Page 1

KRYSTIA N KAJEWS KI FILIPINY KRAJ


DAJMONICZ NY 2009 - 2010 I odtrąciwszy rękę komandora, odjechał na drugi koniec szranków. - Duch jest w nim silny- szepnął Malvoisin do Mont- Fitcheta. Trzeba jednak, by ktoś nim kierował; jest jak grecki ogień, który pali wszystko, do czego się zbliży. Minęły już 2 godziny, a sędziowie oczekiwali na próżno przybycia obrońcy. - I... SCOTT: Ivanhoe


ngiś albo, jak mawiają nastoletnie siksy, gdy nie było jeszcze kamienia. Resztki Filipiny, która czasami zachowywała się spontanicznie i impulsywnie spulchniały teraz nie dość żyzną glebę ABCDaria, kruki dziobały martwe oczodoły dziewczęcia jak u Poego najzupełniej. Tu leży Filipina Salomon, 20- letnia poetessa z bożej łaski, wielbicielka Cendrarsa i Cortazara, leży i ani chybi już się nie podniesie, jej martwe ciało gnije tak jak tego chciała, tak, w rozmowach ze mną niejednokrotnie mówiła jak bardzo chce śmierci, życie, mówiła, jest jak nudny program na TVN-ie, a ja nie znoszę telewizji, nie znoszę wszystkiego co ma kształt pudła, a więc komputerów, telewizorów, kwadratowych młynków do kawy nie znoszę, a gdy czegoś nie znoszę to chce mi się płakać, chce mi się naśladować Sylvię Plath, która głowę do piekarnika na miejsce placka orzechowego wkłada, chce mi się wyć w tą grudniową noc, wyć, albo po prostu nie być. Na tym nie koniec. Mam powody aby widzieć w sobie więcej niż innipowiedziała mi między jednym a drugim papierochem, popijając herbatę z kubeczka, wlepiając we mnie wzrok jak dziecko w Mechaniczną pomarańczę o której istnieniu najzwyczajniej nie miała pojęcia, machając dłońmi jakby odganiała muchy tse- tse znad ciała starego, schorowanego nosorożca, dłońmi, które były jak cukier albo proszek nasenny, albo amfetamina, a ja nie mogłem nie doceniać tego. Możnowładcy, perscy szachowie, indyjscy maharadżowie, Albert Lincoln, Colin Farrell, cała grupa Hey- wszyscy oni spoczywali na koniuszku jej białego paluszka, i miałem niejasne przeczucie, że ten sam nieciekawy los dosięgnie w końcu i mnie. Tymczasem wzrokiem lustrowałem jej ponętne piersi, które unosiły się rytmicznie w takt jej oddechu, powtarzając mantrę omni- mane- padme- hum, rozmawialiśmy o masturbacji i kolei transsyberyjskiej. Jedną z jej cech osobniczych byla nienawiść do małych, warczących kundli co podobnie jak zainteresowanie karierą muzyczną Katarzyny Nosowskiej mogło być zresztą płynne i niestałe. Nienawidziła tych psów bardziej niż czegokolwiek, i to nas łączyło zapewne, bo i ja pałałem do nich uzasadnioną antypatią. Bo takie kundle wredne mają do siebie to że nie da sie ich uciszyć, skaczą na wysokość człowieka jakby były kangurami olbrzymimi, a przecież są tylko psim podgatunkiem i jeśli pies najlepszym przyjacielem człowieka jest to taki mały warczący kundel jest tegoż psaprzyjaciela podróbką marną. I ma się do tego psa przyjacielskiego jak baton z Biedronki do Marsa czy Snickersa. I jeszcze warczą. I ten dźwięk przypomina mi tarcie się o siebie żelaznych płyt. I wstrząsa mną. I budzi nieuzasadnione dreszcze lęku i obrzydzenia. Uwodzące emerytki w moherowych beretach, małe, warczące kundle do spółki z tymi paniami na garnuszku podatników planują zapewne jakąś straszliwą i bezmyślną w okrucieństwie rewoltę, w której psy i starcy, warczące kundle i sepleniący nestorzy, wychowani na resztkach ze stołu i kampanii promocyjnej marketu Geronimo, ruszą przed siebie aby odebrać to co im odebrano niegdyś, to co, być może, nazywa sie radością albo mądrością życia. O


Najmędrsi starcy z Buddą i Konfucjuszem na czele w najciekawszych sennych koszmarach nie śnili albowiem tej kundlo- emeryckiej vendetty, już widzę oczami Kasandry, pochody skaczących na wysokość masztów TVN- owskich wszystkich tych Rokusiów i Pimpusiów, i wszystkich tych pań i panów- nie mam z czego wyżyć do 1- ego albo pedały kradną masło i chleb. A wystarczy że takie małe, warczące kundle zapakuje się do jakiegoś wielkiego zbiorowego pudła z napisem nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło razem z tymi cuchnącymi od taniej margaryny babciami w moherowych berecikach i odeśle się to genialne towarzystwo wprost do siedziby Nowego Chińskiego Smoka, a więc wprost do miasta, które należy do tego starego piernika, wystarczy mu, niech kształci tam psio- człowieczą armię. Forma skundlona, oto posuwające się w cudacznym korowodzie ksenofobiczne emerytki pośród których jestem ja in spe. Co mi się takiego w głowie dzieje- jestem spsiała suczka- lubię się pierdolić, to mnie rozprasza, to sprawia że jestem cudnie nastrojona, mam na myśli, to jest jak jedzenie czekolady albo jak płacz, acz ja przecież nie potrafię płakać, mam na to nawet zaświadczenie z Psiej Policji, ale ze mnie sucz, psia mać, no że ja się nie wzruszam nawet na tyle by sobie pochlipać, ale coś mnie gryzie i to jesteś Ty chyba, coś się w mojej egzystencji odmienia, płyta się chodnikowa przeaniela, a kiedy idę miastem mam na myśli cuda i larwy mnie piją co noc i gniję, gniję bo nie chcę niczego innego, psia Mać Pariadka, nie znoszę małych warczących kundli, zawsze chodziłam w chustkach pięknych, ozdobnych takich, nie daj Boże, ale ja jestem mloda, 89 rok, to ja jestem nastolatka jeszcze, tutaj na przykład bardzo ładnie wyglądam, kiedy rozchylam nogi przed tym albo tamtym albo kiedy kochamy się w wannie, nie lubię, nie znoszę małych warczących kundli ani Ciebie. Jeżeli nie mogę wytrzymać bez Ciebie tak jak bez ubrania na 25- stopniowym mrozie to chyba coś to do diabła oznacza, a na dodatek małe, warczące kundle mnie obskakują co chwila gdy próbuję Cię czytać albo napisać Ci o tym jak bardzo mnie zabijasz, jak z chwili na chwilę się w Tobie zatracam, i czuję się coraz bardziej zsuczała, Stara Suka, Kurwa Jakich Mało, Cipodajka Cicha, te małe, warczące kundle liżą mi dupę.. Ci wszyscy Arabowie i Murzyni ładują sie we mnie i jest ich we mnie cały Legion, i rozrywa mnie od wewnątrz jakiś upiornogłupawy skowyt, Szewczyk Dratewka jest we mnie głęboko, mam dopiero 20 lat i jestem zwykła dziewucha, i chodzę ubrana jak Księżna Pani, piękny płaszcz przyozdabia moje nagie ciała, idę, a za mną stąpają moje pieski wściekłe. Stosuję sie do jej wskazówek, tak z głębi serca danych- dumałem- skoro dalej idę jedyną otwartą drogą. Chociaż udało mi się dostać z powrotem wlasność ojca; to jednak obowiązkiem moim pozostaje dopilnować, by mój przyjaciel ranny wydostał się z położenia, w jakie sie uwikłał z mojej przyczyny. Zresztą gdzież mogę znaleźć schronienie na noc, jeśli nie w małej kafejce w Aberfoil? Oni też tam się muszą zatrzymać, gdyż konno niesposób dalej jechać...A więc znów się spotkamy... spotkamy może po raz ostatni... ale zobaczę ją... uslyszę ją... Taki motyw: Jestem zadowolona... Moja dziewczyna uważa ze ON POWINIEN BYĆ ATRAKCYJNY WEWNĘTRZNIE I ZEWNĘTRZNIE. Pytam Ją czy taki jestem, odpowiada mi że

kiedy pytałem Ją w tramwaju o czym myśli a Ona nic nie odpowiadała ,myślała o mnie. Dlatego poszłam z Tobą do łóżka że mi się spodobałeś, Kochanie. P. Jesteś atrakcyjny wewnętrznie, to co piszesz przemawia do


mnie na jakiś niepojęty modus, podobają mi się Twoje oczęta i usta i Twoje dłonie, kocham gdy jesteś we mnie twardy jak Chuck Norris albo Jego brat bliźniak, zabliźniają sie we mnie rany, Kochany, kiedy tulę Cię do łechtaczki albo kiedy uśmiechasz się na myśl o naszym spotkaniu. Ojca nie rozumiem. Kiedy wstaję z łóżka usmiecham się do siebie. Jednakże kiedy chcę z nim pogadać o polityce patrzy na mnie jakbym byla oślicą Balaama a ja przecież odróżniam już Obamę od Osbaldistone albo Joyce’a od Marka Jurka i wiem że Ameryka jest infantylna, ale kręci mnie to i całym moim zajęczym sercem jestem za Tobą, Kochany i widziałam jak but Chruszczowa w Gorejącym Krzaku lądował, widziałam trędowatego Andrew Leppera na kolanach pijącego wody termalne Toruńskiego Piernika i chodzę na wykłady o stosunkach amerykańsko- angielskich w XVIII stuleciu i jeszcze. - Pragnie być częścią calości Wszechświata, po prostu trwać gdzieś w bezkresnej nicości, często powtarza że czuje jak gnije już za życia, tu i teraz, to zabawne, powiedziała, procesy gnilne napawają mnie. I nie pragnij mnie, jestem. - Nie. Wierzył, że mity odzwierciedlają świadomość zbiorową jak chciałby Eliade, a powtarzalność wzorców zachowań jest cykliczna i da się ją ująć w normy euklidejskie albo i nie, wierzył że zakodowane i kodujące się właśnie ciągi wydarzeń stanowią o chaotycznej homeostazie. Wino powodowało iż poddawali się sobie nawzajem bezsilni jednakowo wobec złośliwości losu, panta rhei, kolejny raz wszedł w Nią bez gumki, kolejny raz powtarzali tę samą drogę pewni że są zamknięci raz na zawsze w czymś co upostaciowało się na obraz i podobieństwo ich właśnie, śmieszne, a nawet. Można analizować mity na wiele rozmaitych sposobów i wyciągać z tego dla siebie jakieś memoranda, oczywiście na pierwszym planie była mitologia achajska a więc nie umiejący przepraszać Achilles i strzała Hectora przebijajaca piętę greckiego herosa, Bellerofont ulatujący ku Olimpowi na skrzydlatym Pegazie, Ceres- Demeter. Ale Justin Timberlake jako współczesny Orfeusz albo Amy Mcdonald w roli Eurydyki i Timbaland jako koryfeusze nowego teatru dzwięków, przecież od czasów co najmniej Armin van Buren mamy taki a nie inny zapierdol w tej całej popkulturze. W mitach odnajdujemy, każdy na własną rękę, raczej na sposób second hand, analizę podświadomości. To są truizmy, rzecz jasna, ale potrzebujemy tego rodzaju oczywistości. Widzimy w Alice Boginie Matkę a w Jolancie Rutowicz Dziewicę Orleańską. Piotr Najsztub staje się nagle centaurem Chejronem, który leczy rany pomichnikowskiego reality show, Herakles zabija Lwa Rywina, Amazonki z odciętymi piersiami atakują Janinę Ochojską w Nowogródku w biały dzień, jesteśmy poddani.


W nocy spostrzegam iż Twoje oczy są smutne, boli Cię brzuch, masz drgawki, mówisz że wstrząsa Tobą los tybetańskiego narodu, że czas to pieniądz i że cały Paryż jest Twój, dotykam Twego ciała, jest gorące jak pustynia Gobi w lutym A. D. 2009, jestem smutna, mawiasz, dni i noce w Krakowie są takie chłodne bez Ciebie, idziemy spać, we snach jesteśmy bezbronni i nadzy, we śnie stąpamy po pylistej drodze, otwiera się przed nami nic nie warta przyszłość, we śnie spotykamy Dalaj Lamę. Okrzyczany geniuszem Belialem spadam na dno bezsłowia, nieśmiały produkuję nic nie oznaczające kłębowiska metafor a lęk przed nieznanym usposabia mnie do Ciebie pogardliwie, strzegę się Ciebie jak Cortazar wewnątrz pchły, o interiory krwi, wewnętrzne strony pachwin, niepoznawalne oddechy, strzeż się tych miejsc, śpiewasz, zamykam Ci usta, biorę Cię na balkonie po raz kolejny, boli mnie dloń, Blaise Cendrars patrzy na mnie z politowaniem, Budda wkłada mu dłoń w odbyt, wyciąga z niego pierścienice i kalmary, wyciąga stetryczałą Doris Masłowską, płucze sobie gardło kałem, pet.

Między. List w którym Filipina pisze do mnie: Lubię

swoje imię. Oznacza ono kochankę koni, przypomnij sobie wykładnię Philip K. Dick alias Koniolub, gdzieś w środku Valis, lubię też Twoje imię, samo w sobie jest już zdrobnieniem, Filipina i Krystian oznacza chrzescijanie miłują konie, co oznacza iż chrzescijanie będą przedłuzeniem genealogicznogenetycznym Centaurów, odnalazłam cudną frazę u Cendrarsa, bo jestem ciągle bardzo marnym poetą, a chwilę potem zajrzałam do Twojej powieści Nowa Ziemia, zaskoczyłeś mnie tym że znasz tak dobrze twórczość autora Gwiezdnej wieży Eiffla, a nawiasem mówiąc, ten zbiór ni to esejów ni to impresji, zaskoczył mnie jeszcze bardziej, cieszę się że podoba Ci się moje imię, mogłabym snuć asocjacje iż nasza relacja będzie jak filipińskie wyspy chrzescijańska inaczej, bo przecież jak Aleksander Kwaśniewski ciągle nie mam bakalaureatu. Mój drogi Henry Millerze,


Otrzymałem Pański amerykański koszmar, przewentylowany jak należy. Bardzo dziękuję. Najbardziej podobał mi się rozdział The Shadows, ze wzgledów sentymentalnych, tyle że nie wierzę już w malarstwo od 1919 r., a współcześni malarze są dzisiaj bardziej przestarzali niż na przykład taki Mallarme, poeta, który jest ich odpowiednikiem. Inne rozdziały pozostawiają mi uczucie niedosytu, bo za dużo w nich moralizatorstwa...

Wydaje się że to iż lubię. Udał mi się projekt powieści nawiązującej do mego imienia, czuję jak rozsadza mnie podskórne pragnienie Ciebie, przede mną notatki z chrzescijaństwa, cały ten obłęd krucjat, jestem w środku dziecięcej wyprawy krzyżowej i miałam głupie sny w których Ty i ja na rogatkach miasta, mojego Paryża albo Nicei nikniemy sobie z oczu na zawsze, precz z mej pamięci, takie tam.

(..) jak na mój gust. Czy to prawda, że Pańska książka jest zakazana w Ameryce? Jeśli tak, tym gorzej dla Ameryki!…

Moja przyjazna ręka Blaise Cendrars Jak się miewa synuś? Rozdział The Shadows ( Cienie) opowiada(...)

Powiedziałem jej, że być może byłaby Pani zainteresowana przetłumaczeniem go, i dałem jej Pani adres. Myślę, że rękopis- około 30 stron- nie dojdzie do Paryża wcześniej niż za (3) trzy tygodnie. Proszę, by skontaktowała się Pani wtedy, a nawet wcześniej z panią Voilier. Mam...

Magia.

Gdy słyszę ze włóczy się Pan po ulicach Paryża, chwyta mnie zazdrość!

Listów Millera nie odnaleziono w dokumentacji Cendrarsa.


101. BC bez adresu 3 sierpnia 1950

Moj drogi Henry Millerze, Mój wydawca wręczył mi nowy esej, który napisał Pan o mnie i który dopiero co przeczytałem(...) Blaise czuje się młody. Ma 63 lata w chwili pisania powyższej korespondencji, ja mam 32, Ty 20, Miller 59, ale nie są to dla mnie schody, na pytanie czy czujesz się młoda, odpowiadasz, ja jestem młoda. rzeczywiście, masz

dopiero 20 lat, nie chcę wpadać w nestorski ton, a zachwycające jest to że i mi chyba udało się zagubić w korytarzach Mlodości, ta sytuacja, owo zacieśnianie. Pamiętam kiedy miałem 20 lat byłem studentem pierwszego roku polonistyki na UJ- ocie, mój język dopiero się rodził, a Ty piszesz teraz jakbyś lata spędziła w obozie karnym dla dobrze zapowiadających się, ujmuje mnie ten dystans, ta rwąca heraklitejska rzeka, która tkwi między nami kiedy leżymy obok siebie, nadzy, nie skończyłem jeszcze 32 lat, i ciągle jestem głupi jak osioł, jak James Joyce, półgłówek ze mnie, a ty nazywasz mnie swoim aniołem, i pretensjonalnie. Nigdy nie czułem się młodszy niż teraz kiedy śpię obok Ciebie, czuję jak ściana czasoprzestrzennej iluzji rozpada się między Twoimi udami, dotykam Twoich brodawek opuszkami palców jakby były rodzajem domofonu do Boga, w którego nie wierzysz, Tobie jest łatwiej myśleć że zgnijesz, czasami piszesz że czujesz jak gnijesz teraz właśnie, w tej chwili, być może gnijesz gdy piszę właśnie te słowa, czuję się młoda, mawiasz, jest w Tobie tyle żarłoczności, tyle ciekawości świata, i zgody na cokolwiek zresztą. Nie chodzi o to że młodość, bo to nie jest tylko i wyłącznie czysta biologia, to jest jakaś niepojęta misja, takie jak ty spadają z kosmicznej otchłani i dostają się do krwiobiegów takich jak ja, nie mitologizuję, staram się, ale czyż nie podobnie było z Faustem i Małgorzatą albo z Clintonem i Moniką Levinsky, rozbierasz się, obserwuję Twoje 20- letnie ciało, bierzesz do ust mojego kutasa, jestem w Tobie, połykasz mnie, chwilę potem stąpamy po niebie utkanym ze słodkiej jak banan spermy, czuję. -Och, kalendarz Majów to ściema- odezwał się Al między jednym a 2 łykiem czerwonego wina- nie wierzę w mitologię, więcej, nie wierzę w Joyce‘a, nie mogę w to uwierzyć. - Plack palił papierosa. Zaciągał się delikatnie tak jakby mach był pocałunkiem. Plack, który nie istnieje, palił więc papierosa, Al popijał czerwone wino, patrzyli na siebie, czas przepływał im


między palcami, za ścianą, w kuchni, w oddali, gdzieś w Unii Europejskiej palono książki Joyce‘a, Plack palił papierosa za papierosem, rak krtani rozkwitał gdzieś wewnatrz, mimo dyrektyw unijnych, Filipina śliniła się naga jak na obrazach z Kamasutry właśnie, praktycznie Plack mógłby w tej chwili być Planckiem albo Budda, ale wolał dokończyć papierosa, dogasić go i zapalić kolejnego RED&WHITE’A. – Pojadę do Paryża- powiedziała Fi- jestem zadowolona z kształtu swoich ramion-

dodała- i zaczęła się bezwiednie dotykać, Plack palił a ona grzęzła w pewnych stereotypach kobiecości, grzęzła w tym że jest Fi, grzęzła w jakimś bagienku. • Zastukał..

– Zawieź mnie do miejsca gdzie grają muzykę, która jest dla mnie istotną częścia życia.

Taki czasami mam problem z opanowaniem emocji- powiedziała, chciało mi się płakać gdy na nią patrzyłem, spała obok mnie naga w pościeli świeżo upranej, bezbronna, moja. o Murzyn zastukał do apartamentu. Napomknęła- podobały mi się Twoje esemesy o Cortazarze, ale chyba za bardzo je odnoszę do tu i teraz, Horacio i Maga, Filipina i Krystian, przymknęła powieki po wieki wieków amen. - Podprowadź. Włóż mi go. Nie lubię pracować. To chyba Rimbaud napisał niegdyś. Nie idźcie do pracy, to Szatan wysyła e- maile. Lustrowała moje ciało jakbym był Axl Rose jakiś. Sam spytałem czy jest ekspresyjna. Może jestem ekspresyjna, czasami mi się wydaje że jestem pogrobowcem, spadkobierczynią ekspresjonistów, jajem. Dwie godziny potem, Filipina. Doktor pyta Ją czy odpowiada że szepty, Doktor zanurza palec w Jej pochwie, ona syczy jak pęknięty dzban, dzban pełen konwalii, rozpada się na drobne kawałki kiedy Doktor zdejmuje fartuch, jego penis, monstrualnej wielkości, nakłada na tego chuja grubego jak kiełbacha żywiecka melonik i mówi, coś mówi o medycynie z ludzką twarzą, coś mówi o posuwaniu się. •

_ Co? Plack.

- Nic- jestem zadowolona z kształtu swoich pośladków- Plack pociera penisa. - Och!

Ukląkł, nalał Jej wina do kieliszka, lubię wino- powiedziała gdy nachylał się i włożył głowę między jej uda, języczkiem pocierał łechtaczkę do przeskoczenia. - Niebywałe- lubię patrzeć nocą na rzekę ocierającą się o brzegi-ale nie jestem romantyczna.


- Tak?

- Tak, jestem pewna siebie i wiem czego chcę, chcę pojechać do Paryża, do mojego Paryża, chcę pojechać tam z Tobą, właśnie z Tobą albowiem jesteś jedynym mężczyzną, któremu udało się, któremu udało się, zapomniałam co ja właściwie Ci powiedzieć, wino szumi mi w głowie, to oznacza iż wiem czego chcę, ależ my tam, czasami moje ramiona wyginają się same, jak łuk triumfalny, spójrz, lubię jak mi się spuszczasz na twarz. Powoli. Poza bycia ze sobą, ale ponad wszystko Ty, mój aniele, tak ma być, unoszenie na skrzydłach, gdy Twoje stopy stają się wehikułem czasoprzestrzennej układanki, lustra Leibniza pękają nadgryzane oczywistościami, och. Plack.

- Nie, interesuję się modą, zawsze chciałam, ok, kiedyś chciałam być modelką, inspirowała mnie anorektyczna Kate Moss, czy wiesz że Johnny Depp ma krótkie nogi, a wiesz że Agnieszka Maciąg wcale tak dobrze Ci nie pociągnie jak ja, kiedy spuszczasz mi się na twarz.- Przyszedłem aby się kochać z Tobą- to ze Świetlickiego, kochaj mnie, rozbierz mnie, spójrz, jestem jak jedwab jebnięta. - Jak ja nie znoszę agresywnych młodzieńców w dresach, no dobra, bez emfazy, ale naprawdę są gatunki i podgatunki, a zamiast dresów dobre są bryczesy, i te paski, za chuja mi w oko nie wchodzą paski adidasa, a ortalion to jest na reklamówkę dobry, no nie, nie jestem agresywna, ale dres mnie zwyczajnie śmieszy. - Najgorszy motyw, czy wiesz że ja tak naprawdę to jestem wierząca, jakoś nie mogę uwierzyć w to że tu jesteśmy ot tak, bez jakiegoś głębszego powodu, a czasami czuję jak gniję za życia, czasami czuję jak wyrastają mi skrzydła, bla bla, no ale ten Bóg mógłby być bliżej, bo ja chcę żyć wiecznie, nie chcę przestać istnieć, nie interesuje mnie coś co jest li tylko powierzchnią, chcę głębi. Płakał, lubię czytać książki, kontynuowała, kocham Cortazara i Joyce’a, uwielbiam Opowiadania Julia a Jego Grę w klasy pokrywają moje notatki. Doktor na to iż Jego skromnym zdaniem Jezus Chrystus był drobnym cwaniaczkiem, spójrzmy na to w ten sposób, który normalny gość upodobałby sobie wiszenie na krzyżu i przemianę wody w wino ot tak, mówię Wam, Chrystus pracował. Wspólnymi siłami wybudowaliśmy wieżę Babel, a potem World Trade Centre, a potem Bank Alior, melioracje rowów, platformy wiertnicze, homoerotyczną miłość, poezja francuska drugiej połowy stulecia, i Chrystus, który był drobnym cwaniaczkiem, mafioso osadzony w gaju oliwnym, strzykwa uśmiechająca się do przyjacielskiego amonitu, i cała ta księga Si et Non, Abelard z obciętymi jajami, kosmiczne kuriozum. Położyli Ją na podłodze. Nie lubię prosić ani przepraszać- powiedziała, Plack posuwał Ją. Doktor patrzył z boku, wziął do dłoni kamerę cyfrową i filmował co ciekawsze.


- Korinkus uważa iż Ameryka jest infantylna, ale kręci Go to, lecz przecież, mawia, spójrzcie na Baracka Obamę albo Las Vegas, istny festiwal teflonowych patelni, do tego Oliver Stone albo mormoni albo meksykańskie zaduszki, kanion Kolorado, kurwa. Plack na to iż Johnny Depp to…. Zaczął Go naśladować nawet, nic nie mówił tylko gestykulował jak Depp a to w Co gryzie Gilberta Grape'a, a to w Arizona Dream,zresztą odgrywał naprawdę wszystkie możliwe scenki z filmów z jego udziałem, a widzieliście Dead Man Jarmuscha, scena w której Iggy Pop nie może się nadziwić włosom Johnnego, albo Blow w którym Jego włosy naprawdę mnie wkurwiają, nie mówię o takich filmach jak Don Juan de

,

Marco albowiem smutny to cud ok, Johnny jest naszym transparentem,

kurwa mać, nie?! Do. Próbował. Wówczas Ona na to że Brad Pitt to dobry aktor i przystojny mężczyzna, jako Tristan Ludlow w The Legends(…) Lepiej jeszcze wypadł w Interview with(…)

BOJĘ SIĘ ŚMIERCI

Jest śmierć, której się boję. Boję się zasypiać przy Tobie. Boję się chodzić po ogrodzie. Boję się słuchać Red Hot Chili Peppers zbyt głośno, to grozi śmiercią. Inna strona się do mnie uśmiecha, pociąga mnie i przyciąga a ja zasklepiam się. Na śmierć nic nie poradzę. Z chwili na chwilę jest mnie coraz mniej w Twoich oczach. Nasza namiętność opada i osiada na szklance. Boli mnie dłoń. Cendrars sprzedany za bezcen wystawia dupę przed siebie. Nic nie umiera. Wszystko natomiast zdycha. Serca robaków krajane promieniami Słońca. Cipa dobrej wróżki, która otwiera się i zamyka bez końca. To że się boję śmierci jest naturalne jak andaluzyjska kiełbasa. Z tym że samotność jest przekleństwem losu.

A los jest nieubłagany. Umieramy więc samotnie. Mimo chwilowego wydawałoby się że coś tam. Tak czy siak ból mnie rozpieszcza. Nie mam nic więcej do opowiadania. Boli mnie coraz bardziej. Chcę aby mnie boleć


przestało. Sentencje się rozpadają jak za dotknięciem zła. Nie mogę oddychać. Jak królik w libertyńskiej potrawce. Forte. Fortissimo. Pianista zdycha samotnie w kałuży krwi. Niech mnie boleć przestanie. Masz Ci los. Boli aż kurwa mać. Nie mogę się na niczym skupić ani chwili dłużej. Jestem sam. Nie ma nic oprócz mnie. Nawet mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus-powiedziałaś otwierając książkę Becketta na karteczce poplamionej krwią. Księżyc wpadał do pomieszczenia w którym. Nowoczesne sposoby, miłość to sposób na przedłużanie gatunkupowiedziałaś. W miłości odnajdywaliśmy, każdy na własny rachunek, zagubione niegdyś tropy. Kochając się na kuchennym stole albo na balkonie mówiliśmy sobie nieustannie tak. Przymierzałaś wiosenne sukienki w kwiaty i uśmiechałaś się czule. Tej nocy kiedy nie mogłem uruchomić Internetu a powieść leżała odłogiem nazwałaś mnie swoją duszę. Otworzyłem okno i zapaliłem papierosa. Przeglądałaś Google w poszukiwaniu jakiejś nowej treści, co było prozą brzmiało więc jak poezja. Pieprzyliśmy się w coraz bardziej wyrafinowany sposób. Jak u Bułhakowa miłość zaskoczyła nas w jakimś oślepiająco pustym zaułku. To trwało i trwało. Rodziliśmy się jak owoce czereśni po to by się sobą sycić. Dzięki miłości przestałam się bać- powiedziałaś- byłam kamieniem a to co się dzieje ze mną teraz jest jak czytanie, jest jak tworzenie jakiejś naturalnej bajki. Ty jak Książę z Bajki i zanim się wycofam chciałabym Ci bezmiar mojej szczęśliwości z Tobą. Bo gdy dwoje ludzi spotyka się w tej łupinie orzecha traci się zmysły. Nie mogę się tak po prostu przestawić z kamienia na powietrze. W miłości jestem jak ocalałe przed rzezią zwierzę. Czuję jak to mnie obmywa. Język którym do Ciebie mówi zwisa mi na kształt aureoli. Ciągle ten Cortazar. Ale miłość, co to za słowo, Horacio jebie Magę kutasem po głowie. Biedna moja łepetyna wobec siły co Słońce i gwiazdy porusza na nieboskłonie. Przecież ja nawet nie umiem Cię kochać, przecież przecieka mi przez palce czas przeszły. W jakim aoryście są zapisane nasze oddechy, w jakiej futurospekcji. To dzieje się tak nagle i nieoczekiwanie że nie potrafię. Piśmiennictwo, miłosne poematy kreślone na ekranie telefonu komórkowego. Banalna muzyka Eryka Satie i niebanalne sokratejskie upychanie pod siebie. Coś co się dzieje nigdy nie przestanie się dziać a to że Cię kocham jest równie absurdalne jak pąk róży. Dlatego wymyśl coś. Błagam. Wymyśl coś co jest bardziej stosowne. Decorum. Pierdolony. Pierdolony Internet. Nie mogę otworzyćYou Tube'a. Nie mogę Cię kochać. Erik Satie jest niebezpieczny. Słyszę ciszę pomiędzy konarami drzew cyprysowych. Wzrasta we mnie nadzieja na cokolwiek. Jest dobrze jak jest. To najlepszy z możliwych światów. Erik Satie gra na fortepianie, z moich oczu płyną łzy, jesteśmy w niebie. Co Ty masz albo miałaś na myśli kiedy mnie szczypałeś po udach, albo kiedy lizałeś moje cycki? − Interesuje.- spytał- Czy wystarcza Ci to co masz i nie chcesz mieć? −

Bardzo! Ale ciekawe.

Jeśli romantyczna miłość to przeżytek, co robimy ze sobą tu i teraz, jeśli tak

jest czemu nie odbierasz moich telefonów, czemu mam wątpliwości za każdym razem gdy Ciebie do siebie przytulam albo kiedy kochamy się a Ty nikniesz? −

Ja Ciebie dopiero poznaję i już sama nie wiem kim czym Ty dla mnie będziesz, budujemy miasto na kościach tego co było.- głośno dodała- pisanie jest dla frajerów- po co Ci to pisanie- to jest taka paplanina bezcelowa. Eee... Pisanie jest dla frajerów a ze mnie jest frajer nad frajerami, masz

rację, Kochana, dzieje się co się dzieje a ja to nazywam jakoś.


− −

A, frajer jesteś! Frajer i tyle. Powinieneś sobie jakąś pracę znaleźć, jak Ty do życia podchodzisz, potrzebuję kogoś odpowiedzialnego, chcę chłopa! A? To jesteś frajer dopiero, nie pisarz, pisanie nic Ci nie da, jak Ty dbasz o mnie?

I w tej chwili poczułem Jej zapach. Dotknąłem Jej ust skamieniałych, gdzieś poza oddechami, poza mantrami buddyjskimi były pieniądze, ubezpiecz się na wypadek śmierci, mój nos wyczuwał w jakie kurewskie bagno po raz kolejny się wjebałem, zapach mamony w środku Twojego serca, mam wykarmić nienarodzone dzieci, całe Betlejem oddycha tylko Tobą a Ty jesteś jak jakaś strzykawka, boli mnie dłoń, chcę do Cendrarsa i do Ciebie ale Ciebie nie ma. Był rok 2009. Kwiecień – plecień co przeplata. Nasze 3 miesiące bycia

razem. Piasek, który się przesypuje między palcami. Pieniądze, których ciągle Ci brak. Ona. Znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. mawiała. Powinieneś znaleźć sobie nareszcie jakieś przyzwoite zajęcie a nie ankietowanie. Chcę mieć dom. Albo Cię pożegnam. Albo znajdę sobie kogoś innego nagle i niespodziewanie. I nieodpowiedzialnie. Nie chcę być taka jak Ty. Mam Ciebie dość. Z Tobą tylko bieda, chłód i głód w naprzemiennej kolejności. Taki z Ciebie artysta jak z koziej dupy trąba, a ja potrzebuję mężczyzny, a ja potrzebuję życia na jakimś poziomie, krokodyla kup mi luby nie lubię Ciebie już wcale a wcale i nie czytaj mi już więcej kolejnych fragmentów Twojej powieści o niczym, chcę mieć dom z werandą i kogoś zupełnie innego niż Ty, chłopaka w słomkowym kapeluszu. Na tym koniec. Nie słucham Guns'n'Roses jak Ty, nie mam Ci nic do powiedzenia, oszalej, zbastuj, albo coś ze sobą zrobisz albo hasta la vista.

Wcale nic się nie odmienia. Trwamy w bezbronnej agonii. Mimo że Ciebie już nie ma gdzieś obok mnie. Pozostaje mi zasypywanie gruszek w popiele, podczas gdy Ty jesteś tylko jedną z nich. Bez różnicy. Ciach. Ciach. I po problemie. Jak ja mogę się do tego inaczej odnieść. Nie było Cię i nie będzie. Jeśli świat jest tym czym jest to znaczy nie wiem co mam na myśli właściwie, ale jeśli jest tym czym jest to i tak nie da się nas uratować Kochana, z bzu ulana, fałszerstwo moje nieszczere, pa, spierdalaj ode mnie, już Cię, won. (6)


1 Trzeci raz czytam Grę w klasy Julio Cortazara. Tym razem od początku

do końca. Jako że ujawnianie komuś swoich uczuć jest zbytnią nieostrożnością nie powiem Ci co mam na myśli tym razem, nie wyjawię Ci już żadnej z moich tajemnic, nie ma sensu się wywnętrzać skoro każdy kij ma 2 końce, a kij- samobij może Ci w gardle stanąć, samotność nie kończy się w chwili kiedy się zakochujemy, ona nadal trwa, pod zmienioną postacią jak naszywka z logo Wilki wetknięta w chuja Friedricha Nietzschego, taka jest nasza samotność, eroll, że kiedy próbuję Ci o sobie opowiadać to jest tak jakbym Cię nakłaniał do wsparcia organizacji antyekologicznej, więc nie mówię Ci nic, domyśl się co chciałabym Ci opowiedzieć, jakiego języka używam aby skanalizować Lacanowską rozpacz, może języka amfetaminy jak osławiony islandzki terrorysta, który przepadł na wieki wieków amen gdzieś między Aklavikiem a Keflavikiem, może jak cisza która rośnie we mnie tej nocy nie potrafię brzęczeć, tylko się tak do trwania muszę zmuszać, nie mówię nic, stokrotniejąc. Czuł że napisał dobry fragment. Fragment, który coś szczerego mógłby o nim mówić. Przełknął łyk herbaty. Uśmiechnął się. Mam dobre stosunki ze swoimi rodzicami-zastanowił

się- to znaczy są lepsze niż były kiedyś, kiedyś mój Ojciec uderzył mnie kilkadziesiąt razy pięścią w głowę, jak to jest że kiedy jest dobrze to się nie chce o tym pisać, chociażby Dante i to Piekło Jego, więc Ojciec musi mieć zawał albo złą krzepliwość krwi, więc muszą być długi i komornicy, musi być firma Kruk i alkoholizm wyrażający się w dziesiątkach butelek tanich win, musi być tak że Ojciec do Matki mówi- Ty Kurwo albo Ty Skurwesynie, musi być jeszcze bezrobocie i koniecznie musi być ten Ojciec gruby, a Matka? Matka ma paranoję, twierdzi iż Ojciec ma dziesiątki kochanek, te kochanki przychodzą do Ojca zewsząd, Ojciec gania je po polach, ze sterczącym kutasem Ojciec je bierze na łąkach a po pracy do domu od razu nie przyjdzie bo przecież musi je obskoczyć, więc Ojciec ma romans z Forcową, po co by do baru na piwo chodził, przecież piwo może dostać w sklepie u Doroty, z którą też nawiasem mówiąc Ojciec ma romans ognisty, Dorota robi Ojcu loda mimo że daleko Jej do Dody, Dorota robi Ojcu loda fest, potem Ojciec idzie do banku a w banku pracuje ta zdzira od Sewera, a to jest ladacznica i kutwa zasrana jedna, Ojciec wchodzi na Sewerową średnio raz w tygodniu, nie może częściej albowiem musi jeszcze obskoczyć Panią Bahonkową, musi spenetrować łechtaczkę i vaginę Pani Konopkowej, no i na młodą Chmieleszczankę się musi wramolić. Uwierzyć,że na wszystko przyjdzie czas. Stoimy z Ojcem w lesie. Odsłaniamy paproć pod którą 20 ogromniastych borowików. Jest rok 1986, po Czarnobylu. Z tych grzybów nad grzyby wyłażą wielkie jak chuj wieloryba winniczki Bogu ducha winne. Ojciec i Ja zatrzymani nad tym przecudnym zjawiskiem przez chwilę.


Oliveira mawiał iż

dlatego nie mówię Ci wszystkiego, wolę pewne

emocje pozostawić dla Ciebie, chcę być dla Ciebie czysty i nowy, chcę Ciebie. Niewiele. Jedynie to że jesteś raczej liberalna niż konserwatywna sprawia, że się do Ciebie uśmiecham, pamiętasz? Mieliśmy kochać się w Kościele, zlizując hostię z Twojej łechtaczki, ja w sutannie, Ty w habicie siostry, oblubienicy rogatego błazna, w środku tabernaculum, ja i Ty, jak wtedy, na klatce schodowej, spojeni sobą, jednością, ale Ty nie wierzysz wBoga, a to prowadzi do zatracenia w nicości, czy chcesz, jak Tom Hanks włóczyć się lochami Watykanu w poszukiwaniu Ulissesa, czy chcesz patrzeć w niebo tak jak tego wieczoru na Kazimierzu kiedy widzieliśmy, co my właściwie widzieliśmy? Jeżeli każda chwila jest wiecznością a czas, co za tym idzie, nie istnieje, to nie musimy się niczego obawiać, mogę Cię tulić bez końca, i tak nie rozpadniesz się w proch, zawsze będzie to samo co jest a nieograniczona możliwość samoodradzania się napawać nas będzie otuchą, jestem niepoprawnym optymistą, helas,Kochanie, przeciwko La Mettriemu i dziurze ozonowej, nieistotne zresztą jak, przecież nie może być inaczej, oda do pantofelka w bursie, słodkowodne strzygi, i Gra w klasyRayouela rozkładana na czynniki pierwsze, boję się, boję się że umrę i rozpadnę się na miliardy atomów, każdej nocy kiedy chcę Cię przytulić a dotykam głową chłodnej ściany myśli mam bardzo solipsystyczne, biskup Berkeley byłby ze mnie dumny, gdyby kiedykolwiek istniał Kościół Mojego Sumienia szybszy niż moje myśli i aby nie bolały mnie już nigdy dłonie, ciągle marny jak Ty, poeta tylko głowa nie ta, na zawsze Twój, Kochana, spróbuj mnie oczarować zanim rozczaruję się światem, dobranoc. W środku dnia budzę się z gotowym i dopasowanym do Ciebie do mnie transparentnym wyznaniem,

ale Ty mi nie wierzysz, mówisz, zwykłaś

mawiać iż to jest jedyne życie jakie mamy i w związku z tym nie mam Ci nic więcej do powiedzenia na ten temat. W. Postawa, która wyraża się w słowach- potępiam przemoc, dlatego nie będę jeść mięsa ani się do Ciebie uśmiechać, dlatego powinienem się zapisać do Klubu Węża aby jeszcze raz przejść tą samą gorycz, jak Heraklit taplać się w gównie albo jak Kora Jackowska, gwałt się gwałtem odciska, piszesz mi w esemesie, który brzmi jakby wysłano go do mnie wprost z Hotel Lambert, tylko gdzie ten Mickiewicz, może tam gdzie bursztynowy świerzop, gdzie panieńskim rumieńcem


ale mi wstyd, shame on me, truly bastard, że jem całe kordony brudnych stworzeń, w mojej lodówce prężą się hamburgery, że jem to co żywe, że jem rytualnie zombie i że jem płyty z filmami pornograficznymi, zabijam zwierzęta, za miskę ryżu rozłupię Ci łeb, nie kocham Cię, nigdy nic takiego nie czułam, zbliż się tylko do mnie a rozstąpią się arktyczne lodowce, potępiam przemoc… dzięcielina pała,

Może.Mężczyźni są odrażający, brudni i źli, myślała, potem ogarnęły Ja wizje zbiorowej orgii w której ci mężczyźni, jednakowo brudni i spoceni pakowali się w Nią, czuła rozgoryczenie wymieszane z tantrycznym podnieceniem, a potem piła litrami spermę, ładowali się wszędzie, ostro w dupcię aż bolało, co raniło Ją do krwi i doprowadzało do obłędu, świńskie pastuchy z wodogłowiem, penis nabrzmiały w ustach, penis w pochwie, penis na Jej brzuchu ustokrotniony, kutas sterczący w Jej tyłku, czarne, białe, żółte, cały korowód kutasów, gra w kutasy, penis-ela, fantazjowała, i każdy z tych kutasów był jak kropla wody, a Ona czuła w sobie pragnienie, czuła jak bardzo chce się Jej połykać to brudne, skażone nasienie, i nie obchodziło to Ją tej nocy nic, chciała być po prostu pierdolona, pragnęła pieścić penisa po penisie, i pragnęła by Ją ostro pierdolono, czuła jak nienawidzi, jak w tej chwili obca Jej wydała się miłość, chciała się pierdolić, pierdolić z każdym byle tylko nie z Nim, chciała by na to patrzył. − −

Mogłabyś to podpisać?- spytał i posunął Jej papier- Bezpieczeństwo jest istotniejsze od wolności- odczytała. Dlaczego?- spytała- Mówię to co myślę- a nie zgadzam się z tym, nie

podpiszę. −

Tak, jestem raczej rozważna niż romantyczna, a Jane Austen nadaje się do dupy

podtarcia, papier toaletowy z wydrukowaną nań kolekcją dzieł zebranych autorki Emmy, czyż to nie wyjebisty pomysł klozetowomarketingowy, albo dalej, podcieraj sobie dupę Ulissesem, taka nowoczesna gra hipertekstualna, bo przecież i tak tego już nikt nie czyta, wiesz co Oni czytają, co najwyżej Dana Browna albo Grocholę, dlatego to będzie taka Gra w podcieranie, że literatura zabłądziła do ubikacji.

(12 )


Tak, przemawiają do mnie słowa Leonarda Cohena Dance me to the end of nigdy nie pamiętałam czy chodziło o miłość czy o życie, jakie to ma znaczenie, już wiem co byś na to odpowiedział, mój romantyczny kochanek, bez cienia cynizmu, może to i prawda że jesteś moim aniołem, z kamienia wywiedziona, Ty- Pigmalion, ja- twoja Galatea, uwierzyłam że potrafisz ożywiać posągi, boli mnie głowa i brzuch, pojedźmy do Paryża, chciałabym Ci pokazać Montmartre, wiesz, w Paryżu śniłam o Tobie chociaż Cię jeszcze nie znałam, ach ten Cohen, ale bardziej podoba mi się Halleluiah w wersji Rufusa Wainwrighta, nie bądź zazdrosny, on jest gejem, chciałabym spiewać w zadymionych kawiarniach, modern jazz, Karolina napisała że czeka na mnie chłopak w słomkowym kapeluszu, wolę Twoją czapkę- niewidkę niż Jego kapelusz, zaczynam wierzyć że jesteśmy sobie przeznaczeni, zamieszkamy razem, Ty i Ja, będę śpiewać i grać na gitarze jak Leonard Cohen albo Bob Dylan, a Ty będziesz pisać, Mój Ty Julio Cortazarze, mój Ty Błażeju Cendrars, uśmiecham się do Ciebie, nasza miłość jest piękna, chcę mieć z Tobą dom i dzieci, i aby niczego nam nie brakło, chcę aby nasze życie było bajką bo jest tylko jedno życie, Kochanie, zanim zgnijemy, zanim wydziobią nam oczy larwy podziemne, chcę 2 love,

,

abyś pieścił mnie co noc wulgarnie, pragnę Cię na każdy sposób lep mnie jakbym była z gliny, spuszczaj się mi na biust, penetruje moją pizdę, po prostu kochaj mnie. - Co? Mam zainteresowania artystyczne.Piszę powieść, pracuję nad dramatem i scenariuszem. - No- Wolę stringi niż bokserki.

Załóż je dla mnie, takie z cieniutkim

paseczkiem, Kochana… Ale ja uwielbiam ten element damskiej garderoby, to jest takie pociągające dla mnie, takie jednoznaczne zaproszenie, no zresztą sama wiesz, Kochana.

Oliveira. Maga zapewne wolałaby Long Island niż Caracass, Kochanie, czy wiesz jak bardzo chciałabym pojechać do Ameryki Południowej, nocami śnię o dolinie La Platy, mogłabym wytatuować sobie deltę Amazonki na tyłku, a Oni bezmyślnie wycinaja te lasy, raz za razem, Ty pracujesz dla Greenpeace, mam na myśli Zielony Pokój, to znaczy że nie wspomożemy Tęczowego Wojownika znam to na pamięć, potrafię żonglować tymi nazwami geograficznymi, zagrajmy w państwa, miasta, rzeki w scenerii Latino, przypomina mi się Miles Davis grający THE MUSIC ROOM albo Copacabana a dzisiaj wieczorem widzieliśmy przecież oboje tęczę, tu, na krakowskim Kazimierzu, trzymałam Cię wtedy za dłoń i nie miałam niestety ze sobą aparatu fotograficznego, ale chuj, co tam aparat, czy wiesz że Caracass to


siedlisko karteli narkotykowych, mój kolega Borys przemycał kiedyś haszysz we własnym żołądku, dotarł do Meksyku i tam mu się ten hasz rozjebał jakoś, jestem taka naelektryzowana że nie- daj- Bóg, poliż mnie, poliż, jestem taka lizacka dzisiaj, moje Kochanie, zastanawiam się jakby to było, ja i Ty w dolinie Orinoko, zastanawiam się czy Blaise Cendrars albo Jakub Żulczyk dojechali kiedykolwiek do Quito, albo Montezuma, jasne, to wszystko metki- przylepki, i jeszcze do tego Cejrowski, profesor Flis, który zmarł właśnie dzisiaj, a tak uwielbiałam Jego prelekcje, nosił koptyjski krzyż na szyi, a teraz Go nie ma, kupiłam sobie książki, wiesz, atlas Krakowa, to tylko Centrum ale jednak, czytam właśnie książkę o małpoludach, czy wiesz że homo erectuscharakteryzował się wyniosłą postawą i doszedł nawet do Ameryki Południowej, zresztą wtedy podobno była Pangea czy Atlantyda albo jakoś tak, mam ochotę na monolog Molly, mam ochotę na Joyce’a, chcę do Ciebie mówić, czy Ty mnie w ogóle słuchasz jeszcze? Kochanie? Jest już późno, chodźmy spać, obudzimy się w grobowcu Azteków, czy wiesz że Aga naprawdę myśli że koniec świata nastąpi dokładnie za 4 lata w myśl przepowiedni Majów, aby do maja, będziemy wtedy już mieszkać razem, raz kozie śmierć, cuchnący labirynt, takie tam, Pazyfae uciekająca przed Minotaurem. - Puk. - Zbudźmy.

- Po to bym mogła sięgnąć po kawałek kurczaka z lodówki odpowiadała mimo że nie jadała mięsa, tylko ryby, a więc nie kierowały Nią jakiekolwiek ideologiczne względy, raczej czysto estetyczne powody, nie dla pieska francuskiego kiełb acha.

- No, jestem raczej roztrzepana niż punktualna, zwykła mawiac gdy spóźniała się na umawiane spotkania, kiedy przychodziła pół godziny, niekiedy godzinę po czasie uśmiechała się tylko i całowała Go w policzek albo nie mówiła nic, po prostu się spóźniała.

- Znam to, upływ czasu co najmniej mnie zastanawia, więc patrzyłam na zegarek i jestem.

- A? - No… Jestem tolerancyjna wobec odmiennych upodobań seksualnych… kiedy kobiety założyły spodnie, mam na myśli Sylwię

Chutnik albo George Sand albo Środę.

- Dobra, cudownie być kobietą, kobiety na skraju załamania nerwowego łączie się!


- A? - Masz, wolę jasną pomarańcz niż jednolitą czerń.

Po czym co innego-

Małżeństwo do mnie nie przemawia. Psychologia małżeństwa sprowadza się (..)

Zatrzymywali się co chwila aby oglądać sklepowe wystawy, sklepy z cynamonem, sklepy z płytami Monster Magnet i The Doors, witryny na których mieszało się mydło z powidłem. Maga powtarzała iż jest raczej globtroterką niż domatorką, snuli więc marzenia o wyprawie do ujścia La Platy, Maga chciała polecieć do Montevideo skąd pochodził Jej Cortazarowski pierwowzór, do Buenos Aires i do Paryża, wszędzie poza Polską, obojętne czy byłaby to Finlandia czy Japonia, może być Ameryka. Należało się teraz poważnie zastanawiac co i jak. - Nie, wolę blask morza niż spokój gór, a Morze Bałtyckie jest podobno pełne bursztynów o tej porze roku, jedźmy do Gdańska, przecież od tego wszystko się zaczęło. - No…

- Ptaszek woli się wybierać nad morze niż siedzieć tutaj, w Krakowie, ok., Kochana- zdecydował- Słowo Nigdy już dawno wykreśliłam ze swojego słownika- przerwała mu zastanawianie. Nie, Adolf Hitler jest postacią co najmniej zagadkową. To, każdy z nas przywdziewa na co dzien maskę, wkładamy koturny i czapki-

niewidki, uśmiechamy się szczerząc w grymasach to co było ukryte.

Cisnąłem kubkiem w okno, chodzę spać późno i śnią mi się koszmary, ciągle śnię. Bo. A co będzie jeśli się obudzę i nie będzie Ciebie ani nie będzie mnie bo przecież tak kiedyś będzie, Kochana, nie mogę na to pozwolić, muszę to przespać, Kochanie, muszę iść spać, nie budź mnie.

.

Sytuacja sennego koszmaru, Goya i ta metka, Dziennika nie będę pisać, pies mnie jebał, najlepszym przyjaciele człowieka pozostaje pies, a Ty suko idź się jebać, spsiała skundlona forma, literacka pogorzenia, zapomniałam języka w gębie, ecriture automatique.


Taka sytuacja iż trzeba zdać sobie sprawę z ekonomii rozpaczy jak chciałby Lacan:

Wstyd mi jak przytyłam, acz jestem zadowolona z kształtu i rozmiaru swoich piersi, czy wiesz że mam podobno idealnie kobiecą figurę a to działa na chłopaków i dziewczątka w analogiczny modus, ujęła piersi w dłonie podnosząc je i ujędrniając, podeszła do mnie i przytknęła się na zasadzie brodawka do brodawki. Przyznaję, są piękne. Musiał ich dotknąć. Słowa nie są mniej istotne niż ciszapomyślała kiedy przesuwał językiem w dół Jej brzucha a kiedy dotrał między Jej uda rozchyliła je, niech mnie wyliże, do cna chcę być wylizana, niech mi liże pizdę, kutas z blachy jebany, antyczne bóstwa uśmiechały się do nich, pękała ściana na której fotografia de Nervala. Na słowa które zamykały się w ciszy nakładała się teraz przestrzeń. Szczęście rozświetlało ich nozdrza. Jestem zadowolona ze swojej figury- stała w rozkroku nad Nim trzymając w wyciągniętych dłoniach 2 numery Literatury na świecie- o Nervalu i Cortazarze. Prokuratura zleciła wykonanie pomiarów Jej alabastrowoabstrakcyjnego ciała, zamknięto Ją na kilka chwil w białym kwadracie Malewicza i wstrzykiwano jej botoks, a jeszcze czytano od tyłu poematy erotyczne Nervala, bez tłumaczenia, w wulgarnej francuszczyźnie. Dotychczas Jej figura nie ulegała odmianie, ale przy frenetycznej prozie poetyckiej Nervala stała się gietka jak wiolonczela Dalego i pełna jak kobieta Rubensa jednocześnie. Poszło, wolę Kraj Tysiąca Jezior niż Krainę Kwitnącej Wiśni, słowa na wolności, fontanna.

Podobnie Finlandia, zawsze chciałam tam pojechać, czy wiesz że język fiński podobnie jak węgierski i estoński należy do grupy języków ugrofińskich, a Helsinki są zimową stolicą Europy, za kołem podbiegunowym Laponia, Mikołaj i renifery są jeszcze. Jak to że wolę impresjonizm niż ekspresjonizm, a co za tym idzie bliższy mi Manet niż ( … ) Sprawy. Na tym nie koniec. Uśmiechnęła się. Impresjonizm kojarzy mi się z kulturą francuską a przecież wiesz jak ona jest mi bliska, Kochanie, obrazy Moneta i Modighlianiego, Montmartre.


[ Odsłona 3, niedziela, 31 maja, 2009]

Dom jest miejscem gdzie może dziać się coś złego. Wolę Edwarda Nożycorękiego niż Eda Wooda. Istnienie zła warunkuje istnienie dobra. Nie można polegać na własnych wspomnieniach. Diabeł tkwi w szczegółach. Narkotyki otwieraja umysł.

I Dom jest miejscemm gdzie może dziać się coś złego, ot choćby. Czytelnicy lubią dygresje, a ja lubię filmy z Johnnym Deppem i muzyką Queen, a gdyby Depp zagrał Mercurego wystrzeliłbym się z jakąś Wenusjanką prosto na Marsa, tymczasem wolę Edwarda Nożycorękiego niż Eda Wooda, zresztą filmy Burtona ( … ) Jako że Edward Nożycoręki ( Edward the Scissorhands) był pierwszym ich wspólnym filmem. Zresztą Nożycoręki funkcjonuje w mojej pamięci obok filmów, które mnie kształtowały. Niektóre myśli pojawiają się wtem, nagle, niespodziewanie. Istnienie zła warunkuje istnienie dobra.

Polemiki unde malum sięgają pierwocin filozofii i epistemologii, a mi czasami bliżej jest do Nietzschego i Jego Poza dobrem i złem, i do Stirnera mnie ciągnie, jedynego przecież w swoim rodzaju autora koncepcji indywidualności, pociąga mnie to co wieloznaczne a co zwykliśmy nazywać etycznym relatywizmem, nie kocham Cię, nie nienawidzę,


jestem. (…) pisząc historię, próbowano ją zagmatwać, przemilczeć istnienie monopolu i podatku solnego, jedną z głównych przyczyn ludowego niezadowolenia(…)

W środku gry słów zdaję sobie sprawę iż nie można polegac na własnych wspomnieniach, a moje wyłanianie się z Ciebie będzie się teraz bezustannie zamazywać więc może powinienem Ci wierzyć i pójść krok dalej mimo tego iż tak bardzo się boję miłości, tego słowa. Żadne z nas nie jest odpowiedzialne- Diabeł tkwi w szczegółach- powiedziałaś. Zresztą Narkotyki otwierają umysł- kiedy po raz pierwszy wziąłem amfetaminę nie umiałem jeszcze wciągać, ale jakoś poszło, potem leżeliśmy twarzami do sufitu na studenckiej dyskotece a w tle grał na puzonie Windom Earl albo Jakub Harańczyk, czułem się jak Philip K. Dick Filipino. Pewni pisarze jak Jack Kerouac chociażby sięgali po barbiturany i pisali jednym ciągiem. Pisarz. Była za minutę czwarta. Obudziłem się zlany potem. Pamiętam swoje sny zaraz po przebudzeniu, ale kiedy próbuję je komuś opowiadać napotykam na problem z (…) To że mam naturę melancholiczki. Jednak intryguje mnie malarstwo Francisa Bacona. Nigdy mnie nie interesowały faktury ani światłocienie, dlatego Bacon a nie Rembrandt, malarstwo półtonów i odblasków połykam nieświadomie jak Gombrowicz, mnie w malarstwie interesuje koncept, jestem dzieckiem idei sztuki konceptualnej a więc od Duchampa i przed Duchampem w poszukiwaniu biało- czarnego kwadratu, który jest uśmiechem Giocondy, która jest. Moje malarstwo i (…) W końcu odnajduję kierunek- First thought i s the Best thought ( Pierwsza myśl – najlepsza myśl) jak chciał poeta Allen Ginsberg, próbuję stosować się do tej twardej reguły aby móc zgeometryzować lęk, uwalniać asocjacje, które zamykają mnie w łańcuchu kombinacji i permutacji, ale zawsze będzie to obrazowanie słowami, owa klatka dla człowieka- ptaka albo Morelliana strącane z Pólki ogonem Lewiatana, zawsze to będzie umiejscowienie, schronienie w języczku, który chroni. Sztuka, interesuję się fotografią, obrobiłam nasze zdjęcia na Photoshopie, Kochanie, a teraz mam kolejny projekt, codziennie o godzinie 21: 39 będę robić zdjęcie swojej i Twojej twarzy a potem naszych twarzy, do tego dołączą widoki z okna, inscenizacje gwałtów, morderstw. Doświadczałem życia tu i teraz, no i aby zatrzymać ten pędzący czas postanowiłem go fotografować, aparat cyfrowy- towarzysz więc kolor zbyt mocno wyklucza sen, to będą fotografie czarno- białe z naciskiem na grę kontrastów tak jak komiksy Bernarda Doriana w których biel nieśmiało wynurza się z czerni albo albumy Big Day czy Narcolipzz kompletnie nie nadające się do słuchania z których zrobiłam nonsensowną instalację. Nie kolor jest tutaj istotny a to że zbyt mocno wyklucza sen. To cytat z wywiadu z Davidem Lynchem, moim ukochanym filmowcem, którego Twin Peaks mnie ukształtowało. Doktor uważa iż powinniśmy być zupełnie szczęśliwi, tylko albowiem erotyczne szczęście warunkować może poczucie bezpieczeństwa.


mówisz i włączasz kolejny odcinek Latającego cyrku Monty Pythona, nasz ukochany Meaning. Wpuszczanie. Pochwalono mnie za wers zaczerpnięty z CiebieCiemniejszą stronę życia uważam za naprawde piękną, każdy twój oddech, nagie jak klatka pełna wyświechtanych porównań, ale miłość, co za słowo i ciemniejsza strona życia, left hand path, kiedy byłam dzieckiem odgryzałam głowy nietoperzom zupełnie jak Ozzy Osbourne, teraz wsadzam palec w trybiki machiny dziejów, uśmiech. Wypowiedziałem się że słowa zmieniają odbiór tego co widzimy, że spłaszczają sytuacje, pakują je do szuflad z jakąś niezmienną etykietą, w kolejny akapit powieści. Ministrem zmian słownych zostaje Michael Jackson albo Amadeusz Mozart albo Donald Tusk połyka słowo eureka albo Michel Fouacault śpiewa pieśń w której zamknięto de Nervala. Próby odbioru tego co widzimy poprzez słowa kończą się fiaskiem, voila, mamy więc cudaczny korowód słów i słowa na wolności, które w istocie są piaskiem w ustach, nabieramy w usta określników, kreślimy papier po papierze, miłość po miłości cyrkulacyjne poematy zamknięte w słownej jąkaninie, w bełkocie, pomiędzy mort a. Nadeszła chwila prawdy. Niezupełnie wiem co odpowiadać na te wszystkie pytania- powiedziałaś i sięgnęłaś po kolejnego papierocha. - Co wiem to wiem a więc wiem że nic nie wiem- i znowu ten głupkowaty uśmiech. - Pozwolę. - To? - Że? Przed odpowiedzią na kolejne pytania chcę Ciebie o coś spytać, kim Ty jesteś, czemu pojawiasz się na środku ulicy i zadajesz mi 198 absurdalnych pytań? Udałem że nie pojmuję a Ty ciągnęłaś dalej. Jestem otwarta na wiele uwaguśmiech. Nazajutrz otwartość na uwagi objawia się odpowiedzią na mojego esemesa z propozycją. Minister narzucania się i uwag pokonuje w sobie gniew. Przedstawia projekt jak lepszym się stać. Biorę nadzieję z Twojej obecności gdzieś tam po drugiej stronie aparatu Nokia. Na. Trwało przymusowe rozłączenie albowiem pozostałaś w Krakowie gdy wyjechałem na 2 miesiące do Gdańska. Dzieje się co się dzieje, Od słowa do słowa narasta rozmowa- przemawia do mnie absurdalny humor-

jest jak jest, będzie co ma być.

Minister się obawia podpisać porozumienie o swobodnym dzianiu się rzeczy świata tego, czuję samotność sopocką wtulony w kłębiące się fale Bałtyku, ja- ankieter firmy CRKGMS, błędny rycerz laptopów i oszust podatkowy. Jako że świadomość istnienia tajemnicy to potężne przeżycie, tracę z oczu religię, która była mi koryfeuszem, mówisz że ciało po śmierci


rozkłada się na czynniki pierwsze, używasz idiomów, imiennie występujesz wobec śmierci jak urna pełna prochu ustawiona na jednej z miliarda półek przestrzennych, oznaczana kodem kreskowo- kropkowym, naprzemiennie stosowanym dla rasy piemoncko- pieprzniętej, kopniak w twarz, tulisz do języczka kości małpoludów, zlękniona patrzysz na mnie albowiem mam już prawie 32 lata a moje życie jest przeżarte korozją, i nie nauczę Cię niczego nowego, Kochana, nie nauczę Cię że to tylko sen albo że moglibyśmy jeszcze raz się narodzić nie biorąc kredytów i polis, poliż mnie. Należał do tych którzy za Dantem Alighieri mogliby się podpisać złotymi zgłoskami pod sloganem- metką- Miłość jest tą siłą co Słońce i gwiazdy porusza.

Powstały krwinki białe i czerwone w euforyczno- erytrocytowym tańcu- połamańcu, jest miłość, która jest wszystkim, jesteśmy wszyscy Jej częścią, cząsteczkami, hurra, eureka, hallelujah. Aktualny stan informacji za Metafizyką Arystotelesa, w rytm ślamazarno- upiornej muzyki Roxette i Mozarta, iż pewnych spraw nie da się wyrazić słowami. Wystawiono sprawy, które da się wyrazić słowami obok tych dla których nie znaleziono słownego odpowiednika, sprawy niesłowne w zetknięciu ze sprawami słownymi wymieszału się jak piach z prochem i tylko destylacja mogłaby coś zdziałać. Ale nie da się wyrazić słowami pewnych spraw, dlatego milczenie wyrasta. Dyrektor pyta: Czy interesujesz się filmem? Tak- odpowiadasz krzyżując bezwiednie nogi w geście Sharon Stone z Basic Instinct- uwielbiam Jima Jarmuscha, kiedy obejrzałam Nie ustające wakacje wiedziałam że to jest właśnie coś w rodzaju formy najbardziej pojemnej, film drogi- poemat defibrylacyjny. Wymarzyłam sobie że nazywanie rzeczy po imieniu jest ograniczające bo niby czemu mam nazywac AA a nie B albo Filipina albo Samolot albo de Sade ( markiz). Harel rzeczy nazywał po imieniu.Mawiał miłość gdy kochał albo A gdy ziewał. Ustawiono.


Spytałem czy Piękno jest istotniejsze od prawdy poprzez noc i poprzez dzień poprzez konstelację gwiazd? Uprzejmie odpowiedziałaś iż nudziła Cię w szkole większośc wykładanych przedmiotów.

Postanowiliśmy dokształcać się. Zaczynałaś studia porównawcze cywilizacji, miałem za sobą polonistykę i filmoznawstwo, plus 12 lat różnicy, a więc 32- letni mężczyzna i 20- letnia dziewczyna po liceum, zdecydowaliśmy się na siebie, i coś ze sobą zrobić, zwłaszcza coś zrobić.

PODOBA MI SIĘ W. Opiera się o ścianę. Mówi: Pieniądze zabijają duszę. Ekspresjoniści uważali iż dokonywanie aborcji nie jest etycznie wątpliwe . Jestem w ciąży. To mój coming out. Sylwia Chutnik albo Marta Dzido w Bunkrze Sztuki. Teraz idziemy do ginekologa bo może jednak nie jestem w ciąży. Kocham Cię i jestem trzeźwa. A może chciałabym mieć dziecko z Tobą właśnie? Dziś jest Dzień Dziecka. Zrobimy sobie dziecko albo świstaka albo świnkę morską Piggy albo ale ja nie mogę przestać. Potrzebuję pieprzenia. Stuka w klawiaturę. Jej postawa z wyprostowanej odmienia się w przygarbioną. W tle Ella Fitzgerald śpiewa jazz, Yann Tiersen gra … opierając się na pewnych przesłankach uważam iż jestem artystycznie uzdolniona albowiem śpiewam jazz nie gorzej niż Ella Fitzgerald i Eva Cassidy i gram nie.

Uważam iż jestem artystycznie uzdolniona. Przemawia do mnie malarstwo Oskara Kokoschki. Finanse i bankowość to nie dla mnie.


Rozpoczął rozmowę o Jej artystycznych uzdolnieniach, nie odpowiadała, śpiewała jazz. Tym więc Go przekonała. Ellą Fitzgerald i Yannem Tiersenem. Czymże jeszcze? Przemawia do mnie malarstwo Oskara Kokoschki- powiedziała- i Egona Schielego, w ogóle cały ekspresjonizm niemiecki, chciałabym mieć wytatuowany na lewej piersi Krzyk Muncha a na prawej kadr z filmu Ulica Krokodyli braci Quay, to takie kampowe, nie uważasz, albo Kammerspiel, mogłabym godzinami oglądać filmy Wilhelma Pabsta, no ale ten Kokoschka, to On nade wszystko, to był chyba zresztą austriacki malarz, och, gdyby Adolf Hitler malował tak jak On nie mielibyśmy Adorno, wybierzmy się do muzeum. Poezja to jest to. Finanse i bankowość to nie dla mnie. Naród Giertycha potrzebuje poezji tyrtejskiej, taką liryczność to mogę z palcem w dupie sprokurować. Sztuka bankowości kwitnie. Chodź, poszukamy Kafki i Leśmiana w jakimś banku spółdzielczym. Tak, to nie dla mnie, nie mogę zaakceptować materialnej rzeczywistości, wszędzie tylko pieniądze. Mózg. Aż ci powiem- Wolę Forresta Gumpa niż

Filadelfię. Run, Forrest! Wolę patrzeć jak Tom Hanks uśmiecha się do

mnie na ten głupkowaty modus, Edyp a rebours, boski głupiec, boże igrzysko, I wanna piss, i prezydent Kennedy a potem Vietkong, World Trade Center, płaczę na tym filmie, ilekroć go oglądam ryczę jak bóbr przysłowiowy.

Wolę Boba Dylana.


Naród woli gdy Bob śpiewa Blowing in the wind albo Like a rolling stone, Dylan z burzą loków targanych płomieniami ognia zupełnie jak pantera Rilkego w klatce nut. Naród Boba Dylana, pamiętam twarze tych wszystkich hipisów, ciała zanurzone w festiwalowym błocie, poza pieniędzmi, w oparach marihuany i nędzy, kobiety w ciąży i faceci z rakiem krtani, Maleńczuk co Niemców nienawidzi od dziecka, Tomasz Pułka na półce w kancelarii. Polska to dziwny kraj, ale wiesz, wolę Katie Perry niż Kate Moss, przynajmniej tak mi się wydaje, Katie jest słodka gdy śpiewa I Kissed a girl to mam się ochotę z Nią pocałować, polizać Jej dupcię, nigdy w życiu nie dotknęłam innej łechtaczki niż moja i łechce mnie ta myśl niepomiernie. Któż by pomyślał że Perry swoim drugim singlem Hot’n’cold przekona mnie iż jak Linda Perry jest. Wie, co dobre a co złe. Przemawia do mnie muzyka Dead Can Dance.

My kochamy Brandona Perriego, Kochamy Katie Perry, kochamy Lindę Perry i Bogusława. Ów mój wybór. Majteczki w kropeczki. Wszyscy lubimy konceptualna sztuke wspólczesną, rongorongo, uwielbiamy zwłaszcza białe kwadraty na czymkolwiek. Artyści do których przemawia kino Davida Lyncha i Romana Polańskiego, Boże pismo. Oto przemawia do mnie kino Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza, przemawia do mnie estetyka campu, ot choćby, nogi nosorożca wbudowane w tkaninę gordyjskiego płótna albo jarząbek na głuszy, Finnegana Tren zapowiadanie się nieskończonych permutacji obrazowosłownych, coś co zaczyna się od feerii fonemów a kończy się na budowaniu ołtarzy, a więc kompletny chaos, dezintegracja, małomówne tete a tete, Filippo. I czasami czuję się jak kafkowski Józef K., błąkam się po zamku Otranto z klonem w dupie. Lecz szczęście rozpiera mnie, jestem jednocześnie happy and sad, enter sandman, Bogota płonie na moich oczach, la cienega, corrida imaginacji i upierdzielam budyń ustami.


Śmierć. Homo homini lapus Est ( Człowiek człowiekowi wilkiem). Czerwony Kapturek.

LUBIĘ KINO BRACI COEN

Sentymentalni Ethan i Joel Coenowie, których adaptacja Odysei, Bracie, gdzie jesteś? wywiodła mnie na manowce popkultury i Lars von Trier- genialny hochsztapler. Żywioł- lubię filmy krótkometrażowe- impresje Dereka Jarmana na temat homoerotyczności, tandetne gore movies w których odgryzam nogi wielorybom i pandom. Malarze nie muszą


… oraz malarze, którzy nie muszą mówić, którzy malują nie używając artykulacji, sięgająca głębin jestestwa monadologia, Picasso używający oślej skórki aby przeliterować gnozę, także Mondrian, którego retorta pełna piachu. Oczywiście nie muszą mówić albowiem wybierają myślenie pozartykulacyjne, nie dowierzając ani Gombrowiczowi ani Wittgensteinowi, ich plastyczność jest jak wypełniająca się samą sobą plazma, nie da się opowiadać używając języczka- czerpaka i dlatego malarstwo a ściślej mówiąc malowanie obejmujące całość sztuki plastycznej włącznie z instalacjami, konceptualizmem a nawet art deco uważam za dziedzinę wypełnioną życiem po brzegi, za kadź z gównem. Podobieństwo, łazienka oczarowana kaflami, nakaz mimesis i postulat decorum, malarstwo jawi mi się więc jako najmniej ścisła ze sztuk, bardziej chaotyczna i wolna niż muzyka sfer, ikonoklaści wszystkich krajów łączcie się, boli mnie dłoń, dłoń która jest instrumentem ale i pretensjonalną alegorią władzy, przymus wypowiedzi, rygor kreślenia znaków, nazywanie rzeczy po imieniu w przypadku malarstwa, które jest oczywistym szalbierstwem, lustrem rozpadającym się na czynniki pierwsze, moi ukochani artyści pędzla i sztalugi, Oscar Kokoschka, Francis Bacon, Francisco Goya, Salvadore Dali, Hieronimus van Aken, oczywiście w tej piątce nie sposób zmieścić wszystkiego co dla mnie istotne, i jeszcze Schiele, wiadomo Miro albo Schulz, na pewno ekspresjoniści i impresjoniści, muszą do mnie mówić, ich barwy, feerie barw, rozpoznawalne brakiem dźwięków plamy, i to zatrzymanie się w ruchu, wspólne większości sztuk plastycznych poza tymi które jakoś odnoszą się do filmu, muszą więc mówić do mnie swoim językiem Indian Hopi, grą paciorków szklanych, dużo bardziej wieloznaczne niż to co udaje mi się napisać, każda plama zawiera w sobie więcej znaczenia niż jakakolwiek sentencja, wyobraźmy sobie cywilizację porozumiewającą się za pomocą barwnych plam, coś jak ameba komunikująca się z kameleonem, poza granicami języczka. Zanim zrozumiesz, wolę Skin niż Enyę, mam na myśli to że jeśli już rozmawiamy o muzyce a nie o malarstwie, a rozmawiać o muzyce to jak ciąć nożycami fale oceanu, bardziej do mnie przemawia muzyka rockowa niż ta, którą przywykliśmy nazywać klasyczną, w muzyce jestem dużo mniej wybredna niż w literaturze i plastyce, i zadowalam się tą niszą powstałą między tym co awangardowe a alternatywne,


Noszonym. Logika niespecjalnie do mnie przemawia, kiedy Edith Piaf śpiewa le diable a la Bastille otwiera się przede mną otchłań nieskończonych asocjacji, aliteracje gonią kłębowiska metafor, Archimedes połyka wannę, walhalla. A logika i tak niespecjalnie do mnie przemawia, nudzę się stłamszona gwiazdami, dziura w niebie nie jest nadto ogromniasta aby mnie unieść poza atmosferę a lody waniliowe pochodzą z marketu Geronimo, nie tęsknię do ciebie w tę noc usłaną rózgami, w tę noc odległą jak labirynt Babel w której pomieszane języczki całują moje uda i skronie, nie tęsknię do niczego i nigdy, zamknięta w ekosystemie własnej hemoglobiny, z zachwytem wpatrzona w lustrzane odbicia w których Paryż wyrasta nagle jak z podziemi, i wchłania mnie to Miasto jakbym była. Nie przemawia do mnie logika, tylko Paryż ze swoją siecią spojrzeń obcych mi ludzi, w którym jestem jak Jonasz we wnętrzu wieloryba, krocze korytarzami w których lustra Leibniza i paciorki szklane, w których Twoje słowa i to że mnie kochasz, szatkowane na amen przez nicość, brodzę po kolana w gównie, naucz mnie mówić. Przeciwnie- logika będzie instrumentem agnostyczki, 20 lat mija odkąd wyszłam z łona matki, potwornie zachłanna połykam świat jak tiramisu w promocji. Twarz zwracam ku zachodowi, zamyślona mknę ulicami, Saint Germain de Pres, w słuchawkach Edith Piaf, na zewnątrz kasztany i szyldy, mijam bukinistów zapatrzonych w moje lędźwia, odwłokiem rysuję na granicy miasta nic, kreślę stygmaty przeciwieństw, ta noc jest jak obły odwłok robaka bez nazwy, zupełnie nieskończona. Cała logika pryska jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zamieniam się w co chcę, nie kończą się moje rojenia, moja solipsis, nieuchronna pretensjonalna golgota, wyrzeczenia, po diabła mi wyrzeczenia, zresztą nie ma kopuły bez odnośników, motocykliści martwi przeginają pałę, w kreśleniu obrazów jestem tres galante, sołdaci używają spojrzeń aby mnie w sobie, we własnej osobie zakląć na amen wieki wieków, ale nie przesadzajmy, wszak to Paryż li tylko, albo jeszcze Kraków nawet, jak daleko odeszłam od Ciebie Kochany, jak dawno? Tak logika niespecjalnie do mnie przemawia, gubię się w tym co ponoć już jest postanowione, słowa łechcą mnie


nadspodziewanie, stawiam banana Tolkowi że nie wiesz co chciałabym ci oddać tej nocy, za psi grosz mogę oddać swoje slogany reklamowe a propos masłą i koryta rzeki Jangcy, ale nadal ja\est zbyt upalnie aby móc grzeszyć tego wieczora, i sponiewierana docieram do siebie gubiąc pieniądze na chodnikach miasta, nieupłynnione napiwki ciągną się za Tobą Molly, nieprzeczytany dotąd Schulz gryzie Cię w łeb, co za kraina ta Polska nic. Jego nie interesuje nic co ma związek ze stapaniem po tym łez padole, on jest naprawdę artystą, chcę w to wierzyć, chodzą takie duchy zesłane tutaj niewiadomo po co i jak, wszedłszy w moją biedną łepetynę jak wampir w trumnie mnie podgryza i sam już nie wiem czy jestem obcena na tej albo na tamtej lekcji, zawsze przy zgaszonym świetle, w lęku ponownych badań nad genami, pod nogami psa, wewnątrz pchły albo w samym środku literki L, posuwam się ruchem figurki z jakiejś tam bajeczki, to była jakaś książka Schulza, być może Mesjasz, uwielbiam to co niedokończone i dlatego wybieram Zycie, tak. Temat logiki niespecjalnie mnie interesuje, matematyka mnie nudzi najzwyczajniej w świecie, a jednak zmęczona nad arytmetycznym zadaniem pewnego dnia x albo y odkrywam rachunek różniczkowy dla ciebie i dla mnie i z weryzmem w oczach wyglądam na ulicę która niknie jakby układ scalony ją najzwyczajniej zdadaizował, teraz wiem, dałam się uwieśc taniej matczynej trosce i metaforyce aleatorycznej, i chciałabym nagle zerwać łączność z warsztatem literatury kłamliwej. Rzadko logika do mnie przemawia na jakikolwiek sposób, Zwykłąm łączyć to co mało łączliwe aby zaspokajać w ten sposób kaprysy, ależ nie jestem tobą więc czemu mnie napisałeś, czemu ośmielasz się wkładać mi w usta kawałek mięcha, rozpaloną blachę, twoje anorektyczce osądy jak kwiatek u kożucha, zaciera się we mnie jakakkolwiek sprawność co do myślenia.

Nie ma tego


Niezmiernie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło gdy Ella Fitzgerald intonuje Bewitched, Bothered and bewildered, nie ma Ciebie, boję się że może pożarły Cię jakieś leśne stworzenia, czekam, nie mogę nawet zadzwonić bo nie mam nic na koncie, boję się, nie wiem co bym zrobiła gdybyś mi umarł, nic bym nie zrobiła, musiałabym o tym zapomniec, jak w tym Twoim wierszu, a kiedy odejdziesz będę Cię pamiętać a potem zapomnę jak wszystko inne, co było a nie jest nie pisze się w rejestr, mija 7 miesięcy odkąd jesteśmy razem, każda chwila jest wiecznością a ja posługuję się cytatami w nadziei że zgeometryzują moje lęki, tak bardzo boję się świata bez Ciebie, przeraża mnie bezmiar śmierci.

Podsumowując, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.Wybiera się nieświadomie pewne poczynania w nadziei na to że oznaczają cokolwiek, umieramy bez sensu najzupełniej, ale Ty nie boisz się śmierci, nie masz w sobie tego metafizycznego lęku przed zniknięciem, jesteś jak nieświadome dookolnej gleby ziarno, które pozwala się rozprzestrzeniać w sobie siłom sennym, sen nie nadchodzi jednak, tej nocy nie zmrużę oka albowiem nie wiem gzie jesteś w tej chwili, żadnego znaku życia od kilkunastu godzin a mój telefon nie może zrealizować żadnego połączenia, czekam na jakiś sygnał ale w tle tylko Ella śpiewa ‘ s wonderful, i wcale ale to wcale mi nie jest cudownie, czuję. Udowadnia mi swoją nieobecnością całość rzeczywistości, owo wyłanianie się z nicości i na powrót w niej zamykanie, schodzenie, histerie nie ustające określające zanik jako jedyną dostępną formę przetrwania, wewnątrz jaja, które samo w sobie jest niedotykalnym absurdem, wieczne poczynanie się rzeczy na nowo, ab ovo. Wszystkie gwiazdy na niebie i komórki naszych ciał w tańcu połamańcu, struktura koziego ucha i serce nanizane na obwód zioła, to nie ma znaczenia, puch łabędziego dna, wewnątrz ziarenka spermy stykające się ogniwa nierozpoznawalności, ale to nie ma znaczenia.


Feministyczny fantazmat, monolog mojej Molly.

LubiÄ™ poezjÄ™


Czuć się jak ryba w wodzie w poezji w języczkach bezkresnych. To iż lubię poezje sprawia że lubię ciebie albowiem jesteś taka poetycka kiedy się do mnie odnosisz albo gdy budujesz zamki na lodzie zwłaszcza gdy odchodzisz posuwasz się w rytm muzyki powiedzmy frank Sinatra śpiewa Ely me to the moon a ty wraz z nim zdzierasz gardło jak ptak córa ognia i takie tam konnwalie czy wiesz że nie mogę tak dłużej cos się świeci w mojej łepetynie narwana nirwana albo strzelający do siebie gaucho powiedz Dada to jest może prawdziwa.


Pałac poezji rośnie między niebiosami a korytarzami i czeluściami, buduję go z tomików moich ukochanych liryków. In. Gombrowicza, Kajewskiego, Salomon, Schulza, Ginsberga, Sommera, Wabika, Franczaka, Miłosza, Kafki, ekspresjonistów niemieckich i impresjonistów francuskich.

Lubię poezję Nić, . że jestem raczej diablicą niż anielicą, czyjeś oczy wpatrzone we mnie, mnie się chce pierdolić, nie znam hamulców, powinnam się powieśic na czyms co by mni utrzymalo, jestem jaka jestem, ot takia mandaryna ze mnie, pomponik i bim bam w kolo Macieju, czy mnie jeszcze pamiętasz, jestem wkurwiona, przyznaję, nie wiem co ja mam ci właściwie niby powiedziec, może powinnam jak Agnieszka osiecka pic wódkę ze szklanki albo może powinnam preforowac sobie tkankę tłuszczową, lipidy albowiem wchodza w koalicję z kantem, no i mamy filozofię reńska na stoe bez mgły, czytałam masłowską, ona wychodzi z Gombrowicza, my wszyscy chyba z niego, gombro, wołam więc do ciebie takie moje expose, ujrzyj mni,e.

Widok.

Avenida albo jestem raczej diablicą niż anielicą, nudzi mnie

świadomość wschodnia powiązana z opanowaniem i dysleksją, doda elektroda ma rację i behemoth ma rację, kumulacja w totki, diabelskie


porno, nocami śnię o tobie we mnie. Larwy się we mnie lęgną i jestem Piotruś pan i bbethoveen i Agnieszka osiecka a nawet Magda Umer, bakakaj, buszmeni w niezobowiązujących kostiumach, wymiana wolontaritaów, ech ty psie o diablej twarzy, mam na myśli Ciebie, co ja takiego Ci uczyniłąm, dajcie nam pożyć, bierotyczne zachcianki, naprzód bracia Cugowscy w cugach mijają nagle PiS i Po, a Donald Tusk taszczy tetralogię. JESTEM RACZEJ DIABLICĄ NIŻ ANIELiCĄ.

Moją, saska kepa pachniała szalonym dniem, słuchałam wtedy oczywiście

Maryli, miałam niejasne przeczucie że coś się dzisiaj wydarzy a tu gówno z boczkiem, po prostu Zycie i to życie z Tobą, w tym domku o kształcie arki Noego, musisz mi przyznać że nieźle nas urządziła, hej głupia Ty, nie jestem zorientowana przejrzyście co do przyszłości, Absalomie,Absalomie, Oskarze Wildzie, nie wiem co właściwie zresztą miałabym Ci opowiadac, mówią mi zenie jestes wart nawet łzy, ale co mnie to kurwa obchodzi, tabula rasa, tańczę i piję na twoich kolanach, ej głupia ty co ty właściwie robisz, bastuj może trochę, wyluzuj, kpina i saska kępa jednocześnie, że nie znoszę tylu rzeczy na świecie, że jak niegdyś kurt Cobain nosze T- Shirt z napisem I hale myself and I want to die, i nie umieram, mijają lata jak dni najzupełniej i jest mnie coraz mniej ale ciągle nie umieram, ciągnie się moja golgota jak amen w pacierzu i jestem librowszczyzna.

Tablica obrazującą moje ciało raz jako ciało diablicy w stylu nieodżałowanej Dody Elektrody a jednocześnie jako anielicę albo Renatę Przemyk skrępowaną tablicami ułamkowymi, myję dłonie, uśmiecham się do siebie, taka ze mnie Molly jak z ciebie pociągowa zwierzyna, każde słowo ma swój zapach spod pachy ale nic te impresje, ja jestem raczej diablicą niż anielicą. Go. I widziałam film The Grandmother Davida Lyncha, którego kocham za całokształt. Zamilkliśmy. Widziałam ten film po raz pierwszy jeszcze na studiach filmoznawczych, czarno- biała histeria formalna, histeria chłopaka i jego babuszki skąpana w bieli i czerni, barwach. Podeszła. Wrażenie totalnej abstrakcji i amorfii, chaos zamknięty w formie filmowej, coś co dopiero zapowiadało przyszłość mojego ukochanego reżysera filmowego. - Pan widzi wyłaniającego się z ziemi chłopaka, słychac jakieś odgłosy niesprecyzowane, jest ciemnawo, do tego te dźwięki jak z kosmosu, otchłań bez badalamentiego.


Ale postacie mężczyzny i dziewczynki stapające na czworakach i kręcące się w koło Macieju, to dopiero zapowiada Eraserhead, to jest taka jeszcze nienarodzona opowieść, kolebka. - Dusza. Odpowiedziała. Coś na kształt duszy wyłania się z obrazów chłopaka męczonego w Domostwie. - Za jego garniturem chromosomów kryje się ból egzekucji, poezja nienazywalności, cisza. I scena w której Chłopak grzebie w worku z napisem Seeds i wyciąga z niego przeróżności, jak eksperymentujący czytelnik, który wyciąga dla siebie to co chce, nadinterpretując. Na łóżko wysypuje glebę, umieszcza w niej ogromne ziarno nieznanej rośliny, podlewa to coś wodą z konewki, w tle szum wodospadów jakby burza, mały Ariel sadzi roślinę. - Kosztowało mnie to tyle to a tyle, Chłopak obserwuje jak Jego roślina rośnie, to wprawia w zachwyt, zastępuje. Ludzkość. Rzeczywiście, Roślina rozrasta się co przekracza planowane rozmiary, mamy do czynienia z wkroczeniem w rzeczywistość czegoś zgoła nierzeczywistego, to coś monstrualnego, z innego świata, coś zakłócającego porządek, którego i tak do tej pory nie było, potworna roślina metaforyzująca schorowaną rodzinę, portret amerykańskiej rodziny namalowany przez szalonego botanika futurystę, Lynch określa w ten sposób swoje prywatne lęki, mówi o dzieciństwie jednocześnie jako o krainie nie spętanej czymkolwiek jaźni imaginacji w której monstrum uosabia osobowość, sięgając do Gombrowicza Monstrum jest jedyną dostępną nam samym wykładnią naszej osobowości, poza formą. DR A rodzina jest chora od wewnątrz, ojciec brutalny, mama uległa, skąd my to znamy wszystko? DOCENT A roślina- babcia przywołuje chłopca swoim spokojem, dlatego wymyka się do niej podczas rodzinnej kłótni podczas kolacji czy obiadu, znajduje schronienie we własnym dziwactwie, zaczyna rodzić się zapewne jako artysta, chłopię ubrane w garnitur chromosomów udaje jeszcze nie wie co ma udawać ale udaje doskonale, rośnie roślina która jest światem osobnym, zaprasza do wewnątrz siebie jak rosiczka robactwo, aby odcinać głowy tym co za bardzo ufają, albowiem to musi kurwa zaboleć, to musi być przykre, świat jest scenerią grozy, pod łąką usłaną kwiatami kryje się armia robaków, jest tylko grzyb-robak wg Świetlickiego. Jeżeli widziałam film The Lord of the Rings Petera Jacksona na podstawie powieści Tolkiena to oznacza to ni mniej ni więcej że i mnie dosięgnął wirus fantastycznej adaptacji, tyle się o tym swego czasu mówiło, że Tolkien jest w literaturze tym czym Coma w polskiej muzyce czyli nadętym do granic możliwości balonem braci Montgolfier chociażby, ciszą.


FILDOR Pieniądze, film Jacksona to przede wszystkim kasa. Ależ The Lord of the Rings to product doskoanle opakowany, zaiste puszka Pandory w gębie, Gandalf jest biały jak kwadrat Malewicza, a Saruman albo sauron będą takimi czarnymi oliwkami zw zestawie\, pandemonium albo Mc Tolkien, czytaj: otwierają się przed name głebie Mordorów. Chyba że uratuje nas Jack Sparrow nacierający z odsieczą w rytm muzyki Williamsa pompatycznej jak kampania promocyjna marketu Geronimo? Zamilkliśmy. Wpadł po szyję do beczki z Danaidami, Jack Sparrow i ten od kotleta, no i szlus, w kinie jesteśmy od południa, ELVIS i ja, mam zgrzybiałe dłonie, czuję starość która jest jak sztylet, a zraz potem słońce i Derrida do poduszki albo Gombrowicz, ale teraz Sparrow goni tą flądrę z Tolkiena, Galadrielę, dogania ją i jednym susem już jest w niej a nwet na zewnątrz niej, nie ma żadnych świętości, wrzeszczy, ładując ją do mamra, czarna od łez pościel tej kobiety, w tle gwiazdy i kiełbaski na ruszcie, a także my, już nie wiem gdzie i po co, Cendrars puchnie szkliwem nazębnym, Piotr marecki w mamrze, opowiadanie chujowe, bez 2 zdań, a i film ciągnie się bez końca, nie wiem która to część, Orki atakują wymiennie z Piratami Karibskimi, odsuń się od ekranu, Johnny Depp wypada z objętości szkliwa nazębnego, pompatycznie narysowana sceneria, sztubacka widownia, popcorn. Masłowska uśmiecha się do Witkowskiego, Depp ślini się do samego siebie, nie wiem która jest godzina więc pytam dziewczyny obok, okazuje się ze to Agnieszka Rotkiewicz, która odpowiada mi esejem z Tolkiena, ucz się a umrzesz na obrzeżach Wilna jak ten syfilityk, władca pierścieni Saturna. - No, przestańcie tam gadać, chcę film oglądać, co wy jesteście jacyś niedouczeni z krytyki politycznej, to nie Sławoj Żiżek, to jest Tolkien, oglądać mi tutaj Tolkiena. Moja młodzieży. I zamilkliśmy ponownie, zapatrzeni w walkę o ogień którą fundował nam system Dolby. Prof. Farkowski wstał w tym momencie i demonstracyjnie walnął z grabuli siedzącego obok siebie bliżej nieznanego acz Wielkiego Pisarza. Pisarz zaś nakrył się rumieńcem jak Steven Segal niemalże w filmie Liberator 2 i wywiązała się wymiana sentencji niełacińskich bynajmniej. - Oho. Przy. - Co? Lecz Lord of the rings na ekranie, Profesor i Pisarz w uścisku Nelsona pozostają, sypie się popcorn z krzesełka Mareckiego, Masłowska karmi malinę jeżynami, roztwór i syn energia, panpsychizm że mówię wam, seans się rozpościera do czynników pierwszych i dalej, głębiej. Przy końcu filmu cisza, obserwujemy agonię świata naszego będącą alegorią do kreślonej agonii tych tam Niziołków a może a rebours, zastanawiam się zamknieta w łonie ciemności nad wymową filmu


Jacksona, nad tym moonwalkiem naszej cywilizacji, podcieram się w toalecie publicznej 93 stroną Ferdydurke, podcieram albowiem papieru brak i tak mi się podoba moja alienacyjno- solipsystyczna rzeczywistośc, wracam na krzesełko obok Ciebie, biorę Twoją dłoń w mnoją, ach Kochanie, umyłam je obie dla Ciebie, teraz Tolkien się zagęszcza, żołnierze Wermachtu gwałcą córki Koryntu, się dookreśla In garden of d\eden, pustka w okou sokoła, i tak w koło Macieju, brak mi tylko pułkownika Kurtza który by to wszystko po prostu najzwyczajniej rozpierdolił albowiem On niczego się nie bał i dlatego to zginął marnie, bez nadziei na odświeżenie filmowej wersji Copoli, to boli, można rymowac w prozie, za to jest dożywocie, uspokój się, oglądaj, teraz gandalf nadjeżdża na swym białym rumaku jak niegdyś Timothy Leary i daje każdemu po joincie i się zaciągamy, jointy są wyborne, Afghan Wings, Kuba dookolna, że oko wykol, karnawał w Rio, widzę Gandalfa zaciągającego się jonitem, widzę jak częstuję prof., Farkowskiego jonitem, i Wielkiego Pisarza widzę w upaleniu, widzę we wspólnym stadium upalenia Gombrowivza I Tolkiena i Kajewskiego widzę, nie ma końca uprzejmościom, kochamy się jak Aleksander Macedonię, jak turyści couchsurfing. - Państwo. Filidor zaś powtarza za Robertem Gawlińskim iż Słońce pokonał cień, także mamy do czynienia z końcem pewnej epoki, mam na myśli młodość jako epopeję złudzeń co do możliwości.

Ten Gawliński ma chyba rację zresztą. Docent Gawliński wykłada mniemanologię stosowaną, wszystko jest jak dawniej to znaczy nic już nie będzie takie jak było, co ma być to będzie, nasze związki są nieudane, ko relacjonujemy li tylko bez angażowania się w cokolwiek, Janina Ochojska atakowana w Nowogródku w biały dzień, biała karta z napisem nic, myślałem że wszystko jest jak dawniej ale ptaki wydziobały mi resztki mózgu i dawniej okazało się nie być tym dawniej, jest jak jest, a serce nie bije tak ochoczo jak biło, powiedzmy. Prof. Gawliński znajduje szczęście w miłości, naucza o możliwości poznania 2 człowieka. Dr Gawliński czuje jak niegdysiejsi romantycy konotacje z niebem immanentnie Kantującym, nic nie zmieni się już, będzie co ma być, absurdalna klateczka z pomponami, Chrystus połykający pelikana za pelikanem, czy czujesz czasem co czuję ja, ja nic nie czuję, ogarnia mnie skowyt li tylko, nie mamy nic dla siebie prócz wyrzucanych słów a słowa są oczywiście niejasne, Eskimosi polują na foki, zarzucają tymi harpunami w poszukiwaniu tłuszczu i leków na osteoporoze a zamiast tego mają zimne noce i zimne serca nocą, Eskimosi


prawdopodobnie nie istnieja albo są tylko zmutowanymi fokami albo są tylko zamienionymi w foki Eskimosami albo są. L. zmierza do jakiejś konstatacji a propos Chrystusa wiszącego na krzyżu, wniamnie, dzrewo rozkoszy obsypane klejnotami i suka natręctw ogałacana z powierzchni, parcelowana słowami nicość, nicość która jest między gwiazdami, pomiędzy mną a Tobą, moja Ukochana jest nicośc, odmień nicość, nicości, przez nicośc , w nicości, nic nie istnieje, nie ma nic co oparłoby się śmierci, nie znamy wyjścia, Chrystus wisi na krzyżu głupio. Pióro zmierza w niewiadomym kierunku, kreśli się niewiadoma niewaidomo po co, doświadczenia Auschwitz którego. Łopatkin. Niezłomny przysięga że Ciebie nie zostawi ale zostawia. Cała głowa wspomnień pęka od ich nadmiaru mimo iż jak powiada Blake droga nadmiaru. - Synu, nie zasnę sam- Ojciec ma ciężką głowę, osuwa się na poduszkę, w moim śnie umiera po raz któryś z rzędu, modlę się aby nigdy nie umarł, modlę się o życie wieczne dla robaków i pajączków, o życie bezkresne dla wszystkich form, które opowiadają się za tą bezcelową utarczką, o filozofów i o Gombrowicza się. Jeżeli nie da się zabić nocy należałoby ją pokochać, analogicznie jeśli chodzi o śmierć, umieranie mogłoby być zabawne, zabawa w trupa, umieramy i odradzamy się albo nigdy nie umieramy, czas trwa i trwa albo go nie ma najzwyczajniej. I nie zabiję nocy albowiem nie czuję takiej potrzeby, ciemno aż oko wykol a my ciągle beznadziejnie zapatrzeni w siebie, jesteś w pracy, pracujesz nocami w knajpie na krakowskim rynku, podajesz piwo i lody, noc się w Tobie uśmiecha, pada deszcz a Ty słaniasz się i oddychasz mairowo, Budda przy stoliku zamawia piwo z kajmanami, porywa Cię do krainy złotych alabastrowych i jeszcze innych doznań, ale nade wszystko nirwana. Lecz nirwana to nie nirwana, wilki wyciągają głowy ponad przestrzeń, wilki Roberta Gawlińskiego zaczajone na Ciebie pośród nocy, kiedy pijemy wino nagi jak święty arabski albo jak artysta Żmijewski radzę Ci odejść, z książką Gombrowicza w pamięci, znasz ją przecież na pamięc, Ferdydurke, tracisz pamięć, ale to jeszcze nic nie oznacza, zdejmij bluzkę, zdejmujesz, moja baby bez końca, a potem jeszcze odkładanie na przyszłośc, o tym że będzie jeszcze kiedyś konieczność nie mówię, tylko sitowie nas oplata a nasze palce są wodno- niewaidomo czym- jak u Bachtina. Gdyż baby nie ma końca a to co końcem mogło się wydawać jeszcze przed chwilą już jest początkiem czegoś innego, naucz mnie abnegacji moja agnostyczko, naucz mnie cynizmu i przekory, naucz. Jeżeli Aborygen australijski amoralnie atakuje astronautów aczkolwiek woda leje się z tego tekstu coraz bardziej i wzięte. Alarm, czytałam książkę Zeszyty don Rigoberta Mario Vargasa Llosy i jest mi dobrze z tą lektura, odkładam broń w zetknięciu z literaturą


embrionalną, pochłania mnie sposób w jaki. Po książce sięgam po piwo a brzuch brzydnie mi z dnia na dzień i robię się brzemienna od. - Fito? I zeszyty, które leżą odłogiem a powinny być zapisane drobnym maczkiem, egzaminacyjne kajety z alfabetami starożytnych kultur, dewanagari, jidysz, hebrajski, hiszpański. - Przywal mi, don- zabawiamy się z użyciem hiszpańskiej muchy, książka Llosy lezy na twoich udach, czytam wybrane fragmenta bez nadziei na odzew, nie lubisz jak czytam, czuję że nie lubisz jak ci czytam, zresztą wyrastają z podłogi obrazy miasta i katedry połączone, don, mówisz do mnie, liżę Ci odbyt dogłębnie, samozaspokojenie wewnątrz pchły narasta. - Justyniana nikt nie zabił, a śniło mi się że zabili cesarza Justyniana, tego od kodeksów. Roztrzaskała Rigoberta o podłogę, książka rozpadłą się jakby była kolejną cegłą, nudną jak propozycja literacka Paulo Coelhio niemalże, ale przecież to Llosa, powiadam, przecież Llosa potrafi mówić mądzre i pięknie, a czytałaś choćby Rozmowę w katedrze albo cokolwiek innego, to lepsze niż Zrób mi jakąś krzywdę Jakuba Żulczyka albo nawet cała Masłowska, Llosa pisze na sposób wykwintny co dzisiaj w dobie świńskiego disco jest równie popularne jak dobre maniery, nie chce wyjść na konserwatystę albowiem nie jestem nim chyba jeszcze, ale jeśli czyta tom Piotr marecki to klops, literatura w zeszytach Rigoberta staje się nagle rodzajem intelektualnej poezji, czymś. Uniosła Zeszyty. Don Rigoberto uśmiechał się do nas okładki, Llosa był w nas tego wieczoru bardziej niż kiedykolwiek do tej pory, czytaliśmy zaznaczone fragmenta bez namaszczenia, ironicznie wybierając, losując, stosując metodykę przypadku a jednoczesnie rygorystycznie przestrzegając. - Ależ Zeszyty don Rigoberta otwierają się kompozycyjnie na przypowieść o namiętnościach zakazanych, miłość dojrzałej kobiety i chłopca, Egon Schiele, de Sade, Cortazar, zwierzęca tęsknota z a czymś co dzieje się poza cywilizacją a jednocześnie wewnątrz… I czytałam tą książkę za pierwszym razem dość niepewnie, aczkolwiek ta pewnośc nabierała oddechu po każdej przebytej stronie, bez zastanowienia, po prostu trawiłam w sobie śwait Rigoberta, służba peruwiańska hacjenda, skojarzenia z komediami Moliera i Gombrowiczem. - Nie książka jest tutaj najistotniejsza, dla mnie znaczenie jest o wiele głębiej, to substytut zagubionych metafizycznych odczuć, mknęłyśmy z Karoliną przez Boubourg do Centrum Pompidou, Lukrecja nie żyła, przeczytałam o tym w gazecie wyborczej, Michnik nawalił. Wówczas Zeszyty don Rigoberta mnie olśniły, odłożyłam książeczkę na półeczkę i położyłam się spac obok Ciebie, Justynianie.


- Jako że lubię książki Waltera Scotta. Życzliwy książki mi podsuwa człowiek, a więc Ivanhoe a potem Rob Roy, książki które przemawiają do mnie swoim ostentacyjnym historyzmem, histerycznym wręcz historyzmem, w których bohaterowie są prawi i szlachetni naprawdę. - Prawda, Walter Scott jest takim osamotnionym łosiem na pustyni, kto dzisiaj czyta Waltera Scotta, dzisiaj się czyta Musierowicz albo w najlepszym przypadku Sapkowskiego się. Odpowiedziałem że Walter Scott jest jak trutka na szczury jeśli pod szczury postawimy chociażby Krzysztofa Ibisza, nie jest to co prawda Finnegans Wake ale i Walter ma swoje mroczne fragmenta, podnieca mnie czytanie książek na pierwszy rzut oka kompletnie. - Kuzyn Scotta. – Żąda kuzyneczki, uwielbiam Ci czytać do poduszki a Ty uwielbiasz jak Ci czytam do poduszki tylko że nigdy jeszcze tego nie robiliśmy i nigdy nie będziemy robić. - Ty, byłoby najlepiej gdybym Ci po prostu przeczytał moje ukochane fragmenta z Rob Roya, ale ja nie ma akurat takich ukochanych fragmentów, a w ogóle to znudziła mnie ta książeczka. - Z jedną poprawką, Ty lubisz przedzierać się przez cos co wydaje się być nieciekawe na. - Zwłaszcza że, Filipinko, w ten sposób odkrywam czasami. Taka czułość co do nieznanego, zawsze uwielbiałem jak coś się wyłaniało nagle i niespodziewanie, dlatego daję szanse nudzie i godzinami udaję że rozkoszuję się odami Tacyta, których nigdy nie napisał albowiem.

- To niech to wszystko diabli rozpierdolą, tego całego. .. to Vernon Reid, który gra gitarową. - Czyś? - Wyobraź sobie na przykład lekturę Waltera Scotta na sposób campowy jakby to było dzieło w stylu nouveau Roman, wiem że nie


podoba Ci się to co mam na myśli ale jeśli sobie wyobrazisz jak Ivanhoe staje się nagle ateista albo jak Rob Roy odkrywa w sobie poędy gejowskie włosy stają dęba, w sumie nic nowego, wystarczyłoby przetransformować zastane formy i coś z tego ciekawego mogłoby powstać, ale to jest tak jakby chcieć od Reida aby przestał.? - Proszę Rashleigh na przykład, nic mi w głowie nie zostało po tym konkretnym przecież bohaterze, chcę powiedzieć że sformalizowana. – On albo ja, taka gra, niewiadomo po co i jak ale gramy w klasy, no i ten cortazar pojawia się ponownie wtem, nagle, niespodziewanie, - Na. 7 - Oddaję sprawiedliwość literaturze, która ma ambicje przedstawiać, owemu lustru Stendahla. - Jesteś tyranką formy, Cortazar i Cortazar, twoja pieprzona Biblia, nie ma w tobie nic ponad grę w klasy, ale może to i dobrze, przyznaję Walter Scott ma się tak do Julio Cortzara jak lody waniliowe do otchłani, ale co z tego? No tu muszę bastować, chcę tej nocy Waltera Scotta. Po namyśle przerzucam się na You Tube, włączam sobie dla oddechu Atheist, brain metal. - Nie przejąłem się tym ani trochę, możesz sobie uważać ze to co pisze jest na dłuższą metę pretensjonalne i nieprawdziwe ale gdybym nie wierzył w to co robię nie robiłbym tego bez niezbędnego w tym celu przekonania, dlatego zamierzam wykorzystać Waltera Scotta do zburzenia tego czego Walter Scott jest alegorią a jest alegorią pisania powieści po jednej linii, po. - Zapewniam- ciebie nie interesuje to co ma Ci do opowiadania, dlatego postanowiłem że napiszę powieść dla Ciebie i o tobie ale do której nie będziesz miała. Błagałem. - Zastanowiłam się chwilę i już wiem, nie jesteś jednak tak bezwolny, a choćbyś był jak kamień polny, to z Miłosza którego bynajmniej nie miłuję nawet go nie pojmuję ale wiem że jest twoim ukochanym obok Sosnowskiego i Wabika poetą, jakże blisko stad, od Waltera Scotta do Cendrarsa i Apollinairea, a w ogóle w transzejach literackich powinien panować chłód wzajemnego rozumienia, rozumiesz,.jestem ateistką i dlatego walterskotyzm mnie bawi ale. - A dziewczyno, Walter Scott jest geniuszem, wielkim pisarzem był, pamiętaj o tym, młódko, pam. Marynarzom, którzy interesują się przeszłością swoich rodzin, polecam dać się ponieść fali albowiem życie to surfing jak chciałby Artur Rojek bez namysłu więc z dala od Mysłowic przypominam sobie swoją familię mój ojciec w rozmowie telefonicznej odkłada słuchawkę albowiem boli go serce pracuje ciężko aby zarobić na zaciągnięte długi matka śpi na


górze w pokoju nie ozdywają się do siebie za często a jeśli to podniesionym głosem. Jakież były przeszłe chwile mojej rodziny? Rozpadają się jak zagubione bukwy starożytnego alfabetu. Dzień w którym ja 6- letni i mój ojciec, który wtedy miał tyle lat co ja teraz, gdzieś w lesie, szukając grzybów, wkrótce po Czarnobylu, nie, miałem wtedy lat 9, szukaliśmy grzybów, zauważyłem paprocie, ja i mój starszy brat pobiegliśmy w ich kierunku mało się nie wywracając, i odchyliwszy liście tych roślin, ujrzeliśmy z górą 20 przerośniętych ogromniastych borowików, a przy bliższym przyjrzeniu się między grzybniami a kapeluszami drugież tyle ogromniastych przerośniętych ślimaków, z gatunku pomrowik biały i pomrowik czarny, jeśli takie gatunki nie istnieją, potem picie jodu z małego jak naparstek kubeczka, w ożarowskim ośrodku zdrowia w którym pracowała moja podówczas 35- letnia matka, moja dusza była jeszcze dziecinnie nierozgarnięta, zauważałem zaś w sobie rodzące się dziwaczne i kompletnie nieprzydatne zdolności, nocami męczyły mnie sny w których ty i ja, jeszcze nienazwani oplataliśmy się ciałami jak te chujowate ślimaki, białe i czarne w porażającym zetknięciu, zaczynałem pisać, z początku nieśmiało, potem coraz pewniej i nieuchronniej bojąc się że pewnego dnia zwariuję. - Hej… Wieloryb, który połknął Jonasza, prawdopodobnie płetwal błękitny osiągał długość 36 metrów, jak wyczytwałem w jednej z przyrodniczych książeczek, które podówczas pochłaniałem, chciałem jak Kolumb móc postawić na stole jajko albo jak Salvadore Dali o którym miałem mgliste pojęcie obwołać się geniuszem, uwielbiałem być pompatyczny i niezrozumiały co u dzieci jest jeszcze bardziej nieznośne niż u dorosłych, u dorosłych to może nawet jest jakaś terapia, ale u dziecka to jest takie ni stąd ni zowąd jakby zachowanie telepatyczne, zaczęło się czytanie książek w dużych, coraz większych ilościach, na akord niemalże, nie chcę budować sobie pretensjonalnej biografii, ale książki lubiłem połykać, rozmowy z dzieciakami męczyły mnie, co prawda lubiłem grać ale tylko do pewnego momentu, potem jakby roztapiała się nagle skała i wychodziło szydło z worka, zacząłem chronić się w książkach, które były mi milsze, nie mogły mnie zranić, czytając je, zagłębiając się w nich budowałem sobie artystyczny ogródek, to było niesamowite jak przeciekał mi przez palce czas bo dni i tygodnie mijały mi na przesuwaniu palcami po zapełnionych drobnym maczkiem kartaczach, a czytałem wszystko począwszy od popularnonaukowych książek o astronomii. Około 13 roku życia napisałem swój pierwszy wiersz. Nosił tytuł Opis krajobrazu z okna. Okręt przecina fale. Ryby miotają się w ogniu. Nie będę wiedział kiedy umrę.Marynarze gubią się w zeznaniach.Foki podpływają pod burtę. Oslizgła, lepka ciecz w gardle.


Marynarze, którzy wyruszyli na okręcie Argonautów po Złote Runo i wrócili bodajże z niczym, historia Jazona i Kolchidy, pełna niedopowiedzeń, ogromniasta i przepoczwarzona, zawoalowana, stępiona ostrzem noża, uwielbiałam rozczytywanie się w genealogii bóstw morskich albo podziemnych, nocami zaś z latarką pod kołdrą rysowałem sobie drzewa genealogiczne greckich bohaterów i bogów, potem były książeczki o mitologii rozmaitych plemion i narodów, fenickie, aramejskie, greckie, egipskie, schodzenie do podziemi, centaury porywające Ksantypę sprzed oczu zapijaczonego Socratesa, Lizyp i leukocyty, lęk przed śmiercią, poszukiwanie w chińskiej baśni o smoku, którego ogonem jest świat prapoczątków, stępienie i rozwój jaźni, bezrozumne połykanie dzieł Lema, konkretne odniesienia, dlatego nr znaku może urosnąć do ogromnych liczb, dlatego pochłaniałem pismo runiczne i Wedy w dziecięcym transie, rozbudzony erotycznie jak rycerz jedi w mcdonaldzie, ustawiałem sobie figurki bogów na kamiennych schodach, czytałem Władysława Tatarkiewicza od końca do początku, notowałem, la Mettrie, do dupy, hume, chujowe, Schopenhauer, pedał, Nietzsche, totalne zero, einstein, nieuk. Potem biegłem do ubikacji i srałem, srałem całą tą filozofią i legendami wschodu długo i pomyślnie, myśląc, 13- letni, myśląc o nieuchronności tego co wysławiane, o niemocy, o gównie. - On jest jak jakiś fenomen- matki dzieciaków z sąsiedztwa rozpuszczały plotę. Cóż za dziecko zdolne, pani Dominikowa nie mogła się nadziwić jak to rozpoznawałem zwierzęta ze specjalnych kart na których przedstawione były niedźwiedź polarny, langusta, mastodont, wydra ni to pies, i spisywałem na długim rulonie papieru nazwy miast i rzek, ucząc się nazw stolic, szczytów górskich, notując daty i nazwiska jakby miało to jakiekolwiek znaczenie, zapełniając pustkę nazwami, które z pasji kolekcjonera obdzierały mnie z siebie, zapisywałem całe bruliony pismem runicznym elfów, notując w rozmaitych językach czy to egipski pierwotne systemy konsonantyczne najszczersze i najgłupsze wynurzenia. Mając 12 lat napisałem powieść o ludzie zamieszkującym tereny Egiptu w roku 6000 n. e. Lud ten posługiwał się językiem o tyle prostym i zrozumiałym że było to odwrócenie języka polskiego, jedynego, który podówczas znałem, aczkolwiek brzmiało to na tyle dziwacznie, egzotycznie i wyglądało dość logograficznie. Zdanie- Znak reprezentuje sylabę brzmiało mniej więcej w ten sposób: Ebalys ejutnezerper kanz. Wkrótce odkryłem w sobie zdolność do mówienia od tyłu nawet najbardziej skomplikowanych sentencji i wydarzeń. Zdolność ta przerodziła się w tendencję do rozumienia na opak podstawowych reguł i praw międzyludzkich. Nie szanowałem ludzi. Wydawali mi się śmieszni i pozbawieni znaczenia. W porównaniu z tworami mojej dziecięcej imaginacji byli na ogół niezgrabni


i powierzchowni. Przynajmniej ci, których spotykałem na swojej drodze, jednowymiarowi, nijacy. - Ba! Interesuję się przeszłością mojej rodziny, teraz, bardziej niż kiedykolwiek, przedtem. - Wszystko, rydwan stukonny co pędzi a Ty, Ty pedzisz w nim, i choćbyś uciekał to Ją gonisz…

Milknie, kiedy krzyczę Filipina milknie, przedziera się do swojej nieposkromionej objętości, nie potrafię jej zakrzyczeć kiedy zasłania twarz dłońmi jakby odgarniała znad ciała schorowanego nosorożca muchy tse- tse, nie ma nas w tej chwili która lśni jak kurze gówno, nie ma nas w tej zamkniętej jak pięść mongolskiego turysty chwili, odchodzą anioły kiedy krzyczę na nią a ona zamyka się w swojej klatce z pędów bambusa. - W tym wszystkim już nie śmieję się, życie mnie zmieniło, malowanie na piersiach krzyża swoją krwią, bieganie ulicami kiedy pada deszcz, opowiadanie o tym że w moim życiu jesteś. - Niewiele. – Macha na to ręką- Wiesz, opowiem Ci anegdotę, wyobraź sobie głupiego Jasia, masz?, no więc ten głupi Jaś ma czapkę niewidkę którą zakłada na swój głupi łeb i zakrada się w niej do pokoju swoich rodziców kiedy, no wiesz, kiedy oni się ze sobą miętolą, no i pewnej nocy Jaś w tej czapeczce… - Całe to opowiadanie ma sens dopóki Jaś jest w tej czapeczce, Ojca nie ma w łóżku, Jaś wchodzi do łóżka swojej matki, posuwa ją śpiącą i zdejmuje. Kręci film. Jaki jest Twój ukochany film? Powiedzmy że Szepty i krzyki Ingmara Bergmana, uwielbiam filmy w których wszystko dzieje się albo bardzo powoli albo nic się nie dzieje a jednocześnie to mrozy krew w żyłach daleko bardziej niż chociażby dziesiąta część domu na rozlewiskach, coś co się zaczyna tuż pod korą mózgową, a więc Bergman, mogłabym godzinami oglądać sceny. Dym wydmuchuje dokładnie w momencie gdy. Nawet szepty i krzyki nie robią na mnie takiego wrażenia jak muzyka Riverside, ciarki mnie przechodzą, chodzą po mnie wręcz kordony mrówek, cała mrówczana policja konna mnie dosiada gdy słucham jak łka rzeka, nie wiem co się ze mną dzieje ale czuję się jak w filmie jakimś. - W filmie Szepty i krzyki Bergman jest w szczytowej formie, jego opowieść snuje się subtelnymi i gęstymi od omamów korytarzami, i żłobi we mnie ścianę płaczu, zaryglowałam drzwi kiedy oglądałam po raz pierwszy ten obraz. – Już znam nawet tytuł oryginalny Viskningar om rop-


ach ten język szwedzki, twardy i nieubłagany zupełnie jak tamtejsza aura, jestem pod wrażeniem filmów Bergmana zwłaszcza Szeptów właśnie, a scena w której główna bohaterka omdlała po upuszczeniu sobie krwi wydaje z siebie potworne. Od Persony filmy Bergmana staja się pogłębione psychologicznie, sytuacja fabularna ogranicza się do konfliktu wewnętrznego dwójki: antagonistycznej albo protagonistycznej, w Personie walka między schorowaną i poddaną rekonwalescencji Elizabeth a jej pielęgniarką nabiera cech psychomachii. Bardziej Hamlet albo Makbet. Mówi się że Hamlet będzie najistotniejszym bohaterem literackim Wszechczasów, postać wykreowana przez Szekspira, niezdecydowana i poddawana co rusz sprzecznym impulsom jak najbardziej jest przysposobiona do roli przewodnika w owym buncie mas, Hamlet- trocki, Hamlet- Lepper, te polityczne konotacje w przypadku wielowymiarowej postaci mają sens złożony, Hamlet- Hitler albo Hamlet a rebours którego czyn wyprzedza decyzję, wreszcie Hamlet jak probierz i wygodna metka- nalepka usprawiedliwiająca pewne socjologiczne nonsensy, rozdarcie między czynem a namysłem które połyka ucho ojca Hamleta, owa śpiączka w której jesteśmy pogrążeni a mimo to zaczytani podczas kolejnej lektury, na dunzynańskim zamku gdzie podają kawę z moczem i barbituranami, krwawy sport w którym miesza się awangarda i to co powiedziane już nadto, kontrakt. Zagaduję. - Czy Szczęki Stevena Spielberga są jednak? Przypomina sobie seans z dzieciństwa gdy. - Nieskończenie dużo pułapek zastawionych w rozmaitych dramatach i opowieściach, nie kończąca się lektura i próby naśladowania a potem twórczego przekształcania zapoznanych sytuacji fabularnych, tego co fantastyczne w harmonijne albo tego co pragnieniem. - Czy? - Któregoś na przykład dnia gdy się już. – Ze na przykład staje się coś niewiarygodnego, już nie śmieję się, Zycie mnie zmieniło, w miarę dorastania to mnie przerasta, mnie miłość przerasta, może nie dorosłam jeszcze do bycia anielicą ani diablicą nawet. - Prawdę mówiąc moje ulubione filmy to filmy z Johnnym Deppem począwszy od Arizona Dream w którym młody Depp gra najmniejszego z nas, sympatycznego Alexa, który sam w sobie jest ciemnością nadchodzącą w środku dnia, rybą połykającą ogień a jednocześnie Żydem wiecznym tułaczem. – Przecież lubię muzykę filmową a najbardziej z filmu Niczego nie żałuję, którego nigdy nie oglądałam nawet, ale wystarczy mi głos Edith Piaf. - Później, gdzie nie. – Przed tym gdzie byliśmy teraz muzyka filmowa działała na mnie swoją magią, dzisiaj to jest jakbym połknęła żyletkę w jabłku Adama, Milord, lubię słuchać starych szlagierów, dniami i


nocami mogłabym zresztą oglądać Kabaret albo Cały ten zgiełk, ale wiesz, najbardziej mnie przerażają musicale, nie pojmuję konwencji w której nagle ludzie wstają od stołu po to by tylko zaśpiewać ale, nie daj Bóg, zatańczyć, widziałam Hair Milosa Formana tyle razy że w miejscu płaczu pozostaje mi puste miejsce do określenia, och, przydałaby mi się bomba atomowa w samym środku przedstawienia Cats po to by wszystkie te dziewczątka oblać chociaż gorąca spermą, albo Phantom of the opera, co za badziewia. - Ja wybieram parametr przestrzenny, to że jesteśmy teraz w Krakowie właśnie, że mieszkamy razem, że się kochamy, że planujemy jakąkolwiek przyszłość. – Inni nie istnieją wcale. - Jeśli następnym etapem naszego życia miałaby być praca w kopalni diamentów chciałabym aby to było wnętrze filmu Kopalnie króla Salomona, pracowałabym dzień i noc szlifując diamenty aby mogły stać się brylantami, bielsze ponad śnieg, i dawałabym Ci co najlepsze zrywając polne kwiaty i hodując orangutany w klatkach z bambusów, ale skąd ja wzięłabym tyle cierpliwości jeśli nie ma jej do Ciebie już dzisiaj kiedy znowu mi kawę wypijasz? - Chcesz, proszę bardzo, wyobraź sobie jak zdradzieckie właściwości ma kopalnia diamentów. Ale encyklopedie mówią. Mówią że najwięcej kopalni diamentów jest w Republice Południowej Afryki, poza tem zamykają kopalnie tego drogocennego kruszcu w Botswanie chociażby albowiem wydobycie metodami odkrywkowymi jest równie nieopłacalne jak wydawanie poezji w polskim podziemiu, moglibyśmy być więc takimi ostatnimi Mohikanami w brylantach, ja bym chodziła dumna jak Greta Garbo a ty jak jakiś Książę Pan albo Charlie Chaplin. - Wcale nie jest tak że szczegółowe rozeznanie otworzy przed nami ocean możliwości albowiem to będzie dopiero czubek góry lodowej a my nie mamy odpowiednio dużo energii wewnątrz. Jakiś film w którym główni bohaterowie osiągają szczęście dzięki diamentom, chociażby Miłość, szmaragd i krokodyl, Krokodyl Dundee, Gorączka złota, Milioner, to piękne. - Nie w pułapce kopalni diamentów, nasza histeria nie mogłaby się zamknąć w tak nudnym miejscu, wyobraź sobie diamenty w dupie, wyobraź sobie diamentową sraczkę, kopulację. - Dobrze. Alicja w Krainie Czarów. Dalsza histeria. Przechodzi poprzez drugą stronę lustra. Połyka ogień na jarmarkach, Alicja ma na imię Filipina, ma koleżankę Gretę, studiują komparatystykę cywilizacji na drugim roku, słuchają muzyki klasycznej i jazzu, noszą się obie gustownie i elegancko, Alicja czyta Cortazara i Llosę, Greta ogląda. Powiem Ci co pewnego dnia czeka Alicję i co pewnego dnia czeka Gretę, aczkolwiek pozwól iż zacznę od początku, Alicja pracuje w knajpie na krakowskim rynku, podaje piwo, szarlotkę i lody, zarabia 6 zł na godzinę plus napiwki,


ale Alicja dba o rozwój swojej kariery, współpracując z fotografem wędlin, rozglądając się za muzykami jazzowymi którzy chcieliby jej akompaniować w zadymionej knajpie, Alicja chce jechać do Paryża i dlatego szlifuje swój francuski na brylant, chce aby postrzegano ją jako wyedukowaną etudiantkę bez konotacji ze Środkowym Wschodem z którego pochodzi przecież, dlatego unika kontaktów z rówieśnikami, dlatego wikła się w romans z niespełnioną. Zamknął ją w klatce z prętówpędów bambusa i do potwornych rzeczy będzie ją jeszcze zmuszał, będzie jej wkładał brylanty do ocząt, będzie ją wielbić na ten swój chory i szczeniacki sposób aby zamurować ją nareszcie. - Powinienem zacząć od jej babci, która wyrusza na poszukiwanie Alicji do kopalni diamentów. - No, Nowy Jork teraz, Alicja przechadza się ulicami miasta, żółte taksówki, na przejściu dla pieszych trąca ja ramieniem Woody Allen, ale on jest niski. – Będzie Nowy Jork zamiast Paryża, mówi się trudno, nie wyszło tak jak miało wyjść albo nie ma tego złego co by na dobre nie wychodziło koniec końców, ale ten Nowy Jork jest taki ogromniasty, a Alicja błądzi od przecznicy do przecznicy i zaprzecza to jej poczuciu władzy, niechętnie czuje się dziwacznie. Wstaje, zmiana miejsca akcji wpływa przecież na narrację, wstaje więc około 9 i kąpie się, nie, myje najpierw zęby przecież, potem myje włosy i całe ciało, wyciera się ręcznikiem, przygotowuje sobie śniadanie, otwiera lodówkę w której nic już nie ma prawie, idzie więc do nowojorskiego bieda- sklepu i kupuje najtańszy ryż, najtańszy chleb tostowy, najtańsze hamburgery, najtańsze. Dziękuję za twoją miłość, która jest mi chlebem powszednim prosto z nieba. - Nie wiem co będzie dalej z nami, przeglądam wszystkie stereotypowe rozwinięcia akcji w znanych mi filmach i dramatach, ale nie chcę abyś była którąkolwiek. – To nie będzie Jean Arthur i Cary Grant w filmie Only angels have wings albowiem nie odpowiada mi relacja twardy mężczyzna- twarda dziewczyna ani żadna inna relacja mi również nie odpowiada, żadna konsytuacja mi nie odpowiada, raczej pisanie naszej histerii. Tym razem Jean Arthur budzi dzwonek telefonu, mogłabym tą scenę oglądać bez końca, w ogóle uwielbiam filmy sprzed 1939 roku i chciałabym żyć w tych czasach, mam takie wrażenie że ci ludzie jakoś bogaciej i pełniej, no wiesz, wtedy nie było jeszcze Internetu a papierosy były nieszkodliwe. Wyjaśniam, proponuję świeży sposób wykorzystania motywu femme fatale. Czy widziałaś Easy Living z 1937 roku w którym Jean Arthur wygląda wręcz olśniewająco skąpana w bieli i czerni ekranu, jedynych dostępnych podówczas barwach dla zaznaczenia nierealności tego co się dzieje między dwojgiem bohaterów, zgaś światło, chcę się kochać przebijana promieniami księżyca, otwierając lunaparki, czytając na


przemian Llosę i oglądając jak twoje plecy mnie. Nic się nie dzieje, Kochanie, Jean Arthur leży między nami naga. - Mimo że nie wiemy jeszcze w jakiej przestrzeni się dziejemy, proponuję, niech to będzie mały domek, przytulne schronienie, to może być ulica Trybuny Ludów albo Boubourg w Paryżu, domek z ogródkiem w którym pelargonie a pod nimi robactwo, ale o tym robactwie przecież. Idziemy wzdłuż miasta, to może być Kraków chociażby, obserwujemy architekturę, robimy fotografię za fotografią do naszego rodzinnego albumu, spacerujemy trzymając się za dłonie, w oczach mamy światło, groteskowe światło naszego dzieciństwa nagle odmienione w ból poranka kiedy skaczemy sobie do gardła bo znowu nie ma pieniędzy albo kiedy całujemy się nadzy bo nie ma znaczenia czy są jeszcze jakieś pieniądze i marzymy zapadając się w sobie o tym że przyszłość będzie jasna i piękna jak dupa niemowlęcia i o kartach kredytowych śnimy, i o nożach co służą krojeniu pięknego jak plac targowy wiosną pieczywa i o Jean Arthur, której trup nagi między nami wciąż leży. Korytarze ABCDaria otwierają się przed nami nagle i niespodziewanie, wydobywa się z wnętrza Twojego serca nić która prowadzi. W marzeniach roimy o tym że miłość będzie dla nas tym czym muszla dla ślimaka, częścią ciała, która odpada dopiero po śmierci a przecież śmierć niczego nie kończy, to początek nowej ery, zajebiście ciężka przeprawa przez łojowe góry w poszukiwaniu łoju którego nie będzie, poza języczkami rodzi się w nas milionerskie pragnienie aby zostać tu na zawsze, w tym bieda- sklepie w którym sprzedaje się spod lady uśmiechy i nadzieję w promocyjnej cenie dla matek dzieci z AIDS, ale to nie ma końca a nawet jeśli ma to jakie to ma znaczenie, jeśli umrzemy dzisiaj albo nawet pojutrze, świat będzie się jeszcze odmieniał jakąś tam ilość razy i nie wezbrane permutacje nas zdążą okrążyć, i nic w którym zamyka się nasz miłość niczym istotnym nie będzie, poza grudką piachu w kieszeni jest jeszcze wąż który się do nas uśmiecha, więc powiedz, przeminęło z wiatrem a Tara jest przecież irracjonalna i pusta, powiedz że kochać znaczy tyle samo co nic, że nic oznacza życie właśnie i w związku z tym to co powyższe nie ma żadnego związku z tymi banałami, banan włożony w poprzek się uśmiecha, czas się zagęszcza ale nic na to nie poradzę, a może poradzę, nie wiem, może damy radę. Zagaduję. - Czy wolisz Colina Bassa czy Basshunter- pytasz mnie kiedy jestem pijany i napierdolony. - Nieskończenie wolę Bassa niż Basshunter, uśmiecham się na skrzyżowaniu haju z sowieckim sajuzem, padamy. – Te tego, Colin Bass jest jednym ze śniętych świętych, spowiadam się Tobie, Colinie Bassie na strunach gitary basowej odmieńcu, że będziesz lepszy. - Czy?


- Któregoś dnia Bass wyjdzie z mody i się postanowi ale to wtedy dopiero, a teraz dzieciaki posłuchajcie, Tomasz Pułka jest śnięty, Tomasz Raczek lubi seks po wietnamsku, i takie tam podobne wiadomości do naszego cnn, ale nade wszystko to że uwielbiam Camel i dość. - Prawdę mówiąc to nie mam dość dojąc tą krowę macierzy ani wszystko co mi się przydarza. – Przecież się tak starałam, niż Ciebie wolę Basshunter, przecież Ci oczęta mogę wydrzeć a potem na sklepach z Igorem stokfiszewskim porozwieszać, przecież czy Ty wiesz o czym jest młoda polska poezja ani proza,. Przecież nie wiesz nic poza Masłowskiej pozę ani księżyce, albowiem wiedz jesteś Styks literackości i co poza Tobą się dzieje jest śnięte, albowiem. - Później, Basshunter koncertuje w Krakowie i Rio de Janeiro, umieramy na rogatkach miasta, podnosze do ust sklep pełen oriflame, Zenon fajfer odnajduje gnozę, kabała się ieści w pięsci, Jurek Franczak zasypia w dupie Miłosza, potem , sięgamy do jaskini raj w poczęciu, w przygotowaniach. – Przed muzyką Basshunter odnajduję stare albumy Camel, których słuchał Twój ojciec, zaszywamy się na piętrze kamienicy z discmanem i winem i papierochami, słuchamy księżycowej przyprawy czy jakos tam , w trakcie tej podróży objaśniam Ci na czym miałaby polegać moja miłość do Ciebie, budzimy się obok siebie z niezapłaconymi rachunkami i wszystko się rozprzęża, teraz wiem że Camel jest o niebo lepsze niż. Zupełnie zero. - Wcale wolę Colina Bassa niż Basshunter- powtarzasz to jak jakaś mantrę, patrzę w lustereczko, które pęka pod nadmiarem spojrzeń ukazując mi Ciebie i mnie, Colina Bassa i Basshunter. Jakiś Colin Bass gra na krakowskim rynku impresje nie z tej ziemi, może to coś z Bacha, mówisz, idziemy i okazuje się że to Jerzy Franczak czyta Nieludzką komedię kurwa mać. - Nie wiem. – Nie wiem albo Bass albo gitara ilustracyjna, ale czemu ja się tak zakochałam w tych elektronicznych wibracjacjach, dlatego r n b a potem salsa a potem nie wiem. - Dobrze. Wolę Colina Bassa niż Basshunter, wystarczy że włączę sobie Denpasar Moon a już mogę odlecieć i to dalej niż zwykle, teraz Ty która stosujesz analogiczne uniki, ale w muzyce elektronicznej zawsze będziesz. Powiem Ci że wolę Colina Bassa niż Basshunter i to Ci ma wystarczyć , czy masz na mysli głosowanie, będę tam, jak również jeśli chodzi o Finnegans Wake, ale to nie wystarczy, należałoby jeszcze pomyśleć o tym co i jak to będzie jak się już sprzedamy na odległość, teraz gdy nie ma Ciebie obok mnie mogę sobie snuć robaczywe wizje że niby księstwa wszelkie i niepodległości ale Ty nazywasz się Bękarcica i prędzej. Zamknął to co chciałem ujrzeć, zamknął bez ostrzeżenia, pozostała muzyka Basshunter albo Colina Bassa albo Camel.- Po tem mija czas i każdy z nas jest inny, Dorota Masłowska jest łabędziem, Sean Connery jest introligatorem, jestem. Pomyślałem, że może przybyło świeżych ran, wybacz mi, ale jest jak jest,


jestem piosenkarzem w grupie punk rockowej albo jestem tchórzem, jestem kurwa mac wszystkim, wybacz mi, mam w dupie co powiesz, może nareszcie powiesz mi coś interesującego, na razie są tylo sygnały, Edyta Bartosiewicz śpiewa o tym jak traci resztki sił, wybacz mi, top ten, taki program w którym zdzierają. - Powinienem się zabić albo. Zawiadomić partię kiedy umieram i zeschnąć kurwa jak liść. - No, mija czas, czas mnie okala, no może to nie jest takie potężne przeżycie ale działa, mówię wam, w pięty mi wchodzi Horacy i jego lęk przed futuryzmem, albo Cortazar i pieśn o kamieniach dla Herberta, dlatego nie tłumaczę, po prostu płynę jak Apollo i mesjasze jednocześnie, uczesz mnie, moje mysli niejednoznacznie orbituja bez soli plenarnych, jestem Dada tego wieczora, zapomnij o śniętych biskupach, jesteś Dada jaki jesteś Dada, kończę, muszę. Wstaje, tak, wstaje i ma mi do powiedzenia o swoich przeżyciach, że przeżyła tyle to a tyle, a teraz to się wszystko wydaje mało ciekawe, stoję w budce po zakup cheeseburgera, ale nie pamiętam, nakładam na siebie wytłumaczenia ale nie wiem o co chodzi, nocami o nic się nie martwię, po prostu się przewracam z boku na bok i usypiam gruchę we wzwodzie, przychodzisz i mnie całujesz, nazywasz się Filipina Salomon i trudno Ciebie nazywać inaczej właśnie. - Nie wiem jak się chodzi na czworakach ale Ty mi to pokazujesz, potem udajemy księdza w probówce, a potem damę na bieżni. – To co wcześniej z powiek spędzało sen, dziś mogę mówić o tem spokojniej, oo, och tam, tak nagle z dnia na dzień górale i mrowie ocząt, wierzycie w dekabrystów, dlatego mówię wam, jesień się rozciąga, i nic się nie rozpoczyna, ale dupa z Ciebie, no ale ta Masłowska, a Łin Jim się ma do siebie jak butelka dżinu do kurwa mac kobaltowej dziwki, jeszcze 1 taki dzień, mam ciebie dla siebie, jestem pająkie, czy wiesz że Tzw Kurt Cobain nie istnieje, jest tylko Edyta Bartosiewicz i dla kogo to ma jakiekolwiek znaczenie, jest tylko podbródek gejszy i bracia mniejsi i strusie na które musisz usiąść i robaczki. Wyjaśniam, że co dzieje się nigdy. Czy co dzieje się teraz jest takie jakby tego nie było, kilka ciężkich chwil, wybacz mi, taka niewiadomo jaka hipotermia, sam wiesz jak to jest, mamy nadzieję że się dobrze bawisz, to znaczy używasz sobie całkiem nieźle, to znaczy że potrafisz zrobić użytek z popkultury, ale czym Ty się zatruwasz, nasze opowiadania nie powinny Ci stać na przeszkodzie, wybacz mi ale nie pojmuję prostego tete a tete, Nefretete, nie. - Jakmiłość jest istotniejsza od przyjaźni? Przecież Cię kocham, przecież gdy Jimi Hendrix śpiewa Wild Siedzę. Jest miłość. Jesteś Ty, która codziennie mi się przydarzasz, która uśmiechasz. Prawda, istotniejsza od przyjaźni jest miłość, która pulsuje wewnątrz mnie coraz cudniej.


Bierze mnie na schodach. Bierze mnie na podłodze. Wtyka mi w usta palce. Zakrzywia nade mną czas. - Co od przyjaźni jest więcej na tym śniętym świecie, pytał Horacy nad kubkiem wina, ale ten kubek się rozleci jak nie przymierzając szklanka z Arcoroc, jak w tej reklamie w której kubki smakowe okazują się tylko żartem, złym przewodnikiem, to była reklama gorącego kubka. Ani przyjaźń ani miłość tak naprawdę nie może być niezawodna, tyle się mówi o tym że przyjaźń jest bardziej trwała, że w odróżnieniu od miłości nie ma zabarwienia erotycznego, ale okazuje się być jeszcze bardziej niepewna, mniej żarliwa. Nie ma to zresztą żadnego znaczenia, epizodyczność, nietrwałość struktur już mi bokiem wychodzi, a ciągle mam w pamięci koncert Hendrixa na Monterey Pop i książeczkę Wojna końca świata Mario Vargasa Llosy i Ciebie, Filipino Salomon, mam w dupie to że coś się. - Świetnie, moją duszę ogarnia maniacka depresja- śpiewa Jimi Hendrix w mojej łepetynie. - Gdyby nie lektury oszalałabym kompletnie, wywiodłeś mnie więc z ziemi niczyjej, z krainy Ulro w której nic a nic nie odnajdywałam dla siebie, Ty i Julio Cortazar. - Nieźle, zupa krem z brokułów jest wyborna, kochanie, patrzę na Ciebie z miłością, jesteś. - Mógłbyś mnie pocałować. Moglibysmy zjeść pizzę. Moglibyśmy napić się yerba mate. Moglibyśmy żyć wiecznie. Moglibyśmy gnić już teraz za życia. Ale ja jestem młoda. Co ja robię tutaj, na środku ulicy, w środku zupy- krem brokułowej, w Twoim 32- letnim życiu, co ja robię z Tobą, emocjonalnym popaprańcem, alkoholikiem i nieudacznikiem? Ma dośc tej nieudanej vendetty. Uśmiecha się więc do mnie rozmarzona. Pocałuj mnie i przytul, Kochanie. - Dzięki, Twoja miłość mnie motywuje. Jest jak muzyka więc nie należy o niej dyskutować. Kochaj i rób co chcesz. Ale mi jest z Tobą dobrze. Właśnie z Tobą, przez Ciebie, dla Ciebie, wszędzie i zawsze Ty. Katy. - To jest miłość, która Słońce i gwiazdy porusza. Jak rak na bezrybiu czołgający się po trupach robaczków do celu, od tyłu, odważnym krokiem. Do celu, który lśni jak światełko w tunelu. Zagadkowy odruch życia. Cząsteczki węgla, aminokwasy- chemia ciała, które się nieuchronnie rozpada, które przenosi genom gatunku albo jest transparencją jakiejś idei, moje jednostkowe ja w obozie koncentracyjnym świata, skoncentrowane na swoim tu i teraz, czekające na wyłączenie wyłącznie mnie, solipsis. Pustoszenie, nie ma żadnych zasad a więc budowanie już teraz Golgoty wewnątrz mechanicznej pomarańczy, przecież składam się z materii i odniesień, może to nie jest obrazoburcze, może to ciągle nie jest takie ostre jakie powinno być, może to nie jest właściwie żadne, ale to


większego znaczenia przecież nie ma w ogóle,to jest takie że rozpływa się już w ustach, monolog za monologiem kiedy nikt ale to nikt Ciebie nie słucha, bo przecież nie przypominasz ani Doroty Masłowskiej ani marketu Geronimo, bo przeciez nie prowadzisz jak Szyc podwójnie szytego ściegu ani się nie dajesz jak Ibisz w dupę jebać, żadna z Ciebie. Kobiety czytają Palahniuka szukając w nim grzechu za grzechem, ostre sentencje i paszkwilanctwo na dyskotece, za to nie wiem co ja właściwie tutaj robię, między kolejną. Antonio Banderas nie ma żadnych zasad, czemu mam być gorszy, kurwa mać, będzie co. Antonio ma zasady w dupie, strzela do ludzi i gra na gitarze, nadstawia szczeki dla Salmy Hayek, wdaje się w głupawe utarczki, poznaje desperacko prawdę podziemie, zupełnie jak polski raper OSTR, przecież jednak artysta, nie będę gorszy od kogokolwiek, czy to nie markiz de Sade nawoływał do tego aby poznawać prawdę, czy to nie on nawoływał również hodowac na twarzy brodawki, nie to. Wypadły mi z głowy zasady, jestem więc człowiekiem bez zasad, mogę Cię na przykład zdradzić albo zrobić Ci z zycia piekło, zrobić Ci z życia jedwabne, mogę Cię ostro wyjebac, mogę Ci w oczy porady udzielac co do życia tu i teraz, mogę Cię opuścić albo zostawić albo być przy Tobie, na dobrą sprawe to jestem taka biedna i zagubiona że nawet nie wiem co mówię, ale pozdrawiam mamę i tarzana, moje psy kochane, i cienie we mgle, pozdrawiam moich ukochanych których nie ma, czuję się taka bezpieczna w Polsce. Był taki czas że byłam kompletnie skoncentrowana na Tobie dopóki Ciebie nie poznałam, zasady uważałam za zbędny balst na drodze do samorealizacji, może zresztą ciągle tak myślę, może to tylko jakaś wyrwa w czasie, ta tak zwana miłośc której być może wcale to a wcale nie ma, nie czuję w sobie żadnego opanowanie, i dlatego boję się że popadam w szaleństwie, nie pozwól mi mówić bez końca, zawsze mnożesz mnie na miejsce odłożyć, zamknąc kartki, nie czytać tej książki w której jest tyle o Tobie, w której sama sobie stawiam i usuwam przeszkody, w której jestem lepsza niż ktokolwiek co i tak zresztą koniec końców odmienia się w jakiś hip hop i w jednym rzędzie z Ostrym i Li Royem mając szacunek dla frajerów i rezon dla pozostałych. Nigdy nie lubiłam hip hopu ale od kiedy Masłowska napisała Pawia królowej minęły 3 epoki lodowcowe a Snoop Dog dawno zdążył zmartwychwstać, dlatego postanowiłam że zaśpiewam światu tą kanconę w której Maria Janion nie istnieje, w której na opak się dzieje i się rozwal system ale w której nade wszystko nic. Tym razem powinnam. Wkrótce muzyka mnie wkurwi do tego stopnia że rozwalę ci czaszkę, może zresztą wkrótce mój nastoletni wkurz mnie usidli albo sprawi że zacznę mówić glosą albo Beckettem, może zacznę nawet mówić języczkami aniołów obtaczanych masłem z marketu Geronimo, nie ma żadnych zasad, sukinsynu, to że się ciągle wydarza rozpad zdarzeń to właśnie tak ma być, czy pomyślałeś o tym że to miasto jest tylko kolejną odsłoną niczego, to wiejskie miasto którego nie widac


na mapie, które się omija kiedy się jedzie z Wiednia do Berlina, to miasto w którym się umiera albo pije wódeczkę, w którym portretowany jest poeta Świetlicki z koniaczkiem, o teraz wygląda zupełnie jak doktor Lubicz, czuję powietrze ginije, chcę stąd wyjechać do diabła, zabierz mnie zresztą gdziekolwiek, może do tego miast stęchlizny które się ponoć Paryżem nazywa, chcę się opychać bagietkami i pić. Po tym wszystkim nareszcie się uwieszę na Twoich ramionach i zostanę Twoją żoną, ale z dala od tego kraju w którym z oburzeniem się pali książki Gombrowicza, w którym się pierdoli komercyjne smuty a afera goni aferę jak podstarzały Marcin Urbaś w tańcu z gwiazdami, wsadzają sobie w dupę drobiazgi, chcę śpiewać ale nie mogę, mogłabym zresztą ciągnąć Ci bez końca, chcę opiewać swój wkurz na tą robocizno- kartoflaną biedronkę w której nie się nie szanuje i lży się na człowieka, w której biskup Pieronek stoi na baczność, w której biskup jak. Sprzedał stryjek siekierkę w miejsce ekierki, fajnie wyglądasz, ładnie się ubierasz, jesteśmy. Pan. - To. - Dzień. - Wejdź. - Dzień. - Jak? - Dobrze. J.

LUBIĘ


Był wieczór. Siedziałaś przy komputerze: słuchałaś Mów do mnie jeszcze . Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie jak śnimy obok siebie. Lubię spać przy Tobie. Zasypiać się i budzić w prochu z Twojego ciała. - A. - Świetnie. - Czy proch w który się obracamy będzie potem obracał się w nas powtórnie i tak w koło Macieju- pytasz mnie. - Oczywiście, według teorii wiecznego powrotu jesteśmy skazani na nieustanne powtarzanie i czasu i przestrzeni. J. śpiewa karaoke z komputera. Obracamy się w proch niepostrzeżenie. Klepsydra zamyka nas w pocałunkach. Podupadająca pani śmierć, która obejmuje Ciebie i zaprasza do piachu. Ślimaki w korycie rzeki niosące na swoich grzbietach domy. Jeśli budujesz dom zacznij od wiatru. Dopokąd moja stopa sięga. Autostopem przez galaktykę. W proch się obracamy. Żniwiarz śmierci. Leżymy obok siebie zatraceni w czułości. Słuchasz Ile wieczorów . Październikowa noc, która już nigdy się nie powtórzy. Kraków tej nocy. Świadomość samotności. Rozpierdolone dookoła sny. Śmierdzące skarpety. Za nisko dla mnie. Czasami udaje mi się wierzyć że to jeszcze ma jakiś sens. Cała ta wiara w pieniądze. Że da się za nią zbudować babie lato. W pieniądze które tamują łzy. A tymczasem wrzesień odmienia się w październik. Budzimy się obok siebie zatamowani. Śmierdzi. Rozpadamy się nieuchronnie, Kochanie. Wrześniowy deszcz. Październikowa tęcza, której ciągle jakoś brakuje. Nieznośnie nieumiejętne rozcinanie pachwin. - Ach, śpiewasz znowu, przez chmury przedziera słońce, tęsknię do Ciebie, gdybym mogła Ciebie mieć. - Bombastyczne, noc która kończy się zazwyczaj uśmiechem odmienić się może w poezję dnia nagle. - Szczerze (…) Wykąpać się. Muszę się wykąpać. Napić się kawy. Muszę się jakoś ogarnąć. Stawić czoła jakoś rzeczywistości. - Sam opowiadał niemało dobrych. - Niechaj mi Bóg przebaczy! Powiedział pan Power, ocierając wilgotne oczy palcami. Biedny Paddy? Nie pomyślałem tydzień temu, kiedy widziałem go po raz ostatni i był zdrów jak zwykle, że będę tak jechał za nim. Odszedł od nas. - Najprzyzwoitszy (…)

Księżyc. - (…) człowieczek z wszystkich, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi, powiedział pan Dedalus. Odszedł (…)


- Och, lubię spać sama ale jeszcze bardziej lubię kiedy Twoje ciało dotyka mojego we śnie. Zdjął ubranie. Przybliżył się do niej. Zaczął całować jej brzuch i zszedł do łechtaczki. Wsunął języczek. Ned kaszlnął. Włos znowu wylądował w jego gardle. Robaki atakują. Pomyślał. Sunął językiem jak łopatą. Kanał La Manche. Szkielet poddany rekonstrukcji. Ubożsi duchem. - Kawka.

POCZEKAJ JESZCZE CHWILĘ

Łatwo chwilę czekać na coś co ma się wydarzyć, marzyć o tym co będzie za chwilę, mieć nadzieję, robić sobie plany na przyszłość i co do czegokolwiek, pisać jak kura pazurem, uśmiechać się, to łatwe jak krwawa sraczka, tymczasem obręcz ze styropianu, poezja Jamesa joycea, a nawet Ulisses, nawet cisza, która jest nie do pojęcia, bo czuję w niej smród martwego ciała, które leży obok mnie nagie jak saska porcelana. Wewnętrzne strony pachwin, włosy wypadające po chemioterapii, czaszka nabijana na słup krtani, dym zrogowaciałego roweru, grząski nurt lingwistyki stosowanej, to że nie potrafię. O? - A słucham ciszy we śnie brodzę po zakazanych piosenkach bez znaków diakrytycznych. -Odwal się, spierdalaj, nie powinnam sobie nic z tego robić, ale ty mnie rozpierdalasz Kochanie. - Chodź, idziemy na wino do knajpy, ruszaj dupsko, dość mam tego bunkra sztuki, po dziurki w nosie. - Napić! - Bardzo. Ned. Anna German z You Tube’a. Arabski i Joyce. Październikowa miłość. Dziura w czasie. Smród ohydy.


- Czy?

LUBIĘ SPAĆ OBOK CIEBIE

Milicja spisała nas za seks w miejscu publicznym, tymczasem całowaliśmy się. - Gdzie? Całowaliście się w wannie? Przy komputerze. Na ławeczce w parku? W lochach? - W. - Tak. Wychodząc. - Początek. - Ohio! Już nie śmieję się życie mnie zmieniło taśma w której uwięziona Anna german krzyczy! - Doskonały!

O, FILIPINO BOSKA

- Ja. B. Jego. - T to oznacza iż zgoda buduje, niezgoda rujnuje, kocham Cię Filipino niebiańska, takie. Obwisła. Źle to napisałem, jeszcze raz, obwisła skóra starcza na tak długo lat, czy powrócę więc do czasów w których Ty i ja nie poddawaliśmy się sobie nawzajem, czy powracanie? - Hallo? Od bezkresnej nocy w której nie ma gwiazd i. Inchicore, another kiss AT bliss, enclose me in your gentle rain, pada jak chuj, w ty kraju nie ma dnia w którym nie byłoby oparów i mgieł, dlatego rozwieśmy czerwone latarnie na ostrzeżenie przed psami tego miasta z. Profesor. - Bloom.


- Powiedz mi czy mnie jeszcze kochasz, czy nie byłam dla Ciebie zbyt okrutna, czy nie?

ZGODA BUDUJE - Sprytne. - Podał mi ogień na talerzu, podał mi siebie wewnątrz lędźwi, nie mogłam się oprzeć, nie. Nocna. - Widziałem jak płakałaś tej nocy, i bałem się może podejść aby nie zranić Cię jeszcze bardziej, wiesz ta cała poezja miłosna bierze w łeb w zetknięciu z najoczywistszą prawdą, którą. Lenehan. - Kobyła. - Historia! Zgoda buduje. Zawołał summer time grali the kinks nierozpoczęta wyprawa do własnego ja się rozpościerała na koniuszkach palców słowa od których nie mogę się uwolnić słowa które nie są powodami do kłamstwa ale słowa które niczego nie budują które rozpadają się w locie które są najoczywistszą próbą zmierzenia się z czymkolwiek co nazywałoby się miłością do ciebie dlatego nie mogę przestać ot tak po prostu nie mogę zaprzestać. - Ojcem będziesz, w lecie przyjdzie na świat nasze dzieciątko. Dech zapiera mi myśl moja. - Hallo?... - Gdzie?

Księżycową. Nuciła: Młody Księżyc…

Zobaczył. Ale udawał że nic nie widzi, to było tej nocy kiedy jej nie było a w tle grali Coldplay, to mogła być zresztą każda noc, kazda samotna noc bez Niej, dlatego przekręcał się w łóżku jakby było wnętrzem jego łzy nadto rozbudowanej w homeryckiej syrenie.


- Mów.

ZGODA BUDUJE, NIEZGODA

- Mówił o tym iż zgoda buduje, niezgoda rujnuje, a toczył się z jego paszczy wykręt beznamiętny, może tej nocy wydawało mu się że może sprostać zakłamaniom czaso- przestrzennym a może to było takie li tylko strzępienie języczka po próżnicy, bełkotał zadowolony. - Ach. Kilka! Pauza. Niepotrzebna. Wysłannik czasoprzestrzennego decorum całuje go w usta, nie tak, to nie jest poprawnie zbudowany komunikat, ale ty się z nikim nie kontaktujesz, jestem sam sobie panem na mojej stronie i wara każdemu ode mnie, chcę zostać sam na tej kartce papieru, natychmiast.

ZGODA


Zwrócił. - Znasz mnie, nie należę do tych którym cokolwiek się w życiu udaje chociaż wydaje się. - Chodzą słuchy że jesteś wampirem energetycznym, że wybielasz czarnych ludzi poprzez. - Zasiada we mnie daimonion, rozpiera się we mnie, rozpierdala mnie od wewnątrz, pomocy. - Zważcie, że nie potrafię mówić o sobie otwarcie, zgoda buduje, niezgoda rujnuje, dlatego wybiera się wygodne sanktuarium za plecami ukochanego ci człowieka, w tym przypadku kobiety, moja Molly na ziarnku grochu, moja cudna przeobrażająca się we mnie Molly. Zacisnął pięść, sięgnął po tykwę z której popijał yerba mate, zdawkowo się uśmiechnął, przecież ona tego nie widzi, przecież ostatnio mnie nie kocha, przecież rozpad naszego domku to tylko kwestia stu może dwustu lat, może się wcześniej jednak nic nie rozpada.

ZGODA

Słuchacze, by móc ogarnąć kolejny wątek mojej opowieści przybliżają się do szyby zza której lśni moja meluzyna, ona mnie bez końca potrafi czytać tak że nikt nie ziewa, nikt tego nawet nie słucha, po prostu moja mowa odmienia się w modlitwę, która będzie wsączana weń. … majowy jaśnieje, o, Ukochany…


Usłyszeli, że zgoda buduje a niezgoda rujnuje, czyli nic nowego, w koło Macieju ta sama. - To nie tak, słania się i wije, to nie tak jak chciałoby się aby było, to zawsze jest mnie to nawet już nie obchodzi, to jak się napisze i co z tego będzie w końcu języczke jest tylko języczkiem of, to nie tak miało być, zapewniam, a właściwie to ja nawet nie wiem jak by to nawt opowiedziec, bo to chodzi o to że jedni i że drudzy a potem że nikt i się robi z tego bełkot, bełkotanie staje się posługą dla ubogich ciałem i dlatego pleć pleciugo byle bez sensu, no. Mam. - Panowie, chodzi o to aby język giętki wyraził wszystko co pomyśli głowa i stąd Joycem. - Wprawiasz mnie w zakłopotanie, to mi przypomina wszytsko tylko nie Joyca, on miał tam jakiś koncept, Dublin etc, pisze Jakub Żulczyk, a u Ciebie ta historia jest jak konwalia w dupie, czyli konwalia analia, analizując, wyciągając z tego wszelkie przeciw i za, ja nawet nie. - Aby to sprawdzić polecam ci spróbuj jakie to otchłanne, żadne tam radio Armagedon, och czemu ci tą chwilę ten passus poświęcam, ty zabo lernejska dla młodych gimnazjalistek, idź i pisz swoje kolejne zrób mi coś tam na tyłach pobliskiej toalety, ty kulczyku. Poprowadził. - Twardo, trzeba być twardym i rzeczowym, nie będzie się przydupas głupio mądrzyć, ha. Pan Żulczyk nazywa Filipinę bełkotem, ustawia mnie w jakiejś przedziwnej konfiguracji. - Naprzód! - Niedaleko pada Żulczyk od Masłowskiej, a w ogóle to precz z tą całą literaturką pokupną? Zaczął. - Pryszczyca. Wcisnął.

ZGODA BUDUJE


- Tak, zgoda buduje, niezgoda rujnuje a więc do szeregu, budować dobrze skrojone opowiastki. Inny. - Nadzwyczajny!

DROGA DRĘTWA DOROTA

- Chodźcie. Ruszył.

POWRÓT KAJEWSKIEGO

Podczas mojej nieobecności wyrastają tanie stragany z literackością, handluje się szmirą.

SZUKANIE DZIURY W CAŁYM, WJEBYWANIE KIJA W MROWISKO,


TROPIENIE SUK, KTÓRE POD STOŁEM SIEDZĄ SOBIE

Zatrzymał się, prześledził sytuację, spojrzał na siebie i ocenił przeciwnika, nic nie wiedział o nim do tej pory, po prostu pisanie jest powazne, ma być kurwa poważne jak chuj gruby. PRZYCIĘTE PALCE ZAKNEBLOWANE

Z drugiej strony pozwólmy się rozwijać sytuacji, zgoda buduje, niezgoda rujnuje a głowa muru nie przebijesz, może ten wyłom jest zresztą konieczny, wpisany w całość bunt, który spala się już na początku, w jądrze swojej własnej ekstazy, może to jest takie nic a nic nieistotne popychanie się, poszturchiwanie się po ramionach, wołanie do siebie krwinek w krwiobiegu, przecież nikt tego nie czyta, przecież czytanie jest niuważne, nieznaczne, nic się z tego nie wynosi do diabła, to jest tylko więc takie machnięcie ręka, gest nicości w samym środku nicości albo na jej obrzeżach, jeśli nicość ma obrzeża a pewnie ich jako nicośc nie posiada, próbuję żyć, próbuję pisać, ciągle tylko ten skowyt, albo placek orzechowy w piekarniku, albo Joyce, dublim, symultaniczna rokosz, omamy które mnie rozpoławiają, jak ryba w wędce, pederasta w środku nicości, w koło Macieju, w nic się obracamy, nihil novi, eureka, pyskate słowotwórstwo, neologizmy, poszukiwanie nowego języczka, rozpychanie się, a potem spokój, nowy poranek, każda doba ocala na chwilę, potem się rozpada i dopóki iluzja trzyma jest dobrze, a potem nagły rozłup w czaszce, i osłabienie, newralgiczne punkty zdobyte, cała naprzód, zgoda buduje, niezgoda rujnuje, i nic na to się nie poradzi, nie ma wyjścia.


Dobry dzień święcę więc, ale noc się rozprzestrzenia, strzeżesz mojego domu i ogródka z naręczami kwiatów, twój mózg Eufrozyne jest zaiste nie z tej ziemi, nie z tej pieczary. Gdy dzieje się co się dzieje, próbujemy się kochać spokojnie, zapominamy o tymczasowości, wszystko wydaje się być szczęśliwe na chwilę, otwieramy usta w których gnój albo robaczki świętojańskie, ale bez popadania w pychę o poranku, od tego jest noc wtedy kiedy masz mnie gdzieś, wtedy kiedy się wyprowadzamy od siebie, sąsiadujemy ze sobą , kwiaty albo gruz, sami obok siebie, wewnątrz siebie umiejscowieni, zamknięci w połowie drogi dokładnie, w tym miejscu. Przeciw pomysłom które są najlepszą rzeczą na świecie istnieje jeszcze coś niepojętego nienazywalnego. Postąpił w kierunku meblościanki. Skierowawszy się ku swej kolekcji albumów DVD zapuścił Lyncha. Bezszelestny pomruk kolejnych kartek Ulissesa uspokajał go 1 dnia listopada 2009. - Natychmiast, pomysły to najlepsza rzecz na świecie. Więc wymyślę siebie na nowo. Wymyślę siebie lepszego. Siebie szczęśliwszego. Siebie, który przede wszystkim będzie wieczny i spokojny. Dwuposkrzypując to przecież takie proste, nie ma nic prostszego niż założyć skarpety. Łysy. Dwóch. - Monsieur to ja tę bluzę ładnie wyprałam, wyprasowałam a Ty… może bym Ci dała jakiś. - Czy może chcesz jakiś sweter? Ta poduszka to Ci będzie potrzebna? Nie. Najlepszą rzeczą na świecie będą pomysły- matka kładzie się obok mnie, w radiowej trójce muzyka J. P. Kaczmarka, herbata. Uśmiech. - Wydaje mi się że najlepszą rzeczą na świecie będą pomysły, ale z drugiej strony jakie pomysły? Migotliwooki, rzecz na świecie która wydaje się być najcenniejsza. Pomysły. Wymyślam miłość do Ciebie. Krystianku. Ta muzyka bardzo na mnie działa. No to trudno to wyjdź. Gdzie pójdę. Nie wiem. (…) asystent, uchyliwszy drzwi tylko troszeczkę, przywołal go bezszelestnym skinieniem. - Natycmiast, powiedział, skrzypiąc by odejść, lecz zwlekając. Piękny, bezsilny marzyciel, którego rania (…)

Ma. Cranly’ego na świecie trzyma jedynie pomysłowość. Wymyśla coraz to nowe sytuacje aby utrzymac się przy życiu. Powstaje historia za historią która z kolei przechodzi w kolejną poskręcaną, histerycznie wręcz pokomplikowaną, historię. Jak w życiu. Chciałoby się powiedzieć, a


Cranly’emu nie dość. Szczerabatozęba. Jeszcze świat, który nigdy się nie skończy chyba. Mulligan. Szaleństwo. - Nasi przegrywają, dostają baty na stadionie Nou Camp, to ładnie brzmi, to brzmi jednak chujowo, jak Renatte Jett w Apolonii, albo jakbym siedział w więzieniu za długi, niedoszły agent. - Wszystkie pomysły biorą w łeb. Wymyśl coś poza samotnością. Albo wymyśl cos co odmieni Twój zakichany los w las. Taka magiczna różdżka. Masz przecież głowę na karku? Tyle lat studiowałeś. Wymyśl coś. Rusz głową, pedale. Albo zostań. Mam. Powiedz Ojcu żeby zrobił trochę zupy pomidorowej. Za chwilę. Krzywi się. Pomysły to najlepsza rzecz na świecie. Gwiazdy, które rodzą się i umierają i tak w koło Macieju. Kto wymyślił? Dyskusje. Ja nie mam siły, ale pomysły to najlepsza rzecz na świecie. Wymyśl coś. Proszę. Zróbmy placki ziemniaczane. Przekopmy tunel do El Dorado. Teraz. A. To się po prostu dzieje. Cokolwiek się dzieje po prostu się dzieje. Więc możliwe będzie wszystko. Możliwe. - Uczeni powiadają iż wszystko jest w ciągłym ruchu a potem wszystko stoi w miejscu. - I należy mieć nadzieję na pozytywny obrót spraw. Salsa Mexicana. Dopóki żyjesz. Filipina została w Krakowie czy pojechała? Pojechała. Ona obchodzi Wszystkich Świętych. Mhm. Może już. Myślę, że pod łąką usłaną kwiatami kryje się armia robaków, myślę że mogłabyś być jednym z nich, być może nawet jesteś jednym z nich, nie znam Cię, nawet Cię nie lubię a więc nie mogę Ci ufać, muszę być przezorna, muszę zacjowac ostrożność, Baranek inicjuje spotkanie z Tygrysem, wewnątrz Ziemi, w prostej linijce od Ciebie pochodzi moje szaleństwo, dezynwoltura, obracam się w kokonie, składam jajeczka w paszczy jeża, wącham wiciokrzew, to co nazywa się poezją pozostaje kłamstwem, mieszczanin szlachcicem, chłop żywemu.

Czesław Miłosz- Pod łąką usłaną kwiatami kryje się armia robaków.

Bohdziewicz Antoni, Czesław Miłosz, pod łąką usłaną kwiatami kryje się armia robaków, poezja metafizyczna, sir Raleigh palący fajkę na moście z Lulu wygięta we wszystkie strony świata, arytmia, bezoddech,


Mitra, pocztówki z kabiny doktora Caligari, łódzcy sanitariusze w oniemieniu, sceny z życia monstrualnych robaków oplatających kwiaty lotosu, porno na nieboskłonie, walenie się sierpniowych Kalewali, osłona dymna, zrogowaciałe naleciałości, ale nade wszytsko ja, gdzie ja niepojęte, poza tem wszystkim, wewnątrz, połykająca mnie czeluść, ja bezbronne w otoczeniu circ du soleil, zawsze zawszona, na zawsze upadła, to się nigdy już chyba nie skończy, nie bój się robaczków, są cząsteczkami jak ty Ci przyjaznymi, jestem przyjazna sobie, w grobie, amen, do Częstochowy, ale nic już.

Friedrich Nietzsche, Mówię życiu –tak!

Na koniec mówi ę życiu- tak, niech żyje jeszcze przez chwilę każde wspomnienie. Zasadę mówienia życiu tak rozpościeram na każdy jego element no bo jeśli Życie ma trwać niewiadomo ile a może i nawet się skończy nagle to przecież nie mogę na okrągło słuchac nicklebackhere without you babe, nie mogę i już, dlatego zakładam buty i idę przed siebie aby w listopadową noc odwiedzić cokolwiek co mogłoby zostać jeszcze nie przesunięte przeze mnie, moja dziewczyna nie żyje, nie jest istotna, nie kocham jej, nie można kochac czegoś co jest ścierwem, to ma zabolec, ale moja miłość odeszła, teraz budujemy nowy dom tylko niewaidomo po co, mieszkamy razem tracąc czas, nie kocham jej, nie pojmuję tego co się z nami dzije, tylko ja i Ty, pamiętasz co ci mawiałem, a teraz jestes suka i tyle, kocham Cię, boże, jak ja ciebie chcę. Z Nietzschego pochodzi trud który sobie zadaję, ulica była domem, nauką tych lat, droga która prowadzi gdzieś poza Ciebie, krwią pieczętowanie w sercu Ninette, nie ma spokoju tu i teraz, a moje serce jesr gołebiem nie dla Ciebie, bunt na pokładzie Bounty, nigdy mnie nie idomowisz, Dante smierdzi i umiera, Dante zabiera mi Ciebie, trwoga- droga, dzikich serc spotkanie, pieczętowanie krwią, nie umieraj, może powinnaś do mnie powiedziec i opowiadac mi cokolwiek, ale Twoje serce jest z gówna, i idx w chuj ode,mnie, niech Ciebie piekło pochłonie i Robert Gawliński i Friedrich Nietzsche i Kerouyac, wieczna droga, dzikich serc spotkanie krwią pieczętowane, a jedliśmy tego poranka własne móżgi i wyrywaliśmy sobie z dupy samych siebie dogłębnie, spotkanie serc dzikich na chuj. Z tego co mówię wynika że życie będzie dla nas koszmarem, twoja droga nie daje nam szczęścia, po co żyć gdy w życiu nie ma nic, nigdy nie jest za późno zacząć tak jak chce się życ, strach, czego jeszcze?


Ów brak, owo nigdy albowiem nigdy nie jest za pó źno zacząć tak jak chce się żyć osacza mnie dzisiaj, w tej chwili czuję że żyję , ze mówię życiu- tak a ono mnie ignoruje.

Się inaczej miało dziać, ale nie wolno żyć inaczej, nie wolno podnieść się z kolan od czasu Polan, nie wolno być wolnymm, nie wolno kochać ciebie bo to grozi wyłupaniem ocząt, nie wolno pisac bo to grozi grafomanią, wschód nadchodzi i zastaje nas z daleka od siebie, nie wolno myśleć wolno, jesteśmy przydupasami, nie kochamy się, nie wolno żyć inaczej, jest już poźno, nie wolno zmieniac znaczeń, nie wolno żyć inaczej, tak się składa że mówię życiu- tak ale ono mnie ignoruje. Słońce, daję się porwac książkom, które czytam- natychmiast emocjonalnie reaguję, na przykład kiedy czytam Joyce’a mam wrazenie, mam sparaliżowane usta, bilet w jedną stronę. Oto książka, która mnie przejmuje w całości, oto opus magnum, dzieło bez końca. Brat Joyce, całe miasto Dublin jest jego, całe miasto Kraków należy do gołębi, hallelujah, Babilon pieniędzy, nie należę do pieniędzy, pogo tańczę bez forsy, bruda forsa śmierdząca, nie możemy już na siebie patrzeć, nie chcemy już siebie znać, mówisz mi o pieniądzach, że ich nie ma, że kurwa mac, czytam Joyce’a, na sprzedaż nasza miłość której nigdy nie będzie, nie mam, diabeł wcielony, ale czytam książkę za książką, pieniądze są laickie, nędzne pieniądze, brudna forsa, wszystko możesz mieć za pieniądze, mam dośc, wychodzę, chcę poczytać Joyce’a, chcę napisac coś jeszcze. Jego wicher omijał oka Twojej sieci, patrzysz w moje oczy, widzisz kłamstwo, piękne oczy, piękne kłamstwo, bilet w jedną stronę, daje się porwać Tobie, pistolety są złym snem ale wyjdź na zewnątrz, tam gdzi moje mysli, tam gdzie moje sny, widzisz kłamstwo, vcrsus, czytam książkę za książką, oszaleję od natłoku czcionki, chwila miła czasem to błąd, zapis automatycznie się wydaje błedem, błąd się błędem odciska, jeszcze mocniej Cię przytulić,aloes, mam sparaliżowane usta, bilet w jedną stronę, tak naprawdę ważna jest tylko chwila, ta chwila miła czasem to błąd, a czytanie Joyce’a daje mi radość oczywiście, nie chcę być niegrzeczna ale będę niegrzeczna nazajutrz, po próżnicy Twoje pocałunki. Gdy przejęta panna…

Przeszedł chyba w końcu coś złego zaszło między nimi, On z Nią nie chce więcej gadać, ksiązki leżą na podłodze, podłoga lezy na ziemi, ziemia wiruje w obłokach a gówno z yeti, ci którym nie udało się nic, kochankowie w ciemnościach na 6 godzin zamknięci w sobie, dalej bez nich normalnie się kręci, spotkanie nieudane, Zycie nieprzekreślane, oni zawsze są w gościach, a pisanie o nich będzie najzwyczajniej


nieudane, bezceremonialne, przycisz. A 148 karteczek które jeszcze nienapisane, kto je,kurwa, napisze, może Ty je napiszesz bo mi się kurwa najzwyczajniej nie chce jakoś, daje się porwac książkom. Dal. Stuk. - Ani.

Odziany będzie mój bohater Al. Fons w kostium Chaplinowskiego trampa, czarny jak wegiel surdut z 26 guziczkami, czarne w kant skrojone portki, jak smoła czarne eleganckie buty, do tego melonik i laseczka. Wszystko, jak się należy, skąpane w czerni. Ten kostium zakłada Al. W sytuacji planowanego morderstwa, wymiennie z białym kostiumem Raymonda Roussella w którym wszystko jest analogiczne tylko jak Malewicza kwadrat białe. Gładko przystrzyżone wąsy dopełniać będą całości. Z jednego kostiumu w drugi postać ta będzie się przyoblekać dokonując kolejnych czynów mrożących krew w żyłach. Za każdym razem, w przypadku kolejnego morderstwa Al odgrywać będzie scenki z ukochanych filmów Chaplina począwszy od słynnego tańca bułeczek z Gorączki złota na niesieniu okiennic z Brzdąca zakończywszy. Także Jego wybranki czyli te którym życie odbierze noszą imiona odnoszące do jakichś konkretnych motywów kulturowych. I tak Alicja po drugiej stronie lustra. Beatrycze na podobieństwo muzy Dantego uczyniona śmierć niechybnie z rąk Ala poniesie. Celina z piosenki Stanisława Staszewskiego w oparach alkoholu wybawienie znajduje. Daria Markoff wybiera śmierć samobójczą i przedawkowuje narkotyki. Biblijna Ewa błąka się po specjalnie dla Niej przygotowanym modelu Edenu. Aktorka filmów pornograficznych, Falloma, pobita kijem baseballowym przez ukraińskich zbirów. Greta której imię od odtwórczyni roli Królowej Krystyny ukojenie w kielichu trucizny odnajdzie. Henrietta cudem ocalawszy z eklogi Goethego ginie. Iwona, księżniczka Burgunda w przedstawieniu teatralnym trupem na deski sceny pada. Jasmina błąkając się po ogrodach Babilonu z książką Fitzgeralda śmierć odnajdzie. I. - Wzgląd. - Spróbujesz? - Tak. - A? - Jestem zadowolona z tego że mieszkam w ciekawej okolicy. Ty i ja w Krakowie, Kochanie, razem. - Powtórzmy. Bloom mieszkał w Dublinie, a Ulisses? Batman zamieszkiwał połacie mrocznego Gotham City, dlatego zawiesza mi się komputer. Krystian, co ja mam zrobić? Nie wiem. - Prześladowania, cała ta ośla maskarada na granicy zwątpienia, coś co prowadzi nas. - Ale? - Tak. - Co?


- Naród? Jestem Polakiem, mam na to papiery bez wartości, ale czuję że pochodzę, przynależę. - Na Wrzutę wejdziemy. Mieszkam w ciekawej okolicy, Ulica Trybuny Ludów 55. Więc, w tej ciekawej okolicy mieszkamy razem w małym pięknym domku bez nazwy. - Albo. - Pchnij. - Ten domek jest naszym schronieniem. Tylko że Ty nie masz pieniędzy na czynsz i tyle. - I dlatego pojawia się niepewność co do jutra, Kochanie od kiedy pozostaje bez pracy. Na razie nie mam grosza w kieszeni. Imam się dorywczych zajęć. Umawiam spotkania. - Ograbiani, skończyłem polonistykę, i pozostaje bez zajęcia, moi koledzy wydają książkę za książką a ja wodzę smutnymi oczami po białej jak biegun połaci ekranów. - Czy? - Mówię. - Słuznie, mam przecież wiele do powiedzenia, powinieneś pracować jak nauczyciel, Kochanie. Oto nasza codzienność. Pusta lodówka. To zjem pół tego serka, mhm, a pół sobie zostawię na śniadanie. Na śniadanie dostaję mdłości. Otwieram szufladę w poszukiwaniu poręczenia opłaty za prąd. Znajduję nieopłacone rachunki i list od komornika. - To dziękuję Ci za Twoje obietnice dzisiaj miałeś mi kupić czekoladę a kupiłeś sobie piwo i papierosy, kiedy będziesz miał pieniądze na mieszkanie, nie chcę tak żyć, nie chcę być niepewna z miesiąca. Na miesiąc nie chcę być niepewna. - Czym? Kochanie, mieszkam w ciekawej okolicy i mimo że zanosi się na deszczową jesień. Cios, przemawia do mnie kultura francuska, Apollinaire mnie obezwładnia i zadziwia, Cendrars jest dla mnie odtrutką na całe to polskie bigosskapuścienie, gwiezdną wieżą Eiffla. Przeszedł na druga stronę okopów, do francuskiego raison d’etre, opornie ufając Sartrowi bardziej niż komukolwiek z ludzi, ach, te żabojady, ci ślimakożercy, Marco, pour quoi, ale Rimbaud nade wszystko i jeszcze Baudelaire i Mallarme, Gautier, Verlaine. Otwiera się przed nami droga, wolę Trójmiasto niż Kraków, ale powróciłem tutaj dla Ciebie, to znaczy jednocześnie zwolnili mnie z pracy bo chodziłem w stringach, które zapierdoliłem jakiejś tam laluni, ale naprawdę Cię kocham i Trójmiasto pozostawiam, póki co w sferze odległych marzeń albo tam nawet i planów, zamierzam Cię tam zabrać niedługo o czym być może jeszcze nawet nie wiesz, nawet się nie będziesz spodziewać co i. - Musi Kraków pójść w odstawkę, pojedziemy nad morze abyśmy mogli się sycić widnokręgiem. Jej 152 strona, moja powieść powiewa na wietrze, czeka na kogoś kto zechce ją opublikować. - Co? Niech. - Obudził. Niestrawn. - Powiedział. - As! Wyjęła. - Niech. - Co?


- Kla. - Rzeczywiście. Wzięła. - A wolę. Powiada, że Trójmiasto czeka na mnie jak Trismegistos zbrojne w cudne opowiadania. Wsunęła album Rolling Stonesów do odtwarzacza albowiem wolała ich niż Doorsów jednak. Ta krakowska przystań z tobą Kochana, przecież musimy tu zostać przez najbliższe lata, jesteś dopiero na drugim roku studiów porównawczych cywilizacji i niewiadomo co z nami będzie na dobrą sprawę, poza tym Ciebie ciągnie do Francji, do Paryża i Montmartre, czy zabierzesz mnie ze sobą, z moimi długami i z moją pozycją toczącego się. Spójrz, Trójmiasto rozciąga się przed nami, Gdańsk, Gdynia, Sopot, cła nadmorskiej sprzedaży. Wszystkim. Kraków będzie dla nas więc wszystkim, tu się poznaliśmy, tu nasza egzystencja. - Och. - Tak, 152 strony powieści czekają na dopełnienie, kto mi to kurwa wyda, ludzie chcą Grocholę. - Och. Jego wola, robi to co chce, chcę tego i będę to miała jak mawiała Jennifer Lopez ponoć, prawdopodobnie. - Przykro mi że Trójmiasto znika z horyzontu, rok temu byłem w Sopocie, tam obchodziłem. Pani. - Chwyciło. Pan. - Uwaga! Kościsty niż mięsisty bardziej. Głowę Krakowa stanowi paszcza Smoka wawelskiego, idąc od Wawelu wsiadamy więc do tramwaju relacji Centrum- Kurdwanów, który dowozi nas do mnie, wysiąść musimy na przystanku Piaski Nowe i kierować się do ulicy Trybuny Ludów 55, to nasz domek, Kochana, nasze upragnione schronienie gdzie Ty i ja i White Stripes. - Niech Trójmiasto trójzębem wbite w mą świadomośc czeka na nas do maja, wtedy będziemy. - Kto Kraków opuszcza niech spierdala na wieki wieków amen a kości Jego niech schną. - Nazywa się Filipina, liczy sobie 152 strony albo 20 niedawno

ukończonych jesieni, ciągle. - Ma. Urwała. - Oto. Muszę Ci powiedzieć, że wolę Trójmiasto niż Kraków, tęsknię do Morza Bałtyckiego. - Pozdrowię. Patrzył na Trójmiasto, które odjeżdżało powoli w zapomnienie, siedział wtedy w pociągu z zamkniętymi oczami, oczywiście jechał na kredytowym powiększając swoje długie jak penis Murzyna długi nadmorskie, wracał do niej aby rozpocząć swoje życie na nowo, wracał z zamkniętymi oczami na amen. Spadł niż powstał raczej, jednak się broń Boże nie poddawał raczej, trzymała go przy życiu miłość do 20- letniej studentki cywilizacji.


Myszuge. Pan Kraków lśni w oddali, Pan Kraków więzi mnie 13 lat, golgota studiów polonistyczno- filmoznawczych, praca w charakterze ankietera, doradcy, fundraisera, telemarketera, pisarza. Strojniś. Trójmiasto skąpane w barwach nocy, morze które pociąga i zastanawia, ślęczenie nad molo z butelką wina a potem praca w pocie czoła do 6 rano nad. Kla. 152 strony powieści leżą odłogiem, nie potrafię się skupić dla Ciebie, nie istnieje to co nazywalne, mówię do siebie a narody kruszą się i łamią, jak chomiki krążą wokół żrących źródeł energi, Ty i ja, nasza miłość. Pa.: Wolę Trójmiasto niż Kraków, który jak konserwa.

Minął Trójmiasto, wyjeżdżając z Niego miał jeszcze w sercu dziewczynę dla której tam przyjechał ale jako że czas goi rany a tego kwiatu pół światu. Mogą niż nie mogą raczej się kochać do upadłego, teraz kiedy jesteś jaśminem mojej niewoli mogę Cię strzyc uszami, mogę zadowalać się każdym dniem jakby to był dzięki Bogu stający się dzień, więc słucham White Stripes, więc pracuję nad Filipiną w naprawdę wolnym czasie, więc Cię kocham i czas spływa po. Chciałbym Kraków opisać, jakoś go uwznioślić i takie tam, nie ludzie i nie miejsca, ale my tutaj, to jest nasza stonoga, nasze Stonehenge, przyjmujemy na siebie tego rodzaju przeznaczenie, ale czy to nie zabawne że jestem już taki zmęczony i stary w wieku niespełna 32 lat, przecież za 12 dni. Dobry czas nastaje dla nas, Kochana, Trójmiasto czeka na nasze odwiedziny, przygotuj się, jedziemy nad morze, wyjedziemy stąd zresztą już niedługo i nieodwołalnie a nasza podróż nie będzie miała końca.

Najlepsza noc w Krakowie, czekam na Ciebie albowiem nocami pracujesz zwykle w knajpie na Rynku, ta knajpa się Krawat nazywa a to jest jakaś kryptoreklama chyba, napisałem do swojego stryjecznego brata esemesa że nie widziałem go od lat i że chciałbym go zobaczyć, słucham White Stripes i naprawdę mylą mi się tej nocy bukwy, pracuję jako agent ubezpieczeniowy, to jest dopiero zaczynam jestem w finansowym dołku, nie mam pieniędzy na podstawowe porzeby a moi koledzy wydają książkę za książką, ale odbiję się od dna, przyrzekam. Opanowali 152 stronę mojej opowieści, treść zaplanowana odgórnie a ja nie mam nic do powiedzenia, muszę więc pisać w pocie czoła niewiadomo jak wymyślne histerie a przecież do kurwy nędzy miałem to ja pisać o nas czy nie, mogę napisać więc o Ojcu, mój Ojciec ma 55 lat, kocham go, co ja mam pisać o moim chorym Ojcu, może że bardzo chcę aby mi wybaczył to że zaciągał długi na moje studia i to że tak bardzo jesteśmy. Kucharka woli Trójmiasto niż Kraków zresztą analogicznie jak my, dlatego Kucharka jedzie z nami do Gdańska, powinna wypocząć, należy się jej trochę jodu nadmorskiego, a gdy już będziemy nad tym jebanym morzem ja i Kucharka będziemy czytać Joyce’a i Moliera na przemiał, będziemy się kochać nad tym morzem i wspominać jak to było gdy nas tam nie było, i będziemy szczęśliwi tam na pewno, zaiste. Potrzebny Trójmiastu będzie Trójząb, dlatego dzielimy się winem mszalnym w niedzielę, wyobrażam sobie brzegi nadmorskie jako polanę porośniętą niewiadomo czym a wszystko to co ma ulec zapomnieniu i tak przecież ulegnie abnegacji, i dlatego Ty i ja nad brzegiem morza X, a do tego Kucharka z chochlą pełną jasnej jak stal kapusty, surówki z pomidorów i ogórków, i dostaje się nam przydział zemsty, i dlatego nienawidzę ING, i dlatego nienawidzę AVIVY, i dlatego nienawidzę Ciebie i mnie również, i dlatego nienawidzę. Odp.Niż Kraków wolę Trójmiasto, dlatego wyjechałem z


Krakowa do Gdańska, dlatego powróciłęm albowiem Ciebie poznałem i jestem teraz tutaj jak w jaskini Platona i czuję się jak w Transylwanii, czuję jak kły mi w ustach rosną i łąkną czegoś innego.

Biedna Krakowianka rodem z Bełchatowa, Filipina Salomon, za. Mąż, Trójmiasto, miłość, życie, noc, miłość która nas tutaj trzyma, nie przejmuj się, to jest jak pieczenie ciasta a ciasto rośnie na drożdżach, trochę inaczej wygląda to zapewne w Twoim sercu ale nie czas na histerie, pamiętam One U2 słuchane w podstawówce na jakiejś dyskotece z okazji zakończenia roku bodajże, a teraz mam 32 lata prawie i słucham tej piosenki i przytulam Ciebie, 20- letnią ofiarę moich umizgów, wybacz, ale czuję się jak gracz , czuję się jak kurwa w sieci, nie wiem co mam Ci powiedzieć tej nocy więc nazywam cię X, nie wiem jak mógłbym okazać Ci troskę więc nie robię nic, nie wiem jak się zachować w sytuacji śmierci, nie wiem czy Kraków będzie naszym domem, nic nie wiem jak. Jest Trójmiasto. Stał Kraków na otchłani, jeszcze deszcze, w deszczu płacz, ludzie, duszy nie gubcie, migdałowe oczy miała, jeszcze, jeszcze, w deszczu płacz, ukradła Cyganka mała, ukradła a. Minął 152 stronę Filipiny, w deszczu płacz nienarodzonych,

niepowstałych personae dramatis. Sss. Wolę Trójmiasto niż Kraków, Kraków to taki skansen cygańsko- żydowski w deszczu, płaczę gdy odjeżdżam stąd ale wiem że chcę wyjechać jak najdalej. Ct, Trójmiasto mnie pociąga, żegnaj Krakowie, morze się otwiera nagle. Wyobraź niż zapomnij raczej miasto trójmiasto które rozciąga się nad samym morzem a my w tym morzu niemalże toniemy, ty i ja w podmiejskiej listopadowej zabiełudze cokolwiek to by miało oznaczać, więc jeśli chcesz wejdź ze mną prosto w och, niewiadomo co, wejdź ze mną, wejdź za mną do Babilonu, przez korzeń jak atonalna muza Beliala, wejdź za mną do mnie, połknij mnie, jestem twoim Lewiatanem, jestem Tobą, jesteśmy nad morzem, nasze życie nie ma końca. Ho, to naprawdę istotne- mieszkać tam gdzie czuję się dobrze i dlatego mieszkamy w naszym Domostwie, małym kurhanie który się rozpada od wewnątrz, którego serce jest zagrozone atakiem robaków i komornika, ale dajemy radę, naszą miłością zatykamy dziury w ścianach i smarujemy chleb palcami aby nie było widać ostrych narzędzi, to że Cię kocham jest zaiste cudem albowiem straciłem kompletnie nadzieję na jako takie ułożenie się moich spraw, ale teraz mamy ten domek, który być może wcale się tak prędko nie rozpadnie a może będzie tak sobie egzystować i służyć nam jako schronienie, weź się do roboty, zatykam uszy palcami i biorę się do pracy nad powieścią, może wreszcie podreperuje się nasz skromny budżet a mnie się uda spłacić długi,. Nie psychologia ale właśnie literatura powinna nas ocalić od bankructwa a w dalszej instancji. Zabawnie być dobrym , mam wtedy poczucie że ta cała układanka ma być może jakiś wyższy sens a brodaty Bóg naprawdę ma twarz Anne Bancroft, a może Jima Morrisona, widziałem we śnie jak miotał się między Paryżem a Krakowem, z plecakiem pełnym wierszy jeszcze nie spalonych i z nadzieją w tej brodatej łepetynie, wierzyłem w Jima Morrisona kiedyś, dawno temu chyba. Molly napisała mi że 153 strona podoba się jej najbardziej i że to jest cholernie w jej stylu, że gdyby miała wygłosić kolejny monolog to zaczęłąby od słów- to naprawdę istotne- mieszkac w ciekawej okolicy, potem dodałaby na pewno coś jeszcze o letnim czasie i okrucieństwie przestrzenie i dalej w tym niesłychanie


przecież pretensjonalnym i niedzisiejszym już chyba tonie, ale pierdolić to wszystko, niech. Przed zakończeniem jeszcze wstawka o tym że to naprawdę istotne mieszkać tam gdzie czuję się dobrze, rozwinięcie, i że cały czas poszukujemy schronienia a okazuje się że to niemożliwe, że nie ma żadnego schronienia. Ich naprawdę dogłębne przekonanie o tym że jeśli toczy się kamień to w jakimś jednakże konkretnym celu i tk bez przeszkód najlepiej.

Idąc w kierunku tego co istotne łapię się na niewczesnych jednak przemyśleniach, toczę się jak kamień w głab siebie samego. Gęsiego. Mieszkać tam gdzie czuję się dobrze to naprawdę istotne. Słuchać muzyki, która sprawia że chce mi się śmiać, chociażby Sugar baby love the Rubbets, kłaść się spać obok Ciebie, nazywac rzeczy po imieniu, być szczęśliwym i wierzyć że ta chwila może się przemienić w constans, nocami drapać zaś rany których językiem jest nienawiść do samego siebie, zagłębiać się w tym co czarne a co tak przenikliwie potrafi być nienazwane i co łechce mnie każdej nocy coraz bardziej jakby. Przeszedł . Dobrze mieszkać w miejscu gdzie naprawdę czuję się dobrze, słuchać White Stripes, czytać na przemian Ulissesa i Gazetę Wyborczą, dobrze jest pić wino gdy Cię nie ma i dotykac Ciebie do głębi kiedy wpuszczasz mnie do siebie, dobrze jest zastrzec sobie teren, zastrzyc uszami jak Minotaur tanio, w Labiryncie się śmiać do przepukliny, czytać gazetę przy porannej kawie, jeść śniadanie złożone z tostów z serem i pomidorami. Zerknął tam gdzie nie powinien był zerkać i rozpadło się w proch wszystko co do tej pory mógł nazywać swoim schronieniem, fundamenty domu topniały jak za dotknięciem bicza i ściany na których napisał był kiedyś wyznaia miłosne spłowiały nagle, a w powietrzu unosiła się zasypana och jak bardzo zasrana. Nieprzyjemni, gdzie powinni się byli kochac, pomyślał, czemu się kłócimy a zaraz potem patrzymy na siebie tęsknym wzrokiem, to jednak może być miłośc omni Mane padme hum i dostaję teraz nowego koksu bo nie wiem co mi się dzieje z bukwami, święta za pasem, jeszcze rok temu mieszkałem w Sopocie i słałem Ci stamtąd głupawe esemesy, teraz mieszkamy razem i jest nam dobrze, tak, chyba nareszcie jest nam dobrze, oczywiście, ale musimy się jeszcze pozbierać i jakoś ogarnąć to co nagłe i niestosowne. Jack White śpiewa iż czuje się dobrze, ten to ma życie albo Jerzy Franczak, jakie problemy mają ludzie którzy znajdują się w oczywistym zasięgu mamony, zdobywcy bieguna sławy i pożądania, tanie króliki doświadczalne, Adam Wiedemann po rozstaniu z Michałem Płaczkiem, Edward Pasewicz, James Joyce, mamy teraz newralgiczne punkty do osiągnięcia, osiągać musimy pieniądze, aby poczuć. Ojciec się nie odzywa, nie dzwoni, mam nadzieję że czuje się dobrze. - Niech! - Trzy! - Powiesimy! Głuptasy: dobrze się czuję, kocham dziewczynę, która natchnęła mnie do napisania powieści, słucham sobie muzyki zajebistej, mam komputer i Internet za który nie płacę, piję białe wino marki Sophia, nie mam ambicji, nie chcę mi się, wyścig szczurów mnie obezwładnia, kocham ciebie.

Nigdy psychologia mnie nie interesowała Az do tego stopnia, zwykłem nie doceniac tego co psychologiczne w powieściach kładąc na


pólce z napisem do przeczytania kiedyś tam książki Dostojewskiego, szatańskiego speca od psyche Słowian, i kładłem na takiej pólce wszystkie te psychologiczne. Corny mawia iż najistotniejsze jest aby być dobrym człowiekiem, ale ja nie wiem, naprawdę nie wiem co to u diabła ma oznaczać, czy dobre jest jedzenie mięcha albo czy dobre jest pisanie powieści, która nie jest dobra, a czy ja jestem dobry jeśli jestem alkoholikiem albo czy ma to w ogóle sens kiedy to wszystko jest takie względne i przeciwstawne nawet, no więc wolę się nad tym nie zastanawiać, wolę żyć bez planowania bo one są śmieszne, wolę życ ot tak jak jabłka. Jak 153 strona Filipiny. - Czy? -Nie to miałam na myśli, miałam na myśli to że się kochamy i możemy na tym budować. - Wielkie. - A. Barmanki. Najlepszy naprawdę sposób na osiągnięcie szczęścia czyli to że się kochamy, czuję się szczęśliwa obok ciebie a Ty jesteś moim pieniądzem w banki Ing, Ty jesteś moim szczęściem niezbywalnym, Kochanie. Znał istotne zagadnienia filozofii dobra, Kotarbińskiego i Joyce’a, a teraz należało po prostu się tym szczęściem sycić co sprowadzało. Trzeba mieszkać tam gdzie czujesz się dobrze, trzeba wstawać z uśmiechem na ustach, uśmiechać się do lustra, iść do pracy i zarabiać pieniądze pierdolone na to pierdolone szczęście trzeba pracować w pocie czoła, nienawidzę pracować, to Szatan wysyła e- maile Świetlickiemu a ten to potem pakuje w koperty żółte i rozsyła i to się rozprzestrzenia w poszukiwaniu czegoś czego się z grubsza nie da chyba odnaleźć no bo kiedy to już masz przyjacielu to przecież zaraz nie masz i tak w koło Macieju. Parnell. Tam gdzie czuję się dobrze jesteś Ty, palę papierocha za papierochem, popijam wino białe nazywane Mądrością, czuję się wyśmienicie, ale brud na powiekach po wieki wieków amen przypomina mi jednak mi przypomina to czego nie chciałbym wiedzieć, że każda histeria prędzej czy później kończy się w piachu, i dlatego wyję kurwa mac w noc i wyję kurwa mac w dzień z palcami zanurzonymi w sosie pomidorowym wyje i próbuję się przedostać idiotycznie zapomniec o tym co nas czeka Ukochana a czeka nas koniec koniec nas kiedyś rozdzieli. Uśmiech gdzie powinny być łzy jednak. Tramwaje czują się dobrze tej nocy, wiozą Cię do pracy, jedziesz do Krawata aby stanąć za barem, będziesz obsługiwac kibiców meczu Polska- Cyganie i będziesz strojna w pióra i Malibu będziesz trzymac w jednej z dłoni a w drugiej nieskończone listy trunków wszelakich i całe to pijane towarzystwo mężczyzn będzie jeść z Twojej dłoni która na moim penisie zastyga w uśpieniu i nie będzie tej nocy smutku, tylko praca w pocie czoła, tylko sen i zabawa, na przemian z Joycem i mną, a potem pojedziemy do Ikei po stolik bo przecież niedzielę mamy dla siebie, Ty będziesz uczyć się na kolokwium z arabskiego a ja będę pisać dalej. Zbyteczne się wydaje cokolwiek, nie ma tego złego więc co by na dobre nie wyszło, wkrótce powrócisz. Całe dobrze opowiedziane histerie kryją w sobie dodatkowe pokłady energi, bo przyszłość jest przecież niewiadoma a co najistotniejsze w zasięgu dłoni, która sięga po kielich białego wina marki Mądrośc, ale która ni dostaje. Domy, psychologia życia domowego mówi iż to właśnie dom będzie miejscem do którego tak czy siak jakoś się musimy odnieśc, nie jesteśmy ślimakami, Kochana, i nasz dom nie będzie nam


przysunięty, sublimuj albo zapomnij, wyobrażałma sobie trawy w których zasypiamy znużeni gdzieś w Transylwanii, dotykając się do głębi, kładziemy się spać pod gołym niebem, jesteśmy bezbronni jak ninja w kiepskich filmach, jak Sinatra w środku afery ARTB, jesteśmy nieskończeni i pozwól że tacy pozostaniemy, rozpostarci i wytaci jak ścierki. Każdy. To dobra pora aby powiedzieć Ci jak bardzo Cię kocham, to dla Ciebie, Kochana, buduję. Plebania. !53 karteczka Filipiny. Nawiązania do horrorów włoskich i

Zombiego, duchowne fatałaszki, kocaliśmy się w Kościele Pod Wezwaniem Abstraktów, nadzy, zespoleni. Słońce to naprawdę ciekawe miejsce, grzeje i grzeje za dnia a potem nas brutalnie olewa i idzie sobie gdzieś tam i tak ponoć od mialiardó lat a my mamy nadzieję. Wyzwoliło Oto naprawdę będzie miejsce w którym odnajdziemy szczęście, spaleni Słońcem jak na obrazach Michałkowa a gdzieś w kłębowinach mózgownicy kryje się jakieś przeświadczenie o tym że to dobrze tak tu i teraz mysleć sobie i pisać o tym że to dobrze tak po prostu żyć że nie ma nic innego a nawet że jeśli jest cokolwiek innego to nie ma to żadnego znaczenia a nawet jeśli ma to jakieś tam znaczenie to zawsze pozostaje obłęd a jeśli obłęd nie wystarcza można się zakochać a jeśli zakochać się to mało to można się powiesić albo siąść sobie na dupie i rozmyślać aż do znikniecia i się bawić w te jebane literki i się kręcić w kółko i nic się nie dzieje i tak nigdy się nic nie działo i nigdy się nic nie będzie dziać a wy myśleliście że ja się dam nabrać na to w koło Macieju ale mnie bolą nogi, nie. Brat istotne nazywa nieistotnym, zakłada rodzinę gdzieś w odległej Szkocji kreśli swoje plany życiowe i nagle rozsypuje się nasza przemyślana wydawałoby się układanka, a całe te puzzle o kant dupy rozbić, sombrero które ląduje na głowie wieprza, cantare, śpiewaj tekst o nicości, mama kończy 58 lat, ojciec 55, brat 34, ja 32, to się ciągnie dalej i dalej, czas jest nieubłagany i nasz dziecinny domek się rozpada jakby po to był aby miał się rozpaść, rozpierdolić, gdzie jesteś bracie, jesteś w Aberdeeen czy w Bathgate, ale jesteś jednak. W internecie publikujesz fotografie swojej rodziny, jesteśmy onieśmieleni tym co się z nami dzieje, nie potrafimy przecież inaczej. Jego mieszkanie w Bathgate. - O tam gdzie niebo styka się z morzem, w szkockiej odległej planecie mieszkasz, bracie. Macki… gdzie sięgają macki czasoprzestrzenności, nic i nikt nie będzie od nich wolny. Minęli przystanek Piaski Nowe, czuli się dobrze tej nocy, szli do Domostwa aby zasnąć. A się dobrze mam i kurwa, moja miłość jest obok mnie, słucham Piatnicy i Rolling Stonesów, czytam Joyce’a, mam komputer i Ciebie mam i pieniądze będą. To dobrze że będziesz przy mnie kiedy będę umierać, to dobrze że jesteś, to cudownie że są litery którymi można próbować oddać złożoność tego świata chociaż mogłoby być więcej dźwięków i tren świata tego mógłby nie być trenem, mogłabym Ci zaśpiewać tej nocy ale cofają mi się dziąsła a to wszystko przez Małsowską i jej podobnych, ale zatrzymaj się, jestem. Oczy. Wraca psychologia dobra, Jacek Santorski całuje się z Andrzejem Samsonem z języczkiem, kubek w kubek, a wszystkie dzieci nasze pozostaną mimo jesieni tego ranka skowyt mój sięgnął miski i napisałam powieść dla Cienia w której jestem cieniem samej siebie i potem wyprałam nasze ubrania i okazało się że w jednym z nich mógł chodzić nawet sam Chuck Norris ale nie chodził bo bał się najzwyczajniej no i jak ja mam sobie z tym poradzić, z tym że przychodzisz do mnie i strzelasz do mnie z princessy jakbym była


waflem zbyt łatwym do zgryzienia, a moje oczy pełne są biegunki i nie chce mi się nic najzwyczajniej. Tylko dobra droga przed nami, Kochanie, mamy domek, który będzie schronieniem. Pończochy 153 karteczki, nakładasz pończochy na nogi, wybierasz się na bal na którym mnie nie będzie, natychmiast Ci to wypominam ale się śmiejesz, równa bania, mawiasz, i wychodzisz, i tyle Ciebie widziałem tego wieczora, przestań,. Mnie przeraża gnoza poranka każdego obok ciebie i papierosy, kłamiesz, nie przeraża mnie nic, tytanem raka i przerażenia będę więc, no i się kończymy w nocy o północy wybiegasz w pończochach.

O sutych dożywociach…

Przeszedł to naprawdę ciężkie przejście i jest teraz żołnierzem niepokoju bo oczywiście boi się teraz bardziej niż kiedykolwiek do tego czasu a jego lęk będzie dla nas wspomnieniem kiedy przestaniemy się bać majeranku ale bardzo się boimy majeranku w nocy o pólnocy więc się boimy i już kurwa mać do cholery jasnej no więc się boimy i nic. A naprawdę istotne – mieszkać tam gdzie czuję się dobrze, pomyślał o sobie stary człowiek no bo kiedy ma się już te 32 lata prawie to już się czuję starość, już się czuje emeryturę bez której i tak się czuje niedobrze, już się czuje smród śmierci na karku zgrzybiałym żegnaj moja młodości niebyła, żegnajcie dziewczątka słodkie, witaj grobie i tem podobne, otwiera się po 30 jakaś taka świadomość samopomocy spsiałej, i się otwiera coraz bardziej i nic cię już nie czeka i tylko zaśnij we mnie i tylko nic już jesteśmy w domu jednak. Powieki istotne się powiększają, chce się pić a nie ma już co pić, nie ma Ciebie obok mnie, jest tykający zegarek z mosiądzu i jest książka Joyce’a, która mnie onieśmiela i wyzwala. Odwrócił. Często Ja pytał o filmy. Czy widziałaś film Głowa do wycierania Davida Lyncha, to znamienne że pochodzi z roku 1977 w

którym przyszedłem na ten najgorszy z możliwych światów, a więc histeria w której odtwarzany przez Jacka Nance schizofreniczny bohater roi swój koszmarny sen w którym opuszcza go zona, w którym ląduje w bezdusznej fabryce gumek do ołówków i w której wychowuje


dziecko kobiety, która go opuściła, zresztą potwornie zdeformowane, przypominające monstrualna roślinę z. Kiedy po raz pierwszy oglądałem Eraserhead. To znamienne że Lady in the Refrigerator ustylizowana na modłę Marylin Monroe jest raczej bliższa duchowo Elli Fitzgerald a Jack Nance, który ze swoja nastroszoną fryzurą i wylęknionym spojrzeniem przewija się między korytarzami mrocznej kamienicy przywołuje w pamięci bohatera późniejszego serialu Lyncha, Twins. Muszę przyznać iż konsekwencja Lyncha przekonuje i zadziwia, ale przecież to właśnie jego debiutancki pełen metraż zawiera w sobie zarzewie ognia, który obejmie wkrótce kinematografię, aby tak górnolotnie hołd złożyć nalezny skądinąd, to tutaj pojawiają się skłębione i surowe motywy, które powracają i żrą ciągle. Ach. Dłoń. Nigdy. Szkoda że to jest takie constans a przez to nierozwojowe może, nawracające obsesje, ci sami aktorzy, muzyka Badalamentiego, wiszące na ścianie fotografie, multiplikacja interpersonalna, sen przechodzący w życie, melanż kina gatunków, a więc kryminał, gore, soap opera, poetyka serii, wątki alternatywno- awangardowe, raz mocniej, raz. Poszedł.

Zaraz. Trendy mijają, Lynch pozostaje. Pełnia zarysowuje się już w Głowie do wycierania ( 1976-7), jakby Lynch ciągle udoskonalał jeden i ten sam scenariusz, taka historia skomplikowana co to rozsadza ci łepetynę i dla której potrzebujesz kilku podejść, może nawet całego życia, no bo w tej Głowie jest wszystko jak w zalązku rośliny spięte, sprasowane.

Dość. Pan. Z wyrazem czystej formy początek. To szczególny estetyczny manifest w którym nacisk kładzie się na sposób opowiadania histeri, a więc zaciera się ślady czegoś co realne i nawraca się do łona pramacierzy, tu się można sycić Jungiem do woli, można się zagłębiać w interpretacje, a sama histeria prosta i banalna nie ma żadnego znaczenia, jest pretekstem.

Tak. Najbardziej bezkompromisowy film Lyncha nadaje się do wielokrotnego oglądania albowiem za każdym razem można wynieść z niego dla siebie coraz więcej i więcej, i na tym polega. Tak na elementarnym poziomie mamy tutaj do czynienia z tak zwaną autobiografią kreacyjną, w wywiadach Lynch podkreślał współznbieżnośc linii fabularnej z własną biografią czyli że bohater Jacka Nance to alter ego Lyncha, zresztą ma nawet podobną fryzurę a Jack Nance zagrał potem w większości filmów Lyncha aż do Lost Highway, pojawia się jeszcze w Dzikości serca, Twin Peaks, the Frenchman and the Cowboys, i zawsze jeko kolejne role będą nawiązaniami do tej pierwszej, najistotniejszej, najpełniejszej.


Byłem oszołomiony tym niespójnym pozornie znaczeniowo komunikatem i dlatego zacząłem drążyc głebiej, przenikac do warstw ukrytych pod powierzchnią, z lubością odnajdywać zatarte ścieżki i odkrywac dla siebie znaczenia, które wydawałoby się umarły, a przyjemnośc wnikania w ten świat powodowała coraz to nowe eureka, jak Archimedes w wannie liczyłem tropy i odniesienia aby zmrożony nagłym olśnieniem stykac się samym sobą wewnątrz Innego, i mogłem się tracić w Nim i zyskiwac na nowo Siebie.

Grafton z klasycznie akademickiej pozycji pozostaje ulicą w Dublinie, ale ta dublińska uliczka kryje w sobie całą Odyseję, analogicznie Lynch. Zadrukowane osobistym uznaniem strony interpretacji Eraserehead, pozostawały jakby nietknięte palcem Bożym, dopiero wejście intuicyjne oparte na aj to przecież moje, to mi się sniło, doprowadzało do jakiegoś doznania, i tak sama głowa do wycierania jawi się teraz jako palimpsest nieustannie. Minął, dowolne treści można by mnożyć i wpisywać do nakreślonego kontekstu, dzieło otwarte na tym ma właśnie polegać, zarysowując wątki. Kaskady kontekstów kulturowych zawartych w Głowie mogą przyprawić o istny jej zawrót i znowu jesteśmy w Labiryncie w którym Nance porusza się jak w domu, jak Deadlus po Dublinie, dla samego ruchu. Poduszeczki określonych treści oślepiają przymrużone oczęta, zaczyna się fantasmagoria. Obnażył Lynch abstrakcyjny język dając w Głowie do wycierania popis

swoich poetyckich możliwości, jakby to był poemat dygresyjny. Zadrapanie: Głowa do wycierania swój autobiograficzny charakter rozmywa poprzez nadużycie środków stylistycznych odrealniających opowiadaną historię co oznacza iż języczek myślom kłamie. Lśniące anegdoty istnieja dla błyszczenia li tylko, a powierzchnia odsłania głębię. Jedwabie. Nie. Wysokie interpretacje mogą jednak zaszkodzić, nie przejmujemy się ty, mamy za soba Eco i nadinterpretacyjny chaos a scalanie wcale nie musi być dobrą i jedynie słuszną drogą. Uczuł, że równoważne sensy generowane w trakcie procesu odczytywania muszą następować, ze taka jest kolej rzeczy, że na rzeczy zna się nikt a więc Lynch jest punktem wyjścia. Duke. Nadal zachowuje swą tożsamość to znaczy jest tym czym jest bez względu na to co zostanie o tym opowiedziane a jeśli kolejne glosy do tekstu głownego mogą go jakoś interpretować to przecież tak ma być a jeśli nawet te interpretacje o kant dupy rozbić to tak. - Jack! - Najdroższa! - Całuj! - Mój! - Kochanie! Z inicjalnej sceny w której widzimy mężczyznę nad przekładnią mechanizmu wynosimy. Ludzie.


Przysiedli do satnu pierwotnego uśpienia, albowiem sen jest macierzą nicości a film jest tylko wycinkiem nicości w nicości, z zagłębionego przekazu w nicości. Blady Jack Nance niesie na sobie konstrukcję tej impresji jak Syzyf niemalże, krązy po korytarzach, przychodzą do niego zwidy najrozmaitsze, właściwie wszystko to toczy się w jego ogromniastej głowie a jego fantazyjna fryzura zawiera w sobie odniesienia do rokokowych peruk i irokeza a la Sex Pistols, z ty7m że jego głowa jest do cna wytarta, jakby nic się w niej nie działo, tylko jakieś śmiecie nie do nazwania, tylko takie impresyjne nic a nic, i dlatego ten huj Jack Nance przypomina mi Jacka sparrowa a ten znowu mnie odnosi do spierdalj sam nie wiem czego jeszcze. Nowa funkcja operatora projektora, nazywanie rzeczy po imieniu, film który się nazywa powieścią albo mówienie słow na wolności, pierdolić te wszystkie kłamstwa, przeciez nie ma to żadnego znaczenia o czym jest ten film, przecież do kurwy nędzy to jeden z wielu filmów Lyncha, który stoi na ulicy w Dublinie i boi się przejść bo nagle usłyszał jak Edith Piaf śpiewa coś takiego że nogi pod nim ogólnie mawiajc drżą, i jak ten Odyseusz uduszony jest sobie i jest tylko i gasnie jak ten Jack Nance w korytarzach co się zdarza zresztą coraz częściej, ale cicho. - Rostbef. - Duszona. Męski kto opowiada, David Lynch opowiada w Głowie do wycierania

poprzez grę Jacka Nance o parmenidejsko- eleackim ruchu w poszukiwaniu a jednocześnie o zadziwieniu. Nie absolutna władza nad przedstawianiem, ale poczucie że ta władza ma jednak granice. Facet robi co chce, nadaje. Lekki autorytatywny wydźwięk jednoznaczności, proszę o następne skojarzenia, dotyk przeganiający sen, myśl że nie zdarzy się już nigdy dwojga ust chwiejny gest, nie warto kochac gdy zapłakany żal, rozżalone łzy, nie kochaj bo. Zaciskając dłonie w trybach machiny jak Chaplin w Dzisiejszych czasach Lynch wygrywa. - dwa. - Raz. Ten człowiek w przemysłowej machinie, zapłakany żal, rozżalone łzy, człowiek, który płacze nad własnym opłakanym losem na tym padole łez, pozostaje człowiekiem, który płacze i który ma coś sobie do opowiedzenia. Celny. Skręca mnie na myśl o muzyce the Doors, którą uwielbiam od czasów licealnych, to znaczy ilekroć wyrzekam się Jima Morrisona tylekroć czuję jak bardzo jestem zamknięta w puszce Pandory i jak bardzo boli mnie. Niedbale otwieram więc Ulissesa na stronie 155 i czytam co

następuje. Stojący obok mnie kolega na jakiejś imprezie poetyckiej pod psem pięknym pyta czy lubię the Doors, i zamyka dzrwi albowiem chłodny mamy tego roku listopad, ten kolega to Kuba Niklasiński w sztruksach. Dobrze muzyka na mnie działa tego wieczora i alkohol, jestem pijana więc czołgam się w rytmie chansons Edith Piaf i wymiotuję na podłogę na której leżę, obok mnie leży kolega Niklasiński i nie rzucając się w oczy nikomu zatapiamy się w muzyce Piaf, w muzyce Doorsów się zatapiamy, a może nawet się. Chlapnęło the Doors drzwiami. Pan Morrison rozjebuje właśnie drzwi kopniakiem, jak Rejtan rozdziera skórzaną kurteczkę. - Nie.


Wyjść. Wycofał się w rytm muzyki Doorsów w kierunku. Przekąsić 155 kebabów i rzygać 155. - Befsztyk. - Małe. Każdy lubi Doorsów, i każdy snobuje się na Astora Piazzolę, tańczymy tanga argentyńskie. Wyszedł w rytm muzyki Doorsów i Astora Piazzoli, powiedział coś i zamknął Drzwi za sobą.

Przypuśćmy. Wszyscy słuchają Kalibra 44 albo Paktofoniki albo Pijanych Powietrzem albo Emade albo Fisza albo Agressiva 69 albo Edyty Bartosiewicz, mój jedyny obraz Ciebie, Paktofonika uderza w zmasowany sposób, moje wątłe ramiona uginają się przed śmiercią, Joyce na Pułce leży, teraz oddychamy spokojnie, bez lęku kładziemy się spać obok siebie, wstajemy, zaparzamy. Pożerają 156 kebabów i jajecznicę z pomidorami z ogromnej patelni, do tego seria baniaków pełnych wina z Biedronki, albowiem market Geronimo dostarcza Ci święty spokój, po co przepłacać, co się mamy niby martwić, postępujemy słusznie, a że nie ma w tym ukojenia to jest sprawa innego rodzaju, jeśli masz zamiar napisać powieść zacznij żyć, ale mi się nie chce żyć, pierdolę te wszystkie kłamstwa, oto ja robak na kamieniu, na postronku, oto ja jak w tej nie udanej piosence, która rozpada się jak ptaki w locie z jednego z moich dawnych wierszy, perła w udzie Małgorzaty Niklasińskiej. John lubi Smashing Pumpkins, nie przepadam za hip - hopem, ale Kaliber 44 albo Paktofonika są O. K., na Facebook się zalogowała rdza, Tomasz Pułka używa przerwy jako chwytu poniżej kutasa, dlatego nie mogę myśleć optymistycznie, to się rozpierdala w jakieś niebotyczne kłamstwo, nie używaj słów, po prostu pij wino, i tak umrzesz, a piach Ci obejmie oczy, pamiętasz ten cytat z Keatsa albo Yeatsa, zawsze mi się mylili, onie byli tacy górnolotni że tak to określę, a jednocześnie Joyce, którego alkoholizm będzie wykładnią, i Stefan Dedalus jako wół piżmowy, i kareta z ognia, Słomczyński siedzący pod stołem na zapadni kielicha. Mimo że przepadam z każdym dniem coraz bardziej bolą mnie nogi, ten tekst jest otrzeźwiający, zawsze myślałam jak to jest gdy się traci przytomność, potem się zwalają na stypę, a pogrzeb, ile to kosztuje, i ten natłok asocjacji powiązanych z hip- hopem i Mike Patton,moja prywatna teodycea, zacznij się jakoś określać, no bo co ci się niby wydaje, walnij głową o mury Jerycha. I za hip- hopem ciągnie się przepaść, pomysłów u mnie nic a nic, coś się w mojej łepetynie zaczaiło, może to Marcin Cecko, Estrella Morente myśli że jej nie ma, no bo kiedy Ona intonuje to co mam na myśli, to wychodzą z tego robaczywe zapożyczenia, dlatego oddaj mi rower, oddaj mi życie, które mi się kończy, od którego się odklejam i płaczę, i polecam Ci zakończenie tego wersu, polecam Ci szczerze śmiech. Gorącą hip- hopową suczkę kładę na wezgłowiu, nadleciał jak szalony i kołysze nami wciąż. Ach.


Wszedł, hop, już jestem, zwisam w dół bo przecież nie można inaczej, uczelnia mnie wygnała na wiatr psi, obłęd, zapuszczę brodę i motor i ciach. Przyzwoity ale inaczej jak Edith. Co? - Hallo! - Hallo. - Co? - Znakomicie…

Sardynki, Kaliber 44, Edith Piaf, Paktofonika, Pijani Powietrzem, Fisz, Emade, Fish, Genesis, Marillion, Silmarillion, Tolkien, Masłowska, Pułka, Franz Jur, Franz Kafka, pieczeń wołowa, dupa zbita, jarzyny. Można włączyć Paktofonikę albo Ellę Fitzgerald, potrzebujemy jakichś sztywnych ram dla tej opowieści albowiem czuję się trochę zbita z tropu, Ty i ja na obscenicznej imprezie w Kościele pod wezwaniem strzyg, stara ja i młody Ty jak w Fauście albo u Umberto Eco, może to nie jest jeszcze ta histeria, masz granat w cieście,podchodzimy do tortu, to sui generis Faust, ale jeśli wolisz to opowiem Ci coś innego, coś z innej półki, coś co nie ma końca, no ale to ma być yeti, tak a nie inaczej, to znaczy mam na myśli coś co trwa i trwa niczym nicość, wolisz tamte skojarzenia, ok., ale ja wolę co innego, jeszcze. Kanapkę? Jest ok., poproszę tę z sardynkami, mam Downa, poproszę o szklankę wina, tego włoskiego za 37 zeta 5 litrów, ty nie lubisz sera z oliwkami, ty wolisz świat porąbany azotem, a może tak ma być, to się nie da ująć, dlatego rwanie formy, fuck all these lies, może to w końcu się rozstrzygnie, potem się uśnimy, cokolwiek, to zgrzyta, nie wiem co mam na myśli, a te łowne zwierzęta, które spadają z trasy autobusowej wprost do dzbana pełnego jagód, to nie są narkotyki, to się zwyczajnie kupy nie trzyma, ale musisz o to zadbać, pamiętaj o decorum, Sarah. - Czy? - Tak.

Chciałbym, to jest chciałabym bo nie wiem kto w tej chwili dzierży pałeczkę, trudno kochać lecz trudniej jest nie kochać wcale Cię, wyłącz to gówno, co ty sobie myślisz, że możesz sobie myśleć cokolwiek, przecież i tak to się rozpada, gdybym nie znała słów znałabym wzory i rytuały o których nie masz przypuszczalnie pojęcia, fuck all these lies, lęk. - Żona? - Zdrowa… - Tak. Nosey. - Śpiewa?

Popatrz. Mógłby być OK. Ale to taka imitacja życia jeśli wiesz co chcę powiedzieć, nigdy nie wierzyłam w Boga ani w Hollywood, ale to była taka metafora, że wiesz, sama nie. - Zaangażowała kolejne osiągnięcia w coś niepojętego, nie wiem co powiedzieć, próbuję.


- Nie. Bufetowy. - Ile? - Siedem… Pan 1 raz się ma prawo uśmiechać, to nic nie oznacza, ale wynocha, nie chcę wiedzieć nic o tym co Pan robi, nie wycieram sobie Panem usta, nie chcę widzieć jak Pan płacze i płacze. - Musztardę? - Dziękuję. Unosząc. Bohatera dramatu…

- Kto to jest Jean- Baptiste Chardin? Francuski malarz żyjący w latach 1699- 1779, nie ma. - Tak, mamy taki fajny kalendarz w którym na każdy. Kto to jest Chardin? Kim jest Estrella Morente? Czemu kocham Filpinę Salomon? Kto jebie w dupę redaktora Piotra Mareckiego? Ciepłe spojrzenie chłopaka na Portrecie Augusta- Gabriela Godefroy,

datowanym na Anno Domini 1737, a przechowywanym w Luwrze. Uniósł Paktofonikę albo Ellę Fitzgerald. Jego 156 karteczek na których opowieść o Filipinie nabiera absurdalnego rozpędu, ja to. Wino. Smakusączył, nie, raczej przywarł do ust kilerem, i tak się do niej dopieprzał iż zamoczył. - Tak. Bez. Nosey. - Mówił że przepada za Ellą Fitzgerald, że pracuje w Alfie, że ma dość tego wszystkiego, że jedyne co go trzyma po życiu to nadzieja na to że może się jeszcze konkretnie zapierdolić, spytałam czy będzie w stanie mnie podtrzymać na ciele, spierdolił stąd. Mam za tobą łzy, ty lubisz tamte czasy, lata 20, 30, a ja lubię Kaliber 44 i Paktofonikę i.

- Prawie hip hop, mam na mysli nienawiść Kassowitza albo Masłowską i jej Pawia królowej, ale to się dopiero rozpoczyna, hip hop się dopiero rodzi, to jest takie ożywcze i sexy. Z hop na hipopotama, budujemy coś nie do ogarnięcia, ale to powraca, jak nagrania mojej babci na welonie, nie jesteśmy cząsteczkami w cieście, tylko się nam wydaje że coś ogarniamy, tymczasem budujemy i rozpadamy się bez większego sensu, a cała ta opowieść. - A, ale jeszcze raz, rannej herbaty poranny jęk, nie mów już, proszę, jak bardzo chcesz.

- Porzuciłem Kaliber 44 na korzyść Paktofoniki a potem Pijanych Powietrzem albo Fisza. - Ma.

Pan Paktofonikę podtrzymuje na duchu a przecież Magik to sprośna dziewczyna, może nie mam zresztą racji ale to jest tak jakby Renata Przemyk dostała rentę z tytułu śmierci jej pizdy, no i to się nazywa miłość, to się nazywa rozżalone łzy, zapłakany żal, łzy.


Ładny jest ten dom. Z O O albo Carlos Gardel z podciętym gardłem, jak mam sobie pomóc? - Nie K. Logos, absurd, Paktofonika i Kaliber 44 i Pijani Powietrzem, ściany się zmagają. Totalizator 1 jest tylko jak dyktafon w Radio Alfa, nawet słuchawek nie ma, ale jesteśmy dzielni, przecież Ciebie kocham, a to co jest gdzieś obok sczeźnie, Marcin całuje.

- Prawda, najświętsza prawda, spierdalajmy. Chyba Paktofonika nas powinna ocalić, tylko Ona, czy pamiętasz jeszcze ten czas, Kochana? Nie, 156 razy bardziej wolę Marię Peszek i Jej Bezwstydnik, czy wiesz że Ona ma piórpusz w miejscu łona albo? Wszystkim. Przemawia do mnie literatura Doroty Masłowskiej, ale ta Masłowska będzie. - Och. - Tak, Masłowska będzie w Niebie w jednym z pierwszych rzędów puszczać pawia na chuja. - Och. Jego 157 stron opowieści o niczym, Jego bełkot, którego Shury nie ma pod. Język przemawia. - Przykro do mnie tak przychodzic, jestem tylko dziewczyną, która czeka na jebanie, parcie. Minął mnie, żołnierza, minął mnie, poetę, a gdy mijał mnie, człowieka, poprzysiągłem erupcję, jestem czy nie jestem Odyseusz, Al. Fons, mam w moim odczuciu zbawić świat tylko nie bardzo wiem jak zacząć, no i dlatego kręcę się w koło Macieju, czytam Masłowską i Joyce’a na przemiał, czytam i piszę. Mogą mnie uczyć literatura, że Masłowska to kurwa, że liczy się tylko Pilch albo Grochola, ale ja wiem swoje, nie będzie więcej oszustwa, koniec kłamstw, fuck All these lies jak chciał Johnson, Fajfer mi poświadczy, niech mi kurwa poświadczy, zaświadczy, Masłowska jest pusta ale migocze, to znaczy błyszczy bezcelowiem jak Leśmian ale w kontekście serca, tak jakby się miał las w sercu miasta narodzić, i dlatego wybielam Ją na transparentach i przekazuję dalej, wojna polsko- ruska to pan Tadeusz doby dres- internetowej, nie trzeba się oszukiwać, paw królowej jest dzisiaj jak dziady, na psy schodzi, między nami dobrze jest brzmi zaś jak uzyka Whitesnake na jakiejś tancbudzie, ale mimo to Doris zdaje się być samorodną instancją, nikt się Jej nie boi, każdemu dobrze grzać dupę gdzie indziej, nic nikogo ta Masłowska nie obchodzi, dom na rozlewiskach górą ciągle. Najlepsza Dorota jest w Pawiu Królowej, paw smakuje co prawda jak wyrzygany ale w tym lezy jego wątroba, czyta się tę hip Hopowa pieśn z wyrzutami, ale kurwa dobrze się czyta i jest w tym jakaś maestria, jakaś siła, o którą modlą się szeregi wierszoklastów, w tym jest Paktofonika i Kafka a nawet Joyce, ima się impresje niejasne że może Masłowska właśnie ale jednocześnie to tylko penis- pochwa i takie tam klimatyczne zagrzewanie się, noi i uniesposób się dać omamić, w masmiksie stosuję się do tego co powyżej, laicka kontrkultura, to znaczy że nie wiem dokąd mnie prowadzą słowa, opowieść dopero się rozpoczyna, to znamienne że gdu pierwszy raz usłyszałem o Masłowskiej i czytałem jej książkę czyli wojnę na przemian ze zbombardowanymi Sarah Kane to ta wojna wydawała mi się równie rewolucyjna, potem pisałem pracę magisterską o dramatach Kane, a Masłowską odłożyłem na półkę jakby nie dowierzając jej sile, ale teraz po ltach powraca to do mnie jak pies dingo do Aoborygena, i jest Masłowska punktem odniesienia chcąc nie chcąc jednakże, i kiedy czytam wojnę albo pawia albo między nami odnajduję się w tym bezczelnym języku z przyjemnością najwyższą. Opanowali Masłowską dygnitarze, Bosak nie czyta Masłowskiej, studenci polonistyki


wiedzą o niej tyle co kot napłakał, generalnie to nagroda Nike i Michnik i jeszcze Dunin i pilcch i wiedemann który gardzi Sarah kane, ale to nie wszyscy, masłowska jest więc w filmie, wojna się dobrzee sprzedaje a żuławski zrobił dla niej tyle co Stone dla Morrisona i spólki czyli jesteśmy w Domostwie. Gotuje. Potrzebny będzie nowy dyskurs, nowa dykcja, konkurencja dla jedynej w swoim rodzaju na polskim rynku kucharki Masłowskiej, jakaś margaryna na odtrutkę bo przecież nie może być tak że ta Masłowska oblepia ściany kuchni i nic i nikt już jej nawet od Grocholi niempotrafi odbić, dlatego Wojna sprzedaje się jak przysłowiowe ciepłe bułeczki, a my się śmiejemy w kułak, to odchodzi, to się zapętla , między nami dobrze. Odp. Masłowska będzie odpowiedzią na brak w polskiej literaturze oligarchii, nie, będzie odpowiedzią na zwiotczałość roczników siedemdziesiątych. Biedna 157 strona mojej powieści, pełna odniesień do Doroty Masłowskiej, która wespól z Boaskiem buduje front bezideowego bezguścia, penis- pochwa, wyzywam cię Dorota do władzy, ukloń się i powiedz Polska jest wielonarodowościowa jeśli wiesz co to oznacza, w kropce nad i zmagasz się z tytułem programu jakby to była przeprawa przez ucho igielne, nie chcę dokańczać. Mąż twój jest bokserem i masz córkę Malinę- Nicość, może to Balladyna, ale nie wydaje mi się, na dodatek dajesz się pozwać grupie antykryzysowej do quizu o bezbożności, Dorota, jesteś niczym krokodyla wyprawka dla mamuta, jestes nic, oj, zawiodłam się ja na tobie mimo że cię ukochałam, wertuję srane strony pawia w poszukiwaniu świętości i gówno, nie będę więc odstępowac od unii europejskiej i cię skrzywdzę, czy wiesz że noeony w twoim mieście kłamią, że nazywasz się gówno? Stał przemawiając do ludów na antenie Radia Alfa, zaproszeni goście, Dorota Masłowska i grupa Murator. Lunch do wszystkich słuchaczy, czerwone wino z Biedronki za. Minął mnie, nie zastanawiałam się czemu tak a nie inaczej, Dorota Maslowska czekała na. Sss. Literatuta lubieżnie się do Ciebie uśmiecha, Czytelniku- Paskudniku, czy kochasz Doris Masłowską opowiedz, czy kibicujesz Jej kolejnym krokom i wydawnictwom, czy myślisz że Doris będzie jak Gołota albo Małysz albo jak Kubica albo jak Kammel albo?

Wiem że nic Nie


Barcelona przyjmuje pijanego Socratesa, między cykutą a kielichem naprawdę dobrego winba Sokrates wyznaje prawdy ogólne, że wie iż nic nie wie, zawód, bo wszyscy oczekiwali iż powioe o życiu poza planetami albo chociażby o swojej fascynacji Iron Maiden, czemu więce jestem, smutna gęba prorocza, pamiętam obrazki z wystawy Musorgskiego i tempo narzucane przez innych, heavy metal nie istnieje, weź i obierz sobie pomarańczę, synek, a tymczasem Bruce Dickinsonz dobywa miecza, zdobywa Chomolungmę, traci kasę na kontakty z Twoją córeczką, Dickinson albowiem żre ciało Twej córki jak migdał, jakby była epopeją gwiezdną jakąś. Pożegnalny 158 raz unoszę w dłonim kielich, Gawliński wyje do księżyca, smutna twarz Anny Marii poddana dekonstrukcji, Krajewski ssie pizdę Logosu, mam na czole migawki, Gawliński całuje Satanowskiego, mam na czole pizdę, myślę że ni dzieje się nic, Logos jest spermatozoidalna przestrzenią, lato umiera jesienią. Kłótnia, wiem że nic nie wiem, jak Socrates błakam się ulicami maisteczka, parę miejsc w których nie bywam, wiara w ciszę, cisza się rozpościera, a Ty jesteś tej nocy jak kurewski jedwab, jak półka szkła na oczach, jak poezja Dada Twoje oczy wyleknione, i masz w dłoniach gówno, i nie trzymasz się kupy, rozlatujesz się w proch, i nie mam ci ponownie nic do powiedzenia, o, kiedyz będę Ci mógł powiedzieć cokolwiek, jak syrena ślinisz się tylko p[iwem i nie pamiętasz Bieńczyka ani Joycea, ale umierasz, i mamy się dobrze, między nami jest tomik poezji kurwa kogo jest ten tomik poezji, może to mój jest ten tomik poezji nie wydanej jeszcze, ale ty masz piorunujące spojrzenie, a klimat tej powieści odbiega od wszystkiego co polskojęzyczne, odwracasz się i seplenisz, Wilki na płycie szczerzą kły tej jesieni zimnej jak chuj. W tym że wiem że nic nie wiem jest tajemnica, jest jakiś przekaz, Jeruzalem płonie w oddali, ale czy musisz się uśmiechać tak kurewsko, czemu Twoje stopy są mydłem moich nóg, czemu Dada przeklęte i ULIPo, czemu eroll. Śnięta kurwa dnia, dupazbita. I nic nie wiem, poszukuję czegoś czego nbawet nie odczuwam, światło jest tylko strumieniem Eckharta, a Ty znasz tych monopolistów, Twoja pizda jest cieniem republiki, nie umiesz na pamięc gnozy, dalej, omni Mane padme hum chuj jest piękny, kurwa, ucz się ,Michał witkowski toi ścierwojad popkulturowy, licz się z tym , Jeruzalem nie istnieje, głęboko oddychaj, ma na myśli świętość, bo jeśli nie ma Boga, taka ostateczna przestroga. Region nie ma żądzy, słysże Cradle of Filth, nie ma żądzy, popkultura, śmietnik , Zulczyk na Facebooku, kurwa, nie ma zmiłuj, nie całuj mnie, brzydze się, całuję cię w pizdę, nie chcę tego świata, bunt w kratę, kurwa, bunt na Bounty, z marsem i snickersem ramię w ramię, przeciwko Greenpeace i pingwinom, poza planetami pizda pramacierz, uśmiechasz


się do mnie, masz nozdrza z których nic nie wynika, umiemy stawiać zamki napiachu i dyndac palcami, umiemy się uśmiechać do kamery, ale zeżryj mnie, spójrz na mnie bardziej przychylnie, rozjeb ,mnie tak jak Adam wiedemann czta Mickiewicza, rozjeb moją macierz, ssij mi kutasa głęboko, ty pizdo, rozjeb mnie skurwysyńsko. Ponoć Socrates wiedział iż nic nie widział i niech na tem stanie.

Cios, lubię kino artystyczne, powiedziałas między kieliszkiem wina a papierosem, w samym srodku nocy, zupełnie nie. Inny raz w kinie artystycznym najzupełniej na Mulholland. Przeszedł artystyczną drogę w kierunku bez celu, kręci film za filmem a wszystkie te filmy cechuje niedpowiedzenie, i Ty która mawiasz że nie odróżniasz Lyncha od Triera a może nawet Tarantiono od Kieślowskiego, ale która doskonale radzisz sobie z rozróżnieniami antropologii kulturowej, Ty wyciosana jak kamień z jabłka Adama, która niedpowiedzenie jakoś dookreślasz, która wolisz Cortazara od Joyce’a, może ty jesteś jedną. Zerknął na 159 stronę Filipiny, włączył sobie dla otuchy albo otumanienia Nine Inch Nails, patrzył jak odchodzi, jak wisi na drzewie pomarańcza, przypominał sobie filmy Jarmuscha, Jarmana, Luhrmanna, Chaplina. Nieprzyjemni, lubię kino artystyczne, powiedziała to jeszcze raz, jak stalowa ciemność zazgrzytała groza w pomarańczach ułożonych w stos pacierzowy, wyliczała teraz, Greenaway, nawet nie znam, Nine Inch Nails, to jest muzyka alternatywna, nie wiem jak odróżnić Lyncha od popkultury, mam popieprzone wspomnienia a propos pewnej degustacji szampana na której serwowano nam sykomorowe drzewa, a może to był gaj oliwny, co myslisz o kinie artystycznym, nie mam pojęcia o czym mówisz, dla mnie kino się rozpoczyna i kończy na tym co artystyczne, ale ja nawet nie wiem jak to się je, rozłupuje kolejną pomarańczę, mechanicznie, może ja powinnam studiować filmoznawstwo albo śpiewać jazz w jakiejś zadymionej knajpie bo kiedy słucham Nine Inch Nails to czuję się jak na jakimś niewysłowionym sensie, napastowana Twoim spojrzeniem, czemu tak na mnie patrszysz, poza tem kiedy już będę bogata to otworzę sobie własną Kanę Galilejską w której kino artystyczne będzie jak chuj przysłowiowy. Jack Sparrow albo Johny Depp, czy to jest kino? - Niech! - Trzy! - Powiesimy! Głuptasy: kino artystyczne to przede wszystkim twórcy tacy jak David Lynch, Lars von Trier, Jim Jarmusch, Tim Burton, Ingmar Bergman, Quentin Tarantino, bracia Coen, Loius Malle, Charlie Chaplin, Derek Jarman, Andrzej Żuławski, Xawery Żuławski. Tłum ścierwojadów.

Nigdy nie wiadomo które kino będzie dobre na noc a które na najbliższy weekend, dlatego wybieramy się do kina w poszukiwaniu tego co artystyczne, i boli mnie że nie ma nic takiego w repertuarze


Gnoza Records, ale znajdujemy tam nareszcie nasze wyśnione kino X, kino wyobraźni wyzwolonej, jaźni rozpetanej, oczywiście moi święci są i tam obecni i mogę się rozkoszować do upadłego kolejną lekturą filmów ukochanego Davida Lyncha. Corny Kelleher uwielbia Ereserhead, ja wolę Człowieka słonia albo Blue Velvet, Diunę, Twin Peaks, Ogniu krocz za mną, Dzikość serca, Mulholland Drive, Lost Highway, Prostą historię, Inland Empire, Green Room, Alfabet, Babcię, Six Men Getting Sick, Francuza i kowbojów, cały ten Lynch

nieustannie urzeka i podnosi mnie na duchu, Ukochana. - Czy? - Nie znam Lyncha, nie mogę odróżnić go od Triera, nigdy nie widziałam żadnego filmu. - Wielkie. - A. Barmanki. Najlepszy film Davida Lyncha to oczywiście serial Twin Peaks, albo Mulholland Drive, kino artystyczne rozmyte smakiem popkultury, Lynch

uwielbia taplać się w gównie jak Rolling Stonesi co najmniej, laickie credo metafizyczne, może tak to powinienem ująć, Kochana. Znał wszystkie filmy Wielkiego Reżysera, planował nawet napisanie książki. Trzeba. Parnell. Bjork. Lynch. Kajewski. Salomon. Trier. Jarmusch. Jarman. Malle. Chaplin. Lubię kino artystyczne, powiedziała raz jeszcze wychylając kolejny kieliszek szampana, patrząc mi prosto w oczy, rozmytym wzrokiem, w poszumieniu alkoholu, dotknęła stołu papierochem, paliła i mówiła, patrzyłem jak jej ciało się wtapia w cień ściany na której reprodukcja Paula Gaugina, w tle Bjork zasuwała ze swoim lirycznym wezwaniem, zawodziła jeszcze długo aż skończyły się nam tematy do rozmowy, włączyliśmy film na komputerze, to mogło być Dancing in the dark Larsa von Triera albo cokolwiek innego, dochodziła 22: 59, zasypialiśmy gruszki w popiele, nawet nie zauważyałam jak się we mnie rozpostarł, lubię. Uśmiech. Życie to ciężka praca, il faut toujours travailler, mawiał August Rodin, francuski rzeźbiarz, dlatego malujemy obrazy, wymyslamy sobie od jakichś tam, kochamy się albo przędziemy motek wełna, dlatego idę do ING i wciskam ludziom kit, że 3 filar odmieni ich życie aby się ubezpieczyli i dali mi chleb, aby się ten wózek nie rozpierdolił, bo na tym wózku jest chleb korporacji, i jest mój wszawy chleb, dlatego pracuję w pocie czoła nad powieścią, której nikt nie chce wydać, cięzka praca, wstawanie w południe, kąpanie się, telefonowanie po ludziachdo wieczora wczesnego, przeklinanie losu i śmiech pusty na Sali albowiem nic to jeszcze nie oznacza, otwieranie firmy, kredyty z Unii Europejskiej. Tramwaje wiozą Rodina do Paryża, mnie wiozą po Krakowie a Ciebie po Łodzi. Całe 160 stron powieści o Tobie, komputer się zawiesza, mówisz żebym przestał pisac ale ja nie zamierzam kończyć tej nocy, przecież dopiero co rozpocząłem, więc ja i Ty na rogatkach miasta Kraków, zakochani w sobie po uszy, biedne koty, telefon pika jak moje srece odnalezione, ale ciagle brak pieniędzy, niepewność co do pracy a co za tym idzie każda inna niepewność, ludzie nie chcą się spotykać, umawianie spotkań idzie mi więc raz lepiej a raz gorzej, umawiaja się a potem odwołują i tak w koło Macieju, muszę zarobić na


mieszkanie a każdy dzień jest niepewny wysoce, robię co mogę, ale nie jestem pewien czy to wystarczy, muszę więc więcej pracowac, wstawać wcześniej i więcej pracowac, nie zasypiać gruszek w popiele, jebać to, potem, kiedyś wyjedziemy do Paryża i osiądziemy tam. Każdy. To życie to cięzka praca, mam nadzieję że to życie nie jest jedynym z żyć, że żyjemy na. Plebania. To plebania agnostyków, Zuzanna Niemier podaje nam pstrąga w sosie nerkowym a Ty tańczysz agnostyczne hiphop, smakujemy mięso śmierci, pewni że nic nas. Słońce ciężko zwisa nad nami, raczymy się ukwiałami i czerwonym winem z kartonu marki Lidl, uśmiechasz się do mnie i wypominasz mi słowa, których nie pamiętam, całuję cię. Oto praca nieskończona, powieść urasta do rangi palimpsestu na którym zapisywane będą nasze oddechy, trwalsi nad spiż spływamy po powiekach, może więc nasza nieostrożność jest buduarem tęsknoty, ale co to do licha oznacza, może powinniśmy się najebać tej nocy bardziej niż zwykle, ale nie raczej pracowac w pocie czoła, każda praca wzbogaca, chce mi się jeść, bez pracy nie ma dziwek, jest noc grudniowa, pierwsza noc zimna jak chuj, dotykam Twojego czoła w miejscu gdzie niegdyś czytałas mi Joyce’a, czy teraz jesteśmy szczęśliwi, kaz.brat. To świat, którego nie ma ani tu ani tam, to świat, który nam się śni< kochana, może ten świat test dupny, a może ten świat jest tym tylko co moglibyśmy mieć, czuję się głupio na tym smętnym świecie, dlatego postanawiam pisać o czym mi kurwa na myśl przyjdzie, nie mam ochoty dostrajać się do tego co jest chociaż p[rzecież z konieczności muszę, i nie bawia naprawdę mnie barwy smutne, mam ochotę powiedziec ci coś niepojmowalnego, ale duszę się pleonazmami i mam w dupie to co powie o tym żaba, może ty jesteś zresztą jedną z nich, najprawdopodobniej tak będzie, i tak nasze dni i noce będą policzone, czy ja wyglądam na Bogumiła kurwę albo czy ty wyglądasz na moją miłoć dozgonną, upieczmy raka, to tylko nas czeka, wiesz ę nie potrafię tak dłużej, nie chcę udawać, to się kończy nawet tu i teraz, cała nasza podróz, zjedz loda, no dalej . ssij suko loda, może masz na głowie obowiązki, mnie to jebie, naprawdę. - O Berkeley ma rację, śnię ten świat bez sensów, nie ma dla mnie przyjaciela, nikt nie pojmuje mojego tete a tete, sama ta wieża Bable jest zdradziecko podatna na głosy z zewnątrz. Minęli 161 kartę Filipiny, poszukując nowego czegoś tam, ale nie

zatrzymując się w miejscu. A to świat o którym nic nie wiem,. Świat Ferlinghettiego i Joyce’a. literatura banalna w przykopie, och, jestem zawiedziona, po przeczytaniu monologu Molly, z któreo wynika jasno iż chodzi tylko wyłącznie o dobre jebanko, stara suka ma dobrze teraz w grobie, cała ta spowiedź z niczego mnie onieśmiela, i że teraz nie obchodzi mnie nic, ale jak ja mam się wychować, i czemu nie powinienem kłamać, zamknij się, teraz moglibyśmy się zatrzymac na chwile i pozachwycać się pączkami róży, ale ta róza jest jasną przepowiednią. Oczy świata rżą, nagle to się wydaje jasne nadzwyczaj, oczy świata tęsknią do nicości, jeśli to prawda nie ma czego poszukiwać w Rospudzie ani literaturze, należałoby raczej zamknąć się w apostazie, ale niech mnie Bóg broni, nie powinienem przywoływać potworów, to świat, którego nie ma ani tu ani tam, nie ma świata na którym jestem, to mana, złuda niekonieczna, trwanie w tym złudzeniu oznacza niemoc.


Naprawdę podobał mi się proce Kafki Wynurzenia sponad dna czrny płascz doktora House to że nie moglibyśmy się odnaleźć w suce Że nie ma święcenia jajek na dobranoc że kurwa migocze Naprawdę podoba mi się dr house z przymrużeniem ocząt że House on the risin Sun że dupa zbita że mimo że Miłosz pisał poniosło Go najprwadoppodobniej teraz snię o nowym mięsie i jest mi niedobrze Może;.

123 Dmąc w nicość słuchamy muzyki raz dwa trzy, Bardzo lubię ich refrenym, Adam Niezgódka jest jak Adam Michnik albo nawet Mickiewicz.


LUBIĘ KOBIECE WOKALE ANNA Tym wokalistkom, które jak Anna Jantar wyśpiewały właśnie mnie na karaoke mojego bycia. Niewątpliwa.


BĘDZIESZ MÓJ TYLKO

Marynarzy, którzy między nami giną na morzu od zdmuchnięcia świeczki zasłuchani w głos. Jest to kobieta, której słuchała moja mama w młodości i której słucham kiedy mam ochotę się powzruszać, proste piosenki o miłości i o zyciu, które pieknie przerwane w locie nagle się staje mitem, o młodości, która przemija tak po prostu jakoś banalnie i o tym że warto powracać do samej siebie w nieukojonej rwącej tęsknocie, i o tym że Kululska się matki swojej wyrzekła, a raper Tede wielbi auta i że Hiv panoszy się po Ameryce z prędkością kloszarda urzeczonego rzeczywistością, i że na dnie szklanki z


cukrem będzie zawsze robactwo i że tego robactwa nie sposób ominąć i że Cię kocham mamo.

PRZEZNACZENIE

Inaczej ten proces przebiega w krajach anglosaskich. Jeżeli jednak weźmiemy tylko książki T. S. Eliota i W. H. Audena, znajdziemy w ich wierszach mikro- (…)

Inaczej przeznaczenie się do mnie uśmiecha. Mam wspaniałą dziewczynę, Bóg, który nie istnieje, obdarował mnie talentem do wkurwiania wszystkich naokoło, dlaczego pet jest w kiblu, kończy się odświeżacz, mam dość, jestem sfrustrowana tym że nic nie mam, niedługo skończę 21 lat co oznacza że jakaś część życia jest już nie do odrobienia, tymczasem Ty w ogóle się nie starasz, zamiast pracować pijesz tylko i palisz na przemiał, to bez sensu, statystycznie miłość trwa jakieś 3 lata, a potem pozostaje puste miejsce, quel d’hommage, apres nous le deluge, komputer się zawiesza, dlatego muszę pisać na kolanie, Jakub Żulczyk śmierdzi, nie mamy sobie nic do dodania.


Czym jest fatum. Kultura celtycka nie zna takiego pojęcia albo słabo znam kulturę celtycką. Ślepy los, który bije po piszczelach, Fatum znane nam z mitologii greckiej, kto to jest Magda Pestka? Zaraz wejdziemy na KPSC, mhm, zawiesił się, to nic, kurwa, będziemy walczyć. Dlatego ciągle wierzę jak w tej bajce w której zasadzona fasola rośnie aż do nieba, tylko że oni wszyscy mówią że nieba nie ma, że to tylko stracone złudzenia, będę miała jakąś przerwę w zajęciach, bez kitu, god in paradise, in the Bible, the Holy Bible, nie wierzę w nic, posągi marzeń najdoskonalszych, religie, co takiego jest we mnie że nie mogę uwierzyć. Może los się do mnie nareszcie uśmiechnie. Chciałabym mieć dużo pieniędzy. Kupiłabym sobie bilet w podróż dookoła świata. Zabrałabym tam Ciebie. Boli mnie dłoń. Chcę jak Cendrars wstąpić do Legii Cudzoziemskiej i handlować antykami. Albo jak Miłosz wykładać literaturę w Berkeley. Jeśli oni wszyscy istnieją. Jeśli istniejesz Ty. Nic poza mną.

Język 165 kart

Filipin.

Mój monolog

wewnętrzny, na 4 +, mogę teraz próbowac przedostać się wyżej i wyżej, ale mi się jakoś nie udaje, co zostanie z tych miejsc pokrytych pleśnią, poza dobrem i złem, z genealogii moralności, poukładałam sobie ksiązki na półce alfabetycznie, od Amerykańskiej kuchni do Wieczorka rozprawy o Nietzschem, magia liczb mnie dręczy, ciągle liczę w myślach minuty kiedy Cię obok nie ma, gdzie jest nowy gmach i przepraszam, nie wiem co mam powiedzieć, może powinnam zapisać się na jogę albo do rozmów w toku, może powinnam zasypać gruszki w popiele, abecadło z pieca spadło, chce mi się jeść, zżarłabym Ciebie, głodnam. Myślę, że Przeznaczenie się do mnie uśmiecha a każdy dzień jest obietnicą czegoś zupełnie nowego, tylko że jak na razie są to tylko i wyłącznie takie obietnice- pętelki, a ja tonę w odmętach chaotycznej codzienności, czuję wodorosty dotykające moich ust, jakbym przepływała kanał La Manche albo spała z głową w sadzawce, na posadzce postawiłam garnek z zupą krem z ogórków, wiem że bardzo lubisz daktyle, a może bardziej jeszcze wolisz trochej, trochę się wstydzę że nie znam tych wszystkich określeń, i może masz mnie za głupią ale przynajmniej potrafię ugotować zupę z niczego, myślę że to dobrze iż tak naprawdę obol wkładany w usta zmarłych jest gestem rozpaczy, albo Michał Wiśniewski, jak go rozpakują w Hadesie to będzie niezły ubaw, wyjedźmy na Kretę, tam jest taniej, podobno Minotaur przebierał się w Galerii Kazimierz, transcendentne połączenia, chodzę o kulach, śnieg połykam, na zamówienie niejako, jako mąż i nie mąż, co uniemożliwia zresztą powstanie styczniowe, dopóki istnieje ciało, ale to ciągle nie to o co mi chodzi i czy język nie ogranicza, ale gdyby nie ograniczał, wyobraźmy sobie doskonałość, coś napędzane samym sobą, osobne, bezosobowe, ale to już nie będzie to samo, myślę że to już nie będzie to samo, jakie to zresztą może mieć znaczenie, nic nie istnieje, wszystko to sen- mara, okropieństwa jakieś, ciało rozpada się na atomy, a te od czasów Demokryta uległy erozji. Mam się dobrze. Przeznaczenie się do mnie najzwyczajniej uśmiecha, szczerzę kły w podnieceniu, właściwie bawi mnie ta cała megalomania, targowisko próżności ujęte w karby, na gorącym uczynku. Do mnie się uśmiechasz. Jesteś teraz bardzo istotny. To że


Cię kocham jest równie absurdalne jak pąk róży. Zdejmowanie krzyzy w salach koscielnych, palenie zwłok biskupów i kardynałów. Stawianie sobie nowych posągów i bożków z łupków bitumicznych. Mamona miłości. Człowiek w rozkroku nowej ery, idealnie, Kochanie, zrobimy sobie koreczki, no to idź, nie zatrzymuj się, nie zatrzymasz mnie, nie ma nas, jest las, las Fouacoult i Derridy, w połowie życia, bla, bla, nie da się inaczej, zapomnieć i zamknąć oczy, wydrzeć z siebie Ciebie, czy naprawdę to się ma skończyć i już zupełnie nic, świat który trwa po mnie jest nie do wyobrażenia, a jednak nie ma wyjścia, tere is no heaven, only birds, only clouds, que serait, będzie co ma być, może poza naturą czasowości i przestrzeni, po wyjęciu z ciała ulegamy jakiemuś przepoczwarzeniu w coś, ale to jest idea indoktrynacji, re inkarnowane gówno, i znowu ta pasterka, uwaga, leci Benedykt XVI, szalona kobieta, połyka jego spermę, blaszanych zegarków, koników, dmuchanych. Przeznaczenie się do mnie uśmiecha. No tak. Tak jest mi łatwiej, zdobędę, kasę i będę się rozbijać taksówkami, co mi tam pędzel do makijazu za 160 zł, co? Biorę.

3. Przywrócił wagę zdaniom zwyczajnym, nieraz zupełnie abstrakcyjnym, bez (…)

Co:

(…) obrazów, swoje trudne kompozycje budując z


elementów prostych. Biorę (…) Albo: Mentalności przeznaczenia, które się do mnie uśmiecha, param param, a więc język, który się wyzwala, który opowiadając trwa sam dla siebie, któremu wydaje się, uosobionemu, że posiada, że otrzymuje na chwilę złudzenie władzy i który przez to złudzenie sam się osmiesza, bo przecież nie jest w stanie przetrwać. B. C. Fatum, którego istnienie jest oczywiście hipostazą albo zaklęciem proroczym. D. Los albo kolejna kategoria upraszczająco- umoralniająca dla graczy stworzona. E. 165 albo magia liczb, cyfrowa kabła dla wieśniaków, klatka na impulsy. Obserwacja Przeznaczenia, historia tego pojęcia, wydobyte z mroków prahistorii, obecne przecież najbardziej w teozofii europejskiej, w mitologii greckiej, Koło FortunyKoło Iksjona, fatum greckiej tragedii, która rozpoczyna się jeszcze w kosmogonii ( Ajschylos) i dochodzi u Eurypidesa do tego co określamy dzisiaj jak psychologię, Psyche obezwładniana przez Erosa, który wychodzi z jaja, Chaos rządzi a ujmowanie go w język to zawsze przeciez obosieczny miecz Damoklesa, i wiadomo że to próba poddania się, objęcia czegoś skazana będzie ( sic! ) na nieuchronną porażkę, na zatarcie się. To się zapętla. To się rozpierdala. Mechanizm Uroborosa jeśli mogę użyc kolejnego wyświechtanego obrazu. Myslenie jako produkcja pojęć- klatek.


Istotne do nie- istotnego. Następowanie po sobie jako wyodrębnanie całości, preartykulacja ja, ale przecież ja rozłożone na freudowskie albo jungowskie, dla ułatwienia, dla mozności poruszania się, oddychania, dlatego przepływ jako paradoks antyeleacki, i że nigdy nie będzie odpowiedzi, a tylko pytania, i że język jest niewygodnym czerpakiem, narzędziem, które nie może wystarczyć, można go się chwycić jak brzytwy Ockhama, albo o kant dupy rozbić, dlatego persyflaże, jukstapozycje, onomatopeje, dlatego OuLiPo, dla Roussello- Perec, małżeństwo Themersonów, a jeszcze Beckett i Joyce, w klasycznej todze chorał Eliot wygłaszający, stukot łyżki. Spory mnie bawią. Adwersarze znajdują się przecież na tym samym, ciągle tonącym shipo of fools, Sebastian Brandt, AmyMac Donald, breaking the waves, wafle z kremem czekoladowym, moi c’est quelq’un d’autre, proza małej Żanny, identyczne, Kochanie, moje, brat przysłał mi starą mp3 przecież, Twoja wcale nie jest taka stara jak mówiłeś, jak to, nie lubię jak, słucham, zabawna sytuacja, esej Bergsona o śmiechu, nigdy nie czytałam, chce mi się sikać, kawa jest czarna, zawsze jest to co jest tak naprawdę, jakie to ma znaczenie, czasami budzę się w środku nocy z dłonią, czy to jest tak że jak się pali papierosy w wannie to się robi słabo, nie wiem, nie paliłem w wannie, przeznaczenie się do mnie uśmiecha, apres moi le deluge. Cóż, uśmiecha się do mnie przeznaczenie na sposób rozumowy, nie rozumiem jednak czemu ten śmiech ma w sobie bezwzględnie ładunek ironii, która jest jak obciążające zeznania. Uśmiechnij się. Jesteś w ukrytej kamerze. Zanim nastąpi egzekucja pokaz mi nogi. Teraz może się duzo zmienić. Może się odmienię w kozią dupę. Błagam. Nie chce umrzeć. To za mało wyraziste, to całe moje życie jest za mało wyrafinowane, i w ogóle jak w kompoście czuję moje wyblakłe dłonie i stopy, za chwilę na krzyżu w szkolnej Sali na lekcji z pata fizyki, wzniesioną, zawieszoan a potem starta w proch będę się obracać. Shapiro dostrzega fatum w wojnie, ale wojna jest przecież histerycznym leitmotivem. Kiwania się dookoła, jestem piękna a czy to nie wystarcza, nie mogę zyc z przeswiadczniem że jestem jedna z wielu zwłaszcza dla Ciebie,m bo kim ja dla Ciebie właściwie będę, mogę być machina do robienia pieniędzy. Ciardi i jego historia piekna, jestem piękna bo kiedy patrzę dolustra dogłębnie siebie obserwuję,m słucham wtedy Amy Mac Donald, ona nie jest może modelka, ale doskonale sprawdza się w sytuacjach podbramkowych, kiedy podchodzi do mnie jakis dinozaur uśmiecham się i puszczam się jak przystało na ten odcinek, w odpowiednim tempie, jestem jak mnich któremu nie dane jest obejrzec język w ścianie, jestem ślina która nic nie pamięta, a na poeno nie pamięta nazbyt wiele, więc jeśli chcesz to możesz mnie mieć z a zupełnie niewiele, o co ja opowiadam, a ów czas kiedy byliśmy jka zwierzęta, obejrzyj się za siebie, i cała ta metaloplastyka. Słuchając piękna doświadczam,brzydoty, brr, dupa zbita, doświadczam brzydoty patrząc na Twoje zgniłę żebr5a, Adamie, coś się w nas łamie, i czemu te europejskie przyzwyczajenia, ale ja nie potrafię tak dłużej, może ja powinnam być snięta jak jakś ryba, może powinen mnie pierdolić kapłan o twarzy karpia, może ja powinnam być powinienem, w tym miejscu we wewnątrz y tyle ci opowiem, to miejsce mnie przerasta,. Przeraża mnie to miejsce, kotliny twoiuch dłoni, niemoc wzruszenia, ale ja nie ejstem tym, czym jestem, nie jestem tym czym będę, zastnów, porusz się, mamy do poruszenia tyle kwestii nieważkich, nie pojmujesz, nie mamy sobie nic do opowiadania, bajania, nikogo nie potrzebujemy oprócz Ciebie.


Filipina Barbara i Filipina w jednej bajce stały, Barbara była piękna i rozmarzona, Filipina byłą jak zawsze zmęczona i głodna, lubiły się obie ja 2 jądra, nie stroniły od siebie, i dlatego się to od Barbary rozpoczęło że zacząłem poszukiwac uśmiechu na ustach kartek i że się uśmiechnęły ov do mnie poza programem i więcej jeszcze należało do księdza. Jest brzydota ukrytra w programie, James Dean będzie brzydki jak Tomasz Pułka a Tomasz Pułka jak Marylin Mongoł, dlaczego opowiadam ci hiosterię, załoiż skarpetki, nie wiszz co ma ci do opowiedzenia, nie kryguj się, czytałasCortazara, ja Miłoasza, to nie jest sprawa dla KGB, ale musiomu pogadać, dlaczego asaui. Dlaczego i się nie wiedzie, i ty która mnie niby kochasz, opamiętaj się, nie potrafię ci narzucic przestrzeni ale jeśli grasz w piłkę powinnas pamiętac że rzęch do żorra Az zbierze się histeria i napoleon, ale o czym mu to mówiliśmy, nie pamiętam, dlaczego nie pami®ętam, czy mi się źle dzieje. Za chwile piłka spadnie, za minurkę mecz się skończy, nie myslę o reszce , a nio o orzełku, myslę o nas, Kochana, myslę o reszcie świata śniętej jak towar.

HORRORY

Tylko niskobudżetowe, żadne tam piły albo halloweeny, najlepiej niech to będzie włoski nurt giallo, kiczowate ale z jakims podskórnie zakodowanym szaleństwem, lubię gore, filmy- Hannibal holocaust, cradle of fear, wszystko gdzie flaki i krew, całą tą dosłowność w odsłanianiu, w ukazywaniu tego co plugawe i niskie, mam całkiem


pokaźną kolekcję filmów o zombie, pełną tych starych brzydkich skorup.

Umrzeć W horrorach odnajduję doświadczenia transgresyjne. Wychowanie.Był taki film w którym do londyńskiego doku wrzucono ciało Minotaura, Palikot- świnia obrzydliwa, nie dlatego że ma obrzydliwy ryj, ale dlatego że ma ogromnie obrzydliwą kolekcję snuff movies w których trup Moniki Olejnik olewa się kastanietami rdzy, to się rozmywa, cała moja nienawiśc do horrorów, billboard Łukasza Zadrzyńskiego, arabskie gore kręcone na żywo w ruinach Word Trade Center, taką taniochę dawać, mogliby polać krwią i spermą z nieba nas, tutaj, horrory, które ustawiam na półkach, pełne są nadziei, chociaż filmy Roba Zombiego, Sherlock Holmes w awatarze doskonale naśladuje odgłosy śmierci, piękna kobieta, miss Fracji z 1952 roku na pewno nie żyje, chciałabyś żeby ktoś o Tobie tak powiedział, Francuzeczka starta w proch, pizda pęknięta. W.

NORMALNOŚĆ


Się zastanawiam ale chyba normalność nie jest tym co mnie pociąga najzwyczajniej w świecie nie chce mi się wysilac aby się czemuś komuś przypodobać Kuźwa są pewne granice poza kurwa no są pewne granice i już to znaczy chciałabym być szczera w kucni jest herbata proszę napij się na czym to ja skończyłam z ta normalnością to jest tak że ani mnie ona ziębi ani grzeje raczej pociąga mnie coś zupełnie przeciwstawnego wyjście z ram nieplanowanie zdanie się na rozwój wydarzeń co zakłada oczywiście pojebany element niespodzianki to znaczy lubię kiedy każdy dzień zaskakuje mnie swoją odrębnością lubie patrzeć tam gdzie może nie powinnam patrzeć rozmyślać o sprawach niedozwolonych i wcale nie mam ochoty wysłuchiwac skarg i zażaleń w rodzaju ale przeciez powinnas sobie jakoś to Zycie zaplanowac i ułożyć w tym sensie jestem oczywiście aspołeczna i głęboko solipsystyczna skroisz ogórka? U nienormalnych wszystko wydaje się klarowniejsze czasami marzę o izolatce w psychiatry ku, mogłabym do woli udawać przed światem, oj, słucham, mhm, przecież nikt Cię nie zmusza, jesteś nienormalna, słysze głosy, które pozwalają mi się rozluźnić, nie chcę pracować ani budować rodziny, mogłabym godzinami leżeć więc w łóżku z zamkniętymi oczami, roić i śnić ciągle.

Intersowność 168 kart

Manili,

powieść, która rozrasta się, która pęcznieje jak purchawka na drożdżach, koncepcja opus magnum a więc powieści- worka do którego wrzucam nieużyteczny balast, teraqz mogę ten wór pozostawić aby go nikt nie podniósł, przecież nikt go nie uniesie, bądź spokojna, to ma być dobrze skrojona opowieść, cos na miarę Orbitowskiego, ale nie Kain, przecież malowanie krwi jest nudne, no i nie chcę ani grosza, nie widzę siebie w tym targowisku próżności, nie chodzi mi o zainkasowanie gotówki, raczej o ekstrapolację ja, poezję w stanie czystym, niesioną naturalnym rytmem, między normalnością a nienormalnością kładzie się mój trup, patrzę w białe jak krem śmietanowy okna za którymi śnieg, dziewczęta ulepiły tej nocy bałwana, ulepiły stonogę a teraz lepią garnki dla świętych, majaczę, slina cieknie mi po nadgarstkach, kocham Ciebie i mnie, nie jestem aż tak interesowna jak Ci się może i wydaje, piszę dla samego pisania. Na Normalność nie mają tutaj lekarstwa. Tata poszedł na papierosa. Piję kawę. Uspokaja mnie ból w nadgarstku. Łukasz

Solar

Salęga, tak się nazywa, tak na Niego

wołają, i tak się wpisał. Przemierzam tablicę z wpisami znajomych na Facebooku. To mnie uspokaja. Zawsze mogę podzielić się


spostrzeżeniami. Ja już nie mam siły. To odpocznij. Odpoczywam pisząc opowieść. Uśmiecham się albowiem sprawia mi przyjemność złudne wrażenie wszechwładzy. Stawiam znaczki na białym tle. Mam do wyboru albo to robic albo nie. Wybieram stawianie znaczków na białym. Normalność mnie zwyczajnie brzydzi. Co Ty bredzisz, jesteś nienormalna. Lubię się zamykac w sobie i nic nie mówić. Pielęgniarki naśmiewają się ze mnie po kryjomu albo całkiem otwarcie. Otwierają drzwi i lustrują mnie. Boję się kiedy śpiewam że sięgnę po żyletki. Dlatego zabraniają mi nawet mówić niekiedy. Patrzę przez okno na sypiący się z nieba śnieg. Filiżanka czarnej kawy rozkrawa mnie na pół. Myślę o moim utraconym dzieciństwie, o saneczkach, o płonącym w kominku ogniu, Atropos, Kloto i Lachezis obserwują mnie przez dziurkę od klucza albo przez internetową kamerę. Jestem nienormalna. … Więc nie jest Jak ma być a Przecież miało Być inaczej jest jak Jest. … Gdy jest to co jest To czego nie ma się śni Albo udaje potencję zaistnienia Za mocno osadzona w tym co będzie Tkwię w czymś czego przecież być może nie Ma.

Postawił Freuda na półce między Jungiem a

ŚWIĘTYM WROCŁAWIE


M ŁUKASZA ORBITOWSKI EGO.

To dobre miejsce dla

psychoanalitycznych wynurzeń, resztę książek układał w kolejności

alfabetycznej nioe zwracając uwagi na chodzące po ścianie pająki ani na rozgrywająca się za oknem feerię barw, zadowolony z uzyskanego w ten sposób efektu przyglądał się teraz całkiem pokaźnej biblioteczce, pisma literackie i teatralne sąsiadowały z tomikami poetów współczesnych i sztandarowymi dziełami z zakresu filozofii i psychologii tak jakby

księgozbiór podręczny był domową apteczką w której miał ambicje zawrzeć to co dlań najistotniejsze.

Kręcąc Freudem przesunął Go jednak na należne Mu miejsce między

GRAWITACJ


AMI Mężczyźni są z Marsa a kobiety z Venus Jerzego Franczaka a

Johna Graya, i nie mogł oderwać

oczu od opisanych czarnym ołówkiem na grzbietach Sigmunda Freuda

Dzieł


zebranych, Kultura jako źródło cierpień Wstęp do psychoanali

w

których

i


zy

miały najbardziej wytarte skutkiem użytkownictwa

obwoluty, otworzył

Kulturę

na

przypadkowo wybranej stronie i zagłębił się w lekturze jakby zanurzał się w sen.

Próbował przemawiać do siebie po cichu ukochanymi cytatami z dzieł

mistrza, ale nie pamiętał nic, gałkami ocznymi lustrował więc taflę lustra na której odbicie Jego ciała przypominało zakrzywienie przestrzeni, przesuwał oslinionym palcem kolejne kartki i wodził wzrokiem po następujących po sobie akapitach, doznawał niejasnego poczucia

infantylności, poza zasadą przyjemności ryglował drzwi, w pośpiechu między herbatą a kawą zakreślał w tekście cytaty.

Zastanawiał się do czego odnoszą się konkretne egzemplifikacje, ale w

myślach rysował Mu się obraz Freuda- Maga, to prawie szaleństwo,

któremu się poddawał, łypał na siebie z wewnątrz tego szaleństwa, tres

malade, odbijana piłeczka, ping- pong, fraktale obejmowały Freuda, poza zasadą rzeczywistości w której tekst staje się odmienianym, rytuałem, wariacją na motywach, aleatoryka, kombinatoryka, do czego może

prowadzic cisza albo biała trawa, myślał bez lęku, wyobrażając sobie śmierć jako otwarcie, nagły wybuch, eksplozję aż do osiągnięcia, bezustannie.

Wysłuchał mnie, mówiłam Mu o Freudzie albo Jungu, przyjmował to jak

dźwięki syringi Pana, trochę jednoznacznie traktował moje odejście,

rozpłynięcie się, leżał na podłodze w kałuży krwi i moczu, alkoholik w delirce, z ciągłym wibrującym timbre mojego głosu, zakotwiczonego w wezwaniu, do chuja pana doktor Faust, wydawało Mu się że Go Czart odwiedził, w plwocinach sepleniąc zaklęcia, w mieszaninie języków, poddając się lękowi, głosząc omamami niezwyczajną, nowinę, pure


nonsens. Odłożył bardziej na lewo Freuda i otworzył Junga, ale nie był tam tego fragmentu, w którym szwajcarski psychiatra opisywał, co opisywał?

Podszedł dalej niż chciał. Do miejsca w którym książki Freuda i Junga

stykały się ze sobą, pomiędzy

Wstępem do psychoanali zy Dziełami Freuda a


zebranymi

Junga

odnalazł delikatną przerwę, trochę kurzu, promieni słonecznych, i

dojmujący chłód, sięgając do wewnątrz, próbował sięgnąć jeszcze dalej Az wsadził tam rekę do ramienia, czuł dojmujący chłód, zamknął oczy, trwał. Mimo Junga, który zawsze wydwał Mu się trochę chory, zagłębiał się

teraz w tę spersonifikowaną chorobę, Sick Man, myślał o sobie, może tam jest Narnia, przebierał palcami, przed oczami miał defibrylator, wojnę z

kreskówek, było sobie życie, starzec Jung z siwą brodą, deus ex machina,

koryfeusze wszystkich krajów, łączcie się, czynności pomyłkowe, tak więc deizm, Voltaire, nie la Mettrie, szafa pełna wina, które cieknie z

przebitego boku Chrystusa, Hitler i Himmler, na pastelowych obrazach, jak Don Kichote i Sancho Pansa, pusty dogłębnie Jung, traci siły witalne,

traci ciepło, chłód jak kurwa w grobie, lancetniki i larwy, dolina Orinoko, kumys, kacze odchody, luminescencja, traktat o umieraniu, tezy genewskie Junga.

Myślami Freud przejmował pałeczkę, spychał do podświadomości Junga

i Adlera

PODŚWIADOMOŚĆ

Tak, wszyscy jesteśmy częścią zbiorowej podświadomości, tako rzecze Jung, psychologia głębi, strącanie powierzchni, bańki mydlane, które się na palec nanizuje, poezja. Duża, gruba książka Junga, której, tam nie próbuj w ogóle, nie pamiętam jej tytułu, zdążyłam tylko przejrzeć pobieżnie, gdzie jest ta łyżeczka co tu była, no nie


wiem czy jeszcze kiedykolwiek zajrzę, czy zdążę, interesuje mnie to co w środku, żadne tam powierzchnie, ale czy Ty potrafisz odróżnić głebię od powierzchni, czytałam, gdzie jest Kapadocja, nie zna się na geografii, no żartuję przecież, otwórz atlas, anatomiczny, chcę zobaczyc jak wygladają Twoje oczy, spojrzec do wewnątrz Twojej macicy, chcę się dowiedziec tego czego szwajcarski psychiatra doznał.

Sosnowska podkreśliła sobie 170 stronę Czyścca całą na czerwono. Chodzi o fragmenty inspirowane psychologią głębi według Junga, o młodość, która nie istnieje przecież dłużej niż do 33 roku życia, do tego znaczącego stadium, które w swoich pismach określa Genewczyk jako wiek chrystusowy, smugę cienia, spadek. Otóż Wszyscy jesteśmy częścią zbiorowej podświadomości, połykamy się i odradzamy, Uroboros, pamiętam z dzieciństwa ślęczenie nad przemalowywaniem okładek albumów grup metalowych, wąż Uroboros na awersie Czarnego Albumu Metalliki albo zatopione w rozciętej u góry czaszce diabłademona fragmenty Ogrodu rozkoszy ziemskich Akena- Boscha, South of heaven Slayera, kolejne wcielenia Eddiego, coraz bardziej kiczowate i zniewalające okładki płyt Iron Maiden, Angus Young, nie napiszę tego, no ze Wszyscy jesteśmy częścią zbiorowej podświadomości a moja podświadomość wychynęła z tej mrocznej metalowej muzyki kiedy jako szczeniak wagarowałem aby odsłuchiwac w lesie kasety Guns’ n’ Roses. Nędzne jesteśmy stworzenia, nie potrafimy przeskoczyć pewnych oczywistych faktów, usuwając do podświadomości, tworząc sobie niewygodne schrony, dzięki językowi, która jest tworem kobiecym, w lesbijskim grymasie grozy, jesteśmy nadzy, samotni, powtarzam to każdego dnia kiedy nie mogę uruchomić Internetu, kiedy walę głową, Oscar Wilde nadchodzi, może powinienem uwierzyć w Wilde’a w sobie, ale musiałbym najpierw przegnac w diabły Junga, albo pożegnać się z młodością, nie chcę umierać, każda doba jak piła tarczowa, każda doba jest dodą w objęciach behemota, czarny hipopotam stapa po atlasie, krople wody dotykają obręczy, ślina się skraca, nie chcę umierać, nie chcę słuchać, nie szuraj tymi kartkami, nie mogę się należycie skupić przy Tobie, potrzebuję, Murdoch Iris, pisarka, baza wirusów została, już jest 16 po się zrobiło, jesteśmy bezbronni, kochana, to znaczy nie możemy tego zaakceptować, nie możemy, pozostaje ślęczenie nad ekranem komputera, pozostaje dreptanie w kółko, jakbyśmy mieli dzioby na twarzach, pospolite ruszenie w dół, oglądanie Wiadomości w których mrożące krew w żyłach wrzaski ofiar Haiti, chleb smarowany margaryna Delma, która roztapia się już na krawędzi blatu


stołowego, sosny dręczące, o kurwa mać, sosny wrastające w podświadomość dnia oliwnego, przystojny mężczyzna, którym byłem, odchodzący w niepamięć posąg Apolla zawstydzonego, chciałbym być wicedyrektorem tego okręgu, zasypiać przytulając do siebie banknoty, nie Ciebie, należysz do mnie tylko przez chwilę, tylko przez moment jesteśmy, et in spiritus sanctum, jesteśmy częścią zbiorowej podświadomości- mawia Jung. W części zbiorowej podświadomości my, coraz bardziej pogodzeni ze sobą, w zrozumieniu, mimo toczących się wojen i potworności tego co nas otacza, z czego jesteśmy zbudowani, przewałkowując przez siebie świat jak dżdżownica spulchniająca glebę, ze wszystkich sił chcący czegos innego, na wszelkie sposoby pragnący opuścic ten absurd, nie umiejący udzielić odpowiedzi na żadne z postawionych pytań, wiecznie zasłaniający się pytaniem dla samej nieprzyjemności pytania, Który żyjesz i królujesz poza nami, wiedziałem że żyjesz i królujesz poza nami, zresztą Twoje królestwo jest gra komputerową, nie wróci do ciała to co zdechnie, nie wróci do istnienia pogrzebane, to bezcelowe, pogódź się, nie jesteś w stanie tego obejść, niedasz rady, umrę, zresztą są różne rodzaje wiedzy i ta wiedza jest tylko częścią jakiejś ogromniastej prawdy, różne warstwy w nas samych, sfera ego, id, superego, Jungowska zbiorowa podświadomość, nie rozwiązuje to jednak niczego, jeszcze bardziej się pieprzy, pozwól zapominać, narkotyzowac się albo taplać w rozkoszy ciała, co w tym jest czego nie będzie, czego nie ma nie możemy sobie odpuścić. Personel zbiorowej podświadomości. Pielęgniarka podaje Ci herbatę z cytryną, Babel trwa, próbujesz się porozumieć z Siostrą, ale Ona nie chcę Cię nawet słuchać, tylko patrzy jak nieporadnie siegasz po filiżankę, patrzy na Twoje zapłakane oczy, zachowuje rezerwę kiedy prosisz ją o papierosa, co prawda częstuje Cię goldenem americanem ale wyciąga go z paczki niechętnie, która się nie boisz patrzeć Siostrze w biust, bohatersko zetkniete gałki oczne wasze, w przecięciu pomiędzy białymi ścianami szpitalnej izolatki, polonistka, która swą pracę magiserska o Sarah Kane napisała w psychiatrycznym szpitalu, na narkotykowym odwyku, Siostra ma na imię Halina, dopiero 21 lat, studiuje antropologię albo amerykanistykę, przetrwała ciężką depresję po tym jak jej niedoszły mąż zostawił ja z dzieckiem w brzuchu, mhm, zbiorowa podświadomość przenika Cię do szpiku kości, przy czym Twoje kości są mocne albo słabe, najzwyczajniej nie pamiętam, jesteś gorliwą wyznawczynią tezy Junga iż wszyscy jesteśmy częścią zbiorowej podświadomości.

Ków. Ujmuje mnie dandyzm Oscara Wilde’a, który w

Aforyzmach podaje przepis na doskonałe życie. Oglądać przedmioty z uwagą. Jeśli pijesz wino stań się nim, tak bardzo tu i teraz że nawet Epikur nie wie o co chodzi, Wilde przechodzi dalej, tak wyborne wino dzis piłem, napisze w swoim dzienniku, którego nie czytałem niestety, starozytna aura celebrującego życie takim


jakie jest, w końcu to co mamy pewnego to zapewne nic takiego, minione pozostaje co najwyżej we wspomnieniach albo zastyga w formie literackiej uosabiającej ducha zamierzchłej przyszłości, czyli dandyzm. Kiedy Wilde formuje swoje dwubiegunowe aforyzmy jest w dobrej formie. Co to jest wiatyk, nie wiem, mi się kojarzy z korytarzem, przedsionkiem, wiatą, zadaszeniem, przygotowaniami do wejścia, rozpoczynaniem i szlifowaniem głównego motywu, wziąłeś go sobie, słucham, kupiłam Ci kremik, dzięki, Kochana, kładziesz na to lachę, nie ale ujmuje mnie dandyzm Oscara Wilde’a, ujmowanie w słowa bycia.

ŚWIAT

Staruszka nie mogła się nadziwić światu, który nagle gwałtownie przyspieszył w niej.

LUBIĘ

W tym że lubię gotowac i jeść nie ma nic dziwnego uwielbima zwłaszcza kuchnię amerykańską ale również żydowską francuską fińską japońską polską chińską. - No ? - Transcendentalne- Dorsz w łagodnym sosie chili- SKŁADNIKI- 6 porcji 900. - Ponadformatowy? - Wydaje. Wydaje czy dodaje? Wydaje mi się że dodaje, ale dodajmy, że może mi się tylko wydawać. W każdym bądź razie: czosnek Sos: 6 suszonych chili ancho 1 cebula pokrojona w kostkę ½ łyżeczki suszonego oregano ½ łyżeczki mielonej kolendry. - Nie może zabraknąc 1 chili ser rano oczyszczonego z nasion i posiekanego 3 łyzek oleju kukurydzianego 750 ml wywaru z dorsza lub z kurczęcia soli Przybrania: zielonych papryczek chili pokrojonych w krążki- WARTO WIEDZIEĆ- Suszony solony dorsz cieszy się wielkim powodzeniem w Hiszpanii, Portugalii i całej Ameryce łacińskiej. 1 - To. Nie lubię gotowac i jeść. Ani jednych zajęć nie opuściłam w tym roku. Słucham? Zemsta. - Ostatnio przygotowywałam Picadillo Można je podawac z ryżem jako danie główne lub nadziewać nim papryki albo taco. O kurczę, miałam wysłać dziewczynom. SKŁADNIKI 6 porcji oh yeah american witch 2 łyzki oliwy z oliwek- soleil- 900 g mielonej wołowiny 1. - Pewnie.


- Nie cebula pokrojona w drobną kostkę 2 posiekane ząbki czosnku 2 jabłka deserowe 450.

174

Nie. Wiem/gdzie

Nych nie wiem gdzie jest moja dusza nawet nie wiem czy cos takiego jak dusza istnieje Arystoteles umieszcza ją w mojej głowie a tymczasem nawet jeśli przyjąć iż moja głowa jest tylko kupa złomu to ta kupa złomu załamuje się nagle w chwili śmierci znika nie pozostaje więc nic tylko świadomość która przecież jest konstruktem mojego ja tu i teraz moi c’est quelq’un d’autre czemu się tylko się chce być na zawsze się to przeciąga to sprawia że nie mogę się cieszyć tu i teraz lęk niepokój przed śmiercią który nieustannie aż do chwili oczyszczenia nie wiem nic wiem że nic nie wiem granice mojego języka SA ciągiem przyczynowoskutkowym chaos rządzi każe mi produkować taśmowo i linearnie gnozę snop światła nic. Tak, religia to opium dla mas, wyświechtana błyskotka, która zamiast ocalac najzwyczajniej przeraża, dlatego studiuję religioznawstwo, dawne kultury europejskie, megalityczni Celtowie, ospałe tomy zjawisk w których miesza się przekonanie o czymś czego nie da się opowiadać, nie wierzę w Boga, to zbyt symptomatyczne, ale mam niejasne przeczucia, że nie ma to większego znaczenia, tak jak gra w piłkę, jak muzyka albo układy scalone, co kurwa, jak ciała pozbawione wieczności, gnijące i rozkładające się, ab ovo, palce lizać, Grzegorz Schetyna w Słupsku, komisja śledcza w Stonenhenge, do utraty tchu, na tvnie pokazuja transmisję z narciarskich skoków, Paul Ricoeur skoczył dalej niż lord Tennyson, najciemniej jest w żołądku, kasyna płoną, Beata Kempa jest równie absurdalna jak pąk róży, rycerze Jedi, ci to dopiero będą naiwni, Filipina Salomon, audycja Manila, nie mogę przestać sikac obrazami, nie zrażaj się, to musi boleć, to się rozpoczyna i rodzi jak kobieta z biodra mężczyzny, boli mnie dłoń, nie wiem gdzie jest moja dusza, mam to w dupie, palce mokre od gówna, nowa dykcja, pałace cesarza w Kioto, harmonijka ustna, Baudelaire, porno dykcja, obrazy gałek ocznych, nakłuwanie przestrzeni, mammografia chuja, pocałunek księdza, zatrzymuje się, uśmiechnij się, boli mnie dłoń, puść mnie, nawet się nie starasz, dłonie śmierdzą Ci papierochami, orgiami, Kain Abla w dupę jebany, finneganie, mój finneganie, to oznacza absurdalny rozpęd, nabieram kamieni we krwi, zanim się obejrzysz, no to gdzie jest moja dusza, nie widzę jej, smacznego, possij, suczko, nakarm nie, bizantyjskie ścierwa, nawet nie wiem co to takiego, ale się nie boję, to znaczy boję się bardzo, albowiem nie wiem gdzie jest moja dusza, czas albo przestrzen jak gwoździe w ścianie, słodkie nic które po mnie pozostaje, piędź ziemi w majtkach, budda w stringach, kopalnia króla filipińskiego, no dalej, moczymy nogi w asocjacjach, podpływa do mnie ksiądz, warto się obejrzeć, zakończenie poematu Wata, what else, nie wiem gdzie jest moja dusza, nie wiem


jak zapomniec o tym, jakiego mam użyć kodu, co to są kodeki, którędy się dostanę do siebie, pod pachami zgliszcza.

Nie wiem ( gdzie ) jest I moja W 174 punkcie

CZYŚCCANie wiem


gdzie jest moja duszapróbuję oddac charakter mojej prywatnej obsesji związanej z lekiem przed śmiercią jako zanikiem ja jednostkowego. Dezintegracja osobowości, rozpad mnie na rozmaite ja przeszłe, teraźniejsze, buddyjskie atmany, freudowskie ego, id, superego,

Dialogi

Stanisława Lema,

Awicenna i Herodot, Tarsjusz z Pontu, myślenie dadaistyczne, tao w butelce Budweisera, Wizygoci na dnie szklanki piwa, rozczochrane opery mydlane, tarok, księstwo bobrów na pinezce, rzut okiem na myśl lewacką, włączony ruski rubin, moi c’est quelqun d’autre, dragula, miłość, która ląduje pod stołem, sumienie starca wewnątrz miski picadillo, moje zamiłowanie do teologii rozpaczliwej, mosty i żeremie, republikańska ość łososia, pisanie jako gest scalania, totalitarne systemy spierdalać, łączę się przekazując coś nienazwanego, moje głoski rozpadają się, pusta taśma transmisyjna, ubek w łonie dziewicy, nadgarstki bolszewików, mankiety krytyki politycznej, meandrujemy, zgodnie z własnym ja, nie wiem gdzie jest moja dusza, kto mi odpowie, wyrok skazujący, świat o 32 ząbkach, na klamce od drzwi, albo w wannie pełnej wymiocin, stracone, nie wiem gdzie jest moja dusza, nie cieszy mnie Twój widok, Ameryka jest infantylna, ale kręci mnie to, strona po stronie, załóż sobie bloga, bla, bla, mastodonty stacjonują w Manili, masz histeryczne usposobienie, idę siku, słyszałam że mam mówić jak Molly, skasuj mnie, budka z hamburgerami, upadek, w budce z zapiekankami podnieś się, z tuńczykiem, Alec plaisir, kończ już, slam poetry, wymyj mi stopy, połóż się na piecyku mopsożelaznym, powiedz mi, gdzie jest moja dusza, ależ koncypowanie w kategoriach czasowo- przestrzennych jest najzwyczajniej nie na miejscu, trwalszy nad spiż, gówno prawda,


w pokrowcu bananowej sraczki, kup mi donaldówkę, ale to już było, plwociny za 5 euro, 22: 19, nie wiem gdzie jest moja dusza, powiedz mi, Kochanie, gdzie są wędrowni Scytowie, albo Jacques Lacan, gdzie jest ta pani co wyjebała się wczoraj na schodach, napisz kolejny nekrolog, zakład pogrzebowy Manila, wydłubiemy Ci oczy, tego nie przeskoczysz, z zaskoczenia, dorwę cię, rozerwę Cię na strzępy, napisz książkę o miłości, tak będzie najprościej, musisz trzymać się kupy, nie ulegaj rozkładowi, nikogo z nas nie interesuje dusza a to z powodów najzupełniej banalnych, nie wiem gdzie jest moja dusza i mam to w dupie, duszę się, dupku. Człowiek nie wie gdzie jest jego dusza, sprośna dziewczyna ma duszę sprzedajną, powie Ci to filipiński chór zombies, pamiętam że kiedy miałam jakieś 6 lat byłam bardzo religijna, ale pewnego dnia gdzieś w szumie traw, o mój ukochany, moja wiara rozbiła się o papieskie progi, jak ten Kordian na Mont Blanc, romantyczny pozer, usiłowałam zaspokoić w sobie ten głód przeniknięcia, i to się dzieje, Kochanie, mam na myśli że to iż nie wiem daje mi jakąś nadzieję, że to mnie przenicowuje, mogę teraz spokojnie oddychać, mogę jeść truskawki i czytać książkę o Wacie na Twoich kolanach, mogę się przebierać w kolorowe fatałaszki, albowiem nie wiem gdzie jest moja dusza a to pokazuje mi iż może być wszędzie, jestem więc całym światem, czuję jak tańczy we mnie ziarno grochu, księżniczka o różnobarwnych pasemkach, niczego nie muszę zabierać, jestem wolna, mogę mówić co chcę, granice mojego języka nie SA granicami mnie, język mnie tuli do siebie, nocami. Powiem to jeszcze raz. Nie wiem gdzie jest moja dusza, to cudownie nastraja, bo chociaż nie wiem nic albo bardzo niewiele czuję się coraz mniej niepewnie, dotykam kolanami brzucha, smakuję czerń moich pasemek, wysilam się na dobrą metaforę, trace ciepło, orbituję bez cukru, dobrze wyszkolona suka, mamo, za nic w świecie nie umrę, w całości połykana przez dżdżownice, spulchniam twoje gardło, chcę aby moje narządy oddano gąsienicom, chcę się rozładowac w nicości, chce się zaniknąć, niech mnie psy rozpierdolą, niech mnie obejmie daniken albo piędź ziemi, piasek, nikotyna, daj mi piwa, chce się zachlac, zbuduję Ci pierdolone posłannictwo. Lekarz, który się mną opiekuje stwierdził iż przemawia do niego twórczośc Sarah Kane, czułam się jak w labiryncie, 300 lat temu zreszta czuła się wysoce analogicznie, od lat nie zdejmuję kostiumu, leż e na łózku białym jak mój mózg i wdycham barbiturany, jestem sam, nie mówię nic, tylko skrobię znaczki na ekranie.. W Kane odnajduję siebie. Koncu 175 strony witaj do Ciebie dobijam się zbolała. Chudy przemawia do mnie na sobie tylko znay sposób, nasladuje postacie z dramatów Sarah Kane, jest Hipolitem onanizującym się do skarpety, rozszarpywanym przez sepy, jest Fusherem, który rozdaje bombonierki, jest Ianem strzelającym. - Co?


- Lepiej do mnie przemawia Sarah Kane niż Ty, matkojebco, skurwysyni. - Włosy, mnie rosna włosy na gardle, mam wrażenie że się nagle gdzieś przedostaję ale zwykle to jest mylna impresja, dlatego wyciagam włosy z gardła i udaję że nic nie czuję, tak się w sobie porastam, nie mam przyjaciół, cierpię męki wieczyste. Zajeżdża twórczość Sarah Kane, biorę do ręki jej dzieła zebrane, czytam fragmenta Blasted, Phaedra’s L:ove, Cleansed, Crace, Psychosis 4: 48, Skin, mam ciarki na grzbiecie, gniecie mnie niewygodnie, nie wiem co powiedziec, czuję się źle, nie mam komu tego powiedziec, wiercę się w łózku, podnoszą mnie gdy spadam na podłogę, wariactwo w każdym wersie, napisałm już tyle ze nawet nie mogę. Właściciel Sarah Kane upomina się o swoje prawa, straszy mnie zza grobów. - Robactwo. Nagle Kane uśmiecha się do mnie i przytula mnie władczym gestem, jestem. - Kurczę 1 raz w żciu czułam się tak własnie a nie inaczej, czuje jak rośnie we mnie nowotwór, nie mam nikomu nic do powiedzenia, autobusy mijają mnie bezwiednie, nie kocham , nie czuję w sobie erotycznych uniesień, chuj w gardle. Doktor dramatopisarka Sarah Kane rodzi się w roku 1971 i odbiera sobie życie.

KRYSTIAN


Lubię

Uznałem, że lubię rozmawiać o własnych fantazjach i pragnieniach erotycznych, stąd pomysł na ABCDaria, życie zbyt krótkie na jedną kobietę, poza tem w tym życiu chodzi tylko o zwierzęce instynkty, dlatego wybudowałem kompleks ABCDaria, dlatego zabijam, zabiłem już dość dużo much aby móc się zastanawiać nad tym co dalej, perwersje erotyczne zaczynają we mnie kiełkować nagle. - A? - Przecież. - A, erotyka będzie dla mnie budulcem Ja, na erotycznych pragnieniach buduję. - Przecież 176 zabitych dziewczątek nie stanowi bynajmniej grozy, to jest jak efekt domino, kiedy po raz pierwszy otworzyłem żyły zyjącej jeszcze podówczas Alicji czułem się jak króliczek doświadczalny, ale wyzwolenie nie nastepowało, musiałem robic to częściej, musiałem się krwia obmazać, wypić trochę. - No. I lubię rozmawiać o własnych fantazjach i pragnieniach erotycznych, analnie. - A. - A? - Już. .. jak rozmawiać o własnych fantazjach i pragnieniach erotycznych zwłaszcza jeśli SA one nierozerwalnie związane z bólem i śmiercią dziewczątek. - Chcesz. Więc o własnych pragnieniach i fantazjach erotycznych najlepiej śpiewać, rozspiewane zwłoki powodują że chce mi się kichac, chcę leżec na Jakubie Apostole albo jeszcze lepiej na martwym Jakubie Niklasińskim, chcę się pompowac krwią i sperma, nogi lubieznie rozłożone jak stodoła pełna płomienia, chcę się rozbestwaic, kanibalizm chociażby, w Kościele pod wezwaniem Męki Pąńskiej, na zebraniu Rady Miasta, w dupe księdza Rydzyka, smaruję smalcem powieki po wieki wieków amen, Radio Maryja na chuju, smaruje pustkę, nic się nie dzieje, wsadzam kutasa najgłębiej jak się da, języczek jest w tej chwili wolny jak ptak doda, nic się nie dzieje, fantazjuję, jebie analnie tłumy zakonnic i pielęgniarek. A. - No?


- Ja. -Ja. - A? -No. -A. -A. - O. Na własne fantazje i pragnienia erotyczne nakładam miarę wypowiedzi metrycznej. Do fantazji erotycznych mam więc stosunek aprobatywny, śnię o seksie z jednorożcem, tłum Arabów pieprzy mnie analnie, w autobusie piłkarzy brazylijskicj jestem speszona, zjebana, nie chce mi się wracać do mojego chłopaka, wole ssać kutas Arabowi, wolę ssac kutasa Amerkanom, Latynosom, Finom, Chińczykom, Polakom, Albańczykom, Niemcom, Francuzo zwłaszcza, zwłaszcza Islandczykom, Japończykom, Turkom, Marokańczykom, Kanadyjczykom, Filipinczykom, Argentyńczykom. Do fantazji erotycznych i pragnien tego rodzaju odnoszę się zresztą nieufnie, ma na mysli że właściwie oczywiście wszystko da się wyjebać, nawet szklankę paproci, czy myślisz? Teraz i potem moje fantazje skupiaja się na seksie z jak najwiekszą ilością panienek i dmuchawców, wszyscy osiągamy finalna rozkosz w pachwinie Kolumba, dlatego drzwi. - A? Wychodzę pragnieniami erotycznymi z siebie i dochodze do epicentrum, jakies bachanalia w moje głowie, w łepetynie księstwo skurwysyństwa, to jest wsadzam na czapeczkę klin i siobram ziobre po plecach, potem pcham się jak muchomor z uśmiechem jakbym była Wojaczkiem i czerwony kogut albo lizaczek mnie liże, pieści mnie szyja orangutana i tak się jeszcze składa że w tej kupie siana ja i moja matwa zyjemy ponad wszystko w tym Adam wiedemann Ajko ser blanchot i karo odoeppner z przodu i ztyłu, i zyjemy ponad flagami, i mamy się dobrze w tej ropuście tłuści jak emblematy gówna, ale tylko do wczoraj, patrze na mojego koguta, który stoi dumnie póki co i lubi rozprawiac o Miłoszu albo o Miłosci dantejskiej, co słońce i gwiazdy porusza, patrzę na siebie, kurwa, patrze na siebie jak na wojne robaczano- maślaną, unisono, pierdolone orgazmy których nie będzie, kogut czerwony, do balchy rozpalona patelnia, ma siebie dość, bingo, teraz się własnie ropzierdalam, i zostaje mi do podniecenia, do podniesienia mi zostaje, staje. - Proszę? - Proszę. - Proszę erotycznie, proszę Ciebie erotycznie, zrób mi dobrze, błagam. Pani. - Dziękuję. - Przecież. Można mówić o własnych pragnieniach i fantazjach erotycznych godzinami, chcę aby to trwało, chodźcie do mnie suki do żarełka, wiodę was do centrum tzw rozkoszy, ale własnie dlatego się nie rozbieram, czekam aż któras z was mnie zje, mi obciągnie, sprośnie mnie do kurwy wyciagnie na amen, rozpieprzy mi moje ja, głupio się przede mna połóżcie , abym mogła podejść i każdej z was opowiedzieć decameron. Po tym wszystkim wchodze na Red Tube,a, cicho walę sobie konia, spoglądam przez okno, ślimaki podchodzą do mnie całują mnie w chuja jak w trabkę, zaczyna się jestestwo w dupci dziewicy, walę wszystkie suki młotkiem po oczach, krew i


speram tworzą aureolę, wchodzę po kolei we własną mamę, babcię i dziadka do orzechów, pierdolę Az do nicości, pierdolę Adama Wiedemanna, pierdolę.

Moje: Czy pierdolę wystarczająco dobrze, czy mój chuj jest twardy jak endywia, czy ssanie go Ciebie podnieca, dalej, ssij suczko, z temperamentem, jak w kinie akcji, ssij, naprawdę chce mi się pierdolić, chce mi się pierdolić. Rzojebać dziurki sucze, chce mi się pierdolić, łykac spermę dziwaczne dziwki, dziewczeta których nikt nie pamięta, w stringach suki pierdolone, w stringach suki martwe, w stringach trumny zajebane, chcę się pierdolić z Twoją babcią, chcę się jebać z grudkami gleby, wciągać gówniane doświadczenia, nie ma nieba, jest Jacek Dehnel, nie ma życia wiecznego, jest gówno. Cie przemawia do mnie muzyka Nelly furtado i amy mac Donald jem w kfc troche chickena ale boje się nocami boje się że przyjdzie Dawid Kain i mnie uderzy nie boję się niczego jestem wolna i frywolna dlatego sprzedaje tego rodzaju histereie zakochałam się w muzyce amy jakies półtora. I Furtado jeszcze, pamiętam kiedy słuchałam Nelly Furtado latem nad morzem, to było nie do osiągnięcia, czemu więc słucham na okrągło albumu Playground, może nie potrafie sobie poradzic z przeszłością, może te wszystkie zarty dochodza do mnie zbyt otwarcie, ale Nelly Furtado się nie starzeje, nawet jeśli śpiwa z niejakim Jamesem Morrisonem to dla mnie jest zawsze klarowne przeżycie, to mnie cieszy gdy spiewa Nelly Furtado skrzydła mni się łamią. Była Mac Donald jakieś 2 lata temu.

W Donald odnajduję siebie, nie wiem czy pojmujesz co mam na mysli, ale chodzi mi o pewnego rodzaju czystość wypowiedzi, Donald jest jak Dylan, śpiewa z gitrą prosto i nienachlanie, jej słowa płyną w ciemności najczęściej, nic się nie dzieje takiego, nie jest Dylanem, nie powinna być, ale dla mnieto Ona jest nawet bliżej od Dylana, dosięga mojego mięśnia sercowego bardziej niż ktolowiek inny, jej się to udaje doskonale, z prostym głosem i prostymi akordami osacza mnie nagle, najzupełniej naturalnie. Wprawdzie 177 akapit Nic nowego jest dla siebie samego samobójstwem, ale głos Amy Mac Donald zwłaszcza w piosence z Bossem ( Brucem Sprigstteenem) osacza mnie na tyle abym mogła sobie przypomniec chwile dzieciństwa, więc przypominam sobie poziomki po pierwsze i takie tam jagody a następnie przypominam sobie Rahima Blaka w jagodach i Balladynę, jej odczytanie na kongresie wiedeński, i Tomasza Charnas grubego jak chuj sobie przypominam i nasze boje wewnątrz klepsydry, przypominam sobie że nie wiedziałm właściwie dokąd to ja zmierzam i że nagle pojawiła się gwiazda Amy mac Donald. Kiedy przemawia do mnie muzyka Nelly Furtado ale chyba jeszcze bardziej bierze mnie głos Amy Mac donlad, a kiedy Amy spiewa Hallelujah Cohena- Wainwrighta ciarki mnie dosłownie przechodza chociaż i tak nie jest to jej


najlepsze dokonanie, król się do ciebie cipko uśmiecha, czy ty tego nie widzisz, widzisz, mam książeczki poukładane alfabetycznie i nie boje się śmierci, przynajmniej mi się tak wydaje i pluję przed siebie tego rodzaju. A do mnie śpiewa Amy Mac Donald jest mi dobrze, czuję przepły swobodny zycia, boję się że umrę nagle i nie spojrzę na Ciebie na odchodnym, czy słyszałaś że Orfeusz zgwałcił Eurydyke pode drzwiami, że nie pozwolił Jej sie nawet wysrać, że jej nawet nie lubił, to oczywiście odmienia postać rzeczy, to czego nie widzieliśmy i że to jest takie krótkie, że znika ot takm po prostu, że się dzieje i nic a potem nic i na nic.

Amy winehouse jest jak wino Im- jej Z tym że Amy Winehouse jest jak wino, im jej więcej tym lepiej, no przecież to dzieci tylko tak kolekcjonują, ale ja nie mam nawet jednej jej płyty, a Back to Black to mi się kojarzyło

Back in Black najpierw z

AC/ DC, i te jej tatuaże nadobecne,

to że śpiewa głosem mężczyzny, dlaczego tak, Kalevala, fińskie eposy bohaterskie, w połączeniu z głosem Amy Winehouse, tamtej nocy kiedy nie wiedziałam jak odnaleźć drogę do Domostwa, zagubiłam się a Amy była w tej chwili ze mną, obok mnie, przelatywała nade mną, ale ja nie chcę w angielskim w Wikipedii, nie chcę czytać Adama Wiedemanna, nie chcę już ani chwili dłużej nawet słuchać Amy Winehouse, runy staro nordyckie, pieśni fińskie, karelskie, wychodzą spod ziemi jak anemiczne ameby, ja i Amy stoimy tej nocy u podnóża wzgórza, w bardzo pijackiej ekstazie, trzymam się Amy, słucham tylko jej


tej nocy, to jest estoński odpowiednik Kalevali fińskiej, i wyciągam jak Amy wyciąga w Rehab, i ciągle mam w pamięci tę noc w której mnie dotykałaś po raz pierwszy, i robaki chodzące po leśnym runie, i psy wigilijne wyciągnięte przed oczami, a jeszcze skok Adama Małysza po srebro, dzisiaj jest już 26, nieprawda, Amy Winehouse jest jak wino, im jej więcej tym lepiej, nie mam już wina, tylko piwo ze sklepu osiedlowego, głos Amy cichnie. Co Winehouse mi powiedziała tej nocy? Może mówiła o czymś nieuchwytnym, jej pijacka maniera uniemożliwiała zrozumienie tekstu, kurwa, 1, 70 1, 10- 2, 80, kurwa, krzyczysz na mnie. Zaraz sobie wezmę a jeszcze jutro 8, kupiłam Sampo, Spray Magic 300 Ml, Płyn Amay o, 75 l, literki Domino 35/60, Zmywaki Kuch X 5, Płyn Tymek 1l, Śmietanę 400 g, dupa, powiem szczerze, zostalo mi 6 złotych, może powinnam jeszcze raz odsłuchać sobie album Amy Winehouse, może powinnam podciąć sobie aortę, powiesić się na klamce od drzwi, fuck All these lies, głos Amy który mnie powstrzymuje, ale jej głos cichnie, zresztą gdy wszystkie komputery zamilkną nie będzie już jak słuchać Amy, no a zresztą wcześniej czy później to ona i tak się skończy, pozostaje czytanie opowiadań Adama Wiedemanna, nudnych jak opowiadania Piotra Cegiełki, pozostaje prysznic, albo leżenie godzinami w pustej suchej wannie, wsłuchiwanie się w ciszę między kolejnymi piosenkami Amy, pozostaje pisanie esemesów do ciebie, i przepisywanie po raz kolejny listy zakupów, Makaron Vitalia 500 g, Szpinak lub Brokuł, Ser Edamski 250 g, Papier Melodia XX, Piwo Dębowe Mcne, 1 l, Pasta kanapk. Chleb Wielcz., Filety Złota R, Piwo Malina, mam ochotę Fasiu pograć w siatkówkę, no to idź, mam ochotę słuchać na okrągło Amy Winehouse, pić wino i nie robić nic poza patrzeniemCi w oczęta, mam ochotę na pizzę ze szpinakiem, na rozpierdalnaie tego domku z kart, na wściekłe psy w nadprogramowej ilości, mam ochotę do białego rana pić a potem umierać na kacu jak pies na postronku, mam ochotę zesrac się pod siebie, rzucać w przechodniów indyczym mięchem, być wszędzie i zawsze, mam ochotę rzucić to wszystko w diabły, całe to kłamstwo czułości zaprzedac się jak pies- suka Państwu, mam ochotę na błyskotliwą karierę artystyczną, na śmierć w warunkach uprzywilejowanych, na głos Amy Winehouse powtarzający bez końca Rehab, Back to Black, mam ochotę zaprzedac się diabłu, mam ochotę skończyć z ta nędzną wyliczanką, fuck All these lies, mam ochotę, ale wszystko rozwala się w połowie dystansu, odległość jaka nas od siebie dzieli, porno dykcja, której nie pojmujesz, mam ochotę rozebrac się na środku Sali wykładowej, być głupią suczką na planie


dobranocki, mam ochotę pojechać do Paryża bez Ciebie, za praktyki szamańskie u Ugrofinów, na podróż, grunt to jest Amy Winehouse jest jak wino, im jej więcej tym lepiej, czyli jakie są 2 ugrofińskie koncepcje stworzenia świata, 1 jest że. W `178 podrozdziałach rozmaite wątki etiologiczne( etiologia- nauka badająca przyczyny zjawisk, ). Biblijne odniesienia, przeróżne motywy kulturowe, około kulturowe, napisz sobie tam do tej swojej książki, tak też uczynię. - Oczywiście. Wyjąłem. - Ale. Wszystkim Amy Winehouse jest jak wino, im jej więcej tym lepiej, no nie wiem, ostatnio mam przesyt wszystkiego co się rozpoczyna.

Nie Winehouse jest jak wino, ani nawet Adam Wiedemann, Anie argentyńskie tanga, od jutra się odchudzam, podjudza mnie ta myśl, co nie wierzysz mi? Pozstanowiłam, że zrzucę z siebie zbędne kilogramy, strawberry Fields forever bet tere then back to Black and rehab. - Widzi że jest dobrze, głupi, uśmiecha się, I love You, my babe, it’s true. Wyszedłem jak się powinno wychodzić, nagle, wtem, niespodziewanie. Nie słyszałem jak za mną krzyczałaś tej nocy, tylko Amy. Złocieńcy, kocham muzyczne eksperymenty. Uszy Pattona słuchają mnie teraz, prawdopodobnie jesteśmy teraz na skoczni w Willinge, Andrzej Sosnowski czyta swoje dyrdymały, nie wierzę niczemu ale gdy Andrzej czyta nie wierzę jeszcze bardziej, Mike napierdala na schizogonie, jest mi nieczule, niezwykle czuję się tej nocy w huj wie gdzie księstwie, nie ma mnie, nie ma mnie, nie ma niczego, mnoże słowa bez znaczenia, mnoże słowa bez troski o nie, uspokajam się że to co się dzieje nie dzieje się naprawdę. Objawy 179 karteczki opowiastki nastepują po sobie, literatura nie może być snięta, kto mnie przeczyta, kto zechce rzygać raz za razem, gdy to wszystko co się dziej okaże się okrytym brezentem smakiem, nie ma nas w nas, ale to się nie dzieje naprawdę, zaiste, tom któryś tam i tam z górki, na starcie przegrana i dziecko rozweselone jak nigdy, nie wiem co się dzieje, nie mam pojęcia co z nami będzie, cisza nas ookla, kał w ustach, kapusta Kapi Or not, Kapuściński martwy. Śmierć kocha muzyczne eksperymenty. Wiele muzycznych eksperymentów Mike’a Pattona broni się nadzwyczajnie, wspomnę. Z eksperymentów Mike’a Pattona przypomnę Faith No Mopre, Fantomas, Mr Bugnle and Tomahawka a jeszcze nagrania z Bjork. Razy Mike Patton. Próbowano Pattona dyskryminowac, że to nie jest żadna muzyka właściwie, że to nie jest nic nawet, kto słuchałby Pattona do tekstów Burroughsa chociażby.

Czerwonoziemcy Pattona kochaja nienawidzą natomiast kij wie kogo, nienawidzą nikogo innego, rządzą się własnymi prawami a Patton w te reguły się wpisuje jak pzrysłowoiwe bydlę, jestem Pattonem naszych czasów, jal lokomotywa Tuwima, jak Sosnowszczyzna, nie wiem co. Jedni 179 razy mawiają to samo, ich nie chcę nawet znac,a le tak mi się przypodobali że kurwa., dasz spokój, to się rozprzestrzenia, to znaczy że nie wiem wiele, ale Ty tak mawiasz, ale to co się dzieje


zawsze będzie lokomotywą dziejów nawet jeśl.i coś tam, ale weź tego cukierka, Mike Patton uwielbia takie schematy właśnie, dlatego się rodzimy bez celowości, wiecznie się naradzamy co do kolejnego poczęcia, poczynania się, nie wierzę w sygnał y Twoje,

Twoja zaraza.

Czerwona

Niektóre kochane eksperymenty muzyczne Mike’a Pattona potrafie wymienić z pamięci, ot chociażby Dziecko Rosemary w wersji Fantomasa albo Twin Pekas albo to co było w Faith No mOre jeszcze wcześniej albo Fantomas albo Mr Bungle albo Tomahawk albo. Krystian daniel Kajewski Lubię Nie lubię muzyki jazzowej. Wole już Outcast albo Gorillaz. - A tak na serio to lubię muzykę jazzową i to nawet bardzo. Jaz ma w sobie to czego brak tej jadowitej papce, którą infekują nas rozgłośnie radiowe w rodzaju Zetki albo Alfy. - Dosyć!- miałaś minę jakbyś nałykała się za dużo męskiego nasienia, tupnęłaś nóżką, aż pospadały z półek tomiki Tomasza Pułki. - No już dobrze, trzeba się położyć wcześniej spać,- próbowałem Cię przytulić do siebie, ale to było tak jakbym próbował oddychać piaskiem. - Nie kocham Cię. Zdradziłam Cię. Nie mam wyrzutów sumieniapowiedziałaś. - Skanalizować?


- No. - Zaręczam Ci że to koniec.- Wolę żyć sama, zdecydowałam o tym już jakiś czas temu. Nie pasujemy do siebie. - A, co z tym wszystkim co nas łączyło. Przecież mnie chyba kochałaś. - Wyśmienicie. - Jak? - Moim zdaniem nie pasujemy do siebie. Chcę jechać do Paryża i śpiewac muzykę jazzową w zadymionych knajpach. Chce jako antropolożka podróżować po świecie i badać zaginione kultury i chcę spać łóżkach egzotycznych mężczyzn, nie kocham Cię, nigdy Cię nie kochałam, ale miłość, co zasłowo? Wiesz, może ja nie potrafię kochać, może jestem jak ten kamień z piosenki Nosowskiej, ale nie chcę mieć z Tobą dzieci, z Tobą zawsze chłód, głód, to był najgorszy rok mojego życia, spójrz na siebie, jak ty wyglądasz, jesteś gruby i łysy, nie masz nic. - Właśnie! Lubię muzykę jazzową albowiem niczego nie można być pewnym w każdej chwili, improwizacje, unisono, inkantacje. - Być przy Tobie oznaczałoby zastój, dlatego Cię zdradziłam, może jednak czuję wyzrzuty sumienia, ale wiem że już Cię nie chcę. - Na koniec powiedz mi jeszcze że to. Krystian Daniel Kajewski Jazz W tym że lubię muzykę jazzową jest boleść bo odchodzisz właśnie w środku suity Jellego Rolla, w chwili. Facet grający na banjo unisono z perkusistą, którego kończyny grają bezustanne tremolo, zasłuchani w ten koncert, zatrzymani w czasie, pogodzeni ze sobą, w samym środku suity Jelliego Rolla, Trepat. Wzruszyłem ramionami gdy powiedziałaś mi że już mnie nie kochasz, boli jak wbijanie gwoździ w mózg, próbuję leczyć się muzyką jazzową, ale przecież zostawiłem albumy. Enen jak niegdyś Maga albo Filipina tańczyła przede mną naga w rytm muzyki jazzowej Jelliego rolla. - Zdażymy… Rzeczywiście, czasy w których sięgaliśmy po ksiązki z naszej biblioteczki i syciliśmy się własnymi opowieściami o Barthelemie, o Cendrarsie i Cortazarze, o Bretonie i nadrealistach, o muzyce jazzowej Jelliego Rolla i Charliego Parkera, czasy popijania yerba mate i przeglądania reprodukcji dzieł sztuki w gustownie wydanych albumach, te czasy. W muzyce jazzowej. - Skąd? - Z. - Z? - No. - Aha- przymknęłaś powieki- a przecież miałam Ci jeszcze opowiedzieć o poecie Ernesto Morroni? - Jesteś? Kiwnąłem. Z Ronaldem i Etiennem zetknęłam się mniej więcej w tym samym czasie co z muzyką jazzową w ogólności, zawsze marzyłam o tym aby jeść creme de marzone i chodzić w pięknych ciuchach.


Przez. Enen była kwintesencją nieporządku, chaos rządzi, lubiła powtarzać kiedy nie chciało się jej pozmywać brudnych naczyń, Enen lubiła chodzić w 2 różnych skarpetach i pić herbatę z talerza, czasami nie myła włosów przez cały tydzień. Do Magi upodabniało ją wyobcowanie, poczucie lęku i zazdrości wobec tych, którym się ponoć udało, muszę mieć pieniądze, mawiała to równie często jakjestem głodna- albo- chce mi się zwyczajnie pierdolić, potrzebuję ekstazy.

Nagle Enen zapalając papierosa zerka na mnie i cedzi przez zęby: Zdradziłam Cię albowiem przestałam Cię kochać, myślałam że Cię kocham, ale od dłuższego czasu najzwyczajniej nam się nie układało, przecież. Enen ujęła kosmyk włosów opadający jej na czoło i okręciła go sobie wokół palca. Cóż za trafna metafora naszych stosunków- zauważyłem z goryczą. – Zdązymy…- ze wszystkimwyjaśniła z roztargnieniem. Rzeczywiście, następnej nocy wspaniałomyślnie zapaliła dwie świece. W wątłym blasku ich płomyków zobaczyłem, że całe ramiona, pośladki a nawet piersi i wzgórek łonowy Enen pokrywają tatuaże(…)

Nakazami wiary kieruje chęć życia wiecznego, a ja chciałabym zyć wiecznie, niepokoi mnie myśl o grobie pełnym ślimaków jak z poematów Poego i nie chcę mi się wierzyć ani nawet mysleć o całkowitej rozpadalności mojego ja, dlatego popsułam zębatkę, dlatego moje palce dotykają klawiatury i śnią mi się po nocach strzygi błękitne, nie znoszę myśli o śmierci, śmierć nie istnieje, niech zaświadczy o tym zresztą biskup Berkeley, jeźdźcy burzy, Jim Morrison, to wszystko musi być w jakims niebie jebanym, przecierż nie można tak po prostu, proszę Państwa do piachu, masło maślane, moje palce drżące, cała ta balzakowskobarthelemowskość. -----Główną chęcią żywych istot będzie chęć życia wiecznego, zniwelowania.

On żyje wiecznie, jeśli jest Bóg to jego cechą dystynktywną jest nieprzemijalność, a wybrańcy Bogów mogą sobie postrugać eposy i zabawiać się z dziewczętami, cóz to oczywiście za nieszczęsne rozważania, ale ta skończoność i linearność jest jak podbite oczy, boli i tą bolesnością się przypomina, i żadna tam miłość ani pieniądze bo wszystko co mamy mamy na chwilę więc żadne cieszenie


się chwilą i chwilo, trwaj, jesteś tak piękna, jesteś taka dewocyjna w swej chwilowatości. Ale wiecznie oznacza nieskończenie, czy można sobie więc wyobrazić nieskończoność, oczywiście jeśli wyjmiemy z tego czasowość i przestrzenność to nawet jak najbardziej, la strada nicości, ale po wyjęciu obłych kości pozostaje ornament, nie wiem dokąd mi się to pisze, nie potrafię nawet nad tym zapanować, czy podobnie jest więc z wiecznością, która ocala i scala, a może mi się to napisze w tej chwili właśnie, może mi się niebyt napisze i ocali, wydobędzie się z języczka polskiego całe spektrum i uniwersum ludów i gorycz nienazywania, gorycz prześladowania przez cierpienie i skowyt, cała ta umieralność wiosek i miast, ślimaki w grobie sposobią ce się do ukąszenia, seks tantryczny i seks grupowy co jak czekolada. Była taka historia, anegdota w której Japończyk taka be, obecnie 112- letni gasząc po kolei te 112 świeczek na czekoladowo- marcepanowym torcie mówi do mikrofonów- Chce żyć wiecznienieźle się z tego chichrałąm całą noc aż przyszedłeś do mnie i wziąłeś mnie na ostro, papryczka chili w zębach tego zboczeńca i naiwna, prostacka wręcz klechdabajanie, stary dziadu, do grobu, co z ciebie za Matuzalem, 969 lat pracy na marne, szok, nagle się jednak rozpada i ogarnia cię przekręt tej sytuacji, wszystko gnije już za życia, wyobraż sobie gnijące niemowlęta, wybraż sobie Chiny pękające odd krzyku gnijących z Weltschmerzu istnienia, wyobraż sobie plamę namalowaną przez Jaksona Polloocka w hołdzie Michaelowi Jaksconowi, wyobraż sobie Jima Morrisona jako zombie w nocy powracających trupów, giallo.

Nawiasem mówiąc Paris Hilton również chce żyć wiecznie, powiedziała że skoro Paryż wybudowano z myślą o Niej to równie dobrze mogłaby spotkac się z Charonem w kompozycji abstrakcyjnej, i że gdyby Jim Morrison nie był takim pedałem to chętnie obciągnęłaby mu resztki warg, ach ta paris Hilton niedojebana, czy wiesz że podobno je codziennie 6 do 7 cheesburgerów, że kroi cebulę widelcem, że się spotyka z Barckiem Obamą, czy wiesz że zdecydowała się pomóc chorym na AIDS nurzając się w e krwi bohaterów komiksów, ale ona chce żyć wiecznie, sezamie, otwórz się i przyjmi do siebie Paris, nawet Cię kurwa, Hilton, czy paris Hilton nawiasem mówiąc czyta książki, drwina z Paris Hilton jest jak seks z trupem, ale Paris Hilton chce żyć wiecznie, więc może należałoby jej zbudować pomnik trwalszy nad spiże i taz z tym Horacym zamknieta mogłaby ciągnąć druta Romanowi Kostrzewskiemu, i Jimowi Morrisonowi, mogłaby modlić się do Matki Boskiej jebana od tyłu przez Misia Yogi, mogłaby się zastanwaić nad przebudową meczetu rahima Blaka i nad korsykańską poezją elegijną, chuj w dupie Boanpaartego, naprawdę mamy problem z tym życiem wiecznym Wałknie dla Paris Hilton i własnie paris Hilton wyciąga uspermione rączki w kierunku dłoni slamera Jasia Kapeli, i Adam Wiedeman się cieszy, jest życie wieczne, świadczą o tym uspermione dłonie Paris Hilton wyciągnięte. Ludzie umierają jak muchy, spójrzmy na Freddiego Mercurego albo Jima Morrisona, wystarczy wypuścić strzałę i nawet Paris Hilton rozppierdoli facjatę, więc gdzie to jest albo kiedy to będzie albo raczej czy to się dzieje?


------Dziwne:- Albo.- Chcę żyć wiecznie uświadamiając sobie że życie skończone jest, że to absurdalne tak jakbym chciała być większa niż płetwal błękitny.

-----

Słynne kuszenie Bryana Adamsa rozpoczynające się od słów I do not wanna live forever mnie jednak nie przekonuje, bliżej mi do Jima Morrisona, który nieustannie ewokuje Koniec, padam na kolana każdego dnia aby się podnosić a umieranie wydaje mi się zaprzeczeniem życia, wolna jak ptak, bez ciałą, zresztą wszechobecna, nareszcie bez postaciowanie, bez pojęcia zanurzana w nie ustającym cyklu narodzin i śmierci, będąca wszystkim wszędzie i zawsze, poza kategoriami, uwolniona wreszcie od przekleństwa języczka, czy możesz sobie wyobrazić tego rodzaju poezję, niespełnione piękno, które uwalnia raz na zawsze, śmierć, która jest wiecznością,nie umieraniem, która napełnia. Co mam mówić, czy chciałbyś żyć wiecznie, wiem, nie odpowiadaj, powiedzmy że tak, a przecież zresztą to mój monolog więc możesz mi włożyć w usta nawet pięść, pięknie powiedziane piędź ziemi w biodrach, boskie fluktuacje językowe, powiedzmy że to się może udac, przecież jeśli coś można sobie wyobrazić a nawet zaprojektowac to być Mozę jest to całkiem możliwe, zreszta nigdy niczego nie określaj, to tak ajk z naszą miłością, która pojawiłą się i znikła albo się rozerwała na strzępy, nie wiem, może mi ta miłość do Ciebie kiedys nagle powróci i rozerwie mi głowę na kawałeczki, Mio, mój Mio, jakżes mi był ukochany niegdyś, ale to przemija a potem powraca i sama już nic nie. Nigdy niczego nie planowałam, dewiza że dzieje się co się dzieje, jest jak jest, a będzie co ma być uspokajałą mnie do tego stopnia ze nawet trzęsienie ziemi przyjęłąbym zapewne spokojnie,, dlatego uwiąd naszej miłości mnie nie zaskoczył wcale to a wcale i to że zaraz potem pojawiły się dręczące mnie myśli o wieczności, jakieś takie tej wieczności nieustępliwe łaknienie, żarcie wsytępujące między cielesną potylica a irracjonalnymi atmanami, czy coś w tym rodzaju, zawsze odrzucałam metafizykę jako kolejne z wielkich złudzeń cywilizacyjnych i ngale mnie wzięło, zaskoczyła mnie ta chęć życia. Powietrzu, - dbam o swoją sylwetkę, ćwiczę przynajmniej 1 dziennie, muszę zlikwidować brzuch, chcę mieć płaski brzuszek jak niegdyś, powinnam wyleczyć sobie zęby, iść do fryzjera, przefarbować się na rudą lisicę, a przede wszystkim powinnam sobie znaleźć nową pracę i nową miłość, nie martw się, złapiesz inną falę albo ta się odpowiednio ułoży. Tao kurwa, zaznaczę, dbam o swoją sylwetkę, unoszę w dłoni swoje piersi, które poddają się tylu innym mężczyznom, przecież jestem młoda i piękna, mogę więc zdobywać świat, a Ty, Ty jesteś antytezą wszystkiego czego chcę od życia, usunęłam Cię nawet ze znajomych Na Facebooku przez te Twoje głupawe komentarze, ale wejdź we mnie, lubię się pieprzyć, seks jest jak jedzenie czekolady, ale miłość, co za słowo, czy pamiętasz nasze wspólne czytanie Cortazara i Capote’a, mówi nam że jest w ciąży i pamiętam była taka w ogóle


zgaszona, to była taka imprezowiczka, jak się gdzieś pojawia to od razu zwracasz na Nią uwagę, darła się do ludzi, i dziecko bach, w każdym bądź razie no nic, nic, w ogóle nic, Boże, ta siostra jest młodsza od mojej siostry i jest ciocią, fajnie, powinnam bardziej dbać o swoją sylwetkę, zakochana w tym dziecku, Boże drogi, muszę być piękna, to się opłaca i muszę mieć dużo pieniędzy, wiesz, On mi załatwi pracę we Francji, między nami wszystko skończone, nie kocham Cię i nie sądzę abyśmy mogli mieszkać w zgodzie, boli mnie dłoń, czy pamiętasz listy Cendrarsa do Millera, albo Capote’a, albo to jak się poznaliśmy, powiedziałm w tej dziwacznej ankiecie że życie to permanentne wakacje a śmierć jest tylko złudzeniem, potem wypisywałeś do głupie esemesy, a potem spotkaliśmy się i niemal od razu mnie sobą zachwyciłeś, teraz to wszystko jest puste i jesteś mi coraz bardziej obcy, dlatego musze bardziej dbać o swoją sylwetkę, wiesz, płatki fitness, jogurt w miejsce śmietany, jarzyny i owoce, woda mineralna niegazowana, herbata Pu- erh, kawa bezkofeinowa, do tego oczywiście palę papierosy aby się nie roztyć, bo chcę być piękna i zjawiskowa abyś uświadomił sobie co straciłeś, bo przewraca mi się w głowie od marzeń o Paryżu, pieniądzach i kochankach. Wtedy Ona była śliczniutka, świetna, o swoją sylwetkę należy dbać, Boże, to jestem ja? Szok, muszę zlikwidowac te wałki na bokach, tłuszcz zdecydowanie mi nie służy, powinnam mieć bardziej zaznaczoną talię, jaka kokarda w ogóle na czubku głowy, i chcę przefarbowac włosy na czerwono albona rudo jak ta modelka, i zakręcić je sobie, chcę pozować do aktów i grać w filmach, no widzisz, o swoją sylwetkę należy dbać i nie to moja siostra powiedziała, że o figurę należy dbać a ja zazdroszcze jej tej talii osy i tych dużych cycków podczas gdy ja mam dupę jak szafę, dziewczyna 2 lata ode mnie z osiedla młodsza, musze bardziej zadbać, ładnie wygląda, zajebiście, i dlatego należy dbac o swoją sylwetkę, co boli a nie jest staje się wyzbyte znaczenia, problem jawi się jako odwrócone rozwiązanie, nie kocham Cię więc pokochaj inną albo się powieś na klamce od drzwi, tymczasem ocipiałam i w ogóle nie wiem co jeszcze, oprócz tego iż należy dbac o swoją sylwetkę i będę powtarzać to jak jakąś zeświecczałą mantrę buddyjską, o Jezus, ten to na przykład miał niezłą sylwetkę i następna ładna dziewczyna, cos w tym kurwa jest, i dlatego należy dbać o swoją sylwetke, przepraszam, należy dbać o swoja sylwetke bo w przeciwnym przypadku będziemy grubi jak ci Amerykanie od cheesburgerów, widziałam wczoraj jednego takiego, grubegojak chuj nietoperza, nawet nie mógł się podnieść od stolika, a mogłam mu te frytki na ten brzuchol wyjebać, pasibrzuchowi jednemu, naprawdę tego nie ogarniam, ogary poszły w las, należy dbac o własna sylwetke aby nie popaść w odstawkę, bo to nie iałoby być tak, zamknij się. Na swoja sylwetkę trzeba sobie zapracować, ale ja nie chcę abys mówił komus że nie zdałam, oszalalam, cos się ze mną dzieje, high school, może ja nie powinnam studiowac tylko tańczyć na rurze albo chodzic po jakichś zasranych wybiegach, kurwa, musze się położyc spać, boli nie brzuch od tego niejedzenia, zjadłabym spaghetti z tuńczykiem albo tortillę, lubiłem jak przyrządzałaś nam te meksykańskie dania z ksiązki o amerykańskiej kuchni, ale teraz muszę się położyc spac, jestem taka wyjebana,nie mogę z Tobą być bo Cię już nie kocham, wybacz mi, usze [po prostu bardziej dbac o własną sylwetkę, ćwiczyc co najmniej 1 dziennie, aerobic, fitness, analny seks grupowy, ciagnięcie, chciałabym być na Ile de Yeux teraz, albow Paryżu. Las pochłania drzewa, myslenie sprawia mi przyjemność i myślę że to że nasza miłość się skończyła jest dobre, innymi słowy, nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, na dwoje babka wróżyła.


- No.

Obywatele, Las vegas- myslał poganiacz. – Dziesięć tygodni w Pałacu cesarskim po pietnascie patyków tygodniowo. Nielicho. Ballada ostatniego pedu. Lercy Griswold śpiewa na rewelacyjnym singlu. Myślenie

Gdzie? Dlaczego myslenie sprawia mi przyjemność? Myśle że dlatego iż jest. Dlaczego? Skoro myslę więc jestem a to oznacza przyjemność bycia, mozliwośc bycia a co za tym idzie mozliwość myślenia, wymyslania. Dlaczego myslenie sprawia mi przyjemność? Bo mogę sobie wymyslić inne, lepsze zycie w którym jest szczęsliwsza bez Ciebie, bo mogę wymyślić sobie Paryż, mogę sobie wymyślić swoją własną powieść o nas, skończoną. Czy myślenie sprawia mi przyjemność w złych chwilach? Tak, bo mogę to zło odegnać, tak, bo mogę to zło przeinaczyć w dobro, wymyślić siebie. Czy jesteś ignorantem>? Czy oja złość na Ciebie Cię wkurza? Czy moglibyśmy jeszcze raz, ale inaczej? Jak mogłam się w Tobie zakochać! Możer? \Czy myślenie sprawia mi przyjemność? Czy wiesz że Michael JaCKSON myślał? Jeżeli myslenie sprawia mi przyjemność wymyślę sobie lepszy świat bez Ciebie. Czy? Kiedy? Dlaczego myślenie sprawia mi przyjemność? Dlaczego boli rozstanie? No, kurwa, myślenie sprawia mi przyjemność przeogromną, myślę i staję się, chcę tego i będę to miała jak mawiała Jennifer Lopez. A wiesz że myślenie sprawia mi przyjemność większą niż seks i porównywalną do miłości, myślę więc jestem olśniona, a to co ocala nie od bezproduktywnej egzystencji, bo każda moja chwila zyskuje znaczenie nieoznaczoności i myślę że to dobrze że wymyśliłam Ciebie i czas i siebie. Jeżeli myślenie sprawia mi przyjemność chcę myśleć bezustannie, permanentnie. Dlaczego myślenie sprawia mi przyjemność? Dlaczego wymyślam Ciebie? Czy? Czy myślenie sprawia mi przyjemność? Daj spokój. Myślenie mnie koi. Jeżeli. - Nie? - Wybrałam ścieżkę zdrowia. W zdrowym ciele zdrowy duch, pojmujesz? - Zamordowana. Niebo powinno pasować, ta babka na tym zdjęciu to jest większa od.


Przechadzają się dla zdrowia, no to na razie, 48, 50, tak, dla zdrowia. - Czemuś , co ja miałam powiedzieć? Nie, do tej reklamówki takiej. W zdrowym ciele - Hilda. - Zrozum. - Nie. - Dotychczas miałem nadzieję że jeśli będę ćwiczyć nigdy nie umrę. - To jakiś obłęd, każdy kiedyś umiera, wszystko co jest będzie martwe. - Teraz wierzę, że jestem wieczna, taka cudowna solipsis we mnie. - Bogiem nie będziesz a tylko Bóg, czytaj nicość, ma naturę nieskończoności. - Nie, chociaż nie wiem, to Kaśka Kempy podała, że w zdrowym ciele zdrowy duch i że można się tak wyćwiczyć poprzez jogę aby trwać. - Hilda. - Zrozum. - Kiedy w zdrowym ciele zamieszka zdrowy duch to będzie jak wybawienie. - Na razie to jest Golgota bycia obok Ciebie, to że przestałaś mnie kochać jest równie absurdalne jak pąk róży, uwiąd miłości, pozazdrościć. - Czerwone. - Kiedy, Jezu, jaka kłótnia, no? Po prostu ze mnie wyparowała miłość. - Wielka miłość nie rdzewieje, ale miłość, co za słowo, ten Twój Cortazar. - Pobiegłam do Niego uciekając od Ciebie, ale On jest nudny jak Ty. - Hilda. - Ale miłość, co za słowo, jestem raczej jak kamień, który oblewa woda. - Na. - Nie. - Nie? - Nie. W zdrowym ciele zdrowy duch a seks jest jak jedzenie czekolady orzechowej. - Chyba… - Miałam. - Akademia naucza równoległego rozwoju ciała i ducha, tylko że jak? - zrozum, w zdrowym ciele zdrowy duch, chyba się zmęczyłam życiem. - Zapłaciłaś? - Zawsze. - Stałam, oddam nawet duszę, ale dupy nie ruszę, w zdrowym ciele zdrowy duch, penis- pochwa, Izrael- Arabia Saudyjska, kciuk- niemoc, nadgarstkami odpycham się od globu ziemskiego, próbuję nasienia. - Przeczytałam, że w zdrowym ciele zdrowy duch może zaistnieć. - Pewno. - Nie. - Ale oddam nawet dupę jeśli masz ochotę na seks analny, dupczenie. - Szczerze, kurwa, no niby w zdrowym ciele, pierdolę, to jest chore. - Hilda, w zdrowym ciele, nie znajdę nic chyba, nie lubię tego, Ewa.


- Wyglądają? - Pewno. - Podobno. - Są. - Co? - Najlepszym. - Co? - Sałatki, sam jesteś pedał, analna dziewica, roślina w łóżku wodnym. - Nawet. - - Chleb. - Jestem na Misteria Paschalia, Enya śpiewa. - Decyzje, metro 7, patrz no, zawsze coś kurczę się trafi ślepej kurze. - Dotychczas to jest 7 i pół godziny tylko, no czyli na 8 godzin i fajnie. - Chyba na wieczór, w zdrowym ciele zdrowy duch, będę kelnerką w Paryżu. - Nie, w zdrowym ciele zdrowy duch, czyli będziesz sprzedajną dziewką. - Zdolności. - Uśmiechałabym się fajnie do Francuzów i robiłabym im lody. - Tak, w zdrowym ciele zdrowy duch, więc znowu robiłabyś lody i Arabom. - Mogłabym. - Tak, Jezu, muszę iść sikać, w zdrowym ciele zdrowy duch więc muszę nareszcie o siebie zadbać, schudnąć, lepiej się odżywiać, zlikwidować boki nad pośladkami, chcę mieć figurę modelki, Twoje miejsce na Ziemi tłumaczy Twoje zapatrywania i ambicje, mniej niż 0, no bo co Ty jesteś, 33 lata i jak Chrystus jesteś skończony. - Mogę się pod tym podpisać, mniej niż 0 to wszystko czego chcę. - Tak, myślisz że może że więcej coś znaczysz bo masz rozum, 2 ręce. - Umrę, mniej niż 0 po mnie pozostanie, flaki z olejem, nuda nicości. - Ale. - Słowo daję, w zdrowym ciele zdrowy duch a moje ciało ginie. - Nie, mniej niż 0, to wszystko co pozostaje po naszej miłości, jak mogłam być tak ślepa, Kochanie? - Dzidzia, 12 stopni ma być w ogóle, 13- Dzidzia słucha rocka, jest.

Pokój, ciężko stwierdzić jaki jest ten pokój, mały, jutro jest środa, w piątek będzie zimno, powiem tak, jest lustro, kosmetyczka, 12, lampka na ścianie, fuj, powiem tak, nie znalazłam sobie żadnej diety, Kasiuniu, pod lampką plakat z kabaretem z lat 20, Voltaire, 2 łóżka, śpimy ciągle na łóżku, czasami się jeszcze kochamy, 2 szafy, półka z książkami z której byłam taka dumna, kilkanaście numerów Literatury na świecie, i książki, książki Capote’a, Cortazara, Barthelema, Cendrarsa, Burroughsa, Celana, Conroya, albumy z dziełami sztuki.

- Pan? Moje płyty z muzyką LED Zeppelin, the Doors, Nosowską, Mikiem Pattonem, Feiled. - Masę albumów muzycznych musimy między siebie jakoś porozdzielać. - Nie. - To? - Mieszkam. - Ta.


- Masz? - Znacznie. Strząsnął. - To Big Cyc, LED Zeppelin, the Doors, the Beatles, muzyka jazzowa, Alicia Keys, Vanessa Paradise- Twoje, idźmy dalej, Guns N Roses, Sepultura, muzyka filmowa jeszcze. - Czy? - Blagierką. - Raczej. - To. BIG CYC FISH

- Musimy sobie dać spokój, nie kocham Cię już od dawna, nie wiem czy kiedykolwiek Cię kochałam, poza tym zdradziłam Cię i kiedy się z nim kochałam czułam się jak ryba w wodzie, nareszcie wolna. Dolly zrobiła potulną minę owieczki i usiadła na łóżku obok mnie spokojnie.

Dzisiaj, kiedy byłaś w pracy, napisałem dla Ciebie wiersze, to są akrostychy czyli że pierwsze litery każdego wersu układają się w Twoje dane osobowe, mam zamiar napisać ich 13, i zatytułować 13 filipińskich miesięcy, myślę że to wszystko co wolno mi zrobić z tym co ze mną zrobiłaś, Twoja zdrada jest dla mnie oczywiście ciosem, ale nadal kocham Cię jak pies sukę i jak pies sukę chciałbym Cię teraz rżnąć. - Miały połysk, świeciły się i były miłe w dotyku, nie były owłosione Jego jądra. - Przez te 13 miesięcy kochałem Cię i ufałem Ci bezgranicznie, chciałem abyśmy byli szczęśliwi i byłem z Tobą bardziej szczęśliwy niż kiedykolwiek. - Poganka?

- No, a wiesz, i skompletowałam sobie dyskografię Chopina, Fisha, Genesis i Marillion, wszystkie albumy Fisha aż do Raingods with Zippos, nawiasem mówiąc, kapitalny concept album, całość nagrań Genesis z Peterem Gabrielem, i z Philem Collinsem a nawet z Rayem Wilsonem, Chopin, Beethoven, wszystkie płyty Marillion, te z Fishem i ze Stevem Hogarthem, ostatni podwójny album Marillion jest rewelacyjny, do tego solowe albumy Petera Gabriela i Raya Wilsona, zwłaszcza ta ostatnia płyta Gabriela z coverami jest fantastyczna, i wiesz, wszystko to zgrałem z Internetu, skserowałem sobie okładki płyt i teraz mogę sobie cały ten zestaw postawić na półce i odsłuchiwać bez końca, na zmianę słuchać sobie Vivaldiego, Fisha, Genesis, Marillion, Collinsa, Gabriela, Wilsona, a do tego sobie jeszcze zgrałem albumy Fisza i Emade, razem z O. S. T. R., Voo Voo i Wojciechem Waglewskim i Marią Peszek i Chopina.


- Pan. - Tss.

- Jedyna piosenka Fisha, która mi się podoba to Kayleigh, reszta jest milczeniem. - Mam na myśli fenomen Fisha, wiesz, facet, który był niegdyś drwalem nagle rzuca to rąbanie sosen i sekwoi i staje cieniutki jak zapałka ze swoim głosem, oczywiście, nie cieniutki jeśli chodzi o wygląd bo ma fizjonomię drwala i ten kontrast między Jego potężnym ciałem, tą męską siłą zwierzęcia i między Jego nieposkromioną, niespotykaną wręcz żarliwością, wiesz, Fish jest dla mnie jak Coma albo Quasimodo, dzwonnik, Notre Dame, albo nawet upiór w Operze, bestia, która poszukuje piękna w sobie i wydobywa je z siebie jak dręczący koszmar, w tym sensie Fish jest poetą rocka a jego burzliwy romans z Marillion dał światu jedną z najpiękniejszych pieśni, to nie jest pokrętne ani przekombinowane, po prostu czyste emocje poza formą, i to niewpasowywanie się w oczekiwania jest dla mnie zniewalające, jak ryba wyrwana na chwilę ponad wodę, latająca ryba, która wypluwa z siebie coś co jest czyste. - Nie kocham Cię już od dłuższego czasu a to co do mnie mówisz jest jak bicie głową w mur, jak rzucanie grochem o ścianę, więc przestań. - Ale, miłość, co za słowo, gra w klasy, gra w kutasy, przecież mnie kochałaś, to nie mogło tak po prostu z Ciebie wyparować, co się stało? - Nie, nie kochałam Cię chyba nigdy albo od bardzo dawna już Cię nie kocham, nie pasujemy do siebie, masz 33 lata, w Twoim wieku Chrystus zbawić chciał świat a Ty wisisz na krzyżu swojej nieudaczności, nie masz pracy, to co piszesz jest wysoce pretensjonalne, interesuje Cię tylko to gdzie włożyć chuja i nazywasz to miłością, ale miłość, co za słowo, nie ma miłości, jest tylko seks i to jest dużo od tej zafajdanej miłości przyjemniejsze, jest tylko seks a potem jest pustka i tę pustkę właśnie sobie ukochałam, moją pustkę, którą ośmieliłeś się mi zabrać, wszedłeś w moje życie buciorami, a mi wydawało się że to Ty właśnie wywiedziesz mnie z kamienia, jak mogłam być taka ślepa na Twoje oczywiste wady, jesteś syfiarz, masz zepsute zęby, jak mogłam się z tobą całować, nie wiem czy Ty mnie czymś nie zaraziłeś, obiecywałeś mi że znajdziesz sobie nareszcie stałą pracę a pracujesz jako ankieter albo telemarketer mając 32 lata, w Twoim wieku Aleksander Macedoński zdążył zdobyć pól świata, Ty zdążyłeś mnie stracić. - Przed 6 laty zakochałem się w dziewczynie, która zrujnowała mnie finansowo, namówiła mnie do zaciągnięcia kredytów na łączną sumę kilku tysięcy złotych, wmówiła mi że jestem winny jej urojonej chorobie a ja kochając Ją jak pies robiłem wszystko o co mnie prosiła, dla miłości jestem gotów się skurwić, jak pies skamleć po to by mnie kochano, jestem słabym człowiekiem, masz rację ale zasługuje na miłość, to żałosne, wiem, ale westchnienie skruszonego serca jest istotniejsze niż błędy, które popełniam, kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień, chcę być po prostu szczęśliwy, czego chcę, kochać i być kochanym, i żeby to nie zamieniało się po jakimś czasie w to w co my się zamieniliśmy, Kochanie, chcę słuchać RMF FM i Fisha z zamkniętymi oczami i mieć akwarium pełne złotych rybek, i żeby mój Ojciec był zdrowy, i więcej pieniędzy dla Armii Zbawienia, chcę aby Genesis reaktywowało się z Peterem Gabrielem w RMF FM i żeby przyjechali do Krakowa na jakiś koncert jeszcze w tym roku, chcę aby był Bóg a nie nicość, mógłby też być nawet Śnięty Mikołaj z workiem prezerwatyw dla afrykańskich uchodźców, chcę abyś do mnie wróciła bo wierzę że nawet po tym jak mnie zdradziłaś sekunda skruchy wystarczy za całe życie żałowania za to że Cię uderzyłem jak niegdyś Magdalenę, za to że jestem alkoholikiem, że


nazwałem swoją mamę kurwą, że nie zjadłem dzisiaj nic oprócz świątecznego jaja, za to że jestem ciągle bardzo marnym poetą. Wyjął z opakowania płyty : Czerwone Gitary i Fisha Raingods with zippos i włączył do odtwarzacza CD. Z głośników popłynęły

malownicze dźwięki. - I myślisz że to co było powróci? Nigdy do Ciebie nie wrócę. Już wybrałam. Nie pasujemy do siebie. Nigdy nie pasowaliśmy. Żegnaj. Sędzia. - Nie odchodź, Filipino- padłem na kolana jak pies i zacząłem zanosić się płaczem, czułem się jak ścierka posmarowana świńskim gównem, upokorzony i zdeptany żebrak z wybitymi Pańska laską zębami, czułem że Chrystus to jakiś skurwysyński szarlatan, i że po śmierci tylko ślimaki- nie odchodź , Kochana, spróbujmy ponownie. - Już zdecydowałam. Wybieram życie w całej Jego niewiadomej. Wybieram wolność, którą przedkładam nad kłamstwo miłości. Wybieram innych mężczyzn i kobiety i wszystko co nie jest Tobą.\ - Katarzyno, tfu, Paulino, tfu, Agnieszko, tfu, Magdaleno, tfu, Filipino? - Katarzyna. - Ano, życzę Ci najlepszych i spokojnych dni, wszystkiego dobrego na Wielkanoc, dużej ilości światła dosłownego i metafizycznego, nadziei z wiosną, Halleluiah, pokój z Tobą, zostawiam Cię z Twoją fascynująca osobowością, na mnie już czas, wzywa mnie Paryż po którym zapomnę Twoją nijakość, na wzgórzach Montmartre naga, na Boubourgu z Marco, który będzie mnie pieprzył i tylu innych mężczyzn i tyle innych kobiet, cały świat zamiast Ciebie, wyfruwam z klatki Twoich chorych zębów, wypierdalam z Twojego życia nareszcie, wolna nieuświadomionym przepływem elektryczności, piękna w swojej nieskazitelnej młodości, zacisnęłam zęby, pa, mój Mio. - Może jednak napijesz się jeszcze herbaty? Posłuchamy sobie Fisha i Doors. - Uhm. - Gdyby to była miłość zostałabym na pewno ale miłość, co za słowo?

Widywałem pięknie trzymające się zasad szczerości dziewczęta, które za przysłowiowe srebrniki oddawały się majętnym kupcom, których roznegliżowane fotografie wykonywane przez marnej jakości kopistów zdobiły billboardy i budynki, widywałem rozczochrane i skąpo ubrane lolitki przenikające jak przebiśnieg przez luki pornobiznesu, widywałem zmęczone upiornością ekosystemu kobiety- foki, aktywistki Greenpeace, wyzywające fanki Boba Dylana albo Dream Theater, suczki w stringach z palcem w dupie, z nieśmiertelnym bon voyage. Z miejsca zakochałem się w jednej z nich zamieszkującej filipiński archipelag i od naszego pierwszego spotkania w Manili byłem gotów oddać za Nią życie, zaiste pięknie trzymała się zasad szczerości, a Bob Dylan napisał o Niej kilka z bardziej znanych swoich piosenek nawet, i tamtej odległej styczniowej nocy kiedy wyznaliśmy sobie miłość płakałem jak bóbr nad żeremią, bo zaufałem Jej jak nigdy nikt nikomu w swoim wybebeszonym przez alkohol i brak pieniędzy istnieniu, wkrótce


zacząłem pisać o Niej powieść, w której oddałem Jej głos gdyż jak sobie podówczas roiłem śpiewaliśmy unisono w dwugłosie szczerości. Po czym obdarła mnie ze złudzeń i postawiła na półce losu, pięknie trzymając się zasad szczerości wyznała mi zdradę i uwiąd miłości, i od tej pory na nowo borykać się musiałam ze światem najlepszym z możliwych którym obdarcie ze złudzeń staje się nagle podstawową własnością, ale nie żebym tęsknił ale obrazy w K, które pokazywała mi na reprodukcjach albo miłosne wyznania wierności teraz znamionowały pustkę, tak jak to bywa nasza fałszywa miłość okazała się skurwieniem, i jak Nabokov uganiający się, dajcie mi spokój, chcę nareszcie przeżyć prawdziwą miłość, chcę aby Pat Conroy nauczył mnie jak żyć nareszcie. Zawsze pięknie trzymałam się zasad szczerości, nwet wtedy gdy wykradałem dzmojej dziewczynie pieniądze z portfela, nawet wtedy gdy zdradzałem Ją z innymi a potem przychodziłem do Niej do łóżka jak gdyby nigdy nic.

Złamał kolejną regułę nie ma sacrum bez profanum jak już niegdyś wymyślił rumuński religioznawca mircea eliade książka pata conroya ksiązę przypływów chwilowo otworzyła go przygotowałą na nowo do procesu pisania do procesu życia samego w sobie patrzył przez okno na ślimaki obudowujące tarczę słońca patrzył na swoje nagie palce i popijał kawę w tę bezludną jak niegdyś filipińskie wysepki noc że oko wykol w tę grę. - Piękne jest prawdziew, a prawdziwe jest piękne- słowa z Keatsa.

- To łatwe jak krwawa sraczka- przypomniało mi się rozpoczęcie Zbombardowanych Sarah Kane a potem nastąpiły magdaleńskie odłamy.

- Zapytaj mnie co jest dla mnie istotniejsze, sacrum czy profanum?

Ale miłość, co za słowo? Bezładnie wystające z pogmatwanej pamięci anakoluty z Gry w klasy, kiedy czytali tę książkę na wdechu, albo kiedy wertowali francuski kalendarz z dziełami sztuki, sztuka filipińska przepełniona jest zabawą sacrum i profanum, a odniesienia do niej w sztuce europejskiej widoczne są choćby w dziełach Rahima White’a, chcociaz Rahim White podobno nigdy nie istniał tak jak nie istniała nigdy ich miłośc, ale miłość, co za słowo, teraz oddaleni od siebie, poprzez wymazywanie siebie z siebie, oddaleni goryczą kolejnej nieudanej, nie podjętej do końca próby, ona przy komputerze po seksie analnym z tym podejrzanym typem, on w rozgoryczeniu między kawą a półsnem, półgębkiem jeszcze we wczoraj, między tomikami poezji Lawrenca Ferlinghettiego, Księciem przypływów Pata Conroya a brakiem najzwyczajniej środków.


- Są takie chwile w których wydaje mi się że mamy jeszcze przed sobą jakąś szansę- powiedział sam do siebie, do Jej śladów. - Luke ale bez Lucky, jak sacrum bez profanum, pusta szklanka po winie, boląca od pisania dłoń, ciągle bardzo marny poeta Blaise Cendras i lichy pisarzyna Pat Conroy, wino białe stołowe z marketu Tesco, co było a nie jest nie pisze się w rejestr, panta rei, kordony filipińskich mrówek, biała jak cukier twarz o nordyckich rysach, Jej zawodzenie kiedy jest w Niej ten kolejny raz, spuszczanie się po linie w dół korporacji Serca Przenajświętszego Jezusa. - Jest sacrum, ale bez profanum jak wkładanie w dupę- uśmiech. Wspomnienie. Zdaniem Filipiny nie ma sacrum, istnieje tylko profanum, to czego możemy dotknąć, co możemy ujrzeć na własne gałki oczne, całą filozofia jest wymysłem rabina i w dodatku podana jest bełkotliwie, Platon może się schować w jaskini, Sokrates był tylko niesmacznym kloszardem, licza się za to Voltaire, Hume i markiz de sade, o religii nie należy wspominać, bo to jest niesmaczne. - To tylko oznacza iż nie ma sacrum bez profanum – zauważam- Na gruncie tego co rozpoznawalne tworzą się różnobarwne plamy albo owe platońskie cienie, które wyganiasz z miasta. - Mój Ojciec wychował mnie w duchu racjonalistycznego ateizmu, Kochanie. - Mogą mnie krajać na kawałki, ale wiary w Boga się nie wyrzeknę. To tak jak z Kolumbem i drogą do Indii. Zresztą czemu to właśnie Jemu udało się postawić jajo na stole? Bo nie chował głowy w piasek. Problem jest odwróconym rozwiązaniem, Kochana. Stąd potrzeba sacrum jest poniekąd dowodem na istnienie rzeczywistości duchowej, pozamaterialnej. - Nie? - Są dowody na istnienie Boga. Dante powiadał iż Miłość jest siłą co Słońce i gwiazdy porusza, za nim poszedł chociażby Luc Besson, który w Piątym elemencie stawia teze iż to właśnie

miłość łączy w sobie wymiary: profaniczny i sakralny, ciała i ducha. - Zachwycał się wiarą we własne złudzenia jakby wierzył w Mikołaja. - Jakie tam renifery? To się nazywa chyba łaska uświęcająca. - To są głupoty, banialuki i brednie. Lubię twardo stąpać po ziemi. - Więc uświadom sobie że istnieje nie tylko to co dotykalne albo widzialne, że od nas zależy co widzimy w świecie, jak go postrzegamy, odbieramy. - To. - Nie ma sacrum bez profanum. Istnienie zła warunkuje istnienie dobra. - Właśnie. - Czemu nie ma sacrum bez profanum. Bo to właśnie sacrum jest owym rozwiązaniem, czyli odwróconym problemem profaniczności. Aby postawić na stole jajo musisz je rozbić. A Ty chowasz głowę w piasek. Łatwiej będzie wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż Tobie wejść do Królestwa Analnego. Zresztą, jakie to ma znaczenie dla Ciebie? - Chwalić Boga potrafią głupcy i słabeusze. Jest tylko Zycie. Teraz. - Luke, to jest tylko życie tu i teraz, potem się gnije i nic nie ma. - Prywatne! - Skąd?


- Zobacz! W sacrum jest zapowiedź profanum, tak jak w białku żółtko.

- Właśnie dlatego nie ma sacrum bez profanum, fortuna kołem się toczy a to co robimy jest jednocześnie poza dobrem i złem, nawet gdy prowadzę wyświechtaną grę w cytaty, to mnie rozprzestrzenia, uwalnia, karci.

- W sacrum jest więc zarodek profanum, i ta dwubiegunowość jednocześnie wyostrza i wynaturza, ale to celowo ma być takie wykreślone jasno i wyraźnie, abyśmy mogli sobie uzmysłowić wagę problemu, kiedy jem kanapkę z masłem orzechowym myslę o seksie analnym. - Nienawidzę Cię za to że przestałaś mnie kochać. Nienawidzę Cię za to że mnie zdradziałaś. Nienawidzę Cię za to że mnie zdradziłaś. Nienawidzę Cię za to że uprawiałaś seks analny z każdym tylko nie ze mną. Nienawidzę Cię za to że Cię uderzyłem. Nienawidzę Cię za to że zostawiłaś mnie bo nie mam pieniędzy ani dobrej pracy. Nienawidze Cię za to że nie wierzysz w Boga ani w życie wieczne. - A ja Cię nienawidze za to że jesteś taką życiową niedorajdą, cipą. - Przypominacie sobie kiedy się w sobie kochaliście, co wtedy czuliście? - To. - To co czuję do Ciebie nie zmieniło się. Nadal Cię kocham tak samo. - Nie kocham Cię już. Nigdy Cię nie kochałam. To było tylko takie zauroczenie. - Mamy sobie tyle do powiedzenia. Możemy ciągle próbować się w tym odnaleźć. - Dopóki nie przestaniesz mnie kochac będę Tobą pogardzać jak suka psem. Jak suka nie da pies nie weźmie. Możesz włożyć mi pięść w odbyt. To lepsze niż czułe słóka bez pokrycia. Ale Ciebie na to nie stać, mięczaku. - A? - Powiem Ci coś jeszcze. Faktycznie nie ma sacrum bez profanum, Kochanie. Posmakowałem dojdzie do końca piosenka znam dobrze przynajmniej język obcy uczę się francuskiego angielskiego no i kochałam ale Ty jesteś wiesz co Wiedziałam, że zna dobrze przynajmniej język obcy, byłem zresztą zauroczony Jej dość płynną francuszczyzną a i Jej angielski był do zniesienia.

- Czuję. Nie znam nawet języka obcego nazbyt dobrze, o Jezu. Polska. Moja dziewczyna mówi biegle po francusku, a ja dukam w nerwowej, chorej angielszczyźnie a ze znajomości francuskiego pozostało mi dobre wspomnienie. Narządy nie używane zanikają. Oj pamiętam jak tego słuchałam, pamiętam, pamiętam. Teraz wiem że moje życie powinno Zastanawia mnie jak to jest że Ona zna dobrze przynajmniej język obcy i że ciągle uczy się czegoś nowego. Ma zajęcia z arabskiego, hebrajskiego, jidysz, nawet śpiewa w jidysz i to ponoć całkiem dobrze sobie z tym radzi. Czyta w oryginale poetów angielsko- i francuskojęzycznych, zabiera się do Rayueli Julio Cortazara nagle.


- A? - Udawałem, że nic mnie to nie obchodzi ale irytuje mnie to że nie mogę się z Tobą porozumieć, najzwyczajniej w świecie dogadać. Kiedy do Ciebie mówię śpiewasz w jidysz a kiedy Cie obejmuje uśmiechasz się. - - A? - Teraz znam dobrze przynajmniej język obcy. Chcę pojechać do Paryża. Moja francuszczyzna jest coraz lepsza, wkrótce będę mogła się w tym języku swobodnie porozumiewać i bez problemu znajdę sobie we Francji dobrą pracę. Jak Vanessa Paradise u boku J. Depta albo Artur Gadowski i Ira. - Czy? - Tak. Zamówiliśmy 2 herbaty z cytryną. Usiedliśmy przy kawiarnianym stoliku. Między tą herbatą i kilkoma papierosami wyznała mi że nasz związek już Jej nie cieszy, że tak naprawdę nigdy nie była ze mną szczęśliwa, a mnie w międzyczasie najzwyczajniej ścięło z nóg i nie potrafiłem z siebie wydusić ani słowa. Vanesaa Paradise kończyła spiewać piosenkę i Ira. Nawet nie pamiętam jaką. Fi zamówiła makaron z tuńczykiem podlany sosem czosnkowym. Dla mnie makaron- muszelki z białym serem i madame de Pompadoure. Patrzyliśmy sobie w oczy znad tych mis makaronicznych, cynicznie przekręcała ni to łyżką ni to widelcem jakby to było spaghetti bologneses w człowieku słoniu. Jedliśmy milcząc. - Czy? - Jasne? - To że znam dobrze przynajmniej język obcy w pewnym sensie mnie od Ciebie uwalnia- przemówiła zza muszli wtykanych na sztu ćce- mogę swobodnie podróżować, wiesz, mogę sobie jechac na Seszele, przede mną kariera modelki, będę kimś takim jak Boris Masłowska albo Pat Conroy, - mało się nie udławiła, pomyślałam, a Ona slangowała dalejParyże przede mną Szanghaje, - krewetka spadłą na podłogę- świat. -Sięgnąłem. ( … ) posmakowałem wina i poczułem, jak wsącza się w ciało, aby rozpocząć długie nocne oblężenie migreny. Wiedziałem, że nie powinienem pić, ale bardzo tego chciałem. Miałem tej kobiecie opowiedzieć moją historię, aby pomóc siostrze, tymczasem wybrałem inną strategię: opowiem jej moją historię, aby ratować się przed samym sobą. - Czuję ( … )

Dzierającym nie łatwo jest rozstrzygnąćna czym polega fenomem madonny i iry nie nie zamieniaj serca w twardy głaz póki jeszcze serce masz przeżyj to sam stań się madonną która wisi na krzyżu ot widzisz chociażby te fotografie które zrobiłam w w tajemnicy przed tobą twoja filipina ukrzyżowana sprawiało mi przyjemność pozowanie w ten sposób albowiem wiedziałam iż Jezus Chrystus był drobnym cwaniaczkiem a całą ta


pożałowania godna religijność jest dla słabeuszy podobnie miłość co to w ogóle za słowo hop siup to tylko taka gra w kutasy w której serce jako mięsień tętniący jest najzwyczajniej w świecie jak najmniej istotne twardy jak głaz kutas którego biorę do ust i który śpiewa. Język nie jest gorszy, językiem dotykasz mojej bezbronnej, wilgotnej cipki, liżesz mi łechtaczkę i pochwę, lubię jak zanurzasz tam swój języczek i doprowadzasz mnie do orgazmu, zreszta nie tylko Ty, seks jest jak jedzenie czekolady, a lubię różne rodzaje czekolady, lubię się pieprzyć bez ograniczeń, stały partner to jak kajdanki nałożone, a przecież nie ma nic słodszego od wolności wyboru, w każdej chwili wybieram język, którym chcę do Ciebie mówić, wybieram język, którym śpiewam zupełnie jak Emiliana Torrini albo Madonna od lat. Z łatwością dokonuję więc kolejnych wyborów. W poszukiwaniu przyjemności odrzucam Boga, który jest oczywistym złudzeniem, personifikacją psich pragnień i jak ten mały, warczący kundel skacze w nicości do gardłą takim jak ja niewiernym czarownicom, ciągle widzę więc krew Boga, która spływa z tego całego beznadziejnego życia, w poszukiwaniu idealnej miłości męczymy się kiczowatymi. Ostre jest pieprzenie analne, którego mi nie dałaś, jebanie w dupę podnieca mnie daleko bardziej niż lizanie cipki, jestem w końcu typem analnym a nie oralnym, i lubię być. W rozstrzygnięciach stało się i odchodzę, tu są moje książki i płyty Emiliany Torrini i Madonny, nie zabiorę Cię do Paryża albowiem byś mi tam najzwyczajniej zawadzał, odchodząc nie zabiorę Ciebie bo jesteś jak zużyte buty, a teraz mam ochotę chodzić na bosaka, mam ochote kochać się z tym Miastem do upadłego, budzić się w kolejnych obcych mi objęciach, rozmawiac z nimi tylko od niechcenia. Przez 13 miesięcy naszego związku zabrałeś mi całą siebie, zabrałeś mi moje emocje i moją integralną wolność, odchodząc zabiorę Ci więc siebie i nie dam nic w zamian, chcę nareszcie. Potem będę wolna i każda chwila mojego życia będzie przeżywana świadomie, może zostawiam Cię zbyt wcześnie, a może nie powinniśmy się w ogóle nigdy spotykać, nigdy nie wysiliłes się nawet aby mnie pojąć a Twoja twórczość jest. Podróżowała, czym się dało i gdzie się dało, najpierw w szwedzkim pornoklubie tańczyła wywijasy na rurze, potem w Paryżu dawała dupy arabskim imigrantom, za to w Madrycie prawie wyszła za Hiszpana, tej nocy kiedy mało Jej nie zastrzeliłem śmiała mi się w twarz i porównała mnie do gwiezdnego pyłu, wyszedłem zostawiając Jej nagie ciało w wannie lecz za bardzo nie bolało, Jej młode nagie ciało ociekające wodą nic już dla mnie nie znaczyło i nie wiedziałem dokąd pójdę tej nocy ani czy kiedykolwiek jeszcze przytrafi mi się gra w klasy, czy udałoby mi się spotkać Magę na Pont des Arts i zabić Ją strzałem? Do tego aby na kimś polegać należy dorosnąć, zjeść przysłowiową beczkę soli i całe to nasze kochanie było, jak sądzę, tylko chwilowym 13-


miesięcznym omamem, coś co zaczyna się od fascynacji twoim długim, chudym ciałem, czy wiesz co mnie trapi, może Twoje puste kieszenie, może to że palisz w kuchni a może to że Cię tak naprawdę nie obchodzi, ale teraz jakie to ma znaczenie kiedy przejrzałam na oczy i ujrzałam Cię nagle w wynędzniałej aureoli, jak postacie świętych którym za danikenem przypisywałam pochodzenie kosmiczne, a potem okazało się że ten cały daniken był po prostu zdrowo szurnięty, i teraz wiem że cały ten świat to gar gówna, i że nasze wyobrażenia czy oczekiwania prędzej czy później i tak biorą w łeb więc nie ma co się. Matka. O fenomen Coldplay albo Bożyka albo Madonny spieraliśmy się niejednokrotnie, i mam dość tego Krakowa a kiedy byłam u Twoich rodziców wydali mi się tacy bezsensowni, i to że ciągniesz od nich pieniądze, masz 33 lata czyli tyle ile Chrystus gdy umierał na krzyżu a zamiast tego show jedyne co osiągnąłeś to długi w polskich bankach, żegnaj słońce szyjo ścięta, poezja nie istnieje, tępieje Jej ostrze, w pokoju przy zgaszonym świetle kiedy nasze martwe ciała tulą się do siebie jak oliwki albo kiedy Twój długopis wkłada mi w usta steki wierutnych bzdur, proszę, pojmij nareszcie że to koniec, rozsypaliśmy się w proch. Nawet lubię muzykę Alici Keys albo JERZEGO BOŻYKA, to jest klucz do pojęcia mojej roli w tej powieści albowiem wymykam się jednoznacznym określeniom i nie lubię szufladkowania jak wspomniałam Ci na początku już naszej znajomości nie znoszę prawideł, nie znoszę gdy ktoś mnie tłamsi i sprowadza do parteru, a muzyka Alici Keys albo JERZEGO BOŻYKA jest taką brzytwą której chwyta się tonący, try to sleep with a broken heart, czy pamiętasz jak jeszcze całkiem niedawno temu kochaliśmy się na podłodze a Twoje usta mnie ogarniały? Dziadek brał mnie na kolana i puszczał mi żydowską muzykę z lat międzywojnia, a Alicia Keys z tą swoją semicką urodą i Jerzy Bożyk wpasowują się w kontekst wyjałowionej popkultury dlatego uciekłąm od Ciebie, pobita do nieprzytomności, zagazowana, bo czułam się jak Księzna Pani na ziarenkach spermy, wewnątrz moich ud byłeś księciem przypływów, Patem Conroyem na bibliotecznej póleczce, tylko że podcinałeś bezustannie gałążż na której nie umiałeś nawet porządnie usiąść, teraz mogę Ci nareszcie nawymyślać, bo mam już dosć Twoich podskokó i przysiadów, bo mam już dość siebie jako dziecka, które łaknie Paryża, które trzyma w dłoniach carte blanche, bilet domzawoalowanego piekła, i te dantejskie sceny, które były naszym udziałem, damasceńska stal, aureola w której jak chciałby Daniken ukazuje się kosmos, it is over now bayby blue, please do not go, albo jak śpiewa Alicia Keys albo Jerzy Bożyk albo Miecysła Fogg No one here gets out a;live. Bocznymi drogami idzie Alicia Keys i Pidżama Porno, do twojego serca jak twrada ciecz, do Twojego umysłu z Joyce’a i Fuchsa i Conroya do Twojej łepetyny bezmózgiej, do klatki.


Dzień, kiedy to wszystko się zaczęło, pamiętam w najdrobniejszych szczegółach. Pierwszy dzień reszty mojego życia,. Gdybym tylko mógł cofnąć czas, to…właśnie, co bym zrobił? I czy w ogóle coś bym uczynił? To ja jestem winien wszystkiemu. Teraz zdaję sobie z tego sprawę, ale ta świadomość nie czyni mnie mądrzejszym.

( ALTEA LESZCZYŃSKA, Podwójna miara) Nie Dzień, w którym przyszło mi do głowy iż nie pragnę być często widywana przez Ciebie, najchętniej to chciałabym abyś zniknął całkowicie z mojego życia, abys się rozpłynął tak jak rozstępują się lodowce, tak jak zanika przykry dla nozdrzy odór abyś obrócił się w nic, nic nie chcę pamiętać z tego co było między nami, raczej wykasować, dobrze by mi zrobiło abym sobie wywietrzyła po Tobie mieszkanie, i bez oglądania się na siebie, na to że zabrałeś mi rok jakże cennego dla mnie życia- bez oglądania się za siebie chcę teraz spacerowaćPolami Elizejskimi w rytm francuskich piosenek Aznavoura albo Brela albo LED Zeppelin. Ale pragnę być cześto widywana w rozmaitych miejscach, jak najdalej od Ciebie, za kilka dni jadę do Paryża. Pamiętam jak byliśmy razem i to był najgorszy rok w moim życiu, au revoir. Przycięty nie jestem niczego pewna jaka róża taki cierń jaka zdrada taki gniew jaki kamień taki cios jakie Zycie taka śmierć nie dziwi nic zostaniemy wciąż i młode uśpiłąm jak trwogę włosy me podchwyci wiatr 10 pięter ciemność jakie życie taka śmierć nie dziwi nic jaki kamień taki cios nie dziwi nic nawet to co jest co wyrywa z nas cały zapas słó cały spokój serc nie dziwi nic jaki kamień taki cios nawet to co jest nie jestem niczego pewna nawet tego czy byłeś kiedykolwiek w jakikolwiek modus istotny dla mnie ale miłość co za słowo gra w szklane kutasy. Obejrzałem się, jestem pewna że to cywilizowany świat, odpływamy w dal, płynie czas, zanuć to co ja, nie jestem niczego pewna, snisz mi się co noc a wpycham Cię do podświadomości bezwiednie, stoję na ulicy, ktoś przechodzi, patrz, cywilizowany świat, dookoła głosów 100, boli mnie dłń, i ten Cendrars albo Fuchs, który leży między opowiadaniami Leszczyńskiej a książeczkami Pereka, tam na półce na której pleśń podchodzi do gardła, a wtedy obejmuje Ją, nie dochodzi obcy głos, odpływamy w otchłań, tam będzie nam dobrze, zapomnij mnie, to nie tak miało być, przepraszam Cię za całokształt ale wypisuje mi się długopis, przepraszam że nie mogłam tak dłużej udawać dla Ciebie. Powoli niczego pewna, wreszcie byśmy się tam zakochali, zakochana w Tobie byłam ale to było złudzenie, a w Krakowie na Brackiej pada deszcz, nie od deszczu mokra lecz od łez, na Zachodzie już noc, sprawa


jest czysta, nie obudzisz się już, lecz na Wschodzie przynajmniej zycie płynie zwyczajniej, zlew przecieka kuchenny, z góry na dół kałuze przepływają po sznurze, bo w Krakowie na Brackiej pada deszcz, przyklejony do ściany zwija mokre dywany, nie od deszczu mokre lecz od łez, leżę. Dzień, pewna siebie, idę sobie ulicami miasta, idę do pracy, kolejna noc za barem, ktoś porzucił nas, odpłynie w dal, będziemy razem, morskim dnem, pokochaj mnie z całych sił, na 100 lat, pokochaj mnie jakbyś była tak młody jak dawniej był świat, Ty kochaj mnie, aż po noc bezkresną, która wydziobie nam resztki złudzenia, czas. Filipina `

Tydzień nie minłą jeszcze od naszego ostatniego widzenia się, ale nasza miłość całkowicie zdązyłą wyblaknąć, nie pamiętam nic z tego co było między nami a jeszcze mam niejasną impresję iż to było takie nadmuchiwane. Do tego jestem niepewna.

- cześść? - _ Dzięki. - Usiadł,pewnie koło mnie, do mkresu dni nadciąga nioc komety, ognistych muflonów deszcz, kto przeżyje swoją śmierć, otrzyj pot i łzy, znikną duszne sny, koszmar minie. - - Mam niejasne przeczucie że to koniec- powiedziałem wówczas. - - Harlam? - - Nic, jestem niepewna, otrzyj pot i łzy, znikną uduszne sny. - Nie, nic, znikną duszne sny, otrzyj opot i łzy, zamukam oczy. Uśmiechnęłam. - - No, pewna jestem że zaliczona matura na 5, to nie żart, mniej niż 0, co Ty studiujesz antropologię, zawodowi ma chory nos. - - tak- nie wiedziałam czemu dzieje się to co się dzieje, ale postanoweiłam że nie ma odwrotów- myslisz że może więcej coś znaczysz? - - Lubisz? - - Jasne- jestem prawie pewna że odpowiedziałam- w- albo coś w tym rodzaju, jakie to ma znaczenie, pomyślałam sobie, zaraz potem i uśmiechnęłam się do siebie na odchodnym, finito. - - jakie?- NIC MI NIE PRZYCHODZIŁO DO GŁOWY. - stać gazeta wyborcza to dobry wybór wiem co kupuję zawsze na pierwszej stronie soczyste informacje z drugiego


brzegu rzeki tam ulegasz mi wśród matowych rozgrzanych traw morfeusz. Powiedziała że Gazeta Wyborcza to dobry wybór kiedy nie wiedziałem co sobie kupić do czytania, pracowała wtedy jeszcze w ogródku na Rynku, to miejscezwis męski, albo Krawat, miejsce od którego rozpoczęła się nasza tępa paplanina, powiedziałem Jej że nie zabiję nocy i kupiłem wyborczą z dodatkami abym miał co czytać w oczekiwaniu na koniec Jej pracy, a między kolejnymi stronami gazety wyborczej były pająki, i uśmiechnięty Adam Michnik, który nas połaczył, i wywiad z Julio Cortazarem, w którym autor Gry w klasy nic. - Zanim. Jednak Wyborcza to dobry wybór, przeglądałem stronę po stronie i patrzyłem jak Filipina znika z mojego bycia. - Tej nocy gdy ode mnie odeszła nie czułem się dobrze, przyszła do mnie i powiedziała że mnie zdradziłą i że mnie już mnie nie kocha bo przecież gdyby mnie kochała to by tego z Nim nie zrobiła a zrobiła to i było jej nawet dobrze, że poczuła się wolna od balastu, którym się dla Niej stałem, potem cytowała ulubione frazy z Gry w klasy akcentując te najbardziej cyniczne, ale miłość. Do dobrego wyboru nie dużo brakowało, czasami lubię ajk ktos mnie obserwuje i patrzy na mnie i mówi że mnie lubi, a kiedy na mnie wtedy patrzyła świadomie niszczyła mnie, lubiłem to wcześniej ale to jej ostatnie spojrzenie było jak przebiśnieg, przypominały mi się nasze chwile, te dobre i złe, może chciało mi się płakac tej nocy, i próbowałem Ją przytulić aby poczuc jak bardzo jest kamienna na nowo, było tak jakbym stąpał bosymi nogami po posadzce świątyni w Stonenhenge w słuchawkach mając najnowszy album Negatywu albo Stone. Ojciec wybrał mi nowe ubrania, kiedy przyjechałem do domu i powiedziałem że zabiłem Filipinę rodzice pokiwali tylko głowami, a teraz otwieram dla siebie projekt nicość, będę gwałcić dzieci i zabijac przerośnięte ważki, potem spojrrzałem w lustro i zobaczyłem w nim dziewczynę, która tuli do siebie pieczonego królika, potem postanowiłęm że pojade autostopem w podróż dookoła świata, napiłem się piwa, zapaliłem papierosa, jak Rastigniac, z pustymi kieszeniami i bez pracy bez miejsca zamieszkania, za to z długami długimi jak chuj doroty masłowskiej, podciąłem sobie żyły żyletką polsilver, a teraz leżę i krwawię niesmacznie.


Tego wieczoru nie byłem. Siadłem na podłodze po turecku. Wieczoru krawędzie dotykały moich policzków martwe ciało 20- letniej poetessy filipiny salomon leżało na podłodze nożami nożyczkami i innymi narzędziami kreśliłem na nim swoją wersję rayueli. - Tom- wydawało mi się że słysze glos zza ściany- to do mnie? - Jasne. - Nie możesz zacząć swojego życia na nowo. - Wyczerpały się możliwości. - W. - Czy? - Pewnie, że mogę, mogę robic co tylko chcę, spierdalajkrzyknąłem. - Wcale to nie jest prawda, Tom- mówił do mnie porcelanowy zajączek- po prostu Twój czas się skonczył i tyle. - Przyciskałeś mnie do ziemi odkąd się zanmy, zostaw mnie już. - Jak sobie chcesz.

.


Filipiny kraj dajmoniczny docx (2)  

Powieść eksperymentalna, erotyczno - egzystencjalna.

Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you