzy psychologicznej, na szczególną uwagę zasługuje przystępne przedstawienie faz rozwoju dziecka, krytyczne porównanie podstawowych teorii wychowania dzieci i uczciwe przyjrzenie się kwestii emocji towarzyszących pojawieniu się dziecka, więzi z noworodkiem oraz depresji poporodowej. Autorka przytacza nie tylko badania naukowe, czy zalecenia pediatrów, ale również wypowiedzi i przykłady z życia innych rodziców, co daje czytelnikowi szerszą perspektywę. Każdy rozdział zawiera bazę stron internetowych oraz wydawnictw szerzej poruszających omawiany problem.

Wielkie brawa należą się tłumaczce, Beacie Gontarczyk-Krampe, która zaadaptowała trudny, bo napisany potocznym, czasem wulgarnym językiem tekst, w którym aż roi się od uwarunkowanych kulturowo żartów. Tłumaczenie jest rewelacyjne, zabawne teksty świetnie przystosowane do naszego poczucia humoru, a w odpowiednich rozdziałach podane są adresy polskich placówek i obowiązujące w naszym kraju regulacje prawne czy zalecenia pediatrów. Zabieg ten pozwolił uniknąć często spotykanego poczucia, że mamy w rękach kolejny zagraniczny poradnik zupełnie nie przystający do naszych realiów. Jedną z największych zalet Dzieciozmagań jest bezstronność Cooke w większości poruszanych kwestii. Autorka nie propaguje żadnej ideologii oprócz przekonania, że dla dziecka najważniejsze jest, żeby jego dom był bezpieczny i pełen kochających go osób. Jest głosem rozsądku w dziedzinie, w której nietrudno o fanatyzm, wpędzanie w poczucie winy i udowadnianie niekompetencji. Polecam Dzieciozmagania wszystkim rodzicom, zarówno tym, którzy właśnie zaczynają swoją przygodę z noworodkiem, jak i wychowującym jednego lub więcej maluchów w wieku wczesnodziecięcym. Znajdziecie tutaj wszystko, co jest potrzebne do odzyskania spokoju i nabrania pewności siebie, a ciepłe, zdrowe i pełne humoru podejście autorki gwarantuje wsparcie i świetną zabawę. Tytuł: Dzieciozmagania: Z maluchem przez pierwsze 5 lat Autor: Kaz Cooke Tłumacz: Beata Gontarczyk-Krampe Wydawnictwo: Insignis Media Liczba stron: 776 Cena: 59,90 zł nr 1 Październik 2010 r.

91


<<< CZYTAJ recenzję! Składana wanna

Wieczny Grunwald Szczepan Twardoch

W

ieczny Grunwald to trzecia po- nowi zupełnie nową jakość. Bezsprzecznie wieść wydana w interesującej serii wyróżnia się na tle pozostałych tomów serii, Zwrotnice czasu. Histołamiąc w pewnym senrie alternatywne, przez sie schemat tworzenia Trzeba przyznać, Narodowe Centrum historii alternatywnej. że Wieczny Grunwald Kultury (NCK). IniTakże pod względem lijest powieścią dziwną, terackim stanowi książcjatywa ta, w założeniu, ma w nowoczesny spokę najbardziej doprawymykającą się sób ukazywać historię cowaną w twórczości klasyfikacji, Polski, proponując czySzczepana Twardocha, wymagającą telnikowi odpowiedzi a zarazem jest rozwiod czytelnika sporego na pytania „co by było nięciem zainteresowań zaangażowania. gdyby”. i fascynacji historiozoAutor nurza się W 2009 roku ficznych autora. W tym w swojej niewątpliwej NCK przeprowadziło duchu ponadczasoweerudycji, czasami konkurs literacki pod go mitu o odwiecznym tym samym tytułem. starciu dwóch narodów dając się jej ponieść Szczepan Twardoch był osadzony jest żywot wtedy inicjatorem wątgłównego bohatera ku pod tytułem Władysław Studnicki pre- Wiecznego Grunwaldu – Paszki. mierem w 1938 roku (więcej informacji na W powieści nie jest wskazany konkrethttp://www.zwrotniceczasu.nck.pl/). ny punkt zwrotny, od którego zaczyna się Recenzowana książka, nie ma jednak „nowa historia”. Paszko i jego życie oraz nic wspólnego z powyższym tekstem, sta- następujący po nim „przezwieczny żywot” 92

nr 1 Październik 2010 r.


Blondynka, jaguar i tajemnica Majów. CZYTAJ recenzję! >>>

składa się na setki scen i dziesiątki moty- czy grupy społeczne. Warto odnotować wów historycznych. Po swej śmierci Paszko miejscowe użycie, z pietyzmem oddanego, trwa dalej zanurzony w strumieniu dziejów średniowiecznego języka polskiego. Rzecz Europy, skazany na nieustające umieranie ciekawa, jednak chwilami utrudniająca we wszelkich potencjalnych wariantach odbiór fabuły. znanej nam rzeczywiNarracja jest prostości. Narracja przewadzona nielinearnie, Jak w kalejdoskopie plata sceny z pierwszesceny płynnie przechoprzesuwają się go życia bohatera z jego dzą w inne warianty późniejszym często szahistorii. Jak w kalejdoprzed oczami lonymi czy onirycznyskopie przesuwają się intrygujące mi przeżyciami. W jej koncepcje na możliwe przed oczami intrygutrakcie dostajemy zapis jące koncepcje na możzmiany w polskiej stanu duszy Paszki, jego liwe zmiany w polskiej historii. Wiele rosnącej niechęci do historii. Wiele z tych lez tych ledwo wszystkiego, co mógłby dwo zasygnalizowanych zasygnalizowanych kochać. Jako bastard pomysłów mogłoby być pomysłów mogłoby Kazimierza Wielkiego materiałem na osobną i niemieckiej mieszczki, książkę. Z ciekawszych być materiałem pragnie dla siebie wielmotywów wymieńmy na osobną książkę kości, cierpiąc jednak Święty Zakon Ungerna, od pogardy otoczenia. bądź walki Paszki jako Jest rozdarty pomiędzy Polską, w której się „przodownika kompanijnego” polskiego urodził, a Niemcami, gdzie dostał wycho- pułku SS Wenedia na Kaukazie. Obecne są wanie. W efekcie obdarza oba kraje i siebie też silnie zarysowane wątki religijne. jako mieszańca gorącą nienawiścią i to ona Powieść jest obrazem szaleńczej nienie pozwala mu ostatecznie umrzeć. nawiści. Przedstawia surową prawdę Trzeba przyznać, że Wieczny Grun- o wojnach i mordowaniu, wyzbytą ze szlawald jest powieścią dziwną, wymykającą chetności. Stawia ważne i mocne pytania się z klasyfikacji, wymagającą od czytel- o tożsamość narodową. Nie pozostawia nika sporego zaangażowania. Autor nurza obojętnym, nie pozwala po skończonej się w swojej niewątpliwej erudycji, czasami lekturze wzruszyć ramionami. Przy swych dając się jej ponieść. Nie zawsze czytelny dziwacznościach, jest pozycją z którą najest jego zamysł oraz cel poszczególnych prawdę warto się zmierzyć. zabiegów literackich. Poza tym zastrzeżeniem przeczytamy wiele interesujących Tytuł: Wieczny Grunwald i wciągających scen. Pięknie nakreślona Autor: Szczepan Twardoch Wydawnictwo: Narodowe Centrum Kultury została rzeczywistość średniowiecza, fa- Liczba stron: 210 chowym słownictwem nazywane są ubiory Cena: 23 zł nr 1 Październik 2010 r.

93


<<< KONKURS!!!

i w r k a l Krop

a n o s l Ne sza

ierw p a n o ł s Od

94

nr 1 Październik 2010 r.


Czytaj powieść >>>

OSTATNIE KRÓLESTWO (fragment)

Na

początek warto opowiedzieć o co będzie tutaj chodzić. Jeszcze lepiej, jeśli odpowiedź zmieści się w jednym zdaniu. O męską literaturę tu chodzi! Jasne – wiem, nie ma czegoś takiego, wymysł, seksizm i wierutna bzdura. Dlatego wszyscy moi kumple zaczytują się w Grocholi. Dobre sobie! Zatem chodzić będzie o literaturę męską, ale tę spod znaku Chandlera czy O’Briana, a nie Sapkowskiego czy Tolkiena. O historie, w których cyniczne sukinsyny dopijają ostatni łyk Gentelmen’s Jacka, a potem idą na piętro strzelić sobie w łeb. Bieganie z mieczem w podartych portkach jest tego zaprzeczeniem, chociaż nie twierdzę, że fantasy to nie-męska literatura. Przeciwnie. Niemniej jednak raczej tu nie zagości. Sugerowane tło do lektury Muzyka: Martin Martini Może być i Waits. Trunek: Les Aigrieres z Chateau Puy-Razac, Saint Emilion Gran Cru. Może być i coś innego z Saint Emilion. Najlepiej z krwistą polędwicą. Od razu lepiej. A teraz sedno sprawy. nr 1 Październik 2010 r.

95


<<< CZYTAJ recenzję! Rany wylotowe

Zgasić latarnie bitewne. Gdy mówił te słowa, ujrzał ogromne rozczarowanie na twarzy Pullingsa. Gdyby wstrzymali się z otwarciem ognia jeszcze przez pięć minut, „Jemmapes” nigdy nie dotarłby do Lorient. Przy tym wietrze, z Ille de Groix i wszystkimi rafami w pobliżu, doszłoby do starcia z bliskiego dystansu, obojętnie czy Francuzi utrzymaliby swój kurs, czy nie. Jeszcze pięć minut, a porucznik Pullings stałby się albo trupem, albo dowódcą własnego okrętu. Zwycięski bój z przeciwnikiem o równych siłach zawsze bowiem oznaczał awans dla pierwszego oficera, który przeżył starcie. Dla Pullingsa, który nie miał żadnych kontaktów, ani wpływów, a mógł liczyć na wsparcie swego patrona bądź umiejętności dowódcy, taki bój byłby jedyną możliwością na wydostanie się z długiej, zatłoczonej listy poruczników. Tymczasem Jack Aubrey zmarnował tę szansę, szansę która być może już nigdy się w karierze Toma Pullingsa nie powtórzy. Jack poczuł wielki smutek, o wiele większy od zwykłej depresji, która z reguły ogarniała go po prawdziwej bitwie. Ile mamy ofiar panie Pullings? – spytał twardym tonem wpatrując się w zwisający luźno hals grota. 1

W pierwszym odcinku chcę polecić absolutną klasykę – cykl marynistyczny Patricka O’Briana, który szerszej publiczności znany jest ze swojej, całkiem udanej zresztą, ekranizacji – Pan i władca na krańcu świata. W istocie jest to adaptacja cyklu bardziej, niźli pojedynczej części, ponieważ fabuła filmu pochodzi z czterech różnych książek autora. Wracając do literatury. Patrick O’Brian to nieżyjący już (zmarł w 2000r.) pisarz angielski, którego największym dziełem był właśnie cykl opowieści o kapitanie Jacku Aubreyu oraz jego lekarzu pokładowym – Stephenie Maturinie. W jego ramach napisał 21 książek (pierwszą w 1970r. ostatniej nie zdążył skończyć, pisząc ją aż do swojej śmierci), z czego w Polsce pojawiło się już 9 z nich (Far side of the world – a więc część dziesiąta została wydana, ze względu na film, wcześniej – równocześnie ostatnia wydana chronologicznie powieść cyklu – Jońska misja to część ósma). Każdego niemal roku wychodzi nakładem Zyska kolejna, od trzeciej części tłumaczona przez Marcina Mortkę (dwie pierwsze przełożył Bernard Stępień), odsłona tego wyjątkowego cyklu. I zawsze jest to dla mnie ogromne święto.

1

96

Patrick O’Brian Jońska misja. Wydawnictwo Zysk i s-ka, Poznań 2009 r. s 89.

nr 1 Październik 2010 r.


Zaginiona. CZYTAJ recenzję! >>>

Z pozoru są to niezwykle proste historie – trwa wojna z Napoleonem, Anglicy walczą na morzach z Francuzami i Amerykanami. Kapitan Jack Aubrey jest jednym z wielu kapitanów, którzy w ramach tej wojny wypełniają swoje zadania – czasem uczestniczy w blokadzie francuskich portów, czasem w polowaniu na okręty przeciwnika, a jeszcze innym razem udaje się do odległego portu, aby wypełnić w nim jakieś ważne zadanie. Dni i noce upływają na jednostajnej, wręcz nudnej morskiej podróży, czasem mocniej powieje, czasem jest flauta, a raz na jakiś czas również i żagiel na horyzoncie. Marynarze wykonują swoje obowiązki – ćwiczą strzelanie z dział, łatają żagle, pompują wodę z zęzy, oficerowie pilnują, aby wszystkie czynności wykonywać perfekcyjnie, a nad wszystkimi stoi kapitan. Nuda. Najpiękniej opisana nuda, jaką w życiu czytałem. Genialne opisanie najprostszych czynności czyni z nich prawdziwy rytuał. Ba, łapię się również na tym, że niecierpliwie się, kiedy którykolwiek z nich zostaje w jakimś momencie pominięty. Tworzy to wszystko swoisty rytm – takt, w ramach którego rozwija się cała reszta: wszystkie relacje pomiędzy bohaterami, zwroty akcji, niepowodzenia i sukcesy. Wszystko musi wpisywać się w ten urzekający rytm morskiej podróży, czasem spokojnej, a czasem zupełnie gwałtownej. Nie oznacza to jednak żadną miarą, że książki te nie mają fabuły! Przeciwnie. Czasem wypełniają je treścią zwycięskie bitwy i pasjonujące pościgi, czasem ataki na porty, czy wreszcie bolesne porażki i niewola. Sposób opisywania starć okrętów jest kolejnym elementem składającym się na maestrię O’Briana. Przede wszystkim wiernie oddaje realia, zwracając uwagę na najmniejsze detale. Przekazuje na przykład ogromne emocje związane ze zmianą kierunku wiatru, który może sprawić, że ścigany okręt umknie pogoni, albo przeciwnie – będzie musiał stawić jej czoła. Pokazuje jak wiele dawała przewaga względem wiatru, albo o kilkanaście sekund szybsze przeładowanie dział niż załoga okrętu przeciwnika. Wszystko musiało być wykonane idealnie, albo – jak w cytowanym przeze mnie fragmencie – cały wysiłek spełzał na niczym. Żadnego heroizmu, żadnych tanich sztuczek – twarda walka na morzu. Kiedy dochodzi do wymiany ognia to jest ona zazwyczaj mordercza, kiedy do abordażu to krew leje się strumieniami...

nr 1 Październik 2010 r.

97


<<< CZYTAJ WYWIAD! Rafał Kosik

Tło daje więc spokojny rytm, zaś akcja wypełnia go ostrymi akordami, lecz całość nie byłaby wspaniałą symfonią literacką, gdyby nie wielcy soliści. Bohaterowie książek O’Briana są fantastycznym uzupełnieniem świata, który z takim mistrzostwem odmalowuje. A najciekawsze w tym jest to, że są oni niesamowici w swej...zwyczajności. Nie ma tu miejsca na pirata bez nogi z papugą na ramieniu, albo dwumetrowego bosmana z pejczem w ręku. Kapitan Aubrey, główny bohater cyklu, to mający pewne problemy z nadwagą, znakomity żeglarz, wierzący we wszystkie przesądy dotyczące swego fachu. Niezbyt surowy, lecz wymagający wobec swych podwładnych, jego specjalnością są nieszczególnie śmieszne dowcipy podczas cotygodniowych kolacji w mesie oficerskiej oraz codzienne muzykowanie, zazwyczaj w towarzystwie Stephena Maturina. Aubrey ma żonę, którą kocha, lecz nie widzi powodu, aby od czasu do czasu nie nagiąć w jakimś porcie swej przysięgi wierności, ma dzieci za którymi tęskni, lecz równocześnie, nie potrafi przy nich wysiedzieć. Jowialny, nieszczególnie lotny, choć żeglarsko wyedukowany. Jego obrazu dopełnia fakt absolutnego braku umiejętności poruszania się w sprawach codziennego życia na lądzie Żaden z niego bohater – ot kompetentny dowódca. A jego najlepszy przyjaciel Stephen Maturin? To dopiero ideał antybohatera! Krzywe nogi, ziemista cera, niski, trochę nieśmiały, niemający bladego pojęcia o życiu na morzu. Za to znakomity lekarz oraz pasjonat filozofii naturalnej. Badacz wyjątkowych okazów ptaków, człowiek wykształcony, równocześnie zagubiony gdy idzie o sprawy sercowe. Mól książkowy, ciekawy świata, posiada równocześnie swoje sekrety. Dwójka zwykłych ludzi połączonych więzami przyjaźni. Ale, wierzcie mi lub nie, to jest ich największy urok! Gdyby O’Brian do swojego rytmicznego świata wpuścił przystojnych superbohaterów cały czar poszedłby do diabła. Tymczasem ci dwaj ludzie, pełni walorów, ale i przywar, ukrytych atutów, ale i słabości, to idealne uzupełnienie tak realistycznej prozy. Obok nich mamy bohaterów pomniejszych, jak Thomas Pullings – znakomity marynarz, któremu na drodze do awansu stoi poślednie pochodzenie, albo Babbington, który pochodzenie ma jak najlepsze i wszelkie dane, aby karierę zrobić. Obu poznajemy jako wyrostków służących pod Aubreyem, jako midszypmeni2, aby wraz z postępem cyklu obserwować rozwój ich kariery. Można wymieniać jeszcze wielu bohaterów drugiego planu, jak gderliwy kucharz Killick, albo bogata wdowa Diana Villiers, lecz nie ma to większego sensu, gdyż dopiero w przygotowanym przez O’Briana tle, widzimy ich dopasowanie i akuratność.

Najniższy stopień oficerski, który powierzano młodym paniczom, zazwyczaj ze względu na wstawiennictwo bogatej rodziny, czasem ze względu na swe umiejętności lub przymioty charakteru. 2

98

nr 1 Październik 2010 r.


Składana wanna, ZOBACZ RECENZJĘ! >>>

Znakomita fabuła, pełnokrwiste postaci, oddane z pietyzmem tło, można więc zapytać, czy ta seria nie ma żadnych błędów? Ma jedną słabą stronę – ląd. O’Brian na ogół nie potrafi ciekawie odmalować życia swoich bohaterów na lądzie, a niestety czasem decyduje się ich tam umieścić. Dopóki są to wprowadzenia do kolejnego dzieła, to wszystko jest w porządku. Gorzej, kiedy takie epizody rozszerzają się na ćwierć książki. Wówczas potrafi być to nużące. Na szczęście ma to miejsce jedynie w dwóch, spośród ośmiu tomów, które miałem okazję czytać (jako osoba leniwa nie sięgam po wydania angielskie), lecz dla porządku warto zaznaczyć, że takie słabsze miejsca się zdarzają. Poza tym jednak jest to dzieło wybitne, ze wszech miar męskie, pełnokrwiste, czasami brutalne. Książki o prawdziwych facetach, którzy zamknięci na kilkudziesięciometrowych, uzbrojonych baliach, nie bali się rzucać wyzwania każdemu rywalowi. Nie bez przyczyny w pierwszej odsłonie przybliżam twórczość Patricka O’Briana. Krew Nelsona, chociaż przywodząca na myśl znaną szantę, tak naprawdę dedykowana jest temu właśnie cyklowi.

Z poważaniem

nr 1 Październik 2010 r.

99


www.biblionetka.pl


Literadar - magazyn o książkach nr 1