Page 54

— życie z pasją — „czy te psy

z rogami gryzą?” – pytały dzieci.

Trybunalskiego i okolic, ale także z bardziej odległych miast, jak Warszawa, Kraków, Kielce czy Radom. Terminy wizyt są już zajęte do… jesieni przyszłego roku. • Stare bocianisko i reszta W ośrodku rehabilitacji pomoc znalazło ok. 250 zwierząt. Co tydzień zwierzęta odwiedza weterynarz. W bardziej skomplikowanych przypadkach konsultacji udziela Dominika Domańska, doktor z Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW, która jeszcze przed podjęciem studiów, jako wolontariuszka, opiekowała się kolskim zwierzyńcem. Koszty utrzymania ośrodka pokrywają Lasy Państwowe, chociaż raz wpłynęła też na jego konto dotacja z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Łodzi – 10 tys. zł. Wśród mieszkańców ośrodka zdarzają się rzadkie okazy, jak sowa błotna czy rybołów, ale najbardziej egzotycznym gościem był pelikan różowy, który, rażony prądem z sieci elektrycznej, spadł na ziemię w jednej ze wsi na terenie Leśnictwa Gorzkowice. „To musi być bardzo stare bocianisko” – orzekli miejscowi po bacznym przyjrzeniu się ptakowi i zawiadomili Pawła Kowalskiego. Pelikan wyzdrowiał, pochłaniał ok. kilograma ryb dziennie i został w końcu przekazany do specjalistycznego schroniska dla zwierząt w Mikołowie, gdyż jego powrót na obszar naturalnego występowania, który najbliżej Polski rozciąga się dopiero w delcie Dunaju, raczej nie wchodził w grę. 52—echa leśne jesień 2014

Ośrodek w Kole ma stałych rezydentów, na przykład szesnastoletniego odyńca. Jako warchlak ocalał z wypadku na szosie Warszawa–Katowice, w którym zginęła matka i reszta rodzeństwa. Jest też kilkuletnia łania, odebrana z wiejskiego gospodarstwa. Obecnie zwierzęta te są na tyle oswojone, że nie chcą (i nie powinny) iść do lasu. Jest też inny dzik, który udaje się tam na kilkudniowe wycieczki, przyłącza się do różnych watah, ale zawsze wraca. Reszta mieszkańców ośrodka, kiedy tylko poprawi się ich kondycja, wypuszczana jest na wolność. W tekturowym pudle siedzą dwie płomykówki, które wypadły z gniazd. W klatkach przebywają jeszcze dwa puszczyki – jeden złamał nogę, ale opatrunek ma już zdjęty i lada moment odleci, drugi topił się w stawie i z wolna też dochodzi do zdrowia. W śródleśnym stawie wylądowała również sowa uszata. Prawdopodobnie zmylił ją gruby kożuch rzęsy na wodzie, a uratował i przywiózł do ośrodka nadleśniczy Nadleśnictwa Przedbórz. Natomiast z Nadleśnictwa Smardzewice przyjechały dwa młode myszołowy, których gniazdo, prawdopodobnie, splądrowała kuna. W klatce – do osiągnięcia „pełnoletności” – mieszkają także dwa małe liski. Miały pecha, bo ich nora znalazła się akurat na osi przebiegu budowanej w Łódzkiem trasy S8. • Syn chce do miasta Syn Pawła Kowalskiego – Piotr – skończył gimnazjum i chce zacząć naukę w którejś

ze szkół kształcących informatyków. Swój kontakt ze zwierzętami ogranicza do karmienia ich, a o leśnictwie, jako ewentualnym zawodzie, nie chce słyszeć – ciągnie go do miasta. – Kiedy koledzy Piotrka zdążyli, po lekcjach, zjeść obiad i zasiąść przed komputerem, on jeszcze maszerował przez las do domu, nieraz brnąc w głębokim śniegu, na dodatek o zmierzchu – wspomina Paweł Kowalski. – Potem musiał napalić w piecu, bo rodzice jeszcze nie wrócili z pracy. Rozumiem, że mógł wtedy znielubić las i mieszkanie w nim. Nie staram się więc wpływać na jego decyzję, ale… Kiedyś może i w nim się coś odezwie. ¶

Młoda sowa to też niedoszła topielica.

Paweł kowalski

oprowadza po swoim gospodarstwie.

Profile for Lasy Państwowe

Echa Leśne nr 3 (617) 2014  

Magazyn przyjaciół lasu

Echa Leśne nr 3 (617) 2014  

Magazyn przyjaciół lasu