Issuu on Google+

N I S K I P

O

Z

I O M

A B S U R D U Krzysztof Kapinos

1


Jest jeszcze sporo rzeczy do niezrobienia Polak

2


1

To nie jest tak, że nie chce pić. Chcę pić. To znaczy lubię pić. No, ale są czasem takie chwile, że wiesz, że tylko jeden krok, jeden pieprzony krok i dworzec może następnej nocy stać się twoim domem. Mieszkanie śmierdzi wódą. Zrobiło się cicho. Nie śpię już od jakiegoś czasu. Pająk. Wcześniej go nie widziałem. Nawet duży. Wije swoją nić nade mną. Mam nadzieje, że mnie nie ukąsi. Nie mam sił dziś gonić przestępców w pedalskim trykocie. Nie wiem, która jest godzina. Sobota. Dziś jest sobota. To jedno jest pewne. Chłopaki śpią pokotem po pokoju. Wczoraj byli niczym herosi z plakatów komunistycznych. Przodownicy pracy z kilofami w rękach i traktorami pod dupą. Dziś złożenie jednego sensownego zdania będzie dla nich trudniejsze niż ugryzienie tłustego księdza w dupę. Wczoraj oni wygrali-dziś ja będę zwycięzcą. Zwykle bolą mnie kolana, kiedy mam kaca. Dziś nic. Po prostu nie chce pić. Kochankowie moi umarli poeci Nigdy nie chciałem żyć jak on. Tym bardziej nie mam zamiaru tak zdechnąć. Zrobiłem w życiu wiele głupstw, ale śmierć byłaby najgłupszym z nich. Uffff Żyję! W drodze do łazienki złapał mnie lekki ból głowy. Teraz to nazywają ćmieniem

mózgu.

Taka

nowomowa

telewizyjnych

reklam

środków

przeciwbólowych. Swoją drogą gdyby ktoś pomyślał, że reklamy w tym kraju odpowiadały na najczęstsze problemy Polaków to by się okazało, że wszyscy mamy problemy

3


ze zgagą, a nasze ciała służyły jako przykład do stworzenia mapy bólu ludzkiego ciała. Metaliczny smak wody był właśnie tym, czego moje coraz bardziej poniewierane przez kaca ciało potrzebuje. Szybki prysznic i mocna kawa. Dwa kluczowe elementy poranka ,co bardziej nowoczesnego Polaka. Ci bardziej staroświeccy rezygnują z kontaktu swojego ciała z wodą. Jedna hmmmm może jednak dwie łyżeczki kawy. Nie ma się ,co z sobą cackać. Odgłosy dochodzące spoza kuchni świadczyły o jednej z dwóch rzeczy: albo moi ukochani współlokatorzy z pokoju obok niestety zostali na weekend ,co owocowałoby

koniecznością

wysłuchiwania

niekończących

się

rozmów

o

proszkach i rozmów o kościele katolickim na poziomie średniowiecznych chłopów, albo obudził się ktoś z tego „lepszego” pokoju, co byłoby drugim dowodem, udokumentowanym, na zmartwychwstanie. Niestety ciche: -Hej wypowiedziane przez wchodzącego do łazienki Ryśka rozwiały moje nadzieje na zobaczenie drugiej osoby po Jezusie, która uciekła z łap Charona. Odpowiadam mu charknięciem, które w języku części ziemian oznacza tak. -Co

pochlaliście

wczoraj?-

Nienawidzę

tych

pytań

Ryśka.

Mają

one

zakamuflowane w sobie zazwyczaj pytanie: Co, wy zapijaczone mordy myślące tylko o narkotykach i seksie przedmałżeńskim, znowu wczoraj nadużyliście w dzikim widzie alkoholu plamiąc dobry wizerunek tego krzywdzonego przez zachód pięknego kraju? - No wiesz, wypiliśmy parę piwek w Luzaku. W końcu był piątek.- W sumie mogłem mu powiedzieć cokolwiek, i tak nie zmieniłoby to układu myśli w jego głowie. - A was z Wiolą, czemu nie było? Mamrotanie, którą on uznał za odpowiedź brzmiała: - No, bo Jola nie chciała. I nagle zniknął w odmrokach łazienki. No cóż, to była nasz najdłuższa rozmowa w tym tygodniu.

4


Kawa się zaparzyła. Śniadanie. To najdoskonalszy pomysł na następne kilkanaście minut. Mózg pulsuje niczym roztańczony dziwak na salsie w Sowie. Nie ma mowy o jedzeniu. Brak apetytu połączył się z mikro odruchami wymiotnymi. Swoją drogą grubo było wczoraj. Od razu po pracy, zahaczając o McDonald wpadłem do Luzaka. Powiedziałbym, że jak zazwyczaj, ale ostatnio bywałem tam rzadko. Ale skoro wychodzi Bielska to nie sposób odmówić. Nie spotkanie w Luzaku znajomego w piątkowy wieczór jest tak samo prawdopodobne jak polizanie się po łokciu. Jeśli domem można nazwać miejsce, gdzie człowiek czuję się komfortowo, gdzie wie że może pozwolić sobie na więcej, niż gdzie indziej, to dla wielu z nas ten lokal to był dom. Drugi, trzeci, dziesiąty, ale jednak dom. Pierwszy łyk kawy parzy mój język. Tak miało być. Nie ma się z sobą, co cackać na kaca. Wrócę do pokoju chyba. Chuj, że obudzę chłopaków. Trudno. Jest już najwyższy czas wstawać i wracać do życia. Nie uśmiecha mi się siedzieć w kuchni, bo Obrońca Wszelkich Cnót i Innych Zagadnień Moralnych( w skrócie cipka) kiedyś zakończy mycie włosów i opuści królestwo naszej małej łazienki, a mój przewód pokarmowy nie powinien być dziś zbytnio wystawiony na bodźce wymiotne. Entres do pokoju było tak ciche, że się Roki obudził po sekundzie i rozpoczął dzień od rozważań na temat życia: - O ja jebie -po czym wydał odgłos, który nasunął mi na myśl skowyt gwałconego psa, mimo że nigdy nie widziałem tej formy gwałtu, ba nigdy nie widziałem żadnej formy gwałtu i przed każdym sądem tak bym zeznawał.- Uuuu ale mnie łeb napiżdża Łączyłem się z nim w bólu. -Trzeba by jakąś muzykę zapodać, bo cicho tu- Niczym Adam Małysz skoczył w stronę swojej mini wieży i za chwilę można było usłyszeć dźwięki Illusion. W niczym mu nie przeszkadzało, że właśnie obudził śpiącego na fotelu Kruszynę. Podziwiałem jego miłość do muzyki. Podziwiałem jego mózg za skrajną formę sadomasochizmu.

5


Mężczyźni na powrót stawali się mężczyznami wychodząc powoli ze skorup wczorajszych chłopców by stawić czoła bolącej rzeczywistości. - O! Matka dzwoniła!- Niedowierzanie na twarzy Kruszyny zmieniało się powoli w lekki uśmiech- I tak zawsze, co sobotę. Zaraz do niej oddzwonię. Nie zapraszaj nas do domu Wypijemy ci cały alkohol My Nihiliści Dzwoniący wieczorami do matek Żeby obudziły nas rano Jeśli matka mnie nie obudzi Już nikt nigdy może tego nie zrobić Dopełniam porannego rytuału włączając laptopa. Tak! Mam nowy system z Redomond. Kocham tą czteroczęściową flagę monopolisty niszczącego świat wolnego rynku. Sekundy dzielą mnie od połączenia się ze światem. Nikt na tym świecie nie lubi Visty. Nikt poza mną. W tle rozbrzmiewa rozmowa Kruszyny z matką. Spokojna. On zawsze spokojnie rozmawia, nawet wtedy, kiedy kopniakami giął znaki drogowe mówił do mnie spokojnie. Bierze nóż ten koleś bierze nóż wychodzi nocą szukać dnia Bierze łom ten koleś bierze łom wychodzi nocą posiać strach - Masz gdzieś tabakę koło siebie?- Pytanie Rokiego jest już tak klasyczne jak muzyka Chopina.

6


Tabaka, czerwony Red Bull leży na parapecie. Rzucam mu ją, a po chwili obaj z Kruszyną śmiejemy się z łez Rokiego, który właśnie wciągnął kreskę tabaki z okładki płyty Brand New Sin. -Kopie!- Każdy z nas wie, że nie kopie, ale i tak nie jest to zabawka dla laików. Otwieram okno. Chłodny powiew wiatru drażni moją skórę. Wiosna jest w tym roku chłodniejsza niż zazwyczaj, co jest koronnym dowodem dla przeciwników teorii o ociepleniu się klimatu. Przyjdzie gorące lato, to przeciwnicy schowają się w norze a zwycięsko z lasu wyjdą wojska ekologów ryczących przeciągle i tryumfalnie: A ziemia płonie, płonie, płonie Korporacyjny niszcząc ład A ja? Dla mnie po prostu wiosna jest chłodniejsza w tym roku. Tło wygasa. Magazyn Empire zaprezentował nowe plakaty do filmowej adaptacji gry "Książę Persji". Możemy na nich podziwiać dwójkę głównych bohaterów disnejowskiego widowiska Gemmę Arterton i Jake'a Gyllenhaala. Jonathan Lamy odpowiedział w ten sposób na pytanie o zabezpieczenia plików muzycznych, które zadał mu dziennikarz magazynu SCMagazine (wywiad ma się ukazać w najnowszym numerze SCM). Cóż, jeśli facet odpowiedzialny za kreowanie medialnego wizerunku RIAA mówi coś takiego, to znaczy, że ta organizacja chyba wreszcie zrozumiała, że na DRM (czyli systemy zabezpieczające pliki muzyczne przed nieautoryzowanym kopiowaniem)

nie ma

miejsca na obecnym rynku muzyki... Kamienice w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie, willa w centrum Szczecina. Tylko dwie pierwsze nieruchomości mogą być warte 60 mln zł. Pałacyk w Krakowie to kolejne 15-17 mln. W sumie budynków, które mają zostać sprzedane do końca roku jest osiem.

7


12-letni Mauricio Baldivieso wystąpił w ekstraklasie boliwijskiej w barwach Aurory w meczu z La Paz. To nowy rekord świata w kategorii debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej Chłonę to wszystko. Mój mózg to gąbka. Stajnia Augiasza, która potrzebuję jakiegoś Herkulesa racjonalności, żeby to wszystko uprzątnąć. Porządek musi być. Litery przekształcają się w słowa. Słowa w wyrazy. Wyrazy w zdania. Zdania w akapity, wersy, strofy. Akapity, wersy, strofy w informacje, instrukcje, arcydzieła i gnioty. Słowa Słowa Słowa Wracam do rzeczywistości i spoglądam na pokój.

8


2 Rozświetlony pokój. Trzej mężczyźni, ubrani szykownie, siedzą w ozdobnych fotelach i piją kawę z filiżanek. Robert( w stronę rozmówców): Ach! Panowie! Kawa to napój dżentelmenów! (Tomasz i Krzysztof potakują głową na znak potwierdzenia jego słów) Odkąd ten uroczy napój przywędrował do nas z Turcji, ten kraj rozkwita intelektualnie i umysłowo. Tomasz ( w stronę Roberta) Robercie… Robert Tak? Tomasz A nic w sumie Krzysztof (stanowczo) Tomaszu! Po co znów bezużytecznie strzępisz język? Tomasz No bo wiesz… (zaczyna rozbrzmiewać muzyka musicalowa) Ja luuuuubięęęęę (przeciągle) (szybko) mówić, mówić, mówić, mówić mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, ciągle, przeciągle mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić,

9


(Tomasz zaczyna stepować. Dołączają do niego pozostali mężczyźni, grupa roznegliżowanych tancerek, różowe flamingi i kilka pingwinów) mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, mówić, Ja lubię (wielki finał wszyscy śpiewają i klęczą) Móóóóóóóóóówwwwwwiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiććććććććććććććć Tak! (Koniec piosenki wszystko wraca do stanu sprzed piosenki) Krzysztof Panowie. Co sądzicie o sytuacji na Bliskim Wschodzie. Robert Hmmmm zdaję mi się, ze sytuacja staję się tam coraz bardziej klarowna. Tomasz Chyba tak, lecz nie zapominaj Robercie, że nadal skomplikowane są relacje wewnątrz samego państwa palestyńskiego. Fatah nie potrafi dogadać się z Hamasem Krzysztof Przepraszam, że ci przerywam… Tomasz Ależ to nic…. Krzysztof Mimo to przepraszam. Tomasz No dobrze Robert Panowie! Nie kłóćcie się! Tomasz Masz rację. Co tam ciekawego Krzysztofie chciałeś nam wypeorować?

10


Krzysztof A więc. Wprawdzie nie zaczyna się zdania od słowa „a więc” Tomasz To nie słowo Robert To zbitka słowna Krzysztof Moi drodzy jak ja bym sobie poradził bez was! Tomasz i Robert (razem): Od tego są przyjaciele! Krzysztof Racja. Wracając jednak do tematu. Sądzę, że kluczową rolę odgrywa tu Hezbollah , wpływając na działania prowadzone przez Hamas spoza granicy Autonomii Robert Masz w zupełności rację Tomasz Panowie, może jednak zmieńmy temat. Cały czas wojna i krew, krew i wojna. Krzysztof Dobrze, co proponujesz? Tomasz Hmmmm co sądzicie na temat ostatniej płyty Guns ’n’ Roses? Robert O! Ciekawe zagadnienie! Tomasz Czternaście lat wyczekiwania z całą pewnością wpłynęło na odbiór tej płyty. Robert Czekałeś? Tomasz Ja nie… inni czekali Krzysztof Niektórzy zawsze czekają, taki już ich charakter.

11


Tomasz A tu Axel Rose naraz przyszedł. Nie jest on bowiem jak Godot. Robert Cudowne porównanie Krzysztof Masz dziś wysoki biorytm intelektualny przyjacielu. Tomasz Możliwe. Czuję, że mój mózg pędzi dziś niczym pociąg Krzysztof Bardziej TGV niż PKP (wszyscy wybuchają śmiechem) Robert (machając palcem w dwuznaczny sposób) Oj, oj ,oj żarcik! Kawalarz z ciebie Krzysztofie, oj kawalarz! (oddycha spokojnie) No ale wróćmy do tematu. Sądzę, że z tą płytą nie jest jak z winem. Krzysztof Co masz przez to na myśli?

12


3 W tej kwestii mieliśmy wspólne zdanie: Nie jest taka zła… Nigdy nie czekałem na nią, tak jak nie wierze zwykle podstarzałym rockmanom, tak mało już mnie obchodziła Chinese Demoracy. Co ja tam w ogóle pamiętam… Axla, Slasha i Welcome in the Jungle Niektórzy od dziecka słuchają death metalu. Od trzech tysięcy lat… Aqua,

Modo,

La

Busche,

Alexia-

ja:

przedział

wiekowy

6-9

lat.

O ile pamiętam ,to wszystko zmieniło Voodoo People. Chłopcy na koloniach słuchali Pantery. Ci starsi. Ja zobaczyłem Keitha Flinta i otworzyły się wrota Mordoru. I'm the trouble starter, punkin' instigator. I'm the fear addicted, danger illustrated. I'm a firestarter, twisted firestarter. You' re the firestarter, twisted firestarter. I'm a firestarter, twisted firestarter. I'm the bitch you hated, filth infatuated. Yeah. I'm the pain you tasted, well intoxicated

13


Aśka nie lubi Prodigy. Nigdy nie lubiła. Były dwie Aśki. Jak Twoface. Swoją drogą biedak nigdy nie doczekał się dobrego wykreowania jego postaci w filmie. Najpierw Tommy Lee Jones zagrał jedną z najgorszych ról w swoim życiu , a później Aaron Eckhart dobrze zagrał tylko Harvey’a Denta. On

nie

nadawał

się

na

Two

Face.

On

był

Harvey’em

Dentem.

Zbyt dobrym, zbyt ulizanym, zbyt poprawnym, żeby nadawać się na zło. Brutalne, krwawe, zranione zło. Były tylko dwie Aśki. Tak naprawdę to było ich wiele. Koniec końców teraz jest tylko jedna. Albo aż jedna. Jak kto woli. Patrzę na swoją skórę. Ciemne, chude rączki. Kiedyś znajoma Marty spytała się czy jestem Pakistańczykiem. Nabrała odwagi, by zadać mi to pytanie dopiero po opróżnieniu butelki wina. Nie jestem Pakistańczykiem. Podobno mam azerskie korzenie. Przynajmniej tak usłyszałem kiedyś, od któregoś członka swojej rodziny. Dobry materiał na mit. A mity kształtują życie. Mit Bielskiej, mit łun nad miastem, mit czerwca kiedy zaczęło się Euro, mit Souflaja i mit- mitów, czyli Olsztyn Wschodni dziwko! Nigdy nie byłem Pakistańczykiem. Nawet jakbym spędził lata w solarium leżąc na łóżku solarnym i czytając Koran nie zostałbym Pakistańczykiem. Jestem egoistą- nie obcokrajowcem. Milczę w sekundach mikrochwil przerywających makrosłowotoki Kiedy połączenia nerwowe wołają o pokarm Żywię je fast foodem informacji Na śmietniku mojego umysłu Mudżahedini bawią się z koniem Joli Rutowicz Illusion zamiera. Teraz ja. Walka na muzykę.

14


Raz, dwa, trzy… pierwsze hi-haty, pierwsze loopy… La Coka Nostra z gościnnym udziałem Snoop Dogga… Bang Bang Tomek się uśmiecha. - Ty i ten twój hip-hop- Ta szydercza żmija się ze mnie podśpiewuje. Jakby tak popatrzeć to jestem rodzynkiem wśród znajomych. Muzycznym trędowatym. Kerouac (często o nim ostatnio myślę) słuchał be-bopu –muzyki czarnych. Ja też słucham muzyki czarnych. To jedno nas łączy. Zdania są coraz bardziej soczyste… loop za loopem sączy się z głośników. Bloody Sunday, Black Sabbath The pope’s a pedophile with a drug habit We’re all clinically depressed, they got us all manic We keep swallowing their pills so we don’t fucking panic Run for the hills, grab your automatic Bring your big black boots and your fighting gloves Psychorealm’s in the house screaming out, “Fuck love!” Fuck love? A może jednak love fuck? Brakuje mi zapachu kobiecych ud, drżenia ich drżących brodawek. Brakuje mi ich uśmiechów. Brakuje mi… Wysypuje odrobiną tabaki na płytę. Dziele ją jakbym był stałym klientem karteli z Sinaloi lub pogrobowcem idoli z Medelin. Robię to zaskakująco sprawnie zważywszy na to, że moje doświadczenie z amfetaminą jest epizodyczne. Zawsze wolałem alkohol. Trzy ruchy kartą biblioteczną i kreski są równe niczym niemieckie drogi. Kolejny rozdział z cyklu: literatura i używki. Jako, że zwykle nie mam przy sobie stuzłotowych banknotów, namiastką bohemy musi być dla mnie ucięta rureczka, taka którą sprzedaje się w tysiącach opakowań. Nie pije soków, więc zażywam

15


przez nią wyłącznie tabakę. Czerwony red bull wypełnia moje nozdrza. Świeży. Mocny. Oczy napływają mi łzami. Co daje ci tabaka? Słyszałem to chyba z tysiąc razy. Odpowiedź mam zawsze taką samą: nic. Jesteś moją kokainą. W tym sęk, że w tabace jest dla mnie coś bardziej mistycznego a zarazem coś żywotnego. Często mówiąc o tabace nasuwa mi się obraz kaszubskich mężczyzn siedzących przed domem i zażywających z tabakiery. Mimo, że tabaka przybyła na Kaszuby sto lat temu, wydaje się tak bardzo złączona z kulturą tego narodu, że jest ona już mitem kulturowym.

A mity są bardzo mistyczne.

Tabaka to Kaszubi. Kaszebe to tabaka. Związek dwóch silnych podmiotów, pełen pasji, miłości i przeciwieństw. No i nie poszło. Jedno kichnięcie za drugim. - A co na to dziadek?- Kruszyna siedzi na fotelu i wyraźnie rozbawił go mój widok. -Przewraca się w grobie!- Zawsze jak kicham po tabace ta wymiana zdań znajduje jakoś swoje miejsce w dyskusji. Jako pół- Kaszub buduje swój tabaczny mit. Heros tabaki i inne takie. Tylko zabrudzony nos, z którego kapie od czasu do czasu brązowo-czarna maź stanowi rysę na wizerunku stachanowca zmielonego tytoniu. Jest pewien taki moment pulsowania umysłu. Jakieś dwadzieścia trzydzieści sekund, które dają zażywającemu wrażenie olbrzymiego

odświeżenia

organizmu.

Może

jest

to

złudne

i

wywołanie

podrażnieniem dróg oddechowych przez tytoń, ale te kilkadziesiąt sekund powoduje, że ten brązowy pył zawsze znajdzie swoich adoratorów.

16


Mam jak zwykle ubrudzony czubek nosa. Używki czasem odpędzają kobiety. Z tabaką jest podobnie. Tyle, że w tym przypadku chodzi o kwestie estetyczne. Można być najpiękniejszym człowiekiem świata, mieć budowę Apolla, umysł Stephena Hawkinga oraz elokwencje Umberto Eco a dla wielu kobiet będzie się odpychającym człowieczkiem, kiedy głównym punktem waszej rozmowy będą twoje drogi nosowe zapchane grudkami tabaki oraz brązowo- błotniste ślady na nosie i wąsach( lub w tym miejscu, w którym one powinny być). I nagle z nieba metro-przystojniaków lądujemy w piekle pryszczatych zakatarzonych grubasów. Trzeba coś zjeść. Trzeba coś zrobić. ! Ogarnia mnie kacowy szał. Zwykle na kacu człowiek stara się udowodnić sobie i innym, że nie jest na kacu. Ja zaczynam od pójścia do Biedronki. Zbieram zamówienia. Głównie alkohol i bułki. Prawie Chrystusowy zestaw. Buduje konstrukcje. Zawsze, wszędzie i ze wszystkiego buduje konstrukcje. Kwestie dopasowaności. Słowa w zdania. Zdania w przekazy. Przekazy w obraz. Buduje wiersze i własną osobowość. Dziś zbudowałem siebie- moją wizje własnego wyglądu: zielona koszulka z napisem Lama Sound Systema + błękitne bokserki + brązowe skarpetki + jasnokremowe spodnie nieznanej firmy +

17


czarne duże okulary ala Sylwester Stalone w Cobrze marki H&M + brązowa tweedowa marynarka połatana w nowoczesny sposób + kapelusz ze słomki poliestrowej

= Ja Wychodzę na powierzchnie jako ugruntowane wyzwanie dla mężczyzn w niedopasowanych spodniach, fanatyków adidasów i zwolenników koszulek bez rękawów. Ten kto wymyślił koszulki bez rękawów powinien przejść szkołę śmierci w Guantanamo. Drzewa w ogrodzie kołyszą się nieśmiało popychane przez wiosenny wicher. Jest cieplej niż mi się wydawało. Cumulonimbusy stworzyły wraz z słońcem świat nieba idealnego. Na ulicy jest nieskazitelnie cicho. Dzielnica z łatwością zaakceptowała taki stan. Wszystko, co nieskazitelne jest tu bardzo pożądane. Od samego rana nieskazitelni mężczyźni w nieskazitelnie białych slipkach chodzą po nieskazitelnych mieszkaniach drapiąc się po nieskazitelnych brzuchach i w obecności nieskazitelnej rodziny puszczają nieskazitelne bąki. Nie lubię bąków. Są takie nieludzko ludzkie.

18


P R R U F F ! ! F U J ! ! ! Ciekawe co robi Marta? Hmmmm Kiedyś jak mieszkałem na Nagórkach widzieliśmy się codziennie. Pamiętam nasz pierwszy

powrót

pietnastką.

Wysiedliśmy na

jednym

przystanku

i

dalej

dyskutowaliśmy o Bóg wie czym. O Liberze? Tak o „Madame”. Kilka miesięcy później dowiedziałem się, że ona przeczytała Libere tylko, dlatego, że podobała się temu idiocie. No cóż nieszczęśliwe miłości czasem dają coś dobrego zakochanym. No i tak szliśmy, szliśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, aż ona przystanęła i powiedziała: -No dobra! Nie musisz mnie dalej odprowadzać. Ja tu mieszkam.- Wyraz jej twarzy uzmysłowił mi koniec spaceru.

19


Poczułem się lekko skonsternowany. -Ale ja cię nie odprowadzam!- Mocno ją zdziwiło to zdanie- Ja też tu mieszkam! No tylko blok obok. I tak zostaliśmy sąsiadami. Na całe nasze życia.

20


4

O Biedronko! Królowo studentów! Matko nasza! Pocieszycielko nasza! Opiekunko nasza! To ty stworzyłaś parówki po pięć złotych za kilogram Wodę po pięćdziesiąt groszy Ciastka admiralskie za trzy złote O Pani nasza! Z dobytkiem swoim nas pojednaj! Dobytkowi swojemu nas polecaj! O dobytku swoim nas informuj! Hare Biedronka ! Hare kochana! Hare! Hare! Hare! Hare! Hare Biedronka! Hare kochana! Hare! Hare! Hare! Hare!

21


O Biedronko! Królowo studentów! Matko nasza! Pocieszycielko nasza! Opiekunko nasza! To ty stworzyłaś parówki po pięć złotych za kilogram Wodę po pięćdziesiąt groszy Ciastka admiralskie za trzy złote O Pani nasza! Z dobytkiem swoim nas pojednaj! Dobytkowi swojemu nas polecaj! O dobytku swoim nas informuj! Hare Biedronka ! Hare kochana! Hare! Hare! Hare! Hare! Hare Biedronka! Hare kochana! Hare! Hare! Hare! Hare!

22


O Biedronko! Królowo studentów! Matko nasza! Pocieszycielko nasza! Opiekunko nasza! To ty stworzyłaś parówki po pięć złotych za kilogram Wodę po pięćdziesiąt groszy Ciastka admiralskie za trzy złote O Pani nasza! Z dobytkiem swoim nas pojednaj! Dobytkowi swojemu nas polecaj! O dobytku swoim nas informuj! Hare Biedronka ! Hare kochana! Hare! Hare! Hare! Hare! Hare Biedronka! Hare kochana! Hare! Hare! Hare! Hare!

23


Starczy! 5 To chyba najcieplejszy dzień w tym roku. Nie liczę zimy. Podczas zimy u nas potrafi być ciepło nawet przy dwóch stopniach Celsjusza, zważywszy na to że tydzień wcześniej było minus dwadzieścia. Kwestia odczuć. Zawsze tak jest. Odczucia potrafią zapanować nad rozumem. Może jednak nie będzie tak źle z tą wiosną. Było wcześniej fatalnie. Zimno i deszczowo.

Co z tą wiosną? Zapytałby Tomasz Lis w swym nowym programie telewizji jakiejkolwiek. Jakakolwiek telewizja dałaby mu władzę i możliwość bycia sumieniem narodu. Bogiem dziennikarstwa. WS TA W D I AG R A M

24


:

Tom asz Lis

Bóg

Dziennikarz

Schemat Ewolucji autorytetu czasów obecnych. Miasto huczy. Samochody poruszają się ruchem jednostajnym na trasie gdzieśtam- gdzieśtamgdziekolwiek. Skoro dziś weekend to jesteśmy w sklepie. Całkiem niezły sposób na spędzenie wolnego czasu. Sam często lubię wybrać się w niedziele do jakiegoś hipermarketu. Mam czas.

25


Mam wtedy czas na powolny konsumpcjonizm. Konsumpcje w stanie czystym. Czasem mam wrażenie, że Lechu przeskoczył przez płot tylko dla mnie. Przeskoczył abym spokojnie mógł zastanawiać się w Tesco, które oliwki wybrać. Te większe ale puste w środku, czy te drylowane wypełnione papryką. Świat uwolnił w nas egoizm. Egoizm tak naturalny dla tego narodu. Egoizm tłamszony przez lata w imię lepszej sprawy. Egoizm tak wielki, że pozwalający nam być altruistami. -Pane! Pane!- Mały czteroletni Rom chyba czyhał tylko na mnie pod BiedronkąDaj złotówkę! Na bułkę! Yhm na bułkę. Jasne! Romska Drużyna- A stojąca nieopodal Biedronki wyglądała na bardzo wygłodniałą. Każdy z tych „opiekunów” młodego miał wygląd rodem z MMA, więc wszystkie moje bezczelne odzywki w stylu: „To może kupie ci bułkę” (oni by mi już sprzedali bułę) wolałem schować do kieszeni. Presja czterolatka była niesamowita , więc dałem mu całe 2 złote. Toż to kradzież w biały dzień. Na odchodne chyba usłyszałem dziękuję, ale nie jestem pewien, bo młody znalazł już kolejnego darczyńcę, który dołoży mu do najdroższej bułki świata. To są jedyne momenty, kiedy rodzi się w moim umyśle nacjonalizm. Faszyzm stanu czystego, taki który rodzi się w sercach każdego uczciwie zarabiającego człowieka, który jest zaczepiany przez żebraka innej maści. Swoi to tylko nieroby. Inni to szkodniki społeczne. To nieistotne.

26


6

-Kupiłeś chleb? -A ty Roki to zawsze jakiś roszczeniowy jesteś? Nie pochwalisz, że ładnie wyglądam…- po raz kolejny zaczynamy grę słów i skojarzeń. Taki Miliard w Rozumie abstrakcji. -Ładnie wyglądasz. Kupiłeś chleb? -Materialista!- Podnoszę głos udając oburzenie- Męska szowinistyczna świnia. Kupiłem! Roki krząta się po kuchni. Poza tym pustka. -Sam jesteś męska świnio? -Sam. A poza tym pije. I kradnę! Bo każdy pijak to złodziej! -I pewnie jeszcze kłamiesz! Bo kto kłamie, ten kradnie!- Kończymy show i zaczynamy normalną rozmowę.- A gdzie Kruszyn? - Poszedł do domu. -Jak to?- Przyznam, że zniknięcie Tomka bardzo mnie zdziwiło. - No matka dzwoniła I że niby ma przyjść coś pomóc- Roki zaczął wydłużać zdania- Jaaaa nieeee wiieeeem- Teraz już przypomina wijącą się jaszczurkę, jednak po sekundzie wraca do normalnego toku rozmowy- Myślałem, że się minęliście. -No nie właśnie. Pewnie poszedł na Synów Pułku- Zakupy całe już rozładowaneMówił coś jeszcze? -Że na pewno popołudniu będzie na Bielskiej. -I na pewno alkohol będzie chciał tam pić?!

Powracamy do ogrodu sarkazmu.

27


-Pewnie tak. Wiesz jak tam jest… -Melina…. -No tak. Dziewczyny piją dniami i nocami. - A jeszcze jak tam ta Aśka jest!- Zaczynamy przypominać stare dewotki budujące swoje życie na obrazach z okna. -Panie!- Roki wyszczerzył oczy jakby chciał mi przekazać tajemnice wszechświata.- Ta ruda to Sodomia i Gomoria! -Wiem panie- Przytakuje mu bezapelacyjnie- Gomoria! Gomoria! -I tam jedno z drugim takie rzeczy- Roki skręca ręce w dziwny sposób starając się zobrazować galimatias. -Ruchają się? –Staram się ukazać zdziwienie połączone z ciekawością. -Panie jakby się ruchali to jeszcze pół-biedy. Każdy kiedyś się ruchał. -No podobno nie. No wie pan, kto się podobno nie ruchał? - Wiem ,wiem, ale to mój ojciec, więc to tylko plotka. -Plotka ma krótkie nogi. Jest malutka jak Wiola. Tyle, że plotka jako sama w sobie maleńkość nie zakrzyknie nigdy: „Moc jest z nami- z krasnoludkami!” Ale do rzeczy. Gadaj pan! -A więc…. -Nie zaczyna się zdania od : A więc… -No to….hmmmm….. A chuj! -Tak lepiej! Kontynuujcie panie… -A chuj! A więc…. Większość się kiedyś ruchała. Ja sam się ruchałem. -Ale tak sam siebie? -Ciii. Panie takie rzeczy przy dzieciach?! Rozglądam się dookoła, przy okazji otwierając jogurt. -Panie, ale tu dzieci nie ma! -Jak to nie ma!? Rodziców pan ma? -Mam. -To jest pan dzieckiem! Więc ciiiiii- Jest taka scena w „Weselu ” Smażowskiego, kiedy pijany Arek Jakubik idzie po sali oznajmiając, że główny bohater ma sekret. A robi on to przystawiając palec do ust i mówiąc:

28


Ciiiichoooo kurwa!Ja wiem wszystko! Aaaale nie powiem! Ciiiicho kurwa! – Roki w tym momencie wygląda podobnie. Postanawiam uciąć rozmowę, gdyż zaczęła być ona dla nas obu lekko wtórna i nużąca. -Dziewczyny na górze są?- To zdanie jest jak napis Game Over. - Pewnie tak. Aśkę na pewno słyszałem. -To idę zobaczyć w takim razie, co robią. -Idź! Idź! A ja sobie białasa ugotuje! -Świnia! -Co świnia znowu? Bardziej rasista, bo białych gotuje! -Game is not over nigdy. -Nygro. -O! same komplementy z rana. To idź już! -Idę, idę. Ale jeszcze wrócę! -Zawsze wracacie! Czas jest kolisty. Koło, choć nie ma początku, ani końca ma coś takiego jak punkty styczne. Miejsca, od których mierzy się jego obwód. Czas. Czas ma miejsca styczne.

Narodziny i śmierć.

Pomiędzy punktami stycznymi, są inne punkty styczne. Dzieciństwo, starość etc. Najmniejszą formą styczną jest sekunda- ale życie zmienia się w ciągu sekundy bardzo rzadko. W ostatnim czasie punktami stycznymi dla mnie był okres od jednego wejścia po schodach do drugiego. Zawsze na górę, ale chyba rzadko pod górkę. Takie już są uroki życia na najniższym poziomie mieszkania. Najniższy poziom mieszkania…. hmmmm to brzmi ciekawie. Dwoistość słów powoduje to, że mogę zarówno mieszkać na parterze jak i w slumsach Rio. Słowa dają nam wielkie możliwości.

29


Już przy pralni słyszalny jest szum płynący z kuchni na górze. Ogólnie żeńskie głosy uzupełniane jednak bardzo intensywnie i mocno przez Gracjana: - I choćby skały srały zdobędę pieniądze od uniwersytetu na ten spływ. Moje wejście na krótko przerywa jego przemowę . -O! Krzysiu!- Wytrącony zauważa moją obecność- Siemano. Pomyśl, że te chuje z uniwerka nadal jeszcze nie zdecydowały czy dadzą pieniądze na spływ. Zgodnie z jego rozkazem pomyślałem. -Uwierzysz w to? Pytanie było retoryczne. Uwierzyłem. - Ale chyba mają jakiś okres urzędowo ustalony na rozpatrywanie takich wniosków?- Na pewno mają, więc tym pytaniem staram się lekko uspokoić naszego domowego szefa płetwonurków. - Tak mają. Dwadzieścia jeden dni. Dwadzieścia jeden dni… 21 dni To w sumie nieistotne. Istotny …

Widok kuchni (gdybym umiał rysować to bym go narysował, a tak opisuję, choć będąc uczciwym nie wiem czy umiem pisać) od myślników: -kuchnia ładna nowoczesna

30


-Ja(to niegrzecznie zaczynać od siebie, więc zacząłem od kuchni) stojąc siedzę( tak! Tak! Mogę tak robić ze względu na moje gabaryty) opieram się/ na szafce dolnej w pobliżu zlewu -Gracjan oparty jest od kuchenkę Powinienem zacząć od kobiet. W pewnym sensie kuchnia jest kobietą, więc usprawiedliwiam sam siebie -Koza stoi oparta o szafkę , tak mniejwięcej w połowie drogi między mną a Gratką(Gracjan) - Magda i Aśka siedzą przy stole(nowoczesnym więc małym i niefunkcjonalnym, a na dodatek wyglądającym bardziej jak element wystroju speluny niż dostojny wiktoriański mebel) Poza stolikiem i setką butelek rozlokowanych po całym domu, stancja nie przypomina speluny. Przeważnie…

no dobra! Od czasu

do czasu.

Powróćmy do wydarzeń bieżących. Aśka zbliża się do mnie przybierając posturę pełzającego potrzebowacza ciepła -Masz coś słodkiego?- Zawsze ale to zawsze, czyli często słyszę to pytanie. Wypowiedziane naprawdę zawsze w taki sam sposób. To nasz rytuał.

31


Ja wchodzę do ich kuchni.

Ona wchodzi do mojego pokoju.

Aśka( często będąc w chyba różowym szlafroku ) pyta: -Masz coś słodkiego? Z reguły nie mam. Więc: Odpowiedzi są dwie: A) Mam! Siebie! B) A co ja jestem? Cukiernia? Za to, w jaki sposób mnie pyta oddałbym jej wszystkie słodycze świata( za co ona by mnie zabiła bo się odchudza). - sylwetka lekko skulona -różowy szlafrok -głowa opuszczona pochylona bardzo do przodu -krok bardzo a to bardzo tuptający - głos pięcioletniej dziewczynki witającej ojca po jego powrocie z delegacji -wzrok: kompilacja wszystkich spojrzeń bohaterów „Zakochanego kundla” połączona z wzrokiem Shirley Temple w latach świetności Kobiety są skomplikowane .

32


7

Droga Magdo! A właściwie: Droga Madziu! Nigdy nie miałem doświadczenia w pisaniu listów. Może właśnie, dlatego nigdy tego listu nie napisałem i nie napiszę do ciebie. Zostanie on na krótki moment pamięci w mojej głowie. Mimo wszystko jednak na wstępie przepraszam Cię za wszelkie niedoskonałości słowne i formalne. Piszę ten list, gdyż uznaję że już na to pora. Pięknie wyglądasz teraz gdy siedzę na szafce i obserwuję Cię pijącą herbatę. Wiesz, że dla mnie zawsze pięknie wyglądałaś i nie są to puste słowa, co mi zarzucałaś wielokrotnie. Potrafię kłamać. Przyznam, że wiele razy wysługiwałem się kłamstwem jako odpowiedzią na dotykające mnie problemu. Z kłamstwa stworzyłem sobie tarczę przed odpowiedzialnością za to kim jestem i jak żyję. Kłamstwo to ja. Piszę do ciebie, bo widzę cię teraz przed sobą. Gdyby w życiu coś człowiek powinien. Gdyby „powinniśmy” nie było idiotyczną formą nakazu zawierającą elementy marzenia i konwenansu to napisałbym, że ten list powstaje, gdyż powinniśmy ze sobą więcej rozmawiać. Nie napisze tak, gdyż rozmawiamy ze sobą dużo. Można by nawet powiedzieć, że rozegraliśmy wszystkie warianty

33


scenariusza, te które miał miejsce w rzeczywistości i te wyimaginowane, za pomocą słów. Może jest w tym coś z Junga. Wiem. Praktycznie nie czytałem Junga, ale chciałem dodać do tego myślo-listu odrobinę elokwencji i oczytania. Jung mi się wprawdzie źle kojarzy( z jedynego egzaminu, na który czytałem Junga dostałem dwóję), ale jest ogólnie znany. Poza tym ty znasz Junga i po raz kolejny moglibyśmy się posprzeczać. To nie powinno pójść w tą stronę Uznajmy akapit z Jungiem za nieistniejący. I tak będzie, skoro ty i tak nie przeczytasz tego listu, a ja go nie napiszę. A więc:

Droga Magdo! A właściwie: Droga Madziu! Nigdy nie miałem doświadczenia w pisaniu listów. Może właśnie, dlatego nigdy tego listu nie napisałem i nie napiszę do ciebie. Zostanie on na krótki moment pamięci w mojej głowie. Mimo wszystko jednak na wstępie przepraszam Cię za wszelkie niedoskonałości słowne i formalne. Piszę ten list, gdyż uznaję, że już na to pora. Pięknie wyglądasz teraz, gdy siedzę na szafce i obserwuję Cię pijącą herbatę. Wiesz, że dla mnie zawsze pięknie wyglądałaś i nie są to puste słowa, co mi zarzucałaś wielokrotnie. Potrafię kłamać. Przyznam, że wiele razy wysługiwałem się kłamstwem jako odpowiedzią

34


na dotykające mnie problemu. Z kłamstwa stworzyłem sobie tarczę przed odpowiedzialnością za to kim jestem i jak żyję. Kłamstwo to ja. Piszę do ciebie, bo widzę cię teraz przed sobą. Gdyby w życiu coś człowiek powinien. Gdyby „powinniśmy” nie było idiotyczną formą nakazu zawierającą elementy marzenia i konwenansu to napisałbym, ze ten list powstaje gdyż powinniśmy ze sobą więcej rozmawiać. Nie napisze tak, gdyż rozmawiamy ze sobą dużo. Można by nawet powiedzieć, że rozegraliśmy wszystkie warianty scenariusza, te które miał miejsce w rzeczywistości i te wyimaginowane, za pomocą słów.

35


36


Nie wiem. Nie mam pomysłu co ci powiedzieć/ napisać. Czas już minął. Czasem mówisz, że już wszystko przeanalizowaliśmy. Mamy za sobą kilka rozmów, słowotoków zakończonych ogólnym stwierdzeniem, że jest już ok, a nawet bardziej niż ok. Zostało mi jedno słowo. I mam je na końcu języka.

37


8 511-272-009: No cześć! 632-448-227: No siema Ryś. Dobrze , że zadzwoniłeś. Ryś: Co tam? 632-448-227: A w domu siedze. Wiesz robote dostałem. Ryś: Gdzie? 632-448-227: Rozdaje ulotki wydawnictwa do którego złożyłem kiedyś cv. Chujówka niby ale zawsze jakaś kasa. Ryś: Kurwa Krawiel ty to zawsze znajdziesz jakiś literacki fach Kurwa Krawiel: Wiesz Ryś trzeba pracować. Wysłałem teksty do Reda. Ryś : Znowu? Przecież cię już drukowali. Kurwa Krawiel: Za dwa numery mają puścić coś nowego. Tururururuuuuuuu Ryś: Czekaj… dostałem wiadomość na giegie. Kurwa Krawiec: Chuj z giegie Kruszyna Siemanko. Krzysiek Siema, a co tak szybko uciekles? Kruszyna A musiałem ojcu pomóc. Krzysiek 

38


Kurwa Krawiel: Jesteś? Ryś: Jestem Michasiu jestem hehhehhe. Czekaj. Krzysiek z/w Kruszyna Ok. Ryś: No już. Michaś: Słuchałeś już nowego Buriala? Ryś: Nie , a wydał coś? Michaś: Epke, konkretna nawet…wiesz… mocny dubstep no i plus lekki industrial. Ryś: Ściągnę sobie. Michaś: Ściągnij. Stary Burial rządzi. Stary wiesz arfggdjh Ryś: Co?! Powtórz bo coś niewyraźnie słyszałem. Michaś: Byłem wczoraj na slamie w takim starym squacie. Wiesz gromadka antify tam sobie gniazdko uwiła. Nawet fajne Ryś: Czytałeś tam coś? Michaś: Chciałem, ale tam takiego gościa spotkałem, co to wcześniej był na slamach, taki starszy, nawet nieźle pisze, no i żeśmy sobie popili bo on flaszke miał i już mi się nie chciało Ryś: hehehe bohema! Michaś: A co!? Olsztyn rządzi hehehe. Wujek Michał jest we Wrocławiu to niech wiedzą, że przyjechał. Ryś: Tylko kurwa znowu nie wal głową w mur jak na tych spotkaniach w Warszawie. Do tej pory mamy złą sławe. Michaś: Krzysiek spoko. Przynajmniej staliśmy się legendą hahaha Krzysiek: Taaa czarną owcą raczej. Swoją drogą do tej pory zastanawiam się jakim cudem w tydzień po powstaniu grupy ktoś o niej wiedział w Toruniu i jeszcze wyszła opinia że jesteśmy bandą aroganckich skurwysynów. Michaś: Dobry ten czerwic był… Krzysiek: Ale skończył się. Czerwce czasem się kończą.

39


Michaś: Piszesz coś ? Krzysiek: Mam trochę nowego materiału… Michał: Wyślij mi. Jeszcze nie zaopiniowałeś starego. Michał: Dałem Makowskiemu. Nie podobało mu się. Musisz jeszcze popracować… Może dadzą to za dwa numery.. Krzysiek: A może Makowski by w końcu drugi tomik wierszy napisał?! Bo nasz Rimbaud to cierpi na syndrom siedemnastoletniego geniusza i chuj z tego Michaś: Hahahaha no Ryś wyrabiasz się… Ryś: Może w końcu nauczę się pisać hehhehehe. Widziałeś ostatnio Miśkę? Krzysiek: Co ty? Nie miałem jak i kiedy. Sam wiesz, że my się praktycznie nie spotykamy. Może Chyła czasem do nich wpadnie, ale to rzadko. Michaś: Wiesz, że się porobiło. Krzysiek: Wiem, to musiało się tak skończyć. Porobiło się, porobiło. Urok malutkich bohem hehe… Wiesz, myśle że tak to się nie skończy, że któreś z nich będzie chciało choć na moment, na moment przestać być artystą… wiesz to są uczucia Michaś: Oni zbyt dużo ćpają.. i tak jest im dobrze… Krzysiek: Do czasu, do czasu…pewnie…myśle że nie można długo bawić się w pełni otwarte małżeństwo bez zranienia drugiej osoby. Michaś: Dla mnie to fasada, to co mówią… to co oni mówią jest nieważne… mogą pieprzyć o otwartym związku… jego to jara wiesz, on chce być artystą za wszelką cenę, ale tak naprawdę nie będzie taki jak ty czy ja… Krzysiek: Pamiętam tą rozmowę w Molotovie hehhehehe Michaś: Krystian chciał być robotnikiem, walczącym socjalistą, ale nie mógł być, nie może… jak syn prawników może być robotnikiem… Krzysiek: Przecież on nie przepracował jednego dnia… Michaś: Bo widzisz Ryś najbardziej zaciekłymi socjalistami, są ci którzy widzieli robotników tylko w telewizji albo obok nich przechodzili… Krzysiek: Przecież wiem… wiesz jaki jest mój stosunek do socjalizmu… Michaś: Hehehe uważaj bo Antifa cię zajobie Ryś Krzysiek: Rysie są pod ochroną hehehh. Pieprzą mnie faszyści i pieprzy mnie Antifa

40


Michaś: Żeby cię od tego dupa nie rozbolała hehehehe Krzysiek: Spadaj! Hhehehe Tak mi się pieprzneło. Michaś: Literat! Polonista! A pieprzy… hahahha Krzysiek: Dobra…dość! A co tam u Szuby? Michaś: Siedzi obok mnie… no i cię pozdrawia. Krzysiek: Dzięki, wzajemnie. Widziałem nowe zdjęcia- zajebiste. Michaś: Wiesz jak to jest. Jak ma dziewczyna pomysł to robi. Krzysiek: Ja tylko jednego się boję… Michaś: Czego? Krzysiek: Że kiedyś kliknę w necie na nowy akt zrobiony przez nią akt… Michaś: No i ? Krzysiek: I wyskoczy twoje nagie ciało! Hahahaha Michaś: Hahahahaha mój chuj rozjebie ci ekran… Krzysiek: Taaa chyba ten się wcześniej ze śmiechu rozpadnie.Hahahaah. A ja już nic więcej nie zjem w życiu. Michaś: Dobra! I tym optymistycznym akcentem zakończymy tą rozmowę. Krzysiek: No trudno! Michaś: Idę kupę zrobić! Krzysiek: Wysraj się!!!!! Nara Michaś: Nara Ryś! Krzysiek Ok. Już jestem  Kruszyna Ok.  Krzysiek Będziesz dziś na Bielskiej?

41


Wezwani do sprawy policjanci CBŚ ustalili, że Wiesław S. dwa dni wcześniej połknął ponad 80 kapsuł z kokainą. Polak został przewieziony do szpitala, lekarze stwierdzili w jego organizmie jeszcze kilkanaście narkotykowych kapsuł. Jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Kruszyna Pozałatwiam parę spraw i wpadnę Krzysiek  27 % z pliku Nas- Illmatic Szacowany czas pobrania: 14 minut

20.2 z 68 Mb (48 Kb/s)

N- n- now th- that don't kill me can only make me stronger i need you to hurry up now cause i can't wait much longer i know i got to be right now cause i cant get much wronger man i've been waitin' all night now that's how long i've been on ya

42


i need you right now i need you right now1 Kruszyna Uderzyłem kogoś wczoraj?:D Krzysiek :D Nie aco? A co? Kruszyna Bo mnie coś łokieć boli  Krzysiek Może ci Kac tak dziwnie wychodzi:P Kruszyna Może :D Mężczyzna wykorzystując uzależnienie służbowe podległych mu funkcjonariuszy Policji, jak i pracowników cywilnych, wielokrotnie przekraczał uprawnienia w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Wielokrotnie wydawał polecenia wykonywania nieodpłatnie, bez umowy, w czasie pełnienia służby bądź wykonywania obowiązków w ramach stosunku pracy, prac fizycznych związanych z budową swojego domu. Wykorzystywał przy tym sprzęt będący na stanie Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi, działając tym samym na szkodę interesu publicznego.

1

Kanye West , Stronger

43


And I Wonder if you know What it means, what it means And I wonder if you know What it means, what it means And I wonder if you know What it means to find your dreams I've been waiting on this my whole life These dreams be waking me up at night You say I think I'm never wrong You know what, maybe you're right, aight And I wonder if you know What it means, what it means And I wonder if you know What it means to find your dreams You say he get on your f**king nerves You hope that he get what he deserves, word Do you even remember what the issue is

44


You just trying to find where the tissue is You can still be who you wish you is It ain't happen yet And that's what the intuition is When you hop back in the car Drive back to the crib2

Lekkie muskanie, które jest zapewne pukaniem do drzwi buduje korelacje z cichnącą nagle muzyką. -Proszę!

2

Kanye West, I Am wonder

45


9 Trzeba przejść pierwsze uderzenie chłodu. To trwa jakieś 10-15 minut. Taki w sumie dość dziwny dysonans. Jeśli staniesz na moment i popatrzysz się w słońce to zdaje ci się, że jest ciepło, nawet lekko gorąco. Twoje dłonie jednak kurczą swoją objętość od mrozu przybierając kształt pięści.

niebo już dawno nie było tak chmurzasto-błękitne jest zima w tym kraju zawsze zima jest bardziej dosadna w porównaniu do innych pór roku gdyby niebo było mężczyzną z reklam nie wystarczyłoby wszystkich szamponów świata by zwalczyć padający z jego głowy łupież

Kant codziennie patrzył przez swoje okno na wieże kościoła znajdującego się na przeciwko gdy widok zasłoniło mu drzewo kazał je ściąć na śnieg nic poradzić nie mógł

jest pięknie Nie wiem dlaczego. Nie wiem dlaczego wtedy nie uciekałem. To przychodzi tak szybko. Myśli … - Masz fajkę?- Głos z ciemności wypłynął tuż za moich pleców.

46


Nawet nie kazałem im spierdalać. Nie miałem fajek. Przecież ja nawet nie palę. Nie liczę tych fajek wypalonych z Agatą lub Emilem na balkonie ich mieszkania. To kwestia jednostkowa. Mogło to trafić na kogoś innego. Trafiło na mnie. W sumie dobrze, że nie mieli noża. Za głupi byli na napad. Nawet mnie nie okradli. Sam siebie bym okradł. Tylko te kilkanaście ciosów. Sam siebie bym okradł. Nie widziałem… Nie widziałem twarzy.

Nie widziałem ich twarzy. Nie widziałem

ich twarzy? Hmmm. …. Podobno, jak kobieta spojrzy na mężczyznę dłużej niż kilkanaście sekund to oznaka, ze się jej podoba. Ta blondynka przechodząca drugą stroną drogi była w takim razie gotowa płodzić dzieci ze mną seriami. Jej oczy świdrowały mnie bardzo długo. Jeśli było to czternaście sekund , to było to najdłuższe czternaście sekund w historii wszechświata. Czas jest względny. No cóż. Niektóre kobiety mają bardzo dziwny gust. Fajne miała piersi. Kształtne stanowiące kontrast do jej wełnianego swetra. Ludzkość nigdy nie powinna wynaleźć grubych wełnianych swetrów. Pogoda sprzyja budowaniu zdań. Czasem coś mi mówi że to wszystko nie ma sensu

47


Od uderzenia serca do uderzenia serca chwila Arytmia życia Arytmia świata Zaburzenia optymizmu ducha Nawet joga nie pomoże ci kiedy brak jest pytań czasem małe ludziki w małych samochodach pędzą między małymi budynkami to jak piętnasta bajka o królestwie Lajlonii Allen Ginsberg już odmówił żałobną modlitwe czasem czas posprzątać zabawki kończy się czas na relaks Czasem warto się cofnąć do czasów nieistniejących obudowanych o naszą tęsknotę żeby zobaczyć kolistość naszych zachowań gdyby prawdy były oczywiste to nasze piaskownice nie byłyby ubabrane gównem Zawsze w najważniejszych momentach brakuje kartki. W idealnym świecie twórcy przybory, nieważne czy kartka i długopis, czy sztaluga, powinny znajdować się przy każdym większym drzewie lub przydrożnej lampie. Nie musiałyby być tam cały czas. Skądże! To nie ekologiczne. Mogłoby to wyglądać jak rozciągnięta na cały świat akcja z „Zaczarowanego ołówka”. Idziesz.

48


Masz pomysł.

Pyk! Pyk! Bum!Bum! Pojawia się przybór. No i możesz zapisać swój pomysł. Możesz go namalować. Możesz nagrać. Rób, co chcesz! A co z resztą zawodów? Hmmm twórca to nie zawód. No wiadomo o co mi chodzi! Hmmm….. Nie każdy pomysł musi być w końcu doskonały! To kwestia pogody. Powinienem jechać jednak autobusem. Mimo wszystko. Mimo, że

praktycznie

zawsze

chodzę,

a

praktycznie

rzadko

jeżdżę.

Boże!

Przecież ja nawet nie mam prawa jazdy. Miałem problem ze zdaniem egzaminu na kartę rowerową, mimo że rower przez wiele lat stanowił metalowy odpowiednik moich nóg, a co dopiero mówić

samochodzie, skoro do tej pory prowadziłem

go i za mało i zbyt krótko. Ale jak to powiedział Wojtek Kowalczyk: „ Po co mi samochód skoro są taksówki!” taki czas . taka zima. To wszystko jest jak ze snu muzyków Bang Gang. Ja też czuję, że something wrong. Kurwa, something wrong. Czasami serce pulsuje mocniej. Pocę się bardziej niż grając w Guitar Hero. Ręce drżą mi, mimo tego, że teoretycznie nie mam się czego bać. Teoretycznie. Teoretycznie podobno saper zna się na swojej robocie. A jednak. Jednak saperzy też umierają. Taki już człowieczy los. Wszystko rozgrywa się z reguły w pierwszej osobie liczby pojedynczej skonfrontowanej z drugą osobą liczby nieodczuwającej tak samo. Reguły gry już znam. Gorzej jak naprzeciwko ciebie staje ktoś reprezentujący pierwszą osobę

49


liczby pojedynczej odczuwającej to samo, ale… . Skurwysyn. Nie ma takiego kombosa by wygrać bez bólu, zawsze wychodzi się z walki pokiereszowanym, a wynik brzmi:

You lose! Tak to już bywa… życie. Banał. To jest wszystko jak w Watchmen. Kiedy jesteś mały wierzysz w dobro i zło. W dobrych i złych ludzi. A później …. Nagle się kurwa okazuje, że tego nie ma. Dobro i zło jako same w sobie nie istnieją. Są tylko uczynki. Zdarzenia i czyny. Nie ma w nich dobra lub zła z zasady. Są rzeczy często dobre dla jednej strony a złej dla drugiej. Są zwycięzcy

i pokonani. I tak z sekundy na sekundę, z minuty na

minutę,

cały czas wszystko się toczy, role się zmieniają. Kolistość czasu. Zbudowałem cię z wosku (jego zapach przypomina mi pewien wiersz Stachury) i z pustki za tymi co na pustyni wybawiają ludziki operujące kuszą i bombami Krainy smutku Przemierzyłaś wzdłuż i wszerz Zbudowałem cię z wosku A później o tym zapomniałem

50


Zbudowałem cię z wosku Odpowiadającemu kolorowi twojej cery Nie myśląc o tym, że wosk nie jest wieczny Zapaliłem w sobie ogień... Tak naprawdę nie czuję nic. Oprócz zimna nic. Może lekkie obrzydzenie. Jakiś mały wredny chochlik siedzący między trąbką Eustachiasza a mózgiem podpowiada mi myśli zupełnie dla mnie nietypowe.

Kurwa mać! Mam wrażenie, ze obudziłem się w krainie idiotów i meneli. Mijam ludzi na przystanku. Stado tworzące nietypową mieszankę kiczu, brudu i głupoty. Bardziej już kocham grunge niż ludzi zatraconych tak bardzo w ukochaniu siebie, że nie potrafią spojrzeć w lustro. Często po drugiej stronie nie ma nic. Pustka, brud i głupota. Nie jestem zły. To nie ten stan. Jestem totalnie krytyczny. To taki mój sposób na odreagowanie tego co mnie dotyka. Oni patrzą na mnie jak na kosmitę. Czasem. Wiec i ja nie mam litości dla skurwieli. Jak Kuba Bogu tak i Bóg Kubie. Nie wierze w ten świat. Nie wierze w świat wypełniony chłopcami ubranymi w różowe polówki naśladującymi to, co Dawid Beckham wypromował kilka lat temu i co dawno minęło. Świat poszedł do przodu… Taki już urok prowincji, że wszystko przychodzi później i to w najbardziej karykaturalnej formie. Kiedyś byłem pierwszy. Byłem krok przed nimi. Pierwszy ubrałem marynarkę, później kapelusz, gdzieś była jeszcze kamizelka. A oni? Oni patrzyli na mnie z politowaniem uzupełnionym słabością. Wiedzieli, że nie mają odwagi.

51


Tchórze zawsze wychodzą drudzy na ulicę. I nagle… Raz, dwa, trzy…Pół roku później widzę ich. Takich samych jak ja wcześniej. I ty pierwszy nie masz gdzie uciekać, gdyż nagle zamiast sobą stajesz się elementem grupy. Nieswojego świata. Zapala ci się czerwona lampka. To jest jak w poradniku egoisty: Przecież nie możesz być tak jak oni! Kurwa! Przecież nie możesz być taki sam. Taki sam jak ktokolwiek! Musisz być jednym olbrzymim Ja.

Ja Zresztą tak naprawdę to nieistotne. Gniew, jaki czasem mnie przepełnia, spowodowany jest tym, że… no właśnie? Może po prostu chciałbym zostać beatnikiem. Jeździć po kraju w towarzystwie polskich odpowiedników Jacka Kerouaca i Neala Cassidiego, szczególnie byłby to dziwne, gdyż w rzeczywistości chyba nie lubię takich typków jak Dean Morriarty, a w szczególności nie lubię Cosmo. Cosmo jako człowieka, nie jako artysty. Cosmo jako człowiek ma coś z Krystiana. A Krystian to chyba jedyna osoba na świecie której nie lubię, zresztą z wzajemnością. Olsztyn zimą jako miasto praktycznie nie istnieje. To grobowiec. Pięknie obielony śniegiem grobowiec. Nie jest to świat rodem z Fallouta, ale wiele do tego mu nie brakuje. Zresztą ,jeśli można jakoś opisać to miejsce to mi przychodzi tylko jedna nazwa: Miasto- ogród. A jak wiadomo zima jest dla ogrodu bardzo nieprzychylna.

Wpływ

ma

na

to

również

położenie

miasta.

52


Niby nie jesteśmy aż tak bardzo na wschodzie, ale od Mińska mamy zaskakująco blisko. I wszystko , co przychodzi ze Wschodu, zaczynając od mroźnej zimy, a kończąc na gorących żołnierzach Armii Czerwonej zawsze jakoś miało do Olsztyna bliżej niż do innych miast. I teraz przydałaby się jakaś fotografia żołnierza Armii Czerwonej. Takowego nie posiadam, a więc:

Miejsce na twoją własną prywatną fotkę żołnierza Armii Czerwonej. Tu

53


10 Witamy się jak zwykle. Ona przytula się do mojego ciała kładąc głowę gdzieś na wysokości klatki piersiowej. Zawsze byłem większy od reszty. No, zawsze byłem wyższy. Tak będzie uczciwiej to określić. Nie ma w tym nic z fizyczności damsko-męskiej. Nic, chyba, że wtrącić te ramy fizyczność między misiem a miodem. -Siadaj. Zaparzyć ci herbaty?- Widzę, że ma mało czasu mimo to stara się mnie przyjąć jak najlepiej. Zawsze tak było. W sumie to nasza cecha narodowa. W jednym rzędzie z ukrytym antysemityzmem i pijaństwem. Żadne

z

nas

nie

pamięta,

kiedy

się

spotkaliśmy

pierwszy

raz.

Po prostu funkcjonowaliśmy obok siebie coraz intensywniej. Rozkładam sobie czarne, plastikowe krzesełko i burczę coś w stylu cześć do tej młodej dziewczyny, której imienia nigdy nie pamiętam, a która siedzi z Aśką w tej klitce zwanej buńczucznie wypożyczalnią i wydaje ludziom chcącym skorzystać z miejskiego lodowiska łyżwy. W środku panuje identyczna temperatura jak na zewnątrz. No bo przecież na cholerę komuś ogrzewanie w zimie! Jak jest lodowisko to musi być zimno. Jak jest zima to musi być zimno. A że obie rzeczy zwykle koegzystują: to musi być zimno. Opowiadamy sobie coś o studiach. Dyskusję przeprowadzają teoretycznie trzy osoby, jednak dziewczyna, której nie pamiętam imienia, wyraźnie się wycofała. O ile pamiętam nie czuję się zbyt mocno w tym temacie. No cóż nie każdy musi być studentem, choć ostatnio mam wrażenie, że każdy coś studiuje. Miliony dziennikarzy, geodetów i kosmetolożek zapełniają metry kwadratowe naszego skromnego kraju. A ona? Może interesuje się sztuką? Może norweską sceną techno? A może niczym… zresztą to absolutnie nieistotne. W danym czasie ważne jest by dobrze wykładała łyżwy.

54


Aśka jest z Pasłęka. Mimo, że wszystko zaczęło się w Pasłęku przyznam, że byłem tam tylko raz. Pamiętam to jak dziś. W Pasłęku byłem tylko raz. Gdzieś tam na jakimś weselu. Miałem jechać z Aśką. Przywitała mnie kiepska pogoda. I dworzec…fenomenalny. Po prostu jedyny w swoim rodzaju. Z zamknięta kasą biletową i z otwartym solarium. Nigdy nie widziałem solarium na dworcu kolejowym. Sun- Tips. Swoją drogą to ciekawa nazwa na solarium. Słoneczne paznokcie. Jak jakiś wytwór postnuklearny prosto ze świata Mad Maxa i Fallouta. Połączony kurs opalania się z kursem robienia sztucznych paznokci. Wszystko, czego potrzebuje kobieta w jednym miejscu. Cielesność w stanie czystym. Budujemy swój wygląd. Obok solarium… no cóż by innego: Odzież dla każdego. Otwarta w soboty od 9 do 13, w dni tygodnia od 9 do 17. Ciekawe czy znalazłbym tu dla siebie garnitury od Versace, koszulki polo Ralpha Laurena? No co? W końcu nazwa do czegoś zobowiązuje. Jest żółto- brązowo. Zegar wskazuje sześć minut po szóstej. Cały czas sześć minut po szóstej. Mimo,

że

jest

plus

minus

czternasta.

Sześć

minut

po

szóstej.

Wiara w szatana stymuluje moje samopoczucie. Niepewność. Sześć minut po szóstej. -Duży dziś ruch?- Rozmowa ma to do siebie , że od czegoś trzeba zacząć. -W sumie nie- Asia krząta się po elemencie klitki stanowiącym zastępstwo kuchni przygotowując tą nieszczęsną herbatę. - Dziwne. W końcu dziś niedziela, no i nawet ładnie jest ale mroźno. - Ja tam nie narzekam. Nie chce mi się dziś tu siedzieć. Można się zabić. Poczekasz na mnie do końca pracy? Nie potrafię odmawiać. Przypuszczam, że to jakaś jednostka chorobowa, której nie mogą jeszcze zdefiniować amerykańscy naukowcy. Jak ten cholerny CFS.

55


CFS? Hmmm… Tak! CFS: Zespół chronicznego zmęczenia( ang. Chronic fatigue syndrom w skrócie CFS) opisano po raz pierwszy w literaturze fachowej 21 lat temu. Jakiś czas potem Światowa Organizacja Zdrowia uznała CFS za odrębną jednostkę chorobową. 3 - W sumie czemu nie.- Zawsze tak odpowiadam. Kurwa. Zawsze tak odpowiadam. Choćbym miał milion lepszych i ważniejszych rzeczy do roboty( w tym przypadku tak nie jest) to zawsze powiem: W sumie czemu nie. - No to super.- Aśka już w momencie zadania pytania znała moją odpowiedź, więc tak naprawdę chciała się tylko upewnić.-Pójdziemy jeszcze po drodze d Biedronki, co? -W sumie czemu nie.- Mogę iść Nie ma wrrrrr -Wczoraj super był.- Jej rozmarzony wzrok potwierdza to zdanie. -Dziś rano było trochę gorzej-Mój czerstwawy wygląd potwierdza to zdanie. Nastał właściwy moment by w końcu pośmiać się i z kaca Od rana nas męczył, drążył nasze kości, zabierał nam jedzenie. Teraz niech siedzi w kącie i słucha jak się go wyszydza. - Daj spokój. Myślałam że umrę w pracy, dobrze że … 4 rano otworzyła i przygotowała wszystko inaczej by była mogiła. Łukasz jeszcze tam dochodzi do siebie. - No roki mi pisał żebym mu Coli kupił. - Hehehe leniwiec! A Kruszyna jak tam? - Ok. Poszedł do domu z samego rana. -Ma chłopak zdrowie.

3

Albo opisał to Sławomir Zagórski w Gazecie Wyborczej z dnia 9 października 2009 roku a stronie 16 albo jest to wytwór mojej chorej wyobraźni. 4 Za cholerę nie mogę sobie przypomnieć jej imienia

56


- No nie da się tego ukryć- Herbata jest w sam raz. Rozgrzewa moja twarz do grymasu zwanego uśmiechem. -Fajnie, że przyszedłeś- Aśka zmienia ton głosu na bardziej misiowaty… -Proszę wyczyścić łyżwy! I nie pchać się!- I misiek stał się w sekundę niedźwiedziem. - No bo…5 niedługo wychodzi to ja bym sama została. – Niedźwiedź kurczy się do rozmiarów misiaczka.- To fajne że chcesz ze mną posiedzieć. - Wiesz umówiłem się jeszcze z Chyłą w Green Way’u. - Acha- W tym momencie stoi przede mną mała zawiedziona siedmiolatka, którą jednakowoż mam zamiar ułagodzić tymi to słowami: -Mamy jeszcze kupę czasu to skoczę do tego Green Waya a później wrócę i ci potowarzyszę. -Tak? Kochany jesteś.- Lubię to słyszeć od siedmiolatek. To chyba jakieś zboczenie - Może chciałbyś pojeździć trochę na łyżwach. Jest mało ludzi, a ty mówiłeś, że nigdy nie jeździłeś, więc może… No i w moim umyśle zapala się czerwone słowo

ALARM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Wszystko wszystkim ale to chodzi o moje życie. Nigdy ale to nigdy nie jeździłem na łyżwach. Nigdy to nigdy nie złamałem sobie niczego. Mam jakieś przeczucie, że jak się rozdziewiczę z pierwszego punktu, to po kilku sekundach rozdziewiczę się z drugiego. - Nie dzięki. Jakoś się nie czuję. Organizm się broni. Na szczęście… - Spróbuj! To łatwe! -W sumie czemu nie. KURWA!

5

Tamże

57


$@##$(&^%%*$#!^&#&&!@#&*__)(&^$##@wrrrrrr##@!W@&#&*()^^ %#%#@$@! *^!&!(!*

~%^&#@^&&&*$@!!))(&%$&##^#!$!~$$^%^*!(9((&!!)_)!**!*&!^!_! &!&!)!(!&!(!!%%#%%^I$^&*

%&##&(()( wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr rrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr Kuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu uuuurrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww wwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww wwwwwwwwwwwwwwaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa aaaaaaaaaaaaaaaaaa666)()&Y*%#%@

!##^%@^*$@!&((*%kiss rządzi)$#

%^W@^#%^&^#%^%^&%@&#&*#^*(&%($#!!&^^&$!$$%^@%””>” _!(!)U! (&^^^NNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII IIIIIIIIIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE E EEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE EEEEEEEEEEEEEEEEEIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIII IIIIIIIIIIIIIIIDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD D DDDIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIOOOOOOOOOOO

OOO

OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO

OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO OOTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTT TTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTTA K R E T Y N

58


ŚMMMMMMMMMMMMMMMMMIIIIIIIIIIIIIIIIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE EEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR RRRRĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆ ĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆĆ - W sumie kiedy mam się nauczyć jak nie teraz.-I się uśmiecham. A uśmiech ten pełen jest bólu i śmierci. W tym momencie, kiedy jestem już naprawdę blisko śmierci wypadałoby opisać moich oprawców. Z trójki: lód, łyżwy, Aśka większość społeczeństwa zna pobieżnie lub nie dwoje pierwszych. Aśka w świadomości społeczeństwa jeszcze swego miejsca nie znalazła. Jeszcze nie. Ale znajdzie. I wierz mi o społeczeństwo, wbije się w twoje ciało niczym szpikulec do lodu. Na pewno będzie bolało. Aśka potocznie jest bardziej znana jako Ruda. Nie będę tłumaczył dlaczego? Naprawdę wierzę w to, że mój potencjalny odbiorca nie jest idiotą. Najśmieszniejsze w rudości Aśki jest to, że tak naprawdę jest ona blondynką. Dawno, dawno temu nie było rudości była blondość. Nie mam pojęcia, kiedy to się zmieniło, wiem tylko że odkąd ją pamiętam była ruda. No może bardziej kolor jej włosów odpowiadałby barwie ognisto czerwonej. Zważywszy na jej kolor włosów

i część charakteru można by ją było

czasem określić, cytując klasyka polskiej inteligencji: małpą w czerwieni. Byłoby to zdanie zarówno oddające część jej duszy jak i krzywdzące resztę. Była w niej czasem widoczna ta maniera jedynaka, która to charakteryzowała się hmmm… pewnym zacietrzewieniem się i trzymaniem kurczowo własnego zdania, ale też potrzebą nieustannego ruch no i last but not least potrzebą bliskości innego człowieka.

59


Jej częścią uzupełniającą był niejaki Aleksander Łukasz Robak. Osobni ciekawy i inteligentny jakby od początku stworzony do tworzenia yang i ying z Rudą. Ciekawa z niego była też postać. Początkiem niech będzie imię, bądź też szerzej: dane personalne. Bowiem każdy z członów układu znaków, którym się podpisuje był jego wyznacznikiem, dla jakiegoś określonego kręgu znajomych. Dla jednych funkcjonował jako Aleksander vel Olek, dla innych był to Łukasz( sam należę do tego grona) a dla reszty był Robakiem ( co ciekawe tylko część tej części wiedziała, że to nazwisko a nie pseudo). Poza tym ten ateista- teolog charakteryzował się olbrzymią dawką inteligencji i… No ale Robak będzie później… Śmierć nadchodzi czasem cicho i niespodziewanie, czasem natomiast nadchodzi z krzykiem, świstem łyżw oraz odgłosem bezwładnego ciała uderzającego bezwładnie o lód. Takiej śmierci się właśnie spodziewam kołysząc się nieporadnie na dwóch malutkich kawałkach metalu zespolonych z plastikowymi butami. Krok po kroku do śmierci. Wszyscy się na mnie patrzą. Wszyscy. Czekają aż poleje się krew. Krok. Krok. Krok. Tufff Tufff Tuffff Jam Godżilla na łyżwach. Upadający kolos.

10

60


Jestem jak dziecko. Gorzej. Jestem jak olbrzymi ględzący bobas. Samokrytyka oznacza, że żyję. Lód nie okazał się miejscem mojej kaźni. Każdy ma takie miejsce kaźni, na jakie zasłużył. Jest

po

wszystkim.

Mroźny

wiatr

smaga

moją

nierówną

twarz.

Cholerny zimny wiatr, mentolowy wyziew Eola. Miasto Olsztyn. Miasto- dobre sobie. Prosta droga pouzupełniana nierównym chodnikiem w związku z ostatnimi chłodami jest dziś jakoś mniej przechodzona. Lubię takie spacery. Jestem jak chodzący Vanishing Point. Pyk pyk pyk z jednego miejsca do drugiego pyk pyk pyk i jestem już gdzie indziej. Tupot dużych stóp. Jezu kobieto! Twój stary powinien uwolnić orkę. Gdybym był lustrem w twoim domu pierwszego dnia bym się stłukł. Dla jednych to rubensowskie kształty, dla drugich wynik hamburgeryzacji życia. Dla mnie ta kobieta jest po prostu otyła. Gruba mistrzyni nie myślenia o sobie. Można by to nawet częściowo utożsamiać z altruizmem, gdyby nie to, że nie ma w tym żadnej myśli. Po prostu jest przetłuszczenie od łydek po włosy. oh I’m so clever, I'm so clever, I'm so clever until my paranoia kicks in then I’ll accuse her of doing all the worst things i do best its funny how me fucking her about has got me in this fucking mess liar liar liar liar pants on fire lies alibis lies more alibis from the truth, i admit I’m more than shy

61


ain’t it the times we are living in everybody’s doing it so why cant I?6

Nigdy bym jej tego nie powiedział w twarz. Nie krzyknąłbym: Hej spasła imitatorsko życia nieotyłych ludzi! Z drogi Blobie na małych nóżkach! Nie. Tak nie potrafię. To wszystko zostaje między mną a moimi neuronami. Przepełnienie gniewem i żółcią.

! !

R U

!

G

B

A

A B

B A

6

Glasvegas, It’s my own cheating hart that makes me cry

62


zazwyczaj mam problemy w prostym komunikowaniu się tak żeby a znaczyło a a nie be Idź ty kurwa z twoją przeintelektualizowaną gadką! fakty są jasne pragnienia proste sukcesy nieprzewidziane „Daj spokój! Marcela na pewno nie będzie chciała isć” Zielone. Jezu one chyba mają z trzynaście lat a ubierają się już w płaszcze. Ja chodziłem wtedy w szerokich porach. Do tej pory gdzieś po szafach w domu kręcą się moje brunatne Fubu. Chłopcy dziś albo są parodiami skate’ów nosząc rzeczy stworzone teoretycznie dla dzieciaków z ulicy. „Idziesz jutro do kina? Może, a na co?” Jak te spodnie Prosto kosztujące 200 złotych. Kurwa, jakie normalne dziecko… jakiego zwykłego rodzica stać na spodnie za 200 złotych. Albo druga strona… 15-letnia Bohema strojąca się niczym dzieciaki z Paryża. Kiedyś… kiedyś kapelusz i płaszcz zarezerwowane były dla mężczyzn. Teraz przejęły tą opuszczoną przez brzuchatych kolesi w swetrach w paski działkę dzieciaki częściej zaglądające do gazetki H&M niż książki do Historii. Sam mam płaszcz… może dlatego tak to mnie denerwuję… dlatego tak bawi…może ja też za często czytam Logo… za często znam się na modzie…

63


WWA miasto szyku ale i stylowych bubli Buty Ferrari i różowe polówki

Na mieście mnóstwo pedałów chociaż żaden nie jest gejem Zajarali się Beckham'em i latają z irokezem Niejeden nawinął już o kwestiach mody Pseudo hipisi,2packi, kopie Dody Spodnie z krowy, bandany, różowa skóra Mam styl z bloków lecz nie wyglądam jak burak Po tym, co noszę dobrze widać skąd jestem Zbyt brzydki i bez lansu, by chodzić po Chmielnej Z boku mody o której piszą różne Glamoury Fryzury zero z boku trzy milimetry u góry7 Powietrze pachnie dymem. Uwielbiam to w październiku. Czuć zbliżającą się zimę. Zapach nadchodzącej pustki pomieszany z wszechogarniającym dymem. Dymem palonych na działkach trupów roślin. Zgłodniałem. Nie robiłem sobie obiadu wiedząc, że spotkam się dziś z Martą. No cóż mięsa nie będzie. Gulasz meksykański z soją i ryżem nie jest zły. Po setnej konsumpcji lekko już mi brzydł, ale nie stać mnie dzisiaj na większe fanaberię. Urok studenckiego życia. „ spoko nawet było. Posiedzieliśmy w Impulu do…” „ Wziąłeś siatkę?” Jak będę wracał to skoczę do Biedronki. Pasztet

Ser Mleko

Tak z dwa jabłka kupię No i te batony … 7

Eldo, Szyk

64


Choco Hmmm fajny ma tyłek. Patrzy na mnie. Utrzymaj kontakt wzrokowy, utrzymaj. Czarne duże oczy. Niezła… Impulsiara…no ale co popatrzeć na siebie można. Może wpadnę do biblioteki? Wypożyczyłbym coś. Świetlicki? Może będzie coś tej Herthy Muller… dostała Nobla w końcu… warto się zaznajomić. Ty cholerny snobie ! Hehe! Intelektualista z Bożej łaski… może coś więcej z Amosa Oza? No nic zobaczymy. Najpierw muszę jednak trzeci raz wyrobić u nich kartę… kolejne pięć złotych w plecy.

11

65


Lato tego roku było bardzo gorące. Tak gorące, że gołębie niezbyt chętnie zlatywały na bruk starówki, mimo że okruchów było tam tyle, co zazwyczaj a może nawet więcej. Bruk parzył niczym w utworze Sweet Nosie. Nie widzieli się już dawno. Kiedyś spotykali się codziennie. Teraz zostały im komunikatory internetowe i krótkie chwilę bądź to na uczelni, bądź w restauracjach. On czuł od rana pewną dawkę niepokoju i niepewności, którą aby zrównoważyć proporcję poszerzył o dawkę alkoholu. Wszystko przez ten poranek. Dlaczego? Bowiem podczas porannego czesania wyczesał z włosów dwie wszy. Mimo że zawsze lubił zwierzęta ten akurat fakt bliskości z nimi go nieco zasmucił. Jako człowiek wierzący wiedział, bowiem że według nowowyznawanej przez niego religii starożytnych Indian UIOa wszy oznaczały nieszczęście( oraz nieurodzaj kabaczków, ale to go nie przejęło- nie lubił kabaczków, więc mogły dla niego szczeznać i pochłonąć swych plantatorów w ogniu piekielnym). Nie martwiły go kwestie estetyczne ani te natury epidemiologicznej. Rozpoznał od razu. To były koniaki. Powziął, więc postanowienie, że nigdy więcej nie poderwie dziewczyny w KFC. Dziewczyny z KFC są jak literówki. Niby nie jest ostatecznym kurestwem napisać chce zamiast chcę, ale skoro można napisać chcę to, po co brudzić sobie ręce czymś niedoskonałym, czymś co może przynieść do twojego umysłu wszy i niepewność. Jedno, o czym był przekonany po pięciu latach studiów, to to, że stał się wtórnym analfabetą. Zarówno w kwestii języka jak i w kwestii kobiet. W trakcie porannego przeglądu prasy, po przewertowaniu wszystkich stron o sporcie, trafił na wywiad z pisarzem, którego nazwisko nic a nic mu nie mówiło. Spojrzał w notkę biograficzną i po znalezieniu „ nominowany do Nike” postanowił skupić się na ten kwadrans i przeczytać te kilka stron tekstu. W końcu pisarz

66


musiał być kimś ważnym, kimś dobrym, skoro nominowano go do tak prestiżowej nagrody. Nie znał go, to źle, ale wielu ludzi nie znał. Wśród tej grupy była też pokaźna liczba pisarzy, co uwierało go zważywszy na jego literackie upodobania. Wywiad był nawet ciekawy. Rozpoczęło się od miłości. Dziesięć rund w związku. - Zwykle poddawałem się przed pierwszym gongiem- pomyślał Gdzieś w połowie rozmowy zatrzymał się na dłużej przy jednym pytaniu: A kiedy kobieta staję się obciążeniem? A skąd ja mam takie rzeczy wiedzieć? Przychodzi mi myśl w stylu

największego z żyjących fałszerzy myśli, to jest Paulo Coelho. Ta

podróbka myśli brzmi: jeden człowiek staję się obciążeniem dla drugiego człowieka, kiedy jest obciążeniem dla samego siebie.8 … największego z żyjących fałszerzy myśli… Trafne- pomyślał. Mimo, że nigdy nie przeczytał nawet zdania żadnej książki Paulo Coelho od wielu lat uznawał siebie za jego antagonistę. W imię wyższej literatury. Wiedział, że nie można stać po środku. W tę albo we wtę- jak to mówią nieporadnie jego rodacy. Jemu zdawało się, że wybrał drogę lepszą, drogę Borgesa. Lubił go. Mówił o tym głośno. - Borges to mój ulubiony pisarz.- chełpił się mając świadomość swojej ignorancji. Dlaczego ignorancji? Nigdy nie przyznał się do jednej rzeczy: że przeczytał tylko jeden jego tomik wierszy, który dodatkowo był tylko kompilacją dokonaną przez polskiego tłumacza. Nic więcej. Wiedział, że i tak przeczytał więcej niż 90 procent społeczeństwa. Ten fakt ułatwiał mu prowadzenie rozmowy. Prowadzenie rozmowy, w którą mógł wpleść kłamstwa, wyssane z palca informacje oraz swoje hipotezy. Dzięki temu robił wrażenie. 8

Rozmowa z Ignacym Karpowiczem p.t. Błąd jest piękny i wzruszający ukazała się w Gazecie Wyborczej z 23 października 2009 roku na stronach 22- 24, autora wywiadu nie odnalazłem

67


Wrażenie osoby inteligentnej. Jedyną osobą, która potrafiła się temu wrażeniu oprzeć był on sam. Po śniadaniu wymyślił wiersz: lasy płoną brązową jesienią wszystko zmierza do śmierci tylko jelenie na rykowisku bez lęku patrzą na zbliżającą się Białą Damę dokąd idziesz ludzkości?- myślą- dokąd idziesz? - Piękne.- Pomyślał z satysfakcją- Piękne. Z tym to było nawet śmiesznie. Pisanie wierszy. Fenomen. Miał wrażenie… miał wrażenie, że wszyscy kiedyś napisali choć jeden wiersz. Te wszystkie pierwsze wiersze wyglądały tak samo: Jam smutku bastion Pośród zagubionych ludzi Klasyk. Kolejnym fenomenem jest to, że w kraju dwóch milionów poetów, jak to chyba Miłosz określił, nikt- nawet ci czołowi piszący, praktycznie nie czyta tomików innych. Może to trochę polskie. No, bo przecież, po co czytać? Nie mamy czasu na czytanie. W ciągłym biegu. Śniadanie- Praca- Obiad- Zakupy- Seriale- Seriale- Seriale- Seriale-Jakiś ściągnięty z netu film- Sen Ani sekundy wytchnienia. W ciągłym pędzie, uniemożliwiającym zaspokojenie nieodzownych potrzeb intelektualnych.

68


Miał jeszcze trochę czasu. Wiedział, że musi trochę posiedzieć nad pracą. Nie miał wyboru. We wtorek musiał przynieść ostateczną wersję pracy. Czwarty raz. Ten miał być ostatnim. Tak jak poprzednie trzy.

Ukształtowanie

gatunkowe

opisów

podróży

jest

niejednolite.

Można to stwierdzić na przykładzie przywoływanych wcze śniej dwóch autorów: Mikołaj Radziwiłł opis swojej podró ży do Ziemi Świętej ubrał najpierw w formę pamiętnika, która następnie została zmieniona na formę listową; Sebastian Fabian Klonowic za to swoją wyprawę do Gdańska spisał w formie poematu opisowego. 9

Istniała jednak grupa utworów, które nie były zwi ązane z żadnym z wcześniej wymienionych gatunków. Podobnie jak w przypadku wcze śniej omawianych w pracy utworów bardzo ważną rolę odgrywały w nich realistyczne opisy wydarze ń lub zwyczajów.

Tak jak w pamiętnikach oraz poematach opisowych przeważają w nich elementy epickie, dzieła o których będziemy mówić w tym rozdziale klasyfikowane przez badaczy jako itineraria

lub bardziej ogólnie jako

hodoeporicony10. Gatunek ten ze wzgl ędu na charakter bardziej przewodnika ni ż dzieła artystycznego jest niejednokrotnie umiejscawiany na granicy literatury a nieliteratury.

Nie były to jednak w odró żnieniu od utworów Klonowica

i Ró ździeńskiego

poematy, lecz z reguły mniej popularne formy poetyckie zawieraj ące rozbudowane elementy epiki. W tym rozdziale skupimy si ę na dwóch utworach zasadniczo różnych od siebie formą, budową oraz ich znaczeniem w kulturze staropolskiej. S ą to: Jezda do Moskwy…

9

Jana Kochanowskiego oraz Przewa żna legacyja Krzysztofa

Hanna Dziechcińska, O staropolskich dziennikach podróży, Warszawa 1991, s. 7-11 Teresa Michałowska, Staropolska teoria genealogiczna, Wrocław 1974, s.175[hodoepiricon]

10

69


Zbaraskiego od Zygmunta III do sułtana Mustafy

Samuela Twardowskiego.

W obu utworach autor skupi się na ich „reportażowości”.

Pod koniec swojego życia Jan Kochanowski stworzył kilkusetwersowe itinerarium p.t.: Jezda do Moskwy…. Było ono po święcone wyprawie na Moskwę, którą w 1581 roku zorganizował król Stefan Batory. szczególną rolę odegrał kilkusetosobowy oddział wielkiego litewskiego Krzysztofa Radziwiłła.

W trakcie tej eskapady pod dowództwem hetmana

On wła śnie był bohaterem utworu

i jemu to dzieło poeta z Czarnolasu dedykował.

Sam utwór nastręczył wiele problemów badaczom. Ogólnie nie spotkał on si ę z ciepłym odbiorem historyków literatury.

Jezda… jest uznawana za jedno

z najsłabszych dzieł Kochanowskiego. Zresztą sam autor dokonał wielu korekt w pierwszej wersji swojego dzieła i napisał drug ą wersję Jezdy…, która ukazała się już po śmierci Kochanowskiego tj. w roku 1611 jako Wtargni ęcie do Moskwy Krzysztofa Radziwiłła.11 Obu wersjom zarzucano wiele uchybień technicznych m.

in.

korzystanie

z

elementów

wcze śniejszych

dzieł

autora,

niedokładne rymy, niejednolitość gatunkową i raczej panegiryczny styl utworu. Ten ostatni zarzut jest po części zrozumiały. W końcu Radziwiłł był zaprzyja źniony z Kochanowskim. Udało się jednak wpleść w utwór elementy realizmu. Kochanowski dość starannie jak na kilkusetwersowy utwór opisał szczegóły wyprawy Radziwiłła. Gatunkowo Jezda…

jest klasyfikowana jako itinerarium 12, na co wpływ mają

wspomniane przed chwilą opisy, w szczególności opis drogi jaką przebyły oddziały polskie udając się na Moskwę. Jednak jak już wspomniano w pierwszym rozdziale niektórzy badacze wyłamują się z takiej klasyfikacji dzieła np. Jerzy Ziomek traktuje utwór Kochanowskiego jako epinikion, czyli od ę pochwalną zwracając uwagę na styl pierwszej części dzieła i ogólny panegiryczny charakter utworu.13

11

Alojzy Sajkowski, Literackie związki Jana Kochanowskiego z Radziwiłłami w: 450 Rocznica urodzin Jana Kochanowskiego, pod red Władysława Magnuszewskiego, Zielona Góra 1985, s.36-37 12 Tamże . s. 35 13 Jerzy Ziomek, Literatur renesansu, Warszawa 1973, s. 263

70


Umówili się pod Wysoką Bramą. To taka olsztyńska Wieża Eifla. Każdy wie gdzie to jest i jak tam trafić. Przybył kilka minut przed czasem. Wiedział, że ona się spóźni. Zawsze się spóźnia. Już taka jej przypadłość. Kiedyś mieszkała pięć minut od starówki a mimo to potrafiła spóźnić się na spotkanie pół godziny. On mimo to zawsze starał się być przed czasem. Żeby tylko nie musiał nikt na niego czekać. - W życiu potrafię być niesłowny, niestaranny.- myślał- To przynajmniej w kwestii przychodzenia na czas nie chcę aby ktoś miał o mnie jakieś pretensje. Usiadł na metalowej ławce przed Wieżą. - Gdyby to była piłkarska strategia to, na jakiej pozycji bym ją umieścił?- Ni stąd ni zowąd to pytanie eksplodowało w jego głowie. Bramkarz ? Prawy Obrońca ?

Stoper

Stoper

? Pomocnik

?

Defensywny Pomocnik

? Skrzydłowy ?

Lewy Obrońca

? Środkowy Napastnik ?

? Pomocnik ? Skrzydłowy ?

Bramkarz: Matka. Nie raz ratowała mnie w podbramkowych sytuacjach, Naprawiała moje życiowe kiksy. Poza tym ma umiejętności przywódcze. Zresztą, co matka to matka.

71


Obrona: Prawy Obrońca: Robak. Solidny. Spokojny, ale potrafi czasem też przyatakować. Poza tym szybko biega podobno( tak wynika z relacji grupki pasłęckich dresiarzy). Bardziej jednak pożyteczny w obronie niż w ataku. Stoper: Ania. Ktoś ten zespół musi trzymać w kupie. Poza tym, kto jak kto ,ale Ania idealne nadaję się na mózg drużyny. Stoper: Paweł Krutul. Widziałem go raz w akcji. Syn Puyola i Maldiniego. Lewy Obrońca: Ala. Potrafi walczyć jak lwica. Jest nieustępliwa. Do końca walczy w obronie. Niezbyt pożyteczna w ataku, ale w obronie gra bardzo agresywnie. Pomoc: Pomocnik: Roki. Potrafi trzymać wysokie tempo gry. Potrafi być agresywny w obronie, ale też ma sporo fantazji w ataku. Jego minusem jest słaba kondycja biegowa. Dobrze jednak tańczy z piłką. Defensywny Pomocnik: Kruszyna. Nie będę się tłumaczył z tego wyboru. Kto go zna wie dlaczego. Pomocnik: Emil. Szybki w ataku. Uparty jak osioł i zadziorny w obronie. Największy krzykacz na boisku. Ma dobrą kondycję Dużo trzeba, aby coś go ścięło z nóg. Atak: Skrzydłowy: Marta. Gra z olbrzymią wyobraźnią. Jej akcje są pełne rozmachu, choć czasem kończą się klęską. Słabe ogniwo w obronie. Zadziorna, ale jej odporność na ciosy jest słaba. Środkowy napastnik: Ja. Bo tak. Skrzydłowy: Aśka. Zadziorna. Uparta. Mogła by grać na każdej pozycji. Poza tym ma sporą wydolność.

72


H E J !

Ona Hej! On Hej!( z uśmiechem) Spóźniłaś się. Ona

73


Wiem. Wiesz jak to jest… punktualna jak Chyła, w końcu co nie? Oboje się śmieją Gdzie idziemy? On Greenway? Ona No tanio jest… ale chyba mam pieniądze… i chyba chce mi się mięsa. On No to co? Bohema? Naleśniki z kurczakiem i szpinakiem? Ona No. Niby już mi się znudziły, ale w sumie czemu nie… Idą Ona To co tam? Znowu jakaś wielka miłość? On Nie, a ty? Oboje się śmieją. Ona Ja mam Maćka… ON To nie rak można z nim walczyć Ona Powiem Maćkowi! HeHe! On Spoko. On mnie lubi… nie widzi we mnie zagrożenia ( śmiech) Ona Bo jesteś dobry i miły On Tak, tak, tak…teraz tak mówisz… na nic to jednak. Pamiętaj Marta… Razem Miałaś swój czas i on minął! Śmiech

74


Dochodzą do budynku w którym mieści się Bohema. Wchodzą do środka a następnie schodzą w dół do Bohemy. Zajmują miejsce przy stoliku znajdującym się za barem, niedaleko toalety. Mija godzina. Podchodzi kelnerka i zbiera zamówienie. Mija godzina. Kelner przynosi dwa naleśniki z kurczakiem i szpinakiem oblane sosem (miał być beszamel- jest curry) On Coraz mniejsze te naleśniki! Ona Złodzieje! Kapitalisty! Jedzą i rozmawiają Ona A jak z nią? On Cisza. Ona Współczuje ci… On Wiesz. W sumie jakoś tego nie przeżywam… Ona Kurcze… jak to jest…? On Co?

Ona Że tobie tak wcześnie przechodzi… że tak ona mówi nie i ty, ty odpuszczasz i jest ok. On Wiesz, że to nie tak. To trwa dłużej. Sporo myślę wtedy…

75


Ona Coś o tym wiem. On Myślę, że ja buduję takie budowle. Kerouac o tym pisał… Ona Kerouac. Skąd ja to znam? Śmiech. Widzę, że czytasz tych samych pisarzy co on. On( uśmiecha się) Ale jestem inny. Poza tym obaj lubimy beatników… wiesz chodzi o to, że ja buduję takie budowle ze słów. Niby są one ryzykowne, ale to pójście na łatwiznę. Wiesz ja powiem kobiecie: Kocham cię. Mocne słowo. I ja w nie wierze w momencie, kiedy to mówię. A tak naprawdę ja tego nie czuję. Mimo ze wierze, że jest inaczej. … To taka budowla, kurcze całkiem dobra ta kawa, spróbuj… Ona Nie dzięki… to, po co to mówisz? On Bo one chcą to usłyszeć. Nie mówią o tym otwarcie, ale coś we mnie to czuję , zresztą jak mówiłem: w tym momencie ja w to wierze. I to mówię. A później… później okazuję się, że to tylko budowla. Konstrukcja słów. Ciężko się z tego wycofać. Ona Kurwa. Ciężkie to. On No ciężkie. Ale wiesz dopiero po czasie okazuję się czy to budowla czy uczucie. I to jest najgorsze. Wątpliwości, wątpliwości kurwa. Ona Ale jakoś sobie radzisz On (śmiech) Wiesz… skille i doświadczenie. Ona(śmieje się) No. A wracając… jak tam .On się ma? On. Dobrze. A dlaczego pytasz?

76


Ona Wiesz, czasem o nim myślę. On On też o tobie myśli. Czasem o tym rozmawiamy… Ona Tak? On Wiesz, myślę że mimo wszystko wyszło to wam na dobre. W końcu oboje jesteście szczęśliwi. Ona No. Wszyscy są szczęśliwi. On A jak tam studia? Ona Dobrze. Mam dużo zajęć. Piszę scenariusz. Mam dobrych wykładowców. Gliński ma też z nami zajęcia. On A później co? Semafor? Ona (śmieje się) Co ty?! Słabo płacą… mogę robić animacje do reklam… na przykład środków na trawienie. On (śmieje się) Srakostop Ona Tak, tak. Dobrze płacą. On I chcesz tak chałturzyć? Ona Nie chcę… ale jak można zarobić. On A jak się czujesz… no wiesz…? Ona

77


Lepiej… już lepiej. Wiesz, tęsknie za wami… za Maćkiem. Robię tysiąc takich małych, zbędnych rzeczy, żeby nie myśleć. Chodzę na zakupy… On ( śmieje się) Konsumpcyjna Świnia! Ona No… galerianka. Hehe. Wiesz, nawet Gombro chodził na zakupy. On W listach tego nie wyczytałem. Hehe. No ale wierzę na słowo jednej z największych gombrowiczolożek w Polsce. Ona (śmieję się) Na świecie On W ogóle to nie zdążyłem ci jeszcze powiedzieć, że ładnie wyglądasz. Ona( śmieje się) Jak rozumiem chodzi ci o to, że dziś nie wyglądam jak skrzyżowanie upośledzonego włóczykija z Czarodziejką z Księżyca? On( śmieje się) Wyjęłaś mi to z ust. Ona Jak zwykle gentleman. Haha On( śmieje się) Znasz mnie. Kultura na przedzie… wiesz wkręciłem sobie ostatnio znowu Bang Gang. Ona Widziałam na laście że tego słuchasz. Pomyślałam nawet że coś może być nie tak. On Jak coś jest nie tak to słucham Ani Dąbrowskiej Ona Daj spokój… Znowu przyszło lato On Zabija mnie ta piosenka. Ona

78


Pamiętam jak wrzuciłeś ją na bloga On Nie ma do czego wracać. To był trudny czerwiec. W tle słychać utwór Ciszy i spokoju p. t: Uzależniony

Moje życie to potok pełen wersów kaskad Którego źródło biję w samym sercu miasta Wydłuża dzień. Skraca sen mówiąc:14 Lubię to. Ona Nie znam… On To duże Pe z … chyba z dj’em Spoxem Ona( śmieje się) Wikipedia rapu… On Wiesz i’m still in the Game… Ona ( jednocześnie z humorem i agresją) Chcesz ze mnie kpić? Nie powiedziałeś nic Daj pic 15 On Wiesz co się liczy? Szacunek ludzi ulicy!16 Ona O niej nie myśl jak o suce Pomyśl jak o siostrze!17 Oboje się śmieją. 14

Cisza i spokój, Uzależniony 52 Dębiec, Konfrontacje 16 Peja, Szacunek ludzi ulicy 17 Peja, Życie kurewskie 15

79


Ona Wczoraj oglądaliśmy tego nowego „Star Treka”. Maćkowi się podobał. Wiesz do kina bym na to nie poszła, ale ogólnie może być, fajne efekty były, no i ten… Spock. Spock był fajny. On Zahary Quinto Ona Chyba w Herosach grał czy w czymś takim. Tak. Sylaba. Ludzie podobno na ulicy wyzywali go… mylili rzeczywistość z filmem. Ona Film z rzeczywistością… On Yhm. Poloniści. Hehe Ona Magistry. Piszę właśnie scenariusz. Muszę zdążyć przed Camerimage, bo wtedy będzie przerwa na figówce i bez zaakceptowanego scenariusza praca nad animacją stanie w miejscu. On Krótkometrażówka? Ona Tak. Na zaliczenie. On A o czym to?

Ona Nic specjalnego. Wiesz wykorzystanie przedmiotów w animacji. Można by nawet powiedzieć , że to opowieść o suszarce mającej depresję.(śmiech) On Nieźle, nieźle. Pewnie będzie Oscar.( śmiech) Ona Napakuje to groteską i patosem i akademia uklęknie przed moim dziełem!

80


On Zrobią ci wspólny akademicki blowjob! Śmiech Ona Widziałeś nowego House’a? On Jeszcze nie. Nie mam jak ściągnąć. Ona Wy jesteście jak House i Wilson. On Może coś w tym jest… tylko On mi jeszcze nie wsypał dla zabawy amfetaminy do kawy Ona Jeszcze nie… On… Dla niego jesteś ważny. On Wiem. Wiesz jak mnie kiedyś nazwał? Ona Wiem. Swoim kręgosłupem moralnym. On Kurwa może miał rację. Może ty też ją masz. Może czasem jestem Wilsonem. Ona Czasem jesteś nim, czasem Housem. To normalne. On Myślę że większość z nas czasem jest Wilsonem. A Mouse? Housem jesteśmy gdzieś w głębi…zawsze.

81


12

82


83


84


85


86


87


88


J E S T E M

J E S T E M

89


S A M

J E S T E M

90


S A M O T N Y

91


Jestem. Jestem sam. Jestem samotny. Siedzę na schodach przed domem. Nie wiem ile mam lat. Po prostu siedzę, czytam książkę i piję kawę. Podobno świat się skończył… Jeśli to prawda… Jeśli to prawda to muszę być w czyśćcu. Lacrimosa.

92


93


94


P O D O B N O Ś W I A T S I Ę S K O Ń C Z Y Ł

95


J E Ś L I T O P R A W D A . . .

J E Ś L I T O

96


P R A W D A T O M U S Z Ę B Y Ć W C Z Y Ś Ć C U

97


13

-Jezu!- Przeciągam się. Wszystkie mięśnie nagle uświadamiają jak bardzo kochają stretching- Długo spałem? Roki czyta książkę.

98


- Ja wiem?- Nawet nie odrywa od niej wzroku. To chyba Pilch, którego mu pożyczyłem- Jakieś półtorej godziny. - Zmęczyły mnie te wojaże. Nie ma w tym ani krzty przekłamania. Jak Afu- Ra po mieście płynę. Jak Afu- Ra po mieście płynę. Jak Afu- Ra po mieście płynę. To chyba Fokus albo Trzeci Wymiar. To nieistotne. Mogę dziś zrobić wszystko i nic. To nieistotne. Czuję w środku jakąś dziwną pustkę. Nic. Jeśli to byłaby linia życia, to urządzenie do zabawy, huśtawka (?), jeśli byłoby to To, powtórzenie to jest niepoprawne, to po drugiej stronie… po drugiej stronie siedziałbym Ja- trzynastoletni wyglądający przez okno na korytarzu, malutkie stare okno, wypatrujący powracającego ojca, w nadziei że ten tym razem nie wróci pijany. Mogę zrobić dziś wszystko i nic. - Idziesz dziś na Bielską? – Wiem, że idzie. Mimo to wiem też, że to pytanie musi paść. Rytuał. Jeden z nas musi je zadać a drugi odpowiedzieć: tak. -Tak.- dopełnienie rytuału- Zjem coś, wykąpie się i idziemy. Może białasa zjem. Zdanie zbędne: Roki lubi białą kiełbasę. Ten żylasty skurczybyk byłby koszmarem każdego dietetyka. Jest jak połowa Edwarda Nortona z American History- X. No prawie nawet jest taki sam, tylko połowę mniejszy, bez przeszłości skinheadzkiej i bez brata. Chude cholerstwo które nie dość, że po zdjęciu koszulki okazuję się bardziej mięsiste niż kościste, to jeszcze jego dieta opiera się głównie na parówkach, gołąbkach i kurczakach. Cztery tysiące kalorii potrzebne mu by rytmicznie wprawiał publiczność w stan hardcore’owej ekstazy. Hell yeah! Wszystko po to żeby wszyscy wiedzieli jedno:

kiss rządzi!

99


We’re all for one and we’re all for the glory

We’re all for one and we’re all for the glory

When isn’t all said and done, they’re gonna know the story

‘Cause we’re all for one and we’re for the glory Glory now

18

-Wciągasz czy nie?- Roki wyrywa mnie z momentu zadumy jednocześnie przywołując do porządku. Śmiesznego i zarazem koszmarnego porządku oczywistych funkcji i czynności. Rozsypuję brązową linie, której tłem jest płyta Hardcore Superstar. Naprawdę dobra płyta. Stały rytuał. Szukam gdzieś jakiejś rurki. Nie mam lufek a na wciąganie przez pięćdziesięciozłotówki jestem za biedny. Karta biblioteczna służy za sprawiedliwego pana, którego jedynym celem jest danie każdemu po równo.

Co do grudki. Trzy sekundy. Zmęczenie chwilowo przechodzi. Trochę mi szumi w uszach. Kichnięcie.

18

Kiss, All for the glory,

100


Dziadek by się w grobie przewracał. Kaszubowi, nawet jeśli jest się nim w jakimś ułamku, nie wypada kichać po tabace. To oznaka słabości. Oznaka, że nie jest się mężczyzną. Męskość zwykle bywa moją słabą stroną. Gdzieś w zakamarkach mózgu. Zrodził się myśl o przeszłości. Czytam. Jak zawsze czytam. Ostatnio męczy mnie Lacrimosa. Lacrimosa, Cotzee i Urszula Kozioł. Na raz. To dziwne, ale jakże swoiste jakże rozedrgane. Jakże moje.

Pamiętam dobrze, miałem ju ż siedem lat Pamiętam dobrze, miałem już siedem lat A ojciec ciągle nosił mnie do snu, Śpiewał O mój rozmarynie rozwijaj się (…) Pamiętam coraz mniej, za kilka lat Zostaną pojedyncze obrazy, Urywki zdań, nieostry wyraz twarzy Zniknie ból albo zastąpi go nowy, Dlatego silniejszy (na przykład z powodu Utraty psa, pieniędzy, złamania ręki).19 Popłynęły łzy i brązowy śluz z nosa. Śluz jest jednym z niewielu minusów zażywania tabaki. Czerwony Red Bull.

19

Radosław Kobierski, Lacrimosa, Kraków 2008

101


Reszta nie ma praktycznie sensu. Mimo , że z reguły są dobre. Reguły są dobre. A podstawową regułą jest to, że reszta praktycznie nie ma sensu. Jest tylko czerwony Red Bull. Przypomina mi się fragment z „Pana Tadeusza”. Tuż po tym jak ksiądz Robak mówi o tym aby uprzątnąć dom przed przybyciem Napoleona na Litwę wyjmuję

tabakierkę.

W

środku

jest

duża

ilość

częstochowskiej

tabaki.

Po zaprezentowaniu tej pięknej tabakierki, zadaję zagwostke swoim słuchaczom. Zgadnijcie, kto zażywał tabakę z tej właśnie tabakierki? Odpowiedź jest taka: Henryk Dąbrowski. Jeśli zastanawiacie się kto to taki, dam wam małą podpowiedź: Marsz! Marsz Dąbrowski! Z ziemi włoskiej do Polski! Myślę, że to znacie. I myślę, że już wiecie. Wniosek: Tylko wybitne jednostki zażywają tabakę.  Nie ma już przeszłości. Pozostał tylko ten nieestetyczny śluz płynący powoli z dziurek mojego zasępionego nosa. Z kuchni nadszedł znajomy odgłos. Na co jak na co ale na to moje instynkty są wyczulone. Krótkie syknięcie a następnie jakiś taki cichy, niewyraźny odgłos. Odgłos ulgi i przyjemności. To oznacza jedno: Roki otworzył Specjala. Po sekundzie jednak sytuacja się powtarza. To również oznacza jedno: Roki otworzył dwa Specjale. A że przypuszczam, że nie zaczął on od dzisiaj praktykowania picia dwóch piw naraz, oznacza to, że za chwilę wejdzie do pokoju i powie: - Otworzyłem ci też piwo- Tak właśnie powinna brzmieć definicja dopełnienia.

102


- Dzięki- To krótkie słowo oznacza więcej niż może się niejednemu zdawać. Zważywszy na sytuacje była to najbardziej męska rzecz, jaką zrobiłem od dawna. Archetypiczne podziękowanie, stricte samcza rzecz. Samiec dziękuje samcowi za piwo. Za radość. To tak jakby dziewczynie oficjalnie dziękować za seks. Oczywiście zwyczaj ten wychodzi poza schemat typowo samczy, zdarzają się też samice które tak robią, jednakowoż jest to bardziej przejaw dobrego wychowania niż autentyczna wdzięczność. 1872 Ta data widnieje na butelce. Oznacza tradycje. A nic nie jest bardziej szanowane w świecie browarnictwa niż tradycja. Są browary starsze. To oczywiste. Ale tak naprawdę. Jakby się jednak głębiej przypatrzeć to daty mogą mylić. Przykładowo: na butelce Warki wypisana jest data 1612. Uruchamiamy logikę. Zdanie A: Browar w Warce powstał w roku 1612. Zdanie B: Jest to browar produkujący Warkę. Niby wszystko ok. Wszystko oprócz tego, że to nieprawda. Zdanie B jest oszustwem. Częściowym, ale oszustwem. Fakt: pierwszy browar w Warce powstał w roku 1612, ale ten, który jest producentem piwa Warka jest tak naprawdę młokosem. Może to jest właśnie powód, że nie lubię Warki? Dlaczego? Bo udając starego szlachciurę, chcę się panoszyć w browarnianym pałacu, a tak naprawdę jest ledwie nuworyszem.

Pieprzyć nuworyszów!

Muszę przyznać, ze jestem piwoszem. Jakby to była spowiedź to bym powiedział:

103


Proszę księdza lubię grzeszyć z piwem. Pewnie stary pijak dałby mi rozgrzeszenie. Swój swojego zrozumie. Patologia!- Jakby to powiedziała Ania. Popołudnie. Czyste popołudnie. Pieskie popołudnie. Męskie popołudnie. Tylko my, piwo i stary dobry Kiss. -Kurwa! Zajebista płyta. Jakby ją nagrali w latach 70-tych. – Z ust takiego fana Kiss jak Roki brzmi to lepiej niż najbardziej rzeczowa recenzja w najbardziej szanowanym czasopiśmie muzycznym- Po prostu stary dobry rock and roll. -No- Wiem, że nie muszę w tym momencie nic dodawać. Ciekawe czy ta płyta znalazłaby się na liniach życia bohaterów Hornby’ego? Tylko Jon Cusack to wie. Zresztą. To nieistotne. Hell yeah! Wiem, że to chwila, jakiś króciutki okres czasu, ale mimo to staram się ją łykać. Napawam się momentami. Zjadam uderzenia serca. - Kurczę zaskoczyli mnie tą nowa płytą- Roki przeciąga się chwilowo odkładając konsumpcję Specjala na bok. - No wiesz, w sumie pisali o tym w necie, że wchodzą do studia. -No. No i cisza była. -Była.- Przyznam, że zapomniałem o tym wszystkim. Gdzieś to uleciało, więc jakieś parę dni temu… wtedy bardziej spodziewałbym się powrotu Mahometa niż Gena Simmonsa i spółki. No, ale cóż, życie to parada zaskoczeń. Jeśli nie to na pewno Coelho tak by o nim napisał. A może nie? Może jestem da niego zbyt krytyczny? Może naprawdę jest one Lew Ashbym ( tak, tak tym od Californication) prozy? Zresztą. To nieistotne. Jest Rock and Roll i tak ma być. Dzisiaj będzie Rock jutro będzie Roll. Naturalny tok spraw. Żadnej filozofii.

104


Powoli zatapiam się w stary czerwony fotel. Zalewam kumulujące się we mnie od jakiegoś czasu poczucie głodu powoli to topniejącymi zapasami umieszczonymi w brązowo-czarnej butelce piwa. Rozmawiamy o muzyce. Jak zwykle. Powtarzalność tematów jest żenującofascynująca. Zresztą najłatwiej rozmawia się o miłości. O tym co rozpala i powoduję albo rozwój i szczęście albo przygnębienie. Roki kocha muzykę. Nie ma takiej kobiety, a może jest tylko jedna, no może dwie, które wzbudzały by w nim takie uczucia. Jest w tym wszystkim coś seksualnego. Można by spojrzeć na to szczeniacko. W końcu chłopak całkiem dobrze posługuję się pałką. Ba! Nawet dwiema! Potrafi nimi rytmicznie uderzać w bęben. Ten, kto nie słyszał jak wybija rytm dymu na wodzie, ten nie jest w stanie pojąć tego, o czym mówię, myślę, piszę. - Wolę walić w bęben niż szarpać druta.- Kiedyś taką maksymą zaszczycił świat pewien znany bębniarz. A może to nieprawda? Może coś mi się wymyśliło w zakamarkach pamięci? Zresztą. To nieistotne. Miałem zawsze mieszane uczucia w stosunku do perkusji. Dlaczego? Bo z jednej strony granie na niej jest zarazem i banalnie proste i koszmarnie trudne. Pyk! Pyk! Pyk! Raz! Dwa! Raz! Dwa! Łatwizna. Wystarczy tyko rytmicznie uderzać pałeczkami w to tworzywo, czasem skórę, które pokrywa bęben. Wystarczy tylko mieć poczucie rytmu. Wystarczy? To proste? Jak się gra prosty pop może i tak. Ale konia z rzędem temu, kto nie mając talentu zagra poprawnie osiemdziesiątkę.

105


Przecież to łatwe. Trzeba tylko w to tworzywo uderzyć osiemdziesiąt razy w ciągu minuty. Poniżej sekundy na uderzenie. 1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,…

33…kurwa nie jest

łatwo…41,42….fuck!...

56,

57…67.

Bach!

Bach!

Bach! Mija minuta. Siedemdziesiąt trzy uderzenia.

Rewelacja! Ale osiemdziesięciu nie ma! Jeszcze trochę brakuję do Perkusja Hero! Ułamka sekundy. Więcej czasu. Większego talentu. Lepszego rzemiosła Chwila. Rytmiczna chwila. Stawiam orzechy przeciwko pieniądzom, że tylko procentowi z was się uda. Ten procent ma talent.

- Wiesz to dobry czas jest. Nie ma co się oszukiwać takie zespoły , takie granie uciekły nieco z niebytu. Najlepszym przykładem jest AC/ DC. Przecież „Black Ice” sprzedał się w samych Stanach w ponad milionowym egzemplarzu.- Budzi się we mnie małomiasteczkowy recenzent muzyczny. Taki, co to wiecie wypowie się na każdy temat, choćby wiedzę miał zerową lub cząstkową. No cóż. Nikt nie jest bez wad.

106


Życie. - No to fakt. Mogliby jak Wasp odcinać kupony. - W sumie to dinozaury rocka. Może jeszcze chcą jakoś uciec od tego wszystkiego. Chcą grać. - Stary to jest ich najbardziej energetyczny album od jakichś 15 może 20 lat. Grają jak w latach 70-tych.- Mimo, że Roki był w tym czasie niewytworzonym jeszcze zapewne elementem rozdzielonych ciał jego rodziców, mówi jak ktoś, kto był na ich wszystkich koncertach w tym czasie. Na wszystkich próbach. Wierze mu. Wierzę bo tak naprawdę tylko on z nas wszystkich zna Kiss. Widzi w nich coś więcej niż bandę dziwnych rockmanów znanych z występowania w dziwnych makijażach. Ale dość tych peanów! Nie ma kultury , ale mimo wszystko jakby to powiedział Krawiel- jest kolorowo. Można się skarżyć. Zawsze można się skarżyć. Trzeba jednak stwierdzić, mimo wszystko. Trzeba stwierdzić, że żyjemy w czasie kulturowego paradoksu. Z jednej strony tak zwany mainstream jest coraz bliżej dna, z drugiej po raz pierwszy w historii żyjemy w czasach kultu aktorów, w czasach kultu artystów. Przeciętny Polak czyta poniżej jednej książki na rok, średnia katastrofalnie niska a pewnie i tak zawyżana przez studentów. Ale patrząc na awers można też powiedzieć , że przeciętny Polak na swym własnym przeciętnym komputerze ma średnio kilka tysięcy emeptrójek a w miesiącu ogląda co najmniej kilka filmów. 38 milionów ziomów- jak w piosence Abradaba. Prawo własności intelektualnej. Chyba każdy zna ten termin. Ten pieprzony termin, który istniej w moim przekonaniu tak naprawdę w totalnej opozycji do całej historii kultury. Jak świat światem przez wieki wszelaki plagiat, bądź też adaptacja były napędowymi kultury. Cała polska poezja ziemiańska okresu staropolskiego były to wariacje na temat „Georgik” i „Bukolik” Wergiliusza , „Epodu belli „ Horacego, bądź też „ Przemian” Owidiusza. Ba, nawet można powiedzieć, że wzorowanie się lub nawet bezpośrednie spisywanie z jakiegoś bardziej znanego wzorca było bardzo pożądane i określało wysoką wiedzę autora.

107


A teraz? Pan z molocha płytowego stara mi się udowodnić, że słuchając ściągniętej z neta płyty Jaya-Z zawłaszczam jego muzykę( o argumencie, że go okradam nie wspomnę). To tak jakbym zmieniał sobie Tagi w Winampie i przypisywał każdemu utworowi swoje autorstwo. A przecież nawet jakbym szedł torem ich rozumowania i zamiast Jay-Z- Big Pimpin w moim odtwarzaczu byłby napis Ja- Big Pimpin to ten utwór cały czas byłby utworem Jaya-Z. Jay-Z, cały świat i ja byśmy o tym wiedzieli. Poza tym słaby ze mnie Pimp. Powiedział bym szwedzkim sędziom skazującym na kary więzienia założycieli the Pirate bay: -Macie panowie rację! Jebać złodzieji! Gdyby nie świadomość, że to ci złodzieje dają mi szansę rozwoju kulturowego; ci właśnie złodzieje dają mi możliwość wzbogacania mentalnej karmy. Dlaczego? Bo tylko dzięki cholernym torrentom abo serwerom mam możliwość posłuchania Dead Man Bones(Ryan Gosling jest uroczy) TV on the radio albo zobaczyć nowy film Flinta Eastwooda tudzież „Moon” Jonesa. Tylko oni w przeciwieństwie do lokalnych decydentów kulturowych pokroju pana z wytwórni bądź firmy dystrybuującej filmy nie mają mnie w dupie, tylko dlatego że mieszkam w prowincjonalnym ,mimo swojej wielkości, polskim mieście.

Dlatego też w moim gardle nie stoi bezczynnie zdanie:

108


Chwała złodziejom! Chwała serwerom!

109


Jakby to określił Paulo Coelho: Świat to pole wypełnione minami absurdów i idiotyzmów. - Dobre albumy ostatnio wychodzą.- Rozmowy o muzyce czas kontynuować.Motley Crue, Guns byli nawet nieźli, Black River… - Ac/ DC- Muszę wtrącić swoje trzy grosze. -No… Ac/Dc , jeszcze Lipali. - Lipali jest świetne. Poszli trochę w końcu w Illusion. - Wiesz… gdzie masz Illusion?- Roki zaczyna ironiczną zagadkę z zaskakującym zakończeniem. Poprzez powtarzalność dla mnie nie jest ono już zaskakujące, ale dla innych jest czymś nowym. - Ja mam Illusion w Trójmieście- Konwencja wymaga niezmienności odpowiedzi. - No właśnie!- Czas na grande finale- Ty masz Illusion w Trójmieście. A ja? Ja mam Illusion w sercu! Słyszę to po raz dwudziesty a mimo wszystko bawię się przy tej grze słownej jakbym uczestniczył w niej pierwszy raz. Gra słowna. Ludzie zapomnieli już chyba jak takie zabawy i gierki, jak takie aforyzmowanie rozmowy wzbogaca nasz umysł. Jakby komuś chciało się poszukać

udokumentowanych

w

postaci

literackiej

gierek,

przy

których

gimnastykowały się nasze onegdajsze znakomite głowy to z całą pewnością warto zajrzeć do „Dworzanina Polskiego” Kacpra Górnickiego. Jest to wprawdzie tylko polska wersja dzieła powstałego wcześniej we Włoszech. Mogę się mylić , ale oryginał był chyba autorstwa Gianbatisty Mariniego. Zazwyczaj pamiętam. Zazwyczaj pamiętam dużo. Zapewne o wiele więcej niż przeciętny człowiek. Nic to, przyzwyczaiłem się już do tego, że mój mózg

z charakteru

bardziej jest śmietnikiem niż pokojem detektywa Monka. Nie! Marini to nie „Dworzanin…” Ktoś inny. Ca..ca.. jakoś tak. Zresztą To nieistotne. Przy

Po

110


Mi Na Mi Się Zbió r Słó w któ ry za stał mnie wczo

Podstawą śmierci jest to , że coś umiera.

raj wra ca ją Ce Go Ze Skle Pu

Czasem takie rzeczy uciekają. Takie oczywistości. Ten cholerny zaczarowany ołówek powinien być dostępny dla każdego.

111


14

112


Cristobal MacKenzie.20 Odpłynąłem. Myśli zawędrowały gdzieś tam nad wody w pobliżu Antarktydy, by po raz kolejny towarzyszyć rozmowom MacKenziech. Kobiety. Od samego początku identyfikowałem się z Gabrielem. Nietrudno wszakże znaleźć pewne podobieństwa. Obaj mamy twarz dziecka i obaj…hmmm

jakoś nasze

rdzenie wewnętrzne są …jakby to powiedzieć… niezbyt stalowe.

Krótkie rozmyślania o stosunkach damsko- męskich.

Tak naprawdę każdy z nas jest pewien, że jest ekspertem w tej dziedzinie. Bez wyjątku. Stąd też taka mnogość rad. Zrób tak i tak! Nie! Ja wiem co on/ona myśli- zrób tak i tak! Nie! Bo kobiety/mężczyźni potrzebują żebyś był/była bardziej taka/taki. Bla bla bla Każdy w pewnym sensie jest jak Sokrates. Tyle, że my nie wiemy , że nic nie wiemy.

20

Dla niezorientowanych : jest to jeden z bohaterów powieści Ariela Dorfmana: Niania i góra lodowa.

113


Z jednej strony to wszystko jest jak próba ponownego wynalezienia koła. Wszystko już było. Naprawdę- wszystko już było. Miliardy osób przeżywało szczęśliwe i nieszczęśliwe chwilę na miliard sposobów. To banał. To wszystko banał.

?? Słychać pukanie do drzwi

114


Robert Oho! Krzysztof Oho! Robert Oho! Krzysztof Oho! Robert Chyba ktoś puka. Krzysztof Chyba na pewno Robert Co robić? Krzysztof Otworzyć? Robert Zawsze wybierasz plebejskie rozwiązania. No cóż… W kierunku drzwi Proszę! Drzwi się otwierają. Wchodzi Magdalena Magdalena Dzień dobry panowie. Krzysztof i Robert Serwus panieńko! Magdalena Oj chłopcy! Chłopcy! Co tak siedzicie smętnie? Krzysztof Oj Magdaleno! A to to nie wiesz? Robert Życie, życie… Krzysztof

115


Jest nowelą… Robert …wczoraj biały, biały welon… Krzysztof …jutro białe, białe włosy… 21 Robert I tak dzień za dniem ten marny świat przemija Krzysztof I doszliśmy do wniosku. W kierunku Roberta Powiemy jej drogi kompanie? Robert kiwa potakująco głową Krzysztof i Robert( w tle brzmią fanfary) Lepiej zalać pałkę siedząc w fotelu Niż być smętną pałą w tym życia burdelu! Magdalena Smucą mnie wasze słowa panowie. Oj smucą. Defetyzm z was wypływa. Robert Droga koleżanko. Trzeba zdać sobie sprawę, że defetyzm jest wpisany w losy ludzkości i koniec końców nie jest taki zły. Dla przykładu… Magdalena O! Masz mój drogi dobry przykład na pożyteczność z defetyzmu? Robert W sumie nie, ale zawsze jak człowiek powie dla przykładu… to tak jakby był odrobinę bardziej elokwentny… no wiesz, że niby oczytany jest i rzuca przykładami. Krzysztof Dla przykładu… Robert O! to to to! Jedno zdanie i już nasz kolega Krzysztof wydaję się mądrzejszy. Magdalena 21

Jakby ktoś był tępy to cytat z piosenki przewodniej telenoweli „Klan”

116


Hmmm. Coś w tym jest. Tak patrzę na niego… i jakoś wydaję mi się bardziej inteligentny niż wczoraj. W kierunku Krzysztofa Wiesz jesteś trochę podobny z profilu do Aleksandra Macedońskiego Krzysztof To przez mój grecki nos Magdalena Grecki?! Nie jednak nadal jesteś głupkiem. Czar prysł. Krzysztof Życie Robert Jak widać nic nie jest nam dane raz na zawsze. Magdalena No ale my tu gadu-gadu , a ja może coś zaśpiewam! Krzysztof Ech, droga koleżanko. Śpiewanie jest oględnie mówiąc zajęciem nieco dziecięcym, nieco też plebejskim Magdalena Czar już prysł – ostatecznie. Kolego Krzysztofie.

117


Hulp[p[p---;’ \’’;’]\ Krzysztof Życie. Magdalena (smutno w kierunku Krzysztofa) Wiesz , jak nie chcesz to nie muszę śpiewać… Krzysztof ( łapie ją „przyjacielsko” za ramię) Zaśpiewaj… proszę… Magdalena( podnosi głowę) No ok. zaczynajmy (uśmiecha się) To będzie moja wersja wiersza bez tytułu Osipa Mendelsztama (na melodię pasującą do tego tekstu. Mężczyźni podrygują w tle, za oknem na parapecie siedzą dwa czerwone sarony)

Ja, uzbrojony we wzrok wąskich os, Co w oś, os ziemską wpiły się żądłami, Przeczuwam wszystko to, co da mi los, I wszystko znam - na próżno i na pamięć. Nie dla mnie mowa farb, nie dla mnie śpiew, Nie dla mnie wodzić smyczkiem czarnogłosym: Ja tylko w życie wpijam się i śmiem Zazdrościć chytrym i potężnym osom. O, gdyby mnie, gdyby i mnie choć raz Udało się, wbrew śmierci i senności,

118


Przez świergot lata i przez słońca blask Słyszeć zgrzyt osi ziemskiej, ziemskiej osi... Krzysztof (z pełnym przekonaniem) No to się ubawiliśmy… Robert Zadumiałem się jak dziki… Magdalena Co to są czerwone sarony? Robert To nieistotne. Tylko narrator wie. Narrator nie wie. Miało być efektownie. Robert Może teraz ja? (reszta kiwa potakująco głowami) no ok. Przypis powie co to. ( Na melodie jakiegoś utworu Kiss) Cicha noc. Stary zegar tyka, wpół do trzeciej. Głos świerszczy budzą się pod sufitem. Brama wejściowa zamknięta - śpiący ludzie, wąsy, nagość ale bez pożądania. Kilka moskitów wzbudziło swędzenie, wentylator obraca się wolno auto łomocze po czarnym asfalcie, parska byk, coś ma się wydarzyć Czas zasiadł mocno w czterech żółtych ścianach.

119


Nikogo tu nie ma, pustka wypełniona gwizdem pociągu i szczekaniem psów, echo w sąsiednim osiedlu. Puszkin na półce biblioteczki, nie czytane dzieła wszystkie Szekspira i Blake'a O Duchu Poezji, jakiż sens cię wzywać paplaniną w tej pustce zastawionej łóżkami pod jasnym owalem zwierciadła - doskonała noc dla śpiących by roztopić się w spokojnej czerni i pozostać tam na osiem godzin - Budzenie wyplamionych palców, gorzki smak w ustach i płuca ściśnięte głodem nikotyny, co począć z tym kciukiem, z tą ręką z tym okiem w pełnej głodnych szkieletów i obolałych koni ciągnących tramwaje gorączkowej Kalkucie w Wieczności - pot i przegniłe zęby Rilke mógł przynajmniej marzyć o kochankach, podniecenie starych piersi i drżący brzuch, czy to to ? I rozległa gwiezdna przestrzeń Gdy mózg się przemienia materia ze strachem dyszy na człowieka - Lecz teraz wielki kataklizm domów i planet przedziera się przez mury języka i topi mnie na zawsze pod ciężarem swego Gangesu. Jedyna ucieczka w śmierci Bangkoku i Nowego Jorku.

120


Skóra jest właśnie skórą, to wszystko czym mogłaby byc, choć krzyki bólu nerki obrzydzają jej siebie, migotliwy sen umiera by zakończyć jej niedolę nazbyt sławną - Zostaw innym nieśmiertelności niech cierpią jak głupcy, nie daj się zapędzić w kąt wszechświata gdzie wstrzykujesz sobie w ramię morfinę i jesz mięso.22

Magdalena To teraz została jedna osoba do śpiewu ( patrzą z Robertem na Krzysztofa) Krzysztof ( z udawaną niechęcią połączoną z nieśmiałością) No ok. Robert A co to będzie? Krzysztof Autorskie. Robert. Hmmm może być słabe, pewnie będzie, ale co tam… Krzysztof Mała dziewczynka niesie w ręku bukiet polnych kwiatów Ma włosy tak czarne że aż cygańskie Obcy rzadko zaglądają w te strony Nie potrafią znaleźć drogi do domu ciszy Sącze Lavazze siedząc na ganku Kot ociera mi się o nogę w oczekiwaniu na pieszczoty Musi być matka 22

Allen Ginsberg, Ostatnia noc w Kalkucie.

121


Gdzieś Zawsze musi Skoro są dziewczynki to muszą być matki Skoro są chabry to musi być miłość23 Robert Słabe Krzysztof Starałem się Magdalena I co teraz? Krzysztof Jak to co? Idziemy na Bielską.

Legenda o WarszaWskiej

23

Ja, Gość z chabrami w ręku

122


na początku była WarszaWska.

Nie!

123


Gdzieś tam dawniej na początku był Pasłęk. To wszystko jest jak odwrotność drzewa. Gałęzie całego olsztyńskiego świata zbiegły się w jeden wielki pień , którym była Bielska 42. Którym jest… Mitologie mają to do siebie, że na początku są narodziny Bogów. Później przypadają jakieś anegdotyczne historie mające w jasny sposób wyjaśnić prostemu ludowi pewne fakty i zjawiska. Panie! Skąd mamy prąd? Głupku! Przyniósł go nam Prometeusz! Panie, co się stanie jak kobieta wzbudzi zazdrość bogiń swoją urodą? Głupku! Troja zostanie zmieciona z powierzchni ziemi! Panie, co to Troja? Głupku zamknij się ,bo cię zabije! Tu nigdy nie było miejsca na morał. Za mało było boskości w nas. Nieboscy nigdy nie działają alegorycznie, kieruje bowiem nami nieświadomy anegdotyzm.

Narodziny Bogów Roki zawsze chciał mieć domek w lesie. To była jedna z dwóch rzeczy niezbędnych mu do spełnienia marzeń. Drugą była własna sala nagrań oraz ludzie, z którymi mógłby grać. Tego ostatniego w Węgorzewie nie było. Przerastało to możliwości

15-tysięcznego miasta. I tu pojawia się Olsztyn.

124


Na początku pomieszkiwał na lewo u znajomych poznając najbardziej legendarne dzielnice miasta nad Łyną. Jaroty i Zatorze. Zawsze owiane złą sławą. To tak jakby zestawić dresiarskiego mercedesa z wysłużoną syreną. Oba mogły być reprezentantami społeczności zamieszkujących swego czasu oba rejony. Zatorze

to

stara

bandyterka.

Tam

zawsze

było

gorzej-

kiedyś.

Teraz jest spokój. Kiedyś było gorzej. Nawet Kruszyna opowiada o swoich znajomych z dzieciństwa, a chłopak na Zatorzu nauczył się wszystkiego, tylko w czasie przeszłym. Jest to związane z jednym faktem- praktycznie wszyscy już nie żyli. Jaroty z kolei to twór typowo socjalistyczny. Olbrzymie połacie blokowisk wyjęte jakby bezpośrednio z jakiegoś koszmaru wielbiciela natury. Władze komunistyczne postanowiły w te hałdy betonu wpompować nową- słuszną- krew chłopo-robotników. I tak jak Antka odciągnęli od krówek i gnoju, tak Antek mając nowe mieszkanie i daleko do wsi, nie za bardzo potrafił się początkowo przystosować. Uczucie to zna każdy osobnik wyciągnięty w niedokońca naturalny sposób ze swojego środowiska. I tak znalazły się Antki, które uczciwie pracowały, ale też stworzył się samoistnie nowy model Antka: łączący kulturę obory z prawem silniejszego, w szczególności silniejszego w stadzie. Tak stworzyła się zła legenda Jarot. Roki znał się Filipem jeszcze z Węgorzowa. To była taka miłość od pierwszego wejrzenia tylko bez seksu i parta na alkoholu. Zaczęło się podobno od rozmowy na jakiejś imprezie. Ktoś słuchał muzyki takiej jak ktoś. Ktoś komuś miał nagrać płytę. Banał. Tak często rodzi się przyjaźń. Później świat przeniósł swój środek ciężkości do Olsztyna. Tam po raz kolejny spotkały się drogi naszych bohaterów. Przyszedł czas, że Roki uznał mieszkanie

na krzywy ryj w zatorzańskiej klitce u znajomej za rzecz zbyt

125


uciążliwą dla reszty ludzkości. I w tym momencie pojawia się Taamam amm Am Am a mamtaratart arar ta mtam. Oklaski! Panie i Panowie! Oto

Filip ! który to wyszedł z propozycją zamieszkania razem. I tak chłopaki zdecydowali się na wspólne mieszkanie, ale nie jak para, żeby ktoś tak broń Boże nie pomyślał! Oni mieszkali jak przyjaciele! Jak Filip z Rokim. I tak powoli nieśpiesznym krokiem zbliża się…

Warszawska Punktem zwrotnym był Luzak. A jak każdy wie… wszystko zaczęło się w Luzaku. Zbyszek mieszkał na Warszawskiej. Zbyszek praktycznie był Warszawską. Więc kiedy Zbyszek opustoszał Zbyszek pomyślał o nowych lokatorach. I tak od słowa do słowa dawniejsi koledzy z Luzaka stali się współlokatorami. Z ważniejszych postaci dramatu mieszkali tam: oczywiście Zbyszek, oczywiście Roki i Filip, co już mniej oczywiste Wojtas, najmniej oczywiste Szwarc i Emila i inni( równie istotni, ale w tym słowotoku lekko zapomniani). I żyło się im dobrze. I nie żyli po Bożemu. A tak naprawdę bywało różnie. Roki opisał to kiedyś tak: Na Warszawskiej to różnie było. Raz było tak:

126


Poszedłem sobie na spacer wokół Jeziora, tego no…Długiego. Dom zostawiłem pusty. Wracam… a tam z trzydzieści osób. Sami obcy. Wódki pełno. I tylko: Chodź Roki! Weź się napij! I tak było czasem, a czasem było inaczej. A czasem… nawet jeszcze inaczej. I tak im się mieszkało na Warszawskiej.

Legenda o bieLskiej Dawno dawno temu. Za siedmioma górami, siedmioma Biedronkami, siedmioma skrzyżowaniami i przed siedmioma olsztyński jeziorami… zbudowano dom. Zwykły szary dom. Nic w nim nie było niezwykłego.

127


Do czasu… Jak wiadomo dom to ludzie a nie mury. Trzeba więc stwierdzić, że po kilkudziesięciu latach funkcjonowania budynku na ulicy Bielskiej 42 powstał w końcu dom. Elementami składowymi domu była nieistotna zamieszkana piwnica, nieistotne zamieszkane piętro i istotny zamieszkany parter. Kto zamieszkał na parterze? To nie była tajemnica. Parter zamieszkało stowarzyszenie czarownic, czasem pełniących funkcję dobrych wróżek a czasem były to pełnowartościowe wiedźmy. Czarownice miały pochodzenie różnorakie i w tym danym miejscu, czyli na wstępie legend tego miejsca, ja jako autor i być może naoczny świadek wydarzeń ( kto wie ten wie i ma wiedzieć) nie mam zamiaru ani ochoty zdradzać mniej istotnych dla sprawy szczegółów. Wiele rzeczy było wcześniej. Jak każdy wie: „

na początku była WarszaWska.

128


Nie!

Gdzieś tam dawniej na początku był Pasłęk. To wszystko jest jak odwrotność drzewa. Gałęzie całego olsztyńskiego świata zbiegły się w jeden wielki pień , którym była Bielska 42. Jam jako świadek naoczny znam tylko szczątkowe elementy faktów , więc będę w swoich anegdotach opierał się na relacjach bezpośrednich i pośrednich świadków wydarzeń. Koniec z liczbą pojedynczą. Pierwsze elementy magicznego działania domu były widoczne już od momentu wprowadzenia się tam na wpół-magicznych istot znanych ogólnie jako dziewczyny z Bielskiej. W tym miejscu wypadałoby wspomnieć, o tym, co tak naprawdę było kwintesencją czarodziejskości. Kto raz wstąpił w progi tego domu , ten tak naprawdę już nigdy go nie opuścił. Nie, nie zabijano tam przygodnych wędrowców tak jak w „Czerwonej Oberży” z Bourvilem w roli głównej. Nie było tu krwi. Była myśl.

129


Gdziekolwiek by wiatry życia zawiały człowieka, zawsze był w jakimś stopniu w domu na Bielskiej. Zresztą był

to powód innego zjawiska.

W społeczeństwie zahipnotyzowanym sielskością migracja była wprawdzie z roku na rok coraz większa, ale o wiele niższa niż w innych narodach i grupach odszczepieńców. Zresztą skoro i tak nie można uciec, to po co uciekać… Czym zajmowano się w domu na Bielskiej? Gdyby spojrzeć przez jego okna do środka większość z nas stwierdziłaby, że jest to zwyczajna stancja zamieszkana przez studentów. Seanse filmowe mieszały się z godzinami bezczynności,

a długie momenty nauki przeplatały się z równie długimi

momentami hulanek, swawol i innych rozkoszy. To, co odróżniało tą stancje od innych to zawsze otwarte drzwi. Można było przyjść o trzeciej nad ranem i można było być praktycznie pewnym, że drzwi do domu będą otwarte. Dom był otwarty dla gości niemalże cały czas i witał ich z otwartymi ramionami. Niektórzy tą gościnność nadwerężali i zakłócali dość bezczelnie i regularnie tak zwany mir domowy, no ale o Souflayu później.

Dom

był

jakby

wyjęty

wprost

z

arkadyjskiej

staropolskiej poezji ziemiańskiej. Dom był jak z kart książek Stasiuka. Dom był.

Dom jest.

Legenda o piciu na Bielskiej Trzeb zacząć od zagadki:

130


-Co najbardziej lubi Ania?

Cisza -Specjala! To reguła. Pewien rodzaj rytuału.

Tradycje picia Specjala wynosiło się

głównie z domu. Był Specjal i było EB. To drugie było lżejsze, dlatego też zapewne dla większości z nas było to piwo inicjacyjne. Nie liczą się tu łyki piwa, którymi częstowali nas okazyjnie rodzice, kiedy przeszkadzaliśmy im w rozmowie ze znajomymi. Początkiem jest wypicie całego piwa. Albo robiło się to gdzieś w ustronnym miejscu wraz z przyjacielem bądź przyjaciółką, albo przy pełnej zgodzie rodziców oficjalnie siadało się z nimi w niedzielne popołudnie i sączyło własny przydział alkoholu w postaci jednego jasnego piwa. Dla niektórych pozwalanie dzieciom na picie piwa, nawet jeśli mowa o spożyciu maksymalnie jednego, zahacza o patologie. No, bo jak to:

-Pozwalasz dzieciom pić piwo?! -Tak. Bo piją w domu i powoli nie są już dziećmi. -Chyba ty… Wyrośliśmy w większości na Specjalu. EB zniknęło gdzieś niechybnie, wycofane przez potężną kompanie piwowarską, która to przejęła browar w Elblągu. Stało się takim piwnym Świętym Graalem. Nigdy nie było żadnego nakazu. Każdy pił, co chciał, gdyż tolerancja alkoholowa była wielka. Przewijały się więc przez Bielską kuchnie i najtańsze piwa

131


z Tesco i alkohol ze zdecydowanie wyższej półki( ten akurat rzadziej ze względu na studencki charakter mieszkańców i gości).

Ania jak już zagadka wyjaśniła na początku była zdeklarowaną Specjalowiczką. Wiola gustowała w innych piwach, lecz czarny nie był jej obcy. Ewa… hmmm Ewa czasem eksperymentowała, ale w granicach lokalnego rozsądku. Skądinąd swoje miejsce w Bielskiej lodówce miały też inne browary regionalne Pochodzące albo z nieistniejącego już Juranda albo z BK, czyli Browaru Kormoran. Ewentualnie pojawiała się wódka. Chociaż z czasem jej obecność na salonach czarownic się zmniejszała. Jednak jeśli jakiś miłośnik Bolsa daj Boże przyszedł z butelką Absolwenta w dłoni-nie był samotny. Czego jak czego ,ale odruchów Ludzkiej wrażliwości można było się po nas spodziewać. !

Jak

wszędzie

i

zawsze

istnieją

we

wszystkim

pewne

granice.

Granice, które można przekroczyć, trzeba jednak w tym wypadku liczyć się z konsekwencjami. Linia oddzielając zabawę od pijaństwa jest cienka, choć normalny człowiek ma z reguły spore problemy żeby ją przekroczyć. Co innego w przypadku półbóstw.

A takie postacie tutaj omawiamy. Demony picia i bogowie

132


beztroski czasem zatracają się w mgle czasu. I tak jeden dzień przeistacza się w tydzień. Spokojne śpiewanie przy ognisku w niszczenie szafek, i stołów w trakcie zapasów w kuchni. Natomiast siedzenie przy herbacie w sikanie pod siebie. Życie. Zdarza się. Jak mówi stare przysłowie: zły to ptak, co własne gniazdo kala. A, że w życiu nawet jak jest kolorowo to nie musi to być róż- zdarzało się czasami , że ktoś nasrał w bielskie gniazdo. Nie ma co wnikać szczegóły, gdyż po pierwsze legendy z reguły zbudowane są na ogólnikach, zarysie akcji, a po drugie nie powinno się do końca obarczać kogoś za jego zachowanie po pijaku… A zresztą… Co mi tam!

będę skarżył! Dziewczyny czasem opowiadały o takich sytuacjach, kiedy miały już dość. Kiedyś Ania jechała na koncert. Zbliżała się godzina jej wyjazdu a goście nie mieli żadnego zamiaru wychodzić, mowa oczywiście o tej grupie gości, która nie miała na Bielskiej nocować. Koncert się zbliżał, a chłopcy pili na całego. To nie było spotkanie dżentelmenów przy kawie. Nadszedł więc czas nauki. Nauki dobrego wychowania. A dobre wychowanie mówi, że jak nie chcesz sam sobie pójść z domu, w którym cię goszczą,

to gospodarz, vel. Gospodyni może cię wypierdolić.

I nikt tu nie mówi o seksie. I tak też się stało. Burzliwie i stanowczo. Bowiem wszystko ma swoje granice. To jednak nie koniec historii. O dalszych wydarzeniach gospodyni dowiedziała się później z relacji świadków.

133


Chłopcy, bowiem wrócili. Podobno chłopcy zawsze wracają. Ludzkie bumerangi. Wrócili i kontynuowali dysputy o kulturze przy herbatce z ziemniaków i pszenicy. Zimnej herbatce popijanej pomarańczowym sokiem. Dyskusja zakończyła się zapasami w kuchni, a że jak powszechnie wiadomo żadna kuchnia nie spełnia wymogów formalnych by być areną wrestlingu skończyło się na stratach. I historia z savoir-vivrem się powtórzyła. Mocniej i dosadniej. I wyszło, że zasada z powrotem chłopców nie w każdym przypadku jest zasadą.

Legenda o Ani ( jak komuś nie pasuje to może być Legenda o Yeti)

Nie da się napisać wszystkiego. Anegdota ma formę dowcipu:

134


Grupa ludzi idzie w jakimś kierunku na którymś tam Przystanku Woodstock. W tej grupie są też Ania z Aśką. W pewnym momencie Ania mówi, żeby się zatrzymać. Robi się zamieszanie. Dziewczyny chcą się zorientować, co się dzieje, więc Ania pyta o to przypadkową dziewczynę. Ona na to: -Nie wiem, ale jakaś Ania, co tu prowadzi kazała się zatrzymać. To wszyscy się zatrzymali. Śmieszne. Może nie dla każdego, ale dla niektórych to żart. Dla reszty to prawda. Taki można by powiedzieć element klasyczny. Jakoś tak się zdarza, że Ania zawsze prowadzi. Prowadzi nawet wtedy, kiedy nie chce prowadzić, kiedy idzie w środku lub na końcu. Po prostu tak jest. Życie. Wszyscy znajomi Ani utożsamiają ja z Pasłękiem, co jest jednak mylne, gdyż jej stały adres zamieszkania dowodzi, że jej domostwo stoi na ziemi wchodzącej w skład miejscowości, która to nazywa się Sąpy. Pasłęk jest jednak istotny w tej części legendy, gdyż to właśnie tam chodziła do szkoły. Tam też spotkała Aśkę, która to później odcisnęła tak nieszczęsne piętno na jej życiu24

Było liceum. Było, ale się skończyło. I tak nastąpiły studia. A niedługo później nastąpiła również Bielska ( w tej sprawie autor odsyła do legendy drugiej i fragmentów innych legend). W tym momencie powstała specyficzna symbioza.

24

135


Ania to Bielska, a Bielska to Ania. Proste. A życie goes on jak rollercoaster i pory roku Vivaldiego. Więc wszystko płynęło oprócz pewnych stałych. Zmieniały się stany świadomości, stany małżeńskie i stany błogosławione ( ostatnie dwa punkty z trochę mniejszą częstotliwością), lecz pewne punkty oparcia zostały. Ludzkość nawiedzały różne tragedie od fal tsunami u wybrzeży Indonezji po Hanne Montanne, stałe jednak było jedno: Ania mieszkała na Bielskiej. Niesprawiedliwym by było jednak sprowadzenie legendy o Ani tylko do płaszczyzny Ania- Bielska.

Chyba ty! To usłyszelibyśmy by na początku. A następnie autor usłyszałby drugą frazę:

Nie pogrążaj się! 

W tym przypadku, więc nie będzie niesprawiedliwości.

136


Plan naprawczy zaczniemy, więc od jednego stwierdzenia: Ania zawsze coś studiuję. Ze świeczką by szukać osoby postronnej, która by określiła dokładnie, co ona w tym momencie kończy, a co zaczyna.

Ekonomia Pedagogika Pedagogika wczesnoszkolna Stosunki międzynarodowe. Co najmniej. A co najdziwniejsze ma ona niezwykły obecnie zwyczaj kończenia tego, co zaczęła, więc może szczycić się licencjatami i magistrami. I to w wersji multimulti. Jest to jedna z dwóch rzeczy związanych z Anią która może kandydować do Księgi Rekordów Guinessa. Drugą jest ilość kosmetyków na metr kwadratowy. Yeti ,jako osoba skrajnie logicznie myśląca, zawsze kupuje rzeczy na zapas, więc jej wyposażenie łazienki wygląda nader imponująco. Niczym armia Kserksesa dziesiątki żeli pod prysznic, maseł do ciała, kremów wszelkiej maści pilnują ładu i porządku w krainie łazienki. Jest kawowo, jest waniliowo, jest w pełni kosmetycznie. Żeby nie było tak bardzo różowo, trzeba wspomnieć o pewnym fakcie. Ania jest czarownicą. Jej moce magiczne szczególnie widoczne są przy okazji dwóch kwestii: organizacji tłumu oraz gry w kości. Co do pierwszego, wystarczy że Ania nieco histerycznie krzyknie:

-Mamy pięć minut do ostatniej szesnastki! Nie zdążymy! I nagle… … nawet najwolniejszy człowiek we wszechświecie ( dla znajomych Piłat) potrafi zrobić coś nieludzkiego, czyli się ubrać w zwrotnym dla niego tempie.

137


Marudzi wprawdzie przy tym strasznie, ale się ubiera. Co jest bardzo cenną rzeczą dla ludzi śpieszących się gdziekolwiek. A co do kości… Ania zwykle wyrzuca to, co chce , co pozwala jej wygrać. Jak wszystko co jest z nią związane, wygrywanie w kości również jest w wersji multimulti. Historia ta wprawdzie jest tylko ułamkową wiedzy o Ani, ale pewnych rzeczy nie da się ogarnąć za pomocą klawiatury. Czas więc na morał:

-Co najbardziej lubi Ania?

Cisza -Specjala!

Legenda o Robaku Nie! Nie będzie nic o owadach!

138


W życiu jak w książce- na każdego przychodzi pora. Pora więc zalać i Robaka. Aleksander Łukasz Robak. To rodzi problemy… Robak jest jak Kalibabka- dla każdego odbiorcy jego osoby jest kimś innym. Po równo rozkładają się proporcję osób uznawających, że: a) Nie znam żadnego Łukasza- znam Olka b) Nie znam żadnego Aleksandra – znam Łukasza c) Kurwa, Robak jak ty masz w sumie na nazwisko?! d) Robak to śmieszne przezwisko W pewnym sensie wszystkie odpowiedzi są prawidłowe, co niejednokrotnie było powodem nieporozumień. Takich jak to: Pani Aleksander Robak. Jest? Znajomi Robaka Nie ma tu takiego. Jest tylko Łukasz Robak. I tak bez przerwy. No, ale że żarty z nazwiska znamionują niskie poczucie humoru przejdźmy do innych kwestii. Łukasz

w

dwóch

kwestiach

był

bardzo

podobny

do

Aśki.

Pierwsza to to, że jego druga połówka również pochodziła ze stolicy sera. Drugą był w miarę już podobny układ limfatyczny związany z często wymianą płynów ustrojowych między nim a Aśką. Jednym słowem od ośmiu lat byli parą. Akurat w tym przypadku nie było to uzupełnienie przysłowia o tym jak chodzą nieszczęścia. Osiem lat. Szmat czasu. Gdyby ją zabił zamiast wybrać opcję „przytulanie” podczas tego nieszczęsnego sylwestra, może już by go wypuścili. Oboje woleli jednak żeby Aśka żyła. Bardzo dobrze. Jakoś jej… jakoś im to wszystko wychodzi.

139


Wracając do Olka… Z wykształcenia jest teologiem. Trzeba przyznać, że o dziwo nie jest to specjalizacja bardzo rzadka w gronie jego znajomych. Oprócz samego faktu bycia teologiem, ciekawym elementem tego stanu jest to, że jest on teologiem ateistą( tudzież o wiele bardziej adekwatną formą byłby agnostyk- przyp. Joanna R.) Tak, tak! Pozbierajcie szczęki z podłogi i przeczytajcie to wyraźnie: teologia to nie kuźnia księży, to kuźnia ateistów. Po prostu niektórzy wiedząc więcej, zaczynają myśleć więcej. Niby to proste, ale z całą pewnością nie powszechne. Trzeba

jednak

przyznać,

że

ateista

z

niego

raczej

pokojowy.

Zresztą zobaczenie wojowniczego Robaka graniczyło niemalże z cudem. Może gdzieś, ktoś kiedyś go widział w tym stanie, ale można powiedzieć, że może ktoś, gdzieś widział Jezusa chodzącego po wodzie. Obie sytuacje są możliwe, aczkolwiek dowodów na nie praktycznie brak. Ateizm teologa pozwala czasem na lepsze poznanie świata wiary przez jego wierzących ( w cokolwiek) współrozmówców. Choć być może jest inaczej. Być może jest tak jak kiedyś powiedziała druga połowa Robaka:

„on nie jest ateistą. jemu się po prostu do kościoła nie chce chodzić!” Zresztą… To nieistotne. Oprócz ateizmu tudzież agnostycyzmu nieodzownym elementem persony tu opisywanej jest papieros. Nie ma co ukrywać Robak pod tym względem jest nieekonomiczny. Zresztą Aśka zawsze powtarzała , że koszty jego utrzymania

140


są spore, zważywszy na to, że oprócz palenia dochodzi również jedzenie w porcjach adekwatnych do zapotrzebowania bądź co bądź dużego mężczyzny. Czy pali mniej czy więcej niż przeciętny człowiek? To nieistotne. Istotne jest to, że pali niezwykle konsekwentnie i z lubością. Powstaję, więc pytanie czy jego palenie można nazwać nałogiem? Hmmm osobiście nazwałbym to miłością.

Drogą, duszącą, ale jednak miłością. Nałóg ma znaczenie

pejoratywne, a jeżeli ktoś widział Robaka palącego to wie, że między nim a papierosem nie ma nic pejoratywnego. Sama słodycz , radość i szczypta wzajemnego uwielbienia. Jak już rozmawiamy o nałogach wypadałoby wspomnieć o piciu. Ach! Tu muszę was rozczarować moi drodzy czytelnicy. Robak nie pije nałogowo. Ba! Nawet mało pije nienałogowo. Oczywiście mało jest kwestią względną. Zależy, do kogo porównać. Jeśli jednak utrzymujemy się w warunkach bielskich to mieści on się w górnej połówce dolnej połówki pijaków. Czyli dla wyjaśnienia: w konkursie spożywania alkoholu reprezentuje swój naród dzielnie i wytrwale ale do funkcji kapitana brakuje mu doświadczenia, lat treningu, uporu i charyzmy. Inni są lepsi i on o tym wie doskonale. Mógłbym go nawet nazwać swoim wiernym kompanem z końca ławki rezerwowych. Hmmmm … Kurcze to niewiele, nawet ułamek, no ale cóż. Więcej szczypt Robaka chwilowo nie pamiętam I żałuję z całego serca I chcę szczerze się poprawić Tak mi dopomóż… ….

141


A chuj z tym!

Wersja legendy w stylu fantasy: Dawno, dawno temu , kiedy to czasy były mroczne a Nicola Tesla nie wpadł jeszcze na to , żeby odkryć żarówkę ( tak wiem, pytacie teraz ; Jak to?! A Tomasz Edison? No, i tu wychodzi różnica znaczeniowa między wyrazami „odkrycie” a „ patent”) zły król Cośtamcośtam Potężny władał krainą Pasłęk. Tak na marginesie: była to stolica sera. Zgodnie z legendą jego rządy miał ukrócić dzielny , mądry i będący prawiczkiem rycerz. A że jak wiadomo w każdej legendzie jest ziarnko prawdy, nam w roli dobrego będzie musiał wystarczyć niejaki Robak z Rivii- giermkorycerz znikąd. Po latach starań ,wspólnie z Rutgerem Hauerem Robak z Rivii obalił Cośtamcośtam Potężnego ( wykorzystał jakiś kruczek prawny, od tamtej pory taki sposób postrzegania prawa nazywano jego robakondyzacją ) Następnie wraz ze swoją bezimienną rudą nałożnicą zasiedli na tronie, a Rutger Hauer zaczął występować w coraz to gorszych filmach. Po krótkim czasie strefa władzy przesunęła się bardziej w stronę nałożnicy. I zaczęła się krwawa łaźnia

Wersja legendy w stylu Gwiezdnych Wojen: Dawno, dawno, dawno. Że niby kosmici wyglądali jak Harrison Ford. Parę słów o jakiejś tam kosmicznej ujarzmionej przez wybranych mocy. Trochę wybuchów i widok Mechów. I tak Obi van Praktiker znalazł Luka Robaka. Tenże później poznał damę Joannę. Już niby coś miało wyjść, bo i chęci i chucie były. Okazało się jednak ,że są rodzeństwem a ich ojciec ma potworną astmę. To ich wkurwiło. I zniszczyli wóz ojca znany potocznie jako „Gwiazda Śmierci”. A później powstał człowiek i nastał Star Trek. Wersja legendy po angielsku: Robak was a cow. He was living on the farm and had a small brain.

142


Legenda o Joannie El Ĺźbiecie Rybner

143


Wiele już zostało powiedziane… Na razie nie ma akcji „koniec znajomości” Więc czas zacząć od początku. Klasycznie. Dawno, dawno temu. Za siedmioma jeziorami, za siedmioma ratuszami , w których domniemanie prezydent uprawiał seks z urzędniczką, za kilkoma stolicami sera i miejscami gdzie mieszkańcy wolą żyć biednie ale na Warmii rodzinę państwa Rybner swoim przyjściem na świat zaszczyciła pierwsza i jak się okazało później jedyna córka Joanna ( na drugie Elżbieta jej dano). I to by było na tyle!

144


Żartowałem! Dalszy przebieg historii do pewnego czasu ( ba ! nawet cały czas) specjalnie oryginalny to nie był. Joanna dorastała. Jak była dzieckiem to miała kręcone włosy i tendencje do wpadania w tarapaty. Jedno w okresie dorosłości się zmieniło: Asi włosy przestały się nieustannie kręcić. Kwestia pakownia się w ciekawe sytuacje pozostała otwarta. Tak, więc zgodnie z prawami rozwoju ludzi nie będących w podstawowych wspólnotach

plemiennych

i

w

amerykańskich

zgromadzeniach

objawienia

ostatecznego prawa Bożego pokonała ona następujące schody w życiu: -dzieciństwo ( musiała) - okres szkolny ( świadczą o tym papiery i czasem zachowanie) - okres buntu ( czasem mam wrażenie że trwa on do dziś, w szczególności kiedy Asia jest głodna lub rozmawiamy o Prodiży i rapie) - Pierwszą miłość duchową - Pierwszą miłość fizyczną ( Wierzę Robakowi n słowo) -Pierwszy Woodstock ( połączenie miłości fizycznej i duchowej) - Okres studiów ( łatwo nie było- sam widziałem) - Okres bez uszkodzenia sobie żadnej części ciała ( tego to akurat nie jestem zbytnio pewien. Gdyby ktoś szukał potwierdzenia bytności szanownej pani J.E Rybner przykładowo w Internecie ( bowiem czego nie ma w googlach nie istnieję) natrafił by

145


na ślady ledwie namacalne, strzępki zapisków po bycie, który nadal bytuję. Są lekkie zmazy po jej działalności zarówno na stronach niezbyt chlubnie świadczących o ludzkości25 jak i w miejscach świadczących o niebywałej klasie, inteligencji i dobrym smaku odwiedzających.26 Mamy więc przykład kolejnych elementów układanki przeciwstawnych do siebie.

 The Garland Encyclopedia of World Music: South Asia : the Indian ... Wynik z Google Books Bruno Nettl, Alison Arnold, James Porter ... - 2000 - Music - Liczba stron: 1077 ... demonstrated the structure of Indian music. The head of the music department, Dr. PMC Rybner, commented on the scientific nature of Indian music theory. ... books.google.pl/books?isbn=0824049462... -

 Honolulu Magazine: Vacation Homes - Tobyhanna, Monroe County ... - [ Tłumaczenie strony ] 481129. Agent: Leon Rybner. Email Leon Rybner. Click for phone number ... View all of Leon Rybner's properties. Email me when Leon Rybner adds properties ... honolulumagazine.resortscape.com/Monroe-County...House.../113596419 -

 SZTUCZNY MÓZG ... Tekst Agata Domańska Konsultacja: dr Magdalena Rybner, pediatra (1) ...... TAM SĄ JESZCZE WOLNE MIEJSCA Bar Asia, ul. Wełniany Rynek 7 tel. ... info.plotek.pl/szukaj/kotek/sztuczny%20mózg -

 “Best Practices: feeling competent and confident in foreign ... - [ Tłumaczenie strony ] Lene Rybner, Roskilde University, Denmark, Teacher /. Assistant, teaching professor. Themes: .... with a background in teaching ESOL and Asian languages. ... www.languages.dk/.../Programme_International_FL_conference.pdf - Podobne 27

Można by oczywiście wrzucić po prostu zapis linków do stron , które wyskoczyły po wpisaniu

do

jakiejś

przeglądarki

hasła

:

JOANNA RYBNER

ale z drugiej strony byłoby to działanie nierozsądne I prymitywne.

Dlatego my tu się bez tego obędziemy. Tak po prostu.

25

www.portret.org. pl www.zbocianiegogniazda.blogspot.com 27 za www.google.com 26

146


Warto by więc wyjść od skojarzeń. Tak więc co mi się kojarzy z Rybnerówną?: Hmmm…. - Energia. Tak to na pewno. Aśka to wulkan energii . Wszędzie jej pełno. Poza tym ma coś z Włóczykija. - Uśmiech. Czego jak czego, ale radości odmówić jej nie sposób. Oczywiście narzeka. Często narzeka. Ale jakoś to narzekanie zawsze szybko przemija i w jej miejsce wpada uśmiech. - Bezkompromisowość: „ No kurwa Krzysiu tak nie może być”. Jak uzna , że Prodigy to techno, to prędzej Penderecki zagra z Behemotem, niż ona zmieni zdanie.

Ma to oczywiście swoje minusy, gdyż ciężko jest ją do czegoś

przekonać, skoro sama wcześniej nie była do tego przekonana. Z drugiej strony jej stałość jest imponująca i potrafi przywrócić do pionu tych, którzy poglądy mają , jakby to powiedzieć bardziej elastyczne. -Specjal. Po prostu. - Ciepło. Pewnie zawsze w życiu nadejdzie taki czas , że człowiek będzie wspominał to co przynosiło odrobinę lukru na jego serce. Można wtedy pomyśleć o pewnym kubku. Chyba w tygrysie cętki. A jak jest kubek to i jest ktoś kto lubi ten kubek. W takim razie jest też właścicielka. A jak jest właścicielka jest czas teraźniejszy. A jak jest czas teraźniejszy, to są też wspomnienia. A jak są wspomnienia to jest Bielska. A jak jest Bielska to są wieczory. A jak są wieczory to jest Luzak. A jak jest Luzak to są ludzie. A jak są ludzie to jest Woodstock. A jak jest Woodstock to jest ciepło. A jak jest ciepło to jest i kubek. Chyba w tygrysie cętki. Zresztą można by wyliczać tak bez końca.

Dawno, dawno temu. Za siedmioma jeziorami, za siedmioma ratuszami , w których domniemanie prezydent uprawiał seks z urzędniczką, za kilkoma stolicami sera i miejscami gdzie mieszkańcy wolą żyć biednie ale na Warmii rodzinę państwa

147


Rybner swoim przyjściem na świat zaszczyciła pierwsza i jak się okazało później jedyna córka Joanna ( na drugie Elżbieta jej dano)… … Rodzice nie posiadali się z radości, zważywszy na to, że dziewczynka była uroczą blondynką. Joanna rosła, co akurat nie jest niezwykłe wśród ludzi, rosła , rosła i wyrosła. Jak i Joanna wyrosła to opuściła rodzinny dom udając się na nauki do pobliskiego, wojewódzkiego miasta Allenstein. Tam kształciła się pod okiem wybitnych

naukowców i innych

profesorów. I stawała się coraz mądrzejsza i potężniejsza , tak jak rozwijają się postacie w Diablo. Ten fakt nie spodobał się straszliwemu staroperskiemu demonowi Lechowi K, który z zawiści rzucił na nią klątwę i uwięził w niskiej wieży. Wieża ta mieściła się na ulicy Bielskiej. A że jak wiadomo demony nie istnieją to i klątwa okazała się niegroźna. Ba! Nie dość że uwięzienie tam było dla Joanny dobrowolne i wprawiało ją w entuzjastyczny nastrój to zabrała jeszcze ze sobą duże grono mniej lub bardziej powiązanych z nią osób. I żyli długo i szczęśliwie. ?

Bo my nie chcemy uciekać stąd Wołamy pełni wściekłości i pokory Stanął w ogniu nasz wielki dom Dom dla psychicznie i nerwowo chorych!

148


Legenda o potworze Sołflaju W czasach mroku

i pożogi wiele było potworów. Wśród tej całej hordy

odrażających form życia najsłynniejszy był potwór Sołflaj. Zadziwiał już samym wyglądem: był to bowiem pół-człowiek, pół- leniwiec. Cechy leniwca nie były

149


wprawdzie zbyt widoczne z punktu widzenia fizycznego, ale kto nie daj Boże poznał psychikę Sołflaja … O zgrozo! Nic już w życiu tego nieszczęśnika nie było później takie samo. W kwestii wyglądu Sołflaj posiadał jeszcze jedną rzecz- przyssawki. Dzięki temu potrafił przyssać się do każdego człowieka i postrzeżenie lub nie ograbić go ze wszystkich dóbr, kończąc swoje dzieło słowami: -Jutro będę miał na pewno kasę, to ci się na pewno odwdzięczę. Jednostki młode, słabe i niedoświadczone nawet wierzyły w jego słowa. Jednak kiedy nadchodziło jutro- czar pryskał, a one nabierały nowych doświadczeń. Z każdym Rokiem potwór rósł w siłę. Ponadto wszędzie go było pełno, co dla wielu było zaskoczeniem. Gdzie nie pojawiał się jakiś większy festiwal muzyczny, tam był i Sołflaj. Niczym szczur przywoływany fletem dobrodziejstw przez szczurołapa. Niektórzy nawet podejrzewali, że wzbogacił on swoją gamę magicznych umiejętności o teleportacje, jak bowiem inaczej wytłumaczyć to , że osobnik który nigdy i nigdzie nie posiada ani grama gotówki jeździ na festiwale, o których można powiedzieć wszystko, ale nie to że są tanie. Soflaj przedzierał się po festiwalach ciurkiem niczym strumień m

o

c

z

u.

Mocz magiczne słowo kojarzące się z niemagicznymi ludźmi. Jedną z broni opisywanego tu potwora było zbrodnicze znaczenie terytorium swoimi feromonami. Działo się to zazwyczaj nieświadomie aczkolwiek efektownie.

150


Patrzysz- śpi człowiek. Bądź co bądź jednak człowiek. Niby nic. Zwykły sen.

Nic bardziej mylnego.

Nawet nie zauważysz jak ciepły, żółty mocz sprawi, że twój ukochany fotel będzie najobrzydliwszym

wspomnieniem,

nocnym

koszmarem

estetów.

Będzie

świadkiem. Świadkiem rządów Sołflaja. Ofiarą jego bezprzemocnej przemocy. Będzie… oszczany. Ten cały rytuał miał w sobie coś boskiego. Jak w prawie Hammurabiego każdy był sobie równy. Nie znałeś dnia ani godziny, w której potwór uderzy. Sława potwora roznosiła się po całym kraju, a na pewno po Olsztynie i okolicach. I w tym momencie mamy element zaskoczenia. Im ludzie bardziej znali działalność tej kreatury tym niszczycielska moc jego malała. Ludzie nie dość , że przestali się bać, to zaczęli zuchwale reagować na obecność samego ot Sołflaja i jego przybocznych. Co niektórzy nadal wszakże bali się jego pomruków i na jego widok pierzchli gdzie pieprz rośnie i potwór nie widzi. Rosła jednak grupa hardych osobników , która witała go słowami: -Kurwa, Sołflaj speirdalaj. A i jego przyboczni nie mogli liczyć już na otaczającą ich aurę niebezpieczeństwa i moczopędu. Przykładowo to razu pewnego w karczmie „Molotov” w noc ciemną jak oczy cyganki, niewiasta pewna rozeźlona, że karczmarz Rysiek ( tak! tak! ten nasz Ricardo wcześniej wspomniany) nie naliczał jej za piwo jak stałym meblom lokalu podniosła głos i rzekła: - A wiesz kim ja jestem?! Nikt nie wiedział, więc nastała cisza… -Ja… ja jestem siostrą… XXX- Sołflaja!!! Lecz zamiast spodziewanego rozdarcia zasłon w świątyni jerozolimskiej świat odpowiedział

jej

na

to

zaklęcie

najpierw

ciszą,

a

później

gromkim,

szyderczym śmiechem zebranych. I tak dzień po dniu Sołflaj przenosił się do świata legend, zostawiając świat realny. Co niektórzy mówią wszakże , że widzieli go a to w Szczecinie,

151


a

to

na

Woodstocku,

a

to

jak

dostawał

w

pysk

w

Warszawie.

Nigdy jednak nikt niczego nie był pewien. I Sołflaj zniknął. Choć tak naprawdę żyje w każdym z nas. I każdy z nas nosi w sercu takiego małego, pijanego Sołflaja sikającego przez sen na czyjś fotel. W każdym z nas…

Legenda o rzeczach stałych i nierozerwalnie ze sobą związanych

152


W całej naszej rzeczywistości mamy rzeczy stałe. W legendzie tej uwzględnimy i wymienimy kilka. Są rzeczy stałe: Jak Anka i Bielska Jak Aśka z Robakiem Jak Roki i Kiss rządzi Jak Zbyszek i broda Jak Wojtas i rymowane wymyślane na bieżąco wierszyki Jak piątek i Luzak Jak Skanda i Specjal Jak pewna pani nauczycielka klas początkowych i pewien pan policjant Jak piesze powroty po weekendowych hulankach Jak muzyka i Woodstock Jak Zbyszek i Sarmata Jak Aśka i kolejna para butów Jak Ewa i Irish Jak popołudnia w ogrodzie Jak laptopy i filmy Jak Chyba ty Jak przyzwyczajenia językowe Anki Jak kolejny koncert Canero Jak Emil i Manchester United Jak Marylin i Monroe Jak czarne koszulki i Kruszyna Jak Krystian i narzekanie Jak Tomek i sport Jak wolny czas i gra w kości Jak wiele innych rzeczy, o których sobie pomyślimy i które uznajemy za stałe i nierozerwalne ze sobą.

153


Epilog Nie wszystko jest stałe.

154


15 Zbieramy się powoli jednak do przodu. W międzyczasie, który nie istnieje trzeba dopić jeszcze resztki zakupionego jeszcze przez Emila piwa.

155


- Jak jeszcze raz będzie się ze mną kłócił to mu zajebie- Emil dzieli się ze mną tą obietnicą niby po kryjomu, jednak wystarczająco głośno aby usłyszała to reszta osób w pokoju- Gdyby nie to, że to twoje mieszkanie, i że jednak jestem tu gościem zajebałbym mu. Wiesz o tym. - Wiem- Bo wiem, że by to zrobił. Innej odpowiedzi nie ma. Wiadomo zresztą, o kogo chodzi. Rysiek. Jeśli coś o kimś się tu ostatnio źle mówi lub komuś coś chce się zrobić coś złego zawsze chodzi o Ryśka. Taka już wypracowana przez miesiące jego ciężkiego życia reguła. Chcesz tu kogoś uderzyć. To zawsze chodzi o Ryśka. Postacie antagonistów nie są przeze mnie jednoznacznie nakreślone. Sami zresztą pewnie zauważyliście. Mahatma Ryszard pojawił się coprawdaż (ładne niezrozumiałe dla wszystkich górnolotne słowo zawsze wzbogaca tekst) w pierwszej scenie, ale było tylko lekkie nakreślenie postaci. W sumie zostańmy na tym lekkim nakreśleniu. Dlaczego? Po pierwsze rozwijanie postaci powinno być stosowane w przypadku kogoś z ciekawą i rozbudowaną mentalnością , powierzchownością lub intrygującym intelektem. Nasz bohater numer 1 nie spełnia żadnego z kryteriów. Po drugie… nie ma o kim gadać. Logika nakazuje więc przejść do bohatera numer 2.

emiL Tak. On spełnia wszystkie trzy kryteria aż nadto. Można nawet powiedzieć , że jest jednym wielkim zbiornikiem wypełnionym po brzegi koktajlem z tych kryteriów. A musicie wiedzieć jedno. Ten koktajl jest trujący.

156


Co do kwestii charakterystyki. Pierwszego elementu jego psychiki mieliście już możliwość zasmakować. Emil jest jakby to określić… kłótliwy.

Przykładowa rozmowa: Miejsce akcji: Luzak. Czas akcji: noc Agata( Dziewczyna Emila. Kobieta notabene wypełniona bezkresem tolerancji dla zachowań Emila): Gdzie Emil? Ja: Na dworzu. Z kimś się tam kłóci. Agata: Acha. A już się martwiłam. Koniec charakterystyki. Zawsze można niby powiedzieć więcej, lecz jeszcze częściej można powiedzieć za dużo. Spokojnie. Niedługo poznacie kolejne elementy tej układanki. Nie ręczę za to, że wszystkie puzzle są na miejscu. Po prostu z tysiąca części dostaniecie odpowiednią ilość, która wystarczy do zbudowania ramki. Co do środka… to kwestia intuicji. Zostawiam wam pole do popisu. Czyli klasyczne:

Kto zabił? Trup będzie się ścielił gęsto. Zaczęło padać. Wraz z każdą kroplą poziom naszych chęci opadał minimalnie. Wiosenny deszcz jest niezbyt dokuczliwy. Lekko spadające krople dają ulgę po całym dniu tego niesamowicie gorącego maja. Zakładam trampki, sraczkowatozieloną kurtkę i do przodu. Poprzez tunel duchoty przecinany przez pojedyncze krople deszczu. - Może zagramy jutro w piłkę?- Propozycja Emila jest kusząca. Obaj mamy jednak świadomość, że przekucie słów w czyny nie będzie zbyt łatwe. -Można- Tworzymy ludzki kwadrat. Z przodu Agata z Rokim. Emil i ja tworzymy tylne koła tego wozu.- Trzeba tylko ludzi zebrać.

157


- W Morągu by nie było problemu- Jakbym usłyszał lekką nutkę tęsknoty za domem. - No, tu niby też są chętni- Cały czas się łudzę- Trzeba dać znać ludziom. - Wystarczy dziesięciu- Wystarczy?! Raz udało nam się tylu zebrać. Raz. - Spoko. Podzwonię po ludziach.- W sumie niewiele za to płacę, więc mogę spróbować. Wleczemy

się.

Nie

ma

co

się

śpieszyć.

Cisza

przed

burzą.

Przed deszczem alkoholu. Pierwszym wyzwaniem i zarazem trudnością związaną z jutrzejszym meczem nie będzie zebranie ludzi. Najtrudniejsze będzie zebranie siebie. Wracając do futbolu. Jak powiedział kiedyś Albert Camus: „ Piłka nożna to najważniejsza z najmniej ważnych rzeczy świata”. Święte słowa. Sam Camus by sobie pogratulował spostrzegawczości, gdyby był świadkiem naszych rozmów na temat futbolu, które toczą się przy każdej sposobności. Tworzymy dwa obozy.

Obóz A: Ja Klub: Real Madryt Kibic od: no będzie już jakieś 15 lat za Realem, i jakieś zawsze za piłką nożną Pozycja

rozmowy:

Jestem

przedstawicielem

najwybitniejszego

klubu

wszechczasów.

Obóz B: Emil Klub: Manchester United Kibic od: będzie z kilkanaście lat Pozycja rozmowy: Nikt nie jest większy niż Manchester United! Nie jest lekko. Choć prawdę powiedziawszy nasze kłótnie z reguły wyglądają tak samo. -Kurwa!- Emil klasycznie rozpoczyna- Pieprzyłbym Real . Pieprzyłbym ,gdyby nie to, ze kradniecie nam piłkarzy!- Ma odrobinę racji. Dobra! Ma całkowitą racje. Lista jest krótka, ale treściwa: Dawid Beckham, Gabriel Heinze, Ruud van Nistelrooy, Cristiano Ronaldo. Trzy legendy i jeden koleś, który został ściągnięty, bo był najlepszym kumplem Cristiano. O ironio, kiedy tenże w końcu przeszedł do

158


Realu, Heine musiał się z Madrytem pożegnać. Po prostu zabrakło dla niego miejsca. Oddano go bez żalu do Marsylii , mimo że był naprawdę dobrym obrońcom, a od czasów Fernando Hierro nie było ich tak wielu na Santiago Bernbeu. Argument mocny, ale można go odeprzeć: wiesz, żeby ktoś kupił, ktoś musi chcieć sprzedać. Kolejny fakt: Ferguson bez żalu rozstał się zarówno z Beckhamem jak i van Nistelrooyem. Dlaczego?

Bo nikt nie jest większy niż Manchester United! Niech wam to zostanie w głowach na wieki.

Tak. Ale dlaczego wybierają akurat Madryt

?! Bo chcą grać w najlepszym klubie wszechczasów.

I to jest zły ruch. Później wszystko utartymi już drogami. Powrót do pewnej katastrofy samolotowej. Następnie kilka odtworzeń Flower sof Manchester na Youtubie. Ewentualnie przerywnikiem może być reklama Premiership z roku 1998 z Seanem Beanem w roli głównej( swoją drogą rewelacyjny spot). Zakończone jest to konkluzją znaną nam już dobrze:

Bo nikt nie jest większy niż Manchester United! Uczciwie mówiąc nigdy nie zmieniamy zdań. Siedzimy okopani na swoich pozycjach i strzelamy do siebie z dobrze nam znanych argumentów. Zresztą, po co coś zmieniać, skoro jest fun. A jak jest fun to jest dobrze. Jest też druga opcja na rozwiązanie sporów, choć czasem to ona staję się przyczynkiem do nich. Pytanie: Jak dorośli mężczyźni powinni pokazywać przeciwnikom swoją wyższość: Odpowiedzi: A) Poprzez klasyczne porównanie penisów

159


B) Bójka C) Poprzez zwycięstwo w sportowej rywalizacji Prawidłowa odpowiedź (?): C I tak uprawiamy sportową rywalizację. Jaki sport? Jak na mężczyzn nowoczesnych przystało : sport elektroniczny. Nie pada, słońce nie świeci, człowiek się nie spoci ( może ten ostatni argument nie zawsze jest trafny). Czyli krótko: uruchamiamy Pro Evolution Soccer, wybieramy Manchester i Real, no i zaczyna się rzeźnia. Pierwsze spostrzeżenie: - Ty skurwysynu- Emil kieruję te życzliwe słowa do „Komputera”- Dlaczego nigdy nie gramy na Old Trafford? „Komputer” nigdy nie odpowiada, bo wie że Emil ma rację. Po prostu taki jest futbol.

16 Jest nawet przyjemnie. Emil dopija ostatniego Specjala. Słońce lekko muska nasze twarze. Wdycham dzień razem z całym jego dobrodziejstwem. Siedzimy oparci o biało- popielate parapety tuż przed domem.

160


-Roki. Kurwa. Szybciej- Emil wysyła ponaglające sygnały w kierunku wnętrza domu. -Moment. Musze założyć buty- Środek domu mu odpowiada, wypuszczając natychmiast ze swojej otchłani postać Rokiego - No w końcu!- Podziękowanie od Emila skierowane było ku Wnętrzu- A już się bałem , że zobaczę tu pierwszy śnieg. - Oj tam, oj tam!- Roki zrobił minę figlarnego lalusia ( jedna z jego min zapasowych) – musiałem się przypudrować , a tu takie halo od razu. Emil w dalszym ciągu udawał złość: - Strojniś się znalazł! Oczywiście nikt mu nie wierzył, gdyż cała trójka nie raz już przerabiała z nim takie gierki. Zabawa słowna w przedrzeźnianie, w kłótnie. Z zachodu dociera do nas zapach lekkiej spalenizny. Oznacza to jedno- działki kończą powoli swój żywot. Rzecz klasyczna dla cyklu życiowego opartego o przepływ pór roku. Jest październik. W sumie to moja ulubiona pora roku. Zawsze kojarzyła mi się z jabłecznikiem i z graniem w piłkę w lekko mroźnej aczkolwiek nadal słonecznej atmosferze. Jako dziecko uwielbiałem przebywać w październiku na podwórku. W inne miesiące to nie było takie oczywiste. Biegałem za piłką jak głupi. Głównie sam. Odgrywałem w tym czasie chyba kolejki piłkarskie wszystkich lig europejskich. Z czasem piłka schodziła na dalszy tor . Ustępowała miejsca literaturze. Początkowo rodzice nie do końca ze zrozumieniem podchodzili do sytuacji , że ich nastoletni syn , nie siedzi z nimi w kuchni, tylko robi sobie kawę zbożową i idzie z antologią poezji polskiej XX-wieku na dwór by usiąść na ławce i czytać, od czasu do czasu pociągając kawy z kubka. Później uznali po prostu , ze jestem inny . No i dali sobie spokój. - A oni wiedzą , że dzisiaj będziemy?- zapytał Emil - Wiedzą. - I nic nie mówili?

161


- A co mieliby mówić. Anka się nawet ucieszyła. Zresztą sama was zapraszała wiele razy. - A Aśka co? Nie idzie z nami? - No właśnie…- wtrąciła Agata - Aśka już tam jest od wczoraj. Zresztą …. Hmmm… w przyszłości się przyzwyczaisz. - Ja bym tak Aśce nie dał sobie długo przesiadywać w moim mieszkaniu. - Zobaczymy, zobaczymy… -Co zobaczymy?! Na kawę i do domu. To zdanie Emil skwitował śmiechem. Parę następnych sekund szliśmy w milczeniu. Dlaczego lubiłem czytać na werandzie i w taki sposób zajmować sobie październikowe popołudnie? Po pierwsze to kwestia słońca. Weranda była ustawiona oknami na zachód. O ile więc siedzenie w niej latem było nieznośne, o tyle w październiku, w szczególności około godziny 16 było wręcz cudownie. Mijamy domy. Naturalna sprawa jeśli ktoś mieszka w mieście, a i na wsi to nie rzadkość. Ogólnie można powiedzieć, że Osiedle Mazurskie jest nawet tymi domami wypełnione. Różni się tym od reszty miasta, które pod względem architektonicznym, jest bardziej blokowo- kamieniczne. Zgodnie z legendą, czyli relacją pewnego profesora pamiętającego lata 70- te była to początkowo osada poza Olsztynem. Nie byle jaka osada. Była to, bowiem osada ludzi zamożnych i prominentnych. Mieli oni jeden wspólny cel: nie mieszkać w Olsztynie. Pudło. Nie udało się jednym słowem. Oni wprawdzie do miasta nie wrócili, ale miasto przyszło do nich i zabudowało się dookoła. Zresztą jeśli ktoś obserwuje zachowanie się miast wobec takich zachcianek ich byłych mieszkańców , może zauważyć jedno: ostatecznie zawsze miasto zje to co jest wokół niego. Dlaczego? Bo miasto z charakteru jest świnią.

162


Po drugie to kwestia , można by powiedzieć, umysłowego plagiatowania. Chociaż nie. Lepsze by było stwierdzenie samplingu, lub bardziej staroświeckonatchnienia. Zazwyczaj bowiem schemat wyglądał tak , że po zacząłem czytać, czytałem tak czytałem, i nagle przychodziła fraza. Przychodzenie fraz to ciemna strona „bycia poetą” ( określenie nadęte i puste) gdyż jak się okazywało później, najlepsze frazy

to

te,

które

człowiek

zapomina,

lub

nie

może

ich

zapisać.

Do dziś upieram się, że gdyby nie to zostałbym nowym Rimbaudem.

zazwyczaj mam problemy w prostym komunikowaniu się tak żeby a znaczyło a a nie be Idź ty kurwa z twoją przeintelektualizowaną gadką! fakty są jasne pragnienia proste sukcesy nieprzewidziane

-No normalnie debile- Agata tak podsumowała rozmowę, która akurat toczy się między Rokim a Emilem. Idę z boku po cichu i bez pośpiechu. Emil trąca mnie z boku.

163


- Nie garb się! - Nie garbię. - Co tak nic nie mówisz? - Czasem nic nie mówię. - A dziwisz mu się?!- Agata wtrąca się , tak jakby w mojej obronie- Co ma mówić jak idzie w gości z debilem! - Nie debilem. Po prostu wymyśliliśmy z Rokim jak wygląda związek idealny. -Właśnie- Roki poczuł się chyba wywołany do tablicy- Zresztą to proste. - Wiem. Słyszałam. Mimo to Roki postanowił nam to objaśnić. - No to jest tak. Jesteś z panną. Ona cię zdradza. Ty popadasz w alkoholizm. Ona czuję się winna. Wraca do ciebie. Wie , że jest winna. To ty jak pijesz , to ona ci wódki podaje. Bo wie, że masz racje, że pijesz. A jeszcze od czasu do czasu ją przelecisz. Pokrętne, ale nawet logiczne. - No widzisz kochanie- Emil postanawia nieświadomie potwierdzić moje zdanieTo jest i logiczne i życiowe. -Naoglądaliście się głupot- Agata jest bardziej sceptyczna. Głupoty są w naszym przekonaniu nieodzownymi elementami życia. Oczywiście warto wszystko hmmm wyważyć. Nadmiar głupot powoduję zidiocenie, niedobór natomiast sprawia , że stajesz się artystą. Niech każdy osądzi co gorsze. Droga nie Bielską przypomina łagodną wersję drogi na Golgotę tudzież początek jakiegoś podjazdu, który poprzedza wkroczenie kolarzy w górskie odcinki Tour de France. Nachylenie drogi nie bije zapewne rekordów procentowych, ale mogę zapewnić, że jest jak w życiu- cały czas pod górę, minimalnie ale jednak pod górę. Rzędy domów. Mijamy rzędy domów. Mijamy rzędy domów, po części różnorodnych, po części jednostajnych. Czasem to tylko kwestia otynkowania.

164


Białe, zielone, różowe. Częściej to rzecz gustu. Zważywszy na to, że zdecydowana część budynków mieszczących się na ulicy Elbląskiej powstała na przełomie lat 70-tych

i

80-tych

mamy

tu

znakomity

przegląd

socjalistycznej

myśli

architektonicznej tamtych czasów. Jest więc dom klasyczny, niczym nie różniący się od milionów domów na świecie. Mamy

Tak też

nudny

i

klasyczny

oczywisty,

kwadrat-

że

złote

nie dziecko

warto

o

nim

architektury

wspominać. Peerelowskiej.

Jednocześnie jest to utrapienie dekarzy i ich koszmar zarazem zważywszy na to, że dzięki swojemu kształtowi nie posiada on klasycznej konstrukcji dachowej. Widząc

taki

dom

można

spokojnie

powiedzieć

również

coś

o jego właścicielu. Wprawdzie mówi się, że nie powinno się oceniać książki o okładce, ale w tym wypadku prawdopodobieństwo postawienia błędnej tezy jest znikome. Świat właścicieli kwadratowych domków jest dosyć malutki i zamieszkują go dwie rasy, które trzeba określić uwzględniając terminologię bądź co bądź gierkowską. A więc mamy tu prosty podział na przedstawicieli narodu oraz tak zwaną inicjatywę prywatną. Granica między tymi dwoma grupami jest dziwna, gdyż można by ją nazwać płynno-ostrą. Dlaczego? Bowiem hipotetycznie rzecz ujmując mamy tu osobniki stojące po dwóch stronach barykady, ale przepływ osobowy pomiędzy tymi dwoma nacjami był taki duży, że po czasie trudno było stwierdzić komuś stojącemu z boku, kto jest kto. I tyle na ten temat. Oczywiście zdarzają się też wyjątki architektoniczne, a raczej bez wyjątki, ponieważ wszystkie one bez wyjątku należą do grupy: pijany wid architekta. Christpher Lambert, wymień trzy jego filmy. No dawaj Roki. Emil rzuca nam wyzwanie. Po chuj wam takie konkursy, dziwi się Agata, czy faceci zawsze muszą konkurować? Roki podejmuje rękawice. No, Nieśmiertelny…, kurwa….Nieśmiertelny 2 Sequele się nie liczą!

165


Dlaczego? Bo nie! Myślisz, że to takie łatwe? Śmiejemy się wszyscy Nie wiem Dobra, Krzysiek dawaj… Nieśmiertelny, powtarzam początek Rokiego, Greystoke- legenda Tarzana, no i… O! Nirvana! Nirvana? Roki kwestionuję moją wypowiedź Tak, Emil niczym stary mentor ogłasza moje zwycięstwo, był taki film, słaby ale był No i po co wam to? Agata dalej ma wątpliwości co do sensu gry. No bo widzisz kochanie to jest tak. Masz na świecie znanych aktorów tak? Tak, no i co z tego? No i to, że czasem jest tak, że każdy zna gościa a nikt nie potrafi wymienić ci choćby trzech filmów z jego udziałem. Tak jak tego gościa z „Parku Jurajskiego”? No tak, każdy go zna, wiedzą że to Sam Neil a nie wiedzą gdzie grał jeszcze. A, że Krzysiek i ja znamy się bądź co bądź na kinie lepiej niż większość zasrańców, która uważa że coś wie, to się bawimy. Po co? Po gówno! I nastała cisza. A atmosfera napięła się do granic możliwości

17 Zazwyczaj gdy odwiedzał to miejsce czuł pewien rodzaj mrowienia, w okolicy lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Nigdy nie traktował tego, jako rzeczy

166


niepokojącej. Według niego mrowienie było cielesnym dowodem na spokój jaki ogarniał jego organizm, zawsze gdy przechodził do tego domu. Tym razem, weszli bardziej hałaśliwie niż zazwyczaj, co wiązało się z głośno- prowokacyjnym usposobieniem Emila. Tu drzwi zawsze są otwarte, powiedział dość głośno, czy u was nie kradną?! Patrz Roki- Bielska- oaza spokoju! A jak okradną chatę będzie płacz. Odpowiedziała im cisza, co akurat bardzo ich zdziwiło. Na Bielskiej było różnie, ale cicho było niezwykle rzadko Może poszli do ogrodu? Agata ma rację. I byśmy ich nie słyszeli jak byliśmy przed domem, zapytał Emil. Jakby jeden z nas nie pierdolił na okrągło i nie śpiewał jakiś idiotyzmów , to byśmy może ich usłyszeli, Agata podniosła zabarwiając wyrzutem ton głosu. Oj tam, Emil starał się zbagatelizować sprawę, od razu tam śpiewał. Bardziej melorecytował. Głupie piosenki. Głupie ale swoje! Chodźmy więc do ogrodu, zaproponował Emil. On stał cicho. Zazwyczaj mówił dużo. Obserwował ściany. Znał je dobrze. Są tu od początku, zaśmiał się w duchu. W oszukiwaniu mieszkańców wyszli więc na podwórko, by następnie skierować się do ogrodu , który to znajdował się na tyłach domu. Głosy dobiegające zza budynku upewniły ich, ze to dobry kierunek wyprawy. O! Patrzcie, kto przyszedł!- Głos Aśki przywitał ich w ogrodzie. Wy to naprawdę jesteście dojrzali, Emil zaczął ponownie swoją tyradę, która to tak była ubogacona ironią, ze nikt nie wierzył w jej prawdziwość. Drzwi otwarte, tylko wejść i kraść! Dobrze że żaden z nas nie jest złodziejem Ja tam co mogłem to już wcześniej wyniosłem, uzupełnił Roki. Ty tak, ale ja mówię o amatorach a nie zawodowcach.

167


To fenomenalne, pomyślał, z

jednej strony wszystko zmienia się jak w

kalejdoskopie, a z drugiej… czasem czuję kolistość czasu i trwałość pewnych zdarzeń, ludzi i rzeczy. Wiedział, że zdarzało mu się mitologizować czas i miejsce. Nigdy nie wiedział tak naprawdę czemu to służyło.

Rzadko w sumie o tym myślał. Jego ulubione

wytłumaczenie miało korzenie w literaturze, tak zresztą jak wiele poza tym wytłumaczeniem rzeczy. Beatnicy. To działało na wyobraźnie, każdego kto kiedykolwiek zetknął się z Kerouaciem, Ginsbergiem, Cassidym. I po raz kolejny przewija nam się motyw Deana Moriarty’ego. Grill powoli się rozpalał. And I'm so dirty Call me daddy You're so sexy You can be my bad girl If someone hurt you And you tried to hide it I'll cut you deeper 'Cause I know you like it Pain I got, girl Can satisfy you But I can't love you I won't even try to And that junkie urge Deep down inside you Couldn't keep my secret But I know you'd like to Girl, you never gon' get

168


Love from a heart of stone Some of us were just plain Meant to be alone I'm all out of secrets I'm running out of lies And I can see the end, girl When I look into your eyes Yeah, yeah, yeah, yeah And I'm so nasty And I'm so greedy And I'm so lonesome Girl, I'm so needy28 Było stosunkowo ciepło, jak to bywa w czerwcowe wieczory. Grill całkowicie się już rozpalił, a powietrze nasyciło się całkowicie dymem i różnoraką skalą głosów. Jak zwykle bielskie siedzenie na trawie sprowadziło na Osiedle Mazurskie chordy pijaków i różnej maści dewiantów. Żart. To oczywiście żart. -Kicikicikici- Emilowe udawanie kota wprawiało w dezorientacje Mańka, który jak to psy mają w zwyczaju biegał po ogródku w poszukiwaniu wywoływanego wcześniej Kota. Oczywiście, żadnego Kiciusia w pobliżu nie było. Manchester był psem bardzo miłym, każdy go lubił, w szczególności jego uzależnienie od pieszczot. Każdy znał też psy mądrzejsze od Mańka. Mańkowi na inteligencji raczej nie zależało. Dla niego było istotnym aby być podrapanym pod szyją(najlepiej aby go drapać cały czas), żeby nie był głodny i żeby mógł się zesrać dwa razy dziennie na w mikro-parku-polanie, która była blisko jego bloku. Tak, Manchester nie był roszczeniowy. Jak tam Emil praca, spytał Robak, słyszałem że awansowałeś Mów mi do mnie panie kierowniku, hehe 28

http://www.tekstowo.pl/piosenka,everlast,dirty.html

169


Może od razu skrócę do panie? Możesz, w tym momencie Emil zmienił ton głosu, w sumie cały czas uczę się. Racy sporo… Taaa dlatego codziennie zamiast o 15 wracasz trzy godziny później, wtrąciła z wyrzutem Agata. Kotek, wiesz że muszę się wykazać. Dostałem szansę od pani dyrektor, jedną jedyną. No, Robak zaczął lekko nadgryzać kurczaka, którego właśnie zdjął z rusztu, w Olsztynie rzadko się zdarza możliwość pracy na takim stanowisku, szczególnie prawie od razu po studiach… Wiem i dlatego się staram. Ezoteryczny Poznań po godzinach szczytu Cichy skwer A pod latarniami spacerują

dziwni goście

Nic nie noszą pod płaszczami Z dziurawymi sumieniami goście marzą o atrakcjach Taryfy stoją wszędzie Tania błyskawiczna miłość Na ruskich rejestracjach

SPOKOJNIE to tylko Ezoteryczny Poznań Miastem rządzi mafia Przy placu obok Dwóch Krzyży Pędzą szemrane auta Jest tu kilka takich miejsc Gdzie nie warto sie pałętać

170


I kilka takich miejsc By zapomnieć i pamiętać29 Kupiłam sobie nowe buty, Aśka zwróciła się w jego stronę. Wiesz, odpowiedział jej z uśmiechem, jakoś w ostatnim czasie nie jest to zdarzenie dla mnie nowe. Które to już w ostatnim czasie? Aśka usiadła na trawie, uprzednio poprawiając błękitny chropowaty koc, a następnie poprawiając swoją sukienkę aby czasem nie wymsknęło się spod niej nic co jest przeznaczone tylko i wyłącznie dla oczu Robaka. No co? Przybrała w tym momencie minę słodkiej ośmiolatki No nic Asiu, nie ukrywajmy , to nie pierwsze twoje nowe buty tej wiosny No co kurwa, ośmiolatka dalej była nieco niewinna ale pewna doza wulgarności jej nie przeszkadzała, ósme , ale wszystkie są mi potrzebne, poza tym wiesz w końcu mogę się odbić trochę zakupowo dzięki pensji, co nie? Jesteś chyba pierwszą nauczycielką , która nie narzeka na pensję, wtrącił się z boku niespodziewanie Wojtek. Wojtek miał ciekawy pseudonim łączący się jednakowo z jego usposobieniem jak i z miejscem , w którym lubił przebywać. Wojtek- Luzak. Wiesz, odpowiedziała mu, roboty jest sporo, ale ważne że ją mam. To fakt, odparł Wojtek To śmieszne trochę, że nie liczy się teraz , czy praca jest ciekawa, czy dobrze płatna, liczy się że jest. Kończył właśnie trzecie piwo. Wojtek, podasz mi bułkę? Jasne. I tak uczynił. Takie miasto, takie czasy, głos Aśki nieco posmutniał. Wiesz, dodał Wojtek, lepsza jakaś kasa niż żadna. Oczywiście, sam znał ból nieposiadania pieniędzy więc w zupełności zgadzał się ze słowami Wojtka, a jak ci tam idzie? Daj spokój, cisną i cisną na tą sprzedaż. A sprzedajesz coś? 29

http://www.tekstowo.pl/piosenka,pidzama_porno,ezoteryczny_pozna_.html

171


Coś tam sprzedaję, ale wiesz jak to jest… praca na słuchawkach sama w sobie jest chujowa. Fakt, choć w garnkach pracowało mi się przez pewien czas nawet znośnie. Zbudowali fabryki Opracowali maszyny Produkują wódkę Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki Bo im tylko, tylko o to chodzi Abyś sam sobie szkodził Abyś sam nie mógł myśleć Abyś sam nie mógł chodzić Ustawili kominy Zbudowali drabiny To już wszystko pracuje Pracuje i truje Bo im tylko o to chodzi Abyś sam sobie szkodził Abyś sam nie mógł myśleć Abyś sam nie mógł chodzić Jeszcze dymią kominy Produkują spaliny

Produkują wódkę Tak, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo, dużo wódki Bo im tylko, tylko o to chodzi

Abyś sam sobie szkodził Abyś sam nie mógł myśleć Abyś sam nie mógł chodzić

30

Rozmawiali o pracy. To naturalna kolej rzeczy. Kiedyś rozmawiali o studiach, teraz studia pojawiają się rzadziej. Czasem coś tam o podyplomówkach, czasem w kontekście ostatnich studiujących, a najrzadziej mówiąc o tych , którzy studia mają 30

http://www.staszewski.art.pl/teksty/index.php?id=wodka

172


praktycznie za sobą. Praktycznie bo z różnorakich powodów nie zrobili jednej rzeczy. Nie napisali pracy magisterskiej. I tak bywa. Zazwyczaj

nie

były

to

rozmowy

pełne

szczęścia

i

optymizmu.

Rynek pracy w Olsztynie nie prezentował się zbyt okazale. Nie ma się zresztą co dziwić przy kilkunastoprocentowej stopie bezrobocia w regionie. Dla wielu o wiele bardziej ważne było posiadanie pracy samej w sobie, niż szukanie czegoś , co odpowiadałoby ich ambicjom i pasjom. Bo jakby to wam powiedzieć moje drogie dzieci. Hmmm

Zdarza się, że życie, że otaczającą nas rzeczywistość… robią nas w chuja. Dlaczego jest to oznaczone tak dużą czcionką? Kto choć odrobinę przeżył wie o co chodzi, kto nie, pewnie i tak się dowie. Pomyślał o tym, że chciał być dziennikarzem. Miał taki plan jeszcze w liceum. Stąd wybór taki a nie inny. Polonistyka najmniej przyszłościowy kierunek studiów świata.

(…)humaniści; najbardziej spierdolony genetycznie plebs,

173


który, z małymi wyjątkami, przejawia w swym studiowaniu roszczeniową postawę, domagając się wyższych stypendiów czy zniżek na komunikację miejską, które się im przecież, kurwa, należą; wkoło organizuje debaty ze znanymi ludźmi, z których kompletnie nic nie wynika; wśród tego typu można wyróżnić jeszcze podtypy: a) doktrynerzy z nowej lewicy; na pewno uczęszczają do Klubów Krytyki Politycznej w swoim mieście. b) feministki spod strzech katedr gender studies i social sciences; na gównie się znają, ale wydaje im się, że są omniscentne (swoją drogą szacun dla pana Pieniądzo, który jest autorem tej „wypowiedzi” za używanie wyrazów trudnych, balansujących na granicy istnienia); lubują się w używaniu słowa „przemoc”, które pasuje im jak ulał do każdej sytuacji z życia codziennego; chcą robić doktorat, ubolewając, że są skazani na promotora rodem z ciemnogrodu, reprezentanta ideologii szowinizmu (…)31 Może i coś w tym jest. Ale Panowie i Panie! Nie ulegajmy internetowej nienawiści. Jeszcze nie teraz. Jeszcze przyjdzie czas na zjedzenie tego narodu. Do ostatniego kęsa. ( kęsu?) Humaniści humanistami, ale tego wieczoru było ważne aby Specjal był taki jaki Specjal być powinien, a mięso było takie jakie powinno być dobre mięso z grilla. Zabiję cię kurwo! Nieco nieprzystojąca do salonów wypowiedź Rokiego zwiastowała , że do grona gości na grillu dołączyły również komarzyce. I byli to goście, których nikt nie lubił, ale każdy ich przybycia się spodziewał. 31

http://www.lastfm.pl/group/Nienawidz%C4%99+student%C3%B3w!/forum/108250/_/501122/2- forma zapisu zmieniona na potrzeby tekstu

174


Oby nas nie zjadły te komary, Ania krzątając się między grillem a swoim „siedliskiem” starała się zaklinać rzeczywistość. Jak zaczną gryźć… to się zmyjemy do domu, zawyrokowała Asia używając pomysłu i postanowienie bądź co bądź najbardziej logicznego. Na razie żyjemy, zasygnalizował swoją obecność Krzysiek Majchrzak, a później i tak pewnie się wszyscy zwiniemy do Luzaka? No na pewno, odpowiedziała mu Ania, ale nie przesadzajmy, jest jeszcze masa jedzenia, trzeba coś z nim zrobić. Aniu, w charakterystyczny ( wolny, wolny, wolny) sposób w dyskusję włączył się Piłat, jedzenie się zje, a jakże, tylko ja jednego nie rozumiem… A czegóż to Piłat nie rozumiesz? Po cholerę wy tam wszyscy do tego Luzaka chodzicie. Knajpa byle jaka, ludzi mało i piwo drogie i mały wybór… Smakosz się znalazł. I jeszcze powiesz, że my cię Piłat na siłę tam zaciągamy. No niby nie, ale jak człowiek chce gdzieś z wami wyjść… Jak ty nigdzie nie wychodzisz?! Bo wy do tego Luzaka… Weź ty się Piłat ogarnij i sam siebie posłuchaj. Zresztą weź ty nie marudź… I było to w wykonaniu Anii kolejne tego wieczoru myślenie życzeniowe. Marudzenie było częścią Piłata tak nieodzowną jak nieprzymierzając jego ręka. Piłat i marudzenie żyli w szczęśliwej symbiozie. Mamy trochę wolnego miejsca, więc korzystając z tego wrócimy tu do wywołanej wcześniej postaci Krzysztofa Majchrzaka. Forma Krzysztof jest tu może i adekwatna, ale używana niezwykle rzadko, więc spłaszczmy to wszystko do formy: Krzysiek. Więc kim jest Krzysiek Majchrzak? Po pierwsze człowiekiem… to raczej drodzy czytelnicy powinno być oczywiste. Nie opisuję tu bowiem trzeciorzędnej historii science-fiction. Z budowy ciała jest on osobnikiem dosyć sporym. Na oko można dać mu jakieś 190 cm wzrostu i ponad 1 hmmm10 kilogramów wagi. Więc jest co tulić, jakby ktoś chciał.

175


Oprócz budowy charakteryzują go jeszcze trzy rzeczy: bandaż na jednym z przedramion

(bodajże

lewym),

charakterystyczna

wada

wymowy(niezbyt

dokuczliwa i słyszalna, ale jednak występująca) oraz spora wiedza na temat prawa budowlanego. Każda z tych cech ma inne pochodzenie. Wada wymowy jest wrodzona, wiedza nabyta, natomiast bandaż… najciekawsze jest to, że nawet według samego Krzyśka bandaż jest tylko dla picu, gdyż jego przedramię jest całkowicie zdrowe. No cóż każdy jest tak modny jak lubi. Stała za filarem Miała modne spodnie, bluzę modną I modny zegarek Podszedł bliżej, przyjrzał się Tak, to będzie ona Wymarzona cud-kobieta Może nawet żona

Chłopak zdobył się na gest Skoczył po dwa drinki Jak to cudo rusza się! Jaki kolor szminki! Teraz albo nigdy - myśli Chłopak już nie może You know babe Trzymaj drinka Czekam na danceflorze A na płycie w reflektorach Big rozczarowanie

176


Bo bez listka był zegarek Bez pasków ubranie Dyskoteka gra32

Właśnie! Gra muzyka. Ukształtowanie muzyczne spotkań towarzyskich było raczej tłowe ( w języku polskim wyraz „tłowy” nie istnieje- do dzisiaj, ale jest on najlepszym określeniem stanu , który próbuję określić). Jednak to właśnie muzyka kształtowała stosunki międzyludzkie i była początkiem wielu historii związanych z tym miejscem. Muzyka dla jednych jednolita, a dla innych różnorodna. Główne punkty oparcia muzycznego kształtowała gitara, raczej elektryczna, a od osobnika zależało czy preferował aby ta gitara rzępoliła troszeczkę mocniej czy była muskana ledwo ledwo przez palce wirtuoza/wyrobnika sztuki gitarowej. Jak kto lubi. Przekrój był dosyć spory: od Hey i Anathemy poprzez Quens of the Stone Age tudzież Pearl Jam aż po Sabaton, Creatora a nwet Vadera i Behemotha. Dla każdego coś dobrego. Można też było śpiewać Bryana Adamsa, ale tylko po pijaku i tylko o 5 rano. There is Alllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll for one One for allllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllll Ugryzienie komara nieco go pobudziło. Nigdy nie był energetyczną kulką emocji, co tłumaczył zazwyczaj budową swojego ciała. Jestem duży więc nie muszę się niczym przejmować i emocjonować. Tak można by pokrótce określić jego życiową filozofię. Pomyślał o kawie. A myślenie jego było nasiąknięte czułością. EEE, pomyślał, dam sobie spokój. Wypije piwo i nie będę wymyślał.

32

http://www.teksty.org/Akurat,Dyskoteka_gra

177


Tak, był uzależniony od kawy. Czarnej bez żadnych dodatków. Po prawdzie było mu obojętne pochodzenie kawy. Miał wprawdzie swoje ulubione: Davidoffa, Kimbo i to coś co nazywa się biedronkowską Kawą o Poranku (wiedział, ze była to kawa zbożowa, ale potrafił z tym żyć), ale zazwyczaj było mu obojętne co pije, byleby tylko zapewnić krwi odpowiedni zastrzyk kofeiny. Jestem winny wysoki sądzie, lecz nie zamierzam się poprawiać. To

było

jego

jedyne

uzależnienie.

Nie

licząc

ludzi

i

Internetu.

Z całej trójki środkowy narkotyk najbardziej wpływał na jego psychikę. Potrzebował ludzi, choć z drugiej strony miał charakter samotnika. Sam uznawał ,że to zaskakująco sprzeczne wewnętrznie, ale tak było. Po prostu. Słońce powoli pomarańczowiało, co było ewidentnym dowodem na coraz szybsze napływanie wieczoru. Połączone było to z narastającym z minuty na minutę ochłodzeniem atmosfery. Był to fakt tak samo oczywisty jak i przyjemny. Powodował on jednakowoż regularne przybywanie liczby ubrań przypadających na jednego uczestnika grillowania. Trzeba będzie się niedługo zacząć zbierać do Luzaka, zdanie to, całkowicie logiczne i oczywiste, wyszło z ust osoby najodpowiedniejszej do wydania tego zdania, a zarazem jednej z niewielu w pełni uprawnionych do wydania komendy wymarszu- Ani. Mężczyznom mimo wszystko się nie śpieszyło, co było spowodowane rzeczą prozaiczną- alkoholu do wypicia było jeszcze całkiem sporo, a nikomu nie uśmiechało się dokańczać piwa w autobusie, bo jak każdy wie w takich sytuacjach bywa różnie a mandaty, jak to mandaty bywają drogie i konieczne (lub nie) do zapłacenia. Spokojnie, Aniu… Piłat! Adresatka wcześniej wypowiedzianego zdania szybko rozpoznała nadawcę, mimo, że byłą odwrócona do niego plecami. Nie zamulaj! Masz godzinę. Zdążysz w tym czasie wypić to co masz. Bardzo sprawne myślenie Aniu, odpowiedział, ale powiedz mi , skąd tyle pośpiechu w was? A chcesz iść pieszo?

178


No nie chce, nikt nie chce…chociaż trochę ruchu by się człowiekowi zawsze przydało. Ale czy ja cię wyrzucam z ogrodu? Jak chcesz siedź sobie nawet do nocy, bylebyś doczłapał się do Luzaka później. Cały czas ten Luzak… Nie marudź! Nie marudzę, wyrażam tylko tą no dezaprobatę i zdanie osobne. Przecież Aniu wiesz, że ja tak i tak z wami tym autobusem pojadę. Wiem i nie rozumiem po co ta rozmowa… Ba, zaśmiał się Piłat, rozmawiać zawsze warto. No niby tak, ale Piłat chyba zbyt rzadko poznawał w swoim życiu osoby nie mające nic do powiedzenia a mimo to produkujące słowa z szybkością Chińczyka produkującego Iphony. W sumie, kontynuował, może będą w tym Luzaku jakieś dziewczyny z mojego rocznika. A jak wygląda Piłat twój rocznik, zapytał Krzysiek Majchrzak znając z góry odpowiedź, bowiem każdy znał zasadę „rocznika” Piłata. Docelowo dziewięć zero, ale tak naprawdę, wiesz Krzysiu, każda ładna dziewczyna jest z mojego rocznika, a już szczupłe brunetki to w ogóle są z mojego miesiąca i mojego dnia. Pokrewne dusze po prostu. Zwyczajowo towarzystwo skwitowało to wyjaśnienie śmiechem. I nastał gwar. I każdy rozmawiał z każdym, ale tym razem nie było żadnej Bożej wstawki, choć w sumie powoli zaczynał się proces mieszania się języków. Trawa zaczęła powoli ciemnieć, co nie było w tym wypadku winą samej trawy a bardziej słońca, które na tą trawę przestało powoli świecić. A gdzieś w tle pojawił się spodziewanie księżyc. A o księżycu można by powiedzieć wszystko, tylko nie to, że rozjaśnia kolor trawy. Tak więc trawa ciemniała, piwa powoli się opróżniały. Nie było wprawdzie korelacji pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami, ale tak się działo, więc nie wypada o tym milczeć.

179


Piwo się kończy, Emil podkreślił spostrzeżenie, które nasunęło się wszystkim jakieś dziesięć minut przed zdaniem wypowiedzianym. Nie można było temu zaprzeczyć. Niedobitki, które miały jeszcze nieco większe zapasy alkoholu sączyły go niezwyczajnie wolno ukradkiem obserwując kompanów, pod kątem ewentualnej próby odbicia alkoholu z rąk obserwujących. Przyjaciele przyjaciółmi, ale w obliczu braku alkoholu to nawet człowiek człowiekowi wilkiem, a co dopiero przyjaciel.

18

180


Tak sie nagle zachmurzyło Bywa gwarnie. Bywa gwarnie jak to właśnie (po raz trzeci w dwóch zdaniach) bywa.

Szare sine ciężkie niebo Zobaczyłem Cie za oknem Mniej więcej dwadzieścia minut, czyli obecną jazdę autobusem dzieli nas od kresu naszej wędrówki. Od celu dnia. Od naszej Itaki. Wszystkie te określenia dotyczą jednego miejsca: klubu studenckiego Luzak

Wejdź do domu to nie zmokniesz Może Ciebie tam nie było Tylko ze mną coś sie stało Znów mnie oszukała miłość Pieprzone, nudne radio, pieprzone De Mono, pieprzeni ludzie. Alkohol dobija się uparcie do mojej głowy. Stan stosunkowo rzadki. W życiu upiłem się…można by policzyć na palcach jednej ręki. Ja doliczyłem do trzech Zawsze było efektownie. Na cywilnym siostry rzygałem przez godzinę. Tak się kończy picie z Ukraińcami. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu. A w tej grze byłem w drugiej linii. Organizm chciał jednak przedrzeć się na pierwszą linię frontu. Dlaczego nie piszę „ja” tylko „organizm”? Bo ja nie pamiętam momentu, kiedy organizm wrócił do stołu, okraszając to słowami: Czemu kurwa jeszcze nie polane?! Mnie tam nie było. Był organizm. Sytuacja numer dwa: wygrałem konkurs na najdłuższego bucha na urodzinach Miśki. Celebrowanie zwycięstwa trwało pięć minut. Stan nieprzytomności trwało sporo dłużej. Bywa .A później jak się ocknąłem… to bardzo długa historia.

181


Sytuacja numer trzy… każdy wie jak to jest na wyjazdach służbowych.

Tak pragnąłem Twego ciała I widze tylko Twoje kapelusze...... Jak statki na niebie Jak statki na niebie. Lalalala blehhhhhhhhhhhhhhhhhhhh

Ciemne chmury wiatr przegonił Kiedy chciałem je dogonić Chowam Specjala. Każdy chowa. Lekko przysłonięty przez klapy marynarki staję się automatycznie niewidoczny dla innych uczestników podróży. Każdy gdzieś jedzie, jedzie i wraca. Banał. Rozmawiamy…

I zmieniła sie pogoda, Wiem, ze jutro Cie tu spotkam O czymś i o niczym. O prawie budowlanym i nowej płycie Anathemy. O wyjazdach przyszłych i przeszłych. Gwar. Oprócz nas i kierowcy są może trzy osoby. Jest piątek i jest późno- to zrozumiałe. Młodzi wypełnili kluby lub podobnie do nas jadą jakimś mpkiem w towarzystwie innych trzech osób o również innych planach. Jadą zbawiać lateksowe panny o plastikowych mózgach i nieudaczne kopie Cristiano Ronaldo w rytm muzyki, która ma tyle wspólnego co szósta część Beethovena z szóstą symfonią Beethovena. Starsi? Oni już śpią. Śpią znużeni czwartym piwem. Piwem które im się należało. Bo ciężko pracują, bo utrzymują rodziny, bo co to kurwa za życie i gdzie kurwa te czasy. Lepsze czasy.

Teraz sobie przypominam,

182


Dzisiaj tutaj byc nie mogłaś Przecież jeszcze nie wróciłaś

Może lepiej, bo nie zmokłaś Bo nie zmooookłaaaś iiiiiiiiii………

I widzę tylko Twoje kapelusze........ Jak statki na niebie

33

Żenujące. Świat muzyki. W radiu i poza. Mam czasem wrażenie, że funkcjonują dwie rzeczywistości kulturowe. Rzeczywistość Radia Zet i świat realny. W świecie Radia Zet cała populacja słucha do znużenia Beaty Kozidrak. A teraz pytanie do czytelnika:

Ilu znasz fanów Beaty Kozidrak? Moja odpowiedź: Zero! W świecie Radia Zet istnieje tylko wyłagodzony pop. Rock? Nie ma. Hip Hop? A co to? Jazz Bądź pan poważny. Thrash Metal? Arrrrghhh Blues? Oh my Darling nie! Istnieje jeden wielki plastikowy Pop.

Powietrze lekko drgało tak Jezusmaria Kurwa Mać! W dzień gorącego lata

33

http://www.tekstowo.pl/index.php/tekst/De_Mono/Statki_na_niebie

183


Arggggghhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhhh Nie wiem jak wpadłem na Twój ślad W dzień gorącego lata I wtedy to poznałem cię Ja rozumiem każdy to zna, ale na litość boską tylko kretyn mógłby uwierzyć w to, że ktoś tego słucha. W dzień gorącego lata Wiedziałem, że przygarniesz mnie Nie no dobra może znajdę jakiś pogrobowców polskiego popu n tym łez padole. Nikt nie mówi , że każdy musi mieć gust. W dzień gorącego lata A, a, a, w dzień gorącego lata Nie ma to jak skomplikowany refren. A, a, a, w dzień gorącego lata W tym a,a,a coś jest. Mój mózg chciałby wydłużyć to a w nieskończoność. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA AAAAAAAAAAAAAA! Był festyn spadających gwiazd Festyn spadających gwiazd?! Na litość boską! ( używam imię pana Boga swego nadaremno, wszystko winą złego popu) W dzień gorącego lata Był zatrzymany dziwnie czas W dzień gorącego lata

184


Choć ta nowa wokalistka………..mrauuuuu……no ładnie ładnie wygląda. Zresztą nie trudno dobrze wyglądać na tle grupy podstarzałych fanów Oasis.

I ogień był i pierwsze łzy W dzień gorącego lata Istniałaś dla mnie tylko Ty W dzień gorącego lata W dzień gorącego lata, la,la, la A, a, a, w dzień gorącego lata A, a, a, w dzień gorącego lata

34

Dość. Nastąpił przystanek Koniec.

19 Miejsce akcji: Klub studencki Luzak 34

http://www.teksty.org/Big_Day,W_dzie%C5%84_gor%C4%85cego_lata

185


Czas: wieczór , dość późny. Hmmmmmmmm Scena

1:

Osoby dramatu: barmani, zielone pingwiny, postaci wcześniej znane i nie znane. Zielone pingwiny Nie wiem co my tutaj robimy, ale jak nam nie zapłacisz to nie wypowiemy ani słowa. (Zielone pingwiny giną od uderzenia pioruna) Przypadkowy gość Uciekam z tej meliny , gdyż jest to jedyna melina , gdzie zielone pingwiny zostają rażone piorunami i to w samym lokalu w obecności barmanów (Przypadkowy gość ginie od uderzenia pioruna) Wchodzi Roki Roki Coś tu pachnie spalonymi zielonymi pingwinami Barman ( Nazwijmy go … barmanem) To zapewne zielone spalone pingwiny Roki No one spalone już tak mają , że pachną zieloną spalenizną. Barman Szczególnie na ciepło. Podać coś. Roki Nie Barman To po co przyszedłeś? Roki Po nic Barman No właśnie przyszła nowa dostawa Roki To daj mi dwie działki. A znasz angielski? Barman A ty?

186


Roki Ja yes Barman I ja yes Roki To świetnie bo zawsze warto przebywać w towarzystwie barmanów poliglotów Barman To świetnie bo zawsze warto przebywać w towarzystwie klientów- drobnych pijaczków poliglotów Roki Kocham cię Barman Kocham cię Całują się Roki (wycierając usta) Dobrze , że nie jesteśmy pedałami Barman Jebane pedryle Barman i Roki (wspólnie plują na podłogę) Tfu! Wchodzi pedryl Pedryl Przybywam na wasze zawołanie waszmości. Stwórzmy razem koło miłości!

Miejsce na twoją reklamę Koło miłości 187


Roki To jest elipsa.

Elipsa miłości

Barman I co? Pedryl I tyle. Na tym polega moja rola. Kolejne koło… Roki Elipsa! Pedryl

188


Kolejna elipsa miłości stworzona. Świat staję się lepszy. Roki(entuzjastycznie) Tak! Zaśpiewajmy coś! Pojawia się tłum Tłum Ale co? Barman Może coś na czasie? Tłum Coś co poniesie tłumy! Roki Już wiem! Zaczynają śpiewać. Na melodie „Wieża Babel”35 Roki

Wybudujemy krzyże.. Tłum

krzyże, krzyże, krzyże Roki

tam na tej ziemi gdzie stoi ruski dom Wybudujemy krzyże Tłum (poniesiony)

krzyże, krzyże, krzyże Roki

i nie zagości tam żaden Żyd i rom Koniec piosenki. Tłum znika. Pedryl wychodzi.

Scena 2

35

http://www.tekstowo.pl/piosenka,metro,wieza_babel.html

189


Czas i miejsce akcji takie samo jak w scenie 1 (Od tej pory czas i miejsce akcji będzie jednakowe dla wszystkich scen. Niech jednak nieopierzeni umysłowo czytelnicy

nie

uznają

,

ze

czas

dla

każdej

sceny

jest

identyczny.

Wprost przeciwnie- jest nieidentyczny. Postacie występujące w tej scenie: jeszcze wszystko wyjdzie na jaw. Krzysztof ( w kierunku przysłuchujących się mu ludzi) Moi drodzy! Głos z tłumu Czternaście Krzysztof Co czternaście? Głos z tłumu Raczej czego czternaście panie polonisto Krzysztof (lekko zawstydzony) Tak. Racja. Żydzi. Czego czternaście? Głos z tłumu Złotych. Krzysztof E? Głos z tłumu Czternaście złotych. Tyle są warci twoi znajomi. Krzysztof Bzdura! Moi znajomi są bezcenni! Głos z tłumu Tylko tak twierdzisz. Rynek mówi co innego. Krzysztof Jaki rynek? Głos z tłumu Po prostu rynek. Zresztą zobaczmy co sądzą o tym nasi widzowie. Dwóch mężczyzn wnosi na środek baru duży ekran. Pojawia się widownia. Słychać czołówkę muzyczną. Prezenter ( przepoczwarzył się z głosu z tłumu)

190


A więc spójrzmy na tablicę wyników: Moment napięcia . Wyświetlają się wyniki. Prezenter A czy ty Krzysztofie wiesz kto może być na pierwszym miejscu? Krzysztof ( uderza dłonią z całej siły w swoją twarz) Za dużo wypiłem. Muszę się obudzić. Prezenter Tak Krzysztofie to typowa odpowiedź da ciebie. Tak odpowiadają półgłówki ( w stronę publiczności) a teraz wróćmy do wyników. Na początek miejsce siódme. ( moment ciszy) I na miejscu siódmym mamy, o mała niespodzianka, trochę nisko: Michał Krawiel. Michał to energetyczny młody człowiek o kilku zaletach i większej ilości wad. Jesteście przyjaciółmi od Facebooka, kieliszka i rzygania na podłogę. Krzysztof Bzdury. Prezenter Krzysztofie! Nikt cię nie pytał o zdanie. Liczy się to co wyszło z audiotele (moment

ciszy)

Miejsce

szóste

(moment

ciszy).

Butelka

piwa.

Butelka to przyjaciółka , z którą spotykasz się niezbyt często, ale masz do niej słabość. Można by powiedzieć, że lubisz jej pociągnąć z szyjki.(śmiech) No

to

sobie

pofiglowaliśmy

a

teraz

miejsce

piąte.

Moment

skupienia

(werble) i mamy! Na miejscu piątym : twoja prawa ręka. ( Prezenter pąsowieje podchodzi do Krzysztofa i uderza go w twarz) Świnia! Krzysztof Ale za co? Prezenter (zdenerwowany) Ty już zboczeńcu wiesz za co!!!Już Biblia uznała to za grzech, bowiem biblijny Onan… Wchodzi biblijny Onan Onan(lekko zaciekawiony) Co jest? Publiczność (razem)

191


Wal się! Onan Ok. Onan wychodzi Prezenter I wszystko jasne. Krzysztof (zdenerwowany) Tak?! Ty tak?! Bo ty…bo ty nie rozumiesz swojej seksualności. Pojawia się leżanka i fotel. Prezenter kładzie się na leżance. Krzysztof siada w fotelu. Prezenter Od szóstego roku życia byłem prezenterem. Zaczęło się od tego porannego programu. Krzysztof Ach. Pamiętam (rozczula się) Byłeś bardzo słodki Głaszcze prezentera po głowie. Prezenter (z nutą niedowierzania) Naprawdę? Zawsze myślałem ,że jestem śmieciem. Matka mi tak mówiła. (wstaje z leżanki. Zwraca się w kierunku ciemnego kąta) Widzisz suko?!(zaczyna krzyczeć) Ludzie mnie kochają. Kochają mnie! Mnie! A ty mówiłaś, że nikt nie pokocha mnie. Że jestem aseksualny. Że jestem tyko prezenterem, kolesiem z dobrą dykcją. Jednowymiarową namiastką inteligenta. (zwija się w kłębek) A tak nie jest! Nie jest! ( w kierunku Krzysztofa)Nie jest? Krzysztof Nie jest Prezenter (nagle wstaje. Odzyskał energie) A teraz co jest przed nami? Panie i Panowie – czas na miejsce czwarte naszego rankingu. Krzysztofie , jesteś gotów? Krzysztof kładzie się na leżance

Krzysztof

192


Byłem kiedyś mały i byłem gotów.

Jestem teraz duży, gotowość lekko się

zawątpliwia, ale jestem nadal gotów na ten strzał. (rozdziera koszulę w tak zwanym geście rejtanowskim) Strzelaj! Prezenter Nie będziemy tu zabijać gwiazd. Same umrą po naszym programie (demoniczny śmiech) Wróćmy jednak do sedna, czyli do naszego show. Poproszę tablicę. Wjeżdża tablica No i miejsce czwarte. A na miejscu czwartym… (werble) na miejscu czwartym : ludzie , od których chcesz pożyczyć pieniądze. Tak jest. Ci naiwni kretyni są tak wysoko a jednocześnie ominęło ich podium. Co oni na to Ludzie od których chcę pożyczyć pieniądze No cóż , przygotowywaliśmy się ciężko cały rok. Jest nam smutno, ale liczymy, że za rok będzie lepiej. Prezenter Proszę państwa! Cóż za sportowe podejście. Znając Krzysztofa na pewno w przyszłym roku będziecie również wysoko. A teraz uzasadnienie. Krzysztofie! Ludzie od których chcesz pożyczyć pieniądze są zazwyczaj twoimi najlepszymi przyjaciółmi, ale jest to rzecz czasowa obejmująca jeden okres czasu: do momentu jak te pieniądze dostaniesz. Później nagle wasze przyjacielskie więzi słabną, aż do momentu kiedy siłowo wzmocnią je wierzyciele domagający się pieniędzy. Krzysztof (zażenowany) No bywa tak, bywa. Ale nie jest to miłe. Prezenter No dla twoich wierzycieli na pewno nie. Krzysztof ( błagająco) Przejdźmy do miejsca trzeciego. Prezenter. Jest niemiło? Śpieszy się? Krzysztof Yhm

193


Prezenter Znaj więc łaskę pana. Pana, panie i panowie. Miejsce trzecie. Czyli kto jest na podium. (wchodzi Adam Małysz) Adam Małysz Dzień dobry Prezenter Dzień

20

194


dobry. Co pan tu robi panie Adamie. ? Adam Małysz Wspominał pan o podium więc jestem. Zawsze pojawiam się przy okazji podium Prezenter Wszyscy o tym wiemy panie Adamie. I wszyscy za to pana kochamy. Adam Małysz (onieśmielony) Onieśmiela mnie to Prezenter Spierdalaj Adam Małysz Słucham? Prezenter Spierdalaj. To proste. (pokazuje mu drzwi nieistniejące- drzwi nie ma dlatego są nieistniejące) Adam Małysz Dlaczego? Prezenter Bo twoje miejsce tu jest złe, jest nie na miejscu. Tak naprawdę to wszystko jest tekstem. Jednym wielkim potokiem lepiej lub gorzej skomponowanych słów. Nie ma tu miejsca dla Adama Małysza. Pachnie to cepelią. Sport i literatura to cepelia. Adam Małysz A Wierzyński? Prezenter (gniewnie) Chcesz się bić? Adam Małysz Dlaczego? Prezenter Bo tak. Adam Małysz

195


A Wierzyński? Prezenter On nie żyje , więc go nie uderzę. Poza tym to utarty przykład. Dostał medal fakt, ale nikt nie czyta Wierzyńskiego. On jest po prostu w podręcznikach. Tyle. Adam Małysz Fakt Prezenter Super Expres Adam Małysz Dowidzenia (Adam Małysz wychodzi) Prezenter (do publiczności) I właśnie za to wszyscy go kochamy. (chwila przerwy) Wróćmy do po… (rozgląda się wyczekując powrotu Małysza) … do miejsca trzeciego. ( w kierunku Krzysztofa) zdenerwowany? Krzysztof ( nieco zdenerwowany) Nieco. Latami pracowałem żeby być tu gdzie teraz jestem . Drakońskie treningi, dieta kopenhaska, lifting , głodówki…warto było. Prezenter Wszyscy o tym wiemy i się cieszymy. Miejsce trzecie jednak. Poezja?! (śmiech) Publiczność się śmieje Krzysztof No co?! Prezenter. No wiesz >>> powaliło cię kurwa?! ` Co to w ogóle za język? Prezenter

196


‘O przepraszam cipo życiowa, że musisz wdychać to samo powietrze co barbarzyńcy. Włóż wyciągnięty sweter podetnij sobie lekko Emo- żyłę i idź posiedzieć samotnie w barze udając , że jesteś nową wersją Rafała Wojaczka. Krzysztof ( gniewnie) Słuchaj ty, ty, ty… prowadzący jeden! Publiczność zamiera w przerażeniu. Jak ty tak to zaraz zajebię cię wersami , o których nawet nie śnisz. Krzysztof wyciąga broń i strzela do Prezentera wierszem: To powrót krwawej Wiosny Ewidentny i z hukiem Dawno nie widziałem Tylu zmęczonych walką serc Jeszcze tylko kilka dni I ten świat eksploduje Tęczą kolorów Z przewagą ekstrementycznej zieleni i czerwonej odcieni smutku Wiersz chybia minimalnie i rozbija się o ścianę. Następuję śmierć wiersza Prezenter To ma być strzał ?! To są kpiny. Już Dehnel pisze lepsze teksty. Krzysztof Tak?! Telewizyjna gnido rodem z jedynki! Łap to!: W soboty zazwyczaj wstaję około jedenastej wiele rzeczy wpływa na taki rozwój zdarzeń podobno kto rano wstaje ten dostaje tak mówią

197


mówią też że premier ma na rękach krew prezydenta ufać ludziom to głupie odkąd zobaczyłem Johny'ego Rottena w reklamie masła chodzę jakoś ospały jestem Cristiano Ronaldo i w telewizji mówię po polsku bywa jakby napisał Kurt V ktoś inny by napisał że to śmierć ludzkiej myśli obaj mieliby rację każdy ma swoje zdania i hobby system zachowań poprawnych i nie ja w soboty zazwyczaj wstaję o 11 Wiersz trafia prezentera w ramię. Trafiony klęka z jego ramienia płynie potok słów Prezenter Jezu… Krzysztof Zostawmy religię! Oto ja. Giń: ja utworzenie kilku zdań

198


nasyconych pewnymi intencjami próbami wyrażenia czegokolwiek od wizerunku płonącego człowieka na Stadionie Dziesięciolecia dostrzeżonego przez odbiorce tylko za zasługą telekanału kulturalnego aż po impulsy targające receptorami nerwowymi zdefiniowane jako uczucia radość strach miłość niepewność w nieskończonej ilości zdań nieskończonej ilości strof nieskończonej ilości autorów Jaś Kapela piszę scenariusze dla Kingi Rusin plotka fakt jedna z miliardów kombinacji słów ułożona W uczciwość ? Prezenter pada na ziemię. Nie żyje. Zwłoki prezentera rozpływają się. Przychodzi drugi prezenter. Identyczny jak ten rozpłynięty. Krzysztof Jak to?! Prezenter Dzień dobry! Krzysztof i Publiczność Dzień dobry! Prezenter

199


Przejdźmy więc do miejsca drugiego.

Dosyć tych wszystkich list i wyliczeń Czyli jednym słowem:

! 200


D 201


O 202


Ś 203


Ć Komunikat: Autor zastrzega sobie ,

204


że czytanie tego utworu jest niemądre i uznaje jego pełne prawa

do

nieciekawych sposób

kończenia fragmentów

przed

w

momentem

prezentowany, czyli:

205


D 206


O 207


Ś 208


Ć 209


Janse? Ekhm Jasne?

210


21

Kim ty kurwa jesteĹ› ? 211


22

Na sam początek Krótka lista grzechów Primo nie zawsze byłem na tyle Polakiem na ile pozwalał mi umysł Zniewolony ? Chwilę zwątpienia Przed płonącą stodołą w Jedwabnem W trakcie przybijania ukraińskich ciał do płotów Na katowniach UB budowałem nowy kraj Wciskając w dupę nóżki od krzeseł Tym którzy wcześniej haratali czaszki Niemców tworząc z nich Płonące wioski które Umilały mi czas spędzony poza domem Niedaleko Nangar Khel Coraz mocniej pada na dworze Głuchy stukot deszczu Taki mały czas zabijania W imię małych czystych krajów Jeśli nie byłeś w Kielcach Nie wiesz jak wygląda krew Żydów To nasza klasa I nasze teczki Entliczek- Pentliczek Na kogo wypadnie Ten w życiu bęc Jak Pyjas ze schodów Sfrunął do nieba obrońców jednego krzyża Który wyrósł na górze trupów Taka nasza mała Golgota Wschodu Fakty istotne, medialne, grzechy historyczne

212


Jestem zbiorową siebie ich oraz reszty Wczesną godziną pobudki robotnika budowlanego Bolącym kręgosłupem kasjera w Biedronce Nieobecnym od Mefedrolu wzrokiem studenta uczącego się do kolejnej poprawki Kolejnego egzaminu Matką kupującą ubrania dzieciom na szmatach Siedemnastolatką wyrzucającą z płaczem swój pierwszy test ciążowy Pokojem mężczyzn którzy uciekli do Holandii przed grzechami młodości Zapijaczonym punkiem bełkoczącym przed galerią handlową: Punks not dead Dziewczyną z prowincji nie pamiętająca ostatniej nocy i całego potoku nowych doznań Jestem adrenaliną dresiarza siedzącego na ławce przed blokiem Sumieniem całej piątki z Włodowa Naszym Twoim Moim Marzeniem O jutrze O dziś Lepszym Innym

213


22

214


215


216


217


218


219


J E S T E M

220


J E S T E M S A M

221


J E S T E M S A M O T N Y

222


Jestem. Jestem sam. Jestem samotny. Siedzę na schodach przed domem. Nie wiem ile mam lat. Po prostu siedzę, czytam książkę i piję kawę. Podobno świat się skończył… Jeśli to prawda… Jeśli to prawda to muszę być w czyśćcu. Lacrimosa.

223


224


225


P O D O B N O Ś W I A T S I Ę S K O Ń C Z Y Ł

226


J E Ś L I T O P R A W D A . . .

227


J E Ś L I T O P R A W D A T O M U S Z Ę B Y Ć W C Z Y Ś Ć C U

228


23 To nie jest tak, że nie chce pić. Chce pić. To znaczy lubię pić. No, ale są czasem takie chwile, że wiesz, że tylko jeden krok, jeden pieprzony krok i dworzec może następnej nocy stać się twoim domem. Mieszkanie śmierdzi wódą. Zrobiło się cicho. Nie śpię już od jakiegoś czasu. Pająk. Wcześniej go nie widziałem. Nawet duży. Wije swoją nić nade mną. Mam nadzieje, że mnie nie ukąsi. Nie mam sił dziś gonić przestępców w pedalskim trykocie. Nie wiem, która jest godzina. Sobota. Dziś jest sobota. To jedno jest pewne. Chłopaki śpią pokotem po pokoju. Wczoraj byli niczym herosi z plakatów komunistycznych. Przodownicy pracy z kilofami w rękach i traktorami pod dupą. Dziś złożenie jednego sensownego zdania będzie dla nich trudniejsze niż ugryzienie tłustego księdza w dupę. Wczoraj oni wygrali-dziś ja będę zwycięzcą. Zwykle bolą mnie kolana, kiedy mam kaca. Dziś nic. Po prostu nie chce pić. Kochankowie moi umarli poeci Nigdy nie chciałem żyć jak on. Tym bardziej nie mam zamiaru tak zdechnąć. Zrobiłem w życiu wiele głupstw, ale śmierć byłaby najgłupszym z nich. Uffff Żyje! W drodze do łazienki złapał mnie lekki ból głowy. Teraz to nazywają ćmieniem

mózgu.

Taka

nowomowa

telewizyjnych

reklam

środków

przeciwbólowych. Swoją drogą gdyby ktoś pomyślał, że reklamy w tym kraju odpowiadały na najczęstsze problemy Polaków to by się okazało, że wszyscy mamy problemy ze zgagą, a nasze ciała służyły jako przykład do stworzenia mapy bólu ludzkiego ciała. Metaliczny smak wody był właśnie tym, czego moje coraz bardziej poniewierane przez kaca ciało potrzebuje.

229


Szybki prysznic i mocna kawa. Dwa kluczowe elementy poranka ,co bardziej nowoczesnego Polaka. Ci bardziej staroświeccy rezygnują z kontaktu swojego ciała z wodą. Jedna hmmmm może jednak dwie łyżeczki kawy. Nie ma się ,co z sobą cackać. Odgłosy dochodzące spoza kuchni świadczyły o jednej z dwóch rzeczy: albo moi ukochani współlokatorzy z pokoju obok niestety zostali na weekend ,co owocowałoby

koniecznością

wysłuchiwania

niekończących

się

rozmów

o

proszkach i rozmów o kościele katolickim na poziomie średniowiecznych chłopów, albo obudził się ktoś z tego „lepszego” pokoju, co byłoby drugim dowodem, udokumentowanym,na zmartwychwstanie. Niestety ciche: -Hej wypowiedziane przez wchodzącego do łazienki Ryśka rozwiały moje nadzieje na zobaczenie drugiej osoby po Jezusie, która uciekła z łap Charona. Odpowiadam mu charknięciem, które w języku części ziemian oznacza tak. -Co

pochlaliście

wczoraj?-

Nienawidzę

tych

pytań

Ryśka.

Mają

one

zakamuflowane w sobie zazwyczaj pytanie: Co, wy zapijaczone mordy myślące tylko o narkotykach i seksie przedmałżeńskim, znowu wczoraj nadużyliście w dzikim widzie alkoholu plamiąc dobry wizerunek tego krzywdzonego przez zachód pięknego kraju? - No wiesz, wypiliśmy parę piwek w Luzaku. W końcu był piątek.- W sumie mogłem mu powiedzieć cokolwiek, i tak nie zmieniłoby to układu myśli w jego głowie. - A was z Wiolą, czemu nie było? Mamrotanie, którą on uznał za odpowiedź brzmiała: - No, bo Jola nie chciała. I nagle zniknął w odmrokach łazienki. No cóż, to była nasz najdłuższa rozmowa w tym tygodniu. Kawa się zaparzyła. Śniadanie. To najdoskonalszy pomysł na następne kilkanaście minut. Mózg pulsuje niczym roztańczony dziwak na salsie w Sowie. Nie ma mowy o jedzeniu. Brak apetytu połączył się z mikro odruchami wymiotnymi. Swoją drogą grubo było wczoraj. Od razu po pracy, zahaczając o McDonald

230


wpadłem do Luzaka. Powiedziałbym, że jak zazwyczaj, ale ostatnio bywałem tam rzadko. Ale skoro wychodzi Bielska to nie sposób odmówić. Nie spotkanie w Luzaku znajomego w piątkowy wieczór jest tak samo prawdopodobne jak polizanie się po łokciu. Jeśli domem można nazwać miejsce, gdzie człowiek czuję się komfortowo, gdzie wie że może pozwolić sobie na więcej, niż gdzie indziej, to dla wielu z nas ten lokal to był dom. Drugi, trzeci, dziesiąty, ale jednak dom. Pierwszy łyk kawy parzy mój język. Tak miało być. Nie ma się z sobą, co cackać na kaca. Wrócę do pokoju chyba. Chuj, że obudzę chłopaków. Trudno. Jest już najwyższy czas wstawać i wracać do życia. Nie uśmiecha mi się siedzieć w kuchni, bo Obrońca Wszelkich Cnót i Innych Zagadnień Moralnych( w skrócie cipka) kiedyś zakończy mycie włosów i opuści królestwo naszej małej łazienki, a mój przewód pokarmowy nie powinien być dziś zbytnio wystawiony na bodźce wymiotne. Entres do pokoju było tak ciche, że się Roki obudził po sekundzie i rozpoczął dzień od rozważań na temat życia: - O ja jebie -po czym wydał odgłos, który nasunął mi na myśl skowyt gwałconego psa, mimo że nigdy nie widziałem tej formy gwałtu, ba nigdy nie widziałem żadnej formy gwałtu i przed każdym sądem tak bym zeznawał.- Uuuu ale mnie łeb napiżdża Łączyłem się z nim w bólu. -Trzeba by jakąś muzykę zapodać, bo cicho tu- Niczym Adam Małysz skoczył w stronę swojej mini wieży i za chwilę można było usłyszeć dźwięki Illusion. W niczym mu nie przeszkadzało, że właśnie obudził śpiącego na fotelu Kruszynę. Podziwiałem jego miłość do muzyki. Podziwiałem jego mózg za skrajną formę sadomasochizmu. Mężczyźni na powrót stawali się mężczyznami wychodząc powoli ze skorup wczorajszych chłopców by stawić czoła bolącej rzeczywistości. - O! Matka dzwoniła!- Niedowierzanie na twarzy Kruszyny zmieniało się powoli w lekki uśmiech- I tak zawsze, co sobotę. Zaraz do niej oddzwonię.

231


Nie zapraszaj nas do domu Wypijemy ci cały alkohol My Nihiliści Dzwoniący wieczorami do matek Żeby obudziły nas rano Jeśli matka mnie nie obudzi Już nikt nigdy może tego nie zrobić Dopełniam porannego rytuału włączając laptopa. Tak! Mam nowy system z Redomond. Kocham tą czteroczęściową flagę monopolisty niszczącego świat wolnego rynku. Sekundy dzielą mnie od połączenia się ze światem. Nikt na tym świecie nie lubi Visty. Nikt poza mną. W tle rozbrzmiewa rozmowa Kruszyny z matką. Spokojna. On zawsze spokojnie rozmawia, nawet wtedy, kiedy kopniakami giął znaki drogowe mówił do mnie spokojnie. Bierze nóż ten koleś bierze nóż wychodzi nocą szukać dnia Bierze łom ten koleś bierze łom wychodzi nocą posiać strach - Masz gdzieś tabakę koło siebie?- Pytanie Rokiego jest już tak klasyczne jak muzyka Chopina. Tabaka, czerwony Red Bull leży na parapecie. Rzucam mu ją, a po chwili obaj z Kruszyną śmiejemy się z łez Rokiego, który właśnie wciągnął kreskę tabaki z okładki płyty Brand New Sin. -Kopie!- Każdy z nas wie, że nie kopie, ale i tak nie jest to zabawka dla laików.

232


Otwieram okno. Chłodny powiew wiatru drażni moją skórę. Wiosna jest w tym roku chłodniejsza niż zazwyczaj, co jest koronnym dowodem dla przeciwników teorii o ociepleniu się klimatu. Przyjdzie gorące lato, to przeciwnicy schowają się w norze a zwycięsko z lasu wyjdą wojska ekologów ryczących przeciągle i tryumfalnie: A ziemia płonie, płonie, płonie Korporacyjny niszcząc ład A ja? Dla mnie po prostu wiosna jest chłodniejsza w tym roku. Tło wygasa. Magazyn Empire zaprezentował nowe plakaty do filmowej adaptacji gry "Książę Persji". Możemy na nich podziwiać dwójkę głównych bohaterów disnejowskiego widowiska Gemmę Arterton i Jake'a Gyllenhaala. Jonathan Lamy odpowiedział w ten sposób na pytanie o zabezpieczenia plików muzycznych, które zadał mu dziennikarz magazynu SCMagazine (wywiad ma się ukazać w najnowszym numerze SCM). Cóż, jeśli facet odpowiedzialny za kreowanie medialnego wizerunku RIAA mówi coś takiego, to znaczy, że ta organizacja chyba wreszcie zrozumiała, że na DRM (czyli systemy zabezpieczające pliki muzyczne przed nieautoryzowanym kopiowaniem)

nie ma

miejsca na obecnym rynku muzyki... Kamienice w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie, willa w centrum Szczecina. Tylko dwie pierwsze nieruchomości mogą być warte 60 mln zł. Pałacyk w Krakowie to kolejne 15-17 mln. W sumie budynków, które mają zostać sprzedane do końca roku jest osiem.

12-letni Mauricio Baldivieso wystąpił w ekstraklasie boliwijskiej w barwach Aurory w meczu z La Paz. To nowy rekord świata w kategorii debiutu w najwyższej klasie rozgrywkowej

233


Chłonę to wszystko. Mój mózg to gąbka. Stajnia Augiasza, która potrzebuję jakiegoś Herkulesa racjonalności, żeby to wszystko uprzątnąć. Porządek musi być. Litery przekształcają się w słowa. Słowa w wyrazy. Wyrazy w zdania. Zdania w akapity, wersy, strofy. Akapity, wersy, strofy w informacje, instrukcje, arcydzieła i gnioty. Słowa Słowa Słowa Wracam do rzeczywistości i spoglądam na pokój.

Koniec

234


Niski poziom absurdu