Issuu on Google+

ISSN 1896-1878

84 2016 www.merkuriusz.com.pl

Uwe Loesch. Plakaty Śmierć Kronosa. Starowieyski Skilly Jest się czym pochwalić…


Lotnictwo dla obronności Częścią centralnych obchodów Święta Lotnictwa Wojskowego i 10-lecia F-16 w Polskich Siłach Powietrznych była Konferencja „Lotnictwo dla obronności”, która odbyła się w Centrum Wykładowym Politechniki Poznańskiej i stanowiła kontynuację konferencji ubiegłorocznej, pod tym samym tytułem, a jednocześnie podsumowanie działań poznańskiej uczelni, zmierzających do uruchomienia kierunków i specjalności wiążących się z lotnictwem. Starania przyniosły oczekiwane rezultaty, ponieważ już w tym roku studenci otrzymali możliwość wyboru kierunku lotnictwo i kosmonautyka lub studiów podyplomowych z zakresu inżynierii kosmicznej. Celem konferencji było zaprezentowanie aktualnych możliwości zastosowania nowoczesnej myśli technicznej, powstającej w jednostkach naukowych w służbie bezpieczeństwa narodowego – podkreślił rektor Politechniki Poznańskiej Tomasz Łodygowski. – Sądzę, iż gromadząc w jednym miejscu zespoły, których doświadczenia i aktualne osiągnięcia przekonują, że potrafimy w kraju zaproponować rozwiązania innowacyjne, konkurencyjne z rozwiązaniami światowymi, pobudzamy jednocześnie środowisko naukowe i przemysłowe do ściślejszej współpracy. Gościem specjalnym był David „Bio” Baranek z amerykańskiej Marynarki Wojennej Top Gun, operator radaru samolotu F-14. Wydarzenie, nad którym honorowy patronat objął prezydent Andrzej Duda oraz wojewoda wielkopolski Zbigniew Hoffmann, stało się okazją do przywołania historii polskiego lotnictwa, do dyskusji, wymiany informacji i doświadczeń wpływających na wzrost możliwości obronnych Polskich Sił Powietrznych, a uświetnił je występ Orkiestry Reprezentacyjnej Sił Powietrznych pod dyrekcją mjr. Pawła Joksa.  red. fot. Iwona Kawiak-Sosnowska, Dział Informacji i Promocji PP


Powierz to nam! Kancelaria Doradztwa Podatkowego AUDIT od 1993 roku świadczy usługi księgowe i doradcze. Zapraszam do naszych punktów w Poznaniu przy ul. Macieja Rataja 124 i Luboniu przy ul. Parkowej 7.

SWARZĘDZ UL. KIRKORA 2 tel./fax 61 815 91 23 www.ogrod-marzen.pl

Alicja Szymańska Doradca podatkowy nr wpisu 06651 na liście Krajowej Izby Doradców Podatkowych Laureat programu „Solidny Partner”

tel. +48 602 103 657 audit@interia.pl Marzy mi się więcej lasów

16

spis treści Lotnictwo dla obronności 2 Konserwacja zabytków – podstawa istnienia dziedzictwa narodowego – dziedzina zepchnięta na boczny tor 4 Zwolnienie lekarskie  – kiedy i kto może kontrolować pracownika? 7 Solidny partner w środowisku lokalnym 9

Merkuriusz

➭➭ Prowadzenie księgowości w pełnym zakresie ➭➭ Outsourcing usług kadrowo – płacowych ➭➭ Doradztwo podatkowe i prawne ➭➭ Rozliczenia z ZUS ➭➭ Prowadzenie szkoleń wstępnych i okresowych BHP

Franciszek Starowieyski Śmierć Kronosa 10 Nauka języków obcych… w telefonie 12 Po co właściwie liczy się zwierzynę? 14 Marzy mi się więcej lasów 16 Karczmę Borową znam jak własną kieszeń 18 Uwe Loesch. Plakaty 20 Ławeczka – element nieskończony w czasie i w przestrzeni 22 Czas na zmiany (nie)radykalne 24 Smaczna dynia 26 Biblioteka Merkuriusza 26 Jest się czym chwalić… 28 Biblioteka Merkuriusza

30

Z Mazurkiem Dąbrowskiego przez 220 lat 31 Gry planszowe – zjawisko nowe 32

70-lecie gnieźnieńskiego teatru

Patron na scenie na siedemdziesięciolecie gnieźnieńskiego teatru 33

33

Poznańska gala Ery Jazzu 34

Pieczątki od ręki z dowozem www.amb.net.pl | tel. 61 8520060 Ogrodowa 17 – Poznań Centrum | Mołdawska 27 – Poznań Naramowice

Sprawdź naszą jakość, asortyment i błyskawiczną realizację! Naszym partnerem jest Politechnika Poznańska. 

sekretariat@merkuriusz.com.pl redakcja@merkuriusz.com.pl ISSN 1896-1878

Wydawca: DOM WYDAWNICZY NETTER Plac Marii Skłodowskiej-Curie 5, 60-965 Poznań NIP 779-110-19-06  REGON 300467591 konto: Bank Zachodni WBK S.A  Nr 56 1090 1362 0000 0001 1083 8358 Redakcja (sekretariat): tel. +48 (0) 501 180 575 tel. +48 (0) 515 079 888

www.merkuriusz.com.pl

Redaktor naczelna: Mariola Zdancewicz Zastępca redaktor naczelnej: Krzysztof Wiench Fotografie: Stanisław Wojcieszak Korekta: Bogumiła Hyla

Jesteśmy patronem medialnym Teatru Muzycznego w Poznaniu

Współpraca: Marek Zaradniak, Kamila Zdancewicz, Andrzej Wilowski, Maja Netter, Bogumiła Hyla, Julia Borska, Kasia Górecka, Wiola Ordon, Lech Mergler, Dobrochna Witucka Okładka: fot. Krzysztof Moroz Skład: Krzysztof Spychał Druk: Drukarnia Printgraph ul. Mickiewicza 19, 32-800 Brzesko

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treści reklam i materiałów promocyjnych i ma prawo do skracania niezamówionych tekstów.


Konserwacja zabytków – podstawa istnienia dziedzictwa narodowego – dziedzina zepchnięta na boczny tor

Międzynarodowe Konferencje Konserwatorskie organizowane są od 2004 roku. Uczestniczą w nich przedstawiciele licznych muzeów oraz instytucji polskich, ale także zagranicznych, m.in. Narodowego Muzeum Rolnictwa w Pradze, Deutsches Landwirtschaftsmuseum w Stuttgarcie, Słowackiego Muzeum Techniki w Koszycach, Museum of Hungarian Agriculture w Budapeszcie, South Lanarkshire Museum Service w Hamilton, The Irish Archaeology Field School w Dublinie, Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie, National Gallery of Slovenia w Ljubljanie, Nacionalen Selskopanskij Muzej w Sofii, Wallachian Open-Air Museum w Rožnov pod Radhoštěm czy The Estonian Agricultural Museum w Ülenurme.

4


Z dyrektorem Janem Maćkowiakiem, konserwatorami Lidią Staniek i Pauliną Kryg oraz ze specjalistą ds. promocji i marketingu Mariuszem Gąszczołowskim z Muzeum Narodowego Rolnictwa i Przemysłu Rolno-Spożywczego w Szreniawie rozmawia Mariola Zdancewicz Muzeum w  Szreniawie posiada bardzo różnorodne zbiory. Niektóre z nich były do niedawna w  użyciu i  są osiągnięciami myśli artystycznej bądź technicznej. W  związku z  tym w  jaki sposób je konserwować? Czy chodzi o  to, aby zachować linię historyczną, czy aby podkreślić ich użyteczność, co jest najważniejsze i  konieczne, by zabytek pozostał zabytkiem? Jan Maćkowiak: W istocie, kiedy organizowaliśmy pierwszą konferencję, myśleliśmy o mnogości szreniawskich zbiorów i ich różnorodności, mówiąc w skrócie: od lokomotyw do malarstwa. Kolekcję można podzielić tematycznie, u nas znajdują się narzędzia i maszyny rolnicze, melioracja i  torfiarstwo, gleboznawstwo. Dalej źródła energii w rolnictwie, zaopatrzenie wsi w  wodę, chów, hodowla zwierząt i  owadów użytkowych, weterynaria. Następnie przetwórstwo i przemysł rolno-spożywczy, transport i  komunikacja, rzemiosło wiejskie, sztuka ludowa oraz zbiory historyczne i artystyczne. Można też dokonać podziału ze względu na okres pochodzenia, ale również ze względu na całą gamę materiałów, z jakich wykonane są zbiory, począwszy od drewna, gliny, poprzez papier, metal, plastiki, skórę czy tkaninę. Paulina Kryg: Najczęściej występują powiązania materiałów, a wówczas każdy z nich wymaga odmiennych metod konserwacji, które często kłócą się ze sobą. Zastosowanie danego środka jest korzystne dla jednego tworzywa, ale dla drugiego już nie, stąd demontaże obiektów, wprowadzanie specyficznych metod, zajęcie się osobno każdym elementem i ponowne złożenie, co jest czasochłonne... W przypadku obiektów drewnianych do pewnego stopnia problem rozwiązuje fumigacja, czyli zwalczanie szkodników za pomocą substancji chemicznych, która pozwala pozbyć się nieproszonych gości, ale nie zabezpiecza przed ich kolejnym wniknięciem do tworzywa, co jest tylko kwestią czasu, tak że bez profilaktyki się nie obędzie. JM: Przy prezentacji tak szerokiego spectrum działania konserwatorskie są różnorodne i  niezbędne, stąd potrzeba konfrontacji z osobami, którym ta tematyka nie jest obca. Okazją do szukania rozwiązań w teorii i w praktyce są konferencje, które nabrały charakteru międzynarodowego. Filozofia muzeum wywodzi się z  pojęcia zabytku i  konserwacji, których definicje zmieniały się na przestrzeni czasu. Już w starożytności zastanawiano się nad sposobami zabezpieczania zabytków, ale jakie to były zabytki!, jak pojmowano ich wartość?! Począwszy od ubiegłego wieku podejście do zabytków dynamicznie się zmieniało. Zauważmy, że muzea są depozytariuszami zdecydowanej większości dziedzictwa narodowego, do którego władze państwowe, również samorządowe,

nie przywiązują odpowiedniej wagi i zbyt konserwacji zabytków techniki prezentomało się o  nie troszczą. Według współ- wanych na stanowiskach interaktywnych. czesnej teorii konserwacja dotyczy tego Nie chodzi nawet o dotykanie tych przedwszystkiego, co dzisiaj uważamy za zaby- miotów. One często są uruchamiane gdzieś tek, a w związku z tym rodzi się pytanie, jak na polu czy na terenie muzeum, a z tego sobie z tym radzić, skoro generalnym pro- tytułu wynikają kłopoty związane z pracą blemem polskich muzeów jest finansowa- poszczególnych mechanizmów czy podzespołów, które musimy czasem zastęponie konserwacji? Mariusz Gąszczołowski: Może warto wać, najlepiej oryginalnymi częściami, żeby w tym miejscu zobrazować, jakie jest zain- dany obiekt mógł nadal pracować, co już teresowanie mediów naszym dziedzic- nie do końca jest zgodne z  przyjętymi twem i tego typu konferencjami. Zdaniem zasadami. Pytanie ciągle brzmi: możemy niektórych to wąska i nieatrakcyjna dzie- wymieniać części czy nie, bo stosując się dzina! Podczas nieoficjalnej rozmowy do przyjętych reguł, jednak nie. Konserz przedstawicielem jednego z poważnych watorzy mają podzielone zdania. Jedna organów centralnych, na moją sugestię grupa skłania się ku pominięciu zasad nagłośnienia konferencji konserwator- w  wyjątkowych wypadkach, druga jest skiej, otrzymałem odpowiedź, że ponie- temu absolutnie przeciwna. Choć zdecyważ w nazwie naszego muzeum występuje dowanie łatwiej zadbać o właściwy stan człon „przemysłu rolno-spożywczego”, oni zachowania obiektu wyłączonego z  użychętnie nagłośnią sprawę wówczas, jeżeli cia… ale w  muzeum przede wszystkim konferencja zostanie poświęcona konser- chcemy zadowolić widzów, dlatego pokłowantom w przemyśle rolno-spożywczym… siem pozytywnie rozpatrzonego wniosku Mój rozmówca uważał się za bardzo dowcipnego.... Takie rozumienie pojęcia dziedzictwa narodowego to poważny problem współczesnego społeczeństwa i za chwilę też następnych pokoleń. JM: Jeśli władze nie uświadomią sobie, jakie znaczenie ma dla społeczeństwa dziedzictwo, które znajduje się w muzeach, to nasilą się problemy ze zdobyciem środków na konserwację, co obecnie spoczywa na muzealnikach, a taki stan rzeczy jest niewłaściwy, bo chodzi VII Międzynarodowa Konferencja Konserwatorska o pieniądze innego rzędu. Od czasu polskiego Kongresu Kultury pani Dorota Folga-Januszew- dotyczącego konserwacji obiektów, który ska mówiła o tym, że tzw. twardy pieniądz właśnie złożyliśmy w ministerstwie, byłoby na finansowanie konserwacji powinien uruchomienie dwóch lokomobili i pługa mieścić się w budżecie państwa. Mówimy parowego. Pokazy mogłyby odbywać się o tym głośno, żeby uznać konserwację za na polu, czego jeszcze nikt w Polsce nie sprawę nadrzędną, na Kongresie Muzeów robił. Jednak koszty są olbrzymie. Cena Polskich zwrócono uwagę na magazyny jednego obiektu to pół mln zł. Nie dyspozbiorów, które też często są w opłakanym nujemy środkami, które pozwoliłyby nam stanie. Źle przechowywany zabytek muze- na zlecenie odpowiednim firmom przyalny się degraduje. Tymczasem kwestia wrócenia maszyn do stanu pierwotnego oczekiwań zwiedzających wciąż pozostaje i nie zatrudniamy fachowców, więc jeżeli wniosek zostanie rozpatrzony pozytywnie, niezmienna. Pojawia się kolejny dylemat, czy dane byłaby to naprawdę fantastyczna sprawa. urządzenie, jak np. lokomobila, ma być Czy ten problem został poruszony rówtylko elementem ekspozycji, czy ma być nież na VII Międzynarodowej Konferenw użyciu, czy w użyciu powinny znajdo- cji Konserwatorskiej? JM:  W  tym roku zaproponowaliwać się kopie czy oryginał. Podczas konferencji zwolennicy ortodoksyjnej konser- śmy cztery bloki tematyczne: ochronę wacji mówili: „Nie ruszać, to ma stać”, a ich obiektów wykonanych z  materiału orgaprzeciwnicy twierdzili, że urządzenie tech- nicznego, konserwację obiektów wielniczne musi działać, bo zachowa się lepiej kogabarytowych przewidzianych do uruchamiania, powinności konserwatora niż to, które nie jest używane. PK: Dodam, że zasad dotyczących kon- w projektowaniu i modernizacji ekspozycji serwacji sztuki nie można stosować przy oraz organizację i zarządzanie konserwacją

5


na znalezienie pracy; oni byliby potrzebni na pewno na Śląsku, jeżeli znalazłyby się pieniądze, być może jedna, dwie osoby u nas. Absolwentów, którzy pobierali nauki we Wrocławiu, bo tylko tam funkcjonuje kierunek tzw. archeologii przemysłowej, praktycznie nie ma. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu oferuje co prawda kierunek konserwatorski na Wydziale Technologii Drewna, ale w rozumieniu konserwacji drewna używanego w  produkcji mebli współczesnych. Więc występują tu poważne braki. Kto w  takim razie zajmuje się konserwacją? JM: Gdy brakuje profesjonalistów, konserwacją parają się amatorzy, zapaleńcy, którzy znają technikę i z pasji tracą pieniądze, aby tym się zajmować. Ale właśnie tym grupom brakuje profesjonalizmu konserwatorów. Taka grupa miłośników starych maszyn znajduje się w Wilkowicach, gdzie co roku odbywa się Ogólnopolski Festiwal Starych Ciągników i Maszyn Rolniczych im. Jerzego Samelczaka. Anglicy uczestniczący w  konferencji mówili, że nagrywali techniki konserwacji stosowane przez odchodzących, zawodowych konserwatorów – kolejny ginący zawód – i  płacili im za to, po to żeby ich następcom zapewnić wiedzę źródłową. My w tej chwili pilnie zatrudnimy kowala, aby demonstrować sztukę kowalską, ale chętnych nie ma. W Krakowie funkcjonuje Muzeum LotUczestnicy konferencji w Nowym Tomyślu pod koszem na rynku nictwa, ale to nam przyznano Sybillę za poszczególne uczelnie, także znacznie uła- konserwację samolotów przygotowanych do prezentacji. Zauważamy, że pozycja twiłyby nam pracę. głównego konserwatora w muzeach jest To oznacza, że brakuje fachowców? JM:  W  Polsce w  ogóle nie kształci wciąż za niska. On powinien być jednym się konserwatorów sztuki inżynieryjnej. z  członków kierownictwa muzeum, bo Przywołam postać nieżyjącego już prof. muzeum to zbiory, a zbiory to konserwacja. Andrzeja Tomaszewskiego – historyka Niedocenianie go prowadzi do niedoceniasztuki, za sprawą którego ranga konferencji nia zachowania dziedzictwa narodowego. wzrosła. Profesor był twórcą pojęcia sztuki Przy tak wielkim niedoborze fachowinżynieryjnej, które miało uświadamiać, że ców konieczne staje się uruchomiezabytki inżynieryjne, wymienione przez nie szkoły wykładającej metodologię Panią Paulinę, są również obiektami sztuki, postępowania z każdą grupą zabytków. Lidia Staniek: Tak. Na razie jednak ale innego rodzaju. Prof. Tomaszewski rozumiał kwestie związane z konserwacją muszą zadowolić nas konferencje i  stoi zauważał potrzebę uruchomienia w Pol- warzyszenia, które mogą do takiej metosce studiów wyższych ukierunkowanych dologii doprowadzić. Nasze muzeum oraz właśnie na kształcenie konserwatorów Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowobiektów sztuki inżynieryjnej. Kadra kon- skiego w  Bydgoszczy, przy współpracy serwatorska musi posiadać wysokie kwa- z Narodowym Instytutem Muzealnictwa, lifikacje. Z  naszego środowiska wyszedł zainicjowały powołanie Stowarzyszenia postulat powołania przy Politechnice Muzeów Sztuki Inżynieryjnej z  siedzibą Poznańskiej studium podyplomowego, ale w Bydgoszczy. Organizacja ma reprezentona razie bez skutku. Pojawiły się obawy, że wać interesy muzeów technicznych, upowiększość absolwentów nie miałaby szans wszechniać wiedzę na temat obiektów w muzeach. Wspólnie z drugim organizatorem – Narodowym Instytutem Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, zaplanowaliśmy wyjazd studyjny do Muzeum Wikliniarstwa i  Chmielarstwa, do wiklinowego zagłębia – Nowego Tomyśla, gdzie zajęliśmy się sprawą konserwacji oraz sposobów użycia wikliny. O tym i o żywych formach wiklinowych interesujący wykład dał prof. Jędrzej Stępak. Urozmaiceniem programu było odwiedzenie Centrum Edukacji Regionalnej i Przyrodniczej w Mniszkach, gdzie do celów edukacyjnych używa się oryginalnych obiektów. Udział ponad dziewięćdziesięciu osób, zwłaszcza naukowców i muzealników, świadczy o zapotrzebowaniu na tego typu wydarzenia. Pojawiło się też wiele postulatów pod adresem organizatorów muzeów, a także samych konserwatorów. Jednym z nich jest stworzenie listy konserwatorów o  określonych specjalizacjach, dostępnej dla dyrekcji wszystkich muzeów. W  tej chwili muszą nam wystarczać fachowcy, z którymi nawiązaliśmy kontakty dzięki własnemu rozeznaniu. Dane dotyczące badań, jakimi zajmują się

6

sztuki inżynieryjnej, ich historii, funkcjonowania, promowania standardów ich ochrony. Zachęcamy do członkostwa wszystkich muzealników i muzea, których zbiory lub charakter działalności wiążą się z dziedzictwem technicznym. JM: Powołanie tej jednostki to sukces muzeów i  ludzi, którzy widzą potrzebę dbania o  zapomniane przez długi okres, szczególnie w czasie transformacji, zabytki sztuki inżynieryjnej polskich muzeów. Wiele rzeczy z  ogromnego dorobku polskiej myśli technicznej, które można było zachować dla potomności, w sposób bezpowrotny zginęło. LS: Sukcesem jest również nasza współpraca m.in. z  Politechniką Poznańską, która bada różne kwestie związane z zahamowaniem korozji i z olejami, stosowanymi w obiektach zabytków techniki. Inny przykład to uczestnictwo w projekcie Uniwersytetu Przyrodniczego „Dziedzictwo kulturowe – poszukiwanie nowoczesnych środków i  metod konserwacji drewna zabytkowego”, dotyczącym ochrony zabytków w zakresie technologii drewna, która opiera się na zastosowaniu związków krzemoorganicznych zarówno do drewna suchego, jak i archeologicznego, mokrego, przez wiele lat zatopionego w wodzie czy zakopanego w glebie. A skoro już tak szeroko Państwo planujecie, to może tu, przy muzeum, powstanie placówka, która pokazywałaby ogrom polskiej myśli technicznej, często gdzieś ukrytej. Mało kto wie, że np. żyletka, faks, kamizelka kuloodporna, lampa naftowa czy wycieraczki samochodowe to polskie wynalazki. JM:  W  tej materii mamy wiele zaniedbań. Przykładem jest fabryka Ursus w Warszawie, która produkowała traktory, eksportowano je i  podbiły m.in. Afrykę! Tamtejszy zakład przestał istnieć, a z nim muzeum pokazujące jego dorobek. Być może władzom uda się uratować zbiory, które się tam znajdują. Kolejna głośna sprawa – problemy Muzeum Techniki w Warszawie – organizacji społecznej, której właścicielem jest NOT, a która mieści się w Pałacu Kultury i nie dysponuje pieniędzmi na opłacenie czynszu. Po muzeach krążył apel o ratowanie tej jednostki; a  sytuacja powtarza się prawie co roku i  dopiero po awanturach gdzieś w  ministerstwie znajdują się środki finansowe. Następny doskonały przykład – Muzeum Kolejnictwa w Warszawie, które zlikwidowano, i  choć nie brakowało na nie chętnych, zostało przeniesione i działa już nie jako muzeum, tylko jako instytucja kultury Stacja Muzeum. Te przykłady pokazują, że w Polsce powinno zostać powołane narodowe muzeum techniki, które zajęłoby się rozwiązywaniem takich spraw. Pozostawienie troski o zbiory instytucjom kultury, które nie mają statusu muzeum, to błąd. fot. Tomasz Smierzchalski i Damian Wiórek


prawo

mecenas Karol Banucha

Zwolnienie lekarskie  – kiedy i kto może kontrolować pracownika? Jednym z problemów przedsiębiorców, jakie pojawiają się w trakcie codziennej działalności, jest nieuczciwe korzystanie przez pracowników ze zwolnień chorobowych. Zdarzają się bowiem przypadki, kiedy pracownik wykorzystuje możliwość zwolnienia z pracy na podstawie popularnego „L4” do załatwiania swoich prywatnych spraw, w  tym nawet do wyjazdów wakacyjnych. Takie nieprawidłowe korzystanie ze zwolnienia najczęściej nigdy nie wychodzi na jaw oraz nie pociąga za sobą konsekwencji dla nieuczciwego pracownika. Niemniej jeśli pracodawca ma podejrzenia co do prawidłowego wykorzystania zwolnienia, może użyć narzędzi zapewnionych przez prawo do skontrolowania swojego pracownika. Nie musi przy tym polegać wyłącznie na ZUS-ie.

I. Kontrolowanie pracowników na zwolnieniu lekarskim Zgodnie z  art. 68 Ustawy z  dnia 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa ( Dz. U. 60, poz. 636) uprawnienie do przeprowadzenia kontroli prawidłowego wykorzystania zwolnienia chorobowego przysługuje Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych oraz pracodawcy – płatnikowi składek, który zgłosił do ubezpieczenia chorobowego powyżej dwudziestu pracowników. Oznacza to, że pracownicy dużych przedsiębiorstw mogą się spodziewać, iż kontrolę wykorzystania zwolnienia chorobowego przeprowadzi sam pracodawca. W  przypadku mniejszych przedsiębiorstw taka kontrola może zostać przeprowadzona przez ZUS na wniosek pracodawcy. W przeciwieństwie do kontroli wykorzystania zwolnienia chorobowego każdy pracodawca jest zobowiązany do przeprowadzenia formalnej kontroli zaświadczeń lekarskich, która polega na sprawdzeniu, czy zaświadczenie: • nie zostało sfałszowane lub • zostało wydane zgodnie z przepisami dotyczącymi zasad i trybu wystawiania zaświadczeń lekarskich. Jeżeli w  wyniku kontroli przeprowadzonej przez pracodawcę zachodzi podejrzenie, że zaświadczenie lekarskie zostało

sfałszowane, pracodawca powinien wystąpić do lekarza leczącego zwolnionego pracownika o  wyjaśnienie sprawy. Zaś w przypadku podejrzenia, że zaświadczenie lekarskie zostało wydane niezgodnie z  przepisami dotyczącymi zasad i  trybu wystawiania zaświadczeń lekarskich, pracodawca może wystąpić o  wyjaśnienie sprawy do najbliższego oddziału Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Najistotniejsza z  punktu widzenia pracodawcy, jak i  pracownika jest jednak kontrola prawidłowego wykorzystania zwolnienia chorobowego. Jej celem jest zbadanie, czy pracownik w  okresie zwolnienia: • nie wykonuje pracy zarobkowej • nie wykorzystuje zwolnienia lekarskiego od pracy w sposób niezgodny z jego celem. Pracą zarobkową jest praca u innego pracodawcy, praca na podstawie umowy cywilnoprawnej czy w  ramach własnej działalności gospodarczej. Wykorzystywanie zwolnienia w  sposób niezgodny z  jego celem jest bardzo szerokim pojęciem. Można do niego zaliczyć właśnie np. wyjazdy wakacyjne czy załatwianie spraw urzędowych. To jednak nie wszystko. Pracownik powinien mieć na uwadze zalecenia lekarza wpisane do druku zwolnienia. Jeśli kontrola ujawni, że pracownik nie stosuje się do zalecenia nakazującego pozostanie w łóżku, ale chodzi, w tym również w domu, może to prowadzić do stwierdzenia, że wykorzystuje zwolnienie lekarskie w sposób niezgodny z jego celem. Sama kontrola musi zostać przeprowadzona zgodnie z procedurą: 1. Pracodawca wyznacza oraz imiennie upoważnia określoną osobę do przeprowadzenia w jego imieniu kontroli prawidłowego wykorzystania zwolnienia chorobowego, także w  miejscu zamieszkania pracownika, jego pobytu czasowego oraz w  miejscu zatrudnienia; 2. Z  przeprowadzonej kontroli osoba kontrolująca sporządza protokół, w którym podaje, na czym polega nieprawidłowe wykorzystanie zwolnienia lekarskiego od pracy. Protokół należy również przedłożyć pracownikowi, tak aby mógł się do niego odnieść, wnieść swoje uwagi oraz podpisać. Dokument

stanowi podstawę do pozbawienia pracownika prawa do wynagrodzenia za czas zwolnienia chorobowego; 3. W  razie wątpliwości, czy zwolnienie jest wykorzystywane zgodnie z jego celem, lub w przypadku podejrzenia nieprawidłowego wydania zaświadczenia lekarskiego pracodawca może zwrócić się do ZUS-u  w  celu wyjaśnienia. Należy przy tym zwrócić uwagę, że kontrola nie powinna naruszać prawa pracownika do prywatności, co może narazić pracodawcę na roszczenia pracownika o ochronę dóbr osobistych. Gdy kontrola wykaże, że zwolnienie jest wykorzystywane niezgodnie z  jego przeznaczeniem, pracownik traci prawo do zasiłku chorobowego oraz do wynagrodzenia (jeśli okres zwolnienia nie przekroczył 33. dni w skali roku).

II. Rozwiązanie alternatywne Nawet przy zastosowaniu powyższych uprawnień, u  pracodawcy nadal może występować problem nieuczciwych zwolnień chorobowych. Szczególnie jeśli chodzi o maksymalne kilkudniowe nieobecności w pracy. Możliwym rozwiązaniem, stosowanym coraz częściej przez pracodawców, szczególnie średnich i  dużych firm, jest rozmowa z pracownikiem. Jej meritum jest skoncentrowanie się na powodach nieobecności czy podejrzeniach oszustwa, na wspólnym rozważeniu przyczyn oraz możliwych usprawnień, które może wprowadzić pracodawca, tak aby zwiększyć ochronę zdrowia pracowników i ograniczyć ilość zwolnień. Często właśnie taka rozmowa, poruszająca w sposób zawoalowany problem nieuczciwie wykorzystywanych zwolnień chorobowych, odnosi większy skutek niż bezpośrednie podważanie zasadności zwolnienia czy uprzedzenie o sankcjach, jakie jako pracodawcy możemy wyciągnąć wobec pracownika.

7


Michał Wieczorek

Solidny partner w środowisku lokalnym

12  października 2016  roku podczas Jak wskazuje wiele badań, brak zaufa- yy z  rekomendacji Urzędu MarszałkowMiędzynarodowych Targów Technologii nia stanowi istotną barierę zarówno skiego Województwa Opolskiego – Stai  Produktów dla Zrównoważonego Roz- w biznesie, jak i w bardziej efektywnych rostwo Powiatowe w Krapkowicach woju i Usług Komunalnych – POL-ECO-SYS- niż dotąd formach współpracy pomię- yy z  rekomendacji Urzędu MarszałkowTEM, zorganizowanych przez Międzynaro- dzy biznesem, nauką i administracją, co skiego Województwa Dolnośląskiego dowe Targi Poznańskie, pod patronatem jest szczególnie ważne dla właściwego – Urząd Miejski w Wałbrzychu honorowym Ministerstwa Środowiska, wykorzystania środków unijnych i innych yy z  rekomendacji Urzędu Marszałkowodbyła się uroczystość wręczenia dyplo- w perspektywie do 2020 roku i ma zasadskiego Województwa Zachodniopomów laureatom wyłonionym w projekcie nicze znaczenie dla wzrostu roli innowamorskiego – Starostwo Powiatowe „Solidny partner w środowisku lokalnym”. cji (będących jednym z priorytetów dłuw Szczecinku. Projekt, realizowany przy współNagrodzeni mieli rówpracy z Międzynarodowymi Targami nież możliwość bezpłatnej Poznańskimi (jednym z  założycieli prezentacji swoich inicjatyw Stowarzyszenia Rzetelnego Biznesu, na Targach Dobrych Praktyk obchodzącego w tym roku 17‑lecie (11‑14.10.2016 roku), organizoistnienia), administracją samorząwanych na innowacyjnej platdową i  rządową, związkami samoformie Web City w celu zwiękrządowymi (w szczególności ze Stoszenia atrakcyjności wyróżnień warzyszeniem Gmin i  Powiatów i  zasięgu wydarzenia (było Wielkopolski) oraz z innymi partneono realizowane w  Internerami, jest integralną częścią zainicie równolegle do targów cjowanego w 1995 roku programu POL-ECO-SYSTEM). „Solidny Partner”, który w 2001 roku Z  targami była związana otrzymał patronat honorowy Przedkonferencja online upowszechstawicielstwa Komisji Europejskiej niająca wiedzę o  dostępnow  Polsce i  prezesa Narodowego ści funduszy (w  szczególnoBanku Polskiego i włączył się również ści unijnych, umożliwiających w inicjatywę ONZ Global Compact. finansowanie e-usług i  innoCelem programu jest podejmowacji), sposobach ich pozywanie i wspieranie działań na rzecz skiwania oraz praktycznych zrównoważonego rozwoju oraz zasadach realizacji projekupowszechnianie zasad rzetelności tów, prowadzona przez eksi odpowiedzialności, jako istotnych pertów z Punktów Informacyjwartości w procesie tworzenia i funknych Funduszy Europejskich cjonowania społeczeństwa obywatelprzy Ministerstwie Rozwoju skiego, a także wzmacnianie zaufania oraz Urzędzie Marszałkowskim i pozytywnych relacji pomiędzy sfeWojewództwa Wielkopolskiego. rami biznesu, nauki i  administracji, Przygotowano również stoiska m.in. poprzez realizację projektów z informacją o funduszach euroupowszechniających dobre przykłady pejskich, przy których można rzetelnej i efektywnej współpracy. było pobrać materiały oraz skoPrzykładem tego typu działań rzystać z porad specjalistów.  jest projekt „Solidny partner w  środowi- gookresowej strategii rozwoju kraju) Przedstawione wydarzenia udostępsku lokalnym”, w którym nagradza się oraz w  zwiększaniu konkurencyjności pol- niono poprzez Internet za pośrednicupowszechnia godne naśladowania prak- skiej gospodarki. twem dowolnej przeglądarki, co zapewtyki samorządów, organizacji i jednostek Dyplomy uznania otrzymali następu- niało wszystkim zwiedzającym targi na samorządowych, mające na celu zrów- jący laureaci: Web City i uczestnikom konferencji możlinoważony rozwój miast i gmin, przyjazny Centrum Obsługi Inwestorów i Eks- wość udziału online oraz interaktywnego dla ich mieszkańców, a także pobudzanie porterów Urzędu Marszałkowskiego kontaktu audio-wideo w czasie rzeczywiaktywności obywatelskiej w środowisku Województwa Zachodniopomorskiego stym z wystawcami obecnymi na Targach lokalnym oraz budowanie pozytywnych yy z  rekomendacji Urzędu Marszałkow- Dobrych Praktyk, a także możliwość aktywrelacji pomiędzy samorządami, biznesem skiego Województwa Mazowieckiego nego udziału w konferencji (szersza infori nauką. Wyróżnienia otrzymują również – Urząd Miejski w  Grodzisku Mazo- macja na www.solidnypartner.pl). inne podmioty podejmujące i wspierające wieckim i  Starostwo Powiatowe inicjatywy promujące takie działania. w Przasnyszu fot. MTP

9


Do muzeum w Szamotułach zawitały prace Franciszka Starowieyskiego. Kolekcję A. i N. Avila, zatytułowaną Przyjaźnie Paryskie 1683 – 1693, będzie można obejrzeć od 22 listopada do 31 grudnia 2016 roku. Poniżej prezentujemy esej Jeana-Louisa Ferriera o artyście. Jean-Louis Ferrier

Śmierć Kronosa

Franciszek

Wyszliśmy z cywilizacji. Tak twierdził Marshall McLuhan, który u schyłku życia był wielkim pesymistą. Jego zdaniem świat, w którym funkcjonowanie elektronicznych mediów skutkuje ciągłym stresem, intelektualną erozją, nieznośną redukcją przestrzeni i czasu, przestał być cywilizowany. Opuściliśmy cywilizację. Czy też – co się sprowadza do tego samego – jeszcze do niej nie weszliśmy. Owa huśtawka – i  pustka – pomiędzy przeszłością, która już nie może istnieć, a  przyszłością, której żaden zarys, jak wszystko na to wskazuje, nie pojawia się na horyzoncie, jest, jak sądzę, sednem malarstwa i  myśli Franciszka Starowieyskiego. Odwracając cyfrę 9, wpisującą nasz wiek w  tok historii, antydatuje on swoje dzieła, cofając się w czasie o trzysta lat: 1687, 1688, 1689, 1690… A także, aby tym mocniej podkreślić intencję zerwania z teraźniejszością, nierzadko ubiera je w tytuły łacińskie: Lupus aeternitatis, Solis solitudo, czy greckie: Śmierć Kronosa, Thanatos. Starowieyskiego inspiruje figura serpentinata (układ postaci w silnym skręcie), disegno artificiale (obraz wytworzony przez umysł), concetto (wyobrażenie istniejące w umyśle artysty) oraz wszystkie wynikające z  nich konsekwencje estetyczne, jak terribilità (siła wyrazu), w której odbija się, od manieryzmu po barok, jedno z najbardziej niesłychanych wcieleń sztuki europejskiej. Choć Starowieyski wczepiony jest wszystkimi nerwami w  epokę rozciągającą się od kartonów do Bitwy pod Casciną Michała Anioła poprzez Rosso, Bronzino, Giordano, aż do Drogi na Kalwarię Rubensa, to nie przywiązuje wagi do tych podobieństw. Nie stara się ich naśladować z  pozycji konserwatysty. Wzbudziłoby to zresztą tylko bardzo umiarkowane zainteresowanie.

10

Najgłębsza istota jego dzieła zasadza się na wskazaniu racjonalizmu jako, jego zdaniem, czynnika odpowiedzialnego za upadek duchowości. Pojawienie się kartezjańsk iego cogito jest na ogół przedstawiane jako decydujący krok dla wolnomyślicielstwa przeciwstawiającego się jarzmu średniowiecznej teologii, podczas gdy w  rzeczywistości oznacza ono rozejście się naszego społeczeństwa ze światem nadprzyrodzonym. Racjonalizm nie jest uzasadniony ani racjonalnie, ani metafizycznie, ponieważ pozbawia człowieka tajemnicy. Do tego stopnia, że niejaki Wiliam James, twórca pragmatycznej filozofii z drugiej połowy XIX w., postuluje w  jednej ze swoich książek istnienie na pograniczach kosmosu centrali duchowej; o książce tej nie wspomniał żadnemu ze swoich współczesnych, opublikowano ją po jego śmierci. Manieryści pojawiają się w  historii Zachodu w  momencie, kiedy podstawa tradycyjnej zrozumiałości zaczyna pękać pod naporem nowoczesnych idei, rodząc w  konsekwencji agnostycyzm, sceptycyzm… Sztuka Starowieyskiego wchodzi w  grę w  momencie, w  którym owa podstawa całkowicie się rozpadła – w naszych ateistycznych czasach. To zarazem zbliża je i absolutnie rozdziela.

Ten fakt wyjaśnia owo rozdarcie Bytu przewijające się w całej twórczości artysty, w  figura serpentinata, w  jego obrazach; Bytu, który się skręca, rozkręca, zawija wokół samego siebie aż do przeobrażenia się w splątanych członkach ciała w kaskadę konwulsji, lub gdy disegno artificiale wczepia się swymi dziobami i pazurami w obraz rzeczywistości – w  kwiaty, w  zwierzęta, w  ranione w  ten sposób twarze. Znamienne z tego punktu widzenia jest jedno z jego płócien – Niezidentyfikowany przedmiot seksualny. Konwulsja płci, konwulsja zmysłów. Zbliżamy się tu do Giambattisty


że w  obecności widzów artysta rysuje i maluje przez kolejne dni ogromne kompozycje, ulegające ciągłym przemianom w  trakcie procesu twórczego i  w  miarę rozwoju interakcji pomiędzy rysownikiem a osobami obserwującymi go przy pracy i dyskutującymi nad nią. Za każdym razem pojawiają się kłębiące się bestie i postacie ludzkie, ulega-

Marino, Akademii Caraccich, panseksualizmu bolońskiego, gdzie kamień i  metal łączą się w ogniu uścisku żywiołów, którego miłosne jęki postrzega wrażliwe ucho w  ryku burz. Tak u  Starowieyskiego, jak i u Marina cała natura jest nieskończonym węzłem bezustannych uścisków i seksualnej pożogi. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku miłość objawia podwójne oblicze – upojenia i trwogi. Być może odwrócenie mitów jest sprawą najistotniejszą w tym czerpiącym z różnorodnych inspiracji malarstwie. Inne płótno Starowieyskiego, zatytułowane Parka dziwi się własnej pracy, odwołuje się do słynnej starożytnej legendy o trzech Parkach – Kloto, Lachesis i Atropos, zrodzonych nocą przez Ereba, ubranych w  biel. Na rozkaz Zeusa nić życia miała być tkana na wrzecionie Kloto, odmierzana przez Lachesis i  przecinana nożycami przez Atropos. Na obrazie Starowieyskiego pozostaje tylko pierwsza z nich: siedząca na ziemi Kloto, naga, otyła, o zdeformowanych członkach, zajęta robótką na drutach o  nierównych oczkach, bez początku i bez końca, odcięta od boskiej harmonii. Inny przykład: mityczne jajo będące dla barokowych „konceptystów” modelem kosmicznego porządku, jak na przykład w  przedstawieniu Athanasiusa Kirchera, gdzie postać ludzka zamknięta jest wewnątrz elipsy i podpisana: Typus symphathicus Microcosmi cum Migacosmo. Tymczasem jajo powstające

pod pędzlem Starowieyskiego ma nie tylko wypaczony owal, ale bardzo często najeżone jest, niczym narzędzie mordercy, kolcami. Od momentu wydania się na pastwę racjonalizmu ludzkość rozpada się w sensie metafizycznym – aż po rozregulowanie przeznaczenia, aż po wypaczenie kosmosu. Mity, jak wykazał Jung, składają się z archetypów. Są to konfiguracje, bynajmniej nie poddane sile przypadku, w  których widzi on formy a priori zbiorowej podświadomości, analogiczne do form a priori intelektu opisanych przez Kanta, które jednak zamiast funkcjonować według zasad logiki, działają irracjonalnie w strumieniu przemiennych obrazów. To pozwala nam pojąć, że Starowieyski, poddając deformacji niektóre z nich, po pierwsze odbiera je przeszłości, która, jak wie, nie może już ich pomieścić,

a zarazem, przetwarzając je, stara się przerzucić pomost zrozumienia w kierunku niemożliwej przyszłości. Taki jest, moim zdaniem, sens jego Teatru Rysowania, mającego dotychczas czternaście odsłon – między innymi w Paryżu, Mulheim, Spoleto, w  Telewizji Polskiej, począwszy od premiery w  Świdwinie w  1980 roku. Teatr Rysowania polega na tym,

jące ciągłej przemianie w  procesie, który można by opisać jako odwrócony ewolucjonizm, jak gdyby odwieczne prawdy były połączone z innymi, o których na razie można co najwyżej napomykać szeptem. Starowieyski ma zarazem dar jasnowidzenia i przerażania. Ma już wizję i szkice wstępne płócien, na których przedstawiony będzie sześcian o  krawędzi jednego kilometra, zawieszony ponad równiną rozciągającą się wokół zamku w  Janowcu, wzniesionego przez jednego z jego przodków. Ten kub o pojemności kilometra kwadratowego będzie w stanie do jednej trzeciej swojej wysokości pomieścić wszystkie istoty ludzkie żyjące obecnie. Apokaliptyczna wizja końca cywilizacji... która jeszcze nie zdążyła zaistnieć. Jean-Louis Ferrier historyk sztuki, krytyk dziennika „Le Point”

11


Twórcy aplikacji: Szymon Cierniewski i Mateusz Zygmański

Nauka języków obcych… w telefonie

12

Nauka języków obcych nie musi oznaczać żmudnego aplikacji dla swoich studentów – ślęczenia nad podręcznikami. Dzięki Skilly – nowej aplikacji komentuje inż. Mikołaj Zygmobilnej, która powstała w wyniku współpracy absolwentów mański, jeden z twórców Skilly. Politechniki Poznańskiej i Centrum Języków i Komunikacji PP, – Opinie studentów są bardzo studenci, przygotowując się do egzaminów z języków obcych, pozytywne, a  jednocześnie mają ułatwione zadanie. Wystarczy pobrać opracowaną przez otrzymujemy wskazówki co do lektorów bazę słów i pogłębiać wiedzę przy pomocy telefonu. dalszego rozwoju programu, Sami niedawno zakończyliśmy edukację i wiemy, że przy co bardzo motywuje do pracy. natłoku zajęć, nauka przychodzi niełatwo, ale jeszcze trudniejAplikację Skilly, któsze jest samo przygotowanie się rej stworzenie wynikło do egzaminu. Stąd zrodził się pro- z  innowacyjnego podejjekt Skilly – pobierasz gotową listę ścia jej twórców do nauki, dla swojego kierunku i  uczysz pochwala również dr się do egzaminu, używając tele- Liliana Szczuka-Dorna, fonu – gdzie chcesz i kiedy chcesz. dyrektor Centrum JęzyDodatkowo, w  ramach pilota- ków i Komunikacji PP: żowej współpracy edukacyjnej Znaczenie technologii z Politechniką Poznańską, użyt- w mobilnym życiu stukownicy aplikacji (studenci) denta jest bardzo ważne. Chcemy mają możliwość pobrania pomóc studentom zarówno w czasie zajęć, ale gotowych list słów przygoto- przede wszystkim w gorącym okresie sesji egzaminacyjnej. wanych przez lektorów i przeAplikacja, która obsługuje większość języków świata, ofeznaczonych specjalnie dla ruje nie tylko gotowe zestawy do egzaminów i nie jest przeich kierunku studiów. Współ- znaczona wyłącznie dla studentów, ale mogą z niej korzystać praca okazała się ogromnym wszyscy uczący się języków obcych, dodając dowolne słowa sukcesem – w trakcie letniej i grupując je na własnych listach lub korzystając z wbudosesji egzaminacyjnej aplika- wanego tłumacza. Dodatkowo Skilly posiada funkcję transcję pobrało ponad dwa tys. latora, która błyskawicznie podpowiada sugerowane tłumastudentów. Aktualnie pro- czenia nowych słówek. Skilly jest bezpłatna. Można ją pobrać wadzimy rozmowy z  kil- na stronie www.skilly.cards i w Google Play (nazwa aplikacji: koma większymi uczel- fiszki Skilly). niami w  Polsce, które Twórcy, przy wsparciu Santander Universidades, planują są również zaintereso- także przygotowanie wersji na iOS.  wane wprowadzeniem red.


Prezes Ryszard Szulc został po raz drugi odznaczony ZŁOTYM KRZYŻEM ZASŁUGI.

25 lat

25 lat

ZŁOTYM MEDALEM ZA  DŁUGOLETNIĄ SŁUŻBĘ odznaczeni zostali: Zbigniew Bęś, Andrzej Górecki, Józef Jankowski, Krzysztof Jasicki, Wiesław Łochiński, Barbara Mazur.

SREBRNYM MEDALEM ZA  DŁUGOLET­ NIĄ SŁUŻBĘ odznaczeni zostali: Andrzej Krzyżanek, Wiesław Mendel. BRĄZOWYM MEDALEM ZA DŁUGO­ LETNIĄ SŁUŻBĘ odznaczeni zostali: Piotr Soloch, Piotr Zadworny. ODZNAKĘ HONOROWĄ „ZA ZASŁUGI DLA BUDOWNICTWA” otrzymał Mirosław Sankowski

ODZNAKĄ HONOROWĄ „ZA ZASŁUGI DLA WOJEWÓDZTWA WIELKOPOLSKIEGO” na wniosek Wielkopolskiej Izby Budownictwa otrzymali: Andrzej Bizan, Rafał Lange, Wacław Olejniczak. ZŁOTĄ ODZNAKĄ „ZASŁUŻONY DLA BUDOWNICTWA” otrzymali: Dariusz Cichy, Hubert Wieczorek. BRĄZOWĄ ODZNAKĘ „ZASŁUŻONY DLA BUDOWNICTWA” otrzymali: Sławomir Bednarz, Błażej Bendowski, Tomasz Dembiński, Michał Kołodyński, Piotr Koszuta, Mikołaj Ratajczak, Krzysztof Soloch. ZŁOTĄ ODZNAKĘ „ZA ZASŁUGI DLA BUDOWNICTWA” otrzymali: Halina Banaszak, Mateusz Jensz, Adam Michałek, Katarzyna Zamara. SREBRNĄ ODZNAKĘ „ZA ZASŁUGI DLA BUDOWNICTWA” otrzymali: Michał Drygas, Sylwia Grygiel-Palma, Michał Kochański, Piotr Wiechecki, Maciej Wołyński. BRĄZOWĄ ODZNAKĘ „ZA ZASŁUGI DLA BUDOWNICTWA” otrzymali: Damian Jujeczka, Andrzej Karpiuk. Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego w Poznaniu przyznało firmie OPAL statuetkę LAURUS AUREUS – ZŁOTY LAUR HIPOLITA wraz z dyplomem z okazji dwudziestopięciolecia działalności firmy – za „wysoką jakość projektowania, produkcji i  montażu nowoczesnych elewacji budynków na światowym poziomie”.

28 października w  eleganckich przestrzeniach hotelu Andersia odbyła się gala firmy Opal. Od chwili, gdy czworo założycieli miało wizję i  odwagę powiedzieć „zaczynamy”, upłynęło ćwierć wieku. Dopisali znakomici goście, a wśród nich dr Bartłomiej Wróblewski, poseł na Sejm RP; Władysław Komarnicki, senator RP; Marlena Maląg, wicewojewoda wielkopolski; Wojciech Jankowiak, wicemarszałek województwa wielkopolskiego; Henryk Szymański, burmistrz Grodziska Wlkp.; Tomasz Szulc, burmistrz Opalenicy. Ponadto dr inż. Marek Szczęsny, prezydent Rady Wielkopolskiej Izby Budownictwa; dr inż. Zenon Kierczyński, prezes zarządu Wielkopolskiej Izby Budownictwa; Adam Trybusz, kanclerz Loży Wielkopolskiej Business Centre Club; Wojciech Kruk, prezydent Wielkopolskiej Izby Przemysłowo-Handlowej; dr Marian Król, prezydent Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego. Prezes Ryszard Szulc zapytany, o to, co zmieniło się przez te 25 lat, odpowiedział, że architekci stawiają przed wykonawcami coraz większe wyzwania, ale dzięki temu obiekty wyposażone w elewacje firmy Opal są ciekawsze, piękniejsze. Wymaga to jednak postępu technologicznego i wyższego poziomu kadry. Na uroczystym obiedzie nie zabrakło również przedstawicieli systemodawców i firm współpracujących z jubilatem, w tym: Tomasza Greli i Zbigniewa Poraja z firmy Aluprof, Rafała Dorywalskiego z  firmy Reynaers; Łukasza Kaczmarka z firmy Schüco. 25 lat na polskim rynku, mając do dyspozycji tylko własny kapitał, to wielki sukces, ale trzeba też zdecydowanie podkreślić, że ta świetnie prosperująca, rodzinna firma ma też oparcie w swojej 130-osobowej załodze. Wykwintne dania i  świetna muz yk a jazzowej grupy Gentle Jazz Trio, sprawiły, że przyjęcie odbywało się w  podniosłej atmosferze. Wręczono też wiele nagród i odznaczeń. Tradycyjnie tort „zwieńczył dzieło”. ... I my tam byliśmy, i miód, i wino piliśmy. RED. fot. Tomasz Kierczyński

13


Po co właściwie liczy się zwierzynę? Z nadleśniczym Nadleśnictwa Łopuchówko Tomaszem Sobalakiem rozmawia Kasia Górecka

14

W tym roku Nadleśnictwo Łopuchówko przejęło Dziewiczą Bazę, która działała od 2014 roku. Proszę o komentarz. Ośrodek na Dziewiczej Górze został wybudowany za pieniądze i z inicjatywy Lasów Państwowych. Przez ponad półtora roku zawiadywała nim fundacja ZAMIASTem. Obiekt przejęliśmy 1 lipca, żeby wyprostować sprawy prawne, i  według naszej oceny działa już zupełnie prawidłowo. Zatrudniliśmy firmę do utrzymywania porządku, udostępniliśmy bezpłatnie wejście na wieżę, reszta funkcjonuje tak jak poprzednio, a głównym zadaniem jest edukacja i pomoc dla organizacji, które przygotowują – w  tym bardzo popularnym dla mieszkańców Poznania miejscu – imprezy turystyczne. Odwiedzenie Dziewiczej Góry czy Puszczy Zielonki uznaje się wręcz za pewnego rodzaju tradycję. Nazwa „Puszcza Zielonka” zawsze kojarzy się z jakąś olbrzymią powierzchnią. Ogólnie obszary puszcz w Polsce wynoszą dziesiątki nawet do ponad 170 tys. ha – Puszcza Augustowska, czy nawet nasza 100-tysięczna Nadnotecka. Dlatego ktoś może uznać, że nazwanie tak małego terenu (12 tys. ha) „puszczą” to jakieś nieporozumienie. A nazwa wzięła się stąd, że przy funkcjonującej w okresie międzywojennym komunikacji wyjazd do lasu, do Puszczy Zielonki, był na tyle długi – bo wyjeżdżało się rano, a wracało się wieczorem – aż każdy sobie wyobrażał, iż był… w puszczy. Macie Państwo jedno z  największych nadleśnictw. Tak, ogółem to 24 tys. ha, z tego 19 100 ha to powierzchnia leśna. Nadleśnictwo w niewielkiej części położone jest w granicach miasta Poznania. Zazdroszczę kolegom z nadleśnictw puszczańskich tego, że lasy, którymi zarządzają, leżą z dala od miasta, co wprawdzie powoduje pewien dyskomfort, chociaż osobiście nie miałbym nic przeciwko temu, ale położenie nadleśnictwa w  sąsiedztwie takiego miasta

jak Poznań stwarza dodatkowe problemy. Ludzie, którzy tu przyjeżdżają, penetrują tereny z każdej strony, wszystkimi możliwymi do wykorzystania środkami komunikacji, począwszy od wycieczek konnych, motolotni, nie mówię już o quadach. To nie tylko nasz problem. Cała Polska je ma, a ich rozwiązanie jest niezwykle trudne, dlatego że nie wprowadzono dotychczas odpowiednich przepisów. Mało tego, ludziom jeżdżącym quadami po lasach nie dano jakiejkolwiek alternatywy, żeby mogli rzeczywiście poruszać się bezpiecznie, bez niszczenia dróg i upraw. Do tego dochodzi hałas, spaliny, wprowadzanie niepokoju w lesie. Kolejna sprawa to oznakowanie tych pojazdów, co pozwoliłoby na identyfikację kierujących quadami, którzy nie przestrzegają prawa. Jeśli nie wolno czegoś robić, to nie wolno, i tyle. Wspomniał Pan o edukacji. Zajęcia w  Ośrodku Edukacji Przyrodniczo-Leśnej na Dziewiczej Górze prowadzone są na tej samej zasadzie, którą wcześniej przerabialiśmy na Łysym Młynie, czyli chętni mogą się zalogować przy pomocy Internetu, wpisać temat zajęć, godzinę, czas itd. Mamy wyszkoloną edukatorkę, która prowadzi zajęcia zarówno w terenie, czyli na ścieżce edukacyjnej, jak i w obiektach zamkniętych. Nowe budynki są bardzo ładne i  w  pełni dostosowane do prowadzenia zajęć nawet z  osobami niepełnosprawnymi. Ostatnio przeprowadziliście Państwo liczenie zwierząt, dzików oraz przy okazji saren, jeleni, danieli… Liczenie zwierząt to realizacja decyzji ministra środowiska, który powołując się na art. 34 Ustawy o  Radzie Ministrów, wydał polecenie przeprowadzenia tego typu inwentaryzacji. Problem polega na tym, że choroba ASF, czyli afrykański pomór świń, który nie zagraża ludziom, stanowi bardzo groźny czynnik dla producentów trzody. Początkowe błędy

spowodowały, że choroba zaczęła rozprzestrzeniać się na cały kraj. Stwierdzono kilka ognisk, a najważniejsze jest to, że chorobę mogą przenosić właśnie dziki. Dodatkowo badania zespołu pracowników naukowych z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wykazały, że na kukurydzy występuje grzyb pleśniowy, który u  samic dzików powoduje zwiększenie wydzielania estrogenu, a – co za tym idzie – większą rozrodczość. Między innymi dlatego płodność populacji tak intensywnie wzrosła. Poza tym został rozregulowany cykl biologiczny tego gatunku. Kiedyś okres godowy u dzików, czyli huczka, występował od połowy listopada czy początku grudnia do końca stycznia. Po trzech miesiącach i  trzech tygodniach rodziły się młode dziki i wchodziły w okres, gdy nazywa się je warchlakami, a jeżeli przeżyły rok, były już przelatkami, i dopiero po roku, kiedy przelatki osiągnęły wagę około 35 – 45 kg, wchodziły w  okres reprodukcji. W  tej chwili wspomniany grzybek przyczynia się do wcześniejszego dojrzewania komórek jajowych u osobników żeńskich, dlatego młody dzik przed ukończeniem jednego roku, przy wadze nawet 25-28 kg, uczestniczy w reprodukcji. Często w okresie sierpnia, września, kiedy w zasadzie nie powinien zostać lochą. Wiele z  tych zwierząt będzie trzeba odstrzelić. Tak. Rzecz mało znana to kwestia dokarmienia zwierzyny, i  tu pojawia się główny zarzut ze strony ekologów, którzy twierdzą, że jesteśmy zabójcami, bo mordujemy. „Mordujemy” dlatego, że dzików jest za dużo, a  przyczyną jest dokarmianie. Powód wzrostu liczebności podałem powyżej. Przy naszym położeniu geograficznym dokarmianie jest niepotrzebne. Dokarmianie realizowane przez dzieci szkolne ma bardziej aspekt wychowawczy i humanitarny. Należy również odróżnić dokarmianie od wykładania kukurydzy


na tzw. pasach zaporowych celem zatrzy- „pseudoekolodzy”, których posunięcia niemania dzików w lesie, by nie robiły szkód jednokrotnie są przykre. Od ubiegłego roku na terenie obrębu Dziewicza Góra na polach. W inwentaryzacji, która była przepro- mamy do czynienia z  intensywnie dziawadzana w skali ogólnopolskiej, uczestni- łającą grupą anarchistów, która przeszkaczyły wszystkie nadleśnictwa. W tej chwili dza w przeprowadzeniu polowań, dewaopracowywane są wyniki. Docelowo trzeba stuje kosztowne urządzenia łowieckie niestety ograniczyć liczbę dzików do pię- – podcina je pilarkami, przewraca ambony, ciu osobników na 1000 ha lasu. To jest świadomie nawołuje na Facebooku do poważny problem, dlatego że w naszych przeszkadzania w polowaniach, co wiąże warunkach występują lasy rozczłonko- się z  dużym zagrożeniem. Proszę sobie wane, i część dzików przez większą część wyobrazić, jaką ci ludzie biorą odpowieroku przebywa na polach. Musimy podkre- dzialność, jakie stwarzają niebezpieczeńślić jedną, niesamowicie ważną rzecz – dzik stwo, jeżeli matka z dzieckiem ma stanąć w lesie jest zwierzęciem wyjątkowo poży- obok miejsca, gdzie odbywa się polowatecznym – to jedyny reducent szkodliwych nie. Z jednej strony mamy rolników, któowadów i myszowatych, które wyrządzają rzy produkują w swoich gospodarstwach coraz większe szkody. Jednak utrzymać olbrzymie ilości karmy, żeby wyżywić dzika w lesie jest niezwykle trudno. On też trzodę, a z drugiej strony mamy przeciwszuka sobie sałatki, jaką dla niego są rośliny ników zabijania zwierząt. Gdzie jest ta na polach, a za wyrządzone szkody muszą granica, kto to wytrzyma? Próbowaliśmy zapłacić zarządcy obwodów łowieckich, doprowadzić do konfrontacji na Dziewiczej Górze. Na pytanie, skąd czyli koła łowieckie i nadleśnictwo. czerpią wiedzę na tematy Po co właściwie liczy się zwierzynę? W  wieloletnich łowieckich planach łowieckie, ekologiczne czy hodowlanych mamy m.in. określony doce- przyrodnicze, nawet na lowy stan zwierzyny wszystkich gatunków, podstawowym poziomie, do osiągnięcia którego należy dążyć przez odpowiedzieli, że z  literaokres 10 lat, teraz będzie obejmował lata tury. Wymienili Zenona Kru2017 do 2027. Planowanie zaczyna się czyńskiego, który napisał od inwentaryzacji zwierzyny, tj. od usta- książkę Farba znaczy krew, lenia stanu, jaki mamy w lesie na dzień 1 a  więc człowieka, który marca. Liczymy przyrost, a więc ilość naro- przez czterdzieści lat zabidzin, oraz upadki, czyli zwierzęta, które jał zwierzynę w ekskluzywzginą na drogach lub z przyczyn natural- nych obwodach łowieckich, nych. Wielu rzeczy nie można zaplano- a dziś jest wielkim obrońcą wać, np. ze względu na warunki pogo- zwierząt i ikoną dla anarchidowe. Weźmy chociażby sarnę, która musi stów. To jest bardzo trudne. skosztować w ciągu roku ponad sześćdzie- Należy odpowiedzieć sobie siąt gatunków roślin w  różnych propor- na jedno ważne pytanie: kto cjach i w różnych ilościach, żeby normal- był pierwszy, człowiek czy nie funkcjonować. Przy suszy trwającej zwierzyna? Wszędzie zwieprzez dwa czy trzy miesiące liczba gatun- rzyna była pierwsza. To my ków roślin gwałtownie spada, a wówczas wchodzimy do lasu i go zniekształcamy. zostają zachwiane pewne funkcje fizjolo- To wszystko kieruje się w  złą stronę – giczne, np. laktacja, i młoda samica koza myślę tu o polowaniach. W  bardzo złą stronę, dlatego że nie może nie wykarmić swoich młodych, które urodziła w maju. Stąd np. upadki koźląt. ma żadnych hamulców. Zgodnie z  praZupełnie inaczej podchodzi się do kwe- wem łowieckim należy powiadomić nadstii liczebności zwierzyny i  szkód przez leśnictwo i  urząd gminy o  miejscu i  czanią wyrządzonych na zachodzie Europy, sie przeprowadzenia polowania. Koła a zwłaszcza u naszych sąsiadów w Niem- łowieckie bezwzględnie się z tego wywiączech. Specjalnie powołane komisje, skła- zują. Zamieszczamy wszystkie informacje dające się z leśników, myśliwych i rolników, w Internecie, w leśniczówkach są mapki, pełnią funkcję społeczną i określają szkody terminy polowań, a anarchiści robią swoje. Europejskiego Tygodnia wyrządzone przez zwierzynę w uprawach Podczas rolnych i leśnych oraz ilość zwierzyny, którą Zrównoważonego Rozwoju studenci w  następnym sezonie można pozyskać. z Wydziału Leśnego prowadzili zajęcia Jeżeli szkody zwiększają się w stosunku do z dziećmi… Tak. Zostało podpisane porozumieubiegłego roku, to należy zwiększyć również ilość zwierząt do odstrzału w następ- nie między dziekanem Wydziału Leśnego nym sezonie i  odwrotnie. Chyba to jest Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu a naszym nadleśnictwem, a to dlatego że prostsze rozwiązanie. Pamiętam, że niedawno była podobna nadleśnictwo jest położone blisko Poznania, co ułatwia studentom dojazd na zajęcia. Po inicjatywa Lasów Państwowych. W Polsce to jest trudne do wykonania, drugie, graniczymy bezpośrednio z lasami dlatego że z jednej strony mamy leśników, doświadczalnymi, z  Nadleśnictwem Ziektórzy rozumieją ekologię, ale są jeszcze lonka, które niestety nie dysponuje

obiektami podobnymi do naszych, czy to na Dziewiczej Górze, czy na Łysym Młynie, i co ważne, znaleźliśmy bratnie dusze, które chętnie pomagają nam w rozwiązywaniu pewnych kwestii związanych z edukacją. Już dawno utrzymujemy kontakt z uniwersytetem, którego absolwentami jest w zasadzie 100% naszych pracowników. Co jest najważniejsze... …utrzymanie tego wszystkiego w stanie gwarantującym użyteczność obydwu obiektów, wielu urządzeń czy elementów, jak miejsca parkingowe, szlaki turystyczne. Mówiłem o motolotniach, ale funkcjonuje u nas też szesnaście stadnin koni. Konie są zupełnie inaczej postrzegane przez zwierzęta leśne, a jeździec, który wydziela pewne zapachy, również pozostawia w lesie niepokój. Więc to wszystko musi być zebrane w pewną całość. Niezwykle atrakcyjnym miejscem jest wojskowy poli-

gon Biedrusko, na którym odbywają się regularne ćwiczenia, i pomimo obowiązującego zakazu wstępu ludzie i tak wchodzą bez przepustek, co powoduje dodatkowe utrudnienia, a  żołnierze nie mogą przeprowadzać strzelań. Od 1904 roku, czyli od czasu powołania, poligon był własnością nadleśnictwa. Na podstawie porozumienia między dyrektorem generalnym Lasów Państwowych a ministrem obrony narodowej teren ten został udostępniony do celów wojskowych. A leśnicy, podporządkowując się pewnym zasadom opracowanym przez wojsko, normalnie prowadzą swoją działalność gospodarczą. Macie Państwo kanał na YouTube? Będziecie to kontynuować? Nie, ale wiele relacji z naszego terenu znajduje się na tym kanale. Po naszych ostatnich przykrych incydentach z  Facebookiem, uznaliśmy, że reklama nie jest tam potrzebna, ale Lasy Państwowe puszczają na YouTube swoje i inne programy. Naszą reklamą jest to, co robimy obecnie.

15


Marzy mi się więcej lasów

Z dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu Tomaszem Markiewiczem rozmawia Mariola Zdancewicz

16

Panie Dyrektorze, od początku roku objął Pan stanowisko dyrektora Lasów Państwowych, po panu Piotrze Grygierze. Jak się Panu zarządza lasami po przejęciu funkcji po tak cenionym, lubianym i dążącym do perfekcji człowieku? Bardzo dobrze. Określanie dyrekcji jako perfekcyjnej to może pewne przerysowanie, bo w  organizmie, który ma półtora tysiąca ludzi, prawie pół miliarda obrotu i  zarządza 1,4% powierzchni Polski, zawsze coś się zdarza. Ale jak Pani wspomniała, dyrektor Piotr był perfekcjonistą. Jego postawa i czas, przez który w sposób ciągły pełnił swoją funkcję, czyli ponad 23 lata, sprawiły, że jednostka mu podlegająca, nazwijmy to kolokwialnie, jest poukładana. Tutaj ludzie znają się na pracy, są specjalistami w swoim fachu, po poznańsku robią taką pracę organiczną u podstaw. To nie znaczy, że nie mamy problemów. Wydaje się, że dyrektor Grygier przygotowywał Pana przez lata na to stanowisko. Mylę się, czy Pan też tak czuł? Proszę zapytać o  to dyrektora. Wielokrotnie w  minionych latach kierowano do mnie takie pytania i  docierały do mnie takie słuchy. Zawsze konsekwentnie odpowiadałem, że powoływanie dyrektora regionalnego jest kompetencją dyrektora generalnego… A mówiąc zupełnie poważnie, dyrektor Piotr ogromną wagę przywiązywał do kadr, co ja również staram się robić, bo kadry stanowią o firmie. Byłem jedną z  tych osób, z  których zdaniem dyrektor się liczył, a jednocześnie rzeczywiście starał się kierować moją ścieżką zawodową, i  tak się potoczyła. Jest Pan absolwentem Wydziału Leśnego Akademii Rolniczej w  Poznaniu, w  1996 roku rozpoczął Pan pracę zawodową w  Lasach Państwowych w  Nadleśnictwie Czerwonak, potem w Poznaniu na stanowisku stażysty referenta, sekretarza, następnie w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych, w  Wydziale Zagospodarowania Lasu, po czym został Pan naczelnikiem Wydziału Ochrony Lasu, a  potem nadleśniczym w  Nadleśnictwie Pniewy. Przygotowanie doskonałe. Rzeczywiście, przeszedłem przez bardzo różne stanowiska w  Lasach Państwowych. Pracowałem na różnych stanowiskach, ale

przede wszystkim przez ostatnich pięć lat byłem nadleśniczym, a więc kierownikiem jednostki, bądź co bądź niemałej, bo pozyskującej kilkadziesiąt tysięcy m³ drewna, zatrudniającej około pięćdziesięciu osób, z  własnym budżetem, a  przede wszystkim samodzielnej. Kierowanie nadleśnictwem leży u podstaw leśnictwa, i to była naprawdę najlepsza szkoła. Niedawno został Pan też wybrany na stanowisko wiceprezydenta Europejskiej Unii Leśników. To jest kolejna rzecz, której koła Już nie tak niedawno, bo trzy łowieckie się pozbywają… lata temu, chociaż nie ukrywam, że Nie chcę tego kwitować w ten obecny natłok pracy przeszkadza mi sposób. Przymiarki do nowelizacji trochę w realizacji obowiązków. Ale prawa łowieckiego trwają od kilku organizacja funkcjonuje sprawnie, ładnych lat. Rzeczywiście sprawa a prezydium bardzo życzliwie pode- ewaluuje w różnych kierunkach, a to szło do sprawy nadmiaru moich obo- budzi kontrowersje. wiązków. Unia jest mi bardzo bliska, A konflikty społeczne... a najlepszym dowodem niech będzie ...są powszechne i  wszyscy to, że za godzinę mam wizytę dwóch znamy dość typowy, narastający członków prezydium plus wizytę spór w Puszczy Białowieskiej, który kolegi z Irlandii, który w przyszłym „ma również swoje podłoże poliroku chce odwiedzić Wielkopol- tyczne”. Znam Białowieżę prywatskę wraz z Irlandzkim Stowarzysze- nie, ponieważ mam tam przyjaciół niem Leśników – jednym z członków z czasów studenckich, których reguUnii. Mamy zamiar trochę pobudzić larnie odwiedzam, i znam tamtejsze organizację do pracy, a kolega nie lasy oraz okoliczne uwarunkowanie. ma pojęcia o dzisiejszym spotkaniu W Białowieży z jednej strony wystęz członkami z prezydium, podczas puje problem z  kornikiem drukaktórego będziemy przygotowywać rzem. Możemy dyskutować, czy to plan przyszłorocznej wizyty irlandz- zjawisko naturalne, czy nie, natokich leśników w Poznaniu… miast do zagospodarowania pozoNa jakie kłopoty natknął się Pan staje drewno, którego w Polsce brajako dyrektor? kuje. Jeżeli doszło do tego, że Lasy To organizm wielowątkowy, Państwowe dowożą do Białowieży stąd niemało problemów. Ważne drewno opałowe, ponieważ miejjest, aby znaleźć consensus. Z dru- scowa ludność nie może go kupić giej strony dyrektor generalny LP na miejscu, to stajemy przed syturzuca mnóstwo zadań polskim leśni- acją kuriozalną, bo w lasach gospokom, które podejmujemy, ale traktu- darczych Puszczy Białowieskiej, czyli jemy je jako nowe wyzwania, które nie wliczam w to terenów rezerwaczęsto wymagają pewnego prze- tów i Parku Narodowego, mamy ok. organizowania i zmiany podejścia 300 tys. m³ drewna posuszowego do zastanych rzeczy, jak np. gospo- do wykorzystania, a nie możemy go darstwa węglowe czy sprzedaż wykorzystać nawet na opał dla miejdrewna w 2017 roku, którą właśnie scowej ludności. Z  drugiej strony rozpoczynamy. stwarza się zagrożenie, bo komuś W ostatnich dniach stało się gło- za chwilę spadnie suchy świerk na śno o propozycji nowelizacji ustawy głowę i  będzie afera. Proszę przeo  prawie łowieckim, która ma jechać się skrótową „drogą narewdoprowadzić do tego, by na leśni- kowską”, która łączy Białowieżę kach spoczął obowiązek szacowa- z Narewką. Przy tej leśnej, upublicznia szkód łowieckich, co dotychczas nionej drodze stoi tysiące świerków, robiły koła łowieckie. Od 2018 roku i  moje pierwsze pytanie do miejta kompetencja ma spaść na nas scowych leśników brzmi: dlaczego za pośrednictwem wojewody, co nie stawiają tam zakazu wjazdu może doprowadzić z jednej strony albo przynajmniej tablic informudo niekorzystnego postrzega- jących o poruszaniu się tą drogą na nia nas w  środowisku, w  którym własne ryzyko. Przecież za chwilę pracujemy, a  z  drugiej strony ma świerki o  zasięgu 35 m zaczną się przynieść ogromne wyzwanie tam łamać bez przyczyny, nie musi finansowo-organizacyjne. być nawet wiatru. Oby nie doszło


do nieszczęścia. Aby tylko uprzątnąć i  zabezpieczyć szlaki komunikacyjne w  Puszczy Białowieskiej, leśnicy z trzech nadleśnictw musieliby usunąć około 300 tys. m³ drewna, na co nie ma zgody tzw. środowisk ekologicznych. W  moim odczuciu Lasy Państwowe prowadzą dobrą politykę i  są godne zaufania, skąd nagle incydent… To bardzo przykre. Jak Pani wspomniała, dwadzieścia lat pracuję w lasach, nie chcę, żeby zabrzmiało to narcystycznie, ale naprawdę dostrzegam ogromną przemianę w  postrzeganiu przyrody przez leśników. Chciałbym mieć tych, którzy kontestują zasady gospodarki leśnej, i  tych, którzy rozumieją ochronę przyrody tak jak ja, jako partnerów do rozmów. Nie chodzi o jednolitość myśli, bo to nie prowadzi do dyskusji, ale o  autentyczne partnerstwo w rozmowie, bo nie zawsze je dostrzegam. W  Wielkopolsce pracuje nam się spokojniej, jesteśmy nauczeni dialogu i możemy ze sobą współpracować, do czego ciężko doprowadzić na wschodzie. Pamiętajmy, że Polska jest potentatem, jeżeli chodzi o  produkcję drewna; 98% polskich mebli wyjeżdża za granicę. Cały przemysł leśno-drzewny to pół mln miejsc pracy. Nie bez znaczenia są funkcje społeczne, czyli edukacja, zielone płuca dla milionów Polaków, rekreacja i  wypoczynek, i związane z tym wydatki, na które musimy łożyć, oraz funkcje ekologiczne, czyli ochrona lasu, przyrody, prowadzenie działań proprzyrodniczych. Dla pełnej realizacji wymienionych zadań trzeba mieć pieniądze ze sprzedaży drewna. Dla spokoju proszę powiedzieć, czy Lasy Państwowe zostaną Lasami Państwowymi. Czy nadal wspomina się raz po raz o prywatyzacji? Ja jestem przekonany, że osoba lub ugrupowanie, które pokusiłyby się o  prywatyzację wprost, w Polsce byłyby politycznymi trupami. Trzy mln podpisów pod ustawą o  zachowaniu narodowego charakteru, sprzed wielu lat, i  nasze przywiązanie do państwowej własności leśnej mówią same za siebie. Zawsze będziemy się obawiać takiej prywatyzacji od kuchni, nastawionej np. na wyłączną sprzedaż drewna z Lasów Państwowych.

Państwo stanowicie jakby zaporę przeciwko zakusom XXI wieku, gdzie głównym problemem jest coraz szersze wchodzenie człowieka do lasu, poprzez budowę domów, fabryk... Widzimy, jak zmienia się otoczenie chociażby Poznania, w sensie aglomeracji poznańskiej i tego, co się dzieje na terenach przyległych gmin. Piętą achillesową polskiego społeczeństwa jest brak automatycznego zarządzania przestrzenią. Gminy wydają pojedyncze decyzje dla działek, i jak tu

Wiemy dokładnie, co do ara! Coś pozytywnego na zakończenie? Ja i moi współpracownicy mamy mnóstwo energii i pozytywistycznego, poznańskiego podejścia do życia i  do pracy, znanego nam z  XIX-wiecznej, wcześniejszej i późniejszej historii, z pracy organicznej, bo rzeczywiście jestem fanem tej ścieżki życiowej i  zawodowej. Jesteśmy przywiązani do programu Natura 2000, do rezerwatów; kierujemy się ku nowocze-

mówić o  jakimś zagospodarowaniu przestrzennym czy jakiejś myśli urbanistycznej. A  nie można lobbować w  tym kierunku? Można, ale nie, jeśli chodzi o działania bieżące. Możemy opiniować i  pisać, że wystąpi przerwanie ciągów korytarzy przyrodniczych, zagrożenie pożarowe, zagrożenie dla mienia osób budujących domy przy samym lesie, bo za chwilę może np. przyjść wichura. Tysiące kilometrów płotów przy terenach leśnych zmienią granice.... Wolałbym, żeby społeczeństwo i samorządy były na tyle dojrzałe, by dostrzegać autentyczne niebezpieczeństwo, ale rozumiem, że wójtom i burmistrzom brak środków na podatki. Przeklasyfikowanie gruntu rolnego na budowlany jest dla budżetu zmianą na plus. Pieniądze są potrzebne do zarządzania i do życia, jednak to nie wszystko! Właściwie nie wiedzą Państwo, jakim areałem zarządzacie, skoro on co chwilę się zmienia.

snej edukacji, nowoczesnemu udostępnianiu lasów, co cały czas ewoluuje i  czym staramy się zainteresować społeczeństwo. Zasady sprzedaży drewna, które pojawiły się na 2017 rok, są uważane za bardziej przyjazne dla przemysłu, m.in dlatego, że nie niosą ze sobą podwyżek cen, a drewna na rynku będzie więcej; zobaczymy, jak się to ułoży na początku grudnia po przejściu przez system pewnego rodzaju licytacji. Jesteśmy aktywni na polu współpracy z samorządem, bo to przecież nasi partnerzy z leśnego otoczenia, i jesteśmy aktywni w środowisku. A co się Panu marzy? Więcej czasu i  więcej lasu w mojej pracy, bo na stanowisku dyrektora tego lasu jest mniej niż na stanowisku nadleśniczego czy na innych. I las mi się marzy! Gratuluję Panu nowego stanowiska, podejścia i  przyznam, że zawsze postrzegałam Pana jako organicznika. Bardzo mi miło i dziękuję.

17


Karczmę Borową znam jak własną kieszeń

Z nadleśniczym Jackiem Napieralskim z Nadleśnictwa Karczma Borowa rozmawia Maja Netter

W  tym roku przypadła pięćdziesiąta rocznica istnienia Nadleśnictwa Karczma Borowa. Jak wyglądała historia? To dosyć skomplikowane. Nadleśnictwo w swych obecnych granicach jest kontynuatorem działań nadleśnictw Leszno i  Dąbcze. Podaje się dwie daty powstania Nadleśnictwa Leszno – 1911 i  1914 rok, choć bardziej udokumentowany jest 1914. Pierwszą siedzibą był istniejący do dziś budynek przy ul. 17 Stycznia w  Lesznie. Po zakończeniu II wojny światowej w  1945 roku utworzono Nadleśnictwo Państwowe Leszno z  siedzibą w  Dąbczu, o  powierzchni 9134 ha, a  w  1948 podzielono je na dwa nadleśnictwa: Nadleśnictwo Leszno i  Nadleśnictwo Dąbcze. 29 września 1966 roku zmieniono nazwę leszczyńskiego nadleśnictwa na Nadleśnictwo Karczma Borowa. Od tego roku jednostka przechodziła wiele reorganizacji. W swych obecnych granicach istnieje od 1985 roku. Aktualna siedziba w  okresie międzywojennym była siedzibą nadleśniczego lasów prywatnych hr. Mielżyńskiego. Tak w skrócie wygląda nasza historia. Jest Pan nowym nadleśniczym. Jak zastał Pan swoje miejsce pracy? Nie przyszedłem tutaj z  zewnątrz, bo pracuję w tej jednostce od 1999 roku. Przez znaczną część tego okresu jako inżynier nadzoru, a od zeszłego roku jako zastępca. Pracę zawodową rozpocząłem w  sąsiednim Nadleśnictwie Kościan w 1988 roku.

18

Czyli zna Pan to wszystko jak własną kieszeń. Przepracowany tutaj czas pozwala na takie stwierdzenie. Jakie wyzwania? Ciągle jest ich mnóstwo. Najważniejsze to pogodzenie wszystkich funkcji, które mają spełniać lasy – zarówno funkcji ochronnych, gospodarczych, jak i  udostępnianie terenów leśnych ludności. Nasze lasy w  dużej części leżą bezpośrednio przy granicach osiedli

mieszkaniowych, tak że znaczny obszar bardziej pełni funkcję parkową niż gospodarczą. Wiążą się z tym pewne wyzwania, ponieważ musimy inaczej gospodarować, aby dostosować się do potrzeb czy wizji mieszkańców Leszna. Oczekiwania się zmieniają i jest ich coraz więcej, dlatego wprowadzamy w życie rozwiązania sprzyjające rekreacji, jak ścieżki biegowe, urządzenia do ćwiczeń. Wciąż rozbudowujemy Polanę Trzech Dębów, głównie pod względem wyposażenia, a cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony różnych grup wiekowych, zarówno dzieci w wieku przedszkolnym, szkolnym, osób dorosłych, instytucji, które organizują wszelkiego rodzaju imprezy. Doskonale spełnia swoje zadanie wiata z miejscem na ognisko, gdzie obecnie kończymy doprowadzanie prądu i monitoringu, co pozwoli nam w nowym roku na ustawienie toalet. Są też sprawy, które dotyczą wszystkich nadleśnictw, jak problemy z quadami czy motorami crossowymi. To problem trudny do rozwiązania, ponieważ użytkowników tych pojazdów ciężko zidentyfikować czy złapać. W okolicach Leszna powstaje coraz więcej stajni i  przybywa miłośników przejażdżek konnych, więc na pewno będziemy musieli wyznaczać więcej tras konnych. Różnorodność sposobów rekreacji powoduje, że trzeba postępować bardzo ostrożnie, żeby nie doszło


do sytuacji konfliktowych. Każda z grup Nie ma jednej przyczyny. Wpływają ma swoje oczekiwania i  chce równego na to zarówno łagodne zimy, dobra baza traktowania. żerowa, co skutkuje lepszą kondycją Ogólnym problemem od jakiegoś czasu zwierząt, ale również przykładanie więkjest nadmiar zwierzyny. Czy Pan też to szej uwagi do inwentaryzacji, dokładniejdostrzega? szego planowania i rozliczania się z planu. Trudno wskazać, co kryje się pod okre- A na początku tego okresu doszło do tego śleniem „nadmiar zwierzyny”. Gdzie jest „oszczędzanie” tych pięknych zwierząt. pułap ilościowy, który uznajemy za nor- Każdy chciał, aby w jego obwodzie było malny? Owszem, w  wieloletnim planie dużo dorodnych jeleni i danieli. hodowlanym podane są zalecane wskaź- Czy ten przyrost powoduje jakieś neganiki zagęszczenia zwierzyny, ale nie wszy- tywne skutki, np. w lasach? scy się z nimi zgadzają. Każda z zaintereDzik wyrządza szkody głównie w uprasowanych stron ma swój punkt widzenia; wach rolnych, w  lesie jest zwierzęciem rolnicy mówią, że zwierzyny jest za dużo, pożytecznym, gdyż między innymi żywi myśliwi twierdzą, że jest w porządku, a my, się pędrakami, larwami szkodliwych owaleśnicy, mówimy, że jest i tak, i tak (śmiech). dów. Natomiast gorzej z jeleniami i danieObecnie została podniesiona kwestia dzi- lami, ponieważ te rzeczywiście przyczyków, ze względu na wyrządzane przez nie niają się do szkód w  lasach, gdzie żerują szkody w rolnictwie i zagrożenie przeno- na młodych sadzonkach przez ich zgryzaszenia przez nie choroby ASF. W związku nie oraz w  młodnikach przez tzw. spałoz tym powinniśmy ograniczyć ich liczbę do wanie, czyli ogryzanie i zdejmowanie kory pięciu na tysiąc ha. Będziemy musieli się z  młodych drzewek. Tym szkodom zapodostosować do wskazanych wytycznych. biegamy głównie przez kosztowne i  czę-

W  jednej z  Państwa wypowiedzi ukazała się informacja, że populacja jeleni wzrosła na terenie nadleśnictwa w  ostatnich jedenastu latach niemal o 100%. W sezonie 2004/2005 zainwentaryzowano ich 306 sztuk, a  obecnie jest ich 600. W  przypadku daniela w  tym okresie liczebność wzrosła z  82 do 257 w  br. Czy rzeczywiście zwierząt przybywa w takim tempie, czy też w  ubiegłych latach ich liczba była po prostu niedoszacowana? I  to, i  to. Na pewno liczebność populacji jelenia i daniela zdecydowanie wzrosła w  ostatnim dziesięcioleciu. Na jego początku w  dużym tempie. Natomiast w ostatnich trzech, czterech latach tempo przyrostu zostało przyhamowane. Jaka jest przyczyna aż tak silnego wzrostu? Czy nie mówiło się o tym, czy w tej chwili po prostu się lepiej orientujemy?

sto krytykowane grodzenia upraw. Moim zdaniem tutaj też trzeba znaleźć złoty środek, aby liczebność zwierzyny satysfakcjonowała wszystkie strony, zarówno rolników, myśliwych i leśników. Jest jeszcze jeden problem, który występuje nie tylko u  nas, mianowicie przechodzenie zwierzyny z lasu na osiedla mieszkaniowe. Myślę, że w głównej mierze winien temu jest człowiek. To nie zwierzyna, tylko my wchodzimy na teren jej bytowania poprzez ścisłą i bezpośrednią zabudowę granicy leśnej. Stawiamy płoty i zabudowania tuż przy lesie, nie pozostawiając żadnej strefy buforowej. Przy takim postępowaniu musimy się liczyć z tym, że zwierzyna naturalnie będzie dążyła do wyjścia z lasu. Czy znalazły się inne pomysły na zmniejszenie ilości zwierzyny? Obecnie na terenie naszego nadleśnictwa jedyną formą jej ograniczenia jest

planowy i racjonalny odstrzał realizowany przez zarządców i dzierżawców obwodów łowieckich. Pomocny może być pojawiający się w  sąsiedztwie wilk. Ale nie czarujmy się, nie będziemy ukrywać prawdy w szafie i mówić, że wyeliminujemy strzelanie, bo regulacja dokona się sama. Obecnie to jest nierealne. A  jak w  tym roku wygląda sprzedaż drewna? Dla nas, dla samofinansujących się Lasów Państwowych jest to główne źródło dochodu. Pieniądze ze sprzedaży są przeznaczane na realizację bieżących zadań i w tej chwili nie ma żadnych większych zawirowań. Zdarzają się lepsze okresy i  gorsze, ale myślę, że realizacja tegorocznego planu sprzedaży drewna nie będzie zagrożona. Jakie plany na najbliższą przyszłość? Ten rok rozpoczęliśmy od dużego wyzwania, ponieważ musieliśmy wyciąć w ciągu dwóch miesięcy 83 ha lasów pod budowę drogi ekspresowej S5. Pozyskaliśmy w tym okresie blisko 16 tys. m³ drewna. Również gęsta sieć szlaków komunikacyjnych, drogowych i kolejowych, nakłada na nas szereg obowiązków i związanych z nimi prac. Co do planów, to głównie realizujemy zadania wynikające z dziesięcioletniego planu urządzenia lasu, zarówno jego zagospodarowania, jak i  użytkowania. Inwestycyjnie priorytetem będzie budowa i  modernizacja dróg oraz infrastruktury turystyczno-rekreacyjnej. fot. Krzysztof Moroz

19


Wystawa Uwe Loescha jest formą nagrody przekazywanej przez Muzeum W 2016 roku przypada jubileNarodowe w Poznaniu – Nagrody im. Jana Lenicy, która przyznawana jest wybituszowa 5 edycja Nagrody im. nym grafikom z całego świata, o ukształtowanej osobowości artystycznej, reprezentującym podobną postawę, jaka cechowała Lenicę, tj. wykraczającym poza Jana Lenicy. Została ona ustawąsko rozumiane ramy zawodu grafika użytkowego. Plakat i inne formy graficzne nabierają wówczas cech indywidualnej wypowiedzi artysty, służą twórczemu nowiona w 2001 roku przez wyrażaniu jego stosunku do otaczającego świata. Wyróżnieni przez muzeum Muzeum Narodowe w Poznaartyści charakteryzują się szczególnymi osiągnięciami pod tym względem. niu po śmierci tego wybitnego artysty, jednego z twórców i najważniejszych przedstawicieli polskiej szkoły plakatu, urodzonego w Poznaniu i związanego wieloletnimi, serdecznymi więzami z poznańskim Muzeum. Dotychczasowymi laureatami nagrody są: jest Michel Bouvet, Francja (2002), przekrojową, monograficzną prezentacją Gunter Rambow, Niemcy blisko pięćdziesięcioletniego dorobku artysty w dziedzinie projektowej (2004), Alain Le Quernec, Frani  obejmuje siedemdziesiąt dwie prace, w  tym wielkoformatowe wydruki cja (2006), Ralph Schraivogel, zaprojektowane na potrzeby przeprowadzanych w  przestrzeni publicznej spektakularnych działań o charakterze społeczno-politycznym. Podziw i uznanie, Szwajcaria (2009), Uwe Loesch, poparte licznymi prestiżowymi nagrodami i wyróżnieniami, zyskały jego Niemcy opracowania szaty graficznej czasopism i magazynów, książek, katalogów Ekspozycji towarzyszy katalog i  kalendarzy oraz nowatorskie koncepcje z  zakresu projektowania prac artysty z esejem zawierającym (2013). „tożsamości korporacyjnej”, inicjując nowe kierunki rozwoju tej dziedziny.

Uwe Loesch. Plakaty w  Muzeum Narodowym w  Poznaniu

20

charakterystykę jego twórczości oraz szczegółowym wykazem nagród, bibliografii, wystaw indywidualnych i zbiorowych, w których brał udział.


Uwe Loesch, urodził się w 1943 roku w Dreźnie. Od

Wybrane przykłady prac można obejrzeć na wystawie w formie elektronicznych prezentacji przygotowanych przez autora. Propozycje Loescha wyróżniają się nietypowym podejściem zarówno do tematu, jak i do samej koncepcji plakatu. Łącząc typografię z fotografią, słowo z obrazem, artysta tworzy komunikaty wizualne, które cechuje wstrzemięźliwość rozwiązań graficznych. Autonomia i radykalizm w formułowaniu przesłania powodują, że we współczesnej historii projektowania graficznego zajmuje on pozycję uprzywilejowaną – artysty, filozofa i niezależnego myśliciela. Za słowami: „Jako projektant plakatów czuję się w obowiązku poświęcić mój czas dla nowej ekspresji w projektowaniu” kryje się jedna z najbardziej intrygujących indywidualności artystycznych naszych czasów w dziedzinie plakatu. Wystawa plakatów niemieckiego artysty Uwe Leoscha prezentowana będzie od 27 listopada 2016 do 22 stycznia 2017 roku w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

1958 roku zamieszkał w Düsseldorfie, gdzie w latach 1964– 1968 odbył studia projektowania graficznego w Peter Behrens Werkkunstschule (Peter Behrens Academy). W roku 1968 założył w Düsseldorfie studio projektowe Arbeitsgemeinschaft für visuelle und verbale Kommunikation. Obecnie mieszka i pracuje w Neandertal koło Düsseldorfu. W 1968 roku ukazał się jego pierwszy plakat dla polityczno-literackiego kabaretu Das Kom(m)ödchen w Düsseldorfie, z którym współpracował przez kilkanaście lat. Ponadto opublikował Plakaty – Znaki czasu (Plakate – Zeitzeichen), które opisuje jako ingerencje polityczne. Większość jego prac jest częścią szeroko zakrojonych kampanii dla przedsiębiorstw, instytucji kulturalnych, ministerstw, imprez targowych i wystaw w renomowanych muzeach, m.in. od wielu lat współpracuje z Ruhrlandmuseum w Essen i Klingspor Museum w Offenbach. W 1984 roku jego plakat punctum został umieszczony na stałej ekspozycji kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku.

21


flora robotica, Photo by Anders Ingvartsen, CITA

Ławeczka – element nieskończony Z prof. dr. hab. Przemysławem Wojtaszkiem, dziekanem Wydziału Biologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozmawia Mariola Zdancewicz

22

Panie Profesorze, niedawno objął Pan funkcję dziekana. Proszę przybliżyć nam trochę swoją osobę. Jestem biologiem roślin, specjalność molekularna biologia komórki roślinnej. Swoją przygodę z nauką zacząłem jeszcze w  liceum w  obecnym Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN. Na uniwersytet wróciłem w 2001 roku, czyli minęło piętnaście lat, z czego osiem działałem jako prodziekan, a teraz dziekan. Jeśli chodzi o badania, to profil całkiem się zmienił… Przygotowując pracę magisterską, jako pierwszy w  IChB PAN robiłem badania z  wykorzystaniem przeciwciał, które sam musiałem najpierw wytworzyć, więc hodowałem króliki, szczepiłem je, pobierałem krew. Teraz byłoby to niemożliwe ze względu na regulacje prawne. Tematem doktoratu była fitochemia i  różnego rodzaju związki wytwarzane przez rośliny. Potem wyjechałem na parę lat do Anglii i badania zmieniły kierunek – zająłem się „przywróceniem życia” ścianom komórkowym. Wtedy w  podręcznikach szkolnych królowało zdanie, że komórka roślinna otoczona jest martwą ścianą komórkową. Trzeba było lat pracy, by to się zmieniło. A dziś, dzięki „zielonej energii”, o ścianach komórkowych mówi się znacznie więcej i wszyscy wiedzą, że mając ściany komórkowe o odpowiednim składzie, możemy wpływać na wydajność energetyczną biomaterii.

Rozumiem, że „my” to pluralis maiestaticus... (śmiech) ... ale dziekanem jestem nie z Bożej łaski, ale z wyborów… (śmiech) W ostatnich latach obserwujemy, jak w komórkach roślinnych działają złożone kompleksy białkowe. Odszedłem od ścian komórkowych, ale niedaleko, bo do zjawiska słabo rozpoznanego w komórkach roślinnych – integracji funkcjonalnej i organizacji przestrzennej. W komórkach zwierzęcych wszystko ze wszystkim jest połączone za pomocą znanych nam białek, ale wiele z nich nie występuje w komórkach roślinnych. Szukamy więc makrocząsteczek, które tę funkcję wypełniają. Ostatnio pojawiła się „odnoga” w postaci dość zwariowanego projektu „Flora robotica”, który realizujemy od półtora roku. Spełnia się Pan też w  innych przedsięwzięciach… Od lat towarzyszy mi popularyzacja nauki, co miało swój finał w zeszłym roku, wraz z  przyznaniem mi nagrody specjalnej za całokształt działalności popularyzatorskiej; ta kwestia jest dla mnie nadal ważna. W tym roku zaczęliśmy już przygotowania do Światowego Dnia Roślin 2017. Kolejny raz znalazłem się w grupie światowych koordynatorów. Inicjatorem i patronem akcji jest Europejska Organizacja Nauk o Roślinach (EPSO). Należy do niej ponad 200 instytucji badawczych, kilkanaście towarzystw naukowych. Spośród 50 krajów

uczestniczących w Światowym Dniu Roślin ponad połowa to kraje europejskie. Troszeczkę poczytuję to jako nasz wydziałowy czy osobisty sukces, bo na razie były trzy akcje, w 2012, 2013 i 2015 roku, i za każdym razem 20-25% wydarzeń dzieje się w Polsce. Na pytanie zadawane w EPSO, w jaki sposób osiągamy taki wynik, odpowiadam, że działamy w ramach Konferencji Dziekanów Wydziałów Przyrodniczych Uniwersytetów Polskich i że to bardzo pomaga. A współpraca zaczęła się przy Nocy Biologów. Nadchodzi szósta edycja. Tak, gdy zaczynaliśmy, w  2012 roku, symbolem akcji był czarny kot, dlatego że wydarzenie odbyło się 13 stycznia, w piątek. Teraz koło się zamyka, bo w tym roku kolejna akcja odbędzie się również 13 stycznia, w  piątek, i  czarny kot wróci na należne mu miejsce. Musimy też uwzględnić dodatkowe okoliczności, bo np. we wschodniej części kraju w tym okresie jest wigilia prawosławna, a w niektórych województwach zaczynają się ferie. Jesteśmy dumni z tej imprezy, ponieważ na naszym wydziale studenci i doktoranci stanowią właściwie 70-80% osób włączonych w jej organizację. I to najbardziej cieszy. Wróćmy na moment do Konferencji Dziekanów. … Dwa tygodnie temu, po raz pierwszy w  tej kadencji, konferencja odbyła się w  Poznaniu. Konferencje dziekanów działają w  wielu różnych dziedzinach


i  dyscyplinach nauk i  w  mojej opinii są jedną z  najbardziej niedocenianych form działania na rzecz nauki i  szkolnictwa wyższego. To troszeczkę górnolotnie powiedziane, ale podstawowym celem spotkań jest wymiana informacji dotyczących m.in. zmieniającego się systemu szkolnictwa wyższego, również od strony prawnej, bo jako dziekani jesteśmy najbardziej zanurzeni w  rzeczywistość prawną. Niedocenianie skutkuje tym, że głosy osób, które bezpośrednio borykają się z nowymi zasadami wprowadzanymi przez rządzących, bez względu na orientację polityczną, rzadko docierają do osób odpowiedzialnych, a jeśli, to nie zawsze są brane pod uwagę. Spotkania są absolutnie konieczne; dają przekonanie, że mamy pewien wspólny sposób myślenia i podobne problemy, które razem rozwiązujemy. Próbujemy wypracować wspólne stanowiska, które zgłaszamy do ministerstwa czy do Sejmu. W tym roku konferencja przyciągnęła całe zespoły dziekańskie, a grupujemy w tej chwili wydziały z ponad 20 uniwersytetów, ale również niektóre

wiele nowych horyzontów. Zaakceptowali „garden” oznacza ogród tworzony przez również to, że właściwie już po osiemnastu biohybrydy, a „social” – miejsce, w  któmiesiącach realizacji z  niektórych pomy- rym człowiek chce, nie chce, będzie, nie słów zrezygnowaliśmy, a  wypączkowały będzie – eksploracja tych wątków przed takie, o których nie mieliśmy pojęcia. Z pro- nami – przebywać. To szansa na eksplojektem startowaliśmy w konkursie Future rowanie obszaru komunikacji na różnych and Emerging Technologies (FET), gdzie poziomach, co fachowcy są w stanie opiKomisja Europejska przydziela pieniądze, sać językiem informatyki, a my językiem zdając sobie sprawę z tego, że początkowe biologii, np. wprowadzając w  to wątek komunikacji chemicznej, świetlnej, mechazałożenia mogą ulec zmianie. Europejska Rada ds. Badań Naukowych nicznej między roślinami, czy też między wróciła do korzeni, a więc do pomysłów na robotami i roślinami. Na razie skupiamy się ciekawe badania naukowe, przedstawia- na rozwiązaniu problemów technicznych, nych przez pojedynczych naukowców, i im dlatego wśród partnerów mamy również przyznawane są granty. W programie FET grupę robotyków zajmujących się tworzepremiowane jest niecodzienne spojrze- niem różnego typu robotów i algorytmów, nie, co być może wygeneruje takie pomy- umożliwiających ich funkcjonowanie. Jest sły, które zaowocują niespodziewanymi też grupa architektoniczna; zawdzięczamy jej silne pchnięcie do przodu tworzenia rozwiązaniami. Trudno nam opisać nasz projekt, mamy artefaktów, czyli różnego typu konstrukjedną małą firmę, która zajmuje się przy- cji, które na początku wesprą rośliny w ich gotowaniem różnego typu czujników wzroście, a potem ewentualnie same będą mierzących parametry środowiska i para- zanikać, gdy rośliny przejmą funkcję strukmetry funkcjonowania samych roślin. To turalną, tworząc np. ławeczkę, a  roboty dobra okazja do przetestowania wielu będą się przemieszczać. Według założenia czujników, zorientowania się, jakie dane roboty albo zakleszczą się w węzłach sieci, albo powędrują np. wzdłuż pędów roślin czy wzdłuż pnia, w zależności od gatunku rośliny. I nastąpi komunikacja. Czy to nie zajdzie nie wiadomo dokąd? W tym momencie jeszcze nie. To nie jest sztuczna inteligencja, raczej o wiele prostsze algorytmy. Mamy na przykład układ, nazwijmy go ogrodem, w którym roboty komunikują się między sobą i roślinami i reagują choćby na pojawienie się człowieka. Jesteśmy w  stanie określić, gdzie dokładnie znajduje się człowiek albo że roślina próbuje go przywołać poprzez zapalenie kolorowych diod. Do tego dochodzą drobiazgi, jak np. układ robotyczny odpowiedzialny za podlanie rośliny w odpowiednim momencie, na zasadzie komunikacji i zebrania danych, które informują: tutaj wysycham, tu trzeba mnie trochę podlać, tu mam za mokro, więc się ode mnie odczep. Ingerencja człowieka nie jest tu niezbędna, ale można też wyobrazić sobie przestrzeń, która tak jak las trozbierają i o czym te dane informują. Dwie szeczkę wciąga nas do środka i zaprasza grupy pracują nad tzw. swarm intelligence, chociażby do wzięcia koneweczki i podlaczyli inteligencją roju, a więc jedną z wła- nia rośliny tam, gdzie zapala się sygnał. ściwości, która pojawia się, gdy co najmniej Może tej ławeczce spodoba się wędrokilku różnych osobników czy niezależnych wanie gdzie indziej. Ona sobie raczej nie pójdzie, ale robotów komunikuje się ze sobą. Ma to swoją podstawę w biologicznej obserwa- musimy o nią dbać. A dodatkowo jest to cji zachowania się rojów pszczół czy mro- element nieskończony w czasie i w przewisk. Nie wiemy, dokąd nas zaprowadzi strzeni, co umożliwia wprowadzenie go pojawiająca się nowa jakość, bo jednym w architektoniczną przestrzeń człowieka z pomysłów jest próba doprowadzenia do w zupełnie inny sposób i umożliwia innego wystąpienia układu, który możemy nazwać typu oddziaływanie między człowiekiem symbiozą, czyli współdziałaniem pomię- a  takim elementem, czego nie doświaddzy roślinami i robotami. Taka biohybryda czymy przy formie skończonej, typu krzealbo symbiont ma możliwość komunikacji sło, ozdoba w holu. z innymi układami tego typu czy z robo- Rozumiem, że Państwo macie zapewtami. Jest duża szansa, że z tej komunikacji nione dofinansowanie do końca życia. Niestety nie. Tylko do 2019 roku. pojawi się właśnie ten dodatkowy element wynikający z zachowania stada, co dopro- Następna ocena zostanie wydana za niewadzi do powstania social garden, gdzie całe osiemnaście miesięcy.

w czasie i w przestrzeni mniejsze uczelnie posiadające wydziały przyrodnicze. Tym razem dyskutowaliśmy np. nad projektem, który skrótowo nazwano „doktoratem wdrożeniowym”. Pomysł całkiem interesujący, natomiast rozwiązania prawne nietrafione. Pojawiło się pytanie, czy nadal mamy do czynienia ze stopniem naukowym, czy z  zawodowym, przyznawanym za wdrożenie różnego typu osiągnięć, co już rozmiękcza definicję tego doktoratu. Nasze stanowisko przekazaliśmy w formie pisemnej i zobaczymy, co z tego wyniknie. Systemy Zachodniej Europy przewidują możliwość doktoratu zawodowego, ale jest on wyraźnie odróżniony od doktoratu naukowego. Wspomniał Pan o realizowanym czteroletnim projekcie unijnym „Flora robotica”. Przedwczoraj wróciłem ze spotkania sprawozdawczego w  Kopenhadze. Usłyszeliśmy tam pierwszą ustną ocenę okresową naszego projektu, która, choć to trochę samochwalstwo, na razie jest więcej niż pozytywna, a  stopień zaawansowania oceniono bardzo wysoko. Zacznijmy od zbitki tych dwóch słów: „flora” – czyli rośliny, a z drugiej „robotica”, która kojarzy się z robotem, np. z Robocopem. Największym kłopotem dla nas, czyli partnerów, jest starobiblijne wezwanie do nazywania rzeczy po imieniu i wypracowanie wspólnej płaszczyzny językowej. Ku mojemu zdziwieniu i radości zarówno recenzenci, jak też oficer prowadząca jednoznacznie uznali projekt za innowacyjny i otwierający

23


A co z tą kobietą latem i zaraz po nim? W miarę umiarkowane, rozsądne korzystanie ze słońca jest dozwolone, i  nadal lekko, ale bardzo lekko opalona skóra jest na topie. Liczy się sumaryczna dawka promieniowania, czyli jeżeli kobieta co jakiś czas skorzysta z solarium lub zażyje trochę słońca, to nie znaczy, że natychmiast coś tragicznego stanie się ze skórą. Jednak receptą na młody wygląd jest unikanie dwóch rzeczy, po pierwsze nadużywania słońca, po drugie palenia papierosów, potem długo, długo nic, i dopiero

W latach 70. XX wieku we Francji, za sprawą endokrynologa Jeana-Jacques’a  Legranda, twórcy pierwszego Francuskiego Towarzystwa Medycyny Estet ycznej mieszczącego się w mieście mody, czyli w Paryżu, medycyna estetyczna zaistniała jako odrębna dziedzina. A  już w  1978 roku zaczęto ją wykładać jako przedmiot akademicki na mediolańskim uniwersytecie. Dziś poprawianie natury jest na porządku dziennym, a  chętnych do udoskonalania własnego wyglądu wciąż przybywa.

24

Przy hodowli roślin przeznaczonych później dla przemysłu farmakologicznego, wykorzystuje się środki ochrony i nie da się sprawdzić, czy stosowano się do obowiązujących dyrektyw, w  konsekwencji czego jesteśmy narażeni na chemię bardziej niebezpieczną niż leki pochodzenia nienaturalnego. Chciałam zapytać, jak sobie radzić z cerą dojrzałą… Co to znaczy „cera dojrzała”? Nie ma definicji cery dojrzałej. Ona może występować u trzydziestolatki, a pięćdziesięciolatka

Podsłuchany dialog egzystencjalnokosmetologiczny, czyli kobieta dojrzała pod okiem kosmetologa estetycznego część II Kobieta jesienna na trzecim miejscu plasuje się stosowanie kosmetyków. Jeśli nie zadbamy o omijanie dwóch pierwszych, trzeci czynnik, a nawet uciekanie się do różnego rodzaju zabiegów, nie zrekompensuje nam szkód przez nie wywołanych. Z drugiej strony dzięki słońcu otrzymujemy potrzebną witaminę D3­. Też. Proszę usiąść nieco wyżej… Ale czy wie Pani, co trzeba zrobić, żeby zagwarantować właściwą ilość tej witaminy? Tylko uzupełnienie syntetyczne można uznać za jedyne racjonalne źródło witaminy D3, która znajduje się też w  pożywieniu często pochodzenia nienaturalnego, ale nie jesteśmy w stanie ustalić jej poziomu. Jeżeli lekarz ma wskazać rozwiązanie, to zawsze wybierze lek. Każdy powinien zażywać odpowiednią dla swojego wieku dawkę, czyli w Pani wypadku byłyby to jakieś 2 – 3 tys. jednostek na dobę w postaci syntetycznej. Słowu „syntetyczne” przylepiono dzisiaj negatywną etykietkę. …to zwykła gra słów, coś, co mamy zakodowane. Podobnie mówię botoks – czarne, kwas hialuronowy – białe. Ta sama sytuacja – tam jest obawa przed toksyną, – tutaj przed tym, co syntetyczne. Oczywiście, w tej chwili 99% przemysłu farmakologicznego ukierunkowane jest na leki syntetyczne, a specyfiki pochodzenia roślinnego to część marginalna. Ale bez względu na to, te środki, również syntetyczne, ratują życie milionom ludzi.

wcale nie musi jej mieć. Ta cera charakteryzuje się gorszymi objawami uszkodzenia skóry np. na skutek palenia papierosów. Pani przecież nie pali?... Czyli według medycznej definicji najważniejszym elementem nie jest kryterium wieku metrykalnego, tylko wiek biologiczny. Lekarza – kosmetologa nie interesuje rodzaj cery? Nie, dobieranie kosmetyków to zadanie kosmetyczki albo konsultantki z perfumerii. Z punktu widzenia medycznego rozpatrujemy nie kwestię cery, tylko rozwiązujemy problem, który kobietom przeszkadza albo zaburza ich wizerunek, jak zmarszczki, hiperpigmentacje, bruzda marionetki, czyli konkretne problemy. Samo wytworzenie się cery dojrzałej nie jest powodem do podjęcia działań. Generalnie pielęgnacja skóry jest zawsze jednakowa – to unikanie niszczących ją agresywnych czynników.

Czas na zmiany (nie)radykalne


Skóra nie wygląda gorzej po lecie, a wiosn�� nie będzie wyglądała lepiej. Pielęgnacja skóry jesienią właściwie zawsze obejmuje działania eliminujące przebarwienia. To istotny defekt kosmetyczny. I to właśnie robimy? Tak. Czym? Proszę się nie kręcić. Może szczypać… Użyjemy alfa-hydrokwasu migdałowego na te drobne przebarwienia, poprawi się też gęstość i jędrność skóry. Natomiast naprawdę trzeba dbać o  to, żeby zmarszczki się nie pojawiły. Kosmetolodzy polecają różne preparaty likwidujące ten problem, ale w rzeczywistości jedynym związkiem, którego działanie potwierdzono badaniami, są rezynoidy, czyli pochodne witaminy A, jeżeli chodzi o  topowe związki przeciwzmarszczkowe, one też nie zapewnią jakiejś niesamowitej poprawy. Pielęgnacje i maseczki bardziej oddziałują na psychikę niż na skórę. A co z wiotczeniem skóry? Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Jedna osoba przez wiotczenie rozumie powstawanie zmarszczek, druga nawisy i tym podobne. Z punktu widzenia medycyny nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo każdy pytający może mieć coś innego na myśli. W przypadku kobiety jakby w pewnym stopniu starzejącej się nie chodzi tylko o zmianę struktury skóry, ale o jej nadmiar w pewnych partiach, przez co skóra nieco się rozciąga, ubywa tkanki tłuszczowej, ubywa masy kostnej, zmniejsza się objętość mięśni, choć czasami się zwiększa. A więc rozmiar części podskórnej zmniejsza się, a rozmiar skóry się zwiększa. Struktura kostno-mięśniowa twarzy o wielkości M przybiera rozmiar L. To proces związany z wiekiem. Na zwiotczenia proponuję choćby ultradźwięki, mezoterapię, trochę osocza bogatopłytkowego, ale to raczej profilaktyka, bo to są procesy długotrwałe... A my co jeszcze robimy? Zadbamy o dekolt i szyję. Będzie trochę bolało. spisała Wiola Ordon

Doktor Sebastian Kuczyński wykłada w Wyższej Szkole Zdrowia, Urody i Edukacji w Poznaniu oraz jest kierownikiem Pracowni Kosmetologii Praktycznej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Działalność rozpoczął w 2002 roku. Wykonuje zabiegi z zakresu medycyny estetycznej i kosmetologii lekarskiej. Klinika Medycyny Estetycznej i Kosmetologii Lekarskiej przy ulicy Stanisława Strugarka 8 (Os. Bolesława Śmiałego) w Poznaniu. Zapisy na zabiegi: tel. 600 263 705

Designed by Freestockcenter – Freepik.com

KONIEC ODSŁONY DRUGIEJ

25


Magda Gessler

Smaczna dynia Miąższ dyni długo wydawał mi się mało inspirujący kulinarnie. Był piękny, ale mdły. Z dyni interesowały mnie tylko pestki. Aż nastąpił przełom – odkryłam idealną zupę dyniową. Przepis poznałam w  Madrycie na początku lat osiemdziesiątych w jednej z francuskich restauracji, do których lubiliśmy chodzić z  moim pierwszym mężem. W  oryginale zupę piecze się wewnątrz olbrzymiej dyni. Należy to robić bardzo ostrożnie, żeby skórka nie ugotowała się razem z miąższem, bo wówczas dyniowe naczynie zacznie przeciekać. W domu najlepiej upiec zupę w naczyniu żaroodpornym. Najpierw należy obrać dynię, miąższ pokroić w kostkę. Pestki obrać z włókien, umyć i upiec. Będą jak znalazł do skubania i  chrupania. Następnie trzeba pokroić w drobną kosteczkę pół kg sera gruyère. W naczyniu żaroodpornym ułożyć warstwy dyni, przesypując serem. Zalać bulionem wymieszanym ze śmietanką kremówką. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 C°. Piec, aż dynia będzie zupełnie miękka, mniej więcej 30 minut, w zależności od gatunku dyni. W tym czasie pokroić w kosteczkę dobrą bagietkę na zakwasie. Usmażyć grzanki na oliwie. Zupę zmiksować i doprawić gałką, solą i pieprzem. Podawać z grzankami i strużką oleju dyniowego. Posypać wyłuskanymi i uprażonymi na suchej patelni pestkami dyni. To nie jest zupa. To jest małmazja. Dobrze, że mamy w tym roku dyniowy urodzaj.

Biblioteka Merkuriusza Krzysztof Kawalec Roman Dmowski Roman Dmowski to najwybitniejsza postać polskiego życia politycznego XX wieku. Trudno przecenić jego zasługi dla odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Potrafił być także skutecznym dyplomatą, broniąc spraw polskich na paryskiej konferencji pokojowej. To między innymi jego podpis widnieje pod tekstem traktatu wersalskiego. Opinie o Dmowskim są spolaryzowane: jedni go wielbią, przypominając jego zasługi, inni nienawidzą, przypominając różne mniej chwalebne sprawy. Biografia autorstwa profesora Krzysztofa Kawalca pomaga odpowiedzieć na pytanie, kim był człowiek, który budził i budzi tak silne emocje i kontrowersje. Wydawnictwo Zysk i S-ka

26


www.maro.com.pl Fabryka Mebli Biurowych MARO Sp. z o.o. PL - 62-052 Komorniki, ul. Fabianowska 100, T +48 61 890 00 00, F +48 61 890 00 90, E maro@maro.com.pl


lek. wet. Maciej Gogulski

prof. dr hab. Piotr Ślósarz

Jest się czym chwalić… Z dziekanem Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu prof. dr. hab. Piotrem Ślósarzem oraz z dyrektorem Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej doktorem Maciejem Gogulskim rozmawia Maja Netter

28

Od niedawna pełni Pan funkcję dziekana, proszę nam przybliżyć swoją sylwetkę i dokonania. Piotr Ślósarz: Jestem absolwentem tej uczelni i wydziału, specjalistą z zakresu hodowli zwierząt. W roku 2012 z rąk prezydenta Komorowskiego odebrałem tytuł naukowy profesora. W  minionej kadencji pełniłem funkcję prodziekana ds. kierunku zootechnika, obecnie przejąłem obowiązki dziekana wydziału. To funkcja trudna i wymagająca wiele uwagi, mimo że wydział jest w bardzo dobrej kondycji. Zajmuję też stanowisko kierownika Katedry Hodowli Zwierząt i Oceny Surowców, jednej z ośmiu jednostek organizacyjnych wydziału. W ubiegłym roku na łamach „Merkuriusza” prezentowaliśmy klinikę, tuż przed jej uroczystym otwarciem. Robiła imponujące wrażenie. Proszę powiedzieć, jak się rozwija. PŚ: W  dalszym ciągu imponująco. Nasze Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej, bo tak nazwaliśmy klinikę, rozwija się dynamicznie. Niedawno obchodziło rocznicę funkcjonowania, stąd czas podsumowań. Maciej Gogulski: Centrum działa od 19 października 2015 roku. Oprócz funkcji lecznicy dla zwierząt pełni przede wszystkim funkcję dydaktyczną dla studentów kierunków weterynaria, zootechnika i biologia. Celem jest zapewnienie studentom kontaktu z  praktyką weterynaryjną na

najwyższym poziomie. Studenci weterynarii odbywają w UCMW staże i praktyki kliniczne oraz inne liczne formy zajęć programowych. W tym momencie w zakładzie pracuje dziesięciu lekarzy różnych specjalności, pięcioro techników weterynarii oraz panie recepcjonistki. A  na co położony jest w  tej chwili największy nacisk? PŚ: UCMW funkcjonuje w strukturach wydziału, ale dążymy do tego, by było jednostką samofinansującą się, co nie jest łatwe. Były i nadal są potrzebne środki na rozwijanie Centrum, dlatego cieszy nas dynamiczny, wręcz imponujący przyrost liczby pacjentów, jeśli wziąć pod uwagę działalność pozostałych lecznic na terenie Poznania czy okolicy. Jest się czym pochwalić. MG: W  Poznaniu znajdują się dwie podobne kliniki, ale pod względem powierzchni i wyposażenia na pewno je przewyższamy. Poza mieszkańcami Poznania trafiają do nas pacjenci z  całego województwa, ale też ze Szczecina, Bydgoszczy czy Gdańska, którzy potrzebują specjalistycznych badań. W  ubiegłym roku wyposażyliśmy Centrum w sprzęt do diagnostyki małoinwazyjnej – endoskopii, artroskopii i laparoskopii, mamy dalsze bardzo ambitne plany związane z wyposażaniem i podnoszeniem jakości naszych usług. Już konkretyzują się kolejne plany? MG: Przygotowujemy się do uruchomienia dyżurów całodobowych.

Posiadamy bardzo dobrze wyposażony ambulans weterynaryjny. Nawiązaliśmy współpracę z  Ogrodem Zoologicznym, Ochotniczą Strażą Pożarną, zajmujemy się zwierzętami, które się tam znajdują. Jesteśmy otwarci na współpracę z  Urzędem Miasta oraz z Komendą Wojewódzką Policji. W  fazie zaawansowanej znajduje się uruchomienie w UCMW „Ptasiego azylu”; właśnie wystąpiliśmy o zgodę na realizację tego przedsięwzięcia do Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Dodam, że bierzemy udział w akcjach promujących właściwe traktowanie i leczenie zwierząt, jak Dzień Doktora Dolittle w poznańskim ZOO, Centralne Dożynki naszego miasta czy wystawa AquaZoo na terenie Targów Poznańskich. Odwiedzający te wydarzenia mogą uzyskać odpowiedzi na nurtujące pytania dotyczące opieki nad zwierzętami. Naszym marzeniem jest stać się pierwszą jednostką w regionie, dysponującą rezonansem magnetycznym; jesteśmy w  trakcie poszukiwań źródła finansowania. Intensywnie współdziałamy naukowo z Uniwersytetem Medycznym oraz z jednostkami naszego wydziału i uczelni. Jednak te najnowsze i najistotniejsze dla nas plany muszą na razie pozostać tajemnicą dla opinii publicznej. W pewnym momencie wystąpiły jednak problemy związane z reklamą. PŚ. UCMW obecną renomę zawdzięcza swojej pracy, a nie zewnętrznym działaniom reklamowym. Pan Dyrektor pełni jednocześnie funkcję prezesa Wielkopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej i  to dodatkowo narzuca najwyższe standardy, jeśli chodzi o postępowanie lecznicze, ale też przestrzeganie przepisów dotyczących reklamowania jednostki o  charakterze


zakładu leczniczego. Dlatego, jako jednostka zaufania publicznego, rygorystycznie przestrzegamy ograniczeń – reklamą jest nasza praca. MG: Wszystkie zakłady lecznicze na terenie kraju mają zakaz reklamy, dlatego musimy docierać z informacją innymi ścieżkami. Z prowadzonej przez nas ankietyzacji wynika, że większość właścicieli zwierząt trafia do nas, bo zostali zachęceni przez znajomych. Ponadto zorganizowaliśmy kilka ogólnopolskich szkoleń dla lekarzy weterynarii, których uczestnicy, po zapoznaniu się ze sprzętem i z możliwościami, często kierują do nas swoich pacjentów na konsultacje czy bardziej skomplikowane zabiegi. Przeprowadziliśmy również kilka edycji szkoleń z zakresu stomatologii weterynaryjnej, okulistyki, anestezjologii, desmurgii i ortopedii. W ostatnich tygodniach światowej sławy anatomopatolog weterynaryjny z  Holandii przeprowadził szkoleniową sekcję zwłok świń i również nasi studenci mogli w tym wydarzeniu uczestniczyć. Do tej pory profesor na takiej zasadzie działał tylko na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Na naszym wydziale pracuje jeden z najlepszych znawców zwierząt egzotycznych, szczególnie gadów, dr Mateusz Rawski, który raz w tygodniu przeprowadza w  Centrum konsultacje hodowlano-żywieniowe dla właścicieli tych zwierząt. Ten dział w  medycynie weterynaryjnej dopiero się w  Polsce rozwija, ale zapotrzebowanie jest ogromne. PŚ: Pragnę również dodać, że pracownicy UCMW wyszli z  inicjatywą uruchomienia specjalistycznych warsztatów dla studentów wolontariuszy, które odbywają się dwa razy w tygodniu, głównie z  zakresu chirurgii. Uczestniczy w nich kilkadziesiąt osób. Staramy się zapewnić studentom jak najwięcej zajęć praktycznych, najbardziej aktywni z nich mogą też uczestniczyć w warsztatach dla lekarzy. MG: Poza zajęciami wynikającymi z programu studiów uruchomiliśmy również w  UCMW akcje ponadprogramowe. Codziennie, łącznie z weekendami i świętami, od sześciu do ośmiu studentów dyżuruje w  Centrum. To po przeliczeniu kilka tysięcy godzin, które studenci spędzili w  UCMW, ucząc się postępowania lekarskiego, uczestnicząc w  zabiegach, opiekując się zwierzętami, a  niektórzy już samodzielnie potrafią obsłużyć sprzęt laboratoryjny. Ważne, by kończąc studia, mieli pewną podstawę pierwszego kontaktu ze zwierzęciem. To może wrócimy do Pana Dziekana, z  jaką wizją obejmował Pan nowe stanowisko?

Budowę Kliniki Weterynaryjnej – dzisiejszego Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej na Kampusie Sołackim rozpoczęto w czerwcu 2013 roku; dwa lata później dokonano uroczystego otwarcia kompleksu. Koszt inwestycji wyniósł 20 mln zł, z czego MNiSW przekazało 15 mln zł, a uczelnia wyłożyła 5 mln zł. PŚ: Przede wszystkim kontynuacja dotychczasowego kierunku działań. Za kadencji poprzedniej dziekan, prof. Małgorzaty Szumacher-Strabel, podjęto wiele ważnych inicjatyw; moja rola polega na tym, by to wszystko harmonijnie się rozwijało i funkcjonowało. Sukcesy ostatnich lat będą, mam nadzieję, procentować w kolejnych latach. Udało nam się pozyskać i nabrać umiejętności w zdobywaniu zewnętrznego finansowania projektów dydaktycznych. W roku 2013 w trybie konkursowym uzyskaliśmy finansowanie i  uruchomiliśmy studia anglojęzyczne drugiego stopnia, na kierunku zootechnika – Animal Production Management, skierowane początkowo do studentów z  polskim obywatelstwem, w  tej chwili mamy także już drugą grupę studentów obcokrajowców, głównie z Azji, ale też ze Stanów Zjednoczonych. Drobnymi kro-

kami zamierzamy wprowadzić studia anglojęzyczne na kierunku weterynaria. Przygotowa l i ś my już m o d u ł y z a j ę ć, które oferujemy przyjeżdżającym do nas studentom Erasmusa. W  międzyczasie zrealizowaliśmy dwa projekty edukacyjne dotyczące staży zawodowych i  kursów specjalistycznych, poszerzających kompetencje niezbędne na rynku pracy, nie tylko dla kierunku zootechnika, ale też dla innych kierunków naszego wydziału: weterynarii, biologii, agroturystyki. Udało nam się pozyskać środki na kolejny program,

który ruszył od 1 października pod hasłem „Płatne staże zawodowe”, odbywane w renomowanych krajowych i  zagranicznych firmach. To bonus, który pozwala wielu młodym ludziom wejść na rynek pracy niemal bezstresowo i  który niesłychanie wzmacnia wydział. Co więcej, każdy wygrany konkurs daje nowe doświadczenie zarówno nam, jak i administracji uczelni, która w tym procesie uczestniczy. Wspomniane działania pozwalają na zwiększenie praktycznego charakteru studiów, by poza zdobytą wiedzą akademicką na wysokim poziomie absolwenci mogli wykazać się umiejętnościami zawodowymi. Jak pokazała wizytacja kierunku zootechnika, przeprowadzona przez Polską Komisję Akredytacyjną zaledwie trzy tygodnie temu, kontakty wydziału z szeroko pojętym otoczeniem gospodarczym, w tym realna współpraca naukowa i dydaktyczna, zostały bardzo wysoko ocenione. Niektóre zajęcia dla studentów są prowadzone przez specjalistów z renomowanych firm, a  część naszych pracowników to jednocześnie przedsiębiorcy. Np. innowacyjną, wdrożeniową spółkę Hipromine prowadzi jeden z naszych profesorów, inny profesor pełni jednocześnie funkcję dyrektora Centrum Selekcji Genomowej. Staramy się rozbudowywać ofertę kształcenia na odległość z  wykorzystaniem technologii internetowych. W  najbliższych dniach finalizujemy uruchomienie platformy „Wirtualny mikroskop”, która służy studentom wszystkich kierunków, umożliwiając naukę m.in. histologii, parazytologii, patomorfologii, mikrobiologii i  technik obrazowych na odległość, poprzez dostęp do wysokiej jakości obrazów, opisów, analiz. Drugi finalizowany projekt to również platforma internetowa, która umożliwia prowadzenie wykładów i zaliczeń na odległość. To działanie rozszerza ofertę dydaktyczną o dodatkowe treści i  materiały, które studenci mogą przeanalizować w  domu, wymienić informacje, po czym już samodzielnie wypełnić testy. Ogrom działań, jest się czym chwalić. fot.: Maciej Ograbek

29


Biblioteka Merkuriusza

Prószyński i S-ka poleca...

Agnieszka Osiecka,  Violetta Ozminkowski Lubię farbować wróble Agnieszka Osiecka – królowa ubierania codzienności w słowa. Jak mówiła: Nie otwieraj ust, jeśli nie masz puenty. Cytaty z  jej tekstów na stałe weszły do języka potocznego. Lektura udzielonych przez nią wywiadów okazuje się równie inspirująca. Celne podsumowania, poetyckie widzenie świata i  ciekawe przemyślenia. Każde słowo wiernie spisane z rozmowy, bez przeinaczeń i nadinterpretacji. Wszystko ubrane przez Violettę Ozminkowski w formę współczesnego wywiadu, tak by słowa zyskały autentyzm i spójność.

John Irving Jednoroczna wdowa Ruth Cole, opuszczona w  wieku czterech lat przez matkę, robi zawrotną karierę literacką. Jej sukcesy zawodowe nie idą jednak w parze ze szczęściem osobistym. Kolejne nieudane związki potęgują tylko uczucie goryczy i  samotności, towarzyszące wziętej autorce od wczesnego dzieciństwa. Wybawienie może przynieść tylko książę z  bajki, zdolny zatriumfować nad przeszłością... Powieść Irvinga to przede wszystkim pełna śmiałej erotyki i brawurowego komizmu historia miłosna, po raz pierwszy u tego pisarza opowiedziana głównie z perspektywy kobiety.

Wiesław Godzic Okrakiem na barykadzie. Dziennikarze i celebryci Trudno być dziś dziennikarzem w  Polsce: narzekają, że jesteś niepotrzebny i  niedługo nieuchronnie zastąpią cię skomputeryzowane maszyny. Niełatwo w  tym samym czasie utrzymywać się z celebrzenia na tej scenie: stajesz się przedmiotem łatwym do obrażania, wyśmiewania, a  w  najlepszym przypadku nie doceniają cię.  Książka traktuje o styku dziennikarstwa, coraz powszechniej stabloidyzowanego, i systemu celebryckiego, coraz częściej wkraczającego w miejsca, które do tej pory funkcjonowały jako salony (nie mylić z Salonem, ulubionym celem ataków grupy konserwatywnych dziennikarzy).

30

Henryk Jerzy Chmielewski Tytus, Romek i A’Tomek poznają historię hymnu Polski z wyobraźni Papcia Chmiela narysowani Kolejny album historyczny z przygodami Tytusa, Romka i A’Tomka.  Baczność! Czapki z głów! Zdejm perukę lub kapelusz, dziś jest hymnu jubileusz! – dodał Tytus. Słusznie, bo w 2017 roku mija 90 lat od urzędowego zatwierdzenia Mazurka Dąbrowskiego jako hymnu narodowego Polski i 220 lat od jego powstania. W roku 1797, po rozbiorach, przy wojskach Bonapartego powstały Legiony Polskie we Włoszech, których celem była walka o niepodległość ojczyzny. Józef Wybicki, współorganizator Legionów, pod wrażeniem maszerujących żołnierzy, w natchnieniu poetyckim napisał w lipcu 1797 roku sześciozwrotkowy tekst pt. Pieśń Legionów Polskich we Włoszech, pod znaną melodię ludową mazurka. Nie każdy Polak potrafi zaśpiewać wszystkie cztery zwrotki i refren hymnu, a jeszcze mniej osób zna historię jego powstania. Korzystając z popularności komiksu Tytus, Romek i A’Tomek, Papcio wykorzystał swoich bohaterów do spopularyzowania hymnu.

Jerzy Diatłowicki, Czesław Kiszczak Człowiek honoru? Czesław Kiszczak w rozmowie z Jerzym Diatłowickim Niepublikowana dotychczas spowiedź generała Kiszczaka. W  tej książce zebrano o  wiele więcej dokumentów, niż IPN znalazł w  tak zwanej „szafie Kiszczaka”. W  efekcie niemal 20-letniej znajomości Jerzego Diatłowickiego z  generałem Czesławem Kiszczakiem, były szef MSW dopuścił autora nie tylko do swego prywatnego domowego archiwum, ale także zwierzał mu się z  sekretów swojego życia – przekazując ogromną liczbę nieznanych i  sensacyjnych informacji na temat najnowszej historii Polski. W książce przedstawione są skomplikowane relacje szefa MSW z generałem Jaruzelskim. Poznajemy kulisy: wydarzeń Grudnia ‘70., przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego, a później spotkań w Magdalence i obrad Okrągłego Stołu. Kiszczak opowiada również o ludziach, których poznał w czasie swojej kariery.

Scott Stambach Niewidzialne życie Iwana Isajenki Bohaterem debiutanckiej powieści Scotta Stambacha jest Iwan Isajenko, zdeformowany fizycznie siedemnastolatek o błyskotliwym umyśle i upodobaniu do wisielczego humoru, od urodzenia mieszkający w Szpitalu dla Ciężko Chorych Dzieci w  Mazyrzu na Białorusi. Ponieważ każdy dzień w tym miejscu wygląda tak samo, dla zabicia nudy Iwan namiętnie czytuje książki i  wszystko zamienia w  grę, manipulując zdarzeniami i ludźmi. Pojawienie się nowej pacjentki wywraca jego poukładany świat do góry nogami. Początkowo Iwan nie darzy Poliny sympatią. Dziewczyna podkrada mu książki. Niszczy ustalony od dawna porządek dnia. I na dodatek jest piękna. Niechęć szybko ustępuje jednak miejsca ciekawości, aż wreszcie między dwojgiem młodych ludzi rodzi się uczucie, o którym żadne z nich nie śmiało nawet marzyć…


Bogumiła Hyla

Z Mazurkiem Dąbrowskiego przez 220 lat

W lipcu 2017 roku minie 220 rocznica powstania Mazurka Dąbrowskiego, który osiemdziesiąt dziewięć lat temu ustanowiono narodowym hymnem państwowym.

W  1795 roku Rzeczpospolita Polska, zagarnięta przez Rosję, Prusy i  Austrię, została wymazana z mapy Europy. Jej jeszcze niedomkniętą trumnę nieśli na przygarbionych barkach między innymi ci Polacy, którzy nie zgadzali się z  odebraniem im ojczyzny, i już dwa lata później

zamkną, a  usta cnotliwych niech chórem zaintonują: «Jeszcze Polska nie umarła…». Przekazywana ustnie piosnka wzbudzała coraz żywsze zainteresowanie i  wkrótce żeńskim głosem popłynęła na ulice z jednego z warszawskich okien: Tę piosnkę przekorną rozlegającą się

narodowości. Po raz pierwszy opublikowano ją w pierwszym numerze „Dekady Polskiej” w 1799 roku, a w kraju ukazała się w 1806 roku w Kalendarzyku kieszonkowym patriotycznym na rok 1807 z zagadkami. Po odzyskaniu niepodległości w konkursie na hymn narodowy, odbywający

za ich sprawą na mocy umowy między rządem Republiki Cisalpińskiej a Komitetem Polskim zaczęły powstawać Legiony Polskie. W  niemałym stopniu przyczynił się do tego również Józef Rufin Wybicki herbu Rogala, niepogodzony z  rozdarciem Polski, który podczas pobytu we włoskim mieście Reggio nell’Emilia, liczącym wówczas około dwudziestu trzech tys. mieszkańców, w 1797 roku stworzył polską Marsyliankę mającą dodawać nadziei, gotować do walki i zapewniać, że Polska choć w  trumnie, ale… pogrzeb jeszcze nieodbyty. Historycy podają też, że utwór powstał z okazji wymarszu polskich legionistów z włoskiego miasta. W cierpieniu została wystrzelona między 16 a  19 lipca melodyjna kula armatnia wysyłająca tysiącami głosów do umysłów osieroconych Polaków wiadomość, że rewolucja blisko i nie wszystko jeszcze w zatraceniu, bo państwo tworzy naród, nie ziemia. Pieśń Legionów Polskich we Włoszech, powszechnie znana jako Mazurek Dąbrowskiego lub Jeszcze Polska nie zginęła, szła ze sponiewieranymi, wymęczonymi żołnierzami przez połowę Europy, rozbrzmiewała w  Egipcie i  na Antylach, a już 29 sierpnia 1797 roku tak gen. Józef Dąbrowski pisał o  niej do Wybickiego: Żołnierze (w Bolonii i innych skupiskach) do Twojej pieśni nabierają coraz więcej gustu i my ją sobie często nucimy z winnym szacunkiem dla autora. I  sam twórca znał wartość swojego pozornie niewiele znaczącego tekstu: Niechże się wszystkie zawistne paszcze

nad grobem Rzeczypospolitej Polskiej w pruskiej Warszawie, głoszącą, że «nie umarła»… przywiozła do kraju księżna Sapieżyna ze swej podróży do badów karlsbadzkich… Co dzień o  porze zmierzchowej, gdy tłumy swym zwyczajem wylegały rojnie na ulicę, uderzała ta pani w swój szpinet cienkobrzmiący i amtsmanom na złość śpiewała głosem donośnym tę piosnkę przy otwartych oknach na Nowy Świat. Tymczasem ową śpiewkę zza Alp, Marsylianki poskoczą siostrzycę, przyjęły wszystkie gardła, dyszkanty i pogwizdy ulicy, by roznieść ją niebawem po mieście, a wnet i po kraju całym – pisał Wacław Berent. Jak dowodzi Dioniza Wawrzykowska-Wierciochowa, nie chodzi ani o  Elżbietę z Branickich Sapieżynę, ani o Annę z  Zamoyskich Sapieżynę, ale o  Teofilę Sapieżynę – znajomą Wybickiego i drugą – obok księżnej Anny Jabłonowskiej – „patriotyczną Egerię konfederatów barskich”. Na początku 1798 roku Mazurek stał się popularny we wszystkich zaborach; wśród szlachty, mieszczan i kupiectwa. Nie zabrakło go podczas triumfalnego wjazdu gen. Dąbrowskiego i Wybickiego do Poznania 6 listopada 1806 roku, a także przy wkraczaniu Legionów do Rzymu, w czasie bitew kampanii napoleońskiej, podczas powstania listopadowego (1830), styczniowego (1863), na Wielkiej Emigracji, w czasie rewolucji 1905, w okresie I i II wojny światowej, a z początkiem XIX wieku melodię punktualnie o dwunastej w południe wygrywały kurantowe zegary. Poeci solidaryzujący się ze zniewoloną Polską tłumaczyli Pieśń na języki swoich

się przy akompaniamencie licznych dyskusji, Mazurek Dąbrowskiego wyprzedził Rotę Marii Konopnickiej do muzyki Feliksa Nowowiejskiego, Hymn – dla którego wzorem był utwór Alojzego Felińskiego do muzyki Jana Nepomucena Kaszewskiego, i Marsz Pierwszej Brygady Andrzeja Hałacińskiego oraz Tadeusza Biernackiego, prawdopodobnie do muzyki Andrzeja Brzuchala-Sikorskiego. I  tym sposobem po I wojnie światowej, 26 lutego 1927 roku, słynny Mazurek ogłoszono hymnem odrodzonej Polski. Wcześniej rolę tę pełniła Bogurodzica, następne nieoficjalnie Hymn do miłości ojczyzny z poematu Ignacego Krasickiego Myszeis; Hymn na rocznicę ogłoszenia Królestwa Polskiego Alojzego Felińskiego, Rota i Marsz Pierwszej Brygady. Pieśń Legionów, uznana ponoć przez Tadeusza Kościuszkę za „nie dość republikańską”, stała się pierwowzorem dla innych słowiańskich hymnów i  pieśni. Słowacy pamiętali dzięki niej, że Hej, Slováci, ešte naša slovenská reč žije, nie zapominali Łużyczanie, że Hišde Serbstwo njezhubjene (Jeszcze Łużyce nie zginęły), Chorwaci, że Još Hrvatska ni propala (Jeszcze Chorwacja nie umarła), oraz Ukraińcy, że Ще не вмерла Україна (Jeszcze nie umarła Ukraina). Wykorzystano następujące materiały: D. Wawrzykowska-Wierciochowa, Mazurek Dąbrowskiego. Dzieje polskiego hymnu narodowego, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, wyd. II, Warszawa 1977. W. Panek, Hymny polskie, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1997.

31


Andrzej Wilowski

Gry planszowe – zjawisko nowe Gry planszowe przeżywają renesans. Trochę przekornie, jak komiks w epoce wyrafinowanych animacji komputerowych. Właśnie zakończyły się w Poznaniu targi Poznań Game Arena, poświęcone branży gier komputerowych. Tymczasem wydarzeniem w skali lokalnej była premiera gry planszowej Łamacze szyfrów, według pomysłu i  scenariusza Szymona Dąbrowskiego, opracowanej graficznie przez Michała Ciesielskiego. Oczywiście, jak to z kryptologią bywa, nad projektem pracował duży zespół. To druga gra przygotowana przez Wydawnictwo Miejskie Posnania o  tematyce poznańskiej. Sam tytuł Poznaniakom wyjaśnia wszystko, ale dla przyjezdnych będzie zagadką. Inspiracją do stworzenia gry stała się działalność trzech matematyków: Rejewskiego, Różyckiego i Zygalskiego, którzy przyczynili się do złamania kodu legendarnej niemieckiej maszyny szyfrującej – Enigmy. Gotową grę po raz pierwszy zaprezentowano dziennikarzom latem w opustoszałym budynku – do niedawna siedzibie Wydziału Historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Władze miasta wraz z władzami uczelni planują utworzyć w  nim placówkę muzealną prezentującą historię uniwersytetu i zespołu rozpracowującego Enigmę. Miejmy nadzieję, że ekspozycja będzie gotowa przed rokiem 2019, w  stulecie powstania poznańskiego uniwersytetu. Powołany w roku 1919, jako Wszechnica Piastowska, miał swoją tymczasową siedzibę w Zamku. Problemy lokalowe to jedno, ale wyposażenie muzeum w eksponaty to osobny problem. Budynek u zbiegu ulic św. Marcina i Kościuszki, który wcześniej był siedzibą Komitetu Wojewódzkiego PZPR, będzie gościł muzeum uniwersytetu i Enigmy. Lokalizacja tych placówek nie jest przypadkowa. W dwudziestoleciu międzywojennym w tym miejscu stała kamienica, w której działało Biuro Szyfrów. Pewien kłopot może być z  eksponatami. Owszem, jest w Poznaniu replika maszyny Enigma, ale jedyny na świecie, kompletny i działający egzemplarz zachował się w zbiorach warszawskiego Muzeum Techniki w Pałacu Kultury. Stowarzyszenie prowadzące to muzeum nie ma wystarczających funduszy na jego

32

utrzymanie, a minister Gowin odmówił wsparcia finansowego, w efekcie czego muzeum grozi likwidacja. Podpowiadam muzealnikom, aby zainteresować się sprawą, póki Enigma nie przepadnie bez wieści. W pudełku o wymiarach 27 × 40 × 6 cm, z napisem Łamacze szyfrów, znajdziemy plansze i zestaw akcesoriów wraz z przewodnikiem, niezbędnym do przeprowadzenia rozgrywki. Może brać w niej udział od czterech do siedmiu graczy w dowolnym wieku. Właściwie dolną granicę wieku wyznaczają zdolności graczy i, jak wykazały testy, gra jest zrozumiała i grywalna dla dwunastolatków. Wydawca planuje również przygotowanie wersji uproszczonej, bardziej przystępnej dla młodszych graczy. Gracze poruszają się po planszy będącej planem miasta z  1929 roku, co pozwala nie tylko poznać jego topografię, ale też wyobrazić sobie, jak wyglądał Poznań w czasie PeWuKi, czyli Powszechnej Wystawy Krajowej, trwającej przez 180 dni tegoż roku. Na potrzeby wystawców i  targowych gości wybudowano szereg modernistycznych budynków, nawiązujących formą do klasycyzmu, harmonijnie wtapiających się w krajobraz miasta. Wyróżniała się tylko kamienica – spadek po pruskiej intendenturze wojskowej, w  której mieściło się Biuro Szyfrów. Pruski zabór przeszedł do historii, ale wśród licznych gości wystawy znaleźli się agenci wywiadów niemal z  całej Europy. Autorzy scenariusza założyli, z  dużym prawdopodobieństwem, że Poznań w tym czasie stał się areną rywalizacji wywiadów. Jednak zadaniem głównym było zdemaskowanie niemieckiego szpiega. A jak wiadomo, w rzemiośle szpiegowskim najcenniejszą umiejętnością jest szyfrowanie wiadomości i łamanie szyfrów przeciwnika. Skoro znamy cel rozgrywki, jej charakter i miejsce, oczywistym wydaje się, że gra łączy w sobie elementy gry fabularnej, taktycznej, z rozwiązywaniem zadań kryptograficznych, logicznych, z poznaniem (mimochodem) historii nie tylko miasta. Wcześniej po formę gry planszowej sięgnęło Muzeum Powstania Warszawskiego, Instytut Pamięci Narodowej i również niektóre miasta. Popularne są też gry miejskie. We wszystkich wymienionych powyżej przypadkach mamy do czynienia z grami dwuwymiarowymi, edukacyjno-historycznymi, w przypadku Łamaczy szyfrów dochodzi trzeci wymiar – gimnastyka umysłowa, ćwiczenia matematyczne. Poznaniacy byli zawsze konserwatywni i praktyczni, ale i pomysłowi, i innowacyjni. Mają Amerykanie Monopol, a Wielkopolanie Łamaczy szyfrów.


Patron na scenie na siedemdziesięciolecie gnieźnieńskiego teatru „Cygańskie” życie teatru cudownie wspominają tamtejsi widzowie ze wsi i miasteczek… Siedemdziesiąt lat temu, 1 maja 1946 roku, w  budynku kina „Słońce” przy ul. Chrobrego w Gnieźnie inscenizacja Starego Kawalera Józefa Korzeniewskiego, w reżyserii Henryka Barwińskiego, niczym przecięcie czerwonej wstęgi zapoczątkowała działalność Teatru im. sławnego komediopisarza Aleksandra Fredry. Przez czterdzieści pięć lat teatr funkcjonował jako objazdowy, aż do roku 1991, gdy trupa teatralna skończyła z „cygańskim” życiem i osiadła na miejscu. 28 października br. na gnieźnieńskiej scenie nie zagościł jednak wystawiony tu po raz pierwszy Stary kawaler, ale Patron napisany specjalnie na tę okazję przez Marię Spiss, zapamiętaną jako reżyserkę spektaklu Kto się boi Virgini Woolf?. Krakowska dramatopisarka, laureatka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2014 po raz kolejny podjęła się współorganizacji przedstawienia, którego głównym bohaterem jest autor Zemsty. Na nic jednak przypominanie sobie dokonań Fredry, ponieważ w  przeciwieństwie do większości przypadków, gdy mowa ludziach pióra, nie o utwory literackie ani o ich przenoszenie

33


siedemdziesięciolecie gnieźnieńskiego teatru

na scenę tu chodzi, lecz o ciemniejsze i trudniejsze strony życia znanego komediopisarza. Na deskach gnieźnieńskiego teatru ujrzymy Fredrę, jakiego nie znamy, i dotkniemy na ogół przemilczanych lub pomijanych aspektów jego życia. Na pytanie, jak to jest z Aleksandrem Fredro, pewnie każdy musi sobie odpowiedzieć sam, jednak w prawie każdym większym polskim mieście jest ulica jego imienia [...] Warto jednak sprawdzić, czy nie był to czasem człowiek niezwykle cierpiący, skonfrontowany ze swoim talentem... I to jest credo tego przedstawienia, o tym chciałem opowiedzieć, że wybitny artysta, pokazywany na pomnikach, zamilkł na piętnaście lat i nigdy już do swojej wielkiej formy nie powrócił – powiedział portalowi informacjekulturalne.pl Łukasz Gajdzis, znany reżyser Szpaka Fryderyka i Zjednoczenia dwóch Korei.

Fredro postrzegany przez pryzmat swoich komedii to dla Gajdzisa za mało… Myślę, że raczej jesteśmy narodem, który lubi cierpieć, i to jest ta czapa, którą nakłada na nas literatura romantyczna. Ta moja próba mówienia o komedii to próba powiedzenia, że komedia może mówić o  rzeczach ważnych i  niekiedy skomplikowanych w  lekki sposób, ale tak naprawdę głęboki emocjonalnie. Jeśli pytasz, czy „Patron” jest też pokazaniem sporu o spojrzenie na Polskę, o to, czym jest polskość, to absolutnie tak – dodał Gajdzis. W roli Patrona wystąpił gościnnie Marian Jaskulski, a obok niego pojawili się: Katarzyna Kalinowska, Michalina Rodak, Martyna Rozwadowska, Iwona Sapa, Paweł Dobek, Bogdan Ferenc, Maciej Hązła, Wojciech Kalinowski, Andrzej Malicki, Wojciech Siedlecki i  Leszek Wojtaszak. Spektakl powstał przy współpracy scenograficznej Justyny Łagowskiej i Katarzyny Jeznach, z  muzyką Macieja Szymborskiego, choreografią Anety Jankowskiej i Urszuli Parol. Rolę narratora powierzono Mariuszowi Benoit. Dyrektor teatru Joanna Nowak podkreśliła, że rok jubileuszowy jest okazją do odpowiedzi na pytania: co to znaczy być Polakiem, jak istnieć we współczesności? Stąd oddanie głosu Fredrze. red. fot. Piotr Robakowski, Dawid Stube

34

Poznańska gala Ery Jazzu Niezwykle ciekawie i różnorodnie zapowiada się jesienna edycja Ery Jazzu. 7 listopada w  Poznaniu odbędzie się Aquanet Jazz Gala – jedyny w Polsce koncert charyzmatycznej wokalistki Lizz Wright. W ramach promowanej od kilku sezonów serii Poznań Jazz Project zaprezentuje się także Global Schwung Quintet – zespół laureata tegorocznej nagrody Ery Jazzu, poznańskiego gitarzysty Dawida Kostki. Przed nami też koncertowa premiera kolekcjonerskiego albumu Dawid Kostka – Quartet & Chico Freeman – Live at Aquanet Jazz Festival – niepowtarzalne spotkanie legendarnego amerykańskiego saksofonisty z  poznańskimi muzykami na wiosennej Erze Jazzu. Amerykańska pieśniarka Lizz Wright – rekomenduje koncert Dionizy Piątkowski, szef Ery Jazzu – jest dzisiaj najwspanialszym przykładem pokoleniowej zmiany, jaka dokonuje się w wokalnej muzyce jazzowej. Jest symbolem młodych, wschodzących gwiazd, dla których śpiewanie jazzu jest naturalną konsekwencją fascynacji bluesem, gospel, muzyką soul czy wręcz folkowymi zaśpiewami prowincjonalnej Ameryki oraz inspiracjami czerpanymi z  egzotycznej muzyki etnicznej. Korzenie muzyki i  sztuki wokalnej Lizz Wright są odniesieniem do tego, czym fascynuje się i  kulturowo przenika czarna społeczność amerykańskiego Południa. Rozkołysany soul, rhythm and blues, melancholia bluesa, impresyjność jazzu i tradycja gospel zbudowały wrażliwość Lizz Wright. Kolejny Poznań Jazz Project realizowany jest jako gala laureata nagrody Ery Jazzu 2016, poznańskiego gitarzysty Dawida Kostki. Tym razem Era Jazzu przedstawi Global Schwung Quintet – formację poznańskich muzyków obsypaną tuzinem nagród i  wyróżnień (Dawid Kostka, saksofonista Seweryn Graniasty, pianista Adam Bieranowski, basista Damian Kostka i  perkusista Maciej Burzyński). Poznański zespół jest „etatowym” laureatem wielu konkursów – nie kryje zachwytu Dionizy Piątkowski. – Muzycy byli wielokrotnie nagradzani indywidualnie na festiwalach i konkursach jazzowych oraz dostrzegani przez wybitnych artystów jazzowych, czego dowodem są sesje Poznań Jazz Project z takimi artystami jak Chico Freeman czy Vinx. Kompozytorem większości utworów jest Dawid Kostka, choć zespół nie stroni również od autorskich opracowań standardów jazzowych czy piosenek z kręgu muzyki popularnej. Koncert to doskonały pretekst dla premiery albumu, który laureat Ery Jazzu nagrał wraz z legendarnym saksofonistą Chico Freemanem na Aquanet Jazz Festival. Wystarczyła zaledwie krótka próba poznańskich muzyków z  legendarnym saksofonistą, by zaistniała najważniejsza dla sztuki relacja: wspólne tworzenie, zabawa, ekspresja i artystyczne poszanowanie dla wielkiej, jazzowej tradycji. Ten wyjątkowy Chico Freeman & Poznań Jazz Project stał się doskonałą konfrontacją rzeczywistości z  naszymi wyobrażeniami o  współpracy oraz wypracowaniu brzmień i nastrojów, jakie towarzyszą spotkaniu wielkiej legendy jazzu z młodymi, kreatywnymi polskimi muzykami – powiedział Dionizy Piątkowski, pomysłodawca całego projektu. Więcej: www.jazz.pl

Era Jazzu – Lizz Wright : Aquanet Jazz Gala / Poznań Jazz Project Poznań: Centrum Kongresowe UM 7 listopada 2016, godz. 20.00 Bilety (100-160 zł): Ticketpro oraz Bilety24


AQUANET JAZZ GALA 7 listopada 2016 godz. 20:00

POZNAŃ JAZZ PROJECT Centrum Kongresowe UM Poznań www.jazz.pl

SPONSOR STRATEGICZNY

PARTNER

WSPÓŁPRACA

MEDIA


SO2

POZNAŃ PM 10

PM 2,5 WWA

WARSZAWA

PM 2,5

DIOKSYNY

SO2 SZCZYTNO

DIOKSYNY

KRAŚNIK PM 2,5

PM 10

ŁÓDŹ

CHRZANÓW NOx

NOx

TARNOWSKIE GÓRY WWA

BYTÓW

DIOKSYNY

SO2

PM 10


2016 84 merkuriusz