Page 1

Nยบ 03 lianne la havas, rebeka, camera obscura, edwyn collins, pond, crystal fighters, franz ferdinand, novika, suede, junip, natalia wiernik, primal scream, jan manski


spis treści

Novika / Zdjęcie: Filip Żołyński

lianne la havas rebeka camera obscura edwyn collins pond crystal fighters franz ferdinand novika suede

06 08 12 14 16 18 20 24 28

junip recenzje artelados natalia wiernik primal scream km. 0 jan manski shopping

30 32 34 52 58 60 64 86


lianne la havas Tekst Małgorzata Michalik i Lara Fernández Gutiérrez.

Ten, na kogo Lianne spojrzy swoimi wielkimi czarnymi oczami, zaraz dostrzega, że za jej fizycznym pięknem kryje się wszechstronny i niezwykle wrażliwy umysł. Artystka urodzona w Londynie, córka Greka i Jamajki, komponuje i łączy R&B, soul i muzykę folkową, doprawiając je jednym z tych nieziemskich czarnych głosów, dzięki którym świat staje się lepszy. Miała dopiero jedenaście lat, gdy napisała swoją pierwszą piosenkę, a teraz w wieku dwudziestu trzech lat stworzyła swój pierwszy solowy album, subtelny i wysmakowany „Is Your Love Big Enough?” (Warner Music, 2012). Zarówno Lianne jak i muzyka, którą tworzy, to mieszanka wylewności i prostoduszności, skromności i pewności siebie zarazem. W jej autobiograficznych tekstach przewijają się opowieści o miłości, która nie zawsze była szczęśliwa. Dzięki temu uczuciu jednak stała się ona kobietą szczerą i twardo stąpającą po ziemi. I chociaż porównania są nie na miejscu, ona sama wie, że czarnoskóra dziewczyna o perfekcyjnych rysach i wielkim potencjale, w soulowym świecie nie mogła ich uniknąć: „Mogłabym być córką ze związku Beyonce i Amy Winehouse! Kocham je obie. Beyonce ciężko pracuje, jest świetną tancerką, ma potężny głos i bardzo dobre popowe piosenki. Ale Amy... Ona tworzyła fascynujący soul. Jej głos miał tyle odcieni. Był tak piękny, że aż ranił. Bardzo ważne jest to, aby umieć użyć własnego głosu po to, by móc wyrazić samego siebie. Nikt nie opanował tej sztuki lepiej od niej.” Jednak z wyniszczoną narkotykami Amy łączy ją tylko upodobanie do eyelinera i głos, który poraża. Teraz doszło jeszcze królowanie na brytyjskich listach przebojów. Nic dziwnego, skoro jej rodzice byli muzykami i od dziecka osłuchiwała się z czarną muzyką. „Uwielbiałam wszystkie piosenkarki, jak na przykład Lauryn Hill – ona była moją pierwszą idolką. Do tego Erykah Badu, Jill Scott... Potem doszły jeszcze Nina Simone i Peggy Lee. Zawsze

muzyka

miałam eklektyczne zainteresowania: bardzo lubię Red Hot Chili Peppers, Radiohead, Michaela Jacksona, Steviego Wondera i Prince’a! Wspaniale byłoby nagrać z nim piosenkę i nauczyć się wszystkiego, co potrafi. Wspominałam mu już o tym. Może pewnego dnia oboje znajdziemy czas, by stworzyć coś wspólnie. Uwielbiam go! W dniu, w którym się poznaliśmy, przegadaliśmy wiele godzin. Czułam się tak, jakbym rozmawiała ze starym znajomym” – wspomina piosenkarka. Krytyka i publiczność ją rozpieszczają. Pierwszy album Lianne nie tylko został wyróżniony tytułem płyty roku 2012 w serwisie muzycznym iTunes, ale także uzyskał nominację do Mercury Prize oraz Sound of 2012 (nagrody dla objawień artystycznych przyznawaną przez BBC). Razem z Mattem Halesem (Aqualung), z którym tworzy swoje utwory, po trochu poznaje sławę. Wielu innym artystom przydałoby się nieco jej rozsądku i trzeźwego myślenia „Na szczęście łatwo jest mi twardo stąpać po ziemi, bo sama nie uważam się za gwiazdę. To zależy od tego, gdzie jestem. Kiedy bowiem gram własny koncert, wtedy faktycznie wszyscy wiedzą, kim jestem. Ale zdarza się, że podczas występu widzę, że wiele osób z publiczności właśnie mnie odkrywa, i jestem tym zachwycona. Tak więc nie tracę głowy i nie sprawia mi to trudności. Kiedy mam dużo pracy, trochę się stresuję, ale równocześnie jestem ogromnie wdzięczna za wszystko, co mi się przytrafia. To cudowne.”

i nic więcej, a nie o to w tym wszystkim chodzi. Najważniejsze jest to, aby dobrze wykonywać swoją pracę. Dlaczego nie można grać na gitarze i być czarnym? Nie rozumiem. To frustrujące. Nie chcę się zaszufladkować, przykleić sobie takiej czy innej etykietki, tworzyć tylko w jednym stylu, nie móc eksperymentować i zmieniać gatunku muzyki, którą tworzę. Oczywiście każdy musi mieć swoją tożsamość, ale nie musisz jej nazywać, kategoryzować.” Tożsamość i osobowość to niewątpliwie te cechy, których Lianne nie brakuje. Zostało w niej jeszcze coś ze studentki sztuki: „Postanowiłam rzucić studia, bo chociaż je uwielbiałam, nie trafiłam na ten uniwersytet, na który chciałam. Poza tym, gdy skończyłam szkołę, uczestniczyłam w wielu projektach muzycznych. Byłam członkinią kilku zespołów, skorzystałam ze swojej szansy i zrozumiałam, że to moja prawdziwa pasja. Dlatego studia zeszły na drugi plan i zaczęłam śpiewać w chórku”. Po okresie występów w chórku Palomy Faith, ktoś oczarował tę młodą dziewczynę o aksamitnym głosie. Dzięki temu mogła opowiedzieć nam jak oto, sporo od niej starszy chłopak złamał jej serce („Co z tego, że jest starszy/Skoro spełnia swe obietnice” - wyznaje artystka w „Age”). „Po koncertach zawsze podchodzą do mnie fanki, dziękując za to, że opowiadam moje własne historie. Dla mnie samej ważna jest szczerość i naturalność w tym co robię, ale nie jestem też naiwna. Nie chcę nikogo obrazić, nie mam też zamiaru upubliczniać niepowodzeń obecnych w życiu każdego, również i w moim” – zapewnia.

Wiele czarnoskórych, brytyjskich artystek ma poczucie alienacji i wykluczenia w brutalnym świecie show-biznesu. Powodów jest z pewnością sporo. Wytwórnie płytowe starają „Is Your Love Big Enough?” nie tylko dotyka się szufladkować artystów i eksploatować różnych stylów, ale przeprowadza słuchacza ich komercyjną stronę. „To mnie bardzo razi. przez rozmaite stany ducha: od głębi szczęścia w „Everything Everything” po desperacki Od czarnej piosenkarki oczekuje się, że krzyk w „Lost & Found”. Prosta praca nabędzie śpiewała muzykę urban, R&B, soul

06

lianne la havas


rodzona w sercu dziewczyny, która po separacji rodziców miała skromne, ale szczęśliwe dzieciństwo, w domu dziadków na południu Londynu. Proces tworzenia płyty również nie odbywał się w luksusach „Pracowałam z moim najlepszym przyjacielem (Mattem), dlatego atmosfera była ciepła i życzliwa. Od jakichś czterech lat rozmawialiśmy o tym, by coś razem stworzyć. On jest częścią mojej rodziny. Cudownie nam się razem tworzyło. Z najbliższymi pracuje się najlepiej, przychodzą do głowy świetne pomysły, nikt nie naciska.” – Po czym dodaje: „Łatwo nam poszło”. Jednak dobra muzyka nie żywi się tylko przyjaźnią. Potrzeba jeszcze wielu innych wartości, których Lianne szczęśliwie nie brakuje. Jedną z nich jest samokrytyka, znajomość własnych słabości i nieuciekanie się do wymówek. „Jestem swoją najsurowszą recenzentką. Jeśli coś mnie nie do końca przekonuje wnioskuję, że inni będą mieć podobne odczucia. Dlatego staram się wciąż doskonalić i iść własną ścieżką. Nie będę kręciła teledysków w dyskotekach ani śpiewała na płytkie tematy, chociaż to właśnie się sprzedaje. Mój sposób bycia jest dość prosty i takie są moje teksty. Podejmuję tematy prawdziwe, które dotykają ludzi i wyłącznie temu zawdzięczam mój skromny sukces”. Lianne La Havas - prosta, skromna i bliska słuchaczowi, stawia swój pierwszy muzyczny krok albumem „Is Your Love Big Enough?”. Kariera artystki dopiero się zaczyna, ale jej osobowość już wciąga jak wir. Choć jest nieustannie w trasie, powoli planuje wydanie kolejnej płyty. Mamy nadzieję, że dalej będzie to muzyka intymna, bez niepotrzebnych aranżacji. Ten promienny głos, osobowość i muzyka bronią się same.

www.liannelahavas.com


rebeka Tekst Miłosz Karbowski. Zdjęcia Jagna Szymaniak i Borys Bodetko.


Mimo że zespół istnieje już od kilku lat i w tym czasie zaliczył występy na prawie wszystkich polskich festiwalach oraz koncertował w każdym zakątku Polski i za granicą, ich debiutancki album „Hellada” ukazał się dopiero w połowie maja tego roku. Duet Rebeka - bo o nim mowa - to połączenie entuzjazmu i energii z idealistycznym perfekcjonizmem. W rozmowie z Lados, Iwona i Bartosz opowiedzieli, jaki mają stosunek do własnej muzyki, co pociąga ich w Thomie Yorke, a co w Cocorosie. Na waszą debiutancką płytę musieliśmy czekać ładnych parę lat. Jednak wydaje się, że wstrzeliliście się w idealny moment, bo nie milkną echa zachwytów nad „Helladą”. To był zamierzony zabieg? Narobić apetyt świetnymi live’ami i wypuszczanymi co jakiś czas singlami, żeby zaatakować z wysokiego C? Iwona: Nie był to świadomy zabieg, choć po czasie okazało się, że wypuszczanie pojedynczych utworów i zaostrzanie apetytu na cały album było dobrym posunięciem. Wydanie od razu całego albumu niosłoby za sobą ryzyko zginięcia w tłumie. Mamy świadomość, że teledyski i single są bardzo ważne. Jednak termin wydania wynikał z czasu, jaki potrzebowaliśmy, by zakończyć prace nad piosenkami. Chcieliśmy by wszystko brzmiało tak, jak to sobie wymarzyliśmy. Bartosz: Biorąc pod uwagę ogromny entuzjazm po zakończeniu każdego utworu i ogromną chęć pochwalenia się nagraniami, aż dziwi mnie, że wydaliśmy tylko trzy single przed „Helladą”. Tak naprawdę, uczyliśmy się nie tylko współpracy w tym naszym wewnętrznym dipolowym układzie, ale i komunikacji ze światem zewnętrznym. Intuicja podpowiadała nam, że warto pokazać najpierw pojedyncze utwory, a dopiero potem cały album. Skąd bierzecie inspirację? Jak powstaje wasza muzyka? Najpierw w głowie, potem przelewacie myśli na papier, czy wręcz odwrotnie - klepiecie w studio różne schematy metodą prób i błędów, aż wyjdzie z tego coś przyjemnego dla ucha?

kład nagrać pianino na dyktafon taśmowy i to pociąć. Ale nigdy nie słyszę melodii tak po prostu. Raczej muzyka i pomysły biorą się z eksperymentowania z instrumentami i chwytania dźwięków, rozwijania ich, poszukiwania słów i harmonii, które przychodzą w nieświadomy sposób. Oczywiście, po pierwszym wybuchu natchnienia, przychodzi czas na bardziej mozolną pracę oraz dopracowywanie pomysłów. To jest faktycznie etap prób i błędów.

Iwona: To Discotexas znalazło nas, wypromowało troszkę za granicą, dało cenne uwagi i krytykę tego, co robimy. Dzięki temu nasza muzyka jest teraz lepsza. Bartosz: Na pewno dostaliśmy niezłą promocję zagraniczną. Wspaniale było poznać osobiście tych ludzi i zagrać w Portugalii.

Bartosz: Czasami aranżacja jest wynikiem przemyśleń. Są momenty, gdy koncepcja powstaje w głowie i szczęśliwie daje „Hellada” ukazała się natomiast nakładem się przelać ją na dźwięki. Częściej jed- Brennnesel Records netlabelu stworzonego nak jest to moment, gdy palce są już przez Kamp!. Myślicie, że taka jest przyna klawiszach lub progach gitary i po- szłość muzyki? Czy waszym zdaniem wielkie mysł powstaje bardzo „na gorąco”. tłocznie, oferujące wysokie kontrakty, ale też ograniczające swobodę twórczą powoli będą Weźmy na przykład utwór „555”. Jak po- odchodziły do lamusa? wstał? Iwona: Nie jestem w stanie przepowieIwona: Utwór „555” początkowo powstał dzieć przyszłości muzyki. W Polsce nie z mojego pragnienia stworzenia rytmu ma dużej wytwórni, która promuje niew stylu Thoma Yorke. W toku pracy zależnych artystów. Zależało nam na peł„555” przybierało różne oblicza i tak nej kontroli nad materiałem. Myślę jedz bitu, który powstał na samym początnak, że zagraniczne wytwórnie jak 4AD ku, nic nie zostało. Eksperymentowaliczy Domino są bardzo silne i dalej będą śmy z harmoniami, warstwami syntezadrzwiami do sukcesu. torów. Kiedy cały aranż był już gotowy, dodaliśmy bit. To był dość trudny utwór, Bartosz: Oczywiste jest, że rynek mugdyż ciężko było nam dotrzeć do jego zyczny bardzo zmienił się na przestrzesensownej aranżacji. Osiągnęliśmy to po ni ostatnich dwudziestu lat (chyba wielu godzinach pracy. Tak powstało dwadzieścia lat temu muzycy liczyli „555” , które jest jednym z moich uluna wysokie kontrakty, a bali się ograbionych kawałków. niczenia swobód artystycznych). Dziś mamy wiele przykładów na to, że duży Bartosz: Były zwroty akcji, były momenty, label nie gwarantuje niczego, a może że szło świetnie, potem jak po grudzie, za to szalenie skomplikować życie. a potem znów świetnie. Jak waszym zdaniem będzie wyglądała muzyNiedawno ukazały się remiksy utworu „Me- ka za pięć, dziesięć lat? Widzicie tam siebie? lancholia”. Czy zdarza się, że remiks podoba się wam bardziej, niż oryginał, który sami Iwona: Jak najbardziej. Jestem nastawiostworzyliście? na na zmianę i rozwój, a to jest bardzo ważne, jeśli chce się istnieć w muzyce Iwona: Mnie zawsze oryginał! dłużej niż jeden sezon. Bartosz: Remikserzy potrafią faktycznie wyciągnąć jakieś ciekawe aspekty kompozycji lub wręcz przetworzyć ją, ale myślę, że to po prostu dodaje kolorytu. Brak mi dystansu po takim czasie pracy nad utworem, aby je wartościować i oceniać.

Iwona: W moim przypadku muzyka nie bierze się z głowy. Czasem mam pomysł na to, co chciałabym zrobić. Na przymuzyka

Jak zaczęła się wasza współpraca z wytwórnią Discotexas? I co ona wam daje? Czujecie się częścią portugalskiej rodziny?

09

rebeka

Bartosz: Postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Myślę, że jesteśmy już raczej świadomymi (lecz ciągle poszukującymi i rozwijającymi się !) muzykami. Rebeka nie jest chwilową fanaberią. Klip do utworu „Melancholia” tworzy wokół


tego kawałka świetną otoczkę. Czy traktujecie teledyski oraz wizualizacje, jako dopeł nienie muzyki? Czy to po prostu samoistny dodatek, bonus? Planujecie nagrać więcej klipów? Iwona: Jest to absolutnie dopełnienie muzyki. Część wizualna jest bardzo ważna. Mamy w planach kolejne klipy. Jeśli o mnie chodzi, każdy numer mógłby mieć swoją wersję wizualną. Bartosz: Oczywiście, nie należy zapominać, że teledysk jest wizją reżysera. Obrazy, montaż, klimat - to wszystko zasługa ekipy, która teledysk tworzy. Staramy się mieć nad tym jakąś kontrolę, ale ta kontrola na samym początku przede wszystkim sprowadza się do podjęcia decyzji z kim w ogóle rozpoczynamy współpracę. Musi być porozumienie na linii estetycznej. Bardzo zależało nam, aby pierwsze teledyski zgadzały się z naszym poczuciem Rebeki, by wizerunkowość pasowała do nas.

wojownika. Czuję się w nim trochę dziko, przenoszę się w inny świat. Na pewno słyszycie wiele porównań do innych zespołów lub projektów. Które z nich pochlebiają wam najbardziej? Z kim lubicie być porównywani? A może wolicie być po prostu Rebeką - Iwoną i Bartkiem? Iwona: Lubię być Rebeką. A nie wersją Moloko, The Knife itp. Mówienie jesteście polską wersją tego sprawia, że czuję się jak z taśmy, nieprawdziwa. A to, co tworzymy wynika z głębi serca, szczerości, prawdziwych poszukiwań. Nie siadamy przed komputerem i syntezatorami z założeniem „będziemy polskim The Knife”. Bartosz: Staram się robić wszystko, by ludzie mówili „to brzmi jak Rebeka”.

Skąd wziął się pomysł na malunki na twarzach w czasie występów live?

Czujecie, że razem z Kamp! jesteście obecnie najbardziej cenionym polskim zespołem grającym elektronikę? Jakie to uczucie, kiedy ludzie jadąc na festiwal wymieniają was jednym tchem z headlinerami i największymi zagranicznymi gwiazdami?

Iwona: Dużo inspirowałam się CocoRosie. Makijaż traktuję trochę jak element

Iwona: Nie wiem czy wymieniają jednym tchem. Jest nam miło, dużo pracujemy i

muzyka

10

rebeka

mamy nadzieję, że to przyniesie rezultaty. Polska scena elektroniczna bardzo się rozwija i czuję, że za dziesięć lat będzie naprawdę mocna. Bartosz: Określenie „naj” jest trudne jedni lubią schabowego, inni naleśniki. Myślę, że trudno myśleć o muzykach w kategorii „pozycji w wyścigu”. Duże festiwale muszą reklamować przede wszystkim popularne zespoły, bo to one są magnesem dla mas. Nam jest oczywiście szalenie miło, że dla kogoś możemy być tak samo dobrym argumentem, by pojawić się na festiwalu, jak headliner wymieniony największymi literami. Czy jest coś, o czym zawsze chcieliście opowiedzieć, a dotychczas nikt was o to nie zapytał w żadnym wywiadzie? Iwona: Bardzo lubię koty i grę w piłkę nożną. Bartosz: Ciekawe pytanie. Ale boję się, że mogłoby otworzyć kolejny kilkustronicowy wywiad. Mógłbym też opowiedzieć jakiś słaby dowcip, ale lepiej darujmy to czytelnikom. soundcloud.com/rebekaduo


camera obscura Tekst

Przez ponad dekadę obecności na scenie, szkockiej grupie Camera Obscura udało się uczynić z regularności cnotę. Utwory zespołu wpasowują się w kanon znanych, popularnych piosenek, a ich tematyka rzadko odbiega od spraw sercowych. To muzyka vintage z powiewem nowoczesności, zgodna z duchem naszych czasów.

Jaime Suárez i Aneta Muzioł.

wiście przeszła trudne chwile, na szczęście wyzdrowiała i powróciła do gry. Tym, który przestał poświęcać swój czas wyłącznie zespołowi był trębacz Nigel Baillie, jako że obowiązki rodzinne oddaliły go na jakiś czas. „Nigela nie słychać na tym albumie, ale być może będzie koncertował z nami w Wielkiej Brytanii. Na resztę trasy zastąpi go Tim Cronin, którego znamy już z poprzednich tras.”

W ciągu czterech lat, które upłynęły od czasu głośnego „My Maudlin Career” (4AD, 2009) niewiele słychać było o grupie z Glas- „Desire lines” (4AD, 2013) jest albumem, któgow - wręcz tak mało, że zaczęto spekulować ry zaczął nabierać kształtu pod koniec 2010 o jej zniknięciu ze sceny. W informacjach roku - trzy lata na dokończenie krążka to bez prasowych wspominano o „chorobie i smut- wątpienia sporo czasu ... „Spośród wszystku”, odnosząc się do osobistych problemów, kich albumów, które nagraliśmy, ten był z którymi musieli zmierzyć się członkowie z pewnością najtrudniejszy do napisazespołu. Mimo to, nadzieja to idealny eliksir nia, częściowo ze względu na naszą niepozwalający przezwyciężyć trudności, a ich pewną sytuację, a także dlatego, że jest wytrwałość i sztuka przetrwania umożliwiły to piąty krążek LP zespołu i za każdym wydanie kolejnego krążka. Z nowym zapałem razem jest nam coraz trudniej pobłażać Tracyanne Campbell i Carey Lander chętnie sobie przy tym, co robimy.” udzielili nam wywiadu, aby uczcić tak długo oczekiwany powrót. Trzeci raz z rzędu grupa postanowiła nagrywać poza swoim otoczeniem, tym razem wyZ pewnymi obawami, Lander mówi o swoich bierając studio w Portland, miasto obecnie przejściach, wyjaśniając przyczyny tej prze- uważane za mekkę kultury alternatywnej ... rwy „Gdy skończyliśmy trasę koncertową z po„Zawsze myśleliśmy, że wyjazd ze Szkoprzednim albumem poczuliśmy potrzebę cji daje nowe spojrzenie, pozwala nam odpoczynku - to wtedy zachorowałam. uniknąć wielu lokalnych rozproszeń. Koledzy z zespołu mogli grać dalej, ale Bardzo nam się spodobało w Szwecji postanowili poczekać aż wyzdrowieję, i zobaczyliśmy, że takie doświadczenia a w tym czasie pracowali nad nowym łączą nas jako zespół. Chcielibyśmy albumem”. Klawiszowiec grupy rzeczyto powtórzyć”. Poza tym, wybór miamuzyka

12

sta nie mógł być przypadkiem ani zwykłym kaprysem, ponieważ w Portland znajduje się producenckie studio Tuckera Martine, którego Matthew Stephen Ward polecał członkom zespołu do pracy nad „Desire Lines”, podczas krótkiego, ale owocnego spotkania w Glasgow ... „Nie byliśmy zbyt obeznani z tym, czym zajmował się wcześniej - to była kwestia wiary, zaufania temu, co nam opowiadano. Wymieniliśmy kilka e-maili i porozmawialiśmy, daliśmy mu kilka naszych demo do odsłuchania. Po prostu mieliśmy nadzieję, że pójdzie dobrze, i tak rzeczywiście było.” Martine działa na szeroką skalę, wydając albumy grup takiego formatu jak m.in. The Decemberists, R.E.M. czy Sufjan Stevens... „Wszystkie te zespoły lubimy i wydają nam się znakomite. Możemy do tego dodać, że Martine był przyjacielem Morning Jacket, jednego z moich ulubionych zespołów, a gdy dowiedzieliśmy się, że pracował też z Necko Case, o wiele łatwiej było nam podjąć decyzję” . Dzięki dobrym relacjom z Jimem Jamesem i liderem The New Pornographers, Tucker sprawił, że obaj wokaliści współpracowali przy tworzeniu „Desire Lines” śpiewając w chórkach. „To ekscytujące usłyszeć ludzi, których tak bardzo podziwiam, w naszych własnych utworach”, przyznaje Campbell.


„Desire Lines” to album, który w przeciwieństwie do poprzednich, rozpoczynających się skocznymi piosenkami pop, zaczyna od aranżowanej pauzy ćwierćnutowej, która z pewnością emanuje pesymizmem, ale nie określa ogólnego tonu albumu. „Intro” chce zmylić słuchacza, to rodzaj wierzchołka nabierającego kształtu wraz z akordami „Cri de Coeur”, jednak nie zdradza struktury reszty albumu. Niemniej jednak, „Cri de Coeur” jest jednym z przełomowych momentów, w których klawisze Carey brzmią zachwycająco, wzmocnione melodią „nakreśloną kwadratami i kątami”... „Zakres dźwięków, które gra Carey był bardzo szeroki - używała m.in. keyboardów takich jak Mellotron czy Nord. Zwłaszcza w «Cri de Coeur» Tucker dał jej swobodę i czas na wyrażenie swoich uczuć w utworze, dostała możliwość wprowadzenia zmian i omówienia tego, co jej nie odpowiadało, dopieszczając i ostatecznie udoskonalając utwór” . W tym przypadku fakt, że Carey włada keyboardem, zgodnie z fizyczną zasadą akcji i reakcji, mógł działać ze szkodą dla innych elementów akustycznych, zabierając ich brzmieniu intensywność i wielkość. Jednakże, efekt okazał się być doskonałym pod każdym względem, a album bardziej naturalny. Naturalność odziana jest słodkim głosem Tracyanne, znakiem firmowym zespołu, który zawsze był powodem szufladkowania

camera obscura

Camera Obscura jako melodyjny zespół indie. Faktem jest też, że pomimo pewnych podobieństw do poprzednich albumów, ten jest bardziej powolny, ale przy tym również mniej melancholijny, idealny na niedzielne popołudnie. „Myślę, że zawsze staramy się rozwijać, dążymy do czegoś nowego i cieszy nas, że w jakiś sposób zmieniliśmy się wraz z tym piątym albumem.” Tak więc dla Lander, „Troublemaker” jest najbardziej jaskrawym przykładem tych zmian ... „To utwór najbardziej odbiegający od naszego stylu, tak bardzo różni się od tego, co zrobiliśmy wcześniej, z wyjątkiem «Intro». Innymi słowy, jest najbardziej nowoczesny, najbardziej «inny» spośród tych, które do tej pory nagraliśmy.”

Isley Brothers - nie jak sfałszowany pop, tylko czysto. Mieliśmy zamiar wyrzucić to z albumu, ale po tej całej pracy włożonej w utwór i efekcie jaki uzyskaliśmy pomyślałem, że głupio byłoby to zrobić.” Świeże brzmienie jakie Camera Obscura prezentuje na „Desire Lines” to nowy punkt wyjścia. Choć zmiany na tym albumie widać tylko powierzchownie, można zaobserwować ich ciężar głębokiego wpływu na zespół, bezpowrotnej ewolucji sprzed i po tym krążku, na co wskazuje Tracy... „To album spokojniejszy, gitary i metalowe brzmienie słychać rzadziej, można powiedzieć, że jest mniej temperamentu i mniej aranżacji. W przeciwieństwie do poprzednich albumów, w powstawaniu tego nie uczestniczyło wielu muzyków. Możesz usłyszeć nasze prawdziwsze, bardziej oryginalne brzmienie.”

Krajobrazy, marzenia, które mylą się z najbardziej sugestywnymi obrazami niepewnej rzeczywistości są wytycznymi albumu, który wstrząsa słuchaczem aż do półmetka albumu, a potem daje mu do zrozumienia, że to jeszcze nie wszystko i że czas na nie- „Desire Lines” jest zdecydowanie bardziej spodzianki, takie jak dynamiczny, lekki i intensywnym i mrocznym albumem, dzieświeży utwór „Do It Again”. „Tak napraw- łem, które emanuje bezpieczeństwem i zadę, próbowałem napisać piosenkę dla ufaniem. To rzetelny, szczery krążek, na któLaury Cantrell, w głowie naszkicowa- rym z ogromną precyzją zmierzyli się ze swołem sobie coś, co brzmiało jak country, im lękiem. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. ale kiedy myślałem o tym zdałem sobie sprawę, że nie będzie w stanie tego zaśpiewać, więc wpadłem na «Do It Again» . Kenny miał genialny pomysł, żeby to wspomóc gitarą brzmiącą jak www.camera-obscura.net 13


edwyn collins Tekst Adrianna Sasin i Lara Fernandez. Nieliczni z tych, którzy pamiętają lata dziewięćdziesiąte zapomnieli o inspirującym „A Girl Like You” – hymnie, który wzniósł się na wyżyny ówczesnego rocka. W 2005 roku Edwyn przeżył dwa rozległe wylewy krwi do mózgu, przez które stracił głos i został w połowie sparaliżowany. Nie mógł mówić, nie rozumiał tego, co do niego mówiono. Losy muzyka nie kończą się jednak tragicznie. Edwyn nie poddał się, powoli odzyskuje siły, wydał kilka płyt i wbrew chorobie zaczął występować na żywo. Choć połowa ciała nie odpowiada, porusza się niezgrabnie z laską, czasami zdarza mu się nie pamiętać słów piosenek, to nie brak mu charakteru i odwagi scenicznej. W jego sztuce nie ma miejsca na kompleksy i przez to właśnie jest bohaterem. Jego rozum wyszedł cało z tej katastrofy tylko dzięki jego wrodzonej odwadze. Po artystycznym odrodzeniu w 2010 roku i wydaniu krążka „Loosing Sleep”, ten dzielny Szkot ponownie wraca do gry z „Understated” – jedenastoma rockowymi kawałkami, przystrojonymi niekiedy dodatkiem brzmień typowym dla muzyki country, jak w utworze „Down The Line”. Uczenie się bycia niepokonanym, ogromne uczucie, którym darzy swojego anioła stróża (żonę i menadżera w jednym) Grace Maxwell oraz pragnienie życia, to główne tematy jego utworów. Trzeba przyznać, że to wyjątkowy i wspaniały album. Pierwsze pytanie, jakie nasuwa się, to jego stan zdrowia. Edwyn delikatnie uśmiecha się, patrzy na Grace i pyta: „Jak to ze mną jest, Grace? Ona to już wie najlepiej’’. Grace natomiast uśmiecha się z czułością i odpowiada: „Oczywiście coraz lepiej z jego ciałem i mową. Poza tym od czasu wypadku zrobił się bardziej uczuciowy…Na początku strasznie się martwiłam, bo wyglądało to tak, jakby zmienił się w kogoś obcego…Moją najgorszą obawą było to, że nie będę w stanie mu pomóc. Teraz zdarza się, że ludzie mówią Edwynowi «Co za pech, że spotkało

muzyka

to akurat ciebie». Natomiast on zawsze im odpowiada: «Pech? Jeszcze tego brakowało!»”. Edwyn: „Dokładnie tak. Istnieje jeden procent szansy na to, że się z czegoś takiego wychodzi, dlatego uważam, że miałem wiele szczęścia”.

moje życie w Glasgow: budynek - w którym pracowałem, ludzi - których znałem, grafika - którym byłem ...” W tej chwili Edwyn zaczyna śpiewać fragment utworu, który jest zarazem tytułem albumu „Understated I am, I was only nineteen, Understated I am, I was only a boy ...”. Wszyscy dookoła patrzymy na niego z mieszanką emocji podziwu i współczucia. Taki cud nie zdarza się co dzień.

Artysta po raz kolejny mógł liczyć na pomoc takich muzyków jak: Johnny Marr i Roddy Frame oraz Alex Kapranos i Nick McCarthy z Franz Ferdinand. Gwiazdy te stały się jego prawą ręką, której teraz potrzebuje tak bardzo, jak nigdy dotąd. Grace porównuje tę współ- To z pewnością płyta wypełniona emocjami. pracę do mile spędzonych chwil, w gronie „ForSooth” i „In the now” to utwory powstałe z prawdziwych przyjaciół:„Wszyscy, którzy pra- jednego pomysłu. Pierwszy, to elegia wyrażającują z Edwynem, to ludzie nagrywający ca wdzięczność, którą odczuwa ktoś zagrożony, z najlepszymi, ale to też jego przyjaciele. kto zdaje sobie sprawę z tego, że jest w stanie Edwyn jest zdecydowany i bezpośredni, nadal oddychać. Natomiast druga, to rozmyśledokładnie wie do czego dąży. Właśnie nia na temat „ ja” współczesnego i „ ja” utraconego w 2005 roku. „Słowa piosenek na tej płycie dlatego tak ważna jest dla niego praca z bliskimi. Razem świetnie się bawią podsą dla mnie wyjątkowo ważne. Czasami czas nagrań w studio. Panuje miła, pozybudziły mnie w środku nocy i musiałem tywna atmosfera”. biec po dyktafon. Pewnego dnia obudziłem się o piątej rano, po czym nagrałem Wbrew ograniczeniom, które stawia przed «Dilemma» i kilka innych utworów, które nim choroba, Edynburczyk przejmuje coraz Grace pewnego razu niechcący skasowawiększą kontrolę nad swoją pracą. „Underła. Dlatego nie znoszę nowej technologi. stated” zostało wydane przez jego znak firPrawda Grace?” - opowiada roześmiany. mowy, niedawno założoną wytwórnię - AED Records. Jako broń wykorzystuje swoje do- „Understated”, to punkt zwrotny w karierze świadczenie życiowe, które chroni go przed Edwyna Collinsa. Mimo to, kwintesensja jego najgorszym. Pozwala mu to odzyskać jego muzyki pozostała bez zmian. Nadal poraża charakterystyczny elegancki styl i brzmie- talentem, inteligencją i sarkazmem. Pragnie, nie gitar, które sięgają wspaniałych czasów abyśmy słuchali go w ten sam sposób, jak robiOrange Juice. Jego głos stał sie bardziej liśmy to kiedyś. Nie znosi jakiejkolwiek przejawy współczucia i gorąco pragnie podarować zahartowany i powolny. W każdej sylabie słychać wolę walki, tak wyraźną w balladzie nam kolejny wspaniały album. „It’s a reason” – paradygmacie dni pełnych cierpliwości i autorefleksji.„Miałem już skomponowane piosenki w mojej głowie. Niestety, ale po wypadku wszystko zapomniałem. Szczęśliwie od 2008 roku, po trzech latach rekonwalescencji, powoli zaczynam sobie wszystko przypominać. Pierwszą piosenką na tej płycie było «Down the line ». O «Understated» przypomniałem sobie wspominając www.edwyncollins.com

14

edwyn collins


pond Tekst Joanna Kowalczyk i Lara Fernández. Niektóre teorie utrzymują, że historia ma charakter cykliczny, a człowiek jest istotą nieświadomą, zanurzoną w mieniącej się kolorami spirali. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych psychodelia wyłoniła się jako forma oporu przeciw kulturze i pogorszeniu jakości życia wywołanym przez wszechobecną rutynę. Dzisiaj ten typ sztuki znowu przeżywa swój renesans. Ponownie staje się atrakcyjną drogą ucieczki od ograniczeń narzuconych przez aktualną rzeczywistość. Czy jest ktoś, kto mógłby utrwalić ją lepiej niż bracia syjamscy zespołu Tame Impala? Związani nie tylko pochodzeniem, ale i wspólną miłością do muzyki, Australijczycy z Pond promują swoją piątą płytę zatytułowaną „Hobo Rocket’’, która ujrzała światło dzienne 5 sierpnia. Nick Allbrock - lider zespołu - planuje skupić się na trasie koncertowej, po tym jak zdecydował się porzucić rolę basisty w Tame Impala. Zastąpi go (i tu sprawa się komplikuje) Cam Avery, który z kolei gra na perkusji w Pondzie. Ostatecznie, wszystko zostaje w rodzinie... „Nick chce spróbować odkryć się na nowo w społeczeństwie, ma więcej projektów, a w Tame Impala jeździmy w trasy po całym świecie, co go osłabia... Chce skupić się na tym nowym albumie. Cam go zastąpi i, w gruncie rzeczy, dziś wieczorem jest jego pierwszy koncert! Jest podenerwowany. To dla niego nowe wyzwanie” - wyjaśnia nam Jay Watson, członek zespołu. Nowy krążek wydany po wielkim sukcesie zeszłorocznego „Beards, Wives, Denim”, udowadnia, że ten paralelny projekt ma niepodważalny potencjał i szanse na światową karierę. Pond, między riffami gitary, pogłosami, dźwiękami perkusji i innymi efektami psychotropowymi, stopniowo zdejmuje z siebie etykietę „młodszego brata”. „Porównania między nami są oczywiście nieuniknione, lecz nie mamy nic przeciwko nim. Możliwe, że Pond jest bardziej rockandrollowy, bardziej garażowy. Kevin to wielki pej-

muzyka

zażysta, jest bardziej «duchowy», tworzy muzykę nasyconą pięknem. Tame Impala to czysta psychodelia, a my tworzymy coś lżejszego... choć i tak nie potrafię nas zdefiniować. Nie wiem, czy jesteśmy ciemną stroną monety, bardziej od psychodelii tworzymy bzikodelię” - żartuje Cam Avery Upłynęło już pięć lat odkąd grupa ta wyłoniła się w Perth, na zachodzie Australii, w miejscu, gdzie rock garażowy i psychodelia wraz z mistrzowskimi grupami takimi jak Lime Spiders czy Died Pretty, których „Free Dirt” (1986) brzmiał jak stop Neila Younga z Doorsami, odnalazły płodną ziemię około lat osiemdziesiątych. Nasycony zaraźliwym, młodzieżowym hedonizmem Pond, ma swoje powody ku temu, aby rozwinąć kreatywne i eksperymentalne skrzydła. Dzięki wdrożeniu elementów tropikalnych i elektronicznych do brzmienia zespołu-matki i odkryciu na nowo lat siedemdziesiątych, zespół dokonał najbardziej aktualnej ewolucji tego podgatunku popu. Rygorystyczne zasady i nienaruszalna osobowość zawsze będą jego znakiem rozpoznawczym. „Wytwórnie muzyczne stale nakłaniają artystów, by tworzyli coraz bardziej komercyjną muzykę” - krytykuje Jay. Grupa nie zmienia się, od dawna wywieszają tę samą flagę i przeżywają jednakową satysfakcję osobistą. Pozostają na skraju tendencji rynkowych i w ten sposób zapobiegają wrzuceniu ich do jednego worka razem z artystami tworzącymi tylko i wyłacznie w celach finansowych. „Skoro mamy już Tame Impala, Pond nie potrzebuje więcej pieniędzy (śmiech). Nie, na serio. Wiele wytwórni nie szanuje twojej integralności jako artysty. Mówią ci: «Słuchaj, mógłbyś nagrać kolejną piosenkę? Spróbuj jeszcze jedną.» Nie mogą ci narzucać, co musísz, a czego nie musisz nagrać! To nas bardzo irytuje. Jedyne, nad czym będziesz się zastanawiał pod koniec swojego życia będzie to, czy byłeś wierny swojej integralności jako

16

pond

artysta, czy raczej uległeś wymaganiom rynkowym, aby się wzbogacić.” Od momentu powstania zespołu wiele osób twierdziło, że nie bierze on swojej pracy na serio i jest tylko grupą znajomych, która chce się po prostu dobrze bawić. „Całymi dniami dużo żartujemy. Potrzebujemy tylko siebie nawzajem, nie chcemy pieniędzy czy sławy. Wiesz co się obecnie dzieje? Wiele pretensjonalnych osób w tym kręgu mówi: «Ja jestem artystą». Ta postawa nie pomaga grupie. W porządku, zajmuję się muzyką, i co z tego? Tworzenie muzyki nie jest takie trudne, przynajmniej takiej, którą my robimy. Jesteśmy szarymi ludźmi, nie jesteśmy geniuszami czy kimś w tym stylu. Tak naprawdę, to sądzę, że nawet nie jesteśmy inteligentni”. Podsumowując - „Hobo Rocket” to kompletny album, który prezentuje wszystkie aspekty psychodelicznego rocka: odrobinę popu, trochę funka, dużo garage’u i retrofuturystycznego klimatu. Ktoś, kto odważy się zagłębić w tę ekspresyjną przygodę ośmiu tematów, odnajdzie echa pierwszych kawałków Pink Floydów, Byrdsów z Fifth Dimension lub 13th Floor Elevators. W ubiegłym roku zostali ocenieni jako „najbardziej seksowny zespół na świecie” przez brytyjski tygodnik NME, który podkreślił niewzruszoną i demolującą ścieżkę, jaką podąża ta wielobarwna grupa. „Jesteśmy najseksowniejsi, nie ma innej rady, trzeba nas zobaczyć” – mówi Jay. -„W takim razie nie może być dużo seksownych grup. Jeśli wybrali akurat nas, świat muzyczny musi przechodzić kryzys” – odpowiada Cam, żartując. Seksowni, bystrzy i zdolni do bawienia się z naszą percepcją czasu i przestrzeni. Co więcej, okazuje się, że w momencie włączenia albumu Pondu, cała rzeczywistość może zostać zakwestionowana. www.pondband.com


ZAPRASZA

ODBIERZ LADOS W SWOIM DOMU

3.10 HALA NR 2 MTP / POZNAŃ 28.10 STODOŁA / WARSZAWA 29.10 TEATR ŁAŹNIA / KRAKÓW

ZAPRENUMERUJ I OTRZYMAJ PIĘĆ KOLEJNYCH WYDAŃ LADOS W DOMU LUB BEZPOŚREDNIO

19.11

W TWOIM BIURZE ZA JEDYNE 99 ZŁ. DODATKOWO WYŚLEMY

Stodoła

Warszawa

19

CI NAJNOWSZĄ PŁYTĘ BABYSHABLES, „SEQUEL TO THE PREQUEL”

prześlij nam twoje dane pocztowe na: polska@ladosmagazine.com

19.11 Hala nr2 MTP/Poznań

20.11 Stodoła/Warszawa


crystal fighters

Tekst Małgorzata Mróz i Oscar Villalibre Vicente.

muzyka

18


W perspektywie dzisiejszego rynku muzycznego, na który każdego dnia trafia tak wiele nowych i świeżych projektów, opisywanie danego artysty przymiotnikiem „ciekawy” może kojarzyć nam się z wykonawcą dość zwyczajnym, nie wyróżniającym się znacząco pośród innych. Zdarza się jednak, że takie określenie przylega do zespołu niczym pierścionek do palca. Taki właśnie jest przypadek angielskiej grupy Crystal Fighters, która tworzy multiinstrumentalny, taneczny pop. W twórczości bandu dominuje charakterystyczny dźwięk, zindywidualizowany poprzez obecność kilku tradycyjnych instrumentów baskijskich, takich jak txalaparta czy txistu, których dźwięki muzycy wplatają w większość swoich utworów. Tak niespotykaną eklektyczność zawdzięczamy ich pochodzeniu. Laure Stockley znalazła rękopisy jednej z nieskończonych oper napisanych przez swojego dziadka, który zamieszkiwał Kraj Basków. Fascynacja tym odkryciem przekonała zespół do zgłębienia baskijskiego folkloru, a co za tym idzie włączenia do ich muzyki bogatych w brzmienia instrumentów. Ogół tych szczęśliwych zbiegów okoliczności doprowadził do narodzin Crystal Fighters - zespołu, który wydaje w tym roku swój drugi album zatytułowany „Cave Rave” (PIAS, 2013). Ich chęć bycia wysłuchanymi jest zaraźliwa. Dźwięk Crystal Fighters emanuje żywotnością, blaskiem i musującym zmysły rytmem. Zespół ten, to egzotyczny konglomerat na bazie funku i rocka amerykańskiego, z dodatkiem baskijskiego folkloru. Coś, co powierzchownie może się wydawać niemożliwe, udało się stworzyć jego członkom . „Wszystko jest możliwe, jeśli tylko jesteś w stanie sobie to wyobrazić. Jeśli masz przeczucie, że coś może się zdarzyć – tak się stanie! Niedawno, myśląc o idei, do której dążymy jako zespół, zastanawialiśmy się nad tym, jak automatyczne może stać się słuchanie pewnych dźwięków i wpływów oraz ich odtwarzanie. Myślę, że udało nam się połączyć muzykę, którą kochamy z ideą muzyki, jaką chcemy tworzyć. Wszystko to kosztowało nas sporo pracy”. Krótko mówiąc - muzyka jest dla nich wyjątkowym uczuciem za pomocą, którego mogą wyrażać samych siebie. „Kiedy tworzyliśmy tę płytę, myśleliśmy o uczuciach, które się w nas budziły i zastanawialiśmy się w jaki sposób je zmaterializować. Dążyliśmy do czegoś większego niż wykorzystanie zasocrystal fighters

bu jaki dają nam gitary, klawisze, komputery i dźwięki, które na nas wpływały w tym momencie. Staraliśmy się wyrazić rodzaj uczuć, które wzbudzały w nas te wszystkie czynniki. Poprzez komponowanie muzyki staramy się zarazem odpowiedzieć sobie na drzemiące w nas pytania o wszelkie podstawy aktywności artystycznej, które tkwią w człowieku. Pragniemy poczuć te emocje, które towarzyszyły naszym poprzednikom. Nasza twórczość to szersza próba interpretacji muzyki, jako niezastąpionego nośnika emocji.” Każdy artysta poprzez sztukę, którą tworzy, definiuje siebie i narzuca odbiorcy domyślny sposób rozumienia swoich kompozycji. Są to wytyczne, które tworzą trop do stworzenia płyty. „Cave Rave” wywołuje u nas silniejsze uczucia niż jej poprzednik, gwarantuje swemu słuchaczowi większe bogactwo dźwięków. Zawarte na płycie brzmienia są rześkie niczym przyjemnie chłodne powietrze wkraczające o poranku do pokoju przez otwarte okno. Zespół komentuje to w ten sposób: „Może «Star of love» miała więcej rezonansów i znaczną liczbę poprawek elektronicznych. Tym razem staraliśmy się pracować w sposób bardziej złożony. Tworzyliśmy piosenki zaczynając od gitary, a następnie dodawaliśmy kolejne elementy. W ten sposób staraliśmy się wydobyć wyjątkowy charakter utworu. Była to dla nas praca organiczna. Daliśmy sobie spokój z eksperymentowaniem po to, aby móc skoncentrować się bardziej na poczuciu, którego szukaliśmy.” Moglibyśmy nazwać to dojrzałością artystyczną. Po raz kolejny wybór pewnych form w procesie tworzenia wyznacza ostateczny kierunek pracy, a to niewątpliwie daje genialne, bardziej złożone, a przy okazji zwarte wyniki. Pomimo wyjątkowości tego albumu, również tutaj zastosowano tradycyjne instrumenty baskijskie. O tym, jak wprowadzano ich brzmienia w nowoczesny styl muzyczny, Crystal Fighters mówią: „jest to proces, który zrealizowaliśmy na pierwszej płycie. W naszej twórczości posługujemy się gitarą rytmiczną oraz stosujemy dźwięki akustyczne i etniczne.To wszystko możemy stosować w występach na żywo. Instrumenty takie jak txalaparta doskonale adaptują się do tego typu brzmienia.” Zespołowi udało się połączyć dwie epoki w muzyce, 19

z łatwością stworzyli hybrydę współczesności i tradycji. „Zazwyczaj patrzymy w przeszłość, żeby szukać odniesień w popularnej kulturze baskijskiej. Tym razem zbadaliśmy również dźwięki pochodzące z Afryki, przez jej nieodłączną żywotność i nadzieję. Wykorzystaliśmy także niektóre instrumenty z Ameryki Południowej. W rzeczywistości na naszą muzykę wpływają doświadczenia jakie zdobyliśmy i miejsca, w których odbywaliśmy naszą trasę w ciągu ostatnich lat. Wszystko, co przeżywamy i czego uczymy się w trakcie komponowania, ma swój wkład w naszą twórczość. Ostatecznie wszystko jest ze sobą sprzężone. Możemy pochwalić się dużym zbiorem niezliczonych elementów, które na nas oddziałują.” Crystal Fighters należą do tych wykonawców, którzy nieustannie lubią być w ruchu i dość mocno zagłębiają się w nowo poznanych klimatach. Rozmawiając o ich stylu muzycznym, podczas naszej wymiany poglądów, pojawia się postać kanaryjskiego muzyka, tworzącego brzmienia tropikalne El Guincho. Osobiście wydają mi się one bardzo podobne stylistycznie do muzyki Crystal Fighters. Zespół z przyjemnością przyjął to porównanie. Sami przyznali, że w swojej twórczości zapewne opowiadają o tych samych rzeczach, a jedyną różnicą jest język wykonania. Tematyka podobieństw i odniesień prowadzi nas do rozmowy na temat ich rozwoju jako zespołu. „Uważamy, że na naszej nowej płycie można znaleźć nową wibrację. Dojrzeliśmy jako zespół. Nasze nowe doświadczenia osobiste sprawiły, że rozwinęliśmy się jako grupa. Ze strony praktycznej polecieliśmy do Los Angeles nagrywać płytę i dzięki temu osiągnęliśmy bardziej spójne brzmienie. W rzeczywistości nasz producent miał obsesję na punkcie spójności. Udało nam się osiągnąć równowagę pomiędzy strukturami bardziej klasycznymi w piosenkach, ale tym samym rezultat, jaki otrzymaliśmy był zaskakujący”. Odwieczne poszukiwanie niespodzianki, określenia nowości, która odetka uszy słuchaczom. Wydaje się, że w tej kwestii Crystal Fighters odnaleźli wygodny obszar do wyrażania siebie, a dowodem na to jest „Cave Rave”.

www.crystalfighters.com


franz ferdinand Tekst Adrianna Sasin i Carla Linares.

Przy okazji promocji nowego krążka ,,Right Thoughts, Right Words, Right Action” (Pias, 2013) szkocki zespół Franz Ferdinand przelotnie odwiedził Londyn. Po konferencji prasowej muzycy zaoferowali się porwać mnie ze sobą w kolejne miejsce, z czego oczywiście skorzystałam. Wsiadłam do ich samochodu i wciśnięta między Boba Hardiego z lewej i Alexa Kapranosa z prawej, towarzyszyłam chłopakom w drodze na lotnisko Heathrow. Zapięta pasami bezpieczeństwa, z trzęsącymi się kolanami dojrzewającej nastolatki, z wyrazem twarzy pełnoetatowej groupie, w całym jej splendorze, mogłam porozmawiać z Alexem i Bobem o ich nowym albumie ,,bardzo pozytywnym i z dużą ilością dobrej energii, nad którym praca okazała się czymś naturalnym, prostym i przyjemnym” . W błędzie są ci, którzy ironicznie i z dystansem podeszli do tytułu krążka. ,,Ten tytuł jest szczery i całkowicie jednoznaczny. Nie chcieliśmy przekazać nic więcej poza nim. Można szukać w nim drugiego znaczenia, ale to byłoby błędem. Przecież czasem bycie złym oraz niewłaściwe i trochę niedojrzałe zachowanie jest czymś dobrym, prawda?” – śmieje się ironicznie Alex Kapranos. Na samym początku, po wydaniu swojego pierwszego LP’a zatytułowanego ,,Franz Ferdinand’’ członkowie grupy twierdzili, że chcieli grać prawdziwy rock and roll, muzykę, która sprawia, że dziewczyny zaczynają muzyka

tańczyć. Od czasu debiutu nagrali już cztery albumy studyjne, wiele epek i niezliczoną ilość remiksów. Mając na uwadze ich początkowe założenia zastanawiałam się, czy akceptacja ze strony publiczności jest nadal celem samym w sobie, czy też zeszła na drugi plan. ,,Nagrywaliśmy grając na żywo. Nie wiem, czy zastanawialiśmy się jak to będzie brzmiało przed publicznością. Można powiedzieć, że dzięki temu wiemy, że piosenki z płyty będą dobrze brzmiały na żywo. Spowodowanie, że ludzie tańczą do twojej muzyki jest dobrym celem dla zespołu rockandrollowego, ale tak naprawdę nie myśleliśmy o tym. To było coś instynktownego. Ludzie będą do tego tańczyć, jesteśmy tego pewni.”

Po przesłuchaniu całej płyty odnosi się wrażenie, że zespół wraca do korzeni. Brzmienie basów z ,,Evil Eye” - drugiej piosenki na płycie, bez wątpliwości przywodzi na myśl ,,You’re the reason I’m leaving”. Z łatwością można dojść do wniosku, że nowy album jest esencją tego, czym w oczach najwierniejszych fanów jest Franz Ferdinand. ,,Jeśli ten album jest powrotem do korzeni, to tylko dlatego, że to my skomponowaliśmy poprzednie płyty i one nas reprezentują. Szczerze mówiąc jednak, nie myślę o nich jako o dosłownej inspiracji. Kiedy nagrywaliśmy ostatnią płytę staraliśmy się szukać esencji tego, czym jesteśmy jako grupa – czegoś, co pokazałoby to, czym się wyróżniamy i czego szukamy w muzyce”.

Tym razem, w przeciwieństwie do tego, ,,Right Thoughts, Right Words, Right Action” co działo się z ich poprzednią płytą ,,To- jest popowy i rockandrollowy zarazem. Krążek night”, Franz Ferdinand zachowali abso- ten jest pełen hitów do tańczenia i skakania, lutną ciszę podczas tworzenia i nagrywania żywych dźwięków oraz chwytliwych gitaronajnowszego krążka. Siedem z dziesięciu wych riffów. Już sam zwiastun płyty zapowiakawałków znajdujących się na płycie zosta- da specyficzny klimat utworów. Możemy na ło już zagrane na żywo, a okładka płyty, jej nim zobaczyć, jak każdy z członków wybudza zwiastun i lista piosenek są już znane fanom. się ze snu, po czym wszyscy zaczynają grać ,,Zrobiliśmy tak, przede wszystkim dla pierwsze dźwięki ,,Right Action”, kawałka naszego własnego dobra. Kiedy coś promującego album. Szukam jakichś symboli robisz, nie chcesz, żeby inni ci w tym w klipie i pytam się zespołu, czy ma on repreprzeszkadzali, mówiąc co masz robić. zentować przebudzenie z letargu, z którego Jest bardzo trudno, kiedy ktoś patrzy jak najszybciej chcieli wyjść. Muzycy śmieją ci na ręce. Nieważne, czy nagrywasz się rozbawieni moją interpretacją, dodając płytę, czy robisz cokolwiek innego. na koniec, że ,,reżyser klipu jest naszym doPo prostu musisz być spontaniczny. brym kolegą. Podobał nam się jego poMusisz unikać skażenia z zewnątrz”. mysł, wydawał się zabawny. To tak, jakbyś 20

franz ferdinand


słuchając płyty zrywała się z łóżka i nie leżała w nim rozmyślając nad tym, która jest godzina...” Przy okazji nagrywania najnowszej płyty, kwartet skorzystał z pomocy znajomych ze świata muzyki, takich jak m.in. Alexis Taylor czy Joe Goddard z zespołu Hot Chip, którzy dorzucili swoje trzy grosze do materiału. Hot Chip i Franz Ferdinand razem? Gotowi i jakby oczekujący na moją reakcję muzycy opowiadają: ,,na płycie znajdują się piosenki z brzmieniami elektronicznymi m.in. «Love Illumination», w której można wyraźnie usłyszeć syntetyzatory. Prawda jest taka, że nowy album nie jest elektroniczny. Od samego początku chcieliśmy brzmieć jak Franz Ferdinand, nie chcieliśmy się na nikogo stylizować. Skorzystaliśmy również z pomocy Todda Terje i okazało się to super zabawą”. Muszę przyznać, że jako fanka obydwu zespołów, kombinacja brzmień Hot Chip i Franz Ferdinand wydała mi się od pierwszej chwili intrygująca i niepokojąca zarazem. Po przesłuchaniu można śmiało dojść do wniosku, że rezultatem takiej kolaboracji jest niespotykane dotychczas brzmienie. ,,Nagrywanie przebiegało mniej więcej tak samo, że myślę, że ten album jest nieco bardziej urozmaicony w kwestii brzmienia. Znajdują się na nim różne rozwiązania i melodie, a słowa piosenek są bardzo bezpośrednie. Nie chcieliśmy stworzyć niczego trudnego tak, żeby każdy mógł cieszyć się naszą muzyką”. Dlatego też ośmielili się mieszać różne brzmienia, dając pierwszeństwo własnemu. Nie brak tu obcych brzmień. ,,Nagrywając znajdowaliśmy się w wielu miejscach i czerpaliśmy zewsząd inspiracje – mieliśmy styczność z różnymi kulturami, ludźmi, widzieliśmy wiele filmów - słowem wszystko. Na «Brief Encounters» dostrzec można klimaty latynoamerykańskiej cumbii, choć nie jest to klasyczna cumbia, to piosenka Franz Ferdinand aranżująca jedynie klasyczne brzemienia. «Evil Eye» jest nasiąknięte hip hopem, sytuacja jest w pełni analogiczna. Podziwiam to, co robi Dr Dre, Snoop Dog czy LL Cool J, ale jestem pewien tego, że nie jestem żadnym z nich” - mówi Kapranos. Wiedząc, jak dużą wagę Franz Ferdinand przykłada do odbioru na koncertach i jak ważna jest dla nich publiczność, zastanawiam się jak zostały przez nią przyjęte piosenki muzyka

z ostatniej płyty. Kawałki takie jak ,,Right Action”, ,,Fresh Strawberries”, ,,Treason! Animals”, czy też ,,Bullet” zagrali podczas ostatniego koncertu w Glasgow. ,,Prawda jest taka, że był to kameralny koncert, ale muszę przyznać, że «Bullet» poszedł niewiarygodnie. Jest to najprawdopodobniej piosenka, która zawiera w sobie skoncentrowaną energię zespołu i skoro to czysty rock and roll, jest intensywna i odpowiednia do wykonywania na żywo. Można w niej usłyszeć tylko dwie gitary, bas i perkusję. Wątpię, iż można znaleźć lepszy przykład tego, czym jest prawdziwe i czyste brzmienie zespołu. «Stand On The Horizon» brzmi świetnie na żywo ... «Right Action» i «Evil Eye» też podobały się publiczności. Naszą ulubioną piosenką z tej płyty jest «Goodbye Lovers & Friends». Wersja na żywo jest zupełnie inna od tej nagranej w studio i grana na żywo za każdym razem jest czymś nowym” . Kawałek zamykający album zwraca uwagę publiczności nie tylko ze względu na swoje brzmienia, ale również na jego tytuł. Rwałam sobie włosy z głowy zastanawiając się, co może się pod nim kryć... ,,To nie jest pożegnanie zespołu z fanami. Nic z tych rzeczy. To pożegnanie z bohaterem piosenki, która zamyka płytę”.

i niepowtarzalni. ,,Wiesz, podobają się nam w równej mierze wielkie festiwale i ogromne wydarzenia muzyczne, tak samo jak małe sale koncertowe. Dla nas, to tak, jakby dano nam do wyboru lampkę czerwonego wina lub kieliszek whisky.” Franz Ferdinand wyznacza swoim nowym albumem muzyczne trendy. Pełny energii i przekonujący zespół, po raz kolejny stara się udowodnić, że zawarł pakt z diabłem. Mimo upływu lat Szkoci brzmią świeżo, a ich muzyka nadal stara się odkrywać przed fanami nowe horyzonty. Ich sceniczny powrót będzie jednym z najciekawszych w 2013 roku.

Przyznają się do tego, że w tym momencie pracują nad nowym materiałem, współpracując z kimś, o kim marzyli. Nie zdradzają jednak więcej informacji na ten temat, gdyż ciągle pozostaje to tajemnicą. Wspominam im o ich wspaniałej epce ,,Covers”, nad którą współpracowali z Debbie Harry, LCD Soundsystem i z Peaches. Zdaje się, że znowu będą chcieli sprawić, że ludzie będą tańczyć w klubach do ich muzyki. ,,O tak! Zawsze tworzymy taką muzykę, żeby ludzie mogli do niej tańczyć. Współpraca z Toddem Terjem wskazuje na to, że uwielbiamy kluby i parkiety. Bardzo podobają mi się remiksy naszych piosenek. To jakby «sposób w jaki inne osoby słyszą naszą muzykę», to inny punkt widzenia. Co do «Covers», muszę przyznać, że to jeden z naszych największych sukcesów. To świetne, że ludzie i zespoły, które podziwiamy bawią się naszą muzyką”. Nieważne czy podbijają parkiety w klubach, porywają fanów na wielkich festiwalach, czy też grają kameralny koncert w swoim rodzinnym mieście. We wszystkim tym są wyjątkowi 22

franz ferdinand

www.franzferdinand.com


novika Tekst Miłosz Karbowski Zdjęcia Filip Żołyński.

Kiedy polskie gusta muzyczne kształtowała „30 ton lista lista”, dostęp do internetu posiadał tylko znajomy kolegi, a swoje najlepsze chwile święcił zespół Ich Troje, ona zasłuchiwała się w płytach z importu, które prezentowała w niszowej audycji radiowej. Zdecydowana pionierka polskiej muzyki elektronicznej – Novika w rozmowie z Lados o nowej płycie i „złotym wieku” muzyki klubowej.

zobaczyłam Jamiroquai. Jay Kay został moim pierwszym sensownym idolem, zaczęłam też wsiąkać w Björk. Stopniowo moje gusta przybierały właściwy kierunek i zauważyłam, że mam wielką frajdę ze śpiewania tych piosenek w zaciszu swojego pokoju. Zaczęłam chodzić na jakieś zajęcia wokalne, ale zniechęciłam się, bo dostawałam klasyczny repertuar estradowy, a mój głos słabo w nim wypadał. Dopiero później zrozumiałam, że przecież nie muszę wyć jak Celine Dion, mogę śpiewać delikatnie, klimatycznie, jak chociażby Skye z Morcheeby. Zaczęłam też chodzić regularnie do warszawskich klubów i ten świat strasznie mnie zafascynował. Dzięki Radiostacji poznałam wielu dj’ów i też poprzez przypadkowe wygłupy wpadłam na pomysł, że mogę z nimi śpiewać jako MC.

Jak zaczęła się twoja przygoda z muzyką? Bo ta historia z Myslovitz urosła już chyba do swego rodzaju legendy... To prawda, a było to tak dawno, że pewnie chłopcy z Myslovitz nawet tego nie pamiętają (śmiech). Może więc nie będę powtarzać tej historii ograniczając się do tego, że usłyszeli mój głos w nagraniu nie wiedząc, że to ja i zainteresowali się kto tak fajnie śpiewa. To był taki mały kopniaczek, żeby zrobić kolejne nagranie - kilka coverów i puścić je kolejnym osobom. Pracowałam wtedy w wytwórni fonograficznej, a po chwili zaczęłam też pracować w Radiostacji. Tam szybko wsiąknęłam w raczkującą jeszcze scenę klubową i poznałam chłopaków, z którymi nagrałam swój pierwszy utwór – „Where’s The Love” pod szyldem Futro.

Czujesz się weteranką polskiej sceny muzycznej? Jak ocenisz zmiany w polskiej muzyce elektronicznej w ostatnich paru latach? Jak się rozwinęła od momentu, w którym ty zaczynałaś? W jakim kierunku zmierza? Weteranka w kontekście muzyki utożsamianej z młodością to niezbyt wygodne określenie i go nie lubię. Faktem jest jednak, że towarzyszę temu nurtowi niemalże od samych zalążków, początkowo jako młodziutka „klaberka”, potem już jako jedna z osób napędzających rozwój tej sceny. Cieszę się, że mogłam doświadczyć tak zwanych „złotych lat” kultury klubowej, bo ktoś urodzony w połowie lat osiemdziesiątych. nie zrozumie już o co to całe zamieszanie, co w tym takiego ekscytującego. Dziś prawdziwe kluby lekko się przejadły, więc jedne skręcają w stronę

W jaki sposób zainteresowałaś się elektroniką? I dlaczego właśnie muzyka elektroniczna w tak dużym stopniu cię zaabsorbowała? Jako dziecko słuchałam raczej popu, a moje gusta kształtował tata, Marek Niedźwiecki i oryginalne niemieckie Bravo, do którego miałam dostęp dzięki ojcu. Niedźwiecki prezentował też wtedy w telewizji teledyski i po raz pierwszy muzyka

24

novika

dyskotek, inne stają się coraz bardziej eklektyczne i bazują na imprezach organizowanych przez silne grupy towarzyskie, a nie doświadczonych promotorów. To bardzo szeroki temat, dla mnie ważne jest to, co się dzieje na festiwalach typu Audioriver, Tauron Nowa Muzyka, czy lokalnych imprezach typu Próba Dźwięku w Tychach. Tam widać, że jednak ta dobra muzyka klubowa znajduje rzesze odbiorców, którzy nadal potrafią się w niej zatracić. Jesteś dumna z „Heart Times”? Są w nim momenty, które w jakiś szczególny sposób sobie upodobałaś? Czy dumna nie wiem, ale na pewno zadowolona. Cieszę się, że więcej miałam do powiedzenia kompozycyjnie, że wszystko zrobiłam tak jak chciałam, nie było żadnych kompromisów. Momentów jest wiele, na przykład wokalny udział rewelacyjnego projektu Enchanted Hunters, czy Chmary z duetu Chmara Winter. Uwielbiam też moment wejścia beatu w „She’s Dancing”. O czym jest twój najnowszy album? Tylko o uczuciach, czy jest w nim też jakieś drugie dno? Motywem przewodnim była miejska rzeczywistość tu i teraz; świat zmieniający się w zawrotnym tempie, naszpikowany informacjami, przez które przedzieramy się każdego dnia wyłapując w pośpiechu to, co dla nas najważniejsze. Relacje, uczucia, związki pokazane na tym tle. Czy kryzys gospodarczy idzie w parze z kryzysem uczuć...


Widocznie zauważalna jest zmiana nastroju na spokojniejszy, bardziej stonowany w po równaniu do poprzedniej płyty. Znudziło ci się robienie hałasu?

Co, twoim zdaniem, polska scena muzyczna zawdzięcza Novice? Nie no ... (śmiech) bez przesady. Odpowiem wymijająco skupiając się tylko na radiu. Kiedy zaczynałam prowadzić audycję Radio Leniwa Niedziela w Radiostacji, był to mniej więcej rok ’98, nie było internetu, a ja miałam troszkę większy dostęp do muzyki chociażby poprzez częste wypady do Londynu (służbowe). Do dziś spotykam ludzi, którzy twierdzą, że ukształtowałam ich gust muzyczny. Jest to niezwykle budujące. Teraz moje audycje to bardziej wskazówka, jak poruszać się w gąszczu nowości, jak wyłapać to, co najcenniejsze.

O nie! Może hałasu to ja nigdy za specjalnie nie robiłam, ale zawsze lubiłam energię na scenie. I teraz też mi jej nie brakuje. Owszem, ten album jest spokojniejszy od „Lovefindera”, ale ma też dynamiczne momenty i całkiem sporo bujających. Dokładamy do tego z zespołem improwizacje i rozbudowujemy utwory tak, że nie brakuje ognia na scenie. Skąd pomysł na „Mommy Song”? To bardziej kult macierzyństwa, czy próba stopniowego obycia córki z muzycznymi salonami? Chciałabyś, żeby twoja córka przejęła po mamie tytuł pierwszej damy polskiej muzyki elektronicznej? Może lepiej nie, nie do końca wierzę w takie przejmowanie roli rodziców. Dziecko powinno odnaleźć siebie i t0 jest najważniejsze. Co do samej piosenki, to powstała po strasznej histerii, jaką urządziła mi pod przedszkolem moja córka. Oczywiście powód był błahy, ale ta sytuacja mnie zaskoczyła, bo zupełnie nie mogłam sobie z nią poradzić. Chciałam, żeby Nina „dała głos” w tej piosence, na poprzedniej płycie też ją słychać. Mam nadzieję, że to będzie dla niej fajna pamiątka. Jej koleżanki były pod wielkim wrażeniem...

Co bardziej lubisz w pracy muzyka: nagrania w studio, czy bezpośrednią relację z publicznością na koncertach i dlaczego? No cóż, zwierzęciem studyjnym to ja nie jestem i wszystko najchętniej zaśpiewałabym po razie. Na szczęście mam czujnych producentów. Wolę być na scenie, jeździć na koncerty i imprezy klubowe z Mr. Lex’em. Zawsze z tymi wyjazdami wiążą się jakieś przygody, anegdoty, a ja kocham gadać! Z drugiej strony uwielbiam też ten pierwszy etap powstawania płyty, kiedy jeszcze nie ma pośpiechu, głowa jest pełna pomysłów, powstają pierwsze teksty. Jak wygląda nagrywanie muzyki w twoim wykonaniu? Jak podchodzisz do rejestrowania materiału?

W twojej muzyce nadal ogromną rolę odgrywają wszelkiej maści kolaboracje. Jaka jest twoja recepta na udaną muzyczną współpracę? Na kolaborację musi być pomysł, nigdy nie sięgam na siłę po modne nazwiska. Sama też często udzielam się gościnnie i na pewno muszę odnajdywać się w takiej współpracy stylistycznie. Nie ukrywam, że marzy mi się jakaś ciekawa propozycja. Pamiętam, że kiedy Fisz zaproponował mi udział w utworze „T.A.J.E.M.N.I.C.A.” , to kolana się pode mną ugięły. Brakuje mi takich emocji (śmiech). Sama chyba mam nosa do gości. Skubas tak naprawdę najpierw pojawił się na mojej płycie („Tricks Of Life”), dzięki czemu zauważył go Smolik, a w tym roku wydał rewelacyjny album solowy. muzyka

Najpierw powstaje szkic, który nagrywam na komputerze do akompaniamentu prostych klawiszowych harmonii. Potem pokazuję lub wysyłam go do producenta. On przedstawia swoją wizję aranżu, nagrywamy wokal „na czysto”, dopieszczamy aranż i gotowe. To może zabrzmiało jak łatwizna, a bywa różnie. Czasem dosyć długo szukamy właściwego brzmienia czy charakteru utworu. Nagrywanie wokalu to dla mnie bardzo istotna część pracy nad płytą. Celowo nie nagrywam wszystkiego w jednym czasie, bo głos brzmi różnie w zależności od pory roku, dnia, zmęczenia, wszystkiego tak naprawdę. Szukam więc różnych odcieni mojego głosu, nie stronię też od chrypki. Jaki jest największy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałaś, jako muzyk? Co mo27

novika

tywuje cię najbardziej? A jakie komentarze cię denerwują? Szczerze mówiąc najbardziej nie lubię czytać internetowych złośliwości, dotyczących samego śpiewania, czy mojego akcentu. Nawet jeśli mówię sobie, że nie warto tego brać na serio to i tak boli. Przykro mi też, kiedy ktoś utożsamia mnie z komercją, bo od lat dość konsekwentnie działam na jej obrzeżach. Komplementy uwielbiam, jak każdy! Lubię jednak konstruktywne pochwały, a niekoniecznie okrzyki fanów w stylu „Novika jest najlepsza”. Te mnie jakoś peszą, za to rzetelne recenzje moich płyt potrafią przysporzyć mi radości na cały dzień. Ostatnio dowiedziałam się też, że Dawid Podsiadło zasłuchiwał się w mojej płycie i był to dla mnie ogromny komplement. Co wyniosłaś z pracy, jako dziennikarka muzyczna? Czy przez to patrzysz również na swoją muzykę z innej perspektywy? To, że warto czytelnie z tyłu płyty napisać tytuły, żeby radiowiec nie miał z nimi problemu (śmiech). Myślę, że do mojej pracy artystycznej bardziej przydatne było doświadczenie nabyte w wytwórni fonograficznej. Teraz sama mogę zajmować się na przykład umowami i raczej trudno mnie w coś wmanewrować. Natomiast będąc zarówno radiowcem jak i wokalistką, mam takie swoje różne zasady: raczej nie grywam siebie samej oraz nie krytykuję ostro innych polskich wokalistek. Jak zapatrujesz się na swoją muzyczną przyszłość? Czy masz jeszcze jakieś marzenia związane z muzyką? Jestem w momencie rozmyślań co dalej. Chętnie wzięłabym udział w jakimś dużym, ciekawym projekcie, sprostałabym jakiemuś trudnemu zadaniu. Marzy mi się jakaś zaskakująca kolaboracja albo fajny zagraniczny występ.

www.novika.pl


suede Tekst

Zdarzają się płyty, które wraz z pierwszym dźwiękiem przenoszą nas w czasie. Doskonałym tego przykładem jest ,,Bloodsports” (Warner Music 2013), nowy album brytyjskiego zespołu Suede. Powrót do przeszłości, podkreślający jakość jednej z najbardziej wpływowych grup lat dziewięćdziesiątych, pozytywnie rokuje i wzbudza nadzieje wśród fanów, co do kontynuacji trylogii będącej ich najlepszym wytworem muzycznym. Ta trylogia to inspirujące, dekadenckie ballady, którymi zadebiutowali w 1993 roku, miażdżące hity z burzliwego Coming Up (1996) oraz mistrzowskie dzieło Dog Man Star (1994). Po prezentacji utworu ,,Barriers”, który przywrócił do życia trwałość Suede, oczekiwania pokładane w nowej pracy były ogromne. Ktoś kiedyś powiedział, że ,,nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, lecz w tym przypadku nie był to nawet drugi raz. ,,Bloodsports’’ (Warner Music 2013) to ich szósty album studyjny i nie da się ukryć, że muzycy sprostali oczekiwaniom fanów i środowiska muzycznego. Bret Anderson, lider grupy, potwierdza: ,,Koniec końców, pierwsze płyty zespołu znacząco wpłynęły na po-

muzyka

Carla Linares i Joanna Kowalczyk.

wstanie najnowszego albumu. Z jednej strony, powrót do wspólnej pracy po tylu latach i granie starych piosenek - to było wspaniałe, chcieliśmy znów to poczuć, komponować muzykę, która podobałaby się ludziom. Z drugiej jednak strony pragnęliśmy stworzyć coś zupełnie nowego, coś, czego nie robiliśmy nigdy dotąd. Trzeba było spróbować, sprawdzić, czy naprawdę będzie działać.’’ Album w całości, a szczególnie sześć jego pierwszych utworów brzmi niezaprzeczalnie Suede z lat dziewięćdziesiątych. Tych, którzy sprawiali niegdyś, że drżeliśmy wraz z ,,Beautiful Ones”, hitem ,,Animal Nitrate” lub prowokującą i zjadliwą balladą ,,So Young”. W ,,Bloodsports” spotykamy się ze słowami ,,you’re laced with kisses’’ i ,,couldn’t replace the graceful notions that clung to me when I clung to you” - lirycznymi klejnotami, które Anderson śpiewa w utworach ,,Snowblind” i ,,Barriers”. Tematy te są niewątpliwie nawiązaniem do kwitnącej pasji, żądzy cielesnego pragnienia - uczuć, które nieustannie pojawiają się na płycie. ,,Album opowiada przede wszystkim o relacji między dwoma osobami. Od chwili, w której spotykają się

28

po raz pierwszy, aż do momentu rozłąki. Każda piosenka przedstawia oddzielny etap, jest czymś w rodzaju pamiętnika związku. «Bloodsports» opowiada nam, jak przebiega rozwój tej relacji.” Tytuł płyty może wprowadzić w błąd roztargnionych. Niemniej jednak, już w chwili pierwszego spojrzenia na okładkę wyczuć można subtelny cynizm, z którym zespół odnosi się do miłości i gry uczuć z nią związanych. Fotografia wykonana przez Anuschkę Bloomers i Nielsa Schumma ukazuje parę zwartą we wspólnym uścisku. Kluczowe jest to, iż nie sposób ocenić charakteru emocji i uczuć łączących bohaterów okładki – może być to miłość i nienawiść zarazem. ,,Obraz perfekcyjnie przedstawia tę namiętność, energię, o której wspomniałem wcześniej i która istnieje w każdym związku; energię, która może skumulować się w trakcie namiętnych nocy czy podczas chłodnych kłótni”. W skrócie, stoimy przed konceptualną płytą opowiadającą o początkowej miłości i końcowej nienawiści, uczuciach, które


zespół i przede wszystkim Brett Anderson, Records 1994, 1996). ,,Ed to wielki fan zepotrafią tak dobrze przedstawiać w swoich społu oraz jego charakterystycznego tekstach. Otwarcie przyznają, że nie było brzmienia. Zarówno dla nas jak i dla to łatwe zadanie. W rzeczywistości, od poniego, dźwięk jest naprawdę istotczątku opisywali tę pracę jako prawdopony. Dźwięk jest naszą esencją i duszą, dobnie najtrudniejszą w ich karierze, ale cechą tak specyficzną, że już podczas także najbardziej satysfakcjonującą. ,,Była pierwszych akordów można rozpoto praca dość trudna i dziwna, szczeznać, że to właśnie my. Wszyscy szukagólnie, że mieliśmy około czterdziestu liśmy tego brzmienia lat dziewięćdzieczy pięćdziesięciu piosenek przeznasiątych. Jego praca to coś wielkiego, czonych na tę płytę. Napisaliśmy dużo, silnego oraz mocnego, zawsze osiąga ale wielu utworów również musielidobre rezultaty”. śmy się pozbyć. Możliwe, że w miarę upływu lat odnalezienie słodyczy po- Dobrym przykładem poszukiwania dźwięku chodzącej z naszych piosenek, staje rodem z lat dziewięćdziesiątych są utwory się coraz trudniejszym zadaniem. Każ- ,,Sabotage” oraz ,,It Starts And Ends With dy utwór był drobiazgowo omawiany You”, które zachęcają do ponownego obejrzei analizowany. Z nagraniem kawałków nia grupy na scenie: ,,Chcielibyśmy od nowa występować na żywo przed publicznośbyło odwrotnie, był to bardzo szybki cią. Tworzymy muzykę dla ludzi, pragnę proces, wszyscy mieliśmy ochotę zjedznowu poczuć więź ze słuchaczami, tę noczyć się i zabrać do wspólnej pracy”. pasję koncertów. Uwielbiamy naszych ,,Bloodsports’’ to niewątpliwie udany pofanów, doceniamy, gdy mówią, że nas wrót zespołu do dawnego brzmienia. Brett słuchają i właśnie dlatego chcemy doAnderson ponownie polega na pracy Eda świadczyć całej możliwej energii i entuBullera, który odpowiada za produkcję zjazmu na żywo!” tak znakomitych projektów, jak chociażby ,,Dog Man Star” czy ,,Coming Up” (Nude Dobre wspomnienia i poczucie, że kie-

suede

29

dyś było lepiej mogą sprawić, że poczujesz ogromną ochotę by wrócić do przeszłości i posłuchać na żywo pokoleniowych hymnów w stylu ,,She’s In Fashion”, ,,Trash” czy ,,The Drowners”. Brett jednak wyznaje, że chciałby zagrać piosenki z nowej płyty: ,,Konkretnie «Sometimes I Feel I’ll Float Away»; z powodu swojej melodycznej złożoności i odmienności od reszty utworów, które tworzą ten album”. Za pomocą ,,Bloodsports” Brytyjczycy składają hołd najbardziej hedonistycznym sferom naszej osobowości, ale zawsze z dojrzałego punktu widzenia, niepozostawiającego po sobie posmaku świeżości, charakterystycznego dla problematycznych i zadziwiających spraw. To doskonała mieszanka, która udowadnia, że Suede naprawdę powrócił.

www.suede.co.uk


junip Tekst Nuno Torres i Joanna Kowalczyk. Mistrz pióra Calderon de la Barca twierdził, że „Życie jest snem’’. Wcześniej czy później, za sprawą talentu, ciężkiej pracy i odrobiny szczęścia - marzenia się spełniają. Nie inaczej było w przypadku tych trzech Szwedów, których przeznaczeniem okazała się muzyka. Z tego względu zdecydowali się założyć grupę Junip. Prawdopodobnie dla większości, zespół o tej enigmatycznej nazwie, to zupełna zagadka. Wielu zaskoczy informacja, że liderem zespołu jest Jose Gonzalez – autor tekstów, gitarzysta i wokalista w jednym. Ponadto grupę tworzą Elias Araya (perkusja) i Tobias Winterkorn (klawisze i syntezatory). Jose i Elias grają razem od czternastego roku życia. Zastanawiam się, czy ich marzenie o stworzeniu zespołu muzycznego nareszcie się spełniło, czy raczej wręcz przeciwnie, mają wrażenie, że dopiero wkraczają na drogę, która doprowadzi ich do tego celu. „Gram na gitarze i nie mam ambicji, aby zostać klasykiem czy też śpiewać falsetem. Wystarczy mi to, co mam” -objaśnia nam Jose, uśmiechając się pod nosem. „Elias i Tobias mają odrobinę inne podejście. Odnoszę wrażenie, iż wciąż uważają, że do prawdziwych muzyków im jeszcze daleko. Wyczuwam jednak, że jako grupa, z tymi utworami jesteśmy na dobrej drodze. Zapewne mogłoby być jeszcze lepiej, lecz istnieją różne obszary naszej pracy, takie jak piosenki, dźwięk czy sztuka, które są wystarczająco dobre” -tłumaczy nadal uśmiechając się. Początki zawsze są trudne. Powstanie zespołu ciągle się opóźniało: Jose skupiał się na karierze solowej, a Elias i Tobias na innych projektach. Grupie nie było łatwo zabrać się do wspólnej pracy. „Kiedy w 2008 roku zaczęliśmy nagrywać album «Fields» (City Slang, 2010), było ciężko” - relacjonuje nam Jose. „Tak naprawdę dopasowanie się do siebie, znalezienie wspólnego brzmienia i rozpoczęcie współpracy było zadaniem dość uciążliwym dla naszej trójki. muzyka

Czasami brzmieliśmy dobrze, a czasami nie, zadaje pytanie czy na pewno jesteśmy przeciętnie. Później, gdy nagraliśmy władcami naszego życia. Wątpliwości nasu«Fields» i wyruszyliśmy w trasę, zaczę- wają się same i prowadzą do zakwestionowaliśmy sobie zdawać sprawę z tego, jak nia tego, czy to, co robi Junip wynika z ich powinniśmy grać, w jaki sposób się po- własnej woli. „Generalnie, tak” -potwierdza łączyć. Właśnie dlatego, gdy wystarto- nasz rozmówca, chociaż zawsze jest jakieś waliśmy z tworzeniem tej płyty, już na „ale”- z muzyką jest tak, że gdy ktoś opuszcza początku brzmiała ona całkiem dobrze. studio i nie ma innego źródła zarobku, Jak tylko wchodzilismy do studia, zaczynabiera ona charakteru pracy. Jeżeli naliśmy pisać nowe utwory. Tak więc w chodzi o mnie, nie pracuję solo. Kiedy porównaniu z innymi grupami, cały ten nagrywamy płytę przewija się około proces był dość powolny, jednak tym ratrzydziestu, czterdziestu osób w różzem było łatwiej”. nych momentach. Gdy decydujemy się wydać kolejny album, to do nas należy Album, do którego odnosi się Jose Gonzalez decyzja, niemniej jednak w późniejszym (będący powodem naszego spotkania), to ich czasie nasz wybór oznacza wiele pracy, drugi LP zatytułowany „ Junip” (City Slang, w którą zaangażowanych jest sporo osób. 2013), krążek o homonimicznej nazwie. „Nie Jeśli chodzi o estetykę, to staramy zająć potrafimy znaleźć innych słów. Szukamy się nią my sami, ale pozwalamy innym krótkich i prostych wyrazów, takich jak wyrazić swoją opinię. Przykładowo, ko«Fields». Jednak, gdy zdecydowaliśmy lejność utworów na płycie była przedsię umieścić logo na okładce, stwierdzimiotem dyskusji pomiędzy wieloma osoliśmy, że najlepiej byłoby,gdybyśmy nabami.” Musiała być to gorąca dysputa, zwali drugą płytę «Junip» ”-wyjaśnia. Co skoro „nawet my sami nie mieliśmy spójnych więcej, słuchając ostatniego krążka zespołu, i pokrywających się pomysłów”. można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z tą samą śmiałością i radością, które Nie zatrzymujemy się na przykuwającej uwabyły otoczką wcześniejszego albumu. Ponow- gę okładce albumu. Idąc dalej odkrywamy nie stykamy się ze specyficznym stylem Jose „Your Life Your Call”, utwór z nadzwyczaj - przywodzącym na myśl wiele wspomnień, pozytywną melodią, stworzoną „z myślą z afrykańską perkusją Eliasa i z dawno zapoo związkach. Jest to jedna z bardziej mnianym brzmieniem syntezatorów Tobiasa. bezpośrednich piosenek - jakby to powiedzieć - mniej mistyczna. Według Dotarliśmy do miejsca, w którym powinnimnie, jest to popowy kawałek z tekstem, śmy skupić się na najświeższej pracy zespoktórym mógłby się pochwalić czternału. Wraz z kliknięciem klawisza play stajemy stolatek.” -komentuje Jose. Ja ośmielę przed materiałem zbliżonym do popu i ro- się przyznać, że nie byłbym w stanie napisać cka, w którym magia wokalu i dźwięk gita- takiego tekstu ani w wieku czternastu, ani ry Jose są zintensyfikowane przez wspaniałą sześćdziesięciu lat. grę klawiszy oraz dopracowaną niemal do perfekcji linię perkusji. Mowa o „Line of Mówi się o nich, że są mieszanką Silvo RodriFire”, imponującym singlu, który stanowi gueza i Joy Division. ,,Jest tyle rzeczy, które preludium dla całości materiału prezentoktoś może nazwać inspiracją lub powanego na najnowszej płycie. Piosenka zarównaniem. Nie mówię, że nie, ale nie trzymuje nas w introspektywnej atmosferze powiedziałbym też, że to był nasz jedyny samotności, wprawia w zadumę i zastanowiewzór” - twierdzi Jose. Jednak, gdy słu30


chajam „Walking Lightly” - kolejnego utworu z albumu, który utkwił mi w pamięci - mam wrażenie, że brzmienie to przenosi mnie bezpośrednio na Woodstock lat sześćdziesiątych. Tymczasem, co do grup lub wpływów, dzięki którym w pewnym momencie odkryli, że chcieli poświęcić się muzyce, Jose nie ma żadnych wątpliwości. „Gdy miałem trzynaście czy czternaście lat zazwyczaj wspominałem Silvio Rodrigueza, ale głównie odnosząc się do estetyki. Muszę także wspomnieć o Simon & Garfunkel oraz The Beatles z jednej strony, a także Dead Kennedys z drugiej”.

na świat przez różowe okulary. Jeśli coś się stało, nie da się tego odwrócić, lecz z każdej sytuacji można wyni wynieść to, co najlepsze”-podkreśla Jose. Nasza rozmowa z Junip dobiegła końca, ale nie jest to zła wiadomość, gdyż właśnie teraz rozpoczyna się okres słuchania, odkrywania i zatracania się w wielu niuansach i uczuciach, które twią w muzyce zespołu. Nie pozostaje nic innego, jak powiedzieć, abyście dali się ponieść magii tekstów i melodii. Pozostawiam was w towarzystwie jednej z grup, o której -

Skoro już mówimy o odkryciach, skorzystam z okazji i zapytam Junip - dla tych, którzy nie mieli szczęścia zobaczyć zespołu lub doświadczyć uczuć, które przekazują ich koncerty na żywo - aby opowiedzieli nam sekrety, które kryją się za ich występami na scenie. „Zamierzamy wyruszyć w trasę z pięcioma muzykami. Jak dotąd, nigdy nie graliśmy wszyscy razem, dlatego musimy poćwiczyć. Wybierzemy poszczególne utwory z kilku albumów, tak by uzyskać spójne brzmienie. Daliśmy już wiele koncertów. To prawda, że piosenki są świetne na płycie, ale ich brzmienie daje prawdziwego kopa energii, gdy wykonujemy je na żywo” energii, gdy wykonujemy je na żywo” -wyjawia, przygotowując nas na bardziej instrumentalne koncerty. „Tak, myślę, że przede wszystkim chodzi o głośność” -potwierdza. „Nie będziemy w stanie zagrać wszystkiego, co znajduje się na «Line of Fire» czy nawet «Walking Lightly». Mimo wszystko pięć osób powinno wystarczyć”- kończy. W mgnieniu oka dotarliśmy do końca. Poszerzyliśmy naszą wiedzę na temat Junip, w miarę zgłębiania ich ostatniego albumu. Pozostało tylko wspomnieć o utworze, który kończy płytę: „After All Said And Done”. Po kilkukrotnym odsłuchaniu albumu można dojść do wniosku, że za tą pracą stoi jakaś idea, że twoje decyzje, czy nawet ty sam możesz stanowić problem i być rozwiązaniem wszystkiego, co cię czeka. Zostaje ostatnia kwestia do wyjaśnienia, a mianowicie, czy istnieje filozofia, którą zespół kieruje się w życiu . „Tak, brzmi to znajomo. Jeśli chodzi o teksty, to mogę mówić tylko o własnych; dużo myślę, czasem zbyt dużo, o rzeczach, które już minęły oraz o tych, które dopiero nadejdą. Staram się patrzeć junip

31

tak jak mówiłem na początku - przy odrobinie szczęścia niedługo będzie głośno. Teraz wasza kolej, by zbliżyć się do świata Junip.

www.junip.net


recenzje

01

04

06

05

02 03

Vampire Weekend, Modern Vampires of the City— XL 2013 — Trzecia płyta nowojorczyków z Vampire Weekend to pró-

01

Queens Of The Stone Age, ...Like Clockwork — Matador 2013 — Powiedzieć, że ta uznana grupa indie/punk rocka swoim

nowym albumem nie zawodzi, to nic nie powiedzieć. Materiał jest drapieżny, szorstki, ale i przemyślany; kiedy trzeba, oszczędny w środkach wyrazu, kiedy to konieczne, bogaty i różnorodny. Odpowiednia jest też warstwa punkowego „brudu” i właściwy temu gatunkowi rys nieokrzesania. QOTSA gra to, co potrafi najlepiej. I w tych stałych, bezpiecznych, znanych sobie muzycznych wodach, te rockowe wilki napisały multum znakomitych melodii. Imponują gitarowy „Fairweather Friends”, dynamiczny „My God Is The Sun”, bluesowy „If I Had A Tail” i posępny, hipnotyzujący „Keep Your Eyes Peeled”. A ozdobą albumu są dwie ballady: „The Vampyre Of Time And Memory” i wzbogacony udziałem orkiestry, utwór tytułowy. Jakub Trzebiński.

Super Girl Romantic Boys, Miłość z tamtych lat— Antena krzyku/ Oficyna Biedota 2013 — Długo, oj długo SGRB kazali czekać

02

na debiutancki album. Ale było warto. Miłość z tamtych lat to materiał, który ze względu na czas, powinien być już dawno nieaktualny, jednak nic nie stracił na swojej świeżości. Oczywiście bezapelacyjnym numerem jeden jest znany od dawna „Spokój”, tuż za nim plasuje się „Zimny dzień”, a wcale nie gorzej wyglądają „Koma” czy „Na pętli znów”. Warto zwrócić uwagę na instrumentalne utwory dworcowe, tak istotne w historii Super Girl Romantic Boys. Bardzo dobry debiut. Trochę spóźniony o kilka lat, ale na takie płyty warto czekać.. Piotr Strzemieczny.

ba muzycznego podsumowania dotychczasowych osiągnięć zespołu. Pozornie frywolne wydawnictwo niesie za sobą imponującą dawkę osobistych refleksji. Członkowie grupy pod przykrywką indie rocka wraz z jego niezobowiązującym brzmieniem i estetyką, ukryli szczere do bólu teksty, które po raz pierwszy dostrzegamy w piosence ,,Step’’ - skądinąd największym przeboju na krążku. Od strony muzycznej zespół nie zaskakuje. W perspektywie dwóch poprzednich płyt - zwłaszcza fenomenalnej ,,Contra’’ z 2010 roku - nowe wydawnictwo wypada przeciętnie. Zdaje się, że płyta to artystyczny ukłon w stronę najwierniejszych fanów. Piotr Króliński.

05

Primal Scream, More Light — Ignition Records 2013 — Partia

saksofonu rodem z filmu Tarantino i pierwszy refren otwierającego krążek kawałka „2013” sugerują, że będzie więcej niż dobrze. Zdumiewająca jest ilość ornamentów , w jakie przyodziany jest każdy z utworów. Wstawki elektroniczne, partie fletu, soulowe kobiece chórki czy jazzowe solówki wszędobylskiego tu saksofonu, to na tej płycie norma. Symfoniczne przejście w „River of Pain” powoduje opad szczęki. Rewelacyjnie brzmi bluesowy „Goodbye Johnny”, duchem z zadymionej knajpy. Muzycy, pozostając w kręgu rocka, żonglują muzycznymi odwołaniami i inspiracjami, penetrując głównie rejony właśnie gęstego bluesa z jednej strony i orientalnej transowości z drugiej, by w ostatnim „It’s Alright, It’s OK” spuentować wszystko optymistycznym, klarownym refrenem z fortepianem na pierwszym planie. Prawdziwy popis. Jakub Trzebiński.

UL/KR, Ament— Thin Man Records 2013 — Ich debiutancki long-

03

Little Boots, Nocturnes — On Repeat 2013 — Najnowszy album

Little Boots już od maja rozgrzewa klubowe parkiety. Księżniczka electropopu tym razem postanowiła odejść w stronę house’u, ejtisowego disco i dance. Mimo gwiazdorskiej obsady, z członkami Simian Mobile Disco i Hercules & Love Affair na czele, materiał niestety nie jest nawet w połowie tak dobry, jak debiutanckie „Hands”. Cukierkowe kompozycje zdecydowanie nie pasują do Victorii Hesketh. O „Nocturnes” należy zapomnieć! Jak najszybciej! Miłosz Karbowski .

recenzje

32

04

06 play przez wielu został uznany jako jedna z lepszych płyt ubiegłego roku. Czy Ament ma szansę ten wynik poprawić? Nie. Ale to nadal ciekawy album, choć do fajerwerków mu jeszcze daleko. Przede wszystkim trzeba przyznać, że potrafią stworzyć nastrój. Czuć niedopowiedzenie, melancholię i spokój. Król i Kiebzak potrafią bawić się ze słuchaczami, zwodzić ich, czego przykładem jest żywe i radosne „Menu”, następujące po ciężkim tercecie „Ament”-„Anonim”-„Magia”. Sam album prezentuje bardziej dostępną i piosenkową formułę, przez co chyba możemy mówić o ewolucji UL/KR. Piotr Strzemieczny.


11

08

07

10

12

09

Rebeka, Melancholia — Brennnessel 2013 — Długo wyczeki07

Palma Violets, 180 — Rough Trade 2013 — Palma Violets prezen-

tują jeden z tych bezpretensjonalnych stylów w muzyce, który pozwala zapomnieć o wszystkim. To fenomen na miarę drugiego The Libertines. Jestem pewien, że w wakacje jeszcze nieraz usłyszymy ich na campingu, w barze mlecznym i przy ognisku. Rock’n’roll nie umarł! Niech żyje Palma Violets!. Miłosz Karbowski.

10 wany debiut poznańskiego duetu Rebeka sprostał rosnącym z miesiąca na miesiąc oczekiwaniom. Energia porównywalna z występami na żywo przetrwała studyjne zabiegi. Rebeka to jeden z tych zespołów, którymi z powodzeniem możemy pochwalić się za granicą. Nie ma sensu silić się na porównania – to brzmi po prostu jak Rebeka!.

Miłosz Karbowski.

11

!!!, ,„Thr!!!er”— Warp / Pias 2013 — Nie ma się czego bać.

08

„Thr!!!er” nie straszy, a zachwyca. I to już od pierwszych sekund. Funkowy motyw z „Even When The Cold Water” pozostaje w głowie na długo. Zresztą więcej niż połowa kawalków ma potencjał na przebój, niektóre może na ponadczasowy (zob. „Get That Rhythm Right”). Melodyjne połączenie funku z popem i indie rockiem sprawdza się na tym albumie doskonale, nawet prosty i dosyć banalny „One Girl, One Boy” potrafi zauroczyć. „Except Death” można słuchać bez końca, zwłaszcza długiej partii instrumentalnej. Kapitalny jest beatelsowski refren w „Fine, Fine, Fine”. Rewelacyjnie wypadają też dwa elektroniczne „Slyd” i „Careful”. Dla miłośników gatunku wydawnictwo obowiązkowe.

Vår, No One Dances Quite Like My Brothers — Sacred Bones 2013— Fani Iceage nie takiego czegoś mogli się spodziewać

po pobocznym projekcie Eliasa Bendera Ronnenfeltanda, wokalisty posthardcore’owej formacji z Danii. Vår oparli swój album na minimalizmie, syntezatorowym chłodzie, industrialnej pustce oraz w małym stopniu, ale jednak, post-punkowym wygrzewie. W ten sposób otrzymaliśmy album niesamowicie eklektyczny, wypełniony takimi perełkami jak „Begin to Remember”, „The World Fell”, tytułowy „No One Dances Quite Like My Brothers”, który zbudowano na stale powtarzanej frazie tytułowej czy „Pictures of Today / Victorial”, kompozycję najbardziej agresywną z całego albumu. Udany debiut. Bardzo. Piotr Strzemieczny.

Jakub Trzebiński. Deerhunter, Monomania — 4AD 2013 — Nie ulega wątpliwości, 09

The National, Trouble Will Find Me — 4AD 2013 — Po ge-

nialnym, wysadzonym hitami „High Violet” dżentelmeni z The National nie mieli łatwego zadania. Nie pozostało im więc nic innego, jak nagrać album, który przebije poprzedni. Matt Berninger jest niczym wino, które zwykł popijać w trakcie koncertów – im starszy, tym lepszy. To bez cienia wątpliwości jedna z ważniejszych premier tego roku. Miłosz Karbowski.

recenzje

33

12 że Bradford Cox jest jedną z najbardziej niekonwencjonalnych postaci na światowej scenie muzycznej. Wiele razy udowodnił jednak, że mimo choroby, z którą się zmaga, nie ma mowy o żadnej taryfie ulgowej. Monomania to zdecydowanie nie magnum opus amerykańskiego bandu. Panowie z Atlanty chyba za bardzo przyzwyczaili nas, żeby z każdym albumem wymagać od nich jeszcze więcej. Wysoki poziom z poprzednich płyt niezmiennie utrzymany, ale fajerwerków nie ma. Miłosz Karbowski.


artelados artelados

34 34


artelados Blanca Miró Nie da się zaprzeczyć, że Blanca Miró jest artystką o wolnym i niezależnym umyśle. Jej ilustracje – przejmujące, niepokojące i pozbawione kompleksów, przesiąknięte są całkowitą swobodą w budowaniu kompozycji i procesie twórczym. Dla Blanki nie istnieją tabu ani uprzedzenia. W jej onirycznych wizjach rozmywają się wszelkie granice. Płynie z nich melodia, którą widz może pochwycić oczami, urzekająca tak, że nie pozostaje mu nic innego, jak tylko paść na kolana przed tym niezwykłym, złożonym światem. Światem, w którym - jak pokazuje w tej pracy - wątkiem przewodnim są kolory, kształty i design lat osiemdziesiątych zakorzeniony w prymitywnej sztuce afrykańskiej. Za palmami, schodami, dzbanami, geometrycznymi rysunkami, pastelowymi barwami i pozostałymi elementami typowymi dla jej sztuki, kryje się popartowe podłoże - co więcej - wszystkie komponenty ilustracji prowadzą grę z kolorami inspirowanymi wspomnianą epoką. Blanca podarowuje nam dzieło nawiązujące bezpośrednio do twórczości genialnego Davida Hockneya. Artystka analizuje jego prace, by odnaleźć swą drogę poprzez osobiste doświadczenia, łącząc dzięki własnej wrażliwości wszystko to, co dotąd widziała i przeżyła. www.whitelooked.blogspot.com.es

Magazyn Lados nagradza czytelników pięcioma zestawami wina ze specjalnej kolekcji Artelados, zaprojektowanej dla Bodegas y Viñedos Neo, w spersonalizowanych butelkach z oryginalnym wzornictwem. Aby wziąć udział w losowaniu, wyślij e-mail na adres artelados@ladosmagazine.com, podając imię artysty, który pojawił się na okładce naszego drugiego numeru.


natalia wiernik Siłą napędową jej prac staje się przypadkiem spotkana osoba, wcześniej namalowany w jej wyobraźni obraz lub wybrane zdjęcie, które pobudza jej proces twórczy. „Zaskakujące i fascynujące, żywe i zapadające w pamięć”, takie są prace Natalii Wiernik i to one uczyniły z niej fotografkę godną naśladowania międzynarodowego.

Oglądając twoje prace odnosi się wrażenie, że osobowość modeli jest naznaczona czy też zdefiniowana przez tło, na którym fotografujesz osoby tworzące cykl. Czy uważasz, że to tło współtworzy ich osobowość? Co pragniesz przekazać używając tak kolorowych teł, które zwracają uwagę bardziej niż bohaterowie zdjęć? Być może tło w pierwszym odbiorze maskuje oraz ukrywa przedstawione osoby, jednak moim celem było - paradoksalnie – spowodowanie, aby bohaterowie zdjęć byli bardziej widzialni. Tło przyciąga uwagę. Wzorzystość planów powoduje, że widz odszukując poszczególne elementy wchodzi w przedstawioną sytuację i wiąże się niejako z osobą, którą odnajdzie. Wszystko, co dzieje się wokół, staje się jej podkreśleniem, przedłużeniem, czyni ją jeszsztuka

cze bardziej charakterystyczną oraz zapamiętywalną. Tło może być swego rodzaju kontynuacją samych modeli. To abstrakcyjne ujęcie działające na poziomie intuicji, odsyłającej nas w poszczególne skojarzenia z miejscem, czasem i charakterem przedstawionych osób. Wygrałaś konkurs poświęcony rodzinie. Czym jest dla ciebie rodzina jako punkt wyjścia dla stworzenia cyklu fotografii? Jak przedstawiłaś to pojęcie za pomocą obrazu? Dla mnie rodzina, jako grono bliskich mi osób, to jedna z największych wartości. Jednak pojęcie samo w sobie jest bardzo szerokie .W swojej pracy chciałabym pokazać właśnie tą wielość interpretacyjną. Chciałam uniknąć narzucania swojego subiektywnego zdania, 52

a pokazać szerszy kontekst tego tematu. Tak naprawdę nie ma jednej prostej definicji rodziny. A pomysły na to, jak chcę zrealizować kolejne fotografie, rodziły się w trakcie pracy. Kurator wystaw fotograficznych i konsultant W.M. Hunt tak opisał twoje portrety: „zaskakujące i fascynujące, żywe i zapadające w pamięć” i dodał: „uwagę widza natychmiast przykuwają niemal psychodeliczne tła, zdolne do wchłonięcia, albo przynajmniej zakamuflowania postaci, które zdają się być wspólnikami artystki.” Co sądzisz o tych słowach? Zgadzasz się z nimi? Raczej powiedziałabym, że bardzo cieszę się z wielości interpretacyjnej mojej pracy. To, jak inni odbierają to, co robię, jest dla mnie bardzo ważne. Z dużym zainteresowaniem czytam i słucham in-


Tekst Jaime Suárez i Małgorzata Michalik.

terpretacji, z którymi się spotykam. Praca nad serią „Thanksgiving” w dużej mierze dotyczyła właśnie tego jak postrzegamy, jak ma się interperacja odbiorcy w stosunku do intencji artysty. O swoim zwycięskim cyklu „The Protagonists” sama powiedziałaś: „pojęcie rodziny wymyka się dziś ograniczeniom prostej definicji. Coraz częściej to nie więzy krwi tworzą relacje, a podobieństwa między ludźmi albo te aspekty życia, które dwie osoby dzielą ze sobą”. Idąc dalej tym tropem, wygląda na to, że użyte przez ciebie tła dekontekstualizują bohaterów cyklu, aby wydobyć tę specyficzną więź między osobami, które możemy nazywać rodziną. Czy uważasz, że ta dekontekstualizacja rodziny rozciąga się na nasze społeczeństwo, które globalnie połączone przez internet zapomina natalia wiernik

o pogłębianiu osobistych więzi z najbliższymi? Tak, bohaterowie moich obrazów są wyjęci z kontekstu miejsca i czasu. To, co teraz powiedziałeś, może być kolejną interpretacją. Ja poprzez swoją pracę nie oceniam i nie precyzuję, raczej stawiam pytania, zastanawiam się, poddaję coś pod wątpliwość.

kiewicz. Okres ten uważam za bardzo cenne doświadczenie, mające duży wpływ na moją pracę i rozwój. To jak wyglądają moje fotografie, jest w jakimś sensie sumą tych doświadczeń. Kluczowy jest długotrwały proces tworzenia, a ja chciałabym, żeby te fotografie były trochę jak obrazy.

Jak określiłabyś swoją twórczość? Powiedziałabym, że jest to specyficzny rodzaj fotografii. Studiując na Wydziale Grafiki w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, przechodziłam przez pracownie rysunku i malarstwa, grafiki projektowej i warsztatowej. W pewnym momencie jednak swoją drogę związałam ostatecznie z fotografią, w pracowni u pani profesor Agaty Pan-

Jak wygląda twój proces twórczy? Poszukujesz tła odpowiedniego do relacji, którą chcesz przedstawić za pomocą obrazu? Czy może jest to proces odwrotny, w którym głównym komponentem zdjęcia jest tło i to do niego dopasowujesz więź międzyosobową? Nie realizuję określonego planu. Proces twórczy jest czymś zmiennym, trudnym do opisania. Realizacja planu byłaby czymś odtwórczym. Pracuję poruszając się eta

53


pami. Zauważyłam, że często zaczyna się od tego, że najpierw myślę o obrazie, który chciałabym stworzyć. Następnie staram się skompletować odpowiednią scenografię. Czasami jednak jest zupełnie inaczej, bo na przykład spotkana przypadkiem osoba staje się dla mnie inspiracją do stworzenia kolejnej fotografii. Sama sesja zdjęciowa niejednokrotnie trwa dosyć długo, a jej przebieg często dla mnie samej jest zaskoczeniem. Często wybieram jedno zdjęcie, które jest punktem wyjścia do dalszej pracy. Na twoim własnym autoportrecie maskuje cię dzikie tło w afrykańskie wzory, ale z twojego spojrzenia, pozy i otaczających cię rekwizytów bije pogoda ducha, słodycz i spokój. Jest

sztuka

to dość dziwny kontrast. Być może w tym właśnie obrazie widać największe napięcie na poziomie idei, którą chcesz oddać. Co ten autoportret miał przekazać? Jaka jest Natalia Wiernik? Chyba najciężej jest mi mówić o sobie, a tym bardziej o tym autoportrecie. To zdjęcie było dla mnie trudne. Tak naprawdę dopiero pół roku po wykonaniu sesji zabrałam się za pracę nad wybraną fotografią. Może musi minąć kolejne pół, żebym potrafiła o niej mówić. Co dała ci wygrana w konkursie Sony World Photography w kategorii Student Focus Photographer of the Year? Przede wszystkim ogromna ilość osób mogła zobaczyć to, co robię. To jest chyba najważniejsze dla mnie. Dostaję bardzo dużo 56

wiadomości od osób, które cenią moją pracę. Obrazy żyją dzięki temu, że ktoś je ogląda. Zdjęcia były szeroko komentowane i są przekazywane dalej. Otrzymuję propozycje dotyczące współpracy oraz wystaw. Twoja twórczość ewoluuje w dość specyficzny sposób. Widzimy to w cyklu„Thanksgiving”. Wydaje się, że w tym w ypadku tło ma jeszcze więcej do powiedzenia. Staje się ono niemal głównym aktorem, zlewa się z przedmiotami i zwierzętami domowymi, które kryją pewną symbolikę i znikają pod jego płaszczem. Dlaczego twoja twórczość rozwijała się w taki sposób? Cykl „Thanksgiving” powstał przed serią „The Protagonists” i jest to seria, która powstawała około roku.


Tworząc ją wychodziłam od rozważań na temat tego, jak widzimy i postrzegamy, co dzieje się, kiedy próbujemy sobie coś przypomnieć, zwizualizować oraz zaprojektować. Chciałam spowodować, aby konkretny obraz, widok jakiegoś wydarzenia czy wspomnień, pojawił się przed naszymi oczami. Zauważam pewną skłonność do mitologizacji. Przeszłość łatwo ulega przekształceniu, a nawet apoteozie. Sam proces zapamiętywania jest niezwykle subiektywny. Pewne obrazy-wspomnienia, które próbuje się na nowo zmaterializować, nabierają cech archetypicznych. Symboliczne i uniwersalne treści biorą swój początek z doświadczeń, z intuicyjnie stworzonych kompozycji i kolaży. Szunatalia wiernik

kam swego rodzaju otwarcia, obecności skomponowanych przeze mnie przedstawień, szukam ich fizyczności, faktury, kształtu, może nawet zapachu? Jeszcze inną cechą twojej twórczości jest zabawa z widzem, któremu pozwalasz samemu rozstrzygnąć, czy istnieje jakaś relacja między bohaterami zdjęć. Dlaczego tak się z nami bawisz? Dlaczego przekazujesz widzowi wątpliwości dotyczące idei rodziny? Tak jak wspominałam, pozostawiam miejsce dla odbiorcy. Nie jest to fotografia dokumentalna. Nie zdradzam, jaki rodzaj relacji łączy przedstawione osoby. Możemy jedynie zastanawiać się, jaki rodzaj społeczeństwa mogliby tworzyć poza kadrem. Wątpli57

wości mają być impulsem do dalszych rozważań. Jak rysuje się przyszłość Natalii Wiernik, jakie są twoje najbliższe plany? Ponieważ na realizację cyklu „The Protagonists” miałam miesiąc (musiałam także pracować aparatem, który został nam przekazany), chciałabym kontynuować tą serię. Mogłabyś polecić nam jakiegoś nowego artystę, który szczególnie zwrócił na siebie twoją uwagę? Tak. Pamiętam pokaz zdjęć Jakuba Karwowskiego, który fotografował swoją żonę oraz miejsca, w których przebywają. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. wiernik.blogspot.com


primal scream Primal Scream naprzykrzają się światu od 1985 roku, kiedy to w stolicy Szkocji kontrowersyjny Bobby Gillespie (były perkusista The Jesus and Mary Chain) połączył swe siły z Jimem Beattie. Od tego czasu minęło trzydzieści lat, a duch Bobby’ego nie uspokoił się ani trochę. Muzyk skończył już pół wieku, ale wciąż paraduje po scenach na całym świecie z papierosem w ręku i czarną grzywą na głowie. Wyniosłe spojrzenie Bobby’ego ma w sobie coś z uwielbianej epoki. Jego nowe dzieło, „More Light”, to paranoiczny album w stylu elektrycznego rocka, zrodzony na jego obraz i podobieństwo. Płyta ma mroczne, groźne brzmienie. Zdaje się, jakby melodie ożywiały jakąś złą wróżbę. Mogłyby niemal posłużyć za ścieżkę dźwiękową do którejś z obłąkanych wizji samego Stanleya Kubricka – może do „Mechanicznej pomarańczy”, filmu-klasyka, inspirującego muzykę punkową. I faktycznie, tekst pierwszego singla, „2013”, jest nie tyle ponury, co przede wszystkim pozbawiony nadziei. Bobby krzyczy, że jesteśmy niewolnikami XXI wieku, telewizji i reklamy. Wyjście? Nie istnieje. Nie da się go znaleźć. Przeszkoda tkwi w samym systemie. „Cały ten rząd, bezrobotni, to pieprzone euro, ta bieda... wszystko to składa się na zachodnią kulturę. Indywidualizm i prawa człowieka powoli się rozmywają. Zachodnie rządy uważają się za najlepsze, a nie zapewniają obywatelom niczego: zero przyzwoitych warunków pracy, nie mówiąc już o pewnej przyszłości. Ludzie nie wiedzą, czy za tydzień nie stracą pracy, czy wciąż będą mogli utrzymać rodzinę. Takie oto społeczeństwo stworzył kapitalizm. Cały świat jest w stanie ciągłej dekadencji. A później słychać głosy: «Potrzebujemy prostoty». Nam potrzeba zdrowia i edukacji! Ludzie nie biednieją sami z siebie, to system ich takimi czyni. Musimy mieć tego pełną świadomość,

muzyka

ale nie mamy.” A co z niezależną muzyką? Co się stało z kulturą underground, która krytykowała obojętność ze strony polityków? Bobby nie ukrywa wściekłości. „Muzycy żyją w odrębnym, fantastycznym świecie. Kryzys? O czym ty mówisz? Nawet go nie zauważyli.”

kę opartą na rzeczywistości i krytce poetyckiej . Gillespie w swoich tekstach rzuca się w ocean, by wystraszyć rekiny i podążać swoją drogą z wysoko uniesioną głową. Irytuje go, że większość zespołów muzycznych pochodzi z wysokich klas społecznych, przez co nie mają zupełnie nic do powiedzenia.

Nie mogło być inaczej: krytyka już rzuciła się na porównania (jakkolwiek błędne) „More Light” ze „Screamadeliką”, ich świetnym trzecim albumem, który zrewolucjonizował świat muzyki alternatywnej. I chociaż ostatni singel z nowej płyty, „It’s Alright, It’s OK”, przywodzi na myśl lata dziewięćdziesiątych, Primal Scream zawsze podążali własną ścieżką, zgodną z ich filozofią i uwarunkowaną okolicznościami. Serwują swoją muzykę tak, jak chcą, niezależnie od osądów osób trzecich. I nic sobie nie robią z tego, że niektórzy uważają ich za heretyków rocka. „Rock jest muzyką elektroniczną, bo gra się go na gitarach elektrycznych. Technika jest na wyciągnięcie ręki i głupstwem byłoby nie tworzyć z jej pomocą. Niektórzy twierdzą, że jeśli używasz syntezatorów, to już nie jest to muzyka. Co za idioci! Pieprzyć ich. Maszyny są wszędzie. My zawsze tworzyliśmy rocka, ale eksperymentujemy z psychodelią i wszystkim, co elektroniczne.

A zatem „More Light” odzwierciedla hedonistyczną ekstazę lat osiemdziesiątych, awangardę młodości, następczynię poprzedniej dekady – czasów punku i Sex Pistols. Do pierwszego singla, „2013”, powstał już teledysk, afektowany poemat wizualny, zrodzony w pewnym hiszpańskim umyśle. „Artystka, która nakręciła ten teledysk, to młoda Hiszpanka mieszkająca w Londynie, Rei Nadal. Zachwyciła mnie jej współpraca z Reptile Youth i też zapragnąłem z nią pracować. Jest bardzo utalentowana i udało jej się odcisnąć w tych obrazach przesłanie piosenki: sprzeczności, niezadowolenie, gniew... Klip jest wymowny w swej mroczności, bardzo bezpośredni – jak słowa piosenki.”

Trudno wyobrazić sobie przemysł muzyczny bez pełnego życia Bobby’ego. Jako frontman, który mówi to, co chce, jest jedną z najbardziej charyzmatycznych gwiazd. „Dziś rock nie ma ambicji. Wywiady z zespołami koncentrują się wokół sławy i tego, który z nich jest najlepszy. Kreatywni ludzie już nie biorą rocka na serio. Wchłonęła go dominująca kultura, stał się konformistyczny i niczym się nie wyróżnia.” Primal Scream dalej tworzy muzykę nieustępliwą, upartą i bardzo refleksyjną, sztu-

58

Aby poznać dogłębnie jego nowe dzieło, trzeba się w nim całkowicie zanurzyć. Na wyprodukowanej przez Davida Holmesa płycie słychać przeplatające się gitary, dobrze znane riffy i powtarzające się szarpanie strun. Wszystko to razem składa się na Art Rocka, który nieraz przywodzi na myśl fantastyczny „Marquee Moon” Television. „Ta płyta różni się od poprzednich, bo nie znosimy odgrzewania starych brzmień. Tworząc muzykę, nigdy niczym się nie inspiruję – ani własnymi, ani cudzymi płytami. Po prostu łapię za instrumenty i eksperymentuję. Tak na przykład, w «More Light» użyliśmy indyjskich instrumentów. Trzeba tylko trochę poćwiczyć wyobraźnię i wszystko działa. «River of Pain», moim zdaniem najpotężniejsza


Tekst Miguel Díaz i Małgorzata Michalik.

piosenka na krążku, jest bardzo innowacyjna. Słychać na niej złożoną, ale przepiękną partię instrumentalną. Brzmi jak pustynia w duszy, jest bardzo mroczna.” „River of Pain” to niewątpliwie magnetyczny numer, spowity w egzotyczną i mrocznie zmysłową mgiełkę, która zastawia sieć na słuchacza. To jedna z perełek, którą można znaleźć na płycie, obok „Tenement Kid”, „Relativity” i oczywiście subtelnego „Walking With the Best”. Tworząc tę mieszankę dobrej muzyki, polityki i kontestacji, zespół mógł liczyć na wspaniałe nazwiska: „W «2013 » słychać gitarę Kevina (Shieldsa). Bardzo nam go brakowało z tym jego psychodelicznym przynudzaniem. Kolejne wielkie nazwisko to Robert (Plant), który śpiewa na«Elimination Blues». Kiedy usłyszałem, że jest w Londynie w podróży, musiałem do niego zadzwonić i powiedzieć: «Robert, chodź z nami zaśpiewać!»... To był czysty przypadek. Robert jest dla nas bardzo ważny.” „More Light” były ostatnimi słowami przed śmiercią niemieckiego geniusza Goethego, ale zespół nie miał o tym pojęcia, zanim podał tytuł płyty do publicznej wiadomości. Wybór był przypadkowy. Co do „2013”, Primal Scream podążyli śladem Stooges, którzy mieli w zwyczaju używać jako tytułu piosenek cyfr, oznaczających rok po powstaniu utworu. Tak czy inaczej, skoro zdołaliśmy powiązać ze sobą Goethego, Stooges i Gillespie’a, to taka mieszanka musi być świetna. Tu rozlega się ostatni krzyk Bobby’ego: hasła o młodości, wygłaszane przez pięćdziesięciolatka, dla którego muzyka zawsze znaczyła punk i rewolucję.

www.primalscream.net

primal scream

59


Espacio Km.0 Ewelina Lebida

Jej prace charakteryzuje styl wizualny, nawiązujący do dadaistycznego pojęcia kolażu, ale jej formą powiedzenia czegoś więcej jest dodawane treści literackiej. Artystka wśród własnych inspiracji wymienia m.in. polską poetkę Halinę Poświatowską i czołową twórczynię XX - wiecznego modernizmu, feministkę – Virginię Woolf. Pomimo wielkiej pasji literackiej nie wybrała pióra, a zamiast wierszy postanowiła tworzyć kolaże, które zastąpiły jej własny pamiętnik. Mowa o młodej studentce filmoznawstwa, Ewelinie Lebidzie. Swój pierwszy kolaż stworzyła w wieku szesnastu lat. Od tamtej pory każda praca powstaje w ten sam sposób – artystka zamyka się w pustym mieszkaniu, które zamienia w pracownię, pełną wycinków gazet i kolorowych magazynów. Zapewnia, że nigdy nie wie, co stworzy. Proces twórczy, to dla niej wielka niewiadoma. Idąc za Proustem - chwile, w których staje przed ramą kolażu, nazywa strumieniem świadomości. Podkreśla, że najważniejsza jest samotność. Dadaizm wymaga odpowiedniego nastroju, artysta w trakcie tworzenia powinien tkwić w romantycznej melancholii – tylko wtedy w swoich pracach ma szanse być autentyczny. espacio Km.0

61

ewelina lebida


espacio Km.0

62


espacio Km.0

63


jan manski Tekst Anna Zalewska.

Jan Manski to polski artysta, który na co dzień żyje i tworzy w Wielkiej Brytanii. W swoich pracach łączy przeciwieństwa, dążąc do osiągnięcia efektu dychotomii estetycznej pomiędzy klasycznym pięknem a brzydotą. Obie cechy łączą się wprowadzając widza w konsternację nasuwającą pytanie: ,,Czym jest prawdziwe piękno?”. Ostatnia wystawa Manskiego odbyła się w londyńskiej galerii Bresse Little i trwała od lutego do marca 2013 roku. Kolejna ekspozycja zostanie wystawiona w październiku.

W jego pracach odwieczna dychotomia – słowo klucz w twórczości artysty – pomiędzy pięknem a brzydotą prowadzi do niespotykanych połączeń. Wnikliwy widz dostrzeże u Manskiego piękno w brzydocie i vice versa. Artysta pragnie w ten sposób ukazać kruchość ludzkiej fizyczności. ,,Deformacje twarzy i ciała związane są z pierwotnym strachem przed starczą słabością, chorobami, odrzuceniem społecznym i ostatecznie – śmiercią. Symetria twarzy i postawy to oznaka zdrowia, dobieramy na tej podstawie partnerów i definiujemy piękno, ale jednocześnie mamy tendencję do samooszpecania w dążeniu do ideału. Chciałem pokazać świat jednocześnie pociągający i odrzucający. Ta sprzeczność to cecha kultury, którą stworzyliśmy”.

W zbiorach prac zatytułowanych ,,Playcon” (2009) i ,,Possesia” (2010) autor starał się osiągnąć perfekcję w zabawie paradoksem i rozdźwiękiem. ,,Playcon” ukazuje na zdjęciach kontrast kolorystyczny i znaczeniowy. Na białym dziewiczym tle widać kruczoczarne karabiny poukładane w symetryczne kształty oraz bawiące się bronią dzieci. Symetria jest kluczowa dla twórczości Manskiego. Fotogra- W ,,Czarnym kocie” Edgar Allan Poe uznał, fie wydają się nad wyraz harmonijne i czyste że deprawacja jest jednym z najprymitywniejze względu na jasne tło i symetryczne rozsta- szych ludzkich impulsów. To twierdzenie dowienie elementów (w tym modeli - bliźniaków). skonale odzwierciedla prace Jana, w których Wprowadzona przez autora broń zakłóca spo- fizyczne defekty na pięknych ciałach są wizukój widza, a w efekcie prowadzi do konsternacji. alną reprezentacją psychiki i etyki ludzkiej. W serii,,Possesia” Manski jeszcze mocniej ,,Ktoś napisał, że portrety z cyklu «Onarozwija tę dychotomię. Prace ponownie wynia» wyglądają jak wizerunki samolubstawione są na białym tle, jednak tym razem nej arystokracji skarconej za ignorancję. artysta idzie o krok dalej, nie ograniczając się Moje prace powstają w wyniku chwilowyłącznie do kontrastu i klarowności. Bazując wych napięć, nie zakładam co mają znana przedmiotach pochodzących z ubiegłego czyć, każdy może się w nich przejrzeć”. wieku stara się wejść w dialog z minioną epoką. Taką formą wyrazu chce się wywołać w nas ,,Onania” zdaje się prowadzić od konteksrytualne poczucie destrukcji, które ogarnęło tualizacji przyjemności, wielopoziomowego Europę blisko sto lat temu. Łącząc tandetną cudu. W filmie „The Onanizer” wydaje się, zabytkowość i styl retro ze strachem i makabrą, że artysta chce nas ostrzec przed zdominoartysta otrzymuje swoistą groteskę ,,W średnio- waniem społeczeństwa przed kultem seksu, wiecznej Europie często tylko błazen po- prowadzącym do nieodwracalnego odhumasiadał przywilej mówienia niewygodnej nizowania. W ten sposób można doprowadzić prawdy. Ubierał ją w żart, parafrazując jedynie do plagi samotności, zamienić ludzi rzeczywistość starał się powiedzieć jak w bezsensowne i aseksualne istoty, niczym najwięcej. «Onania» to horror i humor w „The Onanizer Strain I”. Mimo wszystko zarazem - moje ulubione połączenie”. to nadal tylko jeden z poziomów metaforyki sztuka

64

jan manski

Onanii… ,,«Onania» ma wiele źródeł, sam tytuł stanowi odniesienie do XVIII- wiecznego tekstu traktującego o skutkach chronicznej masturbacji. Najpierw wydano go w Anglii, później zyskał popularność wśród osadników w USA. W filmie «The Onanizer -Your Ultimate Masturbation Experience» używam podprogowych dźwięków, hipnotyczny i zmysłowy damski głos kusi przekonując nas: «Możesz spełniać wszystkie swoje fantazje bez żadnych konsekwencji». Jest to pytanie o wolność i jej granice. Bardziej interesuje mnie zadawanie pytań niż udzielanie gotowych odpowiedzi. «Onania» to świat, gdzie niebezpieczeństwo przychodzi pod maską obietnicy szczęścia.” Seria ,,Mutation Study” przykuwa uwagę. Manski bawi się w niej światem mody, przedstawia „zmutowane” czasopisma. Udowadnia w ten sposób, iż piękno „żurnalowe” jest ulotne i trywialne. Wydaje się, że artysta pragnie przełamać klasyczny modowy dyskurs estetyczny, który oscyluje pomiędzy pięknem, banałem i modą. Stara się nadać mu głębsze znaczenie. Jednak to jedynie powierzchowny wydźwięk tych prac. W końcu nie chodzi tu wyłącznie o modę ,, «Onania» to wizja, gra kontekstów i znaczeń, byłbym daleki od określania jednego określonego przesłania. To sztuka mówiąca o wiecznym nienasyceniu. Moda jest tylko jednym z elementów tego świata, poza nią są operacje plastyczne, świat reklamy, fetysze. W wielu kulturach, począwszy od afrykańskich plemion i dalekiej Azji, obecna jest idea samookaleczenia w poszukiwaniu piękna. Dziś obserwujemy te same tendencje operujące doskonalszymi technikami. To dopiero początek, następnym krokiem są genetyczne manipulacje w celu


osiągnięcia absolutnej perfekcji. To temat kolejnego cyklu, który planuję stworzyć - «Eugenica».” ,,Your Ultimate Masturbation Experience” wydaje się być, w gruncie rzeczy, pięknym aspektem istnienia. „ «The Onanizer - Your Ultimate Masturbation Experience» to produkt, który zapewnia nam szczęście na poziomie seksualnym i emocjonalnym. Spełnia wszelkie oczekiwania, zawiera najnowsze bioniczne technologie. Ma on zastąpić partnerów i oferować doznania przewyższające rzeczywiste, nie niosąc za sobą żadnych konsekwencji i odpowiedzialności. «Onanię» trawi plaga deformacji o nieznanej przyczynie. Onanizm, samowystarczalność i śmiertelna plaga funkcjonują tu jako metafory, zostawmy je otwarte”.  Manski zdradza także, jakiego efektu końcowego poszukuje w swojej pracy ,,Mówię sztuka

o tym, co mnie fascynuje, bądź niepokoi. Interesuje mnie krytyczna analiza otaczającego nas świata, łączona niekiedy z wybitnie osobistymi doznaniami. Pamiętajmy, że każdy artysta w pewnym stopniu portretuje w swojej sztuce siebie samego. Magia sztuki to sytuacja, w której moja praca staje się istotna nie tylko dla mnie, ale kiedy jest to kolektywne przeżycie”. Media często porównują jego prace z obrazami Boscha lub Brueghela. W świecie mody przyrównuje się je do prac Francisa Bacona i Davida Cronenberga ,,Porównania są nieuniknione, każdy artysta musi do tego przywyknąć. Dziennikarze mają tendencję do porównań, bo daje im to punkt odniesienia. Ciekawe jest to, jak różnorodne potrafią być te porównania. Filmowcy widzą w moich symetrycznych kompozycjach estetykę Kubricka. Niemieccy historycy sztuki po analizie materiałów dostrzegają odniesienia do Bouysa. Wszystko zależy od tego jaką przyjmiemy perspektywę”. 66

jan manski

Na koniec Jan opowiedział o tym, co już było oraz o tym, co będzie w jego twórczości ,,Obecnie ponownie pracuję nad serią «Possesia», którą rozpocząłem trzy lata temu. W październiku planowana jest duża wystawa tego cyklu. Przygotuwuję również serię obrazów, a na 2014 rok planuję trzecią część tryptyku - «Possesia», «Onania», «Eugenica»”

janmanski.com


lados —— moda

Nika by Elena Bofill

Stylista: Sofía Mariño — Make up and hair: Noemí Nohales (kasteel+agent) dla Elisabeth Arden — Modelka: Nika @Traffic


Kostium kąpielowy i szorty American Apparel — Kolczyk H&M


Sukienka Levi´s — Bluzka American Apparel — Obuwie Reebok


Spodnie American Apparel


Koszula Part Two — Spódnica i kapelusz Vintage — Obuwie Vans


Bluzka Eleven Paris


T-shirt Vans — Jeansy Nudie jeans


Biały top Yerse — Czarny top American Apparel — Szorty Levi´s vintage — Kapelusz American Apparel — Obuwie Paez


lados —— moda

Debiut by cordova-canillas

Stylista: Veronica Febrero — Model: Mikolay (Blow Models) — Makijaż: José Sequi Retusz Fotograficzny: Panzuela Studio — Sceneria i Podziękowania: hangar.org


Koszula Guess by Marciano — Naszyjnik American Apparel


T-Shirt Vans — Spodnie Sandro — Sandały Sandro


T-Shirt Volcom —Czapka Vans — Pierścionki Thomas Sabo


Koszula Lee — Bluza Vans — Spodnie Lee — Plecak American Apparel — Czapka American Apparel — Sandały Sandro


persol vintage celebration Tym razem kultowa marka Persol zdobywa tegoroczne lato nową kolekcją Persol Vintage Celebration, skierowaną zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Inspiracją do jej powstania jest ponowne odkrycie trzech oryginalnych kolorów acetatu pochodzących z archiwów marki, z których każdy odnosi nas do innych kulturowych inspiracji i emocji. Każdy z kolorów posiada swoją nazwę: Tabacco Virginia, Caffe oraz Terra di Siena.

Na kolekcję Persol Vintage Celebration składają się zarówno oprawki przeciwsłoneczne jak i korekcyjne – zupełnie nowe modele oraz te istniejące wzbogacone o nowe kolory - zawsze wierne charakterystycznemu designowi pełnym retro wspomnień.

PO 3039V Model dość mocno nawiązuje do stylistyki lat 50-tych. Posiada kwadratowy kształt o delikatnie zaokrąglonych bokach oraz masywne linie frontu i zauszników.

PO 3055S Nowy model Persola, posiada bardziej zaokrąglony front nawiązujący do kształtu pilotek. Na zausznikach znajduje się charakterstyczna, metalowa strzała.

PO 3053V Delikatna i elagancka oprawka z acetatu. Jej pociagły kształt jest podkreślony owalnym frontem.

PO 649 Najsłynniejszy model Persola, po raz pierwszy został zaprezentowany w 1937 roku. To najnowsza re-edycja tych okularów noszonych przez Marcello Mastroianniego w filmie “Rozwód po włosku” z 1961 roku.

PO 3052V Bardzo zaokrąglona i wyróżniająca oprawka dla kobiet.Delikatny design podkreślony jest poprzez smukłe zauszniki wzbogacone o charakterystyczne detale Persola – motyw strzały-zawiasu i system Meflecto.

PO 2953S Klasyczny model z acetatu o prostokątnym, delikatnie zaokrąglonym kształcie z charakterystycznymi detalami Persola: metalową strzałą Supreme i elastycznym system Meflecto na zauszniku.

sztuka

soczewek zastosowano wszystkie najnowsze osiągnięcia technologiczne, a całość została stworzona pod okiem prawdziwych optycznych rzemieślników, dzięki czemu soczewki chronią nasze oczy przed szkodliwymi promieniami słonecznymi.

Persol Vintage Celebration łączy nowe kolory z mineralnymi soczewkami polaryzacyjnymi i fotopolaryzacyjnymi. W procesie produkcji

84


www.vialis.es/eshop www.aro.es


Mężczyzna

shopping

Koszula Edwin

shopping

86

2013


Torba Eastpack Obuwie Vans

Obuwie Keep Company

T-shirt Carharrt

Koszula Edwin

T-shirt Chrum.com

Obuwie Adidas Originals

Obuwie Nike

Koszula American Eagle Outfitters

Obuwie Adidas Originals

Koszula Vans

shopping

87

Polo American Eagle Outfitters


Kobieta

shopping

Sukienka Levi’s

shopping

88

2013


Szorty American Eagle Outfitters Obuwie Reebok

Obuwie Converse

Obuwie Kawasaki

Szorty Carharrt WIP

Szorty Levi’s

Obuwie Keds

Obuwie Keep Company

Sukienka American Eagle Outfitters

Obuwie Vans Kurtka Eleven Parris

shopping

Bluza Vans

89


Dołącz do nas! www.facebook.com/ladospolska

staff

REDAKCJA LADOS MAGAZINE POLSKA

Dołącz do nas! www.facebook.com/ladospolska

Kontakt polska@ladosmagazine.com Redaktor naczelny Alvaro Frechilla alvaro@ladosmagazine.com

LADOS MAGAZINE HISZPANIA Główny koordynator José Ugidos

Kierownik ds. reklamy Anna Kałamarz anna@ladosmagazine.com +48 780 550 569 Korekta i edycja tekstu Adrianna Sasin Małgorzata Michalik Joanna Kowalczyk Redakcja Małgorzata Mróz Piotr Króliński Wojciech Kawecki Anna Wasążnik Piotr Strzemieczny Anna Zalewska Miłosz Karbowski Artur Piątkowski Marek Kornacki Marcin Staszewski

Redaktor naczelny J. M. Fernández Doradca ds. gastronomii Jesús Ramiro Flores Doradca ds. mody María Mateos Doradca ds. sztuki Sofía Valdezuela Doradca ds. muzyki Javier Mielgo Projekt graficzny cordova — canillas www.cordovacanillas.com

Dyrektor artystyczny cordova — canillas Projekt graficzny Ana María Dávila

Dołącz do nas! www.facebook.com/ladospolska

Wydawnictwo: WIA Media. Magazyn Lados nie ponosi odpowiedzialności za poglądy swych współpracowników publikowane na łamach pisma. Kopiowanie, w całości lub częściowo, tekstowej i graficznej zawartości niniejszej publikacji lub jej elektronicznego wydania bez zgody redaktora naczelnego oraz autora jest surowo zabronione.


PROFILE


www.ladosmagazine.pl

Lados polska 03 low  

lianne la havas, rebeka, camera obscura, edwyn collins, pond, crystal fighters, franz ferdinand, novika, suede, junip, natalia wiernik, prim...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you