Page 1

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

ER KURI P L U S

P O L I S H NUMER 1288 (1588)

W E E K L Y

ROK ZA£O¯ENIA 1987

M A G A Z I N E

TYGODNIK

11 MAJA 2019

PE£NE E-WYDANIE KURIERA W INTERNECIE: WWW.KURIERPLUS.COM

í Polonia u Trumpa – str. 2 í Oddaj g³os 25 maja – str. 6 í Œwiat (amerykañski) jest scen¹ – str. 5 í Czy warto iœæ do procesu przed emerytur¹ – str.7 í Nowe ¿ycie wspólnoty – str. 9 í Cudowne lata 60. – str. 13 FOT. ZYGMUNT BIELSKI

Tomasz Bagnowski

Wojna z Iranem? Ostatnie posuniêcia administracji Donalda Trumpa mog¹ wskazywaæ na to, ¿e USA szykuj¹ siê do wojny z Iranem. Wzrost napiêcia na linii Waszyngton-Teheran nastêpuje systematycznie od momentu kiedy prezydent Trump jednostronnie z³ama³ porozumienie nuklearne z Iranem zawarte przez USA, kraje Unii Europejskiej, Chiny i Rosjê w okresie prezydentury Baracka Obamy. Decyzj¹ Trumpa Ameryka wycofa³a siê z umowy na mocy, której Iran w zamian z cofniêcie sankcji gospodarczych zobowi¹zywa³ siê do wstrzymania wzbogacania uranu i na³o¿y³a na Iran dodatkowe sankcje. Reszta sygnatariuszy porozumienia w nim pozosta³a, w praktyce jednak robienie interesów z Iranem, a zw³aszcza import ropy naftowej z tego kraju, bez nara¿enia siê na konflikt z USA, sta³ siê dla nich niemo¿liwy. Iran przez rok od momentu decyzji Trumpa trzyma³ siê umowy licz¹c byæ mo¿e po cichu, ¿e Europa „postawi siê” Amerykanom. W minion¹ œrodê prezydent tego kraju Hasan Rouhani oœwiadczy³ jednak, ¿e Iran czêœciowo przestanie respektowaæ umowê. Rouhani nie zapowiedzia³ na razie powrotu do wzbogacania uranu, oœwiadczy³ jednak, ¿e Iran przestanie

pozbywaæ siê ju¿ wzbogaconego, do czego zobowi¹za³ siê w ramach porozumienia nuklearnego. Jeœli pozostali sygnatariusze umowy w ci¹gu 60 dni nie zmieni¹ swojego nastawienia, nie umo¿liwi¹ handlu z Iranem i nie znios¹ restrykcji bankowych, kraj ten podejmie dalsze drastyczniejsze kroki, a mianowicie nie bêdzie respektowa³ poziomu, do którego uran mo¿e byæ wzbogacany i wznowi prace w swoim oœrodku nuklearnym w Araku. Oœwiadczenie prezydenta Iranu nast¹pi³o po innych agresywnych posuniêciach USA, które niedawno wpisa³y Korpus Stra¿ników Rewolucji Islamskiej (czêœæ si³ zbrojnych Iranu) na listê organizacji terrorystycznych i wys³a³y w rejon Zatoki Perskiej lotniskowiec wraz z bombowcami przygotowanymi do ataku. Uzasadniaj¹c tê ostatni¹ decyzjê doradca prezydenta ds. bezpieczeñstwa narodowego John Bolton powo³a³ siê na doniesienia wywiadu mówi¹ce ponoæ o wzroœcie zagro¿enia irañskim atakiem na wojska amerykañskie lub na sojuszników USA w regionie. í8

Polonijni harcerze tradycyjnie uczestniczyli w uroczystoœciach 3 Maja. Na zdjêciu, podczas uroczystej mszy œw. w koœciele œw. Stanis³awa Kostki na Greenponcie.

W 216 dni dooko³a œwiata W niedzielê 28 kwietnia o godzinie 9:43 czasu polskiego kapitan Joanna Pajkowska wp³ynê³a na jachcie „Fanfan” do brytyjskiego Plymouth. Zakoñczy³a swój samotny rejs dooko³a œwiata bez zawijania do portów, trwaj¹cy 216 dni i 16 godzin. Dziêki swojej wytrwa³oœci, dzielnoœci i determinacji, zapisa³a kolejne strony historii œwiatowego ¿eglarstwa. Jest pierwsz¹ Polk¹, której uda³ siê taki wyczyn, a czwartym polskim ¿eglarzem, który dokona³ tej sztuki.

u Joanna Pajkowska – Wierzê w swoje si³y i w siebie.

Wczeœniej podobnym osi¹gniêciem szczycili siê: Henryk Jasku³a na jachcie „Dar Przemyœla” w roku 1980, Tomasz Lewandowski na jachcie „Luka” w roku 2007 i Szymon Kuczyñski na jachcie „Atlantic Puffin”, który op³yn¹³ œwiat samotnie w 2016 i potem ponownie w 2018 roku. Kuczyñski przeszed³ dodatkowo do historii ze wzglêdu na fakt, i¿ jego jacht by³ najmniejszy ze wszystkich (6,36 m.), które op³ynê³y œwiat. í 19


2

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

Polonia u Trumpa

Przyjêcie w Trump National Golf Club Bedminster wspar³o tegoroczn¹ Paradê Pu³askiego. W niedzielê, 5 maja, Polonia spotka³a siê w prywatnym klubie golfowym prezydenta Trumpa w Bedminster w New Jersey. Impreza, wspó³organizowana przez Pó³nocnowschodni¹ Polsko-Amerykañsk¹ Izbê Handlow¹ zarz¹dzan¹ przez Karolinê Dehnhard oraz fundacjê Show Me Your Heart Foundation i Heather Won Choi, mia³a na celu wsparcie tegorocznej Parady Pu³askiego i jej Wielkiego Marsza³ka Darka Barcikowskiego. By³a to pierwsza w historii polonijna impreza w letniej rezydencji prezydenta. Frekwencja dopisa³a, a goœcie – zw³aszcza panie – prezentowali siê zjawiskowo, bowiem ze wzglêdu na odbywaj¹ce siê w ten sam weekend wyœcigi konne Kentucky Derby wiele uczestniczek przyby³o w strojnych i niezwykle oryginalnych kapeluszach. – To niesamowite, z jakim entuzjazmem Polonia podchodzi do tegorocznej Parady. Bardzo mnie to cieszy, doceniam te¿ ogromne wsparcie, jakie odczuwam od wielu osób i organizacji jako pierwszy w historii Wielki Marsza³ek ze stanu Connecticut – mówi Darek Barcikowski. Polonijne przyjêcie w Trump National Golf Club Bedminster by³o wydarzeniem bez precedensu, ale s³owa „po raz pierwszy w historii” czêsto padaj¹ w kontekœcie tegorocznej Parady Pu³askiego, któr¹ w tym roku poprowadzi (po raz pierwszy!) stan Connecticut, gdzie pod koniec lutego odby³o siê przyjêcie fundraisingo-

Darek Barcikowski – Wielki Marsza³ek tegorocznej Parady Pu³askiego, chêtnie fotografowa³ siê z goœæmi Trump National Golf Club. u

we „Oskary 2019” – równie¿ pierwsze tego typu wydarzenie. – Chcia³bym pokazaæ wszystkim, ¿e prowadzenie Parady przez Connecticut nie jest tylko tytularnym zaszczytem. Jednym z moich celów by³o tchniêcie nowej energii w to wydarzenie i cieszê siê, ¿e nasze inicjatywy s¹ tak pozytywnie odbierane, nie tylko przez Poloniê w Connecticut, ale równie¿ przez pozosta³e stany. Wierzê, ¿e w pierwsz¹ niedzielê paŸdziernika na 5. Alei bêdzie nas du¿o i ¿e razem poka¿emy dumê z tego, co nas wszystkich, ponad jakimikolwiek podzia³ami, ³¹czy – mówi Barcikowski. Wczeœniej jednak odbêdzie siê jeszcze jedno galowe przyjêcie maj¹ce na celu wsparcie tegorocznej Parady – tym razem w Nowym Jorku, w eleganckim penthousie na Manhattanie. Wiêcej szczegó³ów ju¿ wkrótce!

PR


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

3

Tydzieñ z Plusem

Z okazji Dnia Matki W niedzielê 12 maja w East River Park na Williamsburgu (Brooklyn, NY) odbêdzie siê piknik i turniej pi³karski z okazji Dnia Matki. Z Kurierem wspó³pracujê od 1988 roku, czyli od 31 lat, jeszcze gdy prowadzi³ go za³o¿yciel Roman Wawrzonek. Przez lata Kurier zmienia³ kilkakrotnie swoj¹ lokalizacjê, odbywa³y siê w nim ciekawe wystawy oraz spotkania, a ja pomimo ponawianych propozycji Kuriera o zorganizowanie tam wystawy, nie mog³am znaleŸæ odpowiedniego tematu na ekspozycjê w bliskiej mojemu sercu redakcji. Dopiero spotkanie znanej artystki fotografa, Jagody Przybylak, która jest kuratorem tej¿e wystawy zaowocowa³o wyborem tematu. Nie jest to wystawa tylko moja, robiê j¹ wspólnie z mê¿em Eugeniuszem, któ-

ry jest równie¿ pomys³odawc¹ jej tytu³u „Panta Rei” – wszystko p³ynie, wszystko siê zmienia. Jestem z wykszta³cenia architektem, absolwentk¹ Politechniki Krakowskiej. Zdradzi³am ten zawód, gdy¿ nie dawa³ mi samodzielnoœci, niezale¿noœci w twórczej pracy. Znalaz³am j¹ w fotografii, która da³a mi pe³niê zadowolenia, a oko architekta pomaga mi patrzeæ przez obiektyw aparatu. W Nowym Jorku mieszkam od 1987 roku. Eugeniusz jest z wykszta³cenia prawnikiem, z fotografi¹ nie ma nic wspólnego oprócz tej wystawy. W Nowym Jorku mieszka od 1989 roku.

Zosia Zeleska-Bobrowski

Jest to jeden z niewielu polonijnych pikników na otwartym powietrzu, które odbywaj¹ siê w mieœcie Nowy Jork i jest on organizowany z myœl¹ o ca³ych rodzinach. W programie imprezy przewidziana jest nie tylko pi³ka no¿na ale rownie¿ gry i zabawy dla dzieci, warsztaty zdrowia dla kobiet oraz wiele innych atrakcji. Przez ca³y dzieñ w ogrodzie Biba Garden serwowane bêdzie polskie piwo, jedzenie z grila oraz zimne i ciep³e napoje. Wstêp jest darmowy. Zapraszamy do udzia³u w pikniku te organizacje, które w ró¿nej formie chc¹ w sportowy sposób uczestniczyæ w ¿yciu Polonii. Lista dru¿yn pi³karskich z³o¿ona z organizacji polonijnych, które wyst¹pi¹

w tegorocznym turnieju pi³karskim z okazji Dnia Matki jest ju¿ kompletna. W tym roku na sportowo i w rodzinnej atmosferze zmierz¹ siê reprezentacje: – POLSKO-S£OWIAÑSKIEJ UNII KREDYTOWEJ – PULASKI ASSOCIATION OF BUSINESS AND PROFESSIONAL MEN – CENTRALI POLSKICH SZKÓ£ DOKSZTA£CAJ¥CYCH – CHILDREN'S SMILE FOUNDATION – ZWI¥ZKU HARCERSTWA POLSKIEGO – ZHP -USA – SG JUDO CLUB – FAN KLUB STAL MIELEC NY – POLISH FATHERS Ubieg³oroczna impreza o tym samym charakterze cieszy³a siê wielkim powodzeniem. Liczymy na to, ¿e w tym roku bêdziemy siê bawiæ równie dobrze œwiêtuj¹c Dzieñ Matki.

Grzegorz Fryc

Muzealna noc w Instytucie Pi³sudskiego Instytut Józefa Pi³sudskiego zaprasza 19 maja (niedziela) w godzinach od 5:30-21:00 na ,,Noc Muzeów 2019”. Tegoroczna Noc Muzeów bêdzie poœwiêcona postaci Boles³awa Wieniawy-D³ugoszowskiego. Genera³ Boles³aw Wieniawa-D³ugoszowski wci¹¿ fascynuje wiele osób. By³ jednym z legendarnych oficerów Marsza³ka Pi³sudskiego, jego zaufanym adiutantem, jedn¹ z najbli¿szych mu osób. Obdarzony u³añsk¹ fantazj¹, lew salonowy, obracaj¹cy siê w œrodowisku artystów i literatów, by³ prawdziwym cz³owiekiem reNEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

nesansu. Z wykszta³cenia lekarz, z zami³owania poeta i artysta, Wieniawa by³ nade wszystko ¿o³nierzem, gor¹cym patriot¹, gorliwie oddanym sprawom ojczyzny. W archiwum Instytutu J. Pi³sudskiego znajduje siê wiele pami¹tek po generale, miêdzy innymi unikalne fotografie, odznaczenia, fragmenty jego poezji i listów. Pami¹tki, a tak¿e film Grzegorza Gajewskiego „Wieniawa”, bêd¹ prezentowane 19 maja w trakcie tegorocznej Nocy Muzeów. W programie tak¿e: * konkurs wiedzy historycznej z okresu 1918-1939 – bêdzie obejmowa³ 20 pytañ wielokrotnego wyboru, czas trwa-

sta³a wspó³praca

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Andrzej Józef D¹browski, Agata Galanis, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Katarzyna Zió³kowska

dyrektor artystyczny

korespondenci z Polski

KURIER P L U S

P O L I S H

W E E K L Y

M A G A Z I N E

redaktor naczelny Marek Rygielski

Jan Ró¿y³³o

nia 30 minut, konkurs odbêdzie siê przed oficjalnym rozpoczêciem spotkania, od 5:00 do 5:30). Nagrodami dla zwyciêzców bêd¹ piêknie wydane albumy historyczne. Konkurs jest przeznaczony dla starszej m³odzie¿y i doros³ych. Konieczna rejestracja do 12 maja, limit 15 osób, wszystkich zainteresowanych konkursem prosimy o email: kobrycki@pilsudski.org * prezentacja mundurów i sprzêtu wojskowego Polskich Si³ Zbrojnych na Zachodzie ze zbiorów Instytutu, * prezentacja wystawy o dzia³alnoœci Instytutu Józefa Pi³sudskiego w Ameryce,

przygotowanej przez Instytut Pamiêci Narodowej we wspó³pracy z IJP, * kiermasz ksi¹¿ek. Sponsorem „Nocy Muzeów 2019” bêdzie Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa, a tak¿e NYC Department of Cultural Affairs. Zapraszamy! Adres Instytutu: 138 Greenpoint Ave., Brooklyn NY 11222 tel.: 212-505-9077, e-mail: office@pilsudski.org

fotografia

Kurier Plus, Inc. Adres: 145 Java Street

wydawcy

Tel: (718) 389-3018 (718) 389-0134 Fax: (718) 389-3140 E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Zosia ¯eleska-Bobrowski John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Brooklyn, NY 11222

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

4

www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Pod¹¿aæ za Dobrym Pasterzem KS. RYSZARD KOPER WWW.RYSZARDKOPER.COM.PL Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znaj¹, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. ¯ycie moje oddajê za owce. Moje owce s³uchaj¹ mojego g³osu, a Ja znam je. Id¹ one za Mn¹ i dajê im ¿ycie wieczne. Nie zgin¹ one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej rêki. Ojciec mój, który mi je da³, jest wiêkszy od wszystkich. I nikt nie mo¿e ich wyrwaæ z rêki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteœmy. J 10, 14-15, 27-30

T

argaj¹ nami ró¿ne pragnienia i marzenia. Spe³niaj¹ one w naszym ¿yciu bardzo wa¿n¹ rolê. A znani tego œwiata wypowiadaj¹ wiele m¹drych s³ów na ten temat. Oto kilka z nich: „Bardziej ¿yjemy naszymi pragnieniami ni¿ naszymi czynami” (Thomas Moore). „Pielêgnuj swoje marzenia. Trzymaj siê swoich idea³ów. Maszeruj œmia³o wed³ug muzyki, któr¹ tylko ty s³yszysz. Wielkie biografie powstaj¹ z ruchu do przodu, a nie z ogl¹dania siê do ty³u” (Paulo Coelho). „Marzenia siê spe³niaj¹. Bez tej mo¿liwoœci natura nie podburza³aby nas do posiadania ich” (John Hoyer Updike). „Trzeba siêgaæ dalej ni¿ na wyci¹gniêcie rêki, bo po có¿ by³oby niebo? (autor nieznany). Jednym s³owem nasze pragnienia i marzenia nadaj¹ sens naszemu ¿yciu, wyznaczaj¹ jego kierunek i sprawiaj¹, ¿e mamy poczucie spe³nianego ¿ycia.

W

iele z tych pragnieñ mo¿emy spe³niæ w przemijaj¹cej ziemskiej doczesnoœci. Ale jest takie pragnienie, marzenie, które przekracza ziemskie granice. Pisze o nim œw. Jan w Apokalipsie: „Nie bêd¹ ju¿ ³akn¹æ ani nie bêd¹ ju¿ pragn¹æ, i nie porazi ich s³oñce ani ¿aden upa³, bo pas³ ich bêdzie Baranek, który jest poœrodku tronu, i poprowadzi ich do Ÿróde³ wód ¿ycia: i ka¿d¹ ³zê otrze Bóg z ich oczu”. Jest to pragnienie ¿ycia wiecznego, które odnajdujemy w Bogu. Realizujemy to marzenie na drodze naszej wiary, wiary w zmartwychwstanie i ¿ycie wieczne. To pragnienie czai siê na dnie duszy nawet u tych, którzy nie s¹ pewni istnienia Boga. Zilustrujê to poni¿szym przyk³adem. Tu¿ przed œwiêtami pewien student zapyta³ profesora, co robi w Wielkanoc. Profesor powiedzia³, ¿e te œwiêta nie maj¹ dla niego wiêkszego znaczenia, bo historia wielkanocna, to mit. Nie ma Boga i ¿adnego zmartwychwstania. Wtedy jedna ze studentek powiedzia³a: „Panie profesorze, ja nie tylko wierzê w Boga, ale wierzê w zmartwychwstanie”. „Mo¿esz wierzyæ w co chcesz, jednak naukowe podejœcie do rzeczywistoœci empirycznej wyklucza istnienie takich cudów, jak zmartwychwstanie. Jest to niemo¿liwe z punktu widzenia naukowego. Nikt kto wierzy w takie cuda nie mo¿e powa¿nie traktowaæ nauki” – powiedzia³ profesor. Aby udowodniæ s³usznoœæ swojego punktu widzenia, profesor podszed³ do lodówki, gdzie przechowa³ materia³y potrzebne do eksperymentów la-

boratoryjnych i wyj¹³ jajko. Stan¹³ przy biurku i powiedzia³: „Zaraz opuszczê jajko na pod³ogê. Z pewnoœci¹ siê rozbije, udowadniaj¹c, ¿e dzia³a tu tylko prawo grawitacji i nauka ma racjê”. Po czym zwracaj¹c siê do studentki, powiedzia³: „A ty mo¿esz z wiar¹ modliæ siê, aby jajko siê nie rozbi³o. Jeœli rzeczywiœcie tak siê stanie, to udowodnisz, ¿e masz racjê. A jeœli jajko siê rozbije, to ja udowodniê, ¿e nauka ma racje i tylko jej prawa siê licz¹”. Podekscytowani studenci czekali, jak dalej potocz¹ siê sprawy. Nieœmia³a studentka wsta³a i zaczê³a siê g³oœno modliæ: „Bo¿e Ojcze modlê siê, aby profesor upuœci³ jajko na pod³ogê i jeœli siê ono rozbije to spraw Dobry Bo¿e, aby profesor dosta³ zawa³u serca, i umieraj¹c dozna³ ³aski Twojego Mi³osierdzia”. Wszyscy zamilkli. Nikt siê nie œmia³. Nikt nic nie powiedzia³. Wszyscy czekali co zrobi profesor. A on milcza³, patrzy³ na dziewczynê, potem bez s³owa w³o¿y³ jajko do lodówki i z rozdra¿nieniem powiedzia³: „Zajêcia s¹ skoñczone”. Profesor, gdy tylko tak teoretycznie stan¹³ w obliczu œmierci, nie by³ ju¿ tak bardzo pewien swoich racji. Obawia³ siê postawiæ swoje ¿ycie na szali istnienia, czy nie istnienia Boga.

W

osi¹gniêciu tego celu konieczna jest wiara, o której Chrystus mówi: „Zaprawdê, powiadam wam: Jeœli siê nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Potrzebna jest wiara w zmartwychwstanie, o którym tak czêsto mówimy w okresie Wielkanocy. W ostatni Wielki Czwartek, kiedy wszyscy prze¿ywaliœmy tajemnicê œmierci i zmartwychwstania Chrystusa zmar³ na rêkach swojej matki 58-letni Andrzej z parafii œw. Stanis³awa BM w Ozone Park. Jedna z jego wnuczek, która bardzo kocha³a dziadzia dopytywa³a siê o niego. Ze zrozumieniem przyjmowa³a t³umaczenie doros³ych. Kilka dni po œmierci dziadka stanê³a na podwórku, podnios³a r¹czê i wskazuj¹c piêkne chmury na b³êkitnym niebie powiedzia³a: „Tam jest

dziadzio, na pewno jest mu tam dobrze, bawi siê z anio³kami. Na pewno te¿ przyjdzie do mnie, aby siê bawiæ tak¿e ze mn¹”. To ma³e dziecko przez swoj¹ wiarê autentycznie odkrywa³o tajemnice ¿ycia wiecznego.

W

spe³nieniu ziemskich pragnieñ i marzeñ potrzebujemy nauczyciela, przewodnika, doradcy, przyjaciela, mówi¹c jêzykiem ewangelicznym - potrzebujemy pasterza. Tym bardziej jest on potrzebny, gdy zd¹¿amy ziemskimi drogami, nara¿onymi na wiele niebezpieczeñstw do spe³nienia najwa¿niejszego ludzkiego pragnienia i marzenia o ¿yciu wiecznym. Dzisiejsza Ewangelia mówi w kim mo¿emy odnaleŸæ takiego pasterza. Chrystus mówi o sobie: „Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znaj¹, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. ¯ycie moje oddajê za owce. Moje owce s³uchaj¹ mojego g³osu, a Ja znam je. Id¹ one za Mn¹ i dajê im ¿ycie wieczne”.

T

en Pasterz z mi³oœci odda³ za nas swoje ¿ycie. Umar³ i zmartwychwsta³, niejako przecieraj¹c dla nas drogê prowadz¹c¹ do spe³nienia wiecznych marzeñ. Gdy pójdziemy za Nim, to on doprowadzi nas do ¿ycia wiecznego, chroni¹c równoczeœnie przez zmarnowaniem piêkna ¿ycia ziemskiego. Chrystus prowadzi nas swoj¹ drog¹ na naszych œcie¿kach. Droga ka¿dego z nas jest trochê inna, jest tylko taka sama w ostatecznym spe³nieniu. Przyjrzyjmy siê drodze pod¹¿ania za Chrystusem znanej aktorki. Nicole Kidman wyst¹pi³a w kilkudziesiêciu filmach. W 2002 r. zdoby³a Oscara za rolê w filmie o Virginii Woolf „Godziny”. Aktorka, wychodz¹ za m¹¿ za Toma Cruisa wst¹pi³a do koœcio³a scjentologów. Scjentologia wierzy, ¿e rozwijaj¹c ukryte si³y lub mo¿liwoœci ludzkiego umys³u, cz³owiek potrafi zbawiæ samego siebie. U¿ywa tak¿e terminów chrzeœcijañskich, ale pozbawia je w³aœciwego im znaczenia. To sprawia, ¿e ludzie myœl¹, i¿ s¹ bliscy chrzeœcijañstwu, a to nie jest prawd¹. Ak-

torka dosyæ szybko zorientowa³a siê, ¿e w tej sekcie nie ma prawdziwego Pasterza. Dzisiaj wyznaje: „Katolicyzm mnie prowadzi”. Kidman powróci³a do wiary katolickiej w 2006 r. Obecnie mieszka w Nashville w stanie Tennessee. Uczestnictwo we mszy jest dla niej wa¿n¹ czêœci¹ ¿ycia rodzinnego. Aktorka mówi, ¿e przez przyznanie siê do swojej wiary jest szykanowana i wyœmiewana przez towarzystwo. Wszytko przez to, ¿e jest praktykuj¹ca i chodzi do koœcio³a. „Katolicyzm mnie prowadzi. Naprawdê mam siln¹ wiarê, staram siê regularnie chodziæ do koœcio³a, do spowiedzi. W tym sensie jestem uduchowiona, ¿e absolutnie wierzê w Boga. Tak samo wychowujemy nasze dzieci. Chocia¿ mój m¹¿ Keith ma w³asn¹ wiarê, chodzi do koœcio³a razem z nami. Mia³am bardzo katolick¹ babciê i wychowa³am siê na modlitwach, które mia³y na mnie wielki wp³yw”. Aktorka nie przejmuje siê przykroœciami, które spotykaj¹ j¹ ze strony hollywoodzkiego œrodowiska, bo g³êboko wierzy s³owom Chrystusa, który mówi o tych, którzy id¹ za Nim: „Nie zgin¹ one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej rêki”. m

Katolicki Klub Dyskusyjny zaprasza Katolicki Klub Dyskusyjny Œw. Jana Paw³a II 12 maja œwiêtuje Dzieñ Matki w duchu miesi¹ca Maryjnego. Wspominamy równie¿ œw. Stania³awa Biskupa i Mêczennika, patrona naszej parafii oraz patrona Polski. Serdecznie zapraszamy Cz³onków i Sympatyków po Mszy Œw. o godz. 12:00. Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Street, Manhattan miêdzy 1 Av i Av A Info: facebook.com/KKDSJP2 kkdsjp2@gmail.com tel. 718 820 6290


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

5

Œwiat (amerykañski) jest scen¹ Amerykañska scena polityczna sta³a siê od dawna fars¹, ale te¿ i od dawna – niebywale nudnym przedstawieniem. Jednow¹tkowym. Opozycja ha³aœliwie naskakuje na prezydenta Donalda Trumpa, przedstawicieli jego ekipy i na ich poczynania. Cokolwiek nie powiedz¹, sprzeciw, protest, awantura; cokolwiek zrobi¹ – pomówienia o faszyzm, rasizm, nietolerancjê. Bia³y Dom i administracja odpieraj¹ ataki, proponuj¹ jakieœ dzia³ania. Nie ma znaczenia, dobre czy z³e, s³uszne czy nie – zawsze napotykaj¹ na blokadê. Wydarzenia przewidywalne na wyrost. Nic innego siê nie dzieje, nic nie jest wa¿ne. Histeriê w sprawie raportu Muellera zapowiada³em chyba na miesi¹c przed publikacj¹ dokumentu. Nast¹pi³a. O tym, ¿e nacisk zostanie po³o¿ony na tzw. utrudnianie postêpowania prawa (obstruction of justice), pisa³em ju¿ dawno. Zosta³. Czy¿bym by³ taki przenikliwy? Bynajmniej. Wszystko z góry wiadomo. Teraz znaleziono kolejn¹ ofiarê. Jest ni¹ prokurator generalny William Barr, ale poziom histerii bynajmniej nie os³ab³. Obawiam siê, ¿e jak w poprzednich przypadkach, w tym zgie³ku s³ów równie¿ przeciêtny cz³owiek ju¿ dawno zatraci³ orientacjê, o co w³aœciwie chodzi. Oczywiœcie, idzie o to, ¿e Donald Trump to ³ajdak skoñczony i ¿e jego ³otrostwa nie maj¹ precedensu, tote¿ porównanie go, na przyk³ad, z Hitlerem to tylko blada analogia nie odzwierciedlaj¹ca w pe³ni rozmiaru niegodziwoœci prezydenta USA. Osobników tak pod³ych nie by³o w dziejach œwiata. Aby jednak mo¿e pomóc w tym zgie³ku zdezorientowanym czytelnikom, wyjaœniam, co siê dzieje. Dwa lata temu powo³ano specjalnego prokuratora do zbadania tzw. rosyjskiej zmowy, o co od samego pocz¹tku oskar¿ano Trumpa. Zarzut g³osi³, i¿ W³adimir Putin w porozumieniu z Trumpem i ludŸmi jego ekipy mia³ pomóc w zdobyciu prezydentury. Przeciwnicy byli pewni co do takiej zmowy. Z góry, nie czekaj¹c na wyniku raportu, przekonywali, i¿ dosz³o do zdrady stanu. Maj¹ dowody, widzieli dokumenty, s¹ œwiadkowie. Ponad 400-stronicowy raport, niczego nie stwierdzi³. Ukarano parê osób, ale

marginalnych i za sprawy nie zwi¹zane z g³ównym przedmiotem œledztwa: za podatki, jakieœ niejasne interesy, oszustwa, za k³amstwa. Najwiêksze przewinienie. Gotowy dokument, zgodnie z procedur¹, Robert Mueller przekaza³ prokuratorowi generalnemu, W. Barrowi. Poniewa¿ zakoñczeniu prac nie towarzyszy³y wnioski oskar¿ycielskie w zwi¹zku z prowadzonym œledztwem, s³usznie uznano, i¿ nie doszukano siê ¿adnej „zdrady”, tajnego porozumienia z Moskw¹ przeciwko narodowi amerykañskiemu i pañstwu. Dla opozycji to nieszczêœcie. Przekonywano, zapewniano, zaœwiadczano i zaklinano siê, ¿e Putin przeforsowa³ Donalda Trumpa na prezydenta wbrew woli amerykañskiego wyborcy, który przecie¿ g³osowa³ na Hillary Clinton – na pewno s¹ na to niezbite dowody. Wobec ich braku, za¿¹dano natychmiastowego wgl¹du w opas³y dokument, na co prokurator generalny siê nie zgodzi³. Wed³ug przepisów, pewnych danych ze œledztwa nie wolno ujawniaæ, tote¿ przed przekazaniem go Kongresowi, usun¹³ parê procent tekstu. By³o wiadomo, co siê bêdzie dzia³o. Dokument jest sfa³szowany przez fagasów Trumpa! Tak wykrzykn¹³ chór. Nie wolno dopuœciæ, aby histeria opad³a, aby Amerykanie wstaj¹c rano nie odnieœli wra¿enia, i¿ prezydent, Bia³y Dom i administracja jest wolna od podejrzeñ i zarzutów. Pracuje normalnie, a nie spiskuje. Trzeba dodaæ, i¿ formalnie œledztwo zakoñczy³o siê wraz z przekazaniem raportu prokuratorowi generalnemu. Nie ma on obowi¹zku zaznajamiania kongresmenów i senatorów z tekstem ustaleñ. Podniesiono jednak straszliw¹ wrzawê: ju¿, natychmiast, zaraz ma przekazaæ dokument do wgl¹du. Ka¿dy dzieñ bez raportu to strata dla narodu; ka¿dy dzieñ zw³oki bez ukarania winnych (?) to afront dla amerykañskiej sprawiedliwoœci! Aby te nastroje uspokoiæ Barr przedstawi³ tymczasowo w³asne streszczenie raportu. Jazgot przeciwników podniós³ siê parê tonów wy¿ej: co? Raport definitywnie nie potwierdza ani nie zaprzecza utrudnianiu postêpowania sprawiedliwoœci? Przecie¿ wiadomo, ¿e Trump i jego ludzie utrudniali, jak mogli i komu mogli. Wiêc Barr zjawi³ siê w Kongresie, aby odpowiedzieæ na pytania. Jego dobrowol-

Chcê ci powiedzieæ...

Niech ¿yj¹ alergicy! Maj jest trudnym czasem dla alergików. Kwitn¹ kwiaty, drzewa i jest pe³no kurzu wokó³... Myœlami b¹dŸmy zatem z alergikami. Nie jest im ³atwo! Zastanawiam siê... a gdybyœmy tak mieli alergiê na z³o? Albo alergiê na g³upotê? Albo alergiê na niecierpliwoœæ? A mo¿e alergiê na falszywych przyjació³? Alergia nie zawsze musi mieæ z³e konotacje. Mo¿e byæ te¿ okazj¹ do refleksji. W modlitwie za wrogów proœmy by przydarzy³a im siê alergia na nêkanie nas z³em. Mo¿e wtedy przestan¹ nas przeœladowaæ. W modlitwie za bliskich proœmy o alergiê na niecierpliwych s¹siadów par-

Ojciec PAWE£ BIELECKI kuj¹cych samochód na naszym miejscu. Proœmy o alergiê na z³e decyzje. W modlitwie za kap³anów proœmy o alergiê na przyd³ugie i nudne kazania. W modlitwie za polityków proœmy o alergiê na nonsens. W modlitwie za nas samych proœmy o alergiê by nie traktowaæ siebie zbyt powa¿nie. Czasem dobrze mieæ alergiê, Kochani... Trzymaj siê dzielnie kimkolwiek jesteœ Drogi Czytelniku!

ne przyjœcie przekszta³cono w œledztwo jak nad doprowadzonym si³¹ przestêpc¹ z wiadomym wnioskiem: k³amie, oszukuje, mydli oczy, musi ust¹piæ ze stanowiska, a jak nie, to zostanie zeñ usuniêty. Demokraci kongresowi przy cichym wsparciu wielu republikanów znaj¹ tylko jedno rozwi¹zanie. Bagno nie ustêpuje. Barr t³umaczy³, ¿e komisjê Muellera powo³ano do zbadania „rosyjskiej zmowy”, wiêc skoncentrowa³ siê na czêœci raportu, która podejrzeñ nie potwierdza. O czêœci, poœwiêconej utrudnianiu dzia³ania sprawiedliwoœci, jego zdaniem, nie ma co mówiæ, bo ludzie Trumpa wspó³pracowali z komisj¹ œledcz¹ i sam Mueller nigdy z tak¹ skarg¹ nie wystêpowa³. Ka¿dy zreszt¹ ma teraz dokument do wgl¹du. Barr, który ma sposób bycia doœæ szorstki i sposób wypowiedzi – bez ogródek, stwierdzi³ w pewnym momencie, i¿ tajne s³u¿by szpiegowa³y wyborcz¹ ekipê Trumpa. Wtedy harmider wzmóg³ siê o parê tonów wy¿ej. Dowód, ¿e Barr jest poplecznikiem prezydenta i obaj (co gorliwsi sugeruj¹, ¿e przy wspó³pracy Muellera) – wrogami demokracji i Ameryki. Konieczne jest staranne przes³uchanie winnego! Przy pomocy prawników. W zwi¹zku z tym Barr odmówi³ stawienia siê w komisji Izbie Reprezentantów, bo nie jest pods¹dnym, ale urzêdnikiem administracji wspó³pracuj¹cym z Kongresem.

A co mówi¹ demokraci, media i ca³e bagno waszyngtoñskie? Teraz ich zdaniem w ogóle nie warto zagl¹daæ do raportu Muellera. Nie na to czekali. Nie takiego tekstu siê domagano. Przesta³ byæ spraw¹ piln¹, w ogóle nie jest wa¿ny. Œledztwo trzeba prowadziæ dalej, a¿ stwierdzi siê to, co trzeba stwierdziæ. Jeszcze dwa lata, a jeœli Trump wygra (co zapewne siê stanie), to dalsze cztery. Nigdy doœæ czasu, wysi³ku i pieniêdzy (podatników) na tê najwa¿niejsz¹ ze spraw. Tyle na dzisiaj. Niestety, moje komentarze maj¹ wielkê wadê: dotycz¹ wydarzeñ minionego tygodnia, a publikowane s¹ za tydzieñ. Zatem kiedy czytelnik dostaje tekst do rêki, jest on o dwa tygodnie starszy. Nic siê nie zmieni, to pewne. I to jest ich druga wada: powtarzalnoœæ. Zmieniaj¹ siê co najwy¿ej dekoracje i aktorzy (by wróciæ do pocz¹tkowej metafory sceny), mechanizm ten sam, nastawienie i cel – identyczne, tenor chóru – bez zmian. Na amerykañskiej scenie politycznej nie dzieje siê nic, jeœli nie ma czegoœ wspólnego z Trumpem i jego niegodziw¹ ekip¹. I trzecia wada, która mi najbardziej dokucza: schizofreniczny charakter tego spektaklu sprawia, ¿e wyczerpa³em dawno racjonalne argumenty. To, co siê dzieje, nie ma nic wspólnego z rozs¹dkiem, tote¿ przedstawianie ci¹gle tych samych racji staje siê nu¿¹cym przedsiêwziêciem. Miros³aw Solecki

UWAGA! Pni mecenas przyjmuje pod adresem:

122 Nassau Avenue, Brooklyn, New York 11222 tel. (718) 349-2300, fax: (718) 349-2332 e-mail: joannagwozdzlaw@gmail.com

NIE POZWÓL, aby Twój maj¹tek przej¹³ dom starców, by Twoi najbli¿si byli pozbawieni spadku. NIE DOPUŒÆ, aby Twoje niepe³nosprawne dziecko straci³o œwiadczenia socjalne. PORADY W ZAKRESIE TESTAMENTY TRUSTS HOME CARE MEDICAID NURSING HOME MEDICAID v POWER OF ATTORNEY v v v v

v HEALTH CARE PROXY v PRAWO SPADKOWE v NIERUCHOMOŒCI


6

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

Widziane z Providence...

Œwiêto Konstytucji. Tusk na UW. Centralne obchody Œwiêta Konstytucji 3 maja odby³y siê jak zwykle w Warszawie. W wyst¹pieniu podczas uroczystoœci na Placu Zamkowym Andrzej DuKAZIMIERZ WIERZBICKI da stwierdzi³, ¿e Polacy s¹ narodem, który „nie tylko tworzy³ w³asn¹ historiê, zbudowa³ w³asn¹ mentalnoœæ, to¿samoœæ i kulturê, ale który wp³yn¹³ tak¿e w swojej historii na dzieje Europy, œwiata i ukszta³towa³ w jakimœ sensie ten œwiat, który dzisiaj widzimy”. Prezydent RP zaznaczy³: „Dziœ mamy dobry okres naszych dziejów; od 30 lat ¿yjemy w wolnej, rzeczywiœcie suwerennej i rzeczywiœcie niepodleg³ej ojczyŸnie. Ta niepodleg³a i rzeczywiœcie suwerenna ojczyzna trwa ju¿ d³u¿ej ni¿ trwa³a II Rzeczpospolita”. Nawi¹za³ w tym kontekœcie do obowi¹zuj¹cej polskiej ustawy zasadniczej, wskazuj¹c na potrzebê dyskusji nad jej zmianami. Stwierdzi³, ¿e warto dyskutowaæ nad tym, czy nale¿y wprowadziæ do konstytucji zapisy o UE i NATO. Przyzna³, ¿e szczególnie obecnoœæ Polski w NATO powinna byæ zagwarantowana konstytucyjnie. Z okazji Œwiêta 3 Maja Andrzej Duda odznaczy³ na Zamku Królewskim Orderem Or³a Bia³ego by³ego opozycjonistê z czasów PRL, architekta Czes³awa Bieleckiego. To najwy¿sze odznaczenie pañ-

stwowe otrzymali równie¿: rzeŸbiarz Wincenty Kuæma, ktorego dzie³em jest m. in. pomnik powstania warszawskiego w stolicy, oraz ¿o³nierz AK, badacz tragedii polskiej ludnoœci na Wo³yniu w czasie II wojny œwiatowej W³adys³aw Siemaszko. * Porównanie Koœcio³a do œwini, oskar¿anie go o zdradê Ewangelii – tak w du¿ym skrócie wygl¹da³o przemówienie redaktora naczelnego czasopisma „Liberte” Leszka Ja¿d¿ewskiego, które poprzedzi³o wyst¹pienie Donalda Tuska na pi¹tkowym spotkaniu w auli Uniwersytetu Warszawskiego. Ten bezprecedensowy atak na Koœció³ zosta³ przyjêty brawami zgromadzonych goœci, w tym przywodców partii opozycyjnych. Mówca podkreœli³ równie¿: „Koœció³ katolicki w Polsce obci¹¿ony niewyjaœnionymi skandalami pedofilskimi, opêtany walk¹ o pieni¹dze i o wp³ywy straci³ moralny mandat do tego, aby sprawowaæ funkcjê sumienia narodu.” Przewodnicz¹cy Rady Europejskiej i by³y premier RP, który zabra³ nastêpnie g³os, nie zareagowa³ na te agresywne s³owa. Tusk stwierdzi³, ¿e nie powinien mieszaæ siê w kampaniê przedwyborcz¹. Jednak czêœæ jego przemówienia dotyczy³a bezpoœrednio sytuacji w Polsce. W swym wyst¹pieniu zaznaczy³ miêdzy innymi: „Ale polityka to nie jest walka o puchar; o pucharze mogê dziœ powiedzieæ: jest nasz. Ale ktokolwiek wygra wybory w przysz³oœci, nie mo¿e powiedzieæ: Wygra³em wybory i Polska jest moja, nie wasza; wykluczam was z tego zwyciêstwa”. Donald Tusk powinien pamiêtaæ, ¿e kiedy jego partia rz¹dzi³a przez osiem lat,

Tydzieñ na kolanie Poniedzia³ek Mo¿na siê og³uszyæ od czasu do czasu, nawet czêsto – pi³k¹ no¿n¹ od Ligi Mistrzów, przez Ligê Europy, ekstraklasê czy inne ligi na Polsacie, wreszcie reprezentacjê – ale zawsze wraca, wraca poczucie Bezsensu, którego nie zje patrzolubstwo i pi³karzyki na ekranie. Jest polityka, CNN, Fox News, gadaj¹ce g³owy, bez przerwy chc¹ce nam przekazaæ „komentarz” czy „swój punkt widzenia”… Po co? Znowu zabijanie oczami czasu. Efekt ten sam, nie zbli¿am siê nawet o centymetr do prawdy o ¯yciu… Wtorek Z „Miasta” Kawafisa. On tu w³aœciwie wszystko napisa³… idziesz, raczej nie ma odwrotu. Powiedzia³eœ: „Pojadê do innej ziemi, nad morze inne. Jakieœ inne znajdzie siê miasto, jakieœ lepsze miejsce. Tu ju¿ wydany jest wyrok na wszystkie moje d¹¿enia i pogrzebane le¿y, jak w grobie, moje serce. Niechby siê umys³ wreszcie podŸwign¹³ z odrêtwienia. Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnê, ruiny mego ¿ycia czarne widzê, gdziem tyle lat prze¿y³, straci³, roztrwoni³. Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.

To miasto pójdzie za tob¹. Zawsze w tych samych dzielnicach bêdziesz kr¹¿y³. W tych samych domach w³osy ci posiwiej¹. Zawsze trafisz do tego miasta. Bêdziesz chodzi³ po tych samych ulicach. Nie ma dla ciebie okrêtu – nie ufaj pró¿nym nadziejom – nie ma drogi ku innej stronie. Jakeœ swoje ¿ycie roztrwoni³ w tym ciasnym k¹cie, tak je w ca³ym œwiecie roztrwoni³eœ.“ Œroda noc ¯e ¿ycie to tylko desperacka próba, z regu³y nieudana, opanowania chaosu codziennych zdarzeñ, wiem ju¿ od skoñczenia czterdziestki. Tak naprawdê pozostaje tylko zbieranie okruchów, tego co zostaje porzucone na stole ¿ycia, a przecie¿ do tego tak ma³o, co piszê, coraz mniej, cholernie coraz mniej czasu. A i my sami, nasi bliscy… nie, nie ma powrotu. Chorób i œmierci bêdzie coraz wiêcej, wszystko zmierza przecie¿ ku nieuchronnemu rozpadowi. Jak w tym wszystkim siê odnaleŸæ, jak? Przynajmniej, jeœli wierzysz w Boga, masz za sob¹ Czas. Nie, nie w naszej koncepcji, bo nasze minuty i lata, s¹ wymierne, ale dla Najwy¿szego – poza czasem – bez znaczenia. Pomyœla³em sobie o tym lec¹c samolotem, ¿e zaraz, buuuum, i nas nie ma, zostajemy z pytaniem „to ju¿?” A przecie¿ dla Boga, w Boskim

zachowywa³ siê w³aœnie tak jakby Polska nale¿a³a do niego. Rz¹dy PO w latach 2007 – 2015 oznacza³y korupcjê w organach w³adzy i bankowoœci, „dziury” w systemie podatkowym oraz upadek presti¿u pañstwa. Nie bez powodu politycy Platformy mówili, ¿e w kraju istnieje „pañstwo teoretyczne”. Czarn¹ kart¹ w postêpowaniu premiera Tuska by³o u Donald Tusk. ca³kowite oddanie dochodzenia w sprawie katastrofy smoleñskiej w rêce Rosjan. By³ to w istocie czyn haniebny, niegodny szefa rz¹du Rzeczpospolitej. Wygl¹da na to, ¿e uczestnicy spotkania celowo wybrali Œwiêto Konstytucji jako okazjê do ataków na religiê i tradycjê narodu. Agresywne wyst¹pienia podczas pi¹tkowego spotkania na UW spotka³y siê z ripost¹ prezesa PiS. Jaros³aw Kaczyñski na sympozium swej partii w Pu³tusku mówi³ o brutalnych atakach na Koœció³ w obecnym czasie i przypomnia³ jak¹ rolê odgrywa³ katolicyzm w historii naszego kraju. W czasach kiedy Polska by³a potê¿na lub kiedy Polski w ogóle nie by³o, Koœció³ zawsze sta³ na stra¿y praw narodu i suwerennoœci pañstwa. Kaczyñski podkreœli³, ¿e „rêka podniesiona na Koœció³ jest rêk¹ podniesion¹ na Polskê”. Przemówienie zosta³o zakoñczo-

planie, byæ mo¿e ca³e 50 lat ¿yje siê po to, ¿eby zrobiæ jedn¹ rzecz przez piêæ minut, kto wie? Pewna wskazówka: Jezus, Bóg i Cz³owiek, przez 30 lat ¿y³ jak ka¿dy z nas, ¿eby w ostatnie trzy lata dokonaæ najwa¿niejszego przewrotu w skali œwiata ca³ego. NieŸle, co? Czwartek rano Patrz¹c na spory w Polsce, trudno oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e Gombrowicz wiecznie ¿ywy. Szczególnie z pojedynkiem na miny z „Ferdydurke”. Miêtusy z opozycji, nie mog¹c dosiêgn¹æ Kaczyñskiego bezpoœrednio, atakuj¹ Koœció³, robi¹ miny

ne s³owami: „Powtarzam – ja jestem cz³owiekiem wierz¹cym, praktykuj¹cym katolikiem. Ale gdybym nim nie by³, mówi³bym to samo, bo to jest oczywistoœæ. Co jest po drugiej stronie? Urbanopalikotyzm, nihilizm. Dlatego Koœcio³a trzeba broniæ, to jest tak¿e obowi¹zek patriotyczny”. Pose³ PiS Jan Mosiñski poinformowa³, ¿e zawiadomi prokuraturê o mo¿liwoœci pope³nienia przestêpstwa przez redaktora „Liberte”. Zawiadomienie bêdzie dotyczy³o art. 257 Kodeksu karnego, który brzmi: „Kto publicznie zniewa¿a grupê ludnoœci albo poszczególn¹ osobê z powodu jej przynale¿noœci narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowoœci lub z takich powodów narusza nietykalnoœæ cielesn¹ innej osoby, podlega karze pozbawienia wolnoœci do lat trzech”. m

w obronie (czego? Byle czego, byle by³o przeciw pisowcom wstrêtnym), wyg³upiaj¹ siê stare ch³opy czy baby, niczym gimbaza. Z drugiej strony na takie dictum, ch³opaki i dziewczyny z Super Dobrej Zmiany na sterydach nadymaj¹ siê w obronie, sypi¹ Szañce Wielkiej Trójcy, wznosz¹ na wy¿yny wy¿szoœci. Ale przecie¿ i ci, i tamci, s¹ tak przeraŸliwie groteskowi w swych grach, tak kompletnie przewidywalni i zwyczajnie œmieszni (jednak opozycjoniœci bardziej ni¿ Syfonowie Dobrej Zmiany), ¿e tak kompletnie upupieni… ¯e, ¿e, ¿e ziewaæ siê chce…

Jeremi Zaborowski

W Nowojorskim Okrêgu Konsularnym mo¿na siê równie¿ rejestrowaæ telefonicznie: 646.237.2112 Rejestracja trwa do 23 maja 2019.


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

7

Czy warto iœæ do procesu tu¿ przed emerytur¹? Generalni wykonawcy wci¹¿ maj¹ trudnoœci z zabezpieczeniem terenów budowy i uchronieniem pracowników przed spadaj¹cymi przedmiotami. Do tego typu wypadków dochodzi najczêœciej na nowych projektach, gdzie pracownicy pracuj¹ jednoczeœnie na wielu poziomach. Przepisy bezpieczeñstwa zalecaj¹ mocowanie siatek ochronnych wzd³u¿ gzymsów budynku, co nie zawsze jednak jest przestrzegane. Podobnie by³o w przypadku szeœædziesiêcioletniego pracownika, który dozna³ wypadku, poniewa¿ nie zastosowano odpowiednich œrodków bezpieczeñstwa. Mê¿czyzna zosta³ uderzony w twarz kawa³kiem sklejki, która obluzowa³a siê i spad³a dziesiêæ stóp w dó³. Na jego bark spad³y równie¿ resztki gruzu. Dochodzenie wykaza³o, ¿e do zdarzenia przyczyni³ siê wspó³pracownik, który podwa¿a³ dykty przy u¿yciu wytrycha. W momencie, gdy wy³amywa³ jedn¹ z nich, czêœæ po³o¿ona przy krawêdzi budynku wylecia³a w powietrze. Poszkodowany poinformowa³ swego prze³o¿onego o ca³ym zdarzeniu i uda³ siê do lekarza. Ze wzglêdu na nasilaj¹cy siê ból w barku nie móg³ wróciæ do pracy. Rezonans magnetyczny barku potwierdzi³ podejrzenia ortopedy, który zaleci³ wykonanie artroskopii. Poszkodowany, obawiaj¹c siê zabiegu, zdecydowa³ siê na leczenie konserwatywne i rozpocz¹³ intensywn¹ fizykoterapiê. Ranny pracownik w wyniku tego wypadku uruchomi³ dwie procedury prawne – postêpowanie przed Workers” Compensation oraz sprawê cywiln¹ o odszkodowanie. Podczas gdy z Workers” Compen-

sation uzyska³ czêœciowy zwrot utraconych zarobków i niezbêdn¹ opiekê medyczn¹, odszkodowania za ból i cierpienie oraz wszelkich strat ekonomicznych dochodzi³ w sprawie cywilnej wytoczonej przeciwko g³ównemu wykonawcy oraz w³aœcicielowi budynku. Sprawa cywilna to nie bitwa, lecz batalia o nale¿yte odszkodowanie i bezpieczn¹ przysz³oœæ. Podczas tej d³ugiej drogi, poszkodowany zmaga siê z problemami zdrowotnymi i zazwyczaj nie jest w stanie powróciæ do pracy. Bardzo czêsto œwiadczenia pracownicze stanowi¹ jedyne Ÿród³o jego utrzymania, a zdarza siê, ¿e nawet jego ca³ej rodziny. Zasadniczo, uzyskanie wysokich œwiadczeñ jest mo¿liwe tylko wtedy, gdy doœwiadczony prawnik zna taktyki ubezpieczalni i dba o interes indywidualnego klienta, poœwiêcaj¹c przy tym odpowiedni czas na przygotowanie jego sprawy. Pragnê przypomnieæ, ¿e ten rodzaj wypadku budowlanego jest chroniony przez artyku³ 240 (1) Prawa Pracy, który stanowi jedn¹ z najlepszych podstaw prawnych do ¿¹dania odszkodowania przez poszkodowanych pracowników budowlanych w stanie Nowy Jork. Generalny wykonawca i w³aœciciel budynku ponosz¹ wówczas absolutn¹ odpowiedzialnoœæ. Przyczyni³a siê do tego tak¿e i nasza kancelaria, wygrywaj¹c w 2011 roku sprawê przed Najwy¿szym S¹dem Apelacyjnym dla stanu Nowy Jork i doprowadzaj¹c do zmiany prawa w ca³ym stanie na korzystniejsze dla rannych pracowników budowlanych. Stworzyliœmy ten precedens po zaciek³ej s¹dowej batalii prawnej prowadzonej na rzecz naszego klienta (sprawa Wiliñski przeciwko 334 East 92 Housing development Fund Corp.).

W opisywanej dziœ sprawie, poszkodowany twierdzi³, ¿e pozwani nie zapewnili mu bezpiecznych warunków pracy. Wskaza³, ¿e wokó³ budynku nale¿a³o zamontowaæ siatkê ochronn¹, która zapobieg³aby wypadkowi. Pozwani argumentowali, ¿e trudno by³o przewidzieæ ca³e zdarzenie i w pe³ni zabezpieczyæ teren budowy, w zwi¹zku z czym nie powinni ponieœæ odpowiedzialnoœci za obra¿enia doznane przez poszkodowanego. Faza rozpoznawcza postêpowania s¹dowego przebieg³a b³yskawicznie. Jeszcze przed procesem poszkodowany z³o¿y³ wniosek do sêdziego o wydanie automatycznego wyroku przeciwko pozwanym jeœli chodzi o okreœlenie ich winy za spowodowanie wypadku. Prawnicy pozwanych wnieœli z kolei wniosek o oddalenie ca³ego pozwu. Jeœli Pañstwo sami stali siê ofiar¹ wypadku, lub znaj¹ kogoœ kto ma problem ze swoim wypadkiem, to zapraszamy do bezp³atnej konsultacji prawnej pod numerem telefonu 212 - 514 - 5100, emailowo pod adresem swp@plattalaw.com, lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Mo¿ecie Pañstwo równie¿ zadaæ nam pytania bezpoœrednio na stronie internetowej (www.plattalaw.com) u¿ywaj¹c emaila lub czatu który jest dostêpny dla Pañstwa 24 godziny na dobê. Zawsze udzielimy Pañstwu bezp³atnej porady w ka¿dej sprawie w której bêdziemy mogli Pañstwa reprezentowaæ. Na naszej stronie internetowej mog¹ Pañstwo (po lewej jej stronie) sami

Staruszkowie JAN LATUS Kolejka do kasy w supermarkecie od d³u¿szego czasu siê nie przesuwa. Robimy wszystko, ¿eby proces p³acenia przebieg³ jak najsprawniej. Odgradzamy zakupy swoje od kolejnego klienta specjaln¹ deseczk¹. Trzymamy w pogotowiu karty kredytowe. Ale có¿, na przedzie jakiœ staruszek p³aci 23 z³ 88 groszy za swoje zakupy taniej wêdliny, bu³ek i mas³a. Dopiero za drugim razem us³ysza³ sumê. Z mozo³em, sztywnymi palcami, wyci¹ga banknoty. Chce u³atwiæ ¿ycie kasjerce i przy okazji pozbyæ siê bilonu. Tak wiêc d³ugo szuka w portfelu drobnych. Czêœæ wysypuje siê na pod³ogê. Ludzie pomagaj¹ zbieraæ. Zebrany bilon, w tym jednogroszówki, wysypuje na pulpit przed kas¹. Kasjerka pochyla siê i mozolnie przelicza grosiki. Udaje, ¿e docenia grzecznoœæ klienta, który przecie¿ chce tylko daæ równo odliczon¹ kwotê. Ludzie stoj¹cy za staruszkiem przewracaj¹ oczami. Starzec przeprasza, ¿e tak d³ugo zatrzymuje kolejkê. Ludzie odpowiadaj¹, bez przekonania, ¿e nic nie szkodzi. W koñcu tak zostali wychowani – do ludzi starszych nale¿y mieæ szacunek.

Polska to nie jest kraj, gdzie staruszkowie ¿yj¹ samotnie i samodzielnie, gdzie – jak na Florydzie – jeœli dorobili siê, mog¹ liczyæ na pe³n¹ opiekê a nawet rozrywkê. W Nowym Jorku mog¹, korzystaj¹c z licznych udogodnieñ, jak rampy podjazdowe i windy dla wózków oraz przeró¿ne zni¿ki i darmowe bilety, uczestniczyæ w ¿yciu spo³ecznym i kulturalnym. Amerykanie nie s¹ sk³onni zajmowaæ siê starymi rodzicami i dziadkami. Dlatego, gdy sami s¹ starzy, nie oczekuj¹ od rodziny opieki. S¹ kraje, jak Wietnam czy Tajlandia, gdzie osoby starsze s¹ szczególnie szanowane, s¹ na pierwszym miejscu, s³ucha siê ich dojrza³ych opinii, opiekuje siê nimi na staroœæ. W Stanach wmawia siê ludziom starym, ¿e staroœæ nie istnieje, ¿e mo¿na byæ m³odym duchem, chodziæ w mini, zapisaæ siê na kolejne studia. Nawet jednak jeœli w wyniku takiej indoktrynacji starszy cz³owiek poczuje sie m³odo, nadal pozostaje on niewidzialny dla przechodniów, pracodawców, potencjalnych partnerów erotycznych. W Ameryce panuje kult wiecznej m³odoœci. Zamiast przygl¹daæ siê z szacunkiem ludziom starszym, m³odzie¿ pozwala, by to starzy patrzyli na ni¹ z podziwem i starali siê do niej upodobniæ. Pisa³em tu ju¿ wielokrotnie o specyficznej polskiej subkulturze ludzi starszych. Ludzie ci niepodzielnie rz¹dz¹ miastem w ci¹gu dnia, kiedy m³odsi pracuj¹ i ucz¹ siê. Korzystaj¹c z taniej i dobrze rozwiniêtej, przynajmniej w Warszawie, komunikacji publicznej, babcie i dziadkowie zabijaj¹ czas wêdruj¹c z dzielnicy

do dzielnicy. NajwyraŸniej najwiêksz¹ fizyczn¹ bol¹czk¹ staroœci jest niemo¿noœæ niesienie torby, tak wiêc wszyscy ci¹gn¹ za sob¹ niemo¿ebnie ciê¿kie, wielgachne wózki na kó³kach. Niczym na jakimœ ogromnym lotnisku na œwie¿ym powietrzu, ci ludzie wêdruj¹ z ³adunkami na kó³kach. Co wo¿¹? Najlepszy w mieœcie twaro¿ek od pani Halinki, z Pragi na Ochotê? P³ody z dzia³ki ogrodniczej albo kapustê i rzodkiewkê kupion¹ na targu? Ci ludzie maj¹ na twarzach wyraz smutnej determinacji. Przede wszystkim jednak – nudy, któr¹ zabijaj¹ niepraktycznymi, d³ugimi wyprawami na koniec miasta. Postêkuj¹c i dysz¹c, wspinaj¹ siê na stopieñ (niskopod³ogowych) tramwajów i autobusów. Natychmiast rozgl¹daj¹ siê za wolnym miejscem, najlepiej blisko wyjœcia i po zaciemnionej stronie pojazdu. Có¿, nikt nie ustêpuje miejsca, mo¿e dlatego, ¿e wszêdzie ju¿ siedz¹ staruszki. Czasem, pamiêtaj¹c dawne wychowanie, myœlê, jeœli akurat siedzê, ¿e przecie¿ powinienem ust¹piæ. Patrzê jeszcze raz na jakiegoœ pana z kraciastym wózkiem na kó³kach, przygl¹dam mu siê – i odnoszê wra¿enie, ¿e jest on niewiele starszy ode mnie. ¯e ta staruszka mo¿e ma raptem dziesiêæ lat wiêcej ni¿ ja! Jak to siê sta³o, ¿e czujê i wygl¹dam (a przynajmniej tak mi siê wydaje) m³odziej ni¿ oni? ¯e podbiegam do autobusu, nie dyszê na schodach, nie kwêkam? Przecie¿ mam za sob¹ kilkadziesi¹t lat harówki w Ameryce, oszczêdzania na jedzeniu, stresu utrzymania pracy, sp³aty po¿yczek. Nie spêdza³em tych lat p³ywaj¹c w basenie i chodz¹c na masa¿e.

Po wys³uchaniu argumentów obydwu stron sêdzia przyzna³ racjê poszkodowanemu, orzekaj¹c, ¿e pozwani naruszyli przepisy Prawa Pracy. W efekcie strony usiad³y do rozmów negocjacyjnych. Podczas mediacji poszkodowany twierdzi³, ¿e w wyniku uderzenia zosta³ zraniony w okolicy oka, co pozostawi³o mu trwa³¹ bliznê. Wskaza³ równie¿, ¿e dozna³ obra¿eñ lewego ramienia, które w przysz³oœci mo¿e wymagaæ interwencji chirurga. Twierdzi³, ¿e nie mo¿e ju¿ wróciæ do pracy. Prawnicy pozwanych zwrócili uwagê na fakt, ¿e poszkodowany by³ bliski osi¹gniêcia wieku emerytalnego. W wyniku d³ugotrwa³ych negocjacji poszkodowany pracownik budowlany otrzyma³ odszkodowanie w wysokoœci $340,000.00. Warto nadmieniæ i¿ nie przeszed³ on ani jednej operacji. m sprawdziæ status swojej sprawy s¹dowej (prowadzonej nawet przez inn¹ kancelariê), po wpisaniu numeru akt s¹dowych (index number) swojej sprawy w istniej¹ce tam pole. Ta czêœæ strony jest skonfigurowana bezpoœrednio z oficjalnym systemem s¹dowym stanu Nowy Jork, dziêki czemu wiadomoœci jakie uzyskaj¹ tam Pañstwo na temat swoich spraw s¹ oficjalnymi danymi s¹dowymi. Gdyby z jakiegokolwiek technicznego powodu nie uda³o siê Pañstwu odnaleŸæ swojej sprawy w tym systemie, to z przyjemnoœci¹ pomo¿emy j¹ odnaleŸæ telefonicznie.

The Platta Law Firm, PLLC 42 Broadway, Suite 1927, NY, NY 10004 www.plattalaw.com tel. 212 - 514 - 5100 Przypominam sobie, ¿e moi Rodzice, ciotki, dziadkowie, oraz ich znajomi, nie uprawiali nigdy sportów. Palili za to i jedli chleb ze smalcem, zupy na zasma¿ce i codzienne ciasto na deser. Sport? Przecie¿ wystarczy³o, ¿e krz¹tali siê po mieszkaniu, wynosili œmiecie, raz w tygodniu sprz¹tali mieszkanie. Sport by³ rozrywk¹ na wakacjach i zabaw¹ dla dzieci. Moda nañ przysz³a du¿o póŸniej. Wiedza o zdrowym od¿ywianiu jest dziœ powszechna ale mam wra¿enie, ¿e te starsze panie po prostu lubi¹ sobie tylko poczytaæ w kolorowym piœmie, ¿e buraczki s¹ zdrowe na wypró¿nienie. Na dietê paleo raczej nie przejd¹. Starsi ludzie w Polsce na ogó³ maj¹ kontakt z dzieæmi i wnukami. Nie zostali kompletnie opuszczeni. Niemniej w ci¹gu dnia musz¹ sobie radziæ sami. Wiêc ¿yj¹ tak, jak zawsze ¿yli: spokojnie, statecznie, mieszczañsko. Poniewa¿ maj¹ du¿o czasu na rozmyœlania o sobie, wpadaj¹ czêsto w hipochondriê. St¹d tyle reklam lekarstw w telewizji, to dlatego co krok jest apteka. A w niej jakaœ starsza pani opowiada pani magister, jak to j¹ strzyka, rwie i pobolewa. To pokolenie siê nie zmieni. Nie tylko bêd¹ coraz bardziej niedo³ê¿ni ale i coraz bardziej bêd¹ dra¿niæ ludzi m³odszych. Bo ju¿ siê nie naucz¹ p³aciæ bankow¹ kart¹ debetow¹, mimo ¿e j¹ posiadaj¹. Bo ju¿, w wiêkszoœci, nie opanuj¹ obs³ugi komputera, u¿ycia internetu, wykorzystania funkcji smartfona. Znam co prawda i takich staruszków, którzy œmigaj¹ na Facebooku, robi¹ telefonem filmiki z wakacji w Rzymie i je¿d¿¹ na rowerze, ale to jednostki. Pozostali chc¹ ¿yæ tak, jak zawsze ¿yli – i to coraz wolniej. Wiêc pozwólmy im tak ¿yæ. Nie mamy przecie¿ pewnoœci, ¿e my na staroœæ bêdziemy lepiej wygl¹daæ i lepiej sobie radziæ. m


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

8

www.kurierplus.com

Kartki z przemijania Polecam wszystkim piêkny film dokumentalny „Modjeska – Women Triumphant” nakrêcony przez po³udniowo-kalifornijskich Amerykanów. Przys³a³ mi go w prezencie dr Janusz Romañski, dotychczasowy rektor Polskiego Uniwersytetu Ludowego w Filadelfii. Modrzejewska pokazana jest w nim nie tylko jako wielka ANDRZEJ JÓZEF D¥BROWSKI aktorka Polski, Ameryki i Anglii, ale tak¿e jako kobieta, która silnie oddzia³ywa³a na œrodowisko i na epokê. Jako zjawisko artystyczne i zarazem fascynuj¹ca osobowoœæ. Podziwiali j¹ wszyscy, kocha³o wielu. Ciekawe, ¿e mimo filmów, sztuk, ksi¹¿ek i artyku³ów o niej, jest postaci¹ nieznan¹ dzisiejszym Amerykanom i dzisiejszym Polakom. Rodacy wiedz¹, ¿e by³a wielka i s³awna, ale niewiele wiêcej. Jej arcyciekawej ksi¹¿ki „Wspomnienia i wra¿enia” nie zna niemal nikt. A przecie¿ jawi siê w niej ona jako znakomita obserwatorka i narratorka, œwietnie opowiadaj¹ca o œrodowisku rodzinnym i teatralnym, oraz o elitach Polski i Ameryki. A ile¿ jest tam ciekawych portretów ludzkich! Nie pojmujê, dlaczego ksi¹¿ka ta nie jest wznawiana. Nie pojmujê zupe³nie, dlaczego kolejne pokolenia Polonii Amerykañskiej nie zdoby³y siê na pomnik Modrzejewskiej w Nowym Jorku – mieœcie, w którym wystêpowa³a najczêœciej i w którym rozs³awia³a sztukê aktorsk¹, Szekspira i Polskê. Pisa³em o tym ju¿ kilka razy. Niestety bez ¿adnego odzewu. Dos³ownie ¿adnego! Mo¿e zatem zmobilizujmy siê w koñcu i zacznijmy starania w tej mierze. Podobno jesteœmy wielkimi patriotami. Przekujmy zatem ten nasz patriotyzm w pomnik naszej rodaczki. Wiem, ¿e wiêkszoœæ z nas nie interesuje siê sztuk¹, nie chodzi do teatru i nie zna jego dziejów, ale na mi³y Bóg tu chodzi o jedn¹ z najs³awniejszych Polek w œwiecie i zarazem jedn¹ z najs³awniejszych kobiet! I w dodatku jak¿e piêkn¹!

$

Polecam równie¿ film „The White Crow” („Bia³a wrona”) o wielkim tancerzu Rudolfie Nurejewie. Re¿yser Ralph Fiennes przypomina w nim dzieciñstwo i wczesn¹ m³odoœæ artysty, który sta³ siê legend¹ nie mniejsz¹ ni¿ jego poprzednik a nasz rodak – Wac³aw Ni¿yñski. W filmie Nurejew jest postaci¹ ekscytuj¹c¹, ale tak¿e niejednoznaczn¹ i dra¿ni¹c¹. Fiennes bodaj pierwszy pokaza³ jego nies³ychan¹ wra¿liwoœæ na malarstwo i rzeŸbê. Piêknie pokazana jest równie¿ jego potrzeba wolnoœci

artystycznej i ludzkiej. Pozostan¹ w pamiêci na zawsze sceny, kiedy Nurejew szanta¿owany i szarpany przez swych KGB-owskich opiekunów walczy sam ze sob¹, czy pozostaæ na sta³e w Pary¿u, czy wróciæ do Leningradu. Nie wróci, bo chce poznaæ œwiat inny ni¿ Zwi¹zek Sowiecki, bo chce spróbowaæ swych si³ w tym¿e œwiecie, bo boi siê, i¿ zostanie uwiêziony za niedozwolone kontakty z Francuzami. To, co dzieje siê w duszy Nurejewa widzimy w oczach ukraiñskiego tancerza Olega Ivenko, który gra i tañczy tê postaæ wspaniale.

$

Michai³ Barysznikow, tancerz porównywany z Nurejewem – „Nie staram siê tañczyæ lepiej ni¿ wszyscy inni. Staram siê tañczyæ lepiej ni¿ ja sam”. Zaœ Nurejew wskazywa³ na tancerzy lepszych – jego zdaniem – od siebie i ubolewa³, ¿e nie s¹ dostatecznie s³awni. Pomaga³ im.

$

Kiedy mówiê, ¿e „Straszny dwór” jest oper¹ komiczn¹, wielu siê dziwi. Niemal wszyscy widz¹ w nim wy³¹cznie dzie³o narodowe, niemal pompatyczne. Nic bardziej mylnego! Jest to zabawna komedia dworkowo-baœniowa z akcentami patriotycznymi w muzyce na wskroœ polskiej.

$

Jednym z najbardziej przejmuj¹cych przedstawieñ, jakie widzia³em by³ „Œpiewnik domowy Stanis³awa Moniuszki” wystawiony przez Adama Hanuszkiewicza w Teatrze Narodowym. W stanie wojennym wali³a nañ ca³a Warszawa. Walili te¿ widzowie z Polski. Uniesienie na widowni by³o tak wielkie, ¿e Hanuszkiewicz musia³ na dobre po¿egnaæ siê ze stanowiskiem dyrektora, sam zaœ Moniuszko ponownie okaza³ siê kompozytorem potrzebnym w chwilach trudnych dla Polaków.

$

Równo 500 lat temu, 2 maja 1519 we francuskim pa³acu Clos Lucé w Amboise, zmar³ Leonardo da Vinci – jeden z najwybitniejszych umys³ów w dziejach ludzkoœci. Podziwiam go od zawsze w stopniu najwy¿szym. Wszystko, co najsilniej odczuwam wobec jego sztuki jest poza s³owami. Ona mnie po prostu ogarnia i przenika. Reszta jest cich¹ kontemplacj¹. W ciszê zanurzy³em siê onegdaj na jego grobie w owym Amboise. Przez kilka kwadransów by³em przy nim tylko jeden jedyny. Nie by³o na nim ¿adnych kwiatów poza wi¹zank¹ ode mnie.

$

Zamówienia na kolejne wyk³ady, z jednej strony mnie ciesz¹, z drugiej lêkam siê, czy zd¹¿ê przeczytaæ

wszystko to, co powinienem, zanim je wyg³oszê. Czujê siê nie w porz¹dku wobec s³uchaczy ze œwiadomoœci¹, ¿e moja wiedza nie jest pe³na. A nigdy taka nie jest. Zawsze wyskakuje coœ, co powinienem wiedzieæ i o czym powinienem powiedzieæ. Niestety. Inna sprawa, to ograniczony czas wyk³adu – przez pó³torej godziny nie mam szans przekazaæ wszystkiego, co nale¿y. Muszê odejmowaæ, co nie jest komfortowe.

$

Podczas minionych œwi¹t narodowych przypomnia³o mi siê powiedzenie Marka Twaina, i¿ „patriotyzm to wspieranie swojego kraju ca³y czas, a rz¹du gdy na to zas³uguje”.

$

W minion¹ sobotê m³odoœæ ponownie wysz³a na dachy znajduj¹ce siê w polu widzenia z mojego balkonu, Choæ dzieñ by³ pochmurny i mglisty, z krótkimi tylko przeb³yskami s³oñca, imprezowano ju¿ od wczesnego popo³udnia. Tu dyskoteka, tam rozmowy przy piwie, ówdzie tañce kameralne, z przytulaniem w³¹cznie. Dy¿urna lornetka posz³a zatem w ruch. Bywa, ¿e na tych samych dachach bawi¹ siê dwie ró¿ne grupy goœci. Na stolikach piwa i wina w plastikowych kubkach, nie widzê przek¹sek. Du¿o zbiorowych œmiechów, trochê okazjonalnych toastów, popisy solowe. Na niektórych dachach jakieœ egzotyczne æwiczenia indywidualne i grupowe. Po zmierzchu za kominami dostrzegam kilka scenek mi³osnych damsko-mêskich i mêsko-mêskich, z namiêtnymi poca³unkami i wzajemnym miêtoszeniem siê. Muzyka p³yn¹ca z niektórych dachów jest podrywaj¹ca. Przefrun¹³bym i potañczy³ to tu, to tam. Nie mogê niestety, bo czekaj¹ na mnie nieprzeczytane ksi¹¿ki, nienapisane recenzje, nieu³o¿one pytania, niezrobione korekty, niespisane anegdoty i wspomnienia. Ostatnio s³yszê coraz czêœciej – pisz, pisz, pisz, póki jeszcze mo¿esz i pamiêtasz. Zamówienie za zamówieniem. Niekiedy ju¿ sam czujê siê pamiêtnikiem. I to wielce opas³ym.

$

Imprezy na dachach s¹ ju¿ modne i w Polsce. Obserwujê je m.in. w Warszawie na Starych Bielanach. Pierwsze godziny s¹ na nich sympatyczne a unosz¹ce siê zapachy kusz¹ce. Muzyka te¿ niez³a. PóŸniej niestety nastêpuje faza upijania siê i przestaje byæ mi³o. Najgorsze wyrazy powtarzane s¹ po kilka razy. Bywa agresywnie. Co ciekawe, coraz czêœciej widzê na tych¿e imprezach dziewczyny zabieraj¹ce siê konkretnie za ch³opaków i porywaj¹ce ich nie tylko w tan… m

Wojna z Iranem? 1í O drastycznym wzroœcie napiêcia œwiadcz¹ równie¿ gor¹czkowe ruchy dyplomatyczne. Sekretarz stanu Mike Pompeo w trybie nag³ym odwo³a³ zaplanowane spotkania w Europie, m.in. z kanclerz Niemiec Angel¹ Merkel i uda³ siê do Iraku, w którym wci¹¿ stacjonuje ok. 5 tys. amerykañskich ¿o³nierzy. Wczeœniej Pompeo spotka³ siê ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem £awrowem, co z kolei nast¹pi³o po dwugodzinnej rozmowie telefonicznej Donalda Trumpa z W³adimirem Putinem. Co by³o przedmoitem wszystkich tych rozmów, poza ogólnikowymi komunikatami prasowymi nie wiemy. Mog¹ one jednak œwiadczyæ o tym, ¿e USA przygotowuj¹ siê do wojny. Zaniepokojenie eskalacj¹ napiêcia jest spore. Dwóch demokratycznych cz³onków Kongresu: Tom Udall i Richard Durbin w tekœcie opublikowanym w „Washington Post” wprost oskar¿y³o rz¹d Donalda Trumpa o próbê wywo³ania konfliktu. „Administracja Trumpa prze do militarnej akcji maj¹cej na celu zmianê rz¹du w Iranie. Nie mo¿emy powtarzaæ b³êdów z przesz³oœci. Trump tak samo jak kiedyœ George W. Bush jako uzasadnienia dla

wojny chce u¿yæ fa³szywej narracji o zagro¿eniu ze strony Iranu. Kongres powinien temu przeciwdzia³aæ” – napisali demokratyczni politycy. Za czo³owych zwolenników wojny w otoczeniu Donalda Trumpa uchodz¹ John Bolton i Mike Pompeo. Bolton jeszcze zanim trafi³ do Bia³ego Domu wielokrotnie wzywa³ do akcji zbrojnej przeciwko Iranowi. Pompeo z kolei nie pozostawi³ w¹tpliwoœci co do swojego nastawienia w tej sprawie podczas lutowego szczytu w Warszawie poœwiêconemu Bliskiemu Wschodowi. Powiedzia³ tam wówczas: „nie mo¿na osi¹gn¹æ stabilizacji na Bliskim Wschodzie bez konfrontacji z Iranem.” Na wojnê zdaje siê naciskaæ równie¿ Izrael. Doniesienia wywiadu, które pos³u¿y³y jako pretekst do wys³ania lotniskowca w rejon Zatoki Perskiej pochodzi³y w³aœnie od s³u¿b tego kraju. Prezydent Izraela Benjamin Netanjahu na tym samym szczycie w Warszawie powiedzia³, ¿e kraje w nim uczestnicz¹ce: „wraz z Izraelem spotka³y siê po to, by posun¹æ do przodu wspólny interes jakim jest wojna z Iranem”. Donald Trump w trakcie kampanii wyborczej ostro krytykowa³ inwazjê na Irak,

u

Mike Pompeo i John Bolton – uchodz¹ za zwolenników konfrontacji z Iranem.

któr¹ okreœla³ mianem wielkiej katastrofy. Wystêpowa³ te¿ przeciwko zaanga¿owaniu USA w inne konflikty na œwiecie. Jego zaanga¿owanie w rozmowy z przywódc¹ Korei Pó³nocnej w sprawie denuklearyzacji, zapowiedzi wycofania wojsk

z Syrii i Afganistanu, zdawa³y siê potwierdzaæ, ¿e taka bêdzie w³aœnie polityka USA. Manewry wokó³ Iranu mog¹ œwiadczyæ o tym, ¿e wszystko to by³y tylko ruchy pozorne.

Tomasz Bagnowski


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

9

Starania Polonii o koœció³ pw. Œw. Cyryla i Metodego w Boonton, NJ.

Nowe ¿ycie wspólnoty O œwicie 21 kwietnia 2019r., parafianie koœcio³a rzymsko-katolickiego pod wezwaniem Œw. Cyryla i Metodego w Boonton, NJ, goœcili Jego Ekscelencjê ks. Arthura J. Serratelli, biskupa Diecezji Paterson i pod jego przewodnictwem uczestniczyli w tradycyjnej polskiej Mszy Rezurekcyjnej z procesj¹. Dla wszystkich obecnych by³a to duchowa uczta i pamiêtny dzieñ, nie tylko ze wzglêdu na uroczystoœæ Zmartwychwstania Pañskiego, ale i fakt, ¿e by³o to du¿e wyró¿nienie dla tak ma³ej wspólnoty, która jeszcze do niedawna obawia³a siê, ¿e ich dom modlitwy nie ostanie siê i bêdzie zamkniêty, ze wzglêdu na coraz s³absz¹ frekwencjê. Ale poprzez wiarê biskupa w si³ê przetrwania parafii, pod kierownictwem ksiêdza Artura ¯aby, którego nie tak dawno mianowa³ proboszczem oraz przez modlitwê i wzrost zaanga¿owania siê wiernych w ¿ycie parafii, koœció³ przechodzi swoist¹ odnowê. Koœció³ „na wzgórzu” Koœció³ Œwiêtych Cyryla i Metodego stoi na wzgórzu (Hill Street), w uroczym miasteczku Boonton w Morris County, parê mil od Jersey City Reservoir, a jego bia³¹ wie¿yczkê dzwonn¹ widaæ z daleka z trasy Rt. 287. Osada „Boonetown Falls” powsta³a w XVIII wieku, kiedy za³o¿ono tu kuŸniê rafinacji ¿elaza, a jej pracownicy i ich rodziny utworzyli wspólnotê pod nazw¹ „Boone-Towne”, na czeœæ Kolonialnego Gubernatora, Thomasa Boone’a. W 1830r. New Jersey Iron Company otworzy³a now¹ kuŸniê o parê mil dalej w górê rzeki Rockaway i sprowadzi³a maszyny oraz robotników z Anglii z rodzinami (ok. 30 osób), którzy przywieŸli swoje zwyczaje i religie. Wkrótce wyros³y tu nowe domy, koœcio³y, szko³y, a miasteczko siê rozwija³o. W ci¹gu nastêpnych dwóch dekad przybyli nowi robotnicy z Irlandii, a po nich S³owacy w latach 90tych XIXw., oraz W³osi, Polacy i Niemcy kilka lat póŸniej. W 1882 r., gdy do Boonton zaczêli przybywaæ pierwsi imigranci ze S³owacji i innych krajów Europy Wschodniej, to chodzili oni do koœcio³a pod wezwaniem Our Lady of Mount Carmel. Ale im by³o ich wiêcej, tym bardziej chcieli mieæ msze œwiête w jêzyku ojczystym. I tak kamieñ wêgielny pod budowê nowego koœcio³a pod wezwaniem Œwiêtych Cyryla i Metodego w Boonton zosta³ po³o¿ony 13 sierpnia 1906 roku, a dzie³o budowy koœcio³a ukoñczono, dziêki ogromnemu poœwiêceniu wiernych, w ci¹gu jednego roku. Pierwszym proboszczem by³ S³owak, a po nim wielu ksiê¿y, w tym pochodzenia s³owackiego oraz polskiego. Ale jak mówi jedna z najstarszych parafianek, 95-

letnia S³owaczka pani Helena Figiel, jak ona tu przyby³a, to w owym czasie msze by³y odprawiane po ³acinie, jedynie modlitwy odmawiano w jêzyku s³owackim. Polonijna wspólnota W ostatnich kilkunastu latach XXI wieku, coraz czêœciej o koœciele pod wezwaniem Cyryla i Metodego, mówi siê jako o „koœciele polskim”. S³owacy wci¹¿ tu przychodz¹, ale jest ich coraz mniej liczna grupa. I mimo i¿ s¹ te¿ dwie msze po angielsku, to przewa¿a okoliczna Polonia, która zje¿d¿a siê z okolic Montville, Mountain Lakes, Towaco, Morristown i dalszych, co niedzielê na mszê o 10: 30, odprawian¹ w jêzyku polskim. Parafianie organizuj¹ comiesiêczne spotkania „przy kawie i ciastku”, w sali przykoœcielnej szko³y, gdzie jest okazja spotkaæ siê i porozmawiaæ ze znajomymi, czy z ksiêdzem, spróbowaæ smacznych wypiekó parafianek, a ma³e dzieci maj¹ miejsce by siê razem pobawiæ, a czêsto „poszaleæ” pod okiem rodziców. Odnowa w Duchu Œwiêtym Zauwa¿alna zmiana w zaanga¿owaniu siê parafian, poza rutynowymi czynnoœciami wspólnoty koœcielnej, czy uczestnictwie we mszach i obchodach œwi¹t, nast¹pi³a z przyjœciem ksiêdza Artura ¯aby, w paŸdzierniku 2018r. W ci¹gu kilku miesiêcy pos³ugi w charakterze wikarego, mo¿na by³o wyczuæ jego du¿¹ chêæ poœwiêcenia siê w pe³ni, nie tylko duchowo, ale i spo³ecznie oraz praktycznie parafianom. Jego pozytywna energia, która zdaje siê nie mieæ granic, przyci¹ga wszystkich

do parafii jak magnes. Szybko zaczê³o przybywaæ ministrantów, lektorów, nadzwyczajnych szafarzy i tych co udzielaj¹ siê do pos³ugi przy mszy lub w œpiewie, sprz¹taniu wokó³, nie wspominaj¹c ju¿ o remontach w koœciele, w sali pod koœcio³em, w zakrystii i na zewn¹trz. A piêkne dekoracje wokó³ o³tarza np. z okazji obchodzonych œwi¹t, czêsto wykonane przez samego ksiêdza Artura, urzeczywistniaj¹ g³êbokie prze¿ycia religijne i duchowe. Koœció³ zyskuje coraz wiiêcej wiernych, w tym rodzin z ma³ymi dzieæmi, a nawet tych, którzy jakiœ czas temu odeszli, a teraz wrócili. Tak jakby Duch Œwiêty tchn¹³ nowe ¿ycie w tê ma³¹ wspólnotê, a Rêka Bo¿a prowadzi³a wiernych do wielu nowych inicjatyw, by o¿ywiæ parafiê i ¿eby 'koœció³ œwi¹tynia” sta³ siê prawdziwym „koœcio³em ludzi”. Od „Roty” do „Ludu, mój ludu” Najpierw by³y Obchody 100-lecia Odzyskania przez Polskê Niepodleg³oœci, w listopadzie 2018 r., zorganizowane przez wiernych, którzy recytowali wiersze a reszta do³¹czy³a siê do œpiewania pieœni patriotyczno-religijnych, przy akompaniamencie gitary i akordeonu, z plakatami przedstawiaj¹cymi bohaterów narodowych tamtego okresu w tle. Wkrótce nadesz³y Œwiêta Bo¿ego Narodzenia – i tu wszystkich zaskoczy³ ksi¹dz Artur. Oprócz wieczornej mszy, odprawiono te¿ pasterkê tradycyjnie o pó³nocy, któr¹ koncelebrowa³ z dwoma innymi ksiê¿mi, w jêzyku polskim i angielskim. Natomiast organista, pan Micha³

Lipczuk, po³¹czy³ to elementami narodowo-etnicznymi œpiewaj¹c kilka kolêd po góralsku i po s³owacku. Natomiast ju¿ na Trzech Króli parafia goœci³a grupê zaprzyjaŸnionych górali z Clifton, którzy uœwietnili uroczystoœæ autentycznymi jase³kami, pastora³kami i wspólnym kolêdowaniem. By³ Archanio³, i Herod, i Trzej Królowie przynosz¹cy dary œpi¹cemu w góralskiej kolebce Jezuskowi, któremu Maryja nuci³a „Lulaj¿e Jezuniu”... By³ te¿ Diabe³ i Œmieræ – a ma³e dzieci w koœciele chowa³y siê przed nimi ze strachu pod ³awki... W lutym 2019r. by³y dwie okazje, by wierni mogli siê jeszcze bardziej zintegrowaæ. Jednej niedzieli by³ koncert Chóru Aria z Wallington, który promuje polsk¹ kulturê przez œpiew, a w swoim repertuarze ma m.in. muzykê religijno-liturgiczn¹ i ludow¹ polskich kompozytorów. A ju¿ w parê tygodni póŸniej parafianie zorganizowali Bal Walentynkowy, na który przyby³o ponad 150 osób, w tym wiele dzieci. Mo¿na by³o dobrze zjeœæ „po polsku”, np. pierogi w³asnego wyrobu, go³¹bki, kie³basê z ro¿na, itd., a potem smaczne ciasto, domowego wypieku. Gra³a muzyka disco-polo, „wiara” tañczy³a i dobrze siê bawi³a do póŸnej godziny, a dzieci w tym czasie mia³y zajêcia z opiekunk¹ w salce pod koœcio³em. To by³a zabawa! W Palmow¹ Niedzielê zaszczyci³a nas swoj¹ obecnoœci¹ znana wœród lokalnej Polonii œpiewaczka operowa, pani Zuzanna Ducka. Przy akompaniamencie organowym Micha³a Lipczuka, rzewne pieœni wielkopostne w wykonaniu pani Zuzanny ujê³y wszystkich za serca. Jej anielski g³os niós³ w sobie ból œmierci i nadziejê na zmartwychwstanie Pana. My chcemy Boga, my poddani 19 marca 2019 r., ksi¹dz Artur ¯aba zosta³ powo³any przez biskupa Arthura Serratelliego na stanowisko proboszcza parafii Œw. Cyryla i Metodego w Boonton, NJ. Ksi¹dz Artur by³ wikariuszem w parafii jedynie piêæ miesiêcy i jest chyba najm³odszym proboszczem w diecezji, tote¿ wyró¿nienie to by³o wielkie, ale ca³kiem zas³u¿one – bo jego zapa³, umiejêtnoœci kierownicze i organizacyjne oraz przewodnictwo w sprawach duchowo-parafialnych nie maj¹ sobie równych. Pod kierunkiem ksiêdza Artura, parafia siê odnowi³a i prê¿nie siê rozwija, a wiara siê krzewi. Biskup Serratelli, ksi¹dz Artur oraz wierni z ma³ego, bia³ego koœció³ka na wzgórzu w Boonton tak zaufali Bogu, ¿e ten przyczó³ek katolicyzmu siê osta³, a Polacy, S³owacy i Amerykanie maj¹ dom modlitwy wart walki o niego.

Agnieszka Wilkins


Nowy Jork

Nr 118

11 maja 2019

Obchody Święta Konstytucji 3 maja w Polskim Domu Narodowym Polski Dom Narodowy w dzielnicy Greenpoint, jak co roku uczcił rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Akademię poprzedziła uroczysta msza w kościele św. Stanisława Kostki, sprawowana przez proboszcza parafii księdza Marka Sobczaka. sza miała charakter wybitnie patriotyczny. Udział w niej wzięli liczni przedstawiciele organizacji polonijnych – SWAP, Korpus Pomocniczy Pań, działający przy SWAP, harcerstwo reprezentujące jednostki działające w Polskim Domu Narodowym i w Maspeth, tancerze z Polish American Folk Dance Company z siedzibą w Polskim Domu Narodowym oraz wierni. Oprawę muzyczną zapewnił chór Angelus a czytania i modlitwę wiernych wykonali harcerze. Kościół był przystrojony w biało-czerwoną flagę a podniosły efekt wywołało wejście pocztów sztandarowych SWAP oraz pań z Korpusu Pomocniczego, które wyglądały bardzo malowniczo w swoich biało-niebieskich mundurach. Liczna delegacja harcerstwa ze sztandarem również dała wyraz swojej służby i prezentowała się okazale. Nie można pominąć kazania księdza proboszcza, które było bardzo wymowne w znaczeniu słowa „matka”. Odnosiło się do naszej ojczyzny. „Matka to nasza ojczyzna, matka – to ziemia która nas karmi. Matka to także ta, której syn Jezus oddał nas w opiekę. Powinniśmy wszyscy dbać o nasz rodzinny kraj i szanować go. Nie możemy odrzucać wartości wypracowanych przez wieki i zastępować ich tzw. poprawnością polityczną” – mówił ksiądz. Wychodząc z kościoła udaliśmy się szybko do Domu Narodowego, bez uroczystego przejścia, ponieważ na ten dzień niebo zaplanowało deszcz. Akademia rozpoczęła się wprowadzeniem pocztów sztandarowych i odśpiewaniem hymnów narodowych. Następnie prezes PDN Antoni Chrościelewski przy-

M

Ofiarowanie. Zdj. Zygmunt Bielski

Uczestnicy mszy w kościele św. Stanisława Kostki z okazji Święta Konstytucji 3 maja. Zdj. Michał Mościcki

witał przybyłych na akademię przedstawicieli organizacji i wszystkich uczestników. Ksiądz Józef Szpilski wygłosił inwokację, a chór „Angelus” zaśpiewał pięknie kilka pieśni: „Witaj majowa jutrzenko”, „Kocham cię Polsko”, „Przylecieli sokołowie”, „Czerwone maki na Monte Cassino” oraz na zakończenie “Rotę”. Pieśni wprowadziły uczestników w podniosły nastrój, a wykonawcy otrzymali duże brawa. Zespół Polish American Folk Dance Company wystąpił w dwóch odsłonach. Grupa starsza zatańczyła „Krakowiaka” i zaśpiewała pieśń „Na Wawel, na Wawel”, zaś młodsza odśpiewała „Na krakowskim rynku” oraz również zatańczyła „Krakowiaka”, jednak w innej aranżacji. Harcerze, harcerki i wędrowniczki przedstawiły dokonania Agnieszki Wisły na rzecz Polski, które miały miejsce ponad 100 lat temu w USA. Wędrowniczki miały

Wprowadzenie sztandarów. Zdj. Zygmunt Bielski

Występ harcerek i harcerzy na akademii w Polskim Domu Narodowym. Zdj. Zygmunt Bielski


kilka zbiórek, na których mówiliśmy o powstawaniu organizacji polonijnych pod koniec XIX w. i o ludziach, którzy szczególnie się zasłuşyli pracą na rzecz powstania odrodzonej Polski. Jedną z takich osób była Agnieszka Wisła, wspaniała, pełna poświęcenia, o silnej osobowości kobieta. Urodziła się w zaborze niemieckim w rodzinie robotników rolnych. Przybyła w 1906 roku do USA. Związała się z organizacją „Sokół�, zrobiła kursy pielęgniarskie, działała w komisji werbunkowej do wojska polskiego na terenie USA. W 1917 roku wyjechała z Armią Błękitną do Francji. Tam pracowała jako pielęgniarka. Wyszukiwała rannych polskich şołnierzy i przenosiła ich do szpitali z polskim personelem. Ta młoda, niestrudzona w niesieniu pomocy medycznej polskim şołnierzom, kobieta była z nimi na froncie wschodnim walcząc o polskie granice z bolszewikami i nacjonalistami ukraińskimi. Jako pielęgniarka, mimo zakazu swoich przełoşonych, brała udział w bitwie warszawskiej. Organizowała pomoc medyczną, şywnościową, była tam, gdzie najbardziej była potrzebna. Współpracowała z Heleną Paderewską. Powróciła w 1921 roku do USA, ale po roku znowu została wysłana z niezwykłą misją do Polski. Miała odwieźć 312 polskich dzieci wywiezionych w 1920 roku z Syberii do Japonii a potem do USA i oddanych pod opiekę Polonii. Po roku ich pobytu w USA odwoziła je do Polski, do rodzin. Wojna się skończyła, około 14 tys. şołnierzy wróciło z frontu polskiego do domu do USA. Byli to inwalidzi, niektórzy stracili pracę, rodziny. Nie mieli şadnej pomocy od rządu USA ani od rządu Polski jedynie od Polonii, więc Pani Agnieszka zakładała domy pomocy dla nich, robiła zbiórki pienięşne na ich utrzymanie oraz organizowała pomoc medyczną. Załoşyła Korpus Pomocniczy przy SWAP, który skupiał panie zajmujące się pomocą polskim weteranom i który istnieje do dziś, kontynuując jej dzieło.

Agnieszka Wisła (w środku). Zdj. SWAP

CzytajÄ…c Ĺźyciorys i dokonania Agnieszki WisĹ‚y, harcerki byĹ‚y peĹ‚ne uznania dla jej dziaĹ‚ania i peĹ‚nej poĹ›wiÄ™cenia pracy. Po wspaniaĹ‚ym przedstawieniu dokonaĹ„ Agnieszki WisĹ‚y na scenÄ™ wkroczyĹ‚y skrzaty i zuchy, ktĂłre piÄ™knie zaĹ›piewaĹ‚y piosenkÄ™ „Jestem PolkÄ… i Polakiemâ€?. Ta siedemnastoosobowa grupa najmĹ‚odszych przedstawicieli harcerstwa Ĺ›piewaĹ‚a: „Chcemy, abyĹ› PolskÄ™ kochaĹ‚ i ty i ty i tyâ€?. Na zakoĹ„czenie radoĹ›nie zataĹ„czyĹ‚y dla nas po kilkuletniej nieobecnoĹ›ci „Iskierkiâ€?, otrzymujÄ…c od publicznoĹ›ci duĹźe brawa. AkademiÄ™ w bardzo profesjonalny sposĂłb prowadziĹ‚ TeoďŹ l Lachowicz, ktĂłry na wstÄ™pie przypomniaĹ‚ fakty zwiÄ…zane z uchwaleniem Konstytucji 3 Maja. Polski Dom Narodowy przygotowaĹ‚ poczÄ™stunek, a uczestnicy akademii mieli moĹźliwość podzielenia siÄ™ wraĹźeniami z wystÄ™pĂłw. Przyjemnie jest sĹ‚uchać, Ĺźe mĹ‚odzieĹź polska na emigracji jest wartoĹ›ciowa, zna jÄ™zyk polski, potraďŹ szanować ojczyznÄ™ i pamiÄ™ta o naszych polskich Ĺ›wiÄ™tach narodowych. GraĹźyna MoĹ›cicki

Wędrowniczki opowiadają o działalności Agnieszki Wisły. Zdj. Michał Mościcki

Zuchy i Skrzaty śpiewają: „Jestem Polakiem‌�. Zdj. Zygmunt Bielski

Chór „Angelus�. Zdj. Zygmunt Bielski

Przedstawiciele SWAP z placówki nowojorskiej oraz z Passaic, NJ i Korpusu Pomocniczego Pań. Zdj. Zygmunt Bielski

Tańce w wykonaniu młodszej grupy Polish American Folk Dance Company. Zdj. Michał Mościcki

$GUHVUHGDNFML 3$9$RI$PHULFD'LVWULFW,UYLQJ3ODFH1HZ<RUN1< HPDLOSDYDVZDS#NXULHUSOXVFRPWHO  ZZZSDYDVZDSRUJ 5HGDNFMD-RODQWD6]F]HSNRZVND


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

12

GRUBE

u

RYBY

i

PLOTKI

Oprah Winfrey na swojej Ziemi Obiecanej.

Czy zastanawialiœcie siê kiedyœ, jak wygl¹da dzieñ z ¿ycia miliarderki? Oprah Winfrey opowiedzia³a w szczegó³ach o tym, co wype³nia jej czas. „Ka¿dy dzieñ, w którym budzê siê otoczona przez naturê w moim w³asnym domu (Montecito, Kalifornia) jest dniem idealnym. To miejsce nazywam Ziemi¹ Obiecan¹, bo jest dla mnie duchowym darem od wszystkich si³ œwiata” – mówi dziennikarka. Wstaje o siódmej rano i zanim napije siê kawy (miesza kofeinow¹ z bezkofeinow¹ i dorzuca orzechy) kontempluje naturê za oknem. „Dziœ obserwowa³am trzy gêsi, które przylecia³y nad staw. I ju¿ dziêki temu obrazkowi, poczu³am, ¿e bêdzie to wspania³y dzieñ”- precyzuje Oprah. O ósmej, po - jak podkreœla – umyciu zêbów, zabiera na spacer psy. Jest ich piêæ. Jeszcze przed œniadaniem ze specjalnego pude³eczka gwiazda losuje z³ot¹ myœl i odczytuje na g³os. „Dzisiejsze motto jest niezwykle piêkne”- opowiada Winfrey. „Szczêœcia nie odmierzamy w dolarach i centach, ale mi³oœci¹, któr¹ dajemy, posi³kiem, którym siê dzielimy, marzeniami, których doœwiadczamy i nadziej¹, któr¹ dajemy innym”. O godzinie 8.30 gwiazda oddaje siê æwiczeniom duchowym. Czyta m¹dre ksiêgi. Uprawia tzw. uwa¿n¹ obserwacjê. I medytuje. Przeznacza na to minimum pó³ godziny. Potem pracuje nad cia³em. „Mój ulubiony trening nazywa siê resistance flexibility i polega na tym, ¿e dwie lub trzy osoby napieraj¹ na mnie, a ja muszê daæ im odpór. Nastêpnie 30 minut spêdzam na bie¿ni, potem robiê du¿e okr¹¿enie dooko³a domu. Moja posiad³oœæ ma 26 hektarów, wiêc spokojnie mogê przebiec trzy kilometry nie opuszczaj¹c jej granic” – mówi Win-

www.kurierplus.com

frey. O 10.30 Oprah zwykle pracuje w ogrodzie. Jak podkreœla – stara siê nie jeœæ niczego, co nie wyros³o na jej ziemi, wiêc na lunch, który wypada oko³o 12.30 zjada zwykle sa³atki i dania jarskie. „Choæ dziœ zrobiliœmy wyj¹tek” – opowiada gwiazda. „Zamówiliœmy wyœmienite ciasto krabowe, które przylecia³o do nas z restauracji Pappas w Baltimore”. Do posi³ku dziennikarka lubi wypiæ lampkê dobrze sch³odzonego rosé. Jej ulubione nazywa siê „Promise. The Joy” i pochodzi z kalifornijskiej winnicy. Cena - oko³o 65 dolarów za butelkê. O 13: 30 Oprah zabiera siê do pracy. Robi przelewy. Podpisuje czeki. „Poniewa¿ dorasta³am w biednej rodzinie, nie jestem w stanie ca³kowicie oddaæ spraw finansowych w obce rêce. Jest to dla mnie bardzo wa¿ne, ¿eby wiedzieæ ile np. p³acê za pr¹d, jakie s¹ przychody i rozchody, na co wydajê pieni¹dze. Nigdy nie chcia³am byæ jedn¹ z tych osób, które oddelegowuj¹ te zadania innym, a potem nagle dziwi¹ siê, ile maj¹ (lub co gorsza – ile brakuje) na ich koncie”- œmieje siê dziennikarka. Na zawodowe powinnoœci poœwiêca nie wiêcej ni¿ dwie godziny dziennie. Patrz¹c na doœæ obfit¹ sylwetkê gwiazdy, trudno uwierzyæ, ¿e oko³o 15: 30 po po³udniu znowu… oddaje siê æwiczeniom fizycznym. „Dziœ spotka³am siê z dziewczynami na przebie¿kê”- opowiada. „A potem uda³am siê do Domku Herbacianego, gdzie popijaj¹c napar z zió³, czytam i odpoczywam”zdradza Oprah. Do obiadu zasiada oko³o 18.00. „Jeœli moje córki s¹ w domu, jemy wspólnie. To s¹ dla mnie najwa¿niejsze momenty dnia. Gdybym mia³a opisaæ swój wymarzony dzieñ, powiedzia³abym, ¿e po kolacji siedzimy razem

w salonie, przy kominku, rozmawiaj¹c, czytaj¹c, popijaj¹c herbatkê”- mówi Winfrey. I dodaje, ¿e bardzo rzadko ogl¹da telewizjê, du¿o chêtniej siêga po literaturê piêkn¹. Przed pójœciem spaæ gwiazda regularnie bierze k¹piel. „To mój rytua³. Jestem w tym profesjonalistk¹. Mam przeró¿ne sole, olejki i p³yny do k¹pieli. Kilka lat temu spêdzi³am lato w Prowansji. Kupi³am tam prawdziwy wyci¹g z organicznej lawendy. To cudowny zapach! Du¿o czasu poœwiêcam na to, ¿eby stworzyæ atmosferê przytulnego, prawdziwego domu”- opowiada dziennikarka. I dodaje: „Doskona³y dzieñ tak naprawdê sk³ada siê z serii drobnych momentów. To powiew œwie¿ego powietrza, gdy rano otwierasz drzwi na taras, chmury i szczyty gór odbijaj¹ce siê w przezroczystej tafli jeziora, miêkkoœæ trawy, uwa¿noœæ na detale”- mówi dziennikarka. „Wiem co ludzie powiedz¹: „Gdybym by³a tob¹ Oprah, to te¿ bym mia³a idealny dzieñ”, ale ja sobie na to zas³u¿y³am. Prac¹, determinacj¹. Czujê wielk¹ wdziêcznoœæ dla ¿ycia, zawsze docenia³am jego najmniejsze, najdrobniejsze przejawy, bo to w³aœnie one ostatecznie sk³adaj¹ siê na pe³en obraz”- deklaruje. Chcia³oby siê powiedzieæ: ¿yæ, nie umieraæ! * „Wspaniale jest byæ mam¹, a w szczególnoœci jej mam¹”- wyznaje Serena Williams. Macierzyñstwo przewartoœciowa³o ¿ycie 37-latki. Odk¹d na œwiat przysz³a Alexis Olympia sta³a siê oczkiem w g³owie tenisistki. „Œwiadomoœæ, ¿e w domu czeka na mnie moja piêkna córka, sprawia, ¿e nie muszê graæ kolejnego meczu. Nie potrzebujê pieniêdzy, trofeów, ani presti¿u. Chcê ich, ale nie potrzebujê. To dla mnie ogromna ró¿nica”- mówi Serene. W wywiadach podkreœla, ¿e pierwsze miesi¹ce bycia mam¹ by³y dla niej niezwykle trudne. ¯le znosi³a ci¹¿ê, a podczas porodu prawie umar³a na skutek komplikacji. Nie ominê³a jej równie¿ depresja poporodowa. „Przez wiêkszoœæ czasu czu³am, ¿e jestem najgorsz¹ matk¹ na œwiecie”- wspomina gwiazda sportu. Pomog³o jej wsparcie ze strony mamy, sióstr i przyjació³ek. Teraz tenisistka cieszy siê macierzyñstwem, uwa¿aj¹c, ¿e jest to najwa¿niejsze trofeum ze wszystkich dotychczas zdobytych.

u

Weronika Kwiatkowska

Serena Williams cieszy siê macierzyñstwem. u

* 12 maja œwiêtujemy Dzieñ Matki w Stanach Zjednoczonych, 26-ego maja w Polsce, a 3-ego w Wielkiej Brytanii. W tym roku mieszkañcy Zjednoczonego Królestwa bêd¹ mieli dodatkowy powód do celebrowania, bowiem w poniedzia³ek 6 maja Meghan Markle i ksi¹¿ê Harry zostali rodzicami. O 5: 26 rano ksiê¿na Sussex powi³a syna. Informacjê o narodzinach przekaza³ ksi¹¿ê Harry: „¯ona i syn czuj¹ siê dobrze, jestem dumny i bardzo siê cieszê. To moje pierwsze dziecko i to dla mnie ogromne prze¿ycie” – powiedzia³. Syn pary ksi¹¿êcej wa¿y 3,2 kilograma i – jak podaj¹ znawcy tematu - jego narodziny zmieniaj¹ kolejkê sukcesji do tronu. Brat ksiêcia Williama znajduje siê na szóstym miejscu, za swoim bratankiem ksiêciem Ludwikiem, którego poprzedza ksiê¿niczka Charlotte. Najm³odsze royal baby jest wiêc siódme. Meghan Markle od pocz¹tku by³a bacznie obserwowana przez paparazzi i brytyjsk¹ prasê, która nie by³a dla niej zbyt ³askawa. To w³aœnie z tego powodu para zdecydowa³a, ¿e nie zamierza kontynuowaæ tradycji, która nakazuje pokazanie niemowlêcia ju¿ kilka godzin po porodzie. Para oœwiadczy³a, ¿e zdjêcia uka¿¹ siê w prasie dopiero wtedy, kiedy naciesz¹ siê ju¿ powiêkszon¹ rodzin¹. Zatem fani królewskiej rodziny wstrzymuj¹ oddech, a my… ¿yczymy wszystkim Mamom cudownego œwiêta! m

Meghan Markle, ksi¹¿ê Harry i royal baby.


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

13

Cuowne lata szeœædziesi¹te Za trzydzieœci parê lat, jak dobrze pójdzie, w kiosku „Ruchu” kupiê „Œwiat”, „Forum” nie bêdzie, podgrzejê zió³ka, zapalê sporta i do snu wnukom powiem baœñ o cudownych, piêknych dniach lat szeœædziesi¹tych... Jan Pietrzak Artyku³ Weroniki Kwiatkowskiej o Krzysztofie Komedzie (Grube Ryby i plotki – 6.05.19) zainspirowa³ mnie do wspomnieñ o latach 60. W po³owie tamtej dekady by³em jeszcze w podstawówce, ale moje starsze rodzeñstwo ju¿ studiowa³o. Mog³em byæ dziêki temu „na bie¿¹co”. W zasadzie mo¿na powiedzieæ, ¿e lata 60. w Polsce zaczê³y siê wraz z odwil¿¹ polityczn¹ w 1956 r. a skoñczy³y rewolt¹ studenck¹ w marcu 1968. Istot¹ tego okresu by³o to, ¿e po latach twardej dyktatury, która narzuci³a twórcom model socrealistyczny, nast¹pi³ spektakularny rozkwit polskiej kultury w wielu jej dziedzinach. Eksplozja muzyki jazzowej by³a chyba najbardziej widocznym i symbolicznym elementem tamtych czasów. W czasach stalinowskich jazz uwa¿any by³ za dekadenck¹ muzykê „zgni³ego zachodu”. Propaganda tr¹bi³a o przeœladowaniu i dyskryminacji ludnoœci murzyñskiej w USA, zapominaj¹c przy tym, ¿e jazz mia³ swe korzenie w³aœnie w kulturze murzyñskiej. W drugiej po³owie lat piêædziesi¹tych powsta³o kilka zespo³ów jazzowych, m. in.: Melomani Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza, Sekstet Krzysztofa Komedy, Jazz Believers, czy wykonuj¹cy jazz tradycyjny New Orleans Stompers. W zespo³ach Krzysztofa Komedy grali m. in.: Zbigniew Namys³owski, Micha³ Urbaniak, Tomasz Stañko, Jan Ptaszyn Wróblewski, a wiêc póŸniejsi liderzy zespo³ów i nurtów stylistycznych w jazzie polskim. Z innych muzyków nale¿y wymieniæ Henryka Majewskiego, za³o¿yciela s³ynnego zespo³u Old Timers, oraz Adama Makowicza, który do dzisiaj uwa¿any jest za jednego z najwybitniejszych pianistów jazzowych na œwiecie. W roku 1956 odby³ siê krajowy festiwal jazzowy w Sopocie, który powtórzono w nastêpnym roku. W kolejnych latach wielk¹ popularnoœæ zdoby³y warszawskie Jazz Jamboree. Olbrzymi¹ rolê w propagowaniu jazzu mia³y kluby studenckie, a zw³aszcza warszawska „Stodo³a”. Pojawienie siê tych klubów by³o niezwykle wa¿n¹ czêœci¹ poststalinowskiej rewolucji kulturalnej. Zas³u¿one miejsce w o¿ywieniu kulturalnym odegra³y teatrzyki i kabarety studenckie: gdañski „Bim-Bom” i warszawski Studencki Teatr Satyryków (STS), a tak¿e krakowska „Piwnica Pod Baranami”. W klubie Uniwersytetu Warszawskiego „Hybrydy” zagoœci³ kabaret „Pod egid¹”

Jana Pietrzaka. W tekstach kabaretowych tamtych czasów sporo by³o aluzji politycznych. Istnieje opinia, ¿e cenzorzy celowo przymykali oczy na niektóre z nich. Kabarety studenckie mia³y w pewnym sensie pe³niæ rolê wentyla nastrojów spo³ecznych. Druga po³owa lat 50 i pocz¹tek 60. to z³oty okres kina polskiego, czyli czasy polskiej szko³y filmowej. Powsta³y wtedy takie dzie³a jak „Popió³ i diament” Wajdy, „Eroica” Munka czy „Poci¹g” Kawalerowicza. Ludzie chêtnie chodzili na polskie filmy i namiêtnie o nich dyskutowali. Po latach królowania kina sowieckiego pojawi³y siê filmy zachodnie. Olbrzymi¹ popularnoœæ zdoby³y amerykañskie westerny. Pamiêtam, ¿e kiedy chcia³em obejrzeæ „W samo po³udnie” Zinnemanna nie wpuszczono mnie na seans. Film by³ dozwolony od lat 14 – ja mia³em 12, wygl¹da³em na 11. Kilka tygodni póŸniej ojciec zabra³ mnie do innego kina i zwyczajnie przekupi³ biletera. „Przeminê³o z wiatrem” Fleminga obejrza³em w ma³ym kinie „Zdrowie” na ulicy Miodowej (obok Ministerstwa Zdrowia). Nigdy nie zapomnê kiedy pod koniec seansu, podczas sceny gdy Rhett Butler porzuca Scarlett, prawie wszystkie panie znajduj¹ce siê na sali kinowej p³aka³y. Sporo p³aczu by³o równie¿ na „Damie kameliowej” z bosk¹ Gret¹ Garbo. Film dotar³ nad Wis³ê prawie 20 lat od amerykañskiej premiery. Polskie dziewczyny kocha³y siê w super przystojnym Robercie Taylorze, graj¹cym w filmie rolê nieszczêœliwego kochanka Marguerite. Innym aktorem obdarzanym ciep³ymi uczuciami Polek by³ Gregory Peck, szczególnie ze wzglêdu na jego rolê w „Rzymskich wakacjach”. Aby obejrzeæ dobry film zachodni trzeba by³o stan¹æ w kolejce po bilety na kilka ³adnych godzin przed seansem. Kto przyszed³ póŸniej, móg³ skorzystaæ z oferty handlarzy biletami czyli „koników”, ale za podwójn¹ cenê. Z popularnej muzyki zachodniej pocz¹tkowo najwiêksz¹ popularnoœci¹ cieszyli siê Elvis Presley, Paul Anka a tak¿e amerykañska grupa wokalna „The Platers”. M³odzie¿ s³ucha³a wieczorami legendarnego Radia „Luxemburg” nadaj¹cego najnowsze przeboje. Z innych solistów doœæ znany by³ Cliff Richard oraz Brenda Lee.

u Kabaret „Pod egid¹” Jana Pietrzaka. W po³owie lat 60. nastêpuje inwazja brytyjskiego rocka. Do Polski dociera pierwszy film Beatlesów „Hard day’s night”. W Warszawie i Krakowie koncertuj¹ „Animalsi”. W 1967 r. mia³ miejsce w sto³ecznej Sali Kongresowej jednorazowy wystêp „The Rolling Stones”. Przed Pa³acem Kultury milicja rozpêdza³a t³umy m³odzie¿y dla której zabrak³o biletów na koncert. ¯ycie towarzyskie m³odych ludzi koncentrowa³o siê na spotkaniach domowych zwanych wtedy „prywatkami”, które zakrapiano zwykle wêgierskim rieslingiem lub tanim tunezyjskim winem „Gellala” (nie jestem pewien pisowni). Na takich imprezach pojawia³y siê czasami p³yty LP przywiezione z Zachodu. Popularne by³y równie¿ pocztówki graj¹ce. Ich produkcj¹ zajmowali siê prywatni przedsiêbiorcy. Na pocztówce nagrany by³ pojedyñczy przebój. Do dobrego tonu nale¿a³o wrêczenie takiej pocztówki sympatii na imieniny lub urodziny. W po³owie lat 50. zadebiutowa³a polska telewizja. Jej pierwsze kilkanaœcie lat by³y zdecydowanie z³otym okresem. Nadawano ciekawe programy wysokiej jakoœci artystycznej. Du¿ym powodzeniem cieszy³ siê poniedzia³kowy Teatr Telewizji reprezentuzj¹cy klasykê i sztuki wspó³czesne. Czwartek zarezerwowany by³ dla sensacyjno-kryminalnego widowiska „Kobra” z udzia³em znanych i lubia-

u 13 kwietnia 1967 roku do Warszawy zawitali The Rolling Stones.

nych aktorów. Prawdziwym rodzynkiem by³ cotygodniowy „Kabaret Starszych Panów” autorstwa Jaremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. By³ on czêsto okreœlany jako inteligentna komedia absurdu. Równie¿ tutaj mo¿na by³o podziwiaæ popularnych artystów sceny i filmu, miêdzy innymi Irenê Kwiatkowsk¹, Kalinê Jêdrusik, Wies³awa Michnikowskiego, Wies³awa Go³asa czy Mieczys³awa Czechowicza. Jeszcze w pocz¹tkach lat 60. w wiêkszoœci polskich domów nie by³o odbiornika telewizyjnego. Du¿¹ popularnoœci¹ cieszy³o siê radio. Dwa razy w tygodniu nadawano powieœci w odcinkach dla dzieci czytane przez znanych aktorów. Wspania³¹ interpretacjê „Ani z Zielonego Wzgórza” przedstawi³a Irena Kwiatkowska. Istnieje opinia, ¿e radio posiada³o wiêcej wartoœci w rozwoju intelektualnym m³odych ludzi ni¿ telewizja, poniewa¿ lepiej kszta³towa³o ich wyobraŸniê. Jako ciekawostkê mo¿na dodaæ, ¿e jeszcze pod koniec lat 50. istnia³y tak zwane kukuruŸniki czyli g³oœniki pod³¹czone do sieci radiowej, odbieraj¹ce tylko jeden program Polskiego Radia. Ga³ka przy g³oœniku s³u¿y³a wy³¹cznie do regulacji g³oœnoœci. * Mimo istnienia cenzury i pewnych ograniczeñ, ¿ycie kulturalne lat 60. wznios³o siê na bardzo wysoki poziom. Dotyczy³o to równie¿ literatury i teatru o czym nie wspomnia³em, gdy¿ skoncentrowa³em siê na kulturze popularnej. W odró¿nieniu od wspó³czesnych czasów komercjalizacji, mecenat w³adzy „ludowej” mia³ czêsto pozytywne cechy, poniewa¿ popiera³ wartoœciow¹ i ambitn¹ twórczoœæ. Jednak ponad wszystko lata szeœædziesi¹te dla dzisiejszych emerytów to nostalgiczne czasy m³odoœci, czêsto skromnej lub wrêcz ubogiej, ale niezapomnianej.

Kazimierz Wierzbicki


14

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

POWIEŚĆ W ODCINKACH Antoni Marczyński

Niewolnice z Long Island Rasowe palce rąk wyciągniętych na kołdrze poruszały się nerwowo od czasu do czasu lub zaciskały się w pięści jak gdyby do rozpaczliwej walki. – Może śni, że broni się przed moją napaścią – szepnął zawstydzony. – Nie lękaj się niczego, moje słodkie biedactwo. Masz we mnie oddanego przyjaciela i opiekuna. Potrafię czuwać nad tobą, potrafię cię ustrzec przed tymi łotrami – rzucił jakby wyzwanie właścicielom Dalekiego Wschodu, a w jego spokojnych źrenicach zamigotały blaski zawziętej stanowczości i energii. XVIII Andrzej Ordęga ocknął się nagle z krótkotrwałego omdlenia. W pierwszym przebłysku powracającej świadomości ujrzał jasne koło światła na betonowym sklepieniu piwnicy. – To moja latarka elektryczna. Upadając na wznak, wypuściłem ją z dłoni – przypomniał sobie. – Bogu dzięki posłyszał w  tej chwili cichuteńki szept i  uczuł równocześnie, że jakieś aksamitne, drżące paluszki rozpinają mu kołnierzyk. Poderwał się w górę górną częścią korpusu, chcąc usiąść, rozejrzeć się i  zrozumieć, gdzie jest właściwie, czyj głos słyszy w  pobliżu oraz co to za ponura kazamata nie wyglądająca nawet na celę więzienną. I  w  tym momencie szybkiego podnoszenia się z ziemi jego wargi zderzyły się gwałtownie z maleńkimi rozchylonymi usteczkami, które odskoczyły jak odbita piłka. – Przebudzenie bardzo przyjemne – mruknął z humorem, widząc tuż koło siebie klęczącą młodą kobietę w negliżu. Ona zaś zapanowała szybko nad zakłopotaniem, w  jaki wprawił ją mimowolny pocałunek oraz pełen zachwytu wzrok mężczyzny ślizgający się uporczywie po jej obnażonych ramionach. – Na Boga, niechże pan przyjdzie wreszcie do siebie… Uciekajmy póki tamten, co uciekł, nie przyprowadzi innych wspólników – wyrzuciła jednym tchem i pochwyciwszy dłoń Andrzeja, potrząsnęła nią kilkakrotnie. Przetarł sobie oczy ręką, jak gdyby chciał tych ruchem rozproszyć resztki mgły przysłaniającej mu widok i krępującej swobodny lot myśli. – Ach, to pani – rzekł, oprzytomniawszy zupełnie. – Tak, ja… Iris Tailor. Nie traćmy drogiego czasu… Niech pan spróbuje wstać, błagam pana – prosiła, składając dłonie jak do modlitwy. – A gdzie on, ten olbrzym? Drgnęła całym ciałem i przytuliła się odruchowo do swego wybawcy. – Tam… Niech pan odwróci głowę… Ja… nie mogę patrzyć. Przewrócił się na drugi bok i zadrżał także. W odległości trzech stóp leżał olbrzymi marynarz, na wznak, z  rękami rozkrzyżowanymi szeroko. W  jego wybałuszonych, martwych oczach malowała się dobitnie trwoga przedśmiertna, a  na piersiach, w  trójkątnym wycięciu granatowej bluzy, legł mu jakiś niesamowicie wielki, niesy-

metrycznie zbudowany pająk. Owym pająkiem była plama krwi, która na samej ranie stała się skrzepem, a spływając przedtem po pochyłości na wszystkie strony w cienkich nitkach, utworzyła niejako odnóża wstrętnego owada. – Więc ja… go… – Tak, pan – dokończyła Iris. – Broniąc się, zastrzelił go pan… Miał pan zupełne prawo. – Tak, tak – potwierdził, lecz dodał natychmiast z  odcieniem typowo słowiańskiej miękkości Niemniej jednak zabiłem człowieka… Pierwszy raz w  życiu… zabiłem. Iris słuchała z  prawdziwym zdumieniem. W  głosie przypadkowego wybawcy brzmiała wyraźnie nuta smutku, niemal wyrzutu, że mógł taki czyn popełnić. A przecież tamten zagrażał jego życiu, był niezrównanym okazem wielkomiejskiego apasza, rzezimieszka, który bez najmniejszych skrupułów niejednego już zapewne na drugi świat wyprawił, jak ich oboje zgładzić zamierzał. – Dziwny człowiek – szepnęła w  zamyśleniu. Po chwili smętnej zadumy ocknął się Andrzej, wstał, podniósł leżący rewolwer, wsunął go do kieszeni zarzutki, aby był bliżej pod ręką, ujął latarkę elektryczną w lewą dłoń, a prawe ramię podał swej towarzyszce. – Pani się słania na nogach – zauważył. Proszę się silnie oprzeć. Nie możemy tu dłużej zostać. – Tak, tak… Musimy stąd odejść – potakiwała skwapliwie, starając się nie być ciężarem swemu obrońcy. Ale skończyło się na dobrych chęciach. Straszne przejścia tej nocy wyczerpały cały zasób sił nieszczęśliwej kobiety; idąc, zataczała się, balansowała w  powietrzu wolną ręką, by nie stracić równowagi i gdyby nie silne ramię Andrzeja, runęłaby na ziemię nie raz, ale dziesięć razy. Odwagi, panno Iris – posłyszała głos zachęty – minęliśmy zaledwie dwie piwnice… Jeszcze długi labirynt przed nami. Najwyższym wysiłkiem woli zmusiła się, by dotrzymać mu kroku, lecz wola okazała się wnet bezsilna wobec szalonego osłabienia i nagłego zawrotu głowy. Myśli zerwały wędzidła i wzięły na kieł. Tańczyły jej przed oczami jakieś sceny przerażające będące po części dalszym ciągiem wspomnień tej nocy pamiętnej, po części zaś szalonymi wybrykami rozgorączkowanej wyobraźni. – Stój!… On się tam przyczaił – zakrzyknęła raz przeraźliwie. – Gdzie? Kto? – spytał Andrzej, stając jak wryty. Otoczył kibić słaniającej się kobiety jedną ręką i z rewolwerem gotowym do strzału w drugiej czekał dłuższą chwilę, nadsłuchując uważnie. – Ten olbrzym idzie za nami… Uciekajmy! – zawołała po chwili; wyrwała się Andrzejowi, przebiegła gnana obłędnym strachem kilka metrów i zatrzepotawszy rękami rozpaczliwie, upadła jak długa na ziemię, uderzając głową w jakąś deskę z głuchym łoskotem. Ordęga, który wzdrygnął się, słysząc przejmujący krzyk swej towarzyszki i bez-

wiednie obejrzał się poza siebie, pojął szybko, że jest to tylko ponowny fałszywy alarm, że nerwy Iris wypowiedziały zupełnie posłuszeństwo i rzucił się na pomoc. – Zemdlała – stwierdził, przyklęknąwszy obok leżącej. – Nie ma innej rady, tylko muszę ją stąd wynieść. Wziął ją więc na ręce i krok za krokiem ruszył w stronę schodów. Eteryczna, smukła Iris ważyła niewiele i w innych warunkach byłby ją niósł tak łatwo jak dziecko, lecz wypadki tej nocy, a  przede wszystkim nagły upadek na wznak po zderzeniu z  upadającym cielskiem olbrzymiego majtka, nie przeszły bez śladu. Czuł, że ta dziewczyna ciąży mu coraz bardziej, że wyślizguje mu się z omdlewających rąk. Robił zatem częste przystanki głównie dlatego, aby trochę odpocząć oraz by nadsłuchiwać, czy drugi apasz nie spieszy ich tropem lub czy nie przygotowuje jakiejś zasadzki. Na szczęście nie było żadnej, lecz myśląc ustawicznie o tej ewentualności, nie zwrócił należytej uwagi na to, którędy idzie i zabłądził dwukrotnie w ciemnym labiryncie piwnic. Kiedy wydostał się wreszcie wraz ze swoim ciężarem na ulicę, niebo przecierało się na wschodzie, a mroczne hufce nocy pierzchły szybko w zachodnim kierunku z pola codziennej walki. – Godzina jeszcze upłynie, nim słońce wzejdzie – obliczał, rozglądając się niespokojnie na wszystkie strony. – Przez godzinę może zajść wiele. To bardzo prawdopodobne, że ów drugi rzezimieszek pobiegł po swoich kompanów, aby pomścić śmierć tamtego… Muszę uciekać stąd za wszelką cenę. Tak postanowiwszy, przerwał krótki wypoczynek, podniósł Iris, którą złożył przed chwilą ostrożnie na chodniku, a  która w  dalszym ciągu nie dawała znaku życia, i rozpoczął drugi etap mozolnej wędrówki. W  ciągu dwudziestu minut nie spotkał żywego ducha, niemniej liczył się z  tym, że taki moment lada chwila nastąpi i  kłopotał się w myśli, jakie następstwa dzisiejsza przygoda za sobą pociągnie. Ocalił życie Iris, to było niezaprzeczonym faktem; słyszał przecież pogróżki tamtych dwóch i nie miał najmniejszej wątpliwości, że byliby je w czyn wprowadzili, choćby dlatego, aby zatrzeć ślady swej zbrodni. Działając w  obronie własnej, zastrzelił jednego apasza, bo nie miał innej drogi wyjścia; zatem nie wszedł w  kolizję ani z  własnym sumieniem, ani z  prawem. Ale prawo, które chroni zabijającego w  koniecznej obronie, nie oszczędzi mu bynajmniej tysięcznych przykrości wynikających ze śledztwa, przesłuchiwań, konfrontacji, ze stykania się z  podejrzliwymi urzędnikami policji, którzy w  każdym widzą chętniej zbrodniarza niż uczciwego człowieka. O  tym wiedział Andrzej bardzo dobrze i  niepokoił się na myśl, co powie mister Jefferson, kiedy jego urzędnika zaczną wzywać na policję, do sędziego śledczego czy na rozprawę, w końcu, kiedy go będą ustawicznie odrywać od jego roboty, kiedy, co bardzo prawdopodobne, nie pozwolą mu wyjechać z Szanghaju przed zakończeniem tej sprawy. – A  tak mnie przestrzegał – mruknął zgnębiony, wspomniawszy sobie rozmo-

odc. 26

wę z chlebodawcą owego wieczora, kiedy w publicznym parku ujrzał po raz pierwszy Iris oraz jej prześladowców. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby mnie zwolnił z posady. Przecież zaangażował mnie w tym celu, abym się udał w  głąb Chin, jak Pułaski, a  nie po to, żebym tu siedział w  jego biurze, będąc w dodatku ciągle do dyspozycji władz sądowych. Urzędników biurowych ma Jefferson dosyć. Dalszy monolog przerwał fakt radosny: Iris otworzyła oczy. – Gdzie jestem? – spytała z wysiłkiem. Kiedy jej w  krótkich słowach opowiedział, w  jaki sposób wydostali się z  podziemi budującego się gmachu, zagadnęła pospiesznie: – Czy spotkaliśmy kogoś po drodze? – Nikogo do lej pory. – To dobrze, to bardzo dobrze. – Dlaczego? Przecież i  tak prędzej czy później natkniemy się na ludzi. Tylko patrzyć, jak słońce wzejdzie. – Ale nikt nie widział nas wtedy, gdy pan niósł mnie zemdloną i w… bieliźnie. Proszę mi teraz pożyczyć swej zarzutki. – Słusznie, słusznie… Jak mogłem o tym zapomnieć – potakiwał skwapliwie i  ściągnąwszy z siebie zarzutkę, pomógł ją ubrać osłabionej kobiecie. – Musiałam panu ciążyć… Zmęczył się pan porządnie, prawda? – O, bynajmniej zaprzeczył niezbyt szczerze. – Prawie nie czułem i z rozkoszą panią dalej poniosę. – Może nie będzie potrzeba – oświadczyła z  uśmiechem i  spróbowała powstać o  własnych siłach z  chodnika, na którym siedziała od chwili odzyskania przytomności. Próba wypadła jednak fatalnie; byłaby się nawet skończyła ponownym upadkiem, gdyby nie Andrzej. Objął ją więc wpół i ślimaczym chodem ruszyli w dalszą drogę. Niebawem spotkali pierwszych przechodniów. Byli to zapewne robotnicy portowi lub rybacy. Zerkali spode łba na wlokącą się parę, lecz przechodzili obok bez jednego słowa. – Cóż w tym niezwykłego, że czuła parka zasiedziała się przy winie w  jakimś lokalu i wraca nad ranem do domu? – musieli sobie pomyśleć i szli swoją drogą. Widząc, że Iris ledwie trzyma się na nogach z  osłabienia, zagadywał Andrzej niektórych przechodniów, usiłując ich nakłonić obietnicą sutego napiwku do sprowadzenia taksówki lub rikszy. Niestety z  żadnym nie zdołał się porozumieć. Słuchali z usłużną miną, póki się nie wygadał, potem wzruszali ramionami na znak, że nie rozumieją, o co chodzi, i odchodzili z chińskim uśmieszkiem na brzydkich twarzach. Wreszcie trafił się wyrostek, który odgadł życzenia zabłąkanej w  tej dzielnicy pary Białych. Skinął głową potwierdzająco, zawrócił na pięcie i popędził jak strzała z powrotem. – Zaczekamy tutaj – zdecydował Andrzej. – Zanim nam sprowadzi jakiś pojazd, pani odpocznie troszeczkę. Iris usiadła na progu jakiegoś magazynu czy spichrza, oparła się plecami o  ścianę i wyciągnęła dłoń do swego wybawcy. cdn.


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

Stany wewnêtrzne I choæ przekwit³y magnolie i wiêkszoœæ tulipanów, nie sposób nie zach³ysn¹æ siê wiosennym splendorem natury. Wychynaj¹cym zza pleców, brzuchów, r¹k i g³ów licznie odwiedzaj¹cych.

WERONIKA KWIATKOWSKA Na szybie pokrytej par¹ rysujemy dwa kó³ka dodaj¹c uszy, w¹sy i ogon. W ten sposób powstaje kot. Mo¿na tak¿e narysowaæ œwierk, kwiat albo cz³owieka. Dopóki ró¿nica temperatur po obu stronach szyby utrzymuje siê – ludzie, zwierzêta i roœliny istniej¹ w sposób nie budz¹cy w¹tpliwoœci. Istniej¹ z zewn¹trz i odœrodka.* Przez szybê zagl¹dam do sali wype³nionej œwiat³em. W a¿urowym budynku dawnej oran¿erii w stylu Beaux Arts w brooklyñskim ogrodzie botanicznym krz¹ta siê kilka osób. Ustawiaj¹ kieliszki na bia³ych obrusach, poprawiaj¹ kompozycje kwiatowe, poleruj¹ sztuæce. Za kilka godzin z parku znikn¹ t³umy zwiedzaj¹cych i pojawi¹ siê pierwsi goœcie. M³odzi ch³opcy ustawiaj¹ stoliki przy sadzawce. Weselnicy bêd¹ mogli cieszyæ siê majowym popo³udniem w piêknych okolicznoœciach przyrody. W koñcu przesta³o padaæ.

Ludzie. Spaceruj¹. Fotografuj¹. Siedz¹. Jedz¹. Rozmawiaj¹. S¹. W iloœci zatrwa¿aj¹cej. Bo to jeden z pierwszych cieplejszych dni, kiedy mo¿na brodziæ w p³atkach kwitn¹cych wiœni, kontemplowaæ nag³y wybuch zieleni, pochyliæ nad kroplami rosy, odetchn¹æ. Spragnieni kontaktu z przyrod¹, zadeptujemy j¹. Zaw³aszczamy. Na kamieniach, ³aweczkach, w zau³kach – ludzie. Œmia³kowie le¿¹ na podmok³ej ziemi, nie bacz¹c na niechybne przemoczenia ubrañ. Mê¿czyzna wyci¹ga siê na omsza³ym g³azie i krêci ko³owrotki nogami, ku uciesze obserwuj¹cych dzieci. ¯ona stoi obok, zak³opotana. Pewnie ma problemy z krêgos³upem – mówi K., kiedy mijamy za¿ywnego staruszka. Kilkuletnia dziewczynka w tiulowej sukience i ¿ó³tych kaloszach tapla siê w ka³u¿y. Rodzice nawo³uj¹. Pohukuj¹. Na horyzoncie ani skrawka krajobrazu niezepsutego cz³owiekiem. Nie s³ychaæ ptaków. ChodŸmy st¹d. Potem pojechaliœmy nad wodê, karmiæ ostatnie ³abêdzie, potem na cmentarz, nie znaliœmy nikogo, ale by³o tak ³adnie, ¿e na pewno tam wrócimy, wszyscy.**

15

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com To by³a póŸna jesieñ. Dzieñ po Œwiêcie Dziêkczynienia. By³o cieplej ni¿ w Polsce. I dziwnie jasno. S³onecznie. Pierwszy tydzieñ spêdziliœmy na Manhattanie. 72 Zachodnia. Przy samym Central Parku. Pachnia³o s³odkimi orzeszkami. I krochmalem. Potem zima na Astorii. Œnieg do pasa. I b³êkitne niebo. Jak w Alpach. Przez okno panorama Miasta. Dmuchane ³ó¿ko. Granatowa wyk³adzina. Cudze mieszkanie, pe³ne niedopitych butelek z mocnym alkoholem. I w koñcu Ridgewood. Stacja docelowa. Linoleum na pod³odze. Krzywe œciany. Brudne okna. Pierwsza emigracyjna wiosna. I poczucie, ¿e nie ma dok¹d uciec. Szukaliœmy na mapie miejsc zielonych. Kawa³ka trawy. Drzewa. Ptaka. Mapa by³a papierowa. Wytarta na zgiêciach. Popêkana. Kiedy docieraliœmy do prostok¹ta, który braliœmy za park, okazywa³o siê, ¿e to cmentarz. Chodziliœmy miêdzy grobami i fotografowaliœmy nieliczne kwitn¹ce drzewa, których nie wyciêto. Nie mogliœmy uwierzyæ, ¿e na tak ogromnej przestrzeni, nie ma zielonego skwerku, który nie by³by placem zabaw, miejsca, w którym mo¿na by³oby odpocz¹æ. Biegaæ boso po trawie. Oddychaæ. W koñcu kupiliœmy rowery i zaczêliœmy eksplorowaæ dzielnicê. Pojechaliœmy do Forest Park, który przypomina³ wrzesiñsk¹ Dêbinê. Niewielki las, nieuporz¹dkowany, nieujarzmiony by³ rewersem Central Parku. Bez widowiskowych rabat, efektownych rzeŸb, fontann

i latarni, wygl¹da³ jakoœ autentyczniej, bardziej swojsko. Bez ostentacji. Zadêcia. Pretensji. I bez t³umów. Mo¿na by³o – jak u Janerki- siê zaszywaæ i nadu¿ywaæ. Spo¿ywaæ. Cudzo³o¿yæ. Spuszczaæ psy z ³añcucha. Gubiæ œcie¿ki. A potem kupiliœmy samochód i mo¿liwoœci obcowania z natur¹ sta³y siê – pozornie - nieograniczone. Wypuszczamy siê coraz dalej. Podziwiaj¹c amerykañsk¹ przyrodê. Jej rozmach. Przepych. Ró¿norodnoœæ. Ale podró¿owanie, to – poza przyjemnoœci¹ równie¿ wysi³ek. Planowanie. Przedzieranie siê przez w¹skie gard³o zaczopowanych dróg wyjazdowych. Poœpiech. ¯eby jak najwiêcej wra¿eñ upchn¹æ w te kilka godzin, do poniedzia³ku. Wiosn¹ osacza poczucie têsknoty za w³asnym kawa³kiem zielonego. Miejscem, do którego nie trzeba pielgrzymowaæ. Sp³achetkiem, na którym mo¿na posadziæ ulubione kwiaty. Albo pietruszkê. Zazdroszczê tym, którym ju¿ za ¿ycia uda³o siê wyrwaæ kawa³ek ziemskiej „pod³ogi”. Reszta bêdzie musia³a poczekaæ. Na swoj¹ kolej. * z „Anaglifów” Krystyny Mi³obêdzkiej ** Justyna Bargielska, „W sobotê” (fragment)

3 maja w klubie Amber Trzeciego maja, w ten wyj¹tkowy dla Polaków dzieñ, w klubie Amber Health zorganizowany zosta³ specjalny program artystyczny z udzia³em goœci z Polski: aktora Adama Gromadzkiego z Gdañska i Chóru Dziewczêcego Canzona z Murowanej Goœliny. W czasie spotkania prelekcjê na temat Konstytucji Trzeciego Maja wyg³osi³a prezes i dyrektor wykonawczy Instytutu im. Józefa Pi³sudskiego w Nowym Jorku dr Iwona Korga. Pan Adam Gromadzki recytowa³ m. in.: „Koncert Jankiela” Adama Mickiewicza, „Kwiaty Polskie” Juliana Tuwima, wiersz Cypriana Kamila Norwida i Mariana Hemara. Zw³aszcza Koncert Jankiela wzbudzi³ zachwyt publicznoœci. Us³yszeliœmy równie¿ pieœni patriotyczne w wykonaniu Magdaleny Chmieleckiej, utalen-

u Adam Gromadzki. towanej sopranistki. Donios³ym momentem by³o przekazanie przez Adama Gromadzkiego statuetki Józefa Pi³sudskiego na rêce dr Iwony Korgi.

u Chór Dziewczêcy Canzona.

ANIA TRAVEL AGENCY 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653 3 Bilety Lotnicze 3 Wysy³ka pieniêdzy i paczek 3 T³umaczenia 3 Sprawy imigracyjne 3 Notariusz

u Licznie zgromadzona publicznoœæ. W drugiej czêœci programu wyst¹pi³ gor¹co przyjêty przez publicznoœæ Chór Dziewczêcy Canzona. O chórze, dzia³aj¹cym od 1981r. opowiada³a jego za³o¿ycielka prof. El¿bieta Wtorkowska. Zespó³ z Murowanej Goœliny (poznañskie) dyrygowany przez dr Adriannê Wtorkowsk¹Kubiñsk¹ zaprezentowa³ kilkanaœcie patriotycznych piosenek, z piêknym, wzruszaj¹cym wykonaniem utworu „Uwierz

Polsko” Moniki Brewczak. Spotkanie w klubie Amber okaza³o siê wzruszaj¹cym wydarzeniem kulturalnopatriotycznym. Organizatorzy dziêkuj¹ artystom, mediom, sponsorom z Adamb¹ na czele i publicznoœci! Janusz Skowron Fot. W. Maœlanka


KURIER PLUS 11 MAJA 2019

16

www.kurierplus.com

FOT. JOAN MARCUS

Rytmy nowojorskie

Dialogi

* S¹ rzeczy, o których mo¿na pisaæ bez koñca i rzeczy, o których nie chce siê, lecz nale¿y pisaæ. A tak¿e takie, o których nie trzeba ani pisaæ ani czytaæ, ale nale¿y wiedzieæ. A wiêc s³owo o pewnej operze. Nie jest znana jak na przyk³ad Carmen, z jej kadencjami rytmów i porywaj¹c¹ „Habaner¹” czy rozœpiewana Cyganeria. Nie ma w niej tak popisów jak niesamowite zawo³anie do boju Brunhildy w Walkirii: Ho-jo-to-ho! Ho-jo-to-ho! He-ia-ha! He-ia-ha! Ho-jo-to-ho! Czy równie nieprawdopodobne „a-aaa-aa-a-aaa” Królowej Nocy w Czarodziejskim flecie Mozarta. Nie mogê nawet zachêciæ, ¿e warto siê wybraæ do Lincoln Center. Przedstawienia Dialogues de Carmélites zosta³y praktycz-

u Michael Stuhlbarg jako Socrates. nie wyprzedane ju¿ w lutym, jak tylko bilety sta³y siê publicznie dostêpne. Trudna lecz wspania³a opera Francisa Poulanca w tym sezonie cieszy siê wyj¹tkowo atrakcyjn¹ obsad¹. Szczególnie przyci¹ga Karita Mattila, jeden z najwspanialszych dzisiaj g³osów i aktorów operowych. Jest to utwór wstrzemiêŸliwy, mimo ¿e opowiada historiê wielce dramatyczn¹ w swym odnoœniku historycznym. Przywo³uje epizod z czasów Rewolucji Francuskiej, gdy zgilotynowano z wyrachowaniem, jedna po drugiej, karmelitanki z zakonu klauzurowego w Compiegne. Œmieræ wymierzona by³a w pe³nym splendorze wyroku Trybuna³u Rewolucyjnego, bo terror lubi dzia³aæ wed³ug prawa, za dzia³alnoœæ kontrrewolucyjn¹, choæ w tym wypadku dzia³alnoœci¹ by³o samo bycie sob¹. Wyrok wykonano przy przyzwalaj¹cych pomrukach t³umu zebranego na Placu Obalonego Tronu, by asystowaæ egzekucji 17 lipca. Mo¿e w tym t³umie byli te¿ niektórzy s¹siedzi mieszkaj¹cy kiedyœ nieopodal zakonu, bo miasteczko Compiegne jest ledwie 80 kilometrów od Pary¿a. Mo¿e byli i tacy, co kiedyœ modlili siê w swoich pilnych sprawach w jakiejœ innej kaplicy. Przynosili kwiaty na przybranie o³tarza lub prosili siostry o wsparcie modlitw¹. Pewnie te¿ nastêpnego dnia, przynajmniej niektórym z tych na placu zrobi³o siê Ÿle samym z sob¹. Garœæ brutalnych faktów, to ledwie zarzewie utworu, przetworzone przez francuskiego kompozytora natchnieniem i prac¹ na splot dŸwiêków instrumentów i g³osów. Ca³oœæ, jak wspomnia³am, wstrzemiêŸliwa. Powstrzymanie od ekscesów wizualnych i popisów podkreœla dramat wewnêtrzny. Si³ê ciszy. Akcja jest minimalna, nie wspina siê po jednym dramatycznym ³uku, nie rozwi¹zuje spektakularn¹ kulminacj¹ ani dostarcza wyraŸnego catharsis. St¹pa zygzakiem, powoli, pozostawiaj¹c ca³y czas wiele miejsca na nasze indywidualne reakcje. Kilka w¹tków rozwija siê równolegle – o czyjejœ pewnoœci, o czyichœ rozterkach, strachu, pokonaniu strachu, sile ducha, s³aboœciach… Nie ma wspania³ych kostiumów, nie ma tañca, ledwie jedna scena z obecnoœci¹ i potê¿nym œpiewem chóru.

Ogromna przestrzeñ, w której prawie gubi siê postaæ cz³owieka. Ale nie ginie. Nikt nie jest ca³kiem sam, nawet kiedy czuje siê piekielnie samotny. Ka¿dy staje siê bardziej wyraziœcie zaznaczony, bardziej zindywidualizowany, poprzez wymian¹ s³ów z drugim cz³owiekiem. Oto rozmowa ojca z synem. Ojca z córk¹. Kap³ana z wiernymi. Dialog miêdzy przeorysz¹ i jej podopiecznymi. Miêdzy m³odziutk¹ siostr¹ Constance i doœwiadczon¹ siostr¹ Marie. Miêdzy Blanche i jej bratem. Prawie nic siê nie dzieje, i dzieje siê wszystko – w konfrontacji ze œmierci¹, w dialogu z samym sob¹. Dialogues des Carmélites Poulanca – jak strzeliste wie¿e gotyckiej katedry, IX symfonia Beethovena, ulotne a trwa³e ponad miarê gorzko-s³odkie melodie Chopina – s¹ wyrazem ludzkiej têsknoty za piêknem oraz œwiadectwem wiary, ¿e mo¿emy byæ lepsi ni¿ jesteœmy. Sokrates wskazywa³ jak pokonaæ strach i ¿yæ m¹drzej si³¹ rozumu. Siostra Marie si³¹ wiary. Blanche gestem serca… Oto sztuka, która dodaje odwagi. ___________________ Tim Blake Nelson, Socrates. Inscenizacja Onassis USA & the Public Theater. Re¿yseria: Doug Hughes, scenografia: Scott Pask, kostiumy: Catherine Zuber, oœwietlenie: Tyler Micoleau, muzyka oraz in¿ynieria dŸwiêku: Mark Bennett. Wystêpuj¹: Teagle F. Bougere (Plato), Niall Cunningham (A Boy), Miriam A. Hyman (Xanthippe), Tom Nelis (Proxenus/Gorgias/Aristophanes), Michael Stuhlbarg (Socrates) i zespó³. Przedstawienia do 2 czerwca, the Public Theater, 425 Lafayette St., East Village, Manhattan. Francis Poulenc Dialogues de Carmélites, libretto na podstawie sztuki Georgesa Bernanosa. Dyrygent: Yannick Nézet-Séguin, re¿yseria: John Dexter, scenografia: David Reppa, kostiumy: Jane Greenwood. Z udzia³em Karita Mattila (Madame de Croissy), Isabel Leonard (Blanche de la Forge), Erin Morley (Sister Costance), Karen Cargill (Mother Marie), Adrianne Pieczonka (Madame Lidoine). Metropolitan Opera, Lincoln Center; https://www. metopera. org/search/

Gra¿yna Drabik

u Adrianne Pieczonka i zespó³.

FOT. KEN HOWARD

Sokrates wierzy³, ¿e cz³owiek to odrêbny od ca³ego œwiata byt, z bogactwem wewnêtrznego ¿ycia. Kosmos, równie skomplikowany jak ten wokó³ niego. Jest prawd¹, przyznawa³, ¿e gnêbi go g³ód, gdy nie zadba o po¿ywienie. Miotaj¹ nim gniew i inne pasje. Cz³owiek jest bowiem osadzony w œwiecie natury i rz¹dz¹ nim jej prawa. Prawd¹ jest tak¿e, ¿e ka¿dy gdzieœ przynale¿y, powinien przynale¿eæ i tego pragnie. Ka¿dy jest obywatelem miasta-pañstwa, a wiêc z obowi¹zkami wobec rodzinnego miejsca i wspó³obywateli. I jest to bardzo wa¿n¹ czêœci¹ ¿ycia. Ale jeszcze wa¿niejsze, podkreœla Platon, s¹ obowi¹zki wobec samego siebie. Dusza – psyche – odró¿nia cz³owieka od œwiata zwierzêcego i stanowi o jego absolutnej pojedynczoœci. Dusza wymaga, by zadawaæ sobie pytanie: Jak ¿yæ? A to znaczy, szukaæ jak ¿yæ m¹drze. A tak¿e jak ¿yæ wobec prawdy o nieuchronnej i wszechobecnej œmierci. Postaæ Sokratesa ma wymiar historyczny i legendarny. Uwa¿amy jego wp³yw za tak znacz¹cy na rozwój ludzkiej myœli, ¿e dzielimy historiê filozofii na „przed” i „po” Sokratesie. S³ynne jest jego powiedzenie: Wiem, ¿e nic nie wiem, i jego nazwisko nierozerwalnie ³¹czy siê z praktyk¹ dociekliwych pytañ, podwa¿aj¹cych ka¿de twierdzenie, nawet powszechnie uznawane za oczywiste. Drog¹ dociekania prawdy, przekonywa³, jest dialog i dyskusja, które wymagaj¹ aktywnej postawy samodzielnego myœlenia. Dramat Tima Blake Nelsona Socrates rozpoczyna siê od zderzenia dwóch osobowoœci i od pytania. Proxenus, przybysz z daleka, zwraca siê do Platona z proœb¹. Jego przyjaciel, lekarz na dworze króla macedoñskiego, powierzy³ mu pod opiekê swego syna. Teraz pora, by m³odzieniec siê uczy³, wiêc Proxenus prosi, by Platon zgodzi³ siê przyj¹æ go na ucznia. M³odzian, zidentyfikowany tylko jako Ch³opiec, s³ucha uwa¿nie, nic nie mówi, obserwuje. (Pozostanie bezimienny do koñca sztuki, ale rude w³osy, macedoñskie korzenie, a tak¿e precyzja w zadawaniu pytañ wskazuj¹, ¿e to nastêpne ogniwo ³añcucha: Sokrates, Platon, Arystoteles...) Po odejœciu Proxenusa Ch³opiec nadal zachowuje dystans. Na zachêcaj¹ce uprzejmoœci Platona pyta w koñcu prowokuj¹co: Jak to mo¿liwe, ¿e Ateny zabi³y swego najm¹drzejszego cz³owieka. Zabi³y go jako zdrajcê. Dlaczego to uczyni³y? Sztuka jest odpowiedzi¹ na to pytanie, odpowiedzi¹ przekonywuj¹c¹ dziêki inwencjom autora, który opar³ siê o relacje pisarzy staro¿ytnych, przede wszystkim pisma Platona Obrona Sokratesa i Fedon, ale nada³ centralnym postaciom ludzki raczej, ni¿ wznioœle bohaterski wymiar. W pierwszej czêœci przywo³uje sylwetkê Sokratesa w pe³nej glorii dzia³ania na publicznym placu Aten, mieœcie które go docenia, chlubi siê nim jako wielkim myœlicielem, ale i nienawidzi. W drugim akcie perspektywa siê zawê¿a, ton wycisza. Rozmowy s¹ bardziej intymne, tylko z przyjació³mi, bo jesteœmy ju¿ po wyroku

œmierci wydanym przez trybuna³ ludowy w procesie, gdzie Sokrates by³ oskar¿ony o sprowadzanie m³odzie¿y na manowce, o niewiarê w bogów a tak¿e o wiarê w bogów niew³aœciwych, nie uznawanych przez pañstwo. Na oskar¿enia, Sokrates mia³ jedn¹ odpowiedŸ: Nigdy nie przypisywa³em sobie tytu³u „m¹drego”. Szuka³em dobra i prawdy. Bêdê do koñca nieustêpliwie kwestionowaæ wszystko, co uwa¿amy za „œwiête”, w imiê czego warto ¿yæ i za co warto umieraæ. Michael Stuhlbarg wciela siê imponuj¹co „naturalnie” w trudn¹ rolê dokuczliwego gza, wyrzutu sumienia i ¿arliwego poszukiwacza prawdy. Staje siê na scenie mistrzem rozumowania, niezale¿ny duchem, tak, jak go opisuje Platon jednoczeœnie „brzydki i piêkny, prostacki i pe³en elokwencji, niechlujny i nieskazitelny, arogancko niegrzeczny, i wart, by go kochaæ bez miary”. Stuhlbarg znajduje godnego partnera w Teagle F. Bougere w roli uwa¿nego i pe³nego zrozumienia Platona. Ca³oœæ sprawnie spaja Doug Hughes, koordynuj¹c zespó³ 16 aktorów wystêpuj¹cych w 40 ró¿nych rolach. T³o w g³êbi sceny oraz œciany sali pokrywaj¹ tabliczki z wyrytymi na nich s³owami mowy pogrzebowej Peryklesa z oko³o 430 roku wys³awiaj¹cej zasady ateñskiej demokracji: Nasz ustrój polityczny nie jest naœladownictwem obcych praw, a my sami raczej jesteœmy wzorem dla innych ni¿ inni dla nas. Nazywa siê ten ustrój demokracj¹, poniewa¿ opiera siê na wiêkszoœci obywateli, a nie na mniejszoœci… W naszym ¿yciu pañstwowym kierujemy siê zasad¹ wolnoœci… Stwarzaj¹ eleganckie ramy dla dramatu Sokratesa, miasta Aten, staro¿ytnej Grecji, a tak¿e dla nas, bowiem pytanie „jak ¿yæ” rozbrzmiewa ponad wieki.

FOT. KEN HOWARD

Powiadaj¹, ¿e by³ brzydki, uparty jak mu³, niezbyt zadbany, wrêcz brudny. Chodzi³ boso, z wyboru, by czuæ ziemiê pod stop¹. Lecz tak¿e z biedy, bo zwykle grosza przy duszy nie mia³. Grosza nie mia³, ale mia³ duszê. Dok³adniej, obdarzy³ cz³owieka dusz¹.

u AIsabel Leonard (Blanche de la Force) i Karita Mattila (Mme. de Croissy).


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

17

Dziennik podró¿y

Rzym raz jeszcze Wtorek, 19 marca 2019. W poci¹gu z Turynu do Bolonii. W oddali, z lewej strony góry w ciemnym kolorze, poroœniête lasem, z prawej – niemal w tej samej odleg³oœci ca³e pokryte œniegiem, w którym odbija siê intensywne dzisiejsze s³oñce. Za oknem pola albo zorane, albo pokryte soczyst¹ zieleni¹ trawy. Trawa ju¿?! – trudno uwierzyæ. Na stacji czeka na nas Alessio. Pozna³ mnie z fotografii, tak jak w Turynie profesor Ajres. Ponadto oznaczenia na biletach s¹ tu tak precyzyjne, ¿e wiadomo, w którym miejscu zatrzyma siê który wagon. Od dworca do hotelu przechodzimy najstarsz¹ i najciekawsz¹ dzielnic¹ miasta, pójœcie na lunch, na który zaprosiliœmy Alessia te¿ by³o atrakcj¹. Tu ka¿dy krok to turystyka. Allessio jest na zaawansowanym kursie polskiego, jego matka jest Polk¹ i on sam spêdza w Polsce doœæ du¿o czasu. Spotkanie w Bolonii sponsorowane jest przez Instytut Kultury Polskiej w Rzymie wspólnie z Centrum Poezji Wspó³czesnej Uniwersytetu Bolonii. Spotykamy siê z Marcinem i jego ojcem, emerytowanym profesorem historii z Poznania i razem idziemy do klubu na Via Clavature. Spotkanie wyznaczone na 18:30 zaczê³o siê z opóŸnieniem, bo w³aœcicielka lokalu spóŸni³a siê o pó³ godziny, co – jak mi powiedziano – jest tu traktowane jak kwadrans akademicki. Zau³ek przed drzwiami zape³nia³ siê i nikt nie zniechêca³ siê czekaniem. Wrêcz przeciwnie, wszyscy traktowali to jako towarzysk¹ okazjê. Salka zape³nia siê bardzo szybko, prawie po³owa goœci stoi, bo zabrak³o krzese³. Na pocz¹tek wys³uchaliœmy wystêpu wiolonczelistki Marty Salvi, co stwarza odpowiedni¹ aurê do czytania poezji. Spotkanie otworzy³ znany we W³oszech slawista profesor Andrea Ceccherelli, Marcin Wyrembelski przedstawi³ sam¹ ksi¹¿kê, ja czyta³am po polsku, a wybrani studenci – w³oskie przek³ady. Udzia³ studentów urozmaici³ i wzbogaci³ atmosferê wieczoru. Pytania, podpisywanie tomików, rozmowy, zakoñczy³y spotkanie w klubie dobrze po dziewi¹tej. W restauracji tu¿ obok ju¿ tylko w szóstkê przy znakomitej kolacji i dobrym winie przypieczêtowaliœmy boloñskie wydarzenie. Œroda, 20 marca 2019. Z Bolonii do Florencji jechaliœmy z dwoma panami Wyrembelskimi, Marcin wyk³ada na uniwersytetach w obydwu miastach. Umówieni byliœmy na wielkim placu Maggiore, sk¹d na piechotê z walizk¹ i ciê¿kim komputerem pomaszerowaliœmy na stacjê. Jazda poci¹giem do Florencji trwa niewiele ponad godzinê. Tutaj taksówk¹ prosto do naszej przyjació³ki – Barbary Verdiani, bo to do niej zaprosiliœmy siê na noc, aby mieæ odrobinê czasu na powspominanie spotkañ dawnych i nowszych. Barbara moja kole¿anka z warszawskiej polonistyki, wysz³a za m¹¿ za znanego w³oskiego slawistê – Carlo Verdianiego. W 1969 roku kilka tygodni przed wyjazdem z Polski spotka³am ich oboje na Nowym Œwiecie. Us³yszawszy, ¿e bêdziemy we W³oszech Carlo Verdiani poda³ mi wizytówkê, a Barbara powiedzia³a, ¿eby do nich napisaæ. Spêdziliœmy potem kilka dni u nich, pokazali nam Florencjê, zawieŸli do Pizzy i Viarreggio, i co najwa¿niejsze – podtrzymali na duchu. Z Basi¹, która jest znanym t³umaczem literatury, spotkaliœmy siê w miêdzyczasie w Polsce i w Stanach. Ale spotkanie po 50 latach we W³oszech mia³o swój niewymowny wymiar.

Zd¹¿yliœmy tylko przejœæ siê po Ponte Vecchio, który utrwali³am w jednym z moich w³oskich wierszy z 1970 r. Przed pójœciem do ksiêgarni na promocjê, Barbara zabra³a nas do toskañskiej restauracji, która ró¿ni siê od typowej w³oskiej. Promocja sponsorowana przez Instytut Kultury Polskiej w Rzymie odby³a siê w presti¿owej ksiêgarni – ibs+Libraccio w centrum miasta przy Katedrze, na Via de” Cerretani. Udzia³ wziêli – kierownik Katedry Slawistyki we Florencji Marcello Garzaniti, dziennikarz i pisarz – Paolo Ciampi, a tak¿e pisarz i t³umacz – Giovanni Agnoloni, który tu¿ po ukazaniu siê ksi¹¿ki og³osi³ recenzjê. Marcin Wyrembelski, zaprosi³ te¿ do udzia³u Barbarê Verdiani, aby t³umaczy³a moje wypowiedzi na w³oski i wypowiedzi innych osób na polski dla mnie. Dwie studentki Marcina czyta³y teksty po w³osku. Fragment spotkania utrwalony na you-tube mo¿na zobaczyæ na mojej stronie internetowej. Publicznoœæ by³a ró¿norodna, trochê Polaków mieszkaj¹cych we W³oszech, w³oscy studenci Marcina, ale tak¿e osoby zainteresowane poezj¹, w³oska poetka – Maria Grazia Maramotti podarowa³a mi swoj¹ ksi¹¿kê. Nie rozumia³am wypowiedzi osób bior¹cych udzia³ w prezentacji, ale by³am bardzo uhonorowana, ¿e zaanga¿owali siê w tê promocjê. Na wiersz o Ponte Vecchio, publicznoœæ zareagowa³a oklaskami. Po formalnej czêœci rozmowy prywatne, ze studentami, z m³odszymi i starszymi goœæmi i uczestnikami. Oczywiœcie ca³y czas towarzyszy nam ten podwójny obraz, my wówczas pó³ wieku temu zagubieni, przera¿eni i teraz. Czwartek, 21 marca 2019. Do Rzymu jedziemy razem z Marcinem i jego ojcem Krzysztofem Wyrembelskimi. Ze stacji taksówk¹ na via Vittoria Colonna, gdzie oni zatrzymali siê w Polskim Instytucie Kulturalnym, a my po przeciwnej stronie ulicy w naszym hotelu Diplomatic. Po przebraniu siê i krótkim lunchu idziemy na spotkanie z panem £ukaszem Paprotnym, dyrektorem Instytutu. Dyrektor nadzwyczaj mi³y, a atmosfera w Instytucie bardzo przyjazna. Po krótkiej rozmowie, wszyscy razem piechot¹ idziemy do Conservatorio Santa Cecilia na vie dei Greci 18. Widownia mieœci kilkaset osób, podobno by³o ponad trzysta. Wystêpuje 12 poetów reprezentuj¹cych Austriê, Bu³gariê, W³ochy, Maltê, Polskê (ja), Portugaliê, Rumuniê, S³owacjê, S³oweniê, Hiszpaniê, Szwajcariê i Wêgry. Na scenê wywo³uj¹ po dwie osoby, które czytaj¹ po siedem minut wiersze w oryginale, a na ekranie wyœwietlany jest w³oski przek³ad ka¿dego wiersza. Przed sam¹ prezentacj¹, dyrektor £ukasz Paprotny wrêcza mi bukiet od Instytutu. Kiedy na koniec uroczystoœci wywo³uj¹ na scenê wszystkich razem, oddajê bukiet mê¿owi do potrzymania i ruszam w kierunku sceny. Dyrektor bierze kwiaty i podaje mi, ¿ebym je wziê³a na scenê. Na ogólnym zdjêciu jestem jedyn¹ osob¹ z bukietem. Instytut rumuñski, zaprasza wszystkich na eleganckie przyjêcie w s¹siaduj¹cym z sal¹ koncertow¹ holu. Œwietne Perseco i doskona³e czerwone wino sprzyja rozluŸnieniu. Pi¹tek, 22 marca 2019. Rano spotkanie z dyrektorem Instytutu, potem w jednym z wolnych pokoi, Marcin przeprowadza ze mn¹ wywiad. Ma w planie jakieœ dalsze rozmowy. Potem we

u Bolonia, 19 marca 2019

Marcin Wyrembelski, prof. Andrea Ceccherelli, Anna Frajlich.

czwórkê planowany spacer po Rzymie. Marcin wspomina, jak przyje¿d¿a³ tu z rodzicami podczas wakacji. Obaj z ojcem maj¹ du¿o wspomnieñ z Rzymu. Docieramy do Campo dei Fiori, miejsca spalenia Giordana Bruno, uwiecznione s³ynnym wierszem Mi³osza. Pomnik Giordana Bruno stoi w centrum olbrzymiego bazaru kwiatowego. Bazar pe³en kwiatów i ludzi te¿ jak w wierszu Mi³osza. Na rogu tablica z przek³adem wiersza na w³oski. Robimy zdjêcie i siadamy w pobliskiej restauracji. Wracamy ledwo ¿ywi do hotelu. Sobota, 23 marca 2019. Spaliœmy d³u¿ej. Po œniadaniu – Watykan. Chodzimy wzd³u¿ murów. Kolejka zbyt d³uga, rezygnujemy z wejœcia do œrodka. Po po³udniu – Caffegrave; Greco. Trochê szukaliœmy tej kawiarni, chocia¿ wiedzieliœmy mniej wiêcej, gdzie siê znajduje. Rzeczywiœcie tu¿ przy Schodach. Du¿y lokal na Via Condotti, otwarty na równoleg³¹ ulicê, kelnerzy we frakach, œciany obwieszone obrazami, na ka¿dym wolnym skrawku p³aszczyzny – rzeŸby. Siadamy przy doœæ d³ugim owalnym stoliku w sali roso. Roso, bo œciany obite czerwonym wzorzystym at³asem. Na ostatniej

stronie menu opisana jest historia kawiarni. Na serwetkach zaznaczona data za³o¿enia – 1760 rok. Chocia¿ obiecaliœmy sobie wino, W³adek zamówi³ lody, ja cappuccino, które tutaj mi bardziej s³u¿y ni¿ w Nowym Jorku. Ceny proporcjonalne do renomy lokalu. To tu przez wieki artyœci i pisarze ca³ego œwiata przychodzili na kawê i mocniejsze napoje, a co wa¿niejsze, odbierali swoj¹ pocztê, kawiarnia stanowi³a swego rodzaju poste restante. Przed przyjazdem przeczyta³am na nowo listy Goethego z podró¿y do W³och, rozdzia³ o Gogolu w Rzymie w monografii Roberta Maguire’a i ca³y tom Andrzeja Litworni „Rzym Mickiewicza”. Ca³e szczêœcie, ¿e tutaj nie zmieniaj¹ nazw ulic przy ka¿dej „dobrej” czy „z³ej” zmianie. W pewnym momencie nagle widzê na krawêdzi domu napis: via della Mercede, to tutaj, mieszkali Ankwiczowie, których czêstym goœciem by³ Mickiewicz zakochany w ich córce – Ewie. Wieczorem bardzo dobry obiad w restauracji.

Anna Frajlich Zaj¹c (cdn)

Emilia’s Agency nowy adres 576 Manhattan Avenue, Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-609-1675; 718-609-0222; Fax: 718-609-0555

3 ROZLICZENIA PODATKOWE 3 NUMER PODATNIKA - ITIN - z potwierdzeniem

autentycznoœci kopii paszportu 3 PE£NOMOCNICTWA - APOSTILLE 3 SPONSOROWANIE RODZINNE 3 OBYWATELSTWO i inne formy

3 T£UMACZENIA DOKUMENTÓW 3 ZASI£KI DLA BEZROBOTNYCH 3 WYSY£KA PIENIÊDZY I PACZEK 3 EMERYTURY AMERYKAÑSKIE 3 MIÊDZYNARODOWE PRAWO JAZDY 3 NOTARY PUBLIC (zawsze w agencji)

Agencja otwarta od poniedzia³ku do soboty.


18

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

96 Manhattan Avenue Suite 27 (na piêtrze) - Brooklyn, NY 11222

8

Tel: (718) 609-1560, (718) 383-6824, Fax: (718) 383-2412

MICHA£ PANKOWSKI TAX & CONSULTING EXPERT

www.kurierplus.com

Og³oszenia drobne Cena $10 za maksimum 30 s³ów

24-GODZINNY SERVICE, RYSZARD LIMO: us³ugi transportowe, wyjazdy, odbiór osób z lotniska, œluby, komunie, szpitale, pomoc jêzykowa w urzêdach, szpitalach oraz drobne przeprowadzki. Tel. 646-247-3498

Us³ugi w zakresie: 3 Ksiêgowoœæ 3 Rozliczenia podatkowe indywidualne i biznesowe, w tym samochodów ciê¿arowych

3 Rejestracja biznesu i licencje 3 Konsultacje 3 Bezpodatkowa zamiana domów 3 #SS - korekty danych

Email: Info@mpankowski.com

PRACA ZA $18.50 Mo¿esz pomóc ludziom, których kochasz i otrzymywaæ za to dobre wynagrodzenie. Jeœli Twoi rodzice, krewni, przyjaciele, s¹siedzi otrzymuj¹ Medicaid lub Medicare, mo¿na zacz¹æ pracowaæ dla nich jako asystent lub pomoc domowa. Nie wymagane certyfikaty. Nasza agencja pomo¿e Ci w tym. Wynagrodzenie $18.50 za godzinê.

Zadzwoñ: tel. 347-462-2610 POTRZEBNA KELNERKA do pracy w polskiej restauracji

na Greenpoicie tel. 646-785-6954

Acupuncture and Chinese Herbal Center Dr Shungui Cui, L.Ac, OMD, Ph.D – jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni. LECZY: l katar sienny l bóle pleców l rwê kulszow¹ l nerwobóle l impotencjê zapalenie cewki moczowej l bezp³odnoœæ l parali¿ l artretyzm l depresjê l nerwice l zespó³ przewlek³ego zmêczenia l na³ogi l objawy menopauzy l wylewy krwi do mózgu l alergie l zapalenie prostaty l rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp. l

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku 144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354 Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 7:00 pm; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223 Od wtorku do soboty: 12:00-7:00 pm, w niedziele 12:00 - 3:00 pm (718) 266-1018 www.drshuiguicui.com Akcetujemy ubezpieczenia: 1199, Aetna, BCBS, Cigna, Elder Plan, Liberty, Magnacare, Multiplan, Triad Health (VHS), UHC Empire Plan

Radio RAMPA na fali 620 AM

HYDRAULICY POSZUKIWANI Zatrudnimy fachowców z doœwiadczeniem i pozwoleniem na pracê. AMN Corporation Plumbing & Heating Contractor 53-28 61st Street, Maspeth, NY 11378

Tel. 718-326-9090/2795

POLONEZ 159 Nassau Ave Brooklyn NY 11222 Tel. 718 - 389 - 6001 polonez159@gmail.com www.polonez shipping.com

Plan wycieczek 2019: m

Dooko³a USA w 16 dni

25 maja,16 lipca, 27 lipca, 7 wrzeœnia, 28 wrzeœnia

Dooko³a USA w 19 dni Podró¿ Marzeñ 13 sierpnia do 31 sierpnia m Niagara – od maja do paŸdziernika m Waszyngton, Filadelfia, Floryda, inne atrakcje m

Paczki lotnicze do Polski i Europy Przesy³ki pieniê¿ne USME, Apostille

Zapraszamy NAUKA GRY na fortepianie, gitarze i skrzypcach oraz lekcje œpiewu

Kobo Music Studio Szko³a z tradycjami Rejestracja Bo¿ena Konkiel tel. 718-609-0088

Kurier Plus w internecie: www.kurierplus.com Business Consulting Corp.

Ewa Duduœ - Accountant Firma z wieloletnim doœwiadczeniem prowadzi:

3 Rozliczenia podatków indywidualnych i biznesowych (jeden w³aœciciel, partnerstwo, korporacja), 3 Pe³n¹ ksiêgowoœæ 3 Rejestracjê i rozwi¹zywanie biznesów

110 Norman Ave, Brooklyn, NY 11222 ( 718-383-0043 lub 917-833-6508

Fortunato Brothers Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w ka¿d¹ sobotê od godz.15:00 do 21:00. Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii

na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www. RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie. m

Czytaj nas w internecie: www.kurierplus.com

289 MANHATTAN AVE. (blisko Metropolitan Ave.) BROOKLYN, N.Y. 11211; Tel. 718-387-2281 Fax: 718-387-7042 CAFFE - PASTICCERIA ESPRESSO - SPUMONI GELATI - CAKES

W³oska ciastkarnia czynna codziennie do 11:00 wieczorem, a w weekendy do 12:00 w nocy. Zapraszamy.


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

19

W 216 dni dooko³a œwiata

Fot. Aleksander Nebelski

í 1 „Czujê siê œwietnie, zosta³am przywitana przez liczn¹ grupê, by³ szampan, owoce, race i same atrakcje. Jestem bardzo szczêœliwa, ¿e siê uda³o. Nie wiem, co teraz zrobiê, moje plany nie s¹ sprecyzowane. Pewnie trochê odpocznê. Trzeba chyba zadbaæ o ró¿norodnoœæ i zrobiæ coœ innego, lubiê góry, las, uwielbiam szusowaæ na nartach, biegam, nie mo¿na tylko patrzeæ na niebieskie!”. Przed zejœciem na kejê pani kapitan powiedzia³a: „Zobaczymy, czy umiem chodziæ?”. To musi byæ niesamowite uczucie - sta³y l¹d pod stopami, po tylu dniach na rozko³ysanej ³odzi, st¹d tyle radoœci! Ale kilka miesiêcy wczeœniej niecierpliwi³a siê: “Mam ju¿ doœæ przygotowañ, chcê p³yn¹æ!”. Wyprawa Joanny Pajkowskiej ruszy³a 23 wrzeœnia 2018 r. z portu Plymouth przez tzw. trasê klasyczn¹ obejmuj¹c¹ okr¹¿enie trzech przyl¹dków: Dobrej Nadziei w Afryce, Cape Leeuwin w Australii oraz Horn w Ameryce Po³udniowej. Do 200 tysiêcy przebytych mil morskich dopisze kolejne. Na jachcie "Fanfan" spêdzi³a siedem miesiêcy, a sam rejs trwa³ krócej ni¿ pocz¹tkowo zak³adano. P³ynê³a szybciej ni¿ samotni ¿eglarze z odbywaj¹cych siê równolegle dwóch innych imprez samotnych ¿eglarzy, Golden Globe i Long Route. „Z Plymouth udam siê na po³udnie, za Afryk¹ skrêcê w lewo i pop³ynê na wschód, pod Afryk¹, Australi¹, Now¹ Zelandi¹ oraz pod Przyl¹dkiem Horn. Kiedy pokonam Amerykê Po³udniow¹, skierujê siê do Wielkiej Brytanii” – wylicza³a przed startem. Start honorowy odby³ siê 5 wrzeœnia 2019 r. z Gdyni. “Ze wzglêdu na du¿y ruch statków, zw³aszcza w Kanale La Manche, zdecydowa³am siê wyp³yn¹æ z tego brytyjskiego portu. Wyruszyæ z Gdyni by³oby mi³o, natomiast z Plymouth jest rozs¹dnie” – mówi³a 61-letnia kapitan. To moja niedokoñczona historia, któr¹ teraz zamierzam zrealizowaæ.” Przypomnijmy, ¿e Joanna w latach 20082009 w 198 dni op³ynê³a ju¿ samotnie œwiat dooko³a, inn¹ tras¹, z Panamy na zachód i do Panamy na 8,5-metrowej ³ódce "MantraASIA" zaprojektowanej i zbudowanej przez Andrzeja Armiñskiego. Rejs by³ zaplanowany jako non stop, jednak silny sztorm ko³o Przyl¹dka Dobrej Nadziei zmusi³ ¿eglarkê do szukania schronienia w Port Elizabeth (RPA). Rejs ten wyró¿niony zosta³ 1. Nagrod¹ Rejs Roku 2009 i Srebrnym Sekstantem. Tym razem wyruszy³a na 40-stopowej (12.18 m) aluminiowej ³ódce "Fanfan" (ho-

u

Zrobi³am to!

lenderski Atlantic, slup), która zosta³a zaprojektowana i wybudowana na regaty OSTAR w latach 80. Jacht udostêpni³ Uwe Röttgering, niemiecki ¿eglarz, z którym razem wygrali w 2017 r. s³ynne transatlantyckie regaty dwuosobowe. „To jest normalna turystyczna jednostka. Nie jest zbyt szybka, ale za to niezwykle solidna i wytrzyma³a. Aluminiowy kad³ub sprawi, ¿e w przypadku zderzenia z ró¿nymi p³ywaj¹cymi po oceanach przedmiotami, oczywiœcie odpowiedniej wielkoœci, jachtowi nic siê nie stanie. Wierzê, ¿e ona bêdzie p³yn¹æ, a ja bêdê o ni¹ dbaæ. I razem op³yniemy œwiat” - powiedzia³a. Dlaczego p³ynie? Bo kocha ¿eglowaæ. “Ocean wokó³ jest piêkny. Nadal dzia³a na mnie piêkno natury, s³ynne zachody s³oñca. Ju¿ ich nie fotografujê, bo widzia³am ich tyle, ¿e wystarczy, ¿e zamykam oczy i widzê piêkny obraz”. OdpowiedŸ na pytanie "dlaczego?" jest taka sama, jak w przypadku zdobywaj¹cych oœmiotysiêczniki. Sama równie¿ zdoby³a najwy¿sz¹ górê Afryki Kilimand¿aro. Joanna Pajkowska ma w swojej karierze tyle sukcesów ¿eglarskich, ¿e trudno je wszystkie wymieniæ. Kapitan jachtowy, ratownik morski, dwukrotna laureatka Nagród Honorowych „Rejs Roku” i „Srebrny Sekstant”, ¯eglarz 2009 r. za rejs na „Mantrze Asia” oraz 2017 roku za zwyciêstwo z Uwe Rottgeringiem w transatlantyckich regatach Twostar. To ¿elazna dama polskiego ¿eglarstwa. Co zabra³a na ³ódkê? “Zawsze najtrudniej jest z wod¹. Musi byæ minimum 500 litrów. Ona zajmuje najwiêcej miejsca. Bañka z wod¹ jest bardzo ciê¿ka. Nie mo¿e lataæ po jachcie. Dlatego wszystko wi¹¿ê sama. Wiem, gdzie co jest. Sama muszê zawsze wszystko pakowaæ. Ca³y towar, który zapakujê, wa¿y prawie tonê. P³yn¹æ bêdê oczywiœcie na ¿aglach, ale paliwo te¿ muszê mieæ, bo silnik czasem siê przydaje.” Pomimo doskona³ego przygotowania, nie da siê unikn¹æ trudnoœci podczas rejsu. “Mia³am problemy ze sterem, trudno jednak powiedzieæ, ¿ebym natrafi³a na jakieœ wielkie przeszkody. Podczas tak d³ugiego rejsu trzeba siê po prostu nastawiæ na to, ¿e nie bêdzie ³atwo. Trzeba siê szybko siê regenerowaæ we œnie, jeœæ i dbaæ o siebie. Bezpieczeñstwo, to najwa¿niejsza sprawa. Coœ siê zawsze mo¿e urwaæ, ale moja w tym g³owa, bym do tego nie dopuœci³a i wczeœniej to naprawi³a. Nauczy³am siê ju¿ podczas ¿eglowania paru rzeczy, np. szybko wysypiaæ, choæ pocz¹tkowo z bezsennoœci mia³am halucynacje. Wydawa³o mi siê, ¿e jak siê po³o¿ê, to coœ siê z³ego stanie. A to b³¹d. Spaæ trzeba umieæ efektywnie - opowiada. Œpi siê

u

Asia wychdzi w rejs.

do godziny maksymalnie. Nigdy d³u¿ej. Potem pobudka, krótka ocena sytuacji i mo¿na spaæ dalej. Sam organizm w takim rejsie wyznacza rytm. Nie medytujê, nie æwiczê jogi, nie p³aczê, nie denerwujê siê. Wierzê w swoje si³y i siebie. Wszystko jest w g³owie.” Najbardziej dramatyczny moment podczas wyprawy przydarzy³ siê ¿eglarce 30 mil od Przyl¹dka Horn. Przyszed³ sztorm, który mocno zakrêci³ „Fanfanem”. Asia dozna³a powa¿nych pot³uczeñ, przesta³ pracowaæ autopilot. „Wewn¹trz otworzy³y siê szafki, wyt³uk³y talerze, ale nie mog³am zostawiæ steru. W takim wypadku ³ódka ustawi³aby siê bokiem do fali, a nie mog³am do tego dopuœciæ! Fale by³y ogromne! Wiedzia³am, ¿e do Plymouth raczej nie dop³ynê steruj¹c rêcznie. Dlatego p³ynê³am na orientacjê i jak siê okaza³o sp³ynê³am najbardziej na po³udnie z wszystkich ³ódek, które w tym roku p³ynê³y w tym rejonie. Wtedy nie wiedzia³am za bardzo, gdzie jestem, a nie mog³am ruszyæ do komputera i czekaæ, a¿ siê w³¹czy, bo trwa³oby to zbyt d³ugo. Na szczêœcie nastêpnego dnia trochê siê uspokoi³o i uda³o mi siê uruchomiæ samoster wiatrowy. Myœlê, ¿e mog³o byæ zdecydowanie gorzej. Gdyby z³ama³ siê maszt, albo urwa³ ster, by³oby s³abo. Mia³am dwa groty, dwa foki, by³am przygotowana na ró¿ne sytuacje i koniec koñców poradzi³am sobie!” W Bo¿e Narodzenie donosi³a: „W prezencie dosta³am dziœ G£ADKIE morze! Koszmarne fale Miko³aj chyba wyprasowa³. (...) Prêdkoœæ: 7,13 w. Spa³o siê w tych warunkach znakomicie: przespa³am po³udnik 130 E, pêdzimy dalej!” Ale nastêpnego dnia ju¿: „Wieje w szkwa³ach 30+, nieprzyjemna, prawie boczna fala, nie³atwo pisaæ. Ale OK, za osiem godzin ma s³abn¹æ, mo¿e wczeœniej. (...) W tych warunkach, prêdkoœci bardzo dobre: 7 do ponad 9 wêz³ów!” Wed³ug powszechnie przyjêtych zasad, rejs dooko³a œwiata powinien zacz¹æ siê na pó³kuli pó³nocnej i ¿eglarz musi dwukrotnie przekroczyæ równik – raz w drodze „tam”, (Asia przekroczy³a go 21 paŸdziernika 2018 r.) i drugi raz w drodze powrotnej (25 marca). „Znowu Równik! Pó³kula pó³nocna przywita³a nas chmur¹ deszczow¹, po prostu leje! (...) To 183 dzieñ mojego rejsu” pisa³a w dzienniku pok³adowym. Musia³a sobie poradziæ równie¿ z napraw¹ steru. „Jeœli widaæ na trackingu, ¿e nie p³ynê, to naprawiam ster. By³o ciê¿ko, bo musia³am sterowaæ rêcznie. Nie by³o ³atwo,

wczeœnie rano zobaczy³am, ¿e rumpel/ster w jedn¹ stronê wychyla siê normalnie, a w drug¹ tylko oko³o 10 stopni, a potem jest opór. Autopilot nie lubi, jak nie mo¿e wychyliæ steru, wtedy piszczy. Sterowa³am 15 godzin, wiatr do 50 wêz³ów, a ponad 40 ca³y dzieñ, rêce odpada³y, a nie mog³am normalnie sterowaæ. Du¿a, pokrêcona fala, dawno nie zebra³am tyle wody na siebie” – relacjonowa³a. Ostatnie kilkaset mil ¿eglowa³a przy silnych sztormach. ”Li¿ê rany po ostatnim sztormie, trochê mnie wymêczy³o. Fala by³a taka zajad³a, z tak¹ si³¹ wali³a w nas, nawet wyrzuci³o mnie z kokpitu (na szelkach). Uderzy³am w coœ twarz¹, zanim wrócê nie bêdzie œladu. Wewn¹trz te¿ niez³y ba³agan, tym razem diesel na pod³odze z wê¿yka do dawnego piecyka. Zatka³am wê¿yk o³ówkiem i zaklei³am taœm¹. Du¿o sprz¹tania, œlisko, i zapach pozosta³. Przetrwam, tylko jest ciê¿ko i bardzo wolno. W czwartek ma byæ najgorzej, uff, dziœ jest s³abo. (…) Dlaczego musi byæ tak koszmarnie?” - donosi³a 23 kwietnia, kilka dni przed zakoñczeniem rejsu. Podczas ca³ego rejsu Asia by³a w sta³ym kontakcie z mê¿em Aleksandrem Nebelskim, który na bie¿¹co dzieli³ siê jej zapiskami z dziennika pok³adowego “Fanfana” o samopoczuciu, pogodzie, trudnoœciach i codziennej ¿egludze. Sta³y kontakt z mê¿em na pewno pomaga³ jej w pokonywaniu samotnoœci, chocia¿ mówi o sobie, ¿e nie ma z tym problemu. “Niektórzy ca³y czas potrzebuj¹ kontaktu z drug¹ osob¹, ale ja tak nie mam. Kiedy p³ynê³am dziesiêæ lat temu, musia³am siê wrêcz zmuszaæ do pisania, ale wiedzia³am, ¿e Alek siê denerwowa³. Teraz siê nie zmusza³am, ale nie odczuwa³am te¿ samotnoœci. Wszystko mo¿na sobie ustawiæ w g³owie. Mo¿na sobie zadaæ pytanie, czy to, ¿e nie mam owoców to problem czy nie? Czy to, ¿e nie mam prysznica jest dla mnie najwa¿niejsze, czy niekoniecznie? Tak samo jest u mnie z samotnoœci¹, dla mnie to nie problem. Mo¿e nie jestem po prostu tak towarzyska” - œmieje siê. W „wolnych” chwilach „poch³ania³a” ksi¹¿ki i rozwi¹zywa³a sudoku, które uwielbia. „Nie zawsze siê siedzi na szotach, trochê tego czasu dla siebie mia³am i myœlê, ¿e dobrze wykorzysta³am te momenty.” 4 maja Asia i Alek na „Fanfanie” ruszyli w podró¿ powrotn¹ do Polski. Sprzyja im korzystny wiatr.

Opr. Jolanta Szczepkowska


20

KURIER PLUS 11 MAJA 2019

www.kurierplus.com

Profile for Kurier Plus

Kurier Plus - e-wydanie 11 maja 2019  

Kurier Plus - e-wydanie 11 maja 2019  

Advertisement