Lady's Club nr 3 (66) 2020

Page 1

 NR 3 (66) WRZESIEŃ – PAŹDZIERNIK 2020

DWUMIESIĘCZNIK

ISSN1899-1270

EGZEMPLARZ BEZPŁATNY

JANINA WAWRZYNEK właścicielka firmy JA.Design » WYWIAD STR. 6



REKLAMA

MIESIĄC OKAZJI w Estetica Med oraz Health & Beauty w Bielsku-Białej

Z

apraszamy na konsultacje i wizyty, w czasie których nasze specjalistki odpowiedzą na wszystkie Wasze pytania dotyczące zabiegów estetycznych, modelujących ciało, podologicznych i naturoterapeutycznych. Często pytacie, czy dany zabieg jest dla Was, jakie są wskazania czy przeciwwskazania do jego wykonania, jak wygląda sam zabieg, jakie efekty można osiągnąć, który z zabiegów byłby najlepszy. Rozwiejemy wszystkie Wasze wątpliwości.

Specjalnie dla was przygotowaliśmy wyjątkowe ceny zabiegów i rabaty • kriolipoliza CoolTech w duecie – tylko 350 zł/os przyjdź na zabieg z bliską Ci osobą i wykonajcie zabieg kriolipolizy podczas jednej sesji w SUPERCENIE

Aby uzyskać więcej informacji, zadzwoń do Estetica Med, tel. +48 515 843 418 Na wizytę umów się już teraz online www.moment.pl/estetica-med Bielsko-Biała, plac Wolności 10 / poziom I Zadzwoń również do Health & Beauty, tel. +48 510 091 630 Umów się już teraz online www.moment.pl/h-b-by-monika-tomczuk Bielsko-Biała, Komorowicka 6

• pakiet 3x infuzja tlenowa – tylko 400 zł • lipoliza podbródka – tylko 250 zł • pakiet 5x technologia 5D – tylko 450 zł • modelowanie i wypełnienie ust – od 450 zł • botox: jeden obszar – 400 zł, dwa obszary – 550 zł, trzy obszary – 650 zł • wypełnienie bruzd wargowo-nosowych kwasem hialuronowym – 499 zł • wypełnienie zmarszczek marionetkowych kwasem hialuronowym – 499 zł a także • naturoterapia • suplementacja • biorezonans • refleksologia • masaż Bowena

W czasie Dni Otwartych możesz skorzystać z wymienionych zabiegów i porad w cenach promocyjnych oraz wykupić interesujące Cię pakiety.


REKLAMA

CLOS ER TO N AT U RE


REKLAMA

Bielsko-Biała: Galeria Sfera, galeria II, tel. 664 · 937 · 123, Katowice: LABIZU Silesia City Center, tel. 694 · 414 · 014

sklep internetowy labizu.pl LABIZU ·

labizu.pl


OD REDAKTORA

Z

niepokojem oczekujemy nadchodzącej jesieni. Co przyniesie? Jedni wieszczą apokalipsę, inni uważają, że sezon grypowy odbędzie się jak zwykle, nie ma co popadać w histerię, a wymóg noszenia maseczek to narzędzie do sterowania społeczeństwem.

I powołują się na Szwecję, która nie wymarła, choć obostrzeń nie stosowała. Zalecam zdrowy rozsądek i stosowanie higieny. Nie twierdzę, że koronę trzeba ignorować, zbyt wiele jest strasznych świadectw od tych, którzy dusili się pod respiratorami, lecz żyć trzeba normalnie i krytycznie podchodzić do zaleceń rządzących, zwłaszcza głupich zaleceń, a tych nie brakuje. Żeby przetrwać ten okres burzy i naporu – bo przetrwamy na pewno – przygotowaliśmy dla Was kolejne wydanie naszego magazynu, w którym nie brakuje smakowitych kąsków, refleksyjnych wypowiedzi, głębszych analiz, zajmujących wywiadów i fascynujących postaci, takich choćby, jak Pani Janina Wawrzynek, która wymyśliła i wprowadziła nas w swój świat kwiatów XXL. Tego nam właśnie trzeba było! Ochronimy się przed wirusem dobrą lekturą,

STANISŁAW BUBIN, redaktor naczelny 509 965 018 redakcja@ladysclub-magazyn.pl s.bubin.ladysclub@gmail.com www.ladysclub-magazyn.pl

estetyką, ładem i porządkiem, przede wszystkim zaś myśleniem. Życie jest zbyt zajmujące, by skupiać się tylko na komunikatach ministerstwa zdrowia, które ze zdrowiem niewiele mają wspólnego. Dobrej lektury życzę na koniec lata i początek jesieni!

W NUMERZE 6 wywiad Numeru z jaNiNą wawrzyNek, właścicielką Firmy ja.desigN 18 dorota bociaN zachęca kobiety do rozmowy o pieNiądzach 20 google driVe. jolaNta kubatek o Narzędziu do zdalNej pracy 22 t warde lądowaNie. adam zdaNowski cierpko o thrillerze „ostatNi lot ” Na okładce

23 makijaż w paNdemii. rozmowa z rzymską wizażystką iwoNą czarNotą

jaNiNa wawrzyNek właścicielka Firmy ja.desigN w bielsku-białej

26 morowe paNNy sierpNiowe. FelietoN marty zdaNowskiej 27 projekt ViNceNt – o Nowej powieści zygmuNta miłoszewskiego 30 małe ogNiska. kałuża beNzyNy Na środku łóżka – światowy bestseller

Fot. magdaleNa ostrowicka / cobraostra.pl mua ewa zalot

34 podwójNa radość. z zachwytem o Nowej książce małgorzaty starosty 36 policja w eNglisher garteN – listy z moNachium

®

37 polski lee child? rozmowa z autorką krymiNałów aNielą wilk 40 dwa trupy to Nie kiNo akcji – mówi iwoNa baNach, autorka komedii krymiNalNych

42 pierwszy raz w bielsku-białej 44 Nasza receNzja ze spektaklu „w górę!” w teatrze polskim 46 kobiety w świecie NieNawiści. Nowa saga wioletty sawickiej 48 cud istNieNia. FragmeNt książki „ciało” billa brysoNa 54 smart agiNg czy aNti-agiNg? – pyta retoryczNie joaNNa skorek-kopcik 56 zdrowie. pozNaj swój tyłek 57 dariusz domaŃski z krakowa o karierze aktorskiej marii malickiej 60 seks i polityka 62 książki Na pogodNą jesieŃ z wydawNictwa zysk i s-ka 64 korespoNdeNcja beaty chrobak prosto z birmy 68 chills. edytorial magdaleNy ostrowickiej 74 horoskop Na wrzesieŃ i paździerNik 2020 76 FelietoN ewy kassali. Nieprzypadkowo o tęczy

4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

WYDAWCA Firma wydawNicza lady’s club ADRES REDAKCJI 43-309 bielsko-biała, ul. sucha 32 REDAKTOR NACZELNY staNisław bubiN, s.bubiN.ladysclub@gmail.com, tel. 509 965 018 REKLAMA tel. 509 965 018, redakcja@ladysclub-magazyN.pl, www.ladysclub-magazyN.pl WSPÓŁPRACA aNNa adamus, romaN aNusiewicz, dorota bociaN, dawid cembala, edyta dworNik, magdaleNa Firlej-pruś, lucyNa grabowska-górecka, katarzyNa gros, ewa heczko, marzeNa jaNkowska, aNNa jurczyk, krzysztoF kozik, aldoNa likus-caNNoN, krzysztoF macha, krzysztoF łęcki, magdaleNa ostrowicka, pauliNa pastuszak, Natasha paVlucheNko, aleksaNdra radzikowska, krzysztoF skórka, joaNNa skorek-kopcik, dorota stasikowska-woźNiak, ewa stellmach, aNika strzelczak-batkowska, beata sypuła, wioletta uzarowicz, mikołaj woźNiak, magdaleNa wojdała, marta zdaNowska, adam zdaNowski, agNieszka zieliŃska LAYOUT paweł okulowski issN

1899–1270


REKLAMA

STOPIEŃ WYSMAŻENIA STEKÓW

DODATKI

RARE

W CENIE ZESTAWU:

MEDIUM RARE

- ziemniaki opiekane - sos pieprzowy na bazie Jack Daniels - mix salat - dip jogurtowy

very red, cool centre red, warm centre

Steak House Kamienie Lava

MEDIUM pink centre

MEDIUM WELL slightly pink centre

WELL DONE

fire-grilled throughout

DODATKI DO WYBORU: - ziemniaki opiekane tymiankowe 11 zł - pyry z gzikiem 11 zł - chleb tostowy z oliwą czosnkową 8 zł - fresh sałaty 11 zł - grillowane warzywa 11 zł - eko kiszonki 11 zł - masełko czosnkowe 6 zł - sos borowikowy 11 zł

RARE

Szanowni Goście! MEDIUM RARE

MEDIUM MEDIUM WELL

HIT

WELL DONE

Mając na uwadze Państwa komfort i poczucie indywidualności, pozostawiamy Państwu możliwość samodzielnego wyboru i komponowania dań. Poza stekami wołowymi mogą Państwo zamówić steak z łososia, tuńczyka, pstrąga czy polędwiczkę wieprzową. Życzymy smacznego i dobrej zabawy Zespół VR Prosimy o wcześniejszą rezerwację stolików pod numerem tel. 601 773 333.

 Zadowolenie Naszych Gości jest dla Nas motywacją 


Zdjęcia Magdalena Ostrowicka / www.cobraostra.pl / MUA Ewa Zalot

WYWIAD NUMERU

KWIATY XXL KTÓRE MAJĄ DUSZĘ Z JANINĄ WAWRZYNEK, WŁAŚCICIELKĄ NOWEJ FIRMY JA.DESIGN, ROZMAWIA STANISŁAW BUBIN

6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0


Proszę rozszyfrować, co kryje się pod nazwą firmy? O jakie JA chodzi?

Można ją odczytywać na wiele sposobów. Pierwszy, najprostszy: Janina i Anna. JA. Skrót od imion. Ania Sitek – projektantka i designerka – jest moją współpracowniczką od wielu lat. Świetnie się rozumiemy, nawet gdy się twórczo spieramy. Razem pracowałyśmy w mojej poprzedniej firmie, Salonie Sukien Ślubnych Gracja. Poza tym jest jeszcze drugie znaczenie tej nazwy – tymi rzeczami, które teraz robimy, znakomicie można podkreślić swoją osobowość, swoje JA. W przyszłości, po wejściu na rynek niemiecki, JA będzie miało jeszcze dodatkowe znaczenie. Po niemiecku JA oznacza TAK, więc to jest nasze tak dla nowych form, innowacyjnego wzornictwa, ciekawych rozwiązań, pomysłowości i kreatywności. Dwie literki, a tyle rozmaitych znaczeń. Krótko mówiąc – pozytywne nastawienie do siebie.

Dzisiaj, w dobie mediów społecznościowych, ma to pewien głębszy sens. Ludzie często się fotografują i podpisują zdjęcia: „ja tu”, „ja tam”, „ja na tle”... Dajemy więc możliwość fotografowania się na tle naszych artystycznych ścianek, skrzydeł i kolorowych kwiatów w rozmiarze XXL.

Firma jest młoda, istnieje krótko, od początku roku. Zaraz potem wybuchła pandemia, lecz mimo to wasz start można zaliczyć do udanych. Jest popyt na takie wyroby artystyczne?

Formalnie JA.Design istnieje od stycznia i rzeczywiście, mimo epidemii, udało nam się skutecznie zaistnieć na rynku. Wydaje się, że trafiliśmy w potrzeby. Firmy szukają sposobów, żeby podkreślić swój klimat, a zarazem wyróżnić się wśród konkurencji. Ale pewnie rozwój nie byłby tak pomyślny, gdyby nie to, że w naszych myślach i działaniach firma jest obecna od dłuższego czasu. Od 15 lat współpracujemy z dużą firmą eventową ze Śląska, współtworząc z nią warsztaty plastyczne dla dzieci i dorosłych, czasami nawet dla dwudziestu tysięcy osób z wielkich korporacji. Robimy stoiska, dekoracje, prowadzimy działania kreatywne, dużo się przy tym ucząc i zdobywając zaufanie partnera. Współpraca z SARiM Event trwa nadal. Dlaczego zdecydowała się pani pójść na całkiem nowe? Dość długo trzymała pani swój zamiar w tajemnicy...

Nie chciałam zapeszać. Poza tym co miałam mówić? Że będę robić olbrzymie kwiaty? Wolałam najpierw je zrobić, pokazać, a później poddać ocenie. Decyzja o zmianie

dojrzewała we mnie od około roku. Eventy robiliśmy przez piętnaście lat, salon Gracja prowadziłam dziesięć lat, a ponieważ jestem kreatywną duszą, zapragnęłam spróbować czegoś nowego... ...i efekt WOW został osiągnięty!

Dziękuję bardzo, rzeczywiście tak jest. Dotąd czegoś takiego nikt w Polsce nie robił. Ludzie nie wiedzieli, że można produkować kwiaty-giganty, jak żywe, wyglądające jak w naturze, tyle że o średnicy nawet dwumetrowej. W formie dekoracji, kompozycji swobodnie wiszących czy ściennych. Przy czym nie ograniczamy się tylko do kwiatów XXL. Powstają u nas także skrzydła aniołów – od olbrzymich, kilkumetrowych, po anielskie skrzydełka dla noworodków. Obecne trendy fotografii ze skrzydłami mają przypominać wszystkim zabieganym ludziom, że powinni uskrzydlać siebie i swoje marzenia, konsekwentnie dążyć do realizacji celu. Ostatnio z kilku źródeł mieliśmy pytania, czy stworzymy skrzydła dla Pegaza, trzymetrowe? Oczywiście! Reagujemy na potrzeby klientów, już myślimy o takiej konstrukcji na konia. W naszym katalogu są nie tylko kwiaty, ale też rekwizyty. Na przykład dla producentów filmowych czy teatralnych.

KWIATY XXL W FIRMIE JA.DESIGN. JANINA WAWRZYNEK I ANNA SITEK, PROJEKTANTKA I DESIGNERKA

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 7


Kto jeszcze interesuje się waszymi kwiatami i kompozycjami kwiatowymi?

Salony różnych branż, restauracje i wedding plannerki, które proponują swoim klientom nowe strefy foto. A także hotele, kliniki, butiki, które chcą od wejścia pozytywnie zaskoczyć gości, także osoby prywatne. Jednym słowem każdy, kto chciałby prezentem oczarować bliską osobę albo sprawić, żeby wnętrza jego firmy wyglądały efektownie. Pamięta pani, kto kupił pierwszy kwiat?

Oczywiście! Po sesji fotograficznej Spring Mood Magdaleny Ostrowickiej dla lutowego magazynu Lady’s Club zachwyciła się naszymi kwiatami Anna Dziubek, właścicielka marki biżuteryjnej By Dziubeka, i zakupiła trzy wielkie, gigantyczne piwonie dla jednego ze swoich salonów. Można je podziwiać w Katowicach. Inne kwiaty od nas wykorzystała do zjawiskowej sesji swojej biżuterii. Jeszcze parę lat temu takie rzeczy były niemożliwe, nie było odpowiednich materiałów. Teraz technologia i tworzywa rozwinęły się tak bardzo, że tylko wyobraźnia może stanowić ograniczenie dla waszej produkcji?...

To prawda! Sprowadzamy materiały z zagranicy. To one umożliwiają nam własnoręczne tworzenie wyrobów artystycznych w rozmiarach XXL, które można myć, bo nie są z bibuły czy papieru, tylko z pianki, która nie traci koloru. Dzięki temu dekoracje posłużą długo. PIĘKNE KWIATY W SESJI SPRING MOOD. MODELKA NATALIA CIEPLIŃSKA

W czyje potrzeby utrafiliście najbardziej?

Fotografów! Ta grupa zawodowa wciąż szuka inspiracji dla sesji ślubnych, noworodkowych, portretowych, plenerowych... Ile można robić podobnych lub takich samych sesji? Plenery nie zawsze są możliwe, choćby ze względu na pogodę, więc kiedy mistrzowie obiektywu zobaczyli na Instagramie i Facebooku nasze skrzydła oraz wielkie, piękne kwiaty, doznali olśnienia. Jest coś nowego, innego, oryginalnego! Można odejść od oklepanych wątków i pokazać piękną dziewczynę ze skrzydłami lub z różą czy z makami polnymi XXL. W ślad za tym posypały się pytania dotyczące rekwizytów bajkowych. Czy możemy zrobić róg Jednorożca i kolorową grzywę dla kucyka? Czemu nie! Słuchamy podpowiedzi, jesteśmy otwarci na wszelkie, nawet najbardziej zwariowane pomysły. Nie wiem, czy

8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

wszystkie uda się zrealizować, ale na pewno spróbujemy.

Uwagę przykuwa realizm waszych kwiatów. Są prawdziwe, jak w naturze, tyle że w megarozmiarach!

MAKI POLNE XXL. MODELKA ALEKSANDRA JURCZAK


BIAŁE I CZARNE SKRZYDŁA. MODELKI WIKTORIA FOBER I JULIA BARANOWSKA

To jedna z tajemnic naszej firmy. Nim powstaną – na przykład piwonia, chaber czy mak – fotografujemy mnóstwo kwiatów i szczegółowo analizujemy ich wygląd, budowę, kształty. Żaden element nie jest pozostawiony przypadkowi czy domysłowi, każdy jest drobiazgowo konsultowany. Nas to fascynuje. Chyba nikt bardziej niż my nie wgapiał się godzinami w róże. Nie ma sztancy czy formy, z której mogłybyśmy skorzystać, żeby uzyskać efekt jak najbardziej zbliżony do naturalnego. Szczegół ma znaczenie. Mamy jeden cel: zachwycić oglądających nasze wielkie kwiaty. Każdy płatek, liść, pręcik, każdy detal wycinany jest ręcznie. Dopiero później wszystkie elementy odpowiednio formujemy i sklejamy. Jakimi sposobami – to także pilnie strzeżona tajemnica. Do naszego know-how długo dochodziłyśmy metodą prób i błędów, żeby osiągnąć technikę gwarantującą najwyższą jakość rękodzieła. Żmudna praca, nie ma co! Komuś może się wydawać, że to takie proste...

Gdyby tak było, istniałoby wiele tego typu firm. A jesteśmy jedynym takim warsztatem artystycznym w Polsce. Na skrzydła anioła o wysokości stu czterdziestu centymetrów potrzeba około 800 piór i piórek. Każde wycinamy ręcznie, modelujemy i przyklejamy, żeby się dobrze trzymało i nie połamało w transporcie. Już w fazie tworzenia prototypu rozwiązujemy wiele praktycznych problemów. Na tym etapie myślimy o tym, jak ułatwić odbiorcom użytkowanie, konsultujemy z nimi różne kwestie. Rekwizyt – kwiat czy skrzydła – ma być efektowny, żeby na zdjęciach dobrze wyglądał, no i praktyczny, zgodny z naturą, łatwy w transporcie. Dlatego skrzydła aniołów mają konstrukcję składaną, umożliwiającą wyginanie, a kwiaty można demonto-

PRZEMYSŁOWY CZARNY ANIOŁ. MODELKA MAGDALENA KASIBORSKA, MISS POLSKI

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 9


wać, bo łodygi, liście i kwiatostany dzielą się na części. Dekoratorzy mogą je przewozić bez problemu i składać w docelowym miejscu. Odbiorcy są często zaskoczeni pomysłowymi rozwiązaniami i piszą nam słowa uznania i podziękowania. To miłe. Dzięki sklepowi internetowemu wasze kwiaty i skrzydła znane są już w całej Polsce. Pora na Europę?

Czy to są rzeczy drogie?

Fot. Mariola Glajcar

Przymierzamy się do tego, chcemy zacząć od Niemiec i Austrii. Jest zainteresowanie, zgłosiła się do nas duża firma dekorująca hipermarkety. Wysłaliśmy ofertę, czekamy na decyzję. Nasza firma, choć młoda, już dawno pozyskałaby nowe rynki, gdyby nie wirus. Zamówień mamy dużo, coraz więcej, toteż skupiamy się teraz na usprawnieniu produkcji. Wykonanie skrzydeł trwa tydzień, trzeba skrócić ten czas.

ANIOŁ. NA ZDJĘCIU BERNADETA OSAK

Pojęcie względne. Nie są dla każdego. Bukiet złożony z trzech maków polnych XXL kosztuje około tysiąc dwieście złotych. Ktoś powie: dużo. Ale jeśli się weźmie pod uwagę, ile czasu zajmuje zrobienie takich maków, ile w nich pracy ręcznej, niezwykle żmudnej, to odpowiem, że są warte swojej ceny. To produkt rękodzieła artystycznego, dopieszczony w każdym detalu, najwyższej jakości. Wykonany w 100% w Polsce, nie rozleci się zaraz po kupieniu, może być wielokrotnie przewożony, używany, czyszczony, nie straci barw, zrobi ogromne wrażenie i będzie cieszył oczy latami. Krótko mówiąc – ma duszę! Więc zapytam retorycznie: na ile można wycenić produkt z własną duszą?

To chyba nie przypadek, że pani nowa misja zaczęła się od kwiatów?

Uwielbiam kolory, lubię, gdy jest wesoło. To mój osobisty cel: wnieść barwy w życie ludzi. U nas lato trwa krótko, potem są długie miesiące, szare i jednostajne. Dobrze mieć wtedy wokół siebie kolorowe kwiaty, jak żywe. Klienci to doceniają, cieszą się, sprawia im to radość. Stworzyliśmy w naszej firmie bajeczne miejsce, gdzie każdy, kto do nas trafi, może cofnąć się w czasie i poczuć się jak Calineczka. Można też pójść w ekstrawagancję – nadać kwiatom, które nigdy nie więdną, nowe barwy?

Myślałam o kwiatach z koronki lub w kropki, na przykład na wystawy sklepowe czy pokazy mody. Wszystko przed nami, choć odbiorcy lubią naturę odwzorowaną według kolorów oryginalnych. Od skrzydeł aniołów przechodzimy teraz do fantastyki strojów w stylu cosplay. Jest zapotrzebowanie na pewną drapieżność postaci z gier komputerowych czy japońskich kreskówek. Słuchamy podpowiedzi, żeby wciąż pojawiało się coś nowego, coś, czego jeszcze nie było. Nie chcemy się zamknąć w pewnych ramach, pragniemy iść z trendami. Choć właśnie kwiaty XXL, które przyciągają wzrok i zaskakują, zachwycają i fascynują, sprawiły, że i ja odzyskałam werwę – dostałam powera. Wyszły mi te kwiaty na dobre i jestem im wdzięczna. Dziękuję za rozmowę.

KAŻDY MOŻE OCZAROWAĆ SWOICH BLISKICH SESJĄ Z KWIATAMI XXL

1 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

JA.Design Komorowicka 38, Bielsko-Biała tel.+48 535 056 707 www.ja-design.pl sklep@ja-design.pl biuro@ja-design.pl pracownia@ja-design.pl szukaj też na i


REKLAMA

MANUFAKTURA SZYKU, ELEGANCJI I JAKOŚCI Z pasją tworzymy wspaniałą odzież dla wyjątkowych kobiet. Nasza oferta, choć niewielka, obejmuje ubrania damskie i odzież dedykowaną dla kobiet w ciąży. Stawiamy na klasyczne kroje, gdyż uważamy, że siła tkwi w prostocie i ponadczasowej elegancji. Projektujemy i szyjemy troszcząc się o detale, aby nasze produkty były nie tylko piękne, lecz także najwyższej jakości.

UNIQUE

Linia odzieży damskiej skierowana do kobiet ceniących luksus w najczystszej formie. To ubrania szyte z naturalnych tkanin w limitowanych seriach. Proponujemy jedwabie, kaszmiry, wełenki i najlepszej jakości wiskozy. Czasami to wręcz pojedyncze sztuki. Tworzymy perełki, które na bieżąco pojawiają się w naszej ofercie. Każda sztuka odzieży posiada certyfikat potwierdzający jej wyjątkowość. Tkaniny naturalne to nie tylko ekskluzywność, ale także idealne dopasowanie do sylwetki i ogromny komfort noszenia.

DANICA Katarzyna Gancarz tel. +48 601 451 280 www.danicafashion.com info@danicafashion.com www.facebook.com/DanicaFashionPoland www.instagram.com/danicafashion_poland

Sp e

Serdecznie zapraszamy do naszego sklepu internetowego pod adresem www.danicafashion.com.

cj a La lnie dy d ’s la C C na 1 lub zy pr tel ca 0 % zy nic ły go ze n Ko as ra z b tow k m d La ra aso at al ag iśm az dy ba r u ’sC tow tym y yn u en lu y b. : t.

Odzież dla kobiet ciężarnych pragnących wyglądać elegancko i czuć się komfortowo w czasie szczególnych dziewięciu miesięcy swojego życia. Tworzymy głównie sukienki, gdyż dodają one nieodzownego uroku i kobiecości, a zarazem są najwygodniejszym elementem garderoby ciążowej. Wszystkie nasze kroje są specjalnie przemyślane, żeby służyły przez cały okres ciąży, a niektóre z nich także w czasie karmienia. Paniom oczekującym dziecka proponujemy także kilka modeli z linii Danica Unique. Są one tak skrojone, że idealnie dopasowują się do każdej sylwetki.


ARTYKUŁ SPONSOROWANY

ŚWIATOWE MARKI BIŻUTERII FASHION W LABIZU Salon z biżuterią to nie tylko miejsce, gdzie dokonujemy zakupu dodatków dla siebie lub bliskiej osoby na prezent, ale także miejsce, w którym możemy zasięgnąć porady dotyczącej tematyki biżuterii

– jak dobrać ją do stroju, stylu i okazji, jak trafić z prezentem w gust innej osoby, a także

– jak dbać o biżuterię,

żeby służyła nam jak najdłużej i wciąż zachwycała blaskiem.

Na mapie Bielska-Białej powstało w tym roku nowe, eleganckie miejsce, w którym możemy przenieść się w magiczny świat marek biżuterii najwyższej klasy, a także uzyskać profesjonalną obsługę doradców – sklep LABIZU w Galerii Sfera. Miejsce to znane jest od wielu lat klientom Bielska-Białej, a także całego regionu, a teraz uzyskało nową oprawę. Salon w Galerii Sfera jest drugim, obok salonu w Silesia City Center w Katowicach, sklepem tej marki. LABIZU już od ponad 10 lat łączy wyselekcjonowane, światowe marki biżuterii fashion i zegarków, oferując kolekcje takich marek, jak Nomination Italy, TI SENTO – Milano, Couer de Lion, Rebecca, Swarovski i wielu innych. W swoim asortymencie posiada również ofertę biżuterii ze złota oraz ponad tysiąc wzorów obrączek ślubnych. Biżuteria oferowana przez LABIZU jest także do nabycia w całym kraju za pośrednictwem sklepu online www.labizu.pl.

1 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0


ARTYKUŁ SPONSOROWANY

PRZYJRZYJMY SIĘ BLIŻEJ ŚWIATOWYM MARKOM BIŻUTERII FASHION, OFEROWANEJ PRZEZ LABIZU

NOMINATION ITALY powstało ponad 30 lat temu we Florencji wraz ze stworzeniem pierwszej spersonalizowanej bransoletki Composable, będącej szeregiem cennych elementów, które możemy dowolnie dobierać i układać w indywidualne kompozycje, aby jak najpiękniej wyrazić swój styl i osobowość. To bransoletka, która opowiada Twoją historię! Do produkcji biżuterii Nomination Italy używa się tylko materiałów najwyższej jakości: 18-karatowego złota, 9-karatowego różowego złota, srebra 925, stali szlachetnej, kamieni szlachetnych i półszlachetnych, a także diamentów. W ofercie marki znajduje się również szeroki wybór biżuterii fashion – zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Nomination Italy, synonim jakości, oryginalności i innowacji, to międzynarodowa marka dostępna w ponad 5000 niezależnych i 50 monobrandowych sklepach detalicznych na całym świecie, w tym w ponad 100 na terenie Polski.

TI SENTO – Milano powstało po to, aby wydobywać kobiece piękno. Biżuteria ta jest jednocześnie zniewalająca i luksusowa, ale także dostępna cenowo dla szerszego grona kobiet. Design TI SENTO – Milano nawiązuje w swoich projektach do unikalnego, mediolańskiego stylu: wyrafinowanego i zgodnego z aktualnymi trendami, ale nigdy przesadnego – podkreśla kobiecy styl i elegancję. Ponadczasowe wzory łączą się z najwyższej jakości wykonaniem. Ta biżuteria w całości tworzona jest z rodowanego srebra, z ręcznie osadzanymi kamieniami. Konceptualne myślenie marki widoczne jest w kolekcji Mix&Match. Dzięki niej można dowolnie dobierać zawieszki na kolczykach, naszyjnikach i bransoletkach.

COEUR DE LION to ponadczasowość i niemiecka precyzja wykonania. Kreacje łączą surowy, minimalistyczny design z niezwykłymi kombinacjami kolorystycznymi, dzięki czemu są jednocześnie eleganckie i ekscytujące. Zastosowanie wysokiej jakości materiałów i szczególnie precyzyjne, ręczne wykonanie sprawiają, że biżuteria jest wyjątkowo trwała. To, co piękne, powinno trwać długo. Aby to zapewnić, niemal wszystkie etapy pracy odbywają się w atelier w Stuttgarcie – od pierwszej koncepcji projektu do drobiazgowej kontroli końcowej.

REBECCA to włoska marka słynącą na rynku międzynarodowym ze swoich unikatowych kolekcji i oryginalnego designu. Projekty marki są zawsze odbiciem najnowszych trendów w modzie.

Salon LABIZU Galeria SFERA II, parter ul. Mostowa 2, 43-300 BIELSKO-BIAŁA Kontakt: bielsko@labizu.pl sklep online www.labizu.pl tel. 664 937 123

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 1 3


ARTYKUŁ SPONSOROWANY

ŻYJ ZDROWO!

– TO NASZE MOTTO

Nie każdy zdaje sobie sprawę, że o zdrowie trzeba dbać wszechstronnie, a podstawą, jak wiadomo, jest profilaktyka. U większości z nas obawy, że coś nie tak jest z naszym zdrowiem, pojawiają się z pierwszymi niepokojącymi sygnałami, jakie wysyła nasz organizm, czyli z objawami wskutek jakiejś przyczyny. Objawy można usunąć farmakologicznie, należy jednak pamiętać, że usuwając objawy – bardzo rzadko usuwamy przyczyny dolegliwości bądź choroby. T ylko holistyczne i indywidualne podejście do problemu zdrowotnego pozwala wyjaśnić przyczynę i zaproponować skuteczne rozwiązania.

O

rganizm człowieka to skomplikowana maszyneria. Komórki, z których zbudowane są wszystkie nasze narządy, ciężko pracują przez całą dobę. Aby mogły sprawnie i niezawodnie działać przez długie lata, muszą być spełnione pewne warunki. Przede wszystkim systematycznie należy usuwać z organizmu szkodliwe substancje, toksyny, metale ciężkie, które – czy tego chcemy, czy nie – wnikają do naszego organizmu. Odkładające się wolne rodniki uszkadzają słabsze komórki, powodując różne dolegliwości, a nagromadzone duże ich ilości wywołują niejednokrotnie poważne choroby. ruga bardzo ważna kwestia, pozwalająca naszemu organizmowi utrzymać wysoki poziom sprawności, to odpowiednie odżywianie – dieta dobrana indywidualnie, uwzględniająca dzienne zapotrzebowanie, naturalna suplementacja, a także codzienna dawka ruchu, właściwy relaks i odpoczynek oraz zabiegi regeneracyjne działające na organizm. Wśród najważniejszych zagadnień zdrowotnych, jakimi się zajmujemy, jest profesjonalne zdrowe odchudzanie. Odchudzanie od zawsze było jednym z najbardziej popularnych za-

1 4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Fot. Patrycja Mazurek

D

ANNA RISSMANN gadnień zdrowotnych. Być może dlatego, że otyłość i nadwaga stały się ogólnoświatowym problemem, a że niosą ze sobą szereg chorób – problem się nasila. Nasze działania w tym zakresie mają jeden cel: aby odchudzanie było bezpieczne, zdrowe

i – co ważne – bez efektu jojo. Co to znaczy? Zdrowe odchudzanie to nie tylko utrata wagi ciała, ale również wykorzystanie prawidłowej diety, zmiana nawyków żywieniowych, zmiana trybu życia, suplementacja. Wszystko to w połączeniu

z gimnastyką i aktywnością fizyczną oraz zabiegami regeneracyjnymi. Po zastosowaniu wszystkich tych wymienionych technik nasi klienci nie tylko stają się szczuplejsi, ale również zdrowsi. Dzięki dokładnemu i precyzyjnemu wywiadowi z klientem, przyjrzeniu się i przeanalizowaniu wyników badań z profesjonalnego analizatora składu ciała, nasi specjaliści – lekarze, dyplomowani zielarze, fitoterapeuci – są w stanie precyzyjnie określić przyczyny powstałych objawów, dolegliwości czy już choroby. Na tej podstawie dobierana jest nie tylko dieta czy suplementacja, ale również odpowiednia dawka ruchu i zabiegów regeneracyjnych. Nie można mówić o regeneracji i detoksykacji organizmu bez zastosowania odpowiedniej naturalnej suplementacji. W naszym Centrum Zdrowia ForMed stosujemy tylko sprawdzone i odpowiednio dobrane, najwyższej jakości mieszanki ekstraktów ziołowych, roślinnych i owocowo-warzywnych. W ziołach i roślinach leczniczych zawarte są naturalne związki chemiczne, różnie skomponowane, rozpuszczane w różnych rozpuszczalnikach – wodnych, alkoholowych, na ciepło lub na zimno, a wszystko po to, by wydobyć


ARTYKUŁ SPONSOROWANY

Terapia ta jest stosowana wśród sportowców na całym świecie, pomaga zwiększyć wydolność i wydajność organizmu, a po wysiłku fizycznym wpływa na szybszą regenerację tkanki kostnej i mięśni szkieletowych, wspomagając procesy metaboliczne. W efekcie sportowcy osiągają wyższe wyniki, a w przypadku kontuzji wracają szybciej do sprawności ruchowej. Hiperbaryczna komora tlenowa jest od lat znana i stosowana w środowisku show-biznesu jako „kapsuła młodości”, gdyż polepsza elastyczność włókien kolagenowych, co zapobiega powstawaniu zmarszczek i przyczynia się do wygładzenia tych istniejących. Daje dobre efekty we wspomaganiu leczenia trądziku i wszelkich zmian skórnych, redukuje stany zapalne i wpływa na poprawę kondycji skóry. Sesje tlenowe przynoszą doskonałe efekty terapeutyczne u dzieci z autyzmem, jak i wśród osób starszych, chorych na Alzheimera, zwiększając aktywność mózgu poprzez głębokie dotlenienie. Wspomagają pracę serca, zapobiegając zawałom mięśnia sercowego i uelastyczniają ścianki żył. Tlenoterapia hiperbaryczna nie ma większych przeciwwskazań. Doskonale sprawdza się jako

terapia wspomagająca leczenie wielu dolegliwości i chorób, przyspiesza rehabilitację po urazach ortopedycznych, przyspiesza gojenie ran. Magnetoterapia, czyli działanie polem magnetycznym na organizm, rozszerza naczynia krwionośne, przez co zwiększa się przepływ krwi, a tym samym ukrwienie narządów i komórek. Przede wszystkim układu krwionośnego, nerwowego i stawowo-mięśniowego. Wskazana jest jako wsparcie przy odchudzaniu, pobudza bowiem metabolizm komórkowy, regenerująco działa przy złamaniach, skręceniach i przy wszelkich dolegliwościach bólowych kręgosłupa, stawów biodrowych, kolanowych, bólach migrenowych, miesiączkowych i przy menopauzie. Nasze łóżka i fotele masujące w nieinwazyjny sposób regene-

Więcej informacji na

www.cmformed.pl cmformed@cmformed.pl tel. 32 131 50 55 ul. Kościuszki 205 40-525 Katowice

rują kręgosłup, pobudzają komórki, poprawiają metabolizm i relaksują. Masaż odbywa się ruchami ugniatająco-rozcierającymi, przesuwającymi się wzdłuż ciała, a urządzenia emitują dodatkowo promienie podczerwone, co działa przyjemnie rozgrzewająco na skórę. Drgania membrany przy wibromasażu odbierane są przez czuciowe zakończenia nerwowe, w wyniku czego poprawia się ruchomość mięśni, stawów, następuje lepsze ukrwienie, tkanki są lepiej odżywione i szybciej zregenerowane. Poprawia się również metabolizm i wygląd skóry. To wszystko jest dla Państwa dostępne w naszym Centrum Zdrowia ForMed. Zapraszamy do kontaktu! ANNA RISSMANN Prezes Zarządu

N a do has ko ło – na 1 ńc Lad na 5% a 2 y’s sz zn 02 Cl u e us iżk 0 r. b łu i gi !

z roślin i ziół to, co najcenniejsze i najzdrowsze dla organizmu. Ekstrakty roślinne, przetworzone w laboratoriach z zachowaniem najwyższej jakości składu, zawierają ogromne dawki witaminy C, flawonoidy, polifenole, antyoksydanty, antycyjany i są właśnie tym koniecznym budulcem i paliwem dla komórek. Przede wszystkim oczyszczają organizm, likwidują wolne rodniki, podnoszą odporność, uelastyczniają i wzmacniają ściany naczyń, pobudzają produkcję kolagenu w organizmie, regulują ciśnienie, obniżają stężenie cholesterolu i cukru we krwi. Są prawdziwą, naturalną bombą witaminowo-odżywczą, pobudzająca organizm do regeneracji. Regeneracja organizmu może odbywać się również dzięki zastosowaniu specjalistycznych zabiegów tlenoterapii hiperbarycznej, magnetoterapii, masażu mechanicznego i wibroterapii. Tlenoterapia w komorze hiperbarycznej – ta metoda wykorzystuje lecznicze właściwości wysokoprocentowego tlenu pod zwiększonym ciśnieniem. Odbywa się ona w przenośnej komorze o miękkich ściankach, zaprojektowanej tak, aby zapewnić komfortową pozycję siedzącą, jak i leżącą. Tlenoterapia jest wykorzystywana wszechstronnie z ukierunkowaniem na właściwą profilaktykę zdrowia człowieka, działa regenerująco na każdą komórkę naszego organizmu, a dotleniona komórka to komórka zdrowa, przez co również nasz organizm jest zdrowszy. Regularnie stosowana hiperbaryczna terapia tlenowa poprawia przepływ krwi w mózgu, dzięki czemu zwiększa się zdolność zapamiętywania i koncentracji. Przynosi korzyści w łagodzeniu objawów stresu, przewlekłego zmęczenia, napięcia psychicznego, spadku nastroju i uśmierza silne bóle migrenowe.


ARTYKUŁ SPONSOROWANY

Fot. Materiały prasowe

ŻYWIENIE

W CHOROBACH NEURODEGENERACYJNYCH (choroba Parkinsona, choroba Alzheimera)

Dieta osób chorujących na choroby neurodegeneracyjne powinna być racjonalna, zgodna z zasadami żywienia osób starszych. Musi dostarczać odpowiednią ilość energii i składników odżywczych, aby nie doszło do niedo borów. W podeszłym wieku mogą zachodzić zmiany w fizjologii przewodu pokarmowego, powodujące zmniejszo ne wchłanianie i problemy z trawieniem, połykaniem czy gryzieniem. Konsystencję posiłków należy dostosować do stanu zdrowia chorego.

C

horoby neurodegeneracyjne charakteryzują się postępującym uszkodzeniem komórek układu nerwowego. Prawidłowe żywienie łagodzi dolegliwości i zmniejsza nasilenie objawów, a także poprawia skuteczność działania leków. Najczęściej występującą chorobą neurodegeneracyjną jest choroba Alzheimera – stanowi 50‒70% przypadków tego rodzaju schorzeń mózgu. Przyczyny jej powstawania i mechanizmy nie są do końca poznane. Prowadzi do utraty lub znacznego upośledzenia mowy, zdolności oceny sytuacji, pamięci, rozumienia i liczenia, orientacji czy myślenia. Występowanie choroby Alzheimera wzrasta zwłaszcza po 75. roku życia.

1 6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Z kolei choroba Parkinsona, podobnie jak Alzheimer, dotyczy już pacjentów po 50. roku życia. Mężczyźni chorują na nią częściej niż kobiety. Charakteryzuje się postępującymi zaburzeniami ruchowymi i pozaruchowymi. Do zaburzeń ruchowych należą spowolnienie, sztywność i drżenie. Objawy pozaruchowe obejmują zaparcia, zaburzenia węchu, funkcji poznawczych, zmiany nastroju, a nawet depresję.

BARBARA WALA

OGÓLNE ZASADY ŻYWIENIA Posiłki powinny być spożywane regularnie 4‒5 razy dziennie, uwzględniając trzy posiłki główne – śniadanie, obiad i kolację oraz jedną-dwie przekąski. W skład głów-


Fot. Ornamin

nych posiłków powinny wchodzić produkty zbożowe z pełnego ziarna (chleb razowy, makarony i mąki pełnoziarniste, naturalne płatki zbożowe, kasze, ryż brązowy, otręby), różnokolorowe warzywa i/lub owoce oraz produkty zawierające białko pełnowartościowe, jak mleko, sery twarogowe, jogurty, kefiry, ryby i chude mięso. Należy również zwrócić uwagę na spożywanie nasion roślin strączkowych (bób, ciecierzyca, groszek, fasola, soja, soczewica). Spożywanie produktów o wysokiej zawartości błonnika, czyli z pełnego ziarna, a także nasion roślin strączkowych, dodatkowo regularne spożywanie warzyw i owoców zmniejsza ryzyko występowania zaparć. Wraz ze wzrostem błonnika w diecie powinno wzrosnąć spożycie napojów – głównie wody, gdyż włókna pokarmowe pęcznieją wchłaniając wodę, co poprawia pasaż jelitowy i ułatwia wydalanie niestrawionych resztek.

SPECJALNE NACZYNIA FIRMY ORNAMIN DLA PACJENTÓW Z PARKINSONEM

WAŻNE SKŁADNIKI W DIECIE Tłuszcze W chorobach neurodegeneracyjnych dużą rolę odgrywają jednonienasycone kwasy tłuszczowe, których źródłem są oliwa, olej rzepakowy i awokado, a także wielonienasycone kwasy tłuszczowe – EPA i DHA, których dostarczają tłuste ryby morskie, jak łosoś, makrela, dorsz, tuńczyk czy śledź. Wielonienasycone kwasy tłuszczowe mają szczególne znaczenie we wspomaganiu leczenia choroby Alzheimera i choroby Parkinsona – działają przeciwzakrzepowo, przeciwzapalnie i regulują ciśnienie tętnicze krwi. Mogą wspomagać procesy zapamiętywania, uczenia się i radzenia sobie ze stresem. Badania dowodzą, że spożywanie tłustych ryb morskich częściej niż 2 razy w tygodniu obniża ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera aż o 60%. Antyoksydanty Do tej grupy zaliczamy między innymi witaminę C, glutation, karotenoidy, flawonoidy, tokoferole i koenzym Q10. Ich główną rolą jest zwalczanie wolnych rodników,

Fot. Senior Living

ARTYKUŁ SPONSOROWANY

CHORZY NA PARKINSONA I ALZHEIMERA POWINNI JEŚĆ REGULARNIE 4-5 RAZY DZIENNIE

które powodują uszkodzenia komórek i tkanek. Źródłem β-karotenu są przede wszystkim żółte i pomarańczowe owoce (marchew, brzoskwinie, papaja, pomidory) oraz warzywa liściaste, w tym kapusta. Witaminę C znajdziemy w natce pietruszki, dzikiej róży, porzeczkach, cytrusach, papryce i szpinaku, a witaminę E w olejach słonecznikowym i rzepakowym, kiełkach pszenicy i orzechach. Źródłem polifenoli są fioletowe i czerwone warzywa i owoce, zwłaszcza owoce jagodowe, winogrona i herbata. Koenzym Q10 występuje w chudym mięsie i rybach, brokułach, kiełkach pszenicy i orzechach ziemnych. Witaminy z grupy B Konieczne jest pokrycie zapotrzebowania dziennego na witaminę B6, B12 i kwas foliowy, aby zapobiec zwiększonemu stężeniu homocysteiny we krwi. Aminokwas ten działa niekorzystnie na układ nerwowy, uszkadzając budujące go komórki – neurony, a także przyczynia się do rozwoju chorób serca, szczególnie miażdżycy. Homocysteina powstaje z przemiany metioniny, która znajduje się w białku zwierzęcym, dlatego nie zaleca się spożywania w nadmiarze tych produktów. Witamina B6 występuje między innymi w otrębach pszennych, orzechach, drożdżach i nasionach roślin strączkowych. Źródłem witaminy B12 są jedynie produkty pochodzenia zwierzęcego (głównie wątroba, nerki, żółtko jaja), a kwas foliowy występuje w zielonych warzywach liściastych, produktach pełnoziarnistych i warzywach strączkowych. AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA Osoby z chorobami Alzheimera i Parkinsona nie powinny rezygnować z aktywności fizycznej, lecz konieczne jest dostosowanie wysiłku do stanu pacjenta, jego możli-

wości i potrzeb. Umiarkowana aktywność fizyczna korzystnie wpływa na organizm, pozwala dłużej zachować sprawność, zapobiega zmniejszaniu się masy kostnej, przeciwdziała sztywnieniu mięśni i stawów oraz zapobiega rozwojowi innych chorób przewlekłych, na przykład cukrzycy, osteoporozy czy chorób układu krążenia. Zaleca się wykonywanie ćwiczeń fizycznych uzgodnionych z rehabilitantem lub lekarzem, przynajmniej 30‒40 minut przez większość dni w tygodniu. LEWODOPA Pacjenci z chorobą Parkinsona często stosują lewodopę, skuteczny naturalny aminokwas, lek zażywany na czczo około 30 minut przed śniadaniem lub 1,5‒2 godz. po posiłku. Przy lewodopoterapii zaleca się nie przekraczać dziennego limitu spożycia białka, szczególnie zwierzęcego, które ogranicza wchłanianie tego leku. Najlepiej, gdy produkty bogatobiałkowe są równomiernie rozłożone między poszczególne posiłki lub spożywane w drugiej połowie dnia.

Autorka jest dietetykiem w Centrum Dietetycznym Naturhouse przy ul. Gazowniczej 1 w Bielsku-Białej tel. 504 160 442 www.naturhouse-polska.pl bielsko.gazownicza @naturhouse-polska.pl

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 1 7


NASZ WIEK XXI

POMÓWMY O PIENIĄDZACH

Czy kobiety bardziej niż mężczyźni martwią się o pieniądze? A w ogóle czy potrafią o pieniądzach rozmawiać? I czy mają ambicje zarabiać duże pieniądze? Chciałabym dowiedzieć się, jak długo jeszcze kwestia „kobiety a pieniądze” będzie uważana za niezręczny temat... PRZEZ WIĘKSZĄ CZĘŚĆ HISTORII nie wolno nam było mieć własnych pieniędzy. To my byłyśmy pieniędzmi. Naszą walutą były uroda, siła, zdrowie, zdolność do zapewniania potomków i przedłużania rodu. Ponieważ nie wolno nam było ani posiadać, ani dziedziczyć majątku, naszą ścieżką ku bezpieczeństwu finansowemu byli mężczyźni. Im lepiej opanowałyśmy sztukę czułości i opiekuńczości, tym bardziej byłyśmy atrakcyjne. Prawo i zwyczaje uzależniały nas od mężczyzn, instytucji czy rodzin. Robiłyśmy co mogłyśmy, żeby zapewnić bezpieczeństwo sobie i dzieciom.

KWESTIA POSIADANIA WŁASNYCH PIENIĘDZY staje się dla kobiet pilna i konieczna. To wielka sprawa pokonać tak ol-

1 8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

DOROTA BOCIAN brzymią przestrzeń w ciągu zaledwie kilku dziesięcioleci – od całkowitej zależności i bierności finansowej do samowystarczalności. W latach 50. ubiegłego wieku liczba kobiet zarabiających więcej niż ich mężowie była tak niewielka, że nawet nie zbierano tych danych. Jednak 50 lat później mnóstwo kobiet zarabia więcej od swoich mężów i ta liczba rośnie każdego roku. Robimy to, dźwigając nadal na barkach większość obowiązków rodzinnych lub będąc jedynymi żywicielkami rodziny. Wpadłyśmy w jakąś dziwną pętlę – realia ekonomiczne zmieniły się szybciej niż nasze oczekiwania i nasza tożsamość. Doświadczamy już od dość dawna niezależności finansowej, ale stare

MOŻEMY PEŁNIĆ ROLĘ jedynej żywicielki rodziny, możemy być na utrzymaniu męża albo gdzieś pośrodku. Rzadko wybieramy tylko jedną rolę społeczną, często przełączamy się pomiędzy nimi. Próbujemy godzić ze sobą sprzeczne tożsamości – z przekonaniem, że nie postępujemy właściwie. Tę świadomość pogarszają jeszcze nasze mieszane uczucia wobec pieniędzy. Narasta konflikt pomiędzy rolami społecznymi i samooceną. Stajemy często przed trudnymi wyborami pomiędzy rodziną (potrzebą miłości) a koniecznością posiadania wysokiego dochodu. Nie wiemy, jakie mamy być: kobiece czy bardziej męskie,

Fot. ARC

PO WOJNIE ŚWIATOWEJ PRZEŻYŁYŚMY ZMIANĘ ról społecznych, niezależnie od tego, czy brałyśmy aktywny udział w ruchu feministycznym, czy nie. Prosty fakt, że kobiety zaczęły zyskiwać niezależność finansową i status porównywalny z mężczyznami wystarczył, by stary model ekonomiczny całkowicie stanął na głowie. Realia życiowe i finansowe kobiet uległy zmianie, ale do dziś niespecjalnie zmienił się sposób, w jaki same patrzyłyśmy na siebie. Jak oceniamy się jako kobiety? Jak postrzegamy swoją zaradność finansową? W tej kwestii wciąż jeszcze znajdujemy się w początkowym stadium olbrzymiej zmiany ról. Stąd poczucie dezorientacji, a konsekwencją dezorientacji są niepokój, kryzys tożsamości, depresje.

zachowania nie odeszły do lamusa i uparcie nie chcą odejść. Nie wyrażamy dumy z pieniędzy, jakie zarabiamy. Milczymy. Boimy się utracić nie tylko kobiecość, lecz również moralność, na której opieramy nasze niematerialne poczucie tożsamości. Utknęłyśmy pomiędzy dwoma systemami wartości. Z jednej strony tłumaczy się nam, że pieniądze trzeba mieć i wydawać w mądry sposób, a także oszczędzać. Z drugiej strony, pośrednio i bezpośrednio, poucza się nas, że mamy być miłe, opiekuńcze i dobrze żyć z innymi. Nadal więc w mniejszym stopniu obracamy się wokół pieniędzy, a w większym wokół życiowych, emocjonalnych związków, bo nam, kobietom, do szczęścia potrzebne są związki emocjonalne. Boimy się stracić miłość rodziców, partnerów, mężów. Cały czas próbujemy zadowalać wszystkich dookoła siebie: szefów, partnerów, mężów, braci.


Fot. Pexels.com

twarde, zdecydowane? Czy mamy być troszkę zależne czy całkowicie niezależne? Jeżeli postawimy na karierę, to któregoś dnia możemy stracić pracę lub firmę i nic nam nie pozostanie. Jeżeli postawimy na dzieci – one kiedyś opuszczą gniazdo, a mąż może znaleźć sobie „nowszy model”. W życiu kobiety zawsze pojawia się chwila, kiedy musi wziąć w ręce swoje finansowe losy. Niektóre kobiety robią to wcześniej i samodzielnie, wiele czeka aż życie samo przyniesie wielkie zmiany. W każdym z takich trudnych momentów w grę wchodzą pieniądze. To one sprawiają, że musimy krytycznym okiem popatrzeć na nasze podejście do finansów. I zdecydować. JEŚLI ZAPYTASZ KOBIETĘ, co naprawdę ją określa, rzadko kiedy w odpowiedzi pojawią się pieniądze. Jeśli jednak zapytasz ją, jakie są jej największe zmartwienia – pieniądze w odpowiedzi pojawią się zawsze. Autorka prowadzi projekt Sensitive & More – Coaching Osób Wysoko Wrażliwych. Dzieli życie i pracę między Polskę a Włochy.

KOBIETY RZADKO KIEDY GŁOŚNO WYRAŻAJĄ DUMĘ Z ZARABIANYCH PRZEZ SIEBIE PIENIĘDZY REKLAMA

SKUTECZNE KOREPETYCJE I KURSY Poznaj najbardziej efektywne techniki uczenia KURSY ÓSMOKLASISTY KURSY MATURALNE KURSY POPRAWKOWE KOREPETYCJE: WSZYSTKIE PRZEDMIOTY EDUKACJA DOMOWA WAKACYJNE KURSY JĘZYKOWE NAUKA W TRYBIE OFFLINE I ONLINE

Tylko u nas PIERWSZA LEKCJA ZA DARMO!

EDUN Korepetycje Bielsko-Biała ul. Barlickiego 11/2 (I piętro) 43-300 Bielsko-Biała

tel. +48 33 300 32 64, +48 666 600 610 www.edun.pl/oddzial-bielsko-biala.html

bielskobiala@edun.pl

Dla Czytelników na hasło Lady's Club 50 zł rabatu


INTERNET

NARZĘDZIE ZDALNEJ PRACY jak wykorzystać Google Drive

Czy standardowy pakiet MS Office odchodzi do lamusa? Jakie są możliwości Dysku Google i co możemy dzięki niemu tworzyć? Jak najefektywniej współdzielić pliki z innymi osobami? Odpowiedzi na te pytania poznasz już teraz.

O

2 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

chowywać pliki na swoich serwerach, synchronizować je na różnych urządzeniach i udostępniać”.

Fot. Łukasz Bera

kres izolacji pokazał, jak wiele firm w Polsce potrafi dostosować się do warunków pracy zdalnej. Oczywiście nie we wszystkich rodzajach działalności było to możliwe, natomiast tam, gdzie takie rozwiązania wchodziły w grę, większość poradziła sobie znakomicie. Jednocześnie na popularności zaczęły zyskiwać rozwiązania chmurowe Google, głównie ze względu na szerokie możliwości współdzielenia i edycji plików. Jest to znacznie bardziej efektywne rozwiązanie, niż korzystanie z pakietu Office i przesyłanie plików jako załączników do e-maili. Definicja podana przez Google jest skompresowana i w jasny sposób określa możliwości dysku: „Dysk Google (ang. Google Drive) – usługa do przechowywania i synchronizacji plików stworzona przez Google. Uruchomiona 24 kwietnia 2012 r. Dysk Google pozwala użytkownikom prze-

JOLANTA KUBATEK

OD CZEGO ZACZĄĆ? Jeśli nie masz konta Google (wystarczy skrzynka mailowa Gmail), musisz je założyć. Trzeba wejść na stronę https://accounts. google.com i postępować zgodnie z prostymi instrukcjami. Po zalogowaniu będziesz mieć dostęp do wszystkich usług i produktów, które udostępnia Google. Co istotne, każdy użytkownik otrzymuje bezpłatnie 15 GB miejsca na dysku (Google oblicza tę wartość sumarycznie: dane z Gmaila, Dysku Google i zdjęć Google, które przechowuje w chmurze). To spora przestrzeń do codziennego użytku, do której możesz dodać także członków rodziny czy współpracowników, natomiast jeśli potrzebujesz jej więcej – możesz przejść


na wersję płatną, do Google One. Tutaj masz kilka opcji do wyboru: • 100 GB za 89,99 zł rocznie; • 200 GB za 139,99 zł rocznie; • kilka jeszcze większych pakietów. DOKUMENTY, ARKUSZE KALKULACYJNE I PREZENTACJE Wiele osób obawia się, że dokumenty i arkusze Google to coś nowego, na czym nie będą potrafili pracować. Nic bardziej mylnego! Jeżeli potrafisz używać MS Word, Excel, czy PowerPoint, doskonale odnajdziesz się w plikach Google. Poznaj nazwy podstawowych elementów: • MS Word = Dokumenty Google • MS Excel = Arkusze Google • MS PowerPoint = Prezentacje Google Dodatkowo każdy plik możesz utworzyć jako pusty dokument lub przygotować szablony, z których będziesz korzystać częściej (może to być na przykład wzór papieru firmowego). Możliwości jest znacznie więcej, spójrz na poniższą listę: • Formularze Google. Możesz utworzyć formularz lub ankietę bezpośrednio z poziomu swojego dysku, bez konieczności używania innych, płatnych narzędzi. Link do ankiety przesyłasz do kogo chcesz, czy to do pracowników, czy do klientów. • Rysunki Google; • Moje Mapy Google; • wiele zaawansowanych opcji, łącznie z podłączeniem innych aplikacji Nie obawiaj się o bałagan – zachowasz porządek na dysku, tworząc foldery z możliwością ich filtrowania. OPCJE EDYCJI I UDOSTĘPNIANIA Mnogość plików przesyłanych poprzez e-mail może czasami przytłaczać. Zwłaszcza jeśli pracujesz na dokumentach z innymi osobami, pracownikami, partnerami. Dodatkowo każda skrzynka mailowa posiada ograniczenia odnośnie wielkości wiadomości i przesyłanych przez nią plików. Problematyczne jest na przykład przesyłanie mailem prezentacji PowerPoint, która sporo waży – im więcej w niej zdjęć i grafik. Edycja Każdy plik można edytować w kilku trybach: • bezpośrednie edytowanie dokumentu – zmiany są możliwe do przejrzenia z poziomu historii edycji pliku; • sugerowanie zmian, przydatna opcja gdy chcemy mieć kontrolę nad tym, jakie

ABY AUTOMATYCZNIE ZSYNCHRONIZOWAĆ PLIKI NA WIELU URZĄDZENIACH, KORZYSTAJ BEZPIECZNIE Z APLIKACJI GOOGLE DRIVE

zmiany w pliku wprowadził ktoś inny; wszelkie modyfikacje zostaną od razu wyświetlone w innym kolorze; • wyświetlanie, czyli przeglądanie ostatecznej wersji dokumentu. W każdym momencie do dokumentu można dodawać komentarze, a nawet prowadzić dyskusję. Udostępnianie Określasz, kto może udostępniać, pobrać, kopiować, edytować czy drukować plik. Wystarczy kliknąć przycisk w prawym górnym rogu dokumentu „Udostępnij”, aby zobaczyć dwie opcje: dodajesz adresy mailowe osób, którym udostępniasz plik, bądź kopiujesz link do udostępnienia, który możesz przesłać e-mailem lub za pomocą wybranego komunikatora. Aby uniknąć problemów z otwieraniem plików, adresy mailowe powinny znajdować się w domenie Gmail, wówczas każda z osób będzie mogła otworzyć/edytować plik z poziomu Dysku Google. Z doświadczenia wiem, że lepiej nie udostępniać pliku od razu z uprawnieniami do edycji, zwłaszcza jeśli jest to ważny dokument i chcesz mieć nad nim pełną kontrolę (chyba że poprosisz odbiorcę od razu o włączenie trybu sugerowania zmian, a nie edycji bezpośredniej). Jeśli odbiorca będzie chciał dokonać zmian, będzie widział od razu z poziomu pliku opcję wysłania prośby o nadanie możliwości edytowania, a ty ją zobaczysz. Co więcej, nie musisz informować osobno, że udostępniłeś komuś plik, ponieważ otrzyma on automatycznie powiadomienie mailowe. FORMATY PLIKÓW I MOŻLIWOŚCI Każdy plik możesz zapisać w kilku formatach po to, aby odbiorca, do którego przesyłasz zawartość mógł go otworzyć na swoim

komputerze czy w mailu bez konieczności posiadania Dysku Google. Dokument możesz pobrać jako Word, Open Document (.odt), plik .pdf, zwykły tekst (.txt), EPUB. Podobnie arkusz kalkulacyjny czy prezentację. Bezpośrednio z poziomu pliku jest kilka dodatkowych opcji, takich jak przesłanie w formie załącznika do e-maila, publikacja w internecie, czy przeniesienie do innego folderu na Dysku. Z kolei Praca w trybie offline to udogodnienie w sytuacji, kiedy wystąpią problemy z połączeniem internetowym, zasięgiem sieci. W tym trybie możesz korzystać z plików na telefonie, tablecie, a nawet w samolocie. Tą opcję wybierasz bezpośrednio z poziomu danego pliku. I gotowe! *** Google Drive stał się narzędziem codziennej pracy w wielu firmach, w których zastąpił płatny od każdego stanowiska pracy pakiet Microsoft Office, dostarczając o wiele więcej możliwości. Nawet w sytuacji kradzieży laptopa dane są bezpiecznie przechowywane w chmurze, a nie na dysku komputera, a to zdecydowanie najbardziej istotna zaleta tego rozwiązania.

JOLANTA KUBATEK

Marketing manager z praktyką trenerską i konsultacyjną w firmach i korporacjach od 2006. Pomaga firmom zaistnieć w internecie i social mediach, wspiera rozwój rynkowy. Wiedzę zdobywała w Bielskiej Wyższej Szkole im. J. Tyszkiewicza, Wyższej Szkole Ekonomiczno-Humanistycznej i krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej, gdzie ukończyła studia podyplomowe z zakresu digital marketingu. Więcej na stronie www.fasteps.pl.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 2 1


RECENZJA

TWARDE LĄDOWANIE ADAM ZDANOWSKI

U

Asia Argento. Tak nazywa się kobieta współwinna tego, że do powieści z napisem „kobiecy thriller ” podchodzę jak do jeża. Druga, która dołożyła swoja cegiełkę, to Amber Heard, znana głównie z tego, że była żoną Johnny'ego Deepa. Te panie to tylko dwie z całej galerii postaci, które dla sławy, lansu, poklasku i pieniędzy upodliły, zniszczyły i przyczyniły się do trywializacji ważnych społecznie problemów przemocy (nie tylko seksualnej ) wobec kobiet. Panie zapomniały o starej prawdzie, że rewolucja pożera w pierwszej kolejności swoje dzieci.

lało mi się trochę, ale nie trawię głupoty i przesady. Ulało mi się, bo taką – toutes proportions gardées – przesadą popisała się Julie Clark, autorka zapowiadanej jako bestseller powieści kryminalnej Ostatni lot. A miało być tak pięknie, jak śpiewał Kuba Sienkiewicz. Polska premiera na trzy tygodnie przed oficjalną światową, wysyp znakomitych rekomendacji, ochy i achy blogerek, mnóstwo frapujących zapowiedzi. Nieomal Breaking Bad i House of Cards w jednym. To moja podszyta ironią propozycja blurba, lecz oddajmy wpierw cesarzowej (Clark) co cesarskie. Intrygę kupiłem! Idealna Claire, związana z idealnym mężem z rodziny o koneksjach politycznych, niczym z klanu Kennedych, wiedzie idealne życie bohaterki pierwszych stron Vanity Fair. Jednak już od czasów epokowego odkrycia kobiety z pieńkiem z malowniczego Miasteczka Twin Peaks wiadomo, że rzeczy nie są takimi, jakimi się wydają, więc i tym razem nie są. Mąż Claire, Rory, absolwent Ivy League (elitarnego uniwersytetu amerykańskiego z tzw. Ligi Bluszczowej), obiekt nocnych westchnień wszystkich panien ze Wschodniego Wybrzeża i dziennych marzeń ich rodzin, okazuje się żałosnym, apodyktycznym szowinistą i psychopatą, a jego ludzie śledzą, nadzorują i kontrolują każdy ruch Claire. W tym czasie na Zachodnim Wybrzeżu nieciekawe życie wiedzie dużo mniej idealna Eva. Trzydziestokilkuletnia kelnerka z Berkeley zapowiadała się na niezłego chemika. Drzwi do jej kariery naukowej stały otworem, szerokim niczym Golden Gate, cóż, kiedy obdarzyła uczuciem przystojnego, lecz głupawego gwiazdora uniwersyteckiej drużyny futbolowej, który na dodatek okazał się nielojalną świnią, więc to ją – nie jego – relegowano z uczelni. Ponieważ w przyrodzie

2 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

nic nie ginie, jej talenty do odczynników i mieszania substancji zostały dostrzeżone i wykorzystane przez skądinąd przystojnego Dexa. Gwoli ścisłości należy dodać, że układ był uczciwy i konto Eve pęczniało w imponującym tempie, a praca kelnerki stanowiła wygodną przykrywkę. Wtedy pojawił się ten trzeci. Ach, ci faceci!... Obie panie, Claire i Eve, zapragnęły więc zmiany, obie przygotowały precyzyjne plany, które skończyły się jak lądowanie pułkownika Moralesa, wyczekiwanego przez Siarę i Wąskiego na podwarszawskich łąkach. Przypadek (prawie przypadek) sprawił, że panie spotkały się w lotniskowym barze, gdzie wymieniły się kartami pokładowymi. Claire miała polecieć jako Eva do Oakland, a Eva do Portoryko jako Claire. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem – nikt nie odkryłby prawdy, a one zostawiłyby przeszłość za sobą i zaczęły nowe życie. Lecz przebiegły los spowodował, że tylko jeden z samolotów dotarł na miejsce przeznaczenia... Ostatni lot naprawdę dobrze się czyta. Akcja rozwija się wartko, naprzemiennie prowadzone wątki z retrospekcjami pobudzają ciekawość i wprawiają czytelnika w dobrze znany maniakom czytania stan, definiowany jako „jeszcze tylko ten jeden rozdział”. Przyznaję, świt mnie zastał przy lekturze, bo po ludzku byłem ciekaw, jak się to skończy. I nawet nie przeszkadzał mi w czytaniu sposób przedstawiania mężczyzn – wyłącznie jako skończonych idiotów, mizoginów albo skupionych na sobie egoistów. Przypuszczam, że taki punkt widzenia wynika z osobistych przeżyć autorki, która w ten sposób odreagowuje jakieś przykrości, odpłacając się brzydkiej płci pięknym za nadobne. Inna rzecz, że stało się to chyba cechą tego typu literatury pisanej przez ko-

biety – głównie dla kobiet. To mi jednak, jak mówię, nie przeszkadzało, lecz nie mogę tego, niestety, powiedzieć o zakończeniu. Nie zdradzę szczegółów – z szacunku dla tych, którzy dopiero mają lekturę Ostatniego lotu przed sobą, ale końcówka książki to porażka. Łopatologia i manipulacja w najczystszej postaci jako żywo przywodzące na myśl wspomnianą Asię Argento. Może jestem przewrażliwiony, ale tak jak z czystym sumieniem mogę rekomendować Ostatni lot jako świetny thriller i dobrą rozrywkę, tak równie szczerze zachęcam do pominięcia końcowego rozdziału. A każdy i tak zrobi co zechce.

Julie Clark, Ostatni lot (oryg. The Last Flight). Wydawnictwo Muza, czerwiec 2020. Str. 448. Przekład Paweł Wolak.


TRENDY 2020/2021

MAKIJAŻ W CZASIE PANDEMII Z IWONĄ CZARNOTĄ, WIZAŻYSTKĄ MIESZKAJĄCĄ NA STAŁE W RZYMIE, ROZMAWIA AGNIESZKA ZIELIŃSKA

Jakie są jesienne trendy w makijażu w czasie pandemii? Jak zadbać o ładny wygląd?

Co dla pani jest najtrudniejsze w dobie koronawirusa, wzbudza największe obawy?

Świat się zmienia, a my razem z nim. Jesteśmy źli, że musimy podążać za zmianami, dostosowywać swoje przyzwyczajenia, działania i myśli do epidemii.

Fot. Gianfranco Lovisolo

Makijaż jesień/zima 2020/2021 to zdecydowany efekt GLOW. W najnowszych trendach rezygnujemy z klasycznej czerwieni na rzecz zgaszonych odcieni na ustach, na przykład śliwkowych czy wiśniowych. Zmienia się również sposób nakładania pomadek. Koniec z idealnie wyrysowaną konturówką. Granice ust powinny być lekko roztarte palcem. Całe oko będziemy obrysowywać czarną kredką, by nadać spojrzeniu nieco mrocznego charakteru. Do roli głównej awansują metaliczne cienie do powiek. Na bok odchodzą kryjące, matujące podkłady. Na pierwszy plan wysuwają się świetlistość i promienny wygląd. Takie wykończenie zapewni nam krem BB lub lekki podkład o właściwościach nawilżających. Bez rozświetlacza nie uzyskamy efektu GLOW. Nakładamy go na kości policzkowe, pod łuk brwiowy i na czubek nosa. Róż oczywiście powinien być dobrany do karnacji. Delikatnie nakładamy go na policzki. Rzęsy tuszujemy maskarą pogrubiającą. Usta powinny być podkreślone pomadką w neutralnym odcieniu. W dobie COVID-19 i obowiązkowych maseczek szczególnie dbajmy o peeling, oczyszczanie, tonizowanie, nawilżanie skóry na co dzień. Nie zapominajmy o stosowaniu – raz-dwa razy w tygodniu – maseczek dobranych do kondycji i potrzeb skóry, które przyczyniają się do zdrowego, pięknego wyglądu. Zachęcam do korzystania z profesjonalnych porad kosmetyczki, która zbada skórę i zleci odpowiednie zabiegi pielęgnacyjne.

IWONA CZARNOTA

Narastają nerwowa atmosfera, niepewność jutra. Ludzie boją się, czy będą mieli pracę, za co tu przeżyć? To jest też czas na zastanawianie się, co naprawdę w życiu jest najważniejsze. Gdy wyścig po pieniądze,

sławę, karierę przegrywa z walce z chorobą, trudno uniknąć refleksji nad przemijaniem. Dla mnie najtrudniejsze są brak bliskości, dotyku dłoni, pożegnania najbliższych, którzy odeszli w samotności.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 2 3


Fot. Piotr Łukasik PRZYKŁADY EFEKTU GLOW, NAJMODNIEJSZEGO MAKIJAŻU W SEZONIE JESIEŃ/ZIMA 2020/2021. NA ZDJĘCIACH MODELKI SANDRA, MAGDA I NATALIA

2 4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0


REKLAMA

Trzeba bać się podróżowania?

Bezpieczna podróż wydaje się wyzwaniem – bez względu na to, czy to wyjazd służbowy, czy wakacyjny. Z pomocą przychodzą aplikacje z interaktywnymi mapami, które są bazą wiedzy o wszystkim, co wiąże się z przebywaniem w danym kraju i wymaganych procedurach bezpieczeństwa. Każdy, kto planuje podróż, powinien korzystać z takich map. Przygotowania do wyjazdów zmieniły się diametralnie. Musimy mieć też świadomość, że wjeżdżając do danego kraju możemy mieć problem z planowanym wyjazdem. Powrót może być trudny z powodu nagłej zmiany reguł przebywania na danym terytorium. Zmieńmy temat. Zaskoczę panią: czym jest starość w show-biznesie?

Show-biznes nie lubi starości, panuje w nim kult młodości. Wśród gwiazd nie brakuje takich, które gotowe są poddać się każdemu zabiegowi, by choć na chwilę zatrzymać młodość. W tym świecie jest wyjątkowa presja na to, by jak najdłużej pozostać pięknym i młodym. Wśród gwiazd kina o starości mówi się: Tak, owszem, ale tylko na potrzeby roli, jedynie w scenariuszu filmowym. Na szczęście nie wszyscy tak rozumują. Są tacy, którzy nie wstydzą się swojego wieku. Osobiście uwielbiam i podziwiam dwie wyjątkowe osobowości – dojrzałą piękność, starzejącą się z klasą, czyli Helenę Norowicz, i kobietę o niezwykle wypielęgnowanej cerze, Magdę Gessler, którą miałam przyjemność poznać przy organizacji cyklu Kwiat kobiecości w kampanii Diagnostyka Jajnika #Obserwuj, której była ambasadorką. Jak poradzić sobie ze smutkiem i strachem przed wirusem, pozostać normalnym, dbać o siebie, pracować, robić swoje?

Przede wszystkim nie wolno siedzieć bezczynnie. Wymuszona stagnacja to strata czasu i najprostsza droga do depresji. Pobyt w domu na dłuższą metę nie jest przyjemny. Lista filmów do obejrzenia i książek do przeczytania już się wyczerpała. Do naszego życia wkradają się nuda, poczucie beznadziejności. Wykorzystajmy ten czas, żeby przygotować się do działania po epidemii. Rozwijajmy swoje pasje, umiejętności, zainteresowania, szkolmy się w wybranej dziedzinie. Rozmawiajmy z przyjaciółmi, rodziną, bliskimi. Cieszmy się życiem,

chwytając piękne momenty. W czasie, który nagle zatrzymał się, a teraz zwalnia, doceńmy uśmiech – cieszmy się dotykiem dłoni, dostrzeżmy krople deszczu, słuchajmy śpiewu ptaków. Dbajmy o zdrowie psychiczne, nie wstydźmy się o tym rozmawiać. Bo ono jest fundamentem naszego samopoczucia. Nie zaniedbujmy się. Wiele rzeczy można kontynuować online, na przykład kursy językowe, albo też założyć sklep internetowy, można postarać się o pomoc w każdej dziedzinie życia, odbywać zajęcia rehabilitacyjne czy ćwiczyć z trenerem personalnym. Pani plany na przyszłość?

Chcę być tam, gdzie nigdy nie byłam i iść drogą, którą nigdy nie szłam. Przygotowuję nowe projekty przy współpracy znanego kreatora mody, reklamy i sztuki Gianfranco Lovisolo. Do współpracy zaprosił mnie reżyser i aktor Cyro Rossi. Zatem twórczo i artystycznie będę się rozwijać. Także we Włoszech rozpoczął się sezon ślubny. Przygotowuję ze swoim profesjonalnym zespołem specjalne pakiety informacyjno-usługowe dla nowożeńców, którzy zdecydują się na ślub w Wiecznym Mieście. Dziękuję za rozmowę.

IWONA CZARNOTA

Pochodzi z Gdańska, wychowała się w Strzemieszycach Wielkich. Sama wychowała syna Bartka i po latach podróżowania między Polską a Italią na stałe przeprowadziła się do Rzymu. Jako wizażystka pracuje od 2002. Absolwentka Międzynarodowego Studium Dziewulskich w Warszawie (Maria Ewa Dziewulska pracowała jako charakteryzatorka z takimi gwiazdami, jak Telly Savalas, Omar Sharif, John Malkovich). W Rzymie współpracuje z wedding plannersami (stylistami ślubnymi) i agencjami reklamowymi, wykonuje makijaże modelek na sesje studyjne i plenerowe. Współpracowała z fotografami Jarosławem Opałką, Massimo Insabato i Massimiliano Giammarino. W jej portfolio znajdują się makijaż dla arabskiej księżniczki Pucci Salame Al-Ayoubi na galę urodzinową jej męża, praca na planie filmu Dzień wstaje. Ja upadam z Janem Peszkiem i Piotrem Cyrwusem (reż. Michał Friedrich), wizaż aktorki Anny Marcello dla firmy Guess, współpraca z firmą Dandy’s Concept i filmowcem Lucą Argentesim.

GWARANCJA EFEKTÓW ALBO ZWROT PIENIĘDZY Bonne Santé ul. Cicha 2, Bielsko-Biała ul. Wyzwolenia 149, Buczkowice

Pierwsza konsultacja w gabinecie

BEZPŁATNA


FELIETON

MOROWE PANNY SIERPNIOWE

od czego tu zacząć? od Sierpnia, który obdarza naS latem i ciepłem w takich ilościach, jakby chciał zrekompenSować wcześniejSze perturbacje pogodowe? a może od Słownika? – bo „morowe” to Słówko rzadko używane i kojarzyć Się może tak z hartem ducha, jak i z groźną zarazą? mogę też zacząć od „panien”, które w tym tekście będą dla mnie kategorią zbiorczą, w której zmieSzczą Się i matki, i żony, i kochanki nawet. zrobię tak : odrzucę wSzelkie naStępStwa wynikające z użycia brzytwy ockhama i zacznę od... nie, nie od bacha, od Schulza. od brunona Schulza. la mnie, która już od ponad dwóch dekad na różne sposoby, prośbą i groźbą, zachęca młodzież do odkrywania piękna rodzimej literatury, Opowiadania Schulza to „oczywista oczywistość”. Z tym większym zaskoczeniem odkryłam go na nowo, a to za sprawą mojego męża, który kilka lat temu lekko „oczadział” na punkcie twórczości drohobyczanina. Szczególnie „wałkował” opowiadanie zatytułowane Sierpień. Na tyle skutecznie, że każdego roku półmetek wakacji przywołuje w mojej pamięci ten fragment: Ogromny słonecznik, wydźwignięty na potężnej łodydze i chory na elephantiasis, czekał w żółtej żałobie ostatnich, smutnych dni żywota, uginając się pod przerostem potwornej korpulencji. Ale naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe, niewybredne kwiatuszki stały bezradne w swych nakrochmalonych, różowych i białych koszulkach, bez zrozumienia dla wielkiej tragedii słonecznika. Piękno języka, plastyczność, niemal dotykalność, ogromne emocje... Mogę tylko po raz kolejny zachęcać do samodzielnego sięgania po magiczną prozę Schulza. Niezależnie od tego ten Sierpień i każdy inny sierpień przywołu-

2 6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

ją u mnie wspomnienia innych, równie pięknych kwiatów, które jednak, inaczej niż u Schulza, nie stały bezradne (…), bez zrozumienia dla tego, co się wokół nich działo. Tak, myślę o tych Pannach Sierpniowych jak kamienie na szaniec rzuconych. Najbardziej znane to te, które pamiętamy z 63 dni wielkiego zrywu polskiej stolicy przeciwko niemieckiej (i sowieckiej) zarazie. Po latach zapomnienia i pomijania, wraz z powstaniem warszawskim wróciły do zbiorowej pamięci. Panny z pokolenia, o którym pisał Eugeniusz Małaczewski, prorokując w opowiadaniu Koń na wzgórzu, że nadejdzie nowych ludzi plemię. Panny jak malowane, piękne, młode, uśmiechnięte, bez pardonu mordowane przez niemieckich żołnierzy, mimo opasek z czerwonym krzyżem na ramieniu. Panny symboliczne, nie mniej niż chłopiec w zbyt dużym poniemieckim hełmie z biało-czerwoną opaską. Ale były i inne „panny sierpniowe”, bo ten piękny, słoneczny sierpień, kiedy złote ściernisko krzyczy w słońcu jak ruda szarańcza, w rzęsistym deszczu ognia wrzeszczą świerszcze,

Fot. Magdalena Ostrowicka

D

MARTA ZDANOWSKA a strąki nasion eksplodują cicho jak koniki polne (...) domagał się ofiary, aby odprawiać swoją wielką pogańską orgię. I składały tę ofiarę obficie panny, matki i żony polskie, siostry i ciotki, przyjaciółki i sąsiadki. Składały ją wielkimi czynami i cichym dobrem budując prawdę, wiarę, nadzieję i miłość. Czy to w obliczu bolszewickiej nawały w sierpniu 1920, czy w heroicznym oporze Sierpnia ’44, czy w codziennej orce szarego peerelu rozświetlonego Sierp-

niem ’80. To one, Panny Sierpniowe, ale i styczniowe, i listopadowe, i wrześniowe, to one pisały wielką, piękną polską historię. Może i nieprzypadkowo wywodząca się z greki „historia” jest rodzaju żeńskiego. I nie ma potrzeby, w odniesieniu do nas, kobiet, bezmyślnie nazywać ją „herstorią”, dokonując gwałtu na języku, na rozumie i na pamięci tych Panien Polskich, którym winniśmy najwyższy szacunek.


RECENZJA

PROJEKT VINCENT Brawurowa, błyskotliwa, poruszająca, pełna akcji. Thriller przygodowy na czasy pandemii! – zachwycają się recenzenci najnowszej książki Zygmunta Miło szewskiego. Autor długo kazał

nam czekać na kolejną powieść i ci, którzy już ją przeczytali wiedzą, że było warto.

K westia

ceny

dotyczy kierunku, w jakim zmierza ludzkość, a w węższej perspektywie szczepu bakterii, które każdemu z nas mogłyby zapewnić długowieczność.

No,

powiedzmy sto

dwadzieścia lat życia.

Nie

brzmi

Fot. Rafał Komorowski

to zachęcająco, wiem, ale wierz-

K

cie na słowo

ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI PODCZAS MIESIĄCA SPOTKAŃ AUTORSKICH 2019, WROCŁAW

siążka zaczyna się w 1905 roku na Morzu Czarnym, a kończy współcześnie na Atlantyku i Morzu Tyrreńskim. Perspektywy historycznej jest w niej niewiele, tyle ile trzeba. Na początku XX wieku Benedykt Czerski, zesłaniec wzorowany na Bronisławie Piłsudskim, wraca do ojczyzny pod zaborami, jednak już nie jako więzień, lecz uczony etnograf, badacz dalekich plemion Syberii. Obsesyjnie strzeże przy tym skrzyń zawierających bezcenne zabytki tajemniczego ludu Ajnów. Nie zdradzę, co się dalej z nim działo, jak go Polska przyjęła, w każdym razie potem widzimy Benedykta w Paryżu, gdzie spotyka się – jak to uczony z uczoną – z noblistką Marią Skłodowską-Curie. Wtedy zaczyna się nowe otwarcie opowieści, jest nasz wiek XXI, poznajemy Bogdana Smugę, chłodnego naukowca, wyznawcę religii rozumu,

z wypiekami

– będziecie ją czytać na twarzy. Bo także

bakterie można zdobywać w stylu bondowskim i to się właśnie dzieje!

wierzącego, nie bez racji, że w zbiorach po Czerskim kryje się prawdziwy skarb, mogący odmienić przyszłość ludzkości. Szuka go intensywnie z pomocą Rosjan na Sachalinie, gdzie żyli Ajnowie, lecz jego wysiłki nie przynoszą rezultatu. Decyduje się wtedy na desperacki krok – angażuje do poszukiwań profesorkę Zofię Lorentz, słynną historyczkę sztuki i poszukiwaczkę zaginionych arcydzieł, która potrzebuje pieniędzy na ratowanie męża, mierzącego się z szybkim zanikaniem pamięci. Gdy Smuga proponuje jej udział w odnalezieniu zbiorów przywiezionych przez Czerskiego z Syberii – podkreślając, że kwestia ceny nie ma w tym wypadku znaczenia – badaczka przyjmuje zlecenie. Tak zaczyna się niezwykła wyprawa, która zaprowadzi bohaterów między innymi na rosyjską Wyspę Przeklętą, do Paryża

i na statek-widmo. Ich przygody okażą się decydujące dla dalszych losów cywilizacji, przy czym, co charakterystyczne dla tego autora, nic, co na początku było dla nas jasne i oczywiste, na końcu nie okaże się ani jasne, ani tak oczywiste. Kwestia ceny to bowiem thriller zuchwały, brawurowy, niepozostawiający czytelników w stanie obojętności. Thriller, co zdumiewające, o nauce i naukowcach, o religii, o genach, wirusach i bakteriach, o klimacie i wielkiej cywilizacyjnej przygodzie ludzkości, która – dużo na to wskazuje – właśnie dobiega końca. – Pisałem Kwestię ceny w zupełnie absurdalnych warunkach – wyznał autor. – Zacząłem na statku handlowym MV Iryda, płynącym z ładunkiem holenderskiej stali przez Atlantyk, kończyłem w czasie pandemii, internowany w domu kultury w Olsztynie. Czytałem wiadomości i widziałem,

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 2 7


Fot. Piotr Perzyna ZYGMUNT MIŁOSZEWSKI: LUDZKOŚĆ OBRAŁA SAMOBÓJCZY KURS, A PEŁEN PRZEMOCY STOSUNEK DO PLANETY PCHA NAS W KIERUNKU ZAGŁADY

2 8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

ło trzęsienie ziemi. Ostatni artefakt wywiózł Benedykt Czerski do Paryża. O ten plaster jaskiniowego stalaktytu, w którym przez setki, tysiące lat naciekania ukryły się różne ważne substancje biologiczne, bakterie, wirusy i grzyby, toczy się walka między koncernami farmaceutycznymi, naukowcami i terrorystami. Zagadkowy artefakt wydobyty z syberyjskiej jaskini może okazać się kluczem do długowieczności. Czy w ogarniętym konsumpcjonizmem świecie wszystko jest na sprzedaż albo tytułową „kwestią ceny”? Kto wygra pogoń za bakterią długowieczności? I jakimi intencjami naprawdę kieruje się Polak Bogdan Smuga? Kapelusze z głów przed autorem za pieczołowicie dopracowaną i wykorzystaną dokumentację naukową. Choć niektóre opowieści bohaterów wydają się nieprawdopodobne, nie ma w nich zmyśleń. Miłoszewski po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem w konstruowaniu kryminałów

Fot. Arc

jak świat bez przerwy dopisuje kontekst do mojej fabuły, której osią jest marzenie o zdrowiu i długowieczności. Bez względu na cenę. To ważne wyznanie Zygmunta Miłoszewskiego, jednego z najbardziej popularnych pisarzy w Polsce i za granicą. I miejmy nadzieję, że nie pozostanie ono bez echa. Kwestia ceny jest z gatunku powieści sensacyjnych, Michał Nogaś nazwał ją powieścią marynistyczno-przygodowo-depresyjną. Zatrzymajmy się więc przy wątku depresyjnym, bowiem wieszczy ona rychłą zagładę ludzkości, jeśli nie zaczniemy słuchać i stosować się do zaleceń nauki. Kwestie naukowe są w książce istotne fabularnie, a do tego rzetelnie przedstawione, choć sami naukowcy – niekoniecznie i nie wszyscy są uczciwi. To jednak oni mają rację – przekonuje pisarz. Jeden z głównych bohaterów, wspomniany Bogdan Smuga, głęboko wierzy, że dokonane przed ponad stu laty odkrycie etnografa Czerskiego, odpowiednio wykorzystane, może zrewolucjonizować świat medycyny i znacząco wpłynąć na losy ludzkości. Dlatego z innymi badaczami uruchomił projekt Vincent. Sto dwadzieścia to po francusku cent vingt, w slangu paryskich przedmieść vingt cent, a to fonetycznie brzmi jak Vincent. Sto dwadzieścia lat życia możemy zyskać dzięki bakteriom. Naukowcy skupili się na badaniu ludów rdzennych, które okazały się odporne na cywilizację, na jej choroby kardiologiczne, cukrzycę i demencję. Ajnowie, którymi zajmował się Czerski, należeli właśnie do plemion długowiecznych, które długowieczność miały zagwarantowaną nie w genach, lecz dzięki zakażeniu bakteryjnemu. Takie bakterie ukryły się w jaskiniowych stalaktytach na Dalekim Wschodzie, lecz jaskinię na Wyspie Przeklętej zniszczy-

i thrillerów. Precyzja w doborze i splataniu wątków zdumiewa, każdy okruch opowieści wskakuje na swoje miejsce i układa się w realistyczny obraz. Co więcej, autor-erudyta pokazuje także, że jest bystrym obserwatorem i krytykiem naszej rzeczywistości. Nie boi się przemycać do fabuły własnego, lewicowego światopoglądu i celnie smagać słownym biczem niektórych polityków, choćby Piotra Glińskiego czy Andrzeja Dudę. Główna bohaterka, Zofia Lorentz, zasłużona odzyskiwaczka zaginionych dzieł sztuki, została wyrzucona z pracy w Muzeum Narodowym za wystawę prac pokazujących jedzenie banana. To prawdziwa historia afery wokół Sztuki konsumpcyjnej Natalii LL i Katarzyny Kozyry. O Bogdanie Smudze autor pisze często i z sympatią, że przypomina mu Adriana Zandberga. Wyłapywanie takich smaczków to dla czytelników dodatkowa przyjemność, rodzaj deseru. Przede wszystkim jednak mamy akcję, prowadzącą bohaterów na rosyjską Wyspę Przeklętą, do Paryża i zagubionej w Pirenejach tajemniczej kliniki, na malowniczy bezkres oceanu, w rejon Zatoki Gwinejskiej, gdzie wszystko się rozstrzyga z udziałem polskiego drobnicowca pod cypryjską banderą Powstaniec Warszawski. Mamy więc brawurowe pościgi, tajgę i niedźwiedzie, tajemniczy statek-widmo, mafijną organizację złożoną z byłych najemników Legii Cudzoziemskiej oraz współczesnych piratów. Kwestia ceny to powieść czysto przygodowa, sensacyjna i marynistyczna, lecz tylko w warstwie zewnętrznej, bondowskiej, ponieważ, jak powiedzieliśmy, głównym jej

POSZUKIWANIE BAKTERII DŁUGOWIECZNOŚCI NIE BRZMI ZACHĘCAJĄCO JAKO TEMAT THRILLERA, ALE AUTOR ZROBIŁ Z TEGO ŚWIETNĄ POWIEŚĆ


tematem jest samobójczy kurs, jaki obrała ludzkość i nadchodząca wraz z katastrofą klimatyczną zagłada naszej cywilizacji. – Ludzkość nie przeminie, trzymając swoich bliskich za rękę – powiedział Miłoszewski w jednym z wywiadów. – Koniec naszej cywilizacji będzie bardzo brzydki. Ludzkość obrała samobójczy kurs, a pełen przemocy stosunek do własnej planety pcha nas w kierunku zagłady. Ludzie, którzy mówią o zmianach klimatu, traktowani bywają jak obrońcy pand i koali. Ale jeden z bohaterów w mojej książce mówi, że ma gdzieś misia pandę. No, ale co ja poradzę, że nie ma dziś ważniejszego tematu od katastrofy klimatycznej. I że wszyscy powinniśmy trąbić tylko o tym. Fakt, że tak wiele osób wzrusza ramionami, zwyczajnie mnie przeraża. Przecież nasze dzieci zobaczą koniec cywilizacji. A jak się jeszcze mocniej przyłożymy, to i my. Autor kończył pisanie Kwestii ceny już po wybuchu pandemii. Nie musiał jednak w powieści nic zmieniać ani przerabiać. Jej wymowa okazała się aż nadto profetyczna. Jak przyznał w wywiadzie radiowym, po wybuchu epidemii dopisał tylko dwa zdania: Geniusz w Waszyngtonie lub Pekinie

uzna, że rozpęta epidemię wyhodowanego w laboratorium wirusa, który może wybije nas do nogi. A może tylko sprawi, że miliony będą musiały oglądać, jak ich najbliżsi duszą się w męczarniach. I dodał: – Oczywiście, nie wierzę, że wirus został wyhodowany w laboratorium. Nie wiemy jednak, co nas czeka, czy coś nie kryje się w roztapiającej się wiecznej zmarzlinie. Mamy jako cywilizacja krótki okres pobytu na Ziemi. Gdybyśmy nieustająco o tym myśleli, pewnie nikt z nas nie mógłby ze strachu wstać z łóżka. Bo po co, skoro zaraz zginiemy? A jednak wstajemy, cieszymy się, planujemy! Żyjemy! Jesteśmy więc niepoprawnymi optymistami, że nam się uda, zabijając bakterie i zwierzęta, wycinając lasy i puszcze, zatruwając plastikiem oceny, roztapiając lodowce. Jesteśmy ogromną zbieraniną małych niepoprawnych optymizmów, które nie potrafią sobie wyobrazić, że już za parę lat, za dziesięć czy dwadzieścia, wszystkich nas może zabraknąć. Po prostu. Właśnie dlatego, że nie wszystko jest jednak kwestią ceny. STANISŁAW BUBIN

Zygmunt Miłoszewski Kwestia ceny. Wydawnictwo W.A.B. 2020 (www.gwfoksal.pl). Str. 528.

REKLAMA

BIELSKO-BIAŁA, SOBIESKIEGO 52/ MOSTOWA 5 - CH SFERA II, PIĘTRO 2 TEL. 531818781

PIEKARNIE GRUZIŃSKIE PYSZNIE I ŚWIEŻO Z GRUZIŃSKĄ DUSZĄ:) ZAPRASZAMY!


BESTSELLER

KAŁUŻA BENZYNY NA ŚRODKU ŁÓŻKA

amtego lata wszyscy w Shaker Heights mówili o tym, jak Isabelle, najmłodsza córka Richardsonów, w końcu zbzikowała i spaliła dom. Przez całą wiosnę plotkowano o małej Mirabelle McCullough lub – w zależności od tego, po której stało się stronie – o May Ling Chow, ale dopiero teraz pojawiło się coś, co wzbudziło prawdziwą sensację. Pewnej majowej soboty, tuż po południu, zakupowicze pchający swe wózki w supermarkecie Heinen’s usłyszeli, jak wozy strażackie zaczynają zawodzić, a następnie pędzą w kierunku sadzawki dla kaczek. Kwadrans po dwunastej wzdłuż Parkland Drive parkowały już cztery, tworząc dość chaotyczną czerwoną linię, a każda z sześciu sypialni domu Richardsonów stała w płomieniach. Wszyscy w promieniu pół mili mogli zobaczyć dym unoszący się nad drzewami niczym gęsta, czarna chmura burzowa. Później ludzie powiedzą, że sygnały ostrzegawcze dawało się dostrzec już wcześniej, że Izzy była małą świruską, że z Richardsonami zawsze było coś nie tak, że tamtego ranka, gdy tylko usłyszeli syreny, wiedzieli, że stało się coś strasznego. Do tego czasu oczywiście Izzy zdążyła już dawno zniknąć, nie pozostawiając za sobą nikogo, kto by jej bronił, a ludzie mogli mówić, co im się żywnie podobało, i tak też robili. Jednak gdy przybyły wozy strażackie, i jeszcze dość długo potem, sąsiedzi nie wiedzieli, co się dzieje. Tłoczyli się tak blisko prowizorycznej barykady – radiowozu zaparkowanego na ukos kilkaset jardów od domu – jak tylko mogli, obserwując, jak strażacy – z posępnymi minami ludzi, którzy potrafią rozpoznać przegraną sprawę – rozwijają węże. Po drugiej stronie ulicy, na sadzawce, gęsi zanurzały głowy pod wodę w poszukiwaniu wodorostów, zupełnie nieporuszone całym tym zamieszaniem. Pani Richardson stała na trawniku przy ulicy, ściskając przy szyi poły bladoniebieskie-

3 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Fot. National Book Festival

T

(fragment powieści Celeste Ng Małe ogniska)

CELESTE NG go szlafroka. Chociaż było już po południu, ona wciąż spała, gdy zabrzmiały czujniki dymu. Późno się położyła i postanowiła w końcu się wyspać, tłumacząc sobie, że zasłużyła na to po dość ciężkim dniu. Poprzedniej nocy obserwowała z okna na piętrze, jak pod dom wreszcie podjechał samochód. Podjazd był długi i półkolisty, w kształcie podkowy mocno wygiętej od krawężnika po drzwi wejściowe i z powrotem, tak że do ulicy było dobrych kilkaset jardów, zbyt daleko, żeby mogła cokolwiek wyraźnie zobaczyć. Poza tym o ósmej wieczorem nawet w maju było już prawie ciemno. Ale w blasku przednich świateł udało jej się rozpoznać małego, jasnobrązowego volkswagena swojej lokatorki, Mii. Drzwi od strony pasażera otworzyły się i ze środka wyłoniła się szczupła sylwetka. Była to nastoletnia córka Mii, Pearl. Światło rozjaśniło wnętrze samochodu niczym teatrzyk cieni, ale kabina była wypełniona torbami aż po sufit i pani Richardson ledwie zdołała dostrzec niewyraźny zarys głowy Mii, z niechlujnym kokiem przycupniętym na samym czubku. Pearl pochyliła się

nad skrzynką na listy, zaś pani Richardson wyobraziła sobie nikłe zgrzytnięcie towarzyszące otwieraniu, a potem zamykaniu skrzynki. Następnie Pearl wskoczyła z powrotem do samochodu i zatrzasnęła drzwi. Światła stopu błysnęły czerwienią, potem zgasły i samochód odjechał z warkotem w gęstniejącą noc. Z ogromną ulgą pani Richardson zeszła do skrzynki na listy i znalazła w niej pęk kluczy na prostym kółku, bez żadnego listu. Planowała podejść rankiem do domu na wynajem na Winslow Road i sprawdzić swoje przypuszczenia, ale przed chwilą się dowiedziała, że lokatorek tam nie będzie. To właśnie ze względu na to pozwoliła sobie pospać dłużej, a teraz było już wpół do pierwszej, ona zaś stała na trawniku przed domem w szlafroku i tenisówkach syna, Tripa, patrząc, jak z jej domu zostają zgliszcza. Gdy obudził ją przeszywający jazgot czujnika dymu, zaczęła biegać po domu, szukając Tripa, Lexie i Moody’ego. Uderzyło ją to, że nie szuka Izzy, jakby od początku wiedziała, że to ona jest wszystkiemu winna. Sypialnie były puste, jeśli nie liczyć zapachu benzyny i małych, trzeszczących ognisk rozpalonych dokładnie na środku każdego łóżka, jakby rozbił tam obóz jakiś obłąkany skaut. Zanim sprawdziła salon, bawialnię i pokój rekreacyjny, dym zaczął się już rozprzestrzeniać, więc wybiegła w końcu na zewnątrz, by usłyszeć zbliżające się wycie syren, zaalarmowanych przez czujniki przeciwpożarowe. Na podjeździe zauważyła, że nie ma ani jeepa Tripa, ani explorera Lexie, ani roweru Moody’ego, ani nawet sedana jej męża. W sobotnie poranki zazwyczaj jeździł do biura, żeby podgonić robotę. Ktoś będzie musiał zadzwonić do niego do pracy. Wtedy przypomniała sobie, że – dzięki Bogu – Lexie została na noc u Sereny Wong. Zaczęła się zastanawiać, dokąd poszła Izzy, gdzie są jej synowie i jak ich znaleźć, żeby powiedzieć, co się stało.


Fot. Hulu W SERIALU MAŁE OGNISKA WYSTĘPUJĄ REESE WITHERSPOON (ELENA) I KERRY WASHINGTON (MIA)

działa Serena, zanim zapadło posępne, pełne zakłopotania milczenie, tuż przed tym jak obie zasnęły. A teraz Lexie obserwowała, jak kłęby dymu unoszą się z okna jej sypialni, tego na froncie, wychodzącego na trawnik, i myślała o wszystkich rzeczach, które były w środku i przepadły. O wszystkich T-shirtach w komodzie, każdej parze jeansów w szafie. O wszystkich liścikach, które Serena pisała do niej od szóstej klasy, wciąż zwiniętych w kulki, które trzymała w pudełku po butach pod łóżkiem; o samym łóżku, prześcieradle i kołdrze zwęglonych na popiół. O schnącym na toaletce bukieciku z róż, który jej chłopak Brian dał jej na zjeździe absolwentów, a którego rubinowe niegdyś płatki ściemniały, nabierając koloru zakrzepłej krwi. Zostały tylko popioły. Nagle zdała sobie sprawę, że biorąc pod uwagę zapas

Fot. Hulu

Wbrew obawom pani Richardson zdążono ugasić pożar, zanim dom doszczętnie spłonął. Co prawda szyby wyleciały z okien, ale pozostał ceglany szkielet domu, mokry, poczerniały i parujący, oraz większość dachu, z ciemnymi łupkowymi dachówkami połyskującymi wilgocią niczym rybie łuski. Richardsonom nie pozwolono wchodzić do środka przez kilka następnych dni, dopóki inżynierowie pożarnictwa nie sprawdzą każdej belki nośnej, która pozostała cała, ale nawet z trawnika – najmniej oddalonego od domu miejsca, do którego pozwalała im podejść żółta taśma z napisem: UWAGA – mogli dojrzeć, że nie zostało tam zbyt wiele rzeczy, które można by ocalić. – Jezu Chryste – powiedziała Lexie. Przycupnęła na dachu swojego samochodu, który zaparkowała po przeciwnej stronie ulicy, na trawniku okalającym sadzawkę dla kaczek. Ona i Serena wciąż spały, przytulone do siebie plecami w wielkim łóżku Sereny, gdy tuż po pierwszej doktor Wong potrząsnęła ją za ramię i wyszeptała: – Lexie. Lexie, kochanie. Obudź się. Właśnie dzwoniła twoja mama. Poszły spać po drugiej nad ranem, bo do późna rozmawiały – podobnie jak przez całą wiosnę – o małej Mirabelle McCullough, kłócąc się o to, czy sędzia wydał dobry wyrok czy nie, czy to jej nowi rodzice powinni mieć prawo do opieki nad nią, czy też powinna zostać oddana biologicznej matce. – Na Boga, Mirabelle McCullough to nawet nie jest jej prawdziwe nazwisko – powie-

LEXI UNDERWOOD GRA CÓRKĘ MII, PEARL WARREN

ubrań, jaki zabrała do Sereny, i tak może mówić o szczęściu w porównaniu do reszty rodziny. Na tylnym siedzeniu auta leżała torba sportowa, a w niej znajdowały się para jeansów, szczoteczka do zębów, piżama. Spojrzała na braci, na matkę wciąż stojącą na trawniku w szlafroku i pomyślała, że nie mają dosłownie nic poza ubraniami na sobie. „Dosłownie” było jednym z ulubionych słów Lexie – używała go nawet wtedy, gdy sytuacja była daleka od dosłowności. Teraz przynajmniej okazało się to mniej więcej prawdą. Siedzący obok niej Trip z roztargnieniem przeczesał włosy ręką. Słońce stało już wysoko, a pot pozlepiał mu włosy tak, że sterczały zawadiacko. Grał w kosza w centrum kultury, gdy usłyszał wycie syren, ale nic mu nie zaświtało w głowie. (Tego ranka był czymś szczególnie zaabsorbowany, ale tak naprawdę i tak nie pokojarzyłby faktów). O pierwszej, kiedy wszyscy zgłodnieli i stwierdzili, że na dziś koniec, pojechał do domu. Z typową dla siebie spostrzegawczością nawet przy otwartych oknach nie zauważył wielkiej chmury dymu płynącej w jego kierunku. Zdał sobie sprawę, że coś jest nie tak, dopiero gdy się okazało, że wjazd w jego ulicę blokuje radiowóz. Po dziesięciu minutach wyjaśnień pozwolono mu w końcu zaparkować jeepa naprzeciwko domu, po drugiej stronie ulicy, gdzie czekali już Lexie i Moody. We troje usiedli na dachu samochodu, w takiej kolejności, w jakiej ustawiali się, pozując do rodzinnych portretów, które kiedyś wisiały na schodach, a z których teraz pozostał już tylko popiół. Lexie, Trip i Moody: uczniowie kolejno ostatniej, przedostatniej i drugiej klasy liceum. Przed sobą czuli pustkę, jaką pozostawiła po sobie Izzy – uczennica pierwszej klasy, czarna owca,

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 3 1


jej się prawdopodobny. W każdym razie to problem starych, nie ich. Ostatni strażacy wychodzili z domu, ściągając maski z twarzy. Większość dymu zdążyła się już rozwiać, ale w powietrzu wciąż wisiała swego rodzaju duchota, jak w łazience po długim, gorącym prysznicu. Dach samochodu zaczynał robić się gorący. Trip spuścił nogi wzdłuż przedniej szyby, trącając wycieraczki czubkiem japonek. Zaczął się śmiać. – Co cię tak śmieszy? – spytała Lexie. – Właśnie sobie wyobraziłem, jak Izzy biega po całym domu, zapalając zapałki. Wariatka. Moody postukał palcem w bagażnik dachowy. – Czemu wszyscy są pewni, że to ona? – No daj spokój. – Trip zeskoczył z samochodu. – Bo to Izzy. Poza tym cała nasza trójka jest tutaj. Mama też tu jest. Tata w drodze. Kogo brakuje? – No tak, Izzy tu nie ma. Ale czy tylko ona może być odpowiedzialna? – Odpowiedzialna? – wtrąciła Lexie. – Izzy?

Fot. Hulu

wielka niewiadoma. Wszyscy jednak wciąż byli przekonani, że ta pustka będzie tylko tymczasowa. – Co ona sobie myślała? – wymamrotał Moody. – Nawet ona zdaje sobie sprawę, że posunęła się za daleko, i dlatego uciekła – powiedziała Lexie. – Jak wróci, mama ją zabije. – Gdzie my będziemy mieszkać? – spytał Trip. Nastała chwila ciszy, podczas której kontemplowali swoją sytuację. – Pojedziemy do hotelu albo gdzieś – powiedziała w końcu Lexie. (...) – Jeden pokój? Dla nas wszystkich? – No to dwa pokoje. Albo może zatrzymamy się w apartamencie prezydenckim. Nie wiem – Lexie zabębniła palcami w kolano. Chciało jej się palić, ale po tym co się przed chwilą wydarzyło, nie odważyła się wyciągnąć papierosa na oczach matki i dziesięciu strażaków. – Mama i tata coś wymyślą. Poza tym dostaniemy kasę z ubezpieczenia. – Choć miała ledwie mgliste pojęcie, jak działają ubezpieczenia, ten scenariusz wydawał

PEARL Z MŁODYMI RICHARDSONAMI: LEXIE, TRIPEM I MOODYM

– Tata był w pracy – odparł Trip. – Lexie była u Sereny. Ja byłem w Sussex, grałem w kosza. A ty? Moody zawahał się przez chwilę: – Jechałem do biblioteki. – No właśnie. Już łapiesz? – Dla Tripa odpowiedź była oczywista. – Były tutaj tylko mama i Izzy, a mama spała. – Może doszło do jakiegoś zwarcia w instalacji albo ktoś zostawił włączoną kuchenkę? – Strażacy mówili, że wszędzie były małe ogniska – powiedziała Lexie. – Liczne miejsca zapłonu. Możliwe użycie przyspieszacza. To nie wypadek. – Wszyscy wiemy, że zawsze była psychiczna. – Trip oparł się plecami o drzwi samochodu. – Wszyscy się jej ciągle czepiacie – powiedział Moody. – Może dlatego się tak zachowuje. Po drugiej stronie ulicy strażacy zaczęli zwijać węże. Troje dzieci Richardsonów patrzyło, jak odkładają swoje siekiery i ściągają przydymione żółte kurtki. – Ktoś powinien tam iść i zostać z mamą – powiedziała Lexie, ale nikt się nie ruszył. Po chwili Trip powiedział: – Jak mama z tatą znajdą Iz, zamkną ją u czubków na resztę życia. Nikt nie pomyślał o niedawnej wyprowadzce Mii i Pearl z domu przy Winslow Road. Patrząc, jak komendant straży skrupulatnie wszystko notuje, pani Richardson zupełnie zapomniała o swoich byłych lokatorkach. Nic jeszcze nie powiedziała ani dzieciom, ani mężowi. Moody odkrył ich nieobecność dopiero rano i wciąż nie wiedział, co o tym myśleć. Daleko w dole Parkland Drive pojawiła się niebieska kropka – BMW ojca zbliżało się w stronę domu. – A skąd pewność, że ją znajdą? – zapytał Moody. (tytuł i skróty od redakcji)

***

MAŁE OGNISKA, WIELKIE ZGLISZCZA

P

rzedrukowaliśmy dla Was początkowy fragment powieści Amerykanki chińskiego pochodzenia Celeste Ng Małe ogniska, która stała się międzynarodowym bestsellerem i doczekała się w tym roku serialowej adaptacji w świetnej gwiazdorskiej obsadzie. Tylko w Stanach Zjednoczonych zdobyła tytuł Najlepszej Książki

3 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Roku w opiniach krytyków i recenzentów New York Timesa, People, The Washington Post, Bustle, Esquire, Southern Living, The Daily Beast, GQ, Entertainment Weekly, National Public Radio, Amazona, Barnes & Noble, iBooks, Audible, Goodreads, Library Reads, Book of the Month, Paste, Kirkus Reviews, St. Louis Post-Dispatch. Także w Pol-

sce dzieło Ng miało już dwa wydania i wiele pochlebnych opinii. Czym Małe ogniska zasłużyły sobie na taki odbiór? Powieść, jak u Hitchcocka, zaczyna od pożaru domu Richardsonów, a później jest już – gdy chodzi o lekturę – tylko lepiej. Napięcie rośnie, choć to nie jest thriller. Ów wielki ogień w centrum Shaker Heights


Fot. Erin Simkin / Hulu

CELESTE NG Z REESE WITHERSPOON I KERRY WASHINGTON NA PLANIE SERIALU

w stanie Ohio znamionuje symboliczny upadek miejscowej utopii – zniszczyły ją małe ogniska, kałuże benzyny rozlane przez Izzy, córkę Richardsonów, na wszystkich łóżkach w pokojach rodzeństwa i rodziców. Po tym pożarze wracamy do początku i poznajemy pozornie idealną rzeczywistość Shaker Heights, miasteczka koncepcyjnego na obrzeżach Cleveland, gdzie wszystko zostało dokładnie zaplanowane – układy ulic, kolory domów i garaży, rodzaje dachów, nawet wysokość koszenia trawy. Richardsonowie, Elena i Bill, są modelowym przykładem perfekcjonizmu tej osady. Ona lokalna dziennikarka, on uznany prawnik, czworo dzieci w wieku dojrzewania: Lexie, Trip, Moody i Izzy. Idealnie dobrane małżeństwo. Tylko ta Izzy jakby inna, trudna, odstająca charakterem od pozostałych. Gdy do miasta przybywa Mia Warren z nastoletnią córką Pearl, tajemnicza artystka o odmiennym kolorze skóry i trudnych do zrozumienia zachowaniach, życie Richardsonów wywróci się do góry nogami, a porządek utopijnej osady legnie w gruzach. Ale nie od razu... Życie obu rodzin powoli zaczyna się przenikać. Mia jest przeciwieństwem Eleny. Kobiety bacznie się obserwują, narasta wzajemna fascynacja. Kontrast staje się wyraźniejszy, gdy ich losy się splatają. Mia wynajmuje pokoje od Richardsonów, potem zaczyna u nich pracować jako pomoc domowa. Jej córka zaprzyjaźnia się z Mo-

odym i spędza coraz więcej czasu w posiadłości Richardsonów. Z kolei Izzy odkrywa w Mii duchową przewodniczkę, uwielbia jej sztukę fotografii. Zależności między postaciami zaczynają się komplikować. Lexie zachodzi w ciążę i chce ją usunąć. Pomagają jej Pearl i Mia. Gdy przyjaciele Richardsonów chcą adoptować Chinkę, niemowlę, które biedna matka z rozpaczy podrzuciła do remizy strażackiej, Mia nagłaśnia sprawę i włącza się do walki o prawa do opieki nad dzieckiem, które chce odzyskać nieszczęsna matka. Tak rośnie ogromny spór na tle rasowym. A tymczasem Elena postanawia wdrożyć dziennikarskie śledztwo i dowiedzieć się, kim jest tajemniczy ojciec Pearl i dlaczego Mia tyle razy zmieniała adresy... Celeste Ng sprawnie i zajmująco pisze o ciężkich sprawach amerykańskiego środowiska małomiasteczkowego. Wielowarstwowa powieść dotyka zagadnień sztuki i awangardy, etyki i moralności, tożsamości i macierzyństwa. Autorka przedstawia te zagadnienia z perspektywy różnych postaci, zachowując neutralność, także w kwestiach rasowych. Nie osądza wyborów moralnych swoich bohaterów, nie komentuje wyroku sędziego, który miał rozstrzygnąć, komu przyznać chińskie niemowlę: matce, która najpierw dziewczynkę porzuciła, a potem chciała odzyskać, czy białym przyjaciołom Richardsonów, którzy przychyliliby jej nieba, oddalając ją jednak od chińskich korzeni. W trudnych sytuacjach, gdzie nic nie jest jednoznaczne

i pewne, żadne rozwiązanie nie może być ani całkowicie złe, ani całkowicie dobre. Dlatego z taką uwagą i napięciem śledzimy losy bohaterów, zastanawiając się, jaki będzie końcowy rezultat nieuniknionej konfrontacji dwóch matek: Eleny Richardson i Mii Warren. Czy sprawdzi się utrwalone w mieszkańcach Shaker Heights przekonanie, że trzymanie się zasad może obronić ich przed katastrofą? Pełne nieoczekiwanych zwrotów studium relacji między matkami i córkami nie daje jednak jednoznacznych odpowiedzi na pytania, czy macierzyństwo to więź zrodzona z pokrewieństwa, czy z miłości? Czy za błędy popełnione w przeszłości musimy płacić w przyszłości? Dlatego ta fabuła jest tak dobra i wciąga. Celeste Ng przekonuje nas, że macierzyństwa w pełni nie pojmie nikt, kto nie został matką. Kobieta gotowa jest na wszystko w obronie swojego dziecka. Macierzyństwo to niepojęta potęga, odpowiedzialność i rola do odegrania, to także dojrzałość, na którą nikt nigdy nie jest gotowy. Zdarza się wtedy, jak w Shaker Heights, że z małych ognisk mogą wybuchać wielkie pożary. I że na zgliszczach, z popiołów kiedyś wyrośnie nowe życie.

STANISŁAW BUBIN

Celeste Ng, Małe ogniska. Tytuł oryg. Little Fires Everywhere. Przekład Anna Standowicz-Chojnacka. Stron 424. Wydawnictwo Papierowy Księżyc, Słupsk 2020 (papierowyksiezyc.pl). Serial na podstawie książki na platformie Prime Video (8 odc.), w rolach głównych Reese Witherspoon i Kerry Washington, reż. Lynn Shelton.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 3 3


Fot. Barbara Serkies

RECENZJA

PODWÓJNA RADOŚĆ

powiada Się, że o klaSie reżySera decyduje jego drugi film, który ma potwierdzić poziom pierwSzego ( jeśli pierwSzy był dobry ). i najczęściej to klapa. ta analogia obowiązuje też, nierzadko, w literaturze. nie Sztuka wydać udany debiut – Sztuka utrzymać klaSę pierwSzej kSiążki i wznieść Się wyżej. o nowej powieści małgorzaty Staro Sty mogę powiedzieć krótko: jeSt dobra, a nawet lepSza. i oby tak dalej. MIEĆ TAKIE DWIE KSIĄŻKI w dorobku to podwójna radość. W kwietniu ukazały się debiutanckie Pruskie baby (pisaliśmy o niej w poprzednim numerze), w sierpniu ich kontynuacja, powieść kryminalno-obyczajowa i komediowa zarazem Wesela nie będzie! Przy czym od razu zaznaczę, że nie trzeba znać pierwszej, żeby przeczytać drugą. Bohaterowie są ci sami, lecz fabuła zgoła inna. Podwójna radość to także qui pro quo, a możliwe, że i cui bono nowej powieści, czyli fraza przyczyniająca się do wielu nieporozumień. Czerpać bowiem można dubeltową radość, kiedy zabiją ci znienawidzoną teściową i dodatkowo dostaniesz rozwód od jej przebrzydłego synalka. A także wtedy, gdy dowiesz się (jeśli jesteś kobietą), że w twoim łonie biją serduszka bliźniąt. Wszystko oczywiście przydarza się tej samej bohaterce, czyli że radość może czerpać wręcz poczwórną, choć Edyta Prusko, zwana przez przyjaciółki Edzią, zapatruje się

3 4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

na te dwie podwójne radości nieco inaczej niż jej otoczenie. A może nawet całkiem inaczej, zwłaszcza kiedy naiwnie myśli, że poranne torsje spotykają ją od nieświeżych kanapek. Kiedy wreszcie prawda do niej dociera, cieszy się, jednakże nie do końca, bo podwójna radość to również, być może, klątwa, która od ośmiu pokoleń spotyka wszystkie kobiety z rodu Prusko. Po ślubie nie zmieniają więc nazwiska, to ich mężowie zmieniają na Prusko, choć jej mąż Rafał Surym akurat tego nie zrobił, co jeszcze o niczym nie świadczy, bo jeśli zabójstwa są składową tej klątwy, to on jak najbardziej padł po części ofiarą mordu, a jego mama to już padła ofiarą na pewno. Starosta, Wesela nie będzie! Małgorzata Starosta Powieść pod patronatem medialnym magazynu Lady’s Club. Wydawnictwo Vectra, Czerwionka-Leszczyny (www.arw-vectra. pl). Str. 336. Premiera 1 sierpnia 2020.

PIERWOTNY PLAN Edyty Prusko był prosty: rozwieść się z Rafałem, spakować manatki i wrócić na Podlasie. Najpierw jednak musi pożegnać stan wolny koleżanki Magdusi. Kiedy znika kumpela Andzia, a w Szklarskiej Porębie zostają znalezio-


REKLAMA

ne w lesie przy torach zwłoki jej teściowej (którą widziała żywą i żwawą na dworcu we Wrocławiu i przy toalecie w wagonie kolejowym), drogi Edyty i sierżanta Michała Bączka ponownie muszą się skrzyżować. Szczególnie że pewne przypadkowe spotkanie w karkonoskim schronisku przywraca pamięć o jeszcze jednej zbrodni, tym razem dawnej. Dolnośląskie śledztwo z dnia na dzień zatacza coraz szersze kręgi, a atmosfera wokół Edyty gęstnieje... Dalej nie pokuszę się o choćby pobieżne streszczenie tej zabawnej książki z udziałem Edyty i jej potrzepanych przyjaciółek (jedna z nich – to językowy rodzynek – znakomicie operuje gwarą śląską), a także dzielnej babci Krysi, ustosunkowanego dziadka Henryka, sierżanta Bączka i kilku innych policjantów. Rzecz dzieje się najpierw we Wrocła-

KONKURS

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Vectra mamy dla Was 2 bardzo mocne torby z materiału i 3 egzemplarze powieści Małgorzaty Starosty Wesela nie będzie! Otrzymają je Czytelnicy, którzy pierwsi odpowiedzą na pytanie: O kogo chodzi i jakie filmy zostały poświęcone wampirowi z Zagłębia, który wspominany jest w książce? Odpowiedzi wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl. wiu, później w Szklarskiej Porębie, Jeleniej Górze i Cieplicach, wreszcie w Jastrzębiu-Zdroju, momentami zaś na Podlasiu i Pomorzu. Głównie w realiach teraźniejszości, ale – jak to u tej autorki – z odniesieniami do prawdziwej kryminalnej historii Dolnego i Górnego Śląska. TEMPO DZIAŁAŃ JEST ZAWROTNE i przyspiesza z każdą stroną, zwłaszcza gdy na jaw wychodzą kolejne, excuse-moi!, mordy seryjnego mordercy, bo taki tutaj się objawia. Dowcip tej powieści kryje się przede wszystkim w błyskotliwych dialogach. Poważne są jednak zabójstwa, zwłaszcza śmierć przez uduszenie i rozkawałkowanie nieszczęsnej Adaminy Lukrecji, noszącej szalik w kolorze, za przeproszeniem, odchodów. Edyta ma zaś takiego pecha, że zawsze niechcący wplątuje się w jakieś zbrodnie, lub ktoś jej bliski mota się w szpiegowską aferę z mężczyzną bez nazwiska, co na jedno wychodzi, bo i tak potem musi się wyplątywać.

MAŁGORZATA STAROSTA

Rocznik 1982. Wrocławianka. Polonistka, etnolożka i antropolożka. Zawodowo menedżer w branży finansowej. Amatorka klasycznych kryminałów i realizmu francuskiego. Autorka nagradzanych opowiadań, wierszy i bajek. Powieść Wesela nie będzie! jest kontynuacją wydanej w kwietniu tego roku książki Pruskie baby.

NIE CHCĘ ODBIERAĆ NIKOMU przyjemności śledzenia zdarzeń związanych z tą dziewczyną. W każdym razie książkę połyka się w dwa wieczory, pozostając później z uczuciem niedosytu. Co z tymi fasolkami, które Edyta odkryła w swoim brzuchu? Jak ułoży jej się życie? Z Andrzejem czy bez? Mam nadzieję, że w trzecim tomie szczęśliwa mama wraz z bliźniakami zabierze się ostro za ojca swoich dzieci, a może za ich przyszłego ojca, no i przy okazji za wyjaśnianie kolejnych tragicznych odejść. *** I jeszcze podpowiedź na koniec: kto twierdzi, jak w tytule, że wesela nie będzie, ten mija się z prawdą. Będzie, zgodnie z planem. Kogo z kim i dlaczego? Przeczytajcie sami! STANISŁAW BUBIN


LISTY Z MONACHIUM

POLICJA W ENGLISHER GARTEN Kto się cieszy szacunkiem, ten może sobie pozwolić na wielkoduszność. H. Jackson Brown, amerykański pisarz

Pochodzące z niewiadomego źródła, choć często przypisywane Chińczykom powiedzenie „obyś żył w ciekawych czasach”, jest raczej przekleństwem niż błogosławieństwem. O tym, że żyjemy w przesadnie interesujących czasach dobrze wiemy, a niektórzy przekonali się na własnej skórze. Szkoda, że te „ciekawe czasy ” dotyczą tylko konfliktów, zbrodni, wojen i pandemii. Błogosławione są jedynie dla przywódców. Może też dla historyków, którzy latami będą je opisywać, próbując dotrzeć do prawdy.

3 6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Fot. Patrycja Mazurek

N

udne, spokojne czasy poprawiają jakość życia, pozwalają się rozwijać, czynią ludzi wolnymi. Pokoju, wolności i możliwości decydowania o sobie potrzebujemy najbardziej. Przede wszystkim potrzebują młodzi ludzie, którzy wchodzą w dorosłe życie i są buntowniczo nastawieni do ograniczeń i zakazów. Młode pokolenie, ze słuchawkami na uszach, z nosami w smartfonach i komputerach, na równi z innymi pragnie kontaktu z drugim człowiekiem, wolności i przestrzeni. O przestrzeń ostatnio trudniej. Pozamykane puby, kluby, dyskoteki, szkoły i uczelnie sprawiły, że Englisher Garten (Ogród Angielski o powierzchni 375 ha), jeden z najpiękniejszych parków na świecie, stał się azylem młodych. Nie tylko zresztą ich – większości monachijczyków. I moim też. Nigdy nie spędziłam w nim tyle czasu, co w ostatnich miesiącach. Przyzwyczaiłam się do widoku policjantów na koniach, radiowozów i komunikatów przez głośniki... Tego dnia liczba policyjnych wozów przerosła jednak moje oczekiwania. Mnożyły się! Nic dziwnego, w parku było pełno. Ludzie siedzieli na trawie, grali w piłkę, słuchali muzyki, wystawiali twarze ku słońcu. Chodzili i biegali, jakby w ogóle nie mieli zamiaru się rozchodzić. W niewielkiej odległości ode mnie stała starsza pani. Uśmiechnęła się porozumiewawczo, spoglądając na ziemię. Chyba zachowałyśmy przepisowy odstęp, nikt nie powinien się czepiać. Dziwne czasy – pomyślałam – kiedyś podeszłaby do mnie albo ja do niej, porozmawiałybyśmy. Teraz mogłyśmy się uśmiechać. Przed nami przemaszerowała para z psem na smyczy. Na oko 30-latkowie. Dumnie prezentowali czarne maseczki znanej marki. Koronawirus wyraźnie podzielił społeczeństwo. Na zwolenników i przeciwników maseczek i szczepionek. Jedni i drudzy chcą być zdro-

ALDONA LIKUS-CANNON wi. Co dla jednych jest lekarstwem, dla innych trucizną. Każdy człowiek jest inny i powinien mieć prawo decydować o sobie. Jeśli nie zadba o siebie, nikt tego za niego nie zrobi. Altruizm jest utopią. Tylko zakochani są bezinteresowni, a zakochanych w parku nie brakowało. Przyszło mi na myśl, że to może juwenalia albo zakończenie matury, bo młodych ludzi przybywało i przybywało. Przypomniał mi się bal maturalny. Uczyliśmy się tańczyć poloneza i szykowaliśmy kreacje. Ci młodzi z pewnością też mieli swoje plany, ale siła wyższa pozbawiła ich tej jedynej w życiu przyjemności. Zebrali się więc w parku i nie trzymali dystansu. Z radiowozów zaczęli wysiadać policjanci w czarnych ubraniach i czarnych maskach. Zwartą grupą ruszyli w kierunku świętującej młodzieży. Szli wolno i spokojnie. Gdy znaleźli się w środku, wstrzymałam oddech. W powietrzu dało się wyczuć napięcie. Co zrobią? Zaczną kontrolować, wlepiać mandaty, rozganiać młodych po trawie? To od tego, kto wydał

im rozkaz zależało, jak potoczą się wydarzenia. A mogły potoczyć się różnie. Młodzi zachowywali się tak, jakby ich nie widzieli. Siedzieli na kocach, pili piwo, rozmawiali, śmiali się. Policjanci ustawili się w ogromne koło. Stali w milczeniu, demonstrując swoją siłę. I nagle atmosfera rozluźniła się, choć nikt nie zwrócił młodym uwagi. Policja w milczeniu przypomniała im, że trzeba trzymać się prawa – sanitarnych zasad dystansu społecznego. Młodzi zrozumieli przekaz i poodsuwali się od siebie na wymaganą dwumetrową odległość. Po chwili otaczający ich kołem policjanci bez słowa ruszyli do swoich wozów. W parku nadal pozostała masa młodzieży. Byłam pod wrażeniem pokojowej akcji jednostek specjalnych. Skinieniem głowy pożegnałam nieznajomą i ruszyłam przed siebie. Koniec spaceru. Można? Można! Bez wrzasków i pałowania, bez mandatów i siły. Tylko spokój nas uratuje – rozmyślałam w drodze do domu. Żyjemy w ciężkich czasach, razem musimy je przetrwać. Mamy wspólnego wroga i wzajemna walka do niczego nie doprowadzi. Zachowanie monachijskiej policji od paru miesięcy wprawia mnie w osłupienie. Widzi się ją wszędzie, ale jest bardziej przyjazna niż kiedykolwiek wcześniej. Przez megafony nawołuje do utrzymania odległości, chwali odpoczywających w parku, życzy wszystkim miłego dnia. Czy to jeszcze policja? Cieszy się poważaniem nie tylko wśród starszych, ale i młodzieży. Swoją obecnością i ludzkim zachowaniem przypomina, że musimy szanować prawo i uważać na siebie, że jest z nami, nie przeciwko nam. Bo jak napisał Jackson Brown, kto się cieszy szacunkiem, ten może sobie pozwolić na wielkoduszność. Życzmy więc sobie, żeby policja na całym świecie była taka, nie tylko w Monachium.


Fot. Cottonbro / Pexels

KRYMINAŁ

UWIELBIAM OPOWIADAĆ CIEKAWE HISTORIE Z ANIELĄ WILK, AUTORKĄ OPUBLIKOWANEJ OSTATNIO POWIEŚCI SENSACYJNEJ FIGURANTKA, ROZMAWIA STANISŁAW BUBIN

Po romansowej Przepustce do szczęścia napisała pani mocny, dynamiczny thriller, którego akcja toczy się głównie w Baltimore, Maryland, USA. Czytając tę książkę, czułem się tak, jakbym oglądał film sensacyjny produkcji amerykańskiej. Czy pani też widziała się już na Netflixie?

Netflix nie marzy mi się w najśmielszych snach, ale trop Baltimore-seriale jest słuszny i zasadny w tym miejscu. To miasto było kanwą dwóch moich ulubionych produkcji serialowych, stąd sentyment i pewien klimat, który starałam się oddać w książce.

Pseudonim wybrałam polski z prostej przyczyny. Ja – jako czytelniczka – lubię wiedzieć, czy autorka, po którą sięgam, akurat jest Polką, czy nie. Gdybym musiała dostosowywać pseudonim do kraju, w którym osadzam swoich bohaterów i historię, musiałabym przybierać różne formy mojego Wilka: polską, angielską, hiszpańską... Ostatnio pracuję nad powieścią osadzoną

Fot. Archiwum Prywatne

Dlatego fabuła osadzona została za wielką wodą? Wtedy jednak powinna pani nosić pseudonim Angel Wolf, pasowałby do głównych bohaterów, Alice i Bruce’a!

ANIELA WILK

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 3 7


w Rosji, więc to nie miałby większego sensu. Uważam, że jeśli pisarz rzetelnie podejdzie do sprawy – nie ma ograniczeń jeśli chodzi o przestrzeń. Jestem humanistką, od dzieciaka wmawiano nam, że żyjemy w globalnej wiosce – i ja w niej piszę. Skoro o tym mowa: skryła się pani za pseudonimem, żeby w rodzinnej miejscowości ksiądz nie wytknął panią z ambony za śmiałe, namiętne sceny erotyczne i – delikatnie mówiąc – szorstki język, daleki od polonistycznej poprawności? Wszystko musi być na ostro?

Akurat proboszcz mojej parafii ma chyba tytuł doktorski i całkiem nieźle odnajduje się w popkulturze, więc zrozumiałby. Bardziej zależało mi na tym, żebym mogła iść na pocztę odebrać list i nie być wtedy rozpoznawalną pisarką. To samo tyczy się pubu, osiedlowej Żabki i stacji benzynowej. Zależało mi na jasnym i wyraźnym odgrodzeniu mnie – pisarki i mnie – po prostu mnie. A język dostosowuje się do sytuacji, ludzi, miejsc. Jego zadaniem jest zawsze przenoszenie intencji, informacji i ekonomia wyrazu. Jest dostosowany i skrojony na miarę moich bohaterów. Gdyby Bruce w chwili postrzału powiedział „Ojej, motyla noga! ”, byłby śmieszny.

Alice jest dziennikarką i fotografką w magazynie Folove, właśnie pochowała męża, który odszedł z tego świata w niejasnych okolicznościach przyrody. Powiązany był z mafią narkotykową i swoje tajemnice zapisał na dwóch twardych dyskach. Bruce z kolei jest agentem federalnym, niekonwencjonalnym, rozumiejącym reguły prawa po swojemu. Tropi od dawna kolumbijski kartel, więc w jego planach ciepła wdowa i dyski mają stanowić przynętę. Lecz nie wszystko układa się tak, jakbyśmy chcieli. Alice w wielu sprawach ma swoje własne zdanie, stawia się okoniem, poza tym potrzebuje dobrego seksu. Bruce świetnie do tego się nadaje, łączy ich romans. Na domiar złego wokół czają się sami zdrajcy, także wśród swoich, więc nagle oboje zdani są tylko na siebie... Tak wygląda z grubsza tło Figurantki. Nie mogłoby to się jednak dziać w kraju nad Wisłą? Nasze realia zbyt są przaśne?

3 8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Nie powinno być podziału literatury na kobiecą i męską, bo literatura jest albo dobra, albo zła. Innej nie ma. Jednak pierwiastek kobiecy u pani dominuje, nawet kiedy ogląda pani rzeczywistość oczami Bruce’a. Solidarność jajników albo delikatniej – subtelny feminizm?

Zależało mi po prostu na stworzeniu silnej postaci kobiecej, ale takiej, którą da się polubić. Z jej siłą, determinacją, ale i słabościami i lękiem. To książka o niej, w całości. Wsłuchuje się pani w głosy czytelników, rodziny, znajomych? Z kim konsultuje pani fabułę?

Mam kilka świetnych koleżanek „po piórze”, to one jako pierwsze słyszą moje pomysły. Cenię to, że nie wszystkiemu przyklaskują i brutalnie potrafią mi wskazać miejsce, w którym sądzą, że popełniam błąd albo coś zgrzyta.

Literatury kryminalnej nie brakuje. Dlaczego postanowiła pani sięgnąć po ten niełatwy gatunek i wysoko ustawić sobie poprzeczkę? Żeby zmierzyć się z najlepszymi? To groziło banałem, karykaturą, jednowymiarowymi postaciami, a tymczasem mamy powieść, która wciąga, emocjonuje, pokazuje pełnokrwiste, rasowe postaci agentów FBI i bossów kartelu. U kogo uczyła się pani pisarskiego fachu?

Piszę to, co sama chętnie bym przeczytała. Brakowało mi czegoś takiego, jak kobieca sensacja (z całym szacunkiem dla męskiej części moich czytelników). Jeśli pojawiają się książki z wątkiem mafijnym/kryminalnym w romansie, to jest to często jedynie dość rozmyte tło dla sercowych perypetii bohaterów. Nie kupuję tego jako czytelniczka. Dlatego wiele pracy włożyłam w to, żeby wątek sensacyjny był wiarygodny, a moje postacie z krwi i kości. Uwielbiam w nich na przykład, że często im się bardzo nie udaje to, co chcą zrobić. Nie chciałabym porównywać się do nikogo, ale chcę pokazać czytelnikom jeszcze wiele ciekawych historii.

Tak. Nasze, polskie realia nie odpowiadałyby całej osi tej powieści. Potrzebowałam do tej historii grubego przekrętu, wiarygodnej genezy tego przekrętu i całej otoczki, jaką daje wojna narkotykowa na linii Stany-Kolumbia. Kiedyś wrócę do rodzimych realiów, ale mój pomysł na Figurantkę zwyczajnie tu nie pasował.

Zakładam, że po zdobyciu miana „polskiego Lee Childa” zechce pani zostać „polskim Kenem Folletem”, biorąc pod uwagę pani pasję do czasów średniowiecza? Skąd ta pasja się wzięła? A może ma pani ambicję wypracować własny styl literacki, który dla innych będzie inspiracją?

KONKURS

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Burda Książki (www.burdaksiazki.pl) mamy dla Was 4 egzemplarze powieści Anieli Wilk Figurantka. Otrzymają je Czytelniczki, które pierwsze wymienią dwa seriale kryminalne z akcją toczącą się w Baltimore, o jakich wspomniała autorka w naszym wywiadzie? Odpowiedzi wysyłajcie na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl.

Moja pasja do średniowiecza i do pisania nie mają absolutnie żadnego punktu wspólnego. Nawet jeśli parę osób stale mnie namawia do napisania czegoś w klimacie XV wieku, to ja tego po prostu nie czuję. Rekonstrukcja historyczna pojawiła się u mnie prawie 20 lat temu, dziś to forma spędzania wolnego czasu, sposób na odcięcie się od XXI wieku. Owszem, przypadkiem posiadłam potężną wiedzę na temat realiów, historii i tak dalej, jednak nie połączę tego z pisaniem. Choć mam marzenie, aby kiedyś faktycznie coś historycznego stworzyć, ale nie będzie to średniowiecze, a czasy powstania styczniowego – i to będą znów sensacja, erotyka i... pewna doza westernu!


Dlaczego pisanie stało się dla pani takie ważne, że nazywa je pani sposobem na życie, odskocznią, wentylem bezpieczeństwa?

To jedyny według mnie sposób, aby robić coś zupełnie oderwanego od codzienności, w dodatku legalnie i dając przy tym innym frajdę. To zabrzmi może trywialnie, ale mam wtedy swój świat, swoje „kredki” i kontroluję w nim wszystko. Czy z tej twórczości, zapytam wprost, można wyżyć?

Dążę do tego, aby móc to robić zawodowo. Potrzeba trochę czasu, ale jestem cierpliwa i pracowita. Proszę zdradzić, od czego zaczęło się pani pisanie? Jaki impuls je spowodował?

To strasznie nudna historia, naprawdę, i całkiem powtarzalna u wielu autorów. Zaczęłam w podstawówce do szuflady, potem ktoś mądry mi doradził, że należy ćwiczyć warsztat. Ćwiczyłam. Strasznie dużo i bez myśli przewodniej, że kiedyś to wydam. Potem były studia z literatury, praca w księgarni. Mając 31 lat postanowiłam po prostu

usiąść i napisać coś, co później trafi do księgarń. Powieść powstała w sześć tygodni, po kolejnych czterech miałam pierwszą swoją umowę z wydawcą. Żadnych fajerwerków, dużo pracy i samodyscypliny. Dochodzimy do ostatniej strony Figurantki, a tu niespodzianka – nic się nie kończy! Bruce znalazł się w czarnej dziurze, nad Alice nadal wisi śmiertelne niebezpieczeństwo, a pani zapowiada: wkrótce kolejne przygody. Ile odcinków jest w planach? Kiedy dostaniemy do rąk ciąg dalszy i czy po dobrym

przyjęciu serii pozwoli się pani zamknąć w szufladzie z kryminałami?

W tym momencie trwają pracę nad przygotowaniem drugiego tomu, który ukaże się 30 września pod tytułem Ryzykant, a ja już piszę trzeci. I nie myślę o tym, czy zasiedlę jakieś szuflady, będę dalej spełniała swoje aspiracje do tworzenia ciekawych historii. Dziękuję za rozmowę.

*** Aniela Wilk, Figurantka. Wydawnictwo Burda Książki (www.burdaksiazki.pl). Str. 351. Premiera 15 lipca 2020.

ANIELA WILK

Pseudonim literacki. Studiowała filologię polską ze specjalizacją edytorską na Uniwersytecie Łódzkim. W rodzinnym mieście prowadziła księgarnię, w której organizowała nie tylko spotkania autorskie, lecz także koncerty, gry rodzinne i sesje zdjęciowe. Czyta pasjami, ceni Katarzynę Puzyńską i Elżbietę Cherezińską, imponuje jej K.N. Haner (Katarzyna Nowakowska), uwielbia Thomasa Harrisa, stale wraca do klasyki. Jej hobby to rośliny, a pasją jest rekonstrukcja historyczna. Od ponad 15 lat z mężem i przyjaciółmi działa w stowarzyszeniu odtwarzającym kulturę materialną XV-wiecznej Europy. Dzięki temu zna się nieźle na kuchni XV wieku, ubiorach, szyciu, kowalstwie, malarstwie, ceramice, sztuce, jeździe konnej, garncarstwie, sokolnictwie i walce – nie najgorzej strzela z łuku. Nie planowała zostać pisarką, ale gdy pewnego dnia zabrakło jej ciekawej lektury, postanowiła sama ją sobie stworzyć. REKLAMA


WYWIAD

DWA TRUPY TO NIE KINO AKCJI A SEKSU BR AK

Z IWONĄ BANACH, AUTORKĄ OPUBLIKOWANYCH OSTATNIO PRZEZ WYDAWNIC T WO DRAGON KOMEDII KRYMINALNYCH NIEDALEKO PADA TRUP OD DENATA I GŁODNEMU TRUP NA MYŚLI, ROZMAWIA STANISŁAW BUBIN Wie pani, że władza przesadza i chce karać zwolenników Halloween? Za „cukierek albo psikus” ma być grzywna. A u pani prawdziwe-nieprawdziwe duchy i demony, że o denatach nie wspomnę. Nie boi się pani?

Ma pani na koncie jedenaśnie powieści nagradzanych na konkursach literackich. Dlaczego „zboczyła” pani w stronę humoru, literatury poważnej inaczej? Czym dla pani są śmiech, satyra, komedia? Może zwyczajny thriller byłby lepszy?

Skąd pomysł, aby akcję obu powieści umieścić w miasteczku „jakimś takim niedużym, żeby nie powiedzieć: małym i nijakim”? Pani rodzinny Bolesławiec na Dolnym Śląsku taki jest?

Małe miasta są mniej bezosobowe niż metropolie, poza tym są o wiele sympatyczniejsze. Nie do końca są nijakie, są po prostu „dwulicowe”. Z wierzchu kamień, solidność, stabilność i wysprzątane ulice, a pod spodem ludzie ze swoimi prywatnymi wojenkami o kupy na trawniku i disco polo nocą. I to jest najfajniejsze. Bolesławiec kocham, bo to jest miasto naprawdę magiczne, ale, owszem, swoje wady ma... Nie mogę o nich pisać, bo mnie jeszcze wysiedlą, a nie umiałabym mieszkać gdzie indziej. A tak na poważnie, nigdy nie mieszkałam w wielkim mieście, najdłużej w Paryżu (ale też niedługo), więc nie byłabym wiarygodna. Mimo wszelkich moich przerysowań staram się zachować jako taką wiarygodność

4 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Fot. Grzegorz Matoryn

Nie mam tak naprawdę czego się bać, przecież jakby się dobrze przyjrzeć, to ja o demonach nie piszę, o duchach też nie bardzo. Opisuję tylko wyobrażenia różnych, nie zawsze całkiem normalnych ludzi, a wyobraźnia to coś, czego żadną ustawą nie da się chyba ograniczyć. Jestem jak najdalsza od polityki, nawet w internecie się nie wypowiadam, nie znam się na tym (jak na wielu innych rzeczach), a że nie podzielam ostatnio modnych postaw typu „nie znam się, to się wypowiem” – raczej milczę.

IWONA BANACH sytuacyjną. Ja te małe miasteczka kocham, dlatego o nich piszę. W jaki sposób konstruuje pani swoje śmieszne kryminały? Proszę zdradzić patent…

Nie mam patentu, niestety, choć bardzo bym chciała. Uwielbiam śmieszyć i chcę równocześnie, żeby książka była kryminałem, czyli posiadała zagadkę, toteż bawię się pisząc. Wpadam „z głową” w akcję, a potem jak już ta akcja porządnie się rozwinie (i jeszcze porządniej mnie zaskoczy), zastanawiam się, kto mógł zabić... Poważnie! Nie wiem tego na początku pisania i jest to celowe, bo gdybym wiedziała, czytelnik by mnie rozszyfrował w pięć minut, a nie lubię zbyt oczywistych kryminałów. Nie lubię takich czytać, więc staram się takich nie pisać.

Z thrillerem jest problem. Jeden, zresztą nawet podobno niezły, napisałam, ale ludzie już są nasyceni strachem, makabrą, krwią na ścianach, zobojętnieliśmy na okropieństwa, a żeby thriller był dobry, trzeba naprawdę porządnie czytelnika wystraszyć. Niektóre kryminały ocierają się już wręcz o horror. Ja tak nie umiem. Mam swoje granice odczuwania. Przecież kiedy się pisze, to się czuje. Wolę pogodne światy z moją „wyluzowaną makabrą”. To taka odskocznia od rzeczywistości, która nie napawa optymizmem (rzeczywistość, nie odskocznia). Oba tomy, poza wieloma innymi rzeczami, wyróżniają oryginalne tytuły, przerobione z przysłów i porzekadeł. Znak firmowy z „trupem” jako stemplem?

Bardzo lubię słowo jako materiał, nie tylko jako nośnik znaczenia, ale także jako formę. Jestem językowcem i w sumie inaczej widzę słowa, dlatego lubię się nimi bawić. Z drugiej strony tytuł promuje książkę. Kusi, jest bardzo istotny. Już po samym tytule często widać (mówię o literaturze popularnej), czy to obyczajówka, romans, czy erotyk. Chciałam, żeby było widać, że moje książki to kryminalne szaleństwo. Poza tym idiomy (w każdym języku) są czymś naprawdę wspaniałym. Gdyby się im dobrze przyjrzeć, odkrylibyśmy wiele ciekawych rzeczy. I ważny jest sam język. Nie niechlujny i byle jaki, ale przemyślany. Oczywiście dostosowany do przekazu, nawet z przekleństwami kiedy trzeba, ale dopracowany.


Stworzyła pani galerię ciekawych postaci: domorosłą detektyw Magdę i dziennikarza Pawła, policjanta Mikołaja, Emilię Gałązkę czekającą na koniec świata i jej siostrę Amelię... Wszyscy oni są lekko szurnięci, ale inni – jeszcze bardziej. Na serio są tylko morderstwa. Wygląda na to, że nieboszczycy pani nie bawią, lecz żywi jak najbardziej. Tacy jesteśmy zabawni?

Najczęściej w zasadzie śmieję się sama z siebie, to pozwala mi na pewien dystans, a cała reszta to przerysowanie. Tych ludzi nie ma. Nie istnieją naprawdę, natomiast gdyby się rozejrzeć, to podobni istnieją. Zbrodnia śmieszna nie jest i chyba nie powinna być, ale postawy ludzkie mogą śmieszyć albo bawić, bo to nie zawsze to samo. Zresztą, lubię ludzi choć trochę szalonych, są normalniejsi, życzliwsi i przyjaźniejsi od tych całkowicie „normalnych”. Na marginesie każdego śledztwa obśmiewa pani wegan i wegetarian, ezoteryków, kult internetu i mediów społecznościowych, wielbicieli romansów i grafomanów, męskich szowinistów i wszelkiego rodzaju nimfomanki, a także preppersów... Dużo tego! Prawdziwa cnota krytyk się nie boi?

Ależ nie, w żadnym wypadku! Ja kocham wegan i wegetarian, uważam, że robią wiele dobrego, ja wyśmiewam tylko przesadę. Taki neofityzm, zamazywanie się granic między życiem realnym a wirtualnym. Życie „pod publiczkę”. A co do cnoty? Jeżeli chodzi o mnie, to moje własne wady też wyśmiewam i robię do samej siebie złośliwe aluzje. Jeden z pisarzy, największy bufon w książce Niedaleko pada trup od denata,, Artski, ma kilka moich cech i podobne jak ja marzenia. Tylko że to nie jest dosłowne i nie każdy to zauważy. Kiedy znajduje pani czas na pisanie? Po godzinach, w nocy? I czym dla pani pisanie jest? W jakich kategoriach traktuje pani swoje pisarstwo?

Piszę kiedy mogę, przy opiece nad mamą i córką (niesprawnymi bardzo) mam mało czasu, ale ja ten czas wyrywam po chwileczce, jak tylko się da. Ponieważ życie towarzyskie to coś, co niestety dla mnie nie istnieje (albo „stety”, bo nie przepadam) to jakoś znajduję czas. Pisanie traktuję jak coś naturalnego, od zawsze żyłam z książkami i w książkach, więc to naturalne. Niezbyt dobrze znoszę hejt (nieco lepiej krytykę), ale też nie uważam się za pępek świata. Wiem, że są o wiele lepsi ode mnie i tej wiedzy się trzymam. Gdy nie stuka pani w klawiaturę, to co pani robi? Czyta kryminały i ogląda kino akcji? Proszę zdradzić, jaki jest pani rozkład dnia? Ile czasu poświęca pani na pisanie i co jeszcze, prócz tworzenia, panią zajmuje?

Lubię się uczyć. A to kolejny język, a to nowy splot szydełkowy, a to jakiś szalony program w internecie, ostatnio w ramach akcji „#czytamlegalnie” wraz ze znajomymi pisarzami i czytelnikami wyszukuję na różnych dziwnych platformach udostępniane tam nielegalnie pirackie kopie książek i audiobooków i zgłaszam do usunięcia. Koszmarna robota i nie mam w tym większych sukcesów, ale mnie to bawi.

Uświadamiamy też czytelników trochę na temat praw autorskich, ale też to średnio działa. Sporo czytam, ale na to mam czas tylko w nocy, co nie przeszkadza mi pochłaniać dużej ilości książek. Czytam zachłannie wszystko (oprócz romansów i erotyki), najchętniej non fiction, ale czytam też fantasy, horrory, kryminały, thrillery. Prowadzę bloga Zastroniec, gdzie się oczywiście wyzłośliwiam, ale recenzje książek traktuję poważnie. Jak najbliżsi reagują na pani twórczość? Jaki ma pani kontakt z czytelnikami? Czego oczekują?

Moja mama poprawia mi wszelkie przecinki, gdyż szanowna Pani Interpunkcja bardzo mnie nie lubi, z wzajemnością niestety. Córka średnio, ale to się wkrótce może zmienić. Czy nie zgłosiła się do pani jakaś telewizja, żeby nakręcić serial wedle tych książek, bo są przecież takie filmowe?!...

Nie zgłosiła się i pewnie się nie zgłosi. Nie uważam, żeby się nadawały. Przecież tam się nic za bardzo nie dzieje. Jeden czy dwa trupy to jeszcze nie kino akcji, romans w stanie szczątkowym, a seksu w ogóle brak. No i na koniec: czy będą kolejne tomy z trupami w tytule? Co ewentualnie czeka jeszcze głównych bohaterów?

Będą kolejne, choć oczywiście to zależy od wydawnictwa. Trzeci tom właśnie kończę. Pewnie wszystkich rozczaruję, ale główni bohaterowie przeżyją. No dobra, ledwie przeżyją, ale przeżyją. Świat się skończy, ale nie tak, jakby się mogło wydawać i jeszcze nie w tym tomie. Pandemii opisywać nie mam zamiaru, bo jest straszna i nie wywołuje we mnie miłych skojarzeń. Mam nieokiełznaną nadzieje, że internet nadal będzie mi podsuwał szalone pomysły. Dziękuję za rozmowę.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 4 1


SERIAL

PIERWSZY RAZ W BIELSKU-BIAŁEJ

W kinie Helios w Bielsku-Białej w środę 2 września 2020 odbył się premierowy, publiczny pokaz trzech odcinków (z 12 zaplanowanych) serialu Pierwszy raz. Przybyli twórcy, producenci, aktorzy i sponsorzy, nie zabrakło czerwonego dywanu. Mamy nareszcie film, w którym pięknie zagrały plenery, parki, uliczki, kawiarnie, kamienice, urzędy, galerie i szkoły Bielska-Białej.

4 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Fot. Materiały prasowe producenta

G

łówni aktorzy – młodzież i dzieci – to bielszczanie. Castingi trwały trzy miesiące, a zdjęcia przez całe wakacje, od 6 lipca. Do obsady dołączyli również przekonani do projektu ludzie z YouTube, gdzie serial jest prezentowany: Karol Osentowski (Studio Accantus), Michał Sieńkowski (serial Nieprzygotowani) i Danny Ferreri (youtuber). Zagrała ponadto ikona bielskiej sceny teatralnej Jadwiga Grygierczyk (babcia Eleonora). Casting na mamę sióstr Lazurowskich, Malwinę, wygrała Olga Łasak, pokonując około 400 aktorek z całej Polski. Błażej Olma występuje w roli ojca dorastających synów, Lucjana Magrowicza. Wśród dorosłej obsady widzimy poza tym Aleksandrę Bacańską (pani Vazowsky) i Weronikę Bolchajmer (Mercedes Sky). Młodsze rodzeństwo głównych bohaterów grają dzieci wybrane do ról przez castingi.

ZDJĘCIA Z PLANU FILMOWEGO SERIALU, KTÓRY MOŻNA OGLĄDAĆ W INTERNECIE NA YOUTUBE


REKLAMA

EKOLOGIA KOMFORTU SKLEP INTERNETOWY

Polecamy nasze kolekcje n n n n n

Film opowiada o grupie młodych ludzi – ich relacjach z przyjaciółmi, nauczycielami, rodzicami, rozterkach, wyborach, fascynacjach. Twórcy formatu to Agnieszka Szulakowska z Bielskiej Szkoły Aktorskiej im. Agnieszki Osieckiej (scenariusz), Wiktoria Bednarczyk (reżyser), Jacek Szpros (zdjęcia), Darling Nikki (montaż), Esemes (muzyka). Producentem wykonawczym jest Cosmos Production. W serialu grają Katarzyna Żbel (Melisa), Maksymilian Bednarczyk (Igor), Laura Skupień (Diana), Jakub Majdak (Karol), Filip Siatkowski (Dustin), Dawid Jurczak (Kuba), Aleksandra Huczek (Alicja), Linda Gut (Angelika), Julia Waliczek (San-

dra) i Igor Teodorowicz (Michał). One i oni wcielają się w skromną dziewczynę, cichą myszkę, szaloną bohaterkę, rock’n’rollowca oraz uwielbianego przez wszystkich fajtłapę. Ci młodzi przeżywają miłości i problemy, mają swoje tajemnice, nie dogadują się z dorosłymi, buntują się. Pierwszy odcinek serialu pojawił się na kanale YouTube 2 września o godz. 19. Kolejne emitowane będą co dwa tygodnie. Pozostaje życzyć nowemu serialowi wysokiej oglądalności! Profil Pierwszego razu znajdziecie na Facebooku. Partnerem głównym serialu jest samorząd Bielska-Białej. Jednym z patronów medialnych filmu jest magazyn Lady’s Club.

n n n

DO PIELĘGNACJI CIAŁA DO PIELĘGNACJI DOMU DO CZYSZCZENIA I PIELĘGNACJI ODZIEŻY DLA DZIECI DLA SPORTOWCÓW IDEALNA KUCHNIA CZYSTY I ZADBANY SAMOCHÓD INTELIGENTNE URZĄDZENIA Do użycia wystarczy tylko woda!

BEZPŁATNA DOSTAWA GWARANCJA PRODUCENTA 2 LATA

Przykładowe korzyści z Eko-Produktów (mikrowłókno + nanosrebro) n n n n n

w 15 minut umyjesz ręcznikiem samochód w 2 litrach wody szyby, lustra zostawisz bez smug, oszczędzając czas i pieniądze płatki do prania o naturalnym składzie zadbają o Twoją odzież i zdrowie rękawiczką zrobisz szybki demakijaż i peeling twarzy i ciała umyjesz tłuste naczynia naszą serwetką wciągającą tłuszcz bez potrzeby użycia chemii POLECANE DLA ALERGIKÓW, OSÓB ŚWIADOMYCH, CHCĄCYCH ZADBAĆ O SWOJE ZDROWIE I ŚRODOWISKO

Ceny produktów zaczynają się już od 10 zł.

ODWIEDŹ NASZ SKLEP INTERNETOWY I ZAMÓW JUŻ DZIŚ: www.dourl.pl/eko Zobacz, jak wyjątkowo działają nasze produkty www.dourl.pl/zyciebezchemii mail: zrobmyczystyswiat@gmail.com tel. 600 343 850


TEATR

WYSIŁKOWE WEJŚCIE NA CZUBEK GÓRY STANISŁAW BUBIN

Okoliczności są ważne, więc zacznę od nich. T eatr P olski w B ielsku-Białej wznowił działalność artystyczną 6 czerwca – kiedy tylko stworzyły się możliwości . Z tęsknoty za graniem! I jako pierwszy w kraju, zaraz po długiej przerwie wymuszonej wirusem , zaproponował premierę znakomitej sztuki o kryzysie wieku średniego i męskiej przyjaźni .

W

sobotę 13 czerwca 2020, w tydzień po odmrożeniu, na dużej scenie Teatru Polskiego i jednocześnie – co warte podkreślenia – na teatralnej platformie VOD w internecie (www.vod.teatr.bielsko.pl) odbyła się polska prapremiera spektaklu W górę! (The Hill) Petera Quiltera, brytyjskiego dramaturga związanego z West Endem i Broadwayem. Reżyserii odważnie podjął się Witold Mazurkiewicz. W podziemiu, można by rzec, gdy wszystkim nam kazano siedzieć w domach, a na drzwiach teatru wisiała kłódka, bo koronawirus szalał. Dla wyższej kultury zaryzykowali także pozostali twórcy przedstawienia: Damian Styrna, Eliasz Styrna, Wojciech Myrczek, Barbara Guzik, Piotr Gajos, Tomasz Lorek i Rafał Sawicki. Nazwisko Quiltera, twórcy wciąż granej tu Boskiej! o Florence Foster Jenkins, najgorszej śpiewaczce świata, i słynnego dramatu muzycznego Na końcu tęczy (End of the Rainbow), niejako z góry gwarantowało premierze sukces, zwłaszcza że za przekład wziął się Bartosz Wierzbięta, autor świet-

4 4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

nych list dialogowych do takich filmów, jak Shrek, Rybki z ferajny czy Madagaskar. Ale było coś jeszcze, co przesądziło o wyborze tej sztuki. Dzięki Boskiej! teatr już wcześniej miał kontakty z Peterem Quilterem i to on zaproponował bielszczanom wystawienie po raz pierwszy w Polsce jego najnowszej sztuki The Hill. Dlatego w środku pandemii Witold Mazurkiewicz uznał, że gra warta jest ryzyka. W końcu życie wróci do normy – i trzeba mieć asa w rękawie. Tak oto niespodziewanie bielska scena przygotowała polską prapremierę spektaklu jako drugi teatr na świecie. Premiera światowa tego przedstawienia pt. Vejšlap miała odbyć się 21 marca 2020 w Divadlo Ungelt w Pradze, ostatecznie odbyła się 4 czerwca. Potwierdza to sam dramaturg na stronie www.peterquilter.net. Przyznacie, że są to okoliczności zachęcające do obejrzenia spektaklu W górę! Paraliżowała mnie jednak świadomość, że sztuka, nie licząc antraktu, trwa grubo ponad dwie godziny, i że gra w niej tylko trzech aktorów. Obawiałem się, czy dam radę wytrzymać w maseczce i zaparowanych okularach,

bo sztuki grane są teraz w warunkach reżimu epidemicznego. Wytrzymałem – i nie żałuję. Podobnie jak pozostali widzowie, zajmujący co drugie siedzenie i przejęci faktem, że po raz pierwszy w 130-letniej historii teatru uczestniczą w premierze sanitarnej. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie, sądząc po burzy oklasków na zakończenie sztuki – sztuki o trzech facetach w średnim wieku, kumplach jeszcze z czasów szkolnych, którzy postanowili wyruszyć na dwudniową górską wyprawę, by uczcić śmierć czwartego z nich, Garetha. Ci goście to Sam (Rafał Sawicki), Daniel (Piotr Gajos) i Tony (Tomasz Lorek). Każdy z nich, tak się umówili, wziął do plecaka kamień upamiętniający zmarłego przyjaciela, chcą te pamiątki zostawić na szczycie góry. Żadni z nich rasowi wspinacze, typowe mieszczuchy. Tylko Gareth chodził w góry, tylko jemu one były bliskie, rozumiał ich naturę, czuł bliskość, wiedział, po co zdobywa się szczyty. Historia jest dosyć banalna i opowiedziana mało skomplikowanym językiem. Jednak autorowi i twórcom słodko-gorzkiej kome-


dii udało się stworzyć w trakcie tej wyboistej wycieczki zajmującą opowieść o życiu. Sam jest typem playboya, podrywacza, gadatliwego erotomana, który lada dzień zamierza się ożenić i ustatkować, choć nie wierzy, że mu się to uda. Zaliczył w życiu tyle kobiet, lecz nie wie, co to jest miłość i jak sprawdzić wartość uczucia. Daniel jest eleganckim gejem, dystyngowanym, ułożonym, dobrze wychowanym. Pół roku wcześniej został porzucony przez partnera i nadal przeżywa rozstanie. Cierpliwie znosi homofobiczne żarty kolegów. Natomiast Tony to gość przy tuszy, trochę sybaryta, lubiący piwo i słodkie przekąski, nie kumający, po co pchać się w góry, skoro można wjechać samochodem do schroniska. Pracuje w branży ubezpieczeń i naciąga starszych ludzi na składki. Zanim ci trzej dotrą na szczyt, ich wspólna wędrówka staje się wzruszającą, momentami zabawną, momentami bolesną podróżą przez życie, przez doświadczenia zawodowe i problemy męsko-damskie. Mnóstwo różnych spraw wychodzi na jaw, kiedy się kłócą, spierają,

żartują, opowiadają. Z każdą godziną okazuje się, że choć znają się jak łyse koniec, tak naprawdę nie znają się wcale. Nic o sobie nie wiedzą. Tony jest tragicznie samotny, boi się kobiet, nie potrafi zawierać nowych znajomości i myśli o śmierci samobójczej. Pisze dziennik, w którym to wyjawia. Sam ściągnął z internetu mowę ślubną, nie potrafi otwarcie rozmawiać z ludźmi, a swoje lęki ukrywa pod nadmierną gadatliwością i wulgarnym językiem. Nic nie wie o swojej narzeczonej, o jej rodzinie, mylą mu się imiona podrywanych dziewczyn. Dużo więcej o jego wybrance wie Daniel, który spędził z nią wiele godzin na rozmowach. Daniel też cierpi. Jako gej nauczył się skrywać emocje, chowa

się przed ludźmi jak żółw w skorupie, boi się nawet przyjaciół. Z narastającym zaciekawieniem obserwujemy proces przemiany tych trzech facetów. Dialogi między nimi są szorstkie i brutalne, czasami komiczne. Czekamy na finał wyprawy. Wejdą na górę? Wiemy, że przed wejściem na czubek góry ci goście muszą się otworzyć na siebie i zdobyć na brutalną szczerość, żeby utrzymać i utrwalić przyjaźń. Droga na górę pomaga im coraz bardziej – muszą się dzielić wodą i resztkami jedzenia, miejscem w niewielkim namiocie, muszą podawać sobie dłonie nad potokami i przepaściami, jeśli naprawdę chcą uczcić Garetha i dotrzeć na szczyt. Obsada przedstawienia dobrana została niezwykle trafnie. Trzy różne typy osobowości, trzy odmienne charaktery. Rafał Sawicki ostro przerysowuje bohatera, jest luzakiem, który chce imponować swoim kolegom na każdym kroku. Piotr Gajos nie eksponuje nadmiernie swojej postaci, jest wyważony, naturalny, sympatyczny. A Tomasz Lorek w roli samotnika potrafi wzbudzić współczucie, a także, gdy trzeba, rozbawić. Widać, że łażenie po górach ich nie pasjonuje, ale lubią przebywać w swoim towarzystwie i nie chcą rezygnować z zamiaru oddania hołdu zmarłemu koledze. Po drodze sprzeczają się, krytykują nawzajem, wyśmiewają swoje wady. Jak to w męskim gronie. Kobiety nie zdobyłyby się na taką brutalną szczerość. Szybkie, ostre, cięte dialogi to duże wyzwanie dla aktorów, którzy nie schodzą ze sceny ani na chwilę. Wszyscy trzej świetnie sobie z tym radzą. To spektakl nietypowy, w charakterze stand-upu. Wyrazisty w języku, rozgrywający się w jedności miejsca, czasu i przestrzeni, ale otwierający się w opowieściach bohaterów na inne wymiary rzeczywistości, na roz-

maite konteksty, ilustrowany różnymi gatunkami muzyki (brawo Wojciech Myrczek, jego stylowe covery niebanalnie komentują i puentują rozmowy bohaterów, dobrze się ich słucha). Zachwycają też animacje multimedialne. Damian Styrna i Eliasz Styrna wyczarowali światłami laserowymi na słupach i szarfach z folii, na stołach i podestach, wyniosłe zbocza gór, stoki, wschód słońca, mgłę, potoki, las i polany leśne – rzecz wprost niebywała jak sugestywnie! Proste elementy teatralnego tworzywa ożywają i gasną w grze świateł, a wszystko to współgra ze sobą tak znakomicie, że widz w pełni ulega magii i złudzeniu, stając się uczestnikiem tej mozolnej wspinaczki. Kostiumy zaprojektowane przez Barbarę Guzik i rekwizyty dodatkowo jeszcze podkreślają charakterologiczną odmienność bohaterów. Oprawa wizyjna i muzyczna, intuicyjna i skupiająca uwagę, w sumie dość prosta, lecz precyzyjna i doskonale zaaranżowana, jest jednym z największych walorów tego przedstawienia. Warto zobaczyć i usłyszeć, pomyśleć i pośmiać się. Zachęcam, trzeba wraz z bohaterami tej sztuki pójść W górę! Oni przyrzekli sobie, że wkrótce znowu wyruszą.

STANISŁAW BUBIN ZDJĘCIA DOROTA KOPERSKA TWÓRCY: Peter Quilter W górę! (oryg. The Hill). Przekład – Bartosz Wierzbięta. Reżyseria – Witold Mazurkiewicz, scenografia – Damian Styrna, kompozycja i opracowanie muzyczne – Wojciech Myrczek, kostiumy – Barbara Guzik, animacje multimedialne – Damian Styrna, Eliasz Styrna, obsługa multimedialna – Bartłomiej Kubica. OBSADA: Daniel – Piotr Gajos, Sam – Rafał Sawicki, Tony – Tomasz Lorek. Premiera 13 czerwca 2020.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 4 5


NOWA SAGA

KOBIETY W ŚWIECIE NIENAWIŚCI

ROZMOWA Z WIOLETTĄ SAWICKĄ, AUTORKĄ KSIĄŻEK OLEŃKA. PANIENKA Z BIAŁEGO DWORU I FRANKA. W OBCYM DOMU to prawdziwe bohaterki, które w trudnych czasach, gdy mężczyźni poszli na wojnę, same musiały zatroszczyć się o byt dla siebie i dzieci.

W pani najnowszej, wydanej w czerwcu 2020 powieści o ziemiańskiej rodzinie z Kresów (Franka w obcym domu) istotną rolę odgrywa historia. Skąd pomysł, by akcję umieścić w dość odległej przeszłości?

To powieść, która może spodobać się również mężczyznom?

Fot. Paweł Strzelec

Według mnie, nie jest to aż tak odległa przeszłość. To początek XX wieku – pełnego przemian, postępu, narodzin nowego świata. Ale też niosącego wiele cierpienia, że wystarczy wspomnieć dwie wojny światowe. To gotowe tło do wielu książek, choć dla mnie inspiracją do napisania sagi Wiek miłości, wiek nienawiści były losy mojej kresowej rodziny. Pierwowzorem postaci Oleńki była moja prababka Jadwiga Franciszka Kochanowska. W jaki sposób zdobywała pani informacje o niej?

W pierwszej kolejności informacji o prababci szukałam u najstarszych członków rodziny. Moja ciocia spisała wspomnienia z tego, co kiedyś usłyszała od swojej matki. Ja natomiast odnalazłam w Moskwie jedną z prawnuczek prababci, która napisała do archiwum w Grodnie i otrzymała garść danych. Większości dokumentów nie dało się, niestety, odtworzyć, bo dwie wojny światowe i późniejsza sowietyzacja zrobiły swoje. Franka. W obcym domu to drugi – po Oleńce. Panience z Białego Dworu – tom o lo-

4 6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

WIOLETTA SAWICKA sach hrabianki Ostojańskiej. Co tym razem czeka główną bohaterkę?

Bardzo się zmieniła. Zderzenie z twardą rzeczywistością obcego jej świata będzie bolesne, ale Oleńka jest silna, więc zaciska zęby i się nie poddaje. To czas, kiedy trwa apogeum wielkiej wojny. To także czas bieżeństwa, przymusowej ewakuacji, a mówiąc wprost – wypędzania cywilów, głównie kobiet i dzieci, z ziem zaboru rosyjskiego w głąb Rosji. Według różnych źródeł wypędzono wtedy około

trzech milionów ludzi. Wielu zginęło po drodze, wielu nigdy nie wróciło z dalekiej Syberii. Oleńka, a właściwie w nowym życiu już Franka, też dzieli wraz z dziećmi tułaczy los. Trafiają za Wołyń, gdzie dochodzą do głosu ukraińscy nacjonaliści. Co najbardziej podoba się pani w Oleńce?

Bardzo ją lubię, nie tylko przez rodzinny sentyment, ale dla niej samej – za jej siłę, dumę i odwagę. Dziś o takich kobietach mówi się twardzielki. Dla mnie

Jak najbardziej. Są w niej emocje, wartka akcja, rzeczywiste tło historyczne, ale wyłącznie w takiej ilości, aby służyło do ukazania przeżyć bohaterów. Od razu jednak uspokajam – nie napisałam podręcznika do historii. Naturalnie, jak wskazuje nazwa serii Wiek miłości, wiek nienawiści, są też miłość i mrożące krew w żyłach wydarzenia. Starałam się także różnicować język powieści. W tamtych stronach mówiono specyficzną mieszaniną języka polsko-białoruskiego. Pamiętam niektóre zwroty, jakimi posługiwała się moja babcia, więc też je w książce przytaczam, aby oddać klimat czasu i miejsca. Przede wszystkim zaś ukazana jest determinacja młodej kobiety, by w świecie ogarniętym nienawiścią ocalić dzieci, resztki człowieczeństwa i miłość. Czy saga powstaje według ściśle określonego planu?

Tak, ale zazwyczaj w trakcie pisania wymyka się on spod kontroli i bohaterowie sami mnie prowadzą. Zanim jednak przystąpię do pisania, gruntownie się przygotowuję, czyli uzbrajam się w niezbędną wiedzę.


idzie, więc nie przeszkadzam. Relaksuje mnie też... pisanie i wymyślanie nowych historii. Nie należę natomiast do tak zwanych bywalców.

braku czasu, czy raczej ciszy panującej wokół?

Piszę po godzinach, bo pracuję na etacie. A do pisania rzeczywiście potrzebuję samotności i absolutnej ciszy. Wtedy słyszę swoje myśli. Nie znoszę, gdy ktoś mi je płoszy. Rzecz jasna zdarzają się niekiedy twórcze kryzysy. Wsiadam wówczas na rower lub idę do lasu. Albo czytam po kolei kilka książek, żeby skierować myśli na inne tory. Wtedy się odblokowuję i kryzys mija.

WIEK MIŁOŚCI, WIEK NIENAWIŚCI

Nowa saga Wioletty Sawickiej (Wydawnictwo Prószyński i S-ka), opisująca dramatyczne losy polskiej rodziny ziemiańskiej z wileńskich Kresów. Historia rozpoczyna się w 1913 w wielkim majątku, sprawnie zarządzanym przez hrabiego Aleksandra Ostojańskiego. Jego najmłodsza córka, Aleksandra, jest oczkiem w głowie ojca. Piękna dziewczyna, gorąca patriotką i pewna siebie młoda dama, zakochuje się bez pamięci w ubogim nauczycielu z sąsiedztwa. Rodzice za wszelką cenę starają się nie dopuścić do mezaliansu, ale kiedy w ostojańskim pałacu dochodzi do tragicznych wydarzeń, życie hrabianki zupełnie się zmienia. W kolejnym tomie Oleńka ukrywa się pod nazwiskiem Franki Wyrobek i dla ratowania dzieci wychodzi za mąż za kowala. Pomimo trudów codzienności, kobieta wciąż wspomina utraconą miłość. Tymczasem wielka wojna rzuca bohaterów za Wołyń, gdzie do głosu dochodzą ukraińscy nacjonaliści. Pierwowzorem postaci Oleńki była prababcia autorki – Jadwiga Franciszka Kochanowska. Jej rodzina miała na Kresach duży majątek i stadninę koni. Losy prababci i jej potomkiń stały się inspiracją do napisania tej sagi, gdzie prawdziwe wydarzenia mieszają się z fikcyjnymi. W przypadku sagi zamęczam pytaniami znajomego historyka albo kolegę, który pasjonuje się militariami. Potrafię napisać do niego w nocy SMS z pytaniem, jakiego koloru były mundury rosyjskich dragonów, jeśli akurat w tym momencie potrzebuję tego do książki. Zawsze odpisuje i jeszcze mnie nie znienawidził (śmiech). Czytam też wiele opracowań, pamiętników, archiwalnych gazet, przekopuję rodzinne archiwa. Wszytko po to, aby w miarę wiernie oddać rzeczywistość.

Tom trzeci, Maria. Dziewczyna z kwiatem we włosach, jest na ukończeniu. Główną bohaterką staje się córka Oleńki, Marysia. Naturalną koleją rzeczy część wątków z życia Marii zaczerpnęłam z doświadczeń mojej babci. Czytelnicy poznają ją jako dorosłą kobietę w czasach, gdy Hitler dochodzi do władzy. Akcja częściowo toczy się w III Rzeszy, a częściowo na Kresach. Wybucha II wojna światowa. Od wschodu do Polski wchodzą Sowieci. Więcej jednak nie mogę zdradzić.

Pracuje już pani nad trzecią częścią?

Pisze pani głównie po godzinach, w nocy? To kwestia

Co ma pani na myśli?

Trudno mnie gdzieś wyciągnąć do ludzi. Zdecydowanie wolę bezludzia i dziką naturę. Kocham Warmię i Bieszczady, tam najlepiej wypoczywam. A kiedy coś mnie naprawdę wkurzy, wtedy wyżywam się na szmatach. Dzięki czemu mam dwa w jednym – schodzi ze mnie złość i dom lśni czystością.

Czym jest dla pani pisanie?

Piszę, bo lubię. To moja pasja, przygoda, ale też pewna forma terapii. Wyrzucam z siebie w książkach emocje i mogę przeżywać wiele żyć. Staję się tym bohaterem, o którym akurat piszę. To fascynujące doświadczenie!

Dziękuję za rozmowę. ROZMAWIAŁ ARTUR KRASICKI

Jak najbliżsi reagują na pani twórczość?

Od dzieci najczęściej słyszę: „Ty ciągle piszesz!”. Na szczęście są już dorosłe, więc nie mam moralniaka, że nie poświęcam im maksimum uwagi. Mam wyrozumiałą rodzinę i przyjaciół – wiedzą, że kiedy piszę, przepadam dla świata. Jestem też zodiakalnym Rakiem, mam więc wyczuloną wrażliwość i skłamałabym, gdybym teraz powiedziała, że nie obchodzą mnie krytyczne uwagi. Odkąd zaczęłam pisać, pierwszym konsultantem, czytelnikiem i krytykiem jest mój mąż. Czasem, gdy nie podoba mu się jakiś mój pomysł, potrafi przeforsować swoje zdanie (śmiech).

WIOLETTA SAWICKA

Urodziła się i mieszka na Warmii. Z wykształcenia jest pedagogiem, ale zawodowo realizuje się jako dziennikarka. Jej specjalnością są reportaże. Od zgiełku życia wyciszenia szuka w warmińskich i bieszczadzkich lasach. Pasjonatka literatury, wędrówek bezludnymi szlakami i rowerowych wypadów. Mężatka, matka dwójki dzieci, syna i córki. Po pięciu latach emigracji w Szwecji wróciła do rodzinnego Olsztyna, gdzie narodził się pomysł napisania pierwszej powieści. Autorka 9 książek, m.in. Wyjdziesz za mnie, kotku?, Będzie dobrze, kotku, Jeśli się odnajdziemy, kotku, Dzień cudu, Wyspy szczęśliwe, Czas próby. W magazynie Lady’s Club nr 3/2018 ukazał się nasz pierwszy, szerszy wywiad z pisarką pt. Uparcie wierzę w miłość.

A co robi Wioletta Sawicka, kiedy nie stuka po nocach w klawiaturę?

Bardzo lubię sprzątać, ale gotować już nie, bo kuchnia to zdecydowanie nie moje terytorium (śmiech). Owszem, potrafię coś upichcić i gdy trzeba staję przy garach. Częściej jednak zajmuje się tym mój mąż. Nieźle mu

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 47


TY I TWÓJ ORGANIZM

Najbardziej zdumiewające w tobie jest to, że jesteś z pozoru zbiorem zwykłych elementów, takich samych, jakie można znaleźć w kupie śmieci. Jedyne, co wyjątkowego jest w pierwiastkach, które cię tworzą, to właśnie to, że tworzą ciebie. Oto cud istnienia – napisał Bill Bryson w książce Ciało. Instrukcja dla użytkownika. Pora więc ciało docenić i lepiej je poznać, bo mimo często kiepskiego traktowania, chroni nas i utrzymuje w całości przez długie lata.

CUD ISTNIENIA

4 8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Fot. Literary Arts

B

ill Bryson, autor Krótkiej historii prawie wszystkiego i świetnych reportaży podróżniczych, tym razem zajął się ludzkim ciałem. Przyjrzał mu się wnikliwie – każdy z 23 rozdziałów jego nowej książki dotyczy innego obszaru, między innymi skóry i włosów, mózgu, głowy, ust i gardła, serca i krwi, szkieletu, odporności, równowagi, płuc i oddychania, trzewi, snu, rozmnażania, nerwów i bólu, trawiących nas chorób, aż wreszcie kresu, czyli umierania. Wyróżnia tę książkę charakterystyczny dla Brysona sposób opowiadania, niepozbawiony humoru, ale przede wszystkim pełny rzetelnych, sprawdzonych informacji o tym, jak działają poszczególne układy i mechanizmy ludzkiego ciała. Co w nim jest, do czego służy, po co zostało stworzone. Czy wiedzieliście, że nasze płuca po rozprostowaniu mogłyby

BILL BRYSON AMERYKAŃSKI PISARZ, AUTOR 24 KSIĄŻEK, WŚRÓD NICH WIELU BESTSELLERÓW. OD 2003 MIESZKA W ANGIELSKIM HRABSTWIE NORFOLK. ZWIĄZANY Z DURHAM UNIVERSITY. ODZNACZONY ORDEREM IMPERIUM BRYTYJSKIEGO ZA DOROBEK LITERACKI.

pokryć powierzchnię kortu tenisowego? Albo że w ciągu życia serce wykonuje taką pracę, jaka byłaby potrzebna do podniesienia przedmiotu o masie jednej tony na wysokość 240 kilometrów? Bóg jeden wie, po co to wyliczono, ale taka jest prawda. Jednak Ciało to coś więcej niż tylko zbiór naukowych ciekawostek. To pean na cześć naszego niesamowitego, choć ułomnego i pełnego niedorzeczności ciała, które – mimo postępów wiedzy – wciąż jest w ogromnej mierze niezbadane i pełne zagadek. „Spędzasz swoje życie w tym ciepłym, chybotliwym ciele, traktujesz je jako coś oczywistego i właściwie go nie doceniasz. Czy wiesz choćby mniej więcej, gdzie jest śledziona i do czego jest ci potrzebna? Czy jest różnica między ścięgnami a więzadłami? Albo co robią twoje węzły chłonne? Ile razy dziennie


mrugasz oczami? Pięćset? Tysiąc? Oczywiście nie masz o tym pojęcia. A mrugasz 14 tysięcy razy dziennie – tak często, że twoje oczy są całkiem zamknięte aż przez 23 minuty każdego dnia” – opowiada Bill Bryson. Nie musisz jednak o tym myśleć, bo twoje ciało każdego dnia wykonuje kwadryliony rozmaitych zadań, na które nie zwracasz uwagi. „Do zbudowania ludzkiego ciała potrzeba 59 pierwiastków. Sześć z nich – węgiel, tlen, wodór, azot, wapń i fosfor – stanowi 99,2% budulca, ale większość pozostałych może się okazać nie lada niespodzianką. Kto by pomyślał, że będziemy niekompletni, jeśli zabraknie w nas molibdenu, wanadu, manganu, cyny czy miedzi? ” Nawet ci, którzy znają odpowiedzi na pytania autora, mogą sporo się dowiedzieć. Przywołując pewien intelektualny eksperyment, mający doprowadzić do budowy repliki aktora Benedicta Cumberbatcha, autor stwierdza, że jesteśmy tylko z pozoru zbiorem zwykłych elementów, pierwiastków. Nawet największym geniuszom, mającym do dyspozycji pełen zakres wiedzy, nie udałoby się stworzyć nowej istoty ludzkiej. „W sumie potrzeba nam siedmiu miliardów miliardów miliardów (...) atomów. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, dlaczego akurat te siedem miliardów miliardów miliardów atomów ma tak niepohamowane pragnienie, aby stać się tobą. Są to przecież bezmyślne cząstki niezdolne do refleksji czy jakiejkolwiek myśli. A jednak przez cały czas twojego istnienia będą cię budować oraz utrzymywać niezliczone systemy i struktury niezbędne do twojego funkcjonowania, tworzyć ciebie,

nadawać ci formę i kształt oraz pozwolą ci się cieszyć rzadkim i niezwykle przyjemnym stanem zwanym życiem” – konstatuje autor tej zdumiewającej książki. Pojawiające się czasami porównania ciała do maszyny są, zdaniem Brysona, chybione. Jest ono bowiem czymś znacznie bardziej skomplikowanym. „Działa przez dwadzieścia cztery godziny na dobę przez dziesięciolecia bez (w większości przypadków) konieczności regularnego serwisowania lub instalowania części zamiennych. Działa na wodę i kilka związków organicznych, jest miękkie i raczej piękne, niezbyt wymagające, ruchliwe i giętkie (...). Ile znasz maszyn, które to potrafią?” Wielu z nas traktuje swoje ciała dość brutalnie: zaniedbuje je przez śmieciowe jedzenie, brak ruchu, nadmierne korzystanie z używek. A jednak nasze ciało, mimo fatalnego traktowania, utrzymuje nas w całości przez długie lata. „Pięciu na sześciu palaczy nie zachoruje na raka płuc. Większość osób, które są głównymi kandydatami do zawału, nigdy go nie doświadczy. Szacuje się, że każdego dnia aż do pięciu komórek przyjmuje formę nowotworową, ale układ odpornościowy zaraz je identyfikuje i zabija” – stwierdza autor dość optymistycznie. Jego fascynująca wyprawa badawcza po ludzkim ciele pomaga zrozumieć cud naszej neurologicznej i fizjologicznej konstrukcji. Bill Bryson przedstawia procesy niezbędne do życia, na które na co dzień nikt nie zwraca uwagi, na przykład na produkcję krwinek czerwonych, zdolność do gojenia ran. Mówi, dlaczego ciało potrzebuje czasu

na regenerację w postaci snu oraz do czego mu potrzebna energia z jedzenia i picia, a także w jaki sposób możemy się poruszać. Ciało to książka pełna niezwykłych faktów (od momentu, kiedy zacząłeś to czytać, twój organizm wyprodukował kolejny milion czerwonych krwinek) i anegdot, będących znakiem firmowym Brysona. Ta świetna praca zrodziła się z ciekawości. Jedna na 100 osób rodzi się z jedną nerką i często dowiaduje się o tym przypadkowo. Jak Bryson, który po latach odkrył, że funkcjonuje z agnezją tego narządu. Postanowił więc zajrzeć w głąb siebie i odkryć pozostałe tajemnice skrywane przez organizm. Nie wiemy o sobie wielu rzeczy, więc to obowiązkowa lektura dla wszystkich użytkowników ciał. Chyba nigdy nie zastanawialiście się, ile gatunków bakterii mieszka na stałe w jamie ustnej, jak wiele litrów krwi przepływa przez nas, jak pracuje mózg. Bryson nie nudzi! To nie jest ani atlas anatomiczny, ani encyklopedia, ani popularnonaukowa proza. To reportaż z podróży w głąb nas samych, z przygodami, obalający wiele teorii i stereotypów, wsparty najnowszymi badaniami. A wszystko autor przedstawił w taki sposób, by ludzkie ciało budziło zachwyt i fascynację, żebyśmy zobaczyli, jakie niesamowite zdolności posiada, ile przetwarza informacji, jak jest ewolucyjnie przystosowane do przetrwania i ile musi przez nas znosić (używki, antybiotyki, brak ruchu). Ta opowieść wciąga, intryguje, zaskakuje, a także uczy i bawi. Bill Bryson w tej dziedzinie jest najlepszy! STANISŁAW BUBIN

MÓZG Najbardziej niezwykła rzecz we wszechświecie jest w twojej głowie. Można by przeszukać całą przestrzeń kosmiczną i nigdzie nie znaleźć czegoś równie wspaniałego, skomplikowanego i funkcjonalnego, jak te półtora kilograma gąbczastej masy ulokowanej pomiędzy uszami. Jeśli potraktować go jako zwykły przedmiot, to ten istny cud, jakim jest ludzki mózg, może się wydać nadzwyczaj nieatrakcyjny. Składa się na przykład w 75‒80 procentach z wody, a resztę stanowią głównie tłuszcz i białko. Zdumiewające, że trzy tak zwyczajne substancje mogą się połączyć w sposób, który pozwala nam kształtować myśli, gromadzić

Fot. Ndnr.com

FRAGMENTY KSIĄŻKI BILLA BRYSONA CIAŁO. INSTRUKCJA DLA UŻYTKOWNIKA

MÓZG DZIAŁA W CISZY I MROKU, NIE MA RECEPTORÓW BÓLU, NIE WIDZI SŁOŃCA, NIE CZUJE WIATRU, SKŁADA SIĘ GŁÓWNIE Z WODY, TŁUSZCZU I BIAŁKA

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 4 9


Fot. Future of the body

wspomnienia, umożliwiać widzenie oraz doznania estetyczne, a także wiele innych czynności. Gdybyś mógł wyjąć go z czaszki, z pewnością byłbyś zdumiony, jaki jest delikatny. Konsystencja mózgu była porównywana do tofu, miękkiego masła lub nieco sztywniejszej panna cotty. Wielkim paradoksem jest to, że wszystko, co wiesz o świecie, zapewnia ci organ, który sam nigdy tego świata nie widział. Mózg działa w ciszy i mroku jak więzień w lochu. Nie ma receptorów bólu, a więc sam niczego nie odczuwa. Nigdy nie czuł ciepła słońca ani powiewu wiatru. Światem twojego mózgu jest strumień impulsów elektrycznych przypominający stukanie alfabetu Morse'a. I z tych obojętnych, surowych danych tworzy dla ciebie – całkiem dosłownie – żywy, trójwymiarowy, wciągający zmysłowo wszechświat. Twój mózg to ty. Reszta ciała to tylko hydraulika i rusztowanie. Gdy siedzisz sobie spokojnie, nic nie robiąc, twój mózg w ciągu 30 sekund przetwarza więcej informacji niż eksploatowany przez 30 lat bez przerwy Kosmiczny Teleskop Hubble'a. Wycinek kory mózgowej wielkości jednego milimetra sześciennego – czyli mniej więcej ziarenka piasku – może pomieścić dwa

5 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

PORÓWNYWANIE CIAŁA DO MASZYNY JEST CHYBIONE – JEST ONO CZYMŚ BARDZIEJ SKOMPLIKOWANYM

tysiące terabajtów informacji, co wystarczy do przechowywania wszystkich filmów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano, łącznie z ich zwiastunami (…). Szacuje się, że ludzki mózg może przechować w sumie 200 eksabajtów informacji, co według Nature Neuroscience równa się „całej cyfrowej treści dzisiejszego świata”. Jeżeli to nie jest najbardziej niezwykłą rzeczą we wszechświecie, to musielibyśmy poszukać jeszcze kilku cudów. Mózg jest często przedstawiany jako żarłoczny organ. Stanowi zaledwie 2 procent masy naszego ciała, ale zużywa aż 20 procent całej naszej energii. U noworodków zużywa nie mniej niż 65 procent. Dlatego właśnie dzieci niemal ciągle śpią – ich rosnący mózg je wyczerpuje. I dlatego mają tak dużo tkanki tłuszczowej, aby w razie potrzeby wykorzystać ją jako rezerwę energii. Twoje mięśnie zużywają jej wprawdzie jeszcze więcej – około jednej czwartej – z tym, że mięśni masz dużo; gdy porównamy takie same jednostki masy, okaże się, że ze wszystkich naszych narządów mózg jest zdecydowanie najdroższy. Ale za to niezwykle wydajny. Twój mózg potrzebuje tylko około 400 kalorii dziennie – mniej więcej

tyle, ile zawiera jedna babeczka z jagodami. Spróbuj korzystać z laptopa przez 24 godziny, dysponując energią równą zawartości kalorycznej jednej muffinki, i sprawdź, na ile wystarczy ci prądu. W przeciwieństwie do innych części ciała mózg spala owe 400 kalorii w stałym tempie, niezależnie od tego, co robisz. Niestety, ciężka praca umysłowa nie pomoże ci schudnąć. W zasadzie nie daje ona żadnych korzyści. Richard Haier, naukowiec z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine, użył skanerów pozytonowej tomografii emisyjnej i zaobserwował, że najciężej pracujące mózgi są zazwyczaj najmniej produktywne. Odkrył, że te najbardziej wydajne potrafią szybko rozwiązać zadanie, a następnie wejść w swego rodzaju tryb czuwania. Mimo tak niebywałej mocy obliczeniowej w twoim mózgu nie ma nic, co byłoby wyłącznie ludzkie. Tworzą go dokładnie takie same elementy – neurony, aksony, zwoje nerwowe itd. – jak mózg psa czy chomika. Wieloryby i słonie mają znacznie większy mózg niż my, choć oczywiście mają też znacznie większe ciało. Ale nawet mysz skalowana do wielkości człowieka miałaby mózg równie duży co my, a wiele ptaków wypadłoby lepiej od nas. Okazuje się też, że ludzki mózg, jeśli chodzi o liczby, nie jest tak imponujący, jak dotąd uważano. Przez lata twierdzono, że ma 100 miliardów komórek nerwowych (neuronów), ale według obliczeń dokonanych przez brazylijską neurolog, Suzanę Herculano-Houzel, w 2015 roku liczba ta została oszacowana na 86 miliardów, co oznacza istotną degradację. Neurony nie przypominają innych komórek, które zwykle są zwarte i kuliste. Są długie i nitkowate, by lepiej przekazywać impulsy elektryczne z jednego na drugi. Główna nić neuronu nazywana jest aksonem. Na końcu rozdziela się na wzór gałęzi drzewa w rozszerzenia zwane dendrytami – jest ich nawet do 400 tysięcy. Niewielka przestrzeń między zakończeniami komórek nerwowych to synapsa. Każdy neuron łączy się z tysiącami innych neuronów, dając biliony połączeń – „w jednym centymetrze sześciennym tkanki mózgowej jest tyle powiązań, ile gwiazd w naszej Drodze Mlecznej”, że zacytuję neuronaukowca, Davida Eaglemana. To właśnie ten złożony splot synaptyczny decyduje o naszej inteligencji, a nie sama liczba neuronów, jak kiedyś myślałem.


Z pewnością najciekawsze i najbardziej niezwykłe jest to, że mózg jest nam zbędny. Aby przetrwać na Ziemi, nie musisz bowiem umieć komponować ani zgłębiać koncepcji filozoficznych – tak naprawdę wystarczyłoby myślenie na poziomie czworonogów. Dlaczego więc zainwestowaliśmy tyle energii w wykształcenie zdolności intelektualnych, których tak naprawdę nie potrzebujemy? To tylko jedna z wielu rzeczy o twoim mózgu, których on sam ci nie powie. Nic dziwnego, że jako najbardziej rozwinięty z naszych organów mózg ma więcej nazwanych funkcji i punktów orientacyjnych niż jakakolwiek inna część ciała, ale zasadniczo dzieli się on na trzy sekcje. Na wierzchu, dosłownie i w przenośni, znajduje się kora mózgowa, która wypełnia większą część sklepienia czaszki i jest tym, co zwykle uważamy za mózg. Kora mózgowa (cerebral cortex – od łacińskiego cerebrum oznaczającego mózg) jest ośrodkiem wszystkich naszych wyższych funkcji. Dzieli się ona na dwie półkule, z których każda zawiaduje jedną stroną ciała, ale z nieznanych powodów większość dróg nerwowych jest skrzyżowana tak, że prawa półkula mózgu kontroluje lewą stronę ciała i na odwrót. Obie połączone są pasmem włókien zwanym spoidłem wielkim lub ciałem modzelowatym (łac. corpus callosum, co oznacza twardy materiał lub dosłownie ciało zrogowaciałe). Kora mózgowa jest pofałdowana, tworząc głębokie szczeliny zwane bruzdami oraz grzbiety określane mianem

R

fałd lub zakrętów, co pozwala na zwiększenie jej powierzchni. Wzory, jakie tworzą bruzdy i fałdy w korze, są unikatowe dla każdej osoby – podobnie jak odciski palców – ale czy ma to coś wspólnego z inteligencją, temperamentem czy czymkolwiek innym, co cię definiuje, wciąż nie wiadomo. I jedna, i druga półkula mózgu dzieli się na cztery płaty: czołowy, ciemieniowy, skroniowy i potyliczny, a każdy z nich specjalizuje się w pewnych funkcjach. Płat ciemieniowy zarządza danymi sensorycznymi, takimi jak dotyk i temperatura. Płat potyliczny przetwarza informacje wzrokowe, a płat skroniowy odpowiada głównie za słuchowe, choć pomaga również w przetwarzaniu informacji wzrokowych. Wiemy od kilku lat, że w momencie patrzenia na czyjąś twarz uaktywnia się u nas sześć obszarów na płacie skroniowym (nazywanych polami rozpoznawania twarzy). Nadal jednak nie jest jasne, jaki element obserwowanej twarzy pobudza konkretne pola rozpoznawania w naszym mózgu. Płat czołowy nadzoruje wyższe funkcje mózgu – rozumowanie, przezorność, rozwiązywanie problemów, kontrolę emocjonalną i tak dalej. Jest to też część odpowiedzialna za osobowość, za to, kim jesteśmy. Jak na ironię, co kiedyś zauważył Oliver Sacks, płaty czołowe były ostatnim obszarem mózgu do rozszyfrowania. „Nawet w moich czasach studenckich nazywano je jeszcze »cichymi płatami«”– pisał w 2001 roku. Nie dlatego, że uważano, iż nie pełnią żadnych funkcji, ale dlatego, że się one nie ujawniają.

Pod korą, w tyle głowy, tam gdzie czaszka łączy się z szyją, znajduje się móżdżek (łac. cerebellum). Chociaż zajmuje zaledwie 10 procent objętości czaszki, skupia ponad połowę neuronów mózgu. Ma ich tak wiele nie dlatego, że służy do intensywnego myślenia, ale dlatego, że kontroluje równowagę i złożone ruchy, a to wymaga armii przewodów. U podstawy mózgu znajduje się, schodzący w dół niczym szyb windy, łączący mózg z rdzeniem kręgowym i resztą ciała pień mózgu, czyli najstarsza jego część. Odpowiada za nasze elementarne czynności: spanie, oddychanie, pracę serca. Na co dzień nie poświęca mu się zbyt wiele uwagi, ale ma tak zasadnicze znaczenie dla naszego istnienia, że w Wielkiej Brytanii jego śmierć stanowi bezdyskusyjną podstawę do stwierdzenia zgonu u ludzi. Wiele mniejszych struktur – podwzgórze, ciało migdałowate, hipokamp, kresomózgowie, przegroda błoniasta, spoidło uzdeczek, kora śródwęchowa i tuzin innych – które składają się na układ limbiczny (łac. limbus oznacza brzegowy, peryferyjny), porozrzucanych jest w mózgu jak orzechy w keksie. Można oczywiście przeżyć całe życie, nie wiedząc nic o żadnym z tych elementów, chyba że zaczną szwankować. Zwoje podstawy mózgu na przykład odgrywają istotną rolę w koordynacji ruchu, mowy i myśli, ale zwykle dopiero wtedy zaczynają skupiać naszą uwagę, gdy ulegną degeneracji i doprowadzą do choroby Parkinsona (…). n

KIEDY COŚ BARDZO SZWANKUJE: RAK

ak jest chorobą, której większość z nas obawia się bardziej niż jakiejkolwiek innej, ale ten ogromny lęk jest dość nowy. W 1896 roku, kiedy American Journal of Psychology poprosił ludzi o wymienienie kryzysów zdrowotnych, których najbardziej się boją, prawie nikt nie wspomniał o nowotworach. Chorobami budzącymi największy strach były wtedy błonica, ospa prawdziwa i gruźlica, a szczękościsk, utonięcie, ugryzienie przez wściekłe zwierzę lub obrażenia w wyniku trzęsienia ziemi były bardziej przerażające dla przeciętnego człowieka niż rak. Wynikało to w pewnej mierze z faktu, że dawniej ludzie nie żyli na tyle długo, by duża część z nich zachorowała na nowotwór. Jak Siddhartha Mukherjee, autor książki Cesarz wszech chorób. Biografia

raka, opisującej historię choroby nowotworowej, usłyszał od swego kolegi: „O wczesnej historii raka można powiedzieć tylko tyle, że jest ona bardzo krótka”. I nie znaczy to wcale, że rak w ogóle nie występował, ale że nie zapisał się w pamięci ludzi jako coś prawdopodobnego czy przerażającego. Był wtedy traktowany tak samo jak dzisiaj zapalenie płuc. Wprawdzie zapalenie płuc wciąż zajmuje wysoką, dziewiątą pozycję wśród najczęstszych przyczyn zgonu, jednak niewielu z nas odczuwa lęk przed śmiercią z tego powodu, ponieważ wydaje nam się, że umierają na nią raczej mało odporne starsze osoby, które i tak wkrótce odejdą. Przez długi czas podobnie było z rakiem. W XX wieku wszystko się zmieniło. Między rokiem 1900 a 1940 rak jako przyczyna zgonu przesko-

czył z ósmego miejsca na drugie (plasując się tuż za chorobą serca) i od tego czasu wciąż rzuca cień na nasze postrzeganie śmiertelności. W pewnym momencie życia około 40 procent z nas odkryje, że ma raka. Wielu z nas, o wiele więcej, będzie go miało, nawet o tym nie wiedząc, bo umrze wcześniej na coś innego. Na przykład 50 procent mężczyzn powyżej sześćdziesiątego i 75 procent mężczyzn powyżej siedemdziesiątego roku życia umiera na raka prostaty, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Uważa się, że gdyby mężczyźni żyli wystarczająco długo, wszyscy dostaliby raka prostaty. W XX wieku rak stał się nie tylko powodem ogromnego lęku, ale także piętnem. Z ankiety przeprowadzonej w 1961 roku wśród amerykańskich lekarzy wynikało, że dziewięciu na dziesięciu

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 51


z nich nie informowało swoich pacjentów o chorobie nowotworowej, by nie wywołać u nich wstydu i przerażenia. Mniej więcej w tym samym czasie ankiety przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wykazały, że około 85 procent pacjentów z rakiem chciało wiedzieć, czy umiera, ale od 70 do 90 procent lekarzy nie chciało im tego powiedzieć. Myślimy, że rak to coś, co złapiemy tak jak infekcję bakteryjną. W rzeczywistości jest to choroba o całkowicie wewnętrznym charakterze, a wynika z tego, że organizm sam działa na swoją niekorzyść. W 2000 roku przełomowy artykuł w czasopiśmie Cell wymienił sześć cech szczególnych dla wszystkich komórek nowotworowych, a mianowicie: – dzielą się bez ograniczeń, – rozwijają się bez jakiejkolwiek reguły lub wpływu czynników zewnętrznych, takich jak hormony, – wymuszają angiogenezę (tworzenie naczyń włosowatych), co oznacza, że oszukują ciało, aby zapewnić sobie dopływ krwi, – ignorują wszelkie sygnały nakazujące im zaprzestanie namnażania, – nie ulegają apoptozie, czyli zaprogramowanej i kontrolowanej śmierci komórek, – dokonują przerzutów, czyli rozprzestrzeniają się na inne części ciała. Wszystko więc sprowadza się do faktu, że rak jest – aż ciarki przechodzą – twoim własnym ciałem, które robi wszystko, by cię zabić. To oznacza samobójstwo bez twojego pozwolenia. „Dlatego nowotwory nie są zaraźliwe – mówi doktor Josef Vormoor, kierownik i jeden z założycieli dziecięcego oddziału hematologiczno-onkologicznego w Princess Máxima Center of Childhood Cancer w Utrechcie w Holandii. – One cię atakują”. Komórki nowotworowe przypominają normalne, z tym wyjątkiem, że błyskawicznie się rozmnażają. Ponieważ są na pozór normalne, organizm czasami ich nie rozpoznaje, dlatego nie wywołują reakcji zapalnej, co stałoby się w przypadku ciała obcego. Oznacza to, że większość nowotworów we wczesnym stadium jest bezbolesna i właściwie niewidoczna. Dopiero gdy guzy stają się na tyle duże, że uciskają nerwy lub tworzą narośle, uświadamiamy sobie, że coś jest nie tak. Niektóre nowotwory mogą narastać niepostrzeżenie przez całe dekady, zanim staną się oczywiste. Inne nigdy się nie ujawniają.

5 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Rak jest zupełnie niepodobny do innych chorób. Zwykle jest nieustępliwy w swoich atakach. Zwycięstwo nad nim jest niemal zawsze ciężko zdobyte, wielkim kosztem ogólnego stanu zdrowia. Atakowany może się wycofać, ale potem przegrupować i wrócić w silniejszej formie. Nawet gdy wydaje się, że został pokonany, może pozostawić po sobie „uśpione” komórki, które po wielu latach mogą ponownie obudzić się do życia. Przede wszystkim jednak komórki rakowe są samolubne. Normalne wykonują swoją pracę, a następnie obumierają zgodnie ze wskazówkami ze strony innych komórek dla dobra organizmu. Nowotworowe tak nie robią. Mnożą się niemal wyłącznie we własnym interesie. „Ewoluowały, by unikać wykrycia – wyjaśnia Vormoor. – Potrafią ukrywać się przed lekami. Mogą rozwinąć odporność. Mogą rekrutować inne komórki, by im pomagały. Mogą przejść w stan hibernacji i poczekać na lepsze warunki. Potrafią zrobić różne rzeczy, które utrudniają nam ich zabicie”. Dopiero niedawno zdaliśmy sobie sprawę, że zanim nastąpią przerzuty, nowotwory przygotowują na odległość grunt pod inwazję na dalsze docelowe narządy, a czynią to prawdopodobnie za pomocą jakichś sygnałów chemicznych. „Znaczy to – mówi Vormoor – że kiedy dochodzi do przerzutów komórek nowotworowych na inne narządy, nie pojawiają się one tam nagle, mając nadzieję na możliwie najlepsze warunki. Już wcześniej zakładają swoje bazy w organach docelowych. Dlaczego niektóre nowotwory dokonują przerzutów do określonych narządów, często znajdujących się w odległych częściach ciała, zawsze pozostawało tajemnicą”. Od czasu do czasu musimy sobie jednak przypomnieć, że wciąż mówimy o bezmózgich komórkach. Nie są one świadomie wrogo do nas nastawione. Nie zamierzają nas zabić z premedytacją. Robią jedynie to, co wszystkie komórki, mianowicie próbują przetrwać. „Świat to miejsce pełne wyzwań – mówi Vormoor. – Wszystkie komórki opracowały repertuar używanych przez siebie programów, aby uchronić się przed uszkodzeniem DNA. Robią tylko to, do czego zostały zaprogramowane”. Albo jak to mi wytłumaczył jeden z kolegów Vormoora, Olaf Heidenreich: „Rak to cena, którą płacimy za ewolucję. Gdyby nasze komórki nie mogły mutować, nigdy nie zachorowalibyśmy na raka, wtedy jed-

nak nie moglibyśmy również ewoluować. Stalibyśmy się niezmienni. W praktyce oznacza to, że chociaż ewolucja jest niekiedy dla jednostki trudna, gatunkowi niesie same korzyści”. W rzeczywistości rak to nie jest jedna choroba, ale zbiór ponad dwustu mających różne przyczyny i różne prognozy. Z tego 80 procent powstaje w komórkach nabłonkowych, to znaczy w komórkach, które tworzą skórę i wyściółkę narządów. Na przykład nowotwory piersi nie rosną gdziekolwiek w piersi, ale zwykle w kanalikach mlecznych. Przyjmuje się, że komórki nabłonkowe są szczególnie podatne na nowotwory, ponieważ dzielą się szybko i często. Tylko 1 procent nowotworów występuje w tkance łącznej; są one nazywane mięsakami. Rak to przede wszystkim choroba związana z wiekiem. Do czterdziestego roku życia ryzyko zachorowania u mężczyzn wynosi 1 do 71, u kobiet 1 do 51, ale powyżej sześćdziesiątego roku życia znacznie się zwiększa – u mężczyzn wynosi już 1 na 3, u kobiet 1 na 4. Osiemdziesięciolatek jest aż tysiąc razy bardziej narażony na wystąpienie raka niż nastolatek. Styl życia jest czynnikiem w dużej mierze decydującym o tym, kto z nas zachoruje na raka. Według niektórych szacunków ponad połowa zachorowań wynika z tego, z czego moglibyśmy tak naprawdę zrezygnować, przede wszystkim palenia, nadużywania alkoholu i przejadania się. Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne (American Cancer Society) ujawniło „istotny związek” między nadwagą a występowaniem raka wątroby, piersi, przełyku, prostaty, jelita grubego, trzustki, nerki, szyjki macicy, tarczycy i żołądka – czyli, krótko mówiąc, niemal wszystkich organów. W jaki jednak sposób nadwaga wpływa na to, że tak się dzieje, wcale nie jest jasne, ale na pewno tak jest. Istotnym powodem powstawania nowotworów są również czynniki środowiskowe, może nawet w większym stopniu, niż większość z nas zdaje sobie sprawę. Związek między oddziaływaniem środowiska a nowotworami pierwszy stwierdził brytyjski chirurg Percivall Pott, który w 1775 roku zauważył, że rak moszny był o wiele bardziej powszechny wśród kominiarzy niż w innych grupach zawodowych – na tyle, że choroba ta zyskała nawet miano raka kominiarzy. Dociekanie Potta dotyczące ich ciężkiej doli, przedstawione w pracy zaty-


REKLAMA

tułowanej Chirurgical Observations Relative to the Cataract, the Polypus of the Nose, the Cancer of the Scrotum, Etc. (Chirurgiczne obserwacje zaćmy, polipa nosa, raka moszny itp.), jest godne uwagi nie tylko ze względu na identyfikację środowiskowych czynników powstawania raka, ale także na okazanie współczucia biednym kominiarzom. Oni bowiem w trudnych i pełnych zaniedbań czasach stanowili grupę szczególnie pogardzaną. Od najmłodszych lat, jak zaobserwował Pott, mali kominiarze „często byli traktowani tak brutalnie, że niemal przymierali z zimna i głodu; wpychani w ciasne i nierzadko gorące kominy, narażeni na posiniaczenia, poparzenia, a nawet i uduszenie, natomiast kiedy wchodzili w okres dojrzewania, byli bardzo podatni na zachorowanie na najbardziej wyniszczającą, bolesną i śmiertelną chorobę”. Przyczyną raka, którą odkrył Pott, było nagromadzenie sadzy w fałdach mosznowych kominiarzy. Porządna kąpiel raz w tygodniu powstrzymałaby chorobę, ale większość kominiarczyków nie mogła nawet liczyć na cotygodniowe mycie, a rak moszny w tej grupie pozostawał poważnym problemem aż do końca XIX wieku.

Bill Bryson, Ciało. Instrukcja dla użytkownika (tytuł oryg. The Body. A Guide for Occupants), Zysk i S-ka Wydawnictwo (www.zysk.com.pl). Przekład Aleksander Wojciechowski. Ilustracje Neil Gower, wybór zdjęć Sarah Hopper. Stron 504. Dziękujemy Wydawcy za udostępnienie egzemplarza książki.

Nikt nie wie – bo jest to raczej niemożliwe do ustalenia – w jakim stopniu czynniki środowiskowe przyczyniają się współcześnie do powstawania nowotworów. Obecnie na świecie produkuje się ponad 80 tysięcy rodzajów środków chemicznych, a według jednego z obliczeń 86 procent z nich nie przetestowano pod kątem ich wpływu na ludzi. Nie wiemy nawet zbyt wiele o otaczających nas dobroczynnych czy choćby neutralnych substancjach chemicznych. Jak powiedział w 2016 roku w wywiadzie dla czasopisma Chemistry World Pieter Dorrestein z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego: „Jeśli ktoś zapyta o dziesięć najczęstszych molekuł w ludzkim środowisku, nikt nie będzie w stanie na to odpowiedzieć”. Spośród tych, które mogą być dla nas groźne, dokładnie przebadano jedynie radon, dwutlenek węgla, dym tytoniowy i azbest. Co do reszty można jedynie spekulować. Wdychamy duże ilości formaldehydu, który stosuje się w środkach zmniejszających palność i klejach, którymi klejone są nasze meble. Produkujemy również i wdychamy dużo dwutlenku azotu, węglowodorów wielopierścieniowych, związków półorganicznych i różnych cząstek stałych. Nawet gotowanie i palenie świec może emitować cząstki, które są dla nas potencjalnie szkodliwe. Chociaż nie da się powiedzieć, w jakim stopniu zanieczyszczenia obecne w powietrzu i wodzie przyczyniają się do powstawania nowotworów, przypuszcza się, że może to być nawet 20 procent. Wirusy i bakterie również powodują raka. Światowa Organizacja Zdrowia w 2011 roku oszacowała, że 6 procent nowotworów odnotowanych w krajach rozwiniętych, ale aż 22 procent w tych o niskim i średnim dochodzie, można przypisać wyłącznie działaniu wirusów. Kiedyś uważano to za radykalną koncepcję. W 1911 roku, kiedy Peyton Rous, młody badacz z Rockefeller Institute w Nowym Jorku, stwierdził, że przyczyną raka u kurcząt jest wirus, jego odkrycie zostało powszechnie zakwestionowane. Wskutek sprzeciwu środowiska, a nawet jego drwin, Rous porzucił ten pomysł i zajął się innymi badaniami. Dopiero w 1966 roku, po ponad pół wieku, jego odkrycie zostało potwierdzone i uhonorowane Nagrodą Nobla. Obecnie wiemy już, że patogeny są odpowiedzialne za raka szyjki macicy (wywołanego przez wirus brodawczaka ludzkiego), chłoniaka Burkitta, wirusowe zapalenie wątroby typu B i C oraz kilka innych. W sumie mogą one odpowiadać za jedną czwartą wszystkich nowotworów na świecie.

ROZWIŃ SWOJE MENTALNE SKRZYDŁA AGNIESZKA SZTAFIŃSKA i MARCIN PRUSIŃSKI

zapraszają na szkolenie, które łączy w sobie dwie potężne siły: • siłę zdrowej pewności siebie • siłę wewnętrznego spokoju

3 PAŹDZIERNIKA 2020 Zapisz się już teraz! • uwolnisz swój potencjał • odkryjesz swoje wewnętrzne wartości • odnajdziesz prawdziwe flow • poznasz swoje prawdziwe talenty • nauczysz się podsycać żar swojej pasji • wdrożysz nowe, zdrowe nawyki • poznasz szybkie sposoby na podniesienie pewności siebie • medytacja mindfulness wpłynie na jakość Twojego życia • zwiększysz perspektywę postrzegania swojego świata • emocje będą paliwem dla Twojej motywacji • odnajdziesz swój wewnętrzny balans

MARCIN PRUSIŃSKI trener mentalny, mówca i szkoleniowiec, trener technik szybkiego czytania, maratończyk AGNIESZKA SZTAFIŃSKA przedsiębiorca, trener rozwoju, nauczyciel, mentor, certyfikowany coach

REKOMENDACJE I KONTAKT: www.mentalneskrzydla.pl mentalneskrzydla@gmail.com N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 5 3 tel. 730 719 700 lub 600 343 850


Fot. Materiały Prasowe

PROJEKT JESTEM PIĘKNA

SMART AGING CZY ANTI-AGING?

w mojej opinii: zdecydowanie Smart aging! ten termin w języku angielSkim oznacza dbanie o Siebie w mądry, inteligentny SpoSób, z wykorzyStaniem naturalnych metod odmładzających. do niedawna wSzyStkie zabiegi przeciwStarzeniowe określano mianem anti-aging, co Sugerowało walkę z objawami Starzenia i próby cofania zegara.

M

5 4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

dbanie o siebie w sposób holistyczny, ponieważ zdrowa i piękna skóra odzwierciedla stan organizmu. Nie ukrywam, jak bardzo mnie cieszy, że coraz więcej kobiet dostrzega potrzebę naturalnej pielęgnacji i wprowadza do swojego życia zdrowe nawyki.

Fot. Łukasz Jungto

edialny wizerunek coraz młodszych 50-latek sprawił, że zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie jest granica młodości i czy to na pewno właściwy kierunek pielęgnacji. Widok coraz młodszych kobiet, korzystających z inwazyjnych zabiegów medycyny estetycznej, wcale nie jest atrakcyjny. Często ich twarze są podobne do siebie – nienaturalnie powiększone usta i policzki wypełnione kwasem hialuronowym. Smart Aging to nurt sprzeciwu – powstał z braku zgody na sztuczną ingerencję w organizm. Chcemy dbać o siebie w świadomy sposób, z zachowaniem naturalnej, zdrowej kondycji skóry. Nie oznacza to rezygnacji z zabiegów pielęgnacyjnych, tylko korzystanie z nich w mądry, przemyślany sposób, żeby na każdym etapie życia były one indywidualnie dobierane do wieku skóry. Smart Aging to profilaktyka i zdrowy styl życia. Oznacza

JOANNA SKOREK-KOPCIK

W BLISKIEJ MEMU SERCU AJURWEDZIE, wywodzącej się z Indii nauce o zdrowiu i życiu, można znaleźć wiele skutecznych i naturalnych metod, które przywracają równowagę w ciele, a tym samym wpływają na zdrowie i urodę. Jestem gorliwą propagatorką holistycznego stylu życia, który sama staram się prowadzić, a tym samym pokazywać innym kobietom, że to droga, która przynosi skuteczne efekty dla całego organizmu. Pewnie też dlatego moje artykuły w Lady’s Club dotyczą tematyki holistycznej koncepcji zdrowia i urody. Starzenie jest nieuchronnym


ZBILANSOWANE ODŻYWIANIE, OPARTE NA DUŻEJ ILOŚCI WARZYW I OWOCÓW, MA DUŻE ZNACZENIE W ODMŁADZANIU

skumulowane w barkach i na twarzy, a dzięki odpowiednim ruchom przywraca równowagę w skórze i jej młodzieńczy blask. Cera po takim masażu wygląda o kilka lat młodziej. Jest dotleniona, promienna, widać spłycenie zmarszczek. Masaż KOBIDO można łączyć z peelingami chemicznymi, czyli wykorzystaniem popularnych kwasów, które mają działanie zarówno pielęgnacyjne, jak i lecznicze, ponieważ skutecznie niwelują przebarwienia, trądzik i stany zapalne. Mezoterapia bezigłowa. Do grupy bezinwazyjnych metod stymulujących i regenerujących skórę można także zaliczyć mezoterapię bezigłową, która polega na oddziaływaniu krótkich impulsów napięcia elektrycznego na komórki i tkanki. Dzięki wprowadzaniu do skóry różnych koktajli z kwasem hialuronowym i witaminami, docierają one do głębszych warstw skóry i tym samym są efektywne. Mezoterapia bezigłowa stanowi alternatywę dla zabiegów nakłuwania i jest wybierana przez panie, które boją się igieł i nie chcą korzystać z zabiegów naruszających skórę. Prąd galwaniczny. Stosunkowo niedawno na rynku pojawiły się różne urządzenia, które również z powodzeniem można stosować do pielęgnacji domowej. Od ponad dwóch lat dbam o swoją skórę, wykorzystując do tego celu ageLOC Galvanic Spa, amerykańską technologię, działającą w oparciu o prąd galwaniczny, który stymuluje i pobudza skórę. Zabiegi są proste i bezbolesne. Polegają na wprowadzaniu

składników aktywnych, działają nawilżająco i odżywczo na skórę. Polecam szczególnie paniom, które nie mają czasu na wizyty w salonach kosmetycznych, a zależy im na systematycznym dbaniu o kondycję skóry. Najlepsze efekty daje stosowanie urządzenia minimum raz w tygodniu. Cieszy mnie, że coraz więcej salonów wprowadza do swojej oferty naturalne terapie odmładzające. Jestem przekonana, że będziemy coraz częściej słyszeć o Smart Aging. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, napisz do mnie: Joannaskorekkopcik@gmail.com Autorka jest kosmetologiem, ekspertem ds. zdrowia i urody, właścicielką gabinetu Holistyczna Pielęgnacja

URZĄDZENIE DZIAŁAJĄCE W OPARCIU O PRĄD GALWANICZNY ŚWIETNIE STYMULUJE I POBUDZA SKÓRĘ

Fot. Materiały Prasowe

NAJLEPSZĄ METODĄ JEST SKUTECZNA PREWENCJA, CZYLI ZAPOBIEGANIE. Nawilżanie skóry od wewnątrz i na zewnątrz. Picie odpowiedniej ilości wody, która skutecznie wypłukuje nagromadzone toksyny i wpływa na jędrność skóry. Stosowanie odpowiednich kremów, których składniki są tak dobrane, że zatrzymują wilgoć w skórze. Dobrze nawilżona skóra jest jędrna, elastyczna i bardziej odporna na powstawanie zmarszczek. Ochrona przed promieniowaniem UV. Stosowanie preparatów z filtrem SPV to konieczność, ponieważ promieniowanie słoneczne przyspiesza starzenie skóry i jest przyczyną powstawania przebarwień. Wspomaganie procesów regeneracyjnych. Wraz ze starzeniem organizmu spada ilość składników aktywnych niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry. Obniża się poziom kolagenu i ubywa kwasu hialuronowego. Można zaobserwować wiotkość i brak elastyczności skóry. W takiej sytuacji rewelacyjne efekty przynoszą liftingujące masaże twarzy, które stymulują mięśnie i pobudzają krążenie, dzięki czemu wpływają na procesy odnowy komórkowej. Moim ulubionym masażem jest japoński masaż twarzy KOBIDO, jeden z najstarszych masaży świata, oparty na technikach głębokiej stymulacji tkanek. Masaż KOBIDO obejmuje kilka etapów, między innymi drenaż limfatyczny, pobudzenie, energetyzację i relaksację opartą na akupresurze. Wykonywany systematycznie w odstępach 10‒14-dniowych przynosi bardzo dobre efekty odmładzające. Niweluje napięcie

Fot. arc

procesem, jaki zachodzi w organizmie, ale kiedy zaczniemy troszczyć się o nasze ciało odpowiednio wcześnie, to jesteśmy w stanie zachować je w dobrej formie na długie lata. Recepta jest prosta, tylko wymaga od nas, niestety, trochę wysiłku i systematyczności związanej z wprowadzaniem do życia zdrowych nawyków, o których pisałam już na łamach magazynu. Dla przypomnienia powiem, że są to: zdrowy sen, dobre odżywianie, aktywność fizyczna i regularna pielęgnacja domowa indywidualnie dobranymi produktami. Jeśli chcemy czuć się dobrze i wyglądać młodo, to palenie papierosów, objadanie się czy spożywanie dużych ilości alkoholu nie wyjdzie nam na zdrowie. Im wcześniej zaczniemy troszczyć się o skórę, tym później ulegnie ona procesowi starzenia.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 5 5


ZDROWIE

POZNAJ SWÓJ

TYŁEK

Dwaj norwescy lekarze napisali książkę o odbycie. Lekko i dowcipnie przekazują w niej poważną wiedzę medyczną o tej części ciała, o której mówią, że jest naszym najważniejszym organem. „Być może mózg jest niezbędny do życia, ale to zdrowy odbyt pozwala nam się nim cieszyć ”. Opisują więc, jak zbudowany jest anus, podają przykłady właściwej higieny, a także wyliczają choroby, które mogą go objąć. Jest ich dość dużo. Rozprawiają się również z mitami dotyczącymi seksu analnego. Przyjemnie czyta się poradnik , w którym nie ma tematów tabu.

W

starożytnym Egipcie każdy faraon miał specjalistę od tej części ciała, który w wolnym tłumaczeniu nazywał się... pasterzem odbytu. Czarna dziura, odbyt, pupa, tyłek – czyli to, co się kryje między pośladkami – to nie tylko istotny element naszej anatomii, ale także historia rozwoju ludzkości i... nieustające źródło humoru. Nie wiadomo dlaczego, ale od wieków każdy człowiek uważa kupę i pupę za coś zabawnego. Czy nie dlatego ktoś wymyślił pierdzącą poduszkę, a dowcipy kloaczne trzymają się od wieków wszystkich środowisk, nie tylko koszarowych? Autorzy sugerują, że właśnie z dupy wzięły się rozmaite rodzaje humoru ludzkiego. Mimo problematyki budzącej żarty ciężkiego kalibru, bez wątpienia to mądra książka, napisana bez kompleksów i pełna ciekawych wiadomości, dotyczących ewolucji odbytu, właściwości tego narządu u różnych gatunków zwierząt, historii medycyny analnej i powszechnych dolegliwości odbytu: krwawienia (guzki, polipy, czyraki, hemoroidy, ropienie), swędzenia, nietrzymania gazów i stolca, bólu odbytu, wreszcie pęknięć szczeliny. Jeśli myśleliście, że wiecie o swoim organizmie wszystko, to się mylicie! Dlaczego lepiej zaprzestać używania papieru toaletowego na rzecz bidetu? Jak prawidłowo aplikować czopki? Czy krwawienie z tyłka łączy się od razu z podejrzeniem o raka? Jakie choroby odbytu mogą dotknąć nasze dzieci w związku z ich niedoskonałym układem pokarmowym? Czy seks analny jest bardzo

5 6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

niebezpieczny ze względu na bakterie i wirusy? Jakie choroby weneryczne nam grożą, jeśli nie stosujemy prezerwatyw? Jak uprawiać rimming i fisting? No i ile miliardów bakterii mieszka w każdym gramie kału? Część książki poświęcona została też śmierci wywołanej przez uszkodzenia odbytu, więc tu już śmiechu nie ma. A na końcu poradnika jest jeszcze test, który pozwala sprawdzić, ile wiedzy z książki norweskich lekarzy zdołaliśmy sobie przyswoić.

Kaveh Rashidi, Jonas Kinge Bergland, W zachwycie o odbycie, Wydawnictwo Buchmann 2020 (www.gwfoksal.pl). Przekład Katarzyna Tunkiel. Stron 224.

„Wszystko, co błędnie uznajemy za brzydkie, może kryć w sobie wrodzone piękno. Nawet z najpaskudniejszych części naszego ciała może być jakiś pożytek” – uważają autorzy. Polecam tę książkę wszystkim, a szczególnie tym, którzy postrzegają odbyt jako nieistotny, ohydny i śmierdzący otwór. Jakże się mylą! Czytajcie ze zrozumieniem, bez wstydu i pruderii, pozbądźcie się błędnych przekonań i lekceważenia. To świetna książka, bez uprzedzeń religijnych i politycznych (dostało się tylko antyszczepionkowcom). Takiego tytułu jeszcze u nas nie było! Wrażliwych na język ostrzegam, że w poradniku nie brakuje dosadnych określeń i libertyńskich porównań, jednak pod warstwą anegdot i żartów kryje się spora dawka rzetelnej wiedzy medycznej. Autorzy, co wciąż rzadkie, z wdziękiem poruszają się po wstydliwych zagadnieniach i robią to w sposób mądry, zrównoważony, bez moralizowania i oceniania. Kaveh Halland Rashidi urodził się w 1988 w Elverum. Ukończył medycynę na uniwersytecie w Oslo. Pracuje jako lekarz rodzinny i internista, jest też wykładowcą uniwersyteckim i popularyzatorem medycyny w norweskiej telewizji. Jonas Kinge Bergland urodził się w 1978 w Oslo i również jest lekarzem ogólnym, pracuje w przychodni. Obecnie robi specjalizację z interny. Nie rozumiem tylko, dlaczego swoje ewentualne przyszłe dzieci przeprosili za wstyd, który je ogarnie, gdy odkryją, że ich ojcowie napisali książkę o otworze w pupie. Ktoś przecież musiał to wreszcie zrobić! (BUS)


PORTRET

BOSKA MARIA MALICKA

Tadeusz Boy-Żeleński cenił ją za sło dycz i liryzm. Podobnie Jan Lechoń. Z kolei Karol Irzykowski twierdził, że to ona powinna naprawiać błędy autorów. Jan Parandowski chwalił ją za „Marię Stuart ”. Antoni Słonimski biegał na każdą premierę do Teatru Malickiej. Kazimierz Wierzyński cenił ją na równi z Ireną Eichlerówną. Niektórzy twierdzili, że jest następczynią Heleny Modrzejewskiej.

W 1981 POZNAŁEM MARIĘ MALICKĄ, wielką aktorkę polskich scen. Miałem wtedy osiemnaście lat, byłem uczniem szkoły średniej w Krakowie. List polecający dostałem od Tadeusza Szybowskiego, aktora Teatru im. Juliusza Słowackiego, który miał szczęście być jej partnerem na tej scenie. O Marii Malickiej wiedziałem dużo, czytałem nie tylko powojenne wydawnictwa, ale też te z okresu międzywojennego. Nie znalazłem ani jednej krytycznej wypowiedzi na temat jej sztuki aktorskiej. Przed wojną pisali o niej głównie poeci, ale nie tylko, bo i Wiktor Brumer, Mieczysław Rulikowski, Tymon Terlecki. A po wojnie między innymi Edward Csató i Tadeusz Kudliński. Uważano ją za księżniczkę teatru, którą w istocie była, a także za gwiazdę kina niemego – obok Jadwigi Smosarskiej. Wspominał o tym związany z Bielskiem-Białą red. Stanisław Janicki, twórca cyklu telewizyjnego „W starym kinie”. Jej wielka kariera teatralna zaczęła się w dzieciństwie, w Teatrze Miejskim w Krakowie. W rozmowie ze mną tak o tym mówiła: „Zostawmy rok (śmiech), bardzo dawno temu. Ludwik Solski, ówczesny dyrektor teatru, potrzebował dziecka do recytacji wiersza Kornela Ujejskiego „Pogrzeb Kościuszki”. Wiązało się to z rocznicą kościuszkowską. W spektaklu Władysława Ludwika Anczyca „Kościuszko pod Racławicami” kreował go oczywiście Solski. Trudny to był wiersz, jak dla dziecka. Po jego zakończeniu usłyszałam wielkie brawa i pierwsze honorarium: olbrzymie pudełko czekoladek. Wręczył mi je sam Solski”.

MARIA MALICKA. PORTRET, WARSZAWA 1926

Później Marysia Malicka grała inne dziecięce role: Isalinkę w sztuce Maurice Maeterlincka „Aglawena i Selizetta”, gdzie partnerowała Irenie Solskiej i Laurze Pytlińskiej, córce Marii Konopnickiej. Zagrała też Aniołka w „Betlejem Polskim” Lucjana Rydla. Zapamiętała też, wtedy prawie 10-letnia dziewczynka, pogrzeb Stanisława Wyspiańskiego na krakowskiej Skałce. Ojciec Malickiej, Antoni Malicki, był pracownikiem teatru.

ROK 1981, KRAKÓW, RYNEK GŁÓWNY 24, mieszkanie na III piętrze, bez windy. Stare drewniane schody pokonywałem z tremą. Za chwilę spotkam jedną z największych legend polskiego teatru... Maria Malicka urodziła się w roku 1898. Z datą jej urodzin wiążą się kontrowersje. Różne źródła podają różne daty – rok 1900 i 1904 (Encyklopedia PWN). Tylko Tadeusz Kudliński w jednej ze swoich książek wymienia właściwą datę urodzin.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 5 7


Nie miałem odwagi zapytać artystki o datę urodzin, ale jej córka Małgorzata potwierdziła mi rok 1898. Od tego momentu w 1981 spotykaliśmy się często. Chodziliśmy razem do teatru i do mojej szkoły na premiery teatralne. Lubiłem słuchać opowieści o dawnym teatrze i jej sukcesach scenicznych. Opowiadała, jak grała 11 listopada 1918 w „Wyzwoleniu” Wyspiańskiego. – Dareczku, co się wtedy działo na Rynku w Krakowie, jaka euforia, jaka radość z odzyskania niepodległości – mówiła. Równolegle z występami Malicka uczęszczała na krakowską pensję sióstr prezentek. Była osobą grzeczną, dobrze wychowaną. Zawsze podkreślała: „Mój tatuś, moja mamusia...”. Miała rodzeństwo, ale to ona była najbardziej utalentowana. Chodziła też do szkoły teatralnej Kazimierza Gabryelskiego. Krótko, bo wszyscy twierdzili, że jest tak zdolna, że nie potrzebuje żadnej szkoły aktorskiej. Skupiała uwagę widzów i kryty-

MALICKA JAKO MARIA STUART W SZTUCE JULIUSZA SŁOWACKIEGO. TEATR MALICKIEJ, WARSZAWA 1937

ków, zachwycała talentem, urodą i wielką siłą aktorską. –  Kiedy do Teatru Bagatela, który powstał w roku 1919, zaangażowano mnie razem z Marią Modzelewską, zagrałam z samym Kazimierzem Kamińskim „Kamyczkiem”, o którym Lechoń powiedział, że był największym aktorem polskim,

W SZTUCE „ADELA I STRESY”. TEATR IM. JULIUSZA SŁOWACKIEGO, KRAKÓW 1963

5 8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

a może nie tylko polskim. Gdy grał w „Bogatym wujaszku” gościnnie, pracowałam z nim i to było wielkie przeżycie dla młodej aktorki. Genialny artysta, ulubiony aktor Wyspiańskiego. To on zagrał Stańczyka w prapremierze „Wesela” – wspominała. ECHA KRAKOWSKICH SUKCESÓW Malickiej dotarły do Warszawy, do Arnolda Szyfmana, dyrektora Teatru Polskiego. Zaprosił Malicką i tak oto zagrała wielkie popisowe role w sztukach „Świt, dzień i noc” Dario Niccodemiego (towarzyszył jej Aleksander Węgierko; wystąpili w blisko trzech tysiącach przedstawień w ciągu wielu lat) i „Święta Joanna” George'a Bernarda Shawa. Aleksander Zelwerowicz chciał obsadzić Modzelewską, zaś Szyfman – Malicką. I to Malicka wcieliła się w postać Joanny. Pamiętam taki drobiazg: aktorka wyciągnęła z szuflady zdjęcie G.B. Shawa z dedykacją dla niej: „Nie jestem taki piękny, nie mam takiego ładnego uśmiechu, tak pięknych ząbków jak pani”... Zaśmiała się. Grała już wtedy w każdej prawie sztuce w Teatrze Polskim i Małym, u Karola Borowskiego, Leona

WRAZ ZE ZBYSZKO SAWANEM W FILMIE „DZIKUSKA”, 1929

Schillera, Emila Chaberskiego i wielu innych reżyserów. Publiczność chodziła na Malicką jak na Stefana Jaracza czy Mieczysławę Ćwiklińską. W 1924 skamandryci przygotowali jubileusz Stefanowi Żeromskiemu, Malicka czytała fragmenty jego prozy. Była ozdobą wszystkich ważnych uroczystości kulturalnych stolicy. Ilustrowany Kurier Codzienny, zwany „Ikacem”, napisał w 1927: „Najpiękniejsze usta Europy Środkowej”. Maria Malicka pracowała bez wytchnienie, grała po trzy spektakle dziennie. Nie było chyba widza w Warszawie i w Polsce, który nie zachwycałby się nią. Kino odkryło ją w 1923, ale zawsze podkreślała: „Wolę teatr!” Zagrała w kinie popisowo „Dzikuskę” ze swoim mężem Zbyszko Sawanem. „Niebezpieczny raj”, nakręcony przez wytwórnię amerykańską Paramount w Paryżu, otworzył jej drogę do Hollywood. Jednak nie zrezygnowała z teatru. Kiedy poznała Wernera Schichta, zakochanego w niej po uszy wielkiego producenta mydła, bogaty przedsiębiorca zaproponował jej wyjazd do Wiednia. Kusił pałacami i balami wielkiej Europy, ale Malicka po raz kolejny odparła: „Nie, tylko teatr!”.


DWUDZIESTOLECIE MIĘDZYWOJENNE było okresem wielkiego rozkwitu jej talentu aktorskiego. Grała role farsowe, komediowe, muzyczne, rewiowe w kabarecie Morskie Oko. Jednak była aktorką wielkiego repertuaru: „Maria Stuart” Schillera i Słowackiego czy Panna Młoda w „Weselu” Wyspiańskiego – te role wyznaczały jej format aktorski. Była najlepiej zarabiającą aktorką w Polsce w tamtym okresie. Grała ze wszystkimi wielkimi aktorami: Kazimierzem Junoszą-Stępowskim, Stefanem Jaraczem, Józefem Węgrzynem, Juliuszem Osterwą, Karolem Adwentowiczem. Mieszkała na ulicach Flory i Kieleckiej w Warszawie, jej domy były salonami artystycznymi. Bywali u niej prezydenci Stefan Starzyński i Ignacy Mościcki. Występowała przed marszałkiem Józefem Piłsudskim, udzielała się w imprezach charytatywnych. Opowiedziała mi kiedyś zabawną historię z Zakopanego, gdzie była z matką. Szła Krupówkami i w pewnym momencie napotkała Kornela Makuszyńskiego i Witkacego. Makuszyński powiada do Witkacego: „Popatrz, Staś, to jedyna w Polsce aktorka dziewica”. Malicka uśmiechnęła się i powiedziała: „Skąd o tym wiedział Makuszyński? Był to rok 1926”. Kiedy założyła Teatr na Karowej, a potem na Marszałkowskiej 8, chodzili tam wszyscy znani pisarze, dziennikarze, malarze, w tym Wojciech Kossak, który poruszony rolą „Pani Bovary” namalował w prezencie dla Malickiej obraz. Pojedynkowali się o nią dwaj hrabiowie: Miączyński ze Skrzyńskim. A kiedy grała już u Solskiego w Teatrze Narodowym, Szyfman zapragnął ponownie ją mieć w swoim zespole. Ale Malicka zawsze dbała o swoje interesy i w liście do Szyfmana (opublikowanym później w „Pamiętniku Te-

DARIUSZ DOMAŃSKI W ROZMOWIE Z MARIĄ MALICKĄ. KRAKÓW, 1985

atralnym”), napisała, że wróci chętnie do niego, ale na innych warunkach finansowych. Wiedziała dobrze i wiedział to Szyfman, że Malicka jest gwarancją sukcesu każdego teatru. Lata 1935‒1939 to czas teatru Malickiej, gdzie dużo grała i reżyserowała, prowadząc tę scenę bez żadnych subwencji. „Teatr przynosił zyski” – zapewniła mnie. NADSZEDŁ ROK 1939. WYBUCH WOJNY, OKUPACJA HITLEROWSKA. Pracowała wtedy w kawiarni „U aktorek” i występowała w Teatrze Komedia. Po wojnie za występy w Komedii nie mogła wrócić do ukochanej stolicy. Pracowała więc na scenach w Bielsku-Białej, Szczecinie, Łodzi. W 1956 wróciła do Krakowa, gdzie nadal tworzyła piękne role w wielu spektaklach. W 1972 zagrała gościnnie na deskach Starego Teatru Kornelię w sztuce Jarosława Abramowa „Klik-klak.” Juliusz Grabowski, grający jednego z jej mężów,

KARTKA DO MALICKIEJ OD GEORGE'A BERNARDA SHAWA, 1924

zwrócił się do młodego Jerzego Fedorowicza: „Popatrz, kiedyś jako chłopiec budowałem dla Malickiej bramę powitalną, gdy przyjechała na występy ze „Świtem, dniem i nocą”, a dziś gram jej męża!”. Rolę Kornelii powtórzyła w telewizji z Janem Świderskim, Henrykiem Borowskim, Bronisławem Pawlikiem i Janem Prochyrą. W telewizji miała tylko jedną rolę, wielka szkoda... POZOSTANIE W MOIM SERCU jako ucieleśnienie snu o księżniczce z bajki, jak napisał krytyk. Przed wojną, w plebiscycie na wielkich Polaków w jednej z warszawskich gazet, zajęła wysokie miejsce obok Marii Skłodowskiej-Curie. W 1972 tak pisał do niej Karol Wojtyła, późniejszy papież Jan Paweł II: „Dziękuje dziś Panu Bogu za to, że dał Szanownej Pani tak wielki talent, dziękuję za ogromną pracę, za postawę Pani, za ciepło i serce”. Miałem to szczęście, że byłem konferansjerem Marii Malickiej na Śląsku. W 1990 wystąpiła w programie „Krótka historia kabaretu”, gdzie recytowała „Markizę” Boya-Żeleńskiego. Była aktorką pięciu epok, debiutowała w okresie Młodej Polski, a po raz ostatni wystąpiła w 1990 w klubie Nafta w Krakowie. Gdy przyjechała na próby, popatrzyła na sąsiedni budynek i powiedziała: „Dareczku, tu się urodziłam, w tej kamienicy”. Jedna z największych karier teatralnych, kariera Marii Malickiej, rozpoczęła się w teatrze przy placu Św. Ducha w Krakowie, a zakończyła w programie, który miałem zaszczyt przygotować. Do dziś słyszę niezwykły głos Malickiej, prawdziwej muzy teatru, księżniczki scen polskich, gdy czyta pamiętnik Jerzego Leszczyńskiego. DARIUSZ DOMAŃSKI

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 5 9


TEATR

SEKS I POLITYKA STANISŁAW BUBIN

Z kogo się śmiejecie? Z głupawych polityków, bo mądrych ze świecą szukać. T ym razem z angielskich, lecz przy odrobinie wyobraźni mogą to być politycy z P olski . Z kurwikami w oczach , bo przecież seks i polityka uwielbiają chodzić w parze , niezależnie od szerokości geograficznej i zaklęć związanych z wiarą i moralnością .

P

olecam farsę Raya Cooneya Hotel Westminster w Teatrze Polskim w reżyserii Witolda Mazurkiewicza. Doborowa obsada i mistrz angielskiego humoru są gwarancją, że w niewymuszony sposób śmiać będziecie się przez ponad dwie godziny. Tak mało mamy okazji do szczerego, bezpretensjonalnego śmiechu, że warto skorzystać z okazji. Radośni ludzie rzadziej chorują! Farsa jest gatunkiem umownym. Widzowie umawiają się na dobrą zabawę, a artyści umawiają się, że wykonają swoje zadanie z pełną zawodową odpowiedzialnością i pieczołowitością – powiedział przed premierą Witold Mazurkiewicz. Wszyscy umowy dotrzymali, w tych słowach nie

6 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

ma przesady. Wprawdzie Hotel Westminster z 1984 (w oryginale Two Into One) nie jest komedią najwyższych lotów, Ray Cooney ma w swoim dorobku lepsze, ale kto się wybiera na farsę, nie oczekuje przecież intelektualnych wynurzeń i filozoficznych dysput. Poza tym Cooney to Cooney, inni do pięt mu nie dorastają! Reżyser przedstawienia przyznał, że po latach robienia sztuk mrocznych i poważnych upodobał sobie teraz komedie i musicale (prawdopodobnie jesienią zobaczymy w jego realizacji przebój musicalowy Nędznicy Claude’a-Michela Schönberga i Alaina Boublila), więc do listy osiągnięć z przyjemnością dopisał Hotel Westminster. Farsy Cooneya (Mayday, Wszystko w rodzinie,


Okno na parlament) są trudne w realizacji, wymagają nie tylko kunsztu aktorskiego, lecz przede wszystkim dyscypliny i precyzji zegarmistrzowskiej, o opanowaniu ogromu tekstu nie wspominając, lecz tu akurat obaw nie było – bielski zespół kolejny raz zademonstrował, że jest świetnie przygotowany, lubi takie wyzwania i potrafi sprostać oczekiwaniom zarówno reżysera, jak i – co ważniejsze – publiczności. W obsadzie możemy podziwiać Wiktorię Węgrzyn-Lichosyt, Orianę Soikę, Anitę Jancię-Prokopowicz, Flaunnette Mafę, Piotra Gajosa, Kazimierz Czaplę, Michała Czadernę, Jerzego Dziedzica i Adama Myrczka. Już sam widok Czapli w roli niezgułowatego i cwanego kelnera Chińczyka wywołuje salwy śmiechu. Duża też w tym zasługa autorki kostiumów, Igi Sylwestrzak, która pofolgowała wyobraźni i świetnie poubierała artystów, balansując na granicy stereotypowych wyobrażeń i... przesady. Dlatego Angielki i Anglicy w przedstawieniu wydają nam się nad wyraz angielscy w tych swoich kolorowych piżamach, peniuarach, kraciastych garniturach i tużurkach, podobnie jak chiński kelner i hiszpańska recepcjonistka. Kto pamięta znakomity serial BBC Hotel Zacisze ze złośliwym Basilem Fawlty (w tej roli John Cleese, jeden z członków grupy Monty Pythona), ten wie, o czym mówię. Kim są bohaterowie sztuki? Najkrócej mówiąc: polityka i politycy, erotyka i erotomani (niektóre żarty homofobiczne są jednak od siekiery). No i wszechobecna hipokryzja. W eleganckim londyńskim hotelu Westminster przystojny polityk, wiceprzewodniczący partii konserwatywnej (Piotr Gajos), zamierza urządzić w czasie obrad parlamentu tajemną randkę z sekretarką polityczki partii opozycyjnej (Oriana Soika). Wraz z atrakcyjną małżonką (Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt) przebiegle mel-

duje się w sąsiednim pokoju (jak zwykle u Cooneya drzwi odgrywają ważną rolę), nie ma jednak pojęcia, że jego ponętna żona niespodziewanie ulega czarowi sekretarza partii (Michał Czaderna) – i również na boku coś kombinuje. Co się może wydarzyć między pokojami hotelowymi a recepcją, którą opanowała ognista Hiszpanka (Flaunnette Mafa)? Gdy na domiar złego w hotelu pojawia się jeszcze mąż sekretarki (Jerzy Dziedzic), a zasadniczy i surowy kierownik hotelu (Adam Myrczek) próbuje jakoś zapanować nad chaosem? Wszystko w takich okolicznościach, rzecz jasna, może się wydarzyć! Prosta intryga przeradza się w pasmo coraz bardziej niefortunnych zdarzeń, najpierw zapowiadających, a potem przeradzających się w gigantyczną katastrofę obyczajową i wizerunkową. Ciężko złapać oddech, bo gagi zmieniają się błyskawicznie, jak w kalejdoskopie. A zaczęło się wszystko od prostej pomyłki – sekretarz partii, który miał wynająć pokój schadzek dla swojego szefa, pomylił zwyczajnie nazwiska i zamiast zameldować się jako mister

Christmas (Boże Narodzenie), przedstawił się jako mister Easter (Wielkanoc). Intryga posypała się błyskawicznie. Chcecie ostatecznie dowiedzieć się, kto kogo zdradził, z kim i dlaczego? Czy w hotelowych pieleszach seks z udziałem powabnych pań, Pameli i Jennifer, został skonsumowany przez Richarda i George'a? I czy twórcy puszczają perskie oko do widzów, wkręcając w dialogi odniesienia do naszej krajowej rzeczywistości? To już musicie zobaczyć sami. Przypomnę, rzecz dzieje się w Londynie, twórcy nie ulegli pokusie spolszczenia całego widowiska i przeniesienia akcji do hotelu sejmowego w Warszawie, ale jednak to od nas i od naszej wyobraźni zależy, jak odczytamy niektóre kwestie i sytuacje. Bo można na różne sposoby. Przecież politycy-hipokryci, reprezentanci kasty wyznającej podwójną moralność, są wszędzie tacy sami, a pokusy, zwłaszcza erotyczne, niezależne od czasu i okoliczności. Tak czy owak, dobra zabawa!

STANISŁAW BUBIN ZDJĘCIA JOANNA GAŁUSZKA TWÓRCY. Autor Ray Cooney, przekład Elżbieta Woźniak, reżyseria Witold Mazurkiewicz, scenografia Damian Styrna, kostiumy Iga Sylwestrzak, opracowanie muzyczne Witold Mazurkiewicz, asystent reżysera Michał Czaderna. OBSADA. Pamela Willey Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt, Jennifer Bristow Oriana Soika, Lily Chatterton Anita Jancia-Prokopowicz, recepcjonistka Flaunnette Mafa, Richard Willey Piotr Gajos, kelner Kazimierz Czapla, George Pigden Michał Czaderna, Edward Bristow Jerzy Dziedzic, kierownik hotelu Adam Myrczek.

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 61


NOWOŚCI WYDAWNICZE

KSIĄŻKI NA POGODNĄ JESIEŃ J. HARROW Pozerka KAMILA CUDNIK Zgadnij kim jestem

JULIAN GUTHRIE Jak zrobić statek kosmiczny Do niedawna wyprawy w kosmos były domeną wyłącznie wielkich mocarstw. Gdy naukowiec i przedsiębiorca Peter Diamandis zorientował się, że NASA kasuje program załogowych lotów kosmicznych, postanowił na własną rękę stworzyć prywatny sektor kosmiczny. Historia statku kosmicznego SpaceShipOne w kształcie kuli karabinowej to niezwykła opowieść o tym, że niemożliwe stało się możliwe. Dominują w niej postaci wielkiego formatu: Burt Rutan, Richard Branson, John Carmack, Paul Allen – i ich obsesyjne pasje. To oni położyli podwaliny pod nową branżę i zapoczątkowali erę prywatnych lotów w kosmos. Historia Petera Diamandisa stanowi kronikę prywatnego wyścigu w kosmos marzyciela, który mimo wielu niepowodzeń nie zrezygnował z dążenia do obranego celu.

PYTANIE: Ile wynosiła kosmiczna nagroda Ansari X Prize, kto ją ufundował i zdobył?

6 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

Robert jest policjantem z zagmatwaną przeszłością. Pewnej nocy, gdy wracał ze spotkania z informatorem, na moście dostrzegł młodą kobietę wchodzącą na barierkę. Zareagował błyskawicznie. Ściągnął niedoszłą samobójczynię na ziemię i zabrał na komisariat. Ku zaskoczeniu wszystkich kobieta oznajmiła, że właśnie tak świętowała swoje urodziny. Robert odwiózł ją więc do domu. Od tej chwili nie mógł jednak przestać o niej myśleć i obsesyjnie szukał okazji do spotkań. Iza, artystyczna dusza, zafascynowała go. Chciał się dowiedzieć, dlaczego mieszkała sama w starym dużym domu? Czego mu nie powiedziała? Krótko po incydencie na moście przyjaciółka znalazła Izę pobitą do nieprzytomności. Pojawiło się jeszcze więcej znaków zapytania...

PYTANIE: Która to książka autorki i jaki tytuł nosił jej debiut?

ELLE KENNEDY Ryzyko Opowieść o dziewczynie z zasadami, która trafia na zbyt przystojnego chłopaka. Doskonałe połączenie humoru i namiętności. Mówią o niej, że jest niedobrą dziewczyną tylko dlatego, że nie pozwala, by rządził nią strach. I że ma w nosie, co o niej ludzie gadają. Tymczasem Jake Connelly, gwiazdorski napastnik Harvardu, grzeszy na wiele sposobów: arogancją, butą, zbyt przystojną aparycją. A ona ma pecha, że musi go prosić o pomoc w zdobyciu upragnionego stażu. Na jej prośbę Jake udaje, że jest jej chłopakiem. Jednak nie ułatwia dziewczynie życia: za każdą udawaną randkę żąda... prawdziwej. Elle Kennedy pisze świetne powieści romantyczne, gorące i zabawne. Ciężko Wam będzie oderwać się od lektury o seksownych hokeistach. PYTANIE: Ile powieści Elle Kennedy z Toronto, spośród ponad 40 przez nią napisanych, ukazało się dotąd w Polsce?

Magda jest atrakcyjną, niezależną kobietą. Dawno już obiecała sobie: żadnego angażowania się w związki. Idealny mężczyzna to taki, który nie pyta, nie oczekuje miłości i za wszystko płaci. Materialistka i bezduszna kokietka ma jednak swoje słabości. Czy wysoki brunet, który gardzi takimi kobietami, dostrzeże w niej to, czego nie widzą inni? I czy Magda odważy się zdjąć maskę utkaną z pozorów i znów pokochać? Wzruszająca, ale i pełna humoru opowieść o kobiecie, którą życie nauczyło walczyć i nigdy się nie poddawać. I nie kochać. Tylko czym jest świat bez miłości? Czy można odtrącić uczucie, kiedy serce mówi coś innego? Książka z wyrazistymi bohaterami, wciąga od pierwszej strony i zaskakuje. Łatwo sobie powiedzieć: Nie zakochaj się! Potrafisz? PYTANIE: Jakie trzy rzeczy, Twoim zdaniem, mogą sprawić, że kobieta będzie dla faceta niedostępna emocjonalnie?


I.M. DARKSS 121 łez JANA WAGNER Pandemia

GRZEGORZ MUSIAŁ Ja, Tamara. Powieść o Tamarze Łempickiej Licząca ponad 580 stron pierwsza powieść o wybitnej, najbardziej znanej na świecie polskiej malarce Tamarze Łempickiej (1898-1980). Dramatyczne okoliczności wydostania się z bolszewickiej Rosji. Genialne obrazy, barwne życie, podróże do Włoch, Niemiec i obu Ameryk. Na ołtarzu sztuki złożyła wiele ofiar. Była niebywałym kłębowiskiem sprzeczności. Znała wszystkich wielkich artystów, którzy mieszkali w Paryżu w okresie międzywojennym. Na kartach książki pojawiają się Pablo Picasso, André Gide, Jean Cocteau, Gertruda Stein, Coco Chanel, Marlena Dietrich. Ekscentryczna Tamara to postać niepodległa, skrajnie odważna, swoją niezależnością często raniąca bliskich. Nie potrafiła sobie niczego odmówić, a szczególnie narkotyków i zapładniających ją twórczo erotycznych podbojów, z których łatwo się rozgrzeszała. PYTANIE: Jaki tytuł nosi sztandarowy (według znawców) obraz Łempickiej, reprezentujący styl art déco, który miał zdobić okładkę pisma „Die Dame”?

Książka na czasie! Wciągający thriller o przetrwaniu w czasach zarazy. Zmasowany wybuch pandemii nieznanej choroby nie pozostawił ludzkości żadnej nadziei – nie ma na nią szczepionki ani skutecznych lekarstw. Społeczeństwa rozpadają się w chaosie i anarchii, odcięte od prądu i wody. Każdy może liczyć tylko na siebie. W konającym mieście resztka ocalałych wegetuje w strachu przed zarazą i jej nosicielami. Anna z rodziną i przyjaciółmi wie, że aby przetrwać musi przejąć inicjatywę. Ucieczka w odległe miejsce, z dostępem do świeżej wody i żywności, byle jak najdalej od epicentrum choroby, wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Wybór pada na chatkę na wysepce jeziora Wong w Karelii, przy granicy z Finlandią. W drodze Anna musi chronić swojego syna i uporać się z lękiem przed wirusem. PYTANIE: Skąd wzięła się nazwa hiszpanki – pandemii grypy, która w latach 1918-1920 pochłonęła około 50 mln istnień ludzkich?

JAKUB URBAŃCZYK Ostatnie lato Wandalów Jest rok 556. W na wpół opuszczonym kraju między Wisłą a Odrą potomkowie dawnych mieszkańców próbują przetrwać pod przewodem starego Kraka. Jego synowie ostrzą sobie zęby na tron. Córka Wanda, nie chcąc wyrzec się miłości do ukochanego, decyduje się na radykalny krok. Pod królewskim wzgórzem lęgną się ciemne siły. Możni spiskują, obcy i swoi grożą wojną, a okrutni bogowie łakną zemsty. Stary świat chyli się ku upadkowi. To historia wielu mężczyzn i kilku charakternych kobiet, w tym słynnej Wandy, co Niemca nie chciała. Tyle że w tej książce wszystko toczy się inaczej niż w legendzie. Wciąga nas wartki, gęsty od zdarzeń i znaczeń nurt opowieści o świecie Wandalów i Sklawinów.

Emily jest młodą, atrakcyjną kobietą. Studentką medycyny. Wydawałoby się, że niczego jej nie brakuje. Sama jednak uważa, że nie ma dla niej nadziei – nie zasługuje na miłość. Postanawi a odebrać sobie życie. Skaczącą z mostu kobietę dostrzega Derek, psycholog, i rzuca się na ratunek. W szpitalu próbuje dowiedzieć się o niej więcej, jednak niedoszła samobójczyni ucieka, nie zostawiając po sobie żadnego śladu. Po roku spotykają się znowu i tym razem Emily ratuje Dereka. Po wszystkim próbuje zniknąć, jednak ocalony mężczyzna ma inne plany. Rozpoczyna się gra niedomówień, wzajemnego przyciągania i odpychania. Przeszłość ich prześladuje – przyszłości się boją!... Czy wyjdą wzmocnieni uczuciem z tego życia przepełnionego bólem, smutkiem i krzywdą?

PYTANIE: Z jakiego kraju pochodzi I.M. Darkss i w jakich gatunkach literackich specjalizuje się?

PYTANIE: Komu zawdzięczamy najwcześniejsze wzmianki na temat Wandalów, z których wynika, że stanowili duży związek plemienny zamieszkujący tereny dzisiejszej Wielkopolski?

WSZYSTKIE TE PIĘKNE KSIĄŻKI SĄ DLA WAS. WYSTARCZY ODPOWIEDZIEĆ NA PROSTE PYTANIA! Dzięki życzliwości Wydawnictwa ZYSK i S-ka (www.zysk.com.pl) rekomendowane przez nas bestsellery możecie zdobyć, odpowiadając na pytania zamieszczone pod notatkami o każdej z książek i przysyłając prawidłowe odpowiedzi na adres: redakcja@ladysclub-magazyn.pl. Uprzejmie informujemy, że jedna osoba ma prawo do jednego tytułu. Życzymy uśmiechu szczęścia przy zdobywaniu tych tytułów!

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 6 3


PODRÓŻE

KLASZTOR MAHĀGANDHĀYON

PAGODY, BALONY I RZEKI KORESPONDENCJA WŁASNA Z BIRMY – TEKST I ZDJĘCIA BEATA CHROBAK

Rangun we wschodniej części delty Irawadi powitało mnie pod koniec lutego 2020 miłym, wieczornym podmuchem ciepła. Największe miasto Birmy – oficjalna nazwa tego kraju brzmi teraz Mjanma – wyglądało jak wiele innych metropolii w tej części świata, czyli w Azji Południowo -W schodniej. Dla mnie jednak Birma okazała się przede wszystkim krainą niekończących się rzecznych wstęg, balonów i łańcuchów pagód. Przepięknych, kapiących złotem, ale też w wielu miejscach mocno nadgryzionych zębem czasu, oplecionych drzewami i rozpadających się. ZARAZ PO PRZYJEŹDZIE miałam już lot do Heho, małego miasta w gminie Kalaw w dystrykcie Taunggyi, głównej bramy turystycznej kraju, i zaraz potem przejazd nad jezioro Inle, znajdujące się na wysokości 800 metrów nad poziomem morza. Niezbyt głębokie w porze suchej (od 2,1 do 3,7 m), lecz przeogromne. W porze deszczowej jezioro zwiększa głębokość nawet o półtora metra. Aby je pokonać i dotrzeć do pływających wiosek, trzeba się przesiąść do łodzi w kształcie kajaka i prędkości ścigacza. Mknęła ta łódź jak błyskawica, widać było tylko nieruchome lustro wody i bezchmurny błękit nad głową. Gdy moja łódź i pozostałe zaczęły zwalniać, pojawiły się na horyzoncie pierwsze zabudowania wioski, w której było wszystko prócz ścieżek

6 4 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

SHWEDAGON W RANGUNIE

i uliczek. Domy stały na wysokich palach, a mieszkańcy wchodzili do nich po drabinach lub podstawionych schodkach. Tak malowniczo, wśród szuwarów, roślin i kwiatów wodnych, mieszkańcy żyją i poruszają się łódkami między domostwami. Prawie jak w raju, choć od razu wyobraziłam sobie ten raj w miesiącach pory mokrej, kiedy non stop pada, a ściana wody zalewa malownicze podpory domków. Teraz jednak trwał okres rajskiej pogody, a ja mogłam zobaczyć życie codzienne mieszkańców. Szczególnie zainteresowała mnie sfera duchowa. Z uwagą przyglądałam się pięciu „bałwankom” z miejscowości Nyang Shwe. Były to postacie Buddy, którym przypisywano szczególną moc. Raz w roku posągi pięciu wyobrażeń Buddy przenoszono


BIRMA JEST KRAINĄ TYSIĄCA MAGICZNYCH PAGÓD

na barkę i rytualnie przewożono pomiędzy wioskami na wodzie. Pewnego razu nagle zerwała się nawałnica i barka zatonęła. Ludziom udało się znaleźć cztery posągi, które przeniesiono do świątyni. Kiedy przestano już wierzyć, że piąty również się odnajdzie, nagle stał się cud. Wierni, którzy rano przyszli do świątyni, zobaczyli znowu pięć postaci stojących na swoim miejscu. W ów cud wierzy się tu nadal, a nazwę „bałwanki” nadali figurom Europejczycy, z powodu zbliżonego do bałwanów wyglądu tych posążków, dość mocno sponiewieranych huraganami i wodą. GDY WRACAŁAM Z POWROTEM, czekało na mnie jeszcze jedno niezwykłe widowisko. Miejscowi rybacy, popisując się zręcznością na tle zachodzącego słońca, wyczyniali różnego rodzaju akrobatyczne figury, sprytnie posługując się podbierakami do ryb. Przyglądałam się im długo, póki słońce nie schowało się za niewielkimi wzgórzami. Następnego dnia największe wrażenie zrobiła na mnie świątynia, a raczej grupa buddyjskich pagód w wiosce Indein. To kwintesencja birmańskiej architektury sakralnej. Pagody zostały zamówione za panowania króla Narapatisithu. Jednak tradycja utrzymuje, że zostały zbudowane przez króla Ashokę, a odnowione przez króla Anawrahta. Pagody są smukłe i misternie obłożone listkami ze szczerego złota. Na tle granatowego nieba wyglądają fantastycznie, niesamowicie. Ponieważ wszędzie tu obowiązuje zasada zdejmowania obuwia przy wejściu, więc stąpając

RYBAK POPISUJĄCY SIĘ ZRĘCZNOŚCIĄ NA JEZIORZE INLE

po ciepłych, wypolerowanych kafelkach ma się silny – silniejszy niż zazwyczaj kontakt z sacrum. NASTĘPNY DZIEŃ BYŁ RÓWNIE SZALONY. Co dziwniejsze, każda ze zwiedzanych przeze mnie świątyń była zupełnie inna. O wyglądzie decydowała bowiem kwestia gustu fundatora, więc były pagody z cegły i drewna, czerwone lub śnieżnobiałe. Każdy teraz może znaleźć coś dla siebie, a to są obrazy, które pozostaną w pamięci na zawsze. Poruszałam się sprawnie konną bryczką, jak wielu turystów. Wieczorem czekała mnie jeszcze jedna atrakcja – podziwianie najdłuższego na świecie mostu

tekowego w Amarapurze, dawnej stolicy Birmy (około 1200 metrów). Najpierw z perspektywy łódki, by można było także spoglądać na przepiękny, malowniczy zachód słońca i na setki ludzi na moście U Bein. Miałam też okazję wejść na ten most, zmieszać się z tłumem i tkwić na nim aż do nastania całkowitych ciemności. Do budowy tej konstrukcji wykorzystano drewno tekowe z pałacu w Inwie. Wyróżnia się ono niską nasiąkliwością i doskonałą trwałością. Prace trwały od roku 1849 do 1851. Imponująca jest liczba pali, na których most się opiera – 1086 wbitych w dno jeziora tekowych pni, a każdy na głębokość około dwóch metrów.

AUTORKA W BIAŁEJ STUPIE HSINBYUME

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 6 5


BAGAN, PRZELOT BALONAMI NAD ŚWIĄTYNNYM PŁASKOWYŻEM

ZWIEDZANIE MANUFAKTURY, W KTÓREJ POWSTAJĄ ZŁOTE LISTKI do ozdabiania świętych posągów. Listki wycinają tylko kobiety, w osobnym pomieszczeniu. Cienka taśma złota musi być ręcznie rozklepana przez mężczyzn ciężkim młotem, póki złoto nie stanie się prawie przezroczyste. To ciężka, katorżnicza praca. Zastanawiałam się, co trudniejsze: praca przy takim złocie czy posługa mnicha w klasztorze Mahāgandhāyon, słynnym kolegium zakonnym tego kraju? Klasztor znany jest ze ścisłego przestrzegania buddyjskiego, nienaruszalnego kodeksu Vinaya. Przybyłam akurat wtedy, gdy mogłam zobaczyć, jak mnisi ustawili się karnie w długiej kolejce, by otrzymać jeden ze swoich dwóch posiłków dziennie. A posiłek składał się z samego ryżu. Ile w nich było jednak pokory i spokoju!... Na koniec dnia czekała mnie jeszcze przyjemność spędzenia czasu w pięknym, magicznym ogrodzie botanicznym w Pyin Oo Lwin, założonym jeszcze w czasach kolonialnych przez Brytyjczyków.

NAZAJUTRZ PRZYJEMNA JAZDA POCIĄGIEM jak sprzed stu laty. Pokonałam nim wiadukt Goteik, by wysiąść w mieście Thibaw. W pierwszej klasie siedziska dość wygodne. Ktoś stwierdził, że szyby w oknach są zbyteczne, więc zamontowano tylko żaluzje, może w formie buntu przeciwko... deszczom pory mokrej. Każdy chciał też zobaczyć, jak wygląda druga klasa tego pociągu. Cóż mogę powiedzieć – wozy kolorowe, jak w cygańskim taborze. A pociąg pędził z zawrotną prędkością 30 km/h. Wspomniany przeze mnie wiadukt zasługuje na chwilę uwagi. Pochodzi z XIX wieku, ma około 700 metrów długości i przerzucony jest nad olbrzymim jarem między dwoma miastami: Pyin Oo Lwin, letnią stolicą byłych brytyjskich administratorów Birmy, i Lashio, głównym miastem północnego stanu Shan. Wygląda jak wieża Eiffla, tylko położona poziomo. Trzyma się na nitach, gdyż w tamtych czasach nie umiano jeszcze spawać konstrukcji.

ROZKLEPYWANIE ZŁOTEJ TAŚMY

6 6 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

KOLEJNEGO DNIA DUŻO CHODZENIA, bo każdy kraj najlepiej poznaje się na piechotę. Szłam więc łąkami, polami, mijałam wioski, a w jednej z nich skosztowałam ze smakiem miejscowego obiadu w ogrodzie. Ludzie z ciekawością patrzyli na mnie – i na odwrót – ja na nich. Byli bardzo mili. Chętnie robili sobie ze mną zdjęcia, lecz nie byli nachalni. Później popłynęłam łodzią na spotkanie miejsca, gdzie dwa niewielkie dopływy tworzą potężną już wstęgę Dokhtawda. Miałam szczęście trafić na plan filmowy. Kręcono właśnie rzewną scenę dwojga zakochanych na rzece. Przy okazji dowiedziałam się, czemu Birmanki malują twarze glinką. Nie dlatego, by uniknąć poparzeń słonecznych, lecz ze względu na jasną cerę, która w ich mniemaniu nobilituje. A potem pełne lenistwo, połączone rzecz jasna z rejsem. Ten kraj zapamiętam jako jedno wielkie dorzecze. Cała arteria komunikacyjna kojarzy się z wodą. Gdziekolwiek trzeba się dostać, najlepiej popłynąć statkami. Tym razem

WIOSKA NA WODZIE


rzeka Irawadi (2170 km długości) poniosła mnie do Mingwan, gdzie znajdują się dwie największe rzeczy na świecie: największy dzwon z 1808 roku, ważący 90 ton, i największa niedokończona buddyjska stupa, sprawiająca wrażenie egipskiej piramidy. Tuż niedaleko jest jeszcze pagoda Hsinbyume, może nie największa, lecz chyba najbielsza. Jak misterny tort oblany białym lukrem. To jeszcze nie był koniec wodnej podróży. Następnego dnia płynęłam około 10 godzin z Mandalaj do Baganu. Prawdziwe słodkie nicnierobienie. W dolnej części łodzi znajdowało się klimatyzowane pomieszczenie z dużymi rozkładanymi fotelami. Jeśli ktoś chciał pospać, nic nie stało na przeszkodzie. Na górze kwitło zaś życie towarzyskie, bufet nie nadążał. Tak dopłynęłam do Baganu, miasta słynnego z lotów balonami nad płaskimi terenami tysiąca pagód. Zbiórka w zupełnych ciemnościach. Kiedy wstał brzask, byłam już po instruktażu i gotowa do lotu. Pan z nienagannym brytyjskim akcentem przedstawił się jako pilot i przewodnik. Napełnione gorącym powietrzem balony jeden po drugim bezszelestnie odrywał się od ziemi. Aparaty i kamery poszły w ruch. Czerwona kula słońca powoli stawała się coraz jaśniejsza i żółta, oświetlając pagody w przeróżnych barwach. Cudowne widoki z lotu ptaka! I tak jak po cichu wystartowałam, tak mięciutko i po cichu opadłam na ziemię, gdzie już czekał... zimny szampan. NA KONIEC JESZCZE ZWIEDZANIE RANGUNU. Dzień zleciał nie wiadomo kiedy. Oczywiście kolejne świątynie: Chaukhtatgyi, Sule Paya i ta najpiękniejsza – Shwedagon. Myślałam, że już nic nie będzie mnie w stanie rzucić na kolana, lecz

RÓWNIE PIĘKNE, TYLKO KOLOR OCZU INNY...

byłam w błędzie. Atmosfera nie z tego świata! Idealny porządek! Bez obawy można położyć się na ciepłych, marmurowych płytach, patrzeć na ciemniejące powoli niebo, ukazujące się gwiazdy i nieśmiały księżyc. Coraz więcej świateł zapalało się, by uczynić to miejsce jeszcze bardziej niesamowitym. *** Zostały mi w pamięci trzy rzeczy najbardziej kojarzące się z Birmą: pagody, ba-

ZŁOTE PAGODY ROBIĄ WRAŻENIE NA TURYSTACH

lony i rzeki. Nie wiem, czy akurat w tej kolejności, ale na pewno te trzy. Ostatnim nocnym lotem zdążyłam wrócić do Polski, tuż przed atakiem zła – epidemią koronawirusa. Autorka reportażu i zdjęć z Birmy, Beata Chrobak, zarządza Biurem Rachunkowym DOKUM Sp. z o.o. w Tychach, a prywatnie jest podróżniczką i współpracowniczką naszego magazynu.

BEZ OBAWY MOŻNA POŁOŻYĆ SIĘ NA CIEPŁYCH, MARMUROWYCH PŁYTACH

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 6 7


EDYTORIAL

6 8 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0


chills dreszcze

concept & model Magdalena Ostrowicka / www.CobraOstra.pl makeup Aneta Cybulska model Aneta Cybulska, Maja Ostrowicka first published Lady’s Club / www.LadysClub-Magazyn.pl

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 6 9


7 0 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0


N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 7 1


7 2 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0


N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 7 3


HOROSKOP NA WRZESIEŃ I PAŹDZIERNIK BARAN (21 marca – 20 kwietnia)

Będziesz teraz flirtować do woli! Miłość pisana jest nie tylko singlom, ale też stałym związkom. Nawet takim, w których ostatnio wiedzie się fatalnie. Zamiast myśleć o rozstaniu, postanowicie zacząć wszystko od nowa. Będziesz też dążyć do tego, by uprościć sobie życie. Bez trudu uporządkujesz zawodowe sprawy. Co to da? Może awans albo podwyżkę. Jeśli masz firmę, podpiszesz świetny kontrakt, ale musisz twardo negocjować warunki współpracy. Generalnie nie masz powodu do narzekań. W czas jesienny wejdziesz z dużym zapasem sił i we wspaniałym nastroju. Przecież wiadomo, że najpiękniejsza kobieta to taka, która kocha i ma pieniądze.

BYK (21 kwietnia – 21 maja)

Dojrzysz wreszcie, co dla ciebie jest najważniejsze – i osiągniesz cel. Nie trzymaj się kurczowo spraw, w których tkwisz. Nadszedł doskonały moment, by zrobić remanent w sercu. Zapowiada się okres burzy i naporu, ale to teraz Ty będziesz rozdawać karty! Mężczyzna będzie Twoją zabawką – powinien robić to, co uznasz za słuszne. Nie będzie łatwo. Szybkie tempo zmian sprawi, że zaczniesz się zastanawiać, o co chodzi: czy o spokój i czas dla bliskich, czy o karierę i pieniądze? Na szczęście, dzięki doświadczeniu, wybrniesz z sytuacji: i karierę zaczniesz robić, i będziesz mieć czas dla rodziny. Dzięki naturalnym terapiom Twojemu zdrowiu nic nie zagraża.

BLIŹNIĘTA (22 maja – 21 czerwca)

Będziesz teraz wiele planować, ale chyba niewiele z tych rzeczy uda Ci się zrealizować bez wysiłku. Nowe znajomości bardzo Cię dowartościują. Twoja próżność zostanie zaspokojona, ale uważaj, by nie wpaść w zarozumiałość. Flirty z lata mogą się szybko skończyć, a wtedy dobrze mieć obok życzliwe osoby. Nie będziesz narzekać na brak pomysłów zawodowych, ale nie od razu pojawią się oznaki sukcesu. Przełom nastąpi dopiero z końcem zimy. Uważaj na zdrowie. Czyste powietrze będzie dla Ciebie bardzo ważne. Jeśli jesteś palaczem, rzuć ten nałóg. Jeśli nie – unikaj palaczy i kłopoty oddechowe odejdą. A na wszelki wypadek skontroluj płuca.

RAK (22 czerwca – 22 lipca)

Pod koniec jesieni pisane są Ci wielkie zmiany, ale bez obaw – wyjdą Ci na dobre. Otrzyj łzy i wyrzuć chusteczki, teraz w miłości będzie pięknie. Przetrwałaś najgorsze! W sumie szykuje się pomyślna końcówka czwartego kwartału. W pracy wyciągniesz wnioski z dawnych błędów i wiele na tym zyskasz. Pomoże Ci słowo „przepraszam”. Odkryjesz jego magię i zaczniesz używać zwrotów grzecznościowych. Atmosfera wokół Ciebie znacznie się poprawi. Diety, które wydawały Ci się głupie, zaczną przynosić efekty. Przed świętami będziesz wyglądać bosko. Z dnia na dzień poczujesz się lepiej i piękniej, co zauważą wszyscy. Nawet ten, który Cię dotąd ignorował.

74 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

LEW (23 lipca – 22 sierpnia)

Zapowiada się sporo niespodzianek. Twoje życie uczuciowe i zawodowe może się zmieniać jak w kalejdoskopie. Trzymaj się, powodzenia! Los będzie dla Ciebie kapryśny, a podejmowanie decyzji przyjdzie Ci z trudem. Musisz się dobrze zastanowić, czego naprawdę chcesz. Nie umiesz wybrać, masz stale kłopoty z podejmowaniem decyzji. Kiedy tylko określisz się, także w uczuciach, wszystko pójdzie dobrze. Możesz liczyć w pracy na sukcesy, ale okupione ciężką, systematyczną pracą. Ty jednak na razie wolisz spokój i więcej luzu. Przelicz, co Ci się naprawdę opłaca. Kalkuluj na zimno. Nie lubisz dbać o szczegóły, a to może okazać się wielkim błędem.

PANNA (23 sierpnia – 22 września)

Przyda Ci się trochę szaleństwa! Nie wmawiaj sobie, że to, co było, na zawsze jest skreślone. Czeka Cię okres licznych powtórek, które pozytywnie Cię zaskoczą. Nie poznasz smaku życia, jeśli nie zboczysz ze sztywno obranego toru. Wyskocz ze znajomymi na nocną imprezę, a od razu zrobi się wokół Ciebie zamieszanie! W stałych związkach też warto coś zmienić od czasu do czasu, by miło zaskoczyć partnera. W firmie zmiany, nie uciekniesz przed nimi. Rozważ, co wyjdzie Ci na dobre i wtedy decyduj,


czy warto zostać. Pod koniec września możliwy dość duży zastrzyk gotówki. W zdrowiu poważne dolegliwości Ci nie grożą, ale słuchaj rad życzliwych.

dzi o zdrowie, nie odmawiaj sobie wciąż jedzenia w trosce o smukłą sylwetkę. Tabliczka czekolady czy ciastko nie zaszkodzą, za to mogą poprawić Ci nastrój.

STRZELEC (23 listopada – 21 grudnia)

Końcówka września będzie dla Ciebie gorąca. W sprawach męsko-damskich staniesz się odważna jak nigdy! To Ty będziesz najważniejszą osobą w związku. Poczujesz się fantastycznie, ale partnerowi to się nie spodoba. Staniesz się wymagająca! W sferze zawodowej też będzie się sporo dziać, zaczniesz rozwijać skrzydła. Zadziwisz tym otoczenie, a nawet... samą siebie. I dobrze! Los będzie Ci sprzyjał. Co prawda część kolegów może się obrazić, ale tylko ci, którzy będą patrzeć na Ciebie z zawiścią. Wkrótce się dogadacie, bo najlepiej działa się w grupie. Nie pozwól tylko wejść sobie na głowę. Bądź wyrozumiała, ale też realizuj swoje plany. No i możesz jeść na co masz ochotę!

KOZIOROŻEC (22 grudnia – 20 stycznia)

Awans, atrakcyjna praca, adoratorzy... Życie jak w Madrycie? Niekoniecznie, będziesz musiała walczyć. Obserwuj partnera, bo on się zmienia! Ponoć niektórzy na starość dziecinnieją, ale Twojego faceta spotkało to wcześniej. Nie broń się przed flirtami, bo dzięki nim odmłodniejesz i uśmiech zagości na Twojej twarzy. Porzuć przestarzałe zasady, świat idzie do przodu. Zapisz się na jakiś kurs, zacznij uczyć się języków obcych, a pomoże Ci to w pracy. Nie trać czasu na głupoty. Droga do kariery będzie kręta i czasem pod górę, ale dzięki Twojemu wrodzonemu uporowi uda Ci się ją pokonać. Dla zdrowia czas też pójść na przegląd, póki nic nie szwankuje.

WODNIK (21 stycznia – 19 lutego)

WAGA (23 września – 23 października)

To były barwne chwile, ale tempo życia nie zwolni. Wkrótce podejmiesz ważne decyzje na temat przyszłości. Od przybytku głowa nie boli, lecz zaczniesz narzekać na nadmiar powodzenia. Niewykluczone, że zmienisz partnera! Zupełnie przypadkiem na Twojej drodze stanie ten ktoś. Taki los może spotkać Cię nawet wtedy, gdy już masz stałego partnera. Decyzja należy do Ciebie! W firmie dziać się będzie równie dużo, jeśli jednak praca nie daje Ci satysfakcji, rozważ zmianę. Podchodź do tego jednak z rozsądkiem. Najpierw znajdź posadę, która Cię interesuje, a dopiero potem się zwolnij. Możliwe też dalekie delegacje. Najwyższy czas zacząć dbać o siebie.

SKORPION (24 października – 22 listopada)

Późną jesienią czeka Cię ważne wydarzenie. Masz szansę zacząć nowe życie. Eksperymentuj! Może się okazać, że obce Ci dotąd rewiry są stworzone dla Ciebie. Nie przejmuj się, że rodzina nie będzie Cię poznawać. Rób swoje! Może wreszcie osiągniesz coś, na co od dawna masz ochotę. W firmie doczekasz się wymarzonego stanowiska, choć stać się to może kosztem innych. Nie bierz tego jednak do siebie. Nie masz na to wpływu. Zmiany przyniosą Ci też poprawę w finansach. Jeśli cho-

W Twoim związku będzie romantycznie i gorąco. Niejedna koleżanka poczuje zazdrość. Nic jednak nie przyjdzie samo. O taki związek trzeba dbać – nie zapominaj o tym. Rozpieszczaj go, a on odpłaci Ci tym samym. Nie zrażaj się, że nie zaprosił Cię na kolację i nie kupił kwiatów. W pracy nie broń się przed zmianami, rozważ podpowiedzi życzliwych osób, zamiast je odrzucać. Ważne jest, abyś nie zatraciła się w przekonaniu, że to, co robisz, jest jedynie słuszne i wszyscy muszą to akceptować. Urody nie musisz poprawiać na siłę, wystarczy, że regularnie będziesz o siebie dbać. Nadchodzące oznaki jesieni nie będą Ci straszne, ale szalik zawsze miej przy sobie.

RYBY (20 lutego – 20 marca)

Nie histeryzuj i nie bądź przesadnie podejrzliwa, a wtedy nie będziesz miała powodów do zmartwień. Doceń to, co masz. Zamiast denerwować się wadami partnera, zwróć uwagę na jego zalety. Nie jest źle! W Twoim życiu uczuciowym nie będzie rewolucji, ale musisz uważać, by nie popsuć wszystkiego. Każda cierpliwość kiedyś się kończy. Na Twojej drodze stanie przystojniak, który zmąci Ci spokój. Nie daj się skusić na mały spacer. W pracy nie bierz na siebie nowych obowiązków, jeśli nie będziesz pewna, że im podołasz. Jeśli masz firmę, bądź czujna. Lepiej mieć oko na konkurencję, nie spoczywaj na laurach. O siebie też musisz dbać cały czas!

N R 6 6 / 2 0 2 0 • L A DY ’ S C L U B 7 5


FELIETON

A GDYBY TAK MÓC ZAMIESZKAĆ W MIEJSCU PIĘKNYM, BEZPIECZNYM, ZADBANYM, OTWARTYM? TAKIM, W KTÓRYM LUDZIE SĄ TOLERANCYJNI, UŚMIECHNIĘCI I ŻYCZLIWI? W KTÓRYM PAŃSTWO WSPIERA CHORYCH, Z NIEPEŁNOSPRAWNOŚCIAMI, STARSZYCH. I TYCH, KTÓRZY Z RÓŻNYCH POWODÓW WSPARCIA POTRZEBUJĄ. GDZIE NIE ISTNIEJE PRZEMOC, A O RASIZMIE, SEKSIZMIE, AGEIZMIE I INNYCH RODZAJACH DYSKRYMINACJI MOŻNA DOWIEDZIEĆ SIĘ JEDYNIE Z KSIĄŻEK HISTORYCZNYCH? W KTÓRYM MAMY CZAS NA PRACĘ, RODZINĘ, PRZYJACIÓŁ I HOBBY? GDZIE SZANUJE SIĘ INNYCH LUDZI, ZWIERZĘTA I WSZYSTKO, CO ŻYJE? W KTÓRYM WSPÓLNE PIELĘGNUJE SIĘ JAK WŁASNE? W KTÓRYM WŁADZA JEST PO TO, BY MYŚLEĆ O DOBRU OBYWATELI, A NIE WŁASNYM?...

EWA KASSALA

RÓŻOWA MAGIA

Tęcza

Wiem, każdy by chciał żyć w takim miejscu. Ale też każdy znający życie wie, że to raczej marzenia i mrzonki, wizja raju na ziemi, nieziszczalna z wielu powodów. Każdy z nas wymieniłby od ręki co najmniej kilkanaście. Ale czy to znaczy, że mamy zrezygnować z marzeń? Nie dążyć do ich realizacji, bo „za naszego życia” nie ma szans na ich spełnienie?

łechtaczek dziewczynkom, nie kamienuje za cudzołóstwo (przynajmniej w naszej części świata), a za związki homoseksualne nie skazuje na śmierć. U nas! Jednak w wielu miejscach na świecie wciąż te niecne praktyki są stosowane na co dzień. Niestety!

JAKO LUDZKOŚĆ ROZWIJAMY SIĘ, przechodzimy na kolejne etapy. W odległych czasach składano bogom ofiary z ludzi. Kodeks Hammurabiego mówił „oko za oko, ząb za ząb”. Ale to było mniej więcej 3800 lat temu! Piszę o tym w mojej najnowszej powieści Semiramida, wiem, o czym mówię. Po drodze, przez wieki, zrezygnowaliśmy z ofiar z ludzi i ze zwierząt. Znieśliśmy – w większości cywilizowanych krajów – karę śmierci. Idziemy naprzód. Nie zrzuca się już słabych noworodków ze skał, nie pali czarownic na stosach, nie kawałkuje ciał albinosów, żeby mieć talizman na szczęście (choć w środkowej Afryce, słyszałam, ten proceder jest wciąż praktykowany!). Coraz rzadziej dokonuje się rytualnego wycinania

OBYCZAJE I KULTURA ZMIENIAJĄ SIĘ najwolniej, przy czym nie jest to proces nieodwracalny. Słyszeliście być może o liberalnych czasach w Iranie. Mam na myśli lata 70., kiedy kobiety zrzuciły czadory, zaczęły pokazywać twarze, kształcić się, chodzić w sukienkach, także mini. Ale zmieniła się władza, wrócili mudżahedini, nastąpił powrót do starych wartości. Dziś Iran wygląda znów jak przed rewolucją. Dobrze to, czy źle? W księgach Salomona, o których wspominam w Królowej Saby, jest napisane, że wszystko ma swoje miejsce i swój czas. Rewolucje przynoszą często dramatyczne zmiany. Ponoć naprawdę trwałe są tylko takie zmiany, które zachodzą ewolucyjnie. Choć i co do tego nie ma pewności.

76 L A DY ’ S C L U B • N R 6 6 / 2 0 2 0

DAWNO TEMU W USA, 28 sierpnia 1963, pastor Martin Luther King wygłosił przemówienie, które zostało wpisane do kanonu najlepszych wystąpień oratorskich naszej cywilizacji. Po zakończeniu marszu na Waszyngton, w którym wzięło udział około 250 tys. osób, powiedział: „Miałem sen, że pewnego dnia na czerwonych wzgórzach Georgii synowie byłych niewolników i synowie byłych właścicieli niewolników usiądą razem przy stole braterstwa” (I have a dream that one day on the red hills of Georgia, the sons of former slaves and the sons of former slave owners will be able to sit down together at the table of brotherhood). Wystąpienie zakończył słowami: „Wszystkie dzieci Boga, czarni i biali, Żydzi i nie-Żydzi, protestanci i katolicy, wezmą się za ręce i zaśpiewają słowa starej pieśni: Nareszcie wolni! Nareszcie wolni! Dzięki Bogu wszechpotężnemu, jesteśmy nareszcie wolni!”. Od czasu tego wystąpienia sporo się zmieniło. W USA czarnoskóry Barack Obama został prezydentem. Czy marzenia pastora Kinga sięgały aż tak daleko? Kto wie? W kwestiach równości dużo musi się jeszcze zmienić. Widzimy, co dzieje się teraz w Stanach. Od przyjaciół stamtąd wciąż dostaję niepokojące wieści. Widzimy też, co dzieje się w Polsce. W którą stronę to wszystko pójdzie? Wiem jedno: kiedyś kobiety nie miały praw wyborczych, nie mogły się uczyć, nie mogły same decydować o swoim majątku. Dziś w naszym obszarze kulturowym mogą. Świat się zmienia. Powoli, ale jednak. A my razem z nim. CO POKAZUJE MIJAJĄCY CZAS? Że wszystko jest możliwe, że kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym padaniem, że nie należy odpuszczać, że tak jak kto umie, potrafi i może, powinniśmy dążyć do urzeczywistniania ludzkich marzeń. By żyć w miejscach pięknych, bezpiecznych i przyjaznych dla wszystkich. Bez względu na płeć, rasę, religię, przekonania polityczne czy preferencje seksualne. Bo przecież to możliwe.

Możliwe, prawda?


REKLAMA

Z NAMI PIĘKNE STOPY BĘDZIESZ MIEĆ CAŁY ROK Nowość w Hand Park Beauty

– PODOLOGIA Zapraszamy na z ab

ie

gi p

od ol og

ic

zn

e

do

Pa u

lin y

Hand Park Beauty Aleja Generała Władysława Andersa 6/1 • 43-300 Bielsko-Biała Tel. 33 817 91 57 • 575 800 992 • 696 094 375 salon@handpark.pl • www.handpark.pl www.facebook.com/handparkbielsko


MINI COOPER HATCH. OD 890 zł NETTO MIESIĘCZNIE. Dealer MINI Sikora Bielsko-Biała, ul. Warszawska 56, tel.: +48 33 816 64 64, www.sikora.mini.com.pl Rata miesięczna netto dla MINI Hatch 5door Cooper za 88 418 PLN brutto została obliczona przy następujących parametrach: oferta MINI Comfort Lease, opłata wstępna 0%, okres leasingu 48 miesięcy, średnioroczny deklarowany przebieg 10 000 km, gwarantowana wartość końcowa. Ostateczne warunki zależą od oceny sytuacji finansowo-prawnej Leasingobiorcy oraz zaproponowanej struktury zabezpieczeń i zostaną uregulowane w umowie leasingowej. Szczegóły u Dealerów MINI. Niniejsza symulacja nie stanowi oferty w rozumieniu Art. 66 Kodeksu cywilnego. MINI Comfort Lease dla przedsiębiorców oferowany jest przez BMW Financial Services Polska Sp. z o.o.