Page 1

NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

í í í í P L U S í M A G A Z I N E í

ER KURI P O L I S H NUMER 1240 (1540)

W E E K L Y

ROK ZA£O¯ENIA 1987

PE£NE E - WYDANIE KURIERA W INTERNECIE: WWW.KURIERPLUS.COM

TYGODNIK

Polski weekend w Waszyngtonie – str. 2 ZIEMIA – Picnic on Earth – str. 3 Aukcja sztuki Children’s Smile Foundation– str. 6 8 milionowy werdykt – str. 7 Abstrakcyjny ekspresjonizm – str. 9 Kap³an jak bochen chleba– str. 13

9 CZERWCA 2018

Tomasz Bagnowski

Putin kruszy lód Niedawna wizyta W³adimira Putina w Austrii pokazuje jak szybko prezydent Rosji stara siê wykorzystaæ och³odzenie w stosunkach USA z Europ¹, wywo³ane posuniêciami prezydenta Donalda Trumpa. Po aneksji Krymu, militarnej interwencji na Ukrainie i po wojskowym wsparciu jakiego Rosja udziela Baszszarowi al Asadowi w Syrii, W³adimir Putin by³ na europejskich salonach traktowany jak ktoœ w rodzaju pariasa. Na kiepskie stosunki z prezydentem Rosji z zachodni¹ Europ¹ wp³yw mia³y tak¿e inne posuniêcia prezydenta tego kraju jak na przyk³ad: próba otrucia by³ego rosyjskiego szpiega i jego córki w Wielkiej Brytanii (przypisywana rosyjskim s³u¿bom specjalnym), czy mieszanie siê w sprawy europejskich wyborów i poparcie dla ruchów populistycznych. W wyniku tych dzia³añ Rosjê wykluczono ze spotkañ grupy G-7, na³o¿ono sankcje, a z kilku krajów UE wyproszono ³¹cznie ponad 150 rosyjskich dyplomatów. Teraz jednak W³adimir Putin znów chwyta wiatr w ¿agle, a czêœæ europejskich przywód-

ców zaczyna widzieæ go jako stabilnego polityka i odpowiedzialnego partnera handlowego. Co wywo³a³o tak¹ zmianê? Przede wszystkim wzrost napiêcia na linii USA – Europa, do którego dosz³o na skutek decyzji Bia³ego Domu. Prezydent Donald Trump od pocz¹tku swojej kadencji podejmowa³ kroki stoj¹ce w ra¿¹cej sprzecznoœci w stosunku do polityki prowadzonej przez kraje UE. Wycofa³ Stany Zjednoczone z porozumienia klimatycznego w Pary¿u, zerwa³ porozumienie nuklearne z Iranem, a przede wszystkim (to posuniêcie z ostatnich tygodni) na³o¿y³ c³a zaporowe na europejsk¹ stal i aluminium, wywo³uj¹c groŸbê wojny handlowej z Europ¹. Wszystko to sprawia, ¿e W³adimir Putin ma dziœ w Europie znacznie lepsz¹ pozycjê, co natychmiast stara siê wykorzystywaæ. í8

12 czerwca, ju¿ po raz 40., Museum Mile Festival, czyli najwiêksza impreza uliczna w Nowym Jorku. Za darmo bêdzie mo¿na wejœæ m.in. do Metropolitan Museum, Cooper Hewitt, muzeum Guggenheima oraz Muzeum Miasta Nowy Jork. Pi¹ta Aleja, miêdzy 82 a 105 ulic¹ od 6 do 9 wieczorem.

Jeœli siê anga¿ujê, to z pasj¹ FOTO: TOMASZ PUD£OCKI

Z dr Iwon¹ Dr¹g-Korg¹, prezes i dyrektor wykonawcz¹ Instytutu Józefa Pi³sudskiego w Ameryce rozmawia Tomasz Pud³ocki.

u

Iwona Korga – Moim celem jest dalszy rozwój Instytutu, jako nowoczesnej placówki naukowo-edukacyjnej, profesjonalnej, przyjaznej ludziom, otwartej na potrzeby dzieci i m³odzie¿y.

– Maj by³ dla Pani miesi¹cem pe³nym sukcesów. Najpierw zosta³a Pani odznaczona przez Prezydenta Polski Andrzeja Dudê Krzy¿em Oficerskim Orderu Zas³ugi Rzeczypospolitej Polskiej i niemal równoczeœnie zosta³a Pani wybrana do Rady Dyrektorów Polsko-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej. Proszê przyj¹æ najszczersze gratulacje. Myœlê, ¿e to dwa wyró¿nienia, które uwypuklaj¹ Pani osi¹gniêcia. Jakie uczucia towarzyszy³y Pani na wiadomoœæ o ich otrzymaniu? – Od 27 lat mieszkam w Nowym Jorku, z czego od 23 jestem zwi¹zana z Instytutem Józefa Pi³sudskiego w Ameryce, gdzie realizujê wiele projektów. Moja codzienna praca polega na opiece nad polskim dziedzictwem narodowym, czyli kolekcjami, które zgromadzi³ Instytut oraz na szeroko pojêtej edukacji o polskiej historii i kulturze w œrodowisku polonijnym i amerykañskim. Dostrze¿enie mojej pracy przez Pana Prezydenta jest wielkim wyró¿nieniem dla mnie. To radoœæ i zadowolenie, ale tak¿e œwiadomoœæ, ¿e nale¿y dzia³aæ dalej, z jeszcze wiêksz¹ wytrwa³oœci¹ i determinacj¹. To drugie wyró¿nienie, czyli wygranie wyborów do Rady Dyrektorów Polsko-

-S³owiañskiej Federalnej Unii Kredytowej rozpoczyna nowy etap w moim ¿yciu. Dziêkujê wszystkim, którzy na mnie g³osowali i obiecujê profesjonalnie wspieraæ dzia³alnoœæ Unii. To wielki honor móc pracowaæ na rzecz najwiêkszej etnicznej Unii w Stanach Zjednoczonych i mieæ wp³yw na zwiêkszanie jej zasobów finansowych i mo¿liwoœci charytatywnych. – Nie boi siê Pani nowych wyzwañ. Tak chyba bowiem trzeba oceniæ przyjêcie nowej funkcji. Na jakich polach aktywnoœci widzi Pani swoj¹ rolê w Unii? – Obowi¹zkiem ka¿dego dyrektora Unii jest dbanie o jej rozwój finansowy. Mam tak¿e nadziejê na wykorzystanie mojej wiedzy i doœwiadczenia w zakresie wspierania polskiej kultury oraz edukacji polonijnej. Szczególnie le¿y mi na sercu kwestia rozwoju i umocnienia programu stypendialnego Unii, wsparcia wiod¹cych projektów polonijnych, szczególnie w wa¿nym okresie rocznicowym 100-lecia odzyskania przez Polskê niepodleg³oœci. – Wróæmy na chwilê do przesz³oœci. Jest Pani rodowit¹ krakowiank¹. Co spowodowa³o, ¿e postanowi³a Pani porzuciæ Kraków i zamieszkaæ w Stanach? í 16-17


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

2

www.kurierplus.com

FOTO(2): AMBASADA RP W WASZYNGTONIE.

Polski weekend w Waszyngtonie

Ambasador Piotr Wilczek przemawia podczas konferencji. u

Pocz¹tek czerwca by³ w stolicy USA niepowtarzaln¹ okazj¹ do przypomnienia znaczenia stulecia odzyskania przez Polskê niepodleg³oœci. Ze wzglêdu na rozmach inicjatywy jest ona warta przybli¿enia. „Polski” weekend rozpoczêto od konferencji „The Rebirth of Europe. Celebrating 100 years anniversary of Paris conference and creation of new states in Central/Eastern/Southern Europe”, która odby³a siê 1–2 czerwca. Jej g³ównymi organizatorami by³y waszyngtoñskie oddzia³y Wilsonian Club oraz Czechoslovak Society of Arts & Sciences, we wspó³pracy a¿ z czterema ambasadami: polsk¹, s³owack¹, czesk¹ i rumuñsk¹. To rzadka inicjatywa, by pokazaæ wspóln¹ historiê regionu, mimo wielu lokalnych ró¿nic. Dziêki temu zebrana publicznoœæ mia³a okazjê w jednej sali zetkn¹æ siê z oficjalnymi reprezentantami a¿ czterech europejskich pañstw i pos³uchaæ o skomplikowanych meandrach polityki czasów koñca I wojny œwiatowej.

Fina³ koncertu. Na tle orkiestry stoj¹: Esther Heideman (sopran), Magdalena Wór (alt), Miros³aw Jacek B³aszczyk (dyrygent) i Tyler Duncan (baryton). u

O polskim doœwiadczeniu czasów oko³o roku 1918 opowiadali trzej historycy, profesorowie: Mieczys³aw Biskupski (Central Connecticut State University), Tomasz Pud³ocki (Uniwersytet Jagielloñski) oraz Edward A. Turzañski (La Salle University). Nastêpnego dnia wieczorem w Filharmonii Narodowej w Strathmore odby³ siê koncert, zamykaj¹cy sezon muzyczny 2017-2018. To wydarzenie ju¿ œciœle poœwiêcone by³o obchodom stulecia odrodzenia Polski, jako wynik wspó³pracy filharmoników oraz polskiej ambasady. Koncert wzbudzi³ ogromne zainteresowanie. Doœæ powiedzieæ, ¿e sala koncertowa w Strathmore mo¿e pomieœciæ prawie 2000 osób, a prawie wszystkie miej-

sca by³y zajête! Wieczór otworzyli Leanne Ferfolia – prezydent filharmonii oraz ambasador RP prof. Piotr Wilczek, podkreœlaj¹c rolê dziedzictwa muzycznego w ¿yciu Polaków i znaczenie wspó³pracy polsko-amerykañskiej, której uosobieniem po dziœ dzieñ jest Ignacy J. Paderewski. W pierwszej czêœci koncertu orkiestra pod dyrekcj¹ Miros³awa Jacka B³aszczyka wykona³a Polonez Husarii K. Dêbskiego, a nastêpnie koncert fortepianowy f-moll Fryderyka Chopina. Przy fortepianie zasiad³ Brian Ganz, który na bis zagra³ Menuet G-dur Paderewskiego. W drugiej czêœci koncertu publicznoœæ wys³ucha³a Stabat Mater Karola Szymanowskiego. Koncertowi towarzyszy³a wystawa pre-

zentuj¹ca materia³y archiwalne o wydarzeniach sprzed stu lat, które doprowadzi³y do odrodzenia polskiej pañstwowoœci, przygotowana przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Oczywiœcie za sukcesem obu wydarzeñ sta³o wiele instytucji wspieraj¹cych, sponsorzy oraz prywatni darczyñcy. Nale¿y podkreœliæ i ich wk³ad, gdy¿ obie inicjatywy nie nale¿a³y do ³atwych i tanich. Niemniej efekt zbiorowych starañ pokazuje, ¿e jak Polska sto lat temu powsta³a dziêki pracy wielu ludzi, tak i dziœ, czcz¹c pamiêæ przodków i œwiêtuj¹c ich dokonania warto obchody robiæ wspólnie, na wiêksz¹ skalê, gdy¿ ich rezonans bêdzie o wiele wiêkszy i dotrze nie tylko do polskiego odbiorcy. TP


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

3

FOTO (2): FACEBOOK.COM/ZIEMIAPUBLICARTPROJECT

ZIEMIA: Picnic on Earth

Artystka Martynka Wawrzyniak z plakietk¹ opisuj¹c¹ rzeŸbê „Ziemia“ jej autorstwa. u

u

Projekt cyfrowy rzeŸby „Ziemia“.

Z okazji setnej rocznicy odzyskania przez Polskê Niepodleg³oœci, Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku zaprasza na piknik towarzysz¹cy ods³oniêciu rzeŸby Ziemia w Parku McGolrick, w sercu nowojorskiej dzielnicy Greenpoint, która dla wielu Polaków sta³a siê nowym domem poza granicami kraju. Podczas wydarzenia nast¹pi tak¿e inauguracja przygotowanej przez Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku wystawy „What Defines Greenpoint identity” poœwiêconej wielokulturowym korzeniom dzielnicy. Dla dzieci przygotowano specjalne warsztaty, stanowi¹ce po³¹czenie sztuki i ekologii. Bêdzie równie¿ okazja do pos³uchania muzyki czerpi¹cej inspiracje z wielu kultur, skosztowania tradycyjnych polskich potraw opartych na nowoczesnych recepturach, odpoczynku w cieniu drzew na instytutowych le¿akach, a tak¿e udzia³u w akcji internetowej „Sto lat! Pocztówka do Polski”, której uczestnicy otrzymaj¹ specjalne upominki i zyskaj¹ szansê na wygranie jednego z trzech biletów lotniczych do Polski. ZIEMIA, jest projektem spo³ecznym, NEW YORK • PENNSYLVANIA • CONNECTICUT • NEW JERSEY • MASSACHUSETTS

historycznym i artystycznym, sk³adaj¹cym siê z wielu dyscyplin, stworzonym we wspó³pracy z NYC Parks oraz mieszkañcami Greenpointu. RzeŸba Ziemia to ceramiczna kula autorstwa artystki pochodz¹cej z Greenpointu, Martynki Wawrzyniak, której ods³oniêcie odbêdzie siê na ³¹ce w Parku McGolrick, 9 czerwca 2018 roku. RzeŸba jest zbiorowym portretem zró¿nicowanej spo³ecznoœci Greenpointu. Obiekt glazurowany jest mieszank¹ gliny wydobytej lokalnie oraz próbek ziemi dostarczonych przez uczestników projektu pochodz¹cych z ró¿nych stron, w tym: ze Stanów Zjednoczonych, Polski, Ukrainy, Niemiec, Francji, Japonii, Serbii, Nepalu, Wielkiej Brytanii, Ekwadoru, Meksyku i Namibii. W projekcie uczestniczy du¿a liczba Polaków, którzy od pokoleñ mieszkaj¹ na Greenpoincie. Dla dzieci przygotowano trzy warsztaty ekologiczne: Warsztaty Malowania Gleb¹, Warsztaty Kula z Nasion (Seed Bomb) i Warsztaty RzeŸbiarskie. Dzieci bêd¹ mog³y samodzielnie lepiæ z gliny, nasion, znalezionych przedmiotów i dostarczonych przez organizatorów materia³ów artystycznych. Tego samego dnia nast¹pi otwarcie wystawy What Defines Greenpoint Identity, koncentruj¹cej siê na œladach poszczególnych fal emigrantów, które zaznaczy³y swoj¹ obecnoœæ na Greenpoincie. Oprócz historii przybyszów z Puerto Rico i irlandzkich, w³oskich, niemieckich imigrantów, silnie podkreœlony jest polski wk³ad w rozwój dzielnicy. Wystawa przybli¿a historie wybranych organizacji polonijnych i miejsca wa¿ne dla polonijnej spo³ecznoœci, m. in. Polish National Alliance of Brooklyn, Dom Narodowy Warsaw, Polonaise Terrace, Polsko–S³owiañsk¹ Federaln¹ Uniê Kredytow¹, Instytut Pi³sudskiego, Kurier Plus, Marie Sk³odowska Curie Professional Women’s Association oraz zrzeszaj¹c¹ najm³odsze pokolenie grupê taneczn¹: Krakowianki i Górale.

sta³a wspó³praca

Zofia Doktorowicz-K³opotowska

Andrzej Józef D¹browski, Agata Galanis, Czes³aw Karkowski, Krzysztof K³opotowski, Bo¿ena Konkiel, Weronika Kwiatkowska, Katarzyna Zió³kowska

dyrektor artystyczny

korespondenci z Polski

KURIER P L U S

P O L I S H

W E E K L Y

M A G A Z I N E

redaktor naczelny Marek Rygielski

Jan Ró¿y³³o

Wystawê przygotowa³a Magdalena Mazurek. Wspó³pracowali: Geoffrey Cobb, historyk, autor „Greenpoint Brooklyn's Forgotten Past” oraz Annie S. Hauck, Ph. D., R. D. Co-editor „Gastropolis: Food and New York City” autorka „My Little Town: A Brooklyn Girl’s Food Voice”. Koncert na ¿ywo wykona Zorya, muzyczny projekt stworzony przez polsk¹ wokalistkê i skrzypaczkê Karolinê Beimcik, w repertuarze której znajduj¹ siê ko³ysanki, piosenki mi³osne i oryginalne kompozycje inspirowane histori¹ i kultur¹ Europy Œrodkowej i Wschodniej. Melodie maj¹ swoje Ÿród³o w górskich wioskach, lasach i polach, a œpiewane s¹ w oryginalnych dialektach spo³ecznoœci kurpiowskiej i ³emkowskiej. Karolina Beimcik – œpiew, skrzypce, Rafa³ Sarnecki – gitara, Matt Aronoff – kontrabas. Nastêpnie wyst¹pi¹ Alex Storo¿yñski – œpiew, gitara i Mike Batthany – klawisze, którzy zaprezentuj¹ m.in. autorsk¹, premierow¹ piosenk¹ o Greenpoincie! W czêœci muzycznej wyst¹pi równie¿ Jesse Lynch Ensemble. * Uczestników pikniku zapraszamy te¿ do czynnego w³¹czenia siê w œwiêtowanie stulecia odzyskania niepodleg³oœci Polski! Korzystaj¹c z naszej aplikacji StoLatPolska, bêd¹ mogli wys³aæ autorsk¹ pocztówkê urodzinow¹ dla Polski na podstawie swojego zdjêcia i wzi¹æ udzia³ w konkursie, w którym mo¿na wygraæ jeden z trzech biletów lotniczych do Polski! W 1926 roku Polska wys³a³a do USA kartkê urodzinow¹ z 5,5 milionami podpisów! Pomó¿ nam pobiæ ten rekord! * ZIEMIA: Picnic on Earth odbywa siê w roku obchodów stulecia odzyskania przez Polskê niepodleg³oœci. Stany Zjednoczone odegra³y wa¿n¹ rolê w zabezpie-

czeniu wolnoœci Polski. W 1918 r. prezydent Woodrow Wilson og³osi³ amerykañskie poparcie dla niepodleg³ej Polski w swoich 14 punktach. Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku uznaje Ziemiê za symbol polsko-amerykañskich relacji i wspólnej historii, oraz oferuje jako prezent od polskiej spo³ecznoœci dla nowojorskiej dzielnicy Greenpointu, któr¹ wielu Polaków nazywa swoim domem.

PR

PROGRAM 13:00 -15:20 Przemówienia inauguracyjne 14:00 Warsztaty ekologiczne dla dzieci 15:30 - 16:00 Koncert jazzowy: Karolina Beimcik (g³os, skrzypce), Rafa³ Sarnecki (gitara), Matt Aronoff (kontrabas) 16:00 – 16:20 Koncert Alexa Storo¿yñskiego i Mike'a Batthany'ego 16:20-17:00 Jazz – Jesse Lynch Ensemble 14:00 – 17:00 Sto Lat, Polska! Pocztówka dla Polski – Zapraszamy do z³o¿enia Polsce autorskiego „Wszystkiego najlepszego” z okazji 100-lecia odzyskania niepodleg³oœci za pomoc¹ naszej nowej aplikacji internetowej Piknik 16:00- 17:00 z polskimi przysmakami Ea1t RzeŸba Ziemia bêdzie otwarta dla publicznoœci w McGolrick Park od 9 czerwca 2018 do czerwca 2019. Wystawa What Defines Greenpoint Identity bêdzie otwarta od 9 czerwca do 30 wrzeœnia 2018 roku. Wiêcej informacji znajdziesz: www.ziemia.nyc www.nycgovparks.org www.PolishCulture-NYC.org

fotografia

Kurier Plus, Inc. Adres: 145 Java Street

wydawcy

Tel: (718) 389-3018 (718) 389-0134 Fax: (718) 389-3140 E-mail: kurier@kurierplus.com Internet: www.kurierplus.com

Zosia ¯eleska-Bobrowski John Tapper Zofia Doktorowicz-K³opotowska Adam Mattauszek

Brooklyn, NY 11222

Redakcja nie odpowiada za treœæ og³oszeñ.


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

4

www.kurierplus.com

Na drogach Prawdy Bo¿ej

Przynale¿noœæ do Boga

Tymczasem nadesz³a Jego M a t k a i bracia i stoj¹c KS. RYSZARD KOPER na dworze, pos³ali WWW.RYSZARDKOPER.COM.PL po Niego, aby Go przywo³aæ. A t³um ludzi siedzia³ wokó³ Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze szukaj¹ Ciebie”. Odpowiedzia³ im: „Któ¿ jest moj¹ matk¹ i którzy s¹ moimi braæmi?” I spogl¹daj¹c na siedz¹cych doko³a Niego, rzek³: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pe³ni wolê Bo¿¹, ten jest Mi bratem, siostr¹ i matk¹”. Mk 3, 31-35

Z

atêskni³o mi siê za polityk¹, chocia¿ wed³ug niektórych to niewybaczalny grzech, gdy duchowny, jak to oni okreœlaj¹ „miesza siê do polityki”. Dlatego zacznê asekuracyjnie, od przytoczenia cytatów wybitnych osobistoœci na temat polityki: „Coœ siê jednak w œwiecie zmieni³o. Dawniej b³aŸni walczyli o miejsce przy tronie; dziœ walcz¹ o tron!” (Janusz Wasylkowski). „Wszyscy chcielibyœmy g³osowaæ na najlepszego cz³owieka, ale on nigdy nie kandyduje” (Kin Hubbard). „Politycy maj¹ sk³onnoœæ do myœlenia o nastêpnych wyborach, a nie o nastêpnym pokoleniu” (Ronald Reagan). „Politycy s¹ wierni jak rzeki – trzymaj¹ siê w³asnych koryt” (Micha³ Lech Sinico). „W polityce ca³a sztuka polega na tym, aby mieæ dobre oczy i umieæ wykorzystaæ œlepotê innych” (Emil Zola). „Ordery u³atwiaj¹ odró¿nienie polityków od kelnerów (Erich Mende). „Gafa jest wtedy, kiedy polityk mówi prawdê” (Michael Kinsley). „Polityka to sztuka pos³ugiwania siê ludŸmi, wmawiaj¹c im zarazem, ¿e siê im s³u¿y” (Louis Dumur). Lista podobnych aforyzmów jest bardzo d³uga. Zawieraj¹ one wiele prawdy o naszym ¿yciu spo³ecznym i trzeba byæ naprawdê cz³owiekiem wielkiej wewnêtrznej prawoœci i si³y, aby zajmuj¹c siê polityk¹ nie ulec jej wynaturzeniom i deprawacji.

D

o takich refleksji sk³oni³ mnie ostatni protest niepe³nosprawnych w polskim Sejmie. Troska o niepe³nosprawnych jest jednym z najwa¿niejszych wezwañ ludzkiej spo³ecznoœci. Zaœ dla wyznawców Chrystusa, to jeszcze jeden dodatkowy, czy raczej najwa¿niejszy motyw pochylenia siê nad niepe³nosprawnymi i ich opiekunami. Jezus nie tylko wspó³czu³ biednym, ale te¿ w konkretny sposób dawa³ dowód osobistego zainteresowania ich potrzebami. Razem z aposto³ami, z od³o¿onych pieniêdzy wspiera³ ubogich rodaków. Ponadto zachêca³ tych, którzy pragnêli byæ jego naœladowcami, by pamiêtali o obowi¹zku pomagania osobom bêd¹cym w trudnej sytuacji. Bogatemu m³odzieñcowi powiedzia³: „Sprzedaj wszystko, co masz i rozdaj biednym, a bêdziesz mia³ skarb w niebiosach; i chodŸ, b¹dŸ moim naœladowc¹”. Po œmierci Jezusa aposto³owie i inni Jego naœladowcy zawsze okazywali troskê o ubogich. Dzisiaj wyznawcy Chrystusa s¹ tak¿e zobowi¹zani do czyniona tego niezalenie od regulacji pañstwowych w tej dziedzinie. Pañstwo powinno mieæ na uwadze dobro ca-

³ego narodu i dbaæ, aby na miarê mo¿liwoœci bud¿etowych s³u¿yæ ca³emu spo³eczeñstwu, w tym tak¿e grupie niepe³nosprawnych.

T

o co mnie najbardziej zbulwersowa³o w ostatnim proteœcie niepe³nosprawnych to obrzydliwa hipokryzja niektórych polityków. Nagle zaczêli udawaæ wielkich obroñców niepe³nosprawnych, a w rzeczywistoœci chcieli zbiæ kapita³ polityczny na nieszczêœciu drugiego cz³owieka, wykorzystuj¹c niepe³nosprawnych i czêsto niezbyt œwiadomych ich opiekunów. I tu jak najbardziej pasuje aforyzm Louisa Dumur: „Polityka to sztuka pos³ugiwania siê ludŸmi, wmawiaj¹c im zarazem, ¿e siê im s³u¿y”. Wœród polityków widzia³em tych, którzy cztery lata temu zajadle atakowali kobiety protestuj¹ce w Sejmie z niepe³nosprawnymi dzieæmi, demaskowali, kto za nimi stoi i komu to s³u¿y. Lamentowali, ¿e z Sejmu robi siê chlew a niepe³nosprawnych u¿ywa siê jako „¿ywych tarcz”. A teraz, jako wielcy dobroczyñcy paradowali z wózkami niepe³nosprawnych korytarzami sejmowymi, mówi¹c, ¿e walcz¹ o ich prawa, a w rzeczywistoœci myœleli tylko o sobie, wykorzystuj¹c niepe³nosprawnych do walki z opozycj¹ polityczn¹, rz¹dem, zarzucaj¹c mu bezdusznoœæ i okrucieñstwo, nie bacz¹c na to, ¿e ten rz¹d zrobi³ dla niepe³nosprawnych wiêcej ni¿ ka¿dy inny. Wœród nich by³ tak¿e by³y prezydent, który, gdy mia³ w³adzê to nic nie zrobi³ dla niepe³nosprawnych, t³umacz¹c infantylnie, ¿e nie mia³ wtedy mo¿liwoœci, a teraz, gdy nie ma w³adzy, ani autorytetu chce pomagaæ i broniæ „uciemiê¿onych”. Atakuj¹c rz¹d chce poprawiæ swoj¹ reputacjê. Ciekawa by³a reakcja jednej pos³anki, obroñczyni niepe³nosprawnych. Gdy dowiedzia³a siê, ¿e strajk siê skoñczy³ siarczyœcie zaklê³a. Skoñczy³a siê mo¿liwoœæ wykorzystywania niepe³nosprawnych dla swoich ambicji politycznych.

A

teraz czas na pytanie: jaki to ma zwi¹zek z dzisiejsz¹ Ewangeli¹? Nauka Ewangelii nie jest oderwana od naszej rzeczywistoœci. Przez jej pryzmat mamy patrzeæ na nasz¹ codziennoœæ. Ka¿dy polityk, jeœli uczciwie doszed³ do w³adzy pe³ni

urz¹d z woli swego narodu. I jedynym celem dzia³alnoœci polityka ma byæ pe³nienie woli narodu i pracy dla jego dobra, nawet gdy przyjdzie dzia³aæ w opozycji. Wprowadzanie anarchii, podjudzanie przeciw pañstwu instytucji miêdzynarodowych jest dzia³aniem na szkodê narodu. I to nie jest pe³nienie woli narodu, a raczej realizowanie samego siebie, co trafnie ujmuje Micha³ Lech Sinico „Politycy s¹ wierni jak rzeki – trzymaj¹ siê w³asnych koryt”. Uczciwego polityka poznajemy nie po tym co mówi, ale po tym, czy pe³ni wolê narodu, a nie jakiœ zagranicznych instytucji, dbaj¹c o jego dobro, wyra¿ajcie siê w konstruktywnych dzia³aniach.

E

wangelia na dzisiejsz¹ niedzielê mówi o naszej przynale¿noœci do Chrystusa i Jego Koœcio³a. W tej przynale¿noœci niewa¿ne s¹ ordery, dystynkcje, odznaczenia, przypisanie do jakiejœ grupy. Maj¹ one wartoœæ, o której mówi zacytowany wczeœniej aforyzm: „Ordery u³atwiaj¹ odró¿nienie polityków od kelnerów”. To co decyduje o przynale¿noœci do Chrystusa jest pe³nienie woli Boga. Chrystus przyszed³, aby zbawiæ ka¿dego cz³owieka, ale nie powiedzia³: ka¿dy cz³owiek jest mi bratem i siostr¹, czyli nie ka¿dy przynale¿y do Niego. On powiedzia³: bratem i siostr¹ jest mi ten cz³owiek, który wype³nia wolê mojego Ojca. Bo jeœli ktoœ nie pe³ni woli ojca, a przykazania zachowuje tylko wtedy, gdy jest to dla niego korzystne w wymiarze ziemskim, to taki cz³owiek choæby by³ ochrzczony i uwa¿a³ siê za chrzeœcijanina nie przynale¿y w istocie do Chrystusa i Jego Koœcio³a. Chrystus mówi, ¿e czyni¹c wolê Ojca stajemy siê wobec Niego nie tylko bratem i siostr¹, ale tak¿e matk¹. Matk¹ staj¹ siê ci, którzy sprawiaj¹, ¿e Chrystus rodzi siê w naszych sercach i przez nas w innych. Trafnie to ujmuje Adam Mickiewicz: „Wierzysz, ¿e Bóg zrodzi³ siê w Betlejemskim ¿³obie! Lecz biada Ci, je¿eli nie zrodzi³ siê w tobie”. W ³¹cznoœci z Chrystusem nape³niamy siê moc¹, która czyni cuda, które s¹ ró¿ne. Te najwa¿niejsze wyra¿aj¹ siê w pe³nieniu woli bo¿ej. Trafnie to ujmuje poni¿sza historia. Przed laty ¿y³ opat, który by³ znany ze swej œwiêtoœci. Pewnego razu przy-

by³ do niego z dalekich stron cz³owiek, który chcia³ spotkaæ œwi¹tobliwego mê¿a. Po przybyciu zosta³ wprowadzony przez jednego z uczniów opata. – „S³ysza³em, ¿e wasz opat jest œwiêtym mê¿em” – powiedzia³ przybysz. – „To prawda” – odpowiada uczeñ. – „W naszym mieœcie ¿yje tak¿e œwi¹tobliwy m¹¿, który jest bardzo blisko Boga” – przechwala siê przybysz. – „Po czym to poznajesz?” – zapyta³ uczeñ”. – „Poniewa¿ czyni on cuda” – pada odpowiedŸ. – „Naprawdê?” – „A jakie cuda uczyni³ wasz opat?” – pyta przybysz. – „Dokona³ on bardzo wielu cudów” – mówi uczeñ. – „Z tego co s³yszê, ludzie w twoim mieœcie uwa¿aj¹ za cud to, co Bóg powinien uczyniæ, gdy opat o to prosi. Ale w naszym mieœcie my uwa¿amy za cud to, co czyni œwi¹tobliwy m¹¿, gdy tego Bóg za¿¹da”. m

Katolicki Klub Dyskusyjny Katolicki Klub Dyskusyjny Œw. Jana Paw³a II ma zaszczyt zaprosiæ Pañstwa na spotkanie w niedzielê 10 czerwca 2018 11:30 rano – spowiedŸ po polsku, 12: 00 Msza Œwiêta po polsku 1: 00 PM Projekcja filmu „Bóg nie umar³”, poczêstunek, dyskusja. Serdecznie zapraszamy Koœció³ Œw. Stanis³awa B. i M. 101 E 7 Street. Info: facebook. com/KKDSJP2 oraz kkdsjp2@gmail.com

Krucjata Ró¿añcowa Grupa Pro - life Œw. M. Kolbe zaprasza do udzia³u w Krucjacie Ró¿añcowej M.B.F. w Obronie ¯ycia Poczêtego w œrodê 13 czerwca o godzinie 12:00, po³udnie, przed koœcio³em Œw. Antoniego i Alfonsa na Greenpoincie. Bêdziemy siê modliæ z transparentami o "Zaniechanie aborcji, eutanazji, ma³¿eñstw tej samej p³ci i Powrót Ameryki do Boga." Info: Brat Jan (347) 938 - 8362


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

Chcê ci powiedzieæ...

G³ód Boga W Bo¿e Cia³o by³a procesja, by³y œpiewy, by³y cztery o³tarze, kazanie… by³eœ TY. Chleb Pañski by³ centraln¹ czêœci¹ œwiêtowania obecnoœci Jezusa w Twoim i moim ¿yciu. Ojciec PAWE£ BIELECKI Chleb…, jedni go maj¹, inni nie. Jedni jedz¹ go za du¿o, drudzy za ma³o. Ale jest coœ co nas wszystkich ³¹czy…, g³ód chleba. Mo¿emy zjeœæ wiele s³odyczy, mo¿emy spróbowaæ wysmakowanych potraw z ka¿dego koñca œwiata, ale przychodzi moment, ¿e zatêsknimy za chlebem. Za tym idzie kolejne pytanie. Czy tak jak têsknimy za chlebem, czy têsknimy te¿ za Bogiem? G³ód Boga to mój g³ód wartoœci w œwiecie, gdzie poœpiech zabiera nam tak wiele duchowych prze¿yæ bo nie ma dla nich czasu. Czy jesteœ g³odny Boga? Byæ mo¿e próbujesz ¿yæ bez Niego, mo¿e nawet jesteœ z tego dumny, ale czy tak naprawdê nie têsknisz za Nim bo brakuje Ci stabilizacji, oparcia w Nim? Co jest poci¹gaj¹cego w ha³asie? Dlaczego cisza tak Ci przeszkadza? Jeœli dopada nas g³ód Boga to dobry znak. Gorzej jeœli ju¿ nie jesteœmy g³odni…To pocz¹tek koñca. Chaos staje siê codziennoœci¹. Zatem czym siê posilili-

œmy? Gniewem? Plotkami? Wiecznym os¹dzaniem innych? Co wype³ni³o Twój umys³ i serce, ¿e g³ód Boga sta³ siê zbyteczny? Co posz³o nie tak? Gdzie siê zgubi³eœ? Brat Albert Chmielowski, malarz i opiekun biednych napisa³ kiedyœ „b¹dŸ dobry jak chleb, ¿eby ka¿dy kto siê z Tob¹ spotka odszed³ nasycony dobrem…” Zatem zapytaj siebie dzisiaj czy jesteœ dobry jak chleb? Czy ludzie po spotkaniu z Tob¹ odchodz¹ lepsi? Gorsi? Silniejsi nadziej¹? S³absi wiar¹? Dziœ potrzebujesz przede wszystkim ciszy, ¿eby przemyœleæ co jest wa¿ne. Jeœli przesta³eœ byæ g³odny Boga poproœ Go, by wróci³, by by³, bo wtedy wiesz co ma wartoœæ w Twoim ¿yciu. Jeœli trudno Ci pogodziæ siê z sob¹ samym polecam tekst Tomasza Mertona: Jedynie w ciszy mo¿emy dojœæ do zgody z wewnêtrznym ja. W ciszy mo¿emy wyznaæ i stan¹æ wobec przepaœci miêdzy g³êbi¹ naszego istnienia, któr¹ konsekwentnie lekcewa¿ymy, a jego powierzchni¹, która jest niewierna naszej w³asnej rzeczywistoœci. Jeœli obawiamy siê ciszy, to przyczyn¹ tego mo¿e byæ nasz ukryty brak nadziei na wewnêtrzne pojednanie. Jeœli brak nam nadziei na pogodzenie siê z samym sob¹ w naszej wewnêtrznej samotnoœci i ciszy, wówczas nigdy nie bêdziemy w stanie odkryæ prawdy o sobie: bêdziemy ci¹gle uciekaæ i nigdy siê nie zatrzymamy. Trzymaj siê dzielnie kimkolwiek jesteœ Drogi Czytelniku! m

Czytaj nas w internecie: www.kurierplus.com

5

Bo¿e Cia³o i harcerze

Co roku m³odzie¿ harcerska bierze liczny udzia³ w procesji Bo¿ego Cia³a w parafii Matki Boskiej Czêstochowskiej na Po³udniowym Brooklynie. Tradycyjnie przygotowujemy swój w³asny „harcerski” o³tarz i asystujemy przy baldachimie z pochodniami.

M. Bielska, hm. Zdjêcia Zygmunt Bielski


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

6

Widziane z Providence…

Kto siê wstydzi i boi? Ostatnio doœæ czêsto s³yszy siê opinie znanych osób, które deklaruj¹, ¿e wstydz¹ siê byæ Polakami oraz ukrywaj¹ swoj¹ polskoœæ podczas zagranicznych wizyt. KAZIMIERZ WIERZBICKI

Inni boj¹ siê obecnej w³adzy, która sprawuje rz¹dy od przesz³o dwóch lat. O swoich k³opotach z polskoœci¹ pisa³ przesz³o 30 lat temu by³y premier Donald Tusk. W ankiecie miesiêcznika „Znak” w 1987 r. oznajmi³: „Polskoœæ kojarzy mi siê siê z przegran¹, z pechem. Wywo³uje u mnie niezmiennie odruch buntu”. Podobne pogl¹dy wyra¿a od szeregu lat wybitny sk¹din¹d aktor Jerzy Stuhr, który do³¹czy³ do narracji g³oszonej przez swego syna Macieja. Obydwaj panowie nie ukrywaj¹, ¿e nie s¹ zwolennikami partii rz¹dz¹cej w Polsce. Na pytanie, jakim jesteœmy spo³eczeñstwem, pan Jerzy odpowiada: „Niedouczonym. Niewychowanym. Jakbyœmy byli bardziej obywatelsko douczeni, to byœmy nie zrobili takich g³upstw, ¿e w rankingu najwiêkszego zaufania wygrywa pani premier, która jest podw³adn¹ pana prezesa, który w tym samym rankingu ma najwiêcej

nieufnoœci”. Aktor zdradza tak¿e, ¿e zdarza mu siê t³umaczyæ z Polski za granic¹ i wyjaœniaæ, ¿e nad Wis³¹ nie stosuje siê tortur i kary œmierci. W jednym z wywiadów wyznaje dziennikarce: „Jak siê mnie pani pyta, jak siê czujê jako Polak za granic¹, to powolutku ju¿ mówiê ¿onie na ulicy: Tylko nie za g³oœno po polsku”. W wydanej kilka lat temu ksi¹¿ce „Tak sobie myœlê” Jerzy Stuhr pisa³, ¿e stan wojenny w roku 1981 uratowa³ Polskê przed nacjonalistyczn¹ dyktatur¹ (!). Podobnie niewygodnie jest z polskoœci¹ by³ej pierwszej damie Annie Komorowskiej. Niedawno stwierdzi³a, ¿e smuci j¹ pogarszaj¹ca siê pozycja Polski na arenie miêdzynarodowej, a przyk³adem tego mog¹ byæ jej znajomi: „By³o mi strasznie przykro, jak powiedzieli, ¿e je¿d¿¹ rok rocznie na narty i ¿e przedtem z dum¹ rozmawiali po polsku, a teraz siê wstydz¹. To na mnie zrobi³o wra¿enie”. Komorowska uwa¿a równie¿, ¿e obecna w³adza odwo³uje siê do do mrocznych stron w cz³owieku. Wielu celebrytów i polityków twardej opozycji mówi o strachu, który rzekomo panuje obecnie w Polsce. Takie opinie reprezentuje m.in. znany aktor Andrzej Seweryn, który uwa¿a, ¿e kultura i sztuka nie mo¿e rozwijaæ siê w atmosferze „strachu”. Chyba nikt zdrowo myœl¹cy nie zaprzeczy, ¿e w dzisiejszej Polsce panuje wolnoœæ twórczoœci i publikacji. Œwiad-

188 Eckford Street, Brooklyn, NY Tel. (718) 349-2300, fax: (718) 349-2332

Wielu z nas nie myœli o dniu jutrzejszym. Wydaje nam siê, ¿e na wszystko mamy czas. Dopiero w momencie choroby lub zbli¿aj¹cej siê œmierci – otwieraj¹ nam siê oczy, niestety, wtedy jest ju¿ za póŸno. NIE POZWÓL, aby Twój maj¹tek przej¹³ dom starców, by Twoi najbli¿si byli pozbawieni spadku. NIE DOPUŒÆ, aby Twoje niepe³nosprawne dziecko straci³o œwiadczenia socjalne. v HEALTH CARE PROXY PORADY W ZAKRESIE TESTAMENTY TRUSTS HOME CARE MEDICAID NURSING HOME MEDICAID v POWER OF ATTORNEY v v v v

v PRAWO SPADKOWE v NIERUCHOMOŒCI

MASZ PYTANIA? W¥TPLIWOŒCI? ZADZWOÑ. CHÊTNIE UDZIELÊ PORADY: tel. (718) 349-2300

cz¹ o tym powieœci, wydawnictwa, inscenizacje lub filmy, w których nie tylko obra¿a siê uczucia patriotyczne ale równie¿ opluwa Koœció³ oraz wartoœci moralno-religijne. Nawet w³adza „ludowa” w czasach PRL-u, która wyznawa³a ideologiê materialistyczn¹, nie zezwala³a na tego rodzaju „swobody”. Co do strachu to listê tych, którzy mog¹ siê baæ tworz¹ nastêpuj¹ce osoby: 1. Z³odzieje i aferzyœci 2. Skorumpowani wójtowie, burmistrze i inni urzêdnicy 3. Skorumpowani lekarze 4. W³aœciciele szemranych mediów maj¹cy trudnoœci z wyjaœnieniem sk¹d wziêli pieni¹dze na stworzenie swoich imperiów 5. W³aœciciele firm o z³odziejskim rodowodzie 6. Cz³onkowie i wspó³pracownicy mafii wêglowej, paliwowej, AMBER GOLD itp. 7. Ubecy – biznesmeni posiadaj¹cy „czarn¹” kasê z PRL-u 8. Tajni wspó³pracownicy SB, których „teczki zaginê³y” 9. Sprytni i „zaradni” politycy i samorz¹dowcy PO maj¹cy lepkie r¹czki 10. Wszyscy ci, którzy za swoje przestêpstwa, w ka¿dym normalnym i praworz¹dnym kraju stanêliby przed nieskorumpowanym obliczem wymiaru sprawiedliwoœci. * 65 lat temu dosz³o do pierwszego, masowego buntu przeciw rz¹dom komunistycznym w Europie Wschodniej. Poznañski Czerwiec 1956 czy rewolucja wêgierska w tym samym roku to wydarzenia doœæ znane. Natomiast rewolta robotników czeskich w PilŸnie 1 czerwca 1953 r. nie doczeka³a siê zbyt wielu opracowañ, ksi¹¿ek lub filmów dokumentalnych.

www.kurierplus.com

31 maja 1953 r. og³oszono w Czechos³owacji reformê walutow¹. Szybko zorientowano siê, ¿e decyzja ta bêdzie bardzo niekorzystna dla spo³eczeñstwa. Nastêpnego dnia rano zastrajkowali robotnicy zak³adów Skody, znanych wówczas jako Zak³ady im. W. Lenina. Do strajkuj¹cych przy³¹czyli siê robotnicy, urzêdnicy, nauczyciele z innych przedsiêbiorstw i instytucji. Kilkutysiêczny t³um zebra³ siê w centrum miasta. W³adze, jak to mia³o miejsce w podonych sytuacjach w okresie póŸniejszym, by³y kompletnie zaskoczone. Nikt nie próbowa³ podj¹æ rzeczowej dyskusji z robotnikami. Zniecierpliwiony t³um zaatakowa³ budynek ratusza oraz miejscowych s¹dów. Palono portrety Stalina i czerwone flagi. Wywieszono portret ostatniego prezydenta demokratycznej Czechos³owacji Edwarda Benesza. Dopiero po kilku godzinach w³adze skierowa³y do miasta si³y bezpieczeñstwa, które jednak nie zdo³a³y zaprowadziæ porz¹dku. Po po³udniu do Pilzna wkroczy³y oddzia³y wojskowe. Wieczorem rewolta zosta³a st³umiona i rozpoczê³y siê represje. Kilkuset uczestników protestu aresztowano, niektórzy zostali wyrzuceni z pracy. Strajki i zamieszki na mniejsz¹ skalê mia³y równie¿ miejsce w Pradze, Ostrawie i kilku innych miastach. Zachodnie agencje poda³y, ¿e w zajœciach zginê³o dziesiêæ osób a ponad dwa tysi¹ce zosta³o rannych. Liczby te prawdopodobnie by³y zani¿one. Zupe³nie niemo¿liwa by³a jednak ich weryfikacja. Do upadku komunizmu w roku 1989 jakiekolwiek informacje o buncie pilzneñskim by³y œciœle utajnione. Warto zauwa¿yæ, ¿e pierwsza rewolta w bloku sowieckim nie by³a dzie³em walecznych Polaków ani buntowniczych Wêgrów ale znanych z pacyfizmu „szwejkowatych” Czechów. m


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

7

8 MILIONOWY WERDYKT Robotnik uleg³ wypadkowi na terenie projektu, gdzie jego firma mia³a za zadanie odnowiæ fasadê dwunastopiêtrowego budynku. Pracownik mia³ na³o¿yæ na œciany specjalny p³yn do usuwania starej farby. Do zdarzenia dosz³o zaraz po tym, jak pracownik zszed³ na czwarte piêtro. Na barku mia³ zawieszony kontener wype³niony substancj¹ do usuwania farby. Czêœæ rusztowania na czwartym piêtrze nie by³a pokryta deskami. Pracownik musia³ j¹ obejœæ, aby znaleŸæ siê bli¿ej œciany, która mia³a zostaæ poddana renowacji. W momencie gdy zrobi³ krok w bok, poœlizgn¹³ siê i przelecia³ przez dziurê w rusztowaniu, spadaj¹c osiem stóp w dó³. Poszkodowany z rozciêtym kolanem oraz bólem szyi i pleców zosta³ przewieziony do szpitala. Robotnik wszcz¹³ dwie procedury prawne. Pierwsz¹ z nich by³o postêpowanie przed Workers” Compensation, drug¹ natomiast sprawa cywilna o odszkodowanie. Podczas gdy z Workers” Compensation poszkodowany uzyska³ czêœciowy zwrot utraconych zarobków i niezbêdn¹ opiekê medyczn¹, odszkodowania za ból i cierpienie oraz wszelkie straty ekonomiczne dochodzi³ w sprawie cywilnej wytoczonej przeciwko wykonawcy oraz w³aœcicielowi budynku. Wypadek poszkodowanego kwalifikowa³ siê pod artyku³ 240 (1) Prawa Pracy. Jest to najlepsza podstawa do ubiegania siê o odszkodowanie za wypadek budowlany, poniewa¿ najbardziej chroni poszkodowanego. Generalny wykonawca i w³aœciciel budynku ponosz¹

wówczas absolutn¹ odpowiedzialnoœæ. Poszkodowany twierdzi³, ¿e rusztowanie by³o nieodpowiednio zabezpieczone i zbrakowane. Wskaza³ tak¿e, ¿e nie otrzyma³ ¿adnej uprzê¿y ani innych œrodków bezpieczeñstwa. Pozwani podtrzymywali, ¿e poszkodowany œwiadomie nie skorzysta³ z dostêpnych lin i uprzê¿y. Ponadto, wskazali, ¿e rusztowanie by³o ca³kowicie bezpieczne. Zauwa¿yli, ¿e podczas szeœciu miesiêcy pracy na tej budowie, inni pracownicy wielokrotnie przechodzili tymi piêtrami rusztowania i nigdy nie doznali podobnego wypadku. Ponadto, prawnicy pozwanego zarzucili poszkodowanemu, ¿e to on sam przyczyni³ siê do upadku. Twierdzili, ¿e ¿adnej dziury w rusztowaniu nie by³o. Poszkodowany zosta³ doskonale przygotowany na przes³uchanie przed procesem. Nie w³ada³ jêzykiem angielskim na tyle, by swobodnie zeznawaæ przed prawnikami drugiej strony. Niezwykle wa¿ne by³o upewnienie siê, ¿e w trakcie zeznañ, poszkodowany u¿y³ kluczowych s³ów i terminów. Warto pamiêtaæ, ¿e je¿eli poszkodowany zeznaje w jêzyku polskim, a nie angielskim, absolutnie wskazane jest, aby przekaza³ swoj¹ sprawê prawnikowi biegle mówi¹cemu po polsku. W tego typu sprawach przes³uchanie trwa osiem godzin, a czasem kilka dni. Nawet najlepsi t³umacze, w wyniku zmêczenia, pope³niaj¹ b³êdy, które mog¹ zawa¿yæ o wyniku ca³ej sprawy. W takich sytuacjach jedynie dwujêzyczny prawnik mo¿e w porê zareagowaæ i skorygowaæ t³umacza.

Po zakoñczeniu fazy rozpoznawczej ubezpieczalnia pozwanego zaoferowa³a sumê, która nie usatysfakcjonowa³a poszkodowanego, w zwi¹zku z czym za¿¹da³ on rozpatrzenia sprawy w procesie. Rozprawa nie nale¿a³a do ³atwych i poszkodowany musia³ siê liczyæ z tym, ¿e móg³ otrzymaæ ni¿sze odszkodowanie ni¿ to, które zosta³o mu wczeœniej zaoferowane. W takich sprawach kluczow¹ kwesti¹ jest w³aœciwy wybór ³awników. To do nich nale¿y ostateczny werdykt i ustalenie wysokoœci odszkodowania. Poszkodowany wskaza³, ¿e oprócz urazu nogi, dozna³ tak¿e przepukliny w krêgos³upie dolnym i szyjnym. Musia³ przejœæ discektomiê krêgos³upa dolnego i d³ugotrwa³¹ fizykoterapiê szyi. Ponadto, zgodnie z zaleceniaJeœli Pañstwo sami stali siê ofiar¹ wypadku, lub znaj¹ kogoœ kto ma problem ze swoim wypadkiem, to zapraszamy do bezp³atnej konsultacji prawnej pod numerem telefonu 212 - 514 - 5100, emailowo pod adresem swp@plattalaw.com, lub w czasie osobistego spotkania w naszej kancelarii na dolnym Manhattanie. Mo¿ecie Pañstwo równie¿ zadaæ nam pytania bezpoœrednio na stronie internetowej (www. plattalaw.com) u¿ywaj¹c emaila lub czatu który jest dostêpny dla Pañstwa 24 godziny na dobê. Zawsze udzielimy Pañstwu bezp³atnej porady w ka¿dej sprawie w której bêdziemy mogli Pañstwa reprezentowaæ. Na naszej stronie internetowej mog¹ Pañstwo (po lewej jej stronie) sami sprawdziæ status swojej sprawy s¹dowej

mi lekarza, podda³ siê artroskopii ramienia. Podczas procesu, poszkodowany zezna³, ¿e w wyniku wypadku nigdy ju¿ nie bêdzie móg³ graæ w pi³kê no¿n¹ i chodziæ na si³owniê. Ponadto oœwiadczy³, ¿e nie nadaje siê ju¿ do ¿adnej pracy. Prawnicy pozwanych starali siê podwa¿yæ opinie eksperckie lekarzy poszkodowanego. Po d³ugim, ale jednoczeœnie bardzo ciekawym procesie, ³awa przysiêg³ych wyda³a werdykt na korzyœæ poszkodowanego, przydzielaj¹c mu ³¹cznie ponad osiem milionów dolarów odszkodowania, w tym $3,000,000.00 za doznany ból i cierpienie, $5,000,000.00 za ból i cierpienie doznane w ci¹gu najbli¿szych trzydziestu trzech lat oraz $400,000.00 na koszty leczenia. m (prowadzonej nawet przez inn¹ kancelariê), po wpisaniu numeru akt s¹dowych (index number) swojej sprawy w istniej¹ce tam pole. Ta czêœæ strony jest skonfigurowana bezpoœrednio z oficjalnym systemem s¹dowym stanu Nowy Jork, dziêki czemu wiadomoœci jakie uzyskaj¹ tam Pañstwo na temat swoich spraw s¹ oficjalnymi danymi s¹dowymi. Gdyby z jakiegokolwiek technicznego powodu nie uda³o siê Pañstwu odnaleŸæ swojej sprawy w tym systemie, to z przyjemnoœci¹ pomo¿emy j¹ odnaleŸæ telefonicznie.

The Platta Law Firm, PLLC 42 Broadway, Suite 1927, New York, NY 10004 www.plattalaw.com tel. 212 - 514 - 5100

Bruzdy na mózgu Mój kolega, który mieszka³ w Nowym Jorku dopiero kilka miesiêcy, JAN LATUS opowiedzia³ mi, œmiej¹c siê z siebie, tak¹ historiê: gdy siedzia³ sobie na sedesie w publicznej toalecie i ktoœ spróbowa³ otworzyæ drzwi kabiny, odruchowo wykrzykn¹³, po polsku: –Zajête! Gdy wróci³em do Polski, zdarza³o mi siê w scenach nieco analogicznych do tej ubikacyjnej, mówiæ odruchowo: –Excuse me! – gdy na kogoœ wpad³em na ulicy albo: –No problem – gdy ktoœ podziêkowa³ mi za przytrzymanie drzwi. Nie tyle myœla³em wtedy po angielsku, co raczej wypowiada³em odruchowe zwroty w sytuacjach typowych raczej dla Ameryki ni¿ Polski (owe przytrzymywanie drzwi, uœmiech, rutynowe Thank you! albo Sorry! w wielu sytuacjach spo³ecznych). Gdy by³em ostatnio w Nowym Jorku zauwa¿y³em, ¿e wróci³y mi automatyzmy jêzykowe. Nie chodzi o samo przejœcie na angielski – raczej o odruch mózgu w rozpoznawanej sytuacji. Te wyrzucane bez namys³u: –Coffee regular, please. –Egg and bacon on roll, no cheese. Tak jak w Polsce automatycznie mówi³em: –Excuse me! gdy siê z kimœ zderzy³em, w Ameryce automatycznie reagowa³em na standardowe pytania i sytuacje. Trochê jak rozumiej¹cy komendy pies. Na ile dŸwiêki, a spoœród nich – jêzyk, wry³y nam siê w pamiêæ? To zale¿y od cz³owieka, bywaj¹ bowiem wœród nas typowi wzrokowcy.

Moje wra¿enia jêzykowe po powrocie do Polski by³y specyficzne. Oczywiœcie rozumia³em wszystko. Jest to przecie¿ – i zawsze bêdzie – mój pierwszy jêzyk. Tak wiêc gdy gra³o radio albo ktoœ coœ mówi³ na ulicy, nie musia³em wk³adaæ ¿adnego wysi³ku umys³owego. Bariera jêzykowa nie istnia³a, by³a przezroczysta. Mia³em poczucie, ¿e rozumiem ka¿de s³owo lecz komunikaty które mi przekazywano, polityczne ataki dziennikarzy, nachalne reklamy jakichœ nieznanych mi produktów – wywo³ywa³y wra¿enie obcoœci. Mój kraj, mój jêzyk, nie moje opowieœci. Gdy ostatnio w Stanach w³¹cza³em sobie radio lub telewizor s³ysza³em gard³owy, idiomatyczny angielski-amerykañski, który na pocz¹tku emigracji rozumia³em z trudem. Teraz jednak nie. Co wa¿niejsze jednak, automatycznie rozpoznawa³em nie tyle jêzyk, co charakterystyczn¹ jego melodykê, slangowe zwroty, nazwy reklamowanych produktów. Rozpoznawa³em – uszami – Amerykê. Najwiêcej jednak zapamiêtujemy oczami. Miejsce, w którym siê urodziliœmy, d³ugo mieszkaliœmy, gdzie chodziliœmy do szko³y, gdzie mieszkaliœmy d³ugo za granic¹. Zapamiêtujemy nie tylko nasz pokój z czasów dzieciñstwa, ale te¿ jak wstawaliœmy z ³ó¿ka, w któr¹ stronê sz³o siê w nocy do kibla, po której stronie ulicy zwykle szliœmy do szko³y. Kolejne zwierzêce analogie: tak jak psy, koty i inne stworzenia, zapamiêtujemy miejsca, szlaki, rutynê dnia. Obudzi³em siê w kwietniu nad ranem w mieszkaniu na Queensie. Niczym robot poszed³em do ³azienki. Trudno siê temu

dziwiæ: ma³o ¿e znalaz³em siê znowu w Nowym Jorku, gdzie mieszka³em 27 lat, to jeszcze w tej samej dzielnicy, i w tym samym budynku! Nie by³o to co prawda moje mieszkanie – udostêpnili mi swoje przebywaj¹cy na wakacjach przyjaciele – ale by³o podobne. Jego w³aœciciele, podobnie jak ja, nigdy nie zmienili, przez 20 lat, oryginalnych parkietów, kafelków i pod³óg w ³azienkach, szafek w kuchni. Mia³em wiêc uczucie déja vu. Czu³em siê jak w swoim mieszkaniu; jakbym zatoczy³ jak¹œ pêtlê, cofn¹³ siê w czasie. Gdy jeszcze mieszka³em w Stanach i przyje¿d¿a³em do Warszawy z wizytami do rodziców, l¹dowa³em w pokoju, w którym mieszka³em od urodzenia przez ponad 20 lat. Spa³em na tej samej wersalce, wiêc wstawa³em zawsze praw¹ nog¹ i szed³em w nocy do ³azienki prosto, w prawo, znowu w prawo i w lewo. Nawet gdy ju¿ mieszka³em w Nowym Jorku w nowym apartamencie, ³apa³em siê na tym, ¿e gdy budzê siê w nocy przez moment mi siê wydaje, ¿e jestem w warszawskim mieszkaniu. Co zosta³o wyryte w mózgu, zostaje ju¿ na zawsze. Kolejnym rytem w moim mózgu by³ rozk³ad nowojorskiego mieszkania. W koñcu mieszka³em w nim 20 lat. Te wra¿enia trwaj¹ tylko chwilê. S¹ potêgowane, gdy nie jestem do koñca racjonalny, gdy¿ w bia³y dzieñ, przy pe³nej œwiadomoœci, oczywiœcie wiem, gdzie jestem, gdzie mieszkam, gdzie jest kuchnia, gdzie przystanek metra, a gdzie dworzec. Czasem jednak mózg nie jest w pe³ni

sprawny albo jeszcze nierozbudzony. Gdy budzê siê w œrodku nocy, albo gdy siê napijê, albo gdy mam gor¹czkê. Myœli siê wtedy inaczej, skojarzeniami, bardziej zmys³owo. Ju¿ 20 miesiecy œpiê w moim dawnym warszawskim mieszkaniu ale jednak nie w moim dawnym pokoju, lecz w tym drugim. Automatyzm wstawania rano z wersalki nie jest wiêc pe³ny (wstajê teraz lew¹ nog¹, co moi czytelnicy boleœnie zauwa¿aj¹). Albo te¿ wracam w nocy z baru i mam poczucie, ¿e idê automatycznie, jak to pijak, nie zastanawiaj¹c siê. Z równ¹ ³atwoœci¹ i bez namys³u nawigowa³em jednak ostatnio nocami po Nowym Jorku. Moj¹ prac¹ marzeñ – nie tylko moj¹ – by³ steward czy jak siê dziœ mówi: flight attendant. Ju¿ za póŸno na tak¹ karierê, niemniej czytam pomiêtniki stewardes. Lubi¹ swoj¹ pracê ale pisz¹ te¿, jak to mieszka³y np. w Nowym Jorku ale po kilku dniach musia³y zrywaæ siê o œwicie aby polecieæ gdzieœ do innej strefy czasowej. Jet lag, popijawy z pilotami, zmêczenie, potem budzenie o œwicie w kolejnym hotelu. Stewardesa te¿ na pewno przez pierwsze sekundy po obudzeniu zastanawia siê: gdzie ja jestem? Czy to hotel czy dom, i jakie to pañstwo? Ci¹gle tak mam, choæ mo¿e nie tak czêsto. Ostatnio by³em w Monachium i Wilnie. Budzi³em siê w hotelach i nie wiedzia³em na pocz¹tku, gdzie jestem. Czy mam iœæ do ³azienki prosto, w prawo prawo i lewo, jak w Warszawie, czy w lewo i w lewo, jak w Nowym Jorku? Ludzki mózg to wielka zagadka. m


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

8

Kartki z przemijania Miêdzy a miêdzy, czyli czas na lotniskach. Ju¿ poza jedn¹ rzeczywistoœci¹, a jeszcze nie w nastêpnej. Trochê to lubiê, trochê nie. Lubiê, bo widzê ludzi z ca³ego œwiata i czujê siê wœród nich mróweczk¹, która jest cz¹stk¹ globu, nie lubiê zaœ, bo ju¿ wszed³em w wiek, w którym ceni siê pielesze domowe. Przywyka siê do swego miejsca w kuchni, ANDRZEJ JÓZEF D¥BROWSKI swojego fotela i ksi¹¿ek na wyci¹gniêcie rêki. Zaczynam lubiæ ciepe³ka domowe a lotniska s¹ przelotowe. Wszystkie zlewaj¹ siê w pamiêci w jedno wielkie lotniskowisko. W ostatnich latach najbardziej wbi³y mi siê w pamiêæ lotniska w Amsterdamie, Kopenhadze i Toronto. W Amsterdamie, bo mog³em wylegiwaæ siê na le¿ankach. Twardych, bo twardych, ale mo¿na by³o na nich wyci¹gn¹æ nogi, przekimaæ siê trochê lub czytaæ w pozycji pó³le¿¹cej. W Kopenhadze zwiedza³em miêdzy odlotami sklepy z whisky i whiskey. Bywa³o, ¿e zajmowa³o to mi dwie godziny. Owszem, nigdy nie wyszed³em z nich bez przynajmniej jednej butelki. Tam¿e lubi³em patrzeæ na stoiska z porcelan¹, przy których pracowa³y panie zdobniczki, nanosz¹c dobrze znane niebieskie kwietne wzorki na fili¿anki i talerzyki. Rzecz jasna, nie by³bym sob¹, gdybym nie naby³ przed laty szczeœciu takich fili¿anek. Niestety do dziœ osta³a siê zaledwie jedna. Lotnisko w Toronto zachwyci³o mnie kawiarenkami i punktami internetowymi z piêknymi lampkami na stolikach, które dawa³y tak ciep³e œwiat³o, ¿e chcia³o siê przy nich usi¹œæ, nawet wtedy, kiedy nie korzystalo siê z laptopa. Miary wra¿eñ dope³nialy place zabaw dla dzieci z ró¿nymi wymyœlnymi atrakcjami. Z innych lotniskowych przyjemnoœci zapamiêta³em kawiarenko-cukiernie na jednym z terninali Lotniska Charlesa de Gaulle’a w Pary¿u z pysznymi ciasteczkami. Kiedy przed odlotem do Nowego Jorku, podano mi tam s³ynne “Magdalenki” znane z powieœci “W poszukiwaniu straconego czasu”, poczu³em siê jak sam Marcel Proust. Wprawdzie nie mam takiego, jak on talentu, ale wyobraŸnia moja hula niekiedy w podobnych przestrzeniach, nie mówi¹c ju¿ o wzmo¿onej sk³onnoœci do mitologizowania niemal wszystkiego. Z warszawskiego lotniska im. Fryderyka Chopina najbardziej lubiê mini-recitale dawane przez umuzykalnionych pasa¿erów na fortepianie stoj¹cym w d³ugim pasa¿u. S³ysza³em tu ju¿ kilka œwietnych wystêpów. I to

nie tylko z zakresu muzyki powa¿nej. SnadŸ przez Warszawê przewijaj¹ siê muzycy ró¿nego autoramentu. Z lotniska w Lizbonie zapamiêta³em przede wszystkim wygodn¹ poczekalniê, w której oczekiwa³em na przylot przyjació³ z Warszawy i obserwowa³em przyloty pielgrzymek do Fatimy oraz grupy wytatuowanych turystów z ca³ego œwiata. Przybywa³o ich niemal tyle, co do Barcelony i Pary¿a, bo Portugalia sta³a siê modnym celem wycieczek. Najgorzej wspominam Lotnisko Ben Guriona w TelAwiwie, gdzie wraz z przyjacielem byliœmy przes³uchiwani niemal trzy godziny przez tamtejsze s³u¿by specjalne i ledwie zd¹¿yliœmy do samolotu, do którego dowieziono nas specjalnym pojazdem. Ja wzbudza³em podejrzenie, bo maj¹c obywatestwo polskie i amerykañskie przylecia³em do Izraela z Niemiec, zaœ przyjaciel, dlatego ¿e mia³ walizkê z damskimi ubraniami, któr¹ pozostawi³a mu w Jerozolimie ¿ona, odlatuj¹c wczeœniej na jakieœ jednodniowe naukowe sympozjum. Po prostu nie chcia³a jej dŸwigaæ. Ta¿ walizka wzbudzi³a tak wiele podejrzeñ, ¿e obaj mieliœmy poczucie, ¿e znaleŸliœmy siê w œrodku jakiegoœ paranoicznego absurdu rodem z Kafki. Obaj musieliœmy odpowiadaæ na dziesi¹tki pytañ dotycz¹cych naszego pobytu w Izraelu, wœród których raz po raz powtarza³o siê pytanie, po co tu przyjechaliœmy. Sposób przes³uchania by³ tak nieprzyjemny, ¿e odnios³em jak najgorsze wra¿enia. W dodatku na lotnisku w Warszawie okaza³o siê, ¿e z mojej walizki zginê³y wszystkie zakupione w Izraelu prezenty, pocz¹wszy od prawdziwych korali dla sióstr.

$

Finlandia widziana z okien samolotu przypomina nasze Mazury. Lasów i jezior jest tu jeszcze wiêcej. Widaæ je wszêdzie tam, gdzie siê spojrzy. W Helsinkach o¿ywaj¹ wspomnienia zwi¹zane ze œp. Mari¹ Kornatowsk¹, jako ¿e razem zwiedzaliœmy to miasto. Marysia wiedzia³a o nim wiêcej ni¿ ja, tedy pos³usznie wêdrowa³em tam, gdzie chcia³a. By³o zimno, zatem Marysia kupi³a mi sweter z wielb³¹dziej we³ny, który noszê do dziœ. Jest leciutki, bardzo ciep³y i mi³y w dotyku, jak zauwa¿y³a jego ofiarodawczyni, która lubi³a mnie czasem pog³askaæ. By³ to czas, kiedy byliœmy sobie bliscy i planowaliœmy wspóln¹ przysz³oœæ. Marysia chcia³a jednak w £odzi, gdzie by³a profesoress¹ w tamtejszej filmówce, ja zaœ w Warszawie, do której chcia³em wróciæ po powrocie z Nowego Jorku. Du¿o by pisaæ...

$

Tym razem po przylocie z Helsinek do Warszawy

Putin kruszy lód 1í Austria, w której rosyjski prezydent z³o¿y³ wizytê na pocz¹tku czerwca, to ju¿ teraz jego mocny przyczó³ek w UE. Kanclerzem tego kraju jest Sebastian Kurtz, którego partia podpisa³a porozumienie partnerskie z parti¹ Jedna Rosja, bêd¹c¹ politycznym zapleczem W³adimira Putina. Prezydent Rosji przyjmowany by³ tam z honorami, a w wywiadzie telewizyjnym przekonywa³ jak bardzo zale¿y mu na zwi¹zkach handlowych z Europ¹. Sebastian Kurtz wezwa³ zaœ do zniesienia europejskich sankcji gospodarczych wobec Rosji. Putin zyska³ równie¿ niedawno nowych sprzymierzeñców we W³oszech. Matteo Salvini, który jeszcze jako lider opozycyjnej Ligii Pó³nocnej paradowa³ po Placu Czerwonym w koszulce z podobizn¹ Putina, po ostatnich wyborach zosta³ wicepremierem i ministrem spraw wewnêtrznych. On tak¿e chcia³by zniesienia sankcji wobec Rosji. Salvini nie jest w tym odosobniony. W miniony wtorek premier W³och, Giuseppe Conte powiedzia³ w tamtejszym senacie, ¿e „nadszed³ czas otwarcia na Rosjê”, która – jak doda³ – „wobec wielu kryzysów w stosunkach miêdzynarodowych ma dziœ mocniejsz¹ pozycjê”. Conte równie¿ chcia³by zniesienia sankcji, „szkodz¹cych rosyjskiemu spo³eczeñstwu”.

Przyjazny Putinowi jest tak¿e rz¹d grecki i wêgierski. Coraz bardziej licz¹ siê ugrupowania populistyczne w innych krajach jak na przyk³ad Alternatywa dla Niemiec, która co prawda nie rz¹dzi, ale wyborach w 2017 roku zdoby³a prawie 13 proc. g³osów i po raz pierwszy w historii wesz³a do niemieckiego parlamentu, wprowadzaj¹c do niego 94 przedstawicieli. Pod naciskiem populistów swoje stanowisko powoli zmieniaj¹ równie¿ europejscy przywódcy. Jean-Claude Juncker, przewodnicz¹cy Komisji Europejskiej wezwa³ niedawno do „zakoñczenia demonizowania Rosji”. „Myœlê, ¿e powinniœmy znów nawi¹zaæ zwi¹zki z Rosj¹” – powiedzia³ Juncker. Rosjê odwiedzi³ w ostatnim czasie prezydent Francji Emmanuel Macron, który mówi³ tam szeroko o tradycyjnych zwi¹zkach ³¹cz¹cych Rosjê i Europê i wskazywa³ jak niekorzystna dla wszystkich mo¿e byæ wojna handlowa, ewidentnie robi¹c aluzjê do polityki Donalda Trumpa. W³adimir Chizhov rosyjski ambasador przy Unii Europejskiej nie ma w¹tpliwoœci, ¿e podejœcie do Rosji w Europie wyraŸnie siê zmienia. „Widzê polityczn¹ wolê w Unii Europejskiej do podjêcia koniecznych decyzji zmieniaj¹cych kurs wobec Rosji” – podkreœla Tomasz Bagnowski Chizhov.

W³adimir Putin i kanclerz Austrii, Sebastian Kurtz. u

okaza³o siê, ¿e wieko od walizki jest urwane. Na szczêœcie wszystkie prezenty dolecia³y w stanie nienaruszonym. Maj¹c w Warszawie w pe³ni zagospodarowane mieszkanko, przywo¿ê z Nowego Jorku ino prezenty dla bliskich. W drug¹ stronê tako¿. A ksi¹¿ki s¹ takie ciê¿kie, takie ciê¿kie...

$

Prosto z Okêcia moja przyjació³ka zawioz³a mnie do swego ogrodu w Rembertowie, w którym zosta³em ulokowany na ³o¿u spowitym jaœminami. Na nim zasn¹³em natychmiast, nie czekaj¹c na powitalne œniadanie. Obudzi³em siê po jakimœ czasie tak bardzo odurzony jaœminowym zapachem, i¿ wydawa³o mi siê, ¿e jestem pijany.

$

Nastêpnego dnia tym samym zapachem przywita³ mnie Œwider. Tutejsza szko³a podstawowa, któr¹ ukoñczy³em dawno temu, chcia³a mnie od razu zaanektowaæ na ró¿ne imprezy i zamówiæ wspomnienia. Zgodzi³em siê do niej przyjechaæ za dni kilka. Na jednym z pokazanych mi zdjêæ archiwalnych by³y moje siostry. Mimo, ¿e ubrane w szkolne fartuszki, wtedy obowi¹zkowe, prezentowa³y siê bardzo ³adnie. I ponoæ pozosta³a po nich legenda jako o jednych z najinteligentniejszych i naj³adniejszych absolwentek. Po¿a³owa³em, ¿e nie ma zdjêæ z przedstawieñ, w których gra³em m.in. Traugutta i Koœciuszkê. Po cichu liczê, ¿e mo¿e siê jeszcze znajd¹. By³aby to wspania³a pami¹tka. Sama szko³a sta³a siê jeszcze piêkniejsza ni¿ by³a. Jest wyposa¿ona we wszystko, co dzisiaj powinno byæ dostêpne uczniom, ³¹cznie z najnowszym sprzêtem do nauki jêzyków obcych. W ka¿dej klasie nad dwiema lub trzema tablicami jest orze³ w koronie i krzy¿. Pracownie fizyczna, chemiczna i biologiczna po dawnemu imponuj¹ pomocami naukowymi i materia³em doœwiadczalnym. Szko³a nosi imiê pisarki Jadwigi Korczakowskiej. Ona sama jest upamiêtniona na specjalnej tablicy. Niestety jej pobliski domek, bajkowo œwidermajerowski jest ju¿ niemal w kompletnej ruinie, podobnie jak i tajemniczy ogród. Czy¿by nikogo jego stan nie obchodzi³? ¯al serce œciska.

$

Przep³ywaj¹cy nieopodal Œwider pachnie tak, jak zawsze. I jak zawsze nie umiem tego zapachu dobrze opisaæ. m


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

9

Prywatne ¿ycie arcydzie³a

Czes³aw Karkowski

Abstrakcyjny ekspresjonizm

u

Jackson Pollock – „One: Number 31, 1950“.

Kr¹¿y znana anegdota o malarstwie Jacksona Pollocka. Prawdopodobnie zmyœlona, ale dobrze ilustruj¹ca istotê sztuki amerykañskiego artysty.

L

istonosz z lekcewa¿eniem wyrazi³ siê o obrazie malarza, wisz¹cym w domu znanego konesera sztuki. „Tak to ka¿dy potrafi malowaæ” – mia³ siê wyraziæ ów dorêczyciel listów. Na co w³aœciciel dzie³a Pollocka zachêci³ owego domoros³ego krytyka, aby sam spróbowa³ swych si³ i wynagrodzi go dostatnio, jeœli jego naœladownictwo bêdzie równie dobre, jak orygina³. Gdy listonosz zjawi³ siê ze swoim dzie³em, nawet on musia³ przyznaæ, ¿e jego dokonanie równaæ siê nie mo¿e z obrazem stworzonym przez artystê. Bardzo wielu mo¿e odnieœæ podobne wra¿enie po obejrzeniu prac Pollocka: „te¿ mi sztuka – powie. – Spryciarz po prostu ciurka³ farb¹ na p³ótno i uznano go za niemal geniusza”. Tak, to by³o i jest wielkie osi¹gniêcie. Choæby potrójne. Po pierwsze, wymyœli³ now¹ technikê malarsk¹. Niezrównany by³ w tym dziele: manipuluj¹c puszkami farby, wylewa³ cienkie stru¿ki ró¿nokolorowej cieczy na p³ótno, nak³ada³, miesza³, spl¹tywa³, formowa³ wst¹¿ki olejnych barwników, tworzy³ kombinacje wê¿owych, poskrêcanych linii, plamek, kleksów, po³¹czeñ, wspólnie tworz¹cych skomplikowan¹ sieæ powi¹zañ, zestawieñ barwnych, kompozycyjnych po³¹czeñnieoczekiwanych kolorystycznych splotów. Dlaczego nie mo¿na tej techniki powielaæ? By³a ona znakiem rozpoznawczym dzie³ Pollocka. Jest wiele dróg w sztuce, on stworzy³ now¹, w³asn¹, oryginaln¹. Ka¿dy, kto poszed³by za nim, by³by artyst¹ wtórnym, a mo¿e nawet zgo³a plagiatorem. To tak jak ze sztuk¹ Ryszarda Semki. Nawiasem, wszystkie uwagi na temat

Jacksona Pollocka dotycz¹ tak¿e i polskiego twórcy, naszego najwybitniejszego neoekspresjonisty. W tej w³aœnie technice tkwi istota jego twórczoœci, poprzez ni¹ siê wyra¿a; to jest jego indywidualny styl i specyficzny dlañ sposób obrazowania.

A

bstrakcyjny ekspresjonizm tworzy³a luŸno powi¹zana ze sob¹ grupa amerykañskich artystów w latach czterdziestych i piêædziesi¹tych. £¹czy³o ich wspólne przekonanie, i¿ proces twórczy ma charakter spontaniczny, ¿ywio³owy, przezeñ wyra¿a siê energia œwiata. Artysta jest tym, który jakby gromadzi tê energiê i nastêpnie daje jej ujœcie w dziele sztuki; albo – jest swoistym medium, poprzez które wyra¿aj¹ siê si³y, moce, energie przyrody, fluidy i pr¹dy natury. Abstrakcja najlepiej odpowiada tak pojêtej twórczoœci, gdy¿ si³y te maj¹ charakter chaotyczny, niezorganizowany, bez³adny, uk³adaj¹ siê na p³ótnie w pasy barwne (Rothko), ogromne, sk³êbione fale (Motherwell), mog¹ przyoblekaæ siê w realne kszta³ty (de Kooning), albo w³aœnie przyjmowaæ postaæ energetycznych, poskrêcanych konwulsyjnie, barwnych pr¹¿ków, jak u Pollocka. Obrazy Pollocka nale¿¹ do najdoskonalszych przyk³adów tego nurtu artystycznego – i to jest drugi powód, dla którego trzeba ceniæ jego sztukê. Nie ma takiego przymusu, ale w koñcu abstrakcje Pollocka s¹ po prostu bardzo piêkne. Tworz¹ atrakcyjn¹, barwn¹ kompozycjê, ka¿dorazowo inn¹. Nawet jednemu obrazowi mo¿na przygl¹daæ siê d³ugo: spl¹tane pasemka kolorowej farby tworz¹ na p³ótnie swoisty ob³ok linii i kolorów. Zmienia siê w oczach, k³êbi w zale¿noœci od koncentracji uwagi. Radzê zajrzeæ do Museum of Modern Art i popatrzeæ na dzie³a Pollocka. Faktem jest, ¿e w wielkim nagroma-

dzeniu staj¹ siê nieco nu¿¹ce. Lata temu wielka wystawa jego prac raczej mnie zmêczy³a. Sala za sal¹, a w ka¿dej to samo k³êbowisko kolorowych zawijasów. Jedne ³adniejsze, drugie mniej, ale w koñcu podobne. Sam artysta zdawa³ sobie z tego sprawê. Chcia³ odejœæ od takiego malarstwa, przedstawi³ inne kompozycje, czarno bia³e. Nie sprzeda³y siê. Handel sztuk¹ to wielki biznes. Zmuszono Pollocka do powrotu do dawnego sposobu tworzenia. Artysta mêczy³ siê, miota³, ucieka³ od ludzi w ustronie na Long Island, pi³ coraz wiêcej (wczeœniej te¿ pi³ na umór). Móg³ siê sprzeciwiæ, w koñcu bieda nie by³a mu straszna, przecie¿ prawie ca³e ¿ycie biedowa³ – powodzenie, s³awa i pieni¹dze stanowi³y stosunkowo krótki epizod jego ¿ycia. Natomiast œwiadomoœæ pora¿ki twórczej, myœl o tym, ¿e jego oryginalna technika malarska ma ograniczony potencja³, by³a nieznoœna. Doœæ dobrze tê matniê artysty oddaje film biograficzny z Edem Harrisem w roli g³ównej.

u

Jackson Pollock – „Red bubble“.

P

ollock sta³ siê wiêŸniem w³asnej twórczoœci, kator¿nikiem s³awy i powodzenia. Komercja wykoñczy³a niejednego twórcê, spotka³em takich. Nie chcia³ tworzyæ w typowym dla siebie stylu, a nie mia³ doœæ si³y, aby zerwaæ ze swoj¹ sztuk¹, a wiêc i ze œwiatem, który skrêpowa³ go i zniewoli³. Galerie bra³y jego obrazy, p³acono mu coraz wiêcej, krytycy wychwalali. Czy trzeba czegoœ wiêcej – powodzenia, pieniêdzy, uznania? Jemu wyraŸnie brakowa³o – wewnêtrznego poczucia spe³nienia. Jackson Pollock by³ œwietnym artyst¹ – neurotycznym i tê nerwow¹, niespokojn¹ naturê najlepiej oddaj¹ jego prace; wyra¿aj¹ w³aœnie wewnêtrzne rozedrganie twórcy, k³êbowisko jego myœli, emocji, wyobra¿eñ, ka¿dy w¹tek inny, ka¿dy w inny stronê, a wszystkie ³¹cznie siê znosz¹, parali¿uj¹ nawzajem, tworz¹ splot jak wêze³ gordyjski, matniê w³aœnie, z której nie ma wyjœcia. Mo¿na wiêc powiedzieæ, i¿ by³ on artyst¹ par excellence: jego obrazy s¹ nim samym. m


NOWY JORK

NR 71

9 czerwca 2018

ADAM WOLANIN – PAMIÊTNIK KAPRALA (5)

Adam Wolanin.

W tym czasie otrzymaliœmy dary od naszych zacnych Polek z Ameryki, wys³ane z ¿yczeniami Weso³ego Alleluja. I znów dziwnym zbiegiem okolicznoœci na sekcjê moj¹ przypad³ wielki pakunek od Polek z Youngstown. By³o z tego uciechy co niemiara, ale przemieni³a siê w smutek, ¿e wewn¹trz pakunku nie by³o ¿adnej kartki, ¿adnego listu, tak jak na przyk³ad by³y listy w pakunkach od Polek z Buffalo, Cleveland, Detroit i Pittsburgha. Tu muszê nadmieniæ, ¿e czterokrotnie otrzymaliœmy prezenta, w czasie pobytu we Francji, od Polek z Ameryki, nie mówi¹c o otrzymywanych kilkakrotnie papierosach. Pozatem pamiêta³ o nas stale Amerykañski Czerwony Krzy¿, który dostarcza³ skarpetki, papierosy, myd³o. W darach od Czerwonego Krzy¿a by³o wiele zrobionych rêk¹ dzielnych i zacnych Polek amerykañskich. Jedn¹ parê skarpetek, otrzyma³em od panii D. z Washington, D. C. Wys³a³em serdeczne podziêkowania i wkrótce otrzyma³em od niej list. Donosi³a, ¿e i ona ma brata we Francji, w Armji Amerykañskiej. W³aœnie zmienialiœmy ten pu³k, w którym on s³u¿y³ w Wogezach. Odnalaz³em go i pozna³em, ¿e to jakiœ bogacz bo z „franciszkami” siê nie liczy³ wcale. Spêdziliœmy kilka chwili w kantynie wojskowej, porz¹dnie podjedli i popili szampanem. Szkoda tylko, ¿e na drugi dzieñ ten sympatyczny Amerykanin odszed³ ze swoim pu³kiem i z... „franciszkami”. Uprzyjemnia³a nam, s³u¿bê Y. M. C. A. D³ugi czas by³ z nami przedstawiciel i dzielny pracownik tej organizacji, p. Szulc, który i na pozycjê z nami poci¹gn¹³ ze swoj¹ kantyn¹. Papierosy, wino, czekoladê i inne ³akocie czy wiktua³y zawsze mo¿na by³o u niego dostaæ. Nieraz, gdy zapas by³ ma³y, to dzieli³ po jednym papierosie tylko. Sprzedawa³ po cenie rzeczywistego kosztu, ale Francuzom nie chcia³ nic sprzedawaæ, bo jak mówi³, ma towar dla swoich ¿o³nierzy. Pan Szulc nauczy³ siê troszeczkê po polsku, bo, powiada³, ¿e do Polski z nami pojedzie. Kaza³ siê przeto wo³aæ Szulczyñski. Wyjecha³ potem do Ameryki i przez d³u¿szy czas

nie widzieliœmy go. Zastêpca jego ju¿ nie by³ tak serdeczny i dba³y o „swoich”. Pewnego czasu, przeje¿d¿aj¹c przez Francjê widzimy na stacji kogo? Szulczyñskiego. Powitaniom koñca nie by³o. Lecz Szulczyñski ju¿ z nami nie by³, bo przydzielono go do innego pu³ku. Dnia 15 wrzeœnia wyruszyliœmy z Szampani w stronê Alzacji i Lotaryngji, gdzie dowództwo dywizji stanê³o w miasteczku Bayonne, pu³ki, kompanje rozlokowano w pobliskich wioskach i miasteczkach. Dowództwo nad 1 pu³kiem obj¹³ pu³kownik Osmo³owski. Tu te¿ pierwsza kompanja 1-go pu³ku zosta³a udekorowana francuskim Krzy¿em Wojennym. Nale¿a³o siê jej to s³usznie, boæ ona pierwsza walkê ze szwabami rozpoczê³a i ona najwiêcej strat ponios³a. A i kilkunastu ¿o³nierzy odznaczenie wojenne otrzyma³o. Jak wszêdzie, tak i tu byli niezadowoleni, szczególnie wœród tych, co patrzeli na przebieg walki, co siê bili. Dlatego odznaczeni mieli nieraz od kolegów za swoje. Bola³o nasz¹ wiarê szczególnie, to, ¿e dwóch najdzielniejszych zuchów, najmê¿niejszych, którzy zawsze siê dzielnie bili i zawsze szli w najniebezpieczniejsze miejsca, zostali przy odznaczeniach pominiêci. Tymi pominiêtymi byli Jan M³ynarski i Wolañski. Przy dekoracjach tych sta³o siê tak dziwnie, ¿e jeden z kaprali, który na ty³y zaprowadzi³ jeñców wziêtych przez M³ynarskiego i Wolañskiego, otrzyma³ krzy¿ wojenny, za pracê tamtych. No, ale ten kapral umia³ g³oœno mówiæ o swoich zas³ugach, ci zaœ dwaj to byli cisi i skromni ¿o³nierze, którzy nie dla dekoracji przyjechali do Francji. Pocieszaliœmy siê tem, ¿e je¿eli nam dzisiaj nie dano krzy¿a ¿elaznego, to jutro mo¿emy otrzymaæ krzy¿ drewniany. Krzy¿ ¿elazny straci³ po tej dekoracji urok swój dla nas, mimo ¿e przedtem szczytem marzeñ ka¿dego ¿o³nierza by³o otrzymaæ go. Pu³k 1 Stan¹³ w wiosce Vergile. Tu spotkaliœmy starców, którzy z opowiadañ swych ojców znali wojska polskie, które pod Napoleonem walczy³y i w wiosce tej sta³y. Tu spad³y znów nominacje na kaprali, sier¿antów i innych adjutantów. Spad³a i na mnie wielka ³aska, bo dosta³em rangê kaprala w sekcji sygnalistów. Po manewrach wyruszyliœmy do Wogezy, niedaleko Szwajcarii. W pobli¿u miasta Etival zmieniliœmy dywizjê Amerykanów, którzy pozostawili nam wiele swoich rzeczy, z czego byliœmy ogromnie zadowoleni. Front ten w porównaniu z frontem w Szampanji, by³ niebem. Ani jedna, ani druga strona nie kusi³a siê o zdobycie szczytów, na które nieraz trzy godziny trzeba siê by³o wdrapywaæ. W pierwszych dniach nasza artylerja, chc¹c daæ znaæ szwabom, ¿e jesteœmy, zaczê³a wprawdzie strzelaæ, lecz Michle zamiast siê odwdziêczyæ i przys³aæ jakich kokosów, zaczêli równie¿ gêsto pra¿yæ. A ¿e pociski ich przenosi³y, wiêc nam nic nie by³o, ale ucierpia³o za to miasto na ty³ach. Wnet wiêc dowództwo francuskie zakaza³o naszej artylerii strzelaniny.

Sortowanie poczty w Armii Polskiej we Francji, 1918 r. Fot. Archiwum SWAP w Nowym Jorku.

¯o³nierze polscy i amerykañscy na froncie w Alzacji, Francja 1918 r. Fot. Archiwum SWAP w Nowym Jorku.


Artyleria polska we Francji, 1918 r. Fot. Archiwum SWAP w Nowym Jorku.

Pewnego razu zosta³em wys³any z trzema kolegami w góry, jako obserwator i ³¹cznik pomiêdzy artylerj¹ a dowództwem dywizji. W jarze le¿a³o miasteczko, z którego, patrz¹c w¹wozem, widaæ by³o dok³adnie pozycje niemieckie. Po rozpatrzeniu siê w sytuacji, zauwa¿y³em zaraz w pierwsz¹ noc sygna³y œwietlne, dawane Niemcom z miasteczka. Zdawa³o mi siê w pocz¹tku, ¿e to ktoœ otwiera i zamyka drzwi. Mo¿e dzieciaki siê tak bawi¹. Gdy jednak to siê powtarza³o, zameldowa³em dowództwu. Wyœmiano mnie. Po dwóch tygodniach pobytu na punkcie obserwacyjnym, nauczy³em siê tyle, ¿e ze znaków tych œwietlnych odczyta³em sygna³: „zmiana bataljonów”... i kilka cyfr. Donios³em o tem do pu³ku. Wdro¿ono œledztwo i w jednej pierwszorzêdnej gospodzie, do której najwiêcej zachodzi³o ¿o³nierzy i oficerów, znajdowa³y siê równie¿ wyznawczynie i wykonawczynie kultu Wenery, „obs³uguj¹ce” niby goœci i niby „niechc¹cy” zabawiaj¹ce siê odmykaniem i zamykaniem drzwi. Dowództwo pu³ku dosta³o tam bardzo wiele cennych informacji. Na posterunku tym byli ze mn¹ Szewczyk, Marchwiñski i Wiœniewski. Szewczyk by³ ch³op niecierpliwy, nigdy na miejscu nie móg³ usiedzieæ. Dlatego posy³aliœmy go po ¿ywnoœæ do miasteczka. Marchwiñski zaœ by³ dobry ch³op wtedy, gdy pieniêdzy nie mia³. Gdy jednak przysz³a wyp³ata ¿o³du, to Marchwiñski zdaje siê przez najgêstszy ogieñ nieprzyjaciela potrafi³by siê przedostaæ do miasta, do kawiarni, by „franciszki” puœciæ. Przychodzi³o mu to puszczanie pieniêdzy z ³atwoœci¹, gdy¿ przed wojn¹ by³ we Francji, jako sezonowy robotnik z Galicji, nauczy³ siê wiêc jêzyka. A spryciarz by³ nie lada. Bo w przemarszach, na postojach, wszêdzie zawiera³ znajomoœci i mianowa³ je „chrzestnymi matkami”. Mia³ ich bez li-

ku, i wygoda z tem by³a wielka, bo zawsze, jak nie jedna to druga pamiêta³a i pakuneczek jakiœ z jad³em przys³a³a. Raz poszed³ mi wieczór z pozycji do miasta i nie wróci³ a¿ rano, w stanie wiêcej ani¿eli podchmielonym. Naturalnie, za taki czyn, czeka³a ka¿dego kulka. Ale gdyby o ka¿dem wykroczeniu ¿o³nierza mia³o siê meldowaæ i postêpowaæ wed³ug regulaminów, to na wojnie trzeba by by³o we wszystkich armjach za karê po³owê wojska rozstrzelaæ. U podnó¿a góry mieszka³a rodzina francuska. A w³aœciwie matka z córk¹. Zaszliœmy po wodê, a dano nam mleka. Co wiêcej, kazano nam codziennie przychodziæ po kwartê mleka do kawy. By³o to dla nas prawdziwe b³ogos³awieñstwo. Dziewczyna by³a chor¹, wiêc za mleko jak mogliœmy tak siê wydziêczaliœmy znosz¹c jej bodaj czekoladki. Syn tej matki staruszki poleg³ zaraz w pocz¹tkach wojny w walce ze szwabami. Wspomnia³em wy¿ej, ¿e front ten w Wogezach by³ to front spokojny. A jednak œmieræ Kostucha i tu nie pró¿nowa³a, bo i tu straciliœmy kilku oficerów i kilkunastu ¿o³nierzy. Po jednomiesiêcznym pobycie w Wogezach znów zostaliœmy zmienieni przez Francuzów. Znów marsz z powrotem, trwaj¹cy dwa dni i kwatery odpoczynkowe w domach prywatnych. Pierwsz¹ czynnoœci¹ ka¿dego z nas na takiej kwaterze by³o generalne pranie i czyszczenie bielizny z niepo¿¹danych goœci. Podczas drugiej nocy odpoczynku, w czasie snu, alarm. Ubieramy siê, ale koszulki i... tego, co siê nie mówi, nikt nie wdziewa, bo to wisi na p³ocie. Suszy siê na s³oñcu. Znów odmarsz w stronê frontu. Po drodze dowiadujemy siê, ¿e Niemcom przed³o¿ono warunki zawieszenia broni.

W twardym ¿yciu polskiego ¿o³nierza we Francji by³y te¿ i mi³e chwile. Fot. Archiwum SWAP w Nowym Jorku.

Nie chc¹ siê na nie zgodziæ, wiêc potrzebni mo¿emy byæ na froncie. Ma nast¹piæ generalny atak wszystkich wojsk sprzymierzonych i marsz na... Berlin. Naturalnie, na wieœæ, ¿e przebojem iœæ bêdziemy do Berlina, zapanowa³a u nas nies³ychana radoœæ. Ta sama radoœæ by³a wœród ¿o³nierzy francuskich i amerykañskich, bo ka¿dy zdawa³ sobie sprawê, ¿e gdy to raz nast¹pi generalny atak wojsk aljanckich i marsz do Berlina, to Niemcy zostan¹ zgniecione raz na zawsze. W czasie tego alarmu i marszu, nie by³o wœród nas takiego, któryby nie kl¹³ na wszystkich dyplomatów, którym siê „pokoju zachciewa ze szwabami”, A. gdzie ta demokracja zbawiona, gdzie wolnoœæ ludów, gdzie urwanie ³ba hydrze niemieckiej, gdzie, przede wszystkiem ta Polska Wolna i Niepodleg³a? Czekamy na auta, które nas maj¹ podwieœæ do frontu. Przeje¿d¿aj¹ Amerykanie obok, którzy kln¹ i do piek³a swoimi zwyczajem wysy³aj¹ wszystkich Niemców i tych, którym siê pokoju czy zawieszenia broni zachciewa. Przeje¿d¿aj¹ Francuzi, którzy najwiêcej cierpieli w czasie wojny i te¿ kln¹. Przyjecha³y i po nas auta, ale rozkazu do wsiadania nie ma. Czekamy i klniemy wszyscy. Czekamy 11-ej godziny i „stukamy w palce”: Podpisali, czy nie podpisali? By³o to 11-go listopada o godzinie 11ej. O tej godzinie ryknê³o raptownie, wœród z³owrogiej ciszy, tysi¹ce armat. Przeszed³ nas dreszcz radoœci, s¹dziliœmy, ¿e rozpoczyna siê generalna ofensywa marsz na Berlin. Ciœnie siê ka¿dy na auto, karabin-druha do piersi przyciska i na szofera wo³a: JedŸ!

Tymczasem na spienionym koniu przypada kurjer i z dala wo³a: „Koniec wojny! Koniec wojny!” Wtedy to dopiero posypa³y siê przekleñstwa na szwabów, którzy zgodzili siê na warunki przez aliantów im podyktowane. Widocznie przewidzieli atak generalny, a z doœwiadczenia wiedzieli ju¿, co takie ataki znacz¹. Zaraz te¿ odezwa³y siê dzwony w okolicznych wioskach i miasteczkach. Pytaliœmy siebie: Dzwony to radoœci czy dzwony ¿a³oby. Dzwony to jaœniejszej przysz³oœci, czy te¿ dzwony niepewnego jutra i dalszego zbrojnego pokoju w Europie. I czy dŸwiêczy w nich jaka nuta radosna dla Polski… Oprac. Teofil Lachowicz i Jolanta Szczepkowska

KALENDARZ WETERANA 9 czerwca 1947 – August Zaleski zaprzysiê¿ony zosta³ na urz¹d prezydenta RP na uchodŸstwie. Stanowisko to obj¹³ po zmar³ym 6 czerwca 1947 r. W³adys³awie Raczkiewiczu. 10 czerwca 1942 – KL Auschwitz: Bunt i próba zbiorowej ucieczki oko³o 350 wiêŸniów polskich z karnej kompanii w Birkenau; ucieczka uda³a siê siedmiu z nich, zginê³o ponad 300. 11 czerwca 1943 – Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler wyda³ rozkaz o utworzeniu na terenie ruin getta warszawskiego obozu koncentracyjnego Konzentrationslager Warschau, zwanego potocznie „Gêsiówk¹”. 12 czerwca 1943 – Niemcy rozstrzelali ostatnich 1,4 tys. ¯ydów z getta w Brze¿anach i ok. tysi¹ca z getta w Kozowej w by³ym województwie tarnopolskim. 13 czerwca 1904 – urodzi³ siê Józef Maroszek, polski konstruktor broni. W latach 1934-1935 opracowa³ karabin przeciwpancerny wz. 35. znany tak¿e jako „Ur”. Skonstruowa³ równie¿ karabin samopowtarzalny wz. 38M 14 czerwca 1930 – w stoczni Chantiers Naval Français w Caen (Francja) zosta³ wodowany polski okrêt podwodny ORP „¯bik”. 15 czerwca 1944 – Oddzia³ dyspozycyjny „A” Kedywu Okrêgu Warszawskiego AK zastrzeli³ przy ul. Krasiñskiego w Warszawie SS-Untersturmfuehrera Herberta Junka, komendanta wiêzienia na Pawiaku (1943-1944).

Artyleria polska we Francji, 1918 r. Fot. Archiwum SWAP w Nowym Jorku.

Adres redakcji: P.A.V.A. of America, District 2 17 Irving Place, New York, NY 10003 e-mail: pava-swap@kurierplus.com tel. (212) 358-0306 www.pava-swap.org Redakcja: Jolanta Szczepkowska


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

12

GRUBE

u

RYBY

i

PLOTKI

www.kurierplus.com

Weronika Kwiatkowska

Marcin Kydryñski z Ann¹ Mari¹ Jopek.

„Mia³em najwspanialsze dzieciñstwo, jakie mo¿na sobie wyobraziæ. Ze zdrow¹ iloœci¹ „braku”. Z wêdk¹ zamiast ryby. JeŸdzi³em na saksy, maj¹c lat siedemnaœcie, w ca³ej Europie pracowa³em w polu; by³em stolarzem, kamieniarzem i niañk¹. Znam wartoœæ pracy. Flaki wypru³em na pierwsz¹ gitarê. S³ab¹ zreszt¹. Dziœ sobie to trochê kompensujê” – mówi Marcin Kydryñski, dziennikarz muzyczny, kompozytor, autor tekstów, producent, podró¿nik i fotograf. „Wychowali mnie otwarci i kochaj¹cy rodzice (gwiazda polskiej piosenki Halina Kunicka i konferansjer, prezenter i dziennikarz Lucjan Kydryñski – red.), którzy dawali mi akurat tyle wolnoœci, ¿ebym czu³ siê panem swojego istnienia, ale nie zrobi³ przy okazji jakiegoœ samobójczego b³êdu. Byli wyrozumiali, pozwalali mi podejmowaæ decyzje. NajwyraŸniej doszli do wniosku, ¿e wychowuj¹c siê przy nich i w gronie ich najbli¿szych przyjació³, jak M³ynarski, Pszoniak czy Wacek Kisielewski, wyrosnê na w miarê przyzwoitego faceta. Nie mnie oceniaæ, czy tak siê ostatecznie sta³o. Niewykluczone, ¿e ich jednak zawiod³em” – ¿artuje zbli¿aj¹cy siê do 50 – tki artysta. W jednym z wywiadów Marcin Kydryñski, prywatnie m¹¿ Anny Marii Jopek przyzna³, ¿e ma na sumieniu drobne „drañstewka”. „To by³y g³ównie kwestie „czci niewieœciej”. Lekcewa¿y³em damy. Bywa³em zakochanym w sobie bufonem. ¯a³osny czas” – wyjaœnia. „Za to potkniêæ zawodowych mia³em sporo. Zalicza siê do nich kilka po¿al siê Bo¿e recenzji p³ytowych, jakie pisa³em w czasach m³odzieñczego zaæmienia. Zdarza³o mi siê protekcjonalnie poklepywaæ po ramieniu Keitha Jarretta, Branforda Marsalisa, Stinga. Chyba ka¿dy z nas musi przejœæ przez taki poziom pychy i buty, by doceniæ wartoœæ pokory. Teraz z kolei jestem na drugim biegunie. Tak¿e niewygodnym, nie polecam nikomu” – przekonuje. „Mam dla odmiany zbyt nisk¹ samoocenê, która gwa³townie siê jeszcze zani¿a w momencie spotkania z moimi najwiêkszymi mistrzami. A przysz³o mi ca³e ¿ycie ocieraæ siê o wielkoœæ. Niektórzy z nich onieœmielali mnie tak bardzo, ¿e wrêcz unika³em spotkania” – wspomina. „Na przyk³ad Czes³aw Mi³osz, z którym mia³em szansê pa-

rokrotnie porozmawiaæ i zawsze tchórzy³em. W ka¿dym z moich domów mam jego „Wiersze wszystkie”, „Dolinê Issy” znam lepiej ni¿ tabliczkê mno¿enia. Serio: czy w takiej sytuacji oœmieli³bym siê zabraæ choæ sekundê jego czasu?” – zadaje retoryczne pytanie dziennikarz. „By³ te¿ g³oœny incydent, kiedy Baszka Marcinik z Trójki zaproponowa³a mi, ¿ebym poprowadzi³ spotkanie z Ryszardem Kapuœciñskim, a ja wykpi³em siê zmyœlon¹ chorob¹. Uciek³em gdzieœ na farmê, bêd¹c tak przyt³oczony ogromem dzie³a Mistrza i wrêcz ba³wochwalczym nad nim zachwytem. Jak mawiali bohaterowie jednej z moich ulubionych ksi¹¿ek, czyli „Opowiadañ z Doliny Muminków”, nigdy nie jest siê wolnym, kiedy siê kogoœ za bardzo podziwia. Nawiasem mówi¹c, mia³em szczêœcie poznaæ Kapuœciñskiego. List od niego przechowujê jak relikwiê. Ostatni raz widzia³em go w hallu hotelu na Starówce, w 2006 roku. Sta³ z Salmanem Rushdiem. Uk³oni³em siê grzecznie, maj¹c œwiadomoœæ, ¿e obok mnie dzieje siê historia” – wspomina Kydryñski. Dziennikarz ma na koncie kilka ksi¹¿ek podró¿niczych i fotograficznych. Jest te¿ kompozytorem i autorem tekstów czêœci utworów swojej ¿ony, Anny Marii Jopek. Wspó³pracowa³ m.in. z Patem Methenym i Branfordem Marsalisem. Od wielu lat prowadzi w radiowej Trójce program „Siesta”, choæ – jak mówi – czuje siê na uboczu. „Muzyka, jak¹ siê zajmujê, i tematy, które mnie poza ni¹ interesuj¹, s¹ niszowe. By siê o tym przekonaæ, wystarczy wzi¹æ do rêki moj¹ ksi¹¿kê „Biel”. Historia faceta, który przez æwieræ wieku rozmyœla o ¿yciu na afrykañskich bezdro¿ach i czyta tam niemodne ksi¹¿ki” – t³umaczy Kydryñski. „Nie wrzucam zdjêæ na media spo³ecznoœciowe. A doprawdy mia³bym co – nie, ¿e jajecznicê w³aœnie jem. „Wielkie ¿ycie nie b³yszczy” – mawiali komentatorzy Tao ju¿ w epoce dynastii Ming. Pokornie pod¹¿am t¹, nomen omen, drog¹” – ¿artuje. „Jestem cz³owiekiem kompletnie niedzisiejszym, nie na te czasy. Potrafiê ca³e tygodnie spêdzaæ w samotnoœci i nie odzywaæ siê do nikogo, z nadziej¹, ¿e do mnie te¿ nikt nie bêdzie mówi³. Co wiêcej, czerpiê

z tego ogromn¹ radoœæ. Znaczn¹ czêœæ ¿ycia spêdzam na farmie, nad Liwcem, rzek¹ mojego dzieciñstwa. Wspó³istniejê z przyrod¹” – zdradza. Marcin Kydryñski skoñczy³ w³aœnie 50 lat i choæ czuje siê spe³niony, wci¹¿ ma apetyt na wiêcej. „Z Ann¹ Mari¹ Jopek zrobiliœmy razem kilkanaœcie p³yt, objechaliœmy ca³y œwiat. Cudowny cz³owiek i wielka artystka. To by³y najbar – dziej kreatywne lata mojego ¿ycia. Wiêc nie tylko jestem spe³niony, ale wszystko, co mi siê w muzyce przydarzy³o, by³o znacznie na wyrost” – podsumowuje. „Trochê jak z tym medalem, który dosta³em od prezydenta Portugalii za krzewienie kultury jego kraju. Jak Obama Nobla, na zachêtê. To siê potem musia³em wykazaæ! Sta³o siê to w 2008 roku, kiedy raptem ze trzy razy puœci³em w radiu Marizê i tyle. Potem musia³em dorosn¹æ, zapracowaæ na ten order. I st¹d wziê³a siê p³yta „Sobremesa”, któr¹ z Ani¹ zrobiliœmy, i ksi¹¿ka „Muzyka moich ulic”. A tak¿e trasy „Siesta w Drodze” i przede wszystkim Siesta Festival, który w tym roku odby³ siê ju¿ po raz ósmy” – wylicza. „Uda³o mi siê doprowadziæ do nagrania p³yty z rdzennie polsk¹ muzyk¹, któr¹ wraz z Ani¹ firmuje Branford Marsalis. Ca³oœæ jest gotowa i zmiksowana. Wierzê, ¿e uka¿e siê jesieni¹, najdalej wiosn¹” – zapowiada Kydryñski. I jeœli ktoœ s³ucha „Siesty” dok³adnie wie, jaki dŸwiêk maj¹ wypowiadane przez niego s³owa.

u

Robert Brylewski.

* Na koniec smutna wiadomoœæ. W niedzielê, 3 czerwca, zmar³ Robert Brylewski, prekursor polskiego punk rocka i reggae, wokalista, gitarzysta, autor tekstów, kompozytor znany najbardziej z zespo³ów takich jak Brygada Kryzys, Kryzys i 12RAEL. W styczniu 2017 roku trafi³ do szpitala, gdzie przeszed³ operacjê wszczepienia stentu w têtnicy prawej nogi. W ostatnim czasie jego stan zdrowia mia³ siê pogorszyæ. „Z wielkim ¿alem powiadamiamy, ¿e dziœ rano, po kilkutygodniowej œpi¹czce, spowodowanej ciê¿kim urazem zmar³ Robert Brylewski. Nasz tata, partner, syn, dowódca naszych miêdzygalaktycznych i muzycznych podró¿y. Prosimy o uszanowanie naszej prywatnoœci w tym trudnym czasie” – poinformowa³a rodzina muzyka za poœrednictwem strony internetowej zespo³u. „Jesteœmy przeciw wszystkiemu, co jest przeciw nam. Przeciw wszystkiemu, co w jakikolwiek sposób ogranicza nasz¹ swobodê” – mówi³ w 1980 roku podczas jednego z pierwszych wywiadów i – jak twierdz¹ bliscy – tej maksymie pozosta³ wiernym do koñca. „Nie przestawa³ boksowaæ siê z systemem, który przybiera³ ró¿ne polityczne i spo³eczne oblicza. Jednak tê bezkompromisowoœæ Brylewski potrafi³ po³¹czyæ z szacunkiem, wrêcz mi³oœci¹, do drugiego cz³owieka” – napisa³ jeden z krytyków muzycznych. „Czekamy na sygna³ z Centrali i niebawem do³¹czymy do ciebie”. Odpoczywaj w pokoju. m


www.kurierplus.com

KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

13

Kap³an jak bochen chleba 3 czerwca w Princess Manor na Greenpoincie mia³ miejsce bankiet Ko³a Przyjació³ Fundacji Jana Paw³a II. Wyró¿niono na nim ksiêdza, który w sposób szczególny, poprzez swoj¹ pos³ugê kap³añsk¹, nauczanie i postawê, krzewi, pielêgnuje i przekazuje nastêpnym pokoleniom nauczanie Jana Paw³a II. By³ nim ksi¹dz Eugeniusz Kotlinski, C. M. – proboszcz parafii œw. Cyryla i Metodego na Greenpoincie. Wœród goœci byli przedstawiciele organizacji polonijnych popieraj¹cych Fundacjê, ksiê¿a, a wœród nich m. in.: ks. biskup dr kanonik Witold Mroziewski – proboszcz parafii œw. Krzy¿a na Maspeth, ks. Marek Sadowski, prowincja³ Ksiê¿y Misjonarzy œw. Wincentego a Paulo na Now¹ Angliê, ks. Marek Sobczak – proboszcz parafii œw. Stanis³awa Kostki na Greenpoincie, ks. Grzegorz Markulak z parafii œw. Stanislawa Kostki na Greenpoincie, ks. Andrzej Salwowski z parafii œw. Krzy¿a na Maspeth, ks. Pawe³ Lis z parafii œw. Krzy¿a na Maspeth, ks. Wies³aw Strzaga³a z parafii Matki Boskiej Pocieszenia na Willimasburgu, ks. S³awomir Szucki, wikary parafii œw. Cyryla i Metodego na Greenpoincie oraz ks. Józef Szpilski, obecny kapelan Fundacji.

By³a tak¿e dr Dorota Andraka – prezes Centrali Polskich Szkó³ Dokszta³caj¹cych, Danuta Bronchard z Centrum Polsko- S³owiañskiego, Pawe³ Maci¹g z Polsko-S³owiañskiej Unii Kredytowej oraz El¿bieta Majewska – prezes Polskiego Domu Nardowego w Glen Cove. Tradycyjnie bankiet rozpocz¹³ prezes Fundacji, Mieczys³aw Paj¹k, który przywita³ przyby³ych goœci i podziêkowa³ za ich nieustaj¹ce wsparcie dla Fundacji Jana Paw³a II. Inwokacjê wyg³osi³ ks. biskup dr Witold Mroziewski, a benedykcjê ks. S³awomir Szucki. Ks. biskup dr. Witold Mroziewski przypomnia³ zebranym o dziedzictwie Papie¿a Polaka, podziêkowa³ tym, którzy w poczuciu wspólnoty i braterstwa modlitw¹ i ofiarnoœci¹ wspieraj¹ papieskie inicjatywy na p³aszczyŸnie edukacyjnej i charytatywnej oraz pogratulowa³ wyró¿nionym. Honorow¹ przewodnicz¹c¹ bankietu zosta³a w tym roku Gra¿yna Jarosz, wiceprezes Polskiego Domu Nardowego w Glen Cove, od lat oddana s³u¿bie drugiemu cz³owiekowi zarówno w ¿yciu prywatnym, jak i zawodowym, gdzie jako pielêgniarka niesie pomoc tym, którzy jej potrzebuj¹. Podczas swego przemówienia podkreœli³a wa¿n¹ rolê jak¹ fundacja Jana Paw³a II, z któr¹ jest zwi¹zana od 2007 roku, odgrywa w jej ¿yciu i w ¿yciu wielu innych ludzi. Papie¿ Polak powiedzia³ kiedyœ do ksiê¿y: „Kap³an, uczestnicz¹c w jedynym i wieczystym kap³añstwie Jezusa Chrystusa Najwy¿szego Kap³ana, ma realizowaæ swoje powo³anie poprzez misjê ewangelizacyjn¹, sprawowanie kultu Boga i uœwiêcanie ludzi oraz funkcjê s³u¿ebn¹ w duchu mi³oœci Dobrego Pasterza”. Te s³owa odnajduj¹ swój wydŸwiêk w 30-

Powtórka z historii

Wiosna nasza ! Po pierwszym szoku spowodowanym wprowadzeniem stanu wojennego dzia³acze „Solidarnoœci” rozpoczeli organizowanie dzia³alnoœci podziemnej. Pocz¹tkowo skoncentrowano siê na tworzeniu tajnych struktur zwi¹zku, wydawaniu niezale¿nej prasy i publikacji oraz pomocy represjonowanym i ich rodzinom. W kwietniu 1982 r. powsta³a Tymczasowa Komisja Koordynacyjna (TKK) z udzia³em m.in. Zbigniewa Bujaka i W³adys³awa Frasyniuka. W tym samym czasie zaczêto nadawaæ z ukrycia audycje radia „Solidarnoœæ” kierowanego przez Zbigniewa Romaszewskiego. Tymczasem w³adze d¹¿y³y do normalizacji. Przywrócono po³¹czenia telefoniczne, zlikwidowano godzinê milicyjn¹, zaczê³y ukazywaæ siê gazety i tygodniki. Próbowano przekonywaæ spoleczeñstwo, ¿e stan wojenny by³ „mniejszym z³em”. Media, a szczególnie telewizja, prowadzi³y prymitywn¹ propagandê oskar¿aj¹c „Solidarnoœæ” o parali¿owanie w³adzy, kontrrewolucjê i rujnowanie gospodarki. Ponur¹ s³awê zyska³ rzecznik prasowy rz¹du Jerzy Urban, znany z cynizmu i pogardy dla spo³eczeñstwa. Nawi¹zuj¹c do braków w zaopatrzeniu Urban zas³yn¹³ oœwiadczeniem, ¿e ¿ywnoœci dla w³adzy wystarczy i „rz¹d siê wy¿ywi”.

1 maja tysi¹ce zwolenników „Solidarnoœci” wysz³o na ulice Warszawy z flagami narodowymi wznosz¹c okrzyki „Zima wasza, wiosna nasza”. Poniewa¿ by³o to œwiêto robotnicze i odbywa³y siê oficjalne pochody, milicja nie interweniowa³a. Inaczej by³o 3 maja, w rocznicê historycznej konstytucji. Po nabo¿eñstwie w katedrze staromiejskiej w Warszawie olbrzymi t³um wyszed³ na Plac Zamkowy œpiewaj¹c pieœni patriotyczne. Wówczas do akcji przyst¹pi³o ZOMO. Starcia z si³ami porz¹dkowymi trwa³y na Starym Mieœcie i w innych rejonach stolicy. Szczytem perfidii by³o podeptanie i podarcie flagi narodowej przez ekipê telewizji pañstwowej i zrzucenie odpowiedzialnoœci za to na demonstrantów. Zamieszki i manifestacje odby³y siê równie¿ w innych miastach. Polacy mieszkaj¹cy zagranic¹ wykazywali ogromn¹ aktywnoœæ w organizowaniu pomocy dla kraju. Poza wiecami i demonstracjami w obronie Polski, wysy³ano tysi¹ce paczek z ¿ywnoœci¹, odzie¿¹ jak równie¿ materia³ami poligraficznymi dla podziemia. W Brukseli powo³ano Biuro Koordynacyjne „Solidarnoœci”. W akcjê poparcia dla narodu polskiego w³¹czyli sie politycy, artyœci, intelektualiœci na ca³ym œwiecie. Komitety poparcia „Solidarnoœci” dzia³a³y prawie

Od lewej: ks. Wies³aw Strzaga³a, ks. Józef Szpilski, ks. S³awomir Szucki, ks. biskup dr kanonik Witold Mroziewski, ks.Eugeniusz Kotliñski, ks. Marek Sadowski, ks. Pawe³ Lis, ks. Grzegorz Markulak, ks. Marek Sobczak i ks. Andrzej Salwowski. u

letniej pos³udze ksiêdza Eugeniusza Kotliñskiego. Kiedy nadszed³ czas na ¿yczenia skierowane do honorowego goœcia wieczoru, wartkim strumieniem pop³ynê³y serdeczne s³owa, wyrazy wdziêcznoœci i podziêkowania. Ks. Józef Szpilski, kapelan Fundacji Jana Paw³a II, przypomnia³ zebranym, ¿e „kap³añstwo nie jest niczym innym jak uczestnictwem w kap³añstwie Chrystusa, a kap³an jest jak bochen chleba le¿¹cy na stole, ka¿dy ma prawo przyjœæ, gdy jest g³odny i ukroiæ sobie tyle ile potrzebuje”. Osobê ks. Kotliñskiego przybli¿y³ zebranym ks. Marek Sadowski, prowincja³ Ksiê¿y Misjonarzy œw. Wincentego a Paulo. Powiedzia³ m.in. ¿e ks. Eugeniusz „swoj¹ osob¹ obdarowuje zgromadzenie, ale tak¿e tych, którym s³u¿y. Zawsze i wszêdzie mo¿na na niego liczyæ”. Ostatni, nie kryj¹c wzruszenia, przemówi³ – ks. Eugeniusz Kotliñski. Dziêkuj¹c za wyró¿nienie przypomnia³ ludzi, którzy odegrali wa¿n¹ rolê na drodze jego kap³añskiego powo³ania: dziadka Wincente-

go – serce rodziny, rodziców Henryka i Zenobiê, ksiê¿y zapamiêtanych z dzieciñstwa: Zbigniewa Drzewieckiego i Ryszarda Kuchtê, którzy sprawili, ¿e zainteresowa³ siê kap³añstwem, papie¿a Jana Paw³a II, Zgromadzenie Ksiê¿y Misjonarzy Œw. Wincentego a Paulo, które ukszta³towa³o go duchowo oraz obecn¹ parafiê œw. Cyryla i Metodego, w której od pocz¹tku zosta³ bardzo ciep³o przyjêty i która ca³y czas wspiera go w pracy duszpasterskiej. Po oficjalnych przemówieniach mia³ miejsce wystêp uczniów Polskiej Szko³y Dokszta³caj¹cej przy parafii Cyryla i Metodego przygotowany przez Ma³gorzatê Skrocki. Piêkne wiersze i specjalnie napisana dla ksiêdza Eugeniusza piosenka wzruszy³y zarówno jego, jak i zebranych goœci. Bankiet poprowadzi³a Zofia Twarowska, kronikarka Ko³a Przyjació³ Fundacji Jana Paw³a II w Nowym Jorku oraz cz³onek jej zarz¹du.

we wszystkich krajach demokratycznych. W drug¹ rocznicê podpisania porozumieñ gdañskich przywódcy podziemia wezwali spo³eczeñstwo do manifestacji. 31. VIII ludzie wyszli na ulice wszystkich wiêkszych miast Polski. Najwiêksze demonstracje odby³y siê w Warszawie, Gdañsku, Krakowie i Wroc³awiu. W³adze, jak zwykle, odpowiedzia³y si³¹. Do dramtycznych wydarzeñ dosz³o w Lubinie na Dolnym Œl¹sku, gdzie ZOMO ostrzela³o protestuj¹cych. Trzy osoby zgine³y, wielu zosta³o rannych. W paŸdzierniku 1982 r. Sejm PRL oficjalnie zdelegalizowa³ NSZZ „Solidarnoœæ”. „Miesiêcznice” stanu wojennego organizowane ka¿dorazowo 13-go, stopniowo traci³y poparcie. Du¿a czêœæ spo³eczeñstwa nie widzia³a sensu w kontynuowaniu oporu. Tymczasem w listopadzie Lech Wa³êsa wyszed³ na wolnoœæ i nawi¹za³ kontakt z podziemn¹ TKK. Przywódca zwi¹zku spotyka³ siê te¿ doœæ czêsto z korespondentami zachodnich mediów. Nieoficjalnym biurem Wa³êsy by³a plebania koœcio³a Œw. Brygidy w Gdañsku, gdzie funkcjê proboszcza pe³ni³ gor¹cy zwolennik „Solidarnoœci” ksi¹dz Henryk Jankowski. W czerwcu 1983 r. przyby³ z drug¹ pielgrzymk¹ do ojczyzny Jan Pawe³ II. Wizyta ta by³a diametralnie inna od tej z roku 1979, która charakteryzowa³a siê entuzjazmem, dum¹ i nadziej¹ milionów Polaków. W roku 1983 ludzie byli sfrustrowani terrorem w³adzy, pozbawieni w du¿ej mierze nadziei, gotowi walczyæ z komunistycznym re¿imem go³ymi rêkami. W Warszawie, po przejeŸdzie papie¿a

z lotniska, tysi¹ce osób skierowa³o siê w kierunku siedziby KC PZPR wznosz¹c okrzyki „Papie¿ z nami”, „Œwiat nas widzi” oraz „Chcemy Lecha”. Milicja z trudem zdo³a³a powstrzymaæ demonstrantów. Jan Pawe³ II odwiedzi³ równie¿ Kraków, Katowice, Wroc³aw i Poznañ. Na katowickim lotnisku, w obecnoœci miliona wiernych, wspomnia³ o prawie œwiata pracy do organizowania siê w swobodne zwi¹zki zawodowe. Pod koniec wizyty papie¿ spotka³ siê w okolicy Zakopanego z Lechem Wa³es¹. Nastêpnie opuœci³ umocnion¹ nadziej¹ ojczyznê. Wielkim wydarzeniem w paŸdzierniku 1983 r. by³a wiadomoœæ o przyznaniu Wa³êsie Pokojowej Nagrody Nobla. Os³awiony Jerzy Urban stwierdzi³, ¿e jest to „niewielki epizod w antypolskiej i antykomunistycznej krucjacie”. 22 lipca 1983 r. Rada Pañstwa PRL oficjalnie znios³a stan wojenny. Tragicznym wydarzeniem roku 1984 by³o porwanie i zabójstwo ksiêdza Jerzego Popie³uszki, który od wprowadzenia stanu wojennego odprawia³ comiesiêczne Msze za Ojczyznê w koœciele Œw. Stanis³awa na warszawskim ¯oliborzu. Morderstwa dokonali funkcjonarusze SB podczas powrotu kap³ana z duszpasterskiej wizyty w Bydgoszczy. Pogrzeb ks. Jerzego 3-go listopada zgromadzi³ setki tysiêcy ludzi i by³ olbrzymi¹ manifestacj¹. Przemówienie podczas uroczystoœci wyg³osi³ m.in. Lech Wa³êsa, który zaznaczy³: „Spoczywaj w pokoju – „Solidarnoœæ” ¿yje, bo Ty odda³eœ za ni¹ ¿ycie”.

Tekst i zdjêcia: Katarzyna Zió³kowska

Kazimierz Wierzbicki


KURIER PLUS 2 CZERWCA 2018

14

www.kurierplus.com

Nowa powieϾ w odcinkach

Tadeusz Do³êga Mostowicz

Pamiêtnik pani Hanki

odc. 41

Powieœæ pod powy¿szym tytu³em, to ostatnia i jak wielu krytyków uwa¿a, najlepsza ksi¹¿ka niezwykle popularnego w okresie miêdzywojennym pisarza Tadeusza Do³êgi Mostowicza. Napisana jest w formie dziennika. Autor œwietnie oddaje w niej klimat przedwojennej Warszawy i ¿ycie ówczesnych elit. G³ówna bohaterka – ¿ona polskiego dyplomaty wpl¹tuje siê w aferê... Jedyne, co mnie martwi, to point de reveries dla Ottona Habsburga. On jest taki przystojny. W ubieg³ym roku by³am mu przedstawiona w Mentonie. Wyobra¿am sobie, jak wspaniale wygl¹da³by w stroju koronacyjnym. Nawet mu to powiedzia³am. W ogóle to nie jest dobrze, ¿e wszêdzie porobiono republiki. Niech mi kto powie, po jakim prezydencie zostanie Wersal, Sans-Souci, Windsor czy chocia¿by Wilanów i £azienki. A poza tym te wszystkie malownicze uroczystoœci dworskie, mundury, tytu³y. To wszystko jest bardzo piêkne. W rezultacie, chocia¿ nie ma monarchii, w republikach te¿ wprowadzono przy prezydentach ceremonia³y dworskie. Mój ojciec mówi, ¿e to jest idiotyzm. I bardzo siê irytuje, ilekroæ w towarzystwie z tego siê wyœmiewaj¹. Twierdzi, ¿e to jest smutne, a œmiech oznacza pewn¹ formê pob³a¿ania. Tu autorka pamiêtnika przytoczy³a kilka przyk³adów, które uzna³em za nadaj¹ce siê do skreœlenia, mog³yby bowiem dotkn¹æ niektóre g³owy pañstwa wzglêdnie ich ma³¿onki, doprowadzaj¹c do konfliktów miêdzynarodowych. Zreszt¹, przytaczanie podobnych rzeczy w druku jest zupe³nie zbêdne, skoro i tak kr¹¿y na ten temat mnóstwo anegdot. (Przypisek T. D. M.) Moim marzeniem by³oby jeszcze byæ na dworze angielskim. Obieca³ mi to zreszt¹ hrabia Edward. Wtedy jeszcze gdy mówi³o siê o przeniesieniu Jacka na sta³e do Holandii. Bal dworski, to musi byæ coœ wspania³ego. Ogromnie siê cieszê, ¿e pani Simpson nigdy na takim balu nie bêdzie. Nie cierpiê jej. Poniewa¿ p. Renowicka, jak sama dalej wyznaje, nie zna osobiœcie p. Simpson, a raczej ksiê¿nej Windsoru, uwa¿a³em, ¿e bêdzie lepiej, gdy jej osobiste zdanie o tej damie pozostanie nadal jej wy³¹czn¹ w³asnoœci¹. (Przypisek T. D. M.) Mia³am dzisiaj dziwn¹ niespodziankê. Zginê³a mi gdzieœ fotografia Betty. Przeszuka³am wszystko, przewracaj¹c rzeczy do góry nogami. Jak kamieñ w wodê. Zupe³nie nie rozumiem, w jaki sposób to siê sta³o. Przy przenosinach zgin¹æ nie mog³a, gdy¿ umyœlnie sama przenios³am chusteczki i sprawdzi³am, ¿e fotografia miêdzy nimi by³a. Czy¿bym przez pomy³kê w poœpiechu wziê³a tê w³aœnie chusteczkê, w której j¹ ukry³am?... Wydaje mi siê to jednak niemo¿liwe. Jutro ponowiê poszukiwania. Na szczêœcie wówczas dosta³am dwie odbitki. Namówi³am pana Larsena, by pojecha³ do Krakowa zwiedziæ Wawel i tak dalej. Przy sposobnoœci przywiezie mi poñczochy w lepszym gatunku, ni¿ tu mo¿na dostaæ. To niewiarygodne, jak szybko niszcz¹ siê porz¹dne poñczochy. Pi¹tek Dziœ po raz pierwszy by³am u miss Normann. Uda³o mi siê sprowokowaæ j¹ do zaproszenia. Spotka³yœmy siê w chwili, gdy w³aœnie wchodzi³a do siebie. Powiedzia³am: – U pani ju¿ sprz¹tniête? Bo u mnie w³aœnie sprz¹taj¹ i muszê przesiedzieæ te

pó³ godziny w hallu. Nie wypada³o jej zrobiæ nic innego, jak zaproponowaæ: – Mi³o mi bêdzie, je¿eli pani zechce ten czas spêdziæ u mnie. – O, nie chcia³abym pani krêpowaæ!... – Ale¿ nie mam nic do roboty. I naprawdê bêdzie mi przyjemnie. Apartament jej niczym siê nie ró¿ni od mojego. Przekona³am siê tylko, ¿e ma bardzo piêkne articles de voyage i ¿e panuje tu wzorowy porz¹dek. Poczêstowa³a mnie czekoladkami i powiedzia³a: – Nigdzie na œwiecie nie jad³am tak dobrych czekoladek jak w Polsce. Je¿eli chodzi o czekoladê gorzk¹, lepsza jest mo¿e holenderska. Wasza jednak jest wyœmienita. – Tak – przyzna³am. – Nieraz s³yszê od cudzoziemców pochwa³y dla naszej czekolady i dla ciastek. Gdy polska ambasada w Londynie sprowadza z Warszawy ciastka, Anglicy siê nimi zajadaj¹. – O, tak, wszystkie angielskie ciastka s¹ okropne. Czy pani to zauwa¿y³a? Tak rozmawia³yœmy o niczym. Ja przy tym mia³am sposobnoœæ dok³adnego obejrzenia wszystkich k¹tów. Nabra³am przekonania, ¿e je¿eli to œwiadectwo œlubu jest gdzieœ ukryte, to na pewno bêdzie albo w bieliŸniarce, albo w neseserku, stoj¹cym za fotelem w sypialni. Jest jednak bardzo prawdopodobne, ¿e znajduje siê w szufladzie biurka. Gdy otwiera³a j¹, by pokazaæ mi coœ, zobaczy³am tam du¿o papierów. Stanowczo od jutra muszê siê staraæ o sposobnoœæ samotnej wizyty w apartamencie miss Normann. Sobota Dzisiaj wszystkie usi³owania spe³z³y na niczym. W portierni przez ca³y czas by³ ten w¹saty staruszek, który nieomylnie podawa³ mi za ka¿dym razem mój klucz, chocia¿ wskazywa³am klucz pani Normann. – Ach, tak. Byæ mo¿e. Omyli³am siê – mówi³am na swoje usprawiedliwienie. A ten cymba³ z uœmiechem pe³nym galanterii zapewnia³ mnie: – Naszym szanownym goœciom wolno siê myliæ. Ale mnie nie wolno. Zaczê³a siê odwil¿. Na ulicach jest trochê b³ota. Z lekka zaczyna mi siê nudziæ. Niedziela Bo¿e, jakie straszne prze¿y³am emocje! Brrr... Nie potrafi³abym zostaæ zawodowym z³odziejem. Ale opowiem wszystko od pocz¹tku. Wszystko zdawa³o siê uk³adaæ jak najpomyœlniej. Gdy z rana schodzi³am na dó³, zobaczy³am Betty wsiadaj¹c¹ do sanek z jakimœ panem. Musieli jechaæ gdzieœ dalej, gdy¿ zabra³a w³asny pled. W tej chwili powziê³am postanowienie: teraz albo nigdy. Staruszek portier widocznie poszed³ na mszê do koœcio³a, gdy¿ zastêpowa³ go pomocnik, wysoki dryblas, o doœæ têpym wyrazie twarzy. Ta zamiana by³a dla mnie niezwykle pomyœlna. Przez kwadrans przegl¹da³am „Vogue”, po czym, staraj¹c siê zachowaæ jak najzimniejsz¹ krew, zbli¿y³am siê do dryblasa i kaza³am podaæ sobie mój klucz.

Wskaza³am przy tym na klucz od apartamentu miss Normann. Da³ mi bez najmniejszego wahania. Korytarz na pierwszym piêtrze by³ zupe³nie pusty. Szczêœcie mi sprzyja³o. Szybko otworzy³am jej drzwi i wesz³am do œrodka. Serce wali³o mi w piersi jak oszala³e. To jednak trudno jest byæ z³odziejem. Najpierw stwierdzi³am, ¿e zarówno w szufladzie, jak i w bieliŸniarce tkwi¹ klucze. To mnie bardzo uspokoi³o. W bieliŸniarce panowa³ idealny porz¹dek. Jak¹ ona ma cudown¹ bieliznê! Chocia¿ ka¿da minuta grozi³a mi najwiêkszym niebezpieczeñstwem, nie mog³am sobie odmówiæ przyjemnoœci obejrzenia jej kombinezek. Ach, gdybym mia³a czas na skopiowanie niektórych! Dwie zw³aszcza by³y cudowne, z prawdziwymi koronkami. Nocne komplety wspania³e. Na pewno amerykañskie. Te cuda musia³y kosztowaæ maj¹tek. Systematycznie przeszuka³am pó³kê za pó³k¹. Nic jednak nie znalaz³am. Zajrza³am nawet do butierki, pe³nej pantofelków. Ile ona tego ma! Poniewa¿ jedna para by³a bez prawide³ek, zwróci³a moj¹ uwagê. Wsunê³am palce do œrodka i omal nie krzyknê³am z wra¿enia. Wewn¹trz by³ jakiœ, przedmiot, owiniêty w papier. Gor¹czkowo rozwinê³am to i dozna³am rozczarowania. By³ to miniaturowych rozmiarów rewolwer, wyk³adany z³otem i emali¹. Od³o¿y³am to w jak najwiêkszym porz¹dku i zabra³am siê do neseseru. Tu znalaz³am jedynie papier listowy, ten sam, na którym pisa³a do Jacka. Skoro trzyma go w neseserze, widocznie teraz z Jackiem nie koresponduje. Przyst¹pi³am do rewizji biurka. By³a tu spora paczka ró¿nych papierów, dokumentów, prospektów i rachunków. Przejrza³am wszystko bardzo dok³adnie, nie znalaz³am jednak ani dokumentu, którego szuka³am, ani nic takiego, co mog³oby mnie na jakiœ œlad naprowadziæ. By³am wrêcz przygnêbiona. Zbada³am jeszcze wszystkie k¹ty, zajrza³am pod dywan i pod materac, na szatê i za kaloryfer – bez rezultatu. Ta przebieg³a kobieta na pewno wszystko nosi z sob¹ lub zdeponowa³a w Warszawie w hotelowym sejfie. W chwili gdy ju¿ by³am zrezygnowana i chcia³am wyjœæ, nagle zapukano do drzwi. Serce we mnie zamar³o. O ucieczce nie mog³o byæ mowy. Apartament ma tylko jedne drzwi. W pierwszej chwili przyszed³ mi pomys³ ukrycia siê w ³azience. By³oby to jednak nic nie pomog³o. Wchodz¹c, zamknê³am drzwi na klucz od wewn¹trz. Je¿eli puka³a pokojówka, to mia³a swój klucz i z ³atwoœci¹ przekona³aby siê, ¿e ktoœ jest wewn¹trz. Pukanie rozleg³o siê ponownie. – Kto tam? – zapyta³am po angielsku, usi³uj¹c podrobiæ g³os miss Normann. Odetchnê³am z ulg¹, gdy odpowiedzia³ mi mêski g³os, równie¿ po angielsku: – Czy tu mieszka miss Elisabeth Normann? Mia³am wiêc do czynienia z kimœ nie znaj¹cym terenu. Co mia³am odpowiedzieæ? Zale¿a³o mi przecie¿ tylko na tym, by oddali³ siê od drzwi na moment, wystarczaj¹cy na moj¹ ucieczkê. Nale¿a³o go

wys³aæ do portiera. W tym celu powiedzia³am: – Nie. Omy³ka. Ten cz³owiek jednak nie ruszy³ siê od drzwi, doprowadzaj¹c mnie tym do zupe³nego przera¿enia. Wreszcie powiedzia³ przyciszonym g³osem: – Jutro. Potem us³ysza³am oddalaj¹ce siê jego kroki. Co to mog³o oznaczaæ? NajwyraŸniej s³ysza³am „jutro”. Czy chcia³ przez to powiedzieæ, ¿e przyjdzie nazajutrz, czy mia³o to znaczyæ co innego? Nie mia³am ju¿ czasu zastanawiaæ siê d³u¿ej nad tym. Szybko otworzy³am drzwi. Po dwóch minutach by³am ju¿ na dole, odda³am klucz i wróci³am do siebie. Z emocji rozbola³a mnie g³owa. Muszê napisaæ do Tadeusza, ¿e jego plan nie powiód³ siê. Nie mam ju¿ tu w³aœciwie nic do roboty. Mog³abym wracaæ do Warszawy. Zatrzymuje mnie tylko spodziewany list od Baxtera. W ka¿dym razie powinien odpisaæ. D¿entelmen nie zostawia damy bez odpowiedzi. Muszê siê uzbroiæ w cierpliwoœæ. Moja eskapada zupe³nie mnie rozstroi³a. Wziê³am trochê bromu i po³o¿y³am siê do ³ó¿ka. W dodatku nie jestem pewna, czy nie zostawi³am w pokoju Betty jakichœ œladów swojej bytnoœci i niepokoi mnie ten jegomoœæ ze swoim niedorzecznym „jutro”. Œwiat wydaje mi siê smutny i nieciekawy. To pogoda tak usposabia. ¯eby chocia¿ by³ mróz. Poniedzia³ek Ten Toto to prawdziwy wariat. Podobny pomys³! Jednak to mi³e z jego strony. Przyjechali szeœciu samochodami. Coœ dwudziestu paru panów. Na samochodach wywiesili tabliczki z napisem: „Zimowy rajd do pani Hanki”. Ca³a Krynica o niczym innym nie mówi. Sta³am siê od razu najpopularniejsz¹ tu osob¹. Wyobra¿am sobie, jak wszystkie baby skrêcaj¹ siê z zazdroœci na korkoci¹g. Przyjechali o dziesi¹tej rano, a poniewa¿ wszyscy byli g³odni, pierwsze œniadanie zmieni³o siê w jakiœ dziki bankiet. W sali restauracyjnej zestawiono sto³y i o pierwszej, gdy zaczêto podawaæ normalny obiad, dyrektor musia³ b³agaæ Tota, byœmy siê przenieœli do baru na dó³. Tu Toto kaza³ sprowadziæ orkiestrê i bawiliœmy siê wyœmienicie a¿ do szóstej wieczór, kiedy zawiani i zmêczeni poszli wreszcie spaæ. Toto jednak jest niestrudzony. Ani s³yszeæ nie chcia³ o œnie, chocia¿ od Warszawy a¿ do Krynicy prowadzi³ wóz. Niejeden mê¿czyzna móg³by mu pozazdroœciæ zdrowia. Poszliœmy na œlizgawkê, gdzie rozgrywano w³aœnie mecz hokejowy z £otyszami. Toto oczywiœcie przywióz³ ca³¹ furê czekolady i wybornego porto, które tak lubiê. On jednak ma swoje zalety. Kolacjê jedliœmy razem na dole. Ca³a sala wpatrywa³a siê w nas jak sroka w gnat. I nic dziwnego. Toto zachowywa³ siê niczym zakochany paŸ. Nie zwraca³ najmniejszej uwagi na to, ¿e wszyscy nas widz¹. Dopiero przy deserze spostrzeg³ miss Normann i powiedzia³: – Spójrz no, Haneczko. Zdaje siê, ¿e widywaliœmy tê pani¹ w Warszawie. Czy nie wiesz, kto to mo¿e byæ?


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

15

Podwójne ¿ycie Weroniki K.

Klatka Oczy mam w g³êbokich do³ach. Jest W ERONIKA K WIATKOWSKA ze mn¹ utrudniony kontakt.* Stuka. Coœ w s³uchawkach. I wagony metra. Jadê. Po dziesiêciu godzinach pracy. Na bacznoœæ. W pe³nej gotowoœci. Do interakcji. To jest trudne. Tak siê uœmiechaæ. Na zawo³anie. Tak sob¹ rozporz¹dzaæ. Hojnie. Tak siê rozmieniaæ. Na drobne. Bol¹ miêœnie twarzy. Opadaj¹ k¹ciku ust. Wracam postarzona o dwanaœcie godzin. Czujê dotkliwie. Brak. Czasu. Który mog³abym jakoœ inaczej. M¹drzej i pe³niej wykorzystaæ. Zamiast odpowiadaæ na pytania retoryczne. Powstrzymuj¹c siê od sarkazmu. Z³oœliwoœci. I wulgaryzmów. Jadê. Mam „Innych ludzi” na pociechê. Inni ludzie maj¹ jeszcze gorzej. „Inni ludzie” Mas³owskiej maj¹ gorzej ni¿ inni inni. Bo ich nêdza intelektualna, moralna i finansowa siê rymuje. Mo¿na j¹ zaœpiewaæ. Mo¿na powtórzyæ. Jak refren. Autorka tarza siê w ohydzie. Przygl¹da w¹satej Polsce. Pustce. Samotnoœci. Cywilizacji braku. Który nigdy nie mo¿e byæ zaspokojony. Szare twarze, szare twarze, ludzie bez marzeñ, œwiêta, œwiêta i po œwiêtach wyprzeda¿e,

tyle maj¹ marzeñ, ile na ekranie siê rozma¿e im zarazków. Œwiêta i po œwiêtach wyprzeda¿e. […] W dali Warszawa siê œwieci jak psu jajca. On siê bez koñca patrzyæ móg³by, jak plazmy w oknach wie¿owców rzucaj¹ rytmiczne blaski. Na ludzie sprawki poupychane jedne pod drugim jak do szafki. S³ychaæ na klatce wrzaski, odg³osy twardej rywalizacji, laski jakiejœ orgazm kontra facet, co umiera na raka. ¯ycia panorama. XXI wiek, technologie, 3D gogle, a ci¹gle tylko karton - gips œciana dzieli pranie od umierania […]** Odgradzam siê. Od³¹czam. Artysta Wojciech B¹kowski usta wk³ada mi do ucha. I mówi. £askocz¹ce rzeczy. Wszystko siê dobrze sk³ada. Piêtrowe piosenki. W ojczystym jêzyku. Przepoczwarzonym. Gdzie nadu¿ywa siê s³ów obcych. I u¿ywa wyrazów, które zatraci³y pierwotne znaczenie. Których sensu nikt nie rozumie. Bo nie musi. W wagonie inni ludzie. Wra-

caj¹cy do domu. Do ciasnych przestrzeni, o których œpiewa Nosowska. Jak gêsi, jak gêsi, w boksach mieszkañ, tuczeni lêkiem.*** * Myœlê o tym nazajutrz, spaceruj¹c po ogrodzie. Zoologicznym. Barwne ptaki z podciêtymi skrzyd³ami, st³oczone na niewielkim skrawku betonu. Majestatyczne kormorany z poszarza³ymi piórami. Apatyczne pingwiny drepcz¹ce w kó³ko. Puste, smutne spojrzenie lwa wyleguj¹cego siê w plamie s³oñca. Krzyk pawia. Zapomnia³am ju¿, jaki to - w gruncie rzeczy - smutny widok. I jak bardzo metaforyczny. Im wiêksza œwiadomoœæ, tym bardziej dojmuj¹ce poczucie bezcelowoœci i tragizmu. Wiêzimy zwierzêta, sami pozwalaj¹c siê spêtaæ. Kredytem. Obowi¹zkiem pracy. Rozmna¿ania siê. Pomna¿ania. Odnoszenia sukcesów. Wiêkszoœæ z nas wiedzie ¿ycie na kilkunastu metrach kwadratowych. Szczêœliwcy maj¹ wiêksze wybiegi. Codziennie wychodzimy by upolowaæ obiad. Biegamy w kó³ko. Praca. Dom. Praca. Niewielu potrafi rozewrzeæ prêty krat na tyle szeroko, by naprawdê uciec. Wyskoczyæ z pêdz¹cego ko³owrotka. Zerwaæ z ³añcucha. W ptaszarni, pod metalow¹ kopu³¹, rwetes. Czarne, ze œmiesznym bia³ym w¹sem, lataj¹ w kó³ko. Ludzie siê przygl¹daj¹. Robi¹ zdjêcia. Pokazuj¹ palcem. A ptaki sraj¹ na wszystko. Z góry. Bia³a lepka maŸ wypala mi dziurê w nowej bluzce. Mam za swoje. Nie powinnam by³a tu przychodziæ. ZOO to z³o. Mêcze-

nie zwierz¹t ku uciesze bezmyœlnej gawiedzi. Ale te¿ - jak czytam w artykule napisanym przez ekolo¿kê - edukacja, nauka, ochrona gin¹cych gatunków. Jesteœmy hipokrytami. ¯al nam tygrysa na wybiegu, a nie widzimy niczego z³ego w wiêzieniu kotów i psów w ciasnych mieszkaniach, udomawianiu kolejnych gatunków, czynienia ze zwierz¹t ¿ywych maskotek. Jemy miêso. Nosimy skórzane buty. Wdziêczni nowoczesnej medycynie, której adepci æwicz¹ operacje neurologiczne b¹dŸ kardiologiczne na inteligentnych i czuj¹cych œwiniach. Zaœmiecamy planetê. Produkujemy ha³dy odpadów, które zalegaj¹ w akwenach wodnych. Jesteœmy jak plastykowa torebka, w któr¹ zapl¹ta³ siê ¿ó³w. Od stuleci podcinamy ga³¹Ÿ, na której siedzimy. Razem z szympansem. Misiem koala. Srok¹. Wiewiórk¹. Krótkowzroczni. Egocentryczni. Okrutni. Kupujemy bilety, by ogl¹daæ zwierzêta w klatkach. A potem wracamy do swoich. Nieco wygodniejszych. W których sami siê zamknêliœmy. * Niwea, £askocz¹ce rzeczy.

** Dorota Mas³owska, Inne rzeczy.

*** Hey, Gdzie jesteœ? Gdzie jestem? Napisz do autorki: podwojnezycieweronikik@gmail.com

El¿bieta Baumgartner radzi

Gdy polski komornik zajmie emeryturê ZUS Pytanie pani Eweliny: Mieszkam w Stanach od trzydziestu prawie lat. W Polsce dostajê skromn¹ emeryturê ZUS, która wp³ywa mi na konto w polskim banku. Nagle moja emerytura zmala³a o ponad po³owê. Nie wiem dlaczego, ani do kogo siê w tej sprawie zwróciæ. Jak to mo¿e byæ, ¿e odbieraj¹ mi emeryturê, któr¹ wypracowa³am? Po¿yczka „na babciê” Po d³u¿szej rozmowie z pani¹ Ewelin¹ pozna³am okolicznoœci jej sprawy. Pani Ewelina ca³e ¿ycie pomaga³a rodzinie w Polsce. A to córka potrzebowa³a œrodków na mieszkanie, a to siostra na samochód. Co roku by³y œwiêta, urodziny, rocznice, komunie, na które Ewelina s³a³a paczki i gotówkê. Gdy ostatnio odwiedzi³a rodzinê, wnuczek rozkrêca³ biznes i niezbêdne mu by³y pieni¹dze. Ewelina nie mia³a przy sobie gotówki, wiêc przysta³a na propozycjê wnuka, ¿eby razem z nim zaci¹gn¹æ po¿yczkê w banku. Wnuk nie mia³ sta³ej pracy, wiêc sam kredytu bankowego by nie dosta³. Bank wniosek zatwierdzi³, bo Ewelina mia³a polskie dokumenty, polski adres i sta³y przychód – emeryturê ZUS. Ponadto Ewelina nigdzie indziej kredytów w Polsce nie mia³a, co bank sprawdzi³. Ewelina wróci³a do Stanów. Po pó³ roku na polski adres Eweliny zaczê³y przychodziæ jakieœ listy. Siostra za-

dzwoni³a w tej sprawie, ale Ewelina powiedzia³a, ¿eby listy odk³adaæ, bo przejrzy je, gdy ponownie przyjedzie do Polski. Po paru miesi¹cach, ku zaskoczeniu Eweliny, wp³acana przez ZUS emerytura zmala³a z 1,850 z³ do oko³o tysi¹ca z³. Bank œci¹ga d³ugi Wnuk pani Eweliny przeznaczy³ po¿yczkê na za³o¿enie sklepu. Szybko przekona³ siê, ¿e biznes jest deficytowy i rat nie ma z czego sp³acaæ. Oto co siê dzieje w takim przypadku. Po 60 dniach od powstania zaleg³oœci bank œle do d³u¿nika list polecony, ¿eby mieæ dowód, ¿e wezwa³ go do zap³aty. W liœcie bank informuje, ¿e w razie zaniedbania sp³aty, mo¿e wpisaæ go na czarn¹ listê d³u¿ników (je¿eli d³ug jest wiêkszy ni¿ 200 z³otych). Rodzina podpisa³a przyjêcie listu za pani¹ Ewelinê. Po przekroczeniu 90 dni d³ug zostaje zapisany w Biurze Informacji Kredytowej, co oznacza niemo¿noœæ skorzystania z jakiejkolwiek formy zakupów na raty i abonamentów komórkowych, telewizyjnych. Ale to dopiero pocz¹tek. Bank zwraca siê do s¹du o wydanie tzw. nakazu zap³aty, korzystaj¹c z uproszczonego postêpowania. S¹d wydaje nakaz automatycznie, sprawdza tylko, czy d³ug istnieje wed³ug papierów, czyli umów i faktur. Wydany nakaz zap³aty s¹d dorêcza pozwanemu wraz z pozwem i za³¹cznikami, nakazuj¹c mu zaspokojenie roszczenia wraz z kosztami w terminie dwóch tygodni od daty dorêczenia nakazu zap³aty. Gdyby d³u¿nik nie zgodzi³ siê z treœci¹ wydanego nakazu, s¹d wyznaczy rozpra-

wê, na której bêd¹ badane wszelkie w¹tpliwoœci. Ale pani Ewelina pisma s¹dowego nie czyta³a i s¹dowi nie odpowiedzia³a, wiêc wyrok siê uprawomocni³. Bank naj¹³ komornika, a ten zwróci³ siê do ZUS o zajêcie emerytury. Komornicze zajêcie emerytury Po¿yczanie „na babciê” lub „na dziadka” staje siê w Polsce plag¹. Wed³ug raportu BIG InfoMonitor problemy z d³ugami ma 354 tys. osób po szeœædziesi¹tce. Chodzi o te powy¿ej 200 z³ i niep³acone od co najmniej dwóch miesiêcy. D³ugi dotycz¹ zarówno po¿yczek gotówkowych w bankach, firmach po¿yczkowych, umów zawieranych u operatorów telekomunikacyjnych, jak i zakupów ratalnych. Renciœci i emeryci maj¹ sta³e dochody, wiêc dla banku s¹ wiarygodni, w przeciwieñstwie do wnuczków, siostrzeñców czy bratanków bez zdolnoœci kredytowej. Zgodnie z prawem, emerytury i renty podlegaj¹ zajêciu w wysokoœci 25 proc. œwiadczenia brutto. ZUS ma obowi¹zek odprowadzaæ czêœæ emerytury na sp³atê nale¿noœci, pozostawiaj¹c na koncie seniora przynajmniej 75 proc. najni¿szego œwiadczenia, które od 1 marca 2018 roku wynosi 1,029.80 z³otych. Dlatego na konto pani Eweliny wp³ywa teraz o oko³o osiemset z³otych mniej. Przedawnienie Czy pomóc mo¿e przedawnienie? Obron¹ zad³u¿onego seniora mo¿e byæ podniesienie zarzutu, ¿e d³ug jest przedawniony, czyli taki, o który wierzyciel siê nie upomnia³ przez d³u¿szy czas. Nale¿noœæ za zakupion¹ rzecz przedawnia

siê w Polsce po dwóch latach, umowy kredytowe – po trzech latach, po¿yczki osobiste – po 10 latach, najem lokalu i roszczenia okresowe (np. abonament za telefon) – po trzech latach, roszczenia ZUS – po 10 latach, nale¿noœci podatkowe – po piêciu latach (od koñca roku kalendarzowego, w którym up³yn¹³ termin p³atnoœci podatku). Bieg przedawnienia mo¿e zostaæ z ró¿nych powodów przerwany. Gdyby bank nie upomnia³ siê u pani Eweliny o zwrot po¿yczki przez trzy lata, d³ug zosta³by umorzony. Ale upomnia³ siê, uzyska³ nakaz p³atnoœci, wiêc o przedawnieniu nie ma mowy. Co nale¿a³o zrobiæ? Po pierwsze, pani Ewelina nie powinna by³a braæ po¿yczki dla wnuka, który jest doros³ym cz³owiekiem i powinien radziæ sobie sam. Ale teraz jest ju¿ po fakcie. Czy pani Ewelina coœ osi¹gnê³aby, gdyby na pismo s¹dowe odpowiedzia³a? Niekoniecznie. D³ug jest faktem, a ona nie ma nic na swoj¹ obronê, bo klapa biznesu wnuka nie jest okolicznoœci¹ ³agodz¹c¹. Nazwisko Eweliny i jej podpis s¹ na umowie po¿yczkowej, wnuk jest niewyp³acalny, wiêc ona jest poci¹gniêta do odpowiedzialnoœci. Rozprawa przed s¹dem wyd³u¿y³aby tylko procedurê i przysporzy³a dodatkowych kosztów. Jaka jest rada? Pani Ewelina nie ma innego wyjœcia, jak sp³aciæ po¿yczkê w Polsce. Informacja o niesp³aconym w terminie kredycie pozostanie w polskim Biurze Informacji Kredytowej przez piêæ lat. m


16

KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

1í Moj¹ pasj¹ zawsze by³a historia. Ju¿ w szkole podstawowej wiedzia³am, ¿e bêdê chcia³a w przysz³oœci studiowaæ ten przedmiot. Potem, w szkole œredniej, gdzie trafi³am do klasy z rozszerzonym jêzykiem angielskim, dosz³o zainteresowanie kultur¹ brytyjsk¹ i amerykañsk¹. Po obronie pracy magisterskiej na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie, gdy nadarzy³a siê okazja na wyjazd do Nowego Jorku w celu poszerzenia znajomoœci jêzyka angielskiego, postanowi³am zaryzykowaæ. Lubiê nowe wyzwania i jeœli w coœ siê anga¿ujê, to robiê to z pasj¹. Nie s¹dzi³am, ¿e zostanê w USA. W Krakowie czeka³a na mnie praca na uczelni w zak³adzie dydaktyki historii, ale poch³onê³a mnie Ameryka. – I zosta³a Pani w Instytucie? Dlaczego? W Nowym Jorku szuka³am miejsca, gdzie bêdê mog³a poszerzaæ swoj¹ wiedzê z historii. Gdy trafi³am do Instytutu od razu wiedzia³am, ¿e jest to jedyne i wyj¹tkowe miejsce. By³ rok 1994, kiedy zosta³am wolontariuszem. Od tego czasu Instytut sta³ siê moim domem. Tu pozna³am wyj¹tkowych ludzi, którzy mnie ukszta³towali. Tu rozwinê³am swoje umiejêtnoœci organizacyjne i spo³eczne. Od 1998 roku przesz³am ca³¹ drogê zawodow¹ – od sekretarza/bibliotekarza po prezesa. Praca w Instytucie to ogromny zaszczyt, ale tak¿e obowi¹zek i misja. Gdy siê raz tu wejdzie, nie zostawia siê tego miejsca. – Kiedy przed zaledwie paru laty Instytut Pi³sudskiego zosta³ zmuszony do przeprowadzki ze swojej manhattañskiej siedziby, a nastêpnie Pani poprzedniczka dr Magda Kapuœciñska zrezygnowa³a z funkcji prezesa, postanowi³a Pani stan¹æ na czele zarz¹du tej instytucji. Jakie idea³y Pani przyœwieca³y? Czas ich nie zweryfikowa³? Przeprowadzka dla Instytutu by³a ogromnym wyzwaniem logistycznym i finansowym. Dziêkujê wszystkim, którzy nas wtedy wsparli i wspieraj¹ nadal. Szczêœliwie Polsko-S³owiañska Federalna Unia Kredytowa zaprosi³a nas na Greenpoint i wynajê³a nam obecn¹ siedzibê. Wierzê, ¿e gdy siê zamykaj¹ jedne drzwi to otwieraj¹ siê drugie, które daj¹ nowe mo¿liwoœci. Tak jest w naszym wypadku. Gdy do Polski postanowi³a wróciæ dr Magda Kapuœciñska, za aprobat¹ rady Instytutu, po³¹czy³am funkcjê dyrektora wykonawczego i prezesa. Moim celem jest dalszy rozwój Instytutu jako nowoczesnej placówki naukowo-edukacyjnej, profesjonalnej, przyjaznej ludziom, otwartej na potrzeby dzieci i m³odzie¿y. Dziêki wsparciu Rady, pomocy pracowników i wolontariuszy udaje siê te wszystkie elementy ³¹czyæ. Tak wiêc ca³y czas idziemy do przodu. – Jak wygl¹da codziennoœæ Instytutu? Na co dzieñ zajmujemy siê udostêpnianiem materia³ów archiwalnych, zarówno tym, którzy robi¹ u nas badania naukowe jak i tym, którzy przysy³aj¹ pytania drog¹ mailow¹. Realizujemy tak¿e wszechstronny program digitalizacji zbiorów, nad którym czuwa dr Marek Zieliñski, wiceprezes Instytutu. Do tego dochodz¹ programy otwarte dla publicznoœci, tj. projekcje filmów dokumentalnych, wyk³ady z zakresu historii, warsztaty dla dzieci i rodziców, lekcje historii i programy edukacyjne dla uczniów i nauczycieli. Na pewno ³atwiej by³oby nam sprostaæ wyzwaniom, gdybyœmy mogli zatrudniæ

FOTO: INSTYTUT PI£SUDSKIEGO W AMERYCE

Jeœli siê anga¿ujê, to z pasj¹ wiêcej osób. Marzy mi siê tak¿e osobne pomieszczenie na spotkania i warsztaty, i oczywiœcie wy¿szy bud¿et roczny. – Zmiana siedziby z Manhattanu na Greenpoint, to tak¿e zmiana optyki. Niektórzy uwa¿ali, ¿e presti¿ instytucji spad³; inni – ¿e Instytut sta³ siê bli¿szy Polonii. Co Pani zdaniem daje Instytutowi obecna lokalizacja i jak Polonia greenpoincka mo¿e skorzystaæ na pojawieniu siê wœród niej Instytutu? Moim zdaniem zmiana siedziby Instytutu okaza³a siê niezwykle korzystna. Mamy bardzo ciekaw¹ lokalizacjê w modnej dzielnicy jak¹ staje siê Greenpoint. Zaraz na rogu jest stacja metra, a sama dzielnica jest jedn¹ z najstarszych w Nowym Jorku, gdzie ju¿ na prze³omie XIX i XX wieku zaczêli siê osiedlaæ Polacy. Ca³a Polonia, nie tylko greenpoincka, mo¿e braæ udzia³ w bezp³atnych programach Instytutu. Okoliczne szko³y polonijne oraz amerykañskie, z pierwszym na Wschodnim Wybrze¿u dwujêzycznym programem polsko-angielskim w PS 34, szeroko korzystaj¹ z naszej obecnoœci w starej polskiej dzielnicy. Odwiedzaj¹ nas seniorzy z klubów Amber i Krakus. Licznie przychodz¹ nasi cz³onkowie i sympatycy. Zapraszam wszystkich, którzy interesuj¹ siê polsk¹ kultur¹ i histori¹ do odwiedzenia Instytutu, zapoznania siê z nasz¹ stron¹ internetow¹: www.pilsudski.org. Zachêcam tak¿e do wstêpowania w szeregi Instytutu. Pañstwa sk³adki wspieraj¹ polskie dziedzictwo narodowe. Kalendarz naszych spotkañ jest dostêpny online. Z najbli¿szych inicjatyw polecê dos³ownie kilka. Ju¿ 8 czerwca zapraszamy na bezp³atne porady prawne, 12 czerwca – na prezentacjê ksi¹¿ki Marka Kusiby o Ryszardzie Kapuœciñskim, które poprowadzi prof. Beata Dorosz, a 19 czerwca bêdziemy goœciæ dyrekcjê IPN z Rzeszowa z wyk³adem o tematyce historycznej. Dzieci i m³odzie¿ zapraszamy do udzia³u w konkursie fotograficznym z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskê niepodleg³oœci. Obiecujemy piêkne nagrody rzeczowe i pieniê¿ne. – Przed kilku zosta³ wydany Pani doktorat w formie ksi¹¿ki pt. Polska Walczy! Dzia³alnoœæ propagandowa rz¹du RP na uchodŸstwie wobec spo³eczeñstwa amerykañskiego 1939 –1945. Jest Pani te¿ aktywnym cz³onkiem Polish American Historical Association. Co Pani zdaniem zawodowi historycy polsko-amerykañscy maj¹ do zaoferowania publicznoœci? Nie jestem typowym naukowcem i badaczem. Historia jest nauk¹ bardzo wymagaj¹c¹ – potrzebuje wiele czasu, œcis³ego re¿imu badawczego. Gdy siê pracuje nad ksi¹¿k¹ trzeba pisaæ ka¿dego dnia – porzuciæ drobne przyjemnoœci i skupiæ siê na tekœcie. Ja mój czas muszê dzieliæ pomiêdzy zarz¹dzaniem Instytutem, zdobywaniem funduszy na dzia³alnoœæ naszej placówki, organizacj¹ programów i ¿yciem rodzinnym. Na typowe badania naukowe pozostaje niewiele czasu. Od wielu lat dzia³am jednak w PAHA, biorê udzia³ w konferencjach, wyg³aszam wyk³ady i prezentacje. S¹dzê, ¿e jako polsko-amerykañski historyk mam odpowiedni¹ wiedzê, a tak¿e umiejêtnoœæ jej przekazywania ró¿nym grupom wiekowym, zarówno w jêzyku polskim jak i angielskim. Œwietnie rozumiem specyfikê amerykañsk¹ i niuanse historii Polski i Ameryki, a to pozwala wyt³umaczyæ wiele spraw, nawet tych obecnych. – Wiem, ¿e jest Pani te¿ nauczycielk¹

Prezes Iwona Korga prezentuje zbiory Instytutu Pi³sudskiego prezydentowi Andrzejowi Dudzie. u

polonijn¹ i mam¹ kilkunastoletniej Oli. Czy dostrzega Pani potencja³ dla Polski w nowym pokoleniu Amerykanów polskiego pochodzenia, które w³aœnie koñczy szko³ê œredni¹? A mo¿e uwa¿a Pani, ¿e to amerykañscy obywatele, dla których polskoœæ powinna byæ tylko jednym ze sk³adników to¿samoœci? Praca nauczyciela polonijnego to ogromne wyzwanie, ze wzglêdu na ograniczenia czasowe uczniów i nauczycieli, braki w materia³ach edukacyjnych i inne problemy. Nauczanie polonijne to misja. W ka¿dym tygodniu stajê przed m³odzie¿¹ z Polskiej Szko³y Sobotniej przy parafii Œw. Cyryla i Metodego na Greenpoincie. W tym roku mam klasê 12 – maturaln¹. Przygotowywanie lekcji, przekazywanie wiedzy sprawia mi ogromn¹ przyjemnoœæ. Obserwujê, jak m³odzi ludzie zaczynaj¹ byæ dumni ze swoich polskich korzeni. M³ode pokolenie w wieku mojej córki, jest dumne ze swego pochodzenia polskiego. Bez oporów uczy siê i pos³uguje jêzykiem polskim, chêtnie podró¿uje do Polski, docenia kulturê i rozwój gospodarczy kraju nad Wis³¹. Niektórzy myœl¹ o swojej przysz³oœci w Polsce. To pokolenie to wielka si³a Polski ale i Ameryki. Jestem przekonana, ¿e mog¹ zrobiæ wiele dobrego. – Podczas uroczystoœci 2 maja na dziedziñcu Pa³acu Prezydenckiego w Warszawie, w imieniu wszystkich odznaczonych przez prezydenta, zosta³a Pani poproszona o zabranie g³osu. Przypomnia³a Pani wówczas s³owa marsza³ka Pi³sudskiego, ¿e „naród, który traci pamiêæ, przestaje byæ narodem”. W jaki sposób – Pani zdaniem – Polacy powinni je realizowaæ, mieszkaj¹c w USA? Realizacja s³ów Józefa Pi³sudskiego jest ³atwa, jeœli zachowamy polski jêzyk, tradycje, kulturê narodow¹ i przeka¿emy je przysz³ym pokoleniom. To w pewnym sensie taki nowoczesny patriotyzm – pamiêtamy o naszej pierwszej ojczyŸnie nawet gdy mieszkamy w innym kraju. Jednak zachowanie takiej pamiêci, o której mówi³ Marsza³ek wymaga codziennej pracy. Rozpoczyna siê od rodziny, gdzie w domu mówimy po polsku, mimo pokus komercyjnych – celebrujemy Wigiliê i obchodzimy Œwiêta Wielkanocne, gdy pieczemy ciasta wed³ug receptury babci. To tak¿e posiadanie wiedzy o wa¿nych dla Polski sprawach i umiejêt-

noœæ jej prezentowania w œrodowisku amerykañskim. Czasami trzeba poœwiêciæ siê dla spraw polskich. Ile jest jednak satysfakcji, gdy uda siê przekonaæ innych do polskiego spojrzenia na œwiat, to chyba wie ka¿dy, kto pod¹¿a t¹ drog¹. – Mo¿na zauwa¿yæ jednak proces odwrotny. Wielu Polaków po przyjeŸdzie szybko siê amerykanizuje. Zmienia nazwiska, odcina siê od Polonii, pos³uguje siê g³ównie jêzykiem angielskim. Z czego mo¿e wynikaæ taka postawa? Dawniej tak by³o ³atwiej – im szybciej emigrant wtopi³ siê w amerykañsk¹ przestrzeñ tym szybciej poznawa³ jêzyk, zwyczaje. Czêsto adaptacja do ¿ycia w USA bywa³a trudna, st¹d d¹¿enie œwie¿o przyby³ych do jak najszybszego u³o¿enia sobie ¿ycia w nowym kraju. Taki styl wspiera³o dawnej pañstwo amerykañskie. Teraz jest inaczej. Nie trzeba siê pozbywaæ polskiej to¿samoœci, aby dobrze prosperowaæ w USA. Znajomoœæ dodatkowego jêzyka poza angielskim jest du¿ym atutem. – Jest Pani cz³onkiem ró¿nych rad i gremiów o szerokim zasiêgu – w czym tkwi si³a, ale i s³aboœæ polonijnych instytucji? Innymi s³owy, czy g³os Polaków mieszkaj¹cych w USA, kraju tak ró¿norodnym i trudnym do ogarniêcia, ma szansê byæ lepiej s³yszanym? Polacy w USA s¹ du¿¹ grup¹, w wielu miejscach dobrze zorganizowan¹. Aby jednak osi¹gn¹æ satysfakcjonuj¹ce wyniki, a szczególnie obecnoœæ w amerykañskiej przestrzeni publicznej trzeba spe³niæ kilka warunków. Przede wszystkim trzeba mieæ profesjonaln¹ kadrê, odpowiedni bud¿et i plan dzia³ania. Wiêkszoœæ organizacji polonijnych ma charakter charytatywny, ludzie dzia³aj¹ tam jako wolontariusze w wolnych czasie. W takiej sytuacji osi¹ga siê pewne cele, ale na poziomie lokalnym, a nie politycznym i federalnym. – Mam trochê wra¿enie, ¿e jest Pani, jak s³ynna „kobieta pracuj¹ca, która ¿adnej pracy siê nie boi”. Jak jednak Pani rodzina patrzy na to, ¿e ma Pani tyle obowi¹zków s³u¿bowych i tak chêtnie anga¿uje siê Pani w prace spo³eczne? Dzia³alnoœæ spo³eczna bardzo rozwija.


17

KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

Pomaganie innym w ró¿nych dziedzinach a szczególnie na polu edukacji, kultury i historii polskiej daje wiele satysfakcji. W swoim ¿yciu wielokrotnie doœwiadczy³am, ¿e dobro powraca wtedy, gdy my sami potrzebujemy tego. – M¹¿ siê nie buntuje? Mój m¹¿ Krzysztof pomaga mi podo³aæ obowi¹zkom – nie narzeka, ale czynnie wspiera. Czasami nie jest ³atwo pogodziæ wszystkie nak³adaj¹ce siê wydarzenia, jednak dobra organizacja pracy, planowanie i logistyka czyni¹ cuda. Wa¿ne jest jednak, aby odpowiedni¹ iloœæ czasu spêdziæ z rodzin¹, zbudowaæ przyjaŸñ, zaufanie i zrozumienie. Wtedy problemy ¿yciowe ³atwiej rozwi¹zaæ i znosiæ. Jako rodzina wspieramy parafiê Œw. Krzy¿a na Maspeth, której proboszczem jest ks. biskup Witold Mroziewski, wiara jest bowiem wa¿n¹ czêœci¹ naszego ¿ycia.

– Czy Iwona Korga znajduje czas dla siebie? Je¿eli tak, to co lubi Pani robiæ po tzw. godzinach? Ka¿dy powinien korzystaæ z wolnego czasu tak, aby zapewniæ sobie dystans do rzeczywistoœci, codziennej pracy i problemów. W wolnych chwilach, czytam wspomnienia i biografie – nic tak nie pomaga jak przeœledzenie skomplikowanych losów innych. Gdy mam wiêcej czasu, uwielbiam spacery, parki, góry i ocean. Z kolei podró¿owanie to ju¿ najwy¿sza pó³ka – zwiedzanie ciekawych miejsc, poznawanie nowych ludzi, bardzo lubiê Florydê, Polskê i star¹ Europê. Do tego dodam dobr¹ muzykê i wino w limitowanych iloœciach. Takie dzia³anie zapewnia mi równowagê i spokój. – Dziêkujê za rozmowê.

Tomasz Pud³ocki

Emilia’s Agency 574 Manhattan Avenue, Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-609-1675; 718-609-0222; Fax: 718-609-0555

3 ROZLICZENIA PODATKOWE 3 NUMER PODATNIKA - ITIN - posiadamy uprawnienia IRS do potwierdzania paszportów bez wizyty w konsulacie.

3 KOREKTA DANYCH W SSA 3 PE£NOMOCNICTWA - APOSTILLE 3 SPONSOROWANIE RODZINNE 3 OBYWATELSTWO i inne formy

3 T£UMACZENIA DOKUMENTÓW 3 ZASI£KI DLA BEZROBOTNYCH 3 BILETY LOTNICZE 3 WYSY£KA PIENIÊDZY I PACZEK 3 EMERYTURY AMERYKAÑSKIE 3 MIÊDZYNARODOWE PRAWO JAZDY 3 NOTARY PUBLIC (zawsze w agencji)

Zapraszamy od poniedzia³ku do soboty

Potrzebni wykwalifikowani murarze i dacharze Dobrze prosperujaca firma budawlana potrzebuje wykwalifikowanych murarzy i dacharzy. Wymagane minimum 5 lat doœwiadczenia, OSHA 10, 4H pipe scaffold certificat, numer SS oraz podstawowy angielski. Dodatkowe certyfikaty z zakresu bezpieczeñstwa mile widziane.

Proszê dzwoniæ od 12:00 pm – 4:30 pm 718-324-3700 STOMATOLOGIA LASEROWA I ESTETYCZNA

DR WANDA ARDEN

tel. (718) 894 - 1516

NOWOROCZNE POSTANOWIENIE BOTOX I JUVADERM 15% zni¿ki

ANIA TRAVEL AGENCY 57-53 61st Street, Maspeth, N.Y. 11378 Tel. 718-416-0645, Fax 718-416-0653

DOKTOR MÓWI PO POLSKU – AKCEPTUJEMY WIÊKSZOŒÆ UBEZPIECZEÑ

59-77 58TH AVENUE, MASPETH NY 11378 www.queenslaserdentist.com

3 Bilety Lotnicze 3 Wysy³ka pieniêdzy i paczek 3 T³umaczenia 3 Sprawy imigracyjne 3 Notariusz

Kurier Plus w internecie: www.kurierplus.com

Fortunato Brothers

Anna-Pol Travel ATRAKCYJNE CENY NA: Bilety lotnicze do Polski i na ca³y œwiat

289 MANHATTAN AVE. (blisko Metropolitan Ave.) BROOKLYN, N.Y. 11211; Tel. 718-387-2281 Fax: 718-387-7042 CAFFE - PASTICCERIA ESPRESSO - SPUMONI GELATI - CAKES

W³oska ciastkarnia czynna codziennie do 11:00 wieczorem, a w weekendy do 12:00 w nocy. Zapraszamy.

u

Pakiety wakacyjne: Karaiby, Hawaje, Floryda u

821 A Manhattan Ave. Brooklyn, NY 11222 Tel. 718-349-2423 E-mail:annapoltravel@msn.com

All-inclusive: Punta Cana, Meksyk od $699 WWW.ANNAPOLTRAVEL.COM

promocyjne ceny przy zakupie biletu przez internet

v Rezerwacja hoteli v Wynajem samochodów v Notariusz v T³umaczenia v Klauzula “Apostille” v Zaproszenia v Wysy³ka pieniêdzy Vigo


18

KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

Og³oszenia drobne

896 Manhattan Avenue Suite 27 (na piêtrze) - Brooklyn, NY 11222

Cena $10 za maksimum 30 s³ów

Tel: (718) 609-1560, (718) 383-6824, Fax: (718) 383-2412

MICHA£ PANKOWSKI TAX & CONSULTING EXPERT Us³ugi w zakresie: 3 Ksiêgowoœæ 3 Rozliczenia podatkowe indywidualne i biznesowe, w tym samochodów ciê¿arowych

www.kurierplus.com

Nauka gry

na fortepianie, gitarze i skrzypcach oraz lekcje œpiewu Kobo Sudio Bo¿ena Konkiel,

3 Rejestracja biznesu i licencje 3 Konsultacje 3 Bezpodatkowa zamiana domów 3 #SS - korekty danych

Email: Info@mpankowski.com

tel. 718-609-0088 ALARMY – KAMERY – INTERKOMY 20 LAT DOŒWIADCZENIA CZYSTO – SZYBKO – TANIO 347-235-2842 aa2ap@yahoo.com •Zdalna Kontrola Ogrzewania •Termostaty •Kamery – Nagrywanie •Podgl¹d na telefon •Polska TV Satelitarna •Instalacje – Naprawy 24-GODZINNY SERVICE, RYSZARD LIMO: us³ugi transportowe, wyjazdy, odbiór osób z lotniska, œluby, komunie, szpitale, pomoc jêzykowa w urzêdach, szpitalach oraz bardzo drobne przeprowadzki. Tel. 646-247-3498

PRACA ZA $13.20 Mo¿esz pomóc ludziom, których kochasz i otrzymywaæ za to dobre wynagrodzenie. Jeœli Twoi rodzice, krewni, przyjaciele, s¹siedzi otrzymuj¹ Medicaid lub Medicare, mo¿na zacz¹æ pracowaæ dla nich jako asystent lub pomoc domowa. Nie wymagane certyfikaty. Nasza agencja pomo¿e Ci w tym. Wynagrodzenie $13.20 za godzinê.

Zadzwoñ: tel. 347-462-2610 PRACA - Potrzebna pomoc do gabinetu fizykoterapii - przygotowanie medyczne mile widziane. Znajomoœæ jêzyka polskiego i angielskiego, oraz podstawowa znajomoœæ komputera. Ca³y etat lub pó³ etatu. (718) 383-6460 Og³oszenia drobne: dla osób prywatnych, zwi¹zane z poszukiwaniem pracy, zamieszczamy przez trzy tygodnie za darmo.

Kurier Plus w internecie: www.kurierplus.com

Letnia Promocja Boilerów 4-8 family houses

Acupuncture and Chinese Herbal Center Dr Shungui Cui, L.Ac, OMD, Ph.D

Pijawki Pijawki medyczne stawiane na wszelkie schorzenia Oczyœæ swoje cia³o, pozbêdziesz siê chorób. Pijawki z hodowli, stawiane tylko jeden raz.

(646) 460 4212

Gabinety znajduj¹ siê w Greenpoint, NY, Garfield, NJ

POLONEZ Z GREENPOINTU BIURO PONOWNIE OTWARTE ZAPRASZAMY WSZYSTKICH BY£YCH I NOWYCH KLIENTÓW

WYCIECZKI * paczki do Polski i Europy * transfer pieniêdzy USME * bilety 159 Nassau Avenue Brooklyn, NY 11222 Tel. 718 - 389 - 6001 polonez159@gmail.com

– jeden z najbardziej znanych specjalistów w dziedzinie tradycyjnych chiñskich metod leczenia. Autor 6 ksi¹¿ek. Praktykuje od 47 lat. Pracowa³ we W³oszech, Kuwejcie, w Chinach. Pomaga nawet wtedy, gdy zawodz¹ inni. LECZY: l katar sienny l bóle pleców l rwê kulszow¹ l nerwobóle l impotencjê zapalenie cewki moczowej l bezp³odnoœæ l parali¿ l artretyzm l depresjê l nerwice l zespó³ przewlek³ego zmêczenia l na³ogi l objawy menopauzy l wylewy krwi do mózgu l alergie l zapalenie prostaty l rekonwalescencja po chorobach nowotworowych z zastosowaniem chiñskiego zio³olecznictwa itp. l

Do akupunktury u¿ywane s¹ wy³¹cznie ig³y jednorazowego u¿ytku 144-48 Roosevelt Ave. #MD-A, Flushing NY 11354 Poniedzia³ek, œroda i pi¹tek: 12:00 - 7:00 pm; tel. (718) 359-0956 1839 Stillwell Ave. (off 24th. Ave.), Brooklyn, NY 11223 Od wtorku do soboty: 12:00-7:00 pm, w niedziele 12:00 - 3:00 pm (718) 266-1018 www.drshuiguicui.com Akcetujemy ubezpieczenia: 1199, Aetna, BCBS, Cigna, Elder Plan, Liberty, Magnacare, Multiplan, Triad Health (VHS), UHC Empire Plan

Fachowoœæ Tradycja, Doœwiadczenie

PACZKI LOTNICZE I MORSKIE DO 42 KRAJÓW Ponad 250 autoryzowanych punktów wysy³kowych. Mo¿liwoœæ wysy³ki z dowolnego punktu w USA po bardzo atrakcyjnych cenach! Szczegó³owe informacji znajdziesz na www.polonezparcelservice.com

pojazdy ca³e kontenery mienia przesiedleñcze przesy³ki handlowe paczki ¿ywnoœciowe wysy³ka kwiatów

Tel. 1-413-732-3899 polonez@polonezparcelservice.com


KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

Lato czeka u

Uczniowie i goœcie z prezentami.

Na dzieñ 30 maja, uczniowie Akademii Jêzyka Polskiego w Manchester NJ czekali od dawna. To wyj¹tkowy dzieñ koñcz¹cy rok intensywnej pracy, a jednoczeœnie oznaczaj¹cy pocz¹tek upragnionych wakacji. Zanim jednak uczniowie opuœcili szkolne mury, pozosta³ jeszcze do wype³nienia obowi¹zek podsumowania ca³orocznych zmagañ i starañ o jak najlepsze wyniki w nauce i w zachowaniu. Ten uroczysty dzieñ swoj¹ obecnoœci¹ uœwietnili goœcie z Polski: pani pose³ Joanna Fabisiak wraz z mê¿em i przedstawiciel Centrali Polskich Szkó³ na stany NJ i PA, pani Maria Marchwiñska. Dyrektor szko³y, Anna Tracz skierowa³a do uczniów s³owa pe³ne ¿yczliwoœci i ciep³a, gratuluj¹c uzyskanych wyników, ¿ycz¹c pogodnych oraz udanych wakacji. Po przemówieniach nast¹pi³ najwa¿niejszy moment tego dnia, którym by³o wrêczenie œwiadectw, wyró¿nieñ oraz nagród. Wyró¿nienie od Ambasadora RP w Waszyngtonie, Piotra Wilczka otrzymali: Zuzanna Wra¿eñ (klasa III), Antoni Szczêch (klasa VII) i Izabela Bigos (klasa X). Nastêpnie ka¿da klasa zaprezentowa³a program dla swoich mam i tatusiów w zwi¹zku z tym, ¿e ich œwiêta wypadaj¹ w maju i w czerwcu. By³y œpiewy: Izabela i Emilia zaœpiewa³y „Polskie kwiaty”, przedszkolaczki, zerówka i kl. I „Moja mama jest kochana”, gra na instrumentach oraz recytacje wierszyków. Nie zabrak³o te¿ wakacyjnych rymowanek i weso³ych planów. Pani Maria Marchwiñska z CPSD w swoim przemówieniu pogratulowa³a uczniom dobrych wyników w nauce, ¿ycz¹c im udanych wakacji i radosnego powrotu do naszej Akademii we wrzeœniu. Bardzo wa¿nym akcentem podczas ca-

Dyrektor szko³y wrêcza uczniom wyró¿nienia od ambasadora RP w Waszyngtonie. u

³ej uroczystoœci by³o wyst¹pienie pani Pose³ Joanny Fabisiak. Z³o¿y³a ona gratulacje uczniom, rodzicom oraz nauczycielom, dziêkuj¹c im za wzorowe wychowanie dzieci oraz motywuj¹c ich do dalszej nauki jêzyka polskiego. Pani Joanna Fabisiak jest równie¿ prezesem Fundacji „Œwiat na Tak”, która ju¿ po raz dziewi¹ty zorganizowa³a konkurs „Byæ Polakiem” na najlepszy konspekt lekcji o niepodleg³oœci, pt. „Rok 1918 – Spe³nione marzenia pokoleñ”. Cieszymy siê bardzo, bo nasza nauczycielka – pani Justyna Bereza, wychowawczyni liceum, zdoby³a w nim drugie miejsce. Jest to du¿e wyró¿nienie dla szko³y, poniewa¿ konkurs obejmowa³ nauczycieli polonijnych z ca³ego œwiata. Gratulujemy jeszcze raz pani Justynie Berezie! Na zakoñczenie uroczystoœci uczniowie tradycyjnie po¿egnali siê ze szko³¹, wrêczaj¹c nauczycielom symboliczne kwiaty. Po czêœci oficjalnej goœcie i uczniowie czêstowali siê polskimi ciastami i owocami przygotowanymi przez rodziców. Akademia Jêzyka Polskiego ¿yczy uczniom udanych wakacji jak w piosence „Lato, lato, lato czeka...” i do zobaczenia we wrzeœniu! Kasia Wac, absolwentka szko³y Zdjêcia: £ukasz Bereza

Pierwsza z prawej to p. Justyna Bereza z synem Aleksandrem, obok pose³ Joanna Fabisiak, dyr. Akademii Anna Tracz i prezes CPSD na NJ i PA Maria Marchwiñski. u

19


20

KURIER PLUS 9 CZERWCA 2018

www.kurierplus.com

Kurier Plus - 6 czerwca 2018  
Kurier Plus - 6 czerwca 2018  
Advertisement