Page 1

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

ER KURI P L U S

P O L I S H NUMER 1271 (1571)

W E E K L Y ROK ZA£O¯ENIA 1987

M A G A Z I N E TYGODNIK

12 STYCZNIA 2019

PE£NE E-WYDANIE KURIERA W INTERNECIE: WWW.KURIERPLUS.COM

í O poezji Anny Frajlich – str. 5

í Polacy i Rosjanie – str. 6 í „Zdmuchniêty” pracownik otrzymuje 3,000,000 – str. 7

í Idziemy kolêdowaæ – str.9 í Sprawy podstawowe – str.15 í W obronie relikwii œw. Andrzeja Boboli – str.16-17 FOT.: JACEK BIELARZ

Tomasz Bagnowski

Spór o mur Prezydent Donald Trump w publicznym wyst¹pieniu z Bia³ego Domu wezwa³ do sfinansowania muru na granicy z Meksykiem. Demokraci odmawiaj¹ na to zgody. Z powodu przed³u¿aj¹cego siê konfliktu, który trwa ju¿ trzy tygodnie, nie funkcjonuje czêœæ agencji rz¹dowych, bo Kongres nie uchwali³ dla nich bud¿etu. Tzw. shutdown obejmuje ³¹cznie oko³o 800 tys. pracowników, którzy zmuszeni s¹ pracowaæ za darmo lub zostali przymusowo wys³ani na urlopy i równie¿ nie otrzymuj¹ wynagrodzeñ. Rz¹dowy parali¿ dotyka m.in. osób zatrudnionych w TSA – agencji sprawdzaj¹cej pasa¿erów na lotniskach, agentów Stra¿y Granicznej i pracowników Homeland Security Department. Wielu z nich znalaz³o siê w bardzo trudnej sytuacji. Zarobki w tych agencjach nie nale¿¹ do wysokich. Dla przyk³adu agenci Border Patrol, którzy maj¹ na utrzymaniu rodziny nawet podczas gdy wszystko funkcjonuje normalnie ¿yj¹ poni¿ej progu ubóstwa. Teraz musz¹ liczyæ na dobrodusznoœæ banków kredytuj¹cych ich domy, szkó³, gdzie trzeba p³aciæ czesne i lekarzy. Kiedy spór siê zakoñczy otrzymaj¹ oczywiœcie zaleg³e pensje. Problem w tym, ¿e na razie nikt nie ma pojêcia kiedy mo¿e to nast¹piæ. Donald Trump podczas wyst¹pienia wyg³oszonego z Gabinetu Owalnego Bia³ego

Domu (pierwsze tego rodzaju przemówienie tego prezydenta) próbowa³ wyt³umaczyæ dlaczego mur na granicy z Meksykiem jest niezbêdny dla bezpieczeñstwa narodowego i dlaczego nie mo¿e w tej sprawie ust¹piæ. „To wybór miêdzy tym co dobre i z³e, sprawiedliwoœci¹ i bezprawiem” – mówi³ m.in. Trump, zwracaj¹c siê przy okazji do Amerykanów by wywierali presjê na kongresmanów w swoich okrêgach wyborczych, domagaj¹c siê uchwalenia pieniêdzy na mur. W przemówieniu prezydenta trudno by³o doszukaæ siê jakichœ nowych argumentów przemawiaj¹cych za koniecznoœci¹ zbudowania muru. Trump przedstawi³ dobrze ju¿ znan¹ opinii publicznej w³asn¹ wizjê sytuacji, mówi¹c o tym jak wielu przestêpstw w Ameryce dokonuj¹ nielegalni imigranci i jak wiele narkotyków przedostaje siê do USA przez po³udniow¹ granicê. „Ka¿dego dnia 300 naszych obywateli umiera z powodu heroiny, która w 90 proc. szmuglowania jest przez po³udniow¹ granicê” – powiedzia³ m.in. Trump. í8

Guggenheim Museum. Tu mieszcz¹ siê jedne z najbardziej znanych sal wystawowych na œwiecie. 1071 5th Ave, New York, NY 10128.

Po prostu P.O.M.O.C Przychodz¹ tu ci, którzy potrzebuj¹ pomocy. Zagubieni w skomplikowanym, amerykañskim systemie prawnym i socjalnym, nie wiedz¹ jak siê w nim poruszaæ, na co mog¹ liczyæ, czego oczekiwaæ. Przekraczaj¹c próg tego biura, wszyscy, niezale¿nie od statusu imigracyjnego, czuj¹ siê tutaj bezpiecznie. Bo organizacja P. O. M. O. C s³u¿y pomoc¹ tym, którzy jej potrzebuj¹. Dyrektor Ewa Kornacka, zwi¹zana jest z P. O. M. O. C-¹ od 26 lat. – 26 lat to kawa³ czasu. Jak znalaz³aœ siê w P. O. M. O. C-y? – Trafi³am tutaj przez przypadek. Dowiedzia³am siê od kole¿anki, ¿e organizacja pomagaj¹ca imigrantom poszukuje konsultanta do spraw imigracyjnych. Szuka³am wtedy pracy, próbowa³am u³o¿yæ sobie amerykañskie ¿ycie. Maj¹c w kieszeni dyplom magistra prawa Uniwersytetu Warszawkiego zastanawia³am siê co mogê robiæ. I ta propozycja spad³a mi z nieba.

u

Ewa Kornacka – Bardziej bliskie by³y mi problemy zwyk³ych ludzi ni¿ wielki biznes.

– Mia³aœ miêkkie l¹dowanie! – Ale¿ sk¹d. To tylko tak wygl¹da! Nie wiedzia³am nic o tej organizacji. Nie mia³am pojêcia jak funkcjonuje amerykañskie prawo imigracyjne, jak dzia³aj¹ amerykañskie instytucje. ¯eby pomagaæ innym musia³am siê sama wszystkiego uczyæ. I uczê siê dalej, bo zmieniaj¹ siê przepisy, powstaj¹ nowe programy. Ale wracaj¹c do poczatków mojej pracy, to nie by³o tak kolorowo. Na Uniwersytecie Warszawskim, nie uczyli nas przecie¿ amerykañskiego prawa. Posz³am wiêc

znowu na studia. Praca, nauka, dom, ma³e dzieci... Ale jakoœ da³am radê. Widzia³am w tym sens. Poczu³am, ¿e to mo¿e byæ moja przysz³oœæ. – Nie marzy³a ci siê praca w wielkiej korporacji czy w³asna firma prawnicza? – Nigdy o tym nie myœla³am. Zawsze bardziej bliskie by³y mi problemy zwyk³ych ludzi ni¿ wielki biznes. Ale gdyby los nie skierowa³ mnie tutaj kto wie, jakby siê skoñczy³o. P. O. M. O. C uchroni³a mnie przed korporacj¹. Przerywamy na chwilê rozmowê, bo ze œwi¹tecznymi ¿yczeniami przyszed³ Tom Rudzewick, dyrektor Maspeth Federal Savings Bank z grup¹ pracowników. Przynieœli w prezencie nowy eksepres do kawy. Mimo porozstawianych drabin, pojemników z farbami, pude³ i pude³ek z dokumentami, zrobi³o siê œwiatecznie i radoœnie. „¯yczymy wam sukcesów i wspania³ego Nowego Roku. í 13


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

2

www.kurierplus.com

Fundacja Koœciuszkowska serdecznie zaprasza na spotkanie – wyk³ad z Prof. Krzysztofem Matyjaszewskim, wyk³adowc¹ w Instytucie Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Carnegie Mellon w Pittsburgu, które odbêdzie siê w sobotê, 26 stycznia br. o godz. 17:00 w siedzibie Fundacji: 15 E 65th Street, New York, NY 10065. jest œwiatowej s³awy chemikiem specjalizuj¹cym siê w chemii polimerów, twórc¹ nowej metody kontrolowanej polimeryzacji rodnikowej z przeniesieniem atomu – ATRP. Profesor Matyjaszewski

Prof. Matyjaszewski jest laureatem wielu presti¿owych nagród w dziedzinie chemii, w tym Franklin Medal in Chemistry (2017), Dreyfus Prize (2015), National Institute of Materials Science (Japonia) Award (2012), Maria Curie Medal (2012) i wielu

innych. Jest jednym z najczêœciej cytowanych chemików na œwiecie (ponad 98,000 cytowañ) i uznanym, przez serwis naukowy Thomson Reuters, za powa¿nego kandydata do Nagrody Nobla w dziedzinie chemii.


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

www.kurierplus.com

3

Tydzieñ z Plusem w Galerii Kuriera 18 stycznia godz. 19:00 spotkanie z poetk¹ Ann¹ Frajlich

O swojej poezji, prozie, fascynacjach literackich, przyjaŸniach poetyckich, o przysz³ych losach swej poezji i wielu innych sprawach Anna Frajlich bêdzie mówi³a na spotkaniu w Kurierze Plus. Pi¹tek, 18 stycznia; godz. 19:00. Spotkanie poprowadzi red. Czes³aw Karkowski. Wiêcej dodatkowych informacji zwi¹zanych z Ann¹ Frajlich i jej poezj¹ znajdziecie Pañstwo na stronie 5

1 lutego o godz.18:30 spotkanie z Ew¹ Kornack¹ dyrektorem P.O.M.O.C

Spotkanie z pani¹ Ew¹ Kornack¹ ma charakter informacyjny. Dyrektor P.O.M.O.C bêdzie mówi³a przede wszystkim o sprawach emigracyjnych i ubezpieczeniach medycznych, a tak¿e o innych problemach, które pomagaj¹ rozwi¹zaæ pracownicy jej biura. Rozmowa z pani¹ Ew¹ na stronie 1 Kuriera Plus. Serdecznie zapraszamy na oba spotkania. Wstêp wolny. Kurier Plus 145 Java Street Greenpoint

Radio RAMPA na fali 620 AM

POMNIK KATYÑSKI ZOSTAJE Dobr¹ wiadomoœci¹ koñca starego i pocz¹tku nowego roku by³a decyzja o pozostawieniu tzw. Pomnika Katyñskiego w Jersey City na dawnym miejscu. Przez parê miesiêcy trwa³ konflikt z burmistrzem miasta, który chcia³ umieœciæ polski monument w magazynie, a po twardych protestach Polaków przenieœæ go w inne, choæ nieodleg³e miejsce. Grupa wolontariuszy, która zorganizowa³a siê wokó³ mecenasa S³awomira Platty stanowczo siê temu sprzeciwia³a. By³y demonstracje, przes³uchania w Radzie Miasta, g³osowania, zbiórka podpisów mieszkañców za pozostawieniem pomnika w dawnym miejscu. Ostatecznie pomnik, d³uta Andrzeja Pityñskiego, mówi¹cy o tragicznych losach Polaków, pozostaje przy Exchange Pl w Jersey City. To wspania³a wiadomoœæ. Dobrze by³oby mieæ jeszcze gwarancje na piœmie, ¿e zostanie tam na zawsze.

red

Zapraszamy do s³uchania Radio RAMPA na czêstotliwoœci WSNR 620 AM w NY, NJ, CT w ka¿d¹ sobotê od godz.15:00 do 21:00. Zasiêg Radio RAMPA 620 AM to piêæ dzielnic Nowego Jorku, a tak¿e Long Island, stany New Jersey i Connecticut, czyli najwiêksze skupiska Polonii NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

na Pó³nocno-Wschodnim Wybrze¿u USA. Ponadto, sobotni¹ audycjê, bez zmian, s³uchaæ bêdzie mo¿na za poœrednictwem naszej strony internetowej www. RadioRAMPA.com oraz aplikacji RAMPA na telefony komórkowe. Wszystko bezp³atnie. m

sta³a wspó³praca

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Andrzej Józef D¹browski, Agata Galanis, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Katarzyna Zió³kowska

dyrektor artystyczny

korespondenci z Polski

KURIER P L U S

P O L I S H

W E E K L Y

M A G A Z I N E

redaktor naczelny Marek Rygielski

Jan Ró¿y³³o

u

Zdjêcie z demonstracji zawdziêczamy pani Zofii Gola.

fotografia

Kurier Plus, Inc. Adres: 145 Java Street

wydawcy

Tel: (718) 389-3018 (718) 389-0134 Fax: (718) 389-3140 E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Zosia ¯eleska-Bobrowski John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Brooklyn, NY 11222

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

4

www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

W jakim kierunku zd¹¿asz? Gdy lud oczekiwa³ z napiêc i e m i wszyscy snuli dom y s ³ y w swoich KS. RYSZARD KOPER sercach co WWW.RYSZARDKOPER.COM.PL do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówi³ do wszystkich: „Ja was chrzczê wod¹; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwi¹zaæ rzemyka u sanda³ów. On bêdzie was chrzci³ Duchem i ogniem”. Kiedy ca³y lud przystêpowa³ do chrztu Jezus tak¿e przyj¹³ chrzest. A gdy siê modli³, otworzy³o siê niebo i Duch œwiêty zst¹pi³ na Niego w postaci cielesnej niby go³êbica, a z nieba odezwa³ siê g³os: „Tyœ jest mój Syn umi³owany, w Tobie mam upodobanie”. £k 3, 15-16. 21-22

P

ielgrzymka do Ziemi Œwiêtej za ka¿dym razem jest jedyna i niepowtarzalna. Odwiedzamy miejsca, które szczególn¹ moc¹ wpisuj¹ siê obecnoœci¹ Chrystusa w nasze ¿ycie. Nale¿y do nich miejsce chrztu Jezusa, gdzie zanurzeni w wodach Jordanu odnawiamy przyrzeczenia chrzcielne. Wed³ug Ewangelii œw. Jan udzieli³ Jezusowi chrztu w Jordanie oko³o osiem kilometrów od Jerycha, jednak z powodu waœni terytorialnych miejsce to zosta³o zmilitaryzowane i pielgrzymi mieli utrudniony dostêp do niego. Ustanowiono tam zamkniêt¹ strefê wojskow¹. Armia izraelska po³o¿y³a miny w okolicy i zbudowa³a zasieki znajduj¹ce siê pod pr¹dem, aby uniemo¿liwiæ przejœcie z Jordanii na terytorium pañstwa ¿ydowskiego. St¹d te¿ ¯ydzi, by interes turystyczny i pielgrzymkowy kwit³, wybrali inne miejsce chrztu Jezusa. W czasie moich pierwszych pielgrzymek nawiedzaliœmy to miejsce, Yardenit nad Jordanem, nie opodal Jeziora Galilejskiego. Oœrodek zosta³ wybudowany przez mieszkañców pobliskiego kibucu Kinneret. Jest tam mo¿liwoœæ zanurzenia siê w wodach Jordanu, przyjêcia chrztu, czy te¿ odnowienia przyrzeczeñ chrzcielnych. Po podpisaniu traktatu pokojowego miêdzy Izraelem i Jordani¹ w roku 1994 pielgrzymi i turyœci mog¹ przybywaæ do Betanii nad Jordanem, miejsca chrztu Jezusa. W marcu 2000 r. Jan Pawe³ II odprawi³ tu Mszê Œwiêt¹, w której uczestniczy³o 25 tysiêcy wiernych. Równie¿ kolejni papie¿e nawiedzali to miejsce. Obecnoœæ papie¿y w tych miejscach jest niejako potwierdzeniem badañ archeologicznych, które wskazuj¹ na Betaniê w Jordanii, jako miejsce chrztu Jezusa. Na tym terenie ró¿ne wspólnoty katolickie zbudowa³y lub buduj¹ a¿ dwanaœcie nowych koœcio³ów. Powstaje tam œwi¹tynia rzymskokatolicka, która bêdzie najwiêksz¹ w Betanii i na ca³ym Bliskim Wschodzie. Stoj¹c tam w wodach Jordanu doœwiadcza siê w sposób szczególny, prawie na samym sobie, s³ów dzisiejszej Ewangelii: „A gdy siê modli³, otworzy³o siê niebo i Duch œwiêty zst¹pi³ na Niego w postaci cielesnej niby go³êbica, a z nieba odezwa³ siê g³os: ‘Tyœ jest mój Syn umi³owany, w Tobie mam upodobanie”.

K

atechizm Koœcio³a Katolickiego mówi: „Owoc chrztu lub ³aski chrztu jest bogat¹ rzeczywistoœci¹, która obejmuje przebaczenie grzechów pierworodnych i grze-

chów osobistych, narodziny w nowe ¿ycie, w którym cz³owiek staje siê przybranym synem Ojca, cz³onkiem Cia³a Chrystusa i œwi¹tyni¹ Ducha Œwiêtego”. Chrystus by³ bez grzechu i takiego chrztu nie potrzebowa³, a zatem, dlaczego go przyj¹³? W odpowiedzi pos³u¿ê siê s³owami George Cairda: „Jezus przyszed³ wtedy, aby zostaæ ochrzczonym, nie z powodów prywatnych, ale jako cz³owiek z publicznym powo³aniem. Jan Chrzciciel wezwa³ ca³y Izrael do skruchy, a wraz z Izraelem Jezus musi odejœæ. Jezus mieszka³ poœród grzesznego ludu i nie móg³ siê od nich od³¹czyæ. Przeciwnie, musi byæ w pe³ni uto¿samiany z nimi w ich ruchu ku Bogu”.

C

hrzest jest u pocz¹tku drogi naszego zbawienia, które to zbawienie Katechizm Koœcio³a Katolickiego okreœla tymi s³owami: „Zbawienie, to znaczy odpuszczenie wszystkich grzechów i dar nowego ¿ycia”. Jednak wejœcie na tê drogê nie gwarantuje bo¿ego i uczciwego ¿ycia, czy nawet zbawienia. Mo¿na dawaæ przyk³ady dziesi¹tków ludzi, którzy przyjêli chrzest a stali siê najwiêkszymi zbrodniarzami. Dla ilustracji przytoczê poni¿sz¹ historiê. Kierowca jecha³ samochodem, po drodze nie by³o za wiele znaków drogowych. Dla pewnoœci zatrzyma³ siê i zapyta³ rolnika, który prowadzi³ krowy na pastwisko: „Czy ta droga jest do Lublina”. Rolnik odpowiedzia³ twierdz¹co. Kierowca doda³ gazu i ruszy³ w drogê. Us³ysza³ jednak wo³anie rolnika: „Ale pan jedzie w z³ym kierunku”. Dope³nieniem tej historii mo¿e byæ anegdota o turyœcie, który zd¹¿a³ do Zakopanego. Po drodze zapyta³ górala, jak daleko jest do miasta. „Siedem kilometrów” – odpowiedzia³ góral. Po godzinie wêdrówki turysta spotyka tego samego górala i znowu pyta, jak daleko do Zakopanego. „Dziesiêæ kilometrów” – odpowiada góral. „Jak to dziesiêæ, przed godzin¹ pan powiedzia³, ¿e siedem” – mówi zaskoczony turysta. „Ale wy, panocku idziecie w przeciwnym kierunku” – odpowiedzia³ góral.

N

ie wystarczy stan¹æ na drodze zbawienia, wa¿niejsze jest, aby pod¹¿aæ we w³aœciwym kierunku. Wiele jest sposobów rozpoznawania kierunku naszego wêdrowania na drodze zbawienia. Jednym z nich s¹ przyrzeczenia chrzcielne, które bardzo czêsto s¹ sk³adane w naszym imieniu przez rodziców i chrzestnych. To oni twierdz¹co odpowiedzieli na nastêpuj¹ce pytania zadane w czasie chrztu: „Czy wyrzekasz siê grzechu, aby ¿yæ w wolnoœci dzieci Bo¿ych? Czy wyrzekasz siê wszystkiego, co prowadzi do z³a, aby ciê grzech nie opanowa³? Czy wyrzekasz siê szatana, który jest g³ównym sprawc¹ grzechu? Czy wierzysz w Boga, Ojca wszechmog¹cego, Stworzyciela nieba i ziemi? Czy wierzysz w Jezusa Chrystusa, Jego Syna jedynego, Pana naszego, narodzonego z Maryi Dziewicy, umêczonego i pogrzebanego, który powsta³ z martwych i zasiada po prawicy Ojca? Czy wierzysz w Ducha Œwiêtego, œwiêty Koœció³ powszechny, obcowanie œwiêtych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie cia³a i ¿ycie wieczne?” Oczywiœcie to wyznanie w naszym ¿yciu ma przybieraæ formê czynu. Œw. Jakub mówi: „Tak te¿ i wiara, jeœli nie by³aby po³¹czona z uczynkami, martwa jest sama w sobie”. Przez chrzest jesteœmy w³¹czeni do wspólnoty Koœcio³a, o którym œw. Pawe³ w Liœcie do Rzymian pisze: „Jak bowiem w jednym ciele mamy wiele cz³onków, a nie wszystkie cz³onki spe³niaj¹ tê sam¹ czynnoœæ – podobnie wszyscy razem tworzymy jedno cia³o w Chrystusie, a ka¿dy z osobna jesteœmy nawzajem dla siebie cz³onkami”. Chrystus jako G³owa wyznacza kierunek. Chrystusowy depozyt wiary w Koœciele katolickim zosta³ powierzony Urzêdowi Nauczycielskiemu Koœcio³a. W Katechizmie Koœcio³a Katolickiego czytamy: „Zadanie autentycznej interpretacji s³owa Bo¿ego, spisanego czy przekazanego przez Tradycjê, zosta³o powierzone samemu tylko ¿ywemu Urzêdowi Nauczycielskiemu Koœcio³a, który au-

torytatywnie dzia³a w imieniu Jezusa Chrystusa, to znaczy biskupom w komunii z nastêpc¹ Piotra, Biskupem Rzymu. Urz¹d Nauczycielski nie jest ponad s³owem Bo¿ym, lecz jemu s³u¿y, nauczaj¹c jedynie tego, co zosta³o przekazane. Z rozkazu Bo¿ego i przy pomocy Ducha Œwiêtego pobo¿nie s³ucha on s³owa Bo¿ego, œwiêcie go strze¿e i wiernie wyk³ada. I wszystko, co z tego jednego depozytu wiary czerpie, podaje do wierzenia jako objawione przez Boga. Pamiêtaj¹c o s³owach Chrystusa skierowanych do Aposto³ów: ‘Kto was s³ucha, Mnie s³ucha”, wierni z uleg³oœci¹ przyjmuj¹ nauczanie i wskazania, które s¹ im przekazywane w ró¿nych formach przez ich pasterzy”. Jeœli znalaz³em siê na tej drodze zbawienia przez chrzest w koœciele katolickim, to w³aœnie w nim odnajdujê wskazówki co do kierunku naszej drogi, a jeœli szukam tam w³asnej drogi, neguj¹cej powy¿sze nauczanie, to warto siê zastanowiæ, czy zd¹¿am we w³aœciwym kierunku. m

Katolicki Klub Dyskusyjny Katolicki Klub Dyskusyjny Œw. Jana Paw³a II serdecznie zaprasza wszystkich Cz³onków i Sympatyków naszego Klubu na Walne Zebranie, które odbêdzie siê w niedzielê 13 stycznia po Mszy Œw. o godz. 12.00. Na Zebraniu odbêd¹ siê uzupe³niaj¹ce wybory do Zarz¹du, którego wiêkszoœæ z³o¿y³a rezygnacjê. Prosimy o liczne przybycie - w szczególnoœci cz³onków klubu uprawnionych do g³osowania. Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Street, Manhattan miêdzy 1 Av i Av A. Metro „6” do Astor Pl, „F” do 2 Av i „L” do 1 Av Info: facebook.com/KKDSJP2 kkdsjp2@gmail.com tel. 718 820 6290


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

www.kurierplus.com

ROZDWOJENIE I CZAS O poezji Anny Frajlich Narratorka – pisze Justyna Sobolewska w Polityce w recenzji z tomu prozy Anny Frajlich pt. „Laboratorium” – zajêta ¿yciem zawodowym jednoczeœnie spieszy do domu do dziecka. Nigdzie nie mo¿e zd¹¿yæ, przeœladuje j¹ tarcza zegara. Ca³y ten tom opowiada o czasie. Bohaterka czuje, ¿e nie jest w swoim czasie, jest spóŸniona, czyli nie na swoim miejscu. Jest ci¹gle wychylona jednoczeœnie w przesz³oœæ, w stronê Polski i w przysz³oœæ – niewiadom¹. Anna Frajlich opowiada wiêc nie tylko o emigranckim losie, ale o stanie niepokoju, zagubionej to¿samoœci i poczuciu, ¿e nie mo¿na zd¹¿yæ na swoje ¿ycie. Ka¿dy, nie tylko emigrant, mo¿e to kiedyœ poczuæ. Czas jest „bohaterem” wielu utworów, g³ównie naturalnie wierszy nowojorskiej poetki – czas podwójny. Anna Frajlich odnosi siê do historii, do losu polskich ¯ydów wypêdzonych z Rzeczypospolitej i na tej podstawie snuje w³asne przemyœlenia. Jednoczeœnie tematyk¹ jest jej czas osobisty, jej konkretne indywidualne ¿ycie, losy poetki miêdzy dwoma, a nawet trzema œwiatami, miêdzy pamiêci¹ a dniem dzisiejszym. Czas autobiograficzny zastyga w osobistej kartografii wspomnieñ, w której odnawiaj¹ siê wci¹¿ te same blizny, urazy i têsknoty. lecz dwie s¹ rzeki i nie mo¿na zliczyæ ³odzi co p³yn¹ i nie mo¿na wiedzieæ z jakiego portu p³yn¹ do jakiego. pisze w jednym z wierszy. Oprócz bezpoœredniego odniesienia do Nowego Jorku i jego dwóch „rzek”, mamy tu ogólniejsz¹ uwagê na temat owej dwoistoœci ¿ycia, tak dramatycznie rozbitego w wyni-

ku emigracji. Wyjazd z Polski i koniecznoœæ szukania miejsca dla siebie i rodziny w mieœcie, o którym pisze poetka, i¿ jest zarazem ³odzi¹ i przystani¹, to jednoczeœnie zaledwie etap w podró¿y, jak¹ jest ¿ycie. Akceptacja nie oznacza zgody na wszystko, co by³o, co wci¹¿ jest i boli, a stanowi wyraz dojrza³ej œwiadomoœci tego, ¿e ¿ycie jest takie w³aœnie. Dla Anny Frajlich emigracja ma podwójn¹ wymowê. A tutaj te¿ mam swoje drzewo za oknem klon w piórka siê stroi na kwietniowo i chcia³by przeróœæ choæ o g³owê tutejszy dom Têsknota za krajem rodzinnym jest jednak zasadniczo têsknot¹ za miejscem, którego nie ma na mapie, za czasem i porz¹dkiem œwiata dzieciñstwa i wczesnej m³odoœci. Poetka stwierdza to wyraŸnie; Nie do brzozy do siebie têskniê pod t¹ brzoz¹... I wspomina Polskê, tak jak ojciec wspomina³ Lwów, w którym up³ynê³a jego m³odoœæ. Polska, kraj utracony, jak Lwów ojca, sta³a siê cmentarzem, gdzie pamiêæ jest pomnikami usiana, kraje, miasta, ulice, tworz¹ skomplikowan¹ geografiê osobist¹ poetki. Têsknota nak³adaj¹ca siê wielowarstwowo, œlady rozstañ, upór pamiêci przeciwstawiaj¹cej siê czasowi. W tomiku „Tylko ziemia” (1979) wiersze by³y jak listy wysy³ane do przyjació³ rozsianych po œwiecie. Opowiada³y im, jak jesieni¹ drzewa w Nowym Jorku stoj¹ miedziano-rude, i jak nieobecnoœæ narasta. Pomaga³y pogodziæ siê z koniecznoœci¹ rozstania – z bliskimi, z m³odoœci¹, z krajobrazem. A pisane by³y przez nadawcê bez sta³ego adresu.

Frajlich powoli oswaja nowe krajobrazy. A tyle przecie¿ potrzeba uwagi i tyle uporu, ¿eby ten obcy klon za oknem uczyniæ w³asnym. Tyle wiary, ¿eby chcieæ osiadaæ, gniazda zak³adaæ, korzeniem wgryŸæ siê... Wiêc opisywa³a klon, i wiatr od rzeki, i ka¿dy odcieñ rdzawej jesieni. Upór siê op³aci³ pozostaæ niespokojnie rozdartym – bowiem to mój klon a jednak taki obcy... mój jest ten obcy ten tutejszy klon, Bo poezja mo¿e nam jednak pomóc w wêdrówce przez ¿ycie. Przypomina, jak piêkne jest – w³aœnie bo i kruche – nasze tu i teraz. Tom „³odzi¹ jest i jest przystani¹” gromadzi wiersze z lat 2001-2012, a daty umieszczone pod ka¿dym utworem pozwalaj¹ ca³oœæ odczytywaæ jako poetycki diariusz. Takie uszeregowanie liryków wedle nastêpstwa dni i prze¿yæ potêguje spontanicznoœæ zapisów poetyckich, pozwala dostrzec historyczne konteksty czasowe, wyró¿niæ prywatny punkt widzenia, zwróciæ uwagê czytelnika na w³asny oryginalny sposób prze¿ywania zdarzeñ. Szczególne miejsce zajmuj¹ w jej wierszach poeci – Czes³aw Mi³osz i Tymoteusz Karpowicz. Przypomnijmy, ¿e Anna Frajlich napisa³a ksi¹¿eczkê „Mi³osz. Lekcje” (2011), a z drugim znakomitym poet¹, utrzymywa³a przez lata bliski kontakt. Karpowicz i jego twórczoœæ s¹ silnie obecne w utworach nowojorskiej poetki. O swojej poezji, prozie, fascynacjach literackich, przyjaŸniach poetyckich, o przysz³ych losach swej poezji i wielu

Ojciec PAWE£ BIELECKI

...móg³ dziœ Bogu powiedzieæ, ¿e masz siê lepiej...

¯e ju¿ wiesz co wa¿ne, bo czytasz Ewangeliê w domu, na spokojnie, przy herbacie... i wci¹¿ z nadziej¹... ¯e owszem, z³e decyzje zdarza³y siê w Twoim ¿yciu, ale to nie one determinuj¹ jakim cz³owiekiem tak naprawdê jesteœ bo gdyby tak rzeczywiœcie by³o to wierz mi, ¿aden z Aposto³ów nie trafi³by do nieba. Gdybyœ móg³ tylko Bogu powiedzieæ, ¿e dziœ siê pozbierasz, ¿e wstaniesz, bo w koñcu wierzysz, ¿e do nieba idzie siê ró¿nymi drogami... i ka¿dy ma swoje w³asne tempo... Nie musisz biec, ale te¿ proszê nie stój w miejscu! Gdybyœ móg³ dziœ Bogu powiedzieæ owszem, to prawda, ¿e bliscy s¹ wa¿ni, ale Twoje sprawy dziœ s¹ wa¿niejsze... zatem og³aszasz TYDZIEÑ MODLITW ZA SIEBIE SAMEGO... Gdybyœ tylko móg³ dziœ Bogu powiedzieæ, ¿e nawet najnudniejsze kazanie nie zmieni Twojej wiary w Niego bo to co zostaje miêdzy nami a Bogiem to nie kiepskie kazanie czy sk³adka niedzielna, ale Ty i Twoja zgoda na Jego cud w Twoim ¿yciu.

Gdybyœ tylko móg³ dziœ Bogu powiedzieæ, ¿e Twoich wrogów, plotkarzy, z³oœliwców, fa³szywych proroków i równie fa³szywych przyjació³ zostawiasz na Jego g³owie bo masz wa¿niejsze sprawy do rozwa¿enia... Wtedy zejdzie z Ciebie ca³e z³e powietrze, którym oddychasz gdy zanadto analizujesz jak z³em odp³aciæ za z³o. Gdybyœ móg³ tylko Bogu powiedzieæ, ¿e dziœ stawiasz na stole dwie fili¿anki herbaty, jedna dla Ciebie, druga dla Niego bo ju¿ dawno nie mieliœcie okazji szczerze porozmawiaæ, gdy¿ gniew czy ¿al zas³oni³ Ci ostroœæ widzenia i zabra³ tak szybko uciekaj¹cy Ci, niestety, czas. Gdybyœ móg³ tylko dziœ Bogu powiedzieæ, ¿e ten rok 2019 bêdzie dla Ciebie czasem sklejania starych spraw nowymi œrodkami jak: wyrozumia³oœæ, cierpliwoœæ, ³agodnoœæ - wbrew wszystkiemu. Gdybyœ dziœ tylko szepn¹³ Bogu w wieczornej modlitwie: „Drogi Bo¿e, tylko kilka s³ów, ¿e dam radê bo siê niedawno urodzi³eœ w stajni, bo nawet prostym pasterzom udowodni³eœ, ¿e masz czas dla ka¿dego. Proszê dziœ za siebie samego / za siebie sam¹, bo inni sobie radz¹, wiêc mo¿e to mój czas byœ siê skupi³ teraz na mnie i tylko na mnie choæby przez chwilê. Amen.” Trzymaj siê dzielnie kimkolwiek jesteœ Drogi Czytelniku!

innych sprawach Anna Frajlich bêdzie mówi³a na spotkaniu w Kurierze Plus. w pi¹tek, 18 stycznia; o godz 19: 00 Spotkanie poprowadzi redaktor Czes³aw Karkowski ck

Anna Frajlich: pierwszy tom poetycki Aby wiatr namalowaæ wyda³a w 1976 r. w Londynie, w oficynie Stanis³awa Gliwy. Kolejne to: Tylko ziemia (1979), Indian Summer (1982), Który las (1986), Drzewo za oknem (1991), Between Dawn and the Wind – Pomiêdzy œwitem i wiatrem (1991 i 2006, przek³ad i oprac. Reginy Grol), Ogrodem i ogrodzeniem (1993), Jeszcze w drodze (1994), W s³oñcu listopada (2000), Znów szuka mnie wiatr (2001), dwujêzyczne francuskie wydanie Le vent, a nouveau me cherche (2003 i 2012, przek³ad Alice Catherine Carls, wstêp Jan Zieliñski), £odzi¹ jest i jest przystani¹ (2013) i ostatnio wybór jej wierszy w przek³adzie na w³oski „Un oceano tra di noi” opracownaie, wstêp i przek³ad Marcin Wyrembelski, oraz wznowienia tomików emigracyjnych w Polsce. Anna Frajlich opublikowa³a tak¿e ksi¹¿ki i artyku³y naukowe oraz tomy prozy. Laureatka Nagrody Fundacji Koœcielskich (1980), Fundacji W³adys³awa i Nelly Turzañskich (2003), nagroda Zwi¹zku Pisarzy Polskich na ObczyŸnie (2015). Odznaczona Krzy¿em Kawalerskim Orderu Zas³ugi Rzeczpospolitej Polskiej (2002), Uhonorowana tytu³em Ambasadora Szczecina (2008), oraz Wybitnego Polaka USA (2017). m

UWAGA! Pni mecenas przyjmuje pod nowym adresem:

122 Nassau Avenue, Brooklyn, New York 11222 tel. (718) 349-2300, fax: (718) 349-2332 e-mail: joannagwozdzlaw@gmail.com

Chcê ci powiedzieæ...

Gdybyœ tylko...

5

NIE POZWÓL, aby Twój maj¹tek przej¹³ dom starców, by Twoi najbli¿si byli pozbawieni spadku. NIE DOPUŒÆ, aby Twoje niepe³nosprawne dziecko straci³o œwiadczenia socjalne. PORADY W ZAKRESIE TESTAMENTY TRUSTS HOME CARE MEDICAID NURSING HOME MEDICAID v POWER OF ATTORNEY v v v v

v HEALTH CARE PROXY v PRAWO SPADKOWE v NIERUCHOMOŒCI

MASZ PYTANIA? W¥TPLIWOŒCI? ZADZWOÑ. CHÊTNIE UDZIELÊ PORADY: tel. (718) 349-2300


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

6

www.kurierplus.com

Widziane z Providence…

Polacy i Rosjanie Kochani bracia Rosjanie (...) Pora, czas najwy¿szy, ostatni dzwonek. Trzeba siê europeizowaæ, to znaczy ucz³owieczyæ (...) W siedemnastym roku Gruzini, £otysze, ¯ydzi i Polacy wszyscy wasi niewolKAZIMIERZ WIERZBICKI nicy, zrobili wam rewolucjê, uwolnili od tyranii cara. Nastêpn¹ rewolucjê musicie zrobiæ sami i jednym skokiem dogoniæ cywilizowan¹ ludzkoœæ. Tadeusz Konwicki, „Wschody i zachody ksiê¿yca”. W III czêœci „Dziadów”, której akcja rozgrywa siê w latach 20. XIX wieku, oficer rosyjski mówi o Polakach: „Nie dziw, ¿e nas nienawidz¹, wszak to ju¿ mija wiek, jak z Moskwy w Polskê nasy³aj¹ samych ³ajdaków stek.” Przez wiêkszoœæ ostatnich 300 lat, Polska zale¿na by³a od Rosji czêœciowo lub ca³kowicie. Jedyny okres kiedy tej zale¿noœci nie by³o to lata miêdzywojenne 1918 – 1939 oraz ostatnie 29 lat. Czêsto mówi siê, ¿e pañstwo polskie po³o¿one jest miêdzy dwoma nieprzyjaznymi nam mocarstwami – Rosj¹ i Niem-

cami. Jest w takim stwierdzeniu du¿o prawdy. Od samego utworzenia pañstwa Piastów w X wieku ksi¹¿êta i królowie polscy toczyli wojny z Cesarstwem Niemieckim. PóŸniej, agresjê germañsk¹ na pó³nocnych terenach Polski prowadzi³ zakon krzy¿acki. Jednak od czasu zawarcia pokoju toruñskiego z krzy¿akami w roku 1466, najazdy niemieckie zosta³y wstrzymane na ponad trzy stulecia. W drugiej po³owie XVII wieku zagro¿enie Rzeczpospolitej nadchodzi od wschodu. Imperium moskiewskie dokonuje aneksji wschodniej Ukrainy. Polska jest jeszcze na tyle silna, ¿e wstrzymuje dalsz¹ ekspansjê. Zwyciêstwo cara Piotra Wielkiego w wojnie pó³nocnej zmienia ca³kowicie sytuacjê. Rosja staje siê europejskim supermocarstwem. W roku 1717 sejm niemy uznaje zale¿noœæ Rzeczpospolitej od Moskwy. Odt¹d prawdziwa w³adza w Warszawie nale¿y do ambasadora rosyjskiego. Nieco póŸniej caryca Katarzyna II jest g³own¹ inicjatork¹ rozbiorów Polski. W 1795 r. wiêkszoœæ ziem Rzeczpospolitej dostaje siê pod panowanie imperium carów. Rosja staje siê wrogiem numer jeden narodu polskiego. Najwiêksze powstania: koœciuszkowskie (1794), listopadowe (1830) oraz styczniowe (1864) – skierowne s¹ przeciw caratowi. Niestety, spo³eczeñstwo rosyjskie w olbrzymiej wiêkszoœci popiera politykê

Tydzieñ na kolanie Œroda Czytaj¹c ludzi m¹drych. Bart³omiej Radziejowski w internetowym thinkzinie, czyli piœmie dla myœl¹cych „Nowa Konfederacja” (wystarczy wyguglowaæ, polecam czêste czytanie): „Rywalizacja USA-Chiny oscyluje miêdzy trzema opcjami: zimn¹ wojn¹, ograniczonym starciem konwencjonalnym, a pokojowym oddaniem przez Stany Zjednoczone korony œwiatowego lidera.” I to s¹ sprawy, którymi powinniœmy siê zajmowaæ, o których powinniœmy myœleæ. Pomimo, ¿e czêsto pajacuje, rozumie to prezydent Donald Trump. Reszta, zw³aszcza polityczni rywale, tak sobie. A my? Naprawdê chcielibyœcie ¿yæ w œwiecie zdominowanym przez Chiny? Takie pytania bêd¹ padaæ coraz czêœciej, bo geopolityka jest nieub³agana. Jak pisze Radziejowski: „Zarówno Chiñczycy, jak i Amerykanie uwa¿aj¹, ¿e obecny porz¹dek œwiata daje im za ma³o i chc¹ jego rewizji (…) Mimo ewidentnych i ogromnych zysków, jakie przynosi im obecny ³ad œwiatowy, Chiny s¹ nienasycone: buduj¹ alternatywne, l¹dowe szlaki handlowo-komunikacyjne (Nowy Jedwabny Szlak, w³aœciwie Inicjatywa Pasa i Szlaku), wypychaj¹ USA z kluczowego Morza Po³udniowochiñskiego, ograniczaj¹ wp³ywy dolara, i – last but not least – otwarcie d¹¿¹ do przeœcigniêcia Ameryki. „Dla Waszyngtonu z kolei ju¿ obecny ekspansjonizm Chin jest nieakceptowalny, czego niezbicie dowodzi zapocz¹tkowana zimnowojennym przemówieniem wiceprezydenta Mike’a Pence’a nowa polityka obecnej administracji. Skoro dzi-

siejsza pozycja Pekinu ju¿ zagra¿a amerykañskiemu przywództwu œwiatowemu, a Pañstwo Œrodka roœnie w si³ê znacznie szybciej ni¿ Stany, to jakie dodatkowe ustêpstwa by³yby do pomyœlenia z punktu widzenia USA? W istocie, ¿adne.” Œroda noc I tylko ten poszum drzew nad nami wszystkimi, bez wzglêdu czy œwiêty czy mi³oœnik seksualnych, narkotycznych bachanaliów. Nie jesteœmy tu sami ani tylko dla siebie. Natura daje nam o tym ci¹gle znaæ… Czwartek Œledzenie polskiej polityki jest jednak ponad moje si³y. To strasznie nu¿¹ce ogl¹daæ ci¹g³e ustawki dwóch band entuzjastów, którzy naparzaj¹ siê sztachetami w medialnych i internetowych – g³ównie, na szczêœcie – ustawkach. Z jednej strony „patridioci”, którzy zawsze na czasie i na bazie gotowi s¹ wesprzeæ ka¿dy, choæby najg³upszy pomys³ PiS. Z drugiej „totalniacy” z Totatlnej Opozycji, dla których wszystko co PiS zrobi, to faszyzm i gwa³t, a generalnie Polska, Polacy, Koœció³ s¹ beee. W³aœciwie nie ma ju¿ dziedziny, której nie obejmowa³aby ta wojenka. Niemal w ka¿dym zagadnieniu ka¿¹ Ci siê opowiedzieæ „za” lub „przeciw”. Ostatnia sprawa: planowane wybicie dzików w zwi¹zku z zagro¿eniem chorob¹ roznoszon¹ przez wirusa ASF. Jakieœ naukowe opracowania, analizy, uzasadnienia koniecznoœci wybicia niemal ca³ej populacji dzików? A gdzie tam... Ministerstwo rzek³o i dalej ca³a to¿samoœwiowo-dobrozmienna aparatura propagandy wykonuje. Oczywiœcie dzia³anie s³uszne, nie bêdzie

zniewolenia Polski. W czasie powstania styczniowego rosyjscy pisarze i intelektualiœci nazywaj¹ Polaków „buntownikami” i „zdrajcami s³owiañszczyzny”. Jedynym, który do koñca popiera niepodleg³oœciowe d¹¿enia Polaków jest wybitny demokrata Aleksander Hercen. Na ³amach wydawanego w Londynie „Ko³oko³a” pisze: „Ocaliliœmy honor imienia rosyjskiego – i ucierpieliœmy za to od zniewolonej wiêkszoœci”. W XX wieku rosyjski imperializm przybiera postaæ zbrodniczego komunizmu. Uk³ad zawarty przez Stalina z Hitlerem w sierpniu 1939 r. by³ w istocie czwartym rozbiorem Polski. Po zajêciu wschodnich terenów Rzeczpospolitej, Sowieci deportuj¹ setki tysiêcy Polaków na Syberiê i do Kazachstanu. Tysi¹ce zes³añców umiera na „nieludzkiej ziemi” w rezultacie chorób, g³odu, ciê¿kiej pracy. Po roku 1945 Polska dostaje siê ponownie pod kontrolê Rosji, tym razem sowieckiej. W Warszawie w³adzê obejmuj¹ polscy komuniœci – pos³uszni wykonawcy dyrektyw Kremla. Pomimo dyktatorskiego systemu rz¹dów, Polacy mog¹ siê cieszyæ pewnym marginesem wolnoœci, szczególnie w dziedzinie kultury i religii. Polski film, literatura, czasopisma ciesz¹ siê olbrzymim powodzeniem na wschodzie. Rosjanie zazdroszcz¹ Polakom statusu najweselszego baraku w obozie socjalistycznym.

Du¿a czêœæ inteligencji rosyjskiej sprzeciwia siê sowieckiemu systemowi i sympatyzuje z wolnoœciowymi zrywami Polaków w latach 1956, 1968, 1970 oraz 1980. Polskê odwiedzaj¹ liberalnie nastawieni rosyjscy pisarze i artyœci, jak np. wybitni poeci Bu³at Okud¿awa i W³odzimierz Wysocki. Podczas pobytu w Krakowie Okud¿awa pisze „Po¿egnanie z Polsk¹”, które dedykuje Agnieszce Osieckiej. S¹ tam m. in. takie s³owa: „S³owiañski los Agnieszko nas z dawien dawna zbrata³ na dolê i niedolê...”. Chocia¿ system komunistyczny upad³ w Rosji na pocz¹tku lat 90. ubieg³ego stulecia, to obecni w³adcy Kremla kontynuuj¹ politykê agresji wobec swoich s¹siadów czego najlepszym przyk³adem jest sytuacja na Ukrainie. OdpowiedŸ na pytanie, czy Rosja zrezygnuje kiedykolwiek ze swej imperialnej strategii jest ci¹gle niewiadoma. Oddajmy jeszcze raz g³os Tadeuszowi Konwickiemu: „Ca³e moje wykszta³cenie, gdyby to uznaæ za wykszta³cenie, dotyczy spraw, problemów i komplikacji polsko-rosyjskich. Rosja mnie intryguje, zdumiewa, zachwyca. Rosja mnie poci¹ga i wci¹ga w jak¹œ topiel urazów, fascynacji, niechêci i gwa³townych sympatii (...) Rosja w zgrzebnej rubaszce do kolan id¹ca z misj¹ bo¿¹ na zachód i Rosja lataj¹ca w kosmosie z bomb¹ atomow¹. Rosjo, Rosjo...”. m

dzik zara¿a³ ojczystej (¿eby nie rzecz Narodowej, bo teraz wszystko jest Narodowej) œwini, a komu siê nie podoba ten Targowica i s³ugus niemiecki. Z kolei Total-Opozycja ju¿ siê grzeje, ju¿ protestuje, boæ „dzik jest dobry, PiS jest z³y”. Najbardziej infantylne s¹ opozycyjne feministki: dzisiaj p³acz¹ nad losem poczêtych w ³onie loch ma³ych dzicz¹tek przeznaczonych na rzeŸ, gdy wczoraj u ludzi p³ód by³ „zlepkiem komórek”, które mo¿na usun¹æ, gdy siê chce. Iloœæ argumentów i sposobów nawalanki jest tak du¿a, ¿e nie chce mi siê nawet cytowaæ…

No wiêc bawi¹ siê ch³opcy i dziewczêta, topi¹c Polskê w infantylnym pojedynku na miny rodem z Gombrowicza. Ciesz¹ siê ciê¿kie cwaniaki z krajów oœciennych i dalszych, bo rw¹cy siê za ³by Polacy to wspania³a wiadomoœæ dla ich interesów i geszeftów. A¿ dajcie mi ju¿ spokój, to¿samoœciowcy, zwolennicy Dobrej Zmiany, Totalsi, pisowcy, Targowiczanie, peowcy, pisowskie pelikany i tuskowe lemingy. Paszli precz z moich oczu i g³owy, nie zaœmiecaæ mojej codziennoœci, proszê…

Jeremi Zaborowski

Czytaj nas w internecie: www.kurierplus.com


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

www.kurierplus.com

7

„ZDMUCHNIÊTY” PRACOWNIK OTRZYMUJE $3,000.000.00 M³ody pracownik uleg³ wypadkowi podczas schodzenia po drabinie, która by³a trwale przymocowana do zewnêtrznej œciany budynku. Tego dnia by³o dosyæ wietrznie. Okolicznoœci zdarzenia nie by³y jasne. Pewne jest natomiast, ¿e poszkodowany nie mia³ za³o¿onej uprzê¿y ani linek bezpieczeñstwa, dziêki którym móg³by unikn¹æ upadku na ni¿szy poziom dachu. W wyniku doznanych obra¿eñ, poszkodowany nie móg³ wróciæ do pracy, w zwi¹zku z czym pozwa³ w³aœciciela budynku i generalnego wykonawcê o odszkodowania za doznane obra¿enia, zarzucaj¹c im naruszenie przepisu bezpieczeñstwa § 240 (1) Prawa Pracy, maj¹cego na celu ochronê pracowników przed wypadkami powsta³ymi w wyniku niezastosowania œrodków ochronnych takich jak rusztowanie, dŸwig, drabina, czy w³aœnie uprz¹¿. Pragnê przypomnieæ, ¿e powy¿ej wspomniany przepis stanowi najlepsz¹ podstawê do roszczenia odszkodowania za wypadek budowlany, poniewa¿ w tego typu przypadkach prawo najbardziej chroni po-

szkodowanego. Natomiast generalny wykonawca i w³aœciciel budynku ponosz¹ absolutn¹ odpowiedzialnoœæ. W przypadku udowodnienia, ¿e dany stan faktyczny jest chroniony w³aœnie przez ten przepis, czêœciowa wina poszkodowanego nie ma znaczenia. Dlatego te¿, generalny wykonawca i w³aœciciel nieruchomoœci nie mog¹ podnosiæ zarzutu, ¿e poszkodowany czêœciowo przyczyni³ siê do wypadku. Przyk³adowo, niewa¿ne jest nawet, ¿e w momencie wypadku poszkodowany by³ pod wp³ywem alkoholu. Nale¿y jednak mieæ na uwadze, ¿e przepis nie chroni przypadków, gdy dzia³anie pracownika by³o wy³¹czn¹ przyczyn¹ wypadku lub poszkodowany zosta³ uznany za tzw. „niepos³usznego pracownika”, który, przyk³adowo, wbrew zakazowi kierownika, u¿y³ wadliwej drabiny, podczas gdy móg³ skorzystaæ z innej, bezpiecznej drabiny dostêpnej na terenie budowy. Co ciekawe, przepis znajduje zastosowanie, nawet je¿eli pracownik w dziewiêædziesiêciu dziewiêciu procentach przyczyni³ siê do zdarzenia. Przepis, chroni przede wszystkim wypadki zwi¹zane z pracami na wysokoœci. Przewiduje on jednak pewne ograniczenia co do kategorii wykonywanych prac. Kategorie objête najszersz¹

ANIA TRAVEL AGENCY 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653 3 Bilety Lotnicze 3 Wysy³ka pieniêdzy i paczek 3 T³umaczenia 3 Sprawy imigracyjne 3 Notariusz

ochron¹ prawn¹ to miêdzy innymi: prace budowlane, rozbiórkowe i naprawcze. Nale¿y jednak pamiêtaæ, ¿e pozwani nie s¹ ca³kowicie pozbawieni obrony. Mog¹ bowiem uwolniæ siê od odpowiedzialnoœci je¿eli wyka¿¹, ¿e to dzia³anie poszkodowanego by³o wy³¹czn¹ przyczyn¹ wypadku. W tej sprawie pozwani twierdzili, ¿e poszkodowany spad³, poniewa¿ straci³ równowagê. Prawnicy wskazali, ¿e poszkodowany przyzna³ to podczas pierwszego przes³uchania. Ponadto, utrzymywali, ¿e nie zosta³y naruszone ¿adne przepisy bezpieczeñstwa. Ich zdaniem drabina ca³kowicie spe³nia³a wymogi – jej szczeble by³y pokryte specjaln¹ substancj¹ odporn¹ na wodê, co wyklucza³o mo¿liwoœæ poœlizgniêcia siê. Z kolei poszkodowany wskaza³, ¿e pozwani nie zapewnili mu wystarczaj¹cych œrodków bezpieJeœli Pañstwo sami stali siê ofiar¹ wypadku, lub znaj¹ kogoœ kto ma problem ze swoim wypadkiem, to zapraszamy do bezp³atnej konsultacji prawnej pod numerem telefonu 212 - 514 - 5100, emailowo pod adresem swp@plattalaw.com, lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Mo¿ecie Pañstwo równie¿ zadaæ nam pytania bezpoœrednio na stronie internetowej (www.plattalaw.com) u¿ywaj¹c emaila lub czatu który jest dostêpny dla Pañstwa 24 godziny na dobê. Zawsze udzielimy Pañstwu bezp³atnej porady w ka¿dej sprawie w której bêdziemy mogli Pañstwa reprezentowaæ. Na naszej stronie internetowej mog¹ Pañstwo (po lewej jej stronie) sami sprawdziæ status swojej sprawy s¹dowej

Druga wyprawa do Lwowa Obiecujê, ¿e nie bêdzie trzeciego odcinka w tej serii. Za drugim podejœciem dolec i a ³ e m JAN LATUS do Lwowa szczêœliwie, choæ znowu musia³em zarwaæ noc i wyruszyæ z domu przed czwart¹ ran¹. Ma siê to zdrowie – jeszcze. Spêdzi³em – po raz pierwszy – w tym mieœcie dwa dni i obieca³em sobie, ¿e tam wrócê. Dziwne s¹ te wyjazdy na Ukrainê. Jest to kraj obecnie du¿o biedniejszy ni¿ Polska, gorzej zarz¹dzany, bardziej skorumpowany. I tocz¹cy – o czym zapominamy – wojnê z Rosj¹, która ju¿ zabra³a Ukraiñcom czêœæ ich terytorium i nikt nie ma pewnoœci, ¿e na tym poprzestanie. Inna rzecz, ¿e we Lwowie to zagro¿enie mniej siê odczuwa. Ukraina to taka Polska, w której gorzej powiod³a siê transformacja ustrojowa. Zagranica, bo trzeba jednak pokazywaæ paszport – ale nie do koñca. Zabudowa jest podobna, kuchnia niemal identyczna, ludzie wygl¹daj¹ jak Polacy choæ, moim zdaniem, Ukrainki ze Lwowa wyró¿niaj¹ siê urod¹. Jeden do dwóch milionów Ukraiñców mieszka i pracuje w Polsce, bo tam ma lepsze zarobki i warunki ¿ycia. Wizyty u rodziny w kraju s¹ jednak czymœ ³atwym i tanim, tak wiêc nie maj¹ pewnie silnego poczucia emigracji. Pewnie tak, jak Belgowie mieszkaj¹cy we Francji albo Portugalczycy w Hiszpanii.

Zbudowane na Euro 2012 lotnisko we Lwowie to port regionalny – kilka lotów na krzy¿, jak w jakimœ Rzeszowie. Jest to pierwsze lotnisko w moich œwiatowych eskapadach, gdzie d³ugo nie widzia³em ¿adnej taksówki. Sta³a jedna ale za potrójn¹ cenê dla cudzoziemców, na postoju nie dzia³o siê nic. W koñcu, zebrawszy siê z przypadkowymi Polakami, wsiedliœmy kup¹ do pierwszej nadje¿d¿aj¹cej taryfy, zdezelowanej Dacii. – O, ulica Bandery – zauwa¿y³em w czasie jazdy. – Tak, to jedna z g³ównych ulic Lwowa! – odpowiedzia³ kierowca. Nie bêdzie jednak, przykro mi, komentarzy o banderowcach, nacjonalizmie ukraiñskim, polskich œladach we Lwowie. Nie bêdzie relacji ze sk³adania kwiatów na Cmentarzu Orl¹t ani wizyt w polskich koœcio³ach. Rozpaczliwie próbujê uciekaæ od polityki i historii najnowszej – zadanie trudne gdy siê ¿yje w Polsce, jeszcze trudniejsze, gdy siê o niej usi³uje pisaæ. Lwów jest piêknym, starym miastem o zabudowie w wiêkszoœci ocala³ej mimo wojen. Zarazem jest miastem biednym, przynajmniej w porównaniu z polskimi. Wszystkie kamienice, mosty, pomniki czeka remont. Wtedy Lwów stanie siê turystyczn¹ per³¹. Ju¿ jest sporo turystów, ale w cieplejszej porze roku. Poniewa¿ Sowieci za bardzo nie troszczyli siê o to peryferyjne miasto, stosunkowo niewiele jest tam budynków z tej ery zohydzaj¹cych miasto, betonowych klocków przy rynku, wysokich bloków mieszkalnych zas³aniaj¹cych koœcielne wie¿e. Bloki zbudowane za komuny s¹ w bardzo z³ym stanie (w Polsce praktycznie wszystkie postkomunistyczne bloki ju¿ odnowiono). Ma³o – mniej ni¿ w sto³ecznym

Kijowie – jest przejawów bogactwa i rozwoju: centrów handlowych, eleganckich apartamentowców i wysokoœciowców. Paradoksalnie, brak tych nowoczesnych wtrêtów rokuje dobrze Lwowi. Mo¿e kiedyœ bêdzie to drugi Kraków albo Wiedeñ. Pan Zenobij czeka przy starej kamienicy po³o¿onej na Starówce, tu¿ przy rynku a i te¿ naprzeciwko klubu striptizowego „Casanowa”. Mówi nieŸle po polsku ale okazuje siê, ¿e wcale nie jest Polakiem z pochodzenia – po prostu siê nauczy³ od Polaków (zna te¿ rosyjski, ukraiñski i trochê angielski). Dwupokojowe, du¿e mieszkanie jest urz¹dzone ze swoistym gustem ale bogato i nowoczeœnie, tak jak m³odzi Polacy dziœ urz¹dzaj¹ swoje mieszkania, a wiêc: drogi sprzêt kuchenny, klimatyzacja, wpuszczone oœwietlenie w suficie. S¹ nawet naczynia kuchenne i kapcie hotelowego typu. (Dla ciekawych: 22 dolary za noc). Przez dwa dni po prostu chodzê sobie po mieœcie ogl¹daj¹c budynki, czasem wchodz¹c do œrodka. Jest to okres przedœwi¹teczny, wiêc pe³no oœwietlonych straganów z – bardzo tanimi na nasz¹ kieszeñ – specja³ami. Do picia: grzane piwo, grzane wino ró¿nych rodzajów, grzany miód i owocowy punch (?). Do jedzenia: kie³basy bia³e i czerwone, kaszanki, serdelki, parówki, karkówka, szasz³yki, do tego ziemniaczki, chleb, musztarda. Jak u mamy! Jest kilka dro¿szych barów i restauracji nastawionych na turystów, ale poza tym wszêdzie jest tanio. Najweselej jest w dwóch barach o nazwie „Pijana Wiœnia”, gdzie sprzedaje siê wyroby z wiœni i nalewki, w wersji na zimno i gor¹co.

czeñstwa, których zastosowanie uchroni³oby go przed upadkiem. Obydwie strony przedstawi³y tak¿e opinie ekspertów meteorologów dotycz¹ce si³y podmuchów wiatru w dniu wypadku. Wnioski obydwu stron o rozstrzygniêcie odpowiedzialnoœci przed procesem zosta³y oddalone. Mediacje tak¿e nie zakoñczy³y siê ugod¹. Ubezpieczalnia nie by³a sk³onna wyp³aciæ kwoty, która zadawala³aby poszkodowanego. Sprawa trafi³a do procesu, gdzie o odpowiedzialnoœci pozwanych i ewentualnej wysokoœci odszkodowania mieli zadecydowaæ ³awnicy. Po bardzo skomplikowanym procesie, zeznaniach stron oraz ekspertów, ³awnicy uznali, ¿e pozwani ponosili odpowiedzialnoœæ za wypadek i przyznali poszkodowanemu blisko trzy miliony dolarów odszkodowania. m (prowadzonej nawet przez inn¹ kancelariê), po wpisaniu numeru akt s¹dowych (index number) swojej sprawy w istniej¹ce tam pole. Ta czêœæ strony jest skonfigurowana bezpoœrednio z oficjalnym systemem s¹dowym stanu Nowy Jork, dziêki czemu wiadomoœci jakie uzyskaj¹ tam Pañstwo na temat swoich spraw s¹ oficjalnymi danymi s¹dowymi. Gdyby z jakiegokolwiek technicznego powodu nie uda³o siê Pañstwu odnaleŸæ swojej sprawy w tym systemie, to z przyjemnoœci¹ pomo¿emy j¹ odnaleŸæ telefonicznie.

The Platta Law Firm, PLLC 42 Broadway, Suite 1927, New York, NY 10004 www.plattalaw.com tel. 212 - 514 - 5100

Nie zwa¿aj¹c na mróz, t³umek stoi przy stolikach przed wejœciem, racz¹c siê tanim grzañcem podawanym w papierowych kubeczkach. Uwaga: od niedawna „Pijana Wiœnia” jest tak¿e w Warszawie przy Nowym Œwiecie, a w planach jest nastêpna, w Krakowie. Gdziekolwiek wchodzê, po prostu mówiê po polsku. Nie spotyka siê to z jawn¹ niechêci¹ czy choæby skrywanym niezadowoleniem, co siê zdarza wszêdzie, gdzie maj¹ do nas jakieœ anse: w Moskwie, Wilnie, Pradze. Ale jakoœ nie we Lwowie. Co ciekawe, wielu m³odych ludzi po polsku mówi albo choæ rozumie. Niekoniecznie z powodu polskiego pochodzenia. M³ody barman w „Pijanej Wiœni” mówi, ¿e nauczy³ siê bywaj¹c w Warszawie, gdzie mieszkaj¹ teraz jego rodzice. Ekspedientka w sklepie z pami¹tkami mówi zaœ po polsku, bo mieszka³a w Krakowie. Tak wiêc mówiê trochê po polsku, trochê ³amanym rosyjskim, po angielsku jak ju¿ muszê. Mo¿e nie chcê widzieæ problemów politycznych i napiêæ miêdzyludzkich, mo¿e staram siê, podró¿uj¹c, odwo³ywaæ tylko do dobrej strony natury spotykanych ludzi. Rezultat tego jest taki, ¿e czujê siê we Lwowie mile widziany, lubiany. I chyba czuj¹ tak inni Polacy, bo na ulicach s³ysza³em naszych turystów sporo. Dziwny kraj – biedniejszy od nas, z wiêkszymi problemami. Zarazem Polak nie jest tu przybyszem z pañstwa, gdzie trudno wjechaæ, tak wiêc nie mamy ju¿ poloru przybysza z Zachodu. Przecie¿ kto chce z Ukraiñców, mo¿e ju¿ jutro byæ w Warszawie. Kto wiêc we Lwowie zosta³? Widzê du¿o m³odych ludzi o ³adnych, myœl¹cych twarzach. Mo¿e wiêc jest przed tym miastem jakaœ szansa? m


8

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

Kartki z przemijania Znów jestem o rok starszy. Cholera! Przegrywam totalnie w irracjonalnej walce z przemijaniem. I tej na piœmie, i tej w narracji ¿ywej. Coraz bardziej jestem wype³niony tym, co prze¿y³em. Chyba niebawem eksplodujê. Nic bowiem we mnie nie umiera. Nic! I nikt! Jestem wielkim magazynem pamiêci i jeszcze wiêkszym cmentaANDRZEJ JÓZEF D¥BROWSKI rzem osób odesz³ych i myœli umar³ych. Ju¿ nie dajê sobie rady z najró¿niejszymi powinnoœciami, jakie z tego wynikaj¹. A tu stosy ksi¹¿ek czekaj¹, by do nich chocia¿ zajrzeæ. Wszêdzie czyhaj¹ artyku³y od³o¿one na póŸniej. A tu jeszcze tyle filmów trzeba by zobaczyæ, wystaw i przedstawieñ. Zaproszenie przychodzi za zaproszeniem. A przecie¿ siê nie rozerwê. Jednoczeœnie marzê o tygodniach absolutnego wyciszenia, w których nic by siê nie dzia³o i ¿ebym niczego nie musia³. Ino zanurzenie w ciszê, przyrodê, sztukê i lektury. Niestety nie mam takich tygodni. Mo¿e powiniem zamkn¹æ siê na jakiœ czas w jakiejœ pustelni i tam skupiæ siê nad tym, co najwa¿niejsze. Tymczasem uczê siê cieszyæ siê tym, ¿e istniejê. Coraz czêœciej te¿ odczuwam wdziêcznoœæ dla tajemniczej Si³y Sprawczej za to, ¿e powo³a³a mnie na ten œwiat. „Si³y Sprawczej” piszê na wszelki wypadek du¿ymi literami, bo nie wiem, kto lub co ni¹ jest. A nu¿ pacnie mnie czymœ z góry.

$

Rodzicom i nauczycielom zawdziêczam szacunek dla dokonañ naukowych, artystycznych, technicznych, pedagogicznych a tak¿e czysto ludzkich. Chcia³em siê do nich dopisywaæ jako kontynuator i ewentualny modyfikator a nie rewolucyjny burzyciel. W nauczaniu, pisaniu i na scenie, bo to by³o mi dane. Zburzyæ zastane ka¿dy potrafi, a odbudowaæ ju¿ nie. Nawet wtedy, kiedy nie sprawdzi³o siê to, co mia³o byæ nowoczesne i lepsze.

$

U Franciszkanów czujê siê jeszcze lepiej ni¿ u Dominikanów i Jezuitów. Od dziecka czu³em do nich miêtê, bo lubi³em ich patrona i wyznawane przez nich zasady. O Franciszkanach z Dar³owa, opiekuj¹cych siê mê¿czyznami z Solidarnoœci internowanymi w Dar³ówku mogê napisaæ ca³e wspomnienie. Ale kogo to dzisiaj interesuje? Ci¹gnie mnie ponownie do Asy¿u.

$

Niekiedy za spraw¹ moich czytelników, zaczynam doceniaæ wartoœæ tego, co opublikowa³em. Dotychczas by³em bardzo, ale to bardzo krytyczny wobec mojej pisaniny, tak jak i krytyczny wobec samego siebie. Krytyczny a¿ do strachu i rezygnacji z niektórych tematów i zadañ, a niekiedy wrêcz a¿ do samounicestwienia. Nazwijmy to tchórzostwem. Uciek³em nawet redaktorowi Jerzemu ksiêciu Giedroyciowi.

$

Do re¿yserii nie wróci³em, bo piórem mówiê wiêcej ni¿ mówi³em przez scenê. Jako publicysta jestem mniej zale¿ny od innych ludzi ni¿ jako re¿yser. Wypowiadam siê nie poprzez dramatopisarzy, aktorów i sytuacje, tylko mówiê wprost. Rzecz jasna nie wszystko. Publikujê jeno czêœæ tego, co wiem. Widzê znacznie wiêcej, ni¿ ujawniam. To, co najbardziej podziwiam i to, co najbardziej mnie przejmuje, nie daje mi siê uj¹æ w pe³ni s³owami. Zawsze jest niedosyt, zawsze okazuje siê, ¿e powinienem napisaæ jeszcze to i tamto oraz w innej formie. I zawsze jest tak, ¿e to nie ja narzucam formê a narzuca j¹ temat.

$

Okna, okna, okna. Moja obsesja od zawsze. Patrzê w nie i poprzez nie. Podgl¹daj¹co i wnikaj¹co. Bezczelnie. W ojczyŸnie i w Nowym Jorku. W³aœciwie wszêdzie. Zapewne czegoœ szukam, zapewne czegoœ potrzebujê. Mo¿e szukam domu – gniazda idealnego? Mo¿e domu azylu? Ciekawe, bo moje dwa domy – warszawski i nowojorski s¹ ciep³e i gniazdkowate w³aœnie. Wiele osób chce w nich bywaæ, ba niektórzy o to zabiegaj¹. Lubiê przez owe okna patrzeæ na ludzi w mieszkaniach. Najczêœciej widzê ich przy komputerach, przed telewizorami lub szukajacych czegoœ w smartfonach. Czêsto tak¿e widzê, jak szykuj¹ sobie jedzenie. Ma³o kto czyta ksi¹¿kê lub gazetê.

$

Œni mi siê niekiedy, ¿e na skutek niezdanych egzaminów zosta³em skreœlony z listy studentów. Budzê siê wtedy zlany potem i zastanawiam siê, sk¹d siê takie sny bior¹. Przecie¿ wszystkie egzaminy zda³em i nigdy nie by³em skreœlony z listy studentów ani Uniwersytetu Warszawskiego, ani Pañstwowej Wy¿szej Szkole Teatralnej (obecnie Akademii) im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Ba, dostawa³em nawet stypendia za dobre wyniki w nauce. Dorabia³em do nich jako recenzent teatralny w dwutygodniku „Teatr” i jako sekretarz literacki w Teatrze Dramatycznym m. st. Warszawy za wielkiej dyrekcji Gustawa Holoubka. I nie powiem – starcza³o mi

www.kurierplus.com

wówczas na mas³o, którego nie by³o w sklepach i na ksi¹¿ki spod lady.

$

Jako student mia³em w poci¹gach 33 procent zni¿ki. Wejœciówka do filharmonii i teatru kosztowa³a piêæ z³otych. Do opery bodaj¿e 15 z³otych. Bochenek chleba kosztowa³ w tym czasie cztery z³ote. Za znakomity obiad w sto³ówce studenckiej p³aci³em bodaj cztery z³ote 60 groszy. Sto³owa³em siê na przemian w sto³ówce uniwersyteckiej i w „Dziekance” – s³ynnym akademiku wy¿szych szkó³ artystycznych w stolicy. W obu sto³ówkach zupy by³y gratis, podobnie jak i czekaj¹ce w wielkich koszach kromki chleba i nierzadko ciast. Mo¿na by³o wzi¹æ je do domu. W „Dziekance” kwit³o równie¿ ¿ycie towarzyskie. Wiêzi sympatii ³¹czy³y mnie z niektórymi przysz³ymi œpiewakami, baletnikami, aktorami, re¿yserami i malarzami. Lubi³em szczególnie Krzysztofa Kolbergera studiuj¹cego aktorstwo i zakochanego w nim wielce zdolnego malarza z ASP. Obaj z ukontentowaniem przegl¹dali siê swemu odbiciu w kryszta³owym lusterku, które sta³o na parapecie w moim mieszkaniu. Ukontentowanie by³o uzasadnione, gdy¿ byli bardzo urodziwi. Dziœ lusterko omsza³o ze staroœci, ale nie wyrzucam go, bo wci¹¿ widzê w nim ich twarze, choæ obaj odeszli ju¿ na zawsze, Na jednej z imprez w „Dziekance”, zorganizowanej przez mieszkaj¹cych tam przysz³ych re¿yserów teatralnych, pojawi³ siê niespodziewanie s³awny profesor Aleksander Bardini. Chcia³ zobaczyæ, jak prowadz¹ siê w akademiku jego studenci. Tak¿e ci podyplomowi. A by³ to czas, kiedy – wbrew plotkom – obowi¹zywa³ w PWST najwy¿szy stopieñ moralnoœci i dyscypliny. Bardini bawi³ siê z nami sypi¹c dowcipami i bacznie nas obserwuj¹c. Liczy³ po cichu wypite kieliszki. A potem tak ustawia³ w szkole sceny z aktorami, ¿ebyœmy siê sami w nich zobaczyli. Obœmiewa³ nas bezlitoœcie. Ja by³em na cenzurowanym m.in. za picie piwa z butelki i pejsachówki z musztardówki. Jego zdaniem powinienem trzymaæ fason, jaki przystoi inteligentowi po uniwersytecie. Nie chodzi³o mu o piwo i pejsachówkê, tylko o butelkê i musztardówkê. Mia³ racjê. Od tej pory nie pijam piwa z butelki. Nie pijam równie¿ nie tylko z musztardówki, ale tak¿e z grubego szk³a. Zawsze proszê o najcieñszy i najl¿ejszy kieliszek. Niektórzy uwa¿aj¹ to za dziwactwo, ale co tam. Z Bardinim liczê siê bardziej ni¿ z ich opniami, bo jak nie daj Bo¿e i w zaœwiatach zacznie mnie obœmiewaæ, to siê nie pozbieram. No chyba, ¿e wspomniana na wstêpie Si³a Sprawcza ma poczucie humoru i lubi œmieszne sytuacje. m

Spór o mur 1í Stwierdzenie to podobnie jak wiele innych, wyg³oszonych w trakcie dziesiêciominutowego wyst¹pienia prezydenta wymaga dodania pewnego kontekstu. Wed³ug Drug Enforcement Administration – agencji zwalczaj¹cej handel narkotykami – zdecydowana wiêkszoœæ heroiny rzeczywiœcie przechodzi przez granicê z Meksykiem. Nie oznacza to jednak, ¿e postawienie muru ukróci ten proceder. Wed³ug tej samej agencji du¿a czêœæ szmuglu odbywa siê poprzez legalne przejœcia graniczne, a narkotyki ukrywane s¹ w samochodach, autobusach i ciê¿arówkach, milionami wje¿d¿aj¹cych do Stanów. Epidemia przedawkowañ powoduj¹cych œmieræ ma natomiast miejsce na skutek zalania amerykañskiego rynku narkotykowego fentanylem, syntetycznym œrodkiem o wiele silniejszym ni¿ heroina. Ten zaœ dociera do Ameryki g³ównie z chiñskich laboratoriów, w legalnych przesy³kach lub – jak podaje DEA przez granicê z Kanad¹. Podobnie jest jeœli chodzi o twierdzenia prezydenta dotycz¹ce nielegalnych imigrantów w USA. Wymagaj¹ one kontekstu. Statystyki przecz¹ twierdzeniom o tym, ¿e masowo pope³niaj¹ oni przestêpstwa. Jest dok³adnie odwrotnie. Wiêkszoœæ z nich stara siê z oczywistych powodów nie wchodziæ w konflikt z prawem, co najwy¿ej pracuje bez zezwolenia. Poza tym wiêkszoœæ niele-

galnych wje¿d¿a do Ameryki legalnie i po prostu zostaje po wygaœniêciu wiz. Przez po³udniow¹ granicê przedostaj¹ siê prawie wy³¹cznie mieszkañcy Ameryki Œrodkowej uciekaj¹cy przed terrorem gangów i bied¹ w swoich krajach. W du¿ej czêœci zostaj¹ zatrzymani lub samodzielnie zg³aszaj¹ siê do Stra¿y Granicznej, chc¹c z³o¿yæ podanie o azyl. Kryzys humanitarny, o którym mówi³ prezydent wynika z tego, ¿e Stany Zjednoczone nie s¹ w stanie wszystkich tych wniosków przerobiæ, a w s¹dach imigracyjnych utworzy³ siê ogromny zator powoduj¹cy, ¿e podania rozpatrywane s¹ latami. Nowy mur, bo warto przecie¿ wspomnieæ, ¿e w wielu miejscach ju¿ on istnieje, raczej nie odstraszy ludzi od prób dostania siê do USA. Bêd¹ po prostu szukaæ innych sposobów. Jedyne co tak naprawdê mog³oby ich powstrzymaæ to pomoc gospodarcza dla krajów takich jak Gwatemala, czy Honduras, z których obecnie najwiêcej ludzi ucieka. Pieni¹dze wydane na tego rodzaju pomoc i wspó³pracê w zwalczaniu gangów sprawdz¹ siê zapewne o wiele lepiej ni¿ mur, niezale¿nie od tego jak wysoki. Niestety Ameryce brakuje w tej chwili lidera, który potrafi³by tego rodzaju politykê zaproponowaæ i do niej przekonaæ. Prezydent, a z nim czêœæ republikanów i jego bazy wyborczej, upar³a siê w sprawie muru.

u

Prezydent Donald Trump wezwa³ do sfinansowania muru na granicy z Meksykiem. Demokraci te¿ nie proponuj¹ zbyt wiele. Ich g³ówne has³o – wzmocnijmy granicê, ale bez muru – równie¿ nie jest d³ugofalow¹ propozycj¹. Dopóki wœród polityków nie pojawi siê zrozumienie, ¿e polityka imigra-

cyjna wymaga szerszego i d³ugofalowego myœlenia, dopóty bêdziemy mieli kryzysy i rz¹dowe parali¿e, tak¿e wtedy, gdy obecny siê skoñczy.

Tomasz Bagnowski


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

9

Idziemy kolêdowaæ! Z tym zamiarem dzieciêcy Zespó³ Taneczny „Krakowianki i Górale” przy parafii Œw. Stanis³awa Kostki przedstawi³ swój doroczny Bo¿enarodzeniowy Program. Przedszkolaki weso³o bawi³y siê na scenie w ptaszki, pingwinki, misie oraz z wielkim namaszczeniem odœpiewa³y piosenkê „Ta Dorotka”, a w drugiej czêœci programu olœni³y publikê przeobra¿aj¹c siê w urocze anio³ki. Œrednia grupa odtañczy³a Kujawiaka z oberkiem i popisa³a siê piosenkami ludowymi. Najstarsza grupa piêknie zaprezentowa³a Mieszczañskie Tañce ¯ywieckie wraz z okaza³ym Polonezem. GwoŸdziem programu, jak zwykle, by³a szopka z udzia³em kolêdników, a przyby³o ich wielu. Do szopki w której Jezuska pilnowa³a Matka Bo¿a, i Œw. Józef i Anio³y, przyby³y pasterki z ró¿nych rejonów Polski i zbójnik, a na sam koniec przywêdrowali Trzej Królowie z ogromnym wielb³¹dem prowadzonym przez najm³odszego pastuszka zespo³u. Do³¹czy³y wnet tradycyjne postacie Gwiazdora, Króla Heroda, Œmierci i a¿ dwóch diabe³ków bo jeden sam nie da³by rady Heroda wci¹gn¹æ do piek³a. Do kolêdników przy³¹czyli siê Bociek, Koza i Turoñ, Chocho³, Cyganka i Nowy Roczek, ka¿dy w koszem ¿yczeñ dla widowni np. w Nowym Roku ¿oneczki maj¹ tylko na mleku gotowaæ kluseczki,

dla mê¿ów, którzy zadowoleni wszystko na nie wydadz¹ z kieszeni. Rodzice z entuzjazmem do³¹czyli do kolêdowania, wiêc zostali wynagrodzeni nastêpnymi s³owy: Za kolêdê dziêkujemy, zdrowia, szczêœcia Wam ¿yczymy. A ¿ebyœcie d³ugo ¿yli, a po œmierci z Anio³ami siê cieszyli! Na przedstawienie zawita³y Siostry Zakonne i ksi¹dz Józef Szpilski wraz z ksiêdzem proboszczem Markiem Sobczakiem, opiekunem duchowym zespo³u, który nie móg³ siê nacieszyæ dzieæmi i gor¹co pochwali³ ich wysi³ek jak i pracê komitetu rodzicielskiego z paniami: El¿biet¹ Hetnar, Iwon¹ Czartorysk¹ i Teres¹ Komar na czele. Nie szczêdzi³ te¿ wyrazów uznania nauczycielkom, dziêkuj¹c paniom Barbarze Kulpie, Marii Bielskiej i Halinie Kalitce wraz z m³od¹ asystentk¹ Asi¹ Bis. Z kolei zespó³ serdecznie dziêkuje hojnemu finansowemu poparciu Victoria Restoration Company, Home of the Alliance, oraz Stowarzyszeniom Marii Sk³odowskiej Curie i Polskim Biznesmanom. Nie omieszka³ siê tak¿e g³êboko uk³oniæ Syrenie, dziêkuj¹c za pyszne ciasto, a tak¿e pani Ilonie Zakrzewskiej za wykonanie programów jak i panom £ukaszowi Drapa³a i Micha³owi Moœcickiemu za rekwizyty.

Maria Bielska Zdjêcia: Zygmunt Bielski

u Anio³ki przy szopce.

Bursztynowe Jase³ka 6 stycznia 2019 r. w œwiêto Trzech Króli, w koœciele œw. œw. Cyryla i Metodego na Greenpoincie seniorzy z klubu Amber Health wystawili jase³eka. Klubowicze bardzo dziêkuj¹ ksiêdzu proboszczowi Eugeniuszowi Kotliñskiemu za zaproszenie a widzom za ciep³e przyjêcie!

u Najm³odsi kolêdownicy.

u Œrednia grupa œpiewa Kuku³eczkê.

u Wchodz¹ trzej królowie. Stan Borys œwi¹teczne koncerty NEW BRITAIN 19 stycznia o godzinie 19:00 oraz 20 stycznia o godzinie 17:00 Moonlight Bistro, 125 Broad Street, New Britain CT Bilety w cenie $50.00 do nabycia w Poczta Polmart, Polski Express, MaxMart

Anna-Pol Travel ATRAKCYJNE CENY NA: Bilety lotnicze do Polski i na ca³y œwiat

u

Pakiety wakacyjne: Karaiby, Hawaje, Floryda 821 A Manhattan Ave. Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-349-2423 E-mail:annapoltravel@msn.com

u

All-inclusive: Punta Cana, Meksyk od $699 WWW.ANNAPOLTRAVEL.COM

promocyjne ceny przy zakupie biletu przez internet

v Rezerwacja hoteli v Wynajem samochodów v Notariusz v T³umaczenia v Klauzula “Apostille” v Zaproszenia v Wysy³ka pieniêdzy Vigo


Nowy Jork

Nr 102

12 stycznia 2019

Pierwszy Ułan II Rzeczypospolitej (3) Legenda epoki dwudziestolecia międzywojennego, obiekt westchnień pań, bohater licznych anegdot, nazywany „pięknym Bolkiem”, „ułanem na pegazie” i „ulubieńcem Cezara”, którego urok osobisty sprawiał, iż nie dało się go nie lubić - zaufany adiutant Marszałka – generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski, z wykształcenia lekarz okulista, z powołania oficer kawalerzysta, a z zamiłowania poeta. Przyjaciel królów, ministrów i poetów w całej Europie, był symbolem umiłowania Ojczyzny, honoru polskiego oręża i ułańskiej fantazji. ównolegle do działalności wojskowej poświęcał się sztuce. Pisał wiersze, tłumaczył powieści, współtworzył scenariusze filmowe, malował (ponoć źle), przekładał literaturę francuską. Poezji, także tej żołnierskiej, tworzonej podczas służby w Legionach, nie traktował bardzo poważnie, jednak w dokumentach wojskowych w rubryce zawód pisał: literat. Znał sześć nowożytnych i dwa starożytne języki obce oraz uchodził za najbardziej honorową osobę w armii. Jednocześnie widziano w nim hedonistę, człowieka o niezwykłej fantazji i uroku, który nie stronił od ziemskich uciech, kobiet i alkoholu. Jego kariera w stolicy rozkwitła z chwilą objęcia 5 września 1924 roku 1 Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego. To wtedy nastąpiła era romansów i pojedynków toczonych w ujeżdżalni szwoleżerów. Taką wizję Wieniawy utrwalała niezliczona ilość, nie zawsze zgodnych z prawdą, anegdot. Wiadomym jest, że był człowiekiem niezwykle towarzyskim i wielokrotnie na temat jego ekscesów głośno było nie tylko w całej Warszawie, ale i poza jej rogatkami. Był przyjacielem poetów z grupy Skamandra i stałym bywalcem warszawskich lokali, „Adrii”, „Oazy”, „Ziemiańskiej” gdzie przy stoliku na półpiętrze siadywali: Boy-Żeleński, Marian Hemar, Franz Fiszer, Fryderyk Jârossy, Adolf Dymsza, Zula Pogorzelska, Irena Krzywicka i wielu innych. W tym towarzystwie uczestniczył w najważniejszych wydarzeniach towarzyskich i kulturalnych Warszawy. Przestał też pełnić obowiązki adiutanta Marszałka, przechodząc do Sztabu Generalnego. Nie oznaczało to jednak rozluźnienia więzi łączącej go z Piłsudskim. “Pamiętam jesienne popołudnie w Sulejówku kiedy Marszałek, skłopotany, że guzik odpadł mu od munduru, ze wzruszającą niezgrabnością starał się coś temu zaradzić, kiedy Wieniawa, przyniósłszy nici i igłę, przyszywał mu ten guzik nie jak jakiś adjutant, którym już wtenczas nie był, ale jak syn oddany i szczęśliwy że może usłużyć ojcu”, pisał Lechoń.

R

Ta łatwość nawiązywania kontaktów, barwność, umiejętność porywania za sobą innych były także narzędziami Wieniawy, dzięki którym wypełniał dla Józefa Piłsudskiego najtrudniejsze misje. Był zawsze tam, gdzie działy się kluczowe sprawy dla Polski, a Marszałek wykorzystywał jego talent dyplomatyczny w najpoważniejszych kontaktach politycznych. Jego wojskowa i polityczna kariera już na zawsze będzie się toczyć w cieniu Piłsudskiego. A miał kwalifikacje na wysokie stanowiska w armii. Ukończył z wynikiem bardzo dobrym, osiągając siódmą lokatę na 72 uczestników, kurs w Wyższej Szkole Wojennej. „Oficer wybitny, bardzo inteligentny” – pisał o nim kierownik kursu, francuski pułkownik Faury. W grudniu 1931 r. Prezydent RP, Ignacy Mościcki awansował go na generała brygady ze starszeństwem z dnia 1 stycznia 1932 r., co Wieniawa uczcił wizytówką o treści: „Generał Bolesław Wieniawa Długoszowski, były pułkownik”. Tegoż roku został dowódcą 2 Dywizji Kawalerii w Warszawie, którą dowodził do 14 maja 1938 r. W 1938 r. prezydent RP awansował go z dniem 1 maja na generała dywizji. Wielką tragedią dla Wieniawy była śmierć Józefa Piłsudskiego 12 maja 1935 r. oraz późniejsze tragiczne śmierci jego najbliższych współpracowników: gen. Gustawa Orlicz-Dreszera i Walerego Sławka. Długoszowski nie opuścił swojego przełożonego w chwili agonii, brał udział, jako świadek w sekcji zwłok Marszałka, asystował także przy pobieraniu z jego ciała mózgu i serca. Załatwiał sprawy związane z pochówkiem i przewodniczył wydziałowi wykonawczemu Naczelnego Komitetu Uczczenia Pamięci Marszałka Piłsudskiego. Podczas uroczystości pogrzebowych w stolicy i przejazdu konduktu do Krakowa niemal przez cały czas stał obok z ob-

Wieniawa w towarzystwie aktorki i piosenkarki Zuli Pogorzelskiej i poety Antoniego Słonimskiego. Fot. Wikipedia

nażoną szablą. Jan Lechoń wspominał, że „wyglądał tak, że w oczach jego każdy, nawet najbardziej nieczuli, mogli czytać ową grecką tragedię, która kryła się dla naszego narodu w tej śmierci”. Gdy zabrakło Marszałka, poczuł się odsunięty przez nową ekipę rządzącą, jego wpływy znacznie się ograniczyły. Szukał dla siebie miejsca w coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości politycznej. Z zagubienia i depresji wyrwał go minister spraw zagranicznych Józef Beck. Po bardzo udanej wizycie Wieniawy we Włoszech na czele delegacji polskich kombatantów, Beck zaproponował mu stanowisko ambasadora w Rzymie. Wieniawa okazał się doskonałym dyplomatą i godnym reprezentantem kraju. Jeden z jego współpracowników z tamtego okresu, Aleksander Zawisza, napisał, że Wieniawa „zyskał sobie w Rzymie opinię najwybitniejszego akredytowanego tam dyplomaty”.

Dowódca 2 Dywizji Kawalerii generał Bolesław Wieniawa-Długoszowski na inspekcji w 1 Pułku Strzelców Konnych w Garwolinie, 1932 r. Fot. NAC

Do Rzymu wraz z żoną i córką przybył 3 czerwca drogą przez Wiedeń i Wenecję. Jako ambasador RP przy Kwirynale cieszył się dużym uznaniem. Zrezygnował z alkoholu. Podczas przyjęć w polskiej ambasadzie zachęcał do spożywania trunków, sam pijając jednak wyłącznie herbatę. Z dawnych kawaleryjskich upodobań pozostała mu tylko codzienna poranna jazda konna. Posiadał znaczne wpływy w sferach na najwyższym szczeblu, przyjaźnił się z nim zięć Mussoliniego - minister Ciano i jego żona Edda, chętnie przyjmował go na salonach niemieckiej ambasady w Rzymie Hans Georg von Mackensen. Odnalazł się w roli ojca i męża. Ten zbliżający się do sześćdziesiątego roku życia mężczyzna miał wreszcie czas dla rodziny. Spędzał wieczory w domu wraz z żoną i córką. Zuzanna była dla niego najważniejsza, szczycił się nią przy każdej nadarzającej się sposobności.

Gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, 1932 r. Fot. NAC


Ambasador Polski we Włoszech gen. Bolesław Wieniawa - Długoszowski (w środku w jasnym garniturze) şegnany przez delegacje wojskowe. Fot. NAC.

Pierwszego września 1939 roku, natychmiast po napaści Niemiec na Polskę, Wieniawa chciał złoşyć urząd i wrócić do kraju. Był şołnierzem i chciał walczyć jak şołnierz, bez względu na stopień wojskowy. Odmówiono mu jednak zgody i pozostał nad Tybrem. Dzień po wkroczeniu Sowietów, usłyszał informację o wyjeździe z kraju prezydenta Mościckiego i Naczelnego Wodza, marszałka Rydza-Śmigłego. Nie chciał w to uwierzyć, uwaşał, şe naczelne władze są zobowiązane do pozostania w kraju, który jeszcze walczył. Kiedy jednak Ciano potwierdził tę informację, Wieniawa rozpłakał się z upokorzenia. On, człowiek honoru, şołnierz i patriota, nie mógł zrozumieć takiego postępowania. 25 września 1939 r. internowany w Rumunii prezydent Ignacy Mościcki, na podstawie art. 24 konstytucji kwietniowej, wyznaczył generała Bolesława Wieniawę Długoszowskiego na „swego następcę na wypadek opróşnienia się urzędu przed zawarciem pokoju�. Znał dobrze opinię Piłsudskiego o Wieniawie jako człowieku o wysokim poczuciu honoru, wybitnej ideowości, nadającego się wzorowo do prac polityczno-wojskowych, niezdolnego do uległości wobec zagranicy, obdarzonego talentami dyplomatycznymi, któremu Marszałek powierzał zadania o państwowym charakterze, jakim nie podołali ministrowie. Wieniawa, powiadomiony o nominacji, opuścił Włochy i udał się pociągiem przez Szwajcarię do Paryşa, by objąć urząd. Prezydencka nominacja gen. Wieniawy-Długoszowskiego wywołała sprzeciw generała Sikorskiego, który zabiegał u Francuzów i Anglików, by nie zaakceptowali ostatniej woli politycznej Prezydenta Rzeczypospolitej. Wobec zdecydowanego sprzeciwu opozycji polskiej i francuskiego rządu 27 września gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski zrzekł się godności następcy prezydenta Rzeczypospolitej, wysłał do prezydenta Mościckiego depeszę z prośbą o zwolnienie go z zaszczytnego obowiązku. Była to pierwsza z wielkich osobistych tragedii Wieniawy, wychowanego w kulcie honoru i Ojczyzny. Wrócił do Rzymu, gdzie ponownie podjął swoje obowiązki i wykorzystując kontakty z włoskimi politykami, zajął się akcją masowego przerzutu do Francji polskich şołnierzy, którzy po klęsce wrześniowej znaleźli się w Rumunii i na Węgrzech. Oficjalnie, jako robotnicy, otrzymywali włoskie wizy tranzytowe i byli przewoşeni na koszt rządu włoskiego do Francji, gdzie tworzyło się polskie wojsko. Przez ambasadę polską we Włoszech organizowano takşe pomoc materialną dla przebywających w obozach jeńców.

Niezmiernie waşną zasługą Wieniawy był współudział w organizacji siatki kurierskiej i łączności z Warszawą oraz sprowadzanie z okupowanej Polski do Włoch ludzi zagroşonych aresztowaniem. Przyczynił się między innymi do sprowadzenia rodziny Wojciecha Korfantego oraz poszukiwanej przez gestapo Heleny Sikorskiej, şony generała. Fakt ten jest niezwykle wymowny w zestawieniu z zaciekłymi atakami Sikorskiego na Wieniawę, który pozostawił Długoszowskiego na rzymskiej placówce tylko ze względu na stanowisko władz włoskich, jednoznacznie dających do zrozumienia, şe nikogo innego jako ambasadora nie zaakceptują. Przystąpienie Włoch w czerwcu 1940 roku do koalicji hitlerowskiej oznaczało likwidację polskiej placówki w Rzymie. Długoszowski wraz z personelem ambasady przedostał się do Lizbony, otrzymał tam informację o zwolnieniu go ze słuşby. Odmówiono mu takşe zgody na przyjazd do Wielkiej Brytanii. Za własne środki przedostał się więc wraz z rodziną do USA, gdzie dotarł w kwietniu 1941 roku. Chciał być przydatny dla kraju. Marzył o mundurze, koniecznie chciał walczyć z Niemcami. Pisał do gen. Sikorskiego, şe chętnie przyjmie „jedno ze skromnych stanowisk dowódczych w wojsku polskim na terenie Wielkiej Brytanii�, na którym mógłby realnie słuşyć ojczyźnie, jednak po raz kolejny spotkał się z odmową. Wciągnięty na „czarną listę� piłsudczykowskich oficerów nie został dopuszczony do słuşby w Wojsku Polskim, nawet jako prosty şołnierz, o co usilnie zabiegał. Zwalczająca wszystko co związane z sanacją ekipa Sikorskiego, nie widziała miejsca w armii dla pupila marszałka Piłsudskiego. W Stanach Zjednoczonych Wieniawa pojawił się bez środków do şycia. Utrzymywał siebie i rodzinę z dorywczej pracy introligatorskiej i dziennikarskiej, pełnił między innymi obowiązki redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego� w Detroit. Cały czas nawoływał do zgody narodowej i snuł plany powrotu do armii. Karol Estreicher, jeden z najblişszych współpracowników gen. Sikorskiego, pod datą 24 listopada 1940 r. zanotował: „Bolesław Wieniawa-Długoszowski - pierwszy piłsudczyk i były ambasador w Rzymie jest w Ameryce. Tu wystąpił z pomysłem tworzenia Legii Cudzoziemskiej i z projektu zwierzył się Sikorskiemu. Napisał list w tej sprawie. Odpisał mu sucho Sikorski, şe tego rodzaju akcja wprowadziłaby dezorganizację między Polaków amerykańskich... i prosił Wieniawę, by zamiaru poniechał�. Odizolowany od działań rządu i słuşby w wojsku, bezczynny wobec nieszczę-

Bolesław Wieniawa- Długoszowski - ambasador w mundurze dyplomatycznym.

ścia Ojczyzny, Wieniawa popadał w coraz większe przygnębienie. Niemoşność słuşenia Polsce, chociaşby w roli zwykłego şołnierza, stała się dla niego największą şyciową tragedią. Doszły do tego kłopoty finansowe, które zmusiły go do pracy fizycznej, co odbiło się mocno na stanie jego psychiki. Ostatecznie gen. Sikorski mianował go ambasadorem w Hawanie, na placówce nie mającej większego znaczenia dla kraju. Wieniawa mógł odczuć to jako zesłanie, odepchnięcie od şołnierskiej słuşby, jednak przyjął nominację ze spokojem. Rankiem 1 lipca 1942 roku, w przeddzień wyjazdu na Kubę, gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski wyszedł na górny taras domu przy ulicy Riverside Drive 3 w Nowym Jorku, w którym mieszkał. W kilka minut później skoczył na ulicę. Zginął na miejscu. Tak odszedł Pierwszy Ułan II Rzeczpospolitej, zasłuşony dyplomata, kawaler orderu Virtuti Militari, Krzyşa Niepodległości z Mieczami, Orderu Orła Białego, Złotego Krzyşa Zasługi, Orderu Polonia Restituta, czterokrotnie Krzyşa Walecznych, francuskiej Legii Honorowej i wielu innych odznaczeń zagranicznych. Człowiek, o którym Aleksander Zawisza w zamieszczonym w prasie epitafium napisał: „Niespoşyty temperament i ogromna wraşliwość, wielostronne uzdolnienia, duşe wykształcenie i wyrafinowana kultura, głęboko ujęte poczucie patriotyzmu i honoru, prawość charakteru i lojalność – oto

Dom przy Riverside Drive w Nowym Jorku, w którym przed swoją tragiczną śmiercią mieszkał Bolesław Wieniawa-Długoszowski.

Boleslaw-Wieniawa-Dlugoszowski, 1934 r.

istotne składniki tej niepospolitej sylwetki generała, dyplomaty i artysty. Kochał ruch i szaleństwo, kochał piękno i gest. Przede wszystkim jednak kochał Polskę, Komendanta i szlachetność duszy�. Zgodnie z powszechnie panującą opinią do samobójstwa popchnął go zawód, şe został odsunięty od spraw państwowych i wojskowych przez gen. Władysława Sikorskiego, który nie chciał współpracować z wojskowymi i politykami związanymi z Piłsudskim. Chociaş teoria ta wydaje się prawdopodobna, okoliczności i motywy śmierci generała pozostają do dzisiaj przedmiotem dyskusji historyków. W 1990 r. prochy gen. Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego sprowadzono do Polski. Złoşono je uroczyście z honorami wojskowymi na cmentarzu Rakowickim w Krakowie w kwaterze Legionistów. Opr. Jolanta Szczepkowska

Grób generała Wieniawy-Długoszowskiego w Kwaterze Legionowej na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Fot. Wikipedia.

$GUHVUHGDNFML 3$9$RI$PHULFD'LVWULFW,UYLQJ3ODFH1HZ<RUN1< HPDLOSDYDVZDS#NXULHUSOXVFRPWHO  ZZZSDYDVZDSRUJ 5HGDNFMD-RODQWD6]F]HSNRZVND


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

12

GRUBE

u

RYBY

PLOTKI

Andie MacDowell i Hugh Grant.

Trudno uwierzyæ, ale od premiery filmu, po którym przynajmniej po³owa kobiet na kuli ziemskiej pokocha³a Hugh Granta, minê³o niemal æwieræ wieku. „Cztery wesela i pogrzeb” uczyni³ z brytyjskiego aktora niekwestionowan¹ gwiazdê komedii romantycznych, a jego filmowej partnerce Andie MacDowell przyniós³ miêdzynarodow¹ rozpoznawalnoœæ i uwielbienie. Dziœ powabna brunetka, któr¹ czêœciej ni¿ na ekranie mo¿emy ogl¹daæ na plakatach reklamuj¹cych kosmetyki, ma 60 lat i – jak podkreœla – czuje siê œwietnie i nadal ma apetyt na ¿ycie. „Nie ¿al mi przywilejów m³odoœci, bo teraz czujê siê bardziej wolna”- mówi Andie. „Jestem na wspania³ym etapie mojego ¿ycia”- deklaruje. I pewnie dlatego zgodzi³a siê zagraæ w serialu nawi¹zuj¹cego do kinowego hitu sprzed lat. „Cztery wesela i pogrzeb” bêdzie – podobnie jak pierwowzór - opowiada³ o czwórce przyjació³, którzy przyje¿d¿aj¹ na wesele, a potem nic nie przebiega tak, jak zaplanowali. MacDowell zagra matkê jednej z bohaterek. Scenariuszem pilota telewizyjnej wersji zajmie siê Mindy Kaling znana z serialu „Œwiat wed³ug Mindy”. W projekt zaanga¿owani bêd¹ tak¿e twórcy oryginalnego filmu Matt Warburton oraz Jonathan Prince. Premiera wkrótce. * „PrzyjaŸni³am siê z obojgiem rodziców, z ka¿dym na swój sposób. Tata by³ dla mnie autorytetem, nie tylko z powodu

u

i

Karolina Wajda.

www.kurierplus.com

swoich wielkich osi¹gniêæ zawodowych, ale przede wszystkim ze wzglêdu na to, jakim by³ cz³owiekiem, jak ¿y³, jak zwraca³ siê do ludzi i jak bardzo by³ wymagaj¹cy w stosunku do samego siebie. Tym, ¿e w zasadzie o nikim Ÿle nie mówi³. By³ lojalny, prawdomówny, nie ¿ywi³ urazy do ludzi” – wspomina Karolina, córka Andrzeja Wajdy i Beaty Tyszkiewicz. Rodzice rozstali siê, gdy mia³a roczek. Jednak – jak przekonuje, to wydarzenie nie wp³ynê³o negatywnie na jej ¿ycie. „Rodzice nie obci¹¿ali mnie swoim rozstaniem, zw³aszcza, ¿e po rozwodzie mieli dobre relacje. Od pocz¹tku wiedzia³am, ¿e mama i tata nie mieszkaj¹ razem. Nie mogê natomiast powiedzieæ, ¿eby mi taty brakowa³o, bo dba³, ¿eby mieæ ze mn¹ kontakt” – mówi Karolina Wajda. Wielu spodziewa³o siê, ¿e piêkna dziewczyna pójdzie w œlady znanych rodziców i zostanie aktork¹, jednak ona wybra³a inn¹ drogê. „Z aktorstwem jest jak z malarstwem, czy innymi zawodami artystycznymi. Trzeba lubiæ to robiæ. Poza kilkoma wyj¹tkami talentów samorodków niezbêdne jest wykszta³cenie. Ja nie czujê potrzeby grania i nie skoñczy³am szko³y teatralnej. Od wielu lat zajmujê siê szkoleniem jeŸdŸców i koni. W tym celu za³o¿y³am Akademiê Sztuki JeŸdzieckiej. Moj¹ pasj¹ s¹ konie rasy iberyjskiej” – opowiada Karolina Wajda. Po œmierci re¿ysera rozpoczê³a siê batalia o spadek. W pierwszej wersji testa-

mentu prawa autorskie mia³y przypaœæ córce re¿ysera, a ca³y maj¹tek przejœæ na rzecz fundacji, której celem mia³o byæ przyznawanie stypendiów uzdolnionej m³odzie¿y. Jednak – jak opowiada córka Andrzeja Wajdy – „W ostatniej wersji testamentu, zamiast fundacji, spadkobierc¹ zosta³a jego ostatnia ¿ona Krystyna Zachwatowicz. Pierwszy testament nie by³ tajemnic¹. Tata zaprosi³ mnie do Krakowa, by mi go wrêczyæ. Wiedzia³am o wszystkim, bo utrzymywa³am z tat¹ bliskie kontakty a¿ do jego œmierci. Ostatnia wersja testamentu nie odpowiada tej, o której rozmawia³am z tat¹, dlatego te¿ chcia³am, ¿eby wyjaœni³ to s¹d. By³am zaskoczona, bo nie poinformowa³ mnie o tej zmianie za ¿ycia” – t³umaczy Karolina. Córka Wajdy zrzek³a siê dziedziczenia ustawowego tak jak chcia³ tego ojciec. Z tego powodu zmiany w testamencie sprawi³y, ¿e Karolinie nie nale¿y siê nic po zmar³ym tacie. Zapytana o to, czy nie mo¿e po prostu porozmawiaæ z ¿on¹ ojca, odpowiedzia³a, ¿e „wydaje siê to niemo¿liwe”. Zapowiedzia³a wiêc, ¿e bêdzie walczyæ, by wype³niæ ostatni¹ wolê Andrzeja Wajdy. „Ojciec by³ cz³owiekiem spe³nionym ¿yciowo i zawodowo, czego dowodzi imponuj¹ca filmografia. Dziêki Muzeum Manggha i Szkole Wajdy wa¿ne dla niego idee s¹ kontynuowane. Jedyne, czego móg³by ¿a³owaæ, to tego, ¿e wci¹¿ nie uda³o siê powo³aæ fundacji, która by³a jego ostatni¹ wol¹ i mia³a byæ œwiadectwem jego ¿ycia”- mówi rozgoryczona córka. Sprawiedliwoœci bêdzie dochodziæ na drodze s¹dowej. * Znamy laureatów Z³otych Globów 2019! Niekwestionowanym zwyciêzc¹ 76. gali rozdania nagród przyznawanych przez Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej okaza³ siê film „Green Book”, który zdoby³ a¿ trzy statuetki na piêæ nominacji. Za najlepszy film dramatyczny uznano „Bohemian Rhapsody”, a Rami Malek, który wcieli³ siê w g³ówn¹ rolê otrzyma³ statuetkê dla najlepszego aktora. Dziêkuj¹c za wyró¿nienie zadedykowa³ nagrodê m.in. Freddiemu Mercury, do którego jest ³udz¹co podobny, nawet bez charakteryzacji. Najlepsz¹ aktork¹ w filmie dramatycznym zosta³a Glenn Close. Jedna z najwa¿niejszych amerykañskich aktorek doceniona zosta³a za wspania³¹ rolê w dramacie „¯ona”. Wœród seriali wyró¿niono: „Zawód: Amerykanin”, oraz „The Kominsky Method”- m¹dr¹, dowcipn¹ i œwietnie zagran¹ opowieœæ o parze dwóch stetrycza³ych przyjació³ (w rolach g³ównych fenomenalni Michael Douglas i Alan Arkin), którzy próbuj¹ radziæ sobie z przemijaniem nie trac¹c dobrego humoru. Najlepsz¹ animacj¹ okaza³ siê „Spider-Man: Uniwersum”, a filmem nieanglojêzycznym – „Roma” Alfonsa Cuaróna, który zdoby³ równie¿ nagrodê za re¿yseriê. Jeff Bridges zosta³ uhonorowany za ca³okszta³t twórczoœci, a jego przemowa, wygl¹daj¹ca na improwizowan¹, mówi¹c najdelikatniej, nie porwa³a t³umów. Spoœród filmów dramatycznych najwiêkszym przegranym okaza³ siê obraz „Narodziny gwiazdy”, w którym wyst¹pi³a Lady Gaga. Na piêæ nominacji debiut re¿yserski Bradleya Coopera doceniony zosta³ jedynie w kategorii najlepsza piosenka w filmie. Artystka, która jest wspó³twórczyni¹ przeboju „Shallow” wyzna³a ze sceny, ¿e w przemyœle muzycznym rzadko kto traktuje kobiety – muzyków powa¿nie i ze ³zami w oczach odebra³a statuetkê. Jedynym odstêpstwem od normy w stylizacji gwiazdy by³ tym razem kolor w³osów w tonacji liliowej, kore-

Weronika Kwiatkowska

u

Rami Malek.

u

Glenn Close.

u

Jeff Bridges.

u

Lady Gaga.

sponduj¹cy z barw¹ przepiêknej sukni, któr¹ za Gag¹ nosi³o dwóch przystojniaków. Natomiast najwiêcej kontrowersji wzbudzi³y s³owa Christiana Bale’a, który otrzymuj¹c nagrodê dla najlepszego aktora w kategorii komedia/ musical za¿artowa³, ¿e za inspiracjê (by wcieliæ siê w Dicka Chenneya - jednego z najpotê¿niejszych i najmniej lubianych wice-prezydentów Stanów Zjednoczonych) dziêkuje… szatanowi. Film „Vice” w re¿yserii Adama McKaya, który ukazuje kulisy amerykañskiej polityki w dobie urzêdowania George'a W. Busha, równie¿ by³ nominowany, ale statuetki nie otrzyma³. Tegoroczna gala zosta³a oceniona doœæ s³abo. Wytykano tzw. suchary, czyli nieœmieszne ¿arty. Nudê. Ma³o charyzmatyczne wyst¹pienia. I… rozczarowuj¹ce werdykty. Mo¿e Oscary bêd¹ ciekawsze? Szczególnie, jeœli na tzw. krótkiej liœcie znajdzie siê nasza „Zimna Wojna”. Trzymamy kciuki! m


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

www.kurierplus.com

13

Po prostu P.O.M.O.C 1í Niech wam siê tutaj dobrze pracuje – mówi³ dyrektor Tom Rudzewick. P. O. M. O. C otrzyma³a od banku nowy lokal! Jest du¿o zamieszania, bo w³aœnie koñczy siê remont. Ale ju¿ za kilka dni wszystko wróci do normy. – Rozpoczêliœmy Nowy Rok w nowym biurze, to dobry znak – mówi Ewa Kornacka. Istniejemy i dzia³amy dziêki temu niezwykle ¿yczliwemu i wra¿liwemu na potrzeby lokalnej spo³ecznoœci bankowi. Maspeth Federal Savings nie tylko da³ nam dach nad g³ow¹ ale i od 20 lat jest naszym sponsorem. W³aœciwie nie istnielibyœmy bez ich pomocy. To bank s³yn¹cy z zaanga¿ownia w dzia³alnoœæ spo³eczn¹ na Queensie. Wspiera nie tylko nas ale i inne organizacje. Drugim bankiem, który daje mam dach nad g³ow¹ jest Kearny Bank na Staten Island. To dziêki niemu, mieszkaj¹cy tam Polacy mog¹ liczyæ na nasz¹ pomoc i nie musz¹ przyje¿d¿aæ na Ridgewood. – A jak wspó³pracuje siê z polonijnymi organizacjami i biznesami? – Z tym jest ró¿nie. My otwarci jesteœmy na ka¿d¹ formê wspó³pracy. Zapraszamy ka¿dego, kto chce wesprzeæ nasz¹ dzia³alnoœæ. Pomagamy przecie¿ najbardziej potrzebuj¹cym rodakom, chocia¿ wœród naszych klientów s¹ równie¿ przedstawiciele innych narodowoœci. Wspó³pracujemy z ró¿nymi grupami etnicznymi. Z organizacjami pomagaj¹cymi Latynosom, Azjatom. W grupie jesteœmy silniejsi i mo¿emy ³atwiej walczyæ o nasze sprawy, ³atwiej zdobywaæ sponsorów i poparcie. – Z jakimi problemami borykaj¹ siê Polacy i imigranci z innych krajów? – Ró¿ni nas tylko jêzyk, tradycja i kultura ale problemy s¹ takie same. Nasi klienci

przychodz¹ po ró¿norodne porady zwi¹zane na przyk³ad z tzw zielonymi kartami, pomagamy im za³atwiaæ sprawy socjalne, ubezpieczenia medyczne, emerytury, bony na ¿ywnoœæ. Informujemy kto kwalifikuje siê na otrzymanie miejskiego mieszkania. Pomagamy w wype³nianiu ró¿nych aplikacji, w za³atwianiu trudnych spraw medycznych. Zatrudniamy nawigatora medycznego, który nie tylko umawia i chodzi z pacjentami na wizyty lekarskie, s³u¿y za t³umacza ale i informuje o prawach zwi¹zanych z ubezpieczeniami medycznymi, które im przys³uguj¹. Du¿a czêœæ naszej pracy to w³aœnie edukacja i informacja. Nowy Jork jest miastem szczególnie przyjaznym imigrantom. Mamy mnóstwo miejskich programów, ale ludzie o nich nie wiedz¹. Nie zdaj¹ sobie sprawy na co mog¹ liczyæ niezale¿nie od ich statusu imigracyjnego czyli mówi¹c proœciej niezale¿nie od tego czy s¹ tutaj legalnie czy nie. Mamy teraz dwa nowe, ciekawe, programy medyczne. S¹ to Access Health NYC i CRCQ. Jeœli ktoœ ma jakieœ problemy z ubezpieczeniem i pytania dotycz¹ce spraw socjalnych czy imigracyjnych, prosimy do nas zadzwoniæ czy po prostu przyjœæ. Nasz numer telefonu 718-366-5365. S³u¿ymy informacj¹ i pomoc¹. – Za dwa lata P. O. M. O. C bêdzie obchodzi³a 40-te urodziny. Jak powsta³a ta organizacja? – Za³o¿y³a j¹ tzw. stara Polonia w Sunset Park na Brooklynie. By³a to grupa parafian z koœcio³a Matki Boskiej Czêstochowskiej. Pod koniec lat 70-tych i na poczatku 80tych z Polski przyje¿d¿a³o coraz wiêcej ludzi. Uciekali przed bied¹ i komunizmem, ale po przyjeŸdzie tutaj nie bardzo wiedzieli jak siê w Ameryce poruszaæ, co ze soba zrobiæ. Przychodzili wiêc do koœcio³a prosiæ o pomoc. Wtedy ówczesny proboszcz i grupa zasiedzia³ych w Stanach parafian zaczêli

u Przy ka¿dym biurku interesanci. dzia³aæ. Na pocz¹tku dzielili siê informacjami, edukowali, ale zapotrzebowanie ci¹gle ros³o. Zarejestrowali wiêc dzia³alnoœæ jako organizacjê niedochodow¹, zaczêli wystêpowaæ o miejskie dotacje przede wszystkim na naukê angielskiego i powoli rozwijali dzia³alnoœæ. I z takiego przykoœcielnego biura informacyjnego powsta³a nasza organizacja. – Od 23 lat kierujesz t¹ organizacj¹. Czy znalaz³aœ swoje miejsce w Ameryce? – Nale¿ê do tych szczêœliwców, którzy spe³niaj¹ siê w pracy. W nonprofit organizacjach, czyli organizacjach niedochodowych nie pracuje siê dla pieniêdzy. To jest pos³annictwo. Gdybym inaczej myœla³a to dawno zmieni³abym pracê. Oczywiœcie muszê walczyæ o sponsorów, o pieni¹dze na dzia³alnoœæ organizacji, o nowe programy. Ale ta

Gra¿yna Janikowska - nawigator medyczny.

u Gra¿yna Janikowska – nawigator medyczny.

u Biuro za³atwia tysi¹ce ludzkich spraw.

praca ma g³êbszy sens. Pomaganie potrzebuj¹cym daje mi si³ê do dzia³ania i ci¹gle sprawia du¿¹ przyjemnoœæ. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do naszego biura -66-60 Fresh Pond Road Ridgewood. Nasz telefon -(718)366.5365 Ma³gorzata Ka³u¿a

Spotkanie z dyrektor Ew¹ Kornack¹ na temat spraw imigracyjnych i ubezpieczeñ medycznych odbêdzie siê w redakcji Kuriera, 1 lutego, w pi¹tek o godzinie 18:30. Wstêp wolny. Tel.: (718) 389-3018 Adres: 145 Java St. Brooklyn.


14

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

www.kurierplus.com

POWIEŚĆ W ODCINKACH Antoni Marczyński

Niewolnice z Long Island Jack zaprotestował gorąco. Jim ciągnął go za język w dalszym ciągu, a złota młodzież bawiła się doskonale sprzeczką, dopingując odpowiednimi wykrzyknikami obie strony. – Możemy się przekonać – powiedział Jack zacietrzewiony do ostateczności. – Ty, Jim, pójdziesz ze mną i  zobaczysz na własne oczy. – Niestety, sir. Stąd nie wolno mi odejść ani na krok. Straciłbym posadę. – Jack! My z tobą pójdziemy – zaofiarowało się kilku. – Ja także. – I ja. – I my. Cóż mamy robić? Przeglądać czasopisma? – Przyszliśmy się zabawić, obojętne, gdzie, byle dobrze. Jack powstał sprężyście i ująwszy się pod boki podszedł do menagera: – Słuchaj, lisie. To wszystko, co nam przedtem opowiadałeś, to wierutne kłamstwo. – Sir, przysięgam. – Wierutne kłamstwo – powtórzył z naciskiem. – Macie jakieś inne powody, aby nas dzisiaj nie zawozić do pałacu. Jakie powody, nie wiem. Może wam policja łazi po piętach, może jakaś wycieczka z prowincji zwiedza przybytek niecnoty. Nie wchodzę w  to, lecz zapytuję kategorycznie: chcesz spełnić nasze życzenie, czy nie? – Proszę mi wierzyć… – Proszę odpowiedzieć krótko: tak albo nie – przerwał ostro delegat złotej młodzieży. Jim miał już na języku odpowiedź przeczącą, kiedy nagle genialna myśl zaświtała mu w głowie. – Panowie. Dla was zrobię wszystko, ale decyzja należy nie do mnie. Pozwólcie, że zapytam mych szefów. – No, zmiękłeś wreszcie. – Za wynik mej interwencji nie ręczę. – Ale ja ręczę, oszuście przeklęty. – Panowie będą łaskawi zaczekać w salonach klubowych małe pół godzinki. Przez ten czas porozumiem się z moimi chlebodawcami, po czym ich odpowiedź zakomunikuję panom. – Pół godziny możemy zaczekać, prawda Jack? Zawsze co Cissy to Cissy. Damulki z tamtej spelunki nie umyły się do naszych, prawdę rzekłszy. – A co?! – wtrącił Jim tryumfująco: – Mister Wolfson sam przyznaje, że jest gruba różnica. Jack przerwał energicznie: – Nie jestem ciekawy twych studiów porównawczych. Czekamy w  głównym salonie, a  ty, przyjacielu, pogadaj tymczasem z tym godnym szefem. W ciągu trzydziestu minut musimy otrzymać odpowiedź. Zrozumiano? To rzekłszy, podsunął swój zegarek menedżerowi pod sam nos, poklepał go protekcjonalnie po plecach i wyszedł ostatni z kancelarii klubu Przyjaciół Wschodu, zatrzaskując drzwi za sobą z hałasem. Jim odetchnął z ulgą, lecz nie tracił czasu ani minuty. Porwawszy kapelusz wybiegł tylnymi schodami z gmachu. Wskoczył do czekającego nań zawsze auta, sam usiadł przy kierownicy i  popędził w  stronę city olbrzymiej metropolii.

Dziesięć minut później był już w prywatnym mieszkaniu mister Sworda, który pod nazwiskiem Tinsel pełnił obowiązki agenta policji i uchodził ogólnie za najzdolniejszego detektywa Nowego Jorku. Tinsel, postrach przemytników alkoholu, pogromca kilku międzynarodowych szajek handlarzy żywym towarem, nawiasem mówiąc stanowiących silną konkurencję dla przedsiębiorstwa Izaaka Ironfielda i Harrego Foxa. Tinsel, prawa ręka dyrektora policji, był właśnie w domu, kiedy zziajany Jim wpadł do niego z gwałtownością monsunu. – Mam pięć minut czasu – zawołał od progu, łapiąc oddech. – Tylko pięć minut Czy mogę mówić swobodnie? – U mnie – zawsze. – Jest robota dla pana, mister Tinsel. Zdobędzie pan nowe laury i premię, jak się łatwo domyślić. – Hm. Chodzi zapewne o zdemaskowanie bandy rywalizującej z wami; co? – Podziwiam pańską przenikliwość, ale w  konkretnym wypadku chodzi nie tyle o bandę, ile o zamknięcie pewnej spelunki, gdzie sprzedają koniak, szampan, kokainę, gdzie są damulki trzymane wbrew woli, gdzie znajduje się palarnia opium i tak dalej, i tak dalej. – Ślicznie. W jakiej dzielnicy? – Ale dostanę sześćdziesiąt procent premii, jaką pan otrzyma? – Sześćdziesiąt procent? Człowieku! Najwyżej dwadzieścia. Jim podniósł się z  krzesła i  chwycił za kapelusz. – Niech będzie trzydzieści. – Opuszczam na pięćdziesiąt. Niech padnę trupem, jeśli zejdę poniżej. – Czterdzieści. – Wykluczone. – A  niechże cię. Daję czterdzieści pięć, ale ja sobie to na tobie odbiję, przyjacielu. – Więc zgoda. – No widzicie, Jim. A teraz proszę o adres tej spelunki. – Adresu nie znam, ale dam panu przewodnika: właściwie mówiąc kilkunastu przewodników. – Nie rozumiem. – Niech pan słucha. Szef polecił zamknąć Daleki Wschód na czas nieograniczony. No, aż do odwołania. – Wiem o tym. To był mój pomysł. – Między nami mówiąc, pomysł głupi. Otóż odmówiłem przed chwilą paczce naszych dobrych klientów ich żądaniu, aby… – Aha! Rozumiem wszystko. Obrazili się i powiedzieli ci na odchodnym, że pójdą do konkurencji. No tak. Tylko gdzie ich mam teraz szukać, tych moich przewodników? – Są w  gmachu Przyjaciół Wschodu, uważa pan? Zatrzymałem ich pod pozorem, że jeszcze raz spróbuję interweniować u szefów. – Cha, cha, cha, cha, stary, szczwany lisie. Takżeś ich podszedł. Ci głupcy myślą, że on się wstawia za nimi, a on tymczasem, cha, cha, cha, szyje buty konkurencji. Ano pozbędziecie się znowu jednego rywala. Jim wyszczerzył zepsute zęby w szerokim uśmiechu. – Myślę, że leży to w naszym wspólnym interesie, mister Tinsel. Więcej nawet. To

leży podwójnie w pańskim interesie. – Mianowicie? – Utrącając konkurencję naszego przedsiębiorstwa zwiększy pan, jako nasz cichy wspólnik, swoją dywidendę, a  po drugie, jako as tajnej policji zdobędzie pan nowe laury i premię. – Szybkoś to pan wykalkulował – odparł gospodarz z uśmiechem. – Będzie to zatem wykrycie trzeciej szajki handlarzy żywym towarem w ciągu niedługiego czasu. Che, che, che, che. Nic dziwnego, że mister Grimshaw darzy mnie takim zaufaniem. Mój rywal Prawn pęknie z zazdrości. Jim wyciągnął rękę na pożegnanie. – Milo się nam gwarzy, a  czas ucieka. Wiem, że reszta zadania na pańskiej głowie. Chciałbym tylko zrobić jedno małe zastrzeżenie. – Słucham. – Niech pan zrewiduje tę budę dopiero rano, kiedy ostatni z naszych gości opuści jej mury. Nie możemy kompromitować naszych klientów. – I  w  tym ma pan słuszność. A  teraz, good bye. – Do widzenia, mister Tinsel. Cieszę się już na lekturę jutrzejszych dzienników donoszących o  nowym, wspaniałym wyczynie najgenialniejszego detektywa Stanów. Upłynęło wyznaczone pół godziny. Złota młodzież zebrana w  głównym salonie klubu Przyjaciół Wschodu zabawiała się najświeższymi plotkami high-lifu nowojorskiego, kiedy drzwi otwarły się z rozmachem i stanął w nich Jim zdyszany, zaczerwieniony jak burak, spocony. – Stwierdzam dwuminutowe opóźnienie – zauważył Jack, spoglądając na zegarek. – Wybaczam ci tę zwłokę, wnioskując z twej miny, że pomyślną wiadomość przynosisz. O tym drobnym szczególe zapomniał chytry menedżer zupełnie. Szybko przyoblekł zadowoloną, roześmianą twarz w  maskę przygnębienia, smutku, współczucia. – Niestety – wyjąkał, zwieszając głowę na piersi. – Co? – ryknął Jack, zrywając się z kanapy. – Ci panowie ośmielają się bagatelizować nasze życzenia!? Nasze słuszne żądania? Jim rozłożył ręce na znak, że jest mu niewymownie przykro, ale jest zupełnie bezsilny wobec zarządzeń chlebodawców. – Robiłem, co mogłem, panowie… Nie szczędziłem języka… Robert Wolfson położył mu dłoń na ramieniu: – Wierzymy ci Jim i nie mamy pretensji do ciebie, ale ze strony zarządu jest to zwykła szykana… – Co, szykana?… Skandal! Łotrostwo! Świństwo! – stopniował Jack. – Tego płazem nie puszczę… Ze mną, panowie. Ja was zaprowadzę do innego lokalu, gdzie takich gości jak my nie częstują odmową… Żegnaj, łgarzu przeklęły… Nie zobaczysz mnie tutaj więcej!… – Ani mnie!… – Ani nas! – odgrażali się inni. Menedżer spoglądał za odchodzącymi z ironicznym uśmieszkiem: – Zobaczę was wszystkich – mruknął.

odc. 9

– Jutro tamta spelunka przestanie istnieć i powrócicie, smarkacze… Na pewno powrócicie… Będziecie jeszcze ładnie prosić Jima, żeby was kiedy zawiózł do pałacu Dalekiego Wschodu… chi, chi, chi, chi… Złota młodzież wysypała się hurmem z  gmachu klubu, zajęła pięć samochodów i  pod przewodem perorującego głośno Jacka ruszyła w drogę, nie przypuszczając, że w szarym aucie sunącym z tyłu w przyzwoitej odległości jedzie mister Tinsel, najzdolniejszy detektyw Nowego Jorku i cichy wspólnik przedsiębiorstwa Ironfielda & Co. w jednej osobie. VIII Robert Wolfson zatrzymał taksówkę w alei, odprawił ją i chyłkiem wślizgnął się do parku okalającego ze wszystkich stron pałac ojca. Pomimo zmęczenia po całonocnej birbantce wolał przejść te kilkaset metrów, niż zajechać pod sam dom autem i zwrócić uwagę na swój przyjazd. W tym samym celu skręcił natychmiast w boczną aleję, której strzyżone szpalery stanowiły doskonały parawan nieprzenikniony dla spojrzeli oczu patrzących z okien pałacu… A była tam para oczu siwych, jakby wypłowiałych, których spojrzeń lękał się młody hulaka panicznie. Oczy te należały do apodyktycznego mister Hughesa Wolfsona… Pech chciał widocznie, że korzystając z przepięknej pogody stary milioner przedłużył swą zwykłą przechadzkę po ogrodzie i  na skrzyżowaniu ocienionej alei z  poprzecznie biegnącą ścieżką nastąpiło nieoczekiwane z  żadnej strony spotkanie ojca z synem. – Dzień… dzień dobry – wyjąkał przestraszony synalek. – Tobie chyba dobrej nocy życzyć należy – krzyknął król miedzi, który trochę niedosłyszał i z tej przyczyny mówił nadmiernie głośno. – Aaa, ślicznie!… Ja kończę mój zwykły spacer i zabieram się do pracy, a ty dopiero wracasz z birbantki… Nic dziwnego, że w godzinach rannych jesteś gościem w biurze… – Papa przesadza faktycznie – bąknął nieśmiało… – Przesadza, powiadasz?… Tak, przesadzam istotnie w zasilaniu twego konta czekowego… Ale od dzisiaj koniec… Żebym nie zapomniał powiedzieć sekretarce – dodał, wyjmując elegancki notes z kieszeni. – Taaak… Ro–bert–kon–to–cze–ko– we–zmniej–szyć–ty–god–nio–we–a–pa– na–że… – mruczał w odstępach, w miarę jak pisał w notesie. – Apanaże! – powtórzył ironicznie. To była najczulsza struna. Robert rozumiał doskonale swą zupełna zależność od ojca i posłyszawszy hiobową nowinę, zwiesił głowę posępnie. Mister Hughes Wolfson był bacznym obserwatorem. Widząc, jakie wrażenie jego czyn wywołał, postanowił sobie użyć na zgnębionym synalku. – Jak to wygląda – mówił, dotykając palcem policzka jedynaka. – Jak zmokła kura… Jak cytryna wyciśnięta… Nie odwracaj głowy, wstrętny lamparcie… cdn.


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

15

Rytmy nowojorskie

Sprawy podstawowe W³aœciwie zaczê³o siê od tego, ¿e w Iranie, gdy odmówisz s³u¿by w wojsku, nie dostaniesz paszportu. Nie masz paszportu, nie mo¿esz wyjechaæ. Wiêc kiedy autobiograficzna sztuka „jednego aktora” mia³a byæ wystawiona na Edinburg Fringe, w 2010 r., nie chc¹c zrezygnowaæ z szansy uczestnictwa w festiwalu-marzeniu m³odych i ambitnych, 20letni Nassim Suleimanpour, wymyœli³ proste rozwi¹zanie: zast¹pi go aktor-wolontariusz. Zadzia³a³o, co wieczór ktoœ inny w jego imieniu odczytywa³ s³owa autora. Suleimanpour siedzia³ przymusowo w Iranie, lecz jego pierwsza sztuka, Bia³y królik, czerwony królik, posz³a w œwiat. Z czasem rozszerzy³ siê kr¹g artystów bior¹cych udzia³ w „zastêpstwie”, znalaz³o siê wœród nich parê znanych osób, ca³oœæ nabra³a szerszego oddechu, a uznanie doda³o autorowi odwagi, by kontynuowaæ eksperymenty z teatraln¹ form¹. Nowa sztuka Nassim traktuje o sprawach powa¿nych i czêsto trudnych w sposób wyj¹tkowo ³agodny. Rzecz zaczyna siê z przymru¿eniem oka: s³yszymy g³os, nie widzimy mówcy. G³os wywo³uje na scenê zaproszonego goœcia, ka¿dego wieczoru kogoœ innego, wystêpuj¹cego po raz pierwszy tego dnia, i jedyny raz. Podaje wskazówki: osoba w krêgu œwiat³a ma odczytywaæ s³owa z rêkopisu (które s¹ jednoczeœnie wyœwietlane na ekranie nad scen¹) i wykonywaæ czynnoœci podane w didaskaliach. Wszystko proste i jasne, trochê jak w ksi¹¿eczce dla dzieci, i ca³e przedstawienie ma coœ wspólnego z pierwsz¹ czytank¹. G³os tak¿e na wpó³ sugeruje, na wpó³ odgaduje nasze ¿yczenia, wci¹gaj¹c widzów do wspólnej gry: Czy chcielibyœmy wiedzieæ, co jest w tym pudle? Tak! Proszê bardzo, to tekst, nieznany aktorowi, który bêdzie go czyta³ „na zimno”, bez przygotowania. Czy wiemy jak siê nazywa autor? Nazwisko znamy, ale wymówiæ je przychodzi nam trudniej. Czy chcielibyœmy go spotkaæ? Oczywiœcie! Autor wchodzi na scenê, z uœmiechem, choæ milcz¹cy. Pozostanie wyraziœcie obecny i milcz¹cy do koñca, kontroluj¹c rytm przedstawienia wyrazem twarzy, zachêcaj¹cym gestem, przewracaniem kartek tekstu. Autor wygl¹da bardzo zwyczajnie, tak ¿e przez chwilê czujesz nawet jakby rozczarowanie. Wola³oby siê pewnie kogoœ z marsowym czo³em i sokolim okiem, a tu taki dobroduszny, w koszuli w kratkê,

u Nassim. Fot. Joan Marcus.

z zarysem brzuszka… Dopiero po chwili zdajesz sobie sprawê, ¿e ten moment w¹tpliwoœci wynikaj¹cy ze zderzenia twoich spodziewañ co do „awangardowego artysty”, pochodz¹cego z obcej krainy w k³opotliwym regionie œwiata, tak¿e wpisuje siê w zamys³ przedstawienia. Bo rzecz w sumie jest o prostocie ¿ycia, o rzeczach podstawowych. O tym, jak siê czuje ktoœ, kto próbuje budowaæ ¿ycie w miejscu, które nie jest jego, w jêzyku, którego musi siê uczyæ od nowa. Mówi o têsknocie za utraconym domem. O poczuciu podwójnoœci bycia jednoczeœnie w dwóch ró¿nych rzeczywistoœciach. O paradoksie faktu, ¿e jako artysta mo¿esz zdobyæ sobie znacz¹cy kr¹g miêdzynarodowego odbiorcy, i tylko we w³asnym kraju (mo¿e by³ym w³asnym kraju), pozostajesz nieznany. O samotnoœci „obcego” wœród „obcych”. Jest to historia swojska dla wielu spoœród nas, z echem uniwersalnym, bo odnosi siê do ludzkich potrzeb rozpoznawalnych niezale¿nie od jêzyka, p³ci, wieku, miejsca: potrzeba domu, przyjació³, wiary w sens ¿ycia. Autobiograficzna opowieœæ nabiera charakteru przypowieœci, a sztuka przemienia siê w rodzaj dialogu: autora z aktorem, z tekstem, z widzem. Rozmowa toczy siê przyjaŸnie i bezpretensjonalnie, przy pomocy paru s³ów w jêzyku Farsi, których siê wspólnie uczymy, kilku kolorowych obrazków i zdjêciowych winietek. Udany ¿art wizualny podkreœla pewn¹ oczywistoœæ zadawanych tu pytañ z niedopowiedzeniem odpowiedzi. W którymœ momencie pojawie siê na ekranie tablica – jak u okulisty do mierzenia si³y oka. Napis jest pocz¹tkowo wyraŸny, s³owa pisane wielk¹ liter¹: ZNACZENIE ¯YCIA to…, a dalej coœ tam pisane coraz mniejszymi literkami, nie do odczytania. Sam sobie musisz znaczenie ci¹gle dopisywaæ. * Nassim Soleimanapour d¹¿y ku przekazowi o uniwersalnej wymowie upraszczaj¹c formê i zacieraj¹c granice miêdzy autobiografi¹ i fikcj¹. Heather Raffo, amerykañska artystka z korzeniami w Iraku, podziela podobny impuls przekraczania podzia³ów kulturowych. Czyni to jednak w sposób bardzo odmienny. Jej nowa sztuka Noura – zbudowana na podstawie materia³ów zebranych w czasie warsztatów teatralnych, które prowadzi z kobietami pochodz¹cymi z krajów Bliskiego i Œrodkowego Wschodu – jest mocno osadzona w klasycznej konwencji realistycznej, z odnoœnikiem do Domu Lalki Ibsena.

u Noura. Fot. Joan Marcus. Rodzina Noura i Tarequa z Iraku, to uciekinierzy politycznego gwa³tu przeciw chrzeœcijanom. ZnaleŸli dom w Ameryce, buduj¹ od podstaw ¿ycie z aspiracjami przeciêtnej amerykañskiej rodziny klasy œredniej. Realia s¹ trudne, ale maj¹ dach nad g³ow¹. Noura, kiedyœ architekt, pracuje jako kreœlarz. Tareq, chirurg w Iraku, znalaz³ zatrudnienie w szpitalu jako pomocnik. Syn jest w szkole i dobrze siê uczy, choæ najchêtniej spêdza³by czas, jak prawie ka¿dy nastolatek, przy swej Playstation. Akcja rozgrywa siê w wieczór wigilijny, szczególnie wa¿ny dla Noura i Tareqa, bowiem oznaczaj¹cy podwójn¹ celebracjê Œwi¹t Bo¿ego Narodzenia i otrzymania obywatelstwa amerykañskiego. Tareq, który w paszporcie ju¿ nosi imiê Tima, przygotowuje ucztê sk³adaj¹c¹ siê z tradycyjnych przysmaków. Przyjaciel rodziny, Rafa'a, muzu³manin z rodzinnego miasta Noura, przynosi specjalny dla niej prezent–niespodziankê: zdjêcia biblioteki w domu jej ojca, ksi¹¿ka za ksi¹¿k¹, rodzaj portretu przywo³uj¹cego inn¹ rzeczywistoœæ. Rzeczywistoœæ, która ju¿ nie istnieje, bo ksi¹¿ki i dom zosta³y wkrótce po tej sekretnej dokumentacji spalone. Œwi¹teczny nastrój zak³óca wizyta m³odej dziewczyny, sieroty z Iraku, któr¹ Noura z nieca³kiem jasnych powodów od lat sponsoruje, umo¿liwiaj¹c studia w Ameryce. Szokuj¹cy fakt, ¿e niezamê¿na Maryam jest w ci¹¿y, do tego z w³asnego wyboru, wywo³uje burzê uczuæ. Przypomina o dawnych sekretach ukrywanych przez lata, o skomplikowanych wyborach. Podkreœla splot uwarunkowañ osobistych i spo³ecznych. W¹tki siê mno¿¹, domagaj¹ uwagi, jakby Raffo chcia³a powiedzieæ o zbyt wielu sprawach naraz: o tragedii konfliktów religijnych; zderzeniu rozbie¿-

u Noura. Fot. Joan Marcus.

nych wartoœci kulturowych; napiêciach miêdzy rodzicami i dzieæmi; smutku nieodwracalnych strat; niepewnoœci jutra; przemianach to¿samoœci… Ten nadmiar zak³óca rytm sztuki. Pozostaje jednak w pamiêci poczucie, ¿e sprawa jest s³uszna a serce na w³aœciwym miejscu. Noura bowiem przypomina, ¿e przy wigilijnym stole jest miejsce dla niespodziewanego goœcia. Obcy pozostaje obcym tylko póki nie nauczymy siê jak wymawiaæ jego imiê. Obietnica Ameryki jako kraju mo¿liwoœci nie jest li tylko zaprzesz³¹ czêœci¹ historii. W s³owach Heather Raffo: Ameryka oferuje wspania³¹ nadziejê, bowiem nadal daje emigrantom i uciekinierom – tak jak prawie ¿aden inny kraj – prawdziw¹ szansê przynale¿noœci… To wielki eksperyment, gdzie ci¹gle siê uczymy i wyobra¿amy sobie od nowa, jak przynale¿eæ i jak byæ odpowiedzialnym jeden za drugiego… Gra¿yna Drabik

Heather Raffo, Noura. Re¿yseria: Joanna Settle, scenografia: Andrew Lieberman, kostiumy: Tilly Grimes, oœwietlenie: Masha Tsimring, in¿ynieria dŸwiêku: Obadiah Eaves. Z udzia³em Dahlia Azama (Maryam), Liam Campora (Yazen/Alex), Matthew David (Rafa'a), Nabil Elpuahabi (Tareq/Tim), Heater Raffo (Noura). Przedstawienia 10 – 30 grudnia, Playwrights Horizons. Nassim Soleimanpour, Nassim. Re¿yseria: Omar Elerian, scenografia: Rhys Jarman, oœwietlenie: Rajiv Pattani, in¿ynieria dŸwiêku: James Swadlo. Premiera 12 grudnia, przedstawienia do 20 kwietnia, City Center II, 131 W. 55 St. (www. barrowstreettheatre. com)


KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

16

www.kurierplus.com

W obronie relikwii œw. Andrzeja Boboli, patrona Polski w D¹browie Górniczej, kszta³ci³ siê w seminarium w Kielcach. W 1882 ukoñczy³ Akademiê Duchown¹ w Petersburgu. W 1908 zosta³ konsekrowany na sufragana mohylewskiego, a po rewolucji paŸdziernikowej – w sytuacji uwiêzienia dotychczasowego metropolity Mohylewa Edwarda Roppa za odmowê podpisania bolszewickich antykoœcielnych rozporz¹dzeñ – zosta³ administratorem i wikariuszem generalnym archidiecezji mohylewskiej i tym samym sta³ siê najwy¿szym rang¹ przedstawicielem Koœcio³a rzymskokatolickiego w Rosyjskiej Republice Sowieckiej. Koœció³ ten w³adze bolszewickie postanowi³y zlikwidowaæ.

u

O. Andrzej Bobola.

Oj, nawêdrowa³ siê i natu³a³ œwiêty jezuita o. Andrzej Bobola (15911657). Za ¿ycia i po œmierci. Urodzi³ siê w Strachocinie na Ziemi Sanockiej, nauki pobiera³ w Braniewie i Wilnie. Jako zakonnik pracowa³ w Nieœwie¿u, Bobrujsku, P³ocku, Warszawie, £om¿y, Piñsku i okolicach. Okrutn¹ œmieræ z rêki kozaków poniós³ w Janowie Poleskim, ko³o Brzeœcia dziœ na Bia³orusi. Po mêczeñskiej œmierci otoczony by³ czci¹ w koœcio³ach na Kresach – najpierw w Piñsku, potem w Po³ocku. A¿ brutalnie zagarnêli jego trumnê bolszewicy i wywieŸli do Moskwy, gdzie w gmachu wystawowym przele¿a³a czternaœcie miesiêcy. Gdy j¹ pod koniec 1923 r. wreszcie „uwolniono”, z Moskwy przez Odessê, Konstantynopol, Brindisi szcz¹tki mêczennika dotar³y do Rzymu. St¹d po piêtnastu latach – œwie¿o po kanonizacji 1938 r. – przez Lublanê, Budapeszt, Bratys³awê specjalnym poci¹giem podró¿owa³a trumna Andrzeja Boboli z Watykanu do Polski. Tu jego droga wiod³a z Zebrzydowic m.in. przez Oœwiêcim, Kraków, Katowice, Poznañ, Ostrów Wielkopolski, Kalisz, Sieradz, £ódŸ, a¿ 80 lat temu œwiêty spocz¹³ w Warszawie. I w 2002 r. tego jezuitê misjonarza nazwanego wczeœniej Aposto³em Polesia og³oszono patronem Polski. Bardzo to honorowa funkcja, bo zosta³ uznany za znak nie tylko spraw przesz³ych, „nie tylko tego, co dzieli³o i dzieli, ale tak¿e tego, co ma po³¹czyæ”, jak wyrazi³ siê Jan Pawe³ II, cytowany w artykule zamieszczonym w „Osservatore Romano” z 29 maja 1988 roku. Przygl¹daj¹c siê temu, co dzia³o siê lat temu sto, zobaczymy, jak losy relikwii polskiego œwiêtego mêczennika wpisuj¹ siê w losy Koœcio³a. Przy tej okazji powiedzieæ trzeba o dwóch postaciach – Polaku i Amerykaninie, którzy na pocz¹tku lat 20. ubieg³ego stulecia stali najbli¿ej dzia³añ podjêtych w celu obrony szcz¹tków mêczennika. Drogi tych obu ludzi skrzy¿owa³y siê w... Moskwie. Pierwszy to arcybiskup Jan Cieplak (1857- 1926). Jego zas³ug¹ by³a dramatyczna walka z w³adzami sowieckimi o poszanowanie dla relikwii o. Boboli. Najpierw – w 1919 r. – chodzi³o o niedopuszczenie do ich profanacji, a potem o ich odzyskanie. Dla Polski kresowej. Zdaniem arcybiskupa ich miejsce by³o w Po³ocku.

Arcybiskup Jan Cieplak

Kim by³ ten S³uga Bo¿y oczekuj¹cy dziœ na beatyfikacjê? Jan Cieplak, urodzony

T³o wydarzeñ. Po objêciu w³adzy w nowo tworzonym pañstwie sowieckim ateistyczna partia bolszewicka niezw³ocznie przyst¹pi³a do bezkompromisowej walki z religi¹. Dekret, który zawiera³ rozporz¹dzenia, ¿e wszelkie mienie koœcielne przechodzi na w³asnoœæ pañstwa, a religii nie wolno uczyæ w ¿adnej szkole pañstwowej, wydano w styczniu 1918 r.. Za tym poszed³ absolutny zakaz nauki religii. Jednoczeœnie ka¿demu obywatelowi konstytucja gwarantowa³a wolnoœæ sumienia. Na papierze. Duchownych uznano za kontrrewolucjonistów, zdrajców wobec nowego re¿imu. Antyreligijna polityka Rady Komisarzy Ludowych w pierwszym rzêdzie dotknê³a Cerkiew prawos³awn¹. W styczniu 1919 roku rz¹d znacjonalizowa³ maj¹tek cerkiewny i wszystkie konta bankowe. Planom likwidacji koœcio³ów poniek¹d „przys³u¿y³a siê” pierwsza z trzech klêsk g³odu, która wed³ug szacunku poch³onê³a ok. piêæ milionów ofiar. W lutym 1922 Rada Komisarzy Ludowych wyda³a nakaz konfiskaty wszystkich kosztownoœci cerkiewnych, maj¹cych po sprzedaniu finansowaæ do¿ywianie. Poniewa¿ w podobnej sytuacji znalaz³ siê Koœció³ katolicki, w sierpniu 1922 r. Pius XI przedstawi³ propozycjê, ¿e wykupi skonfiskowane naczynia liturgiczne za ekwiwalent ich wagi w z³ocie. Wtedy te¿ zaapelowa³ do w³adz bolszewickich o oddanie relikwii o. Boboli i apel ten powtarza³ jeszcze dwukrotnie. Nie by³o odpowiedzi. Nie powinniœmy siê dziwiæ. Katolicyzm, który na ziemiach pod w³adz¹ sowieck¹ uto¿samiano z Polsk¹, by³ szczególnie znienawidzony. Jako zemstê za pora¿kê w wojnie polsko-bolszewickiej lat 1919-1921 odczytano zamkniêcie na pocz¹tku grudnia1922 r. koœcio³ów w Petrogradzie – tak w 1914 r. przemianowano Petersburg. Jedn¹ z najwczeœniejszych form walki z religi¹ by³a kampania profanacji i grabie¿y relikwii podjêta przez bolszewików w marcu 1919. Oficjalnie celem akcji by³o udowodnienie fa³szywoœci pogl¹du, popularnego i rozpowszechnionego w prawos³awiu, i¿ cia³a zmar³ych œwiêtych z regu³y nie ulegaj¹ rozk³adowi. W kwietniu 1919 w ramach „walki z zabobonami” Czeka (tajna policja w Rosji Sowieckiej w latach 1917–1922) nakaza³a otwarcie wszystkich relikwii znajduj¹cych siê w cerkwiach i monastyrach bêd¹cych celem pielgrzymek. Dekret ten potwierdzi³a Rada Komisarzy Ludowych, nakazuj¹c ca³kowit¹ likwidacjê kultu relikwii w Rosji i uznaj¹c „oddawanie czci martwym cia³om” za barbarzyñski obyczaj. Nie ma ¿ycia pozagrobowego. Religia jest fa³szem. Relikwie mia³y wiêc byæ poddane formalnym badaniom przez komisje do spraw zabobonów „na wniosek ludzi pracy”. Obok w³adz lokalnych wymagano obecnoœci przedstawicieli duchowieñstwa, najlepiej z biskupem na czele. Konieczni

byli tak¿e lekarze maj¹cy – obok duchownych – podpisaæ odnoœny protokó³. Szcz¹tki przekazywano pó¿niej do muzeów ateizmu. Czêœæ relikwii zaginê³a bez œladu. Latem 1919 rozpocz¹³ siê atak na relikwie b³ogos³awionego Andrzeja Boboli. W³adze okrêgu witebskiego na rzekome ¿¹danie ludu poinformowa³y lokalnego ksiêdza, ¿e niebawem odbêdzie siê otwarcie i zbadanie sarkofagu polskiego mêczennika. Podobne zawiadomienie wys³ano do arcybiskupa Cieplaka, który protestowa³ powo³uj¹c siê na bolszewicki dekret o rozdziale Koœcio³a i pañstwa oraz na gwarancje wolnoœci sumienia. Oœwiadczy³ wreszcie, ¿e nie wyœle duchownych przedstawicieli maj¹cych asystowaæ przy „badaniach”. Nie chcia³ dopuœciæ do zak³adanej przez sowietów legitymizacji ich wrogich poczynañ. Bolszewicy nie dawali za wygran¹. Gdy s³ali depesze domagaj¹c siê nazwisk duchownych maj¹cych byæ œwiadkami przy „oglêdzinach”, biskup je odrzuca³. Powtarza³, ¿e to obraza uczuæ religijnych, a ustalanie autentycznoœci zw³ok jest spraw¹ Koœcio³a i w przypadku ojca Boboli nie ulega w¹tpliwoœci. Petycjê z protestem do Witebska i Moskwy wys³a³ tak¿e z³o¿ony ze œwieckich wiernych wymagany przez nowe w³adze „komitet gmin katolickich” archidiecezji mohylewskiej. Zabiegi te odnios³y cel. W³adze odst¹pi³y od swojego zamiaru. Postanowi³y jednak ca³¹ sprawê przedstawiæ jako przyznanie siê biskupa Cieplaka do tego, ¿e relikwie Andrzeja Boboli uleg³y rozk³adowi, podczas gdy biskup oœwiadczy³ tylko, ¿e nauka katolicka nie czyni z niezniszczalnoœci zw³ok warunku œwiêtoœci. Trzy lata póŸniej powrócono do sprawy powo³uj¹c siê na inicjatywê czerwonoarmiejców. Nawi¹zuj¹c do przypadku szcz¹tków czczonej w prawos³awiu œwiêtej Eufrozyny domagali siê oni ponoæ otwarcia trumny Andrzeja Boboli i usuniêcia jej z koœcio³a „w celu zademonstrowania wobec katolików k³amstwa duchowieñstwa katolickiego, które bêd¹c bardziej przebieg³e niŸli duchowieñstwo prawos³awne, mocniej utrzymuje w sieci oszustwa religijnego sw¹ owczarniê.” I tak w czerwcu 1922 bolszewickie w³adze Witebska poleci³y otworzyæ trumnê. Rozlepiono plakaty z odnoœnym obwieszczeniem, œwi¹tyniê otoczy³o wojsko nie dopuszczaj¹c nikogo. Przed koœcio³em zebra³ siê t³um z³o¿ony nie tylko „z katolików, ale i prawos³awnych, a nawet ¿y-

u

Biskup Jan Cieplak.

dów, wyra¿aj¹cy sprzeciw wobec dokonywanej profanacji”. Wezwanym lekarzom oznajmiono, ¿e zosta³a anulowana wczeœniejsza decyzja w³adz centralnych o rezygnacji z oglêdzin. Gdy nie zadzia³a³a maj¹ca rozj¹trzyæ katolików k³amliwa insynuacja, ¿e oglêdzin domagali siê prawos³awni, w³adze pos³u¿y³y siê argumentem, ¿e krasnoarmiejcy ¿¹daj¹ otwarcia trumny, gro¿¹c zburzeniem koœcio³a. Po bezceremonialnych oglêdzinach relikwii komisja sporz¹dzi³a urzêdowy protokó³, w którym czytamy m. in.: „wed³ug orzeczenia rzeczoznawców lekarskich trup ten unikn¹³ rozk³adu i uleg³ mumifikacji. Wed³ug oœwiadczenia uczonego archeologa trup zachowa³ siê dobrze wskutek sprzyjaj¹cych warunków gruntu”. Przez blisko miesi¹c wierni uczestniczyli w nabo¿eñstwach ekspiacyjnych w koœciele i strzegli relikwii mimo obecnoœci bolszewickiej warty przy trumnie. 20 lipca 1922 uzbrojeni bolszewicy wtargnêli do koœcio³a strzelaj¹c i bij¹c wiernych broni¹cych dostêpu do œwi¹tyni. Zaw³aszczyli relikwie i wywieŸli je w niewiadomym kierunku. Arcybiskup Cieplak dalej s³a³ depesze do Moskwy. Znalaz³ siê w nich nastêpuj¹cy fragment w tonie niezwykle odwa¿nym: „Wœród ustawicznych gwa³tów i szyderstw z naszej wiary, uprawianych przez przedstawicieli w³adz sowieckich w kraju, a dziêki niedbalstwu w³adz centralnych, pozostaj¹cych dot¹d bezkarnymi – ostatnia profanacja swoj¹ brutalnoœci¹ i bezsensownoœci¹ przewy¿sza nawet czyny niedawno minionego carskiego re¿imu, za którego czasów, chocia¿ czeœæ dla b³ogos³awionego Andrzeja uwa¿ana by³a za niew³aœciw¹, ale naigrawanie siê z jego zw³ok nie by³o dopuszczone”. Jak siê póŸniej okaza³o, relikwie b³ogos³awionego bolszewicy z³o¿yli w gmachu wystawy higienicznej w Moskwie. 29 listopada 1922 w liœcie do przyjaciela, ks. biskupa Nowowiejskiego, notabene innego polskiego b³ogos³awionego mêczennika, w tym przypadku z czasów okupacji nazistowskiej, arcybiskup Cieplak tak pisa³: „Du¿o nam zmartwienia przynios³a kwestja relikwij b³ogos³awionego Andrzeja. Jak wiesz, brutalnie i gwa³tem zosta³y one wskrytyje, tzn zrewidowane, a nastêpnie i zabrane si³¹ i wywiezione do Moskwy. Sypa³em na wszystkie strony protesty i telegraficzne, i na piœmie. W koñcu prosi³em WCIK’a (Ogólnorosyjski Centralny Komitet Wykonawczy – przypis JPM), aby zanim bêd¹ przewiezione zagranicê, mog³y byæ oddane do jednego z koœcio³ów w Moskwie. Nie zgodzono siê na to. Na przewiezienie do Polski z pocz¹tku zgodzili siê – ‘ubirajtie poskoreje”. Ale gdy co do czego przysz³o i wydelegowa³em dwóch ksiê¿y dla przewiezienia, cofnêli siê. Teraz powiadaj¹: niech rz¹d polski albo prosi, albo niech ¿¹da tych relikwij (nie dosyæ, ¿e siê na ich przewiezienie do Polski zgadza). Naturalnie skombinowali, ¿e siê da przytem urz¹dziæ jakiœ geszeft. Rz¹d polski nie powinien iœæ na taki szanta¿, po prostu z godnoœci¹ ¿¹daæ relikwij jako polskiego œwiêtego i nic wzamian nie dawaæ.”. Nie ma pe³nej zgodnoœci, co do tego, czy w owym muzeum wystawiono cia³o ojca Boboli na widok publiczny. Arcybiskup Cieplak uwa¿a³, ¿e nie, co wyrazi³ w cytowanym liœcie. Wedle innych Ÿróde³ – pe³ne czci zainteresowanie zwiedzaj¹cych sk³oni³o zaniepokojonych tym bolszewików do przeniesienia zw³ok i ukrycia ich na zapleczu. Od kilku miesiêcy relikwie o. Boboli spoczywa³y w Moskwie, kiedy w marcu 1923 bolszewicy wezwali do stolicy ar-


www.kurierplus.com

cybiskupa Cieplaka. Znalaz³ siê w areszcie oskar¿ony o ró¿norak¹ dzia³alnoœæ kontrrewolucyjn¹. Arcybiskup by³ ju¿ wczeœniej dwukrotnie aresztowany i wiêziony w Petrogrodzie (w 1920 i 1922 r.) pod zarzutem stawiania oporu wobec w³adzy w trakcie prowadzonej rekwizycji kosztownoœci nale¿¹cych do Koœcio³a. Teraz, w dniach 21–25 marca 1923 s¹dzono go w Moskwie na procesie pokazowym wraz z 14 innymi duchownymi. Oskar¿ycielem by³ nies³awny wicekomisarz ludowy resortu sprawiedliwoœci Nikolai Krylenko. Arcybiskup i wikariusz generalny, pra³at Konstanty Budkiewicz (1867-1923), zostali skazani na karê œmierci za dzia³anie kontrrewolucyjne, tzn. „pod¿eganie do buntu poprzez zabobony”. Pod naciskiem œwiatowej opinii publicznej zaalarmowanej takim obrotem sprawy wyrok arybiskupa Cieplaka zamieniono na dziesiêæ lat wiêzienia. Ksiêdza Budkiewicza, (od 2003 S³ugê Bo¿ego), uznanego za szpiega na rzecz Polski, nie uda³o siê uratowaæ. Parê dni póŸniej zastrzelono go w kazamatach wiêziennych. W 1924, po roku poniewierki w dwu moskiewskich najsurowszych wiêzieniach, arcybiskupa Cieplaka ostatecznie wydalono z ZSRR zostawiaj¹c na granicy z £otw¹ bez œrodków na dalsz¹ podró¿. Koniec koñców przedosta³ siê do Polski, a nastêpnie do Rzymu. W grudniu 1925 r. arcybiskup Jan Cieplak zosta³ mianowany arcybiskupem Wilna, zmar³ jednak przed objêciem stanowiska, w czasie podró¿y po Stanach Zjednoczonych, gdzie spotyka³ siê z Polakami na wychodŸstwie, a w pierwszym rzêdzie podziêkowa³ prezydentowi Calvinowi Coolidge’owi (1872-1933) za udzia³ rz¹du amerykañskiego w uratowaniu mu ¿ycia. Wspomnijmy jeszcze, ¿e waha³ siê, czy jechaæ do USA. Wstrzymywa³o go, jak pisa³ do przyjaciela, parê spraw: „Ale najwiêksza przeszkoda to ta, ¿e nale¿ê przecie¿ do komisji, badaj¹cej cuda b³. Andrzeja Boboli. Ja tego wielkiego mêczennika tak broni³em, tak kocham, takie nabo¿eñstwo mam do niego i w swem przekonaniu niejedn¹ ³askê mu zawdziêczam – jak¿e teraz urz¹d mój w jego sprawie opuszczaæ, prosiæ, aby mnie ktoœ inny zast¹pi³...?” Zmar³y nagle na ostre zapalenie p³uc w stanie New Jersey arcybiskup Cieplak zosta³ pochowany z honorami w katedrze wileñskiej. Dwa lata wczeœniej, kiedy arcybiskup Cieplak cierpia³ w moskiewskim wiêzieniu w Butyrkach, odwiedza³ go jezuita Edmund Walsh. Zgodê na widzenie uzyska³ po wielomiesiêcznych staraniach. Oprócz b³ogos³awieñstwa Piusa XI przyniós³ skazanemu, którego zna³ i darzy³ wielkim szacunkiem, trochê jedzenia i ksi¹¿ki.

Ojciec Walsh

Przyjrzyjmy siê postaci tego wybitnego amerykañskiego jezuity. O. Edmund Walsh (1885-1956), d³ugoletni dziekan koled¿u nauk humanistycznych na jezuickim uniwersytecie Georgetown, pierwszej katolickiej wy¿szej uczelni za³o¿onej pod koniec osiemnastego wieku w Waszyngtonie, ws³awi³ siê m.in. jako twórca edukacji dyplomatycznej w Stanach Zjednoczonych. W 1919 roku o. Walsh utworzy³ przy tym uniwersytecie Wydzia³ S³u¿by Zagranicznej. Nied³ugo potem zosta³ formalnie oddelegowany do reprezentowania strony amerykañskiej w zwi¹zku z akcj¹ pomocy dla g³oduj¹cej Rosji. Jednoczeœnie Pius XI wyznaczy³ go (nie bez znaczenia by³ fakt, i¿ o. Walsha zna³ i ceni³ W³odzimierz Ledóchowski, genera³a Towarzystwa Jezusowego) na dyrektora Misji z ramienia Stolicy Apostolskiej. Cele by³y dwa i oba niezwykle trudne: pomoc humanitarna dla g³oduj¹cych, zw³aszcza dzieci, na ogromnym terenie europejskiej czêœci Rosji, oraz ro-

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019 zeznanie w sprawach religijnych i wsparcie dla Koœcio³a katolickiego w latach brutalnych przeœladowañ podjêtych przez w³adze sowieckie. Jak wspomnia³am, w Rosji wybuch³a wtedy pierwsza fala wielkiego g³odu spotêgowana skutkami wojny i konsekwencjami reformy rolnej. (Kolejna klêska g³odu wyst¹pi³a w latach 1932–1933, a ostatnia w 1946–1947.) Papie¿ Benedykt XV zaanga¿owa³ siê w pomoc od lata 1921. Kontynuowa³ j¹ jego nastêpca, Pius XI. Papiesk¹ akcjê ratunkow¹ „podpiêto” pod amerykañsk¹ misjê ARA. Dodam parê s³ów na ten temat. Stany Zjednoczone wysz³y z I wojny œwiatowej jako zwyciêzca. Mia³y du¿y potencja³ i wyraŸn¹ przewagê gospodarcz¹ nad Europ¹, zmaltretowan¹ wojn¹. Pospieszy³y Europie z pomoc¹. Kiedy w lecie 1919 r. skoñczy³y siê amerykañskie subwencje pañstwowe na pomoc udzielan¹ Europie, kieruj¹cy t¹ akcj¹ Herbert Hoover (póŸniejszy prezydent USA w latach 1929-1933) przekszta³ci³ ARA w organizacjê pozarz¹dow¹. Odpowiadaj¹c na apel pisarza Maksyma Gorkiego, wystosowany do niego osobiœcie jako do prezesa ARA w lipcu 1921, Hoover natychmiast podj¹³ siê pomocy g³oduj¹cym w Rosji. Pomoc ta kosztowa³a blisko 70 milionów dolarów i uznana zosta³a za najwiêksze przedsiêwziêcie tego typu w skali œwiatowej. ARA, koordynuj¹ca notabene dzia³ania humanitarne kilkunastu mniejszych amerykañskich organizacji, zakoñczy³a misjê w lipcu 1923 roku, kiedy g³ód zosta³ za¿egnany. Tym samym sowieci pozbywali siê obaw o realn¹ mo¿liwoœæ efektu propagandowego w umys³ach milionów ludzi wdziêcznych kapitalistycznej Ameryce. Misja Papieska dzia³a³a kilka miesiêcy d³u¿ej, ale i ona zosta³a „zniechêcona” do dalszej pomocy poprzez formalne utrudnienia i szykany ze strony w³adz. Nie bez znaczenia w zamkniêciu misji by³o te¿ – poparte faktami – podejrzenie, ¿e Rosja przyjmuje dary, a potajemnie eksportuje zbo¿e do Hamburga. W 1923 roku – ku zaskoczeniu ojca Walsha – sowieci mieli czelnoœæ wydaæ zarz¹dzenie, aby Misja Papieska kupowa³a ¿ywnoœæ na cele pomocy od rosyjskiego rz¹du. Wróæmy jednak do pocz¹tków misji. Warunki by³y niezwykle trudne, przeszkód tysi¹ce. W ramach humanitarnej Misji Papieskiej udzielano pomocy œrednio 150 tysi¹com osób dziennie w siedmiuset punktach ¿ywienia. Ojciec Walsh, œwietny dyplomata i organizator, pracowa³ niestrudzenie i skutecznie. Gdy powsta³ problem ze znalezieniem odpowiednio du¿ych rondli do gotowania strawy dla rzesz g³odnych ludzi, wykorzysta³ do tego celu metalowe miny morskie, których pe³no by³o na pla¿ach krymskich. Przez 20 miesiêcy kursowa³ miêdzy Watykanem a Rosj¹, pracowa³ w terenie oraz mozolnie pertraktowa³ z w³adzami w Moskwie. Dla jego misji problem pomocy Koœcio³owi katolickiemu w Rosji skazanemu de facto na zag³adê okaza³ siê bardziej skomplikowany i dramatyczny ni¿ zadania humanitarne. Piusowi XI o. Walsh przekazywa³ materia³y od arcybiskupa Cieplaka z raportem o przeœladowaniach „nieznanych w historii cywilizowanych narodów”. Zabiegi o relikwie o. Boboli by³y nieustannie na liœcie najwa¿niejszych spraw do za³atwienia w Moskwie. W marcu 1923 roku, na dwa tygodnie przed pokazowym procesem polskich duchownych Gieorgij Cziczerin, komisarz do spraw zagranicznych, z którym o. Walsh mia³ kontakt dyplomatyczny, powiadomi³ go (telefonem o 1: 00 w nocy, bo mia³ zwyczaj wtedy urzêdowaæ), ¿e w³adze postanowi³y przychyliæ siê do proœby Watykanu odnosz¹cej siê do zw³ok Andrzeja Boboli i zezwoliæ na ich transport do Rzymu. Zw³oki – nale-

ga³ Cziczerin – mia³ ojciec Walsh przewieŸæ osobiœcie, ju¿ nastêpnego dnia. Amerykañski jezuita przypuszcza³ jednak, ¿e chodzi o odwrócenie uwagi od sprawy pierwszorzêdnej wagi. Podejrzewa³, ¿e Rosjanie chc¹ siê go pozbyæ z Moskwy na czas procesu. Nie wyjecha³. Zosta³ dopuszczony do otwartego dla publicznoœci pokazowego procesu „kontrrewolucjonistów”. (Musia³ oficjalnie wystaraæ siê o bilety wstêpu – dla siebie i t³umacza.) B³yskawicznie poinformowa³ Watykan o wyroku œmierci na dwu polskich duchownych, co spowodowa³o natychmiastowe reakcje dyplomatyczne oraz upublicznienie tych wiadomoœci w mediach œwiatowych i walkê o ratowanie ¿ycia kap³anów. Sprawa relikwii w dalszym ci¹gu by³a na liœcie priorytetów. W kolejnych miesi¹cach o. Walsh usi³owa³ stworzyæ siedzibê watykañskiej delegatury na cele koñcz¹cej siê papieskiej misji humanitarnej, a potem dla ewentualnego przedstawiciela Watykanu, ale niewiarygodne utrudnienia i krêtactwa uniemo¿liwi³y ten plan. Ojciec Walsh musia³ pogodziæ siê ze strat¹ czasu i funduszy. Rosjanie jednak nie odwo³ali swojej zgody na wywiezienie relikwii. Po z gór¹ szeœciu miesi¹cach, 21 wrzeœnia 1923, jezuici Edmund Walsh i Louis Gallagher wraz z podsekretarzem stanu Komisariatu Spraw Zagranicznych, który koordynowa³ sprawê oddania relikwii, i trzema cz³onkami Czeka, udali siê do budynku Higienicznej Wystawy i zlokalizowali szcz¹tki polskiego mêczennika. Przewiezienie relikwii b³ogos³awionego Andrzeja Boboli do Rzymu o. Walsh zleci³ swojemu zastêpcy. Na pocz¹tku paŸdziernika o. Louis Gallagher, incognito, wyjecha³ z Moskwy z trumn¹ mêczennika. W Odessie cia³o b³ogos³awionego umieszczono na statku „Cziczerin”. Z Odessy relikwie pop³ynê³y do Konstantynopola, a nastêpnie w³oskim statkiem do Brindisi. Do Rzymu dotar³y w dzieñ Wszystkich Œwiêtych 1923 roku. Ojciec Walsh wyjecha³ definitywnie z Rosji pod koniec listopada 1923 roku. W polskich materia³ach powtarza siê efektowne sformu³owanie: Relikwie b³ o. Andrzeja Boboli „wykupili” dyplomaci watykañscy w zamian za dostawy zbo¿a dla g³oduj¹cych Rosjan. Czy jest ono uprawnione? Czy bolszewicy odczuwali wdziêcznoœæ za tak ogromn¹ pomoc humanitarn¹? Nie ma na to dowodów. Kiedy nast¹pi³a zgoda na wywiezienie relikwii o. Boboli, w marcu 1923 roku akcja pomocowa by³a ju¿ na ukoñczeniu, co trzeba podkreœliæ wobec mylnych informacji na ten temat w polskich opracowaniach. Mo¿na natomiast domniemywaæ, ¿e bolszewicy zdecydowali siê na oddanie relikwii jako gest wobec Watykanu. Rosjanie mieli swoisty respekt wobec „Rzymskiego Papy”. Jak komentuje to o. Gallagher zwracaj¹c uwagê na dziwnie niespójne zachowanie bolszewików – zale¿a³o im na miêdzynarodowym uznaniu i widzieli tu rolê „Ojca chrzeœcijañstwa, choæ rujnowali jego dom i mordowali jego kap³anów”. Mo¿e rozumowali, ¿e ma³ym kosztem (znaj¹c ich pogl¹dy w kwestiach religijnych, szcz¹tki ludzkie nie by³y dla nich rzecz¹ szczególnie cenn¹) zyskaj¹ coœ, co mog³o siê im przydaæ na forum miêdzynarodowym. A mo¿e w decydentach (wszelk¹ dokumentacjê w tej sprawie podpisywa³ Cziczerin i jego komisariat spraw zagranicznych, stosunkowo bardziej „cywilizowany” ni¿ inne organy komunistycznej w³adzy) obudzi³o siê sumienie? Tu¿ przed ostatecznym przekazaniem relikwii, Rosjanie chcieli jeszcze, by ojciec Walsh podpisa³ protokó³, ¿e „szcz¹tki bed¹ zabrane wprost do Watykanu i w ca³oœci ani w czêœci nie zostan¹ nikomu przekazane”. WyraŸnie zmêczony ci¹g³ymi utarczkami

17

u

O. Edmund Walsh.

o. Walsh na kolejne warunki nie przysta³, choæ w istocie przecie¿ relikwie dotar³y wtedy w integralnej formie do Rzymu. Mo¿e Rosjanie zdali sobie sprawê z tego, ¿e ¿aden bolszewicki protokó³ nie mia³by mocy prawnej wp³ywaæ na decyzje papie¿a? Tak czy inaczej, nie wycofali siê z umowy. Ani wczeœniej, ani wtedy nie zlikwidowali cia³a b³ogos³awionego. A mogli, bo nie mieli skrupu³ów, co dokumentuj¹ g³oœne pokazowe procesy i ciche skrytobójstwa. Dziêki ³asce Bo¿ej w cudowny sposób œwiêty Andrzej wyszed³ tryumfalnie z kolejnej opresji. A ojciec Walsh? Po powrocie z Rosji przewodniczy³ jeszcze w kilku misjach dyplomatycznych. W Meksyku w 1929 roku broni³ Koœcio³a brutalnie przeœladowanego przez rz¹d, negocjowa³ utworzenie Amerykañskiego Koled¿u w Bagdadzie, po II wojnie by³ konsultantem z ramienia amerykañskiego wymiaru sprawiedliwoœci w czasie procesów norymberskich. W Stanach Zjednoczonych – oprócz swoich zajêæ na uniwersytecie Georgetown – wyg³osi³ setki otwartych prelekcji jako naoczny œwiadek i wybitny specjalista od komunizmu w Rosji. Uwa¿a³, ¿e jego zadaniem jest przestrzeganie niezorientowanych Amerykanów przed niebezpieczeñstwem komunizmu, który pozna³ jak nikt inny, od wewn¹trz. W sierpniu 1923 roku, pod koniec swojej misji w Rosji, w liœcie do kardyna³a Gasparriego, sekretarza stanu w Watykanie, ojciec Walsh tak o tym pisa³: „Trudno by³oby uwierzyæ w nies³ychan¹ dwulicowoœæ tych ludzi we wszystkich sprawach, gdyby nie to, ¿e jej doœwiadczamy na miejscu. K³amstwo jest tu zwyczajowym unikiem i po prostu uniemo¿liwia normalne funkcjonowanie, czy to w dyplomacji czy handlu.” Ojciec Edmund Walsh napisa³ kilka tomów prac na temat Rosji i problemów zwi¹zanych z geopolityk¹. Decydenci czêsto zasiêgali jego rady. Do koñca ¿ycia gromadzi³ wszelkie mo¿liwe informacje na temat tego, co dzieje siê w ZSRR. Nie zmieni³ zdania i powtarza³: „Komunistom nie mo¿na ufaæ”. Zakoñczmy jednak bardziej radosnym akcentem. Zarówno arcybiskup Cieplak, jak i ojciec Walsh mieli okazjê œwiêtowaæ efekt swoich energicznych zabiegów o uratowanie relikwii. Arcybiskup w czasie pobytu w Rzymie wzi¹³ udzia³ w uroczystym przeniesieniu cia³a b³. o. Boboli z tymczasowego miejsca w kaplicy œw. Matyldy do g³ównego jezuickiego koœcio³a Il Gesu. O. Walsh w 1938 roku wyg³osi³ w Nowym Jorku okolicznoœciowe kazanie z okazji kanonizacji polskiego mêczennika. Joanna Petry Mroczkowska


18

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

896 Manhattan Avenue Suite 27 (na piêtrze) - Brooklyn, NY 11222 Tel: (718) 609-1560, (718) 383-6824, Fax: (718) 383-2412

MICHA£ PANKOWSKI TAX & CONSULTING EXPERT Us³ugi w zakresie: 3 Ksiêgowoœæ 3 Rozliczenia podatkowe indywidualne i biznesowe, w tym samochodów ciê¿arowych

3 Rejestracja biznesu i licencje 3 Konsultacje 3 Bezpodatkowa zamiana domów 3 #SS - korekty danych

www.kurierplus.com

Emilia’s Agency 576 Manhattan Avenue, Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-609-1675; 718-609-0222; Fax: 718-609-0555

3 ROZLICZENIA PODATKOWE 3 NUMER PODATNIKA - ITIN - posiadamy uprawnienia IRS do potwierdzania paszportów bez wizyty w konsulacie.

3 KOREKTA DANYCH W SSA 3 PE£NOMOCNICTWA - APOSTILLE 3 SPONSOROWANIE RODZINNE 3 OBYWATELSTWO i inne formy

3 T£UMACZENIA DOKUMENTÓW 3 ZASI£KI DLA BEZROBOTNYCH 3 BILETY LOTNICZE 3 WYSY£KA PIENIÊDZY I PACZEK 3 EMERYTURY AMERYKAÑSKIE 3 MIÊDZYNARODOWE PRAWO JAZDY 3 NOTARY PUBLIC (zawsze w agencji)

Zapraszamy od poniedzia³ku do soboty

Email: Info@mpankowski.com

Og³oszenia drobne Cena $10 za maksimum 30 s³ów

Z powodu wyjazdu wynajmê mieszkanie od 1 grudnia na czas nieograniczony na Maspeth. Dwie sypialnie. Blisko polskiego koœcio³a. Tel.: 917-288-3941 – Jerzy

Letnia Promocja Boilerów 4-8 family houses

Polska apteka na Greenpoincie szuka do pracy odpowiedzialnej, pracowitej osoby. Mile widziane doœwiadczenie w podobnej bran¿y. Wymagany sta³y pobyt i znajomoœæ jêzyka angielskiego. Po wiecej informacji proszê dzwoñ. Tel.: 718-389-0389.

ALARMY – KAMERY – INTERKOMY

Pijawki

20 LAT DOŒWIADCZENIA CZYSTO – SZYBKO – TANIO 347-235-2842 aa2ap@yahoo.com •Zdalna Kontrola Ogrzewania •Termostaty •Kamery – Nagrywanie •Podgl¹d na telefon •Polska TV Satelitarna •Instalacje – Naprawy

Pijawki medyczne stawiane na wszelkie schorzenia Oczyœæ swoje cia³o, pozbêdziesz siê chorób. Pijawki z hodowli, stawiane tylko jeden raz.

Mo¿esz pomóc ludziom, których kochasz i otrzymywaæ za to dobre wynagrodzenie. Jeœli Twoi rodzice, krewni, przyjaciele, s¹siedzi otrzymuj¹ Medicaid lub Medicare, mo¿na zacz¹æ pracowaæ dla nich jako asystent lub pomoc domowa. Nie wymagane certyfikaty. Nasza agencja pomo¿e Ci w tym. Wynagrodzenie $13.20 za godzinê.

Zadzwoñ: tel. 347-462-2610 24-GODZINNY SERVICE, RYSZARD LIMO: us³ugi transportowe, wyjazdy, odbiór osób z lotniska, œluby, komunie, szpitale, pomoc jêzykowa w urzêdach, szpitalach oraz bardzo drobne przeprowadzki. Tel. 646-247-3498 Kurier Plus w internecie: www.kurierplus.com

Acupuncture and Chinese Herbal Center Dr Shungui Cui, L.Ac, OMD, Ph.D – jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni.

(646) 460 4212

Gabinety znajduj¹ siê w Greenpoint, NY, Garfield, NJ

PRACA ZA $13.20

LECZY: l katar sienny l bóle pleców l rwê kulszow¹ l nerwobóle l impotencjê zapalenie cewki moczowej l bezp³odnoœæ l parali¿ l artretyzm l depresjê l nerwice l zespó³ przewlek³ego zmêczenia l na³ogi l objawy menopauzy l wylewy krwi do mózgu l alergie l zapalenie prostaty l rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp. l

POLONEZ Z GREENPOINTU

Kurier Plus w Internecie

144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354 Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 7:00 pm; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223 Od wtorku do soboty: 12:00-7:00 pm, w niedziele 12:00 - 3:00 pm (718) 266-1018 www.drshuiguicui.com

BIURO PONOWNIE OTWARTE ZAPRASZAMY WSZYSTKICH BY£YCH I NOWYCH KLIENTÓW

Akcetujemy ubezpieczenia: 1199, Aetna, BCBS, Cigna, Elder Plan, Liberty, Magnacare, Multiplan, Triad Health (VHS), UHC Empire Plan

Fortunato Brothers

WYCIECZKI * paczki do Polski i Europy * transfer pieniêdzy USME * bilety 159 Nassau Avenue Brooklyn, NY 11222 Tel. 718 - 389 - 6001 polonez159@gmail.com

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku

289 MANHATTAN AVE. (blisko Metropolitan Ave.) BROOKLYN, N.Y. 11211; Tel. 718-387-2281 Fax: 718-387-7042 CAFFE - PASTICCERIA ESPRESSO - SPUMONI GELATI - CAKES

www.kurierplus.com

W³oska ciastkarnia czynna codziennie do 11:00 wieczorem, a w weekendy do 12:00 w nocy. Zapraszamy.


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

19


20

KURIER PLUS 12 STYCZNIA 2019

www.kurierplus.com

Kurier Plus - e-wydanie 12 stycznia 2019  
Kurier Plus - e-wydanie 12 stycznia 2019  
Advertisement