Page 1

# 104 listopad/grudzień

2010 G a z e t a

I

L O

i m . S t a n i s ł a w a

D u b o i s

#103 Paź 10 1 zł


recenzja

Od redaktorów

Przyszła zima, a wraz z nią równie niespodziewanie ukazuje się listopadowo-grudniowy „Tytuł”. Naprawiając liczne spóźnienia i poślizgi idziemy do przodu, by pismo było bardziej treściwe, interesujące, warte Waszej uwagi, słowem: lepsze. Dość mały odstęp od wydania poprzedniego „Tytułu” obfitował w wydarzenia, a co za tym idzie – przyniósł wiele tematów do artykułów. W „Tytule” nr 104 można zatem przeczytać o automatach, które pojawiły się w naszej szkole, powodach za tym stojących i dylematach uczniowskich z nimi związanych. Znajdziecie tu także krótkie podsumowanie próbnych matur oraz sprawozdanie z Tygodnia Matematycznego. Wielu z Was może zainteresować także wywiad z nową w I LO postacią – księdzem Oslislokiem, który pojawił się u nas dopiero w tym roku. W tym „Tytule” głos ma również RSU w postaci Błażeja Papiernika opisującego jej działalność. Warto też zwrócić uwagę na polemikę, poruszającą palący dla wielu z nas problem lekcji języka polskiego w klasach niehumanistycznych. Polemika interesująca, bo tocząca się miedzy uczniem a nauczycielem.

Ze stałych rubryk jak zwykle będzie można znaleźć w „Tytule” sport, muzykę oraz recenzje książek i filmów. Podjęta została także nieśmiała próba zrecenzowania filmu stworzonego przez sympatyków i członka RSU naszej szkoły. Oprócz tego poruszono temat nowego portalu mlodykoszalin. pl, a także podsumowano działalność wolontariatu I LO. Mamy nadzieję, że mimo wielu niedoskonałości „Tytuł” będzie przypadał Wam do gustu coraz bardziej. Wszelkie uwagi i komentarze prosimy kierować bezpośrednio do nas (klasy II „D” bądź innych redaktorów zamieszczonych w stopce) lub na redakcyjnego emaila: tytul@wp.pl . Wielu z Was dziwi się nieobecnością uwielbianego Błazna Stańczyka – przypominamy, że jest tworzony on jest przez uczniów i serdecznie zachęcamy do zasilania naszej skarbnicy szkolnych tekstów przez czytelników. Emaila już znacie. Pozdrawiamy i życzymy możliwie jak najmilszej lektury!

Spis treści # 104 s.3

Tydzień matematyczny

s.4

Człowiek czy automat?

s.5

Rozmowa z księdzem Arkadiuszem Oslislokiem

s.6

Działalność RSU w naszej szkole

s.7

Matura próbna „Nasi” pomagają hospicjum

s.8

Akt desperacji

s.9

Jestem przeciw, a nawet za

s.10

Głos młodych koszalinian

s.11

Połowinki 2010

s.12

Gol ściele się gęsto M is for music: Niekończące się święta z królem na ficzuringu

s.13

Recenzje: John Flanagan - ,,Zwiadowcy, Księga I. Ruiny Gorlanu” Timur Bekmambetov - „Straż

s.14

nocna” Xavier Dolan - „Wyśnione miłości”

s.15 s.16

Komiks „Eustachy”

Magdalena Rudnik i Agnieszka Lewucha Redaktorki naczelne „Tytułu”

Wstępny egzamin z dojrzałości…

aktualności / Jan Nalepa

Połowinki

Połowa drugiej klasy to również polowa czasu, który dany nam jest spędzić w I LO (według standardowego schematu). Dlatego 3 grudnia zorganizowane zostały połowinki – impreza dla klas drugich oraz osób towarzyszących, która, jak co roku, będzie oznaczała, że matury zbliżają się wielkimi krokami.

Matematyka królową nauk

Dyskoteka andrzejkowa

Klasy matematyczne, jak co roku, zorganizowały w naszej szkole tydzień matematyczny. Kawiarenka szkocka i inne konkursy matematyczne odbywały się przez cały tydzień pod przewodnictwem prof. Pawła Rudeckiego. Każdy zainteresowany tym arcyciekawym przedmiotem mógł znaleźć cos dla siebie.

Maturzyści z całej Polski przystąpili do próbnej matury. Od 24 do 27 listopada uczniowie trzecich klas mieli do napisania maturę z: polskiego (podstawową), matematyki (podstawową), angielskiego(podstawową i rozszerzoną) oraz przedmiotu kierunkowego, które wybierał uczeń.

Samorząd szkolny stara się jak może, aby zapewnić uczniom Dubois nie tylko dogodne warunki do nauki, ale i odrobinę rozrywki. Dlatego 27 listopada odbyła się andrzejkowa impreza szkolna, która nie tylko pozwoliła uczniom na wykonanie wróżb i popisanie się inwencją w ubiorze, ale i była okazją do zebrania pieniędzy na tzw. „Szlachetną paczkę”.

Bang bang, my baby shot me down „Wyśnione miłości” tytułem z pewnością nie zachęcają, a niektórych wręcz odrzucają. Lecz jest to przykład (stosunkowo może i jeden z nielicznych), kiedy nie należy oceniać filmu po jego nazwie. Zaskakująca jest bowiem sama wszechstronność autora, Xaviera Dolana - zaledwie 21-letniego reżysera, producenta, scenarzysty, a jednocześnie odtwórcy roli Francisa. Ta produkcja nie jest jednak jego pierwszym dziełem. Film „Zabiłem swoją matkę” okazał się dużym sukcesem, zyskał wiele nominacji i kilka nagród. Sam artysta wypowiada się obiektywnie, a czasem wręcz krytycznie o swoich filmach – oglądając, zdaje sobie sprawę, że mógł coś zrealizować lepiej. Bezkonfliktową przyjaźń oraz spokój Marie i Francisa mąci pojawienie się Nicolasa. Oszukują się wzajemnie, twierdząc, że chłopak nie budzi ich zainteresowania. Tymczasem zaczyna się skryta rywalizacja o względy nonszalanckiego, bystrego ( jak się potem okazuje, równie wyrafinowanego) studenta literatury, który uwielbia być w centrum uwagi i zdaje się darzyć jednakim uczuciem obu bohaterów. Napiętą atmosferę świetnie podkreśla efekt zwolnionego tempa, dobrze wszystkim znany z kultowych westernów podczas pojedynku wrogów. Narastająca

zazdrość sprawia wrażenie sięgać zenitu, a rozwój wydarzeń zaskakuje samych bohaterów. Film doskonale porusza tematykę uczuć, a zarazem przedstawia je w sposób niekonwencjonalny. Muzyka towarzysząca akcji (w soundtracku znajdziemy między innymi The Knife i Fever Ray) współgra z fabułą, wzmaga emocje, a co najważniejsze - tworzy nastrój. Dolan postawił sobie nie lada wyzwanie i stanął na wysokości zadania, za co niewątpliwie należą się brawa. Nie jest to wbrew pozorom kolejna komedia romantyczna, lecz bardziej ambitna produkcja. I jakie zakończenie! Polecam, namawiam i zachęcam do obejrzenia.

Tytuł redagują Naczelne: Magdalena Rudnik i Agnieszka Lewucha Opiekun: Joanna Brożyna - Stępniak Redaktorzy: Katarzyna Jóźwiak, Anna Wołoszyn, Iga Chudaska, Monika

2

Tytuł \ grudzień

/ Iga Chudaska

Sulewska, Bianka Zajkowska, Magdalena Kugler, Mateusz Jakubowski, Jan Nalepa, Katarzyna Kiełb, Michał Gołębicki Członek RSU: Błażej Papiernik

Okładka: Anna Jasiakiewicz Skład : Dominik Staszak Adres redakcji: 75-070 Koszalin, ul. K.E.N. 1 Kontakt: tytul@wp.pl

gru dz i eń / Tytu ł

15


recenzja

„Straż Nocna” to rosyjska ekranizacja bestsellerowej powieści „Nocny patrol” Siergieja Łukjanienki. Film wyreżyserowany przez Timura Bekmambetova opowiada historię odwiecznej walki dobra ze złem rozgrywającej się we współczesnej Moskwie. Nagrodzony Srebrnym Krukiem na Festiwalu Filmów Fantasy oraz nominowany do rosyjskich Oscarów, zapoczątkował nową erę rosyjskiego kina. To Inni. Obdarzeni niezwykłymi zdolnościami, ci, którzy muszą powiedzieć, po czyjej stoją stronie. Sił Światła? Czy Sił Ciemności? Pomimo, że Straż Nocna próbuje kontrolować Świat Mrocznych, w powietrzu czuć zapach wojny. Jak mówi legenda, kiedyś pojawi się Ten Wielki, który przechyli szalę zwycięstwa na którąś ze stron. Młody chłopak Anton Gorodecki (Konstantin Chabeński) zrobi wszystko, by jego dziewczyna wróciła. Posuwa się nawet do usiłowania morderstwa swojego dziecka. Udaje się do wiedźmy, która zrobi to, o co prosi zdesperowany chłopak. W momencie apogeum rzucania czarów do akcji wkracza Straż Nocna. Okazuje się, że Gorodecki jest Innym. Potem rzez lata próbuje odkupić swój czyn, przyłącza się do Nocnej Straży. Jednak los postawi ojca i syna Jegora (Dmitrij Martynow) na wspólnej drodze. I to już niedługo. Tymczasem równowaga świata zostaje zachwiana, a jego koniec jest bliski. Jedyną szansą na uratowanie ludzi jest

14

Tytuł \ grudzień

Wszystko, co stoi pomiędzy światłem i ciemnością to Nocna Straż Swietłana, która prowokuje nieszczęścia wszędzie tam, gdzie się pojawi. Historia wydaje się być prosta. Walka dobra ze złem. Na pewno wygra dobro. Jednak nie zawsze. „Straż nocna” zawdzięcza swój sukces głównie efektom specjalnym - aby było to możliwe, połączone zostały 42 różne studia. Reżyser Bekmambetov stanął przed poważnym zadaniem. ,,Chcieliśmy wnieść do fantastyki głębszą psychologię i bardziej skomplikowane relacje międzyludzkie”, powiedział. Rosyjski, surowy świat fantasy ,,Straży Nocnej” w niczym nie przypomina filmów amerykańskich. Dobrze zbudowane napięcie, wielce wymowna cisza przerywana bzyczeniem much powoduje ciarki i oczekiwanie na dalszy rozwój wypadków. Świat zupełnie inny od tego, który kreują produkcje amerykańskie.

/ Magdalena Kugler

święto matematyki

Tydzień matematyczny Każdy chyba widział znajdujące się w całej szkole plakaty o liczbach doskonałych, królowej nauk, ciastkach czy też zdjęcia lwowskich budynków. Ci mniej obeznani z tradycjami naszej szkoły zachodzili w głowę, o co chodzi. Wkrótce wątpliwości zostały jednak rozwiane i jak co roku w naszej szkole odbył się kolejny, XVII już, Tydzień Kultury Matematycznej, trwający od 15 do 19 listopada. Już na poniedziałek zostało zaplanowane pierwsze wydarzenie - słynny Turniej Meczów Matematycznych, zarezerwowany dla klas o profilu matematycznym lub z rozszerzonym programem nauczania matematyki. O godzinie ósmej, w pierwszych promieniach wschodzącego słońca osiem reprezentacji klas: III m, III f, III e, II m, II f, II e, I m, I f, I e, każda w składzie sześciu osób, przekroczyło próg auli, by sprawdzić swoje umiejętności, a przy okazji opuścić kilka lekcji. Zmagania były prowadzone systemem turniejowym, gdzie wygrany przechodził do następnego etapu, natomiast ekipa przegrana wracała na lekcje. Każda runda była podzielona na dwa jednogodzinne etapy. W pierwszym obie drużyny miały do rozwiązania 10 zadań, w drugim, wybierały przeciwnej drużynie zadanie, którego sposób rozwiązania miała przedstawić i objaśnić. Pracę drużyn oceniało grono jurorów złożone z nauczycieli naszej szkoły: prof. Janiny

Jasińskiej, prof. Pawła Rudeckiego, prof. Krzysztofa Klebana oraz absolwenta naszej szkoły, a obecnie doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego, mgr. Arkadiusza Męcla. Po pierwszej rundzie zmagań zostały klasy: III m, III f, II m i I m, które stanęły do drugiej rundy rozgrywek. Po kolejnych dwóch godzinach zaciętego rozwiązywaniazadańszerszy poznany zakres materiału dał przewagę klasom III i to one miały spotkać się w ostatniej rundzie, natomiast klasy II m i I m powróciły do planowych zajęć. W wielkim finale sędziowanym przez mgr Arkadiusza Męcla obydwie klasy walczyły bardzo równo, w końcu jednak szala zwycięstwa przechyliła się na stronę III m. Decyzji sędziowskiej nie uznała jednak drużyna przeciwna, która odwołała się i udowodniła poprawność jednego ze swych zadań, wcześniej ocenionego jako błędne. Po tym incydencie zwycięzcą ogłoszona została klasa III f w składzie: Adrian Gąsiorowski – kapitan, Magdalena Czajka, Dawid Bujnicki, Paweł Rydzewski, Szymon Sikora, Łukasz Rola. Następnego dnia swoje matematyczne zdolności sprawdzić mógł każdy w relaksującej, przesyconej zapachem ciast, kawy i herbaty atmosferze Kawiarenki Szkockiej. Ma ona upamiętniać spotkania wybitnych przedwojennych polskich matematyków w lwowskiej kawiarni o tej samej nazwie.

Rozwiązywano tam rozmaite problemy matematyczne, z czasem przyczyniając się do narodzin analizy matematycznej. Za rozwiązanie niektórych problemów oferowane były nagrody, np. żywa gęś. Zgodnie z tradycją ta uczta dla podniebień i umysłów została zorganizowana przez klasę II m. Przy zakupie kawałka ciasta każdy otrzymywał zadanie, za rozwiązanie którego przysługiwał mu rabat na zakup kolejnego kawałka ciasta. Jako że od skorzystania z takiej promocji nie można się powstrzymać, wszystkie przygotowane dzieła sztuki kulinarnej zostały sprzedane. Dodatkowym czynnikiem motywującym była możliwość zdobycia nagród za rozwiązanie największej ilości zadań. Dla osoby, która zdołała to zrobić, przewidziane było całodniowe, całkiem legalne, zwolnienie z odpowiedzi ustnych i pisemnych od samego Pana Dyrektora Rafała Janusa, oraz ufundowany przez firmę uczniowską “Be Yourself” Szmaciaczek Królowa Matematyki. Klasa, która wspólnym wysiłkiem rozwiązała najwięcej zadań, była nagradzana dodatkowym dniem do wycieczki szkolnej. Odrębną nagrodę stanowił torcik, czekający na tego, kto rozwiąże zadanie dnia, tylko że... się nie doczekał i ostatecznie został pokrojony i wystawiony na sprzedaż razem z innymi ciastami. Dodatkową atrakcją tegorocznej kawiarenki była przygotowana przez absolwentkę naszej

szkoły Monikę Rudecką prezentacja ukazująca początki Polskiej Szkoły Matematycznej we Lwowie. Zwycięzcą w kategorii indywidualnej okazał się uczeń klasy III c Konrad Kwiecień, niewątpliwie przyczyniając się do zwycięstwa jego klasy również w kategorii drużynowej. Cały dochód z Kawiarenki w wysokości 1300 zł zostanie przeznaczony na pomoc dla Gimnazjum w Sianowie. Ostatnim elementem tygodnia i jednocześnie nowinką w repertuarze był I Konkurs Matematyczny o tytuł “Primus Mathematicus” I LO im. St. Dubois w Koszalinie, który, trzeba przyznać, brzmi całkiem dumnie. Walczyło o niego trzydziestu dwóch uczniów. Mieli dwie godziny na rozwiązanie zestawu ośmiu zadań zamkniętych wielokrotnego wyboru oraz czterech otwartych. Tutaj, tak jak i w Turnieju Meczów Matematycznych, lepiej poszło uczniom klas trzecich. Pierwszym tytułem “Primus Mathematicus” może poszczycić się Adrian Wykrzykowski z klasy III m. Następne miejsca zostały zajęte przez Adriana Gąsiorowskiego z III f, Pawła Sienkowskiego z III m oraz Igę Rygielską z I m. I choć tydzień dobiegł końca 19 listopada, ku niekłamanej uldze niektórych uczniów, są też wśród nas pewnie i tacy, którzy z wytęsknieniem czekać będą następnego. W sumie trudno im się dziwić, jako że ciasta były wyśmienite.

/ Ace of Spades grudzień / Tytuł

3


kontrowersyjne maszyny

recenzje

Człowiek czy automat?

Sprawcą zamieszania 5 listopada na drugim piętrze był automat do gorących napojów. Wraz z nim momentalnie pojawiły się pytania: Czy to aby w porządku wobec pani Bogusi? Czy wielu uczniów zrezygnuje z gorącej czekolady z bufetu na rzecz maszyny oferującej kilka różnych jej rodzajów w podobnej cenie? – czekolada, czekolada z mlekiem, czekolada mocna. Podobnie z kawą: duża, mała, z mlekiem, z podwójnym mlekiem, bez mleka, czy też z czekoladą... Zainteresowanych, spragnionych i zziębniętych nie brakuje – szczególnie o tej porze roku. Niespełna po tygodniu kolejna nowość – automat z napojami (tymi niezdrowymi, z bąbelkami, „sama chemia” – jak mówi mama), batonami, chipsami, rogalikami. Dla niektórych jednak jego istnienie wciąż pozostaje zagadką (niczym yeti – każdy słyszał, nikt nie widział), bowiem został pieczołowicie ukryty. Miejmy nadzieję, że nie z tego powodu cieszy się

małym zainteresowaniem… Przeprowadziłam śledztwo. Co sądzą na ten temat konsumenci? • „Z automatów korzystam, gdy: a) mam wf - wówczas w automacie kupuję picie (drożej, ale bliżej), b) są matury i bufet jest zamknięty. Poza tym w automatach jest mleko, którego brakuje w bufecie” – Michał • „Korzystam z bufetu ze względu na miłą obsługę, dodatkowo codziennie jest dostawa świeżego pieczywa.” - Mateusz • „Sens automatów polega na tym, że płacisz 50gr więcej, a nie stoisz w kolejce” – Arina • „ A u t o m a t y odegrały dobrą rolę w sferze poszerzania horyzontów.

Klasom humanistycznym drugie piętro zaczęło się wreszcie pozytywnie kojarzyć.” – Mikołaj • „Kupuję tylko w bufecie – pani Bogusia jest sympatyczna, mam z nią dobre kontakty. Nie biegam po batona dwa razy droższego pod salę gimnastyczną, ani po kawę pod salę od chemii.” – Rox

• „Maszyny to bardzo fajny pomysł i dobre rozwiązanie dla tych, którzy pozostają na II piętrze i nie widzi im się zejście aż do bufetu. Sama jednak korzystam tylko i wyłącznie z bufetu.” – Asia

to kolejny utwór odrzucony w czasie nagrywanie niewydanej płyty Michaela, którą w odpowiedni sposób zajęli się „ludzie z wytórni”. Niestety. Ostatnio miła miejsce premiera ciekawej, może mało znanej szerszej publiczności płyty ‘Endlessly’ brytyjskiej wokalistki Duffy. Singlem, który zwiastuje krążek jest ‘Well, Well, Well’ – ciepły utwór jakby wyjęty z soundtracku jakiegoś musicalu. Cała płyta różni się od poprzedniej i wydaje mi się, że w ogólnym rozrachunku jest na plusie. Poprzednie dzieło Duffy było bardziej melancholijne niż spacer po ‘Warwick

4

Ty t u ł \ g r u d z ie ń

wśród uczniów wielu z nich nawet nie zdawało sobie sprawy o istnieniu tej ze słodyczami. Z.D.: To bardzo możliwe. Jest ona ustawiona pod kątem ludzi wynajmujących salę gimnastyczną popołudniami. Natomiast automat na drugim piętrze miał ułatwić uczniom dostęp do ciepłych napojów, kiedy nie mają czasu zejść do bufetu. Nie chcemy, żeby maszyny były elementem architektury naszej szkoły, dlatego zrezygnowaliśmy z umiejscowienia ich przy wejściu głównym czy przy pokoju

nauczycielskim. T.:Jak mógłby się Pan odnieść w tej sprawie do sytuacji bufetu? Z.D.: W automatach nie ma kanapek, pączków, zapewne są osoby, które wolą kawę rozpuszczalną niż ekspresową. Nie uważam, żeby bufet stracił wielu klientów. W innych szkołach również istnieją takie maszyny i spełniają swoje zadanie, cieszą się powodzeniem.

Niestety, sama pani Bogusia odmówiła komentarza w tej sprawie. Udało mi się jedynie dowiedzieć, że pojawienie się konkurencji niewątpliwie miało wpływ na dochody bufetu. Bufet jest miejscem spotkań znajomych podczas przerw przy herbacie, pączku i zupce. Tam również spędzamy wolne lekcje. Mam nadzieję, że nie straci swojej magii i zawsze znajdą się zwolennicy przyjaznej atmosfery, którą wprowadza nikt inny, jak sama pani Bogusia.

/ Iga Chudaska

Amy nie rzuca na kolana, a co najwyżej sama na nie pada po spożyciu. Singiel nie odbiega jakością od aktualnego wyglądu i stanu zdrowia Winehouse. Kolejna zmarnowana szansa. Zbliżające się święta przynoszą wysyp płyt z kolędami. Pośród znakomitej większości beznadziejnych, sygnowanych jedynie znanych nazwiskiem albumów świątecznych polecam tytuł, który jest czymś więcej niż tylko zlepkiem coverów z dawnych lat, a mianowicie znów coś brytyjskiego (cóż, gdzieś trzeba swą miłość do wysp ujawnić) czyli Susan Boyle. ‘The Gift’ to album-prezent dosłownie

i w przenośni. Zawiera on naprawdę bardzo nastrojowe utwory uczestniczki show ‘Britan’s Got Talent’, jak ‘The First Noel’ czy ‘O Holy Night. Mimo wieku i wyglądu artystki, który nie bójmy się powiedzieć - nie przyciąga, jest to płyta świetna na święta i po nich, zarówno ze względu na warstwę muzyczną, bardzo dobre wykonanie oraz ten klimat, który nie sposób poczuć przy kolejnym odgrzewanym kotlecie z kolekcji ‘Last Chritmas’. Wesołych Świąt!

/ Matthew Glow

Dla tych, którym magia wyszła już uszami

Rozmowa z kierownikiem administracyjnym - Zdzisławem Dymkowskim. Tytuł: Kto jest pomysłodawcą wprowadzenia automatów? Kto jest za nie odpowiedzialny? Zdzisław Dymkowski: Firma zajmująca się tego typu automatami złożyła ofertę szkole. Na razie maszyny wprowadzone są na okres próbny – do stycznia. Jeżeli będą się cieszyły powodzeniem, pozostaną. Choć nie ukrywajmy, że szkoła też czerpie z tego drobny zysk. T.: Czemu maszyny zostały postawione akurat w takich miejscach? Podczas przeprowadzania ankiety

Avenue’ późną nocą. Nie miało w sobie czegoś bardzo pozytywnego, co ‘Endlessly’ z pewnością ma i jest to nie jedyny powód, by włożyć tę płytę do swojego odtwarzacza. Amy Winehouse nie jest po ostatnim oszałamiającym sukcesie zbytnio zainteresowana powrotem na scenę. O wiele bardziej woli spędzać czas na nocnych rozrywkach. Niedawno, pomimo wielu plotek o zupełnym zniknięciu wokalistki z pola widzenia show biznesu, wydała piosenkę ‘It’s My Party’. I ma rację, to rzeczywiście jej ‘Party’ i to takie dość intensywne. Forma już nie ta co kiedyś.

Obecnie na rynku wydawniczym roi się od książek typu fantasy. Główny wątek: odważny bohater (Wybraniec), który zawsze ma za zadanie uratować cały świat przed zagładą. Oczywiście towarzyszą temu smoki,

czary, magowie czy modne teraz upadłe anioły lub wampiry. Powieść Johna Flanagana pt. ,,Zwiadowcy, Księga 1. Ruiny Gorlanu” osadzona w fikcyjnym średniowiecznym świecie jest książką, w której nie znajdziemy żadnych z tych rzeczy. Piętnastoletnia sierota Will staje na podeście. Obok siebie ma wszystkich swoich kolegów, dla których ten moment będzienajważniejszy w ich życiu. Właśnie zaraz rozpocznie się ceremonia przydziału. Na tę uroczystość przychodzą wszyscy najważniejsi baronowie i rzemieślnicy, którzy szukają wśród nich swoich uczniów. Marzeniem Willa

jest dostać się do Szkoły Rycerskiej w Królestwie Araluen. Jednak do władania ciężką bronią potrzebna jest krzepa i siła fizyczna, której chłopiec drobnej postury nie posiada. Wydaje się, że już wszystko stracone, że nikt nie przyjmie piętnastolatka pod opiekę. Wtedy właśnie ktoś nieoczekiwanie wyraża chęć zaopiekowania się sierotą. Jest to Halt, tajemniczy zwiadowca, okryty złą sławą. O grupie tych ludzi krążą różne legendy, przykładowo to, że potrafią być oni niewidzialni. Nie taki los wymarzył sobie chłopak, ale lepsze jest uczyć się u zwiadowcy, niż być pańszczyźnianym chłopem. Will rozpoczyna naukę u swojego mistrza, a co się z tym wiąże, poznaje ból codziennych treningów. Niedługo jednak pojawią się prawdziwe problemy. Dawny władca Gorlanu Morgarath

będzie chciał odzyskać tron... Wykreowane w tej powieści postacie są wyłącznie dobre albo złe. I oczywiście prawość i uczciwość zwycięża. Prosty język i szybka akcja powieści sprawiają, że książkę tę czyta się bardzo łatwo. Historia dzieje się w wielu miejscach, których nazwy czasem trudno zapamiętać. Fabuła banalna, jednak kunszt pisarski Flanagana sprawia, że nie jest ona przewidywalna. Nieźle prezentuje się także poczucie humoru autora, który wykazuje się umiejętnością zachowania dystansu do własnego dzieła. Każdy, kto chciałby oderwać się na chwilkę od codziennego świata, powinien sięgnąć po tę powieść.

/ Magdalena Kugler

g r ud z i e ń / Ty t uł

13


sport

wywiad

Gol ściele się gęsto

N a j w y ż s z e zwycięstwo tego dnia odniosła Valencia, która w meczu grupy C pokonała turecki Bursaspor aż 6:1. Gospodarze mieli w tym spotkaniu dwóch bohaterów – Juana Matę i Roberto Soldado. Mata otworzył wynik meczu w 17 minucie, wykorzystując rzut karny, a potem zaliczył jeszcze dwie asysty. Na dwa do zera wynik podwyższył Soldado, który w 50 minucie trafił do bramki po raz drugi. Strzelali też Anduriz, Joaquin, a wynik ustalił w 78 minucie Dominguez. Kanonadę Hiszpanów przerwało tylko jedno honorowe trafienie Batalli. Gospodarze pewnie zwyciężyli i nie przeszkodziło im nawet to, że do meczu przystąpili w osłabionym składzie, gdyż zagrać nie mogli trzej obrońcy. W sumie w dwumeczu z mistrzem Turcji Valencia wygrała aż 10:1. W innym spotkaniu tej grupy Manchester United wygrał z Glasgow Rangers 1:0. Czerwone Diabły długo męczyły się z przeciwnikiem, a wynik został ustalony dopiero w 87 minucie. Jedynego gola w tym meczu zdobył po rzucie karnym wracający po kon-

12

Ty t u ł \ g r u d z ie ń

tuzji Wayne Rooney, który dobrze wykorzystał swoją szansę. Pewnie zwyciężyła za to FC Barcelona, która pokonała w Atenach miejscowy Panathinaikos. Pierwszy gol padł w 27 minucie. Dzięki podaniu Daniela Alvesa piłkę do siatki skierował Pedro, wyprowadzając tym strzałem swoją drużynę na prowadzenie. Kolejne dwie bramki padły w drugiej połowie. Najpierw w 63 minucie Leo Messi wykończył ładną, zespołową akcję, a kilka minut później golem po raz drugi mógł cieszyć się tego wieczoru Pedro. Barcelona potrzebowała trzech oczek, aby zapewnić sobie awans do fazy pucharowej, a podopieczni Josepa Guardioli wykonali swoje zadanie bez zarzutu. Obrońcy trofeum również nie zawiedli, wygrywając z Twente Enschede 1:0. Inter Mediolan zwyciężył, a gola na wagę awansu w 55 minucie zdobył Argentyńczyk, Esteban Cambiasso. Więcej emocji przyniosło jednak drugie spotkanie tej grupy, w którym Tottenham Hotspur pokonał niemiecki Werder Bremen 3:0. Kibice obejrzeli nie tylko trzy gole, ale także dobry mecz, w którym gospodarze już w 6 minucie wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia Kaboula. Kolejna bramka padła łupem Modrica. W samej końcówce pierwszej połowy zagrał do niego Crouch, a Chorwat przełożył sobie piłkę na prawą nogę i ładnym uderzeniem pokonał bramkarza przeciwników. W drugiej połowie Bale zmarnował rzut karny, którym mógł już ostatecznie rozstrzygnąć o

losach meczu. Drużyna jednak nie zawiodła i w 79 minucie o awansie Tottenhamu zadecydował Crouch, który strzelił gola po świetnym dograniu Lennona i ustalił tym samym wynik meczu na trzy do zera.

M is for music

Liga Mistrzów idzie pełną parą. Za nami kolejne mecze i duże emocje. W środowy wieczór siedem następnych drużyn zapewniło sobie awans do 1/8 finału. Grad goli w Valencii, karny w meczu Manchesteru i pewna wygrana FC Barcelony – kibice z pewnością nie mają co narzekać na serwowane przez piłkarzy widowiska.

Niekończące się święta z królem na ficzuringu

P o spotkaniach z dwudziestego czwartego listopada awans do fazy pucharowej zapewniły sobie drużyny Tottenhamu i Interu (grupa A), Schalke iLyonu (grupa B), United i Valenci (grupa C) oraz Barcelony (grupa D). Teraz wystarczy tylko czekać na kolejne mecze, licząc na niezapomniane emocje, jakie mogą zapewnić nam ekipy ubiegające się o występ w tegorocznym finale Ligii Mistrzów.

/ Anna Wołoszyn

Grudzień za pasem, a w świecie muzyki czas jakby zastygł. Nie ukazała się żadna długo oczekiwana płyta, nie byliśmy też świadkami wielkiego powrotu na scenę gwiazdy sprzed lat. Okres zimowy charakteryzuje się wstrzemięźliwością w tej materii. Wyszło za to wiele kompilacji typu the Best of (Nelly Furtado, Pink), jednakże kilka nowych piosenek nie wydaje się czymś ciekawszym, czymś, na co warto zwrócić większą uwagę w M is for Music. Co jednak jest nie bez znaczenia, w naszym kraju odbył się niedawno koncert roku – Lady Gaga, prawowita przyszła królowa popu, która detronizację Madonny ma już niejako za sobą, odwiedziła kraj nad Wisłą. I ja tam byłem i… tańczyłem. Podsumować to mogę jako niezapomniane przeżycie, zwłaszcza gdy było się tak blisko artystki. Po pierwsze, nieoczekiwanie mogłem skłamać we wstępie. Powrót wielkiej (a nawet największej) gwiazdy niejako miał miejsce. Michael Jackson „powrócił” z nowym utworem nagranym wspólnie z Akonem. Niestety wyglądało to nieco inaczej, niż zwykle. Spece od marketingu zachowali się z Królem jak z Kawką przy „Procesie” i udostępnili do sprzedaży archiwalną piosenkę, którą Michael niekoniecznie chciał się dzielić. Nie muszę chyba wspominać, że efekt tego ficzuringu wygląda dość mizernie i Jackson brzmi jakby na siłę został włożony w ramy muzyki popularnej Anno Domini 2011. ‘Hold My Hands’ nie brzmi. Jest

15 lat przerwy, 150 podopiecznych siejących dobro i modlitwa ze zdwojoną siłą czyli rozmowa z księdzem Arkadiuszem

Oslislokiem Tytuł: Na korytarzach I LO w Koszalinie od początku roku szkolnego słychać wśród członków kadry pedagogicznej nowe nazwisko, pomiędzy uczniami krąży pogłoska, że: „Ksiądz jest spoko!”, natomiast w Internecie nie trudno odnaleźć rozległe obszary działalności księdza. Jak taka postać znalazła się w naszej szkole?

Klubem Apostoła przy parafii św. Wojciecha, gdzie pracowałem rok. Później pojechałem do Piły, ale generalnie utrzymywałem znajomości z Diecezjalną Diakonią Muzyczną, gdzie działało mnóstwo osób z Dubois. Spotykaliśmy się również na pieszych pielgrzymkach i w Lednicy.

ale niekoniecznie potrafią, to uważam, że warto. Jak to profesor muzyki kościelnej mawiał: „Głuchy człowiek, to jeden na milion”. Czasami bawię się w takiego położnika, który wyzwala z ludzi to, co piękne, bo rzeczywiście muzyka uszlachetnia i stwarza atmosferę wspólnych poszukiwań.

naprawdę zadają wiele pytań. A jakie osoby mam okazję poznać? Wczoraj akurat byłem u moich znajomych w Poznaniu, którzy założyli wspólnotę skupiająca uczestników pielgrzymki. Poszukują, wspierają, rozmawiają i wspaniałym doświadczeniem jest spotkać takich ludzi.

T.: Z pewnością można

T.: Jaką rolę odegrały liczne

T.: Na koniec, dobra rada dla uczniów naszej szkoły. Jaka cecha jest najbardziej ceniona i dostrzegana wśród uczniów?

Arkadiusz Oslislok: Znalazłem się tutaj z polecenia księdza biskupa. Jestem ze Słupska, a jak wiadomo - Słupszczanie bardzo lubią Koszalinian. A jak szkoła? No, debeściarska! T.: Jak wypadamy na tle innych placówek? A.O.: Muszę przyznać, że nie miałem większych problemów z dotarciem do młodych ludzi, ale żałuję, że wcześniej tutaj nie trafiłem. Generalnie byłem związany z tą szkołą przez jeden epizod sprzed piętnastu lat, kiedy zostałem księdzem, a mianowicie zostałem namówiony przez jednego z obecnych absolwentów tej szkoły, Remigiusza Wacława, do napisania muzyki do piosenki. Związany byłem z tą szkołą dzięki kontaktowi z działającym wówczas Młodzieżowym

Ksiądz Arkadiusz Oslislok w studiu nagrań (1996r.) stwierdzić, że nieodzownym elementem wizerunku Księdza jest gitara. A więc czy ten, kto śpiewa, modli się podwójnie, a ten co fałszuje…

w życiu Księdza piesze pielgrzymki na Jasną Górę? Jaką młodzież można spotkać?

A.O.: Ten trzykrotnie, a nawet więcej. Tak, to prawda! Pomimo tego, że niektórzy muszą się napracować przy tej czynności, bo może lubią,

stereotypom, że grupa działająca przy Kościele jest ułożona i nie potrzebuje poszukiwać. To nie jest tak. Jest mnóstwo ludzi, którzy

A.O.: Przede wszystkim siać wiele dobrego wokół siebie. Moja wspólnota, którą się opiekuję, czyli ta Diakonia Muzyczna Diecezjalna (skupiająca 150 nazwisk) została nazwana „Tyle dobrego”, gdyż uważam, że obojętnie, kim się jest, na jakim etapie i jakiej religii, to po prostu trzeba kierować się dobrem. Często zwracam uwagę na uśmiech, będący antidotum, którym można zarażać innych… T.: Dziękuję bardzo.

A.O.: Różną wbrew

młodzież, A.O.: Dziękuję również.

/ Agnieszka Lewucha

g r ud z i e ń / Ty t uł

5


raport z prac RSU

Działalność RSU w naszej szkole Już niedługo miną dwa miesiące od czasu wybrania Rady Samorządu Uczniowskiego. Chciałbym przedstawić działania, które udało nam się zrealizować w ciągu tego czasu oraz zapowiedzieć nowe akcje, które już niedługo będą odbywać się w naszej szkole. Pierwszą ważną inicjatywą, z którą RSU wystartowało w nowym roku szkolnym, była zbiórka pieniędzy na rzecz spalonego Gimnazjum Gminnego w Sianowie. Uczniowie I LO z olbrzymią chęcią zaangażowali się w akcję, dzięki czemu udało się uzbierać kwotę w wysokości 1500 złotych i 15 groszy. 12.11.2010 delegacja z I LO w Koszalinie przekazała symboliczny czek z kwotą zebraną w zbiórce.

czy statut RSU. Od niedawna samorząd posiada także własną tablicę informacyjną, obok sali nr 6 (naprzeciwko górnego wejścia do bufetu). Tam dodatkowo zamieszczane są zawiadomienia o najbliższych spotkaniach Rady, na które może przyjść każdy uczeń I LO. RSU ma również swój profil na portalu społecznościowym Facebook oraz konto pod nazwą „rsudubois” na popularnym serwisie internetowym Youtube. Udało nam już się zorganizować jeden maraton filmowy dotyczący horrorów. Ponad trzydziestoosobowa grupa uczniów – pasjonatów kina spędziła noc z 16 na 17 października w naszej szkole i oglądała takie filmy jak: „Nosferatu” „Dracula” czy „Lśnienie”. Strach się

Przedstawiciele RSU przekazują czek dyrektorowi Gimnazjum Gminnego im.Ireny Sendlerowej w Sianowie RSU postanowiło również zmienić swoją stronę internetową – od 11 listopada pod nowym adresem www.rsudubois. pl można znaleźć aktualności z życia szkoły, krótkie ogłoszenia, galerię zdjęć oraz takie dokumenty jak plan pracy SU na rok szkolny 2010/2011

6

Ty t u ł \ g r u d z ie ń

Połowinki 2010

połowinki

Połowinki – nic nadzwyczajnego, odbywają się co roku. Jednak większość uczestników mówi jednogłośnie „Chcemy jeszcze raz!”. Impreza standardowo została zorganizowana w koszalińskim Kowalu, tym razem odbyła się 3 grudnia, w piątek. Wejścia na salę pilnował profesor Stępniak, skrupulatnie legitymując wchodzących od godziny 18:30 gości. Na wszystkich uczestników tegorocznej imprezy czekał ciepły poczęstunek (wykwintny łosoś lub jeszcze wykwintniejszy kurczak). I tak po zjedzonej kolacji wszyscy mogli udać się na zabawę. Niektórzy od razu znaleźli się na parkiecie, inni panicznie go unikali, jeszcze inni kręcili się między stołami, mierząc wzrokiem uczniów z innych szkół i pogryzając chipsy. Na swoich posterunkach wytrwale czuwali profesorowie – wychowawcy klas II. Dyrektor Sosnowska oficjalnie otworzyła imprezę. Zabawa trwała do północy i jeszcze trochę. Część uczniów zdezerterowała wcześniej, by udać się na własne „afterki”, jednak zdecydowana większość bawiła się dobrze aż do wyłączenia muzyki.

/ Agnieszka Lewucha Magda Rudnik

Nowa strona RSU - www.rsudubois.pl „Kowal” organizowane są połowinki dla klas II. Do 15 grudnia trwa konkurs na logo RSU – swoje propozycje można przesyłać na mail (rsudubois@yahoo.pl lub rsudubois@rsudubois. pl) lub poprzez kontakt z Błażejem Papiernikiem (przewodniczący@ rsudubois.pl) oraz Wojciechem Adamczykiem (wiceprzewodniczacy@ rsudubois.pl) W najbliższym czasie planujemy organizację nocnego maratonu filmowego z bajkami Walta Disneya (na prośbę uczniów), przeprowadzenie ankiety wśród uczniów dotyczącej propozycji akcji na kolejne miesiące, klasowy koncert kolęd,

organizację wyborów do Młodzieżowej Rady Miasta Koszalin oraz meczu charytatywnego w piłkę siatkową pomiędzy nauczycielami I, II, V LO w Koszalinie oraz Gimnazjum Gminnego w Sianowie. Zysk z akcji zostanie przeznaczony na odbudowę spalonego sianowskiego gimnazjum. Planowane jest również zorganizowanie turnieju uczniowskiego w grę Heroes of Might and Magic III. Zachęcam do zapoznania się z planem pracy RSU na rok 2010/2011, który można pobrać ze strony internetowej samorządu (www. rsudubois.pl , zakładka „Do pobrania”).

/ Błażej Papiernik

bać! 26 listopada odbyła się również dyskoteka andrzejkowa, na której uczniowie mogli dowiedzieć się o swojej przyszłości od profesjonalnych wróżbitów. Cały zysk z imprezy został przeznaczony na akcję „Szlachetna Paczka”. 3 grudnia w restauracji

g r ud z i e ń / Ty t uł

11


nowy portal społecznościowy

matury

Głos młodych koszalinian prowadzenia lekcji nie odpowiada temu opisanemu w artykule? Może przecież stać się on wymówką dla tych, którzy nie lubią przedmiotu: „ Nie uczę się, nie staram, nie czytam lektur, bo przecież poloniści to nudziarze i służbiści!”. Poza tym w każdym rewolucyjnym ruchu znajdują się tacy, którzy będą chcieli wykorzystać go do swojej prywatnej zemsty na poloniście. W końcu ostatnia obawa, wybitnie egoistyczna. Czy „Zbulwersowany(a) Desperat(ka)” to aby nie jeden z moich uczniów? Czy to nie moje lekcje stały się inspiracją do napisania jego/jej tekstu? Ale o to chyba chodziło autorowi, który chciał zachować anonimowość: mamy się zastanawiać, czy to aby nie o nas. Jeśli tak, to...touché! Udało się!

/ Zdesperowany(a) Polonista(-tka)

P.S. Zadanie dodatkowe: Kim jest autor powyższego tekstu? Dla ułatwienia podpowiem: zwróćcie uwagę na formy czasowników.

10

Ty t u ł \ g r u d z ie ń

Koszalin może i do największych miast nie należy, jednak zdecydowanie nie pozostaje w tyle, jeśli chodzi o aktywny rozwój. Świadczy o tym chociażby bogata oferta kulturalna lub wprowadzanie kolejnych innowacji w infrastrukturze miasta. Jednak zmiany zauważyć możemy również w sieci. Powstaje coraz więcej stron dotyczących Koszalina, od tych firmowych po zwykłe fora internetowe. Ostatnio natknęłam się na bardzo ciekawy portal społecznościowy „Młody Koszalin”. Udało mi się porozmawiać z jedną z redaktorek tejże strony. Tytuł: Czym tak właściwie jest „Młody Koszalin”? Anna Sobko: Jest to strona, która ma na celu wypromowanie młodych artystów z Koszalina. Chcemy pokazać, że Koszalin nie jest miastem „wymarłym”, jak wiele osób sądzi. W naszym mieście naprawdę dużo się dzieje, mieszka tutaj mnóstwo pomysłowych i fantastycznych ludzi. Zależy nam, aby mieszkańcy to zrozumieli, a młodzi rozwijali swoje talenty. T.: Skąd więc inicjatywa powstania strony? Kto jest pomysłodawcą? A.S.: Koncepcja powstania takiej strony pojawiała się już wcześniej. Były trzy różne odsłony „Młodego Koszalina” zakładane przez studentów. Dlaczego ich projekt był nieudany nie wiem, jednak obecna idea wyszła od ucznia II LO im. Władysława Broniewskiego, Piotra Mazura. Początkowo był to blog, na którym kilkoro uczniów z tego liceum miało pisać różnego rodzaju teksty. Jednak już po kilku dniach odezwali się do nas studenci, którzy

wcześniej zakładali podobne strony, a teraz proponują nam współpracę. Oczywiście chętnie przyjęliśmy ich pomoc, a z czasem blog został zamieniony na portal społecznościowy pod tą samą nazwą. T.: Czy strona skierowana jest wyłącznie do młodych koszalinian? A.S: Oczywiście, że nie. Skierowana jest do wszystkich mieszkańców Koszalina, aczkolwiek skupia się na sprawach młodzieży, głównie licealistów i studentów. T.: Jakie tematy poruszają redaktorzy „Młodego Koszalina”? A.S.: Jak już mówiłam, większość to sprawy dotyczące młodych. Ciężko powiedzieć mi coś konkretnego, ponieważ strona wciąż jest w stanie rozwoju, jednak z pewnością na „Młodym Koszalinie” znajdą się informacje dotyczące wydarzeń kulturalnych, bieżących wiadomości z życia miasta, a problemy koszalińskiej młodzieży i nasze spojrzenie na świat znajdziecie w licznych artykułach i felietonach. T.: Czy każdy może zostać redaktorem „Młodego Koszalina”, czy może jest to grupa zamknięta? A.S: Nie, oczywiście, że nie! Im więcej osób tym lepiej! Moim zdaniem każdy może do nas dołączyć i tworzyć „Młody Koszalin”. To właśnie jeden z naszych głównych celów: skupić koszalińską młodzież, dać im możliwość zabrania głosu. T.: W takim razie, w jaki sposób można dołączyć do redakcji? A.S: Należy skontaktować się z naszym redaktorem naczelnym, Arkadiuszem Wilmanem. Wszelkie dane

kontaktowe znajdziecie na stronie „Młodego Koszalina”. T.: Jakie macie plany co do przyszłości strony? W jaki sposób chcecie się rozwijać? A.S: Ciągle coś zmieniamy. Na pewno nie poprzestaniemy na Internecie, chcemy znaleźć się również w radiu i telewizji. Oczywiście jeszcze na to za wcześnie, ale jeśli do naszej redakcji będą dołączać nowi ludzie, jeśli koszalinianom spodoba się nasza inicjatywa, to z pewnością pójdziemy o krok dalej. Co do strony, realizujemy już kilka pomysłów, ale nie mogę nic zdradzić. Niech to będzie niespodzianka. (śmiech) T.: Uważasz, że redakcja „Młodego Koszalina” jest w stanie zmienić coś w naszym mieście? A.S.: No cóż, nie jesteśmy jedynym portalem społecznościowym mówiącym o Koszalinie, ale sądzę, że nie chodzi tutaj o konkurencję, ale właśnie o zmienienie czegoś w naszym mieście. Nie wiem, jak wiele rzeczywiście uda nam się zdziałać, ale chciałabym, żeby dzięki nam, młodym, Koszalin przestał być uważany za miasto „wymarłe”. Bo wcale takie nie jest. T.: Dziękuję za rozmowę. A.S: Ja również dziękuję. Jak wynika z przeprowadzanej rozmowy, w Koszalinie są młodzi ludzie, którym zależy na rozwoju naszego miasta. Miejmy nadzieję, że ich głos dotrze do wielu i faktycznie przyczyni się do zmiany Koszalina. Na lepsze oczywiście. Serdecznie zapraszam do zapoznania się ze stroną „Młodego Koszalina” www.mlodykoszalin.pl .

Matura próbna Wielka sala, egzaminatorzy, ty, twoja kartka oraz wzrastająca ciekawość - jakie pytania odnajdziesz w środku? Teraz nikt nie pomoże w udzieleniu prawidłowej odpowiedzi. Możesz liczyć tylko na siebie. Znasz to uczucie? Jeśli nie, niedługo się przekonasz, bowiem każdy licealista musi zmierzyć się z najważniejszym egzaminem w życiu - z maturą. Największym problemem jest zawsze stres. Aby się przed nim uchronić, zdawany materiał musisz znać perfekcyjnie. Okres przygotowań do matury trwa już od pierwszej klasy, jednak dopiero w czasie pisania próbnych egzaminów przyszli absolwenci uświadamiają sobie, jak szybko minęły lata nauki w liceum. Dla niektórych okres ten okazał się bardzo owocny, dla innych - wręcz przeciwnie. Nie znamy jednak osoby,

dla której nauka w szkole średniej minęła zbyt wolno. Aby czas przygotowań nie był zmarnowany, polecamy przyszłym maturzystom (a nawet uczniom klas pierwszych) już teraz wybrać przedmioty, które mają zamiar zdawać. Daje to szanse na większy sukces na egzaminie właściwym, a co za tym idzie- wymarzone studia. Listopad okazał się miesiącem nadzwyczaj pracowitym i stresującym dla tegorocznych maturzystów. Zmagali się bowiem z próbnym egzaminem dojrzałości. Dzięki temu mogli sprawdzić swoje dotychczasowe umiejętności oraz dowiedzieć się, nad czym muszą jeszcze solidnie popracować. Opinie co do poziomu trudności testu wśród uczniów były podzielone. Jedni z sali wychodzi z uśmiechem na twarzy, inni - z lekkim rozczarowaniem, czasem

i smutkiem. Uczennica z klasy 3d na pytanie: „Jak poszła ci próbna matura z matematyki?” odpowiedziała: „Nie poszło mi najlepiej. Wynika to głównie z tego, że wielu rzeczy nie pamiętałam oraz części materiału nie przerobiłam na lekcjach.” Z kolei uczennica klasy 3m wyszła z sali zadowolona, choć, jak sama przyznaje, „spodziewała się łatwiejszego testu”. Mniejsze problemy mieli uczniowie pisząc egzamin z języka polskiego. Temat pracy do napisania nie był problematyczny. Połową sukcesu była znajomość lektury „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego. „Język angielski był chyba najłatwiejszą próbną maturą. Słuchanie, pisanie i tworzenie własnego tekstu było bardzo łatwe.” - twierdzi uczennica klasy 3b. Z pewnego źródła otrzymałyśmy również informację o

pewnej zapominalskiej, która pomyliła godzinę rozpoczęcia pisania próbnej matury i nie została wpuszczona na salę z powodu pięciominutowego spóźnienia. Miejmy nadzieję, że jej przypadek da nauczkę pozostałym uczniom, gdyż nawet kilkuminutowe spóźnienie na maturze właściwej jest jednoznaczne z niezdaniem testu. Teraz nie zostało nic innego, jak wziąć się do pracy i oczekiwać na wyniki tegorocznych próbnych matur – a o tych dowiemy się w swoim czasie, kiedy egzaminatorzy sprawdzą testy. Czekamy z niecierpliwością.

/ Monika Sulewska i Bianka Zajkowska

„Nasi” pomagają hospicjum 1 listopada to dzień refleksji i zadumy, ale także okazja, by pomóc innym. Tak przynajmniej było w przypadku koszalińskiego cmentarza, gdzie licealiści kwestowali na rzecz hospicjum. Organizatorem, jak co roku, była placówka przy ulicy Wojska Polskiego 13. W akcji charytatywnej „Nasze Hospicjum” wzięło udział aż 10 wolontariuszy z naszej szkoły, którzy zgłosili się, by pomagać. Przez cały weekend, pierwszego oraz drugiego listopada stali

oni ze specjalnymi puszkami, zachęcając do wspierania hospicjum. „Ludzie reagowali na zbiórkę bardzo pozytywnie, chętnie wrzucali drobne, niektóre starsze panie martwiły się nawet o nas, proponując ciepłą herbatę czy ciastko”- śmieje się Agnieszka z IID, wolontariuszka. Marta z IID, która po raz drugi kwestowała na cmentarzu, dodaje: „Atmosfera jak co roku bardzo sympatyczna, ale tym razem uzbieraliśmy trochę mniej pieniędzy. Być może dlatego, że w akcji brało udział więcej

wolontariuszy”. Aż trudno w to uwierzyć, bo, jak podaje strona internetowa koszalińskiego hospicjum, na rzecz pomocy chorym uzbierano kwotę 78 298,13 zł! Cieszymy się, że uczniowie naszej szkoły przyczynili się do tak wspaniałego wyniku. W grudniu Dubois przyłączyło się do akcji „Szlachetna paczka”. Nadal można wpłacać do gospodarzy klas po 5 zł, które zostaną przekazane na paczki świąteczne dla najuboższych rodzin. Jeżeli chcesz

pomagać innym, nasza szkoła daje Ci taką możliwość. Koordynatorką wszelkich akcji charytatywnych jest pedagog Julia Siewruk, więc nie czekaj, tylko zgłoś się i działaj! Zawsze znajdzie się ktoś, kto z radością przyjmie kawałek Twojego serca.

/ Katarzyna Kiełb

g r ud z i e ń / Ty t uł

7


polemika

Akt desperacji

Podmiot liryczny ujawnia się i mówi w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Na podstawie kontekstów biograficznych można go utożsamić z autorem. Jest człowiekiem starym i doświadczonym. Zwraca się do wszystkich młodych w celu pouczenia ich, jak powinni żyć. Tekst ma charakter fatyczny, dąży do nawiązania kontaktu z czytelnikiem. Składa się z pięciu strof ułożonych w trzech tetrastychach i dwóch tercynach. W trzech pierwszych zwrotkach rymy są żeńskie, okalające, w dwóch ostatnich męskie i parzyste. Występują liczne porównania homeryckie, metonimie, hiperbole i eksklamacje. Czy ten akapit czegoś Wam nie przypomina? Zastanówmy się. Sposób wyrażenia myśli jest rzeczowy i naukowy, to najprawdopodobniej cytat z lekcji biologii. Wynik (bądź jak kto woli - interpretacja) jest jednoznaczny, może to lekcja matematyki? Tylko temat nie pasuje do naszych wniosków, bo kojarzymy go raczej z analizą wiersza. A jednak to właśnie do takiej wypowiedzi mają dążyć uczniowie na lekcjach języka polskiego, kierowani przez swoich nauczycieli! Wynikiem tego jest stado zbaraniałych nastolatków odliczających czterdzieści pięć minut oraz błagających wszystkich znanych bogów i Boga o łaskę niepytania. Bóg regularnie jednego z nich opuszcza i wtedy zaczyna się potępianie definicji wypowiedzianych własnymi słowami, chwalenie idealnie wyuczonych formułek, niezaliczanie odpowiedzi, jeśli nie znajdzie się tam

8

Ty t u ł \ g r u d z ie ń

konkretne słowo oraz zaliczanie, gdy uczeń wymienił wszystkie wyrazy wypowiedziane przez nauczyciela na poprzedniej lekcji. Dyskusja z nauczycielem na temat własnej interpretacji ułożona idealnie grzecznymi i pełnymi szacunku słowami (bo jak zachowuje się żółtodziób z pierwszej klasy?) jest odbierana jako atak na osobę profesora, który zazwyczaj nie uznaje różnicy między utworem lirycznym a instrukcją pralki. Brak uczniów, którzy ze swobodą wypowiadają się na zajęciach, wszyscy jąkają się i zacinają, szukając wyrazu, który był w ramce na stronie dwudziestej szóstej w podręczniku i wierzę, że powodem nie jest gwałtowny spadek ilorazu inteligencji nastolatków, ale nienaturalne wymagania, które zabijają nieskrępowanie wypowiedzi, indywidualizm, kreatywność i co gorsza, miłość do naszego ojczystego języka. Przestaliśmy łączyć już odpowiedzi na lekcjach polskiego z językiem, którego używamy na przerwach i to nie dlatego (jak myślą niektórzy nauczyciele), że używamy emotikonek, przekleństw i zapożyczeń z języka obcego (nie pytajcie, jak można używać emotikonek w wypowiedzi ustnej, bo nie wiem). Niestety, jeden zrozpaczony nastolatek jak ja nic nie poradzi, bo główną winą za ten stan rzeczy trzeba obarczyć maturę, do której zobowiązali

się przygotować uczniów nasi nauczyciele. Wynikiem tego jest spędzanie połowy sprawdzianu na zastanawianiu się, co autor klucza miał na myśli, ale dzięki temu na maturze spędzimy już tylko ćwierć czasu, próbując odpowiedzieć na to głębokie pytanie. Możliwe jest, że wypowiadam się w imieniu mniejszości, czyli w imieniu osób, które kochają język polski i nie jest im obojętne, czy po trzech latach w liceum nadal będą mieli ochotę czytać książki, wiersze i tworzyć ich własne interpretacje ORAZ są w klasach o profilu niehumanistycznym. Bardzo prawdopodobne jest to, że taki stan rzeczy ma miejsce głównie w klasach z podstawowym polskim. Ale czemu pozbawiać przyszłych lekarzy, matematyków i

Jestem przeciw,

ekonomistów przyjemności obcowania z językiem ojczystym, możliwości dyskusji w gronie, które wyznaje różne idee i poglądy oraz posiadania choć jednego przedmiotu, na którym mogą popuścić wodze wyobraźni i na który nie muszą wkuwać? Zdaję sobie sprawę, że mój samotny apel może zginąć wśród morza ustnych skarg i że najprawdopodobniej nic nie zmieni, ale potraktujcie to jako manifest sekretnego ruchu oporu w szkole, do którego duchowo zawsze możecie się dołączyć!

/ Zbulwersowany(a) Desperat(ka) reklama

Głos „Zbulwersowanej Desperatki” uważam za ważny i potrzebny z kilku powodów, które w poniższym tekście chciałbym przedstawić. Po pierwsze dlatego, że daje on chwilową, choć nikłą nadzieję na to, że kiedy czasem zbaczam z udeptanego i nudnego „traktu polonistycznego”, to jest w klasie ktoś, kto słucha moich dygresji, kogo to (mimo nie- humanistycznego profilu) interesuje. Ale w ten sposób uczy też pokory, bo wiem, że ci sami spostrzegawczy i wrażliwi uczniowie (a za taką uważam autorkę) słuchają z równą uwagą wypowiadanych przeze mnie bzdur. Bądźmy szczerzy – każdy z nas ma czasem gorsze dni i „bzdurzy”. I nie chodzi tu bynajmniej o zabawne i niewinne teksty „Tytułowego” Stańczyka. Ten tekst jest również potrzebny dlatego, że daje mi szansę na to, bym odpowiadając „Zbulwersowanemu (-nej) Desperatowi (-tce)” mógł przedstawić, jak to wszystko wygląda „po drugiej stronie lustra”, czyli z perspektywy nauczyciela. By to uczynić, zapraszam na krótką podróż w czasie w biografię polonisty. Zarażony polonistyczną pasją adept „tajemnych sztuk interpretacji” udaje się na studia, by w przyszłości dzielić się nią ze swoimi uczniami. Tam dowiaduje się, że jego ulubiona książka to „tekst literacki, będący dziełem wielowarstwowym, fenomenologicznym przedmiotem intencjonalnym” ( R. Ingarden), który tak naprawdę nie składa się ze zdań, ale „qasi – sądów” (nie pytajcie co to takiego, bo nawet wykładowcy uniwersyteccy rekrutują się z

polemika

a nawet za

tych, którzy na tym oblali egzamin). „Nic to, Baśka!” (jak mawiał pan Michał Wołodyjowski) – rzecze nasz bohater, zaciska zęby i obiecuje sobie, że przetrzyma to wszystko z miłości do literatury i dlatego, by zarażać nią innych. Więc czyta stosy tekstów teoretycznych, potem rzuca się na góry obowiązkowych lektur (literaturę różnej maści i jakości), by wyczyniać z nią rzeczy, których wcześniej by się wstydził. Jeśli przetrzyma to wszystko i zachowa nieskażony umysł i wolę, by nadal krzewić miłość do liryki, epiki i dramatu, wybiera zawód nauczyciela (w innym przypadku zostaje na uczelni lub np. otwiera stację benzynową). Tu zaczyna się następny etap i pojawiają się kolejne przeszkody. Na wstępie dowiaduje się, że dobry polonista to taki, którego uczniowie dobrze zdają testy gimnazjalne bądź maturę. Pod tym względem będzie oceniany jako nauczyciel i rzetelny pracownik. Pójdźmy dalej i wyobraźmy sobie, że taki idealista trafia nie do „jakiegoś tam liceum, gimnazjum”, ale do szkoły o ustalonej renomie, gdzie chodzą uczniowie, którzy wiedzą, czego chcą. Wybrali ją po to, bo byli pewni, że przygotuje ich ona do dobrze zdanej matury. Gdy więc na lekcjach języka polskiego uszczęśliwiony tym, że ma do czynienia z nie byle jaką, bo pracowitą i inteligentną młodzieżą, polonista zaczyna swój rytualny taniec, stara się mówić o rzeczach niekoniecznie związanych z maturą i wykracza poza program minimum. Tymczasem stanowczy i skupieni na jasno określonym celu uczniowie pytają: „Czy

nam to jest potrzebne do matury, czy musimy o tym wiedzieć?” Jeśli nauczyciel jest odważny i powie: „Nie, ale nie sądzicie, że to ciekawe?”, większość uczniów (klas biologiczno – chemicznych, matematycznych, ale nawet humanistycznych) wyłączy się i nici z zarażania pasją. Pozostaje jeszcze ostatnia nadzieja, okopy Świętej Trójcy, czyli tak zwane kółka polonistyczne. I co? Przychodzi na nie raptem 10 osób, po pewnym czasie odchodzą ci, którzy myśleli, że to będzie przygotowanie do matury. Zostaje połowa, kolejna porażka. Czas więc wycofać się na z góry upatrzone pozycje. Po co ta cała historia? Ano po to, by uzmysłowić czytelnikom (czyli uczniom I LO), że sprawa nie jest taka prosta, jakby się wydawało. Wiele jest przyczyn tego, że czasem lekcje języka polskiego przypominają wiwisekcję tekstu literackiego. Przede wszystkim kształt matury: ma ona być sprawiedliwa, przejrzysta i (przepraszam za to słowo) „transparentna”, i dać szansę na porównanie wyników zdających w całym kraju. Te same tematy, te same teksty, ale również te same wymagania. A przecież interpretacja tekstu literackiego, jak słusznie sądzi „Zbulwersowany (a) Desperata(ka)”, to nie zadanie matematyczne ani doświadczenie chemiczne, które ma dać jedno, jedyne słuszne rozwiązanie. W ten sposób nasz polonista staje przed dramatycznym wyborem: z jednej strony powinność (uczniowie muszą zdać ten egzamin jak najlepiej), z drugiej miłość (te lekcje mają być romansem z

literaturą, który nie powinien zakończyć się, jak to w większości przypadków ma miejsce, na maturze). Dodatkowym utrudnieniem jest czas. Niecałe trzy lata w liceum to za mało, by zrealizować i tak napięty program, a jednocześnie krzewić miłość do literatury. Pozostaje więc stać w rozkroku, i z jednej strony przygotowywać do matury ucząc sztampowej interpretacji i analizy tekstów literackich i zastanawiając się, „co autor klucza miał na myśli”, a z drugiej wierzyć w poglądy, które prezentuje w swoim artykule „Zbulwersowany(a) Desperat(ka). Bo to tekst i myśli godne uwagi. Jest potrzebny, jako głos w dyskusji na temat kształtu polonistyki szkolnej, która toczy się w środowisku nauczycielskim już od dawna (wystarczy tu wspomnieć teksty dr S. Boronowskiego, który pół roku temu gościł w naszej szkole na spotkaniu z polonistami z Koszalina i okolic). Jeśli grupa uczniów myślących i wrażliwych chce przedstawić swoją opinię i podzielić się swoimi obawami, to gazeta szkolna jest do tego najlepszym medium. Ten tekst rodzi jednak moje obawy i o nich też chciałbym kilka słów napisać. Między innymi dotyczą one zapowiedzi stworzenia „sekretnego ruchu oporu”. Jak miałby on funkcjonować? Jakie metody (bo chyba nie spiskowe?) będzie stosował, czy przypadkiem nie zostanie skierowany w polonistę/polonistkę jako osobę? Czy krytyka ta nie odbije się rykoszetem i trafi w Bogu ducha winnego belfra, którego sposób

g r ud z i e ń / Ty t uł

9

Tytuł Nr 104  

Tytuł Nr 104

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you