Page 1

Błazen Stańczyk

P rof . R udecki : [rozmowa o statystyce i związanych z nią „kwiatkach”] Kobieta w bikini statystycznie jest goła...

P rof . P awelski : Prof. Pawelski: Ja uprawiać fizykę…

wieczorami

lubię

Prof. Pawelski: A teraz podam wam najprymitywniejszy sposób… Akurat dobry dla was, hehe. Prof. Pawelski: Kto stęka?! Tego nie zniosę! Prof. Pawelski: A teraz sprawdziany, bo miałem wam pokazać. Nie wiem, czy ich nie wyrzuciłem…

P rof . K rośko : Prof. Krośko: [rozmowa o lekturach szkolnych] - Ja myślałam, że umrę tam przy tych „Chłopach”! - 100 razy się do tych „Krzyżaków” zabierałam! Jakie to nudne jest! - Te wszystkie lektury w całości są tak nudne, tyle tam tych opisów [...] i stąd wzięły się fantastyczne streszczenia!

[mija 25 minut przegadanej lekcji historii] Uczennica: Chciałabym zgłosić „nieprzygotowanie”. Prof. Krośko: Co ty?! Głupia jesteś?!

Prof. Krośko: [...] bo w pewnym wieku płeć nie jest ważna…

P rof . C holewicz : Prof. Cholewicz: Style są używane w życiu. Jakie mają na przykład zastosowanie? Uczeń: Życiowe! Prof. Cholewicz: Dobrze!... Prof. Cholewicz: [a propos CV] Na końcu macie nalać trochę wody. Na przykład piszecie, że szybko nawiązujecie kontakty. Uczennica: A pan tak pisał, że szybko nawiązuje kontakty? Prof. Cholewicz: Hue, hue. Nie, że szybko, ale że jestem kontaktowy. Hue, Hue.

Tytuł redagują

16

Redaktor naczelna: Magdalena Rudnik

Martyna Skuratowicz, Tomek Korbak

Opiekun: Joanna Brożyna - Stępniak

Skład : Dominik Staszak

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

luty

2011 G a z e t a

I

L O

i m . S t a n i s ł a w a

D u b o i s

Prof. Krośko: No, Olechowski mi się podoba... Ale nie jak facet od „tych” rzeczy!

/ Anna Wołoszyn

Redaktorzy: Anna Wołoszyn, Magda Rudnik, Marta Bargieł, Kamila Rogowska, Agnieszka Lewucha,

# 107

Prof. Krośko: [na temat uczniów podchodzących do odpowiedzi] No chłopaki jak przychodzą do odpowiedzi to ręce albo z przodu jedną do kieszeni, żeby przypadkiem gdzieś nie uciekła, albo z tyłu wkładają obydwie i się tam masują.

Adres redakcji: 75-070 Koszalin, ul. K.E.N. 1 Kontakt: tytul@wp.pl

#103 Paź 10 1 zł


wydarzenie

Od redaktorów

Zbliża się koniec kwietnia. Przerwa świąteczna minęła i jakby wcale jej nie było. Szara rzeczywistość jest już trochę mniej szara, a to przez sprzyjającą posiadywaniu w plenerze pogodę. Jestem pewna, że te okoliczności każdy uczeń I LO wykorzysta produktywnie i sensownie. Doszły mnie bowiem słuchy, jakoby gigantyczna część młodzieży spędzała czas albo nic nie robiąc na facebooku, albo pijąc alkohol w miejscach publicznych. Jednak, jak to mówią, bujać to my, ale nie nas, nie uwierzę w takie brednie. Nadchodzą matury, trzecioklasiści ślęczą nad książkami, a drugie klasy przygotowują się (chociażby mentalnie) do zajęcia ich miejsca. Mimo że większość z nas z utęsknieniem czeka na zdanie matury i wydostanie się z okowów ogólniaka, moment opuszczania jego murów niesie za sobą wiele nostalgii i przemyśleń. Nie żebym to wiedziała, bo i skąd mam wiedzieć. Po prostu przypuszczam, chyba trafnie. Z tej okazji nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć starszym kolegom powodzenia i dużo dobrej zabawy w imieniu zarówno moim, jak i całej załogi „Tytułu”. A skoro już mówimy o gazecie, to w tym numerze skupimy się głównie na życiu szkolnym. Znaleźć będzie można artykuł o Tygodniu Języka Angielskiego i związany z nim wywiad z (jedynymi chyba) gwiazdami szkolnej sceny rockowej, zespołem Strutter.

Poruszony zostanie też temat rankingów – dla kogo są one tak naprawdę ważne, dla uczniów, czy też nauczycieli, a może dla wszystkich? Mam wrażenie, że większość czytelników zainteresuje artykuł Marty Bargieł, traktujący o tak zwanych „schodach miłości”, które robią furorę w naszej szkole. Oprócz tego trochę o youtubowej działalności naszej Rady Samorządu Uczniowskiego oraz spektaklu, który widziały prawie wszystkie klasy I LO - „Romeo i Julii”. Stałą rubryką w „Tytule” jest już sport (tym razem krótkie refleksje związane z Licealiadą) oraz recenzje, tym razem głośnego filmu „Sala samobójców” oraz koncertu zespołu Archive. Dla rozluźnienia polemika z nośnym dzisiaj tematem, a mianowicie piciem alkoholu przez młodzież w różnych dziwnych miejscach – tym razem na przystankach autobusowych. A na zakończenie jeszcze jeden wywiad, tym razem z jednym z uczestników projektu „Żywa książka” organizowanym przez Koszalińską Bibliotekę Publiczną. Do przeczytania wszystkich stron serdecznie zachęcam, bo jakżeby inaczej. Z dumą mogę poinformować, że dzięki czytelnikom powrócił Błazen Stańczyk, co pewnie wszyscy zauważyli... jeszcze przed kupnem gazety.

s.3

Do you speak english?

s.6

Szkolne potyczki

s.9

Wywiad z osobą homoseksualną

s.10

Amory i zmory

s.11

Władca przystankersów

s.12

Po zwycięstwo!

s.13

Shakespeare różem spowity Nothing to lose

s.15

Archieve Again

s.16

Błazen Stańczyk

Magdalena Rudnik Redaktor naczelna „Tytułu”

aktualności / Magdalena Rudnik

Tradycyjne już Teatry Francuskojęzyczne Organizowany przez I LO, Centrum Kultury 105 i Ambasadę Francji Festiwal Teatrów Francuskojęzycznych Szkół Średnich odbył się w Koszalinie już po raz szesnasty. Uczestnicy i widzowie tego wydarzenia w dniach 17, 18 i 19 marca w Teatrze „Dialog” mogli obejrzeć sztuki grup z Poznania, Gdyni, Łodzi, Sosnowca oraz Francji i Ukrainy. Niebagatelną rolę w organizacji Festiwalu odegrały profesor Paula Mucha oraz Dominika Tyborska.

Rady Samorządów Uczniowskich debatują Z inicjatywy Rady Samorządu Uczniowskiego I LO 30 marca odbyło się spotkanie Rad Samorządów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych miasta Koszalin. Młodzież debatowała aż 4 godziny. Nie zabrakło tematów gorących, niejednokrotnie dochodziło do podnoszenia głosów. Oprócz uczniów placówek wśród uczestników spotkania znajdowały się takie osobistości jak dyrektor I LO Rafał Janus czy wiceprezydent Koszalina Przemysław Krzyżanowski. Całość zorganizowana była perfekcyjnie i profesjonalnie, co jest w przeważającej części zasługą naszej RSU.

Drzwi Dubois otwarte dla trzecioklasistów z gimnazjów Wszyscy zainteresowani I LO mogli odwiedzić je 14 kwietnia. W godzinach popołudniowych odbywał się bowiem Dzień Otwarty, na który przybyło wielu gimnazjalistów. Prezentowały się wszystkie klasy, zarówno te ścisłe, jak i te humanistyczne. Niecodziennym wydarzeniem był koncert grupy rockowej Strutter, znanej już całej społeczności Dubois. Podczas Dnia Otwartego wręczono też nagrody za konkurs o Puchar Dyrektora I LO w języku angielskim

Wielkie plany Rady Rodziców Rada Rodziców zdecydowała się w ostatnim czasie na dwa istotne przedsięwzięcia, mianowicie w niedalekiej przyszłości ma być odnowiony parking dla rowerów. Rozbudowie ma ulec także radiowęzeł. Trzymamy kciuki. I czekamy na efekty.

Dobra nowina

Może nie tydzień, ale dwa dni przesycone lingwistyczny mi wrażeniami mieli okazję przeżyć uczniowie I LO 17 i 18 marca. Z pewnością większym zainteresowaniem niż wykład o edukacji w Wielkiej Brytanii cieszył się Konkurs Piosenki Angielskiej, w którym wygrał zespół Strutter. Obszerniejsze sprawozdanie z Tygodnia Języka Angielskiego i wywiad ze zwycięzcami w dalszej części numeru.

Z szybkością błyskawicy całą społeczność Dubois ogarnęła radosna wiadomość – profesor Marta Dembińska została mamą małej Michaliny! Profesor gratulujemy, serdecznie pozdrawiamy i życzymy wszystkiego dobrego.

Powiew francuskości

W końcu nadszedł ten czas – czas matur. Od początków maja wszyscy uczniowie klas trzecich będą zmagali się z egzaminem dojrzałości. Życzymy im powodzenia i ze smutkiem żegnamy, oficjalny koniec roku dla klas trzecich odbędzie się 29 kwietnia.

Niezwykły gość odwiedził nasze liceum 15 kwietnia. W progi Dubois zawitał bowiem pan François Barry Delongchamps, ambasador Francji w Polsce. Spotkanie miało dwie części – w pierwszej uczniowie I

2

LO mogli zadawać dowolne pytania, w drugiej pan ambasador spotkał się ze wszystkimi koszalińskimi nauczycielami języka francuskiego. Pytania uczniów dotyczyły głównie edukacji i szans na kształcenie się we Francji.

Angielski tydzień

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

ARCHIVE AGAIN

Spis treści # 107

Marynara i fryzura

WSTĘP 12.04.2011, Hala Arena w Poznaniu. Archive, brytyjska grupa progrockowa z Londynu, ,,Faceci w czerni” znowu odwiedzili Polskę. Tym razem grupa postanowiła odwiedzić Poznań z niewielką zmianą, otóż obok gości z Wysp na scenie pojawiła się poznańska Orkiestra Kameralna L’Autunno założona przez Adama Banaszaka. Orkiestrę tworzą młodzi, kreatywni muzycy - studenci polskich akademii muzycznych. L’Autunno działa od 2006 roku i ma na swoim koncie występy w tak prestiżowych miejscach Poznania jak Aula Uniwersytecka UAM, Aula Nova Akademii Muzycznej, Kolegiata Farna, Kościół oo. Dominikanów czy wspomniana już poznańska Arena. OCZEKIWANIE Rozpoczęcie, godzina 20.00. Hala Arena wydaje się być mała, a publiczność wcale nie pcha się do wejścia, powiedziałabym nawet, że jest nadzwyczaj spokojnie. Ja, która byłam już pół godziny przed rozpoczęciem, widząc tak małą frekwencję zaczęłam się zastanawiać, czy dotarłam na właściwe miejsce. Kiedy weszłam do Hali, okazało się, że miejsce wcale nie jest przepełnione, na płycie owszem – wszystko było zajęte, ale główne sektory pozostają wolne. Nie ukrywam, że nowością dla mnie było to, iż na koncercie musiałam siedzieć. Hala Arena swoją wielkością, czy raczej niewielkością powoduje, iż atmosfera staje się bardziej intymna, stwarza klimat. Z niecierpliwością czekam na koncert, gdyż do końca nie wiem, czego się spodziewać. Archive z orkiestrą? Brzmi co najmniej interesująco. Wyobrażałam sobie połączenie orkiestry z tym znakomitym zespołem, ale nie wiedziałam, że to połączenie będzie na tyle

trafne. LIGHTS No i zaczęło się. Gasną światła. Na scenę wchodzą ,,Faceci w czerni” (tylko takie określenie przychodzi mi do głowy, gdyż rozpoznawczym elementem tej grupy jest właśnie czarny ubiór), nie witają się, stoją na baczność i jak zawsze z kamienną twarzą wpatrują się w publiczność przeszywając ich wzrokiem. Do zebranych na koncercie widzów dobiegają pierwsze dźwięki. Już wiadomo, co to za utwór. Narasta podniecenie. ,,Lights” w połączeniu z sekcją smyczkową powoduje, że włos jeży się na ciele. Co prawda utwór jest skrócony, ale trudno grać koncertowo piosenki, które w oryginalnej wersji mają po 18 minut. YOU MAKE ME FEEL Następny utwór to doskonale znana piosenka z reklamy piwa czy dżinsów - ,, You make me feel”, w wykonaniu Marii Q, której głos, jego głębokość i prawdziwość świetnie wprowadza w nastrój, rzekłabym tajemniczości, grozy. Zespół płynnie przechodzi z jednego do drugiego utworu, nie mówiąc przy tym niepotrzebnych słów. Wydawać by się mogło, że w ogóle nie zwracają uwagi na publiczność, powoli wprowadzając ją w swój własny świat, bo obserwując grupę miało się wrażenie, że znajdują się zupełnie gdzie indziej, a ja uczestniczę w czymś intymnym, indywidualnym. Niesamowity klimat wywołuje gra świateł. W utworze ,,Lights” na refrenie światła są tak mocne, jednocześnie nie gwałtowne nie dyskotekowe, przeszywają nas. Wszystko jest świetnie zgrane. Z kolei w bardziej melancholijnych utworach, szczególnie w piosenkach wykonywanych przez Marię Q, światła są delikatne, zlewają się z melodią, powoli wprowadzają nas w klimat.

BLACK Czasami zespół wydawał się bawić z publicznością, przez dłuższą chwilę grając wolne kawałki, miało się wrażenie, że tak już będzie do końca, ale nic bardziej mylnego, zespół nie pozwala się nudzić i bez szczególnych przygotowań wchodzi w szybsze kawałki. ,,Black” - przy tym utworze, rozpoczynającym się od charakterystycznych rytmów perkusji, ma się wrażenie, iż uczestniczy się w jakimś obrzędzie, rytuale, gdyż budowa hali powodowała, że perkusja ,odbijała się” od ścian wywołując efekt echa. Przechodząc w utwór ,,Bullets”, słysząc jego pierwsze dźwięki po prostu nie da się wysiedzieć na krześle. Gra świateł, energia wokalistów, wszystko to sprawiało, że ciało samo podrywało się z miejsca. Zespół schodzi ze sceny. Wszyscy zrywają się z miejsc, niepewnie podchodzą do sceny i tutaj kolejna niespodzianka: żadnych barierek, ochroniarze wcale nie są agresywni i nie starają się przepędzić tłumu ( którego przecież wcale nie ma). To kolejny plus tak małej liczby osób. Publiczność domaga się więcej i więcej, no – przecież nie było jeszcze ,,Again!”. Zaczyna się tupanie nogami, koncert był zdecydowanie za krótki. No i wchodzą. Są z powrotem. Zaczyna się. Tym razem mam ich naprzeciwko siebie. Nie mogę w to uwierzyć. Zaczyna się ,,Dangervisit” w końcu możemy razem zaśpiewać, będąc tak blisko nich cała trzęsę się ze szczęścia. A kiedy potem grają ,,Again” publiczność szaleje. Dopiero wtedy można było powiedzieć, że czujemy swego rodzaju więź między sobą, bo siedząc na krzesłach nie było to możliwe. Ostatnim utworem - już naprawdę ostatnim okazuje się być ,,Controlling Crowds”, którego słowa: ,,Cause Im scared of their controlling crowds, keep me

calm cause I’m scared of their controlling crowds” towarzyszyły mi przez cały czas w drodze powrotnej do domu. GOODBYE Niestety czas się rozstać, zespół podszedł do sceny, wraz z koleżanką szukałyśmy tylko wzroku Smileya – perkusisty i szybko przesyłamy sobie buziaki - może brzmi to trochę dziecinnie, ale właśnie ten gest dał dowód na to, że mimo braku rozmowy i tak są z nami i również czują radość z bycia tutaj, na tej scenie, w Poznaniu. PODSUMOWANIE Pomysł na koncert z orkiestrą był dobry, choć czasami miało się wrażenie, iż w ogóle jej nie słychać, ale zespół nie pozostawił jej samej sobie. Orkiestra mogła się zaprezentować „solo” w utworze ,,Organ Song”, gdzie mogliśmy posłuchać doskonałego popisu smyczkowego. Jedyne czego można żałować to tego, iż właśnie ze względu na orkiestrę na koncercie były miejsca siedzące, a tak, jak to powiedziała moja koleżanka ,,przez 2 godziny mogliśmy wąchać stopy zespołowi” i zabrakło rapera Rosko Johna, a mnie osobiście piosenki ,,Fuck U”, na którą miałam ogromną nadzieję. Koncert był niezapomniany, można go nazwać popisem trzech wokalistów : Davea Pena, Pollarda Berriera oraz Marii Q, którzy pokazywali szeroką skalę głosu, udowadniając swoją dobrą formę, umiejętności muzyczne, powodując, ze publiczności włos jeżył się na głowie. A każdy element występu składał się w jednolitą całość, wszystko było przemyślane, dopracowane. Warto było po raz kolejny uczestniczyć w takim koncercie.

/ Kamila Rogowska

k w i e c i e ń / Ty tuł

15


felieton

rzeniu, za którym stoi jego najlepszy przyjaciel Alex, załamanego chłopaka „ratuje” Sylwia – królowa wirtualnej Sali Samobójców. W filmie brakuje popularnych ostatnio twarzy. W postać Dominika wciela się młody aktor Jakub Gierszał, który genialnie poradził sobie z trudną i szokującą rolą, której nie podałoby niejeden zawodowiec. Kolejne miejsce zajmują jego rodzice – Anna Kulesza i Krzysztof Pieczyński, których poziom aktorski podkreśla tylko geniusz

14

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

dni języka angielskiego

Do you speak English? filmu. Całość otoczona jest młodzieżową muzyką: Billy Talent, DJ Adams, Wet Fingers, co podkreśla, że twórca dobrze zna współczesną popkulturę. Dramat przede wszystkim porusza tematykę rozpaczliwej próby zwrócenia na siebie uwagi, ostentacyjnego odwrócenia się od świata... Jednak za tą maską obojętności, skrywa się kompletna bezradność i lęk wobec otaczającego społeczeństwa, a w szczególności rówieśników. Reżyser w niezwykle dys-

kretny sposób ukazuje również problem polskiej homofobii, strach przed innością i niszczycielskie działanie internetu. Myślę, że większość czytających widziała ten film, możliwe więcej niż jeden raz. Kto nie oglądał, nich żałuje i nadrabia jak najszybciej, ponieważ bez względu na to, czy odbiór jest pozytywny, „Sala Samobójców’ wywołuje ogromne poruszenie a nieuporządkowane myśli i cisza po scenie końcowej były dla mnie najlepszym

powodem geniuszy Jana Komasy, który zostawił nas z słowami Sylwii: „Nie chcieliśmy takiego zakończenia. Chcieliśmy żyć. Ten świat nie ma miłości, ten świat umiera, ten świat nas nie zasłużył, dlatego musimy odejść. Nasza historia już została opowiedziana... My odchodzimy, a wy zostaniecie. Zabijacie się powoli, sami o tym nie wiedząc... To wy jesteście salą samobójców”

/ Martyna Skuratowicz

Tydzień Języka Angielskiego to wydarzenie odbywające się cyklicznie w I LO im. Stanisława Dubois. I choć w tym roku ograniczyło się do dwóch dni, to i tak spotkało się z entuzjazmem uczniów, szczególnie tych z klas o profilu językowym. Jednym z wydarzeń był wykład o edukacji w Wielkiej Brytanii, w którym wzięły udział klasy językowe. Konkurs Piosenki Angielskiej odbył się w piątek, 18 marca. Do walki o zwycięstwo stanęło 13 wykonawców, zarówno zespołów, jak i solistów, a kibicowali im koledzy z klas. Występy o c e n i ć miało jury w składzie: prof. Aleksandra Deska, prof. Beata Stojek, Magdalena C z a j k a , Michalina Ruczyńska. W muzyczny nastrój widownię wprowadzili Agnieszka Lewucha i Michał Suszek, k t ó r z y zatańczyli walca angielskiego. Zaraz po tym uczniowie kolejno chwytali za mikrofon i

prezentowali przygotowaną piosenkę. Z wielkim entuzjazmem został przyjęty występ Patryka Kowalczyka z klasy I f, a właściwie jego wykonanie „I’m here without you baby”. Widzowie pomagali mu śpiewać, a występuhonorowalioklaskami. Jak zawsze niezwykłą popularnością cieszył się Błażej Papiernik, który tym razem zaprezentował swoje umiejętności wokalne w piosence „I’m still standing”. Przewodniczący nie zapomniał jak ważny jest wygląd sceniczny, dlatego zaśpiewał, a nawet zatańczył, w kapeluszu i ciemnych okularach, niczym sam Elton John. Ten wstęp podbił serca publiczności, o czym świadczyły gromkie brawa. Jednak to ostatni wykonawcy okazali się być zwycięzcami. Zespół „Strutter”, złożony w większości z uczniów klasy III f, powalił publiczność na kolana. Chłopcy wykonali „Don’t cry” grupy Guns N’ Roses i wywołali nie tyle poruszenie, co piski żeńskiej części publiczności i coraz głośniejsze prośby o bis. „Strutter” zagrali zatem kultowy utwór grupy Pink Floyd „Another Brick In The Wall” oraz piosenkę własnego autorstwa. Owacje na stojąco przypieczętował werdykt jury, chłopcy zajęli pierwsze miejsce. Na drugiej pozycji uplasowały się ex aequo Beata Kępa i Wiktoria Wizner, natomiast trzecią lokatę otrzymała Aleksandra Okuniewska. Po skandowaniu publiczności zdania „Gdzie jest Błażej?”, również przewodniczącemu

przypadło wyróżnienie, a mianowicie nagroda publiczności. „I wanna be a rockstar!” Po bezapelacyjnym zwycięstwie w Konkursie Piosenki Angielskiej, chłopcy z zespołu „Strutter” stali się z pewnością bardziej rozpoznawalni w I LO. W związku z tym „Tytuł” postanowił przeprowadzić z naszymi muzycznymi gwiazdami ich pierwszy wywiad! Tytuł: Skąd pomysł na stworzenie zespołu? Przemek: Wszystko zaczęło się kiedy w liceum poznałem Janka i postanowiłem, tak jak on, nauczyć się gry na gitarze. Po dwóch miesiącach postanowiliśmy razem zagrać. Na początku mieliśmy trzech gitarzystów, ale wspólna gra spodobała nam się na tyle, że postanowiliśmy to kontynuować. Inni członkowie zespołu doszli z czasem, a to kto zostanie wokalistą, było właściwie kwestią przypadku. Wybraliśmy po prostu osobę, która najgłośniej się wydzierała i padło na mnie (śmiech). T: Jakie macie doświadczenie, jeśli chodzi o wspólną grę? P: Gramy razem od pierwszej klasy liceum. Wstępowaliśmy kilka razy w Bobolicach przed małą, ale bardzo dobrą publicznością. A jeśli chodzi o występy na konkursach, to mamy to w planach.

T: Dlaczego gracie akurat ten gatunek muzyki? P: Po prostu wszyscy lubimy rocka. Oczywiście każdy ceni w nim coś innego, bardziej interesuje się innym podgatunkiem. Janek: Dzięki grze w tym właśnie gatunku możemy się spełniać muzycznie. Rock dobrze odzwierciedla nas wszystkich. A poza tym uważam, że to jeden z bardziej ambitnych rodzajów muzyki. T: Twórczość jakich zespołów jest dla was inspiracją? J: Zespoły złotych lat rocka, czyli lat 70. Ja jestem fanem Led Zeppelin, ale chodzi też o grupy takie jak Black Sabbath. Z polskich formacji Dżem, TSA, Turbo, czyli zespoły których moim zdaniem naprawdę warto posłuchać. P: Ja ostatnio słucham bardzo dużo muzyki Pink Floyd’ów, podoba mi się sposób ich gry, łączenie różnych brzmień. A z polskich to Perfect, Dżem. T: Skąd nazwa zespołu? P: Od piosenki zespołu Kiss o takim właśnie tytule, czyli „Strutter”. Kiedy szukaliśmy nazwy dla naszego zespołu, pomógł nam mój kuzyn, który zaproponował właśnie nazwę tego utworu. Wtedy graliśmy tylko same cover’y angielskich piosenek i uznaliśmy, że to określenie dobrze pasuje.

k w i e c i e ń / Ty tuł

3


dni języka angielskiego

recenzje

Shakespeare różem spowity T: Jednak podczas występu na Konkursie Piosenki Angielskiej zaprezentowaliście własny utwór. Kto jest autorem tekstów? P: Jeśli chodzi o muzykę, tworzy ją Janek. Ja zajmuję się tekstami. T: Ile czasu poświęcacie na próby? P: Próby mamy w Ośrodku Kultury w Bobolicach, gdzie jest potrzebny nam sprzęt. Gramy w piątki od 3 do 3,5 godziny. T: Czy jest to jedynie wasze hobby, czy może wiążecie z muzyką swoją przyszłość? Marzy wam się kariera „gwiazd rocka”? J: Mamy nadzieję dostać się na studia do Wrocławia i tam

kontynuować grę. Po maturach planujemy nagranie dema, wstępnie będą to 3 kawałki. P: Ale jeśli chodzi o bycie „gwiazdą rocka”, to uważam, że w Polsce jest to naprawdę trudne do zrealizowania. Jeśli już, to musielibyśmy spróbować za granicą. T: W związku z nagraniem dema, czy będzie można znaleźć wasze kawałki w sieci? J: Myślę, że będzie to możliwe na portalach typu myspace, youtube. T: Wasz występ podczas Konkursu Piosenki Angielskiej okazał się być wielkim sukcesem. Jak wy to odbieracie? Macie jakieś fanki w szkole?

P: Bardzo się cieszymy, że nasze wykonanie się podobało. I chyba nic więcej nie trzeba tu dodawać. A jeśli chodzi o fanki to rzeczywiście… powiedzmy, że są pewne sygnały (śmiech).

dla żeńskiej części naszej szkoły. Czy jesteście wolni?

Dawid: Do tej pory zawsze graliśmy w Bobolicach, a tam ludzie przychodzili głównie przy okazji jakiegoś festiwalu, a nie tylko dla nas. Z resztą tam nasze wykonanie oceniali najczęściej członkowie rodziny i przyjaciele. A dzięki temu występowi przekonaliśmy się, że obcym nam ludziom również podoba się to co robimy, to jak gramy. A jeśli chodzi o fanki, to ciężko powiedzieć. Nie odczuwamy jakiejś większej zmiany, za krótko nas jeszcze znacie (śmiech).

T: Bardzo dziękuję wam za rozmowę.

D: Nie wszyscy (śmiech). Ja na przykład jestem powolny. P: Niektórzy po prostu biegają szybciej!

P: My również dziękujemy. Zespół „Strutter” dopiero zaczyna swoją muzyczną karierę. Grupa ma jednak potencjał, a chłopcy dużo chęci do pracy nad swoim warsztatem. Życzymy im zatem wielu sukcesów i światowej sławy. Kto wie, może kiedyś będziecie chwalić się przed znajomymi, że chodziliście do jednej szkoły z „gwiazdami rocka”.

/ Katarzyna Jóźwiak T: A teraz pytanie specjalnie

Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło. Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany. (akt 2, scena 2, wers 889890) Trudno chyba o bardziej przysypany cukierkowatością, hollywoodzkimi schematami true love i komediowymi przerysowaniami kawałek literatury pięknej niż „Romeo i Julia”. Pisząc te słowa zerkam właśnie na trailer najnowszej adaptacji kinowej, przenoszącej dramat werońskich kochanków w realia ogródka z różowymi, plastikowymi palemkami, a za protagonistów obierającej sobie dwoje krasnali ogrodowych, poróżnionych kolorem czepeczki. Zgroza. Tytuł „Romeo i Julia” nie wywołuje już skojarzenia z twórczością Shakespeare’a, ale jednym ze współczesnych mitów — z tą idealną, sygnowaną marką Barbie miłością zdolną pokonać wszystkie przeciwności losu i spełniającą się w jakieś odpowiednio romantycznej scenerii, kiedy wszyscy

się godzą, a w tle płynie odpowiednio pompatyczna muzyka — „Romeo i Julia” to dziś motyw w sam raz na happy end. I nic nie szkodzi, że oryginalny tekst był przede wszystkim tragedią, że pięć trupów, że fatum. „Znany i lubiany romans” — tak opis dystrybutorski przywołanego „Gnomea i Julii” określa jego shakespeare’owski pierwowzór. Wszystko to piszę na marginesie musicalowej adaptacji „Romea i Julii” wystawianej w BTD od jakiegoś miesiąca — tej, na którą większość klas miała okazję pójść ze szkołą w ramach ukulturalniania młodzieży polskiej. Wobec Shakespeare’a przerzutego na wszystkie możliwe sposoby i wyplutego na bruk kultury popularnej, koszalińska adaptacja nie stara się wcale zachować elżbietańskiej powagi — i tym, moim zdaniem, się broni. Zamiast dołączać się do chórku piewców estetycznej apokalipsy, krytyków degeneracji kultury wyższej i pokolenia popcornożerców, akceptuje nowych Romea i Julię w całej ich cukierkowatości

— i na tej bazie tworzy coś nowego. Oczywiście, z początku mogło to przerażać: mi otwierająca spektakl piosenka o nienawiści wcale nienawistnie nie brzmiała (prawdę mówiąc moim pierwszym skojarzeniem na te podskakujące, kolorowo ubrane ludziki było: Power Rangers — i czekałem tylko aż wszyscy wsiądą do jakiegoś megazorda). Musicalowatość, o ile zwykle mnie męczy, tym razem jakoś nie męczyła. Konwencja jest obrana tak, a nie inaczej („Shakespere nie do końca poważnie”) i przez cały czas jest konsekwentnie realizowana; od strony technicznej i aktorskiej też wypadło wszystko w porządku (tak myślę; nie znam się na tyle żeby to oceniać). No, może Julia jakaś taka niejuliowata była (ale zaznaczam, że tutaj odnoszę się do roli Magdaleny Łoś — Julii z Dubois nie widziałem). No więc było różowo. I o to chodziło — żeby było tak różowo, że aż ten róż staje się niebanalnym środkiem wyrazu. (A przynajmniej mam nadzieję, że o

to chodziło). Na próżno oczywiście doszukiwać się tam nie wiadomo jakich intertekstualności czy stwierdzać, że świadomie dali rolę Romeo aktorowi, który dubbingował polską wersją High School Musical. W zakończeniu z konieczności było tego różu mniej (oprócz płatków sypiących się na stygnące ciała dwojga głównych bohaterów), wcześniej jeszcze skończyły się sprośne dowcipy Merkucja — i miałem wrażenie, że odtąd zaczynały się słabsze momenty. Do „Romea i Julii” trudno dopowiedzieć coś nowego — można podejść do tematu z pełną powagą i zaryzykować śmieszność bądź przekształcić oryginał prześmiewczo i narazić się na oburzenie poważnych widzów.

/ Tomek Korbak Masz inne zdanie? Chciałbyś się nim podzielić? Chciałbyś pomóc współtworzyć „Tytuł”? Czekamy na polemiki pod adresem: tytul@ wp.pl!

Nothing to lose „Nie ma nic do stracenia, gdy nikt nie zna nawet Twojego imienia. Nie ma nic do zyskania, a dni zdają się nie zmieniać” Debiut Jana Komasy, „Sala Samobójców”,

4

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

jest niewątpliwym fenomenem polskiego, jak i zagranicznego kina. Ogromy atut to, oprócz świetnej gry aktorskiej, bardzo ciężka, współczesna tematyka, której w tak bezpośredni sposób nie „dotknął” dotąd

żaden film. Akcja toczy się wokół 18letniego Dominika, któremu materialnie nie brak niczego. Nie ma jedynie oparcia w domu, ponieważ rodzice to lodowaci i skupieni na własnej pracy kari-

erowicze. Zbliżając się do matury, nastolatek zaczyna się zmieniać, poznawać siebie, a studniówka i jej późniejsze następstwa są jedynie katalizatorem kolejnych tragicznych wydarzeń. Po internetowym upoko-

k w i e c i e ń / Ty tuł

13


felieton

15? Grająca posłusznie w Scrabble, Twistera, domino, śpiewająca piosenki pod dyktando pani? Dominik Parzych chyba nigdy nie był nastolatkiem. Albo ma bardzo krótką pamięć. Jedyną rozsądną osobą w artykule wydaje

dni języka angielskiego

się być przewodniczący Rady Gminy Świętajno Zygmunt Zbigniew Pampuch, który szczerze wątpi w możliwość odpowiedniego zorganizowania czasu dla młodzieży, nie przez krnąbrnych nastolatków jednak, a przez

niechęć nauczycieli do zaangażowania po godzinach pracy. Cóż, każdy kij ma dwa końce. Dominikowi Parzychowi nie brakuje jednak zapału do ratowania świata, wzywa do „ratowania osób z tego bagna”. Jak Pan

chce to zrobić, Dominiku? Młodzież zdobędzie alkohol w ten czy inny sposób i wypije go w lesie, opuszczonym budynku, domu kolegi. Niekoniecznie na przystanku.

/ Magdalena Rudnik

Po zwycięstwo! Jest środa. Środa, czyli najbardziej przerażający dzień tygodnia. Dlaczego? Wytłumaczę to tylko jednym, banalnie prostym słowem: geografia. Teraz chyba już wszystko jasne. Wchodzę do szkoły, z rąk wypadają mi notatki o światowych konfliktach. Idę pod klasę, a tam, ku mojemu szczeremu zaskoczeniu, zamiast zwyczajowego: „Nic nie umiem”, wita mnie chóralne: „Gdzie masz coś czerwonego?”. Jest środa, szesnasty dzień marca. Finał Licealiady. I geografia nagle staje się jakaś taka prostsza, a już na pewno nie tak ważna, jak była jeszcze przed chwilą. Oczywiście coś czerwonego na sobie miałam, jak większość szkoły. Jako osoba, która niemal co sobotę zasiada przed telewizorem w koszulce ulubionej drużyny, nie mam nic przeciwko takiemu wspieraniu szkolnego zespołu. Choć zauważyłam, że nie każdemu ten pomysł przypadł do gustu i po korytarzach jak zwykle przewinęła się prawdziwa feeria barw, od bieli po granaty i czernie. Tego dnia nie dało się jednak nie dostrzec przewagi czer-

12

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

wieni, widocznej zwłaszcza już na hali, gdzie trybuny zostały zalane jej falą. Garstka gości z V LO im. Stanisława Lema bardzo wyróżniała się na naszym tle. Na salę weszłam kilka minut po rozpoczęciu starcia, co oznaczało niestety jedynie możliwość zajęcia zaszczytnego miejsca na podłodze, ale przynajmniej ominęły mnie przedmeczowe spekulacje. Wystarczy, że przez cały wtorek musiałam słuchać o tym, że

tak było, ale ten brak wiary naprawdę ciężko mi zrozumieć. To trochę dziwne z góry zakładać, że nasza drużyna przegra. Wiara i odrobina optymizmu naprawdę czasami się opłaca i tym razem też tak było. Wrzawa na trybunach powodowana zdobywaniem kolejnych punktów, a wreszcie końcowym zwycięstwem, rozwiała wszelkie wątpliwości dotyczące tego, kto był na boisku lepszy. Drużyna I LO okazała się najlepszą

w finale nie mamy szans, a drużyna przeciwników ma ewidentnie najlepszy skład. Nie interesuję się jakoś specjalnie koszykówką i nie znam na tym zbyt dobrze, więc możliwe, że

ekipą w Koszalinie (co z przyjemnością wytykałam każdemu, kto jeszcze dzień wcześniej gorliwie zapewniał mnie, że nie mamy żadnych szans w finale) i awansowała do

kolejnego etapu rozgrywek. Mecze, które odbywają się w naszej szkole to zawsze coś w rodzaju święta. Nie wspominając już o finale, do którego niektórzy przygotowują się w sposób naprawdę wyjątkowy - wystarczy wspomnieć chociażby o transparentach i pomponach, które w tym roku zagościły na trybunach. Sportowa rywalizacja budzi się nie tylko w tych kilku osobach, które biegają po boisku, ale również w wielu z tych, które siedzą wokół i z zaciśniętymi kciukami obserwują zmieniający się wynik. To dla nas niepowtarzalna okazja by w jakiś sposób wesprzeć swoją szkołę, świetnie się przy tym bawiąc. Nie tylko dlatego, że może to oznaczać usprawiedliwioną nieobecność na lekcjach. Godziny spędzone na trybunach obfitują w śmiech i mnóstwo pozytywnych emocji. Dlatego ja już nie mogę doczekać się przyszłorocznej Licealiady i mam nadzieję, że będę mogła wspominać ją równie dobrze, jak tę, która gościła na parkiecie Dubois w zeszłym miesiącu.

/ Anna Wołoszyn

k w i e c i e ń / Ty tuł

5


ranking

felieton

Szkolne potyczki Ogłoszenie wyników XIII Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych organizowanego przez „Rzeczpospolitą” i „Perspektywy” za nami. Niektórzy odczuli to silnie, inni prawie wcale. Na „telewizorze” ze szczęśliwym numerkiem pojawił się komunikat o miejscu, które zajęło I LO w Koszalinie – 37. w tak zwanym Nowym Rankingu (liczą się zarówno olimpiady, jak i matura), 33. w Rankingu Olimpijskim oraz drugie miejsce w województwie, zaraz za owianą wręcz mistyczną już sławą „Trzynastką”. Jest to

nasz sukces, czy może sromotna klęska? Kogo bardziej obchodzi wzbudzający kontrowersje Ranking: uczniów czy nauczycieli? I wreszcie: czy można Rankingowi wierzyć? Na te pytania usiłowałyśmy odpowiedzieć, przeprowadzając sondę wśród uczniów Dubois. Pytań było pięć, każde dotyczyło Rankingu i spraw z nim związanych. Ostatnie odwoływało się do inwencji twórczej i własnego zdania ankietowanych, wymagało bowiem napisania czegoś od siebie.

1. Czy wybierając Dubois kierowałaś/łeś się miejscem szkoły w rankingu?

Nie, wybrałam/łem tę szkołę przez przypadek

12%

7%

Tak, było to dla mnie bardzo ważne

36%

45% Nie, miałam/łem inne powody

Pytanie pierwsze dotyczyło roli, jaką mógł odegrać przy wyborze szkoły Ranking. Większość ankietowanych uczniów (45%) podaje, że miało inne powody, by przyjść do I LO. Ranking okazał się bardzo ważny jedynie dla 7% pytanych. 36% o Rankingu słyszała, można by więc przypuszczać, że wywarł on (choćby znikomy) wpływ na ich wybór. Zupełnie bez powodu Dubois wybrało 12% ankietowanych. Przypadki chodzą po ludziach

6

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

Tak, słyszałam/łem o rankingu

Następna była kwestia tego, jak widzimy nasze miejsce w Rankingu. Co zadziwiające, zdecydowana większość zareagowała surowo, bo wybrała opcję: „Schodzimy na psy!”. Czy potrzebne jest aż takie umartwianie się? A może będzie to skuteczna motywacja? Na szczęście 32% mówi, że to duże osiągnięcie – choć mogliśmy zajść wyżej. Trzecie miejsce (23%) zajmuje teza, że to wielki sukces szkoły. Tylko 2% uczniów żyje w nieświadomości i nie ma pojęcia, na czym polega Ranking ani co to w ogóle jest.

zególnych par na „schodach miłości” są stałe i niezmienne. Przechodząc słynącym z miłosnych uścisków korytarzem, niejednokrotnie widzę te same, przyklejone do siebie twarze i ludzi na pozycjach bojowych, czy może raczej… godowych? Tu i ówdzie zauważymy posplatane kończyny, gdzie indziej zaś usłyszymy głośne mlaśnięcia. I tu pojawiają się kolejne spostrzeżenia- ta ma jakoś poczochrane włosy, ten znów chyba jest głodny… Albo po prostu lubi smak podkładu swojej dziewczyny! Nie ma co, widok „zachęcający” do zjedzenia drugiego śniadania! Pewne umiejętności trzeba trenować, oczywiście! Tylko dlaczego na oczach setek osób? Oglądanie takiej ohydy- i przy okazji czyichś migdałków- to z pewnością jakaś kara… W dodatku

zbiorowa, bo, przypomnijmy- wszyscy musimy na to patrzeć! Ławeczka I jak tu zachować powagę, gdy na usta cisną się słowa „Darujcie!”? Wygląda jednak na to, że zakochańce z Dubois za nic mają napomnienia nauczycieli oraz jęki obrzydzenia przechodniów. Oczywiście, nie ma nic złego w zauroczeniu, ale czy wszyscy w szkole muszą oglądać ich umizgi? A może by tak znaleźć nieco bardziej ustronne miejsce, ot, na przykład park? W końcu nadeszła wiosna, a wraz z nią aura nastrajająca do okazywania uczuć! Poza szkołą

/ Marta Bargieł

Władca przystankersów Niektórzy wciąż myślą, że mogą odkryć coś nowego. Na domiar złego są przekonani, że swoim natchnionym postępowaniem zbawiają ludzkość. Ja nazywam takie zachowanie syndromem Kolumba, tudzież Chrystusa. Do grona odkrywców Ameryki dołączył Dominik Parzych, redaktor portalu internetowego wiadomości24.pl. W swoim artykule „Przystankersi” porusza temat wyklucia się nowej subkultury, do której należy młodzież pijąca na przystankach i gadająca o głupotach „na fazie”. Wyraźnie poruszony nowo

odkrytym zjawiskiem autor publikacji z pełną powagę twierdzi, że jest to problem rozpościerający swe macki na całą młodzież, dążącą do nieuniknionej „degradacji”. Technika przebadania rzekomej subkultury „przystankersów” objęta przez Parzycha jest wysoce niemiarodajna. Swój pochopny osąd młodzieży opiera on na rozmowie z jedną nastolatką występującą pod kryptonimem „Monika” oraz obserwacji kilku pijanych wyrostków, przebywających w miejscu publicznym. Parzych sam tworzy problem z niczego, od dawna bowiem wiado-

mo, że młodzież pije, i to nie tylko w zaciszu własnych domów, podobnie jak dwudziesto-, trzydziesto-, czterdziestolatkowie i emeryci. Wielokrotnie miałam nieprzyjemność natknąć się w różnych punktach miasta na, jak ich nazywa Parzych, „żuli”, ale nie uważam, żebym zetknęła się z dopiero co wykluwającym się ruchem, dajmy na to, „alkoholodziadkersów”. Dominik Parzych myli pojęcia i krzywdzi członków innych subkultur, nadając temu słowu znaczenia patologicznego. Subkultura to bowiem skupisko ludzi wyznających jakieś wartości, dzielących

pasje i mających określone cele – czy da się zatem tym mianem ochrzcić kilku nieletnich, sączących piwo na przystanku? Dodatkowo autor artykułu wykazał się wyciskającą łzy z oczu naiwnością. Na podstawie głosu „młodzieży” (czyli wypowiedzi Moniki) wysnuł wniosek, że młodzież nie piłaby tyle i nie spędzała cennego czasu na przystankach, gdyby miasto zorganizowało dla nich jakieś rozrywki, przykładowo w amfiteatrze czy szkole. Czy ktokolwiek z nas jest w stanie wyobrazić sobie młodzież spędzającą czas w szkole po godzinie

k w i e c i e ń / Ty tuł

11


wywiad

ranking 2. Co sądzisz o miejscu, które zajęło Dubois w tegorocznym Rankingu Szkół Średnich?

że muszę wyjsc wcześniej bo moja partnerka wróci pózno z pracy a ktoś powinien wyprowadzić psa na spacer. Reakcje? Są pozytywne, myślę że wynika to właśnie z mojego naturalnego podejścia.

babci reszta rodziny przyjęła spokojnie to, iż jestem lesbijką.

A.L.: Wśród członków rodziny również?

A.L.: Jest Pani młodą kobietą i nieodzownym elementem planów na przyszłość jest z pewnością założenie rodziny, stabilizacja i macierzyństwo. Co z tymi tematami?

“Ż.K.”: Moja babcia modli się za mnie (śmiech), także na przykład przy okazji urodzin dostaję informacje, że wykupiła mszę za moje nawrócenie. Ale oprócz

“Ż.K.”: To jest otwarta kwestia, to znaczy ja na ten moment nie jest gotowa na macierzyństwo. Nie chcemy z moją partnerką mieć dziecka z “wpadki”, zdaję

sobie sprawę, że trzeba w wychowanie włożyć wiele energii i zaplanować szereg działań. Mam czasami “fazy” i bardziej myślę o dziecku, ale z drugiej strony myślę o jego dobru, o tym że pójdzie do przedszkola i może spotkać się z różną reakcją wśród rówieśników, a na pewno nie chcę stwarzać mu przykrości. A.L.: Wśród wielu negatywnych opinii na temat homoseksualizmu odnalazłam jedno zdanie, które wyróżnia się na tle innych, a miano-

wicie, że: “Każdy idiota potrafi podążać za naturą, ale czy nie jest prawdziwie wielką rzeczą powiedzieć kocham Cię tak bardzo, że złamię dla Ciebie wszystkie prawda przyrody?”.

Miłość zwykle rozkwita wiosną… Tak przynajmniej się mówi. Jednak w Dubois to gorące uczucie unosi się w powietrzu już od dawna. Więcej! Niczym mgła zawisło w jednym, konkretnym miejscu- korytarzu na tyłach szkoły. Nic więc dziwnego, że obserwatorzy szybko ochrzcili go mianem „schodów miłości”. Prywat(nie) Codziennie od rana, przez wszystkie przerwy, na stopniach wiodących na szczyt szkoły rozsiadają się pary. Zamiast cieszyć się swoim towarzystwem na osobności, kilkanaście osób pokłada się i na schodach, i na sobie, najwyraźniej nic sobie nie robiąc ze świadków. Czułe słówka,

10

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

szepty, tak miłe dla zakochanych, tracą wiele ze swego uroku, wypowiadane w towarzystwie znajomych,

całujących się na ich oczach. Gdzie tu miejsce na prywatność, czy romantyzm? Sprawa budzi pow-

36%

Schodzimy na psy!

Uważam, że to wielki sukces szkoły

43%

“Ż.K.”: Zgadzam się z tym całkowicie. Trzeba pamiętać, że trudno wywalczyć jest w sobie taką pewność siebie, którą zapewnić może jedynie akceptacja. A.L.: Dziękuję za rozmowę.

32%

“Ż.K.”: Dziękuję.

Amory i zmory Magia uczuć nie zawsze udziela się osobom postronnym

2%

Mogło być lepiej, ale to i tak duże osiągnięcie

szechne rozbawienie wśród uczniów i pracowników Dubois. To oczywiste, że szkolne pary trzymają się za ręce, wymieniają dyskretne pocałunki. Nie ma w tym - z mojego także punktu widzenia- nic złego, ale właśnie słowo „dyskrecja” jest tutaj kluczem. Być może w niektórych kulturach takie epatowanie uczuciami jest akceptowane, ba! Nawet pożądane, jednak tak liberalne podejście do okazywania czułości w szkole, jakie można zobaczyć na „schodach miłości”, bynajmniej nie jest na miejscu. Pokażmy stron

się

z

Próbowałyśmy również wybadać, jak uczniowie I LO postrzegają miarodajność Rankingu. Często pojawiają się głosy, jakoby nie odpowiadał on prawdziwemu obrazowi szkół, że liczą się matura, a nie Olimpijczycy… Społeczność Dubois odpowiedziała tu mniej kategorycznie, niż w pytaniu drugim – prawie 70% przyznaje,

że Ranking jest potrzebny, choć nie niezbędny do pomiaru poziomu edukacji. Tylko 9% stwierdza, że to oszustwo, jednakże jeszcze mniej (bo 5%) całkowicie ufa Rankingowi. Na miejscu drugim plasuje się teza, że Ranking nie jest wiarygodny.

3. Co sądzisz o samym rankingu? To oszustwo!

9%

Jest on wymierny i rzeczywiście oddaje poziom szkoły

5%

19% Nie jest wiarygodny

różnych

Trudno właściwie powiedzieć, co jest w tym najgorsze- jawny ekshibicjonizm, czy może wątpliwa estetyka owych obrazków? Co ciekawe, miejsca poszc-

67% To pomocny, choć nie jedyny wyznacznik poziomu edukacji

k w i e c i e ń / Ty tuł

7


ranking

wywiad

Od zawsze zadajemy sobie pytanie, kto jest bardziej zainteresowany podnoszeniem poziomu w Dubois – uczniowie czy nauczyciele? Tak samo rzecz się ma z Rankingiem. 55% pytanych wypowiedziało się, że według nich na miejscu w Rankingu zależy obu stronom. 22% orzekło, iż

Wywalczyć pewność siebie

to nauczyciele stoją za pragnieniem podnoszenia renomy Dubois. Aż 18% w ogóle nie obchodzi ta kwestia – może to i dobrze, mają mniej stresu w i tak już stresującym życiu pełnym pędzących tirów i krecich kopców. 5% zwala winę na współtowarzyszy niedoli, czyli innych uczniów.

czyli rozmowa

4. Według Ciebie Ranking jest ważniejszy dla uczniów czy nauczycieli?

z osobą

homoseksualną

A co mnie to obchodzi?

18%

Sądzę, że na pozycji w Rankingu zależy zarówno uczniom, jak i nauczycielom

To głównie nauczycielom zależy na renomie szkoły

55%

22%

5% Zdecydowanie dla uczniów! Najbardziej interesujące oraz dające do myślenia okazało się pytanie piąte, ostatnie, otwarte! Co sądzicie o tak znaczącej różnicy pomiędzy I LO w Koszalinie a innymi liceami. Niektórzy z ankietowanych zostawili puste miejsce, za co zapewne trafią do czyśćca czy gdzieś tam. Większość stwierdzała, że nasze liceum jest wspaniałe i są dumni z należenia do wspólnoty ludzi inteligentnych i oryginalnych. Dwie osoby wyraziły głębokie oburzenie niskim według nich miejscem szkoły i apelowały o „wzięcie się do roboty”. Wśród odpowiedzi znajdowały się też kwestie dość enigmatyczne, takie jak „ROCKET FUEL!”, „Jesteśmy kotami”, czy „Nie powiem wam”. Szokujący odsetek (aż 4%) ankietowanych mówi językami i z zadziwiającą determinacją twierdzi, że „Bronek sux” – cokolwiek to znaczy.

8

Ty t u ł \ k w i e c ie ń

/ Magdalena Rudnik Agnieszka Lewucha

Jesteśmy otwartym społeczeństwem, idziemy przecież z duchem czasu i ewolucja cywilizacyjna nas nie omija. Zmieniają się ludzie, zmienia się świat, dlatego też zmienia się nasze podejście do otaczającej rzeczywistości. A jednak słyszy się głosy: “Homoseksualizm to choroba”, “Gej równa się pedofil”, “To przeciwko naturze!!!”, a jednak określa się związek osób tej samej płci jako: anomalię, odstępstwo czy też chorobę, a jednak wciąż stereotypowe myślenie bierze górę nad tolerancją... Korzystając akcji zorganizowanej przez Koszalińską Bibliotekę Publiczną pod nazwą “Żywa książka”, miałam niepowtarzalną okazję porozmawiać z reprezentantką jednej z wielu dyskryminowanych współcześnie grup - osobą homoseksualną. Pogodna kobieta, dwudziestosiedmiolatka, psycholożka i lesbijka udostępniła swoją “opowieść” również mnie - zaciekawionemu czytelnikowi. Agnieszka Lewucha: W społeczeństwie krąży wiele prób interpretacji “homoseksualizmu”, a jak Pani interpretuje to pojęcie?

“Żywa książka”: Ja bym przede wszystkim używała pojęcia “homoseksualność” a nie “homoseksualizm”, ze względu na skojarzenia końcówki “-izm” z chorobami, a homoseksualność została wykreślona z listy chorób jakiś czas temu. To jest drobna, kosmetyczna zmiana, ale kreuje język. A jak ja zdefiniuję “homoseksualność”? Jako orientację psycho-seksualną związaną z pociągiem, atrakcyjnością osób tej samej płci. A.L.: Często spotyka się negatywne opinie na temat homoseksualistów, określa się tę sytuację jako anomalię, chorobę, odmienność, odstępstwo od normy... Jak Pani ustosunkowuje się do takich wypowiedzi? “Ż.K.”: Ja ustosunkowuję się tak samo jak Międzynarodowa Organizacja Zdrowia, która wykreśliła właśnie homoseksualność z listy chorób. A.L.: Jednak społeczeństwo nadal nie popiera otwarcie związków homoseksualnych. “Ż.K.”: No tak, ja rozumiem, żezmianaspołecznawymaga

więcej czasu niż wykreślenie homoseksualności z listy chorób, jednak uważam, że trzeba dementować takie informacje, bo medyczne autorytety, na które należy się powoływać, mówią o tym, iż nie jest to zaburzenie. A.L.: A teraz mam prywatne pytanie, czy wierzy Pani w Boga? I jak ma się wiara do homoseksualności? “Ż.K.”: Ja nie wierzę w dogmaty katolickie, wierzę w to, że każdy z nas ma w sobie potencjał boski, popychający do działania. Moje przekonanie religijne rozmija się z katolickim, raczej zmierzam w stronę buddyjskiej interpretacji istnienia jakiegoś boga. A.L.: Pytam się dlatego o wiarę, bo nietrudno zauważyć, że wiele krytyki co do homoseksualistów pochodzi właśnie od głęboko wierzących osób. Czy według Pani należy otwarcie demonstrować i głośno przekonywać do tolerancji tej grupy ludzi, czy też lepiej cicho godzić się z odmiennymi opiniami? “Ż.K.”: Ja uważam, że wszystko jest ważne. Komunikat na poziomie demonstracji

jest też formą oddziaływania zarówno na społeczeństwo, jak też na władze lokalne. Natomiast bardzo duże zmiany poglądów zachodzą przy bezpośrednim kontakcie. Wciąż mało osób homoseksualnych przyznaje się do swojej orientacji i otwarcie o tym mówi, dlatego też mało osób heteroseksualnych może powiedzieć, że ich zna. Pozostając w ukryciu jesteśmy postrzegani jako mała grupa, co powoduje stereotypowe myślenie wśród ludzi. W bezpośrednim kontakcie tolerancja wzrasta bo widzimy konkretnego człowieka a nie jakiś ogół, niezidentyfikowaną grupę, nieznaną “masę”... A.L.: A więc z jakimi reakcjami spotykała się Pani, mówiąc innym o swojej orientacji? “Ż.K.”: Ja staram się mówić na luzie jak najbardziej potrafię, nie aranżuję poważnych rozmów z nowopoznanymi przyjaciółmi, że siadamy i ja ogłaszam: “Słuchaj, jestem lesbijką”. W tej chwili jestem w stałym związku i moja orientacja wychodzi w najzwyklejszych, życiowych sytuacjach, na przykład opowiadając co robiłam w weekend, czy tłumacząc się,

k w i e c i e ń / Ty tuł

9

Tytuł Nr 107  

Tytuł Nr 107

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you