Page 1

light magazine 05

#5

1


Redakcja Nr 02/2017 (5) 24 kwietnia 2017

WYDAWCA Szymon Piotrowski

ul. Czajki 6

05–126 Nieporęt kontakt@lightmagazine.pl lightmagazine.pl

REDAKTOR NACZELNY Szymon Piotrowski sz.piotrowski@lightmagazine.pl

REDAKTOR PROWADZĄCY Adam Lach a.lach@lightmagazine.pl

REDAKTORZY Alicja Koczaska, Radosław Madajczak, Daniel Marcinkowski, Szymon Piotrkowski, Julia Przejczowska, Hubert Wyrzykowski PROJEKT GRAFICZNY i SKŁAD Julia Oziemczuk facebook.com/oeame behance.com/oziemczuk

light magazine 05 05

22


Słowem wstępu

Cześć! Minęło ponad trzy i pół miesiąca, odkąd miałem okazję witać Was w nowym numerze. Wybaczcie, tak wyszło – ostatnimi czasy nasze życia mocno się pokomplikowały i musieliśmy pójść na pewne ustępstwa – jednym z nich było właśnie przesunięcie premiery numeru 02/2017 na 24 kwietnia. Kolejnym – obszerność tego numeru. Raz jeszcze muszę Was poprosić o wybaczenie, tym razem jest nas tu naprawdę niewiele. Niestety nasz czas nie jest z gumy, pracujemy, uczymy się, a ostatni okres wymógł na nas zaangażowanie w inne sfery życia nieco bardziej, zmuszając nas do ograniczenia zaangażowania w Light Magazine. W największej części to moja wina – za to Was więc przepraszam. Na usprawiedliwienie powiem, że wychodzimy już na prostą. Co jednak znajdziecie w tym mniejszym, ale wciąż ciekawym numerze? Julia napisała o tym, po co komu rewatching. Ala po raz drugi opisała kilka albumów pod szyldem „BESTUNES”. Daniel napisał o tym, że nawyków się nie pozbywa, a je zmienia. Również w dziale „Społeczeństwo” znajdziecie relację Huberta z tego, jak to poszedł na piwo – co było dalej, o tym w tekście. Radek w „Technologii” opisał dla Was słuchawki Kruger&Matz Soul 2 Wireless, ja natomiast zostałem obok naszych kochanych pań w „Kulturze” i zająłem się tam dwoma filmami: opisałem swoje niezbyt pozytywne wrażenia z mających już kilka miesięcy, głośnych „Wszystkich nieprzespanych nocy” oraz – przedpremierowo – zrecenzowałem „Jutro będziemy szczęśliwi”. Zanim zaproszę Was do lektury, chciałbym Wam jeszcze podziękować – albowiem numer ten, jakkolwiek rozjechały się już terminy, wypada jako numer rocznicowy. Pisałem już o tym w notce, w której ogłosiłem też przesunięcie wydania, jednak chciałem raz jeszcze powiedzieć, iż bez Was, bez czytelników, Light Magazine by nie istniał – stąd ogromne love dla Was, dziękuję bardzo w imieniu swoim i redakcji. A teraz już nie przedłużam – i zapraszam do lektury!

Szymon Piotrowski

light magazine 05 05

3 3


KULTURA

Spis treści Jutro będziemy szczęśliwi - recenzja ........................

5

Szymon Piotrowski

O rewatchingu, czyli po co to komu ............................... 9 Julia Przejczowska

Wszystkie (nie)przespane noce ......................................... 13 Szymon Piotrowski

BESTUNES .................................................................................... 18

SPOŁECZEŃSTWO

TECHNOLOGIA

Alicja Koczaska

Kruger&Matz Soul 2 Wireless - recenzja ........... 24 Radosław Madajczak

Nawyki się zmienia ........................................................... 28 Daniel Marcinkowski

Poszedłem na piwo ........................................................... 31 Hubert Wyrzykowski

light magazine 05 05

4 4


kultura

Szymon Piotrowski

, Jutro bedziemy , , szczesliwi recenzja

light magazine 05

5


kultura Beztroskie życie Samuela na Francuskiej

Nic wielkiego – ale w tym jego siła właśnie, napisałem przy ocenie

Jutro będziemy szczęśliwi na Filmwebie. Gdybym miał podsumować ten film w kilku słowach, tak właśnie bym to zrobił, ponieważ rzeczywiście nie jest to film wielki, podniosły, patetyczny – w zamian jest po prostu poruszający i autentyczny.

Riwierze wywraca do góry nogami pojawienie się jednej z jego dawnych kochanek, która zostawia pod jego opieką dziecko, którego ojcem rzekomo jest Sam, po czym znika. Podążając za nią, bohater i jego domniemana córka trafiają do Londynu, gdzie niefortunny – czy aby na pewno? – zbieg okoliczności sprawia, że zamieszkują na stałe. Mija ponad osiem lat. Sam z lekkoducha zmienił się we wspaniałego, kochającego ojca. W wychowywaniu Glorii pomógł mu także Bernie, który uratował ich od pozostania na bruku, gdy zmuszeni byli pozostać w Londynie, a teraz stał się najlepszym przyjacielem Samuela i drugim ojcem dla jego córki. Cała

Często w kinie szukamy wielkich historii wielkich ludzi. Nic w tym złego – rzecz jasna – nie ma, czy jednak nie skupiamy się na tym za bardzo?

sytuacja raz jeszcze zmienia się, gdy Kristin, matka Glorii, po ponad ośmiu latach bez dania znaku życia, ma pojawić się w Londynie.

Czy nie warto nieco więcej czasu

Owa zmienność jest zresztą sporą zaletą fil-

i uwagi poświęcić drobnym, prostym,

mu – gdy tylko wydaje się, że już się poznało

przyziemnym historiom? Przejmują-

jego konwencję i niespecjalnie będzie w sta-

co autentycznym, poruszającym, bli-

nie już zaskoczyć, on z tej konwencji ucieka.

skim nam historiom ludzi zwykłych

Co ważne jednak, Gélin nie gubi się w tych

i ich problemów? Historiom auten-

ucieczkach, ma nad swoim dziełem kontro-

tycznym po prostu? Wybitny Man-

lę i przez to nie gubi autentyzmu czy też nie

chester by the Sea pokazał ostatnio,

daje widzowi odczuć, jakoby coś na ekranie

że takie podejście może zaowoco-

działo się „na siłę”. Mimo iż zdecydowanie

wać niesamowitym efektem. Z dru-

nie wszystkie sytuacje w filmie są całkowicie

giej strony jednak opisywane przeze

przyziemne i codzienne, właśnie wspomnia-

mnie w tym numerze „Wszystkie nie-

ny autentyzm sprawia, że Jutro będziemy

przespane noce” trochę chciały takie

szczęśliwi tak doskonale dotyka tam, gdzie

być, trochę nie chciały i z impetem

to najbardziej porusza. Nie chcę zdradzać

roztrzaskały się o tę koncepcję. Zgo-

zbyt wiele, nie dajcie się jednak zwieść wra-

ła inaczej, na szczęście, sytuacja się

żeniu, że to lekka i zabawna historyjka. No

ma w przypadku nowego filmu Hugo

nie. Bywa zabawnie, ale nie to jest główną

Gélina, Jutro będziemy szczęśliwi.

osią filmu. Nie jest to jednak też film dołujący jak wspomniany Manchester by the Sea

light magazine 05

6


kultura – mimo trudnych problemów, o

jakich

miejsce

opowiada, na

jest

sporą

tu

dozę

optymizmu, to nią zresztą Jutro

będziemy szczęśliwi w dużej mierze stoi. W tych kategoriach też warto go rozpatrywać – to wspaniałe dzieło w charakterze czegoś, co ma usiąść obok widza na kanapie, napić się z nim piwa i

wiesz,

powiedzieć:

stary,

życie jest trudne, różnie się w nim dzieje i czasem bywa naprawdę do bani, ale ogólnie jest dobre i fajnie jest żyć. Przy okazji

daje

sugestię,

nam

delikatną

w

większości

że

sytuacji mamy się z czego cieszyć, nawet jeśli tego nie widzimy – ot, choćby z [UWAGA – potencjalny spoiler] braku chorób u siebie i najbliższych [KONIEC

SPOILERA].

będziemy

szczęśliwi

raczej

pozytywny,

Jutro to

film nie

przytłaczający tą pozytywnością jednak

nie

wciska

Omar Sy po Nietykalnych już nie zaskakuje, wciąż jednak bardzo przyjemnie się go ogląda, wypada w swojej roli bardzo dobrze. Podobnie jak reszta obsady – do nikogo nie mogę się przyczepić. Każdy robi swoje, nikt się specjalnie nie wybija, ale nikt nie gra też fatalnie, mamy więc kolejne pole, na którym film Gélina okazuje się być bardzo porządnym. Zdjęcia, muzyka, montaż – wszystko to również nie kole w żaden sposób w oczy/uszy, stoi na bardzo dobrym poziomie, choć nie wyróżnia się w żaden sposób. Jutro

będziemy szczęśliwi to zatem film bardzo, bardzo przyzwoity – na każdym polu.

nam

optymizmu na siłę, nie próbuje wmówić, że wszystko jest zawsze kolorowe, a zło i problemy sobie wymyślamy.

Nie;

francuski

obraz nie ucieka od trudnych tematów, mierzy się z nimi, pokazuje widzowi, że bywają w życiu fatalne sytuacje, nawet gdy się na nie kompletnie nie zasłużyło, stara się jednak też pokazać, iż zawsze mamy dwie strony medalu – tak tę dobrą, jak i tę złą.

light magazine 05

7


kultura Czy warto się na obraz Gélina wybrać? To zależy. Nie stracicie bardzo mocno, jeśli Was on ominie teraz, a obejrzycie go w telewizji/na VOD za kilka(naście) miesięcy. Jeśli jednak macie ochotę na odrobinę relaksu w weekend przy poruszającym i wartościowym, a jednak dość luźnym kinie, weźcie dziewczynę/chłopaka/rodzinę/ znajomych i pójdźcie do kina, gdy tylko będziecie mieli okazję. Pieniądze wydane na bilety z pewnością nie będą pieniędzmi zmarnowanymi, to samo powiedzieć mogę o czasie spędzonym przed ekranem. W przeciwieństwie do drugiego opisywanego prze ze mnie w tym wydaniu filmu, ten zdecydowanie polecam.

Jak wspomniałem, Jutro będziemy szczęśliwi to film bardzo porządny na wielu poziomach. Wypływa z tego więc wniosek, iż jest to film najzwyczajniej w świecie dobry – ni mniej, ni więcej. W rzeczy samej tak właśnie jest, odpowiadałoby to jednak ocenie w okolicach siódemki zapewne (zwłaszcza sugerując się podziałką Filmwebu, na którym, jak wspominałem, oceniam wszystkie filmy). Mając jednak na uwadze tak wielki autentyzm i zajęcie się stosunkowo prostą historią, miast poszukiwania czegoś wielkiego i przesadnie podniosłego, a przy tym niepopadanie w skrajności, z czystym sumieniem wystawiam nowemu filmowi Gélina 8/10 i raz jeszcze polecam, bo zdecydowanie warto się z tym dziełem zapoznać.

OCENA: 8/10 Za możliwość udziału w pokazie prasowym bardzo dziękujemy Monolith Films. Film zadebiutuje w polskich kinach 19 maja 2017 roku.

light magazine 05

8


kultura

Julia Przejczkowska

O rewatchingu, czyli po co to komu

light magazine 05

9


kultura nas ma pamięć idealną.

Przed maturą trzeba zrobić wiele

W momencie gdy wycho-

rzeczy. Przy tak oczywistych

dzi nowy sezon serialu,

rzeczach do odhaczenia jak

którego początkowe epi-

posprzątanie pokoju i pozamiatanie

zody oglądaliśmy na bie-

pustyni znajdzie się również jeden

żąco, możemy już kom-

sensowniejszy punkt:

pletnie nie pamiętać co

Zrobić rewatch ulubionego filmu/serialu.

się w ogóle działo w tym serialu. I o ile przy sitco-

A że nie byłabym sobą, gdybym

mach i jakichś prostszych

trochę nie przesadziła,

historiach nie ma to aż

to w ostatnim czasie zrobiłam

tak wielkiego znaczenia,

rewatch nie jednego, ale dwóch

to przy bardziej skom-

seriali. I zdecydowanie za dużej ilości

plikowanych fabularnie

filmów. Wiele osób zapytanych

serialach

o sens ponownego oglądania czegoś,

(a

ustalmy

to – teraz takich jest na

co już się widziało, stwierdzi, że to

pęczki) z łatwością damy

marnotrawstwo czasu i w gruncie

Dla przypomnienia sobie

Ustalmy coś – nie każdy z

radę się pogubić, przez

rzeczy zajęcie tylko dla ludzi

co odbierzemy sobie ra-

wybitnie nudnych.

dość z oglądania produkcji. Zamiast cieszyć

Jest

też

opozycyjna

(OSTRZEŻENIE: W tym

grupa, do której ja zde-

tekście

cydowanie należę. Są

mnóstwo

to ludzie pełni odwa-

dzi w nawiasach. Nie

gi, skrupulatności i za-

są one spoilerami, tyl-

sad moralnych... do-

ko rozmową redaktorki

bra może przesadzam,

z samą sobą. Czytanie

ale zdecydowanie nie

ich nie jest konieczne,

można nam odmówić

ale zdecydowanie po-

jednego – da się zna-

maga zrozumieć sto-

leźć

sunek autorki tekstu do

mnóstwo

logiki

w rewatchu, bo powodów żeby to robić jest mnóstwo, poniżej parę z nich.

light magazine 05

znajduje

się

wypowie-

opisywanych rzeczy.)

się z odkrywania kolejnych wydarzeń, to przez parę pierwszych odcinków będziemy się starali za wszelką cenę przypomnieć sobie, o co w tym wszystkim chodziło. Tym sposobem pierwszy sezon Gry o Tron obejrzałam już dobre 4 razy. Otóż moją coroczną tradycją, jest powtórzenie sobie wszystkich poprzednich epizodów przez wyjściem nowych. Z roku na rok

10


kultura to zadanie staje się coraz

Dlatego jeśli macie grupę znajomych, którzy oglądają ten

bardziej karkołomne, ale

sam serial co wy, to warto umówić się na rewatch. War-

jeśli nie macie co robić po

to obejrzeć chociaż ostatni sezon (bo naprawdę trudno

nocach (no bo przecież

znaleźć ludzi chcących zobaczyć całą produkcją od sa-

prawdziwy serialomaniak

mego początku) i zarwać jedną nockę. To oczywiste, że

nie sypia, tylko drzemie po

jest to jedynie odświeżenie znanej nam już historii, więc

parę godzin dziennie), to

nie trzeba skupiać się w 100% na fabule. Dlatego dopusz-

polecam z całego serca to

czalne są przy takim maratonie inne trunki niż herbata/

rozwiązanie. Dlaczego?

kawa.

Bo kiedy ma premierę nowa seria, to jesteśmy już wciągnięci w klimat danej produkcji. Będę dalej trzymała się przykładu ekrani-

Dla przyjemności

zacji powieści Martina, bo uważam, że bardzo łatwo

Może nie każdy, ale wielu fanów seriali ma swoje ulubio-

na niej to wytłumaczyć. Przy

ne epizody swoich ulubionych (lub nie) produkcji. Nie-

takiej ilości postaci, zależ-

koniecznie muszą to być stand-alone’y, choć przy nich

ności, kombinowania itd.

sprawa jest prostsza. Ale nie o tym chciałam przecież

i rocznej (w tym roku pra-

pisać. Chodzi o to, że chyba nie znam lepszego sposobu

wie 1,5 rocznej) przerwie

na poprawienie sobie humoru, niż odpalenie jakiegoś ze

łatwo się wybić z klima-

znanych mi prawie na pamięć odcinków z Doctora Who,

tu tego uniwersum. Jas-

How I Met Your Mother lub The Big Bang Theory (swoją

ne, są osoby, które z ra-

drogą muszę kiedyś zrobić listę ulubionych historii właś-

dością będą na bieżąco

nie z Doktorka). Obejrzenie Vincent and The Doctor lub

przypominały sobie kolej-

Tego-odcinka-gdzie-jest-Mike-Tyson z HIMYM nie może

ne problemy występujące

mnie nie pocieszyć. Dobrze czasem wrócić do czegoś, co

pomiędzy bohaterami. Je-

kiedyś nas poruszyło. Dzięki temu można sprawdzić, jakie

śli jednak tak jak ja oglą-

emocje będzie w nas wywoływało teraz oraz po prostu

dacie nawet po paręna-

rozkoszować się jeszcze raz tym, co dał nam za pierw-

ście seriali jednocześnie, to

szym razem dany odcinek.

o wiele trudniej będzie wam wbić się w nowe od-

Przy okazji tego podpunktu daję wam małego protipa:

cinki.

Jeśli macie tak beznadziejną pamięć jak ja, jest szansa, że podczas takiego rewatchu jeszcze zaskoczy was zaskoczenie (sprawdzone info).

light magazine 05

11


kultura

Żeby wyłapać nowe smaczki/szczegóły

Przyznam się bez bicia, że nie wszystkie seriale oglądam

skupiona

na

nich

w 100%. Tu komuś będę odpisywała, tam będę jad-

By wciągnąć kogoś w swój ulubiony serial

ła kiwi (a jedzenie kiwi jest naprawdę

bardzo

uwa-

gożernym zajęciem). Tym

Dzielenie z bliską osobą ulubionego serialu

sposobem łatwo mogę mi

to cudowna sprawa. Niestety nie wszystkich

umknąć smaczki z takie-

łatwo jest przekonać do rozpoczęcia jakiejś

go Westworld, co sprawia,

produkcji na własną rękę. Dlatego polecam

że mam kolejny powód, by

po prostu odpalić kiedyś pierwszy odcinek

obejrzeć jakąś produkcję

jakiejś serii i istnieje spora szansa, że ta

ponownie. Dodatkowo, jeśli

druga osoba połknie bakcyla. Dzięki temu wy

jakaś seria jest dość chao-

możecie obejrzeć bezkarnie drugi raz całość

tyczna/skomplikowana, to

i tłumaczyć się tym, że chcecie mieć

rewatch pomaga w ujarz-

możliwość na bieżąco wyjaśniać wszystkie

mieniu fabuły i poukładaniu

nieścisłości współoglądaczowi (tak, lubię

sobie wszystkiego w głowie.

wymyślać nowe słowa). Przy okazji znajdziecie

Zdecydowanie polecam to,

nowe powody do kłótni, jeśli okaże się, że

jeśli oglądacie coś bez na-

kibicujecie innym bohaterom albo nowy

pisów lub z angielskimi na-

sposób spędzania poranków.

pisami, bo wtedy jeszcze łatwiej czegoś nie wyłapać za

Jak widzicie rewatche mają mnóstwo korzyści.

pierwszym razem. Nie oszu-

Mimo to rozumiem doskonale osoby, które nie

kujmy się – nie zawsze uda

obejrzą drugi raz jakiegoś serialu, bo nie i tyle.

nam się zrozumieć wszystko

Każdy ma swój własny sposób pochłaniania

albo skupiając się na zro-

kultury. Mój jest taki, że lubię przypominać

zumieniu sensu wypowie-

sobie od czasu ulubione odcinki/sceny.

dzi nie odkryjemy jakichś

Dla mnie ma to dużo znaczenie, a dla innych

easter eggów.

ogromnie ważne jest to, że zobaczą coś raz i na tym poprzestaną.

Dodatkowo są seriale, których zakończenia ryją ba-

I to jest świetne w kulturze – każdy konsumuje

nię do tego stopnia, że

ją na swój sposób, ale to nie oznacza, że nie

trzeba je obejrzeć ich za-

można czasem wyjść ze swojej kulturowej

kończenie dwa razy (patrz

strefy komfortu.

– The OA).

light magazine 05

12


kultura

light magazine 05

Szymon Piotrowski

13


kultura

Podobno jeśli zgromadzić wszystkie czynności życia i przeżywać je ciągiem, uprawianie seksu zajęłoby jakieś siedem miesięcy. Cztery miesiące żałowania podjętych wcześniej decyzji. Siedemset dni udawania kogoś, kim się tak naprawdę nie jest. Nuda – dwa lata. […]

Moim głównym dylematem ostatnich dni jest – czy

z nieba spadł mi pokaz Wszyst-

wypowiadając te słowa, Krzysiek sto minut ogląda-

kich nieprzespanych… w Elek-

nia Wszystkich nieprzespanych nocy celowo uznał

troniku, w ramach programu

za zawarte w tych dwóch latach, czy o zdaniu „skraj-

Kultura Dostępna. Po sean-

ne rozczarowanie – najbliższe sto minut i czas spę-

sie miało się odbyć spotkanie

dzony na analizowaniu ich później” zwyczajnie za-

z Michałem Huszczą, odtwór-

pomniał. Zapomnieć o sobie jednak mimo wszystko

cą jednej z głównych ról. Da-

nie pozwala film Michała Marczaka – a szkoda, bo

łem się namówić dziewczy-

zastanawiam się, czy nie lepiej by było go nie pa-

nie, poszliśmy. Może nawet

miętać.

lepiej, że nie widziałem go po

Nie będę ukrywał – czekałem na ten film. Gdy wszedł do polskich kin, tak się złożyło, że nie mogłem się do jednego z nich wybrać i swoich oczekiwań skonfrontować z rzeczywistością. Pojawiło się trochę krytycznych głosów, ale je zignorowałem; staram się zresztą nie czytać/oglądać zbyt wielu recenzji przed obejrzeniem danego filmu, żeby móc podejść do tematu ze świeżą głową, ewentualnie spisać własne wrażenia, wtedy dopiero zaś rzucić okiem na to, co o danym dziele myślą inni. Niczym

prostu w kinie, zwykły seans nie byłby przecież wzbogacony o spotkanie z kimś ten film tworzącym, które pomogło zdecydowanie ukształtować sobie w głowie pełny jego obraz. I cóż, przykro mi to mówić, ale bynajmniej nie jest to obraz pozytywny. Nie pamiętam, który film był dla mnie tak wielkim rozczarowaniem. Może wobec tego miałem złe oczekiwania – nie wykluczam takiej możliwości. Może gdybym oczekiwał chaotycznego dokumentu, który z jednej strony chce zbudować swoje postacie, z drugiej chce się trzymać dokumentalnej formy, może gdybym zatkał uszy i nie słuchał bohaterów,

light magazine 05

14


kultura w tym zresztą tak istotnych, z fali takiej jak choćby

Hardkor Disko Skoniecznego (może problemem codziennym nie jest morderstwo, nie było ono jednak jedynym tematem tam poruszanym przecież). Miał być autentyczny. Miał. To wszystko legło w gruzach.

Wszystkie obserwował

tylko

Warszawę

i

impre-

zy

artystycznej

my,

może

bohe-

gdybym

się

w trakcie przespał i wyniósł z niego tyle, ile wyniosłem z wspaniałego zwiastuna, może w końcu gdybym wyszedł z sali tuż po projekcji i nigdy Michała Huszczy nie słuchał – może wtedy bym rozpatrywał Wszystkie nie-

przespane noce w kategoriach bardziej pozytywnych. Cóż, przepraszam, ale skupiłem uwagę i na filmie, i na odpowiedziach aktora (czy jakkolwiek go nazwać – bo nie jest on aktorem z zawodu). To nie jest tak, że ten film to

porażka

froncie.

na

każdym

Bynajmniej.

rzeczy, które się udały – choćby niekonwencjonalne podejście do dokumentu, gdy

spojrzeć

strony

(za

nań co

z

tej

zresztą

light magazine 05

nieprzespa-

ne noce nie są ani trochę Wszystkie

nieprzespane…

autentyczne, problemy są

na

muskane, a nie poruszane,

Sundance). Czy Warszawa,

a całość tworzy taką pap-

która

tu

kę, że w zasadzie powinna

prześlicznie, cudownie jest

opowiadać o gimnazjali-

podążać wraz z kamerą

stach, którzy dodają swo-

i naszymi bohaterami po

jemu życiu i rozmowom

ulicach, po których chodzimy

pseudogłębi, tak napraw-

na co dzień, tęsknić do

dę jednak snują się po im-

letniej stolicy i jej nocy,

prezach i myślą, że jak sią-

poranków. Trzeba to zaliczyć

dą przy oknie z papierosem,

z pewnością na plus. Na

obok będzie leżał Proust,

tym jednak – niestety –

a

pozytywy się kończą.

o czymś innym niż mecze

dostały

nagrodę jest

ukazana

Ten film miał być głęboki.

Miał

poruszać

prob-

lemy zagubionych w życiu dwudziestokilkulatków, miał opierać się na ich szczerych

rozmowach

o życiu po kilku kolejkach, o próbowaniu znalezienia sobie miejsca, miłości. Miał byś filmem z fali tak po-

oni

pogadają

chwilę

w Counter Strike’u, to będą dorośli. W tych scenach, w tych chwilach, które łapał reżyser – tam wszędzie był potencjał. To wszystko mogło być naprawdę dobre. Z kilku powodów jednak jest beznadziejne i niestety nic nie jest w stanie tego zmienić.

trzebnej, filmem o sprawach prostych,

przyziemnych,

a jednak nieporuszanych, omijanych niczym Tabu,

15


kultura Sceny głębokich rozmów mają nadać samym bohaterom nieco głębi, pozwolić nam ich poznać. Sęk w tym, że po zwiastunie oczekiwałem, iż będą one sednem tego filmu, a są zapełniaczem czasu. Gdy się zastanowić, można dojść do wniosku, że Wszyst-

kie

nieprzespane…

zlepką

różnych

są ta-

nak

mogą

być

przy-

tyczne w kontekście po-

kich zapełniaczy, cha-

najmniej

autentyczne.

kolenia, bo jeśli to właśnie

otycznie

miotają

się

Te tutaj były puste, kosz-

sobą reprezentujemy, na-

między

dokumentem

marnie, odrażająco wręcz

prawdę nie nadajemy się

a filmem fabularnym –

puste. Nic z nich nie wy-

do niczego i niewiele nas

w rezultacie nie będąc

nikało, były zresztą też

czeka. Śmiem jednak wąt-

ani jednym, ani drugim.

o niczym. Głęboki jak ły-

pić. Po ludziach zgłębiają-

Cały seans biłem się

żeczka

napisała

cych sztukę spodziewałem

z myślami – czy ci ludzie

jedna z moich znajomych

się dojrzałości dużo więk-

naprawdę są tak choler-

na Filmwebie przy ocenie

szej od mojej własnej czy lu-

nie niedojrzali, czy tylko

tego filmu i lepiej tego nie

dzi wokół mnie, tymczasem

tak grają? Po spotkaniu

umiem wyrazić. To wszyst-

w każdej jednej wieczor-

z

Huszczą

ko brzmiało tak okropnie

nej dyskusji na Telegramie

skłaniam się jednak ku

sztucznie, że ciężko było

z przyjaciółmi (gdzie z wia-

tej pierwszej opcji, co tym

uwierzyć,

ludzie

domych względów jeste-

bardziej smuci.

w tym wieku, z takiego śro-

śmy ze sztuką czy filozofią

dowiska,

reprezentowali

obyci o wiele mniej) znaj-

sobą tak mało. Podkreśla-

duję sporo więcej głębi niż w

ne jest jednak na każdym

całym filmie Michała Mar-

kroku, że to nie było reży-

czaka.

Michałem

Krzysiek i Michał są studentami ASP – po tym artystycznym

przecież

środowisku spodziewałbym się czegoś więcej. Ja rozumiem,

że

rozmo-

wy filozoficzne w wieku dwudziestu kilku lat nie mogą

być

niebywa-

le mądre i głębokie ze

wody,

jakoby

serowane, a po prostu nagrywane – w takim wypadku mogło być autentyczne w kontekście bohaterów (czego im bardzo współczuję).

Podczas spotkania z Michałem sporo

Huszczą pytań,

ze

padło znacz-

nej większości jednak całkowicie się on wykręcał, schodził

na

całkowicie

względu na brak wie-

W żadnym wypadku nie

inne tory, zupełnie jak-

dzy

może być jednak auten-

by był oderwany od rze-

uczestników,

light magazine 05

jed-

16


kultura czywistości. Ktoś zadał jednak pytanie o ilość rze-

nic. Jeśli tak właśnie wygląda

czonych rozmów, których, jak wspomniałem, było

to „artystyczne” środowisko, lubi

w filmie zaskakująco mało i na nie akurat wyjąt-

mówić o sobie jako o dojrzal-

kowo pytany odpowiedział. Jego wytłumacze-

szym i lepszym od całej reszty,

nie było jednak swoistym gwoździem do trumny

w rzeczywistości jednak jest pu-

oso-

ste i nadęte, nie dziwi mnie po-

by głęboko obyte ze sztuką, filozofią, ze wzglę-

wszechny brak poważania, ja-

du

kim się cieszy.

uznał na

bowiem

siebie

przynależność

i do

Krzyśka

za

środowiska

ASP

i powiedział, że mieli przy tworzeniu filmu obawy, iż tych rozmów było za dużo, bo nie każdy przecież ma tę wiedzę co oni. Nie użył tych słów, sens jego wypowiedzi był jednak jasny – uważał (czy też uważali, bo nie mówił tylko o sobie), że dla widzów to, o czym rozmawiali, było(by) niezrozumiałe, słowem – że byliśmy na to za głupi. Fakt faktem – niezrozumiałe to było. Nie ze względu na poczucie braku odpowiedniej wiedzy jednak, a na skrajne zaskoczenie tym, jak bardzo puste to wszystko było. Obawiali się zbyt dużej głębi, tymczasem nie było tam głębi wcale, to było puste, a oni sami wypadli jak banda niedojrzałych gimnazjalistów, którzy aspirują do bycia czymś więcej, niespecjalnie im to jednak wychodzi. Gdybym cofnął się o kilka lat w rozwoju i życiowych doświadczeniach, może by mnie to trochę ruszyło. W obecnej sytuacji jednak, gdy ma to być film o de facto moim pokoleniu, jestem koszmarnie rozczarowany.

Jestem

głęboko

nieprzespanymi

Wszystkimi nocami

rozczarowany. Nie ma w tym filmie nic wartościowego, jest wydmuszką. Plusy, o których wspomniałem,

stanowczo

niewystarczające, żeby go ratować. Konwencji, którą zaliczyłem jako plus (którym w kontekście całości jednak jest), obiektywnie też brakuje sporo do ideału,

Manchester by the Sea pokazał nam ostatnio, że można umiejętnie operować chaosem i ze zdezorientowania widza uczynić ogromny atut, tu tego jednak brak. Gdybym miał oceniać film Michała Marczaka w kategoriach dokumentu, dałbym mu 5.

Okej, były momenty, w których Krzysiek wypa-

W kategoriach „portretu pokole-

dał autentycznie i sprawiał wrażenie, jakby mógł

nia” i filmu o problemach nęka-

mieć coś ciekawego i dojrzalszego do powiedzenia.

jących ludzi z przedziału 18-24 to

Problem w tym, że były to tylko momenty i tylko

dla mnie 3. Średnia to 4, tyle też

u Krzyśka, cała reszta bohaterów wydawała się być

Wszystkim nieprzespanym no-

kompletnie pusta, a i sam Krzysiek nie miał okazji

com wystawiam. Można obejrzeć,

wykazać się głębią większą niż wspomniana łyżecz-

żeby się przekonać na własnej

ka wody, bo moment się kończył, a on nie mówił już

skórze, jak nieudany to projekt. Można też jednak np. wziąć znajomych, pójść się napić, posnuć

OCENA: 4/10 light magazine 05

się po Warszawie, pogadać i „zrobić” sobie w ten sposób „Wszystkie nieprzespane…” – tylko lepiej.

17


kultura

Alicja Koczaska

BESTUNES

light magazine 05

18


kultura

Peter Silberman Impermanence Peter Silberman to frontman zespołu The Antlers, który rozpoczął niedawno solową karierę. Sam zespół poznałam dzięki Discover Weekly, które podrzuciło mi i chyba każdej osobie, której playlistę obserwuję piosenkę Kettering. No i... przepadłam. Potem na Facebooku zespołu pojawiła się informacja o solowej twórczości Petera i... tak, przepadłam. Znów, chociaż nie wracałam do niej zbyt często. Muzyczna miłość bowiem nie musi oznaczać ciągłego zaplętlania piosenek. Jakiekolwiek zliczanie scrobbli czy statystyki można wyrzucić do kosza. Jestem bowiem osobą, na którą muzyka wpływa momentalnie. Jest ona dla mnie jak ultra-szybka winda, która przenosi z jednego nastroju do drugiego. Potrafię z roześmianej, sarkastycznej osoby w mgnieniu oka stać się zapłakanym burrito z kołdry. A że muzyka Petera nie jest tak uniwersalna, że można jej słuchać w pracy, w tramwaju, czy zagłuszając nią hałasujących sąsiadów, to nie wracam do niej często. Trzymam ją nieco zakurzoną na półce w mojej głowie, jednak nigdy o niej nie zapomnę. Nie zapomnę, ponieważ uczucie, jakie towarzyszy mi podczas każdego odsłuchu Impermanence jest nie o opisania. Trzymam ten album na specjalne okazje. Te, w których moim jedynym towarzystwem są moje myśli.

light magazine 05

Poruszające teksty, ciepły wokal, nieco ambientowy klimat, surowość, oszczędność w warstwie instrumentalnej – tak w skrócie opisałabym Im-

permanence. To jeden z tych minimalistycznych albumów, w których cisza odgrywa bardzo ważną rolę, co z resztą podkreśla sam artysta: The spa-

ces between the words as important as the words themselves. Peter tym zabiegiem chce nas bowiem wyczulić na dźwięki. Wszystko za sprawą niespodziewanego urazu, który go spotkał. Stracił bowiem... słuch w jednym uchu. Muzyk przez to kompletnie inaczej zaczął słyszeć codzienność, jak i swój głos. Stał się tak bardzo wrażliwy na dźwięki, że wywoływały one ból. Dla wielu artystów taki defekt z pewnością oznaczałby koniec muzycznej kariery, jednak Peter postanowił wykorzystać swoją słabość i stworzył sześć magicznych, intymnych utworów, które są swoistą rozmową między nim a słuchaczem.

19


kultura ba moim ulubionym z całej płyty. New York to melancholijna ballada z zaszumionym fletem – co z kolei kojarzy mi się z twórczością Beiruta. To lament do pędzącego, przytłaczająco głośnego (co zmusiło Petera do przeprowadzki), nieustająco zmieniającego się miasta. To opowieść o innym postrzeganiu dźwięków, które wywołała u Petera choroba: When my nerve wore down, I was assailed by

simple little sounds: Hammer clangs, sirens in the park, Like I never heard New York. Ahimsa to z kolei utwór, który trochę ma z nas uczynić potulnego baranka. To piosenka o opanowaniu negatywnych emocji i cierpliwości. Ma nas wyciszyć i sprawić, że zwolnimy, i zastanowimy się nad swoim zachowaniem. Delikatna gitara zdecydowanie koi skołatane nerwy, a ćwierkające ptaki w tle wprowadzają w iście sielankowy nastrój. Gone Beyond w drugiej połowie to wręcz... powolny jazz! Jednak są to bardzo Delikatna, lekko bluesowa gitara w otwierającym album prawie 9-minutowym

utworze

Karuna robi niesamowitą robotę. Najpierw sama brzdęka

przez

minu-

tę, masuje nasz umysł i przygotowuje na przyjęcie ciepłego wokalu. Jest idealnym asystentem do celebrowania ciszy. Później, około 5. minuty nabiera tempa i prowadzi nas do końca tak zwinnie, tak płynnie, że nawet nie zauważa się, że minęło prawie kolejne 5 minut. Nie mogę nie napisać, że ten utwór bardzo przywodzi mi na myśl twórczość RY X i jest chy-

stłumione, zamglone brzmienia. I ta mgła właśnie nadaje utworowi niesamowitego charakteru. Przez chwilę możemy pobujać głową i lekko się rozchmurzyć. Na koniec słyszymy powiew wiatru i padający deszcz (a tak przynajmniej mi się wydaje). Otwierający utwór Maya syreni śpiew i szum morza wprowadzają nas w nieco knajpiany klimat. Gdy słucham go, nie mogę wyzbyć się wizji Petera z gitarą, który daje kameralny koncert w cichej knajpie. Wieńczące album Impermanence od początku wzbudza nutę niepewności. Wszystko za sprawą dramatycznej wiolonczeli. Ostatnia minuta tego utworu to szum, cisza. Tak jakby artysta dał nam czas na to, by wszystko przemyśleć, poukładać. Album

Impermanence

to

taka

regeneracja

duszy.

To modlitwa do ciszy. To ostrzeżenie, by doceniać rzeczy, kiedy się je ma, a nie dopiero po ich stracie. W końcu każdemu z nas, w każdej chwili, życie może się wywrócić do góry nogami. I musimy być na to przygotowani. Podziwiam Petera, że potrafił wykorzystać swoją słabość i obrócić ją w zaletę. Podziwiam jego muzyczną dojrzałość i umiejętność wciągnięcia słuchacza w swój świat. Bardzo brakowało mi takiego zbioru utworów, które będą równie kojące co cisza sama w sobie i jednocześnie nie będą plątać myśli. Dziękuję, Peter.

light magazine 05

20


Rennen czyli z niemieckiego bieg dobrze opisuje to, co się na tej płycie dzieje. Artysta biegnie dalej, poszukuje nowych dźwięków (czasem błądzi, jednak błądzenie to rzecz ludzka), nie kopiuje pierwszego albumu, jednak nie chce od niego całkowicie uciekać. O ile otwierający album Conrad” porywa mnie za każdym razem od pierwszych sekund, tak Hard Liquor za-

SOHN Rennen Jak ten facet mi namieszał w głowie... Naprawdę bardzo biłam się z myślami, czy o nim napisać. Mam wrażenie, że aż za mocno, bo po każdym takim intensywnym rozmyślaniu i zapętlaniu albumu bolała mnie głowa. Nabawiłam się muzycznych siniaków. SOHN i jego najnowszy album Rennen – oto sprawcy całego zamieszania. Christopher Michael Taylor urodził się w Anglii. Jako SOHN zadebiutował siedem lat temu, a pierwszą płytę Tremors wydał w 2014 roku. Jeśli z opisu nadal nie kojarzycie, o kim mowa, to przypuszczam, że po włączeniu utworu Artifice, włączy Wam się tryb aaaa,

słyszałem/am to kiedyś!. Jego twórczość to w głównej mierze wysmakowana elektronika. Czasem żywa i wręcz taneczna, czasem powolna i zmysłowa. Taki trochę Jack Garratt i James Blake w jednym, z domieszką popu à la Justin Timberlake. Ze stricte informacyjnych ciekawostek warto jeszcze wspomnieć, że ma na swoim koncie współpracę min. z Banks czy też Aquilo.

light magazine 05

czął mnie z każdym odsłuchem przytłaczać. Może to też sprawa tekstu, który dotyczy alkoholizmu, a może w głównej mierze to po prostu za dużo dźwięków. W refrenach przepiękna barwa Christophera ginie, a i same chórki w tle w jego wykonaniu po prostu są dla mnie zbędne. Conrad nie porusza łatwiejszego tematu, bo ma zabarwienie polityczne (We’re lost civilians with

the weight of millions), ale instrumentalnie nie ma tu czego poprawiać. Otwierające wersy I can feel it co-

ming, we can never go back. We can never go back„ i ten wspinający, coraz to wyższy synth przepięknie buduje napięcie i lekko katastroficzny charakter. Ten utwór po prostu wpada w ucho

21


kultura i nie sposób się od niego uwolnić. W Signal już nie biegniemy tak jak w dwóch poprzednich utworach. Tu już maksymalnie się odprężamy i możemy zanurkować w głąb swoich myśli. Nie sposób nie wspomnieć o teledysku do tego utworu, w którym Milla Jovovich daje przepiękny aktorski popis. Dead Wrong trochę wieje nudą. Zarówno tekstowo jak i brzmieniowo. Nawet zetknięcie tej surowej, mocnej, rysu-

utworów ten jest bardzo, ale to bardzo oszczędny pod

jącej uszy jak papier ścierny

względem instrumentalnym. Przepięknemu falsetowi

elektroniki z soulowym, de-

Christophera towarzyszy tylko pianino i pogłosy. Falling...

likatnym wokalem nie robi

Na samą myśl o tej piosence pojawia się na mojej twa-

na mnie oszałamiającego

rzy uśmiech. Ten moment, gdy pod koniec pierwszej mi-

wrażenia. W Primary”ujmuje

nuty dochodzą brzmienia perkusyjnych talerzy... Ciary!

mnie druga połowa utwo-

To stopniowe dokładanie dźwięków przepięknie budu-

ru, w którym następuje eks-

je dramatyczność. Tego nie da się opisać. Tego trzeba

plozja

Pierwsza

po prostu posłuchać. Proof lekko rozczarowuje i chy-

połowa jest bardzo mini-

ba każda osoba pisząca recenzję Rennen to zauważy-

malistyczna i skupia się na

ła: za dużo tu Jamesa Blake’a. Utwór jest dobry, ale brak

tekście, który niesie obawę,

w nim powiewu świeżości i oryginalności, którą przecież

smutek oraz stawia znak za-

SOHN w sobie ma. Still Waters podobnie jak Signal jest

pytania przyszłości. To dru-

bardzo odprężające, jednak tu też mi czegoś brakuje.

gi po Conrad tak polityczny

To znów dobry utwór, jednak od SOHN’a oczekuję cze-

utwór. Nie sposób nie za-

goś więcej. Na szczęście na końcu jest Harbour, w któ-

uważyć w Primary tej aluzji.

rym z każdym odsłuchem zakochuję się coraz bardziej.

W końcu w obecnych cza-

Ten utwór jest jakby złożony z trzech części. Zaczyna

sach

wkracza

się falsetem i... ciszą. Tak prosty zabieg a tak ujmujący.

w każdą sferę naszego ży-

W około 1:37 dźwięki, które asystowały Christopherowi

cia. Wieńczące utwór Can

się urywają. Następuje pięciosekundowa cisza, a potem

I wake up now? mówi samo

słychać dźwięki niczym kościelne organy (takie mam

za siebie. Tytułowy Ren-

skojarzenia, przepraszam), które z każdą sekundą dra-

nen to poruszająca balla-

matycznie narastają. W 2:51 następuje eksplozja. Elek-

da o relacjach ojciec-syn.

troniczna eksplozja, która hipnotyzuje i nie pozwala mi

W porównaniu do innych

nie zapętlić przynajmniej jeszcze raz tego utworu.

brzmień.

polityka

light magazine 05

22


kultura Rennen to album, który każdy fan elektroniki powinien przyswoić. Muszę jednak przyznać, że chętniej wracam do pierwszego dzieła Brytyjczyka, czyli Tremors. Oczywiście każdy z nich niesie inną historię, no i muzycznie jest również nieco inny, jednak Tremors jest dla mnie bardziej spójny. Nie można jednak nie pochwalić Christophera. Po raz kolejny udowodnił, że ma dryg do tworzenia niesamowicie melodyjnych hitów. Ma jednak też niesamowitą wrażliwość i potrafi stworzyć doskonale uporządkowany chaos jak w

Charlie Cunningham Lines

Falling i Harbour. Rennen to taki album do tańca i do różańca. Pulsująca, agresywna elektronika miesza się ze smutnymi tekstami i niecodziennymi zabiegami. Christopher biegniewdobrąstronę,jednakmamnadzieję, że przy następnym albumie nie będzie zbaczał z toru i każdy utwór będzie doskonały. PS: Bardzo dobrze mi z uczuciem, że nie jara mnie Ed Sheeran a właśnie SOHN.

Akustyczna gitara i piękny wokal – takie połączenie z łatwością potrafi zawrócić w głowie, rozpuścić lód w sercu, jednak na długo zapaść w pamięć i wyróżnić się... No, już nie bardzo. Charliemu jednak ta sztuka naprawdę się udała. Jedyne przyprawy, które do wspomnianej mieszanki dodał to delikatne pianino, instrumenty dęte i okazjonalna elektronika.

Lines uwodzi prostymi, jednak niezwykle wpadającymi w ucho melodiami. Jeśli lubisz twórczość takich artystów jak Dustin Tebbutt, Mumford & Sons czy Novo Amor, to ta płyta jest dla Ciebie stworzona. Jedyne do czego można się przyczepić to teksty. Nie są zbyt wyszukane, ale ok - to debiutancka płyta, wybaczam. To naprawdę udany i bardzo dobrze rokujący debiut.

light magazine 05

23


Radosław Madajczak

Kruger&Matz Soul 2 Wireless -----------recenzja

technologia

light magazine 05

24


technologia Krüger&Matz miecka o

to

polska

niefirma

niemieckojęzycznie

brzmiącej nazwie, która ostatnimi czasy prężnie się rozwija i oferuje szeroki wybór urządzeń od sprzętu HI-FI po budżetowe smartfony. Szczególnie chwalone przez użytkowników są sprzęty audio i właśnie jeden z nich miałem przyjemność przetestować – słuchawki nauszne Soul 2 Wireless, czyli w wersji wyposażonej w Bluetooth. Tradycyjnie już zacznę od pudełka, bo wiadomo – pierwsze wrażenie jest najważniejsze. W tym przypadku stawia ono poprzeczkę dosyć wysoko – wygląda naprawdę

przyzwoicie.

Takiego opakowania nie powstydziłoby się nawet Apple. Po jego otwarciu naszym oczom ukazuje się pokrowiec, w którym znajdują się słuchawki, kabel jack 3,5 mm, przewód microUSB służący do ładowania akumulatora oraz instrukcja obsługi i karta gwarancyjna. Same słuchawki prezen-

light magazine 05

tują się bardzo dobrze. Ich

formuje o statusie połą-

wygląd jest minimalistycz-

czenia Bluetooth oraz o ni-

ny, a matowe wykończe-

skim stanie naładowania

nie wygląda świetnie. Logo

baterii. Przycisk służy tylko

firmy, które znajduje się po

i wyłącznie do włączania

obu stronach nie rzuca się

i

w oczy dzięki temu, że jest

dostępne są w dwóch ko-

wykonane na czarno. W ten

lorach – białym i czarnym.

sposób nie psuje ono wi-

Moim zdaniem testowana

zualnie całości. Błyszczące

przez mnie wersja kolory-

plastikowe obwódki imitu-

styczna jest zdecydowanie

jące metal oraz nauszni-

ładniejsza, ale o gustach

ki pokryte sztuczną skórą

się nie dyskutuje.

wyłączania.

Słuchawki

dodają całości elegancji. Na prawej słuchawce znaj-

Prawa słuchawka skrywa

dziemy złącze microUSB,

w sobie niespodziankę. Jej

służące do ładowania, dio-

boczna strona ma w so-

dę LED, włącznik oraz led-

bie ukryty panel dotykowy,

wo widoczny otwór mikro-

który pozwala na stero-

fonu, zaś na lewej wejście

wanie odtwarzaniem oraz

jack 3,5 mm. Dioda LED in-

głośnością. Jest on zupeł-

25


technologia nie niewidoczny, dzięki czemu słuchawki zachowują swój minimalistyczny wygląd. Niestety nie działa on tak samo dobrze jak wygląda. Trafienie w odpowiednie miejsce zupełnie gładkiego panelu mając słuchawki na głowie stanowi spory problem, a nawet jeśli się uda, to nie zawsze panel zareaguje na dotyk. Na

Samo noszenie słuchawek

Jednak w słuchawkach

tym niestety nie kończą

jest bardzo komfortowe

najważniejszy nie jest wy-

się wady tego rozwiąza-

i po chwili zapomina się

gląd czy mikrofon, a jakość

nia, ponieważ noszenie

o tym, że ma się je na gło-

dźwięku. Tutaj Soul 2 nie

kaptura mając słuchawki

wie. Nie zsuwają one się

mają się czego wstydzić.

na głowie jest niemożli-

z niej nawet podczas bie-

Jak na swoją cenę ofe-

we, gdyż dotykowy panel

gania czy jazdy na rowe-

rują one dobre brzmienie

współpracuje

rze, a muzyki możemy słu-

i sprawdzają się zarówno

z ubraniem i niemal nie-

chać długimi godzinami,

przy słuchaniu rapu, jak

możliwe, a już na pewno

ponieważ nawet po dłuż-

rozkoszowaniu się muzy-

irytujące, jest słuchanie

szym czasie nie uwierają.

ką klasyczną. Słuchawki

muzyki gdy co chwilę jest

Gdy już skończymy korzy-

zapewniają bardzo przy-

ona pauzowana. Sam po-

stać ze słuchawek, mo-

zwoite wyciszenie w obie

mysł panelu dotykowego,

żemy je złożyć i schować

strony – my nie słyszymy

który nie psuje wyglądu

do estetycznego pokrow-

osób obok nas, a one nie

słuchawek, jest świetny,

ca, dzięki czemu zajmą

słyszą muzyki, której ak-

ale działanie tego roz-

one stosunkowo niewie-

tualnie słuchamy, nawet

wiązania jest bardzo sła-

le miejsca w plecaku czy

jeśli robimy to głośno. Je-

be, a szkoda. Kolejną rze-

torbie i będziemy mie-

dyne, co nie do końca mi

czą, która nie do końca

li pewność, że nic im się

pasuje, to podbite niskie

udała się konstruktorom

nie stanie. Jedyne, czego

tony, jednak zapewne wy-

z Krüger&Matz jest mikro-

brakuje mi w futerale, to

nika to z obecnie panują-

fon. Niby da się go uży-

kieszonka na kable. Nigdy

cych w muzyce trendów.

wać, ale Twój rozmówca

nie wiadomo, kiedy bate-

Czasami nadmiar basu

będzie wolał, abyś zdjął

ria się rozładuje i będzie-

bywa po prostu męczący.

słuchawki z głowy i przy-

my zmuszeni skorzystać

Czymś, co zasługuje na

łożył telefon do ucha.

z dołączonego w zestawie

uwagę, jest fakt, że jakość

przewodu.

dźwięku przy połączeniu

świetnie

light magazine 05

26


przez Bluetooth jest taka

W cenie 399 zł, bo tyle kosztują testowane Soul

sama jak podczas korzy-

2 Wireless, bardzo ciężko będzie znaleźć tak dobrze

stania z kabla. Dzięki temu,

grające i wyglądające bezprzewodowe słuchaw-

jeśli tylko będziemy pa-

ki. Występują one również w wersji bez Bluetooth

miętać aby odpowiednio

w cenie 249 zł. Obie wersje to propozycja, która

często ładować słuchaw-

świetnie sprawdzi się podczas codziennych podróży

ki,

zapomnieć

komunikacją miejską, jak i również w czasie pracy

o niewygodnych przewo-

w domu czy biurze. Moim zdaniem w tym przypad-

dach. Producent obiecu-

ku cena usprawiedliwia niedociągnięcia w postaci

je, że słuchawki na jednym

mikrofonu i panelu dotykowego.

możemy

ładowaniu

wytrzymają

8 godzin bezprzewodowego słuchania muzyki i moim zdaniem nie mija się to z prawdą. Dzięki zastosowaniu Bluetooth w wersji 4.0 jesteśmy w stanie sprawdzić stan naładowania baterii słuchawek z poziomu smartfona – bardzo wygodne.

light magazine 05

27


społeczeństwo

Daniel Marcinkowski

Nawyki się zmienia

light magazine 05

28


społeczeństwo

Na początku tego roku postanowiłem zmienić u siebie kilka negatywnych nawyków. Zaczęło się od spacerów do pracy zamiast korzystania z komunikacji miejskiej. Potem pojawiło się ograniczenie social mediów i dostępu do stron, na których spędzałem zdecydowanie za dużo czasu, jak np. Reddit. Chciałem też poświęcać więcej czasu na tworzenie, niż samo konsumowanie treści. Wszystko to się udaje, bez większych problemów. Jak tego dokonałem?

W ubiegłym roku przeczytałem wielokrotnie mi rekomendowaną książkę Siła nawyku Charlesa Duhigga, w której przedstawia on jaki wpływ mają na nas nawyki i jak można je zmienić. Jednym z wniosków, jaki czytelnik powinien wyciągnąć z tej lektury jest to, że nawyków nie można od tak pozbyć – trzeba je zastąpić, w innym razie będą one do nas wracać. Chcąc być bardziej aktywnym i mieć więcej czasu na słuchanie podcastów postanowiłem zmienić sposób, w jaki docieram do pracy, od której dzieli mnie niecałe dwa kilometry. Do Nowego Roku korzystałem z tramwajów, głównie z lenistwa i niechęci do wykonywania rano aktywności fizycznej innej, niż wstanie z łóżka. Całą trasę pokonywałem w 10-15 minut w zależności od czasu spędzonego na przystanku i światłach. Przełamanie się i rozpoczęcie dwudziestominutowego spacerowania rano i popołudniu nie było wielkimi zmianami, ale bardzo dużo na tym zyskałem: wykonuję aktywność fizyczną na świeżym powietrzu, co szczególnie rankiem bardzo pobudza; przesłuchuję kilka godzin podcastów tygodniowo; nie płacę za kartę miejską.

light magazine 05

29


społeczeństwo

miałem

W

mediów

odkryłem całkowicie przez przypadek.

i dostępu do niektórych stron, gdy muszę

Na biurku, przy którym piszę, po lewej

się skupić lub po prostu chcę odpocząć.

stronie laptopa z reguły leżał mój telefon,

Moja

który

Zdecydowanie z

trudniej

ograniczeniem

praca

z

jest

social

w

mediami

100%

związana

społecznościowymi,

przypadku

do

tworzenia

najmniej

rozwiązanie

rozpraszających

rzeczy nie należy. Po prawej znajdował

pracować

się mój notatnik, gdzie raz na jakiś czas

z Facebookiem i Twitterem. Na szczęście

zapisywałem pomysły na nowe wpisy.

i jedna i druga strona mają bardzo dobre

Gdy

narzędzia do zarządzania firmowymi

a ten pierwszy usunąłem

profilami, które można oddzielić od

mojego

prywatnych kont, czyli Business Manager

przelewać myśli na papier, niż tracić

w

je

gdzie

i

muszę

cały

przypadku TweetDeck

moje

strony do

osobiste

czas

Zuckerberga

wzroku,

scrollując

telefon

notatnikiem, z zasięgu

zacząłem

Twittera.

częściej

Rozpraszacze

Niestety,

usunąłem nawet z Ekranu Początek

przypominały

iPhone’a i Docka Maca, zastępując je

Twittera.

profile

zastąpiłem

o sobie często w postaci powiadomień

aplikacjami do notowania.

na telefonie i zegarku. Powyłączałem część te

z

nich

i

najistotniejsze,

zostawiłem np.

tylko

dotyczące

wiadomości prywatnych, ale to nadal nie wystarczało, bo cały czas wchodziłem

Jeśli czujecie, że

na te strony – zabrakło zamiennika.

jest w Waszym życiu

W

coś, co można by

końcu

postanowiłem

częściej

korzystać z serwisów społecznościowych,

poprawić, to znajdźcie

które dają mi wartościową treść, a nie

najpierw coś, czym

stream bezużytecznej wiedzy. Gdy mam

można to zastąpić,

ochotę wejść na Twittera, to uruchamiam Nuzzel, Instapaper lub Medium, gdzie czekają na mnie artykuły dotyczące technologii,

social

mediów

i

innych

rzeczy, będących dla mnie przydatnymi i ciekawymi.

w innym razie cały czas będziecie wracać do starych nawyków. Polecam lekturę wspomnianej wcześniej książki Siła nawyku, która Was do tego zmotywuje.

light magazine 05

30


społeczeństwo

Hubert Wyrzykowski

Poszdłem na piwo

light magazine 05

31


społeczeństwo

Kupę lat temu

Rozmawiałem

pochodziłem do ludzi

z kobietami, które były na

z telefonem lub małym

wysokich

notatnikiem

bankowych,

i rozmawiałem. Cześć

i

widzę, że siedzisz i

przez alkoholizm stracili

czekasz. Mogę zająć

dwuletni

niebanalne, zaraz

ci 10 minut? Nie

w Chinach. Historie były

Wam to udowodnię.

sprzedaję niczego,

niesamowite i piękne.

Wszystko zaczęło

mogę cię poczęstować

się od ogromnej

papierosem. Mam

ochoty odcięcia

kilka pytań, które są

się od ludzi. Teraz

potrzebne do mojego

Poszedłem na piwo Brzmi bardzo banalnie, ale takie nie jest. Piwo jest bardzo

wiem, że była to chęć poznania czegoś nowego, obcego. Czegoś, co niektórzy mogliby potraktować jako szukanie

znajomych. Od zawsze interesowała mnie nieograniczona szczerość względem obcych ludzi. Podobno jesteśmy szczerzy wobec obcych nam osób i właśnie o tym będzie moja historia.

zarówno

stanowiskach jak

muzykami,

którzy kontrakt

Fascynujemnietadnia,gdy całkowicie nie chciałem

projektu, nie chcę znać twojego imienia. Ile masz lat? Tymi słowami rozpoczynałem całą serie wywiadów z całkowicie anonimowymi ludźmi. Odpowiadali mi na pytania. Wszystkie były takie same. Całkowicie nieznani mi ludzie. Całkowicie obce osoby opowiadały mi o tym: co robią, czy są szczęśliwi, czego żałują, jakie chwile wspominają najlepiej, jaką radę chcieliby

z nikim rozmawiać, po prostu

zrobiłem

sobie

przystanek na piwo w Pijalni wódki i piwa. Zagadał do mnie facet. Postawił piwo i

chciał

Opowiedzia

pogadać. ło

ciężkiej

relacji ze swoim synem, który jest niewiele młodszy ode

mnie.

Co

mogę

zrobić, aby to naprawić? – pytał. Wspominał mi różne historie. Jak zabrał go na lotnisko i pokazywał samoloty, potem wspólnie kleili modele z II wojny światowej.

Pokazał

mi

też ich wspólne zdjęcie

usłyszeć 10 lat temu.

z Londynu sprzed ponad

Usłyszałem różne historie

12 lat. Nosił je w portfelu,

i

Jeden

a portfel przy sercu. Małe

pracował

rzeczy, ale pokazują cichy

odpowiedzi.

mężczyzna bardzo

ciężko

przez

ból rodzica. Widziałem łzy w

aby

kolejne

jego oczach, tak naprawdę

spędzić

nie musiałem mówić za

w podróży lub czytając

wiele. Sam wiedział, co

książki

powinien zrobić.

pół

roku,

6

miesięcy w

swoim

mieszkaniu.

light magazine 05

32


społeczeństwo spotkałem

stresuje? – Nie… To znaczy trochę tak, ale to nie jest istotne

jednego

– próbowałem ukryć problem. – Jest. Denerwujesz się, że

klubów

będziesz miał problem z dziewczyną jak wrócisz?

Polsce.

Że zostawiłeś ją na tyle czasu? – Dokładnie o to

Oczywiście nie obecnego

mi chodzi. Będzie zła. – Jak widać wolałeś starego

tylko byłego. Zagadał do

faceta,

Innego

dnia

trenera z

najlepszych

piłkarskich

mnie

w

w

człowieku, też

Młody

pociągu:

zrobiłbyś

takiego

mi

papieroska?

– następnie zaprosił mnie do toalety na wspólnego papierosa, bo sam bał się kontrolerów.

Wydaje

się

to dziwne, ale było piękne! Całkowicie

obcy

70-letni

facet i ja. Palimy papierosa w

pociągowej

toalecie.

Zaprosił mnie na piwo do wagonu Wtedy

restauracyjnego. zadawałem

mu

moje pytania. Opowiadał o

młodzikach,

trenował.

których Aktualnie

zarabiają miliony złotych. Opowiedział

o

tym,

jak

oglądał mecze z balkonu, ale po przebudowie stadionu nic już nie widać. Wspominał

który

zaproponował

Ci

piwo.

Jeśli

jesteś

świadom kłótni, a nadal stoisz tu ze mną, to nie jest ta kobieta. Potraktuj to jako lekcję. Oczywiście po powrocie miałem aferę o jej samotne 3 godziny w przedziale. Finalnie wszystko się rozpadło, a pan trener dał mi niejedną złotą lekcję życia i przewidział przyszłość. Kiedyś poszedłem z 2 piwami nad Wisłę. Dosiadła się obok mnie śliczna dziewczyna. Zapytałem, czy na kogoś czeka, powiedziała, że nie. Posiedzieliśmy razem, dałem jej piwo i tak zaczęła się luźna rozmowa. Młoda studentka, która chce ratować ludzi, być jak dr House. Była bardzo bystra, ale paliła. To było dosyć dziwne jak na studentkę medycyny. Spędziliśmy bardzo miły wieczór, po dwóch godzinach powiedziała, że skłamała. Czekała na chłopaka, aby powiedzieć mu, że to koniec. Zobaczył,

że z tobą rozmawiałam i napisał mi SMS-a, że to już koniec. I jeszcze jedno, wszystko, co Ci powiedziałam, to kłamstwo. Pamiętaj, że obcym można wmówić wszystko, co tylko chcą usłyszeć. Jak będziesz chciał zwrot za piwo, zapraszam do baru 100 metrów dalej. Trzymaj się, mam nadzieje, że kiedyś oczaruje cię

o żonie, którą stracił przez

prawdziwa studentka medycyny!

inną miłość – miłość do

Ta historia była druzgocąca. Zrujnowała mi cały pogląd

piłki. O dzieciach, które się nie odzywają do niego od lat. Najbardziej złapał mnie jedną swoją wypowiedzią: – Wiesz, że 2 godziny temu przyszliśmy tu na jedno piwo, a właśnie pijemy trzecie? zapytał. – Wiem, czy to znak, że mamy wracać? – Nie, ale widzę, jak często sprawdzasz godzinę w telefonie, coś cię

light magazine 05

szczerości wobec obcego. Co, jeśli wszystko co robiłem przez kilka miesięcy było wielką fikcją? Co, jeśli wszyscy ludzie mnie oszukali? Opowiadali historie, które nie istnieją? Może zobaczyli je w filmach lub przeczytali w książkach? Co, jeśli oszukałem wszystkich czytelników tą szczerością? Na koniec postawię Ci pytanie, na które odpowiesz sobie sam: a co, jeśli Ty, obcy mi Czytelniku, przeczytałeś całkowicie zmyśloną historię? Zawsze podchodźcie z dystansem do tego, co usłyszycie i przeczytacie.

33


To już koniec...

Zakończenie Dziękuję Wam bardzo za przeczytanie kolejnego numeru Light Magazine. Jak mówiłem, nie należał do najobszerniejszych, mam jednak nadzieję, że Wam się spodobał i znaleźliście podczas jego lektury nieco rozrywki, odpoczynku – a może i wiedzy? Zdaję sobie sprawę z tego, że już drugi kwartał z rzędu wykręcamy się skomplikowanymi sytuacjami osobistymi – niestety jednak zostaliśmy do tego zmuszeni. Na naszą obronę mogę powiedzieć, że najtrudniejszy okres dobiega końca i choć za niedługo czekają nas – zwłaszcza część z nas – inne, zupełnie nowe i nieznane do tej pory wyzwania, organizacja naszego czasu będzie wyglądać już inaczej, a ja sam obiecuję zająć się Light Magazine w dużo większym stopniu. Dziękuję w imieniu swoim i redakcji raz jeszcze za ten wspaniały rok – cudownie było mieć Was za czytelników. Wierzę, że jeszcze wiele przed nami. Jeśli uważacie, że to, co robimy, jest dobre i chcecie nas nieco wspomóc, pokażcie Light Magazine znajomym – nic tak nie cieszy, jak widzieć, iż własny projekt podoba się innym. Nasz Instagram nieco ostatnio podupadł – ze względu na wspomniane problemy – niedługo jednak wróci do normalnego trybu funkcjonowania, gdzie redaktorzy po kolei przejmują go na tydzień. Zachęcamy do obserwowania tego

profilu

dotyczących

(instagram.com/lightmagazinepl). Light

Magazine

natomiast

O

innych

najszybciej

sprawach

przeczytacie

na

naszym Facebooku i/lub Twitterze – na obu portalach występujemy jako @LightMagazinePL. Możecie także zapisać się do naszego newslettera (lightmagazine.pl/subskrypcja),

jeśli

jeszcze

w

nim

nie

jesteście,

aby otrzymywać nowe numery jako pierwsi. Dzięki wielkie za całe wsparcie, jakie nam okazujecie, za bycie z nami i do przeczytania w lipcu – obiecujemy się poprawić! ;)

Pa! Szymon Piotrowski

light magazine 05 05

34

Light Magazine PL #5  
Light Magazine PL #5  
Advertisement