Page 1

07/lato2013

turystyka

numer 07 lato 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSN 2083-912X iNDEKS 281034

powiat siedlecki

Włodawa

spacer z księżną Ogińską

miasto trzech kultur

Barbara

reportaż

ELiza Orzechowska

Wachowicz

Piesza

wyprawa

wywiad

wzdłuż wschodniej granicy

Podlasie wciąż mam w sercu

Dokument

podlaski klimat

do miłości

Trzy pokolenia, trzy historie i jedno uczucie, które łączy ze sobą ludzi od wieków. Dawniej było tak, że jeśli miłość, to na całe życie, na dobre i na złe. Czy dzisiaj to jeszcze możliwe?


N

wyjątkowy czas wyjątkowe miejsce

adeszło długo oczekiwane lato. Po długiej zimie, która niespodziewanie przeciągnęła się do końca kwietnia, dość krótkiej, zimnej i  deszczowej wiośnie, przyszły w końcu ciepłe dni, którymi możemy cieszyć się do woli. Przed Państwem z całą pewnością wakacyjny okres lenistwa i upragnionego odpoczynku, przed nami zaś czas intensywnej pracy. Lato w tym roku będzie wyjątkowe z trzech powodów. Po pierwsze, „Kraina Bugu” świętować będzie swoje drugie urodziny. Po drugie, po raz pierwszy odbędzie się Gala Ambasadorów Wschodu, której jesteśmy organizatorem i podczas której wręczymy statuetki Ambasadora Wschodu aż w pięciu kategoriach. Chcemy w ten sposób nagrodzić wartościowych ludzi i  projekty, które będą rzeczywistymi ambasadorami tej części Europy. Natomiast trzeci powód to okazja do spotkania się z naszymi Czytelnikami w Janowie Podlaskim podczas urodzinowego koncertu „Krainy Bugu”. Odbędzie się ono w miejscu wyjątkowym – stadninie koni arabskich, która bodaj pierwszy raz w historii udostępni swoją przestrzeń na  takie wydarzenie. Już dzisiaj zapraszam wszystkich w ostatni piątek sierpnia do odwiedzenia Krainy Bugu i wspólnego z nami świętowania. Mamy nadzieję, że te nadbużańskie spotkania będą miały szansę na stałe wpisać się w kulturalny kalendarz regionu i stanowić pretekst do częstszych odwiedzin bardzo bliskiego Wschodu. Jednak zanim to nastąpi, mamy przed sobą dwa miesiące błogiego lenistwa. Z tej okazji, wspólnie z Elizą Orzechowską, chcemy zabrać Państwa w wakacyjną podróż wzdłuż wschodniej granicy Polski. Niesamowita piesza wędrówka, trwająca ponad

cztery tygodnie, z pewnością Państwa zainteresuje. W kolejną podróż po swoim Podlasiu zabierze nas nie kto inny, tylko sama Barbara Wachowicz, części z  Państwa znana jako Basia z Podlasia. Postać niezwykła i potrafiąca opowiadać o południowym Podlasiu w  sposób magiczny i odkrywczy, a jednocześnie prosty, dosadny i szczery, pokazując to, co niejednokrotnie skrywa się głęboko w podlaskiej duszy. W tym numerze zabierzemy Państwa także do wielokulturowej Włodawy oraz na Ziemię Siedlecką, do krainy księżnej Ogińskiej, aby poczuć dawny klimat szlacheckich dworów i pałaców, a także poznać miejsca i ludzi, którzy na stałe zapisali się na kartach historii. W chwilach wolnych od wędrówki po nadbużańskich szlakach polecam reportaż „Podlaski klimat miłości”, poruszający historię trzech par, które opowiedziały nam o tym, jak zakochać się na Podlasiu. Zakochać na dobre i na złe. Zakochanie, choć może w innym wymiarze, odnaleźliśmy także w rodzie ludwisarzy Kruszewskich, którzy w Węgrowie już od kilku pokoleń odlewają dzwony, których dźwięk rozbrzmiewa na całym świecie. Odwiedziliśmy ich, aby przekonać się, że ludwisarstwo to nie zawód, a kunszt, wytrwałość i rozległa wiedza, którą trzeba nabywać przez pokolenia. W letnim numerze znajdziecie Państwo jeszcze mnóstwo ciekawych propozycji, które umilą wakacyjny wypoczynek i pozwolą odkryć nowe przestrzenie magicznej Krainy. Mam także nadzieję, że przynajmniej część z Państwa tego lata zdecyduje się na osobiste jej odkrywanie, co – jestem tego pewna – będzie niezwykłą wakacyjną przygodą.

Katarzyna Karczewska Redaktor naczelna


Nasi Partnerzy

poznajcie

naszych Partnerów Partnerzy to firmy, samorządy, organizacje i ludzie, dla których „Kraina Bugu” to nie tylko magazyn, który co kwartał pojawia się na ich biurku, ale idea, którą warto realizować i poświęcić jej czas. Nasi Partnerzy są jak dobrzy Przyjaciele, podzielający wspólną wizję i patrzący na świat podobnie jak my. To podmioty, dla których ważne są wspólne wartości, a nie tylko indywidualne korzyści. Dzięki nim możemy odkrywać naszym Czytelnikom bardzo bliski Wschód.

Drodzy Przyjaciele, za Wasze wsparcie, zaangażowanie i życzliwość serdecznie dziękujemy!

4

kraina bugu · lato 2013


5


zdjęcie czytelnika

1

2

4

Masz ciekawe zdjęcie związane z regionem Krainy Bugu? Chcesz, abyśmy je opublikowali? Prześlij zdjęcie w formie cyfrowej na adres e-mail: magazyn@krainabugu.pl wraz z dopiskiem w tytule ZDJĘCIE CZYTELNIKA. Szczegółowe informacje znajdziesz na: www.krainabugu.pl/zdjecieczytelnika.

6

kraina bugu · lato 2013


3 5

1. Dolina Bugu

Autor: Jerzy Sadownik

2. Tubylcy

Autor: Maciej Cmoch

3. Zachód słońca nad Bugiem w okolicach Małkini Autor: Hanna Chromińska

4. Skarpa w Gnojnie Autor: Maciej Kolber

5. Poranek nad Liwcem, okolice Kamieńczyka nad Bugiem Autor: Piotr Filewski

7


W numerze

podlaski klimat miłości

Miłość na Podlasiu nie różni się niczym od tej z innych regionów Polski, ale miłość w wieku dojrzałym ma na pewno inny odcień niż ta, którą przeżywają ludzie młodsi. Każda ma swoje cienie i blaski, o czym przekonują bohaterowie naszego dokumentu, reprezentujący trzy pokolenia Podlasian.

Podlasie… zawsze najbliższe strona

22

na Wschodzie bez zmian

Himalaiści wspinają się na niebezpieczne góry, Eliza Orzechowska i jej wuj postanowili wspiąć się na szczyt, który wiódł z południa na północ kraju, wzdłuż Bugu. 22‑dniowa wyprawa zakończyła się niezliczoną ilością odcisków, kilkoma zużytymi parami butów i niemożliwym do opisania uczuciem radości.

8

Przy każdej, nawet najmniejszej okazji przekonuje o tym Barbara Wachowicz, zwana Basią z Podlasia. Choć mieszka w stolicy, serce zostawiła na Wschodzie, skąd pochodzi i dokąd chętnie wraca. Niezwykłe spotkanie z wyjątkową kobietą, która niechętnie udziela wywiadów. Dla nas zrobiła jednak wyjątek.

strona

36

Baju, Baju, Bug

strona

54

Twórczość Stanisława Baja jest nierozerwalnie związana z podwłodawską wsią Dołhobrody i jej mieszkańcami, nieżyjącą już matką artysty Marią, a także Bugiem oraz okalającą go naturą. Wszystko to od dziesiątstrona ków lat wpływa na obrazy wirtuoza pędzla, pełne naturalności i tajemniczości zarazem.

112

kraina bugu · lato 2013


spis treści FELIETONY

10 Leszek Stafiej: Rysiek bez Palca 12 Paul Lasinski: Symbolicznie… LUDZIE Z KLIMATEM

20 Marek Mencina. Jedyny w Polsce wodniak szuwarowy, którego można spotkać na wodach polskich rzek. Pływa po nich mobilnym domem, czyli morską tratwą ratunkową. OBLICZA RZEKI

22 Podlaski klimat miłości MOJE PRZESTRZENIE

36 Podlasie… zawsze najbliższe. Wywiad PUNKT DOCELOWY

44 Włodawa – tajemnica i piękno pogranicza BRZEGIEM RZEKI

54 Na Wschodzie bez zmian. Reportaż MIEJSCE NA WEEKEND

64 Powiat siedlecki. Spacer z księżną – pocztówki z powiatu siedleckiego

Włodawa – tajemnica i piękno pogranicza

ZNIKAJĄCY ŚWIAT

Jedno miasto, trzy kultury, wiele niepowtarzalnych przeżyć. Przygraniczna Włodawa kusi zabytkami, wyjątkową atmosferą, przyjaznością mieszkańców i imprezami kulturalnymi, które łączą różnorodności. Warto tu przyjechać nie tylko na dwa weekendowe dni.

78 Grupa Twórcza Motycz. Dokumentaliści mieszkańców wsi i małych miasteczek OBRZĘDY PRZESZŁOŚCI strona

44

84 Święty Roch – przyjaciel potrzebujących MOJE SIEDLISKO

86 Natalia i Ireneusz Kozłowscy w Jagodnem stworzyli mazowieckie zagłębie koniarstwa, skupione wokół starego domu i nowoczesnego zaplecza do uprawiania jeździectwa. W MOIM STYLU

92 Len – błękitny dotyk natury INSPIRACJE

96 Schronienie na upalne dni BIZNES NAD BUGIEM

104 Antoni Kruszewski – przedstawiciel węgrowskiego rodu ludwisarzy KULTURALNY KWARTAŁ

110 Album: „Sowy Polski”; Festiwal: „IX Legionowski Festiwal Muzyki Kameralnej i Organowej”; Koncert: Voo Voo; Książka: „Piwonia. Niemowa. Głosy”, „Prymuska”; Płyta: „ODN 20 lat na folkowo”; Wystawa: „Marek Lach. Zarysy znad Bugu” ZAINSPIROWANI

112 Stanisław Baj. Portrecista ludzi i nadbużańskiej przyrody Akademia smaku

118 Tomasz Kolecki-Majewicz W KRAINIE SMAKU

nadbużańskie piesze wędrówki Polski szczyt popularności uprawiania nordic walking trwa. Zamiast przy pomocy dwóch kijków zwiedzać miejskie parki, lepiej wyjechać poza „duszące się” aglomeracje i jedną z nadbużańskich ścieżek przyrodniczych ruszyć przed siebie, na spotkanie z nadbużańską przyrodą.

120 Robert Sowa SPORT I AKTYWNOŚĆ

126 Ruszamy na wędrówkę nadbużańskim szlakiem BIRDWATCHING

strona

126

132 Andrzej G. Kruszewicz. Po powodzi kaczkom się powodzi… PRZESTRZEŃ NATURY

134 Natura. Potomstwo pod specjalnym nadzorem OBIEKTYW TABORA

138 Puchacz

9


Felieton

Leszek Stafiej

Rysiek

Dziennikarz, wydawca, niezależny doradca medialny, tłumacz i krytyk literacki. Znawca mediów i kultury. Wykładowca uniwersytecki, twórca i scenarzysta programów radiowych i telewizyjnych.

bez Palca

W

centrum pewnego polskiego miasteczka, się przecież nie pisało. Trzeba było nie lada śmiałka, by z kubełkiem farby wspiąć się nocą na wąski gzyms i malować wielktórego nazwy na  razie nie wyjawię, powszechnie znanego ze swych leczniczych ki napis po ciemku, pod nosem patrolującej ulice milicji, która wód, wznosi się dom zdrojowy, imponująca zwiększyła liczbę patroli w związku z planowanymi nazajutrz siedemnastowieczna budowla, zwieńczona pięknie sklepioprzez władze obchodami święta pracy. Pochód pierwszomajoną kopułą. Tuż po wojnie dom zdrojowy stał na Placu Lenina, wy miał ruszyć, jak co roku, spod domu zdrojowego. żeby było miło kurującym się tu rosyjskim oficerom. Dzisiaj Być może właśnie dlatego był to bodaj najkrócej, nie więcej stoi na Placu Mariańskim, żeby było miło królewnie niderniż dwie, góra trzy godziny, widniejący napis antyreżimowy. landzkiej, szczególnie dla miasta zasłużonej. Bo gdy bladym świtem dostrzegł go jeden z czujnych funkcjoDom zdrojowy, słuszny powód lokalnej dumy, figuruje nariuszy, po krótkiej chwili zrozumiałej paniki i wykonaniu na najbardziej popularnych widokówkach kurortu. Jest tak rozniezbędnej dokumentacji fotograficznej błyskawicznie podjęto poznawalny, że nikt nie przygląda się mu uważnie. Gdyby jeddecyzję o jego natychmiastowym zamalowaniu, co wcale nie nak przypadkiem jakiś rozleniwiony kuracjusz zechciał na dłubyło proste. Sklepy były zamknięte, a śmiałków do wykonania żej zawiesić wzrok na pokrytej szlachetną śniedzią miedzianej zadania tym razem jakoś zabrakło. Kiedy wreszcie znaleziono kopule, z pewnością zauważyłby, że u samej jej nasady, tuż nad gdzieś farbę – była tylko czarna i żółta – i wyłoniono ochotnika, arkadami frontowego wejścia, zielonkawe poten wykonał robotę szybko, ze strachem i byle krycie przecinają dwa równoległe czarne pasy. jak. I tak już zostało po dziś dzień. Był to bodaj Każdy z nich poznaczony jest żółtymi plamaAutorzy napisu pozostali anonimowi. najkrócej, nie Z oczywistych względów nie chwalili się swomi nierównej wielkości. Gdyby ów kuracjusz, więcej niż dwie, im wyczynem. Obaj należeli do miejscowej orrelaksując się dalej na zdrojowej ławeczce, zegóra trzy godziny, ganizacji opozycyjnej. Jednym z nich był młody chciał z nudów policzyć te plamy, to w górnym pasie doliczyłby się plam dwunastu, a w doldekarz, który podobno tracił wzrok i po ciemku widniejący napis nym dziesięciu. Już na pierwszy rzut oka winic nie widział, ale ubezpieczał akcję. Drugim, antyreżimowy. dać, że nie są to  elementy ozdobne. Wręcz tym malującym, był hydraulik, zwany Ryśprzeciwnie: zdecydowanie szpecą kopułę. Wykonano je niekiem bez Palca, który nie mówił „r”. Rzecz jasna, mimo że napis starannie. Nie trzeba przenikliwości porucznika Borewicza, zdążyło zobaczyć tylko kilku szczęśliwców, całe miasto o nim by domyślić się, że tajemnicze plamy kryją jakiś napis. Napis wiedziało. Wszyscy pokazywali sobie ślady na kopule. Nikt naukryty w pośpiechu. Podobnie jak w pośpiechu go malowano. tomiast (zapewne włącznie z wieloma czytelnikami tego tekstu), oprócz funkcjonariuszy, którzy widzieli dokumentację fotograNapis pojawił się 31 lat temu, w czwartym miesiącu stanu ficzną, nie zauważył literówki w słowie „solidarność”. Dzisiaj wojennego 1982 roku, w nocy z 30 kwietnia na 1 maja. W górniektórzy twierdzą, że to dzięki tej literówce milicja domyślała nym pasie wielkimi drukowanymi literami wymalowano biasię, że w przedsięwzięciu maczał palce Rysiek bez Palca. łą farbą „Victoria”. Po obu stronach umieszczono znak Polski Niestety, Rysiek bez Palca już nie żyje. Opisane miasteczko Walczącej. Wymowa tej inskrypcji była podwójnie oczywista. Po pierwsze, nawiązywała do tradycji walki narodowowyzwoto Lądek Zdrój, a kopuła wieńczy dom zdrojowy „Wojciech”. Zaleńczej z hitlerowskim okupantem. Po drugie zaś, internowapyta ktoś, jak się to ma do Krainy Bugu. Po pierwsze, ma się tak, nemu przywódcy Solidarności Lechowi Wałęsie urodziła się że podobno rodzice Ryśka przybyli do Lądka Zdroju zza Buga. właśnie córka, którą ochrzczono tym bohaterskim imieniem. A po drugie, zachód czy wschód, należy bezwzględnie pielęPoniżej, równie wielkimi literami, umieszczono napis „Solidagnować takie współczesne relacje, bo to one budują prawdziwą ność”. Przed nim zaś, chyba pod wpływem impulsu i w ostattożsamość miejsca i jego mieszkańców. I nigdy nie wiadomo, niej chwili, więc nieco na ukos, dopisano „Niech żyje!”. A łatwo kiedy współczesność staje się historią, a historia legendą. 

10

kraina bugu · lato 2013


Moc Emocje Elegancja Trwałość Bezpieczeństwo Twoja Honda!

Zapisz się na jazdę testową jeszcze dziś! Honda Wyszomirski

Autoryzowany dealer samochodów i motocykli marki Honda

ul. Terespolska 7, 08-110 SIEDLCE Tel. +48 25 633 33 55 www.wyszomirski-honda.pl


Felieton

Paul Lasinski Urodzony w Warszawie. Przez 25 lat mieszkał w Paryżu, gdzie był finansistą w międzynarodowych korporacjach. Dziennikarz, fotoreporter, scenarzysta, pisarz, autor francuskiego przewodnika po Polsce.

symbolicznie…

C

hyba każdy z nas wie, jak ważne są symbole. Symżubrówkę! No tak… Tylko że ten wyjątkowy trunek, mimo że jest słynny prawie na cały świat, kojarzy się z Polską, a nie bol koncentruje sam w sobie zarówno wiedzę, jak z regionem. Trudno więc liczyć na to, aby przyciągał turyi emocje. Symbole bardzo często przekraczają grastów tak samo, jak wino przyciąga ich we Francji. To znaczy nice. Przekazują te same treści i te same wrażenia osobom, niezależnie od ich narodowości, miejsca zamieszkatam, gdzie japońscy turyści wydają duże pieniądze na zwienia, poziomu edukacji, pokolenia czy nawet dzanie winnic Château Margaux w okolireligii. Ich siła przekazu jest nieporównycach Bordeaux… Ale chwila… walna z jakąkolwiek kampanią promocyjną Przejdźmy do  symboli kulturowych. Mamy przecież… i – co więcej – jest długofalowa. Ale dlaczego Trudno rywalizować z takimi postaciami, żubrówkę! No o tym piszę? Dlatego, że zastanawiałem się jak Leonardo da Vinci, Joanna d’Arc czy Frytak… Tylko że ten ostatnio nad tym, co można uznać za symderyk Chopin, których domy – mimo że odbol Krainy Bugu? Tzn. coś, co od razu kojawyjątkowy trunek, dalone od głównych miast – są odwiedzane rzyłoby się uniwersalnie z tym wyjątkowym przez setki krajowych i zagramimo że jest słynny codziennie nicznych turystów. Co więcej, dla niektói cennym obszarem? Bo w kwestii promocji prawie na cały rych z  nich takie wizyty stanowią nawet i rozpoznawalności danego miejsca symbol jest bezcennym kapitałem. Przykładów nie miejsca docelowe! Niemniej jednak wierzę, świat, kojarzy się brakuje… że w Krainie Bugu pojawi się wkrótce postać, z Polską, a nie Każdy z nas nosi je w sobie. I tak naprawktóra stanie się takim symbolem i przyciąz regionem. Trudno gnie równie liczną publiczność. W  końcu dę nie pamiętamy nawet, od  kiedy. Mam więc liczyć na to, na myśli symbole, które naturalnie kojarzą talent nie zna granic… Z czasem tego typu postacie stają się symbolami i  atutem… nam się z konkretnymi miejscami. Z miejaby przyciągał scami, a bardziej z regionami, w których naturystów tak samo, turystycznym. wet nigdy nie byliśmy. Weźmy jako przykład A przyroda i krajobrazy? Oczywiście, że jak wino przyciąga mogą również doskonale symbolizować gastronomię. Kto nie zna takich wyśmieniich we Francji. tych francuskich produktów, jak np. ślimaki miejsce. Aczkolwiek w przypadku regionu po burgundzku, ser camembert z Normannadbużańskiego jego walory – mimo że nieTo znaczy tam, dii, musztarda z Dijon czy słynny na całym podważalne – zbyt skromnie wyróżniają go gdzie japońscy spośród innych, równie pięknych regionów – świecie szampan z Szampanii? Południowi turyści wydają sąsiednie Mazury mogą być konkurencyjne. sąsiedzi potomków Bonapartego mają również swoje potrawy, znane większości z nas. Co nie znaczy, że Kraina Bugu nie odróżnia duże pieniądze Szynka parmeńska, pizza Napoli czy spasię od nich! My wiemy, że tak, i to bardzo. na zwiedzanie ghetti po bolońsku… Przeskakujemy przez Dlatego też ciekaw jestem, co mogłoby być winnic Château Morze Śródziemne? Przeskakujemy! Hiszsymbolem naszych wschodnich terenów? Margaux w okolipania. Gazpacho z Andaluzji, paella z WaSymbolem, który pomieściłby w swojej trelencji, kuszące tapas z Barcelony... Lista jest ści unikatowość tego regionu, który uświacach Bordeaux… długa. Mimo że nie musimy się wstydzić domiłby większemu gronu, że jest w Euronaszych regionalnych bab i kiszek ziemniaczanych, trudno pie obszar przypominający chociażby słynną Amazonię. jest jednak porównywać ich renomę z tymi światowymi Dostępną. Prawie na wyciągnięcie ręki. Wschodnia Amazo„hitami”. Co więcej, nie można również powiedzieć, by konia. O, proszę… Uniwersalny symbol, łatwy do zapamiętania. jarzyły się z  Krainą Bugu. Ale chwila… Mamy przecież… A symbole przyciągają… 

12

kraina bugu · lato 2013


z lotu ptaka

podpatrzone z góry…

tekst i zdjęcia:

Robert Lesiuk

Duże zdjęcie: Czerwcowy dywan niedaleko Fronołowa. 1. Sianokosy w gminie Brańszczyk. 2. Bug w Mierzwicach. 1

14

kraina bugu · lato 2013


L

atając to tu, to tam, spoglądam na zastaną rzeczywistość. A to gospodarz niosący siano dla swoich zwierząt, gdzie indziej mecz piłkarski, sianokosy, wykopki czy też biegi po zdrowie. Kiedy w kadrze pojawia się młody człowiek, moje myśli błyskawicznie zawracają do dzieciństwa, spędzonego na podlaskim podwórku – w miejsca, gdzie jako mały brzdąc pokonywałem coraz to nowe trudności i przekraczałem niewidzialne granice. Szczególnym czasem były wakacje, kiedy zapracowani

rodzice nie byli w stanie mnie aż tak mocno pilnować. Całodniowe zwyczajne zabawy z kolegami w podchody, chowanego i w wojnę to było odkrywanie nowego świata. Teraz mam takie wrażenie, że byłem uczestnikiem najwyższej jakości gry komputerowej, podczas której oprócz doskonałej grafiki można było poczuć prawa fizyki – spadania, wpadania i bólu zranionych kończyn. Kiedy patrzę na znajome budowle, po których wspinałem się w dzieciństwie, z uśmiechem wspominam, jak bardzo byłem wówczas przerażony ich wielkością. Teraz

wydają mi się takie malutkie... Wyprawy na jagody, ryby i grzyby miały w sobie coś wyjątkowego, by nie powiedzieć magicznego. Ważne było, aby poznawać, widzieć i doświadczać coraz więcej i bardziej czuć. No i jak najpóźniej wracać do domu. Brak odpowiedniej opieki wymuszał na dzieciach większą uwagę na zagrożenia, ale dzięki temu do dzisiaj pamięta się momenty prawdziwego szaleństwa. Teraz to nie ma znaczenia, że były sytuacje, na myśl których cierpnie mi skóra. Dzięki temu miniony czas beztroski wydaje się odpowiednio spożytkowany. t

2

15


XX BIAŁA PODLASKA WWW.BCKBIALAPODLASKA.PL

FESTIWAL OBRZĘDÓW WESELNYCH

XX BIAŁA PODLASKA WWW.PAPIEROWAWIKLINA.PL

Święto sztuki spod znaku ekologii. Początkowo poświęcone było papierowej „wiklinie”, od bieżącej edycji będzie można na nim zoba‑ czyć wszystko, co da się wykonać z materiału, który nadaje się do re‑ cyklingu. Dzięki tej imprezie Biała Podlaska ma szansę stać się stolicą papierowego wyplotu i kreatywne‑ go recyklingu. t

XIII PROMOCYJNY SPŁYW KAJAKOWY RZEKĄ BUG MIELNIK–DROHICZYN– BROK

Historia rajdu ma swoje początki w dziecięcej aktywności jego organizatora, który spędzał wakacje u babci, przemierzając na dwóch kółkach nadbużańskie łąki, pola i lasy. Dziś to spotkanie dziesiątek ludzi z wielu zakamarków świata, którzy w przyjaznej atmosferze pokonują 40 km, w środku dystansu robiąc przerwę na ognisko. t

30 czerwca

14 i 21 lipca

BIEGIEM PRZEZ PLATERÓW – PODLASKA DYCHA

MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL KULTURY ANTYCZNEJ GOTANIA

XX PLATERÓW WWW.BIEG.PLATEROW.COM.PL

Do udziału w czwartej edycji tej sportowej imprezy zachęca halowa mistrzyni Europy i olimpijka Lidia Chojecka. Takiej rekomendacji trudno się oprzeć, zapraszamy więc wszystkich, którzy ukończyli 16 lat, chcą spalić trochę kalorii oraz po prostu dobrze się bawić. Nic tak nie motywuje do wysiłku fizyczne‑ go, jak wspólny bieg do celu. t

7 lipca XXII MIĘDZYNARODOWE SPOTKANIA FOLKLORYSTYCZNE „KUPALNOCKA” XX SEROCK WWW.KUPALNOCKA.CBA.PL

Impreza rekreacyjno‑sportowa dla amatorów kajakarstwa, zarówno tych doświadczonych, jak i tych, którzy dopiero połknęli bakcyla. Podzielony na dwa etapy spływ, urozmaicony będzie zwiedzaniem w towarzystwie przewodników najciekawszych miejsc regionu, kosztowaniem lokalnego jadła, ogniskiem i biesiadą pod gołym niebem oraz folkową muzyką. t

W tegorocznej edycji spotkań ar‑ tystycznych udział wezmą zespoły z Polski, Węgier, Meksyku, Serbii i Szwajcarii. To barwne widowisko z międzynarodowym folklorem dostarczy niezapomnianych wra‑ żeń, pozwoli na przełamanie barier etnicznych i poznanie kultur ludzi z innych krańców świata. Będzie i wesoło, i skocznie, i edukacyj‑ nie. t

Foto: Materiały prasowe

XX SIEMIATYCZE WWW.BUG.PL

16

Wielkie węgrowskie wesele trwa nieprzerwanie od 17 lat, łącząc dawne tradycje obrzędowe tego święta z jego nowoczesną odsłoną. Na festiwalu podglądamy nie tylko rodzimą obyczajowość wesel‑ ną, mamy też okazję poznać tę, która występuje w innych krajach, chociażby w Turcji, na Białorusi czy Ukrainie. t

XX SŁAWATYCZE WWW.RAJD.NADBUGIEM.PL

Foto: Materiały prasowe

Foto: Materiały prasowe

29 czerwca – 4 lipca

V NADBUŻAŃSKI RAJD ROWEROWY

Foto: J. Żuk

„Oj, będzie się działo” – można by rzec, czytając o atrakcjach bialskopodlaskiej Sobótki. Będzie widowisko obrzędowe, koncert białoruskiej orkiestry, będą występy Teatru Ognia i Papieru z Łodzi oraz Teatru Ognia Antidotum, a także rodzinne zawody wędkarskie. Nie zabraknie też tradycyjnego puszczania wianków i skoków przez ognisko. t

22 czerwca

XX WĘGRÓW WWW.WEGROW‑WOK.PL

Foto: B. Kąkol

SOBÓTKI – NOC PEŁNA CZARÓW I DZIWÓW

29 czerwca

II FESTIWAL SZTUKI KREATYWNEGO RECYKLINGU

XX HULCZE I KOMARÓW-OSADA WWW.WIOSKA-GOTOW.PL

Dwie miejscowości, które znajdują się na terenie gmin podregionu Gotania, czeka prawdziwy najazd artystów, zespołów muzycznych oraz grup rekonstrukcyjnych z kraju i zagranicy, członkowie których zaprezentują obyczaje, rzemiosło, obrzędy, stroje i uzbrojenie z okresu rzymskiego i antycznego. t

Foto: Materiały prasowe

21 czerwca

21–23 czerwca

Foto: Materiały prasowe

Foto: Materiały prasowe

Nawigator

kraina bugu · lato 2013


Nie ma w ciągu roku drugiej tak dobrej okazji do rozwoju współ‑ pracy transgranicznej, aktywizacji ludności i prezentacji walorów tury‑ stycznych Polesia. Rajd rowerowy, zawody wędkarskie, spływ kajako‑ wy, przegląd zespołów artystycz‑ nych i występy gwiazd to tylko niektóre atrakcje tego wyjątkowe‑ go 5‑dniowego spotkania. t

Foto: A. Cyganowski Foto: Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu

PODLASKIE ŚWIĘTO CHLEBA

500 KAJAKÓW NA 500 LAT WOJEWÓDZTWA podlaskiego

XX BRAŃSZCZYK WWW.BRANSZCZYK.PL

Wyścig łódkami pychówkami, dzię‑ ki któremu władze samorządowe przypominają popularny niegdyś na tych terenach zawód flisaka, po‑ łączony będzie z XIV Gminnymi Za‑ wodami Kajakowymi. Obie imprezy odbędą się w ramach corocznego festynu sportowo-rekreacyjnego, na którym nie zabraknie wielu atrakcji dla każdego. t

5-godzinny spływ kajakowy jedną z ostatnich nieuregulowanych polskich rzek każdemu uczestni‑ kowi podniesie poziom adrenaliny, będzie też okazją do podziwiania pięknych krajobrazów. Impreza za‑ kończy się kosztowaniem lokalnej kuchni przy blasku ogniska i dźwię‑ kach granej na żywo muzyki. t

15 września

22 września

TATARSKI TURNIEJ ŁUCZNICZY

MAZOWSZE W KORONIE XX WĘGRÓW WWW.MAZOWSZEWKORONIE.PL

XX STUDZIANKA WWW.STUDZIANKA.PL

Miejscowi entuzjaści łucznictwa rywalizują o zwycięstwo w katego‑ riach wiekowych i konkurencjach: strzelaniu na stojąco, z kolana, partyjskim (tyłem) i z marszu z odległości 15–50 m. Turniej służy upowszechnieniu łucznictwa histo‑ rycznego, rywalizacji w duchu fair play oraz nauki strzelania z łuku. t

XX CIECHANOWIEC WWW.MUZEUMROLNICTWA.PL

Cykl muzycznych wieczorów w zabytkach Mazowsza. Jego tego‑ roczna węgrowska odsłona będzie miała miejsce w bazylice mniejszej. Podczas wieczoru usłyszymy orkie‑ strę Sinfonia Viva i pianistę Karola Radziwonowicza, a w roli dyrygen‑ ta wystąpi Tomasz Radziwonowicz. Dzięki tej inicjatywie w małych miejscowościach rozbrzmiewają dźwięki z wysokiej półki. t

20–22 września FESTIWAL TRZECH KULTUR XX WŁODAWA WWW.FTK-WLODAWA.PL

foto: G. Chwesiuk

Prezentacja dawnych obrzędów i zwyczajów związanych ze żniwa‑ mi i dożynkami, konkurs na wyko‑ nanie równianki, parada zabyt‑ kowych ciągników i ciągówek oraz pokaz młócenia zboża przy użyciu młocarni, wprawianej w ruch za po‑ mocą lokomobili parowej, każdego roku przyciągają do Ciechanowca tysiące turystów. t

10 sierpnia

XX DROHICZYN-GRANNE WWW.500KAJAKOW.PL

Ta licząca 208 km wyprawa na dwóch kółkach, biegnąca ścieżkami przyrodniczymi Lu‑ belszczyzny, to doskonała okazja do podziwiania piękna nadbużań‑ skich krajobrazów, miejscowości i zabytków. Uczestnicy rajdu zawitają m.in. do Włodawy, Kodnia, Terespola, Janowa Podlaskiego i Zabuża, gdzie mieści się baza noclegowa. t

18 sierpnia

Foto: Materiały prasowe

XX WOLA UHRUSKA, WŁODAWA, ZBEREŻE, ADAMCZUKI WWW.WOLAUHRUSKA.PL

Foto: W. P. Puścian

XX HRUBIESZÓW WWW.HRUBIESZOWNAROWERACH.PL

VI MAZOWIECKIE ZAWODY ŁÓDKĄ PYCHÓWKĄ O PUCHAR MARSZAŁKA WOJEWÓDZTWA MAZOWIECKIEGO

Festiwal łączy przeszłość Włodawy z jej teraźniejszością, zbliża kultury i religie: katolicyzm, prawosławie i judaizm. Podczas trzech festiwalo‑ wych dni miasto staje się miejscem magicznym, w którym zacierają się wszelkie granice i różnice, króluje zaś dialog, który łączy, fascynuje i inspiruje – udowadniając, że różni‑ ca kultur jest zaletą, a nie wadą. t

foto: D. Majgier

RAJD ROWEROWY „PODLASKI PRZEŁOM BUGU”

15 sierpnia

EUROPEJSKIE DNI DOBROSĄSIEDZTWA

Foto: Materiały prasowe

Foto: Materiały prasowe

27 lipca – 3 sierpnia

9–15 sierpnia

17


kolekcja

Krainy Bugu

w kolejnym numerze: Paweł Tadejko Cień nad Doliną

Więcej o autorze i jego fotografiach: www.paweltadejko.com oraz www.magiapodlasia.pl

18

kraina bugu · lato 2013


Adam Falkowski Co ma koń do wiatraka?


Historia zdjęcia Co ma koń do wiatraka? Zdjęcie zostało wykonane we wsi Hodyszewo. Był piękny wrześniowy dzień, wracałem z Podlaskich Dożynek Wojewódzkich w Łapach. Kierowałem się już w stronę domu, do Bielska Podlaskiego, nie mogłem jednak przejechać przez wieś Hodyszewo, nie odwiedzając mojego starego „przyjaciela” wiatraka, który stoi samotnie w polu i smutnie pochyla się ku ziemi. Bywałem tam wiele razy, zawsze towarzyszyła mi inna sceneria: zboże, śnieg, zaorana ziemia, trawa, kwiaty polne… Tym razem nie mogło być inaczej. To, co zobaczyłem, potwierdziło po raz kolejny, że zawsze warto mieć przy sobie aparat.

Adam Falkowski

J

www.adamfalkowski.eu

est fotografem swojej małej ojczyzny – Podlasia, mistrzem prowincjonalnego pejzażu, w którym szuka równowagi i  spokoju, tak obcego wielkim aglomeracjom. W małych wsiach i miasteczkach, i ich duchowych sanktuariach – kościołach, cerkwiach oraz przydrożnych krzyżach – zatrzymuje czas. Czas niespieszny, miarowy i święty. Jego fotografie wydobywają na  światło dzienne przeszłość regionu, podkreślają jego wielokulturowość i wieloetniczność, istniejącą tu od wieków. W kolekcji Adama Falkowskiego zobaczymy nie tylko zdjęcia kościołów katolickich i  prawosławnych cerkwi, lecz także synagog, meczetów, kapliczek i  cmentarzy. Pomimo młodego wieku artysta posiada fotograficzną dojrzałość i doświadczenie wprawnego dokumentalisty. Zdjęcia Adama Falkowskiego są dobrze skadrowane, wyważone, wykonane bez pośpiechu, tak jakby naciśnięcie spustu migawki było

częścią spektaklu, budującego nastrój pobożnego wyczekiwania. Autor nie skupia się jedynie na dokumentowaniu architektury. Stara się ją umieszczać w  szerszym kontekście krajobrazowym i  kulturowym – wszak budynek jest jedynie częścią większej całości, wtopiony w otaczające go drewniane płoty, zabłocone bezdroża, w pszczele ule... Te detale wciąż dziejącego się, codziennego życia dopełniają klimat fotografowanego miejsca. Zarówno sacrum, jak i profanum, są tu ważne. Dopiero ich współistnienie nadaje właściwą perspektywę oglądanemu światu. Pośród zdjęć krajobrazu i architektury autor spotyka ludzi. Mieszkańców tej krainy uwiecznia podczas codziennych zajęć, cyklicznych uroczystości religijnych czy obrzędów, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Ich życie, wpisane w nadbużańską naturę, tętni odwiecznym rytmem zmieniających się pór roku i celebrowaniem kościelnego kalendarza. 


20

kraina bugu 路 lato 2013

Foto: Archiwum prywatne (2)


Sylwetka/ludzie z klimatem

ciągnie wilka M

aterac wojskowy, poduszka, śpiwór, piżamy, koszule, dresy, płaszcz przeciwdeszczowy, gumiaki, lekkie buty, kuchenka i butla gazowa, trzy pięciolitrowe kanistry z benzyną, zapas wody pitnej na jakieś cztery‑pięć dni, żarcia od cholery – puszki, boczek, słoninka, dwa aparaty fotograficzne, lornetka, saperka, sprzęt wędkarski, fotel turystyczny, pagaje, słowem: 1001 drobiazgów — Marek Mencina wylicza jednym tchem wyposażenie swojego domu na morskiej tratwie ratunkowej, tzw. dziesiątce. Dom to jedyny w swoim rodzaju, próżno szukać drugiego takiego na polskich rzekach – ośmiokątny, o powierzchni sześciu metrów kwadratowych. Kiedy tylko pojawią się pierwsze symptomy wiosny, wodniak z Lipek Nowych bierze pod pachę swojego czworonożnego przyjaciela (kiedyś Muszkę i Mukiego, dziś Małego) i rusza na wody Biebrzy, Bugu lub Wisły. Tratwa służy raczej do spływania niż pływania. „Raczej” – podobnie jak „prawie” – robi jednak wielką różnicę. Może i dla innych atrakcją jest spływ tratwą w dół rzeki, dla naszego bohatera to byłaby strata czasu. Atrakcją, sposobem na życie, sensem egzystencji są dla niego długie wyprawy, polegające na tym, by pozwolić swobodnie nieść się nurtowi. — Całe życie marzyłem o tym, żeby popływać sobie tratwą, w związku z tym, jak mój koleżka przywiózł mi tutaj taki rupieć, który dostał od znajomego marynarza, rzucił go i powiedział: „Zrób z tym coś albo spal lub wyrzuć”, to zacząłem się zastanawiać, co z tym fantem zrobić.

Z fanta powstał środek lokomocji. Choć pierwsza wyprawa okazała się niewypałem, wodniak szuwarowy nie załamał się i z czasem zamienił go na nowszy model. Dzięki sukcesywnemu udoskonalaniu z „rupiecia” powstał dość wygodny przenośny dom, w którym płynie z nurtem rzeki, a ten pozwala mu oderwać się od cywilizacji i zbliżyć do natury. — Z biegiem lat człowiek szuka wyciszenia i spokoju, po prostu głuszy. I ja ją znalazłem. Siedzę sobie na tratwie, słucham ptaszków, oglądam żuczki, myślę o niebieskich migdałach, łapię płoteczki. Moim celem nie są rekordy. Spływam powoli, obserwuję okolicę, zatrzymuję się na obiad przy brzegu, idę na spacer po  łące, robię zdjęcia kwiatkom, ptakom i psom, rozmawiam z napotkanymi ludźmi. Jak pisze Marek Kamiński, każdy ma swój biegun, i to jest właśnie mój. Podczas tych intensywnych lat, które spędził na wodzie, tylko raz miał niebezpieczną przygodę z ludźmi w roli głównej, która – na szczęście – skończyła się dobrze. Pozostałe to były kaprysy pogody, niespodziewane burze i wichury, z którymi też sobie poradził. Oby było ich jak najmniej przy realizacji kolejnych marzeń: ponownym przepłynięciu Wisły oraz smakowaniu wód Białorusi. Dlaczego ciągnie go do  wody? — Bo ona istnieje — odpowiada po prostu, cytując pierwszych zdobywców Mount Everestu. – Jak człowiek od dziecka przyzwyczajony był do wody i przesiąkł tym bakcylem, to  go ciągnie jak wilka do lasu. Oby ciągnęło jak n ­ ajdłużej. 

Foto: B. Kosiński

na wodę

Marek Mencina 76‑letni warszawianin, emerytowany prawnik, żeglarz, mąż i ojciec, właściciel dwóch psów. Studia prawnicze zaczynał trzy razy, skończył je w wieku 40 lat. Choć w zawodzie nie funkcjo‑ nował długo, praca doprowadziła go do zawa‑ łu. Jak się okazało, zbawiennego w skutkach, bo w wyniku problemów zdrowotnych posta‑ nowił zwolnić tempo życia. Kupił wraz z żoną działkę w miejscowości Lipki Nowe niedaleko Węgrowa i własnoręcznie postawił na niej dom, a wokół posadził wiele drzew. Mógł spokojnie czekać na kres swoich dni, jednak obudziła się w nim natura wodniaka, bowiem nasz bohater – jak sam mówi – został poczęty nad Wisłą, urodził się nad Wisłą i mieszkał nad Wisłą. W wieku 15 lat zdobył patent żeglarski. Miłość do wody przekazał mu ojciec, który też zrobił mu pierwszy kajak (po maturze przepłynął nim Mazury) i nauczył pokory wobec żywiołu. Przez lata, kiedy pochłonęły go dom, praca i dziecko, kontakt z wodą podtrzymywał, pływając na ża‑ glówce. Przed jedenastoma laty dostał od ko‑ legi starą marynarską tratwę ratunkową, dzięki której spełnił swoje marzenia, bo od kiedy pamięta, zawsze chciał pływać tratwą. Od tego czasu przemierzył setki kilometrów wodami Bugu, Biebrzy i Wisły. Pasję do wody zaszczepił w wielu ludziach. Napisał folder, w którym uczy, jak ustrzec się niebezpieczeństwa na wodzie. Jego tratwa posłużyła Markowi Kamińskiemu do nakręcenia filmu „Baby on Board – z Polą przez Polskę”.

21


Dokument/oblicza rzeki

podlaski klimat miłości tekst:

22

Katarzyna Żebrowska  zdjęcia: Anna Mirgos

kraina bugu · lato 2013


O miłości nad Bugiem opowiadają trzy pokolenia. Każda z tych par doświadcza innych radości i innych smutków, ale wszystkie zgodne są w jednym: do miłości trzeba dojrzeć, a potem ją pielęgnować i dopieszczać, żeby „nie poszła w inną stronę”. Bo życie jest krótkie i wciąż za mało go na kochanie.

23


Oblicza rzeki

I

Bujaki liczą sto sześć dusz – w większości starszych mieszkańców. Wiadomo, młodzi uciekają do  wielkich miast. Za to ci, którzy zostają na Podlasiu, wiodą spokojne życie. Są przyjaźni, otwarci i pogodni. Oni też tacy są. Mimo upływu lat, nadal energiczni, radośni i ciekawi świata. Krystyna i Bogusław żyją ze sobą ponad pół wieku. Razem pracują, wychowują dzieci i  wnuki, czasem się kłócą, a  czasem grają w karty ze znajomymi. Lubią pożartować. Gdy ona głośno opowiada dowcipy, on spokojnie słucha, uśmiechając się szelmowsko.

24

Rolnicy z przypadku Niełatwo do nich dojechać. Dom w lesie, z dala od innych zabudowań, droga zimą często bywa zasypana śniegiem. Zwykłe wiejskie podwórko. Stodoła, kurnik, warsztat, pies i jego buda. No i  dom. W  każdym pokoju wiszą lub stoją wypchane zwierzęta. W salonie wystawka zajmuje całą główną ścianę. Lisy, borsuki, kuny i dużo różnych ptaków, głównie bażantów. — Przecież nóg się nie doszyje — mówi pani Krystyna, zerkając na małą sarnę stojącą w salonie. — Wie pani, one nie uciekają, kiedy kosi się zboże i często się zdarza, że maszyna obcina im nóżki. Przynieśli taką, to trzeba było wypchać.

— Rodzina męża miała w Bujakach ładny majątek — opowiada Krystyna, kierując wzrok na półkę z herbami Lubicz i Ślepowron. — Ja też jestem herbowa, nasz majątek był bardzo duży, ale wiadomo, jak inne poszedł do parcelacji. Jesteśmy ze  sobą już pięćdziesiąt trzy lata. Nie planowaliśmy zostać rolnikami. Brat męża chciał być felczerem. Poprosił, żebyśmy go zastąpili przez pięć lat. I tak już zostało. Od roku mamy w gospodarstwie tylko kurki i psa. Za ciężko na starych. Bogusław uczył się w technikum leśniczym. Od niedawna znowu hoduje pszczoły. Mówi o  nich z  wielką czułością, choć ma tylko dwa ule. W tym

kraina bugu · lato 2013


roku zebrał już cztery słoiki miodu. Rozdał je wnukom. — Jest mój wnuczek i żony wnuczek. Konrad i Kamil to synowie naszego starszego. Jak byli mali, to synowa wyjechała do Belgii do pracy, syn wtedy z nami mieszkał i chłopcy się nami podzielili. Choć już są dorośli, nadal jak witają się albo składają życzenia, to jeden podchodzi zawsze pierwszy do babci, a drugi do mnie. Pierwszy wnuczek ożenił się latem, drugi kilka miesięcy później. Oba weseliska były zacne. Na każdym około dwieście osób. Dziadkowie też bawili się do samego rana. Szczęśliwi i zadowoleni pokazują synów i wnuków na zdjęciach. Drugi syn ma córkę

„Po tygodniu dostałam list. Pisał, że podobałam się nie tylko wszystkim, ale jemu też. Zapytał, czy może do mnie przyjechać. Zaprosiłam, jak tak mocno chciał.” Izabelę. Krystyna i Bogusław doczekali się też prawnuka.

czesze, to porządny człowiek. Nieraz wysyłam go, żeby pomodlił się na cmentarzu i podziękował za mnie i za nasze życie. Dobre jest, grzechem byłoby narzekać. Długo mieszkaliśmy z rodzicami męża – siedemnaście lat. Przed Bogusławem Krystyna miała narzeczonego – Jana. — Po pięciu latach obraziłam się na  niego i  nasze drogi się rozeszły — wspomina. — Okazało się, że niezupełnie. Nasi synowie pożenili się z jego córkami. Później mój były narzeczony żartował, że wróciłam do dobrego. Odwiedzali się co  tydzień, grali we czwórkę w karty. Aż do śmierci Jana. Teraz wdowa została sama, nie ma kto jej podwieźć.

Wszystkim i mnie też

Sposób na życie

Na zdjęciach sprzed lat Krystyna jest atrakcyjną i  modną kobietą. Pośrodku amerykańskiej ulicy wygląda jak mieszkanka metropolii. Wyjeżdżała za Ocean za chlebem. Ma dużo wspomnień z  tamtego czasu i  dużo zdjęć poukładanych chronologicznie w albumach. Bogusław jest starszy o dwanaście lat. Bardzo pogodny, uśmiechnięty, ale taki trochę z cicha pęk. — To  było w  czerwcu, po  odpuście na św. Piotra i Pawła — opowiada Krystyna. — Była zabawa na łące, ale zaczął padać potworny deszcz i mój brat cioteczny zaprosił towarzystwo do siebie. Tam wszyscy się bawili — wspomina. Ona była w centrum zainteresowania. A Bogusław tylko się przyglądał. Do domu odwiózł ją inny. — Po tygodniu dostałam list — opowiada. — Pisał, że podobałam się nie tylko wszystkim, ale jemu też. Zapytał, czy może do mnie przyjechać. Zaprosiłam, jak tak mocno chciał. — Ona zawsze taka była energiczna. Już jak pierwszy raz zobaczyłem ją na zabawie. Wtedy jeszcze nic nie mówiłem. Wpadła mi w oko, ale dopiero później pojechałem się oświadczyć — dodaje Bogusław. Przyjechał z bratem ciotecznym, a 10 listopada 1959 r. odbył się ślub. — Tatuś mi kazał — żartuje Krystyna. — Mówił, że ten, co  się na  boczek

Nie narzekają, nie rozmawiają o chorobach. Po prostu żyją. — Nie dajemy się starości. Śpiewamy w chórze w Drohiczynie. Sporo koncertujemy, jeździmy po Polsce. Próby chóru są w poniedziałki. Co  by  się nie działo, to  trzeba tam być. Pewnie można by siedzieć w domu, ale po co? Jak się jest wśród ludzi, to się i  człowiek pośmieje, i  pożartuje. Urządzamy sobie zabawy w chóralnym gronie, tańczymy. Występują z chórem na corocznych Dniach Drohiczyna. W ubiegłym roku akurat nadeszła wichura i zrobiła wiele szkód. Na pokazie podlaskich specjałów Krystyna dostała czajnik w nagrodę za sękacz, który upiekła. Taki sam, jak na  przyjazd papieża. Pyszny, żółciutki, bo z jajek od jej kur. Od  niedawna mają komputer, dostali od  wnuków. — Najczęściej układamy pasjansa — śmieje się Krystyna. — To znaczy ja układam, a mąż siedzi z boku i tylko kieruje. Nauczyłam się pisać na kursie, a teraz, żeby nie zapomnieć, przepisuję piosenki. Czekamy na internet, żeby móc kontaktować się ze światem, ale długo nie mogą go założyć, coś nie tak jest z nadajnikiem. — Raz jest lepiej, raz gorzej, wiadomo, ale dobrze nam — przyznaje gospodyni. — Co nam więcej potrzeba? Żeby zdrowie było i żebyśmy jeszcze oboje pożyli.

25


Oblicza rzeki

II Połączyły nas koty Mogli spotkać się na warszawskim bazarze Skra, na  który Beata jeździła na zakupy w czasach licealnych. Michał sprzedawał tam wtedy woblery. Jest zapalonym wędkarzem. Ale tak naprawdę poznali się na studiach. W Chrołowicach pod Drohiczynem siedem lat temu Beata i Michał założyli gospodarstwo agroturystyczne. Z miłości do przyrody i niespiesznego życia. — Wylądowałem na zootechnice, żeby móc mieć jakikolwiek związek z rybactwem — opowiada Michał. — Zootechnika dawała taką możliwość. Magisterkę pisałem z rybactwa. Zawsze bardziej interesowała mnie biologia niż typowa hodowla. Teraz łowię ryby w jeziorze. Ten szczupak jest właśnie stąd — wskazuje na rybę wiszącą na ścianie w salonie. Beata jest córką rolnika. Ona i  jej cztery siostry pomagały rodzicom w gospodarstwie. Ona również wybrała studia zootechniczne w Warszawie. — Byliśmy w jednej grupie na roku — wyjaśnia. — Czasem wracaliśmy razem autobusem. Michał jest z Powiśla, a na Solcu mieszkała moja siostra, którą odwiedzałam. Kiedyś Michał odprowadzał mnie po zajęciach. Usłyszeliśmy miauczącego za płotem małego kota. Był bardzo chory. Zabraliśmy go ze sobą. Ponieważ Michał miał już w domu jednego kota, musiałam wziąć go do siebie. Wyleczyliśmy go. Kotka miała charakterystyczne szylkretowe futerko. Postanowiliśmy zaliczyć naszą pracę hodowlaną na fenotyp. Mieszkałam z siostrami na stancji, nie mogłyśmy jej tam trzymać, więc przywiozłam ją do Chrołowic. Do tej pory mamy jeszcze dwie kotki od niej. Michał przyjeżdżał jej pilnować. — Nasze pierwsze randki wyglądały tak, że opiekowaliśmy się córką mojej siostry — śmiejąc się opowiada Beata. — Michał wytrzymał, nie zniechęcił się. Nawet po tym, jak na pierwszą wizytę u niego w domu też zabrałam Karolinkę. Michał mnie wtedy zaskoczył. Rodzice otwierają nam drzwi, ja  cała zdenerwowana z wrażenia, a Michał mówi, że

26

kraina bugu · lato 2013


27


Oblicza rzeki

trzeba się w końcu przyznać, że to dwuipółletnie dziecko jest nasze. Brat męża uwierzył.

W przystępach Byli tak zakochani, że nie pytali nikogo o zgodę. Michał przyzwyczaił rodziców do częstej nieobecności w domu. Chłopak dużo wyjeżdżał, intensywnie wędkował po  całej Polsce W  trakcie studiów wpadał do Beaty. — W czasie trzech miesięcy praktyk magisterskich siedział w jakimś upadającym pegeerze. Pisał do mnie długie listy, a nawet przysłał mi pukiel włosów! Wtedy jeszcze miał włosy... — śmieje się Beata. Są osiemnaście lat po ślubie. Na każde święta dom wypełnia się liczną rodziną. Tak było zawsze. W  tym roku na Wielkanoc za świątecznym stołem zasiadły dwadzieścia dwie osoby. Wesoło, gwarno, kolorowo. Najmłodsze dziewczynki, podobnie jak kiedyś Beata i jej siostry, dekorują razem z babciami drożdżowe baby wielkanocne.

28

Dekoracją domu zajmuje się Marta – córka Beaty i Michała. Starszy syn Hubert jest nastolatkiem. — Śmiesznie, bo zostaliśmy na wsi wtedy, gdy trwał największy boom na ucieczki do miasta — wspomina Beata. — To był czas zmian gospodarczych, było dużo miejsc pracy w mieście, a my wylądowaliśmy na wsi jak jacyś dziwacy. Wieś wydawała się wówczas wymierająca. Teraz czeredka dzieciaków na przystanku jest całkiem spora. Sytuacja zmieniła się, kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej. Warunki pracy w mieście pogorszyły się. Łatwiej jest zostać na wsi, są dofinansowania dla młodych rolników. Dlatego ludzie zaczynają zapuszczać tu korzenie. To było dość odważnym krokiem w naszym życiu. Tym bardziej że na  gospodarstwach zostają raczej mężczyźni. A to Michał przyjechał z Warszawy. Kiedy mój dziadek zobaczył go w wędkarskich spodniach, stwierdził, że nadaje się na wieś. — O takich jak ja, którzy zamieszkali u żony, mówi się, że są w przystępach.

Znajomy myśliwy powtarza, że bycie w przystępach nie jest łatwe, więc mam awansem odpuszczone. Małżeństwo Beaty było już trzecim w jej rodzinie. — Nasi rodzice nie wnikali w naszą prywatność — wyjaśnia Beata. — Dawali dużo zaufania. Wszystkie skończyłyśmy liceum w Drohiczynie i wszystkie mamy studia. Wszyscy nasi panowie są spoza tych okolic. Tato zawsze cierpiał, że żadna nie wydała się na miejscu, tylko gdzieś ze świata mężów poprzywoziłyśmy.

Realizujemy swoje marzenia Mama Michała twierdzi, że jej syn już w wieku sześciu lat podjął decyzję, co będzie robił w przyszłości. U dziadków uprawiał zawzięcie ogródek i mówił, że tu  dopiero jest życie. Tak mu zostało. Oprócz wędkowania ma jeszcze jedną pasję: namiętnie fotografuje. Głównie przyrodę i Martę. Specjalizuje się też w fotografii wędkarskiej. Beata marzyła kiedyś, by wspólnie z  koleżanką założyć hotel. Dopiero

kraina bugu · lato 2013


niedawno uświadomiła sobie, że agroturystyka, którą prowadzą z Michałem, jest tak naprawdę realizacją tego marzenia. — To jest właśnie to, co chciałam robić. Przystosowaliśmy dom do potrzeb gości. Dzięki miejskiemu pochodzeniu Michała możemy przewidzieć pewne rzeczy. Nasz pierwszy gość, pan doktor z Olkusza, radził nam, jak wszystko optymalnie rozwiązać. Jest kilka osób, które do nas stale przyjeżdżają. Mamy kontakt z  ludźmi, fajne relacje się tworzą. Ja gotuję, Michał pokazuje okolicę. Te rejony zrobiły się bardziej atrakcyjne turystycznie. Odbywają się u nas plenery fotograficzne. W księdze pamiątkowej goście nas chwalą, piszą, że mamy dobre jedzenie w domowej atmosferze. Oboje pracują w  wyuczonych zawodach, co  rzadko się teraz zdarza. Mają dwadzieścia cztery hektary ziemi ornej po rodzicach Beaty oraz kurnik. Agroturystyka zajmuje dużo czasu, więc prace w gospodarstwie starają się

wykonywać tak, żeby mieć jak najwięcej czasu w sezonie wakacyjnym. — Uprawiamy brokuły — wyjaśnia Michał.

— Zaplanowaliśmy prace tak, aby mieć szybki obrót i nie mieć ciągłości produkcji. To dość przyjemne, jak na warunki rolnicze. Agroturystyka jest czymś, co robimy razem i w czym się odnajdujemy.

Każdy ma swoje pole

„Śmiesznie, bo zostaliśmy na wsi wtedy, gdy trwał największy boom na ucieczki do miasta. To był czas zmian gospo­ darczych, było dużo miejsc pracy w mieście, a my wylądowaliśmy na wsi jak jacyś dziwacy.”

Jak na współczesne czasy, są związkiem nietypowym. Spędzają ze sobą 24 godziny na dobę. Żeby od siebie odpocząć, muszą mieć swoje sprawy, swoje hobby. Michał ma fotografię, kiedyś trenował karate. Beata uprawia nordic walking. Przekonała nawet do  tej aktywności kilka sąsiadek. Wyjeżdżają też osobno, bo nie mogą zostawić gospodarstwa. Poza tym wspólny wyjazd to problem, bo ona z kijkami szybko, a on z aparatem co chwilę się zatrzymuje. — Jesteśmy związkiem partnersko‑koleżeńskim — precyzuje Beata. — Coraz lepiej radzimy sobie z kryzysami. Kiedy się pokłócimy, to  każdy idzie na  swoje pole. Staramy się mieć każdego dnia czas tylko dla siebie. Mąż rano wita mnie

29


brzegiemrzeki Oblicza rzeki

30

kraina bugu 路 lato 2013


kawką podaną do łóżeczka. Zanim dzieci wstaną, rozmawiamy o naszej pracy, o  życiu. Czasem wspólnie pomilczymy. Mamy ten komfort, że możemy wyprawić dzieci do szkoły, będąc w piżamach, bo autobus przyjeżdża prawie pod sam dom. To bardzo wygodne. Mają swój prywatny kącik. To nieduży pokój przy kuchni, w którym mieści się łóżko, biurko do pracy i wygodny fotel do posiedzenia z książką. Michał musiał przywyknąć do domu pełnego ludzi. W  domu Beaty było tak od  zawsze. Jeszcze po wojnie w jednym z pokoi mieściła się szkoła, w której uczyła babcia Beaty. W okresie prac sezonowych zjeżdżali tu robotnicy z różnych okolic. Wszyscy przyzwyczaili się, że są tu ludzie. — Musiałem zaakceptować i dostosować się do zwyczajów i tradycji, które tu są, do modelu rodziny wielopokoleniowej — mówi Michał. — Bonusem są szwagrowie, którzy przywożą dobre trunki — śmieje się Beata. — Staramy się cieszyć w  życiu tym, co  mamy — dodaje. — Niezadowolenie przyćmiewa dobrą stronę życia. Nie wiem, jak byłoby, gdybyśmy byli bardziej niezależni. Dopiero teraz, mając ponad czterdzieści lat, zaczynam się czuć osobą dorosłą. Pewnie gdybym nie mieszkała z rodzicami, byłoby inaczej. A małżeństwo? Dla mnie małżeństwo to związek skrajności. Jesteś z najbliższą kochaną osobą, która jak nikt inny może doprowadzić cię do najgorszego stanu. Człowiek dociera się całe życie. Zawsze coś wkurza, ale to normalne, inaczej byłoby nudno. Dzielimy obowiązki i dajemy radę. Los nam siebie dał i chcemy ze sobą być. Jesteśmy po to, żeby się motywować, Michał mnie, a ja jego.

III Paweł i Ewa Paweł mieszka z rodzicami w jedynych drohiczyńskich blokach, nieopodal kopca upamiętniającego wizytę papieża Jana Pawła II oraz szkoły. Przy szkole jest hala sportowa i siłownia – zamknięte w święta. Kina w Drohiczynie nie ma. Kiedyś było w domu kultury,

„Czy znają panie faceta, który maluje paznokcie swojej kobiecie? Paweł często to robi i jest w tym mistrzem. Żadna koleżanka nie ma takiego chłopaka!” teraz od czasu do czasu przyjeżdża kino objazdowe. Paweł ma osiemnaście lat. Ewa, jego dziewczyna, jest o  rok starsza. Mieszka z  mamą i  babcią na drugim końcu miasteczka. Znają się od małego. Widywali się na szkolnych korytarzach. Od  trzech lat są razem i planują wspólną przyszłość. Rozstają się tylko w niedziele, bo to czas na naukę. W pozostałe dni starają się być razem – w szkole spotykają się na każdej przerwie. W domu często wspólnie gotują i oglądają filmy. Do  niedawna Paweł dzielił pokój ze starszym bratem. Teraz brat wyjechał na  studia. Będzie geodetą. Dwa lata temu Paweł razem z Ewą odnowili wnętrze. Ściany są jasnozielone. — Miałem wolne dwa tygodnie i postanowiliśmy pomalować. Trzy razy kładłem farbę. Później jeszcze malowaliśmy u Ewy – dwie ściany na żółto i dwie na zielono. Przy kolorowych ścianach jest fajnie, coś się dzieje. W tym pokoju dużo się dzieje. Na ścianach, na półkach, przy biurku mnóstwo zdjęć i wspólnych pamiątek. Na pierwszą rocznicę Ewa zrobiła Pawłowi tableau z ich wspólnych fotografii.

Ucieczka przez okno — W szkole było jakieś spotkanie, chyba religijne, a my razem z koleżanką i kolegą poszliśmy na górę. Kiedy się skończyło, okazało się, że jesteśmy uwięzieni, bo  szkołę zamknięto. Był listopad, ciemno. Jedyną drogą wyjścia okazało się okno na parterze — opowiada Paweł o początkach ich znajomości. — Każdy

wychodził samodzielnie. Ja też nie przejmowałem się nikim, nawet nie chciałem Ewy łapać, gdy wyskakiwała z okna. Dopiero później zdobył do niej telefon i zaczął kontaktować się esemesowo. Rozmawiali też przez gadu‑gadu albo Naszą Klasę, bo była wtedy modna. Potem przyszedł czas na szkolne pogawędki. Paweł przychodził do Ewy pod klasę. Później kontakt się urwał. — Na początku nie wykazałem zainteresowania Ewą, bo nie byliśmy jeszcze parą, tacy sobie znajomi — tłumaczy Paweł. — Zresztą wtedy byłem zajęty dziewczyną z Siemiatycz. Podobała mi się, ale dostałem kosza. Mocno to  przeżyłem. Czułem się jak zbity piesek. Pomyślałem wtedy, że ja tak samo postąpiłem z Ewą. Brzydko powiem, że olałem Ewę i żyłem sobie własnym życiem, a jej zależało bardziej niż mnie. I wtedy tak coś w środku mnie ruszyło. Tamta dziewczyna mnie zraniła i nie było mi dobrze, więc pewnie Ewa czuła się podobnie. Miałem wyrzuty sumienia. Ewa do mnie pisała, a ja wykręcałem się, nie mówiłem wprost. Jaki ja byłem niedojrzały! Porozmawialiśmy, przeprosiłem Ewę.

Buzi, buzi Wiosną Paweł zaczął zapraszać Ewę na rower. Ona zabierała koleżankę, a on kolegę. Takie pierwsze skromne randkowanie. Ale wkrótce towarzystwo zaczęło im uwierać, chcieli więcej czasu spędzać ze sobą. — Paweł zabrał mnie na długi spacer — opowiada wesoło Ewa. — I powiedział mi: ja wiem, że ty chcesz, ty wiesz, że ja chcę, to jesteśmy teraz parą. — Zachowałem się samolubnie, bo odpowiedziałem za Ewę, a ona skwitowała to pocałunkiem. Wiedziałem, że jest moja. Potem przyszły wakacje, nie rozstawali się nawet na jeden dzień – spacery, rowery, koszenie trawy. Po roku czuli się jak stare małżeństwo. — Byłem wtedy o Ewę bardzo zazdrosny, ale teraz już mi przeszło — przyznaje Paweł. Jednak nie cały czas było tak sielankowo. Pół roku temu rozstali się. — Wypaliliśmy się trochę, znudzili sobą, dzień w dzień razem, sprzeczki o nic — bez ogródek mówi Ewa. — W nerwach

31


Oblicza rzeki

powiedziałam, żeby mnie zostawił. Nie odzywaliśmy się do siebie przez dwa miesiące. Było mi ciężko, tęskniłam. Paweł też. W końcu zapytałam, czy znowu będziemy razem. Zeszliśmy się i teraz jest dobrze. Ewa i Paweł nie kryją się przed rodzicami, a oni akceptują ich związek. Ich rodziny wzajemnie się poznały. W ubiegłe wakacje mama Ewy zorganizowała wyjazd nad morze. Przyszłe teściowe doskonale się dogadywały. Tego lata młodzi pojadą sami na  Mazury. Wcześniej pojawią się na zlocie samochodowym w Kielcach. Przy tej okazji jest organizowana wystawa modeli samochodów i Paweł dostał zaproszenie, aby pokazać swoje prace. To jego pasja. Te, z  których jest najbardziej dumny, zapełniają regał w pokoju. Wśród nich jest niebieski minimorris, który dostał od  Ewy. O  samochodach wie prawie wszystko. Marzy o  własnym ferrari i o wyjeździe do Włoch, bo tam – według niego – produkuje się dobre auta. Już zaczął uczyć się włoskiego z podręcznika

32

i piosenek. Ewa wierzy w  niego. Jeśli czegoś się podjął, to na pewno to skończy. Chociaż w szkole jest raczej „trójkowy”. Do modeli ma talent od małego. Miał pięć lat, kiedy lakierami do  paznokci mamy malował swoje resoraki. Teraz doskonale posługuje się aerografem. Bardzo to lubi. Rozkłada na biurku matę, wyciąga farby, pędzelki, papier ścierny. Zakłada maseczkę i jest szczęśliwy. Do modelarstwa ma dużo więcej cierpliwości niż na co dzień. Ewa twierdzi, że niekiedy trudno znieść jego humory i wtedy to ona najczęściej wyciąga rękę na zgodę.

Chłopak swojej dziewczyny, dziewczyna swojego chłopaka Ewa w tym roku zdawała maturę. Jest humanistką, lubi czytać i lubi się uczyć. Zastanawia się nad studiami dziennikarskimi. W ubiegłym roku próbowała dostać się na  staż do  lokalnej gazety, ale nie potraktowano jej poważnie. To jej nie zraziło. W życiu przeszła już

niejedno. Wcześniej niż rówieśnicy musiała dorosnąć. — Książki na wystawie przyciągały mnie dużo bardziej niż zabawki — mówi Ewa. — Wychowywały mnie mama i babcia. Najważniejsze, co mi przekazały, to szacunek do ludzi i to, by doceniać to, co się ma. Dla Ewy ukończone osiemnaście lat wiąże się z większą odpowiedzialnością. Kiedy dostanie się na  studia, chce się usamodzielnić. Z  koleżanką planuje wynajęcie mieszkania w Warszawie. Chce też pracować, żeby odciążyć finansowo mamę. Ewa ma  artystyczną duszę. Lubi robić Pawłowi romantyczne niespodzianki. Na  walentynki kupiła mu czekoladki z serduszkami, a do każdej z nich dołączyła karteczkę z miłosnym wyznaniem. — Od Pawła dostałam piękny lakier do paznokci — zdradza. — Czy znają panie faceta, który maluje paznokcie swojej kobiecie? Paweł często to robi i jest w tym mistrzem. Żadna koleżanka nie ma takiego chłopaka! 

kraina bugu · lato 2013


G o s p o d a

K w i a t y

P o l s k i e

u l . W Ä… s k i D u n a j 4 / 6 / 8 | S t a r e M i a s t o , Wa r s z a w a | t e l . 2 2 8 8 7 6 5 2 0 gospodakwiatypolskie@o2.pl | www.gospodakwiatypolskie.pl


ZAMÓW

roczną prenumeratę

Zamówienia rocznej prenumeraty: poprzez stronę internetową www.krainabugu.pl dzwoniąc pod numer 83 357 51 46 wysyłając e-mail na adres prenumerata@krainabugu.pl, podając adres oraz okres prenumeraty

dokonując przelewu bankowego InteLIGo 50 1020 5558 1111 1866 3340 0147, podając imię i nazwisko, pełny adres oraz okres prenumeraty


Wywiad/Moje przestrzenie

Podlasie…

zawsze najbliższe

Podlaskie wspomnienia i inspiracje Barbary Wachowicz – Basi z Podlasia – laureatki wielu nagród, honorowej obywatelki Drohiczyna i Węgrowa, autorki książek, wystaw i spektakli o Wielkich Polakach – zebrała Agnieszka Maszewska. ››Historia Pani rodziny, czas babci Anny i dziada Konstantego, Pani dzieciństwo wiążą się z rodzinnym dworkiem, miejscem szczęśliwie uratowanym. Jakie ono jest teraz, a jakie są Pani jego najwcześniejsze wspomnienia? ››Bądź zdrów, mój domie! Schylam się, całuję Twój nabijany podkowami próg. Ten „List do domu” Kazimierza Wierzyńskiego niechaj będzie poetycką odpowiedzią na pytanie, co czuję, gdy myślę o domu mych lat dziecinnych. Wracam do wsi rodzinnej Krzymosze-Bajki pod Siedlcami. Nie całuję progu domu, bo go już niestety nie ma, ale witam drzewa stare mego ogrodu… Jeszcze żyją. Tak jak żyje dom w mej wiernej i  wdzięcznej pamięci. Pokrzywa i ślaz, dzikie malwy porosły miejsce, gdzie stał. Myśląc o nim, przywołuję słowa Żeromskiego: „Każdy ma swoje miejsce ulubione w  dzieciństwie. I  to  jest Ojczyzna duszy”. Ojczyzną mojej duszy, myśli i  serca jest i  pozostanie Podlasie. Kiedy wyjeżdżam

36

z Siedlec na szosę ku Łosicom wiodącą, a potężne wierzby staruchy zabiegają mi drogę, już jestem u siebie, już czuję w płucach swoje powietrze. Dwór mego dzieciństwa śni mi  się często. Czasem go szukam, tak jak to przeżyłam, wśród drzew i krzewów na próżno. Czasem patrzy na mnie wyłupionymi, czarnymi oczyma strzaskanych okien. Ale w stanie wojennym przyśnił mi się inaczej. Taki, jaki był – biały i winogradem porośnięty. Stary kasztan i jesiony pełniły nad nim straż. Nad porębą naszego lasu wstawały ośnieżone Tatry, za ogrodem kipiącym białą różowością kwitnących jabłoni szumiało morze. A  nad misą zielonych pól pochylały skrzydła anioły, jak z witraży Mehoffera, jak z wiersza Słowackiego „Anioły stoją na rodzinnych polach”. Powiedział Sienkiewicz, że po powstaniu styczniowym „zgaszono wielki znicz na forum”, ale domowe ogniska płonęły jasno i by Polskę zabić, trzeba było zabijać ją w każdym polskim domu. Miałam szczęście wychować się właśnie w takim

domu, gdzie płonęło ognisko tradycji i trwała więź historii z losami rodziny. Mój ojczysty dziad Konstanty Wachowicz w łunie zachodu mówił najwspanialszą baśń: „Ktokolwiek będziesz w nowogródzkiej stronie” i wiódł nas w  zaczarowany krąg Chopina… Był wspaniałym muzykiem, niestety, nijakiego talentu w tej mierze wnukom nie ostawił! Wymyślił urzekającą zabawę – porównywanie zjawisk przyrody z opisanymi przez Mickiewicza w „Panu Tadeuszu”. BURZA. LAS. SAD. Wokół nas działy się czary z inwokacji. Gryka „jak śnieg biała” kwitła na podlaskich polach „przepasanych jakby wstęgą, miedzą”, na której siedziały „ciche grusze”. ››Czy z tych czarów zrodziły się Pani pasje literackie i wybór bohaterów Pani książek? ››Wkraczaliśmy w świetlisty świat Soplicowa i mroczny czas kibitek III części „Dziadów”, powtarzając za Mickiewiczem przysięgę, że jeśli zapomnimy o  nich, to  Bóg zapomni o  nas. Przed naszymi zachwyconymi oczyma

kraina bugu · lato 2013


Foto: J. Nasierowska


„ Chcąc napisać powieść polską – trzeba całą Polskę przewędrować, zobaczyć i odczuć” – napisał Stefan Żeromski. Basia z Podlasia przewędrowała Polskę na fioletowym rowerze – darze Janosika – Marka Perepeczki.

Foto: A. Damroszowa

rozwijało się jak złotolity pas słucki bogactwo „Trylogii”. Przeżywaliśmy wielkie wyzwanie chłopca z „Syzyfowych prac”, oskarżającego moskali genialną „Redutą Ordona”. ››W ślad za oczarowaniem twórczością naszych romantyków, Sienkiewicza, Żeromskiego przyszła także fascynacja historią? ››W  Maciejowicach przyklękaliśmy przed krzyżem, by  ucałować proch ziemi, gdzie padł posiekany szablami kozackimi Tadeusz Kościuszko. W Iganiach pod Siedlcami unosił skrzydła do lotu orzeł na pomniku zwycięstwa generała Ignacego Prądzyńskiego w powstaniu listopadowym. W Sokołowie Podlaskim kładliśmy wieńce z macierzanki na  płycie ku  czci ostatniego kapelana i generała powstania styczniowego, chwały naszych podlaskich borów – księdza Stanisława Brzóski. To była ta wielka magia miejsc płonących podziemnym ogniem. Na Podlasiu walczył mój prapradziad, jedyny z  pięciu braci, który ocalał z  pożogi styczniowego powstania. Na biurku mego ojca, podsztandarowego 2. Pułku Ułanów Grochowskich, stała miniatura sławnej legionowej „czwórki". A  na  czołowym miejscu wisiał portret Komendanta Piłsudskiego. Towarzysze broni moich rodziców z obwodu siedleckiego Armii Krajowej

38

„Sowa – Jesion” w furażerkach, na których widniał orzeł z koroną, śpiewali pieśni powstańcze. Taki był dom mego dzieciństwa. Opoka. Miłość. Nauczyciel. Wolno mi powtórzyć słowa Mickiewicza, który napisał bratu: „Bądź pewien, że moje działania idą z gruntu tego, na jakim wyrośliśmy w domu rodzicielskim”. ››A po utracie gniazda rodzinnego – jaki był los „Basi z Podlasia”, jak nazywają Panią harcerze? ››Wojna, zdruzgotawszy świat rodziców, moje pokolenie rzuciła w pustkę! Zniknął dom, chłopcy z AK, wspaniała biblioteka, lipy, czeremszyny, cały

Najpiękniejsze dni w roku to moje wędrówki nadbużańskimi drogami, łąkami, wrzosowiskami. Ścieżynami wśród zbóż. Łodzią moją wierną rzeką – Bugiem.

barwisty świat dzieciństwa podlaskiego. Podwarszawska osada śmierdziała gumą. Było ciężko, samotnie, obco. Pani nauczycielka zapytała mnie o nazwisko. Klasa ryknęła śmiechem. Wyśmiewali mój akcent z podlaskim zaśpiewem. Jedyni obok Babci Anny przyjaciele to były książki. I nagle spojrzało ku mnie moje porosłe zbożami, zasypane rosą Podlasie. Patrzył na nie z okien pędzącego pociągu pewien oficer – „Polsza!” – pomyślał gniewnie i  surowo. Nazywał się Piotr Rozłucki. Książka miała tytuł „Uroda życia”. A  jej autor stał się pisarzem mego życia. Stefan Żeromski. Z  kart jego utworów – wbrew tragizmowi losu bohaterów „dźwigających twardy obowiązek zguby” – bije radość życia: „Jak to dobrze jest żyć! Jak piękny i niewysłowiony jest świat, jak wielkim, a niewysłowionym cudem jest życie!”. ››Tylekroć podkreśla Pani w  swojej twórczości podlaski rodowód, że gdy wręczano Pani na Zamku Królewskim honorowe obywatelstwo Warszawy, laudację rozpoczęto słowy: „Urodziła się co prawda na Podlasiu…”. A urodziła się Pani w Warszawie, w Warszawie studiowała, tutaj jest Pani „centrum dowodzenia” i Warszawa wydaje się być Pani kotwicą. ››Warszawa to  miłość od  pierwszego wejrzenia. Na  ruinach, gdzie jeszcze stały krzyżyki kryjące groby powstańcze, siedziały warszawskie przekupki z koszami kwiecia. Wyglądało to tak, jakby gruzy zakwitły. Bohaterom Warszawy poświęciłam cykl moich książek „Wierna rzeka harcerstwa”. ››Nie tylko, bo na wielu kartach tego cyklu spotykamy także żołnierzy 9. Dywizji Podlaskiej Armii Krajowej, jej dowódcę generała Ludwika Bittnera, a także legendarnego majora „Zenona” – Stefana Wyrzykowskiego, komendanta oddziału partyzanckiego 34. Pułku Piechoty Armii Krajowej i jego żołnierzy… ››Znajomość z tym niezwykłym dowódcą, który w czasie wojny miał przecież zaledwie 26 lat, a był takim opiekunem

kraina bugu · lato 2013


Moje przestrzenie i przyjacielem swych podkomendnych, że dali mu drugi znamienny pseudonim – „Tata”, zawdzięczam wspaniałej kronikarce dziejów walczącego Podlasia, którą poznałam we wsi Niemojki pod Łosicami, wędrując tropami Żeromskiego. To  moja imienniczka – Barbara Wyczółkowska‑Łotocka. Na zaproszenie „Zenona” przygotowywaliśmy zawsze z Markiem Perepeczko uroczyste apele Żołnierzy Armii Krajowej w świątyni Hetmanki Podlasia – Matki Boskiej z  Leśnej Podlaskiej. To  „Zenon” wszystkie dary pamięci, jakich mi nie skąpił, opatrywał dedykacją: „Basi, żeby zawsze ostrzyła swe pióro o szańce Podlasia”. ››Przewędrowała Pani tysiące kilometrów tropami wielkich Polaków. Od  Wielkiej Brytanii po  Kanadę, od Italii po Skandynawię. Jest Pani jedyną pisarką, która udokumentowała szlak bitewny Tadeusza Kościuszki w USA. Jest Pani jedyną Polką, którą American Biographical Institute wpisał do grona Great Woman of the 21st Century. Czy po tylu podróżach i spotkaniach na całym świecie Podlasie jest nadal Pani bliskie? ››Zawsze najbliższe. Najpiękniejsze dni w roku to moje wędrówki nadbużańskimi drogami, łąkami, wrzosowiskami. Ścieżynami wśród zbóż. Łodzią moją wierną rzeką – Bugiem. Pejzaż Podlasia ma  w  sobie tyle ukajającego spokoju. Powietrze jeszcze tyle świeżości. Każda wieś to jakiś skrawek historii ojczystej, każdy człowiek to odkrycie niezwykłego losu. Dokumentacja do książki „Ogród młodości” – wędrówki tropem Żeromskiego na Podlasiu – to jedne z najszczęśliwszych miesięcy mego życia. Gdy siedzę na promie, woda Bugu drży, rzeka łagodnym, wiolinowym zakrętem opływa urwiście spiętrzony Drohiczyn (dla mnie jedno z  najurodziwszych miejsc na świecie) – wszystkie troski i smutki rozpływają się w przestrzeni

 dwiedzajcie skansen w Ciechanowcu. O Tylko tam kwitną tak pięknie malwy, jak w tytule książki Barbary Wachowicz „Malwy na lewadach”.

nalanej błękitem. Tu czuję krzepiącą więź z moją ziemią i na dni rozstania zawsze zabieram jej obraz. ››„Podlasie? A co tam jest do zobaczenia?” – kiedy opowiadam o Podlasiu znajomym, są zaskoczeni. „To tyle tam jest?”. Co jest na Pani Podlasiu? Jaką trasą poprowadziłaby Pani jako przewodniczka po tej krainie? ››Nasza ziemia podlaska wpisała się w  dzieje Polski złotymi zgłoskami nazwisk. To przecież ziemia rodzinna Henryka Sienkiewicza, Józefa Ignacego Kraszewskiego, autora „Encyklopedii

staropolskiej” – Zygmunta Glogera, Prymasa Tysiąclecia – Stefana Wyszyńskiego... To ziemia unitów, tych zapomnianych (choć beatyfikowanych przez Ojca Świętego) męczenników – chłopów podlaskich, broniących swej wiary i polskości, niezłomnych. Sienkiewicz, który uderzał swoim mistrzowskim słowem jak szpadą w obronie rodaków, urodził się w Woli Okrzejskiej – na Podlasiu. Jego macierz – Pani Stefania Cieciszowska, pochodząca z rodziny wyjątkowo zasłużonej dla Ojczyzny, spoczywa na cmentarzu

Foto: A. Damroszowa


w Okrzei i dzięki niestrudzonym zabiegom prezesa Towarzystwa Sienkiewiczowskiego – prof. Lecha Ludorowskiego, we  wrześniu 2012 nareszcie obok jej rozsypującej się ze  starości płyty nagrobnej stanął pomnik godny matki największego pisarza polskiego, współtwórcy niepodległości Ojczyzny. Zapalcie jej światełko pamięci. We wsi Zuzela istnieje pełen niezwykłej skromności domek – to miejsce, gdzie przyszedł na świat Prymas Wyszyński. Namawiam też gorąco do odwiedzenia Muzeum Rolnictwa im. Ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu – to najciekawszy skansen wsi w Polsce. A przypominam, że ks. Krzysztof to „pierwszy przyrodopisarz” polski, prawdziwy twórca naszej botaniki. W  moim albumie „Siedziby Wielkich Polaków”, który właśnie idzie do druku, są miejscowości Podlasia, do zwiedzenia których zapraszam. To Romanów – kraj lat dziecinnych Kraszewskiego, jedno z najpiękniejszych muzeów biograficznych w  Polsce. To  Korczew w dolinie Bugu. Tu biegły z Paryża listy Cypriana Kamila Norwida i jego piękne wiersze „Do Pani na Korczewie”, która

mu „aurę – piękną – Ojczystości” zbliżała. Praprawnuczki Norwidowej Pani na Korczewie – marszałkowej Joanny Kuczyńskiej – uratowały niszczejący pałac i przywróciły mu blask, o jakim marzył Norwid, pisząc: „wyobrażam sobie, jak musi być tam pięknie”. A będąc w Drohiczynie, koniecznie popatrzcie na dolinę Bugu z Góry Zamkowej. Miejscem, do  którego spieszę zawsze z radością w sercu, jest Sucha pod Węgrowem, gdzie nieoceniony prof. Marek Kwiatkowski, tyle lat tak owocnie i twórczo panujący w Łazienkach Królewskich, ocalił dwór związany pamięcią z wielkim filozofem romantycznej doby Augustem Cieszkowskim, autorem rozprawy „Ojcze nasz”, uczonym europejskiej sławy. Tu była siedziba mych dziadów macierzystych, największej miłości mego życia – Babuni Anny. Wielkanoc w  Suchej. Mroczny salon. Obraz „Chrystusa Syberyjskiego” unoszącego dłoń z hostią, malowany na  zesłaniu przez towarzysza broni mego praprapradziada z  powstania listopadowego Stanisława Kuleszy, dziedzica wsi Kopce pod Łosicami, cudem ocalony z rozgromu dworów,

1. Sekuła – staw pod Siedlcami, za którym tęskniła całe życie bohaterka „Przedwiośnia”. Zdjęcie nagrodzone I nagrodą w konkursie zorganizowanym przez Muzeum Regionalne w Siedlcach w związku z wystawą Barbary Wachowicz „Reduta Żeromskiego”, autorstwa uczennicy gimnazjum – Edyty Zemło. 2. „Domu mój domu, schylam się, całuję twój nabijany podkowami próg”. Nieistniejący dwór w Krzymoszach‑Bajkach powraca już tylko we snach. 3. Pożegnanie z ogrodem dzieciństwa w Krzymoszach.

przechowywany w żłobach i stogach siana. Powrócił do  Suchej. To  przed tym obrazem w Wielki Piątek o trzeciej po  południu, w  godzinę śmierci Chrystusa słuchaliśmy przejmujących słów Sienkiewicza z jego noweli „Pójdźmy za  Nim”, czytanych przez Babunię: „Nazarejczyk szedł za krzyżami… w purpurowym płaszczu i w cierniowej koronie, spod której kolców wydobywały się krople krwi… Szedł wśród urągowiska służby… nad miarę ludzkich przebaczeń przebaczający… i tylko ogromem smutku całej ziemi smutny…”. Światło rezurekcji rozprasza cień żałoby. Biją dzwony na zmartwychwstanie. Alleluja! ››Zajrzyjmy do  biblioteki. W  niej szkolne lektury, a  w  nich znienawidzone przez wielu opisy…

1

Foto: E. Zemło

Moje przestrzenie


2 Foto: Z archiwum rodzinnego

No właśnie, czy często dotyczące Podlasia? Czy dzisiejsze spokojne, ciche i zielone Podlasie często miało zaszczyt gościć na kartach? ››Sprawa lektur szkolnych jest zasmucająca i bolesna. Ruguje się arcydzieła, które były wielkim spoiwem narodu w czas rozdarcia, a ich wartość jest ponadczasowa. Młodzież w wolnej Polsce nie ma w lekturze ani jednej książki o bohaterstwie ich rówieśników w powstaniu warszawskim. Podobno nawet wyrzuca się „Kamienie na  szaniec” Aleksandra Kamińskiego, gawędę harcerską tyle pokoleń uczącą braterstwa i służby. Nie wiem, które opisy Podlasia mogą być w  spisie lektur obowiązkowych „znienawidzone”. Nie ma  przecież w  tymże spisie na  przykład impresji naszego wielkiego rodaka Podlasiaka – Sienkiewicza, który pisał: „Chłopaki co noc wychodzą na pastwiska, z ogrodów, zarośli i potrawów można słyszeć głosy śpiewające. Zdaje mi się nieraz, że jestem u żywego źródła poezji. Przy ogniskach grają także często na ligawkach. Zwyczajna wioska podlaska ma swoje cienie, ale ma i światła”. O  Podlasiakach napisał: „Lud trzeźwy, gościnny i nadzwyczaj pobożny”. Mam nadzieję, że nic się nie zmieniło! On, mistrz ojczyzny-polszczyzny, zachwycał się naszym podlaskim akcentem, mówiąc, że „to po prostu śpiew”. We wsi Burzec na Podlasiu, która należała do jego ukochanej ciotki Aleksandry Dmochowskiej, umieścił familię

3 Foto: Z archiwum rodzinnego

Pana Skrzetuskiego. Staw do dziś tam istniejący mając w pamięci, opisywał przeprawę rycerza ze  Zbaraża. I  ten staw jest świadkiem dramatycznej miłości z młodzieńczej noweli „Hania”. Nie ma  w  lekturach „Urody życia” Stefana Żeromskiego, której bohater spogląda ze  wzruszeniem na  dolinę Bugu z drohiczyńskiego wzgórza. Nie ma  tych fragmentów fascynujących „Dzienników” Żeromskiego, w których zawarł jeden z  najpiękniejszych opisów naszego Podlasia. O przedwiośniu 1889  r. napisał w  „Dzienniku”: „Tu, na Podlasiu, zyskałem sobie taką przyjaźń, że mógłbym być dumnym”. Las Rogacz, między Łysowem Podlaskim a Patkowem, którego fragmenty istnieją jeszcze do  dzisiaj, tak dalece zapadł Żeromskiemu w  pamięć, że w  „Przedwiośniu” „z  lasu Rogacz w  okolicach Łysowa pod Łosicami”

We wsi Burzec na Podlasiu umieścił familię Pana Skrzetuskiego. Staw do dziś tam istniejący mając w pamięci, opisywał przeprawę rycerza ze Zbaraża.

wyniesie Cezary Baryka rannego w bitwie z bolszewikami przyjaciela. Na kartach „Dzienników” znajdujemy urzekające opisy podlaskiego pejzażu: „Kocham te miejsca zaciszne, las, drożynki moje, drzewa i kwiaty, ciszę leśną. Cudowny krajobraz, drzew tyle, kwiatów, powietrza, zboża… Czuję w piersiach żem młody i Polak”. Patrząc na ten pejzaż, nie znajduje „nazwy innej, tylko tę najwyższą i najprostszą: Ojczyzna”. Złożył także Żeromski wielki hołd unitom podlaskim: „Wielki mocarzu ziemi naszej, ludu, wielki nauczycielu… Idziesz na Sybir, rzucasz rodzinny dach za ideę!”. Spotkamy ich na kartach „Urody życia”, w opisie tajemnej mszy. Kapliczka, która była jej świadkiem, istnieje do dzisiaj. Stanąwszy nad brzegiem podlaskiej wiernej rzeki Żeromski mówi: „Oto on Bug, o którym śpiewa się w pieśniach niepodległych, oto łzawica, w którą spłynęło tyle łez cichych, nieznanych historii bohaterów, wielkich dusz świata, a prostych chłopów z Pratulina, z Kornicy, Szpaków… Tyle bólu na jego brzegach”. Matka bohatera „Przedwiośnia” – jedna z najpiękniejszych kobiecych postaci w naszej literaturze – to przecież najzwyczajniejsza panna rodem z  Siedlec. „Tylko w Siedlcach działy się dla niej rzeczy ważne, interesujące, godne wzruszenia, pamięci i tęsknoty”. I symbolem urody pejzażu polskiego staje się w „Przedwiośniu” staw Sekuła pod Siedlcami. Moimi wielkimi przyjaciółmi i sojusznikami jest zespół Muzeum

41


Moje przestrzenie

S potkanie po latach z umierającymi drzewami w ogrodzie dzieciństwa w tym samym miejscu.

w Siedlcach, kierowany przez dyrektora Andrzeja Matuszewicza – potomka Zygmunta Glogera. Dane mi było tam prezentować już trzy moje wystawy: poświęconą harcerzom Szarych Szeregów, Sienkiewiczowi, a ostatnio „Redutę Żeromskiego”. Dzięki Muzeum ogłosiliśmy konkurs dla młodzieży siedleckiej na  najpiękniejsze zdjęcie Sekuły. Pani Barykowa, dramatycznie walcząca o szansę przeżycia dla siebie i syna podczas bolszewickiej rewolucji w Baku, „wspominała dnie dawne, urocze”, kiedy przechadzała się ze swoim ukochanym, „nad wodą stawów w Sekule, nad wodą niezapomnianą, pokrytą wodnymi liliami”. Czy są jeszcze dziś lilie na wodzie Sekuły? Obiektywy uczniów siedleckich szkół ukazały trwający do dziś czar tego miejsca, za którym bohaterka Żeromskiego „życie przepłakała”.

42

Foto: Z. ŁASTOWIECKI

››Kiedy Sienkiewicza obdarowano Oblęgorkiem, najpierw kpił z pomysłu, potem przeraził się nie na żarty, wreszcie przyzwyczaił, oswoił i zadomowił. Gdyby Pani miała sobie wybrać swoje nowe stare miejsce na  Podlasiu, to  jakie by  ono było i co tam by się działo? Przypominam dramatyczne losy „daru narodowego”, które opisałam w książce „Dom Sienkiewicza”. Najbliższą rodzinę obdarowanego po prostu w 1945 r. wyrzucono na bruk i dotąd, mimo naszych starań i obietnic wszystkich rządzących partii, nie uczyniono niczego, by  tę krzywdę wynagrodzić. Moim marzeniem było kiedyś, by w miejscu, gdzie stał dwór mego dzieciństwa, postawić piękną szkołę. Losy walki o  realizację tego marzenia opowiem w  książce, którą o  mojej pracy przygotowuje wydawnictwo Iskry. Nawet nad szkółką dla najmłodszych dzieci, która pięknie pracuje w Krzymoszach pod kierownictwem Ewy Kośmider,

zawisła ostatnio groźba likwidacji. Na szczęście pani Jolanta Franczuk, przewodnicząca Rady Miejskiej w Mordach, ocaliła szkołę, zaskarbiając sobie moją dozgonną wdzięczność. Cieszę się, że najmłodsi z mojej ukochanej wsi będą mogli tak jak ja powtórzyć kiedyś za Słowackim: „W dziecinne moje cudne lata nieraz dziecinne ucho słyszało – jasną od ojców prawdę”. Jak dalece nasze Podlasie potrafi urzec swym urokiem, świadczy niezwykły list, który dostałam dokładnie w chwili, gdy odpowiadam na Twoje, Agnieszko, pytania. Jego autorem jest kapitan marynarki Piotr Trzebuchowski z Gdyni, który wysłuchawszy mojej audycji radiowej, nadawanej w znakomitych godzinach od  północy do  świtu (!), przysłał mi  ślicznie wydaną książkę „Obrazki Podlaskie na dalekim oceanie uczynione”, kończącą się słowy: „Skończę przemierzać morza, oceany i wrócę na Podlasie – tak się pewnie zdarzy”. Oby się zdarzyło! 

kraina bugu · lato 2013


PA£AC £OCHÓW Centrum Konferencyjno-Wypoczynkowe z widokiem na historiê SPA  Œlub i wesele  Konferencje i szkolenia  Wypoczynek

Pa³ac £ochów jest cz³onkiem: Hoteli Historycznych Polska oraz Hoteli Historycznych Europa

Pa³ac £ochów ul. M. Konopnickiej 1, 07-130 £ochów tel./fax 25/ 675 11 14, e-mail: palaclochow@arche.pl www.palaclochow.pl


turystyka/Punkt docelowy

Włodawa tajemnica

i piękno pogranicza tekst

44

: Marek Nasiadka

kraina bugu · lato 2013


Kto raz zagości w tym mieście, na pewno zechce powrócić, bo Włodawa to miejsce magiczne. Bogata historia i tradycja idzie w parze z nowoczesnością i otwartością na świat. We Włodawie, jak nigdzie indziej, „dogadywały” się trzy wiary – istniejące obok siebie przez wieki i wzbogacające mieszkańców. A ci dzielą się swoją serdecznością z każdym, kto jest ciekaw ich losów, wpisanych w dzieje miasta, rozpiętego między niebem a Bugiem. 45


Punkt docelowy Na stronie otwierającej:  Festiwal Trzech Kultur. FOTO: M. STępień

polecamy Festiwal Trzech Kultur termin: wrzesień/październik To trzy dni z trzema kultu‑ rami: katolicką, prawo‑ sławną i żydowską. Bogaty program artystyczny, m.in. koncerty, wystawy, spek‑ takle teatralne, warsztaty taneczne, przyczynia się do kultywowania tradycji oraz szerzenia tolerancji kulturowej wyznawców różnych religii, którzy two‑ rzyli dzieje Włodawy. www.ftk‑wlodawa.pl

Międzynarodowe Poleskie Lato z Folklorem termin: lipiec To święto miłośników międzynarodowego folkloru. Do Włodawy zjeżdżają zespoły z całego świata, które prezentują swoje taneczno‑wokalno­ ‑instrumentalne zdolności. Na tych kilka lipcowych dni poleskie miasto staje się kolorowym tyglem muzycznych osobowości. www.wdk.wlodawa.pl

Włodawskie Spotkania Transgraniczne „Dialog Bez Granic” termin: wrzesień Wielkie święto kultury, na które składają się: wy‑ stawy, warsztaty śpiewu, tańca i kuchni, katecheza ekumeniczna oraz plener rzeźbiarski i malarski. W tym czasie we Włoda‑ wie odbywa się też bazar transgraniczny, na którym można kupić mniejsze i większe cudeńka. www.muzeumwlodawa.pl

46

O

d strony granicznego Bugu widać górujące nad Włodawą wieże kościoła i kopuły cerkwi. I ten widok na długo zatrzymamy pod powiekami. Bo to miasto wielu kultur i wielu religii, burzliwych kart historii i niespiesznych wydarzeń, w rytm których toczy się życie ludzi stąd. Włodawa przez wieki była miastem pogranicza i ta „pograniczność” określa jej charakter do dzisiaj. W najdawniejszych czasach na przepływającej w pobliżu Włodawce przebiegała granica pomiędzy Litwą a Koroną. Od rozbiorów na Bugu była granica pomiędzy Królestwem Polskim i Cesarstwem Rosyjskim. Natomiast po II wojnie światowej na tej rzece ustanowiono dzisiejszą granicę Polski z Białorusią i Ukrainą. W przyłączonym do miasta Orchówku znajduje się tzw. trójstyk, czyli zbieg granic trzech państw: Polski, Białorusi i Ukrainy. Zawsze ścierały się tu wpływy polskie i ruskie. We wczesnym średniowieczu w widłach Bugu i jego dopływu, Włodawki, powstał gród, który otrzymał nazwę od władającego nim legendarnego Włoda. Był to najprawdopodobniej jeden z najdalej na północ wysuniętych grodów czerwieńskich, strzegących polsko‑ruskiego pogranicza. Podobnie jak inne warownie stał się przedmiotem sporów granicznych, niekiedy przebiegających bardzo dramatycznie. W ich wyniku przechodził więc z rąk do rąk.

Księżniczka w wieży Pierwsza wzmianka o osadzie i warownym grodzie nad Bugiem pochodzi z XIII w. Jak podają historycy, po wielkim najeździe tatarskim w 1241 r. na pewien czas znalazł tu schronienie książę halicko‑włodzimierski Daniel, późniejszy król Rusi. Na dworze książęcym doszło do spotkania księcia z jego synem Lwem. W pierwszej połowie XIV w. Włodawa wraz z Podlasiem została włączona przez księcia Gedymina do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Gród stał się siedzibą litewskich książąt dzielnicowych, a następnie wszedł w skład dóbr książąt Sanguszków – potomków Olgierda (brata Kiejstuta). Wokół grodu zaczęła rozwijać się osada, dla której o prawa miejskie wystarał się w 1534 r. książę Andrzej Sanguszko. Wybudował on okazały zamek, który stał się centrum administracyjnym dóbr i zarazem rezydencją Sanguszków. Po śmierci księcia Andrzeja jej właścicielami zostali Fiodor Sanguszko i jego syn Dymitr. Ten ostatni ma niezbyt pochlebną opinię wśród badaczy dziejów, którzy opisują go jako awanturnika i łowcę przygód, w tym miłosnych. Ponoć zakochał się on bez pamięci w Halszce z Ostroga, jedynej córce księcia

Eliasza Ostrogskiego. Po jego śmierci zbrojnie najechał na Ostróg, porwał pannę i poślubił ją wbrew jej woli oraz przy sprzeciwie rodziny. Za to został skazany na banicję i wyjęty spod prawa. Nie miał innego wyjścia, jak wyjechać wraz z żoną – wybrał Czechy. Tam też został zabity na zamku w Jaromierzu przez innego polskiego awanturnika Marcina Zborowskiego. Halszka została potem wbrew swojej woli wydana za mąż za Górkę. Tu nie kończy się jej dramatyczna historia. Za odmowę współżycia mąż uwięził ją na czternaście lat w wieży w zamku w Szamotułach. Halszka nie wytrzymała tego psychicznie i – jak informują kronikarze – dostała pomieszania zmysłów. Po powrocie do rodziny na Wołyniu zginęła podczas najazdu tatarskiego. Ostatnim właścicielem Włodawy z rodu Sanguszków był książę Roman. Po jego śmierci dobra włodawskie przeszły w ręce Leszczyńskich, którzy byli znanymi w Polsce protektorami protestantyzmu. Za ich panowania na kilkadziesiąt lat Włodawa stała się znaczącym ośrodkiem ruchów protestanckich. Wzniesiono tu szkołę i zbór kalwiński. W 1634 r. odbył się w mieście wielki synod kalwiński, w czasie którego przedstawiciele protestantów z Litwy i Korony obradowali nad ujednoliceniem form obrzędowych. Po potopie szwedzkim miasto przeszło w ręce linii Leszczyńskich, zwanej „królewską”. Rafał Leszczyński, ojciec przyszłego króla Polski Stanisława Leszczyńskiego, jako gorliwy katolik zlikwidował zbór i szkołę kalwińską. Wspierał za to społeczność żydowską. Na swoich placach zezwolił jej na budowę synagogi, szkoły oraz jatek koszernych. Prawdopodobnie z powodu kłopotów finansowych zmuszony był sprzedać Włodawę i sąsiedni Orchówek Ludwikowi Konstantemu Pociejowi z nieodległej Różanki. Ten w 1698 r. sprowadził tu z Częstochowy paulinów. Wybudował im klasztor i rozpoczął budowę kościoła. Po śmierci Pocieja miasto sprzedano Flemingowi. Ten z kolei oddał je Czartoryskim jako posag swej córki Izabeli. Za czasów ich panowania miasto zostało gruntownie przebudowane i otrzymało regularny barokowy układ urbanistyczny. Córka Izabeli i Adama Czartoryskich – Zofia – wniosła w wianie dobra włodawskie i różańskie Stanisławowi Zamoyskiemu. W 1814 r. zostały one włączone do ordynacji zamojskiej i pozostały w niej aż do jej likwidacji w 1944 r. W połowie XIX w. Włodawa stała się własnością rządu carskiego.

Pamięć o wojnach Wojny, jakie przetoczyły się przez wschodnie ziemie Rzeczypospolitej, odcisnęły swoje piętno

kraina bugu · lato 2013


na Włodawie, zniszczonej pożarami i  przetrzebionej ludnościowo. W pożarze, jaki miał miejsce w czasie potopu szwedzkiego, spłonęły miejskie dokumenty lokacyjne i przywileje Włodawy. O nowe wystarał się dopiero w 1688 r. Rafał Leszczyński. W okolicy kilkakrotnie dochodziło do poważnych bitew. Podczas konfederacji barskiej poległ tu Franciszek Pułaski – brat słynnego Kazimierza. Walczono tu też w czasie powstań. W okresie powstania styczniowego Włodawę kilkakrotnie opanowywały oddziały powstańcze. Powstańcy zabierali broń z magazynów i pieniądze z kasy miejskiej. Po upadku powstania władze carskie rozpoczęły surowe represje, w wyniku których skasowano m.in. włodawski konwent paulinów. Nie ustawały też w akcji rusyfikacyjnej i prześladowaniu unitów. Po wybuchu w Rosji rewolucji w mieście władzę usiłowała przejąć Czerwona Gwardia, jednak nastroje rewolucyjne opanowane zostały przy pomocy wojska. W 1920 r. Włodawę zajęły oddziały bolszewickie, które wyparte zostały stąd we wrześniu tego samego roku. Na początku II wojny światowej doszło w okolicy Włodawy do walk z Niemcami. Miasto zajęte zostało przez wojska hitlerowskie przy współudziale nacjonalistów ukraińskich. Pod Włodawą w końcu września 1939 r. przeprawiły się przez Bug oddziały dowodzone przez gen. Franciszka Kleeberga. Stacjonowały tu  przez kilka dni, zanim odeszły w kierunku Kocka, aby tam stoczyć ostatnią bitwę. W tym czasie gen. Kleeberg powołał nawet władze miasta. Był to – poza Helem – jedyny skrawek wolnej jeszcze Polski. Niemcy zostali wyparci z Włodawy przez wojska radzieckie 22 lipca 1944 r. Niemal natychmiast powołano nowe władze miejskie, które zostały szybko opanowane przez Ukraińców. Nietrudno się domyślić, że prowadzili oni wrogą Polakom działalność. Przed terrorem UPA i sił bezpieczeństwa miejscową ludność starały się chronić oddziały polskiego podziemia. Był to tragiczny czas w dziejach miasta, który odcisnął głębokie piętno na jego mieszkańcach. Wiele ran nie zagoiło się do dzisiaj.

1 2

3

4

1. Włodawa – barokowy kościół pw. św. Ludwika. FOTO: M. Rząca

2. Wnętrze kościoła pw. św. Ludwika. FOTO: M. Rząca

3. „Czworobok” w centrum miasta - dawne kramy i jatki z XVIII w., po lewej pomnik walki i męczeństwa wojsk polskich i sowieckich. FOTO: B. Dawida

4. Cerkiew parafialna pw. Narodzenia NMP. FOTO: J. Jarocki

47


Punkt docelowy

1

1. Wielka Synagoga z XVIII w. – obecnie Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. FOTO: M. Rząca

2. Wnętrze Wielkiej Synagogi. FOTO: B. Dawida

3. Zwój Tory. FOTO: B. Dawida

Lokalna tradycja na ­dziedzińcu „Czworoboku” ­umiejscowiła pojedynek Wołodyjowskiego z ­Bohunem, chociaż w ­powieści Sienkiewicza jego bohaterowie walczą w Lipkach koło Warszawy.

Duch ekumenizmu Zwiedzając Włodawę, warto pamiętać o jej przeszłości. Współczesne miasto zachowało dawny barokowy układ urbanistyczny z końca XVIII w. Z czworokątnego rynku wychodzą promieniście wylotowe drogi. Na  miejscu dawnego ratusza wzniesiono po 1766 r. budynek, zwany Czworobokiem. Mieściły się w nim kramy i jatki miejskie, a wewnątrz znajdował się obszerny dziedziniec. Do środka prowadziły dwie bramy wjazdowe. Lokalna tradycja na dziedzińcu „Czworoboku” umiejscowiła pojedynek Wołodyjowskiego z Bohunem, chociaż w powieści Sienkiewicza jego bohaterowie walczą w Lipkach koło Warszawy. Przy otaczającym czworobok rynku zachowało się kilkanaście klasycystycznych domów z przełomu XVIII i XIX w. Każdy przewodnik zaprowadzi nas do zabytkowego zespołu synagog, mieszczącego się w pobliżu rynku. Składa się on z dużej i małej synagogi oraz domu kahalnego. Duża synagoga, ufundowana przez Czartoryskich, została wzniesiona w 1764 r. Jest to budowla barokowa, przykryta łamanym polskim dachem nad salą główną i dachami pulpitowymi nad babińcami, alkierzami i przedsionkiem. Nad salą główną zwraca uwagę kolebkowo­‑krzyżowe sklepienie z lunetami, wsparte na czterech kolumnach. Pomiędzy kolumnami znajdowała się niegdyś bima (podwyższone miejsce w centrum synagogi), która nie dotrwała do naszych czasów. Dominującym elementem sali jest neobarokowy aron ­ ha­‑kodesz. Tradycyjnie znajduje się on we wschodniej ścianie synagogi. Jest to wnęka służąca do przechowywania Tory – pergaminowych zwojów Biblii.

Powstała ona w 1936 r. po pożarze, który zniszczył całe drewniane, barokowe wyposażenie synagogi. Składa się z trzech kondygnacji. Zdobią go stiukowe płaskorzeźby i barwne polichromie. W górnej kondygnacji znajdują się dwa gryfy adorujące symboliczne tablice przymierza. Całość wieńczy korona symbolizująca Torę. Synagoga została nieco zmieniona w wyniku przebudowy w drugiej połowie XIX w. Wtedy dodano drugą kondygnację przedsionka. Odrestaurowano ją w 1920 r. po zniszczeniach w czasie pierwszej wojny światowej. W 1939 r. Niemcy zamienili budynki zespołu na magazyny. Funkcję tę pełniły one aż do 1970 r. Po remoncie w dużej synagodze oraz w pozostałych budynkach zespołu znalazło siedzibę Muzeum Pojezierza Łęczyńsko‑Włodawskiego. Zostało ono udostępnione zwiedzającym w  1983  r. Warto tu  wstąpić, bo  muzeum może pochwalić się pokaźnym zbiorem judaików. Jest ono również organizatorem licznych, bardzo ciekawych imprez regionalnych, ogólnopolskich i  międzynarodowych. Budynek małej synagogi wzniesiono w drugiej połowie XIX w. Prostokątna budowla składa się z dużej sali męskiej i przedsionka. Na środku sali znajdowała się kiedyś bima z czterema kolumnami. Dom kahalny został – podobnie jak mała synagoga – wzniesiony w drugiej połowie XIX w. Obecnie mieści się w nim ekspozycja etnograficzna. Po  wschodniej stronie rynku, na  nadbużańskiej skarpie, znajdziemy murowaną cerkiew parafialną pw. Narodzenia NMP. Budowla, ufundowana przez Augusta Zamoyskiego, powstała w latach

kraina bugu · lato 2013


2

1840–1842 na miejscu istniejącej wcześniej cerkwi unickiej. Zbudowano ją w stylu bizantyjskim, według planów sprowadzonego z Petersburga architekta. Jest to świątynia na planie krzyża greckiego z trzema absydami i wieżą. Centralną kopułę przykrywa cebulasty hełm. We wnętrzu możemy podziwiać polichromię z 1882 r. oraz ikonostas wykonany w 1843 r. Obok cerkwi stoi murowana plebania, zbudowana w  połowie XIX w. Niedaleko cerkwi mamy najbardziej okazałą budowlę Włodawy – barokowy kościół pw. św. Ludwika, ufundowany przez Ludwika i Antoniego Pociejów, zbudowany według planów Pawła Fontany na planie wydłużonego ośmioboku. W narożnikach fasady znajdują się dwie kwadratowe wieże, a od strony północnej – prostokątne prezbiterium, do którego przylega skarbiec i zakrystia. Prezbiterium przykrywa spłaszczona, eliptyczna kopuła. Nawę otaczają „komunikujące się” ze sobą kaplice. Obejście to oddzielone jest od nawy trzema parami arkad. Nawę przykrywa kolebkowe sklepienie z lunetami. Nad nawą znajduje się łamany, kopulasty dach, zwieńczony drewnianą wieżyczką na sygnaturkę. Wnętrze kościoła zdobią późnobarokowe polichromie, wykonane techniką al fresco. Autorstwo malowideł w prezbiterium przypisywane jest braciom Antoniemu i Wojciechowi Dobrzeniewskim, paulinom z Jasnej Góry, a freski w nawie i obejściu – Gabrielowi Sławińskiemu. Freski zostały w latach 1871–1873 zabielone. Odsłonięto je na początku XX w. i wtedy zostały odrestaurowane. Przedstawiają one alegorie z życia św. Ludwika i  sceny z  Nowego Testamentu

3

oraz iluzjonistyczne elementy architektoniczne i ołtarze. Warto zwrócić uwagę na rokokowe wyposażenie wnętrza, pochodzące z warsztatów lwowskich Macieja Polejowskiego i Michała Filewicza. W ołtarzu głównym umieszczono obrazy Matki Bożej Jasnogórskiej i patrona kościoła, św. Ludwika. Zwiedzając tę okazałą świątynię, trzeba koniecznie zejść do podziemi. W jednej z krypt pochowano tam Ludwika Pocieja, fundatora kościoła, w innych spoczywają szczątki paulinów, którzy związali swoje życie z Włodawą. W pobliżu kościoła znajduje się figura św. Jana Nepomucena z drugiej połowy XVIII w. Obok świątyni stoją budynki klasztoru paulinów, wzniesione w latach 1711–1717, a więc wcześniej niż sam kościół. Paulini zostali uroczyście sprowadzeni do Włodawy i osadzeni w nowym klasztorze w 1718 r. Projektantem klasztoru był architekt Józef Piola. Budowlę wzniesiono na planie kwadratu z wirydarzem pośrodku, otoczonym czterema piętrowymi skrzydłami mieszkalnymi. W skrzydle wschodnim znajdują się pomieszczenia reprezentacyjne: na parterze refektarz, a na piętrze kapitularz i biblioteka. W XIX w. we wschodnim skrzydle znajdował się magazyn zbożowy, a w latach 1840–1843 w refektarzu tymczasowo umieszczona została parafia unicka. Po kasacie zakonu w 1864 r. w zachodnim skrzydle znalazła się plebania, a w innych pomieszczeniach przez długi czas miały swą siedzibę władze miejskie, sądowe i powiatowe. Klasztor otaczał mur, który po likwidacji zakonu był systematycznie niszczony i rozbierany. Obok klasztoru, na  krawędzi nadbużańskiej

polecamy Poleskie Rowerowe Safari termin: lipiec

Kilkudniowy rajd, podczas którego można podzi‑ wiać piękno Polesia nie tylko z perspektywy dwóch kółek. W ostatniej edycji uczestnicy wyprawy pokonali ponad 200 km kajakami, na rowerach lub pieszo. Każdy dzień eskapady to moc atrakcji i garść zdobytej w praktyce wiedzy, nie tylko przyrod‑ niczej. www.mdk.wlodawa.pl

Bieg Sobiborski termin: październik

Ta organizowana od 13 lat impreza to hołd oddany pamięci ofiar Byłego Hitle‑ rowskiego Obozu Zagłady w Sobiborze. Bieg liczy 12 km (Sobibór–Włodawa) i jest okazją do edukacji historycznej oraz promocji walorów przyrodniczych okolic Włodawy. www.mosir.wlodawa.eu

49


Punkt docelowy

1. Jabłoń. Neogotycki pałac Zamoyskich z pocz. XX w. FOTO: M. Rząca

2. Orchówek. Kościół ojców Kapucynów. FOTO: M. Rząca

3. Hanna. Dawna drewniana cerkiew unicka. Obecnie kościół pw. św. św. Piotra i Pawła. FOTO: M. Rząca

4. Sobibór – dawny obóz zagłady. Pomnik pamięci ofiar obozu. FOTO: M. Rząca

1 2

skarpy, zachował się dawny budynek folwarczny z połowy XVIII w. Według tradycji mieściła się w nim klasztorna kuchnia. W XIX w. umieszczono w nim unicką szkołę parafialną, a potem zamieniono na budynek mieszkalny. Paulini do Włodawy powrócili w 1992 r., obejmując ponownie parafię św. Ludwika.

Pogranicze kultur

3

4

Włodawa to bardzo atrakcyjne miasto dla turystów. Odbywa się tu wiele imprez, które wyróżniają się na kulturalnej mapie Polski i Europy. Z pewnością należy do  nich organizowany jesienią Festiwal Trzech Kultur. Jest to chyba jedyne w Polsce trzydniowe wydarzenie, promujące miejscową tradycję pogranicza kultur, tolerancji i współżycia wyznawców katolicyzmu, prawosławia i  judaizmu. Festiwalowe koncerty odbywają się we wnętrzach synagogi, cerkwi oraz kościoła – a każdy w innym klimacie, z towarzyszeniem innej muzyki, która wprowadza w  świat niezwykłego piękna trzech wymiarów duchowości. Towarzyszą im warsztaty teatralne i taneczne dla młodzieży oraz wystawy i promocje wydawnictw związanych z tematyką festiwalu. Włodawa jest też gospodarzem festiwalu Międzynarodowe Poleskie Lato z Folklorem, w ramach którego oferuje różnorodne imprezy o charakterze lokalnym i  ponadregionalnym. Każdy turysta z pewnością wybierze z nich coś dla siebie. Także okolice Włodawy – otoczonej lasami i nadbużańskimi łąkami – zachęcają do odwiedzin i wypoczynku. Najpopularniejszym miejscem letnich wypadów jest położona nad Jeziorem Białym Okuninka. Przez większą część roku mamy tutaj spokój i ciszę, ale już od czerwca wieś zmienia się w gwarne letnisko. Jezioro jest łatwo dostępne dzięki biegnącej wokół niego drodze i – co najważniejsze – czyste. Otaczają je piaszczyste plaże oraz liczne ośrodki wczasowe i pensjonaty. Kilkanaście lat temu sensacją był krokodyl, który ponoć ukrywał się w jego wodach. Gada wprawdzie nie schwytano, ale stał się on symbolem Okuninki. Miłośnicy przyrody też nie będą zawiedzeni. Rozległy kompleks Lasów Sobiborskich dostarcza rozrywki nie tylko miłośnikom grzybobrania. Żyjące tutaj rzadkie gatunki chronione przyciągają

kraina bugu · lato 2013


1

2

1. Słoneczny zegar w centrum miasta.

miłośników natury. Najbardziej znana jest populacja żółwia błotnego w rezerwacie „Żółwiowe Błota”, uchodząca za największą w Europie. W Sobiborze znajduje się teren po hitlerowskim obozie zagłady, znanym ze zbrojnego wystąpienia więźniów przeciwko oprawcom. Z Włodawy mamy blisko do Poleskiego Parku Narodowego. Turyści mogą w nim korzystać z dobrze przygotowanych ścieżek przyrodniczych i wież widokowych, obserwując tętniące życiem jeziora. Zaopatrzeni w lornetki możemy podglądać ptaki w ich naturalnym środowisku, a także wsłuchać się w ich kojący śpiew. Będąc w tych okolicach, warto wstąpić do Ośrodka Edukacyjno‑Muzealnego w Załuczu Starym, gdzie prezentowane są bogate zestawy eksponatów archeologicznych, etnograficznych i przyrodniczych, pochodzących z okolic Włodawy. Walory przyrodnicze i kulturowe opisywanego regionu zostały docenione przez UNESCO. Tereny Polesia po stronie polskiej, ukraińskiej i białoruskiej uznano za Międzynarodowy Rezerwat Biosfery „Polesie Zachodnie”.

FOTO: M. Stępień

Ciekawa okolica Jeśli wybierzemy się na wycieczkę do  Włodawy własnym autem, koniecznie zwiedźmy okoliczne nadbużańskie sanktuaria. Każde z nich zasługuje na osobną uwagę, ale nawet chwila spędzona pod kopułami cerkwi czy w mroku kościelnych naw na pewno da nam pozytywną energię. Przy okazji dowiemy się ciekawych rzeczy. Na  przykład w kościele w Kodniu mamy okazję zobaczyć słynący cudami obraz Matki Bożej Kodeńskiej, skradziony z Watykanu przez księcia Mikołaja Sapiehę w XVII w., w Jabłecznej zaś poznać historię prawosławnego monasteru z cudownymi ikonami św. Onufrego i Matki Bożej Jabłczyńskiej. W Kostomłotach otworzą się przed nami wrota do jedynej na świecie katolickiej parafii neounickiej obrządku bizantyjsko‑słowiańskiego. Do Włodawy trzeba wrócić. By poznać ją lepiej, by rozsmakować się w atrakcjach, które są po ­drodze. By wsłuchać się w mowę ludzi i śpiew rzeki, która towarzyszy temu miastu na dobre i na złe. 

3

2. Jeden z wielu występów podczas Festiwalu Trzech Kultur. FOTO: M. Stępień

3. Jezioro Białe w Okunince. FOTO: M. Rząca

w okolicy OKUNINKA Miejscowość wypoczynko‑ wa nad Jeziorem Białym, leżąca zaledwie 7 km od Włodawy. Doskonałe miejsce na letni wypoczy‑ nek z wieloma atrakcjami.

SOBIBÓR – DAWNY OBÓZ KONCENTRACYJNY Miejsce zagłady tysięcy Żydów. Wybudowany w 1942 r. obóz usytuowany był wśród bagien i lasów, w pobliżu linii kolejowej Włodawa‑Chełm.

POLESKI PARK NARODOWY Ten zajmujący 10 tys. ha park to siedlisko bardzo dużej ilości gatunków roślin i zwierząt. W ich po‑ znaniu pomogą szlaki tury‑ styczne, wieże widokowe oraz miejsca biwakowe.

SKANSEN KULTURY MATERIALNEJ CHEŁMSZCZYZNY I PODLASIA W HOLI W pochodzącym z 1985 r. skansenie można zoba‑ czyć m.in.: drewniane chałupy, budynki gospo‑ darcze, wiatrak koźlak i drewnianą dzwonnicę kościelną.

51


Informator/Punkt docelowy

Włodawa informator

Czerw

łowa

o Krz

yża

k

3 t w a Po

l s k ieg

o

na t opada

Tręb

acka

Ryn

ek

6

Podz

11 Lis

amc z

e

Klasztor

1

a

Kró tka

Sang uszk

Soko

oneg

Tysiąc lecia P ańs

ia

Sejmow

a

Szkolna

ek

Żeromskiego

P r z e c h o dn

i

Słowackiego

to w

ia

tów

na

Alej a J a

hodn

Part yzan

Jas

ska

aw

ch Su

Kraszew skieg

o

Mic

n a P a w ł a II

icza kiew

w

zantó Party Ko rol a ow Boczn sk a Wyrykowska

cz Po

Wiejs ka

Krz y wa

Ryn

ska

ełm Ch

Reymonta

4

o

Reymonta

Przec

Wiejska

iłsudskieg

park

óz efa Piłsudskieg o

Aleja Jan a

5

WŁODAWA

cmentarz

iego

Aleja J

Pawła II

ska

Sie r

zarsk

P Aleja Józefa

Chełm

skiego piń

Mielc

Ryne

ka

Lubels

Mostowa Sadowa

Zielona

2

Legenda 1 Barokowy kościół pw. św. Ludwika i klasztor paulinów 2 Cerkiew prawosławna pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny 3 Zespół synagogalny (Wielka Synagoga, Mała Synagoga, Dom Pokahalny) 4 Stary cmentarz żydowski, założony w XVIII w. 5 Nowy cmentarz żydowski, założony w XIX w. 6 „Czworobok” – budowla w kształcie kwadratu z dziedzińcem w środku Ważne informacje 1. Lokalizacja: województwo lubelskie, powiat włodawski 2. Odległości: Dorohusk (przejście graniczne z Ukrainą): 58,9 km, 50 min Terespol (przejście graniczne z Białorusią): 63 km, 58 min Białystok: 225 km, 3 h 19 min Lublin: 86,6 km, 1 h 18 min Zamość: 107 km, 1 h 34 min Warszawa: 224 km, 3 h 18 min Biała Podlaska: 75,7 km, 1 h 11 min Chełm: 49,3 km, 43 min 3. Dojazd: PKS Wschód, oddział Włodawa, ul. Żołnierzy WiN 14, tel. 82 572 10 30 PKS Dworzec Autobusowy Włodawa, ul. Chełmska Informacja: 82 572 46 50 Komunikacja prywatna: VIKI Bus Oddział Włodawa, tel. 506 087 557

52

Warto zobaczyć Trans‑mar, tel. 605 261 905, 606 313 404 Rezerwacje online: www.vikibus.pl, www.e‑podroznik.pl, www.busportal.pl, www.ebusy.pl 4. Wypożyczalnie sprzętu sportowego: K AJAKI – 4U Wypożyczalnia Kajaków, ul. Dłu‑ ga 42, tel. 509 325 666, 505 514 813 Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji we Włoda‑ wie, ul. Szkolna, tel./fax 82 572 25 84 5. Punkt Informacji Turystycznej: Włodawa, ul. Partyzantów 25, tel. 82 571 70 73  tutaj można również wypożyczyć sprzęt Okuninka IV 187, tel. 880 564 552 (czynna w se‑ zonie letnim)  można wypożyczyć sprzęt Oddział PTTK we Włodawie ul. Żołnierzy WiN 25, tel.: 82 572 17 09  wypożyczają kajaki 6. Przydatne linki: w ww.informacja.wlodawa.pl www.web.pkswschod.pl www.wlodawa.eu www.kultura.wlodawa.eu

Kościół pw. św. Ludwika Późnobarokowa budowla, wnętrza której zdobi XVIII-wieczna polichromia. ­Wyposażenie świątyni, m.in. ołtarz głów‑ ny, ambona i chrzcielnica, to rokokowe dzieło sztuki. „Czworobok” Zespół parterowych sklepionych „kram‑ nic” z XVIII w. Stanowią ciekawe, lecz rzadko spotykane rozwiązanie urbani‑ styczno-architektoniczne, przeznaczone do celów handlowych. Muzeum Pojezierza Łęczyńsko‑­ -Włodawskiego Warto odwiedzić nie tylko ze względu na zgromadzone tam zbiory. Przyciąga również jego siedziba, czyli unikatowe budynki byłej gminy żydowskiej: Wielka Synagoga, Mała Synagoga i Dom Poka‑ halny.

kraina bugu · lato 2013


Powiat włodawski i gmina Wola Uhruska zapraszają na

Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa 2013 9-15 sierpnia

Wola Uhruska – Włodawa – Zbereże (PL) – Adamczuki (UA)

W programie m.in.: 9 sierpnia • Rajd Rowerowy „Po-lesie”

11 sierpnia • Jarmark Nadbużański • Festyn Kulturalno-Rekreacyjny

10 sierpnia • Rajd Konny Poleskim Szlakiem 14 sierpnia • Spływy Kajakowe Bugiem • Otwarte Spławikowe • III Transgraniczny Bieg Polesie Zawody Wędkarskie

Przyjedź na Europejskie Dni Dobrosąsiedztwa, a przekonasz się, że w tym wyjątkowym miejscu jedyne granice, to granice Twojej wyobraźni. Budowany specjalnie na tę okazję most pontonowy na Bugu na kilka dni staje się bramą łączącą przepiękne tereny Polesia po obu stronach granicy. Powiat włodawski i jego atrakcje czekają! Dowiedz się więcej na:

www.powiatwlodawski.pl www.wolauhruska.pl


Reportaż/Brzegiem rzeki

na Wschodzie

bez zmian tekst i zdjęcia:

Eliza Orzechowska

Pomysł na tę wyprawę zrodził się dawno temu: przejście wzdłuż wschodniej granicy Polski na piechotę. Dlaczego? Bo słyszeliśmy legendy o starych cerkwiach i porzuconych wsiach. Bo zwykle jeździmy bardzo daleko, a nie wiemy, co pod nosem. Bo chcemy po prostu iść przed siebie, nie licząc czasu i nie martwiąc się niczym. Rodzina przyklaskuje, część znajomych puka się w czoło. Ruszamy we dwójkę: wuj i ja. Dzień pierwszy Pierwszym punktem na naszej trasie jest Medyka, malutka miejscowość przy przejściu granicznym z Ukrainą. Docieramy do  niej busem, po  wcześniejszej nieprzespanej nocy w  pociągu relacji Warszawa‑Kraków‑Przemyśl. Nazwa wsi pochodzi od miodu, z  którego słynęły niegdyś okoliczne pasieki. Podobno bywał w Medyce nawet Władysław Jagiełło. Legenda głosi, że podczas jednej z wizyt okrutnie się przeziębił, słuchając późną nocą śpiewu słowików. W rezultacie zmarł podczas dalszej podróży w pobliskim Gródku, zwanym od  tego Jagiellońskim. Historia pozwala sądzić, że kiedyś musiał być w Medyce zamek, skoro zatrzymywał się tam sam król. Po zamku nie ma jednak śladu, jest za to kościół, a przejeżdżająca obok na rowerze starsza kobieta nie omieszka nas poinformować, że ten pochodzi z XVII w. Ufundowany przez Zygmunta III Wazę trzyma się całkiem nieźle. Jako

54

że to pierwszy nasz obiekt na całej trasie, oglądamy i fotografujemy go dość dokładnie. Potem zaglądamy do ruin starej synagogi i wyruszamy dalej. Kolejne wsie – Torki, Leszno, Nakło – to przegląd urokliwych cerkwi i kościołów. Pełni początkowego zapału, każdą budowlę traktujemy z  szacunkiem: sporządzamy dokumentację fotograficzną, tekstową i rysunkową. Liczymy liczbę naw, cebulastych kopuł, sprawdzamy stan belek w stropie. Próbujemy zajrzeć do środka, ale – ku naszej konsternacji – najczęściej okazuje się to niewykonalne („Eeee, ten od kluczy to  wyjechał do  miasta”, „A  nie, to zamknięte, to w niedzielę państwo wróćcie”). W  Stubnie, zgodnie z  wytyczoną trasą, skręcamy w pole, szukając rezerwatu z szachownicą kostkową w tle. Roślina ta występuje jedynie w okolicach Przemyśla, więc kusi nas, by ją zobaczyć w warunkach naturalnych. Ale zamiast rezerwatu, stawów i  pamiątkowych

zdjęć trafiamy na ściernisko, dżunglę przerastającą nas o  jakieś pół metra oraz wielkie owady, gryzące z perwersyjną przyjemnością. Przez kolejne kwadranse kręcimy się w kółko, torujemy drogę na oślep, wpadamy w coraz to  większe bagna, a  nasz poziom irytacji rośnie wprost proporcjonalnie do kończącej się w butelce wody. Nie muszę chyba dodawać, że żadnej szachownicy nie widzieliśmy. Zrezygnowani, ostatnie kilometry do Kalnikowa pokonujemy drepcząc. Zmęczeni długą podróżą, brakiem snu i walką z dziką przyrodą zasypiamy w  miejscowej stadninie koni. Zamiast planowanych 24 kilometrów, zrobiliśmy około 30. Świetny start.

Dzień drugi Wstajemy wczesnym rankiem, w miarę wyspani, i kierujemy się w stronę Chotyńca. Nie prowadzi tam żaden szlak, ale gospodarz pokazuje nam skrót przez pola („Najpierw prosto, o  tam,

kraina bugu · lato 2013


Brzegiem rzeki tam, potem w prawo, dwa razy w lewo i na wieś, i już jesteście”). Punktem docelowym jest tamtejsza cerkiew: drewniane cacuszko. Gdy już chcemy odejść, zatrzymują nas miejscowi, którzy podpowiadają, że za chwilę rozpocznie się nabożeństwo i  można będzie zajrzeć do środka. I rzeczywiście. Wchodzimy i zapadamy się w małe, ciemne pomieszczenie, pachnące w charakterystyczny dla cerkwi sposób. W przewodniku jest napisane, że to jeden z najpiękniejszych zabytków na całej trasie. Już teraz, po zaledwie dwóch dniach wędrówki, jestem skłonna w to uwierzyć. Idąc dalej, trafiamy do  Młynowa, gdzie czeka kolejna cerkiew i nagrobek kompozytora hymnu Ukrainy, niejakiego Mychajła Werbyćkiego. Po chwili relaksu przy miejscowej rzece oraz biegu na czas z plecakami na odcinku specjalnym w lesie pełnym gzów docieramy do Kobylnicy. Niestety, po zabytkach,

1

jakie obejrzeliśmy do tej pory, murowana cerkiew z XX w. nie robi na nas wrażenia. Wieczorem jesteśmy w  Wielkich Oczach. Litościwa gospodyni z  domu przy rynku widząc, jak miejscowi patrzą na nas podejrzliwie, postanawia nas przenocować. Przy rosole i herbacie słuchamy malowniczych opowieści. O sanktuarium, w którym znajduje się kopia Czarnej Madonny z Jasnej Góry z 1613 r. autorstwa Franciszka Śniadeckiego, której głowę oplatają kiście winogron. O tym, że we wsi nie ma już rodzin ukraińskich, została tylko jedna, taka z dziada pradziada. I o tym, że chluba Wielkich Oczu – cerkiew – przez długi czas służyła za… gnojownię, a synagoga za jajcarnię, a potem za sklep meblowy.

Dzień trzeci

1

Na dzień dobry dostajemy śniadanie („Państwo nic nie zjedzą? Mowy nie

ma!”) i ruszamy sfotografować miejsca, o których słyszeliśmy wczoraj. Kontrast między stanem cerkwi a synagogą jest dość bolesny. Potem kierujemy się zaplanowaną trasą: robi się coraz gęściej, ciaśniej, drogi mniejsze, domy rzadsze, asfalt nagle się urywa... Po kilku kilometrach dochodzimy do  Wólki Żmijowskiej, gdzie doliczamy się raptem 5–6 drewnianych chałup. Spośród drzew na małym pagórku wyłania się cerkiew. Kolejna piękna i kolejna porzucona. Żal. Wędrując wzdłuż granicy, nie niepokojeni praktycznie przez nikogo, dochodzimy do miejscowości Krowica Sama. Zegar wskazuje 13:00, co oznacza przerwę. Przerwy podczas marszu są bardzo istotne, mają swoje odmiany i spełniają ważne funkcje. Istnieje przerwa towarzyska lub meteorologiczna, przerwa płynna („Pij, pij, przecież nie ma  co tej wody nosić”), fałszywa


1. Drewniana przydomowa cerkiew w Bruśnie pw. św. Paraskiewy. Wewnątrz i na zewnątrz podparta drewnem. 2. Czaszka przy cerkwi pw. św. Mikołaja w Hrebennem.

(„Wiesz co, muszę schować aparat”) lub motywacyjno‑konsumpcyjna. Do przerw zaliczyć należy zaleganie (relaks w miłym otoczeniu połączony z bebeszeniem rzeczy tudzież przysypianiem) oraz tzw. kryzysówkę albo „zgon przy szosie” (przerwa w pozycji leżącej, połączona ze zdejmowaniem butów, występuje na ostatnim odcinku codziennej trasy, charakteryzuje się umieszczeniem połowy ciała na trawie, a połowy na asfalcie). W Krowicy mieliśmy do czynienia z zaleganiem. Po zmianie zakrytych butów na sandały czeka nas kilkukilometrowy marsz przez las. Spotykamy zmotoryzowaną straż graniczną, która z zainteresowaniem sprawdza, kim jesteśmy i  gdzie idziemy („Ojej, dzień dobry, a co tu państwo robią? Ale to  tak piechotą? No naprawdę? Ile kilometrów, bo  chyba źle zrozumiałem?”). Zdumienie damsko‑męskiego duetu pograniczników jest rozczulające, ale podobne słowa będą padać z ust ich kolegów po fachu wielokrotnie na całej trasie. Nocleg w  uzdrowisku Horyniec‑Zdrój. Ciepły prysznic, gorąca herbata. Proste przyjemności po 35 kilometrach marszu.

Dzień czwarty Dziś raczej krążymy i zwiedzamy niż wyrabiamy plan kilometrowy w linii prostej. Odległość między Horyńcem a  Werchratą to  jakieś 16 kilometrów, ale – chcąc zaliczyć wszystkie atrakcje wymienione w przewodniku – zamierzamy zrobić około 30. Po drodze mijamy stary cmentarz z pomnikiem Polaków poległych w walce z Ukraińcami, zespół klasztorny franciszkanów i kapliczkę z cudownym źródełkiem. Wszystko dobrze opisane, przygotowane na turystów, łatwe do odnalezienia. Jak dla nas trochę za prosto. Największym odkryciem jest Brusno – malutka miejscowość, która jakby zatrzymała się w czasie. Chylące się ku  ziemi chałupy, przydrożne krzyże ozdobione polnymi kwiatami.

2

W oknach kolorowe szarfy. Ludzie siedzą na zewnątrz i spokojnie patrzą w  przestrzeń. Cisza. Pierwszym cudem Brusna jest tamtejsza cerkiew pw. św. Paraskiewy z 1676 r., która wyrasta jakby… z przydomowego ogródka, otoczona sałatą i  koprem. Niesamowity i wzruszający widok. W dodatku można zajrzeć do środka. Nikt nas nie pilnuje, nikt na nas nie zwraca uwagi. Drugim skarbem miejscowości jest ukryty w małym zagajniku stary cmentarz z licznymi nagrobkami bruśnieńskimi, z krzyżami przypominającymi krzyże maltańskie (nazwa pochodzi od  zakładów kamieniarskich w  Bruśnie). Zachowały się tam także nagrobki ewangelików, które zamiast krzyża zwieńczone są trójkątem. Wszystko ginie w trawie i jeżynach. Za kilka lat zniknie zupełnie.

„Ojej, dzień dobry, a co tu państwo robią? Ale to tak piechotą? No naprawdę? Ile kilometrów, bo chyba źle zrozumiałem?”

Dzień piąty Dziś spokojnie i lekko, planowany dystans to raptem 30 kilometrów. Na trasie senne wsie, klekoczące bociany, cerkiew w Prusiu oraz budowa nowej drogi łączącej Hrebenne z Werchratą. W połowie trasy miejscowość Siedliska i prawdziwa ciekawostka! Oprócz tradycyjnych już obiektów (kapliczki, cerkwie, drewniane domy) znajduje się tu Muzeum Skamieniałych Drzew. To  osobliwość geologiczna, która występuje tylko w  dwóch miejscach na świecie: na tym terenie Polski i na... Florydzie. Pożegnawszy Siedliska, idziemy na Hrebenne, a tam kolejne zaskoczenie. Drewniana cerkiew pw. św. Mikołaja z XVII w. jest akurat w remoncie, ale jeden z  robotników, pan Bogdan, zgadza się nas po niej oprowadzić. Pokazuje każdy kąt, pozwalając zajrzeć do zakrystii czy za ołtarz. Zaciekawieni dziwnymi eksponatami zagajamy: – A co to za czaszka, która leży tutaj na dole, przy wejściu? – A to żeśmy teraz wykopali, jak tutaj drogę przy wejściu robimy. Tu mnóstwo ludzi pod ziemią leży. Jak pani chce, to se może pani wziąć… Nie skorzystaliśmy.

Dzień szósty Trasie Lubycza Królewska – Tomaszów Lubelski towarzyszy refleksja na temat

57


Brzegiem rzeki

1

możliwości własnego organizmu. Nie chodzi tylko o obolałe nogi. Na takiej wyprawie zdecydowanie poszerza się definicja bólu. Codziennie dokucza coś innego: plecy, kręgosłup, biodra, stopy, kolana. Wiąże się to z marszem i z dźwiganym plecakiem. Dziewięć kilogramów wchodzi w nogi, w kolana, w palce. Pod koniec dnia każdy kilometr jest wyzwaniem. Zabójcze są zbyt długie przerwy, bo  wymęczone stopy ciężko startują. Miarą zmęczenia jest też to, czy mięśnie „zasypiają” spokojnie, czy „rzucają się” w pościeli. Na razie jeszcze się „rzucają”.

Dzień dziewiąty Plecaki odchudzone, uśmiechy na twarzach – z Tomaszowa ruszamy na Machnówek. Po drodze sporo byłych PGR‑ów, kościołów oraz straszący na  polach barszcz. Do tego Dyniska Stare z przepiękną historią rodu Skolimowskich (bywał tam sam Franciszek Liszt, tam też rozkwitła tragiczna miłość Artura Grottgera i Wandy Monne) i urocza miejscowość

58

Szczepiatyn. W Machnówku przykre zaskoczenie. Chodzimy od domu do domu w  poszukiwaniu noclegu. Wszyscy się odwracają albo nas wręcz ignorują. Na plebanii księdza brak, sołtysa we wsi też nie ma. Wreszcie jeden z przechodniów wspomina o zajeździe w Ulhówku, znajdującym się 13 kilometrów wcześniej i to w przeciwną stronę. Jest 18:30, za nami 40 kilometrów, od śniadania nic nie jedliśmy, woda się kończy. Spoglądamy na siebie i cóż, oboje wiemy, że nie ma zmiłuj. Asfaltową szosą, w dodatku trochę pod górę. Po morderczych 8 kilometrach łapie nas wracający z jakiejś innej wsi bus. Docieramy do zajazdu, gdzie litr soku pochłaniamy w minutę. Zasypiając tego wieczora, mam wrażenie, że moje nogi oddzieliły się od ciała i leżą gdzieś obok. Kres możliwości?

Dzień dziesiąty Pobudka o 6:30 i powrót na planowaną wcześniej trasę. Marsz monotonną szosą wśród równie monotonnych pól. Słońce

przypieka coraz bardziej. Pierwszy przystanek w urzekającym Chłopiatynie. Zielony wąwóz, schludne domy i ogrody pełne kwiatów. Na końcu wsi obiecana śliczna cerkiew. Sesja zdjęciowa, a potem relaks przy sklepie. Siedzimy na plastikowych krzesełkach, pijemy wodę z magnezem i czekamy na dostawę pieczywa, które przyjeżdża tu o… 11.00. Następny kierunek – Myców. Znajduje się tam podobno piękna cerkiew ze  starymi malowidłami. Prosimy o  klucze u  sołtysa. Wchodzimy i  dosłownie zapiera nam dech. Malowidła są na wyciągnięcie ręki. Wszystkie zjawiskowo piękne i w strasznym stanie. Odpada farba, kontury blakną, niszczeją deski. Piękna historia zapisana na ścianach powoli znika przez nikogo niezatrzymana... Odurzeni wrażeniami z Mycowa postanawiamy jeszcze odwiedzić Wyżłów, opuszczoną starą wieś na granicy Polski i Ukrainy. Mijający nas przedstawiciel straży granicznej ostrzega, że nikt tam

kraina bugu · lato 2013


1. Przejście graniczne w Zosinie. 2. Czołg-pomnik w centrum Dubienki. 3. Wyżłów – opuszczona stara wieś na granicy Polski i Ukrainy. 4. Wuj wypełza z traw. Uśmiech symulowany.

już nie mieszka. Jego słowa potwierdzają się. To wieś, o której świat zapomniał. Początkowo żyli w niej głównie Ukraińcy, ale zostali wysiedleni w latach 1945–1947. Wysokie drzewa zasłaniają domostwa, resztki siedlisk giną w gigantycznych pokrzywach, drogą dawno już nikt nie chodził. Wszystko otula cisza, ale nie ma w niej cienia grozy. 2 3

4

Dzień dwunasty Za nami Dołhobyczów, Kryłów z  ruinami zamku i pozostałościami cmentarza żydowskiego oraz Hrubieszów, z wieżą widokową, z której rozciąga się widok na Ukrainę, tory kolejowe i tzw. Królewski Kąt, czyli miejsce przeprawy Chrobrego przez Bug w XI w. Przed nami morze zieleni. Po wizycie w Strzyżowie kierujemy się na Zosin, schodzimy z szosy prosto w objęcia nadbużańskich łąk. Bujne trawy, ogromna przestrzeń, krowy, bociany i my. Tyle odcieni zieleni, ile bieli śniegu u Eskimosów. Do tego płynący spokojnie, jakby od niechcenia, majestatyczny Bug. Minąwszy przejście drogowe z Ukrainą i najdalej wysunięty fragment Polski na wschód, trafiamy do miejscowości Łuszków. Tam odnajdujemy cmentarz prawosławny, niegdyś unicki, obecnie zdewastowany i zarośnięty. Po kilku kilometrach dochodzimy wreszcie do Horodła, a że pora wczesna i  nie jesteśmy zmęczeni, idziemy zwiedzić kościół z XVII w. oraz cerkiew pw. św. Mikołaja z 1932 r. Różni się ona kompletnie od tych, które do tej pory widzieliśmy. W środku bardzo skromna. Jedyne, co zwraca uwagę, to ogromny, bogato zdobiony ołtarz. Kościelny zdradza, że w czasie wojny cerkiew uległa zniszczeniu, a po jej odbudowie przez wiele lat służyła jako magazyn rowerowy.

Dzień trzynasty Dziś dzień historyczno‑wspominkowo‑martyrologiczny. Na początek kopiec na pamiątkę słynnej unii w Horodle. Potem Dubienka i pomnik‑czołg.

59


Brzegiem rzeki

1. Różanka. Pozostałości gorzelni i zabudowań folwarcznych z XIX wieku. 2. Niezwykłe drzewo przy drodze do monasteru w Jabłecznej. 3. Pole pod Terespolem.

1 2

To tam właśnie, w lipcu 1944 r., wojska radzieckie I Frontu Białoruskiego osiągnęły linię Bugu, a następnie przekroczyły go, zdobywając Dubienkę. Trzeci punkt historyczny na trasie to Uchańka i kopiec nr 2. Tym razem przenosimy się w czasy Kościuszki, do 1792 r., kiedy to  naczelnik, wówczas jeszcze generał‑major, dowodzący dywizją w sile 6 tysięcy chłopa (lub żołnierzy), obsadził linię Bugu od Woli Habowej aż po Uchańkę. Przeciwko Kościuszce Rosjanie skierowali aż 30 tysięcy ludzi. Przez 6 godzin na łąkach pod Uchańką polska dywizja w  zaciętej walce powstrzymywała przeważające siły nieprzyjaciela, zadając mu dotkliwe straty. Wieczorem, co  prawda, dywizja Kościuszki pod naporem Rosjan wycofała się na zachód, ale co tam, jest o czym opowiadać i  jest się czym chwalić. Zresztą, czy może być coś przyjemniejszego niż lekcja historii w plenerze?

Dzień czternasty

3

60

Podczas pieszej wędrówki, oprócz dobrze dobranych butów, odpowiednio wyważonego plecaka, dużej porcji optymizmu, ważna też jest sztuka nawigacji. W naszym przypadku podstawą są magiczne kartki z opracowaną trasą. Każdy dzienny odcinek jest opisany, obok znajdują się skserowane i  wklejone fragmenty przewodnika. Kartki zawierają różnego typu uwagi: „za czerwonym szlakiem w lewo”, „trzymać się drogi przy moście”, „pozostałości pałacu, ale nie musimy tam iść”. Do tego hasła o miejscowościach z  noclegami oraz numer dodatkowej mapy, do  której w  razie wątpliwości można zajrzeć. Takich map mamy 14. Rano wyciągamy dwie kartki przeznaczone na  dany dzień, oglądamy trasę, lokalizujemy niespodzianki i trudne miejsca. Po dotarciu do celu porównujemy stan realny z tym, co napisane (co  często kończy się dużym rozbawieniem). Mapy dodatkowe nie

kraina bugu · lato 2013


Dzień siedemnasty Dwie trzecie trasy już za nami. Budowa cerkwi nie ma dla nas tajemnic, potrafimy rozpoznać, czy w danym lesie będą komary, kolekcjonujemy nazwy wód źródlanych, którymi podczas marszu gasimy pragnienie. Sprawdziliśmy też stan Bugu we Włodawie oraz przeżyliśmy groźną burzę, która przygnała nas do fantastycznego gospodarstwa agroturystycznego w  Kuzawce. Pani Ula wita nas pączkami, robi tyle herbaty, ile chcemy, przygotowuje obiad i kolację. Podpowiada, gdzie znaleźć nocleg w Kodniu i co powinniśmy po drodze zobaczyć. I co najważniejsze – usiądzie i porozmawia na każdy temat: o gminie, o miejscowych wierzeniach, o tym, kto, kiedy i dlaczego przekracza nielegalnie granicę i o mieszanych polsko‑białoruskich małżeństwach. Żal nam było opuszczać to miejsce. Trasa jednak czeka, a  na  niej Jabłeczna, maleńka miejscowość nad samym Bugiem, słynąca z przepięknego monasteru św. Onufrego. To dziś jeden z siedmiu (!) zakonów prawosławnych w Polsce. Cały zespół (cerkiew, budynki mieszkalne i okoliczne kaplice) utrzymany jest w świetnym stanie. Wszystko można zobaczyć, obejrzeć, a pełniący na terenie monasteru posługę seminarzyści odpowiadają na każde pytanie.

Kartki zawierają różnego typu uwagi: „za czerwonym szlakiem w lewo”, „trzymać się drogi przy moście”, „pozostałości pałacu, ale nie musimy tam iść”. Wszyscy są tu uśmiechnięci i uduchowieni. Ta atmosfera wpływa też na każdego, kto się tu zatrzymuje.

Dzień osiemnasty Kolejne miejsce pełne magii to Kostomłoty, gdzie znajduje się jedyna na świecie katolicka parafia neounicka obrządku bizantyjsko‑słowiańskiego, czyli Cerkiew św. Nikity. W Kostomłotach jest obecnie około 300 neounitów. Opuszczając wieś, zahaczamy o sklep spożywczy. Stojący, a raczej kiwający się obok niego panowie chcą nas wciągnąć do rozmowy. Dochodzą do wniosku, że musimy być małżeństwem i to nasza podróż poślubna. Kiedy jednak zdradzamy, kim jesteśmy i jaki jest cel naszej podróży, gratulują nam krzepy i życzą szerokiej drogi. Żegnamy ich uśmiechem i maszerujemy na Terespol.

Dzień dziewiętnasty Wcześniej czy później musi przyjść kryzys. Znużenie tym samym schematem dnia. Pobudka, pakowanie przepoconych ciuchów, oklejanie stóp plastrami. Zakupy w lokalnym sklepie, kiedy to brak jakiejkolwiek drożdżówki to jak brak nadziei. Miarowy marsz: raz, dwa, raz, dwa. Kobiety siedzące przy płotach, zawiani mężczyźni pod sklepem i szczekająco‑kaszlące kundle. Znowu te same komentarze: „Ooooo, to ciężko tak iść… a po co tak idziecie? Mi to by się nie chciało, nie lepiej rowerem?”. Próba tłumaczenia wywołuje tylko pobłażliwy uśmiech.

REKLAMA

zawsze pomagają. Miasta nie zmieniają swego położenia, ale niektórych dróg już nie ma. Szlaki turystyczne zwykle poprowadzone są zgodnie z zasadą „turysto, radź sobie sam”. Pod koniec każdego dnia przychodzi moment weryfikacji trasy. Chowamy kartki nieaktualne, wyjmujemy następne. Liczymy kilometry (wuj: „Coooo, ja  mam tak daleko dojść? Nie wiem, czy dam radę…”) oraz sprawdzamy nasze położenie na mapie zamieszczonej na grzbiecie towarzyszącego nam przewodnika. Im wyżej jesteśmy, tym większy uśmiech. Dzisiaj uśmiechaliśmy się bardzo szeroko, bo w planach mieliśmy tylko 25 kilometrów, a po południu mogliśmy się zrelaksować na jednym z nielicznych kąpielisk nad Bugiem.


Brzegiem rzeki

Pierwsze osiem kilometrów jak najszybciej. Po drugiej ósemce przerwa, chwilowa ulga, jakże zwodnicza. Milczymy, gapimy się przed siebie. Wuj nie zrobił dziś ani jednego zdjęcia. Ja coś tam pstrykam, ale bez przekonania. Te same obiekty, podobne kadry i światło. Kolejna szesnastka już wolniej. Zakładam sandały. Tuptanie, dreptanie, zwalnianie. Wieczorem jak zwykle szukamy noclegu. Po dotarciu do celu kolejny schemat: sklep i zakupy, krzyżówki i kąpiel. Po zajęciu pozycji leżącej trudno wstać. Dyskusje o tym, kto komu poda szklankę wody. Jeszcze trochę notatek, jeszcze kilka obejrzanych zdjęć, jeszcze może parę słów na dobranoc. Łóżko tradycyjnie za  krótkie. Nastrój wciąż nijaki. Może jutro będzie lepiej?

Dzień dwudziesty – Musimy być już blisko, bo została mi ostatnia koszulka – mówi dziś rano wuj. I  rzeczywiście: za  nami Janów Podlaski, przed nami jeszcze tylko trzy dni w trasie. Na początek miejscowości o swojskich nazwach: Bubel Stary, Pawłów i Gnojno. Mnóstwo drewnianych chat, dziecięce „dzień dobry” na  powitanie i zabawny pan, który goni nas przeszło 200 metrów, aby podarować nam jabłka na drogę. Najważniejszy punkt dnia to przeprawa przez Bug! W naszych okolicach rzeka skręca na zachód, a my musimy ją w pewnym momencie przekroczyć. Do wyboru mamy dwa przejścia: Gnojno i Zabuże.

62

Tak naprawdę jest jeszcze prom w Drohiczynie, ale wieść niesie, że tydzień temu go ukradli. W Gnojnie okazuje się, że stan wody jest tak niski, że łódź nie kursuje, kierujemy się więc na Zabuże. Tam przemiły pan Łukasz obsługuje małą łódeczkę, która potrzebujących pieszych i zmotoryzowanych przewozi na drugi brzeg. Nie trwa to szczególnie długo, ale frajda jest niesamowita.

Dzień dwudziesty pierwszy Przekraczamy granicę województwa mazowieckiego. Wuj z radości krzyczy: „Hurra!”, a  i  ja  czuję lekkość na  duszy. Ze względu na dzisiejszy ważny przystanek – Grabarkę – przywdzieliśmy zestaw z długim rękawem i nogawkami. Kierunek północny zachód. Na starym szlaku kupieckim głównie rowerzyści i  kilka samochodów. Po 12 kilometrach ukazuje się nam Święta Góra. Gasimy pragnienie chłodną wodą z cudownego źródełka i oglądamy monaster. Główna dostępna dla wiernych cerkiew Przemienienia Pańskiego w 1990 r. została podpalona. Na jej miejscu powstała nowa, konsekrowana przez metropolitę Sawę w 1998 r. W powietrzu unosi się zapach świec i drewna. Kobiety padające na  kolana i  całujące ikony. Cisza, która pozwala na moment zatrzymać się. Zajrzeć w głąb siebie...

widoki zachłannie pożerane i radość ze zwykłego snopu siana. Wszystko dlatego, że już jutro tego nie będzie. Z jednej strony ulga i szczęście, z drugiej nuta tęsknoty i żalu. Nie będzie wieczornego sprawdzania trasy, zrywania jabłek z drzew i szukania malin w krzakach wystających poza ogródki. Nie będzie rozmów z „kiwaczkami” spod sklepów i jogurtowych rytuałów. Ale wiemy, że każda wyprawa musi mieć swój kres. Z  Siemiatycz wędrujemy polami wzdłuż Bugu. Cisza i spokój. Ostatnie kilometry pokonujemy asfaltówką. I wreszcie jest upragniona tablica „Drohiczyn”. Nasza meta i ziemia obiecana. Z poczuciem zwycięstwa obchodzimy rynek i Górę Zamkową. Doliczamy się jednej cerkwi i  trzech kościołów, zaglądamy do  katakumb i  do  lodziarni z  prawdziwego zdarzenia. Meldujemy się w pensjonacie, pijemy herbatę i choć jest dopiero 17.00, oboje odpływamy w upragniony sen. Schodzi z nas zmęczenie, stres, upał, ból mięśni i wszystko to, z czym borykaliśmy się przez trzy tygodnie. Zasypiamy z ulgą. Dwadzieścia dwa dni marszu. 1464 zdjęcia. Ponad 600 kilometrów na piechotę. Udało się!

Epilog Choć od tej wyprawy minął już prawie rok, wciąż pamiętam radość, która nam wówczas towarzyszyła. Nieskrępowane poczucie wolności, czułe gesty napotkanych ludzi, smak suszonych jabłek w jednym z gospodarstw i zachwyt nad cudami, jakie udało nam się zobaczyć na trasie naszej wędrówki. Może dlatego za miesiąc znowu ruszamy. Tym razem dalej, wyżej, ale wciąż przed siebie…  Tekst powstał na podstawie bloga kresymozliwosci.blogspot.com.

Dzień dwudziesty drugi Ostatni dzień wędrówki jest zawsze inny od poprzednich. Budzik nastawiony na późniejszą godzinę, nogi same idą,

kraina bugu · lato 2013


Turystyka/Miejsce na weekend

pocztówki z powiatu siedleckiego

tekst:

64

Dariusz Dybciak/Monika Mikołajczuk  zdjęcia: Michał Rząca

kraina bugu · lato 2013


By zwiedzić powiat siedlecki i zgłębić wszystkie jego tajemnice, nie wystarczy dzień ani dwa. Warto zakotwiczyć się tu na dłużej, by poznać historię tego wyjątkowego regionu na styku Mazowsza i Podlasia, skorzystać z jego atrakcji, wreszcie zaprzyjaźnić się z ludźmi, którzy tu żyją i chętnie witają w swoich progach turystów z Polski i ze świata. 65


Miejsce na weekend

Na poprzedniej stronie:  Dom Pracy Twórczej „Reymontówka” w Chlewiskach. 1. Siedlce. Pałac Ogińskich. 2. Stawy Broszkowskie. FOTO: Archiwum Starostwa powiatowego w Siedlcach

3. Wystawa starych samochodów w „Reymontowce” w Chlewiskach. W głębi „Galeria Parking”. FOTO: Archiwum Starostwa powiatowego w Siedlcach

4. Pomnik w Iganiach. 5. Krzesk‑Majątek. Kościół pw. MB Częstochowskiej. 6. Łysów. Dawna cerkiew unicka, obecnie kościół pw. MB Różańcowej. 7. Krzesk‑Królowa Niwa. Wiatrak koźlak. 8. Dąbrowa. Odrestaurowany dwór z 1852 r.

1

W

izytę w powiecie siedleckim warto zaplanować zawczasu, z  wyprzedzeniem powinno się też wybrać środek lokomocji. Wiadomo, samochodem dotrzemy wszędzie, ale i rower ma swoje plusy. Można zatem zostawić auto w  Siedlcach – stolicy powiatu, a dalej wyruszyć na rowerową wyprawę do miejsc, które nas interesują. Tak czy inaczej, pierwszym punktem naszej wycieczki winny być Siedlce, a przygodę należy rozpocząć od punktu informacji turystycznej „Piękna 7”, który mieści się przy ulicy Pułaskiego, gdzie swoją siedzibę ma Stowarzyszenie NLOT. Historia Siedlec to  historia rodu Ogińskich, a właściwie księżnej Aleksandry Ogińskiej, która w  1775  r. odziedziczyła je po śmierci swego ojca Fryderyka Michała Czartoryskiego i doprowadziła do pełnego rozkwitu. Dość powiedzieć, że w  tamtych czasach o Siedlcach głośno było w całej Europie,

66

a to za sprawą parku sentymentalnego, zwanego „Aleksandrią”, powstałego wokół pałacowej rezydencji księżnej (dziś siedziby rektoratu Uniwersytetu Przyrodniczo‑Humanistycznego), i  wielu nowinek, które wprowadziła Ogińska. W mieście na uwagę zasługuje ratusz, mieszczący się w pobliżu parku, potocznie zwany ,,Jackiem” ze względu na rzeźbę, która zdobi jego wieżę. Jest to  atletyczna postać mężczyzny dźwigającego kulę ziemską. Legenda głosi, że pozował do  niej lokaj Ogińskich o imieniu Jacek, ale któż to teraz może potwierdzić… Obecnie w budynku ratusza ma swoją siedzibę Muzeum Regionalne. Z pewnością na samo miasto trzeba zarezerwować trochę więcej czasu, ponieważ znajduje się w nim wiele godnych uwagi zabytków i atrakcji, jak choćby budynki: dawnego gimnazjum, w którym nauki pobierał autor „Lalki”, kurii biskupiej – niegdyś siedziby Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego

– czy dawnego teatru projektu wybitnego architekta Antoniego Corazziego – obecnie siedziby Urzędu Stanu Cywilnego. Na deser jest jeszcze jedna niespodzianka: jeśli uda nam się wcześniej umówić na  wizytę w  Muzeum Diecezjalnym, koniecznie powinniśmy skorzystać z takiej okazji. Znajduje się tu bowiem jedyne w Polsce dzieło hiszpańskiego malarza El Greco „Ekstaza św. Franciszka”. Spacer po  Siedlcach i  zwiedzanie tych wszystkich miejsc dostarczy nam tylu wrażeń, że z pewnością postanowimy sobie odpocząć. W mieście nie brakuje dobrych i  urokliwych knajpek czy restauracji, w upalne dni możemy pojechać nad zalew, by  nabrać sił do  dalszej wyprawy. Możemy też przenocować, z czym także nie będzie problemu. Kolejne dni bowiem warto poświęcić na  zwiedzanie okolic: malowniczych dworów i pałaców, zabytkowych świątyń czy ważnych dla regionu historycznych miejsc.

kraina bugu · lato 2013


2 3

4

5 6 7 8


Miejsce na weekend 1. Krzesk-Majątek. Murowany dwór Marchockich z I poł. XIX w. 2. Korczew. Pałac. 3. Wnętrza pałacu w Korczewie. 4. Korczew. Kordegarda.

polecamy MIĘDZYNARODOWY PLENER MALARSKI Chlewiska termin: listopad Coroczne spotkanie artystów malarzy, którzy przyjeżdżają do Chlewisk z różnych zakątków świata. W każdej edycji inny jest temat przewodni imprezy, jej efekty natomiast zawsze są na wysokim poziomie. www.reymontowka.art.pl

Diamenty wyłonione z popiołów Powiat siedlecki leży na terenie 13 gmin. Jest malowniczą równiną, przeciętą meandrującą rzeką Liwiec, wzdłuż której rozciągają się tereny Natury 2000. Ale powiat siedlecki – oprócz walorów przyrodniczych – to także wiele obiektów historycznych i kulturowych oraz miejsc ważnych dla historii regionu. Zacznijmy zatem przygodę z zabytkami. Pałace i dwory to obiekty, których nie brakuje na powiatowej mapie. Wiele z nich, zdewastowanych przez peerelowskie władze, dziś odzyskuje dawny blask. Będąc w tych stronach, koniecznie musimy zajrzeć do Chlewisk, małej wioski w gminie Kotuń, w której znajduje się malowniczy dworek „Reymontówka”. Kupiła go wdowa po Władysławie Reymoncie Aurelia za pieniądze z Nagrody Nobla, którą jej mąż otrzymał w 1924 r. za powieść „Chłopi”. We wzorcowo utrzymanym dworze mieści się obecnie tętniący życiem Dom Pracy Twórczej. Położony wśród łąk i lasów, otoczony wspaniałym parkiem, a współcześnie doposażony w kort tenisowy, basen i  niewielką stadninę koni stanowi atrakcyjne miejsce na warsztaty artystyczne, plenery

malarskie i koncerty oraz indywidualne pobyty. Słynie także ze znakomitej kuchni. Tu odbywają się kolonie letnie dla dzieci i młodzieży z udziałem znakomitych trenerów tańca, teatru i śpiewu, połączone z nauką języka angielskiego. Prowadzą ją wolontariusze ze Stanów Zjednoczonych, którzy od 20 lat współpracują z „Reymontówką”, oraz doświadczeni nauczyciele z Polski. Tu również mają miejsce letnie międzynarodowe warsztaty językowe dla młodzieży z Polski i krajów zaprzyjaźnionych, m.in. z Francji, Rosji czy Niemiec. Jeśli chociaż raz odwiedzimy dwór, zapragniemy zwiedzać kolejne zabytkowe obiekty i chłonąć ich barwną historię. Nie inaczej jest w przypadku Krzeska‑Królowej Niwy w gminie Zbuczyn, do którego warto się wybrać z kilku powodów. Po pierwsze, znajduje się tu murowany dwór, zamieszkały przez Stanisława Ścibora‑Marchockiego, który po odzyskaniu zrujnowanego majątku, odebranego rodzinie po wojnie, własnoręcznie go odbudował, przywracając mu dawny charakter. Z zachowanych dokumentów wynika, że w  okresie międzywojennym w Krzesku często gościła pisarka Helena

1

WYSTAWA ZABYTKOWYCH SAMOCHODÓW Korczew termin: wrzesień Impreza plenerowa z po‑ jazdami z lat 20. minione‑ go wieku w roli głównej, nie brak na niej jednak innych atrakcji z dawnych lat: muzyki na żywo czy puszczanej przez katary‑ niarza, a także prezentacji strojów inspirowanych klimatem epoki. www.korczew‑palac.pl

ZIELONY KORCZEW I TARGI DLA WSI Korczew termin: sierpień Od 11 lat przez 2 sierpnio‑ we dni dziedziniec kor‑ czewskiego pałacu należy do wystawców i twórców rękodzieła, którzy pre‑ zentują przybyłym swoje wyroby i usługi. Na impre‑ zie nie brak też konkursów i zawodów sportowych. www.korczew‑palac.pl

68

kraina bugu · lato 2013


Mniszkówna, autorka głośnego romansu „Trędowata”. Tu także reżyser Jerzy Wójcik nakręcił w 1998 r. sceny do filmu „Wrota Europy”, w którym zagrała m. in. Agata Buzek.  Kilkaset metrów od dworu znajduje się gorzelnia, w której na co dzień trwa produkcja najprzedniejszych podlaskich trunków, w tym sztandarowego „Chopina”. Początki wytwórni sięgają końca XVIII w. W 2005 r. kupił ją Tadeusz Dorda, prezes siedleckiego Polmosu. Harmonijne połączenie tradycji z  nowoczesnością sprawia, że krzeska gorzelnia porównywana jest często do szkockich destylarni. To jeden z dostępnych dla turystów obiektów na  kulinarnym szlaku Mazowiecka Micha Szlachecka. Zwiedzający mogą obejrzeć proces produkcyjny i skosztować wytwarzanych tu alkoholi, a także kupić związane z gorzelnią suweniry. Nie znajdziemy już dziś śladów po  dworze w Łysowie, w gminie Przesmyki, ale warto się tam wybrać, a to za sprawą Stefana Żeromskiego, który przez rok uczył dzieci Anieli Rzążewskiej, ówczesnej właścicielki łysowskiego majątku, i w której

Powiat siedlecki leży na terenie 13 gmin. Jest malowniczą równiną, przeciętą meandrującą rzeką Liwiec, wzdłuż której rozciągają się tereny Natury 2000.

skrycie się podkochiwał. Ślady jego krótkiego pobytu i zauroczenie Podlasiem znajdujemy w wielu jego dziełach. Dość wspomnieć, że Nawłoć z „Przedwiośnia” ma swój pierwowzór w Łysowie. Stąd tylko rzut kamieniem do Dąbrowy, gdzie w dawnym dworze ziemiańskim, odrestaurowanym przez obecnego właściciela – Muzeum Regionalne w Siedlcach, powstaje Muzeum Ziemiaństwa Polskiego.

Do pani na Korczewie Po  wyjeździe z  Dąbrowy tylko kawałek drogi dzieli nas od Korczewa. Mijamy pałacową bramę, by za moment stanąć w zdumieniu u progu najpiękniejszego niegdyś pałacu na Podlasiu, zwanego siedleckim Wilanowem, należącego do możnego rodu Kuczyńskich, potem Ostrowskich. Ostatnie właścicielki majątku, hrabiny Beata i Renata Ostrowskie (pani Renata zmarła w 2000 r.), odkupiły go od państwa za przysłowiową złotówkę, by rok za rokiem dźwigać z ruin i doprowadzić do dawnej świetności. Pałac dostępny jest dla turystów, którzy mają okazję dowiedzieć się niesamowitych historii o tym miejscu i dotknąć magicznego kamienia Menhira,

2

3

4


1 2 3 4

5 6 7 8

kraina bugu 路 lato 2013


Miejsce na weekend znajdującego się w parku. Dzięki niemu skryte marzenia na pewno się spełnią. W pałacu można zwiedzić salon Norwida – poeta ten przez wiele lat korespondował z Joanną Kuczyńską i był wielokrotnie do Korczewa zapraszany. W ciągu 10 lat przyjaźni obojga powstało blisko 50 utworów Cypriana Kamila dedykowanych Joannie i osobom z jej otoczenia. Najsławniejszym jest wiersz „Do Pani na Korczewie”, powstały w 1861 r. Wokół rezydencji roztacza się park w stylu angielskim z okazami platanów, a także rezerwat przyrody „Dębniak”.  Miejscowość ma  swoją magię. Potwierdza to każdy, kto choć raz tu był – zawsze chce wracać. Każdego roku w lipcu lub sierpniu organizowane są w Korczewie duże imprezy „Zielony Korczew” i „Targi dla wsi”, na których spotykają się wystawcy różnych branż rzemiosła artystycznego (koronkarstwa, wikliniarstwa, garncarstwa i wielu innych) oraz ogrodnictwa i  kulinariów. Festyn ściąga do Korczewa tysiące gości, którym czas umilają regionalna muzyka i występy artystyczne popularnych zespołów. Z kolei we wrześniu na pałacowy dziedziniec zjeżdżają właściciele zabytkowych aut z całej Europy, wzbudzając podziw licznego grona mieszkańców i przyjezdnych. Impreza pod hasłem „Magia lat 20.” organizowana jest przez Fundację „Pałac w  Korczewie” oraz Automobilklub Polski. W tym roku odbędzie się jej piąta edycja. To jedyne wydarzenie w regionie, podczas którego mamy okazję zobaczyć nie tylko samochody z  okresu międzywojnia i poznać ich barwnych właścicieli, lecz także ówczesne stroje, które przywdziewają w tym dniu urocze modelki. Będąc w Korczewie nie wolno pominąć przeprawy promowej rzeką Bug z miejscowości Bużyska do Drohiczyna – podróż jest bezpłatna, a prom w sezonie letnim kursuje codziennie. Warto skorzystać z  okazji i  odwiedzić historyczną stolicę Podlasia, jaką był niegdyś Drohiczyn. Trzeba również wspomnieć, że położony nad Bugiem Korczew to także doskonałe miejsce do aktywnego wypoczynku. Ciekawe propozycje znajdą tu zarówno kajakarze, jak i rowerzyści. W miejscowości Góry na  tych pierwszych czeka przystań kajakowa – marina, zaś na cyklistów ścieżka rowerowa biegnąca bezpośrednio nad rzeką Bug, skąd rozciąga się przepiękny widok na panoramę Drohiczyna.  Wracając z Korczewa do Siedlec możemy jechać przez Mordy. Tu także czeka na nas pałac, ale nie tak dobrze utrzymany, jak posiadłość hrabiny Beaty Ostrowskiej. Zabytek, który niegdyś był chlubą miasta, dziś straszy posępnym widokiem, choć jego

historia to zarazem historia wielu znakomitych rodów zasłużonych dla Rzeczypospolitej. Prowadząca doń barokowa brama w formie wieży z arkadowym przejazdem, wznosząca się tuż przy głównej ulicy, zwróci uwagę każdego. Obiekt miał kilku właścicieli, ale żaden z  nich nie dokończył odbudowy. Wielka szkoda, bo tej klasy zabytek w niewielkiej odległości od Siedlec byłby doskonałym magnesem przyciągającym turystów. Jeśli już obejrzymy to, co zostało po pałacu, warto zajrzeć do miejscowego kościoła. Jego wnętrze wykonane zostało w  stylu barokowym, a  ołtarz główny – w klasycystycznym. W ołtarzach bocznych można zobaczyć cztery obrazy Józefa Buchbindera. Z kolei na cmentarzu parafialnym znajduje się kaplica św. Rocha, w której krypcie spoczywają zmarli z rodziny Zembrzuskich – dawnych właścicieli Mordów. Na uwagę zasługuje też grobowiec rodziny Raczyńskich, w tym żołnierza legionów i powstańca 1863 r. Przy środkowej alei odnajdziemy mogiłę hrabiego Jerzego Huttena Czapskiego, ojca Józefa Czapskiego, artysty malarza, pisarza, współtwórcy paryskiego miesięcznika „Kultura”. Zresztą ten ostatni często w Mordach gościł i – zauroczony przedwojennym pałacem i okolicą – niejeden obraz tu namalował. Teraz pora na  połączenie historii z  teraźniejszością. W starej gorzelni znajduje się wytwórnia czekoladowych pyszności, które nie mają równych sobie smakiem. Produkcja przypomina małą manufakturę, gdzie wiele czynności wykonywanych jest ręcznie. To miejsce warto odwiedzić z trzech powodów: po pierwsze – dla starych zabytkowych murów gorzelni, po drugie – aby przyjrzeć się ciekawej produkcji, którą trudno już dziś gdziekolwiek zobaczyć, a po trzecie – by kupić wyroby o niebiańskim smaku, zadowalające podniebienia najbardziej wytrawnych smakoszy.  Przejeżdżając przez Mordy, niejeden z nas zada sobie pytanie: „Skąd taka nazwa? Czyżby tu mieszkali ludzie o brzydkich twarzach?” Otóż nie! Nazwa miasteczka pochodzi od słowa „mord”. Legenda odwołuje się do czasów księcia Leszka Czarnego, a  mordu na  mieszkańcach osady mieli dokonać mieszkający za Bugiem Jadźwingowie.  Podróżując szlakiem podlaskich dworów i pałaców, nie powinniśmy ominąć gminy Wiśniew. W swoje progi zaprasza majestatyczny murowany dwór w Mościbrodach, pochodzący z XIX w. Przez wiele lat “pod rządami” miejscowego PGR‑u obiekt niszczał, by w końcu popaść w ruinę. W ostatniej chwili został uratowany przez prywatnego właściciela, który wiernie zrekonstruował zabytek. Dziś

1. Mordy. Brama wjazdowa z XVIII w. 2. Mościbrody. Dwór z XIX w. 3. Wiśniew. Czołg T‑34. 4. Seroczyn. Zabytkowy zespół dworski. 5. Mokobody. Kościół parafialny pw. św. Jadwigi. 6. „Budzieszyn” – miejsce kultu maryjnego. 7. Zbuczyn. Murowany kościół, wybudowany w XIX w. 8. Paprotnia. Drewniany kościół pw. św. Bartłomieja Apostoła.

polecamy DOKOPiNY ZIEMNIAKA Przesmyki termin: wrzesień Coroczne święto ziem‑ niaka to nie tylko okazja do integracji, lecz także do promocji podlaskiego folkloru i dawnych tradycji regionalnych, upowszech‑ nienia wiedzy z zakresu produkcji i przetwór‑ stwa ziemniaków oraz przygotowania i zjedzenia regionalnych ziemniacza‑ nych potraw. www.przesmyki.pl

FESTIWAL KUCHNI REGIONALNEJ „Z WIŚNIOWYM SMAKIEM” Wiśniew termin: lipiec Kulinarna uczta dla ciała, podczas której zmysły zo‑ staną pobudzone smakami i zapachami lokalnych potraw, produktów i nalewek wykonanych obowiązkowo z wiśni. Degustację umila płynąca w tle muzyka, wykonywa‑ na przez lokalne zespoły. www.wisniew.pl

71


1

w okolicy Muzeum Pożarnictwa w Kotuniu Zbiór setek eksponatów artystyczno‑historycznych i technicznych. Można w nim podziwiać m.in.: wozy strażackie, umun‑ durowanie czy sikawki z przełomu XVIII i XIX w.

Dwór Mościbrody Pochodząca z lat 40. XIX w. budowla została odrestau‑ rowana, zachowała jednak dawny styl. W dworze można wypocząć, zorgani‑ zować imprezę i skoszto‑ wać staropolskiej kuchni.

Zespół Pałacowo‑ -Parkowy w Korczewie To prawdziwa archi‑ tektoniczna perełka, otoczona parkiem w stylu angielskim. Korczewskie budowle nie przez przypa‑ dek zwane są „siedleckim Wilanowem”.

Dworek w Chlewiskach – „ReymontówkA” Przyciąga artystów, bowiem mieści się w nim Dom Pracy Twórczej. Za‑ dbana budowla, otoczona parkiem, lasami i łąkami, oferuje też współczesne rozrywki, m.in. basen.

72

odbywają się w nim konferencje, szkolenia, warsztaty, wesela, zaś kompleks zabudowań folwarcznych umożliwia organizację biesiad i integracyjnych imprez plenerowych. Codziennie czynna restauracja „Dworskie smaki” poleca staropolskie specjały oraz karpia w różnej postaci – wszak dwór usytuowany jest w otoczeniu kilku stawów. Mościbrody to także jeden z obiektów na kulinarnym szlaku Mazowiecka Micha Szlachecka. Z dworu udajemy się do gminnego Wiśniewa, leżącego przy trasie Siedlce – Łuków, gdzie co roku spotykają się miłośnicy polskich wiśni. Odbywający się tu latem festyn „Z wiśniowym smakiem” ma wielu stałych bywalców, a jego sława przekracza granice powiatu. Podczas tej imprezy można zaopatrzyć się w różne przetwory z wiśni, skosztować potraw przygotowanych przez miejscowe gospodynie oraz posłuchać „Polki wiśniewskiej”. W tym roku festyn zaplanowano na 21 lipca. W centrum Wiśniewa podróżnych zaskakuje stojący na postumencie czołg. T‑34 pojawił się tu w połowie lat osiemdziesiątych i  miał symbolizować wyzwolenie miejscowości w lipcu 1944 r. Co ciekawe, popularna „tutka” nie była w sposób szczególny transportowana. Czołg wyjechał z jednostki wojskowej w Siedlcach o własnych siłach i dojechał do wsi. Niedawno okazało się, że jest to jeden z niewielu sprawnych T‑34 w  kraju. Wykorzystali to  twórcy filmowi. Wiśniewski czołg zagrał w produkcji o inwazji wojsk sprzymierzonych na Czechosłowację w 1968 r. Zarobił na swoją renowację i odświeżony powrócił na pierwotne miejsce.

Plener filmowy W okolicach Siedlec znajdziemy wiele miejsc, które posłużyły za plenery do znakomitych polskich filmów. Każdy z nas nosi je w sercu i chętnie zobaczy,

2

w jakiej scenerii odgrywali swoje role nasi ulubieni aktorzy. Miłośnicy polskich seriali powinni pojechać do Skórca. Powiązany rodzinnie z miejscowością najwybitniejszy twórca polskich komedii Stanisław Bareja umieścił tu akcję jednego z odcinków serialu „Zmiennicy”. Do dzisiaj z łatwością można rozpoznać miejsca, w których nagrywano poszczególne sceny. Z kolei w okolicach Seroczyna Jerzy Antczak zrealizował sceny plenerowe do filmu „Noce i dnie”. W odległym o cztery kilometry rezerwacie „Kulak” nakręcono najpiękniejsze kadry w dziejach polskiej kinematografii. Scena, w której Karol Strasburger jako Józef Toliboski wchodzi w białym garniturze do błotnistego stawu, zrywa kwitnące nenufary i kładzie je u stóp Barbary, to najbardziej zapamiętany przez Polaków moment z tego doskonałego filmu. Legendarny staw położony jest przy trasie 803 z Seroczyna do Stoczka Łukowskiego. Do dziś nic nie stracił z dawnego uroku. Jak się okazuje, okolice Seroczyna filmem stoją także współcześnie. Otóż w miejscowości Jeruzal kręcone są sceny do popularnego polskiego serialu ,,Ranczo”, który mamy okazję oglądać w telewizji. W samym Seroczynie możemy obejrzeć interesujący zespół dworski, obejmujący pałac wzniesiony na przełomie XIX i XX w., dwór z początków XIX stulecia oraz budynki folwarczne. Niestety, stan obiektów nie jest najlepszy. Obok pałacu znajduje się neogotycki kościół pw. Nawiedzenia NMP, wybudowany w latach 1909–1915, do którego możemy wstąpić po nabożny oddech w naszej wędrówce śladami słynnych filmowców. Ziemia siedlecka to także wdzięczny plener dla bardziej popularnych form telewizyjnych. Malowniczość obszaru jest niewątpliwa, a fakt ten potwierdza coraz częstsza obecność mediów, które realizują tutaj swoje bieżące projekty.

kraina bugu · lato 2013


Miejsce na weekend

3

1. Przesmyki. Drewniany kościół pw. św. Jakuba Apostoła.

Błogosławieństwo świętych

mówią liczni pielgrzymi – uzdrawia oczy, gardło Zgłębiając tajemnice powiatu siedleckiego, o czym i leczy wiele innych dolegliwości. Przy źródełku już wspomniano, nieraz natkniemy się na zabyt- ulokowano grotę z figurą Matki Bożej Budzieszyńkowe świątynie czy skromne przydrożne kapliczki, skiej, a potem ołtarz polowy jako wyraz wdzięcznojak ta przy wyjeździe z Krześlina w kierunku Sucho- ści mieszkańców za ocalenie od zniszczeń carskich żebrów – ufundowana w hołdzie dla św. Nepomu- i faszystowskich. Do źródełka ciągle przybywają cena. Nie brakuje też drewnianych przydrożnych rzesze pielgrzymów. Niejednokrotnie dokonują się krzyży, gdzie nierzadko na  modlitwę zbiera się cudowne uzdrowienia, a  wszyscy przybywający cała wieś. Szukając sakralnej przestrzeni wielkich do „Budzieszyna” mają nadzieję na cud. Na przełoświątyń, na pewno znajdziemy ją w Mokobodach, mie wieków, a zwłaszcza w ostatnich dziesięciolew kościele pw. św. Jadwigi. Powinien go zobaczyć ciach, miejsce to przeszło prawdziwą metamorfozę. każdy, kto jest ciekaw, jak wyglądałaby Świątynia Dziś to kompleks wielu obiektów, które naprawdę Opatrzności, która miała stanąć w Warszawie jako warto odwiedzić.   votum za uchwalenie Konstytucji 3 Maja. KlasycyMiłośników malarstwa i regionalistów na pewstyczna budowla jest jednym z piękniejszych obiek- no ucieszy fakt, że w gminie Mokobody urodził się tów sakralnych, reprezentujących ten styl w Polsce.  – niestety już zapomniany – malarz i poeta LudoW oddalonym o dwa kilometry na północ od Mo- mir Benedyktowicz. Jego losy są niezwykłe. Jako kobód „Budzieszynie” znajdziemy miejsce kultu student Instytutu Leśnego w Broku zaciągnął się Matki Bożej Budzieszyńskiej. To pierwsza parafia w 1863 r. wspólnie z kolegami do oddziału powstańna terenie obecnej gminy Mokobody, erygowana czego. Podczas jednej z potyczek stracił prawą dłoń w 1458 r. przez Michała Goliginowicza, właścicie- i lewą rękę. Olbrzymia determinacja i wiara w swój la dóbr wyszkowskich i mokobodzkich, stworzo- talent doprowadziły go do ukończenia studiów mana – jak napisał w akcie erekcyjnym – „Na większą larskich w Krakowie, a potem w Monachium. Benechwałę boską i zbawienie dusz ludzkich”. Z miej- dyktowicz w rodzinne strony nigdy nie powrócił, scem tym wiąże się legenda z XII w. Jak głoszą prze- jednak obrazy zapamiętane z dzieciństwa przelał kazy, tu podczas jednej z wypraw przeciw Jadźwin- na płótno jako wzruszające wspomnienia z rodzingom, którzy w XII i XIII w. często napadali żyjącą nych stron. Obecnie niezwykła postać Benedyktona pograniczu polską ludność, rozbili obóz wojo- wicza patronuje nagrodzie przyznawanej corocznie wie polscy. Mieli oni ze sobą obraz Matki Boskiej. w Siedlcach tym, którzy przyczynili się do rozwoju Pewnej nocy blask bijący od obrazu zbudził śpią- południowego Podlasia w dziedzinie kultury, dziacych żołnierzy. Uchronił ich w ten sposób od za- łalności charytatywnej oraz społecznej.  głady z rąk zbliżających się do obozowiska wrogów, Warta obejrzenia jest także neobarokowo‑todlatego miejsce to nazwano „Zbudzisynem” (obec- skańska świątynia w Zbuczynie. Okazuje się, że ny „Budzieszyn”), a Cudowny Obraz umieszczono Zbuczyn to jedna z najstarszych parafii, która była w kościele – zanim go wybudowano, latami prze- erygowana już w 1416 r. Obecny murowany kościół chowywała go miejscowa ludność. Obok świątyni wybudowano pod koniec XIX w. w  stylu neobarokowo‑toskańskim. W  środku świątyni uwagę wytrysnęło cudowne źródełko, którego woda – jak

2. Suchożebry. Kościół pw. św. Marii Magdaleny z XVIII w. 3. Nakory. Park linowy.

Scena, w której Karol Strasburger jako Józef Toliboski wchodzi w białym garniturze do błotnistego stawu, zrywa kwitnące nenufary i kładzie je u stóp Barbary, to najbardziej zapamiętany przez Polaków moment z „Nocy i dni”.


Miejsce na weekend przykuwa XIX-wieczna, pięknie zdobiona ambona z postaciami czterech ewangelistów. Cennymi zabytkami są też barokowa chrzcielnica z  XVIII w. i obraz chrztu świętego Chrystusa, wykonany około 1800 r. Kiedy wchodzimy do środka, udziela nam się podniosły nastrój – cisza ma tu inny dźwięk, organowa muzyka brzmi inaczej. Wkraczamy w przestrzeń, której nie zmąci żaden odgłos rozpędzonego świata ani chichot niedowiarka… 

Na Jakubowym szlaku 1 2

3

Jeśli zapragniemy zgłębić atmosferę tutejszych świątyń, nie możemy pominąć w naszej wyprawie Paprotni, gdzie znajduje się pięknie utrzymany drewniany kościół pw. św. Bartłomieja, pochodzący z II połowy XVIII w. Nad świątynią górują trzy wieże, których zwieńczeniem są ostrosłupowe hełmy. Duże wrażenie robi bogaty wystrój wnętrza z  piękną polichromią oraz głównym ołtarzem o  eklektycznej dekoracji. Przy świątyni przycupnął cmentarz z  XIX‑wiecznymi nagrobkami oraz drewniana dzwonnica z początku XX w.  Stąd mamy niedaleko do Przesmyk, które na pewno nas zaskoczą. W tym roku dzięki siedleckiemu Stowarzyszeniu „Kapitał – Praca – Rozwój” została opracowana koncepcja „Drogi Jakubowej Północno‑Wschodniego Mazowsza i Podlasia”, przebiegającej właśnie przez Przesmyki, obok XVIII‑wiecznego, barokowego kościoła św. Jakuba. Jakubowym szlakiem pielgrzymują – jak za  czasów średniowiecza – pątnicy do  hiszpańskiego sanktuarium Santiago de Compostela. Na tym terenie szlak liczy około 115 km i wiedzie przez gminy powiatu siedleckiego (Paprotnię, Przesmyki, Mordy i Suchożebry), sokołowskiego (Bielany) i  węgrowskiego (Liw). Podróżując po terenie gminy, z pewnością warto zobaczyć odrestaurowywany XIX‑wieczny zespół dworsko‑parkowy w  Dąbrowie czy dawną cerkiew grecko‑katolicką w Łysowie, obecnie kościół parafialny pw. Matki Boskiej Różańcowej, który

kraina bugu · lato 2013


1. Wodynie. Drewniany kościół pw. św. św. Piotra i Pawła. 2. Stok Lacki. Pałac Wyszomirskich z XIX w. 3. Szostek. Dwór z II poł. XIX w. 4. Wola Suchożebrska. Dwór z I poł. XX w.

szlaki PTTK „DOLINA MUCHAWKI” (południowa) 33 km Siedlce – Stok Lacki – Mościbrody – Wólka Wołyniecka – Rakowiec – Siedlce 4 4

charakteryzuje się interesującymi rozwiązaniami architektonicznymi. Jeśli jesteśmy na naszej pielgrzymkowej trasie, koniecznie zajrzyjmy do Hołubli, gdzie zatopimy się w modlitwie w tamtejszej świątyni, wzniesionej w latach 40. XX w. ku czci Maryi, z prośbą o odwrócenie klęski od ojczyzny i opiekę nad narodem w czasach hitlerowskiej okupacji. Kościół ma piękny wystrój wnętrza, szczególnie zaś wspaniałą polichromię zaprojektowaną przez Felicjana Kowarskiego i p. Joeschke. W sanktuarium znajduje się słynący łaskami obraz Matki Bożej Pocieszenia. 

Na japońską nutę Z Hołubli poprzez Krześlin udajemy się do Suchożebrów. W gminnej miejscowości, położonej przy trasie 63 Lublin–Łomża, godny odwiedzenia jest neoklasycystyczny kościół pw. św. Marii Magdaleny. Został on wybudowany w 1772 r. przez wspomnianą już Aleksandrę z Czartoryskich Ogińską, naszą przewodniczkę po Siedlcach, właścicielkę Suchożebr i klucza dóbr siedleckich. Przebywając w Suchożebrach, warto zwiedzić prywatny ogród japoński, należący do  Ryszarda Manowskiego. Fascynacja gospodarzy posesji krajem „kwitnącej wiśni” znalazła swoje ujście w stworzeniu niezwykłego ogrodu, który docenili nawet przybywający tu goście z dalekiej Japonii. Z Suchożebrów pojedźmy do wsi Nakory. Atrakcją, która zadowoli zarówno dzieci, jak i  dorosłych, jest tamtejszy

park linowy. Składa się on z 21 przeszkód rozlokowanych na dwóch trasach: niskiej, na wysokości 1,5 m, i wysokiej, na 4,5 m. W Nakorach można odwiedzić także hodowlę ptaków ozdobnych, którą prowadzi Jan Czarnocki. Opowie nam o ich zwyczajach, charakterach i o swojej miłości do nich. Być może i my zapragniemy podobną menażerię stworzyć. Po trudach podróży warto odpocząć i się pożywić. W rozległej dolinie rzeki Sosenki, na niewielkim wzgórku, znajduje się zespół dworsko‑parkowy w Woli Suchożebrskiej. Obiekt składa się z klasycystycznego dworku oraz pozostałości dawnego parku i ogrodu, początkowo należących do Czartoryskich, następnie do rodziny Marcinkowskich. Dziś kusi stylowymi wnętrzami, dworską kuchnią i staropolską gościnnością obecnych gospodarzy, spółki Sokołów SA. Dla miłośników historii ważna informacja: pokłosiem ostatniej wojny światowej są dwa cmentarze jeńców rosyjskich, którzy ponieśli śmierć w istniejącym tu stalagu. Jedna nekropolia znajduje się w Suchożebrach, druga ukryta jest w lesie w Sośnie‑Koziółkach. I tym historycznym akcentem kończymy wędrówkę po powiecie siedleckim. Na pewno warto tu wrócić, by zobaczyć jeszcze więcej i poznać nowych, interesujących ludzi. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, a i swoją cząstkę duszy także tutaj zostawi. A jak już zostawi, to zapragnie wrócić – i to jak najszybciej! 

„WODYŃSKA” (południowo-zachodnia) 75 km Siedlce – Skórzec – Wodynie – Seroczyn – Kołodziąż – Wola Wodyńska – Domanice Siedlce

„REYMONTOWSKA” (zachodnia) 63,3 km Siedlce – Skórzec – Żeliszew Podkościelny – Oleksin – Kotuń – Chlewiska – Iganie – Siedlce

„BUDZIESZYŃSKA” (północna) 63,3 km Siedlce – Chodów – Niwiski – Mokobody– „Budzieszyn” – Świniary – Suchożebry – Krynica – Krześlin – Siedlce

„KORCZEWSKA” (północno-wschodnia) 125,7 km Siedlce – Hołubla – Paprotnia – Czaple – Mogielnica – Korczew – Knychówek – Łysów – Niemojki – Przesmyki – Zawady Majówka – Mordy – Ostoje – Krzymosze – Pruszyn – Siedlce

75


Miejsce na weekend/informator miejsce weekend

powiat siedlecki informator Jarnice

Węże

POWIAT SIEDLECKI

35

Grębków

Mokobody

Niwiski

Sionna

43

Sosnowe

13

Kłódzie Dębowce Wodynie

21 22 23 Seroczyn

Zawady

Łosice

Siedlce Klimonty 1 2 3 4 5 6 Stok Lacki 7 8 9 10 11 12 36 Krzymosze

Żelków-Kol.

Chlewiska

Przesmyki

1718 26 Mordy

Golice

19

Skórzec

42

Żebrak Trzciniec Domanice

20

25

Kożuszki

Tchórzew Krzesk

Zbuczyn

Wiśniew Tworki

Szańków

Szydłówka

Choja

Mościbrody

Niemojki

41

Hołubla

Chodów

40

Paprotnia

33 Wola Suchożebrska

Nowe Opole

Kotuń

29

Suchożebry

39

Sinołęka

32

30 31 34

38

Dąbrowa

28

Nakory

Sosna-Koziółki

24 27

Stary Bartków

Patrykozy

Tokary

Korczew

37

Kowiesy Wyszków

16

Wyrozęby-Podawce

Bielany

14 15

Krzesk-Królowa Niwa Smolanka

Tęczki

Legenda

1 Pałac Ogińskich z I poł. XVIII w. w Siedlcach 2 Park miejski w Siedlcach, zwany „Aleksandrią” 3 Ratusz miejski „Jacek” w Siedlcach 4 Muzeum Regionalne w Siedlcach 5 Budynek gimnazjum w Siedlcach, wzniesio‑ ny w latach 1841–1844 6 Odwach w Siedlcach, wybudowany kosztem Aleksandry Ogińskiej przed 1787 r. 7 Siedziba kurii biskupiej w Siedlcach 8 Budynek NBP w Siedlcach 9 Klasycystyczny budynek teatru (obecnie Urząd Stanu Cywilnego) w Siedlcach 10 Kolumna toskańska w Siedlcach 11 Muzeum Diecezjalne w Siedlcach 12 Kaplica Ogińskich w Siedl‑ cach 13 XIX‑wieczny dworek w Chlewiskach, zwany „Reymontówką” 14 Dwór w Krzesku‑Królowej Niwie, wybudowany przez ród Marchockich 15 ­Gorzelnia w Krzesku 16 Zespół pałacowo‑parkowy w Korczewie 17 Zespół pałacowo‑parkowy z klasycystycznym pałacem z I poł. XVIII w. w Mordach 18 Barokowo‑klasycystyczny kościół parafialny pw. Michała Archanioła z 1738 r. w Mordach 19 Zespół dworsko‑parkowy w Mo‑ ścibrodach 20 Popularny czołg T‑34 w Wiśniewie 21 Pałac z zespołu dworskiego w Seroczynie 22 Dwór z zespołu dworskiego w Seroczynie 23 Neogotycki kościół pw. Nawiedzenia NMP w Seroczynie, wybudo‑ wany w latach 1909–1915 24 Sanktuarium maryjne, parafia św. Jadwigi w Mokobodach 25 Murowany kościół w Zbuczynie, wybudowany w latach 1880–1899 r. w stylu neobarokowo­‑toskańskim 26 Kaplica cmentarna pw. św. Rocha w Mordach 27 „Budzieszyn” – miejsce kultu maryjnego, kaplica oraz cudowne źródełko 28 Drewniany orientowany kościół parafialny pw. św. Bartłomieja w Paprotni wraz z drewnianą dzwonnicą 29 Kościół we wsi Hołubla, zbudowany w latach 1940–1942 30 Kościół w Suchoże‑ brach pod wezwaniem św. Marii Magdaleny 31 Ogród japoński w Sucho‑ żebrach 32 Park linowy we wsi Nakory 33 Dworek w Woli Suchożebrskiej 34 Cmentarz jeńców radzieckich w Suchożebrach 35 Cmentarz jeńców radzieckich w Sośnie‑Koziółkach 36 Pałac Wyszomirskich w Stoku Lackim 37 Gorzelnia i mur z XIX/XX w. w Starym Bartkowie 38 Dwór oraz fr. muru z I poł. XIX w. w Tokarach 39 Dwór Ossolińskich z II poł. XVIII w. w Niwiskach 40 Zespół dworsko‑parkowy w Dąbrowie 41 Kościół parafialny pw. św. Jakuba Apostoła w Przesmykach 42 Zabytkowy zespół klasztorny ojców marianów w Skórcu 43 Muzeum Pożarnictwa w Kotuniu

76

Ważne informacje 1. Lokalizacja: województwo mazowieckie, powiat siedlecki stolica regionu: Siedlce

„Podlasie”, Siedlce, ul. Bpa I. Świrskiego 35, tel. 25 632 77 77, 535 068 593 www.pttksiedlce.pl

2. Odległości: Białystok: 160 km, 2 h 24 min Lublin: 123 km, 1 h 49 min Warszawa: 92,6 km, 1 h 26 min

5. Wypożyczalnie sprzętu sportowego: Stanica nad Zalewem Siedlce, ul. Mazowiecka 80, tel. 604 771 141, 505 525 585, 669 190 300 www.stanicasiedlce.pl

3. Dojazd: Dworzec PKS w Siedlcach ul. Armii Krajowej, informacja tel. 25 632 29 91, 25 632 30 51 www.pks.siedlce.pl Dworzec PKP pl. Zdanowskiego 1, Siedlce, tel. 25 643 31 11 www.rozklad.pkp.pl Komunikacja prywatna: Omega Bus: 501 777 970 4. Przewodnicy turystyczni: Przewodnicy turystyczni i piloci wycieczek turystycznych działający przy Oddziale PTTK

6. Centrum Informacji Tury‑ stycznej: Siedlce, ul. Kazimierza Pułaskie‑ go 7, tel. 535 068 593 7. Przydatne linki: w ww.powiatsiedlecki.pl www.info.siedlce.pl www.znurtembugu.pl www.siedlce.pl www.esiedlce.pl www.bug.pl www.nlot.pl

kraina bugu · lato 2013


Miasto Siedlce, 15 maja 2013 r. zostało laureatem nagrody Pary Prezydenckiej za projekt „Miasto przyjazne rodzinie” systemowo wspierający rodziny poprzez, nowatorski w kraju, program budownictwa komunalnego i socjalnego, program „Siedlecka Duża Rodzina 3+” oraz działania na rzecz integracji osób z niepełnosprawnością.

Siedlecki Program Budownictwa Komunalnego i Socjalnego zakłada wybudowanie do 2015 roku 320 mieszkań. • Realizowany jest w formie partnerstwa publiczno-prywatnego, • Wyłoniona w przetargu firma buduje na własny koszt mieszkania, samorząd spłaca poniesione nakłady w miesięcznych ratach, • Do tej pory (lata 2011-12) oddano do użytku 66 mieszkań komunalnych oraz 28 socjalnych, • Obecnie trwa budowa 3 bloków (łącznie 162 mieszkania). Pierwszy z nich zostanie zasiedlony w lipcu tego roku.

Realizacja programu Siedlecka Duża Rodzina 3+ rozpoczęła się w październiku 2011 roku. Na współpracę w ramach programu zdecydowało się 35 firm i instytucji. Udzielają one rodzinom objętym programem różnorodnych zniżek: • rabaty przy zakupach, • ulgi na świadczone usługi, • tańsze bilety wstępu do kina, na lodowisko oraz na imprezy kulturalne i sportowe. Z programu korzysta obecnie 2 500 osób.

20 czerwca prezydent RP Bronisław Komorowski z małżonką Anną odwiedzili Siedlce. Spotkali się z przedstawicielami siedleckiego biznesu i rzemiosła, samorządowcami, słuchaczami Uniwerstyetu Dziecięcego oraz mieszkańcami miasta i powiatu. Z wielką uwagą i wzruszeniem obejrzeli spektakl „Ciaptak czyli rzecz o tolerancji” przygotowany przez podopiecznych Środowiskowego Domu Samopomocy. Na zdjęciu Para Prezydencka i prezydent Siedlec Wojciech Kudelski z niepełnosprawnymi aktorami.


Foto: K. Sak

Fotoreportaż/obrazy świata

ich portret

Tomasz Młynarczyk  zdjęcia: Dariusz Hankiewicz, Grażyna Hankiewicz, Tomasz Młynarczyk, Krzysztof Sak, Kuba Szymański/Grupa Twórcza Motycz tekst:

Mieszkańcy wsi i małych miasteczek są największą wartością kulturową regionu.

W

schodnia Polska to nie tylko urzekające, malownicze krajobrazy, ale przede wszystkim serdeczni, ufni i przyjaźni ludzie. To ich naturalny sposób bycia, otwartość i szczerość zachwyciły nas do tego stopnia, że każdy z nas na swój sposób chciał zachować to w pamięci, a zarazem utrwalić obraz cech tak dzisiaj niedocenianych i rzadkich. Każda

78

kraina bugu · lato 2013


79


Obrazy świata

Foto: D. Hankiewicz

Foto: D. Hankiewicz

Foto: K. Szymański

kraina bugu · lato 2013


Foto: K. Szymański

Foto: G. Hankiewicz

81


Obrazy świata

Foto: T. Młynarczyk

Foto: K. Sak

z fotografii to oddzielna historia konkretnego człowieka, często spracowanego i zmęczonego, ale pogodzonego z losem i pełnego nadziei. Pojedyncze zdjęcia tworzą zaś historię: opowieść o ludziach, którzy – przywiązani do ziemi, tradycji i wiary – swoim prostym życiem przeciwstawiają się wszechobecnemu cynizmowi, niepohamowanej konsumpcji i pogoni za złudnym sukcesem. 

82

kraina bugu · lato 2013


Etnografia/Ginące obrzędy

święty Roch przyjaciel potrzebujących tekst: Barbara Ogrodowska

Święty Roch – patron zwierząt, opiekun bydła i przyjaciel psów, orędownik i obrońca ludzi i ich stad przed chorobami i wszelką zarazą, a także powiernik niesłusznie skazanych.

U

rodził się we Francji, w Montpellier, prawdopodobnie pomiędzy rokiem 1345 a 1350. Zmarł w  1377 lub 1378  r. Legenda głosi, że od dzieciństwa serce miał pobożne, czułe, otwarte na wszelkie krzywdy, biedy i nieszczęścia ludzi oraz wszystkich stworzeń. Gdy więc w dziewiętnastym roku życia stracił rodziców, rozdał ubogim cały odziedziczony po nich majątek, a sam udał się na pobożną pielgrzymkę do Rzymu prosić o błogosławieństwo na dalszą drogę życia, które zamierzał poświęcić bez reszty cierpiącym i potrzebującym.

W drodze do Wiecznego Miasta W swej wędrówce do Rzymu, już na ziemi włoskiej, dotarł do  miasteczka Acquapendente, dotkniętego straszliwą epidemią dżumy. Bez wahania zgłosił się do miejscowego „morowego” szpitala (w tamtych czasach było to głównie miejsce odosobnienia dla zarażonych) i z największym poświęceniem pielęgnował chorych, spełniając przy nich wszelkie posługi. Za to – jak głosi legenda – otrzymał od Boga dar uzdrawiania i  cudownie uleczył wielu swoich zadżumionych podopiecznych. Kiedy zaś w Acquapendente epidemia wygasła,

84

podjął swoją pielgrzymkę do Rzymu i pozostał tam przez ponad trzy lata, opiekując się chorymi, bezdomnymi i  żebrakami, których nie brakowało także i  w  Wiecznym Mieście. Leczył więc ich i uzdrawiał, zyskując przez to – już za życia – opinię świętego. W  drodze powrotnej do  ojczyzny spełniał nadal miłosierne uczynki i przez to sam zaraził się dżumą. Złamany chorobą, głodny, spragniony i  wyczerpany dowlókł się do  lasu i, półżywy, leżąc w  zaroślach, modlił się, czekając na śmierć. Tam – wedle legendy – odnalazł go pies, który najpierw przyniósł mu w pysku kawałek chleba, a potem przyprowadził do lasu swego pana – gospodarza z pobliskiej wioski. Ten zabrał chorego do  domu i opiekował się nim troskliwie, dopóki pielgrzym całkiem nie wyzdrowiał i nie nabrał sił, by wyruszyć w dalszą drogę. Podczas tej wędrówki czekały Rocha kolejne ciężkie doświadczenia. W przygranicznym Angers został zatrzymany, oskarżony o włóczęgostwo i szpiegostwo, poddany torturom i na przeszło pięć lat wtrącony do więzienia. Gdy 16 sierpnia umarł za murami, w wieku zaledwie trzydziestu dwóch lat, na ścianie jego celi – jak głoszą niektóre przekazy

– zobaczono taki oto tekst modlitewny, wypisany ręką świętego: Panie, jeśli mam o co prosić, to spraw łaskawie, aby dla zasług najukochańszego Syna Twego został uleczony każdy, kto mnie w zaraźliwej chorobie wezwie o pomoc.

Kult św. Rocha w tradycji polskiej Św. Roch czczony był w  Polsce już w XV w., a jego kult miał bez wątpienia związek z  wielkimi epidemiami groźnych chorób zakaźnych (cholery, dżumy, ospy, zwanej czarną krostą, tyfusa i różnych zgniłych i zjadliwych gorączek), które zarówno w Polsce, jak i  w  całej ówczesnej Europie zbierały przerażające żniwo, pochłaniając setki i tysiące ofiar, a często dziesiątkowały lub wręcz wyludniały całe wsie i miasta. W średniowieczu Europa straciła przez nie ponad jedną czwartą swoich mieszkańców i  nieprzeliczone stada zwierząt hodowlanych. Mory i zarazy czyniły bowiem także ogromne spustoszenia wśród bydła, trzody i  domowego ptactwa. Były zatem wielkim problemem nie tyko zdrowotnym, lecz także ekonomicznym, społecznym i demograficznym.

kraina bugu · lato 2013


najwcześniej przez człowieka udomowionych, które od ponad 10 tysięcy lat są z ludźmi, służą im i towarzyszą w polowaniach, podczas wypasu bydła, strzegą mienia, obdarzają bezinteresowną miłością i bezgranicznym oddaniem. To zapewne dlatego św. Roch przedstawiany bywa najczęściej jako pątnik olbrzymiego wzrostu z pielgrzymim kosturem w ręce i łaszącym się do jego nóg

Foto: Shutterstock

Św. Rocha uzdrowiciela czczono więc przede wszystkim jako obrońcę ludzi i ich stad przed morowym powietrzem i  zarazami, jako przyjaciela zwierząt domowych i opiekuna bydła. Także jako patrona i przyjaciela psów, a  więc wszystkich zaniedbywanych, poniewieranych, często i krzywdzonych Burków, Kruczków, Znajdków i Łatków – mądrych, wiernych, przywiązanych,

psem, przynoszącym świętemu chleb albo z oddaniem liżącym jego rany. Niegdyś 16 sierpnia, w dniu św. Rocha, z kościołów i kaplic pod jego wezwaniem wyruszały procesje. Ludzie prosili świętego o  zdrowie i  opiekę, ochronę przed chorobami i  pożarem, składając księżom w ofierze drób i jaja, osełki masła i sery. Na św. Rocha (głównie w Polsce Północno‑Wschodniej i Centralnej) odbywały się pochody wokół pól, ugorów, łąk i pastwisk, na których rozpalano ogniska żywym ogniem – krzesząc iskrę kawałkami drewna (tzw. świdrem ogniowym) lub kamieniami. Żywe ognie rozpalano także na drogach wiodących z pastwiska do wsi. Wrzucano do nich zioła święcone, wykruszone z palmy wielkanocnej, wianków z Bożego Ciała, i przy głośnym dudnieniu bębna trzykrotnie przepędzano przez nie bydło, aby ochronić je przed pomorem, czarami i złym spojrzeniem, czyli urokiem złych oczu. Tradycja ta najdłużej zachowała się na Kurpiach (np. w Kadzidle) i tam odbywała się i odbywa nadal z udziałem księży, którzy kropią krowy wodą święconą i błogosławią je, polecając opiece bożej ludzi i ich stada. Na Kurpiach w dniu św. Rocha odbywają się jeszcze unikatowe uroczystości wotywne, nieznane w innych regionach Polski. Wierni (zwłaszcza starsi wiekiem gospodarze i  gospodynie) obyczajem swych przodków idą do kościoła, niosąc zapalone świece, oblepione wyrobionymi z wosku figurkami zwierząt hodowlanych (są to miniaturowe koniki, krowy, owce, prosięta, gąski). Obnoszą je  wokół ołtarza na pomyślność wszystkich gospodarskich zabiegów, a  zwłaszcza na pomyślność hodowli. Podobna praktyka ma miejsce w odpusty odbywające się przy okazji uroczystości Trójcy Przenajświętszej i Przemienienia Pańskiego. W polskiej tradycji ludowej dzień św. Rocha zapowiadał bliską już jesień, starano się więc wtedy kończyć najważniejsze prace w polu i ogrodzie. Wpisywał się zatem w rytm ludzkiego życia, zmieniających się pór roku i  tradycyjnych obrzędów wegetacyjno-rolniczych oraz hodowlanych. 

85


86

kraina bugu 路 lato 2013


Styl życia/Moje siedlisko

szczęście odnalezione w pół drogi tekst:

Justyna Franczuk  zdjęcia: Sylwia Garucka-Tarkowska

On urodził się w Białej Podlaskiej i tam wychował, ona większość życia spędziła w stolicy. Spotkali się i osiedlili niemalże w połowie drogi, która dzieli oba miasta. Jagodne, bo o nim mowa, stało się symbolem ich szczęśliwego życia – dało im pracę, która jest jednocześnie pasją, a to prawdziwy skarb, o którym marzy każdy z nas. Żeby jednak go odnaleźć, trzeba iść za głosem serca. Oni poszli.

N

atalia Kozłowska jest trenerem i instruktorem jeździectwa, zawodnikiem w ujeżdżaniu. Jej mąż Ireneusz pełni te same funkcje, z tym że w  powożeniu. Ona ma  tytuł halowej wicemistrzyni Polski w swojej dyscyplinie, on medale mistrzostw Polski oraz tytuł drużynowego wicemistrza świata w powożeniu zaprzęgami parokonnymi – ostatni, jaki zdobył polski zawodnik na przestrzeni dekady. Takie sukcesy to nie przypadek, lecz wynik ciężkiej pracy i pasji, z którą nasi bohaterowie się urodzili. — Konie zawsze były w moim życiu. W dzieciństwie przez krótki okres mieszkałem na  wsi i  mam w  głowie piękne

obrazy. Ludzie, którzy zwozili złom i jeździli po wsi jednokonnymi zaprzęgami, zadbane uprzęże, zapakowane wozy – wszystko to pozostało w mojej pamięci. Pamiętam też pierwsze araby, które zobaczyłem na własne oczy w Janowie Podlaskim. Ich widok zaparł mi dech w piersiach. Miałem wtedy pięć, może siedem lat — z błyskiem w oku opowiada pan Ireneusz. Jego żona o pierwszym kontakcie z czworonożnymi pięknościami mówi z równie dużym entuzjazmem: — U mnie też zaczęło się w okolicach piątego roku życia. Przypadkiem zabrano mnie na przejażdżkę konno, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Rodzice szybko tego żałowali, bo ta przygoda tak bardzo utkwiła mi w głowie, że nie dawałam im

spokoju. Tak narodziła się miłość do koni, która po latach doprowadziła do spotkania panny z Warszawy i kawalera z Białej Podlaskiej.

On swoje, ona swoje Jednak zanim do tego doszło, Ireneusz Kozłowski przeszedł długą drogę. Z Białej Podlaskiej trafił na siedem lat do Lublina. Po skończeniu szkoły rozpoczął staż w Stadzie Ogierów Białka nieopodal Krasnegostawu, po którym dostał prestiżową pracę w  stadninie w  Janowie Podlaskim – przez cztery lata był tam specjalistą ds.  treningu koni. Miał pracę na etacie, stałe dochody, czuł jednak, że to nie do końca to, co chciałby robić w życiu. Na szczęście

87


Moje siedlisko miał sprzymierzeńca w postaci przełożonego, który rozumiał sportową pasję i, co prawda, nie pomagał panu Ireneuszowi w  jej rozwijaniu, ale też nie przeszkadzał. Z  biegiem czasu nasz bohater zaczął reprezentować barwy janowskiej stadniny w  zawodach, w swojej ukochanej dyscyplinie – powożeniu, której zasmakował już za akademickich czasów. Sam zdobywał pieniądze na starty i robił swoje, nie przejmując się nieprzychylnymi głosami współpracowników. — W  dzień pracowałem w  Janowie, po godzinach prowadziłem własną działalność. Miałem konie, kupowałem je i sprzedawałem. Nie było to na wielką skalę, ale pozwalało dorobić do nędznej pensji. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że czasy się zmieniły. Nie było perspektyw na intensywne starty ani na to, żebym mógł robić to, co chciałem. Hodowla koni była bardzo ciekawa, ale mnie interesował przede wszystkim sport. Nie widziałem dalszego sensu tkwienia w tym państwowym układzie, zacząłem więc rozglądać się za jakimś prywatnym miejscem, w którym mógłbym założyć stajnię. Długo szukać nie musiał. Do Jagodnego zawitał po siodło, bo spadkobiercy zmarłej właścicielki posiadłości

„Klub jeździecki, który składa się z zawodników, koni… statusu i komitetu założycielskiego”. wyprzedawali akurat odziedziczony dobytek. Okazało się, że sama nieruchomość też potrzebuje nowego gospodarza. Stary dom, jego wyposażenie i rozciągające się wokół widoki zrobiły na panu Ireneuszu takie wrażenie, że postanowił zostać tam na dłużej. Był rok 1997. Choć początki nie należały do  najłatwiejszych – wszystko wymagało remontu i ciężkiej pracy – nie poddał się i z podupadającej posiadłości zrobił prawdziwą perełkę, w której mógł wreszcie uprawiać powożenie i uczyć tej sztuki innych zapaleńców. Życie pani Natalii biegło w tym czasie własnym torem, związanym jednak z końmi. Jako 18‑latka zrobiła uprawnienia instruktorskie, potem poszła na studia sinologiczne, podczas których pracowała w podwarszawskiej stadninie. To tam zaczęły się pierwsze starty. — W  pewnym momencie uznałam, że do moich instruktorskich umiejętności brakuje mi wiedzy ogólnej z powożenia. Chciałam nauczyć się tego u profesjonalisty, znajomy polecił mi Irka. Teraz się śmiejemy, że jestem jedyną osobą, która po kursie powożenia dostała jakiekolwiek papiery. Te papiery to akt małżeństwa — po tych słowach pani Natalia i siedzący obok niej mąż wybuchają śmiechem.

Zapisywanie wspólnej karty W tym właśnie momencie rozpoczyna się ich wspólna droga i  przygoda w Jagodnem, do którego pani Natalia przeprowadziła się w  2004 roku, powodując tym samym małą rewolucję w prowadzonym przez pana Ireneusza od siedmiu lat ośrodku. Jego działalność została podzielona na dwie części: tę od ujeżdżania, i tę od powożenia. Ona zajęła się pierwszą, on – drugą. — Co  państwo tutaj macie? — pytamy, chcąc wiedzieć, do  czego przez

te dziewięć lat doprowadziła ich wspólna pasja. Zapada kilkusekundowa cisza. — Klub jeździecki, który składa się z zawodników, koni… — mówi w końcu ona. — … statusu i  komitetu założycielskiego — wchodzi jej w słowo on, i oboje po raz kolejny zaczynają śmiać się głośno i radośnie. My jednak wiemy, że każe im tak mówić wrodzona skromność. Jagodne to dziś bowiem ważne miejsce na branżowej mapie Polski, a  jego właściciele prezentują najwyższą klasę wśród jeździeckiej braci. W barwach klubu obok małżeństwa Kozłowskich startuje kilku innych zawodników. Reprezentują je też konie, których właściciele z całego kraju zostawiają w Jagodnem, aby tu trenowały i rozwijały się pod okiem fachowców. Jest gospodarstwo agroturystyczne – swoiste zaplecze dla tych, którzy przybywają tu na naukę jazdy lub powożenia, czy też dla tych, którzy odwiedzają pozostawione tu pod wyśmienitą opieką konie. Mogą z niego korzystać także przyjeżdżający do Jagodnego ze swoimi ukochanymi zwierzętami, aby pojeździć na nich po nadbużańskich polach i lasach. Jest hodowla psów rasy Jack Russell terier, formalnie działa szkoła jeździecka. — Organizujemy duże imprezy zaprzęgowe zarówno tu na miejscu, jak i w największych miastach Polski — dodaje właściciel ośrodka. Najbardziej znaną w tym regionie jest Media ­Driving Cup Jagodne, czyli Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi, które 15 czerwca odbyły się po raz drugi. Jagodne trafiło się przez przypadek, ośrodek – jak mówi pan Ireneusz – mógłby prowadzić gdzie indziej, chociażby na Dolnym Śląsku, co z biznesowego punktu widzenia byłoby bardziej opłacalne. Jest jednak tu i nie traci czasu na gdybanie, dochodząc do wniosku, że kto zechce, to  go znajdzie, a  wtedy zakocha się i  w  samym ośrodku, i w przyrodzie, która go otacza. — Lubię Podlasie. W czasach licealnych miałem świra na punkcie roweru. Zjeździłem wszystkie łęgi nadbużańskie i okoliczne łąki. Ojciec pukał się w czoło, mówił: „Żeby ci chociaż 20 groszy za  kilometr

kraina bugu · lato 2013


89


Moje siedlisko płacili”. Jeździłem po 100  km dziennie i się dziwiłem, że jest taka dzicz, bo wtedy nie było takiej nadbużańskiej mody, jaka jest dziś — wspomina z sentymentem Ireneusz Kozłowski. W pamięć zapadła mu szczególnie miejscowość Bubel-Łukowiska, którą za szczenięcych lat zjeździł i rowerem, i – później – konno. Spoglądając na rozciągającą się tam łąkę, powtarzał w myślach: „Kurcze, gdybym mógł gdzieś zbudować dom, to właśnie tu”. Akurat to marzenie się nie spełniło – dom w Bublu zbudowali znajomi, ale to tam pan Ireneusz i pani Natalia urządzili huczne weselicho, które wspólnie

90

Wbrew temu, co śpiewał Rysiek Riedel, w życiu piękne są nie tylko chwile. Piękne są także działania, które do tych chwil przybliżają. z gośćmi zakończyli o poranku spacerem po łące marzeń.

Dogonić marzenia Wbrew temu, co śpiewał Rysiek Riedel, w życiu piękne są nie tylko chwile. Piękne są także działania, które do tych chwil przybliżają. W  przypadku pani Natalii to intensywne treningi z koniem o wielkich predyspozycjach, które mają ją przygotować do występu na olimpiadzie. Powożenie dyscypliną olimpijską nie jest, ale ma, organizowane co cztery lata Jeździeckie Igrzyska Olimpijskie, największą imprezę, na której mogą pokazać się zawodnicy ją uprawiający. Na najbliższych igrzyskach, które odbędą się w Normandii, pan Ireneusz zamierza wystartować zaprzęgiem 4‑konnym. — To  najbardziej prestiżowa i  najtrudniejsza kategoria w powożeniu, królewska można powiedzieć. Właśnie się do tego przygotowuję, mamy plany startowe, które są w trakcie realizacji. W tym roku myślę o startach międzynarodowych na niższym poziomie, a w przyszłym roku poprzeczka pójdzie w  górę. Start w  tej dyscyplinie, tak jak pierwsze starty, organizuje sam. Ma sponsora i grupę ludzi, zwartą pod szyldem Celebro ­Horse Team, wyśmienite konie, na które czekał siedem lat, zaplecze logistyczne i mnóstwo determinacji, żeby i to marzenie urzeczywistnić. Pasji pani Natalii i pana Ireneusza nie podzielali rodzice. Ci pierwsi nie wspierali mentalnie, ci drudzy mówili: „Synu, zajmij się w życiu czymś poważnym. Zastanów się, z czego ty będziesz żył”. Żadne z nich nie słuchało, a życie pokazało, że pasja okazała się sposobem na  zarabianie pieniędzy, odnoszenie sukcesów, a przede wszystkim życiowe spełnienie. Dlatego właśnie państwo Kozłowscy zazdroszczą dzieciństwa swoim pociechom, które dorastają wśród nadbużańskiej przyrody i zwierząt. A różnica pokoleń? No cóż, nadal daje o osobie znać. Kiedy mama pani Natalii dziwi się, że jej wnuczka nie umie jeździć rowerem, mała Helenka odpowiada: „Ale za to umiem jeździć konno”. Tak rodzi się pasja. Tak rodzi się szczęście. Tak rodzi się spełnienie w życiu, czego Natalia i Irek Kozłowscy są żywym dowodem. 

kraina bugu · lato 2013


Foto: Shutterstock

Styl życia/Design

len błękitny dotyk natury

92

kraina bugu · lato 2013


Barbara Chwesiuk

Zmęczenie cywilizacją to zjawisko bardzo powszechne w krajach rozwiniętych, dlatego w ostatnich latach zauważa się wzmożone dążenie do zdrowego trybu życia. Zbliżenie się do natury, powrót do korzeni, pielęgnowanie tradycji to wartości, które trudno wyobrazić sobie bez lnianego łanu w tle. Nie tylko dlatego, że len ma kolor nieba – a może właśnie dlatego...

W

alory użytkowe i zdrowotne tej rośliny opisane zostały w  wielu poradnikach i wydawnictwach, także internet jest pełny informacji na jej temat. „Linum” – łacińska nazwa lnu – oznacza tyle co „nitka”, „sznur” lub „płótno”. Już w tym zawiera się cała prawda o jego wszechstronnych walorach i wykorzystaniu. Także literatura zauważa w tej roślinie wyjątkowe właściwości. W  baśni Marii Konopnickiej „Jak to ze lnem było” len został uznany za równie cenny jak złoto. Mahatma Gandhi zaś stwierdził: „Gdzie nasiona lnu staną się jednym z  podstawowych pokarmów, tam zapanuje zdrowie”. Cóż można dodać? Lniana przędza uważana jest za najstarszą na  świecie, a  produkowane z niej tkaniny „ubierają” ludzi od kilku tysięcy lat. Len miał w historii lata świetności i  zapomnienia. W  Polsce uprawiany był od stuleci. W XIX w. nastąpił rozwój przemysłu lniarskiego, który dał nam pozycję światowego lidera w tej dziedzinie – aż do lat 80. XX w., kiedy nastąpiło załamanie w tej branży. Jeszcze w latach 70. ub.w. uprawy lnu w Polsce zajmowały powierzchnię

Foto: M. Jencz

Projektantka i właścicielka marek Bialcon i Rabarbar. Pomysłodawczyni utworzenia Szkoły Tradycyjnego Rzemiosła.

ponad 130 tys. ha. Obecnie jest to niewiele ponad 1 tys. ha – na szczęście z tendencją wzrostową. Po  wielu latach zapomnienia len wraca do  łask. W  krajach Europy Zachodniej dość powszechnym zjawiskiem jest praktyka certyfikowania wyrobów świadectwem „pochodzenia europejskiego” – to  także odnosi się do lnu. Jest to ogromna szansa na odbudowę areału uprawy tej rośliny również w naszym kraju i dotyczy zarówno lnu włóknistego, jak i oleistego. W modzie chętnie wraca się do lnianych tkanin, zaś w tekstyliach domowych rozwija się niezwykle dynamicznie produkcja pościeli lnianych. Oferta tych wyrobów na  ostatnich edycjach jednych z  największych targów artykułów wnętrzarskich Maison & Objet w Paryżu była naprawdę imponująca. W  kosmetyce i  medycynie olej z ekologicznych upraw jest poszukiwanym surowcem. W przemyśle spożywczym – a szczególnie olejarskim – wraz ze wzrostem spożycia oleju rośnie również zapotrzebowanie na siemię lniane. Olej ten ma zresztą wiele innych zastosowań. Len jest po prostu rośliną niezwykłą. Róbmy więc z tego użytek. 

93


Foto: Świat lnu

Foto: Świat lnu

Design

Foto: Świat lnu

­ laczego D lniana tkanina

Foto: Manufaktura Królewska

94

Lniane włókno jest najbardziej wytrzymałe ze wszystkich włókien roślinnych, charak‑ teryzuje się też najwyższą ze wszystkich włókien zdolnością pochłaniania wody. Jest to bardzo istotne dla wyrobów, które mają bezpośredni kontakt z ciałem. Tkaniny lniane wykazują również działanie anty‑ bakteryjne i nie elektryzują się. Instytut Włókien Naturalnych w Poznaniu we współ‑ pracy z Akademią Medyczną przeprowadził badania, z których wynika, że w lnianej pościeli sen jest głębszy, a organizm znacz‑ nie szybciej się regeneruje. Z ekologicznego punktu widzenia na uwagę zasługuje fakt, że len jest w pełni biodegradowalny i bezodpadowy. Budujące jest to, że mamy w Polsce lniane ostoje. Mijały dziesięciolecia, a te ostatnie bastiony trwały i nadal trwają, kultywu‑ jąc tradycje naszych przodków wbrew wszystkiemu. „Świat Lnu” nadal produkuje polski len, Zakłady Lniarskie „Orzeł” również, Manufaktura Królewska w Łazienkach Królewskich w Warszawie nieprzerwanie tka piękne żakardowe obrusy z przędzy lnianej, a w wielu podlaskich wioskach, jak Hołowno, Hrud czy Studzianka, rytm życia wyznaczają procesy obróbki lnu, które zamykają się w roku kalendarzowym: w maju wysiew, potem zbieranie, moczenie, międlenie, czesanie, przędzenie, zwijanie, tkanie, bielenie itd. Jeśli ktoś ma w swoim domu lniane skarby, które przeszły przez te wszystkie procesy, niech z szacunkiem pomyśli o swoich babciach i prababciach. t

kraina bugu · lato 2013


Foto: Bialcon Foto: Bialcon

Foto: Świat lnu

Foto: Manufaktura Królewska

Foto: Manufaktura Królewska

Foto: Świat lnu

95


Styl życia/inspiracje

schronienie na upalne dni tekst:

Grzegorz Móżdżyński

Budowle wznoszone przez ludzi bez wątpienia wrastają w naturę, stają się częścią nieożywionej przyrody i krajobrazu. Choć człowiek wyróżnia się spośród zwierząt, jego relacje ze środowiskiem podlegają tym samym prawom, które kierują zachowaniami innych stworzeń.

G

dy spojrzymy na wiejską zagrodę – garść budynków trwających nieodmiennie w  tym samym miejscu – możemy odnieść wrażenie, że na ich tle migracje ludzi mają w sobie coś z ekologicznej sukcesji, następowania gatunków. Przedstawiciele jednego z nich, nie widzący dla siebie dalszych perspektyw, przenoszą się w poszukiwaniu pracy, pozostawiając za sobą opustoszałe gospodarstwa. Porastające mchem ściany, chylące się ku ziemi płoty tworzą obraz naturalny, lecz smutny, niczym widok uschniętych kikutów drzew pośród kipiącej zieleni lasu. Natura na szczęście nie znosi próżni. Z biegiem lat narasta nie tylko migracja ludzi ze wsi do miast, lecz pojawia się również trend przeciwny, powrotny. Jak młode siewki zajmują miejsce świerków zjedzonych przez korniki, tak domy, w których nie było widać nadziei, zasiedlają nowe, inaczej uwarunkowane, śmielej patrzące w przyszłość pokolenia.

96

Każdy nowy gatunek, przybywający na opuszczone siedlisko, dokonuje rewizji sposobu jego wykorzystania. Sercem wiejskiego gospodarstwa jest oczywiście dom, zwykle po  latach wypłowiały w słońcu, wyczesany wiatrem, jak stare gniazdo każdej wiosny wymagający kilku szturchnięć i  poprawek. Przy nim rozpina swe konary lipa, kasztan albo inne rozłożyste drzewo. W cieniu liści ławeczka, miejsce spotkań, rozmów, odpoczynku, a dalej ogród – razem tworzą wymarzony, bajecznie sielski widok, w głębi którego majestatycznie rozpiera się... stodoła. Czasem to  słowo zgrzyta, źle się kojarzy – jako synonim rzeczy niezgrabnej, za dużej, nieeleganckiej. Budynek gospodarczy? Jeszcze gorzej. Idąc dalej tym tropem, mamy jeszcze do wyboru szopę lub chlewik. Co zrobić z takim kramem? Gdy chcemy stworzyć coś zgrabnego, bywa, że brakuje wystarczająco gładkich słów, aby móc to nazwać i określić, a potem jeszcze

zarazić innych swoją wizją, namówić na realizację.

Życiodajne światło Przeszklone wrota tworzą z położonej centralnie jadalni ponętną hybrydę – pół kuchnię, pół taras. Gdy słońce wdziera się do wnętrza, wzrok podąża za źródłem światła, do ogrodu. Latem do środka zaprasza zieleń, w chłodne dni szklana tafla pozwala przynajmniej marzeniom wyślizgnąć się na zewnątrz, buszować beztrosko pomiędzy niebem a chmurami. Dla wielu ludzi wychowanych w ciasnych, wąskich klitkach, betonowych pudełkach szeroka przestrzeń to podstawowy i  niemalże najważniejszy z możliwych atut nowego lokum. Czy potrafimy wyobrazić sobie jej nadmiar? Zwłaszcza żyjąc w realiach ograniczonych przez normatywne lub finansowe limity? Większy salon okupiony mniejszą łazienką, dodatkowa sypialnia dzięki ściśnięciu kuchni w aneks kuchenny,

kraina bugu · lato 2013


Foto: Living4media/Agencja FREE

97


98

kraina bugu 路 lato 2013


inspiracje oddzielna garderoba w zamian za rezygnację z wanny na korzyść prysznica. Często takie właśnie kalkulacje determinują wygląd miejsca, w którym przychodzi nam żyć. Co zrobilibyśmy z przestrzenią, której nie potrzeba racjonalnie wydzielać – czy nie zagubilibyśmy się w nadmiarze szczęścia?

Magazyn Tyle rzeczy pragniemy mieć, tyle zachować, ocalić przed zniszczeniem – archiwaliów, rzeźb, pamiątek, akcesoriów młodzieńczego hobby, a potem dojrzałej pasji. Dom jest magazynem sprzętów potrzebnych do życia, przechowalnią uczuć i sentymentów, których z konieczności wyzbywamy się, nie mając miejsca na przedmioty, którymi się wykarmiły. Biblioteką zajęć, do  których zamierzamy wrócić być może dopiero na  emeryturze, dokumentów i notatek, których nie możemy, a czasem nie chcemy wyrzucić, nie będąc pewnymi, czy zasługują na makulaturowy los. Drzwi do tej skarbnicy są jak wrota symbolicznie zamykające drogę do innego świata, chroniące zbiory przed kradzieżą czy zniszczeniem. Zamykające badacza w słodkim świecie utrwalonych pergaminem myśli, posągowych postaci. Zaadaptowany na  potrzeby letniego odpoczynku budynek, w  którym gromadzono wydany przez ziemię całoroczny plon, jest wystarczająco obszernym miejscem na wszystko to, co cenne, a na co gdzie indziej brakuje miejsca. Rodzaj wielkiego strychu, w którym pamiątki dawnej pracy i wysiłku znajdują dla siebie nowe życie, łaskawe przyjęcie. Nie trwają bowiem zapomniane w zakurzonym i z rzadka odwiedzanym kącie, lecz zasiedlają się pośród ludzi. Mogą służyć na nowo we wzajemnie korzystnej zależności, swoistej symbiozie człowieka i przedmiotu napełnionego duchem historii niczym własną duszą. Nawet jeśli służą wyłącznie ozdobie, jak zestaw kół zębatych rozłożonych po ścianie, przypominający skomplikowany mechanizm w naprawie u zegarmistrza.

Foto: Living4media/Agencja FREE (3)

99


inspiracje Świątynia

również wielofunkcyjne, teraz już nie z konieczności wymuszonej ciasnotą. Adaptowane na  apartamenty powierzchnie dawnych fabryk i  magazynów przemysłowych zyskały miano „loftów” i  budzą pozytywne skojarzenia z  oryginalnością rozwiązań, często atrakcyjną lokalizacją oraz

artystycznym klimatem. Czy poststodoły znajdą dla siebie jakieś własne określenie? Uznanie elitarnej klienteli i deweloperów? Słowo „loft” w  języku angielskim może oznaczać strych, rupieciarnię, chór w kościele albo poddasze na siano. Pasowałoby zatem również do zaadaptowanej na cele mieszkalne stodoły, choć musiałoby zacząć kojarzyć się z  odmiennym charakterem wnętrza. Materiał konstrukcji czyni tu  zasadniczą różnicę. Stalowe słupy i  belki, rury, przewody, instalacje budynków poprzemysłowych dobrze przyjmują klimat modernizmu, betonu, szkła i stali, prostych brył, drogich i trwałych materiałów. Drewniane, ręcznie ciosane kłody chętniej kojarzą się z ciepłem, zielenią, prywatnością i intymnością, przy nich modne zestawienie starego z nowym znajduje swoje naturalne uzasadnienie. 

Foto: Living4media/Agencja FREE

Więźba dachowa starej stodoły rozmiarami zbliżona jest do dachu nad parafialnym kościółkiem. Ściany trochę niższe, w kalenicy nie ma krzyża ani sygnaturki, brakuje dzwonnicy. Rozwiązania konstrukcyjne bywają jednak podobne. Przy okazji duża kubatura wnętrza zastępuje częściowo klimatyzację. Gdy spojrzymy na  zaadaptowany budynek w części, w  której nie przedzielono go stropem, pozostawiając przestrzeń otwartą aż po  dach, musimy przyznać, że wygląda trochę jak świątynia. Nawet pomimo odmiennej funkcji i codziennego domowego wyposażenia. Cóż moglibyśmy w niej celebrować? Zapewne nasze najświętsze chwile – odpoczynku, zadumy, spokojnego czytania listów, niemodnych robótek na drutach. W miarę rozrostu naszych zainteresowań wnętrza stają się

Więźba dachowa starej stodoły rozmiarami zbliżona jest do dachu nad parafialnym kościółkiem. Ściany trochę niższe, w kalenicy nie ma krzyża…

100

kraina bugu · lato 2013


styl życia/Weekend na poziomie

niebo nad Zaborkiem” ” Kto choć raz skosztuje wypoczynku w tym miejscu, na pewno za nim zatęskni i wkrótce tu powróci, bo to na turystyczno-rekreacyjnej mapie Podlasia prawdziwa perełka. Nieprzypadkowo Pensjonat „Uroczysko Zaborek”, nieopodal Janowa Podlaskiego, został laureatem prestiżowego konkursu „Piękniejsza Polska” oraz otrzymał wyróżnienie w tegorocznej edycji konkursu na Najlepszą Europejską Destynację Turystyczną EDEN.

S

łownikowa definicja „uroczyska” podaje, że mianem tym określa się teren trudno dostępny, najczęściej bagnisty lub leśny, ale także miejsce odludne, a nawet pustkowie. I coś w tym jest. Położenie Pensjonatu „Uroczysko Zaborek” na terenie Parku Krajobrazowego „­Podlaski Przełom Bugu” spełnia te  definicyjne kryteria, ale „odludny” znaczy w tym przypadku wyłącznie cichy, spokojny, współgrający z naturą, która objawia się tutaj w pełnej krasie. Do tej tradycyjnej etymologii należałoby włączyć dodatkowe znaczenie – „uroczysko” to po prostu miejsce urocze, gdzie spotykają się różne kultury i różni ludzie, a wtóruje im niezmienny w swym żywiole, piękny i dostojny Bug.

W poszukiwaniu minionego czasu Do Zaborka, jak się potocznie mówi o nadbużańskim pensjonacie, można się wybrać na kilkanaście dni, ale to także doskonała propozycja wypoczynku dla zapracowanych, którzy spędzą tu zaledwie weekend. I to niezależnie od pory roku, bo każda jest tu wyjątkowo urokliwa i niepodobna do siebie. Zanim się tutaj wybierzemy, warto zerknąć na stronę internetową pensjonatu i zwiedzić z wirtualnym przewodnikiem kompleks drewnianych budynków, rozsianych na 50‑hektarowym obszarze – pod dachem jednego z nich spędzimy niepowtarzalne chwile. Każdy jest zabytkiem bądź jego wierną kopią i każdy kryje ciekawą historię. Jeśli planujemy wypoczynek we dwoje, możemy wybrać „pokój księżniczki” (mieszkała w nim księżniczka Jordanii Alia), który znajdziemy w  zabytkowym wiatraku „koźlaku”, górującym nad otoczeniem. Z większą grupą przyjaciół albo z rodziną warto zamieszkać w plebanii z 1880 roku (z jadalnią i 14 pokojami), która nieskromnie uwodzi dwoma gankami widokowymi. Stąd tylko kroczek do uroczego stawu, nocą pełnego gwiazd i szeptów przyrody.

kraina bugu · lato 2013


Z drewnianego molo – dla mieszczucha swoistej świątyni dumania – roztacza się widok na okoliczne łąki. Nie ma lepszego miejsca na refleksję i uwolnienie umysłu od  dręczącej codzienności. Tych, którzy chcą poczuć się jak szlachta zaściankowa z połowy XIX w., w swoje progi zaprasza chata „Zaścianek” z jadalnią i 7 pokojami gościnnymi. Mury Bielonego Dworku, pamiętające czasy powstania styczniowego, kuszą nie tylko atmosferą, lecz także praktycznym wyposażeniem: jadalnią, salonem i 10 pokojami. Niezależnie jednak od tego, który z budynków wybierzemy na  miejsce zakwaterowania, w  każdym z nich powitają nas przytulne i stylowo urządzone wnętrza oraz domowa atmosfera. Poza obiektami mieszkalnymi w skład kompleksu budynków wchodzą też m.in.: eksponat skansenowy, zwany „Strzechą” (jednoizbowa chata z początku XIX w. z oryginalnym wyposażeniem) oraz leśniczówka, w której bije serce sosnowego lasu, charakterystycznego dla tego regionu Polski.

Dla duszy i ciała Janowski pensjonat ma ofertę zarówno dla pojedynczych gości, którzy chcą spędzić miłe chwile w samotności lub w towarzystwie najbliższej osoby, jak i dla grup zorganizowanych, w tym pracowników mniejszych i większych firm. To właśnie do ich potrzeb szkoleniowych przystosowano XIX‑wieczny drewniany kościółek, w którym są dwie sale (każda może pomieścić do 100 osób w ustawieniu teatralnym); trzy dodatkowe sale mieszczą się w innych obiektach. Po intensywnej nauce jest czas na relaks i zabawę – na gości pensjonatu czeka kameralna altanka albo duża wiata, gdzie przy wspólnym stole może biesiadować kilkaset osób. Każde spotkanie umili wyśmienite menu z paletą regionalnych dań, wśród których wyróżniają się potrawy kresowe i dziczyzna oraz nadbużańskie napitki, ale także

materiał promocyjny

europejska kuchnia – również na indywidualne życzenie klienta. Po  uczcie dla podniebienia przychodzi czas na ucztę dla ciała, a podczas wizyty w „Uroczysku Zaborek” zbędne kalorie można stracić w naprawdę przyjemny sposób: dzięki przejażdżkom konnym (latem) czy pieszym wędrówkom szlakami turystycznymi. O tej porze roku na gości czekają też nietuzinkowe atrakcje w postaci przejażdżek chłopskimi furmankami oraz spływów tratwami po Bugu, zimą zaś kuligów. Chcąc połączyć przyjemne z  pożytecznym, koniecznie powinniśmy udać się do  pobliskiej Stadniny Koni Arabskich w  Janowie Podlaskim – zwiedzając przy okazji to  urocze miasteczko – i odbyć wędrówkę szlakiem zabytków trzech kultur, z katolickim sanktuarium Matki Boskiej Kodeńskiej, pozostałościami tatarskich mizarów w Studziance i Lebiedziewie oraz prawosławnym monastyrem św. Onufrego w Jabłecznej i św. Górą Grabarką. A wszystko to jest niemalże na wyciągnięcie ręki, wśród malowniczych pejzaży, które od lat przyciągają do Zaborka dziesiątki malarzy, uwieczniających nadbużański pejzaż na płótnie. Warto wspomnieć, że w konkursie na Face­booku internauci uznali pensjonat „Zaborek” za najlepszą tegoroczną destynację, co pozwala jego właścicielom na posługiwanie się logo „EDEN”, o randze europejskiej. 

CENNIK noclegów: ▶▶ pokój 1-os. . . . . . . . 140 zł ▶▶ pokój 2-os. . . . . . . . 200 zł

USŁUGI: ▶▶ wypoczynek i rekreacja ▶▶ konferencje, szkolenia, seminaria

ATRAKCJE: ▶▶ spływy tratwami ▶▶ przejażdżki konne i chłopskimi furmankami ▶▶ kuligi ▶▶ warsztaty artystyczne

P­ensjonat „Uroczysko Zaborek” 21-505 Janów Podlaski tel. 83 341 30 68 e-mail: pensjonat@zaborek.com.pl internet: www.zaborek.com.pl

103


dusza w spiżu węgrowska dynastia ludwisarzy rozmawiał:

Daniel Parol 

zdjęcia:

Jakub Szymczuk

Foto: Jakub Szymczuk/Agencja GN

››t

104

kraina bugu · lato 2013


Styl życia/Biznes

Stare porzekadło mówi, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. Zdaje się przeczyć temu przykład rodu Kruszewskich, którzy od 1920 roku prowadzą w Węgrowie odlewnię dzwonów – jedną z trzech, jakie obecnie mamy w kraju. Dziś trzon firmy stanowią czterej mężczyźni, reprezentujący dwa pokolenia. Przedstawiciel najmłodszego z nich – Antoni Kruszewski – na odlewaniu dzwonów zna się jak mało kto, tak jak pozostała część rodziny, bo znajomość tematu i doskonała technologia to gwarancja sukcesu w tym niszowym biznesie. ››Odlewnia Dzwonów Braci Kruszewskich to  firma rodzinna z  bardzo bogatymi tradycjami. Kto je zapoczątkował? ››Zgadza się, ja  reprezentuję czwarte pokolenie ludwisarzy. Dzieło rozpoczął mój pradziadek Jakub Kruszewski w 1920 roku. W tym czasie w Węgrowie istniały trzy odlewnie dzwonów. W jednej z nich, u mistrza Antoniego Włodkowskiego, pracował mój pradziad, a  ponieważ mentor umierał bezdzietnie, na łożu śmierci przekazał swój zakład najlepszemu czeladnikowi – tak się złożyło, że był nim mój pradziadek. Ten z kolei podarował go później synowi Antoniemu, do którego z czasem dołączyli jego potomkowie – Andrzej i Adam. W 1992 roku skład poszerzył się o Wojciecha, syna Andrzeja, oraz o mnie. Od tego momentu prowadzimy odlewnię we czterech. ››Firmy rodzinne mają swoją specyfikę, choćby z  uwagi na  relacje międzyludzkie. Na  pewno nie są ani korporacją, ani zwykłym zakładem produkcyjnym. Jak to wygląda na poziomie państwa biznesu? Każdy z panów zajmuje się wszystkim czy praca jest podzielona? ››Każdy z  nas ma  swój zakres obowiązków, choć wszyscy potrafimy zrobić dzwon od początku do końca. Moje zadania to kontakty z mediami i  klientami, reprezentowanie firmy na zewnątrz, ale także wykonywanie

form dzwonów, przy czym pomaga mi mój ojciec. Stryj jest odpowiedzialny za jarzma, czyli element, do którego jest przymocowany dzwon, oraz serce dzwonu, uczestniczy też przy odlewie. Wojciech natomiast zajmuje się ostateczną obróbką dzwonów. ››Dziewięćdziesiąt trzy lata istnienia rodzinnej firmy robi wrażenie. Czy w tym okresie zakład nie miał przerw w działalności? ››Takim okresem była II wojna światowa. Ostatni odlew przed jej wybuchem wykonany został w sierpniu – dzwony zostały wówczas zalane i  zakopane w dole odlewniczym. Dziadek nie zdążył ich już, niestety, oddać zamawiającym, co uczynił dopiero po wojnie. Z opowieści wiem też, że nasz piec odlewniczy dawał wówczas schronienie Żydom. ››Obecnie w Polsce są trzy odlewnie – oprócz firmy braci Kruszewskich istnieją zakłady na  Podkarpaciu

i na Śląsku. Tyle samo odlewni było przed wojną w  samym Węgrowie. Czy to oznacza, że w tamtych czasach zapotrzebowanie na dzwony było aż tak duże? ››Węgrów to specyficzne miasto – stanowiło ono swoisty tygiel narodowościowy już za czasów Radziwiłła, który był jednym z właścicieli grodu. Sprowadził on na  te  ziemie nawet Szkotów. Podejrzewam zresztą, że z tego właśnie powodu do Węgrowa dotarło ludwisarstwo. Przed wojną ludwisarstwem zajmowały się trzy rodziny: wspomniany już mistrz Włodkowski, spółka Skrzeczkowski i Uciechowski oraz mistrz Wojtkowski. A  zapotrzebowanie na  dzwony? No cóż, było, jest i – mam nadzieję – będzie. Tamte firmy nie przetrwały prawdopodobnie z powodu braku potomków, podejrzewam też, że jakość wyrobów, które oferowały, nie była najlepsza. Z  dzwonami wyprodukowanymi w tamtych czasach spotykam się do tej pory. Największy, jaki został po  moim pradziadku, wisi obecnie w klasztorze franciszkanów w Iwieńcu na Białorusi. Odkopano go spod kościelnej ziemi w 2006 roku. Waży 1200 kilogramów. Spotykam też mniejsze dzwony, które wyszły spod jego ręki, równie nietuzinkowe. ››À propos wielkości: największy dzwon, jaki został wykonanym w państwa odlewni, to…

105


Biznes

106

tego rzemiosła. Zanim zgłębiłem poszczególne etapy „narodzin” dzwonu, minęło dużo czasu. Moją ciekawość rozbudzały też artykuły prasowe i audycje telewizyjne, które poświęcone były ludwisarstwu, a  które wówczas ukazywały się z  dużą regularnością. Na stałe zacząłem pracować w odlewni w 1992 roku, kiedy rozpocząłem studia zaoczne. Wspólnie z bratem stryjecznym wpadliśmy na pomysł, żeby oprócz dzwonów kościelnych robić inne rzeczy, poszerzyć krąg odbiorców, trafić do zwykłego człowieka. Tak

Foto: Jakub Szymczuk/Agencja GN

››…dwutonowy kolos. Obecnie jest ich osiemnaście, znajdują się m.in. w Warszawie, Białymstoku, Chełmży i Katowicach. ››Cały czas mówimy o historii odlewni, a jak wyglądała pana historia? ››Początki mojej pasji mają źródła w dzieciństwie. Często przychodziłem do odlewni i podpatrywałem pracę mojego taty. Kiedy poszedłem do szkoły, po powrocie z niej każdą wolną chwilę starałem się spędzać w zakładzie i mu pomagać. To mnie bardzo fascynowało, chociaż nie znałem wówczas tajników

właśnie narodziły się dzwony okolicznościowe, które do tej chwili z powodzeniem produkujemy. ››Czy z wykształcenia jest pan ludwisarzem? ››Nie, tej profesji nie można się nigdzie nauczyć, to zawód przekazywany z pokolenia na pokolenie. Z wykształcenia jestem elektromechanikiem, studiowałem zaś administrację publiczną. ››Intrygujące połączenie… ››Kierunek techniczny związany był z planami rozwojowymi firmy. Myślałem o tym, by robić napędy do dzwonów elektrycznych, a takie wykształcenie byłoby wówczas przydatne. Jeśli chodzi o administrację, był to okres, kiedy o zamówienia było bardzo ciężko. Pomyślałem, że jeśli nie będę robił dzwonów, to  muszę zająć się czymś innym, padło więc na  pracę w  urzędzie. Tak sobie wykoncypowałem, że po  ośmiu godzinach spędzonych za biurkiem po powrocie do domu będę ludwisarzem. ››Mówi pan, że ludwisarstwa nie można się nauczyć. Może jednak w dawnych czasach istniały szkoły, które kształciły w tym kierunku? ››Ja takich nie znam, wiem natomiast, że jest to zawód, którego adepci zajmowali się również odlewaniem armat. W czasie pokoju armaty przelewano na dzwony, a w czasie wojny – na odwrót. ››Zabawne, gdzieś kiedyś słyszałem, że czas, w  którym żyjemy, zawsze jest przed wojną, więc może to powiedzenie jest związane z ludwisarstwem… ››Mam nadzieję, że jednak nie będę musiał odlewać armat (śmiech). ››Jak zmienił się ten zawód na przestrzeni lat? ››Ewoluował, choć może nie tak znacząco. Główne zmiany dotyczą stopu dzwonu. Obecnie składa się on z 78 proc. miedzi i 22 proc. cyny, natomiast wcześniej tej cyny było mniej. Sama technologia wytwarzania nie zmieniała się, chociaż w tej chwili pracuję nad nową metodą robienia formy. Obecnie jej podstawowym budulcem jest glina, z której chcę zrezygnować.

kraina bugu · lato 2013


Foto: Jakub Szymczuk/Agencja GN

Jest z nią, kolokwialnie mówiąc, dużo zabawy: trzeba odpowiednio dobrać konsystencję, tłustość, później trzeba ją suszyć. Przeprowadza się przy niej sporo procesów, które wymagają dużej uwagi, koncentracji, żmudnej techniki. Ja  natomiast chcę ten proces skrócić. Nowa technologia oparta będzie na piasku i chemii, ale z przyczyn oczywistych nie mogę zdradzić szczegółów. ››Dużo trzeba zmarnować materiału i zepsuć roboty, żeby zbudować ten właściwy dzwon? ››Mój pradziadek przejął całą technologię od mistrza Włodkowskiego, więc na to pytanie potrafiłby odpowiedzieć tylko on. Później ta wypracowana metoda była przekazywana z pokolenia na  pokolenie. Natomiast jest oczywiste, że ja sam od razu dzwonu nie zrobiłem. Najpierw przyglądałem się każdemu etapowi, potem się go uczyłem, dopiero jak ojciec zobaczył, że coś mi wychodzi, dawał mi to do zrobienia. Samodzielnie dzwon potrafiłem zrobić dopiero po  piętnastu latach nauki. ››Czyli z  dobrym dzwonem jest jak z ciastem: trzeba mieć wypracowaną przez pokolenia recepturę, żeby było ono naprawdę smaczne. ››Dokładnie tak, ale proszę pamiętać, że to samo ciasto wykonane przez różne osoby będzie smakować inaczej. Dzwony są jak ludzie – powstają w ten sam sposób, a każdy jest inny. ››Jak wygląda zatem proces produkcyjny dzwonu? Załóżmy, że właśnie przyjechałem do pana, by zamówić dzwon do swojego dworu. ››Postaram się streścić ten półtoramiesięczny proces w kilka minut, co nie będzie łatwe. Na początek potrzebuję od pana treść napisów, jakie mam zamieścić na dzwonie. Każdy dzwon ma  bowiem swoje imię, które jest przyporządkowane danemu świętemu. Do  napisów dojdzie też jego wizerunek, tak zwana płaskorzeźba. Miejsce na  wieży, wymiary podpór, na  których zawiśnie pański dzwon, to też przydatne informacje. Ale i tak

zawsze sam jadę na miejsce i dokonuję tych pomiarów. Kiedy określił pan już wielkość dzwonu, udaję się do pomieszczenia, w  którym trzymamy szablony, i wybieram taki, który odpowiada podanej wielkości. Następnie montuję go w odlewni na stanowisku do  robienia form, wbijam drewniany kołek, szablon mocuję na  nim w dwóch miejscach, tak aby mógł obracać się dookoła własnej osi. Szablon

Na fundamencie z cegieł muruję formę. Każdą cegłę stawiam tak jak murarz – jedną na drugą – i łączę je gliną. Umiejscawiam je w niewielkiej odległości od szablonu, tworząc w ten sposób cylinder, który później będzie przypominał wnętrze dzwonu.

składa się z dwóch desek – wyznaczają one profil i grubość dzwonu, którą określa odległość między tymi dwiema deskami. Grubość jest największa w miejscu, w którym bije serce dzwonu. Im wyżej, tym dzwon robi się coraz cieńszy. W dalszej kolejności na fundamencie z cegieł muruję formę – robię to za pomocą spoiwa, którym jest glina. Każdą cegłę stawiam tak jak murarz – jedną na  drugą – i  łączę je  gliną. Umiejscawiam je w niewielkiej odległości od  szablonu, tworząc w  ten sposób cylinder, który później będzie przypominał wnętrze dzwonu. Kiedy rdzeń z cegieł jest ustawiony, muszę go wysuszyć, następnie nakładam na niego papę z  gęstej gliny, szablonem zbieram jej nadmiar, formuję kerner, czyli rdzeń dzwonu, i  znowu suszę. Następnie rdzeń smaruję grafitem, który pełni rolę separatora. Z szablonu zdejmuję deskę, która modelowała kerner, zostawiam natomiast drugą deskę, modelującą kształt zewnętrzny dzwonu. Teraz na  rdzeń pokryty grafitem nakładam tak zwany model fałszywy dzwonu, czyli warstwę gliny, która dzięki temu, że rdzeń posmarowałem wcześniej grafitem, nie przyklei się do niego, natomiast na model fałszywy po wysuszeniu i wygładzeniu go będę nakładał inskrypcje, które

107


Biznes pan zlecił, ornamenty, płaskorzeźbę i nasze logo. Wcześniej muszę te inskrypcje wyciąć z wosku. Zanim nałożę je na model fałszywy, nalewam na niego łój zwierzęcy – najlepszy jest ze starej krowy, wygładzam go ładnie szablonem i  na  niego naklejam woskowe napisy, płaskorzeźby oraz ornamenty. Następnie całą „ubraną” formę pokrywam masą formierską, która u nas stanowi bardzo drobną mieszankę rzadkiej gliny, pyłku z czerwonej cegły i włosów. ››Ludzkich czy zwierzęcych? ››Sam pan widzi, jak wyglądam, więc ludzkich (śmiech). ››Dużo takich włosów potrzeba? ››Kilka garści na jeden dzwon. Generalnie odlewnie używają włosów bydlęcych, a  my  mamy zaprzyjaźnionych fryzjerów, więc od nich je dostajemy. W  dalszej produkcji włosy się spalą, a  w  ich miejscu powstaną kanaliki, za pomocą których na zewnątrz będą uchodzić gazy z formy. To jest właśnie ta technologia, o której mówiłem. Nie można się jej nauczyć w szkole, jest ona przekazywana z ojca na syna. ››Bardzo to skomplikowane. Co dzieje się dalej? ››Na  formę nakładam pięć warstw masy formierskiej. Każda z nich jest suszona. Następnie nakładam około pięciu‑sześciu warstw, które zbroję drutem – w tym przypadku każda jest również suszona. Na  koniec pokrywam płaszczem z bardzo gęstej gliny, mocuję na nim haki, obwiązuję całą formę drutem, po czym napełniam ją węglem i drzewem, a następnie wypalam. Trwa to około doby – tyle czasu potrzeba na wytopienie wosku i łoju, które są na  formie. Po  tym procesie mogę formę rozebrać, czyli podzielić ją na dwie części. Do góry unoszę tę warstwę gliny, którą nakładałem na  model fałszywy – w  ten sposób będzie odwzorowany zewnętrzny kształt dzwonu z ornamentami. Zostaje mi model fałszywy – muszę zbić z niego wszystko, aż do znajdującego się w głębi grafitowego rdzenia, zbijając tym samym grubość dzwonu.

108

Trzeba tak zaprojektować dzwon, aby w miejscu, w którym jest on ­najgrubszy, odzywał się tak zwany ton nominalny, a w pozostałych miejscach tak zwane alikwoty w ­odległości harmonicznej od tonu nominalnego w tonacji molowej. Wtedy czapę z powrotem zestawiam na rdzeń, robiąc tym samym miejsce na spiż. Tak przygotowaną formę studzę i wstawiam do dołu odlewniczego przy piecu, zakopuję ją piachem, mocno ubijając, tak żeby nie rozeszła się podczas odlewania, ponieważ powstaje wtedy bardzo duże ciśnienie. Rozpalam w piecu, wkładam do niego miedź, którą topię, po czym dokładam do  niej cynę. Całość doprowadzam do temperatury 1140ºC, mieszam ją i odgazowuję, trochę chłodzę i wybijam dziurę w piecu. To właśnie przez nią powolnym strumieniem cieknie do formy coś w rodzaju zupy pomidorowej. Potem zalany dzwon stygnie, po kilku dniach odkopuję go i wyciągam z dołu. Całą miesięczną pracę nad formą rozbijam w drobny pył. Usuwam w ten sposób glinę, a zyskuję produkt docelowy, czyli dzwon. ››Czy to musi trwać tak długo? Nie da się zrobić dzwonu w tydzień? ››Pracuję nad tym, aby to trwało krócej. Dzięki chemii i rozwojowi technologii odlewniczej wykonanie formy w przyszłości będzie sporo krótsze.

››Życzę, aby było to możliwe jak najszybciej. Wspominał pan o pomyśle rozszerzenia działalności, wyjścia z nią do zwykłych ludzi, który przed laty wdrożył pan z kuzynem. Z jakich okazji ludzie robią takie dzwony? ››Z przeróżnych, w myśl naszego hasła: „Daj nam okazję, my ci zrobimy dzwony”. Jubileusze małżeńskie i firmowe, urodziny, chrzty, komunie – każda okazja jest dobra. Proszę zwrócić uwagę, że jest to prezent niepowtarzalny i oryginalny, przeznaczony dla tej jednej osoby, o czym świadczy umieszczony na produkcie napis. W tej działce naszej działalności mieszczą się też gadżety reklamowe. ››A jaki najmniejszy dzwon powstał u braci Kruszewskich? ››Pięćdziesięciodekagramowy. Ograniczeń wagowych nie ma, decyduje klient, ale najcięższy dzwon, jaki możemy wykonać ze względu na możliwości produkcyjne, może ważyć dwie tony. ››Czy prowadzą panowie rejestr wykonanych w Węgrowie dzwonów? ››Jeśli pyta pan o  kwestie ilościowe, to  w  całej historii zrobiliśmy ich już przeszło trzy i  pół tysiąca. Obecnie rocznie wykonujemy średnio do trzydziestu dzwonów. W  zależności od wagi, jednocześnie możemy pracować nad pięcioma sztukami. ››Gdzie trafiają te wyroby? ››Do przeróżnych miejsc. W tym roku robiliśmy dzwony do Finlandii, Stanów Zjednoczonych, w zeszłym roku do Indii. Nasze dzwony biją m.in. we Włoszech, w  Niemczech, Anglii, Francji, Portugalii, na Syberii, Ukrainie, Łotwie i Litwie, w Papui Nowej Gwinei, w Estonii, Rwandzie, Kamerunie, Togo. ››Panie Antoni, czy dzwon musi mieć kształt dzwonu? ››(śmiech) Nie. Przykładem są nasze dzwony zegarowe, które wykonaliśmy w 1974 roku na wieżę zegarową Zamku Królewskiego w  Warszawie. Były to dwa dzwony zegarowe o wadze 840 i  420 kilogramów, więc dosyć duże. Wyglądają one jak michy czy kapelusze, są niższe a szersze, ale także doskonale brzmią.

kraina bugu · lato 2013


››A czy kształt dzwonu wpływa na jakość wydobywającego się z  niego dźwięku? ››Nie wpływa, w  każdym może on być doskonały, wszystko jednak zależy od profilu. Trzeba pamiętać, że dzwon jest instrumentem muzycznym. Ponieważ jego grubość w poszczególnych miejscach jest różna, każdy ludwisarz musi zadać sobie pytanie: jak zaprojektować dzwon, żeby odzywał się on jednym dźwiękiem przy różnej grubości. Technika jest prosta: trzeba tak zaprojektować dzwon, aby w miejscu, w którym jest on najgrubszy, odzywał się tak zwany ton nominalny, a w pozostałych miejscach tak zwane alikwoty w odległości harmonicznej od tonu nominalnego w tonacji molowej. ››Z  tego, co  pan mówi, wynika, że oprócz administracji publicznej, elektryki i ludwisarstwa, które przejął pan od ojca, jest pan też znawcą akustyki?

››Rodzice przed laty wiedzieli, co robią, posyłając mnie na lekcje gry na pianinie. Z perspektywy czasu to bardzo pomaga. Mój tata nie miał podobnych doświadczeń, więc musiał włożyć więcej pracy w naukę sposobu rozróżniania dźwięku. Mnie przychodzi to łatwiej, co nie oznacza, że mam słuch absolutny. Kiedy słyszę dzwon, nie rozpoznam konkretnego dźwięku, ale będę wiedział, czy jego szablon został dobrze zaprojektowany. ››Na  koniec wróćmy do  początku, czyli kwestii firmy rodzinnej. Jak wygląda sprawa sukcesji? ››Mam dwie córki, które wykazują zainteresowanie tym, co robię, choć na razie w niewielkim stopniu. Pocieszam się tylko tym, że mój dziadek, również Antoni, najpierw miał dwie córki, a potem dopiero dwóch synów, czyli szansa jeszcze jest (śmiech). ››Plany na przyszłość?

››Po pierwsze, wspomniana już zmiana technologii odlewania, po drugie zaś odlewanie karylionów, czyli instrumentów muzycznych, które składają się z trzydziestu dwóch dzwonów różnej wielkości – można na nich wygrywać różnego rodzaju melodie. Obecnie w Polsce mamy dwa tego rodzaju instrumenty – znajdują się one w gdańskich kościołach. To bardzo zaawansowanie urządzenie, bo  dokładność tonu musi być co do jednej tysięcznej – to duże wyzwanie. ››Czy z  wykonywaniem tej profesji związane są jakieś przesądy? ››Owszem... Otóż w dniu odlewu do odlewni nie może wejść kobieta w spódnicy i ksiądz w sutannie, bo praca może się nie udać. Mój ojciec do  dziś tego przestrzega. ››Zatem życzę jak najmniej księży i kobiet podczas odlewu. ››Dziękuję (śmiech). 

Foto: Jakub Szymczuk/Agencja GN

109


Album

Kolejne spotkanie z sowami XX SOWY POLSKI, ARTUR TABOR, WYDANIE II UZUPEŁNIONE I ROZSZERZONE, 2013 WWW.ARTURTABOR.PL

Dzięki nowemu wydaniu albumu „Sowy Polski” ze zdjęciami autorstwa Artura Tabora po raz kolejny jesteśmy uczestnikami

Koncert

„Nowa płyta” na żywo XX VOO VOO, 30 sierpnia JANÓW PODLASKI

Grupy Voo Voo nikomu przed‑ stawiać nie trzeba, a o jej klasie świadczy choćby charyzmatycz‑ ny lider Wojciech Waglewski. Podczas urodzinowego koncertu

Książka

Organowe brzmienia

Młodzieńcze przygody

XX IX LEGIONOWSKI FESTIWAL MUZYKI KAMERALNEJ I ORGANOWEJ, LEGIONOWO, 28 LIPCA – 25 SIERPNIA

XX „PRYMUSKA”, EWA BAGŁAJ, WYDAWNICTWO MUZA, WARSZAWA 2013

Dziewiąta odsłona festiwalu, który na stałe wpisał się do kalen‑ darza imprez odbywających się w regionie dolnego odcinka Bugu. Inauguracja tegorocznego cyklu spotkań z muzyką z najwyższej półki będzie miała miejsce 28 lipca w parafii pw. św. Jana Kantego w Legionowie. Bogaty program jak co roku przyciągnie zapewne nie tylko miejscowych entuzja‑ stów tego rodzaju muzyki, lecz także melomanów z ościennych miejscowości. Złoży się na niego pięć koncertów, które odbywać się będą w kolejne niedziele sierp‑ nia. Te wyjątkowe dni wypełni muzyka znakomitych organistów i zespołów kameralnych. Gwiazdą

To propozycja na letni relaks, skierowana głównie do młodego pokolenia, choć i dorośli znajdą w niej życiowe drogowskazy. „Pry‑ muska” jest kontynuacją opowieści o przygodach Bronki (bohaterki wcześniejszej „Broszki” i „Dublerki”), która właśnie spełniła swoje wiel‑ kie marzenie o byciu wolontariusz‑ ką na obozie dla osób niepełno‑ sprawnych. Jego uczestniczką jest także tytułowa Prymuska – ładna, zdolna i bogata jedynaczka, która z pozoru ma wszystko. Okazuje się, że perfekcyjna nastolat‑ ka ma tajemnicę. Szybko też wychodzi na jaw, że nie tylko ona coś ukrywa… Przygody grupy nastolatków, którzy muszą stawiać

110

Foto: Shutterstock

Festiwal

tegorocznego festiwalu będzie wybitny rosyjski organista prof. Da‑ niel Zaretsky. Szczegóły imprezy cały czas są dogrywane, warto zatem śledzić stronę Miejskiego Ośrodka Kultury w Legionowie (www.moklegionowo.pl), na której już niebawem pojawi się program festiwalu, aby nie stracić żadnego z koncertów na organową nutę. Gwarantujemy, że dostarczą one niezapomnianych wrażeń i będą prawdziwą ucztą dla duszy. 

„Krainy Bugu” zespół zagra utwo‑ ry z „Nowej płyty” – pierwszego krążka nagranego w nowym skła‑ dzie, który ukazał się w paździer‑ niku 2012 r. „To muzyczna historia porównywalna z dobrą audycją radiową, w której to trafnie dobrane szczegóły tworzą nie‑ zapomnianą całość. (…) „Nowa płyta” ma błysk szczególny. Jest bowiem płytą intuicyjnie mądrą rockowo. I może nawet gdzieś konceptualną intuicyjnie… Jest płytą, gdzie obok prawdziwej kompetencji artystycznej znać humor, luz i zespołową, niekła‑ maną radość grania. Płynie z niej takie właśnie, jasne przesłanie” – tak słowami Macieja Prolińskie‑ go Voo Voo rekomenduje płytę na swojej stronie. Zespół wystąpi w składzie: Wojciech Waglewski (głos, gitara), Mateusz Pospie‑ szalski (saksofony, głos), Karim Martusewicz (gitara basowa), Michał Bryndal (perkusja). 

Foto: Materiały prasowe

Polski

niezwykłej wyprawy do świata puchaczy i innych gatunków tych tajemniczych ptaków. Fotografie, które artysta wykonywał przez 18 lat pracy w terenie, nieustan‑ nie budzą zachwyt. Ich artyzm, a jednocześnie zwyczajność przemawiają zarówno do wielbi‑ cieli sów, jak i kompletnych igno‑ rantów w kwestii tych niezwykle skrytych i czujnych stworzeń. Na tworzeniu sowiego portfolio Artur Tabor spędził setki godzin, koczując z najnowocześniejszym sprzętem (m.in. kamerą na pod‑ czerwień i zdalnie sterowanymi aparatami) na czubkach drzew, bagnach, kościelnych strychach i wieżach. Spotkanie z każdym gatunkiem to odrębna historia, często niezwykle barwna, o czym można się przekonać, czytając relacje z pracy w terenie, z któ‑ rych dowiemy się, że nie takie sowy straszne, jak je niektórzy malują. 

Foto: Materiały prasowe

S owy

Foto: Materiały prasowe

S owy P olski

e gatunki w najrozharakterystykà oraz yszàcych autorowi nie lada pomysłów,

A rtur Tabor

A rtur Tabor

i´cił kilkanaÊcie lat ujàcych w Polsce. à niezwykle skryte ie zmysły zawodzà. ie wyprowadza l´gi wdziwe giganty, jak ajàcej półtora metra, wróbla domowego,

kultura/kulturalny kwartał

czoła nieprzewidywalnym i często niebezpiecznym sytuacjom, rozgrywają się wśród pięknych krajobrazów Podlasia, co stanowi doskonałe tło akcji. Co jest ważne, kiedy musimy stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem, a czas nie jest naszym sprzymie‑ rzeńcem? Czy strach ma zawsze wielkie oczy? Czy możemy zaufać sobie i innym? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdują się na kartach „Prymuski”. 

kraina bugu · lato 2013


Ziemia włodawska w kadrze XX „MAREK LACH. ZARYSY ZNAD BUGU”, MUZEUM POJEZIERZA ŁĘCZYŃSKO‑WŁODAWSKIEGO, WYSTAWA CZYNNA DO 1 WRZEŚNIA

Trwającą od 6 października wystawę odwiedziło już liczne grono miłośników ziemi włodaw‑ skiej oraz jej odbicia w fotogra‑

Foto: Materiały prasowe

fii. Niewątpliwie wielu z nich

Książka

Lekcja z PRL‑u XX „PIWONIA. NIEMOWA. GŁOSY”. KRZYSZOT GEDROYĆ, WYDAWNICTWO NOWY ŚWIAT, WARSZAWA 2012

„Zawsze byłem apologetą wszel‑ kich odmian języka, zatem i książ‑ kę Krzysztofa Gedroycia odbieram bardzo ciepło, bo myślę, że dobrze ona świadczy o słuchu autora” – taka rekomendacja Jana Miodka widnieje na okładce książki. Opinia jest słuszna, bowiem język, jakiego używa autor, jest mocnym atutem wydawnictwa. Lokalna nowomowa, która jest mieszanką miejscowego dialektu i żargonu propagandy, daje efekt komiczny i straszny zarazem. Akcja powieści rozgrywa się w latach 50. minionego wieku, we wschodniej Polsce, w której dominuje powojenny krajobraz. Główna bohaterka – milicjantka

było poruszonych widokiem 52 kolorowych fotografii wydru‑ kowanych w technice fotoslim+. Ta niecodzienna prezentacja powstała pod wpływem eseju „Zarysy znad Bugu” autorstwa Le‑ ona Kunickiego, który prezento‑ wał te tereny 140 lat temu. Opisy poleskiego życia, ludzi i przyrody, pióra tego żyjącego w XIX w. pi‑ sarza, ilustratora i karykaturzysty w jednym, widnieją pod każdym zdjęciem zrobionym przez wy‑ trawnego fotografa Marka Lacha. To połączenie dawnych czasów ze współczesnymi obrazami sta‑ nowi pewnego rodzaju podróż w czasie, daje głębsze spojrzenie na ziemię włodawską, która choć przez wieki się zmieniła, to jednak – jak się okazuje – wciąż w wielu aspektach codziennego życia jest taka sama. I nikt nie zaświad‑ czy o tym lepiej, niż fotograf, który na co dzień żyje na tych terenach. 

Foto: A. KRól

Wystawa

Płyta

Na folkową nutę XX ORKIESTRA DNI NASZYCH „ODN 20 LAT FOLKOWO”, 2012

Piwonia – prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa. Stasia, jego ofiara, miała romans z Mi‑ kołajem, podporucznikiem UB, który za wszelką cenę próbuje zacierać ślady swojego związku z denatką. Podejrzanym w sprawie jest ksiądz Kulesza, którego UB nakłania do współpracy. Perypetie bohaterów to doskonały obraz życia w PRL‑u, które przepełniała nieufność, bo nigdy nie było wiadomo, kto jest kim. 

Lata pięćdziesiąte, wschodnie obszary powojennej Polski. Milicjantka Piwonia prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa. Mikołaj, podporucznik UB zaplątany w romans z ofiarą, próbuje zacierać ślady. O zabójstwo podejrzewany jest ksiądz Kulesza, nakłaniany teraz do współpracy z UB. Folklor komunistyczny, lokalna nowomowa, powstała wskutek przemieszania miejscowego dialektu i żargonu propagandy – wszystko „i śmieszne, i straszne”.

Krzysztof Gedroyć ma wielki dar obserwacji. Widzi swych bohaterów ze wszystkimi ich przywarami, słabościami i grzechami, ale także z wielkim pragnieniem miłości usuwającej w cień małość i podłość. JERZY MAKSYMIUK

Zawsze byłem apologetą wszelkich odmian języka, zatem i książkę Krzysztofa Gedroycia odbieram bardzo ciepło, bo myślę, że dobrze ona świadczy o słuchu autora. JAN MIODEK

Pasjonująca lektura: unikalny rodzaj humoru, dużo szczegółowo wyobserwowanych mikroświatów...

Honorowy Patronat Prezydenta Miasta Białegostoku

ISBN 978-83-7386-467-2

Cena detal. 29,99 zł

facebook.com/NowySwiat

www.nowy-swiat.pl

9 788373 864672

www.poczytajka.pl

Foto: Materiały prasowe

WACŁAW SOBASZEK

1600 koncertów dla dorosłych, 900 dla dzieci, 15 wydanych płyt – te liczby robią wrażenie. Czy najnowszy album „20 lat folkowo” to próba podsumowania czy też dopowiedzenia Waszej muzycznej drogi? Iwona Kobylińska: Płyta „ODN 20 lat folkowo” to kla‑ merka spinająca w jedną całość naszą dotychczasową folkową twórczość. To piosenki, które powstały na przestrzeni wielu lat, niektóre bardzo stare, nagrane w zupełnie nowych aranżacjach, jak zwykle z mnóstwem energii i humoru charakterystyczne‑ go dla Orkiestry Dni Naszych. Pomysł podsumowania naszego folkowego bytu na scenie mu‑ zycznej przyszedł wraz z okrą‑ głą rocznicą istnienia zespołu. Chcieliśmy zebrać ulubione utwory i zadedykować je wiernej publiczności, która je z nami od lat śpiewa na koncertach. To samo zrobiliśmy z piosenkami balladowymi, które umieściliśmy na oddzielnej płycie „Iwona i ODN balladowo”. Obie płyty ukazały się równocześnie. Klimat której z nich jest Ci bliższy? Osobiście identyfikuję się i z jed‑ nym, i drugim materiałem. Jest we mnie ta żywiołowa, ener‑

giczna osobowość, nieodzowna na scenie folkowej, ale jest też cząstka nostalgiczna, pełna zadu‑ my i refleksji. Czym różni się płyta „ODN 20 lat folkowo” od poprzednich produkcji, także naznaczonych folkiem? Czy znajdziemy na niej brzmienia rodem z podlaskiej wsi? W naszej muzyce pobrzmiewają echa muzyki z różnych części kraju. Podlaską nutkę także tu słychać. W końcu to nasze rodzinne strony, więc i najbliższe sercu. Jednak nie przenosimy gotowych motywów, nie korzy‑ stamy z bazy, jaką tworzy auten‑ tyczna muzyka ludowa. Nasza muzyka płynie prosto z serca i są to piosenki autorskie, zarów‑ no w warstwie tekstowej, jak i muzycznej. Można powiedzieć, iż jesteśmy samowystarczalni, bo „dostawcą” piosenek jest kolega z zespołu Jurek Koby‑ liński, autor większości tekstów i muzyki. To w jego głowie rodzą się pomysły, które dopracowuje potem cały zespół. Od pomysłu na piosenkę do nagrania płyty jednak długa droga. To proces, który trwa miesiącami. Zespół pracuje obecnie nad nowym albumem. Jakie nuty wyśpiewasz na tym krążku? Tym razem wyruszamy w mu‑ zyczną podróż gdzieś za naszą wschodnią granicę. Wszystko wyjaśni się już jesienią tego roku. Więcej nie mogę zdradzić… 

111


Sztuka/zainspirowani

Baju, Baju Bug

„Mówi się, że gdzie człowiek się urodził, ziemia jego kołyską. I śmierć jakby się z powrotem do niej tylko położyła. I buja cię, buja, aż stajesz się znów nie narodzony, nie poczęty”. (Wiesław Myśliwski, Kamień na kamieniu)

tekst:

112

Monika Mikołajczuk 

zdjęcia:

Bartek Kosiński kraina bugu · lato 2013


O Stanisławie Baju – człowieku i artyście – nie sposób opowiedzieć w oderwaniu od jego korzeni – nadbużańskiej wsi Dołhobrody w powiecie włodawskim, gdzie się urodził i gdzie stał się malarzem. To rzeka oraz najbliżsi jej ludzie są głównymi „bohaterami” jego obrazów – przejmująco pięknego świadectwa człowieczeństwa i natury. 113


zainspirowani Matka Jego rodzinny dom, wtulony pomiędzy lipy, które przed półwieczem sadził ojciec Franciszek, pachnie dziś ciepłym chlebem i macierzanką, tak jak za dziecinnych lat. Ale ciszej tu teraz, choć nie pusto, nie smutno bez najważniejszej osoby – matki. Maria Baj, „Mańka Jadamczykowa” z  Dołhobród, odeszła niespełna trzy lata temu. W alkierzu, w którym modliła się i prosiła o dobry los dla swoich dzieci, wciąż słychać jej drobne kroki, szelest chustki wiązanej pod brodą, stukot kołowrotka na krosnach, cichą łzę, przeznaczoną tylko dla Pana Boga, ocieraną ukradkiem spracowaną dłonią, ale i  echo przejmującego jej śpiewu, który podchwytywała rzeka, by zawrócić do niej tęsknym akordem… To ona najpierwsza ujęła się za talentem Stasia i strzegła go jak mogła najlepiej – cierpliwie pozując do obrazów, by u schyłku życia

zamknąć w najpiękniejszym z  nich swój los i los człowieka pogodzonego z życiem i ze śmiercią. Jej twarz przytulona do Bugu jest jak święta ikona, wobec której tylko milczenie wydaje się na miejscu, bo słowa to za mało. — Mama zawsze wierzyła w to, co robię, popierała każdy mój wybór, nawet w  ciemno. I  to  mnie w  życiu trzymało — przyznaje profesor Stanisław Baj. — Miała opory, bym ją portretował, ale z czasem pogodziła się z tym, wiedziała, że to jest dla mnie ważne. Bywałem w malarstwie wobec mamy bardzo surowy, ale mam cichą satysfakcję, że temat matki nie został z powodu banalnego sentymentalizmu sprofanowany. Malarz wyjmuje z drewnianego kufra kawałek zasuszonej kromki owiniętej w gazetę. — Mama dała mi  ten chleb na  mój pierwszy wyjazd stypendialny za  granicę — wyjaśnia. Znajdujemy tu także

koszyczek do sypania kwiatków córki Kazi, listy Stasia wysyłane z Zamościa, gdzie uczył się w liceum plastycznym czy turkusową chustkę, w której Maria Baj witała i żegnała każdy dzień. Kiedy się wypełniał czas i strumień światła kładł się na jej twarzy świetlistą bruzdą. Na sztalugach w stodole, gdzie Stanisław Baj maluje, kiedy przyjeżdża na wieś z Warszawy, stoi jak żywa w tej chustce, wsparta o starą jabłoń, która ją przygarnia kostropatymi ramionami. Chodziła z nim nad Bug. Spacerowała jego brzegiem, podczas gdy on próbował dosięgnąć pędzlem dna rzeki, uchwycić jej toń, przytrzymać na płótnie jej nieokiełznany temperament. Była z  nim zawsze. Kiedy wyruszał w wielki świat i kiedy z niego wracał, błogosławiła go słowami: „Synu, w dobrym wytrzymać to  nie jest żadna rzecz, ale w  złym i  być człowiekiem to jest wielkie cóś”.

kraina bugu · lato 2013


Foto: H. Płuciennik

— Wraz ze śmiercią matki skończyła się dla mnie żywa więź z kulturą chłopską, która jest teraz tylko we wspomnieniach — wyznaje profesor Baj.

Sąsiedzi Na kuchennym stole bukiet z czeremchy. W sadzie za oknem wykluwa się mgła. Światło już matowe, przedwieczorne. Za chwilę mrok zgęstnieje. Nad Bugiem jest on fiołkowy, miękki jak namoczony w rzece len. To był święty czas dla sąsiadów. Do domu Bajów schodzili się wtedy z  całej wsi, siadając na  ławie pod tymże oknem i rozprawiając do późnej nocy o życiu i o śmierci, o miłości i zdradzie, o miejscach świętych i przeklętych, o rzece, która zabierała kolejne istnienia, o tym, co było i co będzie. Było gwarno i  radośnie. Antoni Marciocha, zwany Górzyńskim, wyciągał okarynę, którą nosił przy sercu, i użyczał tym opowieściom swojej muzyki, a one ulatywały jak zaczarowane w cichą, rozgwieżdżoną noc.

— Nasz dom był domem niezwykłym. Co wieczór latem i zimą pełen sąsiadów, którzy przychodzili na wieczorki i których z moją siostrą Kazią nazywaliśmy ciotkami i wujkami. Uczestnicy wieczornych spotkań powodowani jakąś tajemniczą potrzebą znajdowali w  nim przestrzeń do  opowieści, do  rozmów, do  sporów, do marzeń, ujawniania własnego pojmowania świata i informacji o życiu codziennym naszej wsi. Mieli tutaj sposobność do wspólnego łuskania fasoli, darcia pierza, przędzenia wełny czy lnu lub wyplatania wiklinowych koszy — wspomina po latach artysta. W takiej atmosferze dorastał do portretowania. Adam, Stasiek, Bazyli, Franek, Józef, Antonina, Michał, sąsiadka Anna, przybysze z innych wsi… Ich twarze – spracowane, ogorzałe od słońca, zamyślone, dumne, uroczyste, zawzięte, zgodne i codzienne – portrety chłopów, których już nie ma. — Na  początku niezbyt chętnie mi  pozowali — opowiada Stanisław

Baj. — Mieli bardzo duże poczucie godności i intymności, byli wyczuleni na to, by ich podobizna nie została wystawiona „na  śmiech” — podkreśla artysta. Chociażby taki Stasiek, który zawsze musiał sprawdzić, czy jest podobny do  siebie. Uwieczniony na  dziesiątkach obrazów. Jest w  jego przeniesionej na płótno twarzy wielkie skupienie i uważność. Bo też sąsiad nie pozował artyście na niby. Kiedy minęły pierwsze minuty stremowania, Stasiek się otwierał. Rozmarzał. Tęczówki oczu zamglone zaćmą stawały się w tym jego marzeniu błękitne jak niebo odbite w rzece. Policzki piekły z podniecenia i ciekawości, co też jest tam, za Bugiem, za wsią, za horyzontem. „Stachu, jak to jest lecieć samolotem?” – zapytał kiedyś malarza. I doczekał się odpowiedzi – na portrecie Baja „Ikar” za skrzydła służą mu wyrastające z ramion ostrza kosy, którymi próbuje wzbić się w przestworza, ale ziemia go nie puszcza…

115


zainspirowani

Foto: H. Płuciennik

Stanisław Baj

▶▶ rocznik 1953, urodzony w Dołhobrodach n. Bugiem ▶▶ artysta malarz ▶▶ wykładowca na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie ▶▶ mieszka w Warszawie

WYSTAWY W POLSCE : Chełm, Muzeum Chełmskie, wystawa pt. „Matka” (2008) Warszawa, Galeria „Lufcik”, wystawa laureata Nagrody Talensa (2008) Kazimierz Dolny, „Galeria Brama”, Dom Architekta, wystawa „Rzeka” w ramach Festiwalu Filmowego „Dwa Brzegi” (2009) Rzeszów, wystawa „Rzeka Bug” (2009) Radziejowice, wystawa malarstwa (2009) Warszawa, wystawa „Matka”, aula Politechniki Warszaw‑ skie (2010) Włodawa, wystawa malarstwa, Muzeum Pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego – w ramach Festiwalu Trzech Kultur we Włodawie (2010) Białystok, wystawa malarstwa „Pejzaże i portrety Stani‑ sława Baja”, Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego (2011) Biała Podlaska, wystawa malarstwa i rysunku, Muzeum Południowego Podlasia (2011) Warszawa, wystawa malarstwa „Stanisław Baj – wszystko płynie”, Galeria „ aTAK” (2011) Warszawa, „Zmysły Sztuki” – „Stanisław Baj – Malarstwo”, Muzeum Pałac w Wilanowie (2011) Sandomierz, muzeum, wystawa malarstwa (2012) Płock, wystawa „Stanisław Baj malarstwo, rysunek, grafi‑ ka”, Płocka Galeria Sztuki (2012)

Wystawy zagraniczne: Belgia, Bruksela, wystawa malarstwa polskiego – Exhibi‑ tion Committee of the Regions (2008) Białoruś, Brześć, Konsulat Generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Brześciu, Muzeum Sztuki, filia Obwodowego Muzeum Krajoznawczego w Brześciu (2012) Dania, Kopenhaga, Targi Sztuki (2013) Dania, Galeria Salling, wystawa malarstwa (2013)

Mocne, gwałtowne pociągnięcia pędzlem jak uderzenia dłutem. Każdy ruch jest ostateczny, gotowy. — Poprzez dotknięcie jednostkowego losu próbuję oddać w portretowanych twarzach uniwersalny ludzki byt — tłumaczy artysta. — Zbliżyć się do tajemnicy, która jest w  każdym człowieku, ogarnąć jego własny kosmos i po drodze odnaleźć swój.

Rzeka Wyrywał się do niej po wolność. Malował przy rzece ukradkiem, kiedy krowy były już nakarmione, a na łące stygło czerwcowe siano. Rzeka dawała mu odpoczynek i wytchnienie od codziennej pracy w gospodarstwie. Bug go wciąż karmi tak jak w dzieciństwie, ale – podobnie jak w przypadku osoby matki – trudno go objąć w obrazie, wyrazić dla niego czułość, przywiązanie

i szacunek, niepodobne do  powierzchownej czołobitności. — Bug jest najpiękniejszą rzeką na  świecie, bo  jest mój — mówi przekornie Baj. — Zawsze interesowała mnie graniczność. Tu ma ona symboliczne znaczenie, bo po drugiej stronie rzeki jest inny kraj. Jest tajemnica. Wciąż próbuję zgłębić istotę mojej rzeki, namalować ją taką, jaka jest, ale to jest chyba nieosiągalne.

*** Nad Bugiem już noc. Majowy księżyc rozpięty pomiędzy świerkami za chwilę osunie się do wody. Rozświetli ją i roziskrzy, żeby się oni wszyscy mogli z nią pożegnać, przytulić swoje twarze do jej twarzy… Łobacz, Stasiek, Franek, Bazyli, Józef, Antonina, Michał, sąsiadka Anna i przybysze z innej wsi. I matka, którą ta  rzeka ukołysała do  dobrego życia i do dobrej śmierci. Baju, Baju Bug. 

kraina bugu · lato 2013


styl życia/akademia smaku

różowa lekkość bytu Wina w trzecim kolorze, które na całym świecie, we wszystkich odmianach językowych, przyjęło się nazywać „rose”, stanowią coraz częstszy widok na półkach i stołach. Dlaczego? Odpowiedź jest banalna: bo ludzie chcą je pić! I wciąż ich przybywa. Dzieje się tak niezależnie od pory roku, lecz gdy panuje lato, krzywa ich spożycia szybuje wysoko. Ważne są także inne czynniki, wśród których przydatność w łączeniu z potrawami ma znaczenie priorytetowe.

J

ak się produkuje wina różowe? W telegraficznym skrócie: tak jak wina białe z  niewielkimi, acz znamiennymi różnicami. Po pierwsze, fermentacji jest poddawany już zabarwiony na  różowo moszcz. Oprócz wyjątków wina różowe uzyskiwane są według takiego oto schematu. Do  produkcji

118

win różowych używa się odmian o czerwonych skórkach. Lokuje się je w prasach pneumatycznych, takich samych, w jakich odciska się moszcz do  produkcji win białych, z tą jednak różnicą, że moszcz jest macerowany ze  zgniecionymi gronami. Może to trwać kilkadziesiąt minut albo kilka godzin. Kolejne kroki postępowania

kraina bugu · lato 2013


Tomasz Kolecki‑Majewicz Wielokrotny mistrz Polski sommelierów, ekspert Winezja.pl. są takie same, jak przy tworzeniu większości win białych. Po sedymentacji, która ma  na  celu oczyszczenie moszczu z zanieczyszczeń, rozpoczyna się fermentacja alkoholowa, przeprowadzana w  zbiornikach ze  stali nierdzewnej z wewnętrznymi czujnikami temperatury. To pozwala utrzymać ją na niskim poziomie, dzięki czemu łatwiej jest zachować świeżość i czystość nut smakowych w gotowym winie. Następnie, także w kadziach ze stali nierdzewnej, następuje proces stabilizacji i klarowania się wina przed jego zabutelkowaniem. Regułom tym nie podlegają wina musujące, jednak coraz częściej taki proces powstawania przechodzą także i  one, z szampanami włącznie. A skąd pochodzą wina różowe? Zewsząd! Oczywiście różnią się od siebie tak, jak pozostałe rodzaje win, lecz sztywnych, lokalnych reguł ich powstawania spotkamy niewiele. O ich charakterze zazwyczaj informują wymienione na etykiecie, użyte

do ich produkcji odmiany winorośli, kraj pochodzenia, rocznik oraz – od czasu do czasu – klasyfikacja smaku. Najbardziej poważane są wina z  Tavel, położonej w południowej części Côtes du Rhône we Francji. Także w Prowansji wina różowe stanowią znaczny udział w produkcji. Kolejną francuską apelacją jest Rose d’Anjou, i to właśnie zwykle ona najszybciej podbija serca konsumentów, jako że do intensywnej nuty owocowej zazwyczaj dołącza się niższa lub wyższa słodycz. Odmiennie sprawa wygląda z  włoskim Montepulciano d’Abruzzo Cerasuolo. Nasycona, intensywna suknia, charakterny aromat, zadziorny smak – to ich siła. We  Włoszech znanych jest także kilka win czerwonych z  dodatkiem „chiaretto”, co oznacza, że mamy do czynienia z ich wersją różową. Większość nie jest zaliczana do wybitnego sortu Włoch, za  to  są to  świetne, proste wina codzienne. Do czego pasują wina różowe? Możliwości jest wiele.

Dzięki połączeniu walorów win białych i czerwonych – orzeźwiającej kwasowości, intensywnym i  smacznym nutom – oraz lekkiej strukturze, złamanej jednak często lekkuchną tanicznością, możemy udanie łączyć je  z  szeroką gamą potraw. Zaczynając od  ryb i  owoców morza – od  krewetek, przez lekkie ryby morskie, aż po suma i łososia. „Rose” doskonale pasuje do sałatek, ale najlepszym jego kompanem jest bez wątpliwości pizza. Wina różowe wyśmienicie sprawdzają się także w  towarzystwie białych mięs – szczególnie tych suto przyprawionych czosnkiem i  aromatycznymi przyprawami, a także tych z sosami owocowymi. To  obiecuje sporo wyrafinowanych doznań smakowych w  restauracjach orientalnych i śródziemnomorskich. Latem czekają na nas potrawy z grila, a przy ich spożywaniu różowe wina nie mają sobie równych. Tak jak i przy wieczornej pogawędce w ogrodzie… 

119


w krainie smaku

letnie dary ZIEMNIAKI Z WODY Z CHRUPIĄCYM BEKONEM Z CEBULKĄ PODANE Z JAJKAMI SADZONYMI, BUKIETEM KOLOROWYCH SAŁAT I MIZERIĄ

matki ziemi

dla 2 osób S k ł a d n iki : ▶▶8 ugotowanych małych ziemniaków ▶▶1/2 pęczka koperku ▶▶4 jajka ▶▶120 g pokrojonego w paseczki bekonu bez chrząstek ▶▶2 średnie pokrojone w kostkę cebule ▶▶3 pomidory koktajlowe ▶▶1 łyżka masła Mizeria: ▶▶4 nieduże obrane świeże ogórki ▶▶1/3 szklanki śmietany (ew. kefiru) ▶▶szczypta soli, pieprzu i cukru P r z yg o t o wa n i e Mizeria: ogórki pokroić w plastry lub zetrzeć na tarce o grubych oczkach, posolić i odstawić na kwadrans. Po upływie 15 minut, odsączyć sok. Śmietanę doprawić do smaku cukrem i pieprzem, gotowym sosem zalać ogórki i wymieszać. Umyte jajka wybić delikatnie do miseczki, a następnie wlać na lekko natłuszczoną olejem patelnię teflonową i usmażyć tak, aby żółtko miało luźną konsystencję. Na tej samej patelni podsmażyć na złoty kolor pokrojony w paseczki chudy bekon i cebulę. Na talerzu ułożyć całe ziemniaki, posypać bekonem z cebulą i świeżym koperkiem, dodać jajka sadzone. Podawać z mizerią i pokrojonymi w cząstki pomidorami.

kraina bugu · lato 2013


Robert Sowa Znany kucharz, autor książek i autorytet w dziedzinie sztuki kulinarnej. Szef kuchni i właściciel restauracji Sowa & Przyjaciele na warszawskim Mokotowie.

Kraina Bugu zachwyca przez cały rok nie tylko pod względem turystycznym. Z każdą nową porą roku ­przychodzą nowe wyzwania kulinarne, przed ­którymi stają gospodynie domowe. Lejący się z nieba żar to ­zastrzyk energii nie tylko dla ludzi, lecz także dla roślin, które wydają swoje owoce. Te zaś są doskonałą inspiracją do letnich kuchennych rewolucji.

Foto: Archiwum R. SOwy

W

a k ac y jne dni zawsze koja r z ył y się ze specyficznym smakiem młodych ziemniaków, na które przez poprzednie miesiące czekałem z  utęsknieniem. Stanowią one doskonały dodatek do  wszystkiego: mięsa, gulaszu, ryb. Mają duże wartości odżywcze, z których nie zdajemy sobie sprawy, są przy tym mniej kaloryczne niż kasze czy makarony – to  warzywa, bez których polska kuchnia nie mogłaby istnieć. Nie bez przyczyny ci, którzy przebywają na  obczyźnie, często marzą o  typowo polskim obiedzie: kotlecie schabowym z  ziemniakami okraszonymi skwarkami. Młodym ziemniakom w letniej odsłonie często towarzyszy chłodnik – danie lekkie i orzeźwiające. Dziś polecam jednak młode ziemniaki podawane z sadzonym jajkiem – nie tym zmodyfikowanym ze sklepowej półki, lecz tym

od wiejskiej kury, którą rolnicy karmią naturalnymi paszami, co widać chociażby po kolorze żółtka. Dla dodania potrawie smaku całość warto posypać świeżym koperkiem, którego zapach rozniesie się po całym domu czy tarasie, na którym w rodzinnym gronie spożyjemy wakacyjny posiłek. Lato to też raj owocowy. Niemalże w  każdym nadbużańskim przydomowym ogródku obok pięknie kwitnących kwiatów rosną drzewa i  krzewy. Przechodząc obok nich kilka razy dziennie, mimochodem skubiemy małe słodkie co  nieco. Czy to maliny, poziomki, agrest czy czereśnie – wszystko dostarcza wrażeń smakowych i  porządnej dawki witamin dla organizmu. Choć owoce zazwyczaj kojarzymy z deserem, stanowią one też doskonały składnik dań głównych, dodając im nie tylko smaku, lecz także nieco ekskluzywnego charakteru. Podnoszą jednocześnie ich walory

odżywcze. I choć większość zwolenników tradycyjnej kuchni podejdzie do  tego pomysłu sceptycznie, warto czasem spróbować czegoś nowego, bo przecież w gotowaniu nie ma sztywnych reguł – jest za to wiele miejsca dla wyobraźni. Niezależnie od tego, czy interesuje nas zdrowe odżywianie czy pałaszujemy wszystko, czego domaga się nasz organizm, nie dbając o  kalorie, nie raz słyszeliśmy, że pięć razy dziennie powinniśmy dostarczać naszemu organizmowi porządnej witaminowej bomby w  postaci owoców i warzyw, bo to one są prawdziwą kopalnią cennych dla zdrowia i urody minerałów – co przede wszystkim ucieszy panie. Najlepsze zatem przed nami. Czerpmy pełnymi garściami z tych darów natury, które będą otaczały nas przez najbliższe miesiące. Dzięki nim łatwiej też będzie przetrwać jesienno­ ‑zimowe zawieruchy. 

121


Foto: Archiwum R. SOwy

w krainie smaku

KREMÓWKA ANYŻOWA Z POZIOMKAMI I MALINAMI dla 4 osób S k ł a d n iki : ▶▶1 opakowanie mrożonego ciasta francuskiego m u s z   b i a ł e j c z e k o l a dy: ▶▶250 g białej czekolady deserowej ▶▶3 jajka, oddzielnie żółtka i białka ▶▶25 g cukru ▶▶200 g bitej śmietany Owoce: ▶▶100 g suszonych jagód goji ▶▶100 g świeżych malin ▶▶50 g poziomek ▶▶200 ml likieru anyżowego P r z yg o t o wa n i e : Ciasto francuskie rozmrozić, lekko rozwałkować i piec 5 minut w temperaturze 200°C, pamiętając o obciążeniu, aby zbytnio nie urosło. Z gotowego ciasta wykroić prostokąty równej wielkości. Przygotować mus: połamaną czekoladę wsypać do metalowej miski i ustawić na garnku z gotującą się wodą. Czekoladę mieszać, aż się całkowicie rozpuści, po czym zdjąć z ognia, dodać utarte żółtka, wymieszać i ostudzić. Białka ubić na sztywną pianę, pod koniec ubijania dodać cukier. Następnie do piany dodać ostudzoną czekoladę i delikatnie mieszać, dodając stopniowo bitą śmietanę. Gotowy krem odstawić do lodówki. Likier anyżowy zredukować w garnku do połowy objętości, zalać nim wszystkie owoce i odstawić na kilka minut. Prostokąty ciasta ułożyć na przemian z kremem i owocami. Przed podaniem posypać cukrem pudrem.

kraina bugu · lato 2013


Foto: Archiwum R. SOwy

PASZTET Z ­GĘSICH WĄTRÓBEK NA CHRUPIĄCEJ CHAŁCE Z GALARETKĄ MALINOWĄ dla 6 osób S k ł a d n iki : ▶▶1 kg gęsich wątróbek ▶▶lampka koniaku, cherry i kalwadosu ▶▶sól, cukier, pieprz biały mielony ▶▶ gałka muszkatołowa Gal aretk a: ▶▶500 ml mocnego wywaru drobiowego ▶▶100 ml nalewki malinowej ▶▶2 łyżki konfitury malinowej ▶▶25 g namoczonej żelatyny ▶▶sól, pieprz ▶▶kilka świeżych malin, gałązki świeżego tymianku, łyżka czerwonego pieprzu do dekoracji P rzygotowanie : Wątróbkę namoczyć w mleku i odstawić na 24 godziny. Następnie osuszyć papierowym ręcznikiem. Duże kawałki pokroić na mniejsze części, oczyścić z wewnętrznych żyłek i oprószyć przyprawami. Mięso delikatnie wymieszać z koniakiem, cherry i kalwadosem, przełożyć do żeliwnych lub porcelanowych foremek do pasztetu i lekko ucisnąć. Foremka powinna być w całości wypełniona. Tak przygotowaną masę przykryć i odstawić na 24 godziny w chłodne miejsce. Pasztet piec przez godzinę w kąpieli wodnej w temperaturze 90°C. Należy pamiętać o dopilnowaniu temperatury wewnątrz pasztetu: nie może być wyższa niż 30°C. Całość wystudzić w temperaturze pokojowej, przykryć folią spożywczą i przycisnąć deseczką z obciążeniem. W takiej formie odstawić pasztet w chłodne miejsce na 24 godziny. Przygotować galaretkę: wywar drobiowy zagotować, dodać nalewkę, konfiturę i doprawić do smaku. W wywarze rozpuścić namoczoną wcześniej żelatynę. Wywar wlać do formy, a po zastygnięciu pokroić w małą kostkę. Pasztet delikatnie wyjąć z formy, pokroić w plastry grubości około 1 cm. Podawać ze zrumienioną w tosterze chałką oraz pokrojoną galaretką. Udekorować świeżymi malinami, gałązkami świeżego tymianku oraz czerwonym pieprzem.

123


Kuchnia nadbużańska

kuchnia nadbużańska l a t e m

L

ato ma wiele wymiarów. Dla jednych to smak wiśni czy porzeczek, dla innych aromat biszkoptu z truskawkami. Jeszcze inni kojarzą je ze zsiadłym mlekiem i młodymi ziemniakami, posypanymi świeżym koprem, którym można delektować się także w zupie. Niezależnie jednak od tego, jaki obraz lata ma w pamięci każdy z nas, jego wspomnienie zawsze wywołuje uśmiech zdjęcia: shutterstock na twarzy.

Biszkopt z truskawkami „Truskawkożercy” z utęsknieniem czekają na swoje ulubione owoce, przyrządzając je na wiele sposobów. Jednym z nich jest smaczne i delikatne ciasto biszkoptowe przekładane masą i świeżymi truskawkami, na Podlasiu zebranymi własnoręcznie z przydomowego ogródka. Aromat i naturalna słodycz tego letniego deseru to uczta dla smaku, węchu i wzroku. 

Zsiadłe mleko Choć dziś można je kupić w sklepie jako gotowy produkt, w nadbużańskich wsiach jest to nie do pomyślenia. Robi się je tam własnoręcznie z mleka „prosto od krowy”. W pamięci wielu z nas zsiadłe mleko, spożywane najczęściej z młodymi ziemniakami okraszonymi skwarkami, stanowi symbol z beztroskich wakacji, spędzonych u dziadków. 

Zupa koperkowa Łatwa w przygotowaniu i smaczna potrawa, w której króluje aromatyczny koper – letni król dodatków do dań. Z racji składników koperkową można określić mianem zupy skromnej, lecz oryginalnej w smaku. Dodając do niej makaron lub ryż, sprawimy, że będzie jeszcze bardziej sycąca. Koper jest obfity w sole mineralne i witaminy – cieszmy się więc nim przez całe lato. 

Wino z czarnej porzeczki Ta niepozornie wyglądająca kulka to bomba witaminowa, w której surowcami wiodącymi są witamina C i minerały. Dzięki nim porzeczka pomaga wzmacniać organizm. Owoc ma charakterystyczny posmak, dlatego też wino porzeczkowe niekoniecznie musi wszystkim smakować, aczkolwiek to domowej roboty ma wielu fanów nie tylko nad Bugiem. 

124

Wiśnie „szklanki” Odmian wiśni mamy w Polsce kilka. Jedną z nich jest szklanka. Jeśli nie rosły w przydomowym ogrodzie, w dzieciństwie chodziło się na nie na tzw. szabry. „Szklanki” nadają się do bezpośredniego spożycia, doskonale smakują też w wersji przetworzonej. Dojrzewają wcześniej niż inne owoce, dzięki czemu są doskonałym wstępem do wakacyjnej owocowej uczty. 

kraina bugu · lato 2013


CaterinG konCerty przyjeCia

Lublin | ul. Grodzka 1 | tel. 81 532 51 04 | info@czarny-tulipan.pl | www.czarny-tulipan.pl

Lublin ul. Rynek 6 tel. 81 534 64 09 info@akwarelacafe.pl www.akwarelacafe.pl


ruszamy na wędrówkę

Foto: M. Rząca

sport i aktywność

nadbużańskim szlakiem tekst:

Przemysław Badowski

Wyprawy wędrowne przeżywają obecnie swój renesans. To zasługa stale rosnącej popularności chodu nordyckiego, czyli maszerowania ze specjalnymi kijkami. Ta forma aktywności jest praktycznie bezproblemowa. Wszak dużo łatwiej będzie nam zabrać nad Bug kijki niż chociażby rower. A dlaczego nad Bug? Jego malownicze tereny oferują prawdziwe bogactwo interesujących tras, dzięki którym marsz sprawi nam jeszcze więcej przyjemności. 126

kraina bugu · lato 2013


127


Foto: Shutterstock

Sport i aktywność

1 Dolina Bugu

Rozpocznijmy nasze wędrowanie od najbardziej dziewiczego terenu – gminy Dubienka, leżącej w południowo‑wschodniej części powiatu chełmskiego. Punktem startu jest ośrodek wypoczynkowy w Starosielu. Tu bieg swój rozpoczyna ścieżka spacerowa „Dolina Bugu”. Jej szlak wije się w bliskim sąsiedztwie Strzeleckiego Parku Krajobrazowego. Trasa naszego marszu nie będzie forsująca. Jej długość nieznacznie przekroczy 6 km. Pierwszy odcinek pokonujemy w kierunku wschodnim pośród łąk i  pól uprawnych, aby po  dwóch kwadransach, mijając jezioro Deusze, wejść na  łąki doliny Bugu. Przed tym przekraczamy groblą rów odpływowy ze starorzecza w Starosielu. Dalej szlak wiedzie nas do zakola Bugu. Miejsce jest niezwykle urokliwe. Brzeg rzeki jest tu wyniesiony na 5 metrów i z tego podwyższenia

odkrywa nam jej prawdziwy charakter. Silny, rwący nurt oraz tarasujące bieg rzeki zwalone pnie potężnych drzew robią niesamowite wrażenie. Idąc dalej, w kierunku południowym, mijamy rozległe turzycowiska. Tereny te są ściśle chronione ze względu na rzadkie gatunki ptaków. Prawdziwą ozdobą rozległego starorzecza są piękne zespoły lilii wodnych.

2 Szlakiem bunkrów nad Bugiem

Tym razem trasę wybieramy znacznie dłuższą. Ale możemy być pewni, że nasz trud się opłaci. Szlak bunkrów ma 23  km (oznakowano go kolorem niebieskim). To już są tereny dawnego księstwa drohiczyńskiego, którego stolica – Drohiczyn – była nawet przez pewien czas stolicą Polski. Celem interesującej pieszej wyprawy może być samo miasto, jednakże my zaczynamy przy przystanku PKS w  Wólce Nadbużnej.

Foto: M. Rząca

128

kraina bugu · lato 2013


Foto: Shutterstock

Foto: M. Rząca

Ruszamy zrazu na północny‑wschód. W młodym sosnowym lesie miniemy mogiły mieszkańców Słoch Annopolskich, którzy zostali zamordowani w 1941 r. Szutrowa droga po przebyciu 4 km skończy się skrzyżowaniem szos w  pobliżu zajazdu „Kmicic”. Dalej idziemy szosą w kierunku Mielnika. Po drodze natrafiamy pozostałości cmentarza żołnierzy poległych w czasie I wojny światowej. Szlak skręca tu w prawo, w drogę żwirową, wiodącą do wsi Turna Duża, ale jeszcze przed wsią skręcamy w lewo na ścieżkę prowadzącą skrajem żwirowni. Po  przejściu kolejnych 3  km wchodzimy do  wsi Anusin. Tutaj możemy oglądać bunkry pochodzące z lat 1940–41, które były częścią nadbużańskiego rejonu umocnionego. Wychodząc z Anusina, kierujemy się na wschód. Po niespełna kilometrze marszu, na rozwidleniu dróg skręcamy na południowy‑wschód. Na całej trasie mijamy cały ciąg bunkrów i resztek wojennych umocnień. Kolejna miejscowość na naszym szlaku to Olendry. Mamy za sobą 9,5 km marszu. Wieś odznacza się ciekawą zabytkową zabudową drewnianych domów. Natomiast już za  nią możemy podziwiać stalowy most kolejowy na Bugu, wzniesiony przez carskiego inżyniera Fronołowa. Jego imieniem nazwano też miejscowość, leżącą po przeciwległym brzegu rzeki.

propozycje tras Szlak Powstania Styczniowego znaki czerwone 24 km

szlak wokół Siemiatycz Spacerowy szlak, którego nazwa nawiązuje do wiel‑ kiej bitwy powstania styczniowego 6–7 lutego 1863 r. Miejsce początku i końca szlaku znajduje się przy dawnej synago‑ dze (obecnie muzeum i galeria Miejskiego Ośrodka Kultury przy ulicy Zaszkolnej). Szlak prowadzi ulicą Krót‑ ką do centralnego punktu miasta, gdzie niegdyś stał ratusz, a obecnie znajduje się skwer, dalej ulicą 3 Maja zmierza do ulicy Powstania Styczniowe‑ go, po prawej stronie widzimy dawny klasztor misjonarzy, a następnie kościół, po lewej zaś budynek dawnej szkoły przyklasztornej.

129


Foto: M. Rząca

propozycje tras

Szlak „Nadbużański” czerwony szlak PTTK, 184,5 km Hanna PKS – Różanka – Włodawa („Czworobok”) – Orchówek (kościół poaugustiański, ołtarz z XVII w.) – Sobibór (Muzeum Byłego Hitlerowskiego Obozu Zagłady) – Uhrusk – Hniszów – Dorohusk – Dubienka – Zosin – Hrubieszów Najdłuższy ze szlaków przebiegających przez teren gminy Włodawa, główny szlak wędrowny wzdłuż biegu Bugu.

Szlak „Pętla Sobiborska” zielony 11,3 km Sobibór PKP – „Bandycka droga” – Sobibór PKP Interesujący z punktu widzenia przeszłości regionu. Szlak przechodzi przez teren byłego Obozu Zagłady w Sobiborze, lasy Sobiboru oraz rezerwat „Żółwiowe błota”, gdzie znajduje się populacja żółwi błotnych. Po drodze, przy Jeziorze Wspólnym, można wspiąć się na wieżę widokową.

Szlak Doliny Moszczonej zielony 24 km Nurzec Stacja – Moszczona Pańska – Sycze – Grabarka – Szerszenie – Olendry Szlak rozpoczyna się od dworca PKP Nurzec Stacja i prowadzi do wsi Moszczona Pańska. Jednakże wieś ta, leżąc po drugiej stronie torów, jest omijana przez szlak.

130

Foto: Shutterstock

Kolejny punkt na naszym szlaku to Maćkowicze. Turystyczną atrakcją jest tu drewniany młyn wraz z murowanym domkiem młynarza. Ponadto po obu stronach pobliskiej linii kolejowej oraz nad wiodącą w stronę granicy państwa szosą znajdują się, w części zniszczone, radzieckie bunkry z lat 1940–1941. Umocnienia noszą nazwę „Zębów Stalina”. Miały zapewnić bezpieczeństwo Związkowi Radzieckiemu na granicy z III Rzeszą po 17 września 1939 r., hitlerowcy przejęli je jednak niemal bez jednego wystrzału. Później wypróbowywali na nich siłę swej artylerii, stąd widoczne zniszczenia. Bunkry towarzyszą nam już nieco rzadziej w drodze do Osłowa. W Zagórzu przekraczamy 21. km naszej wędrówki. Do Mielnika, który jest końcem trasy, pozostało zaledwie dwa. Niech zachętą do dalszego trudu będą atrakcje, jakie tam na nas czekają. Dość wspomnieć, że Mielnik jest jedną z najstarszych miejscowości regionu.

3 Szlak wokół Łęgów i jeziorka Głusza

Tym razem spotykamy się w okolicach Wyszkowa. Nasz trzeci szlak liczy ok. 7,5 km. Jest interesujący

nie tylko ze względów krajobrazowych i przyrodniczych, lecz także historycznych. Przebiega wzdłuż szerokiej na kilkanaście metrów, pociętej wąwozami pradoliny Bugu, jest ciekawie urozmaicony pod względem ukształtowania. Spotkamy tu liczne starorzecza – bużyska, zwane tu potocznie Długimi Dołami. Jednym z zarastających bużysk jest ukryte w olchach bardzo malownicze jeziorko, zwane Głusza. Bywają tu czaple. Nierzadko, wysoko w przestworzach, krążą nad łęgami duże drapieżniki. Przelotem widuje się bielika. Przemierzanie szlaku najlepiej zacząć od kordegardy stojącej w pobliżu jednego z dwóch wyszkowskich pomników Cypriana Kamila Norwida. Ruszamy alejką lipową w kierunku rzeki, wzdłuż żółtego szlaku rowerowego, który doprowadzi nas do remizy Państwowej Straży Pożarnej. W pobliżu mostu drogowego znajduje się prosty pomnik z napisami w językach polskim, angielskim i hebrajskim, upamiętniający jednego z  dowódców powstania w warszawskim getcie – Mordechaja Anielewicza, który w tym miejscu mieszkał. Dalej

kraina bugu · lato 2013


Sport i aktywność

Foto: M. Rząca

przecięciu dojdziemy do wąwozu i wysuniętego mocno do przodu, łagodnie ukształtowanego cypelka skarpy, wejdziemy na ścieżkę otoczoną gęstymi zaroślami i  wkrótce będziemy poruszać się w ich zielonym tunelu. Pośród drzew, z prawej strony, zacznie prześwitywać lustro wody niedostępnej części jeziorka Głusza. Związana jest z  nim ciekawa legenda. Głosi ona, że w  tym miejscu stał kiedyś kościół, ale siła nieczysta spowodowała, że ziemia się rozstąpiła i świątynię pochłonęła woda. Niektórzy twierdzą, że gdy wokół Głuszy panuje cisza, z głębi wody słychać wyraźne bicie dzwonów.

Nordic walking Sport polegający na marszu ze specjalnymi kijami. Ta forma aktywności powstała w Finlandii przed niemal wiekiem. Pierwotnie miała ona służyć jako całoroczny trening dla narciarzy biegowych. Nordic walking anga‑ żuje w trakcie ćwiczeń znacznie więcej partii mięśni niż zwykły marsz czy nawet jogging. Jak wykazują badania, dobry trening techniką nordic walking usprawnia układ oddechowy i sercowo‑naczyniowy. Aż o 20–58 proc. zwiększa pobór tlenu. Rozwija wszystkie mięśnie kończyn dolnych, wzmacnia mięśnie tułowia, kończyn górnych, ramion i barków. Dzięki tej technice łatwiej pokonuje się wzniesienia, przy tym spala się więcej kalorii niż przy nor‑ malnym chodzeniu. Niewielkie obciążenie stawów u osób ćwiczących nordic walking sprawia, że jest zalecany dla osób otyłych i starszych.

Foto: Shutterstock

idziemy schodami tuż przed mostem. Po jednej stronie schodów znajduje się stojąca na  postumencie haubica, a po drugiej – pomnik żołnierzy wyklętych. Dalej trasa wiedzie do skweru z fontanną, rozciągającego się u stóp nowych schodów, prowadzących do  położonego na  skarpie kościoła św. Idziego. Poruszając się ścieżką wzdłuż skarpy, wkrótce dotrzemy do położonego na dawnym cmentarzu żydowskim – kirkucie – pomnika. Powstał on przez wmurowanie w ścianę zebranych w mieście macew (nagrobków) ze  zniszczonego cmentarza, którymi hitlerowcy wybrukowali plac przed siedzibą gestapo. Z tarasu położonego powyżej pomnika rozciąga się wspaniały widok na wyszkowskie łęgi i rzekę. Trzymając się ścieżki prowadzącej wzdłuż skarpy, miniemy szeroki wąwóz ze schodzącą nim drogą. Po jej

Trzy dni i trzy odmienne szlaki nad Bugiem wystarczą, aby zarazić się tą formą rekreacji i planować kolejne, dłuższe wyprawy. 

131


po powodzi kaczkom się powodzi…

Foto: shutterstock (2)

Natura/Birdwatching

Do mej ostoi, ekologicznego gospodarstwa w Hannie, nie mogłem dotrzeć zimą z powodu śniegu. Dało się za to dojść. Przez zaspy. Wiosną dojechać się nie dało z powodu wody, wyrwy w drodze i ogromnego rozlewiska rzeki Hanki. Dojść się dało, ale nie „suchą nogą”. Za sprawą tzw. cofki z Bugu moja enklawa stała się wyspą. A teraz, latem, tonie w zieleni. Ptaków wokół mrowie. Jak nigdy. Na wiosennym podtopieniu najbardziej zyskały bekasy, derkacze i kaczki. Tych ostatnich kilka gatunków. Będzie to więc w mojej ostoi rok kaczy.

K

aczek mamy w Polsce ponad 20 gatunków, ale przeciętny Polak zna tylko jedną, najpospolitszą: krzyżówkę. Tymczasem gniazduje u nas 14 ich gatunków, a nad Bugiem swe lęgi wyprowadza aż 10 z nich. Dodatkowych kilka pojawia się zimą. Dolina Bugu jest więc ważną kaczą ostoją. Mało kto zna jednak nazwy gatunków kaczek gniazdujących nad Bugiem, takie jak choćby: świstun i krakwa, cyranka i cyraneczka, głowienka, czernica, podgorzałka, gągoł i  nurogęś. Dziesiąta jest krzyżówka, ogólnie znana, literacki symbol kaczki, obiekt polowań, praprzodek kaczki domowej. Poza krzyżówką

132

poluje się jeszcze na cyraneczki, głowienki i czernice. Krzyżówka jest jednak najbardziej okazała (do  1,5  kg), najliczniejsza i najbardziej pożądana. A poza tym najpowszechniej znana – ale tylko z wyglądu. Jej biologia kryje bowiem jeszcze wiele tajemnic. Kaczorek krzyżówki jest niezwykle jaskrawo i  pięknie ubarwiony, mieni się metalicznie w  słońcu, a  na  dodatek ma na kuperku loczek. Jakby tych kolorów na jego upierzeniu było mało! Ten loczek musi być w jego życiu bardzo ważny. Po nim poznamy, że nawet biała, domowa kaczka jest kaczorkiem. Nie ma  taki domowy kaczorek żadnych barw. Czysta biel. Więc ten loczek

kraina bugu · lato 2013


to jedyna jego męska ozdoba, jaka mimo udomowienia mu pozostała. U dzikiego kaczorka loczek jest zwykle ukryty. Do czego służy? Zapewne do wabienia samiczek, gdyż po godach znika na kilka tygodni. Później wyrasta nowy, jeszcze piękniejszy. Ten loczek to myśliwskie trofeum, choć nie tylko do tego ludzie wykorzystują kacze pióra. Sztywne lotki nadają się do zrobienia precyzyjnie działającej miotełki. Końcówka kaczego skrzydła służyła mojej babci do zamiatania popiołu przy piecu. Takie miotełki widywałem w  wielu domach. Wykorzystywano do tego skrzydła kacze lub gęsie – same końcówki z najdłuższymi piórami. Ja kaczym piórkiem usuwam zabrudzenia z  aparatu fotograficznego. Kiedyś miałem przy wędce spławik z kaczej lotki (dudki ze stosiną), który doskonale nadawał się do  łowienia wzdręg. Piórka z kaczego lusterka, czyli barwnych piór w  skrzydle, zdobiły i  nadal zdobią wiele damskich kapeluszy, a kaczy puch ociepla kombinezony polarników. Najlepszy jest z pojawiających się u nas zimą edredonów. Na północy i wschodzie Europy zbiera się go z gniazd po wykluciu się piskląt. Nasze kaczki też mają doskonały puch. Samica wyściela nim gniazdo, które po wykluciu się piskląt bezpowrotnie opuszcza. Puch z upolowanej kaczki też nie jest zły, ale jednak mało popularny. Ciekawostką z życia naszych krzyżówek jest to, że w pary łączą się podczas zimowania. Nadbużańskie kaczki mogą zimować w Warszawie, na rozlewiskach Odry, holenderskich łąkach lub w Paryżu. Gdy trafią do miasta, będą jadły chleb z ludzkiej ręki. Poza miastem na  widok człowieka zmykają. Lecąc, osiągają prędkość 90 km/h, a gdy uciekają – nawet 110 km/h. To jedne z najszybszych ptaków w Europie. I właśnie w miejscu zimowania łączą się w pary. Na jeden sezon. W efekcie nasz nadbużański kaczorek może polecieć za fińską kaczuszką do Finlandii, a nasza kaczka przyprowadzić sobie nad Bug amanta z Holandii lub Francji. Kaczorek, który przyszedł na świat nad Bugiem, jednego

roku może mieć dzieci w Finlandii, drugiego w Szwecji, trzeciego na Litwie lub Ukrainie. A  kaczki są długowieczne, mogą dożyć nawet trzydziestki, co dla tej wielkości ptaka jest swoistym rekordem. W efekcie takiego mieszania się europejskiej populacji krzyżówek prawie wszystkie z nich wyglądają tak samo, rozumieją się ze sobą doskonale, nie tworzą dialektów. Są jednością. Prawdziwi Europejczycy! Co i rusz zdarzają się jednak kaczki wyglądające odmiennie. Z białą piersią, prawie czarne, całe metalicznie błyszczące, albo łaciate. Ludzie je fotografują i dopytują się, co to takiego. Nowy gatunek? Tymczasem to tylko mieszańce dzikich krzyżówek z kaczkami domowymi, różnych, także ozdobnych odmian. Nazywamy je  sołtysami. Ci sołtysi są kaczymi odmieńcami. Można wręcz stwierdzić, że są najmniej europejscy spośród kaczek. Na szczęście dotyczy to tylko kaczek. 

andrzej g. kruszewicz Wybitny polski ornitolg, doktor nauk weterynaryjnych. Od 2009 roku dyrektor zoo w Warszawie. Twórca tamtejszego Ptasiego Azylu, w którym już od 15 lat leczone są ranne dzikie ptaki. Autor ponad 20 książek.

Duże zdjęcie: Samica krzyżówki. 1. Kaczor krzyżówki.

1

133


potomstwo

pod specjalnym nadzorem tekst:

Tomasz Wawryniuk

kraina bugu 路 lato 2013


natura/Przestrzeń natury

Podczas gdy dla nas ludzi lato jest okresem wypoczynku i krótkotrwałego „uwolnienia” od obowiązków rodzicielskich (nasze dzieci wyjeżdżają na wakacje), ten czas zupełnie inaczej przeżywają zwierzęta. To właśnie teraz jest dla nich najbardziej intensywny i niebezpieczny okres w życiu. Muszą się napracować w związku z przedłużeniem gatunku, by potem skupić się na wychowaniu potomstwa. W ich świecie obowiązują poziomy piramidy życia w ekosystemie, a to oznacza tylko jedno: że walka o przetrwanie populacji nie może odbyć się bezkrwawo.

Foto: Shutterstock (2)

W

tym okresie na zagrożenie wśród roślinożernych najbardziej narażone są młode. Drapieżniki mają na pewno łatwiej, ale i one nie są zupełnie bezpieczne. Jednak podglądając przyrodę, można zauważyć, że matka natura dobrze przystosowała i wychowała zwierzęta do przedłużenia gatunku. Żeby ocalić swoje potomstwo, większość samic prowadzi samotny

i skryty tryb życia, ale są też specyficzne zachowania. Na przykład samica jelenia szlachetnego – łania – po urodzeniu cielaka, by chronić go przed drapieżnikami (wilkami, lisami czy wałęsającymi się psami), redukuje powstały po  porodzie zapach przez zjedzenie łożyska. Dla roślinożercy jest to  niewątpliwie bardzo zdeterminowane zachowanie. Sam cielak jest błyskawicznie wylizywany przez mamę, dzięki czemu szybko

wysycha, nie prowokując specyficzną wonią naturalnych wrogów. Następnie łania pozostawia swojego potomka w ukryciu roślinności i przez pierwszy okres przychodzi do niego tylko na karmienie. Pozostający w  odosobnieniu młody jest mniej zauważalny, a przez to mniej narażony na niebezpieczeństwo, więc jego sierść – nakrapiana białymi plamkami – stanowi doskonały kamuflaż.

135


Przestrzeń natury

Foto: Shutterstock (4)

Podobne zachowanie i umaszczenie występuje u młodych saren – koźląt. Sarny w pierwszych dniach życia mają jednak więcej wrogów, gdyż ich koźlęta są dużo mniejsze, więc oprócz narażenia na atak sporych drapieżników często padają ofiarą kotów czy dużych ptaków drapieżnych. W jeszcze gorszej sytuacji jest drobna zwierzyna, wystawiona na niebezpieczeństwo o każdej porze dnia – jak nie z  powietrza, to  z  lądu. Taki zając szarak nie ma  łatwego życia. Samica może rodzić nawet cztery razy w roku, po 2–4 młode w miocie. Młode zające od  razu po  wykoceniu widzą i  mają maskującą je sierść. Samica zostawia potomstwo w  zielonej kryjówce, odwiedzając je tylko w porze karmienia. Zajęcze dzieci bardzo szybko zaczynają samodzielnie się odżywiać, ale pomimo takiego przystosowania do środowiska są stale narażone na rosnących w  siłę naturalnych wrogów, głównie ptaków drapieżnych, jak myszołowy,

136

kruki czy błotniaki. To w  znaczący sposób wpływa na rozmnażanie tych zwierząt. Nawet nasz sympatyczny bocian, żerując na łąkach, nie przepuści okazji pożywienia się małym zającem po  wykocie. Dużo zajęcy ginie także na skutek prawie całkowitego zmechanizowania prac polowych w rolnictwie. Wszystko to  sprawia, że gatunek ten jest w poważnym regresie – podobnie jak cała zwierzyna drobna. Największym zagrożeniem dla wszystkich młodych ssaków w pierwszym okresie po urodzeniu jest strata matki. Gdy ona zginie, jest to dla nich w zasadzie jednoznaczne ze śmiercią głodową, gdyż nic nie jest w stanie zastąpić jedynego pokarmu, którym jest pożywne mleko. Oprócz naturalnych wrogów, człowiek także się do  tego przyczynia, nie pilnując psów czy kotów, które często atakują leśną zwierzynę. Pamiętajmy, że psy i koty, mimo że udomowione, nigdy nie zatraciły pierwotnego instynktu drapieżnika,

pochodzącego od ich żyjących na wolności protoplastów. Podczas wakacji dużo zwierząt, w tym samic, ginie także w  wypadkach komunikacyjnych. Miejmy to na uwadze, jadąc drogą, biegnącą przez teren leśny czy polny. Niestety, nawet w świecie zwierząt w obrębie jednego gatunku nie ma równości. Kiedy samice muszą troszczyć się o  potomstwo, dla roślinożernych samców i samic nie posiadających młodych w miesiącach pełnej wegetacji jest to czas łatwego i spokojnego żeru. Różnorodny pokarm jest wszędzie, można by powiedzieć, że w zasięgu pyska. Jego ilość i dostępność, np. dla jeleni byków, sprzyja nakładaniu (budowaniu) poroża. Wśród jeleniowatych jest to najbardziej spektakularny proces. Byki każdego roku, najczęściej w marcu, zrzucają swoje poroże (wieniec). Po intensywnym żerowaniu, na początku lipca wyrasta im nowe – przyrasta ono nawet do kilku centymetrów dziennie. Na początku jest to silnie ukrwiony organ,

kraina bugu · lato 2013


pokryty skórą (scypuł). Kiedy po skończonym wzroście poroże twardnieje, scypuł obumiera. Byk go wtedy wyciera o gałęzie drzew i krzewów. U silnych osobników waga poroża dochodzi do 7–10 kg (są i większe). Chodząc po lesie, przeciskając się przez gąszcz, trudno nam sobie wyobrazić, jak taki byk, nierzadko w biegu, przemieszcza się swobodnie pośród leśnej gęstwiny. Żeby nie było za  łatwo, przyroda zadbała także o uciążliwości. W okresie wiosennym i  letnim zwierzętom bardzo mocno doskwierają owady – krwiożercze komary i meszki oraz gzy, których larwy żyją pod ich skórą. Nie można też zapomnieć o  kleszczach. Do jednego osobnika może być przyssanych kilkadziesiąt tych pajęczaków. Ochroną przed tymi bezwzględnymi stworzeniami jest ubabranie się w błocie, tak aby na sierści pozostała jego gruba warstwa, tworząca swoisty pancerz ochronny. Mistrzami w tym są dziki. Można się jeszcze schować, np. w norze. Lis czy borsuk ma takie schronienie w  swoich podziemnych apartamentach, łącznie z  darmową klimatyzacją. Nie ma  piękniejszego widoku niż samice i  ich młode, żyjące w  swoim naturalnym środowisku. Obserwacja zachowań dziko żyjącej zwierzyny dostarcza nie tylko wiedzy o świecie naszych mniejszych braci, lecz także wiele radości oraz wzruszeń. Dlatego zachęcam do letnich wypraw z lornetką o świcie w miejsca, gdzie łąki czy lasy graniczą z polami. Świt latem zaczyna się trochę ponad trzy godziny po północy, więc analogicznie do okresu jesienno‑zimowego dla zwierzyny jest to noc, co oznacza jej dużą aktywność. Zachowując się cicho – gdyż zwierzyna jest bardzo ostrożna – mamy szansę zobaczyć wtedy sarny, dziki, majestatyczne jelenie, lisy czy borsuki. Warto zabrać na tę wyprawę dzieci. Z pewnością będzie to dla nich duża frajda, jeśli nie prawdziwa wakacyjna przygoda, a  wczesna pobudka krzywdy im nie zrobi. Wszak są wakacje i  wyśpią się w dzień. 

137


Natura/obiektyw tabora

Artur Tabor (1968–2010) Jeden z najwybitniejszych polskich fotografików przyrody. Specjalizował się w zdjęciach ptaków i zwierząt w ich naturalnym środowisku. www.arturtabor.pl

Puchacz (Bubo bubo)

Ten ptak z rodziny puszczykowatych jest największą sową na świecie. Jej cechy rozpo‑ znawcze to: krępa sylwetka, duża głowa, nad którą wystają długie opierzone„uszy”, krótki ogon i ognisto pomarańczowe oczy. Nazwa ptaka nie pochodzi od „miękko” i „nisko”, lecz donośnie wydawanych odgłosów „pu‑hu”, niekiedy przechodzące w „phuoo”. W locie ptak może także kląskać‑szczękać dziobem. Odgłosy te można usłyszeć przez cały rok, najczęściej jednak jesienią i zimą. Bubo bubo ma pstre upierzenie w różnych odcieniach brązu, z jaśniejszym spodem sylwetki. Puchacz żywi się małymi i średniej wielkości ptakami i ssakami, m.in.: nornicami, szczurami, zającami, kaczkami, gołębiami, na które poluje o świcie, zmierzchu i w nocy. Jego długie i po‑ tężne szpony pozwalają mu polować również na jeże. Potrafi czasem upolować młodą sarnę (koźlę). Jaja (2 do 3, okrągłe i białe) składa w opuszczonych gniazdach, założonych przez inne ptaki drapieżne (np. myszołowy), czaple czy też bociany czarne, lub bezpośrednio na ziemi. Wybiera jednak do tego miejsca zaciszne. W górach wykorzystuje w tym celu skalne wnęki. Na wolności dożywa do 20 lat, a w niewoli nierzadko i do 40 lat. Długość ciała puchacza waha się w przedziale od 60 do 70 cm, rozpiętość skrzydeł zaś od 155 do 180 cm. Ogon drapieżnika jest krótki, ma około 25 cm. Waga samicy, która jest dużo większa od samca, osiąga do 4 kg. Bubo bubo można spotkać o każdej porze roku, bowiem ptak nie opuszcza naszego kraju na zimowe mrozy, jednak występuje głównie na terenach górskich i w dużych kompleksach leśnych – puszczach. t

138

kraina bugu · lato 2013


139


materiał promocyjny


nasze rekomendacje ORŁY Z PODLASIA SP. Z O.O.

INSTRUKTOR MAREK POMIETŁO

ul. Lipowa 84, 08-300 Sokołów Podlaski tel.: 516 544 060 www.splywy-kajakiem.pl, e-mail: biuro@splywy-kajakiem.pl ceny: kajak – 25 zł/doba, dowóz kajaków – 1,20 zł/km

tel.: 606 972 793 www.kajaki.nadbugiem.pl, www.VisitEast.eu e‑mail: mp@nadbugiem.pl

Posiadamy największą bazę kajakową nad Bugiem na Podlasiu (obsługujemy również rzekę Liwiec). Posiadamy zaplecze logistyczne do kompleksowej obsługi spływów. Oferujemy również usługi transportowe (wynajem busów i autokaru). Organizujemy transport osób, ratowników i instruktorów.

PRZYGODA ZACZYNA SIĘ TUTAJ! SPŁYWY KAJAKOWE GRANICĄ UE! Aktywny wypoczynek – spływy kajakowe w Dolinie Środkowego Bugu – granicą UE. Bug, Włodawka, Krzna, Leśna – organizacja spływów kajakowych dla firm, zorganizowanych grup i turystów indywidualnych. Koszt uczestnictwa od 60 do 120 zł w zależności od trasy i liczby uczestników.

CENTRUM KONFERENCYJNO-WYPOCZYNKOWE „PAŁAC ŁOCHÓW”

Gospodarstwo Agroturystyczne Jarosław Tyszka

ul. M. Konopnickiej 1, 07-130 Łochów tel./faks: 25 675 11 14 www.palaclochow.pl e-mail: palaclochow@arche.pl ceny: od 190 zł za pokój

Klepaczew 6a, 08-221 Sarnaki tel.: 505 618 416 www.klepaczew.of.pl ceny: 130–200 zł/doba

XIX-wieczny obiekt, położony w malowniczej dolinie rzeki Liwiec. Profesjonalnie przygotowany do obsługi konferencji, wesel, pobytów rodzinnych. Posiadamy 83 pokoje, 11 sal konferencyjnych, zaplecze rekreacji wodnej, spa i wellness.

„NADBUŻAŃSKA CISZA” DOMY WAKACYJNE Matcze 52, 22-523 Horodło tel.: 505 150 269 www.nadbuzanska‑cisza.pl Dla wszystkich spragnionych ciszy i spokoju. Zakwaterowanie w trzech komfortowych domach z pełnym wyposażeniem. Do dyspozycji gości: basen z plażą, wiata grilowa, miejsce na ognisko, łowisko nad rzeką. Wypożyczamy kajaki. Organizujemy wycieczki na Ukrainę.

OŚRODEK WYPOCZYNKOWY „UROCZA” Serpelice 123, 08-220 Sarnaki tel.: 83 359 81 25, 606 429 932 www.urocza.pl Oferujemy miejsca noclegowe w pensjonacie i domkach letniskowych. Wśród atrakcji: rejsy statkiem lub łodzią wikingów po Bugu, kajaki, rowery, ogródek grilowy, miejsce na ognisko. Zapraszamy na Podlasie.

ZAJAZD LEŚNY

OŚRODEK WCZASOWY „PARTNER”

Horoszki Małe 27, 08-220 Sarnaki tel.: 83 359 80 72 e‑mail: horoszki@zajazdlesny.info

Serpelice, 08-221 Hołowczyce tel.: 83 359 81 26, 504 295 306 www.partnerturuta.pl

Otoczony lasami zajazd położony jest w pobliżu rzeki Bug. Oferujemy noclegi w pokojach hotelowych i domkach kempingowych. Organizujemy wesela i przyjęcia okolicznościowe, a także szkolenia i konferencje. Zapraszamy na ogniska, grile, banię ruską i kuligi.

Serdecznie zapraszamy klientów indywidualnych oraz grupy zorganizowane do wypoczynku w naszym ośrodku. Oferujemy komfortowe pokoje lub zakwaterowanie w domkach kempingowych. Świadczymy usługi restauracyjne i kateringowe. Nasze dania oparte są na polskiej kuchni domowej. Rozległy teren ośrodka pozwala na organizację imprez do 1000 osób.

„NAD JEZIORKIEM” GOSPODARSTWO AGROTURYSTYCZNE

Gospodarstwo Agroturystyczne „ U Waldka” Waldemar Bielak

Chrołowice 15, 17-312 Drohiczyn tel.: 85 655 71 60, 606 974 433 www.nadjeziorkiem.eu, e‑mail: m.zabokrzecki@op.pl ceny: nocleg od 30 do 40 zł, wyżywienie od 12 do 49 zł

Ostromęczyn Kolonia 39, 08-210 Platerów tel.: 83 357 96 72, 505 104 786 www.uwaldka.pl, e‑mail: ostromeczyn@o2.pl ceny: 30–40 zł/doba, wyżywienie całodzienne 35 zł   Całoroczne gospodarstwo na wschodzie Mazowsza. Doskonała baza noclegowa. Własne grodzisko, żywy labirynt, staw, gril, kucyki, kózki, rowery i dobre jedzenie. Dziewicza przyroda, folklor, zabytki w okolicy i edukacja przyrodnicza.

Gospodarstwo położone na uboczu, bezpośrednio przy nadbużańskim szlaku rowerowym. Na terenie posesji jest malownicze starorzecze Bugu i las. Zapewniamy rodzinną atmosferę, domową kuchnię i bliski kontakt z naturą. Dysponujemy rowerami, kajakami, łódką wędkarską i salą z kominkiem.

Gospodarstwo Agroturystyczne Józefy Bobińskiej Klepaczew 34, 08-221 Sarnaki tel. 83 359 88 17, kom. 694 967 594, 510 980 134 www.klepaczew.pl Gospodarstwo położone jest nad rzeką Bug, wśród lasów obfitujących w grzyby i jagody. Atrakcje, z których warto skorzystać, to: spływy kajakowe, rejsy „Parostatkiem”, przejażdżki konne, ogniska przy akordeonie oraz Aqua Ball – rewelacyjna zabawa w piłce pływającej po wodzie, która sprawia frajdę zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Oferujemy całodniowe wyżywienie.

materiał promocyjny

Bug to jedna z największych nieuregulowanych rzek Polski, która zachowała swój naturalny wygląd. Jeśli chcesz wypocząć w ciszy i nacieszyć oczy widokiem pięknych krajobrazów i dziko żyjących zwierząt – przyjedź do Klepaczewa!

Agroturystyka „Bracia Bobińscy” Klepaczew 34, 08-221 Sarnaki tel. 83 359 88 17, kom. 510 980 134 www.braciabobinscy.republika.pl Wszystkich zainteresowanych aktywnym wypoczynkiem zapraszamy do Klepaczewa. Jazda w siodle, przejażdżki bryczkami, kuligi z pochodniami, rejsy statkiem po rzece Bug, strzelanie z łuku, strzelanie z wiatrówki, wykrywacz metali to tylko nieliczne z atrakcji, jakie proponujemy naszym gościom. Przy współpracy z innymi firmami: jazda quadem, paintball oraz loty tandemowe motolotnią. Taka ilość atrakcji każdemu zapewni moc niezapomnianych wrażeń.

141


04/lato/jesień2012

W następnym numerze

numEr 04 lato/jesień 2012 cEna 14,90 zł (w tym 5% vat) issn 2083-912X indEks 281034

turystyka/wakacyjne propozycje

Węgrów

W krainie Mistrza Twardowskiego Na ziemiach Radziwiłłów

Ko le j n y, j es i e n n y n u m er – j uż we wr ześn i u!

Nomadzi kresów

142

nad Bugiem

Rzeka od zawsze pRzyciągała ludzi. Bez względu na status, wiek czy pochodzenie. od zawsze Była też miejscem wypoczynku – szczególnie latem

05/zima2012

numer 05 zima 2012 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

Chełm

Podziemne spotkanie z duchem Bieluchem

powiat wyszkowski

W przedsionku Kurpi Białych

rePortaŻ/irina sZepielewicZ

połączyła nas rzeka cz. II: Witajcie w Polsce

wywIaD/Krystyna sienKiewicZ

zawód – kobieta, specjalność – komediantka

ocalone od PoDlaSKIe Dwory

zapomnienia

ZABYTKOWE MURY, KTÓRE JESZCZE NIEDAWNO STRASZYŁY, DZIŚ PRZYCIĄGAJĄ BLASKIEM. ICH WŁAŚCICIELE DALI IM DRUGIE ŻYCIE

Foto: Michał Zabokrzecki

turyStyKa/Zima nad bugiem

06/wiosna2013

9

propozycji na

i dług kend wee

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

Kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, kogucików na patyku, baloników na druciku... Któż z nas nie tęskni za jarmarcznym klimatem wsi i mia‑ steczek, które nie tylko od święta kusiły barwnymi straganami z tysiącem i jednym drobiazgiem. Dziś tamtych kupców już nie ma – ale czy na pewno? Oni wciąż są, rozkładają swoje kramy przy drogach, pod kościo‑ łami, pod płotami, albo handlują prosto z bagażnika. Wszystkim, co tylko jest na świecie. Przemie‑ rzając wschodnią Polskę, na pew‑ no ich spotkamy i na pewno coś od nich kupimy, mimo że mamy już coś podobnego. Bo to handel

Choć obecnie mieszka w stolicy, jego korzenie sięgają daleko na wschód, do leżącej dziś na Ukrainie wsi Uchrynów. Tam urodzili się jego rodzice i tam do dziś mieszka część krewnych, do których w tym roku po raz pierwszy udał się z sentymen‑ talną wizytą. W jego życiu dużą rolę odegrała też inna „Ukraina” – należący do mamy rower-­ ‑damka, pod rękę z którym stanął na starcie pierwszego wy‑ ścigu, pozbawiając go uprzed‑ nio zbędnego wyposażenia. Wygrał, zresztą jak wiele innych wyścigów, gdyż dla niego życie to jeden wielki tour.

wEEkEndOwE imPrEsjE

niedziela

,,Gdy siadam do swojego biurka, jestem zupełnie średniowieczny – tyle że obok mam komputer”

niezwykły, by nie powiedzieć magiczny. Bo z kupcami trzeba się targować, pogadać z nimi o życiu, dowiedzieć się, jaka siła pcha ich w ten wędrowny i kapryśny interes. Wciąż przed siebie. Nomadzi kresów. Zaklina‑ cze naszych marzeń o świecie, którego już nie ma.

PONTONEM NAD BAŁTYK Plan wyprawy był prosty: 5 rzek w nie‑ całe 5 tygodni, łącznie ok. 1100 km z ­Hrubieszowa do ­Krynicy Morskiej. Jedna z nich – Bug – szybko okazała się niezwykle pięknym,

choć wymagającym rajem. Przyjaźni pogranicznicy na mo‑ torach, zatory rzeczne, dziesiątki zwierząt i widoki, które na za‑ wsze pozostaną w pamięci. Ale przede wszystkim spokój. Uzdrawiająca samotność w tym zupełnie osobistym kontakcie z dziką przyrodą.

ma jow y

turystyka

Brześć

reportaż

ewa zwierzyńska

UkrAinA

jakiej nie znacie

miasto twierdza

wywiad

Polesie – europejska Amazonia

AniA

Dąbrowska

bawię się świetnie

nieznana histOria

moi sąsiedzi

olędrzy

Olędrów z krwi i kOści nie ma już Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub przyjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

Foto: PIOTR pUchowski

Tak jak skoki narciarskie to dla Polaków Adam Małysz, tak symbolem kolarstwa jest Czesław Lang – dawniej czołowy polski kolarz torowy i szosowy, dziś organiza‑ tor Tour de Pologne. W swojej karierze zdobył wiele wartościowych tytułów, w tym ten naj‑ cenniejszy, czyli srebrny medal wywalczony z mozołem na mo‑ skiewskiej olimpiadzie.

wywiad/o. leon knabit

multimedialny benedyktyn

07/lato2013

turystyka

numer 07 lato 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

powiat siedlecki

Włodawa

spacer z księżną Ogińską

miasto trzech kultur

Wachowicz

Piesza

wyprawa

wywiad

BarBara

reportaż

eliza orzechowska

wzdłuż wschodniej granicy

Podlasie wciąż mam w sercu

dokumenT

podlaski klimat

do miłości

Trzy pokolenia, Trzy hisTorie i jedno uczucie, kTóre łączy ze sobą ludzi od wieków. dawniej było Tak, że jeśli miłość, To na całe życie, na dobre i na złe. czy dzisiaj To jeszcze możliwe?

Foto: Peter Bulder

Czesław Lang

rEPOrtaŻ/irina szepielewicz

połączyła nas rzeka cz. I: U źródła Bugu

Foto: Paweł Tadejko

powiat bialski

Redaktor naczelna: Katarzyna Karczewska Redaktor prowadząca: Monika Mikołajczuk Sekretarz redakcji: Justyna Franczuk Dyrektor artystyczny: Andrzej Zawadzki Grafik: Beata Podwojska Fotografie: Bartek Kosiński, Sylwia Garucka-Tarkowska, Michał Rząca, Artur Tabor Etnografia: Barbara Ogrodowska Mapy: Ryszard Piwowar Felietoniści: Barbara Chwesiuk, Tomasz Kolecki-Majewicz, Andrzej G. Kruszewicz, Paul Lasinski, Robert Lesiuk, Grzegorz Móżdżyński, Leszek Stafiej, Robert Sowa On-line: Jacek Dziuban Współpraca: Maciej Omelaniuk, Tomasz ­Wawryniuk, Lech Ścibor-Rylski, I­ rina Szepielewicz, Aleksandra Mateuszuk Korekta: Ewa Nofikow

Redakcja nie zwraca materiałów niezamówionych, zastrzega sobie prawo redagowania nadesłanych tekstów i nie odpowiada za treść zamieszczonych reklam oraz materiałów promocyjnych. Przedruk tylko za zgodą redakcji. Zabroniona jest sprzedaż numerów bieżących i archiwalnych „Krainy Bugu” po cenie niższej od ceny detalicznej ustalonej przez wydawcę.

Wydawnictwo: Agencja Reklamowo-Wydawnicza Kraina Bugu Dyrektor wydawniczy: Daniel Parol Adres redakcji: ul. Rynek 12, o8-2oo Łosice e-mail: magazyn@krainabugu.pl Reklama: Edyta Gregorczuk, Krzysztof Sobota, Kamil Sakowski e-mail: reklama@krainabugu.pl Nakład: 8 000 egz.


ZAMÓW

NUMERY ARCHIWALNE 06/wiosna2013

9

propozycji na

i dług kend wee

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

majow y

Numer 6/2013 wiosna

06/wiosna2013

9

i dług kend wee

turystyka

UkrAinA

jakiej nie znacie

wywiad

ewa zwierzyńska

UkrAinA

AniA

Dąbrowska

bawię się świetnie

nieznana histOria

moi sąsiedzi

olędrzy

Olędrów z krwi i kOści nie ma już Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub zjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

Brześć

reportaż

miasto twierdza

Polesie – europejska Amazonia

majow y

turystyka

Brześć

reportaż

ewa zwierzyńska

Dwa dowolne numery

propozycji na

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

13,90 zł Numer 5/2012 zima

jakiej nie znacie

miasto twierdza

wywiad

Polesie – europejska Amazonia

AniA

Dąbrowska

bawię się świetnie

nieznana histOria

moi sąsiedzi

06/wiosna2013

olędrzy

19,90 zł

9

propozycji na

i dług kend

Olędrów z krwi i kOści nie ma już Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub zjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

wee

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

majow y

turystyka

Brześć

reportaż

ewa zwierzyńska

UkrAinA

jakiej nie znacie

miasto twierdza

wywiad

Polesie – europejska Amazonia

AniA

Dąbrowska

bawię się świetnie

nieznana histOria

29,90 zł

11,90 zł

trZy dowolne numery

Olędrów z krwi i kOści nie ma już Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub zjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

06/wiosna2013

9

propozycji na

Numer 4/2012 lato/jesień

i dług kend wee

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

majow y

cZtery dowolne numery

turystyka

Brześć

reportaż

ewa zwierzyńska

UkrAinA

jakiej nie znacie

miasto twierdza

wywiad

Polesie – europejska Amazonia

AniA

NUMER 03, WIOSNA 2012 CENA 14,90 ZŁ (W TYM 5% VAT) ISSN 2083-912X, INDEKS 281034

Dąbrowska

bawię się świetnie

Siedlce i Mielnik

nieznana histOria

9,90 zł Numer 3/2012 wiosna

moipieprz sąsiedzi czy wanilia? TURYSTYKA/ WEEKEND W SERCU DOLINY BUGU

06/wiosna2013

olędrzy nadbużańska włóczęga ,,Zawsze chcieliśmy pokazywać świat, który wówczas był zamknięty” WYWIAD/ ELŻBIETA DZIKOWSKA

i dług kend wee

Muzykanci

39,90 zł

i kapele ludowe KIEDYŚ BEZ NICH NIE BYŁO ANI WESELA, ANI POTAŃCÓWKI. POTEM ZNIKNĘLI NA DWIE DEKADY. DZIŚ ZNÓW GRAJĄ „NA DZIEŃ DOBRY”

9

propozycji na

Olędrów z krwi i kOści nie ma już REPORTAŻ/ MAREK WAŚKIEL Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub zjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

majow y

turystyka

Brześć

reportaż

ewa zwierzyńska

UkrAinA

jakiej nie znacie

miasto twierdza

wywiad

Polesie – europejska Amazonia

AniA

NUMER 03, WIOSNA 2012 CENA 14,90 ZŁ (W TYM 5% VAT) ISSN 2083-912X, INDEKS 281034

Dąbrowska

bawię się świetnie

Siedlce i Mielnik

nieznana histOria

moipieprz sąsiedzi czy wanilia? TURYSTYKA/ WEEKEND W SERCU DOLINY BUGU

NUMER 03, WIOSNA 2012 CENA 14,90 ZŁ (W TYM 5% VAT) ISSN 2083-912X, INDEKS 281034

olędrzy nadbużańska włóczęga ,,Zawsze chcieliśmy pokazywać świat, który wówczas był zamknięty” WYWIAD/ ELŻBIETA DZIKOWSKA

49,90 zł

Siedlce i Mielnik

TURYSTYKA/ WEEKEND W SERCU DOLINY BUGU

pieprz czy wanilia?

,,Zawsze chcieliśmy pokazywać świat, który wówczas był zamknięty” WYWIAD/ ELŻBIETA DZIKOWSKA

nadbużańska włóczęga REPORTAŻ/ MAREK WAŚKIEL

Muzykanci

i kapele ludowe KIEDYŚ BEZ NICH NIE BYŁO ANI WESELA, ANI POTAŃCÓWKI. POTEM ZNIKNĘLI NA DWIE DEKADY. DZIŚ ZNÓW GRAJĄ „NA DZIEŃ DOBRY”

9,90 zł Numer 2/2011/2012 zima

06/wiosna2013

9

propozycji na

i dług kend wee

numer 06 wiosna 2013 cena 14,90 zł (w tym 5% vat) ISSn 2083-912X InDeKS 281034

majow y

Olędrów z krwi i kOści nie ma już REPORTAŻ/ MAREK WAŚKIEL Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub zjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

turystyka

UkrAinA

jakiej nie znacie

miasto twierdza

wywiad

Polesie – europejska Amazonia

KIEDYŚ BEZ NICH NIE BYŁO ANI WESELA, ANI POTAŃCÓWKI. POTEM ZNIKNĘLI NA DWIE DEKADY. DZIŚ ZNÓW GRAJĄ „NA DZIEŃ DOBRY”

pięć dowolnych numerów

Brześć

reportaż

ewa zwierzyńska

Muzykanci

i kapele ludowe

AniA

NUMER 03, WIOSNA 2012 CENA 14,90 ZŁ (W TYM 5% VAT) ISSN 2083-912X, INDEKS 281034

Dąbrowska

bawię się świetnie

Siedlce i Mielnik

nieznana histOria

moipieprz sąsiedzi czy wanilia? TURYSTYKA/ WEEKEND W SERCU DOLINY BUGU

olędrzy nadbużańska włóczęga ,,Zawsze chcieliśmy pokazywać świat, który wówczas był zamknięty” WYWIAD/ ELŻBIETA DZIKOWSKA

Olędrów z krwi i kOści nie ma już REPORTAŻ/ MAREK WAŚKIEL Od dawna. ich dzieci i wnuki żyją nad bugiem lub zjeżdżają w te strOny, aby wciąż na nOwO Ożywiać pamięć O przOdkach.

9,90 zł Numer 1/2011 jesień

59,90 zł

Muzykanci

i kapele ludowe KIEDYŚ BEZ NICH NIE BYŁO ANI WESELA, ANI POTAŃCÓWKI. POTEM ZNIKNĘLI NA DWIE DEKADY. DZIŚ ZNÓW GRAJĄ „NA DZIEŃ DOBRY”

Komplet numerów archiwalnych

Zamówienia numerów archiwalnych: poprzez stronę internetową www.krainabugu.pl

9,90 zł

dzwoniąc pod numer 83 357 51 46 wysyłając e-mail na adres prenumerata@krainabugu.pl, podając dane adresowe i kontaktowe oraz wpisując rodzaj pakietu archiwalnego lub liczbę wybranych numerów archiwalnych

Cena zawiera koszty przesyłki i doręczenia.

moi sąsiedzi

olędrzy


GEMMA

ARTERTON SAOIRSE

RONAN

W KINACH

Kraina Bugu 7 lato/2013  
Read more
Read more
Similar to
Popular now
Just for you