Page 1

DWUMIESIĘCZNIK

ROK X

NR 2 (47) KWIECIEŃ – MAJ 2017

E G Z E M P L A R Z B E Z P Ł AT N Y

Fot. Jerzy Polański

ISSN1899-1270

TERESA SEEMANN

mgr kosmetologii, trycholog, naturopata Właścicielka CosmoBelle Clinic, prezes Międzynarodowej Akademii Kosmetyki i Biznesu » WYWIAD STR. 4


CELLU M6 INTEGRAL II JEDYNY NA PODBESKIDZIU

INTEGRAL II to najnowsza generacja urządzeń LPG®. Stosuje ekskluzywną technologię Enedermologie®, umożliwiającą wykonywanie w 100% naturalnych zabiegów stymulacji tkanki łącznej służących urodzie i zdrowiu. Pomaga wymodelować sylwetkę i ujędrnić skórę. Badania dowiodły, że jest to jedna z najskuteczniejszych metod walki z cellulitem, nadmiarem tkanki tłuszczowej, wiotkością skóry ciała i twarzy oraz obrzękami. Autorski program połączenia trzech urządzeń do modelowania sylwetki i redukcji cellulitu: •Endermologie® Integral LPG® •Fala Akustyczna BTL •Presoterapia BTL

QR CODE

Zapraszamy na bezpłatną konsultację i dobór indywidualnego programu.

Wygenerowano na www.qr-online.pl

ul. Legionów 26-28 budynek H kompleks Nowe Miasto, 43-300 Bielsko-Biała, tel. 33 810 69 89, 533 463 443 www.tkalniaurody.pl 3


reklama


Fot. Magdalena Ostrowicka

OD REDAKTORA

W NUMERZE

Oglądacie „Milionerów” w TVN? Moja żona któregoś dnia zauważyła, że większość startujących w programie to kobiety: mądre, błyskotliwe, oczytane, elokwentne. I bardzo ładne. Faceci, jeśli występują, najczęściej szybko odpadają – albo chowają się z plecami swoich żon czy partnerek. To dało mi do myślenia. Spojrzałem na listę autorów w tym numerze Lady’s Club. Większość to panie. Pewnie nie powinno dziwić w czasopiśmie dla kobiet, ale patrzę na to z innej perspektywy – wydawcy. Wielokrotnie namawiałem do współpracy mężczyzn, lecz zazwyczaj padały wykrętne odpowiedzi o braku czasu, pomysłów, chęci. Z paniami zupełnie inaczej. One też pracują, czasami na dwa, trzy etaty. Uczą się, jeżdżą na seminaria, wykłady, kongresy, lecz kiedy pada propozycja współpracy – prawie nigdy nie słyszę sprzeciwu. Wedle mojej oceny, mężczyźni wyraźnie są w ariergardzie. Nie prowadziłem żadnych badań na ten temat, lecz gołym okiem widać, że kobiety coraz energiczniej wypierają facetów z biznesu, polityki, działalności społecznej, nauki. Są rzutkie, pomysłowe, energiczne, chętniej wchodzą w nowe technologie, z sukcesem prowadzą firmy, na dodatek są eleganckie, zadbane, piękne, Kto nie wierzy, niech sięgnie po ten numer Lady’s Club. Dowody podaliśmy na tacy! STANISŁAW BUBIN, redaktor naczelny 509 965 018 redakcja@ladysclub-magazyn.pl s.bubin.ladysclub@gmail.com www.ladysclub-magazyn.pl

4 STARAM SIĘ ZAWSZE BYĆ KROK DO PRZODU – MÓWI TERESA SEEMANN, WŁAŚCICIELKA COSMOBELLE CLINIC W TYCHACH 10 JERZY KRYSZAK, ARTYSTA KABARETOWY: KOBIETA TO ISTOTA NAJPIĘKNIEJSZA

13 AJURWEDA W GABINECIE. ROZMOWA Z JOANNĄ SKOREK-KOPCIK, KOSMETOLOGIEM 18 AUTORKA POWIEŚCI, JADWIGA CZAJKOWSKA, OPOWIADA O ROZSĄDKU W MIŁOŚCI

22 ROZMOWA Z MARKIEM KRAJEWSKIM, TWÓRCĄ POLICJANTA MOCKA Z BRESLAU 26 Z SYLWIĄ TROJANOWSKĄ POSZUKUJEMY TEGO, CO NAJWAŻNIEJSZE – SZCZĘŚCIA 30 NIE WSZYSTKIE TŁUSZCZE SĄ ZŁE – ZAPEWNIA DIETETYK JUSTYNA CIEŚLICA 32 BARTOSZ GADZINA: MODA W JEDZENIU SZKODZI – JEDZMY ŚWIADOMIE! 34 RENATA KUKLA PROWADZI NAS ŚLADAMI BIAŁEJ MASAJKI 36 CZY PIGUŁKI ZAPOMNIENIA SĄ BEZPIECZNE – ZASTANAWIA SIĘ DOROTA BOCIAN 38 COACH SPORTOWY EWA STELLMACH

NA OKŁADCE TERESA SEEMANN MGR KOSMETOLOGII, TRYCHOLOG, NATUROPATA WŁAŚCICIELKA COSMOBELLE CLINIC, PREZES MIĘDZYNARODOWEJ AKADEMII KOSMETYKI I BIZNESU ZDJĘCIE JERZY POLAŃSKI

O LICENCJI NA BYCIE SOBĄ

®

40 MARZENA JANKOWSKA WYJAŚNIA, CO ZNACZY MOC AUTENTYCZNOŚCI

42 44 47 48

PRAWNIK MAGDALENA WOJDAŁA UNIEWAŻNIA MAŁŻEŃSTWO ANNA ADAMUS ZACHĘCA: UWIERZ W MOC KSIĘŻYCA! STUDENCI PROJEKTUJĄ DLA MOKATE EKSPERT BWS AGNIESZKA PAWLICKA TWORZY WIZERUNEK W INTERNECIE

50 POWIKŁANIA NA PAZNOKCIACH W OPINII EKSPERTA PAULINY PASTUSZAK 52 WYBIERZ BIUSTONOSZ IDEALNY – NAMAWIA BRAFITTERKA MONIKA NIEMIEC 56 TRENER PERSONALNY DAWID CEMBALA... NIE ZACHĘCA DO ĆWICZENIA BRZUSZKÓW

60 63 64 65 70 72 74 76

RECENZJA: DYBUK – DEMON ZNAD RZEKI BIAŁEJ LISTY Z MONACHIUM. NIEWIDOCZNI EMIGRANCI DOROTA STASIKOWSKA-WOŹNIAK O DRZEWIE ŻYCIA AWAKENING. PRZEBUDZENIE W OBIEKTYWIE MAGDALENY OSTROWICKIEJ STRONY EKOLOGICZNE „ZAGRAJMY W ZIELONE” KRZYŻÓWKA Z NAGRODAMI HOROSKOP NA MAJ I CZERWIEC FELIETON KRZYSZTOFA ŁĘCKIEGO. KLOCKI RESENTYMENTALNE

WYDAWCA FIRMA WYDAWNICZA LADY’S CLUB ADRES REDAKCJI 43-309 BIELSKO-BIAŁA, UL. SUCHA 32 REDAKTOR NACZELNY STANISŁAW BUBIN, S.BUBIN.LADYSCLUB@GMAIL.COM, TEL. 509 965 018 REKLAMA TEL. 509 965 018, REDAKCJA@LADYSCLUB-MAGAZYN.PL, WWW.LADYSCLUB-MAGAZYN.PL WSPÓŁPRACA ANNA ADAMUS, ROMAN ANUSIEWICZ, DOROTA BOCIAN, JUSTYNA CIEŚLICA, EDYTA DWORNIK, BARTOSZ GADZINA, LUCYNA GRABOWSKA-GÓRECKA, MARZENA JANKOWSKA, ANNA JURCZYK, KRZYSZTOF KOZIK, ALDONA LIKUS-CANNON, KRZYSZTOF ŁĘCKI, MAGDALENA OSTROWICKA, EWA PACZYŃSKA, PAULINA PASTUSZAK, NATASHA PAVLUCHENKO, ALEKSANDRA RADZIKOWSKA, KRZYSZTOF SKÓRKA, JOANNA SKOREK-KOPCIK, DOROTA STASIKOWSKA-WOŹNIAK, EWA STELLMACH, ANIKA STRZELCZAK-BATKOWSKA, BEATA SYPUŁA, WIOLETTA UZAROWICZ, MIKOŁAJ WOŹNIAK, MAGDALENA WOJDAŁA, EWA ZALOT, AGNIESZKA ZIELIŃSKA, KATARZYNA ZIEMER LAYOUT PAWEŁ OKULOWSKI ISSN

1899–1270


reklama


Staram się zawsze BYĆ o KROK DO PRZODU Z TERESĄ SEEMANN, mgr kosmetologii, trychologiem, naturopatą, właścicielką CosmoBelle Clinic, od 17 lat doświadczonym menedżerem, prezesem Międzynarodowej Akademii Kosmet yki i Biznesu, założycielką szkoły kosmet ycznej, kształcącej w oparciu o innowacyjne programy nauczania, właścicielką Hurtowni Medyczno-Kosmet ycznej, rozmawia Stanisław Bubin Wielkie gratulacje, pani Tereso! 7 kwietnia w warszawskim klubie LOFT44 odbyła się gala magazynu Law Business Quality, podczas której otrzymała pani prestiżowy tytuł i statuetkę Lider Biznesu 2017.

Na tej wyjątkowej gali pojawiło się prawie 200 osób, wybitnych osobistości, sporo znanych i lubianych twarzy. Uroczysta gala połączona była z premierą książki „W realu i w sieci, czyli co jest ważne w biznesie i nie tylko”, autorstwa Ilony Adamskiej, organizatorki eventu. Można znaleźć w niej inspirujący wywiad ze mną w roli kobiety sukcesu. Otrzymanie tytułu Lider Biznesu 2017 to dla mnie ogromne wyróżnienie i prestiż. Liderzy Biznesu wybierani byli spośród około 400 firm, więc sukces tym większy. Doceniona została również moja działalność charytatywna poprzez otrzymanie drugiej statuetki. To dla mnie bardzo ważne wyróżnienia i motywacja do dalszego działania. Traktuje pani tę nagrodę jako ukoronowanie swojej działalności, czy też pewnego etapu w rozwoju firmy?

To niewątpliwie było podsumowanie pewnego etapu w mojej działalności biznesowej, ale przede wszystkim umocnienie przekonań – upewniłam się, że to, co robię, jest ważne i potrzebne innym. Nie ma sukcesu w biznesie bez pasji. Tylko robiąc to, co się kocha, co nas interesuje i ciekawi, stwarzamy szansę na osiągnięcie sukcesu i spełnienia. Mój biznes jest moją pasją, dzięki temu dążę do pogłębiania wiedzy z nim

związanej, do poszukiwania najnowocześniejszych rozwiązań i możliwości. Każde wyróżnienie i docenienie swoich działań przez innych jest ogromną motywacją do dalszego działania. Uwielbiam wyzwania, w dążeniu do celu czuję się tak, jakbym dostawała skrzydeł. Niewątpliwie zapracowała pani na tytuł Lidera Biznesu. Pani dokonania są imponujące...

Firma CosmoBelle nie powstała z dnia na dzień, do wszystkiego doszłam małymi kroczkami. Zawsze byłam uważana za osobę pracowitą, z wielką pasją, która wie, czego chce, zdyscyplinowaną, o silnym charakterze lidera. Z każdej sytuacji w życiu staram się czerpać inspirację. Bardzo ważne jest wyznaczenie sobie celu, dążenie do jego osiągnięcia, mając na uwadze wysoką jakość. To pozwala na rozwinięcie skrzydeł i poznanie smaku sukcesu. Staram się wprowadzać do oferty to, co najnowsze i innowacyjne, perełki ze świata. Trzeba bacznie obserwować tendencje na lokalnym, krajowym i światowym rynku. Wyjeżdżać na szkolenia, zagraniczne konferencje, kongresy i wyprzedzać trendy. Moja firma to nie tylko CosmoBelle Clinic, czyli klinika działająca w oparciu o holistyczną regułę w podejściu do zdrowia człowieka, ale także edukacja i szkolnictwo – w szkole rocznej i dwuletniej Międzynarodowej Akademii Kosmetyki i Biznesu. To także profesjonalne szkolenia oparte na autorskich i nowatorskich programach naucza-

Teresa Seemann w warszawskim klubie LOFT44 wśród laureatów plebiscytu. Podczas gali „Law Business Quality” NASZA ROZMÓWCZYNI otrzymała dwie statuetki: Lidera Biznesu 2017 i za działalność charytatywną nr 47 / 2017 • Lady’s Club

5


Jak pani nad tym wszystkim panuje? Doba ma przecież tylko 24 godziny.

Emilia Polakowska, przyjaciółka pani Teresy, przyjechała specjalnie z Niemiec na warszawską uroczystość

nia. Na zapotrzebowanie rynku stworzyłam Hurtownię Medyczno-Kosmetyczną CosmoBelle, która zaopatruje gabinety medycyny estetycznej, salony spa i centra urody w profesjonalne aparatury, urządzenia i produkty medyczno-kosmetyczne. A więc to są trzy filary, na których opieram działalność i w których działam znacząco. Prowadząc biznes, nie możemy jednak zapominać o wartościach, którymi musimy się kierować. Są nimi profesjonalizm, innowacyjność i odpowiedzialność – dają zaufanie oraz satysfakcję klientów, którzy doceniają wysoką jakość. Partnerstwo, szacunek – zarówno w komunikacji z otoczeniem, jak i we współpracy z pracownikami. Te wartości umożliwiają rozwój firmy i satysfakcję w życiu. Lubię wyzwania i mam duże wymagania, również wobec siebie. Prowadzi pani Międzynarodową Akademię Kosmetyki i Biznesu. Czy edukacja odgrywa dużą rolę w pani firmie?

Żeby być dobrym w biznesie, trzeba stale się uczyć. Moja działalność na rzecz edukacji to historia ostatnich 17 lat. Kształcenie i zdobywanie wiedzy to nieodłączne elementy, o których musi pamiętać każdy profesjonalista. Ta utarta już fraza „Wiedza kluczem do sukcesu” znajduje realne odzwierciedlenie w wartościach firmy. Konsekwencja, pracowitość i nieustanne podnoszenie kwalifikacji, edukacja i rozwój, które otwierają nam kolejne drzwi do profesjonalizmu i sukcesu. Stale poszerzam swoją wiedzę i kwalifikacje, przekazując je jednocześnie innym. Jestem dumna, że dzięki wieloletniej pracy, doświadczeniu, edukacji udało mi się stworzyć elitarną szkołę – Międzynarodową Akademię Kosmetyki i Biznesu CosmoBelle, która posiada uprawnienia państwowe i spełnia rygorystyczne, najwyższe standardy kształcenia. Przyszłościowe specjalizacje, autorski program i komfortowe warunki nauczania gwarantują wysoki poziom zajęć. Co daje świadectwo pani szkoły?

Przede wszystkim prestiżowy zawód, możliwość rozpoczęcia pracy, nowatorskie specjalizacje w zawodzie Technik Usług Kosmetycznych na najwyższym, europejskim poziomie, spełniającym normy unijne. Absolwenci Międzynarodowej Akademii Kosmetyki i Biznesu mają odpowiednie przygotowanie do pracy w klinikach kosmetycznych i medycznych w kraju i za granicą, a także do tego, aby prowadzić własną działalność gospodarczą. Kształcenie i zdobywanie wiedzy to nieodłączne elementy, o których musi pamiętać każdy, kto chce być profesjonalistą.

6

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Każdy, kto prowadzi swoją firmę wie, jak bardzo jest to absorbujące. Musimy pamiętać, aby praca nie zawładnęła naszym życiem całkowicie. Czas poświęcony rodzinie jest najcenniejszy, bo to ona jest naszym codziennym wsparciem. Dzięki tym chwilom znajduję siłę i motywację do rozwoju w życiu zawodowym. Mam pełny nadzór nad zespołem i świetną kadrę, która wspomaga moje zarządzanie. Prowadząc biznes, musimy mieć świadomość tego, że współpraca z odpowiednimi ludźmi jest fundamentem sukcesu. Wiedza, umiejętności i doświadczenie współpracownika są bardzo ważne, ale myślę, że ważna jest także osobowość, która współgra z ideą firmy. Ważna jest ambicja – chęć tworzenia czegoś więcej, niegodzenie się na przeciętność, odwaga do robienia rzeczy wielkich, wiara w siebie. Bardzo ważne, aby moi pracownicy mieli świadomość pracy w wartościowej firmie, aby czuli się ważni i docenieni. Jako szefowa bardzo szanuję wszystkich swoich współpracowników, niezależnie od rangi stanowiska czy funkcji, jaką pełnią w firmie. Uważam, że jako szefową cechuje mnie silny charakter, zdolność motywowania innych, uczciwość, kreatywność, umiejętność stawiania celów sobie i innym, zarządzania zespołem, pewność siebie i samodyscyplina. Przyjemność i satysfakcję daje mi każdy dzień, w którym firma osiąga kolejny cel i staje się mocniejsza. Ma pani bardzo dużo różnych tytułów zawodowych i specjalizacji...

Pierwszą moją specjalizacją była ekonomia, a dokładniej – finanse i rachunkowość. Dzisiaj stwierdzam, że dało mi to podstawę do prowadzenia firmy. Z czasem okazało się, że to jest za mało, od życia oczekuję więcej i zaczęłam szukać swojej pasji. Skończyłam ekonomię i wyjechałam za granicę, FIRMA CosmoBelle, stworzona przez Teresę Seemann, trzyma wysoki poziom i cieszy się opinią prestiżowej marki


wiele lat w Niemczech dało mi dużo możliwości. Tam „zaraziłam się” nowoczesną kosmetologią i w szybkim czasie zaczęłam zdobywać kolejne umiejętności. Tak rozpoczęłam moją przygodę z kosmetologią, która trwa do dziś. Kształcenie i zdobywanie wiedzy to nieodłączne elementy naszego życia. Inspirujący jest fakt ciągłego rozwoju dziedziny, jaką jest kosmetologia i ta przygoda nigdy się nie skończy. Przez 17 lat prowadzenia firmy CosmoBelle cały czas zdobywam doświadczenie, regularnie uczestniczę w specjalistycznych szkoleniach i konferencjach na całym świecie, dążę do perfekcji i innowacyjności. Wiedza i nieustanne pragnienie rozwoju w każdej dziedzinie, to klucz do osiągnięcia sukcesu. Oświata niewątpliwie daje pani dużo satysfakcji, ale czy najwięcej?

Największą satysfakcję daje mi kontakt z klientem. Kluczem do zbudowania zaufania i stworzenia kreatywnych i długotrwałych relacji z klientem jest szczerość. Wierzę, że każdy człowiek, który potrafi uczciwie wykorzystać swój talent, wiedzę i umiejętności, a także intuicję, osiągnie sukces. Szczerość, uczciwość i autentyczność w biznesie są opłacalne i konieczne. Profesjonalizm, innowacyjność i odpowiedzialność dają zaufanie i satysfakcję klientów, którzy doceniają wysoką jakość. Partnerstwo, szacunek – zarówno w komunikacji z otoczeniem, jak i współpracy z pracownikami – to wartości, które umożliwiają rozwój firmy i dają satysfakcję w życiu. Lubię wyzwania i mam duże wymagania, również wobec siebie. Każdy z trzech filarów mojej działalności łączy się ze sobą i wzajemnie uzupełnia. Ogromną satysfakcją jest dla mnie wytyczanie kolejnych celów, dążenie do nich oraz ich osiąganie. I tak powstał pomysł na kolejny, niezwykle przyszłościowy projekt – sieć klubów Body Space Lady’s Fit Concept. klubów tylko dla kobiet?

Tak. Plany na najbliższą przyszłość to otwarcie sieci klubów tylko dla kobiet Body Space Lady’s Fit Concept. Będą to wyjątkowego miejsca, gdzie będziemy pracować nad ogólną kondycją, modelowaniem i wyszczuplaniem sylwetki, nad pięknem kobiety, bo tak naprawdę, żeby to piękno osiągnąć, klientka musi być otoczona kompleksową opieką. Klientki tych wyjątkowych klubów będą mogły korzystać z opracowanego holistycznego konceptu – konsultacji ze specjalistami, wywiadów kosmetologicznych, konsultacji z dietetykiem i fizykoterapeutą, co umożliwi przygotowanie indywidualnego programu modelowania i odchudzania każdej klientki w sposób gwarantujący osiągniecie zamierzonego celu. Body Space Lady’s Fit Concept to miejsce dla kobiet, gdzie poza pracą nad sylwetką, kobiety będą nawiązywać wartościowe kontakty, wymieniać poglądy i doświadczenia, pozyskiwać nowe znajomości, inspirację do działania. Miejsce, gdzie kobiety otaczane będą kompleksową opieką, dzięki innowacyjnej technologii urządzeń Body Space, wspartej wysokiej generacji urządzeniami takimi, jak Kriolipoliza, 5D, Liposukcja, Lipolaser, Endermologia. Mam poczucie, że robię coś naprawdę wyjątkowego, przydatnego i dobrego. To mnie uskrzydla.

cała pani działalność związana jest z rynkiem kobiet, rynkiem beauty, zdrowia. Jakie nowości pojawią się w najbliższym czasie w cosmobelle clinic?

Chcemy w najbliższej przyszłości skupić się na zagrożeniach, jakie dla zdrowia, zwłaszcza dla skóry, stwarzają spożywane przez nas pokarmy. Nigdy wcześniej nie budziły one aż tyle kontrowersji, ale też nie mieliśmy zaawansowanej wiedzy i specjalistycznej diagnostyki do badania wpływu żywności na zdrowie człowieka. Od pewnego czasu współpracuję z instytutem Cambridge Diagnostics, który wprowadza nowoczesną diagnostykę, analizującą zdrowie na poziomie molekularnym. Oferowane przez nas badania pomagają w walce z takimi zjawiskami, jak nadwrażliwość pokarmowa, dysbioza jelitowa, stres oksydacyjny. Chodzi nam o szerzenie i zmianę świadomości o wpływie żywienia na organizm. Badamy więc nietolerancję pokarmową z pomocą Food Detective, a zamierzamy wprowadzić kompleksową diagnostykę DNA, która pozwoli zapobiegać określonym chorobom oraz dostosować program odżywiania i ćwiczeń do naszego indywidualnego genotypu. czy pani sen o cosmobelle już się spełnił?

Oj nie! To dopiero początek. Jestem osobą spełnioną życiowo i zawodowo – a teraz właśnie mam najlepszy czas na świadomy rozwój. Żyję w zgodzie z zasadami, które przekazuję innym. Trzymam się zasad etyki zawodowej, etyki biznesu, odpowiedzialności za swoje decyzje. Klientki i pacjenci mają do mnie zaufanie. Zaufanie trudno jest zdobyć, ale kiedy się je ma – stanowi kapitał na długie lata. Nie wprowadzam w swojej firmie praktyk, które nie zostały wcześniej sprawdzone, przetestowane. Cieszy mnie także, że moi pracownicy stanowią zespół, z którym jestem od lat. Wszyscy obdarzamy się wzajemnym szacunkiem. Dopóki to, co robię, jest moją pasją, nigdy nie skończą się pomysły do dalszego rozwoju. Chciałabym cały czas tworzyć drogę piękna, cały czas się rozwijać. Czuję się szczęśliwa, że firma CosmoBelle jest doceniana przez klientów, specjalistów i media. Cieszy mnie, że trzymamy wysoki poziom i mamy opinię prestiżowej marki. To wszystko oparte jest na latach ciężkiej pracy. Moim marzeniem zawodowym jest to, aby nie stracić nigdy determinacji, wizji i optymizmu w dążeniu do ciągłego rozwoju, aby marka CosmoBelle była wyjątkowa i rozpoznawalna na całym świecie. dziękuję za rozmowę.

CosmoBelle, ul. Barona 30, Tychy, + 48 32 788 16 02, +48 509 563 700 www.cosmobelle.pl

nr 47 / 2017 • Lady’s CLub

7


Nasze herbaty i ciastka w Kolonii

Co roku w Kolonii nad Renem odbywają się międzynarodowe targi słodyczy i przekąsek ISM, na których królują tradycyjne ciastka, czekolady i cukierki. Ale nie tylko. Wystawcy z całego świata oprócz klasyki prezentują również trendy w tej branży.

Stoisko rodzinnej firmy Mokate na tegorocznych targach ISM Sweets & Snacks w Kolonii

P

olscy producenci, szukając swojej szansy na rozwój eksportu, licznie stawiają się na ISM Sweets & Snacks, by poznać nowe produkty, technologie i kontrahentów. W tym roku w 47. targach ISM wzięło udział 66 naszych firm, wśród nich tacy innowacyjni potentaci, jak Mokate, Wawel, Wedel, Śnieżka, Dan Cake, Tago i Terravita, lecz także pomniejsi wytwórcy, czasem zupełnie nieznani na krajowym rynku, nastawieni wyłącznie na eksport. Rodzinna firma Mokate pokazała na targach m.in. nowe opakowania herbat LOYD. Wszystkie czarne w piramidkach zyskały teraz czerwone pudełka zawierające 20 i 75 sztuk, a zielone mają na czarnym tle zielony napis i koloro-

Czterodniowe targi odwiedziło 38 tys. osób

8

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

wy, opisujący wariant smakowy. Mokate przedstawiło także linię herbat owocowych i zielonych dla rynku brytyjskiego, gdzie konsumenci preferują opakowania z okienkami. Nowościami w ofercie Mokate były ponadto ciastka Caffetteria Mokate Florentines z pestkami dyni i żurawiną oraz bombonierki z ciastkami Cookies Selection. Wkrótce pojawią się ciastka z nasionami szałwii hiszpańskiej chia oraz ciastka w opakowaniach impulsowych (małych opakowaniach z jednym ciastkiem). Kolejną marką ciastek i wafli były Hi Alpino, produkowane przez czeską firmę w Voticach należącą do spółki Mokate – przeznaczone głównie na eksport, choć dostępne także w Polsce. Mokate rozwinęło też linię kaw Caffeteria w puszkach i Candy Shop – kaw latte w kilku smakach. Ofertą Mokate byli zainteresowani m.in. klienci z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec, Turcji i Izraela. Targi ISM w Kolonii potwierdziły wyjątkową pozycję międzynarodową – wzięło w nich udział 1649 wystawców z 68 krajów, zwiedziło je prawie 38 tys. osób z ponad 140 krajów. Katharina C. Hamma, dyrektor ds. operacyjnych Kölnmesse GmbH, powiedziała, że targi ISM potwierdziły znaczenie Kolonii jako światowej stolicy słodyczy i przekąsek, zwłaszcza w sferze nowych produktów i pomysłów marketingowych. 48. ISM Sweets & Snacks mają się odbyć w Kolonii w dniach 28-31 stycznia 2018 – znowu z silnym akcentem polskim.


Fot. ARC

2012 wybrana została Aneta Pońc, w następnych latach Sylwia Radulska, Izabela Tymich i Marzena Pankiewicz, a za rok 2016 Kobietą Oryginalną Śląska Cieszyńskiego została Łucja Dusek-Francuz – etnolożka, folklorystka, projektantka i krawcowa, aktywna działaczka koła Macierzy Ziemi Cieszyńskiej, właścicielka firmy Łucja Beskid Folk, góralka z Jaworzynki, a obecnie mieszkanka Cieszyna. W marcu w hotelu Złoty Groń w Istebnej odbyła się gala plebiscytu Kobieta Oryginalna Śląska Cieszyńskiego, zorganizowana przez Gminny Ośrodek Kultury przy wsparciu firmy Mokate,

Kwiaty z bibułki wykonane przez panią Łucję na jarmarku wielkanocnym

która ufundowała prezenty dla laureatek i pań obecnych na imprezie. Na nominowane do konkursu kobiety głosowali internauci i czytelnicy lokalnych gazet. Na tegoroczną, piątą edycję wpłynęło 3595 głosów, w tym aż 1009 na Łucję Dusek-Francuz, co jest rekordem w historii tych wyborów. – Łokropnie żech rada, że mogym na swoij ziemi stanónć i łodebrać statuetkym. Jo, chociaż robim w Ciesinie, to całym sercym wdycki bedym w Jaworzynce, Istebnej i Kóniokowie. To co robim, robim dlo was – powiedziała laureatka. W finałowej piątce znalazły się Agata Pasterny z Goleszowa, Eugenia Szafarczyk z Ochab, Bronisława Szlauer z Istebnej, Bożena Cholewa z Cieszyna i Łucja Dusek-Francuz. Każda z nich oryginalna, niepowtarzalna i świetna w tym, co robi. Statuetka wykonana przez Justynę Łodzińską trafiła do rąk pani Łucji, która na co dzień zajmuje się szyciem strojów regionalnych i tworzeniem rękodzieła dla zespołów folkowych. Kobieta Oryginalna

Fot. Jacek Kohut

Pani Łucja – Kobieta Oryginalna W

Laureatka konkursu z prezentem od Mokate – herbatami LOYD

jest otwarta, aktywna i mówi gwarą. W programie TVN „Ugotowani”, jak przystało na miłośniczkę kuchni regionalnej, przygotowała potrawę Siwy dym u gaździny. Kilka lat temu z Anną Nędzą-Kubiniec reprezentowała Polskę na targach China International Folk Art Expo.

Akademia Szachowa Mokate olejny, XXVII Mokate Open – Międzynarodowy Turniej Szachowy – odbył się w Gminnym Ośrodku Kultury w Goleszowie, gromadząc aż 102 uczestników. To był także czas debiutu Akademii Szachowej Mokate. Świetną dyspozycją błysnął w turnieju Eneasz Wiewióra z gminy Pawłowice, wygrywając wszystkie partie. Nagrody dla najlepszych wręczali wójt gminy Goleszów Krzysztof Glajcar, przedstawicielka Mokate Monika Glos i Barbara Macura

Fot. Tomasz Lenkiewicz

K

Wśród uczestników przeważała młodzież szachowa

Zwycięzcy turnieju tradycyjnie otrzymali nagrody od Mokate

z GOK. Wyniki z można znaleźć na stronie www.chessarbiter.com. Warto też zwrócić uwagę na turnieje w ramach Akademii Szachowej Mokate. Cykl (w tym roku zaplanowano trzy edycje) ma nazwę Puchar Śląska Cieszyńskiego, a jego honorowym patronem został starosta powiatu cieszyńskiego. W pierwszym turnieju o Puchar Śląska Cieszyńskiego zagrało 60 szachistek i szachistów. Bezkonkurencyjny okazał się trener szachowy z Olimpii Goleszów i Akademii Szachowej Mokate, mistrz szachowy Maciej Mroziak ze Skoczowa. Cieszy to, że wśród uczestników przeważała młodzież. Szachiści i liczni kibice z chęcią częstowali się herbatami LOYD i kawami Caffetteria Mokate. Kolejny turniej z cyklu Mokate Open odbędzie się w ostatni weekend kwietnia. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

9


R ozmo wa z JERZYM KRYSZ AKIEM, ar t ystą k abare to wym i ak torem

Kobieta to istota

najpiękniejsza Niedawno, 24 kwietnia, obchodził pan 67. urodziny. Jakieś życzenia dla siebie z tej okazji?

Nie lubię imienin, urodzin ani żadnych innych dni odświętnych. Nie są dla mnie niczym szczególnym. Staram się szanować każdy dzień. I od kilkunastu lat każdy jest dla mnie jednakowo ważny. Skupiam się na 24 godzinach, które codziennie otwierają się przede mną. Nie jest dla mnie ważne, czy to dzień 23, 52, czy 100. Wszystkie są ważne, bo wszystkie są jednakowo dobre. W domu, w którym pan mieszka koło Nieporętu (pana miejscu na ziemi), nazywa pan kwiaty cudami Boga. Jak to rozumieć?

Najważniejsze jest to, że rośliny, kwiaty ,w ogóle istnieją i rosną, budząc zachwyt. Jakże niezwykły jest zwykły kaczeniec, wiosenny kwiat kwitnący przy strumieniach, drogach. Jego kwiaty są tak misternie wyrzeźbione! Maleńkie i powszechnie spotykane, więc na co dzień nikt nie zwraca uwagi na ich wyjątkowość. Gdyby kaczeńce były rzadkie, traktowalibyśmy je jako coś fantastycznego. Zasługują na to! Są popularne i mijamy je obojętnie, spacerując wiosną po lesie czy parku, a przecież przypominają żółte chryzantemy, tworząc cudowne kompozycje na trawniku. A coś elegantszego, na przykład ogrodowe róże?

10

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Różami się rozczarowałem. Mieliśmy w ogrodzie piękne pnące różane kaskady, ale praca przy nich oznaczała poranione palce i podrapane policzki. Tyle razy się nimi pokłułem! A dodatkowo trzeba było je okrywać na zimę, wiosną podcinać pędy, opiekować się nimi przez cały sezon, poświęcać masę pracy i czasu. Powiedziałem w końcu: „Żegnajcie, dziewczynki”. Jesteście śliczne, ale boję się was dotykać. Biły, kaleczyły, raniły do krwi. Wolę azalie i rododendrony. Ich liście pięknie wyglądają zimą, bo są zimozielone. Kwitną i nie maja kolców. Wróćmy do działalności scenicznej. Na swojej stronie internetowej napisał pan, że jest smutnym, nieśmiałym, pełnym zadumy człowiekiem. Czy to dobre cechy dla aktora?

Wbrew pozorom – tak. Jeśli ktoś jest ekstrawertykiem i występy publiczne sprawiają mu radość, nie wiążą się z trudnościami – jest to bardzo łatwe. A jeśli coś przychodzi łatwo, nie jest wiele warte i łatwo odchodzi. Scena potrzebuje pokory. Osoby, dla których każde wyjście na scenę oznacza walkę z samym sobą, ból, zwalczanie nieśmiałości, pokazują na tej scenie coś wyjątkowego, a przy okazji szacunek dla widza, który też to zauważy i poczuje. Oznacza to, że artysta wykonał pracę, pokonał tysiące wątpliwości, zanim wyszedł na scenę i stanął przed widownią.


No właśnie, stanąć przed widownią. I co?...

Wiele lat temu zrezygnowałem z bycia aktorem na rzecz kabaretu. Lubię stać przed widzami i z nimi rozmawiać. Stosunkowo niedawno dowiedziałem się, że to, co uprawiam od 25 lat i nazywam po prostu występem na stojaka, nosi światową nazwę stand up. Zaczął się wysyp stand-upowców, a ja od tylu lat stoję, stoję i stoję (śmiech). Jestem tylko ja i widownia. To jest wspaniałe, piękne i trudne. Lubię dialog z widzami. Każda widownia jest inna, z każdą można jednak nawiązać kontakt, by wspólnie rozmawiać, śmiać się czy złościć.

Tak, Polska jest teraz bardzo podzielona. Inaczej reagują ludzie na wschód i zachód od Wisły, zwłaszcza na dowcipy o Kaczyńskim i Tusku. Polityka jest smutna, kłamliwa, nieuczciwa, cyniczna. Z góry zakłada się w niej manipulację, bo tak być musi. Artysta kabaretowy, który zachowywałby się jak polityk, nigdy w życiu nie zyskałby publiczności, a osoba, która chce mieć władzę, stawia na populizm i nikt nie wymaga od niej uczciwości. Myślę, że w polskiej polityce nadszedł już czas eliminowania ordynarnych kłamstw, na których nic trwałego nie można zbudować. Muszą być jakieś granice. Pan szanuje granice na scenie?

Tak. Jest obszar wiary, ludzkiego nieszczęścia, krzywdzenia dzieci czy osób chorych... Z czyjegoś bólu nie można się śmiać. Zwłaszcza jednak wiara – każda: chrześcijańska, żydowska, muzułmańska – pozostaje czymś, co powinno być wewnątrz człowieka, tylko dla niego. To nie miejsce na cudze buty. Unika pan jak ognia formuły „Wszystko na sprzedaż”...

Oczywiście dla wielu aktorów informacja o urodzeniu się dziecka, ślubie, rozwodzie czy innych kwestiach prywatnych jest świetną formą promocji. I to się podobno sprawdza. Ja jednak tak nie potrafię, muszę zachować prywatność. Część mojego życia jest tylko dla mnie. Kim są dla pana kobiety? Jaki jest pana kobiecy ideał?

To istoty najpiękniejsze. I duchem, i ciałem. Piękne od czubka głowy po koniuszek palca, od ręki po brodę, od śmiechu po płacz. Pierwszą ważną kobietą w moim życiu była mama. Wielki człowiek, wspaniała, czuła matka! Potem, poza jednym związkiem, w którym mi się nie powiodło (nie mam jednak o to żalu – ot, złe spotkanie w złym czasie) miałem szczęście do kobiet. A mój ideał? Moja żona! Osoba wspaniała w każdym calu. Ja w ogóle podziwiam kobiety pracujące zawodowo, poświęcające się dla męża i dzieci. I jeszcze zawsze pełne wdzięku, delikatności. Nie popieram ruchów feministycznych, które mówią, że kobiety muszę walczyć o swoje równe prawa. Jeśli o coś trzeba walczyć, to znaczy, że tego nie ma. A kobiety mają równe albo nawet większe prawa niż mężczyźni, tylko dały sobie wejść na głowę! Bo życie wymaga od nich

Fot. Materiały Prasowe

Zwraca pan uwagę, że teraz w Polsce ludzie różnie reagują na dowcipy polityczne?

Artysta gościł niedawno w Mierzęcicach koło Będzina na zaproszenie Gminnego Ośrodka Kultury

więcej niż od mężczyzn, a one dają sobie radę z wyzwaniami i jeszcze są piękne... I generalnie lepsze od mężczyzn, tylko ciut od nich słabsze, za co płacą zbyt wysoką cenę. Obiecałam bliskim, że porozmawiamy również o kultowym filmie Stanisława Barei „Alternatywy 4”, w którym stworzył pan sympatyczną postać doktora Kołka. Jak pan wspomina ten serial?

Gdybym grał w serialu teraz, stworzyłbym pewnie inną postać, ale to już kwestia doświadczenia i wieku. Chętnie wracam do tamtego czasu, bo dla mnie i dla moich kolegów było to wyjątkowe przeżycie. Na planie panowała wspaniała atmosfera. Graliśmy w świetnej kompanii, ze świetnymi koleżankami i kolegami, i była to ogromna frajda. Mieszkaliśmy na wyspie wolnych ludzi, w wolnym kraju w miniaturze. A teraz jakie ma pan plany na przyszłość?

Niech to, co jest, trwa jak najdłużej. Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁA AGNIESZKA ZIELIŃSKA

JERZY KRYSZAK Rocznik 1950. Pochodzi z Kalisza, absolwent PWST w Krakowie. Był związany z Teatrem Słowackiego w Krakowie i warszawskim Ateneum. Potrafi mówić wieloma głosami, m.in. Lecha Wałęsy, Adama Michnika, Tadeusza Mazowieckiego, Andrzeja Leppera, Wojciecha Jaruzelskiego. Dubbinguje postaci filmowe. Na dużym i małym ekranie stworzył blisko 50 kreacji aktorskich. Zrezygnował jednak z aktorstwa, poświęcając się kabaretowi. Występował w „Polskim zoo”, „Mój pierwszy raz” i programie „HBO na stojaka”. Obecnie w audycji „Piotr Bałtroczyk na żywo” (Polsat) komentuje wydarzenia polityczne. Chętnie spotyka się z publicznością. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

11


T

Olśniewający Dotyk Urody

o było wyjątkowe wydarzenie dla pań. Marta Wawrzyczek, właścicielka salonu Dotyk Urody, Centrum Kosmetyki Estetycznej w Jaworzu, zorganizowała w marcu kolejny event w Villi Barbara. I było perfekcyjnie! W spotkaniu uczestniczyło kilkadziesiąt pań. Część z nich wzięła udział w pokazie mody, wcielając się w role modelek, by zaprezentować wiosenną kolekcję BButiku Barbary Baran. Niesamowite przeżycie. Pani Marta spełniła moje marzenie z dzieciństwa. Chyba każda z nas jako mało dziewczynka chciała wziąć udział w takim pokazie – stwierdziła jedna z uczestniczek. Inspirującym punktem programu były też metamorfozy pod czujnym okiem Natashy Pavluchenko, jednej z najlepszych projektantek mody, a także Agaty Dominik, znakomitej stylistki. Kilkanaście pań niemal błyskawicznie zmieniło się nie do poznania. Nowe makijaże, wykonane

12

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

przez personel Dotyku Urody, fryzury Marty Borkowskiej z Hair Room i olśniewające kreacje sprawiły, że panie wyglądały wspaniale. Goście wysłuchali także prelekcji na temat kosmeceutyków marki Be Ceuticals. Przedstawicielka szwajcarskiej firmy wykonywała bezpłatnie zabiegi infuzji tlenowej. Sporym zainteresowaniem cieszyły się konsultacje dietetyczne Agnieszki Kotuli z Apetite Bistro & BOX. Dziękuję wszystkim za przybycie. Bardzo się cieszę, gdy widzę zadowolenie na twarzach klientek. Każda jest wyjątkowa i piękna – zapewniła pani Marta, która w 2016 wygrała plebiscyt magazynu Gala na najlepsze miejsce beauty w Polsce. Z tej okazji Marta Wawrzyczek udzieliła obszernego wywiadu i gościła na okładce magazynu Lady’s Club w grudniu ub.r. Przeczytacie go na stronie www.ladysclub-magazyn.pl. ZDJĘCIA KONRAD DUNAT


Fot. Magdalena Ostrowicka

AJURWEDA

w katowickim gabinecie R ozmo wa z JOANNĄ SKOREK-KOPCIK, kosme tologiem, eksper tem ds. zdr o wia i ur ody, w spółwłaścicielk ą salonu Cit y SPA & Wellness w K ato wicach nr 47 / 2017 • Lady’s Club

13


wręcz dyskomfort. Dlatego to ważne, aby miały osobę godną zaufania, eksperta, z którym mogą porozmawiać na temat swoich wątpliwości, na którym mogą polegać. Kiedy mnie pytają o jakąś nowość, nie mogę dać się zaskoczyć. Muszę wiedzieć, czy dany preparat działa, czy nie – albo czy nowy rodzaj usług faktycznie jest nowy i skuteczny. A kiedy klientka powoła się na koleżankę, która zastosowała modny, cudowny krem lub rewelacyjny zabieg?

Może istotnie na koleżankę te rzeczy podziałały, ale nie każdy krem zadziała tak samo, podobnie jak nie wszystkie zabiegi są dla każdego, dlatego muszę spokojnie klientce wyjaśnić, że to, co dobre dla jednej osoby, niekoniecznie musi być dobre dla drugiej. Ważny jest głos eksperta, rada dobrego kosmetologa, wybór odpowiedniego salonu, w którym poprowadzona zostanie przynajmniej 3-miesięczna terapia skóry. Dopiero po takim czasie można zaobserwować widoczne, pozytywne zmiany. Klientki są pewnie niecierpliwe, chciałyby uzyskać efekty natychmiastowe, bo nie mają czasu. Decydują się chodzić na skróty: botoks, kwas hialuronowy – i już!...

Niestety, często tak się dzieje. Powiem jasno: nie mam nic przeciwko medycynie estetycznej. Uważam, że jest potrzebna i robi dużo dobrego. W jednym wszakże lekarze medycyny estetycznej i kosmetolodzy są zgodni: żeby terapia skóry odniosła spodziewane efekty, należy o nią dbać z zewnątrz i od wewnątrz, bowiem najlepiej działają zabiegi na zdrowej skórze. I to nam od razu wyjaśnia, dlaczego po zabiegach medycyny estetycznej, wykonywanych dwa razy do roku, nie będziemy ani piękniejsze, ani młodsze. Bo o skórę należy dbać codziennie! Systematycznie! Minęło trochę czasu od naszej ostatniej rozmowy. Co słychać w salonie City SPA & Wellness? Nowe techniki, przybyli nowi klienci?

Zacznę od klientów. Szczycimy się tym, że jest ich wielu – i to są stali klienci od 14 lat, bo tak długo działa salon. Oczywiście przybywają też nowi, gabinet się rozwija. Trzeba być otwartym na nowości, ponieważ branża stale się zmienia. Systematycznie szkolę się, uczestniczę w kongresach kosmetycznych, czytam literaturę branżową. Interesuję się dietetyką i naturoterapią oraz medycyną holistyczną. Doradzam moim klientkom holistycznie, patrząc na cały organizm, a nie tylko skórę. To moja misja i moja pasja. W tym czuję się najlepiej i w to wierzę. Niejednokrotnie dała pani temu wyraz w artykułach pisanych specjalnie dla Czytelniczek magazynu Lady’s Club.

Piszę w oparciu o własne doświadczenia i przemyślenia. Całe lata spędziłam z klientkami, doradzając im, pielęgnując skórę, dbając o ich urodę. Doradzanie to ważna część mojej pracy, ponieważ – jak wspomniałam – branża rozwija się dynamicznie i częstokroć klientki są zdezorientowane. Mają problemy z wyborem odpowiednich preparatów, zabiegów. Chciałyby coś zmienić, lecz potrzebują pomocy – natłok informacji w mediach i internecie powoduje zagubienie,

14

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Brzmi prosto i jasno, ale – tak sądzę – rzeczy najprostsze są najtrudniejsze...

Każda systematyczność oznacza zmianę nawyków. Wymaga konsekwencji, siły woli, a to nie jest już takie łatwe. Jeśli chcemy być piękne, mieć delikatną, gładką i aksamitną cerę, musimy się odpowiednio odżywiać, zmienić tryb życia. Czy tej świadomości kobiety nie mają? Ależ oczywiście – mają! Większość z nas wie o tym doskonale. Lecz w tym momencie zaczyna się proces usprawiedliwiania: przecież nie mamy na to czasu, bo dom, rodzina, dzieci, nauka, obowiązki zawodowe... Do trzydziestki taka argumentacja uchodzi płazem, bo organizm jest młody, broni się sam. Ale już po trzydziestce proces starzenia przyspiesza, więc musimy rozważniej dbać o siebie i swoje zdrowie. Przede wszystkim o zdrowie. Jeśli organizm jest silny i wszystkie narządy odpowiednio funkcjonują, to i skóra jest zdrowa. Skóra jest naszym największym, najbardziej widocznym organem i wszelkie dysfunkcje organizmu najpierw widać na niej. Ogromną rolę w pani pracy odgrywa funkcja perswazyjna...

Muszę klientkom uświadamiać, co jest ważne na co dzień. Ustalamy plan, a później wdrażamy go w życie. Z każdą


panią, która przychodzi na pierwszą wizytę, robię wywiad kosmetyczny. Zanim ustalimy odpowiedni dla niej program pielęgnacji, rozmawiamy o stylu życia, sposobie odżywiania, rodzaju wykonywanej pracy, środowisku, w jakim żyje. Często przyczyna złej kondycji skóry jest związana z chorobą organizmu. Dlatego uświadamiam klientkom, że zdrowa skóra to nie tylko kremowanie się, ale całokształt, na który pracujemy całe życie. Nasz wygląd za 10-15 lat jest uzależniony od tego, jak teraz, dzisiaj, zadbamy o siebie. Spotyka się pani z klientkami tak wyedukowanymi przez internet, że nic ich nie przekona?

Nie przekonuję na siłę, bo nie o to chodzi, by udowodnić, kto jest mądrzejszy. Ja tylko wskazuję, co będzie lepsze dla skóry danej osoby i uświadamiam, co się stanie, jeśli nie przejdzie przez pewne etapy troski o nią. To okazuje się skuteczne, bo często klientki przychodzą do salonu w stanie desperacji. Próbowały same, walczyły, nic to nie dało, więc zdecydowały się oddać w ręce fachowca. Po rozmowie przyznają mi rację. Konstatują, że mniej słodyczy to lepsza cera, że muszą zadbać o układ pokarmowy, o jelita, że stany zapalne nie biorą się z powietrza, że nie obejdzie się bez zmiany diety i konieczności oczyszczenia się z toksyn. Odnosi pani na tym polu liczne sukcesy. Jak zmienił się w ciągu 14 lat istnienia salonu wachlarz świadczonych przez was usług?

Panie, które mi zaufały i pozwoliły, abyśmy wspólnie pracowały nad ich urodą i dobrym samopoczuciem, są zadowolone i wracają regularnie. To cieszy. Mamy w ofercie wiele usług, lecz specyfika czasów, w jakich żyjemy sprawiła, że najwięcej wykonujemy masaży relaksacyjnych i pielęgnacji twarzy. Klienci (panie i panowie) lubią przyjść do SPA i po prostu odpocząć. Masaż daje im poczucie odprężenia. Dużo jest też masaży romantycznych, mamy ku temu odpowiednie pomieszczenie. Przychodzą pary, koleżanki, mamy z córkami... Sprzedajemy tę popularną usługę w formie voucherów, prezentów na walentynki, dzień kobiet, urodziny czy imieniny.

A co pani powie o mnożącej się, anglojęzycznej nomenklaturze dla czynności, które wy, kosmetolodzy, robicie na co dzień? Czy o skórę muszą dbać skin coach, beauty coach, skin expert professional? Nie można po polsku, normalnie?

Język angielski jest obecny w naszym życiu, to mnie nie dziwi. Chodzi o atrakcyjne, nowe brzmienia, czasami o dowartościowanie się, o sposób na biznes. Skin coach zajmuje się przecież tym, co ja robię na co dzień od lat: pielęgnacją skóry, doradzaniem kosmetologicznym i edukowaniem klientów. Prowadzę także warsztaty z zakresu prawidłowej pielęgnacji skóry i doboru odpowiednich preparatów. Bardzo dużo mówi pani o holistycznym podejściu do tematu zdrowia i urody...

To dlatego, że widzę pozytywne efekty takiego podejścia również w swoim życiu. Odkąd zmieniłam styl życia i zaczęłam uważniej dbać o zrównoważoną dietę, czuję się lepiej i wyglądam lepiej. W tym roku kończę 44 lata i dawno tak dobrze się nie czułam. Pozytywne zmiany widzą też moje klientki i czasem wręcz pytają, jak ja pielęgnuję swoją skórę i co robię, że nie mam problemów z wagą. Często najtrudniejsze są proste metody, ale one wymagają więcej samodyscypliny i konsekwencji. Nie wystarczy zapłacić raz na jakiś czas za drogi zabieg i kupić ekskluzywny krem. Musimy zacząć myśleć całościowo i dbać o równowagę w życiu. Stąd też pomysł na podjęcie dodatkowych studiów dotyczących ajurwedy. „Ajur” znaczy – życie, a „weda” – wiedzę. To nauka o życiu i długowieczności. Można powiedzieć: sztuka życia. Celem ajurwedy jest utrzymać zdrowie zdrowych i leczyć choroby chorych, a więc tak mi bliska profilaktyka anti-aging w ujęciu człowieka jako całości. Bardzo się cieszę, że będę mogła nową wiedzę wykorzystać dla poprawy komfortu własnego życia, ale także – by jeszcze lepiej doradzać i pielęgnować skórę moich klientek. Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ STANISŁAW BUBIN

CITY SPA & WELLNESS Katowice, ul. Jordana 19, tel. 32/ 25 10 199 www.cityspa.com.pl, www.prezentyspa.pl, e-mail: joanna.kopcik@cityspa.com.pl

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

15


Artykuł sponsorowany

Podologia ratunek dla stóp

Często panie wchodząc do S tudia F ryzjersko -Kosmetycznego ETHERIA w B ielsku -Białej pytają , co to jest G abinet P odologiczny. W śród wielu proponowanych przez nas usług mamy bowiem również podologię . To w P olsce wcale nie jest tak popularna dziedzina , jak w innych krajach . D banie o stopy to u nas często – niestety – nadal tylko wiosenno - letnia sprawa . P rzychodzą ciepłe dni , zaczyna się sezon na sandałki i dopiero wtedy panie patrzą z przerażeniem na swoje stopy po zimie .

Fot. Jerzy Ronkiewicz

PODOLOGIA TO DZIAŁANIA PROności. Ważny jest komfort psychiczny. FILAKTYCZNE, REHABILITACYJKażdy, nawet najbardziej skomplikoNE I LECZNICZE, w przeciwieństwie wany zabieg na stopach, nie powinien do kosmetycznych zabiegów na stopach. wywoływać bólu. Pomaga w tym posiaPrzeciętnie każdy z nas spędza w butach dany przez nas sprzęt najwyższej jakości. codziennie od 10 do 12 godzin. Z punkDo lamusa odeszły już tarki do stóp i potu widzenia kobiety (coś o tym wiem!) dobne im narzędzia. Dużą część zabiegu często ważniejszy od wygody jest wyobecnie wykonuje się specjalistyczną gląd buta. A stopy cierpią! Jednak pafrezarką. Do bardziej skomplikowanych miętać należy, że podologia skierowana zabiegów używamy cęgów, skalpeli jest zarówno do kobiet, jak i mężczyzn. i dłut. I jakkolwiek groźnie to brzmi – W gabinecie ETHERIA przy ulicy Orkaw zasadzie każdy zabieg na stopach jest na 6 koło zamku Sułkowskich w Bielsku czystą przyjemnością dla naszych gości. -Białej mocno zwyżkują statystyki wizyt Kawa, gazetka, miła rozmowa – niczym właśnie panów. wizyta w gabinecie masażu. Masaż stóp Osoba przychodząca na zabieg pedicure zresztą, wraz peelingiem, jest nieodłączKAROLINA WIECZOREK klasyczny bądź podologiczny powinna ną częścią całego rytuału. czuć się całkowicie swobodnie. Dlatego w naszym studiu stworzyłyśmy miejsce intymne, przeszklone, oddzielone ZNAMY BARDZO DUŻO DOLEGLIWOŚCI STÓP, od reszty gabinetów, stwarzające poczucie całkowitej intymKTÓRE UTRUDNIAJĄ NAM ŻYCIE. Niepotrzebnie! Za-

16

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


artykuł sponsorowany

radzić możemy na wiele problemów. Usuwanie odcisków, modzeli, wygładzenie zrogowaciałej skóry – to najczęstsze z nich. Do usuwania odcisków używamy specjalnych zmiękczaczy, co powoduje, że zabieg jest bezbolesny. Duży nacisk kładziemy na stosowanie wysokiej jakości kosmetyków profesjonalnych firm, stworzonych specjalnie dla podologów, na przykład Peclavus czy Gehwol. Zawierają mocznik w wysokim stężeniu, propolis i kolagen. By mieć możliwość kontynuowania pielęgnacji stóp po zabiegu, oferujemy pacjentom kosmetyki tych firm w sprzedaży detalicznej. Dobieramy je oczywiście według indywidualnych potrzeb. Jestem kosmetyczką, jednak podologia stanowi ulubioną część mojego zawodu. Poszerzanie wiedzy i umiejętności praktycznych, szkolenia z najwyższej półki dają mi wielką radość i satysfakcję z wykonywanych usług. Praca w Studiu Fryzjersko-Kosmetycznym ETHERIA w Bielsku-Białej daje mi taką możliwość, gdyż właściciel dba o wysoką jakość oferowanych zabiegów, z czego się bardzo cieszę. WIĘKSZOŚć STOSOWANEGO SPRZĘTU, JAK PILNIKI, KAPTURKI ITP., UŻYTKOWANA JEST JEDNORAZOWO. Reszta, jak skalpele, podlegają sterylizacji. W XXI wieku to rozumie się samo przez się – i nie będę ciągnęła tego wątku. Warto jednak, wybierając gabinet, kierować się jego dobrą opinią bądź poleceniem od znajomych. To najlepsza rekomendacja! By zachęcić zarówno panie, jak i panów zapraszamy do naszego Studia Fryzjersko-Kosmetycznego ETHERIA w Bielsku-Białej na bezpłatne konsultacje. Ocenię stan stopy i zakres zabiegów zaleconych do wykonania. Jeśli zdarzy się, że sytuacja jest poważniejsza, odsyłam pacjenta do lekarza specjalisty. Są specjalne procedury postępowania ze stopą cukrzycową. Można znacznie ulżyć cierpiącym osobom.

Jednak najczęstszym problemem są wrastające paznokcie. Wtedy zakładam klamrę ortoryksyjną i po kilku wizytach problem znika. Klamra ortoryksyjna wywołuje zmianę toru wzrostu paznokcia i zapobiega ponownemu wrastaniu, a co najważniejsze – likwiduje ból. *** Chciałabym, żebyście Drodzy Państwo po przeczytaniu tego artykułu przestali się krępować przyjść do gabinetu podologicznego, choćby po darmową poradę. Żebyśmy o pięknych stopach mówili nie tylko latem, lecz o każdej porze roku. Skóra na stopach gładka jak jedwab? To możliwe! W wielu krajach to już nie jest luksus, lecz standard. Mam nadzieję, że zachęciłam do skorzystania z bogatej oferty gabinetu podologicznego w Studiu Fryzjersko-Kosmetycznym ETHERIA i dbania o stopy. Niech troska o nasze stopy będzie równie naturalną sprawą, jak troska o dłonie. Zasługują na to! A więc... do zobaczenia! Autorka jest główną kosmetyczką i podologiem z pasją w Studiu Fryzjersko-Kosmetycznym ETHERIA w Bielsku-Białej. Po wielu prestiżowych szkoleniach jest mistrzynią w przedłużaniu i zdobieniu paznokci metodą żelową. Ma także liczne grono wielbicielek, korzystających z wykonywanych przez nią zabiegów na twarz.

Studio Fryzjersko-Kosmetyczne ETHERIA ul. Orkana 6 • Bielsko-Biała tel. 33 829 90 14, 600 016 595 www.studioetheria.pl • www.facebook.com/studioetheria

nr 47 / 2017 • Lady’s CLub

17


Na szczęście MIŁOŚĆ NIE TRWA WIECZNIE

Fot. Bartosz Czajkowski

Z JADWIGĄ CZA JKOWSK Ą, autork ą po wieści obycza jo wych z Kuźni Raciborskie j, r ozmawia Stanisław Bubin

Zadebiutowała pani w 2013 powieścią „Macocha”, która miała dobry odbiór czytelniczy, więc wydawać by się mogło, że zaraz pojawi się kolejna pani książka. Tymczasem pauza trwała aż 4 lata. Czemu?

Często powtarzam, że są w życiu sprawy ważne i ważniejsze, innymi słowy – trzeba ustalać priorytety. W pierwszej kolejności muszę koncentrować się na swoim źródle utrzymania, w następnej na rodzinie i domu, a pisanie traktuję jako niezwykle miłą odskocznię od codzienności. Nie jestem zawodową literatką, więc nie odczuwam presji, żeby jak najszybciej postawić w tekście ostatnią kropkę, bo zabraknie środków na uregulowanie rachunków. Ostatnie lata zaliczam do najbardziej traumatycznych w moim życie. Przez

18

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

pół roku, w każdej wolnej chwili, nieraz do późnej nocy, towarzyszyłam mojej Siostrze w rozpaczliwej walce z chorobą nowotworową. Cenny był każdy oddech, każdy następny dzień. Niestety, przegrałyśmy. Ponoć nieszczęścia chodzą parami, lecz bywa, że trójkami, o czym boleśnie przekonałam się po kilku miesiącach. Niespodziewanie we śnie zmarł Syn mojej Przyjaciółki, z którą przez całe studia mieszkałam w jednym pokoju akademika i łączyły nas ciepłe, siostrzane więzi, a po trzech tygodniach na zawsze odeszła również Ona. W takich okolicznościach, gdy wciąż zadawałam sobie pytania o sens tego wszystkiego, trudno wykrzesać siły, by wstać z łóżka i jakoś funkcjonować, a co dopiero siąść do komputera i tworzyć świat fikcyjnych postaci i zdarzeń.


„Macocha” była o kobiecie, która wyszła za mąż za wdowca, choć wcześniej zapewniała, że nigdy tego nie zrobi. Z kolei nowa książka „Ufać zbyt mocno” jest o kobiecie, która osiągnęła korporacyjny sukces zawodowy, lecz zakochawszy się w bogatym mężczyźnie, rzuciła z ulgą pracę i zdała się na swojego faceta, wierząc, że szczęście będzie trwać wiecznie. Mam wrażenie, że zdecydowała się pani sprowadzać naiwne kobiety na ziemię, ostrzegając je przed uczuciowym zaślepieniem... Taka misja?

„Macochę” napisałam z potrzeby serca, by powalczyć z krzywdzącym stereotypem przybranej matki, wedle którego jej życiowym priorytetem jest wywleczenie przybranych dzieci do ciemnego lasu na niechybną śmierć, jak w baśni z dzieciństwa. Jeśli chodzi o „Ufać zbyt mocno”, to potwierdzenie, że napisałam ją z misją, mogłoby zapachnieć bufonadą. Przyjmijmy raczej, że chciałam zmotywować panie, które trwają u boku mężczyzny bez planu awaryjnego, do refleksji, czy to jednak nie jest zbyt ryzykowne, gdyż może okazać się bolesne i katastrofalne w skutkach, jak prowadzenie auta na łysych oponach po oblodzonej jezdni. Konsekwentnie ta powieść, choć nie jest to bezpośrednio ujęte w treści, jest afirmacją tych pań, które są życiowo zahartowane, bo wstają świtem do pracy, podrzucają dzieci do przedszkola, potem słuchają wrednego szefa, że wciąż źle i niedobrze, a od ciągłego wymuszonego uśmiechania się do klientów dostają szczękościsku, zaś po powrocie do domu w przyspieszonym tempie wykonują te wszystkie czynności, na które nieczynne zawodowo koleżanki mają cały dzień. Mimo że późnym wieczorem dosłownie lecą z nóg i marzą, by choć raz wyspać się do woli, to w sytuacjach kryzysowych właśnie one mają największą szansę z nich się wykaraskać – bez zdawania się na łaskę czy niełaskę opieki społecznej. Ponadto mają prawo do zasiłku dla bezrobotnych, zasiłków macierzyńskich, ewentualnej renty z tytułu niezdolności do pracy czy emerytury, i nie muszą tłumaczyć się mężowi z każdej wydanej złotówki. Wszystkim paniom, które wykazują się niefrasobliwością, opierając się na mężczyźnie jak na solidnym filarze, bez zabezpieczenia w postaci kont, lokat i polis, a na dobitkę bez wiedzy i doświadczenia pozwalającego im w każdej chwili wrócić na rynek pracy, proponuję na moment zamknąć oczy i zadać sobie tylko jedno proste pytanie: co będzie jeśli?... Wariantów dokończenia jest wiele, lecz niech to będzie na przykład: mój filar nie wróci z pracy, bo zginie w wypadku albo wieczorem spakuje walizki i odejdzie do innej. Czy mam asa w rękawie i wygram to rozdanie? Tytuł nowej książki zawiera więc ostrzeżenie: kto zbyt mocno kocha, zbyt mocno ufa, może się sparzyć. Z drugiej strony osobie zakochanej nie można mówić „ogranicz się w emocjach, bo możesz pożałować”. Serce nie sługa, logika nie działa... Lektura opowieści o Blance i Marcelu ma otrzeźwiać kobiety zanadto rozkochane?

Miłość miłością, byle się nie zatracić, nie zapomnieć o sobie. Naukowcy dowodzą, że pierwsza faza zakochania to czysta biochemia, oszałamiająca jak narkotyk i potrafiąca delikwenta zaprowadzić na skraj przepaści. Na szczęście nie

trwa wiecznie, zmysły stygną i po okresie euforii pora wrócić na ziemię i wykrzesać w sobie odrobinę egoizmu. Jeśli to zaniedbamy, możemy żałować. Akcja nowej książki znakomicie oddaje realia pracy w bankowości. Skąd tak doskonała znajomość tematu?

Nigdy nie pracowałam w bankowości, ale na gruncie towarzyskim mam sposobność zakosztować smaczków tego zawodu. Nie wiem, na czym to polega, wcale o to nie zabiegam, lecz rozmówcy otwierają się przede mną często, traktując mnie jak lejek, do którego wlewają wszelkie żale i pretensje, co bywa męczące i niespecjalnie za tym przepadam. W każdym razie na kanwie takich zwierzeń stworzyłam reguły panujące w fikcyjnym Elitumlux Banku. Pracownicy co najmniej dwóch oddziałów, czytając tekst, mogą poczuć swoje zawodowe klimaty, gdzie realizowanie planów sprzedażowych rodem z innej galaktyki jest praktycznie niemożliwe. Ogromna presja, spadające poczucie wartości i potężny kac moralny z powodu wciskania klientom najgorszych, lecz najwyżej punktowanych produktów bankowych, skłaniają ich do wspomagania się antydepresantami lub zmiany branży, bo marzenia z początku kariery zawodowej brutalnie zderzają się z rzeczywistością. Reasumując, nie zadałam sobie wiele trudu, by poznać realia branży. Aż nadto wystarczyło mi to, czego się nasłuchałam. Proszę zdradzić, od czego zaczęło się pani pisanie? Jaki impuls je spowodował?

Do napisania „Macochy” zainspirowało mnie życie. Sama w wieku 28 lat zostałam macochą. Nie wydawało mi się, że to coś nadzwyczajnego. Tak już jest – jednej trafia się rozwodnik, drugiej, wdowiec, a trzeciej kawaler. Nie możemy mieć pretensji do Amora za jego marne umiejętności łucznicze. Przecież to maluch, który dorwał się do strzał i wypuszcza je, gdzie popadnie. Potem, w zwykłym, codziennym życiu starałam się walczyć ze stereotypem macochy, a słuch wyczuliłam na wypowiadane w mojej obecności bez skrępowania wyrażenia typu: „traktować po macoszemu” czy „być od macochy”. Choć z czasem walkę uznałam za nierealną do wygrania, postanowiłam podjąć kolejną próbę i napisać lekturę dla wszystkich ciekawych tego, co dzieje się w sercu macochy, gdy utożsamia się ją z chodzącym złem. Miałam nadzieję na wzbudzenie w czytelnikach wątpliwości, czy naprawdę jej życiowym priorytetem jest gnębienie przybranych dzieci? Kobietom, którym przyszło pełnić tę najbardziej niewdzięczną z ról na rodzinnej fotografii, chciałam dać pocieszenie, że nie są w swoich uczuciach i rozterkach odosobnione, a paniom zamierzającym związać się z „facetem z drugiego obiegu” i z jego dorobkiem w postaci potomstwa, niemającym pojęcia o potencjalnych problemach charakterystycznych dla rodziny zrekonstruowanej, dać podłoże do rozważań, czy na pewno dadzą radę, a miłość do ojca dzieci wszystko zwycięży? Z kolei impuls do napisania „Ufać zbyt mocno” zrodził się, gdy kończyłam „Macochę”. Jedna ze znajomych pań, która przez kilkanaście lat wiodła opływające luksusem życie, opierając się na filarze w postaci nr 47 / 2017 • Lady’s Club

19


bardzo zaradnego finansowo biznesmena, który w świetle prawa wciąż był żonaty, znalazła się na życiowym zakręcie. Legalna małżonka mieszkała z dziećmi w innym mieście, a on regularnie łożył spore sumy na ich utrzymanie. Pogrążona w słodkim letargu, zwanym szczęściem, konkubina nie zadbała o swoje prawa i nie nalegała, by zabezpieczył jej przyszłość, choćby spisując testament. Co więcej, nawet nie sprawdziła, czy w razie nieszczęścia mieści się w kręgu spadkobierców. Anioł Śmierci szybko i niespodziewanie zastąpił panu drogę. Jeszcze przed pogrzebem małżonka w świetle prawa wkroczyła z dorosłymi już dziećmi do akcji, a konkubina dosłownie wylądowała na bruku, bez grosza przy duszy. Musiała opuścić piękną rezydencję z możliwością zabrania tylko rzeczy osobistych. W szoku i niedowierzaniu zamieszkała kątem u rodziny. Na rynku pracy była bez szans, bo w CV w rubrykach „doświadczenie zawodowe” i „umiejętności” nie miała co wpisać, a jej numer pesel zaczynał się od niskiej cyfry. Nie przeżywała żałoby po mężczyźnie, którego bardzo kochała, lecz z niezwykłą determinacją szukała następnego. Dość szybko jej się udało, ale nie ujawnię, jakim kosztem. W każdym razie zapłaciła wysoką cenę za wiarę w pomyślne wiatry.

czas o 30 lat, nie miałabym podstaw, by podjąć takie tematy. Jeżeli zdecydowałabym się na pisanie, powstałoby coś bardziej wyidealizowanego, kończącego się happy endem. Teraz wiem, że świat ma barwę szarą, bywa że czarną, a kolor różowy nieśmiało pojawia się tylko na krótko. Blanka, bohaterka „Ufać zbyt mocno”, nie przypadnie do gustu miłośniczkom Ani z Zielonego Wzgórza, ale ona miałaby małe szanse na przetrwanie w dzisiejszym świecie. Następna powieść ma być o trudnej roli siostromatki, inaczej mówiąc – o młodej kobiecie, którą życiowe okoliczności zmusiły do pełnienia roli matki w stosunku do swojej o ponad 20 lat młodszej siostry. Facet bohaterki, z którym wiązała życiowe plany, nie podoła temu, ale niespodziewanie pojawi się inny, który zaakceptuje „żywą kulę u nogi” i pomoże jej w trudach wychowawczych. Tylko czy jego intencje będą czyste? Być może za maską dobrotliwości ukrywa się ktoś inny. Oczywiście obyczajówka i wbrew pozorom trudny temat, a w nim trochę psychologii, psychiatrii i ezoteryki. Czy uda mi się skończyć? Nie wiem. A jeżeli tak, czy wydam tę powieść? Tego to już dopiero nie wiem! Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję i życzę tylko pomyślnych wiatrów. Jak pracowała pani nad powieścią? Prowadzi pani z mężem od 27 lat firmę, więc jaki ma pani sposób na pisanie? Siada pani do komputera, gdy już wszyscy w Kuźni Raciborskiej pójdą spać?

Stworzyłam ogólną konstrukcję powieści, a konkretne sceny z życia bohaterki nasuwały mi się na bieżąco. Pisałam, gdy miałam wolną chwilę, połączoną z weną. Zdarzały się kilkutygodniowe przerwy. Przyznam, że najlepiej wychodzi mi robienie dwóch rzeczy naraz. Nie potrafię po prostu siąść w fotelu, by napić się kawy. To byłaby strata czasu. Jestem cały czas aktywna, podobnie jak mąż. To u nas standard. Ściślej mówiąc – on prowadzi firmę, ja mu pomagam. Każde z nas ma swoje obowiązki. Wszystko można pogodzić, wystarczy się zmobilizować i dobrze zorganizować. Nie piszę nocą. Podobnie jak inni mieszkańcy miasteczka, ten czas przeznaczam na słodki sen. Wsłuchuje się pani w głosy czytelników, rodziny, znajomych? Z kim pani konsultuje rozwój fabuły? Czy też z nikim, bo pani życiowe doświadczenia wystarczą na materiał nie tylko do dwóch, ale do całej kolekcji książek. O czym będzie kolejna powieść?

Z największą przyjemnością wsłuchuję się w opinie wszystkich czytelników, z wyjątkiem chamskich i hejtujących. Z nikim nie konsultuję rozwoju fabuły. Zdaję się wyłącznie na redaktorów, uznając ich za autorytety w tej dziedzinie. Doświadczenia życiowe mam spore, a studia socjologiczne ułatwiają mi porządkowanie problemów. Chciałabym jeszcze zrealizować inne projekty. Nawiasem mówiąc, przed pięćdziesiątką ukończyłam jeszcze na Politechnice Śląskiej studia podyplomowe z zakresu rachunkowości i podatków w przedsiębiorstwie, więc to również ułatwiło mi przedstawienie świata biznesu w „Ufać zbyt mocno”. Gdyby cofnąć

20

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Dzięki życzliwości Wydawnictwa Prószyński i S-ka (www.proszynski.pl) mamy dla Was 3 powieści Jadwigi Czajkowskiej „Ufać zbyt mocno”. Otrzymają je ci Czytelnicy, którzy rozwiążą naszą krzyżówkę i przyślą prawidłowe rozwiązanie na adres redakcja@ladysclub-magazyn.pl.


reklama


Fot. Szymon Szcześniak

Jestem defensywnym pesymistą Z autorem kryminałó w MARKIEM KR A JE WSKIM, t wór cą policjanta Eberharda Mock a z Breslau, r ozmawia Agnieszk a Zielińsk a Czytelnicy pokochali Mocka, mimo wielu jego wad...

Mock nadużywa alkoholu, oszukuje żonę, chętnie korzysta z usług prostytutek. Podobnie jak inny mój bohater, Edward Popielski, który też nie stroni od kobiet. To właściwie antybohater. Dla mnie jednak ważne są przede wszystkim klimat miasta, w którym rozgrywa się akcja powieści, i tak zwane didaskalia. Wybór Wrocławia na miejsce akcji był oczywisty, podobnie jak Lwowa, wielkiego przedwojennego polskiego ośrodka. Cudownie

22

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

wielonarodowościowego jak Wrocław. Poza tym ze Lwowa pochodził między innymi mój dziadek cioteczny, jestem więc związany z tym miastem. A dalej z Darłowem, w którym urodziła się moja żona. Zresztą, stary bruk, mgła nad morzem, wycie buczka portowego, to romantyczne obrazy. Oddziałują na czytelnika. Bruce Willis jako John Smith w thrillerze „Ostatni sprawiedliwy” mówił: Jestem miejskim typem, muszę czuć bruk pod stopami i widzieć światła la-

tarni. Czy wyobraża pan sobie akcję kryminału wśród złotych łanów zbóż, w sielskim krajobrazie wsi?

Pewnie kryminał mógłby się również rozgrywać i w takiej scenerii, ale dla mnie naturalnym miejscem kryminału, zwłaszcza czarnego, jest miasto. Raymond Chandler, twórca klasycznej postaci uczciwego, ale pełnego wad detektywa Philipa Marlowe’a, także umieszczał akcję w brudnym, zmęczonym, ale pięknym mieście. Tak było u Chandlera – w Los Angeles i San Francisco – taki też jest mój Wrocław.


Ile Eberhard Mock ma z pana, jego twórcy?

Sapkowski twierdzi, że bohaterowie jego książek nie mają z nim nic wspólnego. Ja moim bohaterom wpisuję swoje cechy. Mock jest nieznośnie pedantyczny, jak ja, życie z nim na pewno jest trudne, bo i ja mam trudny charakter. Lubię maksymy łacińskie, które recytowałem dzieciom gdy były małe przy każdej okazji. Powtarza je również Mock. Kocham miasto, on także. Jestem smakoszem, lubię golonkę (takie to śląskie!), żeberka i ryby. Karta dań według Mocka to gęsi pipek z chrupiącą skórką (potrawa kresowa z gęsiny i ziemniaków) oraz schabowy z kapustą. Tu jednak podobieństwa się kończą. Mock lubi alkohol, ja jestem abstynentem, on pali papierosy, ja rzuciłem palenie wiele lat temu. No i moja żona jest dla mnie wszystkim, a Mock ma ciągle problemy sercowe. Ma jednak inne moje cechy: skrupulatność, dążenie do poczucia na własnej skórze zapachu, smaku. Ja także musiałem poczuć woń trupa (mdły), więc poszedłem na sekcję zwłok. Chciałem na własne oczy zobaczyć pośmiertne wybroczyny na skórze denata. On odbiera świat wszystkimi zmysłami i ma bystry, przenikliwy umysł – to niezbędne dla ujęcia sprawcy. Czy takiego detektywa mężczyznę mogłaby zastąpić kobieta? Femme fatale, istota piękna i wyrachowana?

W moich wrocławskich powieściach wprowadziłem postać Leokadii, kuzynki Popielskiego, która współpracuje z Mockiem. Jest bystra, inteligentna, doskonale interpretuje fakty. Taka kobieta jest bliska pana spojrzeniu na płeć piękną?

Nie, absolutnie nie. Kto lubi wyrachowane, zimne i agresywne kobiety? Na towarzyszkę życia wybiera się osobę ciepłą, która potrafi kochać i wspierać partnera. Tylko taka kobieta stworzy dom, w którym i ona sama, i jej mężczyzna będą się czuli dobrze. Zresztą, mam to szczęście, że moja żona jest właśnie taką osobą. Każdy tekst, który napiszę, przechodzi najpierw przez jej ręce. Jest moją pierwszą czytelniczką.

Okładki Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

Jak wygląda pana proces twórczy?

Staram się pisać regularnie 4-5 godzin dziennie, jeśli muza jest dla mnie łaskawa. To moja praca, ukochana praca, którą sobie wymarzyłem i wybrałem. Wiele czasu zajmuje mi wymyślanie historii, tworzenie krystalicznego, jasnego konspektu. Potem piszę – i to jest najtrudniejsze. Zamykam się w samotni. Uzupełniam materiał o muzykę, jadłospis, wiele innych ważnych szczegółów. Traktuję czytelników bardzo serio, chcę dostarczyć im dobrej, godziwej rozrywki. Lubię barokowy styl, łacinę, jestem filologiem klasycznym i językoznawcą, więc sprawdzam wszystko, łącznie z nazwiskami! Żeby napisać powieść, trzeba coś przeżyć, przecierpieć. Za pisanie najlepiej zabrać się po trzydziestce, gdy człowiek ma odpowiednio duży bagaż doświadczeń na karku. Ja nie czytam i nie oglądam kryminałów. Lubię grę w szachy, rocka lat 70., literaturę popularnonaukową i mecze piłki nożnej. Stosuję pesymizm defensywny, jak Seneka i Marek Aureliusz.

Zakładam, że będzie źle. Jeśli się potwierdzi, myślę, że to przewidziałem i jestem spokojny. Jeśli jest dobrze, przyjmuję to z miłym zdziwieniem. Powieść „Arena szczurów” skojarzyłabym z „Dżumą” Camusa. Zło zawsze będzie posyłać swoje szczury, by zabijały w szczęśliwych miastach...

Poddałem komisarza Popielskiego okrutnej próbie w Darłowie w latach 40. ubiegłego wieku, w mieście-piekle. Potem był „Mock” w 2016 roku. I ponownie mroczne Breslau. Czego powinniśmy spodziewać się w najbliższym czasie?

Kolejnych powieści. Do 60. roku życia chcę wydawać regularnie książki, po jednej rocznie. Potem pozwolę sobie na emeryturę i zajmę się starożytnym Rzymem. Najbliższa książka? Powieść tajemnic – to na pewno! Więcej nie mogę zdradzić. Dziękuję za rozmowę.

MAREK KRAJEWSKI Rocznik 1966, od urodzenia związany z Wrocławiem. Filolog klasyczny i językoznawca. Był wykładowcą w Instytucie Filologii Klasycznej i Kultury Antycznej Uniwersytetu Wrocławskiego. W 2007 został, jak sam określa, pisarzem zawodowym. Wtedy ukazała się jego piąta powieść o Eberhardzie Mocku „Dżuma w Breslau”. Na serię o policjancie Mocku, wydawaną od 1999, składa się już 7 tomów: „Śmierć w Breslau”, „Koniec świata w Breslau”, „Widma w mieście Breslau”, „Festung Breslau”, „Dżuma w Breslau”, „Głowa Minotaura” i „Mock”. W l. 2008-2009 z Mariuszem Czubajem stworzył współczesny czarny kryminał („Aleja samobójców”, „Róże cmentarne”). W „Głowie Minotaura” (2009), której akcja toczy się w przedwojennym Lwowie, obok Mocka głównym bohaterem jest komisarz Edward Popielski. Kolejnymi częściami tego cyklu są „Erynie”, „Liczby Charona”, „Rzeki Hadesu”, „W otchłani mroku”, „Władca liczb”, „Arena szczurów”. Książki Krajewskiego tłumaczone były na wiele języków, ostatnio na hebrajski i turecki. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

23


Artykuł sponsorowany

CZY TO JUŻ

ŻYLAKI?

Leczenie niewydolno ści żylnej za pomocą

Jak rozpoznać wczesne objawy

zabiegów laserowych jest odkryciem ostatnich lat i stało się głównym sposobem eliminacji niewydolnych naczyń żylnych w czołowych ośrodkach flebologicznych na świe cie .

Pozwala w minimalnie inwazyjny,

a zarazem skuteczny sposób uporać się z żylakami .

Ż

ylaki kończyn dolnych wiążą się z występowaniem nieprzyjemnych dolegliwości współtowarzyszących, które mogą w niektórych przypadkach stanowić większy problem niż defekt kosmetyczny związany z obecnością widocznych zmian żylnych na nogach. Sytuacja taka jest również wskazaniem do leczenia metodą EVLT, nawet gdy zmiany żylne nie są w morfologicznie i klinicznie zaawansowanym stadium.

24

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Najczęściej spotykane objawy współtowarzyszące to: • ból kończyn dolnych • uciążliwe uczucie „pulsowania” w nogach • uczucie „ciężkich nóg” • przewlekłe „zmęczenie nóg” • zespół niespokojnych nóg (RLS – Restless Legs Syndrome) • skurcze nocne • świąd Leczenie niewydolności żylnej kończyn dolnych musi poprzedzać badanie USG-Doppler. W przypadku znacznej niewydolności głównych pni – żyły odpiszczelowej i odstrzałkowej – do niedawna jedynym zabiegiem oferowanym pacjentom była operacja metodą klasyczną. Z uwagi na stosowane znieczulenie ogólne lub podpajęczynówkowe, zabieg taki wymagał najczęściej hospitalizacji i leżenia po zabiegu, co powodowało wzrost ryzyka zakrzepicy. Dodatkowo operacja niosła ze sobą inne niedogodności, nieakceptowane przez pacjentów, np. blizny po cięciach czy długą rekonwalescencję. Natomiast zabiegi laserowe są przełomem w leczeniu niewydolności żylnej, łączącym bardzo małą inwazyjność z maksymalną skutecznością. Są zabiegami wewnątrznaczyniowymi, co oznacza, że niewydolna żyła nie jest wycinana i usuwana z organizmu, lecz niszczona wewnątrz organizmu za pomocą lasera. Zabiegi obciążone są dużo mniejszym


Artykuł sponsorowany

ryzykiem oparzeń, krwiaków, przebarwień i dolegliwości bólowych w porównaniu do innych metod, a pacjenci szybciej wracają do pełnej sprawności. Na czym polega zabieg laserowego leczenia żylaków nóg EVLT? Celem laserowej ablacji wewnątrznaczyniowej (EVLT) jest dostarczenie odpowiedniej ilości energii cieplnej do ściany żyły w sposób selektywny. Energia powinna spowodować zniszczenie, a następnie zwłóknienie i zanik żyły, jednocześnie nie powodując uszkodzenia struktur otaczających, w tym nerwów, tętnic i żył układu głębokiego. Długość fali lasera 1470 nm zapewnia największą skuteczność. Jest pochłaniana przez wodę komórkową 40 razy lepiej niż w przypadku lasera starszej generacji (np. 980 nm). Tkanki żyły, składające się głównie z wody, są doskonałym chromoforem do pochłaniania energii laserowej o podanej długości. Tym samym znaczna część energii zostaje pochłonięta przez ścianę żyły, a nie tkanki otaczające. Pozwala to także zmniejszyć energię użytą do zabiegu, nie zmniejszając jej efektywności. Laser ELVT efektywnie zwiększa temperaturę komórek śródbłonka żyły, uzyskując tym samym optymalny efekt ablacji żył z minimalnym ryzykiem uszkodzenia otaczających tkanek. Laser ELVT 1470 wyposażony jest w technologię CORONA Fiber. We włóknach Corona 360 promień lasera odchodzi niemalże prostopadle od źródła emisji, czyli uwalnia energię wokół światłowodu, w kształcie pierścienia. Energia jest rozproszona i w każdym punkcie zmniejszona, dzięki czemu nigdy nie dochodzi do przerwania ściany żyły. Zabieg ablacji laserowej jest monitorowany na ekranie ultrasonografu. Przed zabiegiem lokalizowane jest miejsce wprowadzenia włókna laserowego. Zostaje ono umieszczone w żyle za pomocą specjalnego zestawu wprowadzającego. Końcówka włókna przesuwana jest w obszar, gdzie będzie rozpoczynać się ablacja. Użyteczne jest w tym światło pozycjonujące lasera. Następnie światłowód jest stopniowo wysuwany, zamykając niewydolną żyłę. Sama ablacja laserowa trwa około 8 sek. na każdy centymetr naczynia. Równolegle z zabiegiem laserowym rekomendujemy wykonanie uzupełniającej miniflebektomii lub skleroterapii. Możliwe jest wtedy zamknięcie nie tylko głównego naczynia, a także eliminacja niewydolnych bocznic. Połączenie tych dwóch metod daje możliwość skutecznego wykluczenia niewydolnych naczyń oraz zabezpieczenie pacjenta przed nawrotami.

Jak przebiega powrót do aktywności po zabiegu Zabieg ablacji wewnątrznaczyniowej za pomocą lasera wymaga od pacjenta wyłączenia się z normalnego funkcjonowania na czas bardzo krótki. Większość osób powraca szybko do aktywności zawodowej i nie odczuwa dyskomfortu pooperacyjnego. Sporadycznie obserwowane są krwiaki i siniaki. Istotną kwestią jest stosowanie kompresjoterapii pozabiegowej. Po zabiegu laserowej ablacji z wykorzystaniem uzupełniającej skleroterapii lub miniflebektomii konieczne jest stosowanie wyrobów uciskowych z II klasy kompresji. Metoda laserowej ablacji żylaków jest stosowana od dawna w specjalistycznych ośrodkach na świecie. W Stanach Zjednoczonych jest to obecnie najczęściej stosowana metoda leczenia żylaków kończyn dolnych. Z uwagi na jej liczne zalety jest ona doceniana zarówno przez pacjentów, jak i lekarzy. Liczba pacjentów decydujących się na ten sposób leczenia żylaków stale rośnie, ponieważ żylaki kończyn dolnych to powszechne schorzenie, stanowiące problem nie tylko estetyczny, ale przede wszystkim zdrowotny. Nieleczone żylaki nóg mogą prowadzić do poważnych konsekwencji, obejmujących nie tylko ból, obrzęki czy powstawanie zakrzepów, ale nawet owrzodzenia czy groźny dla życia zator tętnicy płucnej. Ponadto żylaki powodują uszkodzenia innych, jeszcze zdrowych żył. Gdzie można wykonać zabieg? Euroklinika w Bielsku-Białej specjalizuje się w zabiegach z zakresu chirurgii naczyniowej, a od kilku lat z powodzeniem stosuje również metodę laserowego leczenia żylaków oraz skleroterapii, która cieszy się dużym zainteresowaniem wśród pacjentów. Zalety: • zabieg wykonywany pod kontrolą USG Doppler zapewnia większą precyzję • minimalny ból w czasie rekonwalescencji • maksymalny komfort w czasie zabiegu • krótki czas zabiegu • brak lub bardzo niewielkie blizny • małe ryzyko wystąpienia zasinień po zabiegu • doskonały wynik medyczny i kosmetyczny • szybki powrót do normalnej aktywności

Lek. med. TOMASZ KOZIK

specjalista chirurgii ogólnej i naczyniowej dyplomowany lekarz medycyny estetycznej członek polskiego towarzystwa flebologicznego

Euroklinika Sp. z o.o. ul. Żółkiewskiego 40 • Bielsko-Biała www.euroklinika.pl • www.euroklinika-estetyka.pl

tel. 33 485 94 48, 720 890 740

www.facebook.com/EuroklinikaBielsko nr 47 / 2017 • Lady’s Club

25


Poszukiwanie szczęścia jest najważniejsze R ozmo wa z SYLWIĄ TROJANOWSK Ą, autork ą popularnych po wieści obycza jo wych Debiutowała pani latem 2015, mamy pierwszą połowę 2017, a u pani na koncie już trzy powieści. Nieźle zresztą przyjęte. Imponujący start! Nie pogniewa się pani za stwierdzenie, że jest pani płodną pisarką? Jak widzę, wena pani nie opuszcza...

Chciałabym być płodną pisarką. Ja jednak piszę spokojnie, jak dotychczas jedną książkę rocznie. Na tę chwilę nie mogę pozwolić sobie na więcej. Proszę zwrócić uwagę na to, że są na polskim rynku pisarze, którzy piszą rocznie trzy i więcej powieści, zresztą doskonale przyjmowanych. Takie pisanie można nazwać płodnym. Cieszę się jednak, że moje książki zostały ciepło przyjęte przez Czytelników. Świadczy to o zapotrzebowaniu na literaturę obyczajową, w której emocje, dążenie do zmian i poszukiwanie szczęścia stanowią temat przewodni. Gdybym nie zaglądał do pani książek, mógłbym po tytułach dojść do przekonania – żartuję oczywiście – że jest pani lotnikiem: „Szkoła latania”, „Blisko chmur”, „Szept wiatru”. Wszystkie wiążą się z przestworzami. Przypadek? Chodzi o wznoszenie się ponad swoje możliwości, ściganie marzeń, szukanie wolności? Jakie cele przyświecają pani w trakcie pisania?

Doskonale pan to wyczuł. Rzeczywiście, chodzi o metaforyczny kontekst tytułów. Poprzez wyzwania, jakie postawiłam bo-

26

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

haterkom moich powieści, starałam się pokazać Czytelnikom, jak ważne jest, by potrafić spojrzeć na swoje problemy z innej perspektywy, spod innego kąta. To czasami zmienia postrzeganie naszego życia i przeistacza problemy w wyzwania, którym – przy odrobinie wysiłku – jesteśmy w stanie sprostać. Jest pani na co dzień trenerem biznesu i coachem. Co panią skłoniło do pisania? Dlaczego zdecydowała się pani na drugi zawód i czy w ogóle można mówić, że uprawia pani dwie profesje, które nawzajem się uzupełniają?

To prawda, na co dzień jestem trenerem biznesu i coachem. To wspaniała praca, w której się spełniam. Zaczęłam pisać, bo to mnie po prostu wyzwalało od stresu bardziej niż czytanie. Pisanie jest na dziś moją pasją, ale wierzę, że niedługo będę mogła nazwać je profesją. To, co jest dla mnie bardzo ważne, to fakt, że moje pisanie żyje w symbiozie z pracą zawodową. W pisaniu czerpię z obserwacji zachowań ludzkich na sali szkoleniowej, a trenerem jestem dzięki energii, jaką daje mi pisanie. Mariaż idealny! Tematem pierwszej debiutanckiej powieści była – skrótowo mówiąc – nadwaga. Wiele kobiet boryka się z tym problemem, ale nikt jeszcze nie ujął tego zagadnienia w ten sposób. Jak wpadła pani na ten pomysł i co chciała osiągnąć? Zachęcić panie z tuszą do walki o siebie?


W moich powieściach nie chodzi o krzewienie wiedzy na temat pracy nad niedoskonałościami własnego ciała, ale o pokazywanie, jak ważne w naszym życiu jest poszukiwanie szczęścia, akceptacji samego siebie. Chciałam, aby każdy Czytelnik poczuł, że jeśli czegoś bardzo będzie pragnął, jeśli to zaplanuje i zacznie skrupulatnie ten plan wykonywać, to ma szansę, aby być szczęśliwszym, bardziej spełnionym i zdrowszym. Do kogo adresowane są pani książki? Jak wyobraża pani sobie swoją hipotetyczną czytelniczkę? Kim ona jest? I czy w tych wyobrażeniach może też pojawić się czytelnik-mężczyzna?

Moje powieści czytane są przede wszystkim przez kobiety, w różnym wieku, w różnej sytuacji życiowej. Czytelniczki bardzo chętnie opowiadają mi o swoich wrażeniach, o emocjach, które towarzyszą im w czasie czytania moich powieści. Przyznam, że te nasze rozmowy są dla mnie niezwykle ważne, a często i bardzo wzruszające. Otrzymuję jednak opinie nie tylko od kobiet, bo moje powieści czytają również mężczyźni (głównie mężowie, podkradający żonom książki). Dodam również, że do pierwszych recenzentów moich powieści należą mój mąż i teść, więc męskie spojrzenie na moje pióro jest mi dość dobrze znane. Na kartach pani książek wątki związane z miłością, szczęściem, przyjaźnią przewijają się bezustannie. Czy w relacjach z innymi ludźmi są one aż tak ważne? Na jakie potrzeby kobiet zwraca pani szczególnie uwagę?

Poszukiwanie szczęścia w życiu każdego człowieka jest według mnie jednym z najważniejszych życiowych działań. Każdy z nas może inaczej postrzegać szczęście. Dla jednego szczęściem będzie posiadanie rodziny, dla drugiego bycie zdrowym, wysportowanym, bogatym. Sami określamy, czym dla nas jest to szczęście i sami decydujemy o tym, co możemy zrobić, by szczęście osiągnąć. Poszukiwać szczęścia znaczy żyć – i to właśnie staram się podkreślać na kartach swoich powieści.

Nie opisuje pani świata takiego, jakim jest, często okrutnego, brutalnego, niesprawiedliwego, lecz konstruuje swój własny, wyidealizowany świat. Nie boi się pani zarzutu, że jest zbyt piękny, a przez to nieprawdziwy?

Zdecydowanie się z panem nie zgodzę. Świat, który stworzyłam w swoich powieściach nie jest wyidealizowany, daleko mu do lukrowanej rzeczywistości, pozbawionej szarości i czerni dnia codziennego. Co więcej, to, że moi bohaterowie nie są doskonali, mają wady, ponoszą porażki, podejmują nie do końca trafne decyzje, stanowi o sile moich powieści, bo przecież takie właśnie jest nasze życie. Niedoskonałe. I wydaje mi się, że właśnie dzięki temu, dzięki rysowaniu urealnionych historii, moje powieści zyskały tak szeroką rzeszę Czytelników i osiągnęły sukces. Mieszka pani w Szczecinie, a znalazła wydawcę na Śląsku. Nad czym pani teraz pracuje? Jakie macie z wydawcą plany na przyszłość? Bohaterką trzech książek była do tej pory Katarzyna Laska. Dojrzewała wraz ze swoją autorką w kolejnych odsłonach. Czy teraz ją pani opuści? Jakie będą jej dalsze losy?

Jestem szczecinianką i mówiąc najprościej – kocham swoje miasto. Staram się w powieściach dawać temu wyraz, ukazując jego piękno i wielobarwność. Myślę, że w moich kolejnych powieściach bohaterowie również będą przechadzali się ulicami Szczecina, odkrywając przed Czytelnikami urok stolicy Pomorza Zachodniego. A skoro o kolejnych powieściach mowa, to... Katarzyna Laska była bohaterką moich trzech powieści, bardzo się z nią zżyłam, ale wiem, że teraz czas na nowe znajomości. Właśnie jestem w trakcie pisania czwartej powieści, z kobietą dojrzałą w roli głównej, która, tak jak to w życiu bywa, nie jest doskonała, przeżywa wzloty i upadki, ale nie ustaje w poszukiwaniu szczęścia. Dziękuję za rozmowę.

ROZMAWIAŁ STANISŁAW BUBIN

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

27


Szept wiatru fragment powieści

Usiedliśmy naprzeciwko siebie, na dwóch stołkach. Maks natychmiast podsunął swój w moją stronę. – Nie rób tego, proszę. Nie posłuchał, tylko złapał moje dłonie w swoje. Wyrwałam je jednak z jego ciepłego uścisku. – Proszę, zostaw mnie w spokoju. Nie potrafię tego już dłużej ciągnąć. To jest dla mnie za trudne. – Wiem i dlatego tu jestem. Nie chcę ci więcej sprawiać problemów, nie chcę, abyś przeze mnie kiedykolwiek jeszcze cierpiała. Zastygłam w oczekiwaniu na jego dalsze tłumaczenia, na słowa, które z jednej strony chciałam usłyszeć, a z drugiej zupełnie odrzucałam. – Wyjeżdżam do Rzymu, do rodziny mojego ojca. Tylko w ten sposób uwolnisz się ode mnie. – Raczej ty ode mnie. – To, co nam się zdarzyło, jest we mnie tak głęboko, że nigdy od tego się nie uwolnię, głównie dlatego, że nie chcę. – Spojrzał na mnie bardzo poważnie, uniósł moją dłoń i subtelnie ją pocałował. – Kocham cię... – wyszeptał. – Kocham cię tak mocno, że trudno mi nawet wyobrazić sobie, bym mógł przestać, bym mógł zapomnieć. Tak bardzo zmieniłaś moje życie, tak bardzo na nie wpłynęłaś... Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo chciałbym być z tobą, przy tobie, obok ciebie... Sprawiać, byś się śmiała, byś cieszyła się życiem... – Ponownie uniósł moją dłoń i pocałował ją, nie odrywając ode mnie wzroku. Jego cudownie błękitne oczy działały na mnie rozbrajająco i nie wiem, czy patrząc w nie, byłabym w stanie odmówić jakiejkolwiek propozycji, która wypłynęłaby w tamtym momencie z jego ust. – Teraz jednak nie mogę ci tego dać, niczego radosnego nie mogę ci dać, bo gdybym egoistycznie wciągnął ciebie do swojego życia, jak chciałem to zrobić, zgodziłbym się na twoje cierpienie, na to, byś płakała, byś musiała iść na kompromisy. Wiedziałam, do czego zmierzał, czułam, że za chwilę powie, iż między nami wszystko skończone. Nie chciałam płakać, nie chciałam okazywać słabości, chciałam być w tamtym momencie twarda jak nigdy, ale nie potrafiłam. Łzy mimowolnie zaczęły płynąć z moich oczu. Maks natychmiast przykląkł przy mnie i kierując mój podbródek w swoją stronę, spojrzał na mnie w tak ognisty sposób, że musiałam przymknąć powieki, bo pewnie rozryczałabym się na dobre. Po chwili poczułam, jak facet, który próbował mi powiedzieć, że dla mojego dobra musimy się rozstać, delikatnie ściera słone strugi z moich policzków, po czym całuje moje powieki tak delikatnie, że aż zadrżałam. – Dziękuję – wyszeptał. – I przepraszam. Za wszystko przepraszam. – To nie twoja wina – odparłam przez łzy. – To przede wszystkim moja wina. Jestem tego świadomy. Chcę wszystko naprawić, a zrobię to, dając ci święty spokój. Kiedy Maks wypowiedział tamte słowa, poczułam, jakby moje życie zaczęło się rozsypywać. Niby rozumiałam sytuację, niby sama tego chciałam, niby mówiłam, że to koniec, niby... Jednak usłyszenie tego od Maksa wywołało we mnie falę destrukcyjnych emocji. Nagle odniosłam wrażenie, jakby ktoś zaczął burzyć moje wewnętrzne filary, które do tamtej pory dawały mi siłę, energię i chęć do życia, jakby ktoś zabierał mi kolory szczęścia, pozostawiając samą czerń i szarość. Nie wyobrażałam sobie, że Maks za chwilę zniknie i już nigdy w tym moim zwykłym życiu się nie pojawi, że będę musiała zmienić perspektywę myślenia i uczyć się wszystkiego od początku, że będę musiała żyć bez faceta, który pomógł mi odkryć swoje prawdziwe ja. – Widzisz, nawet teraz płaczesz... A ja czuję się winny każdej twojej łzy, która nie jest łzą szczęścia. – Po raz kolejny otarł opuszkami palców moje policzki, a ja, niemal jak kocica, wygięłam kark, podążając za jego dotykiem. *** Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Videograf w Chorzowie (www.videograf.pl) mamy dla Was wszystkie trzy powieści Sylwii Trojanowskiej: „Szkoła latania”, „Blisko chmur” i „Szept wiatru”. Otrzymają je ci Czytelnicy, którzy rozwiążą krzyżówkę z tego numeru Lady’s Club i przyślą nam w terminie prawidłowe rozwiązanie.

28

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


reklama

Listy do redakcji STAROŚĆ. Ta, co się Panu Bogu nie udała Nie zwykłem pisać opinii, ale tytuł artykułu pióra pani Angeliki Wiciejowskiej „Starość. Ta, co się Panu Bogu nie udała” (LC nr 1/46/2017) najpierw mnie zaintrygował, a następnie zachęcił do przeczytania całego tekstu. Jestem pod wrażeniem, troszkę zazdroszczę talentu, a może po prostu chciałbym przeczytać coś jeszcze pióra tej młodej osoby... Tak czy inaczej, gdyby nie artykuł o kobietach trenujących samoobronę (...), nie miałbym okazji przeczytać jednego z ciekawszych i głębszych artykułów w ostatnim czasie. Stanisław Czech

***

Jakiś czas temu przeglądałam magazyn Lady's Club nr 46 luty-marzec 2017. Moją szczególną uwagę zwrócił felieton „Starość. Ta, co się Panu Bogu nie udała”. Czytając ten tekst bardzo się wzruszyłam. Nie potrafiłam powstrzymać łez. Już dawno żaden artykuł nie zrobił na mnie takiego wrażenia. (…) Po przeczytaniu informacji, iż autorka ma zaledwie 18 lat, nie mogłam wyjść z podziwu nad dojrzałością emocjonalną tej pani. To coś niebywałego w dzisiejszych czasach, by taka młoda osoba, a przy tym tak piękna (co widać na zamieszczonym zdjęciu), miała tyle przemyśleń dotyczących tego, co w życiu ważne. Te jej szczere słowa płynące z głębi serca (to się czuje), a jednocześnie ten lekki język literacki – to samo piękno. Ten tekst dodał mi otuchy na szarość codziennych dni. Poczułam się rozweselona, inaczej patrzę na młodych ludzi, już nie tak powierzchownie jak do niedawna. Dziękuję za moją własną odnowę pani Angelice. (…) Zastanawiam się, skąd w tej młodej kobiecie tyle ciepła, empatii i tak mądrych życiowych przemyśleń. Co sprawiło, że tak młoda osoba u progu dorosłości ma w sobie tyle dojrzałości. Sama sobie odpowiadam, iż to z pewnością z tych korzeni, o których pisze, czerpie mądrość życiową. Gratuluję tym samym rodzicom, najbliższej rodzinie, jak również nauczycielom – wszystkim tym, którzy włożyli swój wkład w ukształtowanie tej niezwykle pięknej osobowości. Pani Angelice życzę wielu sukcesów w życiu osobistym i tego, by nigdy nie zatraciła swojej wrażliwości w natłoku masowej kultury. Panu redaktorowi serdecznie dziękuję za wyszukanie w gronie młodzieży takiej perełki, niech będzie ona przykładem dla innych młodych ludzi, jak należy żyć, by z uwagą przyglądać się światu, nie przechodzić obojętnie obok niedołęstwa ludzi starszych, wszak „młodość nie wieczność, starość nie radość”. Jeszcze raz dziękuję! Jadwiga Żurek

FIRMA sprzątająco-usługowa Oferta: • sprzątanie domów i mieszkań • sprzątanie biur, gabinetów, obiektów

handlowo-usługowych, powierzchni użytkowych • mycie okien i witryn okiennych • pranie dywanów, wykładzin i tapicerki • sprzątanie klatek schodowych i wspólnot mieszkaniowych porządkowanie nagrobków • sprzątanie „na zawołanie” • • szkolenia BHP

serwis SOS 24h

Zachęcamy do współpracy!

www.brudex.pl


Dietet yk radzi

TŁUSZCZE DOBRE I ZŁE

Rzadko jednak wypowiadamy się o tłuszczach dobrze, choć stanowią one największe źródło energii dla organizmu ludzkiego, potrzebnej między innymi do ogrzania ciała i utrzymania jego stałej temperatury. Powszechnie natomiast o tłuszczach mówimy źle, ponieważ jesteśmy przekonani, że jest ich za dużo i należy je ograniczać, gdyż są kaloryczne, zapychają naczynia krwionośne, powodują otyłość i zwiększają zachorowalność na raka. Faktycznie – są szkodliwe dla wątroby, trzustki i woreczka żółciowego, odpowiadają za cukrzycę, sklerozę czy impotencję. Ale czy w związku z tym powinniśmy ich się wystrzegać? Niezupełnie! Okazuje się bowiem, że tłuszcz

30

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Fot. Magdalena Ostrowicka / MUA Ewa Zalot

O tłuszczach można pisać wiele. Można – i trzeba, bo stanowią one jeden trzech głównych (obok cukrów i białka) składników odżywczych, istotnych dla zachowania zdrowia. Co ciekawe, wciąż nie do końca wiemy, jakie jest właściwe zapotrzebowanie na tłuszcze. Uznaje się w każdym razie, że powinny one dostarczać dorosłemu człowiekowi 25-30% energii w ciągu dnia. Największe zapotrzebowanie na ten składnik odżywczy mają niemowlęta i dzieci do 3. roku życia – powinny z nich czerpać nawet 40 % energii z całodziennego zapotrzebowania.

JUSTYNA CIEŚLICA

tłuszczowi nierówny. Istotniejsza od ilości spożywanego tłuszczu w ciągu dnia jest jego jakość, a dokładniej – skład kwasów tłuszczowych, jakie zawiera. W zależności od produktu, z jakiego są uzyskiwane, mogą zawierać kwasy tłuszczowe nasycone (ich głównym źródłem są produkty pochodzenia zwierzęcego) i kwasy tłuszczowe nienasycone (ich źródłem są oleje roślinne). Produkty zwierzęce obfitują w kwasy tłuszczowe nasycone i cholesterol, które przyspieszają zmiany miażdżycowe. Łatwo jest przekroczyć maksymalne dzienne spożycie, które wynosi 7%, stąd alarmujące ostrzeżenia dietetyków przed ich nadmiernym spożywaniem. Należy pamię-


tać o tłuszczach nasyconych ukrytych w pasztetach, parówkach, słodkich bułeczkach, tłustym nabiale i wielu innych. Na straży naszego zdrowia stoją tłuszcze zawarte w produktach pochodzenia roślinnego, a także w rybach i owocach. To za sprawą niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych (NNKT), czyli związków o wyjątkowym działaniu prozdrowotnym. Ich spożycie powinno wynosić 3-6% – z 30% ogółu potrzebnej nam energii. Organizm człowieka nie jest w stanie ich wytwarzać, muszą być dostarczane z pożywienia. Najważniejsze dla nas są kwasy tłuszczowe takie, jak linolowy, linolenowy i arachidowy. O ich zaletach długo by można mówić. Warunkują one prawidłowy rozwój i wzrost organizmu (stąd tak ważne są w diecie dziecka!), odgrywają istotną rolę w budowie błon komórkowych, regulują procesy transportu i dystrybucji lipidów, zapewniają właściwy stan skóry. Poza tym zapobiegają nadciśnieniu, wzrostowi cholesterolu we krwi czy powstawaniu zakrzepów żylnych, a także służą do produkcji hormonów wpływających na czynności wielu narządów i tkanek (eikozanoidów). Czy to nie wystarczająco długa lista zalet, by się im bliżej przyjrzeć? Najwyższą zawartość NNKT mają oleje krokoszowy, kukurydziany, słonecznikowy, sojowy i... oliwa z oliwek. Im wyższa zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych w olejach, tym wyższa ich wartość odżywcza. Ale okazuje się, że sprawa nie jest zupełnie tak oczywista, ponieważ te same kwasy tłuszczowe mogą być również szkodliwe dla zdrowia – z uwagi na powstawanie izomerów trans kwasów tłuszczowych oraz związków toksycznych, takich jak: epoksydy, nadtlenki, hydronadtlenki czy monomery cykliczne (najbardziej rakotwórcze). Są to związki chemiczne atakujące błony i wewnętrzne struktury komórkowe, a także blokujące czynność wielu enzymów, doprowadzając w ten sposób do nieprawidłowych czynności czy destrukcji komórek. Dzieje się tak w przypadku ich nieprawidłowego przechowywania czy poddawania wysokiej temperaturze. Dlatego olejów tych nigdy nie należy poddawać obróbce termicznej, lecz spożywać na zimno. Do smażenie nie będą nadawać się przede wszystkim oleje lniany, sojowy, słonecznikowy, kukurydziany. Warto dodać, że mimo niewielkiej ilości wielonienasyconych kwasów tłuszczowych NNKT, niezmiennie królową pośród tłuszczy pochodzenia roślinnego pozostaje wciąż oliwa z oliwek. To za sprawą wysokiej zawartości jednonienasyconego kwasu oleinowego (aż 70-85%!), który wykazuje dużą odporność na reakcje utleniania. Z powodzeniem można więc bezpiecznie stosować ją do przygotowywania potraw na ciepło. Co więcej, oliwa z oliwek zawiera również tokoferole, Które tłuszcze wybrać: dobre czy złe? Dla wielu z nas odpowiedź nie jest taka oczywista

Awokado zawiera zdrowe tłuszcze, które pomagają spalać tkankę tłuszczową, obniżają cholesterol i regulują ciśnienie

karotenoidy i związki polifenolowe, czyli naturalne składniki o charakterze antyoksydacyjnym. Spożywanie nawet w niewielkich ilościach kwasów omega-3, zawartych w oliwie z oliwek (jego duże ilości zawiera też olej lniany) wpływa korzystnie na obniżenie szkodliwego cholesterolu, trójglicerydów we krwi, a także zmniejszenie krzepliwości krwi. To warunkuje lepszą pracę układu krążenia, a tym samym lepsze zdrowie, samopoczucie i kondycję. To nie wszystkie właściwości, jakie kryją kwasy omega-3. Istotny wydaje się także hamujący wpływ kwasów omega-3 na tworzenie się tkanki tłuszczowej, a także jej rozpad! To niewątpliwie dobra informacja dla osób dbających o utrzymanie prawidłowej masy ciała. Jak dowodzą badania, zwiększona podaż kwasów omega-3 powoduje ubytek masy ciała i zmniejszenie wskaźnika BMI (Body Mass Index). Nie tylko ten rodzaj kwasów tłuszczowych odchudza. Robią to również kwasy tłuszczowe CLA, czyli sprzężony kwas linolowy, który reguluje przemianę tłuszczów w organizmie. CLA zapobiega powstawaniu komórek tłuszczowych, wzmaga aktywne spalanie tłuszczu, hamuje odkładanie się tkanki tłuszczowej oraz likwiduje komórki tłuszczowe! To za sprawą zwiększania aktywności lipazy lipoproteinowej – enzymu regulującego odkładanie się zapasów tłuszczu w komórkach oraz ograniczającego syntezę prostaglandyn, hormonów odpowiedzialnych za podział i różnicowanie komórek tłuszczowych. Co więcej, CLA potrafi hamować syntezę rakotwórczych hormonów tkankowych, zwiększać aktywność układu odpornościowego czy powstrzymywać procesy starzenia poprzez eliminację wolnych rodników. A gdzie szukać tych cennych kwasów tłuszczowych? Głównym ich źródłem w pożywieniu jest tłuszcz mleczny, tłuszcz zwierząt przeżuwających i tłuszcz indyczy. Nie bez powodu więc rynek nasycony został znaczną ilością olejów roślinnych, a także suplementów diety, zawierających odpowiednie kwasy tłuszczowe. Suplementacja kwasami omega-3 czy kwasami CLA może poprawić naszą kondycję, zwiększyć wydolność serca czy obronę przed nowotworami. Tłuszcze nie muszą stanowić zagrożenia dla naszego zdrowia, ale mogą skutecznie je poprawić. Wszystko zależy od ilości, źródła i sposobu ich podania. Do tematu tłuszczowego będę jeszcze wracać. Autorka ukończyła studia magisterskie z Żywienia Człowieka i Oceny Żywności. Jest inż. biotechnologii, ekspertem ds. żywienia, dietetykiem, konsultantem żywieniowym. Prowadzi indywidualną praktykę zawodową. Współpracuje z siecią poradni dietetycznych. Uczestniczy w konferencjach i szkoleniach dotyczących poradnictwa żywieniowego, żywienia i suplementacji w sporcie, żywienia w alergiach i nietolerancjach pokarmowych. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

31


RZUĆ OKIEM NA TALERZ

Jedzenie modne czy świadome? K ażdy

zainteresowany gastronomią , tą amatorską , jak i profesjonalną , zauważył pewnie , że zawód

kucharza wrócił na prawowite , poważane i szanowane miejsce .

Bycie

kucharzem jest dziś modne .

G otowanie i wrzucanie zdjęć do sieci jest modne. B logowanie o kuchni jest modne. D o tego stopnia modne , że wielu blogerów zdobyło większą popularność niż kucharze mający za sobą lata doświad czeń i ciężkiej pracy. J ak w wielu innych dziedzinach , tak i w kuchni modne i trendy oznacza – dobre . C zy istotnie wszystko jest takie różowe ? Nie byłbym sobą , gdybym powiedział tak .

C

Fot. Jacek Jarczok

Kolejną kulinarną modą stał się zestaw ieszy fakt, że gastronomia wróciła surowych ryb w kulce ryżu, zwany sushi. do łask. Jest popularyzowana już My, którzy przez lata broniliśmy się przed wśród najmłodszych – przez warsztaty krwistym stekiem, objadamy się dzisiaj kulinarne w wielu restauracjach, wysurowymi rybami. Czy zawsze wiemy, darzenia gastronomiczne i programy co zawiera produkt starannie zwinięty edukacyjne. Małymi krokami doganiaw piękną rolkę przez sushi-mastera, i czy my resztę świata, otwierając się na nowe jest on wart swojej ceny? Nie myślimy smaki, kultury i doznania. Czy jednak, o tym. Sushi jest modne, smakuje nam, kierując się modą, uczymy jeść świadonie zastanawiamy się, skąd się wziął sermie? Pizza i makarony zawojowały nasz wowany nam łosoś czy tuńczyk. kraj, bo kuchnia włoska „jest zdrowa, prosta i smaczna”. Owszem, nawet barTak jak restauracje sushi, popularność zdodzo, jeśli zawiera świeże składniki wybyły też burgerownie. Burgery we wszelakiej sokiej jakości, przygotowane starannie. formie tak zadomowiły się u nas, że można Niestety, w wielu miejscach dostajemy je znaleźć w najlepszych restauracjach. Brak namiastkę tej wspaniałej kuchni – nainspiracji? Nie – moda. Do tego stopnia, BARTOSZ GADZINA wet jeśli smacznej, nie zawsze mającej że nikt już nie pamięta, jak smakowała kiecokolwiek wspólnego z dobrym, jakościowym i świeżym dyś bułka z pieczarkami czy dobra swojska kiełbasa z ogniska. produktem. Pisałem już kiedyś w Lady’s Club, że jeśli ktoś wychwala swoją

32

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


Fot. Jacek Jarczok

PRZEPIS BARTOSZA Klasyczne szparagi z jajkiem i sosem holenderskim dla 2 osób

• • • • • • • •

1 kg zielonych szparagów 3-5 szczęśliwych jaj 100 g masła 1 cytryna 1 łyżka oleju rzepakowego 2 łyżki octu winnego sól morska, pieprz Opcjonalnie estragon, pure pomidorowe, szalotki, ocet winny biały

Fot. Jacek Jarczok

zmieloną wołowinę, a nie wysmaży burgera na różowo, to oznacza jedno – nie chcemy wiedzieć, co tam jest zmielone. Wielki boom przeżyła też kuchnia molekularna. Stała się modna dzięki pewnej restauracji w Hiszpanii. Nie do końca rozumiem zachwytu nad proszkami, ale przyznam, że i ja tego próbowałem. Większość, jeśli nie wszystkie proszki są obecne w naszej żywności od lat. Stabilizują i zagęszczają – nikt wcześniej nie robił z tego większego halo. Ale jest modna, póki nie ustąpi miejsca kolejnej modzie. Szanujące się restauracje – te lepsze i gorsze – nigdy nie marnują jedzenia, a jeśli mimo wszystko coś zostało, resztki odbierają specjalistyczne firmy i przetwarzają na kompost... Stop! Mamy nową modę – gotowanie z odpadków! Przygotowywanie dań z czegoś, co wielu z nas wyrzuciłoby jako niejadalne. Jeden z najwybitniejszych kucharzy na świecie pokazuje, jak wykorzystywać w kuchni wszystko. Jest wzorem do naśladowania, wzorem kolejnej mody. Szkoda, że ci, którzy tak ładnie to pokazują, przez lata wyrzucali mnóstwo rzeczy do śmieci. Wyrzucali nie tylko odpadki. Także naszą kulinarną kulturę, dziedzictwo, naszą historię smaków i doznań – na rzecz mody. Całe szczęście, że nadeszła kolejna moda, przez duże M – na polską kuchenną historię. Mówię chociażby o kiszonkach. Dzięki dwóm książkom i ich wspaniałym autorom nawet kucharze odkrywają ten sposób zachowywania żywości. A nie jest to przecież nic nowego. Znali tę metodę nasi przodkowie, nasze babcie kisiły nie tylko ogórki i kapustę. Ale dzięki modzie wielu z nas dowiaduje się o tym na nowo. Można? Oczywiście, zwłaszcza jeśli to modne. Nasza kuchnia ma wiele wspaniałych kulinarnych tradycji i nie potrzebuje nowinek. Ma wiele wspaniałych przepisów, prawdziwych, niepowielanych na blogach czy portalach, w kółko tych samych, tylko podpisywanych jako „mój przepis”. Budujmy naszą świadomość, przekazujmy ją dzieciom. Za chwile zapomnimy, jak smakują wątróbka czy ozór, bo zostały wyparte przez powszechnego kurczaka. W każdym gospodarstwie ze zwierzęcia wykorzystywano wszystko, co można było wykorzystać – z szacunku i dla smaku. Dla dziadków były to rarytasy. W wielu restauracjach świata nadal rarytasami są ozory, grasice, wątróbki czy jądra. A my jemy bułki z mielonym – o cynaderkach wielu nie pamięta. A przecież podroby nie mają sobie równych wśród mięs, a dobrze przygotowane wprawią nasze kubki smakowe w ekstazę. Jedzenie jest niezbędne, by przetrwać, ale także – by doznawać przyjemności. Ma być zdrowe, dobre i spożywane świadomie, a nie ze względu na modę. Podobnie ma się sprawa z różnego rodzaju dietami. Kto narzucił modę na dietę bezglutenową? Kto faktycznie się zbadał? Wystarczyło, że pojawiły się opinie, że gluten jest niedobry i ilość uczulonych wzrosła drastycznie, choć niewielu było u specjalistów. Jeśli faktycznie jesteśmy uczuleni na gluten, nie powinniśmy jadać w miejscach nieprzystosowanych, bo przecież mąka, główny produkt glutenowy w kuchni, roznosi się przez wentylację i może znaleźć się wszędzie, co przy uczuleniu może skończyć się źle. Świadome jedzenie to nie moda, lecz nastawienie na jakość przede wszystkim, na świeżość, na produkty zgodne z ich naturalnymi cyklami (nie oczekujmy, że sałaty i owoce najlepsze będą zimą) – przy każdej diecie, przy każdym wyjściu do miasta.

Szparagi dokładnie płuczemy pod bieżącą wodą. Odcinamy (jeśli są) twardsze końcówki. Szparagów z dobrego źródła nigdy nie obieramy. Możemy je blanszować we wrzącej osolonej wodzie lub grillować na patelni, smarując wcześniej olejem i oprószając solą. Do miseczki wbijamy jedno żółtko, wyciskamy sok z połowy cytryny. Do małego rondelka wlewamy wodę, stawiamy na gazie. W osobnym rondelku rozpuszczamy masło. Gdy się rozpuści, miskę z żółtkiem i sokiem z cytryny układamy na rondelku z wrzącą wodą, tworząc kąpiel wodną. Energicznie ubijamy do konsystencji emulsji, zdejmujemy z gazu i dalej ubijając wlewamy powoli rozpuszczone masło. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Jajka wrzucamy do prawie wrzącej wody z octem. Zakręcając łyżką wodę, ułatwimy jajku nabranie kształtu. Kolejny trik to wrzucenie jajka na 10-15 sek. w całości do wrzącej wody, by je zahartować, a dopiero później rozbić do wody z octem. Można bez octu, ale jajko będzie musiało być bardzo świeże, by trzymało się w całości. Jeśli chcemy mieć do tego sos berneński, przygotowujemy redukcję z posiekanych szalotek, octu winnego i estragonu, którą dodajemy do żółtka zamiast soku z cytryny. Na koniec wrzucamy świeże liście estragonu lub trybuli. Wersja pomidorowa, czyli sos choron, to baza sosu berneńskiego, z tym że nie dodajemy estragonu czy trybuli, a na końcu pure pomidorowe. Można też dodać świeże, pokrojone w kostkę pomidory.

Autor jest kucharzem, właścicielem Restauracji Beksien przy ul. Piwowarskiej w Bielsku-Białej nr 47 / 2017 • Lady’s Club

33


Śladami Białej Masajki Korespondencja własna z Kenii

Fot. Arc

Renata Kukla

Z

awsze wiedziałam, że gdzieś tam są ubogie kraje i głodujący ludzie. Gdy jednak zobaczyłam to na własne oczy, zrozumiałam, że naprawdę nie wiedziałam nic. Ludzie walczący o mały batonik rzucony z autokaru przez turystów, o miniaturowy szampon z hotelu. Miejsce, gdzie marzeniem niemal nierealnym jest posiadanie butów. Nie ma takich słów, by to właściwie opisać. To chyba takie miejsce, o którym się mówi, że Bóg o nim zapomniał. „Biała Masajka” Corinne Hofmann to jedna z moich ulubionych lektur. Przeczytałam tę autobiograficzną powieść wielokrotnie. Jestem nią zachwycona, mimo że nigdy nie zrozumiem postępowania bohaterki. Po tym, co zobaczyłam w Kenii, nie rozumiem tym bardziej. Nieprawdopodobna, a jednak prawdziwa historia białej kobiety ze Szwajcarii, która z miłości do masajskiego wojownika została jego żoną i zamieszkała w kenijskiej wiosce. To właśnie ta powieść sprawiła, że zaczęłam marzyć o wyjeździe do Kenii. Opisy zwierząt u wodopoju i zwyczajów Kenijczyków wywarły na mnie niesamowite wrażenie. I tak znalazłam się w miejscach, które znałam wcześniej z relacji Corinne Hofmann. Dokładnie w tych samych miejscach. Pewnego dnia kierowca Abdul zawiózł nas, mnie i męża Ryszarda, do masajskiej wioski. Musiałam na własne oczy przekonać się, jak wygląda codzienność opisana w książce. To było dla mnie najbardziej niesamowite przeżycie z całego pobytu w Kenii! Na powitanie wyszedł Masaj ubrany w shukę długą na wyciągnięcie ręki i szeroką tak, by okryć ciało od pasa do stóp. Shuka to prostokąt materiału bawełnianego w różne wzory, z elementami czerwieni. Masajowie okrywają się dwoma lub trzema sztukami shuki. W ręku trzymał rungu – pałkę

34

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Kenia – kraj kontrastów. To samo mogłabym na pisać o innych państwach , ale w K enii te słowa nabierają innego znaczenia . Z derzenie niesamo witej, przerażającej biedy z nieziemskim wprost przepychem . D omek na chodniku z dwóch desek , chatka z koziego łajna , a kilka metrów dalej willa niczym pałac i ekskluzywny hotel . z wąskim trzonkiem, zakończoną ciężką gałką. Na stopach miał indukutuki, sandały z opon motocyklowych. Przed płotem, na spalonej słońcem ziemi, siedział ojciec tego Masaja, który oprowadził nas później po wiosce, bo tylko on znał angielski. Reszta plemienia mówiła w suahili. Masajowie prowadzą półkoczowniczy tryb życia, często się przemieszczają w poszukiwaniu lepszych pastwisk dla bydła. Nie są jednak nomadami, dlatego mieszkają w domkach, które można szybko postawić. Są to konstrukcje z gałęzi i trawy, „otynkowane” mieszanką piasku i krowiego łajna. Budową domów zajmują się kobiety. Masaj, którego imienia nie umiem wymówić, pokazał nam najpierw kurnik z patyków, a potem zaprosił do domu. Jego chata nazywała się manyatta. Poszliśmy do kuchni. Kuchnia – trzy kamienie na ziemi i beczki na wodę. Wszystko! I pełno much wszędzie. Szok. Dalej wąskim korytarzykiem doszliśmy do sypialni. Dziurka

Autorka reportażu wśród Masajów


Zdjęcia: Ryszard Kukla Rozpalanie ognia; paliwem jest wyschnięte łajno słonia

Widok na prymitywną kenijską wioskę

w ścianie z tyłu sypialni to było okno. Smród powalał na kolana, ale on, uśmiechnięty, opowiadał nam, jakie ma wielkie szczęście, bo posiada dużą rodzinę i dom. Kiedy to piszę, chce mi się płakać. Jego tata miał dziewięć żon, lecz jedna zmarła. Z każdą miał kilkoro dzieci. Więc jedna wioska to tak naprawdę jedna rodzina. Miarą bogactwa mężczyzny jest liczba dzieci i bydła. Stado składające się z 50 sztuk jest już godne

we wybrzeże. To także straszliwa bieda i brud. Jadąc do hotelu przez miejscowości Likoni i Ukunda zobaczyłam ludzi mieszkających na chodnikach, bez dachu nad głową, bez butów i mebli. Krzesłem była im skrzynka po coli, łóżkiem – deska, a kuchnią trzy kamienie. Śmieci sięgają wszędzie kolan. Takie widoki ciągną się kilometrami. To dla nas szokujące, że można tak żyć i wychowywać dzieci. Przestępczość jest poza kontrolą. Kto chce, strzela do policjantów. Niepojęte! A tubylcy cały czas nucą jedną piosenkę. Wtedy nie wiedziałam, o czym ona jest, ale już wiem. To piosenka na powitanie turystów. Wciąż słyszę ją z tyłu głowy: Jambo Jambo bwana, Habari gani? Mzuri sana, Wageni wakaribishwa Kenya yetu Hakuna matata Kenya nchi nzuri, Nchi ya maajabu Nchi ya kupendeza. To Museke African. Słowa te znaczą: Witam, witam pana. Jak się pan ma? Bardzo dobrze. Przyjezdni, witamy was w naszej Kenii, to żaden problem. Kenia to piękny kraj. To żaden problem... Przeżyłam z mężem w Kenii cudowne chwile, mam wiele pięknych wspomnień... Pierwsze spotkanie z Afryką na zawsze pozostawiło w moim sercu niezatarty ślad. Przede wszystkim jednak niedosyt, który powoduje, że chcę tam wrócić jak najprędzej. Czeka na mnie wiele nieodkrytych miejsc. W końcu, jak w słowach Museke dla turystów: Kenia to piękny kraj. To żaden problem...

Autochtoniczna afrykańska grupa etniczna. Zamieszkują Kenię i północną Tanzanię, prowadząc półkoczowniczy tryb życia. Porozumiewają się w języku Maa, a także w językach urzędowych Kenii i Tanzanii: suahili i angielskim. Populację Masajów oblicza się na 350-480 tys. osób.

szacunku, a im więcej dzieci, tym lepiej. Mężczyzna, który ma wiele dzieci i nie ma bydła (lub na odwrót), uważany jest za biednego. Ten „nasz” Masaj miał około 100 krów, więc był bogaty i dumny. Wspólnota Masajów często jest wskazywana jako przykład wzorowego funkcjonowania firmy. Później poszliśmy do szkoły, gdzie nauczyciel z misji przyjeżdża uczyć dzieci. Wszystkie dzieci w wiosce miały ogolone głowy, więc nie można było odróżnić dziewczynek od chłopaków. Maluchy w tej wsi miały też wypalone żelaznym prętem trzy znaki na twarzy i wyrwane zęby przednie. Kły są uważane za robaczywe zęby. Widząc to wszystko, zrozumiałam, jakie mam wspaniałe życie. Jakie mam szczęście, że oglądam to okiem turysty. Chciało mi się śmiać i płakać równocześnie. Bo z jednej strony ta bieda wokół, z drugiej – radośni i szczęśliwi ludzie, którzy nie znają innego życia. Skrajne uczucia szarpały mną na przemian... Na pożegnanie Masajowie postanowili dla nas zatańczyć. Stanęli w półokręgu i zaczęli śpiewać pieśń. Jeden z nich wziął mnie za rękę, założył mi swoją shukę i zaprosił do wspólnego tańca. Boże, jaka byłam przejęta i szczęśliwa! Tańczyłam z Masajami w kenijskiej wsi. Fantastyczna przygoda! Nie myślałam, że mam na sobie przepocony, niebieski kocyk. Ja, przewrażliwiona pedantka! Byłam po prostu bezgranicznie szczęśliwa. Dałam się ponieść spontanicznej fali radości, przez krótką chwilę czując się jedną z nich: – Hakuna matata! W języku suahili znaczy to „Nie martw się”. Kenia to nie tylko turystyczny raj, bajkowa przyroda, lazuro-

RENATA KUKLA Autorka mieszka w Jaworzu, jest kosmetyczką i wizażystką, właścicielką Studia Fryzjersko-Kosmetycznego Etheria w Bielsku-Białej. Jej hobby to... mafia. Zbiera książki i kolekcjonuje filmy poświęcone przestępczości zorganizowanej. Uwielbia również podróże. Sama planuje swoje trasy, bez udziału biur podróży. Żeby dotrzeć do miejsc, które chciała zobaczyć i rozmawiać z ludźmi, których chciała poznać, nauczyła się kilku języków. Wrażenia z wyjazdu do Kenii to jej debiut na łamach magazynu Lady’s Club.

Fot. Jerzy Ronkiewicz

MASAJOWIE

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

35


Pigułki zapomnienia Szukając

ostatnio czegoś w internecie , natknęłam się na stronę z drobnymi ogłoszeniami .

ci można przecież znaleźć wszystko.

W śród

W

sie -

różnych specyfików ujrzałam ... tabletki zapomnienia .

P rzyjrzałam im się bliżej i doszłam do wniosku, że były to pigułki, które po angielsku nazywają się forgett- pills i służą do dokonywania czynów karalnych . N ie był to specyfik , nad którym neurobio lodzy głowią się od dawna . B adania nad modyfikowaniem pamięci trwają bowiem od lat. CZYM JEST PAMIĘĆ? W najprostszym, słownikowym ujęciu, to zdolność umysłu do przyswajania, przechowywania i odtwarzania doznanych wrażeń, przeżyć i wiadomości. Prawdopodobnie każdy z nas ma takie doświadczenia, na wspomnienie których oblewa się potem, wstydzi się albo jeszcze gorzej – dezorganizują mu one życie lub wręcz je uniemożliwiają. Chodzi o różnego rodzaju fobie czy zespoły stresu pourazowego (PTSD, post traumatic stress disorder). W latach 50. minionego wieku próbowano pomóc żołnierzom, którzy chcieli zapomnieć o okrucieństwach wojny w Korei. Stosowane wówczas elektrowstrząsy powodowały jednak nieodwracalne zmiany w mózgu. Chorzy często stawali się ludźmi upośledzonymi umysłowo, lecz, co ciekawe, wspomnienia z wojny zachowywali. W latach 60. próbowano łagodniejszych metod. Także w latach 70. przeprowadzano eksperymenty wskazujące na plastyczny charakter pamięci. Dopiero jednak pod koniec lat 90. po raz pierwszy okazało się, że można usuwać z pamięci nie tyle wspomnienia, co związane z nimi odczucia. Stało

36

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

DOROTA BOCIAN się to dzięki eksperymentom przeprowadzonym przez młodego amerykańskiego neurobiologa Karima Nadera, który pracował pod kierunkiem innego neurobiologa, słynnego badacza pamięci, prof. Josepha LeDoux. Nader prowadził doświadczenia ze szczurami i na początku stosował klasyczne kodowanie Pawłowa – odtwarzając konkretny dźwięk, raził szczury prądem. Po jakimś czasie szczury reagowały lękiem, kiedy tylko

słyszały znajomy dźwięk. Na poziomie biochemii w mózgu, w procesie przypominania, biorą udział liczne substancje – przede wszystkim białka. Nader postanowił podać szczurom środki blokujące ich wydzielanie. Neurobiolog chciał wymazać u szczurów pamięć, blokując syntezę specyficznych białek, do której dochodzi w procesie przywoływania wspomnień. Rezultat był zaskakujący. Zwierzęta przestały się bać znajomego dźwięku. Dzisiaj wiemy już, że pamięć to skomplikowany, choć nieprecyzyjny mechanizm. Przede wszystkim jest mniej trwała niż mogłoby się wydawać. Można ją zmieniać i modyfikować. NAJWAŻNIEJSZE SĄ DWA PROCESY związane z powstawaniem i odtwarzaniem wspomnień: konsolidacja i rekonsolidacja. W mózgu każdego ssaka, więc i człowieka, na poziomie chemicznym, kiedy zaczynają się tworzyć nowe wspomnienie, uaktywniają się synapsy (połączenia między konkretnymi neuronami). Do utrwalenia pamięci potrzebne są zmiany strukturalne w mózgu, kiedy następuje


synteza odpowiednich białek, służących przebudowie synaps. Ten proces nazywa się konsolidacją wspomnienia. Gdy wspomnienie do nas wraca, powstaje niejako na nowo. Następuje proces nazywany rekonsolidacją, ponieważ przywołanie wspomnienia na poziomie biochemicznym jest nieco inne od konsolidacji. Białka syntetyzują się na nowo, a wspomnienie za każdym razem jest nieco przebudowywane. Ślad pamięciowy, raz utrwalony, w momencie rekonsolidacji na powrót staje się nietrwały i podatny na zmiany. Nader założył, że jeśli w tym momencie zablokuje syntezę odpowiednich białek, ślad się osłabi, aż w końcu zniknie. I tak się stało. Wniosek? Wspomnieniami można manipulować i można je wymazywać. To odkrycie – zdaniem niektórych naukowców – otworzyło drzwi do kolejnych, jak wymazywanie negatywnych wspomnień na zawołanie. Po co nam jednak to ciągłe rekonstruowanie wspomnień? Dlaczego pamiętamy albo zapominamy? Dlaczego pamięć płata nam figle? Zjawisko powstawania wspomnień jest procesem złożonym, w którym bierze udział wiele obszarów mózgu, przede wszystkim hipokamp i ciało migdałowate. Pamięć tworzymy cały czas. Plastycznie ją modyfikujemy, by pasowała do naszych aktualnych przekonań. Pamięć to również ewolucyjne przystosowanie. Boimy się czegoś i to chroni nas od popełniania błędów, za które możemy zapłacić życiem lub zdrowiem. Wspomnienie to także miejsca, zapachy i smaki, aktywujące różne części kory mózgowej jednocześnie. Trwałe oddziaływanie

Są już leki na pewne objawy stresu pourazowego po gwałcie czy przeżyciach wojennych, ale czy kasacja pamięci nie wpłynie destrukcyjnie na tożsamość człowieka?

na wszystkie naraz jest jeszcze niemożliwe, dlatego badacze skupili się na emocjonalnym składniku pamięci. W gruncie rzeczy chodzi o obniżenie napięcia emocjonalnego, a nie o wymazanie całego wspomnienia. OBJAWY STRESU POURAZOWEGO pojawiają się u mniej więcej 30% ludzi, których spotykają traumatyczne doświadczenia. W PTSD silne wspomnienia strasznych wydarzeń są ściśle splecione z negatywnymi emocjami – atak paniki czy lęku może być wywołany przez cokolwiek, co przypomina o dramatycznym doświadczeniu: zapach, dźwięk, obraz. Przekonanie, że po traumatycznych przeżyciach trzeba je przywołać na nowo i omówić z terapeutą jest błędne i zazwyczaj przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, czyli leczniczego. Odkryto natomiast, że podając pacjentom, np. żołnierzom, propranolol (lek hamujący wydzielanie adrenaliny, uspakajający i obniżający ciśnienie) i jednocześnie indukując im obrazy i dźwięki z pola bitwy, uzyskuje się złagodzenie emocjonalnej pamięci traumy. Lek podany krótko po wystąpieniu traumatycznego zdarzenia zapobiega splataniu się negatywnych

Czy po pigułkach zapomnienia możemy mieć nadprzyrodzone zdolności, jak Lucy (Scarlett Johansson), bohaterka filmu science fiction Luca Bessona

emocji ze wspomnieniem zdarzenia. Wpływa na pamięć osób cierpiących na zespół stresu pourazowego, osłabia złe wspomnienia, a czasami całkowicie je wygasza. Każdy kij ma jednak dwa końce – toczą się polemiki, czy należy kasować wspomnienia przy pomocy pastylki, czy nie? Na ile ewentualny delete może wpłynąć na naszą tożsamość? Niektórzy żołnierze zdecydowanie nie chcą pozbywać się traumatycznych wspomnień, twierdząc, że stanowią one integralną, choć bolesną część ich życia. A co, gdy takie pastylki dostaną się w niepowołane ręce? Wszczepianie fałszywych wspomnień czy utrata pamięci na temat własnej tożsamości to nie są już pomysły rodem z Hollywood – to rzeczywistość. Nadzieja natomiast w tym, że ta sama wiedza, która doprowadziła do stworzenia metody na wymazywanie pamięci, któregoś dnia pozwoli odkryć specyfik na polepszenie pamięci i rozwiązanie problemów takich, jak choroba Alzheimera. Ja też wiele razy mówiłam: Chcę zapomnieć albo Zapamiętam to na zawsze... Gdybyśmy wszystko pamiętali, prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie przetwarzać informacji, analizować, wyciągać wniosków. Żeby wiedzę zatrzymać, mózg musi się też od niej uwalniać. Potrafią boleć – zarówno pamięć, jak i zapomnienie. Wszystko ma swoją cenę. I jak ktoś pięknie, choć paradoksalnie powiedział: Żeby dobrze pamiętać, trzeba też umieć zapomnieć. Autorka związana jest z zarządzaniem i prowadzeniem biznesu. Była dyrektorem generalnym jednej z wiodących marek branży reklamowej, a od 6 lat jest właścicielką Open Business Boutique. Wspiera kobiety w rozwoju osobistym i biznesowym, promuje działalność na własny rachunek i harmonię w życiu. Dzieli życie i pracę między Polskę a Włochy, tworząc dwa wielokulturowe domy.

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

37


LICENCJA NA BYCIE SOBĄ czyli odkryj naturalny talent dziecka Jedyne, wyjątkowe, unikatowe – T woje dziecko! Kombinacja cech, talentów i emocji. Często inne niż T y. Czasem nie takie, jakie sobie wymarzyłaś. Dziwne? Może – bo inne niż wszystkie. Jedno chce być piłkarzem, inne aktorką, a jeszcze inne śmieciarzem. T ymczasem T y marzyłaś, żeby było lekarzem, prawnikiem czy profesorem, a T wój mąż już widzi w nim drugiego

Lewandowskiego czy następczynię Agnieszki Radwańskiej. T woje dziecko jest przede wszystkim SOBĄ. Nie

każde odniesie sukces i zdobędzie światowe uznanie, ale każde powinno być szczęśliwe.

A

Zgadzasz się?

i to właśnie jego pomyły powinny być jakie jest Twoje dziecko? Może zawsze realizowane? Taki dzieciak bęrefleksyjne, skoncentrowane dzie świetnym młodym przywódcą, kiena emocjach i empatyczne. rującym grupą może już w przedszkolu. Może analityczne – szczegółowo wszystNazywamy go Zawodnikiem. A może ko sprawdza i zadaje milion pytań. Jedno masz w domu dziecko, które często się jak żywe srebro, inne powolne, spokojne wzrusza, płacze, gdy kotkowi dzieje i wycofane. Każde jest jakieś, ma swoje się krzywda, przynosi do domu ślimamocne strony i talenty. Ważne jest, jak ka z pękniętą skorupkę, potrafi rzucić patrzy na świat, jak myśli, na co zwraca wszystko i biec, gdy kolega ma probleuwagę. W psychologii nazywa się to stymy? To prawdopodobnie jest Partner, lem myślenia lub stylem poznawczym. czyli ktoś, kto będzie jednoczył grupę, Styl myślenia nie zmienia się w ciągu pamiętał o imieninach pani w szkole życia, kształtuje się ok. 3-4 roku życia czy urodzinach trenera. i taki już pozostaje. Nie da się go zmienić na siłę. Jeśli Twoje dziecko nie może Takie są, tak mają – to ich talenty. Cztery usiedzieć na miejscu, ma tysiąc pomyEWA STELLMACH style myślenia, cztery różne perspektywy słów na minutę, jego pokój przypomina miejsce, przez które przeszło tornado, Wszyscy jesteśmy geniuszami. postrzegania świata, cztery różne reakcje być może jest młodym Wizjonerem. TaAle jeżeli oceniasz rybę po jej na nowe doświadczenia. I cztery możliwości odkrycia naturalnych talentów. kie dzieci często są krytykowane za chazdolności wspinania się na Ważne jest, żeby umieć je odkryć i nie otyczność, brak systematyczności, niedrzewa, to całe życie będzie hamować ich rozwoju. Każde dziecko kończenie spraw, bałagan, ignorowanie myślała, że jest głupia JEST JAKIEŚ, każde cudowne, każde zasad. Z drugiej strony cenione są za kreAlbert Einstein ma duże możliwości rozwoju. Styl myatywność, twórcze rozwiązywanie proślenia pokazuje nam, jak reaguje w konfrontacji z nowym blemów, znajdowanie zaskakujących rozwiązań. To ich silne problemem, co preferuje, jakich dokonuje wyborów, jak się strony – ich talenty. zachowuje, jakie ma reakcje. O czym mówią nam poszczeJeśli dziecko jest zbyt powolne, długo myśli i podejmuje dególne style? cyzje, wszystko szczegółowo analizuje, nie będzie dobrym pomysłem zmuszać je do pracy w grupie czy do występów Zawodnik. Liczą się fakty, koncentracja na tych eleod razu przed dużą publicznością – to twój Badacz. A może mentach sytuacji, które są obiektywne i niepodważalne. lubi rządzić, zawsze chce mieć ostatnie zdanie, wie lepiej

38

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


To tak zwany logiczny styl myślenia. Widzi bardzo dużo rzeczy, dokonuje szybkiej selekcji, wybiera konkretne, najlepsze (według niego) rozwiązanie, podążając od A do B, od B do C, po kolei. Najważniejsze są dla niego cele, rywalizacja, dążenie do bycia naj. Zawsze i wszędzie. Aktywnie staje przed wyzwaniem, pokonuje trudności. Lubi zadania wymagające efektywności, szybkiego reagowania i podejmowania decyzji. Partner. To przede wszystkim relacje międzyludzkie. Sytuacje jako sieć powiązań między uczestnikami danego zdarzenia. Styl intuicyjny. Dla takiej osoby najważniejsze są uczucia, przy rozwiązywaniu problemów kieruje się przede wszystkim dobrem drugiego człowieka, tego, jak będzie się czuł w danej sytuacji. Nie lubi być sam, jego natura potrzebuje towarzystwa, relacji i bliskości. Daje wsparcie, można na niego liczyć. Szybko wzbudza zaufanie, co – niestety – przekłada się często na to, że może być wykorzystywany. Wizjoner. To odkrywca, pomysłodawca. Styl lateralny. Tu się dzieje! W głowie tysiąc myśli na minutę, jeden świetny pomysł goni drugi świetny. Rzadko kiedy kończy to, co zaczął, bo szybko się nudzi. Dawca pomysłów, twórczych, kreatywnych rozwiązań. Jest prekursorem zmian. Może tworzyć chaos wokół siebie, ale to jego chaos. On się w nim świetnie odnajduje. Badacz. Analityk, ważne jest dotarcie do podstaw i przyczyn danej sytuacji poprzez analizę i rozebranie problemu na najdrobniejsze części. Zadaje tysiące pytań, chce wiedzieć dokładnie, zgłębia problem. Zawsze wybiera najlepsze rozwiązanie, ale trwa to zwykle długo. Często można mieć wrażenia, że „zawiesza się”, a on w tym czasie myśli. Lubi docierać do sedna zawiłych, trudnych problemów, lubi udoskonalać lub wymyślać nowe rozwiązania, lubi pracować sam. Przekształca chaos w system – tworzy go spójnym, kompletnym i zrozumiałym.

Wspieraj swoje dziecko, pozwól mu uwierzyć w siebie i jego naturalny geniusz

U Wizjonera jeden świetny pomysł goni drugi świetny, jest prekursorem zmian

A więc jakie ono jest, a jaka Ty jesteś? Nie zmieniaj go na siłę – też przecież nie lubisz, gdy chcą Cię wsadzić w nie Twoje buty. Nie ograniczaj jego pomysłów, pozwól mu kombinować po swojemu, podejmować trudne próby i czasem się sparzyć. Niech wzrasta zgodnie z własnym JA. Daj mu Licencję na bycie sobą – wspieraj, pomagaj uwierzyć w siebie, zachęcaj do rozwoju, nie podcinaj skrzydeł. Nie zmieniaj na siłę. Nie wiesz lepiej, co dla niego dobre, co da mu szczęście i finansowy dobrobyt w przyszłości. Milan Kundera napisał: Wszystko polega na tym, żeby człowiek był taki, jaki jest. Żeby nie wstydził się tego, czego chce i marzył o tym, o czym marzy. Ludzie są na ogół niewolnikami konwenansów. Ktoś im powiedział, że powinni być tacy i tacy starają się być aż do śmierci, nie wierząc nawet, kim byli i są naprawdę. Nie są więc nikim i niczym, postępują niejednoznacznie, niejasno, chaotycznie. Człowiek przede wszystkim musi mieć odwagę być sobą. Autorka jest trenerem mentalnym i coachem sportowym; prowadzi szkolenia dotyczące poprawy odporności psychicznej, umiejętności radzenia sobie ze stresem i emocjami.


Od wrażliwości do odporności

MOC AUTENTYCZNOŚCI

Kiedy dostałam się na studia psychologiczne, okazało się, że pokonałam osiemnastu innych kandydatów, którzy starali się o miejsce na tym obleganym wtedy kierunku. Byłam przekonana, że to pomyłka. Ba! Okazało się, że jestem w pierwszej dziesiątce kandydatów, którzy w teście uzyskali największą liczbę punktów, a dla mnie oznaczało to tylko tyle, że na pewno ktoś pomylił nazwiska albo źle te punkty przeliczył. Sprawdziłam w dziekanacie, internecie, na liście wywieszonej na drzwiach Wydziału Pedagogiki i Psychologii – wszędzie moje nazwisko!...

P

Fot. Ksenia Cieślik

mieszanka sprawia, że przeceniając rzez następne pięć lat studiowania zdolności i sukcesy innych, boleśnie doi kilka następnych w głębi duszy czuświadczamy swoich słabych stron. Bałam się czasem podle. Byłam przekonadania prowadzone przez amerykańską na, że musiała zajść pomyłka, a ja stałam psychoterapeutkę Pauline Clance posię „oszustką”. Aż pewnego dnia trafikazały, że ludzie, próbując ukrywać rzełam na artykuł o syndromie, który zokome oszustwo, stosują dwie strategie. stał odkryty wśród „wysoko postawioPierwsza z nich to overdoing, poleganych kobiet”. Okazało się, że okresowo jąca na przesadnym przygotowywaniu cierpi z jego powodu nawet 70% osób. się do sytuacji, w której ktoś będzie oceTo syndrom oszusta, czyli braku wiary niał nasze kompetencje. Jeśli sytuacja we własne osiągnięcia, a przez to poczukończy się sukcesem, łatwo przypisać cia, że nie zasłużyło się na dobrą uczelnię, go wysiłkowi, jaki się włożyło w przyawans, tytuł naukowy, a nawet pochwałę gotowania – z myślą, że następnym raza dobrze wykonaną pracę. To zjawisko zem na pewno się nie uda, a w dłuższej – dotyczące głównie kobiet – pojawia się perspektywie czeka nas porażka. I w ten często wtedy, gdy ktoś, kto do tej pory marzena jankowska oto sposób perfekcjoniści prawie nigdy odnosił sukcesy, które przychodziły mu nie są do końca z siebie zadowoleni, a to tylko strategia, dość łatwo, obejmuje bardziej wymagające i odpowiedzialne pomagająca im poradzić sobie z obniżonym poczuciem obowiązki. Od podstawówki do liceum zdobywanie dobrych własnej wartości. ocen szło mi dość gładko, jednak wyobrażenie tego, jak barDrugi sposób to underdoing, polegający na nieprzykładaniu dzo wymagające są studia psychologiczne, czasem mnie pasię do pracy lub odkładaniu przygotowań na ostatnią chwilę. raliżowało. Jest to zjawisko samoutrudniania, które paradoksalnie stawia nas w komfortowej sytuacji. Jeśli odnosimy sukces, moOverdoing i underdoing żemy przypisać go szczęściu lub przypadkowi. Jeśli jednak Są też jednak takie cechy, które predestynują do częstszego szczęścia nam zabraknie, chronimy własne ego – bo przecież doświadczania syndromu oszusta. Jest to lękliwość, duża się nie przygotowaliśmy. wrażliwość i obniżone poczucie własnej wartości. Taka

40

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


Jak widać, problem tkwi w niewłaściwym, zaburzonym sposobie przypisywania przyczyn temu, co dzieje się w naszym życiu. Każdy z nas ma dwie jaźnie – jedna z nich jest jaźnią doświadczającą, tą będącą tu i teraz w teraźniejszości, druga – jaźnią pamiętającą, która snuje opowieść naszego życia. Ich mylenie prowadzi do sporego bałaganu związanego z tym, czy postrzegamy siebie jako spełnionych i szczęśliwych, czy jako niepełnych, przegranych. Uhonorowany nagrodą Nobla izraelsko-amerykański psycholog i ekonomista Daniel Kahneman tłumaczy to w ten sposób. Pewien mężczyzna opowiedział mu historię, jak przez 20 minut słuchał nagrania przepięknej, poruszającej symfonii. Na samym końcu nagle pojawił się okropny, skrzeczący dźwięk. Mężczyzna stwierdził, że zrujnowało mu to całe doświadczenie. Ale to przecież nieprawda! Zepsuło mu jedynie wspomnienie doświadczenia. Zaznał pięknych momentów – przez 20 minut rozkoszował się fenomenalną muzyką. Ale ponieważ w jego pamięci pozostał niesmak, wspomnienie zostało zniszczone. Akceptowanie bezbronności Jaźń doświadczająca trwa nieprzerwanie, zaznając kolejnych chwil, które giną bezpowrotnie. Psychologiczne „teraz” trwa ponoć trzy sekundy, więc w ciągu przeciętnego życia doświadczamy go 600 milionów razy. Większość z nich nie zostawia żadnego śladu i jest ignorowana przez jaźń pamiętającą, a przecież każdy z tych momentów to właśnie nasze życie! To, jak je przeżywamy, jest bardzo istotne, ale nie jest równoznaczne z opowieścią, jaką o nim snujemy. To, na ile będziemy szczęśliwi sami z sobą, nie zależy od tego, czego będziemy doświadczać, jak dobre stanowisko pracy będziemy zajmować, ile pochwał codziennie dostaniemy, ale od tego, jaką historię na ten temat sobie opowiemy. Amerykańska psycholog Brené Brown, badaczka trudnych emocji, takich jak wstyd czy poczucie porażki, wśród tysięcy ludzi, których przebadała, dostrzegła pewien wyróżniający się typ. Były to osoby, które co prawda doświadczały uczucia wstydu czy przegranej, ale nie zmagały się z nim tak boleśnie. Ich jaźń pamiętająca opowiadała o przykrych wydarzeniach inną, bardziej pokrzepiającą historię. Byli to ludzie, którzy akceptowali się i lubili ze swoimi wadami i nie musieli spełniać cudzych oczekiwań (schudnąć, awansować, znaleźć dobrego partnera itd.), żeby poczuć się z sobą dobrze. Doktor Brown nazywa to „zaakceptowaniem swojej bezbronności”, która dawała im niezwykła siłę – możliwość budowania prawdziwych, głębokich i wspierających relacji z ludźmi. Nazwała ich Autentycznymi. Z badań wynikało, że są to osoby, które charakteryzuje: poczucie własnej wartości, zaufanie, intuicja, zabawa, odpoczynek, nadzieja, wdzięczność, kreatywność, poczucie przynależności i radość. Po drugiej stronie znalazły się cechy takie, jak: perfekcjonizm, zobojętnienie, pewność, samowystarczalność, bycie „fajnym”, dopasowywanie się, osądzanie, sarkazm. Jak wzmocnić się i polubić? Aby doświadczać wielu chwil, które nasza jaźń pamiętająca uzna za ważne i opowie o nich piękną historię, potrzebujemy odwagi.

Bądź autentyczna, to jest esencja życia

Jak zatem sobie pomóc? 1. Zacznij od zdania: Tak, jestem niedoskonały/a, mało odporny/a, czasami się boję, ale nie zmienia to faktu, że jestem jednocześnie dzielny/a i godny/a miłości i poczucia przynależności. 2. Medytuj, módl się lub po prostu często myśl o intencjach swojego zachowania. Popatrz z boku nie tylko na to co i jak robisz (wiadomo, że przecież starasz się jak możesz), ale też uczciwie odpowiedz sobie na pytanie, dlaczego. Co Cię motywuje? Czy robisz coś, by zdobyć akceptację innych, dodać sobie znaczenia, bo „tak należy”, czy dlatego, że to daje Ci autentyczną radość, poczucie spełnienia, jest pożyteczne? 3. Określaj nowe, inspirujące plany, działaj szybko i celowo – zdecydowanie lepiej jest nieperfekcyjnie zacząć, niż perfekcyjnie czekać. 4. Staraj się zrozumieć swój wstyd. Przyjmij do wiadomości, że nie jesteś z nim wyróżniony. Wszyscy go doświadczamy. Ból przynosi nam myślenie w kategoriach: Jeśli jestem niedoskonały, to jestem zły. Rozmawiaj z bliskimi o swoich uczuciach i proś o to, czego akurat potrzebujesz. 5. Pozbądź się wyrzutów sumienia, dbając o siebie. Życie bez przyjemności wcale nie trwa dłużej, ono się tylko dłuży. 6. Pamiętaj: to nie krytyk się liczy, ale ten, kto odważy się ze swojej bezpiecznej strefy cienia wyjść na scenę życia. Nie najważniejszy jest rezultat, wynik, to, jak ocenią Cię inni, ale te chwile (spośród 600 milionów, które być może los nam da), w których mieliśmy odwagę być sobą i podzielić się tym ze światem. Źródła • Brené Brown, Dary niedoskonałości. Jak przestać się przejmować tym, kim powinniśmy być, i zaakceptować to, kim jesteśmy. Media Rodzina 2012 • Daniel Kahneman, www.ted.com/talks/daniel_kahneman_the_riddle_of_experience_vs_memory?language

MARZENA JANKOWSKA Psycholog, trener siły i odporności psychicznej, przedsiębiorca. Jest pomysłodawcą i kierownikiem merytorycznym studiów podyplomowych – Akademia Rozwoju Osobistego, organizowanych wspólnie z Wyższą Szkołą Bankową WZ Chorzów. Prowadzi diagnozę siły i odporności psychicznej kwestionariuszem MTQ48 oraz autorskie Treningi Siły i Odporności Psychicznej metodą 7 Cs™. Współautorka książki Automotywacja. Odkryj w sobie siłę do działania, Edgard, 2015. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

41


PORADY PRAWNIKA

Co trzeba wiedzieć na temat procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa ?

Kiedy sąd cywilny orzeknie rozwód, kiedy opadną emocje , powstaje pytanie – co dalej ? Szczególnie, jeżeli osoba, której sytuacja dotyczy, jest wierząca i praktykująca . Czuje wtedy potrzebę uporządkowania swoich spraw w

Kościele katolickim,

bo sakrament małżeństwa zaczyna ciążyć .

NIEWAŻNOŚĆ MAŁŻEŃSTWA

C

oraz więcej ludzi szuka rozwiązania w „rozwodzie kościelnym”. Najpierw jednak trzeba z całą stanowczością powiedzieć: w Kościele nie ma rozwodów (o tym, dlaczego – napiszę w osobnym artykule), istnieje natomiast instytucja stwierdzenia nieważności małżeństwa. Pozwala ona uznać, że małżeństwo zostało nieważnie zawarte, czyli tak, jakby go nie było. Orzeczenie takie wydaje odpowiedni sąd biskupi, powołany w każdej diecezji do przeprowadzenia procesu. Aby rozpocząć staranie o stwierdzenie nieważności małżeństwa, należy we właściwym sądzie biskupim złożyć skargę powodową. Jest to dokument, na mocy którego sąd wszczyna proces; analogicz-

42

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

MAGDALENA WOJDAŁA

nym dokumentem dla sądu cywilnego jest pozew o rozwód. Prawidłowo sformułowana merytorycznie i pozbawiona błędów formalnych skarga powodowa jest gwarantem sprawnego rozpoczęcia procesu. Z czym trzeba się liczyć, rozpoczynając starania o stwierdzenie nieważności małżeństwa? Przede wszystkim z tym, że proces będzie się toczył długo. Ostatnie zmiany, wprowadzone do prawa kanonicznego przez papieża Franciszka, zasadniczo skracają i upraszczają procedury, niemniej jednak należy mieć świadomość, że poza sytuacjami, w których możliwe jest prowadzenie tzw. szybkiego procesu przed biskupem, będzie on trwał około półtora roku. I tutaj nasuwa się kolejne pytanie – czy warto decydo-


wać się na tak długą „przygodę z sądem”? Jeżeli są przesłanki do stwierdzenia nieważności małżeństwa, jeżeli kwestia uregulowania spraw w świetle nauki Kościoła jest dla kogoś ważna – WARTO. I jeszcze jedna rzecz – nie należy zwlekać. Z czasem zacierają się fakty, wydarzenia, trudniej odtworzyć potrzebny materiał dowodowy. Procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa owiane są mgłą tajemnicy, niedostępności, mają opinię trudnych, uciążliwych. W zdecydowanej większości są to jedynie stereotypy, które postaram się konsekwentnie łamać. Przyczyny nieważności małżeństwa zostały wyliczone w Kodeksie Prawa Kanonicznego. Nie będę prowadzić akademickiego wywodu o podziale przeszkód, o tym, kto może udzielić dyspensy. W artykule wskażę najistotniejsze powody, dla których sądy biskupie mogą wszcząć postępowanie o stwierdzenie nieważności małżeństwa. PRZESZKODY ZRYWAJĄCE – przeszkoda wieku. Nie może zawrzeć ważnie małżeństwa mężczyzna, który nie ukończył 16. roku życia i kobieta, która nie ukończyła 14. roku życia. Kilka słów wyjaśnienia: należy pamiętać, że przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego ustanowione są dla wszystkich katolików na całym świecie. Tak w Europie, jak i odległych zakątkach Afryki czy Oceanii. Obejmuje on różne kultury, stąd prawodawca sformułował przepis, który w realiach europejskich brzmi co najmniej dziwnie. Jednak przewidując wspomniane różnice, ustawodawca dał możliwość Konferencjom Episkopatu poszczególnych krajów ustalić wyższy wiek. I tak w Polsce wynosi on 18 lat dla kobiet i mężczyzn. – przeszkoda różnej wiary. Zachodzi ona wówczas, gdy jedna ze stron wstępujących w związek małżeński jest nieochrzczona. Od przeszkody tej istnieje możliwość uzyskania dyspensy. – przeszkoda impotencji. Niezdolność do odbycie stosunku małżeńskiego może, pod pewnymi warunkami, być powodem nieważności małżeństwa. Musi być uprzednia, czyli taka, która powstała jeszcze przed zawarciem małżeństwa. Impotencja, aby była przyczyną nieważności małżeństwa, musi być także trwała, czyli taka, której nie da się usunąć (wyleczyć). Należy także wskazać, że impotencja i bezpłodność nie są synonimami. – przeszkoda pokrewieństwa. Zachodzi ona pomiędzy wszystkimi krewnymi w linii prostej (dziadkowie-rodzicedzieci) oraz do czwartego stopnia linii bocznej. – przeszkoda powinowactwa. Nie mogą ważnie zawrzeć małżeństwa osoby spowinowacone (np. zięć z teściową). Przeszkoda ta obejmuje wszystkie stopnie w linii prostej. Odrębną kategorią przyczyn nieważności małżeństwa są tzw. wady zgody małżeńskiej. Z praktyki wynika, że to one są najczęstszymi powodami wszczęcia procesu przed sądami biskupimi. Szczegółowo zacznę je omawiać w kolejnym artykule. Jednym z pytań, na które najczęściej odpowiadam osobom zainteresowanym uzyskaniem nieważności małżeństwa jest pytanie o przebieg procesu. Pamiętam, jak w czasie sesji cze-

kałam na swój egzamin z kościelnego prawa procesowego. Wzajemnie przepytywaliśmy się z etapów tego procesu. Brak wiedzy na ten temat skutkował... brakiem pozytywnej oceny z egzaminu. Jednak nie napiszę dziś akademickiej odpowiedzi na ten temat, ponieważ praktyka różni się od teorii. W praktyce na początku jest skarga powodowa, czyli pismo, w którym prosimy sąd biskupi o wszczęcie procesu w naszej sprawie. Poza danymi stron ma zawierać krótki opis historii związku (okres przed ślubem i czasy małżeńskie) oraz tytuł prawny, na mocy którego podważamy ważność małżeństwa. Po złożeniu skargi powodowej sąd przekazuje jej odpis drugiej stronie (stronie pozwanej – byłemu mężowi czy byłej żonie), która ma możliwość ustosunkowania się do treści pozwu. Potem będzie postępowanie dowodowe. Proces o stwierdzenie nieważności małżeństwa wymaga dowodów. Konkretnie jakich? Odpowiem w osobnym tekście. Jednak w pierwszej kolejności do sądu będą wzywane strony w celu złożenia zeznań (tzw. oświadczenia stron). Sąd prosi najpierw stronę powodową, a następnie stronę pozwaną. Kolejno przesłuchiwani są świadkowie. Trzeba zaznaczyć, że w procesie o stwierdzenie nieważności małżeństwa nie ma rozpraw znanych z procesów przed sądami powszechnymi. Sąd może poprosić także o dowód z opinii biegłego, np. biegłego psychologa. Po czym następuje publikacja akt. Po zakończeniu postępowania dowodowego strony lub ich pełnomocnicy mają możliwość zapoznania się z całością zgromadzonego materiału. Można także na tym etapie uzupełnić dowody. A uwagi obrońcy węzła małżeńskiego? Obrońca węzła małżeńskiego to osoba, do obowiązków której należy „wybrać” z materiału dowodowego wszystko to, co świadczy o ważności małżeństwa. Przedstawia on swoje uwagi, a strony mają prawo ustosunkować się o nich. I wreszcie wyrok. O tym nie trzeba pisać wiele. Po przeanalizowaniu sprawy sąd wydaje wyrok i na tym postępowanie może się zakończyć. Może, ale nie musi, ponieważ stronom przysługuje jeszcze prawo do wniesienia apelacji. Autorka jest prawnikiem, właścicielką Kancelarii Kanonistycznej w Krakowie i marki Sukcesja Gospodarcza, wykładowcą akademickim, trenerem. Ma na koncie liczne publikacje z zakresu prawa. Zawodowo kojarzona z tzw. stwierdzeniami nieważności małżeństwa i sukcesją gospodarczą. Pisze bloga poświęconego zagadnieniu sukcesji gospodarczej www.sukcesjagospodarcza.pl/blog.html. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

43


W służbie piękna

UWIERZ W MOC KSIĘŻYCA Ile razy zdarzyło Ci się robić peeling skóry rano, a demakijaż o godzinie 24.00 – lub w ogóle go pominąć? Niech podniosą ręce w górę te z Was, które ranną porą namiętnie czyściły buzie z zaskórników lub zauważyły, że w pewnym okresie schudły o wiele bardziej niż w innym? Albo że włoski po depilacji nagle jakoś szybciej odrosły, a makijaż już o 8.00 wyglądał na warstwę smalcu? No właśnie! Dziś zdradzę Wam sekrety odpowiedniej pielęgnacji, abyście nie musiały już nigdy trafiać ślepakami w swoje urodowe zamiary.

T

ak jak organizm – skóra też ma swój dobowy grafik, biorytm, ale mało kto go zna i – niestety – większość naszych zasad pielęgnacyjnych kończy się na tym, że rano używamy kremu na dzień, a kremu nocnego – na wieczór. I to wszystko. Zapewniam jednak, że znając rytm swojej skóry, bardzo, ale to bardzo możecie wzmocnić działanie każdego kosmetyku, każdego zabiegu domowego czy gabinetowego, i uzyskać niemożliwe wręcz efekty. Kiedyś moje dziewczyny troszkę się ze mnie śmiały, kiedy kwasy i czyszczenia skóry wpisywałam do harmonogramu tylko po godz. 16.00, ale teraz wiedzą już, że dzięki temu będą wyglądać jeszcze piękniej. Zatem gotowe? Szykujcie kartkę i długopis na moją godzinową ściągo-rozpiskę:

ANNA

BIORYTM 6.00-7.00. Skóra śpi. Jest chłodna, o wiele bledsza niż zwykle. Zazwyczaj o tej porze wstajemy do pracy, robimy makijaże i pędzimy dalej. Niestety, o 6.00 rano cera nie przyjmuje kosmetyków i nawet jeśli się wchłoną – o 8.00 nastąpi ich „wyrzut”, a Wy zobaczycie brzydką, tłustą, aż spływającą twarz. Ewentualnie warto użyć odrobinki serum z 30% wit. C, bo jest pod postacią lekkiego płynu lub zabrać do pracy np. wodę termalną Uriage i kilka razy psiknąć nią twarz –

44

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

skóra się nawodni i zmineralizuje, a pielęgnacją zajmiesz się po powrocie do domu. 8.00-9.00. Skóra pomalutku zaczyna budzić się do życia, wzrasta jej temperatura i jeszcze o tej porze wyrzuca z siebie nadmiar łoju, potu i zbędnych resztek. To pierwsza pora na czyszczenie skóry, pielęgnację i makijaż. Im później wykonany – tym piękniej będzie wyglądał przez resztą dnia. Cera jest przygotowana na absorpcję kosmetyków, więc możecie nawilżać, odżywiać ją kosmetykami. Pamiętajcie, że rano jesteśmy bledsze i niechcący malujemy się o wiele mocniej, co po 2-3 godzinach daje efekt buzi jak u rosyjskiej matrioszki. Nie polecam porannego mycia twarzy żelami i pianADAMUS kami – nie po to skóra całą noc się odnawia, męczy z przywróceniem bariery ochronnej przed odwodnieniem, ściąganiem, podrażnieniami i po części starzeniem, żeby ją rano zmywać. Dobry płyn micelarny zrobi całą czarną robotę za wszystkie inne kosmetyki. Nigdy też nie robimy peelingów i wyciskanek rano! Raz – bariera ochronna, a dwa – przez cały dzień skóra musi męczyć się oksydacją, słońcem, toksynami, odwodnieniem i kiedy jeszcze dowalimy jej tak uszkadzającymi zabiegami, jak ścieranie lub wyciskanie – zaburzona zostanie regeneracja i wiele dni goić się będą ślady tej przemocy. Skóra za dnia ma inne potrzeby i funkcje niż wieczorem. To ochrona przed


słońcem, nawilżanie, odżywienie. Nie wolno niszczyć jej zabiegami przeznaczonymi na wieczór, bo będzie starzeć się szybciej. To tak, jakby ktoś kazał Wam pić wodę, kiedy jesteście głodne i przynosił parasol w upał. 11.00. Skóra zaczyna się świecić, więc warto mieć przy sobie bibułki matujące i wodę termalną. Najpierw delikatnie psikamy buzię wodą, czekając aż się wchłonie (Uriage ma funkcję izotoniczną i można ją stosować na makijaż), po czym odsączamy nadmiar tłuszczu bibułką. Możecie się też delikatnie przypudrować. 15.00. Chyba każda z nas zauważa o tej godzinie, że wyglądamy starzej i gorzej, niż dwie godziny wcześniej. Spada poziom hormonów, jesteśmy zmęczone i widać to na naszych buziach. Warto się trochę poruszać (pajacyki), wypić dobry sok lub gorącą herbatę owocową, która poprawi krążenie i wygląd. Ja o tej godzinie idę do łazienki i problematyczne miejsca na twarzy oklepuję palcami z żelową maseczką (kurze łapki, bo tam zbiera się podkład, żuchwę, szyję). Potem oklepuję gęstym filtrem przeciwsłonecznym i delikatnie dokładam koreański, odżywczy krem BB, też z filtrami. I wyglądam znów dobrze. Nigdy nie używam podkładów matujących, bo o 15.00 wyglądałabym jak stara wiedźma. Zresztą, o każdej innej porze też! 16.00-20.00. No, mamy w końcu idealny czas na to wszystko, czego nie wolno robić w dzień! Te godziny to pora nawet mocnych, inwazyjnych zabiegów – peelingów kwasami, peelingów ziarnistych, starannego demakijażu, masek oczyszczających, wyciskania, kłucia i drapania. Skóra w tym czasie samoistnie się oczyszcza, pozbywa martwego naskórka, łoju, toksyn, wszystkiego. A my jej w tym bardzo pomo-

żemy, co przełoży się na o wiele mocniejsze i lepsze efekty wszelkich zabiegów. Cera jest też odporniejsza na alergie, ból, duże podrażnienia – przez noc wiele z nich pięknie się zagoi i rano wyglądamy lepiej. Skóra wtedy szybko zwalcza pozostałości np. po wyciskaniu niespodzianek. Nocne funkcje skóry to regeneracja, naprawa uszkodzeń z całego dnia, odmładzanie, redukowanie wszelkich problemów. Więc jeśli masz trądzik, plamki, przebarwienia, wiotkość, odwodnienie – noc jest porą, która pomoże Ci to zwalczać. Kosmetyki dobieraj pod dany problem i nie męcz rano buzi, katując ją preparatami matującymi na trądzik, bo to da odwrotny efekt, a nocą pomoże. Oczywiście pamiętajmy o całym ciele: na mokrą skórę – dobry olejek, potem balsam, krem, masło... Inaczej rano skóra będzie sucha, brzydka i starsza. Młodość i piękno nocą przychodzą, więc trzeba to wykorzystać. Po 22.00. Nie powinnyśmy już jeść, bo o tej godzinie zanika praca enzymów trawiennych, więc jedzenie co prawda się rozłoży, ale bez trawienia, a toksyny powstałe z rozkładu „pięknie” gromadzą się w skórze, więc z rana zobaczymy więcej zmarszczek, trądzik i podkrążone oczy (rano bardzo Wam zalecam wypić 2 szklanki ciepłej wody; szybko pomogą wydalić zastałe płyny z toksynami, co przełoży się na świeży wygląd). Skoro grafik skóry mamy już w małym paluszku, pora zająć się chronoterapią (w języku greckim chronos oznacza czas), czyli po naszemu – leczeniem czasem. A ten czas to w urodowym przypadku Księżyc, jedyny naturalny satelita Ziemi. Jego moc jest ogromna, choć nie zdajemy sobie z tego spra-

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

45


wy. Steruje przypływami, odpływami i... naszymi miesiączkami! Nieprzypadkowo słowo menstruacja pochodzi od słowa menes – miesiąc. I chyba każda z Was zauważa, że przed okresem puchnie, nabrzmiewa, ciężko dopiąć się w ubrania, powiększają się piersi. To swego rodzaju przypływ. Odpływem jest właśnie miesiączka, która dodatkowo zabiera ze sobą zgromadzone przez wcześniejsze tygodnie płyny i usuwa obrzęki. Znów jesteśmy smuklejsze. Księżyc pomoże Wam schudnąć, zadbać o włosy, ale nie tylko. Dobra, wiem, brzmi to jak bajania wariatki mieszkającej w jaskini i żywiącej się korzonkami. Cóż, słynę ze zwariowanych, dziwnych sposobów na piękno. Moje zabiegi wyglądają niczym czary, ale wszystkie stosuję sama na sobie i chętnie zdradzam moim dziewczynom, rozpisując je na fazy księżyca, aby dały jak najmocniejsze efekty. A teraz te sekreciki zdradzę Wam, tylko spójrzcie dwa razy w miesiącu na księżyc. CHRONOTERAPIA Księżyc maleje. Hura, hura, ciesz się! Te kilka tygodni, kiedy po pełni księżyca ubywa i robi się ślicznym rogalikiem, to absolutnie cudowna i najlepsza pora na wszelkiego typu diety, zabiegi wyszczuplające, ćwiczenia. Morza i oceany skupiają się na odpływach, czyli na usuwaniu – i Twoje ciało też. A pamiętaj, że w 80% składasz się z z wody. W czasie ubywania księżyca spalisz o wiele więcej tłuszczyku i pozbędziesz się toksyn, bo Twoje ciało bardzo Ci w tym pomaga. Trudniej wtedy przytyć, a stracić o wiele łatwiej! Ćwicz, masuj się bańką chińską, więcej się ruszaj, smaruj się kosmetykami wyszczuplającymi, rób peelingi ciała, pij dużo wody, a w niecały miesiąc zobaczysz niezwykłe efekty! Kiedy księżyca ubywa, najlepiej robić depilację woskiem, ścinanie rozdwojonych końcówek, zabiegi oczyszczające skórę (kwasy, wyciskania, wszystko co czyści i złuszcza), a efekty będą o wiele trwalsze i lepsze. Sauna to genialny pomysł. Wieczorem – miedzy 16.00 a 20.00. Księżyc rośnie. Ups, mamy przechlapane, kiedy z rogalika znów zmierza do pełni. Jak się domyślacie, my też idziemy do pełni (w znaczeniu wagi). Jeśli któraś z Was ma tendencję do tycia, może wręcz zauważyć tycie „z powietrza”. Trzeba uważać na to, co się je i ile się je. Unikajcie smażonego, węglowodany trzeba ograniczyć (te makarony i różne mączne

46

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

rzeczy), bo nie tłuszcz, ale właśnie węglowodany tuczą! Ćwiczenia też dadzą o wiele słabsze efekty, bo ciało już nie jest nastawione na pozbywanie się, lecz na gromadzenie. W tym właśnie okresie zaczynamy gromadzić nadmiar wody i płynów, które widzimy jako obrzęki. Unikajcie soli, bo jeszcze bardziej zatrzymuje wodę, co powoduje cellulit wodny, który z czasem przechodzi w utrwalony, tłuszczowy. Gromadzimy również tłuszcz i toksyny. Diety odchudzające i odkwaszające dadzą marny efekt, więc pilnuj po prostu codziennego jedzonka, poruszaj się i nie jedz dziadostwa. Depilacje włosów jakąkolwiek metodą dadzą słaby efekt, bo włoski odrosną o wiele szybciej. Maski i zabiegi oczyszczające też, bo skóra w okresie „do pełni księżyca” zanieczyszcza się mocniej i szybciej. Ale wszelkie zabiegi odmładzające, ujędrniające w domu, jak i mezoterapia igłowa, wypełniacze dadzą przeciwny efekt – bo kiedy ciało nastawione jest na gromadzenie, substancje aktywne też będą długo trzymane w skórze i o wiele mocniej/dłużej zadziałają, niż kiedy księżyc maleje i nie utrzyma ich w skórze długo. Cudnie będzie działać wszelkimi zabiegami na włosy, stosować odżywcze maski i kuracje regenerujące... Oczami wyobraźni już widzę, jak biegniesz do okna, patrzysz na księżyc i działasz. Lato za pasem, więc działaj, a sama natura niesamowicie Ci w tym pomoże!

ANNA ADAMUS Autorka jest właścicielką gabinetu kosmetyki medycznej Zaciszek Piękna w Czechowicach-Dziedzicach (www.zaciszekpiekna.pl), II Vice Miss Polski Kosmetyczek 2012 (pod panieńskim nazwiskiem Anna Matuk), wykładowcą, szkoleniowcem i pedagogiem. Pracowała w luksusowych SPA i marce Douglas. Zdobyła II miejsce w konkursie na najlepszy salon kosmetyczny 2016 powiatu bielskiego. W wolnym czasie fotomodelka. Ostatnio jej zdjęcia pojawiły się m.in. w magazynach Viva! i Party – jako jednej z ambasadorek marki Schwarzkopf Gliss Kur, a także na okładce branżowego miesięcznika Foto Plus. Pochodzi z Zachodniego Pomorza, ale dla miłości swojego życia przeniosła się na Podbeskidzie.


Studenci projektują dla Mokate Studenci Architektury Wnętrz Bielskiej Wyższej Szkoły im. J. T yszkiewicza stanęli przed niecodziennym wyzwaniem. W konkursie zorganizowanym przez Mokate SA i uczelnię mieli zaprojektować stoisko wystawienniczo-targowe.

M

łodzi architekci musieli uwzględnić wiele założeń funkcjonalnych, określonych przez firmę: zabudowę narożną, określoną liczbę stolików i krzeseł, optymalną ekspozycję produktów, przy czym jedna ściana miała obejmować wyłącznie herbaty, a druga – kawę i ciastka. Przede wszystkim zaś stoisko atrakcyjnym wyglądem miało przyciągać kontrahentów. Wyzwanie było więc niełatwe – większość targów, w których uczestniczy Mokate, to prestiżowe, zagraniczne imprezy handlowe, jak choćby niedawne targi ISM Sweets & Snacks w Kolonii. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpiło na początku kwietnia. W skład jury weszli: prof. dr hab. sztuki Jerzy Swałtek – kierownik Architektury Wnętrz BWS (przewodniczący), Sylwia Mokrysz – prokurent firmy i członek Rady Pracodawców BWS im. J. Tyszkiewicza, reprezentująca rodzinę właścicieli grupy Mokate oraz Magda Gronkiewicz – International Sales Manager Mokate. Pracom studentów przyglądał się także wizytujący uczelnię José Juan Fernández García-Navas ze Szkoły Artystycznej w Sewilli (Escuela de Artes Sevilla). – Jestem pod wrażeniem ilości prac konkursowych i ich poziomu. Wiele pomysłów na pewno uda nam się wdrożyć w czasie targów wystawienniczych, w których Mokate często bierze udział. Zwycięzcą konkursu (spośród 23 zgłoszonych prac) mogła zostać tylko jedna osoba i w tej kwestii jury było jednogłośne – poinformowała nas Sylwia Mokrysz. I miejsce i nagrodę główną 2000 zł zdobyła Wioletta Pęcikiewicz, II miejsce i nagrodę 1500 zł – Adrian

Jurorzy, władze uczelni i nagrodzeni studenci na pamiątkowej fotografii

Walendzik, III miejsce i nagrodę 800 zł – Karolina Kaplita. Jury przyznało też wyróżnienia i nagrody rzeczowe. Wyróżnienie marki Loyd zdobyła Paulina Lenik, wyróżnienie marki Mokate – Monika Waloszczyk. Czeki i nagrody wręczyła Sylwia Mokrysz. Gratulując laureatom, rektor uczelni, dr Jerzy Chrystowski, powiedział: – Konkursy organizowane z udziałem wielu znaczących przedsiębiorstw, a zwłaszcza Mokate, mają na celu przybliżenie wymogów praktyki gospodarczej studentom trzech kierunków nauczania: zarządzania, architektury wnętrz i kosmetologii. Chodzi przede wszystkim o to, by absolwenci, podejmując pracę w firmach, mieli ułatwiony start do zawodowej kariery i w sposób należyty przynosili korzyści swoim pracodawcom. Śledząc dotychczasowe kariery naszych absolwentów, możemy stwierdzić, że w warunkach realnej gospodarki znakomicie się spisują, zarówno w kraju, jak i za granicą.

Ten konkurs nie był odosobniony. W ciągu ostatnich lat studenci BWS mieli okazję wielokrotnie wykazać się wobec Mokate umiejętnościami projektowymi i marketingowymi. Ich pomysły wzbogaciły kampanie reklamowe firmy, a także stały się okazją do zdobycia wartościowych nagród pieniężnych i staży w Mokate, które później zaowocowały dalszą współpracą z firmą. – Postanowiłem napisać pracę na temat inbound marketingu jako skutecznej metody reklamy audiowizualnej. Zainteresowała ona zarząd Mokate, zwłaszcza panią Sylwię Mokrysz. Dzięki temu zdobyłem w firmie staż, który przekształcił się w zatrudnienie na stałe – powiedział nam Tomasz Gronkiewicz, absolwent kierunku Zarządzanie BWS im. J. Tyszkiewicza. Nagrodzone prace można obejrzeć na kanale YouTube: www.youtube.com/ watch?v=dRwmMaFPTl4 w relacji Bielsko TV. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

47


PORADY EKSPERTÓW BIELSKIEJ WYŻSZEJ SZKOŁY IM. J. TYSZKIEWICZA

Wizerunek w internecie Jak Cię widzą, tak Cię piszą – zapewne każdy zna to powiedzenie i zdaje sobie sprawę z wagi pierwszego wrażenia. Decyduje ono o zdaniu, jakie wyrabiają sobie na nasz temat osoby, które widzą nas po raz pierwszy lub obcują z nami krótko. Pierwsze wrażenie może być tylko jedno – dlatego niezwykle istotne jest, aby właśnie przy pierwszym kontakcie wypaść dobrze i zbudować pozytywny wizerunek swojej osoby.

I

stnieje wiele sprawdzonych porad, jak się ubrać, jaką postawę przyjąć czy w jaki sposób się przywitać, aby zrobić dobre wrażenie w kontakcie na przykład z przyszłym pracodawcą, potencjalnym partnerem biznesowym czy wybrankiem (wybranką) serca. W dobie internetu trzeba pamiętać, że pierwsze wrażenie wywiera się na drugiej osobie dużo szybciej niż przy spotkaniu twarzą w twarz. Sieć działa jak detektyw Zdajemy sobie sprawę, że pierwsze wrażenie często decyduje o podjęciu współpracy, sprzedaży produktu czy nawiązaniu długotrwałej znajomości. Coraz częściej, zanim będziemy mieli okazję spotkać się z kimś osobiście,

48

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

AGNIESZKA PAWLICKA

szukamy o nim konkretnych informacji w internecie. Chcemy wcześniej wiedzieć więcej o potencjalnym partnerze biznesowym, kandydacie do pracy czy amatorze randki. W ten sposób szukamy zapewnienia, czy można danej osobie zaufać, czy poświęcony na budowanie nowej relacji czas nie będzie stracony. Internet działa jak swego rodzaju detektyw – czy tego chcemy, czy nie. Ułatwia znalezienie wielu informacji na temat danej osoby, na podstawie których możemy sobie wyrobić opinię na jej temat, zanim zostanie wypowiedziane choćby jedno słowo. Dlatego właśnie internetowe pierwsze wrażenie nabiera decydującego znaczenia przy budowaniu naszego pozytywnego wizerunku.


Pierwsze wrażenie O ile większość z nas wie już, jak wywrzeć pozytywne wrażenie w kontaktach osobistych, gdyż możemy zasięgnąć porad wielu specjalistów w tym temacie, to nasuwa się pytanie, czy w sieci istnieje również coś takiego, jak pierwsze wrażenie? Odpowiedź brzmi – tak. Oczywiście inna będzie specyfika kontaktu bezpośredniego, gdzie już na początku ocenimy człowieka po wyglądzie i zachowaniu, a inna w kontakcie pośrednim, poprzez styczność w sieci, gdzie pierwsze wrażenie może opierać się przede wszystkim na sposobie pisemnej wypowiedzi, rodzaju udostępnianych przez nas treści czy analizie prowadzonej przez nas witryny internetowej. Należy pamiętać, że wszystkie nasze działania w internecie składają się na wizerunek naszej osoby lub prowadzonej przez nas działalności. Każda rzecz, którą zamieścimy w sieci, zostanie tam na zawsze i może zdecydowanie wpłynąć na markę naszego nazwiska. Budowanie pozytywnego obrazu We współczesnym świecie internet stał się ważną przestrzenią tworzenia naszego wizerunku i to od nas, od naszej aktywności w sieci zależy, czy to będzie wizerunek pozytywny. Post, zdjęcia, komentarze, lajki i udostępniane treści tworzą naszą tożsamość – i aby ten wizerunek był wiarygodny, powinien być przede wszystkim spójny. Na Twój wizerunek w sieci wpływają między innymi: • sposób wyrażania się – istotne jest to, czy piszesz zgodnie z zasadami poprawnej polszczyzny, jakim zasobem słownictwa się posługujesz, czy unikasz przekleństw lub treści obraźliwych • profile na portalach społecznościowych, a przede wszystkim

– zdjęcia, które udostępniasz i które udostępniają Twoi znajomi – informacje, którymi się dzielisz z innymi – Twoje statusy, myśli, opinie i komentarze – polubione przez Ciebie strony, grupy i posty – Twoja aktywność na forach tematycznych i w grupach dyskusyjnych – Twoja strona internetowa lub blog, jeśli prowadzisz Na Tobie spoczywa odpowiedzialność za to, co udostępniasz w sieci. Nawet po usunięciu pewnych informacji, w internecie często zostaje po nich ślad, na przykład na serwerach wyszukiwarek albo w innych miejscach, gdzie udostępniona przez Ciebie treść została skopiowana. Warto wiedzieć, że nie mamy pełnej kontroli nad naszym wizerunkiem w sieci, gdyż inni internauci również mają na niego wpływ. Mogą oznaczyć Cię na zdjęciach, otagować w swoich statusach, dlatego trzeba uważnie i z rozsądkiem dostosować ustawienia swoich profili w serwisach społecznościowych. Aktywność w cyberprzestrzeni Kwestia wizerunku w internecie nie ogranicza się jedynie do mediów społecznościowych, lecz również pozostałych rodzajów aktywności w cyberprzestrzeni. Ważne jest, żeby zawsze kierować się zdrowym rozsądkiem, kulturalnym zachowaniem i nie robić w świecie wirtualnym rzeczy, których nie robimy w świecie realnym. Równocześnie budując swoją markę w internecie, nie wywołuj u odbiorców błędnych oczekiwań, ponieważ poczują się zawiedzeni, gdy spotkają Cię na żywo. Dzisiaj bowiem, wpisując nazwisko w wyszukiwarce, każdy oczekuje rzetelnych informacji. Zbuduj więc mocny obraz swojej osoby – żeby pierwsze wrażenie stało się wrażeniem trwałym.

AGNIESZKA PAWLICKA Cokolwiek do internetu wrzucisz, już w nim zostanie. I kiedyś może zaszkodzić Twojemu wizerunkowi w sieci

Wieloletni nauczyciel akademicki i trener IT. Od lat związana z Bielską Wyższą Szkołą im. J. Tyszkiewicza, gdzie przekazuje studentom kierunków Zarządzanie, Kosmetologia i Architektura Wnętrz wiedzę dotyczącą technologii informatycznych, a zwłaszcza zagadnień internetowych. Właścicielka firmy informatycznej, gdzie jako doświadczona Scrum Master z certyfikatem Professional Scrum Master zajmuje się głównie zarządzaniem projektami informatycznymi oraz stosowaniem metodyki Agile i Scrum w praktyce. Wielka pasjonatka klocków Lego i robotyki.

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

49


Stylizacja paznokci

POWIKŁANIA, PERTURBACJE i inne przyjemności W ciągu ostatnich miesięcy raczyłam Was opowieściami o korzyściach płynących z wykonywania zabiegów stylizacji paznokci. Opowiadałam o możliwościach wzmacniania, wydłużania, zdobienia i kamuflowania płytki paznokcia. Wskazywałam na wygodę, jaką daje przedłużenie paznokci i komfort, gdy nie musimy martwić się odpryskującym lakierem. Ale ten tekst będzie, niestety, dotyczył ciemnej strony stylizacji. ścinamy poszczególne warstwy Ażeby być szczerą w stosunku korneocytów i doprowadzamy łodo Was, muszę naświetlić Wam żysko do przegrzania! Nadzwyczaj ewentualne powikłania, do jakich często kończy się to właśnie przedochodzi po zabiegach stylizacji piłowaniem płytki, czyli po prostu paznokci. Lecz pamiętajcie, prospiłowaniem jej z grubości, co dla szę, o jednym – zaprezentowane klientki oznacza dolegliwości bólotutaj przypadki to zawsze wynik we trwające nawet kilkanaście dni, nieprawidłowości, do jakich doszło niemożność umycia rąk (bo płytka na etapie zabiegu lub późniejszej pali potwornie) i problemy z ma„eksploatacji” paznokci. Poprawnewrowaniem dłońmi, bo paznoknie wykonany zabieg absolutnie cie po prostu koszmarnie „rwą”. nie powinien wpływać na nasze Jak temu zaradzić? Paradoksalnie zdrowie w negatywny sposób! Za– aby w ciągu minuty zakończyć te zwyczaj winni będą albo stylista męczarnie sposób jest jeden: nale-partacz, albo klientka-olewaczka. PAULINA PASTUSZAK ży na paznokcie ponownie położyć Tylko od tych dwojga zależy, czy masę. Odradzam jednak żel lub hybrydę, jako że w procesie Wasze dłonie pozostaną chlubą i powodem do dumy, czy też utwardzania klientka będzie chciała z bólu wyskoczyć przez zaczną wyglądać niczym szpony z horroru i będzie trzeba okno! Polimeryzacja jest bowiem reakcją egzotermiczną, obmyślić plan, jak je ukryć przed społeczeństwem. ciepło wydziela się na zewnątrz, boleśnie parząc osłabioną Od czego zaczniemy? Może od najbardziej powszechnego płyteczkę. Najlepszym rozwiązaniem będzie cienka warstwa przypadku. akrylu, który usztywni i zabezpieczy płytkę, pozwalając jej spokojnie odrastać. PRZEPIŁOWANIE PŁYTKI (fot. 1). Niestety, praca pilniA jak zapobiec takiej sytuacji? Wybrać stylistę, który pracuje kiem i frezarką wymaga sporej dozy umiejętności i wyczuuważnie i bezboleśnie! Gwarantuję, że tacy istnieją! cia. Nie można zapomnieć też o wiedzy, jaką powinien dysZŁAMANIE PAZNOKCIA (fot. 2). Oczywiście, złamanie ponować stylista: jaka ilość obrotów, jaki rodzaj frezu, jaka jest urazem mechanicznym i NIGDY nie możemy zagwatechnika pracy... To wszystko ma ogromne znaczenie w syrantować klientowi, że do niego nie dojdzie. Nie ma takiej tuacji, gdy operujemy na naturalnej płytce klientki. Nazbyt opcji. Złamanie czy pękniecie może się przytrafić w każdej często zdarzają się bowiem takie sytuacje: klientka siedzi jak chwili, ale jest sytuacja, która zwiększa takie ryzyko nawet na szpilkach i cały czas „posykuje” z bólu. Delikatna i wrażkilkukrotnie. Myślę o zbyt długim noszeniu wykonanej liwa klientka może czuć minimalny dyskomfort w czasie stylizacji. Uzupełnienia zaleca się wykonywać co 3-4 tyopracowywania lub ściągania masy albo też usuwania nagodnie – nie dlatego, że styliści są pazerni. Oj nie! Chodzi błonka i matowienia. Ale to nigdy nie może być ból! Świado to, że gdy paznokieć rośnie, przesuwa się jego żelowa lub czy on bowiem, że naruszamy już ciągłość płytki paznokcia,

fot. 1

50

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

fot. 2

fot. 3


fot. 4

akrylowa linia stresu, czyli najgrubszy punkt, mówiąc potocznie. To sprawia, że po 5-6 tygodniach obserwujemy efekt dźwigni. Paznokieć na wolnym brzegu robi się gruby i ciężki, co niemal na 100% skończy się bardzo bolesnym („do mięsa”) i krwawym pęknięciem naturalnej płytki. Jak temu zapobiec? Bardzo prosto na szczęście: pilnować terminów regularnych uzupełnień. Maksymalnie co 4 tygodnie! UCZULENIE (fot. 3). Niestety, obecnie obserwujemy w branży istną plagę. Fora internetowe pękają w szwach od tysięcy zdjęć przedstawiających dramatycznie pokiereszowane dłonie. Dostępność produktów do stylizacji dłoni jest porażająca. Materiały, jakie powinny być kupowane jedynie przez profesjonalistów wręczane są w formie prezentów gwiazdkowych już uczennicom gimnazjów!... I na rezultaty nie trzeba długo czekać. Co i rusz spotykam się z opowieściami o wielomiesięcznych (!) próbach opanowania skutków tej zabawy. Pamiętajmy, że alergie to reakcje uczuleniowe skóry, które spowodowane są kontaktem z alergenem. Najczęstszymi postaciami choroby w obrębie dłoni są: pokrzywka, łuszczenie, kontaktowe i atopowe zapalenie skóry, zwane też egzemą lub wypryskiem. Alergie skórne atakujące w naszej branży objawiają się zwykle w postaci swędzących zmian skórnych, powodujących ból i pieczenie. Objawy są bardzo silne – nie pozwalają spać, uniemożliwiają wykonywanie codziennych czynności. O jakichkolwiek zabiegach upiększających w obrębie dłoni można zapomnieć. Przykra perspektywa, prawda? A więc zanim pójdziesz na zabieg do koleżanki, która kupiła sobie „zestaw do tipsów” na allegro, dobrze się zastanów. ONYCHOLIZA (fot. 4, 5). Pod tym groźnie brzmiącym terminem kryje się odklejenie paznokcia od łożyska, charakteryzujące się białym zabarwieniem odklejonej płytki. Przyczyn tej przypadłości może być wiele, jednak skupię się na aspektach wynikających z naszych wcześniejszych rozważań. Po pierwsze, przyczyną może być uraz mechaniczny,

fot. 5

fot. 6

wynikający na przykład z noszenia zbyt długich paznokci. Łatwo wtedy „poderwać” wolny brzeg ku górze i wyrwać fragment naturalnego paznokcia. Inną przyczyną jest alergia – w skrajnych przypadkach potrafi ona „odkleić” paznokieć od łoża nawet w ciągu 12 godzin! Onycholiza bardzo często współistnieje także z grzybicą, jednak ta choroba, wbrew pozorom, nie atakuje w salonach aż tak często, jak mogłoby się wydawać. Dużo bardziej rozpowszechniona jest... PAŁECZKA ROPY BŁĘKITNEJ (fot. 6). Czyli pseudomonas aeruginosa. To tlenowa bakteria żyjąca sobie wszędzie wokół nas, między innymi w wodzie kanalizacyjnej. Rozwija się jednak tylko w sprzyjających warunkach, takich jak... miła, ciepła, wilgotna kieszonka między żelem a paznokciem. Nie sposób jej przeoczyć: przybiera postać zielono-morsko-turkusowej plamki. Widząc jednak taką zmianę kolorystyczną, nie zachwycajmy się bogactwem jej barw, a zastanówmy się, jak doszło do rozwoju infekcji. Tak naprawdę możliwości są dwie: zabrudzone, niepoddawane sterylizacji narzędzia u stylisty albo też działania (lub zaniechania!) klientki. Co przez to rozumiem? Bywa, że po kilku dniach od zabiegu powstaje tak zwany lifting masy, czyli jej podpowietrzenie. W takiej sytuacji należy czym prędzej udać się do salonu na poprawkę, a nie bagatelizować problem. A już na pewno nie podklejać takiej kieszonki samodzielnie klejem kropelka! Bo to najgorsza zbrodnia i niemal pewna obietnica, że lada moment pod materiałem pojawi się pseudomonas! Uff! Przebrnęliśmy przez najgorsze! Mam nadzieję, że Was nie przestraszyłam, a jedynie uczuliłam (ups!) na niebezpieczeństwa czyhające w gabinetach stylizacji paznokci. Nie obawiajcie się jednak nadmiernie. Czujność i zdrowy rozsądek powinny Was uchronić przed takimi nieprzyjemnymi zdarzeniami. Za udostępnienie zdjęć dziękujemy Ilonie Konsek, Annie Mazurek i Mai Kochalskiej

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

51


Porady profesjonalnej brafitterki

Panache Jasmine White Abstract

Wybierz BIUSTONOSZ IDEALNY Dobranie idealnego biustonosza nie jest łatwe. Statystyki wskazują, że co najmniej 80% kobiet w Polsce nie potrafi tego zrobić. Dlaczego tak się dzieje? Wiele sklepów z bielizną nie oferuje, niestety, odpowiedniego zakresu rozmiarowego biustonoszy.

P

aniom o bardziej obfitych kształtach trudno znaleźć taki biustonosz, aby cały biust zmieścił się w miseczkach. Dodatkowo zdarza się, że personel sklepu wprowadza w błąd klientki, nie udzielając im fachowych porad. To powoduje, że kobiety zniechęcają się i często kupują niewłaściwe rozmiary. Z drugiej strony bywa, że panie nie przywiązują wagi do odpowiedniej bielizny, twierdząc, że i tak jej nie widać pod ubraniem. NA SZCZĘŚCIE ŚWIADOMOŚĆ KOBIET ZMIENIA SIĘ pod wpływem coraz większej popularności brafittingu. Profesjonalne salony po-

52

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

MONIKA NIEMIEC

siadają rozmiary biustonoszy sięgające nawet do miseczek R, zaczynając od wąskich obwodów – takich, jak 60 cm pod biustem. W dobrych salonach możemy spokojnie oddać się w ręce profesjonalnych brafitterek i mieć pewność, że zrobią one wszystko, aby wybrać dla nas idealną bieliznę. Dzięki temu można nie tylko pięknie wyeksponować swój biust, ale i poprawić jego kondycję. A także zadbać o zdrowie piersi. Jeśli zależy nam na odpowiednich proporcjach sylwetki, to zanim kupimy jakąkolwiek odzież – zacznijmy od bielizny. Styliści i projektanci zawsze zaczynają od doboru właściwej


fot. 1

bielizny. Niedopasowany biustonosz, majtki czy rajstopy mogą zaburzyć proporcje sylwetki. Wylewający się z miseczek biust deformuje bluzkę czy sukienkę, natomiast opadające na brzuch piersi dodają nawet kilka dodatkowych kilogramów. Odpowiednio dopasowany biustonosz i niewpijające się majtki potrafią doskonale wyeksponować nasze atuty i ukryć mankamenty, a dzięki temu nas wyszczuplić. Aby idealnie dobrać rozmiar, musimy na początek zastanowić się, co z naszym biustonoszem jest nie tak. Najczęstszym błędem popełnianym przez kobiety przy wyborze biustonosza jest zbyt luźny obwód i za mała miseczka (fot. nr 1). Obwód, który powinien podtrzymywać 80% ciężkości biustu jest zazwyczaj tak luźny, że zapięcie podjeżdża niemal na szyję (fot. nr 2). To z kolei powoduje, że cała ciężkość biustu opiera się tylko na ramiączkach, które poprzez wpijanie się i uciskanie ramion powodują bóle głowy, szyi i bardzo obciążają kręgosłup. Z kolei zbyt mała miseczka powoduje wylewanie się biustu górą miseczki oraz wypychanie piersi pod pachy i na plecy. Tak zwane wałeczki na plecach to nic innego, jak biust, który nie mieści się z przodu. Luźny obwód powoduje również przemieszczanie się biustonosza po naszej klatce piersiowej. Jeśli jesteś posiadaczką mniejszego biustu, to musisz pamiętać, że takie przesuwanie się stanika i ciągłe poprawianie go powoduje „rozsmarowanie” piersi na klatce piersiowej. To zwykle powoduje zmniejszenie biustu i utratę jego pięknego kształtu. Kolejnym, bardzo ważnym elementem jest usytuowanie fiszbiny. Wiele kobiet nosi zbyt małe miseczki, a tym samym koniec fiszbiny trafia, niestety, często w środek piersi. Fiszbiny powinny obejmować całe piersi i przylegać do mostka, natomiast koniec fiszbiny powinien celować w środek pachy, okalać pierś, w miejscu, gdzie się zaczyna, aby jej nie uciskać. Węzły chłonne znajdujące się pod pachami łączą się z naczyniami limfatycznym między piersiami. Swobodny

fot. 2

przepływ limfy usprawnia usuwanie toksyn z komórek. Kumulacja toksyn w jednym miejscu – dochodzi do niej przez uciskającą fiszbinę – może prowadzić do powstania zmian w naszych piersiach.

Panache Jasmine Blue Blossom


fot. 3

JAK ZNALEŹĆ BIUSTONOSZ IDEALNY? Wyznacznikiem idealnego stanika jest dobrze dopasowany obwód i odpowiednio głęboka miska, mieszcząca całą pierś (fot. nr 3). Obwód powinien podtrzymywać nasz biust w 80%. Nie może się on przesuwać ani podjeżdżać w górę, nie może być też zbyt ciasny (fot. nr 4). Miseczki powinny być na tyle głębokie, by po zgarnięciu piersi spod pachy okalały całą pierś, nie przecinając jej (fot. nr 5). Miseczki nie powinny się też marszczyć ani odchylać. W odpowiednio dopasowanym biustonoszu czujesz, że wszystko jest na swoim miejscu: uniesione, zebrane i odpowiednio ułożone. Ramiączka nie powinny opadać ani wpijać się. Tak dobrany biustonosz może zdziałać cuda. Przede wszystkim nadaje piersiom ładny kształt i unosząc je na odpowiedniej wysokości, odsłania talię, co daje efekt wyszczuplenia. Pamiętajmy, aż 70% sukcesu to idealnie dobrany rozmiar, zaś reszta – to odpowiedni fason. Z pomocą konkretnego modelu możemy powiększyć lub pomniejszyć nasz biust. Odpowiednie podtrzymanie piersi sprawia, że możemy również zadbać o kondycję naszego biustu. Jeśli piersi są prawidłowo ułożone w miseczkach, nabierają odpowiedniego kształtu, lokują się we właściwym miejscu, a to z kolei bardzo często wpływa na poprawię jakości skóry i konsystencję piersi. Musimy też wiedzieć, że taka pomoc naszym piersiom wymaga czasu i noszenia tylko dobrze dobranej bielizny. Biustonosz ma też znaczenie decydujące przy wyborze kreacji. Przy tak wielu krojach, fasonach i kolorach można dopasować bieliznę do każdej stylizacji czy sytuacji. Biustonosze do dekoltów z przodu, w literę „V” czy do odkrytych

fot. 4

fot. 5

pleców to już nie problem. Biustonosze gładkie, cieliste, niewidoczne na ciele, możemy wykorzystać do białych, przezroczystych sukienek i bluzek. Latem i w sezonie ślubnym bardzo poszukiwane są biustonosze bez ramiączek, które nie zaburzają estetyki sukienek z odkrytymi ramionami. To biustonosze, które nadają się nawet dla pań z większym biustem. Z kolei biustonosze sportowe ułatwiają uprawianie nawet najbardziej intensywnych dyscyplin. Dostępne są też biustonosze dla amazonek i kobiet karmiących lub w ciąży. Często bielizna może pełnić funkcję biżuterii. Bardzo modne w tym sezonie są wszelakiego rodzaju biustonosze z paseczkami na dekolcie. Dzięki takiemu rozwiązaniu można zmienić nawet prostą sukienkę czy bluzkę. ZNALEZIENIE ODPOWIEDNIEJ BIELIZNY nie jest wcale takie proste, ale nie jest też niemożliwe. Najlepszym rozwiązaniem jest brafitterka, która nie tylko dopasuje właściwy rozmiar i znajdzie odpowiedni fason biustonosza, lecz przede wszystkim nauczy, jak prawidłowo zakładać biustonosz i wskaże, na co zwracać szczególną uwagę przy wyborze stanika. Profesjonalna brafitterka powinna wsłuchać się w potrzeby każdej z pań, preferencje co do kolorystki, fasonów i trendów. Powinna być otwarta i dyskretna, aby klientka w przymierzalni czuła się komfortowo i nie bała zadawać pytań. Wówczas okaże się, że zakup bielizny to... sama przyjemność. Chcesz wiedzieć więcej? Napisz do Moniki Niemiec: migbielizna@interia.pl ZDJĘCIA: MATERIAŁY PANACHE

Autorka od 18 lat związana jest z branżą bieliźniarska, a od 10 lat profesjonalnie zajmuje się brafittingiem. Właścicielka MiG Brafittingowego Salonu z Bielizną w Katowicach. Z pasji i zamiłowania pomaga kobietom w dobieraniu bielizny i szkoli nowe brafitterki. Współpracuje ze stylistami i projektantami, klubami dla kobiet, salonami kosmetycznymi, klubami fitness. Więcej na stronie www.salonmig.pl.

54

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


reklama

BIELSKO-BIAŁA Aleja Armii Krajowej 193 n wykwalifikowani lekarze stomatolodzy i specjaliści ortodonci n najwyższej jakości usługi stomatologiczne i ortodontyczne oraz wyposażenie n najnowocześniejsza diagnostyka rtg n wielofunkcyjne, klimatyzowane gabinety stomatologiczne i ortodontyczne n łatwy dojazd, wygodny parking

nowoŚĆ! specjalny program leczenia ortodontycznego dzieci i młodzieży najnowszą, estetyczną metodą invisalign Wielospecjalistyczne leczenie stomatologiczno-ortodontyczne w jednym miejscu

Z A P R A S Z A M Y www.ortodoncjabecker.pl | TEL. 33 8 15 15 15 | KOM. 697 15 15 15 | www.polmedico.com

Modelka Magdalena Zemlak / Fot. Bartek Kliś

ul. Beskidzka 62 • 43-370 Szczyrk • tel. 510 500 515 www.sklep.lulu-design.pl • info@sklep.lulu-design.pl


BRZUSZKI Czy aby na pewno? Chcesz zrzucić oponkę? Pozbyć się nadprogramowych kilogramów i odkryć wymarzone mięśnie brzucha? Pierwsza rzecz, która przychodzi Ci do głowy, to oczywiście brzuszki. Od razu padasz na podłogę i katujesz to ćwiczenie w setkach powtórzeń. Czy to przepis na sukces? Stanowczo nie! Raczej na katastrofę. Wyjaśnię Wam, dlaczego.

W

ięcej niż połowa ludzi, którzy zaczynają ćwiczyć, ma wyznaczony jeden cel: zrzucić brzuch i pozbyć się boczków. Nieważne, gdzie zaczynają ćwiczyć: na siłowni, zajęciach fitness czy w domowym zaciszu. Wszystko sprowadza się do jednego: robią brzuszki, miliony brzuszków w rozmaitych kombinacjach. Mięśnie brzucha zaczynają palić. Ćwicząc brzuszki, Ty także myślisz: „Oho, jest dobrze! To tłuszcz się pewnie spala! Ćwiczę dalej!”. Bo przecież według Ciebie chudnąć „z brzucha” oznacza, że musisz ćwiczyć brzuch. Logiczne? NIE, absolutnie NIE. Nie istnieje rejonowe spalanie tkanki tłuszczowej. Jedyne co da Ci trzaskanie brzuszków codziennie, to przemęczenie mięśni i frustrację z powodu braku efektów. Jesteś pewna, że tego chcesz? Wymienię Ci kilka powodów, dla których brzuszki to nie najlepszy pomysł: 1. Mogą zagrażać zdrowiu, niewiele osób potrafi wykonać je prawidłowo, w bezpieczny dla organizmu sposób; wymaga to sporej świadomości swojego ciała. 2. Sieją spustoszenie w kręgosłupie, powodują nacisk na kręgi lędźwiowe, co może prowadzić do dyskopatii. 3. Mogą niekorzystnie wpływać na posturę. Jeśli nadmiernie trenujemy brzuch z pominięciem mięśni pleców, może dojść do nieprawidłowego rozkładu napięcia mięśniowego w obrębie tułowia i dolegliwości bólowych, szczególnie w lędźwiowym odcinku kręgosłupa. 4. Nadmiernie koncentrują się na mięśniach powierzchniowych, zamiast na mięśniach głębokich tułowia. 5. Często tworzą napięcie i ograniczenia w biodrach. 6. Mogą tworzyć napięcie i ból szyi. 7. Nie angażują całego ciała. Wyobraź sobie, że Twój kręgosłup jest jak karta kredytowa. Wielokrotne zginanie karty w jednym miejscu może doprowadzić do pęknięcia, prawda? Nie robisz tego swojej karcie, więc nie rób tego swojemu kręgosłupowi – masz tylko jeden. Wielokrotne powtórzenia brzuszków mogą prowadzić do nadmiernego obciążenia brzucha i w efekcie do poważnych problemów zdrowotnych. Postaw na trening siłowy. Twoim celem powinno stać się wzmacnianie wszystkich mięśni. Zacznij od treningu z ciężarem własnego ciała, następnie przejdź do treningu z obciążeniem zewnętrznym. Ćwicz całe ciało, najlepiej wielo-

56

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

DAWID CEMBALA

stawowo, funkcjonalnie. Silny, ładny brzuch będzie efektem ubocznym. Postaw na przysiady ze sztangą, martwy ciąg, podciąganie. Możesz także skorzystać z treningu , który zaproponowałem w poprzednim numerze Lady’s Club, uzupełniając go o ćwiczenia z tego artykułu. Podstawą prawidłowego wykonywania ćwiczeń wielostawowych są silnie mięśnie głębokie brzucha, tak zwane mięśnie „core”. Mięśnie tworzące „core” są podporą prawidłowej postawy, efektywnego i bezpiecznego ruchu, jak również wyników sportowych. Spięcia brzucha nie są więc funkcjonalnymi ćwiczeniami i nie mają prawa bytu w programach treningowych – nie budują naszego „stelażu”. Powinny być zastąpione ćwiczeniami funkcjonalnymi. Ćwiczący musi najpierw nauczyć się utrzymywać kręgosłup lędźwiowy w neutralnej pozycji i stabilizować go, nie wstrzymując oddechu. Stabilizacja odcinka lędźwiowego kręgosłupa polega na tym, że przy obciążeniu powinien on się poruszać w jak najmniejszym stopniu we wszystkich płaszczyznach.


Proponowane dziś ćwiczenia poprawią postawę, a przez to Twój brzuch będzie wyglądał na mniejszy. Dodatkowo przyczynią się do zniwelowania bólu w odcinku lędźwiowym, jak i poprawy wyników w sporcie, jaki uprawiasz. Instrukcja obsługi W tym artykule przedstawiam ćwiczenia na mięśnie „core”, które warto wplatać w swój plan treningowy lub wykonywać jako oddzielną jednostkę treningową. Zacznij od łatwiejszych wersji ćwiczeń, stopniowo przechodząc do coraz trudniejszych. Nawigacja Trening zawsze zaczynaj od rozgrzewki. Bieg w miejscu lub bieg bokserski, pajacyki, skakanka (odpadają przy bólach

kolan lub kręgosłupa) – cokolwiek, co przygotuje Twoje mięśnie na czekający je wysiłek. Pierwszy tydzień Rób 3 serie po 5 powtórzeń każdego ćwiczenia w wersji łatwiejszej (jeśli ją podano) i odpoczywaj 30 sek. po każdej serii. Wytrzymaj 7-10 sek. w danym ćwiczeniu, utrzymując nienaganną pozycję. Kolejne tygodnie Co tydzień staraj się dodać 5-10 sek. w każdej pozycji, aż dojdziesz do 60-90 sek. w danym ćwiczeniu. Następnie przejdź do trudniejszej wersji ćwiczenia i znów zacznij od 10 sek. Dodawaj co tydzień 10 sek. do danego, trudniejszego ćwiczenia.

Ćwiczenia

1. Deska

Deska to ćwiczenie pozornie proste. Pod warunkiem oczywiście, że wiesz, na co zwracać uwagę i jakich błędów unikać. A) Ułóż łokcie tak, jakbyś odpychała od siebie podłogę. W desce bardzo ważne jest równe ułożefot. 1 fot. 2 nie ciała. Powinno ono tworzyć idealnie prostą linię, z uszami, barkami, biodrami, kolanami i kostkami na tym samym poziomie. Wersja łatwiejsza. Zacznij, podpierając się na dłoniach i kolanach (fot. nr 1) i ostrożnie połóż na ziemi przedramiona. Wersja trudniejsza. Opieraj się na stopach (fot. nr 2). B) Napnij mięśnie brzucha, zwłaszcza dolną część (rejon od kości łonowej do pępka). Tak, jakbyś zaraz miała dostać cios w brzuch bez ostrzeżenia lub jakbyś zbliżała do siebie swoje łokcie i kolana. Uważaj jednak, by nimi nie poruszać i pilnuj, by Twoje biodra nie opadły. Nie powinnaś także garbić się w odcinku piersiowym. C) Mocno napnij pośladki. D) Oddychaj. Częstym błędem jest wstrzymywanie oddechu w trakcie tego ćwiczenia. Oddychanie jest tu istotne – oprócz dotlenienia organizmu wzmacnia w tym ćwiczeniu także ważny mięsień oddechowy, jakim jest przepona.

2. Deska bokiem

Kolejne ćwiczenie angażujące m.in. mięśnie skośne brzucha (przez wielu nazywane boczkami). A) Połóż się na boku i dźwignij na przedramię. B) Kolana ułóż jedno na drugim w wersji łatwiejszej (fot. nr 3). W wersji trudniejszej stopy ułóż jedna na drugiej (fot. nr 4). C) Napnij pośladki, brzuch i unieś biodra. D) Zatrzymaj ruch. E) Wolną rękę możesz oprzeć na biodrze lub wyprostować w kierunku sufitu. fot. 3

3. Hollow body

Ćwiczenie angażujące mięśnie głębokie brzucha, jak również mięsień prosty brzucha.

fot. 5

fot. 6

fot. 4

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

57


A) Połóż się na plecach. Nogi ugięte w stawach kolanowych (fot. nr 5). B) Dociśnij odcinek lędźwiowy do podłoża, brzuch wciągnięty. C) Ręce wyprostuj wzdłuż tułowia i unieś lekko do góry, kciukami skierowanymi w stronę sufitu. Nogi unieś w górę tak, aby biodra tworzyły kąt prosty z udami. D) Oderwij barki wraz z głową od podłoża. Broda jak najdalej od klatki piersiowej. Odcinek lędźwiowy mocno dociśnięty do podłoża (fot. nr 6). E) Utrzymaj pozycję przez określony czas.

4. Wznos bioder

Ćwiczenie to angażuje mięśnie brzucha, pośladków, ud i ramion. A) Połóż się na plecach. Ręce odstaw nieznacznie od tułowia i staraj się lekko wbijać je w podłoże. Wewnętrzna część dłoni powinna być skierowana do fot. 7 sufitu. Pięty oprzyj na podłożu. Kolana i stopy rozstaw na szerokość bioder (fot. nr 7). B) Wciągnij dół brzucha (rejon od pępka do kości łonowej) do środka i napnij pośladki. C) Nie odrywaj odcinka piersiowego od podłoża. Unieś biodra w górę, utrzymuj pośladki i brzuch spięte przez cały czas (fot. nr 8).

fot. 9

fot. 8

fot. 10

5. Superman

Ćwiczenie angażujące mięśnie pośladków, brzucha, ramion, grzbietu i ud. A) Stań na czworakach. Dla swojej wygody ćwiczenie możesz wykonywać na macie. B) Upewnij się, że Twoje plecy są płaskie i napnij mięśnie brzucha (fot. nr 9). C) Nie rozluźniając mięśni brzucha, wyprostuj jedno ramię do przodu, jednocześnie prostując przeciwną nogę w tył (nie unoś nogi, tylko wyprostuj ją w tył). D) Utrzymaj pozycję (fot. nr 10), a następnie wróć do pozycji wyjściowej i zmień stronę.

Życzę Ci wytrwałości i powodzenia! DAWID CEMBALA Absolwent Beskidzkiej Wyższej Szkoły Umiejętności w Żywcu na kierunku fizjoterapia. Pasjonat sportów siłowych, wytrzymałościowych, narciarstwa, treningu funkcjonalnego. Jako trener przede wszystkim stawia na bezpieczeństwo. Ważna jest dla niego technika wykonywanych ćwiczeń i dostosowanie poziomu zaawansowania. Na treningach jest wymagający, nie da Ci się lenić. Chce dzielić się z Tobą swoją wiedzą, doświadczeniami. Chce być Twoim motywatorem i czuwać nad Twoim bezpieczeństwem. Jako trener wciąż poszerza swoją wiedzę i doskonali umiejętności, biorąc udział w licznych szkoleniach i konwencjach. Od 2008 Trener Personalny (www. twojtrener.bielsko.pl), tel. 511 135 234.

58

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


reklama

przekaż SWÓJ 1% PODATKU dla zoo w chorzowie

KRS: 0000 439 455 cel szczegółowy:

ZOO w Chorzowie

razem z nami chroń zwierzęta ocal je dla przyszłych pokoleń wypełniając deklarację podatkową możesz przeznaczyć 1% podatku na ochronę zwierząt prowadzoną przez Śląski ogród zoologiczny w chorzowie, wpisując w odpowiednim polu numer KRS 0000 439 455


Recenzja magazynu Lady’s club

DYBUK – demon znad rzeki Białej Najbardziej

wstrząsającym fragmentem spektaklu jest długa scena przedstawiająca stłoczonych ,

kiwających się na wszystkie strony

Ż ydów

w niewidzialnym , bydlęcym wagonie kolejowym .

O

tym ,

że to wagon i że wszyscy jadą na śmierć do obozu przypomina tylko delikatny, daleki stukot kół na złączeniach torów.

N iemal

fizycznie daje się odczuć ból oczekiwania na

Zagładę

i nieświadomość

tych ludzi , którzy w wagonie , głodni i spragnieni , nadal roztrząsają sprawy żywych , słuchając

A zriela (K azimierz Czapla). D la aktorów, dla zespołu, to na pewno trudna , upiornie męcząca scena . monotonnych wywodów rabina

NIEŁATWE W ODBIORZE, CHOĆ FASCYNUJĄCE PRZEDSTAWIENIE PRZYGOTOWAŁ TEATR POLSKI W BIELSKU-BIAŁEJ. W sobotę 11 marca odbyła się premiera spektaklu „DyBBuk” Artura Pałygi w reżyserii Pawła Passiniego. Twórcy inspirowali się żydowską legendą dramatyczną Szymona An-skiego (właśc. Szlojme Zajnwela Rapoporta). Według napisanego w 1914 roku „Dybuka” An-skiego powstała opera (1934) i nakręcony został film – pierwszy w Polsce pełnometrażowy film fabularny w języku jidysz w reżyserii Michała Waszyńskiego (1937). W mistycyzmie żydowskim dybuk to duch zmarłej osoby, który przenika do ciała żywego człowieka i dręczy go na rozmaite sposoby. Nie jest łatwo uwolnić opętanego od wpływu złego ducha, trzeba prosić o pomoc uczonego rabina, znającego odpowiednie zaklęcia. Sąd nad dybukiem należy do najtrudniejszych obrzędów rabi-

60

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

nackich. Jakie duchy przywołała inscenizacja teatralna w Bielsku-Białej i dlaczego dybuk tu się objawił? DRAMAT NAPISANY PRZEZ BIELSZCZANINA ARTURA PAŁYGĘ nie tylko inspiruje się „Dybukiem” An-skiego, lecz przede wszystkim historią bielskich i bialskich Żydów. Stąd duże podwójne „B” w tytule przedstawienia. Twórca wykorzystał też fragmenty tekstu nieznanego autora, pochodzące z bielskiego getta, które odnalazł i udostępnił historyk dr Jacek Proszyk, znawca dziejów bielskich Żydów. W sztuce nie chodzi o wypędzenie duchów przeszłości, ale przeciwnie – o zaproszenie ich do nas, do współczesności, przypomnienie tragicznej, przerwanej brutalnie i zniszczonej przez wojnę przeszłości obu miast nad rzeką Białą. Zróżnicowana społeczność żydowska (byli w niej liberałowie,


ortodoksi i syjoniści), znacząca i liczna, wywarła ogromny wpływ na rozwój bogatego śląskiego Bielska i uboższej, pełnej chasydów galicyjskiej Białej. Twórcy spektaklu wyrażają przekonanie, że tamten świat – choć przepadł – nie zniknął bez śladu. Potrzebny jest tylko dybuk, który w nas wejdzie i przypomni „niedokończone rozmowy, nieprzeżyte życia, niedocieszone radości, niedosmucone smutki, niespełnione pragnienia, cały żydowski świat, który tutaj był”. Częściową osnową przedstawienia jest ponadczasowa, niespełniona miłość kochanków, Lei i Chanana, żydowskiego Romea i żydowskiej Julii. Dwaj przyjaciele ślubują uroczyście, że połączą kiedyś małżeństwem swoje dzieci. Rebe Nisson szybko jednak umiera, pozostawiając syna Chanana, a bogaty rebe Sender nie chce pamiętać o ślubowaniu i zamierza wydać córkę Leę za bogacza. Chanan rozpacza, wzywa szatana i ginie, a dybuk, dusza zmarłego, wstępuje w Leę w dniu jej ślubu. Mimo zaklęć cadyka Lea umiera, łącząc się z ukochanym. TO PIĘKNA I ROMANTYCZNA HISTORIA, ALE NIE ONA JEST NAJWAŻNIEJSZA. Wezwany przez twórców dybuk reżyseruje nam jej odwrotność, ponieważ z tamtego dawnego świata nie ma już nikogo. Są tylko cienie, odbicia, refleksy światła. Dlatego koło Chanana występuje Nie-Chanan, obok Lei – Nie-Lea, obok Chóru – Nie-Chór. Dlatego „DyBBuk” dzieje się w różnych przestrzeniach czasowych, które nakładają się na siebie jak w palimpsestach. Mamy w tej sztuce miasto dzisiejsze, które takie jest, jakie jest (choć przecież mogło być inne, gdyby nie historia). Twórcy wiodą nas na plac Chrobrego, zwany Pigalem, na podwórko przy ulicy 11 Listopada 63, na ulicę 3 Maja przed galerię sztuki, gdzie istniała kiedyś wspaniała synagoga w stylu mauretańskim, na Przegibek, skąd widać światła metropolii. „DyBBuk” wprowadza nas także do miasta spoza czasu – do podziemnej synagogi pod ulicą Krakowską i do mieszkania bibliofila, kolekcjonera, naukowca i kupca Salomona Halberstamma koło zamku Sułkowskich, przy ulicy Stadtberg 16 (dziś Wzgórze, a budynek już nie istnieje). Wędrujemy nawet na księżyc, z którego młodzi syjoniści dobrze widzą swoje miasto, i do Watykanu, gdzie średniowieczny żydowski mistyk, czołowy przedstawiciel kabały profetycznej, Abraham Abulafia, chce nawrócić papieża Mikołaja III na judaizm. Niestety, w dniu, w którym przyjechał do Rzymu, papież niespodziewanie umiera. Abulafia, posądzony o czary i wtrącony do więzienia, cudem uniknął stosu. Po uwolnieniu kabalista wyruszył na Maltę, gdzie tworzył pisma zapowiadające powrót profetycznego ducha wśród synów Izraela. W 1288 roku ukończył dzieło „Sefer ha-Ot” – „Księgę Znaku”. Właśnie tę księgę w czasie podróży do krajów basenu Morza Śródziemnego kupuje Halberstamm, bielski kolekcjoner, zbierający manuskrypty w języku hebrajskim. Halberstamm zmarł w swoim mieszkaniu 24 marca 1900 roku, a po jego śmierci cenna kolekcja, składająca się z 411 manuskryptów, uległa rozproszeniu. Na szczęście traktaty Abulafii pozostały w mieście i właśnie na nie natrafia młody mistyk i kabalista Chanan. Czy za sprawą dybuka? Nie wiadomo, ale przecież


o których już wiemy, że są nieżywi i że wszystko, o czym mówią, jest nieważne, nieistotne, nieprzynależne do tego świata. Oni jeszcze są, jeszcze się czymś zajmują, jeszcze o czymś dyskutują, jeszcze mówią o swoich sprawach, choć naprawdę już ich nie ma, nic nie jest ważne, to chichot demonów, cała ich kultura i oni sami zaraz zostaną spaleni, odtąd żydowska kultura może być obecna tylko jako marzenie senne, wspomnienie, ślad hebrajskich liter na ścianie współczesnej pizzerii w Bielsku-Białej po dawnej koszernej restauracji. I jakiś ślad po bielskiej pralni Pedanteria, która prała pasiaki z Auschwitz. Wstrząsa nami widok przewijających się monotonnie na sznurach ubrań, o których jeden z bohaterów powie: „Odzież wyprana z ludzi”. Tyle i tylko tyle zostało po mieście niewidocznym i widocznym zarazem. demon może poruszać się między światami jak chce i kiedy chce. Młody kabalista po lekturze dzieł Abulafiego odchodzi od zmysłów. To kara za jego śmiałość, za bunt przeciw uświęconej tradycji, bo kabałą mężczyzna może zajmować się dopiero w wieku dojrzałym. Chanana porywa wicher tajemnych znaczeń i skojarzeń. Rzuca wyzwanie Bogu, przyzywa szatana, chce im się równać, chce Złego uczynić świętym, pragnie zrozumieć naturę stworzenia. Wierzy, że osiągnąwszy moc, dotrze do szczęścia, że oszuka śmierć i zza grobu połączy się z ukochaną. Kocha Leę, lecz społeczność chasydzka, rodzina i Sender, nie pozwalają mu zbliżyć się do dziewczyny. Chanan umiera, Lea także odchodzi, gdyż wstępuje w nią dybuk, zbłąkana dusza ukochanego. Rodzice i rodzina rozpaczają, proszą rabina o pomoc, o sąd nad dybukiem. DO OPOWIEŚCI O TYM, JAK ŻYWI RADZĄ SOBIE ZE ŚWIATEM ZMARŁYCH, włączona została historia bezimiennych mieszkańców Bielitz z czasów wojny – kompozytora i poety – którzy dostali się do zarządu getta, gdzie przyjmowali podania nieszczęsnych Izraelitów o pomoc. Nic jednak nie mogli zrobić, ale na odwrocie dokumentów pozostawili kilka wierszy i nuty, które po raz pierwszy zabrzmiały ze sceny w bielskim „DyBBuku”. Żydzi miejscowi zostali wysiedleni do Białej w okolice między cmentarzem a synagogą, gdzie przed wojną było największe skupisko ludności chasydzkiej. W 1940 roku z tej części miasta utworzone zostało przez hitlerowców getto, zlikwidowane w czerwcu 1942 roku. Jego mieszkańcy zostali wywiezieni do Auschwitz-Birkenau, prawie nikt nie ocalał. DLA MNIE NAJBARDZIEJ WSTRZĄSAJĄCYM FRAGMENTEM SPEKTAKLU jest długa scena przedstawiająca stłoczonych, kiwających się na wszystkie strony Żydów w niewidzialnym, bydlęcym wagonie kolejowym (brawo zespół aktorski!). O tym, że to wagon i że wszyscy jadą na śmierć przypomina tylko delikatny, daleki stukot kół na złączeniach torów. Niemal fizycznie daje się odczuć ból oczekiwania na Zagładę i nieświadomość tych ludzi, którzy w wagonie nadal roztrząsają sprawy żywych, słuchając monotonnych wywodów rabina Azriela (Kazimierz Czapla). Widzimy żywych,

62

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

DZIĘKI DYBUKOWI ROBIMY PRZESKOKI MIĘDZY PRZESZŁOŚCIĄ A TERAŹNIEJSZOŚCIĄ, która też będzie przeszłością, bo jesteśmy tu tylko na chwilę, by włączyć się do świata wędrujących dusz. Żydowski świat w „DyBBuku” odbija się jak w lustrze rozbitym na wiele kawałków. Próbujemy te kawałki, okruchy, rozrzucone tropy łączyć w całość, żeby wniknąć do świata, który był, żeby go zrozumieć i zobaczyć w pełni, żeby usłyszeć muzykę i zatańczyć z chasydami na weselu i nie-weselu Chanana i Lei. Ale czy nam się to uda? Czy zrozumiemy, dlaczego synagoga jest już tylko pod ulicą? Kim jest miotający się demon na uwięzi? Dlaczego muzyka dochodzi do nas z oddali, wibruje i pulsuje cicho jak krew z przeciętych tętnic. Dociera spod podłogi, zza ściany, spod rampy, z dalekiego miasta, którego nie ma. Podróż do przeszłości, jaką zafundowali nam twórcy tego trudnego przedstawienia, podróż dla bielszczan i nie-bielszczan (w wymiarze uniwersalnym), wymaga skupienia i refleksji, zadumy nad przeszłością, zgody na przyjęcie dybuka. A kiedy już te warunki zostaną spełnione, będziemy w pełni usatysfakcjonowani urodą tej mistycznie w bajkowe kostiumy obleczonej sztuki (zasługa El Bruzdy), która kończy się słowami: „Ciemność się rozlewa”... Przybywa dybuk znad rzeki Białej, powinniście go zobaczyć.

Tekst STANISŁAW BUBIN Zdjęcia NATALIA KABANOW Twórcy • Tekst Artur Pałyga • Reżyseria Paweł Passini • Scenografia i kostiumy El Bruzda • Reżyseria świateł Katarzyna Łuszczyk • Muzyka Daniel Słomiński, Paweł Passini Obsada • Lea, Dybuk Ilona Lewandowska • Basia, Batia Daria Polasik-Bułka • Frade, Matka Nie-Lei Jadwiga Grygierczyk • Gitel, Nie-Lea Oriana Soika • Anioł Jahoel Marta Gzowska-Sawicka • Chanan, Nie-Chanan Paweł Janys • Henoch, Batlan II, Chasyd II, Sędzia II Michał Czaderna • Menasze, Sekretarz Papieski, Batlan IV Sławomir Miska • Aszer, Batlan I, Chasyd I, Sędzia I Mateusz Wojtasiński • Meir, Batlan III, Chasyd III, Michael Piotr Gajos • Meszulach, Abulafia Rafał Sawicki • Reb Azriel, Salomon Halberstamm Kazimierz Czapla • Reb Szymszon, Papież Jerzy Dziedzic • Reb Sender Adam Myrczek • Reb Mendel, Nachman, Nie-Meszulach Grzegorz Sikora


Listy z Monachium

Niewidoczni emigranci (Die unsichtbare Polonia) Aldona Likus-C annon W ciągu ostatnich lat charakter polskiej emigracji w Niemczech uległ ogromnej transformacji. Zmiany następują tak szybko, że trudno za nimi nadążyć. Przeistacza się scena polityczna, pojawiają się nowe wyzwania, zmienia się obraz emigranta, a wraz z nim obraz Polaka.

Fot. Allan Richard Tobis

ją we wszystkich landach – nie tylko w Monachium, ale też w Berlinie, Kolonii, Frankfurcie czy Hamburgu. Nie myślą w kategoriach narodowych, jak stara emigracja, lecz bardziej uniwersalnych. Szybko przemieszczają się po Europie, nie mając najmniejszych problemów z komunikacją. Są mobilni, żyją w transparentnym świecie z laptopem na kolanach i myślą ultranowoczesnymi W przeciwieństwie do pierwszej fali kategoriami. Wykształconych Polaków polskich uchodźców, do której zaliczali przybywa. Czują się naprawdę wolni się przesiedleńcy i przybysze polityczi chcą się rozwijać. Jak wykazały ostatnie badania, zlecone przez rząd federalny, ni, którzy często pracowali poniżej właa przeprowadzone przez Millward Brown snych kwalifikacji i tylko 15% z nich poi dotyczące reakcji emigrantów na zmiasiadało wyższe wykształcenie, obecnie coraz więcej przyjeżdżających Polaków nę dotychczasowej polityki socjalnej ma skończone studia, wysokie kwalifika(zgodnie z nią niepracujący cudzoziemZwei Dinge sollen Kinder cje i są cenionymi specjalistami. Jak podacy z krajów Unii Europejskiej będą mogli von ihren Eltern bekommen: starać się o niemieckie świadczenia soją statystyki, 50% absolwentów medycyny Wurzeln und Flügel opuszcza Polskę w poszukaniu lepszych cjalne dopiero po pięciu latach legalnewarunków. Jest to najbardziej pewna swo(Dwie rzeczy dzieci powinny go pobytu na obczyźnie), nowe przepisy w żaden sposób nie ograniczą emigracji jej wartości, najnowsza polska emigracja, dostać od swoich rodziców: Polaków do Niemiec. nazywana przez niemieckich socjologów korzenie i skrzydła). Tylko w ubiegłym roku przybyło ich po„młodą emigracją”. Zaczęła przybywać Johann Wolfgang von Goethe do Niemiec parę lat temu, a od roku 2011, nad 148 tysięcy. Polakom bowiem zależy w którym zniesiono ograniczenia wobec obywateli polskich, przede wszystkim na pracy, wyższych zarobkach i bliskości dotyczące pracy i zamieszkania, przyjeżdża jej coraz więcej. rodzinnego domu. Bez problemów wtapiają się w niemiecSą to ludzie młodzi, wykształceni, zaradni, znający języki. kie społeczeństwo, nie wymagają integracji, są bezprobleAgnieszka jest jedną z takich emigrantek. Do Monachium mowi i dlatego w jednym z niemieckich opracowań natrafiła zaraz po studiach. Niemieckiego zaczęła się uczyć zwano ich „niewidocznymi emigrantami” (die unsichtbare w liceum, później na uniwersytecie, teraz go szlifuje. Robi Polonia). doktorat z neurologii i nie myśli o powrocie do kraju. Jest Oni sami określają się Europejczykami. Nie muszą wybiezachwycona niemieckim systemem i chce w Bawarii zorać pomiędzy żadnymi państwami. Mieszkają w Niemczech, bo w Niemczech jest dobra praca, lepiej płatna niż w Polsce. stać na zawsze. Jej chłopak, Marek, pracuje jako informatyk W każdej chwili gotowi są jednak wyjechać do innego kraju, i płynnie posługuje się zarówno niemieckim, jak i angieljeśli będą mieć jeszcze lepsze perspektywy. Nie mają komskim. Podobnie jak ja, daleki jest od zachwytu nad obczyzną i gotów jest w każdej chwili wrócić, ale – jak mówi – dopóki pleksu polskości, z łatwością asymilują się wszędzie. będzie miał dobrą pracę, a tym samym czuł się wolny i niePatrząc na tę młodą emigrację Polaków, odnoszę wrażenie, że mają i korzenie, i skrzydła – dwie rzeczy, które dzieci pozależny, tak długo będzie mieszkał w Niemczech. Co zrobi w przyszłości, zadecyduje później. Jego zdaniem, przyszłość winny otrzymać od rodziców, jak napisał Goethe. Są świajest tam, gdzie praca i godne życie. Jeśli Polska da mu taką domi pochodzenia i pewni swojej wartości. Mają potencjał szansę – wróci. Jeśli nie, będzie pracował w Niemczech. i potrafią wysoko latać. Ich rodzice, którzy zapewne nie czyOsób podobnych do Agnieszki i Marka jest w Monachium tali Goethego, dali im w życiu to, co najcenniejsze pełno. Studiują, doskonalą swoje umiejętności. Mieszkan

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

63


P

gapuru na 100-hektarowej zielonej przestrzeni. Wykorzystują fotowoltaikę, a uzyskaną energię słoneczną przeznaczają do wieczornego podkreślania swojej urody i oświetlania ogrodów. Zbierają też deszczówkę, którą wykorzystują do samopodlewania i zasilania pobliskich fontann. Energia słoneczna pozwala Eywa to Bogini Matka, utrzymująteż na zasilanie cowieczornych ca ekosystem Pandory w idealnej koncertów. Mieszkańcy miasta i turównowadze. Drobne zachwianie ryści gromadzą się w tym miejscu, ekosystemem narusza wprawdzie by słuchać i oglądać show nazywaharmonię, ale nie wpływa na funkne „Rapsodią ogrodów”. Singapur cjonowanie świata. Jednak próba to miasto-ogród. Ekorozwiązania zniszczenia Drzewa Dusz może zaDorota Stasikowska-Woźniak widać na każdym kroku. Dba się brać życie i drzewu, i wszystkim – o drzewa i rośliny. Jeśli zabudowunieodwracalnie. Lubię ten film. Jest je się przestrzeń, a rosną na niej piękną, wpisującą się doskonale drzewa, są one przesadzane w inne w odwieczne schematy opowieścią miejsca. Centrum jest zielone. Tao miłości, której niestraszne są żadkiej ilości kwiatów, kilometrami ne przeszkody. Jednak w „Avataciągnących się zadbanych parków, rze” pojawia się coś jeszcze: jedną pięknych drzew i krzewów, nie spoz głównych ról – wcale niemałą, tkałam w żadnym innym mieście choć niemą – gra drzewo. To, przez na świecie. Ale Singapur to także które mieszkańcy tego niezwykłejedna z najbardziej nowoczesnych, go świata mogą komunikować się jeśli nie najnowocześniejsza stolica z przodkami i z Eywą, łącząc swoje na ziemi. Władzom i mieszkańcom udało się połączyć zawarkocze z korzeniami Drzewa Dusz. Prawda, że to piękne możność z troską o środowisko, a komfort życia z wyjątkowo przesłanie ekologiczne? przyjaznym otoczeniem. Wszyscy – ludzie, zwierzęta i rośliny – należymy do tego Leżę więc pod SuperTrees, czekając na koncert, i myślę o wysamego, powiązanego niewidzialnymi nićmi systemu. Jestecinanych bez opamiętania drzewach w Polsce. O tym, że wiele śmy jego elementami, zależymy od niego, wpływamy na to, z nich było dawno temu sadzonych, by nas chronić i wspieco się z nim dzieje. Bogini Matka jest jego mądrą i silną rać przed powodziami, osuwającymi się gruntami, suszami, strażniczką, której mocy (gdy naprawdę się zdenerwuje) zanieczyszczeniem powietrza. A dziś, niestety, urządziliśmy nie jesteśmy w stanie się oprzeć. Tornada, tsunami, susze, im rzeź, zupełnie bezmyślnie, jednym cięciem pozbywamy lawiny, wielkie pożary i powodzie, coś, z czym wciąż nie się ich. I myślę sobie, że świat zna przypadki wielkich ingejesteśmy w stanie sobie poradzić, to jej skuteczne i bolesne rencji w porządek natury: zawracania rzek w ZSRR, na mareakcje obronne. sową skalę wycinania drzew w Chinach, rujnowania puszczy brazylijskiej, budowania wielkich tam w Egipcie. Ingerencji Jednak w niektórych sprawach, pozornie drobnych, Matka tragicznych w skutkach. Decyzje o tak potężnych przedsięNatura nie daje rady. Bez naszego wsparcia jest jej coraz wzięciach leżą najczęściej w gestii władz, rządów i polityków, trudniej przywołać do porządku niszczycieli uzbrojonych którzy powinni dbać o dobrostan obywateli. Leżę i myślę też w piły i siekiery. Mówi do nas, woła, krzyczy – ale jej głoo tym, że w Brazylii jakieś plemię postanowiło reprezentować sy docierają, niestety, tylko do tych najbardziej wrażliwych, swoją rzekę wobec prawa. Bardzo mi się to spodobało. Rzeka którzy protestują w jej imieniu. nie umie mówić naszym językiem, więc to my będziemy mówić w jej imieniu. Może to sposób na bezdusznych, bezmyślLeżę pod SuperTrees w Singapurze. Wokół mnie, na trawie, nych urzędników w Polsce? Mówmy w imieniu rzek, drzew, ludzie z całego świata. Jest wieczór, ciemno, niebo pełne zwierząt! Pamiętajmy o ogrodach. Bądźmy w najlepszym sengwiazd. Te superdrzewa, nazywane przez miejscowych Avasie tego słowa nowocześni i wrażliwi w podejściu do świata, tarami, to skonstruowane przez ludzi ekosystetmy, które same w jakim funkcjonujemy. Jesteśmy jednym z jego elementów się zasilają, korzystając z energii słońca, wody i ziemi. Wytwai jak kondycja Natury zależy od nas, tak nasze zdrowie i życie rzają moc, która nie tylko pozwala doskonale funkcjonować zależą od niej. Naprawdę. roślinom, ale też może dostarczać przyjemności ludziom. Drzew jest 18. Każde wysokie na 25-50 metrów. Porasta je 200 Zapraszam na stronę: www.stasikowska-wozniak.pl tys. rodzajów roślin z całego świata. Stoją w samym sercu SinFot. Łukasz Jungto / Mua Martyna Dudzińska

amiętacie magiczne Drzewo Życia z filmu „Avatar”? Jest tam nazywane Drzewem Dusz. Gromadzi wspomnienia tych, którzy odeszli i wiedzę o świecie; jest swoistym centrum, przez które można połączyć się z Eywą, siłą sprawczą Pandory.

RÓŻOWA MAGIA

DRZEWO ŻYCIA

64

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


awakening

przebudzenie zdjęcia Magdalena Ostrowicka www.cobraostra.pl modelka Izabella Iskierka pies Tara ze schroniska w Żywcu make-up artist Dagmara Włoch hair Studio Fryzur Alternatywnych Cococabana www.cococabana.pl clothes Glamour Butik Kornelia Nosal especially for magazyn Lady’s Club www.ladysclub-magazyn.pl


66

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


zagr a jmy w zielone Treści zawarte w publikacji nie stanowią oficjalnego stanowiska organów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach

R

MAMY UChWAŁę ANTYSMogoWĄ!

ok temu w Euro-Centrum w Katowicach marszałek województwa śląskiego, Wojciech Saługa, i prezes WFOŚiGW, Andrzej Pilot, zapowiedzieli powołanie zespołu, który przygotuje uchwałę antysmogową dla regionu. Po ciężkiej zimie, w czasie której smog szczególnie dał się we znaki mieszkańcom Śląska, uchwała antysmogowa stała się faktem. Pracowali nad nią eksperci z zakresu zanieczyszczenia powietrza, ekologii i zmian klimatycznych, a także lekarze, samorządowcy i aktywiści. Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach od lat walczy z niską emisją (wydatki w ciągu ostatnich 5 lat na ten cel wyniosły ponad

Prezes FuNduszu, aNdrzeJ PiLOT, WieLOkrOTNie OPOWiadał się za kOOrdyNacJą działaŃ O WaLce O czysTe POWieTrze

ObradOm seJmiku uWażNie PrzysłuchiWaLi się młOdzi ekOLOdzy

WOJciech saługa PrezeNTuJe brOszurę „uchWała aNTysmOgOWa – cO NaLeży Wiedzieć”. mOżNa Ją PObrać ze sTrONy urzędu marszałkOWskiegO

pół miliarda zł), lecz wciąż brakowało systemowych rozwiązań. Skażone powietrze to jeden z najgroźniejszych problemów naszego regionu. Nic dziwnego, że 7 kwietnia 2017 Sejmik Województwa Śląskiego jednogłośnie przyjął uchwałę w sprawie wprowadzenia w regionie ograniczeń w zakresie eksploatacji instalacji, w których następuje spalanie paliw. Piotr Kuczera, prezydent Rybnika, członek zespołu ekspertów, stwierdził: – Nie możemy już sobie pozwolić na to, żeby w ekologię nie inwestować. Tylko w Rybniku w tym roku mieliśmy aż 38 dni z alarmem smogowym, czym przekroczyliśmy roczne limity. A 10 i 11 stycznia norma u nas przekroczona została o 1500%. Musimy zacząć wspólnie działać i dziś robimy w tym kierunku pierwszy krok. Nowe przepisy zaczną obowiązywać od 1 września 2017 w całym województwie śląskim. Zgodnie z nimi, od tego czasu nie będzie można stosować węgla brunatnego, mułów i flotokoncentratów oraz biomasy stałej o wilgotności powyżej 20%. Uchwała obowiązuje także wszystkich tych, którzy po 1 września planują instalację urządzeń grzewczych. Szczegóły na stronie www.slaskie.pl

NoWY PRogRAM fUNDUSZU Z

likwiduj stary piec lub kocioł, otrzymasz dotację na nowy – tak w skrócie można określić założenia programu SMOG STOP, zaproponowanego mieszkańcom regionu przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. To kontynuacja akcji dofinansowania zadań realizowanych przez mieszkańców woj. śląskiego na rzecz ograniczenia niskiej emisji. W 2016 na program

70

nr 47 / 2017 • Lady’s CLub

pilotażowy Fundusz przeznaczył 4,2 mln zł – dwa razy więcej niż planował. W efekcie zniknęło 750 starych, nieefektywnych kotłów, które zastąpione zostały ekologicznymi. W tym roku o udzielenie dotacji mogą ubiegać się właściciele lub współwłaściciele jednorodzinnych budynków mieszkalnych. Warunkiem jest wymiana źródła ciepła, tzn. fizyczna likwidacja dotychczasowego źródła ciepła, opalanego paliwem stałym, i zabudowa nowego. Wystarczy do 15 maja zrobić zdjęcie starego kotła lub

pieca, dostarczyć dokument zezłomowania (w przypadku rozbiórki pieców pieców kaflowych i trzonów kuchennych – protokół wykonania prac) lub zdjęcie domu, w którym planowana jest termoizolacja. Wnioski przyjmowane będą od 15 do 26 maja 2017 w siedzibie WFOŚiGW w Katowicach przy ul. Plebiscytowej 19 (można je wysłać pocztą). Przed rozpoczęciem naboru w siedzibie Funduszu uruchomiony zostanie Punkt Konsultacyjny. Szczegóły i komplet formularzy na stronie www.wfosigw.katowice.pl


zagr a jmy w zielone Treści zawarte w publikacji nie stanowią oficjalnego stanowiska organów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach

Inauguracja kolejnego projektu ekologicznego wzbudziła ogromne zainteresowanie mediów

ULKA bada powietrze

W

Śląskim Międzyuczelnianym Centrum Edukacji i Badań Interdyscyplinarnych w Chorzowie odbyła się 31 marca inauguracja Uniwersyteckich Laboratoriów Kontroli Atmosfery (ULKA), połączona z prezentacją pionierskiego, pierwszego w Polsce balonu badawczego. Wzięli w niej udział prof. Andrzej Kowalczyk – rektor Uniwersytetu Śląskiego, dr Mariola Jabłońska – kierownik projektu ULKA, Witold Filus – kapitan kierujący balonem i Andrzej Pilot – prezes WFOŚiGW w Katowicach. Balon (wykonany w Wielkiej Brytanii o pojemności czaszy 3,4 tys. m sześc.) udanie przeszedł loty testowe i zaczął wykonywać z powietrza pierwsze pomiary. Laboratorium przygotowali naukowcy i studenci Wydziału Nauk o Ziemi, Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska oraz Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii. Dzięki nim możliwe będzie kształcenie w zakresie monitoringu stanu środowiska z wykorzystaniem nowoczesnych metod. Badania dotyczyć będą składników gazowych i aerozoli powietrza, czyli próbek pobieranych z pomocą specjalnych filtrów na różnych wysokościach (do pułapu 4 km). Projekt naukowy otrzymał wsparcie Funduszu w wysokości 300 tys. zł.

Balon badawczy z oznaczeniami uniwersytetu i funduszu

Od początku istnienia WFOŚiGW uniwersytet w Katowicach otrzymał na rozwój bazy dydaktyczno-naukowej i zakupy sprzętu blisko 7 mln zł.

Nowe samochody strażackie

W

tym roku o 31 nowych pojazdów bojowych powiększy się flotylla ratowniczo-gaśnicza Ochotniczych Straży Pożarnych w woj. śląskim. Oprócz samochodów ratowniczo-gaśniczych strażacy będą mogli dokupić sprzęt techniczny i ubrania specjalne, co pozwoli im na efektywniejsze zwalczanie zagrożeń środowiskowych. Inwestycje w wozy i sprzęt będą możliwe dzięki dotacji w wysokości 4,5 mln zł z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach. Kwota ta stanowi 25% ogólnych kosztów zakupu.

Pozostałe 75% pochodzić ma z budżetów własnych jednostek OSP, wsparcia samorządów i dotacji Urzędu Marszałkowskiego. Jednym z warunków otrzymania sprzętu było uczestnictwo OSP w ostatnich latach w akcjach powodziowych, gaszeniu pożarów lasów, traw, usuwaniu skutków katastrof drogowych, budowlanych lub innych zagrożeń środowiska. Zasadność zakupu samochodów bojowych i wyposażenia potwierdził Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach. Źródło: www.wfosigw.katowice.pl nr 47 / 2017 • Lady’s Club

71


k rz y żó wk a z nag r odami CYFERKI

1

2

3

4

185

6

137

11

9

10

12 14

13

14

9

15

26

10

18

19

11

15

16 17

8

4 7

320

21

22

23 23

24

1

25 19

26

27

28

17

22 37

29 33

20

34

35

40

25 6

30

31

32

236

16 39

21

38

8

27

12 41

5

42

24

POZIOMO: 4. osłona na koła, 11. surowa ocena, 12. … Zamknięty, zespół rockowy popularny w latach 80., 13. księgowa o wydatkach, 14. bez niej strzała nie poleci, 15. wiśnia z Barbados, 16. element urządzenia, który zwija przędzę, 17. w drzewie, zęba lub kakaowa, 21. nie wierzy w Boga, 24. jest nim suseł, 25. „krzesło” dla kury, 26. np. pozycja towarzyska, 29. potocznie o kontakcie do kogoś, 33. niejeden w portfelu, 37. część kapsułki z żelatyny, 38. kroi, szyje, bierze miarę, 39. częsta podczas polowania, 40. kamień szlachetny, 41. depresja, złe samopoczucie, 42. przyrząd do bitej śmietany. PIONOWO: 1. znany browar, 2. pomoc w codziennych obowiązkach, 3. w parze ze stokiem, 4. znak zodiaku, 5. następuje po haśle, 6. kańczug, batog, 7. firma produkująca sprzęt fotograficzny, 8. okres przed świętami Bożego Narodzenia, 9. najmniejsza z głównych wysp japońskich, 10. Przy nim stoi ksiądz, 18. rozmach, rozpęd, 19. bliznowata tkanka, 20. góra prawosławnych mnichów w Grecji, 21. gaz szlachetny, 22. jest nim pepsyna, 23. brudzi kominiarza, 26. z Jezuskiem, pasterzami i barankami, 27. putto, 28. naukowiec, 30. szczyt Ormian, 31. dzieło Homera, 32. rzeczka, potoczek, 33. grupa plemion afrykańskich, 34. gwiazda kina niemego, 35. żałobna pieśń starożytnych Rzymian, 36. Philetairus socius, ptak. Litery z pól oznaczonych czerwonymi cyframi od 1 do 27 utworzą hasło krzyżówki. Rozwiązanie prześlij mailem redakcja @ladysclub-magazyn.pl lub na adres Firma Wydawnicza Lady’s Club, ul. Sucha 32, 43-309 Bielsko-Biała – do 29 czerwca 2017. Nagrody zostaną wysłane pocztą.

CZEKA NA WAS AŻ 26 NAGRÓD

1 2 3 4 5 6 7 8 9

Jeden egzemplarz książki Sylwii Trojanowskiej „Szkoła latania”. Wydawnictwo Videograf (www.videograf.pl). WYWIAD Z AUTORKĄ WEWNĄTRZ NUMERU Jeden egzemplarz książki Sylwii Trojanowskiej „Blisko chmur”. Wydawnictwo Videograf (www.videograf.pl). Cztery egzemplarze książki Sylwii Trojanowskiej „Szept wiatru”. Wydawnictwo Videograf (www.videograf.pl). Trzy egzemplarze książki Sandry Aamodt „Dlaczego tyjemy od diet”. Zysk i S-ka Wydawnictwo (www.zysk.com.pl). PATRONAT MEDIALNY LADY’S CLUB Jeden egzemplarz książki Krzysztofa Mroziewicza „Indie. Sztuka władzy”. Zysk i S-ka Wydawnictwo (www.zysk.com.pl). Dwa egzemplarze książki Juana Pablo Escobara „Mój ojciec Pablo Escobar”. Zysk i S-ka Wydawnictwo (www.zysk.com.pl). Jeden egzemplarz książki Jessiki Sorensen „Na zawsze razem. Ella i Micha”. Zysk i S-ka Wydawnictwo (www.zysk.com.pl). Jeden egzemplarz książki Natalii Kołaczek „I cóż, że o Szwecji”. Wydawnictwo Poznańskie (www.wydawnictwopoznanskie.com). Jeden egzemplarz książki Andrei Wulf „Człowiek, który zrozumiał naturę. Nowy świat Alexandra von Humboldta”. Wydawnictwo Poznańskie (www.wydawnictwopoznanskie.com).

10 Jeden egzemplarz książki Peadara O’Guilina „The Call. Wezwanie”. Wydawnictwo Czwarta Strona (www.czwartastrona.pl).

11 Jeden egzemplarz książki Natalii Sońskiej „Kropla zazdrości, morze miłości”. Wydawnictwo Czwarta Strona (www.czwartastrona.pl). 12 Jeden egzemplarz książki Agnieszki Olejnik „Apetyt na więcej”. Wydawnictwo Czwarta Strona (www.czwartastrona.pl).

13 Jeden egzemplarz książki Joanny Gawrych-Skrzypczak „Księżyc jest kobietą”. Wydawnictwo Czwarta Strona (www.czwartastrona.pl).

14 Trzy egzemplarze książki Jadwigi Czajkowskiej „Ufać zbyt mocno”. Wydawnictwo Prószyński i S-ka (www.proszynski.pl). WYWIAD Z AUTORKĄ WEWNĄTRZ NUMERU

15 Dermaroller, przyrząd do wygładzania zmarszczek i polepszania cery. Mosaba Group, do której należy sklep internetowy Mosati (www.mosati.pl). Strona 1Mosati (www.mosati.pl). 16 Biżuteria w trzech zestawach. Mosaba Group, do której należy sklep internetowy

72

nr 47 / 2017 • Lady’s Club


1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

Dziękujemy Wydawcom i Firmom za ufundowanie nagród Rozwiązanie z nr 1 (46) 2017: W CIEPLE KOMINKA. Lista nagrodzonych znajduje się na stronie www.ladysclub-magazyn.pl. Przygotowała ANNA JURCZYK/www.lowiskoksiazek.blogspot.com

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

73


HOROSKOP NA MAJ I CZERWIEC Baran (21 marca – 19 kwietnia) Tej wiosny będziesz mieć apetyt na sukcesy i pieniądze. Jeśli nie staniesz się zbyt zachłanna, na pewno uda Ci się go zaspokoić, choćby częściowo. Sprawy sercowe pomyślnie ułożą się w maju. W czerwcu dużo więcej będziesz rozmawiała o finansach. Nie unikniesz pewnych nieporozumień – partner może uważać, że nie dość oszczędnie gospodarujesz kasą. Jeśli zaszalejesz z wydatkami, na wakacje będziesz musiała zacisnąć pasa. To może być trudne! W swoich rachubach musisz uwzględniać nie tylko pieniądze, ale i poczucie bezpieczeństwa. Bardzo dobre dni dla Twojej kariery przyjdą dopiero we wrześniu. Większych zagrożeń dla zdrowia nie widać. Byk (20 kwietnia – 20 maja)

Najbliższe miesiące niosą to, czego pragniesz: materialne sukcesy. W uczuciach nie wystarczą Ci randki – będziesz chciała dzielić się z nim każdą chwilę. W planach na przyszłość weź pod uwagę daty grudniowe. W interesach szczególnie korzystny będzie maj, kiedy na Twoje powodzenie pracować będą Wenus i Mars. Wtedy też mogą otworzyć się przed Tobą szersze perspektywy, cokolwiek to znaczy. Może awans lub wymarzona posada? Zastanów się nad zmianą pracy, dającą większe możliwości rozwoju. Pochłonięta ważnymi sprawami, nie zapomnij o badaniach kontrolnych i wskazaniach lekarza. Ogólnie jednak będziesz czuła się zdrowa i silna.

Bliźnięta (21 maja – 20 czerwca)

Wiosna będzie sprzyjać rozwijaniu zdolności i realizacji wymarzonych planów. Wydarzy się również coś, co ożywi Twój związek. Jeśli w czerwcu wybierzecie się na urlop, wrócicie znów zakochani! Nie zwracaj się ku przeszłości, to zamknięty rozdział. Dzięki pewnym decyzjom teraz czekają Cię sukcesy, ale trzeba będzie naprawić kilka dawnych błędów. Życie zweryfikuje niektóre Twoje założenia, domki z kart mogą się zawalić. Bądź czujna zwłaszcza w drugiej połowie czerwca – wtedy powinnaś mocno stać na ziemi i decyzje finansowe podejmować w oparciu o konkrety. Problemy zdrowotne powinny Cię omijać, ale musisz uważać na kręgosłup. Moralny.

Rak (21 czerwca – 22 lipca) Czeka Cię wiosna wyzwań. Szykuj się na zmiany – głównie zawodowe. Najlepszy czas dla dwojga, to tygodnie pod opieką Wenus, a więc od połowy czerwca do połowy lipca. Wtedy randki będą najbardziej ekscytujące! Jeśli Twój partner nieco się Tobą znudził, właśnie teraz odzyskasz jego względy. Bądź przebojowa i odważna, a Wasz związek nabierze mocy. W pracy być może dojdziesz do przekonania, że dalej tą drogą kroczyć się nie da. Zmiana kwalifikacji? A może miejsca zatrudnienia? Chwilami może Ci być ciężko, lecz najtrudniejsze będzie zrobienie pierwszego kroku. Później będzie łatwiej. Pomogą Ci dobrzy ludzie, co uzupełni Twoją energię.

74

nr 47 / 2017 • Lady’s Club

Lew (23 lipca – 22 sierpnia) W życiu uczuciowym i zawodowym sytuacja wreszcie się ustabilizuje. Bardzo potrzebujesz kogoś, dzięki komu oderwiesz się od codzienności, z kim znajdziesz się w innym świecie. Nuda jest wrogiem Waszej miłości. Zafundujcie sobie dalszą wycieczkę, do innego klimatu. Codzienne obowiązki i zarabianie pieniędzy nie powinny być sensem Twojego życia. Poświęcaj się tyle, ile trzeba, by utrzymać się na powierzchni. Od Ciebie wymagana jest sumienność, dokładność i cierpliwość. W czerwcu może Ci się przydarzyć dobra okazja zawodowa, nie namyślaj się zbyt długo. Kontroluj też formę fizyczną, bo stres może fatalnie odbić się na zdrowiu. Panna (23 sierpnia – 22 września) Sprawy finansowe ułożą się po Twojej myśli. Będzie to okres realizacji dobrych projektów. Nie grożą Ci wielkie romanse, które pozbawią Cię spokojnego snu i postawią życie na głowie. Sytuacja uczuciowa w normie. Możesz teraz stworzyć solidne podstawy, na których zbudujesz swoją karierę. Trzeba będzie sporo z siebie dać i nałożyć większą dyscyplinę, ale wysiłek sprawi Ci satysfakcję. Choć dla wielu dziedzin Twojego życia nastąpi pomyślny czas, Ty sama


często będziesz czuć się pozbawiona energii. Realnych podstaw ku temu nie będzie, ale mogą się odezwać dolegliwości żołądkowe, dlatego zaplanuj już teraz wizytę kontrolną u doktora.

dzielić na etapy? Mars pomoże Ci w realizacji tych planów dopiero na jesieni. Uparcie będzie wracać do Ciebie myśl, że trzeba coś z sobą zrobić, na przykład... odchudzić się. Ale czy to ma sens?

Strzelec (22 listopada – 21 grudnia)

Wiosną mocno zaangażujesz się w pracę zawodową. Jeśli jesteś z kimś związana, najlepszymi miesiącami dla Was będą czerwiec i lipiec. Osoby, które są w związkach od dawna, zajęte będą wspólnymi sprawami materialnymi. Praca i kariera będą główną treścią Twojego życia. Ambicje wzrosną, pojawią się odpowiednie okoliczności do ich realizacji. W drugiej połowie czerwca możesz oczekiwać nowych propozycji albo korzystnych transakcji. Choć trochę zajmij się swoim zdrowiem. Dokuczać Ci może układ kostny – szczególnie w okresach wzmożonego wysiłku albo większego stresu. Zastosuj się do wskazówek lekarza i na pewno odzyskasz dobrą formę.

Koziorożec (22 grudnia – 19 stycznia)

W maju poczujesz, jak wielkie są Twoje możliwości. Zrealizujesz swoje marzenia, rozwiniesz skrzydła! Powinnaś chodzić na imprezy i nie stronić od ludzi, bo właśnie teraz jedno spotkanie może zmienić Twoje życie. Możesz awansować lub objąć odpowiedzialną funkcję. Po prostu zostanie Ci to zaproponowane, gdy szef uzna, że radzisz sobie z zadaniami. Czekają Cię większy prestiż i pieniądze! Nawiążesz także nowe kontakty. Może zdobędziesz dyplom, tytuł, certyfikat? Wszystko ułoży się tak, byś znalazła czas i pieniądze na własny rozwój. Powinnaś też bardziej zadbać o urodę, kondycję i dobre samopoczucie. Ponadto szykuje się atrakcyjna podróż.

Waga (23 września – 22 października)

Wiosną będziesz zajmować się tym, co sprawia Ci przyjemność. Z głową w chmurach, nagle w czerwcu zostaniesz sprowadzona na ziemię. Obudzi się w Tobie bunt przeciw stagnacji. Skieruj energię na swój związek, zamiast szukać wrażeń poza nim. Czeka Cię odnowa uczuć. Szukaj pomysłów, jak ubarwić życie uczuciowe, tylko musisz wykazać większą aktywność. W konfrontacji z twardymi życiowymi realiami często będziesz bezradna jak dziecko i wciąż coś Cię będzie dziwić. Oszczędność i gospodarność nie będą Twoimi mocnymi stronami, lecz sprawy zawodowe przybiorą na szczęście korzystny obrót. Mogą pojawić się okazje, by więcej zarobić.

Skorpion (23 października – 21 listopada)

Twoje oczekiwania wobec życia będą duże i nie wszystkie uda się zaspokoić. Ale mogą Ci się przydarzyć miłosne fascynacje. Kariera rozwijać się będzie pomyślnie, lecz daleka będziesz od satysfakcji – przede wszystkim z powodu wysokich ambicji. Towarzyszyć Ci będzie poczucie, że Twoje talenty nie są w pełni wykorzystywane i że za mało zarabiasz. Zamiast biernie czekać, będziesz próbowała sama podjąć jakieś decyzje. Może warto zmienić taktykę i dochodzenie do celu po-

Wodnik (20 stycznia – 18 lutego) W sprawach materialnych czeka Cię powodzenie. Odniesiesz sukces tam, gdzie potrzebne są zdolności organizacyjne. Musisz być uczciwa wobec siebie, nie pomyl miłości z koleżeństwem, żebyś się nie rozczarowała. Na prawdziwą miłość warto poczekać, a kiedy przyjdzie, nie będziesz miała wątpliwości, że to ten człowiek. Ominą Cię kłopoty finansowe, a wiele koleżanek w Twoim otoczeniu może Ci zazdrościć zarobków. Jesteś jednak osobą, której powodzenie w sprawach materialnych do końca nie satysfakcjonuje. Potrzebujesz czegoś więcej – realizacji marzeń i ambicji. I tego właśnie może Ci najbardziej zabraknąć. Nie wolno jednak tłumić emocji. Ryby (19 lutego – 20 marca) Liczyć się teraz będą silny charakter, konsekwencja i odwaga. Wiele zyskasz i wiele osiągniesz, ale o sukces będziesz musiała walczyć. Warunkiem szczęścia jest dla Ciebie rozwiązanie pewnych problemów z przeszłości, na przykład uporanie się z przykrymi wspomnieniami. Pamiętaj, że masz prawo dążyć do szczęścia. W czerwcu czeka Cię kilka szalonych dni, dla których warto pożegnać święty spokój. Pojawią się przed Tobą nowe zadania, którymi pracodawca będzie Cię zaskakiwał. Dostaniesz atrakcyjną propozycję, ale okaże się, że błyskawicznie musisz się czegoś nauczyć. Praca wymagać też będzie od Ciebie zmiany wizerunku i stylu życia. nr 47 / 2017 • Lady’s Club

75


KRZySZTOf ŁĘCKI

KloCKI resentymentalne Nie jest tak, jak często stara się przekonywać parlamentarna i pozaparlamentarna opozycja, że Polską rządzi jeden człowiek – Jarosław Kaczyński. Polską nie rządzi bowiem tak naprawdę żaden człowiek czy nawet ugrupowanie partyjne. Polską rządzi prawie bez reszty bezosobowa siła. Rządzi Polską resentyment.

D

la jasności wyjaśniam: resentyment to nie jakiś nostalgiczny sentyment, choć tak pojęcie to bywa kolokwialnie używane. Otóż resentyment to zjawisko społeczne bardzo precyzyjnie zdefiniowane przez niemieckiego filozofa i socjologa Maxa Schelera. Pisał on: Formalne przejawy resentymentu mają (…) wszędzie tę samą strukturę: afirmuje się, ceni, chwali coś, jakieś A, nie ze względu na jego wewnętrzną jakość, lecz w (niewysłowionej) intencji zanegowania, zdeprecjonowania, zganienia czegoś innego, jakiegoś B. A „wygrywa się” przeciw B. Tak, bywa że ludzkim zachowaniem rządzi właśnie resentyment. I dzieje się tak nawet wówczas, jeśli nie słyszało się o Schelerze. Bo cóż, mówiąc po ludzku, oznacza resentyment? Ano to, że jesteśmy za kimś czy za czymś, tylko dlatego, że chcemy dokopać czemuś czy komuś innemu. Okazujemy aprobatę, admirujemy podziwiamy coś tylko dlatego, żeby dopiec, najlepiej oczywiście dopiec do żywego, tym, których nie lubimy, lekceważymy, w skrajnych przypadkach tym, którymi pogardzamy. Połączmy tak rozumiany resentyment z polityką i wyjdzie nam najbrzydsza twarz dzisiejszej Polski. Nikt nie ma chyba wątpliwości, że żyjemy w epoce politycznej. Wisława Szymborska napisała dawno temu wiersz zatytułowany „Dzieci epoki”. Cytowałem go już może w którymś z felietonów, ale tak doskonale, z dystansem, opisuje sytuację, że pozwólcie Państwo, iż zacytuję noblistkę raz jeszcze: Jesteśmy dziećmi epoki, / epoka jest polityczna. / Wszystkie twoje, nasze, wasze / dzienne sprawy, nocne sprawy / to są sprawy polityczne. / Chcesz czy nie chcesz, / twoje geny mają przyszłość polityczną, / skóra odcień polityczny, / oczy aspekt polityczny. / O czym mówisz, ma rezonans, / o czym milczysz, ma wymowę / tak czy owak polityczną. / Nawet idąc borem lasem / stawiasz kroki polityczne / na podłożu politycznym. Tyle poezja. A proza życia – no cóż, polityka w wydaniu resentymentalnym wylewa się zewsząd – czy to na towarzyskich spotkaniach twarzą w twarz, czy w bardziej jednak anonimowym internecie, czy na portalach społecznościowych, czy forach. I tak miałem okazję zaobserwować, że wielu ludzi otwarcie przyznających się do tego, że zupeł-

76

nr 47 / 2017 • Lady’s CLub

nie nie interesuje ich piłka nożna, czy też równie otwarcie deklarujących, że nie znoszą klubu Ruch Chorzów, dało wyraz swojej radości, kiedy chorzowska drużyna wygrała w Warszawie z tamtejszą Legią. Dlaczego ludzie specjalnie futbolem niezainteresowani cieszyli się ze zwycięstwa drużyny, za którą nie przepadają? Otóż dlatego, że przegrała Legia, której kibice postrzegani są jako zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości. Czy jest w takiej postawie jakaś, jakakolwiek logika? Oczywiście, że jest w tym logika – to przecież nic innego niż właśnie logika resentymentu. Nie interesujemy się futbolem, a jeśli nawet trochę się interesujemy, to już na pewno nie kibicujemy chorzowskiemu Ruchowi, ale cieszymy się z jego wygranej, bo nie lubimy obecnego rządu i prezydenta, a kibiców klubu, z którym Ruch wygrał, uznajemy za rządu tego sojuszników. Czy to dziwi? No cóż – przypomnę – ludzki obyczaj przedziwny jest nadzwyczaj... Inna sprawa – też resentmentalna. To oczywiście spektakl „Klątwa” wystawiany w Teatrze Powszechnym w Warszawie. W jednej ze scen spektaklu aktorka imituje seks oralny z figurą papieża Jana Pawła II. Nie będę pisał o innych podobnie artystycznych, by tak rzec, dokonaniach twórcy spektaklu – nie będę tego robił, bo – jak uczył mistrz Witold Gombrowicz – nie trzeba zjadać całej zupy, żeby przekonać się, iż jest ona niedobra. Niedobra? – zapyta ktoś. – Ależ wielu pieje z zachwytu?! Zachęcają: Idźcie, zanim tego zabronią. Jacek Żakowski zdaje się mieć z „Klątwą” jeden problem – jak podpisać zdjęcie z tego spektaklu na okładce tygodnika „Polityka”: „Spektakl dekady” czy „Spektakl ćwierćwiecza”? Inny teatralny esteta, Marek Beylin, zachwyca się: Zobaczyłem wreszcie „Klątwę” Olivera Frljicia. Cóż za wspaniałe przedstawienie niesione przez aktorów, którzy grając jak w transie, wzbijają się na wyżyny sztuk... No cóż, o gustach nie będę dyskutował – powiem więc tylko tyle, że w prezentowanym tu nowym „teatrze absurdu” postawienie klocka na scenie to niekoniecznie efekt poszukiwań artystycznych. Może to po prostu efekt uboczny bezskutecznych poszukiwań zupełnie innego pomieszczenia.


Studio Urody EFEKT Tattoo & Beauty KATARZYNA SŁAWOMIR JAKUBIEC • Bielsko-Biała Barlickiego 6 katia.jakubiec@wp.pl • bielskotattoo@gmail.com 33 816 99 71 • 698 200 149 www.facebook.com/efectstudio • www.facebook.com/tattoo.bielsko


Lady's club nr 2 (47) 2017  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you