Page 1

3

(33)

March/marzec 2009 ISSN 1756-3542

14

Emigracja jest KOBIETĄ

Powody, by żyć | Irlandzki napój bogów | 135 cm wzrostu


marzec 2009 March 2009

Kilka słów na początek „Ja obchodzę Dzień Kobiet cały rok” – mawiał mój przyjaciel, kiedy rozmawialiśmy o 8 marca. Było to prawdą – przyjaciel kocha kobiety z całej siły, namiętnie i hurtem, między innymi dlatego nie był w stanie długo ułożyć sobie życia. Teraz pokutuje za te wszystkie złamane serca, bo oprócz żony ma dwie córeczki, więc faktycznie świętuje Dzień Kobiet cały rok. Bardzo feministycznie jest powiedzieć, że w dniu 8 marca obchodzimy święto komunistyczne, że kobieta gardzić powinna kwiatkiem, który ma odwrócić uwagę od jej dyskryminacji, uprzedmiotowienia, itp., itd. Ale feminizm się kończy. Dawno już nastała era postfeminizmu. I zaczyna być odwrotnie. Kobiety stają się tak wpływowe i dominujące, spełniają się zawodowo, migrują, iż wydaje się, że zaczynają powoli tęsknić za czasami (albo chwilami), kiedy przypominano sobie o ich kobiecości. Kiedy stawiano je na piedestale, poświęcano im obrazy, wiersze i obsypywano kwiatami. Jesteśmy już tak silne, że, doprawdy, przypomnienie nam o tym, że jesteśmy kobietami, niech będzie przy pomocy kwiatu, okazuje się nie być wstrętną dla nas myślą. W głębi duszy. Bo feministka tego nie powie. Postfeministka już tak. Dlatego w imieniu całej redakcji życzę paniom pięknych kwiatów i wspaniałych ludzi wokół (płeć obojętna).

Aleksandra Łojek-Magdziarz

Fot. Grażyna Makara/Tygodnik Powszechny

Zobacz: Monika Drożyńska, 29 lat. Artystka, projektantka ubrań. Dwa lata temu wygrała walkę z guzem macicy. Lubi seriale „Gotowe na wszystko” i „Przystanek Alaska”, malować paznokcie, zupę z soczewicy z mlekiem kokosowym i gotować obiady swojemu mężowi. Ale najbardziej lubi żyć. Zdjęcie z wystawy fotograficznej „Masz wiele powodów, by żyć”.

www.linkpolska.com

March 2009 | marzec 2009 | 3


LINKw numerze

Link Café - Pożegnanie z frytkami 37

Turystyka - Napój bogów 32

3 6

POLSKA Polska w NATO jest już od 10 lat. Jak układa się nasze członkostwo w Sojuszu? Paweł Bruger

8

ŚWIAT Holandia, ten niewielki kraj na skraju Europy oferuje emigrantom podobne warunki życia i pracy, co Wielka Brytania. Tomek Kurkowski

11

PERYSKOP

14

TEMAT NUMERU Polskie nauczycielki, lekarki, studentki, sprzątaczki i kelnerki, osiedlając się w UK, przekroczyły granicę tradycyjnych kobiecych wartości. Aleksandra Kaniewska

18

FOTOGALERIA Codziennie z powodu raka piersi umiera w Polsce 13 kobiet, a pięciu innym kobietom życie odbiera nowotwór macicy. Zbadaj się, bo masz powody, by żyć!

Adres/Address: 1a Market Place Carrickfergus BT38 7AW Tel.: +44 28 9336 4400 www.linkpolska.com info@linkpolska.com Redaktor prowadząca/Editor Aleksandra Łojek-Magdziarz aleksandra@linkpolska.com Sekretarz redakcji/Deputy Editor Sylwia Stankiewicz redakcja@linkpolska.com Reklama/Advertising Aneta Patriak +44 7787588140 aneta@linkpolska.com

Zespół redakcyjny/ Magazine team Paweł Bruger, Piotr Miś, Tomasz Kurkowski Współpraca/ Contributors Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Aleksandra Kaniewska, Dorota Mazur, Helena Kubajczyk, Maciej Przybycień, Anna Kozłowska, Szymon Kiżuk, Jolanta Reisch, Dorota Suchy, Barbara Pięta

4 | marzec 2009 | March 2009

Świat - Holandia, ziemia obiecana?

(33)

20

PUBLICYSTYKA P jak Polska, p jak porno... Czy dwie dekady wolności nauczyły nas też umiejętności korzystania z przyjemności liberalnego świata, czy wciąż jesteśmy jeszcze na rozdrożu? Szymon Kiżuk

8

30

OBOK NAS Mały człowiek – wielki człowiek. Opowieść o Miłoszu, najmniejszym polskim emigrancie na Wyspach. Jakub Świderek

32

TURYSTYKA Tam, gdzie rodzi się irlandzki napój bogów. Wizyta w dublińskiej wytwórni Guinnessa. Szymon Kiżuk

23

KULTURA Rozmowy aktorów w garderobie. Anna Kozłowska

24

KULTURA „Kinoteka” – polski festiwal filmowy na Wyspach. Rozmawiamy z jego dyrektorką Marleną Łukasiak. Aleksandra Kaniewska

34

SPORT 28 marca polska reprezentacja w piłce nożnej zagra przeciwko Irlandii Północnej. Tomasz Kurkowski

27

HISTORIA O wielowiekowym zainteresowaniu Polaków morzem i przygodami z nim związanymi. Piotr Miś

37

29

FELIETON Później może być za późno. Przeszczepy. Maciej Przybycień

LINK CAFÉ Gordon Ramsay, Nigella Lawson i Jamie Oliver to liderzy rewolucji w brytyjskiej kuchi. Może dzięki nim z barów i pubów znikną tłuste ryby z frytkami? Aleksandra Łojek-Magdziarz

38

LINK CAFÉ Helena gotuje kisz, czyli tartę na słono. Helena Kubajczyk

Dział foto/Photo Editor Jakub Świderek jakub@linkpolska.com Dział graficzny/Art Room Irka Laskowska irka@linkpolska.com Tomasz Zawistowski Wydawca/Publisher Link Polska Limited Dyrektor/Director Ewa Grosman

Redakcja i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za treść ogłoszeń, reklam i informacji. Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych i zastrzega sobie prawo do skracania i redagowania tekstów. Nadesłane materiały przechodzą na własność redakcji, co jednocześnie oznacza przeniesienie na redakcję magazynu „Link Polska” praw autorskich z prawem do publikacji w każdym ob-

Druk/Print GPS Colour Graphics Ltd. Alexander Road Belfast, BT6 9HP

Kuchnia Heleny 38

szarze. Przedruk materiałów publikowanych w magazynie „Link Polska” możliwy tylko za zgodą redakcji.

* na okładce: Emigracja jest kobietą. Fot. Jakub Świderek


MLodziez pije na ulicach staje sie coraz bardziej awanturnicza mieszkancy narzekaja chca zebys to rozwiazal albo oni zrobia to za ciebie CZY SPROSTASZ TEJ SYTUACJI Zapewniamy pełne i profesjonalne szkolenie, które pozwoli ci podołać podobnym sytuacjom. Z początkowym wynagrodzeniem w wysokości £22 000 rocznie* i szerokimi perspektywami rozwoju będziesz miał możliwość zaangażowania się w życie lokalnej społeczności. Jeżeli jesteś w wieku 18-57 lat (ważne, żeby z datą 3.09.2009 r. osoby te miały nie mniej niż 18 i nie więcej niż 57 lat) i jesteś zainteresowany zatrudnieniem na pełny etat w PSNI, skontaktuj się z nami. Wyślij swoje zgłoszenie online: www.joinpsni.co.uk lub zadzwoń na bezpłatną infolinię: 0800 028 4411 Kontakt dla osób z Republiki Irlandii: 1800 509305 Zgłoszenia przyjmowane będą do dnia 3.04.2009 r. do godz. 17:00

Rekrutacja kandydatów przeprowadzana jest przez Deloitte MCS Limited w imieniu Police Service of Northern Ireland. *Wynagrodzenie początkowe £22 104 wzrastające do 24 675 po ukończeniu szkolenia. Stawki obowiązujące od dnia 1.09.2008 r. Zależy nam, by w szeregi PSNI przystępowali przedstawiciele wyznania katolickiego, zarówno kobiety, jaki i mężczyźni, oraz przedstawiciele mniejszości narodowych. PSNI należy do Equal Opportunities Employer.


LINKpolska Radosław Sikorski (na zdjęciu po lewej), potencjalny kandydat na sekretarza generalnego NATO oraz Jaap de Hoop Scheffer, który obecnie piastuje to stanowisko

kończącego latem kadencję obecnego sekretarza, pochodzącego z Holandii Jaapa de Hoop Scheffera, zastąpi nowy, być może pochodzący tym razem z Europy Środkowo-Wschodniej. W mediach europejskich aż huczy od domysłów na temat potencjalnych kandydatur na to stanowisko. Większość gazet powtarza jednak głównie dwa nazwiska: duńskiego premiera Andersa Fogha Rasmussena i polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Fot. Cherie Cullen, Defenselink Photos

Fot. Helene C. Stikkel, Defenselink Photos

NATO w kryzysie

Polska w NATO Paweł Bruger

Mija właśnie 10 lat od czasu, gdy 12 marca 1999 roku ówczesny minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek podpisywał akt przystąpienia Polski do NATO. W okrągłą rocznicę tamtego wydarzenia Polska może odnieść kolejny sukces. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego Członkostwo w NATO to główny cel polskiej polityki bezpieczeństwa od czasu upadku komunizmu. Traktat Północnoatlantycki, na mocy którego została powołana Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego (North Atlantic Treaty Organization) jest prostym dokumentem 14 artykułów określających zobowiązania wszystkich państw przystępujących do Sojuszu. Najważniejszym z nich jest art. 5. Mówi on, że jakikolwiek atak zbrojny z zewnątrz, skierowany przeciwko jednemu lub kilku państwom należącym do NATO, będzie traktowany jako atak na całą organizację, czyli „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Dla Polski jest to podstawowa gwarancja bezpieczeństwa. W różnych okresach od 4 sierpnia 1949 roku, kiedy to w Waszyngtonie przedstawiciele 10 krajów europejskich (Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Holandii, Luksemburga, Danii, Islandii, Norwegii, Portugalii, Włoch) oraz USA i Kanady podpisali Traktat Północnoatlantycki, do Sojuszu przystąpiło kolejnych 16 państw świata. Podstawowym bodźcem do powstania NATO było utworzenie międzynarodowej koalicji polityczno-militarnej mogącej przeciwstawić się sile ówczesnego Związku Radzieckiego i całego Układu Warszawskiego. ZSRR jednak się

6 | marzec 2009 | March 2009

rozpadł, więc NATO otworzyło się na współpracę polityczno-wojskową z krajami Europy, Azji Środkowej oraz Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Polska zaś była jednym z trzech pierwszych krajów byłego Układu (obok Czech i Węgier), które w 1999 roku przystąpiły do Sojuszu. Od tamtej pory nasze wojska regularnie wysyłane są jako część sił pokojowych w różne rejony świata ogarnięte wojnami. To dlatego nasi żołnierze brali udział m.in. w misjach w Bośni i Hercegowinie, Kosowie, a obecnie również w Afganistanie.

Media typują kandydatów Głównym organem decyzyjnym Sojuszu jest Rada Północnoatlantycka, ponieważ to ona podejmuje najważniejsze decyzje dotyczące polityki NATO na świecie. Składa się ona z przedstawicieli wszystkich krajów członkowskich, w jej pracach uczestniczą również ministrowie spraw zagranicznych krajów sojuszniczych. Jej szefem jest sekretarz generalny, którego kadencja trwa 4 lata. To on kieruje pracami Rady, reprezentuje również Sojusz na arenie międzynarodowej. Od czasu powstania NATO każdy kolejny sekretarz pochodził z krajów Europy Zachodniej, ale powszechnie wiadomo, że żadna kandydatura na to stanowisko nie ma szans bez aprobaty Waszyngtonu. W kwietniu upływa pięćdziesięciolecie powstania tej organizacji, a

Rok ten może być dla Sojuszu przełomowym, bowiem organizacja stoi na rozdrożu. Sojusznicy nie mogą się zgodzić, co do kursu przyszłej polityki, więc nowy szef będzie miał niełatwe zadanie. Najważniejszymi kwestiami do rozwiązania są wojna w Afganistanie oraz polityka wobec Rosji. Nowy prezydent USA Barack Obama zapowiedział, że przerzuci część wojsk z Iraku do Afganistanu. Amerykanie oczekują również zwiększenia kontyngentów wojskowych od swoich natowskich sojuszników, a więc i Polski. Nowy sekretarz będzie musiał pokazać, że nierozwiązywalny, jak się teraz zdaje, konflikt afgański NATO może rozwikłać. „Nie ma lepszego kandydata niż Sikorski” – uważa generał Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca jednostki GROM. „W latach 80. był na wojnie w Afganistanie, ma tam doskonałe kontakty, które pomogą mu nie tylko w skutecznym organizowaniu misji wojskowej, ale także w odbudowie kraju. On jak mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że od misji w Afganistanie zależy wiarygodność i wizerunek Sojuszu”. Przeciwko niemu świadczy jednak sprawa kontaktów z Rosją, która ostro sprzeciwia się planom rozszerzenia NATO o Ukrainę i Gruzję, a Polska jest gorącym orędownikiem włączenia tych dwóch państw w struktury Sojuszu. Prestiżowy belgijski dziennik „Le Soir” zaznacza, że być może Sikorski zdobędzie poparcie Obamy, ale kandydaturę Polski, która ma wizerunek kraju antyrosyjskiego, pod byle pretekstem będą chciały zablokować najbardziej prorosyjskie kraje europejskie, jak Niemcy i Francja. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że zazwyczaj pierwsi typowani kandydaci przegrywają rywalizację, dlatego każdy z nich konsekwentnie zaprzecza w mediach, jakoby kandydował. W podobnym tonie wypowiada się również sam Sikorski, a w najbliższym czasie obok niego i Rasmussena zapewne pojawią się jeszcze inni kandydaci. Teoretycznie nowego szefa NATO musi wyłonić do lata, jednak eksperci przypuszczają, że nowy sekretarz zostanie przedstawiony światu podczas jubileuszowego szczytu Sojuszu, który odbędzie się w dniach 3-4 kwietnia w Strasburgu, Kehl i Baden-Baden, na granicy francusko-niemieckiej. Wtedy też okaże się, czy rok 2009 będzie dla Polski, jako członka NATO, ważny nie tylko ze względu na marcową okrągłą rocznicę przystąpienia naszego kraju do Sojuszu.


LINKpolska Wybory do europarlamentu Sejm zdecydował, że czerwcowe wybory do europarlamentu potrwają dwa dni. Ich koszt wzrośnie o co najmniej 20 mln zł.

Wnętrze budynku europarlamentu w Strasburgu. Fot. J. Logan

Posłowie uchwalili zmianę prawa wyborczego, zatwierdził ją również senat, teraz powinien podpisać ją prezydent. Dzięki niej będzie można przeprowadzić czerwcowe wybory do Parlamentu Europejskiego w ciągu dwóch dni. Wyborcy będą mogli pójść do urn nie tylko w niedzielę (7 czerwca), ale i w sobotę (6 czerwca). Posłowie liczą, że zwiększy to frekwencję. Okazuje się jednak, że korzystna dla obywateli zmiana prawa wyborczego rodzi poważny kłopot dla odpowiedzialnego za organizację głosowania Krajowego Biura Wyborczego. W jego budżecie brakuje bowiem pieniędzy na pokrycie kosztów głosowania dłuższego niż jednodniowe. Ile pieniędzy brakuje? Wicepremier Waldemar Pawlak, który ostro krytykuje zmianę przepisów w dobie kryzysu, mówi nawet o 50 mln zł. Według informacji KBW, aż tak źle nie jest. Na organizację czerwcowych wyborów biuro ma przygotowane ok. 80 mln zł. Tyle mniej więcej kosztuje głosowanie jednodniowe. Drugi dzień wyborów oznaczać będzie konieczność znalezienia dodatkowo co najmniej 20 mln zł. (SzK)

Księża chcą żon

Polski rząd pomoże w spłacie kredytów hipotecznych Budowa sieci wsparcia oraz pomocy w spłacie kredytów hipotecznych tym Polakom, którzy stracili pracę – to nowe pomysły rządu na walkę z coraz bardziej pogrążającym polską gospodarkę kryzysem ekonomicznym.

O nowych rządowych pomysłach mówił przewodniczący klubu parlamentarnego PO Zbigniew Chlebowski. Według projektu, każdy, kto będzie posiadał status bezrobotnego, będzie mógł otrzymać od rządu pożyczkę na spłatę kredytu hipotecznego. Pomoc otrzymają ci, którzy stracą zatrudnienie np. na skutek zwolnień grupowych, indywidualnych czy spowodowanych upadłością firmy. „Najistotniejsze będzie to, że osoba musi mieć statut bezrobotnego, musi być zarejestrowana w powiatowym urzędzie pracy i musi mieć problemy ze spłatą swojego kredytu” – powiedział przewodniczący. „Sądzę, że będzie to mniej niż tysiąc złotych” – dodał Chlebowski, określając wysokość wypłacanej miesięcznie pożyczki. Nie określił, jakiego czasu miałaby dotyczyć ta kwota. Nie są jeszcze znane zasady, według których pożyczkobiorca musiałby później zwrócić pieniądze. Gospodarki naszych sąsiadów, również Niemców, do których w większości wysyłamy produkowane u nas towary, są w poważnych tarapatach. Z tego powodu również w Polsce spada zatrudnienie. Minister pracy Jolanta Fedak przyznała ostatnio, że według szacunków jej resortu w 2009 roku bezrobocie w Polsce wzrośnie do 12 procent. (Bru)

O procedurach udziału w wyborach parlamentarnych na Wyspach czytaj na www.linkpolska.com

Ponad połowa polskich księży deklaruje, że chciałaby mieć rodzinę. 12 procent przyznaje się do posiadania konkubiny, a co trzeci duchowny miał kontakty seksualne i związki z kobietami.

Takie wnioski wynikają z badań prof. Józefa Baniaka, socjologa z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Profesor przeprowadził rozmowy o celibacie z ponad 800 polskimi duchownymi. Jego zdaniem, takie wyniki sondażu to dla Kościoła bardzo poważny problem, bo dla miłości i relacji z kobietą wielu kapłanów jest gotowych zrzucić sutannę. Z jego badań wynika również, że wielu duchownych marzy o tym, by możliwe było łączenie życia rodzinnego z pełnieniem kapłaństwa. Kontrowersyjny prof. Baniak optuje także za zmianą obowiązkowego celibatu na dobrowolny. (SzK)

Codzienna porcja newsów na www.linkpolska.com

prasówka Polski Kościół rusza do walki z kryzysem gospodarczym – czytamy w dzienniku „Polska”. Biskupi kilku diecezji przejęci rosnącym bezrobociem tworzą programy pomocy ludziom, którzy właśnie stracili pracę bądź są zagrożeni zwolnieniem. W tym celu hierarchowie Kościoła tworzą fundusze pieniężne, z pomocy których będą mogli skorzystać bezrobotni. Takie inicjatywy powstały już w Sandomierzu, Radomiu i Kielcach. Pomysły na walkę z bezrobociem, tyle że na Wyspach, ma również brytyjskie Ministerstwo ds. Imigracji – czytamy w „Dzienniku”. W pośredniakach na terenie Anglii pojawiły się plakaty i ulotki reklamujące oferty pracy m.in. z Polski i Litwy. Minister ds. imigracji Phil Woolas twierdzi, że nie chodzi o pozbycie się z Wysp Polaków, bo ulotki skierowane są też do Brytyjczyków, którzy nie mogą znaleźć pracy na Wyspach. Pracowali za granicą, wrócili do Polski, chcą kupić mieszkanie. Ale odłożona kwota nie wystarcza, a o kredyt trudno. Receptę na to podsuwa „Życie Warszawy”: „Szukam czegoś do wynajęcia, chociaż na rok, aż się sytuacja ustabilizuje” – mówi Jacek Ozga, który wrócił z Londynu – „ale szukam mieszkania nowego, którego nie będę musiał remontować”. Dlatego zainteresowaniem cieszą się mieszkania deweloperskie, które można wynająć, a potem wykupić. Niemieckie linie lotnicze Lufthansa rozpoczęły kampanię reklamową skierowaną do Polaków – donosi „Gazeta Wyborcza”. Niemieccy specjaliści zainicjowali projekt, wykorzystując głośną w Polsce sprawę wyrzucenia z samolotu tych linii Jana Rokity. Zachowującego się agresywnie ekspolityka wyprowadzono z samolotu w kajdankach. Hasło nowej kampanii reklamowej Lufthansy brzmi: „Europa w obie strony od 399 złotych. Warto przeżyć taką chwilę”. Saba, sznaucerka Ludwika Dorna, znów w centrum życia publicznego – czytamy w „Newsweeku”. Wydział I Cywilny Sądu Rejonowego w Tczewie przysłał do „pani Saby Dorna”, pod adres biura poselskiego w Warszawie, list polecony z postanowieniem sądu w sprawie, w której była pozwana. Saba to najsłynniejsza psia dama w polityce. Jako pierwsza przechadzała się po Sejmie, na spacery była wyprowadzana przez funkcjonariuszy BOR-u, pojawiła się nawet w reklamówce wyborczej.

March 2009 | marzec 2009 | 7


LINKświat

W pogoni za

ziemią obiecaną Tomek Kurkowski

W maju 2007 roku, w trzy lata po wstąpieniu Polski do UE, holenderski rząd zdecydował się na otwarcie swojego rynku pracy. Dość szybko okazało się, że ten niewielki kraj na skraju Europy oferuje emigrantom podobne warunki życia i płacy, co Wielka Brytania. Bardziej pragmatyczni Polacy bez sentymentu spakowali manatki i przenieśli się w łagodniejszy holenderski klimat. Część z nich z myślą, by osiąść tam na stałe. Pomarańczowy fenomen

Holandia stanowi fenomen na skalę światową. Ten miniaturowy kraj w zachodniej części Europy sprawia wrażenie jakby celowym zamysłem stwórcy był jego udział w sprawach wielkiej wagi. Jeszcze w średniowieczu dzięki geniuszowi rodzimych hydrologów poskromił żywioł Morza Północnego i skutecznie odsunął widmo własnej zagłady. W dobie podbojów potrafił wyrwać dla siebie niemały kawałek z kolonialnego tortu i podporządkować część ówczesnego świata (do dziś w jego władaniu pozostają Antyle Holenderskie i Aruba). W międzyczasie odcisnął silne piętno na rozwoju nauk humanistycznych (Erazm z Rotterdamu) i ścisłych (Christiaan Huygens), a dzieła jego rodzimych malarzy błyskawicznie podbiły rynek sztuki (m.in. Rembrandt i Vermeer). W pierwszej połowie XX wieku w jego malowniczym krajobrazie rozegrała się także największa bitwa powietrznodesantowa II wojny światowej (bitwa pod Arnhem). Po przeszło 60 latach od tamtych wydarzeń Holandia uchodzi za ostoję światowej demokracji, chełpi się szerokim zakresem swobód obywatelskich (m.in. zalegalizowała związki homoseksualne, eutanazję, aborcję i narkotyki miękkie) i siłą własnej gospodarki (w grudniu 2008 roku zanotowała najniższy poziom wyrównanej sezonowo stopy bezrobocia w UE – 2,7%). Stała się domem dla ponad 16 milionów obywateli i przynajmniej dwa razy większej liczby rowerów. Na co dzień każdy Holender korzysta z dobrodziejstw najlepszych na świecie dróg rowerowych i szerokiej oferty połączeń lotniczych realizowanych przez narodowego przewoźnika – królewskie linie lotnicze KLM. Nie bez kozery czwarte największe lotnisko w Europie, amsterdamski Schiphol, nazywany jest europejską bramą na świat. Współczesna Holandia to także producent wysokiej jakości towarów, uznany na świecie eksporter piwa (Heineken, Grolsch, Amstel), serów (Gouda, Edam, Leerdamer) i sprzętu elektronicznego (siedziba Philipsa w Eindhoven). Z jej urodzajnych pól uprawnych (polderów) pochodzą też najlepsze gatunki kwiatów (na czele z tulipanami i różami), które na światowe rynki wypływają z Rotterdamu, największego portu

8 | marzec 2009 | March 2009

morskiego na świecie. Trudno też wyobrazić sobie współczesną Europę bez dusznej atmosfery Dzielnicy Czerwonych Latarni i gęstej sieci coffeeshopów rozsianych po całym kraju.

Śladami naszych przodków

Na przestrzeni dziejów relacje holendersko-polskie kształtowane były poprzez wzajemne kontakty handlowe. Holandia częściej spoglądała jednak na zachód, ku Ameryce, zapominając o swoich sąsiadach na wschodzie. „Holendrzy są mentalnie połączeni wielkimi autostradami z Waszyngtonem, ale nie chcą mieć zbyt wiele wspólnego z tym, co dzieje się za wschodnią granicą, poczynając od Niemiec” – powiedział

Czy wiesz, że... Terytorium Holandii jest tylko nieco większe od województwa mazowieckiego (35 579 km kw.) i wynosi 41 526 km kw.; 25 proc. powierzchni kraju zajmują depresje. Holandia posiada jeden z najwyższych na świecie wskaźników dotyczących gęstości zaludnienia – 477 osób na km kw. Minimalne miesięczne wynagrodzenie dla osób powyżej 23 lat wynosi w Holandii 1335 euro. Rowerowy rekord prędkości należy do Holendra Freda Rompelberga i wynosi 268,8 km/h. W 2008 roku lotnisko Schiphol w Amsterdamie obsłużyło 48 milionów pasażerów. Na cmentarzu wojskowym w Oosterbeek (5 km na zachód od Arnhem) znajdują się groby polskich żołnierzy z 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej, która poniosła dotkliwe straty w bitwie pod Arnhem.

Geert Mak, autor cyklu reportaży „W Europie”. W pierwszej połowie XX wieku losy obu narodów splotły się w walce z hitlerowską agresją. Do dziś w wielu zakątkach Holandii możemy natknąć się na groby polskich żołnierzy. Na cmentarzu w Bredzie spoczywa m.in. gen. Stanisław Maczek, którego skuteczny manewr oskrzydlający w 1940 roku ocalił miasto od zniszczenia. W uznaniu tych zasług przyznano mu honorowe obywatelstwo Holandii. 1 maja 2007 roku wraz z pełnym otwarciem holenderskiego rynku pracy relacje Polaków z Holendrami weszły w zupełnie nowy wymiar. Dziesiątki tysięcy pracowników z Polski zdecydowały się na emigrację zarobkową. Co prawda jeszcze przed wstąpieniem Polski do UE wielu Polaków legalnie podejmowało pracę w Holandii (byli to posiadacze tzw. „czerwonego paszportu”), ale jej zakres był nieporównywalnie mniejszy. Holenderskie agencje pracy przeżyły prawdziwe oblężenie. Szacuje się, że do dzisiaj pracę w Królestwie Niderlandów podjęło ponad 120 tysięcy Polaków. Proces migracji z pewnością przyspieszyło relatywnie bliskie położenie kraju – w dogodnych warunkach podróż samochodem z Polski trwa 10-12 godzin. Do Holandii napłynęła też duża grupa polskich emigrantów z Wielkiej Brytanii rozczarowana sytuacją gospodarczą na Wyspach, wysokimi kosztami utrzymania i słabością brytyjskiego funta. Tymczasem Holandia kusi nie tylko atrakcyjnymi zarobkami i mocnym kursem euro, ale przede wszystkim łatwością w znalezieniu pracy i wysokimi zasiłkami rodzinnymi. Choć i Holendrzy zaczynają wykazywać pierwsze oznaki znużenia najazdem polskiej siły roboczej. Jeszcze pod koniec 2007 roku w Rotterdamie przedstawiciele ponad połowy holenderskich gmin zastanawiali się, jak poradzić sobie z „hałaśliwą” polską imigracją. Od kilku zaś tygodni żywe emocje wywołuje projekt nowego zbiorowego układu pracy, zgodnie z którym Polacy mieliby zarabiać o 10% mniej niż Holendrzy zatrudnieni na tym samym stanowisku. Czas więc pokaże, czy Holandia okaże się ziemią obiecaną dla tysięcy polskich obywateli, szczególnie w obliczu kryzysu gospodarczego, który dopiero zaciska swoją pętlę.


LINKświat Proces za rzut butem w Busha będzie wznowiony

Były szpieg KGB i brytyjska gazeta

12 marca ma zostać wznowiony proces irackiego dziennikarza, który w grudniu zeszłego roku rzucił butami w amerykańskiego prezydenta George’a W. Busha.

Były szpieg KGB, Aleksander Lebiediew, który część swojej służby w latach osiemdziesiątych spędził w stolicy Wielkiej Brytanii, kupił ostatnio 76 procent udziałów w „The Evening Standard”, regionalnej gazecie londyńskiej.

Za napaść na przywódcę obcego państwa grozi mu nawet 15 lat więzienia. Muntadar al-Zeidi stał się bohaterem dla części muzułmańskiego świata, gdy na wspólnej konferencji prasowej Busha z irackim premierem Nurim al-Malikim cisnął – niecelnie – butami w prezydenta USA. Rzucając, Irakijczyk krzyknął po arabsku: „Masz, psie, na pożegnanie”. Nazwanie kogoś „psem” i rzucanie butem jest wśród muzułmanów uznawane za obrazę, więc potraktowanie w ten sposób niepopularnego w Iraku Busha uchodzi za usprawiedliwiony akt patriotyzmu wśród zwolenników Zeidiego. Iracki dziennikarz od 14 grudnia przebywa w areszcie. (Bru) Protesty w Montrealu. Uczestnicy rzucają butami w plakaty z wizerunkiem George’a W. Busha. Fot. Anirudh Koul

Zakup ten wzbudził poważne zaniepokojenie niektórych reprezentantów brytyjskiego rządu. Powołali się oni na jedną z ustaw, mówiącą, że sekretarz stanu powinien zaingerować w sprzedaż gazety, jeśli transakcja może godzić w interes publiczny, pluralizm poglądów czy swobodę wypowiedzi. Lebiediew, który mieszka w Londynie wraz z wykształconym w Wielkiej Brytanii synem, powiedział, że jest otwarty na wszelkie kontrole. Przyznał jednak, że w młodych latach, kiedy jako szpieg KGB pracował w stolicy, korzystał z „The Evening Standard”, które traktował jako źródło informacji wywiadowczej. Rosjanie stanowią bardzo prężną grupę nabywców nieruchomości w Wielkiej Brytanii, a szczególnie w Londynie – dokonują 60 procent najdroższych inwestycji. Najbardziej spektakularne zakupy też przypadają w udziale przedstawicielom tej narodowości; w 2003 roku Roman Abramowicz, rosyjski oligarcha, wykupił klub piłkarski Chelsea. (AŁM) Jesteśmy ciekawi Twojej opinii. Podziel się z nami swoim zdaniem! Najciekawsze listy opublikujemy. Nasz adres: redakcja@linkpolska.com

Pijane dzieci

Rząd brytyjski zastanawia się nad wprowadzeniem kar dla rodziców, którzy pozwalają dzieciom poniżej 15 roku życia pić alkohol. Projekt przewiduje, że starsze dzieci będą mogły spożywać alkohol, ale tylko pod nadzorem rodziców lub opiekunów.

zatrucia alkoholowego. „Mózgi dzieci przed Sprzeciwia się temu pomysłowi nowo popiętnastym rokiem życia znajdują się wciąż w wstała grupa producentów napojów alkohofazie rozwojowej, dlatego warto przypominać lowych Portman Group, argumentując, że we rodzicom, że alkohol może w nich uczynić poFrancji dzieci dostają alkohol w niewielkich ważne spustoszenia” – mówi Liam Donadson, ilościach do posiłku, dzięki czemu uczą się rządowy ekspert medyczny. (AŁM) tzw. rozsądnej kultury picia. Tymczasem, jak mówią badania Alcohol Częstym błędem rodziców jest przyzwolenie, by dzieci sięgały po alkohol w trakcie Health Alliance, najczęstszą rodzinnych imprez. Fot. MK Media Productions/Jakob Montrasio przyczyną śmierci młodych mężczyzn w wieku od 16 Znak ostrzegający o zmianie jednostek długości z mil na kilometry do 24 lat w UK jest... nadpomiędzy Irlandią Północną a Republiką Irlandii. Fot. Dantadd mierne spożycie napojów wyskokowych. Tzw. binge drinking, czyli niepohamowane picie, jest zjawiskiem społecznym w Wielkiej Brytanii, dotykającym już nie tylko dorosłych. Ostatnie badania wykazują, że 20 procent 13-latków pije przynajmniej raz w tygodniu, a brytyjskie szpitale przyjmują dziennie trzynaścioro dzieci z powodu

Codzienna porcja newsów na www.linkpolska.com

prasówka Polska pielęgniarka z Belfastu wygrała 1,5 miliona funtów w loterii – donosi „Sunday Life”. Mimo że jej konto zasiliła siedmiocyfrowa suma, kobieta pracuje w domu opieki i nie chce z tej pracy rezygnować. Sukces nie uderzył jej do głowy, dodaje gazeta. Pielęgniarka nie chciała skomentować swojej wygranej. Krytycznie o działaniach brytyjskiego rządu wypowiedziała się była szefowa MI5. Stella Rimington uważa, że rząd nie radzi sobie ze wzrostem nastrojów ekstremistycznych. „Byłoby lepiej, gdyby władze dostrzegły istniejące niebezpieczeństwa, zamiast straszyć ludzi po to, by móc wprowadzać regulacje ograniczające swobody obywatelskie. O to właśnie chodzi terrorystom. Chcą, żebyśmy żyli w strachu na zasadach państwa policyjnego” – mówiła dla hiszpańskiego dziennika „La Vanguardia”. „Nie zamierzaliśmy nikogo urazić, a jedynie skrytykować nieudolnie przygotowany plan gospodarczy” – tłumaczą się dziennikarze tabloidu „New York Post” z rysunku opublikowanego na łamach gazety, który wywołał w USA burzę. Przedstawia on Baracka Obamę jako małpę. Na czarno-białym rysunku policjant zabija ją z pistoletu, a stojący obok kolega komentuje, że „będą musieli znaleźć kogoś innego, by przygotował nowy pakiet stymulacyjny”. Z Wysp masowo wyjeżdżają wysoko wykwalifikowani polscy pracownicy – narzeka „Daily Telegraph”. Gazeta, powołując się na dane Zjednoczenia Polaków w Wielkiej Brytanii, donosi, że w ubiegłym roku szacowana na ok. 700 tys. ludzi polska emigracja zarobkowa w UK skurczyła się o całe 200 tys. Według gazety, emigranci decydują się na przeprowadzkę do Australii, która zadeklarowała otwarcie rynku pracy na zagranicznych pracowników, ale tylko wykwalifikowanych. Zainteresowanie wizami emigracyjnymi na antypody wzrosło aż o 70 proc. Południowa Polska mogłaby oszczędzić dużo energii i ogrzewać domy wodami geotermalnymi – zwraca uwagę brytyjska Agencja Reutera. Wszystko dlatego, że górskie rejony Polski posiadają niewykorzystany potencjał złóż wód geotermalnych, a skorupa ziemska jest tam cieńsza niż w innych częściach świata, dzięki czemu można się do nich łatwo przewiercić i wydobywać gorącą wodę niskim kosztem.

March 2009 | marzec 2009 | 9


Masz pomysł na

!

własny interes? Program Points of Presence oferuje darmowe porady osobom, które chcą rozpocząć własną działalność lub rozszerzyć już istniejącą. ☎ 9027 0229 ✉ 14 Wellington Place Belfast, BT1 6GE

Chcesz otworzyć firmę? To nie takie trudne! Belfast City Council oferuje darmowe porady biznesowe dla osób, które myślą o założeniu własnej działalności gospodarczej lub rozszerzeniu działalności już istniejącej. Jeśli chciałbyś otworzyć firmę, ale nie wiesz jak to zrobić, zgłoś się do nas:

 Pomożemy Ci wybrać najlepszą formę działalności gospodarczej

 Powiemy, co trzeba zrobić, aby założyć firmę  Udzielimy niezbędnych informacji o prowadzeniu spółki

Belfast City Council oferuje również warsztaty z planowania biznesowego, na których zapoznasz się m.in. z tematami zarządzania strategicznego, planowania marketingowego, zakładania działalności gospodarczej czy prowadzenia handlu elektronicznego. Jeśli chciałbyś zdobyć więcej informacji i umówić się na spotkanie, zadzwoń lub napisz:

www.belfastcity.gov.uk/enterprise

Rhonda Lynn Tel.: 028 9027 0229 E-mail: lynnr@belfastcity.gov.uk

LCC International świadczy tanie usługi transferu pieniędzy dla klientów na całym świecie. LCC na świecie

LCC posiada ponad 45000 zarejestrowanych klientów, którymi są w większości osoby długotrwale pozostające w podróży oraz firmy posyłające pracowników na międzynarodowe delegacje. To właśnie na ich zlecenie przez systemy

komputerowe jest obecnie realizowanych kilka tysięcy transakcji każdego dnia. Gwarancją bezpiecznych i szybkich transferów gotówkowych jest całodobowa łączność wszystkich światowych placówek.

Prestiż i zaufanie ogromnej liczby osób LCC International zyskało nie tylko

dzięki nowoczesnym systemom komputerowym. Dodatkowym podkreśleniem

wiarygodności firmy jest także jej zaangażowanie w walkę z praniem brudnych pieniędzy – powstał specjalny departament zajmujący się dostosowywaniem działań LCC do lokalnego ustawodawstwa w tym zakresie.

W centrum swojej działalności firma stawia na równouprawnienie wszystkich

narodowości. Pracownicy LCC International tworzą prawdziwy zlepek języków i kultur. Przykładem na to jest londyńska placówka, gdzie pracują Polacy, Brazylijczycy, Filipińczycy, Anglicy, Australijczycy, osoby pochodzące

z Ameryki oraz Afryki. Znacznie ułatwia to komunikację z klientami, zwłaszcza niemówiącymi po angielsku. Łatwy i tani dostęp do usług sprawia, że może z nich skorzystać dosłownie każdy i kiedykolwiek zechce. LCC w Szkocji

Dzięki szybkiej ekspansji firmy z dumą można oświadczyć, iż rynek polski w Szkocji jest niezwykle chłonny na propozycje tanich, szybkich i korzystnych

przekazów w odniesieniu do dziennego kursu walut u konkurencji. Posiadamy 3 polskie agentury w Edynburgu: 2 sklepy Polskie Delikatesy oraz Wyższą

Szkołę Humanistyczno-Ekonomiczną w Łodzi - oddział w Edynburgu. Dlatego, dzięki agenturom LCC, Polacy mogą skorzystać z transferów pieniędzy do Polski, gdzie niezależnie od kwoty każdy transfer wynosi jedyne £3.


LINKperyskop Irlandia Północna

Walcz z uzależnieniem Alkoholizm dotyczy coraz większej liczby Polaków zamieszkujących Irlandię Północną. Nowo powstałe Stowarzyszenie Abstynenckie „Krokus” pomaga ludziom dotkniętym tym problemem.

W Stowarzyszeniu „Krokus” wszyscy potrzebujący odnajdą niezbędne wsparcie. Fot. Brenna Lorenz

Stowarzyszenie „Krokus” w swoich założeniach pomaga osobom z uzależnieniem alkoholowym wytrwać w abstynencji, a ich rodzinom zrozumieć problem i podpowiedzieć, jak sami mogą pomóc swoim najbliższym. „Z moich obserwacji wynika, że problem wśród Polaków w Irlandii Północnej jest naprawdę duży” – mówi Janusz, inicjator grupy. „Kontaktować się

z nami powinien każdy, kto widzi problem u siebie lub u swoich bliskich”. „Krokus” chce współpracować z podobnymi polskimi grupami w UK oraz z instytucjami rządowymi i placówkami zdrowia. „Pracownicy szpitali nie wiedzą, gdzie odsyłać Polaków po odtruciach” – wyjaśnia Janusz i zaznacza, że ogromną rolę w pomocy uzależnionym odgrywają osoby najbliższe, które powinny zdobyć się na delikatną rozmowę z nadużywającymi alkohol. „Oczywiście nie daje to gwarancji skuteczności w rozwiązaniu problemu” – mówi Janusz – „jednak po takiej rozmowie uzależniony otrzymuje już sygnały, że coś może być nie tak”. Inicjator „Krokusa” dodaje, że w kwestii pomocy osobom uzależnionym od alkoholu najważniejsza jest determinacja i konsekwencja, ale niczego nie wolno robić na siłę. Grupa powstała dzięki wsparciu Stowarzyszenia Polskiego w Irlandii Północnej. (JŚ) Jeśli chcesz skontaktować się ze Stowarzyszeniem Abstynenckim „Krokus”, zadzwoń: Janusz - 07988210711 Barbara - 07783950583 Telefon zaufania - 07542907097

Irlandia Północna

Drugie spotkanie Forum Polonijnego Drugie Forum Polonijne odbędzie się 4 kwietnia w Newry Art Centre o godzinie 14:00. Gospodarzem spotkania będzie Justyna McCabe i projekt Challenge of Change.

Forum Polonijne ma na celu inicjację aktywnej współpracy między organizacjami polonijnymi z terenu Irlandii Północnej. Jego działalność miałaby również pomagać w docieraniu do miejsc, w których Polakom jeszcze nie udało się zorganizować. „Chcemy nieco zmienić konwencję pierwszego Forum” – mówi Justyna McCabe – „tym razem o problemach porozmawiamy przy okrągłym stole”. Pierwsze Forum zorganizowane przez Stowarzyszenie Polskie zdominował temat polskich szkół w Irlandii Północnej. „Pomocy dla szkół możecie nie tylko oczekiwać, ale nawet żądać. Jesteście obywatelami Polski, więc macie prawo do tego, by państwo pomogło wam w organizacji polskich placówek szkolnych” – powiedział Maciej Płażyński ze Wspólnoty Polskiej. Organizatorzy drugiego spotkania Forum Polonijnego wciąż zbierają tematy, które zostaną poruszone podczas spotkania w Newry. (JŚ) Więcej informacji: Justyna McCabe, tel.: 02830250799, e-mail: justyna.mccabe@newryandmourne.gov.uk

Anglia

Irlandia Północna

Polacy w London School of Economics

Wygraj z własnym stresem

W London School of Economics, renomowanej uczelni, w której pracowali m.in. słynny polski antropolog Bronisław Malinowski i socjolog Zbigniew Bauman, od 2003 roku działa Polskie Stowarzyszenie Studentów LSE.

Celem stowarzyszenie jest krzewienie polskiej kultury wśród studentów, zarówno Polaków, jak i obcokrajowców, promowanie lepszego zrozumienia polskiej historii, życia politycznego i społecznego w Polsce, wyjaśnianie zjawisk socjologicznych charakterystycznych dla krajów Europy Wschodniej. Poza tym Polskie Stowarzyszenie Studentów LSE organizuje wykłady i konferencje, na które zaprasza najwybitniejszych profesjonaBudynek London School of Economics listów z Polski. Gośćmi Obecnie na LSE pracują czterej polscy stowarzyszenia byli m.in. Marek Belka, Danuta akademicy: prof. Adam Ostaszewski, dr Anita Hübner, Jan Maria Rokita. Stowarzyszenie trakPrazmowska, dr Malwina Łuczak i dr Ela tuje swoją działalność jako przygotowanie przyKlecuń. (AŁM) szłych liderów w świecie biznesu i polityki.

www.linkpolska.com

Asertywność, komunikacja i walka z własnym stresem to zdolności, których można nauczyć się na Warsztatach Umiejętności Społecznych w Irlandii Północnej, prowadzonych przez Barbarę Liwę.

Według autorki warsztatów, Polacy na emigracji bywają zagubieni. Oczekiwania rodzin żyjących w kraju, kariera, pieniądze, problemy, jak żyć, co trzeba mieć, jakie kursy kończyć wywołują presję, której ulegamy, zapominając o swoich prawdziwych potrzebach. „Nasza sytuacja jest trudna. Często doskwiera nam poczucie izolacji, wyobcowania, czujemy się samotni, pełni lęku, mamy czarne myśli” – mówi Barbara Liwa, socjolog i pracownik społeczny. „Wysoki poziom umiejętności socjalnych pomaga radzić sobie z życiowymi zmianami, a nasza postawa i zachowanie są bardziej plastyczne”. Istotą warsztatów Basi jest aktywny udział wszystkich uczestników w spotkaniach. (JŚ) Więcej informacji na temat zajęć można uzyskać drogą mailową bezpośrednio od Basi Liwy: basia.liwa@yahoo.com

March 2009 | marzec 2009 | 11


LINKperyskop Szkocja

Jeszcze więcej polskiej kultury w Szkocji Polish Art Scotland (PAS) to stowarzyszenie, które promuje polską sztukę i kulturę w Szkocji. PAS chce przyczynić się do zrozumienia złożoności zjawiska, jakim jest emigracja i podkreślić potrzebę dialogu także na poziomie kulturalnym.

Andrzejki w PAS-ie. Fot. Jaromir Gąsiorek, www.edinburgh.com.pl

„Organizacje, jak Polish Art Scotland, ułatwiają polskim artystom dalszy rozwój na płaszczyźnie artystycznej i kulturalnej w Wielkiej Brytanii” – zgadzają się Agnieszka Kwapień i Mateusz Jarża, dyrektorzy PAS. „Ukazują one również raczej niewidoczny na co dzień przekrój artystów polskich na emigracji, którzy mają wiele do zaoferowania tutejszej społeczności, ale czasem nie są w stanie wyeksponować tego samodzielnie”. Imprezy organizowane przez PAS cieszą się dużą popularnością wśród Brytyjczyków. Jedną z wystaw, która odbyła się w ramach prestiżowego festiwalu teatralnego Fringe, odwiedził znany aktor Tom Hanks z rodziną, co natychmiast zanotowała lokalna prasa. Stowarzyszenie będzie aktywne przez cały 2009 rok. Więcej informacji na temat działalności PAS-u znaleźć można na stronie www.polishartscotland.com (JŚ)

Irlandia Północna

Festiwal Jednego Świata Polska kultura obecna będzie na One World Festival w L’Derry. Podczas tej cyklicznej imprezy władze na jeden dzień oddadzą miasto w ręce reprezentantów różnych narodowości i kultur.

„W tym dniu możemy dostrzec jak bardzo multikulturowe jest społeczeństwo, w którym żyjemy” – mówi Marlena z organizacji Seeds, która jest jednym z organizatorów festiwalu. „Jest to okazja, by celebrować zróżnicowanie kulturowe mieszkańców miasta i okolic wspólnie dzielących przestrzeń Irlandii Północnej”. Marlena dodaje, że festiwal jest imprezą otwartą. „Chcemy zachęcić do współpracy różne grupy reprezentujące interesy społeczne mniejszości narodowych w Irlandii Północnej”. Tegoroczny One World Festival odbędzie się 30 maja. Wszyscy zainteresowani zaangażowaniem w organizację imprezy proszeni są o kontakt pod numerem telefonu 02871370989 lub e-mail: derry.pl@googlemail.com (JŚ)

12 | marzec 2009 | March 2009

Wielka Brytania

Japoński film o Polakach Japońskim filmowcom tak spodobały się losy polskich emigrantów, że właśnie nakręcili drugą część filmu dokumentalnego o Polakach. W pierwszej turze odbyły się zdjęcia na Wyspach. Ostatni klaps padł jednak w Polsce, na Śląsku, gdzie przeprowadził się jeden z polskich bohaterów filmu.

W 2007 roku film pokazał kilkoro bohate„Wiemy już, że ta emigracja nie jest jednorów – Polaków, którzy przygotowywali się do wymiarowa. Nie ma powodzi powrotów, nie ma wyjazdu na Wyspy. Między innymi Krzysztofa już też masowych przyjazdów do Anglii. Jest i Gosię, parę z Częstochowy, którą realizatorzy kryzys, więc nigdzie nie jest już bezpiecznie. poznali na jednym z portali ogłoszeniowych. Dlatego robimy kontynuację historii Polaków Para szukała szybkiej możliwości wyjazdu do sprzed dwóch lat, wracamy do kilku naszych Wielkiej Brytanii. Bez znajomości języka, bez starych bohaterów i pokazujemy nowych” – żadnych kontaktów. opowiada Mateusz Kucaj, polski koordynator Tym razem producenci chcieli pokazać, jak projektu. zmienili się Polacy pracujący na Wyspach. Film realizuje telewizja NHK, jedyny puDlatego dotarli do ludzi, których losy pojawiły bliczny nadawca w Japonii. Pierwszą część się w pierwszej czędokumentu o ści filmu. Kamera polskiej emigrajeszcze raz wróci do cji Japończycy szkockiego miesznakręcili w kania Krzysztofa 2007 roku. Film i Gosi, u których pokazujący w ciągu dwóch lat przygotowania wiele się zmieniło. Polaków do wyPara się rozstała, a jazdu na Wyspy kobieta sprowadziła oraz oczekującą do Szkocji dzieci i na nich rzeczymamę. Pracuje na wistość okazał cztery etaty, ale jest się hitem w Dla całej rzeszy emigrantów, nie tylko tych z Polski, Wielka Brytania stała szczęśliwa. „To Gosia Kraju Kwitnącej się drugim domem. Fot. Adela Marzá reprezentuje w filmie Wiśni. W samym sukces polskiego emigranta. Przyjechała do Tokio obejrzało go ponad 3 miliony widzów, Wielkiej Brytanii nie znając języka i tutejszych a producentom od razu zamarzyła się kontyzwyczajów. Teraz pracuje, uczy się i sama wynuacja projektu. „To był dokument, który miał chowuje dzieci. Ale pojawi się u nas też wątek pokazać przeciętnemu Japończykowi, dlaczego kryzysowy. Pokażemy przedsiębiorcę, który Polacy decydują się opuścić swój kraj i często ledwo wiąże koniec z końcem. Będzie też hibez znajomości języka wyjechać za granicę” – storia bankruta. Jednym z ciekawszych wątków opowiada Kucaj. „Dla Japończyków sama idea jest Polak, który postanowił wrócić do swojego emigracji jest egzotyczna. Chcieli zrozumieć, miasteczka na Śląsku i tam szuka pracy” – zdrajak po rozszerzeniu Unii Europejskiej zmienił dza Kucaj. się kontynent oraz w jaki sposób ludzie zaczęli Emisja filmu o Polakach zaplanowana jest na się przemieszczać, zostawiając za sobą rodziny wiosnę tego roku. (AK) i przyjaciół”.

Szkocja

„Wiosennie” w Perth Kult, Kapela ze Wsi Warszawa i popularna szkocka grupa Peatbog Faeries zagrają w pierwszym tygodniu marca w ramach festiwalu Scottish Tides - Polish Spring.

Koncerty rozpoczną 3-miesięczny maraton polsko-szkockich wydarzeń kulturalnych. Innymi atrakcjami festiwalu będą m.in. kabaret Ani Mru-Mru, Smile, Łowcy.B, a także recitale muzyki klasycznej w wykonaniu znamienitych sław. Główną atrakcję miesiąca będzie bez wątpienia koncert Kultu. Zespół wystąpi 7 marca w Perth Concert Hall, w sali mieszczącej 1500 osób. Będzie to największy koncert tej formacji w Wielkiej Brytanii. Kazik Staszewski wraz

Kazik, wokalista zespołu Kult. Fot. Aotearoa

zespołem już kilkakrotnie występowali na Wyspach Brytyjskich, jednak nigdy w Perth i nigdy przed tak liczną publicznością. (JŚ)

www.linkpolska.com


LINKperyskop Anglia

RYSUNEK MIESIĄCA Grzech pierworodny. Rys. Krystian Kowalski. Rysunek wykonany techniką pasteli suchej.

Magazyn „Link Polska” zaprasza wszystkich do nadsyłania propozycji swoich prac wraz z krótkim komentarzem autora pod adres: redakcja@linkpolska.com Na autorów prac wybranych do publikacji czekają nagrody! Nadesłane prace (zdjęcia, rysunki, grafiki) przechodzą na własność redakcji, co jednocześnie oznacza przeniesienie na redakcję magazynu „Link Polska” praw autorskich z prawem do publikacji w każdym obszarze.

Odnaleźć swoją wartość W trudnych czasach ważne jest, by ci, którzy borykają się z codziennością, mieli skąd czerpać na to energię. Siły tej uczy Agnieszka Sypek, terapeutka tańca i performerka z Londynu, na warsztatach „Dance of life”. Jak twierdzi, terapia przez sztukę otwiera ludzi na nowe wyzwania i kontakty.

„Warsztaty prowadzę od 1995 roku” – mówi Agnieszka. „Życie w Londynie jest ogromnie stresogenne i widzę, jak bardzo jego mieszkańcy potrzebują narzędzi, by ze stresem walczyć, zwłaszcza ostatnio. Zapotrzebowanie na moje warsztaty jest bardzo duże. Nastały trudne czasy. Władze i instytucje rządowe oferują ludziom kursy głównie praktyczne, jak nauka komputera czy innych podobnych umiejętności, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie mniej istotne jest odbudowanie poczucia własnej wartości”. Agnieszka poza prowadzeniem warsztatów „Dance of life” współpracuje jako wolontariuszka z organizacją Crisis Skylight, która zajmuje się bezdomnymi i pomaga im odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Więcej informacji na temat warsztatów na stronie www.sypek.wordpress.com (AŁM)

Wielka Brytania

Rok pod znakiem kultury Zespół Instytutu Kultury Polskiej w Londynie zaprezentował swoje plany artystyczne oraz przedstawił nowy zespół, który – jak zapewnił niedawno mianowany dyrektor Roland Chojnacki – będzie dbał o wizerunek polskiej kultury na Wyspach.

Tegoroczny sezon kulturalny nie należy do ubogich. „Musimy się chyba przygotować na tzw. overbooking, czyli sytuację nakładających się na siebie w kalendarzu ważnych wydarzeń” – komentowali w kuluarach goście Instytutu. Na pewno jednym z mocniejszych akcentów będzie Rok Polski w Wielkiej Brytanii, przygotowywany przez warszawski Instytut Adama Mickiewicza wspólnie z Instytutem Kultury Polskiej w Londynie. Podczas prawie dwustu wydarzeń na terenie całej Wielkiej Brytanii pojawią się największe nazwiska polskiej sceny muzycznej, teatralnej i filmowej, literatury i sztuk wizualnych. Niecodzienność tego projektu potwierdza fakt, że patronat nad tym przedsięwzięciem potwierdziła sama królowa Elżbieta II. „To precedens, bo brytyjska królowa zazwyczaj nie angażuje się w hermetyczne projekty kulturowe jednego kraju. Ostatni raz takiego zaszczytu doznali kilka lat temu Węgrzy” – zapewniał dyrektor londyńskiego Instytutu, Roland Chojnacki. Dzięki współpracy Instytutu Kultury Polskiej i Instytutu Adama Mickiewicza, polskich

www.linkpolska.com

Na zdjęciu od lewej zespół Instytutu Kultury Polskiej w Londynie: Grzegorz Skorupski, Paulina Latham, Marlena Łukasiak, Roland Chojnacki (dyrektor), Anna Tryc-Bromley (wicedyrektor), Magda Raczyńska, Karolina Kołodziej, Ewa Plesnar

akcentów nie zabraknie na najlepszych brytyjskich festiwalach i w największych domach sztuki. „Będą polskie filmy, dużo projektów poetyckich i literackich, m.in. spotkanie z twórczością Ryszarda Kapuścińskiego, polski folklor i wycinanki, sztuka nowoczesna Goshki Macugi i wiele innych wydarzeń. A to i tak tylko skrawek tego, nad czym pracujemy i pracowaliśmy. Więc śledźcie nasze poczynania” – zachęcała Anna Tryc-Bromley, wicedyrektor Instytutu.

„Będziemy na bieżąco informować, co się u nas dzieje. Może dobrze byłoby wprowadzić rytuał medialnych wieczorków?” – zastanawiał się na pożegnanie Roland Chojnacki. Spragnionym polskiej kultury emigrantom pozostaje więc tylko zaopatrzyć się w dobry kalendarz. Więcej informacji na temat aktualnych i planowanych projektów Instytutu Kultury Polskiej w Londynie znajduje się na stronie: www.polishculture.org.uk (AK)

March 2009 | marzec 2009 | 13


Emigracja jest kobietą tekst: Aleksandra Kaniewska, zdjęcia: Jakub Świderek

Tysiące polskich nauczycielek, lekarek, studentek, sprzątaczek i kelnerek, które z różnych powodów osiedliły się w Wielkiej Brytanii, przekroczyły nie tylko granicę innego państwa, ale też tradycyjnych kobiecych wartości. 14 | marzec 2009 | March 2009

www.linkpolska.com


LINKtemat numeru

Wiola (33 lata) przyjechała do Irlandii 2 lata temu. Tutaj wyszła za mąż i urodziła syna. Katarzyna (32 lata), na zdjęciu po prawej, przyjechała do Wielkiej Brytanii w maju 2006 roku. Rozpoczęła pracę na Wyspach od zmywania naczyń w restauracji. Obecnie prowadzi własną działalność. Jest manikiurzystką.

Szczęście bezgraniczne

Aleksandra Kaniewska - dziennikarka „Dziennika” i „Gońca Polskiego”, absolwentka rocznych Modern Japanese Studies na Oxford University i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

www.linkpolska.com

„Hm, Polki… Jesteśmy miłymi, dobrze wychowanymi kobietami. Ale, jak mówią moje polskie przyjaciółki, zostałyśmy wychowane w kulturze, gdzie kobiety opiekują się innymi i dbają o ich komfort. Czy coś zmieniło się od czasów naszych matek? One nie odważyłyby się narzekać, my możemy. Przestałyśmy być niewolnicami” – pisze 28-letnia Ela w swoim opowiadaniu ze zbioru „Exiles – Wygnane”, wydanego pod redakcją Nicka Hewsona. Ela jest polską pielęgniarką, która cztery lata temu zdecydowała się na przyjazd do Anglii. Chociaż w Polsce miała prawie wszystko – skończone studia, dobrą posadę w prywatnej klinice, rodzinę i sprawdzonych przyjaciół – zaczęła się nudzić. Goryczy dopełniły wspomnienia o trudnym małżeństwie i jeszcze gorszym rozwodzie. Szybko znalazła zajęcie,

które dawało jej poczucie bezpieczeństwa i niezależności. Ale brakowało jej miłości. I tak rozpoczął się eksperyment – randki z Brytyjczykami poznanymi w Internecie. Pierwsze spotkanie – brytyjski prawnik z domem i długiem hipotecznym na następne 30 lat. Kolejny – przedsiębiorca z pasją do romantycznych rozmów telefonicznych i przepowiedni wróżek. „Rozchwiany emocjonalnie, uważał, że za daleko mieszkam” – pisze Ewa. Dalej – rozwodnik i ojciec dwójki dzieci, księgowy z rodziną, która nie akceptowała Polek, przystojniak z domkiem na plaży i syndromem silnej matki, znerwicowany policjant, skąpy nauczyciel… „Wszystko w życiu ma jakąś przyczynę. Dlaczego więc trafiłam na tych wszystkich mężczyzn? Żeby zbadać, co to są te różnice kulturowe? Zobaczyć siebie z innej strony? Albo zapomnieć o eksmężu?” – pisze Ela. „Koniec teatralnego show! (…) Teraz żyję już tylko dla siebie, swoich studiów, przyjaciół. To, czego się nauczyłam, sprawia, że czuję się dumna z tego, co robię i jaka jestem. Wreszcie (...) w Anglii znalazłam swój dom. Mogę sobie pozwolić, żeby żyć, jak chcę”.

Porażkę przekuć w sukces Wiele Polek, które w kraju nie zostawiają dzieci, mężów i narzeczonych, wyjazd za granicę traktuje jak wyzwanie i walkę o siebie. Jakby wcielały w życie słowa Szymborskiej: „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Tak jak Ewa, córka oficera i absolwentka dobrej uczelni wojskowej, która wyjechała z Polski w poszukiwaniu tego niesprecyzowanego „czegoś”. „Trochę chciałam wyrwać się spod skrzydeł rodziców, a

March 2009 | marzec 2009 | 15


LINKtemat numeru trochę zrobić coś ekscytującego, poznać ludzi, może nawet się zakochać. Byłam tuż po studiach i miałam właśnie wstąpić do armii, ale zamiast tego kupiłam bilet na samolot” – tłumaczy. Rzeczywistość, którą zastała w miasteczku Milton Keynes, była inna od wyobrażeń świeżo upieczonej absolwentki. Język angielski brzmiał inaczej niż na lekcjach w szkole, brytyjscy klienci w barze, w którym pracowała, byli bardziej wymagający niż z opowieści koleżanek. „Ile razy słyszałam za plecami komentarze: »Czy może mnie wreszcie obsłużyć ktoś, kto mówi po angielsku?«. Ale to tylko motywowało mnie do nauki. Chłonęłam wszystko jak gąbka”. Obiecała sobie, że się nie podda. Dopóki nie poznała Tommy’ego, starszego od siebie, żonatego mężczyzny, który pracował z nią w salonie

W opowiadaniu „Notting Hill” Polka porusza tak częsty wśród młodych dziewczyn wyjeżdżających za granicę wątek naiwności i zaufania. Gwałt, kradzież, bezdomność – tego wszystkiego mogą doświadczyć dziewczyny, dla których emigracja jest jak witryna z kolorowymi zabawkami. Maja, która w Londynie przeżyła traumatyczne chwile, zdecydowała się opisać swoją historię… ku przestrodze. „Wiele dziewczyn marzy o życiu w innym kraju, nie myśląc o konsekwencjach. A tutaj łatwo z bohaterki stać się ofiarą” – wyjaśnia. Jedno z opowiadań, które Maja przetłumaczyła z języka polskiego na angielski, to historia młodej Polki, spotkanej w autokarze na londyńskim dworcu Victoria Station. Opowieść prawdziwa, wypłakana w rękaw i zapisana na skrawku papieru podczas kilkunastogodzinnej podróży. „Długo jej nie zapomnę. W Anglii nie spotkało jej nic dobrego – straciła pracę, maleńkie dziecko zostawiła w Polsce. A mimo to wcale nie chciała wyjeżdżać. Na stację zwabił ją podstępem kuzyn, zapakował do autobusu i kazał wracać do kraju. Przez całą drogę płakała” – opowiada Maja.

Tajemnicze Europejki Jak mówi jedna z autorek zbioru „Wygnane”, gdyby emigracja miała płeć, byłaby kobietą. „Tylko kobiety są na tyle silne, żeby wytrzymać proces adaptowania się w nowym środowisku, żeby przetrwać część trudnych doświadczeń i dalej iść po swoje” – pisze w mailu. I prosi o anonimowość. Na pomysł stworzenia książki w całości napisanej przez emigrantki z Europy Środkowo-Wschodniej wpadł rok temu Brytyjczyk Nick Hewson. Na co dzień jest dyrektorem dobrze prosperującej firmy konsultacyjnej. Opracowuje raporty i wydaje książki biznesowe. A w czasie wolnym pisze opowiadania literackie, między innymi o kobietach zza żelaznej kurtyny. „Europejki z tej części kontynentu są taWioleta (21 lat) przyjechała do Irlandii Północnej we wrześniu 2006 roku z czystej ciekawości. Pracuje ma uniwersytecie i opiekuje się dziećmi. jemnicze, mają wewnętrzną siłę i woChce zostać w Irlandii. lę przetrwania, których nie zauważyłem u Brytyjek, czy w ogóle kobiet z Zachodu. Tą melancholią uwiodła sprzedaży telefonów komórkowych. Uwodzenie, obietnice, romans i znów mnie po raz pierwszy moja była dziewczyna, Czeszka” – opowiada Nick. obietnice. Tym razem, że się rozwiedzie. Dla Ewy ten związek był prze„Kiedy wyjechała, zacząłem się przyglądać brytyjskiej rzeczywistości jej łamaniem barier. Ona, grzeczna dziewczynka z dobrego domu, stała się oczami… Czy Anglicy mogą zrozumieć doświadczenia kobiet z tamtej czyjąś kochanką. „Czułam się brudna, niegodna. I to tak trwało do moczęści świata, z krajów byłego Paktu Warszawskiego? Czy jest tu coś więmentu, kiedy jego żona ogłosiła, że spodziewa się dziecka. To już było za cej niż tylko fascynacja innością?” – mówi Nick. dużo” – pisze w opowiadaniu. Treść książki redagowanej przez Brytyjczyka wypełniają losy kilkunaSwoją emigracyjną porażkę miłosną Ewa przekuła w sukces w pracy. stu kobiet – Rosjanek, Polek, Czeszek i Słowaczek. Wszystkie łączy podJak bardzo była dumna, kiedy dostała swoją pierwszą biurową posadę, w jęta w którymś momencie decyzja, żeby wyruszyć w świat. Do Wielkiej której trwa już dwa lata. „I znów doszłam do miejsca, gdzie życie wydaBrytanii, Stanów Zjednoczonych, Kanady – krajów, które, czasem pozorje się nudne. Stoję przy drodze rozwidlającej się na kilka małych ścieżek. nie, dają poczucie wolności i niezależności. Emigrantki piszą po angiel28-letnia singielka żyjąca na emigracji. A może już wystarczy tej Anglii? sku, czasem chropowato i nieporadnie, słowiańską składnią. Czytelnik Może by już wrócić do Polski? Czekam na coś, co popchnie mnie w któma czasem wrażenie, jakby wkradł się do pamiętnika młodszej siostry. rąś ze stron…” Ale to właśnie brak szlifu sprawia, że ich historie tak dobrze się czyta. Porażkę przekuć w sukces Historie „Wygnanych” na pewno nie są niczym odkrywczym, tak jak nie jest nowe samo zjawisko emigracji. Czym doświadczenia Ewy, Mai 23-letnia Maja, polska koordynatorka projektu oraz autorka jednego czy Eli mają różnić się od tych, które przeżywają Francuzki, Szwedki czy z opowiadań „Wygnanych”, do Anglii przyjechała dwa i pół roku temu. Chinki… Może tylko odrobiną słowiańskiej nostalgii? Przez ten czas zdążyła już raz do Polski wrócić i znów wyjechać na Wyspy. „Zawsze ciągnęło mnie za granicę, w nieznane. Chciałam uciec z mojego małego miasteczka. A potem po prostu zakochałam się w swoBohaterki reportażu swoje doświadczenia opisują w pierwszej antologii emiim angielskim życiu. W metrze spotykasz ludzi o różnych kolorach skóry, gracyjnych opowiadań „Exiles – Wygnane”, która ukaże się pod koniec roku uśmiechają się do ciebie, zagadują. Pracowałam ostatnio przez kilka miena Wyspach. Kobiety, które chciałyby podzielić się swoimi doświadczeniami z sięcy w polskim hotelu. Nie mogłam się odnaleźć. Życie poza swoim kraemigracji, mogą przesyłać opowiadania – w jęz. angielskim, do ok. 10 tys. znajem zmienia ludzi, i mnie również zmieniło. Szukam większej przestrzeków – na adres spiritofhorse@hotmail.co.uk ni” – mówi Maja.

16 | marzec 2009 | March 2009

www.linkpolska.com


Darmowy numer:

0800 999 0777


LINKfotogaleria

Dorota Segda, 42 lata. Aktorka. Lubi pokoje z widokiem, spotkania z przyjaciółmi, podróże w nieznane i czytanie wierszy. Lubi też grać w brydża, lenić się w swoim domu w górach, zbierać grzyby i wzruszać ludzi na scenie. Ma jedno wielkie marzenie... Fot. Katarzyna Mirczak/Visavis.pl

by żyć! Masz wiele powodów,


LINKfotogaleria Łucja Nagacz, 49 lat. Sołtyska Skrzeszowic, wioski liczącej około 600 mieszkańców. Ma trzy córki, spodziewa się wnuka lub wnuczki. Zachęca inne kobiety do badań, bo jej mama zmarła na raka piersi w wieku 55 lat. (Na zdjęciu z teściową). Fot. Paweł Piotrowski/ Lumenum

Sylwia Salwińska, 37 lat. Producentka teatralna. Mama 2-letniego Wojtka i 3-letniego Antosia. Twierdzi, że najlepszym miejscem do życia na Ziemi jest Kraków. Lubi to miasto za jego tajemniczość i historię. Cieszy ją każdy nowy dzień. Fot. Tomasz Żurek/ Inimage

Lubisz spacery wiosną, zapach porannej kawy i wschody słońca nad morzem? Potrafisz cieszyć się każdym nowym dniem? Powinnaś to przeczytać! W Krakowie zorganizowano wystawę fotograficzną pod hasłem: „Masz wiele powodów, by żyć”. Zdjęcia wykonało pięciu krakowskich fotoreporterów. Prace przedstawiają 48 kobiet w wieku od 26 do 65 lat. Wystawa ma zachęcać do systematycznego robienia mammografii i cytologii. Część kobiet ze zdjęć wygrała walkę z rakiem, inne nigdy poważnie nie chorowały, ale wszystkie cieszą się życiem, dlatego systematycznie się badają. Codziennie z powodu raka piersi umiera w Polsce 13 kobiet, a pięciu innym kobietom odbiera życie nowotwór szyjki macicy. Panie mieszkające na Wyspach nie są wolne od tych statystyk. Za każdą z cyfr kryją się konkretne imiona, nazwiska, historie życia, pasje... Wcześnie wykryty nowotwór jest całkowicie uleczalny, a badania mammograficzne i cytologiczne są proste, krótkie i bezbolesne. Trwają zaledwie kilkanaście minut. Warto o tym pamiętać. Każda z kobiet ma przecież wiele powodów, by żyć! Organizatorami wystawy są Małopolski Oddział Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwo Zdrowia.

tekst: Małgorzata Wach

Milena Ostrowsky, 28 lat. Kupiec. Mama 3,5-miesięcznej Clary. Czeka, aż wspólnie będą mogły pleść wianki z mleczy i robić korale z jarzębiny. Lubi pierwszy łyk gorącej czekolady, widok męża śmiejącego się z córką, rozmowy z przyjaciółmi. Marzy o tym, żeby konno przejechać przez Mongolię. Fot. Tomasz Wiech/GW

Ewdoksia Papuci-Władyka, 55 lat. Archeolog śródziemnomorski, specjalność: ceramika antyczna. Ma greckie korzenie. Lubi słońce, kąpiele w ciepłym morzu i dni, gdy nie musi się śpieszyć. Marzy o własnych wykopaliskach w Grecji lub na Cyprze i o tym, żeby mieć wnuczkę (wnuka już ma). Fot. Katarzyna Mirczak/ Visavis.pl


LINKpublicystyka

P jak Polska, p jak porno... Szymon Kiżuk

Czy dwie dekady wolności nauczyły nas też umiejętności korzystania z przyjemności liberalnego świata, czy wciąż jesteśmy jeszcze na rozdrożu? Sytuację, jaką z „tymi rzeczami” mamy nad Wisłą, wyśmiewa najnowszy film duetu Tomasz Konecki i Andrzej Saramonowicz. „Idealny chłopak dla mojej dziewczyny” to nie tylko komedia o związkach damsko-męskich, ale i jednocześnie obraz starcia dwóch mocno obecnych w Polsce idei i obyczajowo-moralnych racji reprezentujących myśl radykalno-prawicową oraz lewicowo-liberalną. A pośrodku, między tymi dwoma warczącymi na siebie obozami, znajduje się większość polskiego społeczeństwa, a w nim cały polski seks, erotyzm czy nawet polskie porno. Bo przecież nie jest tak, że na produkcję filmów pornograficznych decydują się tylko, tak jak w filmie, zdeklarowane i do tego w większości homoseksualne feministki.

Polskie porno w tajemnicy

Osoby, które miały jakikolwiek związek z polskim przemysłem porno, boją się oficjalnych wypowiedzi. „Może wydawać się, że to kusząca praca, połączenie przyjemnego z pożytecznym...” - opisuje sytuację mężczyzna, który w latach 90., jak twierdzi, związany był „producencko” z tą branżą. „Rzeczywistość jest brutalna. W dobie Internetu trzeba mieć naprawdę duży kapitał, żeby cokolwiek robić w tej branży, pieniądze w Polsce można było na tym zrobić krótko po przemianach. Potem pojawiły się płyty dodawane do czasopism erotycznych i to już był początek końca. Bo kogo stać, żeby wyłożyć 20 tysięcy na film, który potem trzeba sprzedać? A prawo do filmu z zagranicy można nabyć za jakieś 1000 dolarów, a w Internecie można sobie ściągnąć film za darmo... Dzisiaj dominuje Ameryka i Daleki Wschód”. To świat prawdziwego pornograficznego przemysłu filmowego, gdzie głównym nośnikiem jest płyta DVD. Jednak przyszłość to Internet, a tu już można popracować taniej. To widać również nad Wisłą. Internet sprawia, że „produkcje” powstają nawet w M-3 w wielkiej płycie. Tu też oczywiście potrzebne są nakłady – chociażby na zbudowanie sieci serwisów zapewniających odpowiedni ruch, a co za tym idzie – dochód z płatnych odwiedzin, reklam i sprzedaży erotycznych gadżetów.

Internet stworzono dla porno? To akurat nie powinno dziwić, bo przecież najczęściej wpisywanym wyrażeniem do internetowych wyszukiwarek na całym świecie, a Polska nie jest pod tym względem żadnym wyjątkiem, jest słowo „sex”. Komputerowi eksperci wyliczyli kiedyś, które powszechnie używane przez internautów udogodnienia zawdzięczamy przemysłowi porno w sieci. Pierwsze płatności online oferowano właśnie w serwisach pornograficznych, wyskakujące okienka reklamowe to również początkowo domena stron erotycznych, technologia umożliwiająca oglądanie filmów w przeglądarce, której dzisiaj sztandarowym przykładem jest YouTube, także wzięła swój początek na porno stronach. To już było, natomiast przyszłość jest jeszcze ciekawsza. Żyjemy w czasach, kiedy Internet zaczyna być dostępny wszędzie i symbolem tej

20 | marzec 2009 | March 2009


LINKpublicystyka powszechności powoli staje się na przykład iPhone. A posiadacze tego urządzenia mogą już teraz korzystać z kilkudziesięciu erotycznych serwisów przeznaczonych tylko dla nich. Eksperci zaś szacują, że w roku 2012 wartość mobilnego rynku porno ma osiągnąć 4,6 mld dolarów.

„Świerszczyki” na wymarciu Wydawcy prasy erotycznej pocieszają się, że skoro wideo nie zabiło kin, to i ich branża obroni się przed Internetem, ale dane mówią co innego. W latach 90. w Polsce wychodziło kilkadziesiąt różnego rodzaju pisemek dla panów i pań. Dzisiaj, wydawanych regularnie, zostało kilkanaście liczących się tytułów. Zdaniem specjalistów, powołujących się na to, co działo się np. w USA, niedługo nastąpi zmierzch „świerszczyków”. Polscy wydawcy erotyki sami przyznają, że dziś ich głównym czytelnikiem jest mężczyzna po 50 roku życia. Młodzi ludzie wybierają Internet. Trzeba jeszcze pamiętać o polskiej specyfice. W salonach prasowych znajdujących się w wielkich miastach czasopisma dla dorosłych leżą

Dzisiaj walczy się z pornografią dziecięcą, a „zwykłe” pornograficzne imperia stają się częścią światowego biznesu.

wyeksponowane na specjalnych półkach i nikt nie robi z tego sensacji. Jednak ponad połowa polskiego społeczeństwa mieszka na wsiach i w małych miasteczkach. A tu mentalność jest już inna, a dodatkowo jeszcze swą rolę odgrywa Kościół katolicki – bo przecież „wyczytanie” z ambony może przynieść spore kłopoty w niewielkich społecznościach. Nieco ponad rok temu tygodnik „Gość Niedzielny” rozpoczął akcję, która doprowadzić ma do usunięcia czasopism erotycznych z widocznych miejsc w sklepach. Mieszkańcy podwarszawskiego Józefowa zebrali blisko trzysta podpisów w tej sprawie. Zagrozili bojkotem sklepów. Po kilku tygodniach część sprzedawców zrezygnowała ze „świerszczyków”. W zamian dostali tytuł „Sklepu przyjaznego rodzinie” i plakietkę z napisem „Zapraszamy z dziećmi. Sklep bez pornografii”. W Internecie (bezpornografii.wiara.pl) znajdują się do pobrania specjalne formularze na podpisy dla kolejnych grup, w tym lista sklepów, na której przeciwnicy golizny mogą odnotować „reakcję kierownictwa na akcję” oraz fakt „dostępności pornografii”.

Czy my jesteśmy inni? Czy jednak polskie społeczeństwo jest inne od pozostałych? Być może tkwią w nas jeszcze pozostałości kilkudziesięciu minionych lat. Za „komuny” za produkcję i rozpowszechnianie pornografii można było trafić za kratki. „Oficjalne” rozluźnienie obyczajów, o ile to było możliwe w warunkach realnego socjalizmu, nastąpiło dopiero w połowie lat 70. Wtedy to też w czasopismach zaczęły się pojawiać zdjęcia modelek topless, a wieczorem w telewizji zobaczyć można było filmy z mocniejszymi scenami. Dzisiaj prawo sankcjonuje tylko sposób rozpowszechniania pornografii. Nie wolno jej pokazywać osobom małoletnim. Oczywiście, nie można też do produkcji pornografii wykorzystywać nieletnich, zakazana jest przemoc oraz porno ze zwierzętami. Poza tym – wszystko dozwolone. „Nie ma racjonalnego powodu, by dorosłemu człowiekowi zabronić obejrzenia na obrazku tego, co w każdej chwili może oglądać u swego seksualnego partnera” – uważa karnista, prof. Marian Filar. Oczywiście, my, Polacy, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie chcieli wprowadzać własnych rozwiązań. Nie tak dawno prawicowe środowiska próbowały zmieniać prawo, sugerując wprowadzenie kary za rozpowszechnianie „twardej pornografii” – czyli takiej, która ukazuje... narządy płciowe w trakcie stosunku. Projekt pozostał projektem, a zmagania między prawem a pornografią są w zasadzie odwieczne. I tylko ulegają falom bądź większej penalizacji, bądź, co częstsze, liberalizacji. Bo przecież w kojarzącej się też z charakterystycznymi produkcjami Japonii pornografia jest zakazana, ale przepisy od prawie dwóch dekad są martwe. W badaniach prowadzonych przez Miltona Dimonda nie stwierdzono zaś, co często podnoszą zwolennicy penalizacji pornografii, żadnego wzrostu przestępczości seksualnej spowodowanego złagodzeniem prawa. Dzisiaj walczy się z pornografią dziecięcą, a „zwykłe” pornograficzne imperia stają się częścią światowego biznesu. Brytyjczyk Richard Desmond wprowadził swe porno imperium na londyńską giełdę, natomiast amerykański król porno, Larry Flynt, zwrócił się do Kongresu USA o wsparcie finansowe, podobne do tego udzielonego bankom. Na zmianę polskiej obyczajowości na pewno wpłynie pokolenie emigrantów XXI wieku. „Mieszkałem i pracowałem przez jakiś czas w Holandii” – opowiada Marek, trzydziestokilkuletni informatyk. „W weekendy jeździliśmy często do Amsterdamu, a tam zdarzyło się też i zajrzeć do słynnej Dzielnicy Czerwonych Latarni” – mówi dalej. „Kiedy pytałem znajomych Holendrów, czy nie przeszkadza im takie miejsce, byli zdziwieni. Dla nich to prywatna sprawa, co kto z kim robi w łóżku, co ogląda i czym się bawi. A jednocześnie są zadowoleni, bo nad tym całym biznesem ma kontrolę państwo. Z ideologią już dawno dali sobie spokój”. Być może, kiedy nauczeni takimi doświadczeniami Polacy wrócą do swych domów, pornografia nad Wisłą stanie się podobną do wielu innych „używką” dla świadomych, dorosłych ludzi. Wtedy łatwiej będzie walczyć z prawdziwymi problemami, które niesie ludzka seksualność. Stres, poczucie osamotnienia i zagrożenia we współczesnym świecie powodują, że liczba uzależnionych od rozładowania napięć poprzez pozbawiony jakichkolwiek głębszych uczuć seks systematycznie rośnie. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia może sięgać nawet kilku procent populacji. W USA o problemie seksoholizmu, który powoli może rosnąć do miana poważnego problemu społecznego, mówi się głośno, tworzone są specjalne kliniki. W Polsce specjalistów można policzyć na palcach.

March 2009 | marzec 2009 | 21


LINKreklama

Pod wpływem chwili Rafał Strong przyjechał na Wyspy 1,5 roku temu. Wkrótce potem w L’Derry otworzył piekarnię, która dzisiaj zaopatruje większość polskich sklepów Irlandii Północnej. Rafał (35 lat) od razu wiedział, że rozpocznie własną działalność. „Ja muszę prowadzić jakiś interes” – mówi – „taką już mam naturę”. W Polsce miał m.in. firmę transportową, dyskotekę i restaurację. Wszystko sprzedał przed wyjazdem do Wielkiej Brytanii. W Irlandii Północnej szukał branży, którą mógłby się zająć, ale nie myślał o działalności skierowanej do Polaków. Zauważył jednak, że jego rodacy tęsknią za polskim pieczywem, sprawdził liczbę polskich sklepów i już nikt nie zdołał zniechęcić go do pomysłu otworzenia piekarani. „Mówiono mi, że to ciężki biznes, że będą nieprzespane noce, problemy z ludźmi, z maszynami i samochodami” – opowiada Rafał – „ale ja działam pod wpływem chwili”. Mimo że nie znał języka angielskiego, zainwestował ok. 200 tys. funtów, z czego najbardziej kosztowne okazały się maszyny piekarnicze. Ponieważ sam niewiele wiedział o wypieku chleba, doświadczonych piekarzy odszukał w Polsce i zaprosił do Irlandii. W tłumaczeniach i innych sprawach organizacyjnych pomógł mu Tomasz Danek. „Początek był koszmarny. Straciłem kilka tysięcy funtów. Koszty rosły, a efektów nie było widać” – mówi Rafał. Był załamany. Brakowało logistyki i nic nie działało tak, jak powinno. Pomagały mu wówczas 4 osoby. Ta walka trwała przez kilka miesięcy. „Po jakimś czasie zacząłem się przebijać. Ustabilizował się transport i wszystko zaczęło działać” – wspomina polski przedsiębiorca. Dzisiaj piekarnia obsługuje większość polskich sklepów w Irlandii Północnej. Każdy z nich jest zaopatrzony w firmową półkę, na której regularnie ląduje chleb z piekarni Rafała. Kierownikiem produkcji jest Waldemar Rogalski (47 lat). „Receptura i składniki są polskie, i to jest to, co odróżnia nasz chleb od miejscowego” – mówi Waldemar. „Chleb musi być pszenno-żytni, czyli pulchny jak pszenny, a w smaku jak żytni. Najważniejsze jest wypośrodkowanie tej receptury i właściwe przeniesienie jej na grunt irlandzki”. Waldemar analizował skład innego polskiego pieczywa dostępnego w Irlandii Północnej i doszedł do wniosku, że to irlandzka mąka używana do wypieków wypacza prawdziwy polski smak. Rafał nie odczuł skutków kryzysu, który dotknął Wielką Brytanię. Są tylko dwa miasta w Irlandii Północenj, w których zauważył nieznaczny spadek sprzedaży - Ballymena i Coleraine. Ale nie martwi go to specjalnie i już planuje ekspansję swojej działalności na Republikę Irlandii. „Teraz euro zrównało się z funtem i warto ten moment wykorzystać” – mówi Rafał. „Do tego, jako firma z

perspektywami, ubiegamy się o fundusze unijne i wygląda na to, że je dostaniemy”. Rafał jest świadomy, że konkurencja w Republice jest duża. Do tego niektóre piekarnie zaniżają ceny, co na dłuższą metę nie daje szans na utrzymanie firmy. „Pewnych kosztów stałych nie da się przeskoczyć” – mówi Rafał. „Polscy przedsiębiorcy powinni mierzyć siły na zamiary. Odradzam otwieranie firmy, dysponując półśrodkami. Zaplecze finansowe jest niezbędne. Do interesu trzeba dokładać przez pierwsze miesiące. Taki jest biznes”. Dzisiaj dla Rafała pracuje 12 osób. „To ciężka praca” – mówi przedsiębiorca. „Piekarze nie mają życia prywatnego. Konsumenci powinni szanować ich pracę. W końcu polski chleb to odrobina polskości, której daleko od domu wszyscy potrzebujemy”.

Old Polish Bakery - Staropolskie wypieki Produkty z naszej piekarni można dostać w sklepach w Coleraine, Ballymenie, Randalstown, Newtownabbey, Belfaście, Bangor, Portadown, L’Derry, Dungannon, Lurgan, Armagh, Newry, Omagh, Moy, Lisburn i Antrim.

Pieczywo, Wyroby Cukiernicze, Torty Okolicznościowe, Ciasta Rafał Strong 07912749595 Tomasz Danek 07515670351 Old Polish Bakery, Greysteel BT47 3GH 22 | marzec 2009 | March 2009

www.linkpolska.com


Rozmowy aktorów w garderobie ROZMAWIAJĄ:

Piotr Adamczyk

A u nas ciągle

grajdoł TOMASZ KAROLAK:

Oglądałem ostatnio dokument na temat okrągłego stołu i trochę mnie zadziwiło, że tam były przekąski, mięsa na przystawki, kołduny w bulionie. Tomasz Karolak Wyobrażałem sobie, że PODSŁUCHUJE: roboczym obradom towaAnna Kozłowska rzyszyły jakieś zrobione przez matki Polki kanapki. A tymczasem był kucharz i prawdziwe menu. PIOTR ADAMCZYK: W ten sposób powstało konklawe, czyli pod kluczem. Kardynałowie jechali do jakiegoś miasteczka i mieszkańcy musieli ich żywić do momentu, aż wybiorą papieża. Kiedyś obradowali przez pół roku i wszyscy biedni wieśniacy wokół głodowali. Zamknęli ich na klucz i powiedzieli, że nie dadzą jeść dopóki nie wybiorą papieża. I wybrali. Ale mów dalej, bo ci przerwałem. TOMASZ: Rozmyślałem o okrągłym stole i bezkrwawej rewolucji, mknąc przez Słowację supernowoczesną autostradą. Najwięcej korzyści z naszej operacji wyciągnęły sąsiednie kraje: Litwa, Łotwa i Estonia oraz Słowacja i Czechy, gdzie ulokowały się filie wszystkich najważniejszych światowych firm. Tam są prawdziwe inwestycje. PIOTR: I to też jest optymistyczne, bo wszystko przed nami (śmiech). TOMASZ: Narody, które odzyskały wolność, wzięły sprawy w swoje ręce. Oglądam Bratysławę i choć wiele tam nowoczesnej architektury, to widzę bardzo ładne miasto. A u nas ciągle grajdoł. Polacy nie tworzą swoich małych ojczyzn w miasteczkach typu Pułtusk. Pojedź tam ze mną, to zobaczysz, jakie ma możliwości. PIOTR: Byłem i widziałem najdłuższy chyba plac w Europie. A perła architektury - Zamość? Albo Przemyśl! TOMASZ: Rewelacyjny, ma najwięcej kościołów po Krakowie. Fredro założył tam pierwszy amatorski teatr. Mam wrażenie, że wolność nie przełożyła się na tworzenie lokalnych wolności. Cały czas dzieci wysyła się do stolicy, bo tu się robi karierę. PIOTR: Teraz ci, którzy mogą, to raczej myślą, jak wysłać dzieci za granicę. Myśmy takich perspektyw nie mieli. Na przykład przez brak telefonu nie zagrałem u boku Tadeusza Łomnickiego, gdy szukano młodego chłopaka do przedstawienia „Kartoteka”. Chodziło o epizod harcerza w szafie, który mówi o trzepaniu kapucyna. Jak czytałem wtedy ten tekst, to nie rozumiałem, o co chodzi (wybuch śmiechu).

www.linkpolska.com

LINKkultura

Pamiętam radość, gdy założono nam telefon. Poczułem, jak do mojego mieszkania weszła Europa.

Byłem zobowiązany dzwonić do teatru, ale się, że to jego najbliższy przyjaciel. wciąż słyszałem: „Zadzwoń jutro, chłopcze”. PIOTR: Z tamtego czasu pamiętam pierwszy Ale zbyt kłopotliwe było stanie na dworze w dzień wiosny i wagary na placu Dzierżyńskiego, zimnie w kolejkach do jedynego działającego czyli teraz Bankowym. Tam Słowacki chodził aparatu. Zresztą mieliśmy na osiedlu cudowny do urzędu i pisał jakieś bzdury. Na szczętelefon, z którego można było za darmo dzwoście myślał też o sztuce. Pamiętam moment, nić za granicę. Pewnego dnia tragedia, bo ktoś kiedy zdejmowano pomnik Dzierżyńskiego. urwał słuchawkę. Szybko naprawiono własnym Zauważyłem, że operator specjalnie szarpnął, sumptem, żeby tylko nie wzywać operatora, bo żeby postument złamał się wpół. I taka staruby się kapnął, że automat nie pobiera monet. szeńka miała wówczas niezwykły upust agresji. Pamiętam radość, gdy założono nam telefon. Przyniosła ze sobą młotek, podbiegła do pomniPoczułem, jak do mojego mieszkania weszła ka Dzierżyńskiego i biła go młotkiem po twarzy. Europa. Oczywiście wokół było mnóstwo suk i wszyscy byliśmy gotowi, że nas spałują. Ale na szczęście TOMASZ: Ja natomiast byłem tak otumaniopomarańczowa alternatywa zrobiła swój hapny komunistyczną propagandą, że zdawało pening. Pamiętam też moment, gdy w szkole w mi się słuszne, że Wojciech Jaruzelski zopatriotycznym uniesieniu przyczepiliśmy naszestał pierwszym prezydentem Polski. Zresztą mu orłowi nad tablicą koronę naprędce wyciętą Breżniew przypominał mi mojego dziadka, z żółtej kartki papieru. I niezwykły strach naszej więc komunizm mi się dość ciepło kojarzył. pani, która nie wiedziała, jak nam powiedzieć, Przeżywałem wtedy pierwsze miłości. Na liście przebojów królował „The Final Countdown” zespołu Europe. I Oddział Zamknięty. Byłem w liceum i nauczyciele, którzy nas uczyli, nie odważyli się jeszcze powiedzieć na głos, że dzieje się coś ważnego dla Polski. PIOTR: A ja miałem szansę uczyć się historii od pana Krzysztofa Jabłonki, który opowiadał o Katyniu, Rekonstrukcja filmowego misia z kultowego dzieła Stanisława Barei pod Pałacem Kultuo rewolucji ry i Nauki w Warszawie. Fot. Logofag październikowej żebyśmy zdjęli tę koronę. To było niesamowite, i rzeczach przekłamanych w podręcznikach. bo ona nie czuła, że już można przestać się bać. Mówił wprost, tylko prosił, żebyśmy nie zaTOMASZ: Co z tego wszystkiego wynikło? pisywali. Potem powtarzałem lekcję historii Ostatnio oglądałem jakiś program, że komuniści dziadkowi, który przeżył wojnę i nie wiedział o przy okrągłym stole zabezpieczali swoje wpłyKatyniu. Nie mogłem w to uwierzyć. wy i jest coś jeszcze, o czym nie wiemy, że były TOMASZ: Ja wychowałem się w rodzinie wojjakieś ustalenia „pod stołem”. skowych i była bardzo duża blokada na inforPIOTR: Spiskowa teoria dziejów… macje wolnościowe. Mój tata był oficerem, więc obowiązkowo musiał być w partii, ale wysyłał TOMASZ: Konkludując: w 1989 roku wielu nas po kryjomu do kościoła. To zresztą spowopracowników środowiska artystycznego zostało dowało, że kariera mojego ojca została zablokoposłami i senatorami, ale nic wielkiego dla kulwana. Ktoś na niego donosił. Po latach okazało tury polskiej z tego nie wynikło.

March 2009 | marzec 2009 | 23


LINKkultura

7. edycja Festiwalu Polskich Filmów „Kinoteka”

Z roku na rok coraz lepsza Największy festiwal filmu polskiego na Wyspach, a także najbardziej znacząca promocja dorobku filmowców z Polski – wiosną Festiwal Polskich Filmów „Kinoteka” znowu zagości na Wyspach. Ale tym razem nie tylko w Londynie… O szczegółach 7. edycji „Kinoteki” opowiada dyrektor festiwalu Marlena Łukasiak. rozmawia: Aleksandra Kaniewska

W zeszłym roku wprowadziliście kilka rewolucyjnych zmian… To prawda. Nowy trailer, logo i plakat – jesteśmy z nich bardzo dumni. Zdecydowaliśmy także, że Polish Film Festival to nazwa zbyt ogólna. Festiwal dostał więc nową nazwę – „Kinoteka”. Przetestowaliśmy ją na kilkunastu Anglikach i bardzo się podobała. Od razu mieli skojarzenie z Europą Centralną i kinem. Poza tym nazwa ich intrygowała, budziła ciekawość. Czy w tym roku szykujecie jakieś nowości? Tym razem „Kinoteka” będzie krótsza – potrwa tylko miesiąc. Ale przygotowań wcale nie było mniej niż rok temu. Dużo pracy poświęciliśmy fantastycznemu i nowatorskiemu wydarzeniu, które zamknie festiwal. 8 kwietnia w londyńskim Barbican wystąpi jeden z bardziej szanowanych brytyjskich kompozytorów współczesnych, Michael Nyman. Zagra koncert razem z polskim zespołem akordeonowym Motion Trio. Publiczność usłyszy premierę nowej wersji utworu „MGV” („Musique à Grande Plakat „Kinoteki” autorstwa braci Quay

24 | marzec 2009 | March 2009

Vitesse”). Artyści wspólnie zaprezentują też niecodzienne dzieło ze styku dwóch artystyczne gatunków – kina i muzyki. Zdradzę tylko tyle, że to kilkunastominutowy utwór zainspirowany najbardziej znanymi polskimi filmami. Jak wam się udało zaprosić do współpracy Nymana, tak uznanego na Wyspach artystę? Czyżby „Kinotece” się po prostu nie odmawiało? Michaela Nymana poznałam podczas Festiwalu Filmowego „Era Nowe Horyzonty” we Wrocławiu. Już w drugim zdaniu przyznał się, że ma polskie korzenie – jego dziadkowie z obydwu stron byli Polakami. Zgodziliśmy się wtedy, że warto zrobić wspólnie jakiś projekt, w którym on spróbowałby odkryć swoje korzenie. Zaczęliśmy się spotykać, poznawać i tak narodził się pomysł tego koncertu. Z ubiegłego roku publiczność zapamiętała na pewno jedną niezupełnie filmową informację – że nie ma „v” w słowach „wódka” i „festiwal”. Przyczynili się do tego

znacząco bracia Quay – wybitni twórcy animacji i autorzy kultowego już zwiastuna z ubiegłego roku. Jak tym razem będą wyglądały film reklamowy i plakat zapowiadające „Kinotekę”? Cieszymy się, bo podtrzymaliśmy współpracę z braćmi Quay, zwłaszcza że oni autentycznie fascynują się Polską. Bracia, którzy w zeszłym roku stworzyli chwytliwy zwiastun „Kinoteki”, wzmocnili swoje wsparcie dla festiwalu przez projekt nowego plakatu. Jak zwykle jest trochę surrealistycznie i bardzo intensywnie. A film? Ten sam, co rok temu… Tak się w nim zakochaliśmy, że sami chcemy go jeszcze pooglądać. Na pewno zasługuje na kolejną premierę. Jakimi arcydziełami i smaczkami wypełniona będzie tegoroczna „Kinoteka”? Rozpoczynamy dużym uderzeniem i nie schodzimy już później z tego tonu. Pierwszy film „Kinoteki” to dramat Małgorzaty Szumowskiej „33 sceny z życia”, który zapowie sama reżyserka. To piękna opowieść o

Marlena Łukasiak w towarzystwie dokumentalisty i reżysera Marcela Łozińskiego podczas ubiegłorocznej edycji festiwalu filmowego „Kinoteka”

www.linkpolska.com


Zrozumieć Kłopoty

dobra książka

LINKkultura

Aleksandra Łojek-Magdziarz

Film „33 sceny z życia” Małgorzaty Szumowskiej otworzy „Kinotekę” w Londynie i w Belfaście. Na zdjęciu kadr z filmu z jednym z odtwórców głównych ról, Maciejem Stuhrem

relacjach międzyludzkich. Spodziewam się, że ten pokaz będzie cieszył się dużym powodzeniem też wśród Brytyjczyków, bo polska artystka jest tu znana i ceniona. Kolejną atrakcją będzie na pewno brytyjska premiera filmu „Cztery noce z Anną” Jerzego Skolimowskiego. Reżyser odwiedzi nas w Londynie. Będzie to dla niego na pewno podróż sentymentalna, bo kiedyś tu mieszkał i nakręcił na Wyspach kilka swoich filmów. Będą same najnowsze produkcje czy zmierzymy się też z historią polskiego filmu? Zaplanowaliśmy oryginalną wystawę, która tak naprawdę jest osobistym wglądem w życie i twórczość jednego z najbardziej szanowanych polskich autorów, Krzysztofa Kieślowskiego. W holu londyńskiego Riverside Studios będzie można obejrzeć wiele zdjęć, plakatów i pamiątek z filmowej pracy i życia reżysera. Otrzymaliśmy je ze zbiorów Muzeum Kinematografii w Łodzi. Będą też oczywiście specjalne pokazy „Dekalogu”, które wymyśliliśmy z okazji 20. rocznicy powstania cyklu oraz projekcje z serii „Dekalog po Dekalogu”. Tutaj współcześni twórcy na zaproszenie TVP przygotowują swoją wersję dzieła Kieślowskiego. Ważnym elementem festiwalu będzie na pewno analiza tzw. Polskiej Nowej Fali w galerii Tate Modern. W tej części programu pokażemy awangardowe filmy fikcji, dokumenty oraz artystyczne filmy wideo z lat 1964-2006, m.in. prekursora tego nurtu – „Rysopis” Jerzego Skolimowskiego oraz „Hydrozagadkę” Kondratiuka. Większość z tych produkcji jest tak niekomercyjna, że rzadko ma się okazję obejrzeć je poza Polską. Fenomen Nowej Fali przedstawi widzom Andrzej Żuławski, który będzie się starał udowodnić, że…. Nowej Fali w Polsce nigdy nie było. Będzie inspirująco, to na pewno.

www.linkpolska.com

Pokażecie coś typowo dla młodych? Jak zwykle odbędą się pokazy filmów krótkometrażowych, których program przygotował Jan Naszewski z Shorts International. Projekt ten powstał we współpracy z organizacją Polish deConstruction. Na duży hit zapowiada się film „Idealny chłopak dla mojej dziewczyny”, najnowszy produkcja twórców tak popularnych w Polsce „Lejdis” i „Testosteronu”. W tym roku „Kinoteka” wychodzi poza Londyn. Gdzie będziecie? Z racji na to, że wielu pasjonatów filmu mieszka też i poza stolicą Anglii, inaugurujemy tzw. „Kinotekę on Tour”, z którą objedziemy kilka miast. Zaczynamy 20 marca w Belfaście pokazem filmu „33 sceny z życia”. Później pokażemy m.in. „Boisko bezdomnych”, „Idealnego chłopaka dla mojej dziewczyny” oraz dokumenty wielokrotnie nagradzanego reżysera Marcina Koszałki. Cały sześciodniowy tour w Irlandii Północnej zamykamy produkcją Skolimowskiego „Cztery noce z Anną”. „Kinoteka on Tour” w Belfaście powstała dzięki współpracy ze stowarzyszeniem Artlinks oraz Konsulatem Generalnym w Edynburgu. Pojedziecie gdzieś jeszcze? W maju „Kinoteka” będzie miała jeszcze jedną odsłonę – podczas Festiwalu Nowych Dźwięków w Canterbury. Tutaj skoncentrujemy się na filmach, które wykorzystują muzykę Kilara i Pendereckiego. Pojawią się klasyki filmowe – „Dracula” Coppoli, „Dotknięcie ręki” Krzysztofa Zanussiego oraz „Katyń” Andrzeja Wajdy. „Kinoteka” pojedzie także do Bristolu. Cały czas rozmawiamy z kolejnymi miastami. „Kinoteka” rozwija skrzydła… Więcej informacji na www.kinoteka.org.uk

Niewiele jest książek i jeszcze mniej autorów, którzy podejmując trudny temat, potrafią rozprawić się z nim nie tylko metodycznie, ale i w sposób bardzo klarowny. Dla nowo przybyłych polskich mieszkańców Irlandii Północnej książka Davida McKittricka i Davida McVea pt. „Making Sense of the Troubles” powinna stać się lekturą obowiązkową (ale nie do poduszki, bo zanadto porażająca). Autorzy bardzo obiektywnie i z werwą wyjaśniają genezę północnoirlandzkich wojen sektariańskich. Od początku do końca, z każdej strony, co jest bezcenne, bo czytelnik uczy się uwrażliwiać na wszelkie niuanse, których z życzliwej naiwności i niewiedzy nie spostrzegał. Trzeba bowiem pamiętać mroczny dowcip – kiedy w Belfaście, nocą, w ciemnym zaułku podejdzie do turysty grupa osiłków i zapyta o wyznanie, występuje duże prawdopodobieństwo, że turysta-ateista, udzieliwszy odpowiedzi, usłyszy prośbę o uściślenie: „Ateista katolik czy protestant?”. Pisarze nie przedstawiają jednak Północnej Irlandii ani ironicznie, ani pobłażliwie. Tłumaczą, dlaczego jej mieszkańcy mają poturbowane dusze i bywają nieufni, co sprawia, że zaprzyjaźnienie się z nimi może zająć więcej czasu niż z przeciętnym Wyspiarzem. Doświadczali oni bowiem jeszcze do niedawna zdrady, szpiegostwa i strachu, który musiał się przełożyć na to, jak żyją i jak się zachowują. Jednocześnie nie jest to książka smutna, raczej analityczno-informacyjna z powieściowym zacięciem. Jedno jest pewne – po jej lekturze patrzy się na Irlandię Północną inaczej. Ze zrozumieniem. David McKittrick, David McVea, Making Sense of the Troubles (Zrozumieć The Troubles), Penguin Books 2001, cena ok. £11


y w o m l i F l a w i ski Fest

Pol

23

marca Pora umierać 18:45 Polska 2008, 104 min Reżyseria: Dorota Kędzierzawska W rolach głównych: Danuta Szaflarska, Krzysztof Globisz

Queen’s Film Theatre, Belfast 20-26 marca 2009

Osnuta na prawdziwej historii opowieść o starszej kobiecie, której niecodzienne poczucie humoru oraz specyficzny dystans do świata i ludzi sprawiają, że życie nabiera zupełnie nieoczekiwanych walorów.

24

20

marca 33 sceny z życia 18:30 Polska 2008, 97 min Reżyseria: Małgorzata Szumowska W rolach głównych: Julia Jentsch, Peter Gantzler, Maciej Stuhr

Kostek spotyka Lunę i od początku oczywiste jest, iż para jest dla siebie stworzona. Jednak Lunę i Kostka dzieli tak wiele, że ich związek wydaje się graniczyć z cudem. Film opowiada o ogromnej sile miłości.

Bohaterką filmu jest 33-letnia, odnosząca sukcesy w życiu zawodowym i prywatnym artystka Julia. „33 sceny z życia” to przejmująca i bardzo osobista opowieść o doświadczeniu, jakim jest śmierć bliskiego członka rodziny.

25

21

marca Rysopis 18:45 Polska 1964, 80 min Reżyseria: Jerzy Skolimowski W rolach głównych: Jerzy Skolimowski, Elżbieta Czyżewska

marca Boisko bezdomnych 18:45 Polska 2008, 126 min Reżyseria: Kasia Adamik W rolach głównych: Marcin Dorocinski, Jacek Poniedzialek

Debiut fabularny Jerzego Skolimowskiego, a zarazem pierwsza część dyptyku o losach Andrzeja Leszczyca – młodego, wrażliwego człowieka, zagubionego we współczesnym świecie, rozpaczliwie szukającego wyjścia z bezcelowej codzienności.

Ksiądz, kosmonauta, minister, wariat, górnik, rolnik i facet z wyrokiem. Co może ich łączyć? Na razie miejsce zamieszkania – Dworzec Centralny. Wkrótce dołączy do nich były piłkarz. Choć trudno w to uwierzyć, wyruszą po mistrzostwo.

22

Idealny chłopak dla mojej

marca dziewczyny 18:30 Polska 2008 Reżyseria: Tomasz Konecki
 W rolach głównych: Marcin Dorociński, Iza Kuna, Magdalena Boczarska, Tomasz Karolak

26

Takiego pięknego syna

marca Cztery noce z Anną 18:30 Polska 2008, 91 min Reżyseria: Jerzy Skolimowski W rolach głównych: Artur Steranko, Kinga Preis, Małgorzata Burczkowska

marca urodziłam 18:45 Filmy dokumentalne Marcina Koszałki

Dokumenty Koszałki są kontrowersyjne i często wywołują oburzenie. Tematy, które poruszają są w Polsce przemilczane i objęte dozorem kultury. W pokazie zostaną zaprezentowane filmy „Istnienie”, „Takiego pięknego syna urodziłam” oraz „Do bólu”.

Oparta na faktach polsko-francuska koprodukcja to kameralna opowieść o pracowniku spalarni odpadów medycznych w prowincjonalnym mieście obsesyjnie zakochanym w pielęgniarce.

Więcej informacji: www.kinoteka.org.uk, www.queensfilmtheatre.com Rezerwacja biletów: www.queensfilmtheatre.com

PART OF THE POLSKA! YEAR 2009-2010 www.PolskaYear.pl

19 olution 8 ecjalny

Pokaz sp

Res

Pokaz specjalny Polskiego Klubu Filmowego Kinogranie w ramach Belfast Film Festival

1

kwietnia 18:45

Rezolucja 819 Francja, Polska, Włochy 2008, 95 min

Reżyseria: Giacomo Battiato W rolach głównych: Benoît Magimel, Hippolyte Girardot, Karolina Gruszka Opowieść o tragicznych zdarzeniach w Srebrenicy. 35-letni francuski policjant rozpoczyna współpracę z Międzynarodowym Trybunałem ds. Ścigania Zbrodni w Hadze. Zostaje wysłany do Bośni, gdzie ma przeprowadzić dochodzenie w sprawie tysięcy zaginionych osób w lipcu 1995 roku w rejonie Srebrenicy. Spotyka tam młodą polską lekarkę sądową Klarę Górski. Francuski policjant i jego ekipa znajdują dowody okrutnych działań, których dopuścili się serbscy wojskowi pod dowództwem Mladica... Więcej informacji na: www.belfastfilmfestival.org www.queensfilmtheatre.com | www.linkpolska.com


LINKhistoria

Szkot pod banderą Rzeczypospolitej Piotr Miś, dziennikarz, prawnik. Wielbiciel historii, pieniędzy oraz płci przeciwnej. Z redakcją związany od początku powstania magazynu. Obecnie mieszka w rodzinnej Łodzi.

W ciągu długiej, tysiącletniej historii nie udało się w Polsce stworzyć floty z prawdziwego zdarzenia. Nie zmienia to jednak wielowiekowego zainteresowania samych Polaków morzem i przygodami z nim związanymi. Afekt nie słabnie do dziś, co sprawia, że mimo dostępu do płytkiego zaledwie Bałtyku można nas spokojnie zaliczyć do ludów morza, nawet obok Anglików, Hiszpanów czy Portugalczyków.

Nie mamy wprawdzie na koncie bojowym takich bitew morskich jak lądowe. Żadna potyczka, nawet w skromnym stopniu, nie daje się porównać z takimi starciami, jak zwycięstwo Anglii nad Wielką Armadą Filipa II czy późniejszy pogrom pod Trafalgarem. Jedna wszelako bitwa z czasów nowożytnych zasługuje na uwagę, jako duża w bałtyckiej skali i przede wszystkim zwycięska dla Rzeczypospolitej. Jest nią victoria pod Oliwą z 1627 roku w starciu ze Szwecją. Zanim jednak przyszło świętować zwycięstwo, trzeba było wygrać bitwę, a do tego niezbędne były okręty, których nikt w Polsce w owych latach budować specjalnie nie umiał. Z pomocą przyszedł przybysz z dalekiej Szkocji, znakomity inżynier, żeglarz i zawadiaka, Jakub Murray, którego nazwisko spolszczono później na Jakub Mora. W 1601 roku zawitał on na dwór króla Polski i Szwecji Zygmunta III Wazy. Jako że w niedługim czasie zyskał sławę świetnego kapitana i marynarza, już osiem lat później monarcha powierzył Szkotowi budowę pierwszej floty polskiej z prawdziwego zdarzenia, która zagwarantowała tryumf oliwski. Nie wszystko jednak, jak to zwykle bywa, szło jak po maśle. Niewielu mieszkańców ówczesnej Polski popierało budowę okrętów, upatrując gwarancji nadwiślańskiego pokoju w silnej armii lądowej. Na przeszkodzie stała głównie szlachta, której obce były morskie przygody, a samą flotę traktowała raczej jak coś niegodnego jej kawaleryjskich aspiracji i związanego z domeną mieszczan. Sytuacja uległa zmianie, gdy Szwedzi zaczęli blokować nasz największy port w Gdańsku. Wpłynęło to na ograniczenie możliwości handlu zbożem, a co za tym idzie – uszczuplenie szlacheckich kies, studząc nieco kawaleryjskie ambicje na rzecz morskich. Prace nad budową floty uległy przyspieszeniu. Pierwszym okrętem, jaki zwodował Jakub Murray dla Rzeczypospolitej, była niewielka pinka „Żółty Lew”. Za nią poszły kolejne, większe galeony, m.in. „Król Dawid”, który zyskał miano okrętu kontradmiralskiego i kapitana w osobie samego Murraya. Całość floty, po małych perypetiach związanych z przeniesieniem warsztatów do Pucka, miała się składać z 10 dużych okrętów bojowych, nie licząc statków transportowych czy pomocniczych. Rekrutacja załóg dla nowych jednostek nie nastręczała problemów. Chłopów, którzy niespecjalnie kwapili się do odrabiania pańszczyzny było w owych latach bez liku. Nie brakowało także ubogich mieszczan. Bałtyckie przygody i łupy z nimi związane stanowiły wystarczającą motywację. Gorzej przedstawiała się sytuacja z dowódcami. Na lądzie dysponowaliśmy znakomitymi wodzami, jak hetman Stanisław Koniecpolski (nota bene wielki propagator budowy polskiej floty), na morzu właściwie nikim poza wspomnianym Szkotem. Oficerów przyszło rekrutować w Danii i Holandii. Jak się wkrótce okazało, Jakub Murray poza talentami inżynieryjnymi dysponował także umiejętnościami w dziedzinie taktyki. Pośród licznych przewag, jakimi się wykazał, należy szczególnie zwrócić uwagę na przygodę spod Białej Góry, gdzie Polacy natknęli się na duży konwój szwedzki złożony z 24 jednostek. Dowodząc „Królem Dawidem” w towarzystwie zaledwie dwóch galeonów polskich, udało mu się uniknąć niechybnej katastrofy i bez specjalnego uszczerbku, spokojnie dopłynąć do Kołobrzegu. Dla polskiego króla okazało się to jednak za mało, by powierzyć naszemu bohaterowi dowództwo nad świeżo powstałą flotą. Zaszczyt ten przypadł w udziale Holendrowi Arendowi Dickmanowi. Murray otrzymał zaledwie funkcję w radzie wojennej, co uraziło znacząco jego ambicję i miało wpłynąć na efektywność w nadchodzącym starciu pod Oliwą.

www.linkpolska.com

Eskadra szwedzka wpłynęła na Zatokę Gdańską z wiatrem, co zawsze bardzo utrudnia skomplikowane manewry. Szybko pojawiły się kolejne zwiastuny klęski. Polacy sprawnie rozbili szyki przeciwnika i świetną taktyką, brawurowymi abordażami i salwami burtowymi doprowadzili do zatopienia dużego galeonu „Solen” i uprowadzenia okrętu admiralskiego „Tigern”. Bitwa była wygrana. Do zwycięstwa jednak nie przyczynił się urażony pominięciem w awansach kapitan „Króla Dawida” Jakub Murray. Przez całą bitwę unikał starcia ze Szwedami, zaniechał abordażu i pościgu, ponosząc za to pokaźne straty. Zygmunt III zarządził śledztwo, słusznie dedukując, że tak znamienity dowódca nie mógł tylko przez błędy taktyczne unikać walki. Murraya wyrzucono z polskiej floty oraz prawdopodobnie aresztowano. I to skutecznie, bo wszelki słuch w późniejszych dziejach o nim zaginął. Po latach miał się znowu pojawić, ale już w zgoła innej roli...

Bitwa pod Oliwą. Obraz autorstwa Stefana Płużańskiego.

Polacy, mając do dyspozycji skromną ilość okrętów, pod banderą których mogliby zaznać przygód morskich na własnej skórze, musieli poprzestać na wyobraźni. A ściślej na literaturze marynistycznej, w której przodujemy do dzisiaj. Kapitan Murray znalazł tam właśnie swoje miejsce. Po raz pierwszy w powieściach przedwojennego prawnika, marynarza i podróżnika, a później także sędziego Sądu Najwyższego, Jerzego Bohdana Rychlińskiego. Perypetie jednego z twórców polskiej floty wojennej zawarł on w barwnie pisanych książkach: „Galeon kapitana Mory”, „Fama kapitana Mory”, „Madonna ze złota” i w „Latającym Szkocie”. Dzieje szkockiego dowódcy opisuje również znany entuzjasta historii Rzeczypospolitej szlacheckiej Jacek Komuda w „Galeonach wojny”. Nie tylko współcześni Polacy wykazują zainteresowanie tematyką morską. Ta pasja ma już „długą brodę” i można ją z powodzeniem uznać za nadwiślański „sport narodowy”. Nieprzypadkowo jednym z czołowych marynistów w dziejach światowej literatury, który pisał o niezaprzeczalnej tradycji morskiej Wielkiej Brytanii i w języku angielskim, był Joseph Conrad. Polak pochodzący z dalekiego morzu Wołynia - Józef Korzeniowski. Źródła: Eugeniusz Koczorowski, Oliwa 1627, Wyd. Bellona SA, Warszawa 2008; Henryk Wisner, Rzeczpospolita Wazów, Wyd. Neriton, Warszawa 2008.

March 2009 | marzec 2009 | 27


Z nami kryzys Cię nie dotknie! Zapewniamy najniższe ceny w Belfaście!

£0,79 10%

Chleb staropolski za Świeży towar co tydzień! Konkurencyjne ceny plus rabatu! Rabat obowiązuje przy zakupach na £10 i więcej Adresy sklepów:

POLITA, Unit 1, 156 North Street, Belfast, BT1 1LF POLITA, 366 Newtownards Road, Belfast, BT 4 1HG (blisko Connswater Shopping Centre) EUROPEAN DELICATESSEN, 5 Central Avenue, Bangor, BT20 3AF

Kancelaria Prawna Reavey & Company Solicitors oferuje swoje usługi prawne w języku polskim Więcej informacji znajdziesz na Naszej stronie internetowej:

www.reavey-ni.com/polish

Oferujemy usługi tłumacza. Polaków niemówiacych po angielsku prosimy o wysłanie e-maila na info@reavey-ni.com, Polaków władających językiem angielskim w stopniu komunikatywnym prosimy o telefon pod numer: •tel.: 028 90 860335 (Newtownabbey) •tel.: 028 93 355535 (Carrickfergus)

udane zakupy!


LINKfelieton

Później może być za późno Maciej Przybycień, dziennikarz, redaktor, publicysta, absolwent polonistyki krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Współpracował z telewizją BBC podczas tworzenia programu dokumentalnego dotyczącego środowisk polonijnych w Hull.

Formularze, druczki, ankiety… Któż ich nie kocha?! W urzędzie, w pracy, u lekarza. Tak, te u lekarza są najlepsze. Z odrazą przeglądam druk i odkreślam panoramę nieszczęść serwowaną w ramce. Nie mam epilepsji, nie jestem narkomanem ani nie mam parkinsona. Nigdy sobie nic nie złamałem i nigdy nie leżałem w szpitalu. Najwyżej czasami mam kaca, co zresztą skrzętnie odnotowuję w odpowiedniej rubryce dotyczącej spożycia alkoholu.

do portu. Wchodzą do wielkiego hangaru, zapala się światło. Wokół nich Dochodzę do rubryki „Organ donation”. „Chciałbym zarejestrować się w pojawia się krąg nienaturalnych postaci – to szereg zdjęć. Przypominają NHS Organ Donor Register jako osoba, której organy/tkanki mogą zostać fotografie reklamowe, przedstawiają jednak użyte do celów transplantacyjnych po śmierprawdziwe osoby, które łączy jedna cecha – ci”. Pierwszy kwadracik to wszystkie organy, wszystkie oczekują na nerkę. Spośród nich później są kolejno wyszczególnione: nerki, Lisa wybierze trójkę, z której dwójka wyrogówka, serce, płuca itd. Bez wahania zagra nagrodę – będzie nią życie. Przez Eurokreślam – wszystkie. Refleksja pojawia się w pę przetacza się medialna burza. „Tego już następnej sekundzie; po śmierci… znaczy się za wiele” – oburzają się dziennikarze. „To po mojej śmierci. Niesłychane! Ktoś ma czelposzło za daleko” – grzmią prezenterzy teność wyobrażać sobie świat po mojej śmierlewizyjni. „Nie wolno tak robić” – ostrzeci! Mnie to nawet nie przychodzi do głowy. ga Komisja Europejska. Holendrzy twierdzą To prawdopodobnie jedyny kanadyjski jednak, że jedynym celem show jest zwrófilm, jaki w życiu oglądałem i z pewnością jecenie uwagi na niedobór organów do transden z najważniejszych. „Jezus z Montrealu” plantacji. W 2002 roku zmarł Bart de Graaff według scenariusza i w reżyserii Denysa Ar– twórca telewizji BNN. Odszedł w wieku canda. Premierę miał dwadzieścia lat temu, 35 lat po roku oczekiwania na nerkę. „Oczyja widziałem go osiem lat później. Film zrowiście, zgadzamy się, że to ma zły smak, ale bił wtedy na mnie piorunujące wrażenie – pouważamy, że rzeczywistość ma jeszcze gorwiem więcej – wstrząsnął mną. Była to nieco szy smak” – mówi Laurens Drillich, ówczekontrowersyjna opowieść o współczesnym sny szef BNN. W połowie stycznia 2008 Jezusie na podstawie Ewangelii wg św. Marroku okazuje się, że program był mistyfikaka. Mieszkający w Kanadzie główny bohacją. Chociaż w show wystąpili prawdziwie ter odgrywa rolę Jezusa w zorganizowanym oczekujący na nerkę, Lisa jest aktorką. Chomisterium pasyjnym. Rolę, która wymyka się rzy oczywiście wiedzieli, że biorą udział w spod kontroli. W finałowej scenie główny bomistyfikacji. Po zakończeniu emisji dyrekhater ginie. Niezwykle znamienny jest obraz tor Endemol Paul Römer powiedział: „Nie jego zmartwychwstania. Reżyser pokazuje chcemy być źle zrozumiani, nigdy nie zroszczęście chorych, którym transplantowano biłbym programu takiego jak »De Grote Doorgany głównego bohatera. Transplantacja norshow« w rzeczywistości. (…) Wzywam stała się metaforą zmartwychwstania dawcy. wszystkich do (…) wypełnienia formularza Jego oczy znów zobaczyły, jego płuca wypełdawcy”. niły się powietrzem, a jego serce znów zaPo pierwszym dniu emisji programu „De częło bić. Grote Donorshow” formularz dawcy wypełInna scena. Czerwiec 2007. Holenderska niło ok. 30 tys. osób, po dwóch dniach 50 telewizja publiczna BNN rozpoczyna emitys. Ilość dawców w Holandii gwałtownie sję nowego programu typu reality show o nawzrosła. zwie „De Grote Donorshow”. Światła, flesze, „Chciałbym zarejestrować się w NHS Organ Donor Nie łudźmy się – umrzemy wszyscy. Ja, publiczność klaszcze. Wchodzi prowadzący Register jako osoba, której organy/tkanki mogą zoPan, Pani, społeczeństwo. Każdego to czei staje pomiędzy czterema pustymi fotelami stać użyte do celów transplantacyjnych po śmierci”. ka. I wydawałoby się, że w sytuacji tak bez– tłumaczy zasady programu. Za chwilę na Pierwszy kwadracik to wszystkie organy, później są nadziejniej jak śmierć, gdy już nic nie mokrzesłach usiądą jego uczestnicy. Śmiertel- kolejno wyszczególnione: nerki, rogówka, serce, płużemy… okazuje się, że jednak możemy. I to nie chora 37-letnia kobieta – Lisa, a naprze- ca itd. Bez wahania zakreślam – wszystkie. bardzo wiele. Możemy dać komuś nowe życiwko niej trójka osób oczekujących na nercie, spełnić jego marzenia. Możemy „wpuścić” w świat taką dawkę dobra, kę. Dwojgu z nich Lisa odda własne. Komu? O tym zadecyduje ona oraz teo jaką często w życiu trudno. A to wszystko tak małym kosztem – jednym lewidzowie za pomocą SMS-ów. Wejście Lisy poprzedzone jest krótkim filpodpisem. mem prezentującym jej sylwetkę. W filmie kobieta spaceruje po parku, wyNikt z nas nie wie, kiedy umrze. To jeden z największych boskich dagląda zdrowo, jest ubrana w dres. Na tle kwiatów opowiada o swojej derów, świadomość byłaby przekleństwem. Część z nas z pewnością będzie cyzji. Jest poważna, skupiona, ale nie zrezygnowana. Gdy wchodzi do stuzaskoczona. Dlatego trzeba wypełnić formularz teraz. Później może być za dia publiczność wstaje. Brawa zdają się nie mieć końca, niektórzy ukradpóźno. kiem ocierają łzy. Po krótkiej rozmowie prowadzący zabiera Lisę na spacer

www.linkpolska.com

March 2009 | Marzec 2009 | 29


LINKobok nas

Sto trzydzieści pięć centymetrów tekst i zdjęcia: Jakub Świderek

Nie wydaje dużo na drogie garnitury, ale jest zawsze w centrum uwagi. Nie chce jednak wyjątkowego traktowania. „Nie oczekuję specjalnego miejsca w autobusie” – mówi Miłosz (27 lat). „Jestem zadowolony, gdy ktoś mnie najnormalniej w świecie opieprzy”. Sens słów i sens bycia

„Polak? Polak?” – ze zdziwieniem reagują inni Polacy, którzy spotykają Miłosza. „Tak, jestem Polakiem” – pada odpowiedź. Kiedyś wybrał się na Polski Piknik w Belfaście. „O kurwa, patrz, jaki karzeł” – słyszał wokół siebie. Czuł się tam jak intruz. Zachował się jednak z klasą i nie reagował na złośliwe zaczepki. „To nie brzmi dobrze, ale ja wolę poprosić o pomoc Irlandczyka niż Polaka” – mówi z zażenowaniem Miłosz. „Jestem poza podziałami i wiem, że między Polakami jest walka. Niby trzymają się razem, ale widzę, że chętnie by sobie dokopali”. Ostatnie kilka lat w Polsce to seria rozczarowań. Studiował zarządzanie i marketing. Zrezygnował jednak na rzecz resocjalizacji: 3 lata studiów licencjackich, 2 lata magisterki. Napisał pracę, ale dyplomu nie obronił. „Sam nie wiem, dlaczego. W Polsce byłem bardzo zniechęcony” – opowiada dzisiaj Miłosz. „Nie mogłem pracować, tak jak chciałem. Wszystko musiało być według zasad, choć życie w domu społecznym, o którym pisałem, nie jest normalne. Jest właściwie przeciwieństwem normalnego życia i doktorskiego sposobu myślenia”. Naukowy strach przed nowatorstwem sfrustrował Miłosza.

30 | marzec 2009 | March 2009

Była też miłość. Poznali się przez Internet i byli razem przez 2 lata. Nie udało się. „No, ale jak on będzie dziecko nosił? Obrazu na ścianie nie przybije, koła w samochodzie nie zmieni” – mówili rodzice dziewczyny. Miłosz zastanawia się teraz, czy warto dalej próbować, bo z kimś takim jak on, dziewczyna może cierpieć. „Po tym związku zwątpiłem w sens słów i w sens bycia” – mówi. Wyjechał do Belfastu.

Frajer, bo robi za darmo

„Ktoś wie, gdzie jest moje piwo?!” – pada pytanie w domu pełnym gości. „Jasne! Wszyscy wiedzą!” – odpowiada uszczypliwie Miłosz, po czym obecni wybuchają śmiechem. Miłosz mieszka z Włochami, Hiszpanami, Francuzami i Niemcami. Odwiedzają go Turcy, Ormianie i Słoweńcy. Zaprzyjaźniona Włoszka po powrocie do swojego kraju w dowodzie przyjaźni przysłała Miłoszowi paczkę z włoską kiełbasą. Wszyscy przyjechali na programy dla wolontariuszy organizowane przez placówki unijne. Wspólnie spędzają wieczory, słuchają muzyki i dzielą się swoją kulturą. Miłosz ogrywa wszystkich w grach PlayStation. „Wkurzają się, bo nikt nie lubi przegrywać z kaleką” – komentuje z przymrużeniem oka.

www.linkpolska.com


LINKobok nas

„Najbardziej brakowałoby mi przyjaciół. Spotkałem ich tutaj więcej niż przez całe życie w Polsce”

Miłosz i jego hiszpańska przyjaciółka Paula

Pasjonuje go fotografia. Fotografuje ciekawe twarze, spontaniczne sytuacje i architekturę Belfastu. Tęskni za swoim daewoo tico, którym jeździł w Polsce. Swobodne przemieszczanie dawało mu poczucie wolności. Egzamin na prawo jazdy zdał za pierwszym razem, choć nie wszyscy wierzyli, że w ogóle może mu się udać. Miłosz jest wolontariuszem w Shopmobility, organizacji, która udostępnia niepełnosprawnym wózki i skutery elektryczne. „Jest częścią zespołu. Na początku miał problemy z językiem, ale teraz jest pewniejszy siebie” – mówi Ann, szefowa Shopmobility. „My uczymy się od niego, a on od nas. On zawiezie do Polski to, co widzi tutaj – nasz stosunek do niepełnosprawności. Jestem dumna z tego, że Miłosz czuje się tu dobrze. To smutne, że nie odczuwał tego w swoim kraju, ale z drugiej strony myślę, że to tylko kwestia czasu i niepełnosprawni w Polsce też znajdą swoje miejsce”. Projekt, w którym Miłosz bierze udział, właśnie się skończył. W ciągu ostatnich 12 miesięcy mieszkał w domu opłacanym przez organizację, dzięki której wyjechał. Na wyżywienie dostawał 55 funtów tygodniowo. Jak sam mówi, to niewiele, ale takich rzeczy nie robi się dla pieniędzy. „W Polsce słyszę: »głupek, frajer. I za darmo tam robisz? Może dla nas byś coś za darmo zrobił?«” – mówi Miłosz. „Oni nie wiedzą, że w emigracji nie chodzi tylko o pieniądze”.

Nic nie trafi do buraka

– Nie przejmuj się, w niebie będzie lepiej – powiedziała do Miłosza starsza kobieta napotkana na ulicy w Polsce. – A ja właśnie stamtąd – odpowiedział Miłosz. –Bluźnisz! Przeproś Pana Boga! – oburzyła się kobieta. Miłosz opowiada z rozczarowaniem, że w Polsce życie niepełnosprawnych organizuje się wokół Kościoła i na festynach. „Taki trzydziestoletni facet, który chętnie z dziewczynkami by się pobawił, siedzi i wycina drzewka z papieru, mamusia głaszcze go po głowie: »Chodź, synku, zjemy kiełbaskę z rożna, a później sobie zatańczysz«. A my potrzebujemy normalnego traktowania!” – mówi Miłosz. Katarzyna ma do niego właśnie taki normalny stosunek. Poznali się w niecodziennej sytuacji. „Zadzwonił do mnie koleś i pyta, czy mogę mu obciąć paznokcie” – opowiada Katarzyna. „Zapytałam, czy to jest takie trudne, że sam nie może tego zrobić. A on na to, że jest inwalidą. Niezręcznie mi się zrobiło”. Katarzyna nie jest przekonana, czy powinna o tym opowiadać.

www.linkpolska.com

Który mężczyzna nie czułby się zażenowany, nie mogąc obciąć sobie paznokci? „Miłosz opowiadał mi o tym Polskim Pikniku, a ja nie wiedziałam, jak zareagować. Bo ja tego nie rozumiem. Czy do ludzi nie dociera, że mogli się tacy urodzić? Po prostu ręce opadają. Czasami myślę, że nic nie trafi do takiego buraka”. Według Katarzyny niepełnosprawni dobrze czują się w Irlandii Północnej, bo spotyka się ich tutaj po prostu więcej. Nie są zamknięci w domach i próbują żyć jak inni. Ale im też przytrafiają się przykre incydenty. Jak ten, o którym opowiedział Miłosz.

Między rodziną a przyjaciółmi Jak co dzień rano wsiadł do miejskiego autobusu. Tym razem większość miejsc zajmowała grupa irlandzkich dzieciaków. Na jego widok natychmiast wybuchły śmiechem, a podróż do centrum Belfastu okazała się koszmarem. Telefonami komórkowymi robiły Miłoszowi zdjęcia i nagrywały filmy. „Nie wiedziałem, jak się zachować, ale wiem, że to nie pierwszy i nie ostatni raz” – mówi Miłosz. „Mimo to myślę, że Irlandia Północna jest bardziej otwarta na dziwactwa. Facet, który jeszcze niedawno biegał z karabinem, jest wrażliwszy niż niejeden »inteligent« z Polski”. Teraz przyszedł czas prawdziwej próby. Skończył się kontrakt Miłosza z Shopmobility i nie może być już odnowiony. Rozgląda się więc za zatrudnieniem w różnych miejscach. „Od dawna szukam spokoju. Normalnego zajęcia, normalnego życia” – mówi Miłosz. „Mam już dosyć ciągłych zmian. Chciałbym stabilizacji. Tu i teraz. Nie kiedyś, w przyszłości”. Mimo złych doświadczeń w ojczyźnie, powrót do Polski jest dla niego kuszący. Tam jest jego rodzina, najważniejsi dla niego ludzie. „Ojciec to mój największy autorytet. Nauczył mnie zdrowego podejścia do życia” – mówi Miłosz. „Może w Polsce znajdę jakieś nowe wyzwania?” Już raz zarezerwował bilet. Rozmyślił się jednak i podjął kolejne próby. „Najbardziej brakowałoby mi przyjaciół. Spotkałem ich tutaj więcej niż przez całe życie w Polsce”. Miłosz nie ma wielkich oczekiwań. Chce tylko normalności. Chciałby, aby ludzie nie oceniali go po wyglądzie i próbowali lepiej poznać. A o to najtrudniej u innych Polaków, którzy przecież od Wyspiarzy sami oczekują akceptacji. Jeśli chciałbyś skontaktować się z Miłoszem, napisz do niego: born_to_run27@yahoo.com

March 2009 | marzec 2009 | 31


Na dworze Króla tekst i zdjęcie: Szymon Kiżuk

On nie jest czarny, chociaż mówią o nim „czarny towar”. Kiedy spojrzysz nań pod światło, zobaczysz, że jest czerwony. Trzymając się dalej kolorowej stylistyki - to najsłynniejsze dziecko Zielonej Wyspy. Guinness w tym roku świętuje 250. urodziny. A życzenia warto złożyć osobiście. To bez wątpienia atrakcja turystyczna numer jeden w Irlandii. W ubiegłym roku zwiedził ją milion gości, w tym roku z racji 250. rocznicy rozpoczęcia warzenia piwa w browarze St James Gate odwiedzających powinno być jeszcze więcej.

9000 lat na dnie szklanki

Szymon Kiżuk, dziennikarz, czasem bloger, czasem fotograf. Dumny ze swych krzyżackich korzeni (pochodzi z Torunia). Obserwuje i pisze – ostatnio przeważnie o Irlandii Północnej, ale nie tylko.

Zwiedzanie Guinness Storehouse to podróż niezwykła. Bo wchodząc tam, nagle znajdujemy się na dnie gigantycznej szklanki do piwa – tak właśnie przerobiono konstrukcję dawnego browaru, by zwiedzający na samym początku wyprawy do królestwa Arthura Guinnessa i jego „potomstwa” poczuli się trochę jak bąbelek w stoucie, który powoli zaczyna wędrować w górę. A w wielkiej szklanicy, w której codziennie – jak guinnessowe bąbelki – kłębi się tłum zwiedzających, może zmieścić się podobno ponad 14 milionów klasycznych pint. Niezły za-

32 | marzec 2009 | March 2009

pas, ale to tylko niewiele więcej niż dzienne spożycie guinnessa na całym świecie. „Na dnie” szklanki zobaczyć można wyeksponowany pod przezroczystą płytą w podłodze dokument, od którego zaczęła się cała historia. W 1759 roku Arthur Guinness przybył do Dublina. Miał doświadczenie w warzeniu piwa, jego ojciec prowadził mały browar w Kildare, miał też i plan. Korzystając z niepewnych kryzysowych czasów postanowił wydzierżawić mały browar na przedmieściach Dublina i tam zacząć realizować swe pomysły. Umowa podpisana została na 9000 (tak, to nie pomyłka, na dziewięć tysięcy) lat, roczny czynsz ustalono na 45 funtów. Przez 250 lat z małego rodzinnego piwnego interesu wyrosło wielkie światowe imperium. Biografowie Guinnessa zauważają, że miał on niesamowite wyczucie rynku – w Irlandii piwo było wówczas marne, królowały

www.linkpolska.com


LINKturystyka wysokoprocentowe napitki, a Arthur dość szybko zarzucił produkcję „zwykłych” piw. Postawił na nieco mocniejsze portery i szukał własnej receptury. Po kilku latach prób odkrył, że na smak i kolor rewelacyjny wpływ ma zastosowanie dodatku palonego jęczmienia. Tak narodził się draught – słabszy od porterów, ale o niepowtarzalnym smaku – Król Guinness. Później, w latach 20. XVIII wieku pojawiły się kolejne gatunki – mocniejsze stouty. Wtedy już produkty browaru z Dublina podbijały także i Anglię – guinness był pierwszym piwem importowanym na tę wyspę. Dzisiaj Guinness to światowe imperium. Jeden z browarów od lat 60. XX wieku działa w Nigerii. „Black stuff” na Czarnym Lądzie to zresztą pewna ciekawostka. Otóż afrykański oddział Guinnessa jest jedynym produkującym bezalkoholowy rodzaj tego napitku. Podobno w wielu miejscach Afryki jest on o wiele bardziej popularny niż coca-cola...

Drogą piwnych składników Takich historii można poznać wiele, zwiedzając muzeum, gdzie jeszcze przed kilkunastoma laty warzono piwo. I niekoniecznie trzeba korzystać z usług bardzo przyjaźnie nastawionych do gości z różnych stron świata przewodników – oprowadzająca „Linkową” ekipę Caroline bardzo starała się, by różnorakie ciekawostki wypełniły nasze głowy jak stout pintę, można bowiem wypożyczyć sobie specjalny zestaw audio, który krok po kroku poprowadzi nas po kolejnych piętrach. Co ważne dla polskich turystów, są też zestawy w naszym języku. Podążmy więc drogą, jaką musi przebyć jęczmień – z najlepszych irlandzkich pól, krystalicznie czysta woda spływająca z otaczających Dublin gór, chmiel – sprowadzany z wyselekcjonowanych plantacji (m.in. również z Czech) oraz drożdże, by w końcu zamienić się w ten niepowtarzalny napitek. I chociaż w środowisku piwowarów krążą wciąż legendy o jakimś dodatkowym tajemniczym składniku zapewniającym guinnessowi ten charakterystyczny smak, to klucz do sukcesu leży właśnie w tych komponentach. W ich sprawdzanej od pokoleń jakości i w niezwykłej staranności przy produkcji piwa. Również dlatego zwiedzający nie mogą przyjrzeć się samej właściwej produkcji – niemalże kosmiczne technologie zapewniania jakości mają swoje wymogi. Być może jednak w opowieściach o niezwykłym składniku jest jakieś ziarenko prawdy, bowiem za fermentację odpowiada wciąż ten sam szczep guinnessowych drożdży, od którego zaczęła się cała historia. Na wypadek jakiejś nieprzewidywalnej katastrofy specjalne próbki tych drożdży znajdują się zamknięte w jednym z najbardziej strzeżonych sejfów browaru. Sekretem Guinnessa, przekazywanym potem z pokolenia na pokolenie – a sir Arthur, który przez znaczną część swego życia mieszkał na terenie browaru, dochował się 21 dzieci, z czego dziesięcioro osiągnęło wiek dojrzały, robiąc później kariery nie tylko w browarnictwie – jest też na pewno sposób palenia ziarna jęczmienia. Charakterystyczny lekko kawowy posmak jest przecież znakiem firmowym tego trunku rozpoznawanym przez każdego piwosza. Cykl produkcyjny przedstawiony jest na dwóch kondygnacjach muzeum. Zwiedzanie tej części kończy się przedsmakiem, w dosłownym tego słowa znaczeniu, pracy, uważanej przez wielu za jedną z najlepszych pod słońcem. Trafiamy bowiem do „Laboratorium smaku”, gdzie możemy skosztować, czy guinness z najnowszej partii ma odpowiedni smak i aromat. Oczywiście, w rzeczywistości turyści po prostu próbują i uczą się pić guinnessa

według wskazówek przewodnika, zaś profesjonalną degustacją zajmują się fachowcy. Podobno jest to jedna z najlepiej opłacanych posad w koncernie, z zapewnionym transportem do domu po niewątpliwie ciężkim dniu pracy...

Tukan z guinnessem na dziobie Tu warto wspomnieć o charakterystycznym etosie pracy w browarach Guinnessa, ukształtowanym przez niesamowite, nawet chyba i na dzisiejsze warunki, udogodnienia socjalne, jakie zapewniał swym pracownikom sir Arthur i jego następcy. Stąd też pokoleniowe przywiązanie wielu dublińskich rodzin do browaru przy St James Gate. A sama praca często wiązała się też i ze specyficznymi wyrzeczeniami – bednarze produkujący beczki musieli być… kawalerami. Dzisiaj nie ma już drewnianych beczek, więc i takie wymogi poszły do lamusa. Ale wciąż żyją nestorzy bednarskiego klanu, a jeden z najstarszych, dzisiaj już ponad dziewięćdziesięcioletni staruszek, twierdzi, że w dobrej kondycji utrzymuje go właśnie codzienna szklaneczka guinnessa, która zresztą wraz z darmowym posiłkiem przysługuje mu dożywotnio w przyzakładowej kantynie... Następne piętra Guinness Storehouse to podróż przez kolejne etapy podbijania świata przez dubliński trunek. Zobaczyć możemy modele statków z „prywatnej” flotylli browaru, kolekcjonerzy na pewno westchną z zachwytu nad wielkim zbiorem pokali, szklanek i butelek, w których sprzedawano i podawano przez te wszystkie lata guinnessa. Nie można również zapomnieć o części ekspozycji poświęconej dopracowanej do perfekcji przez guinnessowych specjalistów od marketingu reklamie. Tam też można się dowiedzieć, czemu właśnie tukan jest symbolem piwa z Zielonej Wyspy. „Irlandia bez Guinnessa?” – oprowadzająca nas po Guinness Storehouse Caroline zastanawia się przez chwilę. „Nie, to niemożliwe. Bez guinnessa nie byłoby nas chyba nawet na mapie. Bo co mamy oprócz niego, co znają ludzie na całym świecie? Kuchnię irlandzką?” – pyta ironicznie i wybucha śmiechem. Guinnessa zna cały świat. I chociaż lekarze uważają, że słynne hasło reklamowe „Guinness is good for you” może nie być zbytnio zgodne z prawdą (choć historia bednarza może mówić coś zupełnie innego), to rzeczywiście wypada życzyć Guinnessowi co najmniej następnych 250 lat w równie dobrej kondycji.

Vademecum piwosza Jak pić? Kiedy bąbelki przestaną już krążyć w szklance i guinness nabierze dostojnej czarnej barwy, to znaczy, że to już. Wypuść nosem powietrze, weź dużego łyka i rozprowadź płyn po podniebieniu, potem połknij i na końcu wciągnij powietrze nosem. Wtedy poczujesz dokładnie niezrównany smak guinnessa. Guinness Storehouse znajduje się kilkanaście minut piechotą od ścisłego centrum Dublina. Otwarty jest codziennie od 9:30 do 17:00 (w sezonie letnim do 19:00). Bilety kosztują 15 euro, są zniżki rodzinne, dla dzieci i studentów, a rezerwując wejściówki w Internecie, można wejść jeszcze taniej. Każdy bilet dla pełnoletniej osoby upoważnia do wypicia jednej pinty guinnessa w pubie „Gravity”, znajdującym się na samym szczycie budynku. Niedługo guinness będzie produkowany w supernowoczesnym, budowanym kosztem niemal 650 milionów euro, browarze w Leixlip. W 2013 roku, gdy pracować ma on już pełną parą, będzie produkować miliard butelek guinnessa rocznie. Specjalna wkładka do puszki guinnessa, umożliwiająca nalanie piwa z piękną charakterystyczną pianką uznana została swego czasu za ważniejszy wynalazek od... Internetu. Na 200. urodziny browar rozsypał na dnie Atlantyku 200 tysięcy butelek guinnessa. Znajdowano je potem na plażach Anglii, Irlandii, a nawet Kanady. I właśnie „kanadyjska” butelka osiągnęła potem na aukcji rekordową cenę 200 tysięcy dolarów. Niespodzianki na 250. rocznicę browar trzyma jeszcze w tajemnicy, zapowiadając ich premierę na wiosnę. Być może ich przedsmak poczujemy jednak już podczas marcowego Dnia Świętego Patryka...

Weź udział w paradzie z okazji Dnia Świętego Patryka! Wygraj bilety na przejazd kolejowy do Dublina. Więcej szczegółów na www.linkpolska.com. Bilety ufundowane przez Translink, www.translink.co.uk


LINKsport

Piłkarska wojna na Windsor Park

Tomek Kurkowski

Tomek Kurkowski, absolwent nauk politycznych, zapalony kibic sportowy i miłośnik dalekich wypraw. Interesuje się kulturą Indian amerykańskich, w wolnym czasie szusuje na nartach.

Eliminacje do przyszłorocznych piłkarskich Mistrzostw Świata, które po raz pierwszy w historii odbędą się na Czarnym Lądzie - w RPA, wchodzą w decydującą fazę rozgrywek. 28 marca o godz. 17:15 lokalnego czasu na stadionie Windsor Park w Belfaście gospodarze - drużyna Irlandii Północnej - podejmą reprezentację Polski. Gospodarze uczynią w tym meczu wszystko, by zdobyć komplet punktów. Porażka lub remis może dla nich oznaczać koniec marzeń o występie na afrykańskim mundialu. Przelotny romans Historia wzajemnych kontaktów obu drużyn nie jest zbyt imponująca i, co zadziwiające, mamy wyjątkowo wyrównany bilans wzajemnych spotkań. Do tej pory obie drużyny grały ze sobą siedmiokrotnie, każdy z zespołów odniósł po trzy zwycięstwa i tylko raz, w 1988 roku, padł remis. Polacy dwa razy schodzili z boiska pokonani w 1962 roku (oba mecze przegraliśmy 2:0) i raz na początku lat 90. W lutym 1991 roku Irlandczycy zwyciężyli naszą ekipę 3:1. Honorowego gola w tym meczu dla polskiego zespołu zdobył Robert Warzycha. Na kolejne starcie obu drużyn przyszło nam poczekać bez mała 11 lat. W 2002 roku Polacy w meczu towarzyskim w cypryjskim Limassol znokautowali rywali, strzelając im aż cztery bramki. Irlandczycy zdołali odpowiedzieć tylko jednym trafieniem. Nadspodziewanie gładko przyszło nam też zwycięstwo w Belfaście w eliminacjach do MŚ w Niemczech w 2006. W październiku 2004

Stadion Windsor Park w Belfaście. Fot. L_J / Laura, www.flickr.com/people/mrss/

drużyna Słowacja Irlandia Północna Czechy Polska Słowenia San Marino

m. 4 5 4 4 4 5

34 | marzec 2009 | March 2009

z. 3 2 2 2 2 0

r. 0 1 1 1 1 0

p. 1 2 1 1 1 5

bramki 8:5 8:4 5:2 6:4 5:3 1:15

pkt. 9 7 7 7 7 0

roku Polacy łatwo uporali się z gospodarzami 3:0, po bramkach Macieja Żurawskiego, Piotra Włodarczyka i Jacka Krzynówka. Do dziś w reprezentacji występuje tylko Krzynówek i jako jeden z najbardziej doświadczonych zawodników stanowi o sile naszego zespołu. W rewanżu na Łazienkowskiej w Warszawie w 2005 roku Polacy po bardzo przeciętnym meczu wygrali 1:0. Gola na wagę zwycięstwa zdobył w końcówce spotkania Maciej Żurawski.

Pożegnanie z Afryką? Dla obu zespołów droga na mundial wydaje się jeszcze dość długa. Obie drużyny w dotychczasowych spotkaniach grupowych radziły sobie ze zmiennym szczęściem. Irlandczycy na inaugurację doznali bolesnej porażki w Bratysławie, ulegając gospodarzom 2:1. Później zanotowali niezły występ przed własną publicznością, przeciwko utytułowanym Czechom, remisując 0:0. I kiedy wydawało się, że podopieczni Nigela Worthingtona, uskrzydleni dobrą postawą w ostatnim meczu, zaczną w końcu wygrywać, na ziemię sprowadziła ich drużyna Słowenii. Kolejna wyjazdowa porażka, tym razem 2:0, mocno ograniczyła szanse Irlandczyków na awans z grupy. Wiarę w końcowy sukces przywróciły im dopiero dwa kolejne wysokie zwycięstwa nad europejskim słabeuszem, reprezentacją San Marino. Na własnym stadionie Irlandczycy okazali się mało gościnni dla piłkarzy z Półwyspu Apenińskiego i wygrali różnicą aż czterech bramek. W rewanżu na stadionie w Serravalle wymierzyli im nieco niższy wymiar kary, trafiając do siatki gospodarzy tylko trzykrotnie. Na chwilę obecną Irlandczycy z dorobkiem 7 punktów w tabeli plasują się na drugiej pozycji, co premiuje ich do gry w barażach (zwycięzcy baraży zagrają w turnieju finałowym). Teoretycznie więc ich sytuacja wyjściowa, w kontekście potencjalnego udziału w turnieju mistrzowskim, wydaje się dość komfortowa. Jest jednak małe „ale”... Po pierwsze, „Norn Iron” mają rozegrane o jedno spotkanie więcej niż najgroźniejsi rywale grupowi, w tym Polska. Poza tym mają już za sobą dwa mecze z najsłabszym w grupie San Marino. Przed nimi zaś w drugiej poMiejsce w rankingu łowie roku dwa bardzo trudne wyjazdowe FIFA (stan na spotkania w Szczecinie z Polakami i na za11 lutego 2009 roku) kończenie rozgrywek w Pradze z Czechami. Polska: Po drodze czeka ich także ciężki pojedynek 28. miejsce ze Słowacją w Belfaście. Irlandia Północna: W tej perspektywie Polacy, którzy aktu48. miejsce alnie zajmują niską czwartą lokatę w tabeli,

www.linkpolska.com


LINKsport wydają się być w dużo lepszym położeniu niż ich marcowi rywale. Mimo że nasi reprezentanci pogubili punkty ze Słowenią (1:1) i przegrali bardzo pechowo ze Słowacją (do 85. minuty byliśmy na prowadzeniu po bramce Smolarka, by na swoje życzenie przegrać 2:1), to wciąż zachowują duże szanse na wyjazd na mundial. Przed nami w dalszym ciągu mecze na własnym boisku: z San Marino (na ich terenie ograliśmy ich 0:2), Irlandią Północną i ze Słowacją. Jeśli w tych meczach uda się nam wywalczyć 9 punktów, to nawet porażka w Pradze z Czechami (u siebie wygraliśmy 2:1) powinna dać nam awans z pierwszego miejsca bądź prawo gry w barażach (zarezerwowane dla drużyn, które zajmą drugie miejsce w grupie). Musimy jednak ograć Słoweńców na ich terenie. Atuty i achillesowe pięty Na kilkanaście dni przed arcyważnym meczem w Belfaście właściwie trudno przewidzieć, w jakim ustawieniu zagrają oba zespoły. Pewne natomiast jest to, że aż trzech podstawowych graczy północnoirlandzkich nie wystąpi w tym spotkaniu ze względu na ilość żółtych kartek. W zespole gospodarzy zabraknie obrońcy angielskiego Sunderlandu – George’a McCartneya oraz dwóch graczy szkockiego Glasgow Rangers – pomocnika Steve’a Davisa i napastnika Kyle’a Lafferty’ego. To duże osłabienie dla tego zespołu, zważywszy na brak wartościowych zmienników. Jeśli Polakom uda się zagrać w optymalnym zestawieniu, z doświadczonymi Michałem Żewłakowem i Mariuszem Lewandowskim, skutecznie dyrygującymi grą obronną, ze zdrowym Jakubem Błaszczykowskim (jego występ stoi pod dużym znakiem zapytania), Jackiem Krzynówkiem i Rogerem w linii pomocy (nie wiadomo, w jakiej dyspozycji będzie Ebi Smolarek), z Piotrem Brożkiem i Robertem Lewandowskim w ataku, o wynik powinniśmy być

www.linkpolska.com

spokojni. Zwłaszcza, gdy do polskiej kadry powrócą wielcy nieobecni: Artur Wichniarek (zbiera świetne recenzje w meczach Bundesligi) i Ireneusz Jeleń (powoli wraca do wysokiej formy we francuskim Auxerre). Bo nie da się ukryć, że siła rażenia polskiego zespołu jest zdecydowanie większa. Oczywiście, nie możemy sobie pozwolić nawet na chwilę dekoncentracji i lekceważenie rywala (pamiętając, że na Windsor Park gubiły punkty takie ekipy, jak Anglia, Szwecja, Dania i Hiszpania). Nasi obrońcy muszą za wszelką cenę odciąć od prostopadłych podań bramkostrzelnego Davida Healy’ego (rekordzista w ilości zdobytych bramek w ostatnich eliminacjach do ME). Klucz do zwycięstwa na Windsor Park leży w skutecznym kontrataku polskiego zespołu i mądrej grze obronnej. Na naszą korzyść przemawiają przynajmniej trzy rzeczy. Przede wszystkim korzystny dla nas bilans ostatnich kilku spotkań z Irlandczykami, poważne braki kadrowe rywali oraz doświadczenie zdobyte na trzech ostatnich wielkich imprezach mistrzowskich (MŚ w Korei Płd. i Japonii w 2002 roku, MŚ w Niemczech w 2006 roku i ME w Austrii i Szwajcarii w 2008 roku). W tym przypadku mniej istotna wydaje się być wyższa lokata Polski w rankingu FIFA. Bo i tak wszystko zweryfikuje boisko. Na Windsor szykuje się prawdziwa piłkarska wojna. Do boju Polska! Historia udziału obu drużyn w MŚ Polska: 1938 (pierwsza runda), 1974 (trzecie miejsce), 1978 (miejsca od piątego do ósmego), 1982 (trzecie miejsce), 1986 (1/8 finału), 2002 (faza grupowa), 2006 (faza grupowa) Irlandia Północna: 1958 (ćwierćfinał), 1982 (druga runda), 1986 (faza grupowa)

March 2009 | marzec 2009 | 35


3

02/$5+4°7

/DDNIAMARCADOKWIETNIAMOœNASKADAÃZAMÐWIENIANA BIA–KIEBASÇIKIEBASÇPOLSK–SUROWA CIASTABABKA MAZUREK PIERNIK MAKOWIEC SERNIKIWIELEINNYCH WWWPOLSKISKLEPZALLCOMPL POLSKIEJAJKA NABIANAWAGÇMASO SERY TWARÐG ITP SZYNKISCHABZCZOSNKIEM SCHABPIECZONY FILETZINDYKA SZYNKAWIEJSKA ITP yWI–TECZNESODYCZEJAJKA ZAJ–CZKI BARANKIZLUKRU $LAWSZYSTKICHKLIENTÐW KTÐRZYZROBI–ZAKUPYWTYMCZASIEBARWNIKDOJAJEK'2!4)3 +TOWOKRESIEODMARCADOKWIETNIAZROBIyWI–TECZNEZAKUPYW3KLEPACH:ALL ZAMINIMUM€ OTRZYMAUPOMINEKyWI–TECZNYDLADZIECKA 3KLEPBÇDZIETEœPROWADZISPRZEDAœKOSZYCZKÐWWIKLINOWYCHNAyWIÇCONKI 02:%,%790)%.)§Œ.% 3KLEPY:ALLURUCHOMIYNOW–USUGÇPATNOyCIRACHUNKÐWZ7IELKIEJ"RYTANIIDO0OLSKI

0!#:+)$/0/,3+) KOSZTTAKIEJUSUGITOTYLKO€ DNIROBOCZYCH OPATAZA0OLSAT#YFROWY #YFRÇ0LUSITELEWIZJÇ.  ZA+G €UBEZPIECZENIE KREDYTYORAZRМNEINNEOPATYW0OLSCE ODDO+GTASAMACENA PACZKIDO +G 0ACZKIPROSIMYPRZYNOSIÃDOWTORKUKAœDEGOTYGODNIA

0/,3+)%3+,%09:!,, 6)#4/2)!2/!$ $$17 $5.$%% 4%,

3/54(342%%4 0(.9 0%24( 4%,


LINKcafé

Pożegnanie

z frytkami Aleksandra Łojek-Magdziarz

Nie ma dnia, by ktoś nie wspomniał pogardliwie o brytyjskiej kuchni. Żarty na jej temat krążą żywo w każdym możliwym medium. Ale jest szansa, że może się to zmienić... i to wcale nie dzięki francuskim imigrantom mieszkającym w Wielkiej Brytanii. Kulinarne tortury

Kiełbasa brytyjska, przedmiot uwielbienia tubylców i wielka zagadka smakowa dla reszty świata, jest wyrobem, najdelikatniej ujmując, kontrowersyjnym. W dodatku dość smutno wygląda na talerzu polana sosem obok rozpaczliwej paćki ziemniaków. Warto też wspomnieć o straszliwym wynalazku (świadczącym o dużym poczuciu humoru tubylców lub też szczególnie wyrachowanym okrucieństwie), jakim jest marmite. Czyli brązowa lepka maź z akcentem anyżkowym, którą patriotycznie jada się na tostach. Naprawdę są tacy, którzy to lubią, choć trudno w to uwierzyć. I oczywiście nie sposób zapomnieć o serwowanej w barach tłustej rybie z frytkami wielkości kciuka, podawanej, nie wiedzieć czemu, z zielonym groszkiem o smaku plastykowej łyżki. Biorąc pod uwagę powyższe, można zrozumieć żarty i kpiny dotyczące kuchni brytyjskiej. Ale i ona się zmienia. Chicken tikka masala, czyli zamarynowane w jogurcie z imbirem i pomidorami pasy grillowanego kurczaka z indyjskimi przyprawami stały się potrawą narodową i okazuje się, że brytyjscy kucharze prześcigają się ostatnio w smacznym i twórczym gotowaniu, chcąc zreformować przykry obraz wyspiarskiej kuchni. I tak, Brytyjczycy zaczynają gotować. Wygrywać nagrody. I uwaga – wykazywać się wyobraźnią w kuchni, co, jak zwykli przypominać złośliwie najbardziej zagorzali wrogowie wszystkiego, co brytyjskie – Francuzi, jest ostatnią rzeczą, jakiej można się było po nich spodziewać. Trzy nazwiska zrewolucjonizowały brytyjską kuchnię: wulgarny Gordon Ramsay, piękna Nigella Lawson i chłopczykowaty Jamie Oliver. Każda z tych osób zaistniała inaczej.

Zniszczyć i nakarmić

Gordon Ramsay niszczy psychicznie szefów kuchni, upokarza personel i nie ma ani odrobiny poczucia humoru, ale za to krewetki w tequili robi jedyne w swoim rodzaju. Poza tym znanym socjologicznym faktem jest, że ludzie uwielbiają oglądać czyjeś nieszczęście, więc programy telewizyjne, w których miesza się wszystkich z błotem, cieszą się niesłabnącą popularnością. Gordon jest mistrzem w przeklinaniu i twórczym stosowaniu wulgaryzmów. Jeśli ktoś to lubi i potraktuje jako pieprzny element akompaniujący Gordonowej kuchni, ten mistrz kulinarny przypadnie mu do gustu. Ten niemłody Szkot wszystko, co w życiu osiągnął, zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie. Syn alkoholika, niespecjalnie błyskotliwy uczeń całkiem przypadkiem zainteresował się gotowaniem. I... jako jedyny Brytyjczyk dostał 14 gwiazd Michelin. Na krytykę zazdrosnych o jego sukcesy czy też urażonych purystów językowych odpowiada zwykle używając niecenzuralnej prośby o pozostawienie go w spokoju w trybie natychmiastowym. I za to wielu go uwielbia.

www.linkpolska.com

Gastropornografia

Nigella, brunetka o włoskiej urodzie i rubensowskich kształtach, przez zazdrosne kobiety oskarżana o tzw. gastropornografię, pokazuje, że nie należy wstydzić się miłości do jedzenia. Nawet występnej. Sekwencje filmowe, kiedy w szlafroku skrada się nocą do kuchni, by coś przekąsić i tym czymś staje się smażona kiełbasa (oczywiste wydaje się podejrzenie, że nie brytyjska, bo inaczej, jak sądzę, Nigella nie zarywałaby nocy) w pomidorach i z papryczkami chilli, skrzętnie upchnięta pomiędzy potężne kromki białego chleba, przeszły już do historii. Nigella oblizuje palce, nie liczy kalorii i łamie męskie serca, mimo wyjątkowo pełnych kształtów, które w dobie kultu anoreksji teoretycznie powinny budzić obrzydzenie, na szczęście tak nie jest. Absolwentka lingwistyki na Oksfordzie, córka barona, wychowała się w domu, w którym jedzenie było formalnym obowiązkiem, a pokazanie, że sprawia przyjemność, należało do zestawu nieakceptowalnych nietaktów. Kiedy skończyła studia, dostała propozycję pracy dla MI5, z czego jednak nie skorzystała i zajęła się gotowaniem. Każdy, kto spróbował brukselki w sosie z pomarańczy z kasztanami i grillowaną pietruszką w sosie klonowym wie, że świetnie się stało, iż Nigella nie stała się żeńską wersją Jamesa Bonda.

Cholerne sałatki Jamie Oliver, jasnooki i młodzieńczy, wbił Brytyjczykom nóż w samo serce, jeszcze do tego go przekręcił, i to za aprobatą rządu. Wymyślił on bowiem, że w szkołach nie powinno się serwować hamburgerów ani frytek, tylko makarony i sałatki. Wydawało się, że to bardzo rozsądny pomysł, ale nie wszyscy brytyjscy rodzice byli gotowi na tak poważny eksperyment. W niektórych szkołach, w których taki program żywnościowy wprowadzono, wybuchła rodzicielska panika. Przerażeni niechybną śmiercią głodową pociech rodzice podawali dzieciom hamburgery przez płot, przeklinając Olivera pod nosem i twierdząc, że junk food to zdrowa, wartościowa żywność i dzieci nie są głodne, jak po cholernej sałatce. Na szczęście pomysł Olivera zyskał uznanie brytyjskiego rządu i ten wyasygnował całkiem sporą sumę pieniędzy, by wesprzeć program zdrowego żywienia dzieci w wieku szkolnym. Zdarzyły mu się jednak potknięcia – w 2005 roku w swoim programie telewizyjnym zarżnął jagnię. Na żywo, jeśli to słowo w tym kontekście ma sens. Nie przysporzyło mu to wielbicieli wśród wegetarian. To jedynie najbardziej znane postaci kuchni brytyjskiej. Co intrygujące, jest ich coraz więcej. I coraz częściej oddaje się im czas antenowy. Może dojdzie do tego, że z barów i pubów znikną tłuste ryby z frytkami? Opór materii słabnie....

March 2009 | marzec 2009 | 37


LINKcafé

Kisz, Helena Kubajczyk jest absolwentką Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Wielbicielka sztuki wszelakiej, również kulinarnej. Obecnie mieszka w Międzyzdrojach.

czyli tarta na słono

Marzec to miesiąc pod wieloma względami niezdecydowany. Czy to już wiosna, czy może nadal zima? Czy uda nam się wyrwać z ponurej apatii, czy przytłoczeni brakiem rozgrzewającego słońca dalej będziemy się skrywać w domowym zaciszu? By nie trwonić czasu na użalanie się nad sobą, przygotujmy coś smakowitego i pokrzepiającego. Zaprośmy przyjaciół na wspólny, podnoszący na duchu obiad. Jako niewyszukane, acz wyśmienite danie, proponuję kisz, inaczej tradycyjną tartę na słono.

Wykonujemy wszystkie prace mechaniczne. przygotowanie do M.O.T i P.S.V. diagnostyka komputerowa sprzedaż opon, naprawa, wyważanie myjnia samochodowa, mycie M.O.T. czyszczenie wnętrz nowo otwarta lakiernia samochodowa z profesjonalnym doradztwem elektryka samochodowa recovery – pomoc drogowa, holowanie profesjonalne doradztwo przy zakupie samochodu sprzedaż aut złomowanie aut, holowanie na nasz koszt

patelni niezbyt długo, bo i tak znajdzie się z powrotem w piekarniku na co najmniej godzinę. Po ostudzeniu dodajemy roztrzepane jaja, rozkruszony ser i wszystko dokładnie mieszamy. Wykładamy farsz do formy na przygotowany wcześniej spód i pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez około godzinę. I smakowity obiad gotowy! UWAGA: Co większym łasuchom

fast 4

proponuję wierzch tarty posypać przed pieczeniem starym żółtym serem, a smakoszom – parmezanem.

Pierwszy wars ztat samochodow y w Belfaście prowadzony w yłącznie przez Polaków !

Bel

2 piersi kurczaka 2 ząbki czosnku 3 papryki w trzech kolorach 1 spory por 2 jaja 10-15 dag sera włoskiego typu ricotta oliwa do podsmażenia gałązka świeżego tymianku i rozmarynu

wspaniale, i z powodzeniem można wykorzystać go do tego celu wiele razy). Zrumienione ciasto pozostawiamy do wystudzenia i zabieramy się za farsz. Papryki posiekane w kostkę wraz z porem (jego białą częścią) pokrojonym w talarki przysmażamy na oliwie. Dodajemy czosnek – przeciśnięty przez praskę bądź w plasterkach. Do całości dorzucamy kurczaka, również pokrojonego w kostkę, świeżo posiekane zioła, doprawiamy solą. Można dodać nieco chilli dla zmarzniętych. Całość trzymamy na

n

Na farsz:

Fot. H. Kubajczyk

ur

1/2 kg mąki pszennej 1 kostka masła 1 żółtko odrobina wody

Lis b

Na ciasto:

Siekamy mąkę z masłem na blacie bądź stolnicy. Po środku w niewielkie zagłębienie wbijamy żółtko i dodajemy wodę. Po dokładnym zagnieceniu cista w gładką masę, schładzamy je w lodówce. Może ono tam spokojnie leżeć i do dnia następnego, jeżeli narzekamy na brak czasu. Po schłodzeniu ciasto należy rozwałkować na placek grubości ok. 1 cm i wyłożyć nim formę specjalnie przeznaczoną do wypieku tart. Podpiekamy je w temperaturze ok. 170 stopni Celsjusza, aż uzyska przyjemny złocisty kolor. By podczas pieczenia na powierzchni nie porobiły się tzw. „fale Dunaju”, przykrywamy ciasto papierem do wypieków i wsypujemy na wierzch obciążenie (może to być groch, fasola lub specjalne ceramiczne kulki, ale groch spisuje się w tej roli

3

SKŁADNIKI:

NASZ NOWY ADRES:

Tel.: 02890613300, 07789642189, Unit 1, The Cutts, Dunmurry, BT17 9HN


LINKcafé

Nasi specjaliści: ¸ Ginekolog ¸ Pediatra ¸ Lekarz Rodzinny Rejestracja: 078 38 76 77 27

Hasło oraz imię i numer telefonu prosimy przesyłać pod adres: Rozrywka, Link Polska Magazine, 1a Market Place, Carrickfergus BT38 7AW lub info@linkpolska.com

Zwycięzcą losowania lutowej krzyżówki (aforyzm Wiesława Brudzińskiego, Bywa zmiana warty na drobne) została Pani Monika Kulik

Gratulujemy!

Napoleon Bonaparte

1 2 8 9 7 5 7 7 2 9 3 8 5 2 6 1 7 7 6 6 3 2 9 6 8 1 3 9 7 4 1 1 2 9 4 6

Rozwiąż krzyżówkę i wygraj nagrodę niespodziankę!

Cytat miesiąca Bóg także był autorem: jego proza to mężczyzna, jego poezja to kobieta.

Sudoku

Należy wypełnić diagram w taki sposób, aby w każdym wierszu, w każdej kolumnie i w każdym dziewięciopolowym kwadracie 3x3 znalazły się cyfry od 1 do 9. Cyfry w kwadracie oraz kolumnie i wierszu nie mogą się powtarzać.

142 Malone Road, Belfast BT9 5LH E-mail: belfast@polmed.ie

www.polmed.ie

RYSUNEK: DOROTA MAZUR

Dorota Mazur, absolwentka liceum plastycznego w Szczecinie i komunikacji wizualnej Politechniki Koszalińskiej. Pasjonatka rysunku i tańca. Mieszkanka Poznania.

www.linkpolska.com

Marzec 2009 | marzec 2009 | 39


Szkolimy w zakresie kategorii B prawa jazdy

›› Prowadzimy doszkalanie w ww. kategorii prawa jazdy ›› Pomagamy w uzyskaniu tymczasowego prawa jazdy Provisional Driving Licence ›› Szkolenie odbywa się na nowych autach:

Toyota Yaris (silnik diesla) Vauxhall Corsa D (silnik benzynowy) Na tych pojazdach będziecie Państwo zdawali swój egzamin

›› Instruktor z 9-letnim doświadczeniem zawodowym (w tym 1,5 roku na terenie Wielkiej Brytanii)

Adres: 6 London Road, Edynburg Tel.: 0787 216 7106 (język polski), 0131 661 5962 (język angielski)

www.polskiinstruktor.co.uk

Nowo otwarty polski sklep w Belfaście! Szeroki wybór produktów różnych firm

Atrakcyjne ceny!

nabiał, soki, słodycze i wiele innych W naszej kawiarni możesz artykułów spożywczych, gazety, odżywki dla sportowców wypić polską kawę, zjeść polskie ciasto! Ponadto oferujemy przelewy pieniężne od £4.90! Union Western od £4.90!

U nas skorzystasz z Internetu za jedyne £1.50/godzina i zadzwonisz do Polski przez Skype za darmo! Adres: Chcesz wiedzieć więcej? Przyjdź do nas lub skontaktuj się z Mariuszem (informacje w języku polskim)

120 Lisburn Road Belfast BT9 6AH Tel.: 02890681913 E-mail: toto100@wp.pl

Godziny otwarcia: pon. - śr. 9:00 - 21:00 czw. - sob. 9:00 - 21:00 niedziela 11.00-21.00


Sklepy Polonia to jedyne polskie sklepy na terenie Newry i Dungannon!

sklepy

POLONIA

Zapewniamy: * najtańszą na rynku usługę przekazu pieniędzy na konta w Polsce, dzięki współpracy z firmą Easy Send * miłą i fachową obsługę, korzystne ceny * częste dostawy świeżych produktów Adresy sklepów: Newry: 28 Water Street / Dungannon: Market Square

Jeśli miałeś wypadek w Irlandii Płn., Anglii lub Szkocji - nie z Twojej winy

1 6.5 p

on elef Na t onarny j stac lski o do P

on elef Na t órkowy kom lski o do P

p

Z Twojej komórki wyślij sms o treści

HALO

na numer 80556, by otrzymać 5 funtów na rozmowy na numer 84459, by otrzymać 3 funty na rozmowy

text-n-talk.com Full instructions and access numbers will be sent to you by text. Ask bill payer’s permission. Calls charged per minute. Reverse billing service. Calls to 020 number cost mobile standard rate to a landline or may be used as part of inclusive mobile minutes. Calls to mobiles may cost more. A connection charge equal to the rate per minute for the relevant destination is charged on each call. This is an Auto credit service. To stop auto credit text STOP to number you initially text to. Credit lasts 90 days from first use.

Ireland 1p Slovakia 1.8p Czech Republic 2p Lithuania 5p

SZKOŁA JĘZYKA ANGIELSKIEGO “EFECT” Angielski 4 razy szybciej! CENISZ SWÓJ CZAS? PRZYJDŹ DO NAS

• • • • •

Metoda Metoda CallanaCallana

SZYBKIE EFEKTY GWARANCJA SUKCESU MAŁE GRUPY (DO 10 OSÓB) LEKCJE PRÓBNE BRAK ZADAŃ DOMOWYCH

WWW.EFECT.CO.UK email:info@efect.co.uk tel: 07521988954 Ravenhill Business Park Ravenhill Road, Belfast


I K Ł Y S E PRZ Przesyłki Polska-Irlandia Północna-Szkocja-Anglia i z powrotem Przeprowadzki Transport samochodów Zakupy w Polsce, tanio

ù Kosmetyka twarzy - wszystkie zabiegi

ù

PACK-MAN 07840478134 tel.: lub 07873145750

ù ù ù ù ù ù

oxygen microdermabrazja masaż Pielęgnacja dłoni i stóp manicure pedicure Tipsy żelowe (LCN) Depilacja ciepłym woskiem Bezpieczne opalanie (St.Tropez) Przedłużanie rzęs (Lash Perfect) Henna Zabiegi odmładzające (Botoks)

4 Stamford Road, Bowdon, Greater Manchester WA14 2JU

Tel: 0161 941 4488 | Mob: 0770 910 3000

Regularny transport przesyłek Polska-Irlandia Północna-Polska

Poczuj się pewnie na brytyjskich drogach!

Testy na prawo jazdy na wszystkie kategorie oraz brytyjski kodeks drogowy w języku polskim. Profesjonalne i kompletne.

oferujemy:

bardzo atrakcyjne ceny ubezpieczone przesyłki kompleksową obsługę From DOOR TO DOOR obsługę klientów indywidualnych usługę „zamów kuriera on-line”

Bezpłatne doradztwo odnośnie uzyskania prawa jazdy w Wielkiej Brytanii!

www.emano.co.uk

www.islandexpress.eu

IslandExpress s.c.

tel.kom. +48 515 280 526 tel.kom. +48 515 280 527 tel.

+48 76 856 50 54

biuro@emano.co.uk

07871 410 164

TATUAŻ ARTYSTYCZNY! Zapraszamy do Polskiego Sklepu Chatka Oferujemy: świeże pieczywo każdego dnia, swojskie kiełbasy, szeroki asortyment innych produktów spożywczych, prasę, książki, przesyłki pieniężne, wysyłki paczek do Polski. Zapewniamy miłą i fachową obsługę U nas poczujesz się jak u siebie!

Unit 3, 36-38 Barrack Street, Armagh BT60 1AB

Quality Clothing Alterations 499 Antrim Road, Belfast

LINK POLSKA Zamieść reklamę modułową!

Aneta Patriak Tel.: +44 7787588140 E-mail: aneta@linkpolska.com

Zatrudnimy od zaraz doświadczoną szwaczkę do przeróbek odzieży w sklepie

Wymagana znajomość języka angielskiego w stopniu podstawowym Zapewniamy szkolenie Wynagrodzenie do negocjacji (zależne od doświadczenia)

Kontakt: Deborah Kennedy Tel.: 02890778739 lub 07523976308 E-mail: deborahkennedy69@hotmail.co.uk

Stuprocentowy profesjonalizm gwarantowany 17-letnim doświadczeniem. Oferuję szeroki wybór wzorów oraz realizację własnych projektów. Poprawki tatuaży i wykonywanie portretów na skórze. Atrakcyjne ceny! Robert, tel.: 07842670086, Belfast i okolice

TRANSPORT Przesyłki kurierskie, transport samochodów, motorów i quadów

Irlandia Północna i Republika Irlandii

POLSKA

Tel.: 07599706767 07599706766


210x148_TTV_LINK POLSKA_3897_polPage 1 22/07/2008 13:09:52

BEZ NOWEJ KARTY SIM

BEZ UKRYTYCH OPLAT

:\ELHU] C

M

Y

CM

MY

CY

CMY

K



& 1 po £5 kredytu T-Talk. Nastêpnie wybierz numer docelowy i #. Poczekaj na po³šczenie. Do³aduj T-Talk z komórki wybierz Do³aduj T-Talk przez internet** 0208 497 3897 & 1 po £5 kredytu. na www.auracall.com/glosik

Polska

2p/min

1.6p/min

Polska

7p/min

5.5p/min

SĂĄowacja 2p/min

1.6p/min

Czechy

1p/min

0.8p/min

USA

1p/min

0.8p/min

www.auracall.com/glosik

Do 27% extra kredytu ZA DARMO jeĤli do³adujesz konto przez INTERNET

Infolinia: 020 8497 4698

Tanie Rozmowy!

*T&C’s: Ask bill payer’s permission. Calls charged per minute. Charges apply from the moment of connection. Calls to the 020 number cost mobile standard rate to a landline or may be used as part of bundled minutes. Calls made to mobiles may cost more. Connection fee varies between 1.5p & 15p. Text AUTOOFF to 81616 (std SMS rate) to stop auto-top-up when credit is low. **Pence a minute quoted are based on extra credit gained from £20 minimum top-up online & on first call. This service is provided by Auracall Ltd. Agents required, please call 084 4545 3788.

u m o d o d Ĺ„ o w Dz

do Polski

o

z tel. stacjonarneg

2 p/min juĹź od

Po prostu wybierz 084 4831 3897

następnie wybierz numer docelowy Polska Niemcy Słowacja Irlandia

tel. komĂłrkowy tel. stacjonarny tel. stacjonarny tel. stacjonarny

Infolinia: 087 0041 3897

7p/min - 087 1412 3897 2p/min - 084 4831 3897 3p/min - 084 4988 3897 3p/min - 084 4988 3897

www.auracall.com/link

To proste‌ Spróbuj teraz!

T&C’s: Ask bill payer’s permission. All prices are per minute & include VAT. Calls billed per minute. Charges apply from the moment of connection. Calls made to mobiles may cost more. Minimum call charge 5p by BT. Cost of calls from non BT operators & mobiles may vary. Check with your operator. This service is provided by Auracall Ltd. Agents required, please call 084 4545 3788.


Fotokasty - krótkie formy multimedialne łączące reportaż fotograficzny i dźwiękowy

Link Polska Magazine 03/2009  

Monthly glossy magazine for Polish community. Life style, art, photography.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you