Page 1

GAZETKA KRAKOWSKIEJ MASY KRYTYCZNEJ

KRAKÓW ∙ STYCZEŃ 2014 ∙ EGZEMPLARZ BEZPŁATNY Kraków niedawno uplasował się na trzeciej pozycji w rankingu najbardziej zanieczyszczonych miast UE. Zamiast arktycznego, czystego powiewu krakowianie wdychają w zimie smród spalin i pieców węglowych, a spoglądanie na termometr coraz częściej zastępują śledzeniem doniesień o kolejnych horrendalnych stężeniach trucizn w czymś, co kiedyś nazywaliśmy powietrzem. Dziś Antysmogowa Masa Krytyczna. W Masówce piszemy o walce ze smogiem, podsumowujemy rok 2013, rozwiązujemy konkursy i wybieramy się do dwóch bardziej i mniej rowerowych miejsc: Rumunii i USA. Życzymy miłej lektury. Redakcja

TRASA PRZEJAZDU Rynek – Sienna – Starowiślna – Dietla – Al. Daszyńskiego – Podgórska – Most Powstańców Śląskich – Na Zjeździe – Limanowskiego – Rynek Podgórski – Kalwaryjska – Legionów J. Piłsudskiego – Most Piłsudskiego – Krakowska – Dietla – Most Grunwaldzki – Konopnickiej – Most Dębnicki – Al. Krasińskiego – Piłsudskiego – Straszewskiego – Podwale – Św. Anny – Rynek (rowery w górę!)

PROFIL KMR NA FACEBOOK’U: WWW.FB.COM/KRAKOWMIASTEMROWEROW OFICJALNA STRONA KMR: WWW.IBIKEKRAKOW.COM WSPARCIE FINANSOWE:

NUMER KONTA KMR - 14 1540 1115 2044 6070 0012 0001


Felieton Konrada Myślika

CHOROBA CIĘŻKA ma za zadanie (niestety) odwrócić uwagę od mniej przyjemnej części diagnozy. Połowa diagnozy krakowskiej choroby skupia się na likwidacji skutków jako na drodze do poprawy sytuacji. Czy lekarz pochwaliłby taki sposób postępowania gdyby chodziło o chorego pacjenta? Nie.

Zanieczyszczenie powietrza jest chorobą miasta. Choroba nie jest zakaźna, choć może być przenoszona drogą powietrzną. Powietrze w Krakowie jest zanieczyszczone. Bardzo. Argumenty, że kiedyś było zanieczyszczone bardziej (naprawdę było) są zwyczajnie głupie i udają, że postęp cywilizacyjny nie istnieje. Owszem - istnieje. W czasach młodości rodziców większości czytelników tego tekstu mówienie i pisanie o zanieczyszczeniu powietrza (wody, gleby etc etc) było zabronione, cenzurowane i tępione, a autorzy tych informacji byli uważani za wywrotowców i szykanowani zawodowo oraz urzędowo. Naprawdę tak było. Dlatego proszę pamiętać, że dziś nasze nieskrępowane rozmowy o zatrutym krakowskim powietrzu są prawdziwymi zdobyczami wolności. Choroba, także choroba miasta, wymaga diagnozy - trafnego opisu stanu rzeczy, przypisania mu kategorii – i wskazania drogi leczenia. Choroba zwana zatruciem Krakowa doczekała się połowy diagnozy i ta połowa, swoją zapalczywością a także żywotnością,

Główny hałas skupia się na likwidacji palenisk piecowych. To ważne zamierzenie, które jednak ma za zadanie odwrócić naszą uwagę od koniecznego wszak ograniczenia w Krakowie ruchu SAMOCHODÓW OSOBOWYCH. Kraków jest tworem miejsko– wiejskim, którego granice i rozmiary zabudowanej przestrzeni, (przy malejącej powierzchni parków i ogrodów) dawno już przekroczyły granice biologicznej zdolności tego terenu do samooczyszczania się. Kisimy się w kotlinie, w której wiatry są rzadkością a decyzje o zabudowie kanałów wentylacyjnych miasta i tzw. klinów napowietrzających są na porządku dziennym. Decyzje administracyjne zezwalające na budowę na obrzeżach miasta wielopiętrowych i/lub wielo-lokalowych zespołów mieszkaniowych kierują rozrost Krakowa (to nie jest rozwój, rozwój wiąże się z jakością - a nie z ilością) w złą stronę. Mieszkańcy tych (pożal się Boże) osiedli skazani są na masowe korzystanie z „osobówek”, ponieważ większość tych zespołów 8-, 9-, i 10-cio piętrowych bud mieszkalnych pozbawiona jest stałej i dogodnej relacji z komunikacją miejską. Albo też przez wiele lat była tej relacji pozbawiona. Oto krótka lista: Złocień (Bieża-

nów), Rżąka, Kurdwanów, obrzeża fortu w Borku Fałęckim, przestrzenie w trójkącie Swoszowice-Sidzina-Kobierzyn, a w tym i przesławne osiedle „pod Fortem”, Ruczaj – Zaborze, Kobierzyn, w tym i osiedle (pfff…) Europejskie, Mydlniki, Bronowice WielkiePasternik i obszar za tyłach IKEA /Castorama, Górka Narodowa i Prądnik Biały (na wschód i zachód od szosy warszawskiej), otoczenie fortu w Mistrzejowicach, os. Oświecenia i sąsiedztwo Urzędu Skarbowego Kraków-Nowa Huta, sąsiedztwo szpitala Rydygiera etc etc. Bieżanowski „Złocień’ leży 11 km od centrum i stanowi godne wyzwania dla rowerzystów. To właśnie wyziewy z samochodów osobowych są drugą przyczyną smogu. Słowem – władze Gminy Kraków jedną ręką podpisują się pod polityką oczyszczania powietrza – a drugą wydają zezwolenia na jego zanieczyszczenie. Codziennie rano krakowski smród dogęszczany jest wyziewami tysięcy samochodów, którymi mamusie wiozą swoje pociechy spod miasta do szkół i przedszkoli „w Krakowie…” Finalnie uczyni to z (dzisiejszych) dzieci ofiary chorób górnych dróg oddechowych, a i tak szkolni koledzy nigdy nie będą ich sąsiadami. To z kolei uczyni z nich (już czyni) inwalidów socjalizacji. Miłego dnia, Drogi PT Czytelniku. Smród albo życie. Konrad Myślik

MASA NOWYCH NADZIEI I PLANÓW Po Świętach i Sylwestrze powróciliśmy do rzeczywistości i rozpoczynamy nowy rozdział na drodze Krakowa w kierunku Miasta Rowerów. Warto przypomnieć w skrócie wydarzenia z 2013 roku. Część z nich będzie kontynuowana w obecnym roku; zachęcamy więc, by wspierać i śledzić rowerowe wydarzenia.

Stary rozdział już za nami W 2013 roku sporo wydarzyło się w sprawie rowerowej w Krakowie. W lutym krakowscy radni, z inicjatywy Pawła Ścigalskiego, przyjęli uchwałę kierunkową dla prezydenta o przeznaczaniu na rowery 0,3 proc. miejskiego budżetu rocznie. W tym samym miesiącu podpisano porozumienie pomiędzy

Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów i Zarządem Infrastruktury Komunalnej i Transportu, tym samym rozpoczynając Krakowski Dialog Cykliczny. Potrzeba działań została potwierdzona w czerwcu przez 3,5 tys. rowerzystów w czasie Święta Cyklicznego, któremu towarzyszyło hasło „Śluzy malować, Zalegalizować!” oraz fakt zebrania przez nich ponad 14 tys. zł na zorganizowanie festiwalu. W sierpniu wybrano Marcina Wójcika i Małgorzatę Jedynak na oficerów rowerowych w ZIKiT w celu prowadzenia rozmów i konsultacji ze środowiskami rowerowymi, udziału w zespole ds. audytu, a także promowania rozwoju ruchu rowerowego. We wrześniu, po przeprowadzeniu konsultacji społecznych, na biurka urzędników złożono „Kontrakt 100 rozwiązań”. W tym samym miesiącu rozpoczęła się reaktywacja sytemu KMK Bike i ruszyła kampania edukacyjna

pod nazwą Cykloakademia. W październiku obywatele-rowerzyści zaskoczyli urzędników merytorycznymi argumentami i konkretnymi pomysłami na rowerowy Kraków. W listopadzie, po 10 latach zabiegów, powstał kontrapas na ulicy Łobzowskiej, a później, w ramach testowania zapisów nowych rozporządzeń ministerialnych, wymalowano śluzy rowerowe. W tym samym czasie w centrum pojawiły się nowe stojaki rowerowe. Koniec roku stał pod znakiem konferencji i debaty o rowerowym Krakowie oraz zabiegania o przyzwoity budżet na 2014 rok. Dzięki radnym inwestycje rowerowe wyniosą prawie 9 mln zł. Działaniom tym przez cały rok co miesiąc towarzyszyła Masa Krytyczna, głosząca postulaty środowiska rowerowego, jak również ciekawe działania edukacyjne w przedszkolach i szkołach, kształcące nowe pokolenie rowerzystów.


Nowy rozdział do napisania Rok 2014 zapowiada się pasjonująco pod względem rowerowym. Wchodzimy w niego z nowymi nadziejami i pomysłami, i oby jak najwięcej marzeń udało się zrealizować. Zacznijmy od tego, że w ostatnich tygodniach powstał wyjątkowy krakowskorowerowy kalendarz, który nie pozwoli zapomnieć o najważniejszych punktach rowerowego programu, takich jak: Masy Krytyczne, Święto Cykliczne 8 czerwca, Park(ing) Day 19 września i Dzień bez Samochodu 22 września.

WYNIKI KONKURSU Miesiąc temu ogłosiliśmy dwa konkursy. Teraz czas na ich rozwiązanie! Pierwszym śmiałkiem, który poprawnie rozwiązał krzyżówkę, był Paweł Breitmeier. W kategorii Najciekawszy artykuł wygrał pan Łukasz Chornikowski, który opisał swoją wyprawę do Rumunii. Bardzo dziękujemy za materiał! Zwycięski artykuł publikujemy poniżej. Zwycięzcom gratulujemy!

Wkraczamy w ten rok z uchwalonym budżetem, ale trzeba będzie monitorować jego wykonanie. Pamiętajmy, że już teraz powinno się ogłaszać przetargi, aby jeszcze w tym roku można było zamknąć inwestycje. Warto również zabiegać o przygotowanie projektów, które będą mogły być realizowane w latach kolejnych. Duży przełom czeka nas w kwestii połączeń miedzydzielnicowych. Ulica Mogilska nie stała się niestety Aleją, ale i tak rowerowo połączy Nową Hutę z Centrum. Mamy również nadzieję na sprawną realizację „Kontraktu 100 rozwiązań” i takich inicjatyw jak „Bramy do miasta”, czy „Aleje Dwóch Kółek”, ale także setki innych usprawnień zgłoszonych przez mieszkańców. Zmiany można już śledzić na ibikekrakow.com w zakładce 100 Rozwiązań. W tym roku uruchomione zostaną środki z nowej perspektywy finansowej Unii Europejskiej. Miasta zajmują w niej bardzo ważne miejsce i warto postulować, aby przy ich pomocy Kraków stał się Miastem Rowerów do 2020 roku. Założenia rządowe w kwestii polityki miejskiej idą w kierunku zrównoważonego rozwoju, a co za tym idzie, także przyjaznego transportu. Zbliżają się wybory samorządowe; wchodzimy w etap kampanii wyborczej. Przypominajmy przez cały rok, że obywatele-rowerzyści głosują rowerami, a głos mają donośny. Warto śledzić kampanię i pomysły na Kraków reprezentowane przez osoby, które będziemy wybierać. Dzisiaj jedziemy w Antysmogowej Masie Krytycznej. Temat zanieczyszczeń pozostanie z nami jeszcze na długo, ponieważ od zakazu palenia paliwami stałymi do poprawy powietrza daleka droga. Piece to nie jedyny czynnik, wpływający negatywnie na powietrze – nie można zapomnieć przecież także o zanieczyszczeniach komunikacyjnych. Rower to rozwiązanie problemów naszego miasta w tym aspekcie, które dodatkowo wpływa pozytywnie na zdrowie i samopoczucie mieszkańców.

drugiego dnia wjechaliśmy powyżej granicy lasu i zapierające dech w piersiach widoki zobaczyliśmy zarówno przed, jak i za sobą. Wspomniane problemy spowodowały kilka dodatkowych przerw, na które jednak żadne z nas nie narzekało. Nasza wyprawa wzbudzała sporo zainteresowania wśród innych turystów pnących się w górę drogi, szczególnie tych na motocyklach. Okazywana przez nich sympatia pomogła nam osiągnąć najwyższy punkt naszej trasy, a ja zostałem prawdopodobnie pierwszym monocyklistą, który zdobył tę przełęcz. Patrząc z góry na dolinę przeciętą serpentyną drogi i odległe wyżyny, byłem pod wrażeniem naszego osiągnięcia, a jednocześnie czułem się malutki względem potęgi przyrody obecnej dookoła. Dalsza trasa poprowadziła nas na południową stronę Karpat aż do miasta Ramnicu Valcea, gdzie odbiliśmy z powrotem na północ by rozpocząć ponowną przeprawę przez góry. Najpierw czekała nas wspinaczka doliną rzeki Lotru, z drogą, która także nie oszczędziła nam serpentyn, a gdy dotarliśmy do Transalpiny, niestety nie mieliśmy wystarczającego zapasu czasu, by zmierzyć się z jej najwyższą, południową częścią. Okazało się, że, mimo, iż utrzymujemy zakładane tempo, pokonując 40km dziennie, pesymistyczne szacunki wskazują, że jeśli teraz rozpoczniemy powrót, możamy wrócić do Sibiu zaledwie dzień przed samolotem do domu. Dlatego zdecydowaliśmy się kierować od razu na północ.

Trzy koła, dwie osoby i rumuńskie góry Ponad rok temu, po usłyszeniu opowieści miłej Rumunki, powstał w mojej głowie plan przejechania drogi Transfogaraskiej na monocyklu. Niedługo później do składu osobowego doszła moja dziewczyna Ania ze swoim rowerem, a na planowaną trasę obraliśmy najwyżej położoną drogę Rumunii – Transalpinę. Kiedy nadszedł koniec czerwca 2013 samolot zabrał nas i nasze pojazdy na rumuńską ziemię. Trasa naszej wyprawy prowadziła z Sibiu poprzez wioski na północ od Karpat, by uniknąć jazdy główną drogą, aż do Cartisoary, gdzie zaczyna się droga Transfogaraska. Wspinaczka okazała się tak męcząca i powolna, że podzieliliśmy podjazd na dwa fragmenty po 12km. Pierwszego dnia mieliśmy za sobą już trochę kilometrów oraz wizytę w zakładzie wulkanizacji w celu dokręcenia poluzowanej korby, a na dodatek brakowało nam zapowiadanych pięknych widoków, bo droga prowadziła przez las. Dopiero

Przełęcz Tartarau do najmniejszych nie należy, ale zaprawieni dotychczasowymi podjazdami pokonaliśmy ją szybko i rozpoczęliśmy szybki zjazd Transalpiną, który był całkiem przyjemny, aż do momentu, gdy postanowiliśmy odbić na mniejsze drogi, by znów uniknąć drogi głównej. Tam czekał na nas ostatni znaczący podjazd, który okazał się trudniejszy niż poprzedzająca go przełęcz na Transalpinie. Po pokonaniu go poruszaliśmy się głównie w dół i okazało się, że „grozi” nam znalezienie się w Sibiu przed czasem. Aby tego uniknąć, wybraliśmy się z wizytą na solne jeziora w miejscowości Ocna Sibiului. Odrobina lenistwa i możliwość wymoczenia się w jeziorkach, były nagrodą za cały górski trud, a także za przybycie do jezior drogą, która mimo obecności na mapie, okazała się polno-leśną ścieżką. W ten sposób zakończyliśmy dwa tygodnie włóczęgi, obcowania z naturą, wspaniałych widoków i walki z samymi sobą podczas podjazdów. Przejechaliśmy wspólnie 550 km wraz z dojazdem do lotniska w Krakowie, wróciliśmy zadowoleni i obiecujemy, że nie jest to nasz ostatni wyjazd. Aby przeczytać więcej o naszym wyjeździe oraz zobaczyć galerię zdjęć zapraszam na http://RomUni.eu. Łukasz Chornikowski


Kącik globtroterski

ROWEREM W MISSOURI Może zabrzmi to dziwnie, ale po raz pierwszy zaczęłam używać roweru jako codziennego środka transportu w Missouri jednym z najbardziej, w amerykański sposób, tradycyjnych (czytaj: zasamochodzonych) stanów USA. Powód był prosty: odległości trudne do pieszego przemierzania w trzydziestokilkustopniowym upale, który nie ustępował ani na krok przez trzy-cztery miesiące. Ale zacznijmy od początku. Wylądowałam w Missouri jako studentka desperacko szukająca źródła utrzymania innego niż rodzice. Dlatego nie mogłam tracić czasu na chodzenie, potrzebowałam jak najefektywniejszego sposobu przemieszczania się między dwoma, a czasem nawet trzema miejscami pracy dziennie. Pomijając rozsądność takiego planu dnia (po paru miesiącach odchorowałam przemęczenie ), był to plan ambitny nie miałam czasu do stracenia. Aby móc go realizować, potrzebowałam szybkiego i taniego środka transportu.

żek rowerowych czy komunikacji miejskiej, ba! nawet chodniki są rzadkością! Kto z nas, Polaków (dla których chodnik w mieście jest aksjomatem), tego nie widział, chyba nie uwierzy. Jedyny szlak do użytku m.in. rowerowego, jaki znalazłam, był… wysypany żwirem. Osoba bez samochodu w Missouri to trochę tak, jak w Polsce osoba bezdomna trudno normalnie żyć. Na przykład w ulewne dni (deszcz w tej okolicy to prawdziwe oberwanie chmury – ściana wody, która przemoczy do suchej nitki każdego, mimo parasola czy ponczo) nie pozostawało mi nic innego, jak prosić współpracowników, by mnie podwieźli.

Mknął jak strzała - górski TREK, z osiemnastoma wersjami ustawienia biegów, świetnie sobie radził w pagórkowatym terenie. Kolejną niewątpliwą zaletą był fakt, że nie wymagał ode mnie nakładów finansowych, gdyż został mi pożyczony przez nieocenionych przyjaciół.

jak zabawny był widok roweru w kolejce do takiej maszynerii. Rower miał jednak wiele pozytywnych aspektów, które przeważały nad minusami. Z punktu widzenia towarzyskiego byłam osobą zauważalną - znajomi wiedzieli, że jestem w mieście, widząc sylwetkę na rowerze. Kiedyś, wszedłszy do jakiejś restauracji, zostałam rozpoznana jako ta, która codziennie o 6:50 przejeżdża pod jej oknami. Ale żadne towarzyskie benefity nie równały się z wrażeniami, jakich doświadczałam sunąc świeżo po wschodzie słońca główną ulicą (o tej porze pustą, za dnia niemiłosiernie zakorkowaną), wdychając jeszcze nie rozgrzane, rześkie powietrze, pachnące śniadaniem przygotowywanym w okolicznych restauracjach i wilgotną trawą. Był to najpiękniejszy moment dnia chwila zachłyśnięcia się pięknem przyrody i czas odpoczynku, którego między zmianami było mało. Powrót w pełnym słońcu, czy wieczorem po rozgrzanym asfalcie, nie był już tak ekstatyczny. Moim ulubionym fragmentem porannej drogi do pracy był zjazd z dość stromej górki ulicą otoczoną wysoką trawą, tuż przed centrum handlowym, w którym ta wspaniała przejażdżka znajdowała swój koniec.

Po powrocie do Krakowa zaczęMissouri jest stanem zróżniłam jeździć na rowerze po mieście, bo cowanym zarówno pod względem przecież skoro w Stanach się da, to u klimatu, jak i ukształtowania terenu. nas przecież tym bardziej! Okolica, w której przyszło mi pracować, to samo południe stanu - pagór- Magda podczas jednej z Mas Krytycznych. Fot. Marcin Hyła Teraz (ładnych parę lat po mokowate, przypominające okolice naich wycieczkach) rowery stają się w szej beskidzkiej Wisły, charakteryzujące się Missouri coraz bardziej popularne. Do nieInny przykład - wycieczka do banku. bardzo wilgotnym i gorącym klimatem w sedawna wielu kierowców, widząc osobę na Najbliższy oddział funkcjonował na zasadzie zonie letnim (wtedy najczęściej tam bywarowerze, pukało się w czoło. Jednak ostatnio, drive-thru - trzeba było podjechać samochołam). Dlatego też chodzenie do pracy, oddaodwiedzając przyjaciół, dostrzegłam nowy dem do terminala z zamontowanym zestalonej o ok. godzinę marszu, nie wchodziło w trend - w najmodniejszej knajpce w mieście wem audio i stamtąd rozmawiało się z pragrę - rower był jedynym rozwiązaniem dla hipsterzy lansują się podjeżdżając fantazyjnie cownikiem banku, siedzącym w budynku odosoby nie planującej kupna samochodu. Dowymalowanymi kolarzówkami czy rowerami dalonym o jakieś 20m. Wpłaty czy wypłaty dam, że okolica jest zupełnie nieprzystosotypu „ostre koło”. Wprawdzie to nie do końzałatwiało się za pomocą skrzynki, podróżuwana do jakiegokolwiek sposobu poruszania ca cycle chic, ale przecież co kraj, to obyczaj. jącej rurą między terminalem a budynkiem się innego niż samochodowy: brak tam ściepracowników. Można sobie więc wyobrazić, Magda Może nie jest to zawsze i w pełni widoczne, ale za Masówką stoją konkretne osoby z krwi i kości, a nie tylko nicki na papierze. Zazwyczaj możecie nas, w mniejszym lub większym składzie, zobaczyć na początku Masy w trakcie kolportażu. Dzisiaj jednak, musimy pojawić się również w większym stopniu na stronach samej Masówki, gdyż jest to Masówka dla Redakcji wyjątkowa. Nasza długoletnia

koleżanka redakcyjna MagdaNieLena, której przez długi długi czas zawdzięczaliśmy Masówkę, opuszcza nas by udać się do bardzo samochodowo-zmotoryzowanego kraju za oceanem i niestety Masówką zajmować się będzie na znacznie mniejszą skalę. Jest to więc nasza ostatnia wspólna Masówka i chcielibyśmy ją wykorzystać do podziękowania Magdzie za jej zaangażowanie i pracę

związaną z opracowywaniem Masówki. Przy okazji życzymy szerokich dróg rowerowych na obczyźnie i liczymy na kontakt i relacje z rowerowej Ameryki. Jeśli chcecie, przyłączcie się do naszych podziękowań i mijając Magdę na rowerze, pozdrówcie ją dzwonkiem – powyżej specjalna fotka-list gończy na tę okazję.

Masówka, styczeń 2014, Kraków  
Masówka, styczeń 2014, Kraków  
Advertisement