Issuu on Google+

1


2


Chcemy być głosem

środowisk liberalno-demokratycznych

Rozmowa z Bartłomiejem Denisem-Świerszczem – redaktorem naczelnym Tygodnika „Liberałowie i Demokraci” 30. numer – czy odczuwa pan satysfakcje? Gdy zaczynaliśmy projekt tygodnika „Liberałowie i Demokraci” nie wiedziałem jak się on potoczy, czy nie zabraknie pomysłów i siły do jego realizacji. I z tej perspektywy mogę już na pewno powiedzieć ze się nam udało, że jest powód do satysfakcji. Cotygodniowe, w każdy piątek, ukazywanie się tygodnika, – z jedną tylko, sierpniową przerwą wakacyjną, kiedy to po prostu redakcja rozjechała się na urlopy –pokazuje, że pomysłów i tematów nam nie brakuje. Mam nadzieje ze tak będzie nadal.

łowie i demokraci – w postaci internetowo rozprowadzanego tygodnika. Zważywszy kim sami jesteśmy oraz to, do kogo tygodnik adresujemy, jego nazwa – „Liberałowie i Demokraci” – była dla nas oczywista. Odbyliśmy szereg spotkań przygotowując się do wydania 1. numeru, pojawiły się pomysły na kolejne, wypracowany został również pewien schemat tego co umieszczamy w tygodniku. Zawsze jest wywiad z naszym głównym, „okładkowym” rozmówcą, zawsze są „wieści” z życia liberałów i demokratów, polecane artykuły , nowinki z Brukseli. Pojawiają się też pisane przez osoby z nami współpracujące, no i nieodzownie rysunek satyryczny. Oczywiście w zależności od sytuacji pojawiają się również komentarze do spraw najbardziej bieżących jak np. przyśpieszone wybory w Żaganiu czy, ostatnio, referendum w Warszawie. Tematy i poszczególne elementy ulegają zmianie ale staramy się trzymać przyjętego układu. Wydajemy nasz tygodnik w Internecie i chcemy, by treści i artykuły w nim zawarte trafiały do jak najszerszego kręgu. Dlatego zezwalamy – przy podaniu źródła – ich swobodne wykorzystanie przez wydawców, dziennikarzy i czytelników. A więc także na przedruki.

Co z tej pracy nad 30 numerami szczególnie zapadło panu w pamięci? Pamiętam zwłaszcza te pierwsze numery, w których rozmawialiśmy m. in. z Pawłem Piskorskim, Andrzejem Olechowskim czy Andrzejem Celińskim. Pamiętam dobrze specjalny numer wydany z okazji Kongresu SD, który jako jedyny ukazał się również w druku. Muszę też wspomnieć czas, gdy zrobiliśmy stronę tygodnika na facebooku oraz gdy udostępniliśmy go za pomocą Issuu. Ważny dla nas był też numer wydany w rocznicę tragicznej śmierci Bronisława Geremka, pełny wspomnień osób mu bliskich. Takie chwile zapadają w pamięć.

Jak działa redakcja tygodnika? Wszystko się opiera na dobrej współpracy. O pomysłodawcy przedsięwzięcia już mówiłem. Kolejna osoba, bez której tygodnika by nie było, to Sławek Potapowicz. Zajmuje się

Z kim przeprowadzacie najczęściej wywiady? Staramy się nie być otwarci i prosimy o rozmowy również gości z innych niż SD organizacji czy środowisk politycznych. Gościliśmy Janusza Onyszkiewicza, Ryszarda Kalisza czy Artura Dębskiego. Poprosiłem też o tekst zaprzyjaźnionego z nami Marcina Celińskiego ze środowiska Liberte. Proszę coś powiedzieć o kulisach powstania tygodnika? Kulisy, kulisy … no dobrze, na jednym ze spotkań na początku tego roku Paweł Piskorski, zaproponował byśmy wyszli z nową formą przekazu wiadomości i idei – zarówno do naszych członków jak i szerzej: do osób deklarujących się jako libera3


podjąłem się tego zadania. Mam jednak nadzieję, że na razie udaje się mi się sprostać moim obowiązkom w redakcji.

oprawą i złożeniem w całość materiałów, które mu przekazujemy – zadanie ważne i pracochłonne. Często pomysły tematów czy osoby, z którymi warto porozmawiać podsuwa nam Janek Artymowski. Stale współpracuje z nami Andrzej Machowski zamieszczając na naszych łamach swoje rysunki satyryczne a czasami dzieląc się z nami swoimi analizami badań społecznych. Podobnie w każdym tygodniu możemy liczyć na Andrzeja Potockiego, i jego komentarze i informacje dotyczące spraw zagranicznych.

Czy pan jest liberałem? Tak. Oczywiście, że tak. Nie wyobrażam sobie, bym mógł coś robić wbrew sobie i własnym przekonaniom. I dlatego – właśnie jako liberał – jestem tu, gdzie jestem. Byłem członkiem UW, PO a teraz SD i wydaje mi się, że w każdej z tych formacji – mówię o czasach, a w którym w nich byłem –liberalizm, wolny rynek i wolności obywatelskie, w tym tak ważna wolność słowa, były na pierwszym miejscu. Odpowiadając jednak bezpośrednio na pana pytanie, mogę powiedzieć, że z punktu widzenia moich poglądów na gospodarkę, czuje się „dzieckiem” Balcerowicza. Jego spojrzenie na gospodarkę jest mi szczególnie bliskie. Nie bez wpływu na moje poglądy była też pani profesor Zyta Gilowska, z która miałem przyjemność współpracować.

A jak jest pańska rola jako redaktora naczelnego? Staram się „czuwać” na wszystkim. Przede wszystkim „logistycznie” wspomagam kolegów, czasami ich mobilizuje, nieraz – jak trzeba – twardo wymagam. Oczywiście regularnie przeglądam prasę, by wiedzieć, na co warto zareagować na naszych łamach, bywa że do moich obowiązków przy wydawaniu tego czy innego numeru należy zredagowanie jakiegoś tekstu lub przeprowadzenie wywiadu z „twarzą” tygodnia.

Uważa pan, że jest w Polsce miejsce na liberalizm?

Czy to pana pierwsze doświadczenie z prasą? Jestem z wyksztalcenia politologiem, wiec jak mówią złośliwi „specjalistą od wszystkiego na pewnym stopniu ogólności”, ale takie wykształcenie bardzo przydaje się w polityce czy w pracy w mediach. Miałem już kontakt z prasa i radiem, zatem nie jest to moje pierwsze doświadczenie, ale na pewno najpoważniejsze. Dlatego z zaciekawieniem ale i tremą

Uważam, że tak, choć z żalem przyznaję, że środowisko liberalne jako takie nie istnieje teraz politycznie. Patrząc szerzej można też powiedzieć, że nie tylko liberalizm ale i wartości wolnościowe i demokratyczne wydają się w ostatnim czasie mieć mniejsze znaczenie. Dwie największe partie często rywalizują ze sobą na etatystyczne hasła, których nie powstydziłaby się Samoobrona. To co robi się z OFE, co4


raz ostrzejszy fiskalizm i próba przerzucenia na obywateli kosztów własnego nieróbstwa, powoływane i obudowane nowymi uprawnieniami kolejne służby mające inwigilować obywateli pokazuje, w jaką stronę zmierza polska polityka. W ramach takiej polityki brakuje miejsca na poważną debatę. Wszystko sprowadza się do hasła walki ze „złem”, które to zło reprezentuje zawsze adwersarz. Ma to niestety przełożenie na życie milionów Polaków, bo nieróbstwo rządu to podwyższane podatki, opresyjność państwa przejawiająca się na przykład w słynnym polowaniu na kierowców przy pomocy radarów oraz likwidacja OFE czyli skok na nasze prywatne pieniądze. To ostanie ma zresztą znaczenie szersze bo dotyka naszej wolności – cofa nas bowiem do okresu sprzed 1999 roku, bo wtedy wprowadzana reforma emery-

Jakie plany na przyszłość ? Czy zamierzacie zmienić formule na drukowaną ? - Co do drugiego pytania to odpowiem, że na razie nie ma takich planów. Formuła tygodnika internetowego zwłaszcza w czasie generalnie przechodzenia z czytania papierowych wydań gazet na wersje elektroniczne wydaje się sprawdzać i jesteśmy z niej zadowoleni . Wracając do pierwszego pytania to jeszcze więcej pracy i zbierania materiałów – wydaje się ze gorący okres wyborczy nadchodzącego czasu, a wiec 4 wielkie kampanie będzie obfitował w szereg spraw o których warto pisać i które trzeba prezentować z liberalnego punktu widzenia. W pewnym sensie to taka misja aby liberalizm czy słowo liberał przestało być używane jako broń w orężu tych którzy chcą kogoś

talna, polegająca na stopniowym odchodzeniu od modelu solidarnościowego nas rzecz modelu kapitałowego, dawała także Polakom zwiększenie obszaru wolności. Wolności wyboru. Dlatego uważam, że jest w Polsce miejsce na liberałów i na myśl liberalną, bo liberalizm to przede wszystkim postulat wolności wyboru. Mam nadzieje ze uda się przygotować na nadchodzące wybory jakąś formułę pozwalająca skupić środowiska liberalne i centrolewicowe, aby dać wyborcom o takich poglądach możliwość odnalezienia się przy urnach wyborczych i nie kierowania się w końcu wyborem mniejszego zła.

obrazić bądź „dowalić” politycznie. Nie ma na to naszej zgody i do osób podobnie myślących się zwracamy. Liberalizm to wolność a wolność to liberalizm. Mam też nadzieje, że coraz więcej osób będzie pisać swoje teksty które będziemy umieszczać w tygodniku gdyż jesteśmy bardzo otwarci na taki typ współpracy.

Zatem tygodnik jest taką próbą powołania takiej płaszczyzny porozumienia? Na pewno chcemy wspomagać konsolidowanie się środowisk liberalno-demokratycznych i centrolewicowych. Mam nadzieję, że oprócz aspektu informacyjnego, nasz tygodnik spełni także rolę promotora nowoczesnej myśli liberalnej, która mogłaby być ideową osią porozumienia tych środowisk.

http://www.liberalowieidemokraci.pl

Dziękuję za rozmowę. Na koniec chciałbym przypomnieć o dwóch internetowych linkach pod którymi ukazuje się tygodnik : http://issuu.com/liberalowieidemokraci Bartłomiej Denis-Świerszcz - redaktor naczelny tygodnika Liberałowie i Demokraci, członek Zarządu Głównego i zastępca Sekretarza Generalnego SD. Wiceprezes Fundacji Demokratycznej. 5


TO JEST ZABÓR

które będą kupowały jego obligacje – przecież w ten sposób działa na własną niekorzyść. Komentując tę sprawę komitet obywatelski pisze dalej tak: „w przypadku przejęcia tychże obligacji OFE nie będą mogły wykonać swojego obowiązku wypłaty wszystkich środków należnych członkom OFE z przeznaczeniem na pokrycie ich emerytury” – czy tu jest ukryte stwierdzenie, że zagrożona jest wypłata emerytur w tej części, którą zajmują się otwarte fundusze emerytalne? Fundusze będą mogły wypłacić tylko tyle, ile będą miały. To oczywiście osłabi ich możliwości. Tak samo przejmowanie przez 10 lat co roku pewnej kwoty do ZUS – to też jest osłabienie tej potencji ekonomicznej OFE. Rząd odpowie, że chodzi o to, żeby zwiększyć bezpieczeństwo w tym okresie ostatnim. Zwiększeniem bezpieczeństwa był większy udział majątku OFE w obligacjach, więc to jest po prostu gra. Dla nas to jest oczywiste, że to jest pewna gra, która ma na celu przejęcie tej części zadłużenia. Da się obronić, da się uzasadnić zakaz reklamy otwartych funduszy emerytalnych, który został wpisany do projektu? To ograniczy moim zdaniem sferę informacyjną. Jeśli towarzystwa emerytalne będą się na ten argument powoływać przed Trybunałem Konstytucyjnym, to ugrają coś? Trudno mi powiedzieć. Na pewno jest to ograniczenie działalności wolnorynkowej, a przecież one z natury rzeczy mają działać na rynku. A minister pracy na to mówi, że chodzi o to, żeby przyszli emeryci podejmowali decyzję na podstawie obiektywnej informacji, a nie na podstawie reklam emerytur pod palmami, bo takie też pamiętamy, trzeba to przyznać. Pamiętamy, ale możemy innymi środkami zmuszać OFE do tego, żeby bardziej rzetelnie informowały. Sam zakaz reklamy jest jednak podważeniem zasady wolnego rynku. Czy rządowe propozycje będą oznaczały procesy przed europejskim trybunałem sprawiedliwości, wytaczane przez towarzystwa emerytalne? Europejski Trybunał Sprawiedliwości jest od tego, żeby powiedzieć, czy jakieś polskie rozwiązanie jest zgodne z prawem europejskim. I tu pan widzi przestrzeń do pytania ETS o te właśnie sprawy? Mnie się wydaje, że większa przestrzeń będzie przed Międzynarodowym Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, bo tutaj chodzi o prawa własnościowe. Niewątpliwie przyszli emeryci mają prawa majątkowe, które są umiejscowione w tej chwili w OFE, a prawa majątkowe są chronione w Polsce tak jak własność. A sądem właściwym do ochrony własności – poza sądownictwem powszechnym i, oczywiście, trybunałem konstytucyjnym – jest tutaj w ostatecznym rozrachunku trybunał w Strasburgu. Więc raczej tam będę widział miejsce, w którym będzie się rozstrzygała ta sprawa.

– tak w rozmowie z radiową „Trójką” Jerzy Stępień, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego, członek komitetu obywatelskiego do spraw bezpieczeństwa emerytalnego, komentuje rządowe propozycje w sprawie OFE (skróty pochodzą od redakcji „LiD”) Kiedy patrzy pan na rządowy projekt dotyczący przyszłości OFE i systemu emerytalnego, to ma pan przekonanie, że zmianami w funkcjonowaniu funduszy emerytalnych będzie musiał zająć się Trybunał Konstytucyjny? Powinien bo tam jest cała masa różnego rodzaju problemów konstytucyjnych. To jest bardzo daleko idąca reforma, ingerująca w całą masę różnego rodzaju zagadnień gospodarczych, społecznych, ekonomicznych, prawnych, właśnie konstytucyjnych. Rząd zajmuje się tym od miesięcy. Myśli pan, że nie bierze pod uwagę wątpliwości konstytucyjnych? Ale ja już nie wiem, co rząd proponuje. Proszę zwrócić uwagę, ile tych propozycji było. Dwa i pół roku temu obniżono składkę, ale powiedziano, że ona będzie rosła do 3,5% i że nie będzie żadnych innych ruchów poza naprawą samych OFE czy towarzystw emerytalnych. No po 2,5 roku okazało się, że zmiany są. Najpierw była mowa o przejęciu części akcji na początku lipca, teraz już się mówi tylko o obligacjach. Rada Ministrów zajmuje tym projektem i ma się rozpocząć miesięczny termin konsultacji społecznych. I ja nie wiem właściwie, co rząd chce zrobić. Ale zna pan sposób funkcjonowania trybunału jako były prezes i wie pan dobrze, że zanim trybunał się tym zajmie i rozstrzygnie te wszystkie wątpliwości, to ustawa zdąży wejść w życie, zacznie obowiązywać, a środki z OFE czy z całej tej zmiany zasilą budżet i podreperują go. Dlatego uważam, że najlepiej by było gdyby pan prezydent przed podpisaniem ustawy zwrócił się do trybunału z pytaniem, czy to jest konstytucyjne – tego rodzaju działanie, gdzie się mówi najpierw, że system nie będzie likwidowany i że będzie rosła składka, a po jakimś czasie dochodzi się do wniosku, że składka będzie mniejsza. Czy to nie jest wprowadzanie obywateli i całego naszego społeczeństwa w swoistą pułapkę. Ludzie podpisywali umowy z funduszami emerytalnymi, zaczęli liczyć swoje oszczędności. Więc tutaj jest naprawdę cała masa różnego rodzaju problemów do wyjaśnienia. Komitet obywatelski zgłasza na przykład taki problem, że przejęcie obligacji skarbu państwa, które należą do OFE, jest zaborem papierów wartościowych. No to są mocne słowa. Bo to jest zabór. Z punktu widzenia emeryta to, czy pokryciem jego uprawnień emerytalnych są akcje czy obligacje, nie ma żadnego znaczenia. Zarówno papier wartościowy w postaci obligacji jak i w postaci akcji jest takim samym roszczeniem majątkowym. Rząd sam ogranicza krąg podmiotów, 6


Uchwyt do papieru w ujęciu Wielkiego Biurokraty

W dużych urzędach państwowych najczęściej zajmuje się tym zakurzony urzędnik na etacie, odpracowujący swoje ostatnie lata przed emeryturą. W mniejszych firmach ściąga się kogoś z odpowiednimi papierami raz do roku. Bo na każdym pracodawcy ciąży obowiązek zorganizowania dla swoich pracowników szkolenia z BHP. Nie kwestionuję zasadności przeszkalania operatorów dźwigów budowlanych i setki innych groźnych dla zdrowia i życia urządzeń. To co naprawdę budzi zarówno śmiech jak i złość (bo to w końcu coś tam kosztuje) to obowiązkowe szkolenia z zakresu BHP dla osób wykonujących prace biurowe. Rządzący nami Wielki Biurokrata – tą nazwą obejmuję tysiące urzędników, którzy z pasją godna lepszej sprawy pracowicie lobbują u swoich politycznych szefów za kolejnymi bzdurnymi, choć uzasadnianymi ich społeczną niezbędnością regulacjami – nie przepuści niczego. I tak ów Wielki Biurokrata zadbał – w Rozporządzeniu Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 1 grudnia 1998 – o doregulowanie każdego milimetra naszej przestrzeni biurowej. Rozporządzenie reguluje takie kwestie jak to, że klawiatura naszego komputera powinna stanowić oddzielny element wyposażenia stanowiska pracy (a niby dlaczego), że powinna być ustawiona minimum 10 cm od krawędzi blatu (co komu do tego, gdzie stawiam sobie klawiaturę?; nie mówiąc o tym, że to jeżeli mamy fotel z podłokietnikami – a taki zgodnie z rozporządzeniem mieć mamy – to najwygodniej jest, gdy klawiatura jest ustawiona przy krawędzi blatu). Rozporządzenie także szczegółowo określa jakie cechy powinien posiadać uchwyt na papiery (sic!). Pomysł, by regulować ministerialnym rozporządzeniem takie bzdury (a podobnych bzdur jest w tym rozporządzeniu multum) nie może się zrodzić w głowie żadnego rozsądnego człowieka. Na pewno nie zrodził się też on na w głowie Longina Komołowskiego, który w 1998 roku był ministrem pracy. On jedynie podpisał to, co mu podsunął ów anonimowy Wielki Biurokrata. Problemem jest jednak to, że do tych bzdur każdy prowadzący jakiekolwiek biuro pracodawca musi podchodzić jak najbardziej poważnie. Jak z tych bzdur (lub tzw. oczywistości w rodzaju: gdy siedzisz przy biurku to się nie garb) nie zorganizuje szkolenia, to narazi się na dotkliwe represje ze strony Państwowej Inspekcji Pracy. Więc chcąc nie chcąc, klnąc na czym świat stoi, każdy pracodawca szkolenia takie organizuje. Dwie dekady temu na takich szkoleniach znudzeni pracownicy grali w okręty, a teraz dzięki swoim smartfonom serfują po sieci. Są tym tak zajęci, że nawet nie słyszą, jak szkolący ich BHP-owiec przekonuje, że zbyt długie obcowanie z telefonem komórkowym może być przyczyną wielu groźnych chorób. Paweł Piskorski 7


KRAJOBRAZ PO JATCE

wiąc, należy podziwiać tych prawie trzysta pięćdziesiąt tysięcy mieszkańców Warszawy, którzy w takich okolicznościach nie bali się przyjść do komisji referendalnych i zagłosować. Po ogłoszeniu wyniku referendum poseł Rafał Grupiński, szef klubu parlamentarnego Partii, obwieścił w mediach, że oczekuje rezygnacji Piotra Guziała, lidera komitetu referendalnego, z funkcji burmistrza Ursynowa. Nie jest jasne, czy ten jeden z najbardziej wpływowych polityków w państwie, który swojej żonie zapewnił stanowisko przewodniczącej Rady Warszawy, zamierza żądać głów także innych członków komitetu referendalnego. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że naszemu kierownictwu partyjno-rządowemu samorząd coś nie w smak. Marzy im się powrót do jednolitego systemu władzy, który polegał na tym, że – i owszem – w wyborach powszechnych wybierało się rady, ale radni musieli respektować wytyczne i instrukcje otrzymane od władz państwowych. Jeżeli któraś rada podjęłaby uchwałę tych instrukcji nie respektującą, uchwała podlegała uchyleniu, a jeżeli akty niesubordynacji powtarzałyby się - radę można było, a nawet należało, rozwiązać. Taki ustrój administracji terenowej w Polsce wprowadzono ustawą z dnia 20 marca 1950 r. o terenowych organach jednolitej władzy państwowej.

Po warszawskim referendum nic już nie będzie takie samo. Potęga machiny uruchomionej przez kierownictwo partyjno-rządowe dla ratowania partyjnej koleżanki miała przytłoczyć wszystkich, którzy w przyszłości mieliby śmiałość podnieść rękę na władzę. Głos zabierali kolejno Prezydent, Premier, Lech Wałęsa, Andrzej Wajda, nawet pani Balcerkowa z „Alternatyw 4”. Zachęceni przez politycznych liderów i celebrytów, głos zabierali następnie lokalni działacze. Referendum według nich to była „polityczna hucpa”, „nieodpowiedzialna awantura”, „populistyczno-oszołomska jatka”, „chamstwo” i „chore ambicje”. Nie można się dziwić ich zaciekłości: pani prezydent dała pracę setkom, jeśli nie tysiącom osób oddanych Partii. Cynizm obrońców Hanny Gronkiewicz-Waltz najtrafniej wyraził Wojciech Maziarski w artykule opublikowanym na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” podczas ciszy referendalnej: „Nie dajmy sobie wmówić, że dla dobrego obyczaju mamy postępować wbrew naszym politycznym wyborom!” Poziom agresji wobec Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej przekroczył wszelkie granice, a już na pewno przewyższył mocą rytualną wymianę ciosów pomiędzy PO i PiS. Nic dziwnego: obecność niezależnych samorządowców w kampanii referendalnej utrudniała ustawkę PO-PiS, korzystną dla obu partii przed przyszłorocznymi wyborami. Prawdę mó-

Maciej Białecki Wspólnota Samorządowa maciej@bialecki.net.pl; www.bialecki.net.pl

8


Liberałowie i Demokraci nr 30