Page 1

1


zarządzanie sportem musi być wolne od absurdów

Rozmowa z Przemysławem Kazanieckim, przewodniczącym Regionu Zachodniopomorskiego SD Jak pan ocenia dokonania Joanny Muchy na stanowisku ministra sportu? Gdy Joanna Mucha była powoływana na to stanowisko, prawdopodobnie nikt nie spodziewał się rewolucji w finansowaniu polskiego sportu czy drastycznej zmiany co do zasad szkolenia młodzieży. Oczywiście, frustracja z powodu wyników na ostatniej olimpiadzie była powszechna, i z całą pewnością system wymagał reformy. Jednak decyzje jakie podjęła pani minister Mucha mają jednoznacznie negatywne konsekwencje dla środowiska sportowego, a szczególnie dla szkolenia młodzieży.

dzieży, która w kolejnych latach mogłaby reprezentować nasz kraj na mistrzostwach Europy, świata i na igrzyskach olimpijskich, wprowadzono makroregionalny system szkolenia. Potem, po zmianach administracyjnych w naszym kraju, ewoluował on w kierunku systemu szkoleń na poziomie województw. Chcąc go wprowadzić, należało zabezpieczyć środki finansowe na jego realizację. Budżet państwa wszystkie środki finansowe na sport w tamtym okresie kierował bezpośrednio do polskich związków sportowych i – podobnie jak obecnie – były one niewystarczające. W takiej sytuacji Sejm RP zatwierdził ustawę, która na cele szkolenia młodzieży uzdolnionej sportowo oraz na rozwój bazy sportowej zabezpieczała środki finansowe z dopłat do zakładów Totalizatora Sportowego (tzw. środki specjalne). Co dawały te środki z Totka? Zapewniały one polskim związkom sportowym utrzymanie wysokości dofinansowania z budżetu państwa nie obniżając dofinansowania tych związków na zadania związane ze szkoleniem kadr wojewódzkich. Dzięki temu systemowi i zwiększającym się środkom otrzymywanymi z dopłat do gier liczbowych, szkolenie w województwach obejmowało coraz więcej sportów i coraz większą grupę młodzieży.

A jak to było wcześniej? Poprzedni model finansowania sportu wprowadzono w 1991 roku, kiedy to większość środków finansowych zapisanych w budżecie państwa z przeznaczeniem na sport, zwrócono do Ministerstwa Finansów. Skutkiem tego a także konsekwencją zmiany sposobu dofinansowania stowarzyszeń sportowych (z dotacji na system zadaniowy), wiele klubów sportowych rozwiązało się lub ograniczyło swoją działalność, co spowodowało znaczny spadek wyników sportowych osiąganych przez polskich sportowców na arenach międzynarodowych.

I to właśnie zmieniła minister Mucha? Tak, bo niestety od początku 2013 roku do systemu sportu młodzieżowego został przez Panią Minister Muchę wprowadzony program pilotażowy, który przeniósł sposób szkolenia młodzieży w 5 sportach – biathlon, lekka atletyka, pływanie, wioślarstwo i żeglarstwo – z województw do centralnego szkolenia realizowanego przez polskie związki sportowe, przekierunkowując też dysponowanie środkami finansowymi z województw do warszawskich central polskich związków sportowych.

Czyli też system finansowania sportu był niewłaściwy. Ale później, w celu zwiększenia liczby szkolonej mło-

Jakie były tego konsekwencje? Ograniczenia te spowodowały to, że wpływ województwa na szkolenie w kadrach wojewódzkich juniorów 2


poważnie został ograniczony. Na przykład takie województwo jak zachodniopomorskie straciło pół miliona złotych dofinansowania – to oznaczało, że ubyło 134 zawodników w kadrze wojewódzkiej juniorów w porównaniu z 2012 rokiem. Trzeba tu przypomnieć, że w założeniach systemu szkolenia młodzieży uzdolniono sportowej na poziomie województw główny akcent stawiano na niewielką odległość bazy sportowej do miejsca zamieszkania szkolonych zawodników, obecność trenera zawodników w części życia pozasportowego, co wyrażało się między innymi bezpośrednią współpracą z nauczycielami, wychowawcami i rodzi-

no nie zwiększy zaufania rodziców jeśli chodzi o cele, jakie sobie postawili uwzględniając zainteresowania sportem swoich dzieci. W 2014 roku pani minister swoją decyzją o przekazaniu wszystkich środków fi-

nansowych spowodowała, że polskie związki sportowe będą centralnie szkoliły dawne kadry wojewódzkie juniorów. To doprowadzi w konsekwencji do radykalnego zmniejszenia liczby dzieci i młodzieży uprawiającej sport co w dalszej perspektywie będzie skutkowało brakiem dopływu uzdolnionych sportowców do kadr narodowych. Jakie dyscypliny sportowe najbardziej na tym stracą? Z wielu względów reforma dotyka dyscypliny kluczowe, natomiast bardzo mocno uderza w tak zwane dyscypliny niszowe. Publiczne ośmieszenie medalu Krystyny Pałki w biathlonie poprzez uznanie go za osiągniecie przypadkowe, było oczywistą próbą obrony koncepcji doradców pani minister – kuriozalnej koncepcji podziału sportu na ważny i mniej ważny. Nowe dyscypliny jak squash czy futbol amerykański przez Ministerstwo Sportu nie są w ogóle dostrzegane. Z dyscyplin umysłowych bliski mi poker sportowy nie może być legalnie swobodnie uprawiany tylko w jednym kraju Unii Europejskiej – w Polsce – co jest odpryskiem pospiesznego wprowadzenia, bez jakichkolwiek konsultacji społecznej, pisanej na kolanie ustawy hazardowej. Tak więc przed nowym ministrem sportu nie lada wyzwanie. Mam nadzieję, że ostatecznie polski sport będzie zarządzany i finansowany w sposób przemyślany i nowoczesny. A przede wszystkim w sposób wolny od absurdów.

cami; skupiano się także na szkoleniu zawodników w konkurencjach, oraz na pozycjach w zespołach gier sportowych potrzebnych dla województwa i polskich związków sportowych. Pamiętajmy też, że najczęściej trenerami zawodników są trenerzy klubowi będący ich nauczycielami, co w znacznej mierze poprawia dialog między rodzicami, zawodnikami i trenerami. Oddanie tego szkolenia do central polskich związków sportowych w Warszawie nie koniecznie przybliży młodych zawodników do mistrzostwa sportowego, a na pew-

Dziękujemy za rozmowę. 3


orban - putin - kaczyński

Victor Orban, piewca narodowej dumy i niezależności, wyrazisty antykomunista widzący w dzisiejszej Rosji przedłużenie tamtej, sowieckiej, zniewalającej po II wojnie światowej połowę Europy, mentor i niedościgły wzór (jako ten, któremu się udało uwieść dwie trzecie rodaków) polskiej prawicy – dogadał się z Władimirem Putinem!

piąstki przybijał, wraku nie oddał i którego dziadek gotował Leninowi i Stalinowi – brać pieniądze. A to, że kwota pożyczki odmieniana jest w euro wcale, ale to wcale nie zmniejsza skali niezręczności.

Nie chcę się wdawać w dywagacje, czy podpisana z Putinem umowa, zgodnie z którą Rosja pożyczy Węgrom 10 mld euro na sfinansowanie elektrowni atomowej, którą zbudować ma – jakże by inaczej – rosyjska firma, to prognostyk przyszłego energetycznego sukcesu Węgier, czy raczej przejaw wybrania przez Węgry drogi na wschód i związanej z tym większej zależności od Rosji.

Zaiste, nieodpowiedzialny w swej prorosyjskości krok Orbana to spory problem dla PiS-owskich egzegetów jedynie słusznej dotąd polityki węgierskiego premiera. Podpowiem, jak problem ten można rozwiązać. Wystarczy sięgnąć do archiwum po film „Do przyjaciół Rosjan” w którym blisko cztery lat temu Jarosław Kaczyński dzielił się z nami swoją miłością do Rosji i Rosjan. Puszczenie filmu teraz sprawi, że przekaz w sprawie Rosji autorstwa kierowanego przez Kaczyńskiego PiS-u będzie chwalebnie spójny z najnowszym przekazem kierowanego przez Orbana Fideszu.

Dzisiaj najbardziej zastanawia mnie, jak ten krok Orbana będą interpretowali jego polscy apologeci z Jarosławem Kaczyńskim na czele. No bo jakże tak można! Jakże można od Putina – który mgłę smoleńską nawiewał, z Tuskiem z radością

A to, że w tamtym filmie sprzed czterech lat Jarosław Kaczyński był pod wpływem proszków? A kto tam o tym dzisiaj pamięta?! Paweł Piskorski

bilans referendum

O ile zdobędą stosowny hologram karty warszawiaka, co ponoć z powodu złej organizacji nie jest łatwe. Brak podwyżki to jednak na dłuższą metę żadna korzyść dla mieszkańców. Pieniądze na pokrycie kosztów komunikacji publicznej zostaną wydrenowane z naszych kieszeni w jakiś inny sposób. Zysk z referendum jest tylko jeden, ale za to jaki! W kampanii referendalnej premier Tusk odkrył, że budowa obwodnicy w Warszawie jest dla rządu kluczową inwestycją. W grudniu ogłoszono z biegu przetargi na dokończenie Południowej Obwodnicy Warszawy, czyli odcinka trasy S2 pomiędzy ul. Puławską a Lubelską. Jeszcze pół roku temu nie było tego w żadnych planach finansowych. Wbrew pozorom, nie oznacza to, iż Warszawa zyska wreszcie obwodnicę. Do domknięcia obwodnicy brakuje jeszcze odcinka S17 pomiędzy ul. Lubelską a Markami. Na to nie ma w najbliższym czasie żadnych szans, ale i tak należy się cieszyć, gdyż obecny wylot trasy S2 w środku Ursynowa jest skandaliczną prowizorką generującą tam gigantyczne korki. Na nowy odcinek obwodnicy rząd przeznacza ekstra 6,7 miliarda. Referendum kosztowało 3 miliony. Oznacza to, że każda złotówka wydana na referendum zwróci się Warszawie dwa tysiące dwustukrotnie. Nie było w historii świata drugiego podobnie opłacalnego przedsięwzięcia.

Warszawiacy w sondażach wskazują referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz jako najważniejsze wydarzenie minionego roku. Warto je może raz jeszcze podsumować. Referendum nie zakończyło się odwołaniem pani prezydent, nadszarpnęło jednak jej wizerunek. Mimo to zadowolona jest i ona (koniec końców, obroniła stanowisko), i inicjatorzy referendum (wynik głosowania był miażdżący dla Hanny Gronkiewicz-Waltz). A co z tego ma miasto? Większość rzekomych zysków okazała się iluzoryczna. Reformy śmieciowej nadal nie udało się wdrożyć, a to oznacza wielki chaos w części dzielnic i niewiadomą co do ostatecznej wielkości opłat śmieciowych. Od lipca 2013 r. zamarła też w Warszawie segregacja odpadów. Rozkwit inwestycji miejskich okazał się potiomkinowską wioską. W 2013 r. wykonanie budżetu inwestycyjnego Warszawy nie przekroczyło 70%. Opóźnia się budowa metra, a pani prezydent ma kłopot z budową ważnych ulic ujętych w planie: Kleszczowej, Marsa, Świętokrzyskiej, Wołoskiej. Tak niskiego wykonania budżetu nie było w Warszawie nigdy, nawet w czasach Lecha Kaczyńskiego. W wyniku referendum osobom płacącym podatki w Warszawie nie grozi już zapowiadana podwyżka cen biletów.

źródło: http://www.ngp.pl/str/tekst4133.html 4

Maciej Białecki


Polska polityka funkcjonuje tak, jakby nie istniał Trybunał Konstytucyjny

– twierdzi prof. Leszek Balcerowicz w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” (17.01.2014) (skróty pochodzą od redakcji „LiD”) Chcemy [...] zapytać, jak polityczny wojownik formatu Leszka Balcerowicza zniósł swoją spektakularną porażkę w wielkim sporze o OFE? [...] Po pierwsze, razi mnie postawa polegająca na sprowadzaniu ważnych problemów do personaliów. Tego mamy w Polsce za dużo. Po drugie, tu nie chodziło przecież tylko o moje zaangażowanie w ten spór. Ono było powszechne. Chyba po raz pierwszy, poza okresem 1989–1991, mieliśmy w Polsce tak dużą aktywność środowisk ekonomicznych i prawniczych. Pod listem przeciwko wywłaszczeniu Polaków z ich oszczędności emerytalnych w OFE podpisało się stu kilkudziesięciu ekonomistów! A pod listem prawników protestujących przeciw sprzeczności ustawy o OFE z konstytucją podpisało się 60 osób. Bez tego zaangażowania mielibyśmy triumf manipulatorskiej kampanii PO-PSL (i innych partii). Więcej ludzi zostałoby wprowadzonych w błąd i uwierzyłoby, że emerytury to wyłącznie sprawa ZUS, czyli państwa. To dzięki temu zaangażowaniu większość Polaków jest przeciwna zmianom emerytalnym przeforsowanym, jak na razie, przez koalicję PO-PSL. Co pokazuje, że warto się przeciwstawiać złym rozwiązaniom. I to jest pierwsze zwycięstwo społecznej kampanii sprzeciwu wobec politycznej manipulacji. Bez niego mielibyśmy kolejne umocnienie i tak nadmiernie rozgałęzionego w umysłach ludzi etatyzmu. Dalej, choć prezydent, podpisując ustawę, postąpił niewłaściwie z punktu widzenia swoich obowiązków konstytucyjnych, to jednak przesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego. I wreszcie kwestia najważniejsza. Tego rodzaju pytania, jakie panowie stawiają, przechodzą do porządku dziennego nad patologią naszej polityki, którą nazywam konstytucyjnym nihilizmem.

w Polsce taką patologię. Polega ona na tym, że politycy forsują projekty ustaw, co do których eksperci ostrzegają, że mogą one rodzić kolizję z konstytucją. A gdy dochodzi do zakwestionowania takiej ustawy przez Trybunał Konstytucyjny, to często bywa, że przez maksymalnie długi okres nie jest ona zmieniana. A gdy się ją zmienia, to bywa, że nowy projekt jest podobny do zakwestionowanego. Przy takiej praktyce oznacza to, że w Polsce poziom praworządności jest zatrważająco niski. Inny przejaw tego zjawiska, tym razem w wymiarze sprawiedliwości, to sprawa niesłusznych ścigań i niesłusznych skazań. [...] Gdy kilka miesięcy temu rozmawialiśmy z ówczesnym wicepremierem Jackiem Rostowskim, to on mówił wprost: „Nasza reforma to sprzątanie po Balcerowiczu”. I sugerował, że gdyby dobrze zaprojektował pan reformę emerytalną pod koniec lat 90., teraz nie trzeba byłoby jej w tak zasadniczy sposób poprawiać. [...] Ten a ten powiedział to, a co pan na to? Czy wy liczycie na to, że w Polsce będziemy mieli dzięki temu merytoryczną dyskusję? Zamiast tego proszę odnieść się do argumentów i dowodów niezależnych środowisk ekonomicznych i prawnych, które podważały tezy oficjalnej propagandy w sprawie OFE, np. materiałów KOBE (Komitet Obywatelski ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego – red.) i FOR (Forum Obywatelskiego Rozwoju, think tank założony przez Leszka Balcerowicza – red.). Proszę wskazać, jakie są w nich błędy. Wtedy będzie dyskusja. [...] Wielu obserwatorów zastanawia się, jak wytłumaczyć następujący paradoks: guru polskiego liberalizmu Leszek Balcerowicz broni systemu OFE, które jako żywo z wolnym rynkiem mają niewiele wspólnego. Przypominają raczej oligopol, a popyt na ich usługi jest zagwarantowany ustawowo. A dlaczego za kryterium oceny danego projektu traktować zgodność czy niezgodność z jakąś etykietką? Ja tego nie robię i dobrze by było, aby dziennikarze nie szli na taką łatwiznę. Wraz z moimi współpracownikami staram się oceniać alternatywne rozwiązania z punk-

I to my, dziennikarze, jesteśmy temu winni? W naszym kraju najważniejsza część konstytucji, czyli ta, która ma ograniczać arbitralną władzę polityków przejawiającą się w uchwalaniu złego prawa, jest przez tych polityków nagminnie deptana, i to przy braku reakcji większości środowisk dziennikarskich, uważanych za przedstawicieli czwartej władzy. Mało kto patrzy na to, czy konstytucja jest przestrzegana, czy też nie. Za mało dziennikarzy alarmuje opinię publiczną, że mamy 5


tu widzenia ich wpływu na stabilność i rozwój polskiej gospodarki oraz ze względu na praworządność. I z tych punktów widzenia skok na oszczędności w OFE jest zły. Czemu sprowadzać wszystko do pytania: liberalny czy nieliberalny? A może warto zastanowić się nad analizą konsekwencji danego rozwiązania?

czy wielu przedsiębiorców. W tej sytuacji, gdy prokurator generalny mówi z dumą, że sądy akceptują 98 proc. wniosków prokuratorów, to włos się jeży na głowie! To diagnoza dotycząca wymiaru sprawiedliwości. A gospodarka? Bez dalszych reform polska gospodarka będzie się rozwijać znacznie wolniej niż przez poprzednie 20 lat. A politycy o tym nie mówią. Moim zdaniem żadna partia polityczna nie przedstawiła programu, którego wcielenie w życie zapobiegałoby trwałemu spowolnieniu polskiej gospodarki. Niemal wszyscy mówią tylko, na co będą wydawać pieniądze. To jest też istotny powód mojego oporu wobec przejęcia pieniędzy z OFE. Przyznał się do tego już w 2011 r. Jacek Rostowski, mówiąc, na co zostaną przeznaczone pieniądze zabrane OFE. A teraz analizy kolejnych dokumentów rządowych pokazują, że dzięki skokowi na oszczędności Polaków wydatki rządowe w latach 2014–2015 mają wzrosnąć o 30 mld zł. To znaczy, że poziom państwowego rozdawnictwa zostanie trwale podbity. W ten sposób wydatki wchodzą na miejsce usprawnień.

Leszek Balcerowicz zaczyna dostrzegać wady liberalnych rozwiązań? [...] Ja rzadko stosuję określenia „liberalny” lub „neoliberalny”. Między innymi dlatego, że one natychmiast wywołują cały zestaw wrogich, emocjonalnych reakcji. Staram się raczej pokazywać, że jakieś rozwiązanie jest lepsze od innego rozwiązania z punktu widzenia kryteriów, o których powiedziałem. I do tego niech się dyskutanci odnoszą. Jest pan niesprawiedliwy. Bo w kwestii emerytalnej, gdy spór toczy się o ocenę pańskiego politycznego dorobku z lat 90., broni się pan przed etykietowaniem. Jednocześnie nie ma pan problemu z oskarżaniem rządu Tuska o zwrot w kierunku niebezpiecznego etatyzmu. To jest podsumowanie analiz, które przedstawiły FOR i inne ośrodki, a nie użycie etykietki, która takie badanie miałaby zastępować. I na tym polega zasadnicza różnica między postępowaniem polityków głównych partii a naszym. Czy wśród polskich polityków mamy właściwą merytoryczną diagnozę problemów istniejących lub – co grosza – narastających w polskim państwie i polskiej gospodarce? Niestety nie. A skoro nie ma diagnozy, to i propozycji właściwych rozwiązań być nie może. I dlatego to, co robimy w FOR i co robią niektóre inne ośrodki pozarządowe, jest tak ważne. W sytuacji gdy polski system polityczny się niestety degeneruje, tym ważniejsza jest presja społeczeństwa obywatelskiego. A konkretnie jego nieroszczeniowej części.

Ależ panie profesorze! Przecież z analizy statystyk wyraźnie wynika, że polskie wydatki publiczne w relacji do PKB spadają! I będą spadały w ciągu najbliższych 2–3 lat. To stawia nas prawie na szarym końcu całej Unii. To jest zestawienie, o którego wadliwości mówiłem już tysiąc razy! Powtórzę więc po raz tysiąc pierwszy. To tak, jakby porównywać jabłka i pomarańcze. Istnieje pewna tendencja: wyższy poziom PKB wśród krajów rozwiniętych wiąże się zwykle z wyższym poziomem wydatków publicznych w relacji do dochodu narodowego. Gdy Szwecja miała poziom zamożności podobny do naszego dziś, wydawała z budżetu mniej niż my obecnie! Poza tym trzeba patrzeć w przyszłość. Na przykład na poziom naszego długu nierynkowego, głównie w ZUS. Kilka miesięcy temu FOR opublikowało takie dane, próbując zwrócić uwagę dziennikarzy na ten problem. Co się do pewnego stopnia udało. Ale dyskusja o naszych problemach fiskalnych jest ciągle w powijakach. W wielu krajach Zachodu świadomość zagrożeń związanych z długiem jest dużo większa. A problemy fiskalne – jak próbowaliśmy pokazać w naszej analizie – wcale nie są u nas mniejsze.

A jak wygląda pańska diagnoza? Po pierwsze, niski poziom praworządności. I to powinno obchodzić każdego. [...] Polska polityka funkcjonuje tak, jakby nie istniał Trybunał Konstytucyjny. Po drugie, poprawa wymiaru sprawiedliwości. O tym trzeba dyskutować. A FOR jest na tym polu jednym z liderów. Parę lat temu jako pierwsi w Polsce opublikowaliśmy analizę, z której wynika, że w praktyce prokuratorzy nie podlegają w Polsce żadnym skutecznym merytorycznym systemom oceny. I w związku z tym dochodzi do pochopnych lub nieuzasadnionych oskarżeń, jak np. w przypadku Emila Wąsacza, Jacka Karnowskiego

Ale wykręca się pan od odpowiedzi. Bo my wskazujemy na wyraźną tendencję spadkową w relacji wydatków publicznych do PKB. 6


Spadają, bo wcześniej wzrosły w relacji do PKB. Ponadto spadają też w innych krajach, w tym w Niemczech. A poziom omawianej relacji był w Polsce w 2012 r. niewiele niższy niż w Niemczech.

są one dłuższe niż we Francji? Czy tylko z tego powodu, że we Francji na służbę zdrowia wydaje się więcej? Niech nam pan powie, zamiast nas egzaminować. W krajach od nas bogatszych jest zwykle współpłacenie. Nawet symboliczne, ale jest. Jedną z przyczyn kolejek w Polsce jest to, że nie ma żadnego współpłacenia. Ono nie musi być duże, byleby redukowało nieuzasadniony medycznie popyt. Czekali kiedyś panowie na wizytę u lekarza?

[...] Rząd ogłosił, że do 2022 r. Polska powinna znaleźć się w gronie 20 największych gospodarek świata. Myśli pan, że jest to wizja realna? Samo hasło „Polska w G20” to błyskotka, na którą ochoczo rzucają się media. Aby wyjść poza taki PR, rząd PO-PSL powinien przedstawić raport pokazujący, jakie będzie tempo wzrostu w Polsce na tle innych krajów i – przede wszystkim – co trzeba zrobić, by uniknąć trwałego spowolnienia naszej gospodarki. Tu wracamy do zagrożeń, o których mówiłem wcześniej. Niedawno ukazały się dwa raporty – jeden MFW, a drugi EBOiR. W obu przypadkach autorzy pokazują, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej czeka poważne obniżenie tempa wzrostu. Chyba że poprawione zostaną warunki do pracy, przedsiębiorczości, innowacji czy inwestycji. Na tym etapie rozwoju, na którym znajduje się dziś Polska, niemal każda dziedzina ludzkiego życia – może poza sprawami czysto osobistymi – zależy od tempa wzrostu gospodarki. Bezrobocie? Oczywiście! Emigracja? Jasne, że tak. Ludzie wyjeżdżają tam, gdzie można więcej zarobić.

Owszem, niedawno. To widzieli panowie, że mamy tam spory odsetek starszych osób, które trafiają do lekarzy nie zawsze ze względu na potrzeby zdrowotne, lecz z uwagi na potrzeby psychiczne. Nawet drobne współpłacenie ograniczyłoby to zjawisko, ułatwiając dostęp do lekarza osobom chorym. W Polsce uznano to za ruch zbyt drastyczny. [...] Czytamy prace, w których dowodzi się, że wydatki publiczne mogą być mechanizmem napędzania gospodarki. Co to znaczy napędzania? Czy gospodarkę się napędza, czy umożliwia się ludziom lepsze działanie? Jedno i drugie. Specjalistów od napędzania mamy wielu. Tylko niewiele z tego napędzania wynika. Czy chcecie zrobić z Polski jakąś Grecję, czy Portugalię? Zdrowy wzrost bierze się zawsze z eliminowania złej obecności polityki w gospodarce, dzięki czemu poprawiają się warunki do pracy, inwestowania, innowacji, przedsiębiorczości. I tu mamy wiele do zrobienia.

Albo gdzie istnieją prawdziwe – a nie tak jak u nas udawane – mechanizmy skutecznej redystrybucji dochodu narodowego. Takie jak państwo dobrobytu. Bo tylko wtedy wzrost tempa PKB przekłada się na poprawę życia obywateli. Jeżeli jego brakuje, PKB może sobie rosnąć, jak szybko chce, a dla ludzi nie będzie to miało większego znaczenia. Jak to nie ma! Panowie! Przecież my mamy ogromnie rozbudowane państwo socjalne! Jeszcze za mało? Mamy mieć u siebie Grecję?

Chcemy wrócić do diagnozy. Na rynku pracy osiągnęliśmy apogeum – w ciągu kilkunastu lat liczba pracowników zacznie spadać. Jak Polska gospodarka może się przygotować do działania w realiach rynku pracy starych ludzi? Jak popatrzy się na doświadczenia innych krajów, to te metody widać. Jeśli ludzie żyją dłużej, to trzeba podnosić wiek emerytalny. Jedną z ważnych reform tego rządu było właśnie jego wydłużenie. Choć niestety, jeśli chodzi o kobiety, zostało to rozłożone na 30 lat. W systemie kapitałowym, który zostanie zlikwidowany, jeśli wejdzie w życie wywłaszczanie ludzi z oszczędności emerytalnych w OFE, nie potrzeba takich legislacyjnych ruchów. Kiedy ludzie widzą, że na kontach emerytalnych mają mniej zgromadzonych oszczędności,

Panie profesorze! To są dopiero nieprawdziwe slogany. Proszę spojrzeć choćby na wydatki na służbę zdrowia. Procent polskiego PKB przeznaczony na ten cel należy do najniższych w Europie. Odstajemy nawet od innych krajów regionu! A czy panowie zapoznali się z jakąkolwiek empiryczną analizą, która by próbowała ustalić, czy jest zależność pomiędzy budżetowymi wydatkami na służbę zdrowia a jej efektami? Zapewniam panów, że mocnej relacji nie ma. Panowie mechanicznie zakładają, że im więcej pieniędzy na coś pójdzie z budżetu, tym więcej będzie efektów. Weźmy kolejki do lekarzy. Dlaczego w Polsce 7


niż się spodziewali, to sami będą dłużej pracować. Na szczęście mamy też spore rezerwy ludzi w wieku produkcyjnym, którzy nie pracują. To często ludzie młodzi lub osoby w wieku przedemerytalnym. W stosunku do każdej z tych grup są możliwe posunięcia, które zwiększyłyby ich zatrudnienie.

Po trzecie, główna siła napędowa po 1989 r. – tempo poprawy ogólnej efektywności gospodarki – poprawia się wolniej. Wśród partii politycznych nie widzę żadnego całościowego programu przeciwdziałania tym problemom. A gdyby to pan rządził, co by pan zmienił? O tym, co trzeba zmienić, mówią raporty FOR. Od siebie dodam: na pewno nie zaniżałbym poziomu debaty. Mamy niski merytoryczny poziom, jeśli chodzi o partie opozycyjne: program PiS składa się głównie z propozycji lekarstw gorszych od choroby. W SLD nastąpiła degradacja w porównaniu z tym, co sojusz reprezentował za czasów Hausnera. Program PSL jest niezmiennie na niskim poziomie. A w dodatku w ciągu ostatnich kilku lat nastąpiło obniżenie merytorycznego poziomu programu PO, w której wiele osób lokowało nadzieje na reformy i rozwój Polski. Nie można przyjmować za pewnik, że albo się reformuje, albo przegrywa wybory. Równie dobrze można je przegrać, jeśli się opóźni zmiany i w efekcie – problemy będą rosnąć. Zagrożenia dla wzrostu polskiej gospodarki i niski poziom praworządności wymagają mobilizowania ludzi do zmian, które nie muszą być wcale bardzo trudne czy kosztowne. Ale zamiast tego mamy usypianie i przekonywanie, że jeśli jest problem, państwo go rozwiąże.

Jakie? Poważnym problemem w grupie młodszych ludzi jest prawdopodobnie podbita płaca minimalna, która sprawia, że na papierze można mieć więcej, ale zmniejszają się szanse na zatrudnienie. Do tego dochodzą niedopasowania edukacyjne. Z jednej strony mamy sporo bezrobotnych absolwentów tych kierunków, po których trudno znaleźć pracę, z drugiej strony są wakaty. Choć to się zmienia. Jeśli Ministerstwo Edukacji Narodowej ma istnieć, powinno robić to, czego dotąd nie robiło: przekazywać młodym ludziom i ich rodzicom rzetelną informację, jaka jest perspektywa znalezienia pracy po danym kierunku. Wśród osób starszych z kolei jedną z przyczyn niskiego zatrudnienia jest ochrona przedemerytalna. Przepis, który nie pozwala na zwolnienie takiego pracownika w ciągu czterech lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego, powoduje, że pracodawcy zwalniają takie osoby wcześniej. To typowe dla wielu rozwiązań socjalnych, które uzasadnia się szlachetnymi intencjami, a które przynoszą skutki przeciwne do zamierzonych. Dlatego trzeba dyskutować o konkretach, a nie o intencjach, bo to drugie prowadzi do licytacji, kto lepiej życzy ludziom.

W latach 90. istniała faktyczna potrzeba przebudowy systemu i wielkich zmian. Rządzący myśleli wówczas w kategoriach wielkiej reformy, a obecnie po prostu zajmują się rozwiązywaniem bieżących kłopotów. Nie są nam potrzebne wielkie reformy, jakie zostały wprowadzone w 1989 r. albo po 1997 r. Niech rządzący, jeśli chcą, nazwą je małymi reformami. Byle je robili. Jeśli rozejrzymy się po świecie, to zobaczymy, że są politycy, którzy utrzymują się przy władzy, nie zadowalając się drobnymi rzeczami. Mamy przykłady reformatorów w krajach bałtyckich, do niedawna na Słowacji, w Szwecji czy w Kanadzie.

Zgadza się pan z diagnozą, także rządu, że zakończył się okres okołokryzysowy i zaczyna się okres wzrostu? W tym roku wzrost gospodarczy w strefie euro będzie najprawdopodobniej wyższy niż w 2013 r., jest w miarę pewne, że i u nas będzie wyraźnie wyższy. Dlatego mówi się nawet o 3 proc. Ale ja staram się skupić na dłuższej perspektywie. To ona jest istotna, bo czynniki, które mogą poprawiać sytuację na krótką metę, nie muszą działać w dłuższym terminie. A w dłuższym terminie mamy trzy bariery dla naszej gospodarki. Po pierwsze, zatrudnienie, które będzie spadać w wyniku starzenia się społeczeństwa, jeśli nie wprowadzimy odpowiednich reform. Po drugie, Polska ma bardzo niską stopę prywatnych inwestycji, gdzieś w granicach 20 proc. Jak Brazylia, która z tego właśnie powodu nigdy nie była gospodarczym tygrysem. To w części wynika z niskiej stopy oszczędności. Tu wracamy do szkodliwości ruchu polegającego na zabraniu ludziom oszczędności z OFE.

[...] Nie czuje się pan czasem osamotniony? Kiedyś wszyscy mówili Balcerowiczem, przynajmniej ta lepsza część elity politycznej. Teraz takich głosów jest coraz mniej. Jeśli tak jest, to niespecjalnie obchodzi mnie to z osobistego punktu widzenia, ale o wiele bardziej z obywatelskiego. Mamy rysujące się na horyzoncie poważne problemy, a jednocześnie obniżenie jakości propozycji partii, którą wielu uważało za najbardziej reformator8


ską. System polityczny w Polsce nie naprawi się sam od środka. Trzeba się więc organizować, nie w ramach systemu partyjnego, lecz społeczeństwa obywatelskiego, aby naprawiać system partyjny przez nacisk zewnętrzny. Tak, by na polityków nie naciskali tyko związkowcy i ekolodzy. Nie mam doktrynalnych zastrzeżeń do tych grup, ale jeśli dominują ich naciski, bo z drugiej strony nie ma presji antyetatystycznej, to pojawi się dalszy dryf. Staram się jak mogę wzmacniać tę przeciwwagę.

Staram się na podstawie empirycznych analiz, a nie apriorycznych ideologii stwierdzić, co jest problemem i co jest rozwiązaniem. Gdy je razem z moimi współpracownikami poznaję, to przechodzimy do następnego etapu – zwiększania poparcia w ramach społeczeństwa obywatelskiego i szukania sojuszników. Przykład sądów pokazuje, że takie działanie może być skuteczne. Sądy zaczęły reagować na nasze rankingi pokazujące m.in., które z nich publikują uzasadnienia orzeczeń w Internecie. Poważna władza demokratyczna tłumaczy się przed ludźmi ze swoich propozycji i działań, ale nie za pomocą etykietek i kiepskiego PR. Władza w Polsce się dotąd nie tłumaczy, a trzeba doprowadzić do tego, by się tłumaczyła. Na przykład minister Szczurek nie przekazał dotąd wyjaśnienia, które podobno przedstawił prezydentowi, a mianowicie, że jeśli nie przeprowadzi się skoku na OFE, to finanse naszego państwa, zwłaszcza w 2014 r., miałyby być zagrożone. Jest to opinia sprzeczna z ekspertyzami ośrodków pozarządowych, w tym FOR. Prezydent, który odrzucił te ekspertyzy, też powinien wyjaśnić, dlaczego tak zrobił. Wtedy zaczniemy mieć poważną demokrację. [...]

Chce pan być takim wzorcem z Sevres polskiej debaty ekonomicznej? Nigdy nie traktowałem siebie jako zawodowego polityka, czyli kogoś, kto chce być tylko politykiem. Uważałem, że to nudne. Starałem się być politykiem od zadań. Pociągała mnie interesująca praca, nie władza. Tak długo, jak długo te zadania dawało się wykonywać, byłem w polityce. Teraz wielu ludzi bierze pod uwagę to, co mówię i staram się robić. To dla mnie wielka nagroda. A nie jest tak, że znalazł się pan w pewnego rodzaju pułapce? Bo przecież jak się jest wzorcem z Sevres dla innych, to nie można się przesunąć ani o milimetr.

9

Liberałowie i Demokraci nr 41  

LiD nr 41

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you