Page 1

NR 4 / LUTY 2014 BYDGOSKI

Tak mieszka Beata Mikołajczyk > str. 4-7 R

E

K

L

A

M

A

73314TRBRA


OD REDAKCJI

TAK, JAK CHCESZ

B

eata Mikołajczyk, słynna kajakarka z naszego regionu, zawsze marzyła o domu i jej pragnienie właśnie się spełnia. Urządza go dokładnie tak, jak chciała. W jej przypadku okazało się, że nie

LUTY 2014

2

ma marzeń, których spełnić się nie da. Nawet rozgwieżdżone niebo można zamontować sobie

w salonie. Wystarczy zapał, pomysł, pracowitość, samozaparcie. Odwiedziliśmy ją z aparatem (str. 4-7). Prof. Roman Grucza kocha wnętrza z duszą. Marzył, by mieszkać wśród zabytków, i to mu się udało. Przez lata konsekwentnie zbierał rzeźbione antyki i ikony. Teraz ma ich całą kolekcję. Jego mieszkanie z historyczną atmosferą nie ma sobie równych. W czasach mody na nowoczesność i minimalizm jest czymś wyjątkowym. Efekt spotkania z cenionym toruńskim profesorem widać na zdjęciach ( str. 14-17). Joanna Kwiatkowska chciała założyć własny biznes bez dużych nakładów finansowych na początku.

To miało być coś, co przyda się ludziom w domu. Zaczęła szyć dziecięce pościele i maskotki. Włożyła w to mnóstwo pracy, czasu i serca. I w tym przypadku też się udało. Firma przynosi zyski (str. 24-25). Trójka naszych bohaterów dowiodła, że marzenia się spełniają. Można mieć dom, mieszkanie, własny biznes, remont, piękne meble, obrazy, a nawet niebo w salonie. To jednak nie dzieje się samo. Każda z tych osób postawiła sobie cel i dążyła do niego konsekwentnie. Ty też możesz mieć nowy dom lub mieszkanie, wymienić drzwi, zrobić remont łazienki, wymienić wentylację, okno, kupić nowe meble i jeszcze wiele więcej. Wystarczy dobry plan, dużo pracy i wiary we własne siły. A póki co, na początek, zaczerpnij inspiracji na stronach najnowszego numeru naszego miesięcznika. Jestem przekonana, że warto.

EMILIA IWANCIW, redaktorka prowadząca „EXPRESS-DOM.PL” WYDAWCA: EXPRESS MEDIA Sp. z o.o. Bydgoszcz, ul. Warszawska 13, tel. 52 32 60 733, Prezes Zarządu: dr Tomasz Wojciekiewicz, Redaktor Naczelny: Artur Szczepański, Dyrektor sprzedaży: Adrian Basa, Redaktorka prowadząca: Emilia Iwanciw, tel. 52 32 60 863, e.iwanciw@expressmedia.pl, Teksty: Dominika Kucharska, Lucyna Tataruch, Janusz Milanowski, Jan Oleksy, Jakub Elwertowski, Kamil Pik, Aleksandra Chwastek, Projekt: Iwona Cenkier, i.cenkier@expressmedia.pl, Skład: SzokStudio, Zdjęcie na okładce: Tomek Czachorowski, Sprzedaż: Paweł Jacek, tel. 52 32 60 801, p.jacek@express.bydgoski.pl, Joanna Hynek, tel. 52 32 60 736, j.hynek@express.bydgoski.pl, Magdalena Kostrzewska, tel. 56 61 18 170, m.kostrzewska@nowosci.com.pl, Stanisław Prusik, tel. 56 611 81 32, s.prusik@nowosci.com.pl

Polub nas na

Facebooku


79114TRBRA

OSIEDLE OLIMPIJCZYKÓW Lokale mieszkalne oraz pomieszczenia usługowe przeznaczone dla gabinetów lekarskich, przedszkola

Dom Holding Sp. z o.o. ul. Jagiellońska 21 (budynek CITIBANK-u) tel. 52/344-01-96, tel. kom. 888 086 716, biuro@dom-holding.pl

162814BDBHA

MIESZKANIA Z PROGRAMEM „MDM”


TA K M I E S Z K A M

LUTY 2014

4

Chciałam to wszystko dobrze przemyśleć. Z przypadku można kupić ziemniaki, a dom buduje się z głową Z kajakarką Beatą Mikołajczyk* ROZMAWIA: Dominika Kucharska  ZDJĘCIA: Tomasz Czachorowski

Nie dość, że przeniosłaś się za miasto, to jeszcze odgrodziłaś się od świata drutem kolczastym. Rzeczywiście, na razie ogrodzenie jest prowizoryczne, ale jak to z prowizorkami bywa, wydaje się, że jest ono nie do zdarcia (śmiech). Mam nadzieję, że już niebawem druciany płot zastąpimy ogrodzeniem z prawdziwego zdarzenia. Od początku to miał być dom, czy w grę wchodziło mieszkanie? Przez wiele lat mieszkałam w bloku na Szwederowie, ale potem moi rodzice zaczęli budować dom w Lipnikach. Przenieśliśmy się tam. Kiedy tylko chciałam, to byłam w mieście, a jednocześnie na co dzień otaczała mnie przyroda. Wokół jest spokój, ściana lasu. Bardzo mi się to spodobało. Wtedy zrodził się pomysł, że ja z czasem też wybuduję swój dom. Ten czas jest teraz. Tak. W 2008 roku kupiłam ziemię w Łochowicach. Było to zaraz po igrzyskach olimpijskich w Pekinie. Rok później, we wrześniu, wylaliśmy fundamenty. Wykańczanie trwa do dziś, ale nie chciałam się spieszyć. Dotychczas obeszło się bez kredytów i liczę, że tak będzie do końca. Gdy uda mi się coś odłożyć, to wtedy działamy dalej. Czy miałaś swoją domową wizję, którą sukcesywnie realizujesz? >>

Będzie tu dominować klasyka z nowoczesnymi elementami. Meble z europalet czy inne tego typu dizajnerskie hity nie do końca do mnie przemawiają. Beata Mikołajczyk KAJAKARKA

Beata Mikołajczyk ma pokaźną kolekcję butów, ale na budowie najlepiej sprawdzają się gumiaki


W pięknie położonym budynku przy ul. Darłowskiej 8 na bydgoskich Bartodziejach widać wieczorami pierwsze światła w oknach. To efekt zakończenia budowy i oddania do użytkowania pod koniec ubiegłego roku kameralnego budynku, zrealizowanego przez doświadczonego dewelopera – firmę AWZ.

Przez blisko 1,5 roku byliśmy świadkami powstawania wyjątkowej inwestycji, zlokalizowanej przy cichej uliczce, kilka kroków od bydgoskiego Balatonu, z widokiem na zielony skwer z  placem zabaw dla dzieci. Jej lokalizacja i kameralny charakter decydują o tym, że jest to obecnie jedna z najciekawszych propozycji na bydgoskim rynku mieszkaniowym. Darłowska 8 to adres, który łączy w sobie to, o czym marzy dziś każdy – niewielki budynek mieszkalny w spokojnym, zielonym otoczeniu, z  dostępem do pełnej infrastruktury osiedlowej z  licznymi sklepami, obiektami sportowo-rekreacyjnymi, placówkami oświatowymi i  medycznymi, a  także doskonale skomunikowany z  centrum miasta. Sąsiedztwo niskiej willowej zabudowy pozwala mieszkańcom wyższych pięter cieszyć się pięknym widokiem na Bydgoszcz, a  przestronna działka zagospodarowana z zachowaniem wysokiego

129714BDBRA

Pierwsi mieszkańcy wprowadzają się na Darłowską 8

drzewostanu sprzyja poczuciu odprężenia, mimo tętniącego wokół życiem osiedla Bartodzieje. Pomimo że budynek dopiero został oddany do użytkowania, chętnych na zamieszkanie przy ul. Darłowskiej nie brakuje. „Na dzień dzisiejszy sprzedaliśmy 70% powierzchni mieszkalnej, a niesłabnące zainteresowanie wciąż przekłada się na kolejne transakcje.” – mówi Anna Wydrzyńska, kierownik projektów inwestycyjnych AWZ – „Dzisiejszy klient jest bardzo wymagający, pragnie mieszkać w  pięknym otoczeniu,

przywiązuje dużą wagę do jakości, dlatego tym bardziej cieszy nas fakt, że mieszkańcy Bydgoszczy i okolic wybierają doświadczonego, solidnego dewelopera, jakim od wielu lat jest AWZ.” Przy realizacji inwestycji zwracano szczególną uwagę na wysoką jakość wykonania, funkcjonalne rozkłady mieszkań oraz elementy poprawiające komfort życia mieszkańców. Budynek jest w  pełni przystosowany dla osób niepełnosprawnych, wyposażony w windy z poziomu garażu, miejsca postojowe w garażu podziem-

nym oraz zewnętrzne miejsca parkingowe. Całość terenu jest zagospodarowana, ogrodzona, oświetlona i monitorowana. „Wszystkich zainteresowanych kupnem wygodnego mieszkaniazachęcamy do kontaktu i  umówienia spotkania, by na żywo zobaczyć gotowe mieszkania, budynek i  otoczenie.” – zaprasza Anna Wydrzyńska – „Jesteśmy przekonani, że nasza inwestycja przy ul. Darłowskiej 8 spełni Państwa oczekiwania zarówno pod względem jakości, jak i  funkcjo(R)  nalności.”

Ferie to czas radości i odpoczynku. Niestety sezon urlopowy przynosi także zagrożenie życia ludzkiego oraz zwiększenie zapotrzebowania na krew. Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Bydgoszczy

Zaprasza do oddawania krwi. PAMIĘTAJMY Krew jest cenna, gdyż nauka nie zna sposobu na jej laboratoryjne pozyskiwanie. Jedyną fabryką krwi jest ludzki organizm. Każda grupa krwi jest jednakowo cenna. Krew jest pobierana przy wykorzystaniu sprzętu jednorazowego użytku, przez profesjonalny personel medyczny, w sterylnych warunkach. Oddając krew niczym nie ryzykujesz.

dzień wolny od pracy, rozliczenie kosztów dojazdu do punktu krwiodawstwa. Określoną kwotę (130 zł za 1 litr) możesz także odliczyć od dochodu jako darowiznę na cele krwiodawstwa.

Jednorazowo pobierane jest jedynie 450 ml krwi. Już po 2-3 godzinach ilość krwi w organizmie się wyrównuje. Oddanie krwi nie powoduje żadnych skutków ubocznych.

Szczegółowe informacje dotyczące możliwości oddawania krwi znajdują się na stronie internetowej www.rckik-bydgoszcz.com.pl

Krew to bezinteresowny i bezcenny dar życia. Jako dawca krwi możesz jednak liczyć na różne przywileje m.in. regularne badania, posiłek regeneracyjny (8 czekolad),

RCKiK Bydgoszcz ul. Markwarta 8 85-015 Bydgoszcz Rejestracja dawców tel. 52 322-66-04

RCKiK Toruń

ul. Świętego Józefa 53, Toruń Rejestracja dawców tel. 56 610 11 82

164714BDBHA

124114BDBRA

Każdy, kto chce oddać krew, jest najpierw poddawany medycznej kontroli stanu zdrowia. Większość z nas to potencjalni dawcy krwi. Istnieją jednak pewne ograniczenia, np. wiekowe (krwiodawcą może być tylko osoba w wieku 18-65 lat) i medyczne (choroby, przyjmowane leki lub inne przeciwwskazania zdrowotne).


TA K M I E S Z K A M >> Miałam, choć wiele razy musiałam się zderzyć z bezwzględną rzeczywistością. Patrzyłam na wszystko głównie pod kątem wizualnym. W praktyce to co ładne, wcale nie musi być praktyczne. Całe szczęście mogłam do woli czerpać z doświadczenia rodziców, którzy mieli głowy pełne świeżych uwag. Podpowiadali, co absolutnie się nie sprawdzi i lepiej od razu mam sobie to odpuścić. Fachowiec, który budował ten dom, tworzył także dom moich rodziców. On też często korygował moje pomysły. Niejednokrotnie odbywało się to mailowo. Ja siedziałam w Portugalii i pisałam, co mi się podoba, a pan Jacek odpowiadał, jaką część mojej wizji da się zrealizować, żeby nie zakończyło się to katastrofą budowlaną. Ale kierownikiem budowy jest Twój tata? Tata czuwa nad wszystkim. Myślę, że tą inwestycją przejmuje się bardziej niż budową własnego domu. W końcu córka zbiera na to pieniądze. Śmieję się, że jestem inwestorem. Gdybyśmy zamienili się z tatą rolami, to ten dom nie stałby prosto. Pochwalę się za to, że podjazd do garażu jest moim dziełem.

W domu nie ma jeszcze kuchni, więc patelnię i garnki można znaleźć w łazience

LUTY 2014

6

Kajakarka marzyła o umywalce w kształcie misy. Ta jest efektem kompromisu z wizją mamy sportsmenki

Patrzę na sufit w salonie i widzę, że toruńskie planetarium ma konkurencję. Zafundowałaś sobie prywatne niebo. I tak miało być! Kiedyś mieliśmy działkę we Władysławowie. Marzyły mi się fluorescencyjne gwiazdki na suficie, które świeciłyby nocą. Tata spełnił moje marzenie. Sufit był niebieski, a gwiazdki mieniły się w odcieniach srebra. Tu podeszliśmy do tego bardziej profesjonalnie. Halogeny układają się w znaki zodiaku. Chciałam, żeby Waga, czyli mój znak, był nad centralnym miejscem salonu, ale nieba nie oszukasz (śmiech). Musiałam zadowolić się fragmentem przy wejściu do pokoju. Czyli astronom nie miałby się do czego przyczepić? Mam nadzieję. Fachowcy projektowali to oświetlenie z mapą nieba w ręku.

>>> zeskanuj kod QR lub wejdź na >>>>>>

Kobiecie sportsmence muszę zadać to pytanie. Garderoba czy siłownia? Mam dwie garderoby (śmiech). Na siłownię też znajdzie się miejsce. Myślę, żeby przeznaczyć na nią jakieś przydomowe pomieszczenie. Za to dla ubrań i pokaźnej kolekcji butów przestrzeń jest już zagwarantowana. Widzę, że zaklepane miejsce ma też kominek. Należę do tych osób, które nie wyobrażają sobie domu bez kominka. Żadne imitacje nie wchodzą w grę. Do pełni szczęścia brakuje mi też kuchni. Będzie

biało-czarna z grubymi blatami i wielką, dwudrzwiową lodówką jak z amerykańskich filmów. Kocham jeść, więc muszę mieć miejsce na robienie zapasów. Gospodyni lubi jeść, a czy lubi też gotować? Dopiero będzie musiała się nauczyć. Na razie wyręcza mnie mama. Jak zamieszkam sama, to nie będzie innego wyjścia. Zostanę zmuszona, by zakasać rękawy. Do restauracji stąd daleko, więc trzymam kciuki. Masz już pomysły, jak wyglądać będą ściany? Na razie wszystko jest pomalowane na biało. Nie mam jeszcze tak rozpędzonej wyobraźni, żeby dokładnie powiedzieć, jak to będzie wyglądało za jakiś czas. Podoba mi się surowość. Ta minimalistyczna biel mi nie przeszkadza, ale w przyszłości chciałabym ją czymś przełamać, dodać ciepła. Na pewno gdzieś przemycę kolor niebieski. Meble do kuchni już wybrane. Co z resztą? Do salonu planuję kupić narożną białą sofę. Jeśli chodzi o stół, to nie chcę ani kwadratowego, ani okrągłego. Poluję na taki sześciokątny, którego blat kształtem odpowiadałby elementowi na suficie. Będzie tu dominować klasyka z nowoczesnymi elementami. Meble z europalet czy inne tego typu dizajnerskie hity nie do końca do mnie przemawiają. Do sypialni mam już białą toaletkę, którą dostałam od koleżanek. Czeka tylko na skręcenie. Czyli w sypialni będzie kobieco? Chcę, żeby to było zrównoważone. Zależy mi, aby mój partner też czuł się komfortowo. Dom już został „ochrzczony”? Jasne! Mamy za sobą kilka parapetówek. Widać to chociażby po zmaltretowanym dywanie (śmiech). Wielu moich znajomych trenuje i trudno było wybrać termin, który pasowałby wszystkim. Dlatego po mistrzostwach Polski zaprosiłam ich do siebie. I była pełna chata. A chata, ile ma metrów kwadratowych? Niecałe 140, plus 20 metrów kwadratowych garażu. Na dole mamy pokój gościnny, który na początek będzie gabinetem, a w przyszłości będą mogli zamieszkać tam moi rodzice. Chciałam to wszystko dobrze przemyśleć. Z przypadku można kupić ziemniaki, a dom buduje się z głową. Ziemniaki można tu hodować. Ogród wydaje się spory.


TA K M I E S Z K A M

Czerń i biel łazienki dopełniają kamienne blaty i fuga z brokatem

7 LUTY 2014

Działka liczy 1000 metrów kwadratowych. Na moje dwie lewe ręce to wystarczy w zupełności. Poza zmaltretowanym po imprezach dywanem w Twoim domu dominują drewniane podłogi. Tak. Właściwie w całym domu są ciemne, drewniane panele. Chcę, żeby to był mocny kontrast do jasnej reszty. Jedynie w garderobach położyliśmy bardzo jasne podłogi. To dlatego, że nie ma tam okien i ta podłoga ma rozjaśniać wnętrze. Za to w łazienkach błysk nowoczesności! Musi błyszczeć i musi być dużo światła. Fuga z brokatem, żyrandole z małymi kryształkami, bardzo dużo podświetleń, luster, blat z naturalnego kamienia... O to mi chodziło.

W łazienkach dominuje nowoczesny glamour

I potem przyjdą rachunki za prąd... Montowaliśmy LED-y, więc mam nadzieję, że aż tak nie będę żałowała swoich wyborów. Na razie jeszcze nie dostałam zawału, otwierając kopertę z rachunkiem, a światła palą się prawie przez cały czas, bo wciąż przyzwyczajamy się do nowej przestrzeni. Jeszcze nie trafię wszędzie z zamkniętymi oczami. To przede mną.

* BEATA MIKOŁAJCZYK Kajakarka urodzona 28 lat temu w Bydgoszczy. Jest srebrną medalistką olimpijską letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie, brązową medalistką letnich igrzysk olimpijskich w Londynie, mistrzynią świata, mistrzynią Europy, młodzieżową mistrzynią Europy, wicemistrzynią świata juniorek, brązową medalistką mistrzostw Europy juniorek i wielokrotną mistrzynią Polski.

Halogeny oświetlające salon były montowane z mapą nieba w ręku


P O R A DY

Urządzamy mieszkanie pod wynajem Bezpieczne, funkcjonalne i neutralne. Tak przygotowane „m” szybko znajdzie lokatorów, a właściciel nie będzie musiał go ciągle remontować. TEKST: Aleksandra Chwastek, WZORCOWNIA*

N

LUTY 2014

8

a początek zastanów się, kto ma być lokatorem. Inaczej należy przygotować kwaterę dla studentów, inaczej dla kadry menedżerskiej i jeszcze inaczej dla rodziny. Za największych niszczycieli uważa się tych pierwszych. Wielu właścicieli mieszkań jest zdania, że celując w młodzież, uczącą się wystarczą najprostsze wygody: podstawowe sprzęty gospodarstwa domowego i niezbędne meble, bez nacisku na ich wygląd, czy jakość i design. Dla tej grupy najważniejsze są lokalizacja i układ wnętrza. Twardy materac nie jest tak istotny, jak bliskość uczelni, zamykane, nieprzechodnie pokoje oraz kuchnia. Studenci cenią mieszkania w pełni umeblowane, tak by nie musieli niczego przywozić z rodzinnych domów. Z tych samych powodów potrzebują podstawowych sprzętów AGD, takich jak pralka, lodówka, czy kuchenka. Zupełnie inaczej wygląda przygotowanie mieszkania dla kadry menadżerskiej. Tu liczy się jakość. Taki lokator nie pyta, czy jest pralka, tylko jaka. Czy zabudowa kuchenna jest w zgodzie z obecnymi trendami i czy jest ekspres do kawy. Całość musi być spójna i robić dobre wrażenie. Wystrój wnętrza ma być nowoczesny, wygodny. Przygotowanie takiego mieszkania jest droższe, ale też będzie przynosiło większe zyski. Warto skupić się na szczegółach i zadbać o detale, wstawić kilka gadżetów. Projektor z dużym ekranem może okazać się decydujący dla mężczyzny, który obejrzał już wiele mieszkań o podobnym standardzie, podobnie jak duża i dobrze zaprojektowana szafa dla kobiety. Klienci sporą uwagę przywiązują do łazienki i kuchni, czyli najdroższych do aranżacji pomieszczeń. Lubią, gdy na baterii czy umywalce jest logo znanej marki. Wykorzystane przy wystroju materiały muszą być modne i wysokiej jakości, a całość ma przypominać wnętrze apartamentu dobrego hotelu. Z kolei dla wielodzietnej rodziny najważniejsza będzie funkcjonalność, układ mieszkania, liczba pokoi. Rodzice małych dzieci wolą wannę. Im więcej osób w gospodarstwie, tym chętniej widziana jest zmywarka, zabudowy i szafy wnękowe. Jeśli tylko jest taka możliwość, to warto przygotowując mieszkanie podzielić je na dwie części: otwartą, w której przyjmuje się gości i intymną, cichszą, w której znajdzie się sypialnia i pokoje pociech. Taki układ pozwala na bezkonfliktowe życie. Rodziny z dziećmi nie zawsze szukają całkowicie wyposażonego mieszkania. Często mają sporo swoich mebli i dodatków, więc wystarczy urządzić tylko kuchnię i łazienkę. To pozwala sporo zaoszczędzić.

ZAINWESTUJ W BEZPIECZEŃSTWO

Czas na remont. Zanim zaczniesz dobierać materiały wykończeniowe i myśleć o kolorach oraz umeblowaniu, koniecznie zacznij od sprawdzenia stanu technicznego lokum. Przegląd

instalacji to podstawa. By uniknąć przykrych zdarzeń, a także zaoszczędzić na częstych remontach już po wykończeniu całości, zainwestuj w wymianę przewodów i rur. Z gazem, prądem i wodą nie ma żartów. Lepiej zrobić to raz, na początku, niż wracać do rozkuwania ścian po remoncie. To niewdzięczna faza urządzania mieszkania: nakłady spore, a efekty ukryte pod tynkiem. Jednak na tym etapie nie warto oszczędzać. Bezpieczeństwo przyszłych lokatorów, to spokojny sen inwestora.

POSTAW NA TRWAŁE MATERIAŁY

Jeśli nie planujesz gruntownego remontu i nie chcesz na nowo wyposażać mieszkania, to najszybciej na nieco niższy standard zdecydują się właśnie studenci. Aleksandra Chwastek WZORCOWNIA

Odporność na zarysowania i łatwość w utrzymaniu w czystości, oto czym należy się kierować wybierając materiały wykończeniowe. Dotyczy to zarówno podłogi, jak i ścian oraz mebli. Najbardziej narażone na zniszczenia są powierzchnie poziome. Drewno nie sprawdzi się ani na podłodze, ani na kuchennym blacie, tym bardziej w łazience. A jeśli wynajmujesz mieszkanie w kamienicy, gdzie parkiety są już położone, zabezpiecz je grubą warstwą lakieru. Jak najlepiej wykończyć ściany? Przykryć je farbą. W razie zabrudzeń to najprostsza do odnowienia powierzchnia. Farby zmywalne i szorowalne okażą się najlepszym wyborem. Tapeta jest bardziej kłopotliwa. Zniszczona w jednym miejscu wymaga wymiany większej części. I meble. Gładkie i lśniące to nie najlepszy pomysł. Widać na nich wszelkie zarysowania i najmniejszy kurz. Jeśli przygotowujesz mieszkanie w średnim standardzie zrezygnuj z wykończeń na wysoki połysk na rzecz płyt meblowych - są tańsze i bardziej odporne na mechaniczne uszkodzenia.

NIE PRZESADŹ

Nawet po ustaleniu grupy, do której skierujesz ogłoszenie o wynajmie, nigdy nie wiadomo, jaki gust będzie miał najemca. By nie odbierać sobie szans na szybką transakcję, urządź oferowane lokum jak najbardziej neutralnie. Nie przesadź z kolorami i zrezygnuj z nietypowych ozdób. Zostaw trochę wolnej przestrzeni do aranżacji dla przyszłego lokatora. Niech ma możliwość na udekorowanie „swojego” gniazdka tak, jak lubi. Turkus, mandale i zwierzęce wzory mogą okazać się zbyt narzucające. Im mniej deseni, tym lepiej. Biel, barwy ziemi oraz eleganckie beże będą idealne. Harmonijne połączenia sprawdzą się lepiej niż gra kontrastów. Uniwersalność - oto klucz do sukcesu. A jeśli lokator uzna, że brakuje mu koloru, sam doda poduchy, świece i wazony w swoim ulubionym kolorze.

*Aleksandra Chwastek (na zdjęciu) jest projektantką

wnętrz. Prowadzi w Bydgoszczy pracownię „Wzorcownia” przy ul. Cieszkowskiego.


165914BDBHA

165114BDBHA

84014TRTHA

56714TRTHA


W N Ę T R Z A

1

LUTY 2014

10

buntownika Pokój dla

Młodzieńcza osobowość wyrażona kolorem ścian? Czemu nie. Nastolatek w swoim pokoju musi się czuć jak u siebie. Zróbmy więc wszystko, by tak było. TEKST: Lucyna Tataruch  ZDJĘCIA: Meble z salonu MEBLI VOX w Galerii AMC Toruń

- Nie mamy co się łudzić i planować estetycznego wnętrza pasującego tonacją i stylem do naszych wyobrażeń. Młody człowiek będzie chciał wyrazić dekoracją pokoju własny styl, który może się zmieniać. To coś w rodzaju kreacji, wypadkowa zainteresowań, często kształtującego się gustu. Dla małego dziecka projektujemy sami, ale kreatywności nastolatka nie powinniśmy hamować - podpowiada Jolanta Szelagowska, architektka wnętrz, matka 14-letniego chłopca. - Oczywiście konieczne są kompromisy. Nie wszystko, co chce młody człowiek, da się zrealizować, mamy przecież zwykle jakiś ograniczony budżet. Musimy też pamiętać o funkcjonalności, a przede wszystkim, i powiem to z własnego doświadczenia, o tym, co ułatwi dziecku utrzymanie porządku. Nie bagatelizujmy więc pojemnych szaf, szuflad, półek. Pozwólmy też wybrać dziecku duże pudełka na bibe-

loty, tak by mogło od czasu do czasu wrzucić do nich wszystko, co nam przeszkadza w zasięgu wzroku i o co wybuchają zwykle awantury w stylu „natychmiast posprzątaj!”.

Kółka pod meblami, nakładki na wierzch i kolorowe fonty to idealne rozwiązanie.

KONIECZNE ZMIANY

Jedna aranżacja nie wystarczy na zawsze. Nim nasz nastolatek wyprowadzi się z domowego gniazda, może chcieć jeszcze parę razy zmienić wystrój swojego pokoju. Aby mógł robić to często, wystarczy postarać się o takie meble, które pozwolą mu w łatwy sposób przeobrazić przestrzeń. Kółka pod meblami, nakładki na wierzch i kolorowe fonty to coś, co w szczególności poleca nasza specjalistka. - Te zmiany mogą być nawet tak drastyczne jak metamorfozy z bieli na czerń, ale pozwólmy na to. Front mebli powinien dawać możliwość przypinania grafik i ozdób, które zażyczy sobie dziecko. Moż-


W N Ę T R Z A

na też wykorzystać do tego tzw. metodę decoupage, czyli wycinanie i przyklejanie na przygotowaną powierzchnię wzorów z serwetek To właśnie te elementy dodadzą charakteru, a prawie nic nie kosztują (zdjęcie 2 ). W stałych detalach wystroju warto jednak wykorzystać powtarzalne akcenty kolorystyczne, co w całości pozwoli nam uzyskać bardziej uporządkowaną przestrzeń. Nie musi się to kłócić z pomysłami dziecka. Jeśli decydujemy się na jasnofioletowy dywan, możemy dobrać też podobne poduszki, przy czym nie musi być to stała ekspozycja (zdjęcie 1 ). W każdym użytkowanym przez nastolatka pokoju widać wyraźnie zamiłowanie do wyjątkowych przedmiotów, pamiątek, wszystkiego co przykuwa uwagę. Może być to znak drogowy, śmieszny sprzęt z dziwnego sklepu. - Jeśli syn czy córka przyniesie coś takiego do domu, nie wyrzucajmy przypadkiem tego na śmietnik! Skoro chce mieć przy łóżku stare sztalugi po wujku malarzu, to niech ma - komentuje architektka.

JASNO W KAŻDYM KĄCIE

Trzeba pamiętać o tym, że pokój nastolatka to wielofunkcyjne miejsce. Ważne jest więc to, jak je oświetlimy. Konieczne jest zadbanie o kilka różnych źródeł światła, czyli zarówno oświetlenie górne jak i dobra lampka na biurko, czy ścienna przy łóżku. - Kombinujmy. Lampki choinkowe w ciekawym pojemniku to idealny sposób na subtelny wieczorny klimat. Nasze dzieci też lubią takie chwile relaksu - przypomina architektka. Dobrym rozwiązaniem mogą okazać się także lampy podłogowe, kinkiety i wszystko to, co nada wnętrzu przyjemnej poświaty. - Nastolatki mają wiele inwencji w tym temacie, sami lubią eksperymentować z oświetleniem i ozdobami. Pamiętajmy tylko o bezpieczeństwie. Niech córka przypadkiem nie przykrywa gorącej żarówki ulubioną apaszką ze sztucznego tworzywa, nawet jeśli planuje nastrojowy wieczór z przyjaciółką.

3

SIEDŹ PROSTO

Przyznam, że nie wiem, kiedy ostatni raz widziałam swoje dziecko przy biurku. I nie dlatego, że się nie uczy. On po prostu woli łóżko, centrum dowodzenia. Wydaje się nam, że to niewygodne czy niezdrowe dla kręgosłupa. Ale nie musi tak być. Jolanta Szelagowska ARCHITEKTKA

- Przyznam, że nie wiem, kiedy ostatni raz widziałam swoje dziecko przy biurku. I nie dlatego, że się nie uczy. On po prostu woli łóżko, centrum dowodzenia. Wydaje się nam, że to niewygodne czy niezdrowe dla kręgosłupa. Ale nie musi tak być. Dobry materac, nowoczesna kanapa z oparciem, podstawka pod laptopa, czy dosuwane do łóżka lekkie biurko sprawdzą się idealnie - podpowiada Szelagowska. Nie znaczy to jednak, że możemy rezygnować z tak zwanej strefy nauki. Nawet jeśli dziecko większość czasu spędza na kanapie z laptopem, poza odpowiednim biurkiem musi mieć też dobrany fotel. Cały zestaw to przede wszystkim połączenie wygody i ergonomii, a więc regulowana wysokość praktycznie każdego elementu (zdjęcie 3 ). Architektka wylicza: - Jest kilka prostych reguł, którymi możemy się przy tym kierować. Najłatwiej nam będzie, jeśli sprzęty i niektóre meble będą rosły razem z dzieckiem. Z podstawowych zasad pamiętajmy, że blat biurka powinien być lekko nachylony w stronę podłogi, 2-3 centymetry wyżej niż łokcie podczas siedzenia. Krzesło musi być regulowane. Półki na książki w zasięgu ręki dziecka, przy biurku. A naprzeciwko wzroku powieśmy tablicę do przypinania notatek i innych ważnych dla dziecka rzeczy.

DLA CHŁOPCA, DLA DZIEWCZYNY

- Nie jestem zwolenniczką ścisłego rozróżniania wystrojów na dziewczęce i chłopięce. Wszystko zależy od preferencji, akcentów, jakie podobają się nastolatkowi - mówi Szelagowska. Specjalistka zwraca jedynie uwagę, że dla dziewczyny z pewnością konieczne będzie duże lustro. - To coś, czego nie możemy pominąć. Dorastająca córka nie będzie czuła się komfortowo przymierzając różne warianty garderoby, kiedy jedynym sposobem, by siebie ocenić będzie prezentacja w przedpokoju, pod czujnym okiem rodziców czy przy docinkach rodzeństwa.

11 LUTY 2014

2


P O R A DY

Z włamywaczem podobno może poradzić sobie dziecko. A przynajmniej taką lekcję dostajemy co roku oglądając znany hit „Kevin sam w domu”. TEKST: Lucyna Tataruch

LUTY 2014

12

N

a ekranie widzieliśmy to wszyscy trzeba rozsypać pinezki przed wejściem, zawiązać drzwi na sznurek i odstraszyć intruza dialogiem ze starego filmu gangsterskiego. Choć perypetie popularnego kilkulatka zawsze ogląda się dobrze, włamania w prawdziwym życiu nie są zabawne. Co zrobić, by się przed nimi ustrzec naprawdę? Kraty w oknach, pancerne blaszane drzwi i drut kolczasty w ogrodzie? To nie brzmi jak przytulne domowe gniazdko. Istnieją bardziej subtelne metody. Nowinki techniczne to w końcu nie tylko zabawki dla gadżeciarzy, choć niektóre rozwiązania przypominają dawne przewidywania z filmów science fiction.

NOWOCZESNA BARYKADA

Na pewno przydadzą się nam znane zamki patentowe, polecane przez specjalistyczne sklepy. Według cenników koszt takiego zabezpieczenia to 120-500 złotych, w zależności od produktu


P O R A DY

SŁUCHAJCIE, WYJEŻDŻAM!

Krótka zapowiedź pełnego atrakcji urlopu czasem aż prosi się o miejsce na na-

tywłamaniowe, jednak zasłonięte okna szybko zdradzą nasza nieobecność. Na szczęście potencjalnego złodzieja można już zmylić także na odległość. Zapalające się z różną intensywnością światła czy wędrujące samoistnie o różnych porach zasłony to nie duchy czy siły zza światów. Inteligentne instalacje potrafią same sterować urządzeniami w naszym domu, korzystając z szeregu czasowych włączników imitujących ruch. Nie wyłączajmy także czujników przed wejściem. Nagle zapalające się światło przed drzwiami, gdy ktoś jest w pobliżu, to straszak, który zwróci uwagę sąsiadów.

STAŁO SIĘ

Mimo najlepszych systemów i dużej czujności może zdarzyć się, że nasze mieszkanie jednak zostanie obrabowane. Nie ma 100-procentowych gwarancji ochrony. Dlatego warto przygotować się i na taką, nie najmilszą, ewentualność. Spiszmy wcześniej numery fabryczne naszych sprzętów i wartościowych przedmiotów, takich jak telewizory, komputery, kamery. Warto także oznaczyć je w unikalny, niewidoczny dla złodzieja sposób. Jeśli rozstajemy się z naszymi skarbami na dłużej, lepiej powierzyć je pod opiekę komuś godnemu zaufania.

ZAPRASZAM, OTWARTE

Policyjne statystyki są nieubłagane, większość złodziei dostaje się do naszych mieszkań przez okna. Oczywiste więc powinno być dla nas to, że należy je wszystkie dokładnie zamknąć. Niestety, nie każdy o tym pamięta. Niektórzy też wyręczają włamywaczy zostawiając im klucz pod wycieraczką czy doniczką na ganku. Jakimś cudem nadal wierzymy, że tylko my znamy te skrytki. Jeśli wychodzimy na kilka godzin wieczorem, opuszczone żaluzje i zapalone światło utrzymają złudzenie, że ktoś domu pilnuje. Od czasu do czasu możemy narazić się na większe opłaty za prąd dla własnego bezpieczeństwa. Przy dłuższym wyjeździe pomogą rolety an-

13 LUTY 2014

Na pewno przydadzą się nam znane zamki patentowe polecane przez specjalistyczne sklepy. Według cenników koszt takiego zabezpieczenia to 120-500 złotych, w zależności od produktu i rodzaju drzwi.

szym ulubionym portalu społecznościowym. Zdjęcie ilustrujące hotel, w którym spędzimy najbliższy tydzień przecież tak idealnie pasuje na Facebooka. Niech świat się dowie? Nie, lepiej, żeby nie wiedział, że zostawiamy na tak długi czas dom bez opieki. Jeśli korzystamy z telefonu stacjonarnego z sekretarką, nie nagrywajmy na niej wiadomości o tym, do kiedy nie będzie nas w mieszkaniu. Wszystkie te informacje wołają wprost: „mój dom jest pusty, wpadnij i sprawdź, co zostawiłem”. Osobą, która powinna wiedzieć o tym, na jak długo wyjeżdżamy, jest sąsiad. To u niego zostawmy klucz, nie tylko po to, by podlewał nam kwiatki. Jeśli regularnie opróżni skrzynkę pocztową z listów i codziennie zapali na kilka minut światła w różnych pomieszczeniach, obserwujący nasz dom złodziej może odnieść wrażenie, że w środku stale ktoś przebywa. Ustalmy z sąsiadem kilka prostych reguł, dzięki którym możemy wspólnie zwiększyć bezpieczeństwo w okolicy, w której mieszkamy. Odwdzięczamy się czujnością za czujność. Gdy zza ściany dochodzą dziwne hałasy w czasie kiedy nie ma tam sąsiada lub jeżeli zauważymy, że ktoś obcy próbuje otwierać jego drzwi, zadzwońmy po pomoc.

>>> zeskanuj kod QR lub wejdź na >>>>>>

i rodzaju drzwi, w których będziemy go montować. Do wyboru mamy zamki jednopunktowe i wielopunktowe, które zaryglują drzwi w kilku miejscach. Wybierając takie rozwiązanie powinniśmy zwracać uwagę na certyfikaty i oznaczenia klasy produktu. Informacje te nie pozostaną bez znaczenia dla ubezpieczyciela, u którego zechcemy nabyć polisę. Dzięki lepszym i w tym wypadku także droższym zabezpieczeniom, otrzymamy większą zniżkę. Przy wycenie stawki ubezpieczenia istotny jest też sam rodzaj drzwi wejściowych. Jeśli antywłamaniowy zamek jest częścią specjalnych przeciwwłamaniowych drzwi, co potwierdzone jest gwarancją producenta, możemy liczyć na specjalne ulgi. Rozpiętość cenowa sprawdzonych marek jest duża sięga kilku tysięcy złotych. Pamiętajmy jednak, że im gorszej jakości drzwi, tym większe ryzyko, że ubezpieczyciel będzie wymagał zamontowania dwóch zamków. Sprawdzi się też klasyczny system alarmowy. Wyposażony w kilka czujników sprzęt wraz z montażem będzie kosztował nas 1500-2000 złotych. Cena wydaje się wysoka, lecz dobrej jakości system posiada także detektory tlenku węgla, dymu, ognia czy wody. Prócz poinformowania nas o intruzie w domu, może uratować nam życie w kilku innych niebezpiecznych sytuacjach. Jeśli jednak nie mamy środków na tego typu instalacje, skorzystajmy z łatwych sztuczek, które mogą zniechęcić złodzieja. Mówiąc wprost, pooszukujmy. Zamontujmy atrapę kamer na zewnątrz domu, dodajmy tabliczki informujące o monitorowaniu obiektu. Możemy nawet umieść na swoim terenie tablicę z nazwą firmy ochroniarskiej. Z pewnością nikt się nie obrazi, to przecież darmowa reklama. A ze złodziejem nie musimy grać uczciwie.


TA K M I E S Z K A M

14 LUTY 2014

Wozy łemkowskie, płaskorzeźby i tabliczka z napisem „Gruczewo” - dom muzyka Romana Gruczy już przed wejściem ma historyczny klimat

Mamy dom z duszą U nas nie jest nowocześnie. Jest za to wiele przedmiotów, które mają swoją historię - mówi muzyk, prof. Roman Grucza, który zaprosił nas do swojego domu. TEKST: Paulina Błaszkiewicz  ZDJĘCIA: Jacek Smarz Mieszka Pan w samym centrum Torunia. W pierwszej chwili, kiedy weszłam do Pana ogrodu, miałam wrażenie, że jestem w Muzeum Etnograficznym. Bo u mnie jest trochę tak jak w Muzeum Etnograficznym. Każdy, kto nas odwiedza nie wierzy, że mieszkamy w ścisłym centrum Torunia. Nie zaproszę pani jeszcze do domu, bo nie możemy pominąć ogrodu, który jest dla mnie bardzo ważny. Dla innych członków mojej rodziny chyba też. Wnuki na pewno nie nudzą się tutaj wiosną i latem... Oj, nie. To takie prywatne muzeum, tak jak wspomniałem.

Dużo zieleni tu u Pana... To drzewa iglaste. W całym ogrodzie jest około 1500 drzew, ale zostawmy je. Chciałbym pani pokazać moje wozy. To wozy łemkowskie, których staram się nie ruszać. Chodzi o to, żeby zachować tożsamość tych przedmiotów. To jak Pan o nie dba? Wszystko jest zabezpieczone jakąś farbą. Wozy nie. Pytam różnych konserwatorów i zdania są podzielone. Jedni mówią zabezpieczać, a inni nie, bo straci charakter i ja podzielam to drugie zdanie. Niech pani spojrzy na te figurki o tematyce religijnej, które robił mój przyjaciel - ich nie można w żaden sposób poprawiać. Tak samo sanie, które stoją

przed domem. Chciałbym wierzyć w legendę, że jeździł nimi Piłsudski. Obok stoją trzy bryczki. Ma Pan też mnóstwo starych przedmiotów z gospodarstw domowych... Oj, tak. Jest dawna pralka, żelazka i wiele innych przedmiotów I telewizor z lat dziewięćdziesiątych... O, tak się jakoś uchował. Niedługo zabraknie Panu miejsca na te przedmioty... Co na to żona? Mało wolnego miejsca zostało, ale staram się znaleźć jakiś wolny kawałek. Co na to moja żona? Nic, >>


84114TRTHA


TA K M I E S Z K A M

Prof. Roman Grucza od lat zbiera ikony. Fragment jego kolekcji widać na zdjęciu

LUTY 2014

16

>> musi zaakceptować moją pasję. Nie ma wyjścia i teraz kolekcjonuje różne rzeczy razem ze mną. Chyba to polubiła. W domu też jest tak wiele przedmiotów? Tak. Przejdźmy zatem do domu. U nas nie jest nowocześnie, ale każdy przedmiot ma swoją historię. To nasze miejsce na ziemi, choć w centrum miasta. Mieliśmy szczęście z taką lokalizacją, bo dziś większość ludzi, którzy mają dom, mieszka za miastem. Skąd na drzwiach wziął się herb Rumi? To moje rodzinne miasto. Jestem honorowym obywatelem Rumi. Na drzwiach są też inicjały G.R., które można czytać na dwa sposoby: Gru-

cza Roman, albo Genowefa - od imienia mojej żony i Roman ode mnie. A przy wejściu tabliczka Gruczewo Tak, ale proszę wejść do środka naszego domu. Jest też herb Torunia i panorama miasta, a z drugiej strony herb Wejherowa, z którego pochodzi moja żona. Pan pochodzi z Rumi, a żona z Wejherowa. Skąd więc pomysł, by zamieszkać w Toruniu? Teściowie kupili ten dom, który dziś ma 65 lat. Nieważne, gdzie się mieszka, ale trzeba pamiętać o tym, skąd się jest. Jestem sentymentalny. Wiele rzeczy, które znajdują się w tym domu, ma dla mnie i żony duże znaczenie. W salonie

W altanie profesora można znaleźć prawdziwe skarby. Na zdjęciach rzeźby i instrumenty muzyczne

jest cała masa naszych pamiątek z podróży m.in.: do Chin, Stanów Zjednoczonych, Argentyny, Indii, Nepalu. Na ścianach - oprócz obrazów - znajdują się też moje najważniejsze tytuły i laury, które zdobyłem w trakcie życia zawodowego. Salon to serce domu? Tak, zdecydowanie. Tu przyjmujemy gości. W salonie jest też kominek, który ogrzewa cały dom. Ale proszę spojrzeć na drzwi - na nich jest kolejny kawałek historii - katedra oliwska i organy, na których grałem dwanaście lat. Te dębowe drzwi robiono na zamówienie. Tak samo jak meble?


TA K M I E S Z K A M

Ciężkie lite drewno i brak nowoczesnych akcentów to charakterystyczne cechy domu muzyka

Mogę zapytać, co jest w szufladach? Tysiąc płyt z muzyką poważną, bo innej nie uznaję.

Nie tylko salon robi wrażenie. Nasz dom jest urządzony w jednym stylu. Nigdzie nie ma nowoczesnych mebli. W sypialni stoi stolik, który nazywamy Ludwikiem XVI, ponieważ ma krzywe nogi, takie jakie miała żona Ludwika XVI. Dywany też mają wiele lat, ale są o wiele lepszej jakości niż te, które dziś można kupić. Mamy drewniane podłogi. Nie ma żadnych paneli, ani innych udziwnień. Chyba najbardziej nowoczesnym pomieszczeniem w naszym domu jest kuchnia, ale ona również pasuje do reszty.

Jak Pan znajduje te ulubione? Tu wszystko jest ponumerowane. Nie mam żadnego problemu ze znalezieniem ulubionej płyty. Każda ma swoje miejsce. Porządek to podstawa. Trudno byłoby żyć w domu, w którym nic nie można znaleźć.

W każdym pomieszczeniu są pamiątki? Tak, ponieważ w salonie wszystko się nie zmieści. Żona ma w sypialni taki kącik ze zdjęciami. Proszę mi wierzyć, że gdybym chciał zatrzymać wszystko, to nie miałbym gdzie się ruszyć. Dziś w naszym domu są trzy pianina, ale kiedyś było ich więcej. Jestem profesorem muzyki, dlatego nie muszę tłumaczyć mojej miłości do instrumentów, które można też znaleźć w... altanie.

Kuchnia jest jasna... Tak, mamy białe meble. W kuchni robi się wiele rzeczy, więc musi być jasno. Wiem, że wiele osób lubi spędzać czas w kuchni. My z żoną mamy małą kuchnię, która służy tylko nam.

Gdzie Państwo najczęściej spędzają czas? Żona w swoim pokoju, a ja w salonie. Każde z nas musi mieć swoje miejsce. Jeśli mamy potrzebę, by porozmawiać, czy wspólnie spędzić czas, to zwykle można nas spotkać w salonie.

Toruński naukowiec kolekcjonuje ozdobne, gdańskie meble. Na zdjęciu po lewej drzwi z płaskorzeźbą katedry oliwskiej

17 LUTY 2014

Tak, to są gdańskie meble. Na środku duży stół i krzesła, a wokół sama pani widzi - mnóstwo rzeczy. Obrazy, figurki i inne bibeloty.


K U C H N I A

LUTY 2014

18

Jak smakujepat

thai?

Gotowania uczył się w Bangkoku i Barcelonie. W Paryżu jadał kanapki z jądrami byka, a w Tajlandii prażone insekty. Zwyciężył w toruńskim odcinku „Ugotowanych”. TEKST: Jan Oleksy ZDJĘCIA: Jacek Smarz - Uwielbiam podróżować i gotować - mówi Wojciech Łopaciński, dyrektor toruńskiego hotelu „Filmar”. - Z wyjazdów wracam z kulinarnymi doświadczeniami. Każda wyprawa to nowe przyprawy, przepisy i pomysły. U mnie w domu rządzi raz kuchnia śródziemnomorska, a raz tajska. Coraz częściej decydujemy się na wegetariańskie wersje potraw. To wpływ mojej żony - opowiada zwycięzca toruńskich „Ugotowanych”.

WYPRAWY KULINARNE

Pan Wojtek jest zafascynowany kulturą i kuchnią azjatycką. Jednym z głównych punktów programu ostatniego wyjazdu do Tajlandii był dla niego udział w kursie gotowania. - Znam już kuchnię śródziemnomorską, specjalizuję się w spaghetti, ale koniecznie chciałem poczuć tajskie smaki - imbir, trawę cytrynową, sos ostrygowy. Takich rzeczy w polskiej kuchni nie ma - stwierdza kucharz z zamiłowania. W jego przypadku miłość do Azji wynika też z zachwytu nad kulturą Wschodu i z sympatii do mieszkańców krajów azjatyckich, którzy mają bardzo pozytywne podejście do życia, z charakterystyczną zgodą na otaczający ich świat. W panu Wojtku ciągle drzemie potrzeba podróżowania. To niespokojny duch. Tylko on

mógł wpaść na pomysł, by wybrać się na roczną wyprawę dookoła świata wraz z całą rodziną. Podróżowanie z dziećmi to duże wyzwanie dla rodziców - mówi Wojciech Łopaciński. - Będziemy musieli zawiesić naukę dzieci i przez rok wspólnie uczyć je życia, świata i języka angielskiego. Nie rezerwujemy hoteli, biletów wstępu do muzeów i nie będziemy korzystać z pomocy biur turystycznych. Chcemy sami sobie poradzić opierając się na doświadczeniu innych podróżników i życzliwości ludzi. Będziemy opisywać nasze przygody, a syn i córka będą prowadzić swój własny dziecięcy blog z wyprawy - dodaje podróżnik.

KOLACYJKA JAK W TAJLANDII

Na wieczornym spotkaniu, na które zostaliśmy zaproszeni, pan Wojtek zaskoczył nas potrawą inspirowaną tradycyjnym, najbardziej znanym daniem w Tajlandii - pat thai. Ten narodowy talerz spotkamy w każdej restauracji i w każdym barze na ulicy. A w Tajlandii jedzenie sprzedaje się właściwie wszędzie, nawet z motoru czy łódki. Pan Wojciech nauczył się dań kuchni tajskiej w szkole gotowania podczas trzytygodniowej wędrówki po Singapurze, Malezji i Tajlandii. - „Bangkok zanurzony w cytrynowym kokosie”

to moja zwycięska zupa w programie „Ugotowani” TVN - mówi. - Jest zima, mamy ograniczone możliwości nabycia świeżych warzyw, więc proponuję własną wariację na temat tego dania. Będzie to polska wersja pat thai à la Wojtek wykonana z łatwo dostępnych produktów - mówi podróżnik kulinarny.

DANIA PALCE LIZAĆ

Przygotowanie potrawy „Pat thai à la Wojtek” jest bardzo proste, każdy z łatwością może ją wykonać we własnej kuchni. Wystarczy dokładnie trzymać się przepisu. Równie doskonałe są „Krewetki w porach” - świetna propozycja nadająca się na ciepłą przekąskę. - Sam ją wymyśliłem z zauroczenia warzywami. Jemy mało mięsa, a dużo ryb i owoców morza, więc to danie jest kwintesencją naszej domowej kuchni - wyjaśnia pan Wojtek. Natomiast na deser Wojciech Łopaciński poleca niesamowite „Paryskie naleśniki z sokiem wyciskanym z pomarańczy”. - Tej sztuki nauczył mnie mistrz Lukas Lofe, który gotował w jednej z paryskich restauracji naprzeciw Moulin Rouge. To danie również zaprezentowałem w programie „Ugotowani”. Teraz jest to ulubiony przysmak moich dzieci - mówi pan Łopaciński.


K U C H N I A

Pat thai à la Wojtek

Paryskie naleśniki

pół cukinii,

z sokiem wyciskanym z pomarańczy

1/3 bakłażana

S K Ł A D N I K I N A 4 O S O B Y:

S K Ł A D N I K I N A 4 O S O B Y:

2 ząbki czosnku

naleśniki 8 szt.

pół cebuli

cukier trzcinowy do smaku

kilka grzybków mun, pieczarek i 2-3 boczniaki

4 pomarańcze

papryczka czerwona pikantna

50 ml śliwowicy lub świerkówki

3 kawałeczki imbiru 1 limonka 200 g makaronu ryżowego

2 łyżki stołowe masła

Krewetki

sos rybny do smaku

w porach

2 łyżki orzeszków arachidowych (albo pestek słonecznika)

S K Ł A D N I K I N A 4 O S O B Y:

krewetki (2 szt. na osobę)

garść kiełków, np. rzodkiewki 5 pomidorków cherry

pory (po jednym całym porze na osobę - część biała i zielona)

natka pietruszki

krewetki królewskie tiger (2 szt. na osobę)

roszponka (do dekoracji)

smak możemy wzbogacić pomidorkami cherry

lody waniliowe (po 1 gałce na osobę) szczypta cynamonu liść mięty do dekoracji

19 LUTY 2014

1 trawa cytrynowa

P R Z YG OTO WA N I E

Patelnię rozgrzewamy i wlewamy oliwę (nigdy nie lejemy oliwy na zimną patelnię), podgrzewamy, dodajemy kilka ząbków czosnku (nie rozdrabniamy), wrzucamy pocięty por, mieszamy, dokładamy pomidorki koktajlowe przed samym podaniem. Gdy pomidorki zmiękną dodajemy obrane krewetki. Solimy i pieprzymy do smaku.

P R Z YG OTO WA N I E

Czas wykonania około 15 minut. Obieramy i kroimy warzywka, rozgrzewamy patelnię, na gorącą lejemy oliwę z oliwek, wrzucamy delikatnie podkrojone ząbki czosnku, dodajemy cebulę, papryczkę pikantną i powolutku dorzucamy warzywa, grzybki, imbir, trawę cytrynową, limonkę, orzeszki ziemne. W oddzielnym garnku gotujemy makaron ryżowy. Makaron mieszamy z warzywami, wykładamy na półmisek, a na wierzchu układamy usmażone z warzywami krewetki. Kto nie lubi krewetek, może zrobić to danie z kurczakiem. Na koniec dokładamy kiełki oraz posiekaną pietruszkę i ... wyjeżdżamy do Tajlandii.

Chcesz przygotować potrawy na podstawie przepisu Wojciecha Łopacińskiego? Już dziś zajrzyj na naszego Facebooka express-dom.pl Tam znajdziesz inne przepisy

P R Z YG OTO WA N I E

Na rozgrzanej patelni karmelizujemy cukier trzcinowy, dolewając sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy. Do zredukowanego sosu (czyli po 5-minutowym wrzeniu) wkładamy gotowe naleśniki złożone w trójkąty. Smażymy 3 minuty na jednej stronie, dodając 2 łyżki masła. Wlewamy śliwowicę (ja dodaję moją świerkówkę) i podpalamy. Czekamy, aż płomień sam zgaśnie. Na talerzu układamy naleśniki i polewamy je gęstym sosem pomarańczowym. Możemy do dekoracji dodać 2 plasterki pomarańczy. Na koniec dokładamy gałkę lodów waniliowych, posypujemy cynamonem i dekorujemy listkiem mięty.

* WOJCIECH ŁOPACIŃSKI dyrektor hotelu „Filmar”, wykładowca WSB, ma żonę Agnieszkę, syna Wojtka (12 lat) i córkę Łucję (9 lat). 1 lipca wyrusza na roczną rodzinną wyprawę dookoła świata, po powrocie podzieli się z Czytelnikami przepisami potraw. Prowadzi blog podróżniczo-kulinarny www.lopacinskichswiat.pl.


F I N A N S E

Co warto wiedzieć

O ZARZĄDZANIU? Z początkiem roku uwolniony został zawód zarządcy nieruchomości. Czy wspólnoty mieszkaniowe korzystające z ich usług powinny obawiać się o jakość rynku? TEKST: Kamil Pik

LUTY 2014

20

- W mojej ocenie uwolnienie zawodu zarządcy może wiązać się z jakimś zagrożeniem w jednym przypadku. Chodzi o sytuację, gdy wspólnoty mieszkaniowe zdecydują się na współpracę z osobami, które nie mają żadnego doświadczenia na rynku, ani nie są w stanie potwierdzić swoich kompetencji - mówi Sebastian Rzepecki, licencjonowany zarządca nieruchomości z firmy C&R Chmara, Rzepecki. - Przed deregulacją dokumentem potwierdzającym kompetencje zawodowe była licencja zarządcy. Mogły ją otrzymać osoby z wyższym wykształceniem, niekarane, które ukończyły dodatkowo studia podyplomowe z zakresu zarządzania nieruchomościami oraz odbyły minimum półroczne praktyki zawodowe. Wymagania te gwarantowały, że osoba posiadająca licencję jest przygotowana do pracy na rzecz wspólnoty mieszkaniowej - dodaje.

ZASIĘGNIJ OPINII

Dziś decydując się na wybór zarządcy, warto uzyskać opinię. Stosunkowo łatwo jest dowiedzieć się, czy człowiek oferujący nam swoje usługi już zarządzał jakimiś nieruchomościami, a następnie poznać zdanie tamtejszych mieszkańców. - Można tego dokonać zarówno rozpytując wśród znajomych, jak i na przykład szukając komentarzy na forach internetowych - mówi Sebastian Chmara, wspólnik w firmie zarządzającej nieruchomościami C&R Chmara, Rzepecki. - Ponadto, jak wiemy, rynek nie lubi próżni. Po deregulacji o bezpieczeństwo wspólnot mieszkaniowych zadbały organizacje działające na rynku nieruchomości. Licencje zarządców wydaje np. Polska Federacja Rynku Nieruchomości, powołano Krajową Izbę Gospodarki Nieruchomościami. Nową licencję automatycznie otrzymują osoby posiadające licencję

państwową, osoby spoza zawodu będą musiały potwierdzić kompetencje, odbywając kursy i zdając egzaminy - wyjaśnia.

OBOWIĄZKI ZARZĄDCÓW

Zanim zlecimy jakiekolwiek zadania zarządcy, pamiętajmy, że jego podstawowym obowiązkiem jest posiadanie ubezpieczenia swojej działalności. Pomimo deregulacji zawodu, zarządca nieruchomości, na podstawie odrębnych przepisów prawa, nadal podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone w związku z zarządzaniem nieruchomością. Jeżeli wykonuje czynności przy pomocy innych osób działających pod jego nadzorem, podlega on również ubezpieczeniu od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone działaniem tych osób. Jeśli już zdecydowaliśmy się na usługi danej firmy, warto wiedzieć, w jakim zakresie musi, a w jakim może zarządzać naszą kamienicą czy blokiem. Zarządca, któremu zlecono opiekę nad nieruchomością wspólną, ma obowiązek prowadzić ewidencję pozaksięgową kosztów zarządzania danym budynkiem oraz zaliczek wpłacanych na pokrycie tych kosztów. Okresem rozliczeniowym wspólnoty mieszkaniowej jest rok kalendarzowy. Drugi obowiązek to sporządzenie protokołu przejęcia nieruchomości i jej dokumentacji technicznej (budowlanej, powykonawczej i książki obiektu budowlanego). W dalszym okresie musi on przechowywać tę dokumentację i prowadzić jej aktualizację. Kolejne zobowiązania ustawowe to, m.in., dokonywanie rozliczeń wspólnoty, składanie właścicielom lokali rocznych sprawozdań ze swojej działalności, zwoływanie zebrań właścicieli co

najmniej raz w roku, nie później niż w pierwszym kwartale każdego roku. - Lista zadań, których podejmujemy się jako zarządcy nieruchomości pomagając wspólnotom w utrzymywaniu budynków, jest długa. Oprócz wspomnianych wyżej należą do nich, m.in., sporządzenie projektów uchwał dla wspólnoty, wykonywanie uchwał podjętych przez wspólnotę, prowadzenie spraw meldunkowych, zapewnienie dostaw mediów, zapewnienie utrzymania czystości, zawieranie umów z firmami wykonującymi usługi dla wspólnoty, organizacja usuwania awarii, zlecanie remontów i przeglądów oraz nadzorowanie ich wykonania, realizacja planów finansowych wspólnoty, prowadzenie księgowości, obsługa prawna - wylicza Sebastian Rzepecki. Wszystkie czynności i obowiązki są zawsze wymienione w umowie o zarządzanie. Jeśli wspólnota nie jest zadowolona z współpracy z danym zarządcą nieruchomości, zawsze może go zmienić. - Zarząd wspólnoty może rozwiązać dotychczasową umowę i zlecić usługę innemu zarządcy. Nie powinny wiązać się z tym żadne dodatkowe koszty, można wręcz liczyć na oszczędności - zauważa Sebastian Chmara.

Jak decydują wspólnoty? W dużych wspólnotach mieszkaniowych decyzje podejmowane są większością głosów - rozdzielanych proporcjonalnie do wielkości udziałów w nieruchomości (można też uchwałą podjąć decyzję o podziale głosów - 1 dla każdego członka). W małych wspólnotach (do 7 członków) decyzje muszą być podejmowane jednomyślnie.


58514BDBHA


T W O J A O KO L I C A - TO R U Ń

Ona żyje inaczej. Nie można mówić o jakimś kryzysie centrum, zachodzi natomiast jego transformacja. Z prof. Danielą Szymańską* z UMK rozmawia Janusz Milanowski.

LUTY 2014

22

Pani Profesor, przez toruńską prasę przewinęła się seria artykułów o tym, że toruńska starówka obumiera. Znikają sklepy, drobne usługi, a jest coraz więcej banków. Czy rzeczywiście tak jest? Kontrowersyjne pytanie. Czy rzeczywiście starówka obumiera? Czy starówka się transformuje? Taka dyskusja, jeśli chodzi o centra miast, była już w latach 70. minionego wieku w Stanach Zjednoczonych. Po raz pierwszy zauważono wówczas, że z centrów ludzie, zwłaszcza ci zamożniejsi, uciekają na obrzeża, a wraz z nimi część podmiotów gospodarczych. To jest transformacja, zmiana przestrzenno-funkcjonalna, której doświadcza cały obszar danego miasta. W Polsce zaczęliśmy to dostrzegać, gdy pojawiła się gospodarka wolnorynkowa, renta gruntowa, obostrzenia związane z ochroną środowiska, a samochód przestał być luksusem. Obrzeża stały się dostępniejsze. Oprócz funkcji typowo rezydencjalnych, pełnią często funkcje handlowo-usługowe. Jedne podmioty wychodzą z centrum Torunia, a drugie zajmują ich miejsce. Następuje sukcesja funkcji, czyli zmiana. Takie procesy zachodzą we wszystkich większych miastach. Starówka nie obumiera, ale żyje inaczej. Jest mniej sklepów spożywczych, warzywnych czy garmażeryjnych, ale powstały za

to inne potrzebne ludziom, w tym placówki finansowe, kancelarie prawno-notarialne, biura nieruchomości itp., tak charakterystyczne dla współczesnych centrów miast.

Starówka nie obumiera, ale żyje inaczej. Jest mniej sklepów spożywczych, warzywnych czy garmażeryjnych, ale powstały za to inne potrzebne ludziom. prof. Daniela Szymańska UMK

Został tylko jeden szewc... W gospodarce wolnorynkowej, w pogoni za pieniądzem zmniejszyła się długość życia danego produktu i nieważne, czy to nam się podoba, czy nie. Możemy kupować trwalsze buty, ale to drożej kosztuje (nie każdego na nie stać) i wtedy chodzić do szewca, ale czy to się przeciętnemu obywatelowi opłaca? Zmieniają się mody i upodobania. Chciałabym, żeby na starówce był i szewc, zegarmistrz i kowal kujący ozdoby i więcej sklepów z piernikami czy z artystycznym rzemiosłem, ale do tego trzeba odpowiedniej zachęty. W tym momencie przypomnę, że kreatorem i organizatorem przestrzeni na wolnym rynku jest renta gruntowa. To jej wysokość określa, co się komu opłaca. Zmniejsza się w centrum liczba „najmniej dochodowych” podmiotów gospodarczych, np. drobnych sklepów spożywczych (bo są dyskontowe), mięsnych, rybnych itp. Zwiększa natomiast sektor usług, np. liczba hoteli, restauracji, powstają modne lokale. Stare miasto pełni funkcję turystyczną i kulturową. Nie można mówić o jakimś kryzysie centrum, zachodzi natomiast

jego transformacja. Miasto należy postrzegać, jako jeden organizm, coś znika z centrum, ale powstaje gdzie indziej, np. na obrzeżach powstają centra handlowe. Pytanie: czy nie jest ich za dużo? Właśnie. Czy w Toruniu nie jest ich za dużo? Nie wiem, bo tego nie badałam. Jeśli są one wydolne finansowo, rentowne, jeśli ludzie z nich żyją, kupują w nich to widocznie nie jest ich za dużo. Wokół transformacji starówki robimy za dużo wrzawy. Na pewno można wiele rzeczy zmienić, żeby centrum bardziej jeszcze żyło, choćby zwiększając jego dostępność poprzez zwiększenie liczby parkingów. Marzy mi się, żeby starówka stała się miejscem dla bardziej wysublimowanych zakupów, sztuki czy rzemiosła artystycznego i sklepików z piernikami. Krążą też opinie, że bardzo negatywny wpływ na starówkę może mieć budowa dużego centrum handlowego na samym jej obrzeżu, w miejscu poczciwego Universamu. Spośród 900 różnych działających na starówce podmiotów, 25 proc. to podmioty handlowe, reszta to usługi. Jeżeli do nowej galerii przeniesie się część biur doradczych (w co wątpię), to może coś się zmienić, ale kluczowe


T W O JT AE MO AK TO LN I UC MA E -R UT :O RX UX ŃX

Starówka wciąż nie ma miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Takowy jest dopiero opracowywany. W ten sposób miasto nie ma wpływu, na przykład, na strukturę handlu. To, że nie było miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego starówki, nie znaczy że działano po omacku. Były różne programy działań społeczno-gospodarczych dla zespołu staromiejskiego. Teraz powstają nowe ramy i kierunki zagospodarowania. Możemy zgłaszać pomysły, koncepcje. Miasto nie może jednak narzucać prywatnym podmiotom, co powinny tworzyć. Byłby to zbyt daleko posunięty interwencjonizm. Potrzebne są raczej zachęty, by kształtować taki, a nie inny kierunek rozwoju funkcjonalno-przestrzennego starówki. Miasto może tworzyć pewne mechanizmy, wytyczać kierunki. Zauważmy, że nasza starówka ma też wiele ograniczeń konserwatorskich - na szczęście! Nie wszystko można, co by się chciało. Mimo braku tego planu, nie mamy podstaw twierdzić, że w Toruniu coś jest/było robione bez planu. Musimy przestać postrzegać starówkę poprzez funkcję tylko handlową. Handel - owszem, ale bardziej wyprofilowany. Starówka powinna stać się salonem, a w salonie nie można sprzedawać wszystkiego. I do tego powinniśmy dążyć. Nie podzielam zatem pesymistycznych opinii, że starówka obumiera!

A co się Pani na niej nie podoba? Nie podoba mi się ilość reklam. W mojej katedrze powstają liczne opracowania dotyczące różnych sfer życia w mieście. Ostatnio na temat reklamy powstała praca magisterska, wyniki przekażemy władzom miasta. Ich autorka sfotografowała wszystkie reklamy na Starówce, zbadała, do kogo one docierają i przedstawiła też wizualizację kamienic bez tych reklam. Jest tych reklam zdecydowanie za dużo i nie mają żadnego stylu. Ale z drugiej strony i w tym przypadku trzeba ostrożnie cokolwiek narzucać. Kraków zabronił na starówce zamieszczania reklam na budynkach, no to jest tam pełno „reklam chodzących” i też nie jest dobrze. Ale reklamy są inwentaryzowane przez miasto. To prawda. Ale my zaczęliśmy badać, czego one dotyczą, czy naprawdę są potrzebne i na jakich materiałach są zrobione. Określamy ich funkcjonalność, strukturę oraz komu, czemu i na jak długo służą. Badaliśmy, czy ludzie w ogóle dostrzegają te reklamy. Mamy interesujące rezultaty, ale o tym może przy innej okazji porozmawiamy. A jeśli chodzi o ich estetykę... Jest różna, jedne są udane inne mniej, są też bardzo szpetne. Ale generalnie jest ich zdecydowanie za dużo. Zgadzam się, że wypadałoby coś z tym zrobić. Przede wszystkim uświadamiać przedsiębiorców, którzy o wielu sprawach nie wiedzą, no, bo skąd mają wiedzieć. Na przykład, przebadaliśmy grupę tysiąca osób i oka-

zało się, że skuteczniejsza jest reklama słowna niż graficzna. Tu trzeba edukować i uświadamiać. Zastosować taki interwencjonizm mentalny, bo reklam jest przerost i niektóre są naprawdę o-h-y-dne! Wspomniała Pani, że miasto, jako całość powinno rozwijać się harmonijnie, w sposób zintegrowany. Czy Toruń tak się rozwija? Rozwój harmonijny, zintegrowany, to jest proces. To jest jak gra akordami: wszystkich dziedzin życia w mieście: tu transport, tu zieleń, tu usługi, tu przestrzeń publiczna, tu środowisko naturalne, infrastruktura społeczna, gospodarka wodno-ściekowa, itp. Gra się wszystkimi palcami, a nie tylko jednym. Myślę, że w Toruniu może jeden palec nie uczestniczy w wybijaniu tych akordów, ale pozostałymi dziewięcioma naprawdę bardzo porządnie gramy.

* PROF. DANIELA SZYMAŃSKA wykładowca UMK, badaczka procesów i struktur osadnictwa miejskiego w Polsce i na świecie

23 LUTY 2014

tutaj będzie zachowanie się właścicieli kamienic, jak oni zareagują, by zachęcić do pozostania na starówce.


DT EO MM AO TW YN U BMI EZ RN UE :S X X X

LUTY 2014

24

Współczesny biznes rzadko kiedy zaczyna się od ludowego haftu i koronki. Okazuje się jednak, że z tęsknoty za tradycją można założyć własną firmę i szyć pościele z dziecięcych wspomnień. TEKST: Dominika Kucharska  ZDJĘCIA: Tomek Czachorowski

J

oanna Kwiatkowska, właścicielka firmy Colorico, na rozmowę zaprosiła mnie do swojego domu. Drzwi otworzyła trzymając na rękach małą Kalinkę. Dziewczynka nie odrywała rąk od mamy, mocno ściskając ją za szyję. Pewnie jeszcze tego nie rozumie, ale w końcu to ona jest jedną z głównych przyczyn istnienia tego biznesu. Młoda projektantka wskazuje drogę do głównego magazynu Colorico, którym jest pokój córeczki. Wchodzimy do królestwa małej księżniczki. Kolorowe ściany, zabawki, pluszaki... W  łóżeczku leży śnieżnobiała, haftowana pościel. Urocze wstążeczki przymocowują ją do drewnianych drążków. Wygląda jak wyciągnięta z babcinego kufra i tak ma być.

ZMĘCZONA CHIŃSZCZYZNĄ

- Ja spałam w takiej samej - mówi właścicielka pościelowego biznesu. - Moja rodzina ma dryg do rękodzieła. Babcia haftowała pościele, ciocia robiła to samo. Jak zaszłam w ciążę i dowiedziałam się, że będę miała córkę, to uparłam się, że chcę, aby i  ona mogła mieć takie piękne sny. Zaczęłam szukać. Pościel miała być haftowana, z koronką, z polskiej, a nie z chińskiej bawełny. Sprawdzałam w sklepach, w Internecie i nic. Uznałam, że skoro nigdzie nie ma tego, czego szukam, to trzeba zakasać rękawy i szyć. Mama z wykształcenia jest krawcową, więc nitka i igła nie są mi

obce. Właśnie tak powstała pierwsza pościel - wspomina początkująca bizneswoman. Prototyp wykonany dla Kalinki zachwycił koleżanki, które ustawiły się w kolejce po następne komplety. Pomysł założenia własnej firmy wykiełkował trochę później, ale bez wątpienia był rewolucyjny. Wcześniej pani Asia kierowała działem promocji i biurem karier jednej z bydgoskich uczelni. - Branże inne, ale jeśli chodzi o mechanizmy wypromowania marki to tu i tu są one podobne - mówi właścicielka Colorico. Bydgoszczanka latem ubiegłego roku garsonkę odwiesiła na wieszak i  na dobre zasiadła za maszyną do szycia. Dotacja z urzędu pracy była motywującym zastrzykiem.

TESTY GRUBĄ NICIĄ TKANE

Polskiego, dobrego materiału na wymarzone pościele, pani Joanna szukała przez prawie trzy miesiące. Było buszowanie po Internecie, wydzwanianie po hurtowaniach. W końcu w Łodzi udało jej się znaleźć dwie tkalnie, które wykonują polską, dobrą jakościowo bawełnę, posiadającą wszystkie niezbędne certyfikaty. - Materiał nie mógł uczulać, nie mógł zawierać toksycznych domieszek. To było od początku dla nas podstawą. Potem bawełnę testowaliśmy sami. Wylewaliśmy na nią wybielacz. Praliśmy w  wysokich temperaturach. Chcieli-


T E M AD TO MN OU W M EY R BU I: Z XN XE XS

Jo

LUTY 2014

o wa

ne ko c

yki

oa

l te r

t

STADA JEŻY

Jak każdy nowy biznes, również ten pościelowy od początku wiązał się z ryzykiem. Właścicielka Colorico nie ukrywa, że początki firmy pod względem finansowym nie rysowały się zbyt optymistycz-

Pościel Colorico szyta jest z polskiej bawełny najwyższej jakości

25

Haft

POŚCIEL ROŚNIE Z DZIEĆMI

Asortyment będzie się rósł razem z córeczką? - Pewnie tak. Już szyję pościele dla starszych dzieci. Mam zamówienia na pościel dla nastolatek. Córki znajomej same zrobiły wstępny projekt. Jedna jest fanką koni, druga psów, więc te zwierzaki koniecznie muszą pojawić się na pościeli. W kolejce jest też zamówienie na pościel dla nowożeńców z wyhaftowaną datą ślubu - mówi. W trakcie rozmowy z ust Joanny wciaż pada sformułowanie „nasza firma”, choć w papierach to ona jest szefową. - W teorii tak, ale w praktyce to biznes rodzinny. Gdyby nie moi bliscy i  znajomi, to nie mogłabym się temu poświęcić w  pełni. W  końcu mam małe dziecko. Od nich czerpię nowe inspiracje. Tata za to jest moim głównym dostawcą. To on biega po hurtowniach i przywozi mi materiały. Mama pomaga mi w szyciu. Preferujemy włoski model prowadzenia firmy - wyjaśnia projektantka.

nie. - Zdarzało się, że w miesiącu sprzedaliśmy jedną pościel, albo ani jednej... Przez myśl przeszło mi nawet, że to nie ma sensu. Sprzedajemy hafciarkę i trudno. Wtedy zaczęłam szyć jeże i  kocyki, jako coś tańszego w ofercie. Przed świętami sprzedaliśmy całe stada tych jeży. Trochę się zapętliliśmy, bo są one bardzo czasochłonne, wszystko trzeba wszywać ręcznie. Nikt się nie spodziewał aż tylu zamówień, ale dzięki temu mam już stałych klientów. Docenili wykonanie maskotek i zgłaszają się po pościele - mówi. Dziś Colorico zarabia. Wielu klientów to osoby, które wybierają się na chrzciny czy roczek. - To coś, czego dziecko nie dostanie od innej cioci czy wujka. Możemy na pościeli czy kocyku wyhaftować imię malucha, datę urodzenia czy krótkie życzenia, np. „kolorowych snów Monisiu” - mówi pani Asia. - Przez kilkadziesiąt lat odzwyczailiśmy się od tego, że coś, co było robione w niewielkich ilościach, w manufakturach, to coś wartościowego. Nasze pokolenie powoli do tego wraca. Wyszukujemy perełek, pochowanych głęboko w szafach rodziców i dziadków. Proszę zauważyć, że to wciąż jest w dobrym stanie. Mnie się to dobrze kojarzy. Ciepłe lata dzieciństwa, wspomnienia domu pachnącego drożdżówką i smaku chleba posmarowanego powidłami, który popijałam kubkiem mleka na śniadanie...

wska z córką Kaliną

Z NOWOCZESNYM RYSEM

Wyszywane motywy, zdobiące pościele Colorico, są inspirowane haftami, które wykorzystywały nasze babcie i prababcie. Bezcenne okazują się też wizyty w muzeach we Włocławku czy Inowrocławiu. Wzory są przerysowywane i dopasowywane do rozmiaru pościeli dziecięcej. - Oczywiście dodaję im bardziej nowoczesnego rysu. Samo zaprojektowanie wzoru potrafi zająć nawet około tygodnia. Potem trzeba wrzucić go do kilku programów, które je przekonwertowują. Następnie projekt trafia na hafciarkę, a wiadomo to tylko maszyna, więc nie zawsze haftuje tak, jakbyśmy chcieli. Samo szycie pościeli zajmuje kolejne 2-3 godziny - wylicza Joanna. Poza pościelą jak z  babcinego kufra w ofercie Colorico znajdują się też produkty w  zupełnie innej stylistyce. - Nie każdy lubi hafty i koronki. Niektórzy mówią nam to wprost i nie ma się co dziwić. Ile osób, tyle gustów. Dlatego zaczęłam projektować coś innego, bardziej nowoczesnego, kolorowego - kocyki z dedykacjami. Każdy z nich jest projektowany na zamówienie, jak ten z żabą dla Lilianki - mówi i wskazuje kanapę.

Wyszywane motywy, zdobiące pościele Colorico, są inspirowane haftami, które wykorzystywały nasze babcie i prababcie. Bezcenne okazują się też wizyty w muzeach we Włocławku czy Inowrocławiu.

iatko a Kw ann

śmy sprawdzić jej wytrzymałość - opowiada bizneswoman.

n at

y wa

dla

lubią

c yc h k

olor y


T W O J A O KO L I C A - B Y D G O S ZC Z

Rosną mury przy Grottgera Przechodząc ulicą Focha, widać już wyłaniający się z ziemi Nordic Haven. TEKST: Kamil Pik

LUTY 2014

26

- Obecnie zakończono już prace ziemne, wykonywana jest płyta fundamentów. Tam, gdzie już powstały, trwa stawianie konstrukcji ścian i słupów kondygnacji, na której będą zlokalizowane garaże - opowiada Marcin Gąsior, projekt manager inwestycji Nordic Haven Najtrudniejszym do tej pory elementem budynku było drążenie ściany szczelinowej wokół całego budynku. - Ta głęboka na 14-15 m i gruba na 60 cm ściana tworzy razem z płytą fundamentową oparcie dla budowli oraz będzie stanowić przegrodę dla wód gruntowych wokół niego - tłumaczy Gąsior. - Najważniejsze i najtrudniejsze zadanie dla wykonawcy budynku to uszczelnienie ściany i płyty fundamentowej przed naporem wody. W chwili obecnej woda spod płyty jest odpompowywana 24h na dobę, aby utrzymywać jej stały poziom aż do całkowitego ukończenia i uszczelnienia. Woda będzie odpompowywana spod budynku aż do zrównoważenia naporu wody ciężarem budynku, czyli aż do wybudowania 4 kondygnacji nadziemnych - tłumaczy menadżer projektu. W porównaniu z pracami poniżej poziomu ziemi konstrukcja części nadziemnej budynku jest nieco mniej, ale również skomplikowana. - Oprócz zwykłych konstrukcji żelbetowych i kablobetonowych będą tutaj użyte nowe na bydgoskim rynku konstrukcje strunowe. Znajdą one zastosowanie w miejscach prześwitów i nadwieszeń budynku, tak jak to sobie wymyślił architekt - dodaje Gąsior. Jak deklaruje nasz rozmówca, do tej pory budowa przebiega planowo i zgodnie z harmonogramem. Jedynie pogarszające się warunki atmosferyczne zwalniają tempo, ale na to nie ma lekarstwa.

HAVEN ZNACZY „OGRÓD”

Projekt tego wyjątkowego w skali Bydgoszczy obiektu przygotował Mirosław Nizio z warszawskiego biura projektowego Nizio Design. - Od początku prac projektowych jako inwestor oczekiwaliśmy też, że będzie to kolejny wysokościowiec zrealizowany

NORDIC HAVEN TO: · najwyższy budynek w Bydgoszczy · 18 kondygnacji, 15 pięter, 55 metrów wysokości, 129 mieszkań · sąsiedztwo Wyspy Młyńskiej i Opery Nova · zielone tarasy dla wybranych mieszkań · restauracja, siłownia, spa, fryzjer - wszystko na terenie budynku · dwupoziomowy parking · możliwość wykupienia miejsca w przystani

przez naszą firmę w Bydgoszczy po Nordic Tower na Bocianowie - mówi Natalia Siuzdak, doradca w Nordic Development. Podstawa budynku przyjmie kształt trapezu, a wieńczył go będzie nie klasyczny dach, ale kaskadowo ułożone tarasy. Każdy z nich ma zostać obsadzony zielenią. Haven w języku duńskim oznacza „ogród” i budynek ten dzięki obsadzonym roślinami tarasom ma właśnie być swoistym ogrodem. Dla zainteresowanych widokiem z pięknego tarasu Nordic Haven mamy jednak przykrą wiadomość. Każdy z tarasów jest przypisany do konkretnych mieszkań i dostępny tylko dla właścicieli. Wszystkie mieszkania z tarasami są zaś już dzisiaj sprzedane. - Ogólnodostępny będzie natomiast taras widokowy o powierzchni 150 m2 na dziesiątym i jedenastym piętrze. - Także wszyscy pozostali mieszkańcy budynku również będą mogli z niego korzystać - mówi Siuzdak.

KONIEC ZA DWA LATA

Mieszkania w Nordic Haven można kupować choćby dziś. - Sprzedajemy je z umowami deweloperskimi i 34 spośród dostępnych 129 już znalazły swoich nabywców. Najciekawszymi dla klientów okazały są już mieszkania narożne o powierzchni 56 m2 - wszystkie się już sprzedane. Dostępne obecnie w sprzedaży mają powierzchnię 36 m2, 43 m2, 90 m2, 150 m2 i 74 m2 - podsumowuje obecny etap doradczyni klienta. W budynku nie tylko będzie się mieszkać. Od parteru do 3 piętra zaplanowano lokale handlowo-usługowe w dużej części użytkowe dla mieszkańców. Parter przeznaczono pod kawiarnię, restaurację, market lub pasaż handlowy. Pierwsze piętro to będzie centrum sportowe fitness. Na drugiej i trzeciej kondygnacji natomiast przewidziano działalność biurową. Obecne zaawansowanie prac, jak deklaruje inwestor, to około 15 procent. Zakończenie inwestycji zaplanowano na grudzień 2015 roku. Pierwsi mieszkańcy muszą zatem poczekać jeszcze około dwóch lat, zanim odetchną bydgoskim powietrzem z tarasu z widokiem na Operę.


84414TRTHA

2514T2BBA


Z R Ó B TO !

Hybryda lepsza niż natura Tradycyjna wentylacja grawitacyjna jest zawodna, a mechaniczna kosztowna w utrzymaniu. Jest jednak rozwiązanie, które zapewni dobrą wymianę powietrza stosunkowo tanim kosztem. TEKST: Jan Oleksy

N

Jest ona połączona z układem sterującym, który sygnalizuje zmiany ciśnienia w jej pobliżu. Jeśli pojawi się nadciśnienie, głowica jest uruchamiana. Dzięki jej pracy powstaje niewielkie podciśnienie, które powoduje, że powietrze ponownie przyjmuje właściwy kierunek przepływu. Zalety układu instalowanego w nowej inwestycji potwierdza deweloper. - Zdecydowana poprawa wentylacji w mieszkaniach jest wynikiem zastosowania specjalnych głowic na przewodach wentylacyjnych systemu hybrydowego - dodaje Maciej Łopuszyński.

aukowcy i praktycy - specjaliści od budownictwa, chcąc zaspokoić oczekiwania inwestorów prowadzili badania nad stworzeniem systemu nowoczesnej wentylacji, który z powodzeniem można byłoby stosować w nowo powstających budynkach. Punktem wyjścia było połączenie prostoty i niskich kosztów użytkowania wentylacji grawitacyjnej z niezawodnością wentylacji mechanicznej. Właśnie od określenia „połączenie” (z języka greckiego „hybryda”) wzięła się nazwa nowego systemu. Tak powstała wentylacja hybrydowa.

LEPSZA NIŻ NATURA

LUTY 2014

28

Wentylacja hybrydowa działa jak naturalna albo mechaniczna. Decydują o tym warunki zewnętrzne. Jeśli nie pozwalają na wentylację naturalną, pracują urządzenia mechaniczne. Jeśli natomiast jej sprzyjają, urządzenia mechaniczne wyłączają się automatycznie i wówczas proces zachodzi w naturalny sposób. - System hybrydowy najskuteczniej poprawia wentylację w mieszkaniach, przez co powietrze w lokalu staje się świeższe, zwiększa się komfort przebywających w nim osób - tłumaczy Jędrzej Murzyn z ECP Developer, który wykorzystał ten system wentylacji w inwestycji przy ul. Kcyńskiej 22 w Bydgoszczy.

CO DAJE HYBRYDA?

Jeśli prześledzimy skuteczność wentylacji naturalnej, często okazuje się, że nie działa ona prawidłowo. - Każdy z nas z pewnością odczuwał, że szczególnie w okresach wiosennych i jesiennych ten sposób wymiany powietrza w mieszkaniach nie zawsze się sprawdzał, co powodowało znaczne obniżenie komfortu ich użytkowania. Ponadto, bardzo często powietrze zamiast być usuwane poprzez kanały wentylacyjne było nawiewane do mieszkań przez kratki wentylacyjne, co powodowało dodatkowe straty ciepła - wyjaśnia Maciej Łopuszyński z Przedsiębiorstwa Organizacji Budownictwa „POBUD” w Bydgoszczy, które realizuje projekty instalacji wentylacji hybrydowej. Następował wtedy tzw. ciąg wsteczny, czyli powietrze cofało się do pomieszczenia. Łatwe powstawanie ciągu wstecznego jest największą wadą wentylacji naturalnej. Hybryda ma wykorzystywać wszystkie dobrodziejstwa wentylacji naturalnej, takie jak niski koszt eksploatacji, brak zużycia prądu, cicha praca, likwidując

JAK TO DZIAŁA?

Hybryda ma wykorzystywać wszystkie dobrodziejstwa wentylacji naturalnej, takie jak niski koszt eksploatacji, brak zużycia prądu, cicha praca, likwidując jednocześnie zagrożenie ciągiem wstecznym.

Głowica przypomina niewielki wentylator. Wyposażona jest w silnik o mocy 5-10 W zasilany prądem stałym lub zmiennym. Jego praca powoduje ruch łopatek, przez co powietrze jest zasysane z kanału wentylacyjnego. Łopatki wentylatora są skonstruowane tak jak w wentylacji naturalnej. Naturalna prędkość powietrza przyczynia się do cichej pracy głowicy. Jednocześnie, dzięki odpowiedniej konstrukcji urządzenie nie ogranicza naturalnego przepływu w czasie, gdy nie pracuje. Głowica hybrydowa zużywa mniej prądu niż typowy wentylator. Dla takiego samego mieszkania roczne zapotrzebowanie na prąd dla wentylatora jest około 15-krotnie większe niż dla głowicy hybrydowej.

WAŻNY JEST NAWIEW

jednocześnie zagrożenie ciągiem wstecznym. - Warto podkreślić, że takie rozwiązanie chroni lokal mieszkalny przed niekontrolowanym zawiewaniem, czyli zasysaniem zimnego powietrza do wnętrza mieszkania. Jednocześnie niepotrzebnie nie wychładza, a dostarcza tylko tyle świeżego powietrza, ile aktualnie potrzeba - wyjaśnia Jędrzej Murzyn, ECP Developer.

CISNIENIE POD KONTROLĄ

- Prawidłowe działanie systemu możliwe jest dzięki zastosowaniu elementów sterujących pracą, monitorujących warunki zewnętrzne i parametry pracy instalacji wentylacyjnej. Czujniki sprzężone z układem sterowania umożliwiają przełączanie trybu pracy systemów - naturalnego i mechanicznego - informuje Maciej Łopuszyński. W systemie wentylacji hybrydowej na kominie, który kończy zwykły kanał grawitacyjny, zamontowana jest specjalna głowica.

Dobra praca systemu wentylacji hybrydowej zależy nie tylko od skutecznego usuwania zużytego powietrza z pomieszczenia, ale też od właściwego nawiewu świeżego powietrza. Skutecznym rozwiązaniem jest zastosowanie nawiewników automatycznych okiennych lub ściennych. Działają one bez dodatkowego zasilania prądem.

SKUTKI ZŁEJ WENTYLACJI · pleśń · skropliny pary wodnej na szybach · wyczuwalny podwyższony poziom wilgotności powietrza · ciąg wsteczny powietrza przez kratki wentylacyjne · podrażnione błony śluzowe · alergie · niszczenie ścian budynku


z życzeniami walentynkowymi, a my opublikujemy je 14 lutego na specjalnej walentynkowej stronie „Expressu Bydgoskiego” lub „Nowości”.

Jeden SMS może zawierać w sumie 160 znaków bez polskich liter. (Po wpisaniu polskich liter treść SMS-a zostaje skrócona do 68 znaków.)

Dla Czytelników „Expressu Bydgoskiego” w treści SMS-a należy wpisać:

EX.W.tekst życzeń

Dla Czytelników „Nowości” w treści SMS-a należy wpisać:

SMS-owa

NOW.W.tekst życzeń

Wiadomość należy wysłać pod numer 79567

Walentynka

(koszt jednego SMS-a: 9 zł netto, 11,07 zł z VAT)

Na SMS-y czekamy

do 11.02 do godziny 23:59

Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za treści. Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za nieprawidłowo przesłane SMS-y. Wydawca nie ponosi odpowiedzialności za problemy techniczne operatora komórkowego.

Wyślij SMS-a

172814BDBHA


K R Z Y W Y M O K I E M - B Y D G O S ZC Z

TAK

dla „Biedronki”

Zapewniam, że nie jestem pod wpływem żadnych środków psychotropowych. To moje głęboko przemyślane zdanie. Jakub Elwertowski*

LUTY 2014

30

Uwaga! Ogłaszam wszem i wobec, że jestem na tak! Jestem na tak, jeśli chodzi o jedną z największych sieci handlowych w kraju, która ma otworzyć podwoje w najświętszym miejscu bydgoskiego grodu, a mianowicie na Starym Rynku. Mówię to w pełni świadom swego postępowania. Zapewniam, iż nie jestem pod wpływem żadnych środków psychotropowych. Nie otrzymałem żadnej grubej koperty ani nie jestem sterowany odgórnie. To moje głęboko przemyślane zdanie, okupione tygodniem wątpliwości i rozterek zalewających duszę moją. Czy może tak, lub nie… Czy kalać miejsce, dla niektórych będące sanktuarium? Czy skazać się na wieczne potępienie na jednym z największych portali społecznościowych? Tudzież stracić przyjaciół, przekraczając granicę? Biedny żywot twój, Jakubie... Ale cóż, misja twa iść musi do przodu, więc zawrócić nie można.

SPÓJRZMY INACZEJ

Powiedzcie moi drodzy, jak wygląda nasze centrum nocą? Ba, co tam noc... spójrzmy na godziny popołudniowe, gdy większość sklepów czy urzędów zamyka drzwi przed mieszkańcami. Robi się jak w opuszczonym miasteczku poszukiwaczy złota na Dzikim Zachodzie. Pustka,

kot miauczy, gołębie gruchają. Oczywiście, jest to uproszczenie, bo i przybytków kulinarnych co niemiara. Jednakże nie są to miejsca stanowiące punkt docelowy dla każdego bydgoszczanina. Dla przykładu, dlaczego kiedyś ul. Długa tętniła życiem? Bo wszyscy wiedzieli, że tam znajdzie się to, czego człowiek potrzebuje do codziennego funkcjonowania. Buty, odzież, książki ściągały mieszkańców do centrum. Ktoś mi powie: „To były zupełnie inne czasy. Teraz to centra handlowe dyktują rytm życia miasta”. I ja się z tym zgodzę bez dwóch zdań, ale... Spójrzmy na to inaczej. Jeśli jeden sklep przyciąga następny, to po jakimś czasie mamy już ich kilka.

GDAŃSKA OŻYŁA

Niewidzialna ręka rynku jest nieubłagana. Konkurencja, chęć zysku są atrakcyjne dla każdego. Stąd i nasze wszystkie galerie handlowe modernizują się, wymyślają nowe promocje. A dookoła nich i mniejsi gracze próbują porwać, powiedzmy, co czwartego klienta. I im się udaje. Dzięki „Drukarni” przy ul. Gdańskiej ruch w tej części miasta ożył. Mieszkańcy, chociażby dla parkingu, na nowo odkrywają jedną z największych arterii naszego miasta. Poczciwy dom towarowy ma zamiar odzyskać siły witalne.

Kawiarnie, butiki czy małe „sieciówki” na nowo przyciągają rzesze kupujących. Broń Boże, nie mam zamiaru zasypać miasta małpkami, żabami, freszami czy innymi szopami. Ale taka jedna „Biedronka” mogłaby tam być.

SMAK I GUST

Każda, nawet najgorsza rzecz ładnie opakowana ma inny wydźwięk. Dlaczego w takim zabytkowym hanzeatyckim Lübeck, w samym centrum starego miasta funkcjonują dwie duże galerie handlowe i nikt się nie burzy? Bo są tak wkomponowane w zabudowę, że spacerujący nawet nie wie, że akurat się w nich znajduje. Kochani, niech sobie powstaje co chce w Bydgoszczy. Oby tylko miało smak i gust. Pilnujmy naszych włodarzy, by nie popełnili takiej „popeliny” jak z naszym mostem i jego jarmarczną kolorystyką, tudzież setkami koszmarnych banerów i szyldów. A taki jeden mały robaczek jak „Biedronka” nie będzie stanowił problemu. *Ukończył Wydział Sztuk Pięknych UMK i Gdańską Wyższą Szkołę Humanistyczną; twórca grupy artystycznej Parter02 i Atelier Procesów Twórczych Apetyt; artysta malarz, nauczyciel specjalny w Zespole Szkół nr 30 w Bydgoszczy.

165314BDBHA


P R Z Y M R U ŻO N Y M O K I E M - TO R U Ń

o Tyfusach

Pogadajmy

Marzy mi się tramwaj wodny między naszymi miastami. Cudownie byłoby wsiąść do niego na Bulwarze Filadelfijskim i wysiąść przy Wenecji. Janusz Milanowski*

POCZUJ SMAK WENECKIEGO PIWA

Myślę o tym zawsze, gdy wlokę się autem do Bydgoszczy. Wyprzedzić się nie da, bo taki sam sznur ciągnie się na przeciwległym pasie w stronę Torunia. Myślę też o tym, gdy godzinę „pędzę” pociągiem do Bydgoszczy, ciesząc się, że nasze miasta partycypują w projekcie BiT City - komunikacyjnym. Niemal od lat 90. pracuję z krótką przerwą w tych dwóch miastach. Cieszyłem się, gdy Bydgoszcz wsparła Toruń w staraniach o zdobycie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury; zrozumiałem, gdy się wycofała, a zawstydziłem, kiedy Toruń wysłał wówczas zbrojne poselstwo krzyżackie nad Brdę. Marzy

mi się letni tramwaj wodny między naszymi miastami. Cudownie byłoby wsiąść do niego na Bulwarze Filadelfijskim, wysiąść przy Wenecji i wypić piwo w Warzelni Bydgoskiej. Marzą mi się jakieś rozsądne wspólne inwestycje (vide: spalarnia śmieci). A przede wszystkim marzy mi się... metropolia.

KTO CHCE PIEC, A KTO PRZYPALAĆ?

W prasie czytam, że nie taka to prosta sprawa, bo: prezydent Bruski może sobie nagrabić przed wyborami wśród lokalnych patriotów, którzy wolą z Nakłem i mają gdzieś ponad 150 mln euro ze Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych, które przypadnie na obydwa miasta w ramach metropolii. Sednem problemu jest spór o kryteria podziału; Toruń chce pieniądze rozdzielać na konkretne projekty, Bydgoszcz - na głowę mieszkańca. I jeszcze drobiazg w postaci siedziby metropolii. Bydgoszcz: u nas i tylko u nas, Toruń: raz u was, raz u nas. Nie wnikam w merytorykę tych sporów, w ich tło polityczne. Chcę być obywatelem silnej metropolii. Przypomnę jednak bydgoskim piewcom teorii głoszącej, że Toruń zawłaszczył większość unijnej kasy kosztem Bydgoszczy, iż 60 proc. tych pieniędzy rozdzielone było w Warszawie, a nie w „toruńskim” Urzędzie Marszałkowskim. Proszę nie siać taniej demagogii, tylko głosować na ludzi potrafiących stworzyć skuteczne lobby w pewnej restauracji na Wiejskiej.

TYFUS - CZŁOWIEK ŚWIATŁY

Z troski o wzajemny szacunek, ponad kretyńskimi animozjami, reaguję, gdy na toruńskim bruku słyszę Tyfus. Reaguję, bo nie pozwalam obrażać moich licznych bydgoskich przyjaciół. - A znasz etymologię Tyfusa - pytam poważnie. Nikt nie zna. A było to tak. Niegdyś dziennikarz Zbigniew Ostrowski (obecny wicewojewoda), opowiadał o tym w jakiejś audycji. Otóż w Bydgoszczy niedaleko fabryki dżemów w Fordonie działał jedyny w zaborze pruskim szpital dla chorych na tyfus. Idący do pracy, przerzucali przez płot jedzenie i odzież dla chorych. Wspaniały przykład tolerancji, o którą trudno było później w podwarszawskich Laskach, gdzie mieszkańcy - po mszy - spalili dom dla dzieci zakażonych wirusem HIV. Zatem Tyfus to tyleż samo, co człowiek tolerancyjny i z ochotą wpajam to w zakute krzyżackie łby.

31 LUTY 2014

Pamiętam taki nocny sklep przy ul. Grunwaldzkiej w Bydgoszczy, nieopodal Kanałowej, gdzie krótko mieszkałem. Przyjechał kumpel i nie ma zmiłuj się: trzeba zdobyć flaszkę. Udaję się więc do owego sklepu, a tam dostęp do lady zagradza mi ekipa z kropkami na twarzy. Nie byli to mili bezdomni proszący o 20 gr, tylko goście z paragrafami na gębach. - O, nowa buźka! Skąd jesteś? - pyta mnie lider zespołu. - Z Torunia - odpowiadam spokojnie i widzę, jak sprzedawczyni zamiera. Ekipa patrzy na lidera. A lider zaczyna turlać się ze śmiechu. - Stary! Juras jestem! Masz, ku... dowcip. Tak oto poznałem kolegów z sąsiedztwa, którzy co rano z posterunku w bramie pozdrawiali mnie serdecznym „Siema, toruniak”.

PACHNĄCY PRZYKŁAD

W Toruniu od zeszłego roku wielkim powodzeniem cieszy się Cukiernia Sowy, otwarta na Rynku Staromiejskim. Wszystkie stoliki zajęte, pachnie jak u babci. To bez wątpienia symbol wzajemnego ciążenia naszych miast ponad polityką i śmiechem debila ze sklepu przy Grunwaldzkiej.

*Dziennikarz, publicysta, fotograf.

Miłośnik długodystansowego pływania i jazzu.

175514BDBHA


Słoneczne mieszkania w kameralnym budynku

ka 22 s ń y c K ul. zcz By d g o s



43514BDBHA

 w w w.ecpde v e l o p e r.p l ECP Developer, ul. Ogińskiego 20, Bydgoszcz

502 033 402, 601 936 040

147014BDBHA

Express dom luty 2014  
Advertisement