Page 1

ISSN 1896-1878

Od poczwarki do skrzydlatej piękności • Jaki Motor Show?

02 (59)

3/ 2012

Reelekcja: ciàgłoÊç zadaƒ

O poznańskich sposobach mieszkania

Mniejsza konkurencja, dro˝sze mieszkania

O rozwoju polskiego gazownictwa...

Okińczyc

Era tanga


w numerze

10 Jaki Motor Show? s.

spis treści O poznańskich sposobach mieszkania 4

No to posłuchajcie

19

6

O rozwoju polskiego gazownictwa, nowym prawie gazowym i funkcjach społecznych 20

Od poczwarki do skrzydlatej piękności 7

Wesołym Koziołkom tryknęło pięć wiosen 22

Mniejsza konkurencja, droższe mieszkania 8

Zygzakiem 23

Powiat turecki zawsze po drodze

Jaki Motor Show? 10 Dziewięć hektarów kwiatów 12 Wszystko o nasionach, sadzonkach i nasadzeniach 14 Reelekcja: ciągłość zadań 17

12 Dziewięć

s.

Kawałek legendy i kij w mrowisko 24

hektarów kwiatów

Okińczyc 26 Era tanga

28

Blue Note Poznań Jazz Club prezentuje: kwiecień 29

26 Okińczyc

s.

Starość musi się wyszaleć 30 Hamlet 31

Pomnik Jana Ignacego Paderewskiego w Poznaniu Wesprzyjmy wszyscy tę szlachetną inicjatywę, wpłacając dowolną kwotę na konto: PKO BP S.A.

14 1020 4027 0000 1402 0308 1866 z dopiskiem: „Pomnik”

Nasze artykuły znajdziesz także na portalu epoznan.pl

NIP 779-110-19-06 • REGON 300467591 konto: Bank Zachodni WBK S.A Nr 56 1090 1362 0000 0001 1083 8358 Redakcja (sekretariat): tel. 61 866 78 58 tel. +48 (0) 501 180 575 tel. +48 (0) 515 079 888 sekretariat@merkuriusz.com.pl redakcja@merkuriusz.com.pl

Korekta: Patryk Szaj Fotografie: Karol Budziński, Stanisław Wojcieszak Współpraca: Marek Zaradniak, Kamila Zdancewicz, Andrzej Haegenbarth, Andrzej Wilowski, Stefania Pruszyńska, Dariusz Buda, Ewa Kazimierska, Anna Czerwiec Na okładce: Al Di Meola, fot. Era Jazzu Skład: Pre-Press Studio Krzysztof Spychał, www.spychal.pl

ZAPRASZA

Druk: Zakład Poligraficzny DRUKMA sp.j., ul. Smoluchowskiego 5, 60-179 Poznań

WIELOKO

PIECZ do

wa

L

OW E

gro

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści reklam i  materiałów promocyjnych, i  ma prawo do skracania niezamówionych tekstów.

u l. O

Zastępca redaktor naczelnej: Krzysztof Wiench

I TK

OR

Redaktor naczelna: Mariola Zdancewicz

¥

www.merkuriusz.com.pl

amb ww

w

t. p

0 -6 0

Wydawca: DOM WYDAWNICZY NETTER ul. Głogowska 26, 60-734 Poznań

Asystent redakcji: Lidia Piechocka

l

2 -0

ISSN 1896-1878

85

POLSKA

1 17 . a m b. n e 06 , Po znañ, tel./fax

Piecz¹tki wielokolorowe www.opera.poznan.pl

10%

kupon na

rabatu

oraz bezp³atny projekt zamawiaj¹c internetem

www.amb.net.pl


miasto

Maciej Szymaniak

O poznańskich sposobach mieszkania Rynku charakteryzowały się układem kalenicowym – ich stosunkowo wąskie fasady mieściły się od strony placu, dom rozrastał się natomiast w głąb działki. Obok piętrowych, murowanych i często reprezentacyjnych kamienic przyrynkowych, wyrastały domy przy bocznych ulicach. Mniej okazałe, często szachulcowe lub drewniane. Wśród gęstej mieszkalnej zabudowy dawnego Poznania na uwagę zasługuje Pałac Górków. Powstał z połączenia średniowiecznych kamienic i wciąż fascynuje hipotezami o luksusowym wyposażeniu, spotykanym w najznamienitszych rezydencjach europejskich epoki.

Przy Starym Rynku znajdują się jeszcze dwie, powstałe później niż Pałac Górków, rezydencje wielkopolskich rodów szlacheckich: Pałac Działyńskich i nieco zapomniany Pałac Mielżyńskich. Oba reprezentują zabudowę rezydencjonalną powstałą w miejscu wcześniejszych kamienic. W Poznaniu, w odróżnieniu od Krakowa czy stołecznej Warszawy, nie wykształcił się model pałaców czy rezydencji znajdujących się poza murami miejskimi. Do początku XIX wieku mieszkano w mieście narastającym przez wieki, gdzie relikty przeszłości, i dla najzamożniejszych, i dla biedniejszych, stanowiły tło, na którym rozwijała się współczesność. Zmiana przyszła wraz z likwidacją średniowiecznych murów miejskich na przełomie XVIII i XIX wieku. Nowe, pruskie już, władze miasta wyznaczyły kierunek rozwoju Poznania na najbliższe sto lat. Na początku XIX wieku liczba ludności wzrosła z 12 tysięcy do ponad 20. Pojawiła się konieczność budowy nowych domów na włączanych w  obszar miasta terenach położonych po jego zachodniej stronie. Na wzór fot. Dariusz Szymanek, www.polskiezabytki.pl

Lokacja Poznania nastąpiła w 1253 roku. Założenie średniowiecznego miasta było podobne do setek innych przykładów z całej Europy. Na lewym brzegu Warty wyznaczono teren, którego centralną część stanowił kwadratowy plac – dziś Stary Rynek. Od głównego placu odchodziła sieć ulic tworzących charakterystyczny dla średniowiecznej urbanistyki szachownicowy układ. Rynek, ulice, uliczki, zaułki były wypełniane budynkami mieszczącymi mieszkania, sklepy i warsztaty rzemieślnicze. Miasto, otoczone murami, przez kilka wieków rozwijało się intensywnie. Zabudowa gęstniała i narastała. Na średniowiecznych fundamentach powstawały domy renesansowe, barokowe i  klasycystyczne. Najbardziej prestiżowym poznańskim adresem był oczywiście Rynek. Tu, od początku istnienia miasta, swoje siedziby posiadali najbardziej zamożni mieszk ańc y. D omy stawiane przy

4


fot. Radomił Binek

żymi mieszkaniami. Przez lata kamienica stanowiła tło dla pomnika Adama Mickiewicza. Niestety, sposób użytkowania zatarł

bamberskie, których oryginalny kształt zatracony został przez lata. Dawna zabudowa podmiejska Poznania z pewnością stanowi interesujący i unikatowy element tkanki mieszkalnej miasta. Przełom XIX i XX wieku przynosi jedną z najistotniejszych zmian w przestrzeni miejskiej. Jakość mieszkania w Poznaniu ograniczonym murami twierdzy poligonalnej gwałtownie spadała. Zagęszczona zabudowa i brak nowych działek budowlanych spowodowały konieczność poszerzenia obszaru miejskiego. Stało się to możliwe, gdy na początku XX wieku rozpoczęto rozbiórkę murów, a do Poznania włączono część Wildy, Łazarza i Jeżyc. W  nowych dzielnicach bardzo szybko pojawiły się nowe rozwiązania mieszkalne. Na Wildzie powstawały wielkie kamienice o  stosunkowo niskim standardzie. Zaznaczmy, że poznańską normą na początku XX wieku było mieszkanie 4-5 pokojowe z kuchnią; nie we wszystkich lokalach znajdowały się łazienki i toalety. Na Wildzie warto zwrócić uwagę na kilka domów i miejsc. Szachulcowy dom przy ulicy Wierzbięcice, willa Michała Bayerleina przy ulicy Różanej to przykłady zróżnicowanej zabudowy nowej dzielnicy. Niezwykła jest również ulica Poplińskich z secesyjnymi kamienicami i jedynymi zachowanymi w Poznaniu przedogródk ami, które niegdyś stanowiły charakterystyczne poznańskie rozwiązanie. Najpiękniejsze budynki powstały na Łazarzu i  na Jeżycach. Luksusowe kamienice w  okolicy dzisiejszego parku Wilsona stanowiły wizytówkę miasta. Ogromne mieszkania o  bardzo wysokim standardzie przeznaczone były dla najzamożniejszych, często przyjezdnych, mieszkańców Poznania. Kamienice

miasto

Berlina wytyczono Aleje Wilhelmowskie (dziś Aleje Marcinkowskiego), plac Wilhelmowski (plac Wolności) oraz sieć ulic mających tworzyć nowe centrum miasta. Na dawnych r ycinach i fotografiach widzimy, w  znacznej mierze nieistniejące już dziś, domy z  tamtej niezwyklej epoki. Piętrowe budynki o  wieloosiowych fasadach szybko zaczęły zapełniać nowe ulice i  place. Mieszkania w nich miały o wiele wyższy standard niż w domach na Starym Mieście. Kształt nowego Poznania podyktowany był klasycystycznymi sposobami myślenia o miejskim domu. Przez kilkanaście lat duży teren Nowego Miasta zapełniał się domami i budynkami użyteczności publicznej. Z  czasem nastała nowa epoka wyznaczająca miastu kolejną funkcję i  wpływająca na powstawanie specyficznych form zabudowy mieszkaniowej w XIX-wiecznym Poznaniu. W pierwszych dekadach XIX wieku rozpoczęła się budowa twierdzy poligonalnej, która ściśle opięła nowe centrum miasta. Przez kilkanaście lat wolne działki zostały gęsto zabudowane standardowymi kamienicami czynszowymi. W Poznaniu można w ciekawy sposób prześledzić rozwój domów mieszkalnych od lat 20. do lat 90. XIX wieku. Z początku bardziej rozległe i niższe, z czasem stawały się wysokimi kamienicami mieszczącymi wiele mieszkań. Specyficzna sytuacja Poznania jako twierdzy i restrykcyjne prawo budowlane ukształtowały go w XIX wieku jako miasto gęsto zabudowane, nawet ciasne. Niewątpliwie był to jednak wyróżnik, który nadał bardzo unikalny charakter i  wyznaczył pewne standardy mieszkania. Wśród zachowanej zabudowy mieszkalnej z XIX wieku na większą uwagę zasługują przynajmniej dwie realizacje. Pierwsza z nich, wcześniejsza, to znana doskonale kamienica przy Alejach Marcinkowskiego

u wylotu ulicy Podgórnej, zwana Pałacem Anderschów. Jest to świetny przykład kamienicy mieszczańskiej, która otrzymała formę pałacową, w tym czasie właściwie w  Poznaniu niespotykaną. Nazwa pochodzi od nazwiska właściciela, kupca Wilhelma Anderscha. Kolejnym przykładem domu mieszczańskiego na wysokim poziomie jest kamienica Stanisława Hebanowskiego przy ulicy Święty Marcin 11. Ukończono ją w 1860 roku. Był to luksusowy i nowoczesny dom mieszczański z sześcioma du-

jej pierwotny kształt, po którym ślady pozostały na klatce schodowej niegdyś bogatego, mieszczańskiego domu. W drugiej połowie XIX wieku intensywnie rozwijały się podmiejskie wsie. Zabudowa była tu często mniej trwała, szachulcowa. Ciekawe przykłady domów z tego okresu zachowały się na Górczynie lub na Dębcu. Często są to dawne budynki

5


miasto w tej okolicy fascynują do dziś formą i europejskim poziomem artystycznym. Niestety, jak w wielu innych przypadkach, powojenny sposób użytkowania kamienic zatarł

ich dawny kształt. Przez długie lata model kamienicy z różnorodnymi mieszkaniami, z malowniczą fasadą pełną detali i niebanalnych rozwiązań architektonicznych, był typowym poznańskim domem. Kolejne zmiany dokonały się w okresie międzywojennym, kiedy w poszerzającym

6

się terytorialnie Poznaniu pojawiły się inne typy domów. Coraz popularniejsze stawały się wille, często o modernistycznych kształtach. Były one budowane przez elitę miasta, ale również przez tzw. klasę średnią. Tworzono je na obrzeżach Śródmieścia – na Jeżycach, Grunwaldzie, Dębcu. Taki sposób budowania domu pozostał typowy dla miasta jeszcze przez długie powojenne lata. Swobodny rozwój Poznania w okresie powojennym zakładał powstawanie wielkich osiedli mieszkaniowych. Pierwsze realizacje osiedlowe budowano jeszcze przed wojną, jednak potężną stypizowaną zabudowę wielorodzinną stworzono w Poznaniu po 1945 roku. Najwcześniej pojawiła się ona na Dębcu, później, już w formach modernistycznych, zabudowywano Wino grady i Rataje. W całym mieście możemy znaleźć kilka realizacji inspirowanych „jednostką marsylską” Le Corbusiera, które jednak znajdują się poza wielkimi osiedlami. Najbardziej charakter yst ycznym przykładem jest budynek dawnego kina Wilda przy ulicy Wierzbięcice – doskonała praca na europejskim poziomie. Domy tworzą klimat miasta. Historyczne Stare Miasto, część z XIX wieku czy secesyjne i modernistyczne dzielnice zachodnie i południowe to wizytówka Poznania, element jego tożsamości. Przechodząc przez centrum od Starego Rynku do Rynku Jeżyckiego, możemy obserwować, jak zmienia się przestrzeń, jak – sposób kształtowania domu mieszkalnego. Warto również zaglądać w miejskie zakamarki – znaleźć można tam niezwykłe czasem budynki i przestrzenie, bardzo poznańskie.

Powiat turecki położony jest w malowniczym zakątku wschodniej Wielkopolski posiadającym wiele walorów przyrodniczych i kulturowych związanych z  polską wsią. Atrakcyjność środowisku naturalnemu regionu nadają m.in.: obszary krajobrazu chronionego, kompleksy leśne (największe we wschodniej Wielkopolsce), parki krajobrazowe, akweny wodne w  Jeziorsku, Żeronicach i Przykonie, wzgórza morenowe oraz pomniki przyrody. Na terenie powiatu oddano do użytku ponad 200 km nowych szlaków pieszych i rowerowych. Znajdują się tu też liczne zabytkowe budowle sakralne, świeckie, obiekty o wartościach kulturowych, archeologicznych. W  Turku warto zobaczyć kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa z witrażami, polichromią i obrazami olejnymi Józefa Mehoffera. Artysta dzieło swojego życia zostawił właśnie w Turku. Stąd też każdego roku w trzeci weekend września odbywa się Festiwal „Mehofferowskie Klimaty”. Wówczas miejska starówka przeniesiona zostaje w  lata 20. i  30. ubiegłego wieku. W  XIX-wiecznym ratuszu w Turku mieści się jedyne w  Polsce Muzeum Rzemiosła Tkackiego. Podstawą zbiorów są eksponaty związane z dziełami rzemiosła. Turek w Polsce znany jest z  produkowanych tutaj serów „TUREK”, dlatego zawsze w  pierwszy weekend wakacji w  mieście odbywają się Dni Sera. Więcej informacji o powiecie tureckim na: www.powiat.turek.pl

Powiat turecki zawsze po drodze


wystawy

piękności

Od poczwarki do skrzydlatej piękności Motyle... Lepidoptera... najbardziej zróżnicowana i najliczniejsza grupa zwierząt. Opanowały wszystkie środowiska. Obecnie znanych jest około 140 tysięcy gatunków, pod tym względem ustępują tylko chrząszczom, a ich liczba stale rośnie, gdyż co roku opisuje się nowe. W Palmiarni Poznańskiej wystawa motyli tropikalnych odbywa się cyklicznie i to już trzecia z kolei jej edycja. Trwała niecały miesiąc ze względu na krótki żywot owadów. I tym razem w specjalnie wydzielonej części pawilonu oglądać można było kilkaset latających i wychodzących z poczwarek egzotycznych motyli. Prezentowano między innymi motyle z gatunków: Morpho peleides, Papillio rumanzovia, Caligo memnon i Idea leuconoe. Jeśli komuś nie udało się w tym roku przyjść i podziwiać okazów, zapraszamy do obejrzenia zdjęć autorstwa Karola Budzińskiego.

Rok 2011 był dla Palmiarni Poznańskiej jubileuszowy. Obecna palmiarnia jest trzecim obiektem. Pierwszy powstał w latach 1910-1911, miał powierzchnię 534 m² i składał się z części centralnej, w której prezentowano palmy, oraz dwóch skrzydeł, przeznaczonych do kolekcji kaktusów i roślin tropikalnych. Drugi obiekt wybudowano w związku z Powszechną Wystawą Krajową w roku 1929. Palmiarnia miała wtedy siedem pawilonów różnej wielkości i łączną powierzchnię 1694 m². Trzeci został otwarty w roku 1992, ma 4600 m² i 46000 m³ kubatury, tworzy go dziewięć pawilonów wystawienniczych, pawilon akwarium, dwa pawilony zaplecza i pawilon, w którym znajduje się kawiarnia.

W dziesięciu pawilonach Palmiarni Poznańskiej zgromadzono roślinność klimatu śródziemnomorskiego, subtropikalnego, tropiku, sawann, pustyń Ameryki i Afryki oraz kolekcję ryb egzotycznych. W Palmiarni znajduje się ponad 1100 różnych gatunków i odmian roślin tropikalnych. W dziale akwarium, w trzydziestu pięciu basenach o pojemności od 1000 do 14000 litrów, prezentowanych jest około 120 gatunków ryb tropikalnych oraz około 30 gatunków roślin wodnych. Poszczególne pawilony wzbogacają dodatkowe ekspozycje zoologiczne: papugi, jaszczurki, żółwie, żaby i ślimaki. Każda z kolekcji Palmiarni Poznańskiej odpowiada zasadniczo nazwom pawilonów, co wynika z przyjętego założenia, że w pawilonach gromadzi się rośliny mające odwzorowywać określoną formację roślinną. Sprzyja temu też celowe zróżnicowanie temperatury i wilgotności powietrza.

7


Mniejsza konkurencja, droższe mieszkania

ieszkania

biznes

Z Pawłem Bugajnym, Prezesem firmy Trust, rozmawia Mariola Zdancewicz

Za Państwem marcowe targi mieszkań i domów na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Jakie ma Pan spostrzeżenia dotyczące rynku deweloperskiego? Jak wygląda Wielkopolska na tle innych regionów? Tegoroczne targi zaskoczyły deweloperów liczbą zwiedzających, która w naszej ocenie była największa od dwóch lat. Sądzimy, że bardzo bogata oferta przełożyła się na sporą frekwencję oraz wielość zawieranych kontraktów. Dużo się zmieniło. Do tej pory poznański rynek charakteryzował się stabilnością i niewielką fluktuacją sprzedanych mieszkań. Po ostatnich targach zauważamy znaczny wzrost dynamiki sprzedaży. Co ciekawe, takiej pozytywnej zmiany nie odnotowano w innych regionach kraju. Mamy kontakty z deweloperami warszawskimi, którzy nie dzielą się podobnymi rewelacjami. Co to może oznaczać? Obserwujemy, że do dużej grupy ludzi oczekujących na zakup mieszkania docierają informacje o pogorszeniu się zdolności kredytowych, co naturalnie rodzi pewne obawy. Nie hamuje to jednak aktywności potencjalnych kupujących, którzy robią wszystko, żeby jakoś wpasować się w tę sytuację, bo w końcu mieszkanie kiedyś trzeba nabyć. Banki też próbują działać

8

w ramach rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego. Widać, że jest zapotrzebowanie na rynku. Są to jednak mieszkania mniejsze i tańsze. Czy polityka udzielania kredytów mieszkaniowych przez banki rzeczywiście się zaostrza, czy to sprawa retoryki? Większość banków wprowadziło tę politykę już wcze śniej, przynajmniej te z  nich, które z  nami współpracowały. Powiedziałbym, że zaostrzenie dotycz y głównie banków działających dotąd bardziej elastycznie, np. akceptujących osoby, które miały zadłużenie w ZUS-ie. Teraz już takiej możliwości praktycznie nie ma. Placówki do niedawna pozwalające sobie na kredytowanie w całości, zaczęły domagać się udziału własnego na poziomie 10-20%. Wydaje się, że jest to rozsądny przedział, którego powinno się wymagać od klienta. Czy straszenie drugą falą kryzysu, przynajmniej jeśli chodzi o tę sferę gospodarki, ma uzasadnienie? Widać to doskonale, patrząc na liczbę sprzedawanych w Polsce mieszkań. Nigdy drastycznie nie wzrosła, cały czas utrzymuje się w skali kraju w przedziale 130-160 tysięcy. Rynek deweloperski stanowi mniej więcej połowę. Przed kryzysem sprzedaż trochę podskoczyła, ale to nie znaczy, że później zaczęła gwałtownie spadać. Wahania mają stopniowy charakter. Nie można tu mówić o jakichś dynamicznych zmianach. To jest bardzo stabilny rynek, więc nie grozi nam zjawisko występujące w Hiszpanii, w której półtora miliona niesprzedanych mieszkań doprowadziło do tego, że budowa nowych stała się bezcelowa. U nas ciągle istnieje kwartalna produkcja gotowych, ale jeszcze niesprzedanych mieszkań, co w skali kraju daje liczbę kilkunastu tysięcy. Nie ma więc nadwyżki podaży nad popytem.

Dlaczego w Polsce rynek wynajmu mieszkań tak słabo się rozwija? Nasze społeczeństwo nie jest przecież bogate i  powinno być to działaniem podstawowym. W  takich krajach, jak Anglia czy Niemcy, państwo wspiera ów rynek poprzez dopłaty, co umożliwia młodym ludziom życiowy start i pozwala nie wikłać się w karkołomne kredyty... Zgadza się. W tej chwili szacuje się, że 30-40% osób nie ma zdolności kredytowej i nie stać ich na kupno mieszkania. Jednak problem stanowią przede wszystkim roszczenia prawne związane z eksmisją, które utrudniają najemcy wyeksmitowanie lokatora, na przykład zalegającego z opłatami. Banki nie chcą nas kredytować na taki cel i na tak długi okres, to z kolei powoduje, że udziałowcy obawiają się długoterminowych inwestycji. Wydaje się, że idealnym rozwiązaniem byłyby Fundusze Emerytalne, które zamiast lokować oszczędności w niepewną giełdę, gdzie zabezpieczenie emerytury jest bardzo nietrwałe, inwestowałyby w stosunkowo stabilny rynek mieszkaniowy. W Niemczech wprowadzono zasadę, przyznając na przykład dziesięcioletni okres amortyzacji mieszkań, który inwestor wlicza w koszty, a spłata kredytu trwa nawet do 50 lat. U  nas samo rozliczenie amortyzacji już zachęciłoby do budowania. To pierwszy element, jaki umożliwiłby otworzenie się społeczeństwa na wynajmowanie mieszkań. Drugim byłoby uproszczenie procesu eksmisji w taki sposób, aby właściciele nie stali na straconej pozycji względem zadłużonych lokatorów. A  w  jaki sposób lobbują Państwo w tym kierunku? Czy dla Państwa to również byłoby wyjście? Jako że jesteśmy członkiem Polskiego Związku Firm Deweloperskich, cały czas – ostatnio nawet bardzo intensywnie – wystosowywane są do rządu różne memoranda w sprawie uruchomienia rynku wynajmu. Anglikom też chyba to doskwiera, bo ostatnio zaproponowali nawet dopłaty do mieszkań wynajmowanych. Poza tym pojawia się dodatkowy problem w momencie, gdy ludzie zmieniają pracę. Trzeba przecież wówczas sprzedać mieszkanie… Rynek wynajmu jest bardzo ważny i  ciągle niedoceniany przez rządzących, a mógłby być przyczyną mobilności zarobkowej i rozwoju całej gospodarki. W  październiku ubiegłego roku na rynku Catalyst zadebiutowały obligacje Pańskiej spółki Trust. Proszę krótko przypomnieć cel emisji i  powiedzieć, kiedy planuje Pan debiut na rynku głównym?


biznes

Chcieliśmy pozyskać środki na dwa Współpracę z tą firmą rozwiązaliśmy już budowa szkoły. Byłoby to praktycznie duże przedsięwzięcia, to znaczy na osie- w 2008 roku. niezależne miasteczko utworzone w graCzyli projekt poległ? dle Lubczykowa Góra oraz osiedle Amber nicach Poznania. Czas pokaże, jak uda się Tak, poległ. Uzyskano pozwolenie na zrealizować ten projekt. na Piątkowie. Pierwsze z nich to domy jedProszę o  skomentowanie nonorodzinne, drugie natomiast – mieszkania budowę, które jest w tej chwili własnością popularne. To wieloletnie inwestycje, dlate- firmy hiszpańskiej, gdyż w całości jej je od- wej ustawy deweloperskiej, wchodzącej go obligacje są na trzy lata i mają one czę- sprzedaliśmy. Niewiadomo, co będzie dalej. w życie 29 kwietnia, w której mowa jest ściowo sfinansować te budowy. Prace idą Nie planujemy kupna tych gruntów, bo na o tym, że dotychczas zakup mieszkania w trakcie jego budowy wiązał się z wyteraz pełną parą, realizujemy obecnie trzy- razie mamy dosyć własnych. Jakie inne inwestycje Tru- sokim ryzykiem dla nabywcy. Co Pan sta mieszkań i wkrótce będą kolejne. Jeśli chodzi o  debiut na rynku głów- stu w  tej chwili będzie Pan realizował? o tym sądzi? Ustawa to całkowity bubel prawny. Jest nym jako spółka notowana na GPW, to pro- Czy ogranicza się Pan do rynku poznańspekt jest już napisany i złożony w Komisji skiego, wielkopolskiego? Jeśli tak, to skandalicznie napisana i  została przegłosowana w ostatnim dniu bez konsultacji. Nadzoru Finansowego, natomiast wyceny dlaczego? W  2008 roku mieliśmy zakupione W efekcie jedne zapisy są sprzeczne z drusą obecnie niskie, nawet poniżej wartości księgowej, więc bezcelowa byłaby emisja grunty w Warszawie, ale potem przyszedł gimi. Wielokrotnie odbywają się szkolenia w tym momencie. Ale – jak to na giełdzie trudny moment, między innymi współ- i analizy każdego artykułu, bo w zasadzie – nigdy nie wiadomo, kiedy się coś zmieni, pracy z powyższą firmą hiszpańską, i się można mieć trzy interpretacje jednego zamoże za dwa miesiące, może za rok. Jeste- z  tego wycofaliśmy, gdyż na rynku war- pisu. Jednak jakiś cel w postaci ochrony naśmy gotowi, ale czekamy, aż ceny pójdą szawskim nastąpiło znacznie większe zała- bywcy istniał. W skali kraju przez ok. piętnaw górę i staną się bardziej realne, bo uwa- manie niż w Poznaniu. U nas wyniosło ono ście lat ogromnego skoku gospodarczego żamy, że teraz są zdecydowanie zaniżone. 20-30%, a w stolicy w granicach 60-70% i  wybudowania miliona mieszkań, liczba sprzedaży. Był to bardzo duży krach, pro- tzw. klientów pokrzywdzonych to kilkadzieWtedy spróbujemy zadebiutować. Wiemy, że w  ubiegłym wadzenie tam inwestycji nie miało sensu. siąt, może kilkaset osób. Po wejściu ustawy roku zaangażowali się Państwo deweloperzy będą mieć dużo dodatw  sponsorowanie Lecha Poznań. kowej pracy, między innymi dla każProszę przybliżyć ten wielowar- Stolica Wielkopolski jest drugim po Warszawie dego mieszkania musi być sporząstwowy projekt. dzony prospekt, wykazujący, jakie są najsilniejszym gospodarczo miastem Na mecze Lecha, zwłaszcza w zeprzewidywane inwestycje w obrębie Polski. W 2010 r. wartość PKB wytworzona szłym sezonie, gdy zespół grał lepiej, jednego kilometra. Z kolei na te inforprzychodziło często blisko cztermacje muszą odpowiedzieć wszystw Poznaniu była dwukrotnie wyższa dzieści tysięcy ludzi. Nie należy trakkie urzędy, które przeważnie odponiż średnia krajowa i w przeliczeniu na tować kibiców jako wąskiej grupy, wiadać nie chcą. Wystąpiliśmy z takim jak to na co dzień – w negatywnym pytaniem do różnych instytucji. Pytamieszkańca wyniosła 61,6 tys. zł (źródło: CEE świetle – się przedstawia. Dla nas nie, jaki wpływ na budowę ma mieć Property Group i GUS). Wyższa wartość PKB stanowią oni przekrój całego spofakt, że ktoś np. zamierza otworzyć utrzymuje się w Poznaniu już od dłuższego łeczeństwa, to potencjalni klienci. zakład fryzjerski, należy jednak zadać Poza tym, jako że jesteśmy poznańustawodawcy. Tego typu kwiatków czasu, w latach 2000-2006 średnie tempo ską firmą i cały czas podkreślamy tę w ustawie jest wiele. Założono, że dowzrostu wyniosło tam 7,8%, a w reszcie kraju poznańskość, nasze inwestycje zlocelowo powstaną rachunki powierni6,9%. W ciągu ostatnich trzech lat (2007-2010) cze dla klientów, którzy mają wpłacać kalizowane są w stolicy Wielkopolski i jej najbliższych okolicach. Chciepieniądze, a deweloper będzie mógł Poznań zanotował wzrost PKB o 3,6% wobec liśmy zainwestować w rynek lokalny. je dostać dopiero po całkowitym wy2,9% dla całego kraju. Miasto może poszczycić budowaniu mieszkania. W efekcie na Czy widzą Państwo się również jedną z najniższych w Polsce jakieś korzyści płynące z  tego rynku zostaną tylko duże firmy depomysłu? stopą bezrobocia, w 2010 r. wyniosła ona 3,2%, weloperskie, zdolne uzyskać kredyRozpoznawalność marki wzrasta, ty bankowe. Jeśli budynek kosztua czy klienci się pojawiają? Owszem. w momencie gdy w całym kraju było to 12,3%. je pięćdziesiąt milionów, to nikt nie Pewna grupa kibiców Lecha, dla Wysoki poziom zatrudnienia oraz podnosząca opłaci jego budowy z własnych środktórych wystosowaliśmy specjalną ków. Bez kredytu nie ma mowy o sfisię zamożność społeczeństwa bezpośrednio ofertę w postaci wyposażenia kuchnalizowaniu takiej inwestycji, zatem wpływa na decyzje o zakupie własnego „m”. ni przy zakupie mieszkań, skorzystabanki będą teraz przeprowadzać cerła z tej okazji. tyfikację deweloperów. W  grze poJakiś czas temu wspólzostaną tylko bardzo duże spółki, nie z  Hiszpanami podjęli się Państwo W tej chwili mamy dwa duże projekty, tak konkurencja się zmniejszy, a to dla konsurealizacji projektu przy ulicy Witosa. Ja- jak wspomniałem, na około dwa tysiące mentów oznacza wzrost cen. Wszyscy mókie są jego losy? mieszkań: siedemset w lokalizacji Amber wią, że deweloperzy obniżą marżę. PewPraktycznie wszystkie firmy hiszpań- Piątkowo i  tysiąc dwieście w  Lubczyko- nie jakaś zmiana w tym kierunku nastąpi, skie wycofały się z Polski. Okazało się, że wej Górze. Może zdecydujemy się jeszcze jednak w konsekwencji należy liczyć się ze spółka, która miała z  nami współpraco- na jakieś drobne inwestycje, ale obecnie wzrostem kosztów. W dalszej perspektywie wać, posiada w swym kraju ogromne dłu- główne siły kierujemy na te dwie, tym bar- wpłynie to również na cenę. Będzie mniejgi sięgające miliarda dwustu milionów dziej, że osiedle Lubczykowa Góra chcieli- sza konkurencja i większe koszty. Nastąpi euro. W  Polsce kupiła bardzo dużo róż- byśmy zbudować na kształt małego mia- monopolizacja, jak w dostawie mediów, tenych gruntów, ale nic na nich nie realizuje. steczka z rynkami. Planowana jest nawet lefonów i innych usług.

9


biznes

Jaki Motor Show? Z Tomaszem Kobierskim, Wiceprezesem Międzynarodowych Targów Poznańskich, rozmawia Mariola Zdancewicz Zainteresowanych informują Państwo, że ubiegły rok był udany... Proszę więc pochwalić się na naszych łamach. Rzeczywiście miniony rok był dla Międzynarodowych Targów Poznańskich udany pod wieloma względami. Przede wszystkim zanotowaliśmy duży wzrost liczby wystawiających się firm oraz zwiedzających. W czwartym kwartale na terenie targów gościliśmy także najważniejszych polityków i urzędników UE, biorących udział w konferencjach towarzyszących polskiej prezydencji w krajach wspólnoty. Ponadto, przygotowywane przez nas wystąpienia polskich przedsiębiorców na targach zagranicznych zostały bardzo wysoko ocenione, co pokazuje, jakim zaufaniem darzą nas nasi partnerzy, powierzając tego typu zadania właśnie nam. Jakich nowości wystawienniczych można oczekiwać w tym roku? Kalendarz wydarzeń zmienia się wraz z trendami rynkowymi, tak, abyśmy mogli optymalnie zaspokoić potrzeby naszych kontrahentów. Oprócz corocznych imprez, takich jak Budma, ITM, Drema czy też Polagra, w tym roku zapraszamy na targi Fix-Tech – Targi Technologii Łączenia, czy też wydarzenia dla szerokiej publiczności, takie jak powracająca do Poznania największa impreza w branży multimediów, Poznań Game Arena. Wartymi szczególnej uwagi są organizowane przez nas zawody jeździeckie Cavaliada, które, oprócz edycji poznańskiej, po raz pierwszy zostały zorganizowane również w Warszawie i zakończyły się bardzo dużym sukcesem. Targi Motor Show cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Podobno w tym roku będzie w nich uczestniczyć marka Ferrari! I to pewnie nie jedyna gratka... Podejmując w 2010 roku decyzję o przywróceniu Motor Show do kalendarza wydarzeń targowych, postawiliśmy sobie dwa zasadnicze cele. Pierwszym z nich było stworzenie motoryzacyjnego święta z premierami samochodów i motocykli, na które z przyjemnością przyjdą tysiące ludzi. Drugim natomiast przygotowanie dnia dla mediów i biznesu w postaci Motor Show VIP Day oraz ekskluzywnego wieczoru Motor Show VIP Night, podczas którego prezentowane są samochody właśnie z takiej półki, jak Ferrari. Oczywiście wszystkie samochody pokazywane na gali będą dostępne w weekend dla szerokiej publiczności. Aby zachęcić obie grupy odbiorców potrzebne są atrakcje, a taką bez wątpienia są oprócz wspomnianego Ferrari, samochody takie jak: Lotus, Bentley, Aston

h S r o t o M 10


biznes

w o h

Martin, Mercedes czy też Rolls Royce. Wszystkie te marki będą obecne na Motor Show 2012. W ubiegłym roku światową premierę właśnie w Poznaniu miało zjawiskowe Maserati... Atrakcji na takim poziomie będziemy mieli kilkanaście, między innymi po raz pierwszy w Polsce na Motor Show swoje samochody pokaże oprócz Ferrari także Rolls Royce. Wyjątkową ekspozycję przygotowuje również Lotus Cars, a także grupa Volkswagena zajmująca cały osobny pawilon. Bardzo bogato zapowiada się również wystawa motocykli, w której zadebiutują na poznańskich targach rozpoznawalne na całym świecie modele marki Harley-Davidson. Obok nich natomiast 110-lecie istnienia świętować będą jednoślady firmy Triumph. Popularnością cieszyły się zabytkowe samochody z  kolekcji Automobilklubu. Czy ten pomysł będzie kontynuowany? Wystawa historycznych pereł motoryzacji była jednym z najciekawszych elementów ubiegłorocznej ekspozycji. Temat bez wątpienia będziemy kontynuować w latach przyszłych, ale w tym roku wraz z Automobilklubem Wielkopolskim skupiamy się na tematyce sportów wyścigowych i bezpiecznej jeździe. Pracujemy co roku, aby program był maksymalnie atrakcyjny, a ciągłe powtarzanie takiej wystawy przestałoby w pewnym momencie wzbudzać emocje w gościach Motor Show. Jakie atrakcje przygotowują Państwo na tegoroczny Motor Show? Tegoroczna odsłona będzie wyjątkowa pod wieloma względami, między innymi właśnie za sprawą liczby i atrakcyjności wydarzeń. Dla publiczności przygotowujemy jak co roku konkurs, w którym do wygrania będzie samochód osobowy Volkswagen up!, do tego dochodzi fenomenalna wystawa Fordów Mustangów, a dla pasjonatów aktywnego wypoczynku I Ogólnopolski Salon Caravaningowy. Ponadto organizujemy Custom Festival, czyli wybory najpiękniejszych motocykli. Nie zabraknie również atrakcji dla całych rodzin, którym dedykujemy Miasteczko Rodzinne z placem zabaw dla najmłodszych. Dla biznesu natomiast pierwszego dnia przygotowujemy Ogólnopolskie Forum Flotowe oraz Wielką Debatę Motoryzacyjną z udziałem prezesów najważniejszych izb i stowarzyszeń motoryzacyjnych w naszym kraju. Mówi się o tym, że w przyszłym roku targi Motor Show będą jeszcze atrakcyjniejsze... ...jeszcze większe, jeszcze bardziej prestiżowe i… ...jak zawsze budzące pozytywne emocje!

11


lasy

Dziewięć hektarów kwiatów Z Nadleśniczym Zbigniewem Szelągiem z Nadleśnictwa Łopuchówko rozmawia Maja Netter Śnieżycowy Jar pod Starczanowem to na wiosnę jedna z  największych i  najrzadszych atrakcji ściągająca setki turystów. To miejsce niezwykłe, gdyż dla kwitnących kwiatów naturalnym środowiskiem są góry. Jak dotrzeć do rezerwatu, by na własne oczy zobaczyć te rozkwitające dywany? Dojazd do położonego w  Dolinie Warty jaru jest dość skomplikowany, ale jeżeli ktoś już raz tam był, na pewno trafi ponownie bez większego problemu. Jedziemy z Murowanej Gośliny w kierunku

12

Obornik. W miejscowości Uchorowo skręcamy w  lewo do leśniczówki, skąd prowadzą już drogowskazy, które bezbłędnie wskażą drogę do samego rezerwatu. Można też w Murowanej Goślinie skręcić w lewo na Starczanowo i przez tę miejscowość dojechać do drogowskazów, które również doprowadzą nas do celu. Należy jednak pamiętać, że dojazd możliwy jest od strony trasy Obornickiej tylko do leśniczówki i do Starczanowa od strony Murowanej Gośliny, gdzie zorganizowany został parking. Dalej około 2 km trzeba przejść pieszo. Śnieżycę można oglądać właściwie tylko przez dwa, trzy tygodnie w ciągu roku, w związku z  czym myślę, że podziwianie jej i  kilkunastominutowy spacer urokliwymi, leśnymi drogami to połączenie przyjemnego z  pożytecznym. Przewidzieliśmy pewne udogodnienia dla osób niepełnosprawnych w  postaci możliwości dojazdu samochodem do samego rezerwatu. Proszę powiedzieć, jaką powierzchnię zajmuje rezerwat? W tym momencie jest to około 9 ha, z tym że śnieżyca ma tendencję do zwiększania swego terytorium, między innymi za sprawą działalności dzików i mrówek. Należy jeszcze nadmienić, że jest to bardzo urozmaicony i mocno pofałdowany teren.

I naprawdę na tych 9 ha w  pewnym momencie wszystko kwitnie? To jest tak, jak z  każdą żywą istotą. W  tym roku mieliśmy niekorzystne dla kwitnienia warunki, ponieważ styczeń był bardzo ciepły i śnieżyca zaczęła już rosnąć, a  później ponownie przyszły silne mrozy. Najładniejsze efekty można podziwiać wtedy, gdy zima jest normalna, trzyma stosunkowo długo, a później następuje ocieplenie. W momencie, gdy te rośliny zaczynają się pojawiać, na naszej stronie internetowej podajemy informacje, łącznie z  robionymi dwa razy


po rekultywacji i zalesieniu rośnie teraz las. Warto podkreślić w tym miejscu, że młyn stanowi atrakcję samą w sobie. Jest on rzeczywiście bardzo stary, bo pierwsze przekazy o nim pochodzą jeszcze z XVI wieku. Po uprzednim odrestaurowaniu utworzono w  nim Centrum Ochrony Pachnicy Dębowej oraz ekspozycję prezentującą rolę martwego drewna w lesie... Pachnica dębowa to owad, który prowadzi bardzo skryty tryb życia, występuje w dziuplach starych drzew. Dlaczego tak się go hołubi? Gdyż jest to owad, można powiedzieć, wskaźnikowy. Jeżeli występuje, możemy stwierdzić, że dany ekosystem leśny jest pełen, tzn. występują w nim wszystkie stadia wiekowe lasu, od młodych drzewek do starych, zamierających w naturalny sposób drzew. Ciekawą rzeczą jest to, że nie można go chronić tak, jak się chroni na przykład jakieś zwierzęta w zoo, bo żeby utrzymać pachnicę w naturze, należy stworzyć pewnego rodzaju parasol ochronny nad całym ekosystemem, w którym ona

lasy

w tygodniu zdjęciami z aktualnym stanem kwitnienia. Pańskie Nadleśnictwo charakteryzuje się dużym zróżnicowaniem terenu i  wieloma, bodaj sześćdziesięcioma, jeziorami. Proszę nam trochę o tym opowiedzieć. Jezior jest rzeczywiście bardzo dużo. Mają one przede wszystkim olbrzymią wartość przyrodniczą. Jeżeli chodzi o miejsca udostępnione do kąpieli, to jest ich niewiele. Jeziora ulokowane są przede wszystkim w  dwóch rynnach polodowcowych, jedna znajduje się w okolicy Tuczna, a wzdłuż drugiej wije się rzeka Trojanka. Te są jednak niedostępne do kąpieli, ponieważ zarosły je szerokie pasy trzcinniczysk. Występuje tu natomiast duża różnorodność gatunkowa ptaków. Ptakiem, którego – jak myślę – mało kto widział, ale którego czasami można usłyszeć, jest bąk. Wydaje on bardzo charakterystyczne buczenie. Przez większość czasu ukrywa się w  trzcinach,

gdzie trudno go wypatrzyć. Na terenie Nadleśnictwa występuje również kilkanaście par orła bielika, który jest bardzo silnie związany ze środowiskiem wodnym. Na naszym terenie mamy osiem gniazd tego ptaka, lecz prawdopodobnie na stałe przebywa tu cztery, pięć par, dlatego, że każda z nich ma najczęściej dwa gniazda. Dlaczego tak się dzieje? Myślę, że jest to związane z faktem, że gniazda bielików są bardzo duże, ciężkie i zdarza się dość często, że przez wiatr któreś z nich ulega zniszczeniu. Drugie jest po prostu zapasowe. Inną ciekawostką jest miejsce upadku największego meteorytu, jaki znaleziono w Polsce... Jest to rezerwat Meteoryt Morasko. Istnieją dwa takie miejsca w Europie – jedno u nas, a drugie w Estonii na wyspie Sarema. W 2006 roku znaleziono tu największy z meteorytów żelaznych, o wadze ponad 160 kg. Warte zobaczenia są również kratery, jakie pozostały po zderzeniu mgławicy meteorytów z Ziemią, w jednym z nich cały czas jest woda, natomiast w pozostałych występuje ona tylko okresowo. Znajduje się tu również ścieżka edukacyjna. W tej chwili jesteśmy na etapie budowy ze środków Unii Europejskiej trzech parkingów z prawdziwego zdarzenia, w tym jednego przy rezerwacie Meteoryt Morasko, gdzie każdego roku zwiedzających jest coraz więcej. Na jakie szlaki turystyczne zaprosiłby Pan czytelników Merkuriusza? Na naszym terenie mamy zarówno szlaki piesze, jak i rowerowe. Na obszarze Puszczy Zielonki znajduje się szlak kościołów drewnianych, który oprócz poznawania zabytków kultury umożliwia również podziwianie przyrody. Poza tym polecam Łysy Młyn, nasz ośrodek edukacji leśniej z półtorakilometrową ścieżką edukacyjną, gdzie w ciekawy sposób można dowiedzieć się o roli wody w przyrodzie. Dodatkowo wraz z jednym z współpartnerów, Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym Polskiej Akademii Nauk, uruchamiamy przy każdej z tablic informacyjnej QR kody, dzięki którym każdy posiadacz telefonu komórkowego będzie mógł ściągnąć z Internetu pozostałe informacje, jakie nie zmieściły się na planszy. Skąd nazwa Łysy Młyn? Szukałem w dawnych niemieckich archiwach i najprawdopodobniej wzięła się ona po prostu od odkrytej, pozbawionej roślinności powierzchni, gdzie tuż obok młyna znajdowała się żwirownia, na której

występuje. Co do martwego drewna, czytając w muzeum o Puszczy Białowieskiej, znalazłem informację że na żywym, rosnącym dębie żyje około 50-60 gatunków różnych organizmów, zaczynając od grzybów i porostów, a kończąc na owadach, dzięciołach, wiewiórkach itd. Natomiast na starym, martwym, rozkładającym się – występuje około 500 innych gatunków, głównie grzybów i  owadów. Czyli jeżeli nie ma martwego drewna, to las jest o te 450 gatunków uboższy. Aby był on więc zrównoważony i bioróżnorodny, musimy posiadać zarówno organizmy, które żyją na zwykłym drzewie, jak i te, które żyją również w martwym drewnie.  fot. Artur Napierała

13


lasy

Wszystko o nasionach, sadzonkach i nasadzeniach Z Nadleśniczym Krzysztofem Mrotkiem oraz jego zastępcą Jerzym Pulcerem z  Nadleśnictwa Konin rozmawia Merkuriusz Nadeszła wiosna, w  związku z czym najważniejszym tematem są nasiona, sadzonki i nasadzenia. Proszę powiedzieć, co w tej materii się u Państwa dzieje? Krzysztof Mrotek: Rzeczywiście rozpoczęliśmy cykl prac związanych z zakładaniem upraw leśnych, w tym przede wszystkim odnowień. Jest to wykonywanie nasadzeń na powierzchniach, na których prowadzono w okresie wcześniejszym wycinkę drzew i wprowadza się nowe pokolenie, w odróżnieniu od zalesiania, jakiego w tej chwili u nas już praktycznie nie wykonujemy. Nie mamy obecnie powierzchni rolnych, które nadawałyby się, czy nawet wymagałyby zalesienia. Na bieżący rok zaplanowaliśmy około 120 ha do odnowień. Oczywiście musieliśmy uprzednio wyhodować sadzonki określonych gatunków, ponieważ wsadzamy je, dostosowując skład przyszłego drzewostanu do żyzności siedliska. Na uboższych siedliskach sadzimy np. sosnę i brzozę, a na żyźniejszych dęby i  buk. Natomiast siedliska podmokłe to stanowisko dla olchy czarnej. Składy upraw wzbogacamy również innymi drzewiastymi gatunkami domieszkowymi oraz krzewami. No właśnie, można u  Państwa dowiedzieć się wszystkiego o  sadzeniu. Proszę powiedzieć, jak wygląda taka leśna szkółka? KM: Najlepiej ją zobaczyć (śmiech). Jest to kilka kwater o  powierzchni około 5 ha, wyposażonych w podsiąkowy i powierzchniowy natryskowy system nawadniania oraz – oczywiście – w zaplecze techniczne. Głównym

14

hodowanym gatunkiem jest sosna, ale oprócz tego istotny udział w naszych drzewostanach mają dąb, brzoza, olcha, modrzew, świerk oraz buk. Produkcję prowadzimy na powierzchni otwartej oraz w namiotach foliowych. Ale mogą też Państwo wyhodować na życzenie klienta sadzonki zaopatrzone w grzyby mikoryzowe...

KM: Tak, wówczas wykorzystujemy podłoże zaszczepione grzybnią grzybów mikoryzowych. Korzenie sadzonek wchodzą z nią w symbiozę, żeby łatwiej pobierać substancje pokarmowe z gleby. Poprzez korzenie drzewa dostarczają grzybom potrzebnych do ich rozwoju węglowodanów, a strzępki grzybni zwiększają nawet tysiąckrotnie powierzchnię chłonną korzeni.


KM: Stosujemy wypracowane naukowo i sprawdzone w praktyce metody hodowli, zarówno jeśli chodzi o  nawożenie, jak i  ochronę mechaniczną czy chemiczną, choć o b e c n i e p re fe ruje się metody biologiczne. Jak już mówiłem, mamy około 120 ha gruntów przeznaczonych do odnowienia w bieżącym roku. Potrzebujemy na tę powierzchnię około 600 tysięcy sadzonek, a do tego dochodzą te, które produkujemy głównie na potrzeby rolników, wykonujących zalesienia w ramach dofinansowania z funduszy Unii Europejskiej na rzecz rozwoju obszarów wiejskich. Na ten cel potrzeba około 200 do 300 tysięcy sadzonek. W skali roku produkujemy więc około milion sztuk materiału sadzeniowego. Ciągle mało mówi się o bogactwie walorów przyrodniczych w polskich nadleśnictwach. Proszę się pochwalić –

przyszła wiosna, ludzie zaczną szukać celu nowych eskapad. Dokąd można ich skierować? Jerzy Pulcer: Myślę, że naszą główną atrakcją jest kompleks Lasów Bieniszewskich, w skład którego wchodzą cztery rezerwaty przyrody: Mielno, Bieniszew, Sokółki i  Pustelnik z  wieloma małymi, malowniczymi jeziorami. Kompleks ten przylega do większych naturalnych jezior rynnowych, a także powstałych sztucznie w wyniku działalności kopalni węgla brunatnego. Największe jest Jezioro Gosławskie, w którym hoduje się niewystępujące w regionie amury, co stanowi sporą ciekawostkę wędkarską. W  ogóle jeziora w rejonie konińskim są dużą atrakcją, z czego wiele osób w Wielkopolsce (nie sięgajmy nawet dalej) nie zdaje sobie sprawy. W kompleksie bieniszewskim na trasie ścieżki przyrodniczej o długości 6,5 km usytuowaliśmy kilkanaście tablic przedstawiających pracę leśników w zakresie hodowli i ochrony lasu, a także jego użytkowania. Nie zapomnieliśmy również o gospodarce łowieckiej. Wędrując ścieżką, możemy poznać w naturze wiele gatunków drzew, opisanych szczegółowo również na tablicach. Turyści bardzo chętnie z niej korzystają, tak

w formie wycieczek rowerowych, jak i pieszych. Wielką atrakcją jest zabytkowy Klasztor OO. Kamedułów, który znajduje się na wzgórzu położonym w centrum tego obszaru chronionego. Ze względów naukowych i dydaktycznych stworzono na tym terenie

cztery rezerwaty. Czy może Pan powiedzieć o nich nieco więcej? JP: Najstarszy z nich to Rezerwat Przyrody Mielno, utworzony w latach 50. Jest to teren zabagniony, w środku znajduje się zarastające jezioro. W tamtym okresie był rezerwatem ptasim, miał chronić miejsce masowego wylęgu mewy śmieszki. Obecnie ptaki całkowicie wyniosły się z tego jeziora. Znaleziono tu również stanowiska brzozy niskiej. Jest ona charakterystycznym gatunkiem dla kręgu polarnego i  jako relikt z  tamtej części świata znalazła się również w rezerwacie. Trzy pozostałe to rezerwaty florystyczne, mające na celu zachowanie fragmentów lasów liściastych łęgowych oraz grądowych, łęgów jesionowo-olszowych, grądu środkowoeuropejskiego oraz świetlistej dąbrowy. Myślę, że ważne jest również istnienie na terenie konińskiego Nadleśnictwa programu Natura 2000. KM: Cały kompleks Lasów Bieniszewskich znajduje się w obszarze tego programu. Należy zwrócić uwagę, że te tereny dzielą się na dwie grupy: specjalne obszary ochrony ptaków oraz siedlisk. Nasza Puszcza Bieniszewska zaliczana jest do obszarów ochrony siedlisk, natomiast tereny Doliny Środkowej Warty i Ostoi Nadgoplańskiej należą do pierwszego obszaru. To przepiękne tereny, szczególnie wiosną obfitujące w rzadkie gatunki ptaków, takich jak na przykład bataliony, które mają bardzo ciekawy sposób tokowania. Jak twierdzą ornitolodzy, ptaków tych może być tysiąc, a  rysunek ich upierzenia nigdy się nie powtórzy. Każdy jest inny. Wszystkim terenom towarzyszą trasy rowerowe. Szlaki są dodatkowo podzielone różnymi kolorami, określającymi stopień ich trudności. Chciałbym na koniec zaapelować o  odpowiedzialne zachowanie w lesie. Mamy w tej chwili bardzo wysokie zagrożenie pożarowe, które potrwa kilka tygodni, dopóki zieleń się nie pojawi i nie znikną suche trawy. Proszę o ostrożność, bo odnotowaliśmy tej wiosny już kilka pożarów. Zapraszamy do wędrówki po pięknych konińskich lasach.

lasy

Wyhodowane w ten sposób sadzonki wykorzystywane są szczególnie na potrzeby zalesień ubogich gruntów porolnych. Gwarantują Państwo sadzonki najwyższej jakości.

15


uczelnia

Gratulujemy raz jeszcze nie tyle wyboru, ile podjęcia się przez Pana funkcji Rektora, gdy idą trudniejsze czasy, by wspomnieć tylko niż demograficzny, nasycenie rynku ekonomistami czy rysującą się konkurencję... Wiele przesłanek wskazuje, że lata 2012-2016 mogą okazać się okresem niełatwym. Odnoszę to do wszystkich uczelni w Polsce. Aspirując do stanowiska Rektora cztery lata temu, zwracałem uwagę na wspomniane przez Panią utrudnienia. Widzę je też dzisiaj, tym bardziej, że ujawniają się w warunkach kryzysu ogólnoświatowego. Mógłbym również wskazać na inne, chociażby wynikające z obniżającego się poziomu edukacji w Polsce. Myślę o przyszłości naszej uczelni przede wszystkim w kategoriach szans i mam pewność, że nie jest to tylko myślenie życzeniowe. Poza tym podejścia ekonomicznego potrzeba w każdym zawodzie i nie ukrywam, że w tym upatruję wielkie zadanie dla Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Reelekcja: Z profesorem Marianem Gorynią, Rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w  Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz Podczas poprzedniej kadencji w międzynarodowym rankingu Eduniversal 2009 Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu był notowany jako najlepsza szkoła w kategorii Excellent business schools. Czy mógłby Pan się do tego odnieść? Miejsce w gronie uprzywilejowanego klubu najlepszych szkół biznesu w stu pięćdziesięciu trzech państwach świata oraz fakt, że jesteśmy jedyną uczelnią z Poznania wyróżnioną w tym rankingu,

z pewnością nobilituje, ale i zmusza do działania. Mamy to szczęście, że studia na naszym uniwersytecie od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem kandydatów, którzy potrafią docenić bardzo wysoką jakość oferowanych im studiów. Jesteśmy jedną z najstarszych i najbardziej prestiżowych uczelni ekonomicznych w Polsce, w której europejska jakość kształcenia

16


Polskiej Akademii Nauk czy naukowe medium PAN-u – czasopismo „Studia Ekonomiczne”, których jest Pan członkiem? Generalnie zauważa się obniżenie poziomu tzw. przeciętnego kandydata przyjmowanego na studia. Niepokój budzą bardzo umiarkowane kompetencje maturzystów, w szczególności matematyczne. Dotyczy to też znajomości języków obcych i umiejętności posługiwania się komputerem. W każdym społeczeństwie jest jakiś odsetek ludzi wybitnych, przeciętnych i słabych. Ze względu m.in. na procesy demograficzne, ale także z powodu aspiracji edukacyjnych społeczeństwa, jako uczelnie wyższe zaczynamy w coraz większym zakresie korzystać z naboru kandydatów reprezentujących różny poziom kwalifikacji intelektualnych, czasem nadspodziewanie dobry. Problem jest bardzo ważny i z uwagi na to analizujemy go we wszystkich gremiach, które w istotny sposób stanowią o losie i przyszłości szkolnictwa wyższego w Polsce.

na dynamicznym rynku pracy. Zatem myślę, że w pełni zasłużyliśmy na ten zaszczytny tytuł. Ilu zagranicznych studentów uczy się obecnie na UEP? Czy będzie Pan starał się przyciągnąć młodych ludzi z zagranicy do swojej uczelni? Jeśli tak, to w jaki sposób? Czy kierunek wschodni jest atrakcyjny? Bardzo nam zależy na pozyskiwaniu studentów zagranicznych, cieszy mnie więc fakt, że z roku na rok rośnie liczba tych młodych, studiujących u nas ludzi. W semestrze letnim 2011/2012, w ramach programu LLP/Erasmus oraz umów międzyuczelnianych, gościmy sto pięćdziesiąt cztery osoby m.in. z Francji, Niemiec, Hiszpanii, Portugalii i innych krajów Unii Europejskiej oraz z Kanady, Rosji, Ukrainy i Chin. Każdym studentem z zagranicy w trakcie pobytu u nas zajmuje się indywidualny opiekun. Doskonale rozwija się współpraca uczelni z organizacją studencką ESN (ERASMUS Student Network), która promuje wymianę międzynarodową i w istotny sposób służy pomocą w opiece nad studentami zagranicznymi. Organizuje także liczne spotkania i wycieczki regionalne oraz krajowe. Program Unii Europejskiej ERASMUS jest najbardziej popularną i znaną formą współpracy z partnerami zagranicznymi. Obecnie w jego ramach współpracujemy z ponad setką uczelni partnerskich z dwudziestu sześciu państw europejskich. Systematycznie wzrasta także zainteresowanie obcokrajowców podjęciem częściowych studiów u nas. Z roku na rok zwiększamy liczbę międzynarodowych projektów naukowo-badawczych oraz listę specjalności i przedmiotów w językach obcych. W ofercie dydaktycznej znajdują się specjalności i studia doktoranckie w językach obcych. Jeżeli chodzi o „kierunek wschodni”, to młodzi studenci zza wschodniej granicy coraz częściej wybierają Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu jako uczelnię, na której chcą zdobywać wyższe wykształcenie. Studia u nas stwarzają im o wiele większe możliwości, począwszy od wyjazdów zagranicznych, poprzez praktyki w firmach zagranicznych, a kończąc na dyplomie uznawanym w Unii Europejskiej. Znane są problemy z niedokształceniem kandydatów na studia nie tylko na Pańskiej uczelni. Co jest przyczyną tego stanu rzeczy? Czy rozważa się go w takich szacownych gremiach, jak Komitet Nauk Ekonomicznych, Rada Naukowa

Jeszcze w tym roku ruszy budowa nowego obiektu przy ulicy Towarowej. Pierwotnie miała kosztować 100 mln zł. Mówi się o oszczędnościach rzędu 30 mln... Czy zatem będzie realizowany cały projekt? Tak. Nasze wieloletnie starania o pozyskanie środków na sfinansowanie budowy Centrum Edukacyjnego Usług Elektronicznych zostały uwieńczone sukcesem. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyznało nam brakujące 11 mln zł, 45 mln zł przekaże Marszałek Województwa Wielkopolskiego z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, a 18 mln zł wyłożymy z własnych środków. Całkowity koszt budowy wyniesie 74 mln zł. Pierwsze prace rozpoczną się w wakacje, a Centrum będzie gotowe w 2014 roku. Na pięciu kondygnacjach zmieszczą się trzy sale

uczelnia

poparta jest certyfikatami i akredytacjami. Programy nauczania opierają się na światowych wzorcach edukacji menedżerskiej i najnowszych trendach biznesu. Zajęcia prowadzą autorytety nauki i praktyki biznesu. Nie wahamy się więc powiedzieć, że to uczelnia z absolutnej czołówki rankingowej. Specjalizujemy się w kształceniu wysoko wykwalifikowanych kadr menedżerskich, ekspertów gospodarczych oraz pracowników korpusu administracji rządowej, samorządowej i unijnej. Platforma Moodle, elektroniczny protokół zaliczania przedmiotów oraz system ankietyzacji zajęć dydaktycznych przez studentów m.in. zapewniają najlepszą jakość prowadzonych zajęć. Obecnie proces dydaktyczny jest prawie w całości wspierany przez materiały elektroniczne, a nasi studenci mogą korzystać z pierwszego w Polsce urządzenia do powielania notatek SkanboX. Realizujemy też wielkie projekty edukacyjne finansowane przez Unię Europejską, które zwiększają atrakcyjność naszych absolwentów

ciągłość zadań

audytoryjne (na 280 osób każda), 12 sal dydaktycznych, 12 laboratoriów komputerowych oraz pomieszczenia konsultacyjne. Korzystać z nich będzie mogło jednocześnie 2 tysiące studentów i pracowników Wydziału Informatyki i Gospodarki Elektronicznej. Pod powierzchnią znajdzie się parking na 120 samochodów. Za Państwem jubileuszowa, XV edycja Poznańskiego Festiwalu Nauki i Sztuki, którego byli Państwo w tym roku

17


uczelnia

reelekcja

gospodarzem. W przygotowanym programie widniały propo- poznać szczegóły dotyczące pobytu w Polsce byłej premier Wielzycje służące lepszemu zrozumieniu otaczającej rzeczywisto- kiej Brytanii, o których opowiedzieli nam inicjatorzy i reżyserzy jej ści gospodarczej i współczesnych zjawisk ekonomicznych... przyjazdu: profesorowie Bohdan Gruchman i Romuald Zalewski – Festiwal to nie tylko doskonała promocja najważniejszych ówcześni Rektor i Prorektor. Tak udany dzień musiał zapewne mieć równie miłe osiągnięć współczesnej nauki i techniki wśród mieszkańców Poznania i regionu, ale także „żywa” forma rozbudzenia zaintereso- zakończenie... Oczywiście, wraz z  prezesem Targów wydałem uroczystą wań nauką, kulturą i sztuką. W ramach tego święta poznańskie publiczne uczelnie wyższe oraz Polska Akademia Nauk otwarły kolację, w czasie której nastąpiło podpisanie umowy z dwoma swoje podwoje, pracownie naukowe i laboratoria dla wszystkich nowymi członkami Klubu Partnera, tj. Kariną Gizińską, Prezchętnych. Życzyłbym sobie, żeby dzięki interesującym wykładom, esem Zarządu Bukowianka S.A., oraz Jerzym Witkowskim warsztatom i wydarzeniom artystycznym czy muzycznym udało reprezentującym Prezesa Zbigniewa Drzymałę i firmę Inter Groclin Auto S.A. nam się zaszczepić bakcyla nauki. Chciałabym wrócić do niedawnych Dni UczelDrugi dzień rozpoczął się od sympozjonu na temat ni. W  tym roku rozpoczęły się bardzo romantycznie, bo „Metafizycznych wątków w ekonomii”... walentynkowo... Moderowała go profesor Halina Zboroń, a uczestnikami byli Tak, wieczorem poezji. Mieliśmy liryczne entrée do naszych m.in.: profesor Ryszard Domański, doktor Kristof Zorde – autor obchodów. Wnętrza Biblioteki Głównej zamieniły się w scenę te- książki pod tym samym tytułem, oraz gość z Wrocławia, profesor atralną, na której młodzi aktorzy i studenci przy akompaniamen- Andrzej Matysiak z tamtejszego Uniwersytetu Ekonomicznego. cie lutnisty, profesora Henryka Kasperczyka, recytowali poezję. Po raz kolejny zawitał też profesor Leszek Balcerowicz, który Specjalnymi gośćmi byli członkowie Stowarzyszenia Biblioteka- wyłożył nam zagadki wzrostu gospodarczego, a o szczegóły morzy Polskich. gli go zapytać podczas biznes lunchu zaproszeni goście. Swoją Obchody „właściwe” rozpoczął wykładem były prezydent RP wiedzą podzielił się również Prezes Business Center Club, Marek Aleksander Kwaśniewski, który poruszył problemy gospodarcze Goliszewski. i polityczne świata z perspektywy Davos. To tak z grubsza... Potem był jeszcze koncert galowy, podczas Wykład prezydenta cieszył się dużym zainteresowa- którego Wojewoda Wielkopolski Piotr Florek wręczył odznaczenia niem, ale to nie jedyne wydarzenie z jego udziałem. państwowe, medale „Za Zasługi dla Uniwersytetu Ekonomicznego Odbyła się też konferencja prasowa, obejrzeliśmy wspólnie w Poznaniu”, medale i wyróżnienia Towarzystwa im. Hipolita Cestadion miejski przy ulicy Bułgarskiej, gdzie podjęły nas władze gielskiego w Poznaniu oraz nagrody Fundacji Uniwersytetu Ekoi właściciel Klubu KKS Lech Poznań. nomicznego w Poznaniu. Zgodnie z tradycją wręczenie odznaczeń W tym samym czasie w auli paneliści tej rangi, co dr Andrzej odbywa się zazwyczaj podczas uroczystości inaugurującej nowy Byrt – Prezes Zarządu Międzynarodowych Targów Poznańskich, rok akademicki, jednak Koncert Galowy stanowił równie dobrą ku dr Andrzej Malinowski – Prezydent Organizacji Pracodawcy RP temu okazję. oraz dr Ryszard Petru z  PricewaterhouseCoopers, przy udziaNasz uniwersytet został uhonorowany statuetką „Hipolile moderatora, profesora Tomasza Rynarzewskiego – Dziekana ta” za prowadzenie badań naukowych na światowym poziomie, Wydziału Gospodarki Międzynarodowej Uniwersytetu Ekonom- kształcenie studentów oraz pełnienie funkcji prestiżowego nauicznego w Poznaniu, starali się znaleźć odpowiedź na nurtujące kowego ośrodka opiniotwórczego i  doradczego dla potrzeb dziś wszystkich pytanie: „Czy rynki same odzyskują równowagę?”. współczesnej gospodarki. Popołudniu w kinie Muza odbyła się uczelniana premiera filW części artystycznej wystąpiła orkiestra Poznań Ekonomicmu „Żelazna Dama”, opowiadającego o losach Margaret Thatch- ka Dehovka, zespół Prochy oraz Anna Zimmerman – sopran er – pamiętajmy, że otrzymała ona doktorat honoris causa nasze- Teatru Wielkiego w Łodzi. Całość poprowadził profesor Andrzej go Uniwersytetu w 1996 roku. Przed projekcją mieliśmy okazję Sokołowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

18


O

T

O

P

O

S

Ł

U

C

H

A

J

C

I

E

Marek Zaradniak

Polskie Radio

OLGA BOŃCZYK LISTY Z DALEKA

W ubiegłym roku minęła 20. rocznica śmierci, a dwa lata temu 80. rocznica urodzin znakomitej polskiej aktorki i piosenkarki, Kaliny Jędrusik. Właśnie ona była od lat idolką Olgi Bończyk. Stało się to pretekstem do zmierzenia się przez nią z repertuarem niezapomnianej artystki. Płyta „Listy z daleka” przynosi 12 piosenek śpiewanych przez Jędrusik. Większość to niezapomniane przeboje autorskiego duetu Jerzy Wasowski – Jeremi Przybora, czyli Starszych Panów. Znajdziemy tu takie szlagiery, jak „Kalinowe serce” czy „W kawiarence Sułtan” oraz „S.O.S”. Oprócz tego nie zabrakło legendarnego przeboju Krzysztofa Komedy do tekstu Agnieszki Osieckiej „Ja nie chcę spać” i perełki duetu Jerzy Matuszkiewicz – Wojciech Młynarski, mniej znanego przeboju „La Valse Du Mal”. Olga Bończyk śpiewa z  towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej pod batutą Radosława Labakhuy i zespołu Jana Zeylanda, który obok Henryka Batora jest autorem aranżacji. Bończyk śpiewa poprawnie. Jest nastrojowo i lirycznie, ale nie spodziewajcie się fajerwerków. Zdecydowała się na orkiestrę, bo, jak słusznie mówi, siłą każdego utworu jest jego aranżacja. Ponadto wspierając się orkiestrą, chciała oddać hołd Kalinie Jędrusik. Szkoda jednak, że nie pozwoliła sobie na trochę więcej swobody interpretacyjnej. Szkoda też, że w tym zestawie zabrakło takich przebojów, jak „Bo we mnie jest seks” czy „Na całych jeziorach ty”. Niemniej krążek jest godny zauważenia.

STRING CONNECTION 2012

Założona w 1981 roku w Poznaniu przez Krzesimira Dębskiego grupa String Connection stała się z czasem jedną z legend nie tylko polskiego jazzu. Powody są dwa. Nakłady jej ówczesnych płyt równały się z  nakładami zespołów rockowych, ale ze względu na wiele obowiązków lidera zawiesiła działalność w  roku 1987. Występowała sporadycznie. Nie nagrywała. O fonograficznym powrocie grupy zaczęto mówić w związku z trasą koncertową na początku roku 2009. To właśnie zarejestrowane wtedy nagrania koncertowe miały ukazać się na płycie. Tak się jednak nie stało. Do studia zespół wszedł dopiero w ubiegłym roku i zarejestrował materiał, który ukazał się pod nazwą „2012”. Obok „starej gwardii”, czyli saksofonisty Andrzeja Olejniczaka, pianisty Janusza Skowrona, basisty Krzysztofa Ścierańskiego, perkusisty Krzysztofa Przybyłowicza, no i grającego na skrzypcach, klawiszach i organach Hammonda Dębskiego, gościnnie pojawia się też wokalistka Anna Jurksztowicz. Czegoż w tych dźwiękach nie znajdziemy? Jest tutaj folk i funky. Wysmakowane skrzypcowe solówki Dębskiego i „murowane”, nie tylko jazzowe, przeboje. Posłuchajcie gry Krzesimira Dębskiego na skrzypcach w „Das Salzpelspiel” czy w dynamicznej „Cien kilos de Papas”, a także piosenki „O czym marzą dziewczyny?”. To hit, jakiego dawno nie było.

Polskie Radio

Czteropłytowy box z największymi standardami jazzu w wykonaniu tych, którzy w jego światowej i polskiej odmianie byli i są najważniejsi. Można tu posłuchać aktualnych wersji standardów, które znamy od lat, jak i tych oryginalnych, których często na żywo nie da się już usłyszeć, bo ich wykonawcy lub kompozytorzy są po tamtej stronie. Louis Armstrong i Duke Ellington nie zagrają przecież dziś na koncercie „I’m Just a  Lucky So and So”. A tu mamy oryginalne nagranie z roku 1961. Nie usłyszymy już na żywo „Autumn Leaves” w wykonaniu Milesa Davisa, a tu możemy słuchać nagrania z roku 1958. Nie usłyszymy wreszcie „Misty Blue” w wykonaniu Elli Fitzgerald, a ten zestaw przynosi nam oryginalne nagranie z roku 1968. Nie zabrakło też „Ballad For Bernt” Krzysztofa Komedy w oryginalnym wykonaniu Tria Komedy z roku 1962. Legendarną kołysankę Komedy z filmu „Rosemary’s Baby” śpiewa Grażyna Auguścik, a najbardziej znaną piosenkę Armstronga, „What A  Wonderful World”, interpretuje Stacey Kent. Do tego beatlesowska „Eleeanor Rigby” w wykonaniu Stanley’a Jordana i wiele innych tematów, które zdobyły świat lub takich, które swój artystyczny żywot rozpoczęły niedawno, czego przekładem może być kompozycja Krzesimira Dębskiego „Croatia On My Mind” w wykonaniu reaktywowanej grupy String Connection. Zestaw utworów jest taki, że tego albumu nie wypada nie mieć.

SBB SBB

Grupa SBB przyzwyczaiła nas do tego, że najczęściej pojawia się w trio. Tymczasem najnowszy krążek zespołu zatytułowany po prostu „SBB” jest efektem współpracy duetu Józef Skrzek – Apostolis Anthimos. To muzyka inna niż do tej pory przez zespół proponowana, bo kameralna. Nie za głośna. Doskonale nadająca się na ilustrację muzyczną filmu. To płyta historyczna nie tylko dlatego, że nagrana przez duet, ale także dlatego, że zawiera szesnaście muzycznych opowieści o tym, co w życiu zespołu było ważne. Bo przecież otwierająca krążek „Piwnica” nawiązuje do początków, czyli ćwiczeń w piwnicy w Siemianowicach Śląskich, gdzie wszystko się zaczęło. „Niemen” to wspomnienie współpracy z tym wielkim artystą. Natomiast rock’n’rollowy utwór „74” przypomina początki samodzielnej działalności i słynnego koncertu w warszawskiej Stodole, z którego nagrania znalazły się na pierwszym krążku grupy. Jakże ogromną ewolucję przeszedł zespół SBB! Wtedy dominowało potężne brzmienie syntezatorów. Teraz nastał czas spokoju, choć przecież wcale nie muzycznej ciszy.

NO TO POSŁUCHAJCIE

METAL MIND PRODUCTION

EMI

THE BEST JAZZ... Ever!

muzyka

NO TO POSŁUCHAJCIE

N

19


biznes

O rozwoju polskiego gazownictwa, Z Prezesem WSG Sp. z o.o., Zdzisławem Kowalskim, rozmawia Merkuriusz W  maju odbędzie się w  Międzyzdrojach konferencja poświęcona problemom gazownictwa. Gośćmi będą: Ministerstwo Skarbu Państwa, Ministerstwo Gospodarki, Urząd Regulacji Energetyki, przedstawiciele władz wojewódzkich i  samorządowych. Jest Pan wśród organizatorów. Jakie tematy zostaną poruszone? Zasadniczy cel XV Konferencji GAZTERM w Międzyzdrojach to odpowiedź na pytanie, w jakim kierunku w najbliższych latach będzie rozwijało się polskie gazownictwo, w szerokim znaczeniu tego słowa, począwszy od wydobycia gazu, przesyłu, dystrybucji, po jego zastosowania. Pochylimy się nad rolą gazu ziemnego w ochronie klimatu w świetle dyrektyw Unii Europejskiej. Chcemy zwrócić uwagę na geopolityczne uwarunkowania wydobycia gazu łupkowego w Polsce. Istotnym punktem będzie także omówienie aspektów techniczno-prawnych związanych z budową terminala w Świnoujściu. Biorąc

20

pod uwagę erę globalnego rozwoju oraz szybko postępującej techniki, zastanowimy się nad możliwościami rozwoju energetyki w Polsce w oparciu o gaz ziemny oraz najnowszymi technologiami stosowanymi w gazownictwie przy budowie i eksploatacji sieci gazowych. Ponadto szybko postępująca rewolucja informatyczna wymaga zastanowienia się nad rolą systemów IT w przesyle i dystrybucji gazu ziemnego. Jeden z  ważniejszych tematów to zapewne projekt nowego prawa gazowego. Czego będą dotyczyły zmiany?

Proces zmian na rynku gazu w Polsce jest nieuchronny. Rozwój rynku gazu ziemnego podąża za rynkiem energii elektrycznej, co wymaga nowych regulacji prawnych. W niemal całej Unii Europejskiej nastąpiło uwolnienie cen gazu w obrocie hurtowym, co poskutkowało rozwojem handlu gazem. Brak dostosowania się krajowego rynku do trendów zmian w krajach UE wpływa na osłabienie konkurencyjności polskiego przemysłu. To tylko nieliczne powody, dla których tak istotne są zmiany w prawie gazowym, jakie zostanie wyodrębnione z obecnego prawa energetycznego.

nowym prawie gazowym


w kierunku Osiecznej, czy takich zamiarów jest więcej? Projekt Osieczna związany jest z  budową gazociągów dystrybucyjnych średniego ciśnienia i przyłączania podmiotów do sieci gazowej. W  ramach współpracy z urzędem gminy określono zakres gazyfikacji. W roku 2012 i latach następnych prowadzone będą rozmowy w sprawie podpisania listów intencyjnych/porozumień o  współpracy w  kwestii gazyfikacji m.in. z gminami: Przemęt, Wieleń, Kłodawa, Tuliszków, Władysławów, Rychwał, Grodziec, Stare Miasto.

Festival oraz Festiwal Polska Akademia Gitary. Pomagamy instytucjom takim, jak domy dziecka oraz szpitale. Naszym wiodącym projektem jest „Republika Uśmiechu” – od dwóch lat wspomagamy budowę miasteczka, gdzie organizowane są wakacyjne turnusy dla dzieci pełno- i niepełnosprawnych. W trakcie wakacji spędzanych w Republice Uśmiechu uczestnicy biorą udział w różnego rodzaju zajęciach, hipoterapii, dogoterapii, terapii zajęciowej oraz społecznej. Ponadto przekazaliśmy na rzecz Fundacji Polskich Kawalerów Maltańskich, prowadzącej działalność charytatywną, samochód, który będzie wykorzystywany do dowożenia osób upośledzonych umysłowo na zajęcia rehabilitacyjne. Intensyfikując działania w  kierunku zrównoważonego rozwoju, w  czerwcu 2011 roku Wielkopolska Spółka Gazownictwa podpisała Deklarację w  Sprawie

KRI S.A., EWE energia Sp. z o.o., Avrio Media Sp. z  o.o. Na wybranych obszarach gmin działalność dystrybucyjna tych spółek pokrywa się z działalnością operatorską WSG. Dlatego też możemy jedynie przedstawić informacje na temat gmin, w  których WSG świadczy usługę dystrybucji bądź tego nie robi. Analiza roku 2011 wykazuje, że na obszarze koncesyjnym obejmującym 382 gminy, WSG prowadzi dystrybucję gazu ziemnego E, Lw i Ls na terenie 239 gmin. Stanowi to ok. 62,5%. W  odniesieniu do użytkowników gazu ziemnego w gospodarstwach domowych procent gazyfikacji wynosi ok. 44%. Do sierpnia 2012 roku ma powstać projekt rozbudowy sieci

Ostatnio bardzo modne stało się pojęcie społecznej odpowiedzialności biznesu. Czy w Wielkopolskiej Spółce Gazownictwa realizowana jest polityka CSR i jak to wygląda? Wielkopolska Spółka Gazownictwa jest firmą, która dobrowolnie zobowiązuje się do zachowania równowagi pomiędzy trzema aspektami funkcjonowania przedsiębiorstwa: ekonomicznym, ekologicznym i  etycznym. Co oznacza, że poza swoimi podstawowymi zadaniami realizuje również funkcje społeczne, wspomagając kulturę, sztukę oraz sport. Wspieramy Towarzystwo im. Henryka Wieniawskiego poprzez sponsoring koncertów i  Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego, Poznański Chór Chłopięcy, Enter Music

Zrównoważonego Rozwoju i Odpowiedzialności Biznesu w branży energetycznej w Polsce, w której zobowiązujemy się włączyć zasady zrównoważonego rozwoju w działalność gospodarczą poprzez ich stosowanie i promowanie, np. w ramach inicjatyw podejmowanych w  naszym przedsiębiorstwie. 

biznes

Ważniejsze propozycje projektu to np. system wsparcia i ochrony odbiorcy wrażliwego, wprowadzenie maksymalnie 3-tygodniowego terminu zmiany sprzedawcy. Ponadto ważne jest, by instalacje regazyfikacji przyłączone do sieci dystrybucyjnej nie były traktowane jako instalacje oddzielne – wówczas nie będzie potrzebne uzyskanie dodatkowych koncesji. Zmienia się także liczba i  rodzaj dokumentów wymaganych do uzyskania przyłączenia, które określono jako zamkniętą listę – nie będzie mógł jej zmienić operator. Jak wygląda rozbudowa sieci gazowej? Ile jest jeszcze miejscowości na mapach gmin, które nie mogą korzystać z gazu ziemnego? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, gdyż na terenie koncesyjnym WSG prowadzą działalność dystrybucyjną oraz handlową również spółki spoza GK PGNiG, tj. G.EN. Gaz Energia S.A.,

i funkcjach społecznych

21


nauka

Kamil Filip Dziubek

Wesołym Koziołkom tryknęło pięć wiosen W początkach 2008 roku grupa pracowników Wydziału Chemii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu postanowiła z inicjatywy prof. Andrzeja Katrusiaka zorganizować warsztaty wysokociśnieniowych badań kryształów. Uczestnikami byli głównie doktoranci i młodzi naukowcy z  ośrodków akademickich i  placówek badawczych w Polsce i za granicą, którzy korzystali ze sprzętu i doświadczenia pracowników poznańskiego laboratorium wysokociśnieniowego – jednej z niewielu tego typu jednostek na świecie. Po sukcesie pierwszej edycji „Wesołe Koziołki” – bo tak, kierowani lokalnym patriotyzmem, nazwaliśmy spotkanie – stały się wydarzeniem cyklicznym, odbywającym się dorocznie wiosną. Sporo wody upłynęło od tego czasu w Warcie i oto obchodzimy mały jubileusz. To nie tylko okazja do świętowania, ale także do przybliżenia działalności naszego zespołu i prezentacji znaczenia wykonywanych przez nas eksperymentów. Co ciekawe, żeby wytworzyć w laboratorium ogromne ciśnienie rzędu nawet milionów atmosfer, nie musimy już stosować jak niegdyś skomplikowanych, drogich i niebezpiecznych pras o monstrualnych rozmiarach. Od ponad 50 lat mamy do dyspozycji aparaty o prostej konstrukcji mieszczące się w dłoni. Są to komory ciśnieniowe z  kowadełkami diamentowymi. Zasada działania jest bardzo prosta: próbka znajduje się pomiędzy dwoma diamentami oszlifowanymi podobnie jak jubilerskie brylanty. Wystarczy docisnąć diamenty (tzw. kowadełka) do siebie, a ze względu na małą powierzchnię styku niewielki nacisk może wytworzyć w próbce olbrzymie ciśnienie. Właściwości diamentu powodują, że jest on idealnym materiałem na kowadełka: to najtwardsza znana substancja, która przepuszcza ponadto wiele rodzajów promieniowania, dzięki czemu do

22

Uczestniczki ubiegłorocznej edycji podczas konferencyjnej wycieczki – przejażdżka drezyną analizy można stosować mikrofale, podczerwień, światło widzialne, promieniowanie Roentgena, jak też neutrony. Naturalnym kierunkiem badań wysokociśnieniowych jest odtwarzanie warunków panujących wewnątrz Ziemi i innych planet (szacuje się, że w środku Ziemi panuje temperatura dochodząca do 5500 stopni Celsjusza i ciśnienie około 3,6 mln atmosfer). Wyniki tych pomiarów mają zasadnicze znaczenie w geologii, geofizyce i sejsmologii. Nie jest to jednak jedyny obszar zainteresowań naukowców poznających właściwości materii w warunkach ekstremalnych. Pod wysokim ciśnieniem syntetyzuje się wiele materiałów o specyficznych cechach, które znajdują zastosowanie w technice. Przykładem są ferroelektryki i relaksory wykorzystywane do produkcji kondensatorów o dużej pojemności, używanych m.in. w pamięciach komputerowych, diagnostyce ultrasonograficznej, kamerach termowizyjnych, czujnikach temperatury i  drgań mechanicznych, a także urządzeniach hydrolokacyjnych. Co więcej, nowe organiczne ferroelektryki i relaksory, które mogą być wytwarzane pod wysokim ciśnieniem, stanowią lepsze zamienniki stosowanych głównie do tej pory materiałów nieorganicznych. Są bowiem tańsze, nietoksyczne, przyjazne dla środowiska, a  także elastyczne i  łatwiej poddają się obróbce mechanicznej (co ma znaczenie przy ich zastosowaniu

Zamknięta komora z kowadełkami diamentowymi jako aktywnych składników nowoczesnych urządzeń elektronicznych). W naszym laboratorium trwają intensywne prace nad stworzeniem takich materiałów. Być może wkrótce w komputerach znajdziemy nowe, znacznie sprawniejsze i tańsze pamięci ferroelektryczne, przy produkcji których zastosowano wysokie ciśnienie? Kolejnym zagadnieniem jest wysokociśnieniowa krystalizacja substancji. Jest to metoda, dzięki której można wytworzyć nowe odmiany polimorficzne ciał stałych (czyli kryształy zbudowane z tych samych cząsteczek, różniące się tylko ich wzajemnym położeniem – tak jak ułożone z identycznych płytek różne wzory posadzek). Ponieważ odmiany polimorficzne pomimo tego samego składu chemicznego mają różne


z a k i e m

zygzakiem

z y g

 uszyła europejska inicjatywa R obywatelska

1 kwietnia weszła w życie europejska inicjatywa obywatelska. Dzięki niej obywatele Unii będą mogli bezpośrednio wpływać na kształtowanie polityki i podejmowanie decyzji unijnych. Mieszkańcy UE uzyskali możliwość wezwania Komisji Europejskiej do stworzenia nowego ustawodawstwa lub zmiany istniejącego. W  tym celu milion obywateli z  co najmniej 7 z 27 państw członkowskich Unii będzie musiało złożyć taki wniosek. Trzeba przy tym pamiętać, że zagadnienia poruszane w inicjatywie muszą wpisywać się w kompetencje Komisji Europejskiej. Inicjatywy obywatelskiej nie należy jednak mylić z prawem do składania petycji, ani z prawem do referendum. Porównywalna jest raczej z  prawem Parlamentu i Rady do zwracania się do Komisji o złożenie wniosku w sprawie nowego ustawodawstwa. Aby zgłosić inicjatywę obywatelską, należy powołać komitet obywatelski

właściwości fizyczne, otrzymanie nowej formy krystalicznej może mieć olbrzymie znaczenie praktyczne. Przykładami są składniki czynne leków różniące się rozpuszczalnością, co zmienia ich przyswajalność w organizmie, oraz materiały wybuchowe o większej gęstości, co zwielokrotnia ich skuteczność. Ostatnio w  poznańskiej grupie badawczej otrzymano nową odmianę sacharozy (czyli, mówiąc potocznie, cukru). Wcześniej znana była tylko jedna postać krystaliczna tego związku chemicznego. Może gdyby wysokociśnieniową formę udało się zachować w warunkach otoczenia, moglibyśmy produkować cukier, który znacznie szybciej (lub wolniej) rozpuszczałby się w ustach? Od roku 2010 nasz zespół realizuje badania w ramach programu TEAM Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Nowoczesny park maszynowy i młodzi adepci chemii gwarantują rozwój laboratorium i „Wesołych Koziołków”, którym od dawna sekunduje „Merkuriusz” – nasz patron medialny. Niech więc koziołki nie marnują energii na trykanie się, ale biorą się do roboty, wytwarzając ciśnienie między diamentowymi kowadełkami.

składający się z co najmniej 7 obywateli UE mieszkających na stałe w 7 różnych krajach członkowskich, a następnie zarejestrować ją na portalu europejskiej inicjatywy obywatelskiej (http://ec.europa.eu/citizens-initiative/public/how-to-register). Kolejnym etapem, na jaki organizatorzy mają rok, jest zgromadzenie deklaracji poparcia. Kiedy inicjatywa zdobędzie milion podpisów, trafi do Komisji, która ma 3 miesiące na dokładne jej przeanalizowanie. W tym czasie przedstawiciele Komisji odbywać będą spotkania z przedstawicielami komitetu obywatelskiego, którzy szczegółowo wyjaśnią tematy, jakie porusza inicjatywa. Ważnym elementem procesu jest publiczne przedstawienie w Parlamencie Europejskim istotnych elementów inicjatywy z punktu widzenia obywateli UE. Końcowy etap to przedstawienie przez Komisję odpowiedzi z uwzględnieniem konkretnych działań, jakie podejmie w reakcji na inicjatywę.

Wspólne budowanie przyszłości – Jako szef drugiego co do wielkości regionu w Polsce, muszę uwzględniać nie tylko potrzeby miasta stołecznego, ale również mniejszych miast, miasteczek i  wsi. Doceniam rolę dużych ośrodków miejskich i  ich fundamentalny wkład w rozwój i w przezwyciężanie kryzysu w Europie. Nie można jednak doprowadzać do alienacji polityki miejskiej i traktować miast jako organizmów wyłączonych z  otoczenia – powiedział Marszałek Marek Woźniak podczas Szczytu Regionów i Miast w Kopenhadze. Organizowane co 2,5 roku przez Komitet Regionów spotkanie gromadzi zawsze wielu gości. Tym razem zaproszenie przyjęli m.in. przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, premier Danii Helle Thorning-Schmidt oraz przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz. Przez dwa dni ponad 300 prezydentów regionów i miast, wraz z urbanistami i  architektami, dyskutuje nad kierunkami rozwoju miast oraz właściwymi sposobami finansowania ich potrzeb

w nadchodzącej perspektywie finansowej 2014-2020. W miastach i aglomeracjach żyje obecnie 75% populacji UE. W  roku 2020 ich liczba wyniesie 80%. Mimo że miasta będą pełnić w najbliższych latach kluczową funkcję w przezwyciężaniu kryzysu, tworząc dogodne warunki dla rozwoju przedsiębiorczości, kreując nowe miejsca pracy, wspierając innowacje i  edukując młode pokolenie, borykają się z wieloma poważnymi problemami rozwojowymi. Podczas panelu poświęconego wpływowi Unii Europejskiej na rozwój miast Marszałek Marek Woźniak dowodził, że korzystają one obecnie z dużej puli środków w ramach regionalnych programów operacyjnych. W  przypadku Poznania dofinansowanie osiągnęło pułap 7% całego WRPO, a przecież miasta pozyskują dodatkowo duże dofinansowanie również w ramach programów sektorowych. Nie można więc mówić, że potrzeby rozwojowe miast stołecznych nie są wystarczająco dostrzegane. Należy jednak z pewnością wzmocnić ich współpracę z otoczeniem. O-MAZ

23


kultura

Daromiła Wąsowska-Tomawska

Kawałek legendy i kij w mrowisko Jak rzek ł po eta, „Historia przed l at y s zc ze l i n a m i uszła...”. „To było najoryginalniejsze miasto pod słońcem, z pewnością unikat na kuli ziemskiej wszech czasów” – tak pisał Boy-Żeleński, kronikarz, autor Słówek, inicjator pierwszego kabaretu krakowskiego „Zielony balonik”. Kraków z początku XIX wieku liczył 8 tysięcy mieszkańców. Dziwnie musiały wyglądać mury sąsiadujące z bujną wsią podkrakowską, o 10 minut drogi od centrum miasta. Mury przytłaczały, wyciskały specyficzne piętno na mieszkańcach. Umieli z nimi żyć Wyspiański, Matejko. Ale któż jeszcze? Walczono ze skamieniałą tradycją, wyburzając baszty, zaułki, piękne domy i przybudówki. Zubożano miasto o autentyczną patynę

24

lat, o najcenniejszą wartość. Stara Brama Floriańska, chluba dzisiejszego Krakowa, ocalała przez przypadek. Uratował ją głos rajcy, przestrzegający przed przeciągami, jakie pojawiłyby się wówczas przed kościołem Mariackim. Zburzono starą kaplicę w szpitalu św. Ducha dla przyszłego teatru. Matejko pragnął odrestaurować ją własnymi środkami. Gdy nie pomogły prośby i kaplicę zdemolowano – odesłał dyplom honorowego obywatelstwa miasta. Stary Kraków przeżywał się, nikł, upadał, pogrążając się w prowincjonalizm. Wyniosła arystokracja i zhołdowane, zgięte w pokłonie mieszczaństwo. Kontrasty. Nędza. Pod zastałą skorupą przyzwyczajeń i hierarchii powstawały nowe siły, nowe ruchy, opozycyjne wobec patronatu coraz bardziej kostniejącej tradycji. Rebelia przeciw autorytetom, jaką była Młoda Polska, przyniosła

Krakowowi wiele dobrego. Miasto starców stało się miastem młodych. Nawet jego biedę zdołała na chwilę oszukać sztuka. Okres Młodej Polski to Wyspiański, Wyczółkowski, Stanisławski, Malczewski, Pankiewicz, Kasprowicz, Fałat. Kraków był przedmieściem dwóch metropolii: Paryża i Wiednia. W nim – o coś się sprzeczali, czegoś chcieli, za czymś tęsknili. Kto dzisiaj czyta w kawiarni lub dyskutuje przy czarnej kawie – do białego rana toczy gorące spory, polemiki? Tamte kawiarnie były wg Boya „kuźniami intelektu”. W kawiarniach rozstrzygano losy narodów. Do dyskusji, jak do gry, siadywano latami przy jednym stoliku. I  jak tu nie zatęsknić i  kilka razy w roku nie pojechać przez Kraków w Gorce? Zatrzymać się i wypić kawę przy jednym z nich, w krakowskiej Jamie przy Bramie Floriańskiej?


kultura

W 1895 roku Michalik założył w mieście cukiernię – przy redakcji „Czasu”, z Akademią pod nosem. Przy dużym okrągłym stole w Jamie Michalikowej powstało krzywe zwierciadło życia – kabaret „Zielony balonik”, moda Paryża, przeniesiona stamtąd przez Jana Augusta Kisielewskiego, dramaturga, autora Karykatur, rodzonego stryja Stefana Kisielewskiego. W okresie przekwitania Młodej Polski zaczęli schodzić się do Michalikowej kawiarni dwaj nieposkromieni humoryści – pisze stały bywalec Balonika, Adam Grzymała-Siedlecki. Jednym z  nich był utalentowany malarz – Stanisław Kuczborski, drugim młodszy brat Boya – Edward Żeleński. Przemyśliwali, jakby tu kogoś „wystawić do wiatru”, zebrać wszystkich z poczuciem humoru i na „podwawelskim gruncie” pokusić się o kabaret, jakim zasłynął paryski Montmartre. Powrócił właśnie z Paryża pomysłodawca Jan Kisielewski. Nie każdy mógł być gościem w ich kabarecie. Należało otrzymać zaproszonie. Komitet zielonobalonikowy (Edward Żeleński, Witold Noskowski, Karol Frycz, Boy, Trzciński, Sierosławski i inni) drakońsko przestrzegał założenia, by w skład słuchaczy nie przedostało się „ciało obce”. Wchodzącego gościa witano trzykrotnym oklaskiem. Pomysł nazwy powstał nad ranem, po naradzie dotyczącej kabaretu, gdy wracano Floriańską do domu. Na rynku stał chłopiec z  pękiem zielonych baloników. Żywa, soczysta barwa, lekkość i autoironia – oto najlepsza nazwa – „Zielony balonik”. W czasie trzeciego kolejnego wieczoru Balonika laskę konferansjera po Janie Kisielewskim objął Stanisław Sierosławski,

uczeń Przybyszewskiego. I tak już było. W 1910 roku redaktor „Krytyki”, Wilhelm Imienne zaproszenie brzmiało: „Miły go- Feldman, pisał: „Toż to szła zabawa, toż to ściu: oto czas już nadszedł! Cóż tu widzisz? huczał śmiech, pieniły się strugi napojów, (obrazek). Widzisz Zielony balonik. A więc gorzały serca”. Tak to trwało siedem lat, przyjdź w sobotę dn 3 listopada o godz. robiono Szopki, Boy pisał Słówka. Wiersze 11 w nocy do Jamy Michalikowej. Wejście i skecze, przekorność i pieprzność. Awantylko przez bramę domu, jedynie za okaza- garda myśli pośród omamień i  symboli niem Zaproszenia”. Konferansjer oznajmiał Młodej Polski. Dziś sam stał się symbolem, w dowcipnych słowach jawiących się wy- kawałkiem legendy. konawców i program. Na innym zaprosze niu „Zielony balonik” zdecydował się wpuJak co roku, tak i dziś siedzę z przyjaścić na Kabaret do Michalika w sobotę dn ciółmi Salonu Artystycznego im. Jackow12 b.m. po premierze. I znów rysunek – na skich przy kawie w krakowskiej Jamie Migitarze gra Jadwiga Mrozowska. Zatem chalika. Obczytujemy ściany, oglądamy w  Jamie Michalikowej rozegrano jedną wpisy i karykatury uczestników, ale i późz istotniejszych walk o kształt i treść naszej niejszych przyjaciół Anny i Tadeusza Gukultury. Była to walka o zasady, pryncypia stawa Jackowskich, których salon okresu życia, o podstawy w drwinie z ludzi, oby- międzywojennego we Wronczynie blisko czajów, śmiesznostek. Balon stał się satyrą, Poznania dziś, tradycyjnie od 16 lat, konkrzywym zwierciadłem snobizmu, filister- tynuujemy. W imprezach Balonika uczeststwa i kabotyństwa, pleniących się nie tyl- niczył artysta malarz Józef Czajkowski, któko w pałacach arystokracji czy w salonach ry był autorem projektu nieistniejącego już mieszczańskich. Najwyższą lotność drwiny dzisiaj ogrodzenia dworu we Wronczynie, Balonik osiągnął w latach 1905-1908. Mała nagrodzonego złotym medalem podczas salka tuż za bufetem, mieszcząca nie wię- Międzynarodowej Wystawy Sztuki Dekoracej niż 120 osób, została obmalowana ka- cyjnej w Paryżu w 1925 roku. Bywał u Mirykaturami i rysunkami ówczesnej bohemy chalika ósmoklasista, student Leon Schiller malarskiej. – rodzony brat Anny Jackowskiej, późniejMuzyka, fortepian, śmiech, brzęk szkła, szy znakomity reżyser, reformator teatru. estrada i publiczność, bez linii demarka- Uczestniczyli w Baloniku Karol Frycz oraz cyjnych. „Zielony balonik” znów zapra- twórca Reduty Juliusz Osterwa, pretensza z podobizną Boya i butelkami alkoho- dent do ręki Anny Jackowskiej. Te znakolu. I począł się kryzys. Warszawa przeszła mite nazwiska, które wpisane są do księgi przez rewolucję, Kraków przez „Zielony wronczyńskiego dworu, towarzyszą nam balonik” – pisał kiedyś Jan Kott. Kaba- z opisanych ścian Jamy. Jest i sam gosporet był kijem w  mrowisko tradycyjnego darz Michalik, uprzejmy, wijący się w ciżbie Krakowa. Gorszył i podniecał, bawił i bu- wśród ściśniętych stolików, nic nierozumiedził krytykę, szczególnie ośmieszanych. jący z tego bratania się stanów.

25


sztuka

Joanna Dziubkowa

OKIŃCZYC Od 19 lutego poznańskie Muzeum Narodowe zaprasza do obejrzenia wystawy prac Andrzeja Okińczyca. Wystawa potrwa do 29 kwietnia tego roku. Rzadko zdarza się, by współczesny, znany artysta nie był w Polsce związany z akademią. Jeszcze rzadziej, by, tak jak kiedyś Okińczyc, z pracy w uczelni rezygnował. Ten epizod wyjęty z życiorysu autora wystawy, może nie najważniejszy, ale jakże znamienny, charakteryzuje go jako twórcę osobnego, unikającego presji podszeptów i ocen środowiska, świadomie przyjmującego odpowiedzialność za własne wybory. A nie były one łatwe. Po zetknięciu się podczas studiów z projektowaniem plakatu (który był tematem jego pracy dyplomowej) oraz rysunkiem i grafiką (został po studiach asystentem w katedrze rysunku) na cztery lata zawiesił swoją twórczość malarską. Potem, w czasach gloryfikowanej atmosfery nieomal anarchistycznego, bezgranicznego twórczego luzu z jednej strony, z drugiej przymusu spektakularnej inności, często pożerającego psychicznie najsłabszych, Andrzej Okińczyc zajął się robieniem portretów. Jakoś nie przejął się tym, że tworzenie wizerunku człowieka było jednym z najstarszych tematów sztuki, a więc pomysłem na pewno nie awangardowym, poza tym dzisiaj jeszcze zepchniętym na margines dzięki niebywałemu, budzącemu fascynację rozwojowi fotografii czy filmu. Działalnością uznaną przez wielu krytyków za zużytą już i wyeksploatowaną w sferze formalno-warsztatowej, a artystycznie mało ambitną. Malowane przez niego portrety zadziwiające techniczną lekkością, eksperymentami wykonawczymi prowadzonymi na szeroko pojętej materii obrazu łącznie z indywidualnym wyznaczaniem przestrzeni ograniczanej przez ramę, przyciągały wzrok widza ku postaci modela znacznie bogatszej niż fizjonomiczne odbicie człowieka. Współczesne formą a zarazem naznaczone dotknięciem niegdysiejszego humanizmu, wskrzeszały zapomniane pojęcie mistrza zarówno jako demiurga, jak i swoistego medium. Poznańska wystawa, niebędąca retrospektywą, choć dotykająca najważniejszych wyborów lat ostatnich, nie uwzględnia jednak tego rozdziału, tak powszechnie kojarzącego się z twórczością Andrzeja Okińczyca. Luka jest widoczna, rzec można: prowokacyjna, ponieważ autor nie zrezygnował z portretowania świata. Dla swoich obserwacji od dawna wybierał tematy często uznawane za niesamodzielne, błahe, na pierwszy rzut oka

26 Parawan 11, 2008, akryl, 85 × 240 cm

Draperia V, 2008, technika własna, 90 × 90 cm


sztuka

Schody III, 2011, technika własna, akryl, 132 × 164 cm

Parawan 9, 2008, akryl, 80 × 217 cm

nawet banalne, traktowane przeważnie jako tło lub fragment dopełniający większą, skomplikowaną kompozycję. Za wycinek poważniejszego dzieła wart najwyżej szkicu ustawiającego i kształtującego rękę. Wcześnie, bo już w 1978 roku, zafrapowały go draperie. Malowane z niezwykłą łatwością, odrzucały od początku podejrzenie o warsztatowych wprawkach, coraz bardziej zadziwiając i zmuszając do zastanawiania nad motywami dokonanego przez artystę wyboru. Wprawdzie i w konterfektach tworzonych przez Andrzeja Okińczyca, szczególnie w autoportretach, tkanina miała ważne znaczenie, woalując lub odkrywając, przesuwała się z obszaru formy w rejony treści obrazu, była jednak środkiem semantycznie pomocniczym. I oto stała się głównym obiektem zainteresowania twórcy, obrazem, artystycznym wizerunkiem i osłoną istoty przedmiotu wyposażonego we własny byt. W życie gdzieś tam prawdziwe, ale przecież sztuczne, jak odbita w lustrze złuda rzeczywistości. Skomplikowany problem obrazu i obrazowania rozwijany jest przez Okińczyca także technicznie, poprzez nakładanie faktury aż po reliefowe płaskorzeźbienie. Dramatycznie przedarte lub przestrzelone draperie przestają być kawałkiem zwykłej, zmiętej szmaty, mają swoją tajemnicę. Gigantyczne Draperie, Kurtyny, Przesłony zasłaniają tę istniejącą poza sztuką, realną część świata. Czasem, jak w ostatnim cyklu plażowych Parawanów, zaznacza się ona majaczącym cieniem anonimowej postaci, lub niby spersonalizowaną częścią niedbale przewieszonej, jakby dopiero zdjętej z ciała garderoby. W przemieszaniu żywego życia i sztucznej sztuki nic nie jest takie, jak się wydaje. Iluzję zacierającą granice rzeczywistości i artystycznej kreacji zdają się podtrzymywać kształty niektórych obrazów, nieobramowanych, o wykroju pokazywanego przedmiotu. Ale myliłby się ten, kto także w prezentowanych na wystawie cyklach innych tematów: miejskich, szerokich Schodów czy związanych z przyrodą widoków Lawy, Wody, Łąk i Traw, widziałby jedynie prestidigitatorską zręczność artysty-sztukmistrza żonglującego złudzeniami. Okińczyc demaskatorsko odkrywa swój warsztat, ukazując grubość podłoża dzieł, sposób nakładania farby, mówiąc: patrzcie, oto jest obraz, tak powstawała sztuka, która żywi się czasem światem realnym, ale jest bytem własnym, uzależnionym jedynie od wyboru, umiejętności, a nawet kaprysu swojego twórcy... Wystawa Okińczyc przymusza do uszanowania syntetycznego, zapewne autorskiego wyboru tytułu ekspozycji. Odnosi się on również do aranżacji pokazywanych prac w muzealnych wnętrzach – równoległej działalności, choć chciałoby się powiedzieć, innej pasji artysty. Poznańska ekspozycja uwzględnia także realizacje wystawiennicze autora. Ale to już odrębna opowieść. 

Trawy, 2011, technika własna, relief, akryl, 60,5 × 60,5 cm

Lawa 2, 2005, technika własna, relief, akryl, 61 × 61 cm

27


Aulę Uniwersytetu Medycznego wypełniła publiczność: panie w kreacjach, panowie wygarniturowani – wszak szyld „The World Sinfonia” zobowiązuje. Tymczasem na estradę wkroczyło czterech dżentelmenów w dżinsach i T-shirtach. Al Di Meola odwiedził Polskę po raz czwarty w ciągu dwudziestu lat i jak zawsze zaskoczył. Debiutował w zespole Chica Corei Return to Forever w 1974 roku, by po dwu latach się usamodzielnić. Albumy „Elegant Gypsy”, „Cassino”, „Splendido Hotel”, „Land of the Midnight Sun”, „Electric Rendezvous” sprawiły, że stał się najpopularniejszym gitarzystą jazzrockowym, przedstawicielem latin jazzu dorównującym sławą Carlosowi Santanie. Niezwykła melodyjność i inwencja, ale też rozpoznawalne po kilku taktach brzmienie gitary, mimo stosowania rozmaitych efektów, były źródłem sukcesu. Kiedy artysta coraz bardziej zbliżał się do popu, zwłaszcza na płycie „Rendezvous” (nawiązanie do wcześniejszego krążka nieprzypadkowe), zaczął tracić fanów. W latach 90. nastąpił zwrot w twórczości Ala Di Meoli. Zrezygnował z elektrycznego efekciarstwa i świadomie zwrócił się w stronę jazzu, muzyki bardziej kameralnej i akustycznej. Zwrotem było nagranie dwu albumów z orkiestrą symfoniczną. Wpływ na to miało spotkanie z orkiestrą kameralną Agnieszki Duczmal dwanaście lat temu. Artysta w dorobku ma ponad trzydzieści płyt. Dla miłośników jazzu Al Di Meola był zbyt elektryczny i przearanżowany, dla wyznawców innych gatunków muzycznych zbyt eklektyczny: ani jednoznacznie rockowy, ani bluesowy czy tangowy. Od pierwszych albumów wszystko mieszał i łączył, co wprowadzało jego płyty na listy bestsellerów. Dziś pasma radiowe są sformatowane przez producentów i prezenterów, muzycy mieszają i szukają, a przemysł muzyczny na wszystko nakleja etykietki, choć już nikt nie wie, co się pod nimi kryje. Dawniej te podziały były mało ważne i trudno sobie wyobrazić, że Weather Report, Chic Corea i nasz bohater trafiali na listy przebojów. Al Di Meola grał rockowo i funkowo, akustycznie i symfonicznie, aż dojrzał do „The World Sinfonia”. Pod tym szyldem kryje się kwartet złożony z włoskiego akordeonisty Fausto Beccalossi, francuskiego gitarzysty Kevina Seddiki i węgierskiego perkusisty Petera Kaszaz, (nieobecny był basista Victor Miranda), więc co tu symfonicznego? Jego mistrz, Astor Piazzolla, tango wprowadził z tawern do filharmonii, światowe natomiast jest to, że każdy muzyk ma korzenie w innej kulturze. Niczym żeglarze, przybyli do kolejnego portu z różnych stron świata i spotkać się mogą przy tangu, uniwersalnej formie muzycznej. Jeszcze nie tak dawno w jazzie był nią blues, dziś – w epoce poszukiwań rozmaitych inspiracji etnicznych – staje się nią właśnie tango. W formie określonej przez Astora jako tango nuevo, jest ono niezwykłe, daje muzykowi wiele możliwości: schemat rytmiczny

Era tanga

muzyka

Andrzej Wilowski

28

związany z tańcem, powtarzanie frazy niczym kolejnych zwrotek piosenki, ale z wariacjami. W jednym utworze można zawrzeć różne klimaty i nastroje. Ta forma często posługuje się cytatem, albo łączy dwa lub więcej tematów muzycznych, które – podobnie jak w romantycznym rondzie – przenikają się, transformują i powracają odmienione. Od nostalgii do euforii, od tanecznej zmysłowości do balladowej liryczności – nigdy nie wiadomo, jak się utwór rozwinie. Al Di Meola zaczął od suity złożonej z kilku niemal klasycznych tematów Astora Piazzolli. Po raz pierwszy nagrał je na albumie poświęconym klasykowi gatunku w 1990 roku. Dalej przypomniał pozostałe tematy mistrza ze swej najnowszej płyty „Pursuit of Radical Rhapsody”. W drugiej odsłonie rzecz się trochę skomplikowała, bo obok własnych kompozycji inspirowanych Piazzollą, przypomniał standardy, w tym kompozycje „Somewhere Over the Rainbow” oraz „Strawberry Fields” The Beatles. W trzeciej części – bisowej – nie mogło zabraknąć „Mediterraneanean Sundance”, po raz pierwszy zarejestrowanego na albumie „Elegant Gypsy”. Ten sam temat otwierał słynne spotkanie trzech wirtuozów gitary w San Francisco: Paco de Lucii, Johna McLaughlina, Ala Di Meoli w roku 1978. Komplikacja polega i na tym, że Al Di Meola sięga po rozmaite konwencje, od flamenco po tango, od funky po kubańską rumbę, od bossanovy po cygańskie tańce, choć tango dominuje. Jeśli Dionizy Piątkowski nie zaprzestanie poszukiwań takich niezwykłych fuzji, być może będzie musiał zmienić szyld z „Ery jazzu” na „Erę tanga”. Muzyczna podróż od Argentyny, poprzez Kubę, do Hiszpanii i Włoch dostarczyła wielu emocji. Towarzyszący muzycy nie zawsze nadążali za gitarą Meoli, jedynie czasem akordeonista nawiązywał z nią dialog. Na ich usprawiedliwienie powiedzieć można, że grali z wielkim wirtuozem. Mimo wszystko mam pretensje do maestro, że nadużywa procesora efektów i do akustycznej gitary dodaje pogłos z fortepianową barwą. Wolałbym, gdyby „The World Sinfonia” była konsekwentnie akustyczna, tak jak jest etniczna. Dobrze, że na koncercie zabrakło ministra Rostowskiego. Zauważyłby, że zespół grał ponad dwie godziny, a maestro nawet się nie spocił: gra z pasją i radością prawie czterdzieści lat i na emeryturę wcale się nie wybiera. 


JAZZOWE NUTY azzoweBluenuty Note Poznań Jazz Club prezentuje:

ń e i c e i w k

jazz

NAJWAŻNIEJSZE MUZYCZNE WYDARZENIA

Kwietniowy repertuar klubu Blue Note Dwa dni późjest bardzo urozmaicony – sporo tu nowo- niej zawita do kluści, premier, wschodzących gwiazd, choć bu żywa legenda i nestorów nie brak! i  najwspanialsza Na początku miesiąca warto zwrócić uwagę na Steapunk „wizytówka” polskiej Trio – obiecujące, nawiązujące do muzyki klasycznej XX wie- muzyki improwizoku trio, którego członkowie docenieni zostali przez jury ubie- wanej, artysta niegłorocznego Międzynarodowego Konkursu Młodych Zespo- banalny, o  którym łów Jazzowych Jazz Juniors (2.04.). The New Yorker naMówiąc o młodych, piekielnie utalentowanych, nie spo- pisał: „Jeden z  najsób nie wspomnieć o koncercie Cassie Taylor & The Soul bardziej oryginalnych i  twórczych trębaczy jazzowych” – Tomasz Stańko ze swym kwartetem. Poznański koncert to część europejskiej trasy, będącej prapremierą najnowszego programu artystycznego, który w  czerwcu nagrany zostanie w Nowym Jorku dla wytwórni ECM. Powstający album dedykowany jest Wisławie Szymborskiej. Stańko, który miał okazję towarzyszyć poetce Cavalary z gościnnym udziałem Jacka Moore’a (18.04.). Cas- podczas wieczorów autorskich, postanowił w ten sposób sie Taylor to liderka młodego pokolenia światowego bluesa, uczcić jej pamięć i geniusz. W składzie kwartetu pojawi się fantastyczna basistka, pianistka, wokalistka i kompozytorka, też nowa postać – David Virelles – wschodzący talent amerya prywatnie – córka samego Otisa Taylora, z którym wiele lat kańskiej sceny jazzowej, z pochodzenia Kubańczyk. Na jego występowała. Obok Cassie i jej zespołu, tego wieczoru zoba- osobę Stańko zwrócił uwagę dzięki rekomendacji Manfreda czymy i usłyszymy jeszcze jedno utalentowane dziecko wiel- Eichera, szefa ECM, co jest najlepszym świadectwem kunsztu kiego ojca – Jacka Moore’a (syna Garry’ego!). tego pianisty (21.04.). Następnego dnia w  Blue Note zabrzmią kompozycje Pod koniec miesiąca polecamy natomiast koncert Pati Czesława Niemena w  aranżacjach opartych na współcze- Yang – pierwszej damy sceny elektronicznej. Artystka od lat snych stylistykach drum’n’bass i trip hop, groove i jazz, a to pracująca i tworząca w Wielkiej Brytanii, a obecnie również za sprawą zbierającej niezwykle pochlebne recenzje formacji w Nowym Jorku, uznawana jest za jedną z najważniejszych Soundrise i jej debiutanckiego materiału „Niemen nieznany”. postaci nurtu alternatywnego ostatnich lat.

2.04.2012 r., poniedziałek, godz. 20.00 STEAMPUNK TRIO 3.04.2012 r., wtorek, godz. 20.00 BĄKOWSKI & KOWALEWSKI BLUES DUO + goście

15.04.2012 r., niedziela, godz. 19.00 XXII Dni Kultury Francuskiej i Frankofonii: DIFFÉRENT

22.04.2012 r., niedziela, godz. 20.00 PARIAS

16.04.2012 r., poniedziałek, godz. 20.00 SAY Jacka Czerwińskiego

23.04.2012 r., poniedziałek, godz. 19.30 KLUSKA – KLUbowe Spotkania KAbaretowe

9.04.2012 r., poniedziałek, godz. 21.00 EASTER PARTY

17.04.2012 r., wtorek, godz. 20.00 KOBRANOCKA

24.04.2012 r., wtorek, godz. 20.00 DEPRESJONIŚCI

10.04.2012 r., wtorek, godz. 20.00 WOLNA SOBOTA | DELETED | DISCO COVER METAL PROJECT| OUTSIDER

18.04.2012 r., środa, godz. 20.00 CASSIE TAYLOR & THE SOUL CAVALRY feat. JACK MOORE

25.04.2012 r., środa, godz. 20.00 PATI YANG

11.04.2012 r., środa, godz. 20.00 PINK FREUD

19.04.2012 r., czwartek, godz. 19.30 SOUNDRISE – Niemen nieznany

12.04.2012 r., czwartek, godz. 19.00 TOTENTANZ

20.04.2012 r., piątek, godz. 20.00 AFRICANA FESTIWAL

14.04.2012 r., sobota, godz. 20.00 LUBELSKA FEDERACJA BARDÓW

21.04.2012 r., sobota, godz. 20.00 TOMASZ STAŃKO NEW QUARTET

27.04.2012 r., piątek, godz. 20.00 RPWL 28.04.2012 r., sobota, godz. 20.00 JELONEK 29.04.2012 r., niedziela, godz. 19.00 CLOSTERKELLER

29


felieton

Pod koniec... Z autokaru wysiada grupka starszej młodzieży. Klasa średnia i średnia wieku powyżej pięćdziesiątki. Okazja niebywała: zobaczyć kawałek nieskażonej przyrody, lodowiec na północy Norwegii. Na parking zajeżdża miejscowy autokar. Wysiada z niego wycieczka miejscowych emerytów. Czują się swobodnie i wszystko wskazuje na to, że nie są tu po raz pierwszy. Szybko oddalają się i znikają z pola widzenia gościom, którzy z lekką zadyszką pokonują wzniesienie. Cóż, nie każdy ma na co dzień takie luksusy. I tylko żal: trzeba było wcześniej zainteresować się turystyką. Dzwoni do mnie koleżanka ze studiów i komunikuje: jestem szczęśliwą emerytką! Jak ktoś może być radosny, gdy w wieku 55 lat czuje się emerytem. Wczesne emerytury to przywilej zawodu

a ów starzec mógł być jej ojcem. W tamtych czasach śmiertelność wśród dzieci była wysoka; w obejściach chat odnajdywano liczne gliniane urny z ich pochówkami. Dlaczego jednak badacze skupili się na tym nietypowym odkryciu szkieletów dziwnej pary? Wnioski z utrwalonej w  wulkanicznym popiele scenki wyciągnęli następujące: zachowanie, jak na tamten okres nietypowe, dowodzi, że w epoce późnego brązu zaczynają się kształtować silniejsze więzi rodzinne i pokoleniowe. Po raz pierwszy występuje zjawisko szacunku dla człowieka w podeszłym wieku i chęć niesienia pomocy niepełnosprawnemu, co jest zaczątkiem naszej kultury. Co się od tamte-

nie ma uzasadnienia ekonomicznego, ale jest czymś nieprzyzwoitym. Prawda pozostaje jednak smutna: na co dzień czujemy się wyeksploatowani, znękani chorobami i postępującą niepełnosprawnością. Każdego dnia czytam doniesienia ze świata nauki o nieprawdopodobnym postępie w procedurach naprawczych, przywracających sprawność zużytych organów. Tymczasem mnie bardziej interesują metody zachowawcze, czyli co zrobić, aby nasz zegar biologiczny, obliczany przez genetyków na około 140 lat, nie wyzerował się przedwcześnie, a jego mechanizm nie zacinał się? Pomóc może nie tyle medycyna, dostarczając nowe preparaty (wszak eliksiru nikt nie odkrył), i k s w o il ile postęp cywilizacyjny, optymaAndrzej W lizujący wysiłek i niwelujący nadmierne, zbędne obciążenie organizmu, oraz nasze podejście do aktywności. W  ubiegłym roku w  Wie-

ę i s i s u m ć ś o r a St ć e l a WYCIECZKA z wys nauczycielskiego. Znam kilku nauczycieli, którzy chcą pozostać aktywni jak najdłużej, chociaż większość uważa pracę w szkole za karę i marzy o jak najszybszym przejściu w stan spoczynku, co często sprowadza się do zmiany formy aktywności. Kilka lat temu, przy okazji badań archeologicznych w okolicach Pompei, odkryto ślady wcześniejszego kataklizmu od tego znanego nam z lekcji historii, bo z epoki brązu. Popiół wulkaniczny i pumeks doskonale utrwaliły ślady pierwszej osady w tych okolicach i pozwoliły dokładnie odtworzyć scenariusz wydarzenia. Wszystko stało się nagle, mieszkańcy pozostawili zwierzęta w zagrodach, porzucili dobytek i przerwali codzienne zajęcia. Niedaleko osady odnaleziono szczątki dwóch osób, kobiety w wieku około lat dwudziestu, która prawdopodobnie posiadała liczne potomstwo, i starca w wieku około lat 45. W tamtej epoce nieliczni przekraczali czterdziestkę. Archeolodzy postanowili dokładnie zbadać odnalezionych. Mężczyzna miał zwyrodnienia stawów, cierpiał na osteoporozę. Nie mógł się samodzielnie poruszać. Pomagała mu młoda kobieta, tylko dlaczego? Instynkt nakazywałby jej ratować potomstwo, a szczątków dzieci w sąsiedztwie nie odnaleziono. Uczeni postawili hipotezę, że potomstwo prawdopodobnie nie przeżyło,

30

go czasu zmieniło w kondycji seniorów, poza oczywistą poprawą komfortu życia? Zmieniło się przede wszystkim podejście do starości. W popkulturze pojęcie „starość” niemal nie występuje. Nic dziwnego, wszyscy pragniemy być młodzi i zdrowi, pełni wigoru. Politycy ten życzeniowy model przyjęli za fakt i przekonują nas, że powinniśmy pracować do 67 roku życia, a pragnienie wcześniejszej emerytury nie tylko

liczce odbył się nietypowy koncert. Sam mikroklimat dawnej kopalni soli sprzyja dobremu samopoczuciu. Muzycy z zespołu Laboratorium, którzy swą artystyczną przygodę rozpoczęli czterdzieści lat temu, po krótkiej przerwie postanowili ją kontynuować pod hasłem „Starość musi się wyszumieć”. Jak ilustruje to nagrana płyta, stare Laboratorium nadal poszukuje i nowe dźwięki preparuje.


wywiad Opera w 5 aktach Libretto: Michel Carré i  Jules Barbier Hamleta Szekspira można uznać za dzieło zupełnie nieoperowe! Nie ma przecież w nim jasno nakreślonych przestrzeni: dość prostych intryg, hiperbolicznie przedstawionych postaci czy emocji właściwych operowemu światu. W  tym jednak zadanie kompozytora, librecisty (tutaj: librecistów), jak i  reżysera, by jak najlepiej przełożyć obłęd duńskiego księcia na operowy język, który przede wszystkich składa się z  dźwiękowych środków ekspresji. Nie trzeba – zdaje się – pisać, że wymaga to nie lada umiejętności.

Hamlet Thomasa to po mistrzowsku skomponowana muzyka i równie po mistrzowsku oddane napięcie między blaskiem a  mrokiem. Na tle dynamicznej melodii i gry cieni rozgrywa się dramat zagubionego mężczyzny, który wątpi, szuka, kocha, nienawidzi i rozpacza. Dobrze wszystkim znana historia Hamleta zyskuje nowy wymiar, w  którym ponadczasowe pozostaje jedynie pytanie: być albo nie być?

Premiera 26 maja!

31


graj

Razem ze swoimi znajomymi głosuj na Facebook’u i wybierz ulubione mieszkanie, a my obniżymy jego cenę!

o rabat na mieszkanie

Znajdź nas na

Merkuriusz 3/2012  
Merkuriusz 3/2012  

Merkuriusz