Issuu on Google+

Życie gorzko-słodkie


Wspomnienia

Ashley Judd

Życie gorzko-słodkie Współpraca Maryanne Vollers Przedmowa Nicholas D. Kristof Z angielskiego przełożył Jacek Żuławnik


TytuÙ oryginaÙu All That Is BiĴer & Sweet. A Memoir Wydawca Daria Kielan Redaktor prowadz­cy Tomasz Jendryczko Redakcja Lidia Drabik Korekta Jadwiga Piller Dorota Wojciechowska

Copyright © 2011 by Ashley Judd Foreword copyright © 2011 by Nicholas D. Kristof Copyright © for the Polish translation by Jacek …uÙawnik, 2014

gwiat Ksi­Čki Warszawa 2014 gwiat Ksi­Čki Sp. z o.o. 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 Ksi¿garnia internetowa: Fabryka.pl Ramanie Akces, Warszawa Druk i oprawa POZKAL Dystrybucja Firma Ksi¿garska Olesiejuk sp. z o.o., sp. k.a. 05-850 OČarów Mazowiecki, ul. PoznaÚska 91 e-mail: hurt@olesiejuk.pl tel. 22 721 30 00 www.olesiejuk.pl ISBN 978-83-7943-218-9 Nr 90089343


Dla moich ukochanych dziadk贸w


Jesteïcie niby Ùuk drČ­cy, z którego dzieci wasze jak strzaÙy posÙano. A Rucznik widzi cel na drodze nieskoÚczonoïci – napina was po to z caÙej mocy, aby strzaÙy leciaÙy daleko i szybko. B­dĊcie wi¿c ku radoïci napi¿ci pod dÙoni­ Jego. On kocha i strzaÙ¿ szybk­, i Ùuk mocny kocha. Khalil Gibran, Prorok* Wielka to rzecz miÙoï°, wielkie dobro, ona czyni lekkim to, co ci¿Čkie, i spokojnie znosi wszelkie niepokoje. Bo dĊwiga ci¿Čar bez ci¿Čaru, a kaČd­ gorycz zaprawia sÙodycz­ i daje jej smak wyborny. Thomas à Kempis, O naïladowaniu Chrystusa**

* Khalil Gibran, Listy miÙosne Proroka; Prorok, tÙum. Ernest Bryll, Warszawa: Drzewo Babel, 2006, s. 87 (wszystkie przypisy oznaczone gwiazdk­ [*] pochodz­ od tÙumacza). ** Tomasz ˆ Kempis, O naïladowaniu Chrystusa, tÙum. Anna KamieÚska, Warszawa: Pax, 1998, s. 102.


SPIS TREŚCI

Przedmowa .................................................................................. 11 Prolog ......................................................................................... 16 RozdziaÙ 1

Rodzina z przypadku, rodzina z wyboru ..... 21

RozdziaÙ 2

Najbezpieczniejsze miejsce na Ҳwiecie ......... 40

RozdziaÙ 3

Buttermilk i pow—j.......................................... 57

RozdziaÙ 4

Przez zapadni҄ ................................................. 66

RozdziaÙ 5

Sianie zam҄tu ................................................... 79

RozdziaÙ 6

Ouk Srey Leak .................................................. 102

RozdziaÙ 7

Feministyczny anioҝ zemsty .......................... 126

RozdziaÙ 8

Mroczna noc duszy ........................................ 142

RozdziaÙ 9

Eurydyka w Afryce .......................................... 156

RozdziaÙ 10

RyӐowe namioty............................................... 181

RozdziaÙ 11

Modlitwa obecnoҲciѱ ..................................... 201

RozdziaÙ 12

WpaҲѴ na samѱ siebie ...................................... 214

RozdziaÙ 13

Wybawienie ....................................................... 235

RozdziaÙ 14

Shades of Hope ................................................ 267

RozdziaÙ 15

Zagubione Dziecko odnalezione ................. 289

RozdziaÙ 16

Projekt …ycie.................................................... 329

RozdziaÙ 17

Off the Mat, into the World ........................ 353

RozdziaÙ 18

Przygody w Bollywood ................................. 377


RozdziaÙ 19

Nieboski baҝagan ............................................ 391

RozdziaÙ 20

Biaҝy kwiat Rwandy ........................................ 413

RozdziaÙ 21

Republika gwaҝtu ............................................ 433

RozdziaÙ 22

Zaskoczyҝo ....................................................... 456

RozdziaÙ 23

Szkarҝatne marzenia ..................................... 467

Epilog........................................................................................... 486 Podzi҄kowania ........................................................................... 491 Przypisy........................................................................................ 499


PRZEDMOWA

Jednym z aspektów Čycia hollywoodzkiej gwiazdy jest to, Če nieustannie ïledz­ j­ kamery. Jest to zasada równie fundamentalna jak prawo ci­Čenia: obiektyw szuka gwiazdy. Dla tych ïledzonych okiem kamery paparazzi s­ irytuj­cy i dokuczliwi – niczym chmara komarów nad jeziorem. Niektóre gwiazdy próbuj­ si¿ ukry°, lecz Ashley Judd post¿puje inaczej: zabiera kamery ze sob­ na Madagaskar, by razem z ni­ zaj¿Ùy si¿ AIDS, albo do Indii, by przyjrzaÙy si¿ handlowi seksem; wykorzystuje swoj­ sÙaw¿, Čeby zwraca° uwag¿ na problemy bardzo dla nas wszystkich istotne i udziela° gÙosu tym, którzy nie s­ dopuszczani do gÙosu. Po studiach byÙa o krok od wst­pienia do Korpusu Pokoju. Gdyby to zrobiÙa, pracowaÙaby na przykÙad w KambodČy z ramienia, dajmy na to, Population Services International (PSI). I dzisiaj, jak si¿ okazuje, rzeczywiïcie pracuje dla PSI! W KambodČy, w Nikaragui, w Afryce PoÙudniowej i wszystkich pozostaÙych miejscach, gdzie dziaÙa ta organizacja – pracuje jako czÙonkini zarz­du PSI i jej ambasadorka. Nie chodzi jej o atrakcyjne sesje zdj¿ciowe, ta praca to prawdziwe powoÙanie Ashley, która wspiera dziaÙalnoï° kilkunastu grup, tak róČnych jak, przykÙadowo, Equality Now i Defenders of Wildlife, wypowiada si¿ z zaangaČowaniem na róČne tematy, od problemów górnictwa w¿glowego po zagadnienia planowania rodziny. W 2010 roku zawiesiÙa swoj­ karier¿ w Hollywood i skoÚczyÙa studia w Harvard Kennedy School of Government. A to nie byle co.

11


Istotn­ cz¿ïci­ …ycia gorzko-sÙodkiego s­ przytaczane przez Ashley opowieïci z pierwszej linii frontu walki o popraw¿ warunków zdrowotnych, wojny z ubóstwem i niesprawiedliwoïci­. Osoby, które z takich batalii wyszÙy caÙo, najlepiej znaj­ poruszane problemy i s­ wiarygodne, dlatego to wÙaïnie im Ashley udziela gÙosu. Misja Ashley to gigantyczne przedsi¿wzi¿cie. NajwaČniejszym moralnym wyzwaniem dziewi¿tnastego wieku byÙo niewolnictwo, w dwudziestym wieku byÙ nim totalitaryzm. Obecnie wyzwaniem, z jakim musimy si¿ zmierzy°, jest ucisk kobiet i dziewcz­t na caÙym ïwiecie – tych milionów dziewczyn sprzedawanych do domów publicznych, dziesi­tek milionów mÙodych kobiet pozbawianych edukacji, setek milionów umieraj­cych podczas porodu, milionów tych, których genitalia s­ okaleczane, i tak dalej, i tak bez koÚca. Pomħaj­c kwesti¿ niesprawiedliwoïci, zaj¿cie si¿ tego rodzaju problemami ma równieČ aspekt czysto praktyczny, najlepszym bowiem sposobem na przywrócenie stabilnoïci rozchwianemu spoÙeczeÚstwu, na przykÙad w Afganistanie czy Pakistanie, i najskuteczniejsz­ metod­ walki z ubóstwem na ïwiecie jest edukacja dziewcz­t i przesuni¿cie wyksztaÙconych kobiet z marginesu spoÙeczeÚstwa do legalnej gospodarki kraju. gwiadectwo takiej wÙaïnie pracy Ashley skÙada w swoich wspomnieniach. Kiedy otworzyÙem t¿ ksi­Čk¿, spodziewaÙem si¿ znaleĊ° w niej drastyczne opisy zaniedbania i przemocy na tle seksualnym w Afryce i Azji. Z zaskoczeniem odkryÙem, Če przemoc i zaniedbania zdarzyÙy si¿ znacznie bliČej niČ na odlegÙych kontynentach, Če otaczaÙy mÙod­ Ashley. GwaÙt, do którego doszÙo, gdy pi¿tnastoletnia Ashley rozpoczynaÙa karier¿ modelki na drugim koÚcu ïwiata, zostawiÙ po sobie gÙ¿bokie emocjonalne rany, z którymi dorosÙa Ashley musiaÙa sobie poradzi°. W jej wspomnieniach przeplataj­ si¿ zatem opowieïci o przemocy, jakiej doïwiadczyÙa osobiïcie, i tej na masow­ skal¿ – te historie snuj­ si¿ równolegle i wzajemnie si¿ uzupeÙniaj­. Przeczytawszy histori¿ jej Čycia, lepiej rozumiem, dlaczego Ashley z takim poïwi¿ceniem angaČuje si¿ w walk¿ z niesprawiedliwoïci­ dotykaj­c­ dziewcz¿ta w Gwatemali, KambodČy, Kenii; jej wÙasne doïwiadczenie z przemoc­ na tle seksualnym

12


z jednej strony uczyniÙo z niej niezwykle wraČliw­ emocjonalnie osob¿, a z drugiej daÙo jej do r¿ki pot¿Čn­ broÚ: empati¿. Zawsze odnajdywaÙa w tÙumie mÙode, przeïladowane dziewczyny – niektórym z nich Čycie zgotowaÙo duČo gorszy los niČ mÙodej Ashley. Na ïwiecie panuje tendencja, by zamyka° si¿ na tego rodzaju globalne problemy, postrzega° je jako wprawdzie smutny, ale nieunikniony element Čycia. Prostytucj¿ cz¿sto okreïla si¿ przecieČ mianem „najstarszego zawodu ïwiata”. A jeïli gdzieï w Afryce dzieci umieraj­ na odr¿ i cierpi­ na biegunki, cz¿sto koÚcz­ce si¿ ïmierci­, a kobiety umieraj­ przy porodzie, traktuje si¿ to zaledwie jako tragiczny i przygn¿biaj­cy element ïwiata, w jakim Čyjemy. Niewykluczone, Če humanitaryïci przyczynili si¿ do pogÙ¿bienia tego fatalizmu, uparcie skupiaj­c si¿ na negatywach i ignoruj­c pozytywy, ale prawda wygl­da tak, Če dokonaÙ si¿ ogromny post¿p. W 1960 roku obliczono, Če kaČdego roku na ïwiecie umieraÙo dwadzieïcia milionów dzieci, nie doČywszy nawet pi¿ciu lat. Jeïli uwzgl¿dnimy przyrost ludnoïci ïwiata, dziï liczba ta wynosiÙaby pi¿°dziesi­t pi¿° milionów. Tymczasem, dzi¿ki nowym szpitalom i przychodniom, szczepionkom i lekom na malari¿, moskitierom i lepszym warunkom sanitarnym, ïmiertelnoï° najmÙodszych dzieci spadÙa do okoÙo oïmiu milionów rocznie. Oczywiïcie, Če nadal umiera zbyt wiele dzieci, ale zarazem oznacza to, Če co roku udaje si¿ uratowa° ponad czterdzieïci milionów maÙych istnieÚ. To niebywaÙe osi­gni¿cie. Cynicy komentuj­, Če ratowanie Čycia prowadzi jedynie do eksplozji demograÞcznej i kolejnych puÙapek maltuzjaÚskich. Lecz w rzeczywistoïci dzieje si¿ tak, Če kiedy rodzice przekonuj­ si¿, iČ ich dziecko jest w stanie przeČy° na ïwiecie, rzadziej decyduj­ si¿ na kolejne. W biednych krajach caÙego ïwiata raptownie zmniejsza si¿ liczebnoï° rodzin. Ponadto my takČe uczymy si¿, jak efektywniej interweniowa°. Gdy staramy si¿ wyci­gn­° ludzi z ubóstwa, oszcz¿dzanie w skali mikro (czyli pomaganie biednym skuteczniej oszcz¿dza°) wydaje si¿ bardziej opÙacaln­ strategi­ niČ poČyczanie w skali mikro. Mówi­c krótko: wygrywamy wojn¿ z globalnym ubóstwem – to pokrzepiaj­ce, a nie przygn¿biaj­ce. Po raz pierw-

13


szy w historii ïwiata wszyscy ludzie maj­ wreszcie szans¿ coï osi­gn­°. Tym wÙaïnie jest ta ksi­Čka: niebywale podnosz­c­ na duchu wypraw­ do sedna trudnych, ponurych tematów. Ashley schodzi na samo dno – zgÙ¿bia wÙasn­ walk¿ ze zdrowiem psychicznym i swoje bolesne spotkanie z chorobami tocz­cymi ïwiat – ale opowiada równieČ o hardoïci ducha i triumÞe. PrzetrwaÙa, poradziÙa sobie z traum­. Dziï jej Čycie koncentruje si¿ na zwalczaniu niesprawiedliwoïci i ubóstwa. Uderzcie wi¿c w b¿bny, zadmħcie w tr­by, albowiem przed wami opowieï° nie melancholħna, lecz inspiruj­ca, zasÙuguj­ca na to, by, jak pragnie Ashley, znaleĊ° si¿ w centrum uwagi – a takČe w obiektywie tych nieznoïnych kamer. Nicholas D. Kristof


Jeff Trussell

Słuchając

Jeïli nie jestem dla siebie, to kto b¿dzie dla mnie? Jeïli jestem wyÙ­cznie dla siebie, to czym jestem? Jeïli nie teraz, to kiedy? Hillel Starszy, zwany BabiloҞskim


PROLOG

Obóz dla uchodĊców, Kiwanja, Rutshuru, Demokratyczna Republika Konga, 2 wrzeïnia 2010 roku. PÙat surowej, wyrwanej puszczy ziemi: zaschni¿te bÙoto, poorane rowami i upstrzone maleÚkimi chatami, skleconymi z plastiku, patyków, szmat i trzciny. MieszkaÚcami obozowiska s­ przewaČnie kobiety i dzieci1*, oÞary nieustaj­cej wojny domowej. Wszyscy potwornie zm¿czeni i brudni. Obóz to horror Čycia we wschodniej cz¿ïci Demokratycznej Republiki Konga w piguÙce: przesiedlenia, malaria, AIDS, niedoČywienie, epidemia gwaÙtów i niewyobraČalnej przemocy. TydzieÚ wczeïniej, w wiosce Luvungi, rebelianci walcz­cy o przej¿cie kontroli nad wyst¿puj­cymi w tym regionie zÙoČami bogactw naturalnych zaatakowali malutk­ wiosk¿ i zgwaÙcili dwieïcie czterdzieïci kobiet w róČnym wieku. Stacjonuj­ce siedemnaïcie kilometrów dalej siÙy pokojowe Organizacji Narodów Zjednoczonych zostaÙy wprawdzie uprzedzone, ale nie kiwn¿Ùy palcem, nie interweniowaÙy i nie zapobiegÙy potwornoïciom. GwaÙt jest tu or¿Čem. Ten obóz to mikroskopħny azyl bezpieczeÚstwa – wr¿cz jedyna oaza nadziei – dla garstki Kongħczyków. Patrz¿ na maÙ­, spocon­ dziewczynk¿ o imieniu Durika. Za ubranie sÙuČy jej czarna torba na ïmieci. Wyci­ga do mnie r­czki, a ja podnosz¿ j­. Jest sÙaba, wiotka. KoÙysz¿ j­, ïpiewam jej, nabieram dÙo* Wszystkie przypisy oznaczone cyframi arabskimi pochodz­ od Autorki i znajduj­ si¿ na koÚcu ksi­Čki.

16


ni­ nieco wody i przemywam jej twarz. Jest caÙa rozpalona. Jej mama, Muntuzu Angel, mieszka w schludnym, cho° maleÚkim, prowizorycznym szaÙasie – b¿d­cym jedyn­ namiastk­ domu, na jak­ od dwóch lat moČe liczy° razem z siódemk­ dzieci. Kiedy pytam j­, gdzie ïpi­, Muntuzu gestem dÙoni pokazuje goÙe klepisko. Mówi, Če padÙa oÞar­ gwaÙtu zbiorowego, i to nie jednego. Zrobili to ČoÙnierze. Po tym, jak zostaÙa zgwaÙcona po raz pierwszy, uciekÙa do lasu, a potem dostaÙa si¿ do obozu w Kiwanji. Jej matka, ojciec i m­Č zostali zamordowani przez oddziaÙy zbrojne. Gdy j­ odwiedzamy, tuli kilkunastomiesi¿czn­ dziewczynk¿ o imieniu Naomi. Mówi¿ jej, Če to pi¿kne imi¿ i Če tak samo nazywa si¿ moja matka. Oblicze Muntuzu Angel jest Ùagodne i pi¿kne. Kobieta ze spokojem opowiada o swoim losie. Wyznaje, Če zwykle nie wyjawia faktu, iČ dziecko zostaÙo pocz¿te w wyniku gwaÙtu, nie chce przecieČ, aby Naomi od maleÚkoïci nosiÙa spoÙeczne pi¿tno. Dodaje, Če dba o to dziecko, tak samo jak o te pocz¿te z miÙoïci. Po raz kolejny wprawia mnie w zdumienie i uczy pokory ludzka wytrzymaÙoï° w obliczu cierpienia, z jak­ stykam si¿ w tym przedsionku piekÙa – i we wszystkich innych miejscach, które odwiedziÙam na przestrzeni ostatnich siedmiu lat. Dzi¿kuj¿ Muntuzu Angel za sp¿dzony razem czas. Wci­Č jeszcze trzymam jej dziecko na r¿kach, gdy Muntuzu szepcze mi do ucha, Če jestem taka jak ona i Če niczym si¿ nie róČnimy. Obie pÙaczemy, Ù­czy nas gÙ¿boka, nieokreïlona wi¿Ċ. Mówi¿, Če nigdy jej nie zapomn¿ i Če opowiem jej histori¿. Tak­ obietnic¿ zÙoČyÙam – i dotrzymaÙam jej! – dziesi­tki, moČe nawet setki razy w Azji PoÙudniowo-Wschodniej, Ameryce grodkowej, Indiach, Afryce. DosÙownie kilka dni po spotkaniu z Muntuzu Angel, razem ze sÙynnym dziaÙaczem na rzecz praw czÙowieka, Johnem Prendergastem2, przekazujemy histori¿ jej Čycia bezpoïrednio prezydentowi Rwandy, Paulowi Kagame. Rozmawiamy z nim trzy godziny, zastanawiaj­c si¿ nad sposobami poÙoČenia kresu poczynaniom oddziaÙów milicji we wschodniej cz¿ïci Demokratycznej Republiki Konga. Zmierzam do kolejnej chaty. Opada mnie chmara dzieciaków. Czuj¿, jak gÙaszcze mnie po ramieniu niewidzialna dÙoÚ. Za-

17


stygam w bezruchu. PoraČa mnie ta chwila, b¿dzie mnie przeïladowaÙa w snach. Niewidzialne dziecko dotyka mojej r¿ki, zbyt nieïmiaÙe, by pewnie chwyci°, by° moČe zbyt sÙabe, by przebi° si¿ przez rozwrzeszczan­ haÙastr¿ swoich braci i dosi¿gn­° mnie, lecz mimo to pragn­ce nawi­za° jakiï kontakt, cho°by dotkn­°. Kim byÙo to dziecko? Pami¿tam teČ inne sceny: ChÙopiec, z wygl­du najwyČej trzylatek, ale prawdopodobnie starszy, malec z ciaÙem zdeformowanym z niedoČywienia, ugina si¿ pod ci¿Čarem solidnej wi­zki patyków i wielkiego kanistra peÙnego wody, umocowanych na plecach. Wspina si¿ pod gór¿, idzie chwiejnym krokiem strom­, osuwaj­c­ si¿ ïcieČk­. Napotykam jego wzrok. Przygl­da mi si¿ jak gdyby ze zÙoïci­. Uïmiechni¿ta dziewczynka w za duČej, brudnoČóÙtej sukience. W chwili gdy podajemy sobie r¿ce, promienieje. Serce mi ïpiewa z radoïci. Górnik, bez z¿ba na przedzie, z radoïci, Če jest fotografowany, ciska swoj­ czapk¿ w powietrze i najbliČej, jak tylko si¿ da, przysuwa swoj­ twarz do mojej. Uwielbiam go. PodróČuj­cy z nasz­ grup­ kongħski senator wyjaïnia, Če w jego kraju ludzie „dbaj­ o panie, uwaČaj­, Če naleČy je chroni°”. Stwierdzam, Če nie warto kontynuowa�� tej rozmowy. Jedynym bezpiecznym miejscem, w którym moČemy si¿ zatrzyma°, jest Goma, surowe, paskudnie brudne miasto poÙoČone nad jeziorem Kiwu. Przymierzam si¿ do sp¿dzenia nocy w zapuszczonym pokoju hotelowym. Z pocz­tku ïpi¿ spokojnie, ale w okolicach drugiej nad ranem, jak mogÙam przewidzie°, nagle budz¿ si¿. DokoÙa wiruj­ twarze, a ich udr¿czone, odlegÙe spojrzenia przykuwaj­ mnie do ÙóČka. Zagl­dam do dziennika, przetwarzam wydarzenia caÙego dnia, dzwoni¿ do Tennie, mojej przybranej babci i duchowej przewodniczki, usiÙuj­c wydoby° sens z tego, co niewyczuwalne. Walcz¿ ze zÙoïci­ i rozpacz­, nie chc¿ si¿ im podda°. Z poczuciem winy wÙ­czam iPoda, urz­dzenie, do którego produkcji, jak na ironi¿, uČywa si¿ splamionych krwi­ surow-

18


ców z kopalni b¿d­cych przedmiotem sporu licznych uzbrojonych bojówek i narodowych siÙ zbrojnych. Milicje, gwaÙc­c najstarsze kobiety, najmÙodsze kobiety – w ogóle wszystkie kobiety – terroryzuj­ i destabilizuj­ spoÙeczeÚstwo, eliminuj­ opór. Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz International Rescue CommiĴee szacuj­, Če licz­c od 1996 roku, w Demokratycznej Republice Konga zgwaÙcono setki tysi¿cy kobiet, a Čycie straciÙo Ù­cznie ponad pi¿° milionów osób. W samych tylko prowincjach Kiwu PóÙnocne i PoÙudniowe przebywaj­ aČ dwa miliony uchodĊców. SÙucham wersji audio ksi­Čki the Wisdom of Forgiveness*, napisanej wspólnie przez Jego gwi­tobliwoï° Dalajlam¿ i mojego przyjaciela, Victora Chana. Dalajlama rozmawia w niej z pewnym lam­, którego przez wiele lat dr¿czyli ChiÚczycy: – Czy baÙeï si¿? – pyta Jego gwi­tobliwoï°. – Nie – odpowiada m¿Čczyzna. – Naprawd¿? Nigdy nie czuÙeï strachu? – naciska wielki przywódca duchowy. Chwila ciszy. – WÙaïciwie to czuÙem. BaÙem si¿, Če przestan¿ wspóÙczu° ChiÚczykom. Zapiera mi dech w piersiach. Moja ïcieČka duchowa wymaga ode mnie badania agresji we wÙasnych myïlach, tam gdzie swoje ĊródÙo ma kaČda przemoc. Nawet uzasadnion­ zÙoï° powinnam postrzega° w kategoriach zb¿dnego luksusu. Mam sobie nieustannie przypomina°, Če nie wiem, do czego w takich okolicznoïciach jestem zdolna. Powinnam kocha° swoich wrogów. Czym jest ta Ùaska, pozwalaj­ca mi czu° litoï° do mordercy, miÙoï° do sprawcy? Oto pytanie, na które odpowiedzi szukaÙam na wszystkich kontynentach i które analizowaÙam w sercu i w duszy. Ludzie pytaj­ mnie, dlaczego tak cz¿sto porzucam wygodne Čycie, pi¿kn­ farm¿, niesamowitego m¿Ča i odwiedzam po* Wydanie polskie w wersji papierowej: XIV Dalajlama, Victor Chan, Dalajlama nieznany. NiezwykÙa siÙa przebaczania, tÙum. PrzemysÙaw Garncarczyk, Gliwice: Helion, 2010

19


dejrzane, zwykle doï° niebezpieczne miejsca, promuj¿ zrównowaČone programy obywatelskie maj­ce na celu popraw¿ Čycia najbardziej bezbronnych istot na ïwiecie, zwracam uwag¿ na ich problemy, warunki bytowania i cierpienie. Odpowiadam, Če robi¿ to, bo musz¿. Robi¿ to, bo kocham to robi°. No tak, ale dlaczego to kocham? Czemu, cho° wiem, Če budzi to we mnie smutek, z wielkim zapaÙem i gorliwoïci­ pochylam si¿ nad równouprawnieniem pÙci, prawami czÙowieka i sprawiedliwoïci­ spoÙeczn­? Z BoČ­ pomoc­ powoli odkrywam, co si¿ za tym kryje. Wartoïci, którym jestem wierna, wynikaj­ z przekonania, Če nie istnieje rozróČnienie na mnie i kobiety pokroju Muntuzu Angel, polityków, którzy o tych kobietach zapomnieli, ani nawet ČoÙnierzy, którzy wielokrotnie je gwaÙcili. Jestem gÙ¿boko przekonana, Če stanowimy jedn­ wspóln­ istot¿, stworzon­ przez miÙosiernego Boga. Czasem nic innego, tylko ta ïwiadomoï° pozwala mi przetrwa° kolejne bolesne spotkanie. Istotn­ rol¿ odgrywaj­ w tym wszystkim emocje, poniewaČ gdy czuj¿, uczucia przypominaj­ mi, czym s­ wyznawane przez mnie wartoïci. Od 2003 roku, kiedy to rozpocz¿Ùam prac¿ jako ambasadorka Population Services International (PSI), organizacji non proÞt zajmuj­cej si¿ zdrowiem publicznym – i róČnych innych, stowarzyszonych z PSI organizacji, do których z czasem ch¿tnie wst­piÙam – znajduj¿ si¿ na pierwszej linii frontu walki z malari­ i HIV/AIDS, chorobami, którym przecieČ moČemy zapobiega°; zagl­dam do pozbawionego moralnych skrupuÙów ïwiata handlu Čywym towarem, niewolnictwa seksualnego i robót przymusowych; odwiedzam paÙace wÙadzy, przemierzam ich korytarze, namawiaj­c decydentów do zmiany polityki rz­du. Na pocz­tku tej drogi za swój cel przyj¿Ùam uczynienie z mojego Čycia oÞary dla innych. ChciaÙam wysÙucha° opowieïci z pierwszej r¿ki, historii tych najbiedniejszych z biednych, i zabra° je ze sob­, niczym najcenniejszy skarb, do domu do Ameryki, najbogatszego kraju na ïwiecie. MiaÙam nadziej¿, Če zdoÙam zmieni° czyjeï Čycie, moČe nawet je komuï uratowa°. Nie przypuszczaÙam jedynie, Če Čyciem, które zmieni¿ i ocal¿, b¿dzie przede wszystkim moje wÙasne.


Rozdział 1

RODZINA Z PRZYPADKU, RODZINA Z WYBORU

Archiwum autorki

Mama i babcia. Zanim zobaczyłam to zdjęcie, myślałam, że w ich wspólnym życiu nie było żadnych radosnych chwil

Nie mówcie teČ: Oto znalazÙem prawd¿. Szepnħcie raczej: OdnalazÙem jedn­ z prawd wielu. Kahlil Gibran, Prorok*

* Khalil Gibran, Listy miÙosne…, dz. cyt., s. 120.


M

oja ulubiona autorka, Edith Wharton, napisaÙa w autobiograÞi*: „Sens ostatniej strony kryje si¿ juČ na pierwszej stronie, lecz snuj­ca si¿ mi¿dzy nimi opowieï° staje si¿ zrozumiaÙa, dopiero kiedy j­ pisz¿”. Tak samo byÙo ze mn­, gdy podj¿Ùam si¿ zadania zrozumienia wÙasnej przeszÙoïci1. Cho° domem mego serca s­ Appalachy, zawsze wydawaÙo mi si¿ pomyïlnym zrz­dzeniem losu to, Če urodziÙam si¿ w poÙudniowej cz¿ïci Kalifornii, jednym z najbardziej zmiennych miejsc na ïwiecie, w ïrodku jednej z najburzliwszych wiosen w historii Stanów Zjednoczonych. Kiedy 19 kwietnia 1968 roku przyszÙam na ïwiat, w wyniku cesarskiego ci¿cia w szpitalu w Granada Hills, Kalifornia byÙa epicentrum kulturowych i duchowych wstrz­sów, ĊródÙem gor­czki, która z czasem opanowaÙa caÙe spoÙeczeÚstwo. Wojna w Wietnamie rozkr¿caÙa si¿ w najlepsze. Naród wci­Č jeszcze nie pozbieraÙ si¿ po zabójstwie Martina Luthera Kinga Jr., a wkrótce w hotelu Ambassador w Los Angeles miaÙ zgin­° w zamachu Robert „Bobby” Kennedy, osierocaj­c pokolenie pogr­Čonych w Čalu idealistów. Cz¿ï° dzieci-kwiatów, które nie tak dawno tÙumnie przybywaÙy do San Francisco na lato miÙoïci, wyci­gaÙa r¿ce po drobne na Sunset Strip w Hollywood – miejscu, które wkrótce dobrze poznam. Moi rodzice, Michael i Diana Ciminella, pochodzili ze wschodniej, typowo wiejskiej cz¿ïci stanu Kentucky. Jak niemal wszyscy mieszkaÚcy Los Angeles i okolic, przeprowadzili si¿ do Kalifornii, chc­c zacz­° od nowa w tej, jak to uj¿Ùa Joan Didion w eseju Some Dreamers of the Golden Dream, „zÙotej krainie, gdzie kaČdego dnia ïwiat rodzi si¿ na nowo”. W 1967 roku rodzice kupili domek przy ïlepej uliczce w Sylmar, na przedmieïciu poroïni¿tym gajami oliwnymi, usytu* A Backward Glance, 1934.

22


owanym w dolinie San Fernando, mniej wi¿cej trzydzieïci kilometrów – to znaczy: szmat drogi – na póÙnoc od Hollywood. Tata sprzedawaÙ cz¿ïci elektroniczne Þrmom dziaÙaj­cym w przemyïle lotniczym i kosmonautycznym, a mama siedziaÙa w domu i umieraÙa z nudów. Obydwoje mieli marzenia, tyle Če zupeÙnie inne. I obydwoje mieli swoje tajemnice. Pobrali si¿ zdecydowanie zbyt mÙodo, oczywiïcie dlatego, Če musieli. Motywacj­ do ïlubu byÙa nieplanowana ci­Ča, z której urodziÙa si¿ moja starsza siostra, Christina (dziï oÞcjalnie uČywa imienia Wynonna), kiedy mama miaÙa zaledwie siedemnaïcie lat. To byÙa, jak na tamte czasy, doï° typowa historia: licealistka zachodzi w ci­Č¿ i musi wyjï° za m­Č za swojego nastoletniego chÙopaka. S¿k w tym, Če Michael nie byÙ ojcem dziecka Diany – nie wiedziaÙ o tym w momencie skÙadania przysi¿gi maÙČeÚskiej, a ja i siostra dowiedziaÙyïmy si¿ dopiero po wielu, wielu latach. Kiedy przyszÙam na ïwiat cztery lata po Christinie, niespokojny, wyj­tkowy los mojej rodziny zostaÙ juČ przes­dzony. ZdecydowaÙa o nim mi¿dzy innymi siÙa rozpaczliwego nastoletniego kÙamstwa mojej matki i niesamowita energia, z jak­ Diana pilnowaÙa, by prawda nie wyszÙa na jaw. Zacz¿Ùam rozumie° dynamik¿ mojej przeszÙoïci i to, Če miar­ naszej choroby s­ nasze tajemnice, dopiero kiedy skoÚczyÙam trzydzieïci siedem lat i wkroczyÙam na prost­, praktyczn­ ïcieČk¿, maj­c­ pomóc mi w powrocie do zdrowia. Wtedy to uïwiadomiÙam sobie, Če kaČdy z nas ma dwie rodziny: t¿ z przypadku i t¿ z wyboru. Moj­ rodzin­ z wyboru byÙa kolorowa zbieranina zast¿pczych dziadków, cio°, wujków, przyjacióÙ, którzy potraÞli tchn­° we mnie poczucie przynaleČnoïci, akceptacji i bycia kochan­. Moja rodzina z przypadku, ta, w której si¿ urodziÙam, równieČ t¿tniÙa miÙoïci­, ale nie tworzyÙa przy tym zdrowego organizmu. Zbyt duČo byÙo w niej bólu, porzucenia, uzaleČnienia, wstydu. Matka, w procesie stawania si¿ gwiazd­ country, Naomi Judd, legend­ tej muzyki, stworzyÙa wÙasn­ histori¿ Juddów, która nħak si¿ miaÙa do rzeczywistoïci. Razem z moj­ siostr­ opowiadaÙy, Če nasza rodzinka, cho° patologiczna, dobrze si¿ bawiÙa. Tak si¿ zastanawiaÙam: A konkretnie, to kto si¿ dobrze bawiÙ? CzyČby coï mnie omin¿Ùo?

23


Pisz­c teraz te sÙowa, z radoïci­ mog¿ powiedzie°, Če kaČde z nas poddaÙo si¿ osobistej terapii, dziï mam wi¿c rodzin¿ zdrowsz­ niČ kiedykolwiek. Przebyliïmy dÙug­ drog¿. Indywidualnie i razem odzyskuj­c zdrowie, przekonaliïmy si¿, Če choroba umysÙowa i uzaleČnienie to jednak choroby „rodzinne”, trwaj­ce przez pokolenia i maj­ce wpÙyw na pokolenia. Obydwie strony rodziny Čyj­ w silnym napi¿ciu – objawiaj­cym si¿ pod róČnymi postaciami, na przykÙad depresji, samobójstw, alkoholizmu, hazardu, a nawet kazirodztwa i oskarČenia o morderstwo – i warunki te ksztaÙtuj­ histori¿ Čycia moich rodziców (nawet jeïli nie wszystkie wydarzenia dotyczyÙy ich bezpoïrednio), mojej siostry i moj­ wÙasn­. Na szcz¿ïcie oprócz patologii jest jeszcze spuïcizna miÙoïci, odpornoïci, pomysÙowoïci i wiary w rodzin¿, której korzenie w Ameryce si¿gaj­ przynajmniej oïmiu pokoleÚ wstecz, wyrastaj­ w górach Kentucky przed trzystu pi¿°dziesi¿ciu laty i znacz­ swoj­ obecnoï° aČ na dalekich brzegach Sycylii. Ta historia jest w równym stopniu cz¿ïci­ mojego bagaČu genetycznego jak Ùuk mych brwi i kolor wÙosów. SÙycha° j­ w mi¿kkim „r” i przeci­ganych samogÙoskach w moim gÙosie, kiedy opowiadam o rodzinnych stronach, albo w sposobie, w jaki woÙam psy, stoj­c w drzwiach domu, boso, w koszuli nocnej, przyjmuj­c poz¿ góralki – z dÙoni­ wspart­ na biodrze – dla mnie tak naturaln­ jak oddychanie. Cho° dziï mój dom stoi na wsi w ïrodkowej cz¿ïci stanu Tennessee, nadal sÙysz¿ zew wschodniego Kentucky. MieszkaÚców tego stanu charakteryzuje gÙ¿boko zakorzenione, niemal mistyczne poczucie przynaleČnoïci do miejsca. Maj­c kilkanaïcie lat, wybraÙam si¿ z przyjacióÙk­ na farm¿ mojej babki stryjecznej, Pauliny. Babka zmarÙa, kiedy byÙam w czwartej klasie. ChociaČ ostatni raz byÙam na farmie jako dziesi¿ciolatka, gÙadko poprowadziÙam auto wiejskimi drogami, dotarÙam do jej gospodarstwa w LiĴle Cat Creek i ani razu nie pomyliÙam drogi. CaÙkiem niedawno, po tym jak obejrzaÙam z powietrza kopalnie w¿gla w hrabstwie Pike, dokonuj­ce katastrofalnych zniszczeÚ w ïrodowisku naturalnym, pojechaÙam do Black Log Hollow w hrabstwie Martin, gdzie wychowaÙa si¿ moja babcia od strony ojca. Gdy dotarÙam na miejsce, poczuÙam,

24


jak odzywa si¿ w mojej duszy coï niemaj­cego nazwy – pozbawionego sÙów, gÙ¿bszego niČ wspomnienie, pochodz­cego z miejsca tak pierwotnego, Če wykracza poza myïl i ïwiadome dziaÙanie. Bez wahania podeszÙam do skrzynki na listy, pierwszej od prawej. „Dalton”, widniaÙo nazwisko namalowane od szablonu – tak brzmiaÙo nazwisko panieÚskie mojej babki od strony ojca. OdnalazÙam dom pradziadków i odkryÙam, Če moi krewni nadal tam mieszkaj­. WeszÙam do ïrodka, a wtedy – jak na Þlmie – starsza kobieta oskarČyÙa mnie, Če nachodz¿ j­ jak prawniczka albo poborczyni podatków. BrakowaÙo jedynie strzelby leČ­cej na jej kolanach. Góry potraÞ­ dochowa° mrocznej tajemnicy. Mary Bernardine Dalton, babcia Ciminella, nigdy specjalnie nie rozmawiaÙa ze mn­ o swojej rodzinie i mÙodoïci. Jej matka, EĜe, wychodziÙa za m­Č co najmniej pi¿ciokrotnie. Ojciec babci Ciminelli i jej dwóch sióstr po prostu znikn­Ù – nigdy nie dowiedziaÙam si¿ od niej, dlaczego tak si¿ staÙo, ale za to dziadek Ciminella, który, dla odmiany, bardzo kochaÙ swoj­ rodzin¿ i pasjami uwielbiaÙ snu° wspomnienia, zdradziÙ mi, Če pradziadkowi zdarzyÙo si¿ uderzy° EĜe, a ta z miejsca zakoÚczyÙa z nim znajomoï°. Babcia byÙa przepi¿kn­ wiejsk­ dziewczyn­ o pon¿tnych ksztaÙtach, która, niczym posta° grana przez Kim Novak w Þlmie Picnic, zakochaÙa si¿ w czaruj­cym, egzotycznym outsiderze uwielbiaj­cym przygody. Michael Lawrence Ciminella (czyli mój dziadek) byÙ synem sycylħskich emigrantów, którzy osiedli w zachodniej cz¿ïci stanu Nowy Jork nad brzegami jeziora Erie. Jego matka byÙa typow­ wÙosk­ gospodyni­ domow­, ojciec zaï z powodzeniem produkowaÙ wino dla Þrmy Welch’s. WokóÙ nich t¿tniÙa Čyciem liczna rodzina, w sumie wychowywali pi­tk¿ dzieci. Ale zdaniem moich braci i sióstr ciotecznych ten amerykaÚski sen wcale nie byÙ taki idealny. Jeden z czÙonków rodziny zgwaÙciÙ mam¿ dziadka, a zatem najstarszy brat dziadka byÙ owocem kazirodztwa. Mog¿ sobie tylko wyobrazi° rozmiary cierpienia, jakie towarzyszyÙy dorastaniu dziadka. Przypuszczam, Če trauma z dzieciÚstwa staÙa si¿ przyczyn­ wrzodów ČoÙ­dka, których si¿ nabawiÙ i które pomogÙy mu unikn­° poboru do wojska w czasie drugiej wojny ïwiatowej. W mÙodoïci,

25


po odbyciu sÙuČby wojskowej w Civilian Conservation Corps w zachodnich stanach, gdzie przy okazji zapaÙaÙ miÙoïci­ do w¿drowania, dziadek instalowaÙ miedziane rynny i elementy konstrukcji dachów w caÙych Appalachach. Podczas jednej ze swoich podróČy, w 1944 roku w dziaÙaj­cej nieoÞcjalnie tancbudzie w Inez, w Kentucky, poznaÙ pi¿kn­ Billie Dalton. OdbiÙ j­ miejscowemu chojrakowi, z którym si¿ spotykaÙa, i wzi­Ù z ni­ ïlub, zaledwie po szeïciu tygodniach starania si¿ o jej r¿k¿. MÙodzi przenieïli si¿ do Erie, w Pensylwanii, gdzie dziadek znalazÙ intratne zaj¿cie przy budowie lokomotyw w General Electric. Mój ojciec, Michael Charles Ciminella, który urodziÙ si¿ niedÙugo potem, byÙ ich jedynym potomkiem. Po wojnie dziadek i babcia przez krótki czas prowadzili tani­ restauracj¿ w Erie, dopóki dziadek, powaČnie uzaleČniony od pokera, nie przegraÙ interesu do miejscowych twardzieli. SkoÚczywszy z hazardem (przynajmniej na razie), dziadek zabraÙ swoj­ mÙod­ rodzin¿ z powrotem do Kentucky, gdzie zacz­Ù pracowa° jako kierownik poci­gu w Þrmie Chesapeake and Ohio Railway. PoniewaČ byÙ specem od wszelkiego rodzaju wyrobów z metalu, wkrótce znalazÙ zaj¿cie w pr¿Čnie dziaÙaj­cej Ashland Aluminum Products Company, gdzie, pracuj­c na póÙ etatu, wyrabiaÙ i montowaÙ rynny i siding. Tata ubóstwiaÙ swojego ojca, którego zapami¿taÙ jako osob¿ otwart­, niebywale ambitn­, pracowit­ i uczciw­. Dziadek nigdy nie kÙamaÙ i nie kantowaÙ przy sprzedaČy, a klientom ufaÙ i oczekiwaÙ, Če zapÙac­ caÙ­ naleČn­ kwot¿ w terminie. Za mÙodu babcia byÙa równie towarzyska jak dziadek. Stanowili pi¿kn­, stylow­ par¿, byli wyïmienitymi tancerzami, uwielbiaj­cymi udziela° si¿ towarzysko i grywa° w golfa w klubie. Tata pami¿ta jednak, Če z wiekiem babcia stawaÙa si¿ coraz wi¿ksz­ ekscentryczk­. LubiÙa, jak w jej domu panowaÙ nieskazitelny porz­dek i spokój. BywaÙa teČ nadopiekuÚcza, troszcz­c si¿ ze szczególn­ starannoïci­ zwÙaszcza o zdrowie swojego jedynaka. Jako maÙy chÙopiec tata powaČnie zachorowaÙ na gor­czk¿ reumatyczn­. Powrót do zdrowia zaj­Ù mu caÙe lata. Zim­, Čeby przyspieszy° rekonwalescencj¿ chorego, rodzina przenosiÙa si¿ na Floryd¿. Wizja utraty jedynego syna musiaÙa potwornie przeraČa° babci¿, poniewaČ w swoich opiekuÚczych obj¿ciach

26


niemal go udusiÙa. IrytowaÙa go ta jej przesadna czujnoï°, wi¿c kiedy przyszÙa pora wybra° szkoÙ¿ ïredni­, tata oznajmiÙ, Če chciaÙby si¿ uczy° w Fork Union Military Academy w Wirginii, po to, by móc wydosta° si¿ spod troskliwych matczynych skrzydeÙ. Tata rozwin­Ù si¿ w tej szkole, zarówno pod wzgl¿dem Þzycznym, jak i umysÙowym. To niegdyï chorowite dziecko zamieniÙo si¿ w wybitnego baseballist¿, o którego wyczynach rozpisywano si¿ w gazetach i który przez chwil¿ zastanawiaÙ si¿ nawet nad przejïciem na zawodowstwo. Kiedy miaÙ szesnaïcie lat, rodzice kupili mu corvaira monz¿, Čeby sam mógÙ dojeČdČa° do Ashland. Jak tylko tata odebraÙ auto, Wendell Lyon, jego najlepszy kumpel w rodzinnym mieïcie, poprosiÙ, Čeby tato podwiózÙ go i jego dziewczyn¿, Lind¿ McDonald – która póĊniej b¿dzie moj­ matk­ chrzestn­ – do kina w Huntington, w Wirginii Zachodniej. W ramach rewanČu Linda zaÙatwiÙa Michaelowi randk¿ w ciemno ze swoj­ Ùadniutk­ s­siadk­ i koleČank­, czternastoletni­ Dian­ Judd. Michael i Diana spotykali si¿ nieregularnie przez trzy lata. Pono° tata po raz pierwszy oïwiadczyÙ si¿ jej, gdy miaÙa zaledwie pi¿tnaïcie lat. Mama twierdziÙa, Če nigdy go nie kochaÙa, ale podobaÙo jej si¿, Če zabieraÙ j­ na randki do ekskluzywnych klubów, i byÙa pod wraČeniem wygodnego Čycia, jakie prowadziÙa rodzina Ciminellich, luksusowego w porównaniu ze skromnymi warunkami bytowymi jej wÙasnej rodziny. Charles Glen Judd, dziadek od strony matki, pochodziÙ z rodziny wprawdzie niezamoČnej, ale za to maj­cej po dostatkiem miÙoïci, stabilnoïci i uïmiechu. UrodziÙ si¿ na farmie Shirt Tail Fork nad LiĴle Blaine Creek, w gospodarstwie od pokoleÚ naleČ­cym do Juddów. Dziadek Judd z rodzin­ przeprowadzili si¿ do Ashland, poniewaČ w hrabstwie Lawrence do wyboru pozostawaÙa praca w kopalni w¿gla albo bezrobocie. Dziadek, b¿d­c uczniem ostatniej klasy szkoÙy ïredniej, zakochaÙ si¿ w czternastoletniej, jasnorudej kasjerce Pauline Oliver, na któr­ wszyscy mówili Polly. Polly, moja babcia od strony matki – nazywamy j­ babuni­ – pochodziÙa z osobliwej, targanej konßiktami rodziny. Jej dziadek od strony ojca, David Oliver, odkr¿ciÙ gaz i powiesiÙ si¿ na oczach swoich synów – jeden miaÙ wtedy cztery lata,

27


a drugi szeï° – podobno z rozpaczy po tym, jak zostawiÙa go Čona, czyli moja praprababcia. Howardowi, ojcu babuni, udaÙo si¿ uratowa° siebie i brata, wybħaj­c szyb¿ w oknie. Howard teČ miaÙ ciekawie: poïlubiÙ Edie Mae Burton, bywalczyni¿ spelunek, imprezowiczk¿ i alkoholiczk¿, która notorycznie go zdradzaÙa. Kiedy babunia miaÙa dziewi¿° lat, jej ojca znaleziono w Ùazience z kul­ w gÙowie. Wygl­daÙo to na samobójstwo, ale podejrzewano Edie i jej gacha. Edie zmyÙa si¿ wkrótce po pogrzebie, podrzucaj­c babuni¿ i pozostaÙ­ dwójk¿ jej mÙodszego rodzeÚstwa surowej, przeraČaj­cej babce, Corze Lee Burton. Babunia wychowywaÙa si¿ – i praktycznie sama dbaÙa o rozwój brata i siostry – w otoczeniu dorosÙych nieprzystosowanych cio° i wujów, wci­Č mieszkaj­cych w domu rodzinnym, a oprócz tego pracowaÙa w Hamburger Inn, uwielbianej przez miejscowych restauracji naleČ­cej do Cory Lee. MiaÙa zaledwie pi¿tnaïcie lat, kiedy wyszÙa za Glena Judda, co zreszt­ musiaÙo jej si¿ wydawa° niezÙ­ okazj­. Glen kupiÙ upragnion­ stacj¿ benzynow­ i nazwaÙ j­ Judd’s Friendly Ashland Service. Gdy Glenowi i babuni zacz¿Ùy si¿ rodzi° dzieci, kupili od rodziców Glena wielki drewniany dom przy 2237 Montgomery Avenue. Diana byÙa ich pierwszym dzieckiem, dwa lata póĊniej urodziÙ si¿ Brian, potem Mark, a na koÚcu Margaret. Moja mama zawsze opowiadaÙa o swoim dzieciÚstwie, Če byÙo idealne, szcz¿ïliwe i bezpieczne – niczym z fantazji Normana Rockwella; zajmuj­ca si¿ domem matka przygotowywaÙa doskonaÙe posiÙki, ojciec zaï, uwielbiany przez córk¿, byÙ pracowitym m¿Čczyzn­, ciesz­cym si¿ duČ­ popularnoïci­ w lokalnej spoÙecznoïci. JednakČe w oczach babuni maÙČeÚstwo nie przypominaÙo sielanki. Dziadek Judd byÙ przyzwoitym czÙowiekiem i caÙkiem nieĊle zarabiaÙ na swojej stacji benzynowej, ale byÙ okropnym sk­pcem. Babunia nie kupowaÙa sobie nowych ubraÚ i nie miaÙa nawet pralki i suszarki, dopóki dla najmÙodszego z czwórki ich dzieci nie zabrakÙo pieluch. Kiedy zepsuÙ si¿ piec, dziadek Judd kazaÙ babuni przynieï° plastik z pralni chemicznej, Čeby zaizolowa° okna. Mama wspominaÙa, Če byÙa to bodaj jedyna sytuacja, w której babunia postawiÙa

28


si¿ dziadkowi w kwestii Þnansów domowych. Dziadek pracowaÙ caÙymi dniami i cz¿sto zostawaÙ po godzinach sam na sam z butelk­ whisky. Moja matka twierdzi, Če w dzieciÚstwie byÙa dziewczynk­ obdarzon­ bogat­ wyobraĊni­ i zachowywaÙa si¿ jak maÙa perfekcjonistka, naleČaÙa do tych dzieci, które na lekcjach w szkole zawsze zgÙaszaj­ si¿ do odpowiedzi i dostaj­ dobre oceny, a w domu utrzymuj­ nienaganny porz­dek w swoim pokoju. W parne letnie wieczory miaÙa do towarzystwa dzieci z s­siedztwa i swoje ukochane rodzeÚstwo, zwÙaszcza Ùagodnego i zabawnego mÙodszego braciszka, Briana. Podobnie jak bracia i siostra, matka musiaÙa wyczuwa° napi¿cie panuj­ce w domu, ale dziï twierdzi, Če jedynym, czego jej wówczas brakowaÙo, byÙa uwaga wiecznie nieobecnego ojca. Zabiegaj­c o jego uczucia, nauczyÙa si¿ wzbudza° zainteresowanie sob­ w inny sposób. Mama jest z natury osob­ ekstrawertyczn­, wi¿c pieni­dze zarabiane na pilnowaniu cudzych dzieci wydawaÙa na lekcje stepowania. Wszyscy w Ashland twierdz­, Če byÙa pi¿kn­ i lubian­ dziewczyn­. Kiedy mama chodziÙa do przedostatniej klasy liceum, tata zd­ČyÙ juČ ukoÚczy° Fork Union Military Academy – byÙ siódmy na roku – i zostaÙ przyj¿ty do Georgia Institute of Technology. WyleciaÙ ze studiów juČ po pierwszym roku; twierdzi, Če zbyt dobrze si¿ bawiÙ, Čeby chodzi° na zaj¿cia. Latem 1963 roku mama i tata wci­Č spotykali si¿ od czasu do czasu, ale Čadne z nich nie myïlaÙo wtedy o ïlubie. Tata wzi­Ù si¿ w garï° i pilnie uczyÙ si¿ na najlepsze oceny w szkole letniej na Transylvania University w Lexington w Kentucky. Mama zaï zastanawiaÙa si¿, czy nie zÙoČy° papierów do college’u, i marzyÙa o pi¿knej przyszÙoïci, kiedy nagle jej idealny ïwiat i maÙČeÚstwo rodziców – a wraz z nim dzieciÚstwo wszystkich potomków Juddów – rozpadÙy si¿. Ukochany brat mamy, Brian, od wielu tygodni ukrywaÙ doskwieraj­cy mu dziwny, bardzo bolesny guz na ramieniu. BaÙ si¿, bo coï ewidentnie byÙo nie tak, ale bardziej przeraČaÙa go wizja niewyjechania na upragnione wakacje z koleg­ ze szkoÙy. Mama jednak wkrótce zauwaČyÙa guz i zabraÙa Briana do miejscowego lekarza. Doktor Franz od razu zorientowaÙ si¿, Če

29


sprawa jest powaČna, i poleciÙ wizyt¿ u specjalisty w Columbus, w Ohio. U Briana stwierdzono ïmierteln­ posta° ziarnicy zÙoïliwej. Rodzice mamy zostali w Ohio z Brianem, a ona sama wróciÙa do domu, by rozpocz­° nauk¿ w ostatniej klasie liceum. Po raz pierwszy w Čyciu zostaÙa sama w domu. Charlie Jordan, chÙopak z Ashland (co ciekawe, jego nazwisko cz¿sto wymieniano w gazetach obok nazwiska mojego taty w kontekïcie sprawozdaÚ z rozgrywek baseballu), z którym mama równieČ si¿ spotykaÙa, pewnego dnia postanowiÙ zÙoČy° jej wizyt¿. We wspomnieniach napisaÙa, Če byÙa „zbyt wyczerpana emocjonalnie”, by jak zwykle „wÙ­czy° mechanizm obronny”. Wtedy po raz pierwszy uprawiali seks. I w niczym nie przypominaÙo to delikatnego, romantycznego zbliČenia, o jakim mama zawsze marzyÙa. Nazajutrz obudziÙa si¿ z poczuciem wstydu i naturalnie nikomu nie powiedziaÙa o tym, co si¿ staÙo. Drogo zapÙaciÙa za ten swój pierwszy raz. Nie przyszÙa jedna miesi­czka, potem druga, i mama z narastaj­c­ panik­ uïwiadomiÙa sobie, Če jest w ci­Čy. PoniewaČ nie miaÙa prawa jazdy, wyj¿Ùa pieni­dze ze skarbonki, wzi¿Ùa taksówk¿, nikomu nic nie mówi­c, i pojechaÙa do doktora Franza. Lekarz, potwierdziwszy ci­Č¿, zacz­Ù lamentowa°. Doskonale wiedziaÙ, przez co przechodzi rodzina mamy w zwi­zku z chorob­ Briana, ale z drugiej strony, poniewaČ aborcja raz, Če byÙa nielegalna, a dwa, Če nie mieïciÙa mu si¿ w gÙowie, w Čaden sposób nie mógÙ pomóc mÙodej Dianie. Wiem, Če ten spóĊniaj­cy si¿ po raz pierwszy okres mojej mamy byÙ decyduj­cym momentem w jej Čyciu, ale chc­c wypeÙni° t¿ opowieï° szczegóÙami, musz¿ uruchomi° wyobraĊni¿ i posÙuČy° si¿ swoj­ wiedz­ na temat maÙomiasteczkowej mentalnoïci Ameryki roku 1963, dominuj­cych spoÙecznych oczekiwaÚ wobec dziewczyny z dobrego domu i koszmarnego bólu przepeÙniaj­cego dom dziadków, gdy mój mÙody wuj Brian umieraÙ na raka. Dziadek wydaÙ wszystkie oszcz¿dnoïci, próbuj­c uratowa° syna. Mama napisaÙa w liïcie do taty: „babunia wychodzi z siebie, jest na skraju zaÙamania nerwowego”. Od cioci Margaret i wujka Marka dowiedziaÙam si¿, z jak wielkim poczuciem straty i emocjonalnym bólem wi­zaÙy

30


Życie gorzko-słodkie - Ashley Judd