Issuu on Google+

ISSN 1896-1878

09 (40)

10-11/2009

Rozmowa ze Stefanem Stuligroszem Noblowski eliksir młodoÊci Z Bronisławem Wildsteinem w bój o pami´ç


www.opal.com.pl www.faveton.pl

w systemie wentylowanych fasad ceramicznych

Opal R. Szulc W. Olejniczak Sp.J. 62-065 GRODZISK WLKP ul.Kàkolewska 13 061 444 60 52 opal@opal.com.pl


w numerze spis treści

Wojewoda funkcja niełatwa

4

Zygzakiem

5

Teraz ciepło

6

Ciepło niezbędne

9

Urok Króla Kurkowego

30

Wygrać bój o narodową pamięć

32

Wystawa „Chryzantemy 2009”

33

Podołać wyzwaniom przyszłości

11

Liderzy

34

Fundusze dla zielonej Wielkopolski

14

Żywiec Dobroczyńcą Kultury

35

16

Blue Note Poznań Jazz Club prezentuje

37

Byliśmy najlepsi...

17

Nowości muzyczne

38

Noblowski eliksir młodości

19

W rytm muzyki Chopina pulsuje serce Polski

39

Chemiczne sukcesy i borylobuty

20

Chór Mieszany im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu 39

Podaruj komuś czas...

22

Teatr jest żywym organizmem

40

Człowiek z  kamiennej wieży

42

Axor Urquiola Inspiracje

44 45 46

Wziąć się wspólnie do pracy – odsłonięcie pomnika Hipolita Cegielskiego

Proinnowacyjne kształcenie, kompetentna kadra i absolwenci przyszłości na Wydziale Fizyki UAM 23 Rowerem wzdłuż Warty?

25

Muzyka uczy pokory

26

Patriotyczne sado-maso bis

Twoja firma w Sieci czyli mocne strony Internetu

28

Galeria Macieja Mańkowskiego

s.

8

Teraz ciepło

19 Noblowski

s.

eliksir młodości

26 Muzyka

s.

uczy pokory

32 Wygrać

s.

bój o narodową pamięć

Nasze artykuły znajdziesz także na portalu epoznan.pl

konto: Bank Zachodni WBK S.A Nr 56 1090 1362 0000 0001 1083 8358 Redakcja (sekretariat): tel. +48 (0) 61 827 59 42 tel. +48 (0) 501 180 575 tel. +48 (0) 515 079 888 sekretariat@merkuriusz.com.pl redakcja@merkuriusz.com.pl www.merkuriusz.com.pl

Fotografie: Włodzimierz Kowaliński, Stanisław Wojcieszak Współpraca: Lech Mergler, Kamila Zdancewicz, Kazimierz Brzezicki, Marek Zaradniak, Sławomir Bartkowiak, Magda Jeż, Andrzej Haegenbarth, Robert Hoffmann, Dominik Górny, Michalina Konieczna, Andrzej Wilowski, Kinga Wiench, Ryszard Rakower, Aldona Błochowiak, Michał J. Stankiewicz Okładka: Dalkia

ZAPRASZA

Skład: Pre-Press Studio Krzysztof Spychał, www.spychal.pl Druk: Art&Print Sp. z  o.o., ul. Wielka 27/29, 61-775 Poznań WIELOKO

PIECZ

amb

gro

ww

L

OW E

u l. O

l wa w t. p 1 17 . a m b. n e 06 , Po znañ, tel./fax

do

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści reklam i  materiałów promocyjnych, i  ma prawo do skracania niezamówionych tekstów.

I TK

OR

Zastępca redaktor naczelnej: Krzysztof Wiench

¥

Redaktor naczelna: Mariola Zdancewicz

0 -6 0

NIP 779-110-09-06 • REGON 300467591

Korekta: Jolanta Chrostowska-Sufa

2 -0

Wydawca: DOM WYDAWNICZY NETTER 61-663 Poznań, ul. Żniwna 2 (Hotel Trawiński)

Asystent redakcji: Lidia Piechocka

85

ISSN 1896-1878

www.opera.poznan.pl Piecz¹tki wielokolorowe 10% kupon na

rabatu

oraz bezp³atny projekt zamawiaj¹c internetem

www.amb.net.pl


region

Wojewoda funkcja niełatwa

23 października uczczono 90. rocznicę odrodzenia województwa poznańskiego. Dokładnie tego dnia 1919 roku pierwszym wojewodą w odrodzonej Rzeczypospolitej został Witold Celichowski. Obecny wojewoda wielkopolski Piotr Florek i marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak uświetnili swoją obecnością uroczystość jubileuszową, która rozpoczęła się nabożeństwem w intencji mieszkańców w kościele Karmelitów Bosych, a zakończyła spotkaniem w Urzędzie Wojewódzkim, na którym można było wysłuchać prof. Lecha Trzeciakowskiego w wykładzie o Witoldzie Celichowskim. Obecny był także krewny wojewody mecenas Wojciech Celichowski.

W holu głównym Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego otwarto wystawę map ilustrujących najważniejsze zmiany, które ukształtowały obecne terytorium Wielkopolski: w roku 1938 przyłączono do niego ziemie zachodnie województwa wielkopolskiego z Kaliszem i Turkiem, w latach 1950–1956 do Wielkopolski należała ziemia lubuska, po roku 1975 podzielono Wielkopolskę na 5 mniejszych województw, ponowne scalenie województwa w roku 1999 umożliwia jego integrację z innymi regionami Polski i Europy.

4

region jako całość. Region potrafiący wykorzystać wszystkie zasoby, różnorodności i bogactwa. W tym tkwi nasza siła – taka powinna być Wielkopolska. Z perspektywy 90 lat możemy dostrzec ogrom pracy, jaki przez ten czas wykonano w budowaniu silnej pozycji regionu. Wielkopolska jest dziś w czołówce województw kraju we wszystkich dziedzinach życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego. Nie wyobrażam sobie, abyśmy mogli zboczyć z wyznaczonej drogi, którą 90 lat temu wytyczył pierwszy wojewoda poznański w odrodzonej Rzeczypospolitej, Witold Celichowski. Red. Mapy: przedruk materiału, który ukazał się w październikowym numerze magazynu samorządowego „Monitor Wielkopolski”

O swoim poprzedniku mówi obecny wojewoda Piotr Florek: Wspominając wojewodę Celichowskiego, należy pamiętać o tym, w jak trudnym okresie przyszło mu kierować administracją. Lata 1919–1920 były niełatwym i burzliwym czasem, kiedy rozstrzygały się losy nie tylko polskich ziem zachodnich, lecz również państwa polskiego. Pamiętajmy, że przed wojewodą Celichowskim oraz jego administracją stanęło wówczas niezwykle ambitne zadanie odbudowy zgermanizowanego województwa, zarówno w aspekcie administracji, szkolnictwa, jak i sądownictwa. Za nadrzędny cel uznał on wówczas budowę polskiej administracji cywilnej w Wielkopolsce oraz stopniową integrację tego obszaru z pozostałymi terenami odrodzonej Polski. Przypomnę, że to jego zasługą jest wprowadzenie do wielkopolskiej administracji języka polskiego. Był to nie tylko wybitny administrator, ale też patriota reprezentujący modelowe postawy Wielkopolanina, takie jak etos pracy, solidność, pracowitość. Również i dziś staramy się podążać za tym wzorcem, choć ciężar zadań, jakie spoczywają teraz na wojewodzie, jest zapewne inny. Moje zadania, jako reprezentanta rządu w terenie, to przede wszystkim nadzór nad samorządem terytorialnym, odpowiedzialność za zarządzanie kryzysowe i bezpieczeństwo publiczne. Reforma administracyjna umocniła samorząd, a jednocześnie doprowadziła do bardziej profesjonalnego funkcjonowania urzędu wojewody. Na przestrzeni 90 lat kształt województwa poznańskiego ulegał wielokrotnym zmianom. W 1975 roku proces integracji terenów Poznańskiego został zakłócony reorganizacją podziału administracyjnego kraju. Szansa na zbudowanie spójnego województwa pojawiła się dopiero 24 lata później, czyli w 1999 roku, wraz z reformą administracyjno-samorządową. Dziś struktura administracyjna województwa wielkopolskiego opiera się na 35 powiatach. To one są siłą napędową naszego regionu, bez niej nie udałoby się osiągnąć tych wszystkich sukcesów, z którymi niewątpliwie kojarzy się Wielkopolska. W dzisiejszym świecie, a zwłaszcza w Europie, liczy się sprawnie funkcjonujący


z a k i e m  uroposłowie E w Klubie Wielkopolan

Rolnicza wizyta Biuro Informacyjne Województwa Wielko- członkowie wielkopolskich grup producencpolskiego w Brukseli odwiedziła w październi- kich oraz naukowcy.  ku delegacja rolnicza naszego regionu, udająca Dyrektor BIWW Monika Kapturska omówisię z wizytą roboczą do Bretanii. Przewodniczył ła jego działalność. W drugiej części spotkania jej członek Zarządu Województwa Wielkopol- uczestniczyli pracownicy Wydziału do spraw skiego Arkadiusz Błochowiak, a w jej składzie Rolnictwa i Rybołówstwa Stałego Przedstawiznaleźli się m.in. członkowie Komisji Rolnictwa cielstwa RP przy Unii Europejskiej. Poruszono i Rozwoju Wsi Sejmiku Województwa Wielko- kwestie związane z  doradztwem rolniczym polskiego, przedstawiciele Departamentu Rol- oraz grupami producenckimi rynku warzywnonictwa i Rozwoju Wsi Urzędu Marszałkowskiego, -owocowego.

Wielkopolski warsztat na Open Days 6 października Wielkopolska we współpracy z siedmioma europejskimi partnerami – regionami Andaluzją, Karyntią, Castillą-La Manche, Finlandią Południową, Wschodnimi Prowincjami Holenderskimi, hrabstwem Lancashire i miastem Pilzno – zorganizowała dwie debaty z udziałem regionalnych polityków oraz ekspertów zajmujących się wdrażaniem funduszy strukturalnych. W wydarzeniu tym uczestniczyło ponad 150 osób z 16 krajów Unii Europejskiej. Wśród uczestników warsztatu znajdowali się przedstawiciele samorządów lokalnych i regionalnych, pracownicy instytucji europejskich, naukowcy i eksperci do spraw wdrażania regionalnych programów operacyjnych. Warsztat „Regiony debatują o przyszłości polityki spójności” składał się z dwóch debat, politycznej i eksperckiej. Ze względu na ważność tematyki podejmowanej przez nasze regiony moderatorami obu paneli dyskusyjnych zgodzili się zostać wysocy rangą urzędnicy Dyrekcji Generalnej do spraw Polityki Regionalnej w Komisji Europejskiej. Celem obu paneli było przekazanie przedstawicielom Komisji Europejskiej refleksji na

temat przyszłych rozwiązań dotyczących programowania i wdrażania polityki spójności. W obliczu rozpoczynającej się debaty o przyszłości polityki regionalnej, jej celach i miejscu w budżecie Komisji Europejskiej głos regionów nabiera szczególnej wagi. Podczas ożywionej dyskusji udało się wyłonić kilka wniosków, nawiązujących szczególnie do ostatnio proponowanych rozwiązań. Rozmówcy chwalili koncepcję dostosowania polityki spójności do rzeczywistych wyzwań stojących przed regionami. Ważnym aspektem okazał się również problem powielania się działań w  ramach polityki sektorowej i  polityki regionalnej, co w przyszłości będzie wymagało lepszej koordynacji. Poruszano kwestie związane ze wzmocnieniem roli Komisji Europejskiej w procesie zarządzania programami operacyjnymi, a także problemy związane z transparentnością procedur administracji publicznej i przerostem biurokracji. Dodajmy, że z okazji Open Days ukazało się specjalne dwujęzyczne wydanie „Merkuriusza”.

Dokumenty dla wszystkich Parlament Europejski przyjął sprawozdanie, w  którym wezwał instytucje europejskie do udostępniania swoich rejestrów i  dokumentów do publicznej wiadomości. Posłowie na mocy orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości zwracają się do Rady o  podawanie do publicznej wiadomości wszystkich jej debat. Do publicznej wiadomości powinny być również podawane informacje o  udziale i  zaangażowaniu posłów w  prace Parlamentu. Unia i  jej państwa członkowskie w  większości uznały i  wdrożyły prawo publicznego dostępu do dokumentów instytucji. Posłowie podkreślili, że w  minionym roku dokumenty udostępniano częściej niż w  latach poprzednich, ale z  analizy ilościowej wynika, że niektóre przepisy tego rozporządzenia są różnie interpretowane, co było przyczyną skarg obywateli do Rzecznika Praw Obywatelskich i  Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

zygzakiem

z y g

13 października odbyło się kolejne spotkanie Klubu Wielkopolan w Brukseli. Tym razem gośćmi honorowymi byli wielkopolscy posłowie do Parlamentu Europejskiego. Frekwencja dopisała i w siedzibie Wielkopolski zjawili się wszyscy eurodeputowani z naszego regionu, a więc: Andrzej Grzyb, Sidonia Jędrzejewska, Filip Kaczmarek, Marek Siwiec i Konrad Szymański. Nasi posłowie pracują w komisjach: spraw zagranicznych, budżetowej, rozwoju oraz przemysłu, badań naukowych i energii. Wielkopolscy eurodeputowani podzielili się informacjami na temat swojej działalności w komisjach i podkomisjach oraz na temat planów na najbliższą kadencję. Opowiedzieli również o pierwszym miesiącu pracy Parlamentu Europejskiego w nowym składzie. Wszystkich cieszy fakt, że wraz z objęciem funkcji przewodniczącego Parlamentu Europejskiego przez Jerzego Buzka sesje plenarne prowadzone są w języku polskim. Można więc powiedzieć, że na europejskich salonach powiało polskością. Dodajmy, że w spotkaniu Klubu Wielkopolan uczestniczyli także studenci kierunku rozwój regionalny Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM, którzy w ramach projektu realizowanego przez UAM przy współpracy z Urzędem Marszałkowskim odbywają trzytygodniowe praktyki zawodowe w Brukseli; ich organizatorem jest wielkopolskie przedstawicielstwo. Studenci mieli okazję do zadania pytań parlamentarzystom. Młodych Wielkopolan interesowało, jak eurodeputowani spędzają swój czas wolny i czy mają okazję poznać Brukselę. Podczas spotkania zaprezentowano krótki przegląd wydarzeń w Wielkopolsce w minionym półroczu. Mowa była m.in. o sytuacji gospodarczej naszego regionu, współpracy zagranicznej województwa wielkopolskiego, wdrażaniu inicjatyw JESSICA i JEREMIE, a także budowie kolejnego odcinka autostrady A2.

I nnowacyjne skrzypce z Wielkopolski koncertowały w Brukseli 11 i 13 października w Brukseli i Aachen odbyły się koncerty belgijskiej orkiestry kameralnej „I Musici Brucellensis” pod batutą Zofii Wisłockiej. Podczas koncertów znany belgijski skrzypek Jean-Michel Defalque, profesor Konserwatorium Muzycznego w Liège, zagrał na innowacyjnych skrzypcach Victoriusse zaprojektowanych i wykonanych przez członkinię Klubu Wielkopolan w Brukseli – Karolinę Woźniak, absolwentkę poznańskiej Akademii Muzycznej. Koncerty, współorganizowane przez województwo wielkopolskie, są formą promocji regionu wśród belgijskich melomanów. MAZ

5


energia

Krzysztof Wiench

Z drugiej strony firmy dostarczające ciepło na różny sposób pokazują nam, jak nie być rozrzutnym konsumentem, tylko stać się przeciętnym Europejczykiem oszczędzającym ciepło i energię. Na poznańskim i wielkopolskim rynku prym wiedzie Dalkia, która jest uczestnikiem prowadzonego przez Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie projektu o ogólnopolskim zasięgu zwanego „Ciepłem Systemowym”. Projekt promuje efektywny sposób ogrzewania z wykorzystaniem miejskich sieci ciepłowniczych. Program został w tym roku nagrodzony Godłem „Teraz Polska”. Firma z czterdziestodwuletnim rodowodem musiała poddać się wielu transformacjom, by zdobyć swą pozycję. Możemy przyjąć, że rok 1967 był ważny i przełomowy. To wtedy istniejąca już od 1929 roku Elektrownia Garbary została przebudowana (po 2 latach) w elektrociepłownię (EC I) i do mieszkańców Poznania

6

popłynęło pierwszy raz wytworzone na Garbarach ciepło. W tym roku powstało też Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej, które stworzyło podwaliny pod istniejący do dziś i prężnie rozwijający się miejski system ciepłowniczy w Poznaniu. Przez cały okres swojej historii oba przedsiębiorstwa pracowały niezależnie, choć funkcjonalnie były od siebie uzależnione. Różne też były losy ich transformacji. MPEC w 1976 roku został Wojewódzkim Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej, obejmującym swoim zasięgiem także inne systemy ciepłownicze w Wielkopolsce. Intensywny rozwój sieci cieplnej spowodował konieczność budowy nowego źródła ciepła i energii. Powstał więc Karolin (EC II). Od początku lat 70. ubiegłego stulecia produkcja rozwijała się zgodnie z zapotrzebowaniem na ciepło i energię elektryczną w  Poznaniu. W  1975 roku ciepło było już produkowane w Elektrociepłowni

Obecna pora roku skłania nas do domysłów, jaka będzie zima, mroźna czy łagodna, długa czy krótka. I nie myślimy o  tym tylko w  kontekście zimowych szaleństw, lecz w trosce o nasz portfel, z  którego będziemy musieli wyjąć pieniądze na wyższe niż w lecie rachunki. Karolin z kotłów wodnych, w 1981 roku oddano do użytku pierwszy blok kogeneracyjny, w roku 1991 drugi, a siedem lat później ostatni z pracujących do dziś. W 1975 roku utworzono też z połączenia obu poznańskich elektrociepłowni wspólną organizację biznesową – Zespół Elektrociepłowni Poznań. W tym samym roku poznański MPEC uruchomił pierwszą magistralę zasilaną w ciepło z EC II. Koniec lat 70. to również pionierskie działania ZEP i WPEC w zakresie wprowadzania automatyki systemu oraz przejścia obu elektrociepłowni na wspólną sieć w systemie otwartym. Z początkiem lat 90. rozpoczął się proces unowocześniania dystrybucji ciepła systemowego. W ciągu kilku lat zlikwidowanych zostało prawie 300 lokalnych kotłowni węglowych, co przyczyniło się do redukcji emisji zanieczyszczeń w mieście, oraz wymieniono ponad 600 węzłów cieplnych


energia

powoduje duże ilości emisji innych szkodliwych substancji: tlenku węgla, związków siarki, związków azotu, pyłów itp. Oczywiście, w Elektrociepłowni Karolin także spalany jest węgiel, ale skuteczność systemu stosowanych tam filtrów wynosi aż 99%, a wszystkie emisje są kontrolowane online przez Inspekcję Ochrony Środowiska. W przypadku tzw. palenisk Elektrociepłownia Karolin domowych nie ma żadnych norm ograniczających emisję ani przepisów zakazujących palenie szkodliwych substancji (np. niesortowanych odpadów domowych, co się nierzadko zdarza). W związku z tym emisja np. pyłu zawieszonego w starych częściach Poznania jest tak intensywna, że można wyraźnie poczuć w powietrzu początek sezonu grzewczego. Już w latach 90. rozpoczęto sukcesywną likwidację kotłowni węglowych i przyłączanie no- Technik Dalkii wych obiektów do sieci. W  EC Karolin współspala się biomasę z węglem, porównania klasyczne elektrownie kondena w najbliższym czasie planowana jest duża sacyjne produkują energię ze sprawnością inwestycja zakładająca modernizację jed- co najwyżej 40%. nego z kotłów tak, aby mógł być w całości Należy wspomnieć o aktywności Dalopalany biomasą. Stosuje się tam też nowo- kii podczas ubiegłorocznego Roku Klimaczesne filtry i instalacje odsiarczania spalin. tu i Środowiska w Poznaniu oraz podczas Emisje z elektrociepłowni Dalkii od kilku lat samej Konferencji Klimatycznej. Zaangażoplasują się na poziomie niższym niż normy wanie to wynika przede wszystkim z poprzewidywane przez prawo. I, co bardzo dejścia do miast, w których działa firma. ważne, produkowane jest ciepło i energia Jeśli chodzi o Poznań, to partnerstwo doelektryczna w kogeneracji, co jest wysoce tyczy jeszcze wielu innych ciekawych proefektywne, o sprawności około 85%. Dla jektów takich jak cykl organizowanych

TERAZ CIEPŁO

– z hydroelewatorowych na kompaktowe o lepszej efektywności energetycznej. W 1993 roku ZEP został skomercjalizowany, stając się Zespołem Elektrociepłowni Poznańskich SA, należącym do Skarbu Państwa, a w 1997 roku komercjalizacja została dokonana w PEC, odtąd funkcjonującym jako Poznańska Energetyka Cieplna SA należąca do miasta Poznań. Po komercjalizacji niedaleko było już do prywatyzacji. I tak w 2002 roku Dalkia Termika zakupiła 51% udziałów w PEC SA, zaś w 2004 roku konsorcjum Dalkia Termika i PEC SA objęły 85% udziałów w Zespole Elektrociepłowni Poznańskich. Już z historii, ale przede wszystkim ze specyfiki firm wynika podział ról. Dalkia Poznań ZEC to źródło – miejsce, w którym wytwarzane jest ciepło i energia elektryczna w jednym procesie skojarzonej produkcji. Dalkia Poznań z kolei odpowiada za dystrybucję ciepła systemowego poprzez miejską sieć ciepłowniczą, za poprawne funkcjonowanie urządzeń i za to, żeby do ponad połowy mieszkańców Poznania ciepło docierało bezpiecznie i wtedy, kiedy jest potrzebne. Jeżeli chodzi o  projekty związane z ochroną środowiska, a może nawet bardziej z polepszaniem środowiska miejskiego, to jednym ze sztandarowych projektów Dalkii w ostatnich latach jest program rewitalizacji – uciepłownienia „starych” dzielnic Poznania, takich jak Łazarz, Wilda czy Jeżyce. Stwarza on możliwość podłączenia się do sieci miejskiej i zlikwidowania lokalnych źródeł ciepła – w pierwszej kolejności starych pieców węglowych. Jak wiadomo, spalanie węgla oprócz emisji dwutlenku węgla

7


energia

Ciepła Sobota z Dalkią

Szkoła z Klimatem ślej dla pojedynczej, statystycznej poznańskiej rodziny. Diagnoza ta może posłużyć władzom miasta do planowania zmniejszania emisji dwutlenku węgla przez ooznaniaków. Zmniejszanie emisji dwutlenku węgla staje się w  dzisiejszych czasach koniecznością. Jednym z najprostszych działań, dostępnym dla każdego z  nas, jest po prostu oszczędzanie energii. Dlatego, dość przewrotnie jak na producenta energii, Dalkia rozpoczęła namawianie klientów i  końcowych odbiorców energii do jej oszczędzania. Tak naprawdę nie ma tu wielkiej filozofii, można wymienić kilka sposobów, które można wdrożyć w życie „od ręki”. Kupowanie energooszczędnych urządzeń, wyłączanie ich z gniazdek zamiast opcji „stand-by”, gaszenie światła,

8

wykorzystanie energooszczędnych świetlówek to jedne z nich. Jeśli chodzi o ciepło, należy natomiast pamiętać, aby nie zastawiać kaloryferów, ustawiać termostaty w pozycji minimalnego ogrzewania podczas nieobecności w mieszkaniu, szybko wietrzyć pomieszczenia przy wyłączonych kaloryferach. Na poziomie edukacji Dalkia przekazuje te informacje w ciekawy sposób, np. w postaci komiksu dla dzieci. Proponuje ponadto profesjonalne audyty energetyczne i umowy o wynik, gwarantujące zmniejszenie zużycia energii. Ważnym promowanym przez Dalkię hasłem jest efektywność energetyczna. W dużym uproszczeniu oznacza ona racjonalne gospodarowanie energią na każdym etapie: od momentu wytworzenia poprzez dystrybucję, aż po końcowe zużycie. Działania Dalkii koncentrują się z jednej strony na podnoszeniu efektywności, czyli wysoko sprawnym wytwarzaniu, ograniczaniu strat na przesyle ciepła, na pełnej automatyce stosowanych urządzeń, z drugiej namawianiu klientów do korzystania z efektywnie wytwarzanego ciepła. Stąd też zaangażowanie firmy w program Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie – „Ciepło Systemowe”. Jest to kampania promocyjna, przedstawiająca zalety ciepła dostarczanego mieszkańcom przez sieć miejską – komfort użytkowania, bezpieczeństwo, stabilność. Zachęcanie klientów do energooszczędnych zachowań ma też oczywiście drugie dno. Jak wiadomo, najczęstsze narzekania odbiorców to narzekania na ciągle rosnące ceny. Ceny energii w Polsce będą rosły, takie są założenia polityki energetycznej i prawdopodobnie nic tego nie zmieni. Natomiast dostawcom usługi ciepła systemowego zależy, żeby koszt ponoszony przez użytkownika był stabilny. Taki efekt przy rosnących cenach może zapewnić tylko racjonalne, oszczędne korzystanie z ciepła i energii elektrycznej. Trzeba także pamiętać o roli Urzędu Regulacji Energetyki, który zatwierdza wszystkie taryfy na ciepło i dba o to, aby ceny były na poziomie akceptowalnym dla odbiorcy. Można oczywiście myśleć o systemowych rozwiązaniach chroniących najuboższych odbiorców, ale to powinno być raczej domeną władz lokalnych albo państwowych. Dalkia jest europejskim liderem w zakresie dostarczania usług energetycznych na rzecz lokalnych społeczności i przedsiębiorstw przemysłowych. Dzięki systematycznemu zwiększaniu efektywności energetycznej i zastosowaniu odnawialnych źródeł energii – w szczególności biomasy – optymalizuje wyniki techniczne, finansowe i ekologiczne instalacji, którymi zarządza. Fot. udostępnione przez Dalkię Poznań

TERAZ CIEPŁO

w poznańskich szkołach prelekcji, konferencji i konkursów pod wspólnym hasłem „Szkoła z Klimatem”, czy projekt „Zielona Energia”. Wspólnie z firmą Philips i Urzędem Miasta Poznania zlecono produkcję 100 000 energooszczędnych świetlówek, które zostały potem przekazane uczniom poznańskich szkół wraz z przesłaniem, że warto oszczędzać energię. Kolejnym dużym projektem, o  którym warto przypomnieć, jest „Diagnoza Zrównoważonego Rozwoju”. Na zlecenie Grupy Veolia (której częścią jest Dalkia) francuscy eksperci wykonali badanie oraz przedstawili analizę emisji CO2 dla miasta Poznania, a ści-

Dalkia Polska realizuje przychody skonsolidowane przekraczające w 2008 roku 1,55 miliarda złotych. Grupa zatrudnia ponad 5000 osób. Spółki Dalkii w Polsce zarządzają mocą cieplną około 5000 MW i elektryczną około 800 MW, oraz ponad 1600 kilometrami miejskich sieci ciepłowniczych.

Grupa Dalkia zatrudnia w sumie 53 000 pracowników na całym świecie, a roczne obroty przekraczają 8,5 miliardów euro. Dalkia należy do koncernu Veolia Environnement świadczącego na całym świecie usługi komunalne, zarówno w dziedzinie energii, jak i gospodarki wodnej, gospodarki odpadami oraz transportu. Veolia Environnement to ponad 300 000 pracowników w 68 krajach, realizujących obroty w wysokości 36,2 miliarda euro.

Poznań 12 309 100 m2

taką powierzchnię ogrzewała Dalkia Poznań w 2008 r.

470 km

tak długą siecią ciepłowniczą zarządza Dalkia w Poznaniu

50% zapotrzebowania cieplnego Poznania pokrywa Dalkia


z zewnętrznych źródeł współfinansujących, na przykład ze środków unijnych. Poprzedziliście Państwo program badaniami odbiorców ciepła. Na czym to polegało i  jakie wnioski Państwo wyciągnęliście? Przedsiębiorstwa ciepłownicze i  ich kadra mają rozeznanie rynku, natomiast po raz pierwszy wybraliśmy profesjonalną firmę zewnętrzną Millward Brown SMG/ KRC, by dowiedzieć się, jak branża ciepłownicza postrzegana jest przez osoby z zewnątrz. Badania przeprowadzono w  10 miastach, począwszy od mieszkańców budynków wielorodzinnych, poprzez spółdzielnie mieszkaniowe i media, aż po inwestorów. Okazało się, że mimo iż nasz produkt jest na rynku od 60 lat, to w zasadzie przeciętny użytkownik nie miał świadomości, co to jest ciepło systemowe, skąd pochodzi, jakie ma możliwości techniczne. Podobnie rzecz się miała z projektantami, a nawet z  osobami zarządzającymi zasobami mieszkaniowymi. Badania pozwoliły nam na przygotowanie informacji dotyczącej tych poszczególnych grup wyjaśniającej istotę naszego produktu i usługi. Przygotowując promocję, skorzystano, jak już Pan wspomniał wcześniej, z  wzorów skandynawskich. Jakie to wzory? Nie korzystaliśmy bezpośrednio ze wzorców skandynawskich, aczkolwiek zbadaliśmy, że tego typu programy promujące ciepło systemowe od 20 lat istnieje w Danii, co najmniej kilkanaście lat funkcjonuje również w Szwecji. Sama idea była dla nas swego rodzaju wzorcem. Natomiast już przygotowując nasz program, nad którym prace trwały przez 2 lata, kierowaliśmy się własną wiedzą i współpracowaliśmy z profesjonalnymi firmami funkcjonującymi na rynku krajowym: ze wspomnianym instytutem badawczym czy z firmą Corporate Profiles Consutling budującą strategie marki. Są to

Ciepło niezbędne

Ciepło niezbędne

W czerwcu tego roku odebrał Pan w  imieniu Izby Godło „Teraz Polska” za program promocji ciepła, jakim jest „Ciepło Systemowe”. Co spowodowało, że dostaliście Państwo to wyjątkowe wyróżnienie? Myślę, że jest to zasługą wysokiej jakości samego produktu i usługi, jaką oferujemy, ponieważ ciepło z systemów ciepłowniczych dostarczane jest do około 15 milionów Polaków już prawie od 60 lat. Natomiast nigdy wcześniej nie istniał jednolity program lansowany na poziomie ogólnopolskim, który w sposób wyczerpujący i kompleksowy pokazywałby wszystkie zalety ciepłownictwa systemowego, zarówno po stronie odbiorcy – jako produktu bezpiecznego i o wysokich standardach, jak i po stronie ochrony środowiska. Trzeba pamiętać, że ciepło systemowe eliminuje między innymi tak zwaną niską emisję, która szczególnie w aglomeracjach miejskich bywa dużym problemem. Systemy ciepłownicze umożliwiają rozwój kogeneracji, czyli jednoczesnego wytwarzania energii elektrycznej i ciepła, co jest bardzo ważne z punktu widzenia celów Unii Europejskiej (znanych jako „3x20”) i pakietu klimatyczno-energetycznego. Po raz pierwszy po tych kilkudziesięciu latach byliśmy w stanie w sposób kompleksowy pokazać zalety tego produktu i myślę, że właśnie to doceniła Kapituła Godła „Teraz Polska”. Ważne jest także to, że „Ciepło Systemowe” jest programem nowatorskim również w kontekście samej nagrody „Teraz Polska”, ponieważ po raz pierwszy jej godłem wyróżniono usługę świadczoną przez wiele różnych przedsiębiorstw. Czy będą się Państwo ubiegać o  dofinansowanie tego projektu z  Unii Europejskiej? Nie teraz. Na razie realizujemy nasz program na bazie własnych środków, skupiając się ze względu na nowatorski charakter projektu na tym, by przede wszystkim bardzo dobrze zorganizować etapy jego realizacji, to znaczy być skutecznym w zarządzaniu i docierać do określonych grup docelowych. Tego typu program wzorem państw skandynawskich, gdzie funkcjonuje już od ponad 20 lat, jest programem wieloletnim, a nie przewidzianym na rok działalności. Dopiero kiedy będzie on w pełni zorganizowany oraz wystarczająco rozwinięty, postaramy się o pozyskanie zasobów

firmy, które wiedzą, jak badać rynek i tworzyć silne marki produktowe, a my w zespole wewnętrznym wnosiliśmy wiedzę merytoryczną dotyczącą branży i specyfiki polskiego rynku. Przygotowując się do tej rozmowy, zapytałam kilka osób, jakie zadałyby Panu pytanie, gdyby udało im się z Panem porozmawiać. Brzmiałoby ono mniej więcej tak: „Czy ciepło w ogóle potrzebuje promocji, skoro w  naszym klimacie jest niezbędne?”. Należałoby raczej zapytać: „Jak obejść się bez ciepła ze względu na stale rosnące ceny?”. W naszym klimacie mieszkanie musi być ogrzewane. To nie ulega wątpliwości. Drugą kwestię stanowi program marketingowy. Ma on sens dlatego, że wbrew powszechnej opinii producent ciepła systemowego nie jest monopolistą. Proszę zwrócić uwagę, że ciepło z naszych systemów, według oficjalnych danych, w skali kraju zabezpiecza około 47% rynku, a w miastach to ponad 50%. Mamy więc konkurencję, ponieważ ciepło można wytworzyć z każdego nośnika energii pierwotnej i wtórnej, by ogrzewać przysłowiowe bloki, ale również może powstać kotłownia lokalna wykorzystująca gaz czy olej i może dostarczać ciepło. My promujemy produkt wytwarzany przez przedsiębiorstwa ciepłownicze w systemy ciepłownicze, stąd też i ciepło systemowe. Istotną rzeczą jest też powszechne przeświadczenie, że ciepło jest drogie, a tak naprawdę w większości przypadków jest ono dzisiaj najtańsze na rynku dla klienta. Prosty przykład pozwoli przekonać się, jak często myślimy stereotypami. Wystarczy wziąć 60-metrowe mieszkanie w bloku, w którym mieszka czteroosobowa rodzina z dwojgiem nastoletnich dzieci. Dzisiaj standardem jest, że każdy ma telefon komórkowy, a w mieszkaniu jest też telefon stacjonarny. Licząc nawet minimalną opłatę 50 złotych na każdą komórkę, 100 złotych na telefon stacjonarny, otrzymujemy kwotę 300 złotych miesięcznie. Natomiast średnio w przeliczeniu na metry kwadratowe ogrzewanie, czyli ciepło, kosztuje około 2–2,5 złotego za metr kwadratowy mieszkania. Otrzymujemy z tego kwotę około 150 złotych miesięcznie. Czyli ta sama rodzina nie dyskutuje, płacąc dwa razy więcej za telefony, które nie są niezbędne, natomiast płacąc dwa razy mniej za ciepło, bardzo gwałtownie reaguje na jakiekolwiek zmiany cen, które muszą następować, chociażby dlatego, że rosną ceny nośników energetycznych. Wspomniał Pan o krajach skandynwskich. Dopuszcza się tam tak zwany monopol kontrolowany, który polega na tym, że, tak jak jest to na przykład w Danii, firmy nie mają konkurencji. Ewentualne braki finansowe pokrywa państwo lub samorządy. Wówczas nie powstają nowe produkty, które siłą rzeczy tworzy się w momencie, gdy istnieje konkurencja, a za które płaci klient. W związku

wywiad

Z Jackiem Szymczakiem, prezesem zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, rozmawia Mariola Zdancewicz

9


Ciepło niezbędne

wywiad

z tym ceny pozostają na pewnym poziomie, firma nie ma konkurencji i zarabia. Czy ten model się Panu podoba? Nie do końca wygląda on tak, jak pani przedstawiła. O ile się orientuję, w Danii nie ma dopłat z budżetu centralnego dla przedsiębiorstw ciepłowniczych. Funkcjonują one w dość specyficznej formule, którą można porównać do spółdzielni. Zgadzam się z tym, że uregulowania prawne w Danii powodują, że dla wydzielonych obszarów, na przykład miejskich, jedyną alternatywą jest ciepło systemowe. Bierze się to z tego, że mocno rozbudowano tam planowanie energetyczne, o którym mowa również w naszej ustawie Prawo energetyczne. Jeżeli w wyniku analizy samorząd lokalny dochodzi do wniosku, że najbardziej efektywną formą dostarczenia ciepła jest ciepło systemowe, to z mocy prawa nie dopuszcza do jakichkolwiek innych inwestycji, na przykład w lokalne źródła ciepła. Oczywiście nie można w pełni przenieść modelu duńskiego, czy skandynawskiego do Polski, chociażby z tego powodu, że inna jest zasobność społeczeństwa skandynawskiego, a inna polskiego, mamy też odmienną mentalność i w końcu różne tradycje funkcjonowania sektorów. Natomiast pewne rozwiązania można oczywiście przenieść do Polski, na przykład trzeba wzmocnić planowanie energetyczne realizowane przez gminy oraz zmienić model regulacji na bardziej rentowny. Obecnie w  zasadzie eliminuje się możliwość rentownego funkcjonowania przedsiębiorstw ciepłowniczych. Jaka jest rola Grupy Dalkia w projekcie „Ciepło Systemowe”? Dalkia jest dużym inwestorem, bardzo zaangażowanym w  realizację programu, który praktycznie od samego początku w nim uczestniczył. Oczywiście nie jest to jedyny duży podmiot uczestniczący w programie (obecnie funkcjonuje w nim już ponad 80 przedsiębiorstw). W tym roku spotkaliście się Państwo w  marcu we Wrocławiu na VI Międzynarodowej Konferencji CIEPŁOWNICTWO, a  we wrześniu w  Międzyzdrojach na Międzynarodowym Forum Ciepłowników. Proszę powiedzieć, czy szykują się jakieś znaczące zmiany w  Państwa sektorze? Czy mógłby Pan przybliżyć cele „3x20”, o których Pan już wspomniał. Jest to złożone i aktualne zagadnienie. Podczas forum ciepłowników w Międzyzdrojach stwierdziliśmy, że przyszłość ciepłownictwa tworzy się dzisiaj. Wchodzi właśnie w życie tzw. pakiet energetyczno-klimatyczny, choć trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że dla realizacji celów unijnych w zakresie zwiększenia efektywności czy ochrony środowiska konieczne jest działanie wykraczające poza przepisy tego pakietu. Pakiet dotyczy również ciepłownictwa, głównie ze względu na ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, wprowadzając

10

nowe, dużo ostrzejsze limity emisyjne. Od bezpiecznego funkcjonowania. Natomiast 2013 roku zupełnie inaczej zacznie funkcjo- rentowność branży na podstawie danych nować Europejski Rynek Handlu Uprawnie- Urzędu Regulacji Energetyki w 2008 roku wynosiła –1,1 %. Dekapitalizacja majątku niami do Emitowania CO2. Bez względu na szczegółowe rozwiąza- jest na poziomie prawie 60%, w związku nia począwszy od 2013 roku przedsiębior- z tym potrzebne są środki nie tylko na mostwa ciepłownicze będą musiały dokupy- dernizację systemów, ale i  na ich odtwować na rynku uprawnienia do emitowania rzenie, bo tylko sprawne systemy zapewC02. Z każdym rokiem udział uprawnień nią bezpieczną dostawę bez drastycznych kupowanych będzie się zwiększał, tak by ograniczeń czy przerw w świadczeniu usłuw 2027 roku osiągnąć poziom 100%. Oczy- gi. Jest bardzo istotny wymiar bezpieczeńwiste jest zatem ryzyko wzrostu cen cie- stwa, jeżeli chodzi o ciepłownictwo. Odnosząc się do zagadnienia energii pła, ze względu na ten nowy kosztotwórjądrowej, myślę, że ze względu na krajowe czy element. Od 2016 roku ma wejść w życie dyrekty- zasoby węgla – i w konsekwencji strukturę wa o emisjach przemysłowych wprowadza- sektora energetycznego – będzie ona stająca mniej więcej czterokrotnie ostrzejsze nowić uzupełnienie bilansu energetycznenormy emisji dwutlenku siarki, azotu i py- go. Dzisiaj jeszcze za wcześnie na prognołów; żeby im sprostać, przedsiębiorstwa cie- zowanie poziomu tego uzupełnienia. Może na zakończenie chciałby płownicze będą musiały zrealizować niezwykle kosztowne inwestycje. A zatem jeże- Pan podsumować, jakie są główne proli nie będzie odpowiednich okresów przej- blemy branży ciepłowniczej w Polsce? Przede wszystkim trzeba znowelizościowych, jeżeli będzie utrudniony dostęp do środków unijnych, a branża nie będzie wać (lub w ogóle napisać zupełnie nową) rentowna, pojawią się bardzo poważne pro- ustawę Prawo energetyczne. Bezwzględblemy z realizacją wspomnianych inwesty- nej zmiany wymaga kosztowy model regucji, a ceny ciepła mogą w sposób skokowy lacji, który ogranicza możliwość efektywwzrosnąć. Trzeba dzisiaj zadbać o to, by na nego i  rentownego funkcjonowania ciepoziomie negocjacji rządowych UE widzia- płownictwa, ponieważ nie pozwala na geła specyfikę polskiego ciepłownictwa, a pol- nerowanie środków na realizację inwestyskie uregulowania prawne dawały możli- cji odtworzeniowych oraz tych inwestycji, wość w miarę łagodnego dostosowania się które są niezbędne, by się dostosować do sektora ciepłowniczego do zaostrzonych wymogów unijnych wynikających z celów norm wynikających z pakietu energetycz- „3x20”. Kolejną kwestią jest możliwość aplino-ciepłowniczego i, szerzej, z celów zapi- kowania o środki unijne, którą zapisano zarówno w Programie Operacyjnym Infrastruksanych pod hasłem „3x20”. Rada Ministrów przyjęła wła- tura i Ochrona Środowiska, jak i w Regionalśnie politykę energetyczną do 2030 nych Programach Operacyjnych. W wielu roku. Proszę powiedzieć o  punkcie do- przypadkach do dzisiaj brakuje stosownych tyczącym bezpieczeństwa dostaw pa- rozporządzeń (np. Ministra Gospodarki i Miliw i  energii. Co Pan myśli o  energii nistra Rozwoju Regionalnego w zakresie pomocy publicznej). Powinien zostać opracojądrowej? Bezpieczeństwo energetyczne jest zło- wany rządowy program rozwoju kogenerażonym problemem również politycznym, cji z docenieniem ról systemów ciepłownio którym dzisiaj wiele się dyskutuje zwłasz- czych, bowiem właśnie kogeneracja stanowi cza w kontekście sektora elektroenergetycz- najefektywniejszy sposób wykorzystywania nego i gazowniczego. Ze względu na to, że nośników energetycznych oraz daje możliw gazownictwie podstawowym surowcem wość realizacji wielu celów. Trzeba jednak jest gaz rosyjski, trzeba mówić o wielowy- pamiętać, że warunkiem rozwoju tej formy miarowym bezpieczeństwie. Bardzo istot- produkowania energii elektrycznej i ciepła nym zagadnieniem jest również możliwość jest możliwość odbioru ciepła. Trzeba doefektywnego wykorzystywania krajowych prowadzić do takiego rozwiązania, dzięki zasobów węgla, co jest trudne choćby ze któremu gminy zaczną z pełną świadomowzględu na dużą konkurencję zagranicz- ścią i na dobrym poziomie merytorycznym ną, jak również fakt ograniczeń emisyjnych, realizować planowanie energetyczne. Kolejktóre stawiają węgiel w znacznie trudniej- ną istotną rzeczą, która dotyczy wszystkich przedsiębiorstw funkcjonujących na bazie szej sytuacji od gazu. Chciałbym natomiast zwrócić uwa- infrastruktury liniowej, jest systemowe, czygę na bezpieczeństwo energetyczne, ale li ustawowe rozwiązanie problemu jej przew  ujęciu ciepłowniczym. Ciepłownictwo biegu przez nieruchomości należące do ma zawsze wymiar lokalny i może dlatego różnych właścicieli. Dzisiejszy stan prawny często umyka jego skala i zagadnienie bez- utrudnia inwestycje infrastrukturalne oraz pieczeństwa. Mówiąc o bezpieczeństwie, prawidłową eksploatację. Natomiast w najtrzeba pamiętać, że piętnaście milionów bliższej przyszłości najważniejsza jest mąPolaków korzysta z tej formy zaspokojenia dra praca nad przepisami wykonawczymi swoich potrzeb cieplnych, w związku z tym do dyrektyw tworzących pakiet energetycztych kilkaset przedsiębiorstw funkcjonują- ny i przeniesienie na grunt prawa polskiego cych w kraju musi mieć stworzone warunki tego, co będzie w nich zapisane.


wywiad

Podołać wyzwaniom przyszłości Z Leszkiem Kurkiem, dyrektorem Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Poznania, rozmawia Mariola Zdancewicz

Jak wygląda przyszłość energetyczna według Pana w takich aglomeracjach jak Poznań? Musimy sobie uświadomić, że ilość kopalnych źródeł energii na świecie jest wartością skończoną. O energię produkowaną na bazie paliw kopalnych, czyli praktycznie o węgiel, gaz i ropę naftową, zaczyna się ostra rywalizacja. Na Ziemi żyje prawie siedem miliardów ludzi, wśród których miliard to mieszkańcy opartego na rozbudowanej konsumpcji „zachodniego” świata – Unii Europejskiej, Ameryki Północnej, Japonii, Australii i  jeszcze kilku krajów. Pozostaje prawie 6 miliardów ludzi, ale choćby tylko mieszkańcy Chin, Indii, Brazylii i Indonezji to równo 3 miliardy mieszkańców, którzy także zmierzają do wygodniejszego życia, polegającego m.in. na powszechnej konsumpcji dóbr. I trudno odmówić im prawa do takiego stylu życia, skoro sami również z tego korzystamy. Podam przykład: według prezesa firmy Renault szacunki dotyczące Indii mówią, że w ciągu czterdziestu lat przybędzie tam pięćdziesiąt razy więcej samochodów niż jest dzisiaj. Proszę sobie wyobrazić, jaka to będzie skala, skoro dotyczy to kraju o ponad miliardowej populacji. To oczywiście rodzi konkretną konsekwencję, jaką jest zapotrzebowanie na coraz większe ilości energii. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że jej cena będzie rosła, skoro

chętnych także będzie przybywało przy istniejących zasobach. Chyba że znajdziemy inne sposoby korzystania z energii – źródła odnawialne i energooszczędność. Jeżeli więc chcemy podołać wyzwaniom przyszłości, a właśnie nadchodzi taki czas, i zachować konkurencyjność naszej gospodarki, to coraz częściej oznacza to też bycie energooszczędnym. I nawet wtedy, gdy na początku wiąże się to z większymi nakładami inwestycyjnymi, to w perspektywie długookresowej winno dać niższe zużycie energii i wysoki poziom zaawansowania technologicznego. Nastał czas szukania energooszczędności. Takiej choćby jak racjonalne wykorzystanie energii elektrycznej i cieplnej czy na przykład zastosowanie pojazdów z napędem hybrydowym (połączenie silnika spalinowego i elektrycznego, będące prawdopodobnie etapem w  rozwoju napędu elektrycznego). Przykładowo modelem z  takim napędem jest już produkowany w  Polsce autobus marki Solaris, rodem z Poznania, a od roku używany przez poznańskie MPK (pierwszy w Polsce, dziewiąty w Europie autobus tego typu), czy samochód osobowy Tesla w Stanach Zjednoczonych – choć dziś jeszcze niedostępny w Polsce i zbyt drogi jak na warunki powszechne. Jeśli zaś chodzi o źródła wytwarzania energii, to świat z pewnością będzie zmierzał w stronę zwiększania wykorzystania źródeł energii odnawialnych oraz różnorodnych sposobów wytwarzania energii, pozwalającej zachować stabilność i niezależność, ale i wypracować te technologie, które z różnych powodów okażą się najbardziej trafione w przyszłości. A  wracając do Poznania i Polski? Trudno być prorokiem w takiej kwestii, choć z pewnością będziemy musieli pójść taką drogą, żeby zdywersyfikować to, co dzisiaj jest dominujące, czyli monokulturę węglową, która wynika z naszego naturalnego dobra narodowego, a alternatywne

źródła energii w jakimś stopniu równomiernie rozłożyć. Już dziś w elektrociepłowni poznańskiej dzięki kogeneracji oszczędzamy 14% łącznej ilości energii, co oznacza mniejszą emisję CO2 o około jednego miliona ton tego gazu rocznie. Będzie wzrastało zainteresowanie biomasą, bo stworzono warunki ku temu. A myśląc o energii odnawialnej, a ściślej na przykład o energii wytwarzanej z wiatru przez wiatraki... ...które są podobno mało ekologiczne i drogie... Niekoniecznie. To zależy, w jakich warunkach są tworzone. W Polsce dotychczas nie były one zbyt sprzyjające, ponieważ brakowało wsparcia tego typu przedsięwzięć i były one zbyt ryzykowne z biznesowego punktu widzenia, choć zainteresowanie w ostatnim okresie tego typu energią wyraźnie się zwiększyło, a liczba złożonych wniosków o dofinansowanie takich przedsięwzięć zauważalnie wzrosła. Co do ekologiczności, to z pewnością są to rozwiązania korzystne, o ile nie popełniono błędów związanych z  ich lokalizacją. Generalnie celem Unii Europejskiej jest to, aby udział energii odnawialnej w roku 2020 był na poziomie co najmniej 20%, dla Polski mówi się o 15%, a wiatraki są jednym ze znaczących elementów tej układanki. Na tyle istotnym, że ostatnio zaopatrzenie w energię elektryczną z elektrowni wiatrowych w całej Hiszpanii przez pewien okres przekroczyło 50% ogółu zużycia energii. I nie nastąpił zawał całego systemu energetycznego, a przecież jeszcze kilka lat temu nikt nie śnił o tak dużym udziale energii wiatrowej w całym układzie przesyłu energii. Ale wracając jeszcze do energii odnawialnych, kolejnym sposobem może być z pewnością energia pozyskiwana na zasadzie pomp ciepła czy wykorzystanie biogazu, na przykład z ferm hodowlanych. Taki przykład efektywnego zagospodarowania biogazu mamy choćby w Poznaniu, gdzie z  funkcjonującego obecnie składowiska odpadów komunalnych odzyskiwany jest

11


wywiad

metan, a  wytworzoną energię elektryczną i  cieplną wykorzystujemy w  sieci lub na miejscu. Podobnie działa wykorzystanie gazu w oczyszczalni ścieków Aquanetu. Ciekawym przedsięwzięciem realizowanym w Poznaniu jest także używanie w domach jednorodzinnych, zamiast węgla, brykietów ze słomy, która wcześniej nieużyteczna w  znacznej części zalegała na polach, a obecnie może stanowić bardziej ekologiczny, odnawialny i tańszy z ekonomicznego punktu widzenia zamiennik. W indywidualnym wykorzystaniu obserwujemy mniej więcej pięciokrotny wzrost w ciągu roku popytu na takie paliwo. Myślę, że pod tym względem w Polsce jest to spory potencjał do wykorzystania.

Nagroda Lidera Polskiej Ekologii 2009 dla Poznania

Konferencja Klimatyczna w Poznaniu A spalarnie śmieci? Tak naprawdę są to specjalistyczne, wysokowydajne i bezpieczne urządzenia. W Europie takich obiektów jest kilkaset i to jest nic innego jak odzyskiwanie energii, która dotychczas tak mało racjonalnie była składowana na wysypiskach, stwarzając problem przyszłym pokoleniom. W Poznaniu takich miejsc z przeszłości mamy kilka, każde o powierzchni około 10 hektarów. Są to eksploatowane w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych składowiska odpadów, które dziś do niczego się nie nadają i są obciążeniem dla następnych pokoleń. Polska pod tym względem ma najbardziej niekorzystny wskaźnik w całej Unii Europejskiej i  będziemy musieli w  tej kwestii bardzo

12

szybko reagować. Tak naprawdę dotychczas traciliśmy podwójnie: marnowaliśmy kaloryczne surowce zawarte w części strumienia odpadów, a równocześnie degradowaliśmy bezpowrotnie cenne tereny. Co to znaczy dbać o  środowisko w  tym kontekście, o  którym mówimy? Z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca dbanie o  środowisko to po prostu oszczędne i  racjonalne gospodarowanie, a więc m.in. symboliczne zgaszenie żarówki czy oszczędzanie ciepła. Jeżeli działania te przełoży się na zachowanie milionów ludzi, to będą one miały kapitalne znaczenie w skali globalnej. Na przykład jeżeli jedziemy samochodem, to operujmy umiejętnie pedałem gazu w myśl jednej z podstawowych reguł ecodrivingu, zalecanego przez Unię Europejską. Wywodzącej się z Finlandii techniki jazdy, która tam jest obowiązkowym elementem na kursie prawa jazdy, nauczaliśmy w trakcie specjalnie zorganizowanych przez miasto szkoleń i objęły one tysiąc poznaniaków, którzy poza oszczędnościami dla siebie (około 1000 zł rocznie) przyczynią się do znacznego obniżenia emisji zanieczyszczeń, zużywając łącznie 14 cystern paliwa mniej. Pamiętajmy też, że najwięcej energii zużywamy w związku z zamieszkaniem i jest to aż mniej więcej dwie trzecie całej energii (ciepło i elektryczność). Ważne jest, aby nasze mieszkania i budynki były ocieplone i szczelne, bo wówczas nie tylko zapłacimy mniej, ale i mniej obciążymy środowisko. Reasumując, można powiedzieć, że „najlepsza jest energia, której nie ma”. Co to oznacza? To jest właśnie energia zaoszczędzona, a więc ta energia, której w ogóle nie trzeba wytwarzać, bo podjęliśmy działania zmniejszające zapotrzebowanie. W Poznaniu energooszczędne zachowania propaguje m.in. nasz projekt „Zielona Energia”. W ramach tej akcji rozdaliśmy w zeszłym roku 100 tysięcy energooszczędnych świetlówek, które poprzez dzieci i młodzież w wieku od 6 do 19 lat dotarły jako „wędka” do nauczenia rodziców łowienia oszczędności i budowania zachowań proekologicznych. Zainteresowanie było olbrzymie, a zaoszczędzona łącznie w ten sposób energia odpowiada zużyciu pięciuset wagonów z węglem. W tym roku będziemy realizować drugą edycję przedsięwzięcia „Zielona Energia” i wraz z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie w Poznaniu przekażemy kolejne 20 tysięcy energooszczędnych świetlówek do podopiecznych ośrodka, czyli najbardziej potrzebujących mieszkańców Poznania i rodzin niezamożnych. Sceptycy mówią, że te żarówki są bardzo energochłonne i  nieekologiczne w trakcie produkcji...

Nie zgodzę się z takim rozumowaniem. Proszę zauważyć, że tego typu świetlówki mają kilkukrotnie dłuższą żywotność i pozwalają na większe oszczędności energii niż tradycyjne żarówki, które większość energii elektrycznej zamieniają w ciepło, a nie w potrzebne nam światło. Świetlówki, które były rozdawane, kosztowałyby dla indywidualnych nabywców normalnie około 20 zł (tradycyjne żarówki to razem około 10 zł), ale różnica na liczniku według taryf poznańskich wynikająca z mniejszego zużycia prądu to ponad 200 złotych oszczędności w trakcie żywotności każdej świetlówki. A więc jest to opłacalna inwestycja. Druga ważna rzecz to trwałość takiej świetlówki – przeciętnie 6–8 razy większa w stosunku do tradycyjnej żarówki. Trzeba wyraźnie podkreślić też, że wiele zależy od tego, czy jest to produkt znanego, szanującego się producenta, który co prawda może być droższy, ale za to gwarantuje wysoką jakość wyrobu i długotrwałą, efektywną pracę. Zdarza się, nawet dość często, że produkty o wyraźnie niższej cenie wręcz kompromitują daną technologię i stanowią zagrożenie nadmierną ilością powstających odpadów oraz złym oddawaniem barw. Naszym partnerem był bardzo znany i uznany producent; dostarczył nam produkt, o którym z przekonaniem możemy mówić, że jest korzystny dla środowiska. Chcą Państwo uczulić społeczność na negatywne skutki marnowania energii również inną drogą. Proszę opowiedzieć o termowizji. To projekt skierowany do właścicieli domków i kamienic. Chciałbym, aby po internetowym zapisaniu się osób zainteresowanych takim badaniem o ustalonej porze pojawiła się ekipa, która zrobi na przykład dwa zdjęcia termowizyjne budynku; dzięki widocznym na nich kolorom mieszkańcy ewidentnie zobaczą, którędy z ich domów ucieka ciepło. Zdjęcia co prawda nie rozwiążą problemu, ale mam nadzieję, że skłonią do zastanowienia się, że może warto podjąć się modernizacji budynku, bo faktyczne koszty tych strat ponosi użytkownik, który ponadto nadmiernie obciąża środowisko emisją zanieczyszczeń powstających w trakcie wytwarzania ciepła. Na razie to tylko pomysł i poszukiwanie partnerów, którzy pomogą go sfinansować, bo cena aparatu termowizyjnego to wydatek nawet do 100 tysięcy zł. Czyli jest to temat na najbliższą przyszłość? Z pewnością tak. Planujemy zająć się tym tematem najpóźniej w przyszłym roku, ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że jeszcze tej zimy zaproponujemy mieszkańcom taką możliwość. fot. udostępnione przez Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Poznania


Wielkopolska Spółka Gazownictwa Sp. z o.o. Oddział Zakład Gazowniczy w Kaliszu ul. Majkowska 9, 62-800 Kalisz tel. 062 768 56 00, faks 062 764 25 51 www.wsgaz.pl


Fundusze dla zielonej Wielkopolski

ekologia 14

Z Przemysławem Gonerą, przewodniczącym Konwentu Prezesów Zarządów Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, prezesem Zarządu WFOŚiGW w Poznaniu, rozmawia Jan Staniewski Z ochroną środowiska jest chyba coraz lepiej, gdyż projekt rozbudowy kanalizacji na obrzeżach Parku Krajobrazowego Puszcza Zielonka, o którym głośno jest od dawna, wreszcie doczekał się unijnego wsparcia. Po latach starań podpisano umowy o  dofinansowaniu ze środków unijnych w  ramach Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko” przygotowanego przez Związek Międzygminny „Puszcza Zielonka” wielkiego przedsięwzięcia inwestycyjnego. Wartość zadań związanych ze zbudowaniem w 5 gminach ponad 369 km sieci kanalizacyjnej i 151 przepompowni wyniesie blisko 300 milionów zł. W tym dofinansowanie unijne będzie stanowić około 70%. Jest to więc jedna z większych inwestycji ekologicznych w Wielkopolsce realizowanych z pomocą Unii Europejskiej. Przygotowania trochę się przeciągnęły, ale najważniejsze, że wszystko skończyło się pomyślnie i przedsięwzięcie ważne dla ochrony niezwykłego kompleksu leśnego leżącego w pobliżu Poznania oraz mieszkańców podpoznańskich gmin wreszcie rusza. Ile podobnych przedsięwzięć z  udziałem środków unijnych jest realizowanych w Wielkopolsce? W ramach Programu Operacyjnego „Infrastruktura i Środowisko”, w którym ze środków unijnego Funduszu Spójności wspierane są ważniejsze zadania inwestycyjne, zaakceptowane zostały projekty uporządkowania gospodarki ściekowej przygotowane

w Krotoszynie, Obornikach, Pleszewie i Rawiczu. W  sukcesywnie ogłaszanych ogólnokrajowych konkursach szanse mają kolejne wielkopolskie projekty. Inwestorzy o euro na realizację ekologicznych zamierzeń mogą się ubiegać także w  ramach Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007–2013. W priorytecie III „Środowisko przyrodnicze” przewidziano do wykorzystania 173,8 milionów euro. Są one rozdzielane w ramach siedmiu działań w trybie konkursowym. Realizacja pierwszych projektów wyłonionych w działaniu 3.3 „Wsparcie ochrony przyrody”, obejmującym różnorodne przedsięwzięcia edukacyjne i ochronne, dobiega końca. Jednymi z pierwszych obiektów zbudowanych z unijną pomocą są instalacja edukacyjna „Rzeka” powstała w Czeszewie, w nadleśnictwie Jarocin oraz Szlak Żurawi urządzony wokół Jeziora Wolsztyńskiego. Takich zadań będzie w Wielkopolsce przybywać, ale realizacja większych projektów dotyczących rozbudowy sieci kanalizacyjnych czy urządzeń wykorzystujących odnawialne źródła energii potrwa kilka najbliższych lat. Jakie jest zainteresowanie środkami unijnymi w Wielkopolsce? Duże, choć zróżnicowane w  poszczególnych działaniach. Najwięcej wniosków dotyczy termomodernizacji oraz porządkowania gospodarki ściekowej. Chętnych jest znacznie więcej niż dostępnych środków, dlatego projekty do realizacji wyłaniane są w drodze konkursu. Procedury są jasno określone i ci, którzy przygotują najlepsze projekty gwarantujące osiągnięcie efektów ekologicznych, otrzymują wsparcie. Najważniejsze znaczenie ma więc jakość przedstawianych projektów. Wymogi proceduralne są określone i muszą być przestrzegane. Doświadczenia z dotychczasowych


czy drogą można się chociaż pochwalić, a kilometry sieci kanalizacyjnej ułożone w  ziemi czy zmodernizowane składowisko odpadów nie bardzo się do tego nadają. W realizacji tych niezbyt widowiskowych, ale jakże ważnych dla rozwoju miast i gmin przedsięwzięć nieodzowne okazują się narodowy fundusz oraz wojewódzkie fundusze ochrony środowiska i gospodarki wodnej, które zapewniają stałe i pewne źródło finansowania. Od nowego roku mają jednak nastąpić zmiany w ich funkcjonowaniu. Najważniejsze, że zostanie zachowana idea systemu oparta na zasadzie, że środki pozyskiwane z tytułu opłat i kar za korzystanie ze środowiska muszą być przeznaczane na jego ochronę. Utrzymane więc zostają niezależne źródła finansowania przedsięwzięć ekologicznych, którymi nadal będą narodowy i wojewódzkie fundusze posiadające osobowość prawną. Ich samodzielność gwarantuje, że „znaczne środki” nie rozpłyną się w różnych pilnych wydatkach, lecz będą przeznaczane na realizację wielu inwestycji ważnych dla środowiska, ale także dla mieszkańców. Rozbudowa kanalizacji i oczyszczalni ścieków oznacza bowiem dla nich poprawę warunków życia. Co przemawia za utrzymaniem wojewódzkich funduszy? Przede wszystkim efekty ich kilkunastoletniej pracy. Dzięki ich środkom zbudowano w Polsce tysiące obiektów i urządzeń, których funkcjonowanie przyczynia się do znacznej poprawy stanu naszego środowiska. Pozytywne zmiany w  czystości wód i powietrza potwierdzają zarówno wyniki monitoringu, jak i odczucia mieszkańców i turystów. Docenienie wartości środowiska, uświadomienie konieczności jego ochrony to w znacznej mierze wynik różnorodnych działań edukacyjnych prowadzonych z wykorzystaniem środków WFOŚiGW. Ich statutowym celem jest bowiem nie tylko wspieranie przedsięwzięć inwestycyjnych, ale również edukacji i badań naukowych. Zielone szkoły, konkursy i kampanie ekologiczne prowadzone są z naszą pomocą. W dużym stopniu korzystają z niej również strażacy. Wspomagamy ich w zakupach specjalistycznego wyposażenia i sprzętu ratowniczego niezbędnego do przeciwdziałania skutkom skażeń i katastrof.

Pieniądze, które trafiają do wojewódzkich funduszy, są więc dobrze wykorzystywane… …i, co ważne, przyciągają kolejne środki. Każda złotówka z WFOŚiGW zainwestowana w przedsięwzięcie ekologiczne jest pomnażana przez 3–4 złote pozyskiwane z innych źródeł – własnych zasobów inwestora lub kredytów bankowych. WFOŚiGW nie tyle bowiem administrują środkami, ile nimi gospodarują, udzielając nisko oprocentowanych i  niekiedy częściowo umarzalnych pożyczek oraz dotacji i dopłat do kredytów. Takie rozwiązanie sprawia, że systematycznie rośnie wielkość środków przeznaczonych na inwestycje ekologiczne. Dzisiaj zasoby wszystkich 16 wojewódzkich funduszy przekraczają 5 miliardów zł, a tylko w 2008 roku zawarły one blisko 9 tysięcy umów na dofinansowanie przedsięwzięć, zarówno tych wielkich, jak i małych lokalnych zadań. Jednak wiele inwestycji środowiskowych nie może się doczekać realizacji. Bo do zrobienia w tej dziedzinie mamy wiele, a zasobów wciąż brakuje. Dlatego duże nadzieje związane są ze środkami unijnymi, w których pozyskiwanie są mocno zaangażowane WFOŚiGW. Ochrona środowiska jest dzisiaj sprawą całych społeczeństw i państw. To także ogromny dział nauki i biznesu, w który zaangażowane są największe ośrodki badawcze i koncerny. Wiele z ich osiągnięć prezentowanych na poznańskich targach POLEKO jest wprowadzanych w Polsce dzięki funkcjonowaniu sprawnego systemu finansowania przedsięwzięć ekologicznych, którego ważnymi ogniwami są i będą WFOŚiGW.

ekologia

konkursów wskazują, że w dokumentach trafiają się różne błędy. A w przygotowaniu wniosków o dofinansowanie z funduszy unijnych niezbędna jest szczególna staranność i rzetelność. Wspomagamy wielkopolskich inwestorów starających się o unijne doinwestowanie radą oraz środkami na uzupełnienie ich wkładu własnego. Jak wielka jest wartość tej pomocy? W  ubiegłym roku na dofinansowanie kilkuset przedsięwzięć ekologicznych w województwie przeznaczyliśmy ponad 150 milionów zł. Ponad połowa tych środków skierowana została na zadania związane z ochroną wód i gospodarką wodną. Znaczną część przeznaczyliśmy na wsparcie termomodernizacji wielu szkół i szpitali oraz instalacje urządzeń zmniejszających emisje zanieczyszczeń i wykorzystujących odnawialne źródła energii. Dzięki naszej pomocy powstaje m.in. największa w Wielkopolsce instalacja solarna na dachach domów studenckich „Jagienka” i „Zbyszko”. Dofinansowujemy też wiele przedsięwzięć edukacyjnych, programy badawcze i monitoring środowiska. Jednak działalność WFOŚiGW bywa różnie oceniana i  w  minionych latach kilkakrotnie próbowano go likwidować. Na szczęście dla środowiska, a przede wszystkim mieszkańców, nie udało się zrealizować tych zamiarów. WFOŚiGW są jednym z ogniw systemu finansowania przedsięwzięć ekologicznych w kraju utworzonego na początku lat dziewięćdziesiątych i bardzo dobrze ocenianego przez naukowców, ekspertów oraz samorządy, które czerpią największe korzyści z jego funkcjonowania. Można go zlikwidować, tylko powstaje pytanie, co w  zamian? Potrzeby inwestycyjne w dziedzinie ochrony środowiska są w  Polsce ogromne, a ekologiczne wymagania ciągle jeszcze rosną. Spełnienie unijnych standardów oznacza konieczność dalszego zwiększania nakładów finansowych. Skąd inwestorzy – a są nimi najczęściej samorządy gminne i powiatowe, których budżety są bardzo skromne – mają wziąć pieniądze na finansowanie inwestycji z zakresu ochrony środowiska? A są to przedsięwzięcia bardzo kosztowne, czasochłonne i mało spektakularne. Nowym wiaduktem

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu Ul. Szczepanowskiego 15A 60-541 Poznań Tel. 61 845 62 00 Fax 61 841 10 09 www.wfosgw.poznan.pl biuro@wfosgw.poznan.pl

Publikacja współfinansowana ze środków Unii Europejskiej z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Pomocy Technicznej Wielkopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007–2013

15


16

– odsłonięcie pomnika Hipolita Cegielskiego

„Przeznaczeń świata nie zmienimy, potęgi myśli i  rozumu nie złamiemy, zapędu i  kierunku narodów i  ludzkości nie wstrzymamy (…), ale jeśli zamiast oburącz wziąć się do wspólnej wielkiej pracy, z  założonymi rękoma przypatrywać jej się będziemy (…), zostaniemy na uboczu maluczcy i  ubodzy wobec wielkich i  bogatych, bezsilni wobec potężnych, nieświadomi wobec umiejętnych (…), a  przyczynę i  cel wynalazków kto inny rozumieć, któremi kto inny kierować będzie” – powiedział niegdyś Hipolit Cegielski, pierwszy organicznik – prekursor nowoczesnego przemysłu w  Polsce, wydawca, poeta, naukowiec i  dziennikarz. Przekonanie o  wartości jego słów stało się myślą przewodnią uroczystości odsłonięcia pomnika Hipolita Cegielskiego. 19 września br. na poznańskim placu Wiosny Ludów zgromadzili się ci, którzy chcieli dać wyraz uznaniu dla dokonań tej jednej z  najwybitniejszych postaci w  dziejach Polski i Wielkopolski. Znaleźli się wśród nich przedstawiciele opiniotwórczych środowisk, którzy wspierają i  kontynuują ideę pracy organicznej na gruncie współczesnym, m.in. politycy, biznesmeni, naukowcy i  artyści. Akt odsłonięcia pomnika stanowił zwieńczenie projektu jego budowy, którego głównym inicjatorem był prezydent Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego – dr Marian Król.

Wziąć się wspólnie do pracy

Dominik Górny

wydarzenie Zofia Cegielska-Doerffer odsłania pomnik swojego pradziadka

Społeczną rangę ceremonii podkreślił inaugurujący uroczystość hymn narodowy zagrany przez orkiestrę MPK. Przybyłych gości powitał w  imieniu Towarzystwa Tadeusz Zwiefka, członek zarządu Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego i  poseł do Parlamentu Europejskiego. Zarys dokonań Hipolita Cegielskiego w  perspektywie ich znaczenia dla obecnych czasów przedstawił dr Marian Król, który zwrócił uwagę na to, że ta wybitna postać znacząco wpłynęła na kulturę, gospodarkę i  życie społeczno-polityczne Wielkopolski. Prezydent Towarzystwa przypomniał również fundatorów korporacyjnych i  indywidualnych, pośród których podkreślił szczególną rolę Jana Kulczyka – głównego sponsora budowy pomnika. Z  kolei o  wzbogaceniu życia Polski, przez społeczne idee Cegielskiego, opowiedział minister Eugeniusz Grzeszczak, reprezentujący Waldemara Pawlaka – honorowego patrona budowy pomnika. Przedstawiony przez niego organicznik jawił się jako wzór do naśladowania przez młodzież. Odsłonięciu pomnika towarzyszyły salwy armatnie. Biało-czerwoną wstęgę rozwinęła Zofia Cegielska-Doerffer, prawnuczka Hipolita Cegielskiego, po czym ksiądz prałat Jan Stanisławski, w  imieniu arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, poświęcił odlaną z  brązu rzeźbę. Ważnym dla społeczno-kulturalnego życia Poznania było przekazanie pomnika w  darze miastu, na ręce Tomasza Kaisera, wiceprezydenta Poznania. To właśnie dziś, na gruncie kulturowych przemian, w  idei pracy organicznej można odkryć nowy potencjał dla rozwoju miasta, którego jakość życia wyznaczają ci, którzy wzorują się na Cegielskim – środowiska osobistości dynamicznych i  kreatywnych, zainteresowanych rozwojem regionu, jego awansem gospodarczym i  społecznym, bezkonfliktowym włączaniem się w  struktury europejskie.  fot. Antoni Hoffmann


Byliśmy najlepsi...

Byliśmy najlepsi... Dopiero co odsłonięto w  Poznaniu pomnik Hipolita Cegielskiego. Być może stało się to w  ostatnim momencie, gdyż Zakłady Cegielskiego mają się bardzo źle. Zakłady Cegielskiego są w trudnej sytuacji, ale myślę, że nikt z  zarządu tego przedsiębiorstwa ani nikt z  władz lokalnych, a także polityków – i tych z opozycji, i tych rządzących, ani nikt inny nie dopuszcza myśli, że Cegielskiego nie będzie. Jestem też optymistą i wierzę w to, że uda się uratować HCP, jego markę i dobrą opinię. Zarząd przedsiębiorstwa i wszystkie służby szukają rynków zbytu. Cegielski, niestety, stał jakby na jednej nodze. Silniki okrętowe to było 80 procent rynku, pozostałych 20 procent to produkcja wagonów i dmuchaw. Wszyscy wiemy, że stocznie polskie padły. Na dodatek padły jeszcze dwie

niemieckie stocznie i to one jakieś półtora miesiąca, dwa miesiące temu wycofały złożone u nas zamówienia. Wycofały, nie zawiesiły, i praktycznie postawiły nas pod ścianą. W tej chwili nie mamy ani jednego zamówienia na zmontowany, gotowy silnik. Mamy części, materiały i ludzi. Szukamy wyjścia z tej sytuacji. Chcemy wejść w sektor energetyczny, żeby nasz silnik napędzał agregat prądotwórczy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to dość trudne, dotykamy bowiem poważnego problemu społecznego. W Polsce mamy bardzo silny sektor górniczy – a tam silnych związkowców – wejście Cegielskiego na rynek energetyczny i proponowanie innego rodzaju paliwa niż węgiel spowoduje pewnie jakieś perturbacje. Jednak sprawność nowych maszyn jest zdecydowanie większa niż sprawność elektrowni opalanej węglem i nie ma wątpliwości, że wchodzimy na rynek nowocześniejszy. Również staramy się poprzez offset o technologię na silnik gazowy i gdybyśmy ją otrzymali, to możemy zaoferować silniki na wszelkiego rodzaju paliwa. Już dzisiaj produkujemy silniki na biopaliwa i są one wykorzystywane w Grecji jako elektrownie stacjonarne.

wywiad

Z  Bogdanem Klepasem, głównym specjalistą ds. public relations Zakładów im. Hipolita Cegielskiego Poznań SA, rozmawia Mariola Zdancewicz

Brzmi to dość optymistycznie. Bo właściwie jest tak, że jak mówi się Cegielski, to ma się na myśli Poznań i Wielkopolskę… I Polskę... I  Polskę, i  rok 1956, i  Solidarność, a  przede wszystkim wcześniej rozumiało się pod tym pojęciem bardzo nowoczesną fabrykę. Jedną z  pierwszych w  Polsce. A  jak dziś z  punktu widzenia dawnego przewodniczącego związku Solidarność ocenia pan zwolnienia w tym zakładzie? W Cegielskim są dwie potężne organizacje związkowe: Solidarność i OPZZ, które podpisały porozumienie na temat zwolnień grupowych. A jeśli pani pyta, jakbym postąpił, to postąpiłbym tak samo. I walczył o jakieś godne odprawy. Żałuję, że rząd nie ujął w swoich planach Cegielskiego jako strategicznego partnera stoczni. Dzisiaj współpracujemy z Powiatowym Urzędem Pracy oraz instytucjami, które próbują nauczyć zwalnianych ludzi, jak odnaleźć się na rynku pracy. Myślę, że Cegielski zrobił wszystko, widzę, że związkowcy to doceniają. Proszę jednak pamiętać o jednym: do Cegielskiego przychodziło się dlatego, że pracowały tu całe pokolenia. Pracował dziadek, ojciec, pracuje jego żona i dzieci. Tu przyszli, żeby pracować do emerytury i kontynuować rodzinną tradycję. Nie jest to taki zwykły zakład. Dlatego dzisiaj dla nich jest to tragedia. Często lubimy się powoływać na amerykańską gospodarkę i mówimy, jak tam jest fajnie, ale tam zmienia się pracę i zawód kilka razy w życiu. Zupełnie odwrotnie niż w Cegielskim. Dobra marka, dobra technologia, dobry wyrób – to wszystko kojarzyło się z Cegielskim. Pracowałem tu w latach 70. i 80. i pamiętam, jak wszyscy byliśmy dumni z tego, że pracujemy w tym zakładzie. Jak tak potężna firma w ciągu 20 lat tak zwanego wolnego rynku może upaść? Wydawać by się mogło, że wolny rynek, jeżeli on jest wolny, powinien wyzwolić nowe pomysły, nową energię, nowe wyzwania, a  tu z  dwudziestotysięcznej załogi zostało 2700 osób! Tak, pamiętam, jak się wychodziło nawet o godzinie 15.00, to do tramwaju nie dało się wejść. Cegielski jechał do domu. Gdyby pani spojrzała wstecz, to szpital Cegielskiego był i jest jednym z lepszych w  Poznaniu. Było przedszkole, była szkoła. Były też inne oddziały, które walczyły o oddzielenie się od Cegielskiego, co wynikało z przekonania, że same przetrwają lepiej. To był spór. Pamiętam, jak związkowcy: jedni nie chcieli puścić, a drudzy chcieli się oderwać. Ci myśleli, że razem będzie łatwiej, lepiej i taniej… Nie. Ktoś tam postawił na swoim. Ten cały organizm jakoś się

17


Byliśmy najlepsi...

wywiad 18

rozszedł. W 2001 roku też były dosyć duże zwolnienia i były odejścia naturalne, ludzie odchodzili na emerytury, renty, a na te miejsca raczej się nie przyjmowało. To zatrudnienie się zmieniało. Przecież nie było nigdy tak, żeby aż tak bardzo prasa się tym interesowała. Dzisiaj codziennie czytamy coś o Cegielskim, o zwolnieniach, takich sytuacji nie było, wszystko szło jakoś łagodnie, powiedziałbym – po poznańsku, bo my zawsze uznawani byliśmy za ludzi, którzy potrafią sobie radzić. To prawda, że, tak jak pani mówi, Cegielski to była potęga, tylko ubolewam nad tym, że wtedy nie było determinacji, żeby szukać innego rynku niż rynek stoczniowy, bo myśmy byli przekonani, że stocznie są, że stocznie zawsze będą i że zawsze będą kupowały silniki. Tak nam się wydawało… Jeszcze raz powtórzę, że chodzi mi o te 20 lat wolności gospodarczej… Czy tu nie zabrakło jakiegoś menadżera, jakiegoś życia, jakiegoś przewidywania, jakichś planów budżetowych, bo to taka wielka instytucja, taka wielka odpowiedzialność za ludzi... Wydaje mi się, że niestety odegrały tu rolę stare przyzwyczajenia. Wysunie Pan jakąś spiskową teorię dziejów… Nie, nie. Nie wszędzie widzę spisek. Powtarzam, że nie wszystko w tym kraju da się załatwić za kasę. Mnie się wydaje, że to management tej firmy... Że Cegielski przespał… Przespał. To może za mocno powiedziane, albo za słabo. Wydawałoby się, że Cegielski jest tak wielki, że nie może mu się nic zdarzyć. Proszę sobie wyobrazić, że po 1956 roku, kiedy kierownictwo Cegielskiego tupnęło i powiedziało, że musi być tak i tak, to tak było. Chcieli, żeby przyjechał premier rządu, premier rządu przyjeżdżał. No tak, mieliśmy przecież państwo robotników i chłopów... Uważam, że w 1990 roku rząd polski powinien był się zainteresować polskim przemysłem. Wiadomo było wtedy już, że „Syrenki” nie będziemy produkować, bo nigdzie się jej nie sprzeda, ale mieliśmy parę takich produktów, jak chociażby silnik okrętowy, jak elektronika, jak cały przemysł miedziowy – przecież my rudę miedzi sprzedajemy, zamiast sprzedawać wysoko przetworzoną miedź. Trzeba było przewidzieć, że Polska pójdzie w tym i w tym kierunku… wtedy nie było żadnych ograniczeń unijnych, bo jeszcze nie byliśmy w Unii, nawet o niej nie myśleliśmy. Nie umiem powiedzieć, ile jest takich produktów, których chcemy bronić,

które chcemy produkować i które chcemy dopieścić, wesprzeć technologicznie, intelektualnie, wyszkolić kadrę. Cegielski jest w encyklopediach. Taki parowóz w bodajże 1932 roku osiągał prędkość 100 km/h, potem produkuje się lokomotywy spalinowe, a dzisiaj na Politechnice Poznańskiej nie ma wydziału maszyn i pojazdów szynowych. Nie było zapotrzebowania, myśmy się nie rozwijali. Dlaczego? Bo kiedyś byliśmy najlepsi na świecie w dziedzinie budowy taboru kolejowego, w dziedzinie budowy tramwajów. I wydawało nam się, że tak zostanie. A dzisiaj Poznań nie chce od nas tramwajów kupić. I tego nie rozumiem. Ale żeście bubla wyprodukowali, jeśli już mówimy o tramwajach... To jest fakt. Ale każdy prototyp potrzebuje badań, prób. Nie da się tak szybko przebadać wszystkich urządzeń. Tramwaj przewozi ludzi, a nie węgiel. Toteż każdy boi się stracić pieniądze. Ale rzeczywiście powinno się dać Wam szansę… Z drugiej strony rozumiem MPK poznańskie, które jest pod pręgierzem opinii publicznej i nie może kupić złego produktu. Ale kupił i  Siemens się nie sprawdził. Z tym że ten tramwaj potrzebny jest teraz, bo za chwilę będzie Euro 2012, i już jest za późno. O tym trzeba było pomyśleć dwanaście lat wcześniej. Wspomniał Pan o tym, że MPK musi mieć gwarancję dobrego tramwaju. Proszę więc powiedzieć, dlaczego nie

nastawiliście się na to, by modernizować linię? Myślę, że byliśmy w stanie to zrobić. Problem w tym, że „Puma” nie była złym tramwajem, tylko nie miała w stu procentach niskiej podłogi i to były problemy techniczne. „Puma” ma 64,5% niskiej podłogi. Inne miasta, na przykład Wrocław, nie wymagają 100% niskiej podłogi. Poznań tak założył – i przyznaję rację, my nie byliśmy na to gotowi w tym momencie. Jednak twierdzę, że „Puma” powinna jeździć, powinna być próbowana i poprawiana. To jest w końcu prototyp i myślę, że byliśmy w stanie go poprawić. Znowu wracamy do tego, że trzeba było modernizować dziesięć lat temu, ale pewnie nie było na to pieniędzy. Tramwaj kosztuje kilka milionów złotych, przy takiej sytuacji ekonomicznej firmy nie da się go wyprodukować za własne pieniądze. To jest najgorsze w polskim przemyśle. Polski rząd powinien pomyśleć o tym, żeby dać więcej pieniędzy na innowacje, na badania, na rozwój. Jako kraj przespaliśmy pewne możliwości, i to wpływa dziś na naszą pozycję. Ale my staraliśmy się zrobić to, co mogliśmy. Wyraził Pan nadzieję, że Cegielski przetrwa i  że Hipolit Cegielski, twórca i przemysłowiec, który stoi w takim pięknym miejscu w Poznaniu, nie zostanie tam sam. Jakie są Państwa działania, żeby tak się nie stało? Gdybym nie wierzył w to, to nie mógłbym tu siedzieć ani pracować. Myślę, że zbyt dużo osób, które mają coś do powiedzenia w tym mieście, województwie i w tym zakładzie, chce, żeby ta firma była. Te działania to szukanie rynku energetycznego. Dzisiaj jesteśmy gotowi i wiemy, co chcemy sprzedać. Nie można powiedzieć, że nie mamy doświadczenia, ponieważ te nasze silniki agregatowe stawiane są na wyspach greckich, pracują na olej palmowy, na różnego rodzaju paliwa i  biopaliwa, dzisiaj tak modne w Europie. Jesteśmy w trakcie rozmów, chcemy budować spalarnie śmieci. Pozyskujemy technologie i szukamy nowych pomysłów. Wierzę, że to się uda. Oczywiście Cegielski ma określone linie technologiczne, określone maszyny i urządzenia wielkogabarytowe. Nie możemy, przepraszam, produkować taczek na budowy. Mamy świetnych fachowców, chcemy pracować w konstrukcjach dużych. Tu widzimy dla siebie szansę. Proszę powiedzieć, gdzie poszły oferty. W świat? Oczywiście, że tak. Dokąd? Między innymi do Brazylii i Armenii.  Fot. Archiwum Cegielski


Noblowski eliksir młodości Nowy wymiar alchemii kosmetyków

Izabela Nowak i Katarzyna Jagodzińska

ingerujących w biologiczny zegar życia procesy te będą mogły być spowalniane. Kluczem jest zrozumienie procesów starzenia się pojedynczych komórek biologicznych. Nagroda Nobla w  dziedzinie fizjologii i  medycyny trafiła w  tym roku do trójki naukowców, którzy poczynili znaczący krok w  tym kierunku, a  mianowicie „odkryli sposób, w  jaki chromosomy są chronione przez telomery i  enzym telomerazę”. Długie, podobne do nici cząsteczki DNA przenoszą informację genetyczną i  są upakowane w  chromosomach zakończonych fragmentami zwanymi telomerami. Zadaniem telomeru jest zabezpieczanie chromosomu przed uszkodzeniem podczas kopiowania. Każdy chromosom ma dwa telomery umiejscowione na jego końcach, które często określane są jako „skuwki na końcach sznurówek”. Skracanie zaś telomerów podczas podziałów komórki jest związane ze starzeniem się komórek. Elizabeth Blackburn i  Jack Szostak odkryli, że wyjątkowa budowa chemiczna telomerów chroni chromosomy przed degradacją. Z  kolei Carol Greider i  Elizabeth Blackburn odkryły telomerazę, enzym, który regeneruje DNA telomerów. Tym samym telomeraza często określana jest potocznie jako „eliksir młodości” lub „komórkowa fontanna młodości”, enzym ten bowiem jest aktywny w  komórkach, które są młode czy wiecznie młode, jak na przykład komórki zarodkowe. Odkrycia te wyjaśniły więc, jak końce chromosomów są chronione przez telomery i  jaka jest rola telomerazy. Jeśli telomery skracają się, komórka się starzeje. I  na odwrót, aktywność telomerazy przedłuża życie komórkowe poprzez wydłużenie telomerów na końcu chromosomów. Tak dzieje się, niestety, także w  przypadku inwazji komórek nowotworowych, które żyją „wiecznie”, kiedy telomerowy mur ochronny nie działa. Bez wątpienia zachowanie długości telomerów i  ich ochrona odgrywają istotną rolę w  procesie starzenia się, lecz proces ten jest bardzo złożony i  uwarunkowany różnymi cz ynnikami. Chociaż trwa intensywna aktywność naukowa w  badaniach procesów starzenia komórkowego, nie należy się spodziewać, że szybko zapanujemy nad tym procesem. Ale być może już za kilka lat doczekamy się rewelacyjnego kremu z  nanokapsułkami zawierającymi telomerazę. Zanim to nastąpi, cieszmy się zatem współczesnymi kosmeceutykami, które chronią nasze komórki i  wzmacniają procesy regeneracji. 

chemia

Od zarania dziejów człowiek poszukuje sposobu na przedłużenie młodości. Średniowieczni alchemicy produkowali eliksiry, destylując, ekstrahując i  macerując przeróżne rośliny, tkanki zwierzęce i  minerały. Powstałe w  ten sposób substancje określane były jako „piąta esencja”, „kamień filozoficzny” czy „eliksir młodości”. Niestety nie odnosiły one oczekiwanych skutków. Legendarny cudotwórca, hrabia Alessandro Cagliostro, wytwarzał „wodę młodości”, ale z  powodu braku efektu w  działaniu tego specyfiku został osadzony w  więzieniu, gdzie zmarł. Na wzór średniowiecznych alchemików współcześni naukowcy także poszukują substancji hamujących procesy starzenia się. W  przeciwieństwie do czasów alchemii dzisiaj mamy do pomocy osiągnięcia nauk przyrodniczych. W  świecie kosmetyki obserwujemy ciągle nowe trendy. Na liście reklamowanych składników odmładzających znalazły się ostatnio peptydy, polisacharydy, kolagen, L-glutamina, kawior, złoto, guarana, zielona herbata, melisa, konopie indyjskie, wino chianti, olej arganowy, a  także różany olejek eteryczny. Lista ta stale się wydłuża. Nawet takie egzotyczne substancje, jak rapamycyna (wyizolowana z  próbek gleby na Wyspie Wielkanocnej) czy kliochinol (stosowany dotąd w  terapii zaburzeń układu pokarmowego), są stosowane w  kosmetyce. Związki chemiczne zawarte w  preparatach kosmetycznych mają często zastosowania lecznicze, stąd powstało nowe określenie kosmeceutyki. Jest to kombinacja słów kosmetyki i  farmaceutyki. Kosmeceutyki to preparaty zawierające związki chemiczne o  znaczeniu farmaceutycznym wykorzystywane w  kosmetyce. Kosmeceutyki wywierają korzystny wpływ na metabolizm skóry, stymulują regenerację, opóźniają procesy degradacji i  starzenia się skóry. Efekty te można współcześnie mierzyć ilościowo i  wiązać ze składem chemicznym preparatów oraz sposobem ich stosowania. Produkcja nowoczesnych preparatów kosmetycznych ma niewiele wspólnego ze średniowieczną alchemią i  odpowiada standardom przemysłu chemicznego i  farmaceutycznego. Wiedza na te tematy jest przez autorki tekstu przekazywana w  ramach specjalności chemia kosmetyczna na Wydziale Chemii UAM w  Poznaniu oraz nowych studiów podyplomowych – chemia kosmeceutyczna. Demografowie dowodzą, że życie człowieka systematycznie się wydłuża. Wraz z  pojawieniem się leków

19


wywiad

Chemiczne sukcesy

i borylobuty

Z prof. dr hab. Bogdanem Marcińcem, kierownikiem Zakładu Chemii Metaloorganicznej Wydziału Chemii UAM i  dyrektorem Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego, rozmawia Mariola Zdancewicz Jest Pan świeżo upieczonym laureatem Nagrody Ministra Nauki i  Szkolnictwa Wyższego w  kategorii badań na rzecz rozwoju nauki, a także Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (Polskiego Nobla). Proszę powiedzieć o  odkryciach, które zapewniły Panu otrzymanie tych prestiżowych nagród. Moje zainteresowania naukowe koncentrują się na poszukiwaniu nowych katalitycznych reakcji w chemii związków krzemu, boru i germanu. Nagroda Ministra Nauki i  Szkolnictwa Wyższego została przyznana „za pionierski wkład w rozwój chemii metalonieorganicznej i katalizy metaloorganicznej oraz zastosowanie badań katalitycznych w syntezie organicznej i syntezie nanomateriałów”, natomiast Nagroda Fundacji na rzecz Nauki Polskiej „za odkrycie nowych reakcji katalitycznych i nowych katalizatorów procesów prowadzących do wytwarzania materiałów krzemoorganicznych o znaczeniu przemysłowym”. Nowe katalizatory dotyczą procesów hydrosililowania, którymi mój zespół zajmuje się od trzydziestu lat. Proszę przybliżyć termin „hydrosililowanie”. Jest to jedna z dwóch najważniejszych reakcji chemicznych, dzięki którym otrzymujemy związki krzemoorganiczne. Polega na przyłączeniu silanów zawierających wiązanie krzem-wodór do nienasyconych

20

związków organicznych. W 1992 roku, razem z  moimi trzema uczniami: Jackiem Gulińskim, Zygmuntem Kornetką i Włodzimierzem Urbaniakiem, napisałem książkę Comprehensive Handbook on Hydrosilylation wydaną przez Pergamon Press, która była pierwszym na świecie opracowaniem tych procesów znanych od 1947 roku. Zyskała ona miano „Biblii hydrosililowania”. Zatem powinna mieć kontynuację… Owszem, tak się też stało. Dwa lata temu zostałem zaproszony, jako jedyny z Europy, na odbywające się co roku prestiżowe American Symposium on Silicon Science (nie dotyczy ono tylko chemii). Trzy miesiące po tym wydarzeniu poproszono mnie o napisanie nowej książki o hydrosililowaniu, która przedstawia syntetycznie wyniki badań tej reakcji w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Opublikowana została na początku tego roku przez Springera jako monografia mojego autorstwa napisana wspólnie z trzema innymi uczniami: Hieronimem Maciejewskim, Cezarym Pietraszukiem i Piotrem Pawluciem. W przedmowie profesor John Harrod z Kanady, największy autorytet w tej dziedzinie, nazwał ją, odnosząc się do poprzedniej, „Nowym Testamentem”. Rzeczywiście w tej dziedzinie mamy bardzo wysoką pozycję na świecie, którą zawdzięczamy umiejętnemu poszukiwaniu nowych katalizatorów i nowych reakcji, tak aby prowadzić je z maksymalnie dużą wydajnością i selektywnością. To podstawa „zielonej chemii”. Czy stosuje się wspomniane reakcje na przykład przy produkcji leków? Nie, jeszcze nie. Leki to zwykle związki organiczne. Odkryte przez mój zespół

reakcje w szczególności prowadzące do syntez nienasyconych związków krzemoi  boroorganicznych stanowią etapy pośrednie skracające drogę do otrzymywania wysoko przetworzonych chemikaliów, tzw. fine chemicals, takich jak leki, środki ochrony roślin, szeroko rozumiane materiały dla rolnictwa i prekursory nanomateriałów, na przykład o właściwościach optycznych lub elektronicznych. Zwykle takie produkty otrzymuje się w wyniku wieloetapowych (niekiedy kilkunastoetapowych) reakcji. Następnym etapem badawczym będzie właśnie zastosowanie naszych nowych reakcji katalitycznych do syntez i technologii konkretnych związków typu fine chemicals, co zapewni skrócenie procesu ich produkcji. Czyli przed nami jeszcze pewien proces… Tak. Nagrodę odebrał Pan z rąk Minister Nauki, profesor Barbary Kudryckiej. Uroczystość odbyła się z dużą pompą na Zamku Królewskim w Warszawie. Grzegorz Turnau śpiewał dla wszystkich nagrodzonych przygotowane specjalnie dla nich piosenki. Dla Pana były to Borylobuty dla ukochanej? Skąd ten pomysł? Artyści i twórcy przeczytali prawdopodobnie wniosek o nagrodę i trafnie uchwycili opis omawiający rolę związków boru i  krzemu. Zrobili to umiejętnie, tworząc nazwę „borylobuty”, która sugeruje, że są one mocniejsze, ładniejsze, bardziej odporne itd. I są najnowszym osiągnięciem. Tak, właśnie... Poza tym, że jest Pan naukowcem, pełni Pan też funkcję dyrektora Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Dzieje się tam dużo rzeczy, mówiło się nawet o  projekcie urządzenia, które nagrywaną rozmowę będzie przetwarzać na zapis cyfrowy. Nie ukrywam, że jestem tym osobiście bardzo zainteresowana. Twórcą tego projektu jest pani profesor Grażyna Demenko, kierownik Laboratorium Technologii Mowy i Języka, i rzeczywiście jest to świetny przykład połączenia szeroko rozumianej humanistyki z informatyką jako nowej technologii. Czy ten wynalazek naprawdę się ziści? Jestem pewien, że tak. Jest to grupa nowych technologii informatycznych, które mogą być wykorzystane do rożnych celów. Zachęcam do kontaktu z ludźmi, którzy znają się na tym lepiej niż ja… Ma Pan szerokie kontakty ze środowiskami naukowymi i  biznesowymi w kraju i za granicą. Czym owocuje ta współpraca?


Borylobuty dla ukochanej Nie mów nigdy więcej: „Co to będzie z nami?” Weź się do roboty, Nie chodź więcej struta. Winyloborany sprzęgam z alkinami i syntetyzuję do borylobuta. Hop sa sa, Hop sa sa Tak nam życie płynie Mówi wam to dziś profesor Marciniec Dobrze cię rozumiem, męczą cię migreny. Zmycie po obiedzie, to wysiłek spory. Shydrosililowałem także i alkeny. Wynalazłem nowe katalizatory. Co z tego, że rankiem dzwonią z zagranicy, mówią ci „How are you”, mówiąc ci „good morning”. Nie są to kochanki, lecz współpracownicy: General Electric, Degussa, Don Corning. Co z tego, że rzadko chodzę do kościoła, że w mojej pracowni jedna wielka bania. Ja mam powołanie. Do mnie Bóg też woła. Napisałem biblię hydrosililowania! Tekst laudacji napisał Michał Zabłocki, a wyśpiewał Grzegorz Turnau

za określone obszary same szukają środków na przygotowanie technologii, ale do tego potrzebny jest, jak już wspomniałem, dostęp do laboratoriów. Gratuluję osiągnięć, a  także zdobytych pieniędzy, które umożliwiają osiąganie tych zdumiewających efektów. Zgadzam się z Panią – efekty już są bardzo dobre, ale mamy większe ambicje. Nic dziwnego, że czekają Pana kolejne wyróżnienia… Nie chodzi tylko o nagrody, lecz o realizację pewnych koncepcji, które służą większym grupom. Mam taką ideę, żeby

stworzyć w Poznaniu multidyscyplinarny ośrodek nauki o randze europejskiej. Projekt infrastrukturalny „Wielkopolskie Centrum Zaawansowanych Technologii (WCZT) – Materiały i Biomateriały” jest realizowany w ramach Programu Operacyjnego „Innowacyjna Gospodarka” (2007–2013) – o wartości 70 milionów euro. Projekt ten przewiduje utworzenie w 2013 roku instytutu regionalnego zapewniającego europejski standard badań naukowych i zatrudniający na kontraktach do 200 osób. Zamierzeniem WCZT jest zapewnienie najlepszym pracy w Polsce na miarę ich oczekiwań i umiejętności, ale o powodzeniu funkcjonowania tego instytutu będą decydować atrakcyjne pomysły pracowników na projekty naukowe finansowane ze środków publicznych i przedsiębiorstw zarówno europejskich, jak i krajowych. Nigdy nie mieliśmy tylu studentów i tylu wybitnych młodych ludzi. Trzeba zrobić wszystko, żeby stworzyć im warsztat pracy, a do Irlandii niech jadą ci gorsi, najlepsi mają zostać! Jedna z moich studentek wyjechała dlatego, że poznała chłopaka. Druga, która dostała się na studia doktoranckie, wyjechała do Niemiec, bo tam dostała tysiąc czterysta euro, a tu tysiąc dwieście złotych. Obie rokowały nadzieje. Ale tysiąc czterysta euro to też żadna płaca. Tak, ale jest to stypendium doktorskie, a nie zatrudnienie. A tu ci najlepsi za tysiąc dwieście złotych naprawdę nie wyżyją. Najlepsi muszą mieć dużo większe możliwości i to w każdym zawodzie. Centrum, które stworzymy za kilka lat, będzie centrum międzynarodowym na wysokim poziomie. Nie miejmy kompleksów, bo nasza edukacja w większości dziedzin nie jest w niczym gorsza od europejskiej. Jednak na świecie jesteśmy w trzeciej setce… Tak, ale to jest zupełnie co innego. Wynika to ze złej organizacji szkolnictwa wyższego w ogóle. Szczególnie w ostatnich latach poszliśmy na masówkę. Nieprawdą jest, że wszystkie amerykańskie uczelnie są dobre. Zapoznawałem się z tym dwadzieścia lat temu. Są one w osiemdziesięciu procentach nie lepsze niż polskie, ale te dwadzieścia procent to są te najlepsze na świecie i one ściągają też najlepszych studentów i wykładowców z całego świata. Reszta to szkoły dające licencjaty. Nie wszystkie prowadzą badania, tak jak się to u nas przyjmuje. Sukcesy w nauce osiągają jedynie ci, którzy mają do tego predyspozycje, i tylko takich powinniśmy zatrudniać na stałe na naszych najlepszych uczelniach, a resztę na kontrakty. Ten podział jest konieczny i właśnie ku takiemu modelowi musimy zmierzać.

wywiad

Skoncentruję się jedynie na roli parków naukowo-technologicznych w szczególności jako, z jednej strony, bardzo atrakcyjnego pośrednika związanego z sektorem nauki i – z drugiej strony – transferującego wiedzę i technologie przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw. Poznański Park Naukowo-Technologiczny jest członkiem Międzynarodowego Stowarzyszenia Parków Naukowo-Technologicznych. Również regularnie uczestniczymy w różnych spotkaniach krajowych i międzynarodowych. Naszą ambicją jest nie tylko tworzenie inkubatorów przedsiębiorczości, ale również kontaktowanie polskich przedsiębiorców z  nauką światową i  odwrotnie. Pracownicy Centrum Wspierania Innowacji oraz Inqbatora w ostatnim dziesięcioleciu przygotowali w Parku kompleksową ofertę wspomagania przedsiębiorstw zarówno tych ulokowanych w Parku, jak i w całym regionie poznańskim. Zrealizowaliśmy już w tym celu kilkanaście projektów finansowanych ze środków europejskich. Natomiast ważniejsze dla mnie osobiście jest to, żeby firmy innowacyjne mogły korzystać z laboratoriów, które Park mógłby im wynajmować. W Polsce nie ma jeszcze, niestety, takiej placówki, w której byłoby rozbudowane zaplecze tego typu. Laboratoria będziemy mieli za dwa lata. Budowa Inkubatora Wysokich Technologii (do końca 2011 roku), finansowana również ze środków strukturalnych Unii Europejskiej, może zapewnić wysokie zapotrzebowanie rynku na innowacje w obszarze zaawansowanych technologii. Istotą parku naukowo-technologicznego bowiem jest zapewnienie korzystnych warunków do funkcjonowania przedsiębiorstw typu high tech, tj. wynajmu pomieszczeń nie tylko biurowych z komputerem, ale wysoce wyspecjalizowanych laboratoriów. Powoli tworzymy sieć takich specjalistycznych laboratoriów. Dwadzieścia lat temu, kiedy wprowadzałem w życie tę ideę, i pięć lat później, zakładając Park, myślałem, że pójdzie to szybciej i łatwiej. Rola Parku to również oferowanie stałych usług badawczych dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Prowadzą one również badania stosowane zmierzające do wdrożenia swoich wyników i oferowania usług w obszarze chemii, fizyki, akustyki, informatyki i ochrony środowiska, wykorzystując oczywiście, coraz lepszą, naszą infrastrukturę badawczą i technologiczną. Obecnie istnieje kilkanaście centrów na terenie Parku pochodzących z uczelni, które stanowią etap przejściowy do tworzenia firm innowacyjnych. Zmierzają one do powołania zespołów zainteresowanych badaniami stosowanymi. Jesteśmy przygotowani technologicznie z zakresu nauk ścisłych, przyrodniczych i technicznych. Grupy odpowiadające

21


promocja

Podaruj komuÊ czas...

Instytut Glamour ul. Łanowa/Rynkowa Przeźmierowo tel. 61 8 141 535 www.instytut-glamour.pl

22

Jednym z najbardziej skutecznych sposobów na odreagowanie stresu związanego z dynamicznym stylem życia może być wizyta w salonie SPA – przekonanie o tym staje się coraz bardziej popularne w środowiskach medialnych i biznesowych. A skoro ich reprezentanci „lubią podarowywać sobie odrobinę luksusu w prezencie”, ich oczekiwania powinien spełnić Instytut Glamour w Przeźmierowie. Placówka świętuje w tym roku piąte urodziny, będące jubileuszem świadczenia kosmetycznych usług trafiających w gusta nie tylko indywidualnego klienta. W Instytucie czujemy się jak w greckiej świątyni, której klimat tworzą stonowane barwy i wystrój wnętrza. Mamy więc do dyspozycji SPA, fitness, restaurację i  otwarty na specjalne życzenie gości hotel. „Tutaj chce się wracać” – mówią klienci. Sekretem sukcesu Instytutu jest umiejętność oddziaływania na wszystkie nasze zmysły, co daje nam równowagę odczuć fizycznych i duchowych. Sprzyja temu na przykład „Ajurweda” – masaże przywracające równowagę energetyczną w naszym organizmie, a używa się podczas nich ciepłego oleju sezamowego i mieszanki egzotycznych ziół. Leczą bezsenność i wpływają na zdolność większego skupienia podczas wykonywania codziennych obowiązków, toteż cieszą się nieustannie dużym zainteresowaniem. O nasze ciała możemy zadbać także dzięki kosmetyce pielęgnacyjnej, medycynie estetycznej, fototerapii laserowej i zabiegom odmładzającym wykonywanym na bazie naturalnych specyfików, często pochodzenia morskiego. Doceniają je zarówno panie, jak i panowie, którzy przyznają, że za korzystnym wyglądem idzie dobre samopoczucie. Nie zapominajmy również o tym, że współcześnie przywiązujemy coraz większą wagę do wizerunku, który w dużej mierze buduje nasz prestiż, a tym samym może składać się na nasz sukces. Wewnętrzną harmonię osiągamy dzięki ćwiczeniom jogi, tai-chi oraz spinningowi, który wśród gości Glamour cieszy się coraz większym uznaniem. Wyróżnikiem Instytutu na tle konkurencyjnych ośrodków jest hotel, umożliwiający przedłużenie „dnia błogiego zapomnienia” na przykład do tygodnia. Przyjemności jednoczące ciało i ducha mogą trwać zatem niesko��czenie, tym bardziej że Glamour oferuje wiele nowości, m.in. „ceremonię amazońską”, przenoszącą nas w świat tropikalnej dżungli, „ceremonię orientalną” oraz „ceremonię – pamięć oceanu”, zapraszającą „w podróż do źródeł”. Dopełnieniem pobytu w Instytucie jest odwiedzenie restauracji, której atmosferę podkreślają dźwięki dobrej muzyki. Możemy tu zorganizować przyjęcie rodzinne, wesele, komunię, imprezę integracyjną, a nawet Wigilię. Jeśli zaś o świętach mowa, czy właśnie one nie są dobrą okazją, aby podarować sobie i swoim bliskim coś, czego brakuje nam przez cały rok – czas dla siebie? Sposobem na to jest karnet na dowolnie wybrany zabieg w Instytucie Glamour, w którym spędzimy czas relaksu. Red.


Ryszard Naskręcki

Proinnowacyjne kształcenie, kompetentna kadra i absolwenci przyszłości na Wydziale Fizyki UAM

Dziekan Wydziału Fizyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu prof. UAM dr hab. Ryszard Naskręcki opartej na wiedzy uzyskał wsparcie finansowe w wysokości prawie 10 milionów złotych. Zakwalifikowany do realizacji w latach 2009–2014 projekt nosi tytuł Zintegrowany program wspierający rozwój Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w zakresie nauk fizycznych – proinnowacyjne kształcenie, kompetentna kadra, absolwenci przyszłości. Celem głównym Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki jest wzrost zatrudnienia i spójności społecznej. Do osiągnięcia tego celu określono sześć celów strategicznych, wśród których ważne miejsce zajmuje „upowszechnienie edukacji społeczeństwa na każdym etapie kształcenia przy równoczesnym zwiększeniu jakości usług edukacyjnych i ich silniejszym powiązaniu z potrzebami gospodarki opartej na wiedzy”. W komunikacie Komisji Europejskiej z maja 2006 roku stwierdza się, że „uniwersytety powinny być zdolne do wprowadzenia zmian do swoich programów nauczania i programów badawczych, aby wykorzystać nowe możliwości w istniejących dziedzinach oraz powstających nowych kierunkach badań”. Z kolei w dokumencie „Strategia rozwoju nauki w Polsce do roku 2015” wskazuje się na istotną rolę nauki w stymulowaniu wzrostu innowacyjności polskiej gospodarki, w tym wspieranie dziedzin wiedzy z obszarów nowych technologii i nowych materiałów. Wszystko to oznacza, że wydziały kształcące specjalistów w zakresie nowych technologii i nowych materiałów muszą przeorientować swoje programy studiów i sposoby kształcenia na potrzeby nowoczesnego rynku pracy i gospodarki opartej na wiedzy. W kontekście tych wyzwań postanowiono więc poważnie zrewitalizować ofertę dydaktyczną Wydziału Fizyki UAM i w konsekwencji istotnie wzmocnić pozycję absolwentów na coraz bardziej wymagającym rynku pracy. KAPITAŁ LUDZKI NARODOWA STRATEGIA SPÓJNOŚCI

Realizowany projekt obejmuje kilka działań strategicznych, w szczególności: realizację nowego kierunku studiów Techniczne Zastosowania Internetu (studia II stopnia); uruchomienie nowej specjalności nanobiomedycznej na kierunku studiów biofizyka oraz dodanie do realizowanych obecnie programów studiów bloków zajęć proinnowacyjnych i prorozwojowych. Przewiduje się także uruchomienie Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich w obszarze nanonauki i nanotechnologii, zorientowanych na zastosowania biomedyczne oraz wzmocnienie kompetencji kadry naukowo-dydaktycznej wydziału poprzez takie działania, jak uruchomienie Studium Nowoczesnej Metodyki Kształcenia czy sfinansowanie wizyt studyjnych kadry dydaktycznej i staży naukowych na najlepszych uniwersytetach w Europie, Stanach Zjednoczonych oraz w Azji. Nie bez znaczenia będzie możliwość dofinansowania infrastruktury dydaktycznej wydziału, w szczególności doposażenia sal wykładowych i laboratoriów, zakupu sprzętu pomiarowego do pracowni studenckich czy dofinansowanie zasobów bibliotecznych wydziału. Projekt obejmuje również realizację kształcenia ustawicznego optyków okularowych w formie rocznych kursów akademickich dla osób z grupy 45+. Trudno w tak krótkim opracowaniu przedstawić szczegółowo wszystkie z planowanych działań. Warto jednak omówić te najbardziej unikatowe. Studium Nowoczesnej Metodyki Kształcenia adresowane jest do nauczycieli akademickich wydziału, w tym także do najlepszych doktorantów. Jego celem jest podniesienie umiejętności w zakresie kształcenia poprzez wykorzystanie najnowszych osiągnięć psychologii, metodyki kształcenia, pedagogiki nauk szczegółowych, a także w zakresie zarządzania wiedzą i kompetencjami. Zastosowanie metody pracy projektowej, technik aktywizacji w pracy grupowej oraz skutecznych metod komunikacji powinno w znaczny sposób wpłynąć na skuteczność przekazywania wiedzy. W ramach bloku proinnowacyjnego, adresowanego do studentów studiów II stopnia (studia magisterskie), można będzie zapoznać się z problemami komercjalizacji wiedzy, transferu technologii, zarówno w kontekście problemów prawnych, jak i istniejących barier w tym zakresie. Studenci poznają możliwości i reguły przedsiębiorczości akademickiej, nauczą się tworzenia biznesplanu i poznają formy ochrony własności intelektualnej. Projekt realizowany będzie we współpracy z szerokim otoczeniem akademickim i otoczeniem gospodarczym. W ramach realizacji nowego kierunku studiów i nowej specjalności przewiduje się współpracę z Politechniką Poznańską, Uniwersytetem Ekonomicznym i Uniwersytetem Medycznym w Poznaniu. W ramach innych działań planuje się współpracę z  parkami technologicznymi, inkubatorami przedsiębiorczości czy innowacyjnymi przedsiębiorstwami. Wreszcie w projekcie zapewniono poważne środki finansowe na mobilność kadry naukowej i dydaktycznej wydziału, na wizyty studyjne i staże dydaktyczne i naukowe oraz na wzmocnienie współpracy z najlepszymi ośrodkami akademickimi w Europie, a także, co należy podkreślić, środki umożliwiające zapraszanie profesorów wizytujących z całego świata. To bardzo ważny element składowy projektu, stanowić będzie bowiem poważny krok w kierunku umiędzynarodowienia studiów oferowanych przez wydział fizyki. A nie ulega wątpliwości, że tylko takie podejście może zagwarantować sukces w realizacji założeń odnowionej strategii lizbońskiej.  UNIA EUROPEJSKA EUROPEJSKI FUNDUSZ SPOŁECZNY

Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

nauka

Przewidziane na lata 2007–2014 programy operacyjne to wielka szansa dla polskiego szkolnictwa wyższego. Programy operacyjne stanowią bowiem główne narzędzie finansowe, poprzez które Unia Europejska wspiera rozwój w zakresie prawie wszystkich obszarów aktywności. Coraz więc częściej słyszymy o rozpisanych konkursach w takich programach, jak: Infrastruktura i Środowisko, Innowacyjna Gospodarka, Kapitał Ludzki, Rozwój Polski Wschodniej, Pomoc Techniczna, Europejska Współpraca Terytorialna czy Regionalne Programy Operacyjne. Wydział Fizyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu w ramach programu operacyjnego Kapitał Ludzki, w działaniu 4.1 Wzmocnienie i rozwój potencjału dydaktycznego uczelni oraz zwiększenie liczby absolwentów kierunków o kluczowym znaczeniu dla gospodarki

23


24


okiem okiem…

rowerzysty

Ryszard Rakower

Rowerem wzdłuż Warty? Tereny wzdłuż Warty mogłyby stać się równie atrakcyjnym miejscem wypoczynku poznaniaków, jak Malta lub Strzeszynek. Nadwarciańskie trasy rowerowe mogłyby zarazem zapewnić sprawną komunikację między wieloma dzielnicami. Czy Poznań powróci nad Wartę? Ciągi piesze i  rowerowe wzdłuż rzek lub kanałów stanowią w  Europie Zachodniej nieodzowny wręcz element miejskiej infrastruktury. W  centrum miasta pozwalają rowerzystom szybko przemieszczać się z  dala od motoryzacyjnego zgiełku. Zarówno w  centrum, jak i  na przedmieściach, ze względu na malowniczy przebieg, stanowią też popularny cel spacerów i  rowerowych wycieczek. Nadrzeczne bulwary to spore ułatwienie dla rowerzystów, a  dla wielu mieszkańców – popularne miejsce wypoczynku także w  innych polskich miastach. Przykładem mogą być nadwiślańskie bulwary w  centrum Krakowa, których kontynuacją są niezwykle atrakcyjne widokowo trasy biegnące koroną wałów przeciwpowodziowych. Z  kolei w Warszawie, gdzie nadwiślańskie trasy również cieszą się coraz większą popularnością, planuje się gruntowną przebudowę 16-kilometrowej trasy rowerowej wzdłuż Wisły od granicy Łomianek z  Bielanami do Portu Czerniakowskiego. Istniejąca trasa, której stan pozostawia obecnie wiele do życzenia, ma zostać gruntownie zmodernizowana, w  tym poszerzona i  pokryta asfaltem. Jak na tym tle wypada Poznań? Przed kilkoma tygodniami oddany został do użytku kolejny odcinek Nadwarciańskiego Szlaku Rowerowego, biegnący z  Poznania do Międzychodu. W  granicach Poznania, nie licząc terenów zielonych na peryferiach, jest on jednak nadwarciański tylko z  nazwy. Ciągi pieszo-rowerowe wzdłuż Warty występują bowiem w  Poznaniu jedynie w  postaci szczątkowej. Najdłuższa, malownicza trasa biegnie na lewym brzegu Warty od Dębiny aż do mostu św. Rocha. Na wielu odcinkach

bardziej przypomina ona jednak trasę dla zagospodarowania terenów nadwarciańrowerów górskich niż nadrzeczny bulwar. skich przewija się w  publicznej debacie, Na północ od Dębiny biegnie najpierw miasto nie podejmuje w  tym kierunku żadpiaszczystymi ścieżkami, następnie zanie- nych konkretnych działań. dbaną, nierówną ul. Piastowską. Dopiero Udostępnienie terenów nadwarciańprzy moście Królowej Jadwigi rozpoczyna skich pieszym i  rowerzystom nie wymaga się krótki, niestety również zaniedbany, od- tymczasem wielkich nakładów, zwłaszcza cinek asfaltowy. jeśli będzie następować etapami. W  pierwPrzy moście św. Rocha trasa kończy się, szej kolejności można by na przykład zrealia  położone dalej na północ tereny wzdłuż zować wzorcowy bulwar choćby na krótkim, Warty są zupełnie niedostępne bądź też ale ważnym odcinku wzdłuż kampusu Polinie zachęcają swym stanem do wycieczek techniki Poznańskiej czy też wyasfaltować rowerowych lub spacerów. W  szczególnie opłakanym stanie znajduje się nadwarciańska ścieżka na Szelągu. Nierówna, kamienista nawierzchnia mało kogo zachęca do korzystania z  tej malowniczo położonej, ale niemal nieznanej i  nieuczęszczanej trasy. Dopiero na północnych krańcach Poznania, między Naramowicami a  Radojewem, tereny nad Wartą przyciągają szersze grono rowerzystów i  spacerowiczów. NadRowerzyści nad Wartą w Naramowicach. Na drugim planie eswarciańskie drogi takada kolejowa i most kolejowy. Fot. Ryszard Rakower na tym obszarze, miejscami piaszczyste, pełnią jednak wy- zaniedbaną ścieżkę na Szelągu. Wielkich łącznie funkcję rekreacyjną. nakładów nie wymaga również podniesieNie lepiej wygląda sytuacja na prawym nie jakości szlaku rowerowego łączącego brzegu Warty. W  miarę wzorcowy ciąg pie- centrum Poznania z  Dębiną – na przykład szy i  ciąg rowerowy biegnie tam jedynie utwardzenie malowniczego odcinka biemiędzy mostem Przemysła I  a  mostem Kró- gnącego wałem przeciwpowodziowym lowej Jadwigi. między ul. Piastowską a  ul. Hetmańską. Czy jest szansa, że to się zmieni? Czy Poznań powróci nad Wartę, a  jej Mimo że realizację tras pieszych i  rowe- brzegi zapełnią się rowerzystami? Z  całą rowych wzdłuż Warty przewidują miej- pewnością warto rozpocząć na ten temat skie dokumenty planistyczne, a  problem publiczną debatę.

25


Wspomnienie z podróży do „wielkiego świata”

26

Spotkanie z Prezydentem J. F. Kennedy’m w Ogrodzie Różanym Białego Domu (1963)

Świętuje Pan 70-lecie swojej pracy twórczej… Myślę, że to, kim dziś jestem, wypływa z  domu. Wywodzę się z  prostej, ale szlachetnej rodziny, której choć może trudno było ocenić, czy jej syn ma muzyczny talent, to jednak potrafiła zaszczepić mi miłość do muzyki. To zasługa mojej matki, która śpiewała w  polskich chórach, jeszcze za czasów pruskiej niewoli, oraz babci Franciszki, bez której śpiewu nie odbywała się żadna uroczystość na Starołęce, gdzie mieszkała. Z  kolei mój ojciec grał na skrzypcach. Jednak ja gry na tym instrumencie uczyłem się u  pana Maksymiliana Kubackiego – wychowawcy ze szkoły podstawowej. Później był jeszcze cudny, koloraturowy sopran siostry Letycji Klimek. Wiele zawdzięczam przyjaźniom, szczególnie z  państwem Gabrielami, którzy mieli pięcioro synów, z  których każdy grał na jakimś instrumencie. Zaprosili mnie do swojej kapeli, gdzie grałem z  nimi na skrzypcach. Największe emocje budziło jednak wspaniałe fisharmonium. Zdawało mi się, że bez gry na nim nie mógłbym żyć. Dlatego podczas wakacji, gdy koledzy z  klasy wyjeżdżali na wycieczki rowerowe,

zamykałem się w  kaplicy na Wildzie, znajdującej się w  miejscu dzisiejszej kliniki ortopedycznej, i  komponowałem… Pamięta Pan swoje pierwsze muzyczne kroki? Pierwsze kompozycje stworzyłem jako dwunastoletni chłopiec. Wtedy też pierwszy raz dyrygowałem chórem. A  jeszcze wcześniej skomponowałem walca dla zespołu państwa Gabrielów. Zatytułowałem go Modre fale Warty. Ilekroć go wykonywaliśmy, wszyscy się serdecznie śmiali, wiedząc, że fale Warty są żółte z  zanieczyszczenia. Tytułu walca oczywiście nie zmieniłem. Później, jako gimnazjalista, stworzyłem chór w  szkole świętej Marii Magdaleny, gdzie chodziłem na lekcje „muzycznego wychowania” prowadzone przez profesora Władysława Drzewieckiego. Moja muzyczna aktywność była tak przekonująca, że choć nie byłem najlepszym uczniem – bo przecież wciąż myślałem o  muzyce – zaproponowano mi stypendium na dalsze kształcenie. Poznańskie Słowiki są dla Pana chórzystów drugą rodziną… Wynika to z  mojego nastawienia do życia i  ludzi. Staram się zapamiętać imię każdego z  moich chórzystów i  uczniów, a  oni do mnie lgną, zwierzają się z  problemów, radzą w  sercowych sprawach. Chcę być

fot. Maciej Pawlak

Muzyka

uczy pokory

wywiad

Z „druhem profesorem” – Stefanem Stuligroszem, dyrygentem chóru Poznańskie Słowiki, rozmawia Dominik Górny


nie słyszała tak awangardowego utworu. Co więcej, po koncercie przychodzili do mnie dyrygenci, prosząc o  partyturę tej niezwykłej wersji Regina celi. Oczywiście odmawiałem, zasłaniając się tajemnicą. Który z  sukcesów w  pracy dydaktycznej miał dla Pana znaczenie osobiste? Pamiętam Jacka Pazołę, który śpiewał przy zaciśniętym gardle. Znalazłem sposób, żeby nie wyrzucili go ze szkoły muzycznej. Kazałem mu powtarzać zagrane dźwięki, ale bez patrzenia na klawisze fortepianu. Tym sposobem zaśpiewał wysokie „d” tenorowe, choć wydawało się, że nie potrafi osiągnąć nawet niższego dźwięku „g”. Ze szczęścia chciał mnie „udusić”. Dzisiaj jest cenionym śpiewakiem w  jednej z  oper w  Holandii. Sukcesem jest dla mnie też to, jak daleko zaszedł Wojciech Pośpiech. Z  powodu choroby Heinego-Medina komisja egzaminacyjna PWSM uznała, że się nie nadaje na scenę. Wziąłem go pod opiekę… A  teraz uczy jako profesor śpiewu w  Akademii Muzycznej w  Bydgoszczy. Zawsze starałem się ratować ludzi, żeby nie działa im się krzywda. Czy jest coś, czego Pan w  swojej pracy zawodowej i  w  życiu osobistym żałuje, za czym Pan tęskni? Może nie tyle żałuję, ile tęsknię – przede wszystkim za moją żoną Barbarką i  chórzystami, którzy odeszli na „tamtą” stronę, a  jest już ich ponad dwa tysiące. Wspominam księdza Wacława Gieburowskiego, z  którym wiąże się jeden z  najbardziej wzruszających momentów mojego życia. Miałem wtedy dziewiętnaście lat. Była okupacja, 1939 rok. Dyrygenta chóru poznańskiej katedry – księdza Gieburowskiego – aresztowano. Skupiłem wokół siebie tamtych członków jego chóru, którym udało się nie pojechać na front. Gdy w  1941 roku wrócił do Poznania i  posłuchał, jak śpiewa chór, zaczął gratulować profesorowi Drzewieckiemu, który wskazując na moją osobę, powiedział: „To nie ja, to Stefan”. Zapewne zdecydowało to o  tym, co ksiądz Gieburowski powiedział podczas swoich ostatnich imienin. Było to 29 września 1942 roku. Wybrałem się z  grupą śpiewaków, żeby złożyć mu życzenia. Zastałem u  niego profesor Konatkowską, pianistkę, i  panią Szrajberównę, skrzypaczkę. Ksiądz Gieburowski powołał je na świadków i  wypowiedział swój testament, że mam być jego następcą, jako dyrygent chóru, i  wręczył mi swoją kompozycję na chór męski. Był to hymn pogrzebowy. Ksiądz Gieburowski powiedział, że jego wykonanie będzie moim ostatnim egzaminem przed nim. Mówi Pan, że muzyka uczy pokory… Sprowadza się to do właściwego zrozumienia słów Jana Pawła II, który w  liście do

artystów opisał twórczą hierarchię: „Stwórca, twórca i  odtwórca”. Biorąc do ręki partyturę jakiegoś utworu, nawiązujemy kontakt z  duchem osoby, która ją stworzyła. Natchnienie nie przychodzi od człowieka, ale od Ducha Świętego. My tylko pośredniczymy. 

wywiad

dla nich jak ojciec. Zresztą sami mnie tak nazwali, o  czym mówi pewna anegdota – kiedyś zadzwonił telefon, który odebrała moja żona, w  słuchawce usłyszała pytanie: „Czy można mówić z  ojcem?”. Zdziwiona odpowiedziała, że „tu nie jest zakon”, po czym okazało się, że chodzi o  mnie. Poznańskie Słowiki odbyły wiele zagranicznych tournée, co szczególnie w  latach 50. było fenomenem, kiedy w  Polsce mało kto wiedział o „wielkim świecie”. Jak Pan wspomina podróże z  tamtych lat? Najbardziej fascynowała mnie kultura południowej Korei i  Japonii. Chyba żaden kraj, oczywiście poza Polską, nie uwielbia tak Chopina i  Marii Curie-Skłodowskiej. Kiedyś w Tokio podeszła do mnie dziewczyna i  spytała, czy jest do niej podobna. Poza tym tamta publiczność jest szalenie kulturalna… Poznańskie Słowiki – cytując jedną z  recenzji – były chórem, dla którego „warto przepłynąć ocean”. Nie mieliśmy jednak pośród nas takiej osoby, która potrafiłaby wykorzystać pochlebne opinie do promowania chóru. I  powiem zupełnie otwarcie, że przez wiele lat nie zdawałem sobie sprawy z  tego, jak wysoki poziom ma nasz chór. ... bo przecież w  1963 roku wystąpiliście Państwo dla prezydenta Kennedy’ego i  byliście pierwszym polskim zespołem, który zaśpiewał w  Carnegie Hall… Amerykański impresario Sol Hurok zorganizował nam wtedy trzydzieści dwa koncerty. Spotkałem wówczas Leopolda Stokowskiego, który tak mnie wychwalał przed ambasadorem przy ONZ – Bogdanem Lewandowskim, że zaproponowano mi objęcie katedry chóralistyki m.in. w  Montrealu i Toronto. Nie mogłem jednak tam wyjechać, aby nie „skazać” mojej rodziny na szykanowanie ze strony polskich władz. Swoją drogą do dziś zastanawia mnie, dlaczego największy rozkwit chóru nastąpił w  czasach komuny, która z  jednej strony nam nie „przeszkadzała”, a  z  drugiej ingerowała w  sprawy programowe. Być może Poznańskie Słowiki były narzędziem propagandowym – bo jak inaczej wytłumaczyć to, że mimo zakazu organizowania religijnych uroczystości mogliśmy śpiewać sakralne pieśni. Wracając do zagranicznych koncertów, nie zapomnę występu w  Lozannie z  okazji 25. Międzynarodowego Festiwalu Muzyki. To była nasza największa „klapa”, dzięki której – o  dziwo – odnieśliśmy sukces. Wykonaliśmy m.in. kompozycję Tadeusza Szeligowskiego Królewno niebieska. Organista podał akord o  kwintę wyżej, a  my zaczęliśmy śpiewać, co spowodowało, że w  wysokich rejestrach chórzyści krzyczeli. Tymczasem dostaliśmy gromkie oklaski, a  krytyka rozpisywała się, że jeszcze nigdy

Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum prof. Stefana Stuligrosza, archiwum Fundacji „Chór Stuligrosza – Poznańskie Słowiki” i Filharmonii Poznańskiej

Z wizytą u Papieża Jana Pawła II

W drodze do filharmonii w Lansing, stanie Michigan w USA (1963)

Podczas Festiwalu „De Pacques” w Lourdes (1979)

27


internet

Tomasz Krobski

Twoja firma w Sieci

Czyli mocne strony Internetu

Gospodarka XXI wieku oparta jest na informacji. Dlatego najważniejszym medium jest dla niej Internet. Umożliwia on szybką komunikację i załatwianie wielu spraw jednocześnie. Większość współczesnych firm nie działa skutecznie bez zaznaczenia swojej obecności w Internecie. Internet stymuluje i w coraz większym stopniu rozwija rynek. Tradycyjna reklama straciła na znaczeniu. Internet jest dzisiaj głównym źródłem wiedzy o przedsiębiorstwie i jego ofercie oraz sposobem komunikacji z kontrahentami. Podstawą właściwego funkcjonowania firmy jest jej wizerunek w Sieci. Niezwykle istotne jest, by w gąszczu setek, tysięcy stron internetowych nasza była tą, na którą potencjalny klient zwróci uwagę. Dlatego chcielibyśmy wspólnie z redakcją miesięcznika„Merkuriusz” podzielić się z Państwem swoją wiedzą z zakresu e-biznesu, wynikającą z naszego wieloletniego doświadczenia. Mamy nadzieję, że nasze spostrzeżenia będą pomocne w promowaniu Państwa firmy w Sieci. Ale od początku Podczas produkcji strony internetowej popularnym błędem jest nadmierne przywiązywanie wagi do projektu graficznego strony. To niewątpliwie ważny jej aspekt, ale nie jedyny. Nie można zapominać o łatwości pozyskiwania informacji przez użytkownika, czyli o funkcjonalności strony. Dobrze przemyślana struktura to gwarancja szybkiego znalezienia informacji, czego nie

28

zastąpi żaden projekt graficzny. Korzystając nawet z najładniejszej strony internetowej, nie będziemy zadowoleni z jej użytkowania, jeżeli na przykład nie będziemy mogli znaleźć menu serwisu. Równie ważny jest dobry fundament informatyczny, który zapewni, że takie elementy serwisu, jak formularz kontaktowy czy też bannery promocyjne, będą działały poprawnie. Podobnie jak przedstawiciel handlowy ma znaczący wpływ na to, jak będzie postrzegana firma, którą reprezentuje, tak i złe działanie pewnych elementów serwisu rzutuje na wizerunek funkcjonowania całej firmy. Z cyklu: Zrób to sam W bardziej rozbudowanych serwisach internetowych warto wykorzystać system zarządzania treścią, czyli tak zwany CMS (ang. Content Managment System). Pozwala on na samodzielną zmianę treści, zdjęć i plików do pobrania w serwisach internetowych. Wprowadzanie treści w edytorze CMS jest podobne do pracy z  edytorem tekstowym, takim jak Microsoft Word czy Open Office, i nie wymaga specjalistycznej wiedzy informatycznej. Jest to najlepsze rozwiązanie dla firm, które chciałyby same zarządzać zawartością merytoryczną swojego serwisu. Wystarczy jedynie podstawowa wiedza z obsługi komputera, aby móc samodzielnie aktualizować serwis internetowy. Dzięki CMS korzystanie z takiego

rozwiązania nie sprawia trudności nawet mniej zaawansowanym użytkownikom. Pozwala to także zminimalizować koszty obsługi serwisu oraz umożliwia aktualizowanie informacji w nim zawartych przez osoby zajmujące się daną tematyką w firmie. Wystarczy jedynie proste szkolenie dla pracowników odpowiednich działów. Dobry serwis to podstawa Bardzo ważnym kryterium przy podejmowaniu decyzji o wyborze agencji interaktywnej jest serwis. W razie ewentualnej awarii strony istotne jest bowiem, czy będziemy musieli czekać na jej usunięcie parę godzin, czy też parę dni. Dobry serwis internetowy umożliwia także dodawanie nowych funkcji, które okazały się potrzebne po jakimś czasie funkcjonowania strony. Na szczęście w dobie zdalnych technologii informatycy mogą skutecznie nadzorować funkcjonowanie strony WWW dla klienta z Warszawy, Krakowa czy nawet Berlina, będąc chociażby w Poznaniu. Nie mniej ważną rzeczą przy zaprojektowaniu serwisu WWW jest jego pozycjonowanie i reklama w wyszukiwarce internetowej Google – podstawowym źródle informacji dla ponad 80% użytkowników Internetu. Promowanie się w tym medium jest obecnie najtańszym i najefektywniejszym sposobem pozyskania klientów w Sieci. Ale o tym będziemy pisać w najbliższym wydaniu „Merkuriusza”.


wywiad 29 Exception Group, ul. Dąbrowskiego 191, 60-594 Poznań, tel. +48 061 8 432 442, e-mail: biuro@exceptiongroup.pl


wywiad

Kazimierz Brzezicki

Urok Króla Kurkowego

Kurkowe bractwa strzeleckie w całej Wielkopolsce powoli kończą tegoroczny „sezon” strzelecki. Po zakończeniu turnieju o  tytuł Króla Żniwnego ostatnie strzelanie królewskie w  tym roku nastąpi z okazji wybuchu Powstania Wielkopolskiego, kiedy to bracia wyłaniają Króla Powstańczego. Ten rok przejdzie do historii, po 20 latach bowiem upamiętniono reaktywację ruchu strzeleckiego w Poznaniu i Wielkopolsce.

Siedziba Poznańskiego Bractwa Kurkowego na Szelągu Szóstego czerwca na poznańskim Szelągu, w miejscu, gdzie przed II wojną światową istniała słynna strzelnica bracka wraz z  restauracją, została odsłonięta tablica upamiętniająca XX-lecie odrodzenia ruchu brackiego w Poznaniu. Mało kto wie, że Strzeleckie Bractwo Kurkowe w Poznaniu, jak wynika z królewskich przywilejów, było najstarszym bractwem w Polsce, jest starsze od słynnego krakowskiego. Poznań jest jedynym miastem w Polsce, gdzie istnieją aż dwa bractwa kurkowe: Poznańskie Bractwo Kurkowe i Bractwo Kurkowe Poznań Rok Założenia 1253; oba nawiązujące do przedwojennych tradycji. Szkoda, że w grodzie Przemysława, gdzie dwadzieścia lat temu nastąpiło ogólnopolskie odrodzenie ruchu strzeleckiego, władze samorządowe nie dostrzegają obu bractw. Szczególnie smutne było to podczas obchodów 90. rocznicy Powstania Wielkopolskiego. Zamiast wyeksponować sztandary bractw kurkowych i strzeleckich, a bracia przybyli na obchody gremialnie z całej Wielkopolski, zostały one „schowane”. Podczas mszy w farze ochroniarze prezydenta RP nakazali pocztom sztandarowym bractw zmienić miejsce. Niepojęte. Poznań jest też jednym z nielicznych miejscowości w Polsce, gdzie bractwa nie mają własnej siedziby i strzelnicy, a to dlatego, że władze miejskie nie chcą pomóc w  odtworzeniu przedwojennego

30

celestatu. Szkoda. Z pomocą władz powstały nowe piękne siedziby brackie w Kórniku i Chodzieży, własną strzelnicą szczycą się bracia z Tarnowa Podgórnego (gdzie nie ma przedwojennych tradycji i bracia tworzą własną historię). Nie ma takiej siedziby w Poznaniu. Szkoda. Warto zauważyć zmianę obyczajów. Coraz częściej do bractw kurkowych wstępują kobiety. Na przykład dwa lata temu Królową Kurkową Bractwa Kurkowego w Tarnowie Podgórnym została Renata Maciejewska, niezwykle urodziwa nauczycielka z tego miasta, która godnie reprezentowała tarnowski ruch bracki. Od kilkuset lat w  oktawie Zielonych Świątek bracia odbywają najważniejsze zawody strzeleckie, podczas których zostaje wyłoniony Król Kurkowy. Onegdaj wiązało to się ze zwolnieniami podatkowymi, dzisiaj pozostaje splendor i chwała. W Poznańskim Bractwie Kurkowym tytuł Króla w 2009 roku wystrzelał Dominik Pacholski. W Bractwie Kurkowym Poznań’1253 Królem został Janusz Maciński. Jedynym bractwem, któremu udało się przetrwać powojenne represje, było Towarzystwo Strzeleckie – Bractwo Kurkowe w Krako­wie. W powszechnym mniemaniu był to wówczas twór „cepeliowski”. W 1986 roku wznowiło działalność Bractwo Strzeleckie w  Bytomiu, a  w  roku następnym w Kórniku. To właśnie w tym mieście

zorganizowano w 1991 roku spotkanie, na którym podjęto decyzję o reaktywowaniu Zjednoczenia Kurkowych Bractw Strzeleckich RP. Pierwszy powojenny Kongres Zjednoczenia zwołano w  Po­znaniu w  listopadzie 1991 roku. Wzięli w nim udział delegaci z Krakowa, Bytomia, Kórnika, Kalisza, Kościana, Pogorzeli i Śremu. Podczas kongresu uchwalono statut, przyjęto program organizacji oraz wybrano jej władze. Prezesem został doktor Tadeusz A. Jakubiak, na wiceprezesów powołano Zdzisława Maja i Ireneusza Dobrowolskiego, na sekretarzy Przemysława Wojciechowskiego i Jacka Sytka, funkcję marszałka powierzono doktorowi Jerzemu Wypychowi, a skarbnika Andrzejowi Ciastowskiemu. Pierwszym królem odrodzonego Zjednoczenia został brat Roman Rybacki z Rawicza. To oni stworzyli podwaliny pod ogólnopolski ruch kurkowy. Od 1992 roku Zjednoczenie jest członkiem Europejskiej Wspólnoty Historycznych Strzelców (EGS). Zjednoczenie w Polsce zrzesza 103 bractwa przynależne organizacyjnie do 9 okręgów: bydgoskiego, centralnego, krakowskiego, leszczyńskiego, ostrowskiego, poznańskiego, pomorskiego, śląskiego i szamotulskiego. – Najstarsza pisana wzmianka źródłowa o  Bractwie Poznańskim pochodzi z  roku 1417 – mówi prezes PBK Przemysław Wojciechowski. – Powstanie bractw


wywiad

Król Zielonoświątkowy 2008 Przemysław Wojciechowski oraz Brat Honorowy Tadeusz Janowski na strzelnicy Magnum

Przesmysław Wojciechowski – Król Zielonoświątkowy 2008

w  średniowieczu związane było z  ko- Dzisiejsza nasza działalność to zarówno traniecznością zapewnienia bezpieczeństwa, dycja, jak i dostosowanie się do współczea  w  szczególności zorganizowanej obro- snych wyzwań. ny murów i  bram wjazdowych przed na– Oprócz turnieju o tytuł Króla Kurkowejeźdźcą. Zawodowy garnizon był nielicz- go: zielonoświątkowego, żniwnego i  pony i dlatego musieli go uzupełniać miesz- wstańczego, do stałego kalendarza wydaczanie. Po odzyskaniu niepodległości po rzeń wpisały się: Strzelanie Memoriałowe PaI wojnie światowej i zwycięskim Powstaniu mięci Zmarłych Braci oraz Strzelanie w roczWielkopolskim rozpoczęto budowę Ogro- nicę zdobycia Kremla przez wojska polskie du Strzeleckiego na Szelągu, który stał się w 1610 roku – mówi P. Wojciechowski. – Biejednym z  najpiękniejszych i  najnowocze- rzemy także udział w akcjach charytatywśniejszych tego typu obiektów w  Polsce. nych i  społecznych. Sprawujemy na stałe W wyniku działań wojennych w czasie II woj- opiekę nad domem dla dzieci specjalnej trony światowej teren ten został w 1945 roku ski prowadzonym przez Zgromadzenie Sióstr zniszczony. Do dzisiaj pozostały jedynie frag- Serafitek przy ul. Serafitek w Poznaniu. Co menty schodów i okazy dawniejszego drze- roku organizujemy Bal Królewski, z którego wostanu. Do końca lat 60. istniały tam jesz- dochód uzyskany z loterii fantowej przeznacze fragmenty strzelnicy, na której młodzież czany jest dla naszych podopiecznych. Odszkół średnich ćwiczyła strzelanie w ramach wiedzamy ich nie tylko w czasie przekazywaprzysposobienia wojskowego. Później ten nia darów, ale także świąt, uroczystości oraz fragment został przeznaczony pod znajdu- dni dla dzieci szczególnie ważnych, przywojący się tam obecnie Dom Weterana. Po roku łując uśmiech i radość tak upragnione przez 1945 ówczesne władze przystąpiły do likwi- osoby pokrzywdzone przez los. Włączyliśmy dacji ruchu brackiego, uznając go za prze- się aktywnie w działalność społecznego kojaw działalności burżuazyjnego mieszczań- mitetu budowy pomnika im. Hipolita Cestwa. Odmówiono bractwom posiadania gielskiego. Jesteśmy członkiem zbiorowym broni, a zgromadzony przez wieki majątek Towarzystwa Przyjaciół Miasta Poznania. przeszedł na rzecz Skarbu Państwa. Nielicz- Bierzemy czynny udział w uroczystościach ne ocalałe klejnoty i pamiątki znalazły się państwowych i religijnych, występując pod w muzeach. Na skutek zmian ustrojowych naszym sztandarem. Wielokrotnie wystrzał ruch bracki zaczął się odradzać w 1989 roku. z naszej armaty oznajmia ich otwarcie. W tym czasie doszło w Poznaniu do utwoPowstanie Bractwa Kurkowego w Poznarzenia Komitetu Założycielskiego odradza- niu datuje się na rok 1253, kiedy to książę nego Bractwa Kurkowego, a po podjętych Przemysław – mówi Piotr Szymczak, obecstaraniach – w czerwcu 1990 roku Poznań- ny prezes Bractwa Kurkowego Poznań’1253 skie Bractwo Kurkowe uzyskało rejestrację – nadał miastu Poznaniowi prawo magdebursądową oraz osobowość prawną. skie. Bractwo nasze jest najstarszym bracObecnie bractwo działa, opierając się twem w Polsce i należy do grona najstarszych na wzorach i  tradycjach przedwojenne- w Europie. go Bractwa Kurkowego, ukształtowaneW tych odległych czasach bezpieczeńgo przez wieki działalności. Posiada statut stwo miasta w wysokiej mierze zależało od wzorowany na wcześniejszych i tradycyj- umiejętności strzeleckich mieszczan. Obone umundurowanie. Naszym celem jest wiązek obrony poszczególnych odcinków podtrzymywanie wielowiekowej tradycji murów miejskich powierzano cechom rzeruchu brackiego, przekazywanie jej mło- mieślniczym. Skupieni w bractwach, główdym pokoleniom, a jednocześnie ćwicze- nie zamożni, mieszczanie doskonalili swoje nie strzeleckich umiejętności zgodnie z ha- umiejętności w organizowanych zawodach słem „Ćwicz oko i dłonie w Ojczyzny obro- strzeleckich. Do końca XVI wieku strzelano nie” kultywowanym przez braci od wieków. najczęściej z łuków lub kusz do zatkniętego

Tadeusz Janowski – Brat Honorowy Poznańskiego Bractwa Kurkowego na żerdzi ptaka – zazwyczaj kury, stąd też wywodzi się nazwa bractw kurkowych. Bractwo Kurkowe Poznań’1253 w obecnej postaci zostało reaktywowane 7 maja 1993 roku. 21.06.1993 r. Bractwo Kurkowe Poznań zał. 1253 zostało formalnie zarejestrowane przez Sąd Wojewódzki w Poznaniu i uzyskało osobowość prawną. Bractwo przyjęło identyczne jak przed II wojną światową nazwę i statut. Nasze mundury – mówi pierwszy prezes bractwa J. Sytek – mają krój zaczerpnięty z przedwojennych wzorów. Używamy zbliżonych w charakterze insygniów, krzyży narodowych, nawiązując w ten sposób do dawnej symboliki i tradycji brackich. Celem naszej działalności jest podtrzymanie wielowiekowej tradycji bractwa oraz pielęgnowanie świadomości poczucia obowiązków obywatelskich i państwowych względem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej. Zadania te realizujemy poprzez szerzenie idei strzeleckiej, organizowanie zawodów strzeleckich i szerzenie ducha obywatelskiego wśród członków. W ciągu ostatnich 11 lat okrzepły struktury bractwa – mówi obecny prezes Piotr Szymczak. – Regularnie organizujemy strzeleckie turnieje królewskie i  wiele innych. W okresie karnawału organizujemy Bale Królewskie. Obecnie bractwo liczy 30 członków. Bierzemy udział w  zawodach organizowanych przez inne bractwa, a także, jako członek Zjednoczenia Kurkowych Bractw Strzeleckich RP oraz Europejskiej Federacji Historycznych Bractw Strzeleckich (EGS), w  Europejskich Spotkaniach Bractw Strzeleckich (w 1994 r. – Medebach, Niemcy; 1996 r. – Haaksbergen, Holandia; 1998 – Kraków; 2000 – Garrel, Niemcy; 2004 – Vöcklabruck, Austria). Sukcesywnie odtwarzamy klejnoty i insygnia królewskie, członkowie naszego bractwa mogą się poszczycić pięknymi mundurami. W 2000 roku poświęciliśmy nowy sztandar bractwa. Ciągle myślimy o nowym celestacie (siedzibie) i... strzelnicy. Jesteśmy pewni, że wielu, którym idea bracka jest bliska, z pewnością pomoże nam w podtrzymaniu tej pięknej polskiej tradycji.  fot. archiwum Poznańskiego Bractwa Kurkowego, Grzegorz Szalaty

31


wywiad

Wygrać bój o narodową pamięć Z Bronisławem Wildsteinem, publicystą, dziennikarzem i pisarzem, rozmawia Dominik Górny Znaczną część swojej działalności określa Pan jako „moje boje z III RP”. Które z tych „bojów” były najtrudniejsze? Podjąłem walkę z projektem ideowym, który miał bardzo wiele wymiarów. Na pewno trudna była moja walka z terrorem intelektualnym, poglądami, które ���������������������������������� roszczą sobie pretensje do bezdyskusyjnych���������������������������������������������������� ,��������������������������������������������������� a więc�������������������������������������������� ideowym������������������������������������ ������������������������������������������� i politycznym monopolem, który ciągle się próbuje nam narzucać. A co budzi do dziś moje największe oburzenie? Na przykład produkcja ���������������������������������������� tzw. autorytetów, których zdanie ma definitywnie rozstrzygać spory publiczne������������������� . To jest „specjalność” III RP, przyznam, że nie za bardzo demokratyczna. Nie godzę się z tym, żeby stosować redukcję do autorytetów – aby w pewnym momencie debaty publicznej jej rozstrzygnięcie wyznaczało zdanie jakiegoś autorytetu. A wtedy już koniec dyskusji, zgodnie ze starą zasadą „Roma locuta, causa finta” – kiedy Rzym się wypowiedział, to nie można było tego zakwestionować. Zapomnieliśmy tylko, że w Rzymie takie postępowanie odnosiło się do dogmatów religijnych, a nie rzeczywistości społecznej. Które z Pana poglądów spotykają się ze szczególnie nieuzasadnioną i niesłuszną dezaprobatą? Najczęściej atakowany jestem za podejście do lustracji, zresztą  próbuje się, zupełnie niezgodnie z  faktami, zredukować moją publicystykę do tej problematyki. Mało kto o tym wie i mówi, że na początku lat 90. do archiwów SB, przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych – Krzysztofa Kozłowskiego, zostali wpuszczeni czterej historycy: nieżyjący już pan Kroll, Einenkel, Holzer i Michnik. Tymczasem nie mamy żadnych raportów z ich działalności w tych archiwach, nie wiemy nic na temat, co robili. Ale to jeszcze nie wszystko – Michnik powiedział, że te archiwa

32

są z gruntu niepedagogiczne. Mówił to w takim tonie – „drodzy rodacy, ja się już za was poświęciłem, obejrzałem te archiwa. Musicie mi zaufać, że nie warto ich oglądać, bo są w nich rzeczy, które mogą jedynie spowodować frustrację. Wziąłem za was na siebie ten ciężar”. To jest oczywiście ironiczne, co mówię, ale tak to wyglądało. W jaki sposób można zaradzić podobnym sytuacjom, które mogą pojawić się w przyszłości? Moim zdaniem powinno się wszystko najzwyczajniej ujawnić i polemizować z odkrytymi faktami. One muszą być podstawą debaty. A więc maksymalnie ujawniać i rozmawiać za pomocą argumentów popartych wiedzą. Współtworzył Pan Studencki Komitet Solidarności, działał w  Komitecie Obrony Robotników. Które z  solidarnościowych idei są aktualne? Mogę się pochwalić, że należałem do tych osób, które jako pierwsze użyły w tym kontekście określenia „solidarność”, tak bardzo popularnego w sierpniu 1980 roku. Termin ten znalazł się w nazwie naszego studenckiego, opozycyjnego ośrodka, który powołaliśmy w 1977 roku. Dla����������������������������������� mnie Solidarność jest najwspanialszym ruchem w najnowszej historii Polski. Jestem jednak zdania, że na pewno żadnych form działania z tamtego czasu nie dałoby się adaptować do nowych warunków. Na ile lekcja tamtej epoki jest dla nas dziś przydatna? Uważam, że dzieje Solidarności są lekcją heroizmu, pozytywnych postaw, które �������������������� można uwolnić������� i ���� uaktywnić��������������������������������������������������������� �������������������������������������������������������� nawet w bardzo trudnych czasach������������������������� . To jest punkt odniesienia dla tego, kto chce budować ład i porządek społeczny poprzez symbole. Trzeba mieć świadomość, że istnieje poziom, na którym potrafimy się porozumieć. Moim zdaniem to nie musi być dla nas obciążeniem, tylko „trampoliną” do wspólnego, a więc i indywidualnego rozwoju.


Eryk Maro

Wystawa „Chryzantemy 2009”

wystawa

Które z  opinii dotyczących współczesnej polityki najbardziej Pana zaskakują? Uderza mnie nagminne odwracanie znaczeń. Sprawa Wałęsy jest dla mnie przykładem tego, jak pomimo demokracji i  wolności słowa najbardziej wpływowe środowiska usiłują nie dopuścić do ujawnienia niewygodnych faktów. Przecież tak naprawdę nikt do końca nie zakwestionował okresu współpracy Wałęsy z SB. Co więcej, gdybyśmy „ważyli” na szali ten okres z tym, co zrobił poza nim, to czas jego ewentualnej współpracy z SB byłby mało znaczący. Niezależnie od tego, kto by to nie był, jestem zdania, że postać publiczna – taka jest już jej kondycja – powinna, a nawet musi ujawnić swoje poczynania dotyczące sprawowanego przez nią urzędu i, dodatkowo, musi zgodzić się na to, że jej życiorys będzie prześwietlany��������������������������������������� . Społeczeństwo ma prawo �������������� go znać������� . Dążenie do poznania���������������������������������������� faktów z biografii nie����������������� może być traktowane jako nikczemność i próba prowokacji. O politycznej przeszłości Polski opowiadał Pan w programie telewizyjnym „Cienie PRL-u”. Które z tych „cieni” najbardziej przyćmiewają obraz współczesnej Polski? Podstawową sprawą jest relatywizm i moralne „pomieszanie”, które panuje do dziś. Nasza przeszłość nie została rozliczona. Aby tak się stało, wpierw musiałaby być nazwana. To nieprawda, że moralność nie jest potrzebna. Ona jest podstawą porządku społecznego, kapitałem społecznym – zespołem norm i zasad organizujących wspólnotę, bez których ta wspólnota nie byłaby wspólnotą, bo jej członkowie nie mieliby do siebie zaufania. To jest etyka społeczna. W jakiej dziedzinie rola społeczna etyki jest szczególnie ważna? Powinniśmy mieć szacunek do roli prawa. Ludzie muszą mieć przykład. Jeśli widzą, że prawo nie sięga „możnych”, nie rozlicza ich z fundamentalnego zła, to sami nie mają dla tego prawa szacunku. Przez to staje się ono instrumentem, którym posługują się silni, a słabi im ulegają. Osobiście bardzo się cieszę, że skazano wreszcie zomowców, którzy zastrzelili górników z Kopalni „Wujek”. Ale z drugiej strony wiem, że działali na rozkaz tego, kto był ich mocodawcą, który pozostaje bezkarny. Wymiar sprawiedliwości powinien być „sprawiedliwy” i dosięgać również tych najważniejszych. W swojej książce Polskę nazywa Pan „Doliną Nicości”. Co należałoby zrobić, żeby przemienić ją w „dolinę sprawiedliwości”? Pana pytanie dotyczy spraw fundamentalnych. Aby osiągnąć stan satysfakcjonujący, należałoby zrobić wiele. Ważną sprawą jest rozliczenie historii, która nie jest dla nas nawet historią, a teraźniejszością. Abyśmy poczuli się pełnowartościowymi obywatelami, musimy znać kulisy swojego życia, tego, co było kiedyś i co dzieje się dziś. „Bronisław Wildstein przedstawia” – jaką prawdę chce Pan przedstawić? Swoją rolę postrzegam jako mówienie o rzeczach podstawowych i problemach, które są wielokrotnie mistyfikowane bądź zatajane. Proszę mi wierzyć, że zrozumienie spraw podstawowych jest niezbędne do oceny rzeczywistości, a tym samym do dokonywania właściwych wyborów. fot. Archiwum WSNHiD

P oznańska jesień upłynie pod znakiem... kwiatów – wszystko za sprawą wystawy „Chryzantemy 2009”, która rozpoczęła się 23 października br. i ma potrwać tak długo, póki kwiaty nie utracą swojej świeżości. Organizatorem przedsięwzięcia był poznański oddział Stowarzyszenia Naukowo-Technicznego Inżynierów i Techników Ogrodnictwa oraz Palmiarnia Poznańska, w której na wzór Ogrodów Cesarskich w Japonii zaprezentowano kwiaty. Wystawa odbyła się już po raz dziewiąty i zgromadziła dziewięciu wystawców, wśród których znalazły się takie firmy, jak: „Ogrodnictwo” Katarzyny Bilengrek, „Gospodarstwo Rolno-Ogrodnicze” Grażyny i Józefa Elimerów, „Gospodarstwo Ogrodnicze” Wiesława Grzegorzewicza, „Ogrodnictwo” Anieli i Andrzeja Kłaków, firma Jerzego Nowaczyka, „Ogrodnictwo” Katarzyny Przybylskiej, „Gospodarstwo Ogrodnicze” Jędrzeja Skorupińskiego, „MM SZAJ” Marii i Marka Szajów oraz „Ogrodnictwo Zugaj”. Przybyli na wystawę mogli podziwiać blisko pięćdziesiąt odmian chryzantem ciętych, doniczkowych, wielogałązkowych, a nawet średnio- i drobnokwiatowych. Rośliny wyeksponowały florystyki działające w Klubie Florystów przy poznańskim oddziale SITO. Wystawę otworzył Andrzej Aumiller, prezes poznańskiego SITO, który zaciekawił uczestników opowieścią dotyczącą historii chryzantem. Dowiedzieliśmy się m.in., że odpowiednio pielęgnowane, mogą kwitnąć nawet przez cały rok. Zainteresowanie chryzantemami jest związane z Chinami i Japonią, gdzie według starych podań chryzantemy są symbolem długiego życia. Pierwsza wzmianka o tych kwiatach została podana 500 lat p.n.e. przez Konfucjusza. Co ciekawe, chryzantema jest elementem herbu cesarskiego i najważniejszym odznaczeniem Japonii – Orderem Chryzantemowym. W Europie pierwsze złocienie – bo również taką nazwą określa się te kwiaty – pojawiły się dzięki staraniom kapitana Blancarda w 1789 roku. Chryzantemy znalazły swoje miejsce również w polskim malarstwie, na przykład na obrazie Dziewczynka z chryzantemami autorstwa Olgi Boznańskiej. 

33


Liderzy

wywiad

Z Janem Brodą, wójtem gminy Komorniki, rozmawia Mariola Zdancewicz Gmina Komorniki uzyskała właśnie tytuł „Lidera Polskiej Ekologii 2009” w  ramach konkursu organizowanego przez Ministra Środowiska. Czym zasłużyliście Państwo na tę nagrodę? Otrzymaliśmy ten tytuł za gospodarkę wodno-ściekową oraz gospodarkę odpadami. Ten rok jest dla nas szczególny, ponieważ zakończyliśmy budowę kanalizacji całej gminy. Oczywiście budowa poszczególnych odcinków, tam gdzie budowy domów jeszcze trwają, dopiero przed nami, ale generalnie sieć na terenie całej gminy istnieje i jest sprawna, ścieki płyną do Centralnej Oczyszczalni Ścieków w  Łęczycy. Co do gospodarki odpadami, to jesteśmy jedną z pierwszych gmin, która uchwaliła obowiązujący do dziś podatek śmieciowy na mocy przeprowadzonego w 1995 roku referendum. Komisja dostrzegła te sukcesy i oceniła, jak widać, wysoko. Gratulujemy zdobycia nagrody. Obserwujemy poczynania samorządu Komornik od dłuższego czasu i  wiemy, że nie spoczną Państwo na laurach. Jakie działania proekologiczne planuje w  najbliższej przyszłości Lider Polskiej Ekologii? Mam tutaj szeroką wizję, ale nie chcę jej całkowicie ujawniać, ponieważ niektórzy mogą chcieć realizacji już dziś, a to jest

34

Wójt Jan Broda, kierownik Wydziału Inwestycji i Remontów Anna Jezierska-Kaczmarek i inspektor Wydziału Infrastruktury Komunalnej Krzysztof Studziński

kwestia kilku najbliższych lat. Chcemy za- pełną wymianę informacji. Mam nadzieję, gospodarować zarówno osady ściekowe że stworzymy też wkrótce wspólną łączz oczyszczalni, w inny nieco sposób niż do- ność, taką bezkosztową za pomocą na przytychczas, a także produkować energię odna- kład radia, a nie drogiej telefonii komórkowialną. Należymy do Związku Odpadowego wej. To wszystko podniesie poziom bezpieSelekt, który buduje już Centrum Zagospo- czeństwa w naszej gminie, jest bowiem kildarownia Odpadów, gdzie będziemy segre- ka niebezpiecznych miejsc związanych na gować odpady zmieszane, czyli te, które przykład z parkowaniem. zbieramy z gospodarstw domowych. ZwiękW ostatnim czasie oddaliście szy to ilość tych trafiających do recyklingu, Państwo do użytku boisko szkolne, tak a zmniejszy zaleganie na wysypiskach. Na te- długo oczekiwane w Komornikach. Jakie renie gminy jest jeszcze jeden problem do są Państwa dalsze plany inwestycyjnorozwiązania, są to odpady organiczne, czy- -sportowe? li trawy, liście, obierki itd. Szukamy sposobu, Rzeczywiście od paru lat przygotowywaaby je racjonalnie wykorzystać, uzyskując liśmy się do wybudowania przy szkole podciepło lub energię elektryczną. stawowej w Komornikach boiska o sztuczPodjęliście też Państwo ostat- nej nawierzchni. Można na nim grać w piłnio razem z  innymi gminami inicja- kę ręczną, siatkówkę i koszykówkę, jest już tywę założenia wspólnego portalu otwarte i działa. Projekt obejmuje jeszcze internetowego... drugą płytę, trawiastą, którą wybudujemy Tak, w związku z budową obwodnicy. już w przyszłym roku, jeśli finanse nam na Głównym inicjatorem projektu była gmina to pozwolą. Natomiast 20 listopada w WiSuchy Las, a zaraz za nią Dopiewo, Komor- rach odbyło się oficjalne otwarcie drugiego niki, Rokietnica i Tarnowo Podgórne. w gminie kompleksu boisk sportowych w raPortal zachodniaobwodnica.pl będzie mach programu „Moje Boisko – ORLIK 2012”, informował zarówno o przebiegu budowy, w skład którego wchodzi boisko piłkarskie ze jak i o wynikających z niej utrudnieniach, sztuczną trawą oraz boisko wielofunkcyjne z których na pewno nie unikniemy. Myślę, że powierzchnią poliuretanową do piłki siatkodostęp do takich informacji będzie istot- wej i koszykowej.Mamy też plany związane ny, szczególnie o tych miejscach, gdzie bu- z dalszą budową boisk sportowych. W przydowa jeszcze się nie rozpoczęła. Pochwalę szłym roku złożymy prawdopodobnie wniosię też podpisaną w tym roku umową z po- sek o dotację na budowę kolejnego Orlika znańską policją. To porozumienie spowo- i jeżeli dostaniemy dofinansowanie, to na duje pojawienie się wspólnych patroli oraz pewno go wybudujemy.


w którym urządziliśmy świetlicę wiejską. Do tej pory mieszkańcom brakowało takiego miejsca, a wszelkie zebrania odbywały się gościnnie w  Muzeum Narodowym. W tej chwili odbywają się tam wszystkie zabawy, zebrania, a nawet prowadzona jest działalność socjoterapeutyczna. Drugim przedsięwzięciem, jakie udało nam się wspólnie zrealizować, jest prowadzenie zespołu „Szreniawa”. Jest to dziecięcy zespół folklorystyczny pieśni i tańca. Jedyny problem zespołu to nabór chłopców. Dziewczynek jest kilkanaście, natomiast chłopców ostatnio tylko dwóch, ale szukamy chętnych i mamy nadzieję, że wkrótce proporcje się wyrównają. Muzeum wyposażyło dzieci w piękne ludowe stroje, w których na dożynkach zespół zrobił furorę. Ludzie ruszyli pod scenę, aby sfotografować piękne występy, nie bacząc na stół prezydialny ani na namiot vipowski. Pracownikom muzeum należą się gratulacje, ponieważ zostało ono wyróżnione w konkursie „Wielkie Odkrywanie Wielkopolski” organizowanym na łamach dziennika „Polska – Głos Wielkopolski” oraz uzyskało dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rozwój instytucji muzealnych i na tworzenie zasobów cyfrowych dziedzictwa kulturowego. Ponadto wspaniale się rozwija i potrafi za sprawą pana dyrektora Jana Maćkowiaka przyciągać tysiące gości na słynne już festyny. Życzę dalszych sukcesów na każdej niwie, zwłaszcza we współpracy z  Muzeum w  Szreniawie, które jest mi szczególnie bliskie. Fot. Urząd Gminy Komorniki

wywiad

Macie Państwo ułożony na dziesięć lat program drogowy. Wspomniał Pan, że to interesująca inwestycja. Nasze drogi gminne to ponad 60 kilometrów dróg gruntowych, ale to nie jest powodem do dumy i dlatego czas się za te drogi zabrać. Opracowaliśmy razem z Radą Gminy, radami sołeckimi i sołtysami „Program Budowy Dróg Gminnych na lata 2009– 2018” i w tym czasie utwardzimy wszystkie te drogi. Oczywiście będą dochodziły do tego kolejne odcinki związane z realizacją planów zagospodarowania przestrzennego. Jeżeli jednak uda nam się ten plan zrealizować całkowicie, to już za dwa, trzy lata będzie widać naprawdę znaczny postęp. Oprócz tych drogowych inwestycji cały czas trwają jeszcze inne. W tej chwili największą jest rozbudowa szkoły podstawowej w Plewiskach, która ma się zakończyć w przyszłym roku. Na koniec pierwszego semestru planujemy wykonanie łącznika między starą szkołą a nową. Jest tam sporo nowych sal lekcyjnych i pozwoli to na prowadzenie zajęć szkolnych w lepszych warunkach, natomiast na salę gimnastyczną będziemy musieli poczekać do września przyszłego roku. Dostał też Pan, Panie Wójcie, Nagrodę im. Dezyderego Chłapowskiego za pracę organiczną, za „wielkie zaangażowanie” w sprawy Muzeum w Szreniawie... Muzeum otrzymało ode mnie, jako wójta, nie tylko wsparcie mentalne. Pierwszym sukcesem i obopólną korzyścią było podpisanie przez muzeum i gminę w 2003 roku porozumienia w sprawie użyczenia pomieszczenia,

Wójt Jan Broda odbiera statuetkę Lidera Polskiej Ekologii z rąk Ministra Środowiska Macieja Nowickiego

Otwarcie boiska z programu Moje boisko – ORLIK 2012 w Wirach

Przecięcie wstęgi na nowo otwartym boisku sportowym w Szkole Podstawowej w Komornikach

Żywiec Dobroczyńcą Kultury

Miło nam poinformować, że Grupie Żywiec SA przyznano tytuł Dobroczyńcy Kultury Polskiej w kategorii Sponsor za wsparcie 19. Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Malta. Obok Festiwalu Maltańskiego Żywiec obejmował też swym patro- Od prawej: Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bognatem liczne imprezy kulturalne takie jak Open’er Festival, Między- dan Zdrojewski, członek Zarządu Grupy Żywiec SA Mariusz narodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich w Zakopanem, ponadto Borowiak i prezes Zarządu Grupy Żywiec SA Chris Barrow Muzeum Browaru w Żywcu, Muzeum Kazimierza Pułaskiego w Warce, Tydzień Kultury Beskidzkiej, rekonstrukcję Bitwy pod GrunwalSerdecznie gratulujemy tak znakomitego tytułu i dołączadem, Oblężenie Malborka, Jarmark Dominikański, Baltic Cup, czy my się do życzeń. Festiwal Piknik Country Mrągowo. Chcemy szczególnie podkreślić, że Grupa Żywiec SA we Statuetkę „Dobroczyńcy Kultury Polskiej” z rąk Ministra Kultury i wrześniu wsparła projekt „Merkuriusza”, przygotowywany na Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego odebrali 27 paź- Open Days do Brukseli. Bez życzliwego podejścia przedsiędziernika br. prezes Grupy Żywiec SA Chris Barrow oraz członek za- wzięcie to by się nie powiodło.  Redakcja rządu Mariusz Borowiak. fot. udostępnione przez Zamek Królewski w Warszawie

35


36

wywiad


JAZZOWE NUTY azzoweBluenuty Note Poznań Jazz Club prezentuje:

Na koncercie w Blue Note swoje 10. urodziny obchodzić będzie zespół Globetrotters. Jest to jedna z najciekawszych grup polskiej, a nawet europejskiej sceny muzycznej – nie tylko za sprawą nietypowego składu instrumentalnego (głos, saksofony, flet, wibrafon, perkusjonalia), ale i intrygującego połączenia różnorodnych gatunków (funk, r&b, jazz, etno, fusion)! Całości dopełniają oczywiście znakomici polscy instrumentaliści Kuba Badach

oraz głos Kuby Badacha. Szykuje się zatem niezapomniany wieczór! Ciekawie zapowiada się także koncert reaktywowanej formacji String Connection, uznawanej za synonim polskiego jazzu lat 80. Prezentowany przez grupę styl to elektryczny fusion z elementami coltrane’owskiej estetyki, który zdobył ogromne uznanie i wzbudził zachwyt publiczności. Popularność String Connection wiązała się również z komercyjnym sukcesem. Nagrania zespołu przyjmowane były niczym przeboje gwiazd rocka. W ankiecie „Jazz Forum” przez kilka kolejnych lat Krzesimir Dębski otrzymywał tytuł Muzyka, a String Connection – Zespołu Roku. Nie sposób także pominąć w muzycznych planach koncertu Jeana Paula Bourelly’ego, wszechstronnego amerykańskiego gitarzysty i wokalisty, którego muzyczne pomysły czerpią zarówno z jazzu, jak i blues rocka. Współpracował on z gigantami jazzowego świata: McCoyem Tynerem i Milesem

4.11.2009 r., środa, godz. 20.00 RETROSPECTIVE

7.11.2009 r., sobota, godz. 20.30 GLOBETROTTERS 8.11.2009 r., niedziela, godz. 20.00 ZAKRĘT support: DZIWY

10.11.2009 r., wtorek, godz. 20.00 STRING CONNECTION 13.11.2009 r., piątek, godz. 20.30 Jazz Top w Blue Note JEAN PAUL BOURELLY TRIO

d a p o t s i l

jazz

NAJWAŻNIEJSZE MUZYCZNE WYDARZENIA

Davisem, który zaprosił go do nagrania albumu Amandla. Bluesowo-rockowa natura muzyka zaowocowała natomiast wspólnymi projektami z  Buddym Milesem czy Jackiem Bruce’em z kultowej grupy Cream! W listopadowym programie Blue Note znalazła się także interesująca propozycja Jean Paul Bourelly dla miłośników tradycyjnych, etnicznych brzmień. Z solowym koncertem wystąpi bowiem znany już poznańskiej publiczności śpiewak, instrumentalista i… szaman – Gendos. Urodził się on w samym sercu Azji, w maleńkiej republice Tuwa i w swoich pieśniach opowiada o magii azjatyckich stepów, syberyjskiej tajgi, ich przeszłości i przyszłości. Koncert ten jest doskonałą okazją do posłuchania tradycyjnego śpiewu gardłowego oraz brzmienia tuwińskich instrumentów! Gendos

15.11.2009 r., godz. 18.30 TURBO – gościnnie Grailknights (Niemcy) i Zandelle (USA)

20.11.2009 r., piątek, godz. 22.00 WILLIE PICKENS TRIO Made in Chicago Jazz Festiwal

16.11.2009 r., godz. 20.00 TOTENTANZ support: CARRION

21.11.2009 r., sobota, godz. 22.00 SAALIK ZIYAD THE 5 AFTER 7 PROJECT Made in Chicago Jazz Festiwal

17.11.2009 r., wtorek, godz. 20.00 ŻELKI 18.11.2009 r., środa, godz. 20.00 MARIKA & Ruff Radics Live! + Abselektor (Bass Medium) 19.11.2009 r., czwartek, godz. 19.30 GENDOS

27.11.2009 r., piątek, godz. 20.30 ORBERT DAVIS QUINTET 28.11.2009 r., sobota, godz. 20.00 ANDRZEJKI W BLUE NOTE 30.11.2009 r., godz. 20.00 Koncert poświęcony twórczości Włodzimierza Wysockiego

37


muzyka

N

NOWOŚCI MUZYCZNE O

W

O

Ś

C

I

U

Z

Y

C

Z

N

E

Sławomir Bartkowiak NIGEL KENNEDY „Vivaldi The Four Seasons”

Z  okazji 20. rocznicy legendarnego nagrania Nigela Kennedy’ego Czterech pór roku Vivaldiego ukazało się specjalne wydanie tego wyjątkowego albumu (CD i  DVD). Kolekcja zawiera oryginalne nagranie, film wyróżniony nagrodami, po raz pierwszy opublikowane zdjęcia oraz inne materiały podsumowujące wyjątkową historię albumu z  repertuarem Vivaldiego. Nagranie Nigela Kennedy’ego po raz pierwszy zostało wydane 25 września 1989 r. na płycie winylowej, kasecie oraz płycie CD. Album stał się najlepiej sprzedającą się płytą z  muzyką klasyczną w  całej długoletniej historii EMI. Materiał nagrany pierwotnie w  listopadzie 1986 r. w  kościele St John-at-Hackney, w  Londynie, czekał na swoją premierę. Dopiero jednak w  marcu 1989 r., po dograniu wolnych części kompozycji, dzieło zostało ukończone. Cztery pory roku sprzedały się w  ponad 2 milionach egzemplarzy na całym świecie, płyta obecna była w  czołówce list przebojów klasycznych przez ponad rok, zajęła 3. miejsce na liście albumów pop w Wielkiej Brytanii oraz ustanowiła rekord wpisany do Księgi Guinnessa jako najlepiej sprzedające się nagranie muzyki klasycznej w  historii.

„W  stronę Krainy Łagodności, vol.1”

Początek nowej serii z  nurtu piosenki poetyckiej. Z  pewnością wszyscy pamiętają Zieloną Serię płyt CD z  piosenkami z  Krainy Łagodności. Można tam było spotkać wszystkich ważnych dla tego nurtu muzycznego wykonawców: SDM, Roberta Kasprzyckiego, Magdalenę Turowską, WGB, Czerwonego Tulipana i  wiele, wiele innych mniej i  bardziej znanych artystów. Od ukazania się ostatniej Krainy Łagodności – Czterolistnej minęło już prawie 7 lat. Najwyższy więc czas na kolejne niezwykłe spotkanie z  piosenką literacką. Płyta W  stronę Krainy Łagodności, vol.1 to początek nowej serii takich spotkań. Znajdziecie tu kolekcję piosenek z  tego właśnie kręgu muzycznego. Obok artystów o  statusie gwiazd (takich jak Grzegorz Turnau, Stare Dobre Małżeństwo, Wolna Grupa Bukowina), których piosenki pojawiły się już wcześniej na ich płytach, znajdują się także utwory artystów, którzy niedawno zadebiutowali i  na swoją autorską płytę jeszcze czekają (takich jak Dominika Barabas), a  także takie, które znamy z  koncertów i  festiwali, ale nie zostały nigdzie uwiecznione. Jest także kilka premierowych, wcześniej niepublikowanych nagrań, przygotowanych specjalnie na tę płytę.   /Wydawnictwo: Cytryna/

38

M

KAYAH „Skała”

Skała to już ósma z  kolei płyta Kayah. Po sukcesach takich płyt jak Kamień, Zebra, Kayah i  Bregovic, JakaJaKayah, StereoTyp, The Best & the Rest, MTV Unplugged artystka powraca swoją nową w  pełni autorską płytą, na której muzyka i  teksty są jej autorstwa. To również kolejna po MTV Unplugged płyta Kayah wydana we własnej wytwórni Kayax. Jedenaście kompozycji i  tekstów, które powstawały przez kilka ostatnich lat w  głowie artystki, są już dostępne w  sprzedaży. Skała to płyta pełna emocjonalnych wycieczek i  spokojnych rytmów oraz mądrych, dojrzałych i  jak zwykle wyjątkowych tekstów. Muzycznie płyta jest bardzo akustyczna i  nastrojowa. Większość utworów została nagranych w  studiu na żywo. Nie zabrakło oczywiście muzycznych gości. Poza muzykami, grającymi na stałe w  zespole Kayah, usłyszeć można partie fortepianowe Janka Smoczyńskiego z  zespołu June, gitarzystę z  zespołu Bisquit – Tomka Krawczyka, gitarzystę i  wokalistę zespołu Sofa – Tomka Organka, Royal String Quartet, nowe odkrycie Kayaksu – Sqbassa, czy charyzmatycznych uczestników programu „Fabryka Gwiazd” – Martę Maćkowską i  Nicka Sincklera. Przy pracy nad płytą najbliżej współpracował z  artystką Krzysztof Pszona – kierownik muzyczny zespołu Kayah. Ostatecznie całość zredagował jako zewnętrzny adviser Andrzej Smolik.  /Wydawnictwo: Kayax/

TINA TURNER „Tina Live” DVD

W  2008 r. królowa rock’n’rolla Tina Turner ku wielkiej radości fanów powróciła na scenę serią koncertów z  okazji okrągłej 50. rocznicy jej debiutu. Tournée rozpoczęło się w  Kansas w  październiku 2008 r. i  trwało sześć miesięcy, podczas których artystka odwiedziła ponad 10 państw na dwóch kontynentach. Tina zagrała oszałamiającą liczbę 90 wyprzedanych koncertów, które zawsze kończyły owacje na stojąco. Miliony fanów i  krytyków olśniła niesamowita forma Tiny, która nie zamierza zwolnić tempa mimo nadchodzących 70. urodzin. Energetyczne, bezkompromisowe dwugodzinne występy supergwiazdy, podczas których wykonywała największe przeboje z  towarzyszeniem najlepszych muzyków, wokalistów, tancerzy i  mistrzów walki, miały wspaniałą oprawę, doskonałą choreografię, spektakularne oświetlenie, popisy pirotechniczne i  wiele innych atrakcji. Po ostatnim koncercie w  ramach trasy, który odbył się w  maju 2009 r. w  Sheffield, Tina powiedziała: Jestem oszołomiona i  zachwycona reakcją tysięcy fanów, którzy co wieczór przychodzili na moje występy. To było niezapomniane tournée, które na zawsze pozostanie w  moim sercu. Wspaniały sposób, by uczcić i  podsumować 50 lat mojej działalności w  branży. Było super! Aby upamiętnić tę bijącą rekordy trasę koncertową, wytwórnia Parlophone opublikowała koncertowe DVD. Materiał nagrano w  marcu 2009 r. w  Gelredome w  holenderskim Arnhem, gdzie Tina wystąpiła dla ogromnej, 70-tysięcznej publiczności. Film wyreżyserował David Mallet z  Serpent Productions. Materiał nagrano w  technologii HD i  zmiksowano w  formacie dźwiękowym 5.1 Surround. Ponad dwugodzinny zapis zawiera uwielbiane piosenki Tiny, m.in. The Best, Private Dancer czy porywające We Don’t Need Another Hero. fot. EMI Music Poland, www.emimusic.pl

NOWOŚCI MUZYCZNE


sztuka

Lidia Piechocka

W rytm muzyki Chopina pulsuje serce Polski

16 października br. odbył się uroczysty koncert w  Filharmonii Poznańskiej „Chopin i  jego Opery” w  160 rocznicę śmierci kompozytora. Muzyczną aurę wieczoru stworzyły kompozycje Mozarta, Belliniego, Donizettiego i  Rossiniego – twórców oper szczególnie umiłowanych przez Chopina. Wystąpiła sopranistka Annick Massis, która w  wybranych ariach prowadziła pełen ekspresji dialog z  barytonem Krzysztofa Szumańskiego. Usłyszeliśmy też szesnastoletnią gruzińską pianistkę – Nino Kupreishvili, która grała wariacje fortepianowe na tematy z  opery Don Giovanni, a  Orkiestrę Filharmonii Poznańskiej prowadził tym razem dyrygent rodem z  Sycylii – Gaetano D’espinosa. Tego wieczoru swoją prapremierę miał tomik poetycki Dominika Górnego Poemat o  moim Chopinie. Publikacja wzbudziła zainteresowanie nie tylko środowiska poznańskiego, ale również przedstawicieli Polonii. Jej okładkę zaprojektował Ryszard Kaja, a  przedmowę napisał profesor Jan Miodek. Warto dodać, że tomik, wydany przez poznański oddział Związku Literatów

Polskich, jest pierwszą w  jego historii pozycją poetycką, która odnosi się do postaci i  twórczości Chopina. Honorowym patronem wydania została Filharmonia Poznańska, a  książka otrzymała oficjalne logo Roku Chopinowskiego, któremu patronuje Międzynarodowy Komitet pod przewodnictwem m.in. Krystiana Zimermana i  Placido Domingo. Gościem specjalnym wydarzenia był „Merkuriusz”, który wydanie książki objął swoim patronatem. Zachętą do zapoznania się z  wierszami, a  zarazem rekomendacją tomiku, są słowa profesora Jana Miodka: „Z  wyjątkową radością witam to szopenowskie poezjowanie Dominika Górnego, życząc jego czytelnikom doznań mieszczących się w  obszarze nie tylko romantycznej, ale – myślę – uniwersalnej i  wiecznej syntezy sztuk”.

fot. Zbigniew Burkietowicz

Chór Mieszany im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu W 1909 roku polscy emigranci z zaboru pruskiego mieszkający w Alstaden (dzisiejsza dzielnica Oberhausen) w Westfalii założyli chór, który był początkowo okazją do spotkań Polaków i kultywowania polskiej kultury. Chór nazwany imieniem Stanisława Moniuszki jest najstarszym chórem, jaki obecnie znajduje się w Poznaniu. W 1920 roku przybyło do Poznania dziesięciu chórzystów, inicjując założenie chóru na niepodległych ziemiach. Pierwotna nazwa Koło Śpiewacze „Kościuszko” w okresie międzywojennym została zmieniona na Koło Śpiewu im. Stanisława Moniuszki (1929). W 1923 roku kierownictwo artystyczne przejął Stanisław Wiechowicz, kompozytor i krytyk muzyczny. Po nim chórem dyrygował Władysław Raczkowski, a dalej kierowali chórem: Stefan Stuligrosz, Mieczysław Dondajewski, Antoni Rochowalski, Mirosław Banach, Szymon Melosik, Wojciech Stec. C hór wielokrotnie występował w kraju i za granicą, zdobywając uznanie i wiele nagród. Wykonywał wielkie dzieła wokalno-instrumentalne (Sonety krymskie St. Moniuszki, IX Symfonię L. van Beethovena, oratorium Mesjasz G. F. Haendla), a także wiele utworów a cappella religijnych i świeckich. O d 2008 roku dyrygentem jest Łukasz Maciejewski, pieczołowicie pracujący i dbający o podtrzymanie tradycji chóru. W maju bieżącego roku chór gościł w Budapeszcie u Polonii węgierskiej, gdzie dał sześć koncertów. W Muzeum Instrumentów Muzycznych w Poznaniu w dniu 22 listopada br., o godzinie 15.00 odbędzie się jubileusz 100-lecia, wcześniej, 13 listopada w poznańskiej farze o 19.00 odbędzie się msza z udziałem chóru w intencji żyjących i zmarłych chórzystów oraz o błogosławieństwo na następne lata działalności.  Red.

39


organizmem

wywiad

Teatr jest żywym Z  Michałem Znanieckim, dyrektorem Teatru Wielkiego w Poznaniu, rozmawia Michał J. Stankiewicz – kierownik literacki Opery Rozpoczął się już na dobre sezon artystyczny, ruszyła machina teatralna. Czy zmienił się Pana obraz teatru przez te cztery miesiące? Nie tyle sam teatr zmienił swoją postać w moim widzeniu, ile miasto, które w jakiś sposób odpowiedziało na to, co się w teatrze dzieje. Te cztery miesiące pozwoliły mi poznać, jak wygląda pozycja teatru w mieście. Jest to zupełnie inny obraz niż ten, którego się spodziewałem. Wydawało mi się, że teatr jest w absolutnym centrum zainteresowania miasta, mediów i publiczności. Gdy zacząłem przygotowywać repertuar, okazało się, że taka praca u podstaw nie wystarczy, by nasz teatr rzeczywiście był na szczycie popularności. Patrząc na sprzedaż biletów, można zobaczyć, jak te zainteresowania publiczności się rozwijają, w którą stronę idą. Zadaję sobie często pytanie, czy ustawiać repertuar pod publiczkę, czy pod publiczność, czyli ludzi, którzy oczekują jakości, konsekwencji, linii tematycznych. Teraz wiem, jak mam opracowywać propozycje repertuarowe na najbliższe sezony i nad tym właśnie pracuję. Funkcjonowanie Teatru Wielkiego jako instytucji kultury samorządu

40

województwa wielkopolskiego może przede wszystkim się opierać na decyzjach, głównie finansowych, władz marszałkowskich. Jakie jest Pana doświadczenie z władzami miejskimi w tym kontekście, także w odniesieniu do naszych aspiracji do uzyskania statusu Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku? Zarówno prezydent Ryszard Grobelny, jak i  wiceprezydent Sławomir Hinc zareagowali bardzo pozytywnie na moje propozycje. Nieważne, czy jesteśmy marszałkowscy, czy miejscy – takie rozróżnienia nie przyniosą zapewne żadnych korzyści. Ważne jest wspólne myślenie, tym bardziej wobec zbliżającego się kandydowania do tytułu Stolicy Kultury w 2016. Jeśli każdy będzie myślał tylko o własnym podwórku, będzie to niewykonalne. A nie chodzi wyłącznie o pieniądze, tylko o wspólne budowanie i wsparcie ideologiczne. Nie spotkałem się jeszcze ani ze strony innych instytucji kulturalnych, ani ze strony urzędów z jakimś ostracyzmem. Wręcz przeciwnie, chcemy budować razem. Dzięki temu wzrastają oczywiście szanse naszej kandydatury na Europejską Stolicę Kultury. Co było dla Pana najważniejszym impulsem do zmian, innowacji, które chciał Pan wprowadzić dla lepszego funkcjonowania teatru? Wydaje mi się, że nie ma potrzeby mówić o  innowacjach. Teatr jest żywym

organizmem, pracujemy z  ponad czterystoma osobami, których mamy na stałe. Przede wszystkim trzeba szukać pomysłów, jak rozwinąć umiejętności zespołu, zarówno te artystyczne, jak i biurowe, urzędnicze, techniczne. Najważniejsze, by posłuchać się nawzajem. Wcześniej pracowałem z zespołem z innej strony, jako reżyser, dzięki czemu poznałem scenę, poznałem problemy rekwizytorów, perukarek, statystów i teraz jest mi łatwiej zrozumieć ich oczekiwania. Do grona swoich współpracowników zaprosił Pan Jacka Przybyłowicza, który został kierownikiem baletu. Czy myśli Pan o  pewnym uniezależnieniu zespołu baletowego w  przyszłości? Czy macie Panowie spójną wizję artystyczną? Właśnie dzięki temu, że mamy wspólną wizję, myślę, że nie będziemy chcieli uniezależniać od siebie swoich działań. Gdybym uważał, że balet nie jest organiczną częścią teatru, to może byśmy musieli się separować. Ale że mamy podobny obraz artystyczny – może nie samych tytułów czy stylistyki, którą chcielibyśmy proponować – na pewno mamy wspólne priorytety względem zespołu i widzów. W tym momencie lepiej nam się pracuje jako „team”, współpracując bowiem, mamy pełne zaufanie do siebie, a potrzeby wszystkich zespołów są jednakowe. W tej chwili nasz balet bardzo ciężko pracuje nad osiągnięciem perfekcji


wywiad

nowego stylu, w związku z czym warto tę ich pracę pokazywać w ciekawych inscenizacjach. Oddzielenie opery od baletu byłoby pewną kastracją, sądzę, że lepiej we dwójkę iść do przodu. Pierwsza premiera już za nami, na dodatek w Pańskiej reżyserii. Czy zalicza Pan Ernaniego do swoich sukcesów jako dzieło skończone, czy patrząc na nie z  dystansem, chciałby Pan coś zmodyfikować? Tak jak powiedziałem, teatr jest żywym organizmem, a spektakl tym bardziej. Jest inny, w zależności od tego, kto śpiewa, kto stoi za kulisami, ale też kto jest na widowni. Jako reżyser tego spektaklu mam możliwość stworzyć pewną bazę, na podstawie której ewoluuje każdy spektakl. Nowym etapem tego przedstawienia będą trzytygodniowe przygotowania i premiera w Bilbao. Będzie to praca nad znalezieniem nowych emocji, nowych kierunków na bazie tego, co zostało wypracowane w Poznaniu. W  kwietniu 2010 roku powrót spektaklu do Poznania stanie się kolejnym etapem. Przedstawienie będzie zapewne bardziej dojrzałe, pogłębione o dodatkowe emocje, które zanikają w stresie i gorączce przedpremierowej. W 2011 roku Ernani pojedzie do opery w Tel Awiwie, gdzie na pewno budzić będzie inne emocje i zbierze też nowe doświadczenia. Czy myśli Pan już o  kolejnych edycjach festiwalu verdiowskiego? W  przyszłym roku będzie dziesiąta

edycja Poznańskich Dni Verdiego, a  w  2013 cały świat muzyczny obchodzić będzie 200. rocznicę urodzin mistrza z Busetto. Czy warto promować to wydarzenie jako unikatową imprezę muzyczną? Poznańskie Dni Verdiego już są bardzo znane w  Europie, głównie dzięki solistom, którzy rzadko kiedy razem występują na scenie w jednym przedstawieniu. Jednak najważniejsze, by Dni Verdiego stały się muzyczną wizytówką Poznania, co zapewne znacznie by pomogło miastu w naszej kandydaturze na Europejską Stolicę Kultury. Podobnie jak Festiwal Teatralny Malta czy Koncerty Poznańskie w Filharmonii są muzycznym czy kulturalnym symbolem miasta, tak i nasz festiwal verdiowski mógłby raz w roku skupiać uwagę publiczności z Poznania, Polski i Europy. Chciałbym, by nasza opera mogła wejść w krąg międzynarodowych teatrów tworzących projekt „Tutto Verdi” na rocznicę urodzin kompozytora w 2013. Przyszłoroczny festiwal inaugurujemy w  koprodukcji z  Filharmonią Poznańską koncertowym wykonaniem opery Simon Boccanegra, a zamykamy Dni Verdiego gościnnym spektaklem Falstaff z Opery Wrocławskiej. Na 2013 rok przygotujemy

nietypowy projekt – odbudujemy nieistniejące dzieło, które Verdi pisał przez całe życie – Król Lear. Wielokrotnie pracę nad tą operą Verdiemu zakłócały kolejne zlecenia, do których materiał muzyczny przenosił właśnie z Króla Leara. Planujemy odszukać wszystkie te fragmenty, konstruując tym samym marzenie samego kompozytora, jakim było muzyczne opracowanie tekstu Szekspira. Myślę, że ta opera, wirtualna opera, istniejąca jedynie tylko w jego listach, może doczekać się spektakli na całym świecie. Już teraz prowadzę rozmowy z dyrektorami innych teatrów, by projekt ten mógł ujrzeć światło dzienne. Jak Pan odbiera poznańską publiczność? Czym poznaniacy różnią się od widzów warszawskich, krakowskich czy wrocławskich? Podczas spektaklu poznańska publiczność czeka i analizuje, w związku z czym nie wybucha od razu entuzjazmem dla dzieła, którego nie zna, tylko stara się je poznać. Jest to publiczność trudna dla śpiewaków, bo nie ma odzewu z jej strony zaraz po zaśpiewanej arii. Dopiero na koniec daje temu wyraz, jak bardzo jej się podobało. Poznaniacy też bardzo chętnie wracają na ten sam spektakl, by móc posłuchać i zobaczyć dzieło w innym wykonaniu. Pańska recepta na operę w pigułce... Być otwartym. Przyjść na spektakl, jakby to było po raz pierwszy w życiu, wzruszyć się, kiedy podnosi się kurtyna. Niech każde przyjście do teatru będzie całkiem nowym doświadczeniem, wolnym od jakichkolwiek wyobrażeń.  fot. Marek Grotowski

41


sztuka

Andrzej Haegenbarth

Człowiek z  kamiennej wieży

Wieża góruje nad santockim krajobra- budowle – dzwonnicę i  neogoi  poznańskiego rzeźbiarza Jaczem. Stoi w  miejscu krzyżackiego zamku, tycki kościół. ka Nowaka, autora m.in. mostąd jej kształt. W  takim przepięknym miejnumentalnej figury Chrystusa W  dole połyskuje Warta, po lewej łączą- scu naznaczonym ponad tysiącwiszącej w  prezbiterium i  duca się z  Notecią; wzdłuż brzegów rzek czer- letnią historią ma swoją pracowżych płaskorzeźb z  drewna, wienią się dachy domostw ukrytych w  zie- nię-galerię Jerzy Gąsiorek zwaukazujących drogę krzyżową, leni. Po drugiej stronie Warty widać wyraź- ny Gąsiorem, dawniej pedagog, zawieszonych na filarach po ne wybrzuszenie terenu. To miejsce, w  któ- wystawiennik, architekt wnętrz, obu stronach nawy głównej. rym przez stulecia istniała ważna warownia. a  dziś przede wszystkim rzeźJerzy nic się nie zmienił od Była ona kluczem i  strażnicą Królestwa, jak biarz, poeta i  pastelista, skupiaczasów, gdy kierował gorzowpisał o  niej Gall Anonim. jący swoją uwagę na dookolnej skim BWA. (Wtedy mówił: „Ze W  końcu XV wieku Santok stracił na okolicy i  jej historii. Jego rysunmną można się dogadać, jestem znaczeniu. W  1731 roku po wielkiej po- ki zdobią corocznie wydawane elastyczny, otwarty na propozywodzi Warta zmieniła bieg. Wówczas kalendarze, a  wiersze, zdjęcia cje. Ale co na to poradzę, że zaprzeniesiono osadę na i  pastele – okolicznościowe wsze mam rację”). Był i  pozostał prawy, wyższy brzeg. wydawnictwa propagujące pasjonatem, człowiekiem goW  następnych latach piękno ziemi santockiej. łębiego serca, z  tym że dzisiaj wieś rozbudowywaNatomiast część jego dożyje jak wolny ptak i  więcej ła się i  dziś rozciąga się robku rzeźbiarskiego staniż dawniej pracuje twórczo. na przestrzeni kilku kilole krąży po wystaJest bezpretensjonalnym człometrów, między korytawach, a  pozostałe wiekiem, nikogo nie udaje, na mi rzek a  skarprace wypełniają Don Kichoci. Nad nimi nic się nie sili. Jest sobą i  takie pą. Jest zapletrzy poziomy wie- Requiem dla Wenecji bardzo osobiste i  autentyczne czem Gorzoży, ciesząc coraz są wszystkie jego prace – wierwa, dawniej liczniejszych gości przybywa- sze, pastele i  rzeźby. Landsbergu jących najczęściej z  okoliczTe ostatnie zapełniają ściany, belki, pół(Warthe). Zanego Gorzowa Wielkopolskie- ki i  zakamarki wszystkich pomieszczeń jego iste malowgo, ale i  innych regionów kraju królestwa. Najniżej, w  części podziemnej niczy widok i  zagranicy. Ostatnio byli Duńczycy, Włoch znajdują się kompozycje najcięższego karoztacza się z  Polką mieszkający w  Heidelbergu libru, martyrologiczno-nokturnowe: Kursk, dzisiaj z  wieży i  Ślązacy, których artysta zauważył poświęcony marynarzom, którzy zginęli na rozwidlestojących na wzgórzu i  zaprosił do w  łodzi podwodnej, Łazarz, Przesłuchanie, nie rzek, pośrodka. jedna z  Pasji, o  dużej sile rażenia odbiorcy. bliskie paroGąsior, którego znam od lat 70., Straszni są nawet Misjonarz i  Wieszcz. wy, wyjątkojest aktywny jak dawniej. Żywo G ość nastraja się minorowo już podczas wo porosłe reaguje na zmiany zachodzące schodzenia do podziemi, kiedy mija znajdutego lata wyw  przestrzeni miejskiej Gorzowa. jące się na ścianach kompozycje „wojenne”. sokimi trawaPomstuje na projektantów wyso- A  gdy wie, że w  latach 30. ubiegłego wieku mi, oraz na wykiego muru na bulwarze oddziela- naziści przechowywali tam cztery szkielety, różniające się jącego rzekę od mieszkańców, rzekomo średniowiecznych wojów magdez  pospolitego chwali architektów kościoła pw. burskich, którzy – według propagandy nieNa jednej ze ścian wieży Chrystus tła zabytkowe Pierwszych Męczenników Polski mieckiej – już 700 lat temu wylali swoją krew (230 cm) w otoczeniu aniołów

42


za niemiecki Wschód, to ma zamiar szybko przenieść się na wyższe poziomy wieży. Część środkowa obiektu służy do mieszkania, ale i  w  niej znajdują się „gąsiory” właściciela, m.in. Ukrzyżowany w  otoczeniu aniołów, gotowe za moment przenieść się do nieba. I  wreszcie część najwyższa, najprzestronniejsza, na zewnątrz „otwarta” na rozległe krajobrazy, a  od wewnątrz na sferę niebiańską, sacrum i  przeżycia duchowe związane ze sztuką. Tutaj człowiek zdaje się zawieszony w  powietrzu. Jakby wieżę od wewnątrz unosiły anioły, duże, wspierające stropowe belki, i  małe, jak ptaki przysiadłe pod dachem, pojedynczo i  grupami. Pomagają im podfruwające do okien garłacze i  kosy. Wyżej już tylko/ bociany i  chmury, jak pisze Gąsiorek w  wierszu Wieża. Atmosferę oderwania od spraw ziemskich, a  skupienia na niebieskich, oprócz

Wlkp.) oraz „Hasior i  konteksty” (Muzeum Sztuki Współczesnej Radom 2006). Na pierwszej znalazły się Moja ikona, w  której autor za pomocą minimalnych zabiegów, kawałków drutu i  spękanych desek przywołał kompozycyjny układ Matki Boskiej z  Dzieciątkiem, oraz Exodus, instalacja poświęcona uchodźcom, składająca się z  kół chłopskiego wozu, nieznacznie obrobionych, zużytych desek i  zgrzebnej tkaniny. Ta praca – pisałem przed kilku laty – „ewokowała i  dramatyczną sytuację egzystencjalną – podróż w  nieznane, i  zarazem jakby uskrzydlenie przedstawionej sylwetowo rodziny, a  więc wywyższenie poniżonych”. Podobnie oszczędne, wykonane z  drewna i  materiałów używanych na wsi (blacha, podkowa, tasak, fragment czaszki wołu i  łańcuchy), były Chrystus, Requiem dla wołu i  Femme fatale, eksponowane na głośnej wystawie „Hasior i  konteksty”, prezentowanej w  kilku miastach. Obecnie gorzowsko-santocki artysta pracuje w  swojej ulubionej technice podrzeźbiania i  asamblażu. Fascynuje go struktura drewna i  rzeczy zużyte w  codziennej pracy na prowincji, podniszczone przez czas. Rzeźby moje siermiężne jak życie co mnie doświadczało złożone z  desek przez wiatr i  deszcz wychłostane z  blach co je rdza pokryła tworzone z  chwil smutku i  chwil radości te mi muzą były wierniejszą od kobiet Z  tomiku Dlaczego, Gorzów Wlkp. 2003

Wiejskie zabudowania, pastel licznych aniołów (z  sercami – dla zakochanych; z  dzwonkami – radość zwiastujących, z  kluczami – od sekretów), tworzą kapliczki, Grupa pasji i  Syn marnotrawny, obiekty odwołujące się do symboliki chrześcijańskiej. Oglądając tego rodzaju prace, można zauważyć, iż Gąsiorek, od wczesnych lat 60. zafascynowany Hasiorem i  jego sztuką, wyzwolił się spod jego wpływu. Znawcy o  różnicach między tymi autorami wiedzieli już co najmniej od lat 90. Myślę, że przełomowymi wystawami dla recepcji prac gorzowskiego artysty były dwie ekspozycje zbiorowe: IX Biennale Sztuki Sakralnej „Sacrum 2000” (BWA Gorzów

Wiele z  nich to już przedmioty etnograficzne. W  przeciwieństwie do barokowo rozrzutnego Hasiora, posługującego się barwnymi materiałami i  kiczowatymi rekwizytami, Gąsior jest ascetyczny i  surowy. Zakorzeniony w  tradycji wiejskiej z  jej kultem pracy fizycznej i  chrześcijańską obrzędowością, tworzy syntetyczne przedstawienia często odnoszące się do wątków religijnych. Ale równie często owe znaki i  symbole – jak anielskie skrzydła – unoszą przekazy jego obiektów w  sferę uniwersalną, w  wymiar najgłębszych ludzkich doznań, niekoniecznie wiążących się z  przeżyciem religijnym. fot. A. Haegenbarth

sztuka

Kurtyzana

Jerzy Gàsiorek (Gàsior) – rzeźbiarz, poeta, animator kultury. Rocznik 1941. Studia na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w  Poznaniu oraz podyplomowe z  muzealnictwa i  wystawiennictwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. W  1989 roku uzyskał uprawnienia artysty plastyka Ministerstwa Kultury i  Sztuki. Od 1977 roku prowadził w  gorzowskim muzeum galerię sztuki współczesnej Oficyna. W  latach 1980–2006 kierował galerią sztuki BWA w  Gorzowie Wielkopolskim. Wówczas zgromadził kolekcję prac Władysława Hasiora składającą się z  31 obiektów; dziś pod względem wielkości jest ona druga po zakopiańskiej. W  1984 roku zainicjował i  przez wiele lat organizował Biennale Sztuki Sakralnej, jeden z  najważniejszych tego rodzaju przeglądów w  Polsce, na którym dwukrotnie uhonorowano go medalem. W  1995 roku otrzymał Nagrodę im. Brata Alberta. Od lat 60. tworzy rzeźby i  asamblaże, obecnie rysuje głównie Santok i  okolice oraz pisze wiersze. Jest autorem pięciu tomików poezji. Członek ZLP. Brał udział w  wielu wystawach w  kraju i  za granicą. Ostatnie ekspozycje: Galeria Franciszkańska, Toruń, 2008/2009 Poleski Ośrodek Sztuki, Łódź Kaliska, 2009

43


design

Cezary Hładki

Adam Balcerek

Magda Wunsche & Samsel

Barbara Czartoryska

44

Axor Urquiola Inspiracje

Niezwykłe fotografie inspirowane twórczością gwiazdy designu, Patricii Urquioli, autorki najnowszej kolekcji łazienkowej Axor Urquiola

Po raz kolejny światowej klasy design i polska wybitna fotografia spotkały się w ramach projektu Axor Inspiracje. Hansgrohe i Studio Melon zapraszają na tegoroczną edycję wystawy – Axor Urquiola Inspiracje – prezentującą prace jedenastu polskich wybitnych fotografów młodego i średniego pokolenia. Inicjatywa połączenia najlepszego designu i wybitnej fotografii pojawiła się w polskim oddziale Hansgrohe w 2003 roku w związku z marką Axor. Tak narodziły się „Axor Inspiracje”. Axor to ekskluzywne kolekcje łazienkowe, które co dwa lata projektują kolejne gwiazdy designu. Wśród nich byli już: Antonio Citterio, Philippe Starck, Jean-Marie Massaud, a ostatnio pierwsza kobieta – projektantka Patricia Urquiola. „Axor Inspiracje” są projektem fotograficznym, kuratorowanym przez warszawskie Studio Melon, które zaprasza wybitnych polskich fotografów młodego i średniego pokolenia do realizacji serii zdjęć. Inspiracją jest kolekcja łazienkowa, ale na zdjęciach często zastępuje ją metafora. Twórczy impuls dla fotografów stanowi raczej filozofia projektanta i jego styl. Do tej pory w kolejnych edycjach „Axor Inspiracji” udział wzięli m.in. Mikołaj Grynberg, Jacek Poremba, Artur Wesołowski, Aldona Karczmarczyk czy Jacek Kołodziejski. Niektórzy z fotografów przygotowali na „Axor Inspiracje” prace nietypowe dla ich dotychczasowej twórczości. Marcin Suder, znany przede wszystkim z reportażu wojennego, zrealizował w 2003 i 2007 roku intrygującą, baśniową opowieść o kobiecie w warunkach czysto studyjnych, Artur Wesołowski ujawnił na „Axor Inspiracjach” w 2003 roku po raz pierwszy poruszające go fragmenty rzeczywistości, które potem znalazły się na jego wystawie indywidualnej. „Axor Inspiracje” wielokrotnie sprowokowały fotografów do przejścia w nietypowe dla nich konteksty. Ich prace wiele razy poruszały i zaskakiwały. Tak stało się i w tym roku. Liczymy też, że, jak w latach ubiegłych, „Axor Inspiracje” staną się ważnym impulsem w karierach młodych fotografów, takich jak Adam Balcerek czy Tomek Rykaczewski. W roku bieżącym, w kontekście projektów Patricii Urquioli otrzymaliśmy bardzo intymne, kobiece i delikatne fotografie, które znacząco wczuwają się w – będący znakiem rozpoznawczym projektantki – eklektyzm, poszukują silnych akcentów w kolorze i rytmie form geometrycznych, balansują na cienkiej linii pomiędzy harmonią i szczyptą szaleństwa. W tegorocznych „Axor Inspiracjach” udział wzięli: Barbara Czartoryska, Magda Wunsche & Samsel, Adam Balcerek, Cezary Hładki, Krzysztof Kozanowski, Tomek Rykaczewski, Marcin Suder, Szymon Szcześniak, Jacek Wołowski & Partners, Michał Zajączkowski i Tomek Zięciowski. Wystawa „Axor Urquiola Inspiracje” po raz pierwszy, po uroczystym wernisażu w SARP-ie, dostępna była też dla szerokiej publiczności w Galerii Sztuki Farbiarnia na Pięknej w Warszawie. Teraz czas na Kraków i Poznań. Kraków, Galeria Pauza – 17.12 – 31.12.2009 Poznań, Galeria Hansgrohe – Aquademia – styczeń/luty 2010 Ekskluzywna marka Axor firmy Hansgrohe uznawana jest za uosobienie najwyższej jakości i innowacyjnego designu w obszarze łazienki. Kolejne kolekcje powstawały we współpracy ze światowej sławy architektami i designerami jak Philippe Starck, Antonio, Jean-Marie Massaud, Phoenix Design i – od 2008 roku – Patricia Urquiola. Axor otwiera wiele możliwości dla swobodnego kształtowania indywidualnych rozwiązań łazienkowych i interpretacji przestrzennych. Na czele marki stoi Philippe Grohe (42), wnuk założyciela firmy – Hansa Grohe. 


Chciałoby się zakrzyczeć – w  imię szacunku i  czci dla ofiar, sławy bohaterów: mordy w  kubeł i  ciszej nad tą trumną… Apokalipsa to nie dożynki. Warszawa to wielki cmentarz setek tysięcy Polaków i  raczej przystoi żałoba w  pokorze niż patetyczny, efekciarski frazes i  eksces. Ale się nie da. Bo figura bohatera-straceńca, powstańca-konspiratora to jest matryca, która głęboko wrosła w  polską duszę i  wyplenić się nie da. Zwłaszcza że „góra” robi, co może, żeby ten archaiczny, a  do tego udawany (ta hipokryzja…) stan duszy polskiej zakonserwować. Nieważne, że na jednego ubitego w  walce szkopa przypadało dziesięciu poległych naszych dzielnych chłopców i  około stu trzydziestu cywilów – zasypanych, spalonych, zamordowanych, rozerwanych, zmiażdżonych. Nieważne zniszczenie Warszawy. Jesteśmy za to Wielcy. Poszli nasi w  bój bez broni…, stać nas w  końcu na to. Niestety… Dla polityki i  wojskowej strategii taki bilans to klęska, także moralna. Może należałoby tych, którzy zdecydowali, a  potem nie chcieli przestać – postawić przed sądem? Za zbrodnię przeciw narodowi – krwawej głupoty? Czy wolno czcić bohaterów, których poświęcenie przyniosło tak tragiczne skutki? Czy w  panteonie cnót narodowych obok straceńczej odwagi bohaterów, zwykle nieżywych, nie jest absolutnie konieczny rozum? A  przede wszystkim elementarny szacunek dla ludzkiego życia, nie tylko poczętego, życia zwykłych ludzi, bo to śmierć niewinnego szaraka, bez sensu

Lech Mergler

i  powodu, jest metafizycznym skandalem. Bohater ma gwałtowną śmierć wpisaną w  scenariusz, nie ma co się nad nim użalać, zwłaszcza że ma zwykle giwerę i  sam też śmierć zadaje. U  nas wciąż i  nadal jest odwrotnie, choćby nasi w  Afganistanie, ich czyny i  komentarze… Polska wojna to wojna kawalerzystów albo strzelców, ale nie pojedynek generałów, strategów kalkulujących kampanie i  bitwy, bo to nudne, tak myśleć i  myśleć. Szable w  dłoń! Może dlatego tyle mamy ich w  historii przegranych – ważniejszy był rębajło niż ów strateg? U  nas w  pewnym czasie nie być powstańcem, partyzantem, konspiratorem to obciach i  poruta, przynajmniej oficjalnie (szmalcowników denuncjujących Żydów było raczej więcej niż akowców). Dlatego zapewne nawet w  Poznaniu, niby tak „psychicznie zrównoważonym”, bunt społeczny Czerwca’56 roku musiał zostać okrzyknięty powstaniem, a  jego uczestnicy powstańcami. Jakby bez tego słowa wytrycha, słowa zaklęcia Czerwiec był mniej doniosły… Więc mamy powstanie, mamy powstańców i  zgodnie z  kanonem polskich grzechów głównych (gdzie dwóch Polaków, tam trzy stronnictwa) mamy kilka związków powstańców Czerwca’56, bo nie da się ich w  jednym pogodzić. To samo zresztą dotyczy innych martyrologicznych organizacji, których jest tym więcej, im mniej żyjących członków – rodzin katyńskich, akowców i  innych… A  nie można tak, wbrew tradycji: mniej zadęcia – więcej zgody? Nerwicę patriotyczną moją jednak niemal uśmierzył fakt radosny, iż tzw. tarczy antyrakietowej w  Polsce nie będzie! Radość tę podziela, według rozmaitych sondaży, od 60 do 80% narodu, ale media, jak za komuny, trzymają z  władzą i  oficjalnie ogłaszają stan klęski narodowej. Historia powtarza się, jak wiadomo, jako jajco. Więc koncept strategiczny Polski jako przedmurza (sprzed 350 lat – Jan III Sobieski), wyznawany przez obecne elyty, wrócił w  formie projektu zabawki wojennej by USA. Za jej pomocą te elyty mogły jedynie ruskim pokazywać fuck you, bo przecież kilka rakiet, nawet amerykańskich, to żadna zapora przed tysiącami ruskich… Ale co okazja do nadymania się, to okazja... I  dla Kaczora, i  dla Donalda. A  po drugie – w  mieście naszym Poznaniu ponad 140 lat po śmierci Cegielski dostał pomnik, a  on żadnym powstańcem szczęśliwie nie był i  ani bezpieka, ani KGB, ni ZOMO go nie tarmosili. Tylko przemysł w  rolniczej Wielkopolsce zaczął był budować, mała rzecz, a  cieszy… Pewnie on by się bardziej ucieszył, gdyby pozwolono przetrwać Zakładom Cegielskiego, od lat powoli okrawanym, ale to już inna opowieść.

felieton

W  sierpniu i  wrześniu ogarnia mnie coś w  rodzaju patriotycznej nerwicy. Perspektywa wszechmedialnego rozdrapywania historycznych ran od 1 sierpnia, rocznicy Powstania Warszawskiego, do co najmniej 17 września, rocznicy ruskiej inwazji A.D. 1939, wydaje się ponad siły. Po drodze jeszcze 1 września i  31 sierpnia. Gdybyż w  uroczystych ekscesach była choć odrobina sensu, a  jeszcze więcej prawdy… A  tu nic, to samo rzężenie, z  roku na rok trudniejsze do wytrzymania. Najmniej strawne jest, primo, ciągłe epatowanie cierpieniem naszym i  krzywdą – więcej męki, krwi i  trupów czegoś więcej nam, narodowi, jakoby przydaje. Wielkości? Zasługi? Cnoty? Dlatego coś nam się ekstra należy? Udręczenie, noszone teatralnie niczym ordery, z  zewnątrz wygląda jak przejaw zaburzeń psychicznych: im większa historyczna wtopa, tym więcej marsowych min i  fanfar. Paranoja, obciach… Kogo to obchodzi? Drodzy Czytelnicy, kogo z  Was tak naprawdę obchodzi kilkaset tysięcy cywilnych ofiar wojny w  Iraku? No właśnie… A  Irak ma chociaż ropę… Secundo – nie mniej durne jest robienie wody z  resztek zdigitalizowanych mózgów smarkaterii poprzez przedstawianie jej wojny jako westernu albo survivalu dla prawdziwych zuchów. Kapele młodzieżowe przerabiają piosenki partyzanckie, powstańcze w  popowe hity, a  ogłupione bachory wskakują ochoczo do atrap kanałów w  Muzeum Powstania Warszawskiego. Jakie fajne było powstanie!

PATRIOTYCZNE SADO-MASOBIS

45


46


Kompleksowe us∏ugi dla samorzàdów i firm > Zapraszamy na Targi Poleko 2009 REMONDIS Êwiadczy us∏ugi dla ponad 20 mln mieszkaƒców w 25 krajach Êwiata. Dysponuje siecià 500 w∏asnych instalacji, zatrudnia 18.500 pracowników. Rocznie REMONDIS zbiera, przetwarza i sprzedaje w przybli˝eniu 25 milionów ton surowców. REMONDIS w Polsce dzia∏a ju˝ od 1992 roku! Obecnie posiada oddzia∏y w 35 miastach na terenie ca∏ego kraju. Przedsi´biorstwo Êwiadczy kompleksowe us∏ugi w zakresie zbiórki i transportu wszelkiego rodzaju odpadów, bezpiecznego niszczenia danych, elektrorecyklingu, sortowania odpadów, oczyszczania ulic i dróg oraz gospodarki wodno-Êciekowej. Szeroki zakres us∏ug: ■ odpady komunalne ■ odpady przemys∏owe ■ odpady niebezpieczne ■ selektywna zbiórka surowców

Prawie 4 miliony mieszkaƒców i kilkaset firm korzysta w Polsce z us∏ug REMONDIS.

odpady budowlane, gruz ■ zu˝yty sprz´t elektroniczny i elektryczny ■ niszczenie dokumentów ■ archiwizacja i osuszanie dokumentów ■

Zapraszamy na targi POLEKO 2009 Poznaƒ, 24-27.11.2009 pawilon 3 stoisko 15

JesteÊ zainteresowany ofertà? Zadzwoƒ! REMONDIS Sp. z o.o., Centrala Grupy – Zarzàd, ul. Zawodzie 16, PL 02-981 Warszawa tel.: + 48 (0) 22 / 642 01 23, 48 (0) 22 / 858 75 67, fax: + 48 (0) 22 / 858 75 49, e-mail: warszawa@remondis.pl REMONDIS Sanitech Poznaƒ Sp. z o.o., ul. Górecka 104, PL 61-483 Poznaƒ tel.: +48 (0) 61 / 66 40 640, -641, - 650, fax: +48 (0) 61 / 832 24 81, e-mail: poznan@remondis.pl ■

www.remondis.pl

www.remondis-electro.pl

www.remondis-data.pl

www.eko-punkt.pl



Merkuriusz