Page 1

1


jak niszczono w polsce szkolnictwo zawodowe

Rozmowa z Andrzejem Prochownikiem, przewodniczącym Regionu Małopolskiego Stronnictwa Demokratycznego, b. nauczycielem akademickim oraz średnich szkół technicznych, ekspertem ds. podręczników kształcenia zawodowego. Mija właśnie 25 lat od transformacji ustrojowej w Polsce. Odpowiednia to pora i okazja na określenie stanu, w jakim obecnie znajduje się polska edukacja. Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku mówiło się, ze polski technik może skutecznie konkurować na rynku pracy z francuskim, angielskim czy niemieckim inżynierem. Moje studyjne pobyty w krajach zachodnioeuropejskich całkowicie potwierdzały tę tezę. Równocześnie Polacy wyjeżdżający na stałe za granicę, wysyłając swoje dzieci do nowych szkół, przekonywali się o tym, że zaawansowaniem edukacyjnym ich dzieci przewyższają równolatki z tych krajów.

Chciałbym w tym kontekście zapytać o dobrze Panu znane szkolnictwo zawodowe. O jego kondycję na różnych poziomach – począwszy od szkół zasadniczych, poprzez technika, szkoły policealne, a na studiach wyższych skończywszy. Polską oświatą wszechwładnie zaczęła rządzić ekonomia. Przejęcie szkół przez samorządy spowodowało, iż czynnik ekonomiczny stał się podstawowym wyznacznikiem kształtowania i oceniania systemu edukacji. A w oświacie, podobnie jak w służbie zdrowia, taka sytuacja prowadzi do tego, iż zakładane cele stają się po prostu niemożliwe do zrealizowania. Czyli tak jak w służbie zdrowia coraz gorzej leczymy, bo dostęp do świadczeń jest coraz bardziej utrudniony, tak w systemie edukacji coraz gorzej edukujemy. Mówio-

Co więc się stało, że mówimy teraz o wielkim kryzysie polskiej szkoły? Proces jej degradacji rozpoczął się wraz z wprowadzeniem, ponad 20 lat temu, tzw. reformy edukacji, której skutkiem były m.in. funkcjonujące już 6 lat później gimnazja. Główną przyczyną było dopuszczenie niekompetentnych polityków do podejmowania decyzji o funkcjonowaniu systemu. Najczęściej decyzje te nie były opierane na merytorycznych i racjonalnych przesłankach. Doszło do tego, że teraz ważny temat sześciolatków rozpoczynających naukę jest tak naprawdę zasłoną dymną dla prawdziwych problemów nurtujących polską szkołę. Toksyczna „koalicja” PO i PiS posługuje się tu argumentami na żenująco niskim poziomie. Prawdopodobnie, gdyby odwrotny był układ koalicja-opozycja, partie te zamieniłyby się jedynie obecnie przedstawianymi stanowiskami, ale spraw polskiej edukacji nie posunęły by do przodu ani o krok. Zatem pana zdaniem udana polska transformacja ustrojowa w tym jednym lecz bardzo ważnym obszarze, jakim jest edukacja, poniosła porażkę. Niestety właśnie na początku lat 90. XX wieku rozpoczął się demontaż tego, co dotychczas całkiem przyzwoicie funkcjonowało, choć oczywiście wymagało pewnych, unowocześniających system, korekt. Posługiwano się argumentami o złych programach, przeciążeniu uczniów nauką, brakiem kształtowania umiejętności itp. I każda kolejna ekipa ministerialna doprowadzała do stanu gorszego, niż był przed rozpoczęciem jej działalności. Skutkiem były coraz gorsze programy nauczania i zdecydowanie niższy poziom umiejętności absolwentów.

no o dużych kosztach kształcenia w szkołach zawodowych i małych szansach zatrudnienia absolwentów. Równocześnie zaczęto głośno i nachalnie podnosić potrzebę zdobywania przez młodzież średniego wykształcenia. Poskutkowało to likwidacją większości zasadniczych szkół zawodowych i powstaniu w ich miejsce głównie liceów profilowanych. Stały się one, co było do przewidzenia, szkołami nie dającymi możliwości zdobywania kwalifikacji zawodowych, przy jednocześnie żałośnie niskim poziomie wykształcenia ogólnego. Zaczęło to generować stale zwiększające się zastępy bezrobotnych. 2


A co z tak kiedyś popularnymi technikami? Technika, dotychczas dające tak znakomite kwalifikacje zawodowe, jak i wysoki poziom wykształcenia ogólnego, zaczęto sprowadzać do szkół, w których kształcenie zawodowe miało przebiegać w bardzo ograniczonym zakresie. To, że mimo tak wadliwej polityki władz oświatowych wobec techników, realizowany w nich poziom nauczania nie uległ drastycznemu obniżeniu, zawdzięczamy wyłącznie postawie nauczycieli i dyrekcji wielu z tych szkół. Choć oczywiście trudno jest odrobić zaległości z pierwszych 9 lat nauki w „zreformowanej szkole”.

Czyż zatem nie ma szansy na powrót do w pełni wartościowego kształcenia w technikach i szkołach zawodowych? Czy możemy kształcić wysokiej klasy fachowców, a nie operatorów taśm, umiejących wykonać jedynie pojedyncze czynności? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania, a – przede wszystkim – trudno określić czas potrzebny do realizacji tych celów. Niestety zawsze łatwiej jest coś zepsuć, niż potem naprawić. Przyjmijmy więc, że szkolnictwo na poziomie podstawowym i gimnazjalnym pozostanie w obecnej formie, choć teraz już niemal wszyscy mówią o bezsensowności takiego systemu. Zastanówmy się jednak, co należałoby zmienić w szkolnictwie zawodowym? Szkolnictwo zawodowe nie może być postrzegane jako dziecko niechciane, jako niepotrzebna „kula u nogi” dla samorządowych ekonomistów. Wcale nie jest także trudno przeprowadzić analizę zapotrzebowania na absolwentów w różnych zawodach. I należy to robić w zakresach makroregionalnych, a niekoniecznie centralnym. W Polsce nie ma jeszcze tradycji, a także możliwości, przemieszczania się pracowników, szczególnie w zawodach robotniczych. Ze względu na brak warsztatów szkolnych, zbyt pochopnie zlikwidowanych, konieczna jest tu współpraca z pracodawcami zainteresowanymi absolwentami, co dałoby dodatkowy argument do powrotu do kształcenia wysokiej klasy fachowców na poziomie zawodowym. Należy też pamiętać o konieczności wysokiego poziomu kształcenia ogólnozawodowego w technikach. Nietrudno przecież zauważyć, jak wielkie znaczenie ma całościowa wiedza o wykonywanym zawodzie, nawet w przypadku późniejszego zaangażowania zawodowego w wąskiej specjalizacji. Ważne jest też, by grupy ćwiczeniowe w laboratoriach były na tyle małe, aby w trakcie zajęć każdy z uczestników mógł osobiście i skutecznie sprawdzić w praktyce swoją wiedzę teoretyczną. Należy też pamiętać o podniesieniu poziomu wiedzy z matematyki. W ostatnich latach wiele uczelni technicznych, chcąc prawidłowo kształcić studentów, zmuszonych jest do tworzenia tzw. „roku zerowego” – dla uzupełnienia wiedzy niezbędnej do rozpoczęcia wyższych studiów inżynierskich.

Na czym ta wadliwa polityka wobec kształcenia zawodowego czy technicznego polegała? Wiele zawodów, na które istniało zapotrzebowanie społeczne, zniknęło z oferty edukacyjnej. Zlikwidowano warsztaty szkolne, dające dotychczas bardzo solidną podstawę do zdobywania niezbędnych umiejętności. Częściowo zastąpiono je centrami kształcenia praktycznego, które jednak nie są w stanie sprostać oczekiwaniom związanym z uczeniem podstawowych czynności, wymaganych przy wykonywaniu konkretnych zawodów. Merytoryczną bazą do tworzenia programów kształcenia zawodowego stały się różnorakie centra i ośrodki, których – jak się wydaje – jedynym skutecznym osiągnięciem stało się wydawanie pieniędzy, głównie unijnych, w ramach bardzo zbiurokratyzowanego systemu szkoleń, które, niestety, w bardzo niewielkim stopniu przyczyniają się do podnoszenia poziomu kształcenia. A gdzie można by te pieniądze wydać lepiej? Przede wszystkim tam, gdzie szkolnictwo zawodowe dotknęła już naprawdę bardzo niebezpieczna skala oszczędności. Mówi się na przykład – i słusznie – o konieczności zmniejszenia liczebności klas. Warto zwrócić uwagę, iż małe liczebności klas stanowią podstawę skuteczności szkolnictwa zawodowego w krajach unijnych. Niestety samorządy, wprowadzając oszczędności, zwiększają do monstrualnych rozmiarów liczebność grup ćwiczeniowych w laboratoriach. A tam przecież uczeń sprawdza w praktyce wiedzę teoretyczną oraz porządkuje wszystkie wiadomości i umiejętności w swojej dziedzinie. Mówi Pan, że grupy ćwiczeniowe są zbyt duże. A jak wyglądają teraz praktyki zawodowe, gdzie uczniowie mogliby zweryfikować, jak to, czego się nauczyli „na sucho”, sprawdza się w prawdziwym warsztacie czy firmie? System zachęt dla zakładów pracy, przyjmujących uczniów na praktyki realnie nie istnieje i często tylko dzięki prywatnym kontaktom jakie dyrektorzy czy nauczyciele mają z właścicielami lub i zarządzającymi firmami, uczniowie mogą uczestniczyć w rozwijającej ich i wartościowej praktyce zawodowej. Egzaminy sprawdzające kwalifikacje zawodowe stały się egzaminami „papierowymi”. A jak można sprawdzić praktyczne kwalifikacje technika elektryka, czy mechanika wyłącznie w egzaminie pisemnym? Obecnie próbuje się wprowadzić egzaminy „naprawdę” praktyczne. Niestety rozbijając przy tym program nauczania na „pojedyncze” kwalifikacje, co może spowodować dalsze obniżenie całościowej wiedzy w danym zawodzie.

A jak poradzić sobie z problemem niedoboru środków? Bo to przecież główna bariera dla pozytywnych zmian w naszej edukacji a zwłaszcza w szkolnictwie zawodowym? W przypadku ograniczonych budżetów można ewentualnie zlikwidować niektóre szkoły, generujące absolwentów, którzy – często ze względu na niski poziom posiadanych wiadomości i umiejętności – nie mogą znaleźć miejsca na rynku pracy. Zgodnie z zasadą „Lepiej mniej, ale lepiej…”. Zlikwidowanie wielu różnych, niespójnych w działaniu, instytucji „paraedukacyjnych” i zastąpienie ich instytucją, w której dominującą rolę odgrywaliby „prawdziwi” nauczyciele, pozwoliłoby na skuteczne gospodarowanie funduszami i dałoby przynajmniej szansę na to, aby polska szkoła, także zawodowa, wypełniała swoją misję na miarę XXI wieku. Dziękujemy za rozmowę. 3


rosja nie chce dzielić ukrainy

- Najwięcej wątpliwości dotyczy obozu władzy związanego z Majdanem. Jego brak jedności oznacza kłopoty - mówi Paweł Piskorski, przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego w rozmowie z Agatonem Kozińskim. U premiera Tuska doszło do bardzo rzadko widzianego w Polsce spotkania politycznego ponad podziałami. To jednorazowa sytuacja czy przełom wyznaczający nowe standardy w polskiej polityce? To przełom, który wyznacza trend w polskiej polityce w sprawie Ukrainy. Ale to kwestia wyjątkowa, gdyż ten kraj zajmuje wyjątkowe miejsce w sercach Polaków. Nie sądzę, by to spotkanie miało przełożenie na sytuację w polityce krajowej.

skutki będziemy odczuwać przez lata, Ukraina jeszcze długo nie będzie krajem stabilnym. Nie spodziewam się, by w najbliższym czasie doszło do jakiegoś przełomowego wydarzenia. Ukraina będzie krajem zdestabilizowanym jeszcze przez wiele lat.Jedność obecnego obozu władzy nadwyrężyć mogą wybory prezydenckie, które na Ukrainie odbędą się 25 maja Kto będzie pomagał Ukrainie szukać stabilizacji: Rosja czy Unia Europejska? Putin w kwestii Ukrainy zachował się z typową dla siebie zręcznością. Nie zawahał się, by zmusić Wiktora Janukowycza do ustępstw. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że momentem przełomowym w negocjacjach między byłym już ukraińskim prezydentem a trzema ministrami spraw zagranicznych była rozmowa telefoniczna Janukowycza i Putina. Po niej prezydent Ukrainy zmienił front i zgodził się podpisać porozumienie. Pewnie usłyszał od Putina, że jego możliwości są bardzo niewielkie, więc lepiej by było, gdyby brał nogi za pas - bo inaczej skończy się to dla niego katastrofą. Tym bardziej że łatwo się domyślić, iż Ukraińcy szybko zniechęcą się zmianami wprowadzanymi przez nowy rząd - zgodnie z zasadą mówiącą, że rewolucja zjada własne dzieci. Nie można wykluczyć, że wtedy na Ukrainie znów władzę przejmą zwolennicy orientowania się tego kraju na Wschód, nie na Zachód - choćby dlatego, że tylko Rosja będzie wysyłać sygnały, że jest gotowa pomóc Kijowowi. Dlatego dziś najważniejsze jest pytanie: czy Unia i MFW są gotowe udzielić Ukrainie pomocy gospodarczej na tyle dużej, by ustabilizować ten kraj. Trzeba zrobić wszystko, żeby była w stanie, ale trzeba też pamiętać, że w grę wchodzą bardzo duże pieniądze. Dziś mówi się, że Ukraina potrzebuje 15 mld dol. natychmiast i 35 mld dol. w ciągu najbliższych dwóch lat. Dla porównania - pomoc UE dla Portugalii wynosiła 75 mld euro. Zestawienie tych sum pokazuje,

Ale może chociaż właśnie wypracowuje standard dyskusji o sprawach najwyższej wagi, dotyczących polskiej racji stanu? Takie pełne porozumienie jest na razie możliwe tylko w przypadku Ukrainy. Trudno mi sobie wyobrazić inną kwestię, która mogłaby łączyć w podobny sposób. Zakładam więc, że to będzie wyjątek. Ale i tak mnie cieszy, że przynajmniej jedna sprawa jednoczy polskich polityków. Czy rewolucja na Ukrainie rozbije się o sytuację na Krymie? Rewolucjom przyglądam się od dawna, pierwszy raz na własne oczy oglądałem ją w 1989 r. w Rumunii, dokąd pojechałem, gdy na ulicach miast trwały jeszcze walki. Teraz, w ubiegłym tygodniu pojechałem do Kijowa. Ale nie po to, by - jak inni polscy politycy - ogrzać się w cieple Majdanu, lecz by wesprzeć osoby na nim walczące. Mieliśmy dla nich przygotowaną konkretną pomoc humanitarną. Nie łudziłem się, że na miejscu spotkam w pełni zespolonych Ukraińców. Ukraina jest krajem mocno podzielonym - zawsze taka była. I te podziały będą o sobie dawać znać jeszcze przez wiele lat. Na razie problemem jest to, co się dzieje teraz. Władze ukraińskie właśnie postawiły wojsko w stan najwyższej gotowości. Bo też nie jest tak, że jak rewolucja wybuchnie, to w ciągu dwóch tygodni wygasa i sytuacja wraca do punktu wyjścia. Jej 4


że nie mówimy o kwotach, które przerastają możliwości Brukseli - ale są to kwoty na tyle duże, że Unia musi się bardzo zdeterminować, aby je znaleźć.

tworzonej przez siebie Unii Euroazjatyckiej. Jeśli rozpadnie się obecny obóz władzy, to pojawi się taka możliwość. Dlatego też Ukrainy nie można porównywać z Gruzją czy Mołdawią. W sprawie Kijowa Moskwa gra o całą stawkę. Najpierw pozwoli się skompromitować obozowi europejskiemu, a potem przejąć rząd dusz przy pomocy sprawniejszego polityka niż Wiktor Janukowycz.

Był Pan kilka dni na Ukrainie. Jak Ukraińcy oceniają swoją sytuację? Mają świadomość wyzwań, jakie przed nimi stoją? Na razie są bardzo duże obawy co do tego, czy uda się utrzymać jedność pomiędzy tymi, którzy byli na Majdanie. Tym bardziej że podziały będą generować wybory prezydenckie zaplanowane na 25 maja. Zacznie się zwykła rywalizacja polityczna na przykład między Witalijem Kliczką a innymi liderami niedawnej opozycji. A brak jedności w nowym obozie władzy może utrudnić wprowadzanie reform.

Czyli rosyjskie czołgi nie będą jeździć po całej Ukrainie, a Moskwa przygotowuje strategię długiego marszu. Tak uważam. Nie będzie rosyjskiej akcji zbrojnej na terytorium Ukrainy. Choć Moskwa na pewno będzie wspierać rosyjskojęzyczną mniejszość w tym kraju. Ale Krym pozostanie częścią Ukrainy? Tak. Stawką w grze Moskwy jest cała Ukraina. Ale za jakiś czas, nie teraz - gdy Ukraińcy przeżyją rozczarowanie proeuropejską ekipą rządową. Właśnie. Ukraina od dawna zgłasza europejskie aspiracje, ale ani razu nie udało jej się wyjść poza deklaracje. Skąd to się bierze? Czemu początkowy zapał - jak choćby w czasie pomarańczowej rewolucji - ani razu nie obrócił się w konkretne działania? Rzeczywiście, Ukraińcy są głęboko przekonani, że europejskie standardy są nieporównywalnie lepsze niż to, z czym spotykają się u siebie na co dzień. To widać w każdej dziedzinie życia. Ale jak do tej pory ukraińskie elity nigdy nie zdołały wypracować takich standardów, jakich Ukraińcy oczekują. Nawet nowe władze, które przejęły rządy w Kijowie po pomarańczowej rewolucji, nie zdołały tego zrobić. Taka sytuacja odpowiada Rosji, która mogła ją wykorzystać do utrzymywania status quo. Teraz nadzieję na zerwanie z nim niesie Majdan. Władzę na Ukrainie przejmują ludzie, których kilka, kilkanaście dni temu szerzej nikt nie znał. Majdan wymusza też zerwanie z systemem dominacji oligarchów w życiu publicznym Ukrainy. Ale cały czas nie wiemy, czy rząd, który wyłonił się z Majdanu, jest w stanie wprowadzić w kraju zmiany, które są w nim potrzebne.

A jak zachowa się Rosja? Odpuści w końcu Ukrainę czy zacznie grać na podział tego kraju? Rosja będzie grała o całą Ukrainę, a nie jej fragment. Jej nie zależy na pozyskiwaniu małych terytoriów. Tym bardziej że takie działania jak na Krymie, gdzie w referendum ma zapaść decyzja, czy ten fragment Ukrainy oddzieli się od niej, czy nie, jest dla Kremla bardzo ryzykowna. Przecież to może być dla Rosji bardzo niebezpieczny precedens, gdyż niektóre regiony tego kraju również mogą w ten sposób dążyć od oderwania się od tego państwa. I może się posypać lawina.

Czy Ukraińcy mają świadomość skali wyzwań, z którymi się muszą zmierzyć? Jeśli się z nimi nie zmierzą, to rewolucja zakończy się porażką. Czy Ukraińcy mają tego świadomość? Na Majdanie na pewno tak. Ale też wydaje mi się, że ogromna większość Ukraińców podziela ich sposób myślenia. Oczywiście, nigdy nie jest tak, że tak samo myśli 100 proc. społeczeństwa. Ale większość chce zmian. Nie wiem tylko, czy mają świadomość tego, że na wprowadzanie tych zmian mają niewiele czasu. Jeśli za rok sytuacja będzie wyglądała jak teraz, jeśli zabraknie wsparcia Zachodu, to nastroje się zmienią. Dziś one nie są prorosyjskie, nawet w Charkowie. Ale zwrot może być szybki.

Nie sądzę, by akurat Kreml przejmował się tym, że skoro Krym w głosowaniu dokona secesji, to za chwilę zrobi to samo na przykład Dagestan. Nie wykluczyłbym natomiast tego, że Moskwie odpowiada sytuacja, w której Krym ma taką samą rolę jak Naddniestrze wobec Mołdawii? Nie zgadzam się z panem. Rosja chce w sprawie Ukrainy czy Gruzji doprowadzić do sytuacji, by oba te państwa miały właściwe zerowe szanse na prowadzenie samodzielnej polityki. Szczególnie Ukraina jest jednak trudnym sąsiadem. Ale też motywacja Kremla jest wysoka. Dużo prawdy jest w powiedzeniu, że Rosja z Ukrainą to imperium, a bez niej to tylko duży kraj. Dlatego Moskwa będzie dalej szukała możliwości wciągnięcia całej Ukrainy do

Źródło: Polska The Times, 3 marca 2014 5


start kampanii w szczecinie

2 marca odbyła się w niedzielę w Szczecinie konwencja inaugurująca kampanię wyborczą koalicji Europa Plus Twój Ruch w okręgu obejmującym województwa zachodniopomorskie i lubuskie. Zaprezentowana listę kandydatów, której liderem jest przewodniczący SD Paweł Piskorski. Gościem specjalnym konwencji był Guy Verhofstadt – b. premier Belgii i lider frakcji Liberałów i Demokratów w Parlamencie Europesjkim.

6


ruszyła kampania

konwencja na śląsku

W sobotę 1 marca, w katowickim budynku Biblioteki Śląskiej, zaprezentowano całość europarlamentarnej listy Europy Plus Twojego Ruchu w okręgu śląskim. Spotkanie prowadził poseł TR Andrzej Rozenek.

Marek Siwiec i Izabella Łukomska-Pyżalska otwierają listy do Parlamentu Europejskiego komitetu Europy Plus i Twojego Ruchu w Wielkopolsce. W sobotę w Poznaniu podczas konwencji w dniu 1 marca europejskiej przedstawiono skład listy w regionie. Stronnictwo Demokratyczne w Okręg nr 7 reprezentuje Stanisław Schupke zamieszkały w Poznaniu.

Śląska lista koalicji okazała się interesującą mozaiką środowisk centrowych i lewicowych. Poza liderem listy, walczącym o pozycję i znaczenie Śląska senatorem Kazimierzem Kutzem, są na niej choćby reprezentant Stronnictwa Demokratycznego Andrzej Potocki (wiceprzewodniczący Europejskiej Partii Demokratycznej, poseł na Sejm RP w latach 1991-2001), profesor Genowefa Grabowska (była eurodeputowana i była senator lewicy), częstochowski przedsiębiorca Daniel Kulwas (DWP Ryszarda Kalisza), wywodząca się z Polskiej Partii Pracy (obecnie już w TR) działaczka związkowa Barbara Fornalczyk, czy lokalni działacze i posłowie Twojego Ruchu. W trakcie konwencji głos zabrali kandydaci z pierwszej trójki listy: proeuropejskie przesłanie koalicji wyraził Andrzej Potocki, po nim przemawiali Genowefa Grabowska i Kazimierz Kutz. Na konwencji obecni byli działacze śląskich struktur ugrupowań tworzących koalicję - najbardziej licznie stawili się członkowie Stronnictwa Demokratycznego i Twojego Ruchu. Spotkanie zakończyło się konferencją prasową, na której zgromadzili się przedstawiciele wszystkich liczących się mediów prasowych i elektronicznych w regionie śląskim.

Robert Kwiatkowski znalazł się na czele dolnośląsko-opolskiej listy komitetu Europa Plus Twój Ruch w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kandydatów przedstawiono w niedzielę we Wrocławiu. SD na liście kandydatów do Parlamentu Europejskiego reprezentuje Judyta Górniak - prawniczka ze Świebodzic.

7


8

Liberałowie i Demokraci nr 47  

LiD nr 47

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you