Kurier Plus - e-wydanie 16 października 2021

Page 1

P L U S

P O L I S H NUMER 1414 (1714)

W E E K L Y

ROK ZA£O¯ENIA 1987

M A G A Z I N E

TYGODNIK 16 PAÌDZIERNIKA 2021

PE£NE WYDANIE KURIERA W INTERNECIE: WWW.KURIERPLUS.COM

í Czy zatrudniæ prawnika po wypadku... – str. 5 í Konstytucja RP ponad prawem unijnym – str. 6 í Miami - amerykañska Casablanca – str. 8 í Stanis³aw Jordanowski niepodleg³oœciowiec... – str. 12 í Equilibrium, czyli dlaczego Francuzki nie tyj¹ – str. 13 í Pocz¹tek – str. 19 FOT. MAGDALENA AUGUSTYN

ER KURI

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

Tomasz Bagnowski

Radyka³ na prezydenta? Kontrowersyjny publicysta trzêsie francusk¹ polityk¹. Eric Zemmour, który jest kimœ w rodzaju skrzy¿owania Janusza Korwin-Mikkego z Donaldem Trumpem, znany by³ dot¹d g³ównie z poczytnych ksi¹¿ek i programów publicystycznych. Ten 63-letni Francuz, urodzony w rodzinie ¯ydów berberyjskich pochodz¹cych z Algierii, od lat wieszczy upadek Republiki Francuskiej i szerzej katastrofê zachodniej cywilizacji, oddaj¹cej wed³ug niego pola imigrantom i niepotrafi¹cej przeciwstawiæ siê naporowi islamu. Jego radykalne pogl¹dy i umiejêtnoœci medialne, trochê podobnie jak kiedyœ Trumpowi w USA, zapewni³y mu sta³e miejsce we francuskiej telewizji i rozpoznawalnoœæ. Popularnoœæ tê wzmocni³y jeszcze wytaczane mu czêsto procesy s¹dowe o sianie nienawiœci rasowej i religijnej. Czêœci z nich Zemmour zreszt¹ przegra³ jak na przyk³ad proces w 2011 roku, w którym odpowiada³ za stwierdzenie, ¿e handlarze narkotyków to przede wszystkim „czarni i Arabowie”, albo inny za oœwiadczenie, ¿e pracodawcy maj¹ pe³ne prawo odmawiaæ zatrudnienia Murzynom i Arabom. Najnowsza ksi¹¿ka Zemmoura pt. „La France n'a pas dit son dernier mot“ (Francja nie powiedzia³a jeszcze ostatniego s³owa) to kolejny bestseller. Publicysta obje¿d¿a w³aœnie kraj rozdaj¹c autografy i spotykaj¹c siê

z t³umami wielbicieli. Ca³a Francja natomiast zastanawia siê, czy jest to tylko sprytne promocyjne tournee czy te¿ mo¿e zawoalowana kampania wyborcza. O tym, ¿e Zemmour ma polityczne ambicje wiadomo od dawna. Publicysta nigdy jednak nie startowa³ w ¿adnych wyborach i nie pe³ni³ ¿adnej funkcji publicznej, czyli dok³adnie tak jak Trump przed zdobyciem prezydentury. Sonda¿e s¹ dla niego bardzo korzystne. Najnowszy, z pocz¹tku paŸdziernika, przewiduje, ¿e w razie udzia³u w wyborach prezydenckich, które odbêd¹ siê w kwietniu przysz³ego roku, Zemmour móg³by liczyæ na przejœcie do drugiej tury i walkê o najwy¿sze stanowisko w pañstwie z Emmanuelem Makronem. Dla wielu Francuzów to szok. Nie tylko dla tych, którzy na politykê patrz¹ z punktu widzenia zwyk³ego wyborcy, ale równie¿ dla starych politycznych wyjadaczy. W szoku s¹ przede wszystkim doradcy prawicowej liderki Marine Le Pen, która we wspomnianym sonda¿u zanotowa³a gorszy wynik ni¿ Zemmour. Jeœli przeanalizuje siê przep³yw g³osów na francuskiej prawicy, widaæ wyraŸnie, ¿e Le Pen gwa³townie traci na rzecz Zemmoura, który stwarza nowe nadzieje i jest od niej zdecydowanie bardziej radykalny. í6

l Kwiatowa wystawa Fleurs de Villes: ROSÉ w Hudson Yards na Manhattanie

Jako konsumenci mamy wybór

Katarzyna Nowak

Magdalena Kasprzyk-Chevriaux: prawniczka, publicystka i pisarka kulinarna. Wspó³autorka ksi¹¿ki pt. „Kap³ony i szcze¿uje. Opowieœæ o zapomnianej kuchni polskiej”, wydanej w 2018 roku. Jej najnowsza ksi¹¿ka, wydana nak³adem Wydawnictwa Czarne, która w³aœnie siê ukaza³a, nosi tytu³ „Sztukamiês ze szlachtuza. Nieopowiedziana historia miêsa”. Sk¹d u ciebie prawniczki i publicystki, zainteresowanie kuchni¹? Bakcyla kulinarno – historycznego wynios³am z domu. Jako piêtnastolatka polecia³am do Chicago. To by³ grudzieñ 1989 r. Wyjazd obfitowa³ w egzotyczne przygody kulinarne. Potem, jako nieco starsza dziewczyna, zaczê³am sporo podró¿owaæ i z podró¿y zawsze przywozi³am jedzenie. Zwyk³e zainteresowanie zaczê³o przeradzaæ siê w pasjê, gdy ju¿ jako prawnik zamieszka³am w Strasbourgu. Splot nieprzewidzianych okolicznoœci pokierowa³ mn¹ tak, ¿e w koñcu kuchnia sta³a siê moim drugim zawodem. W Pary¿u na targach ksi¹¿ki pozna³am wybitnego specjalistê od historii jedzenia – profesora Jaros³awa Dumanowskiego, z którym z czasem siê zaprzyjaŸni³am i z którym wyda³am „Kap³ony”.

l Magdalena Kasprzyk-Chevriaux – Odkrywanie naszej historii kulinarnej jest bardzo ciekawe.

Lubisz kuchniê polsk¹, szczególnie dawn¹. Co jest w niej dla ciebie fascynuj¹cego? W kulturze kulinarnej ka¿dej nacji s¹ ukryte prawdziwe skarby. Tak¿e i w naszej. Czytanie starych dzie³

uœwiadamia, jak wiele straciliœmy nie tylko w kontekœcie bioró¿norodnoœci ale tak¿e kultury ¿ywieniowej. Jestem zdania, ¿e epoka peerelu, która na piedesta³ wynios³a sk¹din¹d smaczny kotlet schabowy i potrawy m¹czne, w perspektywie kulturowej raczej nie przynios³a nam wiele dobrego. Na dodatek sam¹ historiê jedzenia – o ile siê ni¹ w ogóle zajmowano – sprowadzono do rubasznych historyjek albo opowieœci, jak du¿o czegoœ jedzono. Takie podejœcie zaczê³o siê zmieniaæ dopiero niedawno. Wydaje mi siê, ¿e i szefowie kuchni, i konsumenci czuj¹, ¿e odkrywanie naszej historii kulinarnej jest bardzo ciekawe i nie tylko z powodów sentymentalnych ma sens. Mówienie o dawnej kuchni zahacza tak¿e o tak wa¿ne kwestie jak dietetyka, ochrona przyrody, bioró¿norodnoœæ, utrata zasobów i wiele innych. W ka¿dej epoce fascynuje mnie coœ innego. Przyk³adowo w baroku bogactwo przypraw korzennych, kontrasty smakowe i wyniesienie na piedesta³ kap³ona, czyli kastrowanego koguta. í9


2

KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

3

Zaproszenie na Ignacy Paderewski Tribute Gala F

undacja Kultury i Sztuki oraz Fundacja Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce ma przyjemnoœæ zaprosiæ na wydarzenie organizowane dla upamiêtnienia przypadaj¹cej w tym roku 80. rocznicy œmierci Wielkiego Polaka, Ignacego Jana Paderewskiego. Gala koncertowa IGNACY PADEREWSKI TRIBUTE GALA, odbêdzie siê 21 paŸdziernika 2021 o godz. 19:30 w Town Hall, zabytkowym teatrze na œrodkowym Manhattanie. Osoby zainteresowane wziêciem udzia³u w Gali prosimy o nadsy³anie zg³oszeñ do 15 paŸdziernika na email: admin@pava-swap.org Zg³oszenie powinno zawieraæ imiê i nazwisko osoby oraz iloœæ osób towarzysz¹cych. * Ignacy Paderewski (1860-1941) by³ nie tylko obywatelem œwiata, mê¿em stanu, dyplomat¹, wirtuozem, kompozytorem, orêdownikiem niepodleg³ej Polski, filantropem ale przede wszystkim wielkim patriot¹. Zawsze by³ na pierwszej linii, aby odpowiedzieæ na potrzeby Polski. Podczas Pierwszej Wojny Œwiatowej dzia³a³ w obronie praw narodu polskiego do niepodleg³oœci, wyg³osi³ 340 przemówieñ i da³ wiele koncertów charytatywnych. „Mi³ujê mój kraj i pragn¹³bym go widzieæ szczêœliwym” mówi³. Nawet w ostatnich latach ¿ycia pomimo ciê¿kiej choroby i sêdziwego wieku nadal anga¿owa³ siê w sprawy Polski. Zbiera³ pieni¹dze, pisa³ apele, memoria³y do polityków, przemawia³ na wiecach. Udaj¹c siê w ostatni¹ podró¿ do Ameryki powiedzia³: „Poœwiêci³em ca³e moje ¿ycie OjczyŸnie mojej. S³u¿y³em jej z ca³ego serca i ze wszystkich si³. Wezwa³a mnie teraz, bym Jej s³u¿y³. W tych okolicznoœciach nic siê nie liczy, ani wiek, ani stan zdrowia, ani ryzyko d³ugiej i uci¹¿liwej podró¿y”. Ignacy Jan Paderewski zmar³ 29 czerwca 1941 roku w nowojorskim hotelu Buckingham na Manhattanie, dzisiejszy The Quin Central Park by Hilton Club.

* Uczestnicz¹c w Gali mo¿na nie tylko upamiêtniæ postaæ Wielkiego Polaka ale równie¿ skorzystaæ z niepowtarzalnej okazji wys³uchania s³ynnych utworów polskich kompozytorów. Odkryæ urok walców, preludiów, polonezów i nokturnów Fryderyka Chopina, wys³uchaæ Poloneza Koncertowego H. Wieniawskiego, Legendy, Menueta, Nokturnu, Krakowiaka Fantastycznego I. Paderewskiego. Gwiazd¹ wieczoru bêdzie MaryAnn McCormick solistka Metropolitan Opera, która na scenie Metropolitan Opera ma na swoim koncie ponad 140 spektakli. W sezonie 2015 wyst¹pi³a w Metropolitan Opera w roli Giovanny w Ernani Verdiego z Placido Domingo w roli Carlo. W koncercie udzia³ wezm¹ znakomici artyœci, laureaci wielu presti¿owych konkursów muzycznych, miêdzy innymi laureat Miêdzynarodowego Konkursu Pianistycznego im F. Chopina w Warszawie Aleksander Kobrin, laureat Miêdzynarodowego Konkursu im. H. Wieniawskiego w Poznaniu i X Miêdzynarodowego Konkursu Skrzypcowego w Indianapolis Richard Lin oraz Magdalena Stern – Baczewska, Kenneth Merrill, Takeshi Nagayasu, Kyoung Im Kim. Koncert odbêdzie siê pod patronatem Instytutu Dziedzictwa Myœli Narodowej, Kongresu Polonii Amerykañskiej w Waszyngtonie, Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku, Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku, we wspó³pracy z Polish American Congress Charitable Foundation, Taube Philanthropies, Polsko-S³owiañsk¹ Federaln¹ Uni¹ Kredytow¹, Fundacj¹ Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce SWAP, Instytutem Pi³sudskiego w Ameryce, Lowell International Foods, Polish Cultural Foundation Clark w NJ, Central¹ Polskich Szkó³ Dokszta³caj¹cych w Ameryce, Festiwalem Ignacego Paderewskiego w Raleigh, Polish Cultural Foundation (PCF) w Bostonie, Polish Heritage Society w Filadelfii, Nowodworski Foundation, Society of Polish American Travel Agents.

PR

IGNACY PADEREWSKI Tribute Gala 21 PAÌDZIERNIKA 2021 GODZ. 19:30 TOWN HALL 123 W 43RD STREET, MANHATTAN, NYC

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

KURIER P L U S

P O L I S H

W E E K L Y

M A G A Z I N E

redaktor naczelny

Zofia Doktorowicz-K³opotowska ki

sta³a wspó³praca

Maria Bielski, Andrzej Józef D¹browski, Ma³gorzata Ka³u¿a, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Jolanta Szczepkowska, Katarzyna Zió³kowska

fotografia

Kurier Plus, Inc. Adres: 145 Java Street

wydawcy

Tel: (718) 389-3018 (718) 389-0134 E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Zosia ¯eleska-Bobrowski John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Brooklyn, NY 11222

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

4

www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Ks. Ryszard Koper

Czy karma wraca? A Jezus przywo³a³ ich do siebie i rzek³ do nich: „Wiecie, ¿e ci, którzy uchodz¹ z w³adców narodów, uciskaj¹ je, a ich wielcy daj¹ im odczuæ sw¹ w³adzê. Nie tak bêdzie miêdzy wami. Lecz kto by miêdzy wami chcia³ siê staæ wielkim, nich bêdzie s³ug¹ waszym. A kto by chcia³ byæ pierwszym miêdzy wami, nich bêdzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Cz³owieczy nie przyszed³, aby Mu s³u¿ono, lecz ¿eby s³u¿yæ i daæ swoje ¿ycie na okup za wielu”. MK 10, 42-45

N

a ulicach Nowego Jorku nie raz mo¿na us³yszeæ monotonn¹ mantrê Hare Kryszna. Wed³ug wyznawców hinduizmu imiona Kryszna i Rama odnosz¹ siê do samego Boga. Monotonna wibracja mantry ma przekraczaæ ni¿sze stany œwiadomoœci i ma przybli¿aæ nas do samego Boga. Powtarzanie mantry nie wymaga specjalnego skupienia czy medytacji, mo¿emy j¹ recytowaæ w ka¿dej sytuacji ¿ycia codziennego, niekoniecznie w miejscach kultu. Wyznawcy hinduizmu wierz¹, ¿e powtarzanie s³ów mantry g³oœno, w œpiewie, cicho lub w myœli, wznosi nasz umys³ na wy¿szy poziom œwiadomoœci, ponad œwiat materialny, bli¿ej Boga. Do systemu wartoœci tej religii nale¿y tak¿e pojêcie karma. Wielu chrzeœcijan przez swoj¹ wiarê w karmê odwraca siê od w³asnych wartoœci i nieœwiadomie staje siê po czêœci wyznawcami hinduizmu. Wyznanie tej „religii“ przez trochê pogubionych chrzeœcijan przybiera formê powiedzenia: „karma wraca”. To znaczy, ¿e otrzymujesz, to co sam dajesz innym. Kiedy wiêc starasz siê postêpowaæ uczciwie, istnieje du¿e prawdopodobieñstwo, ¿e tego samego doœwiadczysz od innych. Jeœli dobrze postêpujesz, to dobro wróci do ciebie. Jeœli jesteœ dobr¹ osob¹, mo¿esz liczyæ na wiele pozytywnych doœwiadczeñ. Jeœli zaœ Ÿle traktujesz innych, to doœwiadczysz z ich strony tego samego. Karma nie zawsze wywo³uje skutki bezpoœrednio po okreœlonych dzia³aniach cz³owieka. Czasami trzeba d³ugo czekaæ na konsekwencje naszego postepowania. Ca³y system jest niezawodny i nieuchronny. Konsekwencje bycia „dobrym cz³owiekiem” ju¿ tutaj na ziemi daj¹ przedsmak zbawienia w wiecznoœci.

C

zy chrzeœcijanin mo¿e wierzyæ w tak pojmowan¹ karmê? Oczywiœcie nasze postêpowanie ma swoje konsekwencje. Na przyk³ad, je¿eli ktoœ bêdzie krad³, trudni³ siê rozbojem, to jest bardzo prawdopodobne, ¿e wczeœniej, czy póŸniej znajdzie siê za kratkami. Ale nie ma tu koniecznoœci odwo³ywania siê do nieuchronnych zasad religijnych, chocia¿ czasami Bóg dopuszcza odp³atê za nasze z³e postêpowanie, aby daæ nam szansê nawrócenia, przemiany ¿ycia. W Ewangelii £ukasza Jezus poucza „Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg.” Nastêpnie mówi o koniecznoœci zachowywa-

nia Jego przykazañ, co wymaga nieraz samozaparcia. Jezus wzywa do heroicznej mi³oœci bliŸniego i naœladowania Go: „Jeœli kto chce pójœæ za Mn¹, niech siê zaprze samego siebie, niech weŸmie krzy¿ swój i niech Mnie naœladuje!”. Nie ma tu mowy o dobrych uczynkach, które zostan¹ odp³acone tu na ziemi i zapewni¹ nam zbawienie w wiecznoœci. S¹ one potrzebne, ale nasze zbawienie odnajdujemy w krzy¿u Chrystusa. Gdybyœmy rzeczywiœcie mieli byæ zbawieni na skutek naszych w³asnych wysi³ków, to cierpienie i œmieræ Jezusa na krzy¿u by³oby niepotrzebnym tragicznym wydarzeniem. Poprzez ³aski p³yn¹ce z krzy¿a, poprzez Bo¿e Mi³osierdzie, nasz los jest czymœ wiêcej ni¿ œlep¹ konsekwencj¹ naszych ziemskich spraw. Nim dopadnie nas konse- Ukrzy¿owanie (Cappella del Arena) – Giotto kwencja karmy, mo¿e nas ogarn¹æ Bo¿e Mi³osierdzie, jeœli pe³ni ry mia³ byæ namaszczony Duchem Œwiêskruchy i ¿alu otworzymy siê na nie. tym. Moc¹ tego Ducha Jezus uwalnia³ luW systemie wartoœci chrzeœcijañskich kar- dzi z niewoli szatana, odpuszcza³ grzechy, ma jest czymœ obcym. Jeœli jest jakaœ przywraca³ wzrok i s³uch, g³osi³ Ewangeziemska odp³ata za z³e postêpowanie to liê ubogim. W ten sposób s³u¿y³ ludziom. jest ona w rêkach Bo¿ego Mi³osierdzia, Do tej s³u¿by wzywa swoich uczniów, szczególnie przez znak obmycia nóg apoa nie hinduskiej karmy. sto³om w Wielki Czwartek: „Je¿eli wiêc rorok Izajasz, zwany pi¹tym Ewan- Ja, Pan i Nauczyciel, umy³em wam nogi, gelist¹, w pierwszym czytaniu pisze to i wyœcie powinni sobie nawzajem umyo cierpi¹cym S³udze Jahwe: „Spodoba³o waæ nogi. Da³em wam bowiem przyk³ad, siê Panu zmia¿d¿yæ swojego S³ugê cier- abyœcie i wy tak czynili, jak Ja wam uczypieniem. Jeœli On wyda swe ¿ycie na ofia- ni³em”. Jest to znak Bo¿ej mi³oœci. rê za grzechy, ujrzy potomstwo, dni swe ie ma prawdziwej mi³oœci bez s³u¿przed³u¿y, a wola Pañska spe³ni siê przez Niego. Po udrêkach swej duszy ujrzy by: „Bo i Syn Cz³owieczy nie przyszed³, œwiat³o i nim siê nasyci. Sprawiedliwy aby Mu s³u¿ono, lecz ¿eby s³u¿yæ i daæ mój S³uga usprawiedliwi wielu, ich nie- swoje ¿ycie na okup za wielu”. Z wzajemprawoœci On sam dŸwigaæ bêdzie”. Po- nej s³u¿by spontanicznie rodzi siê wdziêczwy¿sze proroctwo czytane jest podczas li- noœæ, radoœæ i szacunek, które prowadz¹ turgii Wielkiego Pi¹tku. Proroctwo Izaja- do mi³oœci i s¹ imionami mi³oœci. Uzdrosza w mêce i œmierci Jezusa Chrystusa wy- wienie relacji miêdzy pojedynczymi osope³ni³o siê dos³ownie. Wtedy Jezus Chry- bami prowadzi do uzdrowienia relacji stus ofiarowa³ swe ¿ycie Bogu Ojcu na miêdzy ludzkimi wspólnotami i grupami. odkupienie grzeszników. Za cenê swej W postawie s³u¿ebnej nasza prawdziwa Krwi naby³ Koœció³, do którego powo³a³ wielkoœæ: „Lecz kto by miêdzy wami wszystkie narody. Chrzest Jezusa w Jor- chcia³ siê staæ wielkim, nich bêdzie s³ug¹ danie wyraŸnie wskazuje na spe³nienie waszym”. Gdy tego zabraknie wtedy poproroctwa Izajasza o „S³udze Jahwe”, któ- jawia siê roz³am. Doœwiadczyli tego

P

N

uczniowie Jezusa, gdy siê pok³ócili o miejsce przy tronie Jezusa, który wyobra¿ali sobie bardzo po ludzku. Jakub i Jan, synowie Zebedeusza, podeszli do Jezusa i prosili: „Daj nam, ¿ebyœmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Jezus im odpowiedzia³: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy mo¿ecie piæ kielich, który Ja mam piæ, albo przyj¹æ chrzest, którym Ja mam byæ ochrzczony?”. A tym kielichem nie by³y ludzkie zaszczyty, ale udzia³ w cierpieniach i œmierci Jezusa i zdobywanie wielkoœci na drodze s³u¿ebnej mi³oœci. Dla ilustracji tej prawdy przytoczê opowieœæ o d³oni, któr¹ wyznajemy nasz¹ wiarê, kreœl¹c znak krzy¿a. Dlaczego kciuk jest oddzielony od pozosta³ych palców? Ojciec piêciorga dzieci, przeczuwaj¹c zbli¿aj¹c siê œmieræ sporz¹dzi³ testament, w którym powierzy³ najstarszemu synowi ca³y swój maj¹tek, zobowi¹zuj¹c go do opieki nad m³odszym rodzeñstwem. Jednak najstarszy syn opanowany rz¹dz¹ posiadania, przyw³aszczy³ sobie maj¹tek nale¿¹cy do rodzeñstwa i zamiast mi³oœci i s³u¿by zacz¹³ bezwzglêdnie rz¹dziæ swoim rodzeñstwem. Rodzeñstwo zjednoczy³o siê i zbuntowane odsunê³o siê od najstarszego brata. Osamotniony zosta³ ze swoim bogactwem. Jednak to bogactwo nie dawa³o mu szczêœcia. Potajemnie zazdroœci³ swojemu rodzeñstwu, które ubo¿sze materialnie mia³o to co najwa¿niejsze - wzajemn¹ mi³oœæ i jednoœæ. Tak dzieje siê prawie zawsze, gdy nasze ¿ycie zdominuje pragnienie samolubnego wywy¿szenia zamiast s³u¿ebnej mi³oœci, która czyni nas wielkimi w oczach innych ludzi, a przede wszystkim w oczach Boga. Warto o tym pamiêtaæ, gdy spogl¹damy na nasz¹ d³oñ i kreœlimy znak krzy¿a, w którym Chrystus najpe³niej okaza³ wywy¿szenie przez s³u¿ebn¹ mi³oœæ. m

Zapraszamy na stronê Autora: www.ryszardkoper.com.pl


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

5

Czy zatrudniæ prawnika po wypadku samochodowym? W

a¿ne, aby nawet w przypadku drobnego wypadku samochodowego, zatrudniæ doœwiadczonego prawnika. Bez wzglêdu na to, jak ciê¿ki wydaje siê wypadek, twoje obra¿enia mog¹ okazaæ siê powa¿ne. Zdarza siê, ¿e urazy ujawniaj¹ siê, kiedy opadnie ju¿ poziom adrenaliny i próbujesz powróciæ do swojego codziennego ¿ycia. Czêsto coœ, co wydaje siê byæ ma³ym guzem, siniakiem lub naci¹gniêciem miêœnia, okazuje siê czymœ znacznie powa¿niejszym. W takich sytuacjach wa¿ne jest, aby chroniæ swoje prawa. Nale¿y pamiêtaæ, ¿e jako klient i ofiara wypadku samochodowego, to ty kontrolujesz sytuacjê. Jest to szczególnie wa¿ne przy wyborze prawnika. W kancelarii The Platta Law Firm nie pobieramy honorarium, chyba ¿e i a¿ do momentu, gdy uzyskasz ugodê lub wyrok w swojej sprawie. Co to oznacza? Oznacza to, ¿e zawsze ''warto'' zatrudniæ prawnika. Niezale¿nie od tego, jak powa¿ny jest wypadek, rozmawiaj¹c z prawnikiem, bêdziesz mieæ eksperta po swojej stronie. Nie bêdziesz te¿ musia³ siê martwiæ, ¿e wydasz na prawnika mnóstwo pieniêdzy. Sposób, w jaki ustalamy nasze honoraria sprawia, ¿e jeœli ulegniesz niewielkiemu wypadkowi i oka¿e siê, ¿e za twoje obra¿enia nie mo¿na uzyskaæ odszkodowania, to nie bêdziesz nam nic winien za nasz¹ pracê nad twoj¹ spraw¹. Nigdy nie musisz siê martwiæ o niezap³acony rachunek od prawnika. JEŒLI za twoje obra¿enia mo¿na uzyskaæ odszkodowanie, to musisz wiedzieæ, ¿e rzeczoznawca ubezpieczeniowy bêdzie stale wydzwania³ do twojego domu. Zada ci wa¿ne pytania i bêdzie próbowa³ przekonaæ ciê do ugody na nisk¹ kwotê. To kolejny powód, dla którego odpowiedŸ na pytanie ''Czy powinienem zatrudniæ prawnika po wypadku samochodowym?'' brzmi: tak. Pamiêtaj, ¿e rzeczoznawca ubezpieczeniowy nie jest zwi¹zany ¿adnym kodeksem ani prawem, które nakazywa³yby mu uczciwie wyceniæ twoje roszczenie z tytu³u obra¿eñ. Jego jedynym celem jest doprowadzenie do ugody na mo¿liwie jak najni¿sz¹ kwotê. Rzeczoznawcy ubezpieczeniowi mog¹ byæ bardzo przekonuj¹cy i zachwalaæ swoje ''wieloletnie doœwiadczenie'', próbuj¹c doprowadziæ do ugody. Wa¿ne, abyœ mia³ prawnika, który dobrze orientuje siê w nowojorskim prawie ubezpieczeniowym 5102. Jest to g³ówne prawo, które ma zastosowanie do ofiar wypadków samochodowych.

Jeœli Pañstwo sami stali siê ofiar¹ wypadku, lub znaj¹ kogoœ kto potrzebuje pomocy prawnej po wypadku, to zapraszamy do bezp³atnej konsultacji pod numerem telefonu 212-514-5100, emaliowo pod adresem swp@plattalaw.com, lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Mo¿ecie Pañstwo równie¿ zadaæ nam pytania bezpoœrednio na stronie internetowej (www.plattalaw.com) u¿ywaj¹c emaila lub czatu, który jest dostêpny dla Pañstwa 24 godziny na dobê. Dobry prawnik bêdzie w stanie pomóc w rozpoczêciu dochodzenia twoich roszczeñ we w³aœciwy sposób. W przypadku wypadku samochodowego oznacza to powiadomienie wielu agencji ubezpieczeniowych i stanowych, aby zapewniæ ochronê twoich praw. Wa¿ne jest równie¿, aby twoje roszczenie z no-fault, czyli czêœci ubezpieczenia, która pokryje twoje rachunki, zosta³o prawid³owo dochodzone. Zg³oszenie roszczenia po up³ywie 30 dni mo¿e skutkowaæ odmow¹ przyznania œwiadczeñ. Mo¿e siê to skoñczyæ wysokimi rachunkami za leczenie po wypadku. Chocia¿ mo¿esz zrobiæ to bez pomocy prawnika, ka¿dy b³¹d mo¿e sprawiæ, ¿e twoja sprawa nieodwo³alnie upadnie. To kolejny powód, dla którego powinieneœ przestaæ zadawaæ sobie pytanie ''Czy powinienem zatrudniæ prawnika po wypadku samochodowym?'' i zatrudniæ go natychmiast. Twoje ubezpieczenie no-fault przyspieszy tak¿e twoje leczenie. Od razu rozpoczniesz leczenie obra¿eñ, poniewa¿ nie czekasz na okreœlenie odpowiedzialnoœci. Ma to znaczenie na dwóch ró¿nych p³aszczyznach. Przede wszystkim wa¿ne jest, aby lekarz oceni³ twój stan, by upewniæ siê, ¿e nie potrzebujesz dalszego leczenia w nag³ych przypadkach. Jeœli go nie potrzebujesz, lekarz mo¿e wystawiæ ci odpowiednie skierowanie. Po drugie, firmy ubezpieczeniowe prawie zawsze próbuj¹ twierdziæ, ¿e pocz¹tkowa ''przerwa w leczeniu'', czyli czas miêdzy wypadkiem a dodatkow¹ opiek¹ medyczn¹, musi oznaczaæ, ¿e poszkodowany nie odniós³ powa¿nych obra¿eñ. Ubezpieczyciele wy-

Chcê ci powiedzieæ...

Ojciec Pawe³ Bielecki

Nareszcie

Nareszcie: Ewangelia jest bardziej zrozumia³a, bo chcemy s³uchaæ Modlitwa przynosi otuchê, bo zrozumieliœmy jej si³ê Nasze zmagania maj¹ w koñcu sens, bo mniej w nas z³oœci Nadzieja przesta³a byæ bezdomna, bo otworzyliœmy jej drzwi Wiara pyta nas, gdzie s¹ nasze uczynki?, bo bez nich jest martwa Mi³oœæ przypomina nam, ¿e jest nam dana za darmo Nareszcie: – Mamy ¿ycie na chwilê by je doceniæ chocia¿ przez chwilê – Mamy przyjació³, którzy chc¹ zostaæ z nami a¿ do wyschniêcia ³ez – Mamy ciszê by us³yszeæ cichy szept Boga – Mamy jutro by siê nie daæ zwariowaæ sprawom z dzisiaj – Mamy przebaczenie, o które prosiliœmy tak d³ugo – Mamy wspólnotê Koœcio³a, wiêc mniej samotni jesteœmy z naszymi troskami Trzymaj siê dzielnie kimkolwiek jesteœ Drogi Czytelniku!

korzystaj¹ tê ''przerwê'', by spróbowaæ obni¿yæ wartoœæ twojego roszczenia. Konsultuj¹c siê z doœwiadczonym prawnikiem od wypadków samochodowych, mo¿esz mieæ pewnoœæ, ¿e ubezpieczenie pokryje koszt tych pocz¹tkowych wizyt u lekarza, ¿e twoje prawa s¹ chronione i ¿e bran¿a ubezpieczeniowa ciê nie wykorzysta. Je¿eli wiêc zadajesz sobie pytanie ''Czy powinienem zatrudniæ prawnika po wypadku samochodowym?'', odpowiedŸ po raz kolejny brzmi: tak. m

Zawsze udzielimy Pañstwu bezp³atnej porady w ka¿dej sprawie, w której bêdziemy mogli Pañstwa reprezentowaæ.

The Platta Law Firm, PLLC 42 Broadway, Suite 1927, NY, NY 10004

www.plattalaw.com tel. 212 – 514 – 5100

Solidarnie z Polsk¹

Prze³om lat 2020-21 to 40. rocznica powstania Solidarnoœci. Aby uczciæ tê rocznicê ambasada RP w Waszyngtonie wyda³a ksi¹¿kê: In Solidarity with Poland/Americans Who Strengthened Polish American Ties „40 X 40” w popularnym internetowym formacie e-book, wybieraj¹c 40-tu wybitnych Amerykanów, którzy w latach 80-tych i wczeœniejszych wspierali polsko-amerykañsk¹ solidarnoœæ. Wœród nich znajduj¹ siê tacy jak by³y prezydent USA Ronald Reagan, politolog Zbigniew Brzeziñski czy mniej znany Merian Cooper, twórca „Kosciuszko Squadron”, grupy amerykañskich pilotów, którzy wspierali armiê Pi³sudskiego podczas wojny bolszewickiej. Poza 38 osobami s¹ tak¿e dwie organizacje: Polsko Amerykañski Kongres i Committee in Support of Solidarity, reprezentuj¹ce liczne polonijne organizacje, fundacje i indywidualnoœci, które przez ich dzia³alnoœæ i wsparcie w tych trudnych czasach przyczyni³y siê do powstania wolnej Polski.

Ksi¹¿kê ozdobion¹ archiwalnymi zdjêciami otwiera fotografia dokumentalisty Zygmunta Malinowskiego, autora albumu „Nowy Jork miasto solidarne/Nowojorskie demonstracje w obronie Solidarnoœci 1980-81”. Warto przypomnieæ ¿e polonijna dzielnica Greenpoint w latach 80-tych sta³a siê oaz¹ dla m³odej emigracji; na rogu Manhattan Ave i Kent powsta³ Klub Prasy i Ksi¹¿ki gdzie odbywa³y siê koncerty, poeta i pieœniarz Jacek Kaczmarski œpiewa³ tu „Mury” (tak zwany hymn solidarnoœci), przygotowywano tu niektóre demonstracje, a znany pisarz Janusz G³owacki mia³ w klubie prelekcje. Natomiast graficy Janusz Kapusta i Andrzej Czeczot po przybyciu do Stanów po raz pierwszy spotkali siê z emigracyjn¹ publicznoœci¹ w Polskim Domu Narodowym przy Driggs Avenue.

E-book jest dostêpna na stronie internetowej: m

https://issuu.com/msz.gov.pl/docs/40x40_in_solidarity_with_poland/1? ff

ZM


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

6

Radyka³ na prezydenta? í1 Tymczasem Le Pen, ubiegaj¹ca siê o prezydenturê ju¿ po raz trzeci, posz³a w przeciwnym kierunku. Z³agodzi³a swój wizerunek, pozby³a siê z partii swojego ojca (oskar¿anego o antysemityzm) i polubownie wypowiada siê na temat praw œrodowisk LGBT. Zemmour ostro j¹ za to atakuje i jak widaæ z sonda¿y to raczej on trafniej odczytuje oczekiwania prawicowego elektoratu. Sprzeciw wobec gejów i lesbijek oraz wobec feminizmu to jeden z ulubionych tematów Zemmoura, który uwa¿a, ¿e zarówno feministki jak i mniejszoœci seksualne d¹¿¹ do rozbicia tradycyjnie pojmowanej rodziny i zagra¿aj¹ integralnoœci francuskiego spo³eczeñstwa. Drugi konik prawicowego publicysty to zagro¿enie ze strony islamu. Zemmour jest zwolennikiem teorii wielkiego zastêpowania, lub jak kto woli wielkiej wymiany (The Great Replacement) wed³ug, której globalne elity spiskuj¹ w celu zast¹pienia bia³ych spo³eczeñstw pañstw europejskich przez nie-bia³ych imigrantów, g³ównie muzu³manów. Teoriê tê od dawna propaguje we Francji inny kontrowersyjny publicysta Renaud Camus. Zemmour wielokrotnie mówi³, ¿e jeœli Francja nie zatrzyma obecnych trendów migracyjnych, pod koniec tego stulecia stanie siê pañstwem islamskim. Wed³ug Zemmoura, który chcia³by m.in. wprowadzenia zakazu nadawania dzieciom urodzonym we Francji imienia Mohammed, ju¿ dziœ w Pary¿u i innych du¿ych miastach istniej¹ quasi autonomiczne strefy, gdzie nie obowi¹zuje francuskie prawo tylko szariat.

Widziane z Providence...

Tomasz Bagnowski

Kazimierz Wierzbicki

Konstytucja RP ponad prawem unijnym

Eric Zemmour

Za swoich politycznych sprzymierzeñców Zemmour uznaje Donalda Trumpa i brytyjsk¹ prawicê, która skutecznie doprowadzi³a do opuszczenia przez Wielk¹ Brytaniê Unii Europejskiej i teraz mo¿e sprawniej przeciwstawiaæ siê naporowi imigrantów. Publicysta nie zadeklarowa³ jeszcze ostatecznie, ¿e wystartuje w wyborach. We Francji dzia³a ju¿ jednak komitet jego zwolenników, zajmuj¹cy siê organizowaniem poparcia i przygotowywaniem do zbiorki podpisów koniecznych do rejestracji przed wyborami prezydenckimi. Zemmour deklaruje, ¿e chcia³by zjednoczyæ rozdrobnion¹ francusk¹ prawicê, od mainstreamu do radyka³ów, a tak¿e zebraæ poparcie wœród ludzi o niskich dochodach i wœród „patriotycznych elit”, rozumiej¹cych koniecznoœæ walki o zachowanie „cywilizacji bia³ego cz³owieka.”

www.kurierplus.com

Trybuna³ Konstytucyjny, po rozpoznaniu wniosku premiera Mateusza Morawieckiego, uzna³, ¿e przepisy europejskie w zakresie, w jakim organy Unii Europejskiej dzia³aj¹ poza granicami kompetencji przekazanych przez Polskê, s¹ niezgodne z Konstytucj¹ RP. Rzecznik rz¹du, Piotr Muller pytany o to, jakie s¹ w praktyce konsekwencje czwartkowego wyroku Trybuna³u Konstytucyjnego w sprawie wy¿szoœci polskiego prawa konstytucyjnego nad prawem unijnym, odpar³, ¿e wyrok jest rozstrzygniêciem sporu, który pojawia³ siê równie¿ w innych krajach UE. Muller oswiadczyl: Pamiêtajmy o tym, ¿e miêdzy innymi w Niemczech, Francji, Czechach, Danii, Hiszpanii oraz wielu innych krajach UE stwierdzano ju¿ wprost, w wielu sprawach, ¿e konstytucja ma wy¿szoœæ nad prawem unijnym. Podobnie stwierdzi³ polski Trybuna³ Konstytucyjny. Zreszt¹ zrobi³ to ponownie. Dopytywany o to, czy po wyroku TK bêd¹ musia³y zostaæ zmienione niektóre przepisy polskiego prawa, odpar³, ¿e wyrok jest wi¹¿¹c¹ wyk³adni¹ dla wymiaru sprawiedliwoœci i instytucji publicznych. Decyzja Trybuna³u Konstytucyjnego wywo³a³a gwatown¹ reakcjê polityków twardej opozycji. By³y premier Donald Tusk og³osi³: „Operacja wyprowadzania Polski z Europy zaplanowana przez Jaros³awa Kaczyñskiego ruszy³a pe³n¹ par¹. Jeœli pozostaniemy bierni, nic go nie zatrzyma.” Stanowisko Tuska podziela wiêkszoœæ lewicowych mediów, które g³osz¹, ¿e ju¿ nied³ugo utracimy paszporty z napisem: Unia Europejska, Rzeczpospolita Polska. Tymczasem politycy obozu rz¹dowego twierdz¹, ¿e mówienie o Polexicie jest niczym nieuzasadnionym „fake newsem”. Jeszcze we wrzeœniu Jaros³aw Kaczyñski oœwiadczy³, ¿e rozpowszechnianie pog³osek o wyjœciu Polski z Unii jest „wymys³em propagandowym” opozycji. Nie wygl¹da na to aby ktokolwiek z koalicji rz¹dowej chcia³ Polexitu. Wszyscy pamietaj¹ jakie problemy mia³a Wielka Brytania z Brexitem. Anglicy prowadzili niezwykle trudne rokowania przez kilka ³adnych lat. Przez Brexit upad³ rz¹d Teresy May. Tak naprawdê Brytyjczycy nie opuœcili ca³kowicie Unii do dnia dzisiejszego. Chyba nikt ze zdrowo myœl¹cych polityków rz¹dz¹cej koalicji nie zgodzi³by siê na utratê milionów euro, które Unia przeznacza co roku dla Polski. Trudno sobie wyobraziæ jaki wp³yw na polsk¹ gospodarkê mia³oby wprowadzenie taryf handlowych w przypadku utraty cz³onkostwa w UE. Polexit

jest popierany jedynie przez najbardziej radykalnych polityków z krêgów Konfederacji. Z drugiej strony nie mo¿na rezygnowaæ z suwerennych praw, które przys³uguj¹ ka¿demu cz³onkowi Unii Europejskiej. Og³oszona przesz³o 70 lat temu idea Unii przewidywa³a wspólnotê niepodleg³ych pañstw, a nie fedaracjê krajów podporz¹dkowanych centralnym w³adzom. Z inicjatywy Donalda Tuska w ubieg³¹ niedzielê wieczorem odby³ siê w Warszawie wiec zwolenników pozostania w Unii. Wed³ug organizatorów w zgromadzeniu wziê³o udzia³ 80-100 tysiêcy osób. Zdaniem policji liczba uczestników nie przekroczy³a 25 tysiêcy. Prawicowi komentatorzy sugeruj¹, ¿e wybór miejsca wiecu (Plac Zamkowy) oraz jego godzina (18:00) nie by³y przypadkowe, co wiêcej mia³y znamiona prowokacji. W oddalonej o kilkadziesi¹t metrów od placu katedrze warszawskiej odbywa³o siê o 19:00 comiesiêczne nabo¿eñstwo w intencji ofiar katastrofy smoleñskiej. W pobli¿u placu zosta³a zorganizowana kontrmanifestacja, której uczestnicy s¹ cz³onkami stowarzyszenia Marsz Niepodleg³oœci. Przywieziono aparaturê nag³aœniaj¹c¹, która pos³u¿y³a do skandowania hase³ o treœci narodowo-patriotycznej. Spowodowa³o to doœæ skutczn¹ ingerencjê w wyst¹pienia prounijnych mówców. Mo¿na dyskutowaæ o uczciwoœci takich metod, ale twarda opozycja (g³ównie KOD i Obywatele RP) stosowa³a je niejednokrotnie w czasie oficjalnych uroczystoœci pañstwowych. Wykrzykiwano wówczas pod adresem premiera lub prezydenta „Bêdziesz siedzia³”. Jak mówi stare, angielskie przys³owie: „Co jest dobre dla gêsi, jest równie¿ dobre dla g¹siora”. Zdaniem niektórych obserwatorów organizacja niedzielnej imprezy pozostawia³a wiele do ¿yczenia. Tak¹ opiniê podziela nawet czêœæ lewicowych dziennikarzy. Ultraliberalny publicysta Jan Hartman pisze na ³amach „Polityki”: „...nie ³udŸmy siê, ¿e zgromadzenie na placu Zamkowym cokolwiek zmieni. Tym bardziej ¿e by³a to kolejna impreza uliczna o charakterze amatorsko-sentymentalnym – podobna do tych, które widzieliœmy ju¿ tyle razy i których „kodziarska” formu³a siê ju¿ wyczerpa³a”. Hartman zaznacza, ¿e organizatorzy nie zadbali o rozstawienie g³oœników poza placem. W rezultacie ludzie stoj¹cy na Krakowskim Przedmieœciu prawie nic nie s³yszeli. Przemówienia prezentowane by³y bez przygotowanego wczeœniej scenariusza. Ludzie wychodzili na podium i mówili „co im w duszy gra”. Komentator wypowiada gorzkie s³owa pod adresem Platformy Obywatelskiej i opozycji: „PO zwyczajnie nie umie zorganizowaæ protestów. Obawiam siê, ¿e prawda jest splotem tych wszystkich czynników. Opozycja jest arogancka, leniwa, niekompetentna i narcystyczna, a niedzielne demonstracje obna¿y³y ca³¹ jej mizeriê. Na czyje to idzie konto? Na konto Tuska, bo to on nas na demonstracjê zaprosi³”. Prounijne manifestacje i zgromadzenia odby³y siê równie¿ w wielu innych miejscowoœciach. m


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

7

Kartki z przemijania Niezmiennie przygnêbia mnie wojna polsko-polska. Trwa ju¿ tyle lat i nie widaæ jej koñca. Wyzwala nienawiœæ, która mo¿e doprowadziæ do tragedii. Nikt nie wyci¹ga wniosków z okresu miêdzywojennego, kiedy ¿ycie spo³eczne i narodowe by³o zatrute wojn¹ endeków i pi³sudczykami, i odwrotnie. Nikt nie bierze pod uwagê, ¿e nie da siê wypchn¹æ z Polski ani PiSowców, ani antyPiSowców. Nie da siê z niej wypchn¹æ te¿ wierz¹cych i niewierz¹cych, prawicowców i lewicowców, libera³ów i re¿imowców, zwolenników prawa aborcyjnego i jego przeciwników. Nie widzê niestety nikogo, kto móg³by nas zjednoczyæ. Autorytet hierarchów koœcielnych bardzo zmala³, autorytetów naukowych ju¿ nie ma, prezydent nie jest prezydentem wszystkich Polaków, zaœ naczelnik pañstwa jest zarzewiem nieustaj¹cych konfliktów. O liderach poszczególnych ugrupowañ politycznych nie ma co mówiæ, bo kieruj¹ siê wy³¹cznie interesami w³asnych partii i ¿¹dz¹ w³adzy. Optymistycznie zapowiadaj¹cy siê niegdyœ PO-PIS okaza³ siê mrzonk¹ z powodu osobistych ambicji przywódców obu stron. I z tego te¿ nikt nie wyci¹gn¹³ ¿adnych wniosków. Prawicowi politycy powo³uj¹ siê nieustaj¹co na potrzebê przywrócenia wartoœci chrzeœcijañskich a jak to wygl¹da w rzeczywistoœci wszyscy widz¹. Ob³uda kwitnie, oczernianie i oœmieszanie tak¿e, prawda nie ma znaczenia. Ka¿dy chwyt jest dozwolony, byleby dokopaæ przeciwnikowi. Co to ma wspólnego z chrzeœcijañstwem? O tym, ¿e przygnêbia mnie obecna wojna PiSu z Uni¹ Europejsk¹ nie mam ju¿ si³y pisaæ, bo ile razy mo¿na. Przygnêbia ona bardzo wielu rodaków, równie¿ z najm³odszego pokolenia. Ograniczê siê tedy do pytania powtórzonego po raz n-ty: czy ktoœ naprawdê wierzy, ¿e PiS nie chce podporz¹dkowaæ sobie s¹downictwa i ¿e Trybuna³ Konstytucyjny jest od niego niezale¿ny? Odnosz¹c siê do wojny PiSu z Uni¹, pytam: czy to prawda, ¿e Polska dop³aca do tej¿e Unii, jak stwierdzi³ niedawno europose³ Patryk Jaki w g³ównym wydaniu „Wiadomoœci” TVPiS. Pytam równie¿: czy to prawda, ¿e Polska poradzi sobie bez unijnych pieniêdzy, jak zapewnia³ w tych¿e „Wiadomoœciach” Adam Glapiñski, prezes Narodowego Banku Polskiego, pokazuj¹c jednoczeœnie zasoby z³ota w sejfie tego¿ banku.

$

Ze znajomymi PiSowcami nie ma ju¿ dialogu. S¹ przekonani, ¿e to w³aœnie oni s¹ prawdziwymi patriota-

Andrzej Józef D¹browski

mi i tylko oni mog¹ reprezentowaæ naród polski. Reszta to wykszta³ciuchy, lemingi albo targowiczanie. Ze znajomymi antyPiSowcami te¿ nie ma dialogu. Dla nich PiS to antyeuropejski zaœcianek i samo z³o, które trzeba odsun¹æ od w³adzy. Na pytanie: co potem zazwyczaj otrzymujê mêtne odpowiedzi, typu jakoœ to bêdzie. Ostatnio rw¹ mi siê dialogi z antyszczepionkowcami. Ka¿dy zostaje przy swoim przekonaniu. Pod tym wzglêdem Polska te¿ jest bardzo podzielona. I to agresywnie!

$

Na tle miernej polskiej klasy politycznej Jaros³aw Kaczyñski jest wci¹¿ najwybitniejszym liderem. Jestem jednak ju¿ najzupe³niej pewien, ¿e Polska nie zazna ani chwili spokoju pod jego rz¹dami. Bêdziemy mieli coraz ostrzejsz¹ wojnê wewnêtrzn¹ i coraz wiêcej sporów z Uni¹ Europejsk¹.

$

Jacek Kurski, szef proPiSowskich mediów, jest teraz czwartym koalicjantem Zjednoczonej Prawicy. I to koalicjantem najwa¿niejszym – dodam dla jasnoœci obrazu.

$

Jaka jest ró¿nica miêdzy okreœleniem „lewicowy” a „lewacki”? „Lewactwo” brzmi obraŸliwie, wrêcz poni¿aj¹co a jak brzmi „prawactwo”?

$

Nienawiœæ spowodowa³a bardzo wiele problemów na œwiecie, ale nie rozwi¹za³a jeszcze ani jednego. To samo mo¿na powiedzieæ o nacjonalizmie. On te¿ jest form¹ nienawiœci. Popatrzcie choæby na twarze nacjonalistów, sk¹din¹d dobrze widziane przez PiS.

$

Sta³ym elementem warszawskiego pejza¿u stali siê kurierzy pêdz¹cy z przesy³kami na rowerach oraz rowerowi dostawcy pizzy i innych posi³ków zamawianych w restauracjach.

$

Zaleg³y zapisek z Warszawy – „Ponownie siedzê w Piwiarni „Paragraf” naprzeciwko Gmachu S¹dów w Warszawie i popijam piwo „Belfast”. Popijam je z prawnikiem, którego znam od ponad pó³ wieku i w towarzystwie jego kolegów, te¿ prawników. Oto tematy, które przewijaj¹ siê w rozmowach: „Za co kogo posadzili”, „Posadzili s³usznie, czy nies³usznie”, „Kto powinien siedzieæ, a nie siedzi”. PóŸniej nastêpuj¹ cytaty z kodeksów prawnych i roztrz¹sanie w¹tpliwoœci. Po kilku ku-

Tydzieñ na kolanie Poniedzia³ek A co tam s³ychaæ w socjalistycznej, ba, komunizuj¹cej, Kalifornii? P³on¹ lasy, statki z towarem dla ca³ej Ameryki stoj¹ nieroz³adowane, podatki rosn¹ tak szybko, jak ceny benzyny… nie dzieje siê dobrze. A czym zajmuj¹ siê jaœnie oœwieceni politycy z dominuj¹cej Partii Demokratycznej? Otó¿ w ostatnich dniach ich gubernator podpisa³ trzy ustawy: o zakazie œci¹ganie prezerwatyw w czasie stosunku bez wyraŸnej zgody partnera, o koniecznoœci istnienia w sklepach z zabawkami specjalnych miejsc dla osób o nieokreœlonej p³ci oraz zakaz u¿ywania kosiarek i dmuchaw do liœci o napêdzie spalinowym. ¯arty? Nie, na serio. Zdziecinnienie polityki, to ma³o powiedziane. Coraz jednak bardziej widaæ, ¿e kolejny cykl wyborczy w Stanach Zjednoczonych – rozpoczynaj¹cy siê tzw. po³ówkowymi wyborami do Kongresu w listopadzie 2022 r. a zakoñczony wyborami

prezydenckimi dwa lata póŸniej – bêdzie przymiark¹ czy USA maj¹ w przysz³oœci wygl¹daæ jak Kalifornia i Nowy Jork czy Teksas i Floryda, gdzie bardziej liczy siê wolnoœæ jednostek a przede wszystkim zdrowy rozs¹dek. Œroda Po ostatnim orzeczeniu Trybuna³u Konstytucyjnego w sprawie nadrzêdnoœci Konstytucji RP nad prawem unijnym, ju¿ chyba nie ma w¹tpliwoœci, ¿e struktury unijne, id¹ na wojnê z Polsk¹. Musz¹ st³amsiæ Polskê, bo jak nie, za jej przyk³adem pójd¹ inni, którym nie podoba siê przekszta³canie Europy ojczyzn w Europê imperialnej eurobiurokracji oraz najsilniejszych pañstw: Niemiec i Francji. Donald Tusk, dwoi siê i troi, bo przecie¿ to na niego, jako na pogromcê PiS-u, wyraŸnie wskazuje Berlin i Bruksela. „W moim przekonaniu Niemcy graj¹ ca³kiem œwiadomie na to, aby PiS straci³ w³adzê. To ju¿ jest tak naprawdê aktywna próba obalenia rz¹du, który ma legitymacjê demokratyczn¹. To jest naprawdê oburzaj¹ce. Trudno uwierzyæ, ¿e to w ogóle siê dzieje. (...)” – mówi w rozmowie z por-

flach rozpoczynaj¹ siê spory polityczne. Wiêkszoœæ piwoszy zgadza siê z wyrokiem TSUE broni¹cej niezawis³oœci polskich s¹dów. Padaj¹ krytyczne uwagi o ustawie, w myœl której minister sprawiedliwoœci jest jednoczeœnie prokuratorem generalnym. Mój znajomy jest specjalist¹ od prawa spadkowego. Twierdzi, ¿e podczas walki o spadek wychodz¹ z ludzi najgorsze cechy i nawet najsilniejsze wiêzi miêdzyludzkie przekszta³caj¹ siê w do¿ywotni¹ wrogoœæ. Pokazuje mi pismo, w którym jego klient próbuje podwa¿yæ testament, bo nie zosta³ w nim uwzglêdniony. Zaczyna siê od œmiesznego zwrotu „Proszê Wysokiej Sprawiedliwoœci”. W tym¿e „Paragrafie” widzieliœmy te¿ zaloty pewnego obroñcy do pewnej prokuratorki. On do niej s³odko – „Moja Droga, wsadzi³aœ mojego klienta do kicia, to teraz musisz pozwoliæ mi na widzenie siê z nim”. Ona jeszcze s³odziej – „Mój Drogi, wszystko zale¿y od tego, jak siê bêdziesz o to stara³”. Po czym wys³a³a mu lekko obiecuj¹cy uœmiech”... Polubi³em tê piwiarniê, albowiem mogê siê w niej poprzygl¹daæ œrodowisku, które ma³o znam. Szczêœliwie nie by³em w dotychczasowym ¿yciu pods¹dnym.

$

Okropna jest dzisiejsza mowa wielu rodaków, któr¹ s³yszê i w ojczyŸnie, i w Nowym Jorku. Pisa³em o tym ju¿ parokrotnie, ale bez echa i wsparcia. Jakoœ nikogo to nie obchodzi. Bywa, ¿e czujê siê jak Don Kichot, zwracaj¹c uwagê na coraz wiêksze zwulgaryzowanie i zprymityzowanie jêzyka. Walczy z tym heroicznie profesor Jan Miodek – „WyobraŸmy sobie jak ubogi by³by s³ownik przeciêtnego Polaka bez prostej 'kurwy'. Idziemy sobie przez ulicê, potykamy siê nagle i mówimy do siebie: 'Bardzo mnie irytuj¹ nierównoœci chodnika, które znienacka nara¿aj¹ mnie na upadek. Nasuwa mi to z³e myœli o w³adzach gminy'. Wszystkie te i o wiele jeszcze bogatsze treœci i emocje wyra¿a proste 'O kurwa!', które wyczerpuje sprawê. Gdyby Polakom zakazaæ kurwy, niektórzy z nich przestaliby w ogóle mówiæ, gdy¿ nie umieliby wyra¿aæ inaczej swoich uczuæ”. To prawda niestety. Codziennie siê o tym przekonujê.

$

Przemys³aw Czarnek – PiSowski minister Edukacji i Szkolnictwa Wy¿szego – twierdzi, ¿e w Polsce próbuje siê wprowadziæ dyktaturê ateistyczn¹. Pytam zatem, kto to robi?

$

Marian Za³uski, znakomity satyryk, nies³usznie zapomniany – „Jakby to by³o, gdyby Pan Bóg by³ Polakiem? Nie, tego to nawet i Bóg by nie chcia³”. m

talem wPolityce.pl prof. Bogdan Musia³, mieszkaj¹cy w Niemczech historyk. I dalej profesor – „Oni postrzegaj¹ Polskê w sposób bardzo mocno rasistowski, bo inaczej tego nie mo¿na nazwaæ. To jest niemiecka tradycja praktycznie od wieku XIX i Niemcy siê z tego jeszcze nie rozliczyli. Te antypolskie uprzedzenia tkwi¹ w nich tak mocno, ¿e oni nawet nie zdaj¹ sobie z tego sprawy, ¿e s¹ te uprzedzenia, bo s¹ przekonani, ¿e tak jest. To jest antypolonizm wpisany w niemieckie DNA kulturowe. (...) Geopolitycznie Polska przeszkadza Niemcom w tym sojuszu rosyjsko-putinowsko-niemieckim. Przecie¿ w Niemczech by³o ogromne niezadowolenie, jak by³ ten konflikt o ruroci¹g – on jednak pokaza³, ¿e polskie interesy s¹ inne, a Niemcy siê w ogóle nie przejmuj¹ jak¹œ tam solidarnoœci¹ czy pokojem, zabezpieczeniem. To nie gra kompletnie ¿adnej roli. Oni pomijaj¹ aspekt, ¿e wspieraj¹ wojnê Putina. To siê przemilcza. Oczywiœcie uda³o siê rz¹dz¹cym partiom CDU/ CSU tak zglajchszaltowaæ media publiczne, ¿e nie ma oœrodka, gdzie wybrzmia³by inny g³os. Niemcom robi siê wodê z mózgu do tego stopnia, ¿e kwestia np. Nord Stream 2 jest czysto finansowa. Teraz oczywiœcie pomija siê fakt – wiele na to wskazuje – ¿e Putin rzeczywiœcie manipuluje cenami gazu, a przynajmniej ma na nie wp³yw.”

Czwartek Oddaliœmy im oczy, mózgi, uwagê, a teraz p³acz, ¿e nas wykorzystuj¹ i nami manipuluj¹. Media spo³ecznoœciowe i Big Tech to wielkie maszynki do robienia pieniêdzy kosztem… czasu jaki im poœwiêcamy. A ¿e poœwiêcamy du¿o, wiêc kasa do nich sp³ywa Amazonk¹. I jak ka¿dy, wielki kapitalistyczny moloch, korporacje wykorzystuj¹ te zyski w swoich celach: aby byæ jeszcze wiêkszymi i kontrolowaæ jeszcze wiêcej. Teraz wychodzi na jaw, ¿e poprzez granty w wysokoœci 419 milionów dolców, Mark Zuckerberg (za³o¿yciel i szef Facebooka), sfinansowa³ tysi¹ce „wolontariuszy”, którzy pomogli w lokalach wyborczych przeprowadziæ wybory. W efekcie, stworzy³ armiê aktywistów, którzy namawiali (choæby jako tzw. vote navigators) na g³osowanie na Demokratów i Joe Bidena w 2020 r. Jak pisze „New York Post”, ta wewnêtrzna robótka mog³a pomóc Demokratom wygraæ w Georgii, Pensylwanii i Wisconsin, oraz znacznie zwiêkszy³a liczbê g³osuj¹cych w Teksasie. Trzeba przyznaæ o Big Tech: maj¹ rozmach. Jeœli Republikanie dojd¹ do w³adzy w Kongresie po wyborach 2022 r. jedn¹ z pierwszych rzeczy powinny byæ ustawy reguluj¹ce i ³ami¹ce monopole Big Tech w internecie. Bez tego… stracimy pañstwo do koñca.

Jeremi Zaborowski


8

KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

Miami - amerykañska Casablanca Floryda uwa¿ana jest za najbardziej chaotyczny stan w ca³ej amerykañskiej Unii. Nie posiada rodzimego przemys³u i produkuje siê tam jedynie pomarañcze i karabiny maszynowe. Jednak towarem, który Floryda sprzedaje najlepiej jest s³oñce i pla¿a. Na Florydzie nieustannie burzy siê stare hotele a w ich miejsce buduje nowe i wiêksze, aby przyci¹gn¹æ jeszcze wiêcej turystów. Niektórzy uwa¿aj¹, ¿e turystyka na Florydzie to nic innego jak piramida Ponziego, bo ekonomia tego stanu zale¿y wy³¹cznie od nap³ywu pieniêdzy z zewn¹trz. Do tego – byæ mo¿e – Floryda jest tworem tymczasowym. Pó³wysep jest gigantyczn¹, martw¹ ju¿ raf¹ koralow¹, ledwie wystaj¹c¹ z otaczaj¹cego Florydê morza. Alarmiœci wieszcz¹cy apokalipsê globalnego ocieplenia nie daj¹ Florydzie zbyt du¿ych szans przetrwania, gdy podnosz¹cy siê poziom œwiatowego oceanu zatopi nisko po³o¿ony pó³wysep. Zawalenie siê podmytego wod¹ apartamentowca w Miami, ma byæ pierwszym sygna³em tego procesu. Ka¿dej jesieni Florydê nawiedzaj¹ tzw. „królewskie przyp³ywy” Pojawiaj¹ siê one w nieregularnych odstêpach czasu i tworz¹ „powódŸ z jasnego nieba”, gdy pchana si³¹ grawitacji Ksiê¿yca woda, wdziera siê g³êboko w l¹d. Aby to powstrzymaæ Korpus In¿ynieryjny amerykañskiej armii zaproponowa³ zabudowanie w Miami wa³ów i œluz przeciwpowodziowych, ale miasto odmówi³o. Takie konstrukcje zepsu³yby jego panoramê. Nikt w Miami tak naprawdê nie przejmuje siê przysz³oœci¹. Mówi siê tu, ¿e najlepsz¹ rzecz¹ jaka przydarzy³a siê Florydzie to bliskoœæ do USA. O ile plag¹ wiêkszoœci miast s¹ szczury to w Miami ich rolê przejê³y iguany. Dorastaj¹ niekiedy do monstrualnych rozmiarów, kopi¹c swoje gniazda pod fundamentami domów czy umocnieñ brzegowych. Iguana jest tak¿e lokalnym przysmakiem. Wielu ludzi poluje na te gady przy pomocy wiatrówki, albo kuszy do podwodnych polowañ. Iguana jest zwierzêciem inwazyjnym i jeszcze sto lat temu nie by³o jej na Florydzie. Obecna populacja jest wynikiem beztroski hodowców, którzy pozwolili gadzinie uciec z terrarium. Ten sam problem jest z pytonami, które sta³y siê królami Everglade i zjadaj¹ nawet aligatory. Floryda mimo doskona³ego klimatu ma kilka naprawdê zimnych dni w roku. Iguany zamarzaj¹ wówczas na drzewach i dos³ownie spadaj¹ ludziom na g³owy. S¹ ciagle ¿ywe! Jednak ze wzglêdu na nisk¹ temperaturê nie maj¹ energii aby siê poruszaæ. Miami to miasto nuworyszów. To miasto idealne dla tych, którzy chc¹ byæ kimœ innym ni¿ s¹ naprawdê. Nikt nie pyta sk¹d s¹ pieni¹dze – wa¿ne jedynie jest to, aby p³ynê³y w sposób nieprzerwany. Miami to chyba jedyne miejsce w Ameryce, gdzie nie zwraca siê uwagi na Lamborghini czy inne luksusowe auta. Jest ich tam wiêcej ni¿ gdzie indziej a ich w³aœciciele chc¹ aby inni wiedzieli, ¿e staæ jest ich na takie cacko. Nawet Hollywood daleko do tego, co siê widzi na codzieñ w Miami. Dlatego czasami na Miami mówi siê: amerykañska Casablanca. W latach 70-tych Miami sta³o siê mekk¹ gwiazd showbiznesu. Mieszkali tu Eric Clapton, Jimmy Buffet, „Bee Gees”, „The Eagles”, „Crosby, Stills, Nash and Young”, „Allman Brothers”, „Fleetwood Mac” i wiele innych. Super przebój zespo³u „The Eagles” – „Hotel California” – zosta³ napisany w Miami Beach, w willi w której kiedyœ mieszkali Howard Hughes i Ava Gard-

ner. Artyœci masowo zje¿d¿ali do Miami, bo mogli siê tu czuæ swobodnie, z daleka od czujnych oczu prawników i producentów muzycznych, urzêduj¹cych w Nowym Jorku lub Los Angeles. Jednak to w³aœciciele wytwórni p³ytowych p³acili wszystkie koszty pobytu artystów w Miami, ³¹cznie z kokain¹, któr¹ na rachunkach wpisywano w rubryce: „strojenie fortepianu”. Kokaina w latach 70-tych by³a paliwem napêdowym Miami. Kokaina i najdro¿szy francuski szampan – „Dom Perignon”. Na niektórych imprezach w mieœcie, tym szampanem wype³niano kryszta³owe wanny, w których k¹pa³y siê najpiêkniejsze dziewczyny obu Ameryk. Narkotyki przynosi³y bajeczne dochody. Szacuje siê, ¿e pod koniec XX w zyski z turystyki przynosi³y dla stanu siedem miliardów dolarów dochodu. Zyski ze sprzeda¿y nieruchomosci dziewiêæ miliardów dolarów a zyski z narkotyków ponad 12 miliardów! Kokaina pochodzi z Kolumbii, ale sami Kolumbijczycy nie byliby w stanie poradziæ sobie z dystrybucj¹ narkotyków bez pomocy mieszkaj¹cych w Miami Kubañczyków. Wkrótce dwójka z nich – Willy Falcon i Sal Magluta – sta³a siê prawdziwymi królami Miami. Magluta i Falcon przybyli do USA jako dzieci w czasach Fidela Castro i kubañskiej rewolucji. Przysz³oœæ Kuby by³a niewiadoma i koœció³ katolicki w dobrej wierze stara³ siê wywieŸæ z Kuby dzieci – nawet bez rodziców – aby w Ameryce znalaz³y lepsz¹ przysz³oœæ. Nielicznym uda³o siê wyjechaæ razem z rodzicami, niektóre z nich mia³y w USA odleg³¹ rodzinê, ale wiêkszoœæ z nich nie mia³a nikogo. ¯yj¹cy w biedzie Falcon i Magluta widzieli jak ludzie na ulicach Miami z dnia na dzieñ staj¹ siê milionerami. Zarabiali fortunê, bo sprzedawali g³ównie… banany. Banany pochodzi³y z Kolumbii i tak naprawdê by³y przykrywk¹ dla przemytu kokainy. Falcon i Magluta przez koneksje rodzinne w „Ma³ej Hawanie” – kubañskiej

Willy Falcon i Sal Magluta

Griselda Blanco

dzielnicy Miami – weszli w posiadanie 40 kg bia³ego proszku i niemal¿e z miejsca zaczêli budowaæ swój narkotykowy biznes. Mimo, ¿e nie ukoñczyli nawet High School szybko zbudowali na narkotykach wielomiliardowe imperium. Dzia³ali przez 20 lat, staj¹c siê faktycznymi królami miasta. Trzeba im przyznaæ, ¿e ogromn¹ iloœæ pieniêdzy przeznaczali dla ludzi w potrzebie. P³acili po¿yczki na ich domy, rachunki szpitalne i kredyty wziête na studia ich dzieci. Sal Magluta, który prowadzi³ rachunki gangu sta³ siê kimœ jak Don Corleone z „Ojca chrzestnego”. Obaj wspó³pracowali z kolumbijskim kartelem z Medelin. Przemyt narkotyków wiód³ przez wyspê Bimini a potem przez granicê amerykañsko – meksykañsk¹. Dla amerykañskich stró¿ów prawa byli nieuchwytni. W comiesiêcznym bud¿ecie swojej organizacji przeznaczali milion dolarów na ³apówki i wyp³aty dla polityków i urzêdników pañstwowych, aby przymykali oko na ich dzia³alnoœæ. Mówi³o siê o nich, ¿e potrafi¹ kluczyæ nawet pomiêdzy kroplami deszczu. Aresztowano ich co prawda wiele razy, ale za ka¿dym razem udawa³o im siê unikn¹æ kary. IRS, FBI, DEA czy Departament Sprawiedliwoœci nie by³y w stanie powstrzymaæ ich dzia³alnoœci. W 1996 r. wpadli jednak w powa¿ne tarapaty. Zebrano dowody na przemyt do USA 75 ton bia³ego proszku, wartego wówczas dwa miliardy dolarów. Wszyscy wiedzieli, ¿e przemycili znacznie wiêcej ale to, co mog³y im udowodniæ agencje rz¹dowe wystarczy³o, aby ich zamkn¹æ za kratami raz na zawsze. Proces s¹dowy ci¹gn¹³ siê w nieskoñczonoœæ, bo przemytnicy zatrudnili do swej obrony najlepszych prawników w USA, co kosztowa³o ich 25 mln. dolarów. Wszyscy znaj¹ dream team prawniczy w s³ynnej sprawie OJ Simpsona, ale jego prawnicy w porównaniu do tych z Miami, pracowali za jakieœ nêdzne grosze. Ca³a ekonomia Miami jest napêdzana przez narkotyki. Ka¿dy kto tam mieszka, choæby tylko poœrednio i nawet bez w³asnej wiedzy na ten temat, jest w jakiœ spo-

sób zwi¹zany z narkobiznesem. Obecny senator z Florydy – Marco Rubio – przyzna³ siê kiedyœ, ¿e spêdzi³ jedno lato u swojego szwagra, którego dom by³ magazynem narkotyków. Mia³ wówczas 14 lat. Ogromna iloœæ pieniêdzy z narkotyków to przede wszystkim gotówka i jej przechowywanie staje siê powa¿ny problemem. Lokalne banki pobieraj¹ du¿e op³aty od wp³acaj¹cych gotówkê, bo nie maj¹ odpowiednio du¿ej przestrzeni aby zmieœciæ jej ogromne iloœci, mimo ¿e w Miami jest wiêcej banków ni¿ w jakimkolwiek innym, amerykañskim mieœcie. Mo¿na tam znaleŸæ filie niemal¿e ka¿dej sieci bankowej na œwiecie i powód jest oczywisty. Banki te obracaj¹ pieniêdzmi zarobionymi na narkotykach i mimo wysi³ków nadal nie s¹ stanie wprowadziæ do obiegu ca³ej gotówki. W Miami wiele domów stoi opustosza³ych. Zosta³y kupione przez narkotykowe mafie tylko po to, aby w ogródkach zakopaæ ca³e worki wypchane banknotami. O tych ogródkach kr¹¿¹ w Miami legendy. Niektóre banki powstaj¹ w Miami tylko w jednym celu – aby praæ takie pieni¹dze – a jest ich ocean. Z gêst¹ sieci¹ banków w Miami wspó³pracuj¹ banki offshore na dziesi¹tkach karaibskich wysp i w bananowych republikach takich jak Panama. Za czasów prezydenta Manuela Noriegi, pranie pieniêdzy w panamskich bankach prowadzono na tak ogromn¹ skalê, ¿e USA zdecydowa³o siê na militarn¹ inwazjê w tym pañstwie, w wyniku której aresztowano skorumpowanego genera³a Noriegê. Jego miejsce zaj¹³ Guillermo Endara i szybko okaza³o siê, ¿e poprzez w³asny bank: Banco Interoceanico – robi dok³adnie to samo co jego poprzednik, pior¹c miliardy dolarów nale¿¹ce do kolumbijskich karteli narkotykowych. Taka ogromna iloœæ pieniêdzy nie oznacza, ¿e wystarcza ich dla wszystkich zainteresowanych. Chciwoœæ ludzka nie ma granic i Miami sta³o siê miejscem, gdzie narkotykowe gangi krwawo wyrównywa³y swoje porachunki. Przez dwie dekady najpotê¿niejsz¹ kobiet¹ Miami by³a Griselda Blanco, znana jako „La Madrina”, matka chrzestna kolumbijskiego kartelu w Medelin. By³a odpowiedzialna za co najmniej 200 morderstw zwi¹zanych z przemytem narkotyków. Sta³a siê pierwsz¹ kobiet¹ na œwiecie, której zasoby finansowe obliczano w miliardach. Mieszka³a w Miami, sk¹d prowadzi³a swoje rozliczne interesy. W szczytowym momencie kariery zarabia³a 80 mln. dolarów miesiêcznie. W walkach gangów wprowadzi³a now¹ taktykê, gdzie ataku dokonywa³ zabójca na motocyklu. W 2002 r. zosta³a aresztowana i deportowana do Kolumbii. Dziesiêæ lat póŸniej zosta³a zastrzelona w sklepie rzeŸniczym przez zamaskowanego motocyklistê. Sprawdzi³o siê przys³owie, ¿e kto mieczem wojuje od miecza ginie. * Miami jest obecnie centrum obrotu kryptowalutami. Kryptowaluty s¹ z kolei idealnym sposobem na wypranie brudnych pieniêdzy. Miasto mocno zapracowa³o sobie na miano amerykañskiej Casablanki. Niczego nie wytwarza, posiada przejœciow¹, niestabiln¹ populacjê, nie ma tradycji dzia³alnoœci instutucji publicznych, co tworzy okazjê do zarobienia niezbyt legalnej fortuny. Dziœ kokainê zast¹pi³y firmy tworz¹ce najnowsze, czêsto ryzykowne technologie, ale najwiêkszy na³óg miasta pozosta³ niezmienny od dziesi¹tek lat i jest to uzale¿nienie od pieniêdzy. Krzysztof Miekina


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

9

Jako konsumenci mamy wybór í 1 Czy s¹ jakieœ dania z polskiej dawnej kuchni, do których masz szczególne upodobanie? Dekadê temu odkry³am pó³gêsek – czyli peklowan¹, wêdzon¹ i macerowan¹ w przyprawach gêsi¹ pierœ, owiniêt¹ t³ust¹ skór¹ i obwi¹zan¹ sznurkiem. By³a to wa¿na czêœæ dawnej kultury kulinarnej, doceniana niezale¿nie od regionu, narodowoœci i statusu spo³ecznego. Pó³gêski wisia³y w ka¿dej szanuj¹cej siê spi¿arni. Dziœ znamy je przede wszystkim z literatury. Tradycja ich wyrobu przetrwa³a do dziœ na pó³nocy kraju. Ale dziêki modzie na ¿ywnoœæ tradycyjn¹, od kilkunastu lat staj¹ siê produktem doœæ rozpoznawalnym. Kilka lat temu uczestniczy³am w projekcie edukacyjno – kulinarnym dla dziennikarzy kulinarnych, organizowanym przez Muzeum Pa³acu Króla Jana III w Wilanowie. Raz w miesi¹cu spotykaliœmy siê, by pod okiem kucharzy interpretowaæ na nowo stare przepisy. Powsta³o wiele wspania³ych dañ o zaskakuj¹cych walorach smakowych. Bo warto podkreœliæ, ¿e starej kuchni nie da siê dziœ odtwarzaæ dos³ownie. To ma byæ inspiracja. Co mia³o wp³yw na zwyczaje ¿ywieniowe Polaków? Na to pytanie nie da siê odpowiedzieæ krotko. To opowieœæ rzeka. I zale¿y te¿, o jakim okresie historycznym mówimy. Dla u³atwienia skupmy siê na ostatnich dwóch wiekach. Wiêkszoœæ z nas jest potomkami ubogich ch³opów albo robotników, których dieta by³a monotonna. Najbiedniejsi jadali miêso parê razy do roku. Miêso jeszcze w okresie komunizmu by³o towarem luksusowym i po¿¹danym. I ów swoisty „g³ód” miêsa przejawia³ siê w naszych nawykach ¿ywieniowych. Kto nie pamiêta s³ynnego babcinego zaklêcia wypowiadanego podczas obiadu: „zjedz miêso, a zostaw ziemniaki”? Sama bywa³am obiektem takiej indoktrynacji.

mem konserwuj¹c od najdawniejszych czasów czêœci zwierzêcia na ró¿ne sposoby. Najpopularniejszym by³o solenie. Solono w szczególnoœci wo³owinê. Pekeflejsz, bo o tym mowa, to fundamentalny element wy¿ywienia ludzi na przestrzeni wielu pokoleñ. Kszta³towa³ kulturê kulinarn¹ wielu nacji – nie tylko w Polsce, Europie, ale tak¿e w Ameryce. S³u¿y³ jako baza do przyrz¹dzania sztuki miêsa czy roso³u. Znano tak¿e „pekefleisze” z baraniny, skopowiny (czyli miêsa kastrowanych baranów) oraz z gêsiny. Co dziœ jest najwa¿niejszego w kuchni polskiej? Najwa¿niejsze, byœmy jadali zdrowo, smacznie i lokalnie. By ka¿dy z nas mia³ realny dostêp do ¿ywnoœci dobrej jakoœci. By rozwija³a siê gastronomia z nowoczesn¹ kuchni¹ polsk¹ opart¹ na uczciwym, spraw dzonego pochodzenia produkcie. Nie definiujê kuchni polskiej jedynie przez pryzmat pierogów czy sztuki miêsa, lecz przez pryzmat produktu i lokalnoœci. Oczywiœcie lubiê kuchniê mamy i babci, bo to œwietny comfort food, ale na co dzieñ staram siê jadaæ lekko i na to k³adê nacisk. W spo³ecznoœciach plemiennych, szamañskich zabija³o siê zwierzê po to by wykorzystaæ je w ca³oœci. Jak przywróciæ szacunek dla zwierz¹t w kulturze bia³ego cz³owieka? Czy Polacy jadaj¹ du¿o miêsa? Jadamy oko³o 60 kilogramów miêsa rocznie na osobê. Z czego ponad 90 procent to wieprzowina i brojlery – czyli intensywnie tuczony, tani drób. Wo³owiny jemy niewiele, choæ jesteœmy jej licz¹cym siê producentem w Unii Europejskiej. Jeszcze rzadziej, niestety, siêgamy po gêsinê, jagniêcinê czy dziczyznê. Szacuje siê,

Magdalena Kasprzyk-Chevriaux ze swoj¹ ksi¹¿k¹

¿e w czasie pandemii spo¿ycie miêsa spad³o. To dobry prpgnostyk, ale by oceniæ, czy to trwa³a tendencja, trzeba zaczekaæ. W dawnej Polsce tak¿e wykorzystywano zwierzê w ca³oœci – ceniono zresz-

Twoja najnowsza ksi¹¿ka traktuje o miêsie. Jak dawniej, w czasach sprzed lodówki, przechowywano je? To produkt, który psuje siê wyj¹tkowo szybko. Wspó³czeœnie kupujemy miêso w sklepie, wk³adamy do lodówki i po k³opocie. Nie zastanawiamy siê, jaka to wygoda i uproszczenie codziennej egzystencji. Jeszcze wiek temu z przechowywaniem miêsa wi¹za³ siê ogromny k³opot. Historia miêsa – w tym najwa¿niejszej gospodarczo w przesz³oœci wo³owiny – to opowieœæ o zapobieganiu zepsuciu. W ksi¹¿ce opisujê, ¿e radzono sobie z tym proble-

t¹ najbardziej zwierzêta wielofunkcyjne, takie jak gêsi, owce, wo³y. Prócz miêsa dawa³y pierze, we³nê, skórê itp. Jeœli chodzi o przywrócenie szacunku dla zwierz¹t – to temat rzeka, na odrêbn¹ rozmowê. Pokrótce przypomnê jedynie, ¿e podobnie jak i w innych krajach europejskich, tak i w Polsce mamy modê na pi¹t¹ æwiartkê. Wielu szefów kuchni mówi o wykorzystywaniu zwierzêcia w myœl zasady „od ryjka do ogona”. Stosunek do podrobów ulega przeobra¿eniu, tak¿e dziêki telewizyjnym programom kulinarnym i rozwojowi rynku restauracyjnego. Potrawy z mniej znanych, czy akceptowanych kulturowo czêœci zwierz¹t, mo¿na zamówiæ w wyspecjalizowanych lokalach w najwiêkszych miastach, w myœl filozofii o której wspomina³am „od ryjka do ogona”. Jako konsumenci mamy wybór. Ja staram siê jadaæ miêso du¿o rzadziej, ni¿ kiedyœ, za to zawsze dobrej jakoœci.

Katarzyna Nowak

Szukamy kierowcy

Potrzebny pracownik

na pó³ etatu lub pe³ny etat

do ch³odni oraz/lub magazynu - pakowanie zamówieñ

y Praca poniedzia³ek - pi¹tek y Dostarczenie towaru (praca fizyczna) do sklepów w i poza NYC y Driver’s License wymagane, doœwiadczenie z trucks lub Sprinter vans y CDL nie wymagane Firma w Newark, New Jersey.

y Sta³a praca w Newarku, NJ y Praca od 7am poniedzia³ek - pi¹tek y Doœwiadczenie nie wymagane. Przyjmujemy tylko telefony - nie email/sms. Proszê zostawiæ wiadomoœæ jeœli nikt nie odbierze telefonu.

TEL: 718-349-1600


Nr 244

Nowy Jork

16 paŸdziernika 2021

Marcella Sembrich-Kochañska – primadonna MET

Ta s³ynna polska œpiewaczka operowa, jedna z najwiêkszych na œwiecie koñca XIX i pocz¹tku XX wieku jest kolejn¹ bohaterk¹ cyklu o s³ynnych Polkach, aktywnych na arenie miêdzynarodowej.

Przypomnieliœmy ju¿ szerzej: Helenê Modrzejewsk¹ („Marsz, marsz Polonia” z 27 III i 3 IV), Polê Negri (8 i 15 V), Mariê Sk³odowsk¹-Curie (17 i 24 VII) oraz Halinê Konopack¹ 11 IX 2021. Panie te (poza p. Sk³odowsk¹) przez d³ugie lata ¿y³y i pracowa³y w Stanach Zjednoczonych. Marcella Sembrich – pseudonim artystyczny Marceliny Kochañskiej – u¿ywa³a te¿ pisowni nazwiska Marcella Sembrich-Kochañska – by³a gwiazd¹ i primadonn¹ tak¿e Metropolitan Opera House. Nazywano j¹ „cesarzow¹ œpiewu”. Dom, rodzina, szko³y Marcelina Kochañska zdoby³a wszechstronne wykszta³cenie muzyczne, do perfekcji opanowa³a: œpiew, grê na fortepianie, grê na skrzypcach, aktorstwo, œwietnie tañczy³a. Je¿eli dodaæ do wielkiego talentu znajomoœæ kilku jêzyków obcych – a œpiewa³a swobodnie w siedmiu – oraz, ¿e by³a bardzo towarzyska, z ogromnym poczuciem humoru, pracowita, doskonale czyta³a nuty, szybko uczy³a siê nowych partii, by³a dumna a zarazem waleczna i pewna siebie, dystyngowana, umiej¹ca zjednywaæ sobie ludzi, maj¹ca oparcie w rodzinie – to nie dziwi, ¿e œwiat le¿a³ u jej stóp. Co jeszcze j¹ charakteryzowa³o: ¿ywe usposobienie, mi³a aparycja, naturalny sposób bycia, uprzejmoœæ wobec ludzi, mia³a powabne lekko kr¹g³e kobiece kszta³ty, uwodzicielskie spojrzenie i piêkny urzekaj¹cy uœmiech; by³a lubian¹ osob¹ i artystk¹. A wszystko zaczê³o siê w rodzinnym domu. Marcelinka rozpoczê³a naukê gry na skrzypcach ju¿ w wieku czterech lat; rodzice nie zmarnowali jej talentu. W³aœciwe jej imiona i nazwisko to Prakseda Marcelina Kochañska, urodzona 15 lutego 1858 roku w Wiœniowczyku; to wieœ na Podolu, wtedy w Galicji w zaborze austriackim, w Drugiej Rzeczypospolitej miejscowoœæ le¿a³a w województwie tarnopolskim, znajduje siê na po³udnie od Tarnopola nieopodal Buczacza. Ojciec Kazimierz (1813-1873) pochodzi³ z miasteczka Bolechowa le¿¹cego ko³o Drohobycza i Stryja w województwie stanis³awowskim. By³ wêdrownym nauczycielem muzyki, dawnym muzykiem wojskowym, przemieszcza³ siê stale szukaj¹c kolejnych zleceñ, dworów, domów gdzie móg³by uczyæ muzyki. Matka Julianna de domo Sembrich (ur. 1837) pochodzi³a ze Lwowa, zajmowa³a siê domem. Niebawem po narodzeniu Marceliny Kochañscy osiedli w Bolechowie. By³o to miasteczko kilkutysiêczne, ze stacj¹ kolejow¹ na s³ynnej Galicyjskiej Kolei Transwersalnej (800 km) ³¹cz¹cej równole¿nikowo przez Karpaty Wêgry z Polsk¹. Po œmierci mê¿a pani Julianna przeprowadzi³a siê z dzieæmi do Lwowa. Dom Kochañskich by³ pe³en muzyki, muzykowali wspólnie chêtnie i bardzo du¿o: matka gra³a na skrzypcach, ojciec – te-

Marcella Sembrich w roli Ulany z opery „Manru” I. J. Paderewskiego, MET, Nowy Jork 1902, arch. J. Multarzyñskiego

raz organista w Bolechowie – gra³ równie dobrze na fortepianie, klarnecie co i wiolonczeli. Marcelina gra³a na skrzypcach od czwartego i na fortepianie od pi¹tego roku ¿ycia, muzykalni byli te¿ jej m³odsi bracia Ludwik i Leon. Pierwszy wystêp ma³ej Marceliny odby³ siê gdy mia³a dziesiêæ lat. Rodzice postanowili edukowaæ muzycznie utalentowan¹ córkê, zaczêto szukaæ pomocy, sponsorów – i uda³o siê. W 1870 roku Marcelina rozpoczê³a naukê w konserwatorium we Lwowie, w klasach fortepianu i skrzypiec, dyrektorem szko³y by³ pianista Karol Mikuli, uczeñ Chopina, cz³owiek utytu³owany co w przysz³oœci zapewne te¿ pomog³o Marcelinie jako „jego” absolwentce, ¿e wysz³a z dobrej szko³y. Ale najwa¿niejszym i bezpoœrednim jej profesorem i nauczycielem sta³ siê tu pianista Wilhelm Stengel, póŸniejszy jej m¹¿. Widz¹c i s³ysz¹c ogromny talent Marceliny organizowa³

nawet œrodki na jej kszta³cenie. Postanowi³ te¿, ¿e dalszy etap tej edukacji bêdzie we Wiedniu i nawet uda³ siê tam z ni¹ by pomóc w wyborze profesorów, znalezieniu lokum i œrodków do ¿ycia. We Lwowie zarabia³a jako nastolatka gr¹ na fortepianie podczas lekcji tañca, gdy podjê³a studia zorganizowa³ siê tu komitet zbieraj¹cy fundusze na jej naukê. Pomoc finansow¹ i kwaterê otrzyma³a równie¿ od wspieraj¹cej j¹ zamo¿nej rodziny Zellingerów, póŸniej we Wiedniu i w Mediolanie pomagali jej hrabiowie Alfred i Roman Potoccy. Gdy wyje¿d¿a³a z ukochanego Lwowa do Wiednia mia³a 16 lat, by³ 1875 rok, tu zaczê³a studia muzyczne instrumentalne – ale jak g³osi legenda, za namow¹ Ferenca Liszta skierowa³a swe g³ówne zainteresowania na œpiew. Mo¿liwe, ¿e wskazówki Liszta tylko dope³nia³y i potwierdza³y tak¿e oczekiwania pana Stengla co do dalsze-

go kierunku edukacji Marceliny. Jest taka opowieœæ na ten temat przytoczona przez Ma³gorzatê Komorowsk¹ i Juliusza Multarzyñskiego w ksi¹¿ce: Marcella Sembrich-Kochañska. Artystka œwiata (2016). Otó¿ podczas jej przes³uchania Liszt zapyta³ pianistkê, co m³oda dama mu zagra, ona zapyta³a: – Bach, Beethoven, mistrzu, Schumann czy Chopin? Gdy Liszt rozbawiony mia³ powiedzieæ, ¿e ma obszerny repertuar, potwierdzi³a i zapyta³a: – A mo¿e coœ z Liszta? I zaczê³a graæ jego introdukcjê do XII Rapsodii wêgierskiej. PóŸniej wziê³a skrzypce, sprawdzi³a strój i zagra³a coœ Wieniawskiego. Gdy Liszt zadziwiony zapyta³: czy coœ jeszcze? Zaœpiewa³a. Na to mistrz odpar³: – Mój anio³ku, Bóg da³ ci trzy pary skrzyde³ byœ lecia³a na nich przez krainê muzyki; wszystkie trzy równej s¹ miary, strze¿ ka¿dej – lecz œpiewaj. Œpiewaj dla œwiata! Bo masz g³os anio³a. W tym czasie we Wiedniu œpiewa³a najs³ynniejsza wówczas œpiewaczka, w³oska sopranistka Adelina Patti (1843-1919), primadonna Królewskiej Opery w Londynie. Marcelina zosta³a zauroczona jej œpiewem, postanowi³a, ¿e bêdzie œpiewaæ i bêdzie taka jak Patti; by³ to jej artystyczny wzorzec osobowy, zaczê³a wzorowaæ siê na niej w³aœciwie przez ca³¹ swoj¹ karierê. Sztandarow¹ parti¹ Patii by³a tytu³owa £ucja w £ucji z Lammermooru, by³a primadonn¹ w Covent Garden w Londynie od 1861 roku, œpiewa³a przez 56 lat, zmar³a w Londynie, pochowana jest w Pary¿u na Père-Lachaise. W³aœciwie Sembrich-Kochañska wesz³a na sceny œwiatowej opery w jej miejsce. £ucja sta³a siê te¿ sztandarow¹ i koronn¹ parti¹ p. Marcelli, nawet mówiono na Sembrich „druga Patti”. Gdy przybywa³y do Nowego Jorku, mieszka³y – wynajmowa³y apartamenty – w tym samym hotelu Windsor Hotel przy Pi¹tej Alei u zbiegu z 47 ulic¹. To by³ najbardziej komfortowy hotel w Nowym Jorku w koñcu XIX wieku. W 1876 roku, za namow¹ Wilhelma Stengla, Marcelina poczyni³a kolejny wa¿ny krok i wyjecha³a kszta³ciæ siê wokalnie do Mediolanu, ówczesnej stolicy œwiatowej opery. Pog³êbione nauki œpiewu w Mediolanie u Lampertich (ojca i syna) – pocz¹tki tej edukacji by³y we Wiedniu, zdobycie wszechstronnego wykszta³cenia muzycznego (œpiew, gra na fortepianie, gra na skrzypcach, aktorstwo), a tak¿e m¹dra opieka sprawnego mened¿era Stengla doprowadzi³y do w³aœciwego rozwoju artystki i spowodowa³y, ¿e drzwi do jej kariery otwiera³y siê coraz szerzej. Wilhelm Ludwig Stengel (1846-1917), Polak o niemieckich korzeniach, pochodz¹cy z Drezna, póŸniejszy m¹¿ Marceliny by³ starszy od niej o 12 lat, by³a jego drug¹ ¿on¹, œlub wziêli 15 VIII 1883 roku (podawana inna data œlubu jako 5 maja


1877 roku w Mediolanie jest b³êdna). Widaæ lubi³ m³ode dziewczyny, bo pierwsz¹ ¿onê poj¹³ jako nieletni¹ za zgod¹ jej ojca; nie wiadomo co siê z ni¹ póŸniej sta³o. Stengel by³ pianist¹, profesorem muzyki, zna³ doskonale œrodowisko muzyczne Europy, zacz¹³ uczyæ Marcelinê we Lwowie gdy mia³a 15 lat, potem pokierowa³ jej ¿yciem i karier¹ jak widaæ w³aœciwie. By³ jej mened¿erem, znakomitym impresario, organizatorem tras koncertowych, negocjowa³ warunki kontraktów etc. Zwraca³ siê do niej per Masia i tak samo zwracali siê do niej póŸniej wszyscy jej przyjaciele. Zmar³ w Nowym Jorku. Mieli dwóch synów: urodzonego w 1878 roku Wilhelma Marcellego (zgin¹³ w DreŸnie podczas bombardowania miasta przez Amerykanów w lutym 1945 roku) i m³odszego Marcelego Christiana, urodzonego w DreŸnie w 1885 roku a zmar³ego w wieku 16 lat. Byli przyk³adnym i kochaj¹cym siê ma³¿eñstwem, nie by³o tam afer i skandali. Po œmierci mê¿a p. Marcella zosta³a samotn¹ wdow¹ do koñca ¿ycia nie wi¹¿¹c siê z kolejnym mê¿czyzn¹. Pocz¹tki œwiatowej kariery Za jej debiut operowy uwa¿a siê wystêp w Atenach w 1877 roku; mia³a wówczas 19 lat, œpiewa³a Elwirê w Purytanach Belliniego. Bardzo wa¿nym etapem na trasie rozwoju jej kariery sta³o siê Drezno, Królewska Opera Saska „Semperoper” (zburzona przez Amerykanów w 1945 roku). To tutaj, przed pierwszymi wystêpami w pocz¹tku 1878 roku pojawi³ siê bodaj po raz pierwszy jej pseudonim artystyczny: nazwisko rodowe matki tj. Sembrich i poprzedzaj¹ce go skrócone jej imiê, brzmi¹ce teraz po w³osku. Odt¹d wystêpowa³a jako Marcella Sembrich. Polacy bardzo czêsto pisali i pisz¹: Marcella (lub Marcelina) Sembrich-Kochañska albo Kochañska-Sembrich. Artystka bywaj¹c np. w Warszawie te¿ sygnowa³a swoje zdjêcia dla przyjació³ czy melomanów jako Sembrich-Kochañska, co ciekawe, wybitny pianista Józef Hofmann z³o¿y³ jej dedykacjê na swoim zdjêciu w 1929 roku (!) s³owami: „Kochanej i najwiêkszej œpiewaczce pani Kochañskiej od Józefa Hofmanna”. Na jej bardzo wa¿ny drezdeñski debiut wybrano £ucjê z Lammermooru Donizettiego, nastêpnie wyst¹pi³a w Traviacie Verdiego, póŸniej by³y: Czarodziejski flet, Uprowadzenie z seraju, Lunatyczka, Robert Diabe³, Romeo i Julia, Dinorah, Marta. Jej sztandarowa tytu³owa partia £ucji z Lammermooru nale¿y do opery w³oskiej, do dzie³a w trzech aktach, wed³ug romantycznego libretta opisuj¹cego czasy XVI-wiecznej Szkocji. Temat i w Polsce popularny o zwaœnionych dwóch s¹siedzkich rodach. Jedni zagrabili dobra innych, m³odzi obu rodów zakochuj¹ siê w sobie, ale na przeszkodzie ich mi³oœci stoj¹ nie tylko waœnie ale i intrygi, dramatyczne sytuacje doprowadzaj¹ do œmierci kochanków. Konstrukcja opery jest znakomita, dramatyczna kulminacja, piêkne melodie w tym s³ynny sekstet z II aktu; zachowa³o siê jego nagranie z MET z udzia³em naszej œpiewaczki. W DreŸnie Mearcella Sembrich zdoby³a wielk¹ s³awê, uznanie, pieni¹dze; sta³a siê Nadworn¹ Królewsko-Sask¹ Primadonn¹, nazywano j¹ tu „polskim s³owikiem”. Zaczê³a otrzymywaæ ogromne ga¿e, np. za jeden wystêp w Warszawie tyle, ile dyrektor teatru rz¹dowego zarabia³ przez ca³y rok; ¿y³a jak prawdziwa gwiazda. Œpiewa³a te¿ z ogromnym powodzeniem w s³ynnym Gewandhaus w Lipsku, tu w 1879 roku, bra³a udzia³ – œpiewa³a – w koncercie z Johannesem Brahmsem (dyrygowa³ orkiestr¹ prawykonanie swojego Koncertu skrzypcowego D-Dur) i jego przyjacielem Józefem Joachimem – solista koncertu skrzypcowego; ten drugi by³ przyjacielem tak¿e Paderewskiego. Jednak z powodów m.in. intryg „kole¿anek” œpiewaczek zdecydowa³a w 1880

skiego, Paderewskiego, Stojowskiego, Zarzyckiego, ¯eleñskiego. Do najczêœciej œpiewanej z polskich pieœni nale¿a³o m.in. ¯yczenie Fryderyka Chopina z 1827 roku czyli skomponowane jeszcze w Warszawie, zapewne dla ukochanej Konstancji G³adkowskiej – niestety prawdopodobnie nie wiedzia³a, ¿e Chopin kocha siê w niej…, ¿e by³a jego m³odzieñczym idea³em. Pieœñ w tonacji G-dur, do s³ów Stefana Witwickiego: Gdybym ja by³a s³oneczkiem na niebie, Nie œwieci³abym jak tylko dla ciebie, Ani na wody, ani na lasy, Ale przez wszystkie czasy. Pod twem okienkiem, i tylko dla ciebie, Gdybym w s³oneczko mog³a zmieniæ siebie. (…) Metropolitan Opera House, 1937 r. (stary budynek), widok ze sceny na widowniê, przy fortepianie Józef Hofmann, foto domena publiczna

roku o odejœciu z opery w DreŸnie. Podczas koncertu po¿egnalnego w kwietniu 1880 roku œpiewa³a partiê Marty w operze Marta Friedricha von Flotowa, do³o¿y³a te¿ s³ynn¹ ariê Elwiry z opery Purytanie Belliniego. Bisowa³a t¹ ari¹ i by³a wywo³ywana na scenê 32 razy. Nie opuœci³a jednak Drezna na sta³e, œpiewa³a na koncertach abonamentowych, mieszka³a tu rodzina jej mê¿a, tu urodzi³a drugiego syna, wybudowa³a w DreŸnie piêkn¹ i zdobn¹ niczym pa³ac „Villê Marcella” (te¿ zburzon¹ w 1945 roku), wyje¿d¿a³a st¹d na koncerty w Europie. Po DreŸnie miejscem jej kolejnych sukcesów i anga¿u jako solistki by³y opery w Londynie i Petersburgu. By³a uznan¹ ju¿ mistrzyni¹ stylu bel canto. Œledz¹c jej karierê, nale¿y odnotowaæ, ¿e œpiewa³a partie operowe niemal wszystkich epok – ale to opera w³oska by³a jej najbli¿sza. Przypomnijmy choæ przekrojowo niektóre epoki, a by³y to: opera klasyczna – tu œpiewa³a kompozycje Mozarta: Wesele Figara, Czarodziejski flet, Don Giovanni (Don Juan), Uprowadzenie z seraju; opera romantyczna niemiecka, w³oska, francuska, s³owiañska i opera póŸnoromantyczna – np. F. von Flotow (Marta, Alessandro Stradella); opera w³oska – Rossini (Cyrulik sewilski), Bellini (Lunatyczka, Purytanie, Norma), Donizetti (£ucja z Lammermooru, Napój mi³osny, Don Pasquale, Córka pu³ku); opera francuska – Meyerbeer (Hugenoci), Halévy (¯ydówka), Gounod (Romeo i Julia, Faust), Bizet (Po³awiacze pere³); opera s³owiañska – Moniuszko (Halka), Anton Rubinstein (Demon), Paderewski (Manru); Verdi (Traviata, Rigoletto, Ernani), Wagner (Œpiewacy norymberscy, Lohengrin). W Europie œpiewa³a: we Francji (debiut w Pary¿u w 1884 r.), w Anglii, Hiszpanii, W³oszech, Cesarstwie Rosyjskim (np. w Petersburgu wystêpowa³a ponad 30 razy, otrzymuj¹c ka¿dorazowo bardzo wysokie honoraria), Monaco, Szwajcarii, w krajach Królestwa Prus, pañstwach zwi¹zkowych monarchii austro-wêgierskiej oraz w innych krajach. Oczywiœcie œpiewa³a i w miastach okupowanej pod zaborami Polski: w Warszawie, Lwowie, Krakowie, Wilnie, Poznaniu czy £odzi. W Warszawie wyst¹pi³a pierwszy raz w grudniu 1879 roku w koncercie, w którym brali udzia³ skrzypek W³adys³aw Górski i pianista Aleksander Micha³owski, po kilku dniach w operze œpiewa³a £ucjê w £ucji z Lammermooru i Izabellê w operze Robert Diabe³ Meyerbeera. W kwietniu 1880 roku podczas koncertu w ratuszu przy fortepianie akompaniowa³ jej wchodz¹cy na estrady I. J. Paderewski; w £ucji z Lammermooru w warszawskim Teatrze Wielkim wyst¹pi³a jeszcze w 1880 i 1886 roku, œpiewa³a w tym teatrze i w mieœcie w wielu innych przedstawieniach np.: Izabellê w Robercie Diable Meyerbeera a tak¿e w Lunatyczce, Cyruliku sewilskim, Traviacie, Rigoletcie, Hugonotach. Œpiewa³a tu na koncertach tak¿e

w latach 1889, 1895 i 1905 zaœ 30 IV 1909 roku œpiewa³a w Filharmonii Warszawskiej. Ostatni warszawski wystêp wspomina³ Artur Rubinstein, ¿e przedstawienia w Teatrze Wielkim by³y wówczas na najwy¿szym poziomie, ¿e wystêpowali tu najwiêksi artyœci: Battistini, panna Bellincioni, Anselmi, Caruso, bracia Reszke, panna Sembrich, sopranistki Korolewicz i Kruszelnicka. Jak wiadomo, M. Sembrich nie mog³a wzi¹æ udzia³u w koncercie 5 listopada 1901 roku inauguruj¹cym dzia³alnoœæ Filharmonii Warszawskiej, z uwagi na œmieræ jej m³odszego syna. W Krakowie œpiewa³a w 1886 r. i 1898 roku; w £odzi wyst¹pi³a w XII 1889 r. i 20 XI 1911 roku, ale wiêkszym powodzeniem cieszy³y siê tu w 1889 roku koncerty tenora W³adys³awa Mierzwiñskiego [A. Pellowski, Kultura muzyczna £odzi do roku 1918, £ódŸ 1994]. Najs³ynniejszy sopran koloraturowy Sembrich-Kochañska by³a najs³ynniejszym sopranem koloraturowym swojej epoki. Jej g³os obejmowa³ 2 ½ oktawy; pisano, ¿e w jej g³osie jest nie tylko wirtuozostwo, ale „najwy¿sze uduchowienie” (PSB). Jej wielkie powodzenie potwierdza te¿ d³ugoœæ wystêpowania na najs³ynniejszej w XX w. scenie operowej œwiata tj. Metropolitan Opera w Nowym Jorku, na której wyst¹pi³a 487 razy, by³a przez jedenaœcie sezonów primadonn¹ tej sceny. By³a te¿ pierwsz¹ gwiazd¹ MET – jak opisywana na tych ³amach inna Polka, aktorka Pola Negri by³a pierwsz¹ prawdziw¹, wielk¹ i pierwsz¹ gwiazd¹ kina w Hollywood; gwiazdy w kulturze wykreowali Amerykanie. Je¿eli za coœ krytykowano Marcellê, to ¿e niepotrzebnie dodawa³a do s³ynnych arii fioritury – nie zawsze ponoæ wykonywane bezb³êdnie. Te ozdobniki, kadencje i fioritury zosta³y jej niejako narzucone, nauczone i podpowiedziane przez jej profesorów; znamienne, ¿e nigdy nie dodawa³a ich do Mozarta. Mozart by³ czysty! Artystka w czasie, gdy ju¿ osi¹ga³a najwiêksze sukcesy ci¹gle bra³a lekcje œpiewu. Poza repertuarem operowym na koncertach œpiewa³a pieœni. Wspomniana w tym artykule badaczka ¿ycia i twórczoœci œpiewaczki, prof. Ma³gorzata Komorowska napisa³a w kwestii stylu sztuki œpiewaczej uprawianej przez Marcellê Sembrich: „Styl wówczas uniwersalny, typowy dla prze³omu wieku XIX i XX – wynikaj¹cy z repertuaru, estetyki teatru, charakteru koncertów, kontekstów spo³eczno-politycznych – a jednoczeœnie maj¹cy silne cechy indywidualne Sembrich. Przysz³o jej bowiem zamykaæ epokê romantycznego bel canto i z drugiej strony wprowadzaæ innowacje wykonawcze: jej bowiem przypisano zas³ugê wprowadzenia do obyczaju koncertowego recitalu pieœni”. Je¿eli chodzi o pieœni, to by³o ich w jej repertuarze w sumie ok. 360, w tym wiele polskich i œpiewanych po polsku: Chopina, Grossmana, Moniuszki, Niewiadom-

Ta pieœñ Chopina (jedna z dziewiêtnastu kompozytora), sielska piosnka, szybko zdoby³a popularnoœæ, obieg³a kraj, by³a i jest znana i wykonywana do dziœ niemal przez wszystkich Polaków. Wi¹¿e siê z ni¹ i Sembrich-Kochañsk¹ jej opowieœæ-wspomnienie z Petersburga. Otó¿ gdy œpiewa³a tam w 1881 roku na dworze cara Aleksandra II Romanowa (tak a’propos to ten, który sprzeda³ Amerykanom Alaskê), imperator zapyta³ j¹, czy mo¿e zaœpiewaæ mu jeszcze pieœñ polsk¹, o której wie ¿e j¹ œpiewa, na co œpiewaczka odpar³a, ¿e policja (cenzura) zabroni³a jej tu œpiewaæ po polsku. Car jednak nalega³, poprosi³ by zaœpiewa³a i… zaœpiewa³a po polsku ¯yczenie Chopina. Widaæ podoba³ siê wystêp, bo otrzyma³a diadem wysadzany siedmioma du¿ymi diamentami. Car za 13 dni ju¿ nie ¿y³, zosta³ zabity w zamachu bombowym przez 26. letniego Polaka Ignacego Hryniewieckiego, który te¿ zgin¹³ podczas wybuchu. Poza pieœniami polskimi œpiewa³a pieœni kompozytorów austriackich, niemieckich, rosyjskich, francuskich i in., œpiewa³a pieœni ludowe ró¿nych pañstw. Na program ostatnich jej wystêpów w 1916 roku w nowojorskiej Carnegie Hall, te¿ wybra³a pieœni ludowe 14 narodów. Na koncertach podczas bisów czêsto sama sobie akompaniowa³a na fortepianie – jak Paulina Viardot, zaprzyjaŸniona m.in. z Chopinem, uczennica Liszta; obie by³y przecie¿ te¿ pianistkami. Wzbudza³o to wielki entuzjazm i podziw Amerykanów. Z czasem coraz czêœciej bisowa³a w Ameryce dla du¿ych publicznoœci koncertowych piêkn¹, patriotyczn¹ amerykañsk¹ marszow¹ pieœni¹ (œpiewan¹ te¿ przez Armiê Unii – Armiê Pó³nocy) „Home, Sweet Home”, s³. John Howard Payne, muz. Henry Bishop. Amerykanie uwielbiali tê pieœñ i takie sytuacje na koncertach, wzruszali siê, Marcella nawi¹zywa³a z publicznoœci¹ bliski kontakt, zachêca³a do wspólnego œpiewania: Mid pleasure and palaces though we may roam, Be it ever so humble, there’s no place like home, A charm from the skies seems to hallow us there, Which seek thro” the world, is ne’er met elsewhere. Home! Home! Sweet, sweet home! There’s no place like home There’s no place like home! (…) Czêœæ II za tydzieñ Wojciech Stanis³aw Grochowalski

Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 , 17 Irving Place, New York, NY 10003 e-mail: pava.swap@gmail.com tel. (212) 358-0306, www.pava-swap.org Redakcja: Jolanta Szczepkowska Teofil Lachowicz


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

12

www.kurierplus.com

W s³u¿bie Polsce i Polonii

Krzysztof Langowski

Stanis³aw Jordanowski, niepodleg³oœciowiec i spo³ecznik Spogl¹daj¹c z obecnej perspektywy na dzieje polskiego wychodŸstwa niepodleg³oœciowego na terenie Stanów Zjednoczonych podczas II wojny œwiatowej i po jej zakoñczeniu w 1945 r. nie sposób jej sobie wyobraziæ bez znacz¹cych osobowoœci. Te w³aœnie indywidualnoœci swoim poœwiêceniem, dzia³alnoœci¹ polityczn¹, spo³eczn¹ i jednoczeœnie trosk¹ o zachowanie narodowych imponderabiliów w walce z komunistycznymi wp³ywami na polonijne œrodowisko niepodleg³oœciowe dawa³y wyraŸne œwiadectwo istnienia poza Polsk¹ wolnej myœli w utrwalaniu tradycji, kultury i prawdy historycznej narodu polskiego. Wœród nich bez wahania mo¿emy wskazaæ przede wszystkim na Stanis³awa Jordanowskiego. Stanis³aw Jordanowski urodzi³ siê 28 sierpnia 1914 r. w Wadowicach pod Krakowem na terenie ówczesnej Galicji, która wchodzi³a w sk³ad zaboru Austro-Wêgieskiego. Po ukoñczeniu gimnazjum im. Tadeusza Koœciuszki w Krakowie zosta³ skierowany do Szko³y Podchor¹¿ych Rezerwy Piechoty w Zambrowie, gdzie uzyska³ stopieñ podporucznika w 1936 r. Nastêpnie podj¹³ studia na wydziale prawa na Uniwersytecie Jagielloñskim w Krakowie, które uda³o mu siê zakoñczyæ i uzyskaæ dyplom w 1939 r. Bra³ udzia³ w walce z Niemcami we wrzeœniu 1939 r. Po zajêciu Polski przez wojska niemieckie i sowieckie uda³o mu siê przez Litwê i Rygê przedostaæ do Szwecji sk¹d 6 stycznia 1940 r. na statku dotar³ do Anglii a nastêpnie do Francji, gdzie wst¹pi³ do odradzaj¹cego siê Wojska Polskiego. S³u¿y³ w jednostce dzia³ przeciwpancernych wchodz¹cej w sk³ad 2. Dywizji Strzelców Pieszych dowodzonej przez gen. Bronis³awa Prugara-Ketlinga. Po agresji wojsk niemieckich w 1940 r. na Francjê Jordanowski wraz z dowodzonym przez siebie plutonem przeciwpancernym zosta³ przydzielony do oddzia³ów francuskich. Za wykazane w tych walkach mêstwo zosta³ odznaczony Krzy¿em Walecznych. Niestety szybko dosta³ siê do niewoli, sk¹d po trzech miesi¹cach po usuniêciu wszystkich dystynkcji z munduru uciek³. Dzia³a³ nastêpnie w charakterze oficera szkoleniowego na terenach nie okupowanych przez wojska niemieckie w Montpellier w zorganizowanej tam na terenie oœrodka akademickiego konspiracyjnej Polskiej Organizacji Walki o Niepodleg³oœæ. Jordanowski w tym okresie podj¹³ tak¿e studia na wydziale historii sztuki w Montpellier. Dwa lata póŸniej, po przejêciu kontroli nad tymi terenami przez Niemców w styczniu 1943 r., uda³o mu siê przedostaæ nielegalnie przez Pireneje, Hiszpaniê i Portugaliê do Wielkiej Brytanii, gdzie po zdaniu w Londynie egzaminu konkursowego i odbyciu rocznego kursu dyplomatyczno-konsularnego uzyska³ w czerwcu 1943 r. skierowanie do s³u¿by w polskim korpusie dyplomatycznym. Jordanowski pracowa³ w konsulacie RP w Londynie a póŸniej na stanowisku szefa sekcji konsularnej w Polskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Londynie. Nastêpnie od 31 lipca 1945 r. zosta³ przydzielony do Sztabu G³ównego Polskich Si³ Zbrojnych w Londynie, a nastêpnie w Polskim Korpusie Przysposobienia i Rozmieszczenia, gdzie s³u¿y³ a¿ do ostatecznej demobilizacji, która nast¹pi³a 15 wrzeœnia 1947 r. Jordanowski by³ jednym z g³ównych inicjatorów jesieni¹ 1945 r. zorganizowania przez œrodowisko polskich wojskowych Stowarzyszenia Polskich Komba-

tantów, w którym pracowa³ tak¿e w okresie po demobilizacji z wojska od 15 wrzeœnia 1947 r. do 1951 r. na stanowisku radcy prawnego. By³ tak¿e obok m.in. Jerzego Lerskiego, Andrzeja Becka i Jana Nowaka-Jeziorañskiego organizatorem Polskiego Ruchu Wolnoœciowego „Niepodleg³oœæ i Demokracja”, który by³ kierowany przez Rowmunda Pi³sudskiego. Po przyjeŸdzie do Stanów Zjednoczonych w 1951 r. Jordanowski zamieszka³ w Nowym Jorku, gdzie podj¹³ pracê w American Title Insurance Company, du¿ej firmie zajmuj¹c¹ siê ubezpieczeniami. Doszed³ do stanowiska wiceprezesa. Oprócz pracy zawodowej Jordanowski szybko zacz¹³ siê anga¿owaæ w dzia³alnoœæ spo³eczn¹. By³ cz³onkiem Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Ameryce, które powsta³o w Nowym Jorku w 1953 r., gdzie kierowa³ Komisj¹ Sprawiedliwoœci. W okresie swej dzia³alnoœci w SPK by³ tak¿e doradc¹ prawnym tej organizacji. Dlatego te¿ w okresie póŸniejszym, kiedy powsta³ projekt realizacji pomnika „Husarza” w centralnym punkcie nekropolii ¿o³nierskiej na cmentarzu w Amerykañskiej Czêstochowie w Doylestown Jordanowski znalaz³ siê w sk³adzie Komitetu jego budowy. Œwiadcz¹ o tym fakcie wyraŸnie s³owa, które pisa³ do autora tego monumentu Andrzeja Pityñskiego 4 marca 1986 r. „Poinformowa³em Pana, ¿e przedstawiciele polskich organizacji ¿o³nierskich w Ameryce, tj. SPK i SWAP, postanowili powierzyæ Panu realizacjê przedstawionego przez Pana projektu pomnika Husarz na cmentarzu w Amerykañskiej Czêstochowie”. Stanis³aw Jordanowski dzia³a³ tak¿e w Polskim Komitecie Imigracyjnym, Pol-

skiej Bratniej Pomocy a tak¿e istniej¹cym w œrodowisku niepodleg³oœciowym wychodŸstwa polskiego Skarbie Narodowym i Kongresie Polonii Amerykañskiej. Najbardziej czynnie zaanga¿owa³ siê jednak w dzia³alnoœæ Instytutu Józefa Pi³sudskiego w Ameryce. Zetkn¹³ siê z dzia³alnoœci¹ prowadzon¹ w Instytucie dziêki swojej ma³¿once Zofii, która w tej placówce archiwalno-naukowej udziela³a siê ju¿ od dawna pomagaj¹c spo³ecznie przy opracowywaniu znajduj¹cych siê w niej zasobów bibliotecznych. Cz³onkowie wchodz¹cy w sk³ad ówczesnego zarz¹du Instytutu szybko docenili zas³ugi Jordanowskiego dla prowadzonej przez nich instytucji i 20 wrzeœnia 1977 r.powo³ali go na cz³onka Rady. Rok póŸniej 14 listopada 1978 r. zosta³ wybrany na stanowisko sekretarza zarz¹du Instytutu, a nastêpnie w okresie od 19 marca 1984 r. do marca 1985 r. pe³ni³ obowi¹zki dyrektora wykonawczego w tej placówce archiwalno-naukowej. W tym samym roku w marcu 1985 r. zosta³ wybrany prezesem Instytutu. Na zajmowanym stanowisku dba³ bardzo o podtrzymanie autorytetu kierowanej przez siebie instytucji, który wypracowany zosta³ dziêki jego poprzednikom przez dziesiêciolecia. Nale¿a³ do nich tak¿e w dalszym ci¹gu aktywnie dzia³aj¹cy jeden z za³o¿ycieli Instytutu Wac³aw Jêdrzejewicz. Dlatego te¿ Jordanowski w swojej dzia³alnoœci wyraŸnie dba³ o to aby Instytut mia³ w dalszym ci¹gu wyraŸne oblicze polityczne jako placówka propaguj¹ca myœl niepodleg³oœciow¹ wyra¿an¹ przez Józefa Pi³sudskiego, ale jednoczeœnie tak¿e aby jego kierownictwo nie miesza³o siê do bie¿¹cej polityki w Polsce. Pisz¹cy na temat tego okresu dzia³alnoœci Jordanowskiego w Instytucie – by³y cz³onek Rady i dyrektor wykonawczy tej placówki archiwalno-naukowej Czes³aw Karkowski stwierdzi³ m.in. „Tylko bliscy jego wspó³pracownicy wiedzieli, jak ciê¿ka i wyczerpuj¹ca by³a to praca, wykonywana ca³kowicie spo³ecznie, a jedynym zadoœæuczynieniem by³a satysfakcja z poczucia dobrze spe³nionego obowi¹zku, poczucie zadowolenia, i¿ dla dobra wszy stkich s³u¿y siê wa¿nej sprawie. A spraw¹

Cheshire - Connecticut. Wrêczenie szabli Wac³awowi Jêdrzejewiczowi od Instytutu Józefa Pi³sudskiego w Nowym Jorku 31 stycznia 1993 r. Od lewej strony stoj¹ Janusz Cisek, Stanis³aw Jordanowski, Wac³aw Jêdrzejewicz.

Prezes IJPA Stanis³aw Jordanowski

t¹ by³a kwestia prawdy historycznej, której krzewieniu poœwiêcony by³ Instytut Pi³sudskiego”. Stanis³aw Jordanowski przyczyni³ siê tak¿e w znacznym stopniu do zwrotu pami¹tek rodzinnych nale¿¹cych do rodziny Józefa Pi³sudskiego, które zosta³y wywiezione we wrzeœniu 1939 r. z Warszawy i zdeponowane w budynku Biblioteki Polskiej w Pary¿u. Przez kilkadziesi¹t kolejnych lat toczy³y siê póŸniej potyczki maj¹ce na celu ich zwrot mieszkaj¹cym w Londynie córkom Józefa Pi³sudskiego Wandzie i Jadwidze. W³adze Muzeum zdecydowanie podejmowa³y staranie o ich pozostanie w Chicago. Pisz¹c na ten temat Wac³aw Jêdrzejewicz w czerwcu 1979 r. stwierdzi³ m.in. „Pani Marsza³kowa Aleksandra Pi³sudska, a po jej œmierci córki, czyni³y przez d³ugie lata starania o zwrot tych szabel jako pami¹tki rodzinnej. W³aœciwie rodzinie chodzi o dwie szable, których Marsza³ek u¿ywa³ za ¿ycia, by do³¹czyæ je do reszty osobistych pami¹tek, znajduj¹cych siê w Londynie”. Jak siê ostatecznie okaza³o to jednak tylko dziêki umiejêtnemu prowadzeniu rozmów przez Stanis³awa Jordanowskiego z kolejnym prezesem Polskiego Zjednoczenia Rzymsko-Katolickiego Edwardem Dykl¹ dosz³o w 1986 r. do pomyœlnego zakoñczenia kwestii zwrotu depozytu. Ujawniono przy tym fakt, ¿e ju¿ rok wczeœniej w 1985 r. Edward Dykla z³o¿y³ obietnicê Stanis³awowi Jordanowskiemu, ¿e jeœli zostanie wybrany w przysz³oœci na stanowisko prezesa tej organizacji to wówczas na uzgodnionych wspólnie przez nich warunkach depozyt zostanie zwrócony ich prawnym w³aœcicielom. Wac³aw Jêdrzejewicz pisz¹c do Wandy Pi³sudskiej na temat zakoñczonych rozmów z w³adzami ZPRK stwierdzi³ z zadowoleniem m.in. „wyobra¿am sobie jak Pani i Pani siostra Jadwiga s¹ szczêœliwe z racji zakoñczenia sprawy szabel Komendanta w Muzeum Polonii w Chicago. To by³ prawdziwy koszmar trwaj¹cy oko³o 30 lat. Pan Stanis³aw Jordanowski poinformowa³ Pani¹ o szczegó³ach. Muszê zaznaczyæ, ¿e wykaza³ on wielki talent w prowadzeniu rozmów z nowymi w³adzami Zwi¹zku Rzymsko-Katolickiego”. Cdn


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

Dooko³a sto³u

13

Adam Ma³osolny

Equilibrium, czyli dlaczego Francuzki nie tyj¹ Francja, a w³aœciwie kultura tego kraju bezsprzecznie mia³a i ma nadal ogromny wp³yw na œwiat. To jêzyk francuski wypar³ ³acinê staj¹c siê – nomen omen – „lingua franca” œwiata. Co prawda po kilkuset latach dominacji odda³ palmê pierwszeñstwa jêzykowi angielskiemu, ale nadal jest on wa¿ny, zreszt¹ jak wiele innych francuskich osi¹gniêæ. Niektóre z nich jak np. wyrafinowana francuska kuchnia – s¹ bezdyskusyjne. To prawdziwa alchemia smaków, która zapewne nie raz spêdza³a sen z powiek tak dietetykom jak i lekarzom. Sk³adniki i same potrawy we francuskim gotowaniu maj¹ nie tylko pierwszorzêdny smak, ale zdaj¹ siê z kompletn¹, sybaryck¹ beztrosk¹ szafowaæ iloœci¹ cholesterolu, która w konsekwencji powinna prowadziæ do choroby wieñcowej a tak nie jest! Nazywa siê to „francuskim paradoksem”, bo Francuzi rzadziej choruj¹ na serce ni¿ ludzie z innych kultur. Jeden paradoks stworzy³ natychmiast nastêpny. Niezdrowa dieta powinna staæ siê przyczyn¹ powszechnej oty³oœci a tymczasem – znów z nieznanego powodu – Francuzki nale¿¹ do najzgrabniejszych kobiet na œwiecie, bo po prostu nie tyj¹! Statystyczna Francuzka zjada o 1/3 t³uszczu wiêcej ni¿ Amerykanka, ale to prawie 70 procent Amerykanek cierpi na chroniczn¹ nadwagê. Pourquoi? chcia³oby siê zakrzykn¹æ. Na czym polega ta tajemnica? Dlaczego Francuzkom uchodz¹ na sucho wszystkie zbrodnie gastronomiczne a innym nie? Problem jest powa¿ny. Co roku na rynku wydawniczym pojawia siê kilka ksi¹¿ek z tzw. „diet¹ cud”, która ma pomoc wiêkszoœci kobiet z wyrównaniem wagi. Diety te s¹ zazwyczaj tak restrykcyjne i okrutne, ¿e nawet jeœli niektórym paniom udaje siê osi¹gn¹æ sukces, to czêsto jest to zwyciêstwo pyrrusowe, gastronomiczny koszmar na granicy g³odu i cierpienia. Dietetyczne poradniki pisz¹ naukowcy i z pewnoœci¹ mo¿na zaufaæ ich wiedzy, ale ci super wykszta³ceni ludzie zazwyczaj zapominaj¹, ¿e cz³owiek to nie jest maszyn¹ z miêsa i koœci i ka¿dy z nas jest inny. Zreszt¹ widaæ to, gdy rozejrzeæ siê dooko³a. Nikt nie jest taki sam! Na tej samej zasadzie ró¿ni nas od siebie wszystko: charakter, upodobania, zdolnoœci i… metabolizm. Metabolizm ka¿dego z nas jest inny. Na dodatek jest to proces dynamiczny: zmienia siê wraz z wiekiem, stylem ¿ycia i mo¿na wpaœæ w zdumienie, siedz¹c nad potê¿n¹ porcj¹ lodów z bit¹ œmietan¹, ¿e ludzie z doktoratami, pisz¹cy ksi¹¿ki dietetyczne zdaj¹ siê o tym zapominaæ. Wrêcz chc¹ nas traktowaæ jak biomaszyny, którymi nie jesteœmy! Dlatego los ksi¹¿ek na temat jakiejœ diety powinien byæ taki sam jak ksi¹¿ek telefonicznych. Powinny pójœæ na przemia³ i uchroniæ od zag³ady niewielki zagajnik lasu, gdzieœ w odleg³ym zak¹tku œwiata. Francuzki bez tych ksi¹¿ek s¹ szczup³e a rozmowa na temat diety wprawia je w za¿enowanie. We Francji w ogóle nie rozmawia siê o dietach – zw³aszcza z nieznajomymi. Mo¿na rozmawiaæ o jedzeniu, ale nie o dietach. A przecie¿ Francuzki lubi¹ dobrze zjeœæ i nie opuszczaj¹ ¿adnych posi³ków. Ich lunch czêsto sk³ada siê z 3-4 dañ. Podobnie obiad wraz z deserem i oczywiœcie winem. Jaka jest wiêc ró¿nica? Ta, która natychmiast rzuca siê w oczy tkwi w wielkoœci porcji. Zestresowani Amerykanie jedz¹ za du¿o, zaspokajaj¹c g³ównie g³ód psychiczny. Kultura francuska stworzy³a coœ, co nazywa siê francu-

skim zen, stanem równowagi, który powstaje dziêki radoœci ¿ycia. Zamiast umartwiaæ siê rygorystyczn¹ diet¹ i wyciskaæ z siebie siódme poty w sali gimnastycznej – Francuzki wol¹ siê tym ¿yciem cieszyæ, gdzie œmiech i mi³oœæ s¹ najwa¿niejszymi sk³adnikami. Znakomit¹ ksi¹¿kê na ten temat napisa³a Mireille Guiliano, która spêdza swoje ¿ycie pomiêdzy Ameryk¹ i Francj¹, bêd¹c szefem firmy sprzedaj¹cej eleganckie szampany. Jej ksi¹¿ka nosi prowokacyjny tytu³: „Francuzki nie tyj¹”. Zna oba kontynenty i we wczesnej m³odoœci zderzy³a siê z amerykañska diet¹, gdy jako wyró¿niaj¹ca siê uczennica liceum spêdzi³a rok w szkole w Weston pod Bostonem. W Ameryce mocno przyty³a a jej ojciec, który odbiera³ j¹ z portu (przyp³ynê³a statkiem) zamiast radoœnie j¹ przywitaæ, nazwa³ j¹ workiem ziemniaków! Jej matka – wiedz¹c, ¿e Mireille cierpi z powodu w³asnego wygl¹du – poprosi³a o dyskretn¹ pomoc rodzinnego lekarza. Ten z kolei po krótkiej rozmowie nakaza³ Mireille przez trzy tygodnie zapisywaæ w dzienniczku wszystko co zjad³a. By³a wówczas studentk¹ paryskiej uczelni, mieszka³a na stancji i dopiero po wpisach w dzienniczku zorientowa³a siê, ¿e mija po drodze szesnaœcie cukierni i czêsto je odwiedza. Okaza³o siê, ¿e dla zaspokojenia s³odyczowego na³ogu nie odmawia³a sobie niczego. Równowaga zosta³a powa¿nie naruszona i rodzinny doktor od razu to zauwa¿y³. Wiedzia³ tak¿e jak wa¿na jest motywacja i ¿e dojœcie do równowagi musi byæ stopniowe. Takie dzia³anie to prawdziwe przeprogramowanie mózgu. Mireille nadal mog³a jeœæ swoje ukochane, paryskie ciasteczka, ale tylko w dni œwi¹teczne zmniejszaj¹c stopniowo ich iloœæ i po dojœciu do upragnionej równowagi znów do nich powróciæ – tym razem jednak w rozs¹dnych proporcjach. Doktor sam by³ smakoszem i przekaza³ swojej pacjentce przepis na „magiczn¹ zupê z porów”. Aby rozpocz¹æ proces odchudzania nale¿y zacz¹æ go zdecydowanie, ale w sposób, w jaki cia³o nie poczuje siê zestresowane i osaczone g³odem. Pory s¹ niskokaloryczne i bardzo od¿ywcze. Sama zupa jest niezwykle prosta. Z oczyszczonych porów nale¿y odci¹æ górne, ciemnozielone liœci i zostawiæ ich bia³¹

czêœæ. Odciête liœcie nale¿y zachowaæ, bo przydadz¹ siê w gotowaniu innych zup. Bia³¹ czêœæ porów gotuje siê w du¿ym garnku przez ok. 20 min a nastêpnie zlewa siê wywar i studzi warzywa. Pó³ szklanki wywaru (lekko podgrzanego) nale¿y piæ co 2-3 godziny a g³ód zaspokajaæ ugotowanym porem. Po dwóch dniach kolejny posi³ek powinien sk³adaæ siê z ryby i dwóch warzyw na parze. Doktor zaleci³ Mireille zapisywanie swoich wra¿eñ gastronomicznych po zjedzeniu zupy w tym samym dzienniczku, w którym spisa³a trzytygodniow¹ inwentaryzacjê swego codziennego jad³ospisu. Jest to wbrew pozorom wa¿ne. Zapisanie nawet kilku zdañ na temat swoich kulinarnych doznañ spowoduje nawyk oceniania tego, co siê je i pomo¿e w œwiadomym podejmowaniu gastronomicznych decyzji. Cud francuskiej diety nie polega na ciê¿kich wyrzeczeniach a na przywróceniu zwichrowanej równowagi. Celem – paradoksalnie – nie jest zmiana w³asnego wygl¹du a radoœæ i przyjemnoœæ. Radoœæ pojawia siê wtedy, gdy poprawia siê wygl¹d i na pozór brzmi to tak samo, ale tylko na pozór. Niechêæ do swojego widoku w lustrze jest inspiracj¹ dla strachu przed tym co pomyœl¹ inni i wstrêtu do samego siebie. To nie s¹ do-

bre emocje, aby na nich budowaæ zmianê swojego stylu ¿ycia. Z kolei przyjemnoœci s¹ czêsto lekcewa¿one i zastêpuje je niedbalstwo koñcz¹ce siê nadu¿ywaniem alkoholu czy jedzenia. Przyjemnoœæ to smak, zapach i wygl¹d tego co jemy. Przyjemnoœæ to tak¿e wygl¹d cz³owieka i jego zachowanie. Stwierdzenie „francuski szyk”, doskonale to w sobie zawiera, bo jest to przyjemnoœæ z powodu tego jak nas odbiera œwiat. Jak na nas reaguje. Francuzki ubieraj¹ siê ³adnie nawet gdy wynosz¹ œmieci (bo nigdy nic nie wiadomo). Wiedz¹, ¿e mo¿na daleko zajœæ ze œwietn¹ fryzur¹, butelk¹ szampana i boskimi perfumami. Wiedz¹ tak¿e, ¿e najbardziej wyszczupla … mi³oœæ! Nie trzeba lekarza aby przeanalizowa³ spisane w dzienniczku trzytygodniowe menu. Samemu ³atwo jest stworzyæ z tego listê podejrzanych. Makaron, pizza, piwo, lody, s³odycze, napoje gazowane i wiele tanich substytutów prawdziwych smako³yków. Mireille Guiliano proponuje, aby z list¹ podejrzanych rozprawiæ siê w ci¹gu nastêpnych trzech miesiêcy. Usuwaæ je z menu powoli, ale skutecznie i zastêpowaæ je niewielk¹ iloœci¹ produktów najwy¿szej jakoœci. Jeden ma³y kawa³ek wykwintnej, gorzkiej czekolady daje ekstatyczn¹ rozkosz wiêksz¹ ni¿ tuzin snickersów. Jest to proces powolny, ale skuteczny i zapobiega efektowi jo-jo. Diabe³ zawsze tkwi w szczegó³ach i te szczegó³y, które towarzysz¹ wszystkiemu, co na koniec pojawi siê na naszym stole maj¹ ogromne znaczenie. Zakupy spo¿ywcze powinny byæ robione na góra dwa dni a nie jak to jest w czêstym zwyczaju na dwa tygodnie. Gdy robi siê to tak, jak robi¹ to Francuzki, du¿¹ wagê przyk³ada siê do tego, co siê chce przygotowaæ i dok³ada siê starañ aby wysz³o jak najlepiej. Posi³ek powinno siê zawsze jeœæ na siedz¹co, nigdy z kartonów czy pojemników a w talerzach z pe³nym zestawem sztuæców i serwetek. To podkreœla wagê i znaczenie jedzenia a tak¿e daje wiêcej radoœci, gdy skupia siê na nim pe³na uwagê. Zabija to ogl¹danie telewizji czy czytanie gazety w czasie posi³ku. Swoje kulinarne doznania co do smaku czy aromatu potrawy warto zapisaæ w dzienniczku. To dodatkowa, psychologiczna satysfakcja, która bêdzie tworzyæ granicê pomiêdzy radoœci¹ z jedzenia a ob¿arstwem. Nie nale¿y opuszczaæ posi³ków, ale trzeba zadbaæ o to, aby powoli zmniejszaæ wielkoœæ porcji. Kiedy jednak przyciœnie g³ód i ¿¹dza czegoœ s³odkiego stanie siê nieznoœna, trzeba siê na to przygotowaæ i zawczasu nastawiæ naturalny jogurt. Ten w sklepie ma wiêcej cukru i chemicznych dodatków ni¿ niejeden deser. Przygotowany samemu jogurt nie ma cukru, ale ma kultury bakterii i mo¿na do niego dodaæ owoce czy kie³ki pszenicy. Nie tylko jest zdrowy, ale zaspokaja uczucie g³odu. Na efekt nie trzeba d³ugo czekaæ a jego najlepszym miernikiem s¹ obcis³e spodnie a nie waga. Jest to miernik wiarygodny, czytelny a przede wszystkim seksowny. To, jak wygl¹daj¹ Francuzki nie jest efektem nowoczesnej diety czy ¿elaznej dyscypliny. Jest to efekt kulinarnej kultury tego kraju, doprowadzanej do doskona³oœci przez setki lat, gdzie jakoœæ zawsze wa¿niejsza by³a ni¿ iloœæ. Dlatego od Francuzek, które jedz¹ wszystkimi piêcioma zmys³ami wiele siê mo¿na nauczyæ i nic nie stoi na przeszkodzie aby to zrobiæ i byæ szczup³ym i szczêœliwym jak one. m


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

14

www.kurierplus.com

GRUBE RYBY I PLOTKI

„Ca³e moje ¿ycie siê rozpad³o, a ja nie zauwa¿y³am wczeœniej ¿adnego znaku ostrzegawczego” – wyzna³a Adele w pierwszym po d³ugiej przerwie wywiadzie, którego udzieli³a magazynowi Vogue. Piosenkarka przyzna³a, ¿e „wrzuci³a granat do swojego ma³¿eñstwa” i zakoñczy³a trwaj¹cy dziewiêæ lat zwi¹zek. Przy okazji zapewni³a: „Nie wyrz¹dzaliœmy sobie krzywdy, nic z tych rzeczy. Po prostu przestaliœmy byæ ze sob¹ szczêœliwi”. I doda³a: „Chcê, ¿eby mój syn obserwowa³ swoj¹ mamê, która kocha i jest kochana. To dla mnie naprawdê wa¿ne. Simon [by³y m¹¿] jest osob¹, której powierzy³abym swoje ¿ycie. Wybra³am idealnego cz³owieka na ojca swojego dziecka. To jedna z rzeczy, z których jestem najbardziej dumna. Ale w pewnym momencie zrozumia³am, ¿e byæ mo¿e to ja jestem problemem. Bior¹c rozwód z mê¿em, tak naprawdê rozwiod³am siê z sam¹ sob¹” – wyzna³a gwiazda. Wokalistka przyzna³a, ¿e syn zadawa³ jej wiele pytañ dotycz¹cych rozstania, na które nie do koñca umia³a znaleŸæ odpowiedŸ. Dlatego postanowi³a napisaæ o tym… piosenki. „Mam nadziejê, ¿e kiedy bêdzie mia³ 20 lub 30 lat i pos³ucha mojej p³yty, zrozumie, kim naprawdê jestem i dlaczego zdecydowa³am siê wywróciæ jego ¿ycie do góry nogami w pogoni za w³asnym szczêœciem” – wyjaœni³a. Jej d³ugo oczekiwany album ma pojawiæ siê lada dzieñ. Jednak na równi z muzyk¹, fanów interesuje spektakularna metamorfoza artystki. Adele straci³a 45 kilogramów i z dum¹ prezentuje szczup³¹ sylwetkê. Niestety nie wszystkim podoba siê nowa ods³ona piosenkarki. Czêœæ fanek uwa¿a, ¿e przesta³a byæ… autentyczna. „Moje cia³o by³o uprzedmiotowione przez ca³¹ moj¹ karierê. Nie dzieje siê to dopiero teraz” – powiedzia³a Adele. Artystka wyjaœni³a, ¿e w ostatnim czasie bardzo du¿o trenowa³a, ale nie chwali³a siê postêpami w mediach spo³ecznoœciowych, poniewa¿ robi³a to dla siebie. „Rozumiem, dlaczego jest to dla niektórych szok. Rozumiem, dlaczego niektóre kobiety szczególnie zosta³y zranione. Wizualnie reprezentowa³am wiele kobiet. Ale wci¹¿ jestem t¹ sam¹ osob¹. Nie musisz mieæ nadwagi, aby byæ <cia³opozytywna>, mo¿esz mieæ dowolny kszta³t lub rozmiar” – podkreœli³a artystka. I doda³a, ¿e najbardziej brutalne rozmowy na temat jej cia³a prowadzi³y inne kobiety. „By³am tym bardzo... rozczarowana. To rani³o moje uczucia”. W rozmowie z magazynem brytyjska artystka wyzna³a tak¿e, ¿e zaczê³a chodziæ na terapiê, by uporaæ siê z nierozwi¹zanymi problemami z dzieciñstwa, które rzutowa³y na jej mi³osne relacje. „W relacjach z mê¿czyznami stosowa³am taki schemat:

Rich Paul i Adele

<Na pewno zamierzasz mnie skrzywdziæ, wiêc najpierw ja skrzywdzê ciebie>. To by³o bardzo toksyczne i unieszczêœliwia³o mnie przez d³ugi czas” – ujawni³a Adele. Opowiedzia³a te¿ o ojcu, który po rozwodzie z matk¹ znikn¹³ z jej ¿ycia, a z którym zd¹¿y³a siê pojednaæ tu¿ przed jego œmierci¹. Mark Evans przez ca³e ¿ycie zmaga³ siê z chorob¹ alkoholow¹. Zmar³ w wieku 57 lat, na nowotwór jelita. Adele wraca po przerwie z nowym cia³em, now¹ p³yt¹ i nowym partnerem. Wybrankiem gwiazdy okaza³ siê 39-letni Rich Paul, ceniony agent sportowy, który reprezentuje wiele gwiazd amerykañskiej koszykówki. „Rich spad³ mi z nieba” – wyzna³a gwiazda. „Nie czujê lêku, napiêcia czy oszo³omienia. Wrêcz przeciwnie. […] Randkowa³am wczeœniej i mê¿czyŸni bali siê wychodzenia gdzieœ ze mn¹. Tymczasem jego to nie przera¿a. Jest cudowny! Zabawny i bystry!” – mówi³a, wyraŸnie zakochana, gwiazda. Trzymamy kciuki za nowy muzyczny kr¹¿ek i – byæ mo¿e – nowy „z³oty kr¹¿ek”… na palec. * Choæ póŸno debiutowa³a, dzisiaj jest jedn¹ z najbardziej lubianych polskich aktorek. Danuta Stenka. Zagra³a ponad sto ról filmowych, m.in. w „£agodnej” Mariusza Treliñskiego, „Prowokatorze” Krzysztofa Langa czy „Nocnym graffiti” Macieja Dutkiewicza. Niezmiennie zachwyca promiennym uœmiechem i ponad-

Weronika Kwiatkowska

czasow¹ urod¹. Od 30 lat szczêœliwa ¿ona tego samego mê¿a, matka dwóch córek. 10 paŸdziernika obchodzi³a 60 urodziny. Przysz³a na œwiat w Sierakowicach, a dzieciñstwo spêdzi³a w Gowidlinie na Kaszubach. Wychowa³a siê w rodzinie nauczycielki jêzyka rosyjskiego i elektromontera. D³ugo nie myœla³a o aktorstwie, choæ wiele osób z jej otoczenia uwa¿a³o, ¿e ma tzw. warunki. Po maturze nie zdawa³a do ¿adnej szko³y teatralnej przekonana, ¿e siê nie ma szans. W koñcu zdecydowa³a siê podj¹æ naukê w Studium Aktorskim przy Teatrze Wybrze¿e w Gdañsku, które ukoñczy³a w 1984 roku. Wkrótce zadebiutowa³a na scenie Teatru Wspó³czesnego w Szczecinie rol¹ Abigail w „Czarownicach z Salem”. Szybko pojawi³y siê kolejne anga¿e i role, m.in. w Teatrze Nowym w Poznaniu oraz warszawskich teatrach: Dramatycznym, Rozmaitoœci i Narodowym. Specjalizowa³a siê w rolach dramatycznych. Dopiero adaptacja bestsellerowej powieœci Katarzyny Grocholi „Nigdy w ¿yciu” by³a szans¹, by pokazaæ szerszej publicznoœci nieco ³agodniejszy wizerunek. „Wbrew temu, co wypisywa³a krytyka, psiocz¹c na mnie, ¿e wda³am siê w ten film, nie ¿a³ujê tamtej decyzji. Wrêcz siê z niej cieszê, bo przez lata kompletnie zapomnia³am, ¿e jest we mnie takie ró¿owo-jasnozielono-wiosenne pasmo. By³am przecie¿ kojarzona z rolami dramatycznymi i takie gra³am. Musia³o byæ ciê¿ko, mocno, groŸnie, beznadziejnie. Wielki dó³. I ból – mój dy¿urny temat” – ¿artowa³a. Od tej pory Stenka pojawia³a siê w popularnych serialach i komediach romantycznych. Mê¿em aktorki jest Janusz Grzelak. W tym roku para œwiêtuje 30. rocznicê œlubu. Ma³¿onkowie poznali siê na festiwalu teatralnym w Toruniu pod koniec lat 80. Aktor zrezygnowa³ z kariery w bran¿y filmowej i… zaj¹³ siê domem. O swojej relacji Danuta Stenka opowiada: „Przede wszystkim bardzo siê lubimy. Jesteœmy po prostu dobrymi kumplami, przyjació³mi. Fajnie nam siê razem rozmawia, wyg³upia, pichci, podró¿uje... I po œwiecie, i przez ¿ycie”. I dodaje: „Kiedy na horyzoncie pojawi³y siê moje sukcesy, wró¿ono nam koniec zwi¹zku. T³umaczono, ¿e mê¿czyzna, zw³aszcza w tym zawodzie, skoncentrowany na so-

bie nadwra¿liwiec, nie udŸwignie sytuacji, w której ¿ona bêdzie mia³a wiêksze osi¹gniêcia ni¿ on”. Jednak partner ¿yciowy okaza³ siê wielkim oparciem i sukcesów ¿ony nie traktowa³ jako swojej pora¿ki, ale wspólne zwyciêstwo. „Jest przewodnikiem stada. To on organizuje, wozi, kupuje, zabezpiecza, umawia. Jest moim najwiêkszym przyjacielem. Gdybym teraz dosta³a propozycjê podpisania paktu z diab³em na do¿ywotni¹ atrakcyjnoœæ i zainteresowanie ze strony innych mê¿czyzn, jak 20 lat temu, w zamian za rozstanie z moim mê¿em, w sekundê bym to odrzuci³a. Chcia³abym, ¿eby moje dziewczyny te¿ spotka³y takich partnerów na ¿ycie” – deklaruje. To rzadkoœæ, pozostaje zatem ¿yczyæ kolejnych trzydziestu lat w zdrowiu i mi³oœci. m

Danuta Stenka


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

Stany wewnêtrzne

Weronika Kwiatkowska

Babie lato A u was nuda i bieda, myszy, deszcz i Polska. * Prognozy na nadchodz¹cy tydzieñ nadal imituj¹ lato. Ale ono skoñczy³o siê we wtorek. Kiedy kot po³o¿y³ siê na wzmacniaczu. Po raz pierwszy od szeœciu miesiêcy. Wróci³ na zimowe legowisko. Zdegustowany nag³ym spadkiem temperatury. Wczeœniejsze znaki wysy³ane przez jesienn¹ forpocztê ³atwo mo¿na by³o przeoczyæ. Zmarzniête stopy. Gwa³towna sk³onnoœæ do parzenia herbaty. Pierwsza myœl o we³nianym kocu schowanym w czeluœciach szafy. I ¿e trzeba wyd³ubaæ tampony klimatyzatorów z okien. To wszystko by³y zaledwie zapowiedzi. Ostateczny wyrok wyda³y zwierzêta. Wróci³y pod dach. I u³o¿y³y siê w najcieplejszym punkcie domu. Odk¹d wprowadzi³y siê do naszego mieszkania, inaczej odmierzamy pory roku. I snu. Przyzwyczailiœmy siê do nocnych pobudek, kiedy g³oœnym miauczeniem domagaj¹ siê karmienia, albo odwrotnie, sk³adaj¹ dary w postaci martwych myszy i szczurów. Te ostatnie po-

jawi³y siê w dzielnicy wraz z pandemi¹. Podobno winny jest nadmiar œmieci. Czyli jak zwykle – cz³owiek. Jeszcze niedawno widok truch³a na pod³odze wzbudza³ paroksyzmy lêku i obrzydzenia. Budzi³am K., ¿eby zebra³ zw³oki z pod³ogi i natychmiast wyniós³ œmieci. Dzisiaj – jeœli wstanê w nocy i natknê siê na trupa – przechodzê beznamiêtnie. Raz zdarzy³o siê, ¿e martwa mysz przele¿a³a pó³ dnia pod kanap¹. Myœla³am, ¿e to skarpetka.

* Jesieñ. Jeszcze nie ca³kiem wydoby³am siê z letniego rozmem³ania, a ju¿ santa claus strasz¹ na sklepowych pó³kach. Uœmiechniête dynie i paj¹ki z cicika mieszaj¹ siê z posypk¹ do pierników i papierem w renifery. Koniec wakacji. Trzeba wracaæ do kupowania. Œwiêta – jak zauwa¿y³ trafnie S³awomir Mro¿ek – to ciê¿ka harówka. Coraz gorzej znoszê t³umy. Zbyt d³uga kolejka do kasy wywo³uje symptomy zbli¿one do ataku paniki. Dr¿enie r¹k i ko³atanie serca. Zimne poty. Odzwyczai³am siê. Zdzicza³am. Wiêkszoœæ czasu spêdzaj¹c w samotnoœci. Nie wychodz¹c do pracy. Do ludzi. Polubi³am ciszê. S¹ dni, kiedy nie w³¹czam radia. Ani muzyki. Czytam. Piszê. Albo gapiê siê na œpi¹ce koty. DŸwiêki przychodz¹ zza œciany. Trzaskanie drzwi. Przeje¿d¿aj¹ca œmieciarka. P³acz dziecka. S¹siad, który gra na gitarze i œpiewa. Ma w repertuarze rzewne songi

Johnny’ego Casha, Boba Dylana, Roberta Planta. Nosi skórzane spodnie. JeŸdzi na motorze. Za kilka lat zostanie w³aœcicielem szeœciorodzinnego domu, w którym teraz mieszka. Mo¿e wtedy nie bêdzie ju¿ musia³ chodziæ do pracy. Bêdzie tylko przychodzi³ po czynsz. Jak jego babka. Coraz mocniej zgiêta ku ziemi. Kiedy zbiera przejrza³e pomidory. I psioczy na koty, które z ogródka uczyni³y kuwetê. Kiedyœ z motyk¹ rusza³a na bezpañskie, wal¹c w œciany schronów na zimê, które postawiliœmy dla b³¹kaj¹cych siê czworonogów. Dzisiaj kiwa tylko z dezaprobat¹ g³ow¹. Mruczy coœ pod nosem. Macha rêk¹. Straci³a pazur. Koñczy siê – stwierdzi³a s¹siadka z góry. Której m¹¿ pojecha³ na wakacje do ojczyzny. I nie wróci³. Nie wystaje ju¿ przed klatk¹. Nie gra w szachy z kolegami z fyrtla. Nie wieszczy kolejnych koñców œwiata. Pytam co u niego s³ychaæ i czy zostaje w Serbii na dobre. Mam nadziejê – odpowiada ze œmiechem. I wtedy zauwa¿am, ¿e wygl¹da inaczej. Jakby uby³o jej co najmniej dziesiêæ lat. * PaŸdziernik. Du¿o sobie obiecywa³am po tegorocznej jesieni. Ale sprawy nie potoczy³y siê we w³aœciwym kierunku. W zasadzie w ogóle siê nie potoczy³y. Raczej zastyg³y. W bezruchu. Skropli³y w dni i tygodnie dotkliwej bezczynnoœci. Przeczekiwania. Zawstydzaj¹ce, ¿e mo¿na przepierdoliæ tyle czasu. I nawet nie czuæ wyrzutów sumienia. Wybór pomiêdzy bezmyœln¹, têp¹ prac¹ za grosze i drenuj¹c¹ fizycznie za nieco wiêksze, ale nadal ¿a³oœnie ma³e wy-

Kim s¹ ludzie, którzy obrzucaj¹ siê wzajemnie b³otem, pisz¹ nienawistne komentarze, s³owem – okazuj¹ siê osobami z³ymi, wrednymi, pozbawionymi empatii i umiejêtnoœci rozumienia racji kogoœ innego? Tak, piszê o autorach komentarzy i wpisów na Facebooku, innych portalach spo³ecznoœciowych, ale te¿ w ogóle osobach komentuj¹cych cokolwiek w internecie. Naiwne zdziwienie internetow¹ agresj¹ wyra¿am ju¿ od lat, ¿eby nieodmiennie s³yszeæ uspokajaj¹c¹ i nieco protekcjonaln¹ odpowiedŸ. „-Naprawdê siê tym przejmujesz? To przecie¿ internet! Jacyœ ludzie, którzy najwyraŸniej maj¹ za du¿o wolnego czasu, anonimowo wy³adowuj¹ swoj¹ agresjê. Ale przecie¿ wiêkszoœæ tego nie robi, maj¹ coœ lepszego do roboty ni¿ wdawaæ siê w komputerowe pyskówki. A nawet ci zapalczywi w wirtualnych konfliktach, to na co dzieñ mili koledzy z pracy, porz¹dni obywatele, troskliwi rodzice, niezawodni przyjaciele.” No nie wiem… przede wszystkim muszê zwróciæ uwagê na rosn¹c¹ skalê zjawiska. Piêæ, dziesiêæ, piêtnaœcie lat temu… im dalej wstecz, tym wiêcej mo¿na by³o wskazaæ osób, zwykle starszych, które nie by³y zainteresowane Facebookiem, udzielaniem siê na forach dyskusyjnych, w ogóle u¿ywaniem internetu. ¯ycie – koniecznoœæ za-

wodowa, wzglêdy praktyczne – zmusi³o kolejne osoby obra¿one na internet albo boj¹ce siê, ¿e sobie nie poradz¹ z obs³ug¹ pod³¹czonego do Sieci komputera, aby jednak siê przy³¹czyæ do t³umu. Wchodzi te¿ w grê obawa przed izolacj¹ towarzysk¹. Niemal wszyscy koledzy i kole¿anki z klasy, studiów, miasteczka 70-letniej pani lub pana s¹ ju¿ na w serwisach spo³ecznoœciowych, wymieniaj¹ siê zdjêciami wakacji, pokazuj¹ z dum¹ swojej wnuki i pieski, wreszcie odnajduj¹ kontakt z dawnymi przyjació³mi i mi³oœciami. Dlaczego wiêc zostawaæ poza tym œwiatem? Dlaczego siedzieæ samemu w pokoju, gdy w s¹siedniej sali s³ychaæ rozmowy, gwar i œmiech? Tak wiêc nieœmia³o wchodz¹ do tej wielkiej sali (czasem wnuczek pomo¿e otworzyæ drzwi i zarejestrowaæ siê na liœcie goœci), a tam znajd¹ wszystko: ludzi w ka¿dym wieku, rozrywkê, muzykê, kó³ka polityczne i ró¿añcowe. Bazar rozmaitoœci, otwarty codziennie i to przez ca³¹ dobê. Tak wiêc coraz wiêcej osób na œwiecie uczestniczy w internetowym ¿yciu. S¹dzê, ¿e wiêkszoœæ nadal pozostaje biernymi obserwatorami, woli tylko ogl¹daæ innych, czytaæ o nich, co najwy¿ej wrzuciæ „lajka” lub serduszko. Lecz ta mniejszoœæ, która postanowi³a w³¹czyæ siê do pyskówek, to ju¿ setki milionów w skali œwiata. To nie jakaœ odizolowana grupa przestêpcza, to nie dzieci specjalnej troski. Ci internetowi nienawistnicy i idioci to my. Skoro tak, przyjrzyjmy siê sobie, jacy naprawdê jesteœmy. Naprawdê, bo te wredne wypowiedzi s¹ zwykle anonimowe. Czyli, jacy jesteœmy, gdy nas nikt nie widzi, gdy mamy na twarzy maskê, gdy

nagrodzenie, parali¿uje. Chyba jeszcze nie potrafiê uznaæ, ¿e to koniec. Skoczyæ na g³ówkê w przepaœæ kolejnych miesiêcy i lat toczonych grzybem codziennego poczucia klêski i beznadziei. Ci¹gle mam nadziejê na zmianê. Na niemo¿liwe. Ale w kraju, w którym panuje kult pracy, coraz trudniej wyt³umaczyæ siê z nicnierobienia. Przyznaæ, ¿e bol¹ – podsuwane przez ¿yczliwych – oferty pracy z kategorii tych, których podjêcie rozwa¿a siê wy³¹cznie w sytuacji ostatecznego upadku. Tak nisko mnie cenicie? – chcia³oby siê zapytaæ. Ale nie wolno. Bo siê obra¿¹. Przecie¿ chc¹ dobrze. No a w twojej sytuacji… W mojej sytuacji. Obracam s³owa na jêzyku. A potem spluwam za lewe ramiê. Na szczêœcie. * Dzieñ by³ pusty, bez zdarzeñ. I dlatego rozszerzy³ siê jak ogromna przestrzeñ. I przysz³o do mnie nagie szczêœcie istnienia. Us³ysza³am, jak serce moje ko³acz¹c rodzi czas. I nadbiega³y szeregiem sekundy istnienia jak podarki bez ceny. ** m * Konstanty Ildefons Ga³czyñski, List znad rzeki Limpopo. ** Anna Œwirszczyñska, Podarki bez ceny.

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com

Kim s¹ ci ludzie? Jan Latus

15

podpisujemy siê fa³szywym nazwiskiem. Jak siê zachowujemy, gdy wiemy, ¿e pozostaniemy bezkarni. Najwiêcej takiej bezprzyk³adnej agresji pojawia siê przy tematach politycznych. Jest to te¿ problem „baniek” informacyjnych, gdzie spotykaj¹ siê tylko ludzie podzielaj¹cy pogl¹dy. Czasem jednak pojawia siê na forum osoba o pogl¹dach przeciwnych. Wypowiada siê zaczepnie, pod pr¹d, inaczej ni¿ reszta dyskutantów. Czyni to by propagowaæ swoj¹ prawdê (która jest najprawdziwsza), przekonywaæ nieprzekonanych, nawracaæ niewiernych. Jednak zdaje ona sobie œwietnie sprawê, ¿e nie przekona nikogo. Œci¹ga wiêc tylko na siebie gniew i pogardê. Jest ta osoba wyzywana od zdrajców, ubeków, komuchów, lewaków/prawaków. Co ciekawe, bez wzglêdu na to, czy wyznaje pogl¹dy prawicowe czy lewicowe, jest uznawana za op³acanego przez Kreml trolla. Mo¿e i tak siê czasem dzieje – wtedy jest to agent wp³ywu, który nie przejmuje siê, ¿e wywo³uje zgorszenie i pogardê. Przeciwnie – w³aœnie na wywo³aniu takich emocji mu zale¿y. Ale jeœli jest to osoba prywatna, która samotnie toczy mecz „na wyjeŸdzie”, czyli forum obcej mu ideologicznie gazety? Jak znosi te bluzgi, wyzwiska, wdeptywanie w b³oto? Lubi to, jest politycznym masochist¹? Zostawmy jednak politykê, temat dla wielu ludzi najwa¿niejszy, skoro œcieraj¹ siê tu pryncypia organizacji œwiata. Te srogie opinie i po³ajanki mo¿na od biedy u internetowych politykierów zrozumieæ. Sk¹d jednak taka wrednoœæ u ludzi, gdy opisuj¹ sprawy piêkne i szlachetne?

Nie ma tu wyj¹tków. Mo¿e to byæ filmik na YouTube prezentuj¹cy wykonanie muzyki klasycznej, na przyk³ad dziewczyny z Singapuru, teraz obywatelki USA, która podczas ostatniego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie podbi³a serca widowni g³êbokim zrozumieniem muzyki naszego kompozytora. Przy tym jest to osoba niezwykle skromna i sympatyczna. Pod filmem z jej koncertu w Bia³ymstoku przeczyta³em wpis (potem wykasowany, ale jednak): „Ma³pa przy pianinie”. Ale nie tylko bia³ostoccy rasiœci wypowiadali siê pod filmem. Jeden, u¿ywaj¹c powszechnych dziœ s³ów wulgarnych, rozpisywa³ siê, jak mu ktoœ zaj¹³ jego, numerowane miejsce. Ktoœ zaatakowa³ go, ¿e jest æwokiem, ten opowiedzia³ mu jeszcze ostrzej. Bez wzglêdu na to, czy ogl¹damy filmik o uratowanym piesku, czytamy esej o Szymborskiej, komentujemy fina³ tenisowego turnieju U.S. Open, zawsze ktoœ komuœ nadepnie na odcisk. Ktoœ wyzwie innego od „trolli”, tamten wypomni pe³en b³êdów angielski polemisty, tamten siê odgryzie. Ju¿ siê wkurzyli na siebie, ju¿ siê nienawidz¹. Internetowe fora przypominaj¹ bar w prowincjonalnym miasteczku, mo¿e na Podlasiu, mo¿e w Teksasie, mo¿e w Irlandii, bez ró¿nicy, gdzie spokojny, ale ju¿ nietrzeŸwy facet zawsze w koñcu wzburzy siê jakimœ naszym s³owem. Uniesie siê dum¹, poczuje siê obra¿ony, uzna, i¿ musi broniæ honoru dziewczyny, dru¿yny pi³karskiej, ojczyzny. I zaczynaj¹ siê bluzgi, potem w ruch id¹ piêœci i kij do bilardu. W internecie tacy zakompleksieni i nadwra¿liwi kolesie nie s¹ pijani (chyba) i nie mog¹ nam zrobiæ fizycznej krzywdy. Ale zgnoiæ, upokorzyæ s³owami potrafi¹ i robi¹ to ochoczo. Naprawdê tkwi taka potrzeba u tylu milionów ludzi? I do tej pory tego nie zauwa¿yliœmy? m


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

16

www.kurierplus.com

PowieϾ w odcinkach St. Fleszarowa

- Muskat

Lato nagich dziewcz¹t

Lato nagich dzie wcz¹t

odc. 11

L

ato nagich dziewcz¹t przenosi nas do Sopotu lat 50. Trwa gor¹ce lato, pachn¹ce rozpalon¹ s³oñcem pla¿¹ i olejkiem do opalania. Monciak têtni ¿yciem – rz¹dzi nim barwny t³um spragniony kawiarnianych romansów i klubowych przygód. Grzegorz, znany rzeŸbiarz, przyjecha³ tutaj w poszukiwaniu natchnienia i modeli do swoich prac. Otoczony kobietami, które zabiegaj¹ o jego wzglêdy i uczucia, walcz¹c o chwilê uniesienia, odnajdzie wreszcie mi³oœæ. Odbêdzie siê to jednak w doœæ zaskakuj¹cych okolicznoœciach...

G

Stanis³awa Fleszarowa-Muskat

dy pan zapali³ œwiat³o w wozie, patrzy³ mu prosto w oczy z bezczelnym ¿¹daniem pochwa³y za tak dobre pilnowanie wozu. Pan jednak go nie pochwali³. Niedobrze jest mieæ zbyt inteligentnego pana. – Pies jest straszny cham! – mówi³ Grzegorz, ogl¹daj¹c rêkê Ulki. – Straszny cham, którego w³aœciwie powinno siê zostawiaæ samego w domu, ¿eby nie straszy³ ludzi. Na szczêœcie nie by³a to rana, tylko silne uderzenie zêbami. Miejsce nabieg³o krwi¹, ale skóra by³a ca³a. – Za karê pies nie bêdzie jecha³ ko³o pana – mówi³ dalej Grzegorz, wci¹¿ rozcieraj¹c rêkê dziewczyny. – Pies bêdzie siedzia³ z boku, a ko³o pana usi¹dzie ofiara psa, dla której pan radzi psu byæ bardzo mi³ym. GwóŸdŸ przys³uchiwa³ siê przemowie z opuszczonym ³bem. Strzela³ na boki oczyma, co oznaczaæ mia³o zawstydzenie i chêæ kajania. Wci¹¿ mia³ nadziejê, ¿e pan zrozumie we w³aœciwy sposób jego intencje. Kiedy jednak Grzegorz uczyni³ wymowny gest rêk¹, pos³usznie zeskoczy³ na ziemiê. Ulka tryumfalnie w³adowa³a siê do wozu, w jednej chwili zapominaj¹c o bólu i przestrachu. Be zaklê³a. G³oœno, spod serca. – Co siê sta³o? – zaniepokoi³ siê Grzegorz. Chcia³by ju¿ je dowieŸæ do domu, by uchroniæ siê od nastêpnych niespodzianek. – Zostawi³am puderniczkê! – jêknê³a. Ch³opcy rzucili siê z powrotem na schody. – Marek, ¿eby przynieœæ puderniczkê, Kamyk, ¿eby z³apaæ Be na k³amstwie. – Poczekajcie, nie wiecie, gdzie j¹ mog³am zostawiæ! – zawo³a³a biegn¹c za nimi. Grzegorz usiad³ przy kierownicy i zapuœci³ motor. Poprzez przedni¹ szybê samochodu patrzy³ na niebo; wydawa³o siê jak naklejony na szk³o czarny jedwab w z³oty rzucik gwiazd. Pomyœla³, ¿e nikt dot¹d nie wpad³ na pomys³ produkowania materia³u w taki wzór. Brunetkom by³oby w nim do twarzy. I rudym. Ech, i blondynkom tak¿e. Wszystkim kobietom jest do twarzy w nocy. Wyprostowa³ nogi i przez chwilê trwa³ bez ruchu, nie myœl¹c o niczym, doskonale spokojny i szczêœliwy. Poczu³ nagle na udzie ma³¹, gor¹c¹ d³oñ. Palce przesunê³y siê ku kolanu i stanê³y nieruchome, napiête, uciskaj¹ce miêsieñ a¿ do lekkiego, rozkosznego bólu. Drgn¹³. Ta niespodziewana pieszczota podzia³a³a na niego jak pr¹d elektryczny. Prowadzi³ teraz ¿ycie mnicha. Zawsze siê tak zachowywa³, gdy pracowa³. Mi³oœæ

traktowa³ jak natchnienie; uwa¿a³, ¿e nie mo¿na doznawaæ równoczeœnie dwóch natchnieñ. Ale dziêki tej ascezie ostrzej atakowa³y go nag³e pokusy i ma³a d³oñ, która teraz g³adzi³a powolnym, jednostajnym ruchem jego udo, przyprawi³a go o zawrót g³owy. Równoczeœnie obudzi³ siê w nim gniew – nie lubi³ tego rodzaju zaczepek. Powoli odwróci³ g³owê ispojrza³ na ni¹. Siedzia³a przechylona nieco ku niemu, ale oczy jej patrzy³y gdzieœ w bok i nie móg³ œci¹gn¹æ ich spojrzenia. Na rozchylonych ustach b³¹ka³ siê ma³y, nic nie mówi¹cy uœmieszek. Zerkn¹³ szybko ku schodom. Nikt nie nadchodzi³. Po³o¿y³ d³oñ na plecach dziewczyny i przyci¹gn¹³ j¹ do siebie. Podnios³a g³owê, jak ma³y ptak, który czeka, aby go nakarmiæ. Poca³owa³ j¹ brutalnie, z wœciek³oœci¹. Jêknê³a, a gdy j¹ puœci³, podnios³a d³oñ do ust. Na schodach rozleg³y siê g³osy Be i ch³opców. – Od razu wiedzia³em, ¿e j¹ masz w torebce – mówi³ Kamyk. By³ bezlitosny. Przez ca³¹ drogê powrotn¹ Grzegorz myœla³, w jaki sposób pozbyæ siê tamtych trojga i zabraæ dziewczynê na noc do siebie. Z Beñk¹ i aktorem nie bêdzie k³opotu. Wysadzi ich na rogu Monte Cassino. K³óc¹ siê, ale z przyjemnoœci¹ przeœpi¹ siê ze sob¹. Jedyna rada dla sk³óconych par. Kiedy dusze nie pasuj¹ do siebie, pozostaj¹ jeszcze cia³a. Ale Marek? Nie powinien mu tego robiæ. Ch³opak wpatrywa³ siê w dziewczynê jak w obraz. Ale czy nie lepiej bêdzie, jeœli od razu siê z niej wyleczy? Przecie¿ wart by³ kogoœ lepszego ni¿ ta ma³a k... ka. Postanowi³, ¿e odbêdzie z nim jutro d³ug¹, mêsk¹ rozmowê, w której mu wszystko wyt³umaczy. Nie chcia³, ¿eby cierpia³ z tak b³ahego powodu. Be poprosi³a rzeczywiœcie, ¿eby zatrzyma³ wóz przy Monte Cassino. Wysiedli obydwoje z Kamykiem, jeszcze raz dziêkuj¹c za urocz¹ wycieczkê. Za nimi wyskoczy³ Marek i otworzy³ przednie drzwiczki, ¿eby pomóc wysi¹œæ Ulce. – Nie bêdziemy pana dalej fatygowaæ – powiedzia³. – Ja odprowadzê Ulê do domu. Dziewczyna nie rusza³a siê z miejsca, choæ GwóŸdŸ – to bydlê z³oœliwe – zeskoczy³ z siedzenia, ¿eby pozwoliæ jej przejœæ. – Odprowadzê ciê – powtórzy³ Marek. Be i Kamyk stali na brzegu chodnika. Grzegorz po³o¿y³ swoj¹ ciê¿k¹ d³oñ na rêce dziewczyny wspartej o siedzenie. Przez chwilê trzyma³ j¹ i gniót³. Powinien by³ powiedzieæ, ¿e obieca³ jej spacer na molo, coctail w barze Grand Hotelu czy coœ w tym rodzaju, ale widzia³ w œwietle ulicznej latarni twarz Marka i po prostu nie móg³ tego powiedzieæ. – Dobranoc – rzek³ szybko. – Do jutra! Marek znów wyci¹gn¹³ rêkê, ale Ula wysiad³a bez jego pomocy. Grzegorz zatrzasn¹³ drzwiczki i ruszy³ tak szybko, ¿e zapomnia³ o GwoŸdziu. Dopiero gdy us³ysza³ obra¿one szczekanie psa, zatrzyma³ wóz i – bardzo siê wstydz¹c – poczeka³ na niego.

IX

Wystêpowa³a znakomita aktorka. Do póŸnej staroœci zachowa³a najpiêkniejszy nosek, jaki kiedykolwiek widzia³a scena polska. Sala by³a tak wype³niona, ¿e nie mo¿na by³o znaleŸæ ani jednego wolnego miejsca. Stali przy drzwiach w pobli¿u sceny,

ulegaj¹c pobo¿nemu prawie zachwytowi, który opanowa³ widzów. Starsze panie trzyma³y na kolanach wi¹zanki kwiatów i wyciera³y nosy w maleñkie chusteczki, wzruszone nie tyle akcj¹ sztuki, ile wspomnieniem w³asnej m³odoœci, któr¹ widzia³y w zawsze uroczej kobiecie na scenie. Marek ogl¹da³ s³awn¹ aktorkê po raz pierwszy. Jej tryumfaln¹ przesz³oœæ zna³ tylko z opowiadañ rodziców. Poddawa³ siê jednak tej atmosferze z ciekawoœci¹ turysty zwiedzaj¹cego historyczne miasto. Piêkna staruszka na scenie by³a dla niego dzie³em sztuki. Chcia³ zapytaæ Ulkê, czy czuje to samo. Dotkn¹³ jej ramienia. Odwróci³a ku niemu twarz i po nieobecnym wyrazie jej oczu pozna³, ¿e myœli o czym innym. Nie zapyta³a nawet, czego od niej chce. Nie móg³ ju¿ wróciæ do poprzedniego nastroju. Mia³ przed sob¹ jej nagi kark, wzruszaj¹co szczup³y karczek, na którym wi³y siê dwa ma³e loczki, wysuniête niesfornie spod spiêtego na czubku g³owy wêz³a. – O czym ona myœli? – przestraszy³ siê. – Dopiero teraz zauwa¿y³, ¿e jest w nowej sukience, której szyciem by³a tak przejêta, poniewa¿ po raz pierwszy kupowa³a sobie coœ za w³asne pieni¹dze. By³ to bia³y nylon, lekki jak ob³ok. Powinien by³ wczeœniej zwróciæ na ni¹ uwagê, powiedzieæ, jak piêknie w niej wygl¹da, gdy tylko zjawi³a siê w teatrze w tych bia³ych powiewnoœciach. Ale nie uczyni³ tego, a teraz by³o ju¿ za póŸno. Zerkn¹³ ku do³owi, chcia³ zobaczyæ, czy ma na nogach za ciasne pantofle matki. Wiedzia³, ¿e w tym wypadku bêdzie tkliwa i potulna przez ca³y wieczór. Ale nie – zobaczy³ bia³e k³apaczki bez piêt na wysokim koturnie. Podobne mia³a Be i gdyby mia³ wiêcej doœwiadczenia, powinien by³ wiedzieæ, ¿e ona musi mieæ je tak¿e. Nie by³ w stanie zrozumieæ, jak mo¿na nie spaœæ z takiego obuwia. Dziewczêta jednak porusza³y siê z wdziêkiem na tych szczud³ach, jakby ka¿dej chwili nie grozi³o im skrêcenie karku. – One jednak maj¹ coœ z tresowanych ma³p – pomyœla³ z dobrotliw¹ pogard¹. – Chodz¹c przez ca³e dzieciñstwo w p³askim obuwiu, nagle potrafi¹ wskoczyæ na coœ takiego i nie zabiæ siê ani przewróciæ. Tego nie dokona³by ¿aden ch³opiec, na pewno. Podczas przerwy kierownik teatru poprosi³ Ulkê, ¿eby po zakoñczeniu przedstawienia poda³a kwiaty znakomitej aktorce. Marek dozna³ uspokajaj¹cego olœnienia. Ach, to dlatego tak siê wystroi³a na dzisiejszy wieczór. Wiedzia³a, ¿e wyjdzie na scenê, ¿e wszyscy bêd¹ na ni¹ patrzeæ. Uœmiechn¹³ siê pob³a¿liwie, jak starszy pan, który pozwala dzieciom robiæ g³upstwa. Ostatni akt spêdzi³a ju¿ za kulisami, a Marek wbi³ rêce w kieszenie i w dalszym ci¹gu stoj¹c przy drzwiach czeka³. Tekst sztuki wyda³ mu siê naraz nieznoœnie przegadany, d³u¿yzny prosi³y siê o o³ówek re¿yserski. Kiedy wreszcie rozleg³y siê brawa, poczu³ dreszcze. Ludzie klaskali stoj¹c; myœla³, ¿e nigdy nie skoñcz¹ tej og³upiaj¹cej czynnoœci. Walili brawa, jakby od nich zale¿a³o dalsze istnienie œwiata. Przymkn¹³ oczy i czeka³, czeka³ na ciszê. Kiedy wreszcie nast¹pi³a i lekki szmer przebieg³ przez salê, pozna³, ¿e to Ulka ukaza³a siê na scenie. Rzeczywiœcie sta³a tam bia³a i zwiewna, a goŸdziki, które podawa³a, by³y podobne do jej sukienki. Wyci¹gnê³a z nimi rêce pe³nym onieœmielonego wdziêku gestem. Znakomita aktorka

patrzy³a na ni¹ przez d³ug¹ chwilê, a potem pochyli³a siê i poca³owa³a j¹ ostro¿nie w opalony policzek. Wszystkie kobiety na sali zrozumia³y, jakiego smutku musia³a doznaæ, dotykaj¹c ustami tej wiosny. Rozleg³y siê znowu brawa i Ulka, czerwona ze wzruszenia, sfrunê³a miêdzy dekoracje. Marek wybieg³ z sali i czeka³ na ni¹ przy schodach prowadz¹cych zza kulis na dziedziniec. Wpad³a mu w ramiona dysz¹ca z podniecenia, nieprzytomna ze szczêœcia. – Widzia³eœ? – Widzia³em! By³aœ cudowna! – A s³ysza³eœ brawa? To by³y dla mnie. Na pewno dla mnie! – Na pewno dla ciebie. I dla twojej sukienki. Marek by³ rad, ¿e zdarzy³a siê jednak okazja do powiedzenia kilku s³ów na ten temat. – Sk¹d wiedzia³aœ, ¿e musisz siê tak ³adnie ubraæ? Czy kierownik powiedzia³ ci wczoraj? – Nie, nic mi nie mówi³ – zaprzeczy³a, urwa³a nagle i spojrza³a na niego z ukosa. Odsunê³a siê i zesz³a ze schodków. Ludzie wysypywali siê na ulicê. Trzeba by³o poczekaæ, a¿ wyjdzie ostatni widz i widownia zostanie zamkniêta. – Dok¹d idziemy? – spyta³ Marek, gdy wreszcie opuœcili teatr. – Mo¿e masz ochotê na lody? Ulka nie zatrzyma³a siê. Skrêci³a w stronê Sêpiej Alei i sz³a d³ugimi krokami. – Nie masz ochoty na lody?! – krzykn¹³ Marek. – Nie – powiedzia³a przez ramiê. – A w ogóle... – zatrzyma³a siê nagle i wyjaœni³a ostro i g³oœno, jakby ju¿ teraz by³a pewna, ¿e zaczn¹ siê k³óciæ. – Muszê gdzieœ iœæ... Marek poczu³ w ¿o³¹dku fizyczny ból, jak od uderzenia. – Teraz? – wyj¹ka³. – O tej porze? – Tak. – O tej porze gdzieœ iœæ? – Tak. – Co ty mówisz? To chyba niemo¿liwe... – Dlaczego niemo¿liwe? – podjê³a zaczepnie. – Dlaczego niemo¿liwe? Umówi³am siê z kimœ. Chcia³ zapytaæ z kim, ale powstrzyma³ siê w porê. Powiedzia³aby mu, by³a bezlitosna, a on nie chcia³ tego wiedzieæ. – Naprawdê umówi³aœ siê z kimœ? – powtórzy³ cicho. Przera¿a³o go, ¿e zbiera mu siê na p³acz. Czu³ rozsadzaj¹cy ból w gardle, jak wtedy za dawnych lat, gdy ktoœ robi³ mu krzywdê, a on móg³ tylko krzyczeæ z bólu i upokorzenia. – Ty nie mog³aœ tego zrobiæ – szepn¹³ z pe³nym nadziei niedowierzaniem. Ale i si³y Ulki wyczerpa³y siê ju¿ w tej scenie. Wyobra¿a³a sobie, ¿e mu powie, a on odejdzie. Tymczasem on sta³. Pyta³. Prosi³. Na to nie by³a przygotowana. – Ach, idŸ¿e sobie wreszcie! – krzyknê³a. Szumia³o jej w uszach, przed oczyma migota³y czarne plamy. Nic chcia³a myœleæ o tym, co bêdzie jutro, jak spojrzy mu w oczy. Czu³a teraz do niego tylko nienawiœæ, smutn¹ nienawiœæ za to, ¿e jej nie rozumie. Skoro j¹ kocha³, powinien wiedzieæ, ¿e to jest jedyna szansa w jej ¿yciu. Powinien jej pomóc, a nie przeszkadzaæ. W œwietle latarni zobaczy³a, ¿e dr¿¹ mu usta. I j¹ tak¿e zabola³o coœ w gardle, w oczach i w nosie. Odwróci³a siê i zaczê³a uciekaæ. Pantofle bez piêt przeszkadza³y jej. Przystanê³a i szybko zrzuci³a je z nóg. Boso, rani¹c sobie stopy o ostry ¿wir, bieg³a przed siebie. Zatrzyma³a siê wreszcie oprzytomniawszy na tyle, ¿eby zdaæ sobie sprawê, ¿e nikt jej nie goni. Zdj¹³ j¹ strach, ¿e Bieñ mo¿e ju¿ na ni¹ nie czeka. Zawróci³a i znów zaczê³a biec w przeciwnym kierunku, zadyszana i niespokojna. Nigdy by mu tego nie wybaczy³a, nigdy by nie wybaczy³a Markowi, gdyby tamten nie czeka³ ju¿ na ni¹. Cdn.


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

17

Budapeszt 1956 Siostro, Ja proszê, wiêcej utocz mi z ¿y³ krwi, tej, której nie zd¹¿y³em przelaæ za Polskê, krwi z tamtych dni, z barykady Powiœla, Starówki i Wolskiej. Tadeusz Kubiak, „Wysy³aj¹c krew do Budapesztu”

23

cowa rewolta robotników poznañskich odbi³a siê szerokim echem nad Dunajem.

* Stalinizm na Wêgrzech by³ wyj¹tkowo represyjny. Ju¿ w roku 1949 aresztowano kierownictwo episkopatu z kardyna³em Mindszentym na czele. W pocz¹tkach lat 50. w wiêzieniach wêgierskich znajdowa³o siê trzy razy wiêcej wiêŸniów politycznych ni¿ w Polsce. Wydano wyroki œmierci na wielu patriotycznych dzia³aczy i polityków. Przeœladowania nie oszczêdzi³y niektórych przywodców komunistycznych, szczególnie pochodzenia ¿ydowskiego. Stracono m. in. by³ego ministra spraw wewnêtrznych Laslo Rajka. Po œmierci Stalina podjêto próby czêœciowych reform, g³ównie w dziedzinie gospodarki. W latach 1953 -1955 premierem rz¹du wêgierskiego by³ Imre Nagy, który zyska³ sobie opiniê reformatora. Po dwóch latach urzêdowania Nagy zosta³ usuniêty przez twardog³owego szefa partii komunistycznej Rakosiego. Wêgrzy œledzili uwa¿nie odwil¿ polityczn¹ w Polsce, rozpoczêt¹ wiosn¹ 1956 r. a czerw-

* Wspomniane na pocz¹tku demonstracje studenckie w Budapeszcie 23 paŸdziernika przerodzi³y siê szybko w walki uliczne. Jeszcze tego samego dnia obalono olbrzymi pomnik Stalina w centrum miasta. W³adze, nie mog¹c zaprowadziæ porz¹dku, wezwa³y na pomoc wojska sowieckie. Imre Nagy zosta³ ponownie powo³any na stanowisko premiera i wezwa³ ludnoœæ do zachowania spokoju. Jednoczeœnie og³osi³ rozwi¹zanie AVH (odpowiednik polskiego UB) oraz wezwa³ armiê do zaprzestania walk z powstañcami. 28 paŸdziernika, na proœbê w³adz wêgierskich, wojska sowieckie zaczynaj¹ opuszczaæ Budapeszt. 30 paŸdziernika og³oszono przywrócenie swobód obywatelskich i systemu wielopartyjnego. W sk³ad rz¹du powo³ano kilku niekomunistycznych ministrów. W tym samym dniu wychodzi na wolnoœæ przywódca wêgierskiego Koœcio³a kardyna³ Mindszenty, który w przemówieniu radiowym deklaruje poparcie dla powstania. 1 listopada Nagy og³asza neutralnoœæ Wêgier i wyst¹pienie z Uk³adu Warszawskiego. Rz¹d wêgierski zwraca siê z proœb¹ o wycofanie oddzia³ów radzieckich z Wêgier. Prosi cz³onków ONZ o zagwarantowanie neutralnoœci Wêgier. Taka decyzja by³a niew¹tpliwie b³êdem ze strony bohaterskiego premiera. Na Kremlu potraktowano to jako g³ówny powód do interwencji militarnej i ostatecznego zd³awienia powstania.

paŸdziernika 1956 r. studenci Budapesztu zebrali siê pod pomnikiem genera³a Józefa Bema pod has³em „Wêgrzy idŸcie za Polakami”. By³ to pocz¹tek wêgierskiego powstania narodowego. Kilka dni wczeœniej w Warszawie odby³o siê prze³omowe plenum rz¹dz¹cej PZPR, które wybra³o na nowego przywódcê maj¹cego wówczas opiniê liberalnego komunisty W³adys³awa Gomu³kê. Potraktowano to jako zwyciêstwo spo³eczeñstwa polskiego i czêœciowe uniezale¿nienie siê od Moskwy. Mija w³aœnie 65 lat od tamtych, dramatycznych wydarzeñ.

Kardyna³ Mindszenty

Imre Nagy

opuszcza kraj g³ównie przez granicê z Austri¹. Rozpoczn¹ nowe ¿ycie w Europie Zachodniej oraz w Kanadzie, USA i Australii.

4 listopada nad ranem czo³gi sowieckie atakuj¹ Budapeszt i prze³amuj¹ opór s³abo uzbrojonych powstañców. Premier Nagy próbuje schroniæ siê w ambasadzie jugos³owiañskiej lecz zostaje aresztowany. Zginie dwa lata póŸniej na szubienicy. Kardyna³owi Mindszntiemu udaje siê dotrzeæ do poselstwa amerykañskiego, gdzie uzyskuje azyl polityczny. Pozostanie w budynku poselstwa przez 15 lat. W³adzê obejmuje powo³any przez Moskwê nowy rz¹d z Janosem Kadarem na czele. Sporadyczne walki z si³ami sowieckimi trwaj¹ do 10 listopada. W Budapeszcie ginie co najmniej 2500 powstañców i ludnoœci cywilnej. Tysi¹ce uczestników powstania zostaje aresztowanych. Wielu otrzymuje wyroki œmierci. W ci¹gu kilku tygodni od upadku powstania prawie 200 tysiêcy Wêgrów

Janos Kadar

* Rewolucja wêgierska spotka³a siê z olbrzymim poparciem i solidarnoœci¹ spo³eczeñstwa polskiego. Organizowano spontaniczne zbiórki materia³ów opatrunkowych, artyku³ów pierwszej potrzeby, odzie¿y, itp. Ogólna iloœæ tej pomocy osi¹gne³a 44 tony. Najwiêkszym wyrazem poparcia dla narodu wêgierskiego by³o oddawanie krwi dla rannych w Budapeszcie. Ponad 11 tysiêcy Polaków odda³o krew dla wêgierskich braci. Przebywaj¹cy w Budapeszcie dziennikarze tygodników „Po Prostu” i „Nowa Kultura” przekazywali bezpoœrednie relacje o wydarzeniach w Budapeszcie. Poeta i pisarz Wiktor Woroszylski opisa³ przebieg rewolucji w swym „Dzienniku wêgierskim”. * Tragedia wêgierska mog³a powtórzyæ siê nad Wis³¹. Jesieni¹ 1956 r. nastroje antysowieckie by³y w Polsce niezwykle silne. Polacy wykazali jednak sporo zdrowego rozs¹dku. Istnieje opinia, ¿e pamiêæ o gehennie powstania warszawskiego powstrzyma³a ludzi od chwycenia za broñ. Nieco póŸniej powsta³o powiedzenie, ¿e w 1956 r. Wêgrzy zachowali siê jak Polacy, Polacy jak Czesi a Czesi jak œwinie (w³adze Czechos³owacji utrudnia³y przewóz polskiej pomocy do Budapesztu). Mówi¹c powa¿nie, mit o polskim „s³omianym ogniu” zosta³ w 1956 r. znacznie nadwyrê¿ony. Sowiecka dominacja utrzyma³a siê jeszcze ponad 30 lat, ale w polityce wewnêtrznej Polacy zachowali spory margines swobód kulturalnych i prawie ca³kowit¹ wolnoœæ religii. Jak mawiano – Polska by³a najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym.

Kazimierz Wierzbicki


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

18

Zamów og³oszenie drobne Cena $10 za maksimum 30 s³ów

HYDRAULICY POSZUKIWANI Zatrudnimy pracowników z doœwiadczeniem, pozwoleniem na pracê, prawem jazdy i OSHA30. AMN Corporation Plumbing & Heating Contractor 53-28 61st Str., Maspeth, NY 11378

www.kurierplus.com

Praca Greenpoint. Zatrudnimy pracownika do obs³ugi wózka wid³owego. Odpowiedni¹ osobê przeszkolimy. Praca w niepe³nym wymiarze godzin, idealna dla osoby na emeryturze. Proszê dzwoniæ: Lafayette Grinding LLC:

Tel. 718-326-9090/2795

516-314-7230

Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w soboty od 15:00 do 21:00. Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www.RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie.

Nauka gry na fortepianie, gitarze i skrzypcach oraz lekcje œpiewu

INSTALACJA NOWYCH BOILERÓW ZAMIANA BOILERÓW OLEJOWYCH NA GAZOWE l USUWANIE GAS, NATIONAL GRID, DEPT OF BUILDINGS VIOLATIONS l RPZ/BACKFLOW PREVENTER INSTALACJA & COROCZNE SERWISY l CON ED/ NATIONAL GRID GAS SERVICE RESOTRATION l INSPEKCJE SYSTEMÓW LINII GAZOWYCH ZGODNIE Z LOCAL LAW 152 l l

Kobo Music Studio - Szko³a z tradycjami Rejestracja Bo¿ena Konkiel

tel. 718-609-0088

Anna-Pol Travel WYCIECZKI AUTOBUSOWE: Niagara, Waszyngton, Boston

896 Manhattan Avenue Suite 27 (na piêtrze) - Brooklyn, NY 11222 Tel: (718) 609-1560, (718) 383-6824, Fax: (718) 383-2412

MICHA£ PANKOWSKI

821 A Manhattan Ave. Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-349-2423 E-mail:annapoltravel@msn.com WWW.ANNAPOLTRAVEL.COM

Promocyjne ceny przy zakupie biletu przez internet

TAX & CONSULTING EXPERT Us³ugi w zakresie: 3 Ksiêgowoœæ 3 Rozliczenia podatkowe indywidualne i biznesowe, w tym samochodów ciê¿arowych

ATRAKCYJNE CENY NA: Bilety lotnicze do Polski i na ca³y œwiat

u

Pakiety wakacyjne: Karaiby, Hawaje, Floryda All-inclusive: Punta Cana, Meksyk od $699

v Rezerwacja hoteli v Wynajem samochodów v Notariusz v T³umaczenia v Klauzula “Apostille” v Zaproszenia v Wysy³ka pieniêdzy Vigo

3 Rejestracja biznesu i licencje 3 Konsultacje 3 Bezpodatkowa zamiana domów 3 #SS - korekty danych

Acupuncture and Chinese Herbal Center Dr Shungui Cui, L.Ac, OMD, Ph.D – jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

Email: Info@mpankowski.com

Fortunato Brothers 289 MANHATTAN AVE. (blisko Metropolitan Ave.) BROOKLYN, N.Y. 11211; Tel. 718-387-2281 Fax: 718-387-7042

Œrodki transportu posiadaj¹ zezwolenia i licencje federalne (US Department of Transportation) oraz wymagane ubezpieczenia.

LECZY: l katar sienny l bóle pleców l rwê kulszow¹ l nerwobóle l impotencjê zapalenie cewki moczowej l bezp³odnoœæ l parali¿ l artretyzm l depresjê l nerwice l zespó³ przewlek³ego zmêczenia l na³ogi l objawy menopauzy l wylewy krwi do mózgu l

l

alergie l zapalenie prostaty l rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

CAFFE - PASTICCERIA ESPRESSO - SPUMONI GELATI - CAKES

W³oska ciastkarnia czynna codziennie do 11:00 wieczorem, a w weekendy do 12:00 w nocy. Zapraszamy.

Business Consulting Corp.

Ewa Duduœ - Accountant Firma z wieloletnim doœwiadczeniem prowadzi:

3 Rozliczenia podatków indywidualnych i biznesowych (jeden w³aœciciel, partnerstwo, korporacja), 3 Pe³n¹ ksiêgowoœæ 3 Rejestracjê i rozwi¹zywanie biznesów

11 0 N o r m a n Av e , B r o o k l y n , N Y 11 2 2 2 ( 718-383-0043 lub 917-833-6508

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku 144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354 Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 6:00 PM; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223 Wtorek, czwartek i sobota: 12:00-6:00 PM, w niedziele 12:00 - 3:00 pm (718) 266-1018 www.drshuiguicui.com

ANIA TRAVEL AGENCY 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653 3 Bilety Lotnicze 3 Wysy³ka pieniêdzy i paczek 3 T³umaczenia 3 Sprawy imigracyjne 3 Notariusz

Zamów og³oszenie drobne Cena $10 za maksimum 30 s³ów


KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

19

Notatki warszawskie

Anna K³osowska

„Pocz¹tek” Wypatrywa³am, wyci¹ga³am szyjê. Jest czy nie ma? Wesz³am na plac Wilsona. Bia³e stoisko. Jest. A w nim pani Agatka, ¿wawa brunetka z uœmiechem na twarzy. Rozmawia z klientami. Podesz³am. Pani Agatka z³o¿y³a rêce. Nie jak do modlitwy, tylko w takim geœcie, jaki siê czyni, kiedy zdarzy siê coœ poza zwyczajn¹ codziennoœci¹, poza rutyn¹. A zdarzy³am siê pani Agatce ja! – No wie pani, pani Aniu, no wie pani, no s³ów nie mam, tyle czasu. No wie pani! No w³aœnie nie wiedzia³am, ale znam pani¹ Agatkê od wielu lat. To taki jej sposób powitania po d³u¿szej nieobecnoœci. – No przyjecha³a pani w koñcu, ile¿ to razy… no wie pani! Przerwa³a nam klientka, która chcia³a kupiæ wiêksz¹ iloœæ wiœni na przetwory. Pan Piotr, sta³y pomagier pani Agatki z Ukrainy, z samego pogranicza z Polsk¹, wa¿y³ i przesypywa³, ale pani Agatka musia³a interweniowaæ. – Pani Zosiu droga, Piotr wie co robi, pani chce sokówkê! No przecie¿ wiem. Na konfitury pewno. No wiem. No wiêc dlatego Piotr daje pani debreczenkê. Szklanka siê do tego proszê pani nie nadaje. Sokówk¹ nazywa siê wiœnie ze wzglêdu na kolor soku, jaki puszczaj¹, pani Zofio. Piêkny kolor i jakie przetwory, proszê pani… Zobaczy pani. Debreczenka œwietna. Wczesna odmiana, czasem mam pod koniec czerwca. Prawda pani Aniu, pani te¿ lubi te wczesne kupowaæ. Przytaknê³am. – Pani Aniu, co to by³ za rok, ten 2020! Nie ma pani pojêcia. A teraz by³oby dobrze, gdyby nie to, ¿e si³y roboczej nijak. No nie ma i koniec! Piotr – pani Agatka wskaza³a na swojego pomocnika – to pani wie, jak rodzina. Ch³opak przyje¿d¿a zawsze, od lat. Ale nam z mê¿em potrzeba by by³o na sezon chocia¿ tak z dziesiêæ osób. A tu, mówiê pani, rób co chcesz, nie ma. Roz³o¿y³a rêce. – No ale ja tu gadu gadu, a ile¿ to razy… No wie pani, pani Aniu. No wie pani! Chcia³am powiedzieæ, ¿e wiem i ¿e tak bardzo lubiê przychodziæ tu po wiœnie, czereœnie, maliny, i ¿e tak bardzo siê obawia³am, ¿e nie zobaczê jej bia³ego stoiska. ¯e i j¹ zagarnê³y te ciê¿kie czasy. – To co, to co zwykle? A gdzie Niunia? Bez Niuni to jakoœ dziwnie pani wygl¹da, pani Aniu. Sama? No przecie¿ ten pani piesek tak lubi maliny…Nastêpnym razem proszê ja wzi¹æ ze sob¹! Nie znam takiego drugiego pieska, co by tak lubi³ owoce!

Pani Agatka wa¿y³a pó³ kilo piêknego bobu i pó³ kilo pierwszej w sezonie ¿ó³tej fasolki („pamiêtam, pamiêtam, zielon¹ to pani w tej Ameryce ma, a takiej ¿ó³tej jak moja, to nie”), debreczenki… – Ile wiœni? Pó³ kilo? Us³ysza³am zawód w g³osie. – S¹ pyszne, nie warto marnowaæ torebki na pó³ kilo! Machnê³am rêk¹. – Kilo! Jakoœ siê zje, zawsze mam kogoœ do pomocy. Nie zmarnuj¹ siê. – Tak, ale pani poprzednim razem wola³a inne, takie o bardziej sp³aszczonym kszta³cie. Pamiêta pani? Teraz ich nie mam. – Lucyna! – Polska odmiana, nasza. Najpopularniejsza wiœnia w Polsce. I jak wszystkie wiœnie ma niski indeks glikemiczny. Dlatego zachêcam do kupowania i jedzenia surowych. Super zdrowe! Ju¿ mia³am p³aciæ. Pan Piotr w³o¿y³ wszystko do mojej czarnej torby z napisem „Publix”. Tak, przylecia³a kilka lat temu ze mn¹ z Florydy i zosta³a tu. Lubiê mieæ rzeczy st¹d tam i odwrotnie… Pani Agatka powstrzyma³a go. – Da³eœ pani Ani maliny? – No tak! Jak zawsze. Wiêkszy pojemnik. – Wie pani, one dziœ nie tak dobre, wyjmê i odliczê, dobrze? Ìle bym siê czu³a. – Lepsze gorsze, zawsze smaczniejsze ni¿ tam. Stêskni³am siê za nimi. – Ma pani wiœnie, jutro przyjdzie pani po maliny. Z Niuni¹! – S¹siadeczka przylecia³a? To pani Marylka z klatki obok. Te¿ robi zakupy u pani Agatki. – A to chyba niedawno, bo jak dziœ przechodzi³am, to okna dalej nieumyte, nic nie widaæ. Jakby tam nikt nie mieszka³. Poczu³am siê swojsko. No prawie mi tego brakowa³o! Pani Marylka zawsze wie wszystko i ma swój sposób widzenia rzeczy, a tak¿e komunikowania tego co myœli. – Tam dwa piêtra nad pani¹ to spore zmiany. M³ody adwokat siê sprowadzi³. Tam, gdzie Kasia mieszka³a z ojcem. „Adwokata”, a przynajmniej mi³ego mê¿czyznê, który zamieszka³ na mojej klatce ju¿ zd¹¿y³am poznaæ. Rozmawialiœmy, kiedy wyprowadza³am rower. – Je¿d¿ê swoim do pracy. Trzymam na zewn¹trz. Po pierwsze nie mam daleko, po drugie nie muszê byæ w biurze codziennie i mam nadziejê, ¿e tak zostanie, po trzecie nie lubiê ani samochodów ani miejskiej komunikacji. U¿ywam tylko jak muszê! To by³o prawdziwe credo, wyg³oszone stanowczo i z przekonaniem. Z przyjemnoœci¹ zostawi³am s¹siadkê przy stoisku pani Agatki, a sama posz³am dalej. Pomyœla³am, ¿e wpadnê do cukierni Czubaka, po mini tartê z malinami. Skoro mi pani Agatka swoich odmówi³a („nie bêdzie pani we w³asnym kraju jeœæ drugiego gatunku malin!”), to pocieszê siê malinami na kruchym spodzie. Wracaj¹c spotka³am nowego s¹siada. – To wspania³e miejsce ten ¯oliborz. O tak¹ miejscówkê bardzo trudno! Rzut beretem Wis³a. Ta zieleñ, te maleñkie kawiarnie i restauracyjki. Wegañsk¹ „Jaskó³kê” odwiedzam kilka razy w tygodniu! O wiem, ¿e ¯oliborz, to moje miejsce, jest wyj¹tkowe. Dziœ pierwszy raz przesz³am siê wokó³ placu Wilsona, pierwszy raz po roku i dziewiêciu miesi¹cach nieobecnoœci, i id¹c ulic¹ S³owackiego zauwa¿y³am now¹ kawiarenkê.

„Pocz¹tek”. Tak siê nazywa. Wystartowa³a na krótko przed pandemi¹. Usiad³am na ma³ej antresoli w oknie wystawowym. Nie tak dawno by³o tu biuro podro¿y Itaka. A teraz funkcjonalne ciep³ym minimalizmem miejsce, w którym przy „serniku szefowej” i lampce Primitivo di Manduria napisa³am kilka notatek, impresji z tego dnia i nawet pocz¹tek czterowiersza, kwartyny! Znaczy, ¿e atmosfera kreatywna, sprzyjaj¹ca. Dwie m³ode kobiety wpad³y na pomys³ „Pocz¹tku” w odpowiedzi na pytanie „co dalej?” po tym jak odchowa³y dzieci. „Pocz¹tek” przetrwa³ trudny czas, kiedy zamyka³o siê sporo miejsc na oko³o. Podobno jakiœ pan wybra³ tê kawiarnie na pierwsze spotkanie ze wzglêdu na nazwê. „To mia³o byæ symboliczne”, opo-

wiada³y mi. „Nie znamy jednak dalszego ci¹gu, a szkoda!” No i jest jeszcze ¿oliborska pisarka, która odwiedza kawiarenkê regularnie i w niej pisuje. Spojrza³y na serwetkê, na nagryzmolony przed chwil¹ zacz¹tek wiersza. – Pani te¿ pisze? Wiersze? Uœmiechnê³am siê. -Zdarza mi siê. Hm. Mo¿e kiedyœ w³aœcicielki „Pocz¹tku” bêd¹ opowiadaæ o bywalczyni ich urokliwego miejsca, która przychodzi letnimi wieczorami, zamawia lampkê Primitivo di Manduria i wypisuje krótkie wiersze na bia³ych papierowych serwetkach. O florydzko-¿oliborskiej poetce! Nigdy nie wiadomo… m

Zapraszamy na stronê Autorki: www.anna4book.com


20

KURIER PLUS 16 PAÌDZIERNIKA 2021

www.kurierplus.com

Wolnoœæ nie ma narodowoœci Pod powy¿szym has³em cz³onkowie Klubów „Gazety Polskiej” z Pó³nocnej Ameryki spotkali siê po raz ósmy na dorocznym zjeŸdzie. Savannah w amerykañskim stanie Georgia 8-9 paŸdziernika 2021 roku by³a siedzib¹ VIII Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” z USA i Kanady. Swoj¹ obecnoœæ odnotowa³y Kluby z Filadelfii, Nowego Jorku, New Jersey, Bostonu, Massachusetts, Connecticut oraz online kluby z Chicago i Kanady. Decyzja o umiejscowieniu tegorocznego spotkania klubowiczów w Savannah zosta³a podjêta w zwi¹zku z postaci¹ genera³a Kazimierza Pu³askiego – bohatera walk o „Wasz¹ i Nasz¹ Wolnoœæ”, który zosta³ ranny w obronie tego miasta 11 paŸdziernika 1779 roku. Zmar³ na pok³adzie okrêtu „Wasp” dwa dni póŸniej. W roku 1929 Kongres proklamowa³ 11 paŸdziernika Dniem Pu³askiego. Obecnie dzieñ ten jest szczególnie upamiêtniany przez polonijn¹ manifestacjê kultury i tradycji poprzez tzw. „Paradê Pu³askiego”, która co roku przechodzi centralnymi ulicami w ka¿dym wiêkszym mieœcie Stanów Zjednoczonych. Oficjalnego otwarcia VIII Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” Ameryki Pó³nocnej dokonano w godzinach wieczornych czasu amerykañskiego. Klubowiczów powita³ redaktor Tomasz Sakiewicz ³¹cz¹c siê online oraz osobiœcie Maciej Rusiñski koordynator Klubów GP w USA i Kandzie. Drugi dzieñ zjazdu klubowicze rozpoczêli porann¹ wizyt¹ na pobliskim polu bi-

Prof Krzysztof Szczerski – Ambasador RP przy ONZ

twy w Savannah, gdzie œmiertelnie zosta³ ranny genera³ Pu³aski. W dowód pamiêci o bohaterach tamtego okresu dla rodz¹cej siê wolnej Ameryki co roku ods³aniane s¹ p³yty z nazwiskami poleg³ych w bitwie ¿o³nierzy. W paŸdzierniku 2017 odkryto tablice upamiêtniaj¹ce polskich bohaterów walcz¹cych o niepodleg³oœæ USA tj. gen. Tadeusza Koœciuszki, gen. Kazimierza Pu³askiego i kpt. Jana Zieliñskiego. Oprócz polskich bohaterów upamiêtnieni s¹ kawalerzyœci pochodz¹cy z innych krajów jak: Wêgier, Francji, Wielkiej Brytanii, Haiti, Szkocji, Irlandii, Niemiec i oczywiœcie Ameryki. Historiê tego miejsca oraz wydarzenia z nim zwi¹zane przybli¿y³ klubowiczom Edward Królikowski przewodnicz¹cy Komitetu Pamiêci Genera³a Pu³askiego w Savannah (Savannah General Pulaski Committee). Podkreœli³, ¿e „podczas bitwy pod Savannah, jednej z naj-

krwawszych w wojnie o niepodleg³oœæ Stanów Zjednoczonych, po stronie 13 amerykañskich kolonii zginê³o b¹dŸ zosta³o powa¿nie rannych 800 ¿o³nierzy, a po stronie brytyjskiej ponad stu”. Klubowicze upamiêtniaj¹c oddanie sprawie wolnoœci naszych rodaków odœpiewali hymny – polski i amerykañski a nastêpnie uczcili ich ofiarê minut¹ ciszy. * Obrady VIII Zjazdu rozpocz¹³ Maciej Rusiñski – Koordynator Klubów „GP” oraz jego zastêpca Tadeusz Antoniak. Powitali oni serdecznie klubowiczów oraz goœci, którzy w wiêkszej czêœci ³¹czyli siê z zebranymi online. Wœród zaproszonych goœci znaleŸli siê: minister Jan Dziedziczak – pe³nomocnik rz¹du ds. Polonii i Polaków za granic¹, Adam Kwiatkowski – minister Kancelarii Prezydenta RP,

Marsza³ek Senior Sejmu RP Antonii Macierewicz, prof. Krzysztof Szczerski -Ambasador sta³y przedstawiciel RP przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, Adrian Kubicki – Konsul Generalny RP w Nowym Jorku, Edward Królikowski, Peter Obst, Marcin Mazurowski oraz grupa wsparcia Klubów „Gazety Polskiej” – Prezes Klubów „GP” Ryszard Kapuœciñski oraz redaktor naczelny GP i GP Codziennej Tomasz Sakiewicz. G³ównymi tematami zjazdu by³y: „Wojna hybrydowa”; „Polityka geopolityczna i jej zagro¿enia dla Polski”; „Genera³ Kazimierz Pu³aski – historyczny i wspó³czesny wzór patrioty”; „Polskie dziedzictwo narodowo – kulturowe w Ameryce”. Wszystkie wypowiedzi dyskutantów zas³ugiwa³y na uwagê. Z braku miejsca przytaczamy tylko s³owa prof. Krzysztofa Szczerskiego, ambasadora, przy ONZ. „Musimy poczuæ i byæ pewnym tego, ¿e Polska jest wa¿nym, atrakcyjnym i ciekawym uczestnikiem debaty miêdzynarodowej. Musimy byæ pewni swojej wagi i swojego miejsca na œwiecie”, podkreœli³. „To jest bardzo istotne, bo czasami gdy siê patrzy na t¹ dyskusjê, jaka dzieje siê w Polsce, czy jak inni próbuj¹ nas pozycjonowaæ, to zwykle jest pozycjonowanie w dó³. Dlatego, ¿e jesteœmy rosn¹c¹ si³¹, rosn¹cym pañstwem, to wszyscy ci, którzy do tej pory dominowali, nie s¹ chêtni do tego, ¿eby ust¹piæ miejsca. Tak jak mówi³ prezydent Andrzej Duda, na œwiecie nie ma wolnych miejsc przy stole”. Ma³gorzta Bojko

ZDJÊCIE ANETA ANTONIAK