Page 66

— z aparatem w knieję — • O właściwy poziom Najprostsza, zda się, sytuacja to ta, gdy obiektyw patrzy wprost przed siebie, czyli jego oś optyczna biegnie, z grubsza rzecz biorąc, równolegle do powierzchni ziemi. Wydaje się, że powinna być najbardziej oczywista, a jednak przy fotografowaniu w lesie stosowana bywa tylko z rzadka. Odczuwamy wszakże naturalną potrzebę spozierania aparatem na świat z wysokości naszych oczu. Wtedy jednak równie naturalne jest, że kierujemy go nieco w dół. Chcemy bowiem widzieć las wyrastający z czegoś, a to coś w lesie – czyli podszyt i runo – przeważnie bywa bardziej atrakcyjne niż sama kolumnada pni. Aparat patrzący wprost, równolegle do gruntu, wyposażony w obiektyw o standardowej ogniskowej lub nawet szerokokątny, ukaże nam przede wszystkim właśnie pnie, do tego na ogół niecałe. Takie kadry, wybrukowane pniami, owszem, mają urok, zwłaszcza przy uwiecznianiu lasów brzozowych, zazwyczaj jednak chcemy je widzieć wraz z tym, co pod nimi. Pochylenie aparatu nieco w dół pozwala doskonale ująć np. łany kwiatów, paproci czy mchów, wyścielających dno lasu. Kłopot zaczyna się, gdy chcemy, obejmując cały łan, pokazać jednocześnie wystarczająco dobitnie to, co go tworzy – by obiektyw, patrzący np. na rozległy dywan kwiatów, widział jednocześnie wyraziście je same albo przynajmniej ich reprezentację. Szkopuł w tym, iż te są przeważnie na tyle drobne, że z wysokości stojącego fotografa wyglądają jak jednolita powierzchnia, ukazująca najwyżej swą strukturę, ale gubiąca budujące ją osobniki. By je ukazać, trzeba aparat ustawić lub trzymać tuż przy gruncie i fotografować równolegle do ziemi. Tylko że wtedy najbliższy rząd roślin ustawi się nam w kadrze niczym karny oddział, zasłaniając zarazem całą resztę. Był łan – nie ma łanu... To częsty problem przy uwiecznianiu leśnego runa. Tu trzeba skorzystać z pomocy samej natury – co zresztą zawsze powinno być chlebem powszednim w pracy fotografa przyrody. Rozwiązanie ilustruje pokazany tu łan przebarwiających się u progu jesieni konwalii (patrz zdjęcie 1). Jego najbliższy fragment został uchwycony tak, jak opisane to zostało przed chwilą: aparatem ustawionym nisko i prawie równolegle do powierzchni gruntu, która tu akurat jest pozioma. Ale kawałek dalej już nie jest, bo łan wspina się na łagodny pagórek. Mamy więc – przy zachowaniu poziomego ustawienia aparatu – zarówno godną reprezentację płatu barwnych roślin, jak i całą jego urodę. Czyli: obraz na... odpowiednim poziomie!

1

64—echa leśne jesień 2014

Ć ZIE IED W TO WAR Z grubej rury Przy fotografowaniu z użyciem długich ogniskowych, to, czy aparat patrzy trochę bardziej w górę czy w dół, nie ma większego znaczenie dla oddania perspektywy. Natomiast kierowanie obiektywu o długiej ogniskowej – a więc odznaczającego się małą głębią ostrości – pod dużym kątem względem poziomu może skutkować nieostrością najbliższych i najdalszych części obiektu, w który celujemy. Tak będzie z pniem drzewa, fotografowanym z dołu mocno zadartym ku górze teleobiektywem. Warto zauważyć, że w takim wypadku – gdy np. chcemy uwiecznić wysoko rosnącą hubę lub widoczną dziuplę – lepiej się oddalić z aparatem i nie zadzierać tak mocno naszej grubej rury. Wtedy obiekt na zdjęciu wyjdzie prawie tak, jakby był fotografowany z jego poziomu obiektywem skierowanym równolegle do ziemi. Przykładem może być ten portret sowy włochatej, zrobiony z ziemi, a faktycznie patrzącej na fotografa z wysokości kilku metrów (zdjęcie górne). A że włochatka to sowa ciekawska, można ją dla odmiany sfotografować też, stojąc pod drzewem i kierując naszą optyczną lufę nieomal pionowo w górę. Sowa wyjrzy wtedy, na co dowodem jest drugie z pokazanych tu zdjęć (zdjęcie dolne). Fotografowanie ptaków w pobliżu ich dziupli nie jest dziś dobrze widziane, ale prawo tego nie zabrania, o ile nie towarzyszy mu płoszenie skrzydlatego modela. W wypadku dziuplaków, zwłaszcza mieszkających wysoko, nie niesie to zagrożenia dla ich bezpieczeństwa czy pomyślności lęgów.

2

Profile for Lasy Państwowe

Echa Leśne nr 3 (617) 2014  

Magazyn przyjaciół lasu

Echa Leśne nr 3 (617) 2014  

Magazyn przyjaciół lasu