Page 1

str. 1


str. 2


11 lutego Anno Domini 2013 miała miejsce kolejna impreza z cyklu Marszów na Orientację. Tym razem polem zmagań stała się toruńska starówka. Na starcie stanęły drużyny z całego województwa kujawsko-pomorskiego w liczbie 566 uczestników. Wśród nich nie mogło rzecz jasna zabraknąć Nas, czyli 69 Koła Krajoznawczo-Turystycznego im. Tony’ego Halika. Tegoroczne Kopernikańskie Marsze na Orientację miały swoją 36. odsłonę i zbiegały się z obchodami 540. urodzin ich patrona – wybitnego człowieka renesansu, uczonego i astronoma Mikołaja Kopernika. Zawodnicy mogli się zmierzyć z dwiema trasami o różnej długości. Obie one wiodły do miejsc związanych z sylwetką polskiego astronoma, który „wstrzymał Słońce ruszył Ziemię”. O przebiegu trasy decydowali sami uczestnicy. Tym razem należało odnaleźć zaznaczone na mapie punkty i przyporządkować im odpowiednie zdjęcia, a także określić, czy Mikołaj Kopernik mógł widzieć dany str. 3


obiekt, gdyż istniał już w jego epoce, nie mógł go widzieć, ponieważ za jego życia już nie istniał, czy też nie mógł go widzieć, ponieważ za jego życia jeszcze nie powstał. Jak sami widzicie, należało się wykazać nie tylko doskonałą orientacją w terenie, ale również gruntowną wiedzą historyczną. Dodatkowo należało rozwiązać zadanie specjalne. Nikt jednak nie mówił, że będzie łatwo. Droga do zwycięstwa rzadko zresztą bywa usłana różami:-) Tradycyjnie już bawiliśmy się znakomicie. Po wszystkim jeszcze długo dzieliliśmy się swoimi opiniami i wrażeniami w restauracji McDonald’s, gdzie wpadliśmy wrzucić coś na ząb, rozgrzać się i wzmocnić po trasie. Od momentu oddania kart startowych nie pozostało nam nic innego, jak tylko czekać na wyniki. Czekaliśmy więc... I CZEKALIŚMY...

CZEKALIŚMY...

C Z E K A L I Ś M Y... Aż tu wreszcie po niespełna tygodniu otwieram elektroniczną skrzynkę pocztową, patrzę, SĄ WYNIKI! Serce zabiło mocniej. Otwieram i czytam... W wybranej przez nas trasie zdecydowały się wystartować łącznie 74 zespoły. Sześciu z nich udało się przejść trasę bezbłędnie, w tym NAM!!! Dobra passa trwa! Po zajęciu 1. miejsca w Nocnych Marszach na Orientację potwierdzamy swoją formę ponownie stając na podium i wkładając na głowę laur zwycięstwa. Z tego miejsca pragnę raz jeszcze podziękować i pogratulować wszystkim uczestnikom, którzy wykazali się umiejętnościami, wiedzą i sercem do walki. A są to: Grażyna Tarnowska, Ewa

Rzeczkowska, Zbigniew Dudziński, Adam Grzybowski, Karol Górski, Karol Małaczewski, Marcin Rakowski. str. 4


Wszyscy oni zostali nagrodzeni imiennymi dyplomami oraz upominkami w postaci pięknych map i przewodników. Nie zamierzamy spocząć na laurach i na pewno nie jest to ostatnie słowo, które mamy do powiedzenia w temacie Marszów na Orientację! Jeśli zainspirowały Cię sukcesy Twoich kolegów i koleżanek porozmawiaj z nimi i przyjdź na najbliższe spotkanie Koła. Kolejna impreza już 23. marca.

Zapraszam – opiekun Koła Adam Bojar

str. 5


str. 6


- Grupa 6 prezenterami Polskiego Radia PiK? - Ee, to chyba niemożliwe! - Czyżby? Posłuchajcie!

Jak do tego doszło, długo by opowiadać, więc skupmy się raczej na rzeczach istotniejszych i ciekawszych zarazem. Otóż zaproszeni zostaliśmy do studia Polskiego Radia Pomorza i Kujaw w Toruniu, na które to zaproszenie ochotnie odpowiedzieliśmy, stawiając się w określonym dniu i ustalonej porze przed niepozornymi drzwiami naprzeciwko Krzywej Wieży. - DING-DONG! - Dzień dobry! Wycieczka z Ośrodka. - A tak, wejdźcie! Oczekiwaliśmy Was. Tak powitani i zachęceni znaleźliśmy się po drugiej stronie radia, czyli od strony mikrofonu. Mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć, jak wygląda profesjonalne nagranie „na żywca”. Pani prezenterka pewnie czuła się jak ryba w akwarium, za tymi szklanymi i całkowicie dźwiękoszczelnymi drzwiami Uraczeni zostaliśmy historią polskiej radiofonii, a także licznymi ciekawostkami z życia i pracy redaktorów i prezenterów. Dla wszystkich nas

str. 7


było to nie lada przeżycie i okazja, by dowiedzieć się więcej, dlatego sami zadaliśmy całą masę pytań. W końcu dane nam było przejść od teorii do praktyki. Mieliśmy niepowtarzalną okazję sprawdzić się w roli prezentera, co wcale nie okazało się rzeczą prostą, i odczytać krótką notatkę informacyjną, a następnie usłyszeć brzmienie własnego głosu i poddać całe nagranie obróbce cyfrowej. Kolejną atrakcją była okazja do zabawy w sondę uliczną i pracę w terenie. Zabawy było co niemiara! Bawiliśmy się setnie i ani się spostrzegliśmy, gdy minęła bita godzina.

str. 8


str. 9


Zapoznawszy się z radiem „od kuchni” nabraliśmy dużej dozy szacunku dla tych obdarzonych pasją i charyzmą osób, których praca wcale nie jest tak łatwa, jak by się mogło wydawać. Wymaga sporej dozy zaangażowania, umiejętności, ćwiczeń, praktyki i… serca. Na pewno po tej wizycie znacznie częściej słuchać będziemy radiowych audycji, a słysząc znajomy głos na antenie będziemy się uśmiechać pod nosem i podkręcać głośniej

Adam Bojar str. 10


Tradycji stało się zadość, a historia zatoczyła kolejne pełne Koło! 23 marca, a więc dwa dni po rozpoczęciu kalendarzowej wiosny wychowankowie internatu zrzeszeni w 69 Szkolnym Kole Krajoznawczo-Turystycznym im. T. Halik’a wzięli udział w stałym i flagowym punkcie programu Oddziału Miejskiego im. M. Sydowaw Toruniu – Rajdzie Topienia Marzanny. Impreza obchodziła swoje 42. urodziny, i jak się okaże nie była to osamotniona str. 11


jubilatka Jest to również obowiązkowy punkt programu dla nas, którzy już czwarty rok z rzędu, a więc od 2009 roku, kiedy to zawiązało się nasze Koło bierzemy w niej czynny udział. Takiej zimy, jak tej wiosny nie pamiętają nawet najstarsi toruńscy górale i Indianie! Wszędzie dookoła leżał śnieg i trzaskał mróz. Wszędobylski lód topiły jednak nie tylko pierwsze promienie słońca, ale i nasze uśmiechy. O wyznaczonej godzinie stawiliśmy się na przystanku MZK linii 26 Szpital Bielany. Jako, że punktualność mamy we krwi, na miejscu zbiórki zjawiliśmy się jako jedni z pierwszych, ale już niebawem zewsząd zaczęły dołączać do nas piękne, różnobarwne korowody.

Po przypięciu pamiątkowych plakietek wszyscy wspólnie ruszyliśmy w liczącą 6 kilometrów trasę. Zabawy było co niemiara, bo spacer po leśnych ostępach był swoistego rodzaju „Crash Testem” dla wszystkich kukieł i gaików Jak zwykle była to też wyśmienita okazja

do

porozmawiania

z

innymi

uczestnikami Rajdu, nawiązania nowych i pielęgnowania

starych

znajomości,

które

str. 12


zawiązały się podczas szeregu imprez, w których braliśmy udział. Atmosfera była tak wspaniała, że nawet się nie spostrzegliśmy, gdy dotarliśmy do celu naszej podróży.

Jako, że tradycja topienia Marzanny, czyli symbolu

słowiańskiej bogini zimy i śmierci jest bardzo mocno zakorzeniona w naszej kulturze, a pamięć o jej początkach ginie w pomroce dziejów, nie można było wybrać lepszego miejsca docelowego, jak Muzeum Etnograficzne. Posileni drożdżówkami, które czekały na zdrożonych wędrowców mogliśmy zwiedzić je z przewodnikiem, który snuł wspaniałe opowieści o historii i tradycjach naszego regionu.

str. 13


Stanęliśmy również w szranki z pozostałymi uczestnikami Rajdu prezentując kukły Marzanny (tradycyjną i żywą) wykonane dzięki uprzejmości dobrego ducha zespołu – pani Elizie Sokołowskiej, która zobowiązała się wspierać nas swoimi dobrze wszystkim znanymi umiejętnościami plastycznymi i pod swym czujnym okiem koordynować ich powstawanie. Trud włożony w ich przygotowanie nie poszedł na marne, albowiem surowa komisja pod str. 14


przewodnictwem pani dyrektor Muzeum Etnograficznego postanowiła wyróżnić i nagrodzić obie prace.

Kolejnym miłym akcentem było odśpiewanie obecnym Justynie Pęcek i Grażynie Tarnowskiej chóralnego „Sto lat!” przez wszystkich uczestników Rajdu, gdyż dziewczęta tego dnia obchodziły właśnie swoje, kolejno piętnaste i dwudzieste pierwsze urodziny.

Jak co roku żal było odchodzić i rozstawać

się, ale wszystko, nawet te dobre rzeczy kiedyś muszą dobiec końca. A my mamy nadzieję, że tak jak przyroda każdego roku na wiosnę budzi się do życia, tak i my za rok wrócimy tu, by ją godnie powitać.

Adam Bojar str. 15


Już trzeci rok z rzędu (i mówię to z nieskrywaną dumą) nasz internat pomaga podopiecznym Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Toruniu, organizując zbiórkę karmy, zabawek i kocy w ramach Akcji „DAJ PSU KOŚĆ!”. Tegoroczny Finał okazał się ze wszechmiar wyjątkowy. Po raz pierwszy Akcja miała formę ogólnointernackiego konkursu, aby całemu przedsięwzięciu nadać rumieńców konkurencji i współzawodnictwa. Zaowocowało to str. 16


olbrzymim zaangażowaniem młodzieży, zwłaszcza płci męskiej, która jak powszechnie wiadomo uwielbia wszelkie formy rywalizacji i co najważniejsze w ogólnym podsumowaniu okazało się, że udało nam się przekroczyć magiczną liczbę 100 kilogramów (konkretnie, jeśli chodzi o ścisłość 105,5 kg) zebranych we wszystkich grupach darów! Przeszło 100 kilogramów, wyobrażacie to sobie?!

Gratulujemy! To tylko numery, a największymi zwycięzcami są przecież zwierzaki! Z mojej strony pragnę podziękować w tym miejscu wszystkim życzliwym osobom za pomoc w organizacji Akcji i jej promocji, a także (na końcu, choć nie najmniej ważnym personom, bo bez Was pojechalibyśmy przecież z pustą ręką) – wszystkim darczyńcom. Dzięki Wam ten świat jest lepszy i piękniejszy, a słońce świeci jaśniej, bo być niewrażliwym na krzywdę, to tak jakby nie żyć.

str. 17


27 marca, załoga w składzie dwóch opiekunów Młodzieżowej Rady Ośrodka oraz czterech przedstawicieli zwycięskiej grupy miało okazję poczuć się, jak prawdziwe wielkanocne zajączki przypuszczając swoją dobroczynną ofensywę na Schronisko i ofiarowując podarunki.

str. 18


Już od bramy słychać było głośne szczekanie, które nasilało się z każdym naszym krokiem. Zostaliśmy bardzo serdecznie przyjęci i natychmiast po przekazaniu wszystkich prezentów zostaliśmy zaproszeni na spacer. Kolejno odwiedziliśmy wszystkie psy i koty w ich klatkach i na wybiegach. Niejednemu z nas, w tym piszącemu niniejsze słowa, zakręciła się łza w oku, gdy poznawaliśmy perypetie i zawirowania losu poszczególnych zwierzaków. Ich szczekanie i zawodzenie, które z uporem i żelazną konsekwencją wwiercało nam się w czaszki coraz mocniej przybierało na sile i układało się w słowa: „WEŹ MNIE! WEŹ MNIE!”.

str. 19


Często z niedowierzaniem kręciliśmy głowami, że ludzie są w stanie zgotować taki los swoim najlepszym przyjaciołom. Przez głowy przelatywały nam lotem błyskawicy myśli, że może trzeba było zrobić więcej, może dokupić jeszcze jeden worek, albo chociaż małą puszkę, może dotrzeć do jeszcze większego grona osób, ale jak? Nie, STOP! Takie myślenie do niczego dobrego nie prowadzi. Każdy z nas dał od siebie i zrobił tyle ile mógł. Jedno jest pewne, to nie koniec! Jeszcze nie powiedzieliśmy ostatniego słowa. Na pewno wrócimy tu znów za rok z kolejną partią darów, już teraz patrząc w przyszłość z nadzieją, że następnym razem podwoimy zebraną liczbę kilogramów i jeden samochód nie wystarczy Odjeżdżaliśmy usatysfakcjonowani, choć targały nami sprzeczne uczucia. Z jednej strony głęboki żal i nieudawana troska o los tych stworzeń, a z drugiej szczęście, że dane nam było poznać innych ludzi, którym ich los nie jest obojętny. Nadzieja, że choćby części z nich uda się znaleźć prawdziwy dom, gdzie będą kochane, tak jak na to zasługują, pozwalała nam się szeroko uśmiechnąć.

Adam Bojar

One (sz)CZEKAJĄ na… www.schronisko-torun.oinfo.pl/ str. 20


str. 21


str. 22


str. 23


str. 24


str. 25


str. 26


str. 27

Kurier Internacki wiosna 2013  

Kurier Internacki wiosna 2013