Page 1

ER KURI

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

PE£NE E-WYDANIE KURIERA W INTERNECIE: WWW.KURIERPLUS.COM

í Wspomnienia o Janie Pawle II – str. 2

í Strajk i kampania wyborcza – str. 6 í 89-letnia pani dostaje ponad milion – str. 7

P L U S

í Dom starców, czyli...– str.13 í Walki o Wilno 1918-1919 – str.17 P O L I S H W E E K L Y M A G A Z I N E í ¯eglarze – prepersi, czy nomadzi? – str. 19 NUMER 1284 (1584) ROK ZA£O¯ENIA 1987 TYGODNIK 13 KWIETNIA 2019 FOT. EUGENIUSZ BOBROWSKI

Tomasz Bagnowski

Netanjahu po raz pi¹ty Wszystko wskazuje na to, ¿e Benjamin Netanyahu utrzyma siê u w³adzy i po wyborach w Izraelu po raz pi¹ty zostanie premierem.

FOT. JOLANTA SZCZEPKOWSKA

Partia Netanjahu Likud i ugrupowanie jego najpowa¿niejszego rywala, a jednoczeœnie nowicjusza na scenie politycznej Izraela Benny’ego Ganca – Blue and White, osi¹gnê³y niemal identyczne poparcie. Jeœli wstêpne wyniki wyborów, które odbywa³y siê w Izraelu 9 kwietnia zostan¹ potwierdzone, obie te partie otrzymaj¹ po 35 miejsc w 120 osobowym Knesecie. Wed³ug wszelkiego prawdopodobieñstwa premierem zostanie jednak Netanjahu, gdy¿ Likud ma zawarte umowy koalicyjne z religijnymi i mocno prawicowymi ugrupowaniami, co daje mu mo¿liwoœæ stworzenia rz¹du. Rz¹d ten bêdzie prawdopodobnie najbardziej prawicowym rz¹dem w historii Izraela, ale taka by³a wola wiêkszoœci wyborców, bowiem partie o takim w³aœnie programie wypad³y w ostatnich wyborach nawet lepiej ni¿ poprzednio. Koalicja rz¹dowa Netanjahu bêdzie mia³a prawdopodobnie przewagê w parlamencie licz¹c¹ oko³o piêciu g³osów, co jak na ten mocno podzielony politycznie kraj jest wiêkszoœci¹ stabiln¹. Formalnie misjê tworzenia nowego rz¹du liderowi zwyciêskiego ugrupowania powie-

rzyæ musi prezydent Izraela Reuven Rivlin. Konsultacje w tej sprawie maj¹ rozpocz¹æ siê w przysz³ym tygodniu. Benjamin Netanjahu stara³ siê by kampania wyborcza w jak najwiêkszym stopniu by³a referendum na temat jego osoby. By³o to o tyle ryzykowne, ¿e na premierze Izraela ci¹¿¹ zarzuty korupcyjne, a w lutym tego roku prokurator generalny rekomendowa³ postawienie mu zarzutów. Liderzy opozycji, w tym Ganc, liczyli, ¿e oskar¿enia te pokrzy¿uj¹ szansê Netanjahu na czwarte z rzêdu i pi¹te w ogóle premierostwo. Wiêkszoœæ Izraelczyków uzna³a jednak, ¿e najwa¿niejsz¹ spraw¹ jest bezpieczeñstwo kraju, co obecny premier równie¿ wyraŸnie stawa³ na pierwszym planie. Po wyborach Netanjahu bêdzie mia³ znacznie wiêksze mo¿liwoœci zwalczenia zarzutów, czy te¿ manewrów legislacyjnych, które mog¹ znacznie opóŸniæ ca³¹ sprawê. Jeœli stworzy on rz¹d i dotrwa do lipca bêdzie najd³u¿ej sprawuj¹cym w³adzê premierem Izraela, wyprzedzaj¹c legendarnego Dawida Ben-Guriona. í8

Za tydzieñ Wielkanoc. Wiele biznesów zadba³o o œwi¹teczne dekoracje. Nasi czytelnicy wyró¿nili wystawê E&H Sky Flowers przy 164 Driggs Ave. na Greenpoincie. Kreatywnoœæ, Œwiêta i wiosna w jednym!

Film i wystawa Dziêki Katolickiemu Stowarzyszeniu Dziennikarzy w Polsce, mogliœmy w minionym tygodniu pokazaæ naszym czytelnikom film dokumentalny i wystawê pt. „Polacy ratuj¹cy ¯ydów w czasie okupacji niemieckiej w latach 1939-1945. W filmie sprawy stosunków Polsko – ¯ydowskich na przestrzeni wieków przedstawia i komentuje znawca tematu profesor Jan ¯aryn, senator RP. Szeroko kreœli t³o polityczno-spo³eczne. To bardzo ciekawy film, w sposób wywa¿ony i przejrzysty pokazuj¹cy jak kszta³towa³y siê i ewoluowa³y relacje dwóch narodów w ramach Rzeczypospolitej. Projekcji towarzyszy³a wystawa sk³adaj¹ca siê z kilkunastu plansz, która pokazywa³a w sposób skrótowy ale ciekawy graficznie sposoby ratowania ¯ydów podczas wojny, ludzi, którzy siê w ich ratunek anga¿owali i cenê jak¹ czêstokroæ za to p³acili. Ka¿da plansza jest skomentowana w jêzyku polskim i angielskim. Dowiadujemy siê miêdzy innymi o zaanga¿owaniu koœcio³a katolickiego w ratowanie ¯ydów, o tym, ¿e arcybiskup Adam Stefan Sapieha wyst¹pi³ z oficjalnym apelem do generalnego gubernatora okupowanych ziem polskich Hansa Franka o zaprzestanie zsy³ania ¯ydów do gett. ¯ydzi byli ukrywani w ponad 70. klasztorach mêskich i oko³o 300 zgromadzeniach ¿eñskich, w przyklasztornych siero-

ciñcach i szpitalach, gdzie pos³ugiwa³y siostry zakonne. Oblicza siê, ¿e w warszawskim koœciele Wszystkich Œwiêtych ksi¹dz Marceli Godlewski uratowa³ od 1000 do 3000 ¯ydów. Ksiê¿a wystawiali fa³szywe dokumenty stwierdzaj¹ce chrzeœcijañskie pochodzenie ratowanych, wpisywali ich do ksi¹g parafialnych. Nastêpnie u³atwiali ¿ycie na wolnoœci. Pomoc nie by³a zazwyczaj jednoosobowa, stanowi³a sieæ dziesi¹tków ludzi dobrej woli, którzy siê w ni¹ anga¿owali. Na wystawie pojawia siê wiele nazwisk osób udzielaj¹cych pomocy; od hrabiego Hieronima Morstina dyplomaty, który ukrywa³ w swoim maj¹tku w P³awowicach Arnolda Szyfmana - wybitnego re¿ysera, dyrektora polskich teatrów, poprzez profesor medycyny Irenê Konabus, Irenê Gut, która prowadzi³a dom majora Wehrmachtu, w którego piwnicach ukrywa³a dziesiêcioro ¯ydów, Jana ¯abiñskiego, dyrektora warszawskiego ZOO z ¿on¹ Antonin¹, popularnego œpiewaka Mieczys³awa Fogga, który ukrywa³ swoich ¿ydowskich przyjació³, Jana Dobraczyñskiego – pisarza, który í 5


2

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

Wspomnienia o Janie Pawle II Monta¿ s³owno-muzyczny 14 lat temu, 2 kwietnia w wieku 84 lat zmar³ Jan Pawe³ II, niezwyk³y cz³owiek, pierwszy Papie¿ Polak, który niestrudzenie pielgrzymowa³ po œwiecie odwiedzaj¹c wszystkie kontynenty. Dla uczczenia tej¿e rocznicy, 31 marca 2019 roku w koœciele pod wezwaniem œw. Cyryla i Metodego na Brooklynie, odby³a siê msza œwiêta, a po niej zebrani wierni wys³uchali monta¿u s³owno-muzycznego, w którym wspominano czcigodnego Papie¿a, œwiêtego Jana Paw³a II. Program artystyczny powsta³ dziêki zaanga¿owaniu dyrekcji, nauczycieli, uczniów i rodziców Polskiej Szko³y Sobotniej przy parafii œw. Cyryla i Metodego oraz Ko³a Przyjació³ Fundacji Jana Paw³a II w Nowym Jorku, któr¹ ustanowi³ sam Jan Pawe³ II dekretem z 16 paŸdziernika 1981 roku. Czêœæ artystyczn¹ rozpoczêli dwaj uczniowie klasy 11, graj¹c na tr¹bkach pieœñ pt. „Abba Ojcze”, jedn¹ z ulubionych pieœni Karola Wojty³y. Dodatkowo w nastrój zadumy i refleksji wprowadzi³ wszystkich piêknie wyrecytowany wiersz, rozpoczynaj¹cy siê od s³ów: „Tak ma³o na œwiecie dobroci”. Wystêpuj¹cy w programie rodzice, uczniowie, nauczyciele oraz dyrekcja wspominali œw. Jana Paw³a II, jego zadziwiaj¹c¹, niezwyk³¹ osobowoœæ. Opowiedziano w wzruszaj¹cy sposób historiê ¿ycia Ojca Œwiêtego. Przenieœliœmy siê wspomnieniami do czasów Jego dzieciñstwa oraz czasów szkolnych. Us³yszeliœmy fragment ksi¹¿ki „Dar i tajemnica”, w której sam Karol Wojty³a pisa³ o rodzinie i o jej wp³ywie na religijne wychowanie i powo³anie kap³añskie. Wspominaliœmy jego zainteresowanie teatrem, filozo-

fi¹ oraz literatur¹ piêkn¹, pos³ugê kap³añsk¹ i biskupi¹, a wreszcie pontyfikat. Ca³oœæ dope³ni³ wiersz Juliusza S³owackiego pt. „Poœród niesnasków Pan Bóg uderza” oraz pieœni œpiewane przez solistów i chór szkolny przy akompaniamencie zespo³u gitarowego. Punktem kulminacyjnym monta¿u by³ wspólnie odœpiewany utwór „Abba Ojcze”, wspomniana ju¿ ulubiona pieœñ Ojca

Œwiêtego, która przypomina³a wszystkim o cz³owieku, którego kochali nie tylko Polacy, ale katolicy na ca³ym œwiecie. Szanowali Go przywódcy pañstw, ludzie innych wyznañ, a nawet niewierz¹cy. Kierujemy szczere s³owa podziêkowania do dyrekcji, nauczycieli, rodziców i uczniów Polskiej Szko³y Sobotniej przy parafii Œw. Cyryla i Metodego za przygotowanie wzruszaj¹cego progra-

Z okazji Wielkanocy sk³adamy Klientom naszego Marketu najlepsze ¿yczenia. Du¿o zdrowia i radoœci!

Zapraszamy na zakupy. Oferujemy: 231 Wade Rd Extension Latham, NY 12110 Tel. 518-785-0103 www.eurodeliandmarket.com

v polskie artyku³y spo¿ywcze v wêdliny i wyroby garma¿eryjne v ciasta, pieczywo v soki, napoje, wody mineralne i wiele innych produktów.

mu ze wspomnieniami o Papie¿u Polaku – Janie Pawle II. Ko³u Przyjació³ Fundacji Jana Paw³a II w Nowym Jorku dziêkujemy za wspó³uczestnictwo i obecnoœæ na uroczystoœci. Natomiast wszystkim parafianom i przyjacio³om naszej szko³y dziêkujemy za wspólnie prze¿yte chwile. Opracowa³a Magdalena Œlaski


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

3

W ho³dzie doktorowi Marianowi Wodziñskiemu, cz³onkowi Komisji Technicznej PCK w Katyniu w 1943 r.

u Cz³onkowie Komisji Technicznej PCK w Katyniu 29-30.IV.1943 (przerwa w pracach). Od lewej: Jerzy Wodzinowski, Hugon Kassur, Stefan Cupryjak, Gracjan Jaworowski, Stefan Ko³odziejski, dr Marian Wodziñski. fot. za Katyñ, Listy ekshumacyjne…

W dniu 9 kwietnia 2019 r. w Alei Dêbów Katyñskich w Tarnowie w województwie Ma³opolskim odby³o siê symboliczne zasadzenie dêbu oraz uroczyste ods³oniêcie obelisku poœwiêconego doktorowi Marianowi Wodziñskiemu (1911-1986). W roku 2019 Polski Czerwony Krzy¿ obchodzi stulecie swego istnienia. Przy okazji jubileuszu organizacja upamiêtni³a cz³onka Komisji Technicznej PCK w Katyniu w 1943 r., którego relacje z udzia³u w ekshumacji s¹ jednymi z najistotniejszych dowodów zbrodni katyñskiej. Uroczystoœæ odby³a siê w ramach dorocznych obchodów Dnia Pamiêci Ofiar Zbrodni Katyñskiej w Tarnowie, zorganizowanych przez Prezydenta Miasta Tarnowa oraz Stowarzyszenie Rodzin Katyñskich w Tarnowie. Obok obelisku z tablic¹ upamiêtniaj¹c¹ doktora Mariana Wodziñskiego, w Alei Dêbów Katyñskich zasadzono tak¿e poœwiêcony mu d¹b. W ten sposób urodzony w Tarnowie badacz zbrodni katyñskiej zosta³ uhonorowany równie¿ przez w³adze i spo³ecznoœæ lokaln¹. Wodziñski studiowa³ medycynê na Uniwersytecie Jagielloñskim, po czym doktoryzowa³ siê i pracowa³ na uczelni. Kiedy Niemcy ujawnili zbrodniê katyñsk¹, by³ znanym specjalist¹ z zakresu medycyny s¹dowej w Krakowie. Powo³ano go do sk³adu Komisji Polskiego Czerwonego Krzy¿a w Katyniu w 1943 r. Obok Sprawozdania poufnego. O ca³okszta³cie udzia³u Polskiego Czerwonego

Krzy¿a w pracach ekshumacyjnych w Katyniu pod Smoleñskiem za okres kwiecieñ-czerwiec 1943 roku autorstwa Kazimierza Skar¿yñskiego, ówczesnego sekretarza generalnego PCK, opracowanie doktora Wodziñskiego z 1947 r. pod tytu³em Piêæ tygodni pracy na miejscu zbrodni jest jednym z najistotniejszych, dowodów zbrodni katyñskiej oraz najbardziej dok³adnym i pe³nym raportem na temat prac komisji PCK podczas ekshumacji. Podczas uroczystoœci w Tarnowie przypomniano te¿ innych cz³onków Komisji Technicznej Polskiego Czerwonego Krzy¿a, którzy wraz z doktorem Wodziñskim udali siê 28 kwietnia 1943 r. z Krakowa do Katynia, ¿eby do³¹czyæ do prac Komisji Technicznej PCK. Byli to: Franciszek Król, dezynfektor i by³y pracownik fizyczny Polskiego Czerwonego Krzy¿a, W³adys³aw Buczak, woŸny Zak³adu Anatomii Patologicznej UJ oraz Ferdynand P³onek, laborant Zak³adu Medycyny Sadowej UJ. Udzia³ w Komisji PCK w Katyniu prze³o¿y³ siê na powojenny los doktora Wodziñskiego. Nie zmieni³ on stanowiska i nie potwierdzi³ s³usznoœci opinii, wydanej przez komisjê radzieck¹ w sprawie mordu w Katyniu. Wybra³ prawdê – co skaza³o go na ¿ycie emigranta, poza granicami Ojczyzny. Upamiêtnienie postaci doktora Mariana Wodziñskiego w Alei Dêbów Katyñskich w Tarnowie jest wyrazem szacunku do jego bohaterskiej postawy podczas rzetelnego i bezstronnego badania zbrodni katyñskiej. m

Mieszkania dla seniorów DUPONT STREET SENIOR HDFC ma przyjemnoœæ og³osiæ, ¿e zosta³a otwarta lista oczekuj¹cych na mieszkania dla seniorów w dzielnicy Greenpoint, Brooklyn. Budynek ten powsta³ z funduszy programu HUD 202 / Sec. 8. Wielkoœæ, czynsz i wymagany dochód dla 97 mieszkañ (w tym dziesiêæ dla osób niepe³nosprawnych) s¹ nastêpuj¹ce:

WielkoϾ mieszkania Studio 1Br 1Br

Liczba mieszkañców* 1 1 2

* Obowi¹zuj¹ limity

Maksymalny roczny dochód** $36,550 $36,550 $41,750

** Wysokoœæ ta mo¿e ulec zmianie

Czynsz w wysokoœci oko³o 30% miesiêcznego dochodu brutto opiera siê na wytycznych programu Sec. 8. W czynsz wliczony jest gaz. Najemca bêdzie odpowiedzialny za miesiêczne op³aty za elektrycznoœæ, szacowane na oko³o $33 za studio i $38 za mieszkanie jednosypialniowe. G³ówny lokator w momencie sk³adania wniosku musi mieæ ukoñczone 62 lata. Wnioskodawcy, aby siê zakwalifikowaæ, musz¹ spe³niaæ powy¿sze wymogi oraz dodatkowe kryteria programowe. Przes³ane poczt¹ wnioski wezm¹ udzia³ w loterii i zostan¹ umieszczone na liœcie oczekuj¹cych. Wszyscy kandydaci zostan¹ powiadomieni na piœmie o swoim numerze na liœcie. W miarê zwalniania siê mieszkañ bêd¹ rozpatrywane kolejne wnioski z listy oczekuj¹cych. Prosimy o przes³anie tylko jednego (1) wniosku na rodzinê w podanym terminie, w przeciwnym wypadku wniosek zostanie przesuniêty na koniec listy. Proœbê o wys³anie wniosku mo¿na sk³adaæ wysy³aj¹c list na adres: Dupont St. Senior HDFC c / o North Brooklyn Development Corp. 148-150 Huron St., Brooklyn, NY 11222. Prosimy o do³¹czenie koperty zwrotnej z w³asnym adresem. Aplikacje s¹ bezp³atne. Nie ma op³at za poœrednictwo. W dniach 15 i 29 kwietnia o godz. 16:00 w domu seniora przy 80 Dupont St. na Greenpoincie, zostan¹ zorganizowane spotkania, podczas których osoby sk³adaj¹ce wnioski otrzymaj¹ pomoc w ich wype³nieniu. Interesanci musz¹ przynieœæ SS i roczny dochód.

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

sta³a wspó³praca

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Andrzej Józef D¹browski, Agata Galanis, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Katarzyna Zió³kowska

dyrektor artystyczny

korespondenci z Polski

KURIER P L U S

P O L I S H

W E E K L Y

M A G A Z I N E

redaktor naczelny Marek Rygielski

Jan Ró¿y³³o

fotografia

Kurier Plus, Inc. Adres: 145 Java Street

wydawcy

Tel: (718) 389-3018 (718) 389-0134 Fax: (718) 389-3140 E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Zosia ¯eleska-Bobrowski John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Brooklyn, NY 11222

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

4

www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Z perspektywy Dobrego £otra G d y przyszli na miejsce z w a n e „Czaszk¹”, ukrzy¿owali tam KS. RYSZARD KOPER Jego i z³oWWW.RYSZARDKOPER.COM.PL czyñców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Jezus mówi³: „Ojcze przebacz im, bo nie wiedz¹, co czyni¹”. A oni rozdzielili miêdzy sob¹ jego szaty. By³o oko³o godziny szóstej i mrok ogarn¹³ ca³¹ ziemiê a¿ do godziny dziewi¹tej. S³oñce siê zaæmi³o i zas³ona przybytku rozdar³a siê przez œrodek. Wtedy Jezus zawo³a³ donoœnym g³osem: „Ojcze, w Twoje rêce powierzam ducha mego”. Po tych s³owach wyzion¹³ ducha. Na widok tego, co siê dzia³o, setnik odda³ chwa³ê Bogu mówi¹c: „Istotnie, cz³owiek ten by³ sprawiedliwy”. Wszystkie te¿ t³umy, które zbieg³y siê na to widowisko, gdy zobaczy³y, co siê dzia³o, powraca³y bij¹c siê w piersi. £k 23, 33-34, 44-48

tego pewien. Ludzie myœleli, ¿e jest to moje wielkie wyznanie wiary w Jezusa. S¹dzili, ¿e w tym krótkim czasie dowiedzia³em siê, co On g³osi³ swoim wyznawcom, jakich wielkich dzie³ dokonywa³. Ale to w ogóle tak nie by³o. Przeczytaj uwa¿nie s³owa £ukasza i zobaczysz, jak by³o naprawdê. To nie by³ akt wiary. To by³a tylko odrobina przyzwoitoœci. To jednak otwar³o dla mnie bramy raju”.

J

est to oczywiœcie fikcja literacka, pe³n¹ prawdê o wydarzeniach na Golgocie odnajdujemy na kartach Ewangelii. W wersji ewangelicznej jest jednak miejsce na aspekt tego wydarzenia uwypuklony przez Petera Steinfelsa: „By³a tylko

rozœcielane przed Jezusem: „Gdy jecha³, rozk³adali swoje p³aszcze na drodze”. P³aszcz to by³a bardzo cenna i konkretna rzecz w czasach Jezusa. Dla wielu p³aszcz by³ najcenniejsz¹ rzecz¹ jak¹ posiadali. Wiêkszoœæ z nich mia³a tylko jeden, który by³ stale cerowany. Dla najbiedniejszych z biednych p³aszcz by³ czymœ wiêcej ni¿ tylko ubraniem: to by³o ich schronienie, ich dom. P³aszcze na drodze przejazdu Jezusa mo¿emy odczytywaæ symbolicznie. Ci ludzie sk³adali u stóp Jezusa to co mieli najcenniejszego. Do takiej postawy mo¿na odnieœæ s³owa z Listu œw. Paw³a do Filipian z drugiego czytania: „Chrystus Jezus, istniej¹c w postaci Bo¿ej, nie skorzysta³ ze sposobnoœci, aby na rów-

W

ielokrotnie nagradzany pisarz religijny i reporter Peter Steinfels w eseju Commonweal tak wyobra¿a sobie zwierzenia Dobrego £otra, który obok Chrystusa kona³ na Golgocie: „£ukasz móg³ trochê poprawiæ gramatykê i styl mojej wypowiedzi. Niemniej jednak, moja historia zosta³a przedstawiona poprawnie. Wisz¹c na krzy¿u zaledwie kilka minut wydawa³o mi siê, ¿e minê³y wieki do momentu mojej œmierci. Nadal jednak czujê siê nieswojo z powodu niezrozumienia tego co siê wydarzy³o na Golgocie. Nie mówi¹c o wszystkich legendach zwi¹zanych z moimi piêtnastoma sekundami s³awy. Przechodz¹c do historii jako ‘Dobry ³otr” by³em przez wielu wybielany, a ja naprawdê by³em z³ym ³otrem, rzezimieszkiem i bandyt¹, okrada³em i mordowa³em. Nasz kraj by³ okupowany, a zatem jako rewolucjonista i wyzwoliciel usprawiedliwia³em wszelk¹ swoj¹ pod³oœæ. A teraz wyobraŸcie sobie scenê na Golgocie. Jesteœmy katowani, wyœmiewani, parali¿owani bólem z trudem chwytamy oddech. Ludzie najbardziej szydz¹ z tego skazañca w œrodku. Wygl¹da na to, ¿e nazwa³ siebie mesjaszem, wybawc¹, królem ¿ydowskim, czy kimœ tam jeszcze. Umieœcili nad Jego g³ow¹ napis ‘Król ¿ydowski” i szyderczo wo³ali, aby udowodni³ czynem, ¿e jest Mesjaszem, królem ¿ydowskim. Do tego ur¹gania do³¹czy³ siê mój kolega, drugi ³otr. Mówi¹c prawdê, nigdy nie s³ysza³em o Jezusie. Musia³ on jednak wywo³aæ du¿e zamieszanie, mieæ zwolenników i staæ siê zagro¿eniem dla w³adz. Dlatego skrwawiony w mêkach kona³ miêdzy nami. Poza tym nic wiêcej nie wiedzia³em… Kiedy t³um gapiów, ¿o³nierze a tak¿e mój towarzysz zbrodni drwili z tego umieraj¹cego mê¿czyzny, ja chcia³em lepiej wykorzystaæ ostanie minuty mojego ¿ycia, a na pewno drwiny by mi w tym nie pomog³y. Powiedzia³em wtedy: ‘Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Pomyœla³em wtedy, ¿e to Go mo¿e pocieszy, zmniejszy ból i rozpacz. Chocia¿ nie by³em tak do koñca

rzeczy cenimy w ¿yciu. Dla wielu najcenniejsza mo¿e byæ praca, stabilnoœæ materialna, rozwijanie talentów, rodzina, s³awa, podró¿e itd. Wyszukiwarce internetowej zada³em pytanie: „Co w twoim ¿yciu jest najwa¿niejsze?” Odpowiedzi by³y ró¿ne, ale najczêœciej wymieniano takie wartoœci jak mi³oœæ, zdrowie, przyjaŸñ, Bóg, rodzina, bezpieczeñstwo. Prawie wszystkie wartoœci duchowe stawiane s¹ na pierwszym miejscu. Co to znaczy rzuciæ je pod stopy Jezusa? Z pewnoœci¹ nie jest to rezygnacja z wartoœci, ale powierzenie ich Chrystusowi, aby je opromieni³ swoj¹ mi³oœci¹, m¹droœci¹ i moc¹. Wtedy te wartoœci nabieraj¹ innego, g³êbszego znaczenia wymiaru wiecznoœci. Ot chocia¿by mi³oœæ. Rzucona p³aszczem przed Jezusa stanie siê najpe³niejsz¹ mi³oœci¹ modl¹c¹ siê z krzy¿a Golgoty za swoich oprawców. Tak jest z innymi wa¿nymi wartoœciami w naszym ¿yciu. Podniesione do miary Chrystusowej staj¹ siê mo¿e trudniejsze, bardziej wymagaj¹ce, ale daj¹ poczucie pe³ni i spe³nienia nie tylko w wymiarze ziemskim, ale przede wszystkim w wymiarze wiecznym.

N

odrobina przyzwoitoœci. To jednak otwar³o dla mnie bramy raju”. Ten akt zwyk³ej „przyzwoitoœci” sta³ siê œwiat³em Bo¿ego mi³osierdzia poœród ciemnoœci cierpienia i œmierci, nienawiœci i zaœlepienia. Aktem, który otwiera bramy raju. „Dobry ³otr” zajmuje szczególne miejsce w Ewangelii œw. £ukasza. Nale¿y do ubogich, zmarginalizowanych, lekcewa¿onych ludzi, którzy jednak maj¹ otwarte serca, aby rozpoznaæ obecn¹ wœród nich mi³oœæ i mi³osierdzie Boga. Ufaj¹c mi³osierdziu bo¿emu nawraca siê i podejmuje dzie³o pojednania z Bogiem i ludŸmi, staj¹c siê sol¹ ziemi i œwiat³em œwiata. Wyznaje wiarê, ¿e raj to nie tylko sprawa przysz³oœci, ale jest on ukryty w teraŸniejszoœci. Jezus obiecuje mu „dziœ bêdziesz ze mn¹ w raju”. Bramy raju otwieramy ju¿ ty na ziemi przez „odrobinê przyzwoitoœci”. Dope³nienie tej postawy odnajdujemy w opisie uroczystego wjazdu Jezusa do Jerozolimy.

Z

anim rozegra³a siê scena na Golgocie Jezus uroczyœcie wje¿d¿a³ do Jerozolimy. Ludzie rzucali palmy i p³aszcze. W przeciwieñstwie do relacji Mateusza i Marka, £ukasz Ewangelista nie pisze o t³umach, które rzuca³y ga³¹zki palm na drodze przejazdu Jezusa. Wspomina tylko p³aszcze

ni byæ z Bogiem, lecz ogo³oci³ samego siebie, przyj¹wszy postaæ s³ugi, staj¹c siê podobnym do ludzi. A w zewnêtrznej postaci uznany za cz³owieka, uni¿y³ samego siebie, staj¹c siê pos³usznym a¿ do œmierci – i to œmierci krzy¿owej”.

R

odzi to pytanie, czy jesteœmy w stanie „ogo³ociæ” siê z naszej pychy, dumy, grzesznych przywi¹zañ, zazdroœci itd., aby staæ siê naczyniem Bo¿ej mi³oœci i ¿ycia w naszych w³asnych Jerozolimach, podczas naszej drogi Wielkiego Tygodnia. Lub mo¿na to uj¹æ inaczej, czy jesteœmy w stanie po³o¿yæ przed Jezusem najcenniejsz¹ rzecz w naszym ¿yciu. A ró¿ne

Grupa Pro-Life zaprasza Grupa Pro-Life Œw. M. Kolbe zaprasza do udzia³u w Krucjacie Ró¿añcowej Matki Bo¿ej z Fatimy w Obronie ¯ycia Poczêtego w œrodê, 13 kwietnia, o 12:00 w po³udnie, przed koœcio³em Œw. Antoniego i Alfonsa, Greenpoint. Bêdziemy siê modliæ z transparentami o „Zaniechanie aborcji, eutanazji, ma³¿eñstw tej samej p³ci, Powrót Ameryki do Boga”. Info: brat Jan 347 938 8362

a wzór œw. Teresy od Dzieci¹tka Jezus, módlmy siê do Boga s³owami jej „Aktu ofiarowania siê mi³osiernej mi³oœci”: „Dziêkujê Ci, o mój Bo¿e! za wszystkie ³aski, jakimi mnie obdarzy³eœ, a szczególnie za to, ¿e mnie przeprowadzi³eœ przez próbê cierpienia. W dniu ostatecznym z radoœci¹ bêdê patrzy³a na Ciebie trzymaj¹cego ber³o Krzy¿a; skoro raczy³eœ podzieliæ siê ze mn¹ tym drogocennym Krzy¿em, ufam, ¿e w Niebie bêdê podobna do Ciebie i na moim uwielbionym ciele ujrzê jaœniej¹ce chwa³¹ œwiête stygmaty Twej Mêki. Nie chcê jednak zbieraæ zas³ug, chcê pracowaæ jedynie z Mi³oœci ku Tobie, tylko w tym celu, by sprawiæ Ci radoœæ, pocieszaæ Twoje Najœwiêtsze Serce i ratowaæ dusze, które bêd¹ Ciê kochaæ przez ca³¹ wiecznoœæ. Pod wieczór ¿ycia stanê przed Tob¹ z pustymi rêkoma, bo nie proszê Ciê, Panie, byœ liczy³ moje uczynki. Pragnê wiêc przyodziaæ siê Twoj¹ w³asn¹ Sprawiedliwoœci¹ i jako dar Twojej Mi³oœci otrzymaæ wieczne posiadania Ciebie samego”. m

Katolicki Klub Dyskusyjny Katolicki Klub Dyskusyjny Œw. Jana Paw³a II zaprasza Cz³onków i Sympatyków Klubu na projekcjê filmu „Gurgacz. Kapelan Wyklêtych”. Film portretuje niezwyk³ego ksiêdza, który heroicznie wype³nia swoje kap³añskie powo³anie w najczarniejszych latach instalowania wp³ywów sowieckich w powojennej Polsce. Wierny Bogu, OjczyŸnie i w³asnemu sumieniu. Serdecznie zapraszamy w Niedzielê Palmow¹ 14 kwietnia po Mszy Œw. o godz.12.00. Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Street, Manhattan miêdzy 1 Av i Av A. Metro „6” do Astor Pl, „F” do 2 Av i „L” do 1 Av Info: facebook.com/KKDSJP2, kkdsj p2@gmail.com tel.: 718 820 6290


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

5

W poszukiwaniu programu

Jeszcze pretendenci do prezydenckiego fotela chwytaj¹ siê resztek nadziei, ¿e mo¿e w zaczernionych przez prokuratora generalnego fragmentach raportu tkwi tajemnica spisku. Bêd¹ siê tego trzymaæ, ale dla odbiorców, zwyk³ych ludzi, przysz³ych wyborców, sprawa straci³a na powabie i znaczeniu. Wiêcej nawet, politycy i oddane im media wyœwiadczy³y sobie wzajem niedŸwiedzi¹ przys³ugê, zapewniaj¹c oficjalnie i publicznie o niegodziwym porozumieniu Putina z Trumpem, przysiêgaj¹c, ¿e ju¿ niebawem prezydent i jego najbli¿si wspó³pracownicy pójd¹ do wiêzienia za zdradê. Obecnie media udaj¹, ¿e siê nic nie sta³o, ¿e niczego istotnego przez dwa ostatnie lata nie mówiono. K³amstwa jednak trudno zatuszowaæ, skoro by³o ono codziennie g³oszonym pewnikiem na ustach „postêpowych”. Straci³y wiarygodnoœæ (jeœli j¹ w ogóle mia³y) nawet u tych, którzy im dot¹d wierzyli. Politycy zaœ – nasi przyszli przywódcy, kwiat narodu, wy¿yny intelektualne i drogowskazy moralne – zaczêli gor¹czkowo poszukiwaæ czegoœ zastêpczego, czyli propozycji dla wyborców na przysz³oœæ. Oni te¿ udaj¹, ¿e w minionych dwóch latach niczego nie powiedzieli, choæ zapewne, gdy kampania wyborcza nabierze rumieñców, zostanie im to wypomniane. O co wiêc ludzie tej partii bêd¹ walczyæ, aby poprawiæ nam ¿ycie? Wygl¹da

na to, ¿e wczorajszy zwariowany pomys³ nieodpowiedzialnych osobników staje siê dzisiejsz¹ œwiat³¹ ide¹ przewodni¹ dla ca³ego kraju. Na czele postawiæ mo¿na green new deal, czyli nowy ³ad ekologiczny. Sprawê znan¹ od dziesi¹tków lat odkryto nagle jako œwie¿¹, wspania³¹ ideê. Od dawna spo³eczeñstwa zachodnie czyni¹ kroki w stronê poprawy jakoœci œrodowiska naturalnego. Wiadomo, ¿e mo¿na i nale¿y ku temu zmierzaæ powoli w miarê postêpu technicznego, który pozwoli na zast¹pienie szkodliwych chemicznych substancji mniej groŸnymi dla otoczenia; zale¿y od odkrycia nowych Ÿróde³ energii oraz polegaæ bêdzie na przeorganizowania rozwoju spo³ecznego w taki sposób, aby zminimalizowaæ niszcz¹ce skutki cywilizacji dla przyrody. Fundamentalizm w tej sprawie uczyni³by ogromne szkody. Na drugim miejscu postawi³bym modn¹ teraz sprawê odszkodowañ za niewolnictwo. Kandydaci na prezydenta zgodnie obiecuj¹, i¿ stanie siê ona ich najwy¿szych priorytetem. Kto mia³by p³aciæ, komu i konkretnie za co? Nie wiadomo. Pewne jest, ¿e nie sposób tego ustaliæ. Jest to wiêc bzdura bez praktycznego znaczenia (podobnie jak poprzednia), wygodna, bo mo¿na szastaæ obietnicami bez pokrycia w przysz³oœci. A przy tym musi wystarczyæ wobec braku programu. Poza tym dobrze brzmi w uszach nieoœwieconych wyborców, którzy bêd¹ liczyæ, i¿ dostan¹ od rz¹du jakieœ pieni¹dze, albo ¿e wreszcie przez uderzenie po kieszeni spo³eczeñstwo odpokutuje za grzech niewolnictwa. Na trzecim miejscu znajduj¹ siê demokratyczne wysi³ki zmierzaj¹ce do zmiany konstytucji USA na doraŸnie bardziej korzystn¹ dla siebie, jak kalkuluj¹. Idzie o zniesienie „kolegium elektorskiego” oraz o rozszerzenie sk³adu S¹du Najwy¿szego o liberalnych przedstawicieli jurysprudencji. W pierwszym wypadku: wy-

bory wiêkszoœciowe pomija³yby interesy mniejszych stanów. Jak dawno ju¿ wyliczono, aby w Stanach Zjednoczonych wygraæ zwyczajn¹ wiêkszoœci¹ g³osów, wystarczy³oby zwyciê¿yæ w czterech-piêciu stanach: Kalifornii, Teksasie, Florydzie, Nowym Jorku i powiedzmy w Illinois. Reszta siê nie liczy, nie warto tamtejszych wyborców s³uchaæ, dbaæ o ich interesy. Tak by wygl¹da³o sprawiedliwe g³osowanie… W kwestii drugiej: zakusy na sk³ad sêdziowski to w istocie d¹¿enie do upolitycznienia prawa, a istot¹ s¹du najwy¿szego w Ameryce i w innych krajach jest postawienie tej instytucji ponad doraŸnymi podzia³ami politycznymi. O dalsze miejsca na mojej liœcie walcz¹ inne niedorzeczne pomys³y, jak 70 procent albo i wiêcej podatku dla bogatych. Brzmi to dobrze, jak z opowieœci o Robin Hoodzie, ale faktem jest, ¿e ludzie pracuj¹ dla pieniêdzy. W ZSRR, ani nawet w Kambod¿y, gdzie usi³owano ludzi sk³oniæ do pracy dla idei, nie osi¹gniêto zadowalaj¹cych rezultatów. Mo¿emy wiêc bogatych nie lubiæ, ale musz¹ istnieæ, aby i nam zwyk³ym ludziom ¿y³o siê znoœnie, aby gospodarka by³a konkurencyjna, idee innowacyjne, aby rós³ dochód narodowy, od którego ostatecznie zale¿y nasz dobrobyt. Mo¿e œwietnym pomys³em, który zachwyci miliony wyborców, bêdzie koncepcja otwartej granicy z Meksykiem, rozwi¹zanie stra¿y granicznej ICE i – ewentualnie dodaj¹ co radykalniejsi – zrównanie nielegalnych w prawach z obywatelami USA, ³¹cznie z prawem wyborczym? Mo¿na tu dodaæ projekt ob-

ni¿enia wieku wyborczego do 16 lat. Choæ piwa taki nastolatek kupiæ nawet nie mo¿e, bo za m³ody, ale decydowaæ bêdzie o losach pañstwa. Albo przyznanie g³osu wiêŸniom, których pozbawiono praw obywatelskich za przestêpcze naruszenie norm spo³ecznych, ale na temat przysz³oœci kraju i tego¿ spo³eczeñstwa mogliby siê wypowiadaæ. Chyba tylko „postêpowe” media zachwycaj¹ siê t¹ propozycj¹: dziennikarze i eksperci, którzy j¹ lansuj¹, wychodz¹ na prawdziwych humanistów zatroskanych losem ludzkoœci. Co jeszcze? Zdecydowanie dobrym pomys³em jest sprawa powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, ale w tej dziedzinie ¿adna z partii nie zaproponowa³a jeszcze niczego konkretnego. A przy tym akurat demokraci wydaj¹ siê najmniej powo³ani do takiej radykalnej reformy. Przynajmniej od wprowadzenia „Obamacare”, które napêdzi³o miliony klientów t³ustym firmom ubezpieczeniowym, siedz¹ u nich w kieszeni, trudno wiêc spodziewaæ siê kroku przeciwko interesom tych potê¿nych instytucji finansowych. A najgorszy pomys³ ze wszystkich to sami kandydaci. Jest ich prawie dwudziestka – ludzi ma³ego formatu, bez inicjatywy, bez osobowoœci, bez inteligencji, bez zdolnoœci przywódczych i wizji kraju. Krótko mówi¹c – do niczego. Nic dziwnego, ¿e jedyny powa¿ny polityk, by³y burmistrz Nowego Jorku, Michael Blumberg, nie zdecydowa³ siê na kandydowanie. Po co mia³by przepraszaæ, ¿e jest bia³ym mê¿czyzn¹ i przyklaskiwaæ niedorzecznym pogl¹dom? Miros³aw Solecki

Film i wystawa FOT. JOLANTA SZCZEPKOWSKA

Kandydaci na prezydenta USA z ramienia Partii Demokratycznej zapêdzaj¹ siê w coraz dalsze rejony absurdu. Nadal ich wszystkich podstawowym has³em jest antytrumpizm, ale slogan ów wyblak³ mocno i straci³ na krwistoœci. Rosyjskiej zmowy nie doszukano siê po dwóch latach œledztwa Roberta Muellera i niezale¿nie prowadzonych dochodzeniach – jednym w Izbie Reprezentantów, drugim w Senacie.

Chcê ci powiedzieæ...

Nasza Niedziela Palmowa W Niedzielê Palmow¹ wyjdziemy na ulice naszych zadyszanych miast by zamanifestowaæ nasz¹ wiarê, a mo¿e nawet przywi¹zanie do Boga.

Ojciec PAWE£ BIELECKI

Wyjdziemy z naszych pogubionych domów, z naszego ma³ego komfortu, z naszych egoizmów, z domu naszych narzekañ, z domu naszych os¹dów, ¿eby chocia¿ przez chwilê nie baæ siê byæ cz³owiekiem wiary w przestrzeni publicznej. W Niedzielê Palmow¹ powiemy Bogu, ¿e jest dla nas wa¿ny. W Niedzielê Palmow¹ na procesji potwierdzimy, ¿e jesteœmy chrzeœcijanami, ¿e nie damy siê z³u... a¿ do Wielkiego Pi¹tku... W Niedzielê Palmow¹ palmy przykryj¹ ulice naszych zmagañ, przykryj¹ place wiecznych pytañ: dlaczego, po co, jak? W Niedzielê Palmow¹ opowiemy innym, ¿e spotkaliœmy Jezusa, którego szukaliœmy ca³e ¿ycie ale entuzjazmu wystarczy³o nam tylko do Wielkiego Pi¹tku... W Niedzielê Palmow¹ wys³uchamy kazania, byæ mo¿e nawet bez pospiesz-

nego patrzenia na zegarek bo i tak czas nie nale¿y do nas, ale do Tego, który wje¿dza do Jerozolimy na osio³ku. W Niedzielê Palmow¹ przyznamy siê do tego, ¿e czasami nasze ¿ycie chrzescijañskie jest w sumie ma³o chrzeœcijañskie bo na nic ju¿ nie mamy czasu. Poœpiech zabra³ nam nawet nasze spotkania z Bogiem, Który jest PANEM CZASU. W Niedzielê Palmow¹ zostajesz Ty i Ja z Bogiem, który mówi nam, ¿e chce byæ z nami a¿ do koñca... bo nas zwyczajnie kocha, nie ze wzglêdu na brak wa¿niejszych spraw na g³owie ale ze wzglêdu na to, ¿e nas stworzy³, urodzi³ siê dla nas w Betlejem, a teraz oddaje za nas ¯YCIE... byœmy mieli ¿ycie w sobie... Trzymaj siê dzielnie kimkolwiek jesteœ Drogi Czytelniku!

í 13 wspó³pracowa³ z ¯egot¹ i pomóg³ uratowaæ oko³o 500 ¯ydów. Inny pisarz Igor Newerly wspó³pracowa³ z Januszem Korczakiem wychowawc¹ ¿ydowskich sierot i wielu, wielu innych. Po latach zapomnienia s³awna sta³a siê dramatyczna historia wiejskiej rodziny Ulmów z Markowej. Józef i jego ciê¿arna ¿ona Wiktoria, oraz ich szeœcioro dzieci zosta³o zamordowanych w marcu 1944 za ukrywanie dwóch rodzin ¿ydowskich, które tak¿e zginê³y. Oddzielnego omówienia wymaga³aby historia Rady Pomocy ¯ydom ¯egota i zaanga¿owanie w jej pracê Zofii Kossak Szczuckiej i Ireny Sendlerowej. Ktoœ z goœci wieczoru powiedzia³, ¿e film i wystawê powinni zobaczyæ przede

wszystkim Amerykanie. Zapewne, ale my te¿ mamy bardzo powierzchown¹ wiedzê w tej dziedzinie. Wyk³ad profesora ¯aryna i wystawa pozwala j¹ poszerzyæ. Temat jest wa¿ny, bo na œwiecie od lat uprawiana jest, czêsto skuteczna, jak przekonujemy siê niemal codziennie, polityka historyczna próbuj¹ca przenieœæ odpowiedzialnoœæ za œmieræ ¯ydów podczas drugiej wojny z Niemców na Polaków. St¹d m.in uporczywie u¿ywane w prasie zagranicznej okreœlenia „polskie obozy œmierci”. Wystawê o Polakach ratuj¹cych ¯ydów mo¿na ogl¹daæ w Galerii Kuriera do 10 maja. Planujemy te¿ powtórzenie projekcji filmu. O terminie poinformujemy. Zofia K³opotowska


6

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

Widziane z Providence…

Strajk i kampania wyborcza

KAZIMIERZ WIERZBICKI

„Odrzucanie propozycji rz¹du w sprawie oœwiaty przez ZNP œwiadczy o tym, ¿e do strajku nauczycieli mia³o po prostu dojœæ; strajk by³ zaplanowany w strategii wyborczej opozycji.” Jacek Sasin

Rozmowy rz¹du ze Zwi¹zkiem Nauczycielstwa Polskiego nie doprowadzi³y do kompromisu. Rz¹d zaproponowa³ nauczycielom „bardzo wyraŸny wzrost pensji” w ci¹gu najbli¿szych czterech lat. W bie¿¹cym roku wzrost ten mia³by osi¹gn¹æ 15 procent. Warunki te zaakceptowa³a nauczycielska „Solidarnoœæ”, która podpisa³a z przedstawicielami w³adz odpowiednie porozumienie. ZNP i inni zwi¹zkowcy, którzy ¿¹daj¹ natychmiastowej podwy¿ki w wysokoœci 1000 z³, opowiedzieli siê za strajkiem, który rozpocz¹³ siê w poniedzia³ek. Kierownictwo ZNP og³osi³o, ¿e w strajku bierze udzia³ ok. 74 procent szkó³ i placówek wychowawczych. Ministerstwo Oœwiaty twierdzi natomiast, ¿e protest obj¹³ nieco mniej ni¿ po³owê szkó³. Doradca prezydenta prof. Andrzej Zybertowicz oœwiadczy³: „Ca³e przedsiêwziêcie ma wyraŸnie charakter polityczny. Czêœæ nauczycieli zdaje sobie sprawê, ¿e s¹ przedmiotem manipulacji, czêœæ nie. Wystarczy przyjrzeæ siê wczeœniejszym zachowaniom przewodnicz¹cego ZNP, zobaczyæ, jak media krytykuj¹ce w³adzê

staraj¹ siê przedstawiæ sprawê. To próba wykorzystania konfliktu z jedn¹ grup¹ zawodow¹ do celów politycznych, w której nauczyciele s¹ miêsem armatnim.” Najwiêksze obawy wzbudza³a sprawa egzaminów gimnazjalnych, których pocz¹tek wyznaczono na 10 kwietnia. W œrodê Centralna Komisja Egzaminacyjna poda³a, ¿e egzaminy odbywaj¹ siê w wiêkszoœci szkó³. By³o to mo¿liwe dziêki kilku tysi¹com ochotników, którzy zg³osili siê do pomocy przy egzaminach. Jednoczeœnie premier Morawiecki wysun¹³ propozycjê zorganizowania obrad okr¹g³ego sto³u w celu przedyskutowania problemów oœwiaty. W rozmowach wzieliby udzia³ nauczyciele, przedstawiciele rz¹du, specjaliœci w dziedzinie oœwiaty i wychowania oraz rodzice. * 7-go kwietnia odby³a siê w Gdañsku konwencja regionalna Koalicji Europejskiej. Tematem przewodnim spotkania by³ strajk nauczycieli. Sugerowano, ¿e polityka rz¹du wobec pedagogów opiera siê na „arogancji, wyszydzaniu, obra¿aniu i zastraszaniu”. Poruszaj¹cy ten temat S³awomir Neumann, wykorzysta³ okazjê, by podj¹æ sprawê konfliktu, jaki ma miejsce w zwi¹zku ze zbli¿aj¹cymi siê obchodami rocznicy wyborów czerwcowych 1989 r. Chodzi o budz¹c¹ wiele emocji decyzjê wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha, na mocy której Karol Guzikiewicz, radny sejmiku z PiS, reprezentuj¹cy „Solidarnoœæ” Stoczni Gdañskiej, uzyska³ zgodê na cykliczne zgromadzenia publiczne na placu Solidarnoœci w Gdañsku i okolicach przez piêæ dni w roku: 10 kwietnia, 3 maja, 4 czerwca, 14 sierpnia, 11 listopada. Wojewoda Drelich (PiS)

Tydzieñ na kolanie Poniedzia³ek A propos modnisiów, ci¹gn¹cych fejm (w t³umaczeniu z internetowego s³awê) przy okazji dzia³añ charytatywnych, napisa³ zgrabny tekœcik publicysta tygodnika „W Sieci” Wojciech Stanis³awski, na goœcinnych ³amach „Nowej Konfederacji” (który to periodyk nieustaj¹co polecam): „Jeden adoptowa³ psa – super! – i musi to og³osiæ ca³emu œwiatu. Drugi kupi³ bezdomnemu zupê i nie spocznie, dopóki nie wrzuci na Insta zdjêcia paragonu z baru mlecznego. Jedna brzydzi siê analfabetami, druga wp³aci³a na uchodŸców. A co dopiero, kiedy mo¿na kosztem jednego klikniêcia poprzeæ obronê lub wyr¹b lasów, jedn¹ ze stron w pylistej wojnie, tocz¹cej siê nad innym oceanem, zdrow¹ ¿ywnoœæ lub zdrowe moralnie ¿ycie? Miêdzy nakazem nie b¹dŸ obojêtnym a pokus¹ zademonstrowania swojej szlachetnoœci rozci¹gaj¹ siê ¿yzne pola, na których wschodz¹ nalepki, nak³adki na zdjêcia profilowe, wst¹¿eczki dwu- i wielobarwne. I chocia¿ pokusê tê za³atwi³o na dobr¹ sprawê jedno zdanie sprzed dwóch tysiêcy lat (Kiedy poœcicie, nie b¹dŸcie posêpni jak ob³udnicy) – co robiæ: akurat tego jednego zdania najwyraŸniej nikt nie przeczyta³”. Lubiê frazê Wojciecha: nie doœæ, ¿e pisze pysznie, to jeszcze trafia w sedno. Wtorek Stefan Tompson, jak sam o sobie pisze, „dziecko trzeciej kultury, Polak-Po³u-

dniowoafrykañczyk wychowany w Londynie we francuskich szko³ach”, zakochany w Polsce i od czasu do czasu nadaj¹cy na YouTube. Udziela siê w mediach spo³ecznoœciowych, bo to daje mo¿liwoœæ dotarcia do ludzi przy zachowaniu niezale¿noœci. Przy okazji, polecam œledzenie tego Pana. No wiêc Tompson, na Twitterze, napisa³ niby oczywist¹ oczywistoœæ, ale czêsto nam umykaj¹c¹, gdy myœlimy o Polsce. Oto owe myœli: „W Polsce wyrasta pierwsze pokolenie, które realnie odziedziczy jakiekolwiek dobra materialne i finansowe po swoich rodzicach. Po latach zaborów i sukcesywnych okupacjach wreszcie odbudowujemy nasz kraj. W³asnoœæ prywatna oraz dziedzictwo to fundamenty wolnego spo³eczeñstwa. Od 200 lat Polacy dziedziczyli dobra intelektualne, czyli jêzyk, kulturê i to¿samoœæ narodow¹. Teraz wreszcie odziedziczymy tak¿e to co uda³o siê zbudowaæ od upadku komuny. To, ¿e tyle osi¹gnêliœmy jako naród w trudnych warunkach nape³nia mnie wielkim optymizmem na przysz³oœæ.” Trafne. Czasami nie doceniamy tego, co my Polacy, mamy. 30 lat kulawej, bo kulawej suwerennoœci Trzeciej Rzeczypospolitej to czas krzepniêcia, ju¿ d³u¿szy ni¿ II RP. Po ³¹cznie ponad dwustu latach, gdzie w Warszawie na przemian rz¹dzili Rosjanie (z Sowieciarzami w³¹cznie) i Niemcy, to doœæ wa¿ne doœwiadczenie. Bo nasi s¹siedzi grabili i ³upili nad Wis³¹, co mogli. Ju¿ nie trzeba siê cofaæ do czasów zaborów (kiedy po-

zarezerwowa³ plac w tych dniach na trzy lata. Decyzja ta pokrzy¿owa³a plany samorz¹dowców, którzy 4 czerwca zaplanowali w Gdañsku obchody 30-ej rocznicy czêœciowo wolnych wyborów z 1989 r. W trakcie konwencji przedstawiono kandydatów KE w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wœród kandydatów jest tak¿e Magdalena Adamowicz, wdowa po zamordowanym w styczniu prezydencie Gdañska. Ostatnie sonda¿e wskazuj¹, ¿e ma ona spor¹ przewagê nad Jaros³awem Wa³ês¹, synem by³ego prezydenta. Równie¿ w Gdañsku odby³a siê 30 marca konwencja przedwyborcza PiS. W swoim przemówieniu Jaros³aw Kaczyñski odniós³ siê do sprawy wprowadzania restrykcji w internecie przez Uniê Europejsk¹. Prezes PiS zaznaczy³: „Ostatnio w Parlamencie Europejskim zapad³a decyzja, która godzi w wolnoœæ. PO nie tak dawno mówi³a, ¿e s¹ przeciwni ACTA2, a w istocie by³a za, a to z demokracj¹ i wolnoœci¹ nie ma nic wspólnego”. Natomiast Mateusz Morawiecki postawi³ pytanie: „Dlaczego przyjêto w Brukseli prawo, które ogranicza wolnoœæ, gdy tymczasem Europa nie mo¿e poradziæ sobie z przestêpcami podatkowymi? Chcemy wnieœæ do Europy nasze umiejêtnoœci. Obiecujê wszystkim internautom, ¿e bêdziemy walczyæ o wolnoœæ w internecie, to dla nas niezbywalne prawo”. Kolejna konwencja regionalna PiS, tym razem poœwiêcona sprawom rolników, odby³a siê w Kadzidle k. Ostro³êki. Jaros³aw Kaczyñski przypomnia³, ¿e o zwyciêstwie jego partii w ostatnich wyborach sejmowych przes¹dzili wyborcy wiejscy. Sukces ten partia rz¹dz¹ca zamierza powtórzyæ. Pierwszym etapem na drodze do kolejnego zwyciêstwa maj¹ byæ wybory do Parlamentu Europejskiego.

Premier Morawiecki stwierdzi³, ¿e obecnie 80 procent dop³at bezpoœrednich trafia do gospodarstw najwiêkszych, a zaledwie 20 proc. do ma³ych. PiS zamierza to zmieniæ, bo „ma³ym nale¿y siê wiêcej”. Szef rz¹du zaznaczy³: „Chcê powiedzieæ, ¿e wywalczymy wiêcej. Ale to nie wszystko. Chodzi te¿ o program rozwoju obszarów wiejskich. Bêdziemy zabiegaæ o to, by Polska dosta³a najwiêcej ze wszystkich pañstw w ramach programu”. Jaros³aw Kaczyñski zapowiedzia³ konkretne wsparcie dla hodowców zwierz¹t: „Najmniej 100 z³otych od jednego tucznika i 500 z³ od jednej krowy, ale mo¿e byæ wiêcej”. Ostatnie deklaracje PiS i obozu rz¹dowego wyraŸnie pokazuj¹, ¿e stronnictwo Kaczyñskiego jest w ofensywie. Rozszerzenie programu 500+ na ka¿de dziecko, 13-ta emerytura dla seniorów zwana „jarkowym” oraz wspomniany wy¿ej program dla rolnictwa to posuniêcia, które nie s¹ bez znaczenia w sytuacji nadchodz¹cych wyborów. S¹ to atuty, których opozycja nie posiada. PO i jej sojusznicy maj¹ jako naczelne zadanie odsuniêcie PiS od w³adzy. W sprawach spo³eczno-bytowych nie mog¹ nic zaproponowaæ. Ponadto Zjednoczona Prawica jest du¿o bardziej zdyscyplinowana i jednolita ideowo. Utworzona przez opozycjê Koalicja Europejska jest w gorszej sytuacji. Ugrupowania wchodz¹ce w jej sk³ad ró¿ni¹ siê miêdzy sob¹ w wielu kwestiach. Je¿eli Nowoczesna popiera zwi¹zki jednop³ciowe a PO jest sk³onna rozwa¿yæ ich legalizacjê, to PSL jest bardzo od tego dalekie. Wiele zale¿y od wyniku unijnych wyborów. Je¿eli KE przegra ró¿nic¹ nawet 2 – 3 procent to szanse na jej przetrwanie do wyborów sejmowych bêd¹ niewielkie. m

datki warszawiaków sz³y na petersburskie bulwary), wystarczy XX wiek. Gdy Niemcy zajêli Warszawê w czasie I wojny œwiatowej, zaraz zabrali siê – to z rzeczy mniejszych – za koœcielne dzwony i latarnie, bo wszystko mia³o s³u¿yæ niemieckiej armii. O niemieckiej barbarii i rabunku z czasów II wojny œwiatowej, wiemy a¿ nadto dobrze. Niech symbolem bêdzie 45 tysiêcy wagonów wszelakich dóbr materialnych wywiezionych do Reichu z tl¹cej siê, po upadku Powstania Warszawskiego, stolicy. Niemiaszki, jak zwykle precyzyjni w swych dzia³aniach, bez trudu zape³nili tysi¹æ sk³adów kolejowych, choæ prywatnego rabunku by³o pewnie jeszcze wiêcej. Niemcy wywozili wszystko, co przedstawia³o jak¹kolwiek wartoœæ, nie tylko surowce czy wyposa¿enie fabryk, które mog³y mieæ znaczenie dla prowadzonej przez nich wojny. Szczególnie chêtnie rabowali oczywiœcie przedmioty zbytku, futra, dywany i tym podobne. „W zachowanym wykazie przedmiotów wywo¿onych z jednego magazynu figuruj¹: bielizna sto³owa, suknie balowe, fraki. Z³oto i kosztownoœci rabowano nie tylko mieszkañcom pêdzonym z Warszawy, o czym zaœwiadcza wiele pamiêtników, ale te¿ przeszukiwano piwnice oraz ludzi pomordowanych”. Prawie pó³ wieku sowieckiej przyjaŸni tak¿e materialnie Polski nie wzbogaci³o. Teraz wreszcie nastêpuje powolna kumulacja rodzimego kapita³u (o ile nie jest w posiadaniu modnych oikofobów i jaœnie oœwieconych tzw. Europejczyków, gotowych w ka¿dej chwili spyliæ do raju podatkowego na Cyprze czy innych Bermudach). Co prawda, do takich Szwe-

dów, gdzie kumulacja w spokoju bez wojen trwa ju¿ pi¹te pokolenie, oczywiœcie daleko, ale cierpliwoœci. Nie spieprzmy tego. Polsce potrzeba jeszcze z 25-30 lat rozwoju gospodarczego na tym poziomie, abyœmy mogli pokonaæ przekleñstwo Mapy i staæ siê na tyle silnymi, aby poskromiæ myœli przyjació³ z Niemiec i Rosji o dominacji, „bliskiej zagranicy” czy jakichœ formach kondominium. Œroda œwitem Wczoraj kwartalnik filozoficzny „Kronos” przypomnia³ na swojej stronie na Facebooku – co samo w sobie, jest nawet zabawne: zderzenie ponadczasowoœci i prawd wiecznych z szybkoœci¹ i przemijaniem internetowego klika – ¿e Charles Baudelaire urodzi³ siê 9 kwietnia 1821 r. a „dziœ ten dandys, birbant, narkoman, praojciec nowoczesnej poezji koñczy³by 198 lat.” I s³awetny cytat: „Trzeba byæ wci¹¿ pijanym. To ca³y sekret; w tym tkwi wszystko. ¯eby nie czuæ straszliwego ciê¿aru Czasu, który mia¿d¿y wam barki i zgina grzbiet ku ziemi, musicie wci¹¿ siê upijaæ. Czym? Winem, poezj¹ albo cnot¹, wedle upodobania.” (Baudelaire, Paryski spleen). Birbant, narkoman, „Ojciec Za³o¿yciel” poetów przeklêtych, mia³ te¿ – o czym nie wspominaj¹ koledzy z „Kronosu” – wielkie poczucie metafizyki i zmys³ religijny. Za m³odych lat cz³owiek wola³ „upijaæ siê” winem i poezj¹, gdy przychodzi refleksja z wiekiem, coraz wyraŸniej widaæ, ¿e i Cnota jest warta upijania siê, a jak¿e bardziej trwa³a od dwóch poprzednich elementów wymienianych przez Baudelaire’a.

Jeremi Zaborowski


7

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

89-letnia pani dostaje ponad $1,000,000.00 W sprawach wypadkowych jednym z g³ównych czynników wp³ywaj¹cych na wysokoœæ odszkodowania jest wiek osoby poszkodowanej. Nie oznacza to, ¿e starsze osoby nie zas³uguj¹ na nale¿yte odszkodowanie. Wrêcz przeciwnie, w dzisiejszym artykule przedstawiê historiê pewnej starszej pani, która do ostatniego dnia musia³a walczyæ w s¹dzie o godziwe odszkodowanie. Do zdarzenia dosz³o na górnym Manhattanie. Osiemdziesiêciodziewiêcioletnia kobieta przewróci³a siê podczas remontu prowadzonego w jej mieszkaniu, po tym jak potknê³a siê o p³achtê malarsk¹. Kobieta z³ama³a biodro i musia³a zostaæ natychmiast przewieziona do szpitala. Lekarze zrobili przeœwietlenia, na podstawie których stwierdzili potrzebê wykonania operacji. Konieczna by³a wymiana ca³ego stawu biodrowego. Poszkodowana musia³a spêdziæ tydzieñ w szpitalu pod opiek¹ specjalistów. Po powrocie do domu przez d³ugi czas chodzi³a na fizykoterapiê, gdzie wykonywa³a æwiczenia oddechowe i gimnastykê, polegaj¹c¹ na napinaniu miêœni ³ydek. Pomimo to, twierdzi³a, ¿e po wypadku nie mo¿e siê ju¿ samodzielnie poruszaæ i prawie nie wychodzi z domu. Poszkodowana pozwa³a w³aœciciela i zarz¹dcê budynku oraz firmê remontow¹

o odszkodowania za doznane obra¿enia oraz ból i cierpienie. W³aœciciel i zarz¹dca byli potencjalnie odpowiedzialni za wypadek, poniewa¿ to w³aœciciel zleci³ wykonanie pewnych prac remontowych, a pracownicy zarz¹dcy wczeœniej przygotowywali mieszkanie do remontu. W znacznym stopniu do wypadku przyczynili siê równie¿ pracownicy firmy remontowej. To oni bowiem rozwiesili i przymocowali p³achty do sufitu, tak ¿e ich koñcówki nawarstwia³y siê i niedbale le¿a³y na pod³odze. W³aœnie o tak¹ czêœæ pogniecionej p³achty potknê³a siê poszkodowana. Z kolei pozwani zgodnie twierdzili, ¿e poszkodowana potknê³a siê o dywan, a nie o p³achtê. Obydwie strony przedstawia³y dwie nie pokrywaj¹ce siê wersje zdarzenia, w zwi¹zku z czym sprawa trafi³a do procesu. Poszkodowana zaprzeczy³a, aby potknê³a siê o dywan. Na œwiadków wezwa³a tak¿e swoj¹ córkê i ziêcia, którzy równie¿ byli w mieszkaniu podczas wypadku. Obydwoje potwierdzili wersjê poszkodowanej. Poszkodowana usi³owa³a tak¿e udowodniæ, ¿e pozwani nie dochowali nienale¿ytej starannoœci i stworzyli niebezpieczne warunki, co w efekcie by³o bezpoœredni¹ przyczyn¹ jej wypadku. Pozwani w dalszym ci¹gu utrzymywali, ¿e poszkodowana potknê³a siê o zawiniêty dywan. Jednak¿e notatki medyczne ze szpitala potwierdza³y wersjê poszkodo-

wanej. Mo¿na by³o z nich wyczytaæ, ¿e poszkodowana od razu mówi³a lekarzom, ¿e potknê³a siê o p³achtê malarsk¹. Pozwana firma remontowa na œwiadka wezwa³a jednak swego kierownika. Mê¿czyzna zezna³, ¿e na w³asne oczy widzia³ jak poszkodowana potknê³a siê o dywan, który zosta³ wczeœniej zwiniêty przez pracowników budynku. Tym sposobem, pozwany wykonawca próbowa³ wykazaæ, ¿e wy³¹cznie w³aœciciel i zarz¹dca budynku powinni ponieœæ odpowiedzialnoœæ za wypadek poszkodowanej. Po szeœciodniowym procesie ³awa Jeœli Pañstwo sami stali siê ofiar¹ wypadku, lub znaj¹ kogoœ kto ma problem ze swoim wypadkiem, to zapraszamy do bezp³atnej konsultacji prawnej pod numerem telefonu 212 - 514 - 5100, emailowo pod adresem swp@plattalaw.com, lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Mo¿ecie Pañstwo równie¿ zadaæ nam pytania bezpoœrednio na stronie internetowej (www.plattalaw.com) u¿ywaj¹c emaila lub czatu który jest dostêpny dla Pañstwa 24 godziny na dobê. Zawsze udzielimy Pañstwu bezp³atnej porady w ka¿dej sprawie w której bêdziemy mogli Pañstwa reprezentowaæ. Na naszej stronie internetowej mog¹ Pañstwo (po lewej jej stronie) sami

przysiêg³ych wyda³a werdykt, orzekaj¹c, ¿e wszyscy pozwani byli winni. £awnicy przys¹dzili firmie remontowej 40 procent odpowiedzialnoœci, przydzielaj¹c pozosta³e 60 procent w³aœcicielowi i zarz¹dcy budynku. Poszkodowana ¿¹da³a 900,000 doplarów odszkodowania, ale otrzyma³a jeszcze wiêksz¹ kwotê. £awa przysiêg³ych przyzna³a starszej pani odszkodowanie w wysokoœci 1,050,000, w tym $450,000 za doznane obra¿enia oraz $600,000 za przysz³y ból i cierpienie. m sprawdziæ status swojej sprawy s¹dowej (prowadzonej nawet przez inn¹ kancelariê), po wpisaniu numeru akt s¹dowych (index number) swojej sprawy w istniej¹ce tam pole. Ta czêœæ strony jest skonfigurowana bezpoœrednio z oficjalnym systemem s¹dowym stanu Nowy Jork, dziêki czemu wiadomoœci jakie uzyskaj¹ tam Pañstwo na temat swoich spraw s¹ oficjalnymi danymi s¹dowymi. Gdyby z jakiegokolwiek technicznego powodu nie uda³o siê Pañstwu odnaleŸæ swojej sprawy w tym systemie, to z przyjemnoœci¹ pomo¿emy j¹ odnaleŸæ telefonicznie.

The Platta Law Firm, PLLC 42 Broadway, Suite 1927, NY, NY 10004 www.plattalaw.com tel. 212 - 514 - 5100

Histeria przedwyjazdowa JAN LATUS

To ju¿ mój trzeci tydzieñ w Nowym Jorku. Za kilka dni bêdê wraca³ i ju¿ siê z tego powodu smucê.

Kto by pomyœla³, ¿e nast¹pi takie kompletne odwrócenie sytuacji. Przecie¿ gdy jeŸdzi³em – my wszyscy jeŸdziliœmy – z krótkimi wizytami do Polski, tak¿e ten czas by³ wype³niony intensywnie. I tak¿e liczy³em ze smutkiem dni, kiedy bêdê musia³ wyje¿d¿aæ. Nie znaczy to, ¿e chcia³em zostaæ w Polsce, o nie. W kraju czu³em siê dobrze bywaj¹c z wizyt¹, bo wszystko co dobre, co pamiêta³em, kumulowa³o siê w krótkim okresie. Chcia³em spotkaæ wszystkich przyjació³ – a wtedy jeszcze mia³em ich w kraju du¿o – odwiedziæ najpiêkniejsze miejsca oraz te, które pamiêta³em z dzieciñstwa i m³odoœci. W ci¹gu œrednio dwóch tygodni chcia³em wszystko zobaczyæ, zjeœæ, wypiæ, doœwiadczyæ. Zgodnie z banaln¹ m¹droœci¹, ¿e na wakacjach postrzega siê Polskê – ka¿dy kraj – inaczej, ni¿ kiedy siê w niej mieszka, postrzega³em j¹ dobrze. Skoro jada³em w goœcinnych domach i dobrych restauracjach, mia³em wra¿enie, ¿e w Polsce je siê œwietnie. Poniewa¿ zd¹¿y³em zawsze pójœæ i do teatru i na koncert i do nocnego klubu, mia³em wra¿enie, ¿e ¿ycia kulturalne i nocne jest w Warszawie wyj¹tkowo bujne. Skoro spotyka³em siê z tyloma stêsknionymi za mn¹ przyjació³mi wydawa³o mi siê, ¿e

przyjaŸnie s¹ w Polsce ³atwiejsze do nawi¹zania i trwalsze. Teraz mieszkam w Polsce, jestem z krótk¹ wizyt¹ w Nowym Jorku – i mój kalendarz wype³niony jest spotkaniami z przyjació³mi, koncertami, wizytami w muzeach, parkach i barach. Tak jak kiedyœ w Polsce, ju¿ martwiê siê zawczasu, ¿e wszystkiego nie zd¹¿ê zrobiæ, za³atwiæ, obejrzeæ. Podchodzê do tego, jakby to mia³a byæ moja ostatnia w ¿yciu wizyta w tym mieœcie. A przecie¿ wcale byæ nie musi. Bilety z Polski mo¿na kupiæ tanio, mogê tu wiêc czêsto bywaæ. Znam takie przypadki. Ale bywaæ i mieszkaæ to nie to samo. Bywanie w Nowym Jorku oznacza, ¿e w Warszawie mieszkam na sta³e, ¿e tam mam dom. I fizycznie mam – to tam przecie¿ kupi³em i urz¹dzi³em mieszkanie. Jego adres wpisany jest do polskiego prawa jazdy. Rachunki p³acê przelewami z konta w polskim banku. W Nowym Jorku odczuwam tymczasowoœæ pobytu. Œpiê w cudzych mieszkaniach, jadam na mieœcie, ¿eby gospodarzom sprawiaæ jak najmniej k³opotu. Jak na turystê przysta³o, kupi³em sobie Metrocard i op³acon¹ z góry kartê do telefonu komórkowego. Tam mam dom, tu nie mam. Ale to w Nowym Jorku czujê siê w domu. Barmanka Jeannie robi wielkie oczy gdy mówiê jej, ¿e jestem obywatelem USA. – To dlaczego tu nie zamieszkasz? Jest Amerykank¹ wiêc nie wie, ¿e fakt posiadania obywatelstwa umo¿liwia podjêcie pewnych prac, ale w ¿adnej mierze pracy nie gwarantuje. Ma 24 lata wiêc nie

wie, ¿e 59-letni mê¿czyzna z ma³o przydatnym dziœ zawodem mo¿e mieæ problemy z utrzymaniem siê w Nowym Jorku na powierzchni. Jest urodziwa, zdrowa, pe³na optymizmu. Na razie pracuje w barze i to lubi, ale mo¿e przecie¿ jeszcze studiowaæ, robiæ cokolwiek. My w pewnym wieku pewnych opcji ju¿ nie mamy – albo zwyczajnie brakuje na nie si³. I wiary, ¿e sobie poradzimy. Co nie zmienia faktu, ¿e niby ¿artem pytam ludzi co ewentualnie móg³bym tu robiæ. Wychodzi na to, ¿e raczej nic. Bezrobocie jest podobno niskie, p³ace nieco – jak widzê – wzros³y. Nadal jednak ceny wynajmu s¹ koszmarnie wysokie – taka to uroda Nowego Jorku. Wykonuj¹c jak¹œ zwyczajn¹ pracê – portiera, w sklepie, w jakimœ biurze – móg³bym sobie pozwoliæ najwy¿ej na wynajêcie pokoju na spó³kê z kimœ obcym, i to w podlejszej czêœci miasta. Czy chcia³bym od nowa rozpoczynaæ emigranck¹ drogê, gromadzenia u¿ywanych sprzêtów, chodzenia do pralni na rogu, k³ócenia siê z jakimœ g³upkiem albo pind¹ kto ma w tym tygodniu umyæ ³azienkê? A mo¿e nie by³oby tak Ÿle? Przecie¿ moj¹ egzystencjê tutaj traktowa³bym jak kolejn¹ przygodê. Nie musia³bym od nowa wspinaæ siê – staraæ o legalne dokumenty, ubiegaæ o pierwsz¹ kartê kredytow¹, potem zarzynaæ po¿yczk¹ na mieszkanie. Piszê te s³owa w innej ni¿ dot¹d kawiarni. Ale ju¿ zaprzyjaŸni³em siê z barmankami. Pierwsza, myœla³em, jest z jakiegoœ kraju arabskiego. Ale potem us³ysza³em hiszpañski akcent – i pewne skrêpowanie w rozmowie z klientami, którego pozbawieni s¹ rdzenni Amerykanie. Inny

akcent ma Palestyñczyk sprzedaj¹cy mi codziennie coffee regular za dolara. Pe³no ju¿ mam takich przypadkowych znajomoœci – zawartych w sklepach czy barach. Poznawani czy choæ tylko mijani, ludzie ci s¹ w ka¿dym wieku, przeró¿nych narodowoœci, z wiêkszym sukcesem w ¿yciu lub mniejszym, piêkni i szpetni, ubrani z najwiêksz¹ finezj¹ lub byle jak. Dobrze czujê siê tu w towarzystwie ludzi, nawet obcych. Czujê siê tu mniej samotnie ni¿ w Polsce, gdzie – o paradoksie – przyjació³ mam ju¿ mniej, a ludzie obcy na pewno nie zara¿aj¹ mnie pozytywn¹ energi¹ i ¿yczliwoœci¹. Nowojorscy przyjaciele – zw³aszcza ci, którzy maj¹ za sob¹ epizod d³u¿szego pobytu w Polsce czy nawet próby powrotu – uwa¿aj¹, ¿e jak ma³o który z rodaków odnalaz³em siê w Ameryce, ¿e – bez udawania – dobrze siê tu czu³em. No i oczywiœcie du¿o zrobi³ tu czas – wszak mieszka³em tu a¿ 27 lat. S³owem, uwa¿aj¹, ¿e moje miejsce jest tutaj. Ba... Koñcz¹c dzisiejsze p³acze nad rozlanym mlekiem spróbujê odpowiedzieæ na pytanie stawiane mi, nieuchronnie, przez Czytelników: „Rozwa¿am powrót do Polski. Czy to dobry pomys³? Powiedz, ¿e tam jest piêknie i fajnie, ¿e jest wreszcie sprawiedliwy, uœmiechniêty i radosny rz¹d, ¿e kwitn¹ tam przyjaŸnie i ¿ycie rodzinne, powietrze jest kryniczne a p¹czki pyszne. Proszê, nie mów mi prawdy, bo mnie za³amiesz. Bo ja i tak do Polski w koñcu wrócê, bo tylko tam utrzymam siê z niskiej emerytury.” I co mam powiedzieæ na takie dictum? m


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

8

www.kurierplus.com

Kartki z przemijania Ledwo wiosenne s³oñce lekko przygrza³o a ju¿ o¿y³y dachy i tarasy, na które patrzê ze swych okien i balkonu. W miniony weekend œwiadkowa³em kilku imprezom, jakie siê na nich odbywa³y. Mo¿na nawet powiedzieæ, ¿e zdalnie bra³em w nich udzia³, bo oni popijali swoje piwa, które przynieœli na roof-party a ja piwa, które dosta³em ANDRZEJ JÓZEF D¥BROWSKI w prezencie od m³odego i zdolnego filmowca-krótkometra¿owca zanurzonego w moj¹ filmotekê. Lornetowa³em z balkonu w tê i tamt¹ stronê, by wypatrzeæ, kto bawi siê na tych¿e dachach i tarasach i nie powiem – wiele urodziwych dziewczyn i m³odzieñców na nich widzia³em. Im wiêcej piw przep³ynê³o przez gard³a, tym rozmowy biesiadników by³y g³oœniejsze a ich zbiorowe œpiewy coraz intensywniej unosi³y siê nad East Village. Pite by³y tak¿e ró¿ne wina i whiskey z lodem, jak zdo³a³em wylornetowaæ. Komórki by³y w nieustannym u¿yciu. Zdjêcia cykano raz po raz. Zbiorowe i indywidualne, nie wy³¹czaj¹c wzajemnego portretowania siê w wymyœlnych pozach i z obowi¹zkowym pokazaniem wszystkich zêbów. Przez lornetkê wypatrzy³em równie¿ kilka osób, które wypija³y, to co przynios³y i nie w³¹cza³y siê ani w rozmowy, ani w œpiewy. Ot, by³y niby razem z biesiadnikami, ale tak naprawdê tylko same ze sob¹ i same w sobie. Na boku, choæ w biesiadnym t³oku.

$

Lubiê obserwowaæ, jak inni siê bawi¹, bo wprowadza mnie to w dobry nastrój. Podgl¹dam zabawowiczów nie tylko na owych dachach i tarasach, ale tak¿e w restauracjach, pubach, salach bankietowych i parkach. W dobry nastrój wprowadza mnie widok ludzi tañcz¹cych. W tañcu widzê coœ metafizycznego, ¿eby nie powiedzieæ boskiego. Ludzka potrzeba tañca jest wci¹¿ dla mnie tajemnic¹, mimo ¿e przyjaŸniê siê z kilkoma znakomitymi baletnikami i choreografami.

$

Podziwiam u wielu Amerykanów umiejêtnoœæ pozowania na zawo³anie i manifestowanie szczêœliwoœci poprzez prezentowanie uzêbienia. Nie wnikam, czy prawdziwego, czy sztucznego, wa¿ne jest, ¿e na wiêkszoœci zdjêæ sprawiaj¹ wra¿enie osób zadowolonych z ¿ycia. Kiedy poka-

zujê czasem Amerykanom zdjêcia s³awnych Polaków, pytaj¹ mnie, dlaczego oni s¹ tacy powa¿ni i prawie nigdy siê nie uœmiechaj¹. Jest w tym trochê racji, bo my nie uœmiechamy siê bez przyczyny.

$

Przez ca³e swe dotychczasowe ¿ycie by³em mieszanin¹ skrajnoœci – ascety i mizantropa z epikurejczykiem poszukuj¹cym szczêœcia z ludŸmi, z którymi czas nie jest marnowany. Marzenie o pustelni przeplatalo siê we mnie z marzeniem o rozkosznych biesiadach w towarzystwie m¹drych osób, wzbogacaj¹cych mnie swoj¹ wiedz¹. I dalibóg mia³em kiedyœ szczêœcie do takich ludzi i takich¿e biesiad.

$

Okaza³o siê, ¿e przepracowa³em w sumie ju¿ 46 lat. Uœwiadomi³ mi to doktor historii, którego nas³a³ na mnie korespondencyjnie Instytut Pamiêci Narodowej (IPN). On zmusi³ mnie do chronologicznej weryfikacji tego, co robi³em. Wiedzia³ ju¿, ¿e w Polsce by³em kolejno: recenzentem teatralnym, redaktorem i sekretarzem literackim, re¿yserem dramatu, publicyst¹ prasy podziemnej, dyrektorem artystycznym teatru i re¿yserem podziemnego II Programu Radia „Solidarnoœæ”. Wiedzia³ te¿, ¿e na emigracji by³em: publicyst¹, redaktorem, prezenterem radiowym oraz nauczycielem jêzyka polskiego i wychowawc¹ maturalnych klas Liceum Polskiego przy Konsulacie Generalnym RP i Misji Polskiej przy ONZ. Nie wiedzia³ natomiast, ¿e w okresach przejœciowych ima³em siê ró¿nych prac dodatkowych, bo z honorariów za artyku³y i wywiady nie mog³em siê utrzymaæ. Nie wierzy³, ¿e polonijne media a¿ tak s³abo p³ac¹. Pan doktor wiedzia³ te¿, i¿ w „Nowym Dzienniku” redagowa³em przez ponad trzy lata dzia³ polski i pisa³em o zagadnieniach polskich i polonijnych. Wiedzia³, tak¿e, ¿e w „Przegl¹dzie Polskim” – kulturalno-literackim dodatku do tej gazety – przez ponad dwadzieœcia piêæ lat publikowa³em artyku³y o wydarzeniach kulturalnych i o ludziach sztuki i nauki. Natomiast ode mnie siê dowiedzia³, ¿e w „Kurierze Plus” ukaza³y siê dwa moje cykle wspomnieniowe: „Mieszkañcy mojej pamiêci” i „Okna pe³ne nadziei”. I ¿e czternaœcie lat temu ukaza³ siê w tym¿e „Kurierze Plus” pierwszy odcinek „Kartek z przemijania” – rodzaj dziennika, w którym dzielê siê z czytelnikami swoimi przemyœleniami, lub próbujê zwróciæ ich uwagê na zagadnienia, w moim pojêciu istotne. Razem obliczyliœmy, ¿e przez te czternaœcie lat ukaza³o siê ukaza³o siê 737 odcinków tych¿e „Kartek” a w latach polskich i nowojorskich ponad tysi¹c innych moich tekstów. Uff!

Ju¿ od siebie doda³em, ¿e w „Kartkach” zawar³em czêœæ siebie. I mo¿e bym ju¿ nie ich pisa³, gdyby nie pozytywny odzew wielu czytelników i gdyby nie przejawy ich myœlowej solidarnoœci ze mn¹ oraz widomych oznak szacunku, jakim nierzadko mnie obdarzaj¹. To mnie uskrzydla i w du¿ym stopniu usensownia moje trwanie w Nowym Jorku. O dziwo pan doktor nie wiedzia³, ¿e niemal przez trzy trzy lata prowadzi³em dwutygodnik „G³os”, który pod moj¹ batut¹ zwiêkszy³ objêtoœæ z 16 do 24 stron i osi¹gn¹³ ponad 17 tysiêcy nak³adu (sic!). Musia³em zatem uzupe³niæ jego wiedzê i samemu sobie poprzypominaæ jak to by³o.

$

Kiedy ogl¹dam siê do ty³u, albo spogl¹dam z lotu ptaka na te wszystkie swoje prace w ci¹gu tych minionych 46 lat, staram siê dostrzec w nich motyw przewodni. Okazuje siê, ¿e jest nim nim przede wszystkim walka z g³upot¹, hipokryzj¹ i stereotypami. Jest nim te¿ wo³anie na puszczy, by nie traciæ czasu na g³upstwa, tylko d¹¿yæ do m¹droœci i poszukiwaæ prawdy absolutnej. Na swej drodze spotka³em w ci¹gu tych 46 lat kilku filozofów starozakonnych, którzy z sobie wiadomych powodów uwa¿ali mnie za swojego cz³owieka. Za takiego uwa¿ali mnie te¿ niektórzy wspó³czeœni polscy wolnomyœliciele. Sam siebie równie¿ uwa¿a³bym za absolutnego wolnomyœliciela, gdyby nie to, ¿e jakaœ niepojêta si³a uratowa³a mnie przed laty ze straszliwej katastrofy samochodowej a potem wyci¹gnê³a z oceanu, który porywa³ mnie w g³¹b, odci¹gaj¹c od brzegu coraz dalej i dalej. Si³a ta wyci¹gnê³a mnie tak¿e z kilku opresji i napisa³a za mnie kilka artyku³ów, które mia³y najwiêkszy odzew. Jakby tego by³o ma³o, co jakiœ czas powraca do mnie w snach Chrystus i wzywa do siebie. Wolnomyœlicielstwo pojmujê jako niezale¿noœæ od idei i religii, bez zwalczania ich, jeœli nie sta³y siê totalitaryzmami. Dla pe³nej jasnoœci informujê, ¿e wolnomyœlicielstwo jest oœwieceniow¹ ideologi¹ nie uznaj¹c¹ dogmatów i wyrastaj¹c¹ z przekonania, i¿ s¹dy nale¿y formu³owaæ na podstawie wiedzy naukowej i logicznego rozumowania. Okreœlenie „wolnomyœliciel” bywa czêsto b³êdnie rozumiane jako „ateista”, chocia¿ wolnomyœliciel wcale nie musi byæ ateist¹. Czytelników przestrzegam te¿ przed uto¿samianiem wolnomyœlicielstwa z wolnomularstwem, zwanym tak¿e masoneri¹, bo to nie to samo.

$

Karol Irzykowski – „Prócz œwiata, najwiêksz¹ zagadk¹ dla cz³owieka jest drugi cz³owiek”. m

Netanjahu po raz pi¹ty 1í Choæ Netanjahu wychodzi z wyborów zwyciêsko trzeba podkreœliæ, ¿e Benny Ganc stworzy³ dla niego mocn¹ konkurencjê. Ten by³y komandos i dowódca wojskowy wkroczy³ do polityki zaledwie w zesz³ym roku, a po wyborach bêdzie kierowa³ najsilniejsz¹ parti¹ opozycyjn¹. (Ganc publicznie wykluczy³ ju¿ mo¿liwoœæ wspó³rz¹dzenia.) Swój sukces Netanjahu zawdziêcza osobistym talentom politycznym, ale tak¿e mocnemu sojuszowi z Donaldem Trumpem, który w Izraelu jest bardzo popularny. Wizerunek Trumpa by³ w kampanii wyborczej mocno eksploatowany. Przypominano m.in. decyzjê prezydenta Stanów Zjednoczonych o przeniesieniu ambasady USA do Jerozolimy, a tak¿e niedawne jego oœwiadczenie uznaj¹ce dominacjê Izraela na Wzgórzach Golan. Netanjahu w kamapnii wyborczej poszed³ zreszt¹ jeszcze dalej robi¹c uk³on w stronê skrajnej prawicy i obiecuj¹c aneksjê Zachodniego Brzegu. Wszystko to, a tak¿e klêska wyborcza mniej radykalnych i lewicowych partii izraelskich, oznacza, ¿e krajem tym bêdzie rz¹dzi³a koalicja wykluczaj¹ca jakiekolwiek koneksje na rzecz Palestyczñczyków i mówi¹c wprost lekcewa¿¹ca stanowisko Naro-

dów Zjednoczonych w tej sprawie. ONZ nie uznaje bowiem legalnoœci wcielenia do Izraela Wzgórz Golan, które formalnie wci¹¿ pozostaj¹ terytorium okupowanym. Po oœwiadczeniu Trumpa sprzeciw wobec takich dzia³añ wyrazi³y m. in.: Rosja, Turcja, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, a tak¿e Polska. Podobnie jest jeœli chodzi o Zachodni Brzeg, który wed³ug ONZ, jak równie¿ wed³ug wyroku Miêdzynarodowego Trybuna³u Sprawiedliwoœci pozostaje terytorium okupowanym przez Izrael. Kraj ten nie podporz¹dkowuje siê jednak tym decyzjom i od wielu lat prowadzi na tych terenach osadnictwo ¿ydowskie, z pogwa³ceniem praw w³asnoœci Palestyñczyków. Po wyborach mo¿na spodziewaæ siê raczej wzmocnienia tych dzia³añ. Netanjahu wyraŸnie wykorzystuje w tej sprawie sojusz z Donaldem Trumpem, którego administracja jest znacznie bardziej przychylna takim posuniêciom Izraela ni¿ rz¹d Baracka Obamy. Nie wró¿y to raczej dobrze procesowi pokojowemu w tym regionie i rozwi¹zaniu sprawy palestyñskiej. Bliski doradca Trumpa i jednoczeœnie jego ziêæ Jared Kushner od pocz¹tku objêcia funkcji w Bia³ym Domu pracuje nad amerykañsk¹ inicjatyw¹

u Benjamin Netanyahu z ¿on¹. w tej sprawie. Jak dot¹d jednak bez ¿adnych wyraŸnych postêpów. Trudno spodziewaæ siê by przy takiej konfiguracji politycznej w Izraelu i przy konfrontacyjnej wobec pa-

lestyñskich d¹¿eñ postawie USA jakikolwiek przedstawiony przez niego plan zyska³ uznanie obu stron.

Tomasz Bagnowski


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

9


Nowy Jork

Nr 114

13 kwietnia 2019

Kwietniowy hołd przy Pomniku Katyńskim w Jersey City W niedzielę 7 kwietnia 2019 roku o godz. 15:00 w 79. rocznicę zbrodni katyńskiej i 9. rocznicę katastrofy smoleńskiej Polonia ze stanów: Nowy Jork, New Jersey i Pensylwania zgromadziła się przy Pomniku Katyńskim w Jersey City, by uhonorować tragiczne śmierci Polaków. iosną 1940 r. z polecenia najwyższych władz ZSRR, z Józefem Stalinem na czele, funkcjonariusze NKWD zamordowali ok. 22 tysiące polskich obywateli, m.in. oficerów Wojska Polskiego, policjantów i osoby cywilne, należące do elit II Rzeczypospolitej. Wiosną 10 kwietnia 2010 r. w drodze do Lasu Katyńskiego, w katastrofie lotniczej Tu-154M w Smoleńsku, zginęli pasażerowie i załoga samolotu – 96-ciu Polaków, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria Kaczyńska, którzy lecieli oddać hołd pomordowanym w Katyniu.

W

Wielki zachwyt wśród widowni wzbudziła młodzież z Polskiej Szkoły św. Stanisława Kostki w Wallington, NJ, która zaprezentowała ciekawy program artystyczny. Słowem mówionym i śpiewem, z instrumentalnym akompaniamentem gitary i saksofonu, uczniowie przypomnieli o groźbie zniszczenia i zniewolenia narodu, o sile kłamstwa, o nieocenionej wartości obrony prawdy, i o wyzwalającej mocy pamięci.

Konsul Mateusz Gmura w imieniu konsula generalnego w Nowym Jorku Macieja Golubiewskiego przemówił do licznej publiczności w języku angielskim. Podkreślił, jak niezmiernie drogim dla polskiej diaspory jest Pomnik Katyński i złożył hołd ofiarom katyńskim i smoleńskim – tym, którzy zapłacili najwyższą cenę służąc ojczyźnie. Zaznaczył także, że codzienna służba ojczyźnie polega na rozsądnej, trzeźwej i statecznej postawie, pozbawionej dramatyzmu.

Radny Rich Boggiano, w imieniu urzędu miasta Jersey City, zapewnił zgromadzonych, iż polski pomnik „Katyń 1940” pozostanie w miejscu, w którym obecnie stoi – pod adresem 2 Exchange Place, Jersey City, NJ. Prowadząca uroczystość Bożena Celina Urbankowski trzyma rezolucję wystosowaną przez urząd miasta Jersey City. Obok niej Krzysztof Nowak, przewodniczący Komitetu Pamięci Zbrodni Katyńskiej i radny Rich Boggiano.

Teofil Lachowicz z Placówki 123 SWAP w Nowym Jorku odczytał apel poległych. Przywołał pamięć Polaków skrycie zamordowanych przez NKWD, pochowanych w bezimiennych mogiłach, na zesłaniu, zabijanych pracą ponad siły, zgładzonych za to, że do końca pozostali wierni ojczyźnie. Przywołał także pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej: prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonkę Marię Kaczyńską, ostatniego prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i pozostałych córek i synów narodu polskiego. „Cześć Ich pamięci!” – odpowiadali stojący w szyku reprezentacyjnym członkowie i członkinie Stowarzyszenia Weteranów Armii Polskiej w Ameryce z placówek w New Jersey, Nowym Jorku i Pensylwanii.

Proboszcz ks. Andrzej Ostaszewski z parafii św. Kazimierza w Newark, NJ, upamiętnił męczeństwo Polaków, ich prześladowania, aresztowania i deportacje. Zwrócił się do zgromadzonej Polonii, by w sposób czynny wykazywała troskę o imię Polski w świecie.


Harcerze, harcerki i zuchy z hufców przy Fundacji Kulturalnej w Clark, NJ i przy Polskim Domu Narodowym na Brooklynie podczas uroczystości stanowili wielką harcerską gromadę. Ustawieni w dwóch kolumnach, zwróceni przodem do szyku SWAP, tworzyli drugie skrzydło względem pomnika. Trzymali równieş wartę przy monumencie, odbierali wieńce i bukiety kwiatów od poszczególnych delegacji i składali je u podnóşa pomnika, a przede wszystkim cieszyli się ze spotkania we własnym gronie.

Polonia zjawiła się licznie. Tłum naznaczony biało-czerwonymi barwami ag, transparentów, wieńców i przepasek na rękawach wyglądał imponująco. Obecność na uroczystości była kolejną okazją, by docenić wyjątkową lokalizację pomnika „Katyń 1940�, wkomponowanego w krajobraz nadbrzeşa Jersey City, tuş nad rzeką Hudson, na tle panoramy Dolnego Manhattanu. Widoki są tu spektakularne, pełne ludzkiego wigoru, o stale zmieniającej się scenerii. Z promenady widoczna jest Statua Wolności, a w dali delikatnie rysuje się most Verrazano. Członkowie Komitetu Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych wyraźnie radowali się, şe pomnik pozostanie na swoim rodzimym miejscu.

Chór mieszany Aria wykonał hymny: polski i amerykański. Akompaniował Janusz Pogorzelski (klawisze). Wzniośle zabrzmiała zaśpiewana wspólnie przez chórzystów i publiczność „Rota� – pieśń o polskiej ziemi właśnie tu na ziemi amerykańskiej.

Wieńce i bukiety kwiatów złoşyły delegacje dyplomacji, organizacji i szkół, m.in.: Konsulat Generalny RP w Nowym Jorku, Komitet Pamięci Zbrodni Katyńskiej, Stowarzyszenie Weteranów Armii Polskiej w Ameryce, Sybiracy, Związek Harcerstwa Polskiego, Kongres Polonii Amerykańskiej oddział Long Island, Kluby „Gazety Polskiej� w USA, Komitet Smoleńsko–Katyński w Amerykańskiej Częstochowie, PA, Związek Sokolstwa Polskiego, Gniazdo Nr 17 w Clark, NJ, Komitet Ochrony Pomnika Katyńskiego i Obiektów Historycznych, Polska Szkoła św. Stanisława Kostki w Wallington, NJ, Polska Szkoła Dokształcająca im. Henryka Sienkiewicza na Brooklynie, NY.

„Nie lubię patosu, ale dziś jestem bardzo poruszony chwilą. Jest to dla mnie podróş w czasie, zawsze pamiętam moją koleşankę z liceum, której ojciec zginął w Katyniu. Przypominają mi się teş słowa z pięknego wiersza Mariana Hemara Ojczyzna... dopóki jest...� – mówił mieszkaniec New Jersey, Jan Sołowiej (na zdjęciu), który jako ostatni opuścił Exchange Place.

Tekst i zdjÄ&#x2122;cia: Katarzyna Buczkowska $GUHVUHGDNFML 3$9$RI$PHULFD'LVWULFW,UYLQJ3ODFH1HZ<RUN1< HPDLOSDYDVZDS#NXULHUSOXVFRPWHO  ZZZSDYDVZDSRUJ 5HGDNFMD-RODQWD6]F]HSNRZVND


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

12

GRUBE

u

RYBY

i

PLOTKI

Magdalena Cielecka w filmie „Ciemno, prawie noc”.

Za powieœæ „Ciemno, prawie noc” Joanna Bator otrzyma³a nagrodê Nike. Teraz Borys Lankosz, re¿yser m.in. s³ynnego „Rewersu” przenosi ksi¹¿kê na ekran. „To trochê thriller, trochê horror, ale najbardziej baœñ” – mówi o swoim najnowszym dziele. W roli g³ównej wyst¹pi³a Magdalena Cielecka. „Ona by³a moim pierwszym wyborem”- mówi Lankosz. „Po przeczytaniu ksi¹¿ki zadzwoni³em do niej i powiedzia³em o planie adaptacji powieœci, od razu zgodzi³a siê zaanga¿owaæ. Nie chodzi³o mi o to, ¿e Magda jest gwiazd¹. Rozpoznawalnoœæ jest wtórna wobec tego, czy aktor psuje do postaci i czy ma w sobie to „coœ”. Podstawa to warsztat, œwiadomoœæ rzemios³a, umiejêtnoœæ siêgania po ró¿norodne œrodki. Ale najwa¿niejsza przy tym projekcie by³a dla mnie wra¿liwoœæ i inteligencja. Temat wymaga³ grania na subtelnych, delikatnych emocjach”- opowiada re¿yser. „W najszerszym kontekœcie to film o macierzyñstwie. To tak¿e mocno zakorzeniony w archetypicznych opowieœciach film o naturze z³a, które czyni z nas niewolników powtórzeñ. Skrzywdzone pokolenia zara¿a kolejne, wydaje siê, ¿e nie ma wyjœcia z b³êdnego ko³a. Jednak moja bohaterka je znajduje”- przekonuje artysta. „W filmie najbardziej wartoœciowe jest dla mnie przes³anie, ¿e mamy moc przerwania krêgu z³a. „Wierzê, ¿e nale¿y zapobiegaæ okrucieñstwu i robiæ swoje”to kredo Alicji, g³ównej bohaterki”- podsumowuje. „I ja siê z tym zgadzam”. Rola w „Ciemno, prawie noc” by³a wyzwaniem dla Magdaleny Cieleckiej, poniewa¿ wymaga³a u¿ycia innych œrodków ni¿ zwykle. „Najczêœciej jestem obsadzana w rolach, od których wymaga siê ekstremum – emocjonalnego, fizycznego. Mam pewn¹ ³atwoœæ grania na wysokich rejestrach, do tego zd¹¿y³am przyzwyczaiæ widzów oraz twórców, tak mnie postrzegaj¹” – mówi aktorka. „Mo¿e

trudno w to uwierzyæ, ale tu krzyczê tylko raz. Ca³e odium wyrazistych zadañ aktorskich spoczywa na moich kolegach. A ja siedzê sobie, jakby wycofana, i s³ucham. Oczywiœcie, nie mo¿e siê to odbywaæ bez emocji, one s¹, wci¹¿ wibruj¹ gdzieœ pod skór¹ i powiekami. Jednak kiedy spêdzasz na planie trzydzieœci dni, w pewnym momencie odzywa siê ten egotyczny niepokój aktorski: „Czy ja w ogóle gram, czy po prostu jestem?”. Dla mnie to by³o nowe doœwiadczenie. Musia³am siê powœci¹gaæ w intuicyjnych reakcjach, które przychodzi³y na myœl. Cieszê siê, ¿e mog³am spróbowaæ czegoœ innego, korzystaæ z innych œrodków ni¿ zwykle, bo to oznacza rozwój” – mówi Cielecka. „Dostrzegam te¿ zmianê jakoœciow¹ – mówiê to z satysfakcj¹ i pewn¹ nadziej¹: twórcy chêtniej ni¿ kiedyœ siêgaj¹ dziœ po kobiece bohaterki. To nie s¹ ju¿ tylko m³ode dziewczyny, które borykaj¹ siê ze startem w doros³e ¿ycie. Osi¹ filmu czy serialu jest coraz czêœciej kobieta dojrza³a, doœwiadczona, maj¹ca coœ do powiedzenia, której nie upycha siê ju¿ gdzieœ na drugim planie jako matrony. Moim zdaniem to przynosi interesuj¹c¹ perspektywê, bo taka bohaterka postrzega rzeczywistoœæ w sposób bardziej z³o¿ony, ma zupe³nie inne dylematy i podejœcie do nich, inn¹ emocjonalnoœæ, wra¿liwoœæ” – przekonuje aktorka. „Grozy doœwiadczamy w filmie od samego pocz¹tku, ju¿ gdy gaœnie œwiat³o w poci¹gu do Wa³brzycha. Tak zaczyna siê podró¿ mojej bohaterki, trochê jak „Alicja w krainie czarów”, naturalnie w znacznie mroczniejszym wydaniu”- opowiada Cielecka. „Podró¿ w g³¹b dzieciñstwa i osobistych traum, która prowadzi j¹ do piek³a i z powrotem. Za spraw¹ reporterskiego zlecenia, którego – tego w filmie nie ma – nie chcia³a przyj¹æ, bo ba³a siê powrotu w rodzinne strony, zyskuje de facto drugie ¿ycie. Ali-

cja jest pe³na paradoksów. Doœwiadczenia z przesz³oœci w jakimœ sensie j¹ zahartowa³y, ale zarazem pozostawi³y po sobie ogromn¹ rysê, bliznê. Czuje, ¿e nikt nie mo¿e jej ju¿ bardziej skrzywdziæ. Dlatego niczego siê nie boi, podejmuje ryzyko – ma do spe³nienia misjê. Jednoczeœnie wobec historii w³asnej rodziny wydaje siê rozpadaj¹ca, krucha. Musi dojrzeæ do tego, by siê z ni¹ zmierzyæ”wyjaœnia. Oprócz Magdaleny Cieleckiej, na ekranie pojawiaj¹ siê miêdzy innymi Marcin Dorociñski, Agata Buzek, Dawid Ogrodnik, Agata Kulesza. Polecamy! * Gael Garcia Bernal jest niewysokim, acz nieziemsko przystojnym, latynoamerykañskim aktorem, znanym z takich filmów jak „Z³e wychowanie”, „Dzienniki motocyklowe” czy „Ammores Perros”. Choæ wydawa³o siê, ¿e pójdzie t¹ sam¹ œcie¿k¹, co Antonio Banderas czy Salma Hayek i przemieni siê w pe³nokrwist¹

u

Borys Lankosz – re¿yser.

www.kurierplus.com

Weronika Kwiatkowska

hollywoodzk¹ gwiazdê, okaza³o siê, ¿e wybra³ inn¹ drogê. „W Hollywood jêzyk warunkuje istnienie naturalnej bariery, niemo¿liwego do przebicia szklanego sufitu. Jeœli jest siê spoza Stanów Zjednoczonych, nawet kursy emisji g³osu nie sprawi¹, ¿e zacznie siê mówiæ jak Amerykanin, a to skazuje aktora na granie okreœlonego typu postaci” – t³umaczy Bernal. „Ani ja, ani Antonio Banderas nie zagramy rasowego Kalifornijczyka ani nowojorczyka. Z drugiej strony – dlaczego mielibyœmy chcieæ kogoœ takiego zagraæ? Celem mojego ¿ycia na pewno nie by³ podbój Los Angeles. Nie mam kompleksu wobec fabryki snów. Latynoamerykañski rynek filmowy jest du¿y, gram w filmach o ró¿norodnej tematyce, wcielam siê w najró¿niejsze typy postaci. Skoñczy³em z uni¿onoœci¹ wobec Hollywood, skupiam siê na pielêgnowaniu w³asnej kultury” – przekonuje aktor. „Oczywiœcie nie namawiam do tego, ¿eby bojkotowaæ Amerykê. Po prostu nie godzê siê na to, ¿eby stawiaæ jej osi¹gniêcia filmowe ponad osi¹gniêcia innych kinematografii. Uwa¿am, ¿e filmowcy czêsto robi¹ nas w balona, pokazuj¹c zmitologizowany obraz œwiata.. Ogl¹danie lokalnych produkcji daje wiarygodniejszy obraz rzeczywistoœci ni¿ ten, jaki pokazuj¹ filmy z Hollywood” – twierdzi Bernal. I kontynuuje: „Amerykañska popkultura ma wielk¹ moc oddzia³ywania, wywo³uje w nas chêæ bycia kimœ innym. Ogl¹damy tych wszystkich bohaterów na ekranie i chcemy byæ jak oni. Niebezpieczeñstwo, które z tego wynika, wi¹¿e siê z pewn¹ pogard¹ wobec w³asnej kultury i tradycji. Pamiêtam z dzieciñstwa, jak kiedyœ my, Meksykanie, byliœmy zapatrzeni w filmy naszych pó³nocnych s¹siadów. Tak mocno chcieliœmy ¿yæ na ich mod³ê, ¿e nawet chodzenie w tradycyjnych meksykañskich ubraniach uznawaliœmy za obciach. Wstydziliœmy siê tego, kim jesteœmy, chcieliœmy byæ jak Amerykanie, a najlepiej byæ Amerykanami. Dzisiaj, kilkadziesi¹t lat póŸniej, patrzê na to wszystko zupe³nie inaczej” – podsumowuje aktor. m


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

13

Dom starców, czyli jak uchroniæ swój maj¹tek Dom starców… myœl o nim przyprawia nas o ból g³owy, a czêsto i nieprzespane noce. Czy chodzi o naszych starzej¹cych siê rodziców, czy o nas samych, nie jest to przyjemny temat. Niestety, w ¿yciu bywa tak, ¿e prêdzej czy póŸniej przyjdzie nam stawiæ tej sprawie czo³a. Jeœli poznamy realia przede wszystkim przera¿¹ nas koszty. I s³usznie! Roczny pobyt w domu opieki, czy innej podobnego rodzaju instytucji, to oko³o $168,000 (!). Sk¹d wzi¹æ takie pieni¹dze?! Zw³aszcza, gdy ci¹gle jeszcze sp³acamy dom, samochód, pomagamy dzieciom na studiach, itd., itp. Co zrobiæ w takiej sytuacji? Przede wszystkim rozprawiæ siê z mitami; nie wpadaæ w panikê i zacz¹æ myœleæ realnie! Jeden z mitów, bardzo popularny zreszt¹, to ten, w którym potencjalny senior, w ramach pokrycia kosztów pobytu w domu opieki, musi oddaæ ca³y swój maj¹tek danej instytucji. To smutny, czasem przera¿aj¹cy, ale na szczêœcie nieprawdziwy scenariusz. Otó¿ w wiêkszoœci przypadków, nawet ca³y maj¹tek mo¿e zostaæ uratowany! Reasumuj¹c, miesiêczny koszt w domu starców to mniej wiêcej $14,000 (!). Ubezpieczenie „Medicare” i inne prywatne plany, nie pokryj¹ tych rachunków. Jak poradziæ sobie z tak wysokimi kosztami!? Co nale¿y uczyniæ aby uchroniæ rodzinê przed bankructwem? I czy w ogóle mo¿na na staroœæ zabezpieczyæ swój maj¹tek? Prosta odpowiedŸ brzmi: nale¿y ubiegaæ siê o program „Medicaid.” Program

ten mo¿e w ca³oœci pokryæ pobyt w domu starców! Nale¿y jednak pamiêtaæ o bardzo rygorystycznych przepisach kwalifikuj¹cych do udzia³u w tym programie. Im szybciej poznamy zasady, tym lepiej. Najbezpieczniej zacz¹æ ten proces piêæ lat przed planowanym pójœciem do domu opieki. Jeœli jednak ten czas ju¿ min¹³, zazwyczaj mo¿emy zastosowaæ jeden z wyj¹tków od tej zasady, mianowicie, przepisaæ maj¹tek na (zdrowego) ma³¿onka, lub dom na dziecko, które mieszka z rodzicami. Zawsze, nawet w sytuacji bez wyjœcia, znajdzie siê sposób aby uratowaæ, jeœli nie ca³y, to przynajmniej czêœæ maj¹tku. Bardzo wa¿ne, ¿eby skontaktowaæ siê z doœwiadczonym w tej dziedzinie prawnikiem. Niestety, wiele osób nie szuka profesjonalnej porady w tych sytuacjach. Czêsto, rodzina chorej osoby idzie po najmniejszej linii oporu i korzysta z porad pracownika socjalnego, czyli social worker, bo jego ma pod rêk¹. Mo¿e on udzielaæ porad w dobrej wierze, ale czêsto brakuje mu fachowej wiedzy i znajomoœci prawnych niuansów. Ponadto, jeœli social workers s¹ zatrudnieni przez dom starców, nie bêd¹ dzia³aæ w pañstwa interesie, lecz w interesie instytucji, dla której pracuj¹. \Aby uzyskaæ w³aœciw¹ poradê, warto skontaktowaæ siê z adwokatem specjalizuj¹cym siê w dziedzinie Elder Law. Nie czekajcie do ostatniej chwili. Pomyœlcie o swojej przysz³oœci wczeœniej! Zabezpieczcie maj¹tek sobie i swoim bliskim. Zbierzcie potrzebne dokumenty i poka¿cie je fachowcowi. To wa¿na dla ca³ej rodziny sprawa.

UWAGA! Pni mecenas przyjmuje pod nowym adresem:

122 Nassau Avenue, Brooklyn, New York 11222 tel. (718) 349-2300, fax: (718) 349-2332 e-mail: joannagwozdzlaw@gmail.com

NIE POZWÓL, aby Twój maj¹tek przej¹³ dom starców, by Twoi najbli¿si byli pozbawieni spadku. NIE DOPUŒÆ, aby Twoje niepe³nosprawne dziecko straci³o œwiadczenia socjalne. PORADY W ZAKRESIE TESTAMENTY TRUSTS HOME CARE MEDICAID NURSING HOME MEDICAID v POWER OF ATTORNEY v v v v

v HEALTH CARE PROXY v PRAWO SPADKOWE v NIERUCHOMOŒCI

Joanna GwóŸdŸ

Radio RAMPA na fali 620 AM

Anna-Pol Travel ATRAKCYJNE CENY NA:

Bilety lotnicze do Polski i na ca³y œwiat

u

Pakiety wakacyjne: Karaiby, Hawaje, Floryda

u

Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w ka¿d¹ sobotê od godz.15:00 do 21:00. Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii

na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www. RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie. m

All-inclusive: Punta Cana, Meksyk od $699 821 A Manhattan Ave. Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-349-2423 E-mail:annapoltravel@msn.com

WWW.ANNAPOLTRAVEL.COM

promocyjne ceny przy zakupie biletu przez internet

v Rezerwacja hoteli v Wynajem samochodów v Notariusz v T³umaczenia v Klauzula “Apostille” v Zaproszenia v Wysy³ka pieniêdzy Vigo


14

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

POWIEŚĆ W ODCINKACH Antoni Marczyński

Niewolnice z Long Island Chcąc nie chcąc wszedł Robert do małej kajuty motorówki. Całe jej umeblowanie stanowił składany stół i ławeczki dokoła; okna były szczelnie z  zewnątrz zasłonięte grubymi storami, a  drzwi zamykały się podobnie jak drzwi kabiny samolotu pasażerskiego: pasażerowie byli więc podczas jazdy więźniami zależnymi od załogi. Motor puszczono w ruch. Łódź drgnęła i  zaczęła drżeć jednostajnie, po czym ruszyła powoli z miejsca. – Aha, rozwarto wrota sezamu – pomyślał młody Wolfson i  nagle zaczął się zastanawiać, gdzie jest właściwie siedziba pałacu Daleki Wschód. Dotychczas nigdy jeszcze nie postawił sobie tego pytania. Nie interesowało go zupełnie, nie było nawet czasu o tym myśleć, gdyż godzinną podróż motorówką uprzyjemniała sobie złota młodzież opowiadaniem nowych kawałów lub grą w karty dla odmiany. Dzisiejsza samotność nadawała się właśnie na rozmyślania wszelkiego rodzaju o  tajemniczym przybytku rozpusty. – W każdym razie gdzieś na Long Island – rozumował, biorąc w rachubę kąt padania promieni słonecznych, które przenikały matowe szybki ponad oknami kajuty z jednej strony i malowały żółte romby światła na przeciwległej ściance. Płyniemy stale w kierunku wschodnim, a więc równolegle do brzegów Długiej Wyspy. Pierwsze trafne odkrycie zachęciło go do dalszych dociekań, niemających zresztą innego celu jak zabicie czasu i urozmaicenie sobie godzinę trwającego aresztu w ciasnejprzestrzeni. – Cała jazda trwa, jak niejednokrotnie stwierdziłem, pięćdziesiąt pięć minut – myślał głośno. – Biorąc pod uwagę, że łódź posiadająca tak silny motor zrobi swoje dwadzieścia pięć mil morskich na godzinę, a  może nawet i  więcej, należałoby szukać celu naszych wycieczek gdzieś w  okolicy Freeportu. Tok rozmyślań przerwało nagłe pochylenie się pędzącej motorówki. Kołysała się przez krótką chwilę, potem sunęła znowu szybko, lecz jasne plamy promieni słonecznych wykwitły po przeciwnej stronie kajuty. Robert Wolfson uśmiechnął się domyślnie. – Rozumiem – szepnął. – Dla zdezorientowania i zmylenia mnie, zawrócili. Zawsze tak robią, spryciarze. Łódź zmieniała kierunek kilkakrotnie, a  wykonawszy cały szereg zwrotów w  tę czy w ową stronę, zwolniła biegu. Po chwili ustało warczenie motoru. Płynęli teraz nabranym rozpędem, dając się kołysać falom. – Dojeżdżamy. Jakby na potwierdzenie tego słowa, zachrobotała zasuwa zamykająca drzwi kajuty od zewnątrz; w progu stanął Jim. – Zwalniam pana z  więzienia, mister Wolfson – rzekł z uśmiechem. Robert wyskoczył na maleńki pomost drewniany i zaczął się ciekawie rozglądać. Przyjeżdżał tu zawsze w  nocy, kiedy ciemności nie pozwalały wiele zobaczyć; dzisiaj byłtutaj w biały dzień. Był prawdopodobnie pierwszym gościem, który do pałacu Daleki Wschód zawitał o  tak niezwykłej porze.

Obejrzawszy się wstecz, ujrzał szeroką bramę z wysokich żelaznych sztachet zamykającą dostęp do maleńkiej, prawdopodobnie sztucznie wykopanej zatoczki, w której obecnie znajdowała się motorówka. Owe wrota stanowiły jedyną w tym miejscu wyrwę w  olbrzymim murze, okalającym ze wszystkich stron rozległy park. Zamykał je właśnie za pomocą długiej żerdki Murzyn, a dokonawszy tego dzieła, podszedł do łodzi, patrząc z  wyraźnym zdziwieniem na Roberta. – Nowy wspólnik, dostawca towaru, czy odbiorca? – zdawały się pytać jego spojrzenia, bo nie mogło mu się w głowie pomieścić, żeby Jim ośmielił się postąpić wbrew surowemu zakazowi chlebodawców i  przywoził gościa, do tego w  biały dzień. A Jim, jakby odgadł myśli służącego, zmarszczył się, nachmurzył i rzucił ostrym tonem: – Zostaniesz tutaj, zrozumiano?… A pan, mister Wolfson, proszę za mną. – Kiedy za pierwszym zakrętem ścieżki zatoczka znikła im z oczu, pochylił się w stronę towarzysza i dodał szeptem: – Pan nie ma pojęcia, na co ja się narażam. Uzależniam się od tych czarnych bydląt i muszę każdemu coś wsunąć do łapy, aby mnie który nie wsypał przed starymi… Tak, tak, mister Wolfson… Z pańskich trzystu dolarów niewiele pozostanie w kieszeni starego Jima. Robert zbył milczeniem te narzekania zajęty podziwianiem malowniczości olbrzymiego ogrodu. Wydał mu się stokroć bardziej romantycznym i interesującym od starannie utrzymanego parku, jaki otaczał ojcowski pałacyk. Było tu pełno sztucznychgrot ukrytych w  gęstwinie zarośli, pełno miejsc zacisznych, zasłoniętych ze wszystkich stron kępami kwitnących krzewów, były sadzawki z  wysepkami, dziko zapuszczone trawniki i  drzewa-olbrzymy, stanowiące jak gdyby potężny żywy mur, dzięki któremu niczyje oko nie mogło dojrzeć spoza ogrodzenia wspaniałego pałacu będącego miejscem niecenzuralnych rozrywek dla złotej młodzieży nowojorskiej, a  zarazem straszliwym więzieniem nieszczęsnych białych niewolnic. Jim przystanął nagle. – Z tej strony mieszczą się kuchnie, magazyny i  mieszkania służby. Zbyt wiele oczu mogłoby nas dojrzeć. Obejdziemy pałac dookoła i wejdziemy od frontu. – Wszystko mi jedno – odburknął Robert. – Prowadź, stary, byle szybko… Czasdrogi. Pięć minut później wkraczali na pierwszy stopień wspaniałych, szerokich schodów strzeżonych przez cztery kamienne lwy. – Ładny gmach – rzekł młody Wolfson z  uznaniem, mając po raz pierwszy sposobność obejrzeć architekturę tego pałacu i objąć okiem jego pokaźne rozmiary. Daleki Wschód był budynkiem tylko dwupiętrowym, ale za to bardzo rozległym. Z zewnątrz nie wyglądał też bynajmniej na to, czym był w  rzeczywistości, gdyż tylko parterowe okna były zaopatrzone w kraty: tu bowiem trzymano nowicjuszki zawsze skłonne do ucieczki lub nawet samobójczych zamiarów. Na pierwszym piętrze znajdowała się sala dansingowa, palarnia

opium, bar, salony do gry w karty i ruletkę oraz właściwe pokoje klubu. Oba skrzydła drugiego piętra zamieszkiwały te pensjonariuszki, które pogodziły się już ze swym smutnym losem i nie zdradzały zamiarów sprzecznych z  interesami zyskownego przedsiębiorstwa Harrego Foxa i  Izaaka Ironfielda, a środek tego piętra zajmowały apartamenty właścicieli. – Pańską wybranką była o  ile pomnę, mała Cissy – rzekł Jim, kiedy znaleźli się w  przestrzennym hallu i  ruszył w  stronę windy obsługiwanej przez małe Murzyniątko. Robert powstrzymał go ruchem ręki. – Wolałbym co innego – odparł. – Trzeba sobie przecież życie urozmaicić. – Więc płomiennowłosa Mag? – Nie. – Także nie?… Hm… Dolly?.. Maud?… Wymienił szereg imion, lecz kapryśny klient krzywił się coraz niemiłosierniej i za każdym razem przeczył ruchem głowy. – Chciałbym obejrzeć okazy świeżo importowane, o których tyle naopowiadałeś. – Aha, nowicjuszki… Ano. dobrze, tylko że uważa pan, drogi mister Wolfson, jakbyto powiedzieć… – Tu chude palce sekretarza klubu Przyjaciół Wschodu wykonały wymowny gest, jakiego się używa przy liczeniu monet. – Ile? – Pan zna przecież taryfę… Dwieście. – Ooo, już dwieście?.. Sto nie łaska? Jim, wasza zachłanność kopie grób tej „czcigodnej” instytucji. Jim potakiwał smętnie, przeliczył uważnie zwitek wręczonych sobie dwudziestodolarówek i  ruszył w  stronę masywnych drzwi dębowych, które odgradzały hall od siedziby nowicjuszek. Otworzył je kluczem, zamknął za sobą starannie i popchnął gościa lekko ku pierwszym z brzegu drzwiom. Był to długi korytarz posiadający po obydwu stronach całe szeregi drzwi, jak gdyby w  jakimś hotelu. Każde drzwi posiadały okienko opatrzone żelazną kratką od strony pokoju, a od zewnątrz małą okiennicę, którą specjalny mechanizm podnosił lub zasuwał bezszelestnie. Dzięki temu urządzeniu można było każdą pensjonariuszkę obserwować z korytarza bez zwracania jej uwagi. W  więzieniach podobne okienka nazywają judaszami dla zaznaczenia ich zdradzieckiej roli. Pokoje Dalekiego Wschodu miały jeszcze i tę cechę cel więziennych, że tastry elektrycznych żarówek znajdowały się w  korytarzu. Robert przylgnął twarzą do szybki okienka pierwszych z brzegu drzwi, lecz cofnął się szybko. – Ona szlocha – rzucił szeptem. – Więc ukoi pan jej tęsknotę za mamą i tatą – odparł sekretarz klubu. – Nie, Jim. Widok płaczącej kobiety wzrusza mnie zawsze. Chodźmy dalej. Mieszkanka drugiego pokoju modliła się żarliwie. Klęczała przy swoim łóżku z  dłońmi splecionymi kurczowo, ze wzrokiem utkwionym nieruchomo w  jeden punkt ściany. Twarz jej, zwrócona profilem do zdradliwego okienka w drzwiach, miała wyraz takiego skupienia religijnego, a  zarazem takiej ufności w  opiekę niebios, że lekkomyślny młodzieniec poczuł jakiś za-

odc. 22

bobonny lęk w sercu i czym prędzej opuścił swój punkt obserwacyjny. Jim przystąpił do następnych drzwi. – Tu mam coś dla pana, mister Wolfson – szepnął, mrużąc oko. Robert spojrzał z ciekawością do okienka. – Twarzy nie widzę – powiedział, odwracając głowę do obok stojącego przewodnika. – Ale zgrabna jest, owszem… – Czekaj pan… Zaraz ją zmusimy, aby się nam przedstawiła z przodu. To rzekłszy, zapukał pięścią do drzwi. Dziewczyna wykonała gwałtowny zwrot na pięcie. Obie dłonie przycisnęła kurczowo do piersi a przerażonymi spojrzeniami swych zalęknionych oczu przylgnęła do okienka, spoza którego śledził ją wzrok jakiegoś prześladowcy. Wstrzymała oddech i  zastygła w  pełnym śmiertelnej trwogi oczekiwaniu, odgadując instynktem, że za tymi drzwiami rozstrzygają się jej losy. – Niesłychane – oburzył się Robert. – Przecież to jeszcze dziecko. – Phi… Dziecko, nie dziecko… Dwanaście lat skończyła. Wielu naszych klientów przepada za takimi. – Chyba jakiś zwyrodniały osobnik. Ja do takich typów nie należę, Jim, i  chciałbym, abyś to zapamiętał. – Więc nie? – Stanowczo nie! – Ha, to pójdziemy dalej, ale pozwolę sobie zauważyć, mister Wolfson, że po jednej flaszce szampana nie miałby pan więcej podobnie głupich skrupułów – rzekł cynicznie przewodnik. Robert oburzył się na serio: – Wypraszam sobie wszelkie uwagi! – warknął. Potem, mszcząc się widocznie za drobny incydent, zaczął straszliwie grymasić i zmusił w ten sposób zniecierpliwionego Jima do przewlekłej wędrówki od okienka do okienka. Nie uczynił wyboru do tej pory, choć wszystkie bez wyjątku niewolnice były naprawdę piękne i młode. Krytykował je, kaprysił, zrzędził, wstydząc się przyznać, że właściwym powodem tego postępowania są dziwne refleksje, jakie się w  nim najniespodziewaniej obudziły. Nie obudziły się w nim nigdy przedtem, może dlatego, że przybywał tu zawsze w hulaszczej kompanii, że zaczynało się od obfitej libacji w barze na pierwszym piętrze, że miał do czynienia wyłącznie z dziewczętami, które pogodziły się dawno ze swym losem i które uważały odwiedziny młodych bywalców klubu za miłą niespodziankę urozmaicającą szarą nudę beznadziejnego, złamanego na zawsze życia. Taka była płomiennowłosa Mag, mała Cissy, wiecznie roztrajkotana Dolly, sentymentalna Molly, i  Maud, która potrafiła wypić nieprawdopodobną ilość koktajli. Wszystkie one były roześmiane, przynajmniej w  towarzystwie swych przygodnych wielbicieli, wszystkie brały udział w  szerokiej zabawie, w  grach hazardowych, w pijatykach, w wyuzdanych igraszkach w  parku, gdzie grały role nimf leśnych, syren, rusałek, a wstawieni goście, przyozdobieni w rogi, skóry i tym podobne rekwizyty, odgrywali faunów, satyrów lub nawet, ku ogólnej wesołości, centaurów. cdn.


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

Stany wewnêtrzne Drugi dzieñ stycznia. Ju¿ posprz¹tano noworoczne trupy. Pró¿no szukaæ resztek sflacza³ych balonów, brokatowych opraW ERONIKA K WIATKOWSKA wek okularów uk³adaj¹cych siê w napis Happy New Year, kolorowych wst¹¿ek, piór, jednorazowych kubeczków okolicznoœciowych, fikuœnych czapeczek z gumk¹, papierowych gwizdków i ca³ej reszty sylwestrowego œmiecia. Spomiêdzy p³yt chodnikowych wyskrobano z³ote konfetti. I tylko neony unosz¹ce siê z³owieszczo nad ulicami ci¹gle ¿ycz¹ radosnych œwi¹t i szczêœliwego nowego roku. Jest póŸno. I jestem zmêczona. Na stacji Essex ³apiê zasiêg w telefonie. Ktoœ wysy³a mi obsceniczne zdjêcia metod¹ AirDropping. To zdaje siê nowa forma podrywu neandertalczyków, którzy zamiast maczugi w rêce dzier¿¹ telefony. Na ekranie pornograficzny rzyg. Akceptujesz czy odmawiasz? Rozgl¹dam siê. Na platformie kilkadziesi¹t osób. Wszyscy w pochyleniu. Jak do modlitwy. Kiwaj¹ siê nad ekranami ciek³okrystalicznych brewiarzy. To mo¿e byæ ka¿dy. M³ody Latynos w burej kurtce, pomarszczony

Azjata objuczony zakupami, d³ugow³osy ry¿y blondyn w rogowych okularach. ¯aden nie nawi¹zuje kontaktu wzrokowego. Obsceniczne zdjêcia wyœwietlaj¹ siê jedno po drugim. Nie nad¹¿am z usuwaniem, wiêc postanawiam wy³¹czyæ telefon. W koñcu nadje¿d¿a metro. Moszczê siê wygodnie. Wyci¹gam ksi¹¿kê. Za trzydzieœci piêæ minut bêdê w domu. Stoimy. Drugi kwadrans. Zd¹¿yliœmy wjechaæ na most i poci¹g nagle siê zatrzyma³. Pies na torach!- og³osi³ konduktor. Czekamy na wsparcie. 45 minut póŸniej pojawia siê policja. S³ychaæ syreny. Do przedzia³u wpada zdenerwowany funkcjonariusz. W jednej rêce ma latarkê, w drugiej miskê z jedzeniem. Chc¹ zwabiæ psa- stwierdza pasa¿er spod okna. Oby uratowali to biedne zwierzê – wzdycha dziewczyna z dzieckiem. To jest nie do pojêcia - prycha starsza pani. ¯eby przez psa zatrzymywaæ ca³y poci¹g, to niedorzeczne! – wykrzykuje wyraŸnie zdenerwowana. Czytam „Ucho igielne” Myœliwskiego. I nagle te kilka zdañ. Jak po¿ar. „Zajrza³em do nastêpnych s¹siadów i nastêpnych, po tej, po tamtej stronie drogi, ale nikt psa nie widzia³. Nadzieja, ¿e go ³atwo znajdê, zaczê³a we mnie topnieæ. W pewnej chwili przerazi³em siê w³asn¹ myœl¹, ¿e móg³ pójœæ gdzieœ na tory pope³niæ samobójstwo. I le¿y miêdzy szynami,

15

Zapraszamy na stronê Autorki: www.stanywewnetrzne.com przejechany przez poci¹g. Nie wiem, czy psy pope³niaj¹ samobójstwa, lecz moja bezradna wyobraŸnia dopuœci³a tak¹ mo¿liwoœæ” – czytam. I zimno siada na plecy. Dog on tracks. Konduktor og³asza, ¿e zasilanie zostaje wy³¹czone. Cichnie szum klimatyzacji. Robi siê gor¹co. Zdejmujê p³aszcz. Rozpinam sweter. Dziecko zaczyna g³oœno p³akaæ. Starsza pani wachluje siê d³oni¹. To ju¿ 65 minut – mamrocze pod nosem. I kiwa g³ow¹, zdegustowana. Gdzie jest pies? Powtarzam. Czy widzicie psa?- s³ychaæ nawo³ywania przez krótkofalówkê. Czujê siê jak na planie hollywoodzkiego filmu akcji. Mo¿e zaraz pojawi siê Keanu Reeves i nas wszystkich uratuje? Myœl o tym, ¿e jesteœmy zamkniêci w blaszanym pude³ku i nie wiadomo kiedy bêdzie mo¿na opuœciæ wagon, zaczyna parali¿owaæ. Robi siê klaustrofobicznie. Duszno. Nieprzyjemnie. Æwiczê oddechy ¿eby unikn¹æ ataku paniki. Raz, dwa, trzy, cztery… wypuœciæ powietrze. Powtórzyæ. Myœl o psie – pisze kole¿anka. Czy wola³abyœ byæ na jego miejscu?

mowanej firmy, która ma w swojej ofercie us³ugê zatytu³owan¹: dogsitting. Jednak – w bli¿ej nieznanych okolicznoœciach, 30 grudnia pies zerwa³ siê ze smyczy i uciek³. Firma nie powiadomi³a klientki o zaistnia³ych okolicznoœciach. Kiedy kilka dni póŸniej wróci³a do Nowego Jorku rozpoczê³a poszukiwania. Ktoœ zauwa¿y³ psa b³¹kaj¹cego siê w okolicy stacji Essex, ktoœ z pasa¿erów nagra³ wideo, na którym widaæ jak rudy biegnie po torach. W akcjê zaanga¿owa³a siê nowojorska policja, liczne s³u¿by, a przede wszystkim wolontariusze, którzy relacjonowali na bie¿¹co przebieg poszukiwañ w mediach spo³ecznoœciowych. Jake, który wczeœniej zosta³ odratowany z transportu do koreañskiej rzeŸni, wróci³ do domu. Podobno koty maj¹ dziewiêæ ¿yæ. Wygl¹da na to, ¿e psom te¿ siê to zdarza.

Myœlê o psie. Który jeŸdzi³ kolej¹. Nazajutrz dowiadujê siê, ¿e mia³ na imiê Jake. Rude futro i ufne spojrzenie. Kiedy jego w³aœcicielka wyjecha³a na œwiêta, zostawi³a psa pod - jak s¹dzi³a – dobr¹ opiek¹ reno-

* Jest marzec. Ale ci¹gle nie ma wiosny. Dzisiaj mijaj¹ trzy tygodnie odk¹d nasz kot przepad³ bez œladu. Wracam z pracy. Zmêczona. Zrezygnowana. Kiedy metro zatrzymuje siê na moœcie, przypominam sobie historiê uratowanego psa. I nagle dostajê wiadomoœæ. Zdjêcie kota pochylonego nad misk¹. W pierwszej chwili myœlê, ¿e to Pani Matka, która siê u nas sto³uje. A potem ju¿ wiem. ¯e zdarzy³ siê jeszcze jeden koci cud. I Cecyl wróci³ do domu.

p³aty regulowane s¹ normalnymi przepisami. Mo¿esz wyznaczyæ beneficjenta i nie musisz wybieraæ pieniêdzy z IRA do ukoñczenia 70.5 lat. Ta wersja pozwala zastosowaæ harmonogram oparty na przewidywanej d³ugoœci ¿ycia twego i twego beneficjanta (joint life-expectancy). Opcja druga – to zamiana IRA zmar³ego ma³¿onka na odziedziczone (jak powy¿ej). Wtedy bêdziesz musia³ robiæ wyp³aty zgodnie z przewidywan¹ d³ugoœci¹ ¿ycia (single life-expectancy), czyli szybciej ni¿ w wersji pierwszej. Co wybraæ? Zale¿y od twoich planów. Je¿eli pieniêdzy szybko nie potrzebujesz, zastosuj opcjê pierwsz¹: zarejestruj IRA jako swoje. To jest korzystne, gdy jesteœ w wieku poni¿ej 70 i pó³ roku, a twój zmar³y ma³¿onek 70.5 lat ukoñczy³, bo przez przejêcie IRA jako swoje, mo¿esz wyp³aty z IRA rozci¹gn¹æ w czasie (streatch IRA). Je¿eli potrzebujesz pieniêdzy, to zamieñ IRA ma³¿onka na odziedziczone IRA (opcja druga), bo od kwot z niego wyp³acanych nie zap³acisz kary, niezale¿nie od swego wieku. (Dla w³aœciciela konta kara wynosi 10% kwot wyjêtych przed ukoñczeniem 59 i pó³ roku). Konto niema³¿onka Spadkobierca nie bêd¹cy ma³¿onkiem zmar³ego musi dopilnowaæ, by przerejestrowaæ konto IRA na odziedziczone (inherited IRA). Przestroga: Przerejestrowanie konta tylko na twoje nazwisko jest jednoznaczne z natychmiastowym wybraniem pieniêdzy i IRS domaga³oby siê podatków od ca³ej kwoty.

Tempo likwidacji IRA odziedziczonego przez niema³¿onka zale¿y od tego, czy w³aœciciel ukoñczy³ 70 i pó³ roku, czy nie. Je¿eli w³aœciciel ukoñczy³ 70 i pó³ roku, to znaczy, ¿e zacz¹³ przymusowe wyp³aty (required withdrawals). Musisz kontynuowaæ wyp³aty w tempie, w jakim on to robi³. Pierwsza rata musi byæ pobrana nie póŸniej ni¿ 31 grudnia roku, w którym zmar³ w³aœciciel. Oblicza siê j¹ dziel¹c stan konta z koñca roku œmierci przez statystycznie wyliczon¹ liczbê lat ¿ycia, jakie ci pozosta³y (life expectancy). Przyk³ad: Jan odziedziczy³ konto IRA ojca warte $100,000. Skoro Jan ma 47 lat, to jego spodziewana d³ugoœæ ¿ycia wziêta z tabel Urzêdu Podatkowego wynosi 37. Jan musi wyp³acaæ rocznie co najmniej $2,703 ($100,000: 37). Je¿eli w³aœciciel nie ukoñczy³ 70 i pó³ roku, to spadkobierca bêdzie czyni³ wyp³aty w tempie dyktowanym swoj¹ spodziewan¹ d³ugoœci¹ ¿ycia. To musi byæ zaczête przed koñcem roku nastêpuj¹cym po roku œmierci w³aœciciela. Je¿eli nie zaczniesz wyp³aty do tego terminu, IRA musi byæ zlikwidowane do 31 grudnia pi¹tego roku po œmierci w³aœciciela IRA, co nazywa siê „regu³¹ piêciu lat” (five year rule). W obydwu przypadkach mo¿esz wycofaæ pieni¹dze szybciej, ale warto zachowaæ konto, które daje schronienie przed podatkami. Je¿eli konto nie mia³o beneficjanta, to przechodzi na masê spadkow¹ i musi byæ opró¿nione w ci¹gu 5 lat. O szczegó³ach porozmawiaj ze swoim ksiêgowym. m

El¿bieta Baumgartner radzi

Odziedziczone konto IRA Konta emerytalne IRA stanowi¹ dla wielu osób jeden z najwiêkszych sk³adników maj¹tkowych, bo œrodki sk³adane regularnie rosn¹ z odroczeniem podatków. Choæ po ukoñczeniu 70 i pó³ roku w³aœciciele musz¹ zacz¹æ stopniowo konta IRA likwidowaæ, niekiedy pozostaj¹ dla spadkobierców. Co czyniæ, gdy odziedziczymy konto IRA – przepisy s¹ skomplikowane, a b³êdy kosztowne. Wyp³ata gotówki Ka¿demu wolno opró¿niæ odziedziczone konto IRA, ale rzadko jest to optymalnym rozwi¹zaniem. Jednorazowo wyp³acona kwota (lump sum) zostanie wliczona do dochodu i zap³acisz podatek dochodowy zgodnie z podatkow¹ skal¹. Warto wiêc spowolniæ wyp³atê pieniêdzy, a¿eby jak najmniej podzieliæ siê z fiskusem i kontynuowaæ jak najd³u¿ej przyrost kapita³u z odroczeniem podatków. Twoje opcje Jak mo¿esz traktowaæ odziedziczone konto IRA i jakie zap³acisz podatki, zale¿y od twego pokrewieñstwa ze zmar³ym oraz twoich planów. · Wdowa lub wdowiec w³aœciciela konta IRA mo¿e traktowaæ IRA zmar³ego jako swoje w³asne albo jako odziedziczone (inherited IRA, patrz ni¿ej). · Osoby nie bêd¹ce ma³¿onkiem zmar³ego otrzymuj¹ konto jako odziedziczone, z którego mog¹ wyp³acaæ œrodki stopniowo, zgodnie ze swoim terminarzem. · Konto IRA zapisane w testamencie musi byæ zlikwidowane w ci¹gu 5 lat. Odziedziczone IRA Odziedziczone konta IRA dzia³aj¹ inaczej od tradycyjnych i nale¿y postêpowaæ z nimi ostro¿nie. B³êdem jest pozostawienie konta nietkniêtego. Je¿eli odziedziczysz IRA od osoby innej ni¿ od ma³¿onka, to nie powinieneœ przenosiæ œrodków

na swoje IRA, ani mieszaæ z innymi. Ka¿de z tych posuniêæ IRS uzna za likwidacjê konta, co spowoduje podatki dochodowe. Konto zostawione przez któregoœ z rodziców nale¿y przerejestrowaæ, by sta³o „odziedziczonym IRA” (inherited IRA). Przyk³ad. Jan Kowalski mia³ w banku konto emerytalne IRA, na którym beneficjentem by³ jego syn Marek. Ojciec zmar³ 1 stycznia 2017 r.. Po œmierci ojca syn uda³ siê do banku, który przerejestrowa³ to konto w nastêpuj¹cy sposób: „Jan Kowalski IRA/ Deceased 1/1/2019/ FBO Marek Kowalski as beneficiary”. FOB znaczy „For the Benefit of”. Niektóre banki stosuj¹ format: „Marek Kowalski, as beneficiary of Jan Kowalski’s IRA”. Zarówno nazwisko zmar³ego jak i syna powinno znaleŸæ siê w tytule Inherited IRA. Dopilnuj, by wstawiona zosta³a data œmierci w³aœciciela i twój numer SS. Finansowa instytucja da ci formularz. Je¿eli beneficjent nie przerejestruje konta zmar³ego, bêdzie to jednoznaczne z wyp³at¹ wszystkich œrodków, likwidacj¹ konta i zap³aceniem podatków dochodowych od pe³nej kwoty. Oto co nale¿y wiedzieæ o odziedziczonym IRA. · Wyp³aty (dystrybucje) z konta odziedziczonego nie podlegaj¹ 10proc. karze, gdy nowy w³aœciciel wyp³aca pieni¹dze przed ukoñczeniem 59 i pó³ roku, chyba ¿e ma³¿onek przej¹³ konto jako swoje. · Odziedziczone IRA nie mo¿e byæ mieszane z innymi istniej¹cymi kontami IRA. Nie wolno dop³acaæ do tego konta. · Na odziedziczonym IRA nie mo¿esz wyznaczyæ swoich spadkobierców (ma³¿onek mo¿e). Konto ma³¿onka Jako ma³¿onek w³aœciciela konta IRA nasz dwie opcje. Opcja pierwsza: Mo¿esz przerejestrowaæ IRA zmar³ego na swoje nazwisko, czyli otworzyæ nowe konto IRA i traktowaæ je jak w³asne. Ta unikalna opcja dostêpna tylko dla ma³¿onków to spousal transfer. Skoro konto bêdzie twoje, wy-

Czy masz pieni¹dze w Polsce? Polskie banki pytaj¹ o twój numer Social Security. FATCA, Euro-FATCA, CRS. Jak polskie banki donosz¹ na ciebie. Jak nie naraziæ siê IRS. Wyjaœnienia w ksi¹¿ce: „Jak chowaæ pieni¹dze przed fiskusem. Podrêcznik agresywnej gry podatkowej”. $50 + $5 na przesy³kê. „Podrêcznik ochrony maj¹tkowej. Jak zabezpieczyæ maj¹tek przez urzêdami, Medicaid, wierzycielami, ex-ma³¿onkiem, fiskusem i innymi wœcibskimi”. $50 + $5. Równie¿: „Powrót do Polski” – finansowe i prawne dylematy amerykañskich reemigrantów. $30 + $5. Ksi¹¿ki s¹ uaktualnione na rok 2019 i dostêpne w ksiêgarni Polonia, 882 Manhattan Ave., Greenpoint, albo od wydawcy: Poradnik Sukces, 255 Park Lane, Douglaston, NY 11363, tel. 718-224-3492, www.PoradnikSukces.com.


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

16

www.kurierplus.com

Rytmy nowojorskie

Œwiadectwo s³owa i muzyki D³ugo nic siê na scenie nie dzieje. W³aœciwie nawet nie ma sceny. Nic nas nie odgradza od szczup³ej postaci stoj¹cej nieruchomo tu¿ przed nami. Pó³mrok otacza j¹ tak samo jak nas. Reflektor oœwietla tylko niewielki prostok¹t wyznaczony bia³¹ taœm¹ na pod³odze. S³uchamy ciszy. Cisza – wstrzemiêŸliwoœæ w wizualnej prezentacji i niedopowiedzenie w opowieœci – pozostanie kluczowym elementem ca³oœci. Bo jak inaczej opowiedzieæ o czymœ niemo¿liwym do wyra¿enia? Jak pokazaæ zgrozê zamkniêcia w maleñkim pomieszczeniu, w poczuciu bezsilnoœci i obezw³adniaj¹cego strachu? Oddaæ rozpacz niewiedzy o najbli¿szych? Nadaæ kszta³t przera¿eniu, gdy uzmys³owisz sobie, ¿e to ludzie swojscy – nie obcy przybyli z daleka, mówi¹cy innym jêzykiem, lecz twoi s¹siedzi, koledzy z ³awki szkolnej czy boiska – kr¹¿¹ wokó³ kryjówki, g³odni nastêpnych mordów? Jak nie wykrzyczeæ tego strachu i grozy, lecz mówiæ o tym wszystkim s³owem zwyk³ym, tonem na tyle spokojnym, by byæ wys³uchanym? Ciszê przerywa ciep³e powitanie: Halo. Nazywam siê Immaculée Ilibagiza. Dziêkujê, ¿e chcecie us³yszeæ jak prze¿y³am to, co siê wydarzy³o w Rwandzie w 1994 r. Widzicie ten prostok¹t? (wskazuje na taœmê wyznaczaj¹c¹ przestrzeñ jeden metr na jeden metr i æwieræ) Cisza powraca, przeci¹ga siê. Aktorka, powtarza pytanie, jeszcze ³agodniej ni¿ za pierwszym razem. Nie wymaga, lecz delikatnie zachêca... I kiedy ktoœ po cichu odpowiada: tak, brzmi to nie jak potwierdzenie oczywistego faktu, ¿e widzimy prostok¹t, lecz naszej pe³nej uwagi. Ryzykowny to pocz¹tek, ale te¿ ca³e przedsiêwziêcie jest ryzykowne. Bo opowieœæ, której mamy wys³uchaæ jest brutalna. 6 kwietnia 1994 r. samolot wioz¹cy prezydenta Juvenala Habyarimana zosta³ zestrzelony, gdy schodzi³ do l¹dowania w Kigala. By³ to odwet radykalnej frakcji rz¹dowej i armii zdominowanej przez grupê etniczn¹ Hutu. Gest protestu i prowokacji za uznanie legalnoœci Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego, ugrupowania uchodŸców pochodzenia Tutsi, odsuniêtych od w³adzy od przewrotu wojskowego

w 1973 r. Habyarimana wraca³ z Tanzanii, po podpisaniu miêdzynarodowego porozumienia w Arusha, które mia³o rozpocz¹æ proces politycznych przeobra¿eñ, pozwalaj¹c na powrót uchodŸców. Habyarimana, sam z pochodzenia Hutu, okrzykniêty zosta³ zdrajc¹ przez radyka³ów, którzy ju¿ od jakiegoœ czasu przygotowywali siê do oporu przeciw zmianom. Tworzono bojówki: Interahamwe i Impuzamugandi, werbowane g³ównie spoœród kryminalnych elementów i marginesu spo³ecznego. Nasila³a siê propaganda budowana na sloganach o „podludziach Tutsi”; „wspólnym celu” bronionym przez Hutu; bogactwach Tutsi gromadzonych „krzywd¹ Hutu”. Armia szkoli³a i uzbraja³a oddzia³y bojówek. Chyba jednak najgroŸniejsze w skutkach by³o masowe rozprowadzanie maczet, sprowadzonych przez rz¹d z Chin za tanie pieni¹dze. Kilkaset tysiêcy maczet dostarczono ch³opom w ca³ym kraju – do „prac rolniczych”. To one sta³y siê g³ównym narzêdziem zbrodni. Katastrofa samolotowa by³a sygna³em wywo³awczym do zamieszek. Ruszy³y z has³ami do mordu Interahamwe („walcz¹cy razem”) i Impuzamugandi („owspólnym celu”). Maczety w rêkach ch³opów obróci³y siê przeciw s¹siadom. Radiowe wezwania zachêca³y do brania jako swoje wszystkiego, co nale¿a³o do Tutsi. Nasila³ siê podzia³ na „my, Hutu” przeciw „karaluchom Tutsi”. Morderca stawa³ siê „têpicielem zarazy”. Pasywnoœæ miêdzynarodowych organizacji – bezradnych? zdezorientowanych? obojêtnych? – wzmaga³a bezkarnoœæ. Ludobójstwo w Rwandzie wyró¿ni³o siê „wyj¹tkow¹ liczb¹ ludzi zamordowanych w wyj¹tkowo krótkim czasie”. Szacunek nadal pozostaje niedok³adny, bowiem wielu z zabitych nie zosta³o zidentyfikowanych, choæby policzonych i pogrzebanych. Cia³a zalega³y ulice i pola. Psy i dzikie zwierzêta ¿ywi³y siê porzuconymi na miejscu mordu. Niedok³adnoœæ szacunku liczby ofiar podkreœla szokuj¹c¹ masowoœæ zbrodni. W ci¹gu dziesiêciu dni od 6 kwietnia 1994 r. zabito pomiêdzy 800,000 a 1,071,000 ludzi, g³ównie pochodzenia Tutsi, ale tak¿e mniej radykalnych Hutu oraz ludzi Twa, trzeciej grupy etnicznej w Rwandzie.

u Pamiêtnik tego, który znikn¹³. Fot. Jan Versweyveld.

u Cud w Rwandzie. Malaika Uwamahoro. Fot. Carol Rosegg. Za³o¿enia przedstawienia „Miracle in Rwanda” s¹ skromne: pozwoliæ opowieœci o jednym, pojedynczym losie zabrzmieæ jasno, w dramacie faktów, prawie bez komentarza. Nie zmienia wstrz¹saj¹cej wymowy historii Immaculée Ilibagiza to, ¿e jej zarys jest nam w du¿ej czêœci znany z podobnych prze¿yæ w scenariuszu innych wojennych dramatów: m³oda dziewczyna opiera siê argumentom ojca, który wysy³a j¹ do zaprzyjaŸnionego s¹siada. W koñcu zostawia ojca, matkê, dwóch braci, i prosi o schronienie u przyjaciela ojca. Pastor Murenzi wskazuje kryjówkê, maleñk¹ ³azienkê – przestrzeñ, któr¹ przywo³uje bia³a taœma na pod³odze. Tu Immaculée – razem z szeœcioma innymi kobietami – przetrwa przez trzy miesi¹ce, wytrzyma chorobê, strach, dzikie krzyki kr¹¿¹cych Interahamwe. Potem jej opowieœæ prowadzi nas do obozu uchodŸców, spotkania z morderc¹. Malaika Uwamahoro, aktorka z Rwandy, potrafi ten trudny monolog przekazaæ z prostot¹, a jednoczeœnie przekonywuj¹c¹ si³¹. Dobrze, ¿e re¿yser George Drance postawi³ na wstrzemiêŸliwoœæ. Scenografia tu ¿adna, efekty teatralne minimalne, rytm wywa¿ony. Rekwizyty sprowadzaj¹ siê do ró¿añca; kilku zdjêciowych portretów; ksi¹¿ki z rachunkiem prowadzonym przez jednego z zabójców: buchalteria liczby i nazwisk zabitych. I bia³ej taœmy, któr¹ na koñcu przedstawienia Immaculée zrywa z pod³ogi – w geœcie wyzwolenia – przemieniaj¹c w bia³e wstêgi, symbol nie tylko fizycznej, ale i duchowej wolnoœci. Bowiem co wyró¿nia opowieœæ Immaculée, to jej g³êboka wiara, która w pewnym sensie przemienia teatralne przedstawienie w rodzaj modlitwy i pojednanie z wyznaczonym losem. Cud w Rwandzie jest œwiadectwem g³êbokiej wiary w si³ê s³ów zwróconych ku Bogu, a szczególnie w wyzwalaj¹c¹ moc modlitwy:… i przebacz nam nasze winy, jako i my przebaczamy winnym. * Niestety, odmienne stanowisko zaj¹³ holenderski re¿yser Ivo van Howe podejmuj¹c siê inscenizacji krótkiego a nadzwyczaj intensywnego utworu Janáèka Diary of One Who Disappeared. Mi³oœæ spad³a na 63-y letniego czeskiego kompozytora jak grom z nieba, nie ca³kiem jasnego, bo ¿ycie mia³ naznaczone tragedi¹: strata synka, œmieræ kochanej córki, k³opoty ma³¿eñskie, ¿mud ciê¿kiej pracy, walka o szansê na wykonanie nowatorskich oper, zw¹tpienia twórcze… Mi³oœæ do Kamili Stösslovej, m³odziutkiej mê¿atki, b³ogo zadowolonej ze swego wygodnego ¿ycia, choæ niespe³niona (Janáèek

pozosta³ drobnomieszczañsko ¿onaty ze Zdenk¹ Schulzov¹ i wielce pracowity), wyzwoli³a nowe si³y do wzlotów muzycznych. W pe³nym spiêæ utworze o mi³oœci prostego ch³opa, którego serce porwa³a Cyganka Zefka, rozbrzmiewa têsknota do wielkich uczuæ i absolutnych wyborów. S³ychaæ zagubienie w labiryncie niepewnoœci, szarpaninê w¹tpliwoœci, gor¹czkê po¿¹dania, lirykê zachwytu œwiatem w momencie, gdy mówisz „kocham” i wierzysz, ¿e jesteœ kochany. Przekonanie, ¿e w³aœnie to jedno „kocham” jest wyznacznikiem twojego ¿ycia i potrafisz podj¹æ ryzyko skoku w nieznane. Czeski ch³op „znikn¹³ ze wsi” i poszed³ w œwiat za piêkn¹ Zefk¹… Nie wiemy, jaki go los dalej czeka³, na pewno nie³atwy. Ale Janáèek pozostawi³ œwiadectwo si³y wyobraŸni i kunsztu nadania kszta³tu wielkim a sprzecznym uczuciom. Inscenizacja zaprezentowana przez Muziektheater Transparant i Ivo van Hove ma wszystkiego za du¿o: projekcji filmowych, fragmentów nagrañ, wyszukanego ruchu na scenie, gry œwiate³, przeci¹g³ych pauz…. Efekty zamiast pozwoliæ rozbrzmieæ muzyce w jej pe³nym a skomplikowanym bogactwie rozpraszaj¹ nasz¹ uwagê, mimo kunsztownej gry Lady Valesovej i œwietnego œpiewu Andre Dickinsona. Do tego jeszcze, jakby by³o za ma³o uczuciowych burz, dodano tutaj nowe fragmenty muzyczno-œpiewne, kompozycji Annelies Van Parys, które maj¹ „uzupe³niæ” historiê z punktu widzenia Zefki. Gra¿yna Drabik

Leslie Lewis i Edward Vilga, Miracle in Rwanda, na podstawie œwiadectwa Immaculée Ilibagiza. Inscenizacja przez Magis Theatre Company. Re¿yseria: George Drance, oœwietlenie: Erich Keil i Gina Costagliola, in¿ynieria dŸwiêku: Taiwo Heard; dramaturgia: Shele Williams. Solowy wystêp Malaika Uwamahoro (Immaculée Ilibagiza). Premiera 9 kwietnia, przedstawienia do 11 maja, w Lion Theatre, Theatre Row, 410 W. 42 St., przy Nine Ave; www.theatrerow.org. Leoš Janáèek, Diary of One Who Dispappeared oraz kompozycje Annelies Van Parys. Inscenizacja przez Muziektheater Transparant. Re¿yseria: Ivo van Hove, scenografia i oœwietlenie: Jan Versweyveld, kostiumy: An D'Huys, dramaturgia: Krystian Lada. Wystêpuj¹: Lada Valešová (fortepian), Wim van der Grijn (aktor), Andrew Dickinson (tenor), Marie Hamard (mezzo sopran) oraz Raphaele Green, Annelies Van Gramberen i Naomi Beeldens (trio). 4-6 kwietnia, BAM Opera, Brooklyn.


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

100-lecie wyzwolenia Wileñszczyzny

Walki o Wilno 1918 – 1919

17

Emilia’s Agency nowy adres 576 Manhattan Avenue, Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-609-1675; 718-609-0222; Fax: 718-609-0555

3 ROZLICZENIA PODATKOWE 3 NUMER PODATNIKA - ITIN - z potwierdzeniem

autentycznoœci kopii paszportu 3 PE£NOMOCNICTWA - APOSTILLE 3 SPONSOROWANIE RODZINNE 3 OBYWATELSTWO i inne formy

3 T£UMACZENIA DOKUMENTÓW 3 ZASI£KI DLA BEZROBOTNYCH 3 WYSY£KA PIENIÊDZY I PACZEK 3 EMERYTURY AMERYKAÑSKIE 3 MIÊDZYNARODOWE PRAWO JAZDY 3 NOTARY PUBLIC (zawsze w agencji)

Agencja otwarta 7 dni w tygodniu

u Józef Pi³sudski w Wilnie. 1919 r. W dziejach nowo¿ytnych Wilno by³o wa¿nym oœrodkiem polskiej pañstwowoœci i kultury. W ramach unii personalnej Polski i Litwy ju¿ od po³owy XV wieku miasto s³u¿y³o jako jedna z rezydencji polskich monarchów, którzy posiadali równie¿ tytu³ Wielkich Ksi¹¿¹t Litewskich. Po zawarciu unii realnej w Lublinie w 1569 r., Wilno sta³o siê obok Warszawy najwiêkszym centrum politycznym Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Rozbiory Polski oznacza³y kres unii z Litw¹. Jednak¿e nawet pod zaborem rosyjskim Wilno wraz ze swym uniwersytetem by³o wa¿nym oœrodkiem polskiej kultury i nauki. Pod koniec I wojny œwiatowej rejon Wileñszczyzny by³ aren¹ walk i sporów miêdzy Polakami, Litwinami, Bia³orusinami oraz nadci¹gaj¹cymi ze wschodu si³ami bolszewików. Stacjonowa³y tu w dalszym ci¹gu wojska niemieckie. Dominuj¹c¹ grup¹ narodowoœciow¹ zamieszkuj¹c¹ Wilno w tym czasie byli Polacy, którzy stanowili ok. 55 procent ludnoœci miasta. Drug¹, liczn¹ grup¹ byli ¯ydzi reprezentuj¹cy prawie 42 procent populacji. Litwinów w tym czasie by³o tylko 2 procent. Czêœæ polskiej ludnoœci Wileñszczyzny jeszcze przed zdobyciem niepodleg³oœci przez Polskê przygotowywa³a siê do przy³¹czenia tych ziem do tworz¹cego siê pañstwa. Formowanie polskich jednostek wojskowych w Wilnie rozpoczê³o siê 10 wrzeœnia 1918 roku pod patronatem Zwi¹zku Wojskowych Polaków (ZWP). Podjêto próbê porozumienia ludnoœci polskiej, litewskiej, bia³oruskiej i ¿ydowskiej w celu wspólnej obrony przed zbli¿aj¹cymi siê bolszewikami, która jednak zakoñczy³a siê fiaskiem. W zwi¹zku z tym obronê miasta zamierza³a samodzielnie podj¹æ nowo powsta³a polska Samoobrona Krajowa Litwy. Aktywnie dzia³a³a te¿ wileñska Polska Organizacja Wojskowa (POW) pod kierownictwem Witolda Go³êmbiowskiego. 31 grudnia Polacy przyst¹pili do rozbrajania ¿o³nierzy niemieckich. W wyniku pertraktacji dowództwo niemieckie zobowi¹za³o siê do przekazania polskim formacjom czêœci miasta. 4 stycznia 1919 roku pod Now¹ Wilejk¹ dosz³o do pierwszych

walk z nacieraj¹c¹ Armi¹ Czerwon¹. Polska kawaleria ponios³a straty i zosta³a zmuszona do wycofania siê. Piechota próbowa³a dokonaæ kontrataku na Now¹ Wilejkê, jednak ta próba nie powiod³a siê. Regularne oddzia³y Armii Czerwonej mia³y znaczn¹ przewagê nad improwizowanymi, nieregularnymi oddzia³ami polskiej samoobrony. 5 stycznia wieczorem, wobec braku szans na utrzymanie siê w mieœcie, szef sztabu kapitan Zygmunt Klinger zadecydowa³ o przerwaniu walk i opuszczeniu Wilna. 7 lutego 1919 r. bolszewickie w³adze Litwy i Bia³orusi po³¹czy³y siê tworz¹c Litewsko-Bia³orusk¹ Socjalistyczn¹ Republikê Rad. Na kontrolowanych przez ni¹ terenach panowa³ terror wymierzony g³ównie przeciw ziemianom, inteligencji, dzia³aczom niepodleg³oœciowym i duchowieñstwu. Naczelnik Pañstwa Józef Pi³sudski opowiada³ siê za wznowieniem wiêzów federacyjnych miêdzy Polsk¹ a Litw¹, które sta³yby siê zal¹¿kiem zbudowania szerszego bloku polityczno-militarnego skierowanego przeciwko powstaj¹cej potêdze bolszewickiej. Przysz³y marsza³ek uwa¿a³, ¿e g³ównym niebezpieczeñstwem dla odradzaj¹cych siê pañstw Europy wschodniej jest sowiecka Rosja. W marcu 1919 roku rozpoczê³y siê polskie przygotowania do przeprowadzenia operacji wyzwolenia Wilna z r¹k bolszewickich. Zajêcie Wilna by³o osobist¹ decyzj¹ Komendanta. Wiêkszoœæ rz¹dów Zachodu by³a temu przeciwna. Du¿a czêœæ polityków krajowych równie¿ nie popiera³a tego kroku. Pi³sudski twierdzi³ ca³kiem s³usznie - ¿e jest to polskie miasto i powinno znaleŸæ siê w granicach Rzeczpospolitej. Zdecydowa³ siê za pomoc¹ polityki faktów dokonanych odnowiæ zwi¹zek z historyczn¹ Litw¹. Liczy³ przy tym, ¿e uzyska akceptacjê tej idei przez prezydenta USA, Woodrow Wilsona przy désinteressement Anglików i Francuzów. Polska ofensywa rozpoczê³a siê w dniu 16 kwietnia. Nastêpnego dnia oddzia³y 1-szej Dywizji Piechoty Legionów dowodzonej osobiœcie przez Pi³sudskiego, wspierane przez 2-g¹ Dywizjê Piechoty Legionów genera³a Rydza-Œmig³ego zajê³y Lidê. Œwitem 19 kwietnia w niedzielê wielkanocn¹ rozpocz¹³ siê decyduj¹cy bój o Wil-

no. O godzinie pi¹tej rano oddzia³y polskiej kawalerii zajê³y dworzec kolejowy w Wilnie, uniemo¿liwiaj¹c bolszewikom wykorzystanie kolei do transportu jednostek do Wilna oraz dezorganizuj¹c ich system ³¹cznoœci telefonicznej i telegraficznej. Nastêpnie przyst¹piono do walk o centrum miasta, w czasie których wyró¿ni³y siê grupy dowodzone przez majora Mariusza Zaruskiego i majora Gustawa Orlicza-Dreszera. Zaskoczony b³yskawicznym zagonem kawaleryjskim nieprzyjaciel cofa³ siê w bezw³adzie, chaotycznie broni¹c siê w niewielkich zgrupowaniach. Wkrótce jednak opór okrzep³, gdy bolszewicy zorientowali siê w s³aboœci polskich si³ oraz braku polskiej piechoty. Zaciekle walczono o ka¿dy dom i plac. Walkom towarzyszy³ niezwyk³y entuzjazm polskich mieszkañców miasta, wspieraj¹cych na ka¿dym kroku polskich ¿o³nierzy. Do spieszonych polskich kawalerzystów przy³¹czy³a siê nie tylko m³odzie¿ Wilna, ale tak¿e starsi mê¿czyŸni, a nawet dzieci i kobiety. Zdecydowanie wrogo do wojsk polskich odnosi³a siê natomiast ludnoœæ ¿ydowska. Wobec widocznej przewagi Polaków, bolszewicy w dniu 21 kwietnia 1919 roku zaprzestali dalszego oporu. Walki w mieœcie usta³y tego dnia popo³udniu. Do polskiej niewoli trafi³o ponad 1800 czerwonoarmistów. O polskim sukcesie zadecydowa³o zaskoczenie bolszewików, b³yskawiczne opa-

nowanie dworca w Wilnie, zdecydowanie w dzia³aniu oraz masowe poparcie polskich ¿o³nierzy przez mieszkañców miasta. 21 kwietnia 1919 r. do oswobodzonego Wilna przyby³ Józef Pi³sudski, który nastêpnego dnia wyda³ odezwê do mieszkañców by³ego Wielkiego Ksiêstwa Litewskiego. G³osi³a ona m. in.: „...chcê daæ wam mo¿noœæ rozwi¹zania spraw wewnêtrznych, narodowoœciowych i wyznaniowych tak, jak sami sobie tego ¿yczyæ bêdziecie, bez jakiegokolwiek gwa³tu lub nacisku ze strony Polski”. Jednoczeœnie Naczelny Wódz zapowiedzia³ utworzenie zarz¹du cywilnego w Wilnie z Jerzym Osmo³owskim na czele, którego zadaniem mia³o byæ u³atwienie ludnoœci wypowiedzenia siê przez swobodnie wybranych przedstawicieli. Nowa administracja mia³a dostarczyæ potrzebuj¹cym pomocy w ¿ywnoœci, popieraæ lokaln¹ gospodarkê oraz dbaæ o zapewnienie ³adu i spokoju. Zawarta w deklaracji oferta utworzenia federacji polsko-litewskiej zosta³a odrzucona przez rz¹d litewski. Do 30 kwietnia 1919 roku genera³ Rydz-Œmig³y, dysponuj¹cy 2-g¹ Dywizj¹ Piechoty Legionów, 1-sz¹ Brygad¹ Jazdy Beliny-Pra¿mowskiego oraz czêœci¹ si³ grupy lidzkiej genera³a Lasockiego, zdecydowanymi uderzeniami rozbi³ trzy grupy bolszewickie ko³o Podbrodzia oraz So³y-Oszmiany przesuwaj¹c front o 6090 km od Wilna. Ca³a Wileñszczyzna by³a wolna.

Kazimierz Wierzbicki

u Polscy u³ani wkraczaj¹cy do Wilna. Przejazd obok cmentarza na Rossie.

663 Grandview Ave., Ridgewood, NY 11385, (718) 366-3200 www.mortonridgewood.com Pe³ne us³ugi pogrzebowe ju¿ od $3350. W tym wizytacje, trumna i wszystkie niezbêdne profesjonalne us³ugi. Przewóz zw³ok do Polski w konkurencyjnej cenie.


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

18

896 Manhattan Avenue Suite 27 (na piêtrze) - Brooklyn, NY 11222 Tel: (718) 609-1560, (718) 383-6824, Fax: (718) 383-2412

MICHA£ PANKOWSKI TAX & CONSULTING EXPERT Us³ugi w zakresie: 3 Ksiêgowoœæ 3 Rozliczenia podatkowe indywidualne i biznesowe, w tym samochodów ciê¿arowych

3 Rejestracja biznesu i licencje 3 Konsultacje 3 Bezpodatkowa zamiana domów 3 #SS - korekty danych

Email: Info@mpankowski.com

www.kurierplus.com

Og³oszenia drobne Cena $10 za maksimum 30 s³ów

24-GODZINNY SERVICE, RYSZARD LIMO: us³ugi transportowe, wyjazdy, odbiór osób z lotniska, œluby, komunie, szpitale, pomoc jêzykowa w urzêdach, szpitalach oraz drobne przeprowadzki. Tel. 646-247-3498

PRACA ZA $18.50 Mo¿esz pomóc ludziom, których kochasz i otrzymywaæ za to dobre wynagrodzenie. Jeœli Twoi rodzice, krewni, przyjaciele, s¹siedzi otrzymuj¹ Medicaid lub Medicare, mo¿na zacz¹æ pracowaæ dla nich jako asystent lub pomoc domowa. Nie wymagane certyfikaty. Nasza agencja pomo¿e Ci w tym. Wynagrodzenie $18.50 za godzinê.

Zadzwoñ: tel. 347-462-2610 POTRZEBNA KELNERKA do pracy w polskiej restauracji

na Greenpoicie tel. 646-785-6954

POZNAM PANI¥

Acupuncture and Chinese Herbal Center Dr Shungui Cui, L.Ac, OMD, Ph.D – jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni. LECZY: l katar sienny l bóle pleców l rwê kulszow¹ l nerwobóle l impotencjê zapalenie cewki moczowej l bezp³odnoœæ l parali¿ l artretyzm l depresjê l nerwice l zespó³ przewlek³ego zmêczenia l na³ogi l objawy menopauzy l wylewy krwi do mózgu l alergie l zapalenie prostaty l rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp.

63-latek na sta³e mieszkaj¹cy w USA, pragnie poznaæ pani¹ o dobrym sercu, w celu stworzenia sta³ego i wiernego zwi¹zku. Listy ze zdjêciem (do zwrotu) proszê przesy³aæ pod adres: John S Church Street Station P. O Box 1172 New York, New York 10008-1172

Kurier Plus w internecie: www.kurierplus.com

l

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku 144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354 Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 7:00 pm; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223 Od wtorku do soboty: 12:00-7:00 pm, w niedziele 12:00 - 3:00 pm (718) 266-1018 www.drshuiguicui.com Akcetujemy ubezpieczenia: 1199, Aetna, BCBS, Cigna, Elder Plan, Liberty, Magnacare, Multiplan, Triad Health (VHS), UHC Empire Plan

PROFESJONALNA POMOC

Poszukujê osoby, która w profesjonalny sposób zaopiekuje siê mieszkaniem w Tribeca na Manhattanie. Obowi¹zki: sprz¹tanie z uwzglêdnieniem ³azienek i kuchni, mycie pod³óg i elektroluksowanie, prasowanie poœcieli i mêskich koszul. Praca raz w tygodniu. Najchêtniej w pi¹tki od 9:00 do 14:00. $20 za godzinê.

Tel. (917) 679 4000

PRZYJMÊ PRACÊ Doœwiadczony mê¿czyzna z certyfikatem HHA przyjmie pracê w charakterze opiekuna. Zadzwoñ nr tel. 347-495-7934.

POLONEZ 159 Nassau Ave Brooklyn NY 11222 Tel. 718 - 389 - 6001 polonez159@gmail.com www.polonez shipping.com

Plan wycieczek 2019: m

Dooko³a USA w 16 dni

25 maja,16 lipca, 27 lipca, 7 wrzeœnia, 28 wrzeœnia

Dooko³a USA w 19 dni Podró¿ Marzeñ 13 sierpnia do 31 sierpnia m Niagara – od maja do paŸdziernika m Waszyngton, Filadelfia, Floryda, inne atrakcje m

Paczki lotnicze do Polski i Europy Przesy³ki pieniê¿ne USME, Apostille

Zapraszamy ZATRUDNIMY RECEPCJONISTÊ Zatrudnimy w biurze dwujêzycznego recepcjonistê. (Bieg³y polski i angielski) -15 dolarów za godzinê podczas treningu, 18 po oficjalnym zatrudnieniu. 29 godzin tygodniowo. Od poniedzia³ku do pi¹tku od 10:00 do 16:00, w pi¹tek od 10:00 do 15:00. Du¿e doœwiadczenie nie jest konieczne. Wymagana jest: *znajomoœæ polskiego i angielskiego, *znajomoœæ komputera i internetu, *dobra pamiêæ *dobry kontakt z klientami Jeœli masz te umiejêtnoœci przyœlij e-mail uzasadniaj¹cy dlaczego jesteœ w³aœciwym kandydatem na tê pozycjê. Podaj miejsce zamieszkania i numer telefonu. Nasze biuro znajduje siê na Bensonhorst (Brooklyn). Pisz do nas: E-mail: qualitytouchcare@gmail

HYDRAULICY POSZUKIWANI Zatrudnimy fachowców z doœwiadczeniem i pozwoleniem na pracê. AMN Corporation Plumbing & Heating Contractor 53-28 61st Street, Maspeth, NY 11378

Tel. 718-326-9090/2795

Fortunato Brothers 289 MANHATTAN AVE. (blisko Metropolitan Ave.) BROOKLYN, N.Y. 11211; Tel. 718-387-2281 Fax: 718-387-7042 CAFFE - PASTICCERIA ESPRESSO - SPUMONI GELATI - CAKES

Czytaj nas w internecie: www.kurierplus.com

W³oska ciastkarnia czynna codziennie do 11:00 wieczorem, a w weekendy do 12:00 w nocy. Zapraszamy.


KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

19

Z rodzin¹ jachtem ma koniec œwiata

¯eglarze – prepersi czy nomadzi? Na l¹dzie rozwija siê popularny ruch – prepersi. Przygotowani. To osoby, które s¹ gotowe sprostaæ nieprzewidywalnym, zaskakuj¹cym sytuacjom ¿yciowym. Z drugiej strony mamy nomadów, koczowników – osobyo których wiemy, ¿e s¹ samowystarczalne. Nomadzi ma³o lub nic nie wiedz¹ o problemach naszej cywilizacji. Bywa, ¿e gdy po miesi¹cach nieobecnoœci pojad¹ ze swoimi produktami do jakiegoœ sklepu i tam sprzedawca zamiast przywitaæ ich w pomieszczeniu oœwietlonym œwiat³em elektrycznym, bêdzie mia³ na przyk³ad œwiat³o gazowe. Wywo³a to ich zdziwienie? Niekoniecznie. Koczownicy to s¹ osoby, które z za³o¿enia nie chc¹ korzystaæ ze zdobyczy cywilizacji. S¹ w wiêkszoœci samowystarczalni. Oczywiœcie ³atwiej jest im kupiæ wiele produktów, które ich przodkowie robili samodzielnie, w zamian za produkty, które robi¹ na co dzieñ – jak ser, jak mleko, jak skóry, jak chocia¿by we³na wielb³¹dów – ale potrafi¹ te¿ wszystko wykonaæ samodzielnie. W trzeciej grupie mamy ¿eglarzy. To osoby, które na co dzieñ musz¹ byæ przygotowane na wszystko. WyobraŸcie sobie, ¿e ¿eglarz, który p³ynie z jednego miejsca do drugiego nie wie ile to potrwa i jak jest daleko. I po drodze praktycznie nikt mu nie pomo¿e. Kiedy wybieram siê w podró¿ z Warszawy do Krakowa – samochodem wiem, ¿e przejadê trochê ponad 200 kilometrów. Jak szybko dojadê zale¿y trochê od korków, ale na pewno podró¿ potrwa kilka godzin, nie kilka dni. Natomiast ¿eglarz wybieraj¹c siê w tak¹ podró¿ nie wie ile przep³ynie kilometrów, a ju¿ na pewno nie wie ile mu to zajmie czasu. Bo w drodze na morzu lub oceanie (a tam najczêœciej odleg³oœæ bêdzie wielokrotnie d³u¿sza) mo¿e okazaæ siê, ¿e zrobi nie 200 kilometrów, a 600, na tym samym odcinku drogi. I zajmie mu to nie cztery godziny, a kilka dni. Wystarczy, ¿e wiatr wieje w twarz, trzeba halsowaæ i zrobimy dwa razy wiêcej drogi i zajmie to trzy razy wiêcej czasu ni¿ siê planuje. A jak przyjdzie sztorm to ¿eglarz nie pop³ynie tam gdzie chce tylko tam gdzie mo¿e. Dlatego ¿eglarze s¹ przygotowani na to, ¿eby nie korzystaæ ze zdobyczy cywilizacji czasami ca³ymi dniami, a bywa, ¿e tygodniami i miesi¹cami. Oczywiœcie wspó³czeœni ¿eglarze korzystaj¹ ze zdobyczy technologii. Wrêæz trudno pomyœleæ, ¿eby ktoœ na jachcie nie

posiada³ urz¹dzeñ komunikacyjnych, lub czujników dotycz¹cych chocia¿by prêdkoœci i si³y wiatru. Natomiast ka¿dy ¿eglarz ma obowi¹zek posiadaæ umiejêtnoœci i wiedzê, ¿eby wiedzieæ co zrobiæ, gdy wszystkie urz¹dzenia przestan¹ dzia³aæ. Ka¿dy ¿eglarz ma obowi¹zek posiadania umiejêtnoœci dotycz¹cych tego co zrobiæ, gdy natura ca³kowicie nas zaskoczy. I absolutnie ka¿dy ¿eglarz ma œwiadomoœæ tego, ¿e nie jest w stanie wygraæ z natur¹. My ¿eglarze, mo¿emy siê tylko do niej dostosowaæ. Uczymy siê coraz lepiej j¹ rozumieæ, ale wiemy o tym, ¿e nigdy z ni¹ nie wygramy. No có¿. Nie od dzisiaj ¿eglarze nie wiedz¹, kiedy przybij¹ do portu. Nie od dzisiaj ¿eglarze równie¿ nie wiedz¹ czy na pewno uda im siê do tego portu dotrzeæ. WyobraŸcie sobie, ¿e teraz co roku ponad 85 tysiêcy statków p³ywa po morzach i oceanach œwiata. Ponad 90 procent wszystkich towarów, które transportuje siê miêdzy kontynentami, jest przewo¿ona na pok³adach statków, a mimo to nadal co roku kilkadziesi¹t statków bezpowrotnie ginie. Ginie te¿ wielu marynarzy i jeszcze wiêcej ¿eglarzy. Co roku jesteœmy teoretycznie coraz lepiej przygotowani, ale czêsto okazuje siê, ¿e to tylko teoria. Coraz czêœciej te¿ nowoczesne zdobycze cywilizacji gubi¹ Ÿle przygotowanych ¿eglarzy. Kiedyœ ka¿dy wiedzia³ co zrobiæ, gdy na pok³adzie jachtu stracimy dostêp do energii elektrycznej. Przecie¿ jacht to jednostka o napêdzie ¿aglowym i napêd mechaniczny jest tylko napêdem pomocniczym. Jak za dawnych, dawnych lat. Dziœ ta wiedza staje siê domen¹ dobrych ¿eglarzy, dobrych szkoleñ i dobrych kapitanów. Niestety coraz czêœciej popularne ¿eglarstwo przeradza siê w jachting. Wœród ludzi panuje chêæ nieuczenia siê rzeczy, które nie s¹ niezbêdne, i uczymy siê ich na wypadek sytuacji skrajnych zdarzaj¹cych siê rzadko. Z tego co ju¿ powiedzia³em ³atwo siê domyœleæ, ¿e prowadzenia jachtu bez nowoczesnych urz¹dzeñ mo¿na uczyæ tylko podczas dobrych szkoleñ. Przecie¿ Internet jest dostêpny ledwie kilkadziesi¹t lat. GPS jeszcze krócej. Telefony komórkowy to dzisiejszy niezbêdnik. Ale te wszystkie urz¹dzenie i tak nie dzia³aj¹ na otwartym oceanie. Nietrudno sobie wyobraziæ pierwsz¹ burzê, która przechodz¹c nad jachtem wyzeruje wszystkie akumulatory po uderzeniu pioruna. Wtedy zostaje nam dok³adnie to co mia³ Kolumb, gdy pierwszy raz przekracza³ Ocean Atlantycki.

Tylko, ¿e my jesteœmy m¹drzejsi. My wiemy, ¿e Ziemia jest okr¹g³a, ¿e jej obwód to trochê ponad 40 tysiêcy kilometrów i dok³adnie w jakim kierunku, z jak¹ prêdkoœci¹, jak d³ugo nale¿y p³yn¹æ, by dotrzeæ do najbli¿szego portu. Sk¹d to wiemy? Nauczyliœmy siê tego. Mamy proste narzêdzie w postaci przenoœnika, trójk¹tów nawigacyjnych, ale równie¿ map, kompasu i sekstantu. To s¹ rzeczy, których nie stracimy z powodu uderzenia pioruna, ale wtedy, gdy to siê wydarzy, bêdzie zdecydowanie za póŸno, ¿eby siê nauczyæ z nich korzystaæ. Dlatego ka¿dy kapitan, ka¿de dobre szkolenie i ka¿da dobra szko³a uczy tego, ¿e ka¿dy ¿eglarz ma absolutny obowi¹zek bycia przygotowanym na sytuacje kryzysowe. To nie wszystko. Ka¿dy sternik czy te¿ kapitan na pok³adzie jachtu ma obowi¹zek przekazywania tej wiedzy i egzekwowania jej poœród ¿eglarzy, którzy s¹ na pok³adzie jego jachtu. Przecie¿ to on mo¿e byæ t¹ osob¹, która pierwsza utraci mo¿liwoœæ komunikacji. Mo¿e dostaæ ataku serca, wypaœæ za burtê – wtedy tylko wiedza i umiejêtnoœci pozosta³ych cz³onków za³ogi go uratuj¹. Na morzu w trudnych warunkach jest siê samemu. Pomoc przybêdzie po kilku godzinach, lub kilku dniach o ile oczywiœcie skutecznie j¹ wezwiemy. W wielu wypadkach ¿eglarz na morzu jest sam. Dlatego ¿eglarz jest trochê nomadem, który musi korzystaæ z tego co mo¿e sa-

memu wytworzyæ i zrobiæ, z wiedzy, któr¹ zdoby³ wczeœniej, z rzeczy które go otaczaj¹. Jest te¿ osob¹ przygotowan¹, bo jego zadaniem jest niedoprowadzanie nigdy do sytuacji w której móg³by siê znaleŸæ w niebezpieczeñstwie. Jednak jak doœwiadczenie wskazuje, te sytuacje s¹ po prostu nieprzewidywalne. Nadal ¿yjemy w czasach, w których prognoza pogody na oceanie czêsto siê nie sprawdza i nagle nadchodzi sztorm którego mia³o nie byæ. Prowadzê wyprawy i szkolenia od lat. Prowadzê szko³ê ¿eglarsk¹ i od lat przygotowujê ludzi do wypraw. Uczê jak unikaæ niebezpieczeñstw i sztormów. A i tak co roku jestem zmuszony ratowaæ ¿ycie za³ogi na pok³adzie jachtu, bo prognozy pogody siê drastycznie nie sprawdzi³y. Nigdy nic nam siê nie sta³o i zak³adam, ¿e zawsze tak bêdzie, ale codziennie siê uczê, bo nigdy nie wiem czy coœ, co mnie spotka, nie bêdzie wykraczaæ poza moje umiejêtnoœci i wiedzê. Tak uczê zawsze swoich ¿eglarzy na pok³adzie jachtu: zróbcie wszystko, co mo¿ecie, ¿eby byæ przygotowanym na warunki, jakich siê spodziewacie, a warunki i tak was zaskocz¹. Dlatego ¿eglarz to trochê nomada, trochê prepers, ale te umiejêtnoœci s¹ dla niego tak wa¿ne, jak wa¿ne jest dla niego ¿ycie swoje i innych na pok³adzie jachtu.

Autor tekstu: Kapitan Adam Jakubczak Autor zdjêæ: Kapitan Edyta Kos-Jakubczak


20

KURIER PLUS 13 KWIETNIA 2019

www.kurierplus.com

Profile for Kurier Plus

Kurier Plus - e-wydanie 13 kwietnia 2019  

Kurier Plus - e-wydanie 13 kwietnia 2019  

Advertisement