Page 1

1


2


W Polsce nigdy nie było liberalizmu

- to wszystko była „ściema” rozmowa z ARTUREM DĘBSKIM – posłem na Sejm, Wiceprzewodniczącym Ruchu Palikota

Jest pan wiceprzewodniczącym Ruchu Palikota. Co skłoniło pana do udziału w tym projekcie politycznym? Przekonał mnie Janusz Palikot. To robiło wrażenie, że oto jest ktoś, kto robi swój projekt polityczny i odchodzi z partii w momencie 50-cioprocentowego poparcia dla Platformy Obywatelskiej. Mało tego, mówi o sprawach trudnych w sposób przekonujący. Przypomnę, że – na przykład – ten osławiony wibrator był co prawda bardzo kontrowersyjnym symbolem, ale chodziło o zwrócenie uwagi na przypadek gwałtu jaki miał miejsce na komendzie policji w województwie lubelskim. I dzięki interwencji Palikota, dzięki zademonstrowaniu w ten właśnie sposób tego problemu, rozgorzała dyskusja i a policjanci zostali skazani. I to jest właśnie to. Mówmy o sprawach trudnych w sposób radykalny.

spotkania. Trzeba powiedzieć, że to jest bardzo, bardzo wyczerpująca praca. Jeżeli ktoś się decyduje na założenie partii politycznej, to musi sobie zdawać sprawę, że nie ma już nic innego w życiu. Nie ma znajomych, nie ma rodziny nie ma niczego. Przez jakiś czas – by był sukces – trzeba poświęcić wszystko. Palikot okrągły rok spędził w samochodzie; zresztą wiele spotkań odbyłem razem z nim.

Ale były też świński łeb w telewizji i flaszki pod domem u siebie w Lublinie. Tak, Janusz Palikot zawsze używał takiego języka, który obnaża hipokryzję i w prosty sposób trafia do ludzi.

A co pan sądzi o wynagrodzeniu posłów. Czy jest ono adekwatne do wykonywanej pracy? Najważniejsze, by w odniesieniu do wynagrodzeń polityków obowiązywała pełna transparentność. Natomiast co do posłów, to nie uważam, że poseł zarabia mało. A, nie powiedziałbym też, że zarabia dużo. To zresztą zależy do skali, jaką do tego przykładamy. W odniesieniu do najniższego, a nawet średniego wynagrodzenia Polsce, uposażenie poselskie jest oczywiście wysokie. Ale jeśli zależy nam, aby do polityki, do sejmu trafiali także ludzie z biznesu – tacy, którzy poradzili sobie w życiu i którzy mają w głowie dobre propozycje zmian w polskim prawie – to trudno jest zachęcić kogoś za kwotę około 9800 zł brutto.

Jest to pana pierwsza kadencja. Czy tak pan sobie wyobrażał pracę parlamentarzysty? Nie do końca. Jestem najbardziej rozgoryczony tym, że wszystkie projekty, które składa opozycja, niezależnie od jakości projektu i niezależnie od tego, jak mogłyby one zmienić rzeczywistość i wpłynąć na jakość życia obywateli, są po prostu odrzucane w pierwszym czytaniu, albo „uwalane” w komisjach.

Plus dieta. Z dietą to pewnie wychodzi około 10 tys. złotych na rękę. A jeżeli ktoś jest sprawnym biznesmenem to nie jest kwota, która mogłaby go zachęcić.

Trafił do 10% polskiego społeczeństwa. Tak, mamy teraz trzecią rocznicę tamtego wielkiego spotkania w sali kongresowej. Ten kongres dobrze pamiętam. Byłem tam z kilkoma znajomymi, którzy zresztą obecnie działają w polityce i tak się zaczęło. Potem oczywiście praca u podstaw, budowanie struktur, jeżdżenie, codzienne

Jak pan ocenia inicjatywę koalicji Europa Plus. Ja jestem przekonany, że projekt polityczny, który będzie określany jako liberalno-demokratyczno-socjalny ma szansę powodzenia. A za powodzenie uznałbym 25 procentowe poparcie. Jest w niej obecna dyskusja światopoglądo3


Zwłaszcza że Janusz Palikot wzbudza skrajne emocje – od sympatii do dużej nienawiści. Od miłości do nienawiści. I to widać na spotkaniach tych organizowanych w całej w Polsce, że rzeczywiście nastroje są skrajne. Wśród publiczności nie ma ludzi obojętnych. Jedni są bardzo, bardzo „za”, gdy inni krzyczą „raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”. Swoją drogą, zachodzę w głowę, jak w ogóle może ktoś wpaść na pomysł, żeby Palikota przyrównywać do „czerwonej hołoty”, która wysyłała czołgi na robotników.

wa, która wcześniej, z racji narzucania swojej woli przez konserwatystów, była spychana na margines. Rozmawia się o związkach partnerskich, o ustawie aborcyjnej, o odmiennościach jeśli chodzi o sprawy związane z seksem. Tę dyskusję po prostu słychać. Wcześniej tego nie było. Wcześniej nikt się nie odważył mówić – takim głosem jak my – o nieprawidłowościach w kościele katolickim. Proszę zobaczyć co się dzieje. Pedofilia w kościele od tygodnia jest na tapecie. O tym się mówi głośno. Wreszcie mówi się wprost, że ksiądz-pedofil to przestępca. Tego kiedyś nie było. I to jest nasza zasługa.

Jak pana zdaniem będzie wyglądał nowy profil ideowy partii zawieszonej między dzisiejszym Ruchem Palikota z jednej strony a Racją Lewicy i Polską Partia Pracy z drugiej? Myślę, że wiele się nie zmieni. Przecież prawa pracownicze też są dla nas ważne.

Może też papieża Franciszka, który zmusił hierarchów ... Ale dyskusja zaczęła się wcześniej – zanim Franciszek został papieżem. Jest pan byłym członkiem Stronnictwa Demokratycznego. W tym środowisku cieszy się pan dużą sympatią. Jaka pana zdaniem powinna być rola SD we wspólnej koalicji. Ja uważam, że Stronnictwo Demokratyczne to wartość dodana. Program dla przedsiębiorców – szczególnie mi bliski, bo ja pochodzę z małego biznesu – SD ma najlepszy. Zresztą wiele projektów Ruchu Palikota ma korzenie w tym, co Stronnictwo Demokratyczne proponowało albo z pomysłami SD jest spójne. Często dochodzimy do tych samych wniosków, bo jesteśmy z biznesu. Nie kryję, że byłem członkiem SD i że żywię wielką sympatię do Stronnictwa. W najbliższy weekend czeka was kongres. Nie mogę nie zapytać, czy znacie już nazwę nowej partii? Janusz Palikot ją zna. Nową nazwę poprzedziły wielotygodniowe dyskusje z najróżniejszymi środowiskami. Ja jej nie będę zdradzał przed kongresem, ale mam nadzieję, że ta nazwa zachęci Polaków.

Ale będziecie mieli swój własny związek zawodowy – myślę tu o Solidarności’80 związanej z Polską Partia Pracy. Trudno mi to komentować, ale generalnie uważam, że związki zawodowe powinny spełniać inną rolę niż obecnie Solidarność pod przewodnictwem pana Dudy.

Czy będzie tam „plus”? Może będzie. Ważniejsze, że Polacy czekają na taki projekt. Taki, który w pewnym sensie uspokoi emocje, bo nazwisko lidera partii w nazwie powoduje emocje. Te emocje czasami nie pozwalają niektórym głosować, bo mówią, że partia jest zbyt wodzowska.

Nie ma pan wrażenia, że Duda pchnął nowe życie w Solidarność? 4


Może. Ja jednak widzę – zwłaszcza po ostatniej demonstracji – że związki zawodowe przeżywają jednak pewnego rodzaju kryzys. Są silnie upolitycznione, a walka o sprawy pracownicze jest tylko zasłoną dymną. Pan Duda chce wejść do polityki i robi to dość skutecznie. Jestem przekonany, że wejdzie – podobnie zresztą jak pan Krzaklewski, czy pan Śniadek bo taka od początku jest droga szefów związków zawodowych. W 1992 roku była szansa, żeby związki zawodowe były normalne – tak by było, gdyby wtedy Władysław Frasyniuk został szefem Solidarności. Jednak przegrał i niestety związki są tym, czym są obecnie.

w dalszym ciągu do dyspozycji i mam nadzieję, że jeśli zostałbym członkiem zarządu, to nie będę papierowym członkiem, tylko będę coś realnie wnosił do wspólnego projektu. Czy w kontekście waszego kongresu widzi pan jeszcze przyszłość przed projektem koalicji Europa Plus? Jak najbardziej. Mam nadzieję na dobra współpracę i z Pawłem Piskorskim, którego cenię, z całym Stronnictwem Demokratycznym i działaczami stronnictwa, warszawskimi w szczególności, bo ich znam najlepiej i bardzo cenię. To samo dotyczy Ryszarda Kalisza, którego bardzo cenię, obserwuję jego popularność, jego ludzkie podejście do większości spraw. Cenię też pana Celińskiego. Uważam zatem, ze ten nasz wspólny projekt ma szansę „ograć” Platformę. Bo my naprawdę jesteśmy dużo bardziej nowoczesną partią, czy – jako Europa Plus – koalicją. Jestem przekonany, że w koalicji się dogadamy, bo to jest tak, że tak naprawdę musi zwyciężyć musi zwyciężyć zdrowy rozsądek. Tu trzeba trochę ustąpić, tam trochę się posunąć, uzgodnić najważniejsze kwestie programowe i naprawdę jest duża szansa na sukces. Tym bardziej, że przy projekcie Europa Plus pracowało i pracuje dużo wartościowych ludzi. Że wspomnę jeszcze Marka Siwca, którego również bardzo szanuje i cenię.

Czy dla pana zadeklarowanego liberała nowy profil partii – bardziej socjalny, bardziej wyczulony na postulaty związków zawodowych czy organizacji lewicowych – będzie do przyjęcia. Wie pan, ja jako liberał twierdzę, że w Polsce nigdy nie było liberalizmu – to wszystko była „ściema”. Był liberalizm dla uprzywilejowanych, czyli dla tych, którzy mieli kontakty. A czym jest liberalizm? Liberalizm to po prostu jak najmniejsze zaangażowanie państwa w nasze życie. Państwo jest od tego, żeby nam służyć, a nie od tego, by regulować każdy obszar życia. Regulacje powinny być na tyle proste i czytelne, by każdy człowiek, bez pomocy biura rachunkowego, potrafił wypełnić swój PIT. Państwo nie ma ingerować w nasze życie duchowe, podobnie jak kościół ma nie ingerować w życie polityczne. Taki jest prawdziwy liberalizm. A podatki powinny być jak najniższe, bo gdy są wysokie, to rośnie władza urzędników, którzy pieniądze te wydają.

Jaką widzi pan w tym rolę dla Aleksandra Kwaśniewskiego? Dla mnie zawsze słowa Aleksandra Kwaśniewskiego były bardzo ważne. To człowiek naprawdę bardzo zasłużony dla naszego kraju – nie tylko z racji 10 lat swojej prezydentury – i ktoś, kto ma znakomitą wizję tego, czym może być Europa Plus. Jeżeli my spełnimy oczekiwania Aleksandra Kwaśniewskiego, to jestem przekonany, że Aleksander Kwaśniewski z całego serca będzie ten projekt popierał.

Jest pan zwolennikiem podatku liniowego? Tak, jestem zwolennikiem podatku liniowego. Muszę jednak zaznaczyć, że chciałbym zwiększyć znacznie kwotę wolną od podatku. Czyli na przykład, jeżeli człowiek zarabia 1500 zł miesięcznie nie płaci podatku w ogóle. Nie mówię o 3 tysiącach, bo to byłby populizm, jeśli jednak ktoś zarabia 1500, to po co ma płacić podatki? Najniższa krajowa powinna być zwolniona z podatków; przy takiej pensji odprowadzana być powinna jedynie składka zdrowotna i emerytalna, a reszta na rękę.

A na koniec, jeśli pan pozwoli, pytanie całkowicie nie polityczne, a podrzucone mi przez jednego z naszych kolegów redakcyjnych, którego łączy z panem wspólna pasja. Czy znajduje pan jeszcze czas na uprawiania krav magi*)? Niewiele, ale czasami chodzę i często wiąże się to z bólem bo… mam prawie 45 lat, a ci którzy przychodzą na zajęcia mają raczej poniżej 30-stki – więc konfrontacja bywa dla mnie niekiedy bardzo bolesna.

Czy po kongresie nadal będzie pan wiceprzewodniczącym? Trudno powiedzieć. Zobaczymy. Uważam, że formuła obecnego zarządu się wyczerpała. Mamy pięcioosobowy zarząd. Jeżeli chcemy dynamicznie się rozwijać, zarząd musi liczyć kilkanaście osób. Każdy musi dostać wąską działkę, za którą powinien być odpowiedzialny. U nas, przy pięcioosobowym zarządzie, zdarza się, że 24 godziny, z których składa się doba, to za mało, by spełnić oczekiwania struktur. Można było się „zatyrać” na śmierć, ale i tak to nic nie dawało. Zobaczymy, co stwierdzą delegaci. I co zaproponuje wybrany przewodniczący – bo to on będzie pewnie wskazywał członków zarządu. Ja jestem

Dziękujemy za rozmowę. *) Krav maga lub kravmaga (hebr. ‫עגמ ברק‬: dosłownie „walka w bliskim kontakcie”). Izraelski system samoobrony i walki wręcz opracowany w latach 30. XX wieku w Czechosłowacji, przez Imi Lichtenfelda. System bazuje na podstawowych odruchach obronnych człowieka. Posiada różne pchnięcia i uderzenia na okolice gardła, oczu, kopnięcia w strefę krocza oraz w nogi. System cały czas ewoluuje na drodze licznych badań i doświadczeń użytkowników, ale także przejmując z innych systemów obronnych bądź sztuk walki najbardziej skuteczne rozwiązania (źródło: Wikipedia)

5


Pokaz cynizmu, hipokryzji i arogancji Platformy – tak prof. Jacek Raciborski komentuje wezwania Platformy Obywatelskiej do bojkotu referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z funkcji prezydenta Warszawy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” z 29.09.2013 (skróty pochodzą od redakcji „LiD”) Weźmie Pan udział w warszawskim referendum? Tak. Prawdopodobnie zagłosuję za panią prezydent, choć nie jestem entuzjastą jej rządów. Przeszkadza mi zwłaszcza arogancja tej władzy, harmonogram inwestycji podporządkowany wyborom 2014 roku, niesprawność urzędników. W tym momencie korzystniej dla mieszkańców będzie, jeśli to ona dokończy kadencję. Ale nie piętnuję referendum i jego organizatorów. W Polsce referenda odwołujące organy samorządu lokalnego pomyślano jako procedury awaryjne. Muszą takowe istnieć w demokracji, a to, że być może są nadużywane, wynika z dziwnego ustroju, który w praktyce ukształtował się w samorządach i bywa nazywany karykaturą prezydencjalizmu.

kompetencji i możliwości działania. Martwi mnie, że nie ma po stronie najwyższych władz państwowych namysłu, że coś w tym systemie nie gra, skoro jest taki pęd do referendów w sprawie odwoływanie prezydentów miast. (...) Dziś wyniki referendum są wiążące, jeśli weźmie w nim udział trzy piąte tych, którzy głosowali w ostatnich wyborach. No właśnie, to za mało jak na obywatelskie poruszenie. Bo np. jeśli na wybory poszło 40 proc., to referendum będzie ważne, gdy zagłosuje w nim ledwie 24 proc. uprawnionych. (...)

Karykaturą? Prezydenci i rady pochodzą z wyborów bezpośrednich, ich kompetencje powinny być zrównoważone. A doszło do nierównowagi: wójtowie, burmistrzowie, prezydenci mają ogromne kompetencje, a kompetencje rad są w praktyce żadne. Przy tym nie chodzi o ustawowe zapisy. Te pozornie dają radom poważne uprawnienia. Ale rady nie mają niezależnych od prezydenta narzędzi działania i kontroli administracji miejskiej. Radni są też mało kompetentni, bo rozdęta ponad miarę obawa ustawodawcy o konflikt interesów eliminuje z rad ludzi, którzy mają jakieś pojęcie o gospodarce i zarządzaniu. Przy tym, władza prezydentów nie jest taka sprawna jak głoszą popularne mity o świetnych gospodarzach miast i gmin. (...) Ponowny wybór nie jest w żaden sposób związany z ich osiągnięciami gospodarskimi. Ci ponownie wybrani nie odnieśli jakiś specjalnych sukcesów w porównaniu z tymi, którzy wybory przegrali. Ale potrafili zagwarantować sobie polityczne wpływy, byli świetni marketingowo, rozdali setki posad, uzależnili tysiące osób, w tym lokalne media, (... ) niektórzy stworzyli bardzo rozbudowane lokalne partie władzy. (...) Rada winna posiadać więcej

Nie jest Pan entuzjastą referendów, ale na to warszawskie Pan idzie. Zachęciło mnie wezwanie prezydenta i premiera, by je zbojkotować. Bardzo dobrze oceniam prezydenturę Bronisława Komorowskiego, ale to wezwanie oceniam jako poważny błąd. Prezydent nie może ignorować jednej z fundamentalnych wartości w demokracji, jaką jest partycypacja. Każde uczestnictwo obywateli w zinstytucjonalizowanych demokratycznych procedurach jest dobre, bo tylko tak może realizować się ów samorząd. (...) Wezwania do niepójścia mogą zdemobilizować wyborców? I tak mamy najniższą frekwencję w krajach dawnego bloku. To będzie rujnujące. Także dla samej Platformy. Bo do tej pory PO nawoływała do udziału w wyborach, organizowała akcje profrekwencyjne i wysoka frekwencja była czynnikiem jej sprzyjającym. A tu taki pokaz cynizmu, hipokryzji i arogancji Platformy, zwłaszcza zapowiedź zlekceważenia ewentualnego niekorzystnego wyniku. I niemoralne i nierozsądne. 6


LESZEK BALCEROWICZ:

Propagandowe chwyty to nie argumenty

Próby podważenia wiarygodności autorów wypowiedzi zamiast odniesienia się do ich treści są starym jak świat zabiegiem nieuczciwej propagandy – pisze do Donalda Tuska Leszek Balcerowicz. Poniżej publikujemy pełną treść jego listu w sprawie poniedziałkowej wypowiedzi premiera odnoszącej się do krytyki rządowych pomysłów zmian w systemie emerytalnym.

3. Byłem współautorem takich rozwiązań jak pierwszy plan reform z grudnia 1989 r., propozycji reformy podatkowej z 1999 r., obrony niezależności NBP w 2005 r. przed atakami ze strony koalicji PiS, Samoobrony i LPR. Te rozwiązania były do tej pory popierane przez PO (lub osoby, które później weszły do PO). Czy teraz usłyszę, że jako „współautor” tych rozwiązań miałem i mam zaburzony emocjonalnie sąd na ich temat? Czy też ta przypadłość dotyczy tylko moich wypowiedzi, które są akurat krytyczne wobec tego, co zaproponował rząd PO–PSL? 4. Merytoryczna krytyka propozycji de facto likwidacji kapitałowych funduszy emerytalnych pochodzi nie tylko od „współautorów” reformy emerytalnej, ale także od wielu innych osób, w tym wybitnych ekonomistów, którzy utworzyli Komitet Obywatelski ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego (KOBE). Jaką odpowiedź ma rząd PO–PSL na krytykę z ich strony?

Zwolennicy nacjonalizacji oszczędności emerytalnych Polaków w OFE zwykle nie reagują na merytoryczne argumenty krytyków tej propozycji, zamiast tego stosują rozmaite chwyty retoryczne, które – w ich zamierzeniu – mają osłabić u odbiorców siłę tej krytyki. Do takich chwytów należy teza, że krytycy tacy jak Jerzy Buzek, Jerzy Hausner, Janusz Steinhoff czy niżej podpisany działają pod wpływem emocji, bo byli „autorami” czy „ojcami” reformy (której destrukcji się przeciwstawiają). Przekaz jest taki: emocje blokują im rozum, a zatem nie należy przejmować się tym, co oni mówią. Próby podważenia wiarygodności autorów wypowiedzi zamiast odniesienia się do ich treści są starym jak świat zabiegiem nieuczciwej propagandy. Z przykrością stwierdzam, że ten chwyt zastosował ostatnio premier Donald Tusk, mówiąc: „Prof. Leszek Balcerowicz czuje się współautorem OFE, nie dziwię się więc, że w sposób tak zaangażowany broni tego projektu...”.

5. Każdy z powyższych punktów wystarczy, aby podważyć omawiany chwyt retoryczny. Tylko dla porządku dodaję więc, że nie byłem „współautorem” – w intelektualnym sensie tego słowa – reformy emerytalnej z 1998 r. Ten zaszczyt przypada Jerzemu Hausnerowi, Ewie Lewickiej, Markowi Górze, Andrzejowi Bratkowskiemu i innym osobom. Ja zaś (podobnie jak np. Jerzy Buzek czy Janusz Steinhoff) po zapoznaniu się z przedłożonymi analizami popierałem i popieram tę propozycję, podobnie jak popierałem np. prywatyzację czy liberalizację gospodarki. Wśród popieranych przeze mnie w latach 1998–2000 rozwiązań były i takie, na które patrzę od pewnego czasu krytycznie. Zaliczam do nich wprowadzenie powiatów (a na pewno wprowadzenie ich w tak dużej liczbie). Dawałem temu wyraz wcześniej, mimo że w sensie politycznym można mnie określić jako „współautora” tego rozwiązania.

Wypowiedź ta, pozornie elegancka, niesie ten sam zasadniczy przekaz: „czuje się współautorem”, a więc jest „zaangażowany”, a skoro jest „zaangażowany”, to emocje zaburzają mu sąd w sprawie OFE. Tego rodzaju niemerytoryczny chwyt daje się łatwo zdemaskować.

Debata w polskiej polityce ma na ogół żenująco niski poziom. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest to, że retoryczne chwyty są często traktowane jako poważny głos w merytorycznej dyskusji. Najwyższy czas skończyć z taką praktyką. Dobrze by było, aby polskie media nie traktowały nieuczciwych chwytów propagandowych jako argumentów.

1. Intelektualny postęp ludzkości polega na debacie między autorami rozmaitych koncepcji a ich krytykami, w której autorzy niejednokrotnie okazują się zwycięzcami. Czy należy unieważnić ten wynik na podstawie teorii, że autorzy nie mieli racji, bo emocje zaćmiewały im umysł? (Krytycy też zresztą nie byli pozbawieni emocji).

Leszek Balcerowicz – profesor ekonomii, autor polskich reform gospodarczych, dwukrotnie wicepremier i minister finansów (19891991 i 1997-2000), był też prezesem NBP (2001-2007)

2. Premier Tusk też zapewne „czuje się współautorem” określonych rozwiązań (m.in. propozycji wywłaszczenia ludzi z obligacji znajdujących się w OFE). Czy wobec tego wzywa nas do tego, aby pominąć jego wypowiedzi na ich temat, bo są one zdeformowane przez jego emocje?

źródło: Rzeczpospolita, http://www.ekonomia.rp.pl/ artykul/705501,1053734-List-Balcerowicza-do-Tuska.html 7


W zarządzanej zgodnie z wodzowską odmianą centralizmu demokratycznego Platformie Obywatelskiej gest, na jaki zdobył się Jerzy Buzek nie ma precedensu i budzi szacunek. Na tle tłumu przytakiwaczy Jerzy Buzek jawi się nam niczym Lermontowski „samotny biały żagiel”. Oto bowiem były premier stwierdził, że wypowiedzi ministra Jacka Rostowskiego o Leszku Balcerowiczu w kontekście sporu o OFE „są pełne insynuacji, skandaliczne i poniżej wszelkich standardów”. W ten sposób Jerzy Buzek skomentował odnoszące się do Balcerowicza słowa Rostowskiego, iż „niektórzy bronią interesów instytucji finansowych albo bronią własnej reformy. Nie chcą się przyznać, że (...) była ona bardzo poważnym błędem polityki gospodarczej”. Rostowski oskarżył także Leszka Balcerowicza o „nadużywanie swojej wiedzy ekonomicznej do celów politycznych”. Najgorszemu ministrowi finansów III RP daleko także do standardów zachowania właściwych brytyjskiemu dżentelmenowi, za którego chciałby uchodzić. Niestety niedostatki pan ministra – zarówno te, dotyczące ekonomii jak i te, dotyczące bon tonu – zdają się być niewidoczne dla członków Platformy. A jeśli ktoś je zauważy i, na przykład, w sprawie OFE wypowie inna opinię niż minister, bardzo szybko – vide Gowin – znajdują się poza Platformą. W rosyjskim oryginale Lermontowska fraza o bielejącym samotnym żaglu brzmi: „Bielejet parus odinokij / W tumanie moria gołubom”. Ciekawym bardzo, jak to się skończy w przypadku Jerzego Buzka. Czy będzie samotnie bielał czy też tuman (nomen omen) go całkowicie pochłonie? Paweł Piskorski 8

SAMOTNY

BIAŁY ŻAGIEL


Andrzej Olechowski:

Komitet poparcia HGW:

mam wielkie pretensje do ministra finansów w sprawie OFE

szukanie chętnych poza Warszawą

„Gazeta Wyborcza” opublikowała dziś oświadczenie swego rodzaju „referendalnego komitetu honorowego” Hanny Gronkiewicz-Waltz. Sygnatariusze oświadczenia wyszli naprzeciw apelowi Donalda Tuska i podpisali się pod tekstem kończącym się następującymi słowami: „Za rok, we właściwych wyborach samorządowych, będziemy mieli możliwość oceny zarówno doświadczeń wszystkich kandydatów jak i konfrontacji ich wizji rozwoju stolicy. Dziś, zmuszeni do określenia się w ramach referendum musimy jasno i dobitnie powiedzieć: 13 października zostaniemy w domu. Z różnych względów nie wpiszemy się w inicjatywę, która w naszej opinii nie ma sensu. Właśnie dlatego nie weźmiemy udziału w referendum.”

Pomysły rządu dotyczące reformy otwartych funduszy emerytalnych według Andrzeja Olechowskiego to pójście po linii najmniejszego oporu i chciałby, aby rząd się z nich wycofał. Ma nadzieję, że rządowe rozwiązania okażą się niezgodne z konstytucją. – Mam nadzieję, że to się okaże niekonstytucyjne i trzeba będzie naprawdę głowę wysilić i zastosować jakieś rozwiązanie racjonalne, a nie tak pójść po linii najmniejszego oporu, jak poszedł minister finansów, do którego mam wielkie pretensje – komentuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Andrzej Olechowski, ekonomista, były minister finansów w rządzie Jana Olszewskiego oraz przewodniczący Rady Nadzorczej Citi Handlowy.

Oświadczenie referendalnego komitetu honorowego budzi zdumienie z dwóch powodów. Po pierwsze, Hanna Gronkiewicz-Waltz zastrzegała się, że nie zamierza prowadzić kampanii referendalnej przed 13 października. Zebranie komitetu poparcia jest tymczasem klasyczną formą prowadzenia kampanii.

Główną zmianą proponowaną w systemie emerytalnym, którą rząd ogłosił na początku września, jest nacjonalizacja obligacji z portfela OFE. Miałyby one zostać w całości przeniesione do ZUS–u. Kolejna to tzw. „suwak bezpieczeństwa”, polegający na przesunięciu aktywów zgromadzonych w otwartym funduszu emerytalnym do ZUS–u na 10 lat przed emeryturą. Taki zabieg eliminowałby tzw. ryzyko złej daty, związane z przechodzeniem na emeryturę w czasie nagłego załamania koniunktury.

Najbardziej zadziwiający jest jednak skład komitetu. Wielu jego członków nie mieszka w Warszawie. Pod oświadczeniem, że nie wezmą udziału w warszawskim referendum, ale za to zagłosują w przyszłorocznych wyborach samorządowych w stolicy, podpisali się m. in. Lech Wałęsa, mieszkaniec Gdańska, Krzysztof i Elżbieta Pendereccy, mieszkańcy podkrakowskich Lusławic, Emilian Kamiński, mieszkający w Józefowie, Małgorzata Niezabitowska, wieloletnia prezes Stowarzyszenia Obywateli Konstancina-Jeziorny, Dorota Stalińska, która była nawet radną miasta Milanówek, i Danuta Szafarska, dziewięćdziesięcioośmioletnia mieszkanka Domu Artystów Weteranów w Skolimowie.

Rząd proponuje, by po wejściu w życie reformy członkowie OFE mieli trzy miesiące na zadeklarowanie chęci pozostania w funduszu. Jeśli tego nie zrobią, ich oszczędności automatycznie trafią do ZUS. – Na pewno coś trzeba zrobić i są najrozmaitsze pomysły, w jaki sposób ulżyć budżetowi w dziedzinie długu publicznego, ale one nie musiały polegać na takim prymitywnym cięciu siekierą. Można to zrobić lepiej – przekonuje. Andrzej Olechowski liczy na to, że reforma zostanie cofnięta albo zmodyfikowana. Zdaniem ekonomisty, demontaż OFE nie powinien być brany pod uwagę.

Szkoda, że zamiast dyskusji o problemach miasta Platforma urządza przed 13 października akcje o zadęciu ogólnopolskim, używając do tego sympatyzujących z nią celebrytów, zawsze chętnych do podpisania listu poparcia w jedynie słusznej sprawie. Nie dziwi, że tym razem trzeba ich było szukać poza Warszawą...

– Najważniejsze, żeby nie niszczyć tego filaru kapitałowego w reformie, który jest i dobry, i korzystny dla ludzi, i również ważny dla celów edukacyjnych. Żyjemy i będziemy żyć w środowisku rynkowym, i dlatego taki filar był potrzebny. Nie można niszczyć zaufania do państwa w taki sposób, że co parę krótkich lat zmieniają się podstawowe zasady systemu, który będzie dla mnie ważny za parędziesiąt lat. Dlatego mam nadzieję, że to wszystko jest niekonstytucyjne – wyjaśnia.

Maciej Białecki

stytutu GfK Polonia dla Konfederacji Lewiatan – ponad połowa Polaków nie przekazałaby swoich składek z OFE do ZUS, gdyby rząd wprowadził taką możliwość. Z kolei aż 70 proc. ankietowanych czułoby się bezpieczniej, gdyby ich emerytura pochodziła, jak do tej pory, z dwóch źródeł. źródło:htt p://www.newseria.pl/news/a_olechowski_mam_ wielkie,p4991773

Jak wynika z sondażu przeprowadzonego w lipcu przez In9


O rozwiązaniu SD nigdy nie było mowy

Wywiad Pawła Piskorskiego dla TVP Info z 3 października 2013 roku

Beata Tadla: Odmówił pan Januszowi Palikotowi? Paweł Piskorski: Jeżeli pani pyta, czy wejdę do partii Janusza Palikota…

Do tej pory, zobaczymy jak będzie po kongresie. Ale tu w ogóle nie było żadnych negocjacji. Od początku było jasne – my jesteśmy koalicjantem, koalicjantem w ramach Europy Plus i chcemy być tam nadal. Natomiast dobrze życzymy Januszowi Palikotowi i wszystkim ludziom, którzy będą tę partię robić. Partia Janusza Palikota wniosła coś nowego na polską scenę. Ale była też partią bazująca na pewnej happeningowości. I osadzenie jej teraz na trwałym gruncie, taki rebranding, pokazanie nowych twarzy – to wszystko, wydaje mi się, dobrze będzie im służyło. Ja dobrze im życzę.

Tak właśnie o to pytam. Od dawna Janusz Palikot wiedział, że o tym nie ma mowy. Stronnictwo Demokratyczne ma bardzo długą historię i bardzo dużo ludzi jest przyzwyczajonych do wizerunku, z którego się nie rezygnuje. To jest partia drobnych przedsiębiorców, trochę rzemiosła, inteligencji, to są ludzie, którzy od lat są do takiego etosu stronnictwa przyzwyczajeni…

Za chwilę o tym nowym wizerunku porozmawiamy. Ale z wnętrza Ruchu Palikota dochodzą takie głosy, że Stronnictwo Demokratyczne po prostu nie chce wejść do partii Janusza Palikota, bo ma duży majątek i po prostu się nie chce się dzielić tym majątkiem. Słyszałem taką wypowiedź, ale nigdy ona publicznie nie padła i mam wrażenie, że nie padnie publicznie, bo to raczej byłoby kompromitujące dla osoby, która taki pogląd by wypowiadała. My jesteśmy trwałą partią, która ma bardzo duże struktury. Poza partią Palikota mamy w tej koalicji na pewno najsilniejsze struktury, mamy możliwości działania samodzielnego też finansowe, mamy bardzo wielu ludzi, którzy byli posłami, ludźmi bardzo znaczącymi, dlatego my tej tożsamości nie chcemy tracić.

Ale partia, która nie ma ani posła, ani senatora, ani europarlamentarzysty. Nie mamy w tej chwili reprezentacji parlamentarnej, ale to się zmieni. Mieliśmy w poprzednim parlamencie. A mówiąc o propozycji Janusza Palikota, było jasne od początku, że ja chętnie przyjmuje propozycję Aleksandra Kwaśniewskiego, żeby być w koalicji, który się nazywa Europa Plus, by wnosić tam wątek bardziej liberalny, wolnorynkowy. Natomiast o rozwiązaniu Stronnictwa nigdy nie było mowy. Janusz Palikot to wiedział i nie było to żadnym problemem w naszych relacjach. Żeby wejść do nowej partii Janusza Palikota, to trzeba się rozwiązać. To będzie nowa partia, w związku z czym wszystkie osoby, które będą chciały do tej partii Janusza Palikota należeć będą musiały porzucić swoje dotychczasowe stronnictwa, czy partie polityczne.

Czyli wygodniej jest na kanapie? Nie, wygodniej jest być koalicjantem i mówić własnym głosem. Nie jest żadnym atutem rozstać się ze swoimi poglądami. Istotne dla nas jest to, żeby swoje poglądy, które wyrażamy od lat, a te liberalne poglądy mojego środowiska od lat się nie zmieniają, żeby te poglądy móc wyrażać. Do tego szukamy koalicjanta, bo wiemy, że w dzisiejszym systemie politycznym trudno jest przekroczyć samemu 5% próg i wejść do parlamentu. Dlatego zakładamy, że będziemy w sojuszu wyborczym, ale to nie oznacza rezygnacji z własnych poglądów. Zobaczy pani jeszcze w przyszłości, że będą różnice – my będziemy bardziej liberalni, a być może Janusz Palikot, bądź jego środowisko, będą bardziej lewicowi. Chcemy przekonać Polaków do tego, by głosowali na nas, bo są tam ludzie o zróżnicowanych poglądach, ale takich, które nie wykluczają się nawzajem,

Niczym Janusz Palikot pana nie kusił, miejscem w zarządzie partii. Niczym? Nie, dlatego że od początku było dla nas jasne, że możemy być koalicjantami. Dobrze się rozumiemy co nie oznacza, że nie mamy pewnych różnic. U nas w Stronnictwie Demokratycznym kładziemy większy akcent na problemy drobnej przedsiębiorczości, na wolny rynek. U Janusza Palikota przynajmniej do tej pory był większy akcent na sprawy światopoglądowe, sprawy kościelne. Do tej pory. 10


i że to jest atut koalicji. Ja mam nadzieję, że razem będziemy sobie i siłę i energię wzajemnie dodawać.

– robi rzeczy o 180 stopni odwrotne od tego, co głosiła lub robiła wcześniej. Problemem Janusza Palikota nie jest jakaś zmiana o 180 stopni. Jego problemem jest to, żeby być przewidywalnym. Chodzi o to, by było jasne, ze jak się głosuje na Palikota czy Europę+ jako koalicję, to że można się spodziewać, że ci goście będą naprawdę obniżać podatki, że będą realizować ideę przyjaznego państwa...

Janusz Palikot rozsyła ulotki, zmienia barwy, bo nie będzie już pomarańczowy, będzie teraz niebieski, dostał pan taką ulotkę? Nie, nie dostałem, ale widzę, że jest tu kolor i pomarańczowe, i niebieski.

A co zrobił Janusz Palikot w tej chwili, co jest jego największym sukcesem w parlamencie? Moim zdaniem największym sukcesem jest wprowadzenie do dyskusji publicznej haseł wolnościowych. To z mojej perspektywy jako liberała też bardzo ważne.

Nie, bo tutaj jest napisane jak było 2 lata temu, a tutaj jak ma być teraz. Życzę i Januszowi Palikotowi, i polskiej scenie politycznej, żeby te środowiska, które były głównie znane z tego, że robiły jakieś wydarzenia medialne, że bardzo ostro nagłaśniały pewne rzeczy... A myśli pan, że to już koniec ruchu happeningów? Chciałbym przede wszystkim powiedzieć, że to nie jest zła rzecz. Janusz Palikot miał odwagę powiedzieć parę rzeczy, może czasami w formach, których ja na przykład bym nie użył, o ważnych problemach, które widzimy i które dzisiaj, chociażby w ciągu ostatniej tej dyskusji o kościele, przez Polskę się przewijają.

A jak to się przekłada na życie Polaków? Coraz więcej Polaków jest przekonanych, że państwo nie powinno nam dyktować, jak powinniśmy żyć. Że dopóki nie robimy czegoś przeciwko wolności drugiego człowieka, dopóty wolno nam ze swoim życiem robić to, co chcemy. Ponieważ jesteśmy – to jest taka liberalna, podstawowa zasada – w naturalny sposób urodzeni do szczęścia, to powinniśmy to szczęście starać się osiągnąć jak tylko możemy, a te wolnościowe hasła nie były obecne w polskiej debacie. Bo były bardzo często przytłaczane taką ideą, że państwo wam pokaże, państwo wam pokaże jaką drogą macie kształcić dzieci, w jaki sposób macie żyć.

Ale jakoś Janusza Palikota w dyskusji o kościele, o problemie pedofili w kościele nie ma. Może to jest zapowiedź... No właśnie czy to jest zapowiedź zmiany twarzy? Myśli pan, że już nie będzie antyklerykalizmu tak ostrego, tak otwartego jak do tej pory, nie będzie walki o legalizację marihuany, tylko będzie gospodarka? Jestem przekonany, że te wątki pozostaną, ale przede wszystkim będą nagłaśniane i pokazywane inne wątki. Sam jestem ciekawy – jako życzliwy obserwator, ale nie jako uczestnik procesu tworzenia tej partii – jak jej program będzie wyglądał. Bo jeśli ten program Janusza Palikota będzie na przykład temu, co poseł Gibała mówi, czyli on będzie bardziej liberalny, wolnorynkowy, to tym lepiej z mojej perspektywy. Bo łatwiej będzie się porozumieć, więc jeśli ta niebieska strona ulotki będzie częściej używana niż pomarańczowa...

Jak to się stało, że z sukcesu wyborczego w tej chwili Janusz Palikot balansuje na granicy progu wyborczego? Palikot wszedł do parlamentu – tak jak kilka innych partii w Europie w ostatnim czasie – jako partia kontestacji. A te partie kontestacji bardzo często obumierały, jeśli nie potrafiły się przeistoczyć w normalną partię – partię bardziej przewidywalną, realizującą jakieś cele. I to się uda Januszowi Palikotowi teraz? Jeśli – a życzę mu tego – ta obecna formuła działania przeistoczy się w partię liberalno-socjalną, jak on to zapewnia, czyli liberalną w zakresie gospodarczym i wrażliwą w obszarze społecznym, jeśli Janusz Palikot będzie działał w ramach koalicji z liberałami, takimi jak ja, ale też z ludźmi wywodzącymi się z socjalistów – to wtedy taka koalicja ma szansę naprawdę na duży sukces bo będzie przewidywalna.

Skok technologiczny naszej gospodarki, szkoła XXI wieku, dogonienie Zachodu, perspektywy dla młodego pokolenia – to się uda Januszowi Palikotowi, już nie raz zmieniał twarz. Nie każdej partii wszystko się udaje na samym początku, natomiast jest istotne z jakim przekazem i z jaką gwarancją zachowania startuje się w wyborach. W moim przekonaniu Polacy w bardzo dużej części zawiedli się na podobnych, wolnorynkowych, otwartych na Europę, wolnościowych hasłach Platformy, która po ostatnich wyborach, poprzez cały szereg decyzji – na przykład OFE

A gdzie jest teraz Aleksander Kwaśniewski teraz? Nie będzie go w weekend na kongresie. Aleksander Kwaśniewski jest inicjatorem powstania tej koalicji, za co wszyscy mu dziękujemy. Bo do porozumienia różnych środowisk, do zebrania tych ludzi potrzebny był jego autorytet. I będzie on obecny w kampanii wy11


borczej koalicji Europa+.

warszawiakom, którzy uwierzyli, że to jest akcja obywatelska w sprawie oceny przez obywateli swoich władz samorządowych, do czego mamy święte prawo.

W kampanii wyborczej do euro parlamentu. Tak, tak.

Ale to może wygląda na to, że ci którzy organizowali referendum są za słabi, a PiS jest mocniejsze? Nie, to wygląda, że organizatorzy tego referendum stworzyli je, zebrali podpisy i zgłosili, a PiS tylko teraz zauważył, że może osłabić Platformę Obywatelską. Bez głosów PiS-u też to referendum przecież byłoby zwołane.

A czy będzie wspierał partię Janusza Palikota, bo na razie Janusz Palikot trochę bagatelizuje Aleksandra Kwaśniewskiego i brak jego zaangażowania. Tu mam inny pogląd w tej sprawie. Otóż mam wrażenie, że Janusz Palikot podchodzi do tego poważnie, zdaje się mówić, że nie chce sobie twarzy wycierać Aleksandrem Kwaśniewskim.

W takim razie o co chodzi w tej chwili w referendum: o przegraną Hanny Gronkiewicz-Waltz, czy o prestiżowe zwycięstwo PiS-u? Zależy komu, bo mam wrażenie, że PiS-owi chodzi o to, żeby stworzyć wrażenie, że przegrywa wiceprzewodnicząca największego naszego wroga czyli Platformy, a oni – czyli PiS – będą teraz szli po władzę tak, jak poszli w Elblągu czy na Podkarpaciu.

A może to Aleksander Kwaśniewski nie chce wycierać sobie twarzy Januszem Palikotem, może stracił wiarę w jego sukces. Nie chce za każdym razem używać Aleksandra Kwaśniewskiego jako „otwieracza drzwi” do serc wyborców. Ja muszę stanąć na własnych nogach – to jest to, co mówi dzisiaj Janusz Palikot. Uważam, że to jest bardzo poważne i rozsądne podejście do sprawy. Aleksander Kwaśniewski dał nam słowo, że w momencie kiedy koalicja zacznie działać, a ona zaczyna działać tak naprawdę w wyborach, to będzie w tym obecny, będzie popierał koalicję. Uważam natomiast, że bardzo zdrowo, że Janusz Palikot nie stara się znaleźć podpórki, nie stara się Kwaśniewskiego wykorzystywać do codziennych działań, tylko staje na własnych nogach.

No i pan się do tego przyczynia. Dla mnie to absolutnie nie taka gra. Dla mnie stawką w tej grze jest to, żeby dla było lepiej dla Warszawy – a więc, po pierwsze, żeby te władze zmienić, a jak się nie da ich zmienić, to żeby przynajmniej zmienić styl ich działania. Ale co da odsunięcie Hanny Gronkiewicz-Waltz od władzy? Da olbrzymie korzyści jeśli by się to udało – bo to nie przesądzajmy, że to się uda. Ale gdyby to się udało, to oznaczałoby to, że każdy następny prezydent Warszawy, czy z Platformy czy z jakiegoś innego środowiska, będzie wiedział, że on nie ma weryfikacji raz na 4 lata, tylko, że co chwilę może być weryfikacja jego działania. Przecież pani Gronkiewicz-Waltz, z całym szacunkiem dla jej pracy, w ciągu ostatnich 3-4 tygodni wykonała więcej pracy niż przez całe 3 lata ostatniej kadencji – bo mamy teraz zapowiedź południowej obwodnicy warszawskiej, jest zapowiedź tańszych biletów, jest zapowiedź tych rzeczy, których nie można było przez lata zrobić...

Zobaczymy co będzie po weekendzie, ale ja jeszcze chciałabym porozmawiać o następnym weekendzie, co pan będzie robił 13 października? 13 października wracam zza granicy i zagłosuję w referendum za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz. Czyli przysłuży się pan i frekwencji i zwolennikom jej odwołania? Tak, ja uważam, że to referendum będzie dobrze wspominane przez warszawiaków, bo dzięki temu, że zostało ogłoszone, udało odblokować parę rzeczy, które przez lata były całkowicie nie do zrobienia. Pan premier przez lata namawiany, żeby cokolwiek zrobić w sprawie reprywatyzacji warszawskiej, nic nie robił, a teraz, w ciągu paru dni, na wniosek Platformy, senat przegłosował 200 mln co roku.

Panie przewodniczący, a czy pan wejdzie drugi raz do tej samej rzeki – tak czy nie? Czy będę kandydował na prezydenta Warszawy? Nie, mam nadzieję, że będzie kandydował Ryszard Kalisz, chętnie go poprę.

Czyli burmistrz Guział przysłużył się warszawiakom organizując to referendum. Szerzej ci wszyscy ludzie, którzy zaangażowali się w organizację referendum. Ale nie PiS, bo PiS usiłuje teraz zawłaszczyć tę ideę. I uważam, że robi niedźwiedzią przysługę, bo jeśli komuś pomaga, to tylko pani Gronkiewicz-Waltz. Robi też niedźwiedzią przysługę wszystkim tym

Będzie pan go wspierał? Tak – jeśli tylko będzie kandydował. Wiem, że on na pewno może być lepszym prezydentem niż pani Gronkiewicz-Waltz. Dziękuję bardzo. 12


Lampedusa: Tragedia, której można było uniknąć móc w ratowaniu życia imigrantów i w wykrywaniu i zwalczaniu nielegalnej migracji i przestępczości transgranicznej. W związku z tym, zostaną powołane wspólne ramy techniczne w celu ułatwienia wymiany informacji i współpracy między organami granicznymi UE, państwami członkowskimi i Frontexem, tak by poprawić ich zdolność operacyjną. „Obecny brak koordynacji i spory o odpowiedzialność wspierają jedynie działalność handlarzy ludźmi. To teżstrata cennego czasu, gdy jak dzisiaj, szybka reakcja jest jedynym sposobem, aby uniknąć tragedii ludzi”. „Czekając na ten w pełni działający system, państwa członkowskie powinny jednak dać dowód solidarności poprzez wykorzystanie wszystkich unijnych narzędzi pozostających w dyspozycji i zaangażowanie w rzeczywistą współpracę”, stwierdził Mulder.

„Zbyt wiele osób straciło życie po raz kolejny w wodach Lampedusy. Samo ubolewanie nad tymi wydarzeniami im nie zapobiegnie. Tylko lepsza koordynacja i solidarność między państwami członkowskimi zastopuje proces, który Morze Śródziemne zamienia w cmentarz ludzi szukających bezpieczeństwa lub lepszego życia w Europie.”, powiedział poseł ALDE Jan Mulder (VVD, Holandia), sprawozdawca PE w sprawie europejskiego systemu nadzoru granic (EUROSUR), komentując najnowszą tragedię, która doprowadziła do śmierci prawie stu ofiar i kolejnej setki zaginionych. W następny czwartek, 10 października, Parlament Europejski ma przyjąć sprawozdanie Jana Muldera, który rozwija istniejący europejskie system nadzoru granic, ma na celu po-

Andrzej Potocki

Verhofstadt określił priorytety dla UE do końca kadencji parlamentu prowadzą normalnej działalności kredytowej, nie będziemy w stanie naprawdę uciec od skutków trwającego kryzysu finansowego. Mamy już niedoskonały, ale przynajmniej istniejący mechanizm nadzoru (SSM). Teraz pilnie potrzebujemy jednolitego mechanizmu arbitrażu, który musi być czymś większym niż sieć krajowych podmiotów.” „Co więcej, raport komisji zarządzania gospodarczego musi być przekształcony w konkretne propozycje. Tylko w zeszłym tygodniu MFW w swoim raporcie na temat unii fiskalnej dla strefy euro określił wiele wymaganych kroków, w tym podział zadłużenia. Nadszedł czas, w którym musimy zdją pętlę z naszej szyi, która dławi zdolność państw członkowskich do inwestowania we wzrost gospodarczy i zatrudnienie.” „Jeśli poważnie myślimy o stymulowaniu wzrostu, agenda cyfrowa musi być kluczowym priorytetem w ciągu najbliższych miesięcy. Musimy spowodować znaczący i szybki postęp w sprawie stworzenia jednolitego rynku telekomunikacji i budowy sieci szerokopasmowych w całej UE. Cięcia w finansowaniu z 9 do 1 mld euro w ramach wieloletnich planów budżetowych, muszą zostać zniesione, jeżeli mamy zapewnić sukces tej polityki.” „Jesteśmy zdumieni faktem, że Rada blokuje 28 aktów, tym samym uniemożliwiając dalszy postęp w kwestiach takich, jak systemy rekompensat dla inwestorów, publiczny dostęp do dokumentów i przejrzystości opłat za bezpieczeństwo lotnicze.”

Podczas spotkania liderów grup politycznych Parlamentu Europejskiego z przewodniczącym Komisji, José Manuelem Barroso, w celu omówienia priorytetów legislacyjnych i koordynacji do końca kadencji, Guy Verhofstadt podkreślił pilność trzech ważnych tematów: „Za kilka miesięcy będziemy musieli wyborcom sprawozdać, co uczyniliśmy w ciągu ostatnich pięciu lat. Jeśli nie udało się w tej kadencji doprowadzić do końca kryzys gospodarczy i finansowy i przerwać toksyczny związek między bankami i zadłużeniem, przywrócić zaufanie do sektora bankowego i jego stabilność, a także stworzyć podstawy ponownego wzrostu i perspektywę tworzenia nowych miejsc pracy, zostaniemy surowo osądzeni i ukarani w wyborach.” „Jednolita polityka bankowa w Europie musi być priorytetem. Dopóki banki europejskie nie są uzdrowione i nie

Andrzej Potocki 13


14


Tygodnik27  
Advertisement
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you