Page 48

— człowiek i las —

T

en huragan wyrządził u nas szkody największe od 40 lat. Najbardziej ucierpiały leśnictwa: Rabka, Raba Wyżna, Beskid, Gorce, Bór, Police i Stańcowa. Prawie całkowicie też zniszczone zostały drzewostany uroczyska Bembeńskie – wylicza Roman Latoń, nadleśniczy Nadleśnictwa Nowy Targ.

• Pamiętny dzień Na Orawie najsilniej wieje wczesną wiosną i na jesieni. Ogromne masy powietrza przemieszczają się z prędkością ponad 200 km na godzinę przez górskie masywy Babiej Góry, Policy i Tatr. Dziesięć lat temu, w listopadzie, huragan uderzył dwukrotnie, powalając tysiące drzew. Szczególnie dał się we znaki w uroczysku Bembeńskie. Podleśniczy Jerzy Sikora (w Leśnictwie Police od 25 lat) wspomina: – Wszędzie padały drzewa, zrobiło się niebezpiecznie, schroniłem się w domu. Przyjechaliśmy następnego dnia, a tu droga zatarasowana. Lawirując między leżącymi pniami, staraliśmy się oszacować ilość powalonego drewna. Najgorsze było uczucie, że to tyle lat pracy, a w jednej chwili prawie nic z tego nie zostało… Stanisław Miąskowski, emeryt, do 2011 r. leśniczy Leśnictwa Police, przyznaje, że z takim kataklizmem wcześniej nie miał do czynienia. Wraca do wydarzeń sprzed dziesięciu lat: – Kiedy podleśniczy powiedział, co się stało, pojechałem z zastępcą nadleśniczego, potem z żoną. Znała te lasy. Jak zobaczyła, to aż się rozpłakała. Nie czekaliśmy na narady, prace ruszyły z kopyta. Intuicja podpowiadała co robić. Ściągnęliśmy do pracy okoliczne zakłady usług leśnych i rozpoczęła się wywózka drewna. Za najpilniejsze uznaliśmy utwardzenie dróg wywozowych, bo to teren bagienny. Budowaliśmy je z małowartościowego drewna i żwiru. Przydzielono nam dodatkowo dwóch podleśniczych. Zabraliśmy się za cechowanie drewna, wypisywanie dokumentów wywozowych na każdy ładunek i wydawanie surowca. Wieczorami cierpliwie wklepywałem dane do rejestratora. Pracowaliśmy po 16 godzin na dobę, nie zastanawiając się, czy nam za to zapłacą – opowiada. – Trudno było dojechać do placów składowych, spychacz odgarniał śnieg, a wywrotka rozwoziła tłuczeń. Powyznaczałem kierunki zrywki tak, żeby ochronić naturalne i sztuczne odnowienia. Na szczęście, nie mieliśmy problemów z kradzieżą drewna, bo z Bembeńskiego wychodzi tylko jedna droga. Kłopot był natomiast taki, że powiat zamykał nam swoją drogę w obawie, że ciężki tabor zniszczy jej nawierzchnię. Jerzy Sikora dodaje: – Ponieważ przy wiatrowałach drzewa leżą chaotycznie porozrzucane, przy zrywce niezastąpione okazały się konie. W sumie, oprócz nich, pracowało siedem ciągników i 40 osób. Bez przerwy wywoziliśmy drewno aż do marca, kiedy spadło dużo śniegu, na jakiś czas uniemożliwiając transport. Od wiosny do jesieni 2005 r. wywożono przede wszystkim kłody. Surowiec był wartościowy, bo przewracały się całe drzewa, mało było połamanych i nie leżały długo. Szczęściem w nieszczęściu, była akurat dobra koniunktura na drewno – sprzedawano je od ręki, najwięcej miejscowym odbiorcom. Już rok później na wykarczowanym terenie leśnicy przystąpili do odnowienia lasu. Prace te zakończono po trzech latach – można było zlikwidować ostatni plac składowy. •ciężkie czasy Po huraganie dla nadleśnictwa nadeszły ciężkie czasy. Konieczna była zmiana planu urządzenia lasu, a urząd zamówień publicznych wyraził zgodę na chwilowe zawieszenie procedur przetargów na 46—echa leśne jesień 2014

Żywioł

nie oszczędził także rezerwatu.

prace w lesie. Wzmocnionymi siłami udało się szybko uporządkować teren. – Gdzie tylko się dało, wykorzystaliśmy naturalne odnowienia jodły, świerka i brzozy. A w przebudowie gatunkowej drzewostanów nawet wyprzedziliśmy własny program likwidacji szkód i ochrony lasu – zaznacza nadleśniczy. Leśniczy Franciszek Miąskowski pracował wtedy w sąsiednim Leśnictwie Stańcowa. Tam wiatr też nie oszczędził lasu. Pięć lat temu pan Franciszek przejął Police, gdzie jego ojciec był leśniczym ponad trzydzieści lat. Z kolei pradziadek pracował w Sidzinie, w lasach Habsburgów, a dziadek był pierwszym gajowym w Bembeńskiem. W kancelarii leśnictwa ścianę zdobią trofea łowieckie i rodzinne pamiątki, wśród nich poczet rodu Miąskowskich. Obecny gospodarz leśnictwa tak tłumaczy skutki huraganu: – Na wielkość szkód wpłynęło położenie uroczyska, płaski teren, do tego wilgotne siedliska i, w dużej części, obecność sztucznie sadzonych drzewostanów świerkowych. Świerki, z płytkim systemem korzeniowym, łatwo się przewracają, jodły potrafią oprzeć się huraganowi. Dowodem jest ich kępa górująca nad młodym, odradzającym się lasem. Poza tym nie widać już obrazu klęski. Tylko gdzieniegdzie celowo – głównie z myślą o dzięciołach – pozostawiono złamane drzewa z dziuplami. – Wybieraliśmy te wyższe, nieprzeszkadzające otoczeniu i niezagrażające zatarasowaniem drogi – wyjaśnia Jerzy Sikora.

Profile for Lasy Państwowe

Echa Leśne nr 3 (617) 2014  

Magazyn przyjaciół lasu

Echa Leśne nr 3 (617) 2014  

Magazyn przyjaciół lasu