Merkuriusz 102/2022

Page 1

ISSN 1896-1878

102 2022 www.merkuriusz.com.pl

O zwierzętach chcemy wiedzieć wszystko

WYDZIAŁ MEDYCYNY WETERYNARYJNEJ I NAUK O ZWIERZĘTACH


Biblioteka Merkuriusza

Prószyński i S-ka poleca...

Ashley Audrain Odruch Mistrzowsko skonstruowany thriller psychologiczny, który zostanie w twojej głowie już na zawsze… Znakomita, wnikliwa i wstrząsająca powieść, której nie sposób porównać z żadną inną. Blythe Connor pragnie być dla swojej małej Violet czułą i troskliwą matką, jakiej sama nigdy nie miała. Ale w tym pierwszym, najbardziej intensywnym i wyczerpującym okresie macierzyństwa Blythe dochodzi do wniosku, że z jej córką jest coś nie tak – dziewczynka nie zachowuje się jak większość dzieci. A może to tylko wyobraźnia? Jej mąż, Fox, uważa, że na pewno przywidzenia. Im bardziej Fox lekceważy jej obawy, tym bardziej Blythe wątpi, czy jest przy zdrowych zmysłach, a my zaczynamy zadawać sobie pytanie, czy jej opowieść o swoim życiu jest prawdziwa. Dopiero gdy rodzi się Sam, Blythe odkrywa szczęście i bliskość z dzieckiem, o jakich zawsze marzyła. Wydaje się, że nawet Violet kocha młodszego braciszka. Kiedy jednak jedno zdarzenie w mgnieniu oka nieodwracalnie zmienia ich życie, Blythe musi się zmierzyć z okrutną prawdą.

Adrian Markowski Bieszczady. Dla tych, którzy lubią chodzić własnymi drogami Wszystko, co musisz wiedzieć, żeby zrozumieć i pokochać Bieszczady. Ta książka to klucz do poznania Bieszczadów. I to wcale nie powierzchownie, ale do głębi. Na podstawie swoich długoletnich doświadczeń autor książki pewnie prowadzi czytelnika po drogach i bezdrożach, meandrach przeszłości i dnia dzisiejszego Bieszczadów. Niczego nie narzuca, lecz jedynie wskazuje szlaki do skarbów, które można tu odnaleźć. Bo Bieszczady są magiczne, jednak ta magia dostępna jest jedynie tym, którzy wiedzą, gdzie i na co należy patrzeć. Nie są skąpe, ale nie obdarowują każdego tak samo. Mierzą wędrowców własną miarą, ceniąc szczególnie tych, którzy przemierzają swoją drogę z szacunkiem i pokorą. Adrian Markowski, autor na poły przewodnika, na poły reportażu, zaprasza na ścieżki bardziej i mniej znane, leżące na szlakach, poza nimi, a także we wnętrzu każdego z nas. Pokazuje, że każdy, jeśli tylko zechce, może przeżyć na tych rubieżach prawdziwą przygodę. Bo choć Bieszczady nie są już dalekie i dzikie, zawsze były i wciąż pozostają wyzwaniem. Każdy musi tu wydeptać swoją ścieżkę. Ta książka to pierwszy krok.

Aleksandra Litwina Historia starego mieszkania Stary dom w cichej rosyjskiej uliczce, trzecie piętro, drzwi po lewej – i już jesteśmy u Muromcewów. Do starego moskiewskiego mieszkania weszliśmy październikowym wieczorem 1902 roku i zostaliśmy w nim na całe sto lat. Poznaliśmy kilka pokoleń żyjącej tam rodziny, ich sąsiadów i przyjaciół. Staliśmy się świadkami spotkań i rozstań, biedy i szczęścia, strat i nadziei, jakie przeżyło wiele rodzin w Rosji. W historii zwyczajnych mieszkańców odbiła się historia ich kraju w XX wieku. Opowiedzieli nam ją nie tylko sami bohaterowie, lecz także przedmioty: meble i ubrania, naczynia i książki, gry i sprzęty codziennego użytku. Przecież rzeczy noszą na sobie pieczęć czasu, przechowują pamięć i ślady epoki, w której powstały i służyły ludziom. Stają się świadkami historii – nie tej z podręczników, ale niezwykle ważnej dla każdego z nas, dla historii naszych rodzin, naszych przyjaciół, dla historii nas samych. „Historia starego mieszkania” w 2017 roku została uznana przez rosyjskie środowisko wydawnicze za najlepszy innowacyjny książkowy projekt roku, stała się laureatem konkursu „Rewizor”. Ilustratorka, Ania Diesnicka, za pracę nad książką otrzymała jedną z najważniejszych nagród w dziedzinie literatury dla dzieci – Bratislava Golden Apple Award oraz dyplom rosyjskiego konkursu dla ilustratorów „Obraz knigi”

Kasia BuliczKasprzak Skrawek pola Na początku XX wieku w małej wsi na Zamojszczyźnie przychodzą na świat trzy dziewczynki. Każda w innym domu, w innej rodzinie, a jednak historia splecie ich losy w zupełnie nieprzewidywalny sposób. Czy ubóstwo i niedostatek są człowiekowi przeznaczone na zawsze, czy majątek może zapewnić szczęście? Czy człowiek potrafi przeciwstawić się temu, co przynosi mu los? „Skrawek pola” przedstawia prawdziwe, inspirowane opowieściami i wspomnieniami rodzinnymi autorki, portrety wiejskich rodzin Lipczewskich i Połajów. To wyjątkowa opowieść o życiu na wsi w niepewnych czasach, kiedy nad Polską i Europą zawisło widmo wojny. Pokazuje, że istnieją rzeczy, które wtedy i teraz liczyły się równie mocno, zaprzątały myśli ludzi, niezależnie od ich pochodzenia i statusu. Wieś to nie miejsce, gdzie człowiek wstaje o wschodzie słońca, a chodzi spać z kurami. Tak jak w mieście, tamtejsi ludzie kochają i nienawidzą, bogacą się i ubożeją, różnica polega na tym, że na wsi nikt nie jest anonimowy. Wszyscy znają ciebie, twoją matkę, babkę i prababkę. Nie możesz liczyć, że zachowasz swój sekret, zawsze będą jakieś oczy, które coś widziały.


Biblioteka Merkuriusza 2 Innowacyjny zbiór biomasy glonów – międzynarodowa myśl technologiczna nabiera rozpędu 4

Biskupianie na Starej Fotografii… O tradycji, która jest żywa… 26

Od genu do ekosystemu 6

Wystawa „Szlachetne wydanie okowity” 27

O pomysłach, projektach i działaniach 8

SWARZĘDZ

UL. KIRKORA 2 tel./fax 61 815 91 23

www.ogrod-marzen.pl

O wodorowej przyszłości, inkubacji przedsiębiorczości i metrologii 9 Z dbałością o mieszkańców 12 Zawał. Ciało – zagadka nierozwiązywalna? 14

O wodorowej przyszłości…

9

Innowacyjny zbiór biomasy glonów

WYDZIAŁ MEDYCYNY WETERYNARYJNEJ I NAUK O ZWIERZĘTACH

O zwierzętach chcemy wiedzieć wszystko

O zwierzętach chcemy wiedzieć wszystko 29 O potrzebie zmian 30 O pandemii w dobie innej pandemii 31 O diagnozach...

34

O zaskakujących odkryciach 35

O ogrodzie Izabeli Czartoryskiej, planach rekonstrukcji, żubrach i pomysłach na śmieci w lesie 16

O syndromie deficytu natury 38

Jedenasty jubileuszowy festiwal jazzowy Enter 18

O powrocie do źródeł 42

O badaniach nad dobrostanem zwierząt 40

Finał ART OF PACKAGING 2021 43

O potrzebie wielu kompetencji, wysiłku kształcenia w pandemii i lotnisku w Kąkolewie 20

O ofercie badawczej Centrum Zaawansowanych Technologii i intensywnych działaniach 46

Docenieni 23

„Matka” Witkacego 47

Nasi partnerzy

29

4

Wieś Wielkopolska w czasie II wojny światowej 24

Merkuriusz

spis treści

Forum Izb Gospodarczych Województwa Mazowieckiego

Pieczątki od ręki z dowozem

www.amb.net.pl | tel. 61 8520060 Ogrodowa 17 – Poznań Centrum | Mołdawska 27 – Poznań Naramowice

Sprawdź naszą jakość, asortyment i błyskawiczną realizację! Naszym partnerem jest Politechnika Poznańska.

ISSN 1896-1878

Wydawca: DOM WYDAWNICZY NETTER Plac Marii Skłodowskiej-Curie 5, 60-965 Poznań NIP 779-110-19-06 REGON 300467591 Redakcja (sekretariat): tel. +48 501 180 575 tel. +48 515 079 888

sekretariat@merkuriusz.com.pl redakcja@merkuriusz.com.pl

www.merkuriusz.com.pl

Redaktor naczelna: Mariola Zdancewicz Zastępca redaktor naczelnej: Krzysztof Wiench Asystent redakcji: Kamil Czaiński

Jesteśmy patronem medialnym Teatru Muzycznego w Poznaniu

Współpraca: Andrzej Wilowski, Maja Netter, Julia Borska, Kasia Górecka, Wiola Ordon Okładka: Oryginał namalowany ustami przez Jerzego Omelczuka. Wydano za zgodą wydawnictwa AMUN z Raciborza Skład: Krzysztof Spychał Druk: DRUKARNIA I STUDIO GRAFICZNE PROFES ul. Mała 7, 61-482 Poznań

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści reklam i materiałów promocyjnych i ma prawo do skracania tekstów.


Innowacyjny zbiór biomasy glonów – międzynarodowa myśl technologiczna nabiera rozpędu Z prof. UAM dr hab. Beatą Messyasz, dziekanem Wydziału Biologii UAM rozmawia Mariola Zdancewicz Pod względem projektowym mają Państwo ostatnio „wiatr w żagle”. Wpisaliście się w międzynarodowy litewsko-polski projekt poprawy jakości wód i redukcji dwutlenku węgla w atmosferze... Realizujemy projekt pt. „Algae Service for LIFE” (LIFE17 ENV/LT/000407), finansowany ze środków Unii Europejskiej i wspierany przez polską rządową instytucję – Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jeżeli chodzi o stronę litewską, jest on prowadzony przez kilku konsorcjantów, takich jak: Fundusz Dziedzictwa Przyrodniczego (NHF) – pozarządową organizacją non-profit zajmującą się ochroną środowiska, Baltic Environment (BE) – firmę badawczo-rozwojową, która wraz z Wileńskim Uniwersytetem Technicznym im. Giedymina zajmuje się wykonaniem projektu i budową „kombajnu wodnego”, przeznaczonego do zbioru glonów z akwenów wodnych oraz SPILA – instytucją, która specjalizuje się w produktach opartych na glonach wykorzystywanych jako żywność dla ludzi, żywność funkcjonalna

4

i pasza dla zwierząt. Liderem projektu jest Centrum Badań Przyrody (NRC), działające w ramach Litewskiej Akademii Nauk, a głównym koordynatorem – dr Judita Koreiviene Natomiast na terenie Polski merytorycznie współpracujemy w obrębie dwóch jednostek: Instytutu Ochrony Środowiska Polskiej Akademii Nauk w Krakowie oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ze strony PAN w Krakowie tę część projektu dotyczącą zakwitów sinicowych reprezentuje prof. Elżbieta Wilk-Woźniak z Zakładu Biologii Wód wraz z zespołem, natomiast ja mam przyjemność koordynować projekt w ramach naszego Uniwersytetu, wśród którego Wydział Biologii wraz z Zakładem Hydrobiologii oraz Wydział Chemii z Zakładem Fizykochemii Środowiska: prof. dr hab. Bogusławą Łęską, prof. UAM dr hab. Radosławem Pankiewiczem i dr Łukaszem Tabiszem zajmujemy się zakwitami makroglonowymi i wykorzystaniem ich biomasy w produktach wysokowartościowych, takich jak np. bogate w związki bioaktywne ekstrakty glonowe, produkty kosmetyczne, czy środki wzrostu roślin.

Co obejmuje projekt, jakie działania zostały już podjęte, a jakie będą podejmowane w przyszłości? Projekt nosi tytuł „Algae Service for LIFE”, a jego nadrzędnym celem jest zademonstrowanie zintegrowanego i skutecznego zarządzania zakwitami wód tworzonymi przez glony w skali zlewni, poprzez zbieranie kożuchów sinicowych i mat makroglonów w różnego rodzaju zbiornikach wodnych – rzekach i jeziorach na terenie Litwy i Polski oraz większym akwenie wodnym, jakim jest litewska Zatoka Kurońska. Jednym z głównych założeń jest zbudowanie dwóch prototypów kombajnów, czyli urządzeń do zbiorów biomasy. Mówimy tutaj o biomasie, zarówno z poziomu mikroglonów, przede wszystkim sinic, które tworzą intensywne zakwity w zbiornikach wodnych, ale także z poziomu masowego rozwoju glonów makroskopowych w okresie wegetacyjnym, czyli w sezonie wiosenno-letnim. Inne cele projektu to przetestowanie i zademonstrowanie, w jaki sposób dla zrównoważonego zarządzania i recyklingu zasobów środowiska można przerobić bio-


masę odpadową sinic i makroglonów na wartościowe produkty oraz podniesienie świadomości społeczeństwa, w tym szczególnie władz krajowych i lokalnych, przedsiębiorców oraz miejscowej ludności w zakresie środowiska wodnego, jakości wody i zagrożeń dla zdrowia i życia ludzi. Opracowanie i testowanie prototypów kombajnów zbierających biomasę, zmierza właśnie do tego, aby po zbiorze obniżyć zawartość pierwiastków biogennych w zbiorniku wodnym, które przyczyniają się do intensywnego rozwoju glonów i w ten sposób redukują ilość ditlentku węgla w atmosferze, ponieważ glony są organizmami prowadzącymi intensywnie fotosyntezę. W trakcie fotosyntezy wykorzystują ditlenek węgla, czyli jego ilość będzie zmniejszała się w atmosferze równocześnie wbudowując się w powstającą biomasę. Będziemy w stanie, po jej zebraniu i odpowiednim przetworzeniu, wpłynąć na mniejszą zawartość ditlentku węgla w atmosferze, ale również pozbyć się w znacznej mierze pierwiastków biogennych z wody. To bardzo istotne, ponieważ pierwiastki biogenne, takie jak azot czy fosfor przyczyniają się właśnie do szybkiej eutrofizacji naszych wód. W tej chwili jesteśmy już po etapie testowania prototypów kombajnów w pracy na akwenach wodnych. Próby wyszły bardzo obiecująco. W dalszej perspektywie planowana jest budowa małych kombajnów z przeznaczeniem na zbiorniki śródlądowe i dużych, w postaci statków do zbioru zakwitów sinicowych z powierzchni zatok przybrzeżnych naszego Morza Bałtyckiego. Oba prototypy tych urządzeń zostały już przetestowane. Proszę powiedzieć, czy Państwo jesteście pekursorami w dziedzinie takich kombajnów i na ile jest to działanie nowatorskie? Zasadnicza rzecz polega na tym, że podejmuje się próby budowania różnych prototypów urządzeń do zbioru biomasy, dotyczy to przede wszystkim czyszczenia zbiorników wodnych z roślinności podwodnej i wyciągnięcia jej z wody, a tu myślimy jednak o zachowaniu roślinności makrofitowej w jak najmniej zmienionym stanie. W tym przypadku nowość polega na tym, że prototyp będzie miał wymienne elementy zbierające, co pozwoli zbierać zarówno sinice, które tworzą zawiesinę, a równocześnie w bardzo krótkim czasie, właściwie 2-3 godzin, można wymienić tę część na taśmy zbierające glony makroskopowe. Co nas najbardziej interesuje to to, że prototyp przynajmniej dla wód śródlądowych będzie mógł pracować na bardzo płytkich akwenach, wcześniej takich rozwiązań nie brano pod uwagę. Jest on wielofunkcyjny, a z drugiej strony umożli-

wia nam zbieranie konkretnej, jednorodnej biomasy, co jest ważne w późniejszej kwestii jej użycia. Projekt ma na celu także umiejętne jej zagospodarowanie. W tej materii idziemy w dwóch kierunkach albo: będzie ona „czysta”, czyli jednogatunkowa i ekstrakty pozwolą na wykorzystanie jej do produktów wysokiej jakości, albo będzie heterogeniczna i wówczas możemy pójść w kierunku wykorzystania jej w biogazowni lub jako ekologiczne bionawozy. A co to będą za produkty wysokiej jakości? To przede wszystkim barwniki, w przypadku sinic jest to fikocyjanina (barwnik niebieski) poszukiwana na rynku ze względu na naturalne źródło pochodzenia, oraz ekstrakty, które mogą być użyte jako dodatki przy tworzeniu nowych linii kosmetyków, czy w zależności od możliwości także sumplementów diety dla zwierząt. Tutaj możliwości ich wykorzystania są szerokie, jednocześnie musimy pamiętać, że w przypadku glonów morskich dodatkowo w plechach znajdują się podwyższone koncentracje jodu, który jest dodatkowym atrybutem w suplementach diety. Czy może Pani opowiedzieć o tym, jak kombajn spisywał się na Jeziorze Łekneńskim i Łęgowskim? Odbyliśmy już testy prototypu małego kombajnu w celu sprawdzenia jego efektywności oraz dopracowania pewnych działań i muszę powiedzieć, że sprawdził się bardzo dobrze. W przypadku zakwitów sinicowych pomimo tego, że warunki pogodowe nie były dla nas sprzyjające, a ilość biomasy, która występowała wcześniej była znacznie większa niż w dniach chłodnych, to i tak zbiór wskazuje wysoką efektywność maszyny. Zakładamy, że w ciągu godziny jesteśmy w stanie zebrać około 70 kg biomasy sinic, a w przypadku

makroskopowych glonów, to właściwie do tony biomasy na godzinę. Więc efekt jest w pełni zadowalający. Oczywiście możliwości sprzętu, które mieliśmy przyjemność zweryfikować w pracy będą jeszcze rozwijane w okresie zimowym. Pozostaje tylko pogratulować osiągnięć naukowych i co za tym idzie, osiągnięć technologicznych! Nasuwa mi się jednak pytanie o możliwy efekt społeczny tych badań. Na tym etapie naszych działań ocena siły i zakresu oddziaływania społecznego jest niezmiernie trudna do oceny i w dużej mierze spekulacyjna. Niemniej patrząc na sprawę z przyziemnego punktu widzenia, to proponowane przez nas rozwiązania technologiczne będą widoczne dla każdego obywatela, ponieważ przyczynią się między innymi do większej dostępności kąpielisk, np. w obrębie aglomeracji miejskich. Z punktu widzenia globalnego, proponowane przez nas „wodne żniwa” będą oczywiście do pewnego stopnia niwelowały skutki ocieplania klimatu i zanieczyszczenia środowiska, poprzez usuwanie głównych „beneficjentów” tych niekorzystnych zmian, czyli sinic i makroglonów. Dalej, Wielkopolska zaczyna borykać się z niedoborem słodkiej wody, stąd też zastosowanie kombajnu w tzw. małych zbiornikach wodnych krajobrazu rolniczego, co realnie przełoży się na efektywność produkcji rolnej przy jednoczesnym zachowaniu bioróżnorodności, która niewątpliwie od lat się zauważalnie zmniejsza. To są oczywiście podstawowe zastosowania, które, jak mogę przewidywać, wywołają całą kaskadę zauważalnych dla nas wszystkich korzystanych zdarzeń. Czas pokaże, być może nasz kombajn ma potencjał taki o jakim nikt z nas jeszcze nie słyszał.

5


Od genu do ekosystemu

o Wydziale Biologii i Nocy Biologów BM: Nie da się ukryć, że nauki biologiczne są jednym z najbardziej złożonych obszarów nauki. Naukowcy, badacze zatrudnieni na Wydziale Biologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, realizują swoje pasje naukowe na wszystkich poziomach organizacji biologicznej; tj. od pojedynczych molekuł po całe ekosystemy, zajmujące najbardziej egzotyczne i/ lub niedostępne obszary naszej planety. Co ważne, wszystkich, a jest nas naprawdę sporo, ponieważ wydział zatrudnia ponad 350 osób, łączy pasja do wyjaśniania zawiłości otaczającego świata. Przejrzysta struktura organizacyjna, nowoczesny park aparaturowy i horyzontalne zarządzanie sprawia, że od lat jesteśmy rozpoznawalnym Wydziałem Biologii w Polsce i UE. Jest oczywiste, że Uczelnia to nie tylko badania naukowe ale również – kształcenie. Od lat hołubimy zasadzie, że wysoki standard kształcenia zarówno studentów, jak i doktorantów wynika z wysokiej jakości badań; mówiąc więc wprost nauka i kształcenie są naczyniami nierozerwanie połączonymi. Nie da się tego wszystkiego zapewnić bez zewnętrznego wsparcia finansowego, czyli tzw. grantów. O właśnie, jesteście Państwo liderami w pozyskiwaniu grantów, bo jest ich aż 14 w ostatnim konkursie. Proszę przybliżyć ten niewątpliwy sukces. JK: Tak, czternastu pracowników naukowych naszego Wydziału uzyskało finansowanie z ostatnich edycji Narodowego Centrum Nauki w ramach konkursów OPUS oraz PRELUDIUM, więc jest to dla nas bardzo dobra wiadomość, gdyż utrzymujemy od kilku lat standard ich pozyskiwania na poziomie 30%. Cieszy przede wszystkim to, że profil uzyskiwanych projektów naukowych nawiązuje do światowych nurtów badawczych związanych m.in. z terapią genową i ewolucjonizmem. Mówiąc tak trochę w naszym wydziałowym narzeczu, działamy tak, aby zachodni świat naukowy nam nie oddalił się zbyt szybko. Realizacja tak dużej liczby projektów wymaga na pewno odpowiedniej

6

infrastruktury, o którym już Pani dziekan wspomniała? MŻ: Tak, wydział co roku inwestuje bardzo duże środki w infrastrukturę badawczą. Duże zróżnicowanie tematyczne realizowanych projektów oznacza, że musimy zapewnić szeroki wachlarz aparatury badawczej. Pomimo, że te stosunkowo tańsze instrumenty można nabywać w ramach przyznanych grantów, zakup dużych urządzeń pozostaje w gestii wydziału. W ostatnim roku udało nam się na przykład doposażyć wydział w dwa bardzo specjalistyczne mikroskopy, co umożliwiło utworzenie unikalnej w skali kraju pracowni pozwalającej na badanie preparatów w bardzo wysokiej rozdzielczości oraz na obrazowanie 3D tkanek. Planujemy już dalszy rozwój naszego zaplecza mikroskopowego – w rządowej Polskiej Mapie Infrastruktury Badawczej umieszczone zostało utworzenie na naszym wydziale w najbliższych latach Centrum Krioobrazowania. Równie ogromnym wyzwaniem, które przed nami stoi jest zapewnienie odpowiednich warunków dla hodowli organizmów prowadzonych na wydziale. Mamy ich pełną rozpiętość – od mikroorganizmów, przez grzyby, rośliny i ryby, aż po kręgowce. Ciągle rosnąca liczba realizowanych projektów badawczych powoduje, że zaczyna nam brakować miejsca w tym zakresie. Dlatego rozpoczynamy właśnie prace nad modernizacją części budynku, aby wygospodarować przestrzeń na pomieszczenia hodowlane. Inwestujemy również duże środki w zapewnienie wysokiej jakości nauczania. Co roku dydaktyczne sale laboratoryjne wyposażane są w najnowszy sprzęt, taki jaki nasi absolwenci spotkają w wiodących firmach biotechnologicznych. Remontujemy, rozbudowujemy i doposażamy również pracownie komputerowe, które z powodu szybkiego rozwoju technik badawczych stosowanych w biologii, coraz częściej są niezbędne do realizacji przedmiotów do tej pory stricte laboratoryjnych.

Z prof. UAM dr hab. Beatą Messyasz dziekanem Wydziału Biologii UAM, prof. dr hab. Małgorzatą Garnczarską prodziekanem ds. studenckich Wydziału Biologii UAM, prof. UAM dr hab. Jakubem Kosickim prodziekanem ds. nauki i współpracy międzynarodowej, dr hab. Markiem Żywickim prodziekanem ds. rozwoju, prof. UAM dr hab. Agnieszką Ludwików kierownikiem Studiów Doktoranckich na Wydziale Biologii i dyrektor Szkoły Doktorskiej Nauk Przyrodniczych UAM rozmawia Mariola Zdancewicz Jak rozumiem beneficjentami projektów są także doktoranci, czyli przyszłe pokolenia polskich naukowców? AL: Tak, i to w dużej mierze, jest to efekt działalności organizacyjnej wydziału i oczywiście pracy dziekanów, którzy w stosowny sposób sprawują pieczę nad formułą nauki, która jest tutaj realizowana. Pani dziekan jest zwolenniczką ubiegania się o finansowanie zewnętrzne, co w dużej mierze jest już naszą wydziałową tradycją. Nie da się bowiem ukryć, że niezależność finansowa to wolność i autonomiczność w badaniach naukowych. Pamiętajmy, że granty są zdobywane w ramach konkursów, więc wiemy, że badania które uzyskują finansowanie są na pewno wartościowe i na światowym poziomie. Zewnętrzne finansowanie badań to światowy standard i dają nam dodatkową kadrę w osobach postdoków, ale także tych najmłodszych badaczy, właśnie doktorantów osadzających się u nas na wydziale, którzy przyczyniają się do rozwoju naukowego dyscypliny, a także do renomy uczelni na świecie. Szkoły doktorskie nigdy w systemie polskiej nauki nie funkcjonowały i wiem, że na UAM szkoły doktorskie cały czas mówiąc biologicznie – ewoluują AL: W minionym roku szkoła doktorska przeszła znacząca transformację. Z jednej szkoły doktorskiej na uniwersytecie wyłoniło się pięć, analogicznie do szkół dziedzinowych. Obecnie w szkole realizuje rozprawy doktorskie około stu doktorantów, w tym 15% to obcokrajowcy. Skąd przyjechali? AL: Są to osoby z Ukrainy, Chin, Kazachstanu, Pakistanu, Indii, raczej z wschodniej części globu. Natomiast gdyby patrzeć holistycznie, jeżeli chodzi o naszą dyscyplinę jest tu ogromny przekrój, bo mamy doktorantów z Ameryki Środkowej, Azji, Hiszpanii, czy UK. Przyciąga ich do nas przede wszystkim doskonałość naukowa. Nie przyciąga ich ustrukturyzowany program kształcenia, który oferuje szkoła. Atrakcyjna jest dla nich tematyka badań naukowych, zwracają uwagę na aktualne i „modne”


działalności naukowe jak ochrona klimatu, ekologia, ewolucja biologiczna, mRNA – te dziedziny są dla nich bardzo ciekawe i przyciągające. Ważna także jest agronomia. Nie reprezentujemy jej jako takiej, ale pokazujemy rośliny uprawne, pracę z nimi, co szczególnie interesuje osoby na przykład z Indii, które bardzo cenią sobie właśnie znajomość narzędzi i badania podstawowe prowadzone w kierunku opracowywania upraw, które są bardziej tolerancyjne na stresy, suszę czy patogeny. Wydział ma ogromne doświadczenie, dużą bazę publikacyjną, sporo badań właśnie w tych kierunkach i zachęca ich to, co przez ostatnią dekadę się dzieje – pokuszę się o takie stwierdzenie – mamy coraz więcej badaczy, którzy pracują w tych gałęziach nauki związanych z terapią genową czy poszukiwaniem leków. Mamy też coraz więcej doktorantów pasjonujących się tą tematyką i chcących służyć ludzkości. Aby trafić do szkoły doktorskiej trzeba najpierw ukończyć tradycyjne dwustopniowe studia. Czy dydaktyka akademicka nadąża za tempem odkryć naukowych ? MG: Wciąż aktualnym zadaniem pozostaje przebudowa myślenia o procesie kształcenia, upowszechnienie podejścia opisywanego jako Student-Centred Learning,

które tworzy przestrzeń do wdrożenia nowoczesnych strategii edukacyjnych, m.in. tutoringu, o którym wspomniałam wyżej, a także research-based learning i problem-based learning. Nowoczesne modele dydaktyki akademickiej podkreślają aktywność studenta, autonomię myślenia, samodzielność w rozwiązywaniu problemów, myślenie krytyczne oraz rozwój kompetencji miękkich. Studia na Wydziale Biologii dostarczają nie tylko wiedzy teoretycznej i umiejętności związanych z kierunkiem i specjalnością studiów, ale także rozwijają umiejętności kognitywne studenta, takie jak rozumienie, krytyczne myślenie, analizowanie, interpretowanie oraz pozwalają na nabycie niezbędnych kompetencji społecznych. Wiem że prowadzicie państwo kierunki takie jak biologia, ochrona środowiska czy biotechnologia, ale czy staracie się Państwo otwierać także nowe kierunki – tak aby gonić uczelnie zachodnie? MG: Od tego roku wprowadzamy nowy program studiów na kierunku bioinformatyka. Postęp technologiczny ostatnich lat w sposób znaczny zwiększył znaczenie bioinformatyki i zapotrzebowanie na umiejętności praktyczne pozwalające na podejmowanie i rozwiązywanie nowatorskich problemów na styku technologii

i współczesnej biologii i medycyny oraz w zakresie pozyskiwania i przetwarzania danych biomedycznych. Mamy także nowy program studiów, w ramach którego kształcimy przyszłych nauczycieli biologii i przyrody. Nowe kierunki opieramy na znakomitym potencjale naukowym grup badawczych prowadzących badania wpisujące się w najnowsze kierunki rozwoju światowej nauki. Nasza oferta dydaktyczna jest szeroka, prowadzimy m.in. dwa kierunki w języku angielskim. Studentom kierunku environmental protection oferujemy możliwość uzyskania podwójnego dyplomu UAM i Uniwersytetu w Kilonii. W ramach kierunku biotechnology rozwijamy nowe ścieżki kształcenia, takie jak poszukiwanie innowacyjnych terapii chorób człowieka, tworzenie leków nowej generacji, rozwój medycyny regeneracyjnej w oparciu o komórki macierzyste oraz zastosowanie nano- i biomateriałów w medycynie. Dużo uwagi poświęcamy także współpracy z sektorem pozaakademickim. Efektem współpracy z pracodawcami jest chociażby program studiów na kierunku biologia i zdrowie człowieka, który ma wypełnić zapotrzebowanie na specjalistów w zakresie ochrony i wspomagania zdrowia ludzi i zdrowia środowiskowego.

7


O pomysłach, projektach i działaniach Prowadzimy także zajęcia terenowe w ciekawych przyrodniczo zakątkach naszego kraju, ale proponujemy również kurs biologii tropikalnej w Ugandzie lub kurs biologii polarnej na Spitsbergenie. Jakie inicjatywy dydaktyczne są podejmowane na Wydziale Biologii? MG: Kształcenie to drugi, obok nauki, ważny filar działalności Wydziału Biologii. Wprowadzenie tutoringu akademickiego, indywidualizacja ścieżki kształcenia, integrowanie prac dyplomowych z badaniami naukowymi pracowników badawczo-dydaktycznych, intensywna wymiana międzynarodowa studentów, to tylko niektóre przykłady naszych inicjatyw dydaktycznych. Od 2017 roku na Wydziale Biologii wsparciem dla nowoprzyjętych studentów w realizacji celów naukowych jest program KRAB – Kierowania Rozwojem Aktywności Badawczej, wdrażający tutoring do praktyki akademickiej. Program ten cieszy się dużym zainteresowaniem studentów I roku, a wymiernym efektem aktywności uczestników programu KRAB, są opublikowane prace naukowe oraz projekty naukowe realizowane w ramach BestStudentGrant – konkursu, w którym najlepsi studenci I roku studiów uzyskują finasowanie na realizację swoich pierwszych projektów badawczych. W czterech edycjach tego konkursu mamy 11 laureatów z Wydziału Biologii. Od tego roku akademickiego rozszerzamy zakres edukacji spersonalizowanej w ramach tutoringu dla studentów wyższych lat oraz wprowadzamy na Wydziale Biologii nową formę edukacji spersonalizowanej – men-

toring. Służy temu realizacja projektu WILK - Wsparcie I Lokowanie Kompetencji. Dzięki relacji jaka tworzy się pomiędzy studentem i tutorem powstaje przestrzeń, w której może rozwinąć się pasja, kreatywność studenta, chęć wytyczania celów i ich realizacji. To także umocnienie podmiotowego traktowania studentów, rozwijanie systemu wyłaniania oraz kształtowania talentów naukowych. Praca z tutorem jest szczególnie przydatna np. wtedy, gdy student stoi przed wyzwaniem ukierunkowania swoich zainteresowań i wyboru ścieżki kształcenia. Wsparcie mentora jest natomiast szczególnie istotne, gdy podopieczny stoi przed wyzwaniem, np. przygotowania wniosku o dofinansowanie badań naukowych. I na tym polu możemy się pochwalić sukcesami studentów Wydziału Biologii. W trzech edycjach konkursu Study@Reserch studenci I roku studiów II stopnia uzyskali finansowanie 19 projektów badawczych. Jak widać, na naszym wydziale umiejętność pisania wniosków grantowych i pozyskiwania środków na badania ze źródeł zewnętrznych posiadają nie tylko pracownicy i doktoranci, ale także studenci. Jesteście Państwo przed Nocą Biologów. Jak ta edycja będzie wyglądać, czy będzie w wersji online, czy może zrezygnujecie Państwo z tej wersji? BM: Kolejna, już XI Noc Biologów odbędzie się 14 stycznia 2022 roku w systemie hybrydowym. Zaproponowane zostanie kilka wydarzeń, które odbędą się na miejscu w postaci warsztatów i wówczas będą przychodziły ze szkół małe grupy

z nauczycielem, posiadające wcześniej rezerwacje i dzięki temu redukując kontakty między sobą. Większość zajęć będzie odbywała się w trybie online, co mieliśmy okazję przećwiczyć w styczniu tego roku, gdyż X edycja Nocy Biologów odbyła się w całości w trybie online. Trochę szkoda, bo pamiętam ­ tu tłumy tych ciekawych młodych i bardzo młodych ludzi... BM: Zgadza się, ale z drugiej strony taki system prowadzenia czy prezentacji różnych wydarzeń online ma też swoje plusy, ponieważ osoby zainteresowane (uczestnicy) w bardzo szybki sposób mogą się przemieszczać pomiędzy różnymi uczelniami i wybrać sobie większy wachlarz wydarzeń, które wpisują się w ich pasje. Oczywiście bezpośredni udział w doświadczeniach laboratoryjnych, mówimy o młodzieży i młodszym pokoleniu, czyli bezpośrednia możliwość dotknięcia na żywo eksponatów jest nie do przecenienia. Mamy nadzieję, że w kolejnych edycjach wydarzenia odbędą się w tradycyjnym trybie stacjonarnym. A na co mogą uczestnicy liczyć w styczniu, co będzie przeważać? BM: Proponowany tytuł przewodni XI edycji Nocy Biologów nawiązuje do rezolucji Parlamentu Europejskiego z 6 czerwca 2021 roku na rzecz bioróżnorodności 2030 i brzmi: „Różnorodność biologiczna: od genu do ekosystemu”. Planowane wydarzenia obejmą w swojej tematyce zmiany bioróżnorodności w odniesieniu do szybko postępujących zmian klimatu.

Jazzowe nuty

29 marca 2022 Scott Henderson Trio

25 lutego 2022 Shanna Waterstown Prawdziwa „Blues Woman” razem ze swoim zespołem powraca do Blue Note! Zaprezentuje mistrzowskiego bluesa z domieszką solidnego soulu! Shanna Waterstown urodziła się w małym miasteczku w centralnej Florydzie. Miała zaszczyt otwierać koncerty takich mistrzów jak James Brown, Buddy Guy czy Louisiana Red – wymieniając kilku. W 2008 r. nagrała w pełni bluesowy album „Inside My Blues”, na którym zaśpiewała własne kompozycje. Po sukcesie pierwszego albumu nadszedł czas na drugi krążek, także z w pełni autorskim repertuarem w stylistyce bluesowej i soulowej.

8

Od ponad 40 lat Scott Henderson uważany jest za jednego z najważniejszych gitarzystów w historii współczesnego bluesa i jazzu. W Blue Note wystąpi razem ze swoim trio, z którym od dziewięciu lat z sukcesami gra na scenach całego świata. Urodzony w 1954 roku Scott Henderson swoją muzyczną drogę zaczynał od klubów na Florydzie, gdzie grał praktycznie wszystko – od Led Zeppelin po Jamesa Browna. Koncertował i nagrywał z takimi wykonawcami jak Chick Corea Elektric Band czy Jean-Luc Ponty, a także przez cztery sezony pracował z Weather Report Joego Zawinula. Jego obecną twórczość można określić jako funky jazz fusion.


O wodorowej przyszłości, inkubacji przedsiębiorczości i metrologii z prorektorem ds. rozwoju i współpracy z gospodarką Politechniki Poznańskiej – prof. dr hab. inż. Michałem Wieczorowskim – rozmawia Mariola Zdancewicz Gratulujemy objęcia funkcji prorektora Politechniki Poznańskiej. Przyszło ją Panu piastować w warunkach pandemii. Myśli Pan, że byłoby inaczej, gdyby czas był inny? Dziękuję bardzo za gratulacje. Ku chwale ojczyzny! Na pewno jest inaczej. Jestem odpowiedzialny za współpracę z gospodarką i rozwój. Moja misja wiąże się ze spędzaniem dużej ilości czasu „w przemyśle” – poszukiwaniem nowych rozwiązań, nowych tematów badań, wspólnych projektów czy realizowaniem zleceń. Z racji pandemii jest tego dużo mniej. Zdecydowanie więcej czasu poświęcam pracy w biurze, ewentualnie spotkaniom zdalnym, których zaczynam już mieć trochę dosyć, mówiąc szczerze. Powoli pojawia się światełko w tunelu i być może wrócimy do normalności. Wierzy Pan w to? Wierzę. Rozmowy cały czas trwają. Dzisiaj o 17:00 mam spotkanie w Bydgoszczy związane z projektem, który udało nam się już zorganizować z jedną z firm, będzie to pierwsze spotkanie inicjujące. Coś już się dzieje. Proszę opowiedzieć o projekcie. To jeden z wielu projektów prowadzonych przez Politechnikę. Wspomniany konkurs funkcjonuje pod nazwą Agrotech i związany jest z tym, aby rejon Polski zachodniej był połączeniem rozwoju w zakresie rolnictwa i technologii. Jak wiadomo Wielkopolska czy Kujawy są mocno rozwinięte rolniczo, ale zależy nam na tym, aby zaawansowane było ono także pod kątem technologicznym. Projekt prowadzimy wspólnie z firmą Mzuri Agro, która zajmuje się uprawą pasową. Firma produkuje maszyny dedykowane takiej formie uprawy. My w ramach projektu będziemy odpowiedzialni za wykonanie oczujnikowania, które będzie badać na przykład wilgotność gleby, czyli to, co w Wielkopolsce niesamowicie istotne z uwagi na niewielką ilość wody. Jeśli będziemy mniej przekopywać, mniej będzie parowania i więcej wody

się zachowa. Firma Mzuri Agro eksportuje swoje produkty do wielu krajów, więc technologia przydaje się nie tylko na naszych terenach. W jakich obszarach współpraca z gospodarką jest dla uczelni kluczowa? Jesteśmy uczelnią techniczną, w związku z tym odbiorcą numer jeden jest dla nas przemysł – nasz główny partner. Mowa tu praktycznie o każdej gałęzi przemysłu. Mamy różne dyscypliny i wydziały, zajmujące się rozmaitymi aspektami tego, co się w przemyśle dzieje – począwszy od inżynierii mechanicznej, badań materiałowych, czyli tego, czym ja się zajmowałem na co dzień, przez wszystko to, co związane z prądem, automatyzacją, robo-

tyzacją, budownictwem, ochroną środowiska, inżynierią lądową i transportem, aż po chemię i inżynierię zarządzania. Ta ostatnia odpowiedzialna jest za kwestie związane z elementami „miękkimi” w przemyśle – aby wszystko, co wykonane zostanie jako elementy „twarde” dobrze funkcjonowało w naszej rzeczywistości. Oczywiście bardzo istotna jest motoryzacja i współpraca nie tylko z Volkswagenem, który jest nam bliski z racji odległości, ale także wieloma innymi firmami. Istotnym kierunkiem są także elektrownie, technologie wodorowe, z którymi w tej chwili związane są firmy informatyczne. Coraz bliżej jest nam też do medycyny, do której wkracza sztuczna inteligencja, a w tej dziedzinie czujemy się bardzo mocni. Wszystkie informatyczne sprzężenia są w tym kontekście bardzo silne. Prowadzimy kierunek inżynieria biomedyczna, staramy się wspierać medycynę od strony inżynierskiej. Jesteśmy także mocni w ramach zjawiska nazywanego Przemysłem 4.0, czyli chwytliwą częścią naszej gospodarki. Utworzyła się związana z nim Wielkopolska Rada Regionalna Przemysłu Przyszłości, zasiadają w niej przedstawiciele różnych instytucji i uczelni. Przewodniczącym jest były rektor prof. Tomasz Łodygowski, a ja mam przyjemność być członkiem prezydium tej rady. Pierwsza regionalna rada powstała właśnie w Wielkopolsce. Pisaliśmy o Przemyśle 4.0 jakieś dwa-trzy lata temu, chyba wtedy się to wszystko zaczynało... Na co dzień zajmuję się metrologią, czyli pomiarami i jestem autorem kilku artykułów o Metrologii 4.0, czyli pomiarowym aspekcie Przemysłu 4.0, stąd wiem, że koncepcja ta powstała już w roku 2011,

9


O wodorowej przyszłości, inkubacji przedsiębiorczości i metrologii 10

ale dopiero teraz powoli zaczyna wchodzić lub będą skutki podobnych przedsię- mach, organizujemy warsztaty, na których w życie. Zawsze musi minąć kilka lat, żeby wzięć? występują osoby z zewnątrz i opowiao czymś zaczęło być głośno. W tym przedsięwzięciu bierze udział dają o tym jak założyć swoją firmę. ObecPojawiać zaczynają się projekty zwią- nasze Centrum Praktyki i Karier. Zazwyczaj nie robimy konkurs „Załóż swój startup” zane z Przemysłem 4.0, a co za tym idzie działo się to cyklicznie, teraz z racji pande- – najlepsze pomysły studenckie otrzymają – zachęta dla małych i średnich firm do włą- mii wygląda nieco inaczej. nasze dofinansowanie, żeby stworzyć jakiś czenia się. Wszystko to związane jest z chęcią gotowy produkt. Na pierwsze spotkanie We wcześniejszej rozmowie wspo- poszukiwania pracy dla naszych absol- zdalne „przyszło” ponad dwieście osób, mniał Pan o wodorze – mówiło się, wentów. Propozycji zatrudnienia jest tyle, choć o planach poinformowaliśmy dopiero że najbliższe lata upłyną pod znakiem że tylko czasem przychodzą sprawdzić, czy na kilka dni przed wydarzeniem. jego dynamicznego zastosowania... mamy dla nich coś bardziej interesującego. Zainteresowanie i potencjał jest wśród Wodór jest elementem całego łańcu- Niestety albo stety, większość naszych stu- młodzieży bardzo duży. Nastawieni są cha energetycznego, nad którym myślimy dentów jeszcze przed skończeniem stu- na rozwój swoich pomysłów, które często już od wielu lat. Dużą część politechnicz- diów rozpoczyna pracę, stąd tryb zdalny są niewiarygodnie dobre i mogą przekuć nych dachów pokrywa fotowoltaika. Mamy odpowiada im o tyle, że czasem są w pracy się w coś, co docelowo pojawi się na rynku. także, chyba najwięcej wśród polskich i tylko na dwie-trzy godziny „wyłączają się” Jeśli startup zaistnieje tylko na jakiś czas, uczelni, instalacji związanych z pompami na wykłady, a potem wracają do swoich możliwe jest, że ktoś go kupi, a autor pomyciepła. Przymierzamy się obecnie do wyko- codziennych obowiązków. Młodzież teraz słu zarobi na tym i będzie mieć szanse dalrzystywania odzysku energii z naszych ser- bardzo szybko rozpoczyna życie zawo- szego rozwoju. werowni, gdzie gromadzą się duże ilości dowe. To nie są już te czasy, kiedy człowiek Chciałbym się bardzo pozytywnie ciepła, które można by zacząć wykorzysty- kończył studia i dopiero wtedy zastanawiał wypowiedzieć na temat kreatywności wać do ogrzewania budynków. się co dalej. Dziś przemysł bardzo chętnie naszej młodzieży, która czasami naprawdę Magazynowanie energii to od wielu wchłania młodych ludzi, postrzegając nas zaskakuje. Mają tę przewagę nad nami, lat duże wyzwanie i myślę, że wodór jest naszych prawie-inżynierów czy prawie- że kiedy się za coś biorą, nie myślą, że to się w tym kontekście dobrym kierunkiem. -magistrów jako innowatorów – kogoś, kto może nie udać. My czasami jesteśmy skostPatrząc w przyszłość wyobrażam sobie, przychodzi z nowymi pomysłami, nową filo- niali w swojej wiedzy, wiele się od nich że kiedyś będzie można postawić dom zofią i bardzo chce się rozwijać. Takie osoby uczymy… gdziekolwiek, nie zastanawiając się, czy pozwalają często firmie wejść na inne tory. Politechnika od lat współpracuje mamy dostęp do energii elektrycznej. ZroW Przemyśle 4.0 nie zadajemy już sobie z Volkswagenem. Jakie inne firmy zagrabimy tylko odwiert, żeby mieć wodę, wyko- pytania, czy absolwent, którego wypusz- niczne i polskie zaliczają się do grona rzystamy fotowoltaikę, a obok postawimy czamy z uczelni będzie gotowy do pracy kooperantów? zbiornik z wodorem, służący jako maga- w przedsiębiorstwie X, ale czy to ono Nie o wszystkich mogę powiedzieć, zyn energii. Gdyby ewentualnie okazało się, będzie gotowe na jego wiedzę, umiejęt- ponieważ niektóre umowy są w przygotoże pogoda spłatała psikusa i energii zgroma- ności i plany działania. Dlatego też firmy waniu. Ogólnie rzecz biorąc takich firm jest dziliśmy za mało, bo potrzeby domu są duże, angażują się w Przemysł 4.0, w rewolucję bardzo dużo w różnych regionach Polski. to ktoś przyjedzie i uzupełni nam zbiornik cyfrową. Prowadzimy bardzo ciekawy projekt z Hutą wodorowy. Jeżeli się dodatkowo okaże, Jakie działania aktywizujące mło- Bankową z Dąbrowy Górniczej w zakresie że samochód też jest napędzany wodorem, dzież podjęliście Państwo w ostatnim automatyzacji pomiarów. to zatankujemy go sobie w domu. czasie? Współpracujemy też z wieloma lokalKiedy wspomina Pan o zbiorniku – W listopadzie ubiegłego roku wskrze- nymi firmami, często są to firmy mniejmi wodór kojarzy się wyłącznie z bombą siliśmy na uczelni Akademicki Inku- sze, ale potrzebujące wsparcia uczelni, aby wodorową (śmiech!!) bator Przedsiębiorczości, który działa mogły się rozwijać. To jest satysfakcjonuBomba wodorowa faktycznie istniała obecnie bardzo dynamicznie. Nasta- jące, cieszymy się, że mniejsze polskie ale jeśli boimy się wodoru, to zwykła ben- wiony jest na pokazanie młodzieży stu- firmy dzięki projektom, w których stazyna, na którą napędzana jest większość denckiej, że zakładanie swojej firmy nie rują, intensywnie się rozwijają. Coraz chętsamochodów, jest również łatwopalna jest takie trudne. Ktoś może powiedzieć, niej też przychodzą do nas, żeby zrobić i nikt specjalnie nie myśli kupując samo- że są zewnętrzne środki na inkubację firm, potrzebne badania. Czasami są to dla nas chód o tym, że może on się zapalić. ale sporo jest osób, które wahają się, czy duże wyzwania, bo zgłaszają się z ciekaAnalogicznie w przypadku wodoru – dadzą sobie radę, czy własna firma ma wymi pomysłami, z których często wychojeśli dojdzie do dużego wypadku – ponie- sens – takie osoby mogą nie spotkać się dzą innowacyjne rozwiązania. waż znajduje się on pod ciśnieniem trzystu z przychylnym podejściem po przystąpieCzy na Politechnice jest jakiś dział pięćdziesięciu atmosfer – to coś może się niu do jakiegoś dużego inkubatora. My lub osoba, która zajmuje się patentami, stać… takie ciśnienie dopuszcza Unia Euro- natomiast chcemy być jak dobrzy rodzice, ochroną myśli technicznej? pejska, zaś Japonia chciałaby, żeby to było powiedzieć: „Dasz radę, ze spokojem, rozTak, mamy dział związany z ich przygosiedemset, czyli dwa razy więcej. Jeśli wiń się trochę u nas i jak już będziesz mieć towaniem i wiedzą patentową oraz Cennatomiast z trzystu pięćdziesięciu atmos- naprawdę dobry pomysł, to pozwolimy ci trum Transferu Technologii, które zajmuje fer ciśnienie zejdzie do jednej, najczę- wyjść na zewnątrz, pokażemy z kim warto się komercjalizacją własności intelektualściej dzieje się to gwałtownie, następuje się związać, żeby stworzyć faktycznie silny nej – sprzedażą podmiotom przemysłowybuch. startup”. Studenci są tym bardzo zaintere- wym czy innym, temu kto ma ochotę taki W maju odbyła się XII edycja IAESTE sowani. Zorganizowaliśmy „Wtorki z przed- patent kupić. Caseweek – największy cykl warsztatów siębiorczością”, które odbywają się co dwa Daje to jakieś zyski? inżynierskich w Polsce, których celem tygodnie w godzinach wieczornych, stuNawet dość konkretne. Zależy jakiego jest zbliżenie się do siebie środowiska denci są już po zajęciach, ale chętnie się typu jest to patent – czasami są bardzo akademickiego i biznesowego. Jakie są tam pojawiają. Dyskutujemy o ich proble- poszukiwane, czasem mniej. Zdarza się


kontaktu. Podchodzimy do tego jako do wspólnego rozwoju i nas, i przemysłu. To taka współpraca na zasadzie win-win. Z pierwszych stron gazet nie schodzą dwa tematy – przyszłość energetyki i modernizacja armii. W której z tych dziedzin Politechnika widzi dla siebie szansę komercjalizacji badań? Przyszłość energetyki jest dla nas zdecydowanie istotniejsza. Budujemy ją w oparciu o różne odnawialne źródła energii, również o biomasę, czyli tereny zielone, z których można coś gromadzić i wykorzystywać. Mamy także doświadczenie w elektrowniach wiatrowych. Wszystko, co tylko można wykorzystać jako źródło energii, jest w naszym kręgu zainteresowania. Mamy silny zespół do spraw cyberbezp i e c z e ń s t w a , b a rd z o intensywnie działa tu prorektor prof. Paweł Śniatała. Potencjalna wojna przyszłości będzie wojną elektroniczną, informatyczną. Jeżeli jesteśmy w stanie zepsuć komuś sys- delegatem Polski do ISO, czyli Międzytem informatyczny, to możemy sprawić, narodowej Organizacji Normalizacyjnej. że wszystko przestanie działać. Biorę udział w przygotowywaniu pewGospodarka wodorowa o której mówi- nej grupy norm. To bardzo ciekawa orgaliśmy, wychodzi z założenia, że jeżeli zbu- nizacja, ponieważ o wielu normach czy dujemy dom czy osiedle bazujące na małej, pomysłach na nie wiemy dużo wcześzbudowanej nieopodal elektrowni wodo- niej, przed ich wejściem w życie. Zdajemy rowej, to uniezależniamy się od całej sieci sobie sprawę w jakim kierunku zmierzają energetycznej... zmiany z jednej strony, a z drugiej – mamy Proszę powiedzieć czym się Pan zaj- na to wpływ, możemy przedstawić swoją muje naukowo. opinię na dany temat. Zajmuję się metrologią, czyli pomiaFunkcjonuję też w trzech czasopismach rami wielkości geometrycznych ze szcze- jako ich edytor. Jest to publikacja „Measurególnym uwzględnieniem nierówności ment”, posiadająca dwieście punktów wepowierzchni. Moim zadaniem jest dowie- dług naszej listy, czyli najwięcej ile można, dzieć się jak bardzo powierzchnia jest chro- „Sensors” oraz „Metrology and Measurement powata i jak wpływa to na funkcjonowanie Systems”. Jedno jest wydawane w Polsce, w przypadku na przykład elementów sil- dwa pozostałe to pozycje światowe; nie nika. pojawiają się już w druku, lecz wyłącznie Jako prorektor znajduje Pan czas, w wersji elektronicznej. Muszę poszukiżeby poświęcać go swoim badaniom? wać recenzentów i podejmować decyzje Niewiele, ale staram się utrzymać o publikacji danego artykułu. Czasem też swoje kontakty, nawet trochę mi się coś recenzuję, w tej chwili rozprawę dokto udaje. Nieprzerwanie funkcjonuję torską z Politechniki Warszawskiej. w Komitecie Budowy Maszyn Polskiej Staram się zachowywać czas na naukę, Akademii Nauk, jestem członkiem pre- to swego rodzaju odskocznia, trochę inne zydium i znajduję czas, żeby brać w tym życie. Przydaje się to też przy rozmowach udział i rozwijać się. Poza tym jestem przemysłowych.

O wodorowej przyszłości, inkubacji przedsiębiorczości i metrologii

także, że nasi naukowcy wymyślają pewne rzeczy, które w dniu dzisiejszym nie są dostrzegane, ale miną trzy-cztery lata i okazuje się, że warto było zagłębić się w tę technologię, bo ktoś tym tematem zaczyna się interesować. Tak to jest w technice, bywa że wymyśli się coś, co można wykorzystać dopiero, kiedy w przemyśle coś się zmieni, pojawi się jakaś nowa możliwość. Które kierunki współpracy są dla Politechniki priorytetowe – przyjmowanie komercyjnych zleceń czy kształcenie wysoko wykwalifikowanych kadr dla przemysłu? Myślę, że ważny jest kompromis. Misją uczelni jest oczywiście kształcenie, ale również prowadzenie badań naukowych i współpraca z gospodarką zewnętrzną. Wspomnieć tu należy nie tylko o przemyśle, współpracujemy intensywnie z różnymi urzędami. Bardzo dobrze pracuje nam się z Urzędem Marszałkowskim, wspólnie realizujemy projekt Czas Zawodowców, który z kolei nastawiony jest na uczniów techników. Trwa już to od kilku lat, a niedawno została zatwierdzona najnowsza edycja. Przygotowujemy specjalistyczne laboratoria, umożliwiające młodzieży z techników zdobycie nowej wiedzy oraz – na co bardzo liczymy – zainteresowanie dalszym kształceniem. Młodzież z techników, zwłaszcza z mniejszych miast, ma tendencję, że na szkole średniej kończy edukację. A może czasami warto kogoś do kontynuacji nauki nakłonić, aby zamiast tytułu technika zdobył też inżyniera. To jest bardzo ważne. Wydaje mi się, że nasze działania należy podzielić na trzy dziedziny – dydaktykę, badania naukowe i współpracę z przemysłem na zasadach komercyjnych. Wszystkie są istotne, gdybyśmy czegoś z tego zestawienia zaniechali, to przestalibyśmy być rozwijającą się uczelnią. Bardzo istotni są dla nas studenci, mamy naprawdę dobrych dydaktyków, którzy czasami mniej skupiają się na badaniach naukowych, a oddają się właśnie nauczaniu. Młodzież to docenia i bardzo ich lubi, są dla nich jak klasyczni mentorzy, prowadzący zajęcia w sposób bardzo zaawansowany. Oprócz tego mamy ludzi, którzy prowadzą badania naukowe i oczywiście równolegle też zajęcia. Zdarza się, że studenci zaczynają uczestniczyć w badaniach. Potrzebujemy tego, aby młodzież włączała się w nasze zadania, dla studentów to też ciekawa opcja. Jeśli nie będziemy przyjmować zleceń od przemysłu, nie będzie on wiedział, że istniejemy, co potrafimy. Nawet drobne zadania traktujemy więc bardzo poważnie, bo mogą być pierwszym krokiem do jakiegoś dużego projektu, złapaniem ważnego

11


Z dbałością o mieszkańców

z Wójtem Gminy Tarnowo Podgórne Tadeuszem Czajką rozmawia Mariola Zdancewicz

Centrum Integracji Obywatelskiej Tarnowo Podgórne (wizualizacja) Rok 2020 zakończył się miłym akcentem – gmina zajęła III miejsce w kategorii gmin wiejskich i otrzymała tytułu laureata w Rankingu Zrównoważonego Rozwoju! Gratulujemy! Dziękuję – w imieniu mieszkańców i przedsiębiorców Gminy Tarnowo Podgórne, bo to nasz wspólny sukces. Bardzo wysoko cenimy to wyróżnienie. Ranking opiera się o obiektywne wskaźniki publikowane przez Główny Urząd Statystyczny. Co więcej, zespół niezależnych ekspertów, pracujący na Politechnice Warszawskiej pod kierunkiem prof. Eugeniusza Sobczaka, stale monitoruje rozwój społeczno-ekonomiczny wszystkich gmin i regionów – jednostek samorządu terytorialnego. Pod uwagę bierze się m.in. wartość wydatków na projekty inwestycyjne w przeliczeniu na jednego mieszkańca, liczbę osób pracujących na tysiąc mieszkańców, liczbę podmiotów gospodarczych na tysiąc mieszkańców, saldo migracji, liczbę absolwentów szkół ponadgimnazjalnych czy odsetek mieszkańców korzystających z oczyszczalni ścieków. To bardzo kompleksowa ocena. Cieszę się, że co roku nasza gmina w takim zestawieniu zajmuje czołowe miejsca w kategorii gmin wiejskich.

12

Realizowana jest obecnie ważna inwestycja – modernizacja i rozbudowa oczyszczalni ścieków… Rozwijamy się bardzo dynamicznie. Rośnie liczba mieszkańców, pojawiają się nowi inwestorzy, a funkcjonujące przedsiębiorstwa zwiększają swój potencjał. Dla naszego samorządu oznacza to konieczność realizacji kolejnych inwestycji zwiększających wydajność infrastruktury technicznej. Z tą myślą prowadzimy obecnie modernizację i rozbudowę oczyszczalni ścieków Tarnowskiej Gospodarki Komunalnej TP-KOM.

Efektem tej inwestycji będzie podwojenie jej wydajności – teraz dobowo „przerabia” ok. 4 000 m3, a po modernizacji będzie to 8 000 m3. Warto podkreślić, że wprowadzane rozwiązania to prawdziwy skok technologiczny. Zastosowany zostanie m.in. nowoczesny system napowietrzania (zamiast rusztowego z dołu – pęcherzykowe z góry), wyeliminowane zostaną zbiorniki zagęszczania i odwadniania osadów, dłuższa i staranniejsza będzie obróbka ścieków. Zainstalowany system będzie dostosowany do zmieniającej się struktury ścieków, tzn. przeznaczony będzie zarówno do oczyszczania ścieków komunalnych, jak i przemysłowych, co w przypadku naszej gminy jest bardzo ważne. Ważną kwestią jest też bardzo korzystne finansowanie tego przedsięwzięcia, którego wartość wynosi ponad 37 mln zł brutto. Blisko 50% tej kwoty to unijne wsparcie w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 20142020. Kolejne prawie 50% kwoty spółka otrzymała w formie preferencyjnego kredytu z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Rozbudowa zakończy się 31 grudnia 2021 r. Trwa także modernizacja dworku w Sierosławiu... Bardzo zależy nam na tym, żeby ratować ważne historycznie miejsca na terenie gminy. Uważam, że świadczy to o dojrzałości naszej społeczności lokalnej – chcemy nie tylko budować nowoczesne budynki, ale także restaurować cenne historycznie obiekty. Do takich należy dworek w Sierosławiu. Dotychczas mieściły się w nim


Dworek w Sierosławiu mieszkania komunalne, więc rozpoczęcie renowacji poprzedziło wybudowanie nowych mieszkań. Prace remontowe są na ukończeniu. Sierosław zyska nowe miejsce spotkań – w dworku mieścić się będzie świetlica oraz pomieszczenia dla rady sołeckiej. Przewidzieliśmy także miejsce na gabinety lekarskie, co ważne dla tej prężnie rozwijającej się społeczności. Zmieniło się także otoczenie pałacyku – są nowe ścieżki spacerowe, miejsca wypoczynku, boisko sportowe, plac zabaw i siłownia zewnętrzna. Jestem przekonany, że i dworek, i park będą długo służyć mieszkańcom. W ubiegłym roku rozmawialiśmy o budowie Zespołu Szkół Technicznych. Czy udało się dokończyć inwestycję zgodnie z planem? Tak! To przedsięwzięcie jest największą inwestycją gminną w obszarze oświaty. To było bardzo ambitne zadanie, szyte na miarę potrzeb mieszkańców i przedsiębiorców. Jestem pewien, że stworzyliśmy miejsce, gdzie w przyjaznych warunkach uczniowie zdobywają nowoczesną wiedzę, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, ale też adekwatną do potrzeb lokalnego rynku pracy. Oferta edukacyjna spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem – technikum było na drugim miejscu pod względem liczby uczniów na jedno miejsce wśród szkół z Poznania i powiatu poznańskiego. 1 września 2020 r. naukę rozpoczęło tu stu pięćdziesięciu dwóch uczniów. Żałuję bardzo, że przez pandemię nie mogą oni w pełni korzystać z nowocześnie wyposażonych klas i pracowni zawodowych. Wiem, że tych kilkanaście tygodni rozbudziło apetyty młodzieży do zdobywania wiedzy w tak komfortowych warunkach. Prowadzimy teraz trzy szkoły ponadpodstawowe – liceum, technikum i szkołę branżową I stopnia. Młodzi mieszkańcy mogą zatem kontynuować naukę „na miejscu” bez konieczności dojeżdżania do Poznania. To – jak wielu z nich podkreśla – bardzo duże udogodnienie. Obecnie trwa nabór na kolejny rok szkolny – mam nadzieję, że zainteresowanie ofertą

naszych szkół będzie równie wysokie jak dotychczas. Podpisał Pan umowę w sprawie budowy Centrum Integracji Obywatelskiej… W naszej gminie powstaną dwa takie centra – w Tarnowie Podgórnym i Przeźmierowie. Mają to być miejsca sprzyjające integracji lokalnej, inspirujące do działań społecznych, stymulujące rozwój społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego w obu znajdą się pomieszczenia dla organizacji pozarządowych. Ponadto w Przeźmierowie zaplanowaliśmy miejsce dla

Centrum Integracji Obywatelskiej Przeźmierowo (wizualizacja) posterunku policji, o co bardzo apelowali mieszkańcy. Do Centrum przeniesie się także Filia Urzędu Gminy. Z kolei w Tarnowie Podgórnym chcemy otworzyć Muzeum Demokracji, w którym przede wszystkim uhonorujemy osoby i podmioty, najbardziej zaangażowane w społeczno-gospodarczy rozwój naszej gminy. Budowa Centrum w Przeźmierowie zrealizowana zostanie pod koniec tego roku, a w Tarnowie Podgórnym – w kwietniu 2022 r. Jestem przekonany, że będą to kolejne atrakcyjne punkty na mapie naszej gminy, będące odpowiedzią na potrzeby mieszkańców.

Oczyszczalnia ścieków TP-KOM w Tarnowie Podgórnym po modernizacji Zespół Szkół Technicznych Tarnowo Podgórne

13


Ciało – zagadka nierozwiązywalna?

Zawał

14

z prof. dr hab. n. med. Maciejem Kurpiszem, kierownikiem Zakładu Biologii Rozrodu i Komórek Macierzystych Centrum Genetyki Człowieka PAN, rozmawia Mariola Zdancewicz

Proszę zdradzić, czemu się Pan teraz poświęca, jakie działania Pan podejmuje? Mamy okres konsolidacji, wynikający z faktu, że finansowanie nauki w Polsce upada, w związku z czym na placu boju pozostają najbardziej zdeterminowani. Takich zespołów, zakładów, grup czy poszczególnych osób nie jest zbyt dużo.Walka z COVID-19 nie może być ogólnym priorytetem, to zadanie pewnego sektora służby zdrowia. W Polsce z reguły dany problem rozlewa się niestety szeroką strugą i pociąga poszczególne dziedziny życia, które w zupełnie nieuprawniony sposób dają się wciągnąć w coś, co społeczeństwu nie przysparza żadnych beneficjów. Mój pomysł, wynikający z długoletnich doświadczeń – zakończenie wielkiego cyklu dotyczącego regeneracji pozawałowej mięśnia sercowego, to jeden z najambitniejszych pod względem logistycznym programów, które wykonywałem. Realizowany jest na modelu świńskim, a więc najbliższym fizjologii człowieka, a przy tym kapryśnym i bardzo kosztownym. Do tej pory świnie były sporadycznie wykorzystywane w kardiologii – przede wszystkim do weryfikacji i zaopatrzenia mięśnia sercowego w stenty elutowalne, które się same roztrawiały, posiadały przeciwciała hamujące krzepliwość oraz różnego rodzaju sposoby zaopatrywania naczyń wieńcowych. Trudno nazwać to nauką przez duże „N”, ale można zaliczyć do cyklu obserwacji przedklinicznych, które są bardzo potrzebne, gdyż później dyskontowane są w klinice człowieka. Proszę wyjaśnić... Modele te pokazywały się w Polsce sporadycznie, żadna grupa do tej pory nie doprowadziła do wystandaryzowanego świńskiego modelu pozawałowego, który wiódłby nas do zrozumienia kardiomiopatii mięśnia sercowego. Dysfunkcja mięśnia sercowego polega na tym, że zaczyna on gubić się w swojej hemodynamice, która się obniża i prowadzi do

zmian anatomicznych. Z uwagi na to, że nie posiada własnej warstwy regeneracyjnej, zagubienie najczęściej skutkuje tylko przerostem, bo komórki nie mogą wejść na drogę mitozy. Przerost z kolei doprowadza do deformacji. W związku z tym pojawia się

układ kwadratury koła – jedno prowadzi do drugiego, a drugie do trzeciego. Do tej pory w sensie molekularnym i fizycznym nie jesteśmy w stanie rozdzielić poszczególnych faz kardiomiopatii. Nie wiemy w którym momencie droga jest już tylko jednokierunkowa – w stronę niewydolności serca. Przypominam, że niewydolność serca została niedawno ochrzczona przez Światową Organizację Zdrowia jedną z najbardziej powszechnych chorób prowadzących do śmierci. W związku z tym badamy regenerację mięśnia sercowego dwoma określonymi typami komórek macierzystych, zdając sobie sprawę, że procesy regenera-

cyjne, nawet te zapożyczone, czyli pochodzące spoza narządu, obejmują pewną pulę typów komórek. Na pewno nie jest to jedna komórka, jest ich wiele, a ich udział w procesie regeneracyjnym jest ściśle określony. Pomimo starannego leczenia jakimkolwiek leczeniem zachowawczym, w tym betablokerami, które obniżają pracę serca i uważane są za jedne z najbardziej efektywnych leków zmniejszających śmiertelność. Na modelach świńskich chcemy zakończyć nasze dwudziestoletnie badania. Do tej pory prowadziliśmy je na gryzoniach, myszach i szczurach. Istnieją takie rasy myszy, które tolerują ludzkie tkanki, co nie ma swojego odwzorowania na świniach – tam musimy prowadzić aktywną immunosupresję, czyli obniżenie reaktywności układu odpornościowego dla uzyskania tolerancji na przeszczep (organu, tkanki czy obcych komórek). Chętnie używaliśmy gryzoni i obserwowaliśmy stopień zaangażowania ekspresji genów w miokardium, czyli części mięśniowej serca odpowiedzialnej za siłę skurczu. Badamy, w jaki sposób geny reagują zarówno w trakcie zawału, prowadząc do kardiomiopatii, jak również w interwencjach z komórkami macierzystymi, które starają się tej deformacji zapobiec. W modelu mysim dostaliśmy pewien wzór molekularny, dzięki któremu wiemy, na pobudzenie których genów możemy liczyć w momencie, kiedy uruchamiamy szeroko pojęty proces proregeneracyjny. Tych kilkanaście genów, które do tej pory wyodrębniliśmy i opublikowaliśmy, nazywam stemplami molekularnymi. Jeśli stemple te powtórzą się w tym samym kontekście, przed i po zaopatrzeniu mięśnia pozawałowego komórkami macierzystymi, będziemy mieli widoczny efekt hamowania ekspresji genów prowadzących do niekorzystnej przebudowy, względnie – promocji genów hamujących przebudowę. Jeżeli uda nam się to pokazać w sposób jednoznaczny, wówczas uważam, że ta grupa badawcza, składająca się już z kilkunastu osób z różnych regionów Polski, będzie miała olbrzymią przyszłość. Wytworzy bowiem model nie jednorazowy, ale dotyczący całego układu kardiomiopatii ze wszystkimi negatywnymi i pozytywnymi elementami w kierunku wdrażanych terapii. Będą one miały na celu albo ożywianie genów korzystnych, albo hamowanie niekorzystnych. Gratuluję! To, o czym mówimy, to medycyna przyszłości. Bardzo niedalekiej… Oczywiście… Badając ekspresję danych genów na poszczególnej fazie pogłębiającej się patologii, zauważamy, że po pierwsze jest to niezbędne do prawidłowej diagnozy organu, a po drugie pociąga za sobą pobranie tkanki z miejsca bezpośrednio objętego reakcją patologiczną. W przypadku serca było to zawsze niezwykle


gencji w miarę upływu czasu. Nie dzieje się to tylko i wyłącznie wskutek “zawężenia” obiegu krwi z powodu zmian miażdżycowych. Mikroudarów jest kilkanaście razy więcej niż tych objawowych, które powodują poważne zaburzenia kognitywne, mowy czy paraliż. Żeby to wybadać i doprowadzić leczenie do optymalizacji spersonalizowanej w danym kierunku, niewątpliwie musi nad tym obradować konsylium. Konia z rzędem temu, kto w siermiężnych warunkach naszego kraju jest w stanie wykoncypować prawidłowy rodzaj leczenia w tak skomplikowanym scenariuszu chorobowym. W końcu te dwa organy – mózg i serce – są blisko siebie, pozostają w głębokiej współpracy i jedno zależy od drugiego... …I prawdopodobnie wysyłają do siebie sygnały! Tropimy to przy pomocy tak zwanych mikrocząstek. Nie wiadomo póki co, czy sygnały te są pozytywne czy negatywne. Z biegiem czasu chcielibyśmy dowiedzieć się, czy istnieje jakaś predykcja, że obciążony udarowo mózg przesyła sygnał, że za chwilę dojdzie do zawału, czy mikrocząstki będą przekazywane w takiej formule, że będziemy mogli przynajmniej tego oczekiwać i ustalić stopień ryzyka. To jeden z bardziej fascynujących obecnie tematów w medycynie światowej. Chodzi tu nie tylko o zjawisko terminalne, czyli kwestię życia i śmierci, ale jak wspomniałem, stopniowego ograniczania poziomu inteligencji, na czym nam niesłychanie zależy. Chcemy nie tylko doprowadzić do przedłużania życia w aspekcie metrykalnym, zależy nam na życiu autentycznym, na poziomie wysokiej jakości. Medycyna wysoko rozwinięta do tego dąży. Proszę powiedzieć, czy temat niepłodności, w szczególności męskiej, został przez Pana zarzucony? To zagadnienie świetnie się rozwija, niestety w negatywnym sensie. Jest to problem globalny, zgodnie z definicją Światowej Organizacji Zdrowia, która głosi, że zdrowie reprodukcyjne jest wykładnikiem zdrowotności społeczeństw. W związku z tym, jeśli dysfunkcji podlega tak subtelny mechanizm, jakim jest rozród, to znaczy, że społeczeństwo musi być bardzo obciążone różnymi chorobami. Czy może się to wiązać z przemęczeniem organizmu? Myślę, że podłoże jest dużo bardziej poważne niż do tej pory sądziliśmy. Wspomnieliśmy wcześniej o pokrewieństwie, czy też połączeniu sygnałowym pomiędzy mózgiem a sercem. Możemy także mówić o takim połączeniu, które bardzo powoli nam się odkrywa, pomiędzy męskim narządem rozrodczym a mózgiem. Zostało to odkryte przypadkowo, …ale zagadnienie jest szerokie więc jeśli pozwolisz zostawimy je na inną rozmowę.

Zawał

trudne, do tej pory tylko bardzo doświad- tu o zupełnie inny układ, a mianowicie czone zespoły podejmowały ryzyko pobra- miażdżycowo-krzepnięciowy. Tajemnicą nia biopsji. poliszynela jest, że w miarę upływu czasu Drugi element, który można by było i starzenia się naszego organizmu, wszystwdrożyć, ale który jest niezwykle kosz- kie stosunki dotyczące lepkości krwi, zmietowny, stanowi tak zwane mapowanie niają się, a w ostatnich czasach nawet dość elektronapięciowe. Polega ono na regio- parszywie, ponieważ podlegamy wpłynalnych badaniach w poszczególnych seg- wowi niedobrych sił ekologicznych czy mentach – bo serce podzielone jest nie antyekologicznych, w postaci tak zwanych tylko na przedsionki i komory, ale również nanocząstek, które powodują zwiększony na kilkanaście segmentów dla ułatwie- stan wykrzepiania. Około 48-72 godzin po nia topografii. Nie pracuje ono jak pompa okresie alarmowym stężenia nanocząstek w sposób podłużny, ale dokonuje lekkiego we wdychanym powietrzu obserwuje się skrętu, żeby móc skompresować i natężyć wysyp udarów albo zawałów serca – osoby siłę. W tych miejscach elektronapięciowych takie przeważnie umierają. Mają one oczywskazać możemy, w którym segmencie to wiście pewnego rodzaju predyspozycje napięcie odbiega od normy. Na podsta- i są na niewystarczającym leczeniu koaguwie naszych badań możemy nawet powie- lologicznym. W momencie, kiedy presja dzieć, które miejsca elektronapięciowe środowiska wywołuje zwiększenie stanu mogą być zaopatrzone komórkami macie- lepkościowego, zamiast podać im zupełnie rzystymi, które jednak na tyle wypadają inny rodzaj oddziaływania antykrzepliwego, poza układ elektrofizjologiczny, że są nie- zostawia się ich mówiąc, że mają pić dużo przydatne. Należałoby tam dokonać na wody. Mamy wtedy do czynienia z endeprzykład wzmocnienia, włożenia ruszto- micznymi ogniskami śmierci, w zależności wania napylonego komórkami macierzy- od tego, gdzie ta chmura akurat przebywa stymi, pewnego elementu trwałego, żeby – w Krakowie, Poznaniu, Warszawie. miało możliwość skurczu, ponieważ uforOprócz naturalnie powiększających mowana blizna nie daje się już ożywić. się stosunków lepkościowych krwi, wraz W klinice mięśnia pozawałowego roz- ze starzeniem organizmu dochodzi także różniamy miejsce, które jest całkowicie niebagatelna presja środowiska, która zmienione, czyli bliznę łącznotkankową. powoduje skrócenie życia, bądź duży Potem mamy miejsca atroficzne dookoła dyskomfort, w wyniku zdarzających się tej blizny, czyli spadek zasiedlenia kardio- stanów zakrzepowych, które obejmują miocytów, albo wyraźne ścieńczenie grubo- dwa najważniejsze dla naszego funkcjości warstwy mięśniowej. Dzielą się one na nowania narządy, czyli mózg i serce. Nie „trafione nieodwołalnie” w sensie negatyw- rozumiemy jeszcze kolejności tych wydanym oraz hibernowane, czyli zszokowane, rzeń – dlaczego najpierw jest udar mózgu, które można ożywić. Jesteśmy w stanie to a potem serca a czasem odwrotnie. Wiemy wymapować. natomiast, że jedno z drugim ma zwiąSystem NOGA, służący do identyfikacji zek. W związku z tym na zjeździe w Paryżu, miejsc, w które mamy podawać komórki który zajmował się właśnie koincydenmacierzyste, wyrysowuje jednocześnie cją pomiędzy udarem mózgu a zawałem elektronapięciową mapę serca i wykazuje serca, podkreślano, że prawidłowe leczenie wszystkie jego słabe i silne punkty! koagulologiczne nie obejmuje w tej chwili O tym, czy takie dokładne mapowanie jednej specjalności lekarskiej. O leczeniu serca jest w danym przypadku wskazane, koagulologicznym na obecnym, skomplipowinno decydować konsylium. Ustali- kowanym etapie cywilizacji głos zabierać łoby to mięsień sercowy na pewnym eta- powinno konsylium. pie wydolności i przez długi okres byłaby Kiedy odbył się zjazd w Paryżu? ona stabilna. …Trzy lata temu. Po powrocie zainicjoJak już wspomniałem, mówimy tu wałem podobne sesje na Kongresie Polo najnowszej medycynie, czyli sporządza- skiego Towarzystwa Kardiologicznego, niu map elektronapięciowych dla uzyska- zwracając uwagę, że kardiolodzy sami nia mapy funkcjonalnej serca, ewentualnie nie mogą obradować nad chorobami karbiopsjach regionalnych, które wskazywa- diologicznymi, potrzebny jest support łyby nam stemple molekularne, na pod- innych dziedzin, ponieważ wykracza to stawie których wnioskowalibyśmy, jak poza dysfunkcję jednego organu i zamiedalece ta niekorzystna przebudowa mię- nia się w chorobę systemową. Nie wiem, śnia sercowego zachodzi i czy na danym czy skojarzenie neurologów z kardioloetapie jesteśmy w stanie ją powstrzymać gami, jak na naszej sesji, jest wystarczające. poprzez obniżenie ekspresji takiego, a nie Francuzi mówią, że nie. Powinni pojainnego genu. Dopiero się tego wszystkiego wić się także radiolodzy i konsultacja przy uczymy. pomocy nowoczesnych metod obrazowaJesteście Państwo na dobrej drodze, nia, albowiem wydaje się, że wszyscy przeżeby zlokalizować chorobę systemową… chodzimy w tak zwaną sieć mikroudarową, Sprawą systemową jest odpowiedź na która w taki czy inny sposób powoduje pytanie dlaczego to się stało. Zahaczamy redukcję naszego współczynnika inteli-

15


O ogrodzie Izabeli Czartoryskiej, planach rekonstrukcji, żubrach i pomysłach na śmieci w lesie z p.o. dyrektora OKL w Gołuchowie panią Ewą Jedlikowską rozmawia Mariola Zdancewicz Zaczęłyśmy od żubrów... widzę, że są Pani oczkiem w głowie... Tak, myślimy o ich reprodukcji, aby osobniki, które się urodzą, były zdrowe. Jesteśmy po konferencji „żubrowej” w Augustowie, gdzie ta sprawa była omawiana. Z panią profesor Wandą Olech myślimy o wymianie zwierząt, żeby zapewnić zróżnicowanie genetyczne w stadzie. W tej chwili rozstrzygnęliśmy przetarg na ogrodzenie i poszerzamy żubrowy teren ogrodzenia o ponad tysiąc dwieście metrów. Jeśli chodzi o otoczenie zamku, zależy nam na tym, żeby odtworzyć wygląd ogrodu, jak za czasów Izabeli Czartoryskiej. W tym celu przygotowujemy potrzebne dokumenty, na podstawie których będziemy urządzać ten teren. Myślę, że w najbliższym dziesięcioleciu będziemy mieli ogród, który będzie odpowiadał wizerunkowi sprzed dziesiątków lat. Udało nam się znaleźć listy głównego ogrodnika Adama Kubaszewskiego, który zajmował się tworzeniem parku. Mamy je, jesteśmy

16

z tego powodu bardzo dumni, są po konserwacji i jesteśmy w trakcie przygotowywania wystawy. Ponieważ zaczęłyśmy nieco od środka, proszę, żeby się Pani przedstawiła. Ewa Jedlikowska, pełniąca obowiązki dyrektora OKL w Gołuchowie od 1 sierpnia 2021 roku. Jestem leśnikiem z zamiłowania i z wykształcenia. Pracę w Lasach Państwowych zaczynałam w Nadleśnictwie Czerwonak, gdzie odbyłam staż i pracowałam na różnych stanowiskach. Szczególnie mocno interesowałam się entomologią i fitopatologią. Zawsze blisko domu miałam rośliny, mnóstwo ziół i tak jest do tej pory, a dodam, że mieszkam przy lesie. Jest Pani zatem gruntownie przygotowana.... …w międzyczasie ukończyłam studia podyplomowe z hodowli lasu, z przygotowania i rozliczania funduszy unijnych, jak również z zamówień publicznych. Następnie zakończyłam studia z audytu

wewnętrznego w jednostkach sektora finansów publicznych. Trochę się w tym pogubiłam, niech mi Pani powie, ile Pani ma w końcu tych specjalizacji? Musiałabym policzyć. Poproszę... Będzie koło dziesięciu. Wracając do poprzedniego wątku, tak jak Pani powiedziała, jest Pani osobą pełniącą obowiązki dyrektora... …i nigdzie się nie wybieram. Oczywiście, jeżeli Dyrektor Generalny będzie chciał, żeby mu pomóc w innych obszarach, to się dostosuję. Jestem teraz zaproszona na konferencję związaną z gospodarką odpadami w Złotowie, tam będę mówiła o tym, jak radzą sobie Lasy Państwowe z dzikimi wysypiskami śmieci. To była moja propozycja, za zgodą przełożonego z Dyrekcji Generalnej LP, żebym taki temat poruszyła... bo to nie jest nasze zadanie własne i likwidacja dzikich wysypisk nie wynika z ustawy o lasach… my mamy utrzymać porządek, a nawiasem mówiąc,


na sprzątanie Lasy Państwowe wydatkują ogromne pieniądze… A jaki jest pomysł na śmieci w lesie? Mam pewne plany, bo samorządy w ramach likwidacji dzikich wysypisk śmieci otrzymują finansowanie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Lasy tego nie mają. Coś się musi zadziać, myślę, że mogę być takim głosem, który będzie ten problem pilotował, tym bardziej że wcześniej poproszono mnie do zarządu Związku Międzygminnego Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej i byłam tam przez półtora roku. Porządkowałam różne sprawy związane z gospodarką odpadami. Do takich rzeczy też jestem przygotowana. Jakie Pani ma plany? Chodzi o tę placówkę. Na pewno będę chciała podlegające nam obiekty utrzymać w jak najlepszej kondycji i zdigitalizować wszystkie zbiory. Myślimy też o muzeum historii mówionej, mamy dużo pięknych osób, które są w podeszłym wieku i chciałabym, żeby nam poopowiadały o leśnictwie, o swojej pracy, o swoich pasjach i mam nadzieję, że uda się uchwycić. Mamy Ogólnopolski Przegląd Twórczości Artystycznej Leśników OPTAL i to jest niesamowity konkurs, którego rozstrzygnięcie odbyło się 1 października br. Pokazujemy wszystkie prace, które do nas trafiły. Tworzą je różne osoby, jednak z reguły są to leśnicy. Dzieł było bardzo dużo. Grand Prix dyrektora OKL uhonorowano animację „Nim zetniemy” Piotra Barwika, która odpowiada współczesnym potrzebom. Myślimy też o kompleksowym monitorowaniu. Z jednej strony musimy chronić mienie, za które odpowiadamy, z drugiej, chcemy wiedzieć, ile osób do nas przychodzi. Wiemy, ile mamy sprzedanych biletów, ale nie wszystkie osoby idą do Muzeum Leśnictwa, część zostaje w parku, który ze względu na swoją tajemniczość, jest wielką atrakcją... ale jest to też kwestia utrzymania. Założenie Izabeli Czartoryskiej było takie, że park ma być ogólnodostępny i tak jest, ale mówiąc pół żartem, wiem, czy przez mostek przechodzi dziennie pięć, czy tysiąc pięć osób. Muszę wiedzieć, czy środków na utrzymanie starczy na pięć, czy na więcej lat… Który projekt cieszy się największym zainteresowaniem? Tych wydarzeń jest dużo... myślę, że Międzynarodowy Dzień Lasów, Międzynarodowy Festiwal Kultury Leśnej i Europejskie Dni Dziedzictwa przyciągają bardzo dużo osób, również z zagranicy. Dochodzą też nowe wydarzenia, na przykład Stowarzyszenie Właścicieli Wyżłów chce u nas organizować swoje imprezy i najlepiej, żeby były cykliczne…

Teraz z dyrekcji generalnej z Gdańska przyjechała grupa osób, która była zachwycona parkiem. Przygotowują u nas właśnie swoją wystawę… Była też wystawa na Wielki Dzień Pszczół związana z pszczelarstwem, zrobiła furorę… Mamy Radę Naukową, która przygotowuje tematyczne konferencje, to też jest duże wydarzenie dla nas, leśników. Takim wydarzeniem cyklicznym będzie też nowo ustanowiony na 12 lipca Dzień Leśnika. Proszę powiedzieć, czy pandemia mocno Państwu przeszkadza? W zeszłym roku mocno nas ograniczyła, dlatego musieliśmy po części oprzeć się na internecie… pokazywaliśmy m.in. filmiki wystaw. Bardzo chcieliśmy być z odbiorcami w kontakcie. Teraz wiele osób do nas wraca, więc cieszymy się, że park jest otwarty. Oczywiście są obostrzenia, ale ilość osób, które wracają, ciągle się

zwiększa. To cieszy, tym bardziej że tworzymy rzeczy nowe, a w najbliższym czasie powstanie ogród sensoryczny. Co to oznacza? ...że będzie przygotowana oferta dla osób z niepełnosprawnościami, na przykład dla osób niewidomych – dział zapachów, dla osób niepełnosprawnych ruchowo – podjazdy dla wózków. Liczymy, że będą też tablice informacyjne pisane alfabetem Braille’a, projekt już mamy. Teraz kolej na rzeczy techniczne. Macie 13 gatunków małych nietoperzy… Tak, zgadza się. W tej sprawie napisałam pismo do Wojewódzkiego Funduszu i myślimy, że w następnym roku będziemy szli w kierunku badań naukowych pod kątem naszych nietoperzy i je też wpiszemy do naszej bazy. To jest obszar, którym chcielibyśmy gruntownie się zająć.

17


Jedenasty jubileuszowy festiwal jazzowy

Enter

Od 2010 roku pod koniec maja nad jeziorem Strzeszyńskim pod Poznaniem odbywają się festiwale muzyczne, których gospodarzem jest Jerzy Gumny, a program układa Leszek Możdżer. Zwykle obchodzi się okrągłe rocznice. Dlaczego jedenasty, to jubileuszowy? Dziesiąty odbył się w warunkach pandemicznych restrykcji, które podyktował koronawirus w okrojonej wersji i wspomagany przez transmisje internetowe. Rekompensatą dla melomanów była tegoroczna edycja w dwu odsłonach majowej i sierpniowej. Tak, jak nieoczywista jest jedenasta jubileuszowość festiwalu, tak samo miejsce i program nie pasują do wszelkich

18

kanonów. Sam pomysł zorganizowania w ciągu trzech dni, po trzy koncerty – Sali koncertowej w plenerze, nad jeziorem razem jedenaście. wydaje się szalony. Specyficzna akustyka Nim rozbrzmiała muzyka, odbył się jaką oferuje pobliskie jezioro, towarzyszące wernisaż wystawy Marcina Zawickiego koncertom odgłosy natury tworzą niezwy- „To żyje” w „ABC galery”. Warto na to miejkły klimat. Może też dlatego nie dziwi to, sce zwrócić uwagę. Galeria działa nie tylko że występowały obok artystów mrówki w sezonie letnim, wychodzi w otwartą i śpiewały kamienie. Na scenie było dwa- przestrzeń, prezentując ciekawą kolekcję naście fortepianów. obiektów, rzeźb w plenerowej wersji. Leszek Możdżer walczy z liczbami Festiwal rozpoczął recital Leszka Możi schematami, eksperymentuje ze strojami dżera. Zaproponował swoje interpretacje fortepianu; raz jest to 432, innym razem 442. Chopina i Prokofiewa oraz własne kompoJednak muzyka, to jak matematyka, zycje. Program zapowiadał album, który wszystko musi się zgadzać. W majowej ukazał się w październiku. Jak zwykle odsłonie były dwa koncerty, powtórzone, poszukiwał nowych brzmień instrumentu aby mogła uczestniczyć w nich więk- z pomocą nie muzycznych rekwizytów. sza publiczność. W sierpniowe wieczory Chociaż jeden był obecny. Czasem towa-


rzyszył mu metronom, narzędzie tortur niejednego pianisty, odmierzający równe metrum. Z taktomierzem trudno walczyć, tylko nielicznym udaje się z tych pojedynków wyjść bez szwanku. Kronikarze odnotowali, że artysta wystąpił w fioletowej marynarce, a na widowni byli jego rodzice. Obchodzili rocznicę swojego ślubu, a syn 50 urodziny. Pierwszym gościem była debiutantka, choć w towarzystwie gwiazd. Aga Derlak przedstawiła program ze swojej pierwszej autorskiej płyty. Aga Derlak – pianistka, kompozytorka i edukatorka. Edukację muzyczną kończyła w Berklee College of Music w Bostonie i na Akademii Muzycznej w Katowicach. Kształciła się u mistrzów polskiej jazzowej pianistyki: Michała Tokaja oraz Pawła Tomaszewskiego. Przez dwa lata mieszkała w Bostonie, gdzie doskonaliła swe umiejętności pod okiem Danilo Pereza, pianisty Wayne Shortera. Twórczość Agi Derlak zdobywa szerokie uznanie zarówno wśród jazzowej publiczności, jak i wśród krytyków – w kraju i za granicą. Koncert Agi Derlak Quintet na Enter Enea Festival będzie premierą płyty Aga Derlak Quintet z udziałem gości – Doroty Miśkiewicz, Jerzego Małka, Barbary Derlak oraz Atom String Quartet. Atom String Quartet – jeden z najbardziej intrygujących kwartetów smyczkowych na świecie, należący do grona

Enter

najlepszych wykonawców jazzowych w Polsce. Zespół łączy możliwości kwartetu smyczkowego z szeroko rozumianą improwizacją. W jego twórczości – oprócz jazzu – słychać inspiracje polskim folklorem, muzyką z różnych regionów świata, a także muzyką współczesną i klasyczną.

Dorota Miśkiewicz – Najlepsza Wokalistka Roku zdaniem czytelników magazynu Jazz Forum. Absolwentka Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie w klasie skrzypiec. Kompozytorka, autorka tekstów, pomysłodawczyni i „spoiwo artystyczne” bezprecedensowego projektu PIANO.PL, podczas którego po raz pierwszy w historii polskiej muzyki, na jednej scenie, w kameralnych duetach, z towarzyszeniem Atom String Quartet zaprezentowało się z nią kilkunastu wybitnych polskich pianistów trzech generacji. Ma na swoim koncie współpracę z: Nigelem Kennedym, Davidem Murrayem, Louisem Winsbergiem, Kepą Junkerą, Toninho Hortem, Tomaszem Stańko i całą plejadą artystów polskiej sceny muzycznej. Wydała 8 autorskich płyt – w tym najnowszy album „Nasza Miłość” z marca 2021 roku. Kiedyś wśród muzyków krążył taki przesąd, że kobiety nie potrafią grać na saksofonie, że to wybitnie instrument męski. Ci, którzy tak twierdzili po koncercie Marty Wajdzik z pewnością zmienią zdanie. W kolejnej odsłonie festiwalu będzie to dopełnienie, wszak muzyczne skale składają się z dwunastu dźwięków. Może znowu nas zaskoczy dyrektor programowy niezwykłymi gośćmi, albo nowym strojem fortepianu. Jaki będzie dwunasty festiwal? Jedno jest pewne, niezwykły, jak wszystkie poprzednie i być może uroczysty. Podobno krawcy szyją już złote marynarki dla Leszka Możdżera i Jerzego Gumnego.

19


O potrzebie wielu kompetencji, wysiłku kształcenia w pandemii i lotnisku w Kąkolewie z prof. dr hab. inż. Tomaszem Łodygowskim rozmawia Mariola Zdancewicz Osiem lat przewodził Pan Politechnice Poznańskiej. Proszę powiedzieć, czy tęskni Pan do tego zajęcia? Nie tęsknię. Uważam, że kadencyjność jest bardzo dobrym rozwiązaniem, a osiem lat to wystarczająco dużo czasu, aby pewne rzeczy zrealizować, a inne zainicjować. Mam wrażenie i nadzieję, że te rozpoczęte będą kontynuowane. Jeśli chce się coś zrobić, to jest to bardzo wyczerpujące, więc konieczne są zmiany. Jeśli by się chciało tylko siedzieć, to oczywiście można nawet przez dwadzieścia siedem lat, jak Łukaszenka (śmiech). Co uznałby Pan za swój sukces? Miał Pan dużo szczęścia będąc rektorem w momencie, kiedy Politechnika obchodziła ważne jubileusze... O sukcesach mogą ewentualnie mówić inne osoby, które patrzą z boku i może potrafią docenić to, co się udało zrobić. Zwykle sukces polega na tym, że pokonuje się pewne trudności, kreowane zazwyczaj niezależnie od nas i naszego środowiska. Można, owszem, powiedzieć, że pewnym sukcesem są dokonane inwestycje, które się w tym czasie pojawiły. Miałem przyjemność uczestnictwa w powstawaniu między innymi hali sportowej, która jest miejscem dosyć niezwykłym. Za moich czasów kończyło się także inwestowanie w budynek Wydziału Technologii Chemicznej czy nowej siedziby dwóch wydziałów – Architektury i Inżynierii Zarządzania, wyjątkowego, bardzo nowoczesnego obiektu. Są to sukcesy kadencji jako takiej, jednak nie chciałbym ich przypisywać sobie, realizacja takich inwestycji to bardzo złożone zadanie. Pozyskanie środków finansowych może częściowo mógłbym przypisać sobie, ale ważniejsza od nich jest chyba atmosfera międzyludzka, a ta była udana. W obu kadencjach dobrze nam się współpracowało z dziekanami, a wcale nie jest to takie oczywiste. To był

20

wielki sukces nas wszystkich i z tego na pewno mogę się cieszyć. Mówić należy nie tyle o sukcesach, co o pokonywaniu wielu trudności. W ostatniej kadencji dokonywaliśmy zmian organizacyjnych uczelni, związanych z wprowadzeniem nowego prawa o szkolnictwie wyższym. Można by dyskutować, czy jest ono dobre, ale jesteśmy zależni od suwerena, dostajemy pewne subwencje za to, co i w jaki sposób robimy, więc przystosowaliśmy swoją organizację maksymalnie najlepiej do tego, aby mieć szanse w przyszłości, na przykład starać się o status uczelni badawczej. To były trudności, które należało pokonać. Czy jest to sukces? To, że udało się je pokonać – na pewno, ale to czy wprowadzone zmiany są do końca satysfakcjonujące, jest sprawą dyskusyjną. Cieszę się, że na wielu kluczowych stanowiskach zasiadają osoby oddane uczelni, co wcale nie jest normą, że pracownicy traktują swoje miejsce pracy jako coś szczególnego i wysoko je cenią. Czy mentalnie rozstał się już Pan z funkcją rektora? Mentalnie rozstałem się z nią już pierwszego dnia, bo byłem pewien, że mój następca będzie kontynuował dzieło. Przykro mi, że musi się mierzyć z coraz trudniejszymi sprawami – kwestia pandemii stanowi dla uczelni dużą trudność. Związane jest to zwłaszcza z podejmowaniem decyzji dotyczących prowadzenia edukacji. Z rektorem mam bardzo dobre relacje i od czasu do czasu kontaktujemy się, aby

pewne kwestie dla dobra ogólnego załatwić sprawnie. Jakie działania podjął Pan po powrocie na dawne miejsce? Nie wróciłem na swoje miejsce. Poprzednio pracowałem w Zakładzie Komputerowego Wspomagania Projektowania w Instytucie Konstrukcji Budowlanych, który prowadziłem przez kilkanaście lat. W czasie mojej kadencji rektorskiej młodsi współpracownicy „dorośli” do stosownych funkcji, zaoferowałem więc moją dawną posadę koledze – dziś prorektorowi uczelni. Uważam, że nie byłoby to dobre, gdybym wracał w to samo miejsce i próbował mieszać w już dobrze poukładanych przez moich następców garnkach (śmiech!!).


potrzebie wielu kompetencji, wysiłku kształcenia w pande

Lata temu zakładałem na Politechnice na pozycję doktorów habilitowanych. Są tu U nas wspomina się często o przemyśle pierwsze specjalności o charakterze lot- też młode osoby, które dopiero robią dok- 4:0, z uwagi na bliskość Niemiec, które proniczym, zaoferowano mi więc stanowisko toraty. Wspomaganie ich jest moim głów- pagują tę ideę... kierownika Zakładu Lotnictwa. nym zadaniem. ...Pisaliśmy już o tym kiedyś w „MerJuż od dawna uczymy studentów, Jeśli chodzi natomiast o działalność kuriuszu”... że nie mogą liczyć na to, że raz wyuczony stricte naukową, często współpracuję jeszTo jest cały czas aktualne. Chcemy obuzawód będą uprawiali do końca życia, cze z kolegami z poprzedniego zespołu, dzić w naszych firmach chęć zdobywania wręcz przeciwnie – będą raczej go wie- bo moje główne kompetencje naukowe kompetencji, żeby w naturalny sposób lokrotnie zmieniać. Sam więc muszę być są jednak skoncentrowane właśnie tam. były zainteresowane wszelkiego rodzaju w pewnym sensie przykładem. Ukończy- Zaś w lotnictwie jest sporo rzeczy, które innowacjami. Do tego z kolei niezbędna łem budownictwo, większość prac nauko- zaczynają mnie pasjonować, w szczegól- jest właściwa edukacja. wych robiłem z mechaniki komputerowej, ności te związane z bezzałogowymi statDwie rzeczy są fundamentalnie ważne – szybko w nocy musiałem nauczyć się kami powietrznymi. odpowiedni poziom edukacji i zrozumienia, zarządzania zasobami ludzkimi i innymi Proszę uchylić rąbka tajemnicy, czyli pewnie najtrudniejsza do osiągnięcia kwestiami. Dodatkowy fakultet przy- o czym Pan myśli! kwestia, a druga to pieniądze. Trzeba mieć szło mi więc przyswoić w zasadzie samoMyślę o przyszłości lotnictwa w ogóle, środki, żeby zainwestować w nowe kiedzielnie, brałem jakieś pojedyncze kursy. o tym że zacznie się intensywnie zmie- runki z pełnym zrozumieniem. Zazwyczaj A teraz odpowiedzialny jestem za lotnic- niać przynajmniej w niektórych gałęziach, są różne opcje inwestowania w przyszłość. two. Tak jak mówimy studentom – życie a w perspektywie będzie zastępowane lot- Znam to z autopsji. Przy zakupach różnonie może składać się z tylko jednej kom- nictwem bezzałogowym, łącznie z lotnic- rodnego sprzętu byliśmy zawsze przygotopetencji. twem pasażerskim. Samoloty będą latały wani, że jak tylko się pojawi, natychmiast Pod koniec ubiegłego roku został same. W wojskowości trenuje się to już od zostanie wykorzystany do granic możliPan wybrany na Członka Rady Narodo- dawna. Samoloty bojowe następnej gene- wości. Znamy jednak i takie sytuacje, kiedy wego Centrum Badań i Rozwoju. Z czym racji będą jeszcze nowocześniejsze niż te, sprzęt zostaje dostarczony, ale trzeba się w praktyce wiąże się ta funkcja? które dziś uznajemy za nowoczesne i też nauczyć jego obsługi, więc dwa lata czeka Rada związana jest z promowaniem będą bezpilotowe. Dzięki temu wykony- na wyjęcie z kartonów, nikt do nich nie i zatwierdzaniem działalności Narodo- wać będą mogły operacje, których orga- zagląda, ponieważ wymaga to pokonania wego Centrum Badań i Rozwoju, przygoto- nizm ludzki nie byłby w stanie znieść. bariery kompetencji. wywaniem nowych ofert dla społeczności Sterowanie bezzałogowymi statkami Przejdźmy jeszcze do tematu panakademickiej i naukowej w Polsce. Jestem jest dziś możliwe od początku do końca. demii. Czy uważa Pan, że luki, które również członkiem komisji do spraw stra- Doświadczamy tego chociażby na niektó- powstały na jej skutek uczelnia zniwetegicznych programów, co wiąże się rych dużych lotniskach na świecie gdzie luje? z proponowaniem takich koncepcji, które transport między terminalami odbywa Największe luki, które w tej chwili obserkończą się efektami gospodarczymi. Dys- się pociągiem, który przyjeżdża i odjeżdża wujemy dotyczą relacji społecznych, które są kusje w ramach tego przedsięwzięcia nie i żadnego kierującego w nim nie ma. niezwykle ważne. Czy wrócimy do poprzedsą łatwe, a wszystkie spotkania odbywają Przyszłość będzie bezzałogowa. Być może nich relacji, czy to w ogóle będzie możliwe się zdalnie. potrzebny będzie kulturalno-oświatowy – to są trudne pytania i wcale nie takie oczyMoże to i dobrze, bo podróże do War- „pseudopilot”, czyli ktoś, kto będzie wiste… Myślę, że do tego, co ludzie nazyszawy zabierałyby znacznie więcej czasu. podtrzymywał kontakt z podróżnymi, aby wają normalnością nie ma powrotu. Stworzy Rolą Rady jest także zatwierdzanie uwolnić ich od ciężaru psychicznego, jaką się inna, nowa normalność. realizacji i sprawozdań z poprzednich daje świadomość, że samolot leci bez pilota. Uczelnia musiała sobie poradzić przede lat, przygotowywanych przez NCBiR oraz W takim wypadku będzie wyma- wszystkim ze sprawami dydaktycznymi. wybadanie, jakie są faktyczne efekty wyda- gany chyba inny rodzaj wykształcenia? Myślę, że byliśmy nieźle przygotowani, żeby wania pieniędzy na cele naukowe. Przemysł przyszłości wskazuje na to, te trudności pokonać. Nie chodzi oczywiJest to więc rola inspirująca z jednej że potrzebne są zupełnie inne kompetencje. ście o to, że buńczucznie teraz powiem, strony oraz kontrolująca z drugiej. W tej Ludzie boją się, że zastąpią ich automaty czy że doskonale sobie radziliśmy. Nie, ale miechwili sytuacja jest nieco zagmatwana, roboty i w związku z tym nie będą mogli pra- liśmy jednak zaplecze sprzętowe i ludzi ponieważ NCBiR było podległe Mini- cować. Nie do końca jest to prawda należy z obyciem technicznym, więc obsługa prosterstwu Nauki i Szkolnictwa Wyż- raczej myśleć – jak mówiliśmy wcześniej – gramów i aparatury nie była dla nas tak szego, następnie mówiło się, że przejdzie o zmianie kompetencji. To jest fundamen- dużym wyzwaniem, jak prawdopodobnie pod Ministerstwo Rozwoju, a teraz wspo- talna sprawa. Nadal będziemy potrzebować w wielu innych środowiskach, chociażby mina się o nowym Ministerstwie Edukacji wielu wykwalifikowanych osób. W pierwszej zajmujących się edukacją powszechną, tam i Nauki. Zmiany organizacyjne są w toku, kolejności zastąpione maszynami zostaną było to znacznie trudniejsze. ale sama Rada pracuje stabilnie w zakresie, prace najprostsze… U nas te trudności zostały relatywnie który jest jej nadany. Dzisiaj niektóre kraje proszą o usługę szybko pokonane, natomiast pojawiły się Chciałam zapytać o kontynuację inne państwa, w których praca jest niżej inne – w programach studiów politechdziałań naukowych, ale skoro zmienił wyceniana, bo jest to bardziej ekono- nicznych jest bardzo dużo zajęć o charakPan optykę, proszę powiedzieć jakie miczne dla jakiejś firmy – ten proceder się terze laboratoryjnym. Część z nich można nowe kroki Pan podejmuje? skończy. Okaże się bowiem, że wykonać te było oczywiście jakoś obejść, zrobić dodatPrzede wszystkim działam w ramach prace będą mogły roboty i zrobią to szyb- kowe filmy, pokazać jak wyglądają eksperymojej nowej rzeczywistości. Współpra- ciej, ponieważ nie będą musiały odpoczy- menty i tak dalej, ale wszystko to wymaga cuję z grupą młodych osób – nie ma tu wać. Nie będzie zatem podziału, że w takim czasu i nakładu pracy. Muszę przyznać, pracowników samodzielnych i zależy mi, czy innym kraju jest tańsza siła robocza, że moje koleżeństwo musiało poświęcić aby niektórzy z nich zostali wypromowani siłę tę każdy będzie mieć u siebie. znacznie więcej czasu na taką dydaktykę

21


O potrzebie wielu kompetencji, wysi kształcenia w pan i lotnisku a Kąkole

niż normalnie, w przypadku pójścia na sale i wykonania doświadczenia na bieżąco. To jest spory wysiłek dla wielu. Części zadań laboratoryjnych nie da się jednak przeprowadzić i tu wracamy do pytania, czy jesteśmy w stanie wykształcić dobrego inżyniera bez praktyki. Próbowaliśmy robić tak, że kiedy studenci przygotowywali swoje prace dyplomowe związane z robieniem eksperymentów, to wpuszczaliśmy ich do laboratoriów, zachowując oczywiście wszelkie reżimy sanitarne. Mogli z nich korzystać i robili to. W laboratoriach pracują też doktoranci, przy różnych projektach badawczych. Nasi koledzy przychodzą na uczelnię i normalnie pracują, przy spełnieniu odpowiednich warunków sanitarnych. Organizacja edukacji w nowych warunkach to z pewnością duże wyzwanie. Czy zostanie bez śladu? …nie jest to możliwe. Myśleliśmy o tym, aby kiedy nastąpi już pewne rozluźnienie warunków epidemicznych, oferować specjalne, dodatkowe zajęcia dla tych, którzy chcieliby pewne rzeczy w laboratoriach zrobić. Przedmioty o charakterze wykładowym zostały wystarczająco dobrze przygotowane w formie zdalnej, ale praktyka będzie wymagała nadrobienia. Na ile młodzież zechce z tego

skorzystać – to już osobne i trudne pytanie, z edukacją, to rodzą się postawy roszczeponieważ wiąże się z obserwacją z jakim niowe nieuzasadnione prawnie (śmiech). materiałem mamy do czynienia. Na ile młoJak wyglądają postępy na lotnisku dzież jest samodzielna, zdeterminowana, w Kąkolewie, w stworzenie którego był dorosła do tego, żeby zrozumieć, że studia Pan zaangażowany? to czas na inwestycję w siebie? Jeśli ktoś Trochę inwestycji już się tu pojawiło. jest odpowiednio dojrzały, to korzysta- Stoi już nasz hangar, a drugi jest w budojąc z części wykładowej jako inspiracji do wie. Jest też inny, prywatny. Aeroklub też własnego studiowania, będzie mógł bez postawił jeden, drugi się pojawi. Powstaszwanku wyjść z pandemicznego czasu. nie także hangar dla łazików marsjańskich, Jestem o tym przekonany. Zdaję sobie jed- a swoje pomieszczenie zbuduje także nak sprawę, że takich osób jest niewiele. Poznańskie Centrum SuperkomputerowoNie ma też tej atmosfery... Myślę, -Sieciowe. Inwestycje planuje też Polska że młodzi ludzie lubią studiować Agencja Żeglugi Powietrznej, która jest na uczelni, niekoniecznie w domu... również naszym partnerm do prowadzeNie wiem... ja nigdy nie potrzebowa- nia studiów dualnych na kierunku Lotnicłem atmosfery i koleżeństwa do studio- two i Kosmonautyka. wania. Akurat może tak się złożyło. Kiedy Powstało bardzo ciekawe i inspirujące czegoś potrzebowałem, brałem książki miejsce. Od czerwca będzie już funkcjoi uczyłem się sam. Jeśli ktoś jest dorosły nować oficjalnie jako lotnisko. Właściciei zainteresowany nauką, zainspirowany lem jest Aeroklub Poznański, ale zarządzać tematem, to ma bardzo dobre warunki do tym będzie specjalna spółka, powołana rozwoju. Dostęp do literatury dzisiaj jest przez Aeroklub, Politechnikę i Grupę Akrozupełnie inny niż lata temu, podobnie do bacyjną „Żelazny”. bibliotek, czasopism przez internet – to jest Miejsce jest wyjątkowe, myślę, że da zupełnie inny świat niż ten, w którym ja ważne owoce w przyszłości. To przestrzeń studiowałem. Przy odpowiednim, dojrza- dla robotyków i automatyków, pojawią się łym podejściu szanse, żeby się rozwinąć dwa obserwatoria astronomiczne, zbusą dziś bardzo duże. Często zdarza się nie- dowane zostanie też duże pole fotowolstety, że jeśli wychowanie nie idzie w parze taiczne.

Karp z orzechami Karp z miodem i orzechami to kusząca alternatywa dla tradycyjnego, wigilijnego smażonego karpia.

Kasza jaglana z warzywami zimy Znakomity, bardzo zdrowy obiad na zimę. W szerokim rondlu o grubym dnie podprażyć kaszę. Gdy będzie gorąca dolać 1,5 szklanki wrzątku, dodać 1 łyżeczkę soli, przykryć, zmniejszyć ogień. Gotować pod przykryciem 20minut. W tym czasie obrać i posiekać cebulę i czosnek. Rozgrzać oliwę na patelni, zeszklić cebule i czosnek, dołożyć warzywa z mrożonki, dolać ćwierć szklanki wody, posolić lekko i przykryć. Dusić 5 minut. Odkryć i odparować warzywa. Kaszę zdjąć z ognia i przegarnąć widelcem dodając masło. Wymieszać delikatnie z warzywami z patelni. Podawać posypane orzeszkami piniowymi lub ziarnami słonecznika. kasza jaglana ���� 1 szklanka oliwa ������������������������4-5 łyżek masło ������������������������� 1 łyżka ulubiona mieszanka warzyw z mrożonki (np. „warzywa z patelni”) ��������������500 g orzeszki piniowe lub ziarenka słonecznika �����������garść cebula ������������������������������������� 1 czosnek ������������������2-3ząbki sól i pieprz do smaku

22

karp ���������������������������������������������1,5 kg marchewki �����������������������������������������2 pietruszka �������������������������������������������1 seler mały �������������������������������������������1 por mały ���������������������������������������������1 liści laurowy ���������������������������������������2 pieprz ziarnisty ��������������������garstka sól i pieprz dla smaki

Sos: miód łagodny ������������������������ 4 łyżki orzechy włoskie ���������������2 garście masło ���������������������������������������� 2 łyżki sól, cukier i pieprz do smaku sok z cytryny do smaku

Karpia sprawić, opłukać, nasolić i odstawić do lodówki. Obrać warzywa. W szerokim rondlu zalać warzywa wodą (ok 2 litry), dodać liść laurowy i pieprz ziarnisty. Ugotować wywar (ok 50 minut). Warz ywa wyjąć. Karpia pokroić na dzwonka. Kawałki karpia (razem z głową) włożyć do wywaru i gotować na małym ogniu 12-15 minut, odwrócić i gotować kolejne 12-15 minut. Kawałki karpia delikatnie wyjąć i ułożyć na półmisku imi-tując kształt ryby. Trzymać w cieple. Wywar przecedzić. Dodać miód i masło. Zagoto-wać, doprawić solą, pieprzem i sokiem z cytryny. Dodać orzechy. Polać karpia sosem. Podawać natychmiast.


Docenieni Z Janem Maćkowiakiem, dyrektorem Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie, rozmawia Mariola Zdancewicz

W bieżącym numerze pokażemy trzy świetne wystawy: „STRENG VERBOTEN. Wielkopolska wieś w latach 1939-1945”, „Biskupianie na starej fotografii” oraz „Szlachetne wydanie okowity. Wystawa etykiet i akcesoriów wódczanych ze zbiorów Adama Łukawskiego”. Najważniejszym wydarzeniem tego roku było jednak Grand Prix w konkursie „IZABELLA 2020” otrzymane przez Muzeum Narodowe Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie za projekt „Zoom na muzeum”. W tym roku dostaliście Państwo dwie „IZABELLE” i wyróżnienie Grand Prix. Co to za konkurs i za co Państwo zostaliście nagodzeni? „Izabella” jest nagrodą w konkursie na wydarzenie muzealne roku w województwie wielkopolskim. Jest przyznawana od kilkunastu lat, już od 2002 roku. Podzielona jest na parę kategorii, m.in. działalność wystawienniczą, edukacyjną czy naukową. Samą „Izabellę” dostawaliśmy co roku, ale Grand Prix już nie. Nagrodę otrzymaliśmy w kategorii „działalność edukacyjna” za program „Zoom na Muzeum”. Program został opracowany jako remedium na trudną sytuację naszej instytucji w zakresie upowszechniania zbiorów, co związane było bezpośrednio z wystąpieniem stanu pandemii COVID-19, przez którą wiele z planowanych działań musiało zostać zawieszonych lub zmienionych.Ten czas wyzwolił w pracownikach pokłady kreatywności, co doceniło jury. Zaczęliśmy prężnie działać w internecie, a jeśli sytuacja pozwalała, prowadziliśmy projekty na miejscu w muzeum, oczywiście w warunkach reżimu sanitarnego. U podstaw opracowanego programu leżała konieczność podtrzymania zainteresowania widzów naszym muzeum oraz

potrzeba wypracowania takiego modelu działania, który dopasowałby ofertę muzealną do trudnej sytuacji, a w konsekwencji umożliwił naszej instytucji kontynuację misji. Zakres tematyczny programu był dość szeroki: od dziejów rolnictwa po obrzędy ludowe. W tym zakresie prowadziliśmy liczne pokazy i warsztaty. Pandemia nas nie pokonała (śmiech!) Przeglądałam kalendarz wydarzeń w Państwa muzeum, dużo ich było. Tak. W miejsce imprez plenerowych, których nie mogliśmy zrealizować, wprowadziliśmy pokazy dla mniejszej grupy osób, za to w każdy weekend. Sporo działań odbywało się w internecie. Kręciliśmy filmiki, były też działania na Facebooku. W jakich kategoriach otrzymali Państwo „IZABELLE”? Drugie miejsce w kategorii „działalnośc naukowa i wydawnicza” wygrała nasza konferencja „Szkoła im. Haliny – 150-lecie otwarcia szkoły rolniczej w Żabikowie”, na której zaproszeni profesorowie i doktorzy prezentowali swoje referaty. Trzecie miejsce w kategorii „działalność wystawiennicza” przypadło wystawie „STRENG VERBOTEN. Wielkopolska wieś w latach 1939-1945”, którą można było też oglądać przez internet.

23


Wieś Wielkopolska w czasie II wojny światowej

Z kustoszem Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie dr Mariuszem Niestrawskim rozmawia Mariola Zdancewicz

Mówimy o wsi Wielkopolskiej podczas II wojny światowej. Wystawa wzięła się z przeświadczenia, że historia polskiej wsi czasów II wojny światowej znajduje się na marginesie. To, co dominuje w polityce historycznej, to historia miejska, przede wszystkim historia Warszawy. Nieważne, czy chodzi o powstanie w getcie, czy powstanie warszawskie, reszta gdzieś nam umyka. Ziemie II RP zostały zajęte przez okupantów i nie dotyczy to tylko Warszawy, ale obejmuje także ogromny obszar wiejski. Polska była w 3/4 państwem rolniczym, w związku z czym blisko 3/4 społeczeństwa żyło na wsi. Ta historia jest zapomniana i właśnie dlatego narodziła się myśl, by upamiętnić losy polskiej wsi w czasie II wojny światowej. Uznaliśmy, że najwłaściwszym miejscem jest nasze Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie. Nie chcieliśmy wracać do obrazu wsi walczącej z okupantem niemieckim – tej zamojskiej czy lubelskiej – trochę chcieliśmy od tego uciec, pokazując, że w tak zwanym Kraju Warty działy się ważne rzeczy, o których zapomnieć nie można i z tego powodu ograniczyliśmy wystawę tylko do tego obszaru. Na co więc należy zwrócić uwagę? Najistotniejsze jest to, o czym wspominałem, czyli, że wojenna historia Polski,

24

to historia zarówno Generalnego Gubernatorstwa, ziem włączonych w skład Związku Radzieckiego, jak i ziem włączonych bezpośrednio do III Rzeszy. To jest dużo bardziej skomplikowane, aniżeli by się wydawało. Każdy z tych terenów miał swoją specyfikę, a my skupiliśmy się na tym, jak los wsi wyglądał w tak zwanym Kraju Warty. Państwo wydaliście piękny album, w którym pokazana jest straszna historia polskiej wsi wraz z tym, że chłopi szybko przestali być włodarzami na swoich gospodarstwach, gdzie panował głód i prześladowania. W jaki sposób my możemy dzisiaj opowiedzieć o tym w artykule? Trudno jest mówić o czymś tak traumatycznym. Trzeba mieć na uwadze specyfikę odbiorcy, nie dla każdego odpowiednie są wszystkie treści, zwłaszcza mam na myśli osoby młode, dzieci... Uważam, że prawda sama się obroni. Staram się obiektywnie przedstawić, jak to wyglądało w myśl dziewiętnastowiecznej historiografii, a każdy, zgodnie z własnym kodeksem moralnym może ocenić i przeanalizować, co było dobre, a co złe. Nie można jednak sprowadzać tego do kategorii czarno-białego świata westernu, tylko uwzględnić fakty i umiejętnie ocenić, jak one wpłynęły na historię Wielkopolski.

Może Pan te fakty przytoczyć? Najważniejszym faktem były i są przesiedlenia. Jest to wspólny mianownik dla całego Kraju Warty. Z jednej strony wyrzucanie z domów ludności polskiej, a z drugiej strony osiedlanie na tych terenach Niemców. To był potężny ruch migracyjny w obie strony, obejmujący kilkaset tysięcy ludzi. Trzeba pamiętać, że jest to obraz tragiczny, jest to rzecz, której nie można bagatelizować na zasadzie: „O, bo kogoś wyrzucono z domu”. Ludzie dostawali piętnaście minut na spakowanie, żegnali się z dobytkiem i sąsiadami, w najlepszym razie otrzymywali walizkę, którą mogli wypełnić i wyruszali w nieznane, w kilkuset kilometrową podróż. W drugą stronę wędrowali Niemcy, których zapewniano obietnicami o lepszym stanie majątkowym, gospodarstwach na wyższym poziomie, czy większej liczbie hektarów. Zatem historia Kraju Warty to przede wszystkim historia przymusowej migracji ludności. Jakie jeszcze wydarzenie uznał Pan za takie, o którym warto opowiedzieć, mając na myśli wieś? Nie wydarzenie, ale realia życia na polskiej wsi lat 1939-1945. Ludzie musieli mierzyć się z przymusowymi dostawami żywności, czy utratą własności ziem zagospodarowanych przez chłopów do 1939 roku. Oczywiście była możliwość użytko-


wania tych ziem, ale odtąd stanowiły one własność III Rzeszy. Ludność polska była represjonowana przez wspomniane przesiedlenia, ale też eksterminacje. Działania okupanta zmierzały do zniszczenia polskiej elity, zniszczenia życia kulturalnego, religijnego, do obniżenia poziomu życia Polaków, ograniczenia zaopatrzenia w żywność. I to też, powiedziałabym, jest ten mniejszy margines, bo jednak więcej było tych ludzi, którzy zostali po prostu wyrzuceni i się nikt już o nich nie troszczył. Ze źródeł wiemy, że wysiedlenia dotyczyły kilkuset tysięcy ludzi, którzy zostali wysłani do wschodniej Polski, na teren Generalnego Gubernatorstwa albo do pracy przymusowej do Niemiec. Żeby utrzymać tereny rolnicze w tak zwanym Kraju Warty, Niemcy potrzebowali siły roboczej, więc nie mogli wysiedlić wszystkich. Na podstawie dokumentu z 1942 wiemy, że wymagane zapotrzebowanie sięgało około miliona osób. Dla Niemców nie były to oczywiście atrakcyjne stanowiska, więc werbowali na nie Polaków. Czy można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z sytuacją zwrotną na końcowych etapach wojny? Tak, mamy momenty tak zwanych wysiedleń ludności niemieckiej. Pierwszy etap to ucieczka, drugi to wysiedlenia dzikie, kiedy powracali wysiedleni Polacy i wyrzucali Niemców ze wsi oraz ostatni etap – wysiedlenia planowe. Wysiedlenia Niemców to jeden z ważnych czynników w niemieckiej polityce historycznej. Mówimy tu nie tylko o ucieczkach Niemców przybyłych na te tereny w czasie wojny, ale o przymusowych wysiedleniach Niemców sprzed wojny, którzy myśleli, że po wojnie będą tu mogli dalej funkcjonować.

A jak wyglądały powroty Polaków? Czy w ogóle było do czego wracać? Trzeba zdawać sobie sprawę, jak wyglądała infrastruktura, która była w dużej mierze wykorzystywana na potrzeby wojskowe. Przede wszystkim były wymagane zezwolenia polskich władz cywilnych

nia roli wsi w czasie II wojny światowej. W ostatnim czasie narodziła się myśl, by zwrócić uwagę na wątek wysiedleń z Wielkopolski na Podkarpacie. To miałoby stanowić rdzeń dalszej opowieści o roli wsi w latach 1939-1945. Może Pan powiedzieć słowo o potrzebie powstania projektu edukacyjnego dla dzieci o wsi wielkopolskiej i o prześladowaniach? Jak wcześniej wspomniałem, zginęła gdzieś świadomość tego, co działo się na polskiej wsi w latach 1939-1945, stąd jej obraz nie jest prawdziwy. Obecnie pojawiają się zmiany w programie nauczania, które mają dotyczyć przedstawiania życia codziennego w okupowanej Polsce, a także kwestie deportacji, przesiedleń oraz planowego wyniszczenia. Są to problemy, które nie ograniczają się tylko do ludności miejskiej, ale dotyczą też ludności wiejskiej. Z tego względu Muzeum Narodowe Rolnictwa w Szreniawie w porozumieniu z Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej planują stworzyć program edukacyjny, który miałby zazębiać się z nowym programem nauczania historii, co wierzymy, przyczyni się do pogłębienia wiedzy na temat historii Polski. Liczymy, że uda nam się

z obszaru, na który zostali wysiedleni Polacy, a także oświadczenia lokalnych dowódców Armii Czerwonej, którzy wyrażali zgody na obciążenia linii komunikacyjnych. Dopiero wtedy były możliwe powroty Polaków w rodzinne strony. Jakby Pan podsumował ten wątek? Wierzę, że ta kwestia nie umrze wraz z końcem wystawy. Mamy możliwość wypożyczenia tej wystawy w formie planszowej i liczę na stworzenie wraz z Muzeum Rodziny Ulmów w Markowej jakiejś nici porozumienia w kierunku upamiętnie-

rozpropagować zarówno wątek ludności wiejskiej w czasie II wojny światowej, jak i wątek tak zwanego Kraju Warty jako nieodłącznego elementu ziem polskich. Jak już wcześniej wspomniałem, narodziła się myśl, by zwrócić uwagę na wątek wysiedleń ludności Wielkopolski na Podkarpacie, co doskonale wpisuje się w nowy program nauczania w pierwszej klasie szkół średnich. Wierzymy, że wraz z Muzeum Rodziny Ulmów, a z czasem też z innymi instytucjami, będziemy atrakcyjnym partnerem edukacyjnym dla szkół.

25


Biskupianie na Starej Fotografii… O tradycji, która jest żywa… Z kustoszem Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie Marią Andrzejewską rozmawia Mariola Zdancewicz Kim są Biskupianie? Czym się wyróżniała ta grupa od innych, co było w niej tak fascynującego, że powstała wystawa w muzeum i piękny album? To jedna z prężniejszych grup mikroetnicznych na terenie południowo-zachodniej Wielkopolski, która do dzisiaj kultywuje swoje tradycje. Współpraca zaczęła się od

imprezy z cyklu „Wesela wiejskie”, która miała miejsce w Szreniawie i wówczas też była wystawa związana z tym regionem. Okazało się, że uzbieraliśmy sporo zdjęć, dlatego w 2018 roku przygotowaliśmy album Biskupianie na starej fotografii. Wokół wesela biskupiańskiego poświęcony

26

zdjęciom z wesel na przestrzeni lat 1919-1965. Wtedy wydawało się, że to już ostatnia para, która brała ślub w stroju biskupiańskim. Dziś wiemy, że jest to nieaktualne, ponieważ dwa lata temu odbył się kolejny ślub w tradycyjnych strojach. Czy to wróży koniec tej tradycji? Myślę, że nie. Z pewnością będą następne śluby. Mając duży zasób zdjęć z tego regionu – bo tak się składa, że sama z niego pochodzę – uzyskałam dostęp do zdjęć nie tylko rodzinnych. Stwierdziliśmy, że skoro mamy taką bogatą dokumentację, to trzeba pokazać ten region wraz z jego pięknymi tradycjami. Przygotowałyśmy z Małgorzatą Sawicką album

i wystawę promującą. Już wtedy było wiadomo, że będzie duże zainteresowanie i będzie trzeba zrobić następne wydarzenie. Wystawa miała się odbyć w ubiegłym roku, ale w związku z pandemią została przesunięta na ten rok i towarzyszył jej kolejny album, Biskupianie na starej fotografii. Dożynki, procesje, odpusty... prezentujący święta i uroczystości kościelne i państwowe. No właśnie, a gdzie oni są usytuowani? ...w powiecie gostyńskim w gminie Krobia, czyli około 80 kilometrów stąd. Jest to region, którego tradycje zostały wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Do niedawna pojedyncze osoby można było spotkać w stroju ludowym... w latach 80. dużo ludzi starszych chodziło tak ubranych.


W święta? Nie, na co dzień, normalnie jako strój codzienny. Strój odświętny był obecny w kościele w każdą niedzielę oraz w święta. Dzisiaj strój ten pojawia się na przykład w każde Boże Ciało, dożynki, odpusty. Podczas procesji baldachim jest niesiony przez Biskupian w strojach ludowych, panny i mężatki tradycyjnie idą ze świecami, a dziewczynki w Boże Ciało sypią kwiatki. Mieszkańcy pojawiają się w tych strojach także na wszelkiego rodzaju uroczystościach, takich jak wizytacje biskupów czy różne wizytacje szczebla państwowego. Strój taki posiada nawet burmistrz miasta Krobia. Różnią się czymś jeszcze… Jest to pracowity i sumienny naród, który swoją pracą doprowadził do bardzo wysokiej kultury ziemi. Z reguły na Biskupiźnie były gospodarstwa indywidualne. Nie było PGR-ów, po prostu każdy tę swoją ziemię jak najlepiej uprawiał. Od XIII do XVIII wieku należała ona do biskupów poznańskich. Stąd też nazwa „Biskupianie”... Tak... Są dwa kościoły i dwie parafie w tym regionie, kilkanaście wsi wokół

Krobi i Domachowa. Właśnie Krobia była takim centrum, gdzie biskupi mieli swój pałac, gdzie przez długi czas przyjeżdżali na wakacje i gdzie biskup poznański był tytularnym proboszczem parafii. Zniósł to dopiero kardynał August Hlond, jeśli mnie pamięć nie myli, w 1927 roku. Zresztą strój ludowy nawiązuje kolorami do stroju biskupiego, ponieważ Biskupianie mają czarne wołoszki*, które wyglądają jak sutanny, mają jaki** w kolorze biskupim, białe koszule i czarne westki*** oraz białe albo czarne spodnie, a kapelusze, chociaż teraz są troszeczkę inne, do 1920 roku były też na wzór kardynalskich, co widać, jak się do bardzo starych fotografii na przykład z lat 20. zerknie. A jak dzisiaj się Biskupianie prezentują? Czy jeszcze asystują różnym uroczystościom? Tak, to trwa cały czas i powiem szczerze, że nawet więcej teraz, ponieważ młodzież bardzo się włączyła. Są zespoły: szkolny w Starej Krobi i przedszkolny w Krobi. W Domachowie działa zespół, który powstał przed wojną, a reaktywowano go w latach 70. Świętej pamięci Jan z Domachowa Bzdęga, regionalista, który pocho-

dził z tych terenów, bardzo kultywował te tradycje i dzieje się to nadal. Biskupiański Zespół Folklorystyczny z Domachowa i Okolic działa prężnie, a prowadzi go w tej chwili pan Krzysztof Polowczyk. W Domachowie jest gościniec i tam zespół ma zajęcia, uczy się śpiewu, tańców ludowych. Sporo młodzieży uczy się gry na dudach i na skrzypcach, także poprzez Centrum Kultury w Krobi, więc jest to tradycja, która jest żywa. Świetnie. A można ich zaprosić na jakąś imprezę, żeby zagrali? Oczywiście! Nie ma najmniejszego problemu, 22 sierpnia były dożynki i impreza w Szreniawie poświęcona właśnie tradycyjnym dożynkom biskupiańskim i Biskupianie na nich występowali. W Szreniawie pojawiali się kilka razy, na Zielone Świątki, na różnych innych imprezach. Występują często, są w Kazimierzu na festiwalu i na wszelkiej maści imprezach folklorystycznych. Bardzo dziękuję. *  Wołoszki mają kształt czarnych sukman z fałdami. **  Rodzaj kaftanu zakładanego na kamizelkę. ***  Gwarowa nazwa czarnej kamizelki.

Wystawa „Szlachetne wydanie okowity” Z kustoszem Muzeum Narodowego Rolnictwa w Szreniawie Anną Grześkowiak-Przywecką rozmawia Mariola Zdancewicz. Co przedstawia wystawa „Szlachetne wydanie okowity”? W tej chwili to jedyna wystawa czasowa dostępna w naszym Muzeum. Prezentowana będzie dość długo, bo do października przyszłego roku. Jest to wystawa ze zbiorów Pana Adama Łukawskiego z Płocka. Prezentujemy na niej etykiety, butelki i inne akcesoria wódczane. Są też butelki zawierające trunki sprzed lat. Proszę pokazać gdzie! (śmiech) Ot, chociażby ta wiśniówka Kantorowicza, czy oryginalna starka z dwudziestolecia międzywojennego. Gnieźnieńska wytwórnia Bolesława Kasprowicza pracowała nad jej składem blisko 40 lat. Przejrzałam katalog wystawy. Ciekawy, fantastyczny! …zawiera zdjęcia wszystkich obiektów prezentowanych na wystawie. Pan Adam

przez dwadzieścia lat gromadził etykiety, butelki, inne akcesoria związane z fabrykami wódek i likierów z terenów ziem polskich. Większość pochodzi z okresu międzywojennego, ale są też wcześniejsze. Cała kolekcja liczy około pięciu tysięcy artefaktów. Na wystawie jest prezentowane ponad czterysta, więc nawet nie 10% tego, co pan Adam przez lata zgromadził. Przyjęliśmy, że zaprezentujemy głównie wytwórnie z Wielkopolski i Pomorza. Wyjątek zrobiliśmy dla firmy J. A. Baczewskiego ze Lwowa, a to z racji takiej, że nawet jeżeli gdzieś na dworach pito trunki własnoręcznie wyprodukowane, to jednak w dobrym tonie było, żeby mieć „coś” Baczewskiego na lepszą okazję. Jego napitki cieszyły się renomą wśród konsumentów i były bardzo popularne. Firma J. A. Baczewski była w części sponsorem tej wystawy.

27


Piękna, długa historia… Tak, początek firmy sięga 1782 roku. Co stanie się z kolekcją po zakończeniu wystawy? Będziemy się starali, żeby ją pozyskać. Kolekcja jest jednak dość obszerna. Chcecie państwo ją kupić? Tak, ale potrzeba będzie znaczących środków. Czas pokaże, czy nam się to uda... Pan Adam Łukawski na pewno by chciał, żeby kolekcja trafiła w stanie nierozproszonym do naszego muzeum... Myślę, że podobnie myśli dyrektor muzeum pan Jan Maćkowiak… Wystawa jest prezentowana w dawnej gorzelni. To jest ten budynek na samym końcu muzeum? Na samym końcu, z górującym nad nim kominem. Czyli Szreniawa wraca do korzeni i pokazuje autentyczny budynek, w którym produkowano spirytus? Taki był plan. To jest jedyny obiekt zabytkowy o charakterze przemysłowym na terenie naszego muzeum. Rządcówka jest pod opieką konserwatora, tak jak cały zespół folwarczny, natomiast nie są to obiekty o charakterze przemysłowym. Historia tego obiektu jest dość skomplikowana. W obiekcie produkowano spirytus z płodów rolnych pozyskanych w gospodarstwie do 1969 roku. To oczywiście były już czasy PGR-ów. Później przez parę lat gorzelnia nie była użytkowana. Dopiero w połowie lat 70. została przebudowana. Tu praktycznie kończy się historia tej gorzelni. Wraz z przebudową usunięto większość urządzeń i zmieniono funkcję budynku. Powstała fabryka ekstraktu słodowego na potrzeby przemysłu farbiarskiego i piekarskiego, która była jedną z dwóch tego rodzaju w Polsce, a urzą-

28

dzenia, które wstawiono, przypominały bardziej browar, podobnie, jak sama technologia otrzymywania mleczka słodowego. Dlatego nasze współczesne wykorzystanie tego obiektu też jest swego rodzaju nawiązaniem do tej nietypowej historii obiektu. Nasze założenia były takie, że uda się przy okazji tworzenia ekspozycji powrócić do historii produkcji spirytusu dla celów pokazowych. Budynek powinien być miejscem prezentowania wszystkich przemysłów, które opierają się na fermentacji alkoholowej – zarówno produkcji spirytusu, jak i piwa. W piwnicy przygotowujemy ekspozycję poświęconą produkcji wina z owoców, nie gronowego, tylko win owocowych. Mamy takie wyposażenie z wytwórni win w Lipce koło Piły. Założeniem wystawy jest to, że przy okazji ekspozycji, zwiedzający będą mogli też zapoznać się z procesem produkcji. O ile w przypadku browaru udało nam się to zrealizować, to jeżeli chodzi o produkcję nalewek czy spirytusu, sprawa była dużo bardziej skomplikowana i nam się niestety nie udało. Jeszcze próbujemy... No tak, właściwie nalewki nie są takie trudne do zrobienia. Jak w domu robię, to mi wychodzą! Nie, nie, tu chodzi o przepisy. Pani robi nalewki z alkoholu kupionego w sklepie, który został odpowiednio opodatkowany i wyprodukowany w fabryce będącej pod stałą kontrolą. Natomiast my chcieliśmy pokazać sam proces. Tego niestety nie wolno, bimbrownie, bo tak można by na to patrzeć, są prawnie zakazane. Jest nadzieja, skoro z piwem się udało! Jest to zdecydowanie trudniejsze. Ogólnie rzecz biorąc ustawa o wyrobie alkoholu etylowego oraz wytwarzaniu

wyrobów tytoniowych ewidentnie mówi, że produkcja wyrobów zawierających alkohol etylowy na własny użytek jest nielegalna i stanowi przestępstwo. Ale nie na własny użytek, tylko... To jest jak na własny użytek. Ostatecznie my nie produkujemy alkoholu, ale wydzierżawiliśmy miejsce firmie zewnętrznej, która prowadzi produkcję piwa, natomiast jeżeli chodzi o spirytus, to nawet jej nie udało się uzyskać zezwoleń. Natomiast w budynku pozostała jeszcze taka antresola po czasach, gdy była tu ekstraktownia. Mamy tam bardzo ładną galerię plakatu antyalkoholowego, bo w zamierzeniach chodzi też o to, aby jako instytucja kultury poruszać różne kwestie wokół tematu alkoholu. Nazwa: Piwo Szreniawa. Bardzo fajne! Na zawieszce umieściliśmy takie hasło: „Piwo z kulturą”. Chodzi o to, żeby kształtować właściwe postawy spożycia, bo sama ustawa o wychowaniu w trzeźwości jasno mówi o różnorodnych formach działalności informacyjnej, kulturalnej i naukowej, mającej na celu uświadamianie szkodliwości nadużywania alkoholu dla jednostek oraz życia rodzinnego i społecznego. Chcemy kształtować właściwą kulturę spożycia napojów alkoholowych. Alkohol „jest dla ludzi”, ale spożywany powinien być z umiarem. Myślę, że nam się udaje. Zorganizowaliśmy już wiele wydarzeń muzealnych, ludzie korzystają i kupują, a my nigdy nie mieliśmy problemów z osobami „pod wpływem”. I u państwa można kupić to piwo? W kasie. Miejsce trochę nieodpowiednie, bo piwo powinno być trochę schłodzone. No tak, tak. Lepiej, jak jest schłodzone, ale niestety takie na razie są warunki. Raz na jakiś czas pan Roman Ratajczak, główny piwowar i mózg tego całego przedsięwzięcia, przygotowuje limitowaną edycję 500 butelek, ze sprzedaży których część dochodów trafia do muzeum. A piwo ze Szreniawy jest już dostępne w wielu sklepach w Poznaniu. One chyba nie mogą zbyt długo stać zakapslowane? Termin przydatności to pół roku. To są piwa refermentowane w butelce, tak że pod koniec produkcji, zanim zostaną zamknięte, mają jeszcze dodawane drożdże. Dlatego też czasami pojawia się to zmętnienie na dnie butelki. To są drożdże, które mają za zadanie jeszcze odfermentować nadmiar cukru, żeby piwo się nie zepsuło. Same komórki drożdży są bogate w witaminy i związki mineralne, więc pod tym względem piwo także może wpływać na poprawę zdrowotności.


WYDZIAŁ MEDYCYNY WETERYNARYJNEJ I NAUK O ZWIERZĘTACH

Mariola Zdancewicz rozmawia z:

WETERYNARIA

O zwierzętach chcemy wiedzieć wszystko prof. dr hab. Małgorzata Szumacher czł. koresp. PAN, dziekan Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach

prof. dr hab. Małgorzata Pomorska-Mól przewodnicząca Rady Naukowej Dyscypliny Weterynaria. Lider w naukach weterynaryjnych na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach.

prof. UPP dr hab. Katarzyna Szkudelska przewodnicząca Rady Naukowej Dyscypliny Zootechnika i Rybactwo.

prof. dr hab. Damian Józefiak kierownik Katedry Żywienia Zwierząt. Założyciel firmy HiProMine.

prof. dr hab. Marek Świtoński czł. rzecz. PAN, od 1989 do października 2021 roku kierownik Katedry Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt. Lider genetyki weterynaryjnej. Prezes poznańskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk.

prof. dr hab. Piotr Tryjanowski kierownik Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Laureat zespołowej nagrody Nobla za raport nt. zmian klimatu z 2007 roku.

prof. dr hab. Piotr Ślósarz prorektor ds. studiów UPP, kierownik Katedry Hodowli Zwierząt i Oceny Surowców. Członek Krajowej Rady Klasyfikacji Tusz Zwierząt Rzeźnych.

29


O potrzebie zmian prof. dr hab. Małgorzata Szumacher czł. koresp. PAN, dziekan Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach MZ: Czy aspirując na stanowisko dziekana, miała Pani w zanadrzu pomysły na zmiany? Jeśli tak, to jakie? Małgorzata Szumacher: Nasz wydział nie tyle potrzebuje zmian, ile warunków do dalszego stabilnego rozwoju. Pozycja naszego wydziału to efekt kilkudziesięciu lat pracy pracowników i doktorantów, ale także uregulowań, których wprowadzanie zapoczątkował jeden z naszych dziekanów, profesor Marian Urbaniak. To dzięki jasnej polityce naukowej wydziału, jasnym kryteriom i zasadom regulującym nasze zawodowe życie wiedzieliśmy i wiemy, dokąd zmierzać. Kolejni dziekani wydziału kontynuowali i rozwijali dzieło profesora Urbaniaka, unowocześniając i dostosowując uregulowania oraz bazę naukową i dydaktyczną do nowych potrzeb. Również dzisiaj nasz wydział nie potrzebuje rewolucji, a raczej warunków do ewolucyjnego, systematycznego rozwoju. I to jest jedną z ról dziekana. Wydział potrzebuje nowych przestrzeni do realizacji badań i dydaktyki, sprzętu, kontaktów, a przede wszystkim poczucia wspólnoty i realizacji wspólnego celu. A zatem zmiany tak, ale polegające na znajdowaniu i wykorzystywaniu wszelkich możliwości pozwalających na rozwój naszego wydziału. Obchodzimy w tym roku 70-lecie Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach. Pragnę z tej okazji podziękować wszystkim Pracownikom i Doktorantom, którzy na przestrzeni lat tworzyli

30

wydział i nadal kreują jego wizerunek i pozycję, za ogrom pracy i identyfikowanie się z wydziałem. Pragnę również złożyć życzenia na przyszłość. Życzę nam wszystkim wolności, w tym naukowej, umiejętności radzenia sobie z życiem codziennym, siły, w tym siły charakteru, a w chwilach trudnych, umiejętności stosowania rady Gandhiego, który powiedział: „Najpierw cię ignorują, potem się z ciebie śmieją, potem z tobą walczą, a potem wygrywasz”. Życzę nam wszystkim również umiejętności przyjęcia punktu widzenia innych i patrzenia na rzeczy zarówno z pozycji rozmówcy, jak i własnej, co w konsekwencji może być jedną z dróg do sukcesu. MZ: Ostatnio została Pani mianowana Przewodniczącą Komisji Fizjologii i Żywienia Zwierząt – proszę przybliżyć tę funkcję oraz wcześniejsze piastowane przez Panią stanowiska. MS: Moje początki współpracy z Polską Akademią Nauk to lata 90., kiedy zostałam skierowana przez mojego promotora profesora Andrzeja Potkańskiego do Instytutu Fizjologii i Żywienia Zwierząt PAN w Jabłonnie, aby tam, pod kierunkiem profesora Jana Kowalczyka, poszerzać swoją wiedzę metodologiczną i merytoryczną oraz realizować część badań do pracy doktorskiej. Moje związki z tym instytutem trwają nadal. Już drugą kadencję pełnię funkcję przewodniczącej Rady Naukowej Instytutu. Jestem ponadto członkiem


WETERYNARIA

Rady Naukowej Instytutu Biotechnologii i Hodowli Zwierząt w Jastrzębcu oraz członkiem Komitetu Nauk Zootechnicznych i Akwakultury PAN, będąc też jego wiceprzewodniczącą w latach 2018-2019. To właśnie w tym komitecie funkcjonują zespoły i komisje, których zadaniem jest organizowanie życia naukowego w danym obszarze. Od 2021 mam zaszczyt pełnić funkcję Przewodniczącej Komisji Fizjologii i Żywienia Zwierząt Komitetu Nauk Zootechnicznych i Akwakultury PAN. Do zadań tej komisji należy organizacja seminariów, konferencji i warsztatów omawiających istotne dla fizjologii i żywienia zwierząt zagadnienia, a także reagowanie na ważne kwestie społeczne związane z naszym obszarem naukowym. MZ: Jak obecnie realizuje Pani swoje aspiracje naukowe? MS: Robię wszystko, aby nadal najaktywniej jak to możliwe pracować naukowo. Wymaga to oczywiście nieustannej pracy, ale to właśnie nauka, nie funkcje organizacyjne są moją pasją. Realizowanie badań jest możliwe dzięki współpracy z innymi naukowcami i doktorantami. W najbliższym otoczeniu współpracuję od wielu lat z profesorem Adamem Cieślakiem, kolegą z zespołu naukowego, z którym wspólnie rozwiązujemy problemy żywienia zwierząt przeżuwających. Osobami niezwykle pomocnymi merytorycznie i organizacyjnie są również panowie doktorzy Maciej Gogulski i Paweł Kołodziejski oraz wiele innych osób w Polsce i za granicą. Aktualnie, wraz z profesorem Adamem Cieślakiem, realizujemy między innymi projekt badawczy pt. „Climate Care Cattle Farming Systems (CCCfarming)” (Systemy hodowli bydła w trosce o klimat) w ramach inicjatyw ERA-NET ERA-GAS, ERA-NET SusAn oraz ERA-NET ICT-AGRI2. Celem projektu jest opracowanie inteligentnych klimatycznie systemów hodowli bydła, ograniczających emisje gazów cieplarnianych przy jednoczesnym zachowaniu społeczno-ekonomicznych perspektyw działalności rolniczej. Projekt jest istotny dla rozwoju Polski z punktu widzenia wspólnej polityki klimatycznej UE. Priorytetowe znaczenie w projekcie mają innowacyjne systemy żywienia, ale także utrzymania i obsługi obornika w ograniczaniu emisji. Projekt obejmuje działania w ośmiu krajach rozmieszczonych we wszystkich częściach Europy, w tym Polski jako kraju o ugruntowanej pozycji w produkcji mleka. Naszym zadaniem jest prowadzenie badań z zakresu żywienia krów mlecznych i redukcji emisji gazów cieplarnianych na poziomie gospodarstwa, przy jednoczesnym utrzymaniu i, co korzystniejsze, zmniejszeniu emisji amoniaku.

O pandemii w dobie innej pandemii prof. dr hab. Małgorzata Pomorska-Mól przewodnicząca Rady Naukowej Dyscypliny Weterynaria. Lider w naukach weterynaryjnych na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach. MZ: Zajmuje się Pani chorobami zakaźnymi: mikrobiologią, wirusologią, immunologią, farmakologią. Jak według Pani pandemia wpłynęła na te dziedziny? Małgorzata Pomorska-Mól: Mając na myśli pandemię, najczęściej myślimy o pandemii COVID-19. Warto jednak pamiętać, że

ze współczesnych przykładów warto tutaj wspomnieć o pandemii AIDS, która według różnych szacunków pochłonęła około 35 milionów ofiar, czy, bliższej naszych czasów, pandemii grypy z 2009 roku. Jeśli chodzi o koronawirusy, to obecna pandemia nie jest pierwszą związaną z tymi wirusami. Z podobnymi zagrożeniami

to nie jedyna pandemia, jaka miała miejsce na świecie. Jeśli przyjrzymy się bliżej naszej historii, to pandemie są z nami od tysięcy lat, rozpoczynając choćby od Zarazy Antoninów. Epidemie i pandemie zdarzają się sukcesywnie w naszej historii. Myślę, że

zetknęliśmy się już na począktu XXI wieku przy okazji epidemii SARS i MERS. Wirusy za nie odpowiedzialne, mimo bliskiego spokrewnienia z SARS-CoV-2, cechowały się dużo niższym wskaźninikiem reprodukcji. Były mniej zakaźne, choć bardziej

31


32

patogenne. W związku z tym pochłonęły mniejszą liczbę ofiar niż wirus SARS-CoV-2, który według różnych szacunków do chwili obecnej przyczynił się do ponad 5 milionów zgonów. Z racji moich zainteresowań zawodowych nie sposób nie wspomnieć tutaj o bardzo ciekawej pandemii związanej z koronawirusami, która wystąpiła u świń. W latach 70. i 80. ubiegłego wieku poważnym problemem w hodowli świń była choroba nazywana zakaźnym zapaleniem żołądka i jelit. Wywoływana była przez

demiologicznego, powodował produkcję przeciwciał, które krzyżowo zabezpieczały przed TGE. W ten sposób można powiedzieć, że mutant wirusa TGE doprowadził do wygaszenia ostrego przebiegu choroby TGE. Jest to przykład naturalnego wygaszenia pandemii, w zasadzie bez udziału człowieka. Nie znaczy to, że koronawirus płucny nie krąży wciąż w populacji świń. Wręcz przeciwnie! Jest wciąż obecny, ale nie powoduje większych problemów. Jest to opowieść pocieszająca, a jednocześnie wskazująca, że sprawy związane z cho-

wirusa z rodzaju Alfacoronavirus. Ta choroba cechowała się ogromną śmiertelnością, wśród prosiąt sięgała stu procent. Choroba dziesiątkowała stada w Polsce, Europie i na świecie. Co ciekawe, aktualnie ta choroba nie stanowi już żadnego problemu. W zasadzie jest bardzo rzadko spotykana na świecie. Jak do tego doszło? MZ: Czyżbyśmy się uodpornili? MPM: W połowie lat 80. ubiegłego wieku pojawił się delecyjny mutant wirusa zakaźnego zapalenia żołądka i jelit, w skrócie TGE. Ten delecyjny mutant, zwany obecnie koronawirusem płucnym świń, zmienił swoje zainteresowanie, czyli powinowactwo. Zamiast replikować w jelitach, zaczął replikować w układzie oddechowym, w płucach. Co ciekawe, ten wirus bardzo szybko rozprzestrzenił się w populacji świń, ale jednocześnie był bardzo mało patogenny. Natomiast, co ważne z punktu epi-

robami zakaźnymi są nieprzewidywalne. Bywały zatem pandemie w naszej historii z optymistycznym zakończeniem. Wracając do pani pytania, to oczywiście, za każdym razem, kiedy pojawia się jakaś nowa choroba, to wpływa ona na różne dziedziny nauki, w tym w sposób istotny na te związane z obszarem zdrowia. Musimy jednak pamiętać, że wszystkie poprzednie epidemie z historii również mają wpływ na naukę. Dzięki temu, czego się z nich nauczyliśmy, możemy teraz o wiele szybciej reagować. Dobrym tego przykładem może być wyjątkowo krótki czas potrzebny do opracowania skutecznej szczepionki przeciwko COVID-19. Doświadczenia zdobyte przez epidemiologów, wakcynologów i biotechnologów podczas poprzednich tego typu chorób napędzają rozwój naszej wiedzy. Wpływ na te dziedziny wynika również z tego

faktu, że szczególnie w okresach zagrożenia, z reguły pojawia się zwiększone finansowanie badań w określonych obszarach. Nie pozostaje to bez wpływu na możliwości rozwoju wspominanych dziedzin nauk. MZ: I ewentualnej szansy na zapobiegnięcie przyszłym chorobom podobnego gatunku... A jak pandemia rzutuje na Pani zainteresowania związane z chorobami zakaźnymi? MPM: Tutaj również odpowiem dosyć przewrotnie. Z racji obszaru, którym się zajmuję, chorobą, która zdecydowanie bardziej wpływa na moją strefę badawczą, jest afrykański pomór świń (ASF). Warto dodać, że pandemia ASF trwa znacznie dłużej niż COVID-19. Afrykański pomór świń, to choroba zakaźna świniowatych. Została pierwszy raz opisana przez Montgomery'ego w 1920 roku w Afryce. Jest to choroba charakterystyczna dla tego kontynentu, zwłaszcza dla terenów położonych na południe od Sahary, gdzie występuje endemicznie od lat. Tam są również rezerwuary i wektory specyficzne dla tego wirusa, takie jak guźce, czy kleszcze z rodzaju Ornithodoros, które w naszych warunkach nie występują. Niestety poprzez nieodpowiedzialne działania ludzi, w 2007 roku ASF pojawił się w rejonie Kaukazu i od tamtej pory, w zasadzie nieprzerwanie, zajmuje coraz większe obszary, dotykając gospodarstw skupiających się na hodowli świń. MZ: Czy ma to jakiś wpływ na człowieka? MPM: Jest to wirus, który nie jest patogenny dla człowieka, więc bezpośredniego wpływu na jego zdrowie fizyczne nie ma. Natomiast z pewnością możemy mówić o pośrednim wpływie – na gospodarkę, ekonomikę czy możliwość produkcji. Szereg producentów jest zmuszonych do przerwania swojej działalności albo ograniczania hodowli. W naszym kraju ta choroba występuje już blisko osiem lat i wędruje dalej, na zachód i południe. Chorobą objęte są coraz większe obszary Azji i Oceanii. W lipcu tego roku ASF pojawił się w Ameryce Środkowej. Pomimo dziesiątków badań i ogromnemu dofinansowaniu, do tej pory nie udało się opracować skutecznej szczepionki. Tym bardziej powinniśmy docenić fakt, że szczepionka przeciwko COVID-19 została wyprodukowana tak szybko. Niestety biologia tego wirusa, jego właściwości, w zasadzie nie dają szans na to, żeby szczepionka powstała i została wprowadzona na rynek w najbliższym czasie. Jedyną szansą na ograniczenie zasięgu wirusa jest kontrola populacji dzików oraz zbieranie i utylizacja padłych osobników. W naszym kraju, są one głównym źródłem i rezerwuarem wirusa ASF. Równorzędnym sposobem


WETERYNARIA

walki z chorobą jest bioasekuracja, czyli zapewnienie bezpieczeństwa biologicznego stad. Afrykański pomór świń stał się jednym z najbardziej gorących tematów hyopatologii. Ze względu na ogromne ryzyko rozprzestrzeniania się tej choroby, tylko takie ośrodki, które są wyposażone w laboratoria najwyższej klasy bezpieczeństwa biologicznego, mogą sobie pozwolić na pracę z wirusem. Mimo to, szereg innych ośrodków również włącza się, chcąc pomóc w kontrolowaniu zagrożenia pandemicznego. Musimy uświadomić sobie, że dla gospodarki takiego kraju jak Polska, w którym hodowla stanowi potężną jej gałąź, ASF jest po prostu dewastujący. Za każdym razem, kiedy ta choroba pojawia się w stadzie, oznacza całkowitą jego likwidację. MZ: Czyli nie ma szans na to, żeby została kiedykolwiek powstrzymana? MPM: Nie można tak stwierdzić. Leczenia nie ma, to choroba wirusowa. Być może uda się opracować szczepionkę. Prace badawcze trwają, pojawiają się coraz bardziej obiecujące informacje, ale to nie jest perspektywa najbliższych, powiedzmy pięciu lat, by taka szczepionka została wprowadzona na rynek. Aby została dopuszczona do stosowania w Unii Europejskiej, musi spełniać, poza skutecznością, szereg innych wymagań, jak np. możliwość odróżnienia zwierząt szczepionych od zakażonych. A przede wszystkim, musimy zacząć zwalczać chorobę u dzików, w przypadku których konieczna jest szczepionka do stosowania doustnego. Każde zwierzę ma bowiem inne wymagania dotyczące sposobu szczepienia. To kolejny problem w opracowaniu odpowiedniego antygenu. Ale odbiegłam trochę od tematu. Tak jak mówiłam, ASF najbardziej wpływa obecnie na mój obszar badań. Moje zainteresowania naukowe dotyczące ASF koncentrują się na próbach identyfikacji dróg wprowadzania wirusa do stada. Choroba ta pojawia się także w dużych, dobrze bioasekurowanych gospodarstwach. Powstaje tutaj pytanie, w jaki sposób to się dzieje? Najczęściej winny jest człowiek, który gdzieś przegapi czy ominie procedury. MZ: Zatem nadziei nie ma tylko na pewien czas... MPM: Na razie, to, co jest możliwe do zrobienia, to ograniczenie, o ile się da, populacji dzików, usuwanie ich szczątków ze środowiska i zadbanie o właściwą bioasekurację, czyli zabezpieczenie biologiczne gospodarstw. To jedyne, co możemy zrobić. MZ: Jest Pani Przewodniczącą Rady Naukowej Dyscypliny Weterynaria, jakie ciekawe badania w tym obszarze prowadzone są na Wydziale?

MPM: W dyscyplinie weterynaria prowadzonych jest wiele interesujących badań, realizowanych jest kilkanaście projektów i tematów badawczych, finansowanych głównie ze źródeł zewnętrznych. Dwa z nich, finansowane przez NCN i realizowane w Katedrze Nauk Przedklinicznych i Chorób Zakaźnych, dotyczą nieinwazyjnych strategii w monitorowaniu stanu zdrowia zwierząt. Nieinwazyjne pobranie próbek lub wykorzystanie do celów diagnostycznych materiału, który dotychczas podlegał utylizacji, ma wiele zalet: pozwala zredukować stres, jest tanie, nie zaburza dobrostanu zwierząt. Z tych

związanych z predyspozycją psów rasy buldog francuski do wrodzonego zwężenia zastawki tętnicy płucnej, częstej wady wrodzonej serca u psów czy biomarkerów stanu zapalnego gruczołu mlekowego. Nasi naukowcy zajmują się także optymalizacją procedur dojrzewania oraz zapłodnienia in vitro, a także kriokonserwacji oocytów kota domowego. Tematyka działalności badawczej dotyczy także zaburzeń w rozrodzie psowatych, w szczególności poszukiwania czynników wpływających na rozwój kompleksu CEH–pyometra u suk, będącego jedną z głównych przyczyn zaburzeń płodności

powodów badania dotyczące poszukiwania alternatywnego materiału, zwłaszcza pobieranego w sposób nieinwazyjny, który mógłby zastąpić tradycyjne próbki, stanowią istotny trend w naukach weterynaryjnych, w tym w hyopatologii. Kolejnych kilka projektów jest realizowanych w Katedrze Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt. Dotyczą one m. in. identyfikacji markerów genetycznych i epigenetycznych związanych z wnętrostwem psów oraz kompleksowej charakterystyki regionów kandydujących w genomie psa dla monogenowych zaburzeń rozwoju płci, a także poszukiwania tła genetycznego przepuklin pępkowych świń. Prowadzone są poszukiwania markerów otyłości psów. Kolejnymi projektami finansowanymi przez NCN są projekty MINIATURA, realizowane przez naukowców ze stopniem doktora. Do najciekawszych moim zdaniem należą badania skupiające się na poszukiwaniu markerów genetycznych

u tego gatunku, a także anatomii, histologii i morfogenezy narządów układu pokarmowego kręgowców (gady, ptaki i ssaki) oraz historóżnicowania struktur błony śluzowej, histologii i morfogenezy narządów płciowych i układu moczowego ssaków i angioarchitektury narządów układu pokarmowego i narządów płciowych. Ponadto prowadzimy badania epidemiologiczne związane z występowaniem różnych patogenów, np. SARS-CoV-2 czy Toxoplasma gondii, w populacjach zwierząt. U jeży zidentyfikowaliśmy koronawirusy z podrodzaju Merbecovirus, czyli z tej samej grupy co wirus MERS odpowiedzialny za Bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej. Prowadzone są również badania związane z immunologią największego ssaka lądowego Europy – żubra. Oczywiście jest to tylko kilka przykładów badań prowadzonych w dyscyplinie weterynaria, gdyż nie sposób omówić wszystkich w krótkim wywiadzie.

33


prof. dr hab. Marek Świtoński czł. rzecz. PAN, od 1989 do października 2021 roku kierownik Katedry Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt. Lider genetyki weterynaryjnej. Prezes poznańskiego oddziału Polskiej Akademii Nauk.

O diagnozach...

34

MZ: Czy mógłby Pan opowiedzieć o prowadzonych przez Pana badaniach z zakresu cytogenetyki i genetyki molekularnej? Marek Świtoński: Może kilka słów historycznego wstępu. Rozpocząłem badania nad cytogenetyką od początku mojej kariery na uczelni w drugiej połowie lat 70. O dziwo były już wtedy mikroskopy, tak pół żartem, pół serio. Zainteresowanie cytogenetyką, czyli chromosomami zwierząt domowych, wynikało z tego, że w pracy magisterskiej badałem chromosomy lucerny, czyli rośliny. Przeszedłem potem do pracy w Zakładzie Genetyki i Podstaw Hodowli Zwierząt i zainteresowanie chromosomami mi pozostało do dnia dzisiejszego. Dlaczego chromosomy zwierząt domowych? W latach 70. okazało się, że niektóre mutacje chromosomowe są dziedziczne i istotnie wpływają ograniczająco na płodność zwierząt. Badania te były inspirowane osiągnięciami cytogenetyki człowieka, które pod koniec lat 50., ujawniły pierwsze nieprawidłowości chromosomowe skutkujące zaburzeniami rozwoju płci, takie jak zespół Turnera, czyli brak jednego chromosomu X u kobiet, zespół Klinefeltera, czyli dodatkowy chromosom X u mężczyzn, albo wreszcie zespół Downa, dodatkowy chromosom numer 21. Są to bardzo znane przypadki nieprawidłowości. Wystepują u ludzi dość często i wywołują bezpłodność i zaburzenia rozwojowe, nie tylko płci. Zaczęliśmy poszukiwania takich mutacji u zwierząt domowych, które wykazywały się obniżonymi parametrami reprodukcyjnymi, bo ma ona fundamentalne znaczenie w hodowli.

Okazało się, że nieprawidłowości chromosomowe faktycznie wystepują u różnych gatunków zwierząt, m.in. u świń. Występują u nich dziedziczne mutacje, które nazywamy translokacjami wzajemnymi. One powodują, że normalnie rozwinięte zwierzęta mają obniżoną reproduktywność nawet o pięćdziesiąt procent, z ogromną stratą dla hodowców. Z kolei badania koni, głównie klaczy, wykazały, że główną przyczyną ich niepłodności jest to, co u ludzi nazywamy zespołem Turnera. W przypadku zwierząt mówimy raczej o monosomii chromosomu X. Występuje ona najczęściej u klaczy, natomiast u świń i krów nie wystepuje wcale, a czasem pojawia się u psów i kotów. Gdy porównywaliśmy nasze badania z tym, co wiemy o genetyce człowieka, okazało się, że przyczyny niepłodności nie do końca mają identyczne odzwierciedlenie u zwierząt. Przyczyny są gatunkowo specyficzne. Rozwijając te badania w pewnym momencie rozszerzyliśmy nasze zainteresowania badawcze na zaburzenia rozwoju płci, czyli sytuację, w której płeć chromosomowa, czyli dwa X u osobnika żeńskiego, X i Y u męskiego, nie ma zgodności z prawidłowym rozwojem cech płciowych. Mówiąc krótko, u osobników z układem żeńskim stwierdzane są cechy męskie i odwrotnie. Zaburzenia te wystepują oczywiście u ludzi i po ponownym przyrówaniu, znów okazało się, że to co jest bardzo rzadkie u ludzi, u niektórych gatunków występuje często. Takim gatunkiem, którym się zajmujemy intensywnie od ponad dziesięciu lat jest pies. Częste są przypadki samic psów, które mają dwa chromosomy X, ale rozwijają cechy żeńskie i męskie. Do tego stopnia, że

mają albo jądra, gonady męskie, albo jajnikojądra, a obok tego macicę i nasieniowody, a zewnętrzne narządy płciowe mają oznaki wirylizacji, czyli cech męskich. Okres naszego zainteresowania zaburzeniami rozwoju płci był powiązany z uruchomieniem na naszym wydziale kierunku weterynaria. Nasze badania bowiem interesują przede wszystkim lekarzy weterynarii, choć oczywiście interesują też hodowców. Chcemy znaleźć przyczynę tych zaburzeń i odpowiedzieć na pytanie o ich dziedziczność. Obecnie badamy psy i koty. Przykładowo, u ludzi znany jest zespół de la Chapelle, znany też pod nazwą „mężczyźni XX”. Człowiek ma wtedy dwa chromosomy X, jednak fenotypowo pozostaje mężczyzną. Zachodzi więc nieprawidłowość. Przyczyna tego zjawiska u mężczyzn jest przede wszystkim efektem nieprawidłowego zajścia crossing-over, czyli rekombinacji genetycznej. Kluczowy dla rozwoju płci męskiej gen SRY zostaje przeniesiony z chromosomu Y na chromosom X. Czyli de facto taka osoba ma dwa chromosomy X, ale ale w jednym z nich występuje gen SRY, powodujący rozwój w kierunku męskim. Zbadano dziesiątki tysięcy zwierząt domowych, ale takiego przypadku u nich nie znaleziono. Nam udało się w krótkim okresie czasu znaleźć dwa takie przypadki u kotów. Pokazuje to, że nie można przyjąć, że to co wiemy o przyczynach obniżonej płodności i zaburzeń rozwoju płci u ludzi wygląda tak samo u zwierząt. Gatunki te mają rózną specyficzność. Co z tego wynika? W naszych analizach cytogenetycznych i molekularnych badamy przypadki zaburzeń płci stwierdzone przez lekarzy weterynarii w swoich klinikach czy przychodniach w kraju i za granicą. My


WETERYNARIA

możemy taką próbkę bez problemu zbadać pod kątem chromosomowym i molekularnym, po czym udzielić odpowiedzi na pytanie, czy zaburzenia są dziedziczne. Przy okazji publikujemy nasze wyniki w dobrych czasopismach. MZ: Czy istnieje jakaś szczególnie interesująca kwestia, która jest obiektem Pana badań? MŚ: Od kilku lat zajmujemy się jeszcze trudniejszym zagadnieniem, czyli podłożem genetycznym wnętrostwa, tj. niezstąpienia jądra u samców psów. Wnętrostwo jest najczęstszą wadą u chłopców obok spodziectwa, czyli nieprawidłowego ujścia cewki moczowej. Występuje ono równie często u psów, ale jest rzadkie u innych gatunków zwierząt, co nie znaczy, że nie występuje w ogóle. Ponownie postaje problem weterynaryjno-hodowlany. Weterynaryjny, bo trzeba interwencji lekarza weterynarii, najczęściej poprzez usunięcie takiego jądra, które jest w jamie brzusznej, bo ono ma skłonność do nowotworzenia. Jest to taka profilaktyka, żeby zapobiec rozwojowi nowotworu. Hodowlany z kolei, ponieważ gdy zwierzęta są obustronnymi wnętrami, nie produkują plemników, a gdy jednostronnymi, to prawidłowe jądro będzie produkowało plemniki, ale wówczas do potomstwa przekazywane są geny sprzyjające powstaniu tego zaburzenia. Naszym zadaniem jest szukanie takich genów i jego wariantów, które są z tym związane. Widzimy w tej chwili, że

ekspresja genów w jądrach zstąpionych (występujące w mosznie) i niezstąpionych (pozostające w jamie brzusznej w kanale pachwinowym) jest dramatycznie różna. Szukamy wariantów genetycznych, które odpowiadają za te różnice i mogłyby być wykrywane w badaniach diagnostycznych wykonywanych na bazie komórek krwi, czy cebulek włosowych. Wiemy, że przede wszystkim różnica tej ekspresji polega na tym, że jądro zlokalizowane w jamie brzusznej, czy kanale pachwinowym działa w innym środowisku, bo jest poddane wyższej temperaturze, aniżeli w mosznie. Gdybyśmy znaleźli taki marker genetyczny, a mam nadzieję, że może nam się to uda, to wtedy oczywiście dla hodowcy byłoby to ważne, bo wówczas wiedziałby, że przy istnieniu takiego markera genetycznego, może w jego hodowli pojawić się ta niepożądana wada. Reasumując, zajmujemy się badaniami wad rozwojowych związanych z płodnością i rozwojem płci w tym celu, aby znaleźć ich przyczyny. Dzięki temu możemy zaoferować hodowcom i lekarzom weterynarii narzędzie do diagnozy, bo w każdym działaniu medycznym, czy to będzie medycyna człowieka czy medycyna weterynaryjna, punktem wyjścia jest diagnoza. Dopiero znając diagnozę możemy rozwijać jakąś terapię, możemy stosować jakieś procedury hodowlane, które będą na przykład zapobiegały utrwalaniu się tej wady w danej rasie czy w danej populacji.

Uważam, że współczesna hodowla i współczena weterynaria w bardzo dużym stopniu opierają się na osiągnięciach genetyki molekularnej, czerpiąc dużo z wiedzy o genetyce molekularnej człowieka, ale również pokazując, że te mechanizmy, które prowadzą do podobnych zmian nie muszą mieć takiego samego podłoża. Chciałbym dodać, że jeszcze niedawno nie korzystało się ze zwierząt domowych jako modeli biomedycznych na potrzeby medycyny człowieka. Współcześnie prowadzone są badania z zakresu terapii genowej chorób dziedzicznych psa mających swoje odpowiedniki w chorobach człowieka. Jeśli taka terapia jest skuteczna i bezpieczna u psów, to jest to ważny argument do podjęcia prób klinicznych u ludzi. Innym podejściem jest uzyskiwanie zmodyfikowanych genetycznie świń, które rozwijają chorobę taką samą jak człowiek i na tym modelu można testować różnego rodzaju terapie. Mysz i szczur to nie są idealne modele dla człowieka, bo podobieństwo genetyczne człowieka oraz świni lub psa jest większe niż człowieka i gryzoni. Mamy szereg chorób, gdzie mutacja tego samego genu człowieka i myszy nie daje tego samego efektu klinicznego u człowieka i myszy przy chorobach monogenowych. Wiedząc wszystko o zwierzętach, chcemy móc skutecznie przyrównywać je z człowiekiem. Tworzymy przecież jeden złożony system, gdzie nie ma bytów kompletnie różnych.

O zaskakujących odkryciach prof. UPP dr hab. Katarzyna Szkudelska przewodnicząca Rady Naukowej Dyscypliny Zootechnika i Rybactwo.

MZ: Zajmuje się Pani fizjologią i biochemią zwierząt. Proszę przybliżyć swoją działalność naszym czytelnikom. Katarzyna Szkudelska: Reprezentuję dosyć duży zespół młodych naukowców, którzy zajmują się szeroko rozumianą regulacją metabolizmu, zarówno w kontekście fizjologicznym, jak i patologicznym. Ten drugi kontekst naszych badań odnosi się przede wszystkim do otyłości i cukrzycy, również insulinooporności. Koncentrują się one na poziomie in vitro, jak i in vivo.

Badamy procesy w komórkach wykorzystując komercyjne linie komórkowe, ponadto pracujemy z komórkami, które sami izolujemy z tkanek zwierząt – np. laboratoryjnych, jak myszy i szczury, ale także świni, konia czy człowieka. Ważnym aspektem naszych działań naukowych są doświadczenia na żywych zwierzętach. Kompleksowe podejście pozwala na poznanie pełnego obrazu regulacji metabolizmu. Badania, które dotyczą ostatnich lat, związane są z odkrywaniem nowych czynników,

które regulują metabolizm. Są to hormony peptydowe, które charakteryzują się działaniem nie tylko w tkankach, które kojarzymy z metabolizmem. Wydzielane są one m.in. w mózgu, stąd określa się je mianem neuropeptydów. Okazuje się, że jeśli chodzi o regulację homeostazy energetycznej, pobierania pokarmu, a pośrednio masy ciała, to bardzo wiele regulacji odbywa się właśnie na poziomie mózgu, a konkretnie na poziomie jednej z jego części – podwzgórza. Wiadomo, że na tym poziomie

35


odbywa się także regulacja innych procesów, m.in. rozrodczych. Problemy z regulacją funkcji rozrodczych często towarzyszą chorobom metabolicznym. Dlatego nasze zespoły badają m.in. możliwość wpływu patologii takich jak otyłość i cukrzyca na regulację procesów związanych z rozrodem, właśnie na poziomie podwzgórza. Otyłość i cukrzyca, szczególnie cukrzyca typu 2, która jest wynikiem niewłaściwego sposobu życia: małej aktywności fizycznej i nieodpowiedniej diety, to choroby metaboliczne, których występowanie kojarzone jest z państwami o wysokim poziomie dobrobytu. Okazuje się jednak, że choroby metaboliczne to nie tylko domena krajów wysoko rozwiniętych i bogatych. Pojawiają się one także w krajach o niższym poziomie życia, bowiem żywność jest tam bardzo złej jakości. W społeczeństwach tych problemy związane z otyłością i cukrzycą niestety dynamicznie rosną. Ostatnia pandemia na pewno sprzyja niewłaściwemu odżywianiu, powoduje, że jesteśmy mniej aktywni fizycznie i dostarczamy organizmowi nadmiar energii w posiłkach, które spożywamy. Można więc przypuszczać, że przyczynia się do dalszego wzrostu występowania chorób metabolicznych. Duży wzrost liczby chorych na cukrzycę dotyczy także naszego kraju – mamy obecnie ponad 3 miliony chorych na cukrzycę. Problem jest więc ciągle aktualny. Do tkanek zaangażowanych w regulację metabolizmu, których patologia związana jest z występowaniem cukrzycy należy wątroba, tkanka mięśniowa i tkanka tłuszczowa. Co ciekawe – do lat 90. tkanka tłuszczowa była uważana jedynie za rezerwuar energii gromadzonej po spożyciu posiłku i uruchamianej w momencie, kiedy nic nie jemy lub kiedy podejmujemy wysiłek fizyczny. Dopiero od lat 90., kiedy zidentyfikowano pierwszy hormon wydzielany przez tkankę tłuszczową, zaczęła ona

36

być postrzegana również jako narząd kach związanych z metabolizmem. Wiemy, wydzielniczy. Obecnie znanych jest kilka- w jakim zakresie wybrane peptydy wpłyset różnych czynników wydzielanych przez wają na adipogenezę (powstawanie komórki tłuszczowe i nieustannie odkry- nowych komórek tłuszczowych), na growane są kolejne. Czynniki te mają bardzo madzenie lipidów w komórkach tłuszczoistotne znaczenie dla regulacji wielu pro- wych, czy też na ich uwalnianie z komórek. cesów w całym organizmie, w tym w regu- Wykazaliśmy także, że komórki tłuszczowe lacji metabolizmu. produkują różne aktywne peptydy, a także, Wracając do tematu nowych aktyw- że mają receptory, dzięki którym określone nych peptydów – jest ich coraz więcej – peptydy mogą na te komórki oddziaływać. od mniej więcej 2000 roku obserwuje się Zaobserwowaliśmy również, że mogą one dynamiczny wzrost odkryć w tym zakresie, modyfikować aktywność wydzielniczą oczywiście nie tylko w tkance tłuszczowej. komórek i wysp trzustkowych. Analizy proMZ: Proszę powiedzieć, czy my prze- wadzimy też oczywiście na poziomie moleżywamy jakiegoś rodzaju ewolucję? kularnym. KS: To nie jest związane z ewoluWyniki badań in vitro stanowią następcją. Dynamika w zakresie tych odkryć nie podstawę badania tych regulacji związana jest raczej z nowoczesnymi w układzie bardziej złożonym – na pozionarzędziami badawczymi. Nie są to już mie organizmu – a więc in vivo. By takie klasyczne sposoby, gdzie musimy wykonać doświadczenia in vivo móc przeprowajakieś eksperymenty, mieszać coś w pro- dzić, trzeba spełnić bardzo wymagające bówce. Obecnie równie często korzysta warunki komisji etycznej. Uzyskujemy jedsię z metod bioinformatycznych. Odkryte nak akceptację naszych wniosków – obecw ten sposób zostały niektóre z pepty- nie badania są prowadzone w zakresie dów, na przykład speksyna. W przypadku analizy działania kilku peptydów. Zazwypeptydów o stosunkowo prostej budowie, czaj do badań wybieramy te peptydy, metody bioinformatyczne w zupełności które dobrze rokują jako biomarkery. wystarczają, żeby określić ich potencjalną Mogą one być następnie testowane jako aktywność, czy możliwość wiązania związki będące potencjalnym celem terapii z receptorem. Moi współpracownicy kon- w otyłości, insulinooporności czy cukrzycy. sekwentnie zdobywają finansowanie Mamy spore sukcesy w zakresie tych badań na badania, których przedmiotem jest – wyniki publikujemy w prestiżowych czapoznanie działania tych peptydów. Nasze sopismach i spotykają się one z dużym możliwości w zakresie prowadzenia eks- zainteresowaniem. perymentów są bardzo szerokie – laboraWażnym aspektem naszych badań in toria mamy bardzo dobrze wyposażone. vivo są różnice płciowe w aspekcie rozPosiadamy także liczne kolekcje komórek woju otyłości. Dane WHO wskazują na aktywnych metabolicznie i endokrynnie, to, że jeżeli chodzi o np. o otyłość olbrzyzarówno komórki trzustki, jak i komórki mią, bardziej podatne są na nią kobiety niż tłuszczowe i mięśniowe, a także, jak już mężczyźni i właśnie wśród kobiet wystęwcześniej wspomniałam, pozyskujemy je puje najwięcej przypadków tego rodzaju też od zwierząt. Mamy możliwości oraz otyłości. Ich liczba dynamicznie rośnie procedury, które pozwalają na badanie w ostatnich latach. Widzimy więc, że płeć wszystkich tych typów komórek. jest istotną zmienną w badaniach nad Nasze zespoły wyjaśniły już mechani- otyłością. Dotychczas wykorzystywano zmy działania wielu peptydów w komór- w badaniach samce, lecz w związku ze


WETERYNARIA

wspomnianymi zależnościami, obecnie bardzo mocno zwraca się uwagę na to, żeby badaniom podlegały również samice. W kontekście podatności osobników płci żeńskiej na otyłość olbrzymią, paradoksalny może wydać się fakt, że żeńskie hormony – estrogeny – ograniczają nadmierny przyrost tkanki tłuszczowej i gromadzenie w niej lipidów. Są to kwestie, które wymagają jeszcze wyjaśnienia. Jedna z naszych koleżanek bada w jaki sposób otyłość i cukrzyca zmieniają funkcje neuronów, które zaangażowane są w regulację procesów rozrodczych, tzw. neuronów KNDy. Nazwa tych neuronów jest związana z trzema charakterystycznymi neuropeptydami wydzielanymi przez neurony w podwzgórzu, między innymi z kisspeptyną. Wyniki badań wykazały różnice płciowe w funkcjonowaniu neuronów KNDy w cukrzycy typu 2. Przy okazji kisspeptyna okazała się również aktywnym peptydem w regulacji metabolizmu. Podsumowując, istnieją wzajemne zależności pomiędzy regulacją metabolizmu, homeostazy energetycznej i procesów rozrodczych, a w przypadku samic ich poznanie ma szczególne istotne znaczenie – coraz częściej spotyka się choroby związane występowaniem zaburzeń funkcji układu rozrodczego wynikające z patologii metabolicznych, np. u człowieka znany jest, towarzyszący otyłości, zespół policystycznych jajników. Nasze zespoły, we współpracy z innymi jednostkami badawczymi w kraju, wykorzystując szczurzy model tej choroby, podejmują badania w celu poznania funkcji niektórych neuropeptydów w regulacji jej patofizjologii. Niestety – osób z chorobami metabolicznymi ciągle przybywa, a ich przewlekły charakter wiąże się z rozmaitymi powikłaniami, nie tylko ze strony układu rozrodczego, ale także wielu innych narządów. MZ: No właśnie. Czy są jakieś przeciwdziałania? KS: Jedyny skuteczny sposób, to zmiana naszych przyzwyczajeń. Nie da się ograniczyć procesów chorobowych bez drastycznej zmiany stylu życia, właściwej diety oraz większej aktywności fizycznej. Żadne inne działania nie mogą pomóc, jeżeli się nie zacznie od tych zmian. Natomiast, jeżeli chodzi o peptydy, o których powiedziałam, to odpowiednio opracowane terapie z ich wykorzystaniem, bądź regulujące ich aktywność w organizmie, będą mogły wspomagać interwencje u tych osób, u których choroby postępują i trudno odwrócić proces chorobowy. Jeszcze krótko powiem o badaniach, którymi zajmują się inni naukowcy naszej jednostki – zespół histologów. Koncentrują się one m.in. na badaniu budowy

narządów zwierząt pod kątem ich adapta- czyli w tkankach bardzo aktywnych cji do różnych warunków w tym np. sposo- w regulacji metabolizmu. Obserwowaliśmy bów odżywiania – takie analizy są istotne także zwiększone procesy zapalne w tych z punktu widzenia masowej produkcji mie- tkankach. Resweratrol przywrócił prawiszanek paszowych. Wykonuje się badania, dłowe parametry u tych zwierząt i obniżył w których porównuje się mikrostrukturę insulinooporność. Za najważniejszy wynik i ultrastrukturę narządów pokarmowych, moich badań uważam odkrycie wpływu np. języka u indyka. Dzięki tym informa- resweratrolu na mięśnie chorych zwierząt. cjom można potem dobierać odpowied- Jest to jedna z istotniejszych tkanek, której nią paszę dla tych zwierząt. Dowiadujemy dysfunkcja ma kluczowe znaczenie w przesię, jak ona powinna być podana i uformo- biegu cukrzycy. Jeżeli mięśnie nie reagują wana, żeby przyswajalność składników prawidłowo na insulinę, rzutuje to w najpokarmowych była jak najlepsza. Dzięki większym stopniu na organizm, gdyż jest nowoczesnym technikom mikroskopo- to tkanka która stanowi największą masę. wym struktury te można poznać na bardzo Resweratrol w istotny sposób obniżył grodetalicznym poziomie, a dziedzina taka jak madzenie się tłuszczu w mięśniach oraz anatomia zyskuje nowy, ściśle użytkowy parametry stanu zapalnego, i przywrócił wymiar. prawidłową wrażliwość na insulinę w tej MZ: Może opowie Pani dokładniej tkance. o swoim ostatnim projekcie. MZ: Czyli wynaleziono jakiś rewelaKS: Moje badania nie dotyczą takich cyjny lek? KS: Jeśli chodzi o resweratrol jest to związków, które odkrywane są w organizmie, czyli endogennych, ale związków, sprawa dosyć skomplikowana. Prepaktóre pochodzą z zewnątrz – egzogen- raty zawierające resweratrol są komercyjnych. Zajmuję się m.in. badaniem dzia- nie dostępne, ale są to tylko suplementy. łania związków pochodzenia roślinnego. Resweratrol w zależności od tkanki może Ostatnio badałam związek o nazwie reswe- działać poprzez inne mechanizmy. Proratrol. Jest on obecny w niektórych rośli- blem w tym, że jeżeli jakiś lek ma zostać nach, m.in. w winogronach, a konkretnie dopuszczony do stosowania u ludzi, to na ich skórkach, choć większe jego ilości jego działanie musi być zdefiniowane. znajdują się w czerwonym winie, a więc W przypadku resweratrolu nie da się jedjuż po przetworzeniu winogron. Jednak noznacznie zdefiniować mechanizmu jego najbogatszym źródłem tego związku jest działania, stąd można jedynie zalecać jego rdestowiec ostrokończysty, Polygonum spożywanie i najlepiej w naturalnej postaci, cuspidatum, w szczególności korzeń tej np. w pokarmie czy napojach. W latach 90. rośliny. Resweratrol ma wielokierunkowe XX wieku opublikowano badania epidedziałanie i jest szeroko wykorzystywany. miologiczne przeprowadzone we Francji, Działa praktycznie we wszystkich ukła- na dość dużej grupie mężczyzn w średdach naszego organizmu – wspomaga nim wieku spożywających tłuste posiłki, pracę układu krwionośnego, ogranicza palących papierosy i pijących czerwone rozwój chorób neurodegeneracyjnych wino. Badano rozwój problemów z ukłai ma istotny wpływ na metabolizm. Zaj- dem krążenia i związaną z nimi śmiertelmowałam się wpływem tego związku naj- ność. Okazało się, że w stosunku do grupy pierw w badaniach in vitro określając jego kontrolnej, która różniła się tym, że wina działanie na metabolizm komórek tłuszczo- nie spożywała, mężczyźni pijący wino byli wych, natomiast kolega z zespołu testo- znacząco mniej narażeni na rozwój chował równolegle wpływ resweratrolu na roby niedokrwiennej serca i związaną z nią wyspy trzustkowe, czyli struktury zaanga- śmiertelnością. Zjawisko zostało nazwane żowane m.in. w wydzielanie insuliny. Na „francuskim paradoksem” i takie określepodstawie wyników tych badań rozpo- nie istnieje dziś w literaturze naukowej. częliśmy doświadczenia in vivo z wyko- Od tego momentu badania nad reswerzystaniem tego związku. Udało nam się ratrolem zaczęły się dynamicznie rozwipozyskać finansowanie na badania zwią- jać. Chociaż w winie jest bardzo niewiele zane z bardzo nietypowym modelem tego związku, to jednak zawiera ono jeszcukrzycy – wykorzystywaliśmy model cze około trzydziestu innych związków szczurów z cukrzycą typu 2, które nie były podobnych do resweratrolu, które, tak otyłe. Model ten jest rzadziej wykorzysty- jak on, należą do tzw. polifenoli. Ich pozywany w badaniach – zazwyczaj bowiem tywne efekty działania prawdopodobcukrzycę typu 2 wiążemy z otyłością. Oka- nie sumują się po spożyciu wina. Staje się zało się, że resweratrol był bardzo aktywny więc ono zdrowszą alternatywą w porówu tych zwierząt. Chore szczury, pomimo, że naniu z innymi trunkami. Liczne badania nie rozwijały otyłości, to charakteryzowały wskazują, że taki addytywny efekt działasię podwyższonym poziomem lipidów nia kilku związków w mieszaninie jest czaw takich tkankach jak mięśnie i wątroba, sami bardzo spektakularny.

37


prof. dr hab. Piotr Tryjanowski kierownik Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Laureat zespołowej nagrody Nobla za raport nt. zmian klimatu z 2007 roku.

O syndromie deficytu natury

MZ: Zajmuje się Pan ekologią behawioralną, wpływem klimatu na organizmy żywe, krajobrazem rolniczym, ekologią miast oraz popularyzowaniem ptakoterapii – na czym to wszystko polega? Piotr Tryjanowski: Tak, wymieniony zestaw zagadnień, dość dobrze oddaje to, co mnie interesuje. Nasz zespół w Katedrze Zoologii jest bardzo specyficzny, bo nie boi się łączyć nauk i patrzeć szerzej na zjawiska przyrodnicze. Interesuje nas nie tylko sam osobnik, ale cała populacja, czyli grupa osobników żyjąca na jednym terenie, a nawet układy wielogatunkowe. To jest tak naprawdę nasz punkt wyjścia, czyli badania ekologiczne jako relacja między organizmem a środowiskiem. Staramy się znaleźć to, co odpowiada za siłę tych połączeń. Z jednej strony pytamy, jak mocno czynniki środowiska, czyli wspomniany klimat, urbanizacja, czy relacje z człowiekiem wpływają na populację, głównie na

38

zachowania zwierząt, a później też na wielkość populacji. Z drugiej, interesują nas też same czynniki wewnętrzne tych zwierząt, czyli zróżnicowanie indywidualne wynikające zarówno z wyposażenia genetycznego, jak i z interakcji materiału genetycznego ze środowiskiem, czyli chociażby z temperaturą. Okazuje się, że jedne geny lepiej sprawdzają się w jednych temperaturach, inne gorzej. Badamy najróżniejsze gatunki zwierząt, od bezkręgowców, czyli owadów i ślimaków, kleszczy, aż po kręgowce, czyli w naszym wypadku – głównie ptaki, ale też płazy i gady. Gdy popatrzymy na historię relacji człowieka ze zwierzętami, to odkrywamy zaskakujące rzeczy. Wiele wspominamy o udomowieniu bydła, psa czy kota, ale rzadziej dociera do nas, iż być może dwie pierwsze interakcje pomiędzy zwierzętami i ludźmi dotyczyły ptaków. Pierwsza dotyczyła miodowodów, czyli afrykańskich ptaków, które potrafią wskazać

miejsce naturalnych pni pszczelich, czyli takich pierwotnych barci. Same nie jedzą ani miodu, ani pszczół, ale odżywiają się woskiem – człowiek zaś go nie trawi. Była to więc obopólna korzyść. Druga interakcja ma już bardziej związek z relacją weterynaryjną, bo mowa o człowieku i sępie. Dla wielu ludzi sęp to nieprzyjemny obraz żałoby. Pełnią one jednak olbrzymią funkcję ekosystemową, między innymi jako „sanitariusze środowiska”. Dzisiaj są mocno zagrożone poprzez pojawienie się diklofenaku w antybiotykach stosowanych w hodowli bydła, głównie na Półwyspie Iberyjskim. Nasz gatunek jeszcze przed wynalezieniem ognia najprawdopodobniej miał olbrzymie kłopoty z trawieniem białka zwierzęcego, a sępy bardzo sprawnie wynajdowały padlinę. Człowiek obserwując je na niebie, potrafił zdiagnozować, gdzie znajdowała się lekko nadtrawiona już padlina.


MZ: Czyli ptaki były kluczowe w ewolucji człowieka? PT: Możliwe, że pomogły mu przetrwać. Specjalnie mówię o tych ewolucyjno-historycznych zaszłościach, bo one mocno wpływają na postrzeganie tych zwierząt, na kulturę, i na odpowiedź na pytanie dlaczego ptaki były tak mocno związane z człowiekiem? Proszę zobaczyć, że w sztukach teatralnych, w prozie, w poezji, w malarstwie, w zasadzie wszędzie mamy do czynienia z ptakami. Gdy spojrzy się na liczbę prac zoologicznych, to ptaków jest raptem niecałe jedenaście tysięcy gatunków, czyli tyle, ile samych gatunków owadów w Wielkopolsce. A jednak około 40% wszystkich prac o zwierzętach dotyczy ptaków, między innymi dlatego, że są one tak fascynujące. To powoduje, że trzeba szukać coraz subtelniejszych tematów badawczych, żeby się spozycjonować wśród innych badaczy, a to wymaga nie tylko pomysłów tego, co się chce badać, ale też dostępu do sprzętu. My też z niego korzystamy, chociażby z nadajników satelitarnych, które jeszcze dziesięć lat temu kosztowały około 30 tysięcy złotych, a w tej chwili znaleźć je można po parę tysięcy. Sprzęt jest coraz łatwiej dostępny, a więc możliwości także się zwiększają. Aktualnie robimy taką rzecz, która jeszcze trzy lata temu była nie do wyobrażenia. Zastanawialiśmy się, jak ptaki śpią, bo wiemy, że śpią inaczej niż my, ponieważ u nich wyłącza się tylko jedna półkula. Praktycznie cały czas są w stanie czuwania, a teraz mamy już tak dokładne nadajniki, że gdy bocian poruszy się kilka centymetrów, to my widzimy to na czujnikach, do tego stopnia, że teraz jesteśmy w stanie badać liczbę uderzeń serca na minutę czy wysokość lotu. To wszystko wiąże się z tym, że żyjemy w czasach olbrzymich zmian antropogenicznych, związanych przede wszystkim ze zmianami klimatu i przekształceniami środowiska. Mając informacje o tych podstawowych parametrach, jesteśmy w stanie modelować, przewidywać, albo tworzyć predykcję tego, co może się wydarzyć w przyszłości. W moim zespole próbujemy łączyć te masowe dane, które albo sami zdobywamy z terenu, albo pozyskujemy przez wykorzystanie mediów społecznościowych. Powstałe w ten sposób wspólne bazy danych służą do predykcji tego, co będzie w przyszłości – jak na przykład zmieni się temperatura, jak będzie wyglądało rozmieszczenie organizmów, jak zmieni się ich zachowanie i które gatunki stracą lub zyskają na tych zmianach. Mogę powiedzieć, że zazwyczaj zyskują gatunki negatywnie przez nas postrzegane.

MZ: A czym jest ptakoterapia? jak, chociażby, ankietera, któremu można PT: Tę kwestię warto rozpocząć od powiedzieć, że „służy mi spacer”, „podoba stwierdzenia, że w naszym zespole jest też mi się zwierzę”, czy „nie podoba mi się pracownia neurobiologii, co dla niektórych zwierzę”. Dzisiaj możemy dążyć do obrazu jest egzotyczne, że neurobiologia łączy się zobiektywizowanego i w tym kierunku z ekologią populacji. Oczywiście wiemy już chcemy rozwinąć ptakoterapię. dzisiaj, że w ekologii behawioralnej podCzęsto chodzi tylko o to, aby zmienić stawowym pytaniem są różnice międzypł- „filozofię życia” – prawidłowe odżywianie ciowe i relacje między płciami. Próbujemy się i zwiększenie ruchu. Ptakoterapia to zobaczyć, jak pewne różnice na pozio- świetny pomysł dla tych najmniej zmotymie funkcjonowania mózgu, a dokład- wowanych. Problem z biernością, zwłaszniej układu nerwowego – bo mózg nie cza po pięćdziesiątym roku życia, to musi być zawsze zaangażowany – wpły- poważny problem w psychiatrii. Zalecewają na porozumienie pomiędzy płciami nie przez lekarza ruchu to trywialna rzecz,

i jakie to ma konsekwencje, m.in. reprodukcyjne. To też się przekłada na to, co dzieje się w populacji. Specjalnie o tym mówię, bo kwestia ptakoterapii porusza pewien zabawny wątek – jak wiele musiało upłynąć wody w Wiśle i Warcie, żebyśmy wrócili do czegoś, co było dla naszych dziadków oczywistością – kontakt z przyrodą fantastycznie wpływa na nasz mózg. Rzeczywiście, kiedyś nie mieliśmy narzędzi do tego, żeby to badać, ale teraz można wysłać ludzi na wycieczkę ornitologiczną z lornetką, kazać napluć w probówkę i zobaczyć, jak hormony stresu albo hormony szczęścia ekspanują w zależności od tego, co człowiek ogląda. Mamy w planach zakup Eye Tracker’a, czyli urządzenia śledzącego ruch gałek ocznych. Tego się nie da oszukać, tak

tak jak wypisanie recepty. Spowodowanie tego, to już zupełnie inna kwestia. Jest wiele możliwości. Kupując kota, zazwyczaj jeszcze bardziej nie chcemy opuszczać domu. Niektórzy kupują sobie psa i metoda ta jest dobra, chociaż w niepogodę nie cieszymy się ze spacerów z czworonogiem. Tymczasem oglądanie ptaków sprawdza się nawet w czasie największych mrozów i ulew. Wraz z Christophem Randlerem z Uniwersytetu w Tybindze pokazaliśmy, że to jest prawdopodobnie jedyny rodzaj aktywności hobbystycznej, gdzie przy pewnym poziomie doświadczenia i znajomości ptaków w słabej pogodzie, deszczu czy wietrze, specjalnie wychodzi się na powietrze, aby szukać rzadkich gatunków ptaków. Drugie w zestawieniu

39


było wędkarstwo, którym też zajmuje się zespół w naszej katedrze. Kiedyś mieliśmy takie hasło opisujące nasz wydział: „O zwierzętach chcemy wiedzieć wszystko”. Uważam, że było ono naprawdę bardzo dobre, bo łączyło weterynarię, zootechnikę i nauki biologiczne. Myślę, że wspólnie staramy się to właśnie robić. Każdy z nas kawałek tego puzzla dokłada. MZ: A co można stwierdzić, gdy np. ja, będąc małą dziewczynką, ucinałam kijek, kupowałam żyłkę i haczyk, nakładałam spławik i szłam łowić? Mama często ganiła mnie za przynoszenie małych rybek do domu. Musiałam je sama zabić, oprawić i zjeść. Czy to może świadczyć o jakichś specyficznych cechach? PT: Myślę, że to bardzo normalne. Ewolucyjnie Homo sapiens był gatunkiem, który chciał coś upolować. Na pracę mózgu nakładają się dwa elementy. Jeden z nich to zdobycie jedzenia, drugi to efekt zaskoczenia lub niespodzianki. Dlatego niektóre aktywności hobbystyczne typu wędkarstwo albo obserwacja ptaków są tak niesamowite, bo jest pewna nieprzewidywalna nagroda, ten element ruletki. Chroni to nasz mózg przed wypaleniem się oraz popadnięciem w rutynę. MZ: A grzybobranie? PT: Grzyby może też, ale jak się ma sprawdzone miejsca, to nie ma takiego efektu... MZ: Nie wiadomo też, czy grzyb jest jadalny. PT: Wtedy jest efekt ruletki... (śmiech). Fascynujące, jaki ogromny skok wykonały nauki o życiu w ciągu ostatnich dwóch dekad. MZ: Powrócę do moich dziecięcych wspomnień. Wówczas naciągałam na haczyk dżdżownice, a dzisiaj bym tego nie zrobiła. PT: To ciekawe co Pani mówi, bo dzisiaj mamy do czynienia z kryzysem relacji człowiek-zwierzę. Zwierzęta traktujemy jako pełnoprawnego członka rodziny, a z drugiej strony brakuje takiej zwykłej relacji, która pokazywałaby co to za gatunek, dlaczego coś robi, jak go poznać. Parę lat temu w czasopiśmie „Science” był bardzo ciekawy artykuł, który twierdził, że młoda generacja lepiej rozpoznaje Pokemony niż realne zwierzęta ze swojej okolicy. Nie chodzi nawet o to, że miały z nimi częstszy kontakt, ale młodsi lepiej utrwalali cechy fikcyjnych Pokemonów. Ma to swoją nazwę – syndrom deficytu natury. Dżdżownice i ryby z Pani opowieści wymagały brudu i bezpośredniego kontaktu. Dzisiaj najczęściej nazywa się zwierzęta albo gatunkami stowarzyszonymi, albo czymś do zjedzenia lub zbadania. Zapomina się o tym elemencie terapeutyczno-poznawczym.

40

O badaniach nad dobrostanem zwierząt prof. dr hab. Piotr Ślósarz prorektor ds. studiów UPP, kierownik Katedry Hodowli Zwierząt i Oceny Surowców. Członek Krajowej Rady Klasyfikacji Tusz Zwierząt Rzeźnych. MZ: Przewodniczy Pan Katedrze Hodowli Zwierząt i Oceny Surowców. Proszę nieco opowiedzieć o swoich najnowszych osiągnięciach naukowych. Piotr Ślósarz: Cóż, badania i rozwój naukowy to proces ciągły, nie sposób mówić o osiągnięciach najnowszych bez odwołania się do korzeni. W moim wypadku te korzenie są związane z wytwarzaniem nowych linii i ras owiec. Miałem zaszczyt uczestniczyć w pracach zespołu, który wyhodował pierwsze w Polsce syntetyczne rasy mięsne: białogłową i czarnogłową owcę mięsną oraz szereg cennych linii krzyżowniczych. Wcześniej, zanim podjąłem pracę na uczelni, w naszej jednostce wytworzono owcę wielkopolską – drugą pod względem liczebności rasę owiec w Polsce, co świadczy o jej znaczeniu w okresie rozkwitu krajowego owczarstwa. Tworzenie nowych populacji zwierząt hodowlanych było istotnym trendem w badaniach zootechnicznych w połowie XX wieku i nasz wydział ma tutaj wielkie osiągnięcia. Poza wspominanymi już rasami owiec trzeba przypomnieć dwie rasy świń: złotnicką białą oraz złotnicką pstrą – rasy objęte dzisiaj programem ochrony zasobów genetycznych. Prowadzenie ksiąg

hodowlanych i ocenę użytkowości tych zwierząt powierzono naszemu zespołowi, co stanowi swoisty pomost pomiędzy przeszłymi dokonaniami a teraźniejszością badań prowadzonych w katedrze, którą kieruję. W ten sposób doszliśmy do współczesnego profilu naukowego Katedry Hodowli Zwierząt i Oceny Surowców, który obejmuje szeroki zakres zagadnień dotyczących chowu, hodowli i użytkowania głównych gatunków zwierząt gospodarskich (bydła, trzody chlewnej, owiec, kóz, zwierząt futerkowych i drobiu) w kontekście ich dobrostanu, behawioru oraz pozyskiwania

wysokiej jakości produktów (mięsa, mleka, jak, okrywy włosowej) o walorach prozdrowotnych. Właśnie dobrostan zwierząt, który pozwala na uzyskiwanie wysokiej jakości produktów zwierzęcych i w efek-


WETERYNARIA

cie produkcję zdrowej żywności o walorach funkcjonalnych i prozdrowotnych jest swoistą osią współczesnych zintegrowanych badań zootechnicznych i weterynaryjnych. Jest to naturalna odpowiedź na aktualne oczekiwania społeczne związane z rosnącą świadomością konieczności ochrony zwierząt i ich humanitarnego traktowania oraz potrzebą zdrowego odżywiania się i ekologicznego sposobu życia. Te dwa aspekty: dobrostan zwierząt i dobra jakość produktów są nierozerwalnie powiązane, nie można uzyskać wysokiej produktywności od zwierząt chorych, zaniedbanych, utrzymywanych w niewłaściwych warunkach. Dlatego właśnie, świadomi i dobrze wykształceni hodowcy zwierząt – zootechnicy i lekarze weterynarii – są w awangardzie troski o właściwie rozumianą, racjonalną ochronę praw i dobrostanu zwierząt, mimo często powierzchownego i zniekształconego obrazu w środkach masowego przekazu. Dobrym przykładem takiego kierunku działania jest aktualnie realizowany w naszym zespole projekt poprawy dobrostanu trzody chlewnej poprzez stałe monitorowanie zmian ich behawioru oraz temperatury ciała za pomocą kamer termowizyjnych, co pozwala na wczesne wykrywanie stanów subklinicznych i klinicznych, wczesne izolowanie zwierząt chorych lub zagrożonych od reszty stada i w ten spo-

sób ograniczenie zużycia leków. W efekcie uzyskujemy poprawę dobrostanu zwierząt oraz poprawę jakości i bezpieczeństwa pozyskiwanego mięsa. W naszej jednostce funkcjonuje szereg zespołów badawczych integrujących zootechników i lekarzy weterynarii w badaniach nad wpływem warunków środowiskowych na produkcyjność zwierząt, jakość higieniczną i wartość odżywczą pozyskiwanych surowców. Prowadzone są m.in. intersujące badania dot. wartości odżywczej jaj rożnych, w tym niszowych gatunków drobiu; testowane są innowacyjne produkty z mleka owiec, kóz i klaczy; badana jest jakość mięsa rożnych gatunków zwierząt, w tym rodzimych ras świń w kontekście produkcji wyrobów delikatesowych. Ten ostatni aspekt oceny wartości rzeźnej i jakości mięsa różnych gatunków zwierząt jest najbliższy moim zainteresowaniom naukowym. Zapoczątkowałem prowadzenie w Polsce badań nad wykorzystaniem ultrasonografii do nieinwazyjnego szacowania marmurkowatości (zawartości i rozmieszczenia tłuszczu śródmięśniowego) u żywych owiec oraz w tuszach jagnięcych. Jestem współtwórcą patentu obejmującego niektóre elementy tej metodyki. Obecnie, badanie te zostały przeniesione na trzodę chlewną i bydło mięsne jako gatunki o istotnym znaczeniu dla produkcji wysokiej jakości mięsa. Pro-

blem nieinwazyjnego szacowania marmurkowatości mięsa ma istotne znaczenie w procesie klasyfikacji technologicznej tusz zwierzęcych, poszerzając zakres tej klasyfikacji i zwiększając jej dokładność. W zakończonych niedawno badaniach, w szerokim interdyscyplinarnym zespole, udało się nam opracować i wdrożyć zautomatyzowany aparat do klasyfikacji tusz trzody chlewnej oparty o trójwymiarową analizę obrazu zwierząt. Wykorzystano w tych badaniach metodę skaningu laserowego oraz tzw. kamery głębi. Zaletą proponowanej metody jest odporność na wpływ środowiska panującego w zakładzie ubojowym oraz niewielka ilość zajmowanego miejsca na linii technologicznej. Obecnie pracujemy nad podobnym rozwiązaniem do klasyfikacji bydła mięsnego, poszerzonym o moduł usprawniający i automatyzujący pozyskiwanie informacji o stanie zdrowia poszczególnych ubijanych zwierząt. Taka wielostronna i obiektywna klasyfikacja zwierząt rzeźnych służy bezpośrednio interesom hodowcy – jako informacja zwrotna o oczekiwaniach i potrzebach przemysłu mięsnego i konsumentów, a także informacja o stanie zdrowia – zatem, m.in. o dobrostanie hodowanych zwierząt. W ten sposób można budować prawidłowe relacje uczestników całego łańcucha producentów i konsumentów żywności – to zadanie na dalsze lata.

41


O powrocie do źródeł prof. dr hab. Damian Józefiak kierownik Katedry Żywienia Zwierząt. Założyciel firmy HiProMine S.A.

WETERYNARIA

MZ: Owady jako pasza dla zwierząt odżywiając się głównie owadami. W warunto bardzo ciekawy pomysł – jak Pan na kach naturalnych dla ryb, np. łososiowatych, niego wpadł? owady stanowią istotny element pokarmu, Damian Józefiak: W 2013 roku uczest- ale również dziki nie bez przyczyny buchniczyłem w międzynarodowej konferen- tują łąki i trawniki. Przez lata przemysłowej cji naukowej z zakresu żywienia drobiu. produkcji zwierząt zapomniano o owadach Na jednym z wykładów pojawił się temat jako naturalnym źródle składników pokarpotencjalnego wykorzystania biomasy mowych, ale zwierzęta w naturze cały owadów jako nowego źródła składni- czas wykorzystują ten potencjał. Ponadto ków pokarmowych. Większość obecnych hodowla owadów wykazuje wiele korzyści naukowców zareagowała z niedowie- szczególnie w aspekcie utylizacji różnych rzaniem czy wręcz politowaniem. Nawet surowców ubocznych przemysłu rolnodziś dla dużej części świata naukowego -spożywczego, które charakteryzują się produkcja przemysłowa białka czy tłusz- niską wartością pokarmową dla kręgowców, czu z owadów brzmi jak scenariusz filmu a mogą stanowić idealne źródło pożywienia science-fiction. Często ci sami badacze dla bezkręgowców. Niestety większość tych zapominają, że owady są naturalnym materiałów trafi dziś np. na kompostownie, pokarmem wielu zwierząt np. łososia czy tracąc swój potencjał, jednocześnie przyindyka, a poekstrakcyjna śruta sojowa czy czyniając się do powstawania gazów ciemączka rybna tak naprawdę są zamienni- plarnianych. Dlatego bio-recykling oparty kami i białkami alternatywnymi. W 2015 na owadach to nie tylko tworzenie naturalroku w ramach programu Narodowego nych pasz, ale również możliwość obniżenia Centrum Badań i Rozwoju, programu śladu węglowego i ważny element gospoBRIdge Alfa we współpracy z StartHub darki obiegu zamkniętego. Osobnym zagadPoland powstało HiProMine S.A., rozpo- nieniem stosowania owadów w żywieniu czynając długi proces tworzenia całej zwierząt gospodarskich jest wykorzystatechnologii od rozrodu przez odchów nie naturalnych substancji o charakterze a skończywszy na przetwórstwie bio- przeciwdrobnoustrojowym czy immunomasy owadów na cele paszowe. Obecnie modulacyjnym. Do tego typu związków trwa komercjalizacja i skalowanie pomy- należy zaliczyć białka o charakterze baktesłu, który pojawił się na konferencji nauko- riostatycznym tzw. Anti Microbial Peptides wej i budowany jest na interdyscyplinarnej (AMP), kwas laurynowy czy chitynę. Prowawiedzy z zakresu żywieniu zwierząt, ento- dzone obecnie badania naukowe wskazują mologii, genetyki czy automatyki przemy- na pozytywny wpływ ww. czynników na słowej. mikrobiom układu pokarmowego ptaków, MZ: Czy to rzeczywiście zdrowsza ryb i świń, jak również zwierząt towarzysząalternatywa i dla zwierząt, i dla środo- cych, w tym psów. Poznanie działania tych wiska? A co z człowiekiem? substancji może przyczynić się do poprawy DJ: Cytując Antonio Gaudiego: „Ory- zdrowotności i dobrostanu zwierząt oraz ginalność polega na powrocie do źródeł”. obniżenia chemioprofilaktyki, co w konseOwady są pokarmem ewolucji, występują- kwencji wpłynie na bezpieczeństwo żywcym w przyrodzie od milionów lat jako nie- ności. MZ: Proszę w kilku zdaniach opoodłączny element łańcuchów troficznych. Natomiast stosunkowo niedawno zaczęto wiedzieć o pozostałych innowacyjnych intensywne prace nad aplikacją białka czy badaniach prowadzonych w kierowanej tłuszczu z owadów w żywieniu zwierząt przez Pana katedrze. DJ: Katedra Żywienia Zwierząt prowagospodarskich. Wiele gatunków ptaków w okresie rozrodu zmienia dietę z roślinnej, dzi interdyscyplinarne badania na różnych

42

gatunkach zwierząt, takich jak przeżuwacze, trzoda chlewna czy drób, ale również koniach, zwierzętach egzotycznych i towarzyszących. Od wielu lat główne nurty badawcze dotyczą zastosowania naturalnych zamienników antybiotyków tj. fitobiotyków, eubiotyków czy enzymów paszowych w aspekcie ich wpływu na mikrobiom układu pokarmowego, a tym samym zdrowotność i dobrostan zwierząt. Ważnym obszarem prowadzonych prac naukowych jest dywersyfikacja krajowych źródeł białka oraz wykorzystanie różnych metod ich uszlachetniania np. poprzez fermentację, w celu eliminacji substancji antyżywieniowych czy poprawy ich wartości pokarmowej. Natomiast tematem łączącym wiele aktywności pracowników katedry jest ocena wpływu czynników żywieniowych na emisję gazów cieplarnianych. Katedra Żywienia Zwierząt jako jedyna jednostka w Polsce posiada świetnie wyposażone laboratorium do badań emisji gazów cieplarnianych, w tym również specjalistyczne komory respiracyjne, pozwalające w czasie rzeczywistym na pomiar gazów cieplarnianych powodujących ślad węglowy w różnych obszarach przemysłu rolno-spożywczego. Wykorzystanie unikatowej bazy aparaturowej oraz ścisła współpraca z wieloma podmiotami z otoczenia gospodarczego pozwala nie tylko na publikowanie w prestiżowych czasopismach, ale również na wdrożenia przemysłowe i patenty.


Finał ART OF PACKAGING 2021 - znamy zwycięzców! 20 września 2021 roku odbył się finał piętnastej edycji konkursu ART OF PACKAGING 2021. W Sali Koncertowej Filharmonii Poznańskiej odbyła się uroczysta gala, podczas której poznaliśmy zwycięskie opakowania i ich twórców. W konkursie udział wzięli zarówno profesjonaliści z branży opakowaniowej, jak i studenci stawiający pierwsze kroki w projektowaniu. Tegoroczna edycja ART OF PACKAGING obfitowała w kreatywne rozwiązania i pełną wdzięku estetykę. Funkcjonalność, design i ekologia to nieodłączne cechy nadesłanych opakowań. Wybór najlepszego w poszczególnych kategoriach nie był łatwy. Wśród prac nie zabrakło takich, dla których impulsem do powstania była sytuacja związana z koronawirusem. Tak właśnie powstał projekt Grymasków – Zwycięzcy ART OF PACKAGING 2021 DEBIUTY. Nagroda Golden Pixel za kunszt i wysoką jakość druku przyznana została opakowaniu na dwie butelki wina „Harmonia dwóch smaków”, które zaprojektowała i wykonała firma Adams, a użytkuje firma Bartex-Bartol. Statuetkę i tytuł Perły wśród opakowań ART OF PACKAGING 2021 PROFESSIONAL otrzymała firma Amazepack za projekt skrzyni transportowej z tektury. Produkt zachwycił przemyślaną konstrukcją i designem.

ZWYCIĘZCA ART OF PACKAGING 2021 DEBIUTY – Perła wśród opakowań: Grymaski Autor: Wojciech Zabel Uczelnia: Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy w Bydgoszczy

ZWYCIĘZCA ART OF PACKAGING 2020 PROFESSIONAL – Perła wśród opakowań: Corebox Zgłaszający, producent i projektant: Amazepack

Kategoria etykieta exequo: Męskie wody kolońskie Lucjan’s Barbershop Zgłaszający i producent: Etilab Projektant i użytkownik: Lucjan’ Barbershop / Lucjan Wosiek oraz: Mintis Gin Zgłaszający: Color Press Producent i użytkownik: Port of Spirits Projektant: Mikovec Design

ZWYCIĘZCA NAGRODY GOLDEN PIXEL: Harmonia dwóch światów Zgłaszający i producent: Adams Projektant: Adams (Grzegorz Mieczkowski, Maciej Andersz) Użytkownik: Bartex–Bartol

Wyróżnienie Przewodniczącej Jury: Opakowanie urody kosmetyczne Autor: Aleksandra Bieleń Uczelnia: Wyższa Szkoła Informatyki w Rzeszowie

Wyróżnienie firmy Rosenthal: DIY TEA Autor: Dawid Fik Uczelnia: Akademia Sztuki w Szczecinie

Gala Finałowa Art of Packaging, zwycięzca Art of Packaging 2021 Professional, od lewej: prezes firmy Heidelberg Polska Krzysztof Pindral, Przewodnicząca Jury Izabella Seidl-Kwiatkowska, zwycięzca firma Amazepack Krzysztof Ładoga, Trzeci Zastępca Prezydenta Miasta Poznania Bartosz Guss

43


prof. dr hab. Bronisław Marciniak

prof. dr hab. Marek Murias

mgr inż. Adam Plewiński

O ofercie badawczej Centrum Zaawansowanych Technologii i intensywnych działaniach z prof. dr hab. Bronisławem Marciniakiem – dyrektorem Centrum Zaawansowanych Technologii UAM, prof. dr hab. Markiem Muriasem – konsultantem naukowym Zwierzętarni w Centrum Zaawansowanych Technologii UAM oraz mgr inż. Adamem Plewińskim – kierownikiem Zwierzętarni w Centrum Zaawansowanych Technologii UAM rozmawia Mariola Zdancewicz. MZ: Proszę o krótkie przypomnienie idei Centrum i tego, co obecnie wyróżnia je na tle innych jednostek badawczych? prof. dr hab. Bronisław Marciniak: Wielkopolskie Centrum Zaawansowanych Technologii wywodzi się z idei utworzenia w Poznaniu interdyscyplinarnego ośrodka badawczego skupiającego najlepszych specjalistów koncentrujących się na nowoczesnych rozwiązaniach badawczych i technologiach. Dzięki staraniom prof. dr hab. Bogdana Marcińca – inicjatora i pierwszego dyrektora, centrum zostało zbudowane na Morasku – kampusie UAM – jako ośrodek o zaawansowanej infrastrukturze B+R+I. Koszt przedsięwzięcia wyniósł około 63 mln euro. Prowadzone są tutaj multidyscyplinarne prace badawcze i wdrożeniowe nad nowymi materiałami i biomateriałami.

44

Obecnie jest to już silny ośrodek naukowy realizujący projekty międzynarodowe NCN, FNP, jak i zajmujący się aplikacją uzyskanych wyników poprzez kontrakty z przemysłem. Na podstawie bogatego dorobku naukowego pracowników i partnerów, współpracy krajowej i międzynarodowej, a także poprzez wykorzystanie nowoczesnej infrastruktury badawczej, Centrum aktywnie uczestniczy w życiu naukowym i gospodarczym regionu. Koncentruje się ono na rozwijaniu najbardziej perspektywicznych obszarów działalności badawczej w dziedzinie chemii, technologii chemicznej, biotechnologii i inżynierii materiałowej, a w ostatnim czasie, również na technologiach przyrostowych i inżynierii biomedycznej, popularnie zwanych drukiem 3D, zarówno w obszarze materiałów polimerowych, jak i biomateriałów.

Technologie te umożliwiają przetwarzanie materiałów otrzymywanych przez chemików, biologów, biotechnologów na potrzeby takich dziedzin jak medycyna, robotyka, mechatronika, budowa maszyn i urządzeń, rolnictwo czy przemysł kosmiczny. Funkcjonujący dopiero od kilku lat kompleks laboratoriów CZT jest do dyspozycji środowiska naukowego, jak i przedsiębiorców, co owocuje współpracą i konkretnymi usługami badawczymi. Do nowoczesnych badań biotechnologicznych niezbędna jest możliwość prowadzenia badań na zwierzętach. Dlatego w CZT utworzona została nowoczesna i dobrze wyposażona Zwierzętarnia, pracująca w oparciu o najwyższe standardy stosowane w tego typu badaniach. W mojej opinii jedna z najnowocześniejszych w Polsce. MZ: Proszę opowiedzieć o tym ważnym przedsięwzięciu... mgr inż. Adam Plewiński: Zwierzętarnia CZT jest osobnym budynkiem należącym do kompleksu CZT. Powstała z myślą o hodowli zwierząt SPF (Specific Pathogen Free), czyli zwierząt wolnych od spe-


cyficznych patogenów występujących u danego. Jest to niezwykle istotne kryterium, które musi być spełnione, aby wyniki uzyskiwane w Zwierzętarni mogły być bez żadnych wątpliwości porównywane z wynikami uzyskanymi na drugim końcu świata. Aby sprawdzać warunki SPF w praktyce, próbki pochodzące od zwierząt są regularnie (co najmniej raz na 3 miesiące) wysyłane do wyspecjalizowanych laboratoriów w Niemczech i Francji, które za każdym razem wykluczają obecność patogenów specyficznych dla danego gatunku według wytycznych FELASA. Obecnie, z myślą o wpisanie się na stałe do grona jednostek mogących pochwalić się zachowaniem najwyższych standardów w badaniach na zwierzętach, w strukturze Zwierzętarni zostało utworzone Laboratorium IN VIVO LAB, które jest już na końcowym etapie certyfikacji dobrej praktyki laboratoryjnej (GLP) oraz akredytacji ISO 17025. Certyfikaty te otworzą drzwi do współpracy z firmami farmaceutycznymi, które są niezwykle zainteresowane możliwością prowadzenia badań w Zwierzętarni, potrzebują jednak w procedurze rejestracyjnej swoich wyrobów dokumentacji potwierdzającej, że ich testy bezpieczeństwa były wykonane w warunkach GLP, dlatego prace zmierzające do uzyskania tych certyfikatów zdominowały obecnie codzienną działalność personelu. MZ: Co według Pana wyróżnia Zwierzętarnię Centrum Zaawansowanych Technologii? AP: Budynek to 1300 metrów kwadratowych powierzchni, na której znajdują się 4 strefy technologiczne. Każda z nich odpowiedzialna jest za inny etap badania,

co pozwala na wykonywanie testów w najwyższych obowiązujących standardach dla eksperymentów naukowych. Sercem Zwierzętarni jest strefa hodowlana, do której dostęp ma tylko personel, a każdorazowe wejście do tej strefy wymaga zachowania rygorystycznych procedur higienicznych. Strefa ta nie mogłaby funkcjonować bez wsparcia tzw. strefy brudnej, gdzie znajduje się przypominający małą fabrykę, imponujący ciąg technologiczny. Ma on na swoim wyposażeniu zmywarkę regałową do klatek, systemy napełniania klatek ściółką, urządzenia służące do napełniania poidełek z wodą i kończący się potężnymi autoklawami przelotowymi, dostarczającymi na strefę eksperymentalną i hodowlaną klatki zawierające ściółkę, paszę, wodę i narzędzia chirurgiczne.

Adam Plewiński – Pomiesczenie doświadczalno – bytowe

O ofercie badawczej Centrum Zaawansowanych Technologii i intensywnych działaniach

Obserwacja z procesu wizualizacji

Wykorzystanie możliwości Zwierzętarni stwarza warunki dla jednoczesnego chowu i hodowli 30 królików w klatkach standardowych oraz 3000 szczurów i 6000 myszy w tzw. klatkach IVC (indywidualnie wentylowanych). Klatki takie wymagane są przede wszystkim do hodowli bardzo wrażliwych szczepów zwierząt z niedoborami odporności. Systemy IVC dostarczają do klatek powietrze przefiltrowane przez filtry HEPA o kontrolowanym przepływie i to pomimo faktu, że powietrze wchodzące do Zwierzętarni jest już wcześniej filtrowane. Kontrolowany jest jego ciągły przepływ, a także temperatura, ciśnienie i wilgotność. Wszystkie te parametry są na bieżąco monitorowane i zapisywane przez system BMS, a każde istotne odchylenie od normy powoduje wzbudzenie alarmu. MZ: Zwierzętarnia została uruchomiona stosunkowo niedawno, bo w 2018 roku. Jakimi praktycznymi modelami zwierząt dysponuje obecnie? AP: Aktualnie zostaje wprowadzony do oferty hodowlanej i badawczej nowy gatunek zwierzęcia laboratoryjnego – model kawii domowej – do niedawna jeszcze nazywanej świnką morską. Jest to model badawczy stosowany do operacji chirurgicznych, a także wielu innych badań jako model wielofunkcyjny.Zwierzętarnia stwarza możliwości prowadzenia badań nie tylko na zwierzętach laboratoryjnych (in vivo), ale posiada wydzieloną niewielką pracownię hodowli komórkowych (in vitro). Obecność takiej pracowni znacznie rozszerza spektrum możliwości badawczych, ponieważ wiele modeli eksperymentalnych, zwłaszcza z zakresu onkologii, wymaga połączenia obu tych modeli w postaci allograftów (przeszczepów komórek w obrębie tego samego

45


O ofercie badawczej Centrum Zaawansowanych Technologii i intensywnych działaniach 46

gatunku, np. mysz-mysz) czy ksenograftów (gdzie ludzkie komórki wszczepiane są myszom). Wszystkie badania w Zwierzętarni CZT UAM zawsze prowadzone są za zgodą odpowiednich instytucji nadzorujących badania. prof. dr hab. Marek Murias: Jak wspomniano, szczepy nazywane przez naukowców szczepami immunoniekompetentnymi nie mają w pełni funkcjonalnego układu immunologicznego. Myszy te są nieocenioną pomocą dla naukowców zajmujących się badaniami nad nowotworami. Uzyskane dzięki współpracy z Katedrą Toksykologii UMP genetycznie modyfikowane ludzkie komórki nowotworowe mogą być wszczepiane zwierzętom, a dzięki modyfikacji genetycznej, komórki te emitują światło na tej samej zasadzie, co znane z naszych pól i lasów świetliki. Dzięki temu możliwa jest obserwacja takich komórek w ciele myszy, śledzenie ich skłonności do metastazy czy odpowiedzi na terapię. Procedura ta musi być wspomagana przez ultraczułą kamerę, która pozwala na rejestrowanie takiego światła, określenie lokalizacji tych komórek w ciele myszy i określenie intensywności ich świecenia. Pracownia wizualizacji in vivo, w której znajduje się ten aparat, jest wspomagana przez tomograf komputerowy dla małych zwierząt oraz unikalny na skalę światową tomograf elektronowego rezonansu paramagnetycznego, który pozwala na obserwację zmian prężności tlenu oraz obecności jego reaktywnych form w tkance nowotworowej. Te kluczowe aspekty decydujące o powodzeniu terapii przeciwnowotworowej były przedmiotem dwóch prac opublikowanych przez zespół, w skład którego wchodzą pracownicy Zwierzętarni. Zaowocowały one już pytaniami o możliwość współpracy z kilkoma prestiżowymi ośrodkami polskimi i zagranicznymi. MZ: Zespół Zwierzętarni to istotny element sukcesu. Jak Pan ocenia jego obecne dokonania? BM: Kierownik Zwierzętarni mgr inż. Adam Plewiński i konsultant naukowy Zwierzętarni prof. dr hab. Marek Murias pracują tu praktycznie od początku. Swoje starania o jej uruchomienie zaczęli długo przed pojawieniem się pierwszych zwierząt. Początki nie były łatwe, jednak mgr inż. Adam Plewiński, z wykształcenia zootechnik o specjalności hodowla zwierząt i podstawy genetyki oraz jednocześnie biolog o specjalności biologia zwierząt, wraz z zatrudnionym na stanowisku konsultanta naukowego prof. dr hab. Markiem Muriasem, toksykologiem z 25-letnim staAdam Plewiński – obserwacja kaltki IVC

żem, wykorzystali swój potencjał i pomimo wielu trudności, 2 stycznia 2018, panowie wprowadzili do klatek IVC pierwsze samice i samce szczurów Wistar, zakupione w prestiżowej hodowli Charles River w Niemczech. Później liczba zwierząt i ich szczepów zwiększała się lawinowo. MZ: Jak bardzo A: Biotechnologia ze Zwierzętarnią (A2) i Szklarnią (A1) zaawansowane prace B: Technologia Chemiczna z Halą Technologiczną badawcze można tu C: Laboratorium Unikatowej Aparatury prowadzić? D: Administracja i sale seminaryjne MM: Zwierzętarnia przystosowana jest do rzeń neurodegeneracyjnych. Można do prowadzenia badań dotyczących wielu tych celów wykorzystywać testy z zakresu aspektów związanych z poznawaniem biochemii i morfologii krwi prowadzone molekularnych i fizjologicznych patome- w materiale pozyskanym od zwierząt, chanizmów chorób człowieka (infekcyj- a także niewielkiej, ale bardzo dobrze nych, nowotworowych i uwarunkowanych wyposażonej pracowni histologicznej. MZ: Na koniec podpytam jeszcze genetycznie) z zastosowaniem odpowiednich modeli zwierzęcych. Ponadto dla o zakres obecnej współpracy. Czy wykowielu modelowych organizmów chorób rzystanie Zwierzętarni ma charakter człowieka mogą być testowane nowo- międzynarodowy? BM: Zwierzętarnia, tak jak całe Cenczesne podejścia terapeutyczne wykorzystywane w badaniach przedklinicznych. trum Zaawansowanych Technologii UAM, Zakres badań prowadzonych w Zwierzę- ma na celu integrację poznańskiego środotarni CZT UAM obejmuje więc badania wiska naukowego i służyć mu, jak i innym farmakologiczne i toksykologiczne wspie- zleceniodawcom. Funkcje tę spełnia już rane przez niewielką pracownię chromato- coraz lepiej, choć oczywiście horyzonty poszukiwania potencjalnych partnerów graficzną. Bardzo ważna gałąź to badania cho- nie kończą się na granicach Poznania, Polrób neurodegeneracyjnych i pomocne ski ani Europy, a rozciągają się także na w takich badaniach testy behawioralne, USA i Kanadę. Naszym celem jest, aby kognitywne oraz badania aktywności naukowcy z ośrodków zagranicznych lokomotorycznej. Badania takie mogą być gościli coraz częściej w naszej Zwierzęrównież wspierane przez badania moleku- tarni na zachodnim krańcu Kampusu UAM larnego podłoża patomechanizmu scho- Morasko.


„Matka”

o g e c a k t i W

Matka Stanisława Ignacego Witkiewicza była jednym z ostatnich dramatów autora. Napisany w 1924 roku, poruszał tematy dobrze znane widzowi przyzwyczajonemu do wizji Witkacego – alienację, indywidualizm oraz postać reformatora społecznego odczuwającego niemoc działania, zresztą w dużym stopniu porte parole dramaturga. Nawiązywał też do nadal popularnego wówczas dramatu mieszczańskiego, który autor uważał za nudny i przewidywalny. Przewrotny podtytuł Matki to: „niesmaczna sztuka w dwóch aktach z popularnym epilogiem”. Przewrotny, bo końcówka dramatu to jedna z bardziej abstrakcyjnych scen w twórczości Witkacego. Dramat Witkiewicza opowiada o losie rodziny Węgorzewskich. Tytułowa matka, Janina, pracuje na edukację swojego jedynaka Leona, pomimo że nie wierzy w jego wielkie idee. Kobieta zawiódłszy się życiem i macierzyństwem, popada w alkoholzim prowadzący do ślepoty. Leon stroni od pracy i wygłasza reformatorskie mowy, w których polemizuje z ideą nadczłowieczeństwa Fryderyka Nietzschego. Brak mu jednak siły, aby wprowadzić je w życie. Świadomie wykorzystuje matkę, której wola walki z „wampirem” osłabła. Nadzieją jest Zosia, córka szewca, z którą Leon postanawia się ożenić. Młoda dziewczyna okazuje się jednak być tak samo zepsuta jak jedynak, wpędzając Janinę w jeszcze większy zawód. Matka w końcu umiera z przedawkowania kokainy, gdy dowiaduje się, że jej syn został szpiegiem politycznym, a Zosia zaczęła się prostytuować. Epilog sztuki Witkacego jest abstrakcyjny i jak często w jego wypadku, trudny do ukazania na deskach teatru. W ciemnym pokoju Leon rozmawia z duchami osób, które skrzywdził lub poprzez które krzywdził innych. W końcu sięga go kara z rąk robotników na tle maszyny służącej do wysysania „resztek matek” przez jedynaków. Inscenizacja Radosława Stępnia jest raczej wiernym przedstawieniem zamysłu autora, choć nie brak jej innowacji. Historia Leona zostaje przedstawiona post factum – filozoficzny monolog genialnego Mariusza

Zaniewskiego zostaje przerwany pytaniami Fatum, w wersji Stępnia jest rozmową Zosi aktorów wśród publiki o śmierć matki. o swojej ciąży z trzecioplanową postacią Wyprowadzony z równowagi Leon opusz- – kochankiem de Pockiem. W ten sposób cza scenę, dając asumpt do rozpoczęcia zostaje kontynuowana scena zastępczego przedstawienia. Rewelacyjna Antonina rodzicielstwa z poprzeniego aktu, gdzie Choroszy odwzorowała tytułową Matkę para bohaterów udaje rodzinę rozbitego zgodnie z Witkacowskim kanonem – jest Leona. zdystansowana i wyniosła, pokazując jedAdaptacja Stępnia daje wolność internocześnie ironię i tragizm tej postaci. Znaj- pretacji, co pozostaje w duchu Witkacego. dując się w rodzinnej sytuacji bez wyjścia, Dla tego drugiego fabuła zawsze była tylko kobieta postanawia rzucić się w nurt biegu pretekstem dla ukazania Czystej Formy, zdarzeń. Zosia (Malina Goehs) podobnie czyli postawienia pytania o dziwność istjak w oryginale, nie odgrywa pierwszych nienia i bycia. Reżyser pomimo zabiegów skrzypiec w wydarzeniach sztuki, a raczej urzeczywistniających przywołał na scenę towarzyszy Leonowi w zepsuciu. te „przeklęte problemy”, zostawiając z nimi widzów tête-à-tête. Pozostaje pytanie o faktyczną abstrakcyjność sztuki. To, co pierwotnie było parodią dramatu mieszczańskiego, w wersji Stępnia jest odwróceniem się od teatru Czystej Formy. Pomimo to, jedyny dyso-

Pomysł reżysera na rozwiązanie historii ma jednocześnie charakter fantastyczny i realistyczny. Akcja kończy się zasadniczo wraz z drugim aktem. K ażąc bohaterom zażywać narkotyki w towarzystwie tańczących masek, obraz na scenie staje się coraz bardziej rozmyty. Równolegle, wpisując historię w majaki odurzonego Leona tęskniącego za zmarłą dwa lata temu matką, reżyser urzeczywistnia wydarzenia ze sceny, które nagle nabierają kształtu. To „urealnienie” pozostanie tematem przewodnim, ponieważ Stępień postawił na pragmatyczne zakończenie sztuki. Leon informuje widzów, że następujące wydarzenia można interpretować dowolnie. Epilog, który w wersji Witkacego był pogodzeniem się Leona z duchami przeszłości i otrzymaniem irracjonalnej kary z rąk

nans poznawczy widza może polegać na tym, że jest w stanie bez problemu zrozumieć dramat Witkacego. I być może to było zamysłem reżysera. Kamil Czaiński Zdjęcia dzięki uprzejmości Teatru Nowego (fot. Monika Stolarska) Teatr Nowy w Poznaniu reż. Radosław Stępień Premiera: 11 września 2020 + wznowienia

47


Bartex jest jednym z największych polskich importerów, producentów i dystrybutorów win, alkoholi i innych wyrobów z tej branży, od lat rozpoznawalnym dzięki markom: Istra, wódka Kłosówka z kłosem, Edelkirsch, Vodka.pl, Brandy Budafok, Kadarka z różą. Na świecie postrzegany jest jako rzetelny partner, posiadający wszystkie certyfikaty BRC i IFS, prezentujący stabilną jakość i pewność we wzajemnych relacjach biznesowych. Kooperuje z największymi producentami na świecie. Kontakt: bartex@bartex.com.pl | Centrala: tel. 61 44 26 100 Sklep Firmowy BACCHUS: bacchus@bartex.com.pl | tel. 61 44 26 109 Sklep zabezpiecza też zaopatrzenie na imprezy okolicznościowe, rodzinne itp. na korzystnych warunkach cenowych.