Page 81

RECENZJE

go swego czasu przez ojca hulakę i niegospodarną matkę), ani zawodu (co w przypadku panny z jej sfery jest raczej regułą niż wyjątkiem), tylko wdzięk i  urodę, które podbiły bez reszty serce Mertona Denshera, początkującego dziennikarza. Maud Lowder, zamożna ciotka sprawująca nad nią opiekę po śmierci matki, nie ma zamiaru zgodzić się na małżeństwo siostrzenicy z  równie ubogim młodzieńcem, upatrzywszy dla niej dużo stosowniejszą partię w  postaci próżnego i nieciekawego lorda Marka. I właśnie wtedy do Londynu zjeżdżają dwie Amerykanki, które Merton poznał podczas krótkiego pobytu w ich ojczyźnie. Jedna z nich, Milly Theale, jest nieprzyzwoicie bogata i poważnie chora. A  przy tym najwyraźniej zakochana w  Mertonie. Gdy Kate orientuje się w uczuciach swej nowej przyjaciółki, wpada na kontrowersyjny pomysł, który powinien zostać zrealizowany podczas wyprawy całego towarzystwa do Wenecji… Z tego scenariusza Agatha Christie stworzyłaby perfekcyjny kryminał, Jane Austen – romans z lekkim przymrużeniem oka, a jak rozwinął go James? Gdyby chcieć wyliczyć wydarzenia istotne dla całej fabuły, zajęłoby to niewiele więcej miejsca niż powyższe wprowadzenie. Bo Skrzydła gołębicy są powieścią niezwykle statyczną. Oczywiście, bohaterowie od czasu do czasu przemieszczają się tu i ówdzie, rozmawiają ze sobą, ale przede wszystkim myślą: nazywają i analizują swoje odczucia, śledzą i rozpatrują zachowania innych, spekulują na temat możliwych wariantów przyszłości, a  dokładnie – czyni to w  ich imieniu narrator zewnętrzny, od czasu do czasu przypominający czytelnikowi o swoim istnieniu i próbujący zawrzeć z nim

komitywę za pomocą uroczo staroświeckich wtrętów („interesująca nas młoda kobieta”, „jak już zauważyliśmy”, „przynajmniej dla naszych potrzeb”). Ich aparycja, ubiór, otaczające ich przedmioty – czasem scharakteryzowane pobieżnie, jednym zdaniem, czasem w ogóle pomijane – wydają się prawie zupełnie nie mieć dlań znaczenia, podobnie jak niektóre elementy fabuły. Milly jest chora? Wiemy, że odwiedziła lekarza, wiemy, że wszyscy wokół szepczą, iż choroba jest poważna, domniemywają jej natury (może to suchoty? może coś wymagającego operacji?), ale bez żadnych przesłanek, bo zmian w wyglądzie i  zachowaniu dziewczyny nie widać, poza tym, że raz czy dwa nie wychodzi z przyjaciółmi, nie schodzi na kolację – i tyle. Jakże to nieprecyzyjne w porównaniu z, powiedzmy, tak wiarygodnie opisaną uremią babki narratora u Prousta czy choćby z wadą serca Sienkiewiczowskiej Litki! Ale w zamian otrzymujemy analizy stanu psychiki Milly (wyłączając myśli i odczucia dotyczące choroby – te są ledwie zasygnalizowane w dialogach z Susie, Kate i doktorem), po każdej krótkiej scence czy dialogu rozwijające się w kilkustronicowe nieraz relacje. I to samo dotyczy Kate, Mertona, Susie. Mało konkretów, dużo obszernych i zawiłych wywodów (tu należą się wyrazy uznania tłumaczom, dzięki którym ta ciężka, gęsta proza daje się przełknąć). To nie jest ten rodzaj literatury, który pochłania się z wypiekami na twarzy, który rozwija przed czytelnikiem barwne obrazy, jak kolejne kadry filmu. To prawie siedemset stron prozy skondensowanej, kunsztownej… i chłodnej. Imponującej, ale nie porywającej. Wartej poznania, choć niełatwej do polubienia. 81 | nr 18

Literadar nr 18  
Literadar nr 18  

Elektroniczny magazyn o książkach. Artykuły, wywiady, recenzje, wczesne polecanie nowości wydawniczych. Literadar jest wydawany przez portal...

Advertisement