Page 59

RECENZJE

food i aronia losu, Anna Kamińska przedstawia tych, którzy jednak wytrzymali. Nawet jeśli nie wszystko od razu poszło zgodnie z oczekiwaniami. Nawet jeśli na wstępie się okazało, że tak ładnie dopracowany pomysł na życie w nowym środowisku jest raczej pomysłem na jego utrudnienie. Dlaczego właśnie im się udało? Niełatwo znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich opowiedzianych tu historii. Są osoby żyjące w pojedynkę i pary. Bezdzietni, z małymi dziećmi albo z odchowanym już potomstwem. Czasem z  wykształceniem rolniczym czy ogrodniczym (choć niekoniecznie z  praktyką w  zawodzie), częściej artyści albo przedstawiciele profesji zupełnie miejskich: bankowcy, marketingowcy, filolodzy, szukający swojego miejsca po jakichś życiowych zakrętach bądź też po prostu pragnący zmiany. Trafiający na wieś śladem przypadkowego oczarowania lub pracowicie realizując hodowane od lat marzenia. Chwytający się sprawdzonych sposobów na gospodarowanie albo podejmujący ryzyko, na jakie nikt tutaj dotychczas się nie odważył. Ilu ludzi, tyle ścieżek. Ale każda konsekwentnie prowadząca do konkluzji: „życie tutaj jest prawdziwe”, „tu jest nasze miejsce”, „my tu mamy kawał własnego nieba”. Skoro ze wszystkich opowieści płyną wnioski tak jednolite, czy nie należy się obawiać monotonii i znużenia? Tego autorka stara się uniknąć, różnicując w poszczególnych tekstach proporcje między narracją i wypowiedziami bohaterów i kładąc nacisk na rozmaite aspekty wiejskiego bytowania; twórca amatorskiego teatru lalkowego opowiada o radości z budzenia emocji u swoich

rówieśników-seniorów, pasjonaci uprawy aronii – o pomysłach na przetwory, właściciele zrujnowanego pałacu – o trudach remontu i satysfakcji z kolejnych jego etapów, a para, która odnalazła się po latach – o odkrywaniu szczęścia we dwoje przy tworzeniu skansenu na mazurskim odludziu. Warto jednak zauważyć, że naświetlenie sytuacji z  jednej tylko strony zawsze prowadzi do pewnego zafałszowania obrazu. Bo przecież oprócz tych, którym się udało, są i tacy, których miejscowa społeczność nie przyjęła z  otwartymi rękami i  nawet nie z  rezerwą, lecz z  nieukrywaną wrogością; których przerosły wyzwania związane z  urządzaniem się w  obcym środowisku; którym po fiasku pierwszego pomysłu na zarabianie pieniędzy nie starczyło już funduszy na realizację kolejnego; których organizm nie zniósł spania w wilgoci albo których bliscy kategorycznie zażądali powrotu do miasta… Bo opcja „chcesz i masz” dostępna jest tylko dla nielicznych, którzy oprócz marzeń mają jeszcze szczęście, silną wolę i  jakiś zapas środków materialnych. Niemniej jednak lektura jest bardzo ciepła i sympatyczna, i jeśli będziemy ją postrzegali jako tylko opisującą wycinek rzeczywistości, a  nie dostarczającą gotowego sposobu na życie, na pewno nikomu nie przyniesie szkody. Drobne minusy to słaba czytelność znacznej części fotografii i błędy w pisowni słów obcojęzycznych. A jeśli takimi drobiazgami się nie przejmujemy, nic nie stoi na przeszkodzie, by w  ślad za Janem z  Czarnolasu, dobrze znającym uroki wiejskiego życia, westchnąć z tęsknotą: „Wsi spokojna, wsi wesoła…”. 59 | nr 18

Literadar nr 18  
Literadar nr 18  

Elektroniczny magazyn o książkach. Artykuły, wywiady, recenzje, wczesne polecanie nowości wydawniczych. Literadar jest wydawany przez portal...

Advertisement