Issuu on Google+

Boris Buden

Strefa przejścia

O końcu postkomunizmu

przełożył Michał Sutowski

Wydawnictwo Krytyki Politycznej WARSZAWA 2012


Boris Buden, Strefa przejścia. O końcu postkomunizmu Warszawa 2012 Tytuł oryginału: Zone des Übergangs: Vom Ende des Postkommunismus Copyright © by Suhrkamp Verlag, Frankfurt am Main, 2009 All rights reserved by and controlled through Suhrkamp Verlag Berlin. Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2012 Wydanie pierwsze ISBN 978-83-62467-41-9 (oprawa miękka) ISBN 978-83-62467-43-3 (oprawa twarda) Książka wydana przy wsparciu Fundacji im. Friedricha Eberta.

Wydawnictwo Krytyki Politycznej Seria Idee  30


Nędza doganiania

Tuż po upadku muru berlińskiego, w 1990 roku, kiedy trwała wielka historyczna transformacja, na końcu swego eseju poświęconego aktualnym wydarzeniom Jürgen Habermas przywołał Kanta i w kontekście historii najnowszej stwierdził: „Nadzieja na emancypację człowieka z samozawinionej niedojrzałości jest nadal aktualna”. Tytuł jego książki brzmi Doganiająca rewolucja1 – tak bowiem Habermas zdefiniował wówczas historyczne przemiany zachodzące w Europie Wschodniej. Mimo rozmaitości ich przejawów dawały się one sprowadzić do wspólnego mianownika: jest nim „cofająca czas rewolucja [...], która oczyszcza drogę do n a d r o b i e n i a zmarnowanej szansy rozwoju”. Tym, do czego tak naprawdę dąży rewolucja i co określa jej charakter, jest nic innego jak dołączenie do „dziedzictwa rewolucji mieszczańskich (na poziomie ustrojowym) oraz formy życia i działania rozwiniętego kapitalizmu, przede wszystkim zaś Wspólnoty Europejskiej (na poziomie społeczno-politycznym)”2. Pod tym względem Habermas traktuje upadek Niemieckiej Republiki Demokratycznej jako paradygmatyczny. Sens rewolucji, przeniesiony na pojęcie „doganiania”, stał się rzeczywistością w rezultacie politycznego włączenia kraju do Republiki Federalnej: „Chcemy nadrobić to, co przez cztery dekady oddzielało zachodnią część Niemiec od części wschodniej – szczęśliwszy politycznie i bardziej udany ekonomicznie rozwój”3. 1

Jürgen Habermas, Nachholende Revolution und linker Revisionsbedarf. Was heißt Sozialismus heute?, [w:] tegoż, Die nachholende Revolution, Suhrkamp, Frankfurt am Main 1990, s. 179–203, tu s. 203. 2 Tamże, s. 180. 3 Tamże, s. 181.


48

społeczeństwo i kultura

Chciał tego naród Rewolucjom demokratycznym, które w latach 1989–1990 doprowadziły do upadku komunizmu w Europie Wschodniej, odmawia się więc wszelkiej historycznej oryginalności. Nie przyniosły one światu niczego nowego, żadnej „innowacyjnej, przyszłościowej idei” (Habermas), ucieleśniając jedynie pragnienie, aby nadrobić to, co gdzie indziej już dawno osiągnięto. Jeśli ta doganiająca rewolucja miała jakiś podmiot, to był nim podmiot powtarzający i naśladowczy, niezdolny bez kierownictwa innych zdecydować się na choćby jeden krok w niepewne i nieznane, dzięki któremu mógłby potwierdzić swą odwagę bycia wolnym. Ale przecież podmiot takiej rewolucji to nie bohater, lecz w dużej mierze tchórz historii, jeśli nie jej pacjent. Przypomina on faktycznie pacjentów Freuda, którzy wpadali w chorobę właśnie wówczas, gdy spełniało się ich z dawna wyczekiwane i głęboko ukryte pragnienie. I tak też ów doganiający rewolucjonista musiał przegrać swą zdobytą wreszcie wolność, dopiero co otwartą przyszłość odnaleźć w przeszłości innych, natomiast swe ideały podporządkować nowym mentorom. A o tym, że jego niedojrzałość jest samozawiniona, filozof racjonalności komunikacyjnej wie doskonale: „wyborcy w dniu 18 marca z pewnością nie usankcjonują tego, co mieli na myśli jacyś opozycjoniści, kiedy pod hasłem «To my jesteśmy narodem» obalili panowanie Stasi”4. Tym, co naprawdę opozycjoniści mieli na myśli, nie było ani społeczeństwo realnego socjalizmu, ani zachodni kapitalizm liberalno-demokratyczny, ale coś zupełnie nowego, co określano mglistym pojęciem „trzeciej drogi”. Tymczasem naród, jak wiadomo, chciał czegoś innego, a mianowicie „jednego narodu”, czyli po prostu bezwarunkowego zjednoczenia. Pozostaje pytanie, czego właściwie innego mogli chcieć ludzie w politycznych ramach narodowej suwerenności, w której wola narodu z konieczności wyraża się jako wola j e d n e g o narodu? Jak pisze Habermas, to „wyborcy” ostatecznie podjęli decyzję, a nie ów naród, jaki wyodrębnił się wskutek oporu wobec tego, co zastane. Podmiot demokratycznej rewolucji i podmiot rewolucji doganiającej to nie to samo. Co więcej, ten pierwszy trzeba było złożyć w ofierze zwycięstwa drugiego, tak jakby 4

Tamże.


nędza doganiania  49

rewolucyjny naród stanowił zaledwie nieusankcjonowany demokratycznie przedsionek narodu wyborców, który należało opuścić po osiągnięciu celu. Dopiero jednak koncepcja rewolucji doganiającej pozwala temu przejściu jawić się ex post jako konieczne czy naturalne. Tak jakby w rewolucyjnej woli narodu od zawsze zawierała się wola narodowej suwerenności, tak jakby naród jako podmiot społecznego podziału od zawsze zakładał już naród jako podmiot jedności. W ten sposób tam, gdzie doganiająca rewolucja pragnie widzieć zerwanie z przeszłością, można stwierdzić raczej ciągłość – wyobrażenie społeczeństwa przywiązanego do zasady suwerenności, która politycznie wyraża się przez jednolitą wolę (ludu), a kulturowo – przez jednolitą tożsamość (narodu), tworząc tym samym swego rodzaju transcendentalną – to znaczy niezmienną – przesłankę każdej rewolucyjnej przemiany. Innymi słowy: podział tak, ale tylko po to, aby go natychmiast znieść na rzecz „politycznie szczęśliwszej i społeczno-ekonomicznie bardziej udanej” jedności. Jak wiadomo, antagonistyczny charakter demokracji, wskazujący na bliskie pokrewieństwo demokracji i rewolucji, jest całkowicie niewspółmierny z jej dominującym dziś pojęciem. W konsekwencji horyzont tego, co politycznie daje się pomyśleć, zostaje drastycznie zawężony. Określone wyobrażenia są niejako z góry wykluczone. Konkretny przykład: pomysł, że rewolucyjne zerwanie ze złą przeszłością, zgodnie z jego autentyczną, demokratyczną intencją, mogłoby – a nawet powinno – pociągnąć za sobą zerwanie z koncepcją suwerenności narodu czy z jego instytucjonalną formą wyrazu, czyli państwem narodowym, leży poza zasięgiem wyobraźni nie tylko politycznej, ale przede wszystkim filozoficznej. Zamiast tego filozof mówi: „Głos wyborców przesądził”, „naród tego chciał”, jak gdyby wola narodu była jednocześnie wolą dziejów, którą należy bez sprzeciwu przyjąć do wiadomości albo lepiej – której trzeba być koniecznie posłusznym. W najbardziej zaawansowanych demokracjach naród jest, jak wiadomo, wyłącznym suwerenem. Tak samo jak, przynajmniej nominalnie, suweren w dawnych demokracjach ludowych. Z tej perspektywy – perspektywy transcendentalnego, a zatem nienaruszalnego horyzontu polityczności, który określa naród w rozumieniu niekwestionowanego podmiotu suwerennej władzy – rzekome rewolucyjne zerwanie z przeszłością zaczyna ulegać relatywizacji. Naród, który zdecydował się


50

społeczeństwo i kultura

przyłączyć do Republiki Federalnej Niemiec, ucieleśniającej szczęśliwszą część historii, wybrał zarazem pewną ciągłość z przeszłością, opowiadając się za dobrze znaną formą „państwowej” demokracji. Wprawdzie suweren był odtąd usankcjonowany demokratycznie, lecz rozszerzyło to tylko jego władzę absolutną poza rzeczywistość, aż po sferę tego, co utopijne. Przedmiot pragnienia narodu jest tym, czego w ogóle można chcieć. Trzeba tu również rozpoznać moment konserwatywnego regresu tkwiący w koncepcji rewolucji doganiającej. Wzmacnia ona bowiem oraz potwierdza i tak już hegemoniczny w świecie status zasady suwerenności narodu, wypierając z naszego historycznego pola widzenia jej mroczną, dystopiczną stronę. Chodzi mianowicie o te przypadki, w których suwerenna władza narodu – właśnie wówczas, gdy wreszcie „nadrobiła” swą demokratyczną legitymizację – urzeczywistniła się jako okrutna tyrania. Wystarczy pomyśleć o rozpadzie Jugosławii, gdzie demokratyczna wola narodu (wyborców) doprowadziła setki tysięcy ludzi do śmierci. Poprzez rewolucję doganiającą, postkomunistyczne społeczeństwa znalazły się po złej i smutnej stronie historii, nadrabiając zmarnowaną szansę rozwoju krwawą klęską, która sprawiła, że nawet komunistyczna przeszłość ex post jawiła się jako „politycznie szczęśliwsza oraz społeczno-ekonomicznie bardziej udana”. Związani z ideą historycznego doganiania i będący jej ucieleśnieniem mentorzy dostrzegli w tym jednak wyłącznie dziecięce choroby demokracji, które w efekcie nadzorowanego przez nich procesu leczenia i nauki wcześniej czy później znikną. Jeśli komuś ten głęboki pokłon złożony woli narodu przez filozofa wydaje się zagadkowy, powinien sobie przypomnieć, że posłuszeństwo nigdy nie było zupełnie obce filozoficznemu myśleniu. Na przykład Kant odmawiał ludziom prawa do samodzielnego przeciwstawienia się okrutnemu tyranowi – rzekomo tylko po to, by ratować uniwersalną ważność swej zasady rozumu. Ale przecież i dziś immanentna logika idealnych zasad decydująco wpływa na nasze postrzeganie rzeczywistości historycznej i jej emancypacyjnego potencjału. Jeśli ktoś pragnie przykuć demokrację do prokrustowego łoża suwerenności narodu, musi również w zjednoczeniu Niemiec rozpoznać ostateczne osiągnięcie rewolucji, a nią samą z konieczności zinterpretować jako „doganiającą”. Taka była wola idei – a rzeczywistość posłusznie zrównała z nią krok.


SPIS RZECZY

zamiast wprowadzenia Dwudziesty mężczyzna część i Społeczeństwo i kultura: od bezklasowego społeczeństwa do klasy bez społeczeństwa Zwrot cyniczny W spojrzeniu innego Gdy „utopia” jeszcze nie była obelgą: liberalna ironia Richarda Rorty’ego A teraz poważnie: przejście do cynizmu „Czym jest to, co czyni nas członkami społeczeństwa?” Nie ma demokracji bez kapitalizmu? Gdy wolność potrzebowała dzieci Ideologia – a imię jej tranzytologia Wychowanie do niedojrzałości Wychowanie do głupoty Pamiętajmy: sprzeciw i opór Nędza doganiania Chciał tego naród Na początku była jedność Na końcu była kultura Czy także komunizm był władzą kolonialną? Wyparte społeczeństwo Rewolucja, której nie było Tam, gdzie istniało społeczeństwo... Na nieobecnym fundamencie społeczeństwa Przejście do polityczności Nieswój w każdym społeczeństwie Społeczeństwo post-społeczne? Strefy w miejscu społeczeństwa

7

15 17 17 20 23 26 28 32 33 37 41 45 47 48 51 52 56 59 62 66 67 71 74 78 83


188

spis rzeczy

część ii Wiara: Bóg will tear us apart again

89

Bóg wyzwolony Bóg na nowo odnaleziony – w rytmie rock and rolla Na rauszu wiary Pod presją legitymizacji Trzeci totalitaryzm Tak zmierzcha Zachód Wiara, która znów nas podzieli Dotąd i ani kroku dalej – liberalna obrona świeckiego państwa Świeckość w odwrocie Bóg obcego słowa: Habermasowskie pojęcie przekładu Religia i polityka poza zasadą czystości Wierzyć czy nie wierzyć, to w ogóle nie jest pytanie – o ile jesteś mojej wiary Gdy społeczeństwo się rozpada... Wiara zimniejsza od nienawiści

120 126 130

część iii Przyszłość: utopia po końcu utopii

137

Nadzieja bez społeczeństwa Po końcu utopii: retroutopia Z powrotem z przyszłości Z powrotem ku przyszłości Albo przyszłość bez społeczeństwa, albo społeczeństwo bez przyszłości „Dom Terroru” w Budapeszcie

91 95 95 100 102 105 107 109 110 113 118

140 144 147 151 156 160

epilog Postkomunistyczny Robinson

171

indeks

183


Tłumaczenie: Michał Sutowski Redakcja: Tomasz Falkowski Korekta: Magdalena Jankowska Projekt okładki: Hanna Gill-Piątek na podstawie koncepcji graficznej grupy Twożywo Układ typograficzny, skład: manufaktura Druk i oprawa: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca S.A., Kraków Wydawnictwo Krytyki Politycznej ul. Nowy Świat 63 00-042 Warszawa redakcja@krytykapolityczna.pl www.krytykapolityczna.pl Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w promocyjnej cenie w CK Nowy Wspaniały Świat (Nowy Świat 63, Warszawa), Świetlicy KP w Łodzi (ul. Piotrkowska 101, Łódź), Świetlicy KP w Trójmieście (Nowe Ogrody 35, Gdańsk) oraz księgarni internetowej KP (www.sklep.krytykapolityczna.pl), a także w sieci Empik i dobrych księgarniach na terenie całej Polski.


Boris Buden, Strefa przejścia