Issuu on Google+

Sarmacki kwartalnik

STANISŁAW AUGUST (KONIEC)POLSKI

reformator czy grabarz Rzeczypospolitej?

CAR CAROWI NIERÓWNY

opowiadanie Grzegorza Szymborskiego

BITWA POD KIESIĄ 1578

1[3]/2013


spis tresci, Student z okna na Żyda idącego woła; Ten pojźry, ów mu jajem oko wybił z czoła. A Żyd: „Słuchaj, ty hultaj, i ty - rzecze - zdrajca! Czemu to bez potrzeby psujesz sobie jajca?” (Wacław Potocki, Jaje niż oko)

PUBLICYSTYKA Jakub Witczak Stanisław August KoniecPolski ______________________5 Jacek Szymała Filmowy obraz potopu szwedzkiego _______________________10 Justyna Kulczycka Słów kilka Jacka Kowalskiego o sarmatyźmie _____14 HISTORIA Grzegorz Szymborski Czerwone kubraki po polsku _______________________19 Leszek Bober O wygnaniu arian z Polski _______________________25 Yaucheni Boika Porównanie postanowień III Statutu Litewskiego i unii lubelskiej ___________________32 Michał „Kadrinazi” Paradowski Bitwa pod Kiesią _____________37 OPOWIADANIE Grzegorz Szymborski Car carowi nierówny _______________________44 KONIEC KOŃCÓW Łukasz Górka Shireowo _______________________56

KWARTALNIK SARMACKI nr 3/2012 (marzec-maj) Redaktor naczelny: Dominik Robakowski robakowski89@gmail.com Zastępca redaktora naczelnego: Marta Machowska martanataliamachowska@gmail.com Redaktor techniczny: Agnieszka Kurasińska agakurasinska@gmail.com Stali współpracownicy: Łukasz Górka, Michał Mochocki Autorzy tekstów do numeru 3-go: Łukasz Górka, Oskar Hajder, Zygmunt Jasłowski, Łukasz Komorowski, Justyna Kulczycka, Marta Machowska, Michał Mochocki, Dominik Robakowski, Jakub Witczak, Dominika Wojciechowska, Michał Wyciślik Projekt okładki: Agnieszka Kurasińska Strona internetowa: www.sarmacki.mixxt.com Zapraszamy do współpracy i publikowania na naszych łamach. Szczegóły na stronie internetowej. Kolejny numer Kwartalnika ukaże się 1 czerwca 2013 roku.

Czołem Waćpanom i Waćpannom! Witam serdecznie na łamach trzeciego numeru Kwartalnika Sarmackiego. Mam nadzieję, że wszyscy nasi Czytelnicy przetrwali w  zdrowiu zimę i  już gotują się do wiosennych harców. Taki nastrój udzielił się i nam, co widać po zamieszczonym powyżej wierszyku. Niemniej nie umieszczamy go jedynie jako ozdobnika, a raczej jako powód do refleksji. Brzmi to trochę niepoważnie? Oczywiście. Wszak na co dzień nie dostrzegamy sarmackiego dziedzictwa kulturowego, a nawet jeśli je widzimy, to raczej mówimy o nim w odniesieniu do wielkich idei. Nie można nam jednak zapomnieć, że Sarmaci to nie tylko pomnikowe figury, które nie miały nic lepszego do roboty jak dumać nad stanem państwa czy wystawiać pierś w  jej obronie. Czyżby redaktor naczelny Kwartalnika Sarmackiego oszalał i podtrzymywał, że nasi przodkowie to (jak pisał Komuda) warchoły i pijanice? Nie do końca. Pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że w dzisiejszym świecie, gdy Sarmacja ciągle musi walczyć o swoje należyte miejsce na kulturowej mapie Polski i Europy, bardzo łatwo popaść nam ze skrajności w skrajność. Uważam, podobnie jak profesor Jacek Kowalski, że nie możemy robić z Sarmacji laurki i wybierać do jej obrazu jedynie tego co mądre i szlachetne. Sarmata to nie tylko husarz spod Chocimia, ale także zapijaczony okrutnik zaśmiewający się z  dowcipu o  studencie i  Żydzie. Ot, w  tym winna być nasza wyższość, że w przeciwieństwie do innych – nie tylko potrafimy szczycić się osiągnięciami przodków, ale także ze staropolską pokorą spuścić czasem głowę, a nie zasłonę milczenia. Pamiętajmy o Sarmacji takiej jaką była - o takiej, w której liberum veto było odzwierciedleniem w systemie prawnym mnogości ścierających się na co dzień poglądów. Nie mniej, nie popadajmy też w skrajność i nie czyńmy z wyjątku reguły, ani nie stawiajmy miłosnych poczynań Zygmunta Augusta nad oręż Jana Trzeciego. Po prostu pamiętajmy o Sarmacji też w rzeczach małych. Wszak jak niewiele nas różni od Sarmatów? Czyż wierszyk Potockiego nie wzbudza i wśród nas uśmiechu? Pozostając przy postaci Potockiego, chciałbym Państwa zaprosić do zapoznania się z  treścią naszego wspólnego czasopisma. Mianowicie o  kwestii ariańskiej opowie nam Leszek Bober. Serdecznie pragnę powitać na naszych łamach Michała Paradowskiego, znanego lepiej w  świecie sarmackim jako Kadrinazi, który w  znakomity sposób przybliża okoliczności bitwy pod Kiesią z  1578 roku. Bardzo ciekawy temat poziomu niezależności Wielkiego Księstwa Litewskiego poruszył z kolei nasz białoruski współpracownik – Jałchenij Bojka. Dziękuję także serdecznie Justynie Kulczyckiej za nadesłanie kolejnego tekstu – tym razem poświęconego poglądom Jacka Kowalskiego na sarmatyzm. Jacek Szymala prezentuje nam w  swoim artykule krótką historię ekranizacji Sienkiewiczowskiego „Potopu”. Jak zwykle mamy nadzieję, że ciekawą polemikę wzbudzi tekst Jakuba Witczaka, który bierze pod lupę kolejnego kontrowersyjnego władcę Rzeczypospolitej – tym razem Stanisława Augusta Poniatowskiego. W naszej braci witamy po raz pierwszy Grzegorza Szymborskiego i jest to debiut zaiste zacny, gdyż przeczytamy dwie jego prace. Oprócz tekstu poświęconego Gwardii Pieszej czasów saskich na naszych łamach po raz pierwszy zamieszczamy (ku mojej osobistej uciesze) opowiadanie. Na ostatek pozostawiamy Wam kolejny znakomity felieton Łukasza Górki, a  wszystko to w przepysznej szacie graficznej autorstwa Agnieszki Kurasińskiej. Zrezygnowaliśmy z działu „aktualności” – w wypadku Kwartalnika wyraz ten brzmiał dość kuriozalnie, poza tym najlepszym informatorem i  tak jest Portal Sarmacki Michała Mochockiego. Cieszę się bardzo, że ponownie wzrosła liczba naszych autorów, którzy wykonują znakomitą pracę, stojąc w awangardzie sarmatyzmu. Szczególnie pragnę podziękować tym wszystkim, którzy pojawiają się na naszych łamach po raz kolejny, choć przecież nie czerpią z tego powodu żadnych korzyści materialnych.


publicystyka Ukłony Waszmościowie i Waćpanny! W numerze znajdziecie także plakat promujący nasze czasopismo – bylibyśmy wdzięczni gdybyście mogli go wydrukować i  powiesić w  swojej szkole czy uczelni – walczmy razem o czytelników! Zachęcamy także do udziału w poznańskiej konfederencji poświęconej sarmatyzmowi – szczegóły na plakacie, który nadesłali nam organizatorzy. Będziemy na miejscu, więc spodziewajcie się ciekawej relacji.

Marcello Bacciarelli, Portret Stanisława Poniatowskiego z klepsydrą , 1793 r.

Podziękowania należą się także naszym czytelnikom i fanom internetowym. Nie udało się powołać (ale tylko póki co!) stowarzyszenia, które łączyłoby sarmackie siły, niemniej warto zawsze dyskutować (przypominamy, że każdy z Was może zamieścić swoją opinię w Kwartalniku). Zgłaszajcie swoje sugestie – nie ma złych pomysłów! Póki co próbujmy stworzyć więzi, spotykajmy się, poszerzajmy naszą wiedzę, a z pewnością wyda to obfite owoce. Mam nadzieję, że takiej integracji posłuży nasza nowa strona internetowa www.sarmacki.mixxt.com. Pozwoli Wam ona nie tylko na czytanie Kwartalnika, ale także na o wiele więcej aktywności. Jest to w zasadzie pierwszy sarmacki portal społecznościowy, na którym możecie dzielić się swoimi przemyśleniami, zdjęciami czy filmikami. Myślmy, że witryna przypadnie Wam do gustu. Widzimy się ponownie w kolejnym numerze, który ukaże się 1 czerwca 2013 roku – śledźcie nasz profil na facebook’u oraz nowy portal. Tymczasem składamy najlepsze życzenia Wielkanocne - byśmy, jak to w wierszyku Potockiego, „nie psuli sobie jajec”. Z poważaniem,

Dominik Robakowski Wikipedia.org

redaktor naczelny

Stanisław August KoniecPolski Jakub WITCZAK

„Bohaterowi Wiednia, co chrześcijan zbawił Piękny pomnik z kamienia Stanisław wystawił, Dwakroć złotych kosztował – trzykroć bym dołożył By Stanisław skamieniał, a Jan III ożył”

Gdy umierał hetman Stanisław Koniecpolski, jego nazwisko interpretowano dosłownie - przeczuwano nadchodzącą tragedię. Gdy na polskim tronie zasiadał Stanisław August znaki na niebie nie przepowiadały jeszcze gorszego finału.

5


6

charakteru, z faktu, że jego minister był niestały, rozrzutny i  pochłonięty niskimi intrygami. Jest także prawdą, że wydarzenia zawsze obracały się na jego szkodę. Z drugiej strony zabrakło mu czasu, by dojść do jakiegoś dobrego wyniku”. Zawdzięczający wszystko Katarzynie Poniatowski miał być inny. Miał… bo nie był. Nim zagłębimy się w szczegóły polityki króla musimy podkreślić pewną kwestię - choć ogólnie zgadzamy się, iż Rzeczpospolita potrzebowała gruntownych reform, to jednak uważamy, iż należy uwzględnić, kiedy i  jak je wprowadzano. Bowiem od polityka, od władcy zależnego kraju, z  silną, pełną pogardy opozycją, bez własnego stronnictwa (tym miała być Familia, lecz Czartoryscy „obrazili się”, że królem nie został jeden z  nich…) wymaga się nader wszystko realizmu, zmysłu cynika, właściwej oceny sytuacji, wreszcie – kroków małych, przemyślanych. To wszystko to, czego Poniatowski nie zrobił. Bezpośrednio po wyborze przystąpił do gruntownej reformy państwa bez oglądania się na Rosję. Na sejmie 1766 r. usiłowano zlikwidować liberum veto w  kwestiach ekonomicznych. Prusy i Rosja zagroziły wojną. We wspomnianej instrukcji Katarzyna II wyraźnie pisała: „Powinniśmy zwracać całą naszą uwagę, by teraźniejsza forma rządu polskiego pozostała w  zupełności nienaruszona, by nie zmieniło się prawo jednomyślności na sejmach, by nigdy nie zwiększono liczebności sił zbrojnych,. Na tym zasadza się fundament naszej polityki imperialnej, za pomocą czego bezpośrednio oddziałujemy na politykę europejską”. Tych zasad zawsze trzymała się bezwzględnie, dlatego uznając, że Poniatowski jednak nie gwarantuje braku zmian, wraz z Fryderykiem II poczęła forsować sprawę dysydentów. Chciała tym utrudnić królowi działania. Miało to olbrzymie konsekwencje, bowiem przez konfederacje: toruńską, słucką, a później radomską, sejm 1768 r., prawa kardynalne i  porwanie senatorów doprowadzi to do konfederacji barskiej. Król znalazł się w bardzo ciężkiej sytuacji. Po „szaleństwie reform” w pierwszych chwilach panowania nadszarpnięte zostało zaufanie protektorki i  głównego oparcia dla jego rządów. Z drugiej strony miał przeciwko sobie masy szlacheckie, które przystąpiły do walki z  „uzurpatorem” i  „tyranem”. Propozycje kolejnych rosyjskich dyplomatów (zawiązanie własnej konfederacji , zwołanie sejmu pacyfikacyjnego)

król odrzucił, mimo że jasno go informowano, iż dla przeprowadzenia reform sytuacja międzynajeśli tego nie zrobi, to „budiet płocho”. Wobec za- rodowa – Rosja zaangażowana w wojnę z Turcją jęcia przez Austriaków Spisza i forsowania przez (później także ze Szwecją), Prusy niechętnie paPrusaków rozbioru Polski konsekwencje wydawa- trzące na rozrastające się imperium Katarzyny ły się oczywiste. To pochopne, bezmyślne decyzje II… Wobec niechęci do Petersburga najwięcej króla z  pierwszych lat panowania uruchomiły posłów oparcia dla zreformowanej Rzeczypospolawinę niefortunnych zdarzeń. W  chwili próby litej szukało w Prusach, które miały chronić nas król zawiódł - jedyną szansą była uległość wo- przed zemstą Rosji… bec Rosji. Król jednak tego nie zrobił. Katarzyna Na początku sejmu król sprzeciwił się zrywaII doszła zatem do wniosku, że tylko nad okrojoną niu zależności z Rosją. Mówił, że z Petersburgiem terytorialnie Rzeczpospolitą będzie mogła nadal handlujemy; że nie mamy z nim sprzecznych insamodzielnie sprawować protektorat. teresów; że tylko Rosja ma tyle siły, by - oczywiSzok wywołany I  rozbiorem przekonał króla ście w razie uległości Polski - uniknąć kolejnych do zmiany polityki. Stał się tym kimś z  instruk- rozbiorów. Całkowicie się z  królem zgadzamy. cji, współpracował ściśle z  „prokonsulem” von Z  trzech zaborców tylko dla Rosji rozbiory były Stackelbergiem. Ustanowienie Rady Nieustającej niekorzystne, bo zmniejszały teren zależnego od znacznie usprawniło rządy w Polsce, Rzeczpospo- niej państwa, a nowe nabytki wzmacniały Prusy. lita wkroczyła w okres kilkunastoletniego, harmo- Nie znajdują potwierdzenia w faktach tezy Jerzego Łojka, że Prusacy nijnego rozwoju. W  zabyli do Polski życzliwie łożonej w 1765 r. Szkole ustosunkowani, tylko Rycerskiej kształciło się młode, patriotyczne poich zawiedliśmy. Jego kolenie. Powołana w 1773 zdaniem właśnie nier. Komisja Edukacji Nazdecydowanie Polaków, rodowej pchnęła szkola także uchwalenie nienictwo na nowe tory. rozdzielności terytoKomisję uzupełniało Torium Rzeczypospolitej warzystwo dla Ksiąg Elebyło przyczyną tego, iż mentarnych, które przyrozpadł się plan związagotowywało podręczniny z  Potrójną Koalicją. ki. Król wspierał także Przeciwnie - z  listów rozwój kultury - kto nie króla pruskiego wynika, słyszał o obiadach czwariż Prusakom silna Poltkowych, o  Bogusławska absolutnie nie była Johann Elert Bode, Taurus Poniatovii, 1801 r. skim i  Teatrze Narodona rękę, bo obawiali się, wym, o Łazienkach, Bacciarellim czy Norblinie? że wzmocniona Rzeczpospolita upomni się o PoCzas spokoju zaowocował rozwojem gospodar- morze. Na kontaktach i  sojuszu z  Polską Prusy czym - powstawały nowe manufaktury (w  tym jednak skorzystały - po podburzeniu Polaków słynne na Litwie przez Tyzenhausa), banki (z Tep- i  nieskutecznej pacyfikacji wojskami Katarzyny perem na czele). Oprócz przemysłu solidny bo- II wzięły udział w  kolejnym rozbiorze. Tyle zodziec dostał handel, gdzie koronnym przykładem stało z  „najdoskonalszej przyjaźni i  wzajemnego jest Kompania Czarnomorska prowadzona przez szacunku” obiecanych w  tekście sojuszu polskoProta Potockiego. -pruskiego… Jak widać - mimo rozbioru - Polska w ostatKról spotkał się z  ogromną krytyką posłów. nim ćwierćwieczu XVIII w. rozwijała się cał- Zarzuty kierowało właśnie to młode, patriotyczkiem dynamicznie. Dlatego tym bardziej żal, że ne pokolenie wykształcone w  Szkole Rycerskiej wszystko to zaprzepaszczono na Sejmie Wielkim. i  innych nowych placówkach. I… król ugiął się, Sejm Wielki, który uchwalił Konstytucję 3 a  tym samym popełnił największy błąd życia. Maja, był punktem kulminacyjnym panowania Decyzja ta naszym zdaniem przesądziła później Stanisława Augusta. Wielu polskim politykom o upadku Polski. Czym powodowana była zmiawydawało się, że w  końcu zaistniała korzystna na stanowiska króla? Wydawało się, że po poWikipedia.org

Tekst ten jest próbą odpowiedzi na pytanie, jakim władcą był Stanisław August Poniatowski. Do historii przeszły jego osiągnięcia szczególnie z  dwóch płaszczyzn - szeroko rozumianej kultury, a  także polityki. Wspaniałym mecenasem niewątpliwie był. Na nasze nieszczęście próbował być też politykiem. By powiedzieć, jakim władcą był Stanisław August Poniatowski, najpierw należy się zastanowić, kim był. A  był… nikim. Tak, nikim. W  XVIII-wiecznej Rzeczypospolitej ze „starożytnymi” rodami Radziwiłłów czy Potockich był jakimś szaraczkiem, ot, zwyczajnym stolnikiem litewskim… Już jako władca skrytykował niechlujny ubiór słynnego w całej Europie Radziwiłła „Panie Kochanku”. W odpowiedzi usłyszał, że kontusz jest tak wytarty, bo go już kolejne pokolenie nosi. Jak zatem ten - w mniemaniu magnatów - plebejusz zamienił swój nowy kontusz na królewski płaszcz, skoro dopiero jego ojciec stał pierwszym znanym Poniatowskim? Śmierć Augusta III i pokój w Hubertusburgu rozpoczęły nową epokę w historii Polski i Europy. Na kontynencie powstał nowy układ sił - system północny i  południowy. Podstawą tego pierwszego były Prusy i  Rosja. Wybór władcy pogrążonej w anarchii Rzeczypospolitej co prawda już dawno przestał być tylko jej sprawą, lecz t elekcja obnażyła to całkowicie. Elektor był jeden - Katarzyna II. W instrukcji (6 XI 1763 r.) do Keyserlinga i Repnina napisała: „Po zgłębieniu wszystkich motywów i nie wdając się we wszystkie możliwości jest prawdopodobne i nieodzowne, że osadzimy na tronie polskim przychylnego nam Piasta, użytecznego dla naszych rzeczywistych interesów, jednym słowem człowieka, który tylko nam zawdzięczać będzie swoje wyniesienie. W osobie stolnika litewskiego hrabiego Poniatowskiego, znajdujemy wszystkie warunki niezbędne dla naszej przychylności i w konsekwencji postanowiliśmy wynieść go na tron polski”. Nauczona doświadczeniem poprzedników uznała, że niekorzystne byłoby kontynuowanie unii polsko-saskiej, gdyż mający oparcie w  Saksonii, Wettinowie często prowadzili politykę sprzeczną z interesami Rosji - „Od czasu ostatnich lat panowania Augusta II dobrze wiadomo, do czego zdolny jest obcokrajowiec wybrany królem Polski, posiadający swoje państwo dziedziczne i dochody. To, że niedawno zmarły August III, niczego nie dokonał, wynikało z  indolencji jego

7


myłkach z pierwszych lat panowania uświadomił sobie, iż tylko w sojuszu z Rosją można zachować obecne granice. A jednak wyrzekł się tej polityki i  przystąpił do stronnictwa pruskiego, zwanego powszechnie patriotycznym. Może... może zamarzyła mu się sława Sobieskiego? Na początku tekstu przytaczaliśmy wierszyk o Janie III i Stanisławie Auguście. Sobieski cały czas cieszył się sławą króla-zwycięzcy, Poniatowski zaś od początku był postrzegany jako uzurpator i pachołek Katarzyny II. W razie przystąpienia do obozu reform król mógł zyskać upragnioną popularność - i tak było. Pojawiły się hasła: „Król z Narodem, Naród z Królem!”, „Vivat król!” etc. etc. Wraz z aprobatą Poniatowskiego przystąpiono do wielkiej reformy Rzeczypospolitej - wcześniej już obalono (Zd)Radę Nieustającą (jak mawiali na nią jej przeciwnicy), uchwalono zwiększenie liczebności wojska do 100 tysięcy żołnierzy… Podpisano sojusz z  podstępnymi Prusami. Był to straszny błąd. Król, który słusznie ostrzegał przed Prusakami, teraz zgodził się na alians z nimi. Wreszcie uchwalono Konstytucję 3 Maja, która wprowadzała dziedziczność tronu i znosiła liberum veto. Po śmierci Stanisława Augusta królem miał zostać władca Saksonii Fryderyk August III. Patrząc z perspektywy roku 1791 nie wiadomo było, kto miał po elektorze panować w Polsce. Fryderyk August III ówcześnie nie miał synów, a jego córka była panną. Tak widziano dziedziczność tronu w ciężkich czasach… Wprowadzając te dwie zasady łamano podstawowe cele polityki Katarzyny II. W kraju wybuchła euforia, okrzyki: „Vivat król, vivat konstytucja!” - nie dostrzegano, że z każdą chwilą jest coraz mniej powodów do radości. Rosja zwycięsko wychodziła z wojny na dwa fronty, do Petersburga skierowali swoje kroki Branicki, Potocki i Rzewuski, Prusy szykowały się do zdrady, powiększanie polskiej armii szło nieskładnie, a  koncentrowało się na kłótni o kolor guzików w mundurach… Tymczasem Rosja zakończyła wojnę i - wspierana przez wspomnianą trójkę z Targowicy - wysłała swe wojska przeciwko Polsce pod pretekstem przywrócenia „ustroju republikańskiego”. Rozpoczęła się wojna. Nie wystawiono bitnej, stutysięcznej armii. Nie było wyszkolonych żołnierzy - takim zapleczem mogły być wojska magnackie, które - bardzo liczne i dobrze wyposażone - znalazłyby swoje miejsce w  armii narodowej. Znalazłyby, gdyby realnie istniały… Jak podaje

8

Emanuel Rostworowski król we wszystkich projektach konstytucyjnych sprzeciwiał się istnieniu wojsk prywatnych… Według różnych danych z  opracowań Wolańskiego, Ratajczyka czy Derdeja wystawiono tylko 56-65 tysięcy średniej jakości wojska, którego kawaleria - prócz pułków przedniej straży – niestety zazwyczaj czmychała przed zaprawionymi w bojach Moskalami. Mimo wygranych pod Zieleńcami i  Dubienką armia koronna cały czas się cofała, na Litwie w wyniku zdrady było jeszcze gorzej. Katarzyna II nie myślała o żadnych negocjacjach, żadnych umowach ze Stanisławem Augustem. Nakazywała mu przystąpienie do Targowicy, wyrzeczenie się osiągnięć Sejmu Wielkiego, porzucenie sławy i  poparcia poddanych, a  raczej - obywateli. Podczas rozmów na Zamku Królewskim, w  którym uczestniczyli m.in. Małachowski i  Kołłątaj, większość (w tym sam Kołłątaj - „Dziś jeszcze Miłościwy Panie, trzeba to zrobić, nie jutro; każdy moment jest drogi, bo go krew Polaków oblewa!”) poparła przystąpienie do Targowicy. Wiele osób tej w tej decyzji dostrzega zdradę Stanisława Augusta, my - to, że król powrócił do swojej poprzedniej polityki. Wynikało to z jego doświadczenia. Podczas konfederacji barskiej odmawiał posłuszeństwa Rosji i nastąpił rozbiór - teraz liczył, że uległość uratuje nas przed najgorszymi. Przeliczył się jednak. Mająca chęć na nowe ziemie klika Zubowa parła do kolejnego podziały do spółki z Prusami – naszym sojusznikiem z 1790 roku… Król nie zdradził. Jego doświadczenie podpowiadało mu, że tylko uległość może zapobiec rozbiorowi. Nie jest winą Poniatowskiego, że po porażce Prusaków pod Valmy rozbiór był już pewien - każdy chciał powetować swoje straty. Kardynalny błąd król popełnił dużo wcześniej – podczas Sejmu Wielkiego, gdy przystąpił do obozu reform skrajnie sprzecznych z  interesami Rosji. Już wtedy było pewne, że Rosja - po uporaniu się z własnymi problemami - „zajmie się” także naszymi. Tego jednak nie dostrzegano, za co przyszło nam słono zapłacić. Przez całe panowanie Stanisława Augusta byliśmy jak ten skazaniec z anegdoty - „Jeśli stoisz przed plutonem egzekucyjnym, w ramach ostatniego życzenia poproś o papierosa - a może coś się wydarzy, zanim ci go przyniosą? - staliśmy przed plutonem i to w dużej mierze od nas zależało, czy przeżyjemy. Polscy politycy, w  tym król, problemy wojenne Rosji potraktowali tak, jakby plutonowi egze-

kucyjnemu skończyła się amunicja. Tymczasem zaborcy tylko przeładowywali broń. Po przeładowaniu zaś papieros już nam nie przysługiwał. II rozbiór, kryzys gospodarczy, niezadowolenie społeczne, chęć walki o niepodległość pchnęły Polaków do walki w  1794 r. Czy mieliśmy szansę na pokonanie Prus i  Rosji? Porównanie potencjałów państw daje raczej (mówimy raczej, gdyż planujemy w  przyszłości powrócić do tej kwestii) jednoznaczną odpowiedź. Co zatem należało robić? Choć ciężko to sobie wyobrazić, należało czekać na rzeczywistą zmianę sytuacji międzynarodowej, która w  1794 r. była dla nas wybitnie niekorzystna. Przeciwko powstaniu opowiedział się Stanisław August: „Obecne przedsięwzięcie Kościuszki uczyniło wiele złego dla kraju przez zniszczenia z  obu stron, ponieważ oddziały wojskowe maszerują w  pośpiechu bez zaopatrzenia i bez furgonów, a utrzymują się tylko kosztem mieszkańców, nie płacąc w czasie przemarszów i  zabierając zwierzęta, a  nawet samych chłopów. Przerywa się prace w  polu, tak, że po wielkiej biedzie w  poprzednim roku, bieżący może doprowadzić do prawdziwego głodu. Jestem zmuszony działać w  powiązaniu z  Rosją przeciw Kościuszce jako przeciw rebeliantowi, ponieważ nie uznaje on ani autorytetu mego, ani powagi obecnego rządu. Jestem też związany traktatem przymierza podpisanym w  Grodnie, a  trzymanie się tego przymierza jest jedynym sposobem zachowania pomocy Rosji wobec zachłanności Prus. Użyją one bowiem wystąpienia Kościuszki jako pretekstu, by powiedzieć imperatorowej: należy niespokojnych Polaków zgnieść, trzeba podzielić między nas resztę ich kraju aż do zniesienia imienia polskiego. Jest moim obowiązkiem trzymać się Rosji, gdyż ona gwarantuje wolę położenia tamy wszystkim uzurpacjom tamtej strony wobec naszych ziem, pod warunkiem, że pozostaniemy wierni naszemu traktatowi przymierza z nią” (list do ks. Józefa, 9 IV 1794 r.). Czyż nie słuszne były jego słowa? Szkoda tylko, że dopiero wtedy zrozumiał, jaka jest jedyna droga do pełnej suwerenności - w  1794 r. było już za późno. Maciejowice i rzeź Pragi przesądziły o  upadku Rzeczypospolitej. Król, szantażowany długami, abdykował. Imię Polski miało być na zawsze zapomniane. Na ironię losu zakrawa fakt, że to, na co tyle czekaliśmy - zmiana sytuacji międzynarodowej na korzystną – miało miejsce w rok po III rozbiorze. Zmarła Katarzyna II, a tron objął

Paweł I, który jasno stwierdzał, że gdyby wtedy rządził, nie byłoby rozbiorów. Monitor, Korpus Kadetów, Teatr Narodowy, obiady czwartkowe, Komisja Edukacji Narodowej, Konstytucja 3 Maja - niewątpliwie są to wybitne osiągnięcia. Ogromna w tym zasługa króla. W  ciągu jego panowania zmieniało się niemal wszystko – znikała zastępowana czynszem pańszczyzna (w  tej materii polecamy także artykuł doktora Radosława Sikory o chłopach w I RP, bo to fascynujące zagadnienie!), znikała ciemnota, znikała anarchia… Największą jednak zmianą -w dużej mierze przez błędy króla - było to, że znikała i  – ostatecznie! – zniknęła także Rzeczpospolita. Ze szczytnego hasła: „Król z Narodem, Naród z  Królem!”, został tylko Naród, bo Króla już nie było.

Bibliografia: Derdej Piotr, Zieleńce-Mir—Dubienka 1792, Warszawa 2008 Góralski Zbigniew, Stanisław August w insurekcji kościuszkowskiej, Warszawa 1988 Łojek Jerzy, Geneza i obalenie Konstytucji 3 Maja, Lublin 1986 Ratajczyk Leonard, Wojsko i obronność Rzeczypospolitej 1788-1792, Warszawa 1975 Rostworowski Emanuel, Legendy i fakty XVIII w., Warszawa 1963 Salmonowicz Stanisław, Fryderyk II, Wrocław 1981 Serczyk Władysław, Katarzyna II, Wrocław 2004 Wolański Adam, Wojna polsko-rosyjska 1792, Warszawa 1996 Zahorski Andrzej, Spór o Stanisława Augusta, Warszawa 1988 Zienkowska Krystyna, Stanisław August Poniatowski, Wrocław 1998 http://pl.wikisource.org/wiki/Tajne_instrukcje_Katarzyny_II_ dla_dyplomat%C3%B3w_rosyjskich_w_Warszawie_(1763) http://pl.wikisource.org/wiki/Traktat_przyja%C5%BAni_i_ przymierza_pomi%C4%99dzy_Prusami_i_ Rzecz%C4%85pospolit%C4%85_(1790)

9


publicystyka

Wikipedia.org

Filmowy obraz Potopu szwedzkiego (1655-1660)

Jacek SZYMALA

Franciszek Kondratowicz, Obrona Jasnej Góry, XIX w.; kadry z filmu Potop Jerzego Hoffmana z 1974 r.

„Za otwarcie bram twierdzy jego królewska mość (tu znów długo wymieniał tytuły) ofiaruje waszej książęcej mości województwo lubelskie w dziedziczne władanie! Zdumieli się słysząc to wszyscy, zdumiał się na chwilę i pan starosta. Już Forgell począł toczyć tryumfującym wzrokiem dokoła, gdy nagle wśród ciszy głuchej ozwał się po polsku do starosty stojący tuż za nim pan Zagłoba: — Ofiaruj, wasza dostojność, królowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy (…)” H. Sienkiewicz, Potop, t. 3, fragment opisu nieudanego oblężenia Zamościa przez wojska szwedzkie Karola Gustawa

10

Historii potopu szwedzkiego kino polskie poświęciło dotąd cztery filmy. Każdy powstał w odmiennej epoce — dziejów kina i historii politycznej. Oto kolejno niedokończona wskutek interwencji caratu niema adaptacja, następnie antyniemiecki Przeor Kordecki, jeden z  pierwszych polskich filmów dźwiękowych, potem monumentalny Potop Jerzego Hoffmana zrealizowany w czasach socjalistycznych, wreszcie pogodni Szwedzi w Warszawie z początku demokratycznej Rzeczypospolitej. Kino szwedzkie tematu potopu nie podjęło. Ahistoryczna postawa Szwedów znalazła wyraz w  fakcie niekupienia kopii nominowanego do Oscara filmu Hoffmana. W roku premiery Potopu (1974) powstał brytyjski film Anthony Harveya o  królowej Krystynie, Abdykacja, który na szwedzkich ekranach poniósł druzgocąca klęskę. W 1933 r. Rouben Mamoulian nakręcił Królową Krystynę. Odtwórczynią tytułowej monarchini była Greta Garbo i tylko ze względu na ten fakt film cieszył się popularnością w  Skandynawii1. Niedługo po abdykacji Krystyny (1654) na rzecz kuzyna, Karola Gustawa, nowy król szwedzki zaatakował z  dwóch stron Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Faworyt Krystyny, Magnus de la Gardie (w Abdykacji pokazany „w cieniu” królowej), służył w Inflantach i uczestniczył w potopie. Na pierwszą adaptację Potopu dał pozwolenie sam Henryk Sienkiewicz w  Oblęgorku. Powieść miał sfilmować Edward Puchalski, a  prawo wyłącznej eksploatacji uzyskała zawiązana jesienią 1913 roku w  Warszawie spółka „Sokół”. Za dekoracje odpowiedzialny był Edmund Michrowski, dekorator Teatru Wielkiego, „(…) stroną artystyczną zajmował się artysta malarz Pietkiewicz”2. W epizodzie obrony Częstochowy zapowiadano udział sześciuset statystów, jednak realizację wiosną 1914 r. przerwano. Carski generał Rausch von Traubenberg zabronił użycia wojsk rosyjskich, nie wyraził również zgody na udział polskich statystów. Ponad tysiącmetrową taśmę filmową kupiła od Puchalskiego moskiewska wytwórnia Aleksandra Chanżonkowa. Film, po znacznych przeróbkach, miał premierę już w  czasie trwania pierwszej wojny światowej, 14 kwietnia 1915 r. Reżyserię objął Piotr Czardynin, a  nazwisko Puchalskiego (współpracujące1 Informacje i wdzięczność zawdzięczam konsultacji Pana Profesora Tadeusza Szczepańskiego 2 M. Oleksiewicz, 535 dni Potopu, Warszawa 1975, s. 8

go przy rosyjskiej wersji) nie pojawiło się nawet w czołówce. Polski pisarz Igor Newerly sygnalizował w 1915 roku związek wyświetlania w Warszawie Potopu z ambicjami rządu carskiego pozyskania Polaków (do armii). Zatem kulisy powstania pierwszej adaptacji wiązały się z cenzurą carską i polityką panslawizmu. Czterdzieści lat przed wejściem na ekrany kin Potopu Jerzego Hoffmana, 24 grudnia 1934 r. w  warszawskim kinie Colosseum miała miejsce premiera ostatniego, czternastego filmu Edwarda Puchalskiego Przeor Kordecki — obrońca Częstochowy3. Reżyser chciał nie tyle dokonać adaptacji powieści Sienkiewicza, co raczej stworzyć „własną «wizję» epizodu wojny polsko-szwedzkiej z XVII wieku, «posiłkując się» przede wszystkim monumentalnym dziełem Samuela Pufendorfa De Rebus a  Carolo Gustavo Sveciae Rege Gestis, libri septem; opublikowano je po raz pierwszy w roku 1696, a zilustrowano rycinami i planami Erica Dahlberga”4. Przeor Kordecki… powstał w  niespokojnych czasach dwudziestolecia międzywojennego, po dojściu Hitlera do władzy. Kilka miesięcy po premierze filmu zmarł marszałek Józef Piłsudski. W Rzeczypospolitej zdawano sobie sprawę z niebezpiecznego położenia geopolitycznego kraju, równocześnie lansując mit silnego państwa. Film Puchalskiego, opowiadając XVII wieczną historię, odsyłał do współczesności — jak Szwedzi odstąpili pokonani od oblężenia Jasnej Góry, tak III Rzesza nie pozbawi Polski dostępu do morza. Szwedzi w  filmie pokazani są w  negatywnym świetle i używają języka niemieckiego5. W komunikacie radiowym z pierwszego tygodnia II wojny światowej słychać: „Wojska niemieckie zajęły Częstochowę, Westerplatte broni się”. Ciekawe, ilu Polaków pomyślało wtedy o  filmie Puchalskiego lub powieści Sienkiewicza… Obrona Częstochowy funkcjonuje w świado3 Zob. T. Lubelski, Historia filmu polskiego. Twórcy, filmy, konteksty, wyd. 2, Chorzów 2009, s. 84; S. Heymanowa, recenzja filmu Przeor Kordecki... [w:] „Bluszcz”, nr 5, 1934; M. Oleksiewicz, 535 dni Potopu, Warszawa 1975, s. 10-12. Autorzy uważają film za słaby i już w momencie powstania przestarzały 4 M. Oleksiewicz, dz. cyt., s. 10-11 5 Podobnie antyniemiecką wymowę można znaleźć w  filmie S. Eisensteina Aleksander Newski (1938), gdzie np. o  średniowiecznym państwie Zakonu Kawalerów Mieczowych mówi się anachronicznie „Niemcy”. Władza radziecka popierała film zwłaszcza po ataku III Rzeszy na Związek Radziecki.

11


mości narodu jako symbol. Inspiracją dla Sienkiewicza, szczegółowym opisem obrony, była napisana w 1657 r. Nowa Gigantomachia. To dzięki temu pamiętnikowi Augustyna Kordeckiego znaczenie Jasnej Góry urosło (wtórnie) w ogólnopolskie. Kersten dowodzi, że obrona częstochowskiego klasztoru miała głównie religijny charakter, bez związku z  patriotyzmem, jak chciała historiografia XVII, XVIII i XIX-wieczna6. Puchalskiemu odmówiono udziału wojsk rosyjskich w  scenach oblężenia Częstochowy; ekipie filmowej Hoffmana przyszli z pomocą radzieccy kaskaderzy, a koni dostarczył pułk kawalerii Mosfilmu. Potop powstał przy współudziale Biełaruśfilmu oraz Wytwórni im. A. Dowżenki w  Kijowie. Dzięki władzy Leonida Koreckiego z  kijowskiego studia, możliwa stała się realizacja sugestii Adama Miłobędzkiego, aby Kiejdany i Taurogi zagrały zamki w Podhorcach i Olesku7. Przychylność strony radzieckiej w  pracach nad Panem Wołodyjowskim i Potopem nie mogła jednak zrekompensować braku pozwolenia na nakręcenie Ogniem i  mieczem w  państwie socjalistycznym. Scenariusz Potopu Hoffmana zakładał ukazanie w finałowej sekwencji oblężenia i szturmu zajętej przez Szwedów Warszawy8. Pojawiło się kilka kontrargumentów, w wyniku których zdecydowano zakończyć film sceną batalii, łączącej elementy bitwy pod Warką i bitwy pod Prostkami. Operator Jerzy Wójcik uzasadniał, że oglądanie pożarów i  walk o  każdy dom byłoby dla współczesnego widza mało atrakcyjne w związku z pamięcią drugiej wojny światowej i jej ekranowymi przekazami. Liczono się także z kosztami. Poza tym taka scena wymagałaby wyjaśnienia, dlaczego Polacy oblegają miasto, a nie — jak miało to miejsce w  przeciągu ostatnich dwustu lat — bronią. Do końca niemal sekwencji warszawskiej bronił Adam Kersten9. 6 A. Kersten, Sienkiewicz – „Potop” – Historia, wyd. 2, Warszawa 1974, s. 171. Por. także tegoż: Geneza nowej gigantomachii (1958), Pierwszy opis obrony Jasnej Góry w  1655 r. (1959), Obrona Klasztoru w  Jasnej Górze (1964) Szwedzi pod Jasną Górą 1655 (1975) 7 M. Oleksiewicz, 535 dni Potopu, Warszawa 1975, s 41-42 8 Por. S. Szenic, Walki o Warszawę 1656-1657, Warszawa 1968; A. Kersten, Warszawa Kazimierowska 16481668: miasto, ludzie, polityka, 1971 9 Współautor scenariusza i konsultant historyczny Potopu, autor publikacji z historii XVII w., np. Chłopi polscy w walce z najazdem szwedzkim 1655 – 1656, 1958; Stefan Czarniecki 1599-1665, 1966; Sienkiewicz – „Potop” – Histo-

12

W  1991 roku Włodzimierz Gołaszewski nakręcił film, którego akcja toczy się w  okupowanej przez Szwedów Warszawie10. Jego Szwedzi w Warszawie to nie najwyższych lotów komedia przygodowa przeznaczona dla młodszych widzów. Scenariusz czerpie z  powieści Walerego Przyborowskiego o tym samym tytule11. Osią fabuły jest rekonesans podziemnego przejścia, którego jedno wejście znajduje się na Zamku Królewskim, a drugie wychodzi poza miasto. Kanał mają wykorzystać wojska polskie hetmana Stefana Czarnieckiego. Współpracę filmowca (Jerzy Hoffman) z historykiem (Adam Kersten) na planie Potopu symbolizuje utrwalony przez Marię Oleksiewicz dialog z 1969 roku. Tematem rozmowy jest przedstawienie w filmie wspomnianych bitew pod Prostkami i Warką: „— Adam, nie możemy pokazać dwóch bitew, trzeba stworzyć jedną, w  której będą elementy Warki i Prostek. — Absurd! — krzyczał Kersten. — Pod Warką 7 kwietnia 1656 dowodził Czarniecki, pod Prostkami, 8 października, Gosiewski. — Gosiewskiego nie mamy w filmie. — To pokaż tylko Warkę! — Potrzebny mi płonący most. Kersten wzruszył ramionami, pykając zgasłą fajkę. Spytałem: — Czy Sienkiewicz opisał wszystkie bitwy ze Szwedami? — Oczywiście, że nie. — Czy opisy Warki i  Prostek są absolutnie wierne historycznie? — Przecież wiesz, że nie. — No to stworzymy własną bitwę Warko-Prostki. ria, 1966;, Historia Szwecji, 1973; Hieronim Radziejowski: studium władzy i opozycji, Warszawa 1988 10 Ważniejsze filmy o Warszawie to np.: w fabule - pierwszy polski film barwny Przygoda na Mariensztacie (reż. L. Buczkowski, 1953), w  dokumencie - filmy Tadeusza Makarczyńskiego, jak Kalendarz warszawski (1974), Mistrza Canaletta przewodnik po Stanisławowskiej Warszawie (1983) i in. Filmom kręconym w stolicy poświęcona jest praca Grzegorza Sołtysiaka Filmowy przewodnik po Warszawie, Warszawa 2007. Zob. też M. Szymański, Polska na filmowo. Gdzie kręcono znane filmy i seriale, Poznań 2010 11 W. Przyborowski, Szwedzi w  Warszawie. Powieść historyczna dla młodzieży, Warszawa 1901, dostępna online: http://www.polona.pl/dlibra/doccontent?id=225

Adama zatkało. Dusza historyka łkała. Ale bakcyl filmowy już zaczął swoją dywersję: — Muszę to skonsultować z  „kolegami — XVII-wiecznikami”. Gdy historyk Kersten oświadczył kolegom historykom, że Hoffman chce zrobić własną bitwę Warko-Prostki, szok był niemały. Ale filmowiec Kersten ich przekonał”12. Traktowanie filmowego Potopu jako źródła historycznego jest utrudnione, jako że tak jak Sienkiewicz nie pisał podręcznika historii, podobnie Hoffman nie miał takich ambicji. Reżyser wspomina, że wierna literze oryginału adaptacja zaowocowałaby przeszło dwudziestogodzinną projekcją, stąd konieczność skrótów. Największe dotknęły tła historycznego. Finalnie powstał film o Kmicicu. Czyli jakby uzupełnienie Przeora Kordeckiego… w którym chorążego orszańskiego zabrakło. Postać Kmicica to jedyny fikcyjny bohater klasztoru jasnogórskiego z  relacji autora Nowej Gigantomachii, na której w głównej mierze oparł się Sienkiewicz w opisie oblężenia Jasnej Góry.

A. Kersten, Historia Szwecji, 1973 A. Kersten, Obrona Klasztoru w Jasnej Górze, 1964 A. Kersten, Pierwszy opis obrony Jasnej Góry w 1655 r., 1959 A. Kersten, Stefan Czarniecki 1599–1665, 1966 A. Kersten, Sienkiewicz – „Potop” – Historia, 1966, wyd. 2, Warszawa 1974 A. Kersten, Szwedzi pod Jasną Górą 1655, 1975 T. Lubelski, Historia filmu polskiego. Twórcy, filmy, konteksty, wyd. 2, Chorzów 2009 M. Oleksiewicz, 535 dni Potopu, Warszawa 1975 W. Przyborowski, Szwedzi w Warszawie. Powieść historyczna dla młodzieży, Warszawa 1901, G. Sołtysiak, Filmowy przewodnik po Warszawie, Warszawa 2007 S. Szenic, Walki o Warszawę 1656-1657, Warszawa 1968 M. Sztokfisz, Jerzy Hoffman. Gorące serce, Warszawa 2011 M. Szymański, Polska na filmowo. Gdzie kręcono znane filmy i seriale, Poznań 2010 J. Toeplitz, Historia sztuki filmowej. T. I-V, Warszawa 19551970 S. Zawiśliński, Hoffman. Chuligana żywot własny, Warszawa 1999 S. Zawiśliński, Filmy, wojny i rozróby. Rozmowy z Jerzym Hoff-

Bibliografia W. Banaszkiewicz, Sienkiewicz w kinematografie [w:] „Film Na

manem, Warszawa 2011 http://www.serocki.polmic.pl/index.php/pl/tworczosc/o-muzyce-filmowej-kazimierza-serockiego

Świecie”, nr 7, 1974 W. Banaszkiewicz, W. Witczak, Historia filmu polskiego. T. I, Warszawa 1966 T. Bujnicki, A. Helman, „Potop” Henryka Sienkiewicza. Powieść i film, wyd. 2, Warszawa 1988 W. Czapliński, Potop, [w:] Glosa do Trylogii, Wrocław, Warszawa, Kraków, Gdańsk 1974, s.72-156 S. Heymanowa, recenzja filmu Przeor Kordecki [w:] „Bluszcz”, nr 5, 1934 J. Hoffman w  rozmowie z  A. Ledóchowskim [w:] „Kino”, nr 8, 1974 B. W. Lewicki, Sienkiewicz na ekranach kinoteatrów. [w:] Henryk Sienkiewicz. Twórczość i recepcja światowa, Kraków 1968 A. Kersten, Chłopi polscy w walce z najazdem szwedzkim 1655– 1656, 1958 A. Kersten, Geneza nowej gigantomachii, 1958 A. Kersten, Hieronim Radziejowski: studium władzy i opozycji, Warszawa 1988

12 M. Oleksiewicz, 535 dni Potopu, Warszawa 1975, s. 34-35

13


publicystyka

Johann Bussemacher, Habitus Polonicus equestris, 1576/1600 r.

Słów kilka Jacka Kowalskiego o sarmatyzmie

holdruski.blogspot.com

Justyna KULCZYCKA

14

Nazwy Sarmacja i  Sarmackość pochodzą od starożytnego irańskiego plemienia Sarmatów, które w IV — II w.p.n.e zamieszkiwało tereny nad dolną Wołgą. Następnie przesiedliło się ono nad Dunaj. Dzięki migracji tej o  Sarmatach zaczęli pisywać starożytni Rzymianie. Następna epoka przyjęła, za antycznymi pisarzami, że Sarmacja to tereny Europy Środkowej. Jednak to renesans i  polscy kronikarze uznali, iż Polacy pochodzą od starożytnych Sarmatów. Jak zauważa Janusz Tazbir „wyprowadzenie pochodzenia narodu od szczepów zamieszkujących ongiś jego terytorium nie stanowiło wyłącznie polskiej specjalności, wystarczy przypomnieć (…) popularny we Francji XVI wieku frankogalizm. Na terenie Skandynawii zwolenników miał nordyzm. Holendrzy uważali się za potomków Batawów”1. Pojęcia te miały na celu kształtowanie świadomości narodowej i  politycznej szlachty polskiej. „Stanowiły one urzeczywistnienie potrzeby określenia przez szlachecki naród Polaków własnego miejsca zarówno w  historii Europy, jak i  w  przestrzeni kultury śródziemnomorskiej (…)”2. Dla wieku XVII pojęcia te były także synonimami Polaków i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Współcześnie dla przeciętnego Polaka synonimem kultury sarmackiej staje się pojęcie sarmatyzmu, które w  potocznym użyciu nace-

chowane jest pejoratywnie. Właśnie z  tym obrazem walczy Jacek Kowalski, poznański pieśniarz, który poprzez swą działalność przypomina, że kultura sarmacka jest oryginalnym i  ciekawym zjawiskiem, które przyczyniło się do zbudowania polskiej tożsamości narodowej. W  swych książkach autor zastanawia się nad wydźwiękiem słowa sarmatyzm. Jest to interesujące, bowiem żaden z  polskich badaczy kultury staropolskiej nie zastanawiał się nad ujemnym znaczeniem tego słowa. Sami posługiwali się tym terminem. Tazbir uważa, że sarmatyzm to ideologia szlachecka, która ukształtowała się w  XVII wieku3. Notabene autor cały rozdział książki tytułuje Między postawą otwartą a  sarmatyzmem. Tu dowiadujemy się, że sarmatyzm, który był widoczny w  strojach, meblach, broni, powstał jako wzajemne oddziaływanie elementów orientalnych, polskich i zachodnich4. Inny badacz — Zbigniew Kuchowicz, zajmujący się obyczajowością staropolską, uważa, że sarmatyzm to model obyczajowości szlacheckiej, promieniujący na całą szlachtę Rzeczpospolitej5. Kowalski zaś podkreśla, że słowo to stworzono na użytek oświeceniowego Monitora i  ukuto przeciwko politycznym wrogom króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zawierało ono w sobie

1 Cyt.za: J. Tazbir, Kultura szlachecka. Rozkwit. Upadek. Relikty, Poznań 1998, s. 90. 2 Cyt.za: Słownik Sarmatyzmu. Idee, pojęcia, symbole, pod. Red. A. Borowski, Kraków 2001, s. 177.

3 Por. J. Tazbir, dz. cyt., s. 68. 4 Por. Ibidem, s. 153-154. 5 Por. Z. Kuchowicz, Obyczaje staropolskie XVIIXVIII wieku, Łódź 1975, s. 611.

15


6 Cyt. za: J. Kowalski, Niezbędnik Sarmaty, s. 19. 7 Cyt. za: Ibidem, s. 5. 8 Cyt. za: Ibidem, s. 6. 9 Cyt. za: Ibidem, s. 6. 10 Cyt.za: J. Kowalski, Sarmata et consortes,[w:] http://sarmacja.wordpressy.pl/?page_id=2Sarmaci i Sarmatyzm- Jacek Kowalski, dostęp 25.02.12.

16

zobrazowałyby tezę Kowalskiego. Poszukiwania rozpoczęły się od Internetu. Ściślej rzecz ujmując, od Wikipedii, bowiem (choć to gorzka refleksja) młodzi ludzie czerpią z  niej swą „wiedzę”. To, co przeczytałam pod hasłem sarmatyzm — wiadomości ogólne, potwierdziło słowa autora. Czytamy tu bowiem, że: Sarmatów cechowało umiłowanie wolności i  przywiązanie do tradycji. Łączyło się to ze zdecydowaną niechęcią do wszelkich zmian ustrojowych. Szlachta żyła w  przekonaniu o  wyższości swojego stanu i  polskich praw. Z  wielką niechęcią odnosiła się do wszystkiego co obce. Spowodowało to wzrost niechęci, szczególnie religijnej. Na co dzień szlachta wiodła życie przyjemne i  beztroskie. (…) Do najważniejszych rozrywek należały uczty, polowania i bale, na które zapraszano wielu sąsiadów. Ponieważ Sarmatę cechowała gościnność i hojność, nie skąpiono jadła oraz różnego rodzaju napitków. Pijaństwo było powszechne, a  wraz z  nim skłonność sarmackiej szlachty do zaczepek, awantur i  bijatyk. Sarmata to przekonany o swej wartości zawadiacki i pewny siebie szlachcic. Gdy brakowało mu argumentów w dyskusji chętnie sięgał po szablę11. Dla pewności sprawdziłam jeszcze kilka stron tego typu. Oto co kryje się pod tym hasłem na popularnym portalu Onet. Wiem: sarmatyzm to styl życia oparty na ortodoksyjnie i  dewocyjnie rozumianej religii katolickiej (…). Tradycjonalizm wyróżniający się niechęcią do wszelkich nowości i  cudzoziemskich wzorów, graniczący z  nacjonalizmem. Lubowanie się w  przepychu, wystawności, nieumiarkowaniu w  jedzeniu, piciu, strojach. (…) Zaściankowość i  zacofanie, niski poziom edukacji, uleganie przesądom i  irracjonalizmowi. Skłonność do patetycznej retoryki, nasycanie języka polskiego słowami i  wyrażeniami zaczerpniętymi głównie z łaciny (tzw. makaronizmy)12. Niektórzy mogą zarzucić, że przykłady te nie wystarczą, aby poprzeć tezę Kowalskiego, bowiem wiedza zaczerpnięta z  Internetu nie zawsze jest naukowa. Jednak wiedzę taką powinny prezentować podręczniki szkolne, zatwierdzone przez MEN. Po przejrzeniu kilku pozycji dotyczących historii i  języka polskiego, 11 Cyt.za: Wikipedia, [w:] http://pl.wikipedia.org/ wiki/Sarmatyzm, dostęp 25.02.12. 12 Cyt.za: Onet. Wiem [w:] http://portalwiedzy. onet.pl/6782,,,,sarmatyzm,haslo.html , dostęp 25.02.12.

Wojciech wandzel

to, co w  Polsce „zapóźnione, zaściankowe, warcholskie i  wrogie reformom”6. Dlatego autor odcina się od tego słowa, stosując w  swych rozważaniach słowo sarmackość. Rozważania dotyczące sarmatyzmu wiążą się u  Kowalskiego z  analizą współczesnego postrzegania kultury sarmackiej. Według niego można ją analizować w  dwojaki sposób: jako szlachetne dziedzictwo, ale też przeklęty spadek. Badacz opowiada się za pierwszą opcją, jednakże wyjaśnia czytelnikom, że to drugi pogląd święci triumfy. Dzieje się tak dlatego, ponieważ większość dzisiejszego społeczeństwa tak właśnie postrzega kulturę przodków. Sytuację tę obrazuje przy pomocy licznych przykładów. I tak dowiadujemy się, że pewien literat (nazwisko nie zostaje ujawnione) pisze „(…) że Sarmacja to synonim polskiego piekła, a  Sarmata to nietolerancyjny i  zadufany głupek, który w  rozstrzyganiu sporów dawniej posługiwał się szablą, a  dziś kijem bejsbolowym; to kibol, który niegdyś był podgolony i w kontuszu, a dziś łysy i  w  dresie(…)”7. Zdarza się też, że nauczyciele opowiadają się za drugą opcją „(…) nauczycielka naucza: główną cechą Sarmatów była nienawiść do Obcego, głównym zajęciem - wymyślanie fałszywych mitów i  zamykanie się na Europę (…)”8. Jednak autor w  bardzo ciekawy sposób próbuje otworzyć oczy czytelnikom. Wyjaśnia, że „(…) nie byłoby tej naszej którejś tam Rzeczpospolitej bez owej pierwszej, szlacheckiej, czyli sarmackiej. Że nie byłoby naszej kultury bez sarmackiego dziedzictwa (…)”9 . Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad problemem związanym ze słowem sarmatyzm, bowiem nie utożsamiałam go z  warcholstwem i  pijaństwem. Jednak słowa autora „doszło do tego, że dzisiaj przeciętny polski uczeń i prze-ciętny polski nauczyciel skłonni są uważać, iż każdy, kto nazywał siebie Sarmatą, był przedstawicielem sarmatyzmu, czyli człowiekiem zacofanym pod każdym względem, na dodatek (…) zabijaką dochodzącym swych racji na drodze zawadiackich kłótni”10, skłoniły mnie do refleksji. Postanowiłam zgłębić problem, odnajdując przykłady, które

Jacek Kowalski podczas koncertu na Jarmarku Świętojańskim w Krakowie, 2010 r.

przeznaczonych dla szkół gimnazjalnych i  licealnych, można śmiało stwierdzić, że jedynymi zajęciami naszych przodków było pijaństwo i obżarstwo, co w konsekwencji doprowadziło do upadku kraju. Już w  gimnazjum młodzież dowie się, że pod hasłem sarmatyzmu ukrywa się: brak wykształcenia, ciemnota, powierzchowna religijność, pycha, zacofanie, przekładanie własnych korzyści ponad dobro państwa, a  także zamiłowanie do przepychu, bójek, obżarstwo i  pijaństwo13. Podręczniki do historii wmawiają młodym ludziom, że „Rzeczpospolita, rządzona przez magnatów i  egoistyczną szlachtę, staczała się w przepaść (…) zaś polski sarmata (pisownia oryginalna) odznaczał się płytką religijnością, nietolerancją dla odmiennych poglądów, wielką wystawnością życia oraz pełną niechęci wyższością wobec innych narodowości”14. 13 Por. B. Drabarek, I. Rowińska, Klucze do kultury. Podręcznik do kształcenia literacko-kulturowego. Gimnazjum klasa II, Poznań 2010, s. 151. 14 Cyt.za: T. Małkowski, J. Rześniowiecki, Historia

Wiedza ta zostaje utrwalona w  liceum i  technikum, bowiem według przeznaczonego dla tych typów szkół podręcznika, omawiany termin oznacza zaściankowość, ciemnotę, ksenofobię i  megalomanię oraz warcholstwo, zgrzebnie ukryte pod hasłami umiłowania wolności i przywilejów stanowych15. Największą wadą Sarmaty jest powierzchowna, ocierająca się o  dewocję, religijność16. Wiedza o  sarmatyzmie, ukazana w  podręcznikach szkolnych prowadzi do tego, że młodym uczniom kultura sarmacka kojarzy się tylko z  pijaństwem i  warcholstwem oraz przyczyną upadku I Rzeczpospolitej. Swoich poszukiwań nie zakończyłam jednak na szkole, bowiem wiedzę czerpie się także z  encyklopedii i  słowników. W  Popularnej Encyklopedii A-Z  dowiadujemy się, z  bardzo krótkiej notki, że sarmatyzm „(…) to niechęć do cudzoziemszczyzny i  tradycjonalizm, zamiłowanie do obrzędów i  barwnych, kosztownych strojów, nasyconych elementami orientalnymi”17. Negatywnego ujęcia tego zjawiska nie ustrzegł się też Władysław Kopaliński. W  Słowniku mitów i tradycji kultury czytamy że „sarmatyzm charakteryzowały: megalomania narodowostanowa, samouwielbienie, pogarda i niechęć do cudzoziemców i  różnowierców, nietolerancja, powierzchowna dewocja połączona z fanatyzmem religijnym i  wiarą w  gusła i  zabobony oraz orientalizacja obyczaju i gustów estetycznych(…) wystawność uczt, przepych kościołów, pałaców, pojazdów, strojów, kontrastujący z  nędzą i  brudem wsi i miast”18. Błędów w ujęciu kultury sarmackiej doszukać się można też w  katalogu wystawy Sarmatyzm — Sen o  potędze. Od lutego do maja 2010 roku krakowianie mieli możliwość obejrzenia tej wystawy, zaś jej trwałym śladem jest katalog, wydany pod redakcją Beaty Biedrońskiej-Słoty. Odnajdziemy w  nim negatywne uwagi na temat sarmatyzmu. „Pewne wywodzące się z tradycji sarmackiej cechy, z  których często jesteśII. Podręcznik do gimnazjum, Gdańsk 1999, s. 161. 15 Por. M. Wójcicki, A. Knychalska, Historia 2. Czasy nowożytne. Ze świata do Polski przez Europę. Cz. I, Warszawa- Wrocław 2003, s. 215. 16 Por. J. Klejnocki, B. Łazińska, D. ZdunkiewiczJedynak, Język polski 1 Literatura i nauka o języku. Podręcznik do pracy w domu, Warszawa 2003, s. 219. 17 Cyt.za: Encyklopedia A-Z, pod red. J. Marcinek, Kraków 1997, s.797. 18 Cyt.za: W. Kopaliński, Słownik mitów i tradycji kultury, Lublin 1997, s. 384.

17


my dumni(…) buta mylona dziś z  dumą, zadzierżystość z  odwagą, kłótliwość z  bezkompromisowością, nieustępliwość, megalomania, ksenofobia, nietolerancja, prywata, przekupstwo. Cechy te połączone ze zwykłym grubiaństwem, niestety, często przeważają19”. Dodatkowo możemy dowiedzieć się, że następstwem mitu sarmackiego była anarchizacja życia, która spowodowała osłabienie króla i przejęcie władzy przez czupurną i butną szlachtę20. Niektórzy mogą zarzucić, że Kowalski gloryfikuje kulturę sarmacką w sposób bezkrytyczny. Nic bardziej mylnego, bowiem sam mówi „(…) jestem miłośnikiem i chwalcą Sarmacji, wszakże bynajmniej nie bezkrytycznym. Nie zakrywam przed samym sobą tego, co w  Sarmacji było nieciekawe. Ale też tego nie odrzucam. Przyjmuję jako dziedzictwo (…)”21. Dla twórcy ważnym jest też fakt, iż Sarmacja jest żywą tradycją, która w nas tkwi, choć o tym zapominamy: Wypracowana przez Sarmatów kultura (sarmacka, czy jak ją tam zwać) stała się jedyną wspólną tradycją wszystkich Polaków. (…) Ta tradycja nie ogranicza się do machania szabelką, obejmuje spuściznę naprawdę potężną w różnych dziedzinach życia. W  tej tradycji mieszczą się Kochanowski, Chodkiewicz, Morsztyn, Skarga, Sobieski, Krasicki, nawet król Staś, ale także Słowacki, Mickiewicz, Żeromski, Gombrowicz, Witos, Piłsudski. To tradycja bogata i  wieloraka — rzeczą zadziwiającą jest więc jej powszechne niedostrzeganie i  niedocenianie. Ona przecież naprawdę żyje w  nas: od języka, przysłów, duchowości i  religijności, sposobu poetyckiego myślenia, sposobu myślenia o  polityce po najprostsze obyczaje, wciąż jesteśmy w  niej zanurzeni. A że często odżegnujemy się od niej, bo myślmy, że gdy mowa o  Sarmacji, chodzi tylko o  tradycję sejmikowej rąbaniny i  rzygania w  damskie dekolty — a, to już tylko nasza dzisiejsza ułomność. Ułomność i  niewiedza chyba znacznie większa od ułomności i niewiedzy dawnych Sarmatów(…)22. 19 Cyt.za: B. Biedrońska- Słota, Sarmatyzm. Sen o potędze, pod. red. B. Biedrońska- Słota, Kraków 2010, s. 17. 20 Cyt.za: Ibidem, s. 22. 21 Cyt.za: J. Kowalski, W poszukiwaniu pozytywnego stereotypu,[w:] Polonia Christiana pod red. S. Skiba, nr 19/ 2011, s. 31. 22 Cyt.za: J. Kowalski, Sarmata et consortes,[w:] http://sarmacja.wordpressy.pl/?page_id=2Sarmaci i Sarmatyzm- Jacek Kowalski, dostęp 25.02.12.

18

Jacek Kowalski to twórca, który przyczynia się do promowania kultury sarmackiej w Polsce i za granicą. Dzięki swym publikacjom oraz licznym koncertom, przypomina, iż „u  źródeł polskiej kultury stoi Sarmacja, czyli nasza narodowa oryginalność w  stanie czystym. Jest ona bogata (…), różnorodna, piękna, bujna, godna podziwu. Zaś przede wszystkim - ona nas ukształtowała i w nas trwa(…)”23. Następnym razem, kiedy będziemy chcieli zanegować sarmackość, przypomnijmy sobie, iż „bez Sarmatów i  Sarmacji nie byłoby Polski i  polskiej kultury, że MY WCIĄŻ JESTEŚMY SARMATAMI(…)”24. Artykuł został opracowany na podstawie pracy magisterskiej autorki Sarmackość w  twórczości Jacka Kowalskiego.

historia

zdjecie obrazu: Radosław Szleszynski

Gwardia Piesza Koronna z muzykantami na obrazie Johanna Samuela Mocka Kampament wojsk polskich i saskich pod Królikarnią

Czerwone kubraki po polsku! Grzegorz SZYMBORSKI

23 Cyt.za: J. Kowalski, Konfederacja barska z wielkopolska po Kowalsku, [w:] Christianitas, pod.red. P. Milcarek, nr 1/2 1999, s. 255. 24 Cyt.za: J. Kowalski, Sarmata et consortes, [w:] http://sarmacja.wordpressy.pl/?page_id=2Sarmaci i Sarmatyzm- Jacek Kowalski, dostęp 25.02.12.

Marsz wojskowy wygrywany przez muzykantów wojskowych został całkowicie zagłuszony przez huk wystrzałów artyleryjskich. Ledwie dosłyszeliśmy niemiecką komendę: halt, po czym skierowaliśmy wzrok w stronę wroga. Z niebywałym przerażeniem wpatrywałem się we wrogich piechurów, którzy właśnie wycelowali w nas swoje muszkiety. Usłyszałem obcy, niezrozumiały dla mnie rozkaz, po którym przeciwnicy pociągnęli za spusty karabinów. Miałem przeklęte szczęście stać w pierwszym szeregu… Make ready! Present! Take aim! Fire!

19


Każda osoba, która tak jak ja, w szczególny zywanych „gwardiakami”, przywodzi na myśl sposób upodobała sobie wiek XVIII musi koja- angielskie czerwone kubraki. Skojarzenie jest to rzyć, ba, znać na pamięć, wymienione wyżej ko- uzasadnione i po części słuszne: armia polska mendy! Od kiedy żywo zacząłem interesować się wzorowała swoje mundury na ubraniach żołnieczasami nowożytnymi, a w szczególności histo- rzy saskich, ci z kolei mieli niemalże identyczne rią rodzimej Rzeczypospolitej, wzrosło również co Hanowerczycy, którzy kroje i barwę zaczerpmoje zaciekawienie czasami oświecenia- może nęli od Wyspiarzy. Tak więc po nitce do całego przez fakt, iż w szkole pobieżnie traktuje się na uniformu, rodowód umundurowania żołnierzy temat XVIII wieku w Polsce, a już w szczególno- polskich jest iście brytyjski. ści czasy saskie. Królowie polscy od zawsze starali się posiąść Regularny tupot równo maszerujących, ja- na wyłączność jakąś część wojska. Jeszcze w I poskrawo i pstrokato umundurowanych żołnierzy łowie XVII wieku zrodził się na Zamku pomysł piechoty liniowej od zawsze mnie fascynował. utworzenia gwardii królewskiej. Jednostka, która Widok zwartych szeregów żołnierzy w elegan- stanowi podmiot naszego zainteresowania, jest ckich uniformach z charakterystycznymi trójgra- niczym innym, jak właśnie oddziałem pozostaniastymi kapeluszami i bronią skałkową budził jącym do dyspozycji monarchy. Pierwszym gewielkie emocje. Kolejne mordercze salwy odda- nerałem (komendantem) Gwardii Pieszej został wane przez rzędy muszkieterów, towarzyszący im saski feldmarszałek Jakub Flemming. Sprawował komendę aż do 1732 roku, kieprzeraźliwy huk wystrzałów dy szefostwo jednostki przejął i kłęby szczypiącego w oczy po nim książę August Czartodymu prochowego, spowiryski. Licząca około 1500 lujającego pole bitwy niczym dzi, ta formacja piechoty była poranna mgła otulająca łąkę, jedyną na stale skoszarowaną miały swój nieodparty urok. w polskiej infanterii. SiedziKlimat, w jaki wprawiam Szaba mieściła się w Warszawie, nownego Czytelnika najpewu boku króla. Początkowo niej kojarzy się z historią oraz Zygmunt Vogel, Koszary Gwardii żołnierze rozlokowani byli ekranizacjami poświęconymi po przedmieściach stolicy, w szczególności Zachodowi: frycom Hohenzollerna, red coats kolejnym Je- zaś koszary z prawdziwego zdarzenia ufundorzym zasiadającym na tronie Wielkiej Brytanii, wał „gwardiakom” dopiero ich drugi komenczy w końcu amerykańskim jankesom z czasów dant. Sztab usytuowany był na ulicy Bitnej, w ówczesnej dzielnicy Fawory1. Budowę rozpoWojny o Niepodległość USA. Ale co z Polską? Osoba, która śledzi w tej chwili tekst mogła- częto w 1729 roku. W pobliżu Wisły postawioby stwierdzić, że Rzeczpospolita ludu ognistego no siedem pawilonów dla żołnierzy, które mogły nie posiadała. A jak miała, to jak na lekarstwo. pomieścić do dwóch tysięcy ludzi. Poza tym wyDużo by się nie pomyliła, aczkolwiek godnym za- budowano wozownie oraz kwatery dla oficerów. znaczenia jest fakt, że po reformach Sejmu Nie- Od koszar do centrum miasta ciągnęła się Aleja 2 mego z 1717 roku, w Rzeczypospolitej pojawiły Gwardii, najszersza ówcześnie, ulica stolicy. Zgodnie z założeniami reformy 1717 roku, się liczne, w stosunku do jazdy, oddziały infanterii, szkolonej i wzorowanej na modłę zachodnią. Gwardia miała liczyć 2050-2330 ludzi, ale oczyW Warszawie, u boku królów-Sasów, pojawiła się wiście rzeczywistość polska była dalece odmienchluba polskiej piechoty. Pokusiłbym się o stwier- na od zakrojonych na szeroką skalę planów i ich dzenie, że nawet i całej polskiej armii. Mam tu na realizacji. Przez kilkudziesięcioletni okres swego istnienia, liczebność tego jedynego dwubataliomyśli Gwardię Pieszą Koronną. nowego regimentu oscylowała w okolicach 1500 żołnierzy. Po podziale na 3 bataliony 8-kompa-

Rodowód i historia formacji

Ta doborowa jednostka była najnowocześniejszą i najlepiej uzbrojoną w całym wojsku koronnym. Widok muszkieterów, potocznie na-

20

1 Strona internetowa Muzeum Wojska Polskiego: http://www.muzeumwp.pl/emwpaedia/gwardiapiesza-koronna 2 Rozkwit i pierwsze koszary: http://zoliborz.net/ index.php?akcja=dzial&nr=0&kol=6&detal=8

Chorągiew Gwardii

nijne pod Królikarnią w 1732, za czasów drugiego Sasa, liczebność spadała nawet poniżej półtora tysiąca piechurów.3 Żołnierze rozlokowani byli w Warszawie, ale również w Malborku w sile kilkudziesięciu chłopa. W dawnym zamku krzyżackim w proch i pociski zaopatrywać się miała połowa regimentu pieszego Gwardii. Od Artylerii Koronnej Gwardia otrzymywała rok w rok 450 sztuk grantów ręcznych, które podlegały zwrotowi (!) i wymianie. W przypadku utraty choćby jednej śmiercionośnej kuli, należało polskim puszkarzom za zgubę zapłacić…4 Komendant Jakub Henryk Flemming wprowadził do Gwardii i innych jednostek piechoty saski regulamin musztry Exercitia und Handgriffe mit der Flinte. Niemczyzna dominowała w wojsku, choć od przedostatniego bezkrólewia pojawiły się głosy postulujące wprowadzenia języka polskiego w infanterii, aby uatrakcyjnić służbę wśród polskich mieszczan. Od 1752 w Elektoracie, więc przypuszczalnie również i w Polsce, zatwierdzono nowy regulamin Exercier Reglament vor die Konigl. Pohl. Und Churfl. Sachsischl. Infanterie. Wedle założeń Flemminga, batalion miał liczyć 432 gemajnów, podzielonych na 12 plutonów. Spośród wszystkich regimentów piechoty w armii polskiej jedynie Gwardia i kilka innych jednostek mogło dostosować się, ze względu na ilość piechurów, do wyżej wspomnianego regulaminu.5 Pewnym jest natomiast, że sama Gwardia Piesza 6 VI 1749 roku, z rozkazu komendanta Czartoryskiego, otrzymała nowy, w oparciu o system pruski. Każdy regiment piechoty, nie licząc łanowego, posiadał cztery chorągwie. Dzięki obrazowi Jo3 T. Ciesielski, Armia Koronna w czasach Augusta III, Warszawa, 2009, s. 308-309. 4 Ibidem, s. 431. 5 Ibidem, s. 434.

hanna Samuela Mocka, na którym uwieczniony został popis wojsk koronnych, wiemy, jak prezentował się jeden ze sztandarów: „(…) Regimentowy wykonany z różowego jedwabiu ze srebrnymi palmetami na brzegach, w rogach monogramy królewskie AR po koroną, wyszyta dewiza Deo fidem, regi fidelitatem, legi obsequium6.

Powinności żołnierza Gwardia pełniła funkcję przede wszystkim reprezentacyjne oraz policyjne. Piechurzy stacjonowali przed Zamkiem Królewskim i Pałacem Saskim, niezależnie od tego, czy w Warszawie faktycznie przebył król polski, jak również pełnili trzecią wartę przed pałacem hetmana wielkiego7. Służbę jednostka sprawowała również podczas posiedzeń Trybunału w Lublinie oraz Komisji Wojskowej w Radomiu8. Żołnierze byli do dyspozycji marszałka nadwornego litewskiego Janusza Sanguszko, któremu asystowali i czynili honory. Praca piechurów była poza Warszawą bardzo opłacalna. Książę Janusz nagradzał tak oficerów Gwardii, jak i gemajnów, czyli szeregowych: „(…) bardzo często musieli wystawać z żołnierzami po całych nocach do ognia, ale się o to nie gniewali, kiedy mieli czym spłukiwać z gardeł swoich kurzawę prochową, oficjerowie przystojnymi podarunkami, a żołnierze tuzinami dukatów będąc rekompensowani.”9 Gwardia Piesza brała czynny udział w różnych uroczystościach religijnych. Ogień muszkietowy towarzyszył procesji z okazji Bożego Ciała, 6 Ibidem, s. 453. 7 J. Kitowicz, Opis Obyczajów za panowania Augusta III – O hetmanach 8 J. Kitowicz, Opis Obyczajów za panowania Augusta III – O Gwardii Pieszej Koronnej

9

Ibidem, O Gwardii Pieszej Koronnej

21


a w Nowy Rok dobosze i fajfrowie paradowali do ulicach stolicy z instrumentami. Oznajmiali mieszkańcom radosną nowinę, biorąc przy tym dukaty od co możniejszych świeckich i duchownych, chcąc by fortuna dopisywała im przez kolejne dwanaście miesięcy. Infanteria uświetniała również swą obecnością i salwą przybycie posłów zagranicznych. 11 sierpnia 1733 roku Gwardia Piesza wzięła udział w uroczystościach pogrzebowych rodziny Sobieskich oraz zmarłego Augusta II. Na trasie przemarszu konduktu żałobnego, żołnierze utworzyli szpaler przy wozach z trumnami. Po oddaniu trzykrotnej salwy polskiej piechoty na Placu Saskim, szczątki zostały, pod eskortą Gwardii, wyprowadzone z Warszawy.10

O tym, jak z Polaka zrobić gwardzistę Przyjrzyjmy się teraz jednostce z perspektywy pojedynczego żołnierza, biorąc pod uwagę jego status społeczny i oporządzenie. „Przybocznym” króla polskiego mógł zostać praktycznie każdy mężczyzna, którego nie cechował jakiś wyraźny defekt uniemożliwiający pełnienie służby, bądź szpecący potencjalnego kandydata. Pośród osób ubiegających się o tę posadę, można było znaleźć przede wszystkim ludzi „podłego stanu” tj. zabójców, złodziei, hazardzistów i innych kanalii. Oczywiście bywali przyjmowani ludzi po rekomendacji, którzy chcieli zrobić karierę, jak również obywatele, którzy zachęceni wódką postawioną przez werbownika, porzucali dotychczasowe zajęcie i zaciągali się do Gwardii11. Należy zaznaczyć, że jednostka ta stanowiła azyl dla przestępców, bowiem żołnierz stawał się nietykalny… do czasu aż dopuścił się przewinienia we własnej kompanii... Jak już wspominałem, „gwardiacy” nosili się „z niemiecka”. Ubrani byli w sukienną kurtkę koloru czerwonego (pąsowego) z białymi wyłogami, żółtymi burtami i galonkami oraz złotymi guzikami. Poza tym przywdziewali kamizelkę, spodnie oraz kamasze będące rodzajem getrów.12 Dół munduru również był barwy białej. Głowę zdobił trikorn wykonany z czarnego filcu. Na nogach 10 J. Staszewski, August III Sas, Warszawa, 1989, s. 146-147. 11 J. Kitowicz, Opis…, op. cit., O Gwardii Pieszej Koronnej 12 Strona internetowa Muzeum Wojska Polskiego, op. cit.

22

noszono czarne trzewiki. Kiedy ściskał mróz, piechurzy otrzymywali wełniane, czerwone płaszcze. Żołnierze omawianego okresu mieli trefione włosy, do których doczepiano męski warkocz, tzw. harcap, który, poza tym, że stanowił element ówczesnej, wojskowej mody, miał chronić kark piechurów przed cięciami. Przez ramię członkowie Gwardii przewieszone mieli ładownice, w których znajdował się niezbędny sprzęt: ładunki prochowe, forma do robienia kul, przyrząd do usuwania niewypałów, glinka do farbowania patrontasza, krajcar, szwarc do wąsów i wiele innych13. Żołnierze uzbrojeni byli we flinty skałkowe saskiej produkcji. Początkowo Gwardia zaopatrzona była w muszkiety wz. 1722, następnie, od 1749 roku, wz. 1744 - oba typy seryjnie produkowane dla armii elektorskiej w manufakturach w Suhl.14 W zwarciu, poza bagnetem tulejowym, żołnierze wykorzystywali pałasze, a oficerowie szpontony, czyli pół-piki, stanowiące atrybut wojskowej elity. We wszystkich regimentach istniało rozporządzenie nakazujące obowiązkową wymianę uzbrojenia żołnierza co 10-12 lat. Gdyby broń nie nadawała się do użytku z winy piechura, koszty naprawy, tudzież wymiany, miały być potrącone z jego pensji.15 Gorzej dla szeregowego „gwardiaka”, gdyby zgubił broń - za to groziła kara 12-krotnego przeprowadzenia przez 200-osobowy szpaler. W czasie trwania kary, każdy żołnierz miał obowiązek zadać delikwentowi cios rózgą.16

Społeczność i solidarność Członkowie Gwardii tworzyli barwną wojskową wspólnotę. Nowo zaciągani rekruci wiązali się z jednostką i innymi służącymi w niej ludźmi. W wojsku taka zażyłość ma specyficzny charakter. W przypadku śmierci żołnierza, w zależności od rangi, podczas pogrzebu nieboszczyka koledzy z jednostki stawiali się podczas pochówku i dawali honorową salwę. Na rozkaz oficera klękano i odmawiano nad grobem pacierz, chyba że zmarły nie był katolikiem, bowiem pozostałe obrządki chrześcijańskie nie uwzględniają modlitwy za duszę. Duże znaczenie 13 Koronnej 14 465. 15 16

J. Kitowicz, Opis…, op. cit., O Gwardii Pieszej T. Ciesielski, Armia Koronna…, op. cit., s. 464Ibidem, s. 452. Ibidem, s. 424.

miała przyczyna śmierci „gwardiaka”. Jeżeli zginął on w bójce, bądź pojedynku, nie miał prawa ani do upamiętniającej palby z karabinów, ani uroczystego ceremoniału pogrzebowego. Ulubione zajęcie żołnierzy stanowiły… potyczki z saskimi drabantami królewskimi. Sprowadzony z Elektoratu oddział jezdnych składał się z potężnie zbudowanych, wysokich i przystojnych mężczyzn. Aby okazać wyższość Gwardii nad Sasami, kiedy tylko doszło do spotkania żołnierzy obu formacji, piechurzy cięli twarze konnych pałaszami, a gdy wściekli oficerowie je odebrali, kłuli Niemców bagnetami nasadzanymi na kije: „Za tymi tedy drabantami gwardiacy chodzili jak myśliwi za zwierzem, a gdzie tylko z nimi zwarzyli bitwę, regularnie ich porąbali, a najwięcej po twarzach, hanienie szpecąc przeciętymi nosami, policzkami, odwalonymi uszami pięknych wcale ludzi, nie mając z nich żadnego innego pożytku, tylko jednę sławę, że karłowie bili olbrzymów.” Ponieważ komendant i drabanci byli bezsilni, w obawie przed kontynuowaniem tych, jak to nazwał Kitowicz, psot, Sasi zostali odesłani. Kłopoty bynajmniej się nie skończyły: „żaden inny żołnierz prędszym nie był do zaczepki jak gwardiacki. Oni się ustawicznie snuGwardia piesza koronna li po wszystkich szynkowniach i zgrajach szukając, z kim by zadrzeć, a potem go pobić i odrzeć mogli, nie hamując się wspacznym szczęściem nie raz doświadczonym ani karą regimentową.”17 Można więc powiedzieć, że w obliczu powszechnego pokoju w Rzeczypospolitej, żołnierz Gwardii korzystał z każdej możliwej okazji, byle tylko systematycznie poprawiać sprawność bojową jednostki, ku chwale Króla Jegomości! 17 J. Kitowicz, Opis…, op. cit., O Gwardii Pieszej Koronnej

Pochodzenie społeczne rekrutów zadecydowało o ich dalszych przyzwyczajeniach. Choć mogłoby się wydać, że przywdziewając mundur królewski, ludzie pozostawiali przeszłość za sobą, wielu było takich, którzy kpili z majestatu prawa. Kradli i oszukiwali ludzi, tym razem w służbowym uniformie. „Gwardiacy” często zabierali dobra kupców, które zwozili całymi ładunkami na wozach. Żaden kramarz nie mógł doszukać się ubytku pojedynczych artykułów, ku uciesze kieszonkowców. Bardziej bezczelnym występkiem było naciąganie mieszczan w grze „w kubki”. Żołnierz zapraszał do zabawy, w czasie której naciągany miał wskazać naczynie, pod którym miała znajdować się kulka z wosku. Piszę tutaj „miała”, gdyż nawet jeśli gracz wskazał właściwy kubek, naciągacz zręcznym ruchem potrafił wyciągnąć gałeczkę, po czym zgarniał postawione przez nadąsanego warszawiaka pieniądze. Aby nie zbudzać podejrzeń, piechurzy dawali czasem komuś wygrać. Najczęściej była to podstawiona osoba, która zachęcała gapiów do wzięcia udziału w przekręcie… W obawie przed oficerami, organizatorzy tej „loterii” obstawiali rogi ulic towarzyszami, którzy dostrzegłszy wyższego rangą, w kapeluszu ze złotymi galonami, dawali sygnał tymi słowami: „Porzuć to, bracie, co ci to po tym.” Wówczas „gwardiak” umykał przed okiem przełożonego, ukrywając się w najbliższej kamienicy. Gdy tylko niebezpieczeństwo mijało, „zabawa” mogła być kontynuowana.18

W obronie granic i honoru wojska Należałoby na sam koniec napisać, w jakich sytuacjach Gwardia Piesza mogła okazać swą wyższość nad pozostałymi jednostkami wojska 18

Ibidem, O Gwardii Pieszej Koronnej

23


historia polskiego. Chrzest bojowy zapewne przeszła podczas polskiej wojny sukcesyjnej 1733-1736. Oddziały cudzoziemskie, tj. nie rekrutujące się ze szlachty, obstały w większości podczas trwania konfliktu przy elektorze Fryderyku Auguście II. Zapewne starły się z konfederatami dzikowskimi, reprezentując interesy kolejnego Sasa. Gdyby przyszło im walczyć w polu, przy odgłosie werbli i piszczałek, zgodnie z reformą 1717 roku, regimenty cudzoziemskie powinny postępować w szyku czteroszeregowym.19 Tak oto hipotetycznie wyglądać miał atak piechoty: Idąc bez przerw między batalionami, infanteria winna trzymać flinty na ramieniu, przy czym co 50-60 kroków, na krótko wstrzymać pochód, aby linia wojska mogła zostać wyrównana. Gdy żołnierze zbliżali się na odległość strzału, a było to około 120 kroków, „bo tu nie idzie o strzelanie, a trafienie”, dawano pierwszą salwę. Dalej maszerując, kolejna palba powinna zostać oddana z odległości 80-60 kroków. Ostatnie strzały przedniego rzędu padały przed samą szarżą. Następnie przystępowano do ataku na bagnety, po którym batalion miał prędko sformować się na nowo, aby odeprzeć nadchodzącą, druga linię nieprzyjaciela. „Gdyby wypadkowo nieprzyjaciel przebił się przez atakujących, to należało, nie tracąc animuszu, wlot wtył się obrócić i na niego pchać i strzelać, ile możliwości.”20 Walkom ogniowym towarzyszyły komendy oficerów. Te, pochodzą z 1767 roku i są one wymawiane po polsku, jednakże dają ogląd na czynności wykonywane podczas ostrzału, który przecież w ciągu lat nie ulegał większym modyfikacjom: 1. Broń do góry 2. Odwiedź kurek 3. Przyłóż się 4. Pal 5. Kurek na swoje miejsce 6. Dobądź ładunek 7. Otwórz ładunek 8. Podsyp 9. Zamknij panewkę 10. Ładunek w rurę 11. Dobądź stempla 12. Przybij 13. Stempel na swoje miejsce.21 Stanisław Leszczyński powołał w Gdańsku nową Gwardię - tak konną, jak i pieszą. 2 kompanie grenadierskie i 8 muszkieterskich, liczące 1640 żołnierzy, wzięły udział w obronie ostatniego bastionu Lasa, a po kapitulacji oddział ten dostał się na krótko do niewoli rosyjskiej, by następnie złożyć przysięgę Augustowi III i wstąpić w szeregi jego przybocznych.22 Następny konflikt, 19 65.

20 21 22 571.

K. Górski, Historya piechoty polskiej, Kraków 1893, s.

Ibidem, s. 67-68. Ibidem, s. 112. T. Ciesielski, Armia Koronna…, op. cit., s. 570-

24

w którym Gwardia, o której pisze Kitowicz, mogłaby wziąć udział, to Wojna Domowa roku 1764. Nie posiadam jednak informacji na temat ewentualnego działania piechoty na polu wojennym. Piechota polska, a tym bardziej wojsko doby saskiej, zawsze pozostawała na marginesie zainteresowań historyków wojskowości. Pośród ślepych pocztów, źle uzbrojonych i opłacanych oddziałów oraz kupujących urzędy wojskowe magnatów, jaśniała jednak właśnie Gwardia Piesza Koronna, której sprawność bojowa pozostawała na wysokim poziomie. Nie można zarzucać żołnierzom braku powagi, czy popełnianych nagminnie występków, bowiem na pewno nie byli jedynymi, którzy reprezentując państwo, pozwalali sobie na więcej. Gdyby armia Rzeczypospolitej składała się z jednostek takich jak ta - zadziornych, dobrze zaopatrzonych oraz godnie i okazale reprezentujących Rzeczpospolitą, nie moglibyśmy mówić o regresie polskiej sztuki wojennej.

Bibliografia: Ciesielski Tomasz, Armia Koronna w czasach Augusta III, Warszawa 2009 Godlewski Jarosław, Gwardia Piesza Koronna, http://www. muzeumwp.pl/emwpaedia/gwardia-piesza-koronna Górski Konstanty, Historya piechoty polskiej, Kraków 1893 Kitowicz Jędrzej, Opis obyczajów za panowania Augusta III Staszewski Jacek, August III Sas, Warszawa 1989 http://zoliborz.net/index.php?akcja=dzial&nr=0&kol=6&d etal=8

P rzyczyny wygnania arian z Polski Leszek BOBER

Wygnanie arian to jedno z  bardziej tajemniczych wydarzeń w  dziejach Rzeczypospolitej. Co spowodowało, że sąsiedzi zamienili się w  krótkim czasie we wrogów?

W mojej pracy zajmę się problematyką wygnania arian z Polski w kontekście tolerancji religijnej. Na początku opiszę kształtowanie się w Rzeczypospolitej tolerancji religijnej, potem poglądy religijne arian oraz najważniejsze wydarzenia podczas ich pobytu w  Polsce. Zwrócę uwagę na polemikę teologiczną, którą prowadzili oni z protestantami. Następnie spróbuję wyjaśnić, co doprowadziło do pogorszenia się ich stosunków w resztą społeczeń

25


26

Sonia27/polskaniezwykla.pl

stwa oraz jakie czynniki wpłynęły na wydanie aktu banicji, posługując się cytatami, zaczerpniętymi od pisarzy epoki. Omówię treść samego aktu oraz jego wcielanie w życie. W mojej pracy postaram się udowodnić, jak bardzo nastroje wewnętrzne w  Rzeczypospolitej oraz sama konstytucja z 1658 roku podkopały długoletnią tradycję tolerancji religijnej w Polsce. Pisząc moją pracę, wykorzystałem takie teksty źródłowe, jak: Akt Konfederacji Generalnej Warszawskiej z  1573 roku, Akta sejmikowe województwa krakowskiego, Pisma wierszem i  prozą W. Kochanowskiego, Konstytucja sejmu walnego z 1658 roku oraz Lament utrapionej Matki Korony Polskiej Sz. Starowolskiego. W mojej pracy posłużę się także informacjami, znalezionymi w tekście Henryka Barycza: U kolebki małopolskiego ruchu reformacyjnego, dostępny w  czasopiśmie Odrodzenie i  reformacja w  Polsce. Skorzystałem także z prac Topos zdrady ojczyzny w literaturze polskiej lat 1655 – 1668 Mirosława Korolki (Literatura i kultura polska po potopie), Z dziejów polemiki antyariańskiej w Polsce XVI – XVII wieku Sławomira Radonia. W  próbie znalezienia przyczyn wygnania arian niezwykle pomocne były teksty Janusza Tazbira: Nietolerancja wyznaniowa i  wygnanie arian dostępny w  książce Polska w  okresie drugiej wojny północnej 1655 – 1660, t. I: Rozprawy, Tradycje tolerancji religijnej w Polsce oraz Przyczyny banicji arian z Polski dostępny w czasopiśmie Przegląd humanistyczny. Rzeczpospolita czasów walki z  reformacją najczęściej nazywana jest państwem bez stosów. Od czasów unii Polski z  Litwą bowiem na terenie obu państw znaleźli się przedstawiciele wielu wyznań, przede wszystkim katolicy i prawosławni. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do obecności w  swoim środowisku wyznawców innych religii. Sytuacja zmieniła się w  czasie reformacji, kiedy nastąpił rozłam w  Kościele katolickim. Podczas gdy w całej Europie walczono okrutnie z reformacją (warto tu przypomnieć francuską rzeź hugenotów w  1572 roku, zwaną Nocą Św. Bartłomieja), w Polsce jej zwolennicy żyli razem w pokoju, o którym mieszkańcy innych państw mogli tylko marzyć. Nie oznaczało to jednak, że w  Rzeczypospolitej nie wydawano aktów przeciwko heretykom. Zygmunt I  Jagiellończyk wydał w  1520 i 1523 roku dekrety zabraniające sprowadzania do Polski pism Lutra pod groźbą banicji i konfiskaty dóbr oraz ustanawiające karę śmierci i przepadku

Przy ul.Zamojskiej w  Szczebrzeszynie, nieopodal kościoła pw. św. Mikołaja Biskupa znajduje się ciekawa stara kapliczka słupowa z datą 1655. Została odnowiona w 1880 r. Kapliczka umieszczona jest na kolumnie, zwieńczona namiotowym daszkiem i  ogrodzona żeliwnym płotkiem. Podobno została wystawiona dla upamiętnienia opuszczenia miasta przez ostatniego arianina.

mienia za wyznawanie nauk reformatorów, sprowadzanie, czytanie i rozpowszechnianie ich dzieł. Zaczęły się toczyć procesy o herezje. W Krakowie do połowy XVI wieku wytoczono ich około trzydzieści1, jednak kończyły one się przeważnie upomnieniem. Za wszelką cenę starano się uniknąć jakichkolwiek egzekucji. Zygmunt I Stary zakazał w  1534 roku szlachcie wyjeżdżania i  posyłania dzieci na studia do zarażonych herezją krajów pod groźbą konfiskaty dóbr i  kary śmierci. Jednakże, wbrew temu dekretowi, studenci nadal zapisywali się na uniwersytety np. w  Wittenberdze i  Królewcu, kwestie wyznaniowe spychając na dalszy plan. Podczas swoich podróży obserwowali kraje wyniszczone po wojnach religijnych i wracali do Polski z przekonaniem, że tolerancja religijna jest siłą państwa. Zygmunt August wydał w 1550 roku przywilej, w którym zobowiązywał się do zachowania jedności wyznaniowej państwa oraz zabronił dopuszczać do senatu i urzędów zwolenników herezji. Wezwał starostów do pilnego ścigania ich i karania. W 1556 roku nakazał starostom zabronić wprowadzania nowinek religijnych, a wszystkich ich zwolenników wygnać z królewskich miast 1 J. Tazbir, Tradycje tolerancji religijnej w Polsce, Warszawa 1980, s. 28.

i  wsi. Później zabronił wprowadzania jakichkolwiek zmian w sprawach religii. Dekrety Zygmunta Augusta przeciwko różnowiercom nie zostały wcielone w  życie, a  właśnie za jego panowania ruch reformacyjny krzewił się w Rzeczypospolitej bez większych przeszkód. Stało się tak, ponieważ społeczeństwo było od pokoleń przyzwyczajone do tego, że obywatele wyznają różne religie. Co się tyczy szlachty, podsumował ją świetnie w 1547 roku Jan Mączyński, pisząc: Przeciw szlachcie ani duchowieństwo, ani sam król nie był w  stanie nic postanowić.2 Jeśli któryś z  władców polskich chciałby skonfiskować dobra albo umieścić w więzieniu szlachcica, spotkałby się z  oporem całej warstwy. Kalwinizm dodatkowo był bardzo atrakcyjny dla tej warstwy społecznej, ponieważ uznawał jej wyższość nad resztą społeczeństwa. Należy tutaj pamiętać, że żaden sejm nie uchwalił ustawy przeciwko różnowiercom, ale były to edykty królewskie, które dodatkowo naruszały obowiązującą od 1505 roku ustawę nihil novi. Sądy, złożone ze szlachty, nigdy nie skazałyby jednego ze swoich herbowych współbraci. Na przeszkodzie skutecznej walce z reformacją stanęły zatem słabość władzy wykonawczej oraz opanowanie jej przez szlachtę.3 Król także, widząc wyniszczenie gospodarcze innych państw po wojnach religijnych, nie chciał wszczynać wojny domowej i dopuszczać do takiej sytuacji we własnym kraju. Mimo tolerancji religijnej panującej w  zwyczajach społeczeństwa polskiego, przez wiele lat nie uregulowano prawnie kwestii różnowierców. Stało się to w 1573 roku, kiedy uchwalono ustawę zwaną konfederacją warszawską, w obliczu elekcji Henryka Walezjusza na tron Polski. Tolerancja religijna miała uchronić państwo przed rozłamem na tle wyznaniowym. Konfederacja potwierdzała utrzymanie przez ruch reformacyjny jego dotychczasowych zdobyczy. Czytamy w niej: A  iż w  Rzeczypospolitej naszej jest różnorodność niemała z  strony wiary krześcijańskiej, zabiegając temu, aby się z tej przyczyny miedzy ludźmi rozruchy jakie szkodliwe nie wszczęły, które po inszych królestwach jaśnie widziemy, obie-

cujemy to sobie spólnie za nas i za potomki nasze na wieczne czasy pod obowiązkiem przysięgi, pod wiarą, czcią i  sumieniem naszym, iż którzy jestechmy różni w  wierze, pokój miedzy sobą zachować, a  dla różnej wiary i odmiany w Kościelech krwie nie przelewać ani się penować odsądzeniem majętności, poczciwością, więzieniem i wywołaniem i zwierzchności żadnej ani urzędowi do takowego progressu żadnym sposobem nie pomagać. I  owszem, gdzie by ją kto przelewać chciał, z  tej przyczyny zastawiać się o  to wszyscy będziem powinni, choćby też za pretekstem dekretu albo za postępkiem jakim sądowym kto to czynić chciał.4 Akt konfederacji nie wymienił konkretnie żadnego z  wyznań, czym dopuszczał istnienie w  Rzeczypospolitej wszystkich Kościołów, sekt i  odłamów religijnych. Co zatem doprowadziło do wygnania z Polski ariańskiej ludności szlacheckiej? Między rokiem 1562 a 1565 miała miejsce tzw. schizma ariańska, w  wyniku której Kościół kalwiński podzielił się na Zbór Większy, nadal wierny Genewie, i Zbór Mniejszy, którego wyznawcy potocznie zwani są arianami, a sami określali się jako bracia polscy. W  pierwszym okresie swojej działalności głosili bardzo radykalne hasła społeczno – polityczne, nie mogli zatem liczyć na większy napływ szlachty. To samo dotyczyło także luteranizmu, który silnie akcentował potrzebę podporządkowania się władzy panującego, a  nie świeckim seniorom zboru. Socynianie odrzucili filozoficzne rozróżnienie między osobą i naturą. Twierdzili, że Syn Boże nie może być jednej natury z Ojcem, gdyż wtedy nie byłby Synem, ale Ojcem. W ich opinii, trzy osoby pociągają za sobą trzy natury.5 Jeżeli są trzy osoby, realnie się między sobą różniące i każda z nich

2 Cyt. za: H. Barycz, U kolebki małopolskiego ruchu reformacyjnego, Odrodzenie i reformacja w Polsce, t. I (1956), s. 18. 3 J. Tazbir, Tradycje tolerancji religijnej w Polsce, Warszawa 1980, s. 34.

4 Akt Konfederacji Generalnej Warszawskiej z 1573 roku [online], dostępny w Internecie: http://www.trybunal.gov.pl/wszechnica/akty/konf_warsz.htm 5 S. Radoń, Z dziejów polemiki antyariańskiej w Polsce XVI – XVII wieku, Kraków 1993, s. 40.

27


jest Bogiem Najwyższym, to wynika z tego, że jest trzech Bogów Najwyższych. Teolodzy katoliccy starali się wyjaśnić zagadnienie boskości Chrystusa swoim adwersarzom, ale stanowisko antytrynitarzy w tej kwestii było bezkompromisowe. Arianie przez wiele lat dążyli do zawarcia unii wyznaniowej z  kalwinami, co jednak nie doszło do skutku z powodu zbyt dużych różnic w poglądach, które ujawniły się podczas długoletniej polemiki teologicznej6. Poważne konsekwencje dla zboru braci polskich miały wydarzenia, zapoczątkowane podczas bezkrólewia po śmierci Zygmunta III. W 1632 roku kanclerz wielki koronny Jakub Zadzik wniósł do ksiąg grodzkich warszawskich manifest. Dokument ten wyłączał arian, jako negujących bóstwo Chrystusa, z grona dysydentów. Taką właśnie uchwałę podjął sejm w  1648 roku. Klauzulę konfederacji warszawskiej dessidentes de religione uzupełniono o  przymiotnik Christiana. Określenie dysydenci zacieśniono do tych wyznań, które stanęły do ugody sandomierskiej w  1570 roku – kalwini, luteranie i bracia czescy.7 W praktyce oznaczało to pozbawienie arian opieki prawa. Różnowiercy nie zareagowali, pokazując, że nie przyznają się do żadnej wspólnoty z socynianami. Wydarzenia bezkrólewia w  tym czasie pokazały, jak bardzo osamotnieni są bracia polscy. Omawiając genezę aktu banicji z  1658 roku, stałym i  głównym zarzutem przeciwko arianom było ich masowe przejście na stronę Karola Gustawa w  obliczu najazdu szwedzkiego8. Nad tą polityczną zdradą rozwodziła się polemika antyariańska z okresu potopu. Miano im również za złe negatywny stosunek do państwa polskiego, wyrażający się w odmowie pełnienia służby wojskowej, płacenia podatków i  obejmowania urzędów sędziowskich. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku wierzono, iż braci polskich wygnano głównie dlatego, że swą radykalnie społeczną działalnością i uprawianą w tym duchu propagandą, stwarzali poważne zagrożenie dla ustroju feudalnego9. Wolano nie pamiętać, że tylko kilkunastu przedstawicieli pierwszej generacji arian próbowało wcielić w życie tą propagandę. Warto przypomnieć, że żaden z polemistów antyariańskich połowy XVII wieku nie podjął zarzutu radykalizmu społecznego.

Chcąc pogrążyć wyznaniowego przeciwnika sugerowano, że bracia polscy sprzyjają Porcie Ottomańskiej i zawierają z nią polityczne sojusze, a  w  swoich świątyniach czczą diabła10. W  latach potopu pojawiło się oskarżenie o  wysługiwanie się Karolowi Gustawowi. Jednakże, pod sztandarami najeźdźcy znalazła się większość katolickiej szlachty, która nie była wcale przeciwna detronizacji Jana Kazimierza i  koronowaniu na króla władcy Szwecji, pod warunkiem, że ten przyjmie katolicyzm. Niezręcznie więc było oskarżać arian o masową zdradę. Zwolennicy kontrreformacji chętnie wysuwali argument, jakoby arianie swoją propagandą pozyskiwali sobie wyznawców innych religii11. Tymczasem wszystkie kierunki reformacji miały na swoim koncie podboje wyznaniowe, których ofiarą padali katolicy. Gdyby arianie nie byli polską szlachtą oraz mieszczaństwem, ale ludnością napływową, daleką od nawracania innych na swoją wiarę, to zapewne przetrwaliby do czasów oświecenia12. W ten sposób przetrwali holenderscy anabaptyści na Żuławach, czy luterańska i  niemieckojęzyczna ludność Gdańska, Torunia i Elbląga. Najprawdopodobniej najważniejszą przyczyną z  tych, które spowodowały lub przyspieszyły akt banicji z 1658 roku, był wstrząs, jaki doświadczyło społeczeństwo, a przede wszystkim szlachta, podczas zwycięskiej z początku inwazji na Polskę sił Karola Gustawa13. Państwo, które było uważane przez swoich obywateli za potęgę, w szybkim tempie znalazło się pod okupacją wojsk szwedzkich. Od czasów potopu ksenofobia w  Polsce stała się zjawiskiem masowym, ciągle potężniejszym. Naród szlachecki poczuł się zagrożony i upokorzony. Zaczęto szukać powodów tej porażki. Można by pomyśleć, że szlachta upatrzy je w wadliwym ustroju politycznym oraz niechęci do utrzymania silnej i  dobrze wyszkolonej armii. Jednakże Sarmaci woleli wierzyć w  doskonałość instytucji ustrojowych państwa. W umysłach obywateli oraz w  pismach z  tego okresu pojawił się pogląd, że wszystkie nieszczęścia, które spadły na Rzeczpospolitą po 1648 roku, włącznie z potopem szwedzkim, są karą od Boga za tolerowanie w państwie innych wyznań chrześcijańskich, a  nawet odmiennych religii14. Jedynym wyjściem było wy-

6 Tamże, s. 16. 7 Tamże, s. 17. 8 J. Tazbir, Przyczyny banicji arian z Polski [w:] Przegląd humanistyczny 2/3, 1999, s. 13. 9 Tamże, s. 14.

10 11 12 13 14

Cesarz Konstantyn na Soborze nicejskim: palenie ksiąg ariańskich. Manuskrypt CLXV, Biblioteca Capitolare, Vercelli, ok. 825 rok n.e. Wikipedia.org

28

Tamże, s. 15. Tamże, s. 16. Tamże. Tamże. Tamże.

29


gnanie innowierców. Banicja luteranów była niemożliwa, ze względu na mieszkańców bogatych i potężnych miast pruskich. Kalwinistów chronił m.in. wzgląd na współwyznawców w innych państwach. Myślano nad wygnaniem Żydów, usuniętych już z wielu krajów europejskich, ale szlachta polska była u  nich zadłużona. Zdecydowano się na wygnanie najsłabszej liczebnie i najbardziej nie lubianej przez katolików i protestantów grupy. W  tekstach współczesnych edyktowi banicji wymienia się kilka tych samych przyczyn początkowego triumfu Szwedów. Były nimi głównie przyczyny wewnętrzne, czyli wady samych Polaków – zamiłowanie do zbytku, pycha, prywata i skłonność do anarchii. Ks. Szymon Starowolski pisał: Obłuda i niesforność, swawola zbyteczna Pycha, nieposłuszeństwo i chciwość stateczna Wszystkich stanów ludzi i herezyje sprośne A przytem opresyje żołnierskie nieznośne Utrapioną ojczyznę gwałtem umorzyły15 Skupiano się przede wszystkim na wadach ludzkich, nigdy na złym ustroju państwa, który uniemożliwiał stworzenie zasobnego skarbu i potężnej armii. Wśród przyczyn klęski czołowe miejsce zajmowała tolerancja wobec heretyków, szczególnie arian. Winą obarczano także krzywdy wyrządzone Kościołowi katolickiemu. Lament utrapionej Matki Korony Polskiej stwierdza, że najazd szwedzki i sukcesy Karola Gustawa są konsekwencją wojny jaką szlachta wypowiedziała Bogu, Kościołowi i księżom. To ich dobra plądrowano, nakładając na kler ogromne podatki i  niszcząc wsie duchowne. Główną winę stanowiło przestrzeganie konfederacji warszawskiej, uchwalonej po to, żeby w  Polsce mogły znaleźć schronienie wszelkie sekty i  aby każdemu można było imię Pańskie, jako się komu podoba, bluźnić i  poddanych jeszcze do tego przymuszać16. Starowolskiemu wtórował bezimienny poeta, pisząc: Wszyscy ci przenajświętszą Trójcę bluźnią srodze, jakoż nas nie masz karać, sprawiedliwy Bodze17. Wespazjan Kochanowski pisał, że poza Polską nie ma innego kraju, w którym arianie tak śmiało bluźniliby Bogu: 15 Sz. Starowolski, Lament utrapionej Matki Korony Polskiej [online], Kraków 1859, s. 4, dostępny w Internecie: http://www.pbi.edu.pl/book_reader.php?p=50625.

16

Tamże.

17 Cyt. za: J. Tazbir, Nietolerancja wyznaniowa i wygnanie arian [w:] Polska w okresie drugiej wojny północnej 1655 – 1660, t. I: Rozprawy, Warszawa 1957, s. 263.

30

A my ich okrywamy konfederacyją, I tać przywiodła żołnierza Że króla swego Jana Kazimierza Odstąpił (…)18 Mimo tak wielu argumentów, wysuwanych w ówczesnych pismach, prawie żaden nie znalazł się w treści aktu banicji arian z 1658 roku. Konstytucja ta została oparta jedynie na motywacji religijnej. Akt przypomina o  tym, że prawo pospolite nie pozwalało dotąd krzewić się sekcie ariańskiej19. Ponieważ dość niedawno szerzyć się poczęła20, jej wyznawcy zostali skazani na opuszczenie terytorium Rzeczypospolitej. W  ten sposób akt odwołuje się do charakterystycznego dla szlachty poczucia legalizmu oraz jej niechęci do wprowadzania nowych praw, niezgodnych z tradycją21. Obie strony również dobrze wiedziały, że bracia polscy działali w  Rzeczypospolitej już od co najmniej stu lat. Oczywiście, nie był to pierwszy tego rodzaju akt nietolerancji wobec arian. Wcześniej wydawano dekrety, które likwidowały gminy ariańskie, zamykały ich szkoły i drukarnie. Bardzo głośne było wydarzenie, kiedy zlikwidowano znany ariański ośrodek – Raków. Dekrety te jednak nigdy wcześniej nie uderzały w szlachecką społeczność, która przecież zawsze była chroniona przez przywileje. Akt o  banicji był pierwszym incydentem, kiedy wygnano z Polski także szlachciców. Oczywiście, bracia polscy starali się zerwać sejm w 1658 roku m.in. poseł Tomasz Iwanicki próbował zastosować prawo veta, co miało nie dopuścić do uchwalenia ustawy. Protestu nie uznano, prawdopodobnie dlatego, że arianie byli wtedy pozbawieni prawa zasiadania w parlamencie. Nie ujęli się za nimi także uczestniczący w sejmie protestanci. Rok po uchwaleniu aktu banicji szlachta ariańska złożyła na sejmie petycję, odwołując się do solidarności herbowej współbraci, którzy nie mogą dopuścić, aby tak wiele szlachty 18 W. Kochanowski, Pisma wierszem i prozą [online], Kraków 1959, s. 43, dostępny w Internecie: http:// books.google.pl/books?id=WVQAAAAAcAAJ&printsec=f rontcover&dq=wespazjan+kochanowski+pisma+wiersze m+i+proz%C4%85&source=bl&ots=lO7V4a7lo0&sig=RaxJ U2y45eynNMl67ZAowynHCrA&hl=pl&ei=P7kfTayJN4es8 gPZp8jFBQ&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=1 &ved=0CBcQ6AEwAA#v=onepage&q&f=false. 19 Konstytucja sejmu walnego z 1658 roku [online], Volumina Legum t. 4, s. 238, dostępny w Internecie: http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/ docmetadata?id=64550. 20 Tamże. 21 J. Tazbir, Przyczyny banicji arian z Polski [w:] Przegląd humanistyczny 2/3, 1999, s. 15.

polskiej musiało nieszczęśliwe tułactwo cierpieć albo na progach domów swoich szyje podawać22. Petycja ta jednak nic w  tej sprawie nie zdziałała. Zdaniem Mirosława Korolki dekret stanowił pierwsze w naszych dziejach zastosowanie pojęcia odpowiedzialności zbiorowej23. Po latach przyznano, że banicja arian nastąpiła z  naruszeniem przywilejów szlacheckich. Z  otwartością pisał na ten temat jezuita Tomasz Młodzianowski: Odkąd Polska Polską stoi, nigdy tak szlachta na krew szlachecką nie nastąpiła, jako przez tę konstytucyją24. Później jednak utrzymywał, że to właśnie wygnanie arian pozwoliło na zwycięskie odparcie najazdów szwedzkich, tatarskich, kozackich, moskiewskich i węgierskich. O tym, jak wielki wstrząs przeżyło społeczeństwo w  czasie najazdu szwedzkiego, świadczy zaostrzenie rygorów prawnych wobec jego domniemanych sprawców. Wykonanie aktu banicji skrupulatnie dopilnowano, choć wydawane wcześniej przez trybunał koronny ustawy zakazujące istnienia ariańskich drukarń oraz szkół w  znacznym stopniu pozostały niezrealizowane. Arianom dano trzy lata na wyprowadzenie się z terenów Rzeczypospolitej, który to czas skrócono później do lat dwóch. Choć konfederacja warszawska z  1573 roku formalnie nadal obowiązywała, to jednak edykt banicji braci polskich faktycznie przekreślał ważność tej ustawy. W jeszcze większym stopniu czyniła to uchwalona w  1668 roku konstytucja sejmowa, zakazująca, pod karą przewidzianą za apostazję, porzucania katolicyzmu. Akty z  1658 i 1668 roku skutecznie podkopały długoletnią tradycję tolerancji religijnej w Rzeczypospolitej. W mojej pracy przedstawiłem, na czym opierała się długoletnia tradycja tolerancji religijnej w  Rzeczypospolitej. Wspomniałem kilka nietolerancyjnych królewskich dekretów, które jednak nie były w  całości wcielane w  życie. Opisałem początki Zboru Mniejszego oraz zarys jego poglądów teologicznych, skupiając się na odrzuceniu dogmatu o  bóstwie Chrystusa. Następnie przedstawiłem, jak rozwijała się nietolerancja wobec arian i  jakie czynniki wpłynęły na wydanie aktu 22 Akta sejmikowe woj. krakowskiego, Wyd. A. Przyboś, t. II, Wrocław 1955, s. 676 – 677. 23 M. Korolko, Topos zdrady ojczyzny w literaturze polskiej lat 1655 – 1668 [w:] Literatura i kultura polska po potopie, Wrocław 1992, s. 61. 24 Cyt. za: J. Tazbir, Przyczyny banicji arian z Polski [w:]Przegląd humanistyczny 2/3, 1999, s. 19.

banicji. Później omówiłem treść samego aktu oraz to, jaki oddźwięk miał on w społeczeństwie polskim. W  historiografii wieków późniejszych porównywano emigrację arian z  emigracją Polaków na Zachód w  XIX wieku. Podkreślano, że twórczość arian po wygnaniu była bardziej znana w  Europie ze względu na ich szlacheckie pochodzenie oraz na to, że mieli oni swoich współwyznawców w  innych krajach. Literatura polska okresu emigracji po powstaniach nie była znana w tym samym stopniu.

Bibliografia Źródła: Akt Konfederacji Generalnej Warszawskiej z 1573 roku [online], dostępny w Internecie: http://www.trybunal.gov.pl/wszechnica/akty/ konf_warsz.htm, Akta sejmikowe woj. krakowskiego, Wyd. A. Przyboś, t. II, Wrocław 1955, W. Kochanowski, Pisma wierszem i  prozą [online], Kraków 1859, dostępny w  Internecie: http://books.google.pl/books?id=WV QAAAAAcAAJ&printsec=frontcover&dq=wespazjan+kochanowsk i+pisma+wierszem+i+proz%C4%85&source=bl&ots=lO7V4a7lo0& sig=RaxJU2y45eynNMl67ZAowynHCrA&hl=pl&ei=P7kfTayJN4es 8gPZp8jFBQ&sa=X&oi=book_result&ct=result&resnum=1&ved=0 CBcQ6AEwAA#v=onepage&q&f=false, Konstytucja sejmu walnego z 1658 roku [online], Volumina Legum t. 4, s. 238, dostępny w Internecie: http://www.wbc.poznan.pl/ dlibra/docmetadata?id=64550, Sz. Starowolski, Lament utrapionej Matki Korony Polskiej [online], Kraków 1859, dostępny w  Internecie: http://www.pbi.edu.pl/ book_reader.php?p=50625.

Opracowania: H. Barycz, U kolebki małopolskiego ruchu reformacyjnego, Odrodzenie i reformacja w Polsce, t. I (1956), M. Korolko, Topos zdrady ojczyzny w literaturze polskiej lat 1655 – 1668 [w:] Literatura i kultura polska po potopie, Wrocław 1992, S. Radoń, Z dziejów polemiki antyariańskiej w Polsce XVI – XVII wieku, Kraków 1993, J. Tazbir, Nietolerancja wyznaniowa i wygnanie arian [w:] Polska w okresie drugiej wojny północnej 1655 – 1660, t. I: Rozprawy, Warszawa 1957, J. Tazbir, Przyczyny banicji arian z Polski [w:] Przegląd humanistyczny 2/3, 1999, J. Tazbir, Tradycje tolerancji religijnej w Polsce, Warszawa 1980.

31


historia Wstęp

Porównanie postanowień III Statutu Litewskiego z Unią Lubelską Yauheni BOIKA

32

W  historii stosunków Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego dwa dokumenty zajmują szczególne miejsce. Przywilej wydany przez Zygmunta II Augusta w 1569 roku w Lublinie można nazwać najważniejszym w tych relacjach, ponieważ nigdy wcześniej nie były one tak ścisłe. Kolejny dokument, Statut litewski z  roku 1588, wydaje się być równie ważny. Ten zbiór praw regulował wszystkie węwnętrzne sprawy księstwa, a także i  zewnętrzne, w tym stosunki Wielkiego Księstwa Litewskiego(WKL) z Koroną Polską po unii lubelskiej. W niniejszej prace chcę porównać oba dokumenty, znaleźć powiązania i przeanalizować je. Artykuł składa się z dwóch części. W pierwszej omówione są akta unii lubelskiej i  ich odzwierciedlenie w  artykułach statutu litewskiego, gdzie staram się odpowiedzieć na pytania jak Statut litewski traktuje postanowienia unii, jakie postanowienia unii są zaakceptowane przez niego, jakie podważane, jakie nie wzmiankowane i na koniec całkiem. Wychodząc z tego założenia, że tło historyczne jest znane, będę omawiał jedynie niektóre wydarzenia. W drugiej części spróbuję wytłumaczyć dlaczego statut właśnie tak zareagował na te lub inne zagadnienia aktu unii lubelskiej. Korzystałem przede wszystkim z samych dokumentów. Oryginał unii lubelskiej w  języku polskim nie dostarczał problemów ze zrozumieniem, oprócz łacińskich wstawek. Z kolei analiza oryginału statutu litewskiego, w języku starobiałoruskim jest podparta współczesnym tłumaczeniem na język białoruski, polskiego tłumaczenia nie udało się zdobyć, dlatego cytaty ze Statutu zostały przetłumaczone samodzielnie. Z opracowań historycznych najwięcej szczegółów z  dziejów politycznych badanego okresu dostarcza praca Henryka Lulewicza „Gniewów o unię ciąg dalszy”1, która pomaga zrozumieć wydarzenia i  decyzje elit politycznych obu państw. W  białoruskiej historiografii najbardziej charakterystyczną postawę dla niej wykazuje G. Sahanowicz w  opracowaniu „Historia Białorusi”2. Z  reszty

1 H. Lulewicz, Gniewów o unię ciąg dalszy : stosunki polsko-litewskie w latach 1569-1588, Warszawa 2002 2 H. Sahanowicz, przeł. H. Łaszkiewicz, Historia Białorusi: od czasów

literatury skorzystałem dla zapoznania się z niektórymi opiniami na szczegółowe zagadnienia.

Porównanie postanowień III Statutu litewskiego z unią Lubelską Przywilej wystawiony przez Zygmunta Augusta 1 lipca 1569 roku w Lublinie zawierał 20 punktów o unii Korony z WKL. Odzwierciedlenie większości tych punktów można znaleźć w  statucie z  roku 1588. Statut składa się z  14 rozdziałów, które z kolei podzielone są na artykuły. Nas będą ciekawiły tylko niektóre artykuły z  rozdziału pierwszego ”O  personie naszej gospodarskiej”, drugiego „O  obronie ziemskiej” oraz trzeciego ”O  wolnościach szlacheckich i  o  rozszerzeniu Wielkiego Księstwa Litewskiego”, ponieważ zawierają interesujące nas zagadnienia. W  pierwszych dwóch postanowieniach unii ogłaszana jest jej wspaniałość i  doniosłość tego przedsięwzięcia, mającego swe korzenie w historii i tradycji obu narodów3. Odmiennie do rzeczonego aktu, w statucie litewskim unia lubelska nie jest przypominana, a jedyne zdanie, gdzie mowa o  fakcie zawarcia unii znajduje się w  przywileju Zygmunta III Wazy o potwierdzeniu praw i wolności stanom WKL, wydanym 28 stycznia 1588 roku4. Dlatego niektórzy litewscy i białoruscy historycy wyprowadzili wnioski, że statut dążył do uchylenia unii5. Jednak z przepisów dotyczących wyborów na sejm Rzeczypospolitej, gdzie Polacy nazywani są „sąsiadami i braćmi”6, a także z powodu włączenia dokumentu konfederacji warszawskiej i  postulatów tam zawartych, wynika istnienie unii. Tak samo pominięte zostały kwestie omówione w punkcie 19 aktu unii, traktujące o ewentualnym jej zerwaniu czy nie przestrzega-

najdawniejszych do końca XVIII wieku, Lublin 2002 3 S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta unji Polski z Litwą : 1385-1791, Kraków 1932, ss.342-343 4 H. Lulewicz, Gniewów…, s.414 5 J. Kłoczowski, P. Kras, H. Łaszkiewicz, Unia Lubelska i tradycje integracyjne w Europie Środkowo-Wschodniej, Lublin 1999, s.22 6 Tłum. A.S. Sagun, Statut Vjalìkaga knjastva lìtoŭskaga 1588, Mìnsk 2002, ss.4243

33


niu jej warunków. Trzeci punkt unii lubelskiej jest najczęściej cytowany, będąc jednocześnie najkrótszym wśród punktów całego aktu. Informacja o  tym, że Korona i WKL od teraz to „..jest jedno nierozdzielne i nieróżne ciało….ale jedna spolna Rzeczpospolita..” 7, brzmi bardzo hasłowo i  w kolejnych punktach jest rozwijana. Tylko w tekście konfederacji warszawskiej włączonym do statutu można znaleźć takie wyrażenie jak „nieroździelna Rzeczpospolita8”, a cała narracja litewskiego zbioru praw, gdzie WKL ciągle nazywa się „rzeczą pospolitą” lub „państem naszym”, jeśli nie podważa jedności Rzeczypospolitej, to przynajmniej bardzo gruntownie pokazuje odrębność WKL w ramach państwa unijnego9. Z kolei czwarty punkt jak i piąty aktu unijnego zawierają warunki na których musi być wybierany „jeden król spolny”, i wprowadzają zakaz przeprowadzania osobnych wyborów wielkiego księcia w  Wilnie. W  statucie dwa razy pojawia się tytuł króla i  to zawsze jako „króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego”10, ale w większości wypadków korzysta się z terminu „hospodar”. Na przykład tak nazywa się pierwszy rozdział statutu 1588 roku: „O personie naszej gospodarskoj”11. Oprócz tego w  statucie nie napisano o  jakimś osobnym wyborze „hospodara” lub króla, ale dano o tym do zrozumienia w artykule o wolnościach szlacheckich, gdzie potwierdzono posiadanie tych samych praw i przywilejów jakimi cieszą się Polacy. Siódmy punkt unii ustanawia tylko jednorazowe potwierdzenie praw i  przywilejów przez nowo obranego króla podczas koronacji. W  wymienionym wcześniej artykule o  przywilejach szlacheckich, statut odwołując się do tradycji akceptuje to, że władca musi potwierdzać przywileje i  wolności szlachty litewskiej tak samo jak i polskiej a „osobliwie nad to pri swobodach i  wolnościach na przywilejach i  listach wielkich kniaziej litowskich”12 co oznacza, że wcześniejsze

7 S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta…, ss.343 8 Tłum. A.S. Sagun, Statut.., s. 43 9 H. Sahanowicz, Historia…, s.216 10 Tłum. A.S. Sagun, Statut.., s. 42, s.57 11 Tłum. A.S. Sagun, Statut.., sS.18 12 Przyg. O. Lickiewicz, Статут Великого княжества Литовского 1588

34

postanowienia władców litewskich są całkowicie wiążące. Ten szczegół zaś faktycznie kwestionował wspólne potwierdzanie praw i  przywilejów dla Korony i Wielkiego Księstwa. Postanowienie to ugruntowało istniejącą juz tradycję oddzielnego potwierdzenia praw i  przywilejów dla Polski i Litwy przez nowo obranego króla13. Postulat mówiący iż „..Sejmy i rady oboj naród ma zawżdy mieć spolne koronne pod królem polskim..”14, zawarty jest w punkcie ósmym unii. W  tej kwestii, z  jednym wyjątkiem, statut nie odrzuca warunków prowadzenia obrad zatwierdzonych w akcie unii. Statut wprowadza istnienie takiej instytucji jak sejm generalny WKL, który ma odbywać się w  Słonimie i  poprzedzać sejm walny, który to postulat wychodzi poza postanowienia unii lubelskiej. Punkt 11 reguluje warunki prowadzenia polityki zagranicznej, wysyłania poselstw i  zawierania przymierzy przez Rzeczypospolitą, które ustala się na wspólnych obradach15. W tej kwestii statut nie zawiera konkretnych postanowień, lecz prowadzenie polityki zagranicznej oddaje w ręce sejmu walnego, o czym mowa w artykule drugim rozdziału II oraz artykule 6 rozdziału III 16. Zagadnienia z punktu 14 aktu pozwalały Polakom w  Litwie, a  Litwinom w  Polsce nabywać ziemie i  tym samym pełnić urzędy w  tych państwach oraz postulowały, aby „..statuta i  ustawy … przeciw narodu polskiemu w Litwie ustawione … żadnej mocy nie miały..”17. Ten punkt został całkowicie odrzucony przez statut litewski, który zabraniał kupowania ziemi i  zajmowania urzędów litewskich przez obywateli innych państw, „zagraniczników”, „postronnych”18. Kwestia kupowania ziemi była najważniejszą dla strony polskiej przed podpisaniem unii w Lublinie, lecz w momencie włączenia ziem Ukrainy do Korony straciła nieco na znaczeniu. Po zapoznaniu się

года [E-źródło] http://starbel.narod.ru/statut1588_3.htm 13 H. Lulewicz, Gniewów…, s.401 14 S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta…, s.344 15 S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta…, s.344 16 Tłum. A.S. Sagun, Statut.., s.34, s.44 17 S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta…, s.345 18 Tłum. A.S. Sagun, Statut.., s.34, s.44

podczas sejmu koronacyjnego 1588 przez stronę polską z postanowieniami statutu, właśnie ta kwestia wywoływała najwięcej kontrowersji i budziła opór przedstawicieli szlachty19. W  obszernym 18 punkcie aktu przedstawiona została sprawa egzekucji dóbr. Akt gwarantuje to, że nie będzie ona obejmowała ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Kwestia ta, bardzo ważna dla możnowładców litewskich zarządzających wielkimi majątkami ziemskimi, była potraktowana w ten sposób by nie wywoływała większego sprzeciwu20. Statut, nie wspominając o fakcie istnienia unii, aż w trzech artykułach potwierdza tę zasadę21. Ostatni punkt mówiący iż „te wszystkie rzeczy tu postanowione … ani przez pany rady i inne wszystkie stany i posły ziemskie obojga narodów … nie mają nigdy być wzruszane i odmieniane, ale wieczne, całe i mocne zachowane być mają” 22 faktycznie przez statut litewski został odrzucony, gdyż w niektórych kwestiach podważał postanowienia unii, a  niektóre całkiem zanegował, jak to było wyżej przedstawione.

Wnioski po przeczytaniu i zapoznaniu się z aktem unii lubelskiej a statutem litewskim Akt unii lubelskiej, podpisany 1 lipca 1569 roku, nie regulował wszystkich bez wyjątku kwestii, wynikających z nowej formy związku Polski i Litwy, co można stwierdzić po dokładnym zapoznaniu się z treścią tego dokumentu. Odczuwa się nieodparcie lakoniczność i hasłowość niektórych postanowień. Istniała więc potrzeba napisania dokładniejszych dokumentów unijnych. Litwa stworzyła statut 1566, który tuż po zatwierdzeniu unii postanowiono uzgodnić i dopasować do polskiego statutu Łaskiego, powołując w tym celu specjalną komisję, ale o dziwo w jej składzie nie znalazł się ani jeden Polak 23. Komisja, z niewielkimi zmianami w  składzie, skończyła swoją pracę już w  roku 1586, a  ostateczna redakcja statutu litewskiego została uzgodniona przez se-

19 H. Lulewicz, Gniewów…, ss.412-414 20 H. Sahanowicz Historia Białorusi 21 Tłum. A.S. Sagun, Statut.., s.34, s.44 22 S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta…, s.347 23 H. Lulewicz, Gniewów…, ss.41-42

natorów i  deputatów szlachty litewskiej podczas sejmu elekcyjnego 1587 roku24. Litwini nie spieszyli się z przedstawieniem całości statutu stronie polskiej, ujawniając jedynie kilka rozdziałów. Domyślano się, że niektóre postanowienia mogą wywołać sprzeciw strony polskiej, i  dlatego wyczekiwano na odpowiedni moment. Taka sytuacja wytworzyła się podczas sejmu koronacyjnego 1588 roku, gdyż był to czas podwójnej elekcji, kiedy Kraków zajmował Zygmunt III Waza, ale jednocześnie niedaleko z  wojskiem stacjonował drugi elekt - Maksymilian. Delegacja litewska przyjechała do Krakowa po miesiącu od rozpoczęcia obrad, kiedy polscy posłowie byli już zmęczeni i  chcieli jak najszybciej zakończyć obrady sejmu i koronować Zygmunta. Korzystając z tego faktu i mądrze prowadząc grę polityczną, delegacja litewska osiągnęła wiele celów wśród których było i  zatwierdzenie nowego poprawionego statutu. Tutaj możno dojść do wniosku: jeżeli rok 1569 należy traktować jako polityczną klęskę dla Litwy, to rok 1588 jest jednoznacznym zwycięstwem litewskich elit w stosunkach z Polską25. Jak było już wspomniane, cała treść statutu świadczy w pewnym sensie o odrębności i prawie całkowitej niepodległości WKL. Trzeba przyznać że niektóre zagadnienia poruszane w tym dokumencie zaskakują. Na przykład, w artykule trzecim rozdziału III hospodar, czyli władca litewski przyrzeka przywrócić wszystkie ziemie wielkiego księstwa litewskiego, które kiedykolwiek posiadało. Nie są one wyliczane, ale najprawdopodobniej chodzi o ziemie Ukrainy, co świadczy o dążeniu elit politycznych do odzyskania utraconych przez WKL terenów i  nie pogodzenie się po 20 latach z ich stratą. Takich przykładów można by mnożyć26. Statut stał się jakby murem broniącym odrębności Wielkiego Księstwa, którego Korona Polska nie mogła już przekroczyć, a w niektórych kwestiach statut dawał możliwość poszerzenia tej odrębności. Na przykład zwoływanie co trzeciego sejmu walnego w Grodnie było zawarte w ramach statutu. Po unii tak naprawdę i Korona Polska musiałaby dostosować swoje prawodawstwo do nowych warunków, choć tego nie uczyniła. Wydaje się że było to spowodowane faktem, że

24 H. Lulewicz, Gniewów…, s.381 25 H. Wisner, Unia: sceny z przeszłości Polski i Litwy, Warszawa 1988, s.192 26 H. Wisner, Unia…, s. 193

35


historia

Dwóch arkebuzerów/rajtarów — podobnie mogła wyglądać jazda szwedzka pod Kiesią — według Josta Ammana

musiano by przyznać znaczną odrębność WKL w ramach unii i przekreślić szanse na całkowite włączenie Wielkiego Księstwa do Korony. Porównując postanowienia statutu z  aktem unii można dostrzec następujący fakt: statut, próbując zachować jak największą swobodę w  traktowaniu niektórych zagadnień, korzystał z różnych środków, niekiedy bardzo skutecznych. Przemilczenie istnienia unii, choć i  wywołało niezadowolenie polskiej szlachty, to było do zaakceptowania, gdyż milczeć nie oznacza odrzucić. Dodatkowo, całkowite włączenie tekstu konfederacji warszawskiej, a  także odwoływanie się do królów polskich (nie zapominając o  tytulaturze wielkich książąt litewskich) pośrednio wskazywało na rzeczywisty związek Litwy z  Polską i dzięki temu pominięcie faktu zawarcia unii nie było tak dotkliwym. Bardzo ryzykownym krokiem było wprowadzenie zakazu nabywania ziem i  pełnienia urzędów litewskich przez Polaków. Nie wywołało to jednak takiego oburzenia, gdyż przyłączenie rozległych ziem Ukrainy zaspokoiło w większości apetyty szlachty27. Nastoje łagodził też fakt, że większość punktów aktu unii lubelskiej nie zostało odrzuconych, a niektóre jedynie tylko lekko zmienione. Wydaje się, że dzięki takim rozsądnym zabiegom statut litewski z jednej strony uzyskał akceptacje strony polskiej, a z drugiej wzmocnił pozycje i rangę Wielkiego Księstwa oraz ugruntował jego odrębność polityczną w ramach Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

Lubelska i  tradycje integracyjne w  Europie Środkowo-Wschodniej, Instytut Europy Środkowo-Wschodniej, Lublin 1999r. Jerzy Ochmański, Historia Litwy, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław 1990r. Jerzy Żenkiewicz, Litwa na przestrzeni wieków i jej powiązania z Polską, Uniwersytet Mikołaja Kopernika, Toruń 2001r. Henryk Lulewicz, Gniewów o unię ciąg dalszy: stosunki polskolitewskie w latach 1569-1588, Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk, Warszawa 2002r. Henryk Wisner, Unia: sceny z przeszłości Polski i Litwy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1988r. Marceli Kosman, Historia Białorusi, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wrocław 1979r. Vytautas Ališauskas, przekł. Paweł Bukowiec, Beata Kalęba, Beata Piasecka, Kultura Wielkiego Księstwa Litewskiego: analizy i  obrazy, Towarzystwo Autorów i  Wydawców Prac Naukowych Universitas, Kraków 2006r.

Wielkie to zwycięstwo Bitwa pod Kiesią (Wenden) 21 października 1587 toku Michał „Kadrinazi” PARADOWSKI

Źródła

Edynburg

Przyg. O. Lickiewicz, Статут Великого княжества Литовского 1588 года [E-źródło] http://starbel.narod.ru/statut1588.htm S. Kutrzeba, W. Semkowicz, Akta unji Polski z  Litwą: 13851791, Polska Akademja Umiejętności i  Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Kraków 1932r. Tłum. A.S. Sagun, Statut Vjalìkaga knjastva lìtoŭskaga 1588, Mìnsk 2002r.

Literatura Genadź Sahanowicz, przeł. H. Łaszkiewicz, Historia Białorusi: Środkowo-Wschodniej, Lublin 2002r. Jerzy Kłoczowski, Paweł Kras, Hubert Łaszkiewicz, Unia

27 H. Wisner, Unia…, s.120

36

Herzog August Bibliothek

od czasów najdawniejszych do końca XVIII wieku, Instytut Europy

Bitwa pod Kiesią (Wenden) stoczona 21 października 1578 roku jest starciem o  tyle ciekawym, że mamy w  nim do czynienia z  działaniami sojuszniczych sił Rzeczypospolitej i  Szwecji, walczących ramię w  ramię przeciw armii moskiewskiej. Kieś kojarzy się przede wszystkim ze starciami XVII-wiecznymi, kiedy to Litwini i  Polacy ścierali się ze Szwedami, dlatego też warto przyjrzeć się nieco dokładniej epizodowi z  XVI wieku. Bitwa stawiła część polsko-litewsko-szwedzko-moskiewskich zmagań o  Inflanty, będących kontynuacją tzw. pierwszej wojny północnej (1563-1570). Kruchy rozejm Rzeczypospolitej i  Carstwa Moskiewskiego przetrwał zaledwie pięć lat, bowiem już w  1575 roku wojska Iwana IV Groźnego zaatakowały

Inflanty, licząc na wykorzystanie zamieszania towarzyszącego bezkrólewiu po ucieczce Henryka Walezego do Francji. Początkowo armia carska odniosła wiele sukcesów, zdobywając liczne zamki inflanckie. Po elekcji Stefana Batorego doszło do podpisania kolejnego rozejmu, porozumienie to przetrwało jednak zaledwie rok. Licząc na zaangażowanie Batorego pod zbuntowanym Gdańskiem, w  1577 roku Iwan IV uderzył po raz kolejny. Łupem jego wojsk padały kolejne zamki i  twierdze. Rzadko dochodziło do walk, wiele umocnionych punktów poddało się bez walki. Heroiczny przykład dali jednak obrońcy i  mieszkańcy Kiesi (Wenden), którzy 31 sierpnia 1577 roku wysadzili się w  zamku, nie chcąc poddać się władzy Cara. Już jednak jesienią tegoż

37


Herzog August Bibliothek, 4x

Bojarzy moskiewscy według Abrahama de Bruyn

roku wojska litewskie, dowodzone przez hetman polnego Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła, przeszły do ofensywy. Z jednej strony z dużymi sukcesami prowadziły one wojnę podjazdową przeciw armii carskiej, z drugiej dzięki kombinacji sprytu i forteli wojennych do lata 1578 roku odzyskały 17 z 27 zamków inflanckich. Armia Iwana Groźnego poniosła w tym czasie także spore straty w walkach ze Szwedami, w  czasie walk w  okolicach Narwy, stąd też nie mogła odpowiednio zareagować na kontrakcję ze strony Radziwiłła. W październiku 1578 roku udało się jednak zebrać wojewodom moskiewskim liczny korpus wojska i  na jego czele podeszli pod Kieś. W  poniższym artykule chciałbym przedstawić polsko-szwedzki punkt widzenia na okoliczności, przebieg i  wynik starcia sojuszniczych wojsk z  armia moskiewską oblegającą zamek. Chciałbym przy tej okazji podziękować Danielowi Stabergowi za pomoc w dotarciu do materiałów szwedzkich. 15 października silne zgrupowanie moskiewskie, zależnie od źródeł spotykamy (nieco chyba zawyżoną) liczbę 18-22  000, podeszło pod bronioną przez oddziały litewsko-polskie Kieś. Dowodzili nimi wojewodowie Piotr Tatow, Wasili Woroncow, Piotr Choroszczyn i  Andrij Szokłanow. Dwa pierwsi mieli pieczę nad artylerią (być może i  piechotą?), dwaj kolejni dowodzili jazdą (złożoną z  moskiewskiego pospolitego

38

Jeździec polski i litewski według Abrahama de Bruyn

ruszenia szlachty oraz lekkiej jazdy tatarskiej). Wyposażeni w silny park artyleryjski - 30 dział Moskale podjęli działania oblężnicze. Zapewne nie liczyli się z  możliwością nadejścia odsieczy, gdyż nieliczne (liczące łącznie ok. 1000 koni) chorągwie „wojska inflanckiego” (litewskie) porozrzucane były na leżach, nie spodziewając się tak silnego uderzenia moskiewskiego. Dowodzący obroną Kiesi Mikołaj Suchodolski, „rotmistrz królów polskich”, nie zamierzał się jednak poddawać w  obliczu przeważających sił przeciwnika. Przed zamknięciem pierścienia oblężenia zdążył wysłać posłańców do Andrzeja Sapiehy, który w  zastępstwie hetmana polnego litewskiego Krzysztofa „Pioruna” Radziwiłła dowodził na inflanckim teatrze działań. Wieści z  Kiesi znalazły Sapiehę w  zamku Nowy Młyn pod Rygą. „Rotmistrz albo porucznik hetmański w  Inflanciech” natychmiast udał się do Stropu, gdzie stacjonowały dwie chorągwie husarskie – jego własna oraz rotmistrza Wacława Żabki (łącznie ok. 300 żołnierzy). Dotarł tam rychło w  czas, gdyż pod zameczek zbliżył się podjazd Tatarów moskiewskich, liczący 1000 jeźdźców (zapewne jest to kolejna przesadnie wysoka liczba). Niewielka grupa husarzy litewskich (jakoby 16 – bo tylko tylu miało osiodłane konie) zaatakowała podjazd, zabijając kilku Tatarów. Czata moskiewska wycofała się, biorąc do niewoli

tylko jednego litewskiego pachołka, który jednak nie okazał się dobrym źródłem informacji. Starcie to miało tak zdemoralizować moskiewskich ordyńców, że aż 12 z nich zdezerterowało na stronę litewską i zdało Sapieże relację z sił i poczynań armii carskiej pod Kiesią. Litewski oficer natychmiast wysłał ordynanse wzywające porozrzucane po kwaterach chorągwie do zebrania się w  Stropie. Posłaniec od Suchodolskiego z  Kiesi doniósł o  znaczącej przewadze nieprzyjaciela, zdawano sobie więc sprawę, że zamek nie utrzyma się zbyt długo bez odsieczy. Sapieha wysłał także wieści o  nadejściu armii moskiewskiej do Jörana Boije, dowodzącego sojuszniczą szwedzką armią polową w  Inflantach. Szwedzi spotkali się z  Sapiehą pod zamkiem Mijan – litewski i  szwedzki dowódca ustalili tam plan wspólnego działania, jednocześnie oczekując na grupujące się oddziały Sapiehy. Nocą 20 października ze sporymi przygodami (sojusznicy nieco się rozminęli po drodze, w marszu przeszkadzała także zła pogoda) ruszono pod Kieś, wysławszy uprzednio trzech posłańców do Suchodolskiego, informując o  nadciągającej odsieczy.

Armia sprzymierzonych Przyjrzyjmy się teraz jak wyglądały siły sojuszników, które miały stawić czoło armii moskiewskiej.

I. Zgrupowanie litewsko-polskie Andrzeja Sapiehy (w  nawiasach podaję spotykane w źródłach formy zapisu nazwisk oficerów) Możemy zidentyfikować siedem chorągwi jazdy: - husarską hetmana Radziwiłła pod Andrzejem Sapiehą - husarską Wacława Żaby (Zabki, Żabki) - husarską „porucznika królewskiego” Macieja Dębińskiego - husarską Dymitra Rahozy (Rahoży) - Lenarta Kietlicza - petyhorską kniazia Hawryła Petyhorca (Petyhorskiego) - (nieznanego typu, być może kozacką) Zbyszewskiego Także konno stanęły oddziały szlachty inflanckiej, w  relacjach znajdujemy nazwiska kilku oficerów (w późniejszych kampaniach będą dowodzić chorągwiami zaciężnymi) - Mikołaja Korffa, Wilhelma Platera i  Johana Bihringa (Biringa). Prawdopodobnie była to jazda strzelcza, wyposażona w uzbrojenie ochronne podobne do jazdy szwedzkiej (patrz niżej). Przyjmuje się, że piechotę reprezentowało ok. 400 strzelców witebskich (taką liczbę podaje w swoim opracowaniu Henryk Kotarski) wydaje

39


Rijksmuseum, 2x

mi się to jednak błędną interpretacją, o  czym piechurów), była więc typową formacją strzelczą, wspomnę przy okazji opisu bitwy. Źródła uzbrojoną w  arkebuzy. Jazda wyposażona była szwedzkie wymieniają jednak wśród poległych w  pistolety, arkebuzy i  broń białą. Uzbrojeniem żołnierzy ryskich, a  źródła polskie wspominają ochronnym był najczęściej hełm, napierśnik o  „knechtach” być może więc Sapieha miał pod i naplecznik, a także kolcze rękawy - zestaw taki komendą najemną piechotę niemiecką na żołdzie był znany pod niemiecką nazwą „Trabharnisch”, Rygi. Kontyngent prawdopodobnie miał także spotykamy go w  tym czasie powszechnie wśród na stanie działa, nie jest jednak pewne, czy opisy konnych strzelców w  Europie Zachodniej. dotyczące użycia artylerii w starciu nie dotycząca Podstawową taktyką szwedzkiej jazdy było tylko i wyłącznie dział przyprowadzonych przez prowadzenie ostrzału (z arkebuzów i pistoletów), Szwedów. a  po odpowiednim „zmiękczeniu” przeciwnika Łącznie siły pod komendą Sapiehy ocenia się przejścia do walki wręcz. Wydaje się więc, że zgrupowanie Boije było idealnym uzupełnieniem na ok. 2000 ludzi. dla jazdy Sapiehy: zaII. Zgrupowanie równo szwedzka pieszwedzkie Jörana Boije chota jak i jazda mogła (polskie źródła nazywspierać ogniem arkewają go Jerzym Boije): buzów litewską huSzwedzi dysponosarię, przygotowując wali 2000-2300 żołgrunt pod szarżę. nierzy (a nie 3500, jak Sprzymierzeni dodo tej pory przyjmują tarli rankiem 21 paźpolskie opracowania) dziernika pod Kieś, i  kilkoma działami. ścierając się po droOcenia się że Boije dze z  podjazdami miał pod komendą moskiewskimi. 1300-1500 piechurów Jako pierwsza do i  700-800 jazdy. Wojstarcia weszła jazda sko to było podzielone moskiewska, ok. 1000 na siedem oddziałów: jezdnych (zapewne tak 3. „fanor” jazdy bojarskiej jak (chorągwie kawalerii): i  Tatarów) zostało - niemiecka wysłanych z obozu by rajtaria (najemna) bronić sprzymierzoHansa Wachtmeistera nym przejścia przez - dwie szwedzkie bród na rzece Gawii. (krajowe) Wydaje się, że dowódcy moskiewscy zlekce4. „fänikor” Husarz litewski według Abrahama de Bruyna ważyli przeciwnika, (chorągwie piechoty, wysyłają zbyt małe siły, licząc że ostrzałem wszystkie szwedzkie krajowe): z  łuków uda się zatrzymać przeprawę. Jazda - Mårtena Bullera moskiewska została jednak szybko odrzucona - Jona Gisslessona od brodu celnym ogniem działek - zależnie - Sigvarda Jacobssona od źródeł było to albo litewskie albo szwedzkie - (prawdopodobnie) Hansa Grota armaty. Najprawdopodobniej były to jednak działa Wypadałoby chociaż w  kilku słowach szwedzkie, ale ustawione na rozkaz prowadzącego opisać jak mogły być wyposażone jednostki atak Sapiehy. Tak czy inaczej, droga na drugi brzeg szwedzkie, gdyż armia szwedzka tej doby została utorowana. Jazda litewska i  szwedzka, jest raczej słabo znana w  Polsce. Piechota nie prowadzona przez petyhorców, przeprawiła się używała uzbrojenia ochronnego, nie miała też przez Gawię. Co ciekawe, kawalerzyści wzięli pik (wybitnie nielubianych przez szwedzkich na siodła piechurów, zapewniając w  ten sposób

40

szybką przeprawę - „wziąwszy każdy zasię na że chodzi tu o  spieszoną jazdę, a  nie piechurów, koń knechta”. Jazda moskiewska próbowała gdyż ów oddział 400 ludzi został wsparty przez uderzyć na pierwsze przechodzące roty, została „knechtów” (czyli piechotę właśnie). Szwedzkie jednak odparta celnym ostrzałem. Znów bardzo źródła podają także informację, że atakujące armie ważną rolę odegrała artyleria sprzymierzonych, zostały wsparte wypadem obrońców Kiesi. O  ile „bo przeprawiwszy się, i działka przeciągnąwszy, nie ma to potwierdzenia w  polskich relacjach, prędko je puszkarze narychtowali”. o  tyle wydaje się logiczne i  dobrze świadczyłoby Tu znów, jak się wydaje, dowódcy moskiewscy o  umiejętnościach dowódczych Suchodolskiego, zlekceważyli siły przeciwnika. Nie zaatakowali który wykorzystałby idealny moment na taki atak. z całą mocą wojsk Sapiehy i Boije, przeznaczając Kolejny moskiewski kontratak, przeprowatylko część sił do walki z  odsieczą. Reszta dzony przez 1200 żołnierzy „jeno z  szablami, bo szykowała się do planowanego szturmu na prochów do rusznic nie mieli”, został zmasakrowany Kieś. Dało to sprzymierzonym czas na spokojne przez sprzymierzonych. „Jako bydło pokłuli, że ustawienie szyku. Żołtrup na trupie leżał”. nierze Sapiehy stanęli Zacięta walka trwała na prawym, Szwedzi aż do zmroku - jak na lewym skrzydle, do się wydaje wojska tego „knechci w około moskiewskie utrzymapo obu stronach”. ły szańce i  obóz, jedLitewski atak miały nak wysokie straty prowadzić dwie najwpłynęły demoralizulepsze chorągwie hująco na carskich żołsarii — Sapiehy i  Dęnierzy. W  nocy obóz, bińskiego. Szwedzi na czele jazdy bojarmieli nawet czas na skiej, opuścili wojeto, by zejść z  koni wodowie Choroszczyn i pomodlić się. Litwini, i  Szokłanow, zostado których zbliżał wiając resztę armii się już nieprzyjaciel, na pastwę sprzymie„zsiadać z  koni nie rzonych. śmieli (…) tak się Następnego dnia na koniach siedząc zdemora l i zowa ne Panu Bogu modlili”. wojska moskiewskie Być może, biorąc skapitulowały, w  ręce pod uwagę znaczną zwycięzców wpadł caprzewagę liczebną, ły tabor i  liczna artydowódcy moskiewscy leria. Wielu carskich liczyli że będą w stanie puszkarzy popełniło Husarz polski według Abrahama de Bruyna odeprzeć odsiecz, bez wtedy samobójstwa, angażowania oddziawieszając się przy łów przygotowujących się do szturmu. własnych działach, obawiając się gniewu cara. Litwini, dzielnie dowodzeni przez Sapiehę, „prędkością a śmiałością niedługo Moskwę wsparli”. Złamana jazda moskiewska uciekła do obozu, za Kwestia strat w bitwie: nimi wpadli tryumfujący Litwini. Szwedzi walczyli Bartosz Paprocki podaje tylko straty w  tym czasie z  obrońcami szańców, gdzie walka moskiewskich wojewodów: „było w tem wojszcze musiała być bardzo ciężka, gdyż poniesiono spore hetmanów ośm, z  których trzech zabili naszy, straty. Uciekająca jazda moskiewska zebrała się dwóch pojmali, trzech ich uciekło”. Wspomina w  lesie poza obozem i po pewnym czasie powróciła także o zdobyciu 23 dział. do walki. Sapieha do oczyszczania szańców Marcin Bielski pozostawia nader złowieszczy wysłał „cztery sta ludzi pieszo” - wydaje mi się opis pobojowiska: „bo tam i  dziś ujrzy, ano się

41


konferencja jeszcze bieli niemal wszystko pole kościami”. Według niego sprzymierzeni zdobyli 23 działa, „a między nimi wołczek działo naosobliwsze, acz i jastrząb nie był zły, i dwie pannie, i sokoli dwa”. Wzięto także „niemało jeńców”, w  tym dwóch wojewodów - Piotra Tatowa i Wasila Worońca. Rajnold Hejdensztejn także zachwyca się zdobytymi działami: „najznaczniejsze armaty były te, które miały na sobie nazwisko i wyobrażenie: jedna wilka, jedna jastrzębia, dwie panny, dwie sokołów, a do tego kilka szwedzkich z  takiemiż samemi znakami”. W  odróżnieniu jednak od Paprockiego i Bielskiego wspomina, że było owych dział „do 30”. Co do strat ludzkich daje nam niestety tylko ogólniki: „nieprzyjaciół wiele zginęło, do niewoli nie mało zabrano; z naszej strony bardzo małe były straty”. Gustav Petri w  oparciu o  źródła szwedzkie określa krwawe straty moskiewskie na 6000 ludzi, podczas gdy sprzymierzeni mieli utracić tylko ok. 100 zabitych. Bardzo dokładne i  niezwykle ciekawe dane podaje w  swym opracowaniu Jonas Hedberg (najprawdopodobniej w  oparciu o  list samego króla Jana III Wazy do księcia holsztyńskiego Magnusa). Armia moskiewska miała stracić 6280 zabitych, 3000 jeńców i  1720 rozproszonych po okolicy. Sprzymierzeni mieli stracić 200 Szwedów, 100 żołnierzy ryskich (prawdopodobnie piechoty w  armii litewskiej), 60 „hovfolk” (określenia którym nazywano konnych, chodzić tu może to szlachtę inflancką) i  kilku Polaków (Litwinów). Moskiewski park artyleryjski który wpadł w ręce zwycięzców to 6 dużych moździerzy i 14 dużych dział. Ten ostatni łup wywołał zresztą kłótnię pomiędzy sojusznikami – miał bowiem przypaść Szwedom, ale to Litwini zagarnęli go w  czasie transportu do Szwedów i  odmówili wydania dział. Oczywiście nie jest to w  pełni wyczerpujące opracowanie tej bitwy (zabrakło bowiem z  powodu bariery językowej - źródeł z  strony moskiewskiej), wydaje mi się jednak, że nawet taka krótka forma może zainteresować Czytelników. Wszak Kieś funkcjonuje w polskiej historiografii przede wszystkim z powodu starć z XVII wieku, jako ciekawostkę można więc potraktować epizod z  1578 roku, kiedy to nasi żołnierze traktowali Szwedów jako sojuszników i ramię w ramię z nimi walczyli przeciw armii moskiewskiej. Jako to w szumny sposób określił Rajnold Hejdensztejn:

42

„Polacy, Litwini, Szwedzi bili się za krzydwy, Inflantczycy za wolność, a wszyscy za chwałę”. Był to specyficzny sojusz, na zasadzie „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”, jednak każe się zastanawiać, jak mogłoby wyglądać trwałe porozumienie Rzeczpospolitej i  Szwecji pod rządami Zygmunta III.

"Gdy przodkowie nasi śmiali z Rzymianami się ścierali" O roli i historii mitu sarmackiego Konferencja naukowa 11-13 kwietnia 2013

Bibliografia: Barkman, Bertil C:son, Kunglig Svea Livgardes historia II, Stockholm 1937 Bielski Marcin, Kronika polska, tom VII, Sanok 1856 Hedberg, Jonas, Kungl. Artilleriet — Medeltid och Vasatid, Stockholm 1975 Heidenstein Rajnold, Dzieje Polski od śmierci Zygmunta Augusta do roku 1594, Petersburg 1857 Kotarski Henryk, Wojsko polsko-litewskie podczas wojny inflanckiej 1576-1582. Sprawy organizacyjne. cz. 2 [w:] Studia i  Materiały do Historii Wojskowości, tom. XVII, cz.1, Warszawa 1971  Kupisz Dariusz, Psków 1581-1582, Warszawa 2006 Paprocki Bartosz, Herby rycerstwa polskiego, Kraków 1584 Petri, Gustav, Kungl. Första livgrenadjärregementets historia I, Stockholm 1926

Zakład Literatury Staropolskiej i Oświecenia Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM oraz Zakład Historii Nowożytnej do XVIII wieku Wydziału Historycznego UAM, a także Studenckie Koło Naukowe Miłośników Literatury Dawnej przy Instytucie Filologii Polskiej UAM i Studenckie Koło Naukowe Historyków im. Prof. Gerarda Labudy przy Instytucie Historii UAM ma zaszczyt zaprosić studentów i doktorantów wszystkich kierunków humanistycznych do wzięcia udziału w studencko-doktoranckiej konferencji naukowej pt.: Gdy przodkowie nasi śmiali z Rzymianami się ścierali – o roli i historii mitu sarmackiego w Polsce do XVIII wieku, która odbędzie się w dniach 11-13 kwietnia 2013 roku w Instytucie Filologii Polskiej UAM przy ulicy Fredry 10 oraz Instytucie Historii przy ulicy Św. Marcin 78. W ramach konferencji planujemy poruszyć następujące zagadnienia: * Geneza mitu sarmackiego. * Recepcja mitu sarmackiego w XVI – XVIII wieku. * Mit sarmacki wśród mitów założycielskich Europy nowożytnej. * Mity nie odwołujące się do genealogii Sarmacji. * Codzienność sarmacka. * Republice Sarmatorum. * Sarmacja w Europie, Europa o Sarmacji. * Sarmacki model duchowości.

Formularze zgłoszeniowe prosimy przesyłać do 15 marca na adres e-mail: sarmatyzm.konferencja@gmail.com Więcej informacji: woland88@gmail.com


opowiadanie

ar carowi nierówny

Rzecz się dzieje na granicy Rzeczypospolitej i Carstwa Moskiewskiego w burzliwych dla Rosjan czasach Wielkiej Smuty Moskwa, 27 dzień maja roku 1606

Grzegorz SZYMBORSKI

44

Rankiem, w cztery dni przed wspomnieniem Justyna Męczennika, wszystkie dzwony w  Trzecim Rzymie zwiastowały nadchodzącą tragedię. Tysiące ludzi ruszyło ulicami Moskwy w  kierunku Kremla, jakowoż doszła ich wieść o  spisku uknutym przeciw carowi i bojarom, przez przybyłych na wesele carycy Maryny, Lachów. Las wideł, piszczeli i samopałów wznosił się ponad głowami moskwian, którzy żądni krwi cudzoziemskiej ruszyli pozbyć się Polaków i Litwinów, ocalić bojarzynów i ich gosudara. W tym samym czasie, grupa dwustu spiskowców, którzy ową plotkę o  mordzie bojarów wśród mieszkańców rozpowszechnili, przekradła się niepostrzeżenie na Kreml. Bracia Szujscy: Iwan, Dymitr i  Wasyl na czele licznego oddziału przeciwników samozwańczego władcy ruszyła na carską kwaterę. Niczego nieświadomy car Dymitr Iwanowicz drzemał w swojej komnacie. Nie doszły go słuchy o marszu mieszkańców Moskwy, nie miał pojęcia, iż w  tej chwili kroczy ku niemu śmierć. Rozległo się pukanie do drzwi. Młodzieniec otworzył oczy i  nim zdążył zezwolić na wejście, do pokoju wkroczył z niemałym hukiem Piotr Basmanow. -Najjaśniejszy gosudarze- skłonił się zdyszany „Bosman”- Lud Moskwy idzie poruszony. Chce się dostać na Kreml! Jakoby rażony piorunem Dymitr zerwał się z łoża. -Jak to?- wołał rozgorączkowany- Czego chcą? -Chcą się pozbyć Lachów, miłościwy carze. Mówią, że chcą cię zabić! -Nie!!-krzyknął Dymitr-To niemożliwe! Po tym co dla nich zrobiłem!? Basmanowie, natychmiast idź i uspokój tłum. Ja zajmę się resztą. Sługa natychmiast wybiegł z komnaty. Ruszył w kierunku wrót, gdy nagle ujrzał grupę bojarstwa. Na czele jej dojrzał Wasyla Szujskiego, za nim jego braci oraz Borysa Tatiewa, kniaziów Golicynów, Wałujewa, Wojenkowa, Mylninkowców, Tatiszczewa i wielu innych. -Car w niebezpieczeństwie!- krzyknął Basmanow- Polacy chcą go zabić, musimy natychmiast… Nie dokończył, gdyż Tatiszczew obnażył szablę i szybkim pchnięciem zadał Rosjaninowi cios w brzuch. Ro-

sjanin wytrzeszczył oczy i chwycił się dłońmi za ciało. Pomiędzy palcami popłynęła krew. Ciało „Bosmana” opadło bezwładnie na posadzkę, widzący to strzelcy wycelowali muszkiety i  rusznice do grupy, jednakże przewaga Szujskich była zbyt znaczna. -Idziemy pozbyć się nieprawego cara!- obwieścił żołnierzom Wasyl-Śmierć Samozwańcowi! Dość już rządów uzurpatora, którego na hosudarski stolec wynieśli Lachy! Niestawiających oporu strzelców i członków gwardii carskiej rozbrojono, resztę zamordowano. Buntownicy ruszyli po cara. Dymitr widział całe to zajście z okna swojej kwatery. Zabarykadował drzwi do pokoju, lecz na nic się to zdało. Zamachowcy wtargnęli do komnaty. -Jest bladinsyn!- zawołał Borys Tatiew celując samopałem w Dymitra. Nim zdążył wystrzelić, car niespodziewanie wyskoczył przez okno. Spadł na podwórze dosyć niefortunnie, skręcając sobie przy tym nogę. Dojrzeli go strzelcy siewierscy i natychmiast skoczyli batiuszce carowi na pomoc. Gdy tylko go podnieśli, zamachowcy byli już w ogrodzie. -Chrońcie mnie… błagam- jęknął Dymitr podtrzymywany przez dwóch żołnierzy z  Siewierszczyzny. Reszta postawiła forkiety i  wycelowała lufy rusznic w stronę otaczających ich spiskowców. -Zdrajcy!- zawołał jeden ze strzelców-Nie damy wam zabić władcy! -Nie władca to, lecz Łżedymitr! Polaczek zawszony i katolik! -Błagam, nie zabijajcie mnie!- łkał car -Milcz psie!- splunął Wasyl-Prawdziwy car, syn Rurykowicza, nie tchórzyłby w  obliczu śmierci. Patrzyłby jej prosto w oczy. Widać, żeś nie jego potomek. Z drogi! Szujski odepchnął dwóch przednich obrońców, reszta nie oponowała z powodu przewagi przeciwników. Mimo niesprawności nogi Dymitr próbował uciec, lecz nagle podtrzymujące go ręce zacisnęły się na jego ramionach. Wasyl spojrzał na cara z pogardą, splunął mu w twarz a potem z wielką brutalnością uderzył rękojeścią szabli w twarz. Trysnęła krew, Dymitr krzyknął i omdlał.

45


Popowa Góra, na graniczy litewsko-moskiewskiej, czerwiec 1607 roku Mikołaj Miechowicki obudził się z  tego strasznego koszmaru. Nie pierwszy raz miał przed swymi oczyma obraz szlachtowanego jak zwykłe prosię cara Dymitra. Ujrzał przed sobą dwa opróżnione kufle stające na karczemnym stole. Zmęczenie po podróży i mocne trunki uśpiły niedawnego kanclerza Samozwańca. Mikołaj złapał się dłonią za czoło, które pulsowało mu nader mocno. W uszach mu szumiało do tego stopnia, iż nie słyszał zgiełku w  oberży. Wyjrzał przez okno. Było już ciemno, co znaczy że, jest koło północy. W końcu zaczęło się lato, dzień tu trwał bardzo długo. Osowiały i  znerwicowany Miechowicki udał się na kwaterę na piętrze. Zatrzasnąwszy za sobą drzwi, opadł na łoże. Począł szlochać, lecz nagle żal i smutek przerodziły się w złość, potem gniew i nienawiść. Cisnął poduszkę w drewniane drzwi, kopnął stojące obok krzesło. Dyszał głośno, zacisnął zęby, lecz po chwili temperament opadł. Łkający Miechowicki uchował swoją twarz w dłoniach...

Moskwa, 27 dzień maja 1606 roku Nieprzytomny car wleczony był do swojej komnaty przez Iwana i Dymitra Szujskich. Na ich czele, z uniesioną wysoko głową, kroczył Wasyl. Gdy Samozwaniec znalazł się w swoim drewnianym pałacu, którego budowę nakazał po wstąpieniu na tron, był już nieco przytomny. Ból przeszywał go na wskroś. Pod językiem czuł smak słodkiej krwi oraz płynące w niej wybite zęby. Przed oczyma miał swoich oprawców. Wiedział już, że to koniec. Kilka pistoletów i samopałów wystrzeliło do cara. Kule przeszyły ciało samozwańca, Dymitr wydał ostatnie tchnienie. Bojarzy zaczęli deptać i profanować szczątki zmarłego. Cięli nieboszczyka szablami, krew wciąż tryskała. Wasyl Szujski swoim ciężkim butem zgniótł czaszkę trupowi. -Nie ma mowy, by znowu się odrodził-mruknął, dając braciom znak, by poszli za nim. Tłum nacierał na bramy kremlowskie. Strzelcy i straże z  trudem powstrzymywali mieszkańców Moskwy przed wtargnięciem na teren kwatery cara. Nie było to jednak jedyne miejsce oblegane przez Rosjan. W całej Moskwie wrzało. Rozpoczęła się rzeź Polaków i Litwinów. Rządni krwi mieszkańcy Rzymu Wschodu mordowali każdego napotkanego Lacha, a tych do których nie zdołali się dostać, oblegali. Wasyl wyszedł naprzeciw ludowi stolicy. Kazał dać wszystkim strzelcom salwę w niebo, aby uciszyć moskwian. Szujski uniósł ręce. - Bracia i siostry!- krzyknął- Nastała godzina smuty,

46

albowiem zamordowany został car Dymitr! Część zgromadzonych zamarła, resztę ogarnął religijno-patriotyczny szał. -Zginął od oręża tych, dzięki którym został wyniesiony na tron-tu wskazał palcem w  stronę zachoduByłbym uchronił cara przed śmiercią, lecz słyszałem przez drzwi, jak przyznawał się przed Polakami…Szujski zamilkł i opuścił głowę -Dymitr przyznał się, iż był oszustem! Samozwańcem! Łżedymitrem! Nie godziło się mieć takiego cara! Lachów, którzy deptali naszą ruską ziemię, zabiliśmy, ale i tak żadna to pociecha skoro kraj nasz święty, najechany został i rządzony był przez Samozwańca! Ludność nie mogła w  to uwierzyć, ale jednocześnie wznosiła okrzyki niezadowolenia, obelgi dotyczące okupantów zza granicy. -Ruszajmy! -krzyczał Wasyl-Pozbądźmy się wrogów naszych!

Propojsk, Rzeczpospolita, czerwiec 1607 roku Niewielka ilość światła słonecznego przedostawała się pomiędzy konarami drzew. Te promyki, które przedarły się między liśćmi olbrzymiego dębu, docierały do piwnicy twierdzy więziennej przez niewielkie, zakratowane okienko. Okno to było jedynym źródłem światła i  świeżego powietrza dla tajemniczego więźnia. Kamienna cela była wilgotna większą część roku. Zimą woda która zebrała się w  szparach między cegłami, zamarzała. Temperatura była tu wówczas nie do zniesienia. Pomieszczenie było nieduże, raptem mieściło się w nim drewniane łóżko, pod nim kaczka wypełniona fekaliami, obok stolik przy którym siedząc na taborecie, więzień spożywał posiłki. Grube dębowe, okute miejscami żelazem, drzwi posiadały dwa otwory. Jeden na wysokości oczu, prze który patrolujący strażnik doglądał poczynań skazańca, rzecz jasna był on zakratowany, oraz drugi znajdujący się przy samej ziemi. Przez to okienko dostarczano więźniowi „jedzenie”, wodę oraz odbierano przepełniony nocnik. Ostatnimi czasy jednak skazaniec stał się jeszcze bardziej markotny i osowiały, niż powinien się zdawać jakikolwiek inny więzień. Mężczyzna o krzaczastej, bujnej brązowej brodzie, długich, aż do końca uszu, kręconych kasztanowych włosach oraz złowrogim wyrazie twarzy, siedział skulony na wypełnionej trocinami kołdrze, okutany w szare szmaty. Spoglądał oczyma na mysz która podbierała jego nietknięte jedzenie a następnie czmychała do nory i wracała z kolejnym gryzoniem. Jak co godzinę okienko rozsunęło się i do wnętrza celi zajrzał strażnik. Nic nadzwyczajnego. Skazaniec przestał interesować się czymkolwiek. Pozostawał w  bezruchu, obracał jedynie oczyma,

przyglądał się tworzącym w kubku z wodą okręgom. Czas stanął w  miejscu. O  jego istnieniu wciąż przypominały mu nieregularnie opadające z  sufitu krople, wprawiające wodę w ruch. Była to ostatnia rzecz w  jego nędznym życiu, która nie stanowiła dlań rutyny...Iwan, bo tak miał najprawdopodobniej na imię ów więzień, powoli dokonywał żywota. Nie wiedział jednak o tym, co jeszcze ma zamiar zgotować mu los.

Tego samego dnia, Czeczersk, kwatera starosty Pan Zenowicz z  założonymi za plecy rękoma wpatrywał się przez okno, w pobliskie rubieże Rzeczypospolitej. Słońce chyliło się już ku zachodowi, polany i lasy Białorusi skąpane były w blasku letniego słońca, na horyzoncie czerwony olbrzym przysłonięty był już częściowo przez horyzont i wznoszące się ponad nim korony drzew. Niewysoki starosta, odziany w  brązowy żupan i czarną delię niespokojnie tupał kozakami. Ruszał czarnymi wąsikami, jak gdyby oczekiwał czegoś, bądź kogoś ważnego. Nagle usłyszał pukanie do drzwi. Gość natychmiast wkroczył do środka. Starosta odwrócił się do przybysza i wsparł dłońmi o oparcie krzesła. -Spóźnił się pan, panie Rahoza-odezwał się ni to zawiedziony, ni to zdenerwowany Zenowicz -Proszę o  wybaczenie mości starosto- pan Rahoza skłonił się trzymając kołpak z  niedźwiedziego futra i dło�� przy piersi- Zatrzymały mnie obowiązki… -Obowiązki powiadasz?- bynajmniej Zenowicz nie był zachwycony wymówką podstarościego-To właśnie tutaj, czekają cię obowiązki. A teraz do rzeczy: Nasze więzienie w Propojsku jest już przepełnione! Nie ma gdzie upchać tych wszystkich szumowin! Trzeba się pozbyć części więźniów. Najlepiej tych, którzy mieliby spędzić resztę swojego nędznego życia w celi więziennej. -Mam przez rozumieć, że mości starosta pragnie wypuścić na wolność skazańców -Nie, do kroćset!- warknął Zenowicz- Twoim zadaniem będzie podróż do Propojska, wizytacja u komendanta twierdzy i wywóz części więźniów do Moskwy. -Co?- zdziwił się pan Rahoza-Z  co ja potem z  nimi pocznę? -Zabijesz ich.

Następnego dnia, Propojsk, twierdza więzienna Słońce wzeszło właśnie ponad zamkiem, wysuszając tym samym mokrą od nocnej burzy okolicę. Było to całkiem spore oberwanie chmury, w wielu miejscach

trakt między Czeczerskiem a Propojskiem, stał całkowicie w  wodzie. Utrudniało to podróż pana Rahozy, który wziąwszy za eskortę poczet dwudziestu semenów, ruszył z  rana z  misją od pana starosty. Ubrany w niebieski żupan i płaszcz tego samego koloru podbity lisim futrem zmierzał w kierunku więzienia. Twierdza nie była duża, na pierwszy rzut oka. Ot, niewielki budynek z placem, otoczony kamiennym murem, na którym stróżowali hajducy. Brama rozwarła się przed podstarościm, który wjechał na wyłożony kamieniami dziedziniec. Za nim podążali podkomendni. Podstarości zsiadł z konia i zdjął swoja futrzaną, opatrzoną w  pawie, zielone pióro czapkę. Z  budynku na spotkanie ważnego urzędnika, wyszedł komendant więzienny, imć porucznik Klemens Warzeski. Kierownik podszedł do gościa i w te pędy uścisnął jego prawicę. -Witam waszą miłość. Cóż sprowadza cię do naszego więzienia? -Pan starosta niepokoi się o  ilość miejsc dostępnych dla skazańców. Mam wybrać tych, którzy i  tak nie wyszliby stąd prędko i odprowadzić do granicy. Przy okazji, mam zlustrować wasze miejsce pracy. -Oczywiście, osobiście oprowadzę waszą miłość po lochu. Gwarantuję, że będzie waść zadowolony. -Nie wyobrażałbym sobie innej odpowiedzi… Strażnik otworzył grube ale niewielkie, drewniane drzwiczki prowadzące do więzienia. Panowie schylili głowy i weszli do środka. Wewnątrz czuć było stęchliznę, powietrze zaś było wilgotne. Odczuwalny był przeciąg. Towarzyszący komendantowi i panu Rahozie hajduk podpalił pochodnię przykładając ją do innej, umocowanej przy ścianie. -Za mną, wasz miłość- zakomenderował pan Warzeski ruszając ziemistą dróżką. Ze stropu kapały krople wody wpadające do wyżłobionych już przez nią niewielkich lei. Gdzieniegdzie przebiegł szczur, dało się słyszeć zwierzęcy pisk i jęki więźniów przypominające skomlenie ranionego, wygłodniałego psa. Jeżeli już o strawie mowa, to co zwykli tu jadać skazańcy, nawet najgłodniejsze kundle nie raczyłyby skosztować. Woda mętna i śmierdząca tylko przyprawiała o mdłości. Niezdatny do jedzenia „chleb” był zaś twardy jak kamień. Po uformowaniu i  wygładzeniu kul z  owego pieczywa, taką prowizoryczną amunicją można by bez oporu i strachu ładować muszkiety, bowiem pociski spełniałyby swą powinność należycie, a  i  broń raczej nie powinna była wybuchnąć żołnierzowi podczas strzału. Na obiad każdy dostawał tu od czasu do czasu chochlę zupy z brukwi i botwiny. Paskudztwo! Podstarościemu przeszły ciarki po plecach. To czego tu zdążył się przez ten kwadrans dowiedzieć o  warunkach więziennych napawało go grozą. Miał już

47


dosyć tego miejsca. Spoglądając przez zardzewiałe kraty mógł pan Rahoza dostrzec dziesiątki zrezygnowanych, oszalałych bądź martwych już twarzy. Świeży skazańcy miotali się wykrzykując, aż im hajducy kolbą rusznicy nie przygrzmocili. Niekiedy pan podstarości dostrzegł, że drzwi mają nie jeden niewielki otwór, a  dwa. -W takich celach trzymamy tych, którzy pozostaną tu na zawsze- wyjaśnił Warzeski wyczuwając zainteresowanie inspektora -O takich mi się właśnie chodziło. Ilu takich macie? -Piętnastu, wasza miłość. -Każcie ich do mnie przyprowadzić.

Tego samego dnia, Propojsk, więzienie Skazaniec spoglądał w  stronę zakratowanego okna. Niewielka ilość światła dostająca się do celi, ukazywała jak dużo drobinek kurzu unosi się tutaj w  powietrzu. Więzień Iwan poruszył lekko głową, gdy usłyszał kroki… i rozmowy. Dosłyszał dźwięk wyszukiwanych kluczy i przekręconego zamka. Drzwi otworzyły się ze zgrzytem. -Wyłazić!-rozkazał wąsaty hajduk Iwan nie zareagował od razu. -Słyszałeś co powiedziałem?!- ryknął strażnik celując rusznicą w więźnia. Bez jakiekolwiek reakcji, Iwan zrzucił z siebie łachmany i powstał. Był bardzo wysoki, wyższy od strażnika, co wydawało się bardzo śmieszne wobec ich wzajemnego statusu i  ról. Hajduk popchnął go w  kierunku korytarza, gdzie Iwan dostrzegł około dwóch tuzinów innych skazańców -W szeregu zbiórka!- krzyknął strażnik Rozkaz został wykonany beznamiętnie. -I co wasza miłość myśli?- zapytał komendant wskazując na grupkę. -Wezmę ich- odparł- przygotować dla każdego z nich konia. -Jak wasz miłość rozkaże. Iwan gniewnie spoglądał na tajemniczego, eleganckiego przybysza, który po chwili zniknął z komendantem Warzeskim za zakrętem. Jednocześnie cała piętnastka więźniów została skierowana w stronę wyjścia. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, Iwan znalazł się na świeżym powietrzu. Musiał mrowić oczy, gdyż przywykł do egipskich ciemności. Ponownie cała piętnastka stanęła w  szeregu, tym razem otoczona tuzinem hajduków z  wycelowanymi w  nich rusznicami. Chwilę później skazańcy dostrzegli wychodzących bocznym wejściem komendanta i tajemniczego przybysza. Iwan dostrzegł kilkanaście koni które więzienni

48

koniuszy dostarczyli przed plac. Iwan spostrzegł pana Warzeskiego i  eleganckiego jegomościa, żegnających się uściskiem ręki. -Słuchajcie, psubraty!- krzyknął do więźniów przybysz- Nazywam się Rahoza, jestem podstarościm czeczerskim- przedstawił się jegomość-Opuszczacie to więzienie, jednak nie łudźcie się, że zostaniecie uniewinnieni! Zabieram was do Rosji, na roboty do cara! Jakakolwiek próba ucieczki będzie karana śmiercią. Mam nadzieję, że to do was dotarło. Cała piętnastka została kuta łańcuchami przy nadgarstkach, kiedy wszyscy dosiedli koni. Otoczeni przez semenów opuścili mury twierdzy więziennej. Konwój ruszył traktem w  stronę Popowej Góry. Kolumna skazańców połączona więzami z  metalu nie miała co liczyć na ucieczkę, bynajmniej nie w  czasie drogi. Otaczała ich grupa złożona z  dwudziestu jeźdźców, na czele karawany jechał podstarości. Gdy wjechano do lasu, od razu zrobiło się nieco chłodniej. Dochodziło południe, więc największy ich byłby dopadł tegoż dnia upał. Iwan jechał w samym centrum. Nie ponaglał swego konia, on sam tez nie kwapił się do szybkiego pochodu. Był zapatrzony w jegomościa na czele orszaku, ale nie był to wzrok przyjazny. Po godzinnym marszu, karawana rozbiła obóz przy drodze. Wszyscy więźniowie rozsiedli sie przy kilku rozpalonych ogniskach, oczywiście, wciąż skuci między sobą łańcuchami. Semeni maszerowali pomiędzy skazańcami, pan Rahoza siedział koło pniaka i pisał jakiś list. Iwan znalazł się przy ognisku z czterema innymi więźniami. Jeden z nich, brodacz o czarnych brwiach spoglądał na wartowników. Mrużył oczy, jakby coś tam liczył. Gdy jeden ze strażników przeszedł, skazaniec nachylił się do towarzyszy. -Słuchajcie- szepnął-proponuję spróbować ucieczki. Gdy będziemy w  drodze, możemy im łatwo umknąć…- tu zamilkł, gdyż nadszedł żołnierz-mam przy sobie nóż, od początku drogi próbuje przepiłować ten łańcuch. Prawie mi się udało. Co wy na to? Iwan nic nie odrzekł, dwaj pozostali przyjęli propozycję z aprobatą -Jak ty chcesz uciec? Wystrzelą do nas zanim się choć na krok oddalimy! -O to się nie martw, mam plan. Przy następnym postoju podam kolejnemu z was ten nóż. Czy przystajecie na to? -Ja tak-odparli niemalże chórem dwaj więźniowie -A ty?- zapytał brodacz kierując pytanie do Iwana. Bez reakcji. -Czy słyszałeś co mówiłem?- zapytał zirytowany Znowuż brak reakcji.

-Nie, to nie. Słuchaj, ale jeżeli zdradzisz im, co planuje to… Iwan nawet na niego nie spojrzał. -Posłuchaj-brodacz złapał Iwana za gardło-Jeżeli cokolwiek opowiesz innym, to ja cię zabiję! -Hej, co tu się wyprawia!- zawołał semen, podbiegając do ogniska Brodacz puścił Iwana dodając po cichu: „Pamiętaj” -Dosyć tego, wstawajcie, ruszamy w dalszą drogę! Tak jak postanowili, tak uczynili. Trójka więźniów przekazywała sobie wzajemnie nóż podczas następnych trzech postojów. Iwan został przydzielony do innych grup, biorąc pod uwagę ostatnią awanturę. Trójka skazańców, która znajdowała się na początku kolumny rozcięła już sobie więzy. Dla niepoznaki, przytrzymywali sobie rozerwane końce łańcuchów dłońmi. Gdy słońce zaszło za horyzontem, więźniowie rozpoczęli swój chytry plan. Jego stawką było życie.

Tego samego dnia, Popowa góra, godzina ósma Po nieprzespanej nocy pan Miechowicki postanowił opuścić szumną gospodę w Popowej Górze. Po zapłaceniu oberżyście iście wygórowanej ceny, jak na takie przeciętne warunki, samopoczucie pana Mikołaja wcale się nie polepszyło. Zapadł zmierzch, lampa nad gospodą świeciła przyciągając masy komarów i innego robactwa. Pan Miechowicki spakował swoje rzeczy, po czym oddał je swoim pachołkom do zapakowania w juki. Pan Mikołaj dosiadł konia. Jego poczet złożony z pięciu petyhorców i dwóch czeladzi ruszył gościńcem na zachód, w stronę Wielkiego Księstwa. Było jeszcze widno, drużyna ruszyła gościńcem między drzewami. Dopiero koło godziny dziesiątej przyszedł czas na rozpalenie pochodni.

Moskwa, 29 maja roku 1606 Zemsta Moskwicinów wobec Lachów oraz innych cudzoziemców była potworna. Rzeź trwała długo, gdyż Polacy nie oddali swych szlacheckich zadków po dobroci. Mimo wielu nieudanych szturmów na lackie kwatery, oblężeni Polacy musieli się poddać. Sprawujący w Moskwie władzę Wasyl Szujski uwięził carycę Marynę, Jerzego Mniszcha, księcia Wiśniowieckiego i  setki innych. Wykorzystując sytuację, po udanym powstaniu, Szujski przygotowywał się do objęcia tronu… Pierwej zebrała się Duma Bojarska, która dnia dwudziestego ósmego wyłoniła kandydatów na przyszłego cara. Można się łatwo domyślić, że w  gronie tym znalazł się Wasyl. Prócz niego, nominowani zostali

Fiodor Mścisławski, Iwan Golicyn i  dziesięcioletni Michaił Romanow. Cóż za bezsens słać dziecko na stanowisko cara! Lud Moskwy wyległ na Plac Czerwony, gdzie zwolennicy Szujskiego wychwalali i sławili jego osobę. -Wiwat car Wasyl!- krzyczał na cały głos jego brat Iwan-Sława carowi, z krwi Rurykowiczowi, co zrzucił z nas jarzmo zachodniego świata i ukazał jego prawdziwe zamiary! Ludność krzyczała po dwakroć tak jak Szujski. Nie było mowy, aby Wasyl przegrał. Miał poparcie kleru i  całej Moskwy. Tego dnia stolica okrzyknęła Wasyla carem. Pozostawały już tylko formalności. Tak się przynajmniej Szujskiemu wydawało.

Trakt do Popowej Góry, kwadrans po godzinie dziesiątej Pan Rahoza przysypiał w siodle. Zmęczony po całodniowym marszu, miał nadzieję jeszcze przed północą dotrzeć do miasta na odpoczynek. Ledwo trzymał się w kulbace, kilka razy omal nie spadł. Senność była też widoczna u semenów, którzy jednym okiem wciąż zerkali na więźniów, kolejne mieli zamknięte. Po Iwanie nie widać było zmęczenia. Miał taki sam wyraz twarzy, jak w więzieniu i jak początku drogi. Taki sam jak w  chwili obecnej. Ta sama złowroga obojętność. Milczał, jednak nie dla tego, iż brodaty skazaniec mu tak kazał. Trójka konspiratorów bacznie obserwowała swoją eskortę. Ścierpły im już ręce od trzymania swoich łańcuchów. Wymieniali wzajemnie spojrzenia, dawali sygnały. Aż wreszcie przyszedł czas na działanie. Jadący za panem podstarościm, będący w  spisku, skazaniec zbliżył się do znużonego wartownika i uderzył go pięścią w głowę. Konie zarżały, semen zwalił się na ziemię. To samo zrobiła pozostała dwójka, z  tym że brodacz wyrwał jednemu ze strażników pochodnie. Wszystko o trwało dosłownie kilka sekund. Nim rozpoczęto działania, skazańcy oddalili się już na dość sporą odległość. Pan Rahoza zerwał się, rażony trzaśnięty piorunem. -Gońcie ich!- rozkazał wskazując za uciekającą czerwoną plamką. Pięciu semenów wystrzeliło jak z procy, reszta otoczyła więźniów ścisłym kordonem i wycelowała lufy rusznic. Podstarości skoczył do ogłuszonych podwładnych. Trójka uciekinierów cwałowała ile sił w  kopytach. Brodacz spinał konia butami, trzymał lejce jedną ręką, w drugiej dzierżył płonącą pochodnię. -Wyrzuć to-krzyknął jeden z jego towarzyszy Brodacz tylko spojrzał na kompana, płomień odbił się w  jego oczach. Chwilę później wyrzucił po za ścież-

49


kę, świetlisty przedmiot. Najdalej jak tylko potrafił. Potem, dało się słyszeć kwik koni, bluzgi ścigających, którzy dali się wywieść w pole i wpadli na siebie nawzajem lawirując w  ciemności pomiędzy drzewami. Skazańcy uzyskali niewielką przewagę.

Konstantin Yegorovich Makovsky, Przemówienie Minina , 1896 r.

-Niech nikt nie waży się ruszać- warknął Rahoza spoglądając na otoczonych więźniów -Sprawdźcie, czy nie nikt inny nie ma jeszcze rozkutych łańcuchów-to powiedziawszy, pan Rahoza ruszył w pościg

Wikipedia.org

Rzeczpospolita, trakt wiodący do Propojska Pan Miechowicki i jego kawalkada sunęła prawie bezszelestnie w stronę najbliższego miasta. Noc była ciepła. Jedyne odgłosy towarzyszące podróżnym to wydawany w lesie szelest poruszanych przez lekki wietrzyk liści, niekiedy również sygnał puchacza. Słychać było uderzenie kopyt o ubitą ziemię oraz oddechy podróżnych. Nic dziwnego więc, że pan Miechowicki usłyszał nietypowy odgłos galopujących koni. Orszak pana Mikołaja wjechał na skrzyżowanie dróg. W półmroku nic nie mogli dostrzec, jedynie usłyszeć narastający tętent kopyt. Pachołkowie podjechali do przodu z pochodniami. W tym momencie, z ciemności wyłoniła się grupa trzech jeźdźców, która zdawała się nie zważać na światła pochodni. Trójka wpadła z impetem na pachołków. Konie zarżały. Zderzenie zwaliło jeźdźców z wierzchowców. -Jezu Chryste!- wołał pan Miechowicki-Cóż to!? Nie dostał odpowiedzi, a  jeno kolejnych jeźdźców, tym razem żołnierzy w  barwach Rzeczypospolitej, którzy zeskoczywszy z  wierzchowców rzucili się na sprawców wypadku. Ci zdawali się wyglądać na więźniów- w śmierdzących łachmanach. Żołnierze zeskoczyli z  koni i  dopadli trojkę obolałych uciekinierów. Przyłożyli im kilkakrotnie pięściami w brzuchy, nim powlekli ich za kołnierze na bok drogi. Chwilę później nadjechał odziany w  niebieski płaszcz jegomość. -Boże, ja te szumowiny na pal każe wbić!- zawołał, a następnie zsiadł z konia i podszedł do pana Miechowickiego. -Proszę o wybaczenie, waszmość, ci skazańcy uciekli z naszego konwoju. Waćpan pozwoli, że się przedstawię-rzekł ściskając dłoń panu Mikołajowi- Podstarości Rahoza -Mikołaj Miechowicki-odparł drugi-A  kim ze są ci skazańcy?- zapytał spoglądając, jak jeden semen wiąże i knebluje brodatego więźnia. -Jak to? Nie widać?- Przyszli carowie moskiewscy-

-zaśmiał się pan Rahoza Pan Miechowicki oniemiał. Podstarości podsunął mu genialny pomysł. -A dużo to tych więźniów macie? -Ze dwa tuziny będzie. -Gdzie reszta? Pilnowana przez resztę moich ludzi. Gdzieś na drodze, zaraz do nich wracamy. - A do czego wam są oni potrzebni?- pytał pan Miechowicki -Tego waszmości powiedzieć nie mogę. Jeno tyle, że do niczego ważnego. -Czy mógłbym rzucić okiem na waszą trzódkę? Pan Rahoza uśmiechnął się. -Rzecz jasna, ale nic po za czarnymi owcami waszmość tam nie dostrzeżesz. Po spętaniu uciekinierów i  opatrzeniu obitych zwierząt, pan Rahoza poprowadził Mikołaja do swojej karawany. Gdy dotarli na miejsce, powleczono trójkę więźniów do reszty skazańców. -Rad byłbym-mówił pan podstarości-Jeżeli mógłbym jakoś zapłacić za szkody. Jednocześnie chciałbym podziękować. Chcąc nie chcąc, powstrzymaliście tych łotrów przed ucieczką. Kto wie, co by robili na wolności. Mogę zaoferować jednego z koni. -Przyjmę chętnie, ale…- zamyślił się pan Miechowicki- Bardziej zależało by mi na jednym z  tych więźniów… -Chce pan dostać któregoś z tych ludzi?-zapytał zdziwiony Rahoza -A jakże, czy to możliwe? -Po dobrej cenie… wszystko jest możliwe -Jakże to tak? Przed chwilą chciał waść ofiarować mi konia. -Ale to koń, a nie człek! Choćby nie wiem, jak zły, skazaniec to wciąż człowiek. Ale ma swoją cenę. Miechowski był pewien, że to co powiedział Rahoza na temat skazańców, na pewno nie było szczere. - Czyżbyśmy w  kraju jakoby tureckim czy tatarskim mieszkali... Za jaką kwotę? -Niech będzie pięć złotych za to, że nabawił się waść kłopotów. -Ile?! -Nie zniżę oferty. Przystaje waszmość? - Zgoda-rzekł Miechowicki, lecz nie wyciągnął ręki do podstarościego-Sam wybiorę swojego więźnia-dodał Skazańcy stanęli w szeregu. W towarzystwie pana Rahozy, Mikołaj oglądał przy świetle pochodni, każdego kolejnego mężczyznę. Wielu było niskich, zawszonych, brodatych i  ze złowieszczym wyrazem twa-

51


Moskwa, 31 dzień maja 1606 roku, Plac Czerwony Szczątki nieprawego władcy przeleżały na podwórzu trzy dni. Były one dodatkowo uszkodzone, gdyż poprzedniego dnia podczas zgromadzenia na Placu wszyscy profanowali trupy pomordowanych cudzoziemców, które zalegały na ulicach Moskwy. No i nic dziwnego. Aby mieć za sobą całą aferę z  Łżedymitrem, postanowiono pozbyć się go raz na zawsze. Do jego genitaliów przywiązano sznur i tak pociągnięto go za mury Moskwy. Zakopano w grobie i pozostawiono go na pastwę robactwa. Następnego dnia pierwszego czerwca, ludność tłumnie zebrała się w Soborze Uspieńskim. Wasyl Szujski kroczył w kierunku tronu, odziany w złote, wysadzane klejnotami szaty. Głowę miał dumnie uniesioną w górę, kątem oka spoglądał na babuleńki błogosławiące nowego władcę. Gdy Wasyl podszedł do patriarchy, ukląkł przed duchownym. Obiecał sprawować rządy w sposób uczciwy. Po tym zasiadł na wysokim majestacie. Po jego lewej stronie zasiadali na uboczu jego braci i carowa Marfa- wdowa po Iwanie IV. Pop powoli i delikatnie osadził na głowie Wasyla czapkę Monomacha. Na znak pokory i wagi tej funkcji schylił głowę. Tłum zaczął wiwatować. Niech żyje car! Niech żyje po wsze czasy, Wasyl Szujski gosudara Wszechrusi…

Rzeczpospolita, po północy, trakt wiodący w stronę Siewierszczyzny Karawana pana Miechowickiego liczebniejsza o  nowego członka, resztkami sił zdawała się posuwać

52

w stronę wschodu. Dziwne to było posunięcie, przecie dopiero co z Moskwy powrócili. Straż zasypiała w siodłach, pachołkom ręce zdrętwiały od ciągłego trzymania w górze dogasających pochodni. Na czele orszaku jechał bardzo zadowolony pan Miechowicki, obok niego podążał zgarbiony uwolniony więzień. -Więc-zaczął Mikołaj-Jak ci na imię? Skazaniec spojrzał na swego wykupiciela, ale nie odpowiedział. -Chyba masz jakieś imię-zapytał lekko zaskoczony Mikołaj -Iwan-odparł tamten od niechcenia -Cóż, Iwanie- kontynuował-Zechcesz mi może opowiedzieć coś o sobie? Znów brak reakcji. -Posłuchaj mnie, jesteś mi chyba winien podziękowania, nie wiadomo jaki los cię czekał. Mógłbyś chociaż łaskawie opowiedzieć mi coś o swojej przeszłości? -Mój los mnie nie obchodził, a przeszłość nie ma dla mnie znaczenia. -„Dla mnie ma”- rzekł w myśli Mikołaj -Długo musiałeś siedzieć w tym więzieniu-ciągnął Miechowicki -Dawno straciłem rachubę czasu… -Za co cię zamknęli? -Przez takich jak ty-szlachciców. Tfu! -Takich, którzy wyciągają przestępców z więzienia? Odpowiedź Mikołaja zaskoczyła Iwana. Spojrzał na wybawiciela i uniósł brew. Chwilę milczał, lecz w końcu zaczął swą opowieść. -Byłem nauczycielem w Mohylewie. Mieszkałem u pewnego zamożnego szlachcica. Kształciłem jego dziecko-prywatnie, ma się rozumieć. Wcześniej mieszkałem w Rosji. Jego żona, zaczęła mnie uwodzić. Stroniłem od niej, aby nie narazić się memu dobroczyńcy, ale nakrył nas razem, kiedy kobieta rzuciła mi się w ramiona. Ta kobieta zrzuciła całą winę na mnie. Pryncypał wyrzucił mnie z domu, ale dalej uczyłem w szkole. Chcąc mnie się pozbyć, zemścić i poniżyć, szlachcic przekupił starostę, aby zamknął mnie pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Moskwy. Ot, cała historia. -Współczuję ci-powiedział Mikołaj-ale dosyć już o przeszłości, miałeś rację. Nie ma co jej rozpamiętywać. -Wasz dostojność-zawołał pachołek, wskazując na budynek z dala od głównej drogi. -Jak dobrze- odetchnął Mikołaj- Nareszcie gospoda! Nie wiem Iwanie, jaki był tamten szlachcic ale pokażę ci, jak piję prawdziwy Sarmata!

Trzecia po północy, gospoda na granicy Rzeczypospolitej i Moskwy -Dolej nam, panie, jeszcze trochę tego cudnego napoju-zawołał an Miechowicki unosząc kubek w proszącym geście. Oberżysta podszedł do stołu, przy którym siedział Mikołaj wraz z Iwanem i dolał do kufla złocistego trunku. Pan Miechowicki umoczył usta w  pianie, chwilę się delektował, po czym wypił jakoby na jeden haust całą zawartość. Iwan, choć początkowo ośmielony po rozmowie z  jego nowym panem znowu zamknął się w sobie. Poprzestał na jednym, ofiarowanym dla niego kielichu miodu. Inna sprawa, że pan Miechowicki więcej mu nie proponował. Szlachcic odstawił kubek z hukiem, ułożył nogi na blacie stołu. Czknął niespodziewanie i zakrył dłonią twarz. Gdy odetchnął, zwrócił się do Iwana. -Co zamierzasz robić dalej-spytał się patrząc mu w oczy Iwan chwilę nie odpowiadał, opary alkoholowe z ust Miechowickiego odurzyły go na krótki moment. -Co to za głupie pytanie. Należę do ciebie… -Faktycznie-Mikołaj złapał się za głowę- Zapomniałem ci powiedzieć.

Carl Venig, Ostatnie chwile Dymitra Samozwańca, 1879 r.

Wikipedia.org

rzy. Nie takiego szukał pan Miechowicki. Zaczął on już tracić nadzieję, albowiem obejrzał już dziesiątkę skazańców. Jedenastym z kolei kandydatem był dość wysoki mężczyzna o  brązowej, jak to zauważył przy niezbyt dobrym świetle pan Mikołaj, brodzie, długich niepoukładanych, przetłuszczonych włosach. Spoglądał z gniewną obojętnością. Był ni to złowieszczy ni szemrawy. Tajemniczy. -Biorę go-oznajmił Mikołaj Rahoza wyciągnął dłoń w  kierunku Mikołaja, który wyjął po chwili z  zanadrza mieszek. Rozwiązał go, wyciągnął i odliczył kwotę pięciu złotych i położył na dłoni podstarościego. -Rozkujcie go-rozkazał Rahoza semenom. Strażnicy wzięli klucze i uwolnili mu rękę. -Interesy z waszmością, to czysta przyjemność-odparł podstarości żegnając się z  Miechowickim uściskiem dłoni. -„Zobaczymy, kto będzie miał z tego większy zysk…”

-Co takiego? -Jesteś wolny-Miechowicki rozłożył ręce -Za dużo wypiłeś- skwitował to Iwan -Jak Boga kocham-rzekł szlachcic kładąc dłoń na piersi -Nie ma głupich!- odezwał się Iwan-Twierdzisz, że mogę opuścić to miejsce? -Aha -I nie będziesz mnie ścigał? -Aha -Waszmość sobie stroisz ze mnie żarty? Miechowicki zamilkł, zbierał myśli. -Jesteś wolny, możesz udać się, gdzie chcesz-powiedział powoli Iwan powstał z miejsca. -Ale za nim wyruszysz w swoją stronę- Miechowicki chwycił Iwana za ramię-mam do ciebie pytanie -Jakie? -Czy nie chcesz zostać carem Moskwy? -Słucham?- prychnął ironicznie Iwan-Kpisz sobie ze mnie? -Nie, ja wykupiłem ciebie tylko dlatego, że miałem


Następnego dnia o świcie, gospoda na granicy O brzasku cała grupa zebrała swoje rzeczy, zapłaciła gospodyni za nocleg i jadło, po czym wraz z nowym Samozwańcem ruszyła w kierunku Moskwy. Z samego rana, Miechowicki rozkazał, a raczej zasugerował carowi, iż jako przyszły władca kremlowy, powinien wyglądać i  pachnieć nieco lepiej od swych poddanych. Iwan zajął się kąpielą w bali, trwała ona dosyć długo, bo szacowny car Dymitr nie miał okazji myć się, od bardzo długiego czasu. Iwan umył swoje przetłuszczone włosy. Ściął i wyrównał brodę, ubrał czarny żupan z garderoby pana Mikołaja i narzucił na siebie brązową delię. Na głowę nałożył futrzaną czapkę z orlim piórkiem. Dostał od Miechowickiego szablę, którą przytroczył do pasa ze srebrną klamrą. Car Dymitr prezentował się dosyć okazale, co zauważyli kompani szlachcica twierdząc, że nie wiedzą kim ów jegomość jest. Zamiast tłumaczyć eskorcie, że o  jego więzień, od razu oznajmił wszystkim, że to ocalały car Dymitr. Z  takim przeświadczeniem, ruszyła karawana, nieco zdziwiona, w kierunku Rosji. -Dymitrze-odezwał się Miechowicki, starając się przyzwyczaić do tego stanu rzeczy-Skoro masz zostać carem, musimy poczynić zaciągi. Skąd zamierzasz zebrać swoje siły, a co ważniejsze: za co?

54

Wikipedia.org

nadzieję, iż pomożesz zemścić mi się na tych moskalskich psach -Poprzez zostanie carem? -Niekoniecznie-odparł Miechowicki-wystarczy, że ludzie uwierzą, że jesteś carem. Chce odpłacić się Rosjanom, za zabicie mojego Dymitra. Tak ciężko było go wynieść na ojcowski tron, a bojarzy usiekli go jak psa!- w  oczach Mikołaja pojawiły się łzy-Jakby tego było mało, Polaków wymordowali, ocalałych trzymają wciąż zamkniętych w  Moskwie i  innych grodach. A Szujski, obecny car wmówił wszystkim Moskalom, że to myśmy cara usiekli… -Sprawa to straszna. Zważ jednak na to, że ja też jestem Rosjaninem. -Dlatego możesz mieć więcej szansy, niż twój poprzednik. Czy zgodzisz się mi pomóc? Obiecuję zrobić wszystko, aby dopomóc ci w objęciu tronu Moskwy, jeżeli ty dopełnisz zemsty na Szujskich i reszcie spiskowców odpowiedzialnych za śmierć Dymitra. Miechowicki wyciągnął ku niemu rękę. Iwan siedział w milczeniu Rozmyślał nad tym, zmarszczki na czole dawały o tym znać. W końcu uniósł głowę i spojrzał Polakowi prosto w oczy i uścisnął dłoń Mikołaja -Od dziś, masz nazywać mnie carem Wszechrusi.

Wasyl IV, XVII w.

Dymitr spojrzał na niego ze zdziwieniem. -Czy ty właśnie mi chcesz powiedzieć, że ja sam mam zdobyć armie mającą sforsować mury Moskwy? -Rzecz jasna, że nie. Zastanawiam się jeno, czy nie masz pomysłu, skąd zgotować pierwszych wojów? Dymitr zamyślił się. -Zapytam inaczej: Wiesz dokąd powadził cię Rahoza? -Słyszałem od wartowników, że zabierają nas za granicę. -A nie wiesz, co zamierzali z tobą zrobić? -Prawdopodobnie chcieli nas zabić. -Może więc nie pozwolimy, aby pan podstarości marnował życia ludzkie i  amunicję bez potrzeby, skoro mogą się przydać dla bardziej szczytnego celu. Dymitr uśmiechnął się. -Więc do dzieła!

Siewierszczyzna, Carstwo Rosyjskie, wieś opodal granicy z Rzeczpospolitą Pan Rahoza podprowadził skazańców pod niewielką wioskę moskiewską. W  lesie na południe od osady, zatrzymał się na ostatni dla więźniów postój. -Złazić z  koni, ino chyżo!- zakomenderował jeden z semenów Skazańcy uczyli, co nakazał strażnik. -Wszyscy w szeregu zbiórka!- rozkazał Więźniowie posłusznie wykonali rozkaz. Rahoza zsiadł z konia i podszedł do komendanta semenów. -Dobrze, teraz możecie ich zabić

Wąsaty żołnierz dał znak ręką, po czym pozostali jeźdźcy zeskoczyli z koni. Ustawili się w szeregu naprzeciwko skazańców. -Gotuj broń!- rozkazał komendant Skazańcy z  przestrachem patrzyli, jak semeni wbiją forkiety w miękką ziemię. Jak spierają o nie karabinki i celują, jak żarzą się lonty arkebuzów. Komendant uniósł szablę. Czekali tylko na jego rozkaz. Rahoza wsparł się o drzewo i ugryzł jabłko. Skinął na komendanta, który już miał opuścić broń, gdy nagle usłyszano huk. Wszyscy obejrzeli się w  stronę semena. Spojrzał na swój tułów, dojrzał strużkę krwi, a chwilę później ciało bezwładnie opadło na ściółkę. Zza trupa wyjechała grupka jeźdźców. Pięciu petyhorców uzbrojonych w  łuki i  rohatyny wpadło w  szereg żołnierzy. Dwaj inni jeźdźcy uzbrojeni w pistolety okrążyli pana Rahozę. Widząc nadarzającą się okazję skuci ze sobą więźniowie natarli na przewróconych żołnierzy. Zaczęli okładać semenów pięściami. Chwilę potem, ludzie Rahozy poddali się przybyłym. Petyhorcy czym prędzej zebrali oręż pokonanych wartowników, aby nie zrobili tego skazańcy. Cała grupa senemów z podstarościm na czele została okrążona przez jeźdźców. Wtem pojawili się organizatorzy całej awantury- pan Miechowicki i tajemniczy jegomość odziany w ciemne szaty. -Zdrajcy!- zawołał Rahoza, gdy spostrzegł Mikołaja-Bodaj was diabeł w  swych czeluściach zamknął! Zdrajcy Rzeczypospolitej! -Milcz, panie Rahozo- rzekł władczym tonem Miechowicki-Zdrajcą i  to Bożym jesteś tu ty, skoro bezbronnych ludzi chcesz wywieść i zabić w głuszy. -To bydło-warknął Rahoza-nie mająca żadnej wartości hołota! -Jeszcze niedawno twierdziłeś co innego…-odparł Miechowicki- Dla obecnego tu cara, mają wartość nie lada dużą. -Co?- zawołał zdenerwowany i rozbawiony tą wypowiedzią podstarości-Car moskiewski? Zwiariowałeś? Iwan wyjechał naprzeciw Rahozie. -Jam jest car Dymitr Iwanowicz! Prawowity car Wszechrusi. Rahoza roześmiał się. Niemal zakrztusił się z  rozbawienia. -TO COŚ?- zawołał-Niby jest następcą Rurykowiczów? -Bacz na słowa- warknął Samozwaniec-albo każę cię wbić na pal! -Z  tego, co mi wiadomo, tamten Dymitr okazywał wrogom łaskę. Dlatego go usieczono. To na pewno jest kolejny uzurpator, nikt więcej. -Miechowicki- mruknął Dymitr

-Tak, wasza carska mość? -Każcie wystrugać pal dla tego Lacha-tu zwrócił się do podstarościego- W  takim razie byłoby dla ciebie lepiej, gdybym był tamtym Dymitrem- warknął Samozwaniec, odwracając się w stronę więźniów. Na szczęście, nikt ze skazańców go nie poznał. -Drodzy Polacy, Litwini, Rosjanie, Rusini i wszyscy, co stoją tu przede mną- zaczął Dymitr- Zawdzięczacie mi życie. Wierzcie mi bądź nie, ale jestem carem Moskwy. Pomóżcie mi objąć należny mi tron, a nie ominie was nagroda. Czy zgadzacie się ruszyć ze mną, na podbój Rzymu Wschodu? Więźniowie ochoczo przystali na jego propozycję, choć zapewne nie z  powodu tej mało wiarygodnej odezwy. Jedynie brodacz, który niedawno zagroził Iwanowi, nie zgłosił się do wyprawy. -A ty?- wrócił się do niego Dymitr -Nie będę bił się za sprawę Samozwańca, który i tak skończy w grobie. To mi uwłacza. -Wiedz, że i tak wszyscy umrzemy. Co ty możesz jednak możesz wiedzieć o obrazie, skoro ja, car Dymitr, proszę prostych ludzi o pomoc. -Łżedymitr, nie car! -Dosyć tego. Dla ciebie też znajdzie się pal. Każdy skazaniec, który przyjął propozycję Samozwańca, otrzymał ekwipunek i  strój semena. Strażników Rahozy puszczono wolno. Tych, którzy się zgodzili iść z Dymitrem, wzięto pod zaciąg. Tak więc liczba zwolenników Dymitra wzrosła do dwudziestu członków. Mało to na Szujskiego, lecz był to dopiero prolog całej wyprawy. Orszak cara ruszył w kierunku pobliskiej wsi by ukazać majestat ocalałego Rurykowicza. Pozostawili za sobą Rzeczpospolitą, a także dwa drgające, krwawiące ciała pierwszych z wielu przeciwników i wrogów Dymitra.

55


,,

koniec koncow SHIREOWO Łukasz Górka

Koniec końców doczekaliśmy premiery „Hobbita”! Zapewne w tym momencie zaczęli się Państwo zastanawiać, jaki wspólny mianownik mógł połączyć ekranizację książki Tolkiena z tematyką naszego kwartalnika, więc już wyjaśniam - jak zasugerował tygodnik „W Sieci” (4/2012) — DZIELNI POLACY TO HOBBICI EUROPY! Doskonale pamiętam, jak w 2001 roku oglądając początek pierwszej części „Władcy Pierścieni”, a dokładnie scenę przyjazdu Gandalfa do Shire oczyma wyobraźni ujrzałem scenę z początku „Pana Tadeusza” Andrzeja Wajdy, który swoją premierę miał zaledwie dwa lata wcześniej. Scenę jakże podobną, w której Tadeusz na wzór Gandalfa przyjeżdża powozem do Soplicowa. Choć uwzględniając chronologię powstania obu filmów należy raczej powiedzieć, że to Czarodziej na wzór młodego Tadeusza zajechał do Shire. Obie sceny w podobny sposób ukazały sielskość domostwa oraz nostalgię towarzyszącą powrotowi do rodzinnego domu/domu starego przyjaciela. Analogia ta faktycznie w jakiś magiczny sposób złączyła wtedy mój ukochany świat Śródziemia, który, jak mawiał Tolkien, w swoim zamyśle miał stanowić swoistą mitologię dla Jego rodaków z drugim ukochanym światem – Rzeczpospolitą szlachecką, której obraz w swoim poemacie zachował na wieki

56

wieków Adam Mickiewicz. Autorzy wspomnianego bloku tekstów 4 numeru pisma „W Sieci” pisząc o „dzielnych Polakach” mieli oczywiście na myśli Sarmatów, a przyrównując ich do Hobbitów rozwinęli tylko moje wcześniejsze intuicyjne przemyślenia. Czy słusznie? Według Grzegorza Górnego opis dawnej Rzeczypospolitej, zachowany w opowieściach szlacheckich, przypomina tolkienowskie Shire. Oba światy to wiejskie krainy położone wśród malowniczych pól. Autor sugeruje, że mieszkańcy obu tych światów nie wykazują większego zainteresowania tym, co dzieje się poza granicami ich krajów, pochłonięci życiem rodzinnym, domowym i prywatnym. Wśród Hobbitów, jak wśród Sarmatów, dominuje kultura biesiady i gawędy. Również ustrój Shire ma przypominać dawną Rzeczpospolitą – tolkienowska republika „dworków” również oparta jest na decentralizacji struktur państwowych, a Wolny Jarmark na którym wybierano burmistrza miasta to odpowiednik naszej wolnej elekcji. Hobbici mają być podobni do Sarmatów również w sensie pojmowania wolności, także ceniąc ją ponad wszystko. Kolejne nasuwające się u Górnego analogie to zwyciężanie zła dobrem i odwoływanie się do jasnych mocy duchowych. Nietrafnym porównaniem w tekście wydaje się być tylko sugestia braku pragnienia podbojów, tak u Hobbitów (to prawda) jak i Sarmatów, brak instynktu zdobywców dla obu nacji oraz brak ducha imperium (!). Niestety na dłuższą metę wydaje mi się bezcelowym

porównywanie Hobbitów do nas czy raczej nas, Polaków do nich. Nie podlega wszak wątpliwości, na kim wzorował się Tolkien tworząc tę nację – i nie byliśmy to my. Na miejscu autorów pokusiłbym się raczej o szukanie kluczy łączących Rohirrimów z Polakami. To ich szarża pod murami Minas Tirith zdecydowanie bardziej kojarzy się z polskim duchem, naszą walecznością i zwycięstwami husarii nad liczniejszymi wojskami wrogów. (Ale czy sam Tolkien bodaj nie wspominał, że Rohirrimowie są wzorowani na Germanach z czasów wędrówek ludów?). Hmm, a może Sarmaci to drużyna Krasnoludów na biesiadzie u Bilba? Długo można by się bawić w porównania, tylko po co? Lepiej w tym czasie wybrać się na sam film, wszak jest czym ucieszyć oko. A dla naszej sarmackiej braci po kiepskiej wizualnie „Bitwie pod Wiedniem” będzie to prawdziwa uczta! Tylko proszę uważać, ponieważ krytycy, dla których efekty specjalne w filmie Renzo Martinelliego były bardzo słabe, widoki zbyt rozmyte czy zamglone jednogłośnie orzekli, że Hobbit pod względem tychże efektów jest zbyt... realistyczny i wyraźny. Naprawdę! A jak już wrócimy z kina, to miast zabawy „żądełkiem” szable w dłoń i do roboty!

Redakcja Kwartalnika Sarmackiego zaprasza do lektury jedynego czasopisma poświęconego kulturze sarmackiej. Znajdziesz u nas artykuły dotyczące: - historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów w XVI-XVIII w.; - kultury sarmackiej i wizji sarmackości w sztuce późniejszych epok; - współczesnego funkcjonowania idei sarmackiej; - publicystykę polityczno-społecznej inspirowana ideami I RP; - recenzje książek, filmów i gier; - opowiadania współczesnych autorów.

Więcej informacji na:

www.facebook.com/kwartalniksarmacki oraz na

www.sarmacki.mixxt.com



Kwartalnik Sarmacki 1(3)/2013