Page 1

Wiersze 1103

Tulipany

Zaiste, wielu cię „kocha”.

Stare krzesła

Lecz czy kocha szczerze? Nadzieja twa jest płocha… Spytasz, czy odmawiają za cię pacierze?

#101 Czer 10 1 zl

G a z e t a

Stare stoły Starzy brudni ludzie I tylko tulipany żółte

Ja w to nie wierzę!

Tak świeże

Mówisz, że cię sławią rycerze,

Jaśnieją nadzieją

Mówisz, że chwalą twe wdzięki, A nawet żądają ręki? Nie wiesz ,biedactwo, ileż w ich kłamstwach jest

Tak czyste

Żółte Uwielbiam żółć

męki!

To jedyny kolor, który gotów byłbym zjeść

Zaiste, kocha cię wielu.

Wprost kłująca w oczy

Sprzyjają ci, gdy są w weselu? Bo im pomagasz, gdy są w ciemnej toni… Lecz magią zdobywasz celu, Nie datkiem, lubo skinieniem dłoni. Mówisz, że opiewają cnoty, Mówisz, że sławią twe przymioty, A nawet znoszą podarki?

Żółć na polach rzepaku Żółć z wątroby Dająca mi wiarę Że jeszcze mogę wychylić choć jedną Stare krzesła Stare stoły Starzy brudni ludzie Przychodzę tu codziennie

Owszem, chwalą, lecz tylko ci podobni do hołoty!

Od tygodnia

Zaiste, wielu kocha cię!

One

Lecz słabi są, im straszny jest znikomy cień! Mogą na ciebie spoglądać, lecz, na Boga, nie w dzień! Ślepe ich oczy i tępe uszy, wszak gęganie gęsi cienie zagłuszy!

I teraz Tulipany Tak świeże Tak czyste Tak banalne Pchają się do ust

Nie masz ty w sobie nawet prawej duszy…

Wywołując konwulsje

Zaiste, wielu cię kocha,

Zabijają własne piękno

Swym majestatem

Gdy do desperacji pcha ochota…

20

p oezja

miramelle

Artie

I

L O

i m . S . D u b o i s


Drodzy Tytułowicze! Czas, na który tak bardzo czekaliśmy zbliża się wielkimi krokami. Już za chwilę upragnione, wymarzone WAKACJE! Będzie można bezkarnie leniuchować, nic nie robić i… spełniać swoje hedonistyczne zachcianki. Czy na pewno? Ja osobiście nie odmówię sobie dłuższego snu, którym postaram się nadrobić rok szkolny, ale z drugiej strony… Powiem Wam – nie warto nie robić zupełnie nic w wakacje. Znalezienie sobie jakiegoś zajęcia jest bardzo motywujące i pozwala na aktywne spędzenie wolnego czasu. Jakie to będzie zajęcie – zależy już tylko od Was! Wakacje to także czas przełomowy dla nas – Redakcji. Formalnie rzecz biorąc, żegnamy się z „Tytułem”. Nie powiem, będzie nam brakowało tego „tytułowego szaleństwa”. Z mojej strony, chciałabym bardzo bardzo bardzo podziękować osobom, bez których ten rok byłby co najmniej trudny. Na pierwszym miejscu – prof. Brożynie – Stępniak za cierpliwe znoszenie naszych pomysłów, a zaraz za nią – całej „kuchni Tytułu”. Świetni redaktorzy, skład i … WY. Czytelnicy. Dzięki Waszym głosom, zainteresowaniu nowymi numerami i pomysłami możemy tworzyć, to, co sprawia nam przyjemność! Nie bierzemy jednak zupełnego rozwodu z gazetą. Mam nadzieję, że to straszne słowo na „M” nie zawładnie nami tak bardzo, że nie znajdziemy czasu na jakiś tekst ( jeżeli oczywiście nowa redakcja nam na to pozwoli )! Z całego serca – fantastycznych, szalonych, niezapomnianych, pięknych, słonecznych i wymarzonych wakacji życzy, Naczelna

2

#101

O kobietach i dla nich... _____„Zwano ją Czarną Mańką wśród ulicy, znali ją dobrze

wszyscy wszerz i w krąg. Nęcił czar jakiś, pogląd jej źrenicy, choć przechodziła ot, tak - z rąk do rąk. Miłość obłędną i zawrotną siała, była ulicznicą taką - bo i cóż? Kocha się w Mańce pół Woli bez mała, niejeden o nią zakrwawił się nóż.” - tymi słowami przywitała widzów w pierwszej części spektaklu „Czarna Mańka” - tytułowa bohaterka. Bohaterka o tyle nietypowa co bardzo współczesna, o tyle odległa co bliska każdej z nas. Bo taki był właśnie ten spektakl: o kobietach i dla nich... _____28 kwietnia w sali kina kryterium wystąpił Teatr „Tchnienie” pod opieką Wojciecha Węglowskiego. Młodzieżowa grupa teatralna, działająca przy koszalińskim Pałacu Młodzieży, zaprezentowała widzom oryginalny spektakl z którego cały dochód przeznaczony został na potrzeby klubu Amazonek z naszego miasta. Scenariusz przedstawienia powstał na podstawie książki Sylwii Chutnik „Kieszonkowy atlas kobiet”, za którą autorka otrzymała Paszport „Polityki”. _____Spektakl jest spotkaniem tytułowej bohaterki i jej charyzmatycznych koleżanek. Każda z nich jest inna, każda ma odmienne podejście do życia, a więc też mają one różne problemy. I tak widz ma okazję poznać zwierzenia bohaterek w tajemniczej scenerii i mrocznym klimacie warszawskiego półświatka. W przeciwieństwie do książki, na podstawie której powstało przedstawienie, słyszymy bardzo współczesne problemy dotyczące oczywiście kobiet i tego co od wieków towarzyszy reprezentantkom płci pięknej – miłości. _____Obsadę aktorską stanowiły oczywiście same dziewczyny. Młode, piękne i utalentowane uczennice koszalińskich szkół średnich zaprezentowały dobry poziom gry aktorskiej. Oczywiście warto podkreślić, że i reprezentantki naszego liceum: Aleksandra Dudczak (jako Czarna Mańka), Beata Kawczyńska i Kamila Rogowska(jako jej koleżanki) pozytywnie wpłynęły na wrażenia u odbiorców przedstawienia. Dodatkowym atutem spektaklu były zręcznie wplecione wstawki muzyczne. Spokojne i melancholijne kwestie wyśpiewane przez aktorki wprowadzały równowagę pomiędzy dynamiczną i pełną emocji częścią mówioną. _____Scenografia i stroje również przyczyniły się do oddania klimatu „gorszej” dzielnicy. Wszystkie bohaterki ubrane były jednolicie w to co podkreślało ich atuty, a więc czarnym obcisłym bluzkom i rajstopom towarzyszyły przyjaciółki każdej z nas – szpilki. Do tego zestawu każda z nich miała spodnie imitujące pantalony w różnych kolorach. Prosta scenografia nie odwracała uwagi widza od gry aktorskiej. Tło sceny stanowiły ustawione w półkolu toaletki a na środku stał wielofunkcyjny prostopadłościan, pełniący funkcję między innymi stołu czy sceny. _____Moim zdaniem spektakl „Czarna Mańka” jest dla każdej z nas. To głośno wypowiedziane problemy, żale i opinie, dlatego jest ono rekomendowane przez autorów jako „dosadne, nieprzebierające w środkach wyrazu, ale przez to mocno przemawiające do widza”.

Agnieszka Lewucha

Artysta total(itar)ny _____Co by się wydarzyło, gdyby Hitler dostał się na Akademię

Sztuk Pięknych? Jaką wizję świata miałby, gdyby nie romans z dużo starszą panią Zakreys? Co postanowiłby, gdyby Dora nie chciała pozować do jego obrazu? W powieści Erica – Emmanuela Schmitta „Przypadek Adolfa H.” widzimy podwójny obraz osobowości najsłynniejszego dyktatora w historii. _____Tym,

co przykuło moją uwagę, była okładka książki. Wbrew pozorom, bardzo znacząca i symboliczna. Wisząca na wieszaku czapka Furhera i melonikoddajądwoistość natury bohatera książki. Dwa obrazy Hitlera? Najpierw Schmitt ukazuje nam go jako młodego, trochę zagubionego, ale świadomego własnego talentu chłopaka. Niejednego talentu z resztą. Oprócz nadprzyrodzonej zdolności przemawiania i zjednywania sobie ludzi jest także zdolnym malarzem. To wokół tej części życia dyktatora kręci się część pierwsza. Jesteśmy świadkami wzlotów i upadków, które (dzięki sposobowi ukazania przez autora) są uważane za kamienie milowe w dalszej „karierze”. Druga część to już opis działań wojennych, dyplomatycznych i politycznych. _____Książka Schmitta przede wszystkim pokazuje nam

prawdziwego człowieka. Uważam, że jest to zasługa autora w stu procentach – dobór sytuacji oraz stworzenie psychologicznej kreacji pozwala na zrozumienie pewnych działań Hitlera, a momentami może nawet… identyfikację? Powieść ta jest z pewnością niekonwencjonalną opowieścią o kontrowersyjnej postaci zapisanej na czarnych kartach historii. Mnie bardzo zaciekawiła i przeczytałam ją wręcz z zapartym tchem. Polecam ją serdecznie każdemu, kto choć trochę interesuje się… Właściwie nie. Nie tylko tym, którzy interesują się historią. Polecam tę książkę wszystkim. Po pierwsze, pokazuje nam nowe aspekty pewnych działań, a po drugie jest niezwykle zgrabnie i przemyślanie napisanym dziełem Schmitta.

Oliwia Sentysz 19


Ale kanał! _____<Cuda i nie tylko> Mogłoby się wydawać, że jako tak zwana elita miasta, uczniowie Dubois doskonale wiedzą, jak zachować się w towarzystwie. Nienaganne maniery są rzeczywiście domeną części osób z naszej szkoły, przestrzegane są przez nich nawet zasady savoir vivre’u, lecz – o dziwo!- to tylko pozory. Co najmniej jedna trzecia uczęszczających do ILO w Koszalinie ma znacznie bardziej mroczne, niemalże dzikie oblicz. Dzikość ta widoczna jest nie tyle w zachowaniu na korytarzu, czy nawet w rozmowach na lekcjach, ale przede wszystkim przy korzystaniu z cudów techniki. Każdy z Was umie zapewne obsłużyć I-poda, ściągać pliki z Internetu, itp. Okazuje się jednak, że naprawdę niewielu z Was potrafi korzystać ze wspaniałego wynalazku zwanego SPŁUCZKĄ. Jest to urządzenie na tyle skomplikowane, iż pozwolę sobie przytoczyć fachowy cytat z jednej z najpowszechniej używanych stron WWW- Wikipedii: „Spłuczka toaletowa to mechanizm spustowy wody złożony z jednego zaworu (zazwyczaj start/stop) uruchamianego za pomocą przycisku lub dźwigni otwierającej przepływ wody. Po napełnieniu całego zbiornika spustowego zawór zostaje zamknięty automatycznie przy pomocy pływaka.” Najprościej rzecz ujmując, wystarczy nacisnąć przycisk i oto, ku naszemu zdumieniu, dzięki magicznej mocy owego urządzenia cała zawartość muszli się „ulatnia”. Proste, prawda? Dlaczego więc, w takim razie części z Was tak trudno przychodzi wykonanie kilku bardzo łatwych czynności? Czyżby przerastało to możliwości uczniów jednego z najlepszych liceów na Pomorzu? Wszak sprzątanie po sobie to jedna z elementarnych zasad dobrego wychowania! Tymczasem, wchodząc do toalety dla pań, cofam się ze wstrętem na samym progu… <Co za dużo…> Dlaczego? Otóż: potworny odór uderza w nozdrza i niemal zwala z nóg tuż po wejściu do kabiny, papier toaletowy wytacza się zza drzwi i sunie w moim kierunku niczym wąż, rozwijając się. Chcąc przezeń przeskoczyć, wpadam nogą w kałużę… Wolę wmówić sobie, że to tylko deszcz naniesiony przez kogoś, kto nie wytarł wcześniej butów! Zachlapane lustra to przy tym nic, drobnostka! Taki stan rzec18

t oaletowy savoir-vivre

zy nie jest bynajmniej winą szanownych pań sprzątaczek, ale uczniów Dubois, nieszanujących pracy innych. Owszem, spłuczki w naszej szkole „ciężko chodzą”, ale wystarczy mocniej przycisnąć, by zadziałały. Pięć sekund, które zmarnujecie w ten sposób z pewnością Was nie zbawi! Co ciekawe, na „prezenciki” w postaci niespuszczonej wody w ubikacji natrafiam nie tylko w środku przerwy, ale także na początku! Czyżby robota złych krasnoludków, które chcą dokuczyć użytkownikom szkolnej toalety? Hmm… Ponadto na podłodze koło luster zawsze leżą sterty na wpół podartego papieru do rąk. Czy naprawdę aż tak ogromną trudność sprawia Wam wycelowanie papierkiem DO kosza, a nie obok? Lub przynajmniej zużywanie mniej niż pięciu arkuszy naraz? <Kwestia wiary> Z wiarygodnego źródła wiem również, że w toaletach dla panów sytuacja nie prezentuje się lepiej… „Każdy, kto nie spuszcza wody w pisuarach ma przegrane! Jednego cwaniaka juz zidentyfikowaliśmy. Teraz tylko kwestia dorwania go na “gorącym uczynku” i pstryknięcia ostrzegawczej fotki, i opublikowania jej!”- zdenerwował się jeden z użytkowników męskiej toalety, K.Z. Zapytany o to, jaki dopisek umieściłby pod zdjęciem, stwierdził: DZIKUS! Najwyraźniej płeć „brzydka” także nie popiera dbania o czystość. Jednak, chłopcy, czy nie przeraża Was myśl, iż dziewczęta po wyjściu z ubikacji poprawiają sobie makijaż, nie myjąc uprzednio rąk? Rozumiem, pośpiech robi swoje (a podobno liczy się efekt), ale nawet stres nie usprawiedliwia takiego zachowania! Nie dość, że niehigieniczne, to jeszcze na domiar złego obrzydliwe! Musicie przyznać mi rację. Wierzcie mi lub nie, ale na swoich dłoniach przenosicie znacznie więcej, niż byście chcieli… Na pewno słyszeliście o żółtaczce- i o sposobie, w jaki się przenosi. Wystarczą brudne rączki, które pokierują zarazki z powrotem do jamy ustnej- i gotowe! Ponadto możecie sie nabawić zatruć pokarmowych. Brzmi przyjemnie, prawda? <Mycie rąk nie boli> Z jednej strony niemal chodzące ideały- inteligentni ludzie z pasjami, z drugiej zaś- demony brudu! Korzystanie z publicznej toalety nigdy nie jest tak komfortowe, jak z prywatnej, ale

na miłość Boską, nie utrudniajcie tego! Jeśli po wejściu do kabiny mam ochotę krzyczeć- i to niezbyt ładne słowa- to najwyraźniej coś jest nie tak! Chyba nie po to panie sprzątają, czyszczą toalety, wymieniają zużyte rolki papieru na nowe, by na koniec dnia zastawać smród moczu ( w najlepszym wypadku), ochlapane lustra i tym podobne? Zabawne, ale nie sądzę, żeby choć połowa z Was pomagała rodzicom w pracach domowych… Być może jest to powód, dla którego brakuje Wam szacunku do cudzej pracy? Prawdopodobnie nie potrzebujecie wcale zdobyczy cywilizacji, takich jak spłuczka, czy papier toaletowy, a do pełni szczęścia wystarczy Wam jedynie elektronika najnowszego typu? Poprawka, w szkole czy w domu z pewnością nie macie robota, który za Was sprząta… Macie za to sprzątaczki i rodziców, którzy odwalają- dosłowniebrudną robotę! Oczywiście, wygodnie się nimi wysługiwać, ale postawcie się, proszę w ich sytuacji: pracują, choć to, co robią, jest bezcelowe. Za pięć minut pojawi się delikwent, który „zrobi swoje”, zużyje tonę papieru i opuści toaletę z przeświadczeniem, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie spuści po sobie deski, nie podniesie papierka i nie przyjdzie mu do głowy, aby dokręcić kran- przecież nie on płaci za wodę, więc po co?! Muszę Was jednak ostrzecnadejdzie taki dzień, że i Wam przyjdzie pochwycić za mop i wyszorować kafelki. A wtedy przestanie być zabawnie… Jakiś czas temu marka Domestos prowadziła kampanię pod hasłem „Mycie rąk nie boli”, mającą na celu propagowanie higieny wśród dzieci. Wiedza ta najwyraźniej nie dotarła jeszcze do uczniów Dubois… _____Przykro mi, że musiałam wlać aż tyle jadu w swoje słowa… Po prostu ilekroć muszę skorzystać ze szkolnej toalety, krew mnie zalewa na myśl o brudzie, jaki po sobie zostawiacie! Mam nadzieję, że weźmiecie sobie do serca moje słowa i zaczniecie zachowywać się w ubikacji jak ludzie cywilizowani.

Marta Bargieł

W numerze: s.4 Po roku nauki... I Regionalne Forum Samorządów Szkolnych s.5 Plany na wakacje s.6 Nie mówimy „żegnaj”, „koniec”, ,,cześć”, bo po co? s.7 O szkole z perspektywy byłego ucznia słów kilka s.8 Telewizja od kuchni FUTURE CITY GAME w Koszalinie s.9 Zauważalni niewidzialni s.10 Koszalińskie Konfrontacje Młodych ,,mteatr” s.13 Być albo nie być, czyli patriotyzm XXI wieku s.14 Niejednoznaczni s.15 s.16 s.17 s.18 s.19 s.20

„Sława lepiej pasuje zmarłym” Do przemyślenia: Chcemy być sobą! Urojenia urojone Ale kanał! Recenzje: Czarna Mańka Przypadek Adolfa H. Poezja

Obywatelska lekcja _____Prawybory prezydenckie, w których udział mógł brać każdy uczeń naszej szkoły posiadający dokument tożsamości, odbyły się 16 czerwca. Z obserwacji, można stwierdzić, że frekwencja nie była zatrważająco wysoka. Mimo to, oczekujemy na wyniki głosowania uczniów.

Nowa zerówka _____Na stronie naszej szkoły pojawiła się już lista

przyjętych do klasy wstępnej. Nowi uczniowie rozpoczną swoje bytowanie w Dubois wraz z pierwszymi klasami. „Przed-pierwszakom” życzymy powodzenia i radzimy uzbrojenie się w zapasy czasu.

Wymiana polsko – niemiecka _____Dziesięciodniowa wymiana uczniów naszej

szkoły zakończyła się w piątek, 18 czerwca. Młodzi niemieckojęzyczni wrócili bogatsi o nowe doświadczenia i zdolni do dalszego pogłębiania swoje wiedzy z zakresu języka niemieckiego i kultury tegoż kraju.

Oliwia Sentysz

Tytuł redagują Naczelna: Oliwia Sentysz Opiekun: Joanna Brożyna - Stępniak Marketing: Paulina Rybak Paulina Borejko

Korekta: Oliwia Sentysz Zdjęcia: Ola Panek

Adres redakcji: 75-070 Koszalin, ul. K.E.N. 1 Kontakt: tytul@wp.pl

Okładka: Dominik Staszak

Redaktorzy: Patrycja Orzechowska, Skład : Dominik Staszak Magda Rudnik, Marta Bargieł, Oliwia Sentysz, Kamila Rogowska, Katarzyna Jóźwiak, Aleksandra Matysiak, Paulina Szczerba, Agnieszka Lewucha, Ziemowit Kraska, Błażej Papiernik, Dominik Staszak, Adam Łączyński 3

aktualnośc i


Po roku nauki... _____Koniec roku szkolnego jest już coraz bliżej... Większość ocen wystawionych, opinie u nauczycieli wyrobione. Dla nas – pierwszoklasistów, ten czas przebiegł na poznawaniu i sprawdzaniu. Nasze ideały, wyobrażenia i oczekiwania miały okazję zderzyć się z szarą rzeczywistością. Dlatego, korzystając z okazji, postanowiłam sprawdzić wcześniej poruszony problem stereotypowego postrzegania klas. Ale nie męczyłam już ankietowanych pytaniami do jakiej klasy chcieliby należeć, wolałam raczej sprawdzić ich wrażenia i opinie pod koniec pierwszej klasy. _____Na początku sondy pytałam się o klasę w jakiej uczeń się obecnie znajduje, ale też który profil był jego pierwszym wyborem. I okazało się, że aż 68% ankietowanych jest tam gdzie chciało być najbardziej. A około 32% zapytanych nie miało wyjścia i musiało się zadowolić klasą drugiego wyboru. _____Przy pomocy kolejnego pytania chciałam sprawdzić poziom zadowolenia po roku nauki. Okazało się, że niespełna połowa jest w pełni zadowolona z minionego roku szkolnego i mile wspomina współpracę w klasie. Niewiele mniej, bo około 40% uczestników sondy przyjmuje bierny stosunek mówiąc: „mogło być gorzej...”. Pocieszające jet to, że tylko co dziesiąty zapytany pierwszoklasista desperacko poszukuje nowej klasy. _____Podczas wypełniania ankiety to pytanie zajmowało najwięcej czasu, przy jego zaznaczaniu trzeba było się wykazać szczerością wobec kolegów i koleżanek z klasy. Niespełna połowa zapytanych odpowiedziała „ludzie jak ludzie” co świadczy o tym, że ani nie są zachwycenia, ani nie rozpaczają z powodu braku fascynujących znajomości. 39% królików doświadczalnych optymistycznie, z wiarą w człowieka zaznaczała, że otaczają ich oczywiście mili i przyjaźni koledzy i koleżanki. Do grona pesymistów z poprzedniego pytania dołączyło kolejne 5% wyrażając się negatywnie o współtowarzyszach. _____Ostatnie pytanie sprawdzało samopoczucie wynikające z efektów całorocznej pracy nad ocenami w kontekście średniej klasy. A więc postanowiłam sprawdzić jak ucznio4

k oniec roku szkolnego

wie postrzegają swoje świadectwo na tle reszty klasy. Co dziesiąty ankietowany okazał się być pewny siebie mówiąc, że to jego świadectwo będzie najlepsze w klasie. ¾ bez narażania się, zaznaczyło bezpieczną odpowiedz: „wyrobi średni wynik klasy”. Najciekawszy okazał się ostatni wynik. Te sama część ankietowanych która negatywnie wypowiadała się na temat klasy w poprzednim pytaniu odpowiedziała, iż wstydzą się swoich ocen, które odbiegają znacząco od reszty, dodając : „świadectwo zostanie ukryte przed znajomymi”. _____Wyniki przeprowadzonej przeze mnie ankiety nie są jednoznaczne. Nie odnajdują odpowiedzi na nurtujące pytanie: czy zadowolenie wynika z bycia w konkretnej klasie i czy literka oznaczająca profil jest sekretem na szczęście w liceum. Pozytywnym odkryciem według mnie jest fakt, że część odpowiadających przypadkowo odnalazła swoją klasę i czują się w niej dobrze, pomimo tego, iż nie była ona pierwszym wyborem.

Agnieszka Lewucha I Regionalne Forum Samorządów Szkolnych _____25 marca 2010 roku w I Liceum Ogólnokształcącym im. Księżnej Elżbiety w Szczecinku odbyło się I Regionalne Forum Samorządów Szkolnych. _____Samo spotkanie miało charakter reprezentatywny. Polegało ono na przedstawieniu sposobu funkcjonowania struktury Samorządu Uczniowskiego we własnej szkole. Zjazd otworzyli uczniowie naszego liceum – przewodnicząca RSU Joanna Lipiecka oraz wiceprzewodniczący RSU Błażej Papiernik. Delegacją opiekował się prof. Tomasz Stępniak. _____Forum otworzyli zaproszeni goście: burmistrz Jerzy Hardie-Douglas oraz przewodniczący Rady MiastaWiesław Suchowiejko. Swoimi krótkimi wystąpieniami przywitali młodzież, podkreślając, że podejmowane przez nią działania są bardzo istotne. Na

Chcemy być sobą! początku spotkania głos zabrał także dyrektor liceum Jerzy Kania. _____Wcale nie jest łatwo stanąć przed 300-osobowym tłumem. Przeszywający wzrok oczekujący na każdą informację, która została przeprowadzona w szkole. Każdy błąd podczas wypowiedzi może być bardzo źle zrozumiany zarówno przez gospodarzy, jak i gości I RFSS. Pomimo wszechogarniającego stresu samorząd przeprowadził w swej kilkuletniej działalności akcje, które może uznać za sukces. Jest to m.in. utworzenie strony internetowej RSU (www.rsudubois.pl.tl) która doczekała się ponad 1600 wyświetleń; powstanie sieci WiFi w szkolnym bufecie oraz zakupienie stojaków na rowery wraz z odpowiednimi zabezpieczeniami. Dzięki uczniom tej szkoły samorząd jest w stanie zrealizować projeky, o których mowa jest w lokalnych mediach – jest to chociażby debata szkolna poświęcona XVI Sesji Sejmu Dzieci i Młodzieży. _____Jak zapewniał pomysłodawca całego przedsięwzięcia, Jerzy Kania, tego typu inicjatywy sprzyjają wymianie doświadczeń w rozwiązywaniu problemów, z którymi na co dzień spotyka się młodzież. To również doskonała okazja, by móc podpatrzeć, w jakie działania warto się angażować lub jakie akcje, nie tylko na terenie szkoły, można by przeprowadzić. _____Po prezentacjach przedstawionych przez szkoły województwa zachodniopomorskiego delegacja uczniów naszej szkoły została zaproszona na spotkanie poświęcone problemom pomiędzy dyrekcją a samorządami uczniowskimi. _____Po owocnej pracy, organizatorzy zaprosili wszystkich uczestników na krótki program artystyczny przygotowany przez uczniów I LO w Szczecinku. Była to bajka w języku włoskim „Capucetto Rosso” czyli „Czerwony Kapturek” _____Być może za rok II Regionalne Forum Samorządów Szkolnych będzie organizowane przez nasze liceum. Wszyscy bądźmy dobrej myśli!

Błażej Papiernik

_____Włączasz kanał muzyczny i widzisz śpiewającego faceta. Po chwili zaczynasz się zastanawiać, czy aby na pewno kilka niemających ze sobą żadnego związku słów to tekst piosenki, a koleś w obcisłym różowym sweterku i białych bucikach to na pewno osoba płci męskiej. O dziwo następnego dnia zaczynasz nucić usłyszany kawałek. Zastanawiasz się dlaczego? A może dlatego, że słyszysz go wszędzie: na ulicach, w radiu, w telewizji, w Internecie, a wreszcie twój znajomy biega za tobą z telefonem i puszcza w kółko magiczny produkt popkultury. _____Wyobraźmy sobie wielką fabrykę, a wszystkie wyprodukowane w niej przedmioty wyglądają tak samo. Mimo to tłum spragnionych zabawek dzieci wpatruję się w linię produkcyjną świecącymi oczami. Gdzieś w kącie siedzi kilkoro z nich, z przerażeniem patrząc na kolegów. A fabryka nazywa się popkultura. Bo czym innym jest kultura masowa jak nie standaryzacją gustów, ujednoliceniem potrzeb ludzi, zatraceniem osobowości. Przyczyną jej powstania był szybki rozwój techniki, automatyzacja pracy i co za tym idzie, rozpowszechnienie środków masowego przekazu. Dzięki radiu, prasie czy telewizji możliwe jest dotarcie do masowego odbiorcy. Jednak charakter tych mediów sprawia, że przekaz musi być zrozumiały dla wszystkich, a treści podane w najprostszej formie, aby dotarły do jak największej liczby odbiorców. Tym samym jest to przekaz jednostronny, a widz staje się osobą bierną, która nieświadomie karmiona jest popkulturową papką. To tak jakby z góry zakładano, że zindustrializowane społeczeństwo to banda półgłówków bez własnego zdania. Media posiadające umiejętność do kierowania rzeszą odbiorców, doprowadzają do przekształcenia swobodnego wyrażania własnej opinii w wymianę zdań zaczerpniętych z telewizji czy Internetu. Ludzie zastępują swoje poglądy tymi zasłyszanymi i na ich podstawie tworzą obraz rzeczywistości. Zniekształcony obraz rzeczywistości. Ślepo podążają za idolami, wykazując się niezwykłą umiejętnością naśladownictwa. I co otrzymujemy? Społeczeństwo, które zatraciło naturalną umiejętność do stworzenia własnej osobowości i dzieli się na grupy. Najobszerniejszą z nich są oczywiście wyznawcy popkultury, którzy w przypadku młodzieży ubierają się w te same obcisłe spodenki i trampeczki oraz błyszczące coś, bo bluzką tego nazwać nie można. Którzy słuchają kolejnego wielkiego hitu Lady Gagi. Którzy kładą sobie na twarz tony podkładu i biegają z tym samym sztucznym uśmieszkiem, obdarowując

każdą napotkaną osobę soczystym buziaczkiem, mówiąc: „Hejka! Dzięki za komcia na nk!” Naturalnie jeszcze kilka lat temu założyliby szeroką bluzę z kapturem i z mocą wykrzykiwali tekst znanego rapera. Patrząc na nich, odnoszę wrażenie, że są jak gąbka, która chłonie wszystko, co usłyszy w telewizji, czy zobaczy w Internecie. Z resztą większość z nich żyje właśnie tym internetowym światem, czerpiąc z niego wzorce zachowań. Trudno się więc dziwić, że są, jacy są. Ale tyczy się to również bardziej doświadczonego widza. Media pokażą mu dokładnie to, co chce zobaczyć. Biednym studentom świetnie zarabiającego czterdziestolatka, zapracowanym czterdziestolatkom bez życia prywatnego, młodych i genialnych studentów. Z uporem będą przekonywać go do niezbędnej zmiany zachowania, aby osiągnąć ideał. Swoją drogą również wykreowany przez środki masowego przekazu. _____Ale jest i druga grupa. Są to osoby, które wykorzystują media jako jedno ze źródeł informacji. Świadomi siły środków masowego przekazu, jaka tkwi w manipulowaniu społeczeństwem, są zdolni do odróżnienia geniuszu od kiczu. Z uporem starają się znaleźć własną osobowość, będąc jak te biedne dzieci siedzące w kącie fabryki, odrzucone przez grupę. Może nie są „fajni”, ale przynajmniej idą przez życie, niosąc ze sobą bagaż własnych przekonań i pokazując wszystkim swoje niepowtarzalne „ja”. _____Bycie sobą w dzisiejszych czasach jest naprawdę trudne. Na każdym kroku spotykamy się przecież z tworami popkultury. I jak tu o nich nie pamiętać, kiedy główni bohaterowie „Pulp Fiction” wyglądają jak parówki, a Krzysztof Ibisz z dnia na dzień jest coraz młodszy? Musimy po prostu zrozumieć, że między czystą informacją a zmanipulowaną wiadomością istnieje różnica, którą powinniśmy nauczyć się dostrzegać. Więc zapomnijmy o istnieniu słowa „jednakowy” i podejmijmy próbę odnalezienia własnej osobowości. W końcu świat byłby nudny, gdybyśmy wszyscy wyglądali niczym modele z przerobioną w photoshopie twarzą.

Katarzyna Jóźwiak 17

do przemyśleni a


Urojenia urojone _____W poprzednim numerze „Tytułu” w swoim artykule pewien osobnik o płci trudnej do zidentyfikowania, sądząc oczywiście tylko i wyłącznie po pseudonimie, podpisany/a jako T.P stwierdził/a, że „Dla każdego jest ważny jego osobisty rozwój (...) decyduje o rozwoju ogółu.” Fakt, dla każdego rozwój własny jest ważny. W żaden sposób nie jestem jednak w stanie pojąć, jak wpływa on na rozwój całości społeczności uczniowskiej. Jeśli rozwijam się ja, i moi szkolni koledzy, każdy doskonaląc wybrane przez siebie umiejętności, to rozwija się każdy z nas, z osobna, co jednak w żaden sposób nie przyczynia się do rozwoju ogółu jako takiego. Można oczywiście jakąś średnią, czy wypadkową rozwoju wszystkich uczniów, przyjąć jako rozwój społeczności. Bo przecież rozwijają się jej członkowie rozwija się i ona. Bardzo piękny sofizmat. Społeczność to coś więcej niż tylko ludzie należący do danej grupy, przez to, że są skazani na przebywanie ze sobą dzień po dniu w zamkniętych pomieszczeniach. To także więzi, jakie się między nimi wytworzą, to, co robią razem, wspólnie „dla dobra ludu” postkomunistycznego społeczeństwa. Ale uwaga! W tekście T.P są i więzi! Nas, rzeszę uczniowską, związała szerząca się między nami rywalizacja, która przecież „nie działa na nas demoralizująco, wręcz przeciwnie motywuje nas”... Co?! Na mnie działa. Demoralizująco, gorsząco i destruktywnie. Do tego ani trochę mnie nie motywuje. Obrzydza, odraża, napawa niesmakiem – to już bardziej. Uświadamiam sobie tym samym, że nie zaliczam się do „nas”, o których mówi T.P, nie jestem członkiem społeczności uczniowskiej. To przykre. Czuję taką dziwną próżnię. Tu, gdzie przed chwilą byłem ja, nagle stała się pustka. Może to i lepiej? Chociaż straci na tym społeczność uczniowska, bo mój rozwój nie przyczyni się do rozwoju ogółu. „Rywalizacja w szkole jest czynnikiem jak najbardziej pożądanym”.(?!) Ja stawiałem raczej na wytrwałość, samozaparcie, pracowitość, przychodząc do szkoły (do liceum ogólnokształcącego), aby pogłębić swoją wiedzę, a tu okazuje się, że muszę drżeć przed czyhającą na mnie za każdym zakrętem krwiożerczą Rywalizacją, która tylko pragnie wbić we mnie, w mój umysł swoje szpony, ociekające krwią poprzednich ofiar.... Owszem, była ona dla mnie dość ważna na etapie mniej więcej... szkoły podstawowej (o ile mnie pamięć nie myli), kiedy biło się z kolegami o dziewczynę, przepychało w kolejce do sklepiku szkolnego, albo chciało strzelić jak najwięcej goli, kiedy grało się na w-fie w „nogę”. Do tych czasów też poniekąd powracam, kiedy czuję potrzebę rywalizacji. Zbieram grupę znajomych ze szkoły/ klasy/osiedla (notabene rywali, którym muszę udowodnić, że jestem od nich lepszy) i idziemy pograć w kosza. Sport jest przecież rywalizacją w najczystszej postaci, która to tak niezbędna jest dla rozwoju czegokolwiek (niedługo dojdzie do tego, że papier toaletowy będzie musiał rywalizować, aby lepiej się rozwinąć).... Ale, zaraz, zaraz. Byłbym zapomniał. Jeśli zamiast nauki wybieram sport lub inne aktywności, to powinienem iść do zawodówki. Inne aktywności też plasują mnie w zawodówce?! (Ta, choć wyraźnie postrzegana przez T.P jako szkoła „gorszej kategorii, to jednak „nie wyklucza wcale szczęśliwego życia”.) To znac16

d o przemyślenia

zy, że jeśli dajmy na to, mam dobre serce i zamiast spędzić wieczór w domu czytając ambitną literaturę z zakresu transplantologii, prawodawstwa starorzymskiego czy demonologii słowiańskiej wychodzę zbierać fundusze na operację dziewczyny z sąsiedztwa chorej na białaczkę, w której rodzinie dochód nie przekracza 350 zł na głowę albo ćwiczę grę na gitarze, aby w przyszłości zająć miejsce w panteonie wielkich muzyków obok Carlosa Santany, to nie powinienem być w ogólniaku? Rozumiem, jestem gorszym gatunkiem człowieka, chwastem, który trzeba wyplenić z grządki, na której rosną najlepsze marchewki w mieście. Moje życie powinno być nieustannym pasmem sukcesów naukowych. Właściwie, jeśli chcę być w liceum, to powinienem mieć już wiedzę na poziomie profesora uniwersyteckiego. Powinienem dzień po dniu wchłaniać nowe wiadomości z setek tysięcy dziedzin, które w przyszłości okażą się zupełnie nieprzydatne, aby udowodnić, że jestem lepszy, żeby dostać najlepszą ocenę ze sprawdzianu, chociaż lepszą niż kolega z ławki. O to przecież chodzi w rywalizacji. Nie rywalizuje się dla samego faktu, ale po to, aby wygrać, być najlepszym i mając na uwadze własny rozwój, zupełnie niechcący przyczynić się do rozwoju ogółu, który to w rzeczywistości jest moim wrogiem, bo stara się być lepszy ode mnie. Może w takim razie powinniśmy odrzucać, dajmy na to, pięć osób z każdej klasy, które w danym semestrze uzyskały najgorsze notowania? Przecież one hamują rozwój społeczności uczniowskiej! Co z tego, że przysłowiowa „Ala z I a” nie była w szkole przez pół semestru, bo brała udział w prestiżowym konkursie skrzypcowym we Francji i ma teraz zaległości. Co z tego, że ma swoje własne problemy osobiste, że jej życie nie polega tylko na bezustannym uczeniu się, że ma marzenia, niezwiązane bezpośrednio ze sfera naukową? Pewnie powinna wybrać inną szkołę... Rywalizacja przede wszystkim! Jak człowiek nie walczy, to umiera, jednak walczyć powinien przede wszystkim sam z sobą, a mogę zapewnić, że dla każdego jest to starcie na wiele długich lat. T.P, jeśli mierzi Ją/Jego sport, lub po prostu nie chce zyskać opinii osoby, która nie powinna być w liceum, a pragnie walki z innymi, współzawodnictwa, proponuję zacząć grać w chińczyka, zamiast swoją „postępową rywalizację” przynosić do przybytku nauki. W każdym razie ja, zupełnie jak w kartach, pasuję. Nie zamierzam spędzić najlepszych lat młodego życia na ciężkiej pracy, której efektami będą jakieś cyferki w dziennikach. Owe dzienniki za kilka lat i tak pójdą w zapomnienie, a co z okresu szkoły średniej zostanie w głowie, to moje. Dziękuję za uświadomienie, że nie nadaję się do liceum. Nie powinno mnie tu być i od przyszłego semestru obiecuję przenieść się do zawodówki, która „nie wyklucza szczęśliwego życia.” Nigdy nie wiedziałem, że chcę zostać mechanikiem samochodowym, ale jeśli to oznacza, że nie będę musiał każdej chwili poświęcać rywalizacji, a zamiast tego będę mógł rozwijać swoje pasje i ważne dla mnie zdolności, to niech tak będzie.

Świniaczek Red-Akcyjny

Plany na wakacje _____Już 25 czerwca zaczną się długo wyczekiwane przez wszystkich wakacje. Beztroski czas leniuchowania i odpoczynku od szkoły. Planujemy wyjazdy na kolonie i wycieczki, pracę sezonową i spotkania z przyjaciółmi. Obóz, kolonie czy wczasy z rodzicami trwają nie dłużej niż 2 tygodnie. Co z resztą wakacji? Jakie modele spędzania wolnego czasu preferuje młode pokolenie? Gdy bliżej przyjrzymy się sposobom spędzania wolnego czasu przez nastolatki, przyznamy, że nie zawsze zajmują się pożytecznymi czynnościami , czasami nawet nie zauważają, jak ich czas przecieka przez palce. A przecież wakacje nie mogą przeminąć bez wspomnień, nowych znajomości, nowych wrażeń i nowych doświadczeń... _____Większość z nas chciałaby zarobić kilka groszy w wakacje. Praca nad morzem to świetny pomysł. Takie miejscowości jak: Mielno, Sarbinowo, Łazy, Unieście oferują mnóstwo atrakcyjnych miejsc pracy. Pomocna może być również strona internetowa : www.pracanadmorzem. pl. Można tam znaleźć wiele ofert zatrudnienia min. : w barach, restauracjach, sklepach. Oczywiście nie wszyscy z nas po wyczerpującym roku nauki mają ochotę i siły do pracy. Wolą poddać się błogiemu leniuchowaniu. Wyjazdy do Mielna z przyjaciółmi, opalanie się na plaży. Wycieczki rowerowe to świetny pomysł na spędzenie aktywnie czasu. _____Im młodzież starsza, tym bardziej rozrywkowa, tym więcej czasu spędza w gronie rówieśników. Wciąż jednak najpopularniejszym panaceum na nudę jest oczywiście komputer. Prawie każdy nastolatek zna w swoim otoczeniu kogoś, kto siedzi przed komputerem ponad 5 godzin dziennie. Młodzież deklaruje też, że czynnie uprawia sport podczas wakacji. Jednak wraz z wiekiem zamiłowanie do aktywności fizycznej spada (z ponad 60 proc. – w grupie młodszej, do niespełna 50 proc. - w grupie gimnazjalistów i licealistów). Wiele osób poświęca też się swojemu hobby - do czasu. Każdy przeżywa nowe fascynacje, zmienia się, próbuje odnaleźć

coś, w czym będzie oryginalny, poszukuje, stąd wniosek, że dość szybko porzucamy swoje zainteresowania na rzecz nowych. _____Młodzież zaczynają bardziej pociągać wieczorne wyjścia z przyjaciółmi, imprezy, randki, dyskoteki... Jak wynika z ankiet, spotkania towarzyskie to ulubiona forma odpoczynku. Przegrywa z nimi nawet telewizja, która podczas wakacji ma dość ubogą ofertę. W końcu ile razy można oglądać powtórki seriali? _____Czasami rodzice nie mogą sobie pozwolić na obóz dla dziecka. Jednak wystarczy wyjazd do babci na wieś. Już sama zmiana otoczenia pozwala zaczerpnąć głębszy oddech. Dla młodzieży każdy wyjazd to szansa na zawarcie nowych przyjaźni, sprawdzenie się w nowym środowisku, spotkanie tzw. bratniej duszy, a może - pierwszej miłości? Wakacje to nie tylko zwiedzanie, wędrowanie, zaznaczanie na mapie odwiedzonych miejsc. Wakacje to także fala emocji, wrażeń, uczuć i doświadczeń społecznych. To szansa, aby wyzwolić się z pewnej przypisanej przez otoczenie roli, zapomnieć o ciężkiej pracy

w szkole, odpocząć od nauczycieli, których nie zawsze się lubi. _____W Internecie, co klik, można natknąć się - głównie na portalach młodzieżowo-muzycznych na sondy z pytaniem „co robisz w wakacje?”.

3

Cieszą się one dużym powodzeniem, co może świadczyć przede wszystkim o tym, że nastolatki mimo upalnych wakacji bywają w wirtualnej przestrzeni. Chętnie zerkają, co inni porabiają. Lubią się porównywać. W tym wieku punktem odniesienia jest przede wszystkim rówieśnik. - Nie tylko ja mam pospolite i ociekające nudą wakacje. Inni też zabijają czas, grając czy plotkując na portalach społecznościowych. W tym roku nigdzie nie wyjeżdżam, być może zdecyduję się na pracę sezonową – mówi uczennica jednego z koszalińskich liceów. Prawdziwym fenomenem od czasów naszej-klasy stał się facebook. Zrzesza ludzi na całym świecie, pozwala na szybszą komunikację. _____Ciekawie można spędzić czas na obozach językowych czy też zwykłych koloniach. Ostatnio modne stały się Bułgaria, Czarnogóra czy Serbia. Podczas wyjazdu młodzi poznają nową kulturę, rzeczywistość i mają szansę porównywać kraje europejskie. Bo zazwyczaj na jednym obozie się nie kończy. Nastolatki – podróżnicy przed ukończeniem osiemnastego roku życia mogą zwiedzić całą Europę. Na obozach istnieje wiele możliwości spędzania wolnego czasu, np. wycieczki fakultatywne, wypady na miasto, odkrywanie swoich nowych pasji. Kolejną atrakcją są na pewno kontakty z rówieśnikami z innych państw. Dostrzegamy różnice między sobą a jednocześnie czujemy, że jesteśmy tacy sami. _____Wakacje to niesamowity czas. Słońce, plaża i morze czy góry – to nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, z kim spędzamy czas i w jaki sposób. Postarajmy się zagospodarować rozsądnie czas. Wycisnąć z wakacji jak najwięcej się da. Może zmusić się i iść z młodszym bratem na rolki albo deskorolkę? Dużo śmiechu i wygłupów gwarantowane. Kiedy być niepoważnym, jak nie w lipcu i sierpniu?

Aleksandra Matysiak Paulina Szczerba 5

plany wakacyjn e


Nie mówimy „żegnaj”, „koniec”, ,,cześć”, bo po co? _____Minął kolejny rok szkolny… Maturzyści opuścili mury Dubois, aby oddać się upragnionym wakacjom- tym razem znacznie dłuższym. Podczas gdy my walczyliśmy o oceny końcowe, oni z coraz większym niepokojem oczekiwali na wyniki egzaminów maturalnych. Czy wszystko poszło jak trzeba? Co będzie dalej?- z takimi pytaniami borykali się abiturienci. Postanowiłam zapytać kilkoro z nich o plany na przyszłość i o to, czego najbardziej będzie im brakować po zakończeniu edukacji szkolnej. Absolwent klasy humanistyczno- prawnej zdecydowanie nie żałuje czasu spędzonego w liceum: „ Ta szkoła pomogła mi poszerzyć horyzonty, czuję, że matura z polskiego dobrze mi poszła. ,,Lalka” Prusa, której dotyczył jeden z tematów na poziomie rozszerzonym, to moja ulubiona lektura, więc nie miałem problemów z interpretacją. Jeśli chodzi o moje ulubione miejsce w Dubois, najmilej będę wspominał bufet- zawsze można w nim przeczekać, wygadać się ze znajomymi i zjeść coś smacznego!” Inne zdanie ma pragnący pozostać anonimowym abiturient twierdzący: „Szkoła nieco tłamsi naukowe zacięcie uczniów poprzez schematyczne podejście do lekcji. Z pewnością będę tęsknił za zajęciami z historii, na których miałem najwięcej szans na korzystanie ze sporej ilości źródeł w celu pogłębienia wiedzy.”Nikogo nie zdziwi zapewne wybór absolwentek klasy o profilu dziennikarskim- dziewczęta jednomyślnie wskazały szerokie, wygodne schody jako miejsce godne przesiadywania i idealny punkt obserwacyjny. „Z wysokości lepiej dostrzega się wiele rzeczy... Czasem dopiero w tym miejscu spływa na człowieka natchnienie. Przydatne zwłaszcza przed sprawdzianami!”Brzmi jak górnolotne usprawiedliwienie dla zajmowania połowy przejścia? Cóż, nie bez odrobiny faworyzowania muszę przyznać, iż przesiadywanie na szczycie rzeczywiście jest korzystne dla klas o zacięciu pisarskim. A już na pewno zrozumiałe... W ten sposób cała grupa może się zebrać w jednym miejscu i wymieniać... Nie, nie 6

w olne myśli

prace domowe, ależ skąd! Nasze urocze maturzystki również są zadowolone z efektów nauki w Dubois: „Jestem dobrej myśli... Złożyłam papiery do Poznania, bo bardzo podoba mi się klimat tego miasta. W dodatku mam gdzie się tam zatrzymać.”Co ciekawe, wiele z osób, z którymi rozmawiałam, wspominało o Poznaniu jako o wymarzonym mieście do studiowania. Jest on powszechnie uważany za pełen niepowtarzalnego uroku i klimatu, spełniającego wymagania nawet największych koneserów rozrywki. Największą popularnością wśród młodych cieszy się także Gdańsk. Szykuje się prawdziwe oblężenie owych miast przez studentów! „Wybieram się na studia medyczne. Najbardziej chciałbym podjąć je w Gdańsku lub Poznaniu... Są tam dobre uczelnie, a poza tym to niedaleko...”- twierdzi absolwent klasy 3c. Choć abiturienci pragną się usamodzielnić, nie wykazują przy tym chęci porzucenia rodzinnego miasta. Zależy im na wolności, jaką dają studia poza granicami Koszalina oraz na prestiżu, jednak nie wykluczają powrotu w rodzinne strony... „Z pewnością będę tu wracać... Wychowałam się w tym mieście, tu mieszka moja rodzina. Nie zapomnę przy tym odwiedzić Dubois!”obiecuje jedna z maturzystek. „Nowy etap w moim życiu nieco mnie przeraża... Będę potrzebować wsparcia ze strony najbliższych i spotkań z przyjaciółmi, którzy nigdzie nie wyjeżdżają.”- dodaje. Niewiele osób tak otwarcie przyznaje się do tęsknoty za rodziną. Dla zdecydowanej większości decydującym czynnikiem zniechęcającym do studiów poza Koszalinem są koszty. „Moi rodzice nie zniosą takiego finansowego obciążenia, więc po prostu nie mogę wyjechać... Znajdę jakąś pracę i zarobię przynajmniej na przyszły rok.”- to częste deklaracje abiturientów. Czy myślą na poważnie o przyszłości? „Właściwie nadal nie jestem pewna, co dalej...planuję udać się na AWF, ale, jak wiadomo, sprawy mogą się różnie potoczyć...”zwierza się absolwentka klasy ścisłej. Nie jest jedyną osobą, która do tej

pory nie zdecydowała, czym pragnie się zajmować za jakiś czas. Blisko jedna trzecia maturzystów nadal rozważa, czy aby na pewno podjęła dobry wybór uczelni. Najczęściej zostawiają więc sobie furtkę- podanie na kierunek nieco odmienny od priorytetowego aby w razie ewentualnej porażki móc przeczekać rok, nie próżnując. Na pewno każdy z Was zna kogoś z klasy matematycznej? Dobrze więc wiecie, że są to ludzie o specyficznym poczuciu humoru... Moich dwóch przemiłych rozmówców- absolwentów mat-fizuzaskoczyłam, gdy oddawali się obliczaniu paraboli lotu zapalonej zapałki... (Nawet nie pytajcie!) Przerywając im tę niebywałą przyjemność, zapytałam, czego najbardziej będzie im brakować w Dubois? „KANAPEK!”, odpowiedzieli chórem. Zaiste, ci panowie słyną ze swej żarłoczności i często bywali „dokarmiani” przez młodszych uczniów. Z czystej ciekawości zadałam kolejne pytanie następującej treści- „Czy macie zamiar odwiedzać czasem nauczycieli, znajomych nadal uczęszczających do tej szkoły?”Odpowiedź wcale mnie nie zaskoczyła- „Owszem, o ile koleżanka z 1E nadal będzie przynosić tak pyszne jedzonko! A tak na serio, to postaramy się, ponieważ klimat w naszym liceum jest niepowtarzalny. Mamy wiele miłych wspomnień, nawet związanych z lekcjami!”- śmieją się. Fragment utworu pt. „Wirtualni chłopcy”, który wykorzystałam w tytule tego artykuliku, oddaje pewną prawdę... Nie ma sensu smucić się z powodu odejścia klas trzecich. Część z nich z pewnością nie zapomni zajrzeć kiedyś na „stare śmieci”. A co z maturą? Cóż, jest to rzecz nieunikniona i prędzej czy później czeka także nas. Na pocieszenie pozostaje tylko myśl o znacznie dłuższych wakacjach…

miramelle

3

do podboju francuskich plaż poprzedziły starannie zaplanowane zakupy w stolicy, wszakże „lansu nigdy za wiele”.

-W końcu to Europa, a nie Sopo. gdzie wszyscy mieliby mnie na językachtłumaczył się na widok mojej rozdziawionej miny.

_____Owa skłonność, to manifestowanie swojej fajności, osobiście uważam za narodowe schorzenie grona młodzieży. Dzisiaj nie wystarcza charakter. Przede wszystkim liczy się to, co sobą reprezentujesz (uściślając: jakie metki wystają Ci ze spodni). Nastawienie na dobra materialne odpycha nas, młodych ludzi od spraw, które powinny być (bynajmniej w moim rozumowaniu) nam bardzo bliskie. Mówię tu o poczuciu tego, kim jesteśmy, czego chcemy, do czego dążymy. Niebezpiecznie często odsuwamy od siebie decyzje związane z naszym życiem, niejednokrotnie licząc, że wszystko jakoś samo się ułoży. Tak też często się dzieje, jednak miejsce, w którym znajdziemy się, kiedy w końcu uznamy, że pora przemyśleć motywy swojego działania, jest niejednokrotnie dla nas nieznane, obce. I jak na złość, GPS stracił właśnie połączenie.

_____Do tej pory wszystko wydaje się być jasne. Skąd więc stwierdzenie, że młodzi ludzie są według mnie niejednoznaczni? Kluczem do zrozumienia tego, jest wgłębienie się w osobowość i prawdziwe „Ja” drugiej osoby. Mimo sporych ideowych różnic pomiędzy mną, a mocno już zapewne zmęczonym ciągłym opowiadaniem o nim, Karolem, zawiązała się dziwna nić porozumienia. Nić, na której końcu stała prawda o współczesnej młodzieży.

_____Karol, lecąc samolotem do Francji, również nie miał świadomości, tego, co chce w życiu robić. Obawiam się, że nie ma jej do dzisiaj. Najważniejsze to szaleć, korzystać z młodości i nie myśleć o konsekwencjach. W końcu młodość ma się tylko jedną! Starość też, ale kto o tym pamięta? Kolega Karol (którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam) udał się na imprezę w iście europejskim stylu. Taksówka zatrzymała się tuż pod drzwiami najmodniejszego klubu Francuskiej Riwiery. Zabawa trwała dla niego do białego rana. Poza jednym, większych ekscesów nie stwierdzono. Upojonego Karola znaleziono w objęciach pewnego równie młodego i podkręconego procentami Włocha. Widok ten musiał być co najmniej dziwny, ponieważ opisywany przeze mnie kolega był zdeklarowanym w stu procentach osobnikiem heteroseksualnym. Przypadek? Powiedzmy, że wypadek rozbudowujący doświadczenie.

_____Kryjemy się z własnymi problemami. Maski, które przywdziewamy, mają uchronić nas przed opinią nieudaczników, nudziarzy, osób zakompleksionych i pozbawionych sukcesów. Brakuje nam prawdziwych relacji, zarówno z najbliższymi, jak i z rówieśnikami. W większości przypadków sprowadzają się one do mało znaczących i rozwijających rozmów o nowej kolekcji wiosennej, zeszłej szalonej sobocie (koniecznie z wynikami badań alkomatem) czy o nowo poznanych wówczas paniach lub panach (do wyboru). Nie na rękę jest młodym ludziom poznawać kogoś mimo uprzedzeń. Przecież skoro nie zachowuje się tak fajnie, jak ja, to na pewno jest nieciekawą i żałosną osobą. Po co mam się starać dla kogoś tak marnego? Idę potańczyć. _____Karol również zakładał maskę. Całe imprezowe życie miało odciągnąć go od myślenia o problemach w domu, rodzicach, którzy za chwilę spokoju od nieśmiało wołającego o pomoc syna, płacili za jego rosnące zachcianki. Kiedy było już bardzo źle, Karol uciekał do „szklanego zamku”. Tak nazywał niemęskie łzy, topione w butelkach wina, pił w przydrożnym rowie. Nikt go wówczas nie widział. Ciążąca na nim maska mogła choć przez chwilę zniknąć, stać się lekką, nieodczuwalną. Kiedy ulżyło, zakładał ją ponownie.

_____Niejednoznaczna młodzież którejś z kolei RP (kto by policzył, w której właściwie żyjemy?) boryka się wciąż z krytycznymi ocenami starszych generacji, które do zarzucenia im mają bardzo dużo. Pytanie tylko, czy kiedy sami byli ludźmi na progu dorosłości, widzieli wady w sobie. Czy sami nie mieli problemu z określeniem tego, kim są i kim chcą być? Czy mieli ustalone zasady moralne? Odpowiedź jest więcej niż oczywista: oczywiście, że nie. Młody człowiek ma prawo do dojrzewania we własnym tempie i podejmowania decyzji, do których na danym etapie swojego rozwoju dorósł. Im szybciej to nastąpi, tym w mojej ocenie, dla młodego lepiej. _____Ostatnio podejście Karola zmieniło się. Postanowił się zmienić. Ograniczył imprezy, alkohol pije w rozsądnych i przyzwoitych ilościach. Zaczyna dostrzegać urok niepozornych rzeczy. Wciąż marzy o Nowym Jorku, ale Sopo. straciło w jego oczach swój zaściankowych charakter. I nieśmiało przymierza się do wyburzenia „szklanego zamku”. _____Zachowam jedną z jego cegieł ku przestrodze.

Dominik Staszak

15

felieto n


O szkole z perspektywy byłego ucznia słów kilka. rzeczy. Aż 19% ze 100 pytanych orzekło, że ich rodziciele przykładają do tradycji narodowych dużą wagę, 20% bardzo małą, a 3%, że nie robią tego w ogóle. Wynik dobry, lecz nieadekwatny do naszej wiedzy o ojczyźnie i poczucia przynależności do niej. Może na równi z dyskusją o wprowadzeniu jak najwcześniejszej edukacji seksualnej, podyskutujemy o wychowaniu patriotycznym? I PYTANIE OSTATNIE – CZY W TWOIM DOMU PRZODKOWIE SŁUŻYLI OJCZYŹNIE? Ostatnie pytanie wymagało największej znajomości drzewa genealogicznego. Z rodziną wychodzi się ładnie (lub nie) na zdjęciach - to wiemy, ale kim był ten kuzyn od strony babci albo stryjeczny brat wujka? Sprawdziłyśmy,

czy tradycje wojskowe uczniów I LO są przekazywane z pokolenia na pokolenie, czy od zawsze w rodzinie Kowalskich próbowano wszelkimi różnymi sposobami ominąć jeszcze niedawno przymusową służbę wojskową. 38% ze szczęśliwców odpytanych przez nas na przerwie z dumą przyznało, iż patriotyzm a co za tym idzie służba militarna dla Polski to tradycja utrzymywana od wielu pokoleń. Wierzymy na słowo, proszę być spokojnym - obowiązuje zasada : bez nazwisk. Nie wiele mniej, bo 26% królików doświadczalnych było pewnych co do rodziców i dziadków. Może chwilowy zanik pamięci, a może niechlubne losy dalszej częsci rodziny sprawiły, ze zwątpili. Jednak 34 osoby popisały się brakiem wiedzy na temat swoich przodków. Słyszą dzwony, ale w którym kościele? “Ktoś tam gdzieś był...dokładnie, wiesz, nie pamiętam. To co mam zaznaczyć?” Jedynie dwoje uczniów reprezentowało nieliczna grupę tych, co to nigdy nic z wojskiem nie mieli wspólnego. Wnioski wyciągnijmy sami. Patriotyzm nie idzie wraz z duchem czasu, to fakt. Czy to jednak nasza wina? A może skostniałych pojęć i nudnych tradycji?

Agnieszka Lewucha Magda Rudnik 14

f elieton

Niejednoznaczni _____Debata o wartości (lub jej braku) współczesnej młodzieży jak bumerang wraca do mediów, gdzie za każdym razem wywołuje spore poruszenie, zarówno wśród samych zainteresowanych, jak i niezwykle skłonnych do samoidealizacji, starszych generacji. Widowisko przerzucających się argumentami pokoleń wzbudziło moje szczere zainteresowanie i popchnęło w kierunku konkretnych przemyśleń. Jacy więc są młodzi Polacy w oku młodego Polaka? Niejednoznaczni. _____Karola znam od trzech lat. Nasze kontakty urywały się, by potem znowu się odnowić, i tak w kółko. Oto jego metryczka. Wiek: 18 lat. Stan cywilny: z kwiatka, na kwiatek. Pomysł na życie: to się okaże. Ideały: wszystko, co modne. Osoba kolegi Karola zdaje mi się idealną, do przedstawienia tego, w jaki sposób sam widzę moich rówieśników (a poniekąd także i siebie). Muszę przyznać, że widok to często gorzki i nieprzystający do mojej prywatnej, może nieco nieświeżej i wyidealizowanej wizji świata. Ale po kolei. Współczesny nastolatek staje przed trudnym zadaniem odnalezienia własnej tożsamości. Wraz z otworzeniem się granic, zarówno tych politycznych, jak i kulturowych, nastało jak Polska długa i szeroka, uwielbienie dla zachodu. Wszystko, co pochodziło z „cywilizowanych kierunków”, było jak najbardziej „très bon”, polskie to „badziewie i kaszana”. Tak więc kompleksy, związane z zacofanym Polaczkiem, leczymy, a jakże, kosmopolitycznymi zapędami. Karolowi, Sopo. ( jak nazywa miejscowość pomiędzy Gdynią a Gdańskiem) przestał zupełnie wystarczać. Poszukiwanie nowych, światowych miejsc popchnęły go aż (a może i tylko?) na lazurowe wybrzeże. Cannes to dopiero szyk! Najlepsze kluby, dyskoteki, gorące parkiety i niepowtarzalna okazja spotkania światowych gwiazd kusiły bardzo mocno. Jak więc pomyślał, tak zrobił. Przygotowania

O szkole z perspektywy byłego ucznia słów kilka. Jak długo jesteście w Dubois? Rok? Dwa lata? A może już kończycie szkołę za kilka miesięcy? I co, nie wiedzieliście, że w Dubois można nie chodzić na lekcje?! Że w Dubois można grać na gitarach, krzyczeć w auli w godzinach lekcyjnych, malować sprayem, puszczać głośno muzykę na korytarzach, pisać referaty na temat wulgaryzmów (choć z tym bywają kłopoty), grać w piłkę ze studentami z międzynarodowych uczelni na plaży w Mielnie i być zwolnionym z tego tytułu z pracy domowej na drugi dzień, jeść pizzę na koszt szkoły, robić zdjęcia uczniom w najdziwniejszych przypadkowych sytuacjach i drukować je w szkolnej gazecie, prowokować na łamach gazet, mieć przyklejoną brodę i wąsy i udawać dyrekcję palącą papierosy w toalecie, organizować i prowadzić debaty dla kandydatów do samorządu szkolnego, a nawet hodować pleśniaka ( jeżeli ktoś uzna to za interesujące) w czajniku w szkolnym radiowęźle? W Dubois można de facto robić to, na co się ma ochotę. Dlaczego by z tego nie skorzystać? _____Nie są to rzeczy wyssane z palca. Byłem uczniem Dubois w sumie niedawno, bo niecałe trzy lata temu o tej porze zaczynałem się uczyć do matury. Nie są to rzeczy wyssane z palca, bo wszystko to, co zostało opisane we wstępie, znam z autopsji. Nie są to bynajmniej przechwałki. Są to po prostu rzeczy, które sprawiały, że szkoła była czymś więcej niż miejscem, gdzie korzysta się z usług zwanych kartkówką, odpowiedzią przy tablicy lub sprawdzianem. Nauka nauką, ale liceum może być jednym z bardziej szalonych rozdziałów waszej młodości. Nie żeby studia były nudne (nic bardziej mylnego), ale z uśmiechem na ustach wspominam niektóre ,,licealne akcje”. Od zakończenia szkoły, byłem w Dubois może dwa razy. Co jakiś czas wpadnie mi w ręce nowy ,,Tytuł” i jakoś mam wrażenie, że szkoła, do której chodziłem, miała więcej... jaj. Nie mówię, że nic się nie dzieje w Dubois, jak zauważyliście,

nie mam prawa tego oceniać, nie chodząc do szkoły, ba! Nawet nie mieszkając w Koszalinie, a nawet Polsce. Jednak docierają mnie głosy, że wielu z Was nie ma czasu na nic innego poza nauką. Super, że w Dubois są wciąż ludzie ambitni, ale nie macie wrażenia, że życie samą nauką to trochę... siara? Nie chcecie chyba za parę lat wracać pamięcią do lat licealnych przy piwie podczas klasowego spotkania i dzielić się mrożącymi krew w żyłach historiami o tym, jak mieliście 5 sprawdzianów w drugim tygodniu marca 2010, albo że jakaś pani profesor nosiła te same spodnie przez cztery miesiące... Chyba nie o to chodzi w byciu uczniem, prawda? Nie mówię ,,nie uczcie się!”, bo jest to oczywiście ważne. Chcę Wam tylko pokazać, że nauka to nie tylko książki, i że po wyjściu spod licealnego klosza wiele ludzi doceni wasze umiejętności i zainteresowania, a nie znajomość rozdziałów z podręcznika do biologii. Nie wiem, czy większość z Was zamierza zostać w kraju, by kontynuować naukę lub pójść do pracy, czy też są wśród Was osoby myślące o wyjeździe za granicę. Wiem natomiast, że bez względu na to, co wybierzecie, umiejętności jak kreatywne myślenie, PRACA W GRUPIE, odwaga, umiejętność podjęcia inicjatywy, nawiązywania kontaktów, koordynacja pracy itp. są bardzo cenne. Nie mówiąc o waszych zainteresowaniach i hobby, jak muzyka, sztuka, historia, filmy, sporty ekstremalne i inne. To wszystko trzeba pielęgnować i w sobie rozwijać. Szkoła daje wiedzę książkową, która będzie potrzebna. To co szkoła Wam może dać (i vice versa), to ,,akcja”, ,,dzianie się”, ,,spontan”. Fakt, że w planie lekcji nie ma pozycji ,,koncert”, ,,debata”, ,,śpiew”, ,,teatr”, ,,gazeta szkolna” itp. wcale nie oznacza, że tych możliwości nie ma! _____Oczywiście, ,,pokolenie karmione komercją” spyta: Ale po co to robić? Po co poświęcać czas na coś, co nie liczy się do średniej, czego nie będzie na maturze? A właśnie po to, by takich głupich pytań nie zadawać. Skończycie

3

szkołę i staniecie na progu nowego rozdziału w waszym życiu, czyli studia\ wczesna dorosłość. I w tym świecie, moi drodzy, często piątka na świadectwie jest równie ważna co ,,z ostatniej chwili” na pudelku.pl. To, co będzie Was wyróżniać spośród miliona studentów lub rówieśników, to rzeczy, których nie ma w podręcznikach. To co się liczy, to pasja w życiu, umiejętności bycia z ludźmi i tworzenia czegoś ponadprzeciętnego. Lubisz grać na dudach? Rewelacja! Dlaczego nie podzielisz się tym z innymi? Może są wśród Twoich rówieśników osoby, które chcą założyć zespół? Godzinami robisz przed lustrem głupie miny zamiast się uczyć? Świetnie się składa! Założę się, że znajdziesz kogoś, z kim mógłbyś założyć kabaret. Nie wierzycie? Spójrzcie dookoła. Tyle inteligentnych i ambitnych osób wokół, i wciąż myślicie, że nikt nie ma sobie nic więcej interesującego? _____Pamiętajcie, wiele rzeczy nie będzie ot tak, podanych na tacy. O wiele trzeba walczyć. Jeszcze więcej, trzeba samemu stworzyć i sprowokować. Aktywność procentuje w przyszłości. Mimo tego, że sam byłem uczniem klasy humanistyczno-prawnej, w przeciwieństwie do wielu osób, które wylądowały na UW na prawie, na moich studiach praca w grupie i umiejętność koordynacji wielu zadań, jest bardzo ważna. Studiuję na Wyższej Szkole Handlowej w Kopenhadze (Copenhagen Business School), i bynajmniej nie uważam, żeby bycie redaktorem naczelnym ,,Tytułu” lub organizacja koncertów w Dubois była stratą czasu. To właśnie dzięki tego typu aktywnościom można nabrać umiejętności, o których nie przeczytacie w kompendiach maturalnych. Nie żałuję żadnego koncertu, debaty, spóźnienia na lekcję, kłótni lub nieobecności na zajęciach, mimo tego, że ciało pedagogiczne nie zawsze patrzy przychylnie na ilość nieobecności (choć usprawiedliwionych) w dzienniku. Nigdy nie wiadomo, co będziecie robić w życiu. Idąc do Dubois byłem przekonany, że chcę 7

wolne myśl i


Być albo nie być, czyli patriotyzm XXI wieku być dziennikarzem, potem miałem krótki romans z psychologią, polonistyką, aktorstwem, politologią, prawem...tylko po to, by wylądować po drugiej stronie Bałtyku i studiować międzynarodowy biznes i politykę. Dziwne? NIE! O ile teraz może się Wam wydawać, że będzie studiować dany kierunek, nie oznacza to wcale, że tak będzie. Ba, nawet jeżeli będziecie studiować to, co chcecie, nie oznacza to wcale, że Wasza praca będzie miała z tym wiele wspólnego. Dlaczego więc mielibyście ograniczać wasze zainteresowania i wiedzę do jednej konkretnej dziedziny? _____Wiem, że są w Dubois osoby, które są chętne do podjęcia dodatkowej pracy i organizują różnego rodzaju rzeczy w szkole. Dla Was – wielkie dzięki. Po pierwsze, za podtrzymywanie tradycji. Po drugie, za pokazanie, że można, że da się, a dla chcącego-nic trudnego, tym, którzy myśleli, że szkoła to tylko sprawdziany i książki. Cieszę się, że coś robicie. Cieszę się tym bardziej, że sami za bardzo niedługo się przekonacie, jakie korzyści z tego dla Was i szkoły mogą płynąć.

Jacek SPROSTOWANIE Powyższy tekst miał się ukazać w poprzednim numerze (#100), ale niestety wkradł się nam chochlik drukarski, dlatego też można go przeczytać w nowym wydaniu. Serdecznie przepraszamy - Redakcja

8

w olne myśli

Telewizja od kuchni _____28 maja 2010 r. w Politechnice Koszalińskiej odbył się wykład Beaty Tadli – dziennikarki TVN24, która mówiła o początkach w mediach, sytuacjach trudnych, ale i śmiesznych. Wykład połączony z panelem dyskusyjnym został bardzo pozytywnie odebrany przez uczestników warsztatów, potwierdziły to zadawane później pytania. Duża cześć spotkania poświęcona była ostatnim, tragicznym wydarzeniom, bo i na media miały one wpływ niebagatelny. Rodziło się pytanie, jak w takiej sytuacji powinni zachować się dziennikarze? Co im wolno, a co jest zawodowym faux pas? Beata Tadla podkreślała, że dziennikarz jest tylko człowiekiem i choć ma większe zdolności do panowania w trudnych sytuacjach, ludzkie emocje czasami biorą górę. W telewizji nadawanej na żywo reakcja wobec tragedii jest najtrudniejsza i najbardziej zaskakująca. Prelegentka mówiła, że jeszcze dzień przed katastrofą prezydenckiego samolotu została zapytana przez studentów o zasady postępowania redakcji wobec tragedii lotniczych. Odpowiedziała, że w redakcji są specjalne „scenariusze postępowania”, czyli lista gości do zaproszenia i nadawanie nadzwyczajnego programu. Jednak nikt nie spodziewał się tak wielkiej tragedii i nikt nie był do niej przygotowany. Wspomniała też o tzw. „trupokilometrach”, czyli w wewnętrznym slangu, priorytet ogłaszania tragedii bliższych Polsce. Z dziennikarskiego punktu widzenia przeżywamy teraz prawdziwą kulminację tematów, niestety, tragicznych. Powódź i katastrofy są przyczyną rekordów oglądalności kanałów stricte informacyjnych. Jednak zaufanie społeczeństwa do mediów musi skutkować odpowiedzialnością i rzetelnością. Zrodziła się także refleksja odnośnie celów i zadań mediów w

obecnych czasach. Czy nie mamy do czynienia ze swoistym owczym pędem? Było też trochę o dziennikarskich wpadkach, czyli m.in. atak śmiechu na antenie i biegający w studiu w czerwonym stroju Mariusz Pudzianowski. Dziennikarz telewizyjny to nie tylko prezenter, zawsze musi wykazywać się zawodowym profesjonalizmem i umieć „przyszyć z czaszki” czyli po prostu mówić z głowy. Przeciętny dzień i zaplanowane wcześniej programy stanowią ok. 4050 % emitowanych materiałów, reszta realizowana jest na bieżąco. Wielka też jest rola widza i to od jego mądrości zależy prawidłowy odbiór mediów, nie można być podatnym na manipulację. Na koniec mały dowcip odnoszący się do grupowania politycznego mediów w Polsce: czym jest sport ekstremalny? Pójść na pielgrzymkę Radia Maryja w koszulce TVN.

Adam Łączyński FUTURE CITY GAME w Koszalinie! _____Nie wszyscy wiedzą, że w dniach 14-15 maja w naszym pięknym mieście odbyły się warsztaty koncepcyjne Future City Game, mające na celu opracowanie pomysłu na zagospodarowanie ścisłego centrum Koszalina oraz udział w procesie decyzyjnym mieszkańców. Organizatorami przedsięwzięcia byli: Urząd Miasta Koszalina, Instytut Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej, British Council oraz Fundacja Nauka dla Środowiska. Gra Miasto Przyszłości jako metodologia szerszego projektu Creative Cities nastawiona jest na poprawę jakości życia w miastach. W projekcie wzięły udział 4 kilkuosobowe grupy, grające ze sobą na zasadzie konkurencyjności. Warsztaty rozpoczęły się krótkimi prezentacjami dotyczącymi działania fundacji Nauka dla Środowiska oraz przestrzeni public

_____Kim tak właściwie jesteśmy? Tradycyjnymi z pokolenia na pokolenie Polakami, czy już obywatelami świata? Co wybieramy i na co się decydujemy? Żeby chociaż powierzchownie odpowiedzieć sobie na to pytanie, przeprowadziłyśmy sondę zawierającą 5 pytań ogólnie nawiązujących do roli tradycji patriotyzmu w naszych rodzinach. Jak się okazało, ile osób, tyle postaw. W badaniu brało udział 100 zwerbowanych uczniów I LO, którym serdecznie dziękujemy za poświęcenie nam cennych minut przerwy. PYTANIE PIERWSZE -CZY UCZESTNICZYSZ W UROCZYSTOŚCIACH PAŃSTWOWYCH?

Prawie połowa, bo 43% pytanych, odpowiedziała „nigdy”. Porzucając pesymistyczne domysły na temat wymierania zaangażowanych polskich obywateli, z własnego doświadczenia możemy powiedzieć, iż odgrywa tu rolę tak prozaiczna sprawa jak brak stelaża do wieszania flag bądź po prostu niewiedza, gdzie rzeczoną flagę można kupić. Tu apel do rządzących – więcej flag w nadchodzących latach! 57% widzi przed swoim domem flagę zawsze, czasem bądź bardzo sporadycznie. Tylko czy przypadkiem nie wywiesza jej dozorca? PYTANIE TRZECIE – CZY ZNASZ TEKST HYMNU PAŃSTWOWEGO?

Okazało się, że aż 19% społeczności uczniowskiej zawsze jest obecna przy pomniku Marszałka Józefa Piłsudskiego z okazji Dnia Niepodległości lub innych rocznicowych wydarzeń. Największa liczba (33%) ankietowanych przyznała się, że nie zawsze jest obecna na uroczystościach patriotycznych, a 31% rzadko kiedy reprezentuje postawę przykładnego obywatela. Niemalże co 5 uczeń naszej szkoły nigdy nie bierze udziału w ważnych wydarzeniach kulturowo - narodowych. Powody mogą być różne. Uroczystości po prostu nas nie interesują. Są smutne i ponure. Z okazji Dnia Niepodległości słuchaliśmy wstrząsająco-dramatycznych pieśni, ubraliśmy się na czarno-biało, rozpaczaliśmy nad emigrującymi Polakami. Piękne to, ale czy naprawdę suwerenność jest aż tak dołująca? Kto wie, być może dlatego Marszałek kryje pod wąsem taką zatroskaną minę. PYTANIE DRUGIE – CZY PODCZAS UROCZYSTOŚCI PAŃSTWOWYCH W TWOIM DOMU WYWIESZONA JEST FLAGA?

Hymn państwowy - nic prostszego ! Większość ankietowanych reagowała śmiechem na to pytanie ironicznie mówiąc: “Jak można nie znać hymnu państwowego?”. Właśnie...można. Jedna osoba nie wie co to hymn, jeszcze inna zna tylko refren. Ale to tylko nieliczne wyjątki potwierdzające regułę, bo aż 73% zna całość ( tak, wszystkie 4 zwrotki). 25% z nas zna tylko część i liczy na łut szczęścia - razem z tłumem „zaśpiewa” całość i nikt nie wykryje ich narodowej indolencji. Trudno jednak oczekiwać rewelacyjnych wyników, kiedy prawie połowa nie wynosi tekstu hymnu z domu. PYTANIE CZWARTE – CZY TWOI RODZICE PRZYKŁADAJĄ WAGĘ DO TRADYCJI PATRIOTYCZNYCH?

Tu przewaga odpowiedzi B („tak, czasami”) – zaznaczyło ją aż 58% ankietowanych. Tak, tak, zbliżyliśmy się do sedna, czyli rodziny. ONI nas wychowują, ONI przekazują (a przynajmniej powinni nam przekazywać) TE ważne

13

patriotyzm


Zauważalni niewidzialni 3

pierwszej

części

wszyst-

K.R.: Skoro nie było przedstawienia,

publiczność. Nie kryję również swojego

ko jest przekazane poprzez taniec,

które pana nie zaskoczyło, bądź też

zszokowania faktem, że reżyserowi

wykrzyczenie

Jest

nie zaszokowało, to czy było takie,

nie zależy na tym, by przedstawienie

samotność i granie w samotność, czy-

które się bardzo panu nie podobało

zdobyło uznanie wśród widzów, dla

li pokazanie który z bohaterów jest

i stwierdził pan, że nie da się tego w

których właściwie jest ono robione,

bardziej nieszczęśliwy. Toteż pięknie są

ogóle oglądać?

a poza tym fakt, że mniej niż połowa

przeprowadzone sceny np. jak dealer

P.S: Nie, raczej nie. Znaczy wkurzyło mnie

widowni została po pierwszej części też

zaczyna wyć straszliwie, a temu drugi-

strasznie ,,Twarzą do ściany”, który był

mówi swoje. Śmiem więc twierdzić, że

emu nie pozostaje nic innego jak tylko

szalonym wymysłem scenografa, który

dzisiaj w teatrze liczy się tylko spełnienie

i

właściwie

wyśpiewanie.

rozebrać się do naga i żebrać o to, żeby ten poświęcił mu jakąkolwiek uwagę. Każdy kolejny gest musi być mocniejszy od poprzedniego, żeby ta gra była w ogóle możliwa. I to było naprawdę super przeprowadzone. Natomiast ja mam taki problem, że kiedy pojawia się wideoprojekcja w drugiej części, jej tematem jest to, co poprzednio było tematem zadań aktorskich w kontekście ostrej rockowej muzyki. Projekcja powtarza ten sam temat. Zestawione są dwa dzieła sztuki trochę niezależne

chciał ugotować publiczność w folii .

własnych wizji, które muszą dodatko-

wobec siebie, ale o tym samym. Oba

K.R.: Jak się podobał nasz koszaliński

wo jak najbardziej zaskoczyć, bądź też

wspaniałe. Rozumiem, że konstruk-

spektakl ,,Dwoje biednych Rumunów

zanudzić widza, a zrozumienie sztuki

cyjnie rzecz biorąc było to potrzebne,

mówiących po polsku” na tle innych

zeszło na drugi plan.

że miało to doprowadzić do pocałunku.

przedstawień?

Na zakończenie podaję pełny werdykt

Zostało to bardzo precyzyjnie zrobione

P.S.: Bardzo dobry spektakl, bardzo do-

jury festiwalu:

i wyreżyserowane. Natomiast, moim

brze zrobiony, zagrany. Trochę prze-

Nagrodę Główną otrzymał Krzysztof

zdaniem, ta wideoprojekcja niewiele

kombinowany i zmieniłbym parę rzeczy,

Garbaczewski za reżyserię spektaklu

nowego wniosła. Tym bardziej, że jest

ale ogólnie mi się podobał.

,,Odyseja”, Drugą Nagrodę – Nagrodę

dość długa, a tak naprawdę jej temat jest

K.R.: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Bałtyckiego

dość jasny już od początku. Są to frag-

P.S.: Ja również dziękuję.

otrzymała Weronika Szczawińska za

menty filmów porno, scen związanych

Szczerze mówiąc, wywiad wcale nie

reżyserię spektaklu ,,Zemsta”, Nagrodę

z cielesnością itd. Kontemplacja ciała i

wyjaśnił mi werdyktu. Wręcz pow-

Publiczności dla najlepszego aktora/ak-

odcięcie się od uczuć. Generalnie to był

oduje, że jestem jeszcze bardziej z

torki otrzymali równorzędnie Katarzyna

świetny spektakl i niestety tak już jest,

niego niezadowolona. Nie rozumiem,

Ulicka – Pyda za rolę Kobiety w przed-

że przyznaje się tylko jedną nagrodę i

jak można przyznać główną nagrodę

stawieniu ,,Dwoje biednych Rumunów

trzeba wybierać najciekawszy, wśród

przedstawieniu, które w rzeczywistości

mówiących po polsku” oraz Tomasz

najciekawszych przedstawień. Trzecim

nie było ukończone, bo dowiedzieliśmy

Nosiński za rolę Klienta w przedstawie-

spektaklem ważnym wśród dyskusji jury

się z dyskusji, że aktorzy każdy spektakl

niu ,,Samotność pól bawełnianych”.

była właśnie ,,Zemsta” i mam nadzieję,

traktują jako próbę, a większość z nich

że dokonaliśmy słusznego wyboru,

nawet nie do końca jest przekonana, że

przyznając jej drugą nagrodę. 12

t eatr

dobrze rozumie, co gra, to co dopiero

Teatru

Dramatycznego

Kamila Rogowska

znej i zmianom w systemie transportu. Następnie uczestnicy warsztatów zostali poinformowani o regułach gry i zaczęła się wielka burza mózgów. Wieczorem nastał czas na pierwsze, krótkie prezentacje grup i zarazem na pierwszą konfrontację pomysłów. Wszyscy szybko się spostrzegli, że projekty mają swójwspólny mianownik. Ranek dnia następnego upłynął pod znakiem testu w terenie, czyli prezentacji projektów mieszkańcom miasta, wysłuchiwaniu ich refleksji i późniejszego wcielania ich do istniejącego już pomysłu. Po dwugodzinnym testowaniu nadszedł najtrudniejszy, a zarazem najważniejszy, element całego przedsięwzięcia, czyli przygotowanie prezentacji. Wszystko przygotowywane było w wielkim pospiechu, bo czasu było naprawdę mało. O 14 baza warsztatów zmieniła się z siedziby Urzędu Miejskiego na salę Biblioteki Publicznej. Tam odbył się wielki finał gry. Zwycięskim pomysłem okazał się: „TAK NA DEPTAK”. Jednak wszystkie projekty były ciekawe i po części podobne. Projekt był dobrze przygotowany od strony technicznej i merytorycznej. Założeniem akcji jest, że każdy projekt jest zwycięski. Warsztaty w innych miastach pokazały, że faktycznie realizowane propozycje bywają połączeniem kilku pomysłów. Jako uczestnik, co prawda nie zwycięskiej (ale oczywiście najlepszej ;)) grupy, muszę wspomnieć o organizatorach, bez których cała akcja by się nie odbyła, a byli nimi: Łukasz Adamczyk (Urząd Miasta), Marta Konieczna (fundacja Nauka dla Środowiska), Gall Podlaszewski (Politechnika Koszalińska, Wydział Wzornictwa) i oczywiście mistrzyni gry – Monika Komorowska ze strony British Council. Dla nich serdeczne podziękowania. Myślę, że takie akcje jak ta mają bardzo pozytywny oddźwięk i warto je kultywować i powtarzać – by żyło się lepiej.

Adam Łączyński

_____Ot kłamczuszki! Na początku wciskali kit, że broń boże, nawet ich nie zauważymy. A to ten pojechał do studentów na uczelnię, tamten do budowlańców na stadion, a jeszcze inny do strażaków. Dobra, jakoś trzeba dotrzeć do elektoratu, ale jak już na polskim słuchach obiekcji co do poszczególnych kandydatów, to chyba coś jest nie tak. _____Kto, albo raczej – co rządzi w tegorocznej kampanii prezydenckiej? Przyjaciel Photoshop. Wyretuszowana twarz Bronka Komorowskiego kusi z większości słupów w centrum. Opalony niczym Andrzej Lepper zerka na przechodniów kandydat nr 1. Ah…. gdybym miała tylko więcej lat…Koniecznie musiałabym dowiedzieć się, której wersji programu używa. Sztab Komorowskiego w ukrywaniu mankamentów urody prześcigają chyba tylko kolorowe pisemka. _____Za to przeciwnik nr 1. W starciu o prezydenturę postawił na stylowy image, dobrze już nam znany. Stonowane wnętrza, okulary mądrości i przyjaciele Rosjanie. No nic, współczucie ludzkie może dużo zdziałać. Plus do tego specjalista od PR-u, a i tak na plotach w mięsnym usłyszymy, że to był zamach i tyle. _____Mimo że pewne jest, pomiędzy kim rozegra się walka, pozostałe komitety zdają się nie poddawać. To jest dopiero wiara! Szkoda tylko, że taka bezsensowna. _____No chociażby taki Korwin-Mikke. Stały kandydat, który (jak sam powiedział) dokłada do każdej kampanii ok. 100 tys. Z własnej kieszeni. Dobrze, że pomiędzy wyborami jest tyle przerwy, to przynajmniej uzbierać zdąży. _____Kandydat Lewicy postawił z kolei na hip-hop. Szkoda tylko, że osobiście

nie wystąpił w klipie, bo zobaczyć go rapującego – bezcenne. Napieralski malując graffiti i bujając się w rytm bitów niby stawia na przyszłość. Gdyby poprosił Behemotha, żeby razem z Dodą nagrali mu wyborczą piosenkę, to by była dopiero przyszłość. Niczym z idyllicznych marzeń szeroka i czarna jak polska autostrada usłana różami. Różowymi najlepiej. _____Debata, debata, debata….Niby każdy by chciał, ale jak przychodzi co do czego, to ani miejsca, ani terminu, ani nawet składu nie mogą ustalić. Jedni chcą, żeby wszyscy kandydujący wzięli w niej udział (a nuż powiedzą coś ciekawego), a inni twierdzą, że debata ma sens tylko wtedy, gdy jedynymi kandydatami będą Komorowski i Kaczyński. Dyskryminacja dyskryminacją, ale w wypadku tego drugiego scenariusza trzeba będzie przygotować dużo mniej foteli, a widzowie nie będą się zastanawiać, który jest który. Same plusy. Tylko ci z jednym procentem mogliby się obrazić. _____Pobożnym życzeniem wszystkich Polaków byłoby to, żeby już każda kampania tak wyglądała – stonowana, jednak swoje smaczki ma. Ale to raczej takie mission impossible, bo Polak lubi dokuczać swoim rodakom, a już szczególnie na arenie politycznej. Więc raczej nie oczekujmy sequela z serii „Bronek, Jarek & inni w przyjaznej kampanii”, bo to nie ta bajka. Zgoda buduje, a Polska jest najważniejsza – powtarzajmy za poetami tego miesiąca.

PO

9

wolne myśl i


Koszalińskie Konfrontacje Młodych ,,m-teatr” _____Koszalin doczekał się własnego

festiwalu teatralnego pod nazwą: Koszalińskie Konfrontacje Młodych ,,mteatr”. W dniach 8-13 czerwca młodzi reżyserzy z całej Polski walczyli o dwie nagrody. Nagrodę Główną: nagrodę pieniężną i pobyt w SPA oraz Nagrodę Drugą: możliwość wyreżyserowania spektaklu w Bałtyckim Teatrze Dramatycznym, współpracując z jego aktorami. Możemy być dumni z nowego wydarzenia kulturalnego w naszym mieście, ponieważ dostarczyło nam wielu wspaniałych wrażeń, a już na pewno nie pozwoliło nam się nudzić w ciągu tego tygodnia. Główną zaletą przedsięwzięcia była możliwość poznania form spektakli, z którymi wcześniej nie mieliśmy styczności. Już pierwsze przedstawienie, otwierające festiwal, sprawiło, że publiczności opadły szczęki i przez dłuższy czas nie mogła się pozbierać. Stało się tak dzięki temu, że przedstawieniu towarzyszył rewelacyjny zespół młodych muzyków z The Naural Born Chillers, którzy byli tłem do niezwykle poruszającej historii dwóch mężczyzn. Przedstawienie to już po pierwszym dniu stało się faworytem. Dzięki festiwalowi po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć tematy tabu, nieob-

10

t eatr

ca stała nam się nagość, ale również mieliśmy okazję porównać koszalińskie spektakle z innymi i w końcu je docenić. Niektóre przedstawienia oczywiście nas rozczarowały np. ,,Ksiądz H. …”, czy ,,Odyseja” - uważana za największą pomyłkę festiwalu, a niektóre ubawiły do łez np. ,,Zemsta”. Bardzo dobrym pomysłem było zorganizowanie dyskusji w klubie ,,Kowal”, gdzie każdy mógł porozmawiać z twórcami spektakli i wygłosić zdanie na ich temat. Po całym tygodniu przyszedł czas na werdykt. Po jego ogłoszeniu cała publiczność zamarła, niektórzy nie wiedzieli, czy mają płakać, czy śmiać się, gdyż główną nagrodę otrzymał Krzysztof Garbaczewski za reżyserię ,,Odysei”. Żeby wyjaśnić tę wielką pomyłkę, udałam się na rozmowę z jednym z członków jury Pawłem Sztarbowskim. A oto jej przebieg. Kamila Rogowska: Jak pan ocenia poziom wszystkich przedstawień i co podobało się panu najbardziej w młodych reżyserach? Paweł Sztarbowski: Myślę, że ogólny poziom był dobry. Można powiedzieć, że mieliśmy szansę zobaczyć całą paletę przedstawień, zaczynając od bardziej

poszukujących, jak ,,Odyseja” po tradycyjne realizacje, jak ,,Instrukcja obsługi”. Każdy z reżyserów jest inny, ma inne cechy i inne wartości są dla niego ważne. Niektórzy nie chcą się podobać, nie mają potrzeby robić przedstawień tak, jak ich uczono na studiach, tylko szukają czegoś nowego, chcą zaskoczyć formą, rodzajem ostentacyjności – w tym sensie, że mogę coś zrobić, mam warsztat, ale z niego nie korzystam. Idealnym przykładem na to jest monolog zalotnika w ,,Odysei”, kiedy to przychodzi z kwiatami do Penelopy i na proscenium wygłasza swój monolog. Mówi go w ciemności, przy czym drugi i trzeci plan są bardzo dobrze oświetlone. Można się tu zastanawiać, czy reżyser zapomniał włączyć światła, ale z drugiej strony można traktować to jako celowy zabieg zabawy z widzem i jego przyzwyczajeniami, że jakaś scena musi być ułożona w ten sposób, a nie inny, a reżyser chce pokazać, że właśnie tak nie jest. Na tym polega teatr. Nie wszystko musi być poprawnie ułożone. A propos spektakli, należy pamiętać, że to są debiutanci, więc nie mogliśmy spodziewać się tutaj dzieł, które nas rzucą na kolana i uznamy je za wybitne, bo wtedy byłoby niedobrze. Z drugiej strony mogę powiedzieć, że wszystkie spektakle były na dobrym i przyzwoitym poziomie, co mogą potwierdzić zażarte dyskusje prowadzone na ich temat. Oczywiście wyłonili się faworyci, tego nie muszę ukrywać, a byli nimi ,,Samotność pól bawełnianych”, ,,Zemsta” i ,,Odyseja”, z których wybraliśmy ten najlepszy. K.R.: Mogę stwierdzić, że ,,Odyseja” wygrała, bo zupełnie odbiegała od innych spektakli swoją niezależnością i tym, że dla reżysera nie było ważne, by przedstawienie się podobało i chciał zrealizować po prostu swoją wizję, która mówiąc szczerze, nie wszystkim się podobała? Opinie innych ludzi, co zresztą widzieliśmy w trakcie przedstawienia, nie są przychylne. Po pierwszej części na widowni zostało mniej niż połowa widzów i dla większości było to zdecydowanie najsłabsze przedstawienie, mimo tego, właśnie ono wygrało. W takim razie, w czym tkwi jego fenomen? P.S.: Nie, nie tylko dlatego. Dla mnie był to spektakl, który próbował

3

zagarnąć cały świat w tej swojej opowieści. Z jednej strony była budowana perspektywa indywidualna, związana z brakiem ojca, samotnością syna. Z drugiej, pokazany był dramat nie indywidualny - dramat rodzinny. Dużą rolę w przedstawieniu odgrywał tekst, w którym nagle sytuacja rodzinna zaczęła rozlewać się na całość kultury europejskiej, od Homera począwszy, a na czasach współczesnych skończywszy. W przedstawieniu było dużo odnośników do dzisiejszych czasów, ale i anachronizmów w stylu figury Ateny, która wchodzi w hełmie i w jasnopomarańczowych majtkach z H&M. Tego typu zabawy, które w gruncie rzeczy były próbą odgadnięcia zagadki tego pratekstu, ale i zmierzeniem się z całością kultury w jakiś sposób współczesnej, która jest też kulturą wykorzenioną. W tym sensie, że my też nie bardzo chcemy pamiętać naszych ojców i nie bardzo w ogóle o tym myślimy. Wydaje nam się, że tworzymy swój wirtualny świat odcięty od wszelkich korzeni, od wartości, etyki, dobra i zła, od tego typu kategorii, które wydają nam się być obciachowe i jakby nie używa się ich, bo można narazić się na śmieszność i mam tutaj wrażenie, że dzięki temu tekstowi i perspektywie indywidualnej podjęta została próba sięgnięcia po te najwyższe argumenty. Właśnie problematyka tego przedstawienia mnie niezwykle urzekła. To co mnie najbardziej zaskoczyło, to reakcje publiczności. Rzadko mi się to zdarza, ale tutaj rzeczywiście cholernie przeszkadzała mi publiczność i jej reakcje np. komuś przeszkadzało, że dym na niego leci, że światło się na niego pali itd. 2,5 h to nie jest tak dużo, więc mogę sobie spokojnie usiąść i jakby pokontemplować, ponieważ przeszły tutaj serie przepięknych obrazów i tu chyba przyznasz, że te 3 kobiety, które zmieniają suknie, czy babcia, która snuje monologi poetyckie, gra świateł wywarły duże wrażenie. Mieliśmy okazję zobaczyć mnóstwo scen o niezwykle poetyckiej sile i to właśnie jest problem dla widzów z tym spektaklem. Jesteśmy przyzwyczajeni do prozy w teatrze i kiedy mamy szansę zetknąć się z poezją, to jest nam trudniej. To jest tak, jakby ktoś cały czas czytał powieści i nagle

podsunąć mu tomik Miłosza. Myślę, że już samo przedstawienie się byłoby dla niego trudne, w tym sensie, że trzeba mieć chęć do poznania czegoś nowego. To jest poezja, trochę inne są te środki, ale to też może sprawiać jakąś taką kontemplacyjną przyjemność. Takie są moje argumenty i uważam, że ten spektakl był najciekawszy, najbogatszy, najbardziej zapierający dech, ale oczywiście nie uważam go za doskonały. K.R.: Nie wydaje się panu, że ten spektakl był przekombinowany, że widz w pewnym momencie nie wiedział, na czym ma się skupić i po prostu gubił się w tym wszystkim i w rezultacie wychodził z sali nic nie rozumiejąc? P.S.: Był. Myślę, że my też mamy taką skłonność, że jak pojawia się nadmiar znaków, to chcemy je wszystkie koniecznie ogarnąć. Ja też się na tym złapałem, bo starałem się wszystko odczytać, cały czas zadając sobie pytania: a to dlaczego, a o po co, a ten motyw jest wzięty z innych dzieł sztuki. W pewnym momencie mówię, kurczę, przecież to nie jest najważniejsze. Tutaj najważniejszy jest problem samotności syna, powrotu ojca, braku ojca, problem tych dziwnych matek, babek, narzeczonych, kobiet wobec tego wszystkiego. W drugiej części jest problem relacji ojca z synem. To właściwie tyle trzeba rozumieć z tego spektaklu, a reszta to jest tak jakby coś ekstra, jak to odczytasz to ok. super. Jest możliwość do kontemplacji, posłuchania poezji dobrze powiedzianej w teatrze. Mnie ten spektakl ogólnie skojarzył się z czymś w rodzaju cybertekstu z youtube’a. Wstukujesz sobie jakieś hasło i oglądasz obrazek i za chwilę wyskakuje ci 5

obrazków o podobnej tematyce. Wybierasz kolejny i on trochę jest związany, ale właściwie to już nie jest i właściwie to już nie wiadomo jak tam weszłaś, ale otwierasz kolejne i kolejne. Myślę, że to przedstawienie to jest właśnie taki teatralny youtube. K.R.: Zostawiając już ,,Odyseję”, a wracając do ,,Samotności pól bawełnianych”, bo nie ukrywam, że był to główny faworyt większości widzów. Jak pan się może do niego odnieść, co pan o nim sądzi?

P.S.:

Świetne

przedstawienie,

tyle,

że ,,Odyseja” jest dla mnie spektaklem bogatszym, dlatego bardzo się wykłócałem z kolegami

o pierwszą

nagrodę dla niego, a ,,Samotność pól bawełnianych” to też naprawdę świetny spektakl, którego tematem jest znowu samotność i jedyny zarzut był taki, że w 11

teat r

Tytuł Nr 101  

Tytuł Nr 101

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you