Issuu on Google+

KONCEPT jako gazetka szkolna albo zbiór tekstów, w których zaskakujące pomysły determinują ich budowę i nadają im zamierzoną, wyszukaną formę

”Młodość nie wierzy doświadczeniu starych.” // Tadeusz Dołęga Mostowicz

Gazetka szkolna III Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Bielsku-Białej Numer 2/06/12/13


SŁOWEM WSTĘPU Początki są zawsze najtrudniejsze — brak wiedzy, doświadczenia, skok do głębokiej wody z podstawowymi jedynie umiejętnościami pływania. Nie każdemu udaje się przeżyć i utrzymać na powierzchni. Nam jednak się udało, mogę to powiedzieć z czystym sercem. Czas na kolejny numer „Konceptu”! Na wstępie chciałbym podziękować serdecznie za tak gorące przywitanie naszego pierwszego wydania, które rozeszło się wśród społeczności szkolnej jak świeże bułeczki. Podstawowy nakład 50 egzemplarzy okazał się niewystarczający, przez co konieczny był dodruk kolejnych 25 sztuk. Usłyszeliśmy wiele miłych słów oraz konstruktywnych uwag, które wzięliśmy sobie do serca i w dużej mierze wdrożyliśmy do drugiego numeru. Co prawda nie wszystkie są widoczne na pierwszy rzut oka, ale jest ich kilka. Jestem skłonny stwierdzić, że numer drugi jest o wiele trudniejszy niż wydanie premierowe. Dlaczego? Ponieważ nie ma już miejsca na żadne błędy, które w pierwszym numerze mogą być jeszcze wybaczone. Do tego czas, w którym trzeba było przygotować kolejne wydanie, był o wiele krótszy. To jednak nie wystraszyło nas i tak oto prezentuje się przed Wami „Koncept” — numer 2/06/12/13! Życzę wszystkim miłej lektury!

// MikrusMJ

REDAKTOR NACZELNY: MikrusMJ

REDAKTORZY: EkkertNýtt Fleur Schiller glass foals Godmother Leia MikrusMJ milcząca owieczka Mokrosz Surkim Queen of Leon TiM

Z-CA REDAKTORA NACZELNEGO:

Fleur Schiller ILUSTRACJE: Jimmy Perfect KOREKTA: Salem NAKŁAD/CENA: 50 egzemplarzy / 50 gr. 2


SPIS TREŚCI ARTYKUŁ SPECJALNY [str. 4] Krótka refleksja nt. pomocy

NA CACY TACY CYKUTA Z CYTATĄ Z TACYTA [str. 6] Cytat z okładki

KSIĄŻKI [str. 7] „Stowarzyszenie umarłych poetów”

NA POWAŻNIE [str. 8]

SZTUKA [str. 10] Co za nami, a co przed? O wystawach, które...

NAUKA [str. 12] Genetycznie zmodyfikowani. Czyli o tym, jak...

ROZRYWKA [str. 14] Krzyżówka, sudoku, kółko i krzyżyk, łączenie kropek

KINO & TEATR [str. 18] „Sferia” - recenzja

MUZYKA [str. 19] Kilka miesięcy przygotowań, 3 dni budowy...

GAMES ROOM [str. 20]

Masturbacja

Wakacyjne premiery

SZKOŁA [str. 21] Czerwiec i koniec roku szkolnego

OPOWIADANIE [str. 22] „Pazurek na spust” część druga

THE NATION'S TUMOR [str. 24] Differences between genders

MISZ-MASZ [str. 26] Misz–Masz 3


ARTYKUŁ SPECJALNY KRÓTKA REFLEKSJA NA TEMAT POMOCY Czy lubimy pomagać? Większość z nas tak. Nie zawsze jednak jesteśmy w stanie bezpośrednio pomóc potrzebującym osobom, szczególnie, gdy nasza pomoc ma trafić do krajów odległych od naszego o setki kilometrów. Z pomocą przychodzą nam organizacje zajmujące się wspieraniem potrzebujących, ratowaniem życia ludzkiego, dożywianiem dzieci. Jedną z nich, nad którą pochylę się w mojej krótkiej refleksji, jest Mary’s Meals. Zacznijmy od tego, skąd moje przemyślenia. Wszystko za sprawą wtorkowego spotkania z Panią Katarzyną Heczko, mamą jednej z uczennic naszej szkoły, która przybliżyła nam temat głodu na świecie. Główną częścią spotkania był film „Child 31” opowiadający o charytatywnej działalności wcześniej wspomnianej organizacji. W tym krótkim tekście chciałbym zastanowić się nad dwoma aspektami dotyczącymi Mary’s Meals – jej założycielami oraz tym, jak działa i jak udało się jej nie tylko sprawić, że dzieci nie chodzą głodne ale i uczą się. Pogłębiając swoją wiedzę, otrzymują w przyszłości szansę na lepsze życie. Założycielami organizacji są Magnus i Fergus MacFarlane-Barrow. To, co zaskakuje mnie najbardziej w tych postaciach, to fakt, jak bardzo poświęcili swoje życie na rzecz pomocy biednym, a do tego pozostali ludźmi bardzo skromnymi. Historia powstania Mary’s Meals jest dosyć nietypowa – w 1992 roku w Szkocji, siedząc w pubie, bracia MacFarlane-Barrow zobaczyli w telewizorze urywki zdjęć z Bośni. Obrazy te tak bardzo wpłynęły na ich samych, że postanowili zebrać dary i zawieźć je głodującym i potrzebującym. Jak postanowili, tak uczynili. Podróż odbiła się na nich tak mocno, iż wzięli roczny urlop po to, by całkowicie poświęcić się niesieniu pomocy potrzebującym. Cała akcja nie udałaby się jednak bez hojności ludzi, nieustannie przynoszących przedmioty, którymi chcieli się podzielić. Poświęcenie braci na rzecz ratowania życia budzi mój ogromny podziw. Drugą ważną kwestią, dotyczącą Mary’s Meals, która skłoniła mnie do głębokiej refleksji, jest sposób pomocy potrzebującym, a raczej to, jakie dodatkowe, pozytywne efekty przyniosła. Wiele organizacji zajmuje się dożywianiem głodujących dzieci, wiele zajmuje się również edukacją najmłodszych. Jednak mało która łączy obie formy pomocy, edukując i karmiąc jednocześnie. W tej kwestii Mary’s Meals bardzo mnie zaskoczyło – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Braciom MacFarlane-Barrow udało się „naprawić” jedne z największych problemów, które dotykają potrzebujące dzieci. Poprzez dożywianie młodych ludzi zwiększyli oni odsetek uczniów. Warto również zauważyć fakt, iż prawie wszystkie produkty potrzebne do wytworzenia posiłków dla dzieci, są kupowane u lokalnych rolników, przez co Mary’s Meals wpłynęło pozytywnie również na gospodarkę biednych państw. Coś niesamowitego. W podsumowaniu mojej krótkiej refleksji chciałbym zacytować fragment filmu „Child 31”, który pozostanie w mojej głowie jeszcze przez długi czas.

„Kto z was sądzi, że jeżeli w szkole nie dostawalibyście jedzenia, to wylądowalibyście na ulicy?” Wszyscy uczniowie unieśli rękę w górę...

// MikrusMJ 4


źródło: http://www.marysmeals.org.uk/

Więcej informacji na temat Mary’s Meals znaleźć można na stronie internetowej:

źródło: http://www.whoischild31.com/

www.marysmeals.org.uk

Każdy z nas może pomóc! Jeżeli masz pomysł na ciekawą akcję, mającą na celu zbiórkę pieniędzy na rzecz Mary’s Meals — pisz! Chętnie pomożemy Ci w jej przygotowaniu! koncept-bielsko@gazeta.pl 5


NA CACY TACY CYKUTA Z CYTATĄ Z TACYTA ”Młodość nie wierzy doświadczeniu starych.”

// Tadeusz Dołęga Mostowicz

Zaraz na wstępie pragnę zaznaczyć, ru nie można było zdradzić, marzeń - nie że nie będę bronić dorosłych, postaram spełnić. Coś w tych młodych ludziach się wręcz trzymać stronę młodych. Nic było tak mocnego, że aż pozwoliło im nam z kolejnych morałów autorytetów, wierzyć, że nigdy nie przeminie. nic z historii życia innych. Rozwijamy Zapowiedziałam, że nie będę trzyskrzydła o różnej barwie, oddychamy mać strony dorosłych, a przynajmniej nieco inaczej. Jedni z nas kończą na sto- postaram się ich ‘nie rozumieć’. Prących sie tych, dla których kolejny krok to nie- do przodu po trupach, rzadko który rowyobrażalne ryzyko, inni w gromadzie dzic popierał. Niejednokrotnie wybijał nieśmiertelnych. nieudacznie z głowy pożądane obiekty, I oto nasze dusze wychodzą z bez- miejsca, plany, co przyczyniało się tylko troskiego okresu bezpieczeństwa i stają i wyłącznie do kłótni i trzasków drzwi. się indywidualne. Czujemy, że żyjemy Doświadczenie i bolesna rzeczywistość mocniej tym co wewnętrzne, pasje i cele stawały w starciu z nieujarzmionym rosną w siłę. Odrywamy się od wyuczo- optymizmem. Każdy z nas tak miał. nych reguł i znajdujemy nasze zasady. I pomimo tego, że sami już poznaliśmy Każdy z nas, młodych ludzi, choć raz na się na swojej historii, nie potrafimy pewno znalazł w sobie tę niezwykłą silę, nadal zgodzić się z smutnymi, zgorzkniaktóra pozwoliła mu przekroczyć zakazy łymi dorosłymi. Z kolei im jakoś ciężko i nakazy, by dostać to, czego chcieliśmy. nadal uwierzyć w to, że jeżeli ktoś barKtoś kiedyś powiedział mi, że czas przed dzo czegoś pragnie, to wszystko inne średnią szkołą to właśnie okres, w któ- temu służy… Że istnieją ludzie, którzy rym odnajdujemy samego siebie, nie zaś nie zawiodą, a miłość przetrwa do końca uczymy się i zdobywamy wiedzę szkolną. świata w takiej formie jaka była na saMowa o gimnazjum, które teraz i tak mym początku. Ileż to razy, zaraz po kojarzone jest z powszechną głupotą awanturze o ideały, zastanawialiśmy się i groteską. Znam jednak należących do dlaczego oni tacy są? Czy w życiu tak grupy gimnazjalistów ludzi, którzy omi- bardzo się potknęli? Czy ktoś im to wyjali skrzętnie to co ‘mainstreamowe’ i szli darł? Czy może nie dotrzymali obietnicy swoja ścieżką, która była właśnie w trak- złożonej samym sobie i zwątpili w siebie? cie wytyczania. Zaczynali mówić swoim I to są te powody, dla których doświadjęzykiem i układać rymy do własnych czenie rodziców nie pozwala nam popełidei. Zaczęli czerpać życiowe wskazówki nić ich błędów? Ale jak to, skoro sami ze swoich źródeł, nie zaś tylko z rodzin- utwierdzają nas w przekonaniu, że walnego domu. Dla jednych był to wybór czyć i starać się nie ma o co? Z drugiej uwalniający ich z pułapki nienajlepszych strony stoją idole z plakatów, którzy mówzorców, dla innych po prostu swoje wią co innego, a my zaparcie ich cytujezdanie. Wiek to chyba jeden z głównych my, jako niepodważalny dowód na jedypowodów, dla których gdzieś w nas nadal ną, słuszną rację. istnieje cień bezwzględnego idealisty. To odwieczny dylemat i konflikt Człowieka, dla którego białe było białe, generacji. Czy kiedyś ktoś zdoła pogodzić a czarne, czarniejsze nie mogło być. Co obie, równie przekonane o prawdziwości złe - nie miało wybaczenia, co dobre - nie swojej prawdy, strony? // Godmother obchodziło się bez wynagrodzenia. Hono6


KSIĄŻKI „Stowarzyszenie umarłych poetów” Nancy H. Kleinbaum Jesteśmy w akademii Weltona, elitarnej szkole średniej. Główne filary uczelni to: tradycja, honor, dyscyplina i doskonałość. Szkoła, a właściwie surowy i twardy dyrektor Nolan, nie toleruje niesubordynacji, lenistwa i złych wyników w nauce. Ratunkiem dla wtłoczonych w sztywne ramy uczniów okazuje się być nowy nauczyciel angielskiego John Keating.

Inspiracją do napisania książki był scenariusz filmu „Dead Poets Society” w reżyserii Peter’a Weir’a. Tom Schulman — autor scenariusza zdobył za niego w 1989 roku Oscara w kategorii scenariusz oryginalny.

Kadry z filmu „Dead Poets Society”

Mężczyzna jest absolwentem tej uczelni. Sam przeszedł to, co przechodzą teraz młodzi ludzie, którym rodzice zgotowali ciężki los. Nowy profesor żyje według jedynej i najważniejszej dla niego zasady - carpe diem, czyli „chwytaj dzień”. Idea ta towarzyszy mu zawsze i wszędzie. Z czasem udaje mu się wpoić ją i młodym ludziom. Pod jego wpływem kilkoro z chłopców uczęszczających na zajęcia, postanawia założyć tytułowe „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”, które ma na celu zgłębienie piękna poezji. Podczas tych spotkań chłopcy odkrywają swoje prawdziwe "ja", uświadamiają sobie kim są, czego odczekuje od nich świat i kim chcą zostać w przyszłości. Gdy surowy dyrektor odkrywa ich inicjatywę, bierze sprawy w swoje ręce...

źródło: http://www.filmweb.pl/

// Leia 7


NA POWAŻNIE MASTURBACJA

Ostatni artykuł, w którym poruszałem kwestię alkoholu, wywołał dość duże kontrowersje. Pojawiło się wiele głosów sprzeciwu, dotyczących temat tego, że osoba niepijąca mówi o alkoholu, a do tego chce coś w kimś zmienić, coś komuś uświadomić. Cóż mogę powiedzieć – odsyłam do początku mojego artykułu, w którym pokrótce opisałem mój związek z alkoholem. Poprzednia publikacja wywołała również „poruszenie” w kwestii Maxa – głównego bohatera zaprezentowanej historii, dlatego w tym miejscu chciałbym przekazać jego osobistą prośbę – „Nie ma się czym martwić, tak było, jest i pewnie będzie, choć sytuacja powoli się poprawia, zmierza ku lepszemu, dlatego też nie wracajmy już do mojej postaci lecz żyjmy tak, by nie popełniać błędów innych”. I ja sam również podpisuje się pod tą prośbą. W tym numerze chciałbym podjąć kolejny trudny temat, który, nie ukrywajmy, dotyczy znacznej części społeczeństwa – masturbacja. Oczywiście nie zajmiemy się „stroną techniczną” lecz jej psychologiczno-socjologicznym aspektem. Inspiracją do napisania tego artykułu był Tomek, którego historię poznałem względnie niedawno, o tym jednak w dalszej części tego tekstu. Czym jest masturbacja chyba każdy wie. Wikipedia definiuje ją jako zachowania seksualne polegające na pobudzaniu własnych organów płciowych, kończące się najczęściej orgazmem. Nazywana również onanizmem czy wręcz brutalnie samogwałtem. Jesteśmy z nią związani od najmłodszych lat. W wieku 3-5 lat dzieci przechodzą pierwszy okres masturbacji w swoim życiu. Jest to całkowicie naturalne, spowodowane po prostu odczuwaniem przyjemności przez dziecko, nie8

świadomie podejmujące się tego aktu, najczęściej podczas snu, lub na jego granicy. Później następuje przerwa, trwająca aż do dojrzewania, w którym to dochodzi do drugiego okresu masturbacji w życiu człowieka. Jego długość jest różna – może trwać bardzo krótko, jak również całe życie. Stereotypowo, masturbację przypisuje się głównie mężczyznom, co jednak jest błędnym założeniem – dotyczy ona zarówno mężczyzn jak i kobiet. Badań na temat tego, jaki procent osób z danej płci podejmuje się masturbacji, było wiele. Jedne z najbardziej znanych – Alfreda Kinseya, mówią o 92% mężczyzn i 62% kobiet, którzy kiedykolwiek podjęli się tego aktu. Oczywiście statystyki te będą różne dla odpowiednich grup wiekowych, zależne od obyczajowości, od stanu cywilnego, jak i stylu życia każdej osoby. Masturbacja w naszej kulturze pojmowana jest raczej negatywnie – jest to spowodowane w dużej mierze doktryną Kościoła, który traktuje ją jako grzech i zdecydowanie jej zakazuje. Jednakże, obracając się w środowisku młodego pokolenia, często usłyszeć możemy, że to nic złego – wręcz przeciwnie, coś potrzebnego, coś normalnego. Więc jak to w końcu jest, czy masturbacja to coś złego czy dobrego? Czy ma ona wpływ nas samych? Czy powinniśmy jej unikać, a może regularnie praktykować? Pora zebrać fakty. Zacznijmy od mitów – masturbacja nie wpływa na wzrok, jak mówili nasi przodkowie. Sam akt nie jest też niebezpieczny dla zdrowia i życia, chyba że podejmujemy się go w niebezpieczny sposób lub staje się on uzależnieniem. No właśnie – pierwsze zagrożenie związane z onanizmem to uzależnienie, które niestety jest dosyć częste. O ile w życiu


dorosłym łatwiej stwierdzić, czy człowiek jest uzależniony czy nie, o tyle w okresie dojrzewania, niejednokrotnie trudno to sobie uświadomić. Uzależnienia to jednak osobny temat, który postaram się podjąć w kolejnych numerach. Następnym mitem jest „niezbędność masturbacji w życiu człowieka”. Taki pogląd jest dosyć częsty, choć błędny. Oczywiście – masturbacja ma swój udział w poznawaniu własnego ciała, odkrywania własnej seksualności i jest to potwierdzone przez seksuologów, jeżeli oczywiście nie przesadzamy z częstotliwością podejmowania się tego aktu, jednakże nie jest ona niezbędna do życia. Brak masturbacji nie wpływa negatywnie na nasze zdrowie, życie i funkcjonowanie. I w tym miejscu czas przejść do wspomnianego wcześniej Tomka, ucznia naszej szkoły, uzależnionego od masturbacji, poprzez historię którego, chciałbym pokazać ciąg kolejnych zdarzeń. Ich genezą jest właśnie onanizm. Jego problem poznałem niedawno, w momencie, w którym po raz kolejny podjął próbę życia w czystości. Dlaczego? Ponieważ zrozumiał, jak masturbacja zmieniła jego życie. Uświadomił sobie jak wpływa na każdego, kto zbyt często się jej podejmuje. Jest to jeden wielki ciąg, którego skutki odczuwamy na co dzień, jednak nie łączymy ich z masturbacją. Podstawowym wpływem onanizmu na człowieka są zmiany w ludzkiej psychice – dokładnie tak, to tam zachodzą zmiany, które odbijają się na nas każdego dnia. Praktycznie każdy akt jest połączony z myślami erotycznymi. To przez nie w naszym mózgu zachodzą zmiany w kwestii kontaktów damskomęskich. Płeć przeciwna staje się obiektem, który działa na nas jedynie podniecająco. Nasze kontakty z innymi osobami zostają zaburzone, a niejednokrotnie patrząc na inne osoby, widzimy tylko seks, nagość i wyuzdanie. Tak było w przypadku Tomka, jednak nie jest on wyjątkiem w tej kwestii. Nie zapominajmy również o tym, że onanizm może w bardzo negatywny sposób wpłynąć w przyszłości na ludzką seksualność. Problemy z osiągnięciem orgazmu poprzez sam stosunek płciowy są bardzo częste wśród osób, które zbyt często podejmowały się samogwałtu.

Masturbacja przekłada się również w bardzo dużej mierze na naukę – osoby takie, jak Tomek mają trudności w koncentracji czy zapamiętywaniu informacji, przez co ich oceny ulegają znacznemu pogorszeniu. To wszystko właśnie za sprawą onanizmu, choć wiele osób nie łączy tych faktów. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ wpływ aktu na nasz mózg nie kończy się wraz z osiągnięciem momentu szczytowania, ani chwile po nim, ale niejednokrotnie trwa przez kilka, kilkanaście kolejnych godzin, i dlatego odbija się on na naszej codzienności. Kolejnym elementem tego ciągu jest związek – wydawać by się mogło, że osoby będące w stałym związku nie będą podejmować się tego aktu. Niestety, rzeczywistość jest inna. Onanizm w związku niejednokrotnie ma swoje miejsce, nawet wśród par podejmujących współżycie. Czym zatem jest masturbacja w związku? Czymś negatywnym i nieodpowiednim, czymś co nie powinno mieć w związku miejsca. Zdaje sobie sprawę, że wiele osób może się ze mną teraz nie zgadzać, jednak nie zapominajmy o tym, jak masturbacja wpływa na nasze myślenie. Tomek utwierdził mnie w słuszności moich przekonań, gdyż sam doświadczył tego, jak masturbacja może, mówiąc delikatnie, namieszać w miłości. Dodał jeszcze jedno – „Abstynencja uczy wytrwałości, samokontroli oraz opanowania, i choć jest trudna, to przynosi wiele dobrego. Masturbacja to również brak szacunku do drugiej osoby, więc czy nie lepiej powstrzymać się od tego aktu, żyć w czystości i radości oraz poszanowaniu dla drugiego człowieka?” Te słowa pozostawiam do własnej refleksji. Czas podsumować temat trudny, choć ważny. Czy można jednoznacznie stwierdzić, że masturbacja jest czymś złym? Nie, ponieważ ma również pozytywny wpływ na człowieka, trzeba jednak pamiętać o tym, ile złego potrafi wnieść do naszego życia. Oczywiście nie możemy bać się masturbacji i traktować ją jako temat tabu, powinniśmy raczej świadomie decydować o naszym zachowaniu. Sami zdecydujemy, czym będzie dla nas masturbacja oraz czy podejmiemy się jej aktu. A może tak jak Tomek wybierzemy drogę abstynencji? Wybór należy do każdego z nas.

// TiM 9


SZTUKA CO ZA NAMI, A CO PRZED? O WYSTAWACH, KTÓRE PORUSZYŁY BIELSKO Już od początku stycznia mieliśmy możliwość zorganizowania swojego wolnego czasu w nieco inny sposób niż przed laptopem i na facebooku. Ową możliwość stworzyła nam Galeria Bielska BWA, która to w tym roku zaplanowała dla nas szereg inspirujących pokazów.

wego myślenia. Jego prace dość często odnoszą się do przeszłości, są jednak rozciągnięte pomiędzy wieloma archetypami kultury. Berdyszak zdaje się balansować na granicy iluzji i prawdy. Tworzy coś na zasadzie prześmiewczej, masowej wizji sztuki, która ma nam pokazać przemijający świat, a w zasadzie nowe rozuRok zaczęliśmy wraz z Aleką Polis mienie danego zjawiska. i jej projektem Błąd w czasoprzestrzeni. Pierwsze filmy zostały pokazane publiczMarzec natomiast przyniósł ze ności już 4 stycznia, czyli w rocznicę sobą Stare papiery, czyli nic innego, jak śmierci ojca artystki. Dlaczego właśnie prace Jarosława Modzelewskiego. Co wtedy? Ponieważ cała wystawa nawiązy- dziwne, artysta znany bardziej z twórwała do zjawiska, jakim jest śmierć ludz- czości malarskiej, przygotował dla nas ka. Aleka Polis pyta o znaczenie śmierci niezwykłą ekspozycję rysunków, w któw kulturze masowej, w końcu sama dzie- rych (jak w tytule) ogromną rolę, odgryli się z widzem swoimi poglądami na wa nie sam ich wyraz, ale raczej tekstutemat współistnienia śmierci i miłości. ra dzieła. Oprócz szkiców, po wejściu do Projekt obejmował nie tylko malarstwo, galerii naszym oczom ukazały się wielkoale przede wszystkim projekcje wideo formatowe papiery z lat 1985-1988 podzieła Obraz pośmiertny Ojca. Jak pisze kazujące ekspresjonistyczną wizje twórsama Agnieszka Żechowska : „Na te czości artysty. Modzelewski pokazał taki wiele innych pytań spróbują odpowie- że prace o tematyce historycznej- przeddzieć uczestnicy spotkania: Czym jest stawił nam portrety takich osób, jak śmierć w doświadczeniu ponowoczesnego Hölderlin, czy Schiller. człowieka? Czy granica między życiem a śmiercią jest jeszcze uchwytna?” Kwiecień był czasem uczniów. Odbyły się bowiem XI Ogólnopolskie BienGodnym następcą, który miał oka- nale Rysunku i Malarstwa Szkół Plazję zająć miejsce Polis w galerii był Mar- stycznych. Wydarzenie zorganizowane cin Berdyszak – Za horyzontem kultury, przez Bielską Szkołę, obejmowało twórza horyzontem sztuki. Był to pokaz naj- czość uczniów z tzw. „plastyków”. W tym nowszych prac artysty. Artysty, który roku galeria otrzymała tylko, a może aż świadomie przekracza krąg stereotypo- 656 prac z 41 szkół. Do wystawy pokon10


kursowej zakwalifikowanych zostało ok. 120 prac. W dziedzinie malarstwa rozdano trzy główne nagrody dla młodzieży ze szkół w Katowicach, Poznaniu i Częstochowie. W dziedzinie rysunku pierwszą nagrodę otrzymał uczeń ze szkoły w Dąbrowie Górniczej. Także i Bielsko nie pozostało bez głosu w tej kwestii, bowiem Grand Prix w kategorii malarstwa otrzymał Artur Brandys z „naszego rodzimego plastyka”. Wystawa ma swoją rangę, jest w końcu ważnym przeglądem umiejętności warsztatowych, ale także ciekawych inspiracji młodych artystów. Zbliżamy się do końca, a co za tym idzie do Grafiki Kubańskiej ARTE SIEMPRE – wystawie raz już odwołanej przez trudności w transporcie. Gdy jednak wreszcie znalazła się w bielskiej galerii, mogła wzbudzić dość duże zaciekawienie u rzeszy odbiorców. Możliwe, że sam jej wydźwięk artystyczny (jest to odczucie czysto subiektywne) nie wzbudzał większego zainteresowania. Jednak ciekawy wydał się cały proces tworzenia dzieł. Jak mówi kuratorka Małgorzata Rozenau: „To wystawa artystów tworzących w specyficznych warunkach izolacji politycznej i gospodarczej kraju, dla których sztuka jest obszarem prawdziwej wolności”. Wydaje mi się, że to, co nas zbliża do owego projektu, to właśnie sam moment ich kreacji i warunki w jakich powstawały.

Nie pomijam rangi i świetności wystaw wcześniej wspomnianych, jednak z mojego punktu widzenia, projektem, który zasługuje na naprawdę dłuższą chwilę uwagi jest Malarstwo Leona Tarasewicza. Artysty współczesnego, którego ranga sięga renomy międzynarodowej. Dzieło to stworzył specjalnie dla Bielskiej Galerii. Czym zatem było? Całą przestrzeń górnej sali BWA zajęła praca Tarasewicza. Stworzył on wielkoformatowe dzieło, do którego można „wejść”. Sugestywnie zapełniona podłoga została wykonane metodą „action painting”, z tą małą różnicą, że Tarasewicz nie zamknął swojego dzieła w żadnych ramach, ma ono działać całością i zmuszać do przemyśleń. Jak pisze Agata Smalcerz: „ Ekspresyjnie pomalowana podłoga „wchodzi" na mury. Raz poprzez odbicie koloru, jakby łunę na białej ścianie; dwa - przez ślady gestu malarskiego, który zatarł granicę między poziomem i pionem.” Wystawie towarzyszy film, na którym to ukazana jest sama realizacja projektu. Co ciekawe, 13 czerwca odbyła się jakby kontynuacja owej wystawy pt. Powrót do bieli. Tarasewicz podczas kończącej wstawę akcji zamalowuje swoje dzieło na biało.

// EkkertNýtt

Krótko o tym, co nowego przed nami:  21 czerwca wernisaż Katarzyny Majak pt. Kobiety Mocy, Galeria BWA. Wystawa prezentuje 12 fotograficznych portretów kobiet oraz fragmenty rozmów;  Od 21 czerwca wystawa Izabeli Ołdak Powrót do korzeni, Galeria BWA. Międzynarodowy projekt Ołdak w którym biorą udział artyści zarówno z Polski jaki i z Australii, Irlandii, Serbii i Holandii;  22 czerwca Magia – Pramatka sztuki, Galeria BWA. Panel dyskusyjny z udziałem m.in. archeologa i socjologa kultury;  21 czerwca Kamienna fala. Budowanie fali z kamienia i palenie ognia na brzegu rzeki Białej;  Czerwiec – lipiec Z irokezem na głowie – Espen Krukhaudt, Galeria B&B;  Czerwiec Harmonia i rytm – Marek Luzar, BAZYLISZEK; 11


NAUKA GENETYCZNIE ZMODYFIKOWANI CZYLI O TYM, JAK DEFINIUJĄ NAS GENY Czym jest gen? Każdy, kto uczy się biologii doskonale wie, że jest to podstawowa jednostka dziedziczności, na której zbudowane są fundamenty nauk genetycznych. Każda lekcja rozpoczynająca dział genetyki w szkolnych podręcznikach zawiera obowiązkową definicję genu i innych, bardziej złożonych jednostek. Ludzie powtarzają ją aż do znudzenia, ale zazwyczaj nikt nie zastanawia się nad jej rzeczywistym, biologicznym wpływem na nas samych. Jak to się dzieje, że minimalnych rozmiarów cząsteczka ma tak ogromny wpływ na wszystkie żywe organizmy? Geny - związki, które w porównaniu z ogromem materii i wielkością Wszechświata, wydają się mieć mało skomplikowaną budowę, są niczym początkowe ogniwo w złożonym łańcuchu wszelkich reakcji. Przykład, w którym biologia doskonale współgra i uzupełnia się z chemią. Najmniejsze, ale zdecydowanie najważniejsze cząsteczki. Nic, co znajduje się po nich, nie miałoby prawa istnieć, gdyby ich nie było. To raptem kilka związków chemicznych, a ich wariacje tworzą hierarchię życia, na czele której niewątpliwie stoi człowiek. Istota ludzka, zbudowana z setek bilionów komórek, które z kolei zbudowane są z równie wielkiej liczby genów, jest zwierciadłem sztuki. Nieokiełznanej, niezrozumianej sztuki, której skopiować nie potrafi sam zainteresowany, mimo ciągłego

postępu myśli technologicznej. Głównymi twórcami owej sztuki są właśnie geny. Niejednokrotnie potrafią ułożyć się w bardzo zwarty i świetnie działający eksponat, czyniąc człowieka pięknym, mądrym i zdrowym. Niestety, coraz częściej ludzie są niezadowoleni ze swojego wyglądu, inteligencji, a zdrowie nieustająco tracą, bywa, że bezpowrotnie. Dlaczego genetyczna maszyna, którą steruje coraz bardziej doświadczona ewolucja, zawodzi, czy też nie potrafi odpowiednio zareagować na bardzo liczne, stale rosnące zagrożenia? Otóż, w ostatnim czasie główną inicjatywę nad rozwojem wszelkiego życia przejął człowiek. W swojej roli odnajduje się tak dobrze, że dokonuje zmian, które zdecydowanie wykraczają poza jego kompetencje. Ingeruje w zdrowie, czy życie organizmów, wywierając przy tym niebagatelny wpływ na środowisko. Matka Natura, sędziwa i doświadczona, mści się na swoich zachłannych dzieciach. Być może chce dać nauczkę, skarcić ludzi za ich krnąbrność i wysokie mniemanie o sobie. Stąd pojawiły się np. choroby cywilizacyjne. Cukrzyca, otyłość, nadciśnienie, czy zróżnicowane nowotwory to tylko nieliczne schorzenia spośród wielu, których wskaźniki zachorowań rosną w zastraszającym tempie. Mimo faktu, iż naukowcy biją na alarm, ludzie nie wydają się być przestraszeni, za co niestety mogą zostać dotkliwie ukarani w niedalekiej przyszłości. Geneza chorób cywili-

12


zacyjnych jest w dalszym ciągu nierozwikłaną zagadką, jednak można śmiało stwierdzić, że wszystko zaczyna się w obrębie genu. Często są to zmiany w chromosomie, jednakowoż, by doszło do zmiany na tak stosunkowo dużej powierzchni, musi zostać wyzwolona tzw. iskra, którą niejednokrotnie jest mutacja w DNA. Słowo „niejednokrotnie” nie jest użyte przypadkowo, gdyż ostatnimi czasy do szerokiej i wyspecjalizowanej rodziny nauk genetycznych dołączyła stosunkowo młoda i mało znana epigenetyka. Na jakie pytania odpowiada owa epigenetyka i jakie zagadnienia zgłębia? Otóż, epigenetyka zajmuje się badaniem dziedziczności pozagenowej, tj. zmienności, która nie ma związku z wcześniej wymienionymi mutacjami. W praktyce epigenetyka opisuje zjawiska, dzięki którym w identycznych genetycznie komórkach dochodzi do różnego sposobu ekspresji genów, czego efektem są zmiany i różnice fenotypowe. Jednym z procesów epigenetycznych jest metylacja DNA, czyli łączenie się grup metylowych z zasadami azotowymi w nukleotydach. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że właśnie ten proces odpowiedzialny jest za różnice w wyglądzie i charakterach bliźniąt jednojajowych. Naukowcy udowodnili również silne powiązania z onkogenezą, czyli tworzeniem się nowotworów, które również występują powszechnie w kręgach cywilizacyjnych. Czy również inne choroby, tj. cukrzyca, otyłość oraz nadciśnienie spowodowane są zmianami epigenetycznymi? Jeśli tak, oznaczałoby to, że środowisko, które sami tworzymy jest najbardziej odpowiedzialne za stany chorobowe, z którymi dzisiejsza medycyna nie potrafi sobie poradzić. Niestety, w przeciwieństwie do środowiska, ewolucja, która jest panaceum na wszystkie cywilizacyjne problemy, nie potrafi tak dynamicznie i natychmiastowo reagować na zmiany żywieniowe i egzystencjalne ludzi. Gdyby wszelkie mechanizmy, które przystosowują rodzaj ludzki do środowiska, wykształcały się tak szybko, organizmy żyłyby dłużej, a procent

chorych czy niepełnosprawnych zmalałby do zera. Niepodważalnym zadaje się być również fakt, że źródło chorób psychicznych bije u podstaw genetyki i zmian w jej obrębie. W dalszym ciągu nieznany jest ich szczegółowy mechanizm dziedziczenia, choć należy przyznać, że sytuacja powoli się klaruje. Również w tych przypadkach istnieje bardzo prawdopodobne przypuszczenie, że kompilacja zmian w obrębie genomu ma silny związek ze środowiskiem. Oczywiste jest powiązanie między odziedziczoną wersją wadliwego genu, a okolicznościami codziennej egzystencji. To, że jest się nosicielem danego allelu nigdy nie stanowi o tym, że zapadnie się na daną chorobę. Występuje podwyższone ryzyko, jednak odpowiedni tryb życia oraz konsekwencja w jego prowadzeniu może całkiem skutecznie ograniczyć objawy chorób, czy złagodzić ich przebieg. Analogicznie można stwierdzić, że skoro epigenetyczne zmiany mają negatywny wpływ na ekspresję genów, to mogą mieć również jak najbardziej pomocne znaczenie. Niejednokrotnie wyciszenie ekspresji genu może wpłynąć pozytywnie, czyniąc osobnika odpornym na określone czynniki zewnętrzne i ich działanie. Obecnie antagonizmy między genetyką, a epigenetyką nie są jeszcze szczegółowo znane, lecz naukowcy nieustająco pogłębiają swoją wiedzę, a obrany przez nich kierunek wydaje się być prawidłowym. Do jakich wniosków dojdą, czy okażą się one przydatne? Być może nowe konkluzje zrewolucjonizują obecne podejście do tematyki dziedziczenia i zmienności genetycznej oraz nauczą ludzi żyć w idealnej homeostazie między sobą, a środowiskiem, które sami tworzą i zamieszkują. Jeśli tak się stanie, większość skomplikowanych i trudnych pytań nie pozostanie bez odpowiedzi, a rozszerzające się obecnie zjawisko zwane chorobami cywilizacyjnymi zostanie prawdopodobnie opanowane.

13

// Queen of Leon


ROZRYWKA ROZWIĄZANIEM KRZYŻÓWKI JEST MYŚL ALBERTA EINSTEINA

CAŁA PRZYJEMNOŚĆ. . .

// www.szarada.net 14


średniozaawansowany

zaawansowany

// www.onlinesudoku.pl 15


16


// www.gralandia.pl ZADANIE SPECJALNE: Pomaluj „Koncept”! 17


KINO TEATR &

„SFERIA” - RECENCJA Wąskie przejście wydzielone przez folię na parkingu Sfery prowadzi do przestronnej „poczekalni”, odgrodzonej od parkingu przez ten sam materiał. Stoją w niej cztery, może pięć kręgów ułożonych z krzeseł. Ludzi jest niewielu. To dopiero początek, zostało pół godziny. Rozbijam krąg. Nigdy nie lubię stosować się do narzuconych zasad. A tu jakby wszystko od początku jest ustalone. W powietrzu, prócz lekkiego zaduchu, wisi wrażenie, że ktoś czuwa z góry, wie gdzie usiądę. Jak w domu Wielkiego Brata, jak w organizacji lansującej mózgi. Stwarzającej z żywych organizmów bierne maszyny. Wstaję z miejsca. Zbliża się godzina rozpoczęcia sztuki, ludzi jest coraz więcej. Gdzieś co chwila mija mnie Magda Kupryjanowicz, autorka dramatu „Sferia”, a wraz z nią kamerzysta. Nagle do „poczekalni” wchodzi aktorka (Marta Gzowska-Sawicka), która okazuje się w sztuce Mariolą, żoną Piotra (Kuba Abrahamowicz). Prosi o pomoc publiczność. Do końca nie wiadomo, czy sztuka już się zaczęła, czy posiłki z widowni są naprawdę niezbędne. Wchodzę na parking. Ustawiono trzy rzędy krzeseł. Siadam w środkowym. Już w pierwszych minutach okazuje się, że każdy widz współtworzy sztukę poprzez nieświadome spojenie się z nią. Publiczność okazuje się uczestniczyć w spotkaniu dotyczącym relacji ziemiakosmos. Owe zaś miejsce spotkania w pewnym momencie zmienia się w bunkier zapewniający ludziom ochronę, nakrycia głowy, a nawet jedzenie i picie, które zostaje nam wręczone. Mariola wprowadza widza w wir dialogu ze wszechświatem. Próbuje udo-

wodnić, poprzez wyświetlane na ścianie „błyski”, czyli krótkie filmy zarejestrowane przez komputerowe kamery, że wszędzie ukrywają się jakieś znaki dotyczące istot pozaziemskich i kontaktu z nimi. Do jej przemówienia wtrąca się nagle Marek (Tomasz Drabek), przekonany, że w całą sprawę przede wszystkim wplątany jest rząd, że to spisek. Do rozmowy dołącza również starsza kobieta z publiczności, która do tej pory siedziała niezauważona. Umknąć uwadze nie może rola Andżeliki (Marii Kani), która okazuje się istnym prorokiem, najpierw zagubionym w świecie internetowych intruzów, wreszcie stojącym ponad tym i głoszącym światu nieznane prawdy dotyczące wszechświata. W sztuce Katarzyny Szyngier od samego początku występuje interakcja z widownią. Przedstawienie utrzymane jest w formie wykładu z prezentacjami danych zjawisk, czy przedmiotów. Pytanie o zdanie publiczności pojawia się, choć pozbawione oczekiwania na odpowiedź. Także scenografia dodaje dziełu wiele uroku. Olbrzymia, surowa przestrzeń parkingu, jeżdżący po nim samochód, dziwne, urwane obrazy wyświetlające się na ścianie. I mój ciągle zdezorientowany wzrok. Zastanowienie, w którą stronę byłoby najlepiej spojrzeć i skąd tym razem nadejdzie postać. Pomysł godny pozazdroszczenia, zwłaszcza, jeśli zrodził się w umyśle tak młodej artystki. Gdyby jednak nie poskąpiono widzom humoru i groteski, której nie było wiele, sztuka mogłaby być jeszcze pełniejsza.

18

// Fleur Schiller


MUZYKA KILKA MIESIĘCY PRZYGOTOWAŃ, 3 DNI BUDOWY, 3 GODZINY KONCERTU PAULA MCCARTNEY’A 22 czerwca na Stadionie Narodowym w Warszawie zagrał Paul McCartney. W trakcie swojego prawie trzygodzinnego koncertu wykonał ponad trzydzieści piosenek. Wielka scena, kilometry kabli, stosy różnorakiego sprzętu muzycznego — to tylko kilka obrazów, które mówią same za siebie. Ale czy ktoś zastanawiał się nad tym, jak powstaje takie wydarzenie? Około pół roku — tyle czasu przed najważniejszym wieczorem rozpoczyna się planowanie całego koncertu. Wydawać by się mogło, że to nic trudnego — przyjechać, postawić scenę i zagrać. Realia są jednak o wiele trudniejsze. Najważniejszą sprawą przy organizacji tak dużych koncertów jest logistyka — pozwolenia na poruszanie się tirów po mieście, odpowiednie trasy dojazdowe na miejsce koncertu, sprowadzenie wszystkich części sceny na czas, itd. W przypadku koncertu Paula McCartney’a, same tylko elementy sceny zostały przywiezione z różnych miejsce Europy w 16 ciężarówkach. Do tego dołożyć trzeba jeszcze 2 Jumbo Jety, którymi przyleciał sprzęt eks-Beatlesa i wiele innych pojazdów z tzw. „objazdówką”. Budowa sceny zajęła około 60 osobom prawie 3 dni. Ponad 12 godzin dziennie, krok po kroku budowano potworną konstrukcję, naszpikowaną kablami, oświetleniem, nagłośnieniem, scenografią i wieloma innymi elementami. Nad wszystkim tym czuwał sztab ludzi, których średni dzienny czas snu

wynosił zaledwie kilka godzin. W organizacji tak dużych wydarzeń najgorsze jest to, że nie da się wszystkiego przewidzieć. Nigdy nie zdarza się sytuacja, że wszystko idzie zgodnie z planem, nigdy. Scena stoi, wszystko działa, sztab ludzi gotowy do otwarcia widowiska, artysta zaczyna swoje show i... rozpoczyna się sprzątanie! Dokładnie tak — już w czasie występu trwa pakowanie. Dlaczego? Ponieważ następnego dnia kolejne elementy muszą jechać w inną część świata. Dlatego też, gdy któraś z rzeczy została już wykorzystana w trakcie koncertu, jest ona rozkładana, chowana i przygotowywana do dalszej podróży. Przy tak wielkich projektach bardzo ważną rolę odgrywa również miejsce koncertu. Podczas pracy na Stadionie Narodowym wyszło na jaw kilka mankamentów tego obiektu, które na szczęście nie wpłynęły znacząco na przygotowanie wydarzenia. Mimo to nie zawsze jest tak kolorowo, no, chyba że mówimy o Stadionie Śląskim — jednym z miejsc, w którym ekipy koncertowe uwielbiają pracować. Podsumowując więc — przygotowanie koncertu to nie bułka z masłem, a wielkie wydarzenie logistyczne i organizacyjne. Nie zapominajmy o tych, którzy przygotowują te gigantyczne imprezy i poświęcają się całkowicie, byśmy my — publika, mogli się dobrze, bezpiecznie i pamiętnie bawić.

19

// MikrusMJ


GAMES ROOM WAKACYJNE PREMIERY Nadchodzą wakacje — czas odpoczynku, spania, oraz oczywiście... grania! Jakie premiery przyniosą nam najbliższe 2 miesiące? Sprawdźmy! LIPIEC:

SIERPIEŃ:

 Call of Duty: Black Ops II – Venge-

 Tom Clancy's Splinter Cell: Blacklist

 Assassin's Creed III: The Tyranny of

King Washington – The Infamy [WiiU] – pierwszy z trzech dodatków do gry Assassin’s Creed III, kolejna gra od Ubisoftu. Przenosimy się do osiemnastowiecznej Ameryki Północnej i tym razem tam rozgrywa się nasza krucjata o sprawiedliwość.

 Saints Row IV [PC] – czwarta odsło-

na kultowego sandboksu, stanowiącego alternatywę dla cyklu Grand Theft Auto. Gra jest kontynuacją fabuły z poprzedniej odsłony tytułu, napełniona absurdem, szaloną zabawą i mnóstwem zniszczenia.

źródło: www.gry-online.pl

[PC] - szósta odsłona znanego cyklu, gra produkcji Ubisoftu, fabuła stawia nas przed wyzwaniem walki z międzynarodową organizacją tworzącą listę celów do zniszczenia. Naszym zadaniem jest oczywiście nie dopuścić do wykonania tego założenia.

źródło: www.gry-online.pl

ance [XBOX 360] - trzeci oficjalny dodatek do gry, zestaw map, nowa broń, dodatek dotyczy wyłącznie zmagań sieciowych. Mortal Kombat [PC] – kolejna odsłona kultowej gry, standardowo bardzo brutalna, pytanie tylko czy ten tytuł może nas jeszcze zaskoczyć... Dota 2 [PC] – o tej grze pisaliśmy więcej w poprzednim numerze, kontynuacja popularnego moda do gry Warcrafta III: Reign of Chaos. The Walking Dead: 400 Days [PC] – rozszerzenie do pierwszego sezonu The Walking Dead, dodaje nowy rozdział o 400 pierwszych dniach od wybuchu epidemii, zmieniającej ludzi w zombie. Halo: Spartan Assault [PC] – poboczny tytuł z serii Halo, wydarzenia tej odsłony mają miejsce miedzy 3 i 4 częścią tej gry, główną zmianą względem pozostałych wydań cyklu jest widok izometryczny.

Saints Row IV

The Walking Dead: 400 Days

// Surkim 20


SZKOŁA CZERWIEC I KONIEC ROKU SZKOLNEGO DZIEŃ SPORTU Po problemach z pogodą, 17 czerwca udało się zorganizować tegoroczny Dzień Sportu. Imprezę można zaliczyć do jak najbardziej udanych. Niezliczoną ilość interesujących zmagań przyćmił jednak całkowicie mecz nauczyciele-uczniowie, który zakończył się wynikiem 4:1 dla młodzieży. Zdjęcia są już dostępne w Internecie, a pełna relacja wideo, z powodu ilości materiału, dostępna będzie prawdopodobnie dopiero po zakończeniu roku szkolnego.

źródło: Żerom Media Group

"NAPISZĘ CI LIST ZANIM ODEJDĘ" Na przełomie maja i czerwca grupa uczniów z naszej szkoły przygotowywała przedstawienie "Napiszę Ci list zanim odejdę" w ramach projektu "Ogrody Pamięci" - wydarzenia, które obejmuje cykl działań zmierzających do ratowania zapomnianego, niszczejącego Cmentarza Ewangelickiego na bielskim Syjonie. 12 czerwca odbyła się premiera spektaklu źródło: www.zeromski3lo.edu.pl w reżyserii Fleur Schiller, uczennicy naszej szkoły. Link do nagrania z preOSTATNI TYDZIEŃ SZKOŁY miery jest dostępny na stronie internetoNiestety, z powodu kilku przyczyn niezawej naszej szkoły. leżnych od Samorządu, nie udało się zorWAKACJE ganizować planu 5 dni — 5 imprez. Nie Zbliżają się wakacje, dlatego pragnął- oznacza to jednak braku jakichkolwiek bym życzyć wszystkim dużo słońca, rado- wydarzeń. W środę nasza mała niespości i odpoczynku przez najbliższe dwa dzianka, a w czwartek „1z10” — popularmiesiące. Bawcie się dobrze, nie myślcie ny teleturniej emitowany na antenie zbyt wiele o szkole i pamiętajcie o bez- Telewizji Polskiej, do którego eliminacje pieczeństwie, byśmy w pełnym składzie miały miejsce w poniedziałek i wtorek. spotkali się 2 września w szkole.

// MikrusMJ

21


PAZUREK NA SPUST OPOWIADANIE

CZĘŚĆ DRUGA Shelton wbiegł do mojej przyczepy na przedmieściach Down Town z miną pełną trwogi i skórzaną torbą przewieszoną przez prawe ramię. Zdawał się być tak pochłonięty czymkolwiek, że nic, zwłaszcza co bądź, nie mogło go od tego odciągnąć. W narastającym przejęciu chwycił w łapki małą porcelanową miseczkę na orzeszki i zaczął wyjadać jej zawartość. - Trzecia dwanaście – wydobył z siebie wreszcie głos. - Co „trzecia dwanaście”? – spytałem. - Ćśśś… .- zatrzymał palec na swoich wąskich ustach. - Misiaczku. – niski, kobiecy głos rozniósł się w kuchnio-salono-jadalni (ponieważ nie wiem, jak inaczej nazwać 4 metry kwadratowe, pomalowane na kolor błękitny z jasnożółtą kanapą, telewizorem, lodówką i małym stolikiem), wprowadzając kota jak zwykle w lekką irytację. Natalie ominęła go, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. To miała w zwyczaju, a ja uwielbiałem ją bardziej niż żarcie w fast food’ach. - Dzień zapowiada się idealnie, cudowna aura – oznajmiła, zaciskając dłonie wokół mojej szyi. – Chyba skoczę dziś pobiegać. - Droga wolna – szepnął kot. Jej zwiewna, zielona sukienka rozpłynęła się w moich ramionach, kompletnie przeszkadzając w odróżnieniu co jest nią, a co materiałem. Mój włochaty przyjaciel odwrócił głowę zniesmaczony. Smakował mu bo-

wiem suflet, budyń czy kebab, ale ta sytuacja, ten przypadek w znacznym stopniu stawał w opozycji do jego wysokich wymagań estetycznych. Rozkwitające w nim z każdą sekundą cierpienie, ujawniało się na frasobliwym pysku. - Nie wiem, może… - zasugerował delikatnie, gdy Natalie usiadła na moich kolanach. Spięła kręcone włosy w kok i spojrzała na Sheltona przyjaźnie. - Coś się stało? – spytała, biorąc do ust lukrowanego pączka ze stołu i wskazując na talerz. – Chcesz? Wziąłem jednego i władowałem do ust kilka gryzów. -Mmm, pyszne! – uśmiechnąłem się do niego, chcąc rozwiać nieprzyjemną atmosferę, którą wprowadził. - Taa, jak trzydzieści poprzednich? – warknął na mnie, a ja ukradkiem spojrzałem w kierunku mojego brzucha. Nie twierdziłem nigdy, że był za duży, ale też i nie za mały. Raczej w porządku. Na miarę. Moja kobieta była zadowolona. W przeciwieństwie do Sheltona miałem kogokolwiek, kto był ze mnie zadowolony. - Cały dzień czuje się jak cholerny nienormalny – mruknąłem, ścierając z czoła kilka kropel potu. - Nie gadaj – fuknął kot, kołysząc się na boki. Zerwał się z nagle z miejsca i podbiegł do okna. Oderwałem wzrok od Natalie i zatrzymałem go na Sheltonie, w przejęciu kręcącym się pod szybą. W panice

22


próbującym zasłonić żaluzje. Kątem oka zobaczyłem kilku uzbrojonych mężczyzn zmierzających w naszą stronę. Nie wiem jednak dlaczego, nie przejąłem się tym za bardzo. - Co się dzieje? – zapytałem. - Która jest, cegło?! – warknął, przerywając mi. - Za dziesięć trzecia – odparłem, zerkając na mały zegarek na ścianie w kształcie zielonego konika. Jedno jego oko było żółte, drugiego nie było. Od kiedy pamiętam intrygował mnie. Dostałem go od mojej pierwszej dziewczyny, choć nie do końca wiem, czy powinienem ją tak nazywać. Osobiście wolałbym nie. W zasadzie nigdy nie byliśmy razem. Po prosu twierdziłem, że wygląda bardzo dobrze i z przodu, i z tyłu. Co tyczy się samego prezentu, czasami przyglądając się płynnie wędrującej po tarczy wskazówce, miałem wrażenie, że jest tu od zawsze. Że od początku swojego marnego życia nie robię niczego innego, co nie byłoby wpatrywaniem się w niego. - Genialnie – syknął Shelton, rozglądając się po pomieszczeniu. – Jest tu jakieś inne wyjście niż te zdegradowane przez kwaśne deszcze drzwi? - One nie są zdegradowane przez kwaśne deszcze! – obruszyła się Natalie. - Ucisz swoją ćwierćinteligencką dziewczynę i wymyśl coś! –rozkazał mi. - Ethan, zrób coś! – fuknęła. – Niech on tak do mnie nie mówi! - Bądź cicho, skarbie! – podniosłem głos, gdy prawdziwe przejęcie rozpaliło oczy mojego przyjaciela. Natalie założyła na siebie ręce, marszcząc groźnie brwi. Nie zareagowałem. Widziałem, że coś jest nie tak. - Pod łóżkiem – powiedziałem. – Zaraz je podniosę. - Dobrze. – machnął głową, zaciskając pazury na pasku torby. – Więc zbieraj się. - Ja?! – zdziwiłem się, otwierając kotu

drogę ucieczki. - Chyba mnie nie zostawisz? – rzucił. - A Natalie? - Nic jej nie zrobią. - Kto? – krzyknęła w przerażeniu. – Kto mi nic nie zrobi? - Spójrz za okno! – wskazał, zaczepiając swoje pazury na mojej hawajskiej koszuli i wciągając mnie pod przyczepę. Uderzyłem pośladkami o twarde, piaskowe podłoże. Zerknąłem w stronę Sheltona nie za bardzo przychylnie. - Godzina! – podniósł głos, skradając się w kierunku mojego starego Chevroleta. - Prawie trzecia – odparłem. - Dokładnie! - Za dwie. - Mamy piętnaście minut – wrzasnął, wciskając się do środka. – Nigdy nie zamykasz samochodu? - Nie dbam o to. – wzruszyłem ramionami i siadając na miejscu kierowcy, zapaliłem silnik. Ruszyliśmy z piskiem opon. Pędziliśmy najszybciej, jak było to możliwe. – Mieszkam sam na środku pustyni. Czasem odwiedzasz mnie ty i Natalie. Po jaką cholerę mam zamykać mój wóz? A no racja! Wiem. Mam przyjaciela, który sprowadza do mojej przyczepy trzech uzbrojonych osiłków w czarnych garniturach. - Nie moja wina – mruknął obrażony, zerkając do tyłu. Zamilkł na chwilę i wpatrywał się w tylne okno. - Eth? – zaczął nagle, obracając się w moją stronę. - Tak? – zapytałem spokojnie, włączając radio. - Dlaczego zostawiłeś tam swoją kobietę i nie spytałeś mnie nawet, dokąd jedziemy i co mam w torbie? – patrzył na mnie osłupiały. - Nie wiem – zaśmiałem się. – Czy to ważne? I tak zaraz skończy się nam benzyna.

23

// Fleur Schiller


THE NATION'S TUMOR DIFFERENT? GOOD DIFFERENT! -It’s almost 7.30, we’re going to be late! (Why is she putting TAR on her eyelids?) -I have to finish my make-up...One eye left, be patient.(I’m too sexy for myself, too sexy for myself, nanana...) -Why does it always take h o u r s for you to get ready? (Count to ten, don’t lose it...) -Because I WANT TO LOOK NICE. (Shut up at once or my dagger eyes will kill you...) -But we had to be there 15 MINUTES AGO. (God, woman, why can’t you just...) And so on. Have you ever wondered what it would be like if men & women actually got along? If all the feminine stuff was on a lower level, if you didn’t have to argue with your girlfriend/ boyfriend or wife/husband about silly little things that could be skipped? Sometimes it’s extremely hard to understand the other gender, but why are there so many differences...? Why men are better in reading maps and don’t get easily lost in the tangle of streets? Why does a woman driving a car thinks “I gotta turn left” and then goes right? And most of all- why men aren’t as good in reading people’s emotions or states as women? Men and women are not different only in a physical way. We think, feel, see the world in two ways. Why is that? Our

brains are dissimilar. The brain is the headquarters, which is in charge of everything we do. Inborn differences in iots structure make us so apart from each other. The feminine & masculine brain processes information in distinctive ways, which in effect gives other abilities,opinions and leads to differential behaviors. The best way to explain it is an anecdote saying that when a woman asked her husband to show her more love,he...cleaned their apartment. Brain, as the most complicated and complex human organ has been a wonder for a long time. Years and years ago first scientists used to tell how big it is with...measuring tape! In 1911 Bayerthal exclaimed the a professor of surgery should have a head circuit at about 5253cm, otherwise he’s not bright enough. He never mentioned anything about bright women’s circuit because...simply thought that ingenius women don’t exist. At the end of the 19th century USA led some experiments that shown that women hear better than men, prefer practical issues, concrete assignments and that they prefer blue to red. On the contrary, men are abstract and universal thinkers and their favorite color is red. Back then no one could tell where did

24


źródło: http://www.healthcheck360blog.com/

these differences came from. The first person to discover them was Herbert Landsell in the 60s of the 20th century. He proved that damaging the same areas of a feminine and masculine brain had dissimilar effects. Later experiments, using a CAT (Computer Axial Tomography) scan & MRI (Magnetic Resonance Imaging) scans confirmed that in the human brain, according to its gender, during doing the same things different areas are active.

studying foreign languages. On the other hand-stuttering and other pronounciation flaws are found almost solely amongst boys. These studies also explain men’s advantage over women when it comes to orientation and dimensional imagination. -Honey...(You better listen to me or I’m gonna turn into a demon at once.) -...(I’m driving a tank.) -HONEY...Can you please take out the trash? (I swear, I’m gonna smash this computer into pieces soon...!) -Just a minute...(Woman, I’m driving a tank!) -GET UP AT ONCE AND JUST TAKE THE GODDAMN TRASH! (RUN.OR YOU SHALL PERISH.) -Wait! (I’M DRIVING A TANK!!!)

That should explain women’s advantage in language tests. All the linguistic abilities connected to grammar, spelling and writing are located in the frontial left hemisphere. Men’s abilites are spread-front and back part of the left hemi- So the next time your boyfriend forgets sphere, which makes it less effective. about your 6-month-anniversary or your girlfriend argues that “This shirt isn’t Thanks to that girls learn to talk faster white, it’s ECRU!”...just leave it. Life than boys, they build longer & more would be boring if we were exactly the complex sentences, make less gramma- same. tical mistakes and have better spelling. It’s easier for them to start reading or

// glass foals

25


MISZ-MASZ PSYCHOPATA NIEPRAKTYKUJĄCY Nie patrzę w przyszłość. Nie patrzę też do tyłu. Mam imię, nazwisko. Mam bagaż własnych doświadczeń. Może i większy niż niejeden dorosły. Życie przystosowało mnie do siebie w jak najlepszym stopniu. Może tak naprawdę jestem bardziej niebezpieczna niż wydaje się ludziom wokół mnie. Wiem, jak posłużyć się nożem, wiem jak szybko załatwić kogoś ostrzejszym kamieniem, jak zrobić to igłą, jak zmiażdżyć głowę na drzewie. Jestem niepraktykującą psychicznie chorą. Czuję, jakby słodki, rozgadany maluch z czarną, rozchwianą czupryną i uczucia, które niegdyś w sobie nosiłam – przycichły. Bo ktoś kiedyś, bardzo dawno, mnie wytresował. Ktoś dużo starszy wprowadził dyscyplinę w moim wychowaniu. Nie rodzice. Nie szkoła, która wielce tyle uczy. Lecz mężczyzna. Mężczyzna jak Zeus panujący na niebie. Cichy destruktor słabej, dziecięcej wyobraźni. Miał w dłoni gruby pędzel i farbę czarnego koloru miał w dłoni. Miał w dłoni ostrze i moją dłoń w dłoni. I miał na dłoniach, prócz nad życiem władzy, krew. I ból miał w swych dłoniach. „Niewinny, pamiętaj. Nic nie mów nikomu. Nauczę cię milczeć. Nauczę cię cierpieć, choć jeszcze teraz tego nie zrozumiesz. Ale kiedyś…?” – śmiał się cicho pod nosem. – „Kiedyś przez to zwariujesz.” Czy tak się stało? Nie wiem. Nie lubię oceniać sytuacji, w których zbyt wiele znaczę. Za to wiem, że coś jest inaczej. Że coś działa kompletnie w innych warunkach. Bo przeraża mnie zbyt wiele rzeczy i myśli wypuszczam za daleko. Jestem

dorosłą, maleńką dziewczynką, co boi się nieopanowanej wewnątrz kobiety. I może winię za wszystko wciąż siebie – od nowa i na zawsze, choć nie do końca powinnam. I trzymam wewnątrz smoka. Dokarmiam przerażanie kolejnym snem, w którym ktoś poznaje mnie za blisko. Ale chyba nie jestem wariatką, chociaż codziennie wypluwam się na podłogę, spoglądając za okno – na miejsce, gdzie nie powinnam za często patrzeć. Dobrze jednak być w tym całym zamęcie bezpieczną. Jak niewidzialna w środku gniazda os. Odbierać gratulacje za świetne poczucie humoru, za radość niemal niemowlęcą. Być najszczęśliwszą wśród szczęśliwych, w samotności uciekając do świata, w którym łzy kradną w kielichach. Jednak nie wierzę. Dalej nie wierzę. Usta przemówiły. Dziesięć razy. Jak dziesięć pocisków prawdy i dziesięć nimi przebitych serc. Więc jak to jest? Skoro mówię, przyznaję się, a to nie znika i wciąż mnie goni. To przecież ja jestem wytresowana na psychopatę. To ja umiem władać nożem i nie boję się groźnych mężczyzn. Więc czemu przeszłość łapie moje ciało, przybliża do siebie. I prowokuje, by więcej nic nie czynić wymówionym. By zatrzymać w piersi. Słowa zapisane, nie wypowiedzenie. Wbrew pozorom może staną się bezpieczniejsze, bo po nich sytuacja nigdy się nie poprawia. Bo ja jestem taka sama. Siebie owijam w sukno strachu, ubierając na głowę koronę niższości. Pochylam się. Uniżam. Lecz w środku wciąż mam nadzieję, że On, człowiek, który zstąpił jak anioł, kiedyś mnie z tego uratuje. Już i tak zrobił wiele.

26

// milcząca owieczka


SZTUKA — POZNAWAĆ CZY CZUĆ? Często można spotkać się z opinią, że sztuka współczesna jest niezrozumiała, dziwna albo w ogóle sztuką nie jest. Na widok niektórych rzeźb lub dzieł ludzie zaczynają się śmiać, na dźwięki muzyki zatykają uszy, twierdząc, że jest bezsensowna, kakofoniczna i pozbawiona jakiegokolwiek wkładu własnego kompozytora, który wykorzystuje jedynie swój autorytet do tworzenia tego typu „kwasów”. Jednakże, tak naprawdę cała ta sprawa posiada drugie dno. Dno, które poznane, ujawnia nam sekrety dzieł nadając im przejrzysty sens i klarowną formę; dno, które wprowadza nas w całkowicie nowy świat sztuki pozwalającej nam cieszyć się jej poznawaniem. Nasuwa się tutaj jednak pytanie: czy stawić czoła XX i XXI- wiecznej muzyce, rzeźbie, malarstwie i innym formom przekazu jako ludzie, którzy nie zetknęli się wcześniej z danym kierunkiem, aby poczuć odbiór „na świeżo”, czy wcześniej się przygotować, żeby móc w jak największym stopniu czerpać satysfakcję z odbierania przekazu, jaki ona niesie? Sztukę należy czuć Problem w zrozumieniu sztuki współczesnej wynika przede wszystkim z jej odmienności od tego, co nas na co dzień otacza, czyli prostoty - przyzwyczajenia do stereotypów i określonych wzorców estetycznych. Jeśli jednak ktoś będzie miał z nią kontakt (czy to z wolnej woli czy z przymusu) i zostanie przez nią zauroczony, będzie chciał ją poznawać dalej. Przede wszystkim najważniejsza jest otwartość na nowe idee i pomysły. Ważne jest, by nie oceniać z góry wartości artystycznej dzieła i – co najważniejsze – czerpać radość z obcowania z nim i satysfakcję z samorozwoju. Jeśli postawiliśmy sobie wręcz za cel (tak, jak zrobiłam to ja) zrozumienie sztuki XX

i XXI wieku, nic nie powstrzyma nas od jego zrealizowania. Nie rzucajmy się jednak od razu na głęboką wodę – wgłębianie się w problemy jakiegoś niezwykle wyszukanego i skomplikowanego dzieła na świeżo (czyli gdy zaczynamy naszą przygodę ze sztuką współczesną) może często nas tylko zmęczyć i demotywować do dalszej pracy nad sobą i swoim zmysłem artystycznym. Sztukę należy zrozumieć Zamiast podchodzić do dzieł w sposób emocjonalny, można spróbować podejścia racjonalnego, a czasem wręcz naukowego, nie zapominając jednak o emocjach, jakie poprzez odbiór dzieła powinno się odczuwać. Użyteczne może się okazać uprzednie zapoznanie się z historią dzieła, trendami, jakie panowały w czasie jego tworzenia, sprawdzenie informacji o twórcy, o technikach, jakie zostały wykorzystane, wymowie. Brzmi skomplikowanie, ale tak naprawdę pogłębienie swojej wiedzy dotyczącej danego obiektu/utworu może ograniczyć się do tylko jednego z elementów. Tutaj niestety musimy już rozdzielić ogólnie pojętą „sztukę” przynajmniej na muzykę i dzieła plastyczne, w zależności na której informacji powinniśmy się skupić. Sztuki plastyczne polegają bardziej na uczuciach, na przekazie, jaki mają za zadanie nieść. Muzyka jest natomiast logiczna i, czasem wypadałoby rzec, matematyczna, więc technika oraz inne aspekty formalne utworu mają tu olbrzymie znaczenie. Jednakże w praktyce należałoby łączyć oba te warianty. Samo doświadczenie poznania czegoś nowego, czegoś, co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało nam się niezrozumiałe, rozwija nas jako ludzi intelektualnie i mentalnie, a przede wszystkim otwiera umysł na rzeczy obce bardziej, niż mogliśmy się tego po sobie spodziewać. // Mokrosz

27


Masz uwagi? Propozycje? Chcesz do nas dołączyć? Pisz! koncept–bielsko@gazeta.pl

2013 © ŻEROM MEDIA GROUP


Koncept - nr 2/06/12/13