Page 1


studia

kulturoznawcze 1(5)/2014


studia

kulturoznawcze 1(5)/2014

kulturowe studia miejskie

Poznań 2014


STUDIA KULTUROZNAWCZE NR 1(5) ROK 2014 Rada Redakcyjna

Wojciech Chyła, Grzegorz Dziamski, Jan Grad, Anna Grzegorczyk, Krzysztof Moraczewski, Marianna Michałowska (redaktor naczelna), Jacek Sójka, Ewa Rewers, Juliusz Tyszka, Andrzej Zaporowski

Rada Programowa

Michał Błażejewski, Kazimierz Braun, Leszek Brogowski, Piotr Dahlig, Ewa Kosowska, Sławomir Magala

Kontakt

Instytut Kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu 60-568 Poznań, ul. Szamarzewskiego 89c, pok. 31 e-mail: studiakulturoznawcze@gmail.com

Redakcja naukowa

prof. dr hab. Ewa Rewers, dr hab. Marianna Michałowska

Recenzenci

prof. dr hab. Ewa Kosowska, prof. dr hab. Sławomir Magala, dr Radosław Bomba, dr Karolina Golinowska, dr Olga Urban, dr Ewa Wójtowicz

Redakcja i korekta

Adriana Staniszewska, Michał Staniszewski

Weryfikacja streszczeń w j. angielskim Weronika Maćków

Projekt okładki

Adriana Staniszewska z wykorzystaniem zdjęcia grafitti z poznańskich Jeżyc

Copyright © Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych UAM w Poznaniu, 2014 Publikacja finansowana z funduszy Instytutu Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu oraz z programu badawczego „Rozkwit kultur miejskich w Europie Środkowej” NN116614740

ISSN 2084-2988 Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

60-568 Poznań, ul. Szamarzewskiego 89c

Druk: Zakład Graficzny UAM 61-712 Poznań, ul. Wieniawskiego 1


Spis treści Od Redakcji . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

7

Dzielnica jako przedmiot badań kulturowych Zuzanna Dziuban Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia” – przestrzenności miejskiego doświadczenia kulturowego . . . . . . . . . . . . . . . . .

11

Małgorzata Nieszczerzewska Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

31

Marianna Michałowska Kto mówi? Głosy w przestrzeni miasta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

47

Rafał Koschany Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta . .

65

Weronika Maćków Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni . . . . . . . . . . . . . .

79

Jadwiga Zimpel Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych . . . . . . . . . . . . . . . . .

93

Agata Skórzyńska Performatywność miasta . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 107

Badania studenckie Lidia Pasik Rytmoanaliza ulicy Św. Marcin . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 129 Urszula Wiatrowska Urban exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni na terenie Poznania – badania . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 137


Projekty i polemiki Natalia Kovalchuk Graniczna cywilizacja jako podstawa rozwoju demokracji na Ukrainie . . . . . . . 165 Agata Skórzyńska Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . 173


Od Redakcji

Prezentowany numer „Studiów Kulturoznawczych” ma specyficzny charakter. Poświęcony jest, niemal w całości, jednemu projektowi metodologicznemu – kulturowym studiom miejskim. Jego celem jest pokazanie, jak można rozpoznawać i badać konkretne przejawy kultur miejskich. Zakładamy bowiem, że nie istnieje coś takiego jak kultura miejska, istnieją natomiast heterogeniczne i nakładające się na siebie kultury. Przedstawiane badania nad kulturami miejskimi prowadzone były w Zakładzie Kultury Miasta w Instytucie Kulturoznawstwa UAM. W ramach proponowanej koncepcji pokazujemy, jak przyglądać się życiu miejskiemu z różnych perspektyw, uwzględniając zarówno wymiar miejskiej codzienności, jak też teoretycznej nad nią refleksji. Miasto zostaje poddane badaniu m.in. z perspektyw doświadczenia zmysłowego, narracji miejskiej, interpretacji i działania. Każdy z tekstów oparty jest na analizie konkretnych przejawów i działań miejskich. Punktem wyjścia prezentowanych badań była analiza zjawisk zachodzących w wybranej dzielnicy Poznania, napotkanej tam codzienności, tekstów literackich do niej się odnoszących, problematyki pamięci i współczesnych działań artystycznych. W ten sposób określona przestrzeń – poznańskie Jeżyce – może stanowić model dla szerzej ujmowanych badań kultur miejskich. Ewa Rewers i Marianna Michałowska


Dzielnica jako przedmiot badań kulturowych


Zuzanna Dziuban Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia” – przestrzenności miejskiego doświadczenia kulturowego

1. „Miasto jako doświadczenie” – „miasto doświadczenia” W książce The Urban Experience, nawiązując do rozróżnienia Michela de Certeau na „miasto pojęcie” i praktyki przestrzenne, David Harvey proponuje własną typologię sposobów „widzenia” czy też doświadczania miasta1. Pisze on, z jednej strony, o posiadaniu miasta, z drugiej zaś – o byciu w jego posiadaniu. Pierwszy sposób budowania relacji z miastem Harvey utożsamia z poznawczym dystansem i całościowym spojrzeniem na przestrzeń miejską, drugi – z codziennym miejskim, „ulicznym” doświadczeniem: boskie, God-like, spojrzenie na miasto zostaje tu skontrastowane z „niepokojami życia ulicy”, panowanie nad miejską przestrzenią z doświadczeniem, które jest przez nią programowane i współkształtowane. Ten dwubiegunowy charakter bycia-w-mieście można opisać, odwołując się do inspirowanych pracami antropologów kulturowych2 kategorii „miasta jako doświadczenia” (city as experience) i „miasta doświadczenia” (city of experience). Pierwsza odnosi się do miasta rozumianego jako przestrzeń codziennej, często przedrefleksyjnej aktywności – pole praktycznego zaangażowania miejskich podmiotów; drugie – do miasta 1  D. Harvey, The Urban Experience, Blackwell, Oxford 1992; M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008. 2  Susanne Küchler i Katharina Schramm posługują się kategoriami krajobrazu jako pamięci i krajobrazu pamięci. S. Küchler, Landscape as Memory: The Mapping of Process and its Representation in Malesian Society, w: B. Bender (red.), Landscape: Politics and Perspectives, Berg Publishers, Oxford 1993; K. Schramm, Landscapes of Violence: Memory and Sacred Space, „History & Memory” t. 23, 1/ 2011.


12

Zuzanna Dziuban

będącego przedmiotem kontemplacji, poddawanego refleksji i krytycznemu namysłowi. Miasto jako doświadczenie to sieć znaczeń reprodukowana dzięki nawykowym, przestrzennym praktykom i codziennym działaniom – przestrzeń znana, oswojona i niepoddawana problematyzacji. Miasto doświadczenia to z kolei przestrzeń oglądana z pewnego dystansu, której znaczenia poddawane są ciągłej problematyzacji, interpretacji, rewizji, często też kontestacji. Przedstawione ujęcia miasta pociągają za sobą odmienne sposoby konceptualizacji relacji między przestrzenią miejską a doświadczającym jej podmiotem: pierwszy zwraca uwagę na to, że doświadczenie jest warunkiem reprodukcji i trwania wpisanych w przestrzeń kulturowych znaczeń. Drugi pozwala dojść do głosu refleksyjnemu, twórczemu i krytycznemu wymiarowi miejskiego doświadczenia. Należy jednak zauważyć, że celem Harveya, którego typologia miejskich doświadczeń była punktem wyjścia do niniejszych rozważań, nie jest jedynie tworzenie kolejnej – opartej na opozycji kontemplacji i uczestnictwa, dystansu i zanurzenia czy bezradności i poczucia kontroli – miejskiej dychotomii. Badacz wskazuje raczej na ciągłą wymienność dwóch, rozdzielonych przez de Certeau, sposobów doświadczania miasta: zdystansowane, poznawcze doświadczenie zawsze nosi w sobie ślady codziennego, praktycznego doświadczenia, codzienne doświadczenie determinowane jest zaś przez wytwarzane przez badacza teorie i interpretacje miasta. Widzące oko, kiedy skanuje miasto jako całość, posiłkuje się całym zestawem uprzedzeń, pojęć (takich jak właśnie choćby miasto), a nawet teorii wytwarzanych mozolnie dzięki ulicznemu doświadczeniu. Obciążamy nasze interpretacje „z wysokości” wielością asocjacji i przypuszczeń, nadziei i lęków, potrzeb i pragnień. […] W konsekwencji także doświadczenie ulicy nie może nie zyskać nowego znaczenia3.

Opisywana przez Harveya dialektyczna relacja między dwoma sposobami budowania więzi z miejską przestrzenią, poznawczym i doświadczeniowym, wskazuje zatem na podwójne uwikłanie samej pozycji badacza miasta, który jest zawsze także doświadczającym „ulicznego życia” mieszkańcem. Nieodzowność dialogu między poziomem badania czy teorii a konkretnością i rzeczywistym kontekstem doświadczenia jest tu jego oczywistą konsekwencją. Krytyczny namysł nad miastem, który w przypadku neomarksistowskiego geografa motywowany jest przez konieczność obnażenia opartych na społecznej niesprawiedliwości i wykluczeniu warunków, w których tworzy się codzienne, miejskie doświadczenie, sam jest przecież tych warunków efektem. Dlatego też badawcze zainteresowanie formami miejskiego doświadczenia, kształto D. Harvey, The Urban Experience, s. 1.

3


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

13

wanymi pod dyktatem kapitalistycznej urbanizacji, stanowi wyraz zarówno intelektualnego i światopoglądowego zaangażowania, jak również potrzeby poszukiwania nowych „teorii”, rozumianych przez Harveya nie jako jego mniej lub bardziej abstrakcyjne opisy, lecz prowadzące do przekształcenia tych warunków „mapy poznawcze pozwalające poruszać się po mieście”4. Budowanie tego rodzaju map nie jest jednak wyłącznie zadaniem naukowców. Porządkujące znaczeniowo miejską przestrzeń cząstkowe i lokalne „mapy znaczenia”, jak – korzystając ze słownika brytyjskich studiów kulturowych, określa je geograf Peter Jackson5 – mogą być wytwarzane przez wszystkich użytkowników miasta. Dlatego też opisywane przez Harveya podwójne uwikłanie miejskiego doświadczenia jest udziałem nie tylko badających miasto naukowców, ale także jego zwykłych mieszkańców i mieszkanek. Wpisany w miejskie doświadczenie ruch między miastem jako doświadczeniem a miastem doświadczenia może przybierać różne formy, uruchamiając wiele nowych kontekstów problemowych: może on być źródłem doświadczenia oporu i emancypacji, ale też niezadomowienia czy wyobcowania. Co więcej, zorientowani na analizę społecznej niesprawiedliwości badacze miasta będą wskazywać także na jego istotne ograniczenia. Już wykorzystana przez Harveya retoryka „posiadania” – dystans może być tu odczytywany w kategoriach dominacji6 – wskazuje wyraźnie, że nie wszyscy mieszkańcy miasta na równych prawach mogą partycypować w procesach jego doświadczeniowego wytwarzania. Hierarchia ważności miejskich doświadczeń i tworzonych przez mieszkańców „map znaczenia”7 – stanowiąca odzwierciedlenie społecznych nierówności i relacji władzy – znajduje wyraz zarówno w strategiach przestrzennej segregacji, jak również w wartościach wpisanych w urbanistyczne i architektoniczne pejzaże współczesnych miast. Z tej perspektywy miasto doświadczenia to przede wszystkim miasto polityków, reprezentantów władz miasta, naukowców, inwestorów, urbanistów i architektów. Dlatego na skali rozpiętej między dwoma opisanymi wyżej rodzajami przestrzeni można wskazać wiele przestrzenności – „przestrzennych porządków egzystencji”8 – różnicujących dwubiegunowe kulturowe doświadczenie miasta. Warto zwrócić uwagę na dwie przestrzenne modalności opisywane przez badaczy miasta w terminach krajobrazu i progu.  Ibidem, s. 2.  P. Jackson, Maps of Meaning: An Introduction to Cultural Geography, Routledge, Nowy Jork 1994. 6  E. Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, Universitas, Kraków 2005, s. 64. 7  D. Mitchell, Cultural Geography: A Critical Introduction, Blackwell, Oxford 2000, s. 46. 8  E. Soja, Postmodern Geographies: The Reassertion of Space in Critical Social Theory, Verso, Londyn – Nowy Jork 1998, s. 25. 4 5


14

Zuzanna Dziuban

2. Krajobrazy/experiencescapes Tradycyjne i najbardziej rozpowszechnione znaczenie pojęcia krajobrazu to fizyczne otoczenie. Jednak jako kulturowa idea krajobraz/pejzaż9 wyłonił się dopiero w XVI-wiecznej refleksji historyków sztuki poświęconej holenderskiemu, a w XVII i XVIII wieku angielskiemu malarstwu pejzażowemu. Był to moment, w którym dzięki odkryciu linearnej perspektywy i wykształceniu się nowego stylu malarskiego krajobraz jako sposób reprezentowania zewnętrznej, głównie wiejskiej, rzeczywistości zyskał szczególne znaczenie kulturowe10. W refleksji historyków sztuki kategoria krajobrazu odwoływała zarówno do ruralnej sceny, rzeczywistego krajobrazu, jak i „scenerii”, pejzażu, na którym dzięki środkom artystycznym był on reprezentowany, a zatem konceptualnego pryzmatu, przez który postrzegana była wieś czy natura. Krajobraz, rozumiany jako medium reprezentacji czy specyficzna „konwencja ramowania”11, charakteryzowały realizm, geometryzacja przestrzeni, prezentacja trójwymiarowej przestrzeni w dwuwymiarowym medium oraz co istotne – to, że zarówno malarz, jak i oglądający obraz ulokowani byli na zewnątrz prezentowanej sceny. Jak twierdzi William J.T. Mitchell, estetyka krajobrazu powinna więc być potraktowana jako pochodna stabilizującego się w tamtym okresie sposobu postrzegania zarówno podmiotu, jak i otaczającej go realnej przestrzeni12. Denis Cosgrove i Stephen Daniels piszą, że „krajobraz jest kulturowym wyobrażeniem, obrazowym sposobem reprezentowania, strukturyzowania i symbolizowania otoczenia”13 – konceptualnym sposobem organizowania rzeczywistości projektowanym na fizyczne i reprezentowane przestrzenie. Proces „otwierania i »odpakowywania« pojęcia krajobrazu”14, także jako kategorii istotnej dla refleksji nad miejskim doświadczeniem, został zapoczątkowany dopiero w latach 70. XX wieku wraz z „odkryciem”, że krajobraz nie denotuje transparentnego sposobu reprezentowania rzeczywistości, tym bar 9  W języku polskim angielskim landscape ma dwa odpowiedniki: pejzaż (malarstwo pejzażowe) i krajobraz (przedstawiana natura, wiejskie lub miejskie otoczenie). Ze względu na to, że prezentowana tu dyskusja toczy się głównie w języku angielskim, rezygnuję z polskiego rozróżnienia i będę używać słowa „krajobraz“. 10  D. Cosgrove, Social Formation and Symbolic Landscape, The University of Wisconsin Press, Madison – Londyn 1998, s. 1. 11  E. Hirsh, Landscape: Between Place and Space, w: E. Hirsh, M. O’Hanlon (red.), The Anthropology of Landscape: Perspectives on Place and Space, Calderon Press, Oxford 1995. 12  W. J. T. Mitchell, Imperial Landscape, w: idem, Landscape and Power, The University of Chicago Press, Chicago – Londyn 1994, s. 14. 13  S. Daniels, D. Cosgrove, Introduction: Iconography and Landscape, w: D. Cosgrove, S. Daniels (red.), The Iconography of Landscape, Cambridge University Press, Cambridge 2000, s. 1. 14  E. Hirsh, Landscape..., s. 23.


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

15

dziej zaś niewinnego sposobu widzenia. Przeciwnie, dla wielu badaczy stało się oczywiste, że „krajobraz jest pojęciem ideologicznym”15, które reprezentuje i naturalizuje rozpoznawalne relacje władzy. Analizy warunków wyłonienia się idei krajobrazu w Europie Zachodniej (przede wszystkim w XVIII-wiecznej Anglii), zaproponowane przez Raymonda Williamsa w The Country and the City16, odegrały znaczącą rolę w procesie inicjowania krytycznej i politycznie zorientowanej refleksji nad tym pojęciem. Williams, który lokował źródła idei krajobrazu w przemianach „postaw i uczuć w stosunku do natury” – motywowanych przez transformacje zachodzące w szerszym społeczno-politycznym i ekonomicznym kontekście – utożsamił te warunki ze zmianą polityki dystrybucji, użycia i kontroli nad ziemią w systemie kapitalistycznym. Zgodnie z tezą Williamsa „idea krajobrazu implikuje separację i obserwację”17. Dlatego rozróżnienie między ziemią a krajobrazem (land i landscape), to znaczy ziemią jako „produktywną” i krajobrazem jako „zestetyzowaną” naturą, pociąga za sobą dwa sposoby odniesienia się do niej: produkcję i estetyczną konsumpcję. Ten drugi jest oczywiście przywilejem nielicznych: właścicieli ziemskich, przedsiębiorców, artystów i gości z miasta. Idea krajobrazu nie została bowiem stworzona przez tych, którzy zajmują się ziemią (rolników, robotników), lecz przez jej właścicieli i outsiderów. W konsekwencji pojęcie krajobrazu implikuje zarówno przyjemność estetyczną (często łączoną z poczuciem ulgi związanej z ucieczką z miasta), dystans, a także wizualną i finansową kontrolę nad ziemią. Ideologiczna natura idei krajobrazu związana jest więc z tym, że reprezentuje i obiektywizuje ona konkretną, klasową perspektywę (class view), dla której „namalowany obraz stanowi [jedynie] kulturowy wyraz”18. Zaproponowane przez Williamsa upolitycznione czytanie krajobrazu zainicjowało krytyczne rewizje pojęcia także na gruncie innych dyscyplin wykorzystujących je już do analiz miejskiego doświadczenia. Podążają one w dwóch kierunkach, zorientowanych na interpretację „krajobrazów przeżywanych” (lived landscapes) i „krajobrazów-reprezentacji” (representational landscapes). Pierwszy odwołuje do krajobrazu rozumianego jako przeżywana relacja z przestrzenią lub do doświadczeń i „znaczeń przypisywanych przez ludzi ich fizycznemu i kulturowemu otoczeniu”19; drugi – do krajobrazu ujmowanego jako realna, materialna przestrzeń, będąca wytworem ludzkiej pracy i jej kulturowych reprezentacji. Perspektywa krajobrazu-reprezentacji, charakteryzująca refleksję geografii kulturowej i marksistowskich teorii przestrzeni, definiuje krajobraz jako kul D. Cosgrove, Social Formation..., s. 15.  R. Williams, The Country and the City, Oxford University Press, Nowy Jork 1973. 17  Ibidem, s. 120. 18  W. J. T. Mitchell, Imperial Landscape..., s. 8. 19  E. Hirsh, Landscape..., s. 20. 15 16


16

Zuzanna Dziuban

turowy produkt, będący zawsze ekspresją władzy i społecznego statusu20. Kulturowe krajobrazy – tereny zabudowane, struktury architektoniczne i urbanistyczne oraz ich literackie i wizualne reprezentacje – są wytworami złożonych politycznych, społecznych i kulturowych procesów zarządzanych i narzucanych przez tych, którzy posiadają władzę kształtowania i stabilizowania znaczenia społecznej rzeczywistości, a także determinowania formy i znaczeniowej zawartości przestrzeni kulturowych. „Krajobraz reprezentuje architekturę klasy społecznej, relacji płciowych i rasowych narzuconych przez dominujące instytucje”21 – twierdzi Sharon Zukin. Jako połączenie wybudowanej formy i politycznie obciążonej reprezentacji22 krajobraz jest w tej perspektywie symboliczną produkcją hegemoniczną. Innymi słowy, władza produkowania krajobrazów jest władzą definiowania i stabilizowania dynamiki przestrzennych i społecznych relacji. Dlatego też, jak pisze Zukin, krajobrazy są przede wszystkim „przestrzennościami ludzi władzy”23. Przykład: Barbara Jo Revelle, Colodardo Panoram: A People’s History, 1990 Analizowany przez Dona Mitchella w Cultural Geography projekt artystki Barbary Revelle to ogromna mozaika, która miała zostać umieszczona na elewacji reprezentacyjnego Centrum Kongresowego w Denver. Miała być ona poświęcona ważnym mieszkańcom miasta: 168 osobom, których działania lub historie wywarły największy wpływ na losy lokalnej społeczności. Revelle, oprócz twarzy powszechnie akceptowanych miejskich bohaterów, polityków i artystów, na mozaice umieściła jednak także reprezentacje postaci kojarzących się z niechlubnymi lub wstydliwymi momentami w dziejach miasta: osób odpowiedzialnych za ludobójstwo na rdzennych mieszkańcach Colorado, aktywistów walczących o prawa osób zarażonych wirusem HIV czy mniejszości etnicznych. W wyniku nacisków ze strony władz miasta i oburzonych obywateli, którzy domagali się usunięcia kontrowersyjnych postaci z reprezentacyjnej panoramy (oraz będącego ich konsekwencją faktu, że wypłata funduszy na realizację projektu została wstrzymana), Revelle zrezygnowała z dalszej pracy nad tym przedsięwzięciem. Zostało ono zrealizowane bez jej udziału – prezentuje teraz akceptowalną dla władz miasta historię „wielkich ludzi i bohaterów” Denver.

 I. Robertson, P. Richards, Introduction, w: I. Robertson, P. Richards (red.), Studying Cultural Landscapes, Arnold, Londyn 2003. 21  S. Zukin, Landscapes of Power: From Detroit to Disney World, University of California Press, Berkeley – Los Angeles – Oxford 1991, s. 16. 22  D. Mitchell, Cultural Geography..., s. 126. 23  S. Zukin, Landscapes of Power..., s. 19. 20


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

17

Przykład porażki projektu Revelle, który miał na celu zaprezentowanie rzeczywistej historii miasta i wprowadzenie do miejskiego krajobrazu kulturowego postaci, z którymi władze miasta utożsamiają się niechętnie, pokazuje wyraźnie, że nie wszyscy na równych prawach mogą partycypować w procesach kulturowego wytwarzania przestrzeni. Także artystyczne interwencje w miejską przestrzeń mogą stać się przedmiotem krytyki i ostrej cenzury. Jak twierdzi Iain Black, obecne w miejskich przestrzeniach reprezentacje artystyczne czy architektoniczne są najczęściej odzwierciedleniem jednego, dominującego sposobu widzenia. Stanowią tym samym wyraz ścisłego związku pomiędzy „pieniędzmi, miejską architekturą i władzą”24. Dlatego też szczegółowej analizie procesów wytwarzania przestrzeni (badanie historycznych, społecznych, ekonomicznych i kulturowych procesów będących kontekstami tego wytwarzania) powinna towarzyszyć wnikliwa lektura znaków i symboli zakodowanych w kulturowo wytworzonych krajobrazach – sposobów, na jakie estetyka architektoniczna przepracowuje i ucieleśnia partykularne ideologie i dominujące kulturowe doświadczenia25. Pojęcie „krajobrazu przeżywanego” odwołuje się z kolei do wytwarzanych przez mieszkańców miasta doświadczeń więzi z zamieszkiwanymi przez nich przestrzeniami. Obejmuje ono „kreatywne i wyobraźniowe sposoby, w jakie ludzie umiejscawiają się w swoim otoczeniu”26, sposoby, w jakie ich doświadczają i je reinterpretują27. Przeżywane krajobrazy to zatem przestrzenie zhumanizowane, wypełnione społecznym sensem, bezpośrednio związane z ludzkimi działaniami i ich motywacjami, porządkowane przez nie i konstytuowane. Ich badacze – antropolodzy kulturowi, geografowie humanistyczni, kulturoznawcy – stawiają sobie przede wszystkim pytanie o to, jak przestrzenie te inkorporują i wchodzą w relacje z kulturowymi znaczeniami i kulturowymi tożsamościami (np. dzięki praktykom symbolicznym i przestrzennym podejmowanym przez ich nosicieli). Krytyczny potencjał rekonstrukcji i interpretacji mniej lub bardziej przedrefleksyjnych, codziennych doświadczeń, charakterystyczny dla perspektywy „krajobrazów przeżywanych”, nastawiony jest na oddanie głosu oddolnym, wernakularnym konstrukcjom przestrzeni tworzonych przez insiderów. Głównym celem jest zatem odzyskiwanie miejskiego krajobrazu dla tych, którzy – zgodnie z interpretacją Williamsa – nie mają (lub nie mieli) do niego prawa. Często inicjatorami tego procesu są sami mieszkańcy miasta.  I. Black, (Re)reading Architectural Landscape, w: I. Robertson, P. Richards (red.), Studying Cultural..., s. 19. 25  Ibidem, ss. 28–44. 26  P. Stewart, A. Strathern, Introduction, w: P. Stewart, A. Strathern (red.), Landscape, Memory and History: Anthropological Perspectives, Pluto Press, Londyn 2003, s. 2. 27  B. Bender, M. Winter, Contested Landscapes: Movement, Exile and Place, Berg, Oxford – Nowy Jork 2001. 24


18

Zuzanna Dziuban

Przykład: Wilno, Republika Užupis (Zarzecze), 1997 W 1997 r. jedna z centralnie położonych dzielnic Wilna, Zarzecze, ulubiona dzielnica bohemy oraz miejsce zamieszkania wielu bezdomnych i ubogich mieszkańców miasta, została proklamowana republiką. Ma ona swego prezydenta, flagę, armię i konstytucję. Z jej treścią może zapoznać się każdy mieszkaniec miasta i turysta, powieszona bowiem została na kilkunastu tablicach (w różnych językach) w samym sercu dzielnicy. Wśród zasad (praw) mieszkańca Zarzecza można odnaleźć takie jak: „Człowiek ma prawo mieszkać nad Wilenką, a Wilenka przepływać obok człowieka”; „Człowiek ma prawo do ciepłej wody, ogrzewania w zimie i do dachu z dachówek”; „Człowiek nie ma prawa do przemocy”; „Człowiek ma prawo nie mieć żadnych praw” czy „Człowiek ma prawo czasami nie wiedzieć, czy ma obowiązki”; „Człowiek ma prawo wątpić, ale nie jest to jego obowiązkiem”; „Człowiek ma prawo niczego nie rozumieć”. Przykład działań podjętych przez mieszkańców samozwańczej wileńskiej republiki wskazuje na istotną rolę, jaką przeżywany fragment miejskiej przestrzeni – miasto czy dzielnica – może odgrywać w konstrukcji lokalnych tożsamości. Przestrzeń Zarzecza stanowi tu nie tylko symboliczną ojczyznę, ale także przestrzeń projekcji przekonań i wartości podzielanych przez jej mieszkańców – stanowi ona symbol i element konkretnego stylu życia, poglądów politycznych i światopoglądu. Fakt, że została przejęta i zredefiniowana przez artystów, aktywistów i bezdomnych, nie jest tu bez znaczenia. Wytwarzany w ten sposób krajobraz Zarzecza istnieje jako alternatywna przestrzeń Wilna. Zdaniem Karola Wysmyka, autora projektu badawczego poświęconego graffiti na poznańskich Jeżycach28, podobną rolę pełnią napisy nanoszone na miejskie mury i elewacje. „Taktyczne zawłaszczanie” miejskiego krajobrazu przez wprowadzanie w jego ramy krytycznych, często kontrhegemonicznych komunikatów, interpretowane jest tu w kategoriach walki o przestrzeń i prawa do przepisywania jej tożsamości. Redyskrypcja miejskiego krajobrazu przez poznańskich grafficiarzy, towarzysząca często wysiłkom sygnalizowania oddolnych konstrukcji jeżyckiej tożsamości, wiąże się zatem z oswajaniem przestrzeni, a zarazem symbolicznym braniem jej na własność. Na konieczność połączenia obu perspektyw – reprezentacyjnej i przeżywanej – w analizach kulturowych krajobrazów oraz koncentracji nie tylko na tym, co krajobraz oznacza, ale także „co robi” (what it does), zwrócił uwagę krytyk sztuki W. J. T. Mitchell29. Pomysł ten podjęty został przez reprezentantów nowej kulturowej geografii. Założenie, że krajobraz nie jest jedynie produktem,  Projekt studencki: Karol Wysmyk, „Jakie znaczenie kulturowe mają naniesione na jeżyckie mury i elewacje napisy – komunikaty w formie grafitti?” (2012). 29  W. J. T. Mitchell, Imperial Landscape... 28


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

19

ale także „oddziałuje na ludzi, którzy go wytwarzają”30 – wpływa na ich działania i doświadczenia – pozwolił sproblematyzować jego redukcjonistyczne konceptualizacje. Zgodnie z tym nowym podejściem krajobraz powinien być rozumiany nie tylko jako kulturowy produkt, ale także jako działanie lub proces napędzany przez nieustanną wymianę pomiędzy doświadczeniami miasta, praktykami społecznymi, przestrzenią i jej reprezentacjami. Jak twierdzi Mitchell: [...] krajobraz dostarcza kontekstu, sceny, na której i dzięki której ludzie nieustannie podejmują różne działania, a także granic […], w których mogą oni zmieniać siebie samych31.

Innymi słowy, dominujące znaczenia wpisane w krajobraz muszą być nieustannie aktualizowane przez społeczne i przestrzenne praktyki mieszkańców, żeby społeczna reprodukcja władzy, którą krajobraz gwarantuje, była możliwa i podtrzymywana. Aby krajobraz działał, musi być przeżywany, rozumiejąco podejmowany i doświadczany. Założenie to stawia pod znakiem zapytania „polityczną naiwność” reprezentantów perspektywy „krajobrazów przeżywanych”. W tym ujęciu także oddolne procesy wytwarzania „alternatywnych przeżywanych krajobrazów” zostają wpisane w procesy urynkowienia miejskiej przestrzeni i reprodukcji hegemonicznych wartości kulturowych32. Przykład: David Simon, The Wire, 2002–2008 The Wire to amerykański serial kryminalny autorstwa reportera Davida Simona, poświęcony problemom miejskiego życia w Baltimore. Opowiedziana z perspektywy policjantów, dilerów narkotykowych, pracowników doków, związkowców i miejskich prominentów historia walki z miejską przestępczością jest w rzeczywistości wrażliwym społecznie i politycznie pamfletem na system kapitalistyczny i współczesne procesy urbanizacyjne. Opisywany wielokrotnie przez Davida Harveya dystopijny krajobraz Baltimore to przestrzeń, gdzie politycy realizują wyłącznie własne interesy, policjanci bezskutecznie próbują walczyć nie tylko z przestępczością, ale także z wszechobecną korupcją, gdzie system publicznego szkolnictwa przyczynia się jedynie do ugruntowania społecznych nierówności, a uwięzieni w miejskich gettach najubożsi mieszkańcy i mieszkanki Baltimore podlegają procesom kryminalizacji. Podejmowane przez bohaterów serialu (policjantów, ale też próbujących zerwać z dotychczasowym sposobem życia dilerów) próby zmiany rządzących w mieście reguł kończą się nie D. Mitchell, Cultural Geography..., s. 102.  Ibidem. 32  S. Zukin, The Cultures of Cities, Blackwell, Oxford 1995. 30 31


20

Zuzanna Dziuban

powodzeniem – oparty na reprodukcji warunków społecznej nierówności system, którego są trybami, okazuje się nie do obalenia. Pozycja w miejskiej hierarchii czy strukturze podległości (chain of command) determinuje to, jakie działania mogą zostać podjęte przez miejskie podmioty i jak miasto jest przez nich doświadczane. Doskonałą ilustrację tezy Dona Mitchella mogą także stanowić koncepcje brandingu miast (urban branding) proponowane przez takich badaczy, jak: Anna Klingmann, Robert Govers i Frank Go33. Prezentowana przez nich wizja miasta jako opisanego przez kulturę krajobrazu doświadczenia (experiencescape) pozostaje w ścisłym związku z problemami władzy i miejskiej ekonomii kulturowej34. Dowartościowanie roli kultury i związanej z nią problematyki stanowi efekt zmieniającej się metaforyki służącej do opisu miasta, której przemiany wymusza transformacja miasta industrialnego w miasto postindustrialne. Kres ciężkiego, scentralizowanego przemysłu i zwrot ku przemysłowi zdecentralizowanemu, opartemu na produkcji symbolicznej, domaga się rewizji modeli stosowanych do opisu i wyjaśniania problemów związanych zarówno z rozwojem miasta, jak i sposobami jego doświadczania. Jest tak przede wszystkim dlatego, że wyłaniające się wraz z nastaniem miasta postindustrialnego nowe determinanty rozwoju urbanistycznego, dowartościowują nieobecne lub marginalizowane dotąd jego aspekty, takie jak styl czy jakość życia, a także jego doświadczenie, określane przez Charlesa Landry’ego w The Art of City Making w terminach miękkich miejskich infrastruktur35. W tym ujęciu miasto nie jest „maszyną wzrostu”36, lecz „maszyną rozrywki”37, przestrzenią nie tyle czy nie tylko inwestorów, ile użytkowników: konsumentów, turystów lub zorientowanych na symboliczną konsumpcję mieszkańców. Dlatego też dominujące dziś strategie miejskiego marketingu bazują, zdaniem Klingmann, Goversa i Go, głównie na „ekonomii doświadczenia”. Marka miasta – kulturowego krajobrazu – nie odwołuje już tylko do produktu, ale także do aury, atmosfery i wartości symbolicznych, a zwłaszcza do jego doświadczania, przeżyć i doznań, które gwarantować ma spotkanie z miastem. „W konsumpcji chodzi raczej o współwytwarzanie doświadczeń niż o wymianę  A. Klingmann, Brandscape: Architecture in Experience Economy, The MIT Press, Cambridge, Mass. – Londyn 2007; R. Govers, F. Go, Place Branding. Glocal, Virtual and Physical Identities, Constructed, Imagined and Experienced, Palgrave Macmillan, Londyn – Nowy Jork 2009. 34  D. Mitchell, Cultural Geography..., s. 75. 35  Ch. Landry, The Art of City-Making, Earthscan, Londyn 2008, s. 281. 36  H. Molotch, The City as a Growth Machine: Toward a Political Economy of Place, „American Journal of Sociology” 82 (2)/1976. 37  R. Llyod, T. N. Clark, The City as an Entertainment Machine, w: K. F. Gotham (red.), Critical Perspectives on Urban Redevelopment, Elsevier, Oxford 2001. 33


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

21

dóbr i usług”38 – piszą Govers i Go. Wartość miejskiego krajobrazu i jego architektury, jak w Brandscapes: Architecture in the Experience Economy zakłada Anna Klingmann, nie leży dziś „w jego formalnych kwalifikacjach, lecz w zdolności wywoływania istotnych tranformacji w ludziach i miejscach”39. Kategorią, która w najbardziej adekwatny sposób oddaje charakter i oddziaływanie rozumianego w tych terminach miejskiego krajobrazu, jest doświadczenie turystyczne: hedonistyczne, zorientowane na konsumpcję doświadczenie estetycznej przyjemności40. Utożsamienie to nie jest przypadkowe. Jak uważają Lloyd i Clark, również mieszkańcy miasta poruszają się po jego „doświadczeniowym krajobrazie” tak, jakby byli turystami (as if tourists)41. Demokratyzacja estetycznej konsumpcji jako formy odniesienia do miejskiej przestrzeni pozwala znów przywołać pierwsze, analizowane przez Williamsa znaczenie krajobrazu. Jednak programowane przez władze miasta, deweloperów, inwestorów i specjalistów od marketingu miejskie doświadczenie, dające złudzenie (estetycznego) dystansu i panowania nad przestrzenią, w rzeczywistości jest ruchem odbywającym się w wyraźnie określonych i odgórnie ustalonych ramach.

3. Progi Analizując relację między pojęciami „progu” i „granicy” w kontekście refleksji nad „społecznie uregulowanymi sposobami formowania i porządkowania doświadczeń człowieka nowoczesnego”42, Anna Zeidler-Janiszewska zwraca uwagę na ścisły związek między wzrostem znaczenia pierwszej kategorii a transformacjami, jakim podlega doświadczenie w kulturze współczesnej. Zdaniem badaczki, interpretującej wpływ performatywnych praktyk artystycznych na tworzenie się nowych modalności doświadczenia estetycznego, zaproponowana przez Waltera Benjamina w Pasażach diagnoza nowoczesności jako epoki, w której „staliśmy się bardzo ubodzy w doświadczenie progu”43, okazuje się dziś raczej nieaktualna. Osadzona w szerszym, filozoficzno-teoretycznym horyzoncie myślowym argumentacja autorki Progów i granic doświadczenia jest bowiem opisem dokonującego się od kilku dekad przejścia w sposobach jego rozumienia: od doświadczenia nowoczesnego do doświadczenia późno R. Govers, F. Go, Place Branding..., s. 44.  A. Klingmann, Brandscape..., s. 318. 40  J. Urry, Spojrzenie turysty, tłum. A. Szulżycka, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2007; R. Govers, F. Go, Place Branding..., s. 136. 41  R. Lloyd, T. N. Clark, The City..., s. 357. 42  A. Zeidler-Janiszewska, Progi i granice doświadczenia (w) nowoczesności, „Teksty Drugie” 3/2006, s. 11. 43  W. Benjamin, Pasaże, tłum. I. Kania, Wyd. Literackie, Kraków 2005, s. 904. 38 39


22

Zuzanna Dziuban

nowoczesnego, od koncepcji podkreślających zsegmentowany charakter doświadczenia do tych, które postulują jego synkretyczny, amorficzny czy właśnie „progowy” charakter. „Doświadczenie progu” teoretyzowane jest więc przede wszystkim przez zakwestionowanie „granic doświadczenia”. Odwrót od autonomizacji różnych typów doświadczeń i radykalnego oddzielenia doświadczenia codzienności od doświadczeń estetycznych, poznawczych, moralnych, społecznych i politycznych czy doświadczenia kognitywnego od afektywnego, które charakteryzowały nowoczesne filozofie doświadczenia (od Kanta po Habermasa), ma zatem kluczowe znaczenie dla Zeidler-Janiszewskiej i przywoływanych przez nią autorów (Eliasa Canettiego, Waltera Benjamina, Ernsta Cassirera, Victora Turnera, Heinza Paetzolda, Stephena Toulmina). Postawienie pod znakiem zapytania linii demarkacyjnych rozdzielających dotąd różne modalności doświadczenia i „jego rozbicie na autonomiczne, izolowane segmenty […], czego modelowym przykładem jest traktowanie doświadczenia estetycznego poza jego »życiowym« kontekstem”44, symbolizuje paradygmatyczny zwrot w sposobach myślenia o kulturowym doświadczeniu. Zacieranie granic między doświadczeniem sztuki a doświadczeniem codzienności, projektowanie doświadczeń przecinających dotychczasowe podziały, będące udziałem zarówno współczesnych praktyk artystycznych, jak i filozofii czy teorii kultury, otwiera przestrzeń dla ulokowanego „pomiędzy” (równocześnie poznawczego i afektywnego, estetycznego i życiowego, kulturowego i politycznego) doświadczenia. Z tej perspektywy pojęcie progu, posiadające zasadniczo odmienne od pojęcia granicy pole semantyczne – granica umacnia i stabilizuje podziały, zaś próg je problematyzuje, wiążąc się z przekształceniem i zmianą45 – ma zdawać sprawę ze statusu zredefiniowanego w tym duchu, kompleksowego i integralnego kulturowego doświadczenia. „Próg” jest tu zatem zarówno miejscem spotkania różnych modalności doświadczenia, jak i przestrzenią kontestacji jego granic: „strefą przejściową”46, w której i dzięki której możliwy staje się proces transformacji zdezintegrowanego, nowoczesnego doświadczenia. W ten sposób sama kategoria progu może zostać potraktowana jako przekształcający pole dyskursywne humanistyki threshold concept (pojęcie próg) w konceptualizacjach kulturowego doświadczenia47. Wypierający pojęcie granicy próg pozwala bowiem w nowy sposób spojrzeć na doświadczenie jako  A. Zeidler-Janiszewska, Progi i granice..., s. 20.  W. Benjamin, Pasaże, s. 904. 46  Ibidem. 47  E. Meyer, R. Land, Threshold Concepts and Troublesome Knowledge: Linkages to Ways of Thinking and Practising within the Disciplines, w: J. Meyer, R. Land (red.), Overcoming Barriers to Student Understanding: Threshold concepts and troublesome knowledge, Routledge, Londyn 2006. 44 45


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

23

przedmiot badań. Jest tak choćby dlatego, że ulokowane na obrzeżach i marginesach tradycyjnych podziałów doświadczenie może zostać potraktowane jako narzędzie destabilizacji wielu ugruntowanych myślowych opozycji czy pojęciowych dychotomii – ze sztuką i życiem, estetycznym i nie-estetycznym, emocjonalnym i myślowym na czele. Zasada „nie tylko, lecz również” zastępuje tym samym dotychczasowe „albo, albo”48. Co więcej, przejściowa strefa progu – utożsamiana tu z transformatywnym „wydarzeniem” – staje się przestrzenią, w której mogą wyłonić się jego nowe, nieznane dotąd formy. Każde przejście, każde przekroczenie „progu” wytwarza stan niestabilności, w którym zrodzić się może coś nieprzewidywalnego, co niesie ze sobą ryzyko niepowodzenia, ale również szansę udanej przemiany49.

Nie bez przyczyny – jak zauważa Erika Fischer-Lichte, ujmująca doświadczenie estetyczne właśnie jako doświadczenie progu – znoszące ostre opozycje, otwierające przestrzeń dla tego, co nowe i nieoczekiwane50, „pomiędzy” staje się dziś „uprzywilejowaną kategorią”51. Modelu dla rozważań obu badaczek dostarcza nie teoria estetyczna, lecz antropologiczna koncepcja liminalności rozwijana przez Victora Turnera, w tym interpretacje przednowoczesnych rytuałów, a przede wszystkim rytów przejścia, które stanowią modelowy przykład doświadczenia progu czy „progowego doświadczenia”52. Analizujący i aktualizujący teorię trójdzielnej struktury rytuału Arnolda van Gennepa Turner, zwracając uwagę na jego procesualny i fazowy charakter, identyfikuje doświadczenie rytuału z aktem przekraczania czy „przechodzenia”53. Składać się ma na niego faza preliminalna (wyłączenia), faza liminalna (marginalna) i faza postliminalna (włączenia). Celem pierwszej i ostatniej jest przygotowanie podmiotu do rytuału, a następnie włączenie go na powrót w ramy „normalnej” (pozarytualnej) rzeczywistości społecznej. Usytuowana pomiędzy nimi, identyfikowana z fazą progową, faza liminalna to czasoprzestrzeń rytualnej transformacji. Przebywające w limen, w progu, podmioty ulokowane zostają bowiem w „innej” przestrzeni i „innym” czasie. Pozostając „w stanie czasowego niedookreślenia, poza normatywną strukturą społeczną”54, pozbawione są one swoich dotychczasowych ról społecznych i kulturowych tożsamości. Tym samym – jak w Variations on a Theme of Limi E. Fischer-Lichte, Estetyka performatywności, tłum. M. Borowski, M. Sugiera, Universitas, Kraków 2008, s. 279. 49  Ibidem, s. 285. 50  E. Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, Universitas, Kraków 2005, s. 173. 51  E. Fischer-Lichte, Estetyka performatywności, s. 280. 52  V. Turner, Od rytuału do teatru, tłum. M. Dziekan, J. Dziekan, Volumen, Warszawa 2005. 53  Ibidem, ss. 18–19. 54  Ibidem, s. 29. 48


24

Zuzanna Dziuban

nality pisze Turner – „wymykają się [one] zwykłym poznawczym klasyfikacjom […], ponieważ są ani-tym-ani-tamtym, ani-tu-ani-tam, ani-tym-ani-innym”55, będąc zarazem jednym i drugim. Z tego względu paradoks jest symbolem liminalności, a dezorientacja, labilność, metamorficzność cechami jej doświadczenia. Limen jako próg jest zatem przestrzenią czasowego zawieszenia obowiązywalności dotychczasowych kulturowych reguł czy zasad, w której tryb oznajmujący kultury zostaje zastąpiony trybem warunkowym56. Stanowi on wyrwę w „normalnej”, codziennej rzeczywistości doświadczenia – wydarzenie identyfikowane z aktem transformacyjnym, dzięki któremu i poprzez który zmianie ulega zarówno status społeczny, kulturowa pozycja, jak i przyjmowany przez podmiot obraz świata. W konsekwencji także powrót do „normalności” nie pozostawia rytualnego podmiotu niezmienionym. Rytuały „wyrywają podmioty rytualne z ich starych miejsc w społeczeństwie i przywracają je, poddane wewnętrznej transformacji i zewnętrznie zmienione, do nowych miejsc”57 – podsumowuje Turner. Mimo że postawienie znaku równości między tradycyjnym rytuałem a doświadczeniem progu, kształtującymi się w późnonowoczesnej kulturowej rzeczywistości, nie jest do końca możliwe, Turner zwraca uwagę na współczesny wzrost znaczenia zsekularyzowanych zjawisk i sytuacji liminoidalnych (liminality-like). Inaczej niż centralne dla życia społecznego liminalne rytuały w społeczeństwach przednowoczesnych, fenomeny liminoidalne rozwijają się dziś na marginesach czy powierzchni dominujących procesów kulturowych, politycznych i ekonomicznych. Mają zatem bardziej lokalny i idiosynkratyczny charakter. Zdaniem Zeidler-Janiszewskiej performatywne praktyki artystyczne są najdoskonalszym przykładem ich strukturalnej aktualizacji. Fischer-Lichte, podobnie jak inni badacze z kręgu studiów performatywnych, szuka w nich prototypu dla tworzących się poza ramami instytucji sztuki „amorficznych” praktyk kulturowych. Choć zarówno Zeidler-Janiszewska, jak i Fischer-Lichte rezerwuje refleksję nad doświadczeniem progu dla analiz transformacyjnego charakteru sztuki performatywnej (reprezentowanej przez projekty Josepha Beuysa, Richarda Schechnera czy Mariny Abramović), wiele „mnogich, fragmentarycznych i eksperymentalnych”58 fenomenów czy sytuacji liminoidalnych można odnaleźć także we współczesnym mieście. Mowa nie tylko o „wydarzeniach” inicjowanych przez artystów działających pod sztandarem sztuki publicznej, ale także o transformatywnym charakterze miejskiej architektury, przekształcającej co55  V. Turner, Variations on the Theme of Liminality, w: S. F. Moore, B. C. Myerhoff (red.), Secular Ritual. A Working Definition of Ritual, Van Gorcum & Co., Assen 1977, s. 37. 56  A. Zeidler-Janiszewska, Progi i granice..., s. 16. 57  V. Turner, Variations on the Theme..., s. 36. 58  Ibidem, s. 44.


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

25

dzienne doświadczenie miasta w niekiedy stresogenne, dezorientujące przeżycie estetyczne59. Przykładów dostarcza chociażby nastawiona na przemianę miejskiego doświadczenia zdarzeniowa architektura Bernarda Tschumiego, projekty Petera Eisenmana (np. pomnik Holokaustu w Berlinie) czy lokujące się na przecięciu rzeźby i architektury miejskie interwencje Anisha Kapoora. W nieco innym kierunku, kładąc nacisk nie tyle na estetyczny, ile na polityczny potencjał transformatywnego miejskiego doświadczenia, zmierza zaproponowana przez Stavrosa Stavridesa koncepcja „miasta progów”60. Opisana w książce Towards the City of Thresholds idea greckiego teoretyka architektury splata wątki obecne w Turnerowskiej teorii liminalności z rozwijanym przez Waltera Benjamina „studium progów” (Schwellenkunde). Jak założył bowiem Stavrides, „inne”, wyjątkowe, heterotopowe, generujące transformatywne doświadczenia miasta miejsca – Benjaminowskie pasaże i arkady czy odkrywane przez flâneura „niesamowite przestrzenie” – z powodzeniem mogą zostać potraktowane jako generatywne środowisko progowego doświadczenia. Chodzi zatem o miejsca, które łącząc własności przysługujące różnym porządkom przestrzennym i czasowym (publiczne – prywatne, indywidualne – kolektywne, teraźniejsze – przeszłe – przyszłe, realne – wyobrażone, racjonalne – fantasmagoryczne), funkcjonują jako specyficzne, rozrywające ciągłość miejskiej tekstury i wytwarzające nowe kulturowe jakości, przestrzenie „pomiędzy” (in-between spaces). Generując „doświadczenie miasta jako fragmentarycznego i rozproszonego”61, progi otwierają równocześnie przestrzeń dla nowego doświadczenia przestrzeni, historii, kultury i społecznej rzeczywistości. Tym samym – jak pisze Stavrides – mogą być ujmowane w kategoriach opisywanych przez Turnera przestrzeni liminalnych. Kontekstem, w którym Stavrides osadza swoje rozważania nad doświadczeniem progu, jest współczesne, naznaczone przez społeczne podziały i konsekwencje przestrzennej segregacji, „miasto enklaw”62 – wyodrębnionych, często rzeczywiście ogrodzonych murem, fragmentów przestrzeni miejskiej, takich jak podmiejskie suburbia, gated communities czy getta biedy63. Segmentujące miejską przestrzeń zarówno przestrzenne, jak i społeczne granice, oddzielające bogatych od biednych, reprezentantów etnicznych i rasowych mniejszości  A. Vidler, Warped Space. Art, Architecture, and Anxiety in Modern Culture, The MIT Press, Cambridge, Mass. 2001; M. Borowska, Doświadczanie architektury a problem przestrzeni, w: K. Wilkoszewska, J. Petri (red.), Czas przestrzeni, Universitas, Kraków 2009. 60  S. Stavrides, Towards the City of Tresholds. Profesional Dreamers, www.professionaldreamers.net [10.02.2012]. 61  Ibidem, s. 68. 62  M. Abrahamson, Urban Enclaves: Identity and Place in the World, Worth Publishers, Nowy Jork 2005. 63  P. Marcuse, R. van Kempen, Of States and Cities. The Partitioning of Urban Space, Oxford University Press, Oxford – Nowy Jork 2002. 59


26

Zuzanna Dziuban

od „pełnoprawnych” mieszkańców miasta, mają kluczowe znaczenie zarówno dla jego doświadczenia, jak i dla parametrów jego rozwoju. Będąca efektem kapitalistycznej urbanizacji i społecznej kontroli fragmentacja stanowi bowiem – jak pisze Peter Marcuse – jego „postmodernistyczną kondycję”. Współczesne miasto to miasto, w którym – wbrew podzielanemu przez wielu badaczy założeniu, że jest ono przestrzenią wolności, przypadkowości i niekontrolowanych zdarzeń – rządzi zasada: „nie chaos, lecz mury”64 (not chaos but walls). Poddawana procesom gettoizacji, dzielenia i grodzenia miejska przestrzeń – „konglomerat różnie zdefiniowanych miejskich enklaw”65 – okazuje się zatem zbiorem prywatnych przestrzeni publicznych, do których dostęp mają niekiedy tylko wybrani mieszkańcy miasta. Otoczone płotem miejskie parki czy nadzorowane przez kamery zamknięte osiedla i centra handlowe są tego najlepszym przykładem. Podzielone miasto pełne jest sprywatyzowanych publicznych przestrzeni, których publiczne używanie jest dokładnie kontrolowane i szczegółowo motywowane. […] Tym, co definiuje te miejsca jako przestrzenie „publicznego życia”, są […] regulowane rytmy rutyny pod nadzorem66.

Sygnalizowany przez autora Towards the City of Thresholds ścisły związek między generowanymi przez system przestrzennej kontroli praktykami a konstrukcjami „miejskich tożsamości” stanowi również kulturowe umocowanie wpisanych w przestrzeń miasta granic i linii demarkacyjnych67. Miejskie enklawy zostają tu więc potraktowane jako narzędzie ramowania i reprodukowania kulturowych doświadczeń, przestrzennych praktyk oraz społecznych i kulturowych tożsamości mieszkańców „podzielonego miasta”. Stanowiące dla nich krytyczną alternatywę tytułowe progi to miejsca, w których przestrzenne i kulturowe podziały, charakterystyczne dla współczesnego partitioned city, podlegają kontestacji i unieważnieniu. Ich obecność w  przestrzeni miasta wiązana jest przez Stavridesa z doświadczeniem, w którym zawieszone zostają oparte na odgórnie narzuconych podziałach porządki kulturowe i miejskie tożsamości. Progi to „przestrzenności, w których wyłaniają się nowe, hybrydowe formy publicznej kultury”68. Identyfikowane  P. Marcuse, Not Chaos but Walls. Postmodernism and the Partitioned City, w: S. Watson, K. Gibson (red.), Postmodern Cities and Spaces, Blackwell, Londyn 1995. 65  S. Stavrides, Towards the City..., s. 26. 66  Ibidem. 67  Mimo że założenie to wydaje się być w sprzeczności z zaproponowaną przez Manuela Castellsa koncepcją przestrzeni przepływów (space of flows) – przestrzenią globalnej mobilności, zastępującą dziś tradycyjnie rozumianą przestrzeń miejsc – w rzeczywistości stanowi raczej jej krytyczne ograniczenie. „Przebywanie” w przestrzeni przepływów i wiążąca się z nim wolność od miejsc jest we współczesnej rzeczywistości nadal doświadczeniem nielicznych (elit). 68  S. Stavrides, Towards the City..., s. 23. 64


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

27

tu z doświadczeniem inności czy raczej możliwości „bycia inaczej” doświadczenie progu stanowi zatem doświadczenie kwestionowania własnego miejsca w mieście – rozumiane przez Lefebvre’a i Harveya w kategoriach walki o „prawo do miasta”69 – i problematyzacji wiążącej się z nim tożsamości. Mądrość ukryta w doświadczeniu progu polega na świadomości, że do inności można zbliżyć się tylko dzięki otwarciu granic tożsamości, kreując – że tak powiem – pośrednie przestrzenie wątpliwości, ambiwalencji, hybrydyczności, przestrzenie wartości podatnych na negocjacje70.

Wiązana z doświadczeniem progu „dynamika temporalnej i przestrzennej nieciągłości”71 zostaje tym samym przełożona na terminy miejskiego emancypacyjnego doświadczenia. „Rozpoznawanie, otwieranie, kreowanie i zamieszkiwanie progów stać się może ważną cechą wyłaniających się przestrzenności emancypacyjnych”72 – pisze Stavrides. Przykład: Protesty ateńskie, 2004 Analizowany przez Stavridesa masowy protest mieszkańców i mieszkanek Aten dotyczył decyzji władz miasta związanych z organizacją igrzysk olimpijskich (2004). Przygotowaniom do olimpiady towarzyszyły bowiem radykalne interwencje w miejską przestrzeń, prowadzące do poważnych ograniczeń w dostępie do jej konkretnych fragmentów (red zones). Jednym z przykładów jest miejski park Pedion tu Areos czy Philopapou ciff, gdzie znajdują się antyczne ruiny. Spontaniczny protest mieszkańców miasta wobec grodzenia tych publicznych przestrzeni przerodził się w kilkudniowy cykl demonstracji, pikników i kolektywnie podejmowanych działań, wśród których kluczowe znaczenie miało demontowanie płotów. Co istotne, za organizacją demonstracji nie stały żadne partie polityczne – były one efektem oddolnych inicjatyw samych mieszkańców i mieszkanek miasta. Zjednoczeni w walce przeciwko prywatyzacji publicznych przestrzeni uczestnicy protestów reprezentowali bardzo różne grupy społeczne (od bezdomnych, poprzez miejskich aktywistów i artystów, po yuppies i lokalnych biznesmenów). Okupowane przez nich fragmenty miasta okazały się zatem miejscami, w których przecinające ateńską społeczność podziały zostały czasowo zakwestionowane. Interpretowana w  terminach Turnerowskiego communitas – tworzącej się w fazie liminalnej solidarności  H. Lefebvre, Prawo do miasta, „Praktyka Teoretyczna” 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/14.Lefebvre.pdf [12.12.2012]; D. Harvey, Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2012. 70  S. Stavrides, Towards the City..., s. 18. 71  Ibidem, s. 67. 72  Ibidem, s. 40. 69


28

Zuzanna Dziuban

pomiędzy uczestnikami rytuału, która wyłania się poza i ponad podziałami obecnymi w pozarytualnej rzeczywistości – wspólnota protestujących stworzyła tymczasową i zdecydowanie hybrydową przestrzeń „pomiędzy”. W analogiczny sposób można interpretować towarzyszące protestom occupy, zmieniające krajobrazy wielu europejskich i amerykańskich metropolii, „namiotowe miasta”73. Okupowane przez demonstrantów miejskie przestrzenie, zmienione tymczasowo w centra obywatelskiej aktywności, funkcjonowały bowiem jako alternatywne, heterotopowe, otwierające możliwość poszukiwania nowych wizji miejskiego życia i „innego” miejskiego doświadczenia przestrzenie progowe (w sensie, który kategorii tej przypisuje nie tylko Stavrides, ale także Turner). „Fenomeny liminoidalne nie są jedynie wywrotowe, często są subwersyjne, reprezentując radykalną krytykę centralnych struktur i proponując utopijną alternatywę”74 – zauważa brytyjski antropolog. Projektowane dzięki doświadczeniu progu możliwości „bycia inaczej” mogą być tym samym interpretowane – zgodnie z intuicją Turnera – w terminach czasoprzestrzennie dookreślonych, tymczasowych, ulotnych mikroutopii. Związane z nimi procesy rekonfigurowania przestrzeni kulturowego doświadczenia okazują się bowiem bliskie opisywanemu przez Davida Harveya w Spaces of Hope, motywowanemu przez pracę nadziei, wysiłkowi urzeczywistniania „możliwych alternatyw”75. Nacisk na procesualny i eksperymentalny charakter urban thresholds, rozumianych jako lokalne, „słabe” miejskie utopie, pozwala zatem dojść do głosu rozumieniu doświadczenia jako eksperymentowania. Nastawione na transformację obecnej sytuacji mieszkańców i mieszkanek miast działania, konstytuujące „emancypacyjne przestrzenności progów”, wiążą się bowiem z testowaniem alternatywnych modeli społecznego życia. W konsekwencji mogą prowadzić do poszerzania lub lepiej: kwestionowania granic wyznaczających pole możliwego doświadczenia.

Summary Between „the City as an Experience” and „the City of Experience”: Spaces of Cities’ Cultural Experience The article analyses two ways of urban experience: the city as an experience and the city of experience. The city as an experience describes the web of meanings that are reproduced through habitual, spatial practices and everyday activities – it regards to a well known, familial space. The city of experience is a space seen from the distance, 73  Zob. J. Zimpel, Perspektywa roku namiotowych miast, „Praktyka Teoretyczna” 5/2012, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_nr5_2012_Logika_sensu/20.Zimpel.pdf [10.12.2012]. 74  V. Turner, Variations on the Theme..., s. 45. 75  D. Harvey, Spaces of Hope, University of California Press, Berkeley 2000.


Między „miastem jako doświadczeniem” a „miastem doświadczenia”...

29

which meanings are discussed, interpreted, revised and – often – also contested. Those two points of view on the city concern various forms of a conceptualisation of a relation between city space and the experiencing subject: the first one pays attention to a fact that an experience is a condition of reproduction and duration of meanings which are inscribed into the space. The second one emphasis the reflective, creative and critical dimension of cities’ experience. Słowa kluczowe: miasto jako doświadczenie, miasto doświadczenia, krajobrazy, progi Keywords: city as experience, city of experience, landscapes, thresholds


Małgorzata Nieszczerzewska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

Wstęp Społeczne znaczenie miasta podkreśla przede wszystkim jego heterogeniczność, korespondująca ze złożonością ludzkiej natury. Każda przestrzeń miejska, niczym mozaika złożona z dzielnic, ulic, placów, budynków i elementów zieleni miejskiej, posiada pewne cechy ogólne oraz specyficzne, stanowiące o jej wyjątkowości. Możemy zatem mówić o mieście uniwersalnym lub unikatowym w zależności od zbiorów cech, które odpowiadają różnym wyobrażeniom i oczekiwaniom mieszkańców oraz gości1. Wyobrażenia te mogą dotyczyć całej przestrzeni miasta lub jej konkretnego fragmentu: ulicy, placu, części peryferyjnej lub centralnej. Analizując poszczególne obrazy miasta, warto zwrócić uwagę na dzielnicę, traktowaną jako obszar identyfikacji, w potocznym wyobrażeniu będącą specyficznym przedłużeniem domu, miejscem oswojonym, w większości przypadków określanym jako własne. Konkretna dzielnica ma również swoje negatywne i pozytywne cechy stymulujące wyobraźnię mieszkańców i tzw. obcych. Potoczne sposoby odczuwania miasta, których owocem są fragmentaryczne wyobrażenia na temat jednej z jego części, ukazują m.in. badania poznańskiej dzielnicy Jeżyce (w świadomości i wyobraźni mieszkańców Poznania wciąż funkcjonującej jako obszar zdegradowany i niebezpieczny), przeprowadzone przez studentów kulturoznawstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w latach 2011–2012. 1  Por. A. Majer, Socjologia i przestrzeń miejska, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2010, s. 123.


32

Małgorzata Nieszczerzewska

1. Wyobraźnia całościująca i fragmentaryczna Miejskie wyobrażenia można nazwać swoistą interpretacyjną siatką określającą nasz sposób myślenia o mieście, doświadczania przestrzeni miejskiej, oceniania jej oraz decydowania o tym, jak działać w przestrzeni, którą zamieszkujemy. Wyobraźnię miejskiego podmiotu stymulują zarówno struktury, wzory oraz koncepcje miasta i „miejskości”, jak i przestrzeń codziennego życia. W wyniku różnych praktyk w przestrzeni miasta powstaje bowiem wiele konstruktów (mitologicznych, wyobrażonych, fragmentarycznych), które przekształcają przestrzeń kartograficzną w przestrzeń pamięci, znaczeń, wyobraźni i pragnień. W rezultacie w jednej konkretnej, zdefiniowanej i opisanej przestrzeni miasta można odnaleźć niezliczone miejsca definiowane poprzez użycie, wyobraźnię i praktykę kulturową2. Wyobraźnię, dzięki której powstają miejskie konstrukty, w najprostszy sposób można podzielić na całościującą i fragmentaryczną. Ciekawa koncepcja pierwszego typu wyobrażeń, zwana „mentalnym gestaltem miasta”, pojawia się w artykule Ralfa Lindnera pt. The Gestalt of the Urban Imaginary. Nawiązując do teorii Maxa Wertheimera, Lindner definiuje gestalt jako zorganizowaną całość, w której częściowe zmiany i procesy zawsze są determinowane przez jej naturę. Miejskie wyobrażenie, jako mentalny gestalt miasta, formowany jest przez ciągle rozwijane, wzajemnie przenikające się i wchodzące ze sobą w interakcje obrazy, metafory i symbole, które tworzą koncepcję „charakterologicznej jedności miasta”. Pojawia się tu problematyka spójnej tożsamości konkretnego miasta oraz jedności i koherentności jego wizji, podtrzymywanej przede wszystkim, zdaniem Lindnera, przez konkretne teksty kultury wpływające na jej konsolidację (np. literackie anegdoty, alegorie, mity i legendy, artykuły prasowe, teksty dotyczące promocji miast, wypowiedzi władz miasta, narracje w przewodnikach turystycznych, obrazy dominujące w szacie informacyjnej miasta)3. Jude Bloomfield w Researching the Urban Imaginary przedstawia natomiast fragmentaryczną koncepcję miejskiego wyobrażenia, sytuując ją w opozycji do teorii Lindnera, którą oskarża z jednej strony o totalne podejście do przestrzeni miasta, a z drugiej – zarzuca jej redukcyjność oraz umniejszanie znaczenia lokalnych relacji i związków w tworzeniu wyobrażenia miasta. Bloomfield przekonuje, że miejskie wyobrażenia to wszelkie symboliczne sfery, gdzie przestrzeń i miejsca są dyskutowane, omawiane i kontestowane. Wykorzystuje ona w swojej analizie definicję sformułowaną przez Armanda Silvę, według  D. Stevenson, Cities and Urban Cultures, Open University Press, Filadelfia 2003, s. 55.  R. Lindner, The Gestalt of the Urban Imaginary, „European Studies” 23/2006: Urban Mindscapes of Europe, pod red. G. Weiss-Sussex, F. Bianchini. 2 3


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

33

którego miejska wyobraźnia to „symboliczne, psychiczne wskaźniki świadomych i nieuświadomionych pragnień i społecznych konstrukcji wywierających wpływ na miejską rzeczywistość”4. W jej rozumieniu miejskie wyobrażenia są fragmentaryczne i w symboliczny sposób rozbijają „charakterologiczną jedność miasta”, jego mentalny gestalt, stawiając mu szczególny opór. Miejskie wyobrażenia to raczej kolektywny projekt, zbiór pluralistycznych perspektyw, alternatywnych wizji miasta, swoiste „praktyki oporu” wobec ujęć całościowych, zwłaszcza globalnych. To często wyobrażenia nieprawomocne, antywyobrażenia, które odnajdujemy szczególnie wtedy, gdy odnoszą się wprost lub pośrednio do dominującego wyobrażenia/dominujących wyobrażeń konkretnego miasta. Powstają one często obok lub wbrew oficjalnym koncepcjom i wizjom miasta czy metropolii. Działanie wyobraźni nie służy tu odnajdywaniu jakichś gotowych rozwiązań, jednego ustalonego kierunku myślenia o mieście czy „charakterologicznej jedności miasta”. Skutkuje raczej powstaniem różnych relacji z przestrzeniami fantasmagorycznymi, onirycznymi czy symbolicznymi. Klasycznym przykładem tego jest praca niemieckiego architekta Oswalda Mathiasa Ungersa pt. City Metaphors, która zawiera ponad 50 obrazów map miasta zestawionych z obrazami natury, fragmentami ludzkiego ciała lub wynalazków technicznych. Każda z tych analogii podpisana jest odpowiednio dobranym sloganem. Odnajdujemy tu zatem trzy poziomy, które tworzą kształt nowego wyobrażenia: plan, obraz i słowo. Obrazy miasta powstałe dzięki działaniu całościującej wyobraźni konstruktywnej zmieniają zupełnie swoją formę w wyobraźni autora. Idealny plan miasta Georga Rimplera, podpisany „Ochrona”, odsyła w wyobraźni do postaci śpiącego, zwiniętego w kłębek jeża. Projekt Trystana Edwardsa z 1930 r., zatytułowany Promieniowanie, zestawiony został z fotografią radaru. Idea miasta satelickiego Raymonda Unwina (1910) została skojarzona z obrazem kotki karmiącej czwórkę swoich młodych i hasłem „Zależność”. Ungers tak pisze we wstępie do swojej książki: Sposób, w jaki doświadczamy świata, który nas otacza, zależy w dużej mierze od tego, jak ten świat postrzegamy. Bez jakiejś całościowej wizji rzeczywistość wydaje się złożona z niepowiązanych ze sobą fenomenów i faktów pozornie bez znaczenia, inaczej rzecz ujmując, totalnie chaotyczna5.

Książka Ungersa pokazuje, jak całościowe, często utopijne wizje mogą stać się pretekstem do indywidualnych wyobrażeń przestrzeni, własnych skojarzeń i metafor. To, co architekt nazywa „niepowiązanymi ze sobą fenomenami i faktami pozornie bez znaczenia”, może stanowić inspirację dla jednostkowej wyobraźni. Denis Donoghue w pracy poświęconej analizie tego pojęcia przy J. Bloomfield, Researching the Urban Imaginary, „European Studies” 23/2006, s. 46.  O. M. Ungers, Morphologie City Metaphors, Walther König, Kolonia 2011.

4 5


34

Małgorzata Nieszczerzewska

pomina, że wyobraźnia jednego podmiotu różni się od wyobraźni innego intensywnością i kierunkiem działania. Z zasady subiektywna, mniej ograniczona w swoim działaniu, posługując się często negacją, sprzeciwia się uprzywilejowaniu tego, co świadome i rozumowe, gdyż taka jest jej nieuporządkowana natura. Donoghue nazywa ją zatem „funkcją ludzkiej duchowości”6. Przedstawiając swą koncepcję miejskiej wyobraźni jako zbioru fragmentarycznych wyobrażeń, Bloomfield posługuje się także terminem place attachment, zdefiniowanym jako jednostkowa identyfikacja z miastem oraz poszczególnymi miejscami w mieście. Mieszkańcy zawsze bowiem „czynią użytek” z tych aspektów jego przestrzeni, które nie są zawarte w ogólnym koncepcie i nie mieszczą się w całościowym wyobrażeniu tego miasta7. Tego typu wyobrażenia powstają wskutek działania wyobraźni potrafiącej w akcie świadomości przekształcić przestrzeń metropolii w poszczególne „miejsca” i  prowadzą do doświadczania, pisania i czytania miasta z perspektywy „miejsc wyróżnionych”, czyli ujęcia lub stworzenia obrazu miasta jako znaczącego dla miejskiego podmiotu8. Chodzi tu zatem o szczególne prawo do własnego wyobrażenia miasta, które być może odeszło już lub powoli odchodzi w niepamięć, miasta jako przestrzeni oswojonej i znanej, w której miejski podmiot nie czuje się wyobcowany, lecz ma poczucie bycia jego częścią. To prawo do tworzenia własnych wyobrażeń dotyczących przyszłości poszczególnych miejsc w mieście, z którymi miejski podmiot czuje się szczególnie związany; wyobrażeń, które w jego opinii mogą, a nawet powinny stanowić alternatywną wizję dla wyobrażeń „prawomocnych”. Bloomfield opowiada się za powołaniem studiów nad pluralizmem charakteryzującym miejskie wyobrażenia, które powinny zawsze uwzględniać różne punkty widzenia i to, w jaki sposób się przecinają, a w jaki różnią i rozbiegają. Takie wyobrażenia to bowiem samodzielne fragmenty jakiejś całości, która nie tworzy jednego systemu. Jak twierdzi jedna z czołowych reprezentantek geografii humanistycznej, Doreen Massey, miejsca, których doświadczenie inspiruje działanie wyobraźni, nie są statyczne, lecz mają procesualną naturę. Ich tożsamość jest zwielokrotniona, nie zostają one „zamrożone w czasie”, lecz ich istotą jest zmiana, „dzianie się”9.  D. Donoghue, Imagination, University of Glasgow Press, Glasgow 1974, ss. 7–10.  J. Bloomfield, Researching…, s. 52; M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008, s. 37. 8  N. Leśniewski, Miasto i jego miejsca. Próba ujęcia radykalno-hermeneutycznego, w: A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta – czytanie miasta, Wyd. Fundacji Humaniora, Poznań 1997, s. 56; A. Gleń, Objazd granic czyli wstęp do Miasta, w: A. Gleń, J. Gutorow, I. Jokiel (red.), Miasto. Przestrzeń, topos, człowiek, Wyd. Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2005, s. 8. 9  Za: A. Majer, Socjologia i przestrzeń miejska, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2010, s. 35. Por. D. Jędrzejczak, Geografia humanistyczna miasta, Dialog, Warszawa 2004; M. Żmudzińska-Nowak, Miejsce: tożsamość i zmiana, Wyd. Politechniki Śląskiej, Gliwice 2010. 6 7


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

35

Cechą charakterystyczną fragmentarycznej wyobraźni miejskiej jest to, że tworzy ona osobiste, pierwszoosobowe narracje, a jej działanie opiera się głównie na rozpoznaniu niematerialnych, symbolicznych i psychologicznych wymiarów procesu tworzenia miasta oraz skupieniu się na zmysłowym i emocjonalnym odczuciu. W ramach działania wyobraźni refleksyjnej czy poetyckiej powstają zatem mikroopowieści z miasta, narracje o miejscach, które Hanna Buczyńska-Garewicz nazywa „zamkniętymi we wrażeniu”. Wyobrażenia fragmentaryczne nie dotyczą bowiem ogólnego charakteru konkretnych miast, lecz wrażeń, cielesnych odczuć, emocjonalnych przeżyć poszczególnych miejsc, intelektualnego włączenia ich w świat własnych myśli i wspomnień. W tych wyobrażeniach podmiot czuje się niejako zespolony z daną przestrzenią lub fragmentem przestrzeni, którą czyni własnym, często codziennym światem10. W wyniku działania wyobraźni fragmentarycznej powstają również „wyobrażenia tożsamości”, będące swoistym komponentem miejskich biografii. Na podobne ujęcie wskazują Gary Bridge i Sophie Watson, gdy piszą, że koncentracja poszczególnych grup w miejskiej przestrzeni może prowadzić do tworzenia nowych wyobrażeń na jej temat i konstytuować nowe tożsamości w mieście skonsolidowane w tych wyobrażeniach11.

2. Alternatywne przedsięwzięcie Odkrywanie codziennego piękna miasta, które przynosi różne refleksje na jego temat, wspomnienia i przyczynia się do tworzenia „poetyki miejsc”, ma najczęściej miejsce w trakcie przechadzki, spaceru, wędrówki miejskimi ulicami. Miasto stanowi często jedynie pretekst do snucia zupełnie innych, nowych opowieści. W obszernej literaturze przedmiotu na temat męskiej i kobiecej przechadzki można dostrzec dużą rozpiętość koncepcji badawczych i kolejnych reinterpretacji miejskiego spaceru jako szczególnej twórczości kulturowej12. Przechadzka, 10  H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. Przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Universitas, Kraków 2006, s. 253. 11  G. Bridge, S. Watson, Retext(ur)ing the city, „City” t. 5, 3/2001, s. 356. 12  Zob. m.in. W. Benjamin, Pasaże, tłum. I. Kania, Wyd. Literackie, Kraków 2005; A. Zeidler-Janiszewska, Berlińskie loggie – paryskie pasaże. Miasto jako „pretekst mnemotechniczny”, w: A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta...; M. Berman, „Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Rzecz o doświadczeniu nowoczesności, tłum. M. Szuster, Universitas, Kraków 2006; B. Brzozowska, Spadkobiercy flâneura. Spacer jako twórczość kulturowa – współczesne reprezentacje, Wyd. Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2009; B. Frydryczak, Świat jako kolekcja. Próba analizy estetycznej natury nowoczesności, Wyd. Fundacji Humaniora, Poznań 2002; E. Wilson, The Sphinx in the City. Urban Life, the Control of Disorder, and Women, University of California Press, Londyn – Los Angeles 1991; D. L. Parsons, Streetwalking the Metropolis. Women, the City and Modernity, Oxford University Press, Nowy Jork – Oxford 2000; G. Pollock, Vision and Difference: Femininity, Feminism and the Histories of Art, Routledge, Londyn 1988;


36

Małgorzata Nieszczerzewska

która pobudza działanie podmiotowej wyobraźni to bowiem przedsięwzięcie alternatywne. Zakłada ono przygotowanie spaceru w wybrane, z jednej strony codzienne, z drugiej – marginalizowane znaczeniowo i percepcyjnie miejsca. Wymaga również odpowiedniego zaangażowania. Wyłania się z nich szczególny, intymny związek między podmiotem a subiektywnym doświadczeniem przestrzeni wielkiego miasta. Jak twierdzi Agata Stanisz, autorka projektu dokumentacyjno-etnograficznego „Alternative walks”, skupiającego się na rejestracji oraz tekstualno-obrazowym opisie soundtracków miasta Poznania, udany spacer wymaga „specyficznej koncentracji, ciekawości, odpowiedniego nastrojenia się i otwarcia na przestrzenie codzienności”13. Ewa Rewers we wprowadzeniu do książki Miasto w sztuce – sztuka miasta zwraca uwagę, że każdy artysta wpisuje w metaforyczną mapę miasta to, co nie poddaje się planowaniu, czyli mity, ślady, fantazje i pragnienia, które z abstrakcyjnych punktów na mapie czynią miejsca pełne znaczeń. W ten sposób przestrzeń miejska produkowana jest także ze zdarzeń dźwiękowych, obrazów, zapachów, które nie układają się koniecznie w jakieś opowieści14. Motyw przechadzki ewokuje bardzo często metaforę miasta jako labiryntu15. W przeciwieństwie jednak do totalizujących wizji, w których miejski labirynt symbolizował systemową opresyjność metropolii wobec jej mieszkańców, w wyobrażeniach fragmentarycznych jest ona ujmowana w sposób pozytywny. Miasto-labirynt można w tym wypadku pokazać w opozycji do metafory miasta jako panoramicznego krajobrazu, jako przestrzeń, w której można błądzić, wędrować do woli, odkrywać wciąż nowe obrazy, dźwięki i zapachy lub konfrontować wspomnienia z dzieciństwa z obecnym stanem miasta.

3. Miasto-mania i miasto-fobia Motyw sensorycznej przechadzki i związanych z nią wyobrażeń na temat miasta pojawia się często w blogosferze oraz na portalach społecznościowych. Część z nich dotyczy poznańskiej dzielnicy Jeżyce, mającej wśród mieszkańców A. Gleber, The art of taking a walk: Flanerie, literature, and film in Weimar culture, Princeton University Press, Princeton 1999; D. Stratigakos, A Women’s Berlin. Building the Modern City, University of Minnesota Press, Minneapolis 2008. 13  http://podworka.amu.edu.pl [7.11.2013]. 14  E. Rewers, Wprowadzenie, w: E. Rewers (red.), Miasto w sztuce – sztuka miasta, Universitas, Kraków 2010, s. 7. 15  H. Paetzold, Miasto jako labirynt. Walter Benjamin i nie tylko, „Studia Kulturoznawcze” 12/1999: Przestrzeń, filozofia i architektura. Osiem rozmów o poznawaniu, produkowaniu i konsumowaniu przestrzeni, pod red. E. Rewers. Na temat labiryntu jako mitologemu świętego miasta zob. K. Piasecki, Labirynt jako mitologem świętego miasta, w: M. Kowalewski, A.M. Królikowska (red.), Miasto i sacrum, Nomos, Kraków 2011.    


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

37

Poznania opinię niebezpiecznej, zaniedbanej i zdegradowanej części miasta16. Warto zatem dokonać porównania wyobrażeń z obrazami dzielnicy obecnymi na oficjalnych stronach internetowych jeżyckich stowarzyszeń17. Różnica uwidacznia się przede wszystkim na poziomie języka, który stosowany jest do tworzenia narracji. Autorzy stron prywatnych używają z reguły wyrażeń potocznych, ale czasem wplatają też fragmenty poetyckie, metaforyczne. Wydźwięk narracji zawsze jest pozytywny, a autorzy nazywają siebie „miłośnikami Jeżyc”, „Jeżycomaniakami”, tymi, dla których Jeżyce są „drogie”, którzy je „uwielbiają” lub opowiadają „Jeżycowe LOVE (story)”. Słowa, które powtarzają się w tych narracjach, to: spacer, szlak, wędrówka, początek, przystanek, podróże w czasie, spotkanie. Strony blogowe oddają przede wszystkim jednostkowe doświadczenia i osobiste impresje na temat dzielnicy. Autorów interesuje klimat i atmosfera miasta oraz indywidualne wrażenia i wspomnienia. Dominuje perspektywa zmysłowa, np. Jeżyce do zjedzenia, „zjedzanie” Jeżyc. W blogosferze odnajdujemy wyobrażenie Jeżyc pełne fascynacji miejscem, empatii, sentymentu, przywiązania i zaangażowania. To dzielnica wciąż nieodkrytych miejsc, dźwięków, niezapomnianych zapachów i kolorów. Tak pisze autorka bloga Po tej stronie Jeżyc: Piszę więc to, co chcę: lubię ludzi, lubię obserwować, lubię się śmiać na ulicy sama do siebie. Lubię kupować przy Rynku Jeżyckim cięte kwiaty za grosze i warzywa, z których i tak nie wiem, co ugotować. Lubię chodzić na spacer, kiedy pada. Lubię przyglądać się ukwieconym balkonom kamienic. Lubię zapachy, którymi przesiąkają Jeżyce, kiedy robi się ciepło: bez, jaśmin, lipa i akacje, te na mojej ulicy.

Wtóruje jej Agnieszka, autorka bloga City Break po polsku: Moja opowieść o Jeżycach nie byłaby opowieścią o miłości od pierwszego wejrzenia. Byłaby raczej historią relacji, która z początkowej obojętności przekształciła się w prawdziwe, głębokie uczucie. Przez skórę i żołądek (a przez niego najłatwiej do serca) czuję, że ciąg dalszy nastąpi…

Zupełnie inaczej na wyobraźnię oddziałują narracje z oficjalnych stron jeżyckich stowarzyszeń18. Dominuje w nich przekaz urzędowy, a najczęściej powtarzające się słowa to: chuligaństwo, patologia, zaniedbanie, naprawianie,  http://mojejezyce.blogspot.com/; https://www.facebook.com/najezycach?fref=ts; https://www.facebook.com/groups/372093379536519/?fref=ts; http://www.pinterest.com/ pchrzczonowicz/na-jezycach-poznan/; http://potejstroniejezyc.blogspot.com/; http://szlakteatralny.blox.pl/html; http://jezycelubieto.blogspot.com/; http://citybreakpopolsku.blogspot.com/2013/10/jezycowe-love-story.html [13.11.2013]. 17  http://pieknejezyce-poznan.pl; http://jezycepoznan.pl [13.11.2013]. 18  Analiza własna i z wykorzystaniem wyników projektu badawczego pt. „Obraz Jeżyc na stronach stowarzyszeń jeżyckich wobec obrazów Jeżyc przedstawionych na blogach prywatnych” autorstwa Oriany Ostradeckiej, Agaty Budzińskiej i Justyny Nadolnej. 16


38

Małgorzata Nieszczerzewska

wstyd. Wydźwięk tekstu jest neutralny lub negatywny. Najczęściej opisywane miejsca to Zajezdnia na ul. Gajowej, Rynek Jeżycki, Ogród Botaniczny, kościoły, ulica Staszica. Autorów interesują przede wszystkim inicjatywy dotyczące Jeżyc, współpraca z urzędnikami miejskimi w zakresie poprawy warunków życia i rewitalizacji Jeżyc czy walka z negatywnymi zjawiskami. W tym wypadku można zastosować koncepcję charakterologicznej jedności przestrzeni miasta, gdyż obraz Jeżyc, który się z nich wyłania, inspirowany jest wyobrażeniem dystopijnym, pretendującym do całościowego ujęcia tematu. Cechą dystopijnych wyobrażeń miast jest ukazywanie zależności między podziałem w przestrzeni miasta, izolacją lub wykluczeniem niektórych jego mieszkańców a systemem kontroli i nadzoru, zaś samo miasto jest w nich przedstawiane jako przestrzeń wroga mieszkańcom. Podkreśla się tu głównie te elementy przestrzeni i dyskursu o niej, które negatywnie wpływają na wyobraźnię, zarówno mieszkańców dzielnicy, jak i przypadkowych przechodniów. Obraz ten znacznie pokrywa się jednak z potocznym wyobrażeniem Jeżyc, „nieformalnym obiegiem gminnych wieści”19, powielanym również przez mieszkańców innych dzielnic Poznania. Chociaż w lokalnej prasie i  na stronach internetowych miasta pojawiają się głosy, że „owiane złą sławą Jeżyce w policyjnych statystykach przestępczości wypadają jako dość bezpieczna dzielnica”, w wyobraźni większości poznaniaków wciąż funkcjonują jako miejsce, „gdzie lepiej nie wybierać się na spacer po zmroku, bo można wrócić bez portfela, komórki, za to z guzem na głowie”20.

4. Dzielnica męska vs. dzielnica kobieca Odwołując się do genderowego charakteru miejskiej przestrzeni, autorki jednego z projektów badawczych dotyczących Jeżyc zapytały mieszkańców, jaką płeć przypisaliby swojej dzielnicy21. Odpowiedzi nie były jednoznaczne ani zaskakujące. W większości z nich obecne są jednak konkretne miejsca i ulice, które w jednostkowych potocznych wyobrażeniach funkcjonują jako męskie lub żeńskie. Autorki wyróżniły jedną z odpowiedzi, która wydała im się najbardziej syntetyczna i interesująca: Męskość kojarzy mi się z dzielnicami biznesowymi, handlowymi i przemysłowymi. Tradycyjny rynek kojarzy mi się z przekupkami, a starsi mieszkańcy, którzy chyba  Por. F. Graliński, O legendach miejskich i współczesnym folklorze, w: P. Leszkowicz (red.), Urban Legend. Festiwal Sztuki w przestrzeni publicznej, Fundacja Akademii Sztuk Pięknych, Katedra Intermediów ASP, Poznań 2009. 20  http://www.mmpoznan.pl/383304/2011/8/19/na-jezycach-najbardziej-niebezpiecznie-to-mit?category=news [13.11.2013]. 21  Anna Filak i Agnieszka Gliszczyńska, autorki projektu pt. „Konstruowanie przestrzeni miejskiej Jeżyc w geografii imaginatywnej mieszkańców Poznania”. 19


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

39

dominują na Jeżycach, z tradycyjnym modelem rodziny i gospodyniami domowymi, więc żeńskością. Nie wiem, jak przyporządkować aspekt instytucji kultury – ani kobiecy, ani męski. Boczne uliczki, duża ilość agresywnej, patologicznej młodzieży, tzw. dresów oraz żuli, także kojarzy mi się raczej z męskością.

Wyobraźnię stymuluje w tym wypadku również szata informacyjna jeżyckich ulic, która nadaje określony charakter neutralnym fragmentom miejskiej przestrzeni. Znaczna ilość szyldów i reklam butików z odzieżą, galanterią, sklepów z tkaninami, pasmanterii, sklepów oferujących produkty dla matek i dzieci oraz salonów kosmetycznych pozwala w symboliczny, a jednocześnie stereotypowy sposób przyporządkować głównej części dzielnicy „kobiecą płeć”. Przestrzenie, które w wyobraźni mieszkańców funkcjonują jako „męskie”, to bramy i tereny położone w znacznej odległości od głównej ulicy Jeżyc. Elementy szaty informacyjnej są tam zdecydowanie uboższe, zaś w świadomości poznaniaków miejsca te zapisały się jako „niebezpieczne, brudne i brzydkie”. Analiza odpowiedzi mieszkańców prowadzi zaś do jednoznacznego wniosku, że na wyobrażenia jednostkowe decydujący wpływ ma wyobrażenie dominujące, kolektywne, powielające Lindnerowski mentalny gestalt dzielnicy.

5. Jeżyce na mapach W badaniach nad subiektywną percepcją przestrzeni miasta główną rolę przypisuje się mapom mentalnym, których znaczenie podkreślał Kevin Lynch w The Image and the City22. Dotyczą one indywidualnych, fragmentarycznych obrazów miasta zawartych w wyobrażeniach przestrzennych mieszkańców. Tego rodzaju mapy miast powstają dzięki działaniu wyobraźni i pamięci jednostkowej. Lynch podkreślał rolę i znaczenie charakterystycznych elementów miasta, takich jak drogi, krawędzie, granice, dzielnice i punkty orientacyjne, które niemal w każdym przypadku pojawiają się na wyobrażeniowej mapie. Christian Norberg-Schulz przypomina, że Lynch jako pierwszy nadał tym elementom nowy, egzystencjalny wymiar, nie ograniczając się jedynie do aspektów wizualnych. Nie powinno się zatem poszukiwać podobieństw między mapą kartograficzną, topograficzną a mentalną. Działanie wyobraźni owocuje „sztuką tworzenia miejsc”, która przypomina każdą inną wypowiedź artystyczną, wymaga bowiem szczególnej identyfikacji z wyrażanymi treściami oraz materiałem, w którym te treści są przedstawione. Takie ujęcie działania wyobraźni miejskiej można również spotkać na gruncie geografii społecznej, socjologii, teorii architektury, antropologii przestrzeni czy psychologii środowiskowej23.  K. Lynch, The Image of the City, Harvard University Press, Cambridge, Mass. 1960.  Ch. Norberg-Schulz, Bycie, przestrzeń i architektura, tłum. B. Gadomska, Wyd. Murator, Warszawa 2000; A. Majer, Socjologia… 22 23


40

Małgorzata Nieszczerzewska

Mapa 1. Autorka: 24-letnia studentka z dzieckiem

Mapa 2. Autor: bezrobotny mężczyzna ok. 30 lat

Mapy wyobrażeniowe dzielnicy sporządzili także mieszkańcy Jeżyc w ramach jednego z projektów badawczych24. W nawiązaniu do teorii wykluczenia społecznego mapy miały odpowiedzieć na pytanie, jak widzą Jeżyce wykluczeni i niewykluczeni mieszkańcy tej dzielnicy. Analiza otrzymanych map 24  Projekt autorstwa Aleksandry Bronikowskiej, Patrycji Adamskiej i Alicji Lemańskiej pt. „Mobilność mieszkańców Jeżyc”.


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

41

dostarczyła oczywistych, niezaskakujących wniosków: mapy mobilności respondentów „włączonych” w życie dzielnicy są zdecydowanie bogatsze w trasy i punkty węzłowe (także wyróżnione miejsca pozytywne i negatywne) na Jeżycach i poza nimi niż mapy mieszkańców wykluczonych, które pokazują, że w pamięci mieszkańców funkcjonuje zaledwie kilka najważniejszych miejsc, a sama dzielnica nie jest inspirująca dla działania wyobraźni25.

6. Dziecięce mikroopowieści z miasta Mapy wyobrażeniowe stosuje się też często w pracy z najmłodszymi mieszkańcami miast. Antonella Risotto i M. Vittoria Guliani podają przykłady map, które miały obrazować dziecięcą drogę z domu do szkoły. Ciekawsze pod względem wyobrażeniowym były mapy dzieci, które pokonywały tę drogę pieszo, niż mapy sporządzone przez te dowożone na lekcje samochodem26. Wyobrażeniowe mapy dzielnicy przygotowali również uczniowie III klasy szkoły podstawowej na poznańskiej Jeżycach, w ramach zajęć przeprowadzonych przez dwie studentki kulturoznawstwa27. Celem projektu było wykonanie przez dzieci prac plastycznych obrazujących Jeżyce. Dzieci odpowiadały również na pytanie, czy są według nich brzydkie miejsca na Jeżycach. Takie odpowiedzi, jak: „brzydki, straszny dom przy ulicy Wawrzyniaka”, „ściany z graffiti w wielu miejscach na Jeżycach” (tu dzieci wyraziły negatywny stosunek do napisów na ścianach), „jest dużo żuli” (na pytanie, kim jest żul, dzieci odpowiedziały: „nikt go nie zna”, „pije wódkę”), wskazują, że na wyobrażenia dzieci o dzielnicy wpływają również postawy i słowa dorosłych, przede wszystkim rodziców. Ważne jest spostrzeżenie, że tylko na dwóch rysunkach dzieci przedstawiły siebie w otaczającej przestrzeni, a trzem z nich nadały tytuł „Mój dom”. Głównym tematem map dziecięcych jest architektura i wybrane elementy przestrzeni miasta. Wspólne dla wielu prac są: brak perspektywy, bramy kamienic, drzwi wejściowe budynków oraz schody ukazane przez dzieci w zwiększonych proporcjach, tak że wydają się one dominować nad innymi elementami architektonicznymi. Tylko na jednej mapie pojawiają się drzewa – motyw natury w przestrzeni miasta. Przeważają elementy stałe, brak samochodów i przechodniów, zmieniających swoje położenie. Jak odnotowały w swej analizie studentki prowadzące badania, dzieci znakomicie zapamiętują symbole graficzne i nazwy, elementy szaty informacyjnej dzielnicy, w której przebywają na co dzień. Wymieniały  Por. również P. Juskowiak, W. Maćków, M. Michałowska, E. Rewers, Jeżyce oczywiste nieoczywiste, „Czas Kultury” 2/2012, s. 44. 26  A. Risotto, M. V. Giuliani, Learning Neighborhood Environments: The Loss of Experience in a Modern World, w: C. Spencer, M. Blades (red.), Children and their Environment. Learning, Using and Designing Spaces, Cambridge University Press, Cambridge 2006. 27  Projekt Joanny Przybyło i Aleksandry Jędrzejewskiej „Jeżyce w wyobraźni dziecięcej”. 25


42

Małgorzata Nieszczerzewska

nazwy sklepów (Żabka, Lewiatan, U Hani) oraz hasła z hasła witryn sklepowych (alkohol, pieczywo, promocje), co świadczy o znajomości semiotycznej warstwy jeżyckiej ulicy. Również ceny produktów w sklepach zostały przez niektóre dzieci skrzętnie odnotowane. Dzieci nie miały problemów ze zlokalizowaniem narysowanych obiektów, nazw ulic, numerów domów – wszystko to znają bardzo dobrze. Wiele z nich dorysowało mapki z tyłu rysunków, pokazujące, jak trafić w dane miejsce.

Mapa 3. Autor: Adrian, lat 8

Mapa 4. Autorka: Iga, lat 8


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

43

Wielkomiejska ulica to dla dziecięcej wyobraźni miejsce, które Lucyna Rożek nazywa światem-rzeczowiskiem. Prototypem takiego świata są przestrzenie zamknięte typu: stare szafy, kufry i sakwojaże, a także szuflady28. Wyobraźnia dziecięca pracuje na materiałach pozyskanych z rzeczywistości zewnętrznej, które organizuje, porządkuje i przekształca z myślą o realizacji własnego projektu, o ekspresji wewnętrznego świata29. W wyobraźni najmłodszych mieszkańców miasto zmienia się w plac zabaw, dzięki posiadanej przez nich naturalnej zdolności przeobrażania i nadawania nowych znaczeń, czyli „zdolności zmiany funkcji przedmiotu po to, aby uczynić go użytecznym w innej formie”, jak pisali Joy P. Guilford i Victor Lowenfeld30. Podkreśla to również Joanna Ładomirska, która uważa, że każda przestrzeń widziana przez dziecko jest otwarta, nieustannie się staje, nabiera no­wych znaczeń. Przestrzeni dla dzieci nie trzeba więc specjalnie urządzać, wystarczy, by były tworzy­wem. Te z nich, które najłatwiej poddają się wciąż nowym interpretacjom, potrafią długo inspirować31. Twórczość dzieci w mieście jest czymś więcej niż tylko spędzaniem wolnego czasu. Stanowi również sensowną formę różnorodnego wypowiadania się i wyodrębnienia z abstrakcyjnej przestrzeni miasta tych elementów, z którymi dziecko się identyfikuje oraz je wyobraźniowo i pamięciowo przetwarza. Miejską wyobraźnię dziecięcą stymulują bowiem miejsca codziennego użytku, ulice zamieszkane przez ludzi, którzy każdego dnia korzystają z chodników, wind i podwórek, ich miejsca pracy. Z przedstawionych badań wynika też, że choć dziecięce mapy są zróżnicowane pod względem tematycznym i  technicznym, to wyobraźnia dziecka nie idealizuje miejsc w dzielnicy, w której dzieci przebywają na co dzień, lecz we właściwy sobie sposób przetwarza jedynie zapamiętane obrazy.

7. Fotogeniczne Jeżyce Bill Holm, ukazując znaczenie i rolę fotografii Mike’a Melmana w odkrywaniu codziennego piękna miasta, pisze: To, co dają nam fotografie, to możliwość zajrzenia do wnętrza, tam, gdzie pulsuje prawdziwe życie miasta, gdzie nigdy wcześniej nie spodziewaliśmy się szukać jego piękna32.  L. Rożek, Ontologia dzieciństwa w tekstach wybranych pisarzy europejskich, w: J. Ławnikowska-Koper (red.), Dziecięce światy w literaturze europejskiej XX wieku, AJD, Częstochowa 2005, s. 13. 29  R. Gloton, C. Clero, Twórcza aktywność dziecka, tłum. I. Wojnar, WSiP, Warszawa 1988, s 65. 30  Za: ibidem, ss. 52–53. 31  J. Ładomirska, Żegluga pod kuchennym stołem, „Autoportret” 9/2004, s. 2. 32  M. Melman, The Quiet Hours. City Photographs, University of Minnesota Press, Minneapolis 2003. 28


44

Małgorzata Nieszczerzewska

Fot. 4. Rynek Jeżycki Autor: K. Wysmyk, https://www.facebook.com/nie.zaslaniaj [30.01.2014].

Słowa te mogłyby równie dobrze odnosić się do fotografii Jeżyc umieszczonych na ogólnodostępnym portalu Pinterest. Publikowane są na nim zdjęcia różnych autorów, członków internetowej jeżyckiej społeczności, dla których „wszystkie drogi prowadzą na Jeżyce”33. Codzienne piękno Jeżyc odsłaniają również fotografie publikowane na wspomnianych już stronach blogowych czy portalu społecznościowym Facebook (np. Nie Zasłaniaj, Jeżycki Pierdolnik, Jeżyce – Jądro Wszechświata). W szczególny sposób stymulują one wyobraźnię, niczym obrazy miast umieszczane niegdyś na stereoskopowych fotografiach, zakładają indywidualny, często intymny charakter doświadczenia. Kolekcje fotografii ukazują szczególny związek między podmiotem a subiektywnym doświadczeniem przestrzeni poznańskiej dzielnicy, której fragmenty tworzą niezwykłe obrazy. Obserwator w trakcie wyobraźniowego spaceru może skupić się na analizie szczegółów, detalicznych ujęć architektury, miejsc i przechodniów obecnych na fotografiach dzielnicy. Wyobraźnię pobudzają także opisy oglądanych miejsc i opowieści z „życia dzielnicy”, czasem nostalgiczne, częściej jednak humorystyczne, oraz fotografie niewielkich fragmentów przestrzeni Jeżyc umieszczane na stronach internetowych w formie tajemniczych obrazków  http://www.pinterest.com/pchrzczonowicz/na-jezycach-poznan/ [30.01.2014].

33


Dzielnica we fragmentarycznej wyobraźni miejskiej

45

z serii „Zgadnij, gdzie to jest?”. Zdarza się, że współczesne fotografie zestawiane są ze zdjęciami ze starych pocztówek, określanych przez kolekcjonerów mianem „ulicówek”34, ukazujących znane i nieznane miejsca Jeżyc oraz fragmenty i perspektywy ulic35. W znacznej części wyobrażeń dzielnicy pobrzmiewa nuta nostalgii za Jeżycami, których już nie ma, za „ich czystymi domami, zadbanymi ogródkami przydomowymi i za drzewami ocieniającymi spokojne ulice, na których można było grać w piłkę lub palanta”36.

Zakończenie Projekty badawcze dotyczące poznańskich Jeżyc ukazują takie wyobrażenia dzielnicy, w których miejski podmiot zawiera własne lęki i obawy, nadzieje i plany, odczucia i wrażenia, opierając się na osobistym doświadczeniu cielesnym, płciowym czy wynikającym z wieku. Takie wyobrażenia kształtują wizje tego, czym i jakie może być miasto lub jego część, jeśli spojrzeć na nie z różnych punktów widzenia. Warto też zwrócić uwagę na to, jak wpływają na osobiste wyobrażenia konkretnych miejsc te najbardziej znane, kolektywne i dominujące, najczęściej negatywne obrazy dzielnicy. Wyobrażenia na temat miasta, szczególnie topografie nierzeczywiste, oniryczne, czyli te, do których powstania przyczynia się działanie wyobraźni poetyckiej, bardzo często zwracają uwagę na ontologiczny wymiar „bycia” miejsca: usytuowania miasta w  rzeczywistości i w wyobraźni. Takie kategorie, jak: subiektywne – obiektywne, prawdziwie przedstawione – indywidualnie doświadczone, są niejasne i nieustannie się przenikają. J. Hillis Miller w Topographies wspomina o miastach i miejscach, które są „wszędzie i nigdzie”, gdzie wysiłek mapowania przestrzeni wciąż jest przerywany pojawianiem się tego, co nie podlega temu procesowi. W ten sposób „nierzeczywista” miejska dzielnica miasta, której wyobrażenia odnajdujemy na mapach wyobrażeniowych, w literaturze, sztuce czy muzyce, zostaje pozbawiona swoistej materialności, użyteczności i dosłowności. Miasto bowiem to przestrzeń, w której topografia wciąż wchodzi w relację z toponimią37. Może to wynikać z tego, że mimo tej samej topografii i nazwy nie ma „jednego” i tego samego miasta. Powinno się je raczej postrzegać tak, jakby ciągle było nieukończone i niegotowe38.  J. Skutecki, W. Trojanowski, O znanych i nieznanych dawnych pocztówkach jeżyckich, „Kronika Miasta Poznania” 2/2000: Jeżyce, s. 297. 35  http://mojejezyce.blogspot.com/ [30.01.2014]. 36  Za: Od redakcji, „Kronika Miasta Poznania” 2/2000: Jeżyce, s. 6. 37  Za: J. Donald, Imagining the Modern City, University of Minnesota Press, Minneapolis 1999, s. 122. 38  Por. T. Sławek, Miasto. Próba zrozumienia, w: E. Rewers (red.), Miasto w sztuce..., s. 20. 34


46

Małgorzata Nieszczerzewska

Summary A Quarter of a City in Fragmentary Urban Imagination The main inquiry of the article are urban imaginaries concerning Jeżyce, an old, historic quarter of Poznań. The author pays particular attention to the theory of fragmentary urban imagination used by Jude Bloomfield in Researching the Urban Imaginary.Therefore, the author mainly approaches the question of individual/collective urban imaginaries which are conformable or opposed to the most common image of Jeżyce, mainly seen as a notoriously dangerous, deprived and underdeveloped urban area. For the purpose of the article, the urban imaginaries concerning the quarter of Jeżyce are illustrated first and foremost by research conducted in the years 2011– 2013 by students of Cultural Studies at the Adam Mickiewicz University in Poznań. Its purpose was to reconstruct as widely as possible the spectrum of cultural practices localised in this part of the city that was seen in the research not only as an administrative area but, above all, as an area of real and imaginary identification. Słowa kluczowe: dzielnica miasta, miejska wyobraźnia, identyfikacja z miejscem, wyobrażenia afirmujące i dystopijne Keywords: quarter of a city, urban imagination, place attachment, affirmative and dystopian imaginaries


Marianna Michałowska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

Wstęp W trakcie wędrówki miasto może wydawać się ciche lub głośne, zatłoczone lub opustoszałe. Dźwięk kroków przechodnia zwielokrotniają mury lub wytłumiają mijający ludzie. Mówiąc o głosach w mieście, nie mam jednak na myśli realnych dźwięków, słyszanych w przestrzeni, lecz te wypowiedzi, dzięki którym miasto jest stwarzane i przeżywane. Przyjrzę się więc temu, jak rozmaici ludzie wyrażają miejskie doświadczenie w opowieściach o codziennych zdarzeniach, jak tworzą miejskie mity, jak w mieście działają. Każdej z tych aktywności można przypisać narracyjny charakter, ponieważ każda jest próbą nadania sensu zdarzeniom miejskim poprzez praktyki opowiadania – za pomocą słów, obrazów lub działań1. W badaniach miejskich możemy więc uznawać ludzkie wypowiedzi i zachowania za narracje, które można analizować i interpretować. W taki właśnie sposób pojęcie narracji jest wykorzystywane w odniesieniu do działań przestrzennych. Mieke Bal analizuje praktyki wystawiennicze i przestrzenie miejskie, proponując wykorzystanie technik narracyjnych w analizie kulturowej. W jej opinii „spacer po muzeum lub mieście jest jak czytanie książki lub oglądanie filmu”2, a tym samym wymaga refleksji nad konstrukcją takiej przechadzki. Także Michel de Certeau pisze o narracji jako praktyce przestrzennej3.  Por. K. Rosner, Narracja, tożsamość i czas, Universitas, Kraków 2003, s. 27.  M. Bal, Introduction, w: M. Bal, J. Crewe, L. Spitzer (red.), Acts of Memory. Cultural Recall in the Present, University Press of New England, Hanover 1999, s. 9. 3  M. de Certeau, Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008, s. 115. 1 2


48

Marianna Michałowska

W jego refleksji miejsca i przestrzenie są wytwarzane i przekształcane przez ich użytkowników za pomocą ustnych wypowiedzi, narracji skupiających się na domu czy opowieści o ulicach4. Jeśli ujmiemy miasto jako przestrzeń spotykających się narracji poszczególnych reprezentantów kultur miejskich, to okaże się, że ich opowieści wchodzą ze sobą w różnorakie, czasem spójne, a czasem sprzeczne, relacje. Zawsze jednak narracje te będą na siebie wzajemnie wpływały. Nadrzędna i jednolita miejska narracja nie będzie możliwa do zbudowania, choć któraś z wielu wypowiadanych równolegle może okazać się dominująca. W tekście prześledzę sposób konstruowania narracji miejskich, skupiając się na podmiotach je wypowiadających. Posłuży do tego wypracowana przez literaturoznawstwo kategoria „głosu”. Odnajdujemy ją m.in. w analizach Gerarda Genette’a5. Jednak przy przeniesieniu tego terminu na grunt badań miejskich będzie chodziło nie tyle o „własny” lub „autentyczny” głos narratora, ile o wypowiedzi i zachowania wytworzone w procesach interakcji i zapośredniczone społecznym kontekstem, w które są wpisane6. Przykłady będą stanowić teksty i działania miejskie oraz badania przestrzeni Jeżyc prowadzone przez studentów kulturoznawstwa w latach 2011–2013.

„Głosy” w przestrzeni miasta Czemu służy wykorzystanie kategorii „głosu” w kulturowych studiach miejskich? W teoriach narracji odpowiada ona na pytanie: Kto mówi? Głos narratora snuje opowieść, kształtuje ją poprzez wybór perspektywy, z której jest opowiadana. Z kolei podmiot opowiadania Gerard Genette definiuje następująco: [...] podmiot jest nie tylko osobą, która wprowadza do akcji lub ją przedstawia, lecz także osobą – tą samą lub inną – która zdaje relację i jeśli trzeba, wszystkimi tymi osobami, które uczestniczą, nawet biernie, w czynności opowiadania7.

Ściśle z kategorią „głosu” związany jest wymiar czasowy narracji, gdyż – choć narrator określa ramy czasowe opowieści – nie musi tego czynić w sposób chronologiczny i linearny. Czas narracji i czas opowieści różnią się zatem  Ibidem, s. 118.  G. Genette, Narrative Discourse. An Essay in Method, Cornell University Press, Ithaca – Nowy Jork 1980. 6  S. E. Chase, Wywiad narracyjny. Wielość perspektyw, podejść, głosów, tłum. F. Schmidt, w: N. K. Denzin, Y. S. Lincoln (red.), Metody badań jakościowych, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2009, s. 31; J. F. Gubrium, J. A. Holstein, From the Individual Interview to Interview Society, w: J. F. Gubrium, J. A. Holstein (red.), Handbook of Interview Research: Context and Method, Sage, Londyn 2001, s. 11. 7  G. Genette, Narrative Discourse..., s. 213. 4 5


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

49

od siebie, o czym przekonywali literaturoznawcy od formalizmu przez strukturalizm do współczesności. Czas narracji należy do sfery dyskursu, inaczej płaszczyzny opowiadania, czas opowieści – do płaszczyzny zdarzeń8. Czy jednak miejska narracja zachowuje się tak jak powieściowa? Sprawdźmy to na przykładzie. Pierre Mayol opisuje jedną z paryskich dzielnic poprzez sieć relacji międzyludzkich9. Konstruuje obraz dzielnicy poprzez mikronarracje poszczególnych mieszkańców o prywatnych spotkaniach, rozmowach i zachowaniach. Istotne znaczenie dla badacza ma strona językowa – sposoby zwracania się do siebie podmiotów miejskich pozwalają rozpoznać kulturowe ramy komunikacji (Mayol nazywa je konwenansem) oraz społeczne role aktorów. Narracja badawcza stanowi tu ramę dla mikronarracji mieszkańców. W narracyjny sposób ujmowane są nie tylko wypowiedzi, ale także zachodzące między nimi interakcje. Gdzie znajduje się jednak narrator tej miejskiej opowieści? Czy jest to Mayol, rekonstruujący modelowy obraz dzielnicy, czy też jego bohaterowie, opowiadający o jej codziennym życiu? Opowiadam się tu za koncepcją „ogniskowania” Gerarda Genette’a i Mieke Bal, gdzie czynnik narracyjny (focaliser) przemieszcza się pomiędzy trzema poziomami narracji, wyznaczanymi przez badanego, badacza i „czytelnika badań”10. W opowieści o dzielnicy mamy narracje bohaterów wpływających na codzienne zachowania, rekonstrukcję autora oraz narrację czytelnika porównującego model dzielnicy do sobie znanego. W teorii narracji odróżnia się perspektywę narracyjną (kto patrzy?) od głosu narratora (kto mówi?)11. W badaniu kultur miejskich równie istotne pytania brzmią: kto doświadcza i jest podmiotem miejskiej opowieści lub też kto opowiada? Wyróżnię tu głosy podmiotów miejskich, grupując je ze względu na miejsca, które zajmują w przestrzeni miejskiej oraz zadania, jakie sobie stawiają. Będą to kolejno: głosy mieszkańców, turystów, twórców miejskiej polityki, badaczy, artystów oraz głosy „milczące”. Owe głosy, w różny sposób brzmiące w odmiennych obszarach geograficznych i czasie, będą nakładać się na siebie. Mieszkaniec bywa turystą, zaś głos „milczący” może stać się głosem miejskiego aktywisty. Czego dotyczą, jak są zorganizowane i z jakiej perspektywy konstruowane są ich narracje?  A. Łebkowska, Narracja, w: M. P. Markowski, R. Nycz (red.), Kulturowa teoria literatury, Universitas, Kraków 2010.  9  P. Mayol, Mieszkać, w: M. de Certeau, L. Giard, P. Mayol, Wynaleźć codzienność. Mieszkać, gotować, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2011. 10  Rozróżnienie wprowadzone poprzez odniesienie do koncepcji Mieke Bal, która nawiązując do narracji dzieła sztuki, pisze o poziomach narracji: procesualnej artysty, zewnętrznej krytyka i performatywnej widza. M. Bal, Louise Bourgeois’ Spider. The Architecture of Art-writing, The University of Chicago Press, Chicago – Londyn 2001, s. 49. 11  G. Genette, Narrative Discourse..., s. 64.  8


50

Marianna Michałowska

Głosy mieszkańców Charakterystyczny dla tej grupy głosów jest zapis doświadczeń z perspektywy „oddolnej”, prywatnej. Odnosić się one mogą do przeszłości i wówczas będą przybierać charakter nostalgiczno-wspomnieniowy lub przeciwnie – współczesny i zaangażowany. Narracje będą obejmować osobiste wspomnienia, wypowiadane w formie historii mówionych (oral stories) lub spisanych w dziennikach, pamiętnikach, na forach internetowych lub w blogach. Mogą mieć również postać albumów z podróży czy fotoblogów. W narracje mieszkańców wpisane są świadectwa historyczne i pamiątki rodzinne. Wypowiadane są najczęściej w perspektywie pierwszoosobowej, angażującej emocje, które udzielają się ich odbiorcom. Są skonstruowane z myślą o słuchaczu – rodzinie, znajomych, gronu ludzi zainteresowanych tematem. Głos narratora w tego typu narracjach jest wyraźnie słyszalny, kształtuje opowieść i nadaje jej spójność, nawet wtedy, gdy jest ona „posklejana” z fragmentów. Narracje mieszkańców mają charakter wspólnotowy, odzwierciedlają domowy i prywatny charakter wypowiedzi, pełnią także funkcję prezentacyjną, tworząc społeczny wizerunek bohaterów narracji oraz legitymizują ich społeczny status. Służą też utrwalaniu mitów rodzinnych i legend miejskich, dlatego tak często przybierają formę narracji biograficznej lub autobiograficznej. Przekonajmy się, jak kształtowany jest obraz jednej z poznańskich dzielnic przez głosy jej mieszkańców. Przykładów dostarczają trzy projekty badawcze dotyczące tej samej przestrzeni – Jeżyc. Pierwszy z nich, zatytułowany „Jeżyce w pamięci mieszkańców – analiza albumów rodzinnych”12, obejmował refleksję nad albumami rodzinnymi wybranej rodziny połączoną z cyklem wywiadów narracyjnych. W drugim, „Jeżyce w blogosferze”, młodzi badacze przeprowadzali analizę stron internetowych: blogów i witryn instytucji kulturalnych, zaś w trzecim pt. „Mitologizacja obrazu Jeżyc w powieści »Kłamczucha« Małgorzaty Musierowicz”13 autorki przyglądają się konsekwencjom rozpowszechnienia obrazu dzielnicy przez popularną powieść dla młodzieży. Badania ukazują wspólny rys opowieści o dzielnicy. Jest nim obraz „dobrej” dzielnicy, która powoli chyli się ku upadkowi. Co ciekawe, mimo podobieństw rozdziela się ona na dwa nurty – nostalgiczny i realistyczny. Znajdujemy zatem, z jednej strony, przykłady narracji nostalgizujących, wyrażających tęsknotę za światem utraconym oraz – co istotne – światem zbudowanym z wyobrażeń 12  Joanna Sielicka, Julia Sielicka, Aleksandra Sowa, „Jeżyce w pamięci mieszkańców – analiza albumów rodzinnych” (2011/2012). 13  Iga Gołębiowska, Błażej Ignatowicz, „Jeżyce w blogosferze” (2011/2012); Magdalena Pochrząszcz, Aleksandra Baszczak, „Mitologizacja obrazu Jeżyc w powieści »Kłamczucha« Małgorzaty Musierowicz” (2011/2012).


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

51

o przeszłości, idealizowanej dystansem czasowym, a z drugiej – dokumentację codzienności. Obie narracje prezentują m.in. poddane uważnej lekturze wypowiedzi i obrazy umieszczane w sieci przez autorów jeżyckich blogów i użytkowników forów internetowych. Każda z narracji wymaga fragmentyzacji czy też kadrowania rzeczywistości. Dzięki temu odbiorca otrzymuje obraz, który wyostrza elementy miejskiej przestrzeni istotne dla narratora. Przyjrzyjmy się pierwszej z tych narracji – opowieści nostalgicznej. Umieszczone w sieci fotografie i przywoływane opisy doświadczeń „jeżyckich spacerów” skupiają się na wytworzeniu wizerunku „pięknej dzielnicy”, z secesyjnymi budynkami i malowniczymi ulicami. Blogerzy patrzą i myślą poprzez detal, którego wybór lub odpowiedni montaż kilku motywów pozwala wpisać współczesność w dawny tekst i umknąć przed widokiem zakłócającym to atrakcyjne wyobrażenie (np. http://szlakteatralny.blox.pl). Widzenie wybiórcze zamyka się w zdaniu: „czas zastygł na fotografiach” – językowej kliszy. Taką próbę zatrzymania czasu za wszelką cenę pokazuje także najefektowniejszy nostalgiczny mit dzielnicy, „Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz14, pisarki związanej z dzielnicą od lat i piewczyni jej uroku. Mogłaby zatem reprezentować zarówno głos mieszkańca, jak i artysty. Życie dzielnicy toczy się w kamienicach zamieszkanych przez rdzennych Jeżycowian – inteligencję broniącą wartości rodzinnych i kulturowych przed napływem nowych mieszkańców. Musierowicz pokazuje też przemianę napływowych, wychowanych w blokowiskach bohaterek w wyznawczynie kultu secesyjnych kamienic. Ta pamięć nostalgiczna jest jednocześnie pamięcią mieszczańską, która – o czym się często zapomina – może być źródłem typowych dla mechanizmów zbiorowej pamięci wykluczeń: wtedy, gdy stara się powrócić automatycznie do czasów sprzed PRL-u i negatywnie zaznacza obecność mieszkańców mieszkań komunalnych, postrzeganych jako zakłócenie wyobrażonego ładu. Obraz „pięknej dzielnicy” wymaga bowiem dokonania cięć społecznych. Co ciekawe, w potocznym wyobrażeniu zanika pamięć o powojennym kształcie dzielnicy, związanym z innym mitem – robotniczym. Istnieje ona jeszcze w narracjach rodzinnych, zachowana w albumach wypełnionych fotografiami przedstawiającymi pracowników zajezdni tramwajowej15. O ile trudno traktować narrację cyklu powieściowego jako realistyczną, mimo starannego opisu przestrzeni miejskiej16, o tyle realizm można odnaleźć w wywiadach nar Magdalena Pochrząszcz, Aleksandra Baszczak, „Mitologizacja obrazu Jeżyc...”  Joanna Sielicka, Julia Sielicka, Aleksandra Sowa, „Jeżyce w pamięci mieszkańców...” 16  Powieści Małgorzaty Musierowicz właśnie ze względu na staranność opisów szybko zostały wykorzystane do promocji dzielnicy i sprawiły, że stała się ona rozpoznawalnym w Polsce symbolem Jeżyc. Prezentują one wersję miasta „podbarwioną” niczym hollywoodzki film w technikolorze (wizualne cyfrowe „podkręcenie” rzeczywistości stosują także niektóre blogerki, przetwarzając fotografie). 14 15


52

Marianna Michałowska

racyjnych prowadzonych na podstawie fotografii znalezionych w albumach rodzinnych. Jego źródłem jest poczucie wiarygodności wytwarzane przez świadków. Słuchając wypowiedzi osób związanych biografią z miejscami, o których opowiadają, odczuwamy zarówno „pragnienie obiektywności”, jak i „pragnienia solidarności”17. Ich opowieść o dzielnicy, choć przekształcona przez wspomnienia, pozwala – dzięki działaniu pamięci mimowolnej18 – odnaleźć te cechy codziennego życia, które z nostalgicznej powieści lub bloga celowo są usuwane. Antynostalgiczne narracje odnajdujemy z kolei w opowieściach o codziennym życiu na Jeżycach, prezentowanych na takich blogach, jak: mojejezyce. blogspot.com (Puszczyk) czy potejstroniejezyc.blogspot.com (magness). To współczesne narracje miejskie, prowadzone w pierwszej osobie. Narratorzy opowiadają o swoich doświadczeniach, wrażeniach, włączają historie i legendy miejskie, ukazują osobiste zaangażowanie w przestrzeń, której poświęcają blogi. Także tutaj autorzy fragmentaryzują przestrzeń, opisując jej detale (magness) lub wybierając fotografie prezentujące szczegóły (Puszczyk), ale nie są to opowieści przesycone tęsknotą za przeszłością, a raczej skupione na teraźniejszych problemach, a także pragnieniu ich rozwiązania (jak w prezentowanym przez Puszczyka sporze mieszkańców dotyczącym renowacji Placu Asnyka). Warto także zwrócić uwagę na specyfikę fotografii umieszczanych (bo niekoniecznie ilustrujących) teksty na blogach. Analizujący fotoblogi Krzysztof Olechnicki podkreśla znaczącą liczbę obrazów odnoszących się do sytuacji społecznej i tendencję autorów do „łapania” momentów, wynikającą z ich wiary w możliwość uchwycenia rzeczywistości i jej zapisu19. Narracja mieszkańców dotyczy codziennej praktyki życiowej i najczęściej służy wypowiedzeniu aktualnych, trapiących ich problemów. Mieszkańcy konstruują narrację, aby zająć stanowisko w polityce miejskiej i wypowiedzieć się we własnej sprawie. Widać to np. na stronach stowarzyszeń miejskich. W podobny sposób można odczytywać dyskusje na forach internetowych na temat miejsc spornych w mieście, jak we wspomnianym blogu (Puszczyk), w którym skonfrontowana jest realizowana wizja Placu Asnyka jako czystego, wybrukowanego placu z nielicznymi ławkami z oczekiwaniami mieszkańców chcących widzieć tam plac zabaw. I jedna, i druga opcja ma swoich zwolenników. Poszczególne grupy zainteresowane miejscem tworzą różne, także sprzeczne narracje. Narracje to zatem nie tylko struktury wypowiedzi (np. te wyrażające stanowiska grup były prezentowane urzędnikom miejskim), ale również zachowania nadające znaczenia miejscom. 17  J. Beverley, Narracja świadka, podrzędność i autorytet narracyjny, w: N. K. Denzin, Y. S. Lincoln (red.), Metody badań..., s. 762. 18  Pojęcie stosowane do opisu doświadczenia pamięci przez Waltera Benjamina. 19  K. Olechnicki, Fotoblogi, pamiętniki z opcją przekazu. Fotografia i fotoblogerzy w kulturze konsumpcyjnej, Wyd. Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2009, ss. 271–273.


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

53

Głosy turystów Blogi upubliczniane w sieci stają się również źródłem informacji dla turystów. Dlatego głos blogerów przekazuje nie tylko własne doświadczenia, lecz także informacje dla innych zwiedzających: o atrakcjach turystycznych lub historii miasta. Można zatem mówić o głosie turysty. O tym, jak on brzmi, można się przekonać, przeglądając strony internetowe, np. www.neotravel.pl. Pojawiają się na nich takie kategorie, jak pięć najpiękniejszych zabytków świata. Narracje przekształcają najczęściej obraz przestrzeni rzeczywistej tak, by mógł być uznany w doświadczeniu turystycznym za atrakcyjny. Nawiązując do Anny Wieczorkiewicz (pamiętając jednak, że nie pisze ona o odbiorze miast, lecz o kształtowaniu obrazu przedstawicieli obcej kultury), warto uwzględnić działanie trzech procesów: homogenizacji, dekontekstualizacji i mistyfikacji20. Pierwszy z nich dotyczy stylizowania przestrzeni miejskiej pod kątem oczekiwanego obrazu (np. „romantyczny Paryż”) poprzez usuwanie obrazów nieprzyjemnych, np. biedy, w drugim „poszczególne obiekty pozbawia się żywotnych odniesień historycznych”, proponując w zamian „abstrakcyjną i uogólnioną historię, artykułowaną w języku dziedzictwa i tradycji kulturowej”21. Konsekwencją tego jest trzeci proces – mistyfikacja, polegająca na pomijaniu realnych warunków życia w doświadczanej przestrzeni. Głos turysty uwzględnia więc przede wszystkim doświadczenie „ja”, któremu podporządkowane są głosy napotykanych w podróży podmiotów. Co ciekawe, tendencji do konwencjonalizacji obrazu przestrzeni, zmieniającej miasta w repertuar „miejsc do zobaczenia”, turystycznych oznaczników22 towarzyszy charakterystyczne dla turystycznego odbioru miasta „poszukiwanie prawdziwych widoków”23, które miałoby dać większy wgląd w historię i charakter zwiedzanego miejsca. Należy przy tym pamiętać o zróżnicowaniu postaw turystycznych: od turysty masowego, przez backpackersów i drifterów, do podróżników refleksyjnych. Ich relacje z podróży zawierają jednak elementy wspólne: najczęściej są narracjami osobistymi, zawierającymi opis własnych spostrzeżeń, odczuć zmysłowych: dźwięków i zapachów. W opisach wrażeń miejskich głos turysty ewoluuje od głosu wędrowca, błądzącego w poszukiwaniu wrażeń, do głosu innej jeszcze figury – podróżnika, oglądającego przestrzeń miejską przez pryzmat lektur i obrazów. Tendencję tę mogą ilustrować blogi i fotoblogi o charakterze 20  A. Wieczorkiewicz, Apetyt turysty. O turystycznym doświadczeniu świata, Universitas, Kraków 2008, ss. 182–183. 21  Ibidem. 22  D. MacCannell, Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, tłum. E. Klekot, A. Wieczorkiewicz, Muza, Warszawa 2005, ss. 172–173. 23  A. Wieczorkiewicz, Apetyt turysty..., ss. 138–139.


54

Marianna Michałowska

mieszanym, tworzone przez miłośników Jeżyc, zawierające również typowe informacje turystyczne (np. jezycelubieto.blogspot.com). Odbiorca znajdzie tam opis miejskich spacerów, prowadzonych przez profesjonalnych przewodników24 z informacjami o najbardziej charakterystycznych budynkach i ich historiach, jak i zestawienia ciekawych danych o dzielnicy (np. najdłuższa ulica, najwyższy budynek). Ilustrowane fotografiami przedstawiają dzielnicę jako wyjątkową i godną odwiedzenia. W narracji takiej problemy społeczne dzielnicy z reguły nie są ukazywane, a nawet jeśli pojawiają się obrazy zaniedbanych podwórek, to są wpisywane w „malowniczy” wizerunek starego miasta. Do estetyki spaceru odwołują się także badania poświęcone pejzażowi dźwiękowemu dzielnicy („Soundscape Jeżyc”25). Autorzy projektu, odwołując się do koncepcji spaceru dźwiękowego (soundwalk) Hildegard Westerkamp i  Anny Nacher26, odbyli cykl wędrówek najczęściej uczęszczanymi szlakami. Każdy został pokonany dwukrotnie: najpierw ochotnikom odgrywającym rolę „turysty” prowadzący zawiązywali oczy, a drugi spacer odbywali już, widząc przestrzeń. Celem badania była konfrontacja doświadczenia miasta płynącego z dwóch źródeł percepcji i refleksja nad konstytutywnymi elementami doświadczenia turystycznego: dźwiękowego i wizualnego. Badanie zmysłowego doświadczenia może także dotyczyć kwestii przekładalności doświadczenia wizualnego na zapachowe. Próbę taką podjęły autorki wykorzystujące fotografię do obrazowania pejzażu zapachowego27 (smellscape) wybranych ulic w Poznaniu („Smellscape – porównanie ulic Mickiewicza i Ratajczaka w Poznaniu”). Badaczki skonfrontowały osobistą narrację – wspomnienie zapachów unoszących się w określonych miejscach, takich jak: restauracje, perfumiarnie czy piekarnie – z ich obrazami28.

Głosy twórców miejskiej polityki Henri Lefebvre, wyróżniając grupy odpowiadające za sposoby produkcji przestrzeni, zwraca uwagę na rolę naukowców, planistów, urbanistów, a także „miejskich inżynierów” odpowiedzialnych za tworzenie „porządku”, wiedzy,  http://jezycelubieto.blogspot.com/2013/08/spacer-inny-niz-zwykle-relacja-ze.html [7.02.2014]. 25  Agnieszka Antkowiak, Kamil Babacz, Monika Pietryga, „Badanie krajobrazu dźwiękowego wybranych ulic Jeżyc metodą spaceru dźwiękowego” (2012/2013). 26  A. Nacher, Sto tysięcy miliardów dźwięków, „Kultura Współczesna” 3 (65)/2010, s. 112. 27  W polskiej teorii koncepcję „miasta zapachowego” rozwija m.in. Włodzimierz Pessel. Zob. W. K. Pessel, Antropologia nieczystości: studia z kultury sanitarnej Warszawy, Trio, Warszawa 2010. 28  Milena Duszek, Daria Smólczyńska, „Smellscape – porównanie ulic Mickiewicza i Ratajczaka w Poznaniu” (2011/2012). 24


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

55

znaków i kodów miasta29. Z kolei Andreas Huyssen pisze o „ojcach miasta”: deweloperach i politykach, których wizja miasta obejmuje tworzenie estetycznych przestrzeni konsumpcji30. Ich narracje przyjmują najczęściej formę raportu lub planu miejskiego (także plan zagospodarowania przestrzennego jest formą narracji o przyszłości miasta). Jak skonstruowane są takie narracje? Preferowany jest dyskurs danych i statystyk, oparty na autorytecie nauki, wykorzystujący głosy osób i instytucji zaangażowanych w konstruowanie opowieści. Narracje prowadzone są zwykle w trzeciej osobie, zaś plany miejskie prezentowane są bezosobowo. Bohaterami narracji są najczęściej grupy, których przedstawiciele pełnią w tekście funkcję egzemplifikacji. Narracje często budowane są za pomocą zobiektywizowanych danych: statystyk i badań ilościowych, któtych celem jest przedstawienie zmiany miejskiej. Głosy twórców miejskich polityk w określonych wypadkach posługują się narracjami badaczy, realizujących np. na zamówienie władz badania i sporządzających raporty. W tym sensie np. XIX-wieczne dokumentacje miast brytyjskich – Leeds czy Glasgow – należały do narracji planistów opowiadających się za ich „oczyszczeniem” i „przebudową”. Taki charakter miał też niedawny raport przygotowany przez badaczy z University of Reading Bussiness School, który przedstawia możliwości rozwoju nieruchomości komercyjnych31. Wykorzystuje dane pochodzące ze 128 urzędów londyńskich, dotyczące zmian własności i sposobu inwestowania. Kolejno rozpatrywane są w nim takie kwestie, jak: problem własności przestrzeni: prywatnych osób, organizacji; zmiany w narodowości, typ organizacji. Celem raportu jest rozpoznanie potrzeby zmian poprzez badanie wyznaczników ekonomicznych i kulturowych. Główną funkcją narracji prowadzonej przez twórców miejskich polityk jest zarządzanie. Nie należy jednak sądzić, że reprezentują one jedynie narratorów związanych z oficjalnymi instytucjami miejskimi. Równie dobrze mogą być to twórcy miejskich polityk, działający w organizacjach pozarządowych lub w nierozpoznawanych w oficjalnym dyskursie medialnym mikrowspólnotach organizujących się wokół lokalnych (niekoniecznie w znaczeniu geograficznym, także wirtualnym) zjawisk: ruchu slow, ekologii, twórców miejskich ogrodów i innych32. Co istotne, obie grupy głosów – oficjalne i oddolne – określają ramy dla doświadczenia miejskiego mieszkańców. Głos twórców miejskich polityk 29  H. Lefebvre, The Production of Space, Blackwell, Oxford – Cambridge, Mass. 1998, ss. 33, 39. 30  A. Huyssen, Present Past. Urban Palimpsest and the Politics of Memory, Stanford University Press, Stanford 2003, s. 50. 31  C. Lizieri, N. Kutch, Who Owns the City 2006. Office Ownership in the City of London, Developement Securities PLC, http://www.developmentsecurities.com/devsecplc/dlibrary/ documents/WhoOwnstheCity-FINALTABBED.pdf [6.02.2014]. 32  A. Nacher, Rubieże kultury popularnej, Galeria Miejska „Arsenał”, Poznań 2012.


56

Marianna Michałowska

wybrzmiewa poprzez planowane programy rewitalizacyjne (np. związane z finansowaniem projektów architektoniczno-społecznych w wybranych dzielnicach), realizowanie idei polityki historycznej i kulturalnej (np. fundowanie instytucji muzealnych w przestrzeniach postindustrialnych – chociażby przebudowa Bankside w Londynie z Galerią Tate Modern, idea paryskiego Parku de la Villette), wyznaczanie miejsc pamięci poprzez budowę pomników (np.  Pomnik Pomordowanych Żydów Europy autorstwa Petera Eisenmana w Berlinie), a także poprzez mikrodziałania (w rodzaju „miejskiej partyzantki”) lub jednorazowe akcje miejskie (np. flash-moby). Głos zarządców przestrzeni miejskiej można rozpoznać też w inny sposób – poprzez analizę widocznych efektów ich działania. Analizę taką przeprowadziły autorki projektu badawczego „Zmiany wizerunku dzielnicy na przykładzie kamienic i budynków użyteczności publicznej”. Starannie zestawiły one fotografie historyczne i współczesne33 – malownicze panoramy miejskie ukazujące secesyjne kamienice z przeszłości z obrazem przedstawiającym w podobnym kadrze stan obecny – „zabałaganiony” reklamami na fasadach i niepoprawnie zaparkowanymi samochodami. Zestawienie to ukazuje zmieniający się charakter dzielnicy, związany ze zmianą jej mieszkańców, lecz także brak dbałości współczesnych o przestrzeń publiczną. Widać zatem, że narracje przybierają zarówno formę tekstu językowego, jak również tekstu przestrzennego, planowanego i realizowanego poprzez rysunki, komputerowe wizualizacje architektów i urbanistów oraz realne obiekty architektoniczne i rzeźbiarskie, wreszcie działania w przestrzeni publicznej. Laura Colini podkreśla komunikacyjny aspekt wytwarzania miejskich narracji prowadzący do „społecznej mobilizacji” i uznaje go za jeden z elementów demokracji uczestniczącej. Narracje odpowiadają więc za proces wytwarzania miasta, ponieważ „rekonfigurują przeszłość, obdarzając ją znaczeniem i ciągłością, wpływają na teraźniejszość i wyobrażenie przyszłości”34.

Głos badacza W badaniu narracyjnym autorefleksyjność badacza uznawana jest za jeden z podstawowych warunków jego prowadzenia35. Dotyczy to także potrzeby 33  Barbara M. Łoza, Monika Pawłowska, „Zmiany wizerunku dzielnicy na przykładzie kamienic i budynków użyteczności publicznej” (2011/2012). 34  L. Colini, The Looming Mediacity: Framework for Participative ICT Spatial Practices, w: F. Eckardt i in. (red.), Mediacity. Situations, Practices and Encounters, Frank & Timme, Berlin 2008, s. 127. 35  S. E. Chase, Wywiad narracyjny...; J. F. Gubrium, J. A. Holstein, From the Individual Interview; W. G. Tierney, Globalization and life history research: Fragments of a life foretold, „International Journal of Qualitative Studies in Education” 23(2)/2010, s. 133.


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

57

rozpoznania własnej narracji badacza – zarówno stylu jej tworzenia (co jest wynikiem diagnozy Haydena White’a, że każda historia jest konstruowana przez badaczy przy użyciu tropów literackich36), jak i perspektywy, z której jest prowadzona. W badaniach kultur miejskich (podobnie jak w całym kulturoznawstwie) zadaniem badacza jest uzyskanie „dostępu do złożoności życia ludzkiego”37, niemożliwe jednak jest uzyskanie go w sposób przezroczysty. Każda narracja podmiotu jest zapośredniczona, także wtedy, gdy medium dające do niej dostęp stanowi tekst badawczy. Jak zatem brzmi głos badacza kultur miejskich i w jakim stopniu wpływa na ich obraz? Sprawdźmy na przykładzie klasycznego badania. Sharon Zukin rozpoczyna swoją książkę The Cultures of Cities od szczegółowego przedstawienia własnej perspektywy badawczej: zarówno tej umotywowanej osobistą historią, jak i badawczymi celami. Zwraca uwagę, że jedną z przyczyn napisania książki była próba wyjaśnienia swojej córce wyborów dotyczących codziennego życia w mieście (jak wybór środka lokomocji czy upodobanie do pewnych miejsc), zaś warstwę intelektualną określa m.in. jej osobiste zainteresowanie działaniem muzeów, galerii, restauracji i poszczególnych osób oraz pragnienie zbadania ich roli w rozwoju miast38. Głos badaczki, a jednocześnie narratorki brzmi w The Cultures of Cities wyraźnie. Jest osobiście umotywowany, co pozwala wprowadzić elementy zaangażowania i spojrzenia „oddolnego” do narracji o określonym wycinku analizowanych zjawisk miejskich. Wybraną perspektywę dodatkowo wspiera eseistyczny styl książki, pozwalając w bardziej swobodny niż w przypadku analizy socjologicznej sposób wybierać przykłady z analizowanego spektrum zjawisk i je interpretować. Jakie jeszcze cechy posiada głos narratora? W metodologii prowadzenia wywiadów narracyjnych teoretycy wyróżniają trzy typy głosów badacza. Co istotne, głos badacza i narratora traktuje się tu odmiennie. Pierwszy należy do przeprowadzającego badanie (odpowiada zatem literackiej kategorii autora modelowego), drugi do narratora, czyli podmiotu badania. Metodolodzy wyróżniają: autorytatywny, pomocniczy oraz interakcyjny głos badacza39. Pierwsza strategia narracyjna wyraźnie rozdziela głosy badacza i narratora. Badacz przywołuje, cytuje narracje innych, lecz in B. Czarniawska, Narratives in Social Science Research, Sage, Los Angeles – Londyn 2014, ss. 20–22. 37  R. Josselson, Narrative research and the challenge of accumulating knowledge, „Narrative Inquiry” 16(1)/2006, s. 4; S. Trahar, Beyond the Story Itself: Narrative Inquiry and Autoethnography in Intercultural Research in Higher Education, „Forum Qualitative Sozialforschung/Forum: Qualitative Social Research” 10/2009, http://www.qualitative research.net/ index.php/fqs/article/view/1218/2653 [5.02.2014]. 38  S. Zukin, The Cultures of Cities, Blackwell, Oxford 1995, ss. VII–XII. 39  S. E. Chase, Wywiad narracyjny...; S. Trahar, Beyond the Story Itself... 36


58

Marianna Michałowska

terpretuje to, co słyszy, odmiennie od intencji narratora. Susan E. Chase uważa, że takie podejście traktuje się często jako uprzywilejowujące głos badacza, który głosy narratorów przesuwa na plan dalszy i postuluje, by traktować badacza „autorytarnego” jako głos pozwalający „usłyszeć i zobaczyć” praktyki i procesy kulturowe i społeczne40. Przykładów mogą dostarczyć badania wykorzystywane w raportach miejskich (metodę tę Chase przypisuje socjologom i psychologom). Strategia druga – głosu pomocniczego – charakterystyczna dla narracji biograficznych, historii mówionej, także performatywnej, pozwala wesprzeć narratora w wypowiedzeniu doświadczenia. Przykładem są tu badania nad narracjami świadka, dotyczące pamięci i osobistego doświadczenia. Strategia trzecia, w której słychać interakcyjny głos badacza, zakłada interaktywność relacji narratora i badacza. Obie strony wspólnie dochodzą do pewnych ustaleń – konstruują historię, która zmienia się w trakcie jej rozpoznawania i w rezultacie prowadzonej rozmowy wpływa zarówno na zmianę stanowiska narratora, jak i badacza41. Także tutaj najczęściej nadrzędnym celem badania jest rozpoznanie doświadczenia życiowego rozmówcy (co najskuteczniejsze okazuje się w  badaniach etnografii narracyjnej i autoetnografii). William G. Tierney tak opisuje własne stanowisko badawcze: [...] wybrałem ramę narracyjną, w której umieściłem własny głos, ponieważ natura pytań, które zadawałem, i sposób odpowiedzi mojego rozmówcy zawierały percepcję tego, kim jestem42.

W badaniach nad kulturami miejskimi wywiad narracyjny może być jedną z metod, jednak o wiele częściej stosuje się go równolegle z innymi metodami – wizualnymi czy performatywnymi. Głos badaczy uwzględnia ich własną pozycję i pozwala refleksyjnie podchodzić do doświadczeń badanych, uwzględniając także własne. Spojrzenie Zukin na znaczenie kultur miejskich zmienia się w trakcie prowadzonych badań. Podobny styl narracji wykorzystuje Elisabeth Wilson do analizy wybranych miast: Londynu, Paryża, Chicago, wybierając głos wyraźnie eksponujący badawcze „ja” – kobiety dorastającej w Londynie, której młodość kształtowały zdarzenia i zjawiska charakterystyczne dla kultury metropolii43. Także Barbara Czarniawska w A Tale of Three Cities pisze o miastach (Rzymie, Warszawie i Sztokholmie), z którymi jest związana, pokazując lokalne kontekstualizacje globalnych praktyk miejskich44.  S. E. Chase, Wywiad narracyjny..., s. 37.  A. Fontana, J. H. Frey, Wywiad od neutralności do politycznego zaangażowania, tłum. M. Skowrońska, w: N. K. Denzin, Y. S. Lincoln (red.), Metody badań..., s. 113. 42  W. G. Tierney, Globalization and life history research..., s. 142. 43  E. Wilson, The Sphinx in the City. Urban Life, the Control of Disorder, and Women, University of California Press, Londyn – Los Angeles 1991. 44  B. Czarniawska, A Tale of Three Cities: Or the Glocalization of City Management, Oxford University Press, Oxford 2002. 40 41


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

59

Głos artysty Specyfiką narracji miejskich jest to, że poszczególne głosy nakładają się na siebie. Tak jak wcześniej głos badacza był słyszalny w narracji twórców polityki miejskiej, tak głos artysty współbrzmi z głosami mieszkańców, miejskich wędrowców i badaczy. Zawsze jednak przyjmuje perspektywę subiektywną i zindywidualizowaną. Najczęściej wybiera jeden z dwóch rodzajów narracji: nostalgiczną, skierowaną w stronę rekonstrukcji przeszłości miasta, lub emancypacyjną, zaangażowaną w codzienne życie i rysującą perspektywę zmian. Nostalgiczną narrację o przeszłości miast znajdujemy m.in. w powieściach i opowiadaniach z nurtu literatury małych ojczyzn (Miłosz, Konwicki, Stryjkowski, Chwin, Huelle, Stasiuk i inni) oraz filmach (oryginalnych jak Jana Jakuba Kolskiego) lub adaptacjach literatury (od Austerii po Wino truskawkowe) czy realizacjach wizualnych. Są to często narracje pierwszoosobowe, w których narrator dokonuje retrospekcji, powraca do miejsca zapamiętanego z przeszłości. Realność splata się z mitem miejsca rodzinnego, widziana przez pryzmat intymnego doświadczenia ludzkiego. Tego rodzaju narracje wywodzą się z wielkiej literatury XX wieku: dzieł Marcela Prousta i Jamesa Joyce’a, w których przekazie istotną rolę odgrywa doświadczenie miejsca. Jest ono pojmowane najczęściej na sposób Bachelarda, Heideggera czy Merleau-Ponty’ego, przypisując ludzkiej egzystencji specyficzny związek z pewnymi sposobami przebywania w przestrzeni – zamieszkiwaniem, oswajaniem45. Istotną rolę w narracjach artystów odgrywają też kategorie genius loci46, poetyki miejsc i przestrzeni47. Wśród takich miejsc, sprzyjających wyrastaniu narracji na podłożu wyobrażenia, Gaston Bachelard odnajduje formy symbolicznie reprezentujące dom i schronienie: gniazda, muszle, schrony czy szafy48. Ponieważ głos narratora rozgrywa relację swojskości i obcości w czasie i przestrzeni, w opozycji do miejsc pojawiają się współczesne nie-miejsca49, reprezentujące upadek wartości wspólnego przebywania i swojskości, wiązane przede wszystkim ze współczesną, nowoczesną miejskością50. 45  H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. Przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Universitas, Kraków 2006. 46  S. Symiotuk, Filozofia i genius loci, Instytut Kultury, Warszawa 1997; G. Agamben, Profanacje, tłum. M. Kwaterko, PIW, Warszawa 2006. 47  G. Bachelard, The Poetics of Space, Beacon Press, Boston 1996; J. Maderuelo, Poetyki miejsca, tłum. W. Bryl-Roman, w: E. Rewers (red.), Miasto w sztuce – sztuka miasta, Universitas, Kraków 2010. 48  G. Bachelard, The Poetics of Space... 49  Por. M. Augé, Nie-miejsca. Wprowadzenie do antropologii hipernowoczesności, tłum. R. Chymkowski, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2010. 50  A. Huyssen, Present Past...


60

Marianna Michałowska

O ile nostalgiczne narracje odnoszą się najczęściej do przeszłości miejsca, o tyle głosy emancypacyjne koncentrują się na połączeniu przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Ten typ narracji charakterystyczny jest dla sztuki publicznej, a także praktyki site-specific. Przykładów narracji miejskich w ramach sztuki publicznej dostarczają m.in. prace Marthy Rosler („The Bowery in two Inadequate Descriptive Systems”, 1974–1975), Krzysztofa Wodiczko („Pojazdy dla bezdomnych”, 1988–1989) i Joanny Rajkowskiej („Dotleniacz”, 2006–2007). Mają one charakter interwencji artystycznej lub działania partycypacyjnego. Rozpoznanie przeszłości miejsca i jego konfrontacja z aktualną sytuacją pozwala artystom przedstawić problem i zaproponować (często fantastyczne) rozwiązanie. Celem narracji jest wskazanie na istnienie problemu oraz przekonanie zainteresowanych (mieszkańców, zarządców terenu) do zajęcia wobec niego stanowiska. Głos artysty wywołuje działanie, na które odpowiadają (mimowolni) uczestnicy projektu. Jest narratorem tworzącym ramy działania oraz wydobywa znaczenia przestrzeni i wspólnoty, nadawane jej przez mieszkańców. W kontekście dzielnicy, której badania stanowią motyw przewodni niniejszego tekstu, warto wspomnieć o jednym z przykładów zaangażowania sztuki do tworzenia wypowiedzi o znaczeniach przestrzeni miasta. W 2007 r. Anna Okrasko, artystka związana z Warszawą, nie z Poznaniem, powiesiła na balkonie Centrum Kultury Zamek baner z napisem „Nienawidzę rodziny Borejko”. Odwołała się w ten sposób do wspominanego cyklu powieściowego Małgorzaty Musierowicz, traktowanego jako jeden z elementów promocyjnych zarówno całego Poznania, jak też Jeżyc. Ważne, że uczyniła to w ramach wystawy „Dziedzictwo”, której celem było krytyczne przemyślenie kulturowych wzorców, do których na co dzień się odwołujemy. Odrzucenie „Jeżycjady” jako edukacyjnego projektu dla „dobrych dziewcząt” z mieszczańsko-inteligenckich domów stanowiło akt buntu przeciwko „patriarchalno-dziewczyńskim” powieściom i jednocześnie fundowało nowy kontrmit. Ilia Kabakov krytykuje traktowanie przestrzeni publicznej jako tylko miejsca ekspozycji pracy51, co wskazuje na istotną cechę takich realizacji – mają one istnieć w relacji do przestrzeni. Wypowiedź nie powinna być zatem monologiem, ale realizować założenie dialogowania z przestrzenią i co ważniejsze – z wchodzącym w przestrzeń widzem. Kabakov pisze: Praca artysty [...] nie powinna przeciwstawiać się otoczeniu, lecz sprawiać wrażenie naturalnej i normalnej części otoczenia, w którym ją umieszczono. W związku z tym zmianie ulega również stosunek do widza; widz nie jest już protekcjonalnie traktowanym dodatkiem do pracy, lecz staje się aktywnym, a nawet głównym jej elementem52.  I. Kabakov, Projekt publiczny albo duch miejsca, tłum. G. Dziamski, w: E. Rewers (red.), Miasto w sztuce..., s. 345. 52  Ibidem, s. 346. 51


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

61

Głos narratora nie powinien zatem dominować, lecz współbrzmieć, a nawet zanikać w narracji. Gdybyśmy mieli szukać odpowiednika w literaturze, byłby to polilog – charakterystyczna forma wielogłosowości. Ciekawy kontekst narracji miejskiej stanowią praktyki minimalistów, ponieważ są pozornie antynarracyjne. Także one posiadają wymiar społeczny i wspólnotowy. Prace site-specific nie tylko wskazują na miejsce, ale równie często czynią je częścią opowieści. Miwon Kwon przywołuje przykłady prac Richarda Serry, Mierle Laderman Ukeles i Gabriela Orozco i zwraca uwagę na będący konsekwencją sztuki site-specific relacyjny charakter działań artystycznych w przestrzeni, podkreślając rolę procesu, w którym „przemijającą intymność” doświadczenia artystycznego przeobraża się „w trwałe, niepowtarzalne społeczne znaki”53.

Głosy „milczące” Ostatnim rodzajem głosów, na które chciałabym zwrócić uwagę, jest głos „milczący”. Ta kategoria sprawia badaczom szczególnie wiele kłopotu. Obejmuje bowiem tych, którzy z różnych przyczyn – od braku zainteresowania publicznym dyskursem, świadomym wycofaniem z niego, przez wyciszanie głosów politycznie niepożądanych, po ich publiczne wykluczenie – nie zabierają głosu w miejskich dyskusjach, a mimo to poprzez swoje wybory wpływają na kształt miasta. Krytyczna diagnoza społeczna postawiona przez Jeana Baudrillarda w  1978 r. prezentowała „milczącą większość” jako bierną masę – neutrum, które stawia opór „imperatywowi racjonalnej komunikacji”54 oraz poddawane jest presji wywieranej przez media i kulturę konsumpcyjną. Rozpoznanie „milczących” jest szczególnie ważne, gdy zaczynamy zastanawiać się, jakiego obrazu miasta chcieliby mieszkańcy. Jak jednak dotrzeć do ich narracji, by dostrzec ich obraz miasta? „Mobilność mieszkańców Jeżyc”55, projekt, w ramach którego mieszkańcy rysowali mentalne mapy, może wskazywać jedną z dróg dotarcia do tych podmiotów miejskich, które zazwyczaj nie są zainteresowane przedstawianiem własnej opowieści. Powstałe mapy pokazywały w przejrzysty sposób społeczne, kulturowe i ekonomiczne zróżnicowanie – mapy respondentów wykształconych i zasobnych były bogate w trasy na i poza Jeżyce, mapy społecznie i ekonomicznie wykluczonych pokazywały  M. Kwon, One Place after Another: Notes on Site Specificity, „October” 80/1997, s. 110.  J. Baudrillard, W cieniu milczącej większości, tłum. S. Królak, Sic!, Warszawa 2006, s. 15. Koncepcję Baudrillarda opisuje także Agnieszka Smrokowska-Reichmann. Zob. A. Smrokowska-Reichmann, Nieme neutrum. Baudrillard antysocjolog i jego diagnoza społeczeństwa, „Principia” 54–55/2011, s. 287. 55  Agnieszka Adamska, Aleksandra Bronikowska, Agnieszka Lemańska, „Mobilność mieszkańców Jeżyc” (2011/2012). 53 54


62

Marianna Michałowska

zamknięcie między kilkoma punktami najbliższych ulic56 oraz brak zainteresowania przestrzenią wykraczającą poza mentalną mapę. Należałoby zatem odróżnić narracje wyciszane przez dominującą metanarrację polityczną (np. narracje grup opozycyjnych i marginalizowanych) od głosu tych, którzy nie mają chęci uczestniczenia w dyskursie publicznym. W pierwszym przypadku chodzi o to, by te wyciszane głosy ujawnić (przypadek latynoamerykańskich narracji świadków przemocy politycznej lub osób wykluczanych ze względu na orientację seksualną, przemoc rasową czy seksualną), w drugim – by zachęcić do uczestnictwa w przestrzeni publicznej biernych uczestników kultury konsumpcyjnej czy też członków Debordowskiego „społeczeństwa spektaklu”. Milczenie wykluczonych zawiera w sobie podwójność, dostrzeganą m.in. przez badaczy postkolonialnych wykorzystujących koncepcję „podporządkowania” Gramsciego. Zgodnie z nią głosu nie ma ten, komu odmawia się podmiotowości57, a każda próba przywracania historii podporządkowanych oznacza ich wymazanie. Praktyki artystyczne lat 70. i 80. próbowały przezwyciężać bierność mieszkańców miast poprzez akcje wypowiadane „w imieniu” tych, którzy głosu nie mają. Ich celem nie było narzucenie wizji artysty, lecz – jak pisze Krzysztof Wodiczko – zbudowanie „opozycji w stosunku do historii zwycięzców i wzięcie pod uwagę tej sekretnej tradycji pokonanych, tych, których nie ma, którzy są bez głosu” i w konsekwencji „obudzenie tych ludzi i przerwanie konsumpcyjnego procesu”58. We współczesnej perspektywie nacisk położony jest na tym aspekcie problemu „milczących”, w którym zakłada się, że mówienie w ich imieniu jest zawłaszczaniem głosu – chodzi zatem o znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak do ich narracji dotrzeć. Taki cel stawiają sobie badacze biografii59, zainteresowani wydobywaniem historii codziennego życia.

Konkluzja W tytule tekstu pytałam o to, kto mówi w mieście. Warto uzupełnić to pytanie kolejnym: O czym mówią podmioty miejskie? Dopiero po zestawieniu obu otrzymujemy pełen obraz życia miejskiego, ponieważ dostrzeżemy nie tylko to, co Kabakov nazywał „polilogiem”, lecz także wzajemne relacje na Ibidem.  G. C. Spivak, Can the Subaltern Speak?, w: P. Williams, L. Chrisman (red.), Colonial Discourse and Post-Colonial. Theory: A Reader, Columbia University, Nowy Jork 1994, s. 90; G. Prakash, Subalterniści a krytyka postkolonialna, tłum P. Ambroży-Lis, „Literatura na Świecie” 1–2 (438–439)/2008, ss. 329–354. 58  P. Rypson (red.), Krzysztof Wodiczko. Sztuka publiczna, Centrum Sztuki Współczesnej, Warszawa 1995, s. 32. 59  W. G. Tierney, Globalization and life history research... 56 57


Kto mówi w mieście? Głosy w przestrzeni miasta

63

wiązywane pomiędzy wypowiadającymi własne doświadczenia podmiotami miejskimi. Sztuka miasta nie mogłaby zaistnieć, gdyby nie znajdowała odbiorców w mieszkańcach, z kolei mieszkańcy potrzebują opowieści turystów, by się w niej przejrzeć. Nawet „miejscy inżynierowie”, którym wydaje się, że mają władzę nad miastem, dopominają się o kontrgłos krytycznego odbiorcy ich narracji. Czy wykorzystanie kategorii głosu może być zatem przydatne w analizie miasta? Z pewnością jest to sposób, który zwraca naszą uwagę na niejednolitość i zróżnicowanie życia miejskiego. Dzięki zastosowaniu narracyjnego podejścia dostrzegamy bowiem w mieście nie tylko tych, którzy najgłośniej krzyczą, ale także uczymy się słyszeć szepty innych.

Summary Who Speaks in the City? Voices in the Urban Space In the article, I analyse varied fragments of a city life with regard to narratologist category of “voice.” I look at the text inscribed in the city tissue by “voices” of inhabitants, tourists, city planners and artists. I reflect also on the stories created by the group of the “voiceless,” those inhabitants of the city who cannot or do not want to express their opinion in public. In the text I focus on the instructive district of Poznań – Jeżyce. The base of the research material here are projects realised by students of Institute of Cultural Studies at Adam Mickiewicz University in Poznań in the years 2011–2013. Słowa kluczowe: głos, narracja, kultura miejska, sztuka publiczna, Jeżyce Keywords: voice, narrative, city culture, public art, Jeżyce


Rafał Koschany Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

1. Czy możliwa jest hermeneutyka miasta? Do stwierdzenia Yi-Fu Tuana, iż „[w]szyscy ludzie czynią wysiłki, by zmienić amorficzną przestrzeń w artykułowaną przestrzeń geograficzną”1, można dodać kolejne przekonanie: wszyscy czynią również wysiłki, by „amorficzną przestrzeń” miasta uznać za przestrzeń sensowną i znaczącą. Znaczącą w ramach indywidualnych potrzeb, ale także w ramach celów rozmaitych miejskich kultur. Ów imperatyw interpretacji dałoby się też z powodzeniem zastąpić pytaniem: Czy można wyobrazić sobie kulturową relację człowieka i miasta inną niż o charakterze interpretacyjnym? Wyjściowa dla poniższych ustaleń sytuacja interpretacyjna – wszechstronnie w XX wieku opisana – zarysowała się między podmiotem interpretującym a dziełem sztuki, niejako zewnętrznie w stosunku do owego podmiotu usytuowanym. To na tym gruncie wykształciły się odpowiednie teorie interpretacji – odpowiednie dla każdej z dziedzin sztuki oraz przyjętej dla danej teorii podstawy metodologicznej. Trudność w opisie miasta jako przedmiotu interpretacji polega m.in. na tym, że jest ono i nie jest zarazem podobne w tej sytuacji do dzieła sztuki. Interpretujący podmiot zawsze przecież w jakiś sposób należy, chociażby ze względu na przestrzenną relację, do przedmiotu swej interpretacji. Przyjęcie założenia, że miasto ma „tekstowy” charakter, w dużej mierze zdecydowało o rozwoju dwóch tradycji epistemologicznych w procesie jego badań i interpretacji, jako najporęczniejszych i najsilniejszych zarazem: semio Y.-F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, tłum. A. Morawińska, PIW, Warszawa 1987, s. 112.

1


66

Rafał Koschany

tyki i hermeneutyki2. W obu tych tradycjach miasto jest jakąś książką, którą chcemy przeczytać, choć trzeba pamiętać, że tryb lektury będzie tu ze zrozumiałych względów inaczej wyglądał, a samo miasto (czasem nawet: to samo miasto) będzie w każdym z tych trybów po prostu inną książką. Wygląda więc na to, że w mieście są dwa miasta: jedno, które odpowiada starannie wyrysowanym w planach przebiegom ulic, w którym życie jest ściśle regulowane administracyjno-komunikacyjnymi dyrektywami, i drugie – które odsłania się dopiero uważnemu spojrzeniu, w którym wspomniane regulacje ulegają znamiennym przemianom3.

Uwaga Tadeusza Sławka, zapisana wprawdzie w nieco innym kontekście, z powodzeniem może stać się drogowskazem dla dwóch interpretacyjnych dróg, w tradycji interpretacji miasta najczęściej eksplorowanych. O ile semiotyka miasta jest metodą (warto podkreślać właśnie jej metodyczny charakter) interpretacji dość dobrze ugruntowaną, często w badaniach nad miastem wykorzystywaną (dziś może bardziej jako inspiracja) w celu analizy kolejnych warstw znaczących przestrzeni miasta, o tyle hermeneutyka miasta nie została nigdy zawężona do zestawu określonych metodycznych procedur. Wszystkie jak dotąd próby napisania hermeneutyki miasta polegały na kolejnych aplikacjach poszczególnych myśli czy tekstów, m.in. Heideggera, Ricoeura, Gadamera, Vattima do analizy miejskich fenomenów – konkretnych, fizykalnych zjawisk lub przedmiotów albo ogólnych, abstrakcyjnych kategorii. A zatem: o ile „semiotyka miasta” to dość obszerny rozdział studiów nad miastem, który na potrzeby współczesnych kulturowych studiów miejskich domaga się przeformułowania i aktualizacji4, o tyle „hermeneutykę miasta” – jak się wydaje – trzeba dopiero napisać, mimo że istnieje wiele rozpoczętych już wątków tego przedsięwzięcia5. W próbie odpowiedzi na pytanie, czy hermeneutyka miasta w ogóle istnieje, należy najpierw powrócić do myśli Martina Heideggera – z dwóch co najmniej względów. Po pierwsze, sprzeciw wobec cywilizacyjnego tempa rozwoju miast wyznaczył pewien stan, który trwa do dziś: hermeneuta boi się miasta, w związku z tym niechętnie się nim zajmuje. W konsekwencji trudno doszukiwać się jakiejś wyraźnej linii w rozwoju tego sposobu myślenia o mieście  E. Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowoczesnego miasta, Universitas, Kraków 2005, s. 21. 3  T. Sławek, Miasto. Próba zrozumienia, w: E. Rewers (red.), Miasto w sztuce – sztuka miasta, Universitas, Kraków 2010, s. 23. 4  Próbę taką podjąłem w artykule Semiotyka miasta: od lektury „tekstu” do interpretacji jako praktyki miejskiej, „Studia Kulturoznawcze” 1 (3)/2013, ss. 109–124. 5  W książce Rethinking Architecture teksty Heideggera, Gadamera i Vattima umieszczone zostały w części fenomenologicznej. N. Leach (red.), Rethinking Architecture. A reader in cultural theory, Routledge, Londyn – Nowy Jork 1997. 2


Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

67

(o interpretacji miasta). Po drugie, fragmenty rozpraw Heideggera poświęcone przestrzeni, miejscu czy zamieszkiwaniu, wraz z ich wysokim, wzniosłym wręcz tonem, sprawiły, że to, co nazwalibyśmy dziś hermeneutyką miasta, zawiera w  sobie dwie nakreślone właśnie tendencje: poszukuje się tu miasta przyjaznego, ewentualnie jego wartościowych miejsc, w których owo zamieszkiwanie może dojść do skutku, a także dba się o odpowiednią otoczkę owego myślowego przedsięwzięcia: perswazyjny i wartościujący język, a co ważniejsze – metafizyczne (w filozoficznym znaczeniu) zaplecze. Podniesienie kwestii Heideggerowskiego stylu nie jest tu tylko filozoficzno-filologicznym uproszczeniem. O wadze języka w hermeneutycznej tradycji świadczy choćby jej „mitologiczny” patron, Hermes, jako pośrednik między bogami a ludźmi, tłumacz obcej, niezrozumiałej mowy na język „ludzki”. W teoriach interpretacji hermeneutycznej pojawia się on jako alter ego kogoś, kto pomaga w procesie „lektury”. Dotyczy to zwłaszcza dzieł sztuki, a więc sytuacji, gdy proces poznawczy zostaje w pierwszej chwili zawieszony – człowiek staje przed dziełem sztuki i nic nie rozumie, albo raczej: nie wie, jak wy-powiedzieć to, czego właśnie doświadczył. Rzecz jasna, przemiany miasta (tu: jako niezrozumiałego z początku dzieła sztuki) określają również przemiany samej sytuacji hermeneutycznej i Hermesa jako tłumacza: […] paternalistyczny bóg umieszczony w centralnym punkcie stworzenia, bóg ogólnego koncentrycznego projektu zostaje zastąpiony przez lokalnych bogów skrzyżowań, miejsc przejścia, pasaży, których mitologiczną figurą jest Hermes, kamień graniczny, herma, przybierający w nowoczesnym wydaniu postać słupa ze światłami sygnalizacyjnymi6.

Jak twierdzi Hanna Buczyńska-Garewicz, „[o]taczający świat (Umwelt) jest zawsze światem rozumianym, a badanie sensów rzeczy można nazwać hermeneutyką przestrzeni”7. W najogólniejszej definicji hermeneutyka, utożsamiana z wszelką formą rozumienia, staje się synonimem każdego uważnego, pogłębionego, uwzględniającego historyczny kontekst poznania, a w rezultacie – synonimem interpretacji w ogóle8. Z kolei przez swą kilkusetletnią tradycję (począwszy od ojców Kościoła, przez Schleiermachera i Diltheya, do XX-wiecznych autorytetów tej miary co Heidegger, Gadamer i Ricoeur), ale przede wszystkim przez wielokrotnie podkreślaną pewność siebie co do odkrycia prawdy, hermeneutyka stała się również swego rodzaju suprainterpretacją – instancją nadrzędną w procesach rozumienia świata, człowieka i „tekstów”, które wy6  T. Sławek, Akro/nekro/polis: wyobrażenia miejskiej przestrzeni, w: A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta – czytanie miasta, Wyd. Fundacji Humaniora, Poznań 1997, s. 37. 7  H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice. Przyczynek do fenomenologii przestrzeni, Universitas, Kraków 2006, s. 86. 8  G. Vattimo, Hermeneutyka – nowa koiné, tłum. B. Stelmaszczyk, „Teksty Drugie” 1/1996.


68

Rafał Koschany

tworzył. W ten sposób doszło do usankcjonowania hermeneutyki jako metody o szczególnej mocy heurystycznej, jako klucza otwierającego wszystkie bramy, także – by pozostać przy tej metaforze – bramy miasta. Ilekroć jednak pojawiają się próby napisania hermeneutyki miasta, od razu narażone są na pewną dysproporcję – pomiędzy rozbudowanym aparatem teoretycznym i filozoficznym a samą analizą konkretnych miejskich fenomenów. Pozostaje też pytanie: co w rzeczywistości jest celem interpretacji hermeneutycznej miasta – konkretny tekst czy też sam proces dochodzenia do źródła sensu?

2. Zamieszkiwanie jako interpretacja Na wstępie rozważań pojawiła się analogia – wcale nieoczywista – miasta i dzieła sztuki. Na czym polega owa nieoczywistość? Specyfikę teorii interpretacji przestrzeni człowieka, w tym konkretnej przestrzeni, jaką jest miasto, stanowi swoiste skażenie interpretującego podmiotu doświadczeniem interpretowanej przestrzeni. To nie tylko rodzaj połączenia z przedmiotem interpretacji, które hermeneuci nazwaliby fuzją horyzontów (Gadamer) czy tożsamością narracyjną (Ricoeur), ale fizyczna, cielesna, egzystencjalna o b e c n o ś ć w tym, co interpretowane. W kontekście interpretacji przestrzeni najważniejsze będzie wyróżnienie jednej z cech zaistniałej sytuacji – zatarcie dystansu. W rzeczywistości zatem interpretacja dotyczy zarówno interpretującego podmiotu, jak i przedmiotu interpretowanego, czyli miejsca, z którego wydobywa się interpretacja. Z pewnością można tu mówić o „prywatyzacji” lub „doświadczeniowości” interpretacji (sytuacja ściśle hermeneutyczna), ale przede wszystkim o zakłóceniu homeostazy: człowiek interpretuje – jak dzieło sztuki – miejsce, które jest dla niego także „zwykłym” miejscem życia, przebywania czy – jakby powiedział Heidegger – zamieszkiwania. „Mieszkanie nie jest możliwe bez myślenia, czyli bez rozumienia ukonstytuowanych znaczeń przez tego, kto mieszka. Mieszkańcem jest tylko ten, kto konstytuuje dom, czyli wytwarza cały system więzi pomiędzy sobą a miejscem” – podsumowuje ten problem Hanna Buczyńska-Garewicz9. W konsekwencji oprócz stwierdzenia, że interpretacja miasta jest jakąś formą użycia (interpretując tak a nie inaczej, chcemy osiągnąć konkretny cel10), ważniejsza okazuje się sytuacja odwrotna – użycie miasta jako interpretacji, na którą jesteśmy skazani przez swą codzienną lub okazjonalną w nim egzystencję. W przypadku interpretacji miasta, czyli w sytuacji gdy interpretujący podmiot jest jednocześnie podmiotem zanurzonym  H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., s. 130.  R. Rorty, Kariera pragmatysty, w: U. Eco i in., Interpretacja i nadinterpretacja, red. S. Collini, tłum. R. Bieroń, Znak, Kraków 1996.  9

10


Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

69

w żywioł interpretowanej przestrzeni, dochodzi zatem do pewnego osłabienia pojęcia interpretacji. Warto zadać także pytanie o reakcję zwrotną: Czy wszyscy mieszkańcy miasta i turyści miejscy są – w jakiejś mierze – interpretatorami przestrzeni, w której przebywają? Dla Heideggera w konstruowaniu triady: budować – mieszkać – myśleć punktem wyjścia są konkretne tendencje w rozwoju miast, jednak ostatecznie chodzi o wniosek, że skoro życie człowieka ma przestrzenny charakter (Das Dasein ist räumlich), powinien on tę przestrzeń traktować refleksyjnie. Ludzie nie są czymś istniejącym obok przestrzeni […]. Związek człowieka z miejscami, a poprzez nie z przestrzeniami, polega na zamieszkiwaniu. Stosunek człowieka i przestrzeni jest nie czym innym jak istotowo myślanym zamieszkiwaniem11.

Zamieszkiwanie – pojęcie oddalone przez filozofa od dosłownego znaczenia – wraca jednak do niego chętnie, lecz już z uwzględnieniem dalszych ustaleń w kontekście filozoficznej refleksji nad miastem. Włączenie w ten proces również uwag z tekstu „...poetycko mieszka człowiek...”12, gdzie dodatkowo „myślane zamieszkiwanie” uzyskuje konkretny, bo poetycki, językowy status, prowadzi do wniosku natury bardzo ogólnej – zamieszkiwanie jako refleksyjne egzystowanie w mieście jest swego rodzaju interpretacją. Problem przestrzeni stoi w centrum Heideggerowskiej filozofii bycia. Z jednej strony, myślenie prawdy bycia na nowo określa przestrzeń, z drugiej zaś, język przestrzeni staje się istotny dla nowego sposobu myślenia o byciu13.

Dzięki adaptacji na potrzeby kulturowych studiów miejskich rozważań Heideggera, który wcześniej – w Byciu i czasie – hermeneutykę jako sztukę rozumienia wprowadził w obszar codzienności, doprecyzowania wymaga jeszcze jeden aspekt hermeneutycznej interpretacji miasta – jej często autobiograficzny charakter. O ile w literaturze pięknej, nawet otwarcie fikcjonalnej, tego rodzaju stosunek do miasta nie podlega kontrowersjom, a wręcz staje się osobnym interpretacyjnym problemem (kontekstem), o tyle dziwić może w przypadku fachowych, akademickich badań. Szczególnie wyraźnie widać ten mariaż w propozycjach z początku lat 90. XX wieku (ale i późniejszych), o czym pisze Elizabeth Wilson14, przytaczając kilka znamienitych przykładów: City of Quartz Mike’a Davisa (1990), The Conscience of the Eye Richarda Sennetta  M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć, tłum. J. Mizera, w: idem, Odczyty i rozprawy, Wyd. Baran i Suszczyński, Kraków 2002, ss. 138–139. 12  M. Heidegger, „…poetycko mieszka człowiek…”, tłum. J. Mizera, w: idem, Odczyty i rozprawy, s. 167. 13  H. Buczyńska-Garewicz, Miejsca, strony, okolice..., s. 85. 14  E. Wilson, Looking backward. Nostalgia and the city, w: S. Westwood, J. Williams (red.), Imagining cities. Scripts, signs, memory, Routledge, Londyn – Nowy Jork 1997, s. 127. 11


70

Rafał Koschany

(1990), Roissy Express François Maspero (1993). Mniej ważne są metodologiczne przyporządkowania tych książek, zaś nie ulega wątpliwości, że można je połączyć z założeniami koła hermeneutycznego – podczas interpretacji dochodzi również do swego rodzaju samopoznania. W kontekście zamieszkiwania i autobiograficznego charakteru interpretacji przestrzeni pierwszy z jej elementów, najbliższy cielesnej egzystencji człowieka, w sposób bezpośredni zapewniający mu schronienie, to dom (a także więcej: czas dzieciństwa)15. Perspektywa interpretacyjna jest tu już zwykle „dorosła”, związana z poczuciem straty, a zatem cały proces poznania polega najczęściej na próbie rekonstrukcji miejsca i czasu, włączenia siebie obecnego w pewien zakres prywatnej (ale nie tylko) dziejowości. Z tej potrzeby bierze się z pewnością niezwykła kariera literatury (fikcjonalnej i „dokumentu osobistego”), której podstawowym wyróżnikiem tematycznym jest miasto rodzinne okresu dzieciństwa, zwane często małą czy prywatną ojczyzną, w literaturze przedmiotu z kolei pieczętowane zwykle określeniem genius loci. Zastosowany tu proustowsko-heideggerowski język adekwatny jest do opisów tego stanu w kontekście miejsca – miasta – przestrzeni: mowa w nich bowiem często o „wygnaniu metafizycznym”16, „bezdomności egzystencjalnej”17 czy „kształcie niezamieszkania”18. Wydawałoby się, że trudno znaleźć pomost między domem, rozumianym tu szerzej: jako symbol schronienia, bezpieczeństwa, duchowego zadomowienia, a tym, co bezpośrednio należy do miasta. Chris Barker pisze, że „[i]stnieje tendencja do ukazywania miasta w kategoriach przestrzeni publicznych, w odróżnieniu od przestrzeni domowych”19, zaś Christian Norberg-Schulz stwierdza: […] zasadniczo dom wprowadza nas „do wewnątrz”. Istotą domu jako obiektu architektury jest zatem przestrzeń wewnętrzna. W mieście wciąż pozostajemy „na zewnątrz”, choć opuściliśmy otwarty krajobraz. W domu jesteśmy sami ze sobą, wycofaliśmy się. Gdy otwieramy drzwi innym, jest to nasza niezależna decyzja; zamiast patrzeć na świat na zewnątrz, pozwalamy mu do nas przyjść20.

15  Por. Y.-F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, ss. 180–181; Ch. Norberg-Schulz, Bycie, przestrzeń i architektura, tłum. B. Gadomska, Murator, Warszawa 2000, s. 19. 16  E. Rybicka, Modernizowanie miasta, Universitas, Kraków 2003, s. 207. 17  Zob. M. Słonka, (Do)chodzenie w Nowym Jorku. Perypatetyczne doświadczanie miasta w „Szklanym mieście” Paula Austera, w: T. Pyzik (red.), Wielkie tematy literatury amerykańskiej. III. Miasteczka, miasta, metropolie, Wyd. Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2006, s. 202. 18  M. Michałowska, Kształt niezamieszkania, w: P. Wołyński (red.), Formy zamieszkiwania. Publiczne i prywatne przestrzenie miasta, Wyd. Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, Poznań 2010. 19  Ch. Barker, Studia kulturowe. Teoria i praktyka, tłum. A. Sadza, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, s. 431. 20  Ch. Norberg-Schulz, Bycie, przestrzeń..., s. 88.


Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

71

W istocie jednak odbywa się tu nieustająca dialektyka między wnętrzem i zewnętrzem21, a pojęcie zamieszkiwania (i rzeczywista kwestia zamieszkiwania) zaciera granicę pomiędzy tymi przestrzeniami. Thomas Merton na pytanie: „Czy ulica może być przestrzenią zamieszkaną?” odpowiada: Jakość miasta zależy od tego, czy te przestrzenie są „zamieszkane” czy „zajęte”. Charakter miasta jest określony przez sposób, w jaki żyje się w tych pokojach, przez sposób, w jaki żyje się w tych budynkach, oraz przez to, co dzieje się na ulicy22.

Odwołuje się więc do metafizycznych skojarzeń kluczowego tu słowa – „zamieszkane” to, jak tłumaczy, „wypełnione życiem”, „zajęte” zaś to „zapełnione czymkolwiek”. Hermeneutyka miasta często chce być jednocześnie jego aksjologią, co przejawia się na poziomie codziennej egzystencji i może być nazwane – za Michelem de Certeau – twórczością: Ulica może stać się zamieszkana, jeśli ludzie mieszkający tam zaczną czynić swe życie wiarygodnym poprzez zmianę swojego środowiska. Życ i e i za m i e sz k i wa nie jest czy m ś w i ęcej n i ż u l egło ścią: j est t wor zen iem [podkr. – R. K.]. Żyć i mieszkać znaczy stwarzać własny świat jako przestrzeń osobistego szczęścia23.

Punktem dojścia w tym fragmencie było przywołanie kategorii zamieszkiwania jako rodzaju działania czy tworzenia, ale przede wszystkim jako interpretacji, to znaczy świadomego, refleksyjnego podjęcia problemu swojej sytuacji przestrzennej, którą można zobrazować w formie rozszerzających się kręgów – począwszy od jej językowych uaktywnień (rola przyimków w opisie przestrzennego usytuowania człowieka24), poprzez jej cielesny wymiar (tu także rola zmysłów), aż do próby rozumienia znaczących miejsc: domu – okolicy – miasta wreszcie jako pewnej całości złożonej z owych znaczących miejsc.

 Por. G. Bachelard, Dialektyka zewnętrza i wnętrza, tłum. J. Skoczylas, w: W. Karpiński (red.), Antologia współczesnej krytyki literackiej we Francji, Czytelnik, Warszawa 1974; R. Sennett, The Conscience of the Eye. The Design and Social Life of Cities, Faber and Faber, Londyn 1991, ss. 10–19. 22  T. Merton, Ulica jest miejscem świętowania, tłum. W. Grzybowski, w: A. Gleń, J. Gutorow, I. Jokiel (red.), Miasto. Przestrzeń, topos, człowiek, Wyd. Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2005, s. 295. 23  Ibidem, s. 297. 24  Analiza przyimków to kwestia orientacji w przestrzeni, ale i coś więcej: przyimek to „przy imieniu”, a zatem określenie konstytutywnej dla egzystencji relacji: człowiek a rzecz. Por. M. Heidegger, Budować, mieszkać, myśleć; idem, „…poetycko mieszka człowiek…”; idem, Bycie i czas, tłum. B. Baran, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2005; Ch. Norberg-Schulz, Bycie, przestrzeń..., s. 9. 21


72

Rafał Koschany

3. Miejsce i miasto Zgodnie z hermeneutycznym przekonaniem język stanowi podstawę wszelkiego rozumienia, także ze względu na zachowaną w nim pamięć kultury. W polszczyźnie skojarzenie miejsca i miasta będzie wyjątkowo ważne, zwłaszcza gdy wcześniej wyodrębnimy jeszcze miejsce (konkretne, namacalne, jakieś) z abstrakcyjnie pojętej przestrzeni25. Miejsce zatem, także w zastosowaniach hermeneutycznych, będzie rozumiane jako wycinek przestrzeni, któremu nadana jest dodatkowa wartość26, podtrzymywana w ramach rozmaitych celów różnych kultur miejskich i wspólnot interpretacyjnych, ale również wartość o ściśle indywidualnym charakterze, niepodlegająca procesowi intersubiektywizacji. Oczywiście w przypadku miasta w naturalny sposób może dochodzić do przesuwania granic pomiędzy wartością miejsca „wspólnego” i „prywatnego”. To, co jest prywatną wartością miejsca, nie zawsze okazuje się wartością dostrzeganą przez innych, co więcej – właśnie w nakładaniu się prywatnych wartości przypisywanych miejscu można dostrzec najciekawsze procesy, czyli konstytuowanie się owych miejskich kultur i interpretacyjnych wspólnot. Norbert Leśniewski w analizie miejsca i miasta, kategorii określonych jako „wspólna przynależność”27, formułuje definicję tego, czym mogłaby być hermeneutyka miasta w ogóle (nazywana tu „uniwersalną metafizyką miasta”): W takim metafizycznym czytaniu miasta najistotniejsze są m i e j s c a wspólne (wspólnej pamięci, wspólnych przechadzek, wspólnego rodowodu), których pojęcie z konieczności jest (tylko) ogólne, ponieważ dotyczy spraw powszechnych (quaestiones infinitae), tematów ogólnych (gr. thései), mitów, symboli, a w efekcie komunałów, stereotypów i banałów. Miasto odczytane w ten sposób nadal jest tym, czym było, z tą tylko różnicą, że staje się jeszcze bardziej powszechnie znane – staje się wspólnie posiadanym m i e j s c e m, uniwersalnym wymiarem wspólnego Ducha (czy może już teraz „zjawy”, która dla każdego może być czymś innym). Ustanowiony tym samym uniwersalno-teoretyczny porządek miasta rodzi oczywistość co do d u c h o w e g o charakteru swoich m i e j s c – nie ma już żadnych wątpliwości, że „tu-oto” tkwi jego istota, że całe to miasto jest takie jak duch tego właśnie miejsca. Budowana jednoznaczność, pilnie strzeżona przez miejskich kronikarzy, materializuje się w postać pomników, nazw ulic, placów itd., które są najważniejszymi obiektami troski miejskich służb porządkowych28.  Badacze idą tu przede wszystkim śladem Yi-Fu Tuana (Przestrzeń i miejsce).  M. Madurowicz, Hermeneutyka miejsca w świetle fenomenologii przestrzeni, w: B. Gutowski (red.), Fenomen genius loci. Tożsamość miejsca w kontekście historycznym i współczesnym, Muzeum Pałac w Wilanowie, Warszawa 2009, s. 3. 27  N. Leśniewski, Miasto i jego miejsca. Próba ujęcia radykalno-hermeneutycznego, w: A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta..., s. 52. 28  Ibidem, s. 58. 25 26


Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

73

W narracji badacza pojawiają się kluczowe dla tej tradycji określenia, takie jak „tajemnicza moc miejsca”, „Duch miejsca” i „»u-duchowienie« miejsca” czy też „metafizyka u-duchowionych miejsc”29. Przede wszystkim jednak trzeba podkreślić, że w miejscu następuje spotkanie przestrzeni, czasu (bo tylko czas zaświadcza o przestrzeni, czyni ją wyjątkowym, znaczącym miejscem) i człowieka (miejsce jest zawsze miejscem interpretowanym z perspektywy podmiotu: egzystencjalnie ważnym, wyróżnionym, aksjologicznie nacechowanym). „E.S. Casey usytuował wręcz miejsce (kategoria teraźniejsza) w triadzie – obok pamięci (kategoria przeszła) i wyobraźni (kategoria przyszła)”30. Niezależnie od tego, czy miejsce jest swego rodzaju projektem, czy też akumuluje w sobie pamięć przeszłości, jego charakter (bycie miejscem) zależy od interpretacyjnej pracy. Tak jak według Odona Marquarda hermeneutyka tout court jest „repliką na przemijalność i cieszy się tym większą koniunkturą, im szybciej następują przemiany rzeczywistości, prowadząc w ten sposób do coraz większej utraty poczucia zadomowienia”31, tak hermeneutyka miasta staje się dziś rehabilitacją miejsca, w pewien sposób próbą odzyskania owej „tajemniczej mocy miejsca” – przypomnienia jej w ogóle (przeszłość), czasem także – powtórnego naznaczenia (przyszłość). Na klasyczną, ontoteologiczną hermeneutykę miejsca nakładają się nowsze ustalenia, czynione już w ramach jej radykalizacji, czyli – najkrócej mówiąc – odmetafizycznienia32. Tak pisze o tym Leśniewski: Radykalno-hermeneutyczne czytanie miasta postępuje więc wedle hipotetyczno-partykularnego porządku jego m i e j s c wyróżnionych. Już nie powszechnie znany Duch m i e j s c a, ale aktywne, wciąż na nowo ponawiane i bez końca powtarzane, szczególne rozumienie wyróżnia i wyznacza to, co w mieście wyjątkowe. Nigdy nie ostateczny, a więc zawsze niedookreślony sens tych m i e j s c umożliwia fragmentaryczny, częściowy jedynie obraz miasta […]33.

Przejście do interpretacji radykalnej jest więc jednocześnie oddaleniem od tego, co a priori wspólne (intersubiektywne), a co następnie wprost prowadzi do demokratyzacji interpretacji, zarówno w znaczeniu pewnej wolności, jaką uzyskuje podmiot (wolny od wyróżnionych miejsc i metodycznych wskazań),  Ibidem, ss. 52, 56.  M. Madurowicz, Hermeneutyka miejsca..., s. 6; por. E. S. Casey, Getting Back into Place. Toward a Renewed Understanding of the Place-World, Indiana University Press, Bloomington 1993. 31  O. Marquard, Pytanie o pytanie, na które odpowiedzią jest hermeneutyka, w: idem, Rozstanie z filozofią pierwszych zasad, tłum. K. Krzemieniowa, Oficyna Naukowa, Warszawa 1994, s. 133. 32  Por. Z. Dziuban, Obcość, bezdomność, utrata. Wymiary atopii współczesnego doświadczenia kulturowego, Wyd. Naukowe WNS UAM, Poznań 2009. 33  N. Leśniewski, Miasto i jego „miejsca”..., s. 61. 29 30


74

Rafał Koschany

jak i „wolności” przedmiotu – w tym kontekście miejsca, które jest „przypadkowo napotkane”. Interpretacja miejsca/miasta zostaje włączona w rytm życia i staje się codziennością. Nie ma natomiast aż tak „radykalnej” różnicy między klasyczną hermeneutyką a tym, co w drugiej części przytoczonego fragmentu opisuje Leśniewski. Zarówno powtarzający się z konieczności proces rozumienia (koło hermeneutyczne), swoista aktywność interpretującego podmiotu (rola przedsądów i samopoznania w trakcie interpretacji), jak i konieczne zdziwienie tym, co inne, należą do stałych założeń szkoły hermeneutycznej. Można powiedzieć, że bycie w mieście – ze względu na zmienny charakter samego (tego samego) miasta – w pewnym sensie ma zawsze charakter implikujący: jest to od razu „bycie interpretujące”. Chodzi o interpretację rozumianą – po gadamerowsku – jako niekończące się zadanie lub rozmowa, a wspólne będą tu: ciągłość, ruch po kole bądź spirali oraz sprzężenie zwrotne, interakcja powodująca odkładanie się kolejnych warstw sensu. Na marginesie można jeszcze dodać skojarzenie, nieodparte w momencie łączenia epistemologicznych metafor z charakterem funkcjonowania w mieście, że koło hermeneutyczne w mieście wprost przekłada się na rozmaite sposoby jego perypatetycznego doznawania i poznawania34.

4. Miasto daje do myślenia Anna Zeidler-Janiszewska we wstępie do pracy Pisanie miasta – czytanie miasta powołuje się na Jacques’a Derridę (który interpretuje Herb miejski Kafki): Miasto – twór z natury niedokończony, zobowiązuje do stałych zabiegów de-re-konstrukcyjnych, w różnych swoich planach i na różnych poziomach. Nie jest bowiem tylko „miejscem, które ma imię własne i gdzie teraz mieszkamy”, ale także siedzibą pokoleń minionych i przyszłych. Ich „głosy” winny być tak samo obecne i słyszalne, jak nasze35.

W ujęciu hermeneutycznym miasto widziane jest jako obszar napięć, których zniesienie wymaga interpretacji – nieustającej i odpowiedzialnej pracy myśli wszystkich biorących udział w mieście. Nawiązanie w tytule niniejszego fragmentu do sformułowania Paula Ricoeura („symbol daje do myślenia”) ma na celu dwie procedury: włączenie w obręb interpretacji hermeneutycznej pojęcia symbolu oraz pokazanie, że sam tryb rozważań o nim (jaki zaproponował Ricoeur) może w jakiś sposób  Por. M. Słonka, (Do)chodzenie w Nowym Jorku...  A. Zeidler-Janiszewska, Słowo wstępne, w: A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta..., s. 8. 34 35


Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

75

odnosić się do hermeneutyki miasta. I tak po pierwsze, wieloznaczny symbol pojawia się w myśleniu hermeneutycznym zamiast binarnego, a więc arbitralnego w doborze znaczeń znaku. Aleksander Wallis36 nazwał miasto „wielkim siedliskiem symboli”, w których zachowały się przekazy zarówno z przeszłości, jak i teraźniejszości37. Zresztą całą „opowieść” o mieście i symbolu – o zależności pomiędzy nimi – można by zawrzeć w przypomnieniu egipskiego hieroglifu „miasto”, który oznaczał także „matkę”38. Po drugie, w formule „miasto daje do myślenia” zawiera się przekonanie, że niezależnie od naszego usytuowania względem miasta (zaangażowanego bądź zdystansowanego) jesteśmy włączeni w proces jego poznawania, rozumienia i interpretacji. Przyjmuje się tu więc założenie o językowym/tekstowym charakterze miasta, ale język nie ma już systemowego charakteru, a w każdym razie systemowość ta jest mniej oczywista. Miasto ciągle jest księgą, ale innego rodzaju i w inny sposób czytaną, np. przez Waltera Benjamina w Ulicy jednokierunkowej (fragment Przesyłki drobne: spedycja i pakowanie): Wczesnym rankiem jechałem przez Marsylię samochodem na dworzec i podczas gdy wyłaniały się przede mną po drodze miejsca znane, potem nowe, nieznane lub jeszcze inne, które tylko niejasno umiałem sobie przypomnieć, miasto stało się książką w moich rękach. Szybko jeszcze zajrzałem do niej kilkakroć, zanim miała zniknąć mi z oczu, kto wie, na jak długo, w paczce, na półce magazynu39.

Język staje się czymś więcej niż tylko narzędziem jednostronnej lektury. To bardziej medium rozmowy – pomiędzy różnymi podmiotami i szerzej: kulturami miejskimi. Jak pisze Ewa Rewers: Hermeneutyczny wysiłek polega zatem na przywróceniu pojęciom zadomowienia w żywym języku rozmowy, dokonaniu przemiany pisma w mowę, a tekstu w język40.

W sformułowaniu the city as a community of interpretation (w 1913 r. Josiah Royce zaadaptował w ten sposób teorię interpretacji Peirce’a), rozumianym jako „wspólnota interpretacyjna” czy może lepiej: „interpretacyjna społeczność”, chodzi o podkreślenie elementu rozmowy: kontekstowej i fragmentarycznej, żywej i ciągle w ruchu, nieskończonej – zarówno przestrzen36  A. Wallis, Definicja miasta. Symbole [1967], w: M. Malikowski, S. Solecki (red.), Socjologia miasta. Wybór tekstów, Wyd. Wyższej Szkoły Pedagogicznej, Rzeszów 2001. 37  M. Pirveli, Architektura „mówi” językiem symboli, w: B. Jałowiecki, A. Majer, M. S. Szczepański (red.), Przemiany miasta. Wokół socjologii Aleksandra Wallisa, Scholar, Warszawa 2005, s. 97. 38  Por. Ch. Norberg-Schulz, Bycie, przestrzeń..., s. 30. 39  W. Benjamin, Ulica jednokierunkowa, tłum. A. Kopacki, Sic!, Warszawa 1997, s. 58. 40  E. Rewers, Post-polis..., s. 31.


76

Rafał Koschany

nie, jak i czasowo41, transdyscyplinarnej oraz – jakby z założenia – niespójnej i niekompletnej42. Owa rozmowa, traktowana tu jako metafora interpretacji, odbywa się na bardzo różnych poziomach: od „zwykłej”, międzypodmiotowej rozmowy i wszelkich form czy prób „dogadywania się” w mieście, a zatem – w konsekwencji – ustalania intersubiektywnego znaczenia w ramach wspólnot interpretacyjnych, do hermeneutycznej rozmowy między podmiotem a miastem jako dziełem sztuki. Pozostawiając na marginesie założenie przedsądów w procesie interpretacji, akcentujemy dialogiczny ruch odbywający się między podmiotem a przedmiotem, powodujący nawarstwianie się kolejnych znaczeń oraz obopólne korzyści z tej relacji płynące. W hermeneutycznej interpretacji miasta obowiązuje również Marquardowska zasada: pytanie – odpowiedź43. Jak ujął to Marco Polo, bohater Niewidzialnych miast Itala Calvina: Miasta również uważają się za dzieło umysłu lub przypadku, ale ani umysł, ani przypadek nie wystarczają do podtrzymania ich murów. To, co sprawia ci radość w mieście – to nie jego siedem czy siedemdziesiąt siedem cudów, ale odpowiedź, jakiej udziela na twoje pytanie44.

Znów nie bezpośrednio, jak to było w przypadku obecności Heideggera w kontekście kulturowych studiów miejskich, ale na prawach uzasadnionej adaptacji, pojawia się w tym miejscu nawiązanie do hermeneutyki radykalnej Gianniego Vattimo, a w szczególności do jego koncepcji hermeneutyki jako nowej koiné45. Mniej istotny jest tu konkretny kontekst wystąpienia filozofa (koniec lat 80. XX wieku i swoista zmiana warty – z dominujących wcześniej dotąd w humanistyce koiné marksistowskiej i strukturalistycznej na – uwzględniającą „wymóg historyczności” – koiné hermeneutyczną), ważniejsze natomiast źródła samej koncepcji jako szczególne uzasadnienie adaptacji. Otóż koiné to, po pierwsze, rodzaj wspólnego języka. W kontekście greckiej polis trzeba by w tym sensie mówić nawet o „języku ulicy”, co pozwala także odwołać się do współczesnych g l o b a l nyc h m i a st (i samego procesu globalizacji), w których mówi się wieloma językami, a zarazem tworzy się język wspólny, będący dziś najczęściej jakąś charakterystyczną odmianą języka angielskiego. Po drugie, co już w konsekwencji sugeruje Vattimo, koiné to oznaczenie statusu hermeneutyki jako głównego odniesienia w humanistyce i „wspólnego stylu myślenia”46. 41  Por. M. Singer, Semiotics of Cities, Selves, and Cultures: Explorations in Semiotic Anthropology, Mouton de Gruyter, Berlin 1991, ss. 81–83. 42  Por. J. Eade, Ch. Mele, Understanding the City, w: J. Eade, Ch. Mele (red.), Understanding the City: Contemporary and Future Perspectives, Blackwell, Oxford 2002, ss. 3–4. 43  O. Marquard, Pytanie o pytanie... 44  I. Calvino, Niewidzialne miasta, tłum. A. Kreisberg, Czytelnik, Warszawa 1975, s. 34. 45  Por. G. Vattimo, Hermeneutyka... 46  Ibidem, s. 122.


Zamieszkiwanie jako interpretacja. Uwagi na temat hermeneutyki miasta

77

Dotyczy to przede wszystkim, oprócz wspomnianej historyczności podmiotu, przyjętej teorii interpretacji jako „zdarzenia dialogicznego, w którym interlokutorzy są jednakowo poddani kształtującej ich grze. [...] myśl hermeneutyczna kładzie nacisk na usytuowanie obserwującego i obserwowanego w obrębie wspólnego horyzontu oraz naprawdę jako zdarzenie, które w  dialogu między dwójką interlokutorów »uruchamia dzieło« i modyfikuje zarazem ten horyzont”47. Wszystkie elementy prezentowanego tu stanowiska, czyli wspólny język („język ulicy”), dialogiczny i zdarzeniowy charakter interpretacji oraz bezpośredni w niej udział interpretującego podmiotu, prowadzą do wniosku, że hermeneutyka miasta w swej „zradykalizowanej” formie polega przede wszystkim na szeregu „osłabień”: mocy języka (wcześniej była mowa o jego konstytutywnej roli w procesie rozumienia i „wysokim tonie” interpretacji hermeneutycznej) oraz przekonania o odkrywanej w procesie interpretacji prawdy. Radykalna hermeneutyka miasta to już nie teoria dialogu (tak jeszcze u  Gadamera), ale – jakby powiedział Vattimo – „sam dialog”48, a więc – nolens volens – żyjąc w mieście, uczestniczymy w procesie jego interpretacji. Chociażby ze względu na obecność w nim innych ludzi – ich spotkanie będzie rodzić zawsze nowe interpretacyjne konteksty, ryzyko, przygodę49.

Przykłady Jako przykłady badań, które można by umieścić w polu prób zastosowania założeń hermeneutycznej interpretacji miasta, proponuję prezentację dwóch projektów studenckich, zrealizowanych w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w roku akademickim 2012/2013. Są to dwie różne propozycje i żadna z nich nie odwołuje się do hermeneutyki miasta bezpośrednio, co tylko poświadcza jedną z tez niniejszego tekstu, że mamy raczej do czynienia z szeregiem inspiracji raczej niż z metodycznym wykładem i zbiorem konkretnych wskazówek do interpretacji. 1. Kornelia Krajewska, autorka projektu „Miejsce do mieszkania”, prosząc rozmówców o zrobienie fotografii z zamieszkiwanej przestrzeni, czyli reprezentację tej przestrzeni, reprezentację także w znaczeniu wyboru tego, co charakterystyczne i znaczące, pytała o swoiste znaki przynależności. Dlaczego to miejsce zamieszkiwania jest szczególne, dlaczego te, a nie inne przedmioty są ważne i dlaczego umieszczamy je w tym właśnie miejscu? Zarówno w opisie projektu, jak i w krótkiej ankiecie oraz samych  Ibidem, s. 125.  Ibidem, s. 129. 49  Por. Z. Bauman, Wśród nas, nieznajomych – czyli o obcych w (po)nowoczesnym mieście, w: A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta..., s. 145. 47 48


78

Rafał Koschany

odpowiedziach pojawiają się kluczowe dla hermeneutyki miasta pojęcia: zamieszkiwanie, udomawianie i oswajanie przestrzeni, odciskanie piętna, poczucie przynależności i bycia „jak u siebie”, „domowość”, wreszcie samo miejsce. Wśród wniosków pojawia się konieczność „znakowania przestrzeni jako własnej” oraz – niewypowiedziana wprost, a właściwie sprowokowana przez autorkę – potrzeba narracji o owej własnej przestrzeni, a tym samym – jej interpretacja uwzględniająca kontekst zwykłej codzienności. 2. Wśród „znaczeń kulturowych”, które Karol Wysmyk, autor projektu „Jakie znaczenie kulturowe mają naniesione na jeżyckie mury i elewacje napisy – komunikaty w formie graffiti?”, wydobywa na podstawie wywiadów z artystami ulicznymi oraz interpretacji samych graffiti, pojawia się również – pośrednio – szereg inspiracji myślą hermeneutyczną i prób przeniesienia jej na grunt kulturowych studiów miejskich. A zatem malujący artysta pozostawia po sobie ślad, który jednocześnie – już na poziomie realizacji plastycznej – stanowi refleksyjną próbę nawiązania dialogu z przestrzenią i jej otoczeniem społecznym. Artyści graffiti próbowali, zgodnie z interpretacją badacza, miejską przestrzeń oznaczyć, uczynić ją swoją, czego przyczyną była albo chęć dominacji, albo potrzeba udomowienia owej przestrzeni. Wszelkie znaki pojawiające się w mieście (tekstowe bądź ikoniczne) są tego miasta językiem – służą komunikacji i szukaniu wspólnoty, potwierdzeniem przynależności do grupy bądź wykluczenia z niej. Wreszcie, co wydaje się szczególnie ciekawe w tym projekcie z punktu widzenia tradycji hermeneutycznej (i służy temu odpowiednie przywołanie Heideggera), graffiti może służyć jako „obrona” pustki, rozumianej nie jako „nic” lub „brak”, ale jako „projektująco-poszukujące ustanawianie miejsc”.

Summary Inhabiting as Interpretation. Comments on the Hermeneutics of the City In this article, the author intends to adapt the achievements of the hermeneutics – as an epistemological tradition and an original but already well established method of interpreting works of art – to the research on the city. In this context, the philosophy of Martin Heidegger serves a great inspiration. For him, the life of people, in a way condemned for interpreting their own existence, has also a spatial nature (“Das Dasein ist räumlich”). The following terms appear to be crucial in the text: inhabiting (as reflectively raising the issue of one’s spatial situation), place (separated from the space and marked with special values) and language (as a medium of conversation between different urban entities). Słowa kluczowe: zamieszkiwanie, miejsce, genius loci, koiné, język, interpretacja Keywords: inhabiting, place, genius loci, koiné, language, interpretation


Weronika Maćków Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

Wstęp W 2011 r. grupa ochotników podjęła próbę skonstruowania mapy Bangkoku, która zamiast tradycyjnego odtwarzania sieci ulic, placów czy parków ilustrowałaby przestrzeń miejską na podstawie jej dźwięków, tak jak zostały one usłyszane, a następnie zapisane podczas spaceru przez uczestników soundwalku1. Powstała w ten sposób mapa stała się ukoronowaniem projektu, którego założeniem było zwrócenie uwagi na złożoność procesu doświadczania przestrzeni miasta z perspektywy spacerowicza „zanurzonego” w gęstej sieci codziennych praktyk składających się na tkankę kilku dzielnic, przez które prowadziła trasa. Dzięki nawiązaniom m.in. do teoretycznych konceptów Hildegard Westerkamp oraz projektów artystycznych Janet Cardiff bangkoski soundwalk zaowocował nie tylko akademickimi refleksjami na temat wielowymiarowego charakteru doświadczania, konstruowania i tworzenia nowoczesnej przestrzeni miejskiej, ale także ukazał złożoność relacji, gęstwinę wątków i ich wzajemne przenikanie się w codzienności tego wielomilionowego miasta. Heterogeniczność obszarów kulturowych została w projekcie zobrazowana nie poprzez systematyczne badania czy ustrukturyzowane obserwacje, lecz poprzez spontaniczne reakcje na otaczającą badaczy przestrzeń. Badania przeprowadzone przez studentów na obszarze poznańskich Jeżyc2 miały podobne założenia teoretyczne i zostały osadzone w pokrewnym kontek1  B. Tausig, Creative Reception in Urban Space, or the Art of Listening, „Journal of Urban Cultural Research” 2/2011, ss. 80–95, http://www.cujucr.com/downloads/JUCR_Vol2_2011_F. pdf [23.10.2013]. 2  W artykule zostały wykorzystane materiały pochodzące z dwóch projektów badawczych zrealizowanych przez studentów kulturoznawstwa na przełomie 2012/2013 r. w ramach zajęć


80

Weronika Maćków

ście co wspomniany soundwalk. Ich celem było skonstruowanie map wybranej dzielnicy, które za punkt wyjścia przyjmowały doświadczenia zmysłowe, lecz najbardziej interesującym aspektem tych badań był sam proces tworzenia opisu przestrzeni, z którego stopniowo wypływają wspomnienia, konstruują się znaczenia i wyłaniają sensy składające się na niezwykle złożony obraz miasta. Niniejszy artykuł przedstawia projekty studenckie, z jednej strony wpisując je w nurt badań poświęconych krytyce obecności odczuwającego ciała jako pryzmatu, przez który dostrzegane są znaczenia przestrzeni miejskich; z drugiej – odnosząc się do sposobów narracji oddających ulotność i niedefiniowalność zmysłowego doświadczenia na podstawie fragmentarycznych i  wysoce subiektywnych doświadczeń miejskiego spacerowicza.

1. Ciało i zmysły w przestrzeni miejskiej Przytoczona we wstępie próba doświadczania, a następnie analitycznego opisu przestrzeni miejskiej na podstawie danych zebranych w procesie „wsłuchiwania się” w miasto jest tylko jednym z wielu przykładów trendu obecnego w akademickich rozważaniach nad miastem, myśli architektonicznej i urbanistycznej czy wreszcie w projektach artystycznych, którego podstawę stanowi zmysłowe doświadczenie ciała znajdującego się w miejskim środowisku. Powrót do zmysłowego – cielesnego – doświadczania przestrzeni jest tak naprawdę domaganiem się przywrócenia ludzkiej, a więc cielesnej, obecności w mieście, którą to obecność projekt modernistyczny ograniczył do intelektualnego odbioru (oglądu), wykluczając z poznania inne zmysły niż wzrok. Przykładem tego jest Corbusierowski modulor będący wynikiem założeń o funkcjonalnej i racjonalnej architekturze, która panuje nad chaosem codzienności poprzez wprowadzanie ładu, w myśl starożytnych idei harmonii, symetrii i porządku3. Panowanie nad miejskim żywiołem może realizować się jedynie poprzez zmysł wzroku, który kontroluje, dystansuje, wywołuje poczucie wyobcowania. Dążenia architektów i urbanistów nowoczesnych przestrzeni miejskich przeznaczonych wyłącznie do oglądania, a niekoniecznie do multisensorycznego odczuwania, jest zdaniem Richarda Sennetta wynikiem utraty poczucia metody badań kulturoznawczych – „Mapa zapachowa Jeżyc”, autorki: Karolina Stucka, Małgorzata Szymańska, Katarzyna Grobelska, Paulina Gaik, oraz „Przestrzenie bólu i przyjemności”, autorzy: Joanna Milczarek, Marta Ratajczak, Konrad Jakub Sobczak, Michał Weicher. 3  O antycznych inspiracjach projektów Le Corbusiera wspominają m.in. Jürgen Habermas (Modernizm – niedokończony projekt, tłum. M. Łukasiewicz, w: R. Nycz (red.), Postmodernizm. Antologia przekładów, Wyd. Baran i Suszyński, Kraków 1998) czy Zygmunt Bauman (Globalizacja. I co z tego dla ludzi wynika, PIW, Warszawa 2000), wpisując architekturę modernistyczną w obszar regulowany takimi pojęciami, jak: intelekt, złoty środek czy porządek.


Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

81

związku między projektowanymi przestrzeniami a odczuwającym ciałem. Co więcej, uprzywilejowanie wzroku w odbiorze przestrzeni miejskiej ma także wymiar polityczny, stając się narzędziem służącym zdobyciu kontroli nad ludzkim działaniem: Zarówno inżynier projektujący drogi szybkiego ruchu, jak i reżyser telewizyjny tworzy to, co moglibyśmy nazwać „wolnością od oporu”. Inżynier opracowuje sposoby poruszania się bez przeszkód i wysiłku, natomiast reżyser dba o to, by nasze oglądanie czegokolwiek obywało się bez odczucia dyskomfortu4.

Ciało oglądające to ciało pasywne, niezdolne do akcji, skrępowane i bezkrytycznie poddane woli władzy. Wzrokocentryczne5 nastawienie formacji modernistycznej podkreśla Juhani Pallasmaa6, przywołując wypowiedzi Waltera Gropiusa, László Moholy-Nagy’ego, a przede wszystkim Le Corbusiera, wyraźnie wskazujących na pierwszeństwo, jeśli nie wyłączność, zmysłu wzroku w poznaniu i odbiorze miejskich przestrzeni. O ile jednak wizje uporządkowanych i funkcjonalnych miast są piękne i intelektualnie wyrafinowane, o tyle – jak pokazuje przykład Brasilii – nie sprawdzają się w rzeczywistości. W jaki sposób zatem ciało, którego poznanie zmysłowe zostało ograniczone, odbiera, doświadcza i konstruuje przestrzeń miejską? Ubóstwo zmysłowego doświadczenia współczesnych miast Sennett kojarzy z wszechobecnością technologii ruchu oraz mierzeniem przestrzeni za pomocą kategorii przelotu, czyli łatwości i sprawności przejechania przez centrum. Ciało podróżujące, zamknięte w samochodzie, autobusie czy wagonie metra, któremu dostępne są wrażenia o wyłącznie wizualnym charakterze, zostaje niejako oderwane od przestrzeni miejskiej, która zamienia się w ciąg obrazów prowadzących do jej dematerializacji. Ten – jak twierdzi Pallasmaa – „nieludzki charakter” nowoczesnych miast i ich architektury staje się źródłem poczucia wyobcowania i oddalenia. Fragmentacja przestrzeni miejskiej, która w tym kontekście jawi się jako wynik braku sensorycznej równowagi, wyraża strach przed kontaktem fizycznym, który zaczyna być czymś niepożądanym, staje się znakiem chaosu w uporządkowanej, „bez-dotykowej” przestrzeni. Ludzka obecność w mieście została sprowadzona do obserwującego (wykluczającego) oka i pracującego w trybie racjonalnym intelektu. A jak pisze Pallasmaa:  R. Sennett, Flesh and Stone, W. W. Norton, Nowy Jork 1996, s. 18.  Warto zwrócić uwagę na jakościowe zróżnicowane pojęć „widzenie” i „spoglądanie”. „Widzenie” jest głębokim i wielowymiarowym poznaniem rzeczywistości, natomiast „spoglądanie” – krytykowane przez Sennetta – bezrefleksyjnym„ślizganiem się” po powierzchni rzeczy. E. Rewers, Post-polis. Wstęp do filozofii ponowczesnego miasta, Universitas, Kraków 2005. 6  J. Pallasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły, tłum. M. Choptiany, Instytut Architektury, Kraków 2012, s. 35. 4 5


82

Weronika Maćków

Konfrontuję moje ciało z miastem; moje nogi odmierzają długość pasażu i szerokość placu; moje spojrzenie nieświadomie projektuje moje ciało na fasadę katedry, gdzie przechadza się ono między gzymsami i płycinami, wyczuwając rozmiar wnęk i występów; ciężar mojego ciała spotyka się z ciężarem drzwi katedry, a moja dłoń chwyta za klamkę, kiedy wchodzę do ciemnego wnętrza. Doświadczam siebie w mieście, a miasto istnieje poprzez moje cielesne doświadczenie. Miasto i moje ciało wzajemnie się uzupełniają i dookreślają. Mieszkam w mieście, a miasto mieszka we mnie7.

Miejska przestrzeń odpowiada doświadczeniu cielesnemu, a zatem miejscem styku obu przestrzeni i pierwszym źródłem bodźców staje się nie intelekt, lecz ludzka skóra, która jest w stanie wyczuć teksturę, temperaturę czy zapach. Ciało w tym rozumieniu jest obiektem scalającym wszelkie poznanie zmysłowe, które reaguje, przetwarza i komunikuje swoje doświadczenie przestrzeni w wielowymiarowy sposób. Tak jest ono pojmowane np. przez geografię humanistyczną, którą David Crouch nazywa „nie-reprezentacyjną”8. Ciało jest nie tylko wrażliwe na warunki otoczenia, ale również na nie odpowiada i – w przeciwieństwie do biernego ciała obserwującego – ma moc sprawczą, jest czynne (agentive). Jest ono zanurzone w przestrzeni, która potrafi wywoływać wspomnienia, sny czy uruchamiać wyobraźnię, co przekłada się następnie na odczucia zmysłowe. Krótko mówiąc, dzięki odczuciu zmysłowemu możemy jednocześnie poczuć własną fizyczność i tworzyć znaczenia doświadczanej przez nas przestrzeni. Jest to zatem proces stojący w sprzeczności z tym, czego możemy doświadczyć w nowoczesnej, zimnej, „septycznej” przestrzeni miejskiej, opisywanej m.in. przez Sennetta, która fragmentuje nasze doświadczenie, pozbawiając nas własnej cielesności. Z tego powodu Pallasmaa, powołujący się w swej pracy na fenomenologię percepcji Maurice’a Merleau-Ponty’ego, opowiada się za „miastem haptycznym”, wzmacniającym poczucie bliskości, więzi, obecności w mieście. Zwraca także uwagę, że większość przestrzeni miejskich domaga się cielesnego odczuwania. A zatem ogromne wnętrza katedr wzmacniają wrażenia wizualne poprzez dźwięk, a targ przypraw, angażujący i spajający wszystkie odczucia zmysłowe poprzez swoje kolory, zapachy i smaki, tworzy w naszym umyśle „jeden pamiętny obraz”9. Wszystkie zmysły mają wpływ na wytarzanie miasta haptycznego, w którym samotny obserwator, posługujący się izolującym i jednokierunkowym wzrokiem, zostaje zastąpiony przez uczestnika miejskiej sceny, nieobawiającego się spotkania z  drugim człowiekiem10,  Ibidem, ss. 49–50.  D. Crouch, Spatialities and the Feeling of Doing, „Social & Cultural Geography” 2 (1)/ 2001, s. 62.  9  J. Pallasmaa, Oczy skóry…, s. 56. 10  Sennett zwraca uwagę na szczególny lęk użytkowników miejskiej przestrzeni przed kontaktem fizycznym. Dotyk jest bowiem odczuciem potwierdzającym obcość innego, co w świe 7  8


Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

83

któremu nieobce jest poczucie włączenia, solidarności, bycia wewnątrz i który jest świadomy swej materialnej obecności w świecie. Odczuwające ciało pozostaje zatem w ścisłym związku z otaczającą je przestrzenią, z którą – używając słów Croucha – nieustannie flirtuje. Warto zastanowić się więc nad statusem samej przestrzeni miejskiej w kontekście przeprowadzonych badań. Z jednej strony można bowiem przyjąć, że jest ona „materialnym produktem szczególnej społecznej formacji”11, co oznacza, iż stanowi nie tylko określoną, w sensie geograficznym, przestrzeń, ale i wytwór sił i zależności występujących w danej społeczności. W tym samym czasie jednak wpływa na kształt tych związków, które ją wytworzyły: Przestrzeń jest zarówno geograficznym terenem działania, jak i [stwarza – W. M.] społeczną możliwość podjęcia działania. [...] Nie tylko reprezentuje miejsce, gdzie pewne działania się odbywają [...], lecz również oznacza społeczną zgodę na podjęcie tych działań12.

Codzienne praktyki użytkowników danej przestrzeni „podążają” zatem ścieżkami wyznaczonymi przez społeczny kontekst, w którym te przestrzenie powstały. Z drugiej strony można za Crouchem przyjąć inną perspektywę. Odwołując się do Jamesa Clifforda i Michela de Certeau, uważa on, że przestrzenie miejskie nie szukają swojej reprezentacji w praktykach mieszkańców, lecz są wytwarzane przez owe indywidualne praktyki, a więc ich sensy konstruowane są w sposób dyskursywny. Na przykład dopóki ulica czy dzielnica miasta nie zostanie „wypełniona” praktykami jej mieszkańców: rozmowami z sąsiadami, zakupami w pobliskim sklepie czy spacerami, dopóty może być oznaczona na mapie, lecz nie stanie się przestrzenią. Przestrzeń musi być dyskursywnie określona i równocześnie wcielona w życie przez szereg ucieleśnionych praktyk13. W tego typu rozważaniach przestrzeń pojmowana jest poprzez ciało, które jej używa i doświadcza. To w ciele i poprzez ciało, które jest zdolne do wyrażania doświadczenia w sposób intersubiektywny, przestrzeń zostaje wypełniona emocjami, pamięcią i marzeniami, a więc zostaje stworzona. Ostatecznie więc dzięki ciału miasto przestaje być przestrzenią służącą wyłącznie oglądaniu, a zostaje mu przywrócona przestrzeń komunikacji.

cie, w którym zasadą jest brak kontaktu (Sennett opisuje tu rozproszony tłum) powołuje lęk przed chaosem. 11  M. Gottdiener, The Social Production of Urban Space, University of Texas Press, Austin 1985, s. 115. 12  Ibidem, s. 123. 13  J. Clifford, Routes: Travel and Translation in the Late Twentieth Century, Harvard University Press, Cambridge, Mass. 1997, s. 54.


84

Weronika Maćków

2. Miasto przeżywane Wspomniany na początku projekt zakładał badanie kilku dzielnic, przez które spacerowali wyposażeni w notatniki studenci. Spacer stał się w nim metodą, która pozwoliła jego uczestnikom na zdobycie kulturowej wiedzy na temat wielomilionowego miasta oraz rozwinięcie swojej estetycznej wrażliwości. Autorzy projektu nie mieli wątpliwości, że przyjęcie takiego sposobu działania nie prowadzi do powstania zbioru „twardych” danych na temat miasta, lecz wspomaga raczej kreatywną wyobraźnię i spontaniczne zanurzenie się w miejskim krajobrazie14. Spacer, wycieczka, włóczęga pozwalają na spojrzenie na przestrzeń miejską ze szczególnej perspektywy – perspektywy przechodnia. W kontekście badań nad ciałem uwikłanym w sieć złożoną z różnych bodźców płynących z miejskiej przestrzeni ta perspektywa wydaje się nieodzowna. Figura spacerowicza w tradycji badań nad miastem zajmuje wyjątkowe miejsce. Dzięki flâneurowi przemierzającemu paryskie ulice i pasaże Walter Benjamin zyskał możliwość intelektualnego przeniknięcia przestrzeni nowoczesnego miasta i rodzącej się w nim modernistycznej podmiotowości. Włóczęga flâneura stanowi w przekonaniu Heinza Paetzolda „[protest – W. M.] przeciwko społecznemu podziałowi pracy”15, a zatem bezcelowe wałęsanie się po mieście (a szczególnie po pasażach) nabiera tu politycznego wymiaru. Założenie, że przestrzeń miejska stanowi przestrzeń kreowaną, prowadzi do wniosku, że spacerowicz jest jednocześnie autorem i użytkownikiem miejskich przestrzeni. Między innymi dlatego właśnie flâneurowi towarzyszą takie postaci, jak: artysta, poeta, dziennikarz czy fotograf. Również z tego powodu Krzysztof Rutkowski może prowadzić refleksję nad „włóczęgopisaniem” Paryża, który nadaje się na to jak żadne inne miasto na świecie. Rutkowski zwraca uwagę na nieustanny ruch spacerowicza po mieście, który staje się źródłem twórczości flâneura-poety: Ten poeta nie może przestać chodzić, ponieważ chodzenie, dreptanie, wystukiwanie podeszwami rytmu na bruku lub asfalcie przygotowuje tempo, pierwotny rytm niezapisanego i nieskończonego dzieła wydarzającego się najpierw w chodzeniu16.

Spacerowicz staje się kreatorem miejskiej przestrzeni, gdyż jego ruch wymusza opowiadanie, a ta narracja zostaje wyrażona przez włóczęgę. Miasto prowokujące do chodzenia staje się przestrzenią, w którą zostają wpisane ciała przechodniów. Obserwator nie jest odcieleśnionym okiem, lecz  B. Tausig, Creative Reception in Urban Space…, s. 81.  H. Paetzold, Polityka przechadzki, tłum. E. Mikina, w: J. S. Wojciechowski, A. Zeidler-Janiszewska (red.), Formy estetyzacji przestrzeni publicznej, Instytut Kultury, Warszawa 1998, s. 125. 16  K. Rutkowski, Włóczęgopisanie. Paryż jako księga znaków, „Konteksty” 3–4/2008, s. 35. 14 15


Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

85

odczuwającą, twórczą jednostką przemierzającą miejską przestrzeń. Warto ponownie wrócić do koncepcji przestrzeni jako praktyki, tak jak robi to Giuliana Bruno17. W książce pt. Atlas of Emotions tropi związki między dynamicznym pojmowaniem przestrzeni miejskiej, zwłaszcza jej architektury, a filmową narracją, twierdząc, że podłoże owej „haptycznej dynamiki” stanowi wymiar przestrzeni przeżywanej i przestrzeni narracyjnej18. Praktyki przemierzania miejskich krajobrazów zmuszają spacerowicza do mentalnego łączenia poszczególnych obrazów, tak jak widz jest zmuszony do śledzenia ścieżki filmowej narracji, z jej przeskokami i nieciągłościami19. Spojrzenie na przestrzeń miejską z perspektywy wprawionego w ruch ciała pozwala na rozpoznanie jej otwartego na indywidualne opowieści charakteru. Przestrzeń ta – jak twierdzi Bruno – zaprasza do zamieszkania. Ruch pozwala na uchwycenie tych momentów narracyjnych, które czynią z miasta przestrzeń przeżywaną. W przeciwieństwie do przestrzeni pomyślanej, która tworzy gotowe plany, ścieżki i mapy, przestrzeń przeżywana należy do sfery symbolicznej – jest ona bezpośrednio doświadczana (przeżywana) poprzez wyobrażenia i symbole. Te reprezentacyjne przestrzenie mają charakter niewerbalny i jednostkowy, są blisko związane ze sferą wyobrażeń, sztuką, swobodną twórczością20. Dlatego Henri Lefebvre może powiedzieć, że przestrzenie te należą zarówno do mieszkańców, zwykłych użytkowników miasta, jak i do artystów, pisarzy czy filozofów tworzących ich opisy. Przestrzeń przeżywana wskazuje bowiem sposoby, w jakie wyobraźnia i pamięć potrafią zawładnąć danym wycinkiem miejskiej rzeczywistości. Tym samym przestaje być ona swego rodzaju „pojemnikiem”, w którym zawarto wszelkie codzienne praktyki, a staje się indywidualnym konstruktem każdego mieszkańca, wciąż na nowo odtwarzanym i kreowanym.

3. Smellscapes – przestrzenie zmysłowe Rozważania te stanowią teoretyczną podstawę badań przeprowadzonych na poznańskich Jeżycach. Studencki projekt badawczy poświęcony opracowaniu smellscape Jeżyc21 zaowocował nie tylko swoistą „mapą zapachów” badanej dzielnicy, ale także, a może przede wszystkim, interesującą opowieścią o mie G. Bruno, Atlas of Emotions. Journeys in Art, Architecture, and Film, Verso, Nowy Jork

17

2001.

 Ibidem, ss. 64–65.  Bruno posługuje się tu konceptem „promenady” na podstawie projektów Bernarda Tschumiego, gdzie doświadczenie przestrzeni nie opiera się na jednym wybranym kadrze (np. fasady), lecz na „zmianie następujących po sobie kadrów i przestrzeni”. G. Bruno, Atlas of Emotions..., ss. 57–59. 20  H. Lefebvre, The Production of Space, Blackwell, Oxford 1991, ss. 39–40, 93. 21  Projekt „Mapa zapachowa Jeżyc”. 18 19


86

Weronika Maćków

ście doświadczanym z perspektywy przechodnia, którego percepcja przestrzeni opiera się na odczuciach zapachowych. Ważną inspiracją do oryginalnego „słownika”, którym posługują się autorki projektu w swojej narracji, stały się, cytowane we wstępie do badań, Sklepy cynamonowe Brunona Schulza. Ciekawe, że język zaczerpnięty z literatury pięknej stał się podstawą badań nad kreowaniem miejskiej przestrzeni. Za jego pomocą udało się autorkom uchwycić efemeryczność zmysłowych doznań, które – ujęte w narracyjne ramy – stały się „kadrami” codzienności jednej z dzielnic dużego miasta. Swoje badania, podczas których odbyły dziesięć spacerów, studentki rozpoczęły od ścisłego określenia terenu, którego mapę chciały stworzyć: Od północy ograniczył nas Park Sołacki; od południa ulica Bukowska, którą przyjęłyśmy za umowną granicę z dzielnicą Grunwald; na wschodzie miejscem granicznym stał się [...] Most Teatralny; na zachodzie natomiast ulice Przybyszewskiego i Żeromskiego – stanowiące granicę z Ogrodami.

Badaczki opracowały również klucz, według którego kategoryzowały zapachy, a następnie nanosiły je na mapę22:

Rys. 1. Fragment mapy zapachów przedstawiający Rynek Jeżycki Opracowanie: K. Stucka, M. Szymańska, K. Grobelska, P. Gaik.

Nie ulega wątpliwości, że mapowanie zapachów nastręcza wielu trudności gdyż są one z natury ulotne. Stworzone mapy muszą więc uwzględniać doznania przestrzeni, które siłą rzeczy będą fragmentaryczne, nieciągłe i epizodycz Zapachy zostały podzielone na cztery grupy: organiczne, industrialne, naturalne i żywnościowe, z których każdy został oznaczony na mapie innym kolorem, a ich natężenie reprezentowała skala odcieni danego koloru. 22


Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

87

ne23. Narracja na temat tych doznań pomaga uzyskać spójność opowieści, która dość szybko porzuca formalny język, aby zanurzyć się w literackiej impresji na temat badanej przestrzeni: Już wysiadając z tramwaju przy Rynku Jeżyckim o poranku, można wyczuć aromat parzonej kawy branej na wynos z pobliskiego McDonalda i popijanej na przystanku. Jej woń miesza się tu z zapachem ciężkich kobiecych perfum. [...] Koło południa, gdy sąsiadująca z amerykańskim gigantem spaghetteria Piccolo zostanie otwarta, woń sosu pomidorowego i bazylii będzie kusić przechodniów aż do późnych godzin wieczornych. To najskuteczniejszy kierunkowskaz w tej okolicy, bo żadne inne miejsce nie pachnie tu tak intensywnie o tej porze roku. Idąc dalej wzdłuż ulicy Dąbrowskiego, natrafiamy na bogate skupisko najróżniejszych zapachów – Rynek Jeżycki. Tuż przed Bożym Narodzeniem, od wschodniej strony rynku, można wyczuć zapach wilgotnej ziemi oraz żywicy sączącej się ze świeżo ściętych świerków [...]. Jeśli zechcemy wejść w głąb bazaru, to poruszając się wzdłuż alejki, dotrzemy do punktów sprzedaży warzyw i owoców. Zapach cytrusów jest tak wyraźny, że w ustach można niemal poczuć ich smak. Gdzieś w oddali unosi się także nieprzyjemny zapach gnijących resztek jedzenia, wyrzuconego na pobliski śmietnik [...] Idąc dalej, w samym Parku Sołackim, powietrze wydaje się być bardziej przesycone mieszaniną wilgotnej od stopniałego śniegu ziemi i nadgniłych liści. Oprócz tego da się jednak wyczuć również niezwykle przyjemny aromat drzew iglastych, napęczniałego drewna i roślinności obrastającej zbiorniki wodne. Wracając ze spaceru po parku, skręcamy w ulicę Świętego Wawrzyńca. Śnieg i mroźna pogoda nie sprzyjają szukaniu zapachów, jednak sprawiedliwie rekompensują to wrażenia estetyczne. Miasto o tej porze roku wygląda zjawiskowo.

We fragmencie tym warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, wyraźne są próby oddania sensorycznej rzeczywistości grudniowego dnia za pomocą opisowego języka: świerki są „świeżo ścięte”, w parku zwraca uwagę zapach „wilgotnej ziemi” i „napęczniałego drewna” rosnących przy jeziorze drzew. Autorki badania dzięki przyjętej konwencji są w stanie uchwycić kierunki przepływów wrażeń zmysłowych, tworząc tekst, który staje się zarazem ich opowieścią i mapą, wpisując się w ramy tego, co Kathleen Stewart nazwała „poezjami kulturowymi”. Ten szczególny rodzaj praktyki badawczej przyjmuje za obiekt swoich badań-opowieści „emergentne żywotności i zwyczajne praktyki, które dookreślają lub artykułują je, choćby tylko częściowo i nietrwale. By mogły zostać uświadomione, muszą być uchwycone i dostrzeżone w tych samych przepływach, są zbiegami, są przedmiotami zmiennymi [...] rozmarzonymi, chwiejnymi, praktycznymi, niedokończonymi, i skrajnie jednostkowymi”24. 23  J. D. Porteous, Smellscape, w: J. Drobnick (red.), The Smell Culture Reader, Berg, Nowy Jork – Oxford 2006, s. 91. 24  K. Stewart, Poezje kulturowe. O produktywności przedmiotów, tłum. A. Wagner, w: N. K. Denzin, Y. S. Lincoln (red.), Metody badań jakościowych, t. II, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2010, s. 547.


88

Weronika Maćków

Spacer w poszukiwaniu miejskich zapachów wymusza opowiadanie, w którym trosce o jak najwierniejsze oddanie ulotności badanego przedmiotu towarzyszy świadomość koniecznej obecności tego, co niedopowiedziane, ukryte i niepoddające się poznaniu. Po drugie, na poziomie narracji można zauważyć wpływ „filmowego” sposobu myślenia operującego skrótami, przeskokami, montażem. Projekt badań zakładał kilka wycieczek rozłożonych w czasie, ale wyniki wszystkich dokonanych „pomiarów” zostały ujęte w jedną opowieść rozpoczynającą się o poranku, a zakończoną wieczorem: Kiedy zapada zmrok, na ulicy Dąbrowskiego jest dość tłoczno, a wszystkie zapachy: gotowanego jedzenia, spalin, dymu [...] nasilają się, stając się bardziej nachalne i drażniące. Jedynym pachnącym miejscem pozostaje przestrzeń przed Teatrem Nowym, gdzie wyperfumowane kobiety i eleganccy mężczyźni zbierają się w oczekiwaniu na spektakl.

Opowieść zostaje zakończona refleksją na temat „zawładnięcia” przestrzeni miejskiej przez widzów. Narracja rozwija się zgodnie z rytmem dnia i prowadzi wytyczonymi ścieżkami, jednak zarówno czas narracji, jak i sam spacer należą do sfery wyobrażonej, gdyż w istocie stanowią montaż kilkunastu fragmentów tworzących jedną opowieść. Pozwala to narracji na falowanie między „tu i teraz” spaceru a uniwersalną perspektywą, na którą składa się wiele fragmentów i odrębnych głosów: Przechodząc [koło kwiaciarni – W. M.], w dni bez mrozu, można poczuć delikatny i słodki zapach róż. Z kolei naprzeciw rynku, po drugiej stronie ulicy Dąbrowskiego, znajdują się cukiernie i piekarnie. Przy odrobinie szczęścia, o odpowiedniej porze, natrafić można na piekarzy, którzy roznoszą swoje wypieki: bochenki świeżego chleba o złocistej, chrupiącej skórce, drożdżowe bułki posypane cukrem pudrem i blachy pełne aromatycznych ciast i tortów [...]. Kilka kroków dalej natrafiamy na roboty drogowe, które pewnie potrwają jeszcze jakiś czas. Za każdym razem, gdy je mijałyśmy, przechodziłyśmy obok pracujących tam robotników w niebieskich kombinezonach.

Wbrew pozorom narracja ta nie podąża „liniowo” po wyznaczonej trasie spaceru, lecz błądzi wśród licznych trajektorii. Składa się z wypowiedzi o subiektywnych sposobach konstruowania przestrzeni miejskiej, stanowi zatem próbę zapisu poszczególnych, jednostkowych historii. W analizowanym badaniu to zapach wyznaczał kierunek poruszania się po mieście – studentki zaznaczały, że dany zapach „prowadził” je w konkretne miejsca, choć miejsca te nie są już (a może są nie tylko) fizycznymi punktami na mapie, gdyż zostają wypełnione znaczeniem. Poprzez zmysłowe doznania przestrzeń miejska staje się przestrzenią zinternalizowaną – skonstruowaną przez pamięć, marzenia, wyobrażenia:


Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

89

Nos sprawia, że oczy sobie przypominają [...]. Zapachy sklepu ze słodyczami sprawiają, że zaczyna się myśleć o niewinności i ciekawości dzieciństwa; gęsty zapach warsztatu szewskiego sprawia, że zaczynamy sobie wyobrażać konie, siodła, uprzęże i ekscytację płynącą z jazdy konnej25.

Przestrzeń miejska doświadczana przez nasze ciało generujące znaczenia staje się przestrzenią przeżywaną, tak jak rozumiał ją Henri Lefebvre. Wielość znaczeń, wyobrażeń, uczuć, wspomnień i skojarzeń składających się na przestrzeń przeżywaną próbował odtworzyć projekt badawczy poświęcony przestrzeniom bólu i przyjemności26. Zakładał on analizę i rekonstrukcję czynników, odniesień i odczuć wpływających na percepcję wybranych punktów przestrzeni miejskiej, pozwalających na przypisanie im pozytywnych lub negatywnych skojarzeń. Rezultaty badań i próby ich interpretacji jasno ukazują nierozłączność wewnętrznego świata wspomnień i wyobraźni oraz cielesnych doświadczeń. Próby odtworzenia przestrzeni przeżywanej opierały się na przypisywaniu jej określonych skojarzeń i wrażeń zmysłowych podczas badania i nanoszenia ich na swoistą „mapę” odczuć, gdzie na osi pionowej zaznaczano znaczenia i skojarzenia związane z daną przestrzenią, a oś pozioma porządkowała doświadczenia zmysłowe w skali od przyjemnych do nieprzyjemnych. W ten sposób analizie zostały poddane wybrane miejsca znaczące, wśród których znalazły się skrzyżowania, przystanki autobusowe, rynek, przestrzenie w okolicach teatru, kina, księgarni i restauracji. Miejsca związane z komunikacją publiczną i poruszaniem się po mieście zostały jednoznacznie określone jako przestrzenie bólu, na co wskazywały powtarzające się odniesienia i skojarzenia: tłok, nerwowość, poczucie zagrożenia, czujność, oczekiwanie, przepychanie, brak odpowiedniego oświetlenia27. Za pozytywne zostały z kolei uznane takie uczucia i wartości, jak: zadbany, czysty, jasny, pachnący. Rzadko jednak przestrzeń poddawała się jednoznacznemu określeniu, gdy różnym wrażeniom zmysłowym towarzyszyły emocje i wspomnienia uruchamiające wyobraźnię. Jednym z takich problematycznych miejsc był bar mleczny, który mimo niezachęcającego wyglądu i zapachu okazał się przestrzenią niezwykle złożoną i semantycznie bogatą dzięki odniesieniom do sfery pamięci i wyobraźni. Projekt poświęcony zapachom Jeżyc próbował również oddać złożoność doświadczenia przestrzeni miejskiej poprzez uchwycenie momentów przenikania się, uzupełniania i wywoływania doznań:

 J. Pallasmaa, Oczy skóry…, s. 67.  Projekt przeprowadzony na Jeżycach przez studentów kulturoznawstwa: Joannę Milczarek, Martę Ratajczak, Konrada Jakuba Sobczaka i Michała Weichera. 27  Cały słownik służący do opisu wybranych miejsc został zaczerpnięty z badania studenckiego. 25 26


90

Weronika Maćków

Rys. 2. Szalet miejski jako przykład przestrzeni bólu. Przypisane jej określenia to: odpychający, zaniedbany, niehigieniczny, ogólnodostępny, śmierdzący, brudny, brzydki, stary, zaniedbany Opracowanie: J. Milczarek, M. Ratajczak, K. J. Sobczak, M. Weicher.

Rys. 3. Rynek Jeżycki jako przykład przestrzeni przyjemności. Przypisane jej określenia to: tradycja, świeże produkty, miła atmosfera, specyficzny klimat, kolory, zapachy, świeżość Opracowanie: J. Milczarek, M. Ratajczak, K. J. Sobczak, M. Weicher.

[...] zaczyna [...] do nas docierać o wiele przyjemniejsza i bardziej wyraźna woń świeżego pieczywa z pobliskiej piekarni Fawor. Naraz przed oczami stają cudowne wspomnienia o babcinych racuszkach i świeżo wyjętym z piekarnika cieście drożdżowym mamy.

Badana przestrzeń miasta – określana przez Bruno jako (e)motional space – należy zarówno do sfery emocji, jak i ruchu wywołanego przez włóczęgę.


Miasto zmysłów – o afektywnym doświadczaniu przestrzeni

91

Narracyjność tej włóczęgi przekłada się miejscami na sentymentalny i silnie spersonalizowany zapis szczególnego sposobu doświadczenia miasta. Zarówno w jednym, jak i w drugim projekcie mamy do czynienia z próbą uchwycenia tego, co z natury jest ulotne, niedookreślone i skrajnie subiektywne. Podstawą poznania było w nich przemierzające przestrzeń miejską ciało uwikłane w sieć wrażeń zmysłowych i emocji, których rezultatem okazały się „emocjonalne mapy” dzielnicy stworzone wspólnym wysiłkiem „montażowej” narracji złożonej z przenikających się głosów. Miasto zmysłów dzięki tym projektom okazało się przestrzenią leżącą na pograniczu świata materialnego i wyobrażonego, kreowanego przez przemieszczające się, odczuwające ludzkie ciało.

Summary The City of Senses – on Affective Experience of Space The article aims to interpret urban space as embodied space perceived as a complex and ephemeral construct of emotions, meanings and memory based on two student research projects conducted in one of the city’s neighbourhoods. The results of the two projects are analyzed in the light of an critical approach to urban spatialities where the body is seen as an sensuous and agentive actor who operates in urban contexts and representations articulated by corporeal practices. The creation of the lived space finds itself in close connection with the moving body engaged in a creative reception of its urban surroundings in the process of a stroll, a walk and aimless wandering. The methodological approach discussed in the article is therefore responsive to the fragmentary and fleeting narration of the walk which recognizes a cinematic perspective of urban space. Finally, the article gives account of the “emotional geographies” as created by students’ research. Słowa kluczowe: przestrzeń miejska, ciało, zmysły, mapy zapachów Keywords: urban space, body, senses, smellscapes


Jadwiga Zimpel Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych1

Na gruncie kulturowych studiów miejskich analizy późnonowoczesnych praktyk rewitalizacyjnych prowadzi się zarówno z pozycji neomarksistowskich, przyjmujących zewnętrzną, makrosocjologiczną perspektywę oglądu miasta2 (wówczas praktyki rewitalizacyjne analizuje się przez pryzmat szerszych procesów rynkowo regulowanej restrukturyzacji ekonomicznej), jak i z pozycji kulturalistycznych, przyjmujących wewnętrzną perspektywę współczynnika humanistycznego3, która umożliwia analizę rewitalizacji jako zestawu kulturowych taktyk. Szczególnie interesujące wydaje się pierwsze z wyróżnionych podejść i charakterystyczne dla niego obszary badawcze: 1) badania nad „postmodernistyczną kulturą muzeum”4, zorganizowaną wokół rynkowo generowanej 1  Prezentowany artykuł jest fragmentem drugiej części rozdziału „Rewitalizacja dzielnicy” (podrozdziały 4–6) uzupełnionym o przykłady badań studenckich. Rozdział wchodzi w skład książki pt. Kulturowe studia miejskie, przygotowywanej przez Zakład Kultury Miasta Instytutu Kulturoznawstwa w ramach grantu ministerialnego: „Rozkwit kultur miejskich w Europie Środkowo-Wschodniej”. Autorką pierwszej części wspomnianego rozdziału (podrozdziały 1–3) jest Weronika Maćków. Proponowane w artykule ujęcie rewitalizacji jako zestawu strategii kulturowych korzysta z rozstrzygnięć pojęciowych zaproponowanych przez Michela de Certeau w pracy Wynaleźć codzienność. Sztuki działania, tłum. K. Thiel-Jańczuk, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008. W przeciwieństwie do taktycznego ujęcia rewitalizacji, akcentującego oddolną aktywność mieszkańców i użytkowników miasta, ujęcie strategiczne koncentruje się na praktykach, których podmiotami są przede wszystkim miejskie instytucje. 2  M. S. Szczepański, B. Kozielska, Miasto jako przedmiot badań socjologii, w: B. Jałowiecki (red.), Miasto jako przedmiot badań naukowych w początkach XXI wieku, Scholar, Warszawa 2008, s. 139. 3  F. Znaniecki, Socjologiczne podstawy ekologii ludzkiej, „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” 1/1938. 4  J. Urry, Spojrzenie turysty, tłum. A. Szulżycka, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2007, ss. 159, 189.


94

Jadwiga Zimpel

nostalgii, do której odwołują się strategie komercjalizacji historii miejskich dzielnic; 2) analizy polityk reprezentacji stojących za doborem narracji i obrazów nakładanych przez dominujących „dystrybutorów symboli”5 – korporacje, władze publiczne i prywatnych inwestorów na rewitalizowaną dzielnicę, jej mieszkańców i użytkowników. W przeciwieństwie do nowoczesnych projektów odnowy miast, które koncentrowały się na twardych interwencjach urbanistyczno-architektonicznych i planistycznych (wyburzenia slumsów, poszerzanie ulic, budowa nowych obiektów), w programach rewitalizacyjnych powstających od lat 70. XX wieku główny nacisk położono na miękkie strategie kulturowe, angażujące symboliczne zasoby miasta6. Zmianę rewitalizacyjnych tendencji można tłumaczyć nowym podejściem do miejskiej ekonomii. Wielu współczesnych badaczy miast pracujących w paradygmacie neomarksistowskiej ekonomii politycznej wiąże analizę praktyk rewitalizacyjnych z badaniem szerszych procesów restrukturyzacji ekonomicznej7. Zaangażowanie się metropolii w praktyki restrukturyzacyjne badacze ci tłumaczą jako efekt wpływu, który na gospodarki, przestrzenie i kultury miast zaczęły wywierać zmiany zachodzące w obszarze ekonomii światowej8. Przyjęło się je określać jako przechodzenie od społeczeństwa industrialnego, zorganizowanego wokół masowej produkcji towarów, do społeczeństwa postindustrialnego, w którym główną rolę odgrywa produkcja wyspecjalizowanych usług i informacji9. Miejsce starej ekonomii towarów zajęła ekonomia symboliczna10, która uzależniła rozwój i konkurencyjność miasta od obecności w jego przestrzeni przemysłów kultury: „filmowego, fonograficznego, wydawniczego, odzieżowego, jubilerskiego, meblarskiego”11, przemysłu dziedzictwa i muzealnego12, oraz od poziomu miękkich umiejętności aktywi S. Zukin, The Cultures of Cities, Blackwell, Oxford 1995, s. 292.  A. Klingmann, Brandscape: Architecture in Experience Economy, The MIT Press, Cambridge, Mass. – Londyn 2007, s. 275; por. S. Zukin, The Cultures...  7  J. R. Logan, T. Swanstrom, Urban Restructuring: A Critical View, w: N. Kleniewski (red.), Cities and Society, Blackwell, Malden – Oxford 2005; S. Sassen, Overview of Global Cities, w: N. Kleniewski (red.), Cities and Society; B. Pitkin, Theories of Neighborhood Change: Implication for Community Development Policy and Practice, 2001, http://neighbourhoodchange. ca/wp-content/uploads/2011/07/Pitkin-2001-Theories-of-Neighborhood-Change-Implications-for-Comm-Dev-UCLA.pdf [14.10.2014].  8  S. Sassen, Overview of Global Cities, s. 83.  9  Ibidem, s. 86; D. Bell, The Coming of Postindustrial Society, Basic Books, Nowy Jork 1999. 10  S. Zukin, The Cultures...; A. J. Scott, The Cultural Economy of Cities, Sage, Londyn 2000; E. Rewers, Kulturowa ekonomia miast, w: P. Celiński, J. P. Hudzik (red.), Kultura wiedzy, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2012. 11  G. Gorzelak, Miasto jako przedmiot badań ekonomii, w: B. Jałowiecki (red.), Miasto jako przedmiot badań naukowych..., s. 92. 12  J. Urry, Spojrzenie turysty, ss. 154–168, 189–195.  5  6


Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych

95

zacji i namnażania kapitału kulturowego. Wśród zadań, przed którymi stanęły miasta doświadczające skutków globalnych procesów deindustrializacji, znalazło się zarówno poszukiwanie nowych sposobów zagospodarowania poprzemysłowych nieużytków: fabryk, kopalń, portów, tworzenie nowych miejsc pracy w sektorze usług, jak i odbudowa więzi społecznych w dawnych dzielnicach robotniczych13. Wyjścia z ekonomicznego, społecznego i kulturowego impasu upatrywano m.in. w programach rewitalizacji. Główną rolę w ich realizacji przyznano już nie urbanistom-wizjonerom, takim jak Robert Moses, znany z radykalnego projektu infrastrukturalnego dla Nowego Jorku, który przyczynił się do zniszczenia społecznego świata barwnej dzielnicy, jaką był przedwojenny Bronks14, ale inżynierom wyobraźni: architektom-celebrytom, specjalistom od marketingu i public relations, projektantom, artystom.

1. Komercjalizacja historii Do praktyk wchodzących w skład strategii rewitalizacyjnych należy np. komercjalizacja historii. Jest ona rozumiana jako przekształcanie instytucjonalnie legitymizowanych „obrazów i interpretacji przeszłości”15 w towar. Treści przeszłości poddawane komercjalizacji, która w roli ich nośnika wykorzystuje materialny krajobraz dzielnicy (fasady budynków, pamiątkowe tablice, szyldy, pomniki, meble miejskie, zieleń parkową, nawierzchnię chodników) bądź jego wirtualne ekstensje (oficjalne strony internetowe dzielnicy, przewodniki turystyczne), mogą być ściśle bądź luźno powiązane z czasoprzestrzenią dzielnicy. Możliwość tworzenia pierwszego typu związków zapośredniczają legitymizowane autorytetem instytucji dokumenty potwierdzające zajście danego wydarzenia w danym miejscu: archiwalne fotografie i filmy, artykuły prasowe, spisy ludności etc. Z kolei w tworzeniu drugiego ich typu pośredniczy wyobraźnia tematyczna, odwołująca się do zasobu globalnie rozpoznawalnych obrazów i skojarzeń dotyczących miejskiej przeszłości. Wspomniane rozróżnienie otwiera przed badaczami miast wiele teoretycznych problemów. Dotyczą one przede wszystkim pytania o autentyczność przeszłości eksponowanej za pośrednictwem „turystycznych adaptacji dziedzictwa kulturowego”16. Status przyznawany dokumentom mającym ją potwierdzać jest bowiem różny, w  zależności od przyjętego przez badaczy stanowiska metodologicznego. Dokumenty, za którymi stoi autorytet instytucji, można zatem traktować bądź jako zapis  Ibidem, s. 159.  M. Berman, „Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”. Rzecz o doświadczeniu nowoczesności, tłum. M. Szuster, Universitas, Kraków 2006, ss. 376–403. 15  B. Szacka, Czas przeszły, pamięć, mit, Scholar, Warszawa 2006, ss. 19, 23. 16  J. Urry, Spojrzenie turysty, s. 155. 13 14


96

Jadwiga Zimpel

obiektywnej prawdy historycznej, bądź jako nieodróżnialną od literackiej fikcji narrację17. Kulturowym studiom miejskim, korzystającym z metod wypracowanych w ramach nurtu narratywistycznego, bliższy jest ten drugi sposób podejścia do dokumentów. Tym samym autentyczność komercjalizowanej przeszłości dzielnicy będzie raczej autentycznością konstruowaną, nie odkrywaną18. Kontekstem sprzyjającym strategii komercjalizacji historii jest analizowana przez Johna Urry’ego „postmodernistyczna kultura muzeum”19. Konstytuuje ją charakterystyczny dla drugiej połowy XX wieku zwrot w stronę przeszłości, stanowiący reakcję na analizowane przez Hermanna Lübbego zjawisko „kurczenia się teraźniejszości”20. Wśród przyczyn zaniku poczucia teraźniejszości, przejawiającego się zwiększonym zaangażowaniem w praktyki muzealizacyjne, obejmujące także przestrzenie miejskich dzielnic21, Lübbe wymienia znaczne przyspieszenie procesów starzenia się wytworów ludzkiej pracy w efekcie wzrostu innowacyjności22. Uczestnikami i negocjatorami lokalnych przejawów „postmodernistycznej kultury muzeum” są współcześni turyści zainteresowani gromadzeniem coraz to nowych kulturowych doświadczeń23, wśród których szczególne miejsce zajmują spotkania z historią. Zgodnie z intuicją Deana MacCannella turystą nie jest dziś jedynie ten, który przybywa do miasta z daleka; doświadczenie turystyczne, będące w istocie reakcją na obcość jako kondycję współczesnej kultury, rozszerza się bowiem na obszary zwyczajowo wiązane ze swojskością zamieszkiwania24. Nowe typy przestrzeni miejskich, powstające w efekcie zastosowania strategii komercjalizacji przeszłości, takie jak dzielnice historyczne (historic districts)25 i dzielnice rozrywki (urban entertainment districts)26, tworzone są z myślą o oczekiwaniach współczesnych turystów27.  B. Szacka, Czas przeszły..., ss. 20–21.  S. Kvale, Prowadzenie wywiadów, tłum. A. Dziuban, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2011, ss. 53–55. 19  J. Urry, Spojrzenie turysty, ss. 159, 189. 20  H. Lübbe, Muzealizacja. O powiązaniu naszej przeszłości z teraźniejszością, w: M. Gołaszewska (red.), Estetyka w świecie, t. III, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 1991, s. 13. 21  Ibidem, s. 9. 22  Ibidem, s. 13. 23  D. MacCannell, Turysta. Nowa teoria klasy próżniaczej, tłum. E. Klekot, A. Wieczorkiewicz, Muza, Warszawa 2002, s. 36. 24  Ibidem, s. XXI; E. Rewers, Miasto jako przedmiot badań filozofii kultury, w: B. Jałowiecki (red.), Miasto jako przedmiot badań naukowych..., s. 76. 25  K. Lorens, Tematyzacja przestrzeni publicznej miasta, w: B. Jałowiecki, A. Majer, M. S. Szczepański (red.), Przemiany miasta. Wokół socjologii Aleksandra Wallisa, Scholar, Warszawa 2005, s. 115. 26  A. Klingmann, Brandscape..., s. 89. 27  A. Wieczorkiewicz, Apetyt turysty. O doświadczeniu świata w podróży, Universitas, Kraków 2008. 17 18


Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych

97

W pracach kulturowo zorientowanych badaczy miast przestrzenie te analizuje się zarówno jako krajobrazy wyreżyserowanej konsumpcji, jak i  sceny dla kulturowych performansów tożsamości, angażujących pamięć i zasoby wiedzy lokalnej współczesnych turystów. W pierwszym przypadku kwestią organizującą analizy jest pytanie o związek współczesnej miejskiej ekonomii z pojęciem nostalgii. Bada się wówczas m.in. rolę emocji we współczesnym marketingu miejskim28, znaczenie „miejsc nostalgicznych” w świadomości mieszkańców miasta29 czy różne wymiary nostalgicznego wspominania30. W  drugim przypadku pytania dotyczą przede wszystkim problematyki oddolnej kreatywności użytkowników dzielnic historycznych31. Ich materialny krajobraz traktowany jest jako pretekst dla tego, co Mieke Bal, wychodząc od koncepcji pamięci kulturowej jako działania, nazywa „aktami pamięci”32. W odgrywających tożsamościotwórczą rolę „aktach pamięci” przeszłość zostaje włączona w teraźniejszość33. W tym świetle strategia rewitalizacyjna, motywowana potrzebą zysku i kontroli upamiętnianych treści przeszłości, może stanowić wyzwanie dla „taktycznej kreatywności”34, widocznej w wymykających się absolutyzacji praktykach turystycznych, wśród których, zdaniem Urry’ego, obok „chodzenia, przesiadywania, rozmawiania i fotografowania”, ważne miejsce zajmuje także „aktywne rozpamiętywanie”35. Przechodzeniu do postindustrializmu towarzyszy przebiegająca w dwóch fazach modyfikacja wzorów konsumpcji. Pierwsza z nich polega na przeniesieniu zainteresowania konsumentów z rzeczy na symbole36, druga – wiąże się z powtórnym zainteresowaniem „nowymi” rzeczami, ożywionymi przez „globalny przemysł kulturowy”37. Mówiąc zatem o strategii komercjalizacji historii  Projekt studencki: Dorota Roszkowiak, Mateusz Nowacki, Mariusz Nowak, „Między nostalgią a kapitalizmem. Analiza kultury nostalgii na podstawie miejskich związków teraźniejszości z przeszłością”. Wszystkie przywoływane w artykule projekty studenckie zostały zrealizowane przez studentów i studentki Instytutu Kulturoznawstwa UAM podczas konwersatorium z wiedzy o kulturach miasta w roku akademickim 2012/2013. 29  Projekt studencki: Bogna Wróż, Jan Wawrzyniak, „Kultura nostalgii. Wokół związków miejskiej teraźniejszości z przeszłością”. 30  Projekt studencki: Mikołaj Organek, Joanna Janicka, „Kultura nostalgii. Wokół związków miejskiej teraźniejszości z przyszłością”. 31  J. Urry, Spojrzenie turysty, ss. 160–166. 32  M. Bal, Introduction, w: M. Bal, J. Crewe, L. Spitzer (red.), Acts of Memory. Cultural Recall in the Present, University Press of New England, Hanover 1999, s. vii. 33  Ibidem. 34  L. Manovich, The Practice of Everyday (Media) Life: From Mass Consumption to Mass Cultural Production? „Critical Inquiry” t. 35, 2/2009, s. 326. 35  J. Urry, Spojrzenie turysty, s. 166. 36  Ch. Barker, Studia kulturowe. Teoria i praktyka, tłum. A. Sadza, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, s. 242; D. MacCannell, Turysta..., s. 34. 37  S. Lash, C. Lury, Global Culture Industry: The Mediation of Things, Polity Press, Cambridge 2007. 28


98

Jadwiga Zimpel

dzielnicy, wystawianą na sprzedaż, glokalnie wytworzoną treść jej przeszłości (wydarzenia, bohaterowie, dawne style życia) można traktować bądź w kategoriach symbolicznych, bądź – biorąc pod uwagę drugą fazę modyfikacji wzorów konsumpcji – w kategoriach „opadania tego, co kulturowe, w to, co materialne”38. W pierwszym wypadku chodziłoby o wykreowanie nie tyle dającej się zamieszkać przestrzeni, ile serii opowieści na temat jej potencjalnej przeszłości, których konsumpcja tkwi u podstaw analizowanego w pracach Urry’ego i MacCannella doświadczenia turystycznego. Nakładane na realną przestrzeń miejską, konstruowane „gdzie indziej” narracje o przeszłości dzielnicy tworzą intermedialną, wielowarstwową fasadę miasta. Zjawisko rozrastania się fasady kosztem wnętrza, sceny kosztem kulis, mapy kosztem terytorium to przedmiot kilku projektów studenckich poświęconych kulturze podróżowania. Analizując przykład rozrastania się intermedialnej fasady Poznania, autorki jednego z projektów następująco diagnozują sytuację współczesnego turysty: „Turysta wędruje po zamkniętej, skończonej mapie miejskiej”, którą „przekroczyć” może jedynie poprzez „pogłębione zwiedzanie”39. Przeprowadzona przez inny zespół analiza turystycznego imaginarium tego samego miasta pokazuje z kolei, że zastosowana do badań nad turystyką Goffmanowska opozycja między kulisami i sceną nie wszędzie ulega zatarciu. Analizując treść fasady przedstawianej turystom odwiedzającym Poznań, studentki zauważają np., że wiele dzielnic miejskich, takich jak poznańskie Jeżyce, wciąż pozostaje w strefie kulis40. Oznacza to, że strategią komercjalizacji historii objęte są tylko niektóre, zwyczajowo uznawane za turystycznie atrakcyjne obszary miasta.

2. Estetyzacja krajobrazu Charakterystyczne dla późnonowoczesnych regeneracji wykorzystywanie traktowanej jako zasób kodów wizualnych kultury w roli narzędzia rewitalizacji pozwala przekształcać materialny krajobraz miejskich dzielnic w scenografię dla performansów tożsamości, zorganizowanych wokół stylu życia klasy kreatywnej, odgrywającej główną rolę w reprodukcji kreatywnego kapitału miast41. Użycie teatralnej metafory scenografii do opisu zrewitalizowanych dzielnic pozwala dostrzec, że praktyki rewitalizacyjne poszerzają ich przestrzeń nie tylko o nowy program funkcjonalny (galerie, kawiarnie, butiki etc.), ale także  Ibidem, s. 7.  Projekt studencki: Monika Wójtowicz, Agata Ziomek, „Kultura podróżowania. Miasto w wyobraźni turystycznej”. 40  Projekt studencki: Sandra Bujak, Lidia Dąbrowska, Teresa Klemba, „Kultura podróżowania – miasto w wyobraźni turystycznej”. 41  R. Florida, Cities and the Creative Class, Routledge, Nowy Jork – Londyn 2005, ss. 33–36. 38 39


Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych

99

o nowy program wizualny, przekształcający materialność krajobrazu w serię dystynktywnych „znaków estetycznych”42. Rewitalizacyjne konstruowanie scenografii dzielnicy, aby stanowiła mechanizm selekcji i magnes dla faworyzowanych przez miejskie ekonomie symboliczne stylów życia, można ująć w zaproponowanych przez Wolfganga Welscha kategoriach „estetyzacji powierzchownej”, polegającej na „upiększaniu i stylingu”43. „Globalną estetyzację” prowadzącą do inflacji piękna Welsch ocenia negatywnie, pokazując, że trend ten stanowi wypaczenie nowoczesnych koncepcji przekraczania granicy między życiem a sztuką oraz prowadzi do zaniedbania innych niż piękno wartości estetycznych44. Dla kulturoznawczych analiz strategii rewitalizacyjnych szczególnie ważny jest drugi z krytycznych argumentów autora Estetyki poza estetyką. W przypadku rewitalizacji „terror zglobalizowanej estetyczności”45 polega przede wszystkim na operowaniu jednostronną, klasowo zdeterminowaną definicją piękna jako tego, co można pokazać. Klasowe warunkowanie widoku przebiega w procesie medialnie zapośredniczonego wiązania kodów wizualnych z określonym stylem życia, preferowanym przez neoliberalizm. Dobrym przykładem przestrzeni, w  których konstruuje się tego typu związki, są czasopisma branżowe, w których przedstawia się nowe materiały budowlane i nowe trendy w designie, a także sponsorowane blogi modowe czy magazyny lifestylowe. Związkom wirtualnej przestrzeni blogów modowych z realną przestrzenią ulicy poświęcono kilka kolejnych projektów studenckich z omawianego cyklu. Pytano w  nich m.in. o wpływ aktywności bloggerów na indywidualne wybory modowe mieszkańców Poznania oraz o sposoby wykorzystywania miejskiej scenerii w prezentowanych na blogach fotografiach mody46. Analizując blogi, obserwując uliczne stylizacje i prowadząc wywiady z mieszkańcami Poznania, autorki projektu doszły do wniosku, że miejskość nie stanowi jedynie tła fotografowanych stylizacji, ale raczej kluczowy komponent wizualnej tożsamości bloggerów. Zgodnie z tymi rozstrzygnięciami można zauważyć, że moda miejska, czy szerzej: kultura autoprezentacji rozumiana jako jedna z miejskich kultur, stanowi ciekawy obszar badania niejednoznacznych związków łączących wirtualną rzeczywistość Internetu z realną przestrzenią ulicy. Konstruowanie związków między kodem wizualnym i stylem życia prowadzi do usuwania z pola widzenia przejawów estetyczności zdegradowanej, której kody w analogicznym procesie wiązane są z nieucywilizowaniem, za Ch. Barker, Studia kulturowe..., s. 239.  W. Welsch, Estetyka poza estetyką, tłum. K. Guczalska, Universitas, Kraków 2005, s. 119. 44  Ibidem, ss. 119–121. 45  Ibidem, s. 121. 46  Projekt studencki: Marta Behrendt, Monika Sadowska, „Świat bloggera w przestrzeni miasta – czyli, co blogger ma do powiedzenia na temat strit stajlu”. 42 43


100

Jadwiga Zimpel

ściankowością i chaosem. Efektem zastosowania strategii estetyzacyjnej w rewitalizacji jest zatem akceptowalny z punktu widzenia klasy kreatywnej widok, tworzony przy użyciu różnorodnych „reżimów skopicznych”47, działających na zasadzie mechanizmu selekcji niepożądanych estetyczności. Wizualne oddziaływanie zrewitalizowanych krajobrazów dzielnic miejskich, spełniających funkcję „systemów reprodukcji społecznej”48, wspiera się przede wszystkim na mechanizmach Welschowskiej „estetyzacji powierzchownej”. Odwołując się do argumentów Jacques’a Rancière’a, który śledzi wzajemne relacje sfery estetycznej i politycznej49, można jednak zauważyć, że modelowanie „software’u” miasta przez zabiegi estetyzacyjne50 przekształca także sferę stosunków społecznych. W przypadku analizy strategii rewitalizacyjnych można mówić w związku z tym, parafrazując rozróżnienie Welscha na estetyzację „powierzchowną” i „głęboką”51, o głębokim wymiarze estetyzacji powierzchownej. Oznacza to, że wykorzystywanym w praktykach rewitalizacyjnych kodom wizualnym przypisujemy wymiar performatywny. Określenie fortunności takich wizualnych performatywów polegałoby wówczas na badaniu zakresu społeczno-kulturowej homogenizacji użyć zrewitalizowanej dzielnicy, jaką niesie ze sobą jej „styling”. Przyglądając się strategiom rewitalizacyjnym przez pryzmat pojęcia estetyzacji, można także odnieść się do propozycji Mike’a Featherstone’a. Podobnie jak Welsch, Featherstone łączy estetyzację z rozpoczętym przez awangardę artystyczną XX wieku zacieraniem granicy między sztuką i życiem. Jego zdaniem estetyzacja jest zjawiskiem o rodowodzie nowoczesnym, ucieleśnionym najpełniej w figurach dandysa i dryfującego wśród fetyszy wielkomiejskiej kultury konsumpcyjnej flâneura52. Featherstone nie eksponuje jednak procesów, które Welsch powiązał ze zjawiskiem „estetyzacji powierzchownej”. W centrum jego zainteresowań znajduje się estetyzacja rozumiana jako balansowanie między różnymi rejestrami kultury, polegające na anulowaniu „symbolicznych hierarchii”53 i wypracowywaniu nowego typu wrażliwości zorganizowanej wokół „kontrolowanego rozluźniania emocji”54. Estetyzacja sta47  M. Bal, Wizualny esencjalizm i przedmiot kultury wizualnej, „Artium Quaestiones” XVII/ 2006, s. 302. 48  Por. D. Mitchell, Cultural Geography: A Critical Introduction, Blackwell, Oxford 2000, ss. 120–145. 49  J. Ranciè́re, Estetyka jako polityka, tłum. P. Mościcki, J. Kutyła, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2007. 50  W. Welsch, Estetyka poza estetyką, s. 35. 51  Ibidem, ss. 32–38. 52  M. Featherstone, Postmodernizm i estetyzacja życia codziennego, w: R. Nycz (red.), Postmodernizm. Antologia przekładów, Wyd. Baran i Suszyński, Kraków 1996, ss. 305–311. 53  Ibidem, ss. 302, 312. 54  Ibidem, s. 325.


Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych

101

nowiłaby zatem „uczony” typ poznawczego nastawienia wobec miasta i jego społeczno-kulturowego zróżnicowania, charakteryzujący podmioty miejskie, które Featherstone nazywa „fachowcami od kultury”55, a Sharon Zukin „infrastrukturą krytyczną”56. Można go odnaleźć u podstaw strategii rewitalizacyjnych zmierzających do przekształcenia miejskich dzielnic w krajobrazy „ekonomii doświadczenia” (experience economy)57, konstruowane wokół obrazu wielokulturowości. W zamyśle swoich twórców mają one oferować możliwość kontrolowanej interakcji z egzotyką rozmaitych stylów życia. Warto tu przypomnieć konstatację Zukin, która wskazuje na związek tak rozumianej „estetyzacji różnorodności” z „estetyzacją strachu”58.

3. Homogenizacja użyć W epoce, którą Allen Scott określił wiekiem „rywalizacji i współpracy”, miasta współzawodniczą między sobą o różne formy kapitału59. Ważnym elementem tej gry są działania zmierzające do wykreowania rozpoznawalnej marki miasta. Analizy badaczy nowych miejskich ekonomii pokazują, że rolę narzędzia brandingowego spełniają dziś także programy rewitalizacyjne, dzięki którym funkcję logo miasta mogą pełnić jego ulice, place i parki60. Taką rolę programom rewitalizacyjnym przypisuje m.in. Sharon Zukin, która twierdzi, że miasto reklamuje się poprzez umiejętne modelowanie swojej materialności. Zdaniem Zukin zrewitalizowane przestrzenie miejskich dzielnic pełnią w postindustrialnym mieście rolę jego „najważniejszych wizualnych reprezentacji”61. Główną funkcją obrazów tworzonych przez zrewitalizowane dzielnice jest przyciągnięcie do miasta różnych form kapitału. Dlatego też ich twórcy starannie selekcjonują treści takiej projekcji. W ten sposób stare pytanie Henriego Lefebvre’a o to, „czyje jest miasto”, przybiera dziś formę pytania o to, „kto ma prawo wchodzić w skład dominującego obrazu miasta”62. Zasadne wydaje się ono zwłaszcza, gdy zauważymy, że miejskie widoki powstają w seriach wykluczeń. Podlegają im „wernakularne” użycia przestrzeni miejskich dzielnic63 – nieatrakcyjne z punktu widzenia miejskich elit, zainteresowanych  Ibidem, s. 300.  S. Zukin, Landscapes of Power: From Detroit to Disney World, University of California Press, Berkeley – Los Angeles – Oxford 1991, s. 215. 57  A. Klingmann, Brandscape..., ss. 17–18. 58  S. Zukin, The Cultures..., s. 2. 59  A. Scott, Creative cities: Conceptual issues and policy questions, „Journal of Urban Affairs” t. 28, 1/2006, s. 1. 60  S. Zukin, The Cultures..., s. 16. 61  Ibidem. 62  Ibidem, s. 11. 63  Ibidem, s. 46. 55 56


102

Jadwiga Zimpel

tworzeniem obrazu miasta „przyjaznego biznesowi”64. Wśród podlegających wykluczeniu użyć dzielnicy można wymienić takie praktyki przestrzenne, jak: „żebranie, rozdawanie ulotek, organizowanie protestów”65, przesiadywanie, grillowanie w parkach, spożywanie alkoholu czy spanie w miejscach publicznych. Podważając spójną fasadę „miasta-machiny wzrostu”66, użycia te kwestionują jednocześnie neoliberalną logikę przekształcania miejsc w rynki, wartości użytkowej w wartość wymienną, „relacji w interpretacje”67, „porządku nawyku w porządek widzialności”68. Homogenizacja jako kolejna ze strategii rewitalizacyjnych stanowi zatem podstawowe narzędzie ochrony interesów miasta-machiny wzrostu, posługującego się dzisiaj „logiką korporacyjnego rynku kultury”, zorganizowaną wokół symboli kosmopolityzmu69. Homogenizacyjny efekt osiąga się, zaprowadzając rynkowo regulowany ład w sferze praktyk przestrzennych, stosując w tym celu różne techniki nadzoru: od estetyzacyjnych „reżimów skopicznych” po kamery CCTV, grodzenia czy godzinową reglamentację dostępu do miejskich parków. Można podać przynajmniej dwa źródła tej strategii. Po pierwsze, wiąże się ona z projektowaniem miejskich polityk rozwoju według logiki rynku i zasady wzrostu. Takie wyjaśnienie można zaproponować, odwołując się do koncepcji Johna R. Logana i Harveya Molotcha. Po drugie, rewitalizacyjną strategię homogenizacji użyć można także traktować jako efekt charakterystycznej dla globalnej kultury miejskiej tendencji do „tłumienia karnawalizacji”70, która manifestuje się dziś przede wszystkim w procesach prywatyzacji publicznych przestrzeni miasta71. To drugie wyjaśnienie w większym stopniu niż zmienne ekonomiczne będzie eksponować zmienne o charakterze historyczno-kulturowym. Zdaniem Logana i Molotcha charakterystyczne dla ekonomii politycznej pytanie o to, „kto sprawuje władzę nad miastem”, należy uzupełnić pytaniem o to, „w jakim celu to robi”72. Badacze ci twierdzą, że głównym problemem zajmującym rządzące miastem elity jest „kwestia wzrostu”73. Tym samym 64  J. R. Logan, H. L. Molotch, The City as a Growth Machine, w: S. S. Fainstein, S. Campbell (red.), Readings in Urban Theory, Blackwell, Cambridge, Mass. 1996, ss. 291–292, 297–300. 65  A. Nacher, Kultura jako kapitał kłopotliwy. Albo jak miasto konsumuje sztukę i co z tego wynika, w: E. Rewers, A. Skórzyńska (red.), Sztuka – kapitał kulturowy polskich miast, Wyd. Naukowe UAM, Poznań 2010, s. 316. 66  J. R. Logan, H. L. Molotch, The City... 67  M. Krajewski, Przeciw inżynierii wizualnej. Ożywianie i uśmiercanie miasta, w: E. Rewers, A. Skórzyńska (red.), Sztuka – kapitał kulturowy..., s. 189. 68  Ibidem, s. 191. 69  A. Nacher, Kultura jako kapitał kłopotliwy..., ss. 312, 320. 70  M. Featherstone, Postmodernizm i estetyzacja..., ss. 326–332. 71  B. Jałowiecki, Fragmentacja i prywatyzacja przestrzeni, w: B. Jałowiecki, W. Łukowski (red.), Gettoicyzacja polskiej przestrzeni miejskiej, Scholar, Warszawa 2007. 72  J. R. Logan, H. L. Molotch, The City..., s. 291. 73  Ibidem, ss. 291–292.


Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych

103

większość medialnie nagłaśnianych sporów wokół realizacji prospołecznych projektów miejskiej polityki rozwoju, takich jak budowa nowych obiektów czy realizacja programów pomocowych, stanowi jedynie zasłonę dymną dla realizacji nadrzędnego celu, jakim jest wzrost74. Ukierunkowanie działań miejskich elit na stymulację wzrostu wiąże się z wykształceniem specyficznego spojrzenia na przestrzeń miejską. W oczach przedstawicieli „prowzrostowych koalicji” przestrzeń miejska reprezentuje przede wszystkim „wartość wymienną”75. Taki ogląd miasta znacznie różni się od sposobu, w jaki konceptualizują je mieszkańcy. Z ich perspektywy miasto i jego dzielnice stanowią głównie „wartość użytkową”76, percypowane są jako miejsca potrzebne do realizacji codziennych potrzeb, w którym „mieszka się i pracuje”77. Widać więc wyraźnie, że te spojrzenia na miasto zasadniczo się różnią. Można nawet powiedzieć, że konstytuują dwa skonfliktowane ze sobą wyobrażenia miasta lub jego dwie odmienne lektury. Strategiczne projekty rewitalizacyjne mieszczą się zwykle w ramach pierwszego z tych odczytań, co oznacza, że sposób ich realizacji podporządkowany jest wymogom rynku. Prowadzi to do homogenizacji użyć rewitalizowanej dzielnicy, czyli redukcji osadzonych w nawyku wypowiedzi przestrzennych78, które blokują przepływ kapitału. Metafora homogenizacji użyć odnosi się zatem do analizowanych przez Josepha Schumpetera procesów „kreatywnej destrukcji”79, adaptujących miasto do pełnienia roli generatora wzrostu i platformy pływów kapitału. W świetle ustaleń badaczy związanych z perspektywą neomarksizmu, można zauważyć, że strategie rewitalizacyjne nie sprzyjają oddolnej, realizowanej przez mieszkańców lekturze miasta. Poprzez różnorodność użyć dzielnicy, których przejawy często zaburzają bądź jawnie kwestionują logikę miasta-machiny wzrostu, konstruują oni własną codzienność przede wszystkim w relacji z miejscem, nie z rynkiem. Na rewitalizacyjne ujednolicanie użyć dzielnicy można także spojrzeć przez pryzmat koncepcji eksponujących społeczne i historyczno-kulturowe źródła miejskich procesów ładotwórczych. Można je kojarzyć m.in. z analizowanym przez Mike’a Featherstone’a zjawiskiem „tłumienia karnawalizacji”, angażującym przedstawicieli klasy średniej w obliczu zagrożenia „społecznym pomieszaniem”, jakie niosły ze sobą przestrzenie karnawałowego „przedstawiania i zniekształcania rozróżnień” podtrzymujących ład społeczny80. Wśród prototypowych przestrzeni karnawałowej przekory Featherstone wymienia m.in.  Ibidem, s. 292.  B. Pitkin, Theories of Neighborhood Change..., ss. 10–11. 76  Ibidem. 77  J. R. Logan, H. L. Molotch, The City..., s. 292. 78  M. Krajewski, Przeciw inżynierii wizualnej..., s. 191. 79  S. Zukin, Landscapes..., ss. 4–5. 80  M. Featherstone, Postmodernizm i estetyzacja..., ss. 327–328. 74 75


104

Jadwiga Zimpel

miejskie jarmarki średniowiecza, wskazując na ich podwójną funkcję: handlowej wymiany i kwestionującej granice dobrego smaku zabawy, ulokowanej w obszarze „metaforycznego nieładu” i „groteskowej cielesności”81. W przestrzeni współczesnych metropolii tłumienie lęku, jaki niosą ze sobą zdegradowane użycia przestrzeni, kwestionujące dominującą wizję miejskiego ładu, dokonywane jest przy użyciu różnych środków kontroli. „Inżynierii wizualnej”, operującej „pomocami wizualnymi” i edukacyjnym efektem82, towarzyszy w tym względzie wiele panoptycznych technik materialnego nadzoru: kamery, grodzenia, reglamentacja dostępu. Homogenizujący wpływ tych technik na miasto jest szczególnie wyraźny w przestrzeniach miejskich parków, skwerów czy placów, ale i w tzw. niebezpiecznych dzielnicach, takich jak poznańska Wilda czy Jeżyce, od których miasto odcina się, grodząc nowe inwestycje deweloperskie83. Odgórnie ustalane strategie rewitalizacyjne, skoncentrowane na tworzeniu rozpoznawalnej marki miasta, budowaniu środowiska przyjemności i doświadczenia, estetyzacji, podejmowaniu takich tematów, jak miejskość czy industrialna przeszłość, to nie jedyny rejestr rewitalizacji problematyzowany na gruncie kulturowych studiów miejskich. Analizie poddawane są także przejawy rewitalizacji oddolnej, oparte na „taktycznej kreatywności”84 podmiotów tworzących miejskie kultury, gdyż dostrzega się w nich nie tylko drugi biegun odgórnych programów rewitalizacji i jej ujęć administracyjno-eksperckich, ale także model kulturowo zorientowanych badań nad miejskością, która zgodnie z intuicjami Lefebvre’a stanowi pozostający w ciągłym ruchu „przedmiot wirtualny”85. W tej perspektywie rewitalizacja odrywa się od swoich strategicznych konotacji i jest rozumiana jako nieustający proces usensowniania miejskiego środowiska przez wyrastające z wiedzy praktycznej taktyczne działania mieszkańców i użytkowników miasta.

Summary Revitalisation of a District as a Combination of Cultural Strategies The article considers public strategies of revitalisation that are focused on the creation of a recognisable city brand, the constructing of an environment of pleasure and experience, aesthetisation and the application of such topics as “urbanism” and  Ibidem, ss. 327–328, 330.  M. Krajewski, Przeciw inżynierii wizualnej..., s. 193. 83  Projekt studencki: Igor Kosiorowski, Damian Luty, „Kultura lęku. Osiedla grodzone i niebezpieczne dzielnice”. 84  L. Manovich, The Practice of Everyday (Media) Life..., s. 326. 85  H. Lefebvre, Prawo do miasta, „Praktyka Teoretyczna” 5/2012, s. 185, http://www.praktykateoretyczna.pl/PT_5_2012_Logika_sensu/14.Lefebvre.pdf [5.02.2013]. 81 82


Rewitalizacja dzielnicy jako zestaw strategii kulturowych

105

“industrial past.” The symptoms of unofficial revitalisation that are based on “tactical creativity” of urban subjects who create city cultures are analysed as well. They are seen as a model of culture oriented research on the city that – in regard to Henri Lefevbre’s intuition – is a movable “virtual object.” From that point of view revitalisation is released of strategical connotations and is understood as neverending process of signification of urban environment through tactical activities of inhabitants and users of the city. Słowa kluczowe: rewitalizacja, strategie, komercjalizacja, estetyzacja, homogenizacja Keywords: revitalisation, strategies, commercialization, aestheticization, homogenization


Agata Skórzyńska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Performatywność miasta1

Wstęp Niniejszy tekst jest częścią większego projektu badawczego. Na potrzeby opracowania teoretycznych podstaw współczesnych kulturowych studiów miejskich przygotowałam rekonstrukcję i analizę podejść, które podejmowały zagadnienie działania społecznego/kulturowego, a także znajdowały zastosowanie w badaniach nad miastami. Rekonstrukcja ta obejmuje rozwój rozmaitych „ujęć działaniowych”, począwszy od Weberowskiego projektu socjologii rozumiejącej, Simmlowskiej socjologii formalnej, przez wczesne prace Szkoły Chicagowskiej czy dojrzały już projekt interakcjonizmu symbolicznego Herberta Blumera, po socjologię fenomenologiczną Alfreda Schütza oraz „miejską etnografię” i oryginalne koncepcje interakcji Ervinga Goffmana. Jednocześnie odniosłam się do tych tradycji, które – czerpiąc raczej z Marksowskich niż Weberowskich źródeł – wpisywały zagadnienie działania w szerszą perspektywę relacji świadomości do praktyk społecznych. Za takim ujęciem stoją przede wszystkim koncepcje, które stawiały pytanie o działanie podmiotowe jako konieczny warunek dynamiki społeczno-kulturowej i zmiany: w materializmie kulturowym Raymonda Williamsa, społeczno-regulacyjnej koncepcji kultury Jerzego Kmity czy koncepcji kultury jako praxis Zygmunta Baumana. Problem działania wybrzmiał również w teorii krytycznej (Walter Benjamin), strukturalistycznym marksizmie (Louis Althusser) i wreszcie – także za ich sprawą – w filozofii poststrukturalnej (głównie u Pierre’a Bourdieu, Michela de Certeau oraz Michela Foucaulta). Kluczowym obszarem konceptualizacji zagadnienia 1  Tekst ten jest zmodyfikowaną wersją rozdziału, który powstał na potrzeby publikacji przygotowywanej przez zespół Instytutu Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu pod kierunkiem Ewy Rewers. Por. E. Rewers (red.), Kulturowe studia miejskie, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2014 (w druku).


108

Agata Skórzyńska

działania, przez które stale transformowany jest zastany kulturowy repertuar symboliczny i normatywny, były także koncepcje o rodowodzie pragmalingwistycznym. Zwrot językowy, głównie poprzez zwrócenie uwagi na mowę, oraz tzw. zwyczajny język (język w użyciu) i jego performatywne/sprawcze właściwości nie tylko przyczyniły się do gwałtownego rozwoju różnych odmian konstruktywizmu społecznego czy filozoficznego, ale także do opracowania empirycznych metod jakościowych, takich jak: etnometodologia, analiza konwersacyjna, narracyjna czy krytyczna analiza dyskursu. Rosnące zainteresowanie działaniem widać także w wielu współczesnych koncepcjach, które można określić mianem refleksyjnych (późne prace Pierre’a Bourdieu) lub relacyjnych (Bruno Latour) lub w takich, które niejako ex post zarejestrowały spór między „działaniem” a „strukturą” w naukach społecznych i, nieco poniewczasie, usiłowały go rozwiązywać (strukturacja Anthony’ego Giddensa)2. Własną wersję „perspektywy działaniowej” proponują też performance studies, dlatego we wspomnianej publikacji poświęciłam im osobną uwagę. W niniejszym tekście odnoszę się do tego fragmentu moich ustaleń, pytając, co nowego „perspektywa performatywizmu” wnosi do rozważań na temat działania w kulturze, w tym wypadku w kulturach miejskich? Performance studies, traktowane jako odrębne podejście we współczesnej humanistyce, mają swoich zwolenników i przeciwników. Zdania są podzielone: od spostrzeżeń rejestrujących „zwrot performatywny” lub konstytuujących nową subdyscyplinę w badaniach kulturowych – performatykę, po opinie, że mamy do czynienia z twórczą być może, ale jednak tylko rekontekstualizacją lub reintegracją wcześniejszych perspektyw teoretycznych, koncepcji i pojęć, w dodatku nierzadko wyrwanych z pierwotnego kontekstu epistemologicznego i metodologicznego. Ostateczna konkluzja czy perspektywa performatywizmu może stanowić pewne novum wśród różnych odmian współczesnych studiów kulturowych (i  być przydatna w ukierunkowanych kulturoznawczo studiach miejskich) i w dużej mierze uzależniona jest właśnie od rekonstrukcji i krytycznej analizy dorobku nie tylko anglosaskich performance studies, ale także innych ujęć teoretycznych, problematyzujących zagadnienie działania i jego performatywności, u  których współczesne studia performatywne się zapożyczają. Spośród ustaleń, które z takiej rekonstrukcji i analizy krytycznej mogą wynikać, przywołam najważniejsze, stanowiące uzasadnienie tytułowej propozycji3. Uważam bowiem, że jeśli perspektywa performatywizmu może stanowić dziś atrakcyjną i owocną poznawczo propozycję dla kulturoznawców badających miasto, to dzieje się tak po pierwsze dlatego, że przypomina i niekiedy twórczo rozwija wcześniejszą, zaproponowaną w innym kontekście filozoficznym  A. Skórzyńska, W poszukiwaniu miasta jako praxis, w: E. Rewers (red.), Kulturowe stu-

2

dia...

 A. Skórzyńska, Badania w działaniu, E. Rewers (red.), Kulturowe studia...

3


Performatywność miasta

109

koncepcję performatywności. Po drugie dlatego, że koresponduje, a w przypadku niektórych badaczy ściśle wiąże się z tradycją badań kulturowych, które chcą wyjść poza czysto spekulatywny charakter XX-wiecznej filozofii krytycznej (z postmodernizmem i poststrukturalizmem włącznie) oraz poza tekstualny redukcjonizm w humanistyce, przede wszystkim w studiach kulturowych ostatnich dekad XX wieku. Po trzecie zaś, zawiera prezentację efektów wybranych projektów studenckich, które powstały w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w ramach zajęć z metod badań kulturoznawczych – projekty te posłużą tu za przykłady. Jaki jest jednak związek współczesnych ujęć performatywnych z praktyką edukowania przez badanie miasta? Perspektywa participatory action research w ostatnich dwóch dekadach XX wieku weszła w silne związki z koncepcjami krytycznej pedagogiki, rozwijającymi się m.in. na gruncie amerykańskich studiów kulturowych. Udział w wypracowaniu koncepcji badania, które jest jednocześnie procesem uczenia się (gromadzenia wiedzy i praktycznych umiejętności), związanych z naszym zaangażowaniem w różne kultury, mieli także niektórzy reprezentanci podejścia performatywnego. Tytułowy problem sugeruje podstawową trudność wynikającą z rekonstrukcji dorobku samych performance studies, ale także innych orientacji intelektualnych na gruncie XX-wiecznej filozofii, socjologii czy kulturoznawstwa: dlaczego tym, co przypomniane przez performatywistów (ale przecież opracowane koncepcyjnie w innej tradycji), a co może być istotnym badawczo wsparciem studiów miejskich, jest raczej koncepcja performatywności niż performansu kulturowego?

1. (Multi)performans miejski czy performatywność miasta? W tekście zatytułowanym Perspektywy performatywizmu Anna Zeidler-Janiszewska pisze: Programy te [akademickie performance studies – A. S.], podobnie jak Visual/Culture Studies […], przeformułowują i wzbogacają dotychczasowy obraz praktyk kulturowych, eksponując te ich aspekty, które przesłaniała dominacja orientacji semiotyczno-hermeneutyczno-tekstowej. Najogólniej powiedzieć można, że performatywiści koncentrują się na „działaniowym” (dynamicznym) aspekcie praktyk symboliczno-kulturowych […]4.

Ewa Domańska sformułowała sprawę bardziej lapidarnie: „Kiedyś byliśmy skłonni wszystko widzieć jako tekst, dzisiaj jako performans”5. Powyższy dwu A. Zeidler-Janiszewska, Perspektywy performatywizmu, „Teksty Drugie” 5/2007, s. 34.  E. Domańska, „Zwrot performatywny” we współczesnej humanistyce, „Teksty Drugie” 5/2007, s. 48. 4 5


110

Agata Skórzyńska

głos pojawił się w czasie, gdy na gruncie polskiego kulturoznawstwa i innych dziedzin humanistycznych coraz silniej obecna jest perspektywa badawcza, zainaugurowana w Stanach Zjednoczonych, ale powszechna także w innych środowiskach akademickich na świecie – performance studies6. W krótkim czasie ukazują się po polsku podręczniki, które usankcjonowały akademicki status badań nad performansami (performances) i performatywnością (performativity)7. Organizowane są konferencje naukowe z zakresu performatyki, powstaje pierwszy instytucjonalny ośrodek akademicki, proponujący tę perspektywę w polskich badaniach kulturoznawczych (w Instytucie Kulturoznawstwa w Poznaniu). Co ciekawe, po wielu latach tłumaczeń doczekali się także klasycy, którzy przez performatywistów przywoływani są najczęściej: Erving Goffman i Victor Turner. Na przykład w związku z długo oczekiwanym tłumaczeniem Analizy ramowej Goffmana Marek Czyżewski zwracał uwagę na konieczność uchwycenia dwóch wątków w twórczości kanadyjskiego badacza. Pierwszy, znany już doskonale, „odnosi się do kulturowo ukształtowanych i intersubiektywnie dostępnych schematów interpretacji”8. Drugi „należałoby dzisiaj nazwać »performatywnym«, pamiętając o tym, że Goffman, obok antropologa Victora Turnera należy do ś c i s ł e g o g ro n a p re ku rs o ró w [podkr. – A. S.] współczesnego »zwrotu performatywnego«”9. Rejestrując narastające zainteresowanie perspektywami performatywizmu na polskim gruncie, wypowiedzi te dają nam metodologiczną wskazówkę sytuowania performatyki w szerszym kontekście rozwoju humanistyki oraz zmian zachodzących w światowych studiach kulturowych. Anna Zeidler-Janiszewska proponuje dwa rozstrzygnięcia. Po pierwsze, studia performatywne (przy tym określeniu obstaje autorka) są traktowane jako korekta dominującej orientacji tekstualistycznej, zapoczątkowanej poststrukturalizmem, ale wynikającej z wcześniejszego i rozleglejszego zwrotu lingwistycznego w humanistyce oraz rozwoju hermeneutyki i semiotyki10. Korekta, a nie radykalne zerwanie z tą tradycją. Performans studies, na zasadzie „korespondencji istot Por. J. McKenzie, Performuj albo… od dyscypliny do performansu, tłum. T. Kubikowski, Universitas, Kraków 2011; J. McKenzie, H. Rooms, C. J. W.-L. Wee, Contesting Performance. Global Sites of Research, Palgrave Macmillan, Londyn – Nowy Jork 2010; R. Schechner, Fundamentals of Performance Studies, w: N. Stucky, C. Wimmer (red.), Teaching Performance Studies, Southern Illinois University Press, Carbondale – Edwardsville 2002; idem, Performatyka: wstęp, tłum. T. Kubikowski, Ośrodek Badań Twórczości Jerzego Grotowskiego i Poszukiwań Teatralno-Kulturowych, Wrocław 2006.  7  R. Schechner, Performatyka...; M. Carlson, Performans, tłum. E. Kubikowska, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2007.  8  M. Czyżewski, Analiza ramowa, czyli „co tu się dzieje?”, w: E. Goffman, Analiza ramowa. Esej z organizacji doświadczenia, tłum. S. Budzirej, Nomos, Kraków 2010, s. XVI.  9  Ibidem, s. XVI. 10  A. Zeidler-Janiszewska, Perspektywy performatywizmu, s. 34.  6


Performatywność miasta

111

nie korygującej”, ale bez radykalnej przebudowy teoretycznej, podtrzymują postulaty tego zwrotu, poszerzając jego założenia o wytwarzanie kultury za sprawą innych niż tylko językowe praktyk (mowy, pisma, dyskursu czy tekstu) ku działaniom angażującym ciało, używaniu przedmiotów i technologii, modyfikacjom materialności itd.11 Zwracają przy tym uwagę na sam język, nie jako system, ale jako praktykę społeczną i formę działania. Po drugie, sytuując studia performatywne w relacji do innych typów studiów kulturowych (np. visual studies), autorka wykazuje podobieństwo tych orientacji w sposobach posługiwania się klasycznymi teoriami i nurtami badawczymi – poruszanie się „w poprzek” nich, oznaczające wielowymiarowe przemieszczenia kategorii i selektywne użycia koncepcji, pojęć i metafor12. Domańska dodaje kolejną cechę owego performatywnego „zwrotu” – orientację na sprawczy charakter samych badań naukowych, wykorzystanie metod łączących etnografię i sztukę, dążenie do zmiany społecznej, wynikające z realizacji badań i prezentacji ich wyników13. Wypowiedź Czyżewskiego skłania zaś do rozważenia stosunku studiów performatywnych do „odnalezionych” klasyków – prekursorów tego podejścia. Obok Ervinga Goffmana i Victora Turnera, Johna L. Austina, Ludwiga Wittgensteina, Johna Searle’a, także Kenneth Burke i Gregory Bateson, Arnold van Gennep, Milton Singer i Clifford Geertz, Johanes Huizinga i Roger Callois, a nawet Jacques Derrida, Michel Foucault czy Pierre Bourdieu (i wielu innych) stali się fundatorami performatyki dlatego, że zostali „odczytani wspólnie na nowo”, a ich propozycje teoretyczne, zawierające wiele rozstrzygnięć na temat działania społecznego/w kulturze wystarczyło włączyć w orbitę refleksji performatycznej, aby wyróżnić zespół problemów, które przez dominację tekstualizmu nieco zniknęły z pola widzenia. Swobodne odnoszenie się do teoretycznych źródeł umożliwia twórczą rekontekstualizację uznanych teorii oraz wychwytywanie wątków dotąd niedostrzeganych lub zapomnianych. Jednak wędrówka pojęć i koncepcji, zwłaszcza w podręcznikowych ujęciach, stwarza niebezpieczne wrażenie, że myślenie w kategoriach działania/sprawczości lub stosowanie tak czy inaczej rozumianej koncepcji performatywności czyni z reprezentantów odległych od siebie szkół badawczych członków odkrytego niedawno klubu performatywistów. Bez wątpienia studia performatywne dokonały reintegracji zagadnień, które od dawna były podejmowane w odrębnych nurtach refleksji humanistycznej i społecznej. W największym skrócie: to na ich gruncie spotykają się kategorie działania/sprawczości i performatyw Więcej pisałam o tym, odwołując się do koncepcji „korespondencji istotnie korygującej” J. Kmity w tekstach: Subwersje miejskie. „Niewyraźne” kultury oporu, „Kultura Współczesna” 2(64)/2010, ss. 51–66; Interferencja przedstawień. Czy możliwa jest krytyczna analiza performatywna, „Kultura Współczesna” 4(66)/2010, ss. 14–29. 12  A. Zeidler-Janiszewska, Perspektywy performatywizmu, s. 34. 13  E. Domańska, „Zwrot performatywny”…, s. 51. 11


112

Agata Skórzyńska

ności (agency/performativity), tak jak podejmowane były przez teorię społeczną i językoznawstwo pragmatyczne z wywiedzionymi z XX-wiecznej sztuki praktyką i koncepcją artystycznego performansu oraz z poszukującymi adekwatnych wykładni zmiany i dynamiki kulturowej koncepcjami antropologicznymi czy filozoficzno-kulturowymi. Moment tego spotkania John MacAloon określa mianem „przełomu performatywnego”, zaczerpniętym od Della Hymesa, a oznaczającym „nową konfigurację pewnych, nie łączonych z sobą do tej pory, osiągnięć intelektualnych z lat pięćdziesiątych XX wieku”14. To spostrzeżenie jest niezwykle ważne – „nowa konfiguracja” nie oznacza bowiem, że problematyka działania/sprawczości zostaje dziś postawiona przez performatywizm w nowym świetle, ale raczej że podejście to ujmuje we wspólną perspektywę interpretacyjną propozycje, które do tej pory, często niezależnie od siebie, rozwiązywały kwestie: działania społecznego (Weber), współoddziaływania, a później interakcji (Simmel, Park, Mead) działania językowego, komunikacyjnego i sprawczości mowy (Wittgenstein, Austin, Searl, interakcjoniści), relacji między działaniem a myśleniem i poznaniem (Schütz), a także między jednostkowym działaniem a społeczną praktyką (studia kulturowe, polskie kulturoznawstwo), działaniem praktycznym (Bourdieu) czy sprawczością ludzkich i nie-ludzkich aktorów (choćby Latour). Droga rozwoju, początkowo głównie amerykańskich, performance studies powoduje jednak, że do klasycznych koncepcji docierają one późno i głównie za pośrednictwem filozofii kontynentalnej, przede wszystkim za sprawą poststrukturalizmu i dekonstrukcji. W pierwszych rozdziałach Performuj, albo… Jon McKenzie15 przedstawia początki performatyki jako antropologiczne, ale inspirowane także teatrem koncepcje dramatu społecznego i performansu, wypracowywane przez tandem Turner – Schechner. Ważnym elementem tego etapu było niefortunne postawienie w centrum rozważań opozycji: tekst – działanie, zakwestionowane w kolejnych fazach rozwoju performatyki, ale usprawiedliwione w politycznym, artystycznym i społecznym kontekście lat 60. i 70.16 Inspirujący dla performatyków politycznie zaangażowany teatr, happening i performance, ale też niezwykle ważne dla Turnera i Schechnera widowiska i rytuały innych niż euro-amerykańska kultur były bowiem wymierzone głównie przeciwko – uważanemu w czasach kontrkultury za nową postać fałszywej świadomości – spektaklowi. Skuteczność wywrotowego performansu (jak teatr guerilla, teatr uliczny, protesty studenckie w Paryżu w maju 1968 r.) – jego transformacyjna moc – miała być sposobem na wymykanie się logice repro14  J. J. MacAloon, Wstęp: widowiska kulturowe, teoria kultury, w: J. J. MacAloon (red.), Rytuał, dramat, święto, spektakl. Wstęp do teorii widowiska kulturowego, tłum. K. Przyłuska-Urbanowicz, Wyd. Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2009, s. 14. 15  J. McKenzie, Performuj albo… 16  Ibidem, ss. 37–48.


Performatywność miasta

113

dukcji społecznej przez wizualną reprezentację w spektaklu teatralnym (lecz także medialnym) oraz w „społeczeństwie spektaklu”17. Jednak wymierzona przeciw omnipotencji spektaklu kategoria performansu stała się z czasem na gruncie performatyki nie tylko pojęciem o bardzo rozległym polu semantycznym, ale także „mocnym” narzędziem analitycznym i interpretacyjnym – kategorią paradoksalnie zesencjalizowaną, a stosowaną do opisu różnych, artystycznych i pozaartystycznych, praktyk kulturowych, w tym gry, zabawy, rytuału, ceremonii, widowiska, protestu społecznego, samego teatru, ale też pracy, życia codziennego, seksu czy używania technologii18. W drugim etapie jednak, przez Jona McKenziego, a za Janelle G. Reinelt i Josephem R. Roachem, nazywanym „eksplozją teorii”, wyjściowa opozycja: tekst – działanie, w której sprawczość czy skuteczność są właściwościami tylko tego drugiego, zostaje zdekonstruowana19. Dzieje się to głównie za sprawą komentarza, jaki Jacques Derrida zgłosił do manifestu teatru okrucieństwa Antonina Artauda, ale także dzięki szerokiej recepcji French Theory w Stanach Zjednoczonych. Poza Derridiańską dekonstrukcją do stałego repertuaru koncepcyjnego zaczynają być włączane propozycje Rolanda Barthes’a (i cały nurt tekstualny), Jacques’a Lacana, Jeana-François Lyotarda, Gilles’a Deleuze’a i Felixa Guattariego, Michela Foucaulta, Pierre’a Bourdieu czy Julii Kristevej. Odroczone spotkanie performance studies z koncepcją performatywności praktyk kulturowych rejestruje także Mieke Bal w wykładni swojej „praktyki teoretyzowania”, jaką jest proponowana przez badaczkę wersja analizy kulturowej20. Zauważa ona, że na gruncie refleksji wokół (przede wszystkim artystycznego) performansu koncepcja performatywności albo początkowo w ogóle nie była  Szerzej w rozdziale Badania w działaniu, w: E. Rewers (red.), Kulturowe studia...  Mam tu na myśli np. „typologię performansu”, zaproponowaną przez R. Schechnera w podręczniku Performatyka: wstęp, obejmującą jego osiem rodzajów, ale także np. propozycję Jacka Wachowskiego, która obejmuje ich już trzynaście. Podobne typologie mają ukazywać obszary praktyk kulturowych, które można analizować jako performanse, zgodnie z propozycją Schechnera, paradoksalnie jednak wywołują przekonanie, że istnieje sfera zjawisk, które są kulturowymi performansami, w przeciwieństwie do tych, które nimi nie są. Powoduje to niepotrzebną esencjalizację samej kategorii performansu. Każda, nawet najszersza lista kulturowych performansów musi przy tym wzbudzać wiele wątpliwości co do kryteriów, na których jest oparta. Jednocześnie poszerzanie listy o każdą możliwą do pomyślenia w kategoriach performatywnych kulturową praktykę wywołuje pytanie o wartość poznawczą i sens tworzenia podobnych typologii, tak jakbyśmy na gruncie semiotyki kultury usiłowali stworzyć listę praktyk kulturowych posiadających znaczenia. Por. R. Schechner, Performatyka..., s. 46; J. Wachowski, Performans, słowo/obraz/terytoria, Gdańsk 2011, ss. 50–51. 19  J. McKenzie, Performuj albo…, ss. 48–56; J. G. Reinelt, J. R. Roach, Introduction to the First Edition, w: J. G. Reinelt, J. R. Roach (red.), Critical Theory and Performance, The University of Michigan Press, Ann Arbor 2007, s. 4. 20  M. Bal, Performans i performatywność, w: eadem, Wędrujące pojęcia w naukach humanistycznych, tłum. M. Bucholc, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2012, ss. 203–241. 17 18


114

Agata Skórzyńska

brana pod uwagę, albo stosowano wymiennie pojęcia „performans” i „performatywność”21. Prowadzą one jednak do innych analitycznych konsekwencji: Chociaż naturalnym rzeczownikiem wskazującym na zjawisko performatywności jest „performans”, słowo to rozwinęło się w pojęcie w zupełnie innym kontekście. Macierzystym obszarem słowa „performans” jest nie filozofia języka, lecz estetyka22.

To właśnie poststrukturalistyczna rekapitulacja „zwrotu lingwistycznego” odpowiedzialna jest za „eksplozję teoretyczną” na gruncie performance studies oraz za zdolność do metodologicznej deklaracji, co oznacza badanie performatywności praktyk innych niż sztuka i tradycyjne widowiska kulturowe – to osiągnięcie Bal przypisuje przede wszystkim pracom Judith Butler i jej krytycznej lekturze zarówno Austina, jak i Derridy czy Foucaulta. W przekonaniu, że teoria aktów mowy trafiła na grunt performance studies za pośrednictwem późniejszych nurtów w filozofii, utwierdza także podręcznikowa synteza ich teoretycznych podstaw, proponowana przez Marvina Carlsona. Za pierwotne źródło współczesnych teorii performansu autor uznaje koncepcje antropologiczne i socjologiczne, wprowadzając zagadnienia semiotyczne i lingwistyczne także właściwie dopiero w związku z „poststrukturalistycznym wyzwaniem”, choć sam jest semiotykiem teatru23. Koncepcja performatywności rozwija się jednak w XX wieku w innych obszarach refleksji humanistycznej, a rozwój ten ma własną dynamikę, naznaczoną dyskusjami wielu badaczy z koncepcją Austina. W 2007 r. James Loxley opublikował książkę zatytułowaną Performativity, którą rozpoczął od zdania: „Książka ta opowiada historię koncepcji”24. „Historia”, którą proponuje autor, jest próbą uchwycenia metodologicznego i teoretycznego zamysłu, który od połowy XX wieku przebiega w poprzek kilku orientacji intelektualnych. Zaczynamy oczywiście od pierwotnego rozróżnienia konstatywów i performatywów z początku wykładów harwardzkich, które prowadzi Austina, a potem Searle’a do ogólniejszego założenia o performatywności jako własności wszystkich wypowiedzi. Koncepcja Austina, czytana przez jego komentatorów, zaczyna być jednak szybko wykorzystywana także do innych, poza językowymi, praktyk. Performatywność mowy poszerzana jest przez czytelników i krytyków pism Austina o kolejne wątki i konteksty (literaturę, sztukę, politykę, płeć). Stanley Cavell zwracał np. uwagę, że dzięki Austinowi (ale także Wittgensteinowi) dokonał się zwrot wobec pozytywizmu logicznego, wynikający z pytania nie o prawdę i fałsz jako relacje języka z empiryczną rzeczywistością, ale o języ Ibidem, ss. 208–209.  Ibidem, s. 208. 23  Por. M. Carlson, Performans, zwłaszcza rozdziały: I–III, ss. 35–130. 24  J. Loxley, Performativity, Routledge, Taylor & Francis Group, Londyn 2007, s. 1. 21 22


Performatywność miasta

115

kowe mechanizmy regulujące rzeczywistość normatywnie skonstruowaną25. W ten sposób, jego zdaniem, w centrum rozważań filozofii języka znalazł się zwyczajny język (ordinary language) jako praktyka kulturowa, a także społeczne normy i reguły wypowiadania oraz wynikające z nich mechanizmy uprawomocnienia – „słowa jako więzy” (words as bonds) – mówienie, które staje się normatywnie (w tym etycznie i politycznie) zobowiązujące26. Kwestia wynikającej z socjokulturowego kontekstu mówienia konwencjonalności wypowiedzi, która prowadzi językoznawstwo pragmatyczne coraz bardziej w stronę konstruktywizmu, zostaje rozwinięta w odniesieniu do innych form komunikacji. Koncepcja performatywności zaczyna być tym samym użyteczna w badaniu wytwarzania i przekształcania konwencji kulturowych. Chodzi np. o problem niepoważnych (non-serious) aktów mowy, wyrażanych w obrębie fikcji (w tekście literackim, na scenie, w bajce), który dzieli interpretatorów Austina27. Searle powiela jego pogląd, że wypowiedzi fikcyjne są wtórne (secondary) i „pasożytują” (parasitic) na właściwych aktach mowy, ponieważ nie poprzedza ich ta sama intencja sprawstwa i nie prowadzą do tych samych zobowiązań28. Derrida, a za nim Stanley Fish przeciwnie – kwestionują dystynkcję między powagą a zobowiązaniem, wynikającymi z odniesienia poważnego aktu mowy do czegoś poza nim (rzeczywistości) i braku takiego odniesienia w aktach fikcyjnych, skoro samo odniesienie jest produktem językowych konwencji29. Derrida w Sygnaturze, zdarzeniu, kontekście do rozważań o performatywności wprowadza więc problem cytatu30. Założenie o wtórnym charakterze niepoważnych performatywów podważa przekonanie samego Austina, że fortunność każdej wypowiedzi uzależniona jest od obowiązującej konwencji. Jeśli tak, performatywy poważne są już zawsze konwencjonalnymi cytatami wcześniejszej wypowiedzi, inaczej nie miałyby żadnej mocy sprawczej. Tak rodzi się koncepcja iterowalności działania kulturowego jako repetycji i transformacji zarazem – stale ponawianej, sytuacyjnej gry intencji i konwencji. Umieszcza ona teorię performatywności w centrum rozważań na temat dynamiki regulowanych kulturowo praktyk. Iterowalność, która jest konieczną własnością komunikacji kulturowej, wynika z tego, że znak nie byłby znakiem, gdyby nie był powtarzany31.

 Ibidem, ss. 30–43.  Ibidem, s. 37. 27  Ibidem, ss. 85–86. 28  Ibidem, ss. 63–68, 85–87. 29  Ibidem, ss. 69–72, 72–85. 30  J. Derrida, Sygnatura, zdarzenie, kontekst, tłum. J. Margański, w: idem, Marginesy filozofii, KR, Warszawa 2002, ss. 377–404. 31  Ibidem; J. Loxley, Performativity, ss. 72–85. 25 26


116

Agata Skórzyńska

Judith Butler stawia z kolei, zdaniem Jamesa Loxleya, pytanie o bycie performatywnym (being performative), poszerzając zastosowanie koncepcji performatywności poza problematykę mowy i pisma32. Głównym obszarem zainteresowań Butler były pierwotnie gest, ciało ludzkie i płeć, uwikłane w proces nieustannych powtórzeń33. Performatywność jest ucieleśniona – stanowi to naturalną konsekwencję przyjęcia za Bourdieu koncepcji mówienia jako praktyki ciała, co przejawia się w intonacji lub wymowie, a może być powiązane z pozycją społeczną mówiącego – klasą, płcią, pochodzeniem etnicznym34. Lekturze Foucaulta czy Althussera zawdzięcza z kolei autorka koncepcję subiektywizacji struktur władzy poprzez działanie35. W ten sposób propozycja Butler wkroczyła w obszar badań z zakresu współczesnej filozofii politycznej – jest to niezwykle ważny wątek jej późniejszych prac, takich jak Walczące słowa, Ramy wojny czy Precarious life, gdzie różne przekazy (np. fotografie, wiadomości telewizyjne, oficjalne publiczne wystąpienia, akty wywrotowe i  procedury prawne) stają się przestrzenią rozgrywania podstawowych konfliktów w wielokulturowych społeczeństwach: politycznych, rasowych, światopoglądowych36. Performatywność zaczyna być intepretowana jako główna taktyka działania wszelkich „niewyraźnych” i „kruchych” tożsamości. W wykładzie wygłoszonym w Madrycie, a komentującym przesłanki koncepcji performatywności prekaryjnego podmiotu, Butler podaje przykład protestu imigrantów z Meksyku, domagających się na ulicach Los Angeles w maju 2006 r. legalizacji ich pobytu w Stanach Zjednoczonych. Zamiast oficjalnych petycji do Prezydenta czy Kongresu protestujący wybrali „performatywne ćwiczenie” – publiczną próbę odgrywania roli obywatela, do której jako „nielegalni” nie mają uprawnień – śpiewali na ulicy hymn Stanów Zjednoczonych na zmianę w angielskiej i hiszpańskiej wersji językowej37. Dopiero na końcu „historii” Loxleya docieramy do zagospodarowania koncepcji performatywności na gruncie performance studies. Według niego orien J. Loxley, Performativity, ss. 112–138.  J. Butler, Uwikłani w płeć. Feminizm i polityka tożsamości, tłum. K. Krasuska, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2008, ss. 165–254. 34  J. Loxley, Performativity, s. 133; J. Butler, Walczące słowa. Mowa nienawiści i polityka performatywu, tłum. A. Ostolski, Wyd. Krytyki Politycznej, Warszawa 2010, ss. 163–181; P. Bourdieu, Language and Symbolic Power, red. J. B. Thompson, tłum. G. Raymond, M. Adamson, Polity Press, Cambridge 1991, ss. 35-42, 44, 73. 35  J. Loxley, Performativity, ss. 128–138; J. Butler, Uwikłani w płeć…, ss. 235–254; eadem, Walczące słowa…, s. 34. 36  J. Butler, Precarious Life: The Powers of Mourning and Violence, Verso, Londyn – Nowy Jork 2010; eadem, Walczące słowa…; eadem, Ramy wojny. Kiedy życie godne jest opłakiwania?, tłum. A. Czarnacka, Książka i Prasa, Warszawa 2011. 37  J. Butler, Performativity, Precarity and Sexual Politics. Lecture given at Universidad Complutense de Madrid. June 8, 2009, „Revista de Antropologia Iberoamericana” t. 4, 3/2009, ss. IV–V. 32 33


Performatywność miasta

117

tacja ta narodziła się z poszerzenia zakresu przedmiotowego badań nad teatrem (najpierw o inne formy widowiskowe, a potem o inne praktyki kulturowe), co oznacza, że przyjęto tu inne znaczenie pojęcia performatywności. Loxley zwraca uwagę, że o ile Austin stosował je zarówno w formie rzeczownikowej, jak i przymiotnikowej, o tyle nadawał mu sens do pewnego stopnia techniczny38. Performatywność w jego rozumieniu to tyle co sprawczość czy dokonawczość. Performatyka czyni inaczej – wychodząc od teatru i widowiska, uelastycznia to pojęcie: performatywność to szerszy zespół własności zjawisk artystycznych i pozaartystycznych, które są kulturowymi performansami39. Do od-Austinowskiego stosowania pojęcia performatywności badacze z tego obszaru docierają późno. Loxley, dla którego źródłem performance studies są koncepcje teatralne Artauda czy Brechta, a później rozwój happeningu, sztuki performance i neoawangardowych sztuk wizualnych (a więc także w praktyce Jacksona Pollocka, Allana Kaprowa, Michaela Kirby’ego, Richarda Schechnera, Carolee Sheneeman, Orlan, Angeliki Festy), zwraca uwagę na zwrot w obrębie nowej dyscypliny studiów, który zdecydował o tym, że koncepcja performatywności stała się wprawdzie istotnym, ale nie dominującym wątkiem w badaniach performatyków40.

2. Poza tekstualizm. Działanie w mieście Miasto stanowi ważny, choć w zasadzie od początku niejawny podtemat perspektywy performatywnej. Wystarczy mieć świadomość, jak silny wpływ na pierwszy etap tego podejścia – nazywany przez McKenziego „wyzwaniem skuteczności” – miał teatr polityczny i uliczny lat 60. oraz praktyka artystyczna Schechnera w The Performance Group, realizowana pod hasłem teatru environmentalnego. Poza koncepcjami socjologicznymi czy antropologicznymi, do których się wówczas odwoływano, właśnie te doświadczenia zaważyły na pierwszych konceptualizacjach kulturowego performansu, który miał być wymierzony w iluzjonistyczny i manipulacyjny spektakl zachodniej kultury – o logice tej opozycji w swojej interpretacji historii sztuki partycypacyjnej wspomina także Claire Bishop41. Współczesne zainteresowanie miastem w performance studies bierze się jednak z doświadczenia „eksplozji teoretycznej” i wynika z decyzji o wejściu w dyskusję z dominującym długo tekstualizmem w kulturowych studiach miejskich. Chodzi o udział perspektywy performatywnej w wy J. Loxley, Performativity, s. 140.  Ibidem. 40  Ibidem, ss. 140–150. 41  C. Bishop, Artificial Hells. Participatory Art and the Politics of Spectatorship, Verso, Londyn – Nowy Jork 2012; eadem, Partycypacja i spektakl, tłum. P. Juskowiak, „Kultura Współczesna” 2(77)/2013, ss. 26–36. 38 39


118

Agata Skórzyńska

łanianiu się nowego podejścia w badaniach nad miastami, które będzie wykraczać poza praktyki artystyczne prowadzone w przestrzeni miast, a zgodnie z szerokim rozumieniem pojęć performans/performatywność na gruncie tych studiów. We wstępie do tomu Performance and the City Kim Solga, Shelley Orr i D. J. Hopkins przypominają:   

Począwszy od Benjaminowskiego flâneura, przez dryfowanie Guya Deborda, po wpływową pracę de Certeau idea „chodzenia po mieście”[…] swą praktykę czerpała z performansu, ale teorię z wszechogarniającej tekstualności za sprawą poststrukturalizmu. […] Performance and the City wkracza w ten tekstualny nurt, aby zapytać, dlaczego i w jaki sposób performans został zepchnięty na margines dyskursu miejskiego bez głębszego rozpoznania [faktu], że jest podstawowy dla pracy miasta – dlaczego […] relacja między „pisaniem” miasta […] a działaniem (w) mieście [performing (in) the city] były nierównoprawnie reprezentowane w miejskiej literaturze, jako hierarchia, w której „pisanie” zawsze było pierwszoplanowym terminem42.

Warto pokusić się o odpowiedź na zadane przez autorów pytanie, ponieważ „zepchnięcie performansu na margines” rozważań o mieście i dominacja tekstualizmu w kulturowych studiach miejskich tylko do pewnego stopnia są produktem samych urban studies, które podążając za jedną tendencją interpretatywną („pisania miasta/czytania miasta”), miałyby zignorować pozostałe43. W dużej mierze wynika to z rozwoju performatywizmu, który nie od początku dawał wiążącą odpowiedź na pytanie, czym ma być nowe „działaniowe” podejście w badaniach kulturowych. Od prób uchwycenia rozmaitych typów performansu kulturowego, autonomicznych wobec tekstu, do konstatacji, że badamy raczej sprawcze, transformacyjne własności językowych i pozajęzykowych działań, droga krytycznej refleksji performance studies była trudna i nie zawsze konsekwentna. W przywołanej propozycji przywrócenia performansu na powierzchnię dyskursów miejskich (składanej przez redaktorów Performance and the City) nie chodzi jednak o to, aby np. „chodzenie po mieście”, wpisane przez de Certeau w lingwistyczno-semiotyczno-tekstualną perspektywę, teraz z niej wyzwalać i odrzucić wizję miasta jako tekstu na rzecz badania, jakoś od niego odmiennych, miejskich „performansów”. Przedmiotem zainteresowania autorów, którzy wypowiadają się w tym tomie, są bowiem miejsca pamięci, pomniki, fotografie, narracje, konwersacje i edukacyjne projekty multimedialne, czyli wszystko to, co równie łatwo poddaje się badaniu w kategoriach hermeneutyczno-semiotycznych jako „teksty kultury”. 42  K. Solga, D. J. Hopkins, S. Orr, Introduction: City/Text/Performance, w: K. Solga, D. J. Hopkins, S. Orr (red.), Performance and the City, Palgrave Macmillan, Londyn – Nowy Jork 2011, ss. 4 i 6. 43  A. Zeidler-Janiszewska (red.), Pisanie miasta – czytanie miasta, Wyd. Fundacji Humaniora, Poznań 1997.


Performatywność miasta

119

Nie odnajdziemy w mieście nowej, odrębnej grupy zjawisk (czy działań), którą można by opisywać terminem „performans miejski”, nie wydają się także poznawczo obiecujące propozycje, takie jak ta składana na polskim gruncie przez Jacka Wachowskiego, aby opisywać miasto jako „multiperformans”44. Do dotychczasowej wiedzy o mieście jako przestrzeni działania i interakcji, niewiele to wnosi. Możemy natomiast przyglądać się konkretnej własności działań w mieście – ich performatywności. Pytamy wówczas, na ile działania podejmowane przez aktorów społecznych w przestrzeni miasta są repetycją, a na ile transformacją norm dotyczących miejskiego życia? Czy i jakie zmiany wywołują w określonych miejskich kulturach nasze działania fizyczne, oddziaływanie na przestrzeń materialną, konwersacje, autoprezentacje, interakcje i sekwencje interakcji, zachowania w miejscach publicznych? W jaki sposób działając, budujemy swoje koncepcje miasta? W jaki sposób nasze działania wywołują zmiany – polityczne, ekonomiczne, estetyczne – i tworzą nowe rodzaje społecznych relacji? Zamysł, aby badać tak rozumianą miejską performatywność, można także znaleźć w książce pt. Theatre & City Jen Harvie45. Wprawdzie przyjmując za punkt wyjścia perspektywę materializmu kulturowego, autorka pyta o miejsce teatru artystycznego we współczesnym mieście, ale zgodnie z metodą, którą nazywa analizą performatywną, śledzi również rozwój nowych form protestu: od masy krytycznej po praktyki, które nazywa „interwencjami performatywnymi wysokiej widzialności” (high visibility performative interventions)46. Zarówno Harvie, jak i autorzy tomu Performance and the City zwracają uwagę na praktyki określane mianem performative walks (performatywnym chodzeniem), które mogą prowadzić do efektów badawczych, krytycznych lub artystycznych47. Są urefleksyjnionym działaniem, skonceptualizowaną sprawczością. Koncepcja performatywności weszła też na stałe do repertuaru badań nad praktykami turystycznymi (choćby w pracach Tima Edensora). Uruchamiana w dyskursie postkolonialnym (np. przez Gayatri Chakravorty Spivak i Homiego Bhahbę) zachęciła wielu performatyków do przyjrzenia się wytwarzaniu tożsamości etnicznych przez praktyki turystyczne, jak w wypadku opisywanego przez Sandrę Richards zjawiska dark tourism: wycieczek Afroamerykanów do Niewolniczych Zamków w Ghanie48. Zadomowiła się także w badaniach pa J. Wachowski, Performans, ss. 213–217.  J. Harvie, Theatre & City, Palgrave Macmillan, Basingstoke – Nowy Jork 2009. 46  Ibidem, ss. 61–66. 47  Ibidem, ss. 56–58; D. J. Hopkins, S. Orr, Memory/Memorial/Performance: Lower Manhattan, 1776/2001, w: K. Solga, D. J. Hopkins, S. Orr (red.), Performance and the City, ss. 33– 50; M. Carlson, Ways to Walk New York After 9/11, w: ibidem, ss. 15–32. 48  S. L. Richards, What Is to Be Remebered?: Tourism to Ghana’s Slave Castle-Dungeons, w: J. G. Reinelt, J. R. Roach (red.), Critical Theory..., ss. 85–107; T. Edensor, Tourists at the Taj. 44 45


120

Agata Skórzyńska

mięci kulturowej i miejsc pamięci – od wpływowej, derridiańskiej propozycji Diany Tylor, wyróżniającej dwa sposoby odnoszenia się do przeszłości (oparte na tekście archiwum i ucieleśniony, performatywny repertuar) po koncepcje muzeum performatywnego Barbary Kirschenblatt-Gimblett49. Marla Carlson angażuje np. pojęciową aparaturę postpamięci Marianne Hirsch i Leo Spitzera do analiz audio walks, projektów kanadyjskiej artystki Janet Cardiffe, łączących chodzenie po mieście ze słuchaniem historii mówionych50. D. J. Hopkins i Shelley Orr włączają praktykę flâneurie czy dryfu do badań miejsc pamięci51.

Przykład W ramach projektów badawczych poświęconych przestrzeni poznańskiej dzielnicy Jeżyce, a zrealizowanych przez studentów w ramach metod badań kulturoznawczych, powstały trzy projekty, interesujące ze względu na problematykę performatywności miasta. Wszystkie bazowały na metodach badań jakościowych, ale odwoływały się do innego zaplecza metodologicznego i teoretycznego. Projekty te pokazują, że wykorzystanie zaplecza studiów performatywnych może zmierzać w dwóch kierunkach: badania miasta jako przestrzeni kulturowych performansów lub znacznie bardziej obiecującego pod względem poznawczym i edukacyjnym analizowania performatywnych właściwości różnych działań podejmowanych przez użytkowników przestrzeni miejskiej. Pierwszy z projektów, posiłkujący się założeniami performatyki Schechnera i do pewnego stopnia etnografii performatywnej, polegał na wywoływaniu reakcji przechodniów na nierutynowe, steatralizowane działanie52. Odwołując się do Schechnerowskiej wykładni performansu jako „zachowanego zachowania”, a więc działania odtworzonego, wykonawczego, studenci steatralizowali swoje działania w mieście, przyjmując, że „wykonawczy” oznacza tyle, co ujęty w ramę teatralną (według terminologii Goffmana). Na elementarnym poziomie zwrócili więc uwagę na to, że takie działanie podejmowane w przestrzeni miejskiej ma charakter dystrakcyjny. Nie byli jednak w stanie dostrzec innych ram interpretacyjnych, jakie stosujemy, działając i interpretując działania innych w mieście – poprzestając na analizie relacji między quasi-artystyczPerformance and Meaning at Symbolic Site, Routledge, Londyn – Nowy Jork 1998; idem, Performing Tourism, Staging Tourism, „Tourists Studies” t. I(I), 58–59/2001. 49  D. Taylor, The Archive and the Repertoire. Performing Cultural Memory in the Americas, Duke University Press, Durham – Londyn 2003; B. Kirschenblatt-Gimblett, Destination Culture. Tourism, Museums and Heritage, University of California Press, Berkeley – Los Angeles 1998. 50  M. Carlson, Ways to Walk New York... 51  D. J. Hopkins, S. Orr, Memory/Memorial/Performance... 52  „Badanie zachowania przechodniów poprzez działanie performatywne”, realizacja: Iwona Wasik, Joanna Weraksa, Mateusz Deker, Justyna Piórkiewicz, Izabela Skrzypczak.


Performatywność miasta

121

nymi konwencjami (czytelnymi dla współczesnego człowieka) a życiem codziennym. W tym sensie projekt nie uwzględniał charakterystycznego dla całej performatyki założenia o wykonawczym, bo opartym na społecznych konwencjach, charakterze działań typowych dla przestrzeni miejskiej. Dużo ciekawsze wydają się więc dwa inne projekty. Pierwszy, wykorzystujący metody analizy konwersacyjnej, oparty na obserwacjach i wywiadach, umocowany był teoretycznie w koncepcji aktów mowy, a koncentrował się na specyficznych dla Rynku Jeżyckiego w Poznaniu rytuałach sprzedawania i kupowania, które aktualizują się w charakterystycznych dla tego miejsca czynnościach językowych sprzedawców i klientów53. Drugi wykorzystywał koncepcję soundscape oraz metodę spaceru dźwiękowego (sound walk) Hildegard Westerkamp54. W wyniku tego projektu powstało kilkanaście klipów dźwiękowych, rejestrujących wypowiedzi członków zespołu. Oddawały one wrażenia w trakcie spaceru po głównych i pobocznych ulicach Jeżyc, a skoncentrowane były na sound marks (dźwiękach znaczących, kulturowych – charakterystycznych dla określonego obszaru, społeczności, miejsca), signal sounds (dźwiękach pierwszoplanowych), pejzażu dźwiękowym lo-fi (chaosie dźwiękowym o dużej zawartości informacyjnej) oraz na relacji między wrażeniami słuchowymi a wzrokowymi (odległość, bliskość, obecność, nieobecność) i ekspresją językową, wpływającą na rozumienie przestrzeni miejskiej, odczuwanie jej (np. poczucie bezpieczeństwa/zagrożenie) oraz praktyczne funkcjonowanie w niej. W obu projektach, poza postawieniem problemu performatywności działań o charakterze taktycznym, codziennym (mówienia, chodzenia, słuchania, patrzenia), niezwykle ważne było uwzględnienie przez studentów poznawczego i edukacyjnego aspektu użytkowania przestrzeni miejskiej poprzez własne działanie – działanie „urefleksyjnione”, w efekcie którego poszerzamy własną wiedzę na temat miasta jako przestrzeni życia. Perspektywa performatywna przywraca więc na powierzchnię miejskich dyskursów przede wszystkim zagadnienie sprawczości, wynikającej z działań podlegających różnym typom obramowania. Co ważne, działań, zachodzących na co dzień, które na zasadzie stałej aktualizacji i transformacji zastanych kulturowych konwencji mają zdolność wytwarzania nowych relacji międzyludzkich, przestrzennych, ekonomicznych, politycznych, nowych estetyk, form poznania i komunikacji. Wydaje się, że jest to perspektywa znacznie bardziej obiecująca niż szukanie kolejnych „kulturowych performansów”. W tym sensie zgadzam się z MacAloonem, że w badaniach wykorzystujących perspektywę performa „Rytuał kupowania”, realizacja: Monika Majewska, Dorota Tomczak.  „Badanie krajobrazu dźwiękowego wybranych ulic Jeżyc metodą spaceru dźwiękowego”, realizacja: Agnieszka Antkowiak, Kamil Babacz, Monika Pietryga. 53 54


122

Agata Skórzyńska

tywną warto uwzględniać dotychczasową wiedzę antropologiczną i nie zastępować jej pochopnie terminem „performans praktyk”, które język codzienny i naukowa refleksja od dawna opisują inaczej – jako grę, zabawę, ceremoniał, rytuał, obrzęd55.

Podsumowanie. Badania w działaniu a praktyka edukacyjna Podobnie jak wiele odmian studiów kulturowych, performance studies powstawały z wyraźną intencją krytyczną – nie tylko opisywania praktyk kulturowych, ale także wspierania tych, które mają potencjał zmiany społecznej. Z tego zrodziła się nadzieja, że skonceptualizowany performans kulturowy będzie działał wywrotowo w spektaklistycznej przestrzeni publicznej, będzie też poznawczą alternatywą dla tych kategorii opisu kultury, które wyrosły z ideału zobiektywizowanej reprezentacji rzeczywistości, podtrzymywanej przez pozytywistyczny model wiedzy naukowej. Performans ma ujawniać wytworzony charakter rzeczywistości kulturowej, a zarazem stanowić formę interwencji w te konstrukcje, przeciwstawiając praktykę partycypacji logice reprezentacji. O tym, że jest to roszczenie utopijne i z perspektywy rozwoju sztuki spod znaku „estetyki performatywności”56 niezaspokojone, przekonuje Claire Bishop: W świecie, w którym każdy może transmitować swe poglądy, mamy do czynienia nie tyle z masowym upodmiotowieniem, co z nieskończonym strumieniem ego sprowadzonych do poziomu banalności. Będąc daleką od przeciwstawiania się spektaklowi, partycypacja zupełnie się z nim scala57.

Co zatem z deklarowaną przez performance studies skutecznością badań naukowych, postulatem wywoływania zmiany społecznej, z performatywnością wiedzy, na które zwracała uwagę także Ewa Domańska? Akademicka performatyka zyskała instytucjonalne umocowanie, badając kolejne praktyki kulturowe „jako performanse”, a jednocześnie język, koncepcja i proces tworzenia „performansu kulturowego” zostały skutecznie wchłonięte przez inne obszary życia – sektor zarządzania zasobami ludzkimi czy wysokimi technologiami, na co zwracał uwagę McKenzie58. Praktyka partycypacji nie jest już praktyką wywrotową, a jedną z bardziej zinstrumentalizowanych procedur społeczeństwa wiedzy. W tym sensie performatyka, która wkroczyła „z ulicy na akademię”  J. J. MacAloon, Igrzyska olimpijskie a teoria widowisk w społeczeństwach współczesnych, w: J. J. MacAloon (red.), Rytuał, dramat, święto, spektakl..., s. 362. 56  Jest to termin zaproponowany przez E. Fisher-Lichte w: Estetyka performatywności, tłum. M. Borowski, M. Sugiera, Księgarnia Akademicka, Kraków 2008. 57  C. Bishop, Partycypacja i spektakl..., s. 30. 58  J. McKenzie, Performuj albo… 55


Performatywność miasta

123

usankcjonowała pewien dyskurs, który został przechwycony i spetryfikowany. Podzieliła tym samym losy wielu orientacji w studiach kulturowych, wyjściowo krytycznych i zaangażowanych politycznie, które – jak w duchu Pierre’a Bourdieu punktował Jim McGuigan w odniesieniu do dorobku brytyjskich cultural studies – ucząc krytycznej analizy mediów, kształcą dziś głównie kadry dla korporacji medialnych59. Akademickie studia performatywne same popadły przy tym w tekstualistyczny redukcjonizm, działając wyłącznie za pomocą tekstu i mnożąc analizy kolejnych performansów lub multiperformansów. Dzielą w tym sensie losy innych postaci filozofii krytycznej, choćby tak inspirującej dla performatyków French Theory, której krytyczność straciła impet, zamieniając się w czysto spekulatywną procedurę dla uprzywilejowanych, która dodaje „dekonstrukcję do destrukcji” – jak ironizował Bruno Latour60. W obrębie performance studies, podobnie jak w całych studiach kulturowych, zaistniał także nurt badań, który szansy na przywrócenie sprawczości wiedzy akademickiej upatruje w reintegracji dyskursu performatywnego z nienowymi przecież tradycjami: antropologii zaangażowanej, amerykańskiej pedagogii krytycznej i uczestniczących badań w działaniu61. Nie jest to, niestety, tradycja, która zrobiła w Polsce karierę – po ważnej książce Tomasza Szkudlarka na temat amerykańskiej pedagogiki postmodernistycznej o tym nurcie badań kulturowych, połączonych z problematyką edukacji, była długo cisza62. W ostatnim czasie ukazało się jednak kilka publikacji, które tradycję tę przybliżają63. Niektórzy reprezentanci amerykańskich performance studies byli w tym nurcie badawczym niezwykle aktywni – perspektywa performatywna zasiliła koncepcyjnie i praktycznie ten typ badań. Chodzi np. o projekt krytycznej etnografii performatywnej czy performatywnej pedagogiki zaproponowany przez Dwighta Conquergooda, Normana K. Denzina czy Petera McLarena64.  J. McGuigan, Cultural Analysis, Sage, Los Angeles – Londyn – New Delhi – Washington 2010; zwłaszcza rozdział: Cultural Studies and Cool Capitalism, ss. 141–158. 60  B. Latour, Why Does Critique Run out of Steam? From Matters of Fact to Matters of Concern, „Critical Inquiry” Winter 2004, s. 255. 61  A. Skórzyńska, Kto potrzebuje współbadań? (Participatory) action research jako projekt emancypacji (intelektualistów), „Kultura Współczesna” 2(77)/2013, ss. 95–111. 62  T. Szkudlarek, Wiedza i wolność w pedagogice amerykańskiego postmodernizmu, Impuls, Kraków 1993 63  Por. M. Kosińska, Polityka edukacji – krytyka kultury. W stronę performatywnej pedagogii krytycznej, w: M. Kosińska, K. Sikorska, A. Skórzyńska, Edukacja kulturalna jako projekt publiczny?, Galeria Miejska „Arsenał”, Poznań 2012; H. Červinkova, B. D. Gołębniak, Badania w działaniu. Pedagogika i antropologia zaangażowane, Wyd. Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2010. 64  D. Conquergood, Rethinking Ethnography: Towards a Critical Cultural Politics, „Communication Monographs” 58/1991; idem, Beyond the text: Towards a performative cultural politics, w: S. Dailey (red.), The future of performance studies, National Communication Association, Annandale, VA 1998; idem, Performance Studies. Interventions and Radical Research, 59


124

Agata Skórzyńska

W ramach współczesnych badań jakościowych tradycja performance studies przywoływana bywa wprost – w dorobku samego Denzina, który połączył etnografię performatywną z interakcjonizmem, ale także przez Bryanta Keitha Alexandra, D. Soyini Madison czy Susan Finley65. Szczególnie instruktywnie wątki performatywne wybrzmiały jednak w pracach Dwighta Conquergooda, który jako jeden z pierwszych reprezentantów performance studies podkreślił związki zaangażowanego badania etnograficznego z praktyką pedagogiczną opartą na performansie – badanie jest performatywnym procesem uczenia się wymierzonym przeciw „skryptocentryzmowi”66. Performatywność jako koncepcja zasila dziś wiele metod w nowym jakościowym podejściu – badania wizualne, narracyjne, konwersacyjne zaczynają coraz bardziej opierać się na włączaniu na powrót problemu działania w refleksję naukową: humanistyczną i społeczną. W działania badaczy jakościowych, którzy inspirują się metodami performatywnej etnografii i krytycznego interakcjonizmu, włączają się różne lokalne społeczności, w tym konkretne społeczności miejskie. Wyraźne zaangażowanie tej tradycji w emancypacyjne i progresywne postulaty polityki tożsamości przeradzają się w performatywne „umożliwianie głosu” w postaci współpracy, która ze społeczności traktowanej jako przedmiot badań czyni aktywną grupę współbadaczy. Jak w jednej ze swoich najważniejszych prac, Etnografii performatywnej, pisał Denzin: Zadaniem tej książki jest przemyśleć performatywną (auto)etnografię, przemyśleć formowanie się krytycznej i performatywnej polityki kulturowej […]. Ukształtowana przez krytyczną „wyobraźnię socjologiczną” ta wersja uprawiania nauk społecznych zamierza zrobić więcej, niż pokazywać, jak biografia, historia, gender, rasa, etniczność, rodzina wchodzą ze sobą w interakcje i kształtują się wzajemnie […]. Zamiarem jest tu pokazanie, jak historie i performanse, w których żyją ludzie, kształtowane są przez siły, działające za ich plecami67. „The Drama Review” 46(2)/2002; idem, Cultural Struggles. Performance, Ethnography, Praxis, University of Michigan Press, Ann Arbor 2013; N. K. Denzin, The call to performance, „Symbolic Interaction” 25/2002; idem, Performance Ethnography. Critical Pedagogy and the Politics of Culture, Sage, Thousand Oaks – Londyn – New Delhi 2003; P. McLaren, Critical Pedagogy and Predatory Culture: Oppositional Politics in a Postmodern Era, Routledge, Londyn 1995; idem, Schooling as a Ritual Performance. Towards a Political Economy of Educational Symbols and Gestures, Rowman and Littlefield Publishers, Oxford 1999. 65  B. K. Alexander, Etnografia performatywna. Odgrywanie i pobudzanie kultury, tłum. Ł. Marciniak, w: N. K. Denzin, Y. S. Lincoln, Metody badań jakościowych, t. I, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2009; D. S. Madison, Krytyczna etnografia jako uliczny performans. Refleksje na temat domu, rasy, mordu i sprawiedliwości, tłum. K. Miciukiewicz, N. K. Denzin, Y. S. Lincoln, Metody badań jakościowych, t. II; S. Finley, Badania posługujące się sztuką. Rewolucyjna pedagogika oparta na performansie, tłum. M. Podgórski, w: ibidem. 66  D. Conquergood, Performance Studies..., s. 147. 67  N. K. Denzin, Performance Ethnography..., ss. IX–X.


Performatywność miasta

125

Zaangażowany głównie w badanie stosunków rasowych w amerykańskich miastach Denzin deklaruje, że badania performatywne dążą do naruszenia porządków ideologicznych, porządków reprezentacji i prezentacji, które reprodukują się w codziennych działaniach ludzi, poprzez prowokowanie zmiany i poszerzanie pola demokratycznych, równościowych relacji. Poszerzanie wiedzy pewnych społeczności o kulturowych uwarunkowaniach relacji społecznych, w których się funkcjonuje, jest tu warunkiem koniecznym. Praktyka etnografii performatywnej osiąga to trzema sposobami: przez praktykowanie krytycznej pedagogiki i przygotowanie innych do prowadzenia badań zaangażowanych (gromadzenie wiedzy), przez projekty badawcze poświęcone problematyce etnicznej, rasowej, genderowej, ekonomicznej (wybór tematu, uzasadniony potrzebami określonych społeczności) oraz przez praktykowanie performatywnego pisania i działania w sferze publicznej (prezentacja wyników). Wracają one do koncepcji wiedzy jako fronesis – wytwarzanej w praktyce angażowania się w sferę publiczną i współpracy. Dlaczego ten nurt badań został przywołany na koniec? Integrowanie celów badawczych i edukacyjnych w jeden projekt nie cieszyło się i nie cieszy popularnością w polskim świecie akademickim. Dobra praktyka edukacyjna nie jest doceniana w polskim systemie szkolnictwa wyższego, wciąż bywa traktowana jako zło konieczne służące utrzymaniu jednostek naukowych. Nie jest integralnym elementem kariery akademickiej, a przez wielu polskich humanistów wciąż uznawana jest za działalność „poślednią” wobec pracy naukowej. Humanistyka nie wytwarza i nigdy nie będzie wytwarzać jednak innych „wdrożeniowych” efektów swoich badań niż dobra edukacja, oparta na współpracy i kształtowaniu świadomości krytycznej uczestników procesu badawczego. W tym sensie zwrot przeciw skryptocentryzmowi w badaniach kulturowych wydaje się obiecujący – jest próbą wykroczenia poza model intelektualizmu publicznego, który opiera się na koncepcji politycznego zaangażowania reprezentantów humanistyki i nauk społecznych. Model, zgodnie z którym spotykamy się przeważnie albo podczas hermetycznych, środowiskowych debat, albo jako sygnatariusze jakiejś petycji. W zamian proponuje model intelektualizmu angażującego – zaproszenie do współdziałania z nami, a nie tylko do wysłuchiwania naszych słusznych poglądów na wszystko. Integrowanie własnych badań z codzienną pracą ze studentami, proponowanie im projektów, w których będą gromadzić wiedzę w działaniu, jest trudne, żmudne, niespektakularne i mało prestiżowe, lecz nie jest niewykonalne. Bardzo możliwe, że stanowi jedyną uczciwą i wiarygodną formę użyteczności humanistów wobec społecznego otoczenia uniwersytetu – użyteczności rozumianej jako społeczna odpowiedzialność.


126

Agata Skórzyńska

Summary Urban Performativity The main topic of the article is “performativity” as the concept useful for explaining the problem of agency of social actors (in a broad sense of the term, which means human and non-human agency as well). The article was written as a part of a larger research project, dedicated to the reconstruction of the theoretical basis of cultural urban studies. One of the aims of this project was to show a broad conceptual framework of paradigms and theoretical traditions in humanities, cultural and social studies, instructive to understand cultural processes which take place in the city. One of the particular issues was to problematize the question on cultural aspects of agency in the city. Therefore, this article is preceded by the reconstruction of the theories of action and agency in social and cultural studies. An excerpt from a larger paper, which is presented here focuses on the question of performativity as a modality of action in urban space, therefore, the highlighted theoretical perspective is the performance studies approach. Moreover, the article critically addresses the innovatory aspects of performance studies approach in the context of the broader and much older linguistic concept of performativity. Słowa kluczowe: działanie w mieście, performans kulturowy, akt mowy, performatywność miasta, spektakl społeczny, badania w działaniu Keywords: agency in the city, cultural performance, speech act, urban performativity, social spectacle, action research


badania studenckie


Lidia Pasik Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu I rok SUM, kulturoznawstwo

Rytmoanaliza ulicy Św. Marcin

Wstęp Badania dotyczące rytmoanalizy ulicy Św. Marcin w Poznaniu zostały przeprowadzone w ramach projektu „Strefa Święty Marcin” zorganizowanego przez Centrum Kultury Zamek. Materiał wizualny został zebrany w okresie od listopada 2013 do stycznia 2014 r. Celem badań było wychwycenie występujących rytmów i ich zmian spowodowanych modernizacją nawierzchni. Inspirację i punkt wyjścia do refleksji nad zjawiskiem rytmu w mieście stanowiło pojęcie rytmoanalizy, wprowadzone do refleksji nad miastem przez XX-wiecznego francuskiego socjologa Henriego Lefebvre’a. Na potrzeby badania za pomocą metody obserwacji jawnej uczestniczącej zgromadzony został materiał w postaci filmów, zdjęć i wywiadów bezpośrednich. Taki dobór technik badawczych, jako swoisty bricolage1, pozwolił na rejestrację i uchwycenie dynamiki zmian zachodzących na ulicy Św. Marcin i w jej pobliżu. Rytmoanaliza to sposób badania przestrzeni społecznej na podstawie występujących w niej rytmów. Rytm to cyklicznie powtarzająca się relacja między podmiotem a obiektem, która wyznacza każdą rzeczywistość. Samo pojęcie Lefebvre zapożyczył od Gastona Bachelarda i wraz z żoną badał za pomocą teorii rytmów miasta śródziemnomorskie. Dostrzegł związki między położeniem geograficznym a specyfiką miasta. Wyróżnił dwa typy miast: miasta solarne – położone nad Morzem Śródziemnym i lunarne – usytuowane nad oceanem2. Uważał, że pierwsze z nich tworzą bardziej sprzyjające warunki do roz1  Szerzej na temat tej metody: N. K. Denzin, Y. S. Lincoln (red.), Metody badań jakościowych, t. II, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2009. 2  K. Goonewardena, S. Kipfer, R. Milgrom, C. Schmid, Space, difference, everyday life. Reading Henri Lefebvre, Routledge, Taylor & Francis Group, Nowy Jork – Londyn 2008, s. 170.


130

Lidia Pasik

woju działalności miejskiej. Położenie geograficzne jest więc w tym ujęciu jednym z głównych czynników wpływających na charakter i funkcjonowanie miasta. Inspirację dla koncepcji rytmoanalizy stanowiły fale rozbijające się o skały. Pisząc o tym, że „nie można obserwować pojedynczej fali”3, Lefebvre miał na myśli rytmoanalizę. Uważał, że nie można rozpatrywać rytmu jako zjawiska wyizolowanego. Pojedynczy rytm, niezestawiony z innym rytmem i wyrwany z kontekstu sytuacyjnego, nic bowiem nie znaczy. Lefebvre szczególną uwagę zwracał na dźwięki wytwarzane przez miasto i mieszkańców. Dla badacza, który przez większość swojego życia mieszkał w jednym miejscu, w domu przy ulicy Rambuteau w Paryżu, znajomość rytmów paryskiej ulicy była czymś naturalnym. Owa bliskość spowodowała, że do badania rytmów wystarczyło mu jedynie okno wychodzące na ulicę. Rytmoanaliza w ujęciu Lefebvre’a to „zdolność słuchania otoczenia, domu, ulicy”4. Rytm jest zależny od organizacji przestrzeni i jej rodzaju (inny dla przestrzeni publicznych, inny dla prywatnych). Sytuuje się pomiędzy dźwiękami a długością ich trwania. Wszędzie tam, gdzie powstaje interakcja między miejscem, czasem a wydatkowaniem energii, istnieje rytm. W społeczeństwie kapitalistycznym rytm można przyrównać do produktu. Przestrzeń miejska to przestrzeń hegemonii – władzy. Podlega regułom narzucanym przez tych, którzy tę władzę realnie posiadają. Rytmy determinowane są przez czas, zmieniają się wraz z dobowym cyklem. Lefebvre wyróżnił czas cykliczny i czas linearny. Ten drugi jest charakterystyczny dla ponowoczesnego miasta. Czas cykliczny jednak całkowicie nie zanikł. W ponowoczesnym mieście wyznaczają go rozkłady jazdy komunikacji miejskiej i godziny otwarcia sklepów. Na triadę Lefebvre’a składają się: czas, przestrzeń rozumiana jako social space (dzieląca się na przestrzeń publiczną i prywatną) oraz energia. Codzienność w społeczeństwie ponowoczesnym jest opresyjna względem jednostki. Codzienne praktyki nie pozwalają jej na dokonanie modyfikacji. Jedną ze strategii oporu jest łamanie zasad poruszania się w przestrzeni miejskiej. Do tego celu jednostka wykorzystuje to, co jej najbardziej bliskie – własne ciało. Ciało funkcjonuje w kilku rytmach naraz, generując przy tym własne rytmy zwane naturalnymi, pozostające w opozycji do rytmów wytwarzanych mechanicznie. To ono czyni je dostępnymi poznawczo. Lefebvre nazywa je metronomem. Inspirację do takiego ujęcia ciała Lefebvre znalazł u Michaela Foucaulta. W książce zatytułowanej Nadzorować i karać Foucault patrzy na ciało jak na narzędzie. Względem ludzkiego ciała kształtowana jest przestrzeń, a ciało jest jej podległe – dostosowuje się do rytmów i zasad w niej panujących. Na ciało  Ibidem, s. 172.  Ibidem.

3 4


Rytmoanaliza ulicy Św. Marcin

131

ma również wpływ kategoria czasu – ma ono bowiem swój rytm biologiczny, cykliczny, np. tygodniowy czy miesięczny, który w dużej mierze jest jednak determinowany przez rytm środowiska. Dzięki odbieraniu przez zmysły i przetwarzaniu bodźców zewnętrznych reagujemy na to, co dzieje się w przestrzeni. Człowiek w mieście wypracowuje określone taktyki poruszania się5. W ten sposób może przeciwstawiać się narzuconemu porządkowi. Zmienia je według własnych potrzeb i uznania. Ludzki organizm dąży do jak najmniejszego wydatkowania energii, dlatego podejmuje próby podporządkowywania sobie przestrzeni. Jednak hegemon, jakim jest miasto, zmusza swoich mieszkańców do zwiększonego wysiłku.

1. Rytmoanaliza – badania Pierwszy etap: wywiad swobodny z przechodniami W pierwszym etapie badań przeprowadzony został wywiad swobodny z przechodniami na ulicy Św. Marcin. Badani w większości chętnie udzielali odpowiedzi na zadane pytania. W badaniach wzięło udział 14 osób. W wynikach zostały uwzględnione zarówno płeć, wiek, jak i obecna sytuacja życiowa. Badani zostali podzieleni na trzy grupy: studenci, ludzie aktywni zawodowo i emeryci. Na pytanie o sposób postrzegania wpływu zmian w infrastrukturze miasta na życie mieszkańców 13 spośród 14 badanych odpowiedziało, że dostrzega negatywne skutki w postaci utrudnionego dostępu do punktów położonych w centrum. Na pytanie o rodzaj funkcji spełnianej przez ulicę Św. Marcin wszyscy badani wskazali na jej dawniejszy reprezentacyjny charakter. Poruszyli oni przy tym dwa istotne problemy: zamieranie funkcji ulicy spowodowane pracami modernizacyjnymi i nieadekwatność proponowanej przez miasto komunikacji zastępczej.

Drugi etap: gromadzenie materiałów wizualnych W drugim etapie badań zgromadzone zostały materiały audiowizualne. W toku obserwacji wyłoniło się kilka grup w różnym stopniu związanych z ulicą Św. Marcin, posiadających własny, charakterystyczny rytm poruszania się, w tym: robotnicy dokonujący prac modernizacyjnych na odcinku Rondo Kaponiera – Św. Marcin, przechodnie, kierowcy samochodów i rowerzyści. Rytmy te pozostają ze sobą w określonych relacjach.  O taktykach podmiotu w ujęciu Michaela de Certeau pisze K. Miciukiewicz, https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/5040/1/14_Konrad_Miciukiewicz_Miejskie%20strategie%20i%20taktyki_185-198.pdf [1.01.2008]. 5


132

Lidia Pasik

Trzeci etap: próba ingerencji w rytm Badania obejmowały próbę ingerencji zakłócającej rytm w postaci napisów o treści „Świeżo malowane” wykonanych na chodniku. Działania miały na celu sprawdzenie możliwości wpływania na rytm. Treść napisu nie była przypadkowa. Umieszczenie tego rodzaju informacji na chodniku było podwójną grą znaczeń, złamaniem konwencji. Taki napis mógłby pojawić się na obiekcie, którego jednostka „używa” do określonych celów, np. na ławce, która służy do odpoczynku. Ostrzeżenia na obiektach, które służą mieszkańcom, a co za tym idzie – zużywają się i wymagają renowacji, nie budzą niczyjego zdziwienia. Napis został powtórzony w kilku miejscach chodnika, w różnych odstępach po jednej stronie ulicy. Dokonanie tego rodzaju ingerencji przyniosło ciekawe poznawczo wyniki. Akcja miała miejsce w godzinach porannych, a więc w momencie największego nasilenia ruchu pieszych. Osoby przemieszczające się po chodniku w większości nie zwracały uwagi na napis. Czynnikiem zakłócającym płynność przemieszczania się była za to osoba tworząca napis. Wynika to z zależności między czasem a dystansem, jaki trzeba pokonać pieszo z powodu braku sprawnie działającej komunikacji miejskiej. Młodzi ludzie idą w szybkim tempie, spieszą się do szkoły, pracy, na zajęcia. Ponadto zwykle używają „zagłuszaczy dźwięków” otoczenia w postaci słuchawek. Osoby starsze bądź niepoddane presji czasu zwracają większą uwagę na otoczenie. Napis zauważali także kierowcy samochodów stojący na światłach i rowerzyści. Eksperyment pokazał, że tak subtelna ingerencja nie jest w stanie wywołać zmiany rytmu.

Zdjęcie 1. Świeżo malowane


Rytmoanaliza ulicy Św. Marcin

133

2. Wyniki obserwacji Pierwszy rodzaj relacji: rytm robotników i przechodniów Przykładem zaobserwowanych, swobodnie współistniejących rytmów są widoczni na zdjęciu6 pracujący robotnicy i poruszający się wzdłuż barierki piesi. Rytm pracy robotników w zestawieniu z rytmem poruszania się pieszych jest bardziej statyczny. Praca ludzi i maszyn ma charakter interwałów. Maszyny co jakiś czas zastygają w bezruchu kiedy robotnicy przerywają pracę.

Zdjęcie 2. Eurytmia

Jest to przykład eurytmii – współistnienia kilku rytmów, niepowodującego zaburzeń, jak w zdrowym organizmie.

Drugi rodzaj relacji: rytm poruszania się pieszych Innego rodzaju rytmem jest sposób poruszania się pieszych. Na chodniku najczęściej dochodzi do arytmii. Przechodnie, spiesząc się, wpadają na siebie. Muszą także pokonać różnego rodzaju przeszkody w postaci dziur w chodniku, studzienek kanalizacyjnych, latarń, koszy na śmieci, pozostałości po pracach modernizacyjnych. Zimą poruszanie się po oblodzonych i nieodśnieżonych chodnikach jest szczególnie trudne dla osób starszych, nie w pełni sprawnych  Wykorzystane w artykule zdjęcia pochodzą z własnych zbiorów.

6


134

Lidia Pasik

ruchowo, matek z małymi dziećmi oraz podróżnych z walizkami. Pieszy zazwyczaj dokonuje wyboru strategii przemieszczania się, jeśli jest to możliwe, albo omijając przeszkodę, albo nad nią przechodząc. Sytuacja jest znacznie bardziej utrudniona, gdy na chodniku pojawia się rowerzysta, który w tej sytuacji jest w pozycji silniejszego. Poniżej przedstawiam przykład polirytmii.

Zdjęcie 3. Między eurytmią a arytmią

Robotnicy, którzy wykonują prace na obszarze nieodgrodzonym od ruchu pieszych, ograniczają tym drugim przestrzeń poruszania się. Na drugim planie widać rowerzystę jadącego po chodniku i zmierzającego w stronę przejścia dla pieszych. Z kolei piesi czekają na odjazd tramwaju blokującego im możliwość przejścia przez pasy. Istnieje płynna granica między eurytmią a arytmią. Aby to dobrze zrozumieć, wyobraźmy sobie sytuację, że tramwaj blokuje przejście dla pieszych, mimo iż mają oni zielone światło uprawniające ich do przejścia na drugą stronę. Na chwilę przed odjazdem tramwaju zniecierpliwiony rowerzysta podejmuje próbę przejechania. Wtedy motorniczy gwałtownie hamuje, co stanowi zagrożenie dla pasażerów. Dochodzi do nałożenia się rytmów.

Trzeci rodzaj relacji: rytm poruszania się pieszych i pojazdów W układzie tym zwykle panuje eurytmia – pojazdy poruszają się po jezdni, a piesi po chodniku. Do arytmii dochodzi wtedy, gdy pieszy łamie przepisy i przechodzi w miejscu niedozwolonym bądź w chwili, gdy nie jest do tego uprawniony.


Rytmoanaliza ulicy Św. Marcin

135

Zdjęcie 4. Miejskie strategie oporu. Rytm jako własność społeczna

Na przedstawionym zdjęciu widać, jak rowerzysta przejeżdża na czerwonym świetle. W tym samym czasie dwie inne osoby przechodzą mimo tego, że światło nie zmieniło się na zielone.

Spojrzenie digitalne Osobną kategorię w kwestii rytmu i percepcji stanowi poruszanie się środkami komunikacji miejskiej. Uwaga pasażera jest bardzo rozproszona. Docierają do niego jedynie fragmentaryczne informacje. Dlatego za pomocą aparatu fotograficznego został przygotowany materiał wideo stanowiący ilustrację takiego sposobu postrzegania. Jedynym momentem, w którym użytkownik komunikacji miejskiej może „zawiesić oko” na konkretnym obiekcie, jest oczekiwanie na zmianę światła. Nie jest to jednak czas pozwalający na dokonanie interpretacji fragmentu widzianej semiosfery. Nie jest też możliwe wychwycenie niewielkich fragmentów otoczenia. Wizualnie dostępne są wielkoformatowe obiekty.

Wnioski Badania wykazały współistnienie wielu rytmów w obrębie ulicy Św. Marcin. Zmiany rytmów, jakie wymusiły na mieszkańcach Poznania trwające prace modernizacyjne, spowodowały wytworzenie nowych taktyk poruszania się. Owa elastyczność i stosunkowo łatwe przystosowanie się do nowej sytuacji jest typową cechą mieszkańców ponowoczesnych miast. Zmiany wpłynęły na modyfikację taktyk oporu wobec hegemona, jakim jest miasto.


136

Lidia Pasik

Ciekawym rodzajem reakcji na ogrom występujących w przestrzeni miejskiej bodźców jest ich ignorowanie. Nasilenie bodźców zdaje się najbardziej uderzać w wizualność. Rytmoanaliza pozwala przywrócić człowiekowi ciało i zmysły. Prowadzi to do wniosku, że skoro nie wzrok i nie słuch, to może dotyk powinien zacząć odgrywać najważniejszą rolę w odbieraniu przestrzeni. Być może w odniesieniu do ponowoczesnego miasta powinniśmy zacząć mówić o całościowym doświadczeniu przestrzeni jako takim i spojrzeć na jednostkę tak, jak tego chciał Lefebvre – jak na bukiet rytmów.

Summary Rhythm analysis on Święty Marcin street XX century French sociologist Henri Lefebvre described social reality as rhythm. After his books this research method was named as rhythm analysis. Rhythm analysis was inspiration for carry out survey on main street in Poznań. From 2011 to now Poznań is still in rebuilt. Research rythmanalysis in Święty Marcin street was part of program “Strefa Święty Marcin” organized by CK Zamek. Research to last since November 2013 to January 2014. Research included interviews with passersby, free observations, short films, photographs, “wet painting” experiment. The result shows coexsistence few kind of rhythms. Research shows that this specific rhythm in Święty Marcin street is results of all this changes. Moreover it’s hard to change rhythm. Experiment with writing by chalk on sidewalk inscription “Wet painting” shows that people don’t even look at person who is writing something on sidewalk in front of them. Human became practically blind and deaf on what happens around them. Conclusion is that only the body can understand rhythms. Słowa kluczowe: rytm, rytmoanaliza, Henri Lefebvre, przestrzeń społeczna, polirytmia, arytmia, eurytmia, taktyki oporu Keywords: rhythm, rhythm analysis, Henri Lefebvre, social space, polirythmia, arrhythmia, eurythmia, tactics of resistance


Urszula Wiatrowska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu absolwentka kulturoznawstwa

Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni na terenie Poznania – badania

1. Problematyka badań Badania, które przeprowadziłam, miały na celu przedstawienie relacji zachodzącej między eksploratorami a opuszczoną przestrzenią. Jest to proces oswajania miejsc dzikich, będących martwymi komórkami tkanki miejskiej. Pierwszym etapem oswajania przestrzeni opuszczonej jest jej eksploracja. Dzięki niej zyskują one status miejsc znaczących. Eksploratorzy traktują taką przestrzeń jako miejsce działań turystycznych, sportowych i artystycznych. Eksploracja przybiera różne formy ingerencji w przestrzeń: podpisywanie, przemeblowywanie czy dewastację. Urban Exploration wybiera opuszczoną przestrzeń dla swoich działań, ponieważ jest to przestrzeń bogata w ślady przeszłości. Wzbudza ponadto sprzeczne emocje oraz pozwala naturze (przyrodzie) na swobodny rozwój i ingerencję w przestrzeń. Wszystkie te czynniki wpływają na kształt wyjątkowej relacji między miejscem a eksploratorami.

2. Metody, narzędzia badawcze i dobór próby W badaniach zastosowałam analizę kulturową. Jest to rodzaj jakościowej analizy obrazów, która pozwala na połączenie różnych metod stosowanych przy interpretacji materiałów wizualnych. Jest dyscypliną, która nie istnieje bez inter-związków z innymi dyscyplinami”1. [...] Kulturowa analiza oferuje interdyscyplinarną możliwość badania sposobów, 1  M. Bal, Wizualny esencjonalizm i przedmiot kultury wizualnej, „Artium Quaestiones” XVII/2007, s. 379.


138

Urszula Wiatrowska

w jakie myślimy o obrazach i o tym, jak one działają. Uchyla przy tym problematykę autorstwa, biografii i specyfiki historycznej na rzecz poststrukturalistycznej semiotyki. [...] By dokonać takiej lektury (analizy), musimy wiedzieć, jak czytać obrazy – krytycznie, metodycznie uwzględniając warunkujące relacje z całym spektrum wizualności, narracji, procesów i formacji2.

Analiza ta służy m.in. do badania problemów przemilczanych w kulturze, kryzysu wspólnot i tożsamości miejskich. Analizę kulturową zastanych materiałów wizualnych połączyłam jednak z wywiadem fotograficznym. W wywiadzie wzięły udział dwie osoby (A i B). Pierwsza osoba (A) jest świadoma swojego uczestnictwa w kształtowaniu kultury Urban Exploration (UE), toteż można ją uznać za zaawansowanego eksploratora. Druga osoba (B) jest początkującym eksploratorem, który nie uważa się za członka kultury Urban Exploration, lecz za poszukiwacza przygód. Wywiad fotograficzny to wywiad z zastosowaniem zdjęć związanych z tematem rozmowy. Do badania wykorzystałam te same fotografie, które były przedmiotem analizy kulturowej. Dzięki temu mogłam poszerzyć zakres uzyskanych wcześniej informacji za pomocą tego samego schematu fotograficznego. W wywiadzie wzięli udział dwaj poznańscy eksploratorzy opuszczonych przestrzeni, którzy nie są jednak autorami zdjęć. Wykorzystanie fotografii „z zewnątrz” umożliwiło mi zbadanie relacji z miejscem oraz wiedzy i stosunku do działalności (również internetowej) innych eksploratorów. Przedmiotem badań są fotografie ukazujące opuszczone przestrzenie. Ich autorami są eksploratorzy działający na terenie Poznania. Dobór próby nie był przypadkowy. Z dostępnych albumów internetowych wyselekcjonowałam te zdjęcia, które nawiązują do problematyki oswajania przestrzeni. Zwracałam uwagę na to, by dawały one duże możliwości interpretacyjne, a zarazem pełniły rolę „przedstawicieli swojego gatunku”. Większość fotografii zamieszczanych na forach tematycznych i fotoblogach UE utrzymana jest w podobnej konwencji dokumentacyjno-artystycznej. Fotografie, które wykorzystałam do badań, stanowią jednak nie tylko wyjątkowo czytelną całość, ale również korespondują z problematyką moich badań. Chciałam, by odpowiadały na sformułowane przeze mnie pytania: Czy UE traktuje opuszczoną przestrzeń jako miejsca dla działań sportowych, turystycznych czy/i artystycznych? Jak UE wpływa na/przekształca opuszczoną przestrzeń? Dlaczego UE wybrali opuszczoną przestrzeń do swoich działań? Przy doborze próby celowe było także wykorzystanie fotografii dostępnych na stronach internetowych (materiałów zastanych). Urban Exploration pozostaje bowiem w ścisłym związku z fotoblogami i ich publicznością internetową. Nakierowane jest na upublicznianie swoich działań oraz realizuje się w świecie wirtualnym.  Ibidem, s. 372.

2


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

139

Podczas doboru próby nie skupiałam się na konkretnych stronach internetowych (źródłach fotografii), ale na trzech opuszczonych budynkach, znajdujących się na terenie Poznania (tematach fotografii). Są to obiekty, które zyskały dużą popularność nie tylko wśród poznańskich eksploratorów, ale również wśród tych „zewnętrznych”. Zdjęcia pochodzą z opuszczonej fabryki konserw Pozmeat (ul. Wilkońskich, Poznań), opuszczonej szkoły plastycznej (ul. Krańcowa, Poznań) oraz opuszczonego hotelu pracowniczego Budomel (ul. Suwalska, Poznań). Budynki te są także charakterystyczne pod względem estetyki miejsca. Pozmeat to przykład obiektu pofabrycznego, zdegradowanego, Budomel to obiekt nieukończony, a tym samym nieużytkowany (nieożywiony), zaś szkoła plastyczna to najlepiej (wówczas) zachowane „muzeum śladów”.

3. Opis badań własnych 3.1. Opuszczona przestrzeń jako miejsce działań turystycznych Opuszczona przestrzeń może być traktowana przez eksploratorów jako miejsce turystyczne. Tego typu działalność możemy odnaleźć na fotografiach (fot. 1 i 2). Zdjęcia turystyczne charakteryzują się tym, że podkreślają obecność turysty, który często pozuje na tle atrakcyjnego (według niego) elementu przestrzeni. W przypadku eksploracji turystyka nabiera innego charakteru. Sam eksplorator nie stara się pozować. Fotografie często tworzone są bez jego obecności w kadrze. Jeśli ktoś się na nich pojawia, to raczej przez przypadek, wchodząc w kadr (fot. 1), lub zostaje sfotografowany podczas „pracy” (fot. 2). Eksploratorzy-turyści starają się nie pokazywać swoich twarzy. Ukrywanie twarzy i odwracanie wzroku jest na ogół oznaką zawstydzenia, ale w tym przypadku to prawdopodobnie działanie celowe, mające zapewnić eksploratorowi anonimowość oraz uchronić go przed ewentualnymi konsekwencjami prawnymi, wynikającymi z nielegalności pobytu na danym obszarze. Można więc wnioskować, że fotograf robi tego typu zdjęcia z zamysłem ich późniejszej publikacji w Internecie. Turystyka opuszczonych przestrzeni przybiera dwie formy: turystyki „podboju” i turystyki rekreacyjnej. Obie formy występują także łącznie, wzajemnie się uzupełniając. Eksploracja wymaga zarówno wysiłku włożonego w „podbój”, jak i umożliwia rekreacyjną formę spędzania czasu. Na fotografii 1 widać przykład turysty-zdobywcy. Można go przyrównać do alpinisty, którego celem jest prywatny podbój szczytu górskiego. Kobieta, którą widzimy na zdjęciu, trzyma w ręku latarkę i ubrana jest w kurtkę przeciwdeszczową. Osoba, która wychodzi na spacer do parku, nie musi zabezpieczać się w taki sposób. Można więc założyć, że przygotowywała się ona wcześniej do „podboju” i była świadoma trudnych warunków, z którymi będzie musiała się zmagać. Również jej otoczenie (widoczne na fotografii) sprawia wrażenie jesz-


140

Urszula Wiatrowska

Fot. 1. Budomel Źródło: www.opuszczone.com.

cze nie odkrytego lub ukrytego przed oczami zwykłego turysty. Zaciemniona głębia pomieszczenia wydaje się tajemnicza i nieodkryta, jakby czekała na (kolejnego) eksploratora-zdobywcę. Oczekiwanie to jednak nie zaprasza wprost, stanowi raczej przyzwolenie na podążanie za ciekawością i chęcią odkrycia tajemnicy. Kobieta porusza się do przodu z pewną obawą i powściągliwością, również ze względu na własne bezpieczeństwo. Nie spogląda od razu w głąb pomieszczenia. Kryjąc się w świetle płynącym z wnęki górnego stropu, bada powoli kolejne fragmenty elewacji ścian. Eksplorator znika w opuszczonym miejscu, jest nieistotny. Nie jest w stanie nawet objąć jej wzrokiem. Nie może wierzyć zmysłom, które są obezwładnione przez ciemność. Zdobywcę musi cechować dystans wobec „nieprzyjaznej” przestrzeni, która odstrasza ciężką konstrukcją surowych, betonowych filarów i ciemnymi wnętrzami. Eksplorator-turysta-zdobywca nie powinien zapominać, że jest intruzem. Oswojenie przez eksplorację zawsze jest tylko częściowe. Obejmuje sferę relacji i emocjonalności, ale nie samej przestrzeni, która pozostaje „dzika”. Innym przykładem turysty opuszczonych przestrzeni jest eksplorator oczekujący od niej raczej przyjemności z samego pobytu, którą można przyrównać do tej płynącej z turystyki rekreacyjnej. Tego typu turysta widoczny jest na fotografii 2. Jego atrybutami (narzędziami), w przeciwieństwie do zdobywcy, są jedynie akcesoria fotograficzne. Sprzęt ze względu na swoją wielkość i wartość nie pozwala turyście na przedostawanie się do trudno dostępnych miejsc. Również jego strój nie wydaje się dostosowany do trudnych warunków. Można założyć, że eksplorator był jedynie przygotowany na pobyt w opuszczonym miejscu, które jest dostępne i jawne dla każdego oraz zapewnia mu przyjemność pobytu i umożliwia wniesienie sprzętu fotograficznego. Prawdopodobnie jego głównym celem było fotografowanie, a nie odkrywanie i zdobywanie. Nie


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

141

Fot. 2. Pozmeat Źródło: www.urb-ex.pl.

jest to jednak jeszcze przestrzeń traktowana jako plener fotograficzny, a jako przestrzeń atrakcyjna turystycznie, której fotografowanie może sprawiać przyjemność. Otoczenie tego eksploratora jest zdecydowanie bardziej przyjazne i rozświetlone niż wnętrze widoczne na fotografii 1. Pozwala mu na zniesienie dystansu i większą pewność siebie w nawiązywaniu relacji z opuszczoną przestrzenią. Relacja ta jest jednak powierzchowna. Eksplorator koncentruje się na elementach, wycinkach całości, na kadrowaniu tego co osiągalne, a nie na zawłaszczaniu. Może dzięki temu przyjąć pozycję dominującą względem poszczególnych elementów. Redundancja eksploracji mogłaby zaburzyć nawiązanie dobrej, bezinwazyjnej relacji z miejscem. Pobyt turysty ma więc charakter dokumentacyjny, a nie kolonizacyjny względem opuszczonej przestrzeni. Poznań, mimo że nie ma najbogatszej w Polsce kolekcji ruin i opuszczonych budynków, daje eksploratorom-turystom możliwość wyboru obszaru eksploracyjnego według indywidualnych preferencji, umiejętności i oczekiwań.

3.2. Opuszczona przestrzeń jako miejsce działań sportowych Wszystkie działania związane z Urban Adventures wymagają od przestrzeni jedynie wszechstronności form miejskiej stylistyki. Poza tym nie potrzebują żadnych elementów przystosowanych do danej dyscypliny. Opuszczona przestrzeń ma więc wszystko, co niezbędne do uprawiania sportów miejskich. Otwarte przestrzenie i klatki schodowe wypełnione są rozmaitymi przedmiotami i elementami rozpadających się konstrukcji. Dla eksploratora-turysty tego typu rzeczy są jedynie utrudnieniem przy zwiedzaniu. Dla eksploratora-sportowca są to przeszkody umożliwiające mu uprawianie swojej specyficznej dyscypliny.


142

Urszula Wiatrowska

Wszelkie utrudnienia są zatem zaletami, które skłaniają eksploratorów do podejmowania nowych wysiłków i kolejnych sposobów eksploracji. Wszystkie dyscypliny z rodziny Urban Adventures są z założenia sportami elastycznymi. Dostosowują się do specyfiki otoczenia i wykorzystują wszelkie elementy miejskiego krajobrazu. Im więcej napotykają przeszkód, tym atrakcyjniejsze się stają. Opuszczone miejsca mają rozmaity charakter. Można traktować je jako tor z przeszkodami – idealny dla parkourowego biegu (fot. 3) lub jako ścianki wspinaczkowe odpowiednie dla miejskiego boulderingu (fot. 4). Często wędrówki parkourowo-boulderingowe mają wspólne cele, którymi są szczyty widokowe – najczęściej dachy budynków (fot. 5). Przedstawiony cykl fotografii (fot. 3–5) nakreśla poszczególne etapy sportowej eksploracji opuszczonych przestrzeni. Najpierw jest to eksploracja pozioma, która kieruje się do wewnątrz budynku. Wiąże się to z biegiem po mieście (parkour). Następnie możliwa staje się eksploracja pionowa związana ze wspinaczką, która kieruje się ku górze. Celem tego typu sportów jest przede wszystkim pokonywanie przestrzeni zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz. Na fotografiach 3 i 4 widoczna jest głębia przestrzeni, przypominająca zwielokrotnione odbicie lustrzane – rodzaj wizualizacji pustki. Opuszczona przestrzeń daje sportowcom możliwość swobodnego treningu oraz poczucie wolności, niezmąconej obecnością np. mieszkańców. Parkour i bouldering nie wymagają obecności publiczności ani współzawodników. Miejscy sportowcy zmagają się z własnymi ograniczeniami oraz z ograniczeniami narzucanymi przez przestrzeń. Dowodem zwycięstwa w tym starciu są zdjęcia zrobione z miejsc, do których samo dotarcie wymaga od fotografa pewnych umiejętności sportowych (fot. 5). Miejscami tymi są najczęściej dachy lub wysokie stropy budynków,

Fot. 3. Budomel Źródło: www.opuszczone.com.


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

143

Fot. 4. Budomel Źródło: www.opuszczone.com.

a także pylony i kratownice mostów. Satysfakcja płynąca z samego dotarcia do celu (np. dachu) jest dodatkowo wzmacniana przez udostępnienie nowej pespektywy widokowej. Opuszczona przestrzeń daje eksploratorom-sportowcom wiele możliwości jej alternatywnego wykorzystania oraz realizowania się w misji pokonywania przestrzeni i własnych ograniczeń.

Fot. 5. Opuszczona szkoła plastyczna Źródło: www.opuszczone.com.


144

Urszula Wiatrowska

3.3. Opuszczona przestrzeń jako miejsce działań artystycznych Opuszczona przestrzeń ze względu na swoją specyfikę, jaką jest alternatywna estetyka, często zwabia osoby zajmujące się (profesjonalnie lub amatorsko) fotografią artystyczną. Współcześnie, ze względu na rozpowszechnianie się nowych możliwości mobilnej technologii fotograficznej, fotografia stała się sztuką (dyscypliną) dostępną dla każdego. Również jej mobilny charakter ułatwił przenoszenie aparatów w miejsca trudno dostępne, jakimi są opuszczone budynki. Fotografia nie wymaga obecnie umiejętności ustawiania aparatów fotograficznych do warunków oświetlenia. Sprzęt fotograficzny sam (automatycznie) bowiem dokonuje korekty ustawień, tak by zdjęcia zyskiwały satysfakcjonującą jakość. Oznacza to, że każdy właściciel aparatu fotograficznego może wykonać dobre jakościowo zdjęcia, a więc również tworzyć zdjęcia artystyczne. Eksploratorzy-fotografowie poszukują w opuszczonej przestrzeni elementów naturalnej scenografii, które w jakiś sposób przyciągają ich uwagę. Starają się kadrować rzeczywistość tak, by nadać jej nowy (często subtelniejszy) charakter. Fotografie tego typu porzucają zazwyczaj funkcję dokumentacyjną w celu uzyskania ciekawych walorów artystycznych, co może prowadzić do przekłamań i ubarwień realnego charakteru opuszczonego miejsca. Fotografia artystyczna sprawia, że ruina staje się dla odbiorców zdjęcia ciekawym elementem przestrzeni miejskiej. Można wyróżnić trzy sposoby traktowania przestrzeni opuszczonej przez eksploratorów-fotografów. Fotografia 6 to przykład tworzenia szerszych kadrów, uwzględniających walory jakiegoś fragmentu przestrzeni (w tym przypadku klatki schodowej). Na zdjęciu widoczne są najpopularniejsze tematy fotografii artystycznej, realizowanej w przestrzeni opuszczonej. Są to zazwyczaj schody, okna i wnętrza, które dają możliwość tworzenia ciekawych perspektyw fotograficznych, pozwalając uzyskać ciekawsze kadry i więcej możliwości interpretacyjnych. Fotografia 7 również przedstawia szeroki kadr, w który wpisana zostaje jednak celowa, pozowana i stylizowana obecność modela. Można przypuszczać, że osoba ta nie jest eksploratorem, a jedynie obiektem pozwalającym zrealizować artystyczny cel fotografii. Jej obecność zmienia charakter miejsca z opuszczonego na funkcjonalne (jako plener, tło). Może to działać uprzedmiotawiająco na przestrzeń, która powinna być tu jednak podmiotem – celem samym w sobie, a nie drogą do jego osiągnięcia. Fotografia 8 została tak skadrowana, by skupić się na detalu. Takie spojrzenie fotograficzne było prawdopodobnie inspirowane kompozycją martwej natury (np. Pietera Claesza). Fotografia, która za cel obiera opuszczoną przestrzeń, może także korespondować z malarstwem. Wazon widoczny na zdjęciu


Fot. 6. Pozmeat Źródło: www.opuszczone.com.

Fot. 7. Budomel Źródło: qtek.ovh.org.


146

Urszula Wiatrowska

Fot. 8. Opuszczona szkoła plastyczna Źródło: www.opuszczone.com.

jest „głównym bohaterem” całej kompozycji. Nie można więc jednoznacznie określić, w jakim znajduje się otoczeniu ani czy jest to obszar opuszczonego budynku. Podpowiedzią mogą być jedynie pajęczyny widoczne w rogu ramy okiennej. Detal w fotografii nadaje „opuszczonym” indywidualny charakter. Zwraca uwagę na pojedyncze elementy i przedmioty. Przybliżona przestrzeń staje się namacalna, jest na wyciągnięcie ręki odbiorcy, który za pośrednictwem fotografii może uczestniczyć w eksploracji. Fotografia miejska jest dziś przepełniona obecnością – modelek, członków rodziny, przypadkowych przechodniów itp. Fotografowie coraz częściej poszukują alternatywnych walorów artystycznych, którymi mogą być także pustka i surowa estetyka. Opuszczona przestrzeń daje nowe możliwości fotografowania pustych budynków, które dalekie są od przeestetyzowanej i przeludnionej miejskiej fasady. Eksploracja balansuje na granicy turystyki, sportu i fotografii artystycznej. Przenika i czerpie z wszystkich tych form interakcji z miejscem opuszczonym. Pierwsza osoba, z którą rozmawiałam, nie współtworzy kultury Urban Exploration. Jak twierdzi: Eksploracja pozostaje dla mnie przede wszystkim czymś między turystyką a sportem. Jest to pewien rodzaj przygody. Często zabieram ze sobą aparat fotograficzny i utrwalam swoje wycieczki. Nie są to jednak zdjęcia artystyczne. Robię je jedynie przy okazji, żebym mógł potem powspominać. [...] Robię zdjęcia do prywatnej szuflady czy raczej do prywatnego folderu [B].

Fotografia pełni funkcję dokumentacyjną również w przypadku drugiej osoby (B). Tym razem rozmówca wiedział, czym jest Urban Exploration i był


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

147

świadomy swojego współuczestnictwa dzięki długoletniemu zaangażowaniu w taką działalność. Dla niego nie jest to ani sport, ani turystyka: Eksplorację opuszczonej przestrzeni uważam za pasję. Fotografuję głównie dokumentacyjnie, ale trochę artyzmu również się zdarza [A].

Fotografowanie dokumentacyjne ukierunkowane jest najczęściej na późniejsze upowszechnienie i upublicznienie zdjęć (np. na fotoblogu). Pojawianie się coraz to nowych stron internetowych tego typu może wpływać na kształtowanie się widowni, publiczności internetowej, która eksploruje opuszczoną przestrzeń tylko wirtualnie. Zdaniem eksploratorów wirtualność nie zastąpi jednak realnego uczestnictwa: Zdjęcie nie zastąpi mi pobytu w takim miejscu, nie poczuję tego zapachu, chłodu piwnicy, wilgoci na ścianach, adrenaliny. Zdjęcia nie są nielegalne ani niebezpieczne. Nawet nie szukam w Internecie takich stron. Ja po prostu tam bywam, żeby to poczuć na własnej skórze [B].

Aktywni eksploratorzy często uważają to jedynie za dodatek, pomagający w odnalezieniu miejsca opuszczonego, poznaniu go lepiej i przygotowaniu się do wyprawy. Swoje fotografie publikują z podobnych powodów. Może nie nazwałbym tego eksploracją, ale oglądam, co się dzieje na innych stronach [...]. Zdjęcia mają ukazać obiekt najczęściej dokumentacyjnie dla zainteresowanych tematem. Niektórzy obawiają się chodzić w takie miejsca lub mają po prostu za daleko, więc przynajmniej obejrzą zdjęcia. [...] Uważam, że eksploracja wirtualna nigdy nie zastąpi realnej, ponieważ będzie to tylko namiastka tego, co można osobiście doznać, będąc w miejscu „na żywo”. Emocje, adrenalina, strach i fascynacja przyjemnie się ze sobą mieszają. Plusem wirtualnej z pewnością jest bezpieczeństwo – nic nie spadnie na głowę ani się nigdzie nie wpadnie itp. [A]

Internetowa eksploracja jest traktowana jako rodzaj wirtualnego tekstu, który może być czytany, ale nie przeżywany i doświadczany. Przekazuje punkt widzenia fotografa. Widz nie jest w stanie wyjść poza kadr i dopowiedzieć, dobudować opuszczonych elementów. Własna perspektywa jest nieosiągalna. Eksploracja wirtualna może więc być jedynie niepełnowartościową namiastką aktywnej eksploracji, która realizuje się na wielu indywidualnych poziomach traktowania opuszczonej przestrzeni (turystyki, sportu i działań artystycznych).

4. Wpływ eksploracji na opuszczoną przestrzeń 4.1. Podpisywanie opuszczonej przestrzeni Członkowie Urban Exploration starają się nie pozostawiać po sobie śladów. Eksploracją opuszczonych budynków zajmują się jednak również osoby, które


148

Urszula Wiatrowska

nie zawsze stosują się do nieformalnej umowy UE o nietykalności przestrzeni. Eksploratorzy zostawiają po sobie ślady o różnym charakterze. Jedną z częstych praktyk jest podpisywanie i oznaczanie przestrzeni za pomocą graffiti (fot. 9 i 10). Sama czynność podpisywania stanowi formę roszczenia sobie praw do własności. Taki sam charakter ma oflagowywanie szczytów zdobytych przez himalaistów. Forma oznaczania nie ma charakteru przypisywania sobie własności materialnej, ale metaforyczny dowód obecności.

Fot. 9. Budomel Źródło: www.urb-ex.pl.

Graffiti może mieć postać prostych podpisów, które pełnią jedynie funkcję oznaczania obecności (np. Miodas – fot. 9). W przestrzeni opuszczonej obecne są również podpisy stylizowane, utrzymane w konwencji graffiti. W tym przypadku treść podpisu nie jest tak ważna jak jego forma (charakterystyczne, często nieczytelne czcionki – fot. 10). Można więc przypuszczać, że osoby wybierające taką formę podpisu, odwiedzają opuszczone przestrzenie nie ze względu na samą eksplorację, ale na możliwość swobodnego tworzenia. Dla „graficiarzy” opuszczony budynek jest zbiorem pustych ścian, tak jak dla grafika notes jest zbiorem pustych kartek, gotowych do zapełnienia. Opuszczona przestrzeń daje im możliwość bezkarnego tworzenia graffiti i innych podpisów na murach. Eksploratorzy nie są zadowoleni z obecności takich „artystów” na obszarach opuszczonych. Ich zdaniem naruszają oni specyficzny


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

149

Fot. 10. Pozmeat Źródło: www.urb-ex.pl.

charakter miejsca, ingerują w jego strukturę. Dlatego nie chcą być porównywani z osobami pozostawiającymi po sobie tego typu ślady. Eksploracje traktuję jako obcowanie z historią, dawką adrenaliny, ciekawym plenerem fotograficznym. Dewastacja opuszczonych miejsc jest zdecydowanie niepożądana, ponieważ ich ulotny klimat powoli zostaje niszczony (zarówno poprzez graffiti, jak i zaśmiecanie bądź rozkradanie wyposażenia) [A].

Szczególny przykład podpisu stanowi ten widoczny na fotografii 11. Jest to bowiem adres strony internetowej, na której można odnaleźć zdjęcia zrobione przez osoby zajmujące się eksploracją. Napis ten pełni rolę linku zamieszczonego w realnej przestrzeni. Wirtualność przekracza zatem granice swej pierwotnej przestrzeni, do której wgląd był możliwy jedynie za pomocą monitorów. Tego typu linki masowo zaczęły pojawiać się w przestrzeni miejskiej. To już nie tylko adresy internetowe, ale również kody QR, które można skanować bezpośrednio, np. z plakatu, za pomocą telefonu komórkowego. Teksty i znaki odsyłają wzajemnie do siebie. „Domena znaków zamienia się w pochód symulakrów – kopii odsyłających do czegoś nieistniejącego”3 – pisał Jean Baudrillard. Link obecny na ścianie opuszczonego budynku wydaje się jednak czymś szczególnym ze względu na swoje umiejscowienie. Opuszczona przestrzeń jest bowiem postrzegana jako alternatywna, stanowi ucieczkę od reklam, plakatów i billboardów obecnych w „żywej tkance miejskiej”. Naznaczenie jej adresem internetowym stanowi dowód na to, że wirtualność rozszerza swoje terytorium i ma na to nasze przyzwolenie. Poprzez tworzenie tego typu relacji 3  J. Baudrillard, Społeczeństwo konsumpcyjne – jego mity i struktury, tłum. S. Królak, Sic!, Warszawa 2006, s. 164.


150

Urszula Wiatrowska

Fot. 11. Budomel Źródło: www.opuszczone.com.

między przestrzenią wirtualną a realną tworzy się kolektyw tych dwóch, kiedyś odrębnych, światów. Sygnowanie przestrzeni w taki sposób najczęściej przybiera nieestetyczne i niezorganizowane formy. Z jednej strony, można je traktować jako szpecące, z drugiej – jako element stylistyki opuszczonych przestrzeni, który nadaje im nowy charakter. Jest to poniekąd ślad, może nie tętniącego, ale wciąż obecnego „życia społecznego” na takich terenach.

4.2. Przemeblowywanie opuszczonej przestrzeni Eksploratorzy opuszczonych przestrzeni zaznaczają swoją obecność również poprzez ingerencję w umeblowanie (lub to, co z niego pozostało) bądź umiejscowienie innych przedmiotów i elementów budynku. Nie chodzi tu jednak o bezmyślne rozrzucanie rzeczy, ale o ich celowe przenoszenie i przestawianie dla własnych potrzeb. Świadczy to o chęci i potrzebie dalszego użytkowania przestrzeni opuszczonych oraz zmiany ich na miejsca wygodne i funkcjonalne, przeznaczone do wypoczynku lub spotkań towarzyskich. Na fotografii 12 widoczne jest przemeblowanie, które łączy w sobie różne elementy: fotel samochodowy i drewniany stół. Zestawienie tego typu przypomina raczej umeblowanie salonu niż wnętrza fabryki konserw. Innym rodzajem meblowania opuszczonej przestrzeni jest tworzenie nowych konstrukcji z dostępnych elementów i resztek konstrukcyjnych. Na fotografii 13 widać ławkę, która prawdopodobnie została stworzona przez eksploratorów. Do jej zbudowania użyto jedynie elementów dostępnych


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

151

Fot. 12. Pozmeat Źródło: www.opuszczone.com.

Fot. 13. Pozmeat Źródło: www.urb-ex.pl.

w budynku. Obecność ławki również zmienia charakter tego miejsca. W takiej formie przypomina ono raczej specyficzny betonowy park. I tak jak w parku, który jest miejscem spotkań towarzyskich, widać tu ślady w postaci pozostawionych butelek po alkoholu. Jest to niestety nieodłączny element tego typu miejsc. Zaśmiecanie, choć jest dowodem na obecność, to w przeciwieństwie np. do graffiti nie wpasowuje się w żadną przestrzeń – tym bardziej w opuszczoną, o którą muszą dbać sami użytkownicy i eksploratorzy. Recykling miejsc i przedmiotów się w nich znajdujących pozwala na samodzielne kształtowanie przestrzeni, która zyskuje w ten sposób nowy charakter miejsca znaczącego.


152

Urszula Wiatrowska

4.3. Dewastacja opuszczonej przestrzeni Najbardziej szkodliwym działaniem w opuszczonej przestrzeni jest jej dewastacja. Przyśpiesza ona procesy niszczenia i rozkładu obiektów (fot. 14–16). Przyczyny dewastacji są różne. Często jest to rozbiórka i kradzież cennych elementów przez „złomiarzy”, którzy poszukują wszelkiego rodzaju metalowych elementów konstrukcji i wyposażenia budynków. Stanowią one cenny surowiec na rynku skupu złomu.

Fot. 14. Budomel Źródło: www.urb-ex.pl.

Łupem „złomiarzy” stają się także cegły z rozbiórki np. kominów (fot. 14). Materiały budowlane tego typu prawdopodobnie są ponownie wykorzystywane lub sprzedawane. Dewastacja z przyczyn ekonomicznych jest celowa. Można ją traktować jako formę pasożytowania na tkance miejskiej. Oczywiście symbioza wydaje się być stanem idealnym, gdy miasto i jego mieszkańcy czerpią ze współżycia wzajemne korzyści. Niestety, podobnie jak w przyrodzie, również w mieście muszą istnieć różne rodzaje relacji. Stan idealny nie jest bowiem możliwy we wszystkich rodzajach interakcji z przestrzenią. Nienaturalna i jeszcze bardziej niszcząca opuszczone przestrzenie jest nieuzasadniona dewastacja. Niszczenie dla samego niszczenia nie ma żadnych


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

153

Fot. 15. Opuszczona szkoła plastyczna Źródło: opuszczone-poznan.yoyo.pl.

Fot. 16. Pozmeat Źródło: www.opuszczone.com.

podstaw (przyczyn ani celów). Skupia się jedynie na przyśpieszeniu rozkładu budynków i znacznym obniżeniu ich atrakcyjności. Pomieszczenie opuszczonej szkoły plastycznej widoczne na fotografii 15 zapewne wcześniej było przyjemnym i popularnym miejscem eksploracji. Wyróżniało się bowiem spośród innych poznańskich pustostanów swoim dobrym stanem technicznym i atrakcyjną konstrukcją architektoniczną. Pomieszczenie to, tak jak cały obiekt, zostało zniszczone przez wandali. Powybijane szyby w oknach i rozrzucone


154

Urszula Wiatrowska

przedmioty świadczą o bezmyślnej dewastacji. Skutkiem takiego działania jest całkowite wyniszczenie, które widoczne jest na fotografii 16. Miejsce będące w takim stanie zostaje skazane na całkowity rozkład lub wyburzenie. Remont tak zniszczonego obiektu wiązałby się jednak ze zbyt wysokim nakładem pracy i kosztów. Działania dewastacyjne nie mogą więc być traktowane jako eksploracja, lecz jako wyniszczająca eksploatacja przestrzeni.

5. Powody wyboru opuszczonej przestrzeni do eksploracji 5.1. Eksploracja w celu poszukiwania autentycznych śladów przeszłości Ważnym powodem skłaniającym eksploratorów do wyboru opuszczonej przestrzeni dla swoich działań jest poszukiwanie autentycznych miejsc, w których można odnaleźć ślady przeszłości. Ich historie nie niosą ze sobą wspomnień o wzniosłych wydarzeniach, ważnych dla miasta i mieszkańców. Są to często proste ślady po ludziach niegdyś mieszkających lub pracujących w tych budynkach. Medium, które przedstawia eksploratorom te historie, są same obiekty, znajdujące się w nich przedmioty, pozostawione przez dawniejszych użytkowników przestrzeni (fot. 17). Autentyczne ślady przeszłości mają dla nich wartość niewymierną finansowo. Trudno też mówić o wartości sentymentalnej, która odnosi się jedynie do osobistych doświadczeń. Jest to szczególny rodzaj wartościowania bezpośredniego kontaktu z pamiątkami, które znajdują się w swoim „naturalnym środowisku”. Eksploratorzy stają się w ten sposób jedynymi widzami tych małych historii. Dzięki temu mogą poczuć się wyróżnionymi spadkobiercami, zmobilizowanymi do dalszego ich przekazywania. Atrakcyjność takich śladów nie zawiera się w ich barwności, ale w prostocie i bliskiej korespondencji z przeszłością. Eksploratorzy poszukują też w opuszczonych obiektach wszelkich dokumentów i książek (fot. 18). To dzięki nim wspomniane małe historie miejsc zostają dopowiedziane i zyskują formę szczególnej narracji. Osoby, które eksplorują w celu poszukiwania śladów, nie zabierają ich ze sobą jako „fantów” z wyprawy, lecz pozostawiają je dla następnych eksploratorów, dzięki czemu historie miejsc mogą zyskać szerszą publiczność i dłuższą żywotność. Cele takiej eksploracji są typowo poznawcze. Zapewniają też zwiedzającym pewną dozę nostalgii. Zdaniem eksploratorów fotografie miejsc opuszczonych powinny zachowywać ich naturalny charakter, być dokumentujące, prawdziwe, prawdomówne – tak surowe, puste i autentyczne jak przestrzeń, w której zostały wykonane. Najlepsza jest czysta dokumentacja bez niepotrzebnych dodatków. Podstawowy retusz (ostrość, gamma, kontrast, cienie) jest wskazany ze względów estetyki i przejrzystości zdjęć [A].


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

155

Ja szukam tam autentycznych doświadczeń, prawdziwych pamiątek. Nie poleruję, znalezionych przedmiotów i nie zawieszam firanek na oknach przed zrobieniem zdjęcia. „Biorę” to, co daje mi miejsce. Nie ubarwiam [B].

Fot. 17. Pozmeat Źródło: www.urb-ex.pl.

Fot. 18. Opuszczona szkoła plastyczna Źródło: www.opuszczone.com.


156

Urszula Wiatrowska

5.2. Opuszczona przestrzeń jako miejsce wzbudzające emocje Opuszczona przestrzeń często przyciąga eksploratorów swoją aurą tajemniczości. Jest ona najczęściej wytwarzana poprzez rozpowszechnianie się Urban Legends, dotyczących opuszczonych obiektów. Legendy miejskie dotyczą zazwyczaj tragicznych historii, wypadków, tajemniczej przeszłości miejsca. Ostatecznie wszystkie docierają do momentu, w którym zwykła historia przyjmuje postać opowieści paranormalnej.

Fot. 19. Budomel Źródło: https://foto.com.

W fabule pojawiają się duchy i zjawy (fot. 19). Tego typu stylizacje fotograficzne są częstym zabiegiem artystycznym stosowanym w opuszczonych miejscach. To, że takie historie powstają w odniesieniu do opuszczonej przestrzeni, nie powinno dziwić, choćby przez wzgląd na wyjątkową atmosferę, jaką mają takie miejsca. Ważnym czynnikiem legendotwórczym jest uczucie niepokoju, które towarzyszy eksploracji. Opuszczone budynki charakteryzuje niebezpieczna głębia (fot. 20). Wejście w nią wymaga odwagi i przełamania często irracjonalnego lęku. Powody, dla których zbliżamy się do miejsc wywołujących niepokój, są takie same jak te, dla których lubimy oglądać horrory. Lęk jest najprostszym sposobem na podniesienie poziomu adrenaliny, która coraz częściej jest potrzebna do wywołania silniejszych emocji i pobudzenia organizmu. Strach staje się współcześnie rodzajem rozrywki, a nawet przyczyną swoistego katharsis, które pozwala na odreagowanie nagromadzonego stresu. Jednak nie tylko strach pozwala wznieść się ponad poziom płytkich emocji. Pomagają w tym również dozna-


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

157

nia związane z postrzeganiem piękna i brzydoty. Piękno, które jest obecne w opuszczonej przestrzeni, wymaga od eksploratora odmiennego podejścia do miejskiej estetyki. Konieczne jest poszukiwanie ukrytego – nie tylko w re-

Fot. 20. Budomel Źródło: www.opuszczone.com.

Fot. 21. Pozmeat Źródło: www.urb-ex.pl.


158

Urszula Wiatrowska

alnej przestrzeni, ale również w indywidualnej interpretacji estetycznej. Zadaniem eksploratora jest jego odnalezienie i wyeksponowanie na swoich zdjęciach. Fotografia 21 prezentuje metaforyczny obraz takiego głęboko ukrytego piękna. Nigdy bowiem nie jest ono dane wprost. Wymaga wysiłku wkładanego w odkrycie. W tym przypadku autor mógł w taki sposób skadrować swoje zdjęcie dopiero po wejściu na niestabilną kalenicę. Urban Exploration pozwala na odczuwanie emocji o wyjątkowym charakterze – często sprzecznych doznań betonowego piękna i dusznego lęku, z dozą tajemnicy i legendy. Kompozycję tę dopełnia zapach wilgoci, pleśni, chwastów i betonu. Wszystkie te zapachy pustego budynku składają się na aurę przestrzeni, która umożliwia przeżywanie rozmaitych silnych emocji.

5.3. Opuszczona przestrzeń jako miejsce przywłaszczane przez naturę O atrakcyjności opuszczonej przestrzeni decyduje również to, że pozostaje ona w bliskiej relacji z naturą. Bliskość ta wynika z zawłaszczania przez naturę opuszczonych przez ludzi miejsc. Niszczejące budynki zostają pozbawione opieki, co pozwala naturze wkradać się na ich teren (fot. 22). Początkowo są to pojedyncze rośliny wyrastające z pęknięć w betonie: trawy i chwasty, ale w miarę upływu czasu i rozkładu budynku rośliny zaczynają się rozrastać. Wydaje się, że przejmują kontrolę nad obiektem i roszczą sobie do niego prawa (fot. 23). Przyroda obecna w przestrzeniach opuszczonych jest „wolna”, nieregulowana przez działania mieszkańców czy architektów. Przestrzeń miejska wyznacza dla przyrody określone miejsca – rezerwaty. Wszelkie przełamywanie przez nią granic jest zakazane. Ponadto rośliny wpisane w miejską tkankę publiczną często formowane są w taki sposób, by pasowały do stylizacji danej przestrzeni. Tworzą zaprojektowane, pseudonaturalne kompleksy. Przyroda w takim wymiarze staje się raczej dekoracją niż integralną częścią miasta. „Dla mieszkańców dużych miast ostoją autentyczności zdaje się być zatem lokowana z dala od centrów i osiedli dzika przyroda. Takie środowisko przyrodnicze odbierane jest głównie jako miejsce pełne zasobów estetycznych”4. Miejsca opuszczone są często zarośnięte i zaniedbane. Są przez to bardziej naturalne. Widać jak zaczynają żyć same, tzn. bez ingerencji człowieka. Poza tym jest tam cicho. To jakby inny świat – niby w środku miasta, ale równocześnie poza nim, poza jego estetyką [B].

4  H. Schudy, Wytwarzanie przestrzeni autentycznej jako krytyka nowoczesności, „Interline. Interdyscyplinarne Czasopismo Internetowe” marzec 2011, s. 33.


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

159

Fot. 22. Pozmeat Źródło: www.opuszczone.com.

Fot. 23. Budomel Źródło: www.urb-ex.pl.

Eksploratorzy to poszukiwacze autentycznych przestrzeni. Potrzebują więc „wolnej”, dzikiej przyrody, która tę autentyczność uwydatnia i potwierdza. Poza tym opuszczone przestrzenie umożliwiają im przebywanie w otoczeniu łączącym ze sobą pewne elementy natury i kultury. Takie środowisko może zaspokajać potrzebę odizolowania się od miejskiego gwaru, sztucznych relacji oraz tłumu. Stwarza warunki do samotnej kontemplacji, która silniej angażuje zmysły. Wzmacnia doznania związane z doświadczaniem przestrzeni.


160

Urszula Wiatrowska

Kiedyś nie miałem odwagi wejść sam. Ale jak już spróbowałem, wszystko się zmieniło. Teraz eksploruję tylko samotnie – tylko tak można poczuć miejsce, jego klimat, przyrodę i tę adrenalinę [B]. Samotna eksploracja posiada wady i zalety. Dzięki niej możliwe jest uzyskanie spokoju i lepszej koncentracji. Panuje cisza, nikt nie rozprasza ani nie wchodzi w kadr. Wiąże się z tym jednak o wiele większe ryzyko (wypadek i inne nieprzyjemne rzeczy typu złomiarze lub ochrona). Pracując grupowo, można liczyć na współpracę. Można pogadać, powymieniać się doświadczeniem. No i oczywiście jest bezpieczniej [A].

Podsumowanie badań Fotografie, które poddałam analizie, przedstawiają różne rodzaje eksploracji, jej skutki i przyczyny. Wywiad fotograficzny uzupełnia analizę o odczucia eksploratorów dotyczących wytwarzania kultury Urban Exploration, sposobów i celów eksploracji. Konceptem, który spaja całość moich badań, jest rama nakładana na przestrzeń. Jest to równoczesne wychodzenie poza ramę i zamykanie się w niej. Urban Exploration stara się wychodzić poza granicę – narzuconą konwencję przestrzeni. Sama eksploracja jest już empirycznym wyjściem poza obszar żywej tkanki miejskiej i wkroczenie w tę martwą. Rama stanowi również punkt, po przekroczeniu którego UE staje się kulturą oporu. Wyjście „poza” manifestuje wolność kształtowania interakcji z miastem oraz intuicyjnego tworzenia statusu poszczególnych miejsc wykluczonych. W znaczeniu najszerszym bunt jawi się jako rodzaj uniwersalnej postawy kulturowej. Taka perspektywa wydaje się uprawomocniona zwłaszcza w kontekście ponowoczesnych trajektorii rozwoju humanistyki i kultury jako takiej. Zamiast niegdysiejszych całości, porządku i ciągłości mamy wszak jedynie fragmenty, nieporządki i nieciągłości. Sama idea porządku jako bytu normatywnego postrzegana jest często jako z istoty swej opresyjna, generująca w rezultacie sprzeciw, a może i bunt5.

Oswajanie opuszczonej przestrzeni może być traktowane jako bunt, opór, sprzeciw wobec usystematyzowanej struktury miasta, która narzuca podziały obszarów kulturowych i rekreacyjnych zgodnie z granicami funkcjonalnymi. Eksploratorzy starają się przeformuować przestrzeń według indywidualnych potrzeb i oczekiwań względem miasta. Ożywiają obszary, które zostały skreślone z „listy miejsc znaczących”. Budują nową jakość relacji z przestrzenią na różnych poziomach zaangażowania. 5  W. Kuligowski, A. Pomieciński, Antropologia wobec buntu. Wprowadzenie, w: Oblicza buntu. Praktyki i teorie sprzeciwu w kulturze współczesnej, Wyd. Poznańskie, Poznań 2012, s. 8.


Urban Exploration jako pierwszy etap oswajania opuszczonych przestrzeni...

161

Eksploratorzy nakładają również na przestrzeń inne ramy – kadry fotograficzne, zamykając ją w swoim punkcie widzenia. Indywidualna perspektywa jest bowiem jedyną możliwą perspektywą w fotografii. Tak skadrowaną, sfragmentaryzowaną przestrzeń przenoszą do świata wirtualnego, który wytwarza wspólnoty widzów. Poprzez publikację fotografii w Internecie dają tym fragmentom przestrzeni „nowe życie”. Jest to jednak ułuda nieśmiertelności – migotanie w wirtualnym mikrokosmosie, które nie jest w stanie zastąpić doświadczeń płynących z aktywnej eksploracji. Bez względu na to, czy eksploratorzy „obramowują”, czy „od-ramowują” przestrzeń, stają się jej uzdrowicielami. Próbują uchwycić i przechwycić jej efemeryczny, ulotny charakter. Oswajają miejsca nie-miejsca oraz ich pustkę na pierwszym, bezinwazyjnym poziomie interakcji z alternatywną estetyką.

Summary Urban Exploration as a first step to tame the abandoned space in Poznan – study The study aimed to present the nature of the relations between the explorers and the abandoned space. It is the process of taming the urban space. The firs step of the domestication an abandoned space is exploration. Through exploration, they gain the status of significant digits. Explorers treat the space as a place for tourism activities, sports and arts. Seemingly useless space gains new functions. Exploration also directly affects the condition of the abandoned space by signing, furnishing and devastation. Urban Exploration selects an abandoned space for their actions because this space is rich in traces of the past. Furthermore induces opposing emotions, and allows nature for the free development and intervention in space. Using cultural analysis supplemented with photographic interview were presented all the factors that influence the development of the relationship between place and explorers. It is a way to reformat and recovery of abandoned places in the urban space. Słowa kluczowe: miasto, opuszczona przestrzeń, miejsce, eksploracja przestrzeni, oswajanie Keywords: city, derelict space, place, exploration of space, demostication


projekty i polemiki


Natalia Kovalchuk Uniwersytet Kijowski im. Borysa Hrinczenki (Kijów, Ukraina)

Graniczna cywilizacja jako podstawa rozwoju demokracji na Ukrainie

Demokracja na Ukrainie rozwinęła się, podobnie jak w innych państwach europejskich, ze struktur pierwotnego społeczeństwa. Pomimo wspólnych korzeni proces ten na Ukrainie przebiegał nieco inaczej niż w pozostałych krajach Europy, co wynikało m.in. z odmiennej sytuacji społeczno-politycznej. Ukraina rozwijała się na granicy z koczowniczymi plemionami ze stepów, dlatego jej demokracja bierze początek z prób samoobrony lokalnej społeczności. W badaniach nad genezą demokracji na Ukrainie należy zatem przede wszystkim brać pod uwagę charakter graniczny tego państwa oraz cywilizacji, w jakiej ono powstało. Chodzi o cywilizację, która ukształtowała się pomiędzy ekumeną kultury a siłami nieprzyjacielskiego bytu – elementami przyrody lub pierwotnego społeczeństwa. Granicę na Ukrainie od początku wyznaczała przyroda (step). Zawsze istniał podział na cywilizację i barbarzyństwo. Step był miejscem wypadów koczowniczych plemion pochodzenia mongolskiego. Temu chaosowi trzeba było jednak przeciwstawić rozsądną ekumenę. W nawiązaniu do koncepcji Arnolda J. Toynbee’ego, opierającej się na zasadzie: a p e l – o d p o w i e d ź (challenge and response)1, można powiedzieć, że oswojenie stepu było odpowiedzią ukraińskiej cywilizacji na apel świata. Serhij B. Krymskyj, filozof ukraiński, pisze, że „step z przestrzeni koczowiska stał się zaoranym polem, rzeki stanowiły przeszkodę w transporcie, granice miast czy wsi były chutorami na kształt ranczo”2. W ukraińskiej świadomości zarysowują się więc takie pojęcia, jak: granica, ograniczenie, limit. Frederic Jackson Turner, filozof amerykański, zaproponował wykorzystanie pojęcia  A. J. Toynbee, Study of History, t. I, Oxford University Press, Oxford 1934, ss. 271–299.  С. Б. Кримський, Архетипи української культури, Фенікс, Київ 1996, s. 104.

1 2


166

Natalia Kovalchuk

p r z yg ra n i c za w metodologii badań nad kulturą amerykańską3. Metodę tę można zastosować również w odniesieniu do kultury ukraińskiej. Dzięki demokracji społeczeństwo dostaje szansę „przeżycia”. Takie ujęcie zmienia sposób rozumienia tego pojęcia. Tradycyjnie demokrację rozumie się jako władzę większości. Moim zdaniem istota demokracji tkwi w człowieku i jego rozwoju jako wolnej jednostki. Właśnie dlatego badania nad tym pojęciem przedstawiają wolną osobowość. W specyficznych warunkach „cywilizacji granicy”, jakie zaistniały na Ukrainie, demokracja mogła przetrwać tylko dzięki temu, że rozwijała się wolna osobowość, rozumiana i rozpatrywana bardzo szeroko. Ukraińskim człowiekiem pogranicza był Kozak, który w toku historii stał się reprezentantem całego narodu ukraińskiego. W istocie „kozactwo” było obronną organizacją przygranicznej ludności. Sformowana dość spontanicznie, mająca charakter wojskowy, z czasem odegrała ona ważną rolę w życiu ludzi mieszkających na stepie. Dzięki niej rozwijała się świadomość etniczna. Na pierwszym planie znalazła się nie opozycja: m i a st o – p o l e (jako alternatywa relacji: porządek – chaos), ale miasto – chutor. Miasto symbolizuje tu transformację stepu w obszar zagospodarowany, część ujarzmionej przyrody. W ukraińskiej mentalności i związanej z nią kulturze narodowej można dostrzec paralele między człowiekiem a przyrodą, jej organiczny związek ze społeczeństwem. Step występuje tu nie tylko jako element natury, ale również jako swego rodzaju grunt, na którym rozpoczyna się rozwój społeczny. Serhij Grica pisze: [...] powiązanie Ukraińca z ziemią ma szczególne znaczenie, dlatego że wiąże się ona z cierpieniem z powodu braku własnej chaty – swego państwa. Pojęcie „rodzimy” (ridnyj) w języku ukraińskim znaczenie idiomatyczne, nieprzetłumaczalne4.

Na Ukrainie rodzima ziemia to nie tylko grunt, ale także społeczeństwo, kojarzone z narodem, państwowością. Podstawą demokracji na Ukrainie były kozackie wspólnoty. Powstały i rosły w siłę na spustoszonym przez Tatarów Dzikim Polu, w czasie pełnym różnych problemów społeczno-politycznych. Sąsiadowały bezpośrednio z krymskimi napastnikami i toczyły z nimi walki. Kozaczyzna jako ruch nie ma celu czy programu politycznego, ale przez stałą łączność ze społeczeństwem zmienia z czasem swoją rolę. Przestaje być obrońcą obszarów stepowych, a wyrasta na twórcę, budowniczego państwa ukraińskiego. Ivan Mirczuk pisze o tym w następujący sposób:  F. Turner, The Frontier in American History, Dover Publications, Nowy Jork 1996, ss. 1–8.  С. Гриця, Міграція фольклору. Фольклор українців поза межами України: Зб. наук. статей, АН України, Ін-т мистецтвознавства, фольклористики та етнології ім. М. Рильського. Ін-т української археології, Київ 1992, s. 20. 3 4


Graniczna cywilizacja jako podstawa rozwoju demokracji na Ukrainie

167

Ukraińcy, w odróżnieniu od Rosjan, zawsze trzymali się zachodniej orientacji. Choć nie mają własnych systemów filozoficznych, w których „ja” znalazłoby swoją kontynuację albo podstawę do dalszych rozważań, to całe ich życie duchowe, ich filozofia, rozumienie moralności, tworzenie norm prawnych, a przede wszystkim działalność praktyczna pochodzi z pojęcia osobowości, ograniczenie której nawet w interesach społeczeństwa jest zawsze bolesne5.

Indywidualistyczna orientacja Ukraińca wyraża się w pełni w jego rozumieniu idei życia społecznego. Mykola Kostomarow pisze: [...] społeczeństwo jest dobrowolną umową ludzi. Ten, kto chce, przynależy do tej społeczności, a ten, kto nie chce przynależeć, wychodzi poza nią. Podobnie jest na Zaporożu: ten, kto chciał, przychodził na Sicz, kto chciał, odchodził stamtąd z własnej woli. Naród rozumie, że każdy obywatel jest osobą niezależną, niezależnym właścicielem6.

Odmienna jest natomiast struktura rosyjskiego społeczeństwa, czyli m i r, rozumiany jako duchowa wola, która niszczy jednak każdą wolną osobowość. Siczowe stowarzyszenie było zrzeszeniem osób wolnych. „Mamy wolę za najdroższą rzecz, dlatego, że widzimy, iż rybom, ptakom, każdemu zwierzęciu i innym stworzeniom jest ona miła”, mówili zaporoscy Kozacy. Autor książki Historia wojen kozackich przeciw Polsce, Pierre Chevallier, pisze: Kozacy z godnością noszą swoje imię, są energiczni, mocni i mało dbają o własność. Kochają wolność, nie tolerują jarzma, są śmiali i odważni.

Francuski inżynier Guillaume de Vasaire Boplin, który spędził na Ukrainie 17 lat, mówił z kolei: Ukraińcy są dowcipni i eleganccy, zabawni, z otwartym umysłem, nie aspirują do wielkiego bogactwa, a przede wszystkim cenią wolność, bez której nie mogą żyć7.

Duch wolności zawsze wiązał się z tolerancją. Do stowarzyszenia kozackiego mógł wstąpić każdy. Nie pytano go, skąd przybył, jakiej jest narodowości czy wyznania. Kozacy przyjmowali nawet heretyków, którzy uciekali przed prześladowaniami. Ważnym elementem o charakterze prawnym w życiu wspólnot kozackich były ko p n e s ą d y, czyli rodzaj wiecu – pewna grupa osób decydująca o wspólnych sprawach i prowadząca dochodzenia w sprawach kryminalnych. Wszelka działalność w tym względzie opierała się na prawie zwyczajowym.  I. Мірчук, Історія українського народу, Мюнхен – Львів 1994, s. 198.  М. Костомаров, Закон Божий (Книга буття українського народу), Либідь, Київ 1991, s. 38. 7  Д. Наливайко, Очима Заходу – Рецепція України в Західній Європі століть, Основа, Київ 1998, s. 5. 5 6


168

Natalia Kovalchuk

W tym świetle ciekawa wydaje się analogia do Stanów Zjednoczonych. Pisze o tym badacz tej tematyki, Alexis de Toqueville. Według niego w aspekcie prawnym rozwój demokracji w Stanach Zjednoczonych opierał się na prawie zwyczajowym, którego przepisy były podstawą życia wspólnot Nowej Anglii8. Życie narodu ukraińskiego opierało się zaś na dwóch filarach: prawie zwyczajowym i prawie stanowionym. Analizując fenomen prawa zwyczajowego przez pryzmat narodowej specyfiki, rozumianej jako swoista mentalność etniczna, badacz ukraińskiego prawa, Andriy Jakowłiw, pisał: Przepisy prawa zwyczajowego zachowują się w narodowej pamięci w formie pewnych psychologicznych doświadczeń, poczucia prawdy i świadomości, że trzeba postąpić tak, jak nakazują zwyczaje9.

Po założeniu na dnieprowych porohach Siczy Kozacy zaczęli nazywać się „siczowykami” lub „zaporożcami”. Pod pewnymi względami siczowe stowarzyszenie przypominało plemiona barbarzyńskie. Kozacy nazwali atamana „ojcem koszowym” (ukr. Bat’ku koszowyj), a ataman zwracał się do młodych „synu”. Jako że wszyscy członkowie uważali się za braci, popularnością cieszyła się ceremonia bliźniacza. Mykoła Kostomarow uważał ją za charakterystyczną cechę kultury ukraińskiej od czasów Rusi Kijowskiej. Również inni Kozacy zwracali się do siebie „bracie, brateczku”. Wśród relacji, które pisali cudzoziemcy, można znaleźć wiele ciekawych materiałów. Na przykład Alberto Vimini pierwszy raz użył nazwy „Ukraina”, a Sicz określił jako republikę, Karol Marks nazwał ją chrześcijańską, wojskową republiką, a niemiecki pisarz Friedrich Bodenschtend w książce Poetycka Ukraina, wydanej w 1845 r., nazwał ją wojskową. Sicz Zaporoska była dla całej Ukrainy wzorem organizacji. Duch kozactwa przejawiał się tam we wszystkich grupach społecznych. Demokratyczny ład, który panował na Siczy, był na tyle atrakcyjny dla innych, że przeniknął do ukraińskiej mentalności, by potem ujawnić się w okresie walk pod przywództwem Bohdana Chmielnickiego. Stworzone w wyniku tej walki państwo można opisać jako feudalne państwo typu republikańskiego. Zwierzchnim organem władzy była generalna rada wojskowa – wyższy organ polityczny, zgromadzenie przedstawicieli kozackiego wojska, które obierało hetmana i decydowało o najważniejszych sprawach politycznych, wojskowych i sądowych. Później miejsce ogólnej rady wojskowej zajęła rada starszyzny, jako organ doradczy przy hetmanie. Formowanie władzy przedstawicielskiej na Ukrainie wiązało się z Konstytucją Pyłypa Orłyka. 8  A. de Toqueville, Democracy in America, t. I, The Pennsylvania State University, Pennsylvania 2002, ss. 55–56. 9  А. Яковлів, Українське право, Видавництво Українського технічно-господарського інститут, Мюнхен 1988, s. 245.


Graniczna cywilizacja jako podstawa rozwoju demokracji na Ukrainie

169

Kulminacją preambuły Konstytucji są wybory nowego hetmana. Opis ten ukazuje ideał społeczeństwa. Dlatego też imię wybranego hetmana oraz imię atamana koszowego jest wcieleniem woli. Ład to takie społeczeństwo, które bazuje na autorytecie starszych, o czym świadczy wykaz wymogów dla kandydatur na pewne stanowiska – od hetmana do wiejskiego skarbnika. Zapisano je w tekście Konstytucji: Godny czci hetmańskiego urzędu i w stanie z bożej pomocy najjaśniejszej Królewskiej Wysokości Szwecji, dzięki głębokiemu rozumieniu rzeczy i wybitnemu doświadczeniu wziąć na siebie ciężki i niebezpieczny w tych niepokojących okolicznościach obowiązek hetmanatu, a całym sercem dbać o społeczne sprawy, radzie doradzać rząd prowadzić; żeby on był człowiekiem rozważnym i zasłużonym10.

W szóstym rozdziale Konstytucji postuluje się utworzenie Generalnej Rady, czyli kozackiego parlamentu ukraińskiego państwa hetmańskiego. Dalej w sześciu punktach zapisano, jakie są prawa i wolności, parametry idealnego ładu, który stanowi podstawę Konstytucji. Fundament państwa nowego typu stanowi terytorialno-administracyjny ład hetmańszczyzny. Jej jasny opis przedstawia M. Hruszewski: Taki był ład na Ukrainie – wyborny. Mierząc to obecną miarą, Ukraina była republiką, tylko bez prawidłowo ustalonych demokratycznych form: istniały pewne elementy demokratycznego ładu, ale nie były one opracowane, a kolejno przeniesione. Prawo głosu miało wojsko kierowane przez starszyznę. Jednak w porównaniu chociażby z ładem moskiewskim ład ten był demokratyczny i pełen swobody, której moskiewscy przedstawiciele nie mogli znieść11.

Idea demokratycznego ładu państwa z generalną radą wojskową na czele była jasna dla ogółu ludności, w tym kozactwa. Funkcjonalne wyróżnienie stanu kozackiego i proklamacja równości wszystkich to precedens w historii europejskiego społeczeństwa XV–XVI wieku. Piszą o tym Mykola Kostomarow i Mychaiło Maksymowycz. Kozackie ośrodki prowadziły nie tylko osiadły tryb życia, ale były również zdolne do zmiany miejsca pobytu. Dlatego stanowiły pierwszy krok do ładu demokratycznego. Dalszy rozwój demokracji potrzebował jednak wielkich miast jako bazy tworzenia państwa na Ukrainie. Miastu w kulturze Ukrainy, a szczególnie w rozwoju demokracji, należy się specjalne miejsce. Jak pisze Petro Toloczko: 10  Cyt. za: О. Трофимук, Літературний текст бароко як відображення світогляду доби (на матеріалі Конституції Української гетьманської держави), „Mediaevalia Ucrainica” 2/1993, s. 111. 11  М. С. Грушевський, Про старі часи на Україні: коротка історія України (для першого початку), Обереги, Київ 1991, ss. 77–78.


170

Natalia Kovalchuk

Miasta były centrami staroruskiego państwa, z pewnymi funkcjami, z których najważniejsze były: administracyjno-polityczna, redystrybutywna (koncentracja i dystrybucja dodatkowego produktu) i kultowa12.

Wielu podróżników nazywało Ruś Kijowską krajem miast. Spełniały one różne role. Jedne były centrami administracyjnymi i kulturalnymi, inne państwowymi forpocztami na granicach, jeszcze inne ośrodkami handlu. Natomiast m at ką m i a st r u s k i c h był Kijów. Był on przykładem i symbolem wszystkich miast Rusi. W amerykańskich miastach Nowej Anglii, podobnie jak w miastach ukraińskich, ludność tworzyła samorząd; miała swoje prawo, sądy, prywatną swobodę. A. de Toqueville w swoich badaniach nad rozwojem miast amerykańskich zaznacza, że municypalne instytucje miast były w USA gwarancją swobody13. Wielkie zmiany w demokratycznym rozwoju miast są związane z przyjęciem prawa magdeburskiego. Miasto nie miało bezpośredniej władzy centralnej, lecz funkcjonowało na zasadach samorządu. Prawo to głosiło równość wszystkich obywateli. Nadawało przywileje ośrodkom miejskim, przyciągając mieszkańców do samorządu, który działał na zasadzie wyboru administracji, władzy sądowej itd. Jak mówi znawca historii ukraińskiego prawa Andriy Jakowłiw, w wyniku przyjęcia prawa magdeburskiego „zmienił się starożytny charakter ukraińskich miast. Stały się one miastami, a ich obywatele mieszczanami, którzy korzystali z praw miejskiego samorządu, mieli własny sąd, swoje prawo”14. Wkład w rozwój idei wolnej osobowości miały też instytucje akademickie. Już w XV wieku na terytorium Ukrainy ukraińscy mieszkańcy tworzyli zgromadzenia brackie, które łączyły się w celu obrony własnych stanowych interesów i narodowo-kulturalnych spraw. Jaroslav Isajewycz w pracy Bractwa i ich rola w rozwoju ukraińskiej kultury XVI–XVIII wieku pisze: [...] według swego statutu bractwo było wszechstanową organizacją: członkiem bractwa mógł być każdy prawosławny, niezależnie od pochodzenia, narodowości15.

Podobnie pisze Borys Hrinczenko w książce Bractwa a sprawa edukacyjna: Wstąpić do bractwa mógł każdy obywatel miasta i wsi, panowie i mużyki, mężczyźni i kobiety. Trzeba było len płacić do kasy publicznej, a słuchać brackich postanowień16.  П. П. Толочко, Давньоруський феодальний город, Наукова думка, Київ 1989, s. 233.  A. de Toqueville, Democracy..., ss. 77–78. 14  А. Яковлів, Українське право..., s. 240. 15  Я. Ісаєвіч, Братства та їх роль в розвитку української культури в XVI–XVIII століттях, Наукова думка, Київ 1966, s. 46. 16  Б. Грiнченко, Братства і просвітницька справа, Черкаси 1917, s. 71. 12 13


Graniczna cywilizacja jako podstawa rozwoju demokracji na Ukrainie

171

Struktura bractw była związana z demokratycznymi tradycjami i wysokim stopniem rozwoju samorządu. Według B. Hrinczenki: O wszystkich sprawach członkowie bractwa decydowali gromadnie, raz na rok wybierali starszyznę wśród swoich starszych braci, a ci zajmowali się wszystkimi sprawami bractwa17.

Kiedy sądzili tych, którzy naruszyli dyscyplinę, każdy mógł uczestniczyć w dyskusji. Członkowie bractwa bronili wartości moralnych, czci i godności. W  ukraińskiej kulturze bractwa ustanowiły prymat świeckich przy wyborze duchowieństwa oraz ich podporządkowanie tym zgromadzeniom. W bractwie nie kler rządził ludźmi, ale ludzie klerem. Istnienie bractw było też związane z powstawaniem szkół i drukarń. Jak pisze Orest Subtelny: Setki wychowanków szkół, nasyconych duchem narodowej tradycji i obeznanych z nauką z Europy Zachodniej, stawało się podróżującymi nauczycielami, którzy przybywali do miast i wsi w poszukiwaniu pracy. Oprócz współczesnej wiedzy nieśli oni także poczucie własnej godności i uporu18.

Podróżujący uczniowie i nauczyciele nie mieli własnych mieszkań; przenosili się z miejsca na miejsce, tworząc unikalne zjawisko w historii literatury ukraińskiej. Na Ukrainie istniały także tradycje autokratyczne, choć nigdy nie doszło do despotii. W czasach monarchii konstytucyjnej demokracja na Ukrainie się nie rozwijała. Demokratyczne zalążki w ukraińskiej mentalności z historycznych przyczyn nigdy nie uzyskały państwowego wcielenia. Największym osiągnięciem demokratycznego rozwoju stała się Konstytucja Pyłypa Orłyka, która zawierała elementy przedstawicielskiego prawa. W aspekcie politycznym demokratyczne idee na Zachodzie przyjęły się inaczej niż na Ukrainie za czasów hetmanatu. Jednak w aspekcie duchowym Ukraina stanowiła doskonały przykład realizacji idei wolnej osobowości. Rozwój demokracji na Ukrainie był związany z sytuacją pograniczną i potrzebą formacji nosicieli wolnej osobowości, funkcjonowaniem wspólnoty jako formy organizacyjnej równości i braterstwa ludzi oraz demokratycznym systemem dużych miast jako centrów państwa. Świadczy to o możliwościach, które Ukraina straciła z powodu kolonizacji za czasów caratu, a które teraz stają się źródłem rozwoju ukraińskiego państwa. Ideał swobody, który jest podstawą rozwoju demokracji na Ukrainie, zyskuje status archetypicznego dla mentalności ukraińskiej. Cechował on imperatyw życiowy Ukrainy jako cywilizacji granicznej, która była prawdopodobnie jedynym państwem na świecie potrafiącym wytrzymać napór plemion koco Ibidem, s. 56.  О. Субтельний, Україна: Історія, Либідь, Київ 1994, s. 93.

17 18


172

Natalia Kovalchuk

wych z stepu i stała się ojczyzną ludzi, wśród których – według Mikołaja Gogola – nikt nie chciał być obserwatorem dramy światowej (historii), lecz każdy chciał być jej protagonistą. Nawet w ukraińskim hymnie narodowym śpiewają: „Duszę, ciało poświęcimy dla naszej wolności. Pokażemy, żeśmy bracia, z kozackiego rodu”. Zasada swobody jest zatem obecna w każdym okresie historii ukraińskiej od czasów Rusi Kijowskiej, co potwierdza jej status archetypiczny. Formowanie się państwa rosyjskiego opiera się na tym, że Rosjanie zapożyczyli z kultury bizantyjskiej ideę panowania powszechnego nad indywidualnym, ideę Trzeciego Rzymu (czyli państwa wszechwładzy i despotii), w której dla swobody osobowości nie było jednak miejsca. W mentalności rosyjskiej problem swobody jest badany w specyficzny sposób. Maksim Gorki w swej epopei Życie Kłima Samgina ustami W. Lutego mówi, że Rosjanom potrzebna jest nie swoboda, którą mogą dać socjaliści, ale ta, której ocena zależy od kompetencji popów – „swoboda grzeszyć, grzeszyć strasznie i bezmiernie. Po takim uczynku nosiciele swobody sami siebie zaaresztują i oddadzą do komisariatu”19. W tym zakresie mentalność rosyjską, według Gogola, cechuje pragnienie wzniesienia się ponad życie do najwyższych sfer idealnych, zaś mentalność ukraińską – pragnienie pojednania się z bytem. Tym można wyjaśnić osobliwe znaczenie praktycznych i moralnych aspektów swobody w życiu Ukrainy.

Summary Border Civilization as Ground of the Development of Democracy in Ukraine In this article, the essence of the frontier civilization as grounds of the formation and development of democracy in Ukraine is analyzed. In special conditions of the frontier civilization in Ukraine, the democracy could stay alive, just on the grounds of the development of free individuality which is to be widely understood. Słowa kluczowe: wolna osobowość, demokracja, idee oświecenia, kozackie wspólnoty, cywilizacja graniczna Keywords: free individuality, democracy, ideals of Enlightenment, Cossack’s communities, frontier civilization 19  С. Кримський, Архетипи української ментальності: зб. наук. статей Проблеми теорії ментальності, Наукова Думка, Київ 2006, ss. 277–278.


Agata Skórzyńska Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu Instytut Kulturoznawstwa

Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

Michał Paweł Markowski, Polityka wrażliwości. Wprowadzenie do humanistyki, Universitas, Kraków 2013, ss. 449. Ostatnią książkę Michała Pawła Markowskiego, literaturoznawcy i filozofa, popularyzatora dekonstrukcji na gruncie polskich badań literaturoznawczych, jednego z lepiej znanych specjalistów z zakresu teorii interpretacji, ale także współautora dwóch ważnych podręczników współczesnej teorii literatury (wspólnie z Anną Burzyńską i Ryszardem Nyczem), bez wątpienia określić można jedną z najważniejszych prac w polskiej humanistyce ostatnich lat1. Z trzech powodów. Po pierwsze, ze względu na imponujący zakres teoretyczny i tematyczny książki. Od Kanta, przez Hegla, Nietschego, romantyzm niemiecki (głównie Schlegel), Diltheya, Husserla, po Heiddegera, Gadamera, Wittgensteina, Lacana, Derridę, Foucaulta, Fisha, Rorty’ego, Rabinowa i Kristevę (a należałoby wymieniać dalej…). A wszystko to z istotnymi odniesieniami do filozofii klasycznej, chrześcijańskiej i żydowskiej i, oczywiście, do literatury. Od narodzin oświeceniowego modelu nauki, przez zwrot hermeneutyczny i lingwistyczny, 1  Por. M. P. Markowski, Efekt inskrypcji. Jacques Derrida i literatura, Homini, Kraków 2003; A. Burzyńska, M. P. Markowski, Teorie literatury XX wieku, Znak, Kraków 2006; M.P. Markowski, R. Nycz (red.), Kulturowa teoria literatury. Główne pojęcia i problemy, Universitas, Kraków 2012.


174

Agata Skórzyńska

po intelektualny ferment poststrukturalizmu; od psychoanalizy, przez filozofię pragmatyczną, hermeneutykę i fenomenologię, po dekonstrukcję – autor nakreśla skomplikowaną trajektorię rozwoju nowoczesnego projektu humanistyki jako dziedziny wiedzy i jej, niełatwe, losy – przewroty, powroty i małe stabilizacje. Po drugie, każdy z esejów wprowadza do założeń kolejnych tradycji teoretycznych i koncepcji, prezentując je klarownie i często lapidarnie, ale nie trywializuje ich podręcznikowym skrótem. Książka ta jest spójną całością, ale każdy z rozdziałów, skonstruowanych jako żywa „konwersacja” z jednym lub kilkoma tekstami, sam w sobie może stanowić odrębną całość. W tym sensie praca Markowskiego osiąga pewien ideał filozofii jako pisarstwa2 i w pełni realizuje złożoną w podtytule obietnicę – jest wprowadzeniem do humanistyki. To mapa wiedzy, którą powinien dysponować współczesny humanista, i świetny punkt wyjścia do własnych poszukiwań intelektualnych. Książka ta jest erudycyjna, a zarazem przystępna, dlatego że poparta autorskim zaangażowaniem w każdą z omawianych tradycji, koncepcji i każdy z przytaczanych tekstów – zaangażowaniem, które pozwala trafiać w sedno. Jest więc książką „uczącą”. Po trzecie, powstała w momencie, w którym humanistyka, nie tylko w Polsce, przeżywa kryzys. Kryzys swojej pozycji na uniwersytecie, w systemie akademickim i w systemie nauk, w sferze publicznej, w życiu społecznym w ogóle. Polityka wrażliwości ma być na ten kryzys odpowiedzią. Nie tylko przypomina nam, w jakich okolicznościach, dzięki komu i po co kształtował się model humanistyki jako dziedziny w zinstytucjonalizowanej, nowoczesnej nauce. Jest także wyraźną, autorską deklaracją, czym jest i powinna być humanistyka dzisiaj. Prowokuje czytelnika do przyjęcia postawy aktywnej względem tekstu – wymaga ustosunkowania się do proponowanej koncepcji. Recenzenta stawia przy tym w trudnej pozycji – konieczności oddania sprawiedliwości i tej koncepcji, i rozległemu intelektualnemu zapleczu. Oddania sprawiedliwości, nawet jeśli poszczególne założenia konceptu humanistyki „po dekonstrukcji” – działania wymagającego zaangażowania w stały spór z tekstami bez gwarancji rozumienia i bycia rozumianym – wzbudzają wątpliwości. To pozycja niełatwa, ponieważ recenzent może odkryć w końcu, że ma do czynienia z formującą i przełomową w jego „doświadczeniu egzystencjalnym” książką, której konkluzja pozostawia niedosyt. Markowski cytuje komentarz Andrzeja Sosnowskiego do pisarstwa Derridy: „przeczytać można tylko to, co nam się jakoś zaznacza, czyli w nasze znaki [...] wdaje”3. To wieloznaczne, choć lapidarne sformułowanie, pasuje także do lektury Polityki wrażliwości – książki, która interpeluje czytelnika gotowego do rozmowy o kondycji humanistyki na współczesnym  Sam Markowski przywołuje Rorty’ego koncepcję filozofii jako pisarstwa. M. P. Markowski, Polityka wrażliwości..., ss. 25–26. 3  Ibidem, s. 259. 2


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

175

uniwersytecie, a jednak „daje się we znaki” – pozostawia z uwierającym pytaniem: „Co dalej?”.

1. Robiąc niemożliwe – wprowadzenie do humanistyki Zamysł Polityki wrażliwości może wydawać się arogancki. Wprowadzenie do humanistyki „w ogóle” jest przecież zadaniem niemożliwym – wobec multiplikacji i konwergencji nurtów, kierunków i formacji dyskursywnych we współczesnej filozofii, literaturoznawstwie, antropologii czy kulturoznawstwie zadanie to musi przekraczać kompetencje każdego, kto by się go podjął. Wydaje się ono tym bardziej niewykonalne wobec deklaracji autora, że książka ta to także głos w aktualnych debatach – Markowski nie pozostawia wątpliwości, że kontekstem, w którym się wypowiada, jest postępująca neoliberalizacja współczesnego uniwersytetu, instrumentalizacja wiedzy i związana z nią hegemonia modelu badań „stosowanych” i „wdrożeniowych” nad „podstawowymi”. Pierwsze rozdziały są poświęcone naszkicowaniu ram tej dyskusji – Markowski przytacza najważniejsze stanowiska: 1) kryzys instytucjonalnej legitymizacji humanistyki, charakteryzowany przez Louisa Menanda w znanej pracy The Marketplace of Ideas4; 2) hegemonia modelu naukowości spod znaku bio-techno-info, która – tu m.in. za Odo Marquardem – jest konsekwencją procesu modernizacji (Weberowskiego „odczarowania” lub Adornowskiego „odduchowienia” ducha, jak przypomina Markowski)5; 3) radykalne urynkowienie, które przyczynia się do dominacji indywidualistycznej logiki zysku, a w  efekcie do kryzysu demokracji, którego jednym z  przejawów jest coraz niższa pozycja humanistyki, na co zwracała uwagę Martha C. Nussbaum6. Humanistyka wymaga myślenia krytycznego, empatii wobec innego, przekraczania partykularnych uwarunkowań i indywidualistycznego horyzontu, opiera się na wartościach, stanowiących warunek konieczny demokracji, ale zupełnie irrelewantnych dla neoliberalnej ideologii. Wreszcie autor zestawia ze sobą stanowiska skrajne – od wyraźnych deklaracji o konieczności podtrzymywania humanistyki jako jednej, być może ostatniej, z form solidarności (Rorty)7, po prowokacyjny gest Fisha – deklarację, że humanistyka jest zupełnie niepotrzebnym zajęciem, która paradoksalnie ma ją uchronić przed instrumentalizacją w warunkach rynkowego reżimu efektywności8. Markowski każdorazo Ibidem, s. 20.  Ibidem, ss. 21–24, 45. 6  Ibidem, ss. 23–24. 7  Ibidem, s. 25. 8  Ibidem, ss. 28–31. 4 5


176

Agata Skórzyńska

wo sytuuje się wobec tych stanowisk, aby ostatecznie zaproponować własną interpretację zobowiązania, jakim jest bycie humanistą dzisiaj. To gest głęboko polityczny i arogancki zarazem: powiedzieć w jednej książce, czym jest humanistyka światu, który nic o tym nie wie i nie wydaje się tym szczególnie zainteresowany. Polityka wrażliwości byłaby więc prawie pięciusetstronicową, gęstą od odniesień, odpowiedzią na potrzebę chwili? Uznanie tego zadania za wykonalne musi być przejawem braku pokory. Nie jednak, jeśli przyjrzymy się strategii tekstowej przyjętej przez Markowskiego, a usytuowanej na pograniczu hermeneutyki i dekonstrukcji. Dokładnie między Gadamerem a Derridą, których dialog/spór w sposób zaskakujący dla samego autora, okazuje się tak inspirujący dla przyjętej tu wizji krytycznej humanistyki9. Odrzucająca wszelką „metodę” humanistyka okazuje się mozolnym poszukiwaniem prawdy. Takim jednak, któremu towarzyszy już pełna świadomość, że jako idea regulatywna prawda jest zawsze odroczona, umykająca i ostatecznie niemożliwa do uchwycenia. Tu jednak nie dlatego, że zbliżamy się do prawdy za pomocą wytworzonych przez umysł, wciąż niewystarczająco adekwatnych pojęć, ale dlatego, że wytwarzanie pojęć (i znaczeń) jest wytwarzaniem prawd. A znaczenia są równie odroczone, umykające i ostatecznie niemożliwe do uchwycenia. Humanistyka staje się wówczas działaniem dyskursywnym – procesem, uwikłanym w grę idiomu i instytucjonalizacji10, jednostkowych aktów wypowiadania oraz form ich społecznego negocjowania i uprawomacniania. Staje się także „doświadczeniem egzystencjalnym” – z własnym życiem i życiem innego (autora, czytelnika, tekstu, interpretacji, języka) jako punktem wyjścia, o ile w humanistyce nie sposób dociekać prawd, które nic nas nie obchodzą11. Tym różni się od przyrodoznawstwa i nauk ścisłych. Staje się konfrontacją z wieloma językami, stale ponawianą próbą przybliżania się do nich ze świadomością ryzyka ostatecznego niezrozumienia – zgodą na wielość dyskursywną i w gruncie rzeczy pracą negocjacji, wymagającą zawieszenia wszelkiej pewności co do wyłuskanych sensów. Jest więc domeną dyskusji, komunikacji, sporu, mówienia, pisania i czytania – obcowania z językami i tekstami, ale także z życiem, śmiercią i doświadczeniem egzystencjalnym tych, którzy do nas mówią i piszą (casus Derridy doświadczenia i dyskursu żałoby po najwybitniejszych przyjaciołach-humanistach)12. Jest koniecznym warunkiem istnienia sfery publicznej – jako  Ibidem, ss. 389–399.  Przywoływana wielokrotnie przez Markowskiego diada: idiom i instytucjonalizacja, wywiedziona przede wszystkim z Derridianskiej dekonstrukcji, oddawać ma, najciekawiej w tej właśnie filozofii sproblematyzowane, zdaniem autora, zagadnienie „nieuniknione[go] starci[a] tego, co jednostkowe i powtarzalne”. Ibidem, s. 357. 11  Ibidem, s. 184 i nn. 12  Ibidem, ss. 151–153.  9

10


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

177

praktyka konstruowania znaczenia, choć nie sankcjonowania systemów normatywnych. Jest w tym sensie polityczna – ponieważ nie ma znaczeń neutralnych. Jest też anarchiczna – odrzuca bowiem marzenia zarówno o znaczeniu źródłowym, jak i ostatecznym. Jest tym wszystkim, tylko nie nauką w nowoczesnym sensie – jak brzmi, wielokrotnie powtórzona, mocna teza autora. Postulowanie takiego konceptu humanistyki, opartego na bogatym (i ciężkim, chciałoby się powiedzieć) ekwipunku13 języków, strategii interpretacyjnych, stylów myślenia byłoby arogancją, gdyby nie to, że Markowski uprawia dokładnie taką humanistykę, jaką postuluje. Strona po stronie daje dowód na to, że „polityka wrażliwości” nie jest bezpodstawnym roszczeniem ani górnolotną mrzonką, tylko praktyką – codzienną robotą humanisty. Polityczny, a może nawet wywrotowy charakter zamysłu, jaki stoi za tą książką, bierze się z kilku rzeczy. Po pierwsze, w warunkach, w których potrzeba uprawiania humanistyki albo w ogóle nie jest artykułowana w publicznej debacie, albo podtrzymuje się jej mit jako całkowicie bezużytecznego społecznie zajęcia, możliwego tylko dzięki wsparciu finansowemu, wypracowanemu w innych obszarach i przez inne dziedziny (mit, ponieważ np. w warunkach finansowania polskich uczelni jest przeważnie na odwrót – to wydziały humanistyczne i społeczne utrzymują, znacznie bardziej kosztochłonne, wydziały ścisłe i przyrodnicze), należy podjąć się zadania pokazania, czym jest praca humanistów i jak złożona tradycja intelektualna stoi za współczesną humanistyką. Po drugie, w warunkach narzucania humanistom modelu pracy intelektualnej oraz kryteriów oceny jej produktywności, przeniesionych z innych obszarów (tu już nie tylko bio-techno-info, ale także z modelu organizacji korporacyjnej), należy odrzucić wszelkie strategie przystosowawcze i powiedzieć wyraźnie: „humanistyka nie jest nauką w sensie, który nam narzucacie”14. Po trzecie wreszcie, należy pokazać, że jako obszar pracy na znaczeniach i „doświadczenie egzystencjalne”, które komunikuje się i upublicznia dzięki różnym formom tekstowej mediacji, humanistyka jest już zawsze polityczna15. 13  Pojęcie „ekwipunku” (equipment) wywodzi Markowski zarówno od Michela Foucaulta, jak i od Paula Rabinowa, choć przypomina także, iż użyte zostało przez Kennetha Burke’a w odniesieniu do literatury. Ibidem, ss. 51–53. 14  Jak pisze autor w podsumowaniu książki: „[...] należałoby powiedzieć, że humanistyka nie jest nauką, w tym znaczeniu, w jakim są nią nauki ścisłe. To oczywiście stawia pod znakiem zapytania jej obecność na uniwersytecie, ale tylko wtedy, gdy założymy, że uniwersytet to wyłącznie zakład naukowo-badawczy, modelujący swoje cele według nauk przyrodniczych, a nie miejsce kształcenia. Humanistykę rozumiem nie jako naukę, ale jako zinstytucjonalizowaną dyspozycję, której celem jest kształcenie, Bildung. Przez Bildung nie rozumiem jednak nabywania wiedzy lub jej konsolidacji, lecz – mówiąc językiem niemieckich romantyków – poszerzanie pola egzystencji”. Ibidem, s. 430. 15  „[...] należałoby powiedzieć, że humanistyka jest polityczna w tym sensie, iż zajmuje się, przejmuje się językami, dyskursami, którymi mówi się w sferze publicznej. W tym sensie poszerzanie pola egzystencji oznacza poszerzanie repertuaru dyskursów, za pomocą których


178

Agata Skórzyńska

Nie tylko odrzuca ideał wiedzy neutralnej i obiektywnej, ale wręcz sytuuje się w samym centrum sporu między różnymi językami, tekstami i interpretacjami świata16. W tym sensie Markowski do pewnego stopnia wraca tu do, nienowej, kwestii społecznej odpowiedzialności humanistyki i modelu intelektualizmu publicznego, nie po to jednak, by nawoływać intelektualistów do angażowania się w sprofesjonalizowaną politykę, ale by pokazać, że w samym swym charakterze „konwersacja” z tekstami i ludźmi jest już aktywnością polityczną – poszerzaniem horyzontu dyskursywnego. Markowski ujmuje te postulaty w tytułowej formule w ra ż l i wo ś c i humanistycznej, którą wyjaśnia następująco: [...] używam słowa „wyobraźnia” wymiennie ze słowem „wrażliwość”, obydwu nadając dyskursywny, a więc i polityczny charakter [...]. Wrażliwość i wyobraźnia to dla mnie przede wszystkim umiejętności posługiwania się różnymi językami, różnymi idiomami, rozumienia przesłanek odmiennych od tych, na których wspiera się nasze myślenie17.

2. Dekonstruując „nauki” humanistyczne – polityka niezrozumienia Gdyby tak rozumianą polityczność humanistyki wywodzić wyłącznie z założenia, że jest niezbędnym uzupełnieniem przyrodoznawstwa w systemie nauki, jako sfera rozpoznawania i rozumienia znaczeń i wartości, nie robilibyśmy nic więcej poza powtórzeniem gestu Diltheya i całego zwrotu hermeneutycznego w jego początkowej fazie. Propozycja Markowskiego byłaby wówczas spóźniona i banalna. Humanistyka, którą charakteryzuje autor, jest już jednak przecież humanistyką „po dekonstrukcji”, a z tej perspektywy (czasowej i intelektualnej) upominanie się o „rozumienie” przeciw „wyjaśnianiu”, które miało konstytuować odrębność Geistwiessenschaften – jest gestem niewystarczającym18. Po pierwsze dlatego, że zapożyczając się w filozofii ducha, wczesna hermeneutyka podtrzymała dualizm dusza – ciało, kontemplacja – działanie, wikłając na długo humanistykę w model pracy czysto spekulatywnej, konceptualnej, gabinetowej, gardzącej „przyziemną” codziennością, izolującej się jednostki i grupy definiują własną tożsamość. Tak właśnie definiuję w tej książce wrażliwość: jako czujność wobec różnych sposobów mówienia. Humanistyka nie ma uczyć tego, how the things are, jak mawiano w XIX wieku, ale how the things are spoken”. Ibidem, s. 430. 16  I dalej: „Polityczność humanistyki oznacza także, że nie istnieje taka podstawa wspólnoty, taka jej substancja, taka esencja, która uchylałaby się omówieniu, a więc odchyleniu, odkształceniu. [...] Wykształcenie dokonuje się poprzez odkształcanie fundamentów, modeli, archetypów, czyli poprzez uświadomienie, że żaden słownik nie jest słownikiem definitywnym”. Ibidem, s. 431. 17  Ibidem, s. 60. 18  Ibidem, ss. 22, 72–82, 253–259.


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

179

od życia19. Markowski jednak w pełni zdaje sobie sprawę z tego i kilkakrotnie o tym przypomina, że filozofia XX wieku, w kilku wersjach, ale przede wszystkim jako filozofia „języka w użyciu”, a więc w pragmatyzmie i neopragmatyzmie, w poststrukturalizmie czy dekonstrukcji, chciała stać się na powrót filozofią praktyczną. Ten przebiegający w poprzek kilku orientacji intelektualnych XX wieku zwrot ku praxis, generującej wiedzę zaangażowaną w świat (phronesis), doczekał się już oddzielnych monografii i podręcznikowych ujęć20. Kluczową była tu kwestia performatywności dyskursu humanistyki (sprawczości tekstów – filozoficznych, krytycznych, literackich), a w ten sposób ich udział w sferze publicznej. Po drugie, rezurekcja Geistwiessenschaften przeciw pozytywistycznemu (scjentystycznemu, naturalistycznemu) modelowi nauki była do pewnego stopnia gestem przystosowawczym – separując „rozumienie” od „wyjaśniania” oraz sferę znaczeń od sfery faktów, powtórzyła w zasadzie schemat konstytuowania się nauk w modelu pozytywistycznym – jeśli coś jest nauką, musi mieć metodę i przedmiot21. Markowski przypomina jednak, że w odniesieniu do obu tych elementów, a w perspektywie rozwoju filozofii w  XX  wieku pozycja humanistyki jako „nauki” jest dość problematyczna. Wystąpienie konstruktywistów przeciw realistom (istotniejsze dzisiaj niż humanistyki przeciw przyrodoznawstwu) w wystarczającym stopniu podważyło założenie, że można wypowiadać się albo o znaczeniach, albo o faktach, albo o sferze przekonań, albo zjawisk. To przecież orientacje konstruktywistyczne wykazały najdobitniej, że z ludzkiego punktu widzenia nie ma sfery zjawisk niezapośredniczonej przez znaczenia oraz wiedzy niemodelowanej przez przekonania, schematy interpretacyjne i nastawienia poznawcze22. Wyraźnie pokazały to pragmatyzm, socjologia fenomenologiczna i cała późniejsza socjologia wiedzy, istotnie zapożyczając się w koncepcji Verstehen. Przedmiotowa odrębność humanistyki jest więc dyskusyjna. Co równie istotne, możliwość Verstehen jako „metody”, „procedury” naukowej, została dość poważnie nadwątlona przez poststrukturalistyczną i dekonstrukcjonistyczną krytykę wcze Ibidem, ss. 215–218.  Por. J. Dunne, Back to the Rough Ground: „Phronesis” and „Techne” in Modern Philosophy and in Aristotle, University of Notre Dame Press, Londyn 1993; D. F. Pilaro, Back to the Rough Ground of „Praxis”, Leuven University Press, Leuven 2005. 21  Na marginesie, podobny zarzut niewyciągnięcia dostatecznych konsekwencji z własnej koncepcji działania stawiał Zygmunt Bauman Weberowskiej socjologii rozumiejącej w Kulturze jako praxis i usprawiedliwiał to tą samą koniecznością legitymizacji socjologii jako nauki – socjologia Webera zatrzymała się w ten sposób na projekcie epistemologicznym i metodologicznym (działanie jako kategoria opisowa, poznawcza, interpretacyjna), porzucając nieco ontologiczne konsekwencje przyjęcia, że świat społeczny wytwarzany jest w efekcie działań posiadających znaczenia. Por. Z. Bauman, Kultura jako praxis, tłum. J. Konieczny, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 239. 22  M. P. Markowski, Polityka wrażliwości..., ss. 91–93. 19 20


180

Agata Skórzyńska

snej hermeneutyki i strukturalistycznego językoznawstwa – wytwarzanie i odtwarzanie znaczeń jest dynamicznym, niekończącym się procesem repetycji i transformacji, ponieważ znaczenia są w wielokrotnym użyciu przez mówiące i piszące podmioty, bez szansy na stabilizację. Stąd humanistyka – i tę kategorię Markowski podkreśla – jest dużo częściej praktyką niezrozumienia niż rozumienia. Autor nazywa to nastawienie humanistów „akceptowaniem życia”, które jest być może największym osiągnięciem XX-wiecznej filozofii: Akceptować życie to zgadzać się, że moja wiedza i jej przedmiot nie skleiły się już w nierozerwalną całość, czyli akceptować to, że – mówiąc najkrócej – wszystko jest jeszcze możliwe. Nie ze względu na mnie, bo to nie ja ustalam reguły tego, co możliwe, a co nie, ale ze względu na coś ode mnie innego, na kogoś ode mnie innego23.

Humanista ma więc raczej za zadanie poszerzanie pola możliwości poprzez nieustanną konwersację z innym niż zrozumienie innego i udzielanie wiążącej odpowiedzi na pytanie: „Co też inny miał na myśli?”. Współuczestniczy w dyskursie, a nie zamyka go w opisie. Przez to jednak humanistyka nie jest „inną nauką”, nie jest w ogóle „nauką” – jest pracą z innym w świecie, stale przekształcanym przez niemożliwe często do uzgodnienia znaczenia.

3. Dekonstruując uniwersytet – jedność bez solidarności W warunkach zarówno XIX-wiecznego, jak i współczesnego uniwersytetu taka pozycja humanistyki jest jednak trudna do zaakceptowania. Nie chodzi tu tylko o to, że deklaracja, iż coś „nie jest nauką”, w sposób oczywisty musi to „coś” usuwać z pola instytucjonalnego uniwersytetu, który ma się przecież „nauką” zajmować. Chodzi raczej o proces krystalizowania się idei uniwersytetu, który Markowski także dekonstruuje. Po pierwsze więc, idea universitas – obracania czegoś w jedność, z perspektywy dopuszczenia do głosu dyskursywnej wielości – była i jest koncepcją ekskluzyjną24. W konsekwencji na uniwersytecie musi istnieć jedna, scalająca koncepcja wiedzy, przeważnie skonfliktowana ze wszystkim, co jest i było wiedzą w świecie poza akademią („zmysł praktyczny” i „doświadczenie estetyczne”). Po drugie, uniwersytet „Kantowski”, oparty na podziale na fakultety niższe i wyższe (wiedzę podstawową i stosowaną) podtrzymywał konflikt między różnymi rodzajami wiedzy (rozum czysty – filozofia – sprawujący kontrolę nad rozumiem praktycznym – nauki stosowane) i zdeprecjonował ostatecznie phronesis jako potencjalne źródło postępowania  Ibidem, s. 388.  Ibidem, ss. 373–375.

23 24


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

181

racjonalnego25. Wreszcie: uniwersytet von Humboldta i Fichtego wprawdzie upomniał się o inny tryb postępowania naukowego, ale paradoksalnie znów zreprodukował sytuację izolacji i konfliktu. Zesencjalizował bowiem przedmiot humanistyki – ducha, poszukując jego istoty, wyrażającej się w języku narodowym. Idea narodowego uniwersytetu jest więc także ekskluzyjna i konfliktogenna, nie tylko dlatego, że wikła akademię w wątpliwą relację w państwem26, ale także dlatego, że jedność narodu, państwa i języka była zawsze stanem postulowanym raczej niż faktycznym – wobec zasadniczej wielojęzyczności świata społecznego, niezależnie od tego, w jakie jest on zorganizowany struktury instytucjonalne. Rzecz nie w tym, przypomina Markowski, że humanistyka jest uniwersalna, ale w tym, że oparcie jej na koncepcji monokultury jest powtarzaniem tego samego, ujednolicającego i wykluczającego gestu, który odpowiedzialny jest za pacyfikowanie wszelkich dyskusji i form myślenia krytycznego, w obrębie akademii i poza nią. A to uważa autor właśnie za podstawową wartość humanistyki. Instytucjonalizowała się ona jednak na uniwersytecie nie jako praktyka poszerzania pola dyskursywnego, ale albo poprzez redukcję (do sfery czysto spekulatywnej lub przez wykluczenie wielojęzyczności), albo przez konflikt i rywalizację (z przyrodoznawstwem). Żywotność tych przeświadczeń ujawnia się dziś z całą mocą w zarzutach o bezproduktywności i wyalienowaniu dyskursu akademickiej humanistyki ze świata społecznego.

4. Dekonstruując „redukcję tekstualistyczną” – sprawczość czytania i pisania Zarzut bezproduktywności humanistyki można łatwo odrzucić, wracając do idei Bildung i to Markowski właśnie czyni – zajmowanie się światem wartości i znaczeń, kulturą, jest przede wszystkim projektem edukacyjnym – projektem samodoskonalenia, samokształcenia, formowania się27. Takie jest więc  Ibidem, ss. 279–280.  Ibidem, ss. 361–362. 27  Ibidem, ss. 305–310. Markowski dekonstruuje też jednak samą kategorię Bildung, nawiązując do propozycji Marcii Schuback ujmowania interpretacji jako od-kształcania – dopuszczania tego, co niezrozumiałe, otwierania się na to, co nieznane raczej, niż poznawania: „Jeśli rozumiemy i wykładamy rzeczywistość na swój obraz (Bild), to oznacza to, że u podstaw naszej interpretacji tkwi nasze własne wykształcenie rozumiane bardzo szeroko: jako system poznawczy, najogólniejsze ramy wiedzy, którą posługujemy się w celu rozumienia rzeczywistości. Wszystko to, co chcemy poznać, musi w tych ramach zostać umieszczone i dopasowane do już istniejących obrazów. [...] Schuback opowiada się jednak za odmienną tradycją zachodniej hermeneutyki, w ramach której rozumienie nie jest poznawaniem, czyli przystosowywaniem obcego do swojskiego, nieznanego do znanego, lecz od-kształcaniem, czyli deformowaniem naszej wiedzy, naruszaniem pozornie skompletowanego instrumentarium pojęć. Jak się to dzieje? Poprzez defamiliaryzację lub wy-obcowywanie tego, co już znane”. Ibidem, ss. 231–232. 25 26


182

Agata Skórzyńska

zadanie humanistyki na uniwersytecie – nie dostarczanie prawd i gotowych rozwiązań, ale kompetencji do działania w świecie. Oczywiście powrót do tej koncepcji można odczytać jako gest, po pierwsze, nostalgiczny w dzisiejszych warunkach, po drugie – ponownie alienujący humanistów. Wprawdzie humanista nie jest w stanie dostarczyć nikomu odpowiedzi na pytanie, jak jest, ale za to udoskonala siebie samego poprzez codzienne obcowanie ze „sferą ducha”. Markowski przypomina jednak, jak bardzo nieegoistyczna była koncepcja Bildung, tak jak rozumieli ją niemieccy romantycy. Wraca tu nawet nie do Hegla, ale do romantyków jenajskich – głównie do Schlegla, pokazując, że za tym projektem edukacyjnym stało przede wszystkim przekonanie o tym, iż filozofia i literatura poszerzają pole jednostkowej egzystencji, włączają w świat, a nie izolują od niego. Samodoskonalenie jest ostatecznie także pracą na rzecz doskonalenia społeczeństwa, a sym-filozofia, którą chcieli uprawiać romantycy, jest przede wszystkim sztuką wzajemnego uczenia się, dyskusji, współpracy, pisania i czytania siebie nawzajem28. Mielibyśmy więc w konsekwencji humanistykę jako sympatyczne zajęcie dla majętnej burżuazji, która ma czas pisać, czytać i dyskutować ze sobą? Wraca natychmiast zarzut – pisanie, czytanie i dyskutowanie to już nie tylko bezproduktywność i izolacjonizm, ale także elitaryzm i autozwrotność, które powodują, że humanistyka nie ma i nie może mieć żadnej sprawczości w sferze publicznej. Jest całkowicie irrelewantna politycznie. Ostatecznie nie robimy nic ponad wytwarzanie tekstów i komentarzy do tekstów. Zarzut kontemplacyjności zamiast aktywności, filozofowania zamiast działania, który poróżnił kiedyś lewicę heglowską ze staroheglistami, wraca w XX wieku jako zarzut tekstualistycznej redukcji – również wobec krytycznych filozofii, które dzieliły z lewicą pogląd o konieczności praktycznej interwencji intelektualistów w sferę publiczną. To zarzut bardzo popularny na gruncie współczesnych studiów kulturowych i – jak przypomina w innym miejscu Markowski – postawiony został np. Derridzie przez Edwarda Saïda: podczas gdy filozofia Foucaulta wiodła nas od tekstu do świata społecznego (a właściwie rozpoznając ich nierozdzielność, czyniła analizę dyskursu formą demaskowania struktur władzy), Derrida wiedzie nas jedynie od tekstu do tekstu29. Markowski zwraca uwagę, że argumentacja ta zaważyła także na szerszej recepcji French Theory w Stanach Zjednoczonych. Zarzut „redukcji tekstualistycznej” jest oczywiście oparty na poważnym uproszczeniu lub zignorowaniu tego, jak na gruncie dekonstrukcji i szerzej: całej francuskiej filozofii tego czasu rozumiano tekst – jako działanie, kształtowanie, a nie opisywanie rzeczywistości. Praca tekstualna nie odsłania, tylko przyłapuje znaczenia, które są w nieustannym ruchu i użyciu. Teksty działają w świecie, wypowiedzi są performa Ibidem, s. 100.  Ibidem, s. 385.

28 29


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

183

tywne, znaczenia konstruują, a nie reprezentują świat – dekonstrukcja jest zatem formą prze-kształcania, a nie po prostu komentarzem krytycznym czy typem analizy. To zupełnie oczywiste z dzisiejszej perspektywy założenie było zresztą wspólne dla Derridy i Foucaulta (a także wielu innych). Bez odkrycia tej korespondencji nie byłaby możliwa, także przecież „amerykańska”, filozofia polityczna Judith Butler, ufundowana na Austinowskiej koncepcji performatywności, ale „wywołana” właśnie tekstami Derridy, Foucaulta, Bourdieu i Althussera. Co to ma jednak wspólnego z Bildung? Otóż źródła koncepcji tekstu jako „przekształcania”, dekonstrukcji, a nie rekonstrukcji status quo, i to niezależnie od tego, czy jest to tekst filozoficzny, krytyczny czy literacki, odnajduje Markowski właśnie w Schleglowskiej wykładni Bildung: Nie ma rzeczy, Dinge, albowiem należą one do surowej masy życia, i dlatego, by wejść z nimi w kontakt, trzeba je odpowiednio ukształtować, bilden, a więc i zinterpretować. Niezależnie od tego, jak przełożymy słowo Bildungen, czy jako obrazy lub kształty rzeczy (= Bilden), czy jako stworzenia, pozostaje faktem to, że dla Schlegla rzeczy przekształcają się w kształty jedynie w efekcie ich interpretacji30.

Mielibyśmy więc do czynienia, co zaskakujące, ze specyficzną postacią konstruktywizmu, a to dlatego, że romantycy odrzucili od-Kantowski podział na to, co filozoficzne, estetyczne i polityczne, kwestionując ideę sztuki jako „zwierciadła” i postulując Bildung jako rozwijanie „sztuki życia” (a nie estetyzację życia, jak argumentuje Markowski). Ostatecznie bowiem nie istnieje żadna sprawa dotycząca wspólnoty, która nie byłaby formułowana i modyfikowana w toku tworzenia kształtów rzeczy – obrazów i tekstów oraz dzielenia się nimi.

5. „Akademicki” tekstualizm daje się we znaki – poszerzanie pola polityki wrażliwości Do tego miejsca entuzjazm i pełna zgoda z polityką wrażliwości – zarzut „tekstualistycznej redukcji” jest nietrafiony w świetle propozycji nie tylko French Theory, ale także w obliczu założeń znacznie bliższej mi – nie jako literaturoznawcy, a kulturoznawcy – tradycji studiów kulturowych, które jako studia krytyczne i emancypacyjne formowały się w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych właśnie dzięki założeniu o sprawczości tekstów kultury. Gdyby zarzut ten był prawomocny, zadanie konwersacji z niełatwą koncepcyjnie książką Markowskiego, jak choćby w tej recenzji, należałoby porzucić. A przecież wciąż widzimy sens w pisaniu książek i pisaniu o książkach. Polityka wrażliwości daje się więc „we znaki” nie z powodu niezgody na kolejne właściwości „konwer Ibidem, s. 309.

30


184

Agata Skórzyńska

sacyjnego modelu humanistyki” – polityczność, krytyczność, wielojęzyczność, związek z doświadczeniem egzystencjalnym czy otwarcie na niezrozumienie. Dzieje się tak dlatego, że prowokując do rozmowy, do zadawania pytań i formułowania wątpliwości, praca Markowskiego jakby celowo pozostawia czytelnika w stanie niedosytu – apetyt rośnie w miarę czytania. Tylko dlatego pozwalam sobie zadać pytanie o „ciąg dalszy polityki wrażliwości” – o konsekwencje myślenia o humanistyce, które książka ta prowokuje: 1. Na gruncie, bliższej mi niż hermeneutyka i dekonstrukcja, tradycji studiów kulturowych (poważnie zresztą u obu zadłużonych) wybrzmiała dyskusja na temat politycznego wymiaru aktywności intelektualistów, zgodnie z którą odróżnić można (choć nie zostało to explicite wyrażone), tekstualizm jako koncepcję i postawę intelektualną, wynikającą z szerokiej recepcji French Theory, od czegoś, co nazwałabym „akademickim” tekstualizmem. To w odniesieniu do tego drugiego stawia się przeważnie zarzut redukcjonizmu31. Chodzi więc o zinstytucjonalizowaną, sprofesjonalizowaną produkcję tekstów, którą posądza się o brak sprawczości nie dlatego, że same teksty „nie działają” – nie dotyczą spraw ważnych, nie mogą prowokować istotnych debat, wywoływać zmian. Czyni się tak dlatego, że zamykają się w hermetycznym i autozwrotnym obiegu dyskusji „między nami intelektualistami”. Obiegu, który cieszy się niestety znikomą atencją innych uczestników współczesnej sfery publicznej, zwłaszcza decydentów i mediów. Im bardziej wysublimowany koncepcyjnie, bogatszy erudycyjnie i konsekwentny pojęciowo tekst, tym większe ryzyko, że nie trafi do nikogo, poza wąskim gronem kolegów-humanistów. W żadnym razie nie przywołuję tego argumentu po to, by namawiać do, zawsze przecież ryzykownej, postawy kulturowego populizmu, ale by przypomnieć, że w perspektywie tej „tekstem” jest każda wytwórczość znacząca, nie tylko filozofia, literatura i krytyka literacka. Jeśli jednak na gruncie filozofii krytycznej XX wieku dokonał się rzeczywiście jakiś zwrot ku praxis i phronesis, to jednym z jego postulatów było umożliwienie głosu tym, którzy wytwarzają znaczenia, choć nie w języku akademickiej humanistyki i nie na sali seminaryjnej. Umożliwienie głosu przez radykalne poszerzenie pojęcia kultury o to, co zwyczajne, mniejszościowe, marginalne i – last but not least – „niewyedukowane”. Oczywiście, we współczesnych badaniach kulturowych nie brak tekstów analizują Dyskusję na temat wycofania się reprezentantów studiów kulturowych z aktywnego udziału w kształtowaniu polityki kulturowej i przejście na pozycje akademickiego teoretyzowania omawiał Chris Barker. Przywoływał m.in. prace Jima McGuigana (jego propozycję uprawiania krytycznego kulturowego populizmu i kształtowania kulturowej sfery publicznej – cultural public sphere), choć podobne głosy wybrzmiały w całych studiach kulturowych pod hasłem „nowego rewizjonizmu” – powrotu raczej na pozycje ekonomii politycznej niż tekstualnej analizy. Por. C. Barker, Studia kulturowe. Teoria i praktyka, tłum. A. Sadza, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2005, przede wszystkim rozdział: Polityka kulturowa i polityka kulturalna, ss. 469–505. 31


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

185

cych popularne praktyki kulturowe – od Gry o tron po „memy z kotem i Deleuze’em”32. Przeciwnie, mamy raczej takich analiz nadprodukcję. I to właśnie poddawane bywa krytyce jako „populizm bezkrytyczny” i faktyczny tekstualny redukcjonizm – dopuszczenie do akademickiej dyskusji jakiejś praktyki znaczącej jako „przedmiotu krytycznej analizy” nie jest tym samym, co umożliwienie głosu tym, którzy za sprawą tej praktyki znaczącej się wypowiadają. Nie dlatego, że mają taki kaprys, ale dlatego, że na inną formę wypowiedzi nie mogą sobie pozwolić (z różnych powodów). Tu pojawia się pytanie: na ile my, humaniści, potrafimy dziś jeszcze rozmawiać z kimkolwiek spoza akademii? I obawa, że Polityka wrażliwości jest przekonująca głównie dla przekonanych. 2. Druga wątpliwość, związana z „akademickim” tekstualizmem, bierze się ze spostrzeżenia, że poszerzanie pola dyskursywnego nie jest dziś działaniem zabezpieczającym przed instrumentalizacją ani niewinnym. Nie ma na współczesnym uniwersytecie – w obrębie humanistyki czy poza nią – praktyki bardziej zinstrumentalizowanej niż wytwarzanie tekstów i konwersacja z innymi tekstami. Ma to dziś swoją konkretną nazwę – parametryzacja. Oczywiście rozumiem i w pełni zgadzam się z Markowskim, że w „polityce wrażliwości” chodzi o spór, dyskusję, niepewność, o pytania, które są dobre same w sobie, bo niezbędne dla poszerzania sfery publicznej i podtrzymywania jej krytycznego wymiaru. Ale naszą radość z uczestnictwa w tym sporze stosunkowo łatwo było obrócić przeciw nam. „Konwersacja” dziś już nie gwarantuje humanistom wolności – monografia warta jest dwadzieścia punktów, tłumaczenie monografii lub krytyczna dyskusja z nią (omówienie/recenzja/polemika) – zero. 3. Powyższe problemy wynikają być może z tego, że Markowski uprzywilejowuje literaturoznawczy model humanistyki, którego naturalnym żywiołem i warunkiem koniecznym jest praca z tekstami i na tekstach. Tej formy pracy intelektualistów broni żarliwie i jest to jedna z najbardziej udanych obron, jakie wybrzmiały ostatnio w polskim pisarstwie humanistycznym. Może jednak nadmiernie uspokajać i wywoływać samozadowolenie, że w sferze politycznego oddziaływania humanista nie musi robić już nic ponad to, co i tak robi, i to dobrze – humanistyka jest polityką, a pisanie jest sprawcze, więc piszmy. I znów nie chodzi po prostu o to, by nawoływać do wychodzenia na ulicę zamiast rzetelnej roboty nad tekstami i konstruktywnej dyskusji na seminariach – Markowski wystarczająco często i wyraźnie odżegnuje się od takiego naiwnego pojmowania polityczności i w pełni się z tym zgadzam. Skoro jednak argumentuje z pozycji praktyki badawczej, w której czuje się najlepiej, pozwolę sobie zrobić to samo i zwrócić uwagę, że tak radykalnie pojęty tekstualizm w humanistyce usuwa nieco z pola widzenia te orientacje badawcze, które 32  Nawiązuję tu do felietonu J. Krakowskiej, Hasztag humanistyka, „Dwutygodnik”, http:// www.dwutygodnik.com/artykul/5124-konformy-hasztag-humanistyka.html [15.08.2014].


186

Agata Skórzyńska

nie redukują koncepcji działania sprawczego do performatywności tekstów, ale znacznie je poszerzają: pedagogika emancypacyjna i etnografia krytyczna, antropologia zaangażowana, uczestniczące badania w działaniu, badania oparte na współpracy, historie „ratownicze”, edukacja i animacja kulturowa – to, także humanistyczne, ruchy intelektualne, które zaczęły się w ostatnich dwóch dekadach popularyzować, ponieważ poststrukturalistyczny zwrot ku praxis wydał się w pewnym momencie niewystarczający33. „Tekstualizował”, by tak rzec, zagadnienie innych form wiedzy niż spekulatywna filozofia, ale nie wszedł z nimi w aktywną rozmowę. Warto jednak zwrócić uwagę, że tych form uprawiania humanistyki, które deklarują chęć działania i współpracy z innymi niż tylko koledzy akademicy społecznościami, wcale nie trzeba w Polsce popularyzować na siłę – nie ma dziś w zasadzie projektu aktywistycznego, animacyjnego, edukacyjno-badawczego bez udziału, afiliowanych na uniwersytetach, filozofów, antropologów i etnografów, historyków, kulturoznawców, socjologów, pedagogów itp. Wybór: na barykady albo na seminaria jest upraszczający i naiwny także dlatego, że istnieje wiele innych, praktykowanych na co dzień, form aktywizmu humanistów w sferze publicznej. Oczywiście, moja argumentacja nie jest do końca uczciwa w stosunku do Polityki wrażliwości – wytaczam ją w własnego pola, przeciw polu innego z, nieco dziecinnym, uporem: „moje jest mojsze niż twojsze”. Robię to jednak celowo, bo wydaje mi się, że jest to forma uprawiania humanistyki znacznie bardziej niedoceniana na polskim uniwersytecie niż „radykalny” tekstualizm. 4. W związku z tym tak wyrazista deklaracja autora, że jedyna akceptowalna postać „efektywności” czy „stosowalności” humanistyki wynika z faktu, że była ona i jest w swoim zamyśle przede wszystkim projektem edukacyjnym (kształtującym/kształcącym) – działa jak miód na serce, zwłaszcza że, najwyraźniej, przypominania tej oczywistości nigdy dość. Można więc odwoływać się do idei Bildung i dekonstruować mity o jej elitaryzmie i egoizmie. Można także jednak przypomnieć, że koncepcja literaturoznawstwa jako kształcenia, a badania kultury jako uczenia (się), wyewoluowała w figurę humanisty jako publicznego edukatora (Raymond Williams), zaangażowanego w poszerzanie pola demokratycznych, równościowych relacji. Zaowocowała ostatecznie, rozwijaną głównie na gruncie amerykańskich studiów kulturowych, choć popularną swego czasu także na świecie, koncepcją postmodernistycznej pedagogii krytycznej34. Przypominania oczywistego udziału humanistyki w kształtowaniu krytycznego myślenia i empatii wobec innego, bez których nie da się poszerzać 33  Mam na myśli nurty intelektualne i badawcze, por. A. Skórzyńska, Kto potrzebuje współbadań? (Participatory) action research jako projekt emancypacji (intelektualistów), „Kultura Współczesna” 2(77)/2013. ss. 95–111. 34  Por. T. Szkudlarek, Wiedza i wolność w pedagogice amerykańskiego postmodernizmu, Impuls, Kraków 1993; M. Kosińska, Polityka edukacji – krytyka kultury. W stronę performatyw-


Polityka wrażliwości (w)daje się we znaki

187

pola dyskursywnego, nigdy jednak dość, ponieważ i ta rola humanistów jest dziś bardzo problematyczna. Jak zwracał uwagę jeden z fundatorów amerykańskiej pedagogii krytycznej, Henri A. Giroux, odpuściliśmy to pole. Humanista jako publiczny edukator zrejterował, a naszą rolę w kształtowaniu postaw i wyobrażeń o świecie przejęły media i polityczny populizm różnej maści i różnego autoramentu35. Oczywiście, w warunkach amerykańskich miało to swoje przyczyny, które – również ze względu na własny polityczny punkt widzenia – Giroux charakteryzuje po swojemu. W polskich warunkach ta sytuacja ma moim zdaniem dwa źródła: jedno jest pochodną neoliberalizacji uniwersytetu, a drugie jest, niestety, naszą, humanistów, robotą. Po pierwsze, podobnie jak w wypadku „akademickiej” postaci tekstualizmu, tak i edukacyjne zobowiązania współczesnego uniwersytetu zostały zinstrumentalizowane. Nie chodzi tu już tylko o język „efektów kształcenia” (jak w nim opisać niezrozumienie jako trwałą dyspozycję humanisty?), ale o fakt, że humanistyka jako projekt edukacyjny właśnie została w polskim systemie akademickim użyta. Stało się tak poprzez umasowienie edukacji humanistycznej, dzięki któremu w warunkach wyżu demograficznego utrzymywano uniwersytet jako całość. Humanistykę zinstrumentalizowano również poprzez uczynienie działalności edukacyjnej źródłem finansowania badań naukowych (znane doskonale jako „rozdwojenie jaźni” współczesnego akademika – „jestem zatrudniany jako nauczyciel, ale oceniany jako naukowiec”). Spowodowało to, że edukowanie stało się złem koniecznym polskiego uniwersytetu. Etos humanisty-edukatora w konsekwencji przestał w warunkach polskiego uniwersytetu działać – to, że kształcimy, nie ma przełożenia na nasze kariery akademickie, a już zwłaszcza nie ma znaczenia, czy robimy to dobrze i z zaangażowaniem. Po drugie, praktykowane przez nas, humanistów, dziś w akcie coraz większej desperacji, zamykanie się „w wieży z kości słoniowej” (choćby w przywoływanej przez Markowskiego postawie: „z głupcami się nie rozmawia”) powoduje, że humanista-edukator nie cieszy się nadmiernym poważaniem, nie tylko wśród urzędników, ale przede wszystkim wśród kolegów akademików. Pisanie, mówienie, działanie w obrębie humanistyki pojętej jako edukacja, ba, nawet czynienie edukacji tematem własnej pracy naukowej, czego nie da się zrobić bez zaangażowania w praktykę edukacyjną, nie przynosi prestiżu i postrzegane jest wciąż jako działalność poślednia. Obawiam się, czy nie jest to także pochodna tego, co nazwałam „radykalnym” tekstualizem, wciąż przynoszącym znacznie większy, nawet jeśli tylko środowiskowy, splendor. nej pedagogii krytycznej, w: M. Kosińska, K. Sikorska, A. Skórzyńska, Edukacja kulturalna jako projekt publiczny?, Galeria Miejska „Arsenał”, Poznań 2012, ss. 38–61. 35  H. A. Giroux, The Disappearing Public Intellectual and the Crisis of Higher Education as a Public Good, „Trans-Scripts” 3/2013, ss. 6–26.


188

Agata Skórzyńska

Polityka wrażliwości zadziałała. Dała się we znaki. To książka, której rangi i mocy przekonywania nie sposób zakwestionować i zignorować. Pozostaje jedynie potrzeba poszerzania stale pola jej działania, szukania kolejnych, nowych właściwości „konwersacyjnego modelu humanistyki”.

Studia kulturoznawcze 1(5)/2014. Kulturowe studia miejskie  

W ramach kulturowych studiów miejskich przyglądamy się życiu miejskiemu z różnych perspektyw, uwzględniając zarówno wymiar miejskiej codzien...

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you