Issuu on Google+

Stanisław Kryciński

BIESZCZADY

TAM GDZIE DIABŁY, HUCUŁY, UKRAIŃCE


Bieszczady


Stanisław Kryciński

Bieszczady Tam gdzie diabły, hucuły, ukraińce

Mojej żonie Marcie


8

Wstęp

Obóz ,,Nadsanie”, 1981 r.

stary układ dróg. Przykładem może być dojście na Małą i Wielką Rawkę. Szlak niebieski wychodzący z Przełęczy Wyżnej wiedzie przez dział w stronę obu Rawek. Niegdyś jeżdżono tędy wozami po siano koszone na grzbietowych polanach. Ale szlak czarny wiodący na złamanie karku w stronę schroniska „Pod Małą Rawką” to już powojenny pomysł. Na Połoninę Wetlińską można było wjechać siedmioma różnymi drogami. Dziś tylko jedna, wiodąca z Przełęczy Wyżnej pod schronisko „Chatka Puchatka” jest wykorzystywana przez piechurów. Częściowo po starej drodze poprowadzono szlak ze wsi Smerek na szczyt Smerek i z Wetliny na Przełęcz Orłowicza. Pozostałe to zupełnie nowe szlaki ignorujące stary system drożny. Wyobrażenie ile pozostałości wsi można zobaczyć, wędrując specjalnie do tego wytyczonymi szlakami daje nam ścieżka historyczna wiodąca przez Jaworzec, Łuh i Zawój. Wytyczona została

w ramach projektu „Bieszczady odnalezione” przez członków Stowarzyszenia Rozwoju Wetliny i okolic. Bardzo ważnym jej elementem są tablice informacyjne ustawione przy miejscach po cerkwiach, cmentarzach, podmurówkach chałup, studniach czy piwnicach. Przy zbieraniu informacji o tych wsiach nawiązano kontakt z ich dawnymi mieszkańcami żyjącymi obecnie na Ukrainie. Ich delegacja uczestniczyła w otwarciu ścieżki. Tego typu inicjatywy odkrywają na nowo zapomniany świat bieszczadzkich wsi. To dopiero początek, ale mam nadzieję, że więcej będzie takich inicjatyw. Jednak żeby zobaczyć te ślady, tam gdzie nie są oznakowane, trzeba mieć świadomość ich istnienia, a także odwiedzać Bieszczady w porze bezlistnej i bezśnieżnej. Późną jesienią, gdy opadną liście, naszym oczom ukaże się wiele pozostałości tutejszych wsi. Jeszcze lepiej widać je wiosną, gdy śnieg już stopnieje, a zieleń jeszcze nie zaczyna się rozwijać. Wtedy zaopatrzeni w przedwojenne mapy możemy odkrywać zaginiony świat. Potrzebne jest również doświadczenie. Widząc na cerkwisku stertę kamieni nie każdy rozpozna w niej ruinę mesy ołtarzowej. Umiejętność odczytywania w terenie układu dawnej wsi z resztek budowli, przebiegu starych dróg i młynówek przychodzi z czasem. Nieraz potrzebny jest impuls. Dla mnie była nim lektura książki Franciszka Kotuli Po Rzeszowskim Podgórzu błądząc, wydanej w 1974 r. Po jej przeczytaniu moje oczy zaczęły dostrzegać ślady poczynione ręka ludzką w krajobrazie. Nieustająco fascynuje mnie odtwarzanie obrazu wsi na podstawie tych śladów. Jak już wspomniałem bardzo pomocne są stare mapy. Stan zabudowy z okresu międzywojennego pokazują nam mapy topograficzne Wojskowego Instytutu Geograficznego opracowane w skali 1:100 000. To słynne „setki”, które w czasach PRL-u osiągalne były jedynie w postaci dość marnych kopii, a dziś ich doskonałe skany dostępne są w Internecie. Jeszcze trudniejsze było zdobycie kopii wojskowych map austriackich (Spezialkarte der osterreichisch-ungarischen Monarchie), opracowanych w manierze kreskowej, a wydawanych w latach 1878–1914 w skali 1:75 000. Map tych było kilka

9


14

Moje pierwsze spotkanie z Bieszczadami miało miejsce w drugiej połowie lat 60. XX w. Z Bieszczadami szeroko pojętymi, bo tak naprawdę wysłano mnie na kolonie do Dobrej Szlacheckiej, a ta leży na Pogórzu Przemyskim. Wyjazd zorganizował zakład pracy mojego ojca. Mówiono nam, że jedziemy w Bieszczady. Dla wielu ludzi, słabo obeznanych z geografią kraju ojczystego, Bieszczady zaczynają się zaraz za Rzeszowem – jeśli oczywiście jadą z nizin. Kto by się tam bawił w rozróżnianie jakichś pogórzy. Droga wije się wśród coraz wyższych wzgórz, więc to niechybnie muszą być Bieszczady.

KOLONIE W DOBREJ SZLACHECKIEJ Ulokowano nas w piętrowej, murowanej szkole podstawowej, prowizorycznie przystosowanej na przyjęcie gromady dzieciaków w porze wakacyjnej. Ławki szkolne umieszczono w jakimś magazynku, a w ich miejsce wstawiono łóżka. Szafy z rozlicznymi

Na obu brzegach Sanu

Dobra Szlachecka, dzwonnica z cerkwią na piętrze, 1986 r.

Na obu brzegach Sanu

15


Na obu brzegach Sanu

pomocami naukowymi odwrócono plecami do klas, w których stały. Gdyby ich nie odwrócono, pewnie niewiele by nas interesowały, bo było w nich to co znaliśmy z naszych szkół – plansze, mapy, książki, przybory do geometrii, jakieś trupki zwierząt w formalinie itp. Ale skoro szafy odwrócono, to oczywiście musieliśmy do nich zajrzeć. Z niemałym trudem odsuwaliśmy kolejne i bobrowaliśmy w ich zawartości, czyniąc niestety różne szkody. Organizowano nam różne zajęcia, ale mieliśmy również sporo czasu, który przeznaczaliśmy na zabawy z miejscowymi dziećmi. One też chętnie przychodziły na boisko szkolne, chcąc zobaczyć miastowych. Dość szybko zorientowałem się, że nie jest to zwykła wieś. Dzieci opowiadały o jakichś banderowcach, którzy niechybnie kryją się jeszcze po lasach. We wsi stały opuszczone chałupy, zdewastowane i otoczone łanami pokrzyw. Przy nich rosły niczyje jabłonki i śliwy, już częściowo zdziczałe. Był tu kościół, ale jakiś dziwny. Z czasem okazało się, że to dawna cerkiew. Mieszkający we wsi Polacy, będący w zdecydowanej przewadze, obawiali się kilku ukraińskich rodzin też tu żyjących. Ukraińcy bali się Polaków. Jedni i drudzy na noc ryglowali drzwi, a pod poduszkę wkładali siekierę, na tzw. wszelki wypadek. Atmosfera strachu i podejrzliwości wyłaniająca się z różnych dziecięcych opowieści głęboko zapadła w mojej pamięci. Dlatego też gdy tylko zacząłem uprawiać turystykę wybrałem się w moje pierwsze studenckie wakacje na obóz wędrowny w Bieszczadach. Zastałem tam te same klimaty – zdziczałe sady, ślady domów, świeżo zawaloną cerkiew w Sokołowej Woli – tylko dawnych mieszkańców nie było, bo wędrowaliśmy przez tereny całkowicie wysiedlone. Ta aura tajemniczości i niemal namacalnie odczuwanej tragedii jaka spotkała tę krainę, spowodowały że postanowiłem dowiedzieć się co tu się naprawdę wydarzyło i jak wyglądało życie przed tą tragedią. To postanowienie kieruje moimi działaniami do dziś. Podczas kolonii w Dobrej Szlacheckiej wielką atrakcją dla nas była wisząca kładka nad Sanem rozpięta na stalowych linach. Służyła ona wyłącznie pieszym, rowerzystom i motocyklistom.

17


Niemal obowiązkowym punktem każdej eskapady, w pierwszym tygodniu października, była wizyta w Uluczu, a konkretnie odwiedzenie monasterskiej cerkwi pw. Wniebowstąpienia Pańskiego. Do wysiedleń wieś miała 2000 mieszkańców, dziś mieszka tu zaledwie kilka rodzin. Sama cerkiew ulokowana jest wysoko nad wsią, na szczycie wzgórza zwanego Dębnik, w wieńcu sędziwych lip i otulona barwinkiem, kwitnącym wiosną na niebiesko. Cerkiew była częścią obronnego monasteru bazylianów. Jeszcze przed wojną strzegły jej dwie drewniane baszty-dzwonnice, podobne do tych w Dobrej Szlacheckiej, wkomponowane w podwójny pierścień murów obronnych. Sama cerkiew wygląda jak z bajki, bowiem jej architektura nie ma analogii w całych Karpatach. Nad nawą króluje ośmiopołaciowa, przysadzista kopuła. Niewielki babiniec, który wygląda jak połówka beczki, nakrywa potężny, trójpołaciowy dach wsparty na słupach z mieczowaniem. Trójboczne zamknięte prezbiterium ma też „beczkopodobne” ściany. Według tradycji cerkiew powstała w 1510 r., ale ostatnio przeprowadzone badania dendrochronologiczne wykazały, że świątynię zbudowano dopiero w 1659 r. Zawsze kiedy wdrapię się na cerkiewne wzgórze, staram się jak najbardziej oddalić moment opuszczenia tego niezwykłego miejsca. Cmentarz cerkiewny otoczony jest lasem, dzięki czemu nie widać i nie słychać stąd reszty świata. Człowiek doznaje tu uczucia zawieszenia między niebem a ziemią. Barwinek, lipy, kilka nagrobków i cerkiew 46

o kształtach, których nigdy bym nie wymyślił, calutka obita gontami. Lubię się jej przyglądać, bo za każdym razem znajduje jakiś szczegół konstrukcyjny, którego wcześniej nie dostrzegałem. Ot choćby ceramiczne kule umieszczone pod wieńczącymi cerkiew krzyżami. Zabezpieczają przed zamakaniem pionowe belki, w których te krzyże osadzono. Kule wykonano w Mrzygłodzie i chyba żadna cerkiew w Polskich Karpatach nie ma takich ozdób. Każdy ma swoje mistyczne miejsca – dla mnie takim miejscem jest Ulucz. Kiedyś spotkała mnie tu rzecz niezwykła. Przyjechałem, żeby zrobić zdjęcia wnętrza cerkwi. Wtedy był tu jeszcze niezwykłej urody ikonostas z 1682 r., pędzla Stefana Dżengałowicza (dziś zobaczyć go można w sanockim skansenie). Miałem też uwiecznić polichromię północnej ściany nawy przedstawiającą Ukrzyżowanie również przez niego malowaną. Już dość długo biedziłem się nad tymi zdjęciami, bo wnętrze nawy oświetlają jedynie dwa małe okienka i niewiele większe drzwi w południowej ścianie, a prądu tu po prostu nie ma, więc pozostawało jedynie naturalne oświetlenie. Byłem zupełnie sam, gdy nagle do wnętrza cerkwi weszły dwie starsze panie i zupełnie nie zwracając na mnie uwagi ustawiły przed ikonostasem bukiety kwiatów w słoikach.

Na obu brzegach Sanu

NA WZGÓRZU DĘBNIK

Ulucz, cerkiew monasterska, ikonostas, 1988 r.

poezją, a część wierszy tego poety znałem na pamięć. To co zobaczyłem było idealną ilustracją do jednego z nich. Było jeszcze szaro, padał gęsty śnieg, a w tym śniegu, ponad dachami chałup, unosiła się cerkiew. Poezja stała się namacalnym obrazem. Gdy niebawem szliśmy z dyrektorem, wśród gęstego śniegu, do porannego autobusu ciężko mi było wrócić do rzeczywistości. Brutalnie przywróciła mnie do niej wizyta w sanockim kuratorium, gdzie nie zgodzono się na urządzenie zimowiska w szkole.

47


Słuchając ich uświadomiłem sobie, że po ruskiej stronie Sanu usłyszeć można takie same opowieści jakie zbierał w latach 60. XX w. Franciszek Kotula na polskim pogórzu. Relacje o zapadłych kościołach, cudownych źródłach, bożych stópkach odciśniętych na kamieniach, cudownie wędrujących figurach czy obrazach Matki Bożej tak powszechne wśród polskich mieszkańców pogórzańskich wsi usłyszeć można było również na wschód od Sanu. Ulucz jak również leżące od niego na północ wsie Jabłonica Ruska i Wołódź zamieszkiwane były od VII do początku XIII w. Świadczą o tym znaleziska ceramiki. Regres osadniczy, który potem nastąpił związany był niewątpliwie z najazdem tatarskim na Ruś Halicką w latach 30. XIII w. Jednak w XIV w. wsie te ponownie zaludniono. Rządziły się prawem ruskim, jako że leżały na terytorium Rusi. Najstarsza zachowana wzmianka o Uluczu, jak również o Jabłonicy Ruskiej i Wołodzi pochodzi z 1373 r. Pierwotna nazwa Ulucza w formie Ulicz, może wskazywać, że osiedlono tu jeńców z plemienia Uliczów, mieszkającego między dolnym Dniestrem a Bohem, z którymi Ruś toczyła walki w X i XI w. Pod koniec XIV w. wieś weszła w skład królewszczyzn starostwa sanockiego.

50

Na obu brzegach Sanu

Panie z którymi rozmawiałem pod cerkwią na wzgórzu Dębnik, wspomniały również o tzw. białej cerkwi, która jeszcze na początku XX w. istniała we wsi. Była to cerkiew parafialna pw. św. Mikołaja, usytuowana na niewielkim wzniesieniu, 750 metrów na północny zachód od cerkwi monasterskiej. Jedna z pań twierdziła, że jako małe dziecko widziała jeszcze resztki jej murów. Pamiętały także, jak starzy ludzie mówili o tym, że w cerkwi tej był dawno temu zbór socyniański. Pytały się mnie kim to byli ci socynianie, bo nie miały o nich zielonego pojęcia. Ciekawe, że to zupełnie dla nich obce i pozbawione treści słowo przetrwało w opowieściach ludowych. Trochę to podejrzane. Nie wiem czy nie nastąpiło tu przesunięcie informacji o tym, że najstarszą częścią obecnej

Ulucz, cerkiew pw. św. Mikołaja, stan na koniec XVII w., rys. Andrzej Żygadło

ULUCKA BIAŁA CERKIEW

cerkwi w Trepczy był opuszczony zbór socyniański istniejący jeszcze na początku XIX w. Informacja ta podana została podana w wydanym w 1936 r. Schematyźmie Apostolskiej Administracji Łemkowszczyzny, która obejmowała również Ulucz. Jednak ostatnio zostały uzyskane informacje, niezależne od moich, że kiedyś w tutejszej cerkwi był zbór ariański. Więc może być to informacja prawdziwa, szczególnie że szlachta ziemi sanockiej dość ochoczo przystępowała do reformacji. W okresie międzywojennym stała we wsi okazała drewniana cerkiew parafialna pw. św. Mikołaja ukończona w 1925 r. Była to budowla na planie krzyża, z centralną kopułą, wzniesiona w stylu narodowym. Po wysiedleniach belki pochodzące z jej rozbiórki użyto do budowy budynku mieszkalnego na terenie PGR-u w Jabłonicy Ruskiej. Stała ona w miejscu poprzedniej cerkwi, którą miała być ta murowana „biała cerkiew”. Jeśli informacja o niej była prawdziwa, to na planie katastralnym z 1852 r. powinna być zaznaczona murowana cerkiew. Udało mi się dotrzeć do niego już parę ładnych lat po tej rozmowie z paniami na Dębniku. Jakież było moje rozczarowanie, gdy na tym planie ujrzałem cerkiew

51


W „WORKU” ROK PÓŹNIEJ Rezygnacja z dotarcia do grobu hrabiny pozostawiła w nas uczucie niedosytu. Bo co to za przewodnik, który podczas „przejścia” nie był w Siankach. Dlatego też rok później, z koleżanką, która też wtedy nie dotarła do Sianek, postanowiliśmy zmazać plamę 78

RUINY CERKWI W PANISZCZOWIE Cerkiew w Paniszczowie była jedną z czterech istniejących jeszcze wtedy w naszych Bieszczadach trójkopułowych drewnianych cerkwi wzniesionym w ukraińskim stylu narodowym, według projektu Bazylego Nahirnego. Kolejne trzy stały w: Lutowiskach (zbudowana w 1898 r.), Lipiu (zbudowana w 1900 r.) i Bystrem (zbudowana w 1901 r.). W ciągu czterech lat trzy z nich przestały istnieć. Na początku lata 1978 r. zburzono cerkiew w Paniszczowie. W maju 1980 r. rozebrano cerkiew w Lutowiskach i z belek tą drogą uzyskanych zbudowano kościół w Dwerniku. Ówczesny konserwator wojewódzki, Zdzisław Gil, który nadzorował tę

W głąb „worka”

Bukowiec, prace przy krzyżu przydrożnym w świerkach, 1991 r.

przez jakiegoś myśliwego. Zamachaliśmy rozpaczliwie, nie bardzo wierząc w skuteczność tego działania. Ku naszemu zdumieniu maluch zatrzymał się, a pan myśliwy wykazał chęć zabrania nas do Ustrzyk Górnych. Do dziś nie wiem jak zmieściliśmy się tam w trzy osoby z naprawdę dużymi plecakami, kierowcą i jego dubeltówką.

na honorze i dotrzeć tam gdzie każdy szanujący się przewodnik dotrzeć powinien. Nie spieszyło się nam, mieliśmy studenckie wakacje, więc ruszyliśmy pieszo z Ustrzyk Dolnych, przez Żuków, w stronę Paniszczowa. Mniej więcej w połowie długości doliny po tej nieistniejącej już wsi stała drewniana cerkiew pw. św. Paraskewii wzniesiona w 1925 r. A dokładnie – to trochę stała, a trochę leżała. Nadal stał babiniec zwieńczony kopułą i oba skrzydła transeptu. Natomiast zrujnowane było prezbiterium i kopuła nad nawą. Ktoś zupełnie niedawno spowodował zawalenie się części cerkwi, by uzyskać drewno na budulec. Cerkiew była w dość dobrym stanie i postałaby jeszcze dziesiątki lat. Jak się później dowiedzieliśmy, jakiś mieszkaniec Bieszczadów zorganizował tę akcję z pomocą ciągnika gąsienicowego i liny. Widok był niezwykle dramatyczny. Nad rumowiskiem dominowały ośmioboczne bębny kopuł, które nie rozpadły się na poszczególne belki, a jedynie rozdzieliły na kilka segmentów. Kopuła znad prezbiterium w całości zjechała na ziemię i siedziała jak kwoka w wysokiej trawie. Kopuła nawy zatrzymała się na tym rumowisku. Widać było zdrowe belki konstrukcji. Przegniły był jedynie północny węgieł łączący prezbiterium z transeptem. Długo stałem zdumiony tym aktem niezrozumiałego dla mnie barbarzyństwa.

79


80

Paniszcz��w, kłębowisko drewna i blachy po dawnej cerkwi pw. św. Paraskewii z 1925 r., stan na 1978 r.

zastałem już tylko podmurówkę, wewnątrz której wyrosły dorodne pokrzywy oraz walające się wokół fragmenty blach z kopuł i dachów cerkwi. Wszystkie belki z których była zbudowana zostały stąd zabrane.

NA MOKRO DO GROBU HRABINY Ruszyliśmy z koleżanką w dalszą drogę. Już nie pamiętam gdzie wypadł nam biwak. Pamiętam natomiast, że takiego nieba jak tej nocy nie widziałem chyba nigdy w życiu. Nie było na nim ani jednej chmurki, a Droga Mleczna była tak wyraźna, jakby ktoś pochlapał czarne niebo wielkim pędzlem z biała farbą. Gdzieś po trzeciej w nocy obudził nas intensywny szum kropel deszczu spadających na tropik namiotu. Była noc z 26 na 27 czerwca. Nie wiedzieliśmy, że ten deszcz skończy się dopiero za pięć tygodni, gdzieś na początku sierpnia. Rano gdy wystawiliśmy głowy z namiotu zobaczyliśmy człowieka jadącego wolno na koniu, ubranego

W głąb „worka”

Paniszczów, ruiny cerkwi, babiniec jeszcze stoi, nawa i prezbiterium zawalone, 1978 r.

operację, twierdził że nastąpiło przeniesienie obiektu zabytkowego z jednej miejscowości do drugiej. Wystarczy porównać zdjęcia obu świątyń, by stwierdzić, że nie zachowano nawet planu, a miejsce trzech kopuł zajął kalenicowy dach z wieżą na sygnaturkę w formie iglicy. Rok później, w nocy z 17 na 18 maja 1981 r. spłonęła cerkiew w Lipiu. Dziś jedynym przykładem „stylu nahirniańskiego” jest cerkiew w Bystrem, znajdująca się pod opieką Bieszczadzkiego Oddziału Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Gdy pod koniec czerwca 1978 r. natknęliśmy się na ruiny cerkwi w Paniszczowie nie pozostało nam nic innego jak udokumentować to co zobaczyliśmy. Wykonałem wtedy prawie 90 zdjęć tego dramatycznego kłębowiska belek i blach, jak również stojącego jeszcze babińca. Gdy odwiedziłem tę wieś we wrześniu 1982 r.

81


154

oparte na manierystycznym motywie rollwerku. Żadna z ikon nie dotrwała w cerkwi do naszych czasów. Świetnie zachowała się natomiast tablica wisząca w prezbiterium, która informuje o głównych fundatorach ikonostasu. Podane jest tam również nazwisko księdza proboszcza Hryhorija Kandy, za którego kadencji powstał ikonostas, oraz nazwiska osób opiekujących się cerkwią z ramienia miejscowej społeczności.

Gdzie „diabły, hucuły, ukraińce”

Bystre, prace przy krzyżu przydrożnym koło cerkwi, 1987 r.

Działu Sztuki Cerkiewnej Muzeum – Zamku w Łańcucie. Trafił tam prawie kompletny stary ikonostas z XVIII w. oraz siedem ikon z tego samego okresu. Uratowano również nieco sprzętów z XIX w. – dwa obrazy, dwie figury, pięć feretronów i trzy krzyże. Z czasem w cerkwi pozostała jedynie imponująca rama ikonostasu z 1927 r. Ma ona piękną dekorację snycerską, bazującą na motywie liścia akantu. Zachowały się też ramy ikon w rzędzie prazdników,

155


162

Za każdym razem gdy zbliżam się do Hoczwi od strony Leska, czekam na ten moment gdy z lewej strony ukaże mi się ciemna, zalesiona, dwugarbna górka, rozłożona nad zakrętem Sanu. Jest to typowa kiczera, wyraźnie oddzielona od masywu piętrzącego się na południe od niej. Z szosy tego nie widać, ale wciśnięta jest między koryta Sanu i uchodzącej do niego Hoczewki. Gdyby założyć na niej strażnicę można by kontrolować dolinę Sanu, poniżej i powyżej ujścia Hoczewki, dolinę tej ostatniej, a także dolinę potoku Dziurdziówka. Widok na cztery strony świata, sięgający co najmniej na pięć kilometrów. Już w X w. mieszkający tu ludzie docenili walory tej kiczerki. Założyli na niej niewielki gródek otoczony wałem z drewna i gliny. Była to typowa strażnica na planie wydłużonego owalu o wymiarach 70 x 30 metrów. Towarzyszyła jej osada ulokowana zapewne nad Hoczewką. Załoga strażnicy wypatrywała niebezpieczeństwa i w razie zagrożenia mieszkańcy chronili się za wałem. Wtedy wszyscy mężczyźni zdolni do noszenia broni stawali się obrońcami tej małej twierdzy. Funkcjonowała ona co najmniej przez dwa stulecia, od X do XI w. Ceramikę z tego

1000 lat historii, czyli między Hoczwią a Cisną

Hoczew, kaplica grobowa Rylskich, 1984 r.

1000 lat historii, czyli między Hoczwią a Cisną

163


Takie nasycenie terenu partyzantką ukraińską spowodowało gwałtowny wzrost zagrożenia dla życia mieszkających tu Polaków. UPA rozpoczęła akcję ulotkową, mającą na celu zmuszenie Polaków do opuszczenia Bieszczadów i Pogórza Przemyskiego. Dla „wzmocnienia” efektu zaczęły się mordy dokonywane na Polakach, szczególnie tych, którzy manifestowali swą polskość współpracując z polską i sowiecką partyzantką bądź odnosząc się wrogo do ludności ukraińskiej. Z początkiem lipca UPA aresztowała w Średniej Wsi 12 Polaków, z których 11 zamordowała w lesie pod 198

Baligrodem. Jednemu udało się zbiec. Zarzucano im współpracę z sowiecką partyzantką. Po tych wydarzeniach część Polaków z Baligrodu uciekła do Leska, a pozostali szukali porozumienia z ukraińską partyzantką. Polska delegacja nawiązała 3 sierpnia kontakt z miejscowym dowództwem UPA i uzyskała od „Bira” zapewnienie, że mieszkańcom Baligrodu nic nie grozi. Było to w przeddzień

1000 lat historii, czyli między Hoczwią a Cisną

MORDY NA POLAKACH I AKCJA ULOTKOWA

Hoczew, cmentarz, drewniany nagrobek, 1984 r.

Wiaczesława Kwityńskiego. Według polskich relacji oddział ten spalił kilkanaście domów i zabił kilku Ukraińców, ponieważ zastrzelono tam jednego z sowieckich partyzantów. Relacja ukraińska mówi o rozstrzelaniu 16 mieszkańców Stężnicy uznanych przez Sowietów za banderowców oraz o spaleniu 40 domów. Istotnym elementem tej relacji jest informacja o udziale tzw. polskich bojówkarzy z Baligrodu, którzy wspomagali sowieckich partyzantów w tej akcji. Nieco wcześniej, w czerwcu przybył do Stężnicy jeden z głównych dowódców UPA – Mirosław Onyszkiewicz. W trakcie spotkanie z miejscowymi dowódcami utworzone zostały trzy kompanie UPA: ,,Burłaki”, ,,Bira” i ,,Puchacza”, w sile 70 osób każda. Stworzyły one batalion dowodzony przez „Burłakę”. W lipcu przybył z terenów wschodnich do Żernicy Wyżnej okręgowy prowydnyk OUN ,,Łuhowyj” ze stuosobowym oddziałem Służby Bezpieczeństwa. Razem z nim pojawił się również mjr Wasyl Mizerny ,,Ren”. ,,Łuhowyj” przeprowadził reorganizację istniejących kompanii i utworzył batalion pod dowództwem ,,Rena”. W jego skład weszły stuosobowe kompanie: ,,Ewhena”, ,,Burłaki” i ,,Bulby”. Dowódcą żandarmerii polowej został ,,Puchacz”, a ,,Bir” stał się adiutantem ,,Rena”.

199


212

do Cisnej. Urządzili nowy posterunek w sąsiedztwie Kamionki i już więcej nie dali się z niego wyprzeć. Założono też dwie strażnice WOP w Wetlinie i Berehach Górnych. Natomiast główny cel akcji nie został zrealizowany. Oddziały UPA na przeczesywanym terenie unikały walki, kryjąc się po lasach po polskiej i słowackiej stronie granicy. Gdy główne siły 8 Dywizji Piechoty powróciły do swoich miejsc zakwaterowania nowo założone strażnice były stale nękane przez UPA, a co najistotniejsze odcięto je od zaopatrzenia. Wobec perspektywy wyczerpania żywności i amunicji już w połowie marca załoga strażnicy z Berehów Górnych wycofała się do Wetliny. Na odsiecz wetlińskiej placówce ruszyły 25 marca 1946 r. pododdziały 34 Pułku Piechoty. Pod osłoną przybyłych żołnierzy wopiści z Wetliny wycofali się do Cisnej.

„SUKCESY I PORAŻKI” CHRINIA W II połowie lutego tego roku UPA przeprowadziła największą swoją operację w Bieszczadach, w efekcie której uległy likwidacji placówki WOP w Jasielu, Komańczy, Radoszycach, Łupkowie i Woli Michowej. Zginęło około 70 żołnierzy WOP. Pozostali wycofali się na teren Czechosłowacji i dzięki temu przeżyli. Siły wysłane z Zagórza na odsiecz strażnicom składające się z 3 batalionu 34 Pułku Piechoty (110 żołnierzy) i 65 wopistów zostały rozbite 26 marca pod Kożusznem przez batalion UPA dowodzony przez „Chrina”. Zginęło trzydziestu kilku żołnierzy. Reszta wycofała się do Zagórza. Kolejny atak na Cisną nastąpił przed północą 9 kwietnia 1946 r. We wsi prócz posterunku MO była także placówka WOP. Po dwugodzinnej walce upowcy odstąpili. Siły w Cisnej wzmocniono dwoma czołgami T-34. 30 kwietnia partyzanci ukraińscy ponowili atak, który także został odparty. Dwa dni później w Huczwicach kompania „Chrina” w walce na bagnety zdobyła działo 76 mm i zmusiła polskich żołnierzy do ucieczki.

1000 lat historii, czyli między Hoczwią a Cisną

oddział UPA rozlokowany na dogodnych pozycjach strzeleckich. Po krótkiej walce, tracąc dwóch zabitych, wopiści wycofali się do Baligrodu. W styczniu 1946 r., gdy partyzantom UPA udało się wygonić z Cisnej milicjantów, zaczęli oni nękać Baligród. Trzy nieudane ataki latem 1945 r. uświadomiły im, że pewnie nie uda się zdobyć miasteczka, w którym stacjonował garnizon wojska. Zaczęli jednak ostrzeliwać je z ciężkiej broni maszynowej i moździerzy. By odciąć tutejszy garnizon od zaopatrzenia zniszczyli mosty na drodze do Leska, a także wycięli słupy telefoniczne. Wojsku w Baligrodzie zaczęło brakować żywności, dlatego też w celu jej zdobycia 19 stycznia wyruszył z miasteczka oddział liczący 80 żołnierzy, prowadzony przez kilku milicjantów z Cisnej. Celem ekspedycji była Średnia Wieś, w której w tym czasie stacjonował batalion „Rena”, o czym wopiści nie wiedzieli. Zachowując ostrożność wkroczyli do wsi, która wydawała się zupełnie opuszczona i zabrali się do przeszukiwania domów. Wtedy zaatakowali ukraińscy partyzanci. Zaskoczenie i przewaga liczebna spowodowały, że nie udało się zorganizować skutecznej obrony. Jedynym ratunkiem było jak najszybsze wycofanie się. Wopiści stracili tabor z bronią ciężką i amunicją oraz jedyny moździerz jaki posiadali. Zginęło siedmiu żołnierzy i milicjant. Kilku żołnierzy wziętych do niewoli przez partyzantów po zabraniu broni i mundurów wypuszczono. Niepowodzenia w walce z partyzantką ukraińską w II połowie stycznia sfrustrowani żołnierze polscy powetowali sobie działaniami skierowanymi przeciw ludności cywilnej. W ciągu dwóch tygodni zamordowali ponad 100 osób w pięciu wsiach na pograniczu Bieszczadów i Beskidu Niskiego. Najkrwawsza była pacyfikacja Zawadki Morochowskiej gdzie zginęło od 56 do 78 osób. Najmłodszą ofiarą była półroczna dziewczynka, najstarszą – siedemdziesięcioletni mężczyzna. Z początkiem lutego dowództwo 8 Dywizji Piechoty przeprowadziło wspólnie z WOP akcję przeciw UPA na terenach na wschód od Cisnej. W wyniku tych działań milicjanci powrócili

213


3 Chrin to po ukraiński chrzan. W literaturze czasów PRL-u jego pseudonim podawano w zniekształconej formie Hryń.

1000 lat historii, czyli między Hoczwią a Cisną

Sukcesy UPA w pierwszej połowie 1946 r. były w większości zasługą majora Stepana Stebelskiego ps. „Chrin”3, dowodzącego jedną z kompanii wchodzącej w skład batalionu majora Wasyla Mizernego „Rena”. W latach 1945–1947 był on dowódcą 26 Odcinka Taktycznego „Łemko”. W 1945 r. w skład jego batalionu wchodziły również kompanie porucznika „Bira” (Wasyl Szyszkanyniec vel Jan Koziuryński), „Myrona” (Włodzimierz Hoszko) i „Didyka”. W II połowie tego roku wojsko polskie zaczęło wreszcie odnosić sukcesy w walce z ukraińską partyzantką. Żołnierze nauczyli się partyzanckiej taktyki i poznali teren na tyle, że zaczęło zadawać UPA istotne straty. 24 sierpnia, koło Chocenia wojsko w starciu z kompanią „Chrina” zabiło 25 jego partyzantów. Poważnym ciosem dla kompanii „Chrina” było odnalezienie jej obozowiska na Magurycznem w lasach Chryszczatej, szczególnie w obliczu nadchodzącej zimy. Stało się to 10 października 1946 r. Odkryli je żołnierze 34 Pułku Piechoty dowodzonego przez ppłk. Jana Gerharda. Znajdowały się tam 24 domki kryte blachą, szpital, młyn, piekarnia, garbarnia, warsztat szewski i krawiecki, wędzarnia i mała cerkiew. Znaleziono ponad tonę wędzonego mięsa i spory zapas konserw. Całe obozowisko zostało zniszczone, a zapasy zabrane. Wobec znacznych strat UPA i wysiedlenia większości mieszkańców bieszczadzkich wsi, 31 października 1946 r. rozwiązano Grupę Operacyjną „Rzeszów” i wycofano część wojska z Bieszczadów. Do Łodzi przeniesiono 36 Pułk Piechoty i 37 Pułk Artylerii Lekkiej. Sztab 34 pp wraz z dwoma batalionami stacjonował w Lesku. Trzeci batalion 34 pp kwaterował w Baligrodzie. WOP odbudował strażnice w Komańczy, skąd patrolował teren od Woli Michowej do Wisłoka Wielkiego. Większą część zimy z 1946 na 1947 r. kompania „Bira” spędziła w obozie w Suchych Rzekach. Połączone kompanie „Chrina” i „Stacha” pozbawione obozu na Chryszczatej zimę spędziły w ciągłych marszach od

215


Wstęp .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 5

Na obu brzegach Sanu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 Kolonie w Dobrej Szlacheckiej .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 15 Potaż, smolarnie i żupy solne . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 22 Pogranicze kultur .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 28 San – rzeka niezgody . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 31 Z plecakiem w Pogórze . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 35 Na wzgórzu Dębnik .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 46 Ulucka biała cerkiew .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 50 Ulucz, a może Łąka, czyli wojna na markery .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 57 Rusin nie znaczy Ukrainiec . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 58 Między brzegami Sanu . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 69 W głąb „worka” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 73 Nielegalnie w ,,worku” .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 75 W „worku” rok później . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 78 Ruiny cerkwi w Paniszczowie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 79 Na mokro do grobu hrabiny . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 81 Włości pułkownika Doskoczyńskiego . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 83 Punkt kontaktowy . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 91 Cmentarz w Beniowej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 92 Obozy zwane „Nadsanie” .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 94 Zupa z marchwi .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 97 Róża i ryba .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 98 Zaduszki Beniowskie . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 104 Opuszczone wsie i „bunkry” UPA .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 105 Losy cerkwi z Sianek .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 108 Gdzie „diabły, hucuły, ukraińce” . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Granica . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Cmentarze .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Historia Jakuba Wachala . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Przed wysiedleniami w 1951 roku . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Losy cerkwi .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Klucz łomniański . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

230

113 115 125 132 144 150 158

1000 lat historii, czyli między Hoczwią a Cisną .. . . . . . . . . . . . 163 Hoczewska strażnica .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 165 O Matiaszu ze Zboisk, Hoczwi i Balach . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 166 Kościół w Hoczwi .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 170 Zameczek Balów i Fredrów .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 173 Obronny dwór w Stężnicy .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 182 Baligród – miasto kupców i jarmarków .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 182 Na arenie walk .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 187 Bez praw miejskich . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 188 Cisna czyli ciasna . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 189 Huta Jacka Fredry .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 191 Pisarz w górach .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 194 Burza nad Bieszczadami .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 196 Mordy na Polakach i akcja ulotkowa .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 198 Fala wysiedleń .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 202 Atak na posterunek .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 208 Walki o Cisną . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 209 „Sukcesy i porażki” Chrinia .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 213 Szpital polowy „Rena” na Krąglicy .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 216 Zasadzka w Jabłonkach .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 216 Okolicznośći śmierci generała . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 218 Potyczka pod Baligrodem . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 219 Akcja „Wisła” .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 220 Ostatnie ślady przeszłości .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 221

Bibliografia .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 228

Spis treści

Spis treści

231


Ksiazka bieszczady issu