Issuu on Google+

Bilans „The Tall Ship’s Races” >> S. 4-5

Legenda Anny Schilling, czyli romans Kopernika z siostrzenicą >> S. 9

M YŚ L G LO B A L N I E – C Z Y TA J LO KA L N I E

Rok IV Nr 07 (40) sierpień 2009

Sopot. Hit Festival i Sopot Festival w Operze Leśnej

Sierpniowy maraton piosenki Bartek Sasper

W

dniach od 7 do 9 sierpnia w Operze Leśnej odbędzie się Sopot Hit Festival, którego organizatorem jest TVP, oraz Radio ESKA. Festiwal będzie trwał trzy dni. W tym czasie wystąpi 15 polskich oraz 15 zagranicznych wykonawców.

Będą oni rywalizować w dwóch konkurencjach: „Polski hit lata 2009” i „Zagraniczny hit lata 2009”. Polscy wykonawcy wystąpią w pierwszym dniu festiwalu, zagraniczni w drugim, trzeci będzie poświęcony jubileuszowi 35-lecia działalności „Budki Suflera”. Wystąpią m.in. Izabela Trojanowska, Urszula, Romuald Czysta i Felicjan Andrzejczak. Jedynym jurorem będzie publiczność głosująca za pomocą

W tym roku w Sopocie zabraknie wielkich gwiazd, takich jak choćby Norah Jones, którą w Operze Leśnej gościliśmy w 2007 roku.

sms. Nagrody w obu konkursach to pamiątkowe statuetki i czek na 40 tysięcy złotych. Gośćmi specjalnymi festiwalu będą ubiegłoroczni jego zwycięzcy: Doda oraz Shaun Baker. A także Andrzej Piaseczny, Schiller i September. W dwa tygodnie po zakończeniu Sopot Hit Festival ruszy Międzynarodowy Sopot Festival. Impreza ta odbywać się będzie już po raz 46, tradycyjnie na scenie Opery Leśnej. Festiwal rozpoczyna się 22 sierpnia konkursem o nagrodę Bursztynowego Słowika i Słowika Publiczności. Koncert w drugim dniu, 23 sierpnia, zostanie poświęcony pamięci Czesława Niemena. Jego piosenki śpiewać będą czołowi polscy wykonawcy. Sopocki festiwal zorganizowany po raz pierwszy w roku 1961 (wtedy jeszcze w nieistniejącej już hali Stoczni Gdańskiej) nazywany jest „świętem polskiej piosenki”. Przechodził on różne koleje losu, różnie bywał nazywany, ale artyści zawsze wyśpiewywali trofeum w postaci Bursztynowego Słowika. Od pięciu lat organizatorem festiwalu jest telewizja TVN. Przygotowania do konkursu rozpoczęły się już 1 czerwca br. W tym dniu komisja wytypowała do dalszych eliminacji dziesięć piosenek śpiewanych przez polskich wykonawców. Piosenki te w dniach od 22 czerwca do 10 lipca były nadawane na antenie Radia ZET. Głosowali na nie słuchacze „ZET-ki”, którzy wybrali pięć ich zdaniem najlepszych utworów. To one właśnie zostaną zaprezentowane w pierwszym dniu konkursu. Najlepsza z nich weźmie

udział w konkursie finałowym. Do głównego konkursu zakwalifikowano także sześć piosenek wykonawców zagranicznych. Koncerty festiwalowe poprowadzi Magda Molek, a w drugim dniu towarzyszyć jej będzie Zbigniew Wodecki.


2 Sopot

www.riviera24.pl Centrum Haffnera otwarte

30.08 30.08 31.08

g. 16.00 – Letnia Akademia Śpiewu – KMS g.19.00 – Pod Ruinami Polski (A. Ochodlo & Max Klezmer Band) – Sala PFK – BART g. 21.00 – Wieczór piosenki szantowej – Cafe del Arte

fot. archiwum

nek Północnych ma 15,46 ha powierzchni i 2200 metrów ścieżek dla pieszych, rowerzystów, oraz rolkarzy. Wytyczono tu również ścieżkę edukacyjną dla dzieci, której koncepcję opracowała Sopocka Szkoła Wyższa. Koszt rewitalizacji parku wyniósł 7,3 milionów złotych, z czego niemal połowa pochodziła ze środków unijnych. (bs)

Park Północny w Sopocie pod koniec XIX wieku.

W lipcu nastąpiło uroczyste otwarcie Centrum Haffnera, obejmujące Dom Zdrojowy, budynek biurowo – parkingowy, hotel Sheraton oraz kameralne centrum kulturalno – usługowe.

18 milionów na inwestycje Prezydent Sopotu Jacek Karnowski może być usatysfakcjonowany. W poniedziałek 20 lipca odebrał on z rąk marszałka województwa Jana Kozłowskiego decyzję o dofinansowaniu ze środków unijnych prowadzonych w mieście inwestycji. Jest to niebagatelna kwota niemal 18 milio-

Unia Europejska w Sopocie Przez drugą połowę 2011 roku Polska ma przewodzić Unii Europejskiej. W związku z tym w naszym kraju odbędzie się około dwudziestu spotkań i konferencji na najwyższym szczeblu wspólnotowym, oraz około stu na szczeblu ministrów. Jednym

Będzie trzeci przetarg Urząd Miasta Sopotu dwukrotnie ogłosił w tym roku przetarg na zagospodarowanie Łazienek Północnych i przylegającej do nich plaży. W przetargu ogłoszonym w styczniu tylko jedna oferta spełniała wymogi formalne. Była to Fabryka Trzciny z Warszawy. Jednak jej wizja Łazienek nie zyskała uznania komisji przetargowej. Za drugim podejściem sytuacja się powtórzyła: jedyny po-

nów złotych. Większa część unijnych pieniędzy pójdzie na remont i modernizację hipodromu. 5 milionów zostanie przeznaczonych na wykończenie wnętrz Domu Zdrojowego przy molo. Są to: pijalnia wód solankowych, nowa siedziba Państwowej Galerii Sztuki, informacja turystyczna, oraz winda panoramiczna. (bs)

Sopot zajął drugie miejsce, tuż za Poznaniem, w „rankingu samorządów” ogłoszonym przez dziennik „Rzeczpospolita”. Wraz z Poznaniem i Gliwicami otrzymał również wyróżnienie za najbardziej innowacyjny samorząd. Wyróżnienie zostało przyznane

Malczewskiego w remoncie 6 lipca rozpoczął się remont ulicy Malczewskiego na odcinku od Alei Niepodległości do bramy cmentarza komunalnego. Przewiduje się utworzenie zatoki dla autobusów, budowę chodników po obu stronach jezdni, renowację i budowę murów oporowych, oraz całą infrastrukturę podziemną, a także oświetlenie ulicy. Koszt inwestycji przekracza nieco 3 miliony złotych. Połowę tej kwoty wyłoży Narodowy Program Przebudo-

z gospodarzy takich spotkań zostanie Sopot. W przedstawionej aplikacji prezydent Sopotu Jacek Karnowski podkreślił znakomitą bazę hotelową i gastronomiczną kurortu, oraz jeden z największych w kraju obiektów konferencyjnych w nowopowstałym Centrum Haffnera. (bs)

Esperantyści pod dębem W Białymstoku odbył się Światowy Kongres Esperantystów. 3 sierpnia jego uczestnicy przybyli do Sopotu, witani przez prezydenta miasta Jacka Karnowskiego. Sopockie spotkanie esperantystów odbyło się w plenerze, w Dolinie Echa, pod pięćdziesięcioletnim dębem. Dąb ten został zasadzony w roku 1959 jako replika drzewa pochodzącego z roku 1927 (data XIX Światowego Kongresu Esperantystów, który odbył się wówczas w Gdańsku) i ściętego przez hitlerowców. Warto przypomnieć, że przed dwoma laty, w roku 2007 minęła 150 rocznica urodzin twórcy języka esperanto dr Ludwika Zamenhofa,

ważny oferent – Multidyscyplinarne Centrum Artystyczne – odpadł w drugim etapie. Łazienki Północne to jeden z najbardziej reprezentacyjnych miejsc w Sopocie i wymogi stawiane przed przystępującymi do przetargu firmami są naprawdę wysokie. Kolejny przetarg zostanie ogłoszony w końcu sierpnia, lub na początku lutego. Dla zachęty władze miasta zdecydowały wydłużyć czas dzierżawy Łazienek z dziesięciu do piętnastu lat.

Ułatwienia dla niepełnosprawnych

Łazienki Północne, niegdyś jeden z symboli kurortu, obecnie popadły w całkowitą ruinę, może zmini to kolejny przetarg na ich zagospodarowanie.

Sopocianie, mający trudności w poruszaniu się mają teraz łatwiejszy dojazd do przychodni, czy szpitali. Od poniedziałku do piątku, w godzinach od 8 do 16, na parkingu obok przychodni lekarskiej przy ulicy Chrobrego czeka na nich niezwykły pojazd z dwuosobową załogą (kierowca i sanitariusz). Samochód jest wyposażony w windy do podnoszenia wózków inwalidzkich i fotele pozwalające na przejazd w pozy-

za inwestycje realizowane metodą partnerstwa publiczno-prywatnego, czego najlepszym dowodem jest Centrum Haffnera. Wysoko oceniono także projekt przebudowy dworca kolejowego i przylegających do niego terenów. Nagrodę „Rzeczpospolitej” odebrał 10 lipca w Warszawie prezydent Sopotu Jacek Karnowski. (bs) wy Dróg Lokalnych, a połowę Urząd Miasta. Prace potrwają do 30 września. Do tego czasu autobusy linii 181 i 187 będą kursowały poprzez ulice Wejherowską i Obodrzyców do Kolberga. (as)

Mapka Urzędu Miasta Sopotu

oraz stulecie powstania ruchu esperantystów na Wybrzeżu. (as)

fot. materiały urzędu miasta

Kurort w czołówce Rankingu Samorządów

fot. kmz

Stały kiermasz taniej książki – MBP, Biblioteka Główna – czynny w godzinach otwarcia biblioteki do 4.09 Wystawa fotografii Studentów Uniwersytetu III Wieku pt. „Trzecie spojrzenie” – MBP, Filia Nr 5 do 31.08 „Na fali – moja przygoda z morzem” konkurs plastyczny dla szkół podstawowych i gimnazjów – MBP, Biblioteka Główna 22 – 23.08 Morskie Mistrzostwa Klasy OK – dinghy – UKS Navigo 3.08 g. 17.00 - Warsztaty Jidyszkajt, prowadzą: J. Makosz, U. Makosz, P. Piekarski, g. 19.30 Koncert U. Makosz – Pieśni Safardyjskie – Teatr Atelier 1.08 g.19.00 – Spotkania z W. Cejrowskim - „ Boso do… Trójmiasta” - Sheraton Sopot Hotel 1.08 g. 21. 30 – Kino Letnie na Molo – KMS 2.08 g. 16.00 – Koncert muzyki klasycznej – scena przy fontannie – KMS 2.08 g. 17.00 – Warsztaty Jidyszkajt g. 20.00 koncert Kohelet3 – Klezmer Band (Austria) – Teatr Atelier 4.08 g. 20.30 – Żegnaj kochanie, reż E. Dmytryk, USA, 1944, 95 min. – DKF Kurort 4 – 9.08 Mistrzostwa Europy Formuła Windsurfing – Formula Windsurfing – SKŻ 4.08 g.20.00 – Tajemnice bursztynowej biżuterii – Bookarnia „kawiarnia z książką” – STN 6 – 9.08 g. 10.00 – Turniej integracyjny Polskiego Związku Tenisa na Wózkach – STT 6.08 g. 18.00 – Koncert – S. Marciniak (kontrabas), K. Nowaczewska-Manthey (fortepian) – UM Sopotu, TPS 6.08 g. 19.00 Bursztynowa Mila – SKL 7 – 9.08 Wystawa Psów Rasowych – Hipodrom 7.08 Polski Hit Lata 2009 - BART 8.08 g. 10.00 – 21.00 – Festyn ABC Bezpieczeństwa – KM Policji 8.08 g.10.00 – I Turniej streetballa „Słoneczne Brodwino”, start przy ul. Kolberga 24 na Orliku w Sopocie 8.08 g. 10.00 - II Turniej piłki nożnej „Słoneczne Brodwino”, start przy ul. Kolberga 24 na Orliku w Sopocie 7 – 9.08 Sopot Hit Festiwal – Opera Leśna w Sopocie – BART 9 – 16.08 Sopot Film Festival 2009 – DKF Kurort 9.08 g. 17.00 – Koncert muzyki popularnej – KMS 11.08 g. 20.00 – Czy meteoryty mogą zagrozić Bałtykowi? – ST. Massel (dyr. Instytutu Oceanologii PAN) –Bookarnia, STN 12 – 13.08 Puchar Zielonej Fasoli Nivea Błękitne Żagle – Optimist, L’Equipe Optimist program Niivea – SKŻ 13.08 g. 18.00 BMF Piano Trio M. Szałach (skrzypce), F. Syska (wiolonczela) B. Wezner (fortepian) – TPS 14.08 X-lecie Ani Mru Mru – Opera Leśna – BART 15.08 g.12.00 – 19.00 Alfredo Show – festyn kawowy na Skwerze Kuracyjnym – KMS 15.08 Mistrzostwa Polski w Wyścigach Równoległych na 1/4 Mili „Lotos Power Cup Pruszcz Gd. 2009” – Automobilklub Orski 15 – 16.08 Hestia Cup IV Windsurfingowe Mistrzostwa Mediów – OPEN – SKŻ 16.08 g. 17.00 – 18.00 Sopocka Orkiestra Promenadowa – scena przy fontannie – KMS 18.08 g. 20.30 – W pogoni za mężem, reż. R. Z. Leonard, USA, 1940, 117 min. – DKF Kurort 18.08 g. 20.00 – Sopockie Molo, „Krótka historia nieskończoności” – wiceprezydent Miasta Sopotu Wojciech Fułek – STN 20.08 g. 18.00 – D. Kaufman (flet), A. Wieczorek (fortepian) – TPS 20.08 g. 20.00 – K. Jamróz i K. Zielińska oraz Grupa MoCarta w programie „Przyjaciółki, czyli jak zrobić recital” – Teatr Tarasy, ul. Zamkowa Góra 3-5 21 – 23.08 Morskie Mistrzostwa Polski Katamaranów (klasy: Open, F-18, A-cat, TOPCAT, Hobie Cat, Tornado, K20, Młodzieżowe Mistrzostwa Polski Katamaranów) – UKS Navigo 21-23.08 viii Moto Festiwal „Powerstation” 2009 – zlot motocykli i aut klasycznych – Molo – Powerstation 21.08 – 10.09 g. 19.30 – wystawa B. Mirowskiego „Sopocki Słowik” – Galeria Ambermoda 22.08 g. 10.00 – II Turniej streetballa zespołów trzyosobowych „Słoneczne Brodwino” – Trivium, IIP 22.08 g.10.00 - III Turniej piłki nożnej zespołów sześcioosobowych „Słoneczne Brodwino” – Trivium, IIP 21 – 22.08 g. 12.00 – 23.00 – Zlot Harley – Davidson 50 – lecie Rock ‚n Rolla w Polsce – motocykle i koncerty na Skwerze Kuracyjnym – KMS 22-23.08 46. Sopot Festival – Opera Leśna – BART 22 – 23.08 Regaty Sopot Finn Cup – UKS Navigo 23.08 g. 16.00 – Koncert Fortepianowy – scena przy fontannie – KMS 25.08 g. 20.30 – Bulwar zachodzącego słońca, reż. B. Wilder, USA, 1950, 110 min. – DKF Kurort 25.08 g. 20.00 – Żywa plaża J. M. Węsławski (kier. Zakładu Ekologii Morza IO PAN) – STN 27.08 g. 18.00 – Salon pieśni romantycznej – uczestnicy kursu wokalnego Letniej Akademii Śpiewu – TPS 29.08 g. 17.00 – Koncert muzyki popularnej – KMS 29.08 g.19.00 – Santo Subito Cantobiografia Jana Pawła II Muzyka: P. Rubik, Libretto: J. Cygan – BART

20 lipca br. przewodniczący Rady Miasta Sopotu Wieczesław Augustyniak, wiceprezydent Paweł Orłowski, oraz rektor Sopockiej Szkoły Wyższej, prof. Teresa Martyniuk przecięli wstęgę otwierając w ten sposób zrewitalizowany Park Północny. Park znajdujący się na zapleczu Łazie-

fot. kmz

Kalendarium Imprez Kulturalnych Sierpień 2009

18 lipca o godzinie 16.00 odbyło się uroczyste otwarcie Centrum Haffnera, obejmującego pięciogwiazdkowy hotel Sheraton, największe w Trójmieście centrum konferencyjne z salą mogącą pomieścić 624 osoby, zespół handlowo-usługowy i multikino z sześcioma salami na ponad 1050 miejsc. Całość Centrum Haffnera, do którego należy jesz-

Park północny zrewitalizowany

cze doliczyć tunel pod ulicą Bohaterów Monte Cassino i parking na 400 samochodów kosztowała 100 milionów euro. Jego ukoronowaniem będzie Dom Zdrojowy, w skład którego wejdą sale wystawowe Państwowej Galerii Sztuki, pijalnia wód mineralnych, punkt informacji turystycznej i punkt widokowy. Otwarcie tego obiektu przewidziane jest na początek 2010 roku. (bs)

Z okazji Światowego Kongresu Esperantystów w Dolinie Echa spotkali się miłośnicy tego ruchu, nz. Mirosława Mazur Przewodnicząca Oddziału Wojewódzkiego Polskiego Związku Esperantystów w Gdańsku i Wiceprezydent Sopotu Paweł Orłowski.

cji leżącej. Za przewóz w granicach Sopotu, oraz wniesienie chorego na I piętro obowiązuje opłata w wysokości 15 złotych. Wniesienie na wyższe piętra kosztuje dodatkowo 10 złotych. Wyjazd poza granice miasta jest opłacany po dwa złote od każdego kilometra. Miasto dofinansowuje karetkę sumą wysokości 4500 złotych miesięcznie. Samochód można zamawiać w godzinach od 7.30 do 15.30 pod numerami telefonów 0-58 – 352-60-91 i 0 – 600-366-664.


Gdańsk 3

Nr 07(40) sierpień 2009

1 września na Westerplatte mają się odbyć centralne uroczystości 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej. Z tej okazji rząd polski wystosował zaproszenia do głów państw, które brały udział w tamtych zmaganiach. Zaproszenia otrzymali między innymi prezydent USA Barack Obama i premier Rosji Władimir Putin. Ci dwaj prawdopodobnie nie

Kłopoty z Katarzyną Przed trzema laty, 22 maja 2006 roku spłonął dach kościoła św. Katarzyny w Gdańsku. Remont pochłonął już dziesięć milionów złotych. Aby przywrócić średniowiecznej świątyni dawną świetność potrzeba jeszcze prawie dwóch milionów. I z tym jest problem. Tak poważnej kwoty nie da Urząd Miasta, który ma w tej chwili inne priorytety. Społeczny komitet odbudowy kościoła prze-

przyjadą, natomiast można oczekiwać przybycia premiera Wielkiej Brytanii Gordona Browna, prezydenta Francji Nikolasa Sarkozy’ego i kanclerz Niemiec, Angelę Merkel. W związku z mającymi się odbyć uroczystościami w sierpniu obędzie się generalny remont usytuowanego na Westerplatte kopca i pomnika Obrońców Wybrzeża. Na czas remontu obiekt, z wyjątkiem muzeum będzie zamknięty dla turystów. (as)

Wystartował Jarmark św. Dominik

kazał do tej pory pół miliona i rozwiązał się. Na innych darczyńców w dobie kryzysu trudno liczyć. Pozostaje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które dotąd wyłożyło na odbudowę św. Katarzyny 5 milionów złotych. I które obiecało dalszą pomoc. Jeśli jednak dotacja ministerialna szybko nie dotrze na Wybrze��e, zakończenie remontu może się znacznie opóźnić. (as)

Dekada Szekspira W dniach od 1 do 10 sierpnia br. w Gdańsku odbywa się XIII Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski. Ponieważ budynku teatralnego, poświęconego genialnemu dramaturgowi z Wysp Brytyjskich jeszcze w Gdańsku nie ma (kamień węgielny pod jego budowę ma być wmurowany 14 września br.), spektakle odbywają się w wielu miejscach. Od Teatru Muzycznego w Gdyni poczynając, poprzez Scenę Kameralną w Sopocie, Klub Studentów

fot. kmz

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego wesprze wielkie inwestycje gdańskie. Jedną z najważniejszych jest Trasa W-Z, wraz z węzłem drogowym Karczemki. W ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko ministerstwo przeznaczyło na nią 345 milionów złotych ze środków unijnych. Pełny koszt tej inwestycji to 465 milionów złotych, tak więc procent dofinansowania jest bardzo wysoki. Warto dodać, że Węzeł Karczemki, łączący centrum Gdańska z Obwodnicą Trójmiasta to pierwsze bezkolizyjne połączenie tras dojazdowych z obwodnicą, zarazem największy i najnowocześniejszy węzeł drogowy na północ od Warszawy.

Kurs na tolerancję Wydawca:

81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753 PPHU RIVIERA SOPOT redakcja@riviera24.pl Gabriela Łukaszuk www.riviera24.pl 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753 Redaktor naczelny: Krzysztof Maria Załuski Dział reklamy: tel. 0 668 17 77 63 reklama@rivierasopot.pl

Druk:

Polskapresse sp. z o.o. 80-720 Gdańsk, ul. Połęże 3 Niezamówionych materiałów redakcja nie zwraca, zastrzega sobie także prawo do ich redagowania. Za treść reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności

Przez dwa tygodnie, od 17 do 30 sierpnia br. w Klubie Studentów Żak w Gdańsku-Wrzeszczu przy alei Grunwaldzkiej 195 będzie królował taniec. Na Pierwszym Gdańskim Festiwalu Tańca można będzie obejrzeć na żywo prawie 40 spektakli baletowych w wykonaniu artystów polskich i zagranicznych, oraz 15 filmów

poświęconych sztuce tańca. Wystąpią rodzime gwiazdy Ewa Wycichowska,Leszek Bzdyl, Wojciech Mochniej i wielu innych. Z zagranicznych wykonawców klasą dla siebie są tacy artyści jak Susanne Linke, czy też Mikami Koyo. Rezerwacja biletów pod numerem telefonu 058 – 344-0573, lub e-mail: kasa@klubzak. com.pl. (as)

Susanne Linke jedna z czołowych niemieckich tancerek, jej sposób ekspresji wywarł ogromny wpływ na kształtowanie się niemieckiego teatru tańca.

Wielkie pieniądze dla Gdańska

Adres redakcji:

Żak stawia na taniec

Po uruchomieniu produkcji przerób stali wzrośnie blisko czterokrotnie – do 150 tysięcy ton rocznie. Podobnie wzrosną przychody przedsiębiorstwa. W roku 2015 stocznia ma produkować do 350 elektrowni wiatrowych. Spadnie natomiast zatrudnienie. Obecnie pracuje tu 2134 ludzi, w tym tylko 1048 w bezpośredniej produkcji. Ponad połowa to pracownicy umysłowi, konserwatorzy, strażacy i ochrona. I właśnie ci zostaną objęci redukcją, która wyniesie od 250 do 400 osób. Zwiększy się natomiast liczba robotników. Już dziś stocznia zgłasza zapotrzebowanie na monterów kadłubowych, spawaczy i kowali. (as)

fot. archiwum

Głowy państw na Westerplatte

Kolebka „Solidarności” – Stocznia Gdańska wywinęła się spod unijnego topora. 10 lipca w Gdańsku gościła unijna komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes. Zapoznała się ona z planem naprawczym stoczni i uznała go za rozsądny i spełniający unijne wymogi. Zgodnie z tym planem stocznia ma prowadzić różnoraką działalność. Prócz budowy statków (na jednej pochylni, pozostałe dwie zostaną zamknięte) przewiduje się montaż konstrukcji mostowych, zbiorników stalowych i wież wiatrowych. W związku z tym do roku 2012 na terenie zakładu powstaną trzy nowe hale. Koszt ich budowy to około 50 milionów euro.

Ośrodek Gender Studies Uniwersytetu Gdańskiego, trójmiejski oddział stowarzyszenia Kampania Przeciw Homofobii, oraz Komenda Wojewódzka Policji w Gdańsku zorganizowały kursy dla kadetów z Ośrodka Szkolenia Policji w Gdańsku. Tematem szkolenia będzie przeciwdziała-

Żak i Teatr Letni we Wrzeszczu, aż po obie sceny Teatru Wybrzeże na Targu Węglowym i Teatr w Oknie na Długim Targu. Na Festiwal przybyły ekipy aktorskie z wielu krajów. Prócz polskich teatrów, reprezentowane są na nim zespoły z Francji, Niemiec, Szwajcarii, USA, Węgier i Wielkiej Brytanii. Odbywają się spotkania z artystami, oraz wykłady specjalistów z dziedziny teatrologii w Nadbałtyckim Centrum Kultury w Ratuszu Staromiejskim. (as)

W sobotę 25 lipca, jak co roku o tej porze rozpoczął się w Gdańsku Jarmark św. Dominika. Udział w jego otwarciu wzięli ojcowie miasta z prezydentem Pawłem Adamowiczem na czele. Ulicą Długą i Długim Targiem, od Bramy Złotej do Zielonej przeszły dwa barwne korowody. Pierwszy stanowili uczestnicy 63. Międzynarodowego Zlotu Gwiaździstego Policji, w drugim dominowali przebierańcy. Znalazł się wśród nich król Zygmunt August, wielu zasłużonych Gdańszczan, takich jak Daniel Fahrenheit, Jan Heweliusz, Jan z Kolna, Artur Schopenhauer, a także postacie mityczne: Stolem, czy Złoty Hermes. Wieczorem w dniu otwarcia Jarmarku na Targu Węglowym zagrał zespół Voo Voo. Niemal całe Główne Miasto zostało opanowane

przez kupców, rzemieślników, artystów, kolekcjonerów przybyłych z ośmiu krajów. Swoje kramy otworzyli Austriacy, Litwini, Łotysze, Ukraińcy, Niemcy, Szwedzi, a nawet mieszkańcy Izraela i Uzbekistanu. I oczywiście, przede wszystkim, Polacy. W sumie na ulicach ustawiono ponad tysiąc stoisk z pamiątkami, wyrobami sztuki ludowej, biżuterią, towarami spożywczymi, małą gastronomią itp. Codziennie od południa aż do nocy miasto rozbrzmiewa muzyką. Tradycyjnie Plac Kobzdeja został opanowany przez dzieci, na Targu Węglowym i Długim Targu występują orkiestry, zespoły młodzieżowe, soliści. Handel i zabawa potrwają do 16 sierpnia. Wystawcy jednak już teraz narzekają na marne obroty. Mają jedynie nadzieję, że za rok – w wielki jubileusz, 750-lecia pierwszego Jarmarku św. Dominika – będzie lepiej. (as)

Druga jeszcze większa i bardziej skomplikowana inwestycja to Trasa Słowackiego i Trasa Sucharskiego. Prowadzi ona od lotniska, poprzez Wrzeszcz, Letnicę (obok wznoszonego aktualnie stadionu Baltic Arena) i port gdański (z tunelem pod Martwą Wisłą), aż do Obwodnicy Południowej. Jej budowa będzie kosztowała prawie 2 miliardy złotych, zaś dofinansowanie unijne wyniesie 1361 milionów złotych. Zdaniem wiceprezydenta miasta Andrzeja Bojanowskiego pomoc unijna dla obu tych kluczowych gdańskich inwestycji drogowych gwarantuje, że zostaną one ukończone w terminie, to znaczy w roku 2012, przed Mistrzostwami Europy w Piłce Nożnej. (as)

nie dyskryminacji osób o orientacji homoseksualnej, oraz niesienie pomocy ofiarom przemocy w rodzinie i prawom kobiet. Pierwsze zajęcia odbyły się w połowie lipca, następne przewidziane są we wrześniu. Skorzysta z nich około dwustu przyszłych pracowników pomorskiej policji. (as)

fot. Mateusz Ochocki /KFP

Przejazd ulicą Słowackiego od alei Grunwaldzkiej do ronda przy osiedlu Niedźwiednik to droga przez mękę dla kierowców. Miasto od dawna przygotowuje się do budowy czteropasmowej ulicy Nowej Słowackiego, wciąż jednak brak unijnego dofinansowania do inwestycji, której koszt wyniesie ponad 500 milionów złotych. Decyzja w tej sprawie powinna zapaść lada moment. Władze miasta nie czekając na decyzję Ministerstwa Rozwoju Regionalnego przystąpiły już do

Kolebka uratowana

prac wstępnych, polegających na wykwaterowaniu lokatorów z domów stojących na trasie przyszłej arterii i wyburzeniu budynków. Od ronda Niedźwiednika Nowa Słowackiego pobiegnie po prawej stronie obecnej ulicy Słowackiego. W rejonie skrzyżowania z ulicą Chrzanowskiego powstanie kolejne rondo, a dalej nowa ulica wejdzie w starą, poszerzoną do czterech pasów. Nad aleją Grunwaldzką Nowa Słowackiego pobiegnie estakadą do ulicy Kościuszki (również poszerzonej na odcinku do torów kolejowych) i dalej do ulicy Hynka. (as)

fot. kmz

Przed budową Nowej Słowackiego

Pan Jurek z Gliwic nie kryje rozczarowania tegorocznym Jarmarkiem św. Dominika.


4 Gdynia

Podwodny rezerwat

Bezapelacyjny triumf Norwegów

ga na tym, że nie wiadomo kto miałby być inwestorem rezerwatu. Zgodnie z przepisami województwo pomorskie, oraz granica Gdyni kończy się na morskim brzegu. Wody przybrzeżne znajdują się w gestii Urzędu Morskiego. Konieczna byłaby więc zmiana tych przepisów, aby władze Miasta, lub Urząd Marszałkowski mogły podjąć działania na tym terenie. (kf)

Andrzej Stanisławski

Ż

eglarska stolica Polski, jak coraz częściej nazywana jest Gdynia, spisała się na medal. Organizację zlotu w dniach od 2 do 5 lipca obsługiwało 800 funkcjonariuszy czuwających nad bezpieczeństwem żeglarzy i widzów: policja, straż miejska, straż pożarna, żandarmeria wojskowa, straż graniczna, straż ochrony kolei, agencja ochrony „Taurus”, pracownicy izby celnej, ratownicy wodni oraz pogotowie ratunkowe. Pomyślano nawet o zainstalowaniu systemu antyterrorystycznego dla ochrony strefy podwodnej, oraz infrastruktury portu i obiektów znajdujących się na nabrzeżu. fot. kmz

Być może za jakiś czas Gdynia doczeka się pierwszego w Polsce podwodnego rezerwatu przyrody. Powstałby on na Zatoce Gdańskiej, naprzeciw klifu orłowskiego. Inicjatorami pomysłu są działacze Greenpeace. Zapewniają oni, że dno Zatoki w tym miejscu jest czyste, porośnięte trawą morską i rzadkimi gatunkami glonów. Kłopot pole-

Gdynia. Regaty „The Tall Ship’s Races” zakończone

będzie trwał 52 minuty, gra w nim 10 aktorów i kilkudziesięciu statystów. W rolę pułkownika Dąbka wcielił się Bogdan Smagacki. Sceny bitewne kręcono nie w miejscu historycznej bitwy na Oksywiu, lecz w Kolibkach, ze względu na lepsze warunki terenowe. Film ma być wyemitowany we wrześniu br. na kanale historycznym TVP. (kf)

Działacze Greenpeace chcą naprzeciwko orłowskiego klifu założyć pierwszy w Polsce podwodny rezerwat przyrody.

Wiatr i Woda W dniach 6 – 9 sierpnia br. w Gdyni odbywają się Letnie Targi Sportów Wodnych „Wiatr i Woda”. Targi zostały zorganizowane w gdyńskiej marinie i na przylegającym do niej nabrzeżu. W ofercie znalazły się jachty pol-

Kotkowski nakręcił Fleszarową Już we wrześniu br. na najbliższym Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni można będzie obejrzeć film Andrzeja Kotkowskiego „Miasto z morza”. Film ten oparty jest na fabule głośnej książki Stanisławy Fleszarowej-Muskat „Tak trzymać!”. Opowiada ona historię młodego mężczyzny, który w latach dwudziestych ubiegłego wieku przybywa z głębi kraju nad morze. Tu znajduje pracę i dziewczynę.

Zamieńmy się podręcznikami W filii nr 7 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdyni trwa akcja darmowej wymiany podręczników szkolnych. Dzięki niej rodzice i uczniowie zamiast sięgać do uszczuplonego kryzysem portfela mogą przyjść z niepotrzebnymi podręcznikami i wyjść z zestawem nowych. Przeciętnie na zakup kompletu nowych podręczników jeden uczeń musi przeznaczyć około 300 złotych. Dzięki

skiej i zagranicznej produkcji, osprzęt żeglarski i motorowodny, urządzenia do nurkowania i windsurfingu, sprzęt ratunkowy, odzież turystyczna i sportowa. Patronat honorowy nad targami objął prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. (kf)

Smak zwycięstwa i smak klęski 5 lipca wszystkie żaglowce wzięły udział w gigantycznej paradzie wzdłuż trójmiejskich plaż, której dowodzili kontradmirał Czesław Dyrcz, rektor-komendant Akademii Marynarki Wojennej oraz admirał floty (rezerwy) Jędrzej Czajkowski. Po osiągnięciu cypla Helu flotylla wyruszyła do Sankt Petersburga, a następnie do fińskiego Turku. Na zakończenie skierowała się

101 jachtów, w tym 21 dużych jednostek klasy A i 80 mniejszych, ponad 2500 pływających na nich marynarzy, reprezentujących 17 krajów i 25 narodowości. I wreszcie, co najbardziej oszałamiające – dwa i pół miliona widzów! Oto bilans zlotu największych żaglowców świata – The Tall Ship’s Races, jaki na początku lipca odbył się w Gdyni.

fot. kmz

W połowie lipca nadmorski las w Kolibkach rozbrzmiewał strzałami armatnimi. Reżyser Bartosz Paduch kręcił tam dokumentalny film historyczny, którego bohaterem był pułkownik Stanisław Dąbek, obrońca Kępy Oksywskiej we wrześniu 1939 roku. Film realizuje Ośrodek Telewizji Polskiej w Gdańsku. Jest on częściowo fabularyzowany,

Opuszczających Gdynię żeglarzy żegnał osobiście prezydent miasta Wojciech Szczurek

do litewskiej Kłajpedy, gdzie 3 sierpnia odbyło się zakończenie regat. Zlot obserwował prezes Sail Training International, pan Nigel Rowe. Morskim zmaganiom towarzyszyły ogromne emocje i duch sportowej rywalizacji. Nie obyło się niestety bez dramatu, którego ofiarą padła załoga gdyńskiej Pogorii. Polski żaglowiec podczas nawałnicy już w trakcie pierwszego etapu z Gdyni do St. Pe-

tersburga połamał wszystkie maszty. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach. O randze zawodów „The Tall Ship’s Races” świadczy fakt, że na powitanie żaglowców do St. Petersburga pofatygował się osobiście premier Rosji Władimir Putin, który obserwował cumujące na Newie jednostki. Flotylla na swojej trasie miała również fińskie Turku, gdzie parada żaglowców odbyła się w baj-

kowej scenerii archipelagu skalistych wysepek. Stąd żeglarze wyruszyli do Kłajpedy, gdzie czekały już na nich nagrody za sportowe zmagania. Statuetki ufundowane przez cztery porty-gospodarzy tegorocznych zlotów (w tym Gdynię) przyznano trzem najlepszym jednostkom w każdej z klas. W klasie A (po skorygowaniu czasu) w obu etapach regatowych (Gdynia – St. Peters-

Właśnie miłość i pionierski okres budowy Gdyni stanowią oś wokół której toczy się fabuła zarówno powieści jak i filmu. Poszczególne sceny kręcone były na Helu, w Gdańsku, w Sopocie, w Wejherowie, w Łebie, w skansenie słowińskim w Klukach i oczywiście w Gdyni. Role głównych bohaterów grają Jakub Strzelecki i Julia Pietrucha. W postać inżyniera Tadeusza Wendy – głównego budowniczego Gdyni wcielił się Olgierd Łukaszewicz. (kf)

akcji gdyńskich bibliotekarzy książki można otrzymać za darmo. Kierownictwo biblioteki zapewnia, że również te osoby, które nie przyniosą starych książek, będą mogły zabrać ze sobą za darmo używane podręczniki. Zdarzają się bowiem i tacy, którzy oddają niepotrzebne ksiązki nie biorąc nic w zamian. Akcja cieszy się ogromną popularnością. W ciągu pierwszych dni jej trwania nowych właścicieli znalazło już ponad 1000 podręczników. (as)

fot. archiwum

Film o pułkowniku

www.riviera24.pl

Christian Radich – tegoroczny zwycięzca regat Klasic A


Gdynia 5

fot. kmz

Nr 07(40) sierpień 2009

Flotylla największych żaglowców świata podczas parady wzdłuż trójmiejskich plaż

nia międzynarodowej przyjaźni i zrozumienia. Pełne wyniki regat na stronie: www.sailtraininginternational.org

fot. kmz

fot. kmz

pie przypadło najważniejsze tegoroczne trofeum – Friendship Trophy – przyznawane załodze, która w opinii kapitanów, najbardziej przyczyniła się do budowa-

pirat.

Dar Młodzieży

fot. kmz

Załoga Daru Młodzieży w pierwszym etapie osiągnęła trzeci czas, co po skorygowaniu danych dało jej 6. pozycję. Drugi etap gdynianie zakończyli na miejscu siódmym. Oba etapy udało się także ukończyć Fry-

Regaty nadzorowała Straż Graniczna i…

fot. kmz

Friendship Trophy dla Polski

derykowi Chopinowi. Gorzej poszło Kapitanowi Głowackiemu, który linię mety przekroczył jedynie w drugim wyścigu. Z zawodów wycofać się natomiast musiały Pogoria i Zawisza Czarny. Z innych polskich jednostek podium w pierwszym etapie udało się zdobyć, płynącemu w klasie D, jachtowi Qeenian, i w drugim etapie w klasie C Darowi Natury, który zdobył pierwsze miejsce oraz Gdańskowi uplasowanemu ostatecznie na trzeciej pozycji w swojej kategorii. Najlepiej spisała się jednak załoga polskiego jachtu Sharki, dowodzonego przez panią kapitan Magdę Makowską. To jej eki-

fot. kmz

burg oraz Turku – Kłajpeda) zwyciężyła załoga norweskiego trójmasztowego rejowca, Christian Radich, przed norweskim żaglowcem Sorlandet oraz szwedzkim debiutantem Tre Kronor af Stockholm, zaś w drugim etapie przed norweskimi jednostkami Statsraad Lehmkuhl i Sorlandet.

fot. kmz

Chopin

fot. kmz

Rosyjski Sedov - największy żaglowiec szkoleniowy na świecie.

Żaglowce zacumowane w Basenie Prezydenta nawet w nocy przyciągały niezliczone tłumy miłośników morskich podróży.

Najlepiej rozpoznawalny żaglowiec regat – niemiecki von Humboldt.


6 Sopot

www.riviera24.pl Wystawa na stulecie Opery Leśnej

Sopot. Krystyna Łubieńska wśród odznaczonych

Srebrny medal Gloria Artis dla sopocianki nia wysokich standardów, budują coś dużo ważniejszego niż tylko ten własny kawałek zawodowego życia w kulturze. Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” jest jednym z najbardziej prestiżowych polskich odznaczeń honorujących najwybitniejsze postacie świata kultury i sztuki. (bs)

Krystyna Łubieńska – sopocka laureatka Gloria Artis fot. kmz

Skąpski oraz numizmatyk i bibliofil Lech Kokociński. Uroczystość odbyła się 13 maja w Warszawie w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Minister Zdrojewski, wręczając odznaczenia powiedział, że tegoroczni laureaci to osoby, które podnoszą jakość życia nie tylko w kulturze, ale swoją otwartością, tolerancją i umiejętnością szuka-

fot. kmz

N

ajpopularniejsza sopocka aktorka Krystyna Łubieńska znalazła się wśród pięciu laureatów tegorocznej nagrody Gloria Artis. Prócz niej, z rąk ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego, Medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” otrzymali performer Krzysztof Wodiczko, pisarka Krystyna Kofta, prezes Fundacji Kultury Polskiej Rafał

W Muzeum Sopotu można aktualnie oglądać wystawę pod nazwą „Opera Leśna 1909 – 2009”. Składają się na nią zarówno przedwojenne jak powojenne pamiątki i nagrania. Można zobaczyć filmy dotyczące sopockie-

go obiektu, a także posłuchać arii operowych i przebojów z Międzynarodowych Festiwali Piosenki. Wernisaż wystawy odbył się 12 lipca i był połączony z koncertem zespołu „Locostar”. Wystawa będzie czynna do 30 października br. (bs) Czytaj więcej na s. 7.

Sala wagnerowska nowej ekspozycji w Muzeum Miasta Sopotu

Pod naszym patronatem Logo nasz patronat

Kalejdoskop Form Muzycznych

D

o końca sierpnia w Sopocie w ramach X Międzynarodowego Festiwalu Form Muzycznych Sopot 2009 można będzie posłuchać muzyki poważnej i etnicznej. Miejscem koncertów będą kościół ewangelicko-augsburski w Parku Południowym, Łazienki Południowe, oraz skwer Ks. Otto Bowiena.

Inauguracja festiwalu nastąpi 15 sierpnia. Dzień ten zostanie poświęcony dwóm wielkim kompozytorom Janowi Sebastianowi Bachowi, oraz Felixowi Mendelsson-Bartholdy’iemu. W dniach 16 i 23 sierpnia zabrzmi muzyka żydowska. 22 sierpień to klasyka na jazzowo. 29 sierpień będzie dniem pieśni kabaretowych. Na-

tomiast na zakończenie festiwalu, 30 sierpnia z okazji przypadającej w dwa dni później 70 rocznicy wybuchu II wojny światowej odbędzie się koncert pod tytułem: „Serce w plecaku”, a w nim pieśni żołnierskie i partyzanckie. Wszystkie koncerty rozpoczynają się o godzinie 19.00. Ceny biletów: normalny – 30 zło-

Odkryć sopocką Polonię

tych, ulgowy – 20 złotych. Organizatorem festiwalu jest Stowarzyszenie Przyjaciół Teatru Otwartego w Gdańsku. mecenat nad nim objął Urząd Miasta Sopotu. Jednym z patronów medialnych jest miesięcznik „Riviera”. (bs)

X Międzynarodowy Festiwal Kalejdoskop Form Muzycznych Sopot 2009 muzyka etniczna, muzyka poważna PROGRAM 15 sierpnia (sobota) godz. 19.00 „Od Bacha do współczesności” – Koncert inauguracyjny w programie: Johann Sebastian Bach, Felix Mendelssohn-Bartholdy wykonawcy: Liliana Górska – mezzosopran, Gedymin Grubba – organy, Anna Mikolon – fortepian 16 sierpnia (niedziela) godz. 19.00 Motywy żydowskie – koncert muzyki żydowskiej w programie: Max Bruch, Ernst Bloch, Alexander Tansman oraz Jewish Folkson suite na kwartet smyczkowy w opracowaniu Matti Springera wykonawcy: Anna Sawicka – wiolonczela, Jadwiga Lewczuk – fortepian, Kwartet ORANA w składzie: Tomasz Diakun – I skrzypce, Dariusz Prystasz – II skrzypce, Karol Jurewicz – altówka, Mariusz Mruczek – wiolonczela 22 sierpnia (sobota) godz. 19.00 Klasyka na jazzowo w programie: przeboje muzyki klasycznej w opracowaniu na fortepian, gitarę, perkusję i kwartet smyczkowy m.in.: J. S. Bach, F. Chopin, E. Grieg, P. Lipski, W. A. Mozart, A. Piazzolla wykonawcy: Paweł Lipski – fortepian, Marek Lipski – gitara basowa, Tomasz Waldowski – perkusja oraz kwartet smyczkowy w składzie: Grzegorz Gadziomski – I skrzypce, Leszek Dzierżęga – II skrzypce, Michał Trzcionkowski – altówka, Wojciech Dutkiewicz – wiolonczela 23 sierpnia (niedziela) godz. 19.00 Shalom Alejchem – koncert muzyki żydowskiej (promocja płyty CD) w programie: popularne pieśni żydowskie m.in.: „A idishe mame”, „Dona, dona”, „Hava nagila”, „Kinder – yorn”, „Mamele”, „Shalom Alejchem”, „Stetele Belz”, „Tumbalalayka” wykonawcy: Darek Wójcik – śpiew & Pojln Klezmer Quartett w skladzie: Marta Nanowska – skrzypce, Piotr Lemańczyk – kontrabas, Wojciech Czapliński – klarnet, Andrzej Nanowski – fortepian 29 sierpnia (sobota) godz. 19.00 Kabaret w klasyce w programie: pieśni kabaretowe Benjamina Brittena i Arnolda Schoenberga wykonawcy: Monika Fedyk-Klimaszewska – mezzosopran, Andrzej Nanowski – fortepian, Dariusz S. Wójcik – recytacja 30 sierpnia (niedziela) godz. 19.00 Serce w plecaku – koncert w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej w programie: „Czerwone Maki na Monte Cassino”, „Dziś do Ciebie przyjść nie mogę”, „Natalia”, „Marsz Mokotowa”, „Pałacyk Michla”, „Rozszumiały się wierzby płaczące”, „Serce w plecaku”, „Spoza gór i rzek...”, „Szumi dokoła las...” wykonawcy: Monika Fedyk-Klimaszewska – mezzosopran, Jacek Szymański – tenor, Dariusz S. Wójcik – bas/recytacja, Andrzej Nanowski – fortepian Miejsce koncertów: Ewangelicko – Augsburski Kościół pw. Zbawiciela (Łazienki Południowe) Sopot, skwer ks. Otto Bowiena 5 Bilety w cenie 20 zł i 30 zł (do nabycia w Kościele Zbawiciela na 2 godziny przed każdym koncertem) Dyrektor artystyczny: Dariusz S. Wójcik Prowadzenie koncertów festiwalowych: Stanisława Grażyńska i Dariusz Stanisław Wójcik Organizator główny: Stowarzyszenie Przyjaciół Teatru Otwartego w Gdańsku Mecenat: Urząd Miasta Sopotu

Muzeum Miasta Sopotu stworzyło stronę internetową dotyczącą sopockiej Polonii z okresu istnienia Wolnego Miasta Gdańska i czasów wcześniejszych. Na stronie znajduje się opis badań konserwatorskich nad polonijnymi sztandarami, kopie materiałów archiwalnych, pamiątkowe zdjęcia, egzempla-

Średniowieczni rycerze na Grodzisku W dniach 4 – 5 lipca Skansen Archeologiczny w Sopocie będący oddziałem Muzeum Archeologicznego w Gdańsku zorganizował na sopockim grodzisku festyn historyczny pod tytułem „Wehikuł czasu”. Ideą festynu było odtworzenie życia ludzi, którzy zamieszkiwali

Wnuczka kolekcjonera Sopocki kupiec i makler, Friedrich Basner w ciągu kilkudziesięciu lat gromadził w swym domu (przy obecnej ulicy Chrobrego 48) cenne obrazy oraz dzieła rzemiosła gdańskiego. Gdy w roku 1929 świat ogarnął kryzys Basner popadł w finansowe tarapaty, a następnie z początkiem lat trzydziestych XX zbankrutował. Musiał sprzedać sopocką kamienicę i powoli wyprzedawał swoje zbiory. Zmarł w biedzie nim wybuchła II wojna światowa. Jego córka Hildegard mieszkała w Sopocie do roku 1945. W roku 1975 spisała swoje wspomnienia, w tym ucieczkę z Wybrzeża przed nacierającą

Jeszcze raz Wagner Po wspaniałym spektaklu „Tristana i Izoldy” Ryszarda Wagnera w wykonaniu niemieckiej Opery z Chemnitz, Opera Leśna znów rozbrzmiewała muzyką tego kompozytora. Tym razem było to „Złoto Renu” w międzynarodowej obsadzie. W głównych partiach wystąpili znakomici śpiewacy polscy, niemieccy, fińscy. Orkiestrą dyrygował Anglik o sopockich korzeniach, Jan La-

rze „Copockiej Gazetki Kąpielowej”, oraz wspomnienia żyjących świadków tamtych lat. Jest też zwiastun fabularyzowanego filmu dokumentalnego „Polonia Sopocka”, który ma mieć swoją premierę we wrześniu br. Jak zapowiada dyrektor Muzeum Miasta Sopotu, pani Małgorzata Buchholz-Todorowska strona będzie systematycznie rozbudowywana. (as)

to miejsce od czasów epoki kamiennej. Licznie zebranej publiczności prezentowano dzieła ówczesnych rzemieślników, był targ niewolników, kupcy rzymscy, słowiańscy wojowie i średniowieczni rycerze. Patronat nad imprezą roztoczył prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Festyn zakończył koncert muzyki folkowej. (bs) w kierunku morza Armia Czerwoną. Monografię dotyczącą rodziny Basnerów kontynuowała jej córka Gundula Wollina, obecnie mieszkanka Bawarii. W ubiegłym roku przekazała ona pamiętnik matki, oraz pamiątki po dziadku do Muzeum Miasta Sopotu. Książka jest obecnie przygotowywana do druku i będzie stanowiły niezmiernie ciekawy dokument dla badacza przeszłości Sopotu. Ile warte są owe zapiski można było się przekonać 18 lipca, podczas spotkania autorskiego pani Wolliny w sopockim Muzeum. Fragmenty wspomnień córki Friedricha Basnera czytała ulubienica sopockiej publiczności, aktorka Krystyna Łubieńska. (as)

tham Koenig. Wystawienie w Operze Leśnej w ciągu jednego sezonu dwóch oper Wagnera zdaje się przybliżać ideę odnowienia tradycji Festiwalu Wagnerowskiego w Sopocie. Do tej wielkiej imprezy przymierzają się władze miasta, Bałtycka Agencja Artystyczna BART, oraz Opera Bałtycka. Gorącym zwolennikiem takich festiwali jest Stanisław Daniel Kotliński, śpiewak operowy i międzynarodowy impresario. (as)


Rozmowa miesiąca 7

Nr 07(40) sierpień 2009

O historii sopockiego amfiteatru, Wagnerze, chórach Armii Czerwonej, gwiazdach, multimediach i karaoke rozmawiamy z dyrektor Muzeum Sopotu, panią Małgorzatą Buchholz-Todoroską.

Wspomniała pani, że poza historyczną, suchą wiedzą w Muzeum znaleźć można coś wyjątkowego. Historyczną część prezentacji uatrakcyjniliśmy stanowiskiem, na którym, pośród wielkoformatowych zdjęć imitujących oryginalną scenerię Opery Leśnej,

fot. kmz

Co szczególnie poleciłaby pani zwiedzającym?

Dyrektor Muzeum Sopotu Małgorzata Buchholz-Todoroska i... Krzysztof Krawczyk w sali festiwalowej

Dla mnie szczególnie interesujące są archiwalia z początku lat 60., czyli z czasów kiedy poziom sopockich festiwali był bardzo zróżnicowany. Prestiż wszystkich wieczorów festiwalowych podnosił znakomity konferansjer Lucjan Kydryński. Dzięki tym materiałom można także prześledzić zmiany zachodzące

W sali gwiazd każdy może stać się gwiazdą estrady

fot. kmz

Małgorzata Buchholz-Todoroska: 12 lipca w Muzeum Sopotu, mieszczącym się przy ulicy Poniatowskiego 8, otwarta została wystawa zatytułowana „Opera Leśna w Sopocie 1909 – 2009”. Wystawa ta jest kontynuacją i uzupełnieniem prezentacji plenerowej, o której pan wspomniał. Tamta, prezentowana na sześciu ogromnych standach, ukazuje dokumentację głównie fotograficzną leśnego amfiteatru. Natomiast wystawa w Muzeum jest o wiele bardziej rozbudowaną, bardzo nowoczesną, multimedialną prezentacją, która może zainteresować zarówno osoby starsze jak i młodzież. Przygotowaliśmy też wiele niespodzianek i atrakcji dla dzieci. Wystawa w Muzeum Sopotu podzielona jest na dwie części – pierwsza to historia Opery od roku 1909 do roku 1942, kiedy to po raz ostatni, przed końcem wojny na leśnej scenie odbył się muzyczny spektakl. Ta część wy-

można wysłuchać w całości wszystkich 99 arii, które na deskach Opery Leśnej odśpiewane zostały pomiędzy rokiem 1909 a 1942. Stało się to możliwe dzięki austriackiej wytwórni fonograficznej, która udzieliła nam prawa do publicznego prezentowania tych archiwaliów. Wśród nich znalazły się m.in. najdawniejsze przedstawienia wagnerowskie, ale są też i te, które grano w Sopocie przed rozpoczęciem wagnerowskich realizacji. Druga część wystawy, urządzona na piętrze naszego Muzeum, ukazuje powojenną część historii sopockiej sceny leśnej. Naszą opowieść rozpoczynamy od pierwszych przedstawień z okresu Polski Ludowej, to znaczy od propagandowych spektakli z gatunku śpiewających chórów Armii Czerwonej, imprez z okazji Dnia Dziecka albo obchodów Dni Morza. Ale odbywały się tutaj także pierwsze inscenizacje operowe przygotowane przez Bałtycką Operę w Gdańsku, jak np. Halka Moniuszki Osobną odsłonę stanowią sopockie festiwale piosenki i najnowsze realizacje wagnerowskie z lat dwutysięcznych. Tę część wystawy podzieliliśmy na kilka segmentów. Jedną salę zajmują archiwalia dotyczące historii sopockich festiwali, drugą inne przedstawienia – nie festiwalowe. Trzecia sala poświęcona jest imprezom wagnerowskim, które powróciły do Sopotu po roku 2000. Ostatnia sala to „sanktuarium” gwiazd i gwiazdeczek pobłyskujących na sopockich festiwalach piosenki, realizowanych przez różne stacje telewizyjne. Niewątpliwą atrakcją tej części prezentacji są stanowiska multimedialne. W sali poświęconej historii festiwali sopockich dostępnych jest ponad 4 godziny materiałów filmowych, udostępnionych nam przez TVP Gdańsk. Wśród nich znalazły się filmowe rejestracje festiwali, poczynając od 1964 aż po lata 90. Znajdziemy tu występy takich artystów jak Conchita Bautista, Michaj Burano, zespół Golden Gates, Halina Kunicka, Anna Jantar czy Krzysztof Krawczyk. Poza rejestracjami piosenek posiadamy także rozmowy, wywiady i filmy dokumentalne.

Wagnerowskie arie i półmrok robią wrażenie

w festiwalowej scenografii, w modzie, w stylu prezentacji i czy wreszcie w zwyczajach prezenterskich, poczynając od wspomnianego Lucjana Kydryńskiego, kończąc na najmłodszych prezenterach lansujących się na scenie, jakby sami byli gwiazdami. Niezmiernie interesujące wydaje mi się także stanowisko, na którym po naciśnięciu odpowiedniego klawisza można odsłuchać dowolny utwór muzyka, występującego na sopockim festiwalu. Bardzo ciekawy jest także film dokumentalny o przygotowaniach do pierwszego powojennego spektaklu wagnerowskiego, pochodzący z 2003 roku, a także stanowisko karaoke pomieszczone w Sali Gwiazd. Tutaj, „w towarzystwie” ulubionego wykonawcy, każdy może zaśpiewać i tym samym stać się, jeśli nie gwiazdą sopockiego festiwalu, to z pewnością gwiazdką naszej wystawy. Proszę powiedzieć, do kiedy czynna będzie wystawa i komu ją zawdzięczmy?

fot. kmz

K.M.Z.: Tegoroczne lato upływa w Sopocie pod znakiem jubileuszu Opery Leśnej. Od początku maja w dolnej części Monciaka możemy oglądać wystawę plenerową na temat sopockiej sceny leśnej. W lipcu przyszła kolej na cos poważniejszego. Czym różnią się te ekspozycje, przypomnijmy obie przygotowane przez Muzeum Sopotu.

fot. kmz

Krzysztof M. Załuski

stawy ilustrowana jest ogromną ilością archiwalnych zdjęć, ukazujących przedstawienia, realizacje i scenografie uświetniające leśne spektakle. Pracownicy Muzeum włożyli masę wysiłku, aby skatalogować wszystkie przedstawienia i premiery, jakie w ciągu tych 33 lat miały w Sopocie miejsce. Odwiedzający Muzeum meloman, ma do dyspozycji pełen rejestr artystów, a także wszystkie, skrupulatnie zweryfikowane informacje, które ukazywały się dotąd w różnych mediach i książkach, a które nie do końca były wiarygodne.

fot. kmz

Opera w muzeum

Wystawa będzie czynna do końca października. Jej autorami są Dominika i Tomasz Gzowscy, którzy przygotowali nie tylko oprawę plastyczną, ale również scenariusz prezentacji multimedialnych. Pomagali im w tym Nela Gzowska i Maciej Wojnicki. Materiały archiwalne opracowywał kustosz Muzeum Sopotu, pan Janusz Dargacz. Część z tych archiwaliów pochodzi ze zbiorów prywatnych kilku osób i są to, co

należy podkreślić zbiory rzeczywiście interesujące, zwłaszcza w części dotyczącej przedwojnia. Wystawa jest czynna codziennie do godziny dwudziestej. Wstęp kosztuje 5 i 3 złote, z tym, że bilet do Muzeum Sopotu upoważnia również do zwiedzenia Opery Leśnej, w czasie kiedy nie odbywają się tam żadne imprezy. Cały materiał prezentowany na wystawie jest również dostępny w sieci, na stronie www.muzeumsopotu.pl.


8 Kultura i biznes

www.riviera24.pl

Laureaci konkursu Artystyczna Podróż Hestii w Zielonej Bramie i na Molo

Podwójna wystawa Ergo Hestii

R

ównolegle z gdańską ekspozycją na sopockim molo prezentowane są fotograficzne reprodukcje dzieł młodych artystów z Polski i Hiszpanii. W październiku br. najcenniejsze prace zostaną zaprezentowane w Hiszpanii, gdzie przewidziany jest cały szereg ich wystaw. Przypominamy, bo już niejednokrotnie o tym pisaliśmy na łamach „Riviery”, że Artystyczna Podróż Hestii to coroczna edycja konkursu, w którym wyłaniany zostaje najzdolniejszy student IV lub V roku Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku (od bieżą-

Od 31 lipca do końca sierpnia br. w salach Zielonej Bramy w Gdańsku można oglądać wystawę prac laureatów konkursu Artystyczna Podróż Hestii. W ramach tej wystawy eksponowane są dzieła zwycięzców wszystkich edycji tej „Podróży”, organizowanej i sponsorowanej przez sopockiego ubezpieczyciela Grupę Ergo Hestia od roku 2002 do dziś. Jak również prace nagrodzone w konkursie Grand Tour WKV z ubiegłego roku – hiszpańskiej wersji Artystycznej Podróży Hestii. cego roku konkurs został rozszerzony na wszystkie istniejące w Polsce wyższe szkoły plastyczne). Również od ubiegłego roku nawiązana została współpraca z Uniwersytetem w Walencji, gdzie powołano do życia identyczny konkurs. Główną nagrodą, przyznawaną przez Ergo Hestia jest wyjazd laureata na miesięczne stypendium do Nowego Jorku. Wystawa w Zielonej Bramie reprezentuje wysoki poziom. Ta-

kich obrazów jak „Atomowa wiosna” Jakuba Rebelki (ubiegłoroczny laureat „Podróży Hestii”), „Upadek” Miłosza Wnukowskiego (tegoroczny laureat), tryptyki Anny Kloc, czy rzeźba „Pegaz” Mariana Grzędy nie powstydziłby się żaden mistrz. Pomysł Grupy Ergo Hestia nagradzania młodych artystów wysoko oceniła koordynatorka konkursu Renata Kozoń: Inicjatywa Hestii nawiązuje do popu-

larnej w XVII i XVIII wieku tradycji Grand Tour, kiedy to mecenasi wysyłali młodych, zdolnych ludzi w podróż po świecie, dając im szansę na dokształcanie się i zdobywanie ciekawych doświadczeń. Biorąc pod uwagę jak trudny start mają obecnie artyści zaraz po ukończeniu studiów, ufundowana przez sopockiego ubezpieczyciela nagroda jest dla nich bardzo przydatnym i cennym prezentem.

fot. kmz

Konrad Franke

Na sopockim molo prezentowane są reprodukcje dzieł młodych artystów z Polski i Hiszpanii.

Sopot. Ergo Hestia ubezpieczyła ekspedycję na „Górę Światła”

Niepełnosprawni zdobyli Elbrus Krzysztof M. Załuski

W

ubiegłym roku, już jako dorosły mężczyzna Mela założył fundację o nazwie „Poza Horyzonty”. Ma

25 lipca br. w góry Kaukazu ruszyła wyprawa, której niewątpliwym bohaterem jest 21-letni Jan Mela. W wieku czternastu lat Mela został porażony prądem elektrycznym wysokiego napięcia. Skutkiem tego stracił rękę i nogę. Wypadek ten nie załamał chłopca, można by rzec, że stało się odwrotnie. Kalectwo wyzwoliło w nim nowe siły. Już w dwa lata później Jaś, w towarzystwie znanego sopockiego podróżnika Marka Kamińskiego wyruszył w swą pierwszą wielką wprawę. Idąc na jednej nodze i protezie drugiej zaliczył oba bieguny Ziemi. Był najmłodszym polarnikiem, który dotarł do serca Arktyki i Antarktydy. Teraz, wraz z grupą innych niepełnosprawnych, zdobył najwyższy szczyt w Europie – Elbrus. Wyprawa doszła do skutku między innymi dzięki Ergo Hestii, która w pełni ubezpieczyła członków tej niezwykłej ekspedycji. uznawany jest za najwyższe wzniesienie Europy. Choć niektórzy twierdzą, iż Kaukaz to już Azja i w takim razie najwyższym szczytem Europy byłaby Mont Blanc w Alpach. W ataku na Elbrus, prócz Jana Meli bierze udział niewidomy od urodzenia Łukasz Żelechowski (jest pierwszą niewidzącą osobą, która zdobyła ten szczyt) i walczący od 20 lat z rakiem Piotr Pogon. Do niepełnosprawnych dołączyła także Ewa Nowak, pracownica Fundacji Brata Alberta, opiekująca się na co dzień najciężej upośledzonymi dziećmi. Amatorów, jeśli tak można ich nazwać (w ubiegłym

roku cała ta trójka niepełnosprawnych zdobyła „Dach Afryki”, liczącą 5896 metrów górę Kliminadżaro), wspierają alpiniści Klubu wysokogórskiego z Bielska Białej Bogdan Bednarz, Marek Dudek i Paweł Ząbek. Pierwszy atak na Elbrus miał miejsce w piątek 31 lipca. Z powodu bardzo trudnych warunków atmosferycznych Jaś i jego towarzysze musieli zawrócić do bazy. Następnego dnia, 1 sierpnia, Jan Mela i Łukasz Żelechowski stanęli na szczycie „Góry Światła”. Spełniły się ich marzenia, sami sobie, a także innym udowodnili, że silną wolą i wytrwałością można pokonać każdą ułomność.

Wyprawa w tak wysokie góry wymaga ogromnych ilości specjalistycznego sprzętu. Należą do niego narty, wyposażenie wspinaczkowe, specjalnie dla alpinistów przygotowana odzież, środki łączności itp. Wypożyczenie takiego sprzętu nie może się obyć bez jego ubezpieczenia. W przypadku śmiałków, którzy wyruszyli na Kaukaz ubezpieczycielem tym jest sopocka Grupa Ergo Hestia. Bez niej, praktycznie, wyprawa nie mogłaby się odbyć. Pełna relacja z wyprawy na stronie: /www.klubpodroznikow. eu/component/fireboard/?func=view&catid=33&id=2531

fot. archiwum

Hestia w Zumi.pl

Elbrus wyróżnia się charakterystyczną sylwetką o dwóch kopulastych wierzchołkach, odległych od siebie o ok. 3 km, zachodni liczy 5642 m n.p.m, wschodni – 5621 m n.p.m.

ona na celu rozbudzenie aktywności ludzi niepełnosprawnych. Ma ich przekonać, iż kalectwo można przezwyciężyć realizując, zdawałoby się, niemożliwe do spełnienia marzenia o podró-

żach, czy też o działalności artystycznej. Jednym z pierwszych zamierzeń Meli po założeniu fundacji było zdobycie góry Elbrus. „Góra Światała, jak poetycko nazywają

go mieszkańcy tych okolic, jest wygasłym od dawna wulkanem. Elbrus leży w zachodniej części Kaukazu. Wnosi się na wysokość 5642 metry nad poziomem morza i przez większość geografów

Ułatwienia w ubezpieczeniu

K

lienci zamierzający ubezpieczyć się w sopockiej firmie Grupa Ergo Hestia mają obecnie ułatwione zadanie. Z dniem 16 lipca wszystkie informacje dotyczące zawarcia umowy ubezpieczeniowej można znaleźć na stronie internetowej www.zumi.pl. Znajduje się tam

pełna oferta jaką oferuje Hestia, informacja o najbliższym punkcie obsługi klienta Grupy, adres e-mail tego punktu, najwygodniejsza droga dojścia, a także przejrzyste tabele o produktach majątkowych na życie i dla małych i średnich przedsiębiorstw, prezentacje multimedialne itp.

Zumi.pl to lider polskiego rynku w usługach lokalizacyjnych. Serwis geolokalizacyjny umożliwia poszukiwanie i lokalizowanie adresów i obiektów na mapach zwykłych i ortomapach. Z lokalizatora Hestii korzysta już 3,2 miliona użytkowników. (kf)


Kultura 9

Nr 07(40) sierpień 2009

Gdańsk. Kopernik na Starówce

Legenda Anny Schilling, czyli romans astronoma z siostrzenicą W

„Gotyku” można obejrzeć kopię fundamentalnego dzieła astronoma „O obrotach ciał niebieskich”, kopię autoportretu Kopernika, którego oryginał znajduje się w katedrze w Strassburgu, rozmaite dokumenty pisane własnoręcznie przez kanonika z Fromborka, wiersz „Siedem gwiazd” jemu przypisany, oraz zrekonstruowaną skrzynię, należącą najprawdopodobniej do Anny van der Schilling, z którą Kopernik był blisko zaprzyjaźniony. Uroczystość otwarcia Izby Kopernika odbyła się 6 lipca br. w filii Gdańskiej i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy ulicy Mariackiej 4. O związkach Kopernika z Gdańskiem, oraz jego związku z Anną Schilling opowiadali: profesor Andrzej Januszajtis, redaktor Grażyna Antoniewicz, prezes PTTK w Gdańsku Stanisław Sikora oraz Roland Józefowicz. Kim był Kopernik wie każde polskie dziecko. Z Anną Schilling są pewne kłopoty. Biografowie wielkiego astronoma ustalili, że Anna urodziła się pod koniec XV wieku w Toruniu, a jej rodzicami byli tamtejszy burmistrz Henryk Krieger, oraz cioteczna siostra Kopernika. Anna wyszła za mąż za bogatego kupca holenderskiego Arenda van der Schellinga, zamieszkałego na stałe

W podziemiach kamienicy „Gotyk” przy ulicy Mariackiej 1 w Gdańsku otwarta została Izba Astronoma Mikołaja Kopernika. Składają się na nią sklep z toruńskimi piernikami oraz stała wystawa przedmiotów związanych z człowiekiem, który „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię”. w Gdańsku. po ślubie przeniosła się do miasta nad Motławą i urodziła swemu mężowi ponoć tuzin dzieci. Legenda głosi, że Anna była nie tylko bardzo piękną, ale także wszechstronnie wykształconą kobietą. Między innymi interesowała się astrologią. Nic więc dziwnego, że olśniła ją postać wuja, żyjącego za pan brat z gwiazdami. Kopernik był w tym czasie kanonikiem we Fromborku, często gościł w Gdańsku i jego również pociągała uroda pięknej siostrzenicy. Pociągała tak bardzo, że zaproponował jej posadę u siebie w charakterze gospodyni. Na 7 lat Anna przeniosła się do Fromborka. Opuszczając Gdańsk zabrała ze sobą sześcioro, czy siedmioro dzieci. Wyjazd odbył się zapewne w atmosferze skandalu, gdyż pan Arend poszukał sobie innej towarzyszki życia. We Fromborku było nie inaczej. Wprawdzie Anna występowała jako siostrzenica Mikołaja, ale w maleńkim miasteczku ukrycie romansu kanonika z gosposią ukryć się nie dało. Plotki musiały dotrzeć aż do kurii bi-

skupiej i w listopadzie 1538 roku biskup warmiński Dantyszek nakazał Kopernikowi wydalenie Anny z Fromborka. Kanonik przeciągał sprawę jak długo mógł. „Pragnę wedle swych sił nie dopuścić do tego, bym się stał powszechną przyczyną zgorszenia” – pisał do biskupa. Minął jednak prawie rok, nim Anna opuściła kanonię. Zamieszkała z powrotem w Gdańsku, przy ulicy Mariackiej, pod numerem 1. Czy astronom odwiedzał ją jeszcze, czy korespondowali ze sobą? Na to brak dowodów. Nie zachował się żaden list Mikołaja do Anny, ani Anny do Mikołaja. Brak także portretu pani van der Schilling. Zatem opiewaną w legendzie jej wielką urodę musimy przyjąć na słowo. Musimy też wierzyć, że człowiek, który codziennie patrzył w gwiazdy, nie przyjąłby do swego domu i łoża kobiety, która nie byłaby gwiazdą wśród rówieśniczek. Jedyną pamiątką po gosposi astronoma są fragmenty skrzyni znalezionej podczas remontu w piwnicy domu przy Mariackiej 1. Jest na nich data: A.D 1539 i trudny do odczytania napis: „Anna Schilling…”.

fot. kmz

Andrzej Stanisławski

Być może tak wyglądała Anna Schelling

Sopot. Państwowa Galeria Sztuki pamięci Edwarda Stachury

Gdańsk. Major i Skiba otworzą w Jelitkowie wystawę Pomarańczowej Alternatywy

Sted po trzech dekadach

Krasnoludki na plaży

S

Narodowe Centrum Kultury oraz Fundacja Wspólnota Gdańska zapraszają na otwarcie wystawy plenerowej poświeconej happeningom Pomarańczowej Alternatywy. Otwarcie wystawy nastąpi 12 sierpnia o godz. 14.00 na plaży w Gdańsku Jelitkowie.

tachura jest wciąż żywy, czytany, naśladowany, komentowany, śpiewany zarówno na biwaku, jak na scenie estradowej. Także w Sopocie. To właśnie tu 22 sierpnia br. Państwowa Galeria Sztuki organizuje uroczystość ku czci poety. Na terenie Łazienek Północnych zostanie odsłonięty pomnik Stachury w formie głazu narzutowego z wyrytym cytatem: „Nie rozdziobią nas kruki ni wrony”. Natomiast w dotychczasowej siedzibie Galerii (przed przeprowadzką do nowego Domu Zdrojowego) przy ulicy Marii Skłodowskiej-Curie 10/12 otwarta zostanie wystawa Marka Wajdy: „Wyjątek czuły. Animacja przestrzenna poświęcona Edwardowi

Zmarły tragicznie przed trzydziestu laty (24 lipca 1979 roku) poeta Edward Stachura był za życia legendą dla artystów swojego pokolenia, oraz dla wszystkich młodych miłośników poezji. Późniejsze zawirowania polityczne, oraz nie najlepsza aura dla sztuki i kultury cechująca lata osiemdziesiąte, zdawały się zapowiadać wygaśnięcie tej legendy. Tak się jednak nie stało. Stachurze z okazji 30 rocznicy jego śmierci”. Wernisaż wystawy będzie wzbogacony koncertem, w którym udział wezmą Jerzy Stachura Junior, Mirosław Czyżykiewicz, Marek Gałązka i Jan Kondrak. Druga część obchodów 30 rocznicy śmierci poety zaplanowana jest na listopad br. Kon-

cert pod tytułem: „Stachura, dla przyjaciół Sted” odbędzie się już w nowej siedzibie PGS w Domu Zdrojowym w Sopocie. Wystąpią: Jan Kondrak z Lubelską Federacją Bardów, oraz Anna Chodakowska, Andrzej Garczarek, Marek Gałązka, Jerzy Stachura i Tomasz Woźniak. (bs)

P

odczas otwarcia wystawy obecny będzie pomysłodawca i lider ruchu Waldemar „Major” Fydrych, który wspólnie z Krzysztofem Skibą i innymi aktywistami ruchu zamierza rozdać pięćset czapek krasnoludków. Aktywiści PA dokonają także symbolicznych zaślubin krasnoludków z morzem. Na specjalnie przygotowanych kartonach każdy będzie mógł namalować swojego krasnoludka. Podczas otwarcia wystawy zaplanowano happening pt. „Topienie ideałów”

oraz wykład historyczny Krzysztofa Skiby pt. „To krasnoludki obaliły komunę”. Wystawa dokumentuje słynne happeningi Pomarańczowej Alternatywy, które odbywały się w wielu miastach Polski i Europy w latach 19972008. Ekspozycja odwiedziła już Wrocław, Łódź, Warszawę, Toruń i Olsztyn. 12 sierpnia dociera do Gdańska. Czynna będzie do końca sierpnia. (ks) . Więcej na stronie: www.pomaranczowa-alternatywa.pl


10 Historia

www.riviera24.pl

Gdańsk sprzed sześciu dekad

Kuźnia socjalistycznych kadr P

olitechnika Gdańska powstała z początkiem XX wieku i do roku 1939 z pewnością zdołała przyciągnąć wysokokwalifikowaną kadrę nauczycieli akademickich. Kadra ta jednak zniknęła w tragicznych dniach marcowych 1945 roku, zdmuchnięta wraz ze zdobyciem miasta przez Armię Czerwoną. Prawdopodobnie nie pozostał z niej na uczelni ani jeden człowiek. Tak więc w roku akademickim 1945/1946 Politechnika powstawała jakby na nowo. Przed wojną w Polsce były dwie szkoły politechniczne. W Warszawie i we Lwowie. Część naukowców ze Lwowa trafiła do Wrocławia, niektórzy przybyli do Gdańska. Nową – starą uczelnię zasilili także uczeni z Warszawy, ci, którzy chcieli sprawdzić się w nowych warunkach na „Ziemiach Odzyskanych”, lub po prostu nie mogli znaleźć w zburzonej stolicy mieszkania. Nie wiem jakich metod użyły ówczesne władze Gdańska, aby skompletować profesurę Politechniki, a także Akademii Medycznej, Wyższej Szkoły Pedagogicznej, oraz uczelni sopockich: Wyższej Szkoły Ekonomicznej i Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych. To pewne, że rekrutacja kadry naukowej na te uczelnie przyniosła dobre rezultaty.

W ponurych stalinowskich czasach wszystko co tkwiło tradycjami w Polsce przedwrześniowej wydawało się stokroć piękniejsze niż rzeczywistość jaką zgotowały nam postanowienia konferencji w Teheranie i Jałcie. To samo dotyczyło ludzi. Ci z przedwojnia byli szlachetniejsi, uczciwsi, mądrzejsi. Czy tak było w istocie? Czy naukowcy wykształceni w dwudziestoleciu międzywojennym, lub jeszcze dawniej, w czasach zaborów przewyższali wiedzą swych młodszych kolegów, którzy studia kończyli po roku 1945? Być może to tylko mit. Jednak sam fakt, iż legitymacją profesorów „starej daty” były dyplomy uczelni w Heidelbergu, Dorpacie, Zurychu, czy choćby w Petersburgu sprawiał, iż my, studenci z tamtych lat, patrzyliśmy na nich z nabożeństwem, jak na święte obrazy w kościele.

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

Stanisław Załuski

szerokim kołnierzykiem „a la Słowacki”, z którego wyłaniał się potężny kark. Rektor wykładał matematykę. Miał tubalny głos, mówił wolno, jakby z namysłem. Dostojnym krokiem spacerował po podium, mocno akcentując słowa, od czasu do czasu zatrzymywał się przy tablicy, stawiając na niej jakiś wzór, czy znak. Wykłady odbywały się dla dwóch wydziałów pierwszego roku: inżynierii lądowo-wodnej i elektrycznego. Ich miejscem była świeżo odremontowana wielka sala nr 201 na II piętrze głównego gmachu uczelni. Dla Turskiego matematyka była syntezą wszystkich nauk, obok filozofii prawdziwą królową wiedzy. Profesor opuścił Gdańsk już w roku 1949, przenosząc się do stolicy. Został potem rektorem Uniwersytetu Warszawskiego i funkcję tę sprawował przez wiele lat. Nie danym było mi wysłuchać wykładów innego znakomitego uczonego, dziekana wydziału inżynierii lądowo-wodnej, profesora Witolda Nowackiego, twórcy polskiej szkoły teorii sprężystości. Był on kierownikiem katedry statyki budowli i wytrzymałości materiałów. Nim przedmiot ten znalazł się w zasięgu mojego rocznika, profesor, podobnie jak rektor Turski wykładał już w Warszawie. Wierności Gdańskowi dochował Franciszek Otto, najdłużej, bo aż do 2000 roku żyjący mój profesor. Wykładał geometrię

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

Zebranie propagandowe z okazji Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, rok 1951

Moi idole W roku 1948, kiedy rozpoczynałem studia, rektorem Politechniki był profesor Stanisław Turski. Mógł on samym wyglądem imponować słuchaczom. Masywnej postury, na wykłady przychodził z reguły w rozpiętej pod szyją koszuli z wykładanym

wykreślną i był postrachem wszystkich studentów pozbawionych wyobraźni przestrzennej. Mówiło się, że kto zda egzamin u profesora Otto, ma już w zasięgu wzroku dyplom inżynierski. Podczas studiów zetknąłem się także z Romualdem Cebertowiczem, twórcą metody zeskalania gruntu. Metoda ta przyniosła

mu rozgłos, gdy dzięki jej zastosowaniu profesor uratował kościół św. Anny w Warszawie, który zaczął osuwać się po skarpie podczas budowy tunelu na Trasie W-Z. Cebertowicz wykładał hydrologię. Mimo zdobytej sławy, nie był dobrym pedagogiem. Mówił chaotycznie, monotonnie, wraz z wieloma kolegami ucieka-

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

Aktywiści Związku Młodzieży Polskiej podczas jednej z kolektywnych wycieczek, rok 1955

Studentki Akademii Medycznej podczas zajęć z anatomii, rok 1955


Historia 11

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

Nr 07(40) sierpień 2009

Aktywistki ZMP na molo

Kułacy, średniacy i biedniacy Student, zwłaszcza pierwszego czy drugiego roku niewiele wie, co dzieje się za kulisami życia naukowego uczelni. Tak więc trudno mi cokolwiek powiedzieć o represjach wobec pracowników Politechniki Gdańskiej. Na pewno żaden z profesorów nie został aresztowany, bo tego nie dałoby się ukryć przed studencką społecznością. Wykładowców, zwłaszcza nauk ścisłych nie było kim zastąpić i władze zmuszone były tolerować bezpartyjnych naukowców na stanowiskach kierowników katedr. Najpoważniejsze

kłopoty miał specjalista od budownictwa żelbetowego profesor Bronisław Bukowski. Było to związane z procesem działaczy Bratniej Pomocy Studentów Politechniki Gdańskiej w 1948 roku, której był on opiekunem. W procesie tym zapadły drakońskie wyroki, profesor jednak uniknął odsiadki. Taryfę ulgową (inaczej niż na uniwersytetach) stosowano także wobec studentów. Politechnika była wielkim młynem, który miał wyprodukować jak najwięcej inżynierskiej mąki, a z tej mąki miały wyrosnąć zakłady przemysłu ciężkiego i zbrojeniowego. Kwestie ideologiczne były więc na drugim miejscu, przynajmniej na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Oczywiście na uczelni istniał Związek Młodzieży Polskiej, do którego teoretycznie powinien był należeć każdy student, ale nie było to rygorystycznie przestrzegane. Doświadczyłem tego na własnej skórze. Jakiś czas migałem się przed wstąpieniem do organizacji, wreszcie przyciśnięty przez

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

zyna. Wykładał w sposób barwny, przystępny, zarazem, co wielu z nas szczególnie ekscytowało, jako jedyny z moich wykładowców pozwalał sobie na złośliwe wycieczki pod adresem polskosowieckiej rzeczywistości. Był przeciwny ustrojowi, ale nie Rosji. Z nostalgią wspominał Petersburg sprzed pierwszej wojny światowej, gdzie studiował i stawiał pierwsze kroki jako inżynier.

Narada przed zebraniem aktywu partyjnego, rok 1948

fot. Zbigniew Kosycarz / KFP

łem z prowadzonych przez niego zajęć. Jeszcze raz okazało się, że nie ma korelacji pomiędzy posiadaną wiedzą, a umiejętnością przekazywania jej innym. Obie te cechy posiadał dziekan wydziału budownictwa wodnego (po rozbiciu inżynierii na dwa odrębne człony: lądowy i wodny) profesor Wacław Balcerski. Podobnie jak profesor Turski miał dar wymowy, potrafił porwać i zaciekawić słuchacza. Był specjalistą od budowy zapór na zbiornikach wodnych i związanych z nimi elektrowni. Mówił zwięźle, konkretnie, słuchając go trudno było nie marzyć o uczestnictwie w wielkich planach przebudowy i unowocześnienia gospodarki wodnej w Polsce. Spod jego ręki wyszli przyszli budowniczowie zapory i elektrowni wodnej we Włocławku, dr inż. Leszek Biegała i inż. Janusz Bielakowski. Przedwczesna śmierć profesora Balcerskiego była dla Politechniki Gdańskiej niepowetowaną stratą. Nabitą salę miał zawsze wykładowca budownictwa ogólnego, profesor Stanisław książę Pu-

Studentka przegląda się w lusterku samochodu ciężarowego

starostę roku przyszedłem na zebranie Związku. Rozpoczęło się przepytywanie. Najważniejszą kwestią było pochodzenie rodziców. Niebacznie wyznałem, że ojciec był rolnikiem. Natychmiast zażądano uściślenia. Jakie mieliście gospodarstwo? Duże, średnie, małe? Czy pochodzicie z kułaków, średniaków, biedniaków? Ponieważ nikt nie zapytał o ilość posiadanych hektarów, nie musiałem kłamać. Porównałem nasze skonfiskowane na tzw. reformę rolną trzysta hektarów z fortunami Radziwiłłów, Potockich, czy Zamoyskich i odparłem, że byliśmy średniakami, takimi trochę biedniejszymi. – Wpisać biedniak – zdecydował przewodniczący koła. I tak już zostało. Moja przynależność do organizacji nie trwała długo. W roku 1949 lub 1950 papież Pius XII rzucił klątwę na komunistów. Dowiedziałem się o tym z audycji polskiej radia BBC. Byłem wtedy wielkim skrupulantem religijnym i przerażeniem napełniła mnie perspektywa smażenia się w piekle. Podczas spowiedzi w Kościele Garnizonowym we Wrzeszczu przy ulicy Matejki zapytałem więc, czy przynależność do ZMP jest grzechem. Ksiądz zaniemówił, następnie wykrztusił formułkę rozgrzeszenia i bez słowa odprawił mnie od konfesjonału. Poniewczasie zdałem

sobie sprawę, że mógł mnie wziąć za ubeckiego prowokatora. Byłem jednak uparty i z kolei udałem się do przewodniczącego koła ZMP, tłumacząc, że zaległości w nauce nie pozwalają mi na czynne uczestnictwo w działalności organizacji. Przewodniczący próbował przekonywać, że nie muszę się tak bardzo angażować społecznie, wreszcie dał mi spokój. Zostałem skreślony z ewidencji i jakoś uszło mi to na sucho. Brak „czujności klasowej” wynikał głównie z faktu, iż aktywiści ZMP sami mieli ogromne kłopoty natury naukowej. Większość z nich nie posiadała matury. Po szkole podstawowej zostali kierowani na kurs przygotowawczy i bez egzaminu wstępnego przyjęci na studia. Ale w tym momencie taryfa ulgowa się kończyła. Ogromna większość wykładowców nie zamierzała wypuszczać z uczelni niedouczonych inżynierów, nie czyniąc wyjątku dla „zasłużonych”. Aktywistom rosły zaległości, zdeprymowani „oblanymi” kolokwiami i egzaminami nie mieli głowy, aby nawracać niepokornych na „jedynie słuszną drogę wiodącą ku świetlanej przyszłości.”

Kolektywna randka Z upływem czasu i krzepnięciem ustroju śrubę zaczęto jednak przykręcać. Pierwszy sygnał

odnotowałem 16 października 1950 roku. Referat o zadaniach uczelni w Planie Sześcioletnim wygłosił kolega z naszego wydziału, pełniący obowiązki pierwszego sekretarza komitetu uczelnianego PZPR, zarazem pełnomocnik rektora do spraw młodzieży. Sekretarz przedstawił nam zasady dyscypliny nauki. Za opuszczenie bez usprawiedliwienia dwóch dni w semestrze, student miał otrzymać ostrzeżenie. Nieobecność trwająca dłużej niż trzy dni powodowała skreślenie z listy studiujących. Uczyć mieliśmy się kolektywnie, w grupach. Grupa była zobowiązana siedzieć obok siebie na wykładach i ćwiczeniach, wieczorem wspólnie się uczyć w domu lub akademiku. Razem mieliśmy też chodzić do kina, teatru, czy na mecz. Ktoś naiwnie zapytał, co zrobić jeśli ma się dziewczynę studentkę innej uczelni, czy też uczennicę liceum. Sekretarz z poważną miną odparł, że dziewczynę należy wtedy przedstawić grupie i na daną okazję włączyć do kolektywu. Jego wywody zakrawały na groteskę, ale nikomu z nas nie było do śmiechu. Na szczęście, jak zwykle w komunizmie słowa nie przystawały do rzeczywistości. Ani dyscyplina studiów nie stała się tak straszna, ani nikt nie musiał chodzić kolektywnie na randkę.


12 Trójmiasto czyta

www.riviera24.pl

Recenzja. „Opowiadania podwodne” Krzysztofa Skiby

Gdański Mrożek Krzysztof M. Załuski „Opowiadania podwodne” są już drugą (po zbiorze felietonów „Skibą w mur”) książką tegoż autora. Na tom składa się 66 mini opowiadań, z których ogromna większość była na przestrzeni ostatnich 20 lat publikowana w takich pismach jak tygodnik „Wprost”, „Gazeta Wyborcza”, „Lampa i Iskra Boża”, kwartalniki literackie „BruLion” i „B1”, magazyn anarchistyczny „A Cappella”, podziemny organ satyryczny „Przegięcie pały”, londyński tygodnik „Cooltura” i oczywiście w „Rivierze”. Cóż można powiedzieć o tych opowiadaniach? Chyba nie będzie to przesadnym komplementem dla ich autora, jeśli porównamy je do tekstów Sławomira Mrożka. Zwłaszcza do tych z wczesnej fazy twórczości zna-

W poznańskim wydawnictwie „Zysk i S-ka” ukazała się książka Krzysztofa Skiby „Opowiadania podwodne”. Samego Skiby przedstawiać nie trzeba. Zna go chyba cała Polska. Z jego nazwiskiem nierozłącznie kojarzy się zespół „Big Cyc”, dla którego od przeszło dwóch dekad pisze przezabawne teksty. Skiba występuje na scenie, śpiewa, tańczy, prowadzi niezliczone imprezy plenerowe, festiwale i programy telewizyjne. Mniej natomiast znany jest jako autor „poważnej” literatury. Jestem przekonany, że po publikacji „Opowiadań podwodnych” Skiba błyskawicznie wejdzie do literackiej ekstraklasy.

Opowiadanie podwodne

Czapka Krzysztof Skiba

P

o wielu latach badań i eksperymentów naukowcom z laboratorium Urzędu Ochrony Państwa udało się skonstruować czapkę niewidkę. Wynalazek wzbudził zrozumiałe zainteresowanie na całym świecie. Domagano się publicznej prezentacji czapki niewidki. Szef ze-

społu badawczego, który dokonał wynalazku prof. Klemens Adrenalina udzielał setek wywiadów i był gościem niezliczonej ilości programów telewizyjnych typu talk shows. Na łamach prasy rozpoczął się spór pomiędzy matematykami, fizykami i psychologami. Spierano się o skutki społeczne, jakie może wywołać np. masowa produkcja czapek niewidek. Do Urzędu Ochrony Państwa zaczęły spływać masowo podania

komitego dramaturga, zawartych w tomach „Słoń”, czy „Wesele w Atomicach”. Mrożek pisał swoje groteski tuż po burzliwym przełomie 1956 roku, kiedy to, jak głosił Artur Sandauer „Rozum zdrożał, a odwaga staniała” i po dziesięciu latach stalinowskiego terroru i ponuractwa znowu można się było śmiać. Czytając opowiadania Skiby można się nie tylko śmiać, lecz nawet ze śmiechu pęknąć. Od czasów Mrożka sprzed pół wieku Polska nie miała pisarza, który

potrafiłby tak znakomicie ukazać w groteskowej formie nasze życie polityczne, kulturalne, obyczajowe, a nawet religijne. Skibie oczywiście trudniej jest zmusić do śmiechu czytelników niż Mrożkowi. Tamten pisał w czasach niesłychanie poważnych, kiedy każde wykrzywienie warg przyjmowano jako coś podejrzanego ideologicznie. Obecnie śmiech jest wszechobecny, jak niegdyś narzekanie. Każdy artysta chce uchodzić za zabawnego, co powoduje, że w tym strumie-

niu żartownisiów trudno odróżnić autentyczny dowcip od prymitywnej wesołkowatości. Od legionu wesołków odróżnia Skibę fakt, iż jego utwory nie są pospolitą satyrą, lecz celują w to, co było największym atutem Mrożka – w groteskę. Bo jak inaczej można nazwać trawestację Biblii z opowiadania „Słodko jest umrzeć za Marszałka”, czy historię proszku o nazwie „Plum”, zmieniającego wszystkich Europejczyków oraz Amerykanów w Polaków? Skiba kpi ze wszystkich. Z komunizmu i z kapitalizmu, z dyktatorów i demokratów, a nawet z obyczajowych przywar rodaków. Co i raz dostaje się środowisku artystów różnych branż, pod nieustannym obstrzałem znajduje się Telewizja Polska. Humor Skiby iskrzy niemal w każdym zdaniu. W opisach przyrody jak np. „Za oknem dyndała złowieszcza czerń, tak czarna jak interesy holdingu Zenek Export albo

o pozwolenia na kupno czapki niewidki. Nagle okazało się, że ludzi, którzy chcieliby zniknąć na jakiś czas jest bardzo dużo. Przeważały pary znudzone małżeńskim życiem. Sporą grupę stanowili przedsiębiorczy biznesmeni mający kłopoty z wymiarem sprawiedliwości. Nie brakowało też drobnych oszustów i złodziejaszków, którym policja dreptała po piętach oraz uczniów i studentów, którym nie chciało się chodzić do szkoły. Fanatycznymi entuzjastami i propagatorami czapek niewidek okazała się sekta religijna „Na haju do raju”. Guru sekty – Zenon Prachdzioch publicznie oświadczył, iż dzięki czapkom niewidkom być może będzie można obcować z absolutem i zbliżyć się do tajemnicy istnienia.

Premierę czapki niewidki zaplanowano bardzo starannie na sobotę wieczorem. Przed pokazem działania czapki, który nazwano „Czapka Niewidka Show” odbyły się występy artystyczne. Zaśpiewała Maryla Rodowicz i Edyta Górniak. Po artystkach na scenie pojawił się idol kobiet Krzysztof Ibisz. Prezenter opowiedział dwa dowcipy i zaprosił na scenę profesora Klemensa Adrenalinę. Profesor Adrenalina trzymał w rękach małe tekturowe pudełko. Krzysztof Ibisz rozpoczął odliczanie. – Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem…. Publiczność zgromadzona w studiu telewizyjnym przyłączyła się głośno do odliczania. Gdy doszli do „jeden, zero, start” orkiestra zagrała tusz, a prof. Adrenalina otworzył pudełko i wyjął małą

czapkę z daszkiem typu dżokejka. Rozległy się burzliwe oklaski. - Proszę nam powiedzieć jak działa czapka niewidka – spytał Ibisz. – Wystarczy ją nałożyć i się znika. Gdy zdejmie się ją z głowy następuje ponowne pojawienie się. Niestety ze względu na ważny interes państwa nie mogę nic więcej o zasadzie działania, a tym bardziej o budowie czapki powiedzieć – zastrzegł się profesor. – Czy mógłby pan zademonstrować na sobie działanie czapki? – uśmiechnął się prezenter. - Ależ proszę bardzo – powiedział profesor i nałożył czapkę. Po nałożeniu czapki prof. Adrenalina zniknął. Niestety mimo długich próśb prezentera profesor nie pojawił się ponownie.

Znowu zaśpiewały znane artystki, ale nawet wtedy profesor się nie pojawił. Wybuchł skandal i panika. Koledzy profesora wyjaśniali, iż próbne znikania zawsze kończyły się pojawianiem profesora. Minęło kilka dni a profesor jak zniknął tak zniknął. Prasa atakowała UOP za kompromitację. – Jak można było dopuścić do pokazu niesprawnej czapki. Jesteśmy ośmieszeni przed całym światem – grzmiały największe tytuły. Prawdziwy skandal wybuchł w tydzień po pokazie. Dziennikarze odkryli, iż tuż przed premierą czapki niewidki profesor Klemens Adrenalina pobrał olbrzymią sumę pieniędzy z tajnego konta UOP przeznaczonego na rozwój badań nad szalikiem samoduszącym.

Po czym rzucił się do ucieczki, pędząc tak szybko, że Ziózio, choć najlepszy biegacz w szkole, w żaden sposób nie mógł za nim nadążyć. Długo się nie zastanawiając, gdy tylko smoczy ogon znalazł się w pobliżu jego buta, przydeptał go tak mocno, że Smok wywinął dwa kozły. – Ty baranie! – ryknął przybysz zrywając się na nogi. – Spróbuj zrobić to jeszcze raz! Zobaczysz, jaka spotka cię kara! Wszystko powtórzyło się od nowa. Smok uciekał jak strzała, a Ziózio gonił, wiedząc, że nie ma szans dogonić. Kiedy więc Smok zawrócił, przebiegając w niewielkiej odległości, jeszcze raz wysunął nogę w kierunku dymiącego ogona Tym razem Smok przekoziołkował aż pięć razy. – Co za dużo, to niezdrowo!

– wrzasnął. – Sam tego chciałeś! Czeka cię teraz przykra niespodzianka. Potem, kołysząc się z łapy na łapę, odszedł w głąb parku. Tam rozwiną skrzydła i odleciał z wyspy Umpli Tumpli. Ziózio zaczął rozglądać się za dziećmi, które gdzieś się zapodziały. Chciał pochwalić się swoim zwycięstwem nad Smokiem piszącym ogniem. Wtem z głębi parku dobiegły go przeraźliwe krzyki: – Zróbcie coś z tym Zióziem! – Co za smród! Wynoście się stąd! – O, tu jest jeszcze jeden Ziózio! – Weźcie wiadra i szmaty, trzeba wytrzeć po nim trawę! – Wezwijcie straż pożarną z sikawką! – Co za potworny Ziózio”!

– Ohydny! Obrzydliwy! „Co to znaczy? – zaniepokoił się Ziózio. – O czym oni mówią? Co nazywają moim pięknym imieniem? To bezczelność! No, ja już rozprawię się z nimi!” Ruszył w kierunku głosów i nagle zatrzymał się przerażony. Oto nad trawnikiem wirowały dziesiątki, może setki wyrazów ZIÓZIO. Każda literka płonęła ogniem, a kiedy dotknęła trawnika, ławki ogrodowej, czy pnia drzewa zamieniała się w dym, wydzielając przy tym okropny zapach siarki. – Khe! Khe! – zakaszlał Ziózio, wycierając łzy, które dym wycisnął mu z oczu. I zaraz potem przyrzekł sobie, że już nigdy nie będzie bawił się z żadnym smokiem. A przynajmniej z takim, który umie pisać.

i jeszcze czarniejsza”, lub: „Do klubu prowadziły kręte schody, a ich skrzypienie przypominało niektóre utwory Pendereckiego”. W opowiadaniu z roku 1992 Skiba w proroczy sposób mówi o przyszłości Stoczni Gdańskiej: „W stoczni trwa strajk głodowy Aleksandra Kwaśniewskiego, który przyspawany do legendarnej bramy śpiewa pieśni maryjne na przemian z Międzynarodówką. Popiera go dwanaście osób, czyli wszyscy pracownicy stoczni, która od dwóch lat produkuje kajaki i służy za muzeum”. Tak cytować można by w nieskończoność. Ale nie o to przecież chodzi. Lepiej natychmiast udać się do „Empiku”, nabyć i szybko przeczytać „Opowiadania podwodne”. Frajda gwarantowana! Krzysztof Skiba „Opowiadania podwodne”, Wydawnictwo Zysk i S-ka Poznań 2009, cena 29,90 zł, str. 196

Bajki z Wyspu Umpli Tumpli

Smok piszący ogniem Stanisław Załuski & Mirosław Stecewicz

P

o obiedzie do Parku Miejskiego w Turmo przyleciał spory Smok i usiadł przy fontannie, wywijając długim ogonem, z którego sączył się dym. Smrodliwy, jak dym każdego smoka. Bawiące się w pobliżu dzieci zaniemówiły z wrażenia. Następnie cofnęły się, aby z bezpiecznej odległości obserwować niezwykłego przybysza. Nikt się nie odzywał i cisza zdenerwowała Smoka.

– Dlaczego nic nie mówicie?! – zaryczał. – Jestem Smok, który pisze ogniem. Przyleciałem na wyspę Umpli Tumpli z bardzo daleka. Specjalnie, żeby się z wami pobawić. Dzieci nadal milczały. Młodsze powsadzały sobie nawet palce do ust, chcąc w ten sposób pokazać, jak bardzo podziwiają Smoka piszącego ogniem. Tylko Ziózio, najodważniejszy ze wszystkich, zbliżył się do Smoka i powiedział: – Bardzo cieszymy się z twojej wizyty. I chętnie się z tobą pobawimy. Tylko w co? – Na przykład w ganianego – odparł Smok. – Ja będę uciekał, a ty mnie goń.

– Możemy – zgodził się Ziózio. – Jestem pewny, że daleko nie uciekniesz. Zaczęli się bawić. Smok pomykał tu i tam, a Ziózio pędził za nim, usiłując go zaklepać. Był coraz bardziej zziajany i zły. Wreszcie skorzystał z okazji, gdy Smok pozwolił mu zbliżyć się na niewielką odległość i przydeptał wlokący się po ziemi ogon. Smok potknął się i wywinął koziołka. Następnie, stając ponownie na nogach, odwrócił się do Ziózia i pogroził mu łapą uzbrojoną w wielkie pazury. – Tego nie było w umowie – powiedział. – Nie pozwalaj sobie za dużo, po pożałujesz!


Trójmiasto czyta 13

Nr 07(40) sierpień 2009

Sopockie co nieco

Rock a sprawa polska

Wojciech Fułek

N

iedawna gdyńska wystawa i koncert poświęcony Franciszkowi Walickiemu pod hasłem „Rock zaczął się w Gdyni” wywołała tak gorące i burzliwe komentarze internautów oraz trójmiejskich muzyków i fanów rocka, że również ja nie mogę tej sprawy pominąć milczeniem. Większość internetowych wpisów zarzuca wręcz pomysło-

dawcom fałszowanie historii polskiej muzyki młodzieżowej, głównie z uwagi na fakt, iż narodziny polskiego rock and rolla nierozerwalnie wiążą się z datą 24 marca 1959 roku oraz koncertem pierwszej, historycznej formacji „Rhythm and Blues” z sopocianinem Bogusławem Wyrobkiem w gdańskim klubie „Rudy Kot”. Zespół grywał później swoje letnie koncerty na sopockich kortach, gdzie koncertowały kolejne „kolorowe” trójmiejskie zespoły – „CzerwonoCzarni” czy „Niebiesko-Czarni” i gdzie odkryto podczas takich koncertów talent 15-letniego Michaja Burano. Rok 1961 to z kolei pierwsza, legendarna już plenerowa scena rock and rollowa – sopocki „Non-Stop”, która gościła wszystkie największe gwiazdy polskiego big-beatu w trzech swoich kolejnych sopockich lokalizacjach i gdzie debiutował jako solista m.in. Czesław Niemen, który wówczas był jeszcze Juliuszem Wydrzyckim.

Jubileusz 50-lecia narodzin polskiego rock’n’rolla, liczony od marcowego koncertu w gdańskim „Rudym Kocie” pierwszy swój akord miał w Sopocie wraz z prezentacją pamiątkowych guldenów sopockich z wizerunkiem elektrycznej gitary, które do końca września br. pozostają w obiegu na terenie Sopotu. Wyemitowano też specjalną, numizmatyczną edycję monet srebrnych – 50 guldenów sopockich, uświetniających ten jubileusz. Kolejny akcent obchodów to marcowe uroczystości w Gdańsku z symbolicznym upamiętnieniem „Rudego Kota” jako „izby położniczej”, w której przyszedł na świat polski rock and roll. Popularna nie tylko w kraju gdańsko-sopocka marka odzieżowa „Reserved” wypuściła z kolei z okazji jubileuszu rock and rollową serię koszulek ze specjalnym logo 50-lecia. Do obchodów jubileuszu przyłączył się również sopocki Krzywy Domek, gdzie nadano imię Franciszka Walic-

kiego wewnętrznej alejce (która symbolicznie łączy się teraz z Alejką Agnieszki Osieckiej) i gdzie wystąpił Wojtek Korda z zespołem. Kulminacyjnym punktem, związanym z pięćdziesięcioleciem polskiego rocka będzie koncert, poświęcony pamięci Czesława Niemena podczas tegorocznego Sopot Festiwal 23 sierpnia w Operze Leśnej. Moim zdaniem fakt, że to Trójmiasto było nie tylko miejscem narodzin polskiego rocka, ale i prawdziwym zagłębiem rock and rollowym kilku pokoleń muzyków i ich fanów, powinno być powodem do wspólnej dumy, wspólnej radości i wspólnej promocji wszystkich trzech miast. Ten rockowy wiatr od morza, który zaczął się w roku 1959 zmienił bowiem na zawsze polską tzw. muzykę rozrywkową, wprowadzając na sceny chłopców i dziewczęta z elektrycznymi gitarami, którzy zawładnęli sercami młodych ludzi. Oczywiście nie było przypadkiem, iż big-be-

at, mocne uderzenie, narodziły się właśnie tutaj i stąd wyruszały kilka razy na podbój polskich scen muzycznych. Gdynia z pewnością ma w tym również swój znaczący udział, choć trudno byłoby obronić tezę, iż polski rock narodził się w tym mieście. Niech zatem muzyka rockowa będzie tym spoiwem, które zintegruje Trójmiasto jako kolebkę polskiego rock’n’rolla, a nie zarzewiem kolejnego trójmiejskiego konfliktu. Możemy i powinniśmy bowiem wspólnie wykorzystywać historyczne muzyczne dziedzictwo i rockową spuściznę dla promocji całego Trójmiasta, a nawet Pomorza, tworząc np. polskie rockowe Hall of Fame z fragmentami ekspozycji w Gdańsku, Gdyni i Sopocie. Możemy i powinniśmy stworzyć np. turystyczną trasę „ścieżkami polskiego rocka”, która uwzględniałaby m.in. takie miejsca jak „Rudy Kot”, „Żak”, sopockie „Non-Stopy”, Opera Leśna, Grand Hotel (m.in. jako miejsce

„Zimowego Non-Stopu” i późniejszej „Musicoramy”), ekspozycję w Muzeum Gdyni itp. Potraktujmy trójmiejską spuściznę mocnego uderzenia, Muzyki Młodej Generacji i Gdańskiej Sceny Alternatywnej jako dobro wspólne, które powinniśmy traktować z wdzięcznością dla lekceważonych przez lata „szarpidrutów” i które nie może nigdy przez nikogo być zawłaszczone na wyłączność. I niech za dobry wzór artystyczno-kulturalnej trójmiejskiej współpracy posłużą m.in. takie przedsięwzięcia jak Festiwal Szekspirowski czy Festiwal Dwa Teatry, które odbywają się w całym Trójmieście z pożytkiem dla wszystkich mieszkańców i ich uczestników. Autor jest wiceprezydentem Sopotu, znawcą historii polskiego rocka i jazzu, autorem wydanej ostatnio ksiązki „Od huzarów śmierci do Eltona Johna – 100 lat Opery Leśnej w Sopocie.

Opowiadanie dla dorosłych

Niech błędy przykryje ziemia Krzysztof Maria Załuski „Znowu tutaj jestem”, pomyślała przekraczając wczoraj bramę szpitala. „Ten sam śmierdzący lizolem hall, ta sama portiernia, ten sam labirynt korytarzy. Wszystko tak samo… Tylko wtedy przywieźli mnie tutaj, żeby zabić mi dwoje dzieci. Teraz chcą zamordować to jedno.” Nadja trzymała na rękach półroczną, nieprzytomną z wycieńczenia dziewczynkę. Dziecko zawinięte w czerwony wełniany szal i gruby kaptur wyglądało trochę jak krasnoludek. Zresztą w ten właśnie sposób Nadja do niego przemawiała: – Krasnoludku, ty mój mały, nie umieraj, wytrzymaj jeszcze trochę. Mówiła tak do niego i jadąc samochodem, i później, stojąc pod okienkiem izby przyjęć. Nawet modląc się, myślała o Simon jako o krasnoludku. Szpital miejski w Emmenheim był wyjątkowo brzydki. Jego ciężka, wciśnięta bezpośrednio w wulkaniczną górę, piaskowa bryła przygnębiała zarówno

kształtem jak i kolorem fasad. Niewiele przytulniejsze było nowe, pokraczne w swoim architektonicznym nowatorstwie, stalowo-szklane skrzydło. Nadja pamięta, że kiedy była tu dziesięć lat temu, wulkan przyprószony był śniegiem, a krzewy winorośli, stężałe i jakby martwe, przypominały zwoje kolczastych drutów. Ale teraz było lato i wszystko wyglądało inaczej: i góra – zielona, nabrzmiała życiem, i powietrze – pełne wiatru, światła i szumu owadów. A jednak Nadja, czując wszechobecną wegetację, potrafiła myśleć jedynie o śmierci. Obiecała sobie, że jeśli jej dziecku coś się stanie, zapłacą za to wszyscy lekarze, którzy dotykali krasnoludka… Wiedziała już nawet, że będzie ich zabijać wieczorami, po zakończonym dyżurze, na szpitalnym parkingu, albo w windzie towarowej, w przerwie pomiędzy jednym a drugim zabiegiem. Będzie działać z zaskoczenia. Pozarzyna ich skalpelem, od tyłu, jak prosiaki, tak by nie widzieli jej twarzy i drżących ze strachu rąk… W tym całym pośpiechu zapomniała zabrać z domu zegar-

ka. I teraz nie miała pojęcia, która jest godzina. Za oknami było już ciemno. Korytarze opustoszały i przypominały śliskie, lśniące jelita. I Nadja szła właśnie jednym z takich niekończących się jelit. Sodowe lampy gdzieś pod sufitem odmierzały jej kroki niby koraliki świetlnego różańca. Wodziła palcem po zimnej, pokrytej olejną farbą ścianie i wydawało jej się, że słyszy ciągle krzyk Simon. A potem wróciła do pokoju. Usiadła na łóżku i patrzyła w ciemne okno, na oświetlony budynek kuchni, i na ścieżkę znikającą za pojemnikami na śmieci. I pomyślała, że być może właśnie w tym śmietniku dziesięć lat temu wylądowały jej dzieci. A później pomyślała jeszcze, że gdyby trzy dni temu ci rzeźnicy zrobili Simon wszystkie badania i stwierdzili, że dziecko ma prawie całkowicie zniszczoną barierę immunologiczną – z 7000 białych ciałek krwi, które stanowią minimum obronne pozostało niecałe 900 – to dziś wszystko byłoby już w porządku… „Ale oni musieli przetestować na moim krasnoludku jakieś świństwa. I teraz Simon jest umierająca”.

Doktor Kühler wszedł do pokoju bez pukania. Nadja poznała go natychmiast. Wysoki i chudy, z tymi charakterystycznymi dla nich wszystkich długimi, fosforyzującymi bielą zębami. „Brakuje mu tylko czarnej czapki z trupią główką”, pomyślała. Doktor Kühler nie patrzył na nią, jakby nie istniała, albo jakby rzeczywiście była gorszym gatunkiem człowieka. Ignorował ją tak samo, jak wtedy 10 lat temu, kiedy przyjechała do tego szpitala w szóstym miesiącu ciąży, prosto z obozu przejściowego dla przesiedleńców. Nadja pamięta dokładnie, że to właśnie on, gdy poprosiła o zaświadczenie o niezdolności do pracy fizycznej, wyrzucił ją za drzwi. Pracowała wtedy jako pomywaczka – tak, ona, absolwentka moskiewskiej Akademii Medycznej, pracowała jako pomywaczka… Tydzień później zaczęły się skurcze i nastąpiło rozwarcie macicy. Mimo to doktor Kühler nadal kazał dojeżdżać jej rowerem do pracy w hotelowej kuchni. Gdyby odmówiła, Urząd Pracy wystąpiłby z wnioskiem o odebranie jej prawa do wszelkich świadczeń socjalnych. Nie

pomogło wtedy tłumaczenie, że nie jest robotnicą, i że po urodzeniu bliźniaków nostryfikuje dyplom, a teraz nie może, bo jej mąż nie dostał jeszcze wizy wjazdowej do Niemiec i dlatego ona prosi, żeby doktor Kühler wystawił jej to zaświadczenie… Ale doktor Kühler tylko na nią krzyczał: – Studiować się takim zachciało! Nadja słuchała go na ginekologicznym fotelu zupełnie oniemiała. Nie mogła wstać i wyjść. Mogła tylko udawać, że nic do niej nie dociera, że wcale się nie trzęsie, a to drżenie to z zimna; i że te łzy to też złudzenie… Wreszcie pozwolił jej wstać i wyjść… Dwa tygodnie później poroniła dwóch kilogramowych, jasnoowłosych chłopców. Urodziła ich prosto do szpitalnego śmietnika. Kilka miesięcy później spotkała doktora Kühlera na szpitalnym parkingu, ukłoniła mu się i chciała powiedzieć, że właśnie nostryfikowała dyplom, i że być może wkrótce podejmie pracę w tym szpitalu… Chciała mu to powiedzieć, ale nic mu nie powiedziała, bo doktor Kühler najwyraźniej jej nie pamiętał.

Uśmiechał się do Nadji, jak do pijanej dziwki, a gdy go wyminęła, wsiadł do swojego czarnego mercedesa. „Z tą kanalią byłoby mi najtrudniej”, myślała, patrząc jak lekarz chodzi po pokoju. Wczoraj to właśnie on badał Simon. Doktor Kühler kazał Nadji rozebrać dziecko, a potem przystawił do maleńkiego ciałka lodowato zimny stetoskop. Simon zaczęła krzyczeć i dławić się szlamem. Nadja zwróciła lekarzowi uwagę, powiedziała, że mógł trochę rozgrzać słuchawkę. Ale on nie zareagował. Podeszła więc, żeby zabrać mu córkę. Jego asystenci byli jednak szybsi… Jeszcze na korytarzu słyszała skowyt dziecka. A później nie czuła już ani zastrzyku, ani kościstych palców sanitariuszy, zaciśniętych na jej przedramionach. Kiedy dzisiaj późnym południem Nadja się obudziła, ciągle jeszcze słyszała płacz Simon. Ale to było jedynie złudzenie, jej córeczka zmarła poprzedniej nocy. Doktor Kühler przyszedł jej właśnie o tym powiedzieć.


14 Stulecie Opery Leśnej Recenzja. „Od Huzarów Śmierci do Eltona Johna” Wojciecha Fułka już w księgarniach

www.riviera24.pl

Fragmenty najnowszej książki Wojciecha Fułka

Andrzej Stanisławski

S

ławna nie tylko w Polsce leśna scena o „kryształowej akustyce” skończyła w tym roku sto lat swego istnienia. Owe sto lat, rok po roku, rejestruje w swojej książce Fułek. Należy podziwiać olbrzymią erudycję autora. Zgromadzony przez niego materiał faktograficzny jest imponujący, zarówno w warstwie literackiej jak w zdjęciowej. Na kartkach książki oglądamy reprodukcje plakatów, biletów, fragmenty listów pisanych z Sopotu sprzed wielu dziesiątków lat. Fakty, ludzie, zdarzenia – wszystko to napisane w przystępnej, można rzec atrakcyjnej formie. Monografię Opery czyta się niemal jak powieść sensacyjną, język jest prosty, klarowny – to książka dojrzałego prozaika, który w małym palcu posiada tajniki warsztatu literackiego. Książka podzielona jest na sześć rozdziałów, z prologiem i epilogiem, oraz wstępem Pawła Huellego i fragmentami nigdy nie publikowanych powieści Fułka i Huellego. Te sześć rozdziałów można by podzielić na dwie

Dzieje Opery Leśnej w Sopocie zawarte w książce „Od Huzarów Śmierci do Eltona Johna” to niewątpliwie najwybitniejsza pozycja w bogatym już dorobku Wojciecha Funłka, pisarza, autora tekstów piosenek i filmów dokumentalnych, na co dzień wiceprezydenta Sopotu. Po „Krótkiej historii nieskończoności”, której bohaterem było najdłuższe w Europie drewniane molo, Fułek napisał monograficzne dzieło drugiej ikony „Riwiery Północy” – Opery Leśnej. części. Pierwsze trzy zawierają dzieje leśnego amfiteatru od jego powstania w roku 1909 do roku 1945. W tym czasie w Operze rozbrzmiewała przede wszystkim muzyka Ryszarda Wagnera, nie na darmo Sopot zyskał miano „Bayreuth Północy”. Trzy następne rozdziały, to dzieje Opery w latach istnienia PRL, kiedy po rozmaitych wahaniach i mniej lub więcej udanych próbach amfiteatr został podporządkowany festiwalom piosenki. Co ciekawe na oba te okresy decydujący wpływ wywarła polityka. W latach 1909 – 1942 wystawiane w Sopocie opery Wagnera miały świadczyć o wielkomocarstwowej pozycji Niemiec w Europie. Festiwale piosenki, to nieco nieudolna (jak wszystko

w PRL) chęć ukazania wyższości systemu komunistycznego nad „zgniłym kapitalizmem”; także w dziedzinie muzyki. Fułek bardzo sugestywnie przedstawia owe dwie opcje. Przy czym uważny czytelnik może zauważyć dość wyraźnie zarysowaną w książce wyższość propagandy niemieckiej nad polską. Ta pierwsza porywała tłumy, budziła entuzjazm. Druga wyższości piosenkarzy socjalistycznych nad kapitalistycznymi w żaden sposób nie potrafiła udowodnić. Mimo iż kraje znajdujące się pod kontrolą ZSRR przysyłały swoich najwybitniejszych wykonawców, zaś Zachód raczej drugi garnitur, to właśnie (z małymi wyjątkami) przybysze z „wolnego świata” stawali się ulubieńcami widowni. Oczywiście polscy włodarze Opery Leśnej byli w gorszej sytuacji, między innymi, z przyczyn ideologicznych, musieli wykreślić z repertuaru dzieła jednego z najgenialniejszych kompozytorów wszechczasów – Ryszarda Wagnera, którego dramaty muzyczne są jakby stworzone do tego, aby je wystawiać w sopockim amfiteatrze. Dziś na szczęście oba te okresy: hitlerowski i komunistyczny mamy już poza sobą. W Operze Leśnej liczy się wyłącznie muzyka, bez ideologicznych podtekstów. Początek XXI wieku pokazał, że monumentalne dzieła Wagnera z powodzeniem mogą współżyć z festiwalami piosenki, z jazzem, popem, folkiem, balladą i innymi formami muzycznymi. I – jak pisze w epilogu Wojciech Fułek „jest to ostateczny tryumf mitu i legendy nad złymi duchami przeszłości”. Wojciech Fułek, oraz gościnnie Paweł Huelle – „Od Huzarów Śmierci do Eltona Johna – 100 lat Opery Leśnej w Sopocie”. Gdański Kantor Wydawniczy Krzysztof Grynder, Gdańsk 2009, str. 208

Wojciech Fułek

W

tym samym roku, w którym Rainer Maria Rilke zapisywał w wynajętym pokoju w Ostseebad Zoppot karty swojego dziennika i w natchnieniu układał strofy kolejnych wierszy, nadbałtyckie kąpielisko przeżywało istny najazd kuracyjnych gości, zwabionych nie tylko malowniczym położeniem miejscowości, ale i licznymi atrakcjami. Dom Zdrojowy tętnił życiem towarzyskim i artystycznym, plaże i stylowe kompleksy łazienek z licznymi udogodnieniami (choć wciąż z rygorystycznym przestrzeganym podziałem na Damenbad, Herrenbad i Familienbad) przyciągały tłumy spragnionych zażycia morskich kąpieli, rozległe parki sprzyjały przechadzkom, zachwycały zanurzone w ogrodowej zieleni liczne wille, którym uroku przydawały rozmaite wieżyczki, drewniane werandy, witraże i wymyślne wykusze oraz rzeźby. Małe, przez większą część roku nawet dość senne, nadmorskie miasteczko rozwijało się pod koniec XIX wieku wyjątkowo szybko (…), zwłaszcza od chwili, kiedy w roku 1870 uzyskało dogodne połączenie kolejowe z pobliskim Gdańskiem, co z kilku godzin skróciło wyprawę do tego hanzeatyckiego miasta zaledwie do dwudziestu minut i pozwoliło zbudować mit światowego kąpieliska nad Bałtykiem. Wiosną 1897 roku uruchomiono tu pierwszą elektrownię, a w maju wybudowano pierwsze korty tenisowe pod nadzorem specjalnie w tym celu sprowadzonego z Berlina zawodowego tenisisty i trenera Franza Mecha. Rok później na płaskim, trawiastym terenie, zakupionym przez władze miasta Zoppot, przygotowano specjalny tor, przeznaczony do wyścigów konnych. Już bowiem znacznie wcześniej organizowano na terenie łąk dawnego dworskiego majątku Karlikowo słynne Hubertusy – biegi myśliwskie, oraz końskie gonitwy, w których ścigała się pruska kadra oficerska stacjonująca w Gdańsku. Jednak tory wyścigowe i pierwsze stajnie powstały tu dopiero za sprawą ówczesnego dowódcy reprezentacyjnego Pułku Huzarów Śmierci, stacjonującego w koszarach w Langfuhr (Gdańsk-Wrzeszcz) pułkownika Augusta von Mackensena.

(…) Ostseebad Zoppot rozwijał się tak szybko, że w tym czasie spełniał już wszystkie wymogi rygorystycznej pruskiej ordynacji dotyczącej miast i 8 października 1901 roku cesarz Wilhelm II podpisał akt nadania praw miejskich. To pierwszy krok na drodze do Weltbadu, bo tak niebawem zaczęto nazywać nadmorską miejscowość, w której rozliczne rozrywki artystyczne i kulturalne zaczęły się przeplatać z zawodami sportowymi. Tego roku, gdy najwyższy zwierzchnik Leibhusaren informował wszem i wobec w oficjalnym edykcie, iż „ma zamiar Krajowej Gminie Sopot w powiecie wejherowskim w Prusach Zachodnich pozwolić niniejszym w łaskawości swojej na przyjęcie ordynacji miejskiej”, na wodach zatoki odbyła się uroczysta parada statków floty cesarskiej i carskiej, a jej rangę podkreślał osobisty udział cesarza Wilhelma II i cara Mikołaja II (skądinąd bliskich kuzynów). Morską paradę, w naturalnej scenografii zatoki, z sopockiego mola podziwiały wtedy tysiące widzów. Czy mogli oni wówczas przewidzieć, że już niebawem wielkie sopockie widowiska przeniosą się na drugi koniec spacerowej osi, wytyczonej szpicą drewnianego stegu, a morska scenografia zamieni się w leśną? (…) W roku 1902 pierwszy w historii burmistrz Sopotu, doktor praw Volkmar von Wurmb, zainicjował powstanie miejskiej orkiestry, utrzymywanej z budżetu gminy. Organizatora, dyrektora muzycznego i dyrygenta Richarda Modessa ściągnął aż z Gery. Trzydziestoczteroosobowa orkiestra nie tylko uświetniała od tego czasu wszystkie ważne uroczystości, ale i regularnie koncertowała, nadając miastu nowy artystyczny wymiar. W ogrodzie zdrojowym, przy placu z fontanną koncerty odbywały się regularnie od początku czerwca do 15 września, a oprócz orkiestry miejskiej koncertowała tam także, oczywiście z inicjatywy Mackensena, orkiestra korpusu muzycznego Huzarów Śmierci w wojskowych uniformach, budzących zachwyt zwłaszcza młodych panien. (…) Zachowane do dzisiaj w berlińskim archiwum coroczne miejskie sprawozdania relacjonują również dokładnie muzyczne życie w kurorcie, skoro możemy się z nich dowiedzieć, iż np. w roku 1905 w okresie od czerw-

fot. archiwum

Fakty i legendy Narodziny Ostseebad Zoppot Opery Leśnej

Oficer Huzarów śmierci

ca do września odbyło się aż sto dwanaście popołudniowych koncertów oraz dziewięćdziesiąt sześć przedpołudniowych, z których dwadzieścia pięć zorganizowano w Parku Północnym. Na razie głównym koncertowym miejscem Sopotu był oczywiście Dom Zdrojowy, oraz specjalna scena budowana co roku w Parku Zdrojowym. Liczba ponad dwustu koncertów w letnim sezonie potrafi zaimponować nawet obecnie, ale z pewnością już wtedy muzyczne odgłosy docierały aż do leśnych ścieżek, którymi chętnie spacerowali kuracjusze, korzystając z uroków natury. (…) W miejscu przyszłej sceny operowej, w styczniu 1908 roku zbudowano kolejną miejską atrakcję – pierwszy tor saneczkowy, rozpoczynający się na Orlim Wzgórzu; tor miał wysokość 101 metrów n.p.m. i długość 470 metrów. Różnica poziomów sięgająca 56 metrów pozwalała rozwinąć dość znaczne na owe czasy prędkości. Trasa toru przebiegała dokładnie w miejscu dzisiejszej sceny i widowni Opery Leśnej, a kończyła się w okolicach późniejszej restauracji i siedziby Bractwa Strzeleckiego (po wojnie – Hotel Parkowy, dziś Opera). (…) 28 września 1908 roku objął urząd burmistrza Max Woldmann, urodzony w Magdeburgu, już wcześniej mocno zaangażowany w prace i plany rozwojowe miasta. Po nagłej i niespodziewanej śmierci cenionego burmistrza Johannessa Kollatha, to on pokonał trzech innych kandydatów do tego stanowiska, roztaczając przed rajcami wizjonerskie plany. Kiedy zajmował gabinet swego poprzednika, miał za-


Stulecie Opery Leśnej 15

fot. materiały Muzeum Sopotu

Nr 07(40) sierpień 2009

leśnych wzgórz zaangażować się osobiście, ale i zadeklarować bezpośredni udział podległych mu żołnierzy w budowie obiektu. I w ten sposób po raz kolejny na sopocką scenę wkroczyli Huzarzy Śmierci. Elitarna pruska jednostka, podległa bezpośrednio cesarzowi Wilhelmowi II, miała bowiem do odegrania w leśnej scenerii wyjątkową uwerturę. Gdyby nie tak aktywny i liczny udział gdańskich Leibhuzaren, Opera Leśna na pewno nie powstałaby tak szybko. (…) Huzarzy Śmierci pracowali też wówczas nad wytyczeniem i przygotowaniem dróg dojazdowych do nowej sceny, przygotowali miejsce dla widzów (na widowni mieściło się wtedy około trzech tysięcy osób), założyli oświetlenie, zbudowali prowizoryczne garderoby dla wykonawców i ogrodzili cały teren. Po czterech miesiącach intensywnych prac, pod koniec lipca 1909

roku, leśny teatr był gotowy na rozpoczęcie prób i przyjęcie pierwszych widzów. Nikt jednak z trójki naszych głównych bohaterów nie był chyba jeszcze do końca pewny, jak skończy się ta ich, nieco romantyczna, przygoda z leśnym amfiteatrem. Po stu latach jedno nie podlega już dyskusji. Gdyby nie trupie czaszki – znak rozpoznawczy Huzarów Śmierci generała Mackensena – narodziny Opery Leśnej stałyby pod wielkim znakiem zapytania. Nic więc dziwnego, iż sześć lat później ówczesny marszałek polny August von Mackensen odebrał z rąk burmistrza Maxa Woldmanna tytuł pierwszego w dziejach kurortu Honorowego Obywatela Sopotu. A w jego osobie uhonorowano też bezimiennych huzarów w czarnych mundurach, którzy budowali hipodrom i sopocką scenę. Jeden z leśnych traktów spacerowych nieopodal tej sceny, prowadzący z Sopotu do Oliwy, nazwano wte-

dy na cześć feldmarszałka Mackensenweg, jego imię nadano również dzisiejszej ulicy Tadeusza Kościuszki w samym sercu miasta, a w lesie oliwskim wytyczono specjalny szlak o poetycznej nazwie Huzarskie Manowce. A w naszej sztuce pod przewrotnym tytułem „Od śmierci do narodzin” pora na szczęśliwe zakończenie, które – nieco paradoksalnie, ale zgodnie z głównym przesłaniem – przyniesie nowy początek. Trójka aktorów, grającej w niej główne role, przyjmuje zasłużone porcje braw i gratulacji, scenę zasypano kwiatami, a tłumnie zgromadzeni widzowie myślami są już przy kolejnej inscenizacji w naturalnej leśnej scenerii. Nikt jednak nawet nie przeczuwa, że jest właśnie świadkiem narodzin nowej legendy. Tytuł i wybór fragmentów pochodzą od redakcji

Buergemeister Max Woldmann stał się od tej chwili gorącym orędownikiem idei budowy leśnej sceny, uznając, iż byłaby to kolejna atrakcja Weltbadu, przyciągająca tłumy gości. Rajcy miejscy uznali jednak, że priorytetem jest budowa nowego Domu Zdrojowego i nie można topić pieniędzy w ryzykownych projektach. Niedawno wybrany burmistrz nie posiadał jeszcze na tyle silnej pozycji, aby przeforsować swój wniosek o sfinansowaniu całej inwestycji z miejskich funduszy. Ale po jego usilnych zabiegach Rada zdecydowała w końcu o przeznaczeniu na ten cel pewnej, symbolicznej wręcz (2000 marek) kwoty z nadwyżki budżetowej. Rajcy mieli zapewne nadzieję, że zniechęci to burmistrza do idei budowy leśnego amfiteatru w sytuacji, kiedy miasto czekają ogromne wydatki nie tylko na budowę monumentalnego, klasycystycznego budynku Domu Zdrojowego, ale i nowej siedziby miejskiej straży pożarnej (istnieje i służy strażakom nieprzerwanie do dziś), ratusza (zbudowanego ostatecznie w latach 1910-1911), nowego zbiornika wodociągowego i Gimnazjum Realnego (obecnie siedziba jednego z wydziałów Uniwersytetu Gdańskiego przy ul. Armii Krajowej). Zaplanowane środki nie pozwalały nawet na rozpoczęcie przygotowań do adaptacji leśnej polany na cele artystyczne. Paul Walther Schaeffer przekonał jednak burmistrza, iż warto w tej sprawie zaryzykować i zagrać va banque. Max Woldmann, stawiając wszystko na jedną kartę i wrzucając do puli swoje stanowisko i urzędniczą karierę, zdecydował się zaciągnąć kredyt na częściowe sfinansowanie budowy sceny w leśnej kotlinie. Duet ryzykantów-wizjonerów (choć znacznie więcej do stracenia w tym tandemie miał z pewnością burmistrz) wsparł swoim autorytetem i nazwiskiem również generał August von Mackensen. Ten ostatni nie tylko uznał, że warto dla realizacji tej nieco baśniowej wizji stworzenia nowej sopockiej sceny w scenerii

Opera Leśna w latach 60. XX wieku

fot. materiały Muzeum Sopotu

ledwie czterdzieści lat, choć na zachowanych fotografiach wygląda o wiele poważniej. (…) Jego nieco młodsza żona Gertruda była śpiewaczką operową i trudno nie przypuszczać, że fakt ten odegrał niepoślednią rolę w kluczowych dla tej historii decyzjach burmistrza. (…) Rok 1909 jest w naszej historii punktem zwrotnym. Zaczyna się wówczas zupełnie nowa opowieść. Główne role w niej odgrywają ci sami aktorzy, których już poznaliśmy, ale ich kwestie uzupełnią nowe postacie, właśnie wkraczające na naszą scenę. Podobno pierwszy na pomysł urządzenia w Sopocie teatru na wolnym powietrzu wpadł urzędnik zakładu ubezpieczeń Max Geppert, lecz odegrał on w tej sztuce zupełnie nieistotną, drugoplanową rolę. Oddajemy mu honor i zapisujemy dla potomnych jego nazwisko w obsadzie, ale już wkracza na leśną scenę jeden z głównych bohaterów – Paul Walther Schaeffer, młody, trzydziestodwuletni muzyk, kapelmistrz gdańskiego Teatru Miejskiego przy Targu Węglowym. To on wczesną wiosną tego roku przemierzał piechotą leśne szlaki wzgórz morenowych między Gdańskiem i Sopotem, aby odnaleźć miejsce idealne na stworzenie leśnego teatru. Nie był to zresztą pomysł autorski, gdyż podobne sceny w naturalnych warunkach powstawały wówczas na całym terenie Niemiec i cieszyły się coraz większą popularnością. Podczas jednej ze swych pieszych wędrówek (a wyruszał na nie zawsze z nieodłącznymi skrzypcami) spacerowymi szlakami odkrył w otoczonej leśnymi wzgórzami Dolinie Prątki miejsce, które zachwyciło go nie tylko malowniczym położeniem, ale i idealną wręcz akustyką. Takiego miejsca właśnie szukał, aby muzyka mogła tu rozbrzmiewać z pełną siłą, dodatkowo wzmocniona leśnym echem i naturalnymi odgłosami ptasich koncertów. Swoją wizją zaraził miłośnika muzyki i męża śpiewaczki operowej, nowego burmistrza Sopotu.

fot. materiały Muzeum Sopotu

3 akt Śpiewaków Norymberskich Richarda Wagnera

„Złoty Krzyż” Ignaca Brülla cieszył się wielką popularnością wśród sopockich kuracjuszy w roku 1910.


16 Sport

www.riviera24.pl

Sopot. Zawody o Puchar Prezesa Grupy Hestia

Sopot. „Trzy mola” przed Mistrzostwami Polski

Najlepsi deskarze na Zatoce Gdańskiej

W walce z czasem i pogodą

W

W dniach 18 i 19 lipca na wodach Zatoki Gdańskiej odbyły się zawody „Trzy mola”. Ich organizatorem był Uczniowski Klub Sportowy Navigo. Stanowią one preludium przed Mistrzostwami Polski Katamaranów, które odbędą się pod koniec sierpnia.

fot. materiały promocyjne Ergo Hestia

don z Mińska, Karolina Ejsmont z AZS Poznań, Adam Sosonowski – SKŻ Hestia Sopot, Hanna Idziak – SKŻ Hestia Sopot i Łukasz Buderski – SKŻ Hestia Sopot. (as)

fot. materiały promocyjne Ergo Hestia

fot. materiały promocyjne Ergo Hestia

W klasie Techno 293, w poszczególnych konkurencjach (w zależności od wielkości żagla) zwyciężali: Karolina Lipińska – UKS Hals Sopot, Anttion Dzhava-

Bartek Sasper

N

a zawody „Trzy mola” przybyło 35 jednostek pływających z Polski i Niemiec. Rozgrywano wyścigi w tych samych klasach, jakie są przewidziane na Mistrzostwa Polski. W pierwszym dniu zaplanowano trzy wyścigi „up and down”, oraz wyścig długodystansowy na trasie Sopot-molo, Orłowo-molo, Sopotmolo, Brzeźno-molo, Sopot-molo. Przy wietrze o sile 2-3 stopnie w skali Beauforta rozegrano trzy krótsze wyścigi. Przed startem do wyścigu „Trzy mola” nadeszła burza i sędziowie musieli zawody odwołać. W niedzielę pogoda również nie sprzyjała żeglarzom. Wiał silny wiatr zachodni, padał deszcz. Doszło do wywrotek katamaranów, Na szczęście nikomu nic się nie stało i zawody zostały rozegrane zgodnie z planem. Odbył się także przełożony z soboty wyścig „Trzy mola”. W klasie Open zwyciężył Jacek

Noetzel na katamaranie A-klasa Navigo (Bauhaus) Wingfox. W klasie F-18 pierwsi dotarli do mety Piotr Baryżewski i Marcin Badzio. W klasie A ponownie najlepszy był Jacek Noetzel, a w klasie K-20 Tymek Bendyk i Piotr Weltrowski. Wszyscy powyżsi zawodnicy reprezentowali UKS Navigo Sopot. jedynie w klasie Hobie Cat 16 tryumfowali zawodnicy spoza Trójmiasta, Bartek Janiszewski i Mateusz Komenda z PHCA Warszawa. W klasyfikacji juniorów najlepsi okazali się Mateusz Kobylański i Olaf Jersak z UKS Navigo.

Wyścig „Trzy mola” po przeliczeniu wygrał Jacek Noetzel na A-kasie UKS Navigo (Bauhaus) Wingfox przed Piotrem Baryszewskim i Marcinem Badzio na katamaranie F-18 i Piotrem Żebrowskim na A-kasie UKS Navigo. Bezwzględnie wyścig wygrali Wojtek Kaliski i Daniel Dołęga na Exsploderze 20. Sponsorem zawodów była firma NDI S.A. i Miasto Sopot. regatom patronowali prezydent Miasta Sopotu i Urząd Morski w Gdyni. Jednym z patronów medialnych była „Riviera”.

fot. materiały UKS Navigo

fot. materiały promocyjne Ergo Hestia

fot. materiały promocyjne Ergo Hestia

dniach od 16 do 19 lipca br. na Zatoce Gdańskiej windsurfingowcy zmagali się o Puchar Prezesa Grupy Ergo Hestia Sopot. zawody były rozegrane w trzech klasach: Techno 293, RS:X i Raceboard. Na starcie stanęła cała polska czołówka „deskarzy” z Martą Hlavaty, Przemysławem Miarczyńskim, Maksem Wójcikiem. W zawodach uczestniczyli także zawodnicy z Białorusi, Czech, Litwy, Rosji, Węgier, a nawet z dalekiej Korei. W klasie Raceboard zwyciężył Paweł Frydrychowski z SKŻ Hestia Sopot, przed Grzegorzem Pińkowskim z Konina i Litwinem Gintautasem Bernotasem. W klasie RS:X pań pierwsza była Agata Brygoła z AZS AWFiS Gdańsk, wśród panów tryumfował Piotr Myszka również z AZS AWFiS, a najlepszym juniorem okazał się Tadeusz Hope z SKŻ Hestia Sopot.

Z wiatrem w zawody

W

dniach od 21 do 23 sierpnia w Sopocie rozgrywane będą katamaranowe Mistrzostwa Polski seniorów i młodzieży, a także morskie Mistrzostwa klasy OK. Dinghy. Organizatorem mistrzostw jest Uczniowski Klub Sportowy Navigo Sopot, działający pod auspicjami Polskiego Związku Żeglarskiego. W Sopocie można będzie zobaczyć katamarany wszystkich klas

do 6 metrów długości, oraz Finny i OK. Dinghy. Prezentowane będą nowe typy jednostek, skonstruowane przez polskich inżynierów: Eksploder 20, Eksploder 18, czy Wingfox. Zawody zostaną rozegrane w klasach Open TR, A-class, F-18, K-20, Topcat, Hobie Cat i Młodzież. W sumie w mistrzostwach uczestniczyć będzie około 80 jednostek pływających. Przewiduje

„FOT. KOSYCARZ – NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA CZĘŚĆ III” Maciej Kosycarz pracował nad trzecią edycją albumu niemal rok. Przekopał setki tysięcy negatywów i zdjęć – zakurzonych, fascynujących, tajemniczych. Wiele z nich

się dziesięć wyścigów. Początek zawodów w piątek 21 sierpnia o godzinie 12.00, w sobotę o 11.00 i w niedzielę o 10.00. Uroczystość zakończenia mistrzostw odbędzie się w niedzielę 23 sierpnia o godzinie 17.00 w klubie Navigo. Patronat nad zawodami sprawować będzie prezydent Sopotu Jacek Karnowski, Urząd Morski w Gdyni, TVP Gdańsk, oraz czasopisma: Riviera, Żagle i Kuryer Sopocki. (bs) było niezarchiwizowanych, pozbawionych jakiegokolwiek opisu. Tysiące godzin spędzone przed ekranem komputera, mrówcza, często niemalże detektywistyczna praca przyniosła jednak efekt – bo oto mamy trzeci już album „Fot. Kosycarz…” – niezwykłą, lecz jakże bliską opowieść o Gdańsku, Sopocie i Gdyni, powojenną historię Trójmiasta „pisaną” obiektywem ojca i syna – Zbigniewa i Macieja Kosycarzy. Zdjęcia: Zbigniew i Maciej Kosycarz Redakcja i opracowanie: Maciej Kosycarz Kosycarz Foto Press / KFP, Gdańsk 2008 ISBN 978-83-913709-5-7 cena detaliczna 59 zł.


rs 08 2009