Issuu on Google+

Rozmowa z Jarosławem Kempą (PO).

Wywiad z Jerzym Hallem (PO)

>> S. 4

>> S. 5

M YŚ L G LO B A L N I E – C Z Y TA J LO KA L N I E

Nakład: 20 400 egz.

Rok V Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

21 listopada wybory samorządowe, 5 grudnia druga tura.

SOPOCIANIE CHCĄ ZMIANY Krzysztof M. Załuski

P

rzypomnijmy – w sierpniu br. instytut GfK Polonia przeprowadził na nasze zlecenie sondaż dotyczący preferencji wyborczych sopocian w nadchodzących wyborach na prezydenta miasta. Podobne badanie przed kilkoma dniami zamówił dziennik „Rzeczpospolita”. Z obydwu sondaży wynika, że po raz pierwszy w historii kurortu walka o najważniejsze stanowisko w mieście rozegra się w drugiej turze wyborów prezydenckich pomiędzy Wojciechem Fułkiem, a Jackiem Karnowskim. Mimo, że zwycięzcą pierwszej tury według obu sondaży jest obecny prezydent, to przewaga nad jego głównym rywalem jest zbyt mała, by mógł cieszyć się zwycięstwem już 21 listopada. Powoduje to konieczność przeprowadzenia 5 grudnia drugiej tury wyborów. I tu niespodzianka. Z sondażu GfK Polonia wynika, że prezydentem Sopotu zostanie Wojciech Fułek, bezpartyjny kandydat ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”. Zdaniem politologów preferencje wyborcze mieszkańców kurortu wskazują na ich zmęczenie korupcyjnymi problemami obecnego prezydenta oraz chęć odświeżenia niekorzystnej atmosfery panującej nad miastem. Istotne znaczenia

Z najnowszego badania przeprowadzonego na zlecenie dziennika „Rzeczpospolita” wynika, że pierwszy raz w historii Sopotu dojdzie do drugiej tury wyborów prezydenckich. Jest to kolejny sondaż wyborczy, który pokazał, że sopocianie chcą zmiany na stanowisku prezydenta miasta. Co najistotniejsze – tendencja ta okazała się trwała. ma według ankieterów fakt, że zdecydowana większość Polaków uważa, iż funkcje prezydentów, burmistrzów miast powinny być pełnione przez maksymalnie dwie kadencje. W przypadku Karnowskiego miałaby to być już czwarta kadencja. Łącznie rządzi Sopotem ponad 18 lat.

Przewidywana frekwencja ma wynieść 63,1 proc. – w poprzednim sondażu była o 10 proc. wyższa. Może to świadczyć o rosnącym zniechęceniu sopocian do polityk-i, spowodowanym m.in. próbą udzielenia poparcia obciążonemu zarzutami korupcyjnymi Jackowi Karnowskiemu przez jego najbliższych współ-

pracowników z sopockiego koła PO. Donald Tusk ostatecznie stwierdził, iż osoba z prokuratorskimi zarzutami nie powinna ubiegać się o fotel prezydenta miasta. Mimo to część wyborców mogła uznać, że premier nie chce akceptować tego rodzaju działań w polityce i zadeklarowała rezygnację z udziału w głosowaniu.

Wyniki II tury wyborów na prezydenta Sopotu. Badanie z 12.08.2010r. wykonane zostało przez GFK Polonia na zlecenie „Riviery” na reprezentatywnej próbie 800 mieszkańców

Szanowny Mieszkańcu Sopotu, jeżeli: • chcesz, żeby Sopot bardziej dbał o swoich mieszkańców; • jesteś za wysokimi standardami życia publicznego; • uważasz, że władze miasta powinny kierować się w pierwszej kolejności opiniami i interesem Sopocian; • uważasz, że władze powinny przede wszystkim dbać o korzyści mieszkańców; • jesteś przeciwko upartyjnianiu decyzji podejmowanych w mieście – to przyłącz się do ruchu „ ”. Wystarczy, że wyślesz e-mail na adres: wojciechfulek@kochamsopot.pl ze swoim nazwiskiem.

Razem możemy więcej! Serdecznie pozdrawiam Wszystkich kochających Sopot, Wojciech Fułek


2 Aktualności

www.riviera24.pl

Po uroczystym otwarciu, powrót do rzeczywistości

Karta na wybory W Sopocie trwa gorączka przedwyborcza. Urzędnicy związani z aktualnym prezydentem Jackiem Karnowksim prześcigają się w kokietowaniu mieszkańców kurortu. Najnowszy pomysł mający zjednać wyborców, to Karta Sopocka. Otrzymaliby ją wszyscy Sopocianie mający tam aktualny meldunek. Karta ma upoważniać do 5-procentowych zniżek w instytucjach kulturalnych, sportowych i lokalach gastronomicznych. Pomysłodawca, czyli wiceprezydent miasta Joanna Cichocka-Gula, mianowana niedawno na to stanowisko, po dymisji przez Karnowskiego wiceprezydenta Wojciecha Fułka, chce, aby Karta obowiązywała już w tym roku. Wielu ludzi widzi w najnowszej inicjatywie Ratusza kiełbasę wyborczą, mającą zapewnić

Będziemy mieli problem z halą

Łazienki Północne za rok W grudniu 2009 roku firma Art Invest wygrała przetarg na przebudowę Łazienek Północnych w Sopocie. Obecnie sopocki konserwator zabytków zaakceptował projekt adaptacyjny. Bryła budynku pozostanie bez zmian, główne prace będą dotyczyły jego wnętrza, mieszczącego obecnie dyskotekę, oraz elewacji. Początkowo Art Invest zamierzał pomalować Łazienki w białe i czarne pasy, jednak po konsultacjach zdecydował się na bardziej tradycyjny, jednobarwny kolor. Budynek będzie zewnątrz

Tylko dwóch chętnych na dworzec 9 września minął termin składania ofert w konkursie, mającym wyłonić inwestora na przebudowę sopockiego dworca i otaczających go terenów. Wpłynęły tylko dwie oferty. Jedną zgłosiła Bałtycka Grupa Inwestycyjna S.A, drugą GRRES – Global Retail and Residential Estate Servises Sp. z o.o z Warszawy. Nie zgłosiła się żadna firma z zagranicy, co władze Sopotu interpre-

Nagrodzeni policjanci Z okazji Święta Policji ośmiu wyróżniających się sopockich funkcjonariuszy otrzymało nagrody w wysokości tysiąca złotych każda. Sześciu innych policjantów zostało wynagrodzonych premią w wysokości 600 złotych. Nagrodę tę otrzymali za „nakrycie na gorą-

Radni Sopotu wyrazili zgodę na dotowanie hali, podatnicy zapłacą za ich decyzję 20 milionów złotych.

no również oddać obiekt w dzierżawę na 10 lat międzygminnej (Sopot i Gdańsk) spółce. Dziwnie zabrzmiała wypowiedź prezydenta Karnowskiego, który zapowiedział, że być może zrezygnuje z usług SMG, jako operatora mającego zapewnić Ergo Arenie profesjo-

nalne usługi w zakresie zapełnienia widowni poprzez organizację wielkich imprez sportowych i kulturalnych. Zarządzanie halą będzie kosztowało rocznie 6 milionów złotych. SMG, jako operator, wyliczył swoje koszty na 3,5 miliona złotych. Zdaniem Karnowskiego ta druga kwota

oświetlony przy pomocy diod, ma to sprawiać wrażenie bijących w niebo płomieni. Wewnątrz znajdą się pracownie malarskie i rzeźbiarskie, a także sala choreograficzna i pracownia filmowa, w której można będzie kręcić filmy krótkometrażowe. Nie zapomniano również o najważniejszej funkcji, dla której Łazienki zostały stworzone. W części budynku znajdzie się punkt wypożyczania koszy i leżaków, prysznice, przebieralnie, oraz plażowa restauracja. Nowe-stare Łazienki mają otworzyć swe podwoje tuż przed wakacjami 2011 roku. (bs)

Nie ma operatora na molo

tują, jako rezultat panującego w Europie kryzysu. Dworzec i jego okolice będą wznoszone na zasadzie partnerstwa publicznoprywatnego. Dzięki temu inwestycja nie musi być finansowana z budżetu miasta. Po jej zakończeniu prywatny podmiot zostanie właścicielem, lub wieczystym użytkownikiem wzniesionych obiektów (prócz budynku dworca, należącego do PKP), a miasto wyzbędzie się działek, na których obiekty te powstaną. (bs) cym uczynku” pracowników dwóch sopockich sklepów, którzy sprzedawali alkohol nieletnim. Ponieważ nakładane na właścicieli takich placówek kary nie skutkują (mandat niewiele znaczy wobec zysków osiągniętych ze sprzedaży alkoholu), policjanci wystąpili z wnioskiem o cofnięcie koncesji łamiącym prawo kupcom. (bs)

Z początkiem lata Miasto Sopot ogłosiło przetarg na operatora mającego zarządzać molem. Nie zgłosił się ani jeden oferent. Powód? Zbyt wielkie obciążenia finansowe potencjalnego dzierżawcy. Ratusz chciał, aby operator z uzyskiwanych dochodów za bilety wstępu na molo, oraz usytuowane tam punkty gastronomiczne i opłaty pobierane od jachtów cumujących w budowanej aktualnie marinie zapłacił z góry 3,5 milionów złotych. Na tym nie koniec. Operator musiałby także na swój koszt wyremontować Plac

jest zbyt wysoka. Podobny pogląd reprezentuje Gdańsk. Obie gminy wydały oświadczenie, że nie godzą się na warunki, jakie zaproponował kandydat na operatora Oświadczenie wydało również SMG. Firma przypomina, że każdego roku organizuje ponad 10 tysięcy imprez przeznaczonych dla 210 obiektów rozsianych po całym świecie. Są wśród nich takie, jak choćby Manchester Evening News Arena na 18 tysięcy miejsc. Rozmowy z władzami Sopotu i Gdańska trwały cztery i pół roku – stwierdza operator. – Odbyło się 35 dwustronnych narad, a firma zainwestowała już w obiekcie przy ul. Łokietka około miliona złotych. Choć umowy nie podpisał dotąd ani Sopot, ani Gdańsk, SMG, wykorzystując swoje kontakty w świecie, nieodpłatnie pomagał w organizowaniu niektórych imprez. Firma zobowiązała się między innymi do zorganizowania w Ergo Arenie minimum 150 imprez rocznie. Wypowiedź Karnowskiego była dla jej szefów całkowicie zaskakująca i niezrozumiała. Co będzie dalej, nie wiadomo. Władze Sopotu wzniosły na swym terenie gigantyczny obiekt, ale chyba nie bardzo wiedzą co z nim teraz zrobić. Jedno jest pewne – za jego utrzymanie zapłacimy my, czyli podatnicy.

Kiełbaska wyborcza W Sopocie około stu rodzin czeka na mieszkanie komunalne. Aby zaradzić złu, nie obciążając przy tym budżetu miasta władze wpadły na pomysł, aby bogaci pośrednio sfinansowali dach nad głową biednym. Pomysł polega na utworzeniu spółki miejskiej, która zaciągnęłaby kredyt bankowy i w ciągu pięciu lat wybudowała 125 mieszkań. Z tego 63 mieszkania zaspokoiłyby potrzeby rodzin żyjących w najgorszych warunkach, a 62 sprzedano by na wolnym rynku. Za uzyskane w ten sposób pieniądze zostałby spłacony kredyt w banku. Wydaje się to bardzo proste,

Przebierańcy umorzeni

Zdrojowy, co kosztowałoby około 10 milionów. Obecnie ogłoszony jest drugi przetarg, a otwarcie ofert nastąpi 11 października. W kwestii modernizacji Placu Zdrojowego Ratusz zeszedł z 10 do 1 miliona. Pozostałe 9 milionów ma pochodzić z sopockiego budżetu. Jednak obciążenia operatora w dalszym ciągu byłyby duże. Musiałby on też wpłacić do miejskiej kasy 20 % pieniędzy uzbieranych z biletów wstępu na molo, oraz 30 % zysku z mariny. Gdyby i tym razem przetarg nie wyłonił dzierżawcy, przepaść mogłaby unijna dotacja na budowę mariny, wynosząca 25 milionów złotych.

Prokuratura sopocka umorzyła śledztwo przeciwko dwom działaczom PiS – Michałowi Rachoniowi i Jakubowi Świderskiemu. Byli oni oskarżeni o znieważenie premiera Rosji Władimira Putina, podczas jego ubiegłorocznej wizyty w kurorcie. Rachoń przebrał się wówczas za penisa z napisem „Putin”, natomiast Świderski pu-

MOPS dla rodzin zastępczych

fot. Krzysztof M. Załuski

N

iedawno Magdalena Sekuła, pełniąca obowiązki prezesa spółki zarządzającej halą przyznała, że Hala stanie się poważnym ciężarem dla budżetu. W ciągu najbliższych 10 lat Sopot i Gdańsk będą zmuszone wyłożyć na jej utrzymanie do 20 milionów złotych. Dla prawie półmilionowego Gdańska nie jest to może wygórowana kwota, ale dla 38-tysięcznego Sopotu spory problem. Na sesji Rady Miasta w dniu 3 września br. radni zaatakowali prezydenta Jacka Karnowskiego, przypominając mu, że w pierwotnych planach nie było mowy o dofinansowywaniu Ergo Areny z budżetu. Karnowski bronił się, przyrównując halę do Opery Leśnej i Państwowej Galerii Sztuki, które również miasto dofinansowuje. Radny Jarosław Kępa ripostował, przypominając, że wydatki na Operę, czy PGS są wielokrotnie niższe. Ostatecznie po burzliwej dyskusji radni niewielką większością (11:9), zgodzili się dofinansować w tym roku halę kwotą 1,5 miliona złotych, podnosząc zarazem jej kapitał. Na ten sam cel Gdańsk przeznaczy 2,8 mln złotych. Postanowio-

fot. Krzysztof M. Załuski

Krzysztof M. Załuski

W styczniu tego roku rozstrzygnięty został konkurs na operatora hali widowiskowo-sportowej na granicy Sopotu i Gdańska. Jego zwycięzcą została amerykańska firma SMG, światowy gigant w organizowaniu masowych widowisk. Choć od tamtego czasu minęło ponad pół roku, wciąż brakuje umowy pomiędzy potencjalnym operatorem, a ratuszami w Sopocie i Gdańsku. I wcale się nie zanosi, aby taka umowa została podpisana.

Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Sopocie opiekuje się 67 rodzinami zastępczymi. Wychowują one 95 dzieci. W końcu sierpnia MOPS zaprosił osiem takich rodzin na czterodniową sesję wypoczynkowoszkoleniową do jednego z ośrodków wypoczynkowych na Kaszubach. Rodzinom zapewniono zakwaterowanie, oraz pełne wyżywienie. Przybrani rodzice część pobytu w ośrodku spędzili na

Jackowi Karnowskiemu reelekcję na stanowisku prezydenta kurortu. Tak to ocenił najgroźniejszy rywal Karnowskiego – Wojciech Fułek. Jego zdaniem każdy projekt tego rodzaju ogłoszony tuż przed wyborami, a mający przynieść korzyść mieszkańcom miasta budzi podejrzenie, iż stanowi część kampanii wyborczej. Pomysł wprowadzenia tzw. Imiennej Karty Sopocianina powstał już ponad rok temu, ale wtedy prezydent Karnowski nie kwapił się, aby wprowadzić go w życie. Projekt taki wymagałby zresztą wszechstronnej konsultacji z instytucjami i przedsiębiorstwami kurortu. Czynsze, jakie np. płacą sopoccy gastronomicy są bardzo wysokie i obniżenie cen posiłków o 5% mogłoby niejednego doprowadzić do bankructwa. (kmz) niemal genialne i warte rozpowszechnienia, jest tylko jeden haczyk. Mianowicie Miasto wniosłoby do spółki należące do niego grunty. A wiadomo, że w Sopocie wartość gruntu przekracza niejednokrotnie wartość stojącego na nim domu. Zatem Miasto tak czy owak płaciłoby za budowę. Szef klubu sopockich radnych PiS Andrzej Kałużny nazwał projekt „kiełbaską wyborczą” przed mającymi się odbyć w listopadzie wyborami samorządowymi. Nowe budynki miałyby powstać przy Al. Niepodległości 40 i 738, przy ulicy Malczewskiego 29, Haffnera 27 i Świemirowskiej 2–4. (kmz) blicznie nazwał premiera mordercą. W Polsce za znieważenie przedstawiciela obcego kraju grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności. W Rosji taka zasada nie obowiązuje. Słowne obrażanie dygnitarzy innych państw jest praktycznie dozwolone. Wobec tego prokuratura uznała, że z powodu braku wzajemności przepisów w Polsce i w Rosji nie ma podstawy do ścigania obu mężczyzn. (kmz) wymianie doświadczeń pomiędzy sobą, oraz na rozmowach ze specjalistami od psychologii i pedagogiki dziecięcej. Dzieci w tym czasie bawiły się pod fachową opieką wychowawców. Po części szkoleniowej rodzice zastępczy wraz z dziećmi mieli okazję korzystania z serwowanych im przyjemności. Była jazda konna, quady, wycieczki po Kaszubskiej Szwajcarii. Projekt współfinansowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. (kmz)

Los mola nadal pozostaje we mgle, jak tak dalej pójdzie stracimy unijne dotacje.

W Grand Hotelu o biznesie W dniach 30–31 sierpnia 2010 roku wrocławska firma Trinity Capital zorganizowała w sopockim Grand Hotelu konferencję pod nazwą Trinity Capital Business Network. Udział w konferencji był otwarty i bezpłatny, jej tematyka dotyczyła szeroko pojętego inwestowania. Biorący

udział w spotkaniu mogli podyskutować o interesujących ich problemach ze specjalistami od pozyskiwania kapitału, rozwoju firm, zapobieganiu ich upadkowi, oraz współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami. W ciągu najbliższych czterech lat w Polsce ma się odbyć 75 tego typu konferencji. Ich sponsorem jest Unia Europejska. (bs)

PPHU RIVIERA SOPOT 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753 Gabriela Łukaszuk k63@gazeta.pl 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753

Druk:

Redaktor naczelny:

Niezamówionych materiałów redakcja nie zwraca, zastrzega sobie także prawo do ich redagowania. Za treść reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności

Adres redakcji:

Krzysztof M. Załuski tel. 600 394 861 Wydawca:

Adres do korespondencji:

Riviera Literacka ul. Mariacka 50/52 80-833 Gdańsk

Polskapresse sp. z o.o. 80-720 Gdańsk, ul. Połęże 3


Aktualności 3

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

Wprawdzie Sopot, to miasto samochodów (jest ich najwięcej w Polsce, w przeliczeniu na ilość mieszkańców), ale z każdym miesiącem i rokiem przybywa też rowerów. Zwłaszcza, że ścieżki nadmorskie w kierunku Jelitkowa i Brzeźna, oraz Orłowa aż kuszą, aby nimi popedałować. Gorzej jest natomiast z parkingami, gdzie można by bezpiecznie pozostawić swój jednoślad. Stojaki na kilkadziesiąt miejsc znajdują się tylko w czterech punk-

Timex Cup po raz ósmy

8 września został otwarty sopocki peron SKM, remont i modernizacja kosztowała 14 mln złotych.

1 września w Sopocie, podobnie jak w całym kraju, rozpoczął się nowy rok szkolny. W okresie wakacyjnym w większości szkół odbywały się remonty. Objęły one takie elementy jak wymiana stolarki drzwiowej i okiennej, naprawa instalacji grzewczej i wentylacyjnej, montaż kolektorów słonecznych mających służyć podgrzewaniu wody, a przede wszystkim ocieplenie ścian. Remontom poddano Zespoły Szkół nr 1 i nr 3, Szkołę Podstawową nr 9, II Liceum Ogólnokształcące, a także sopocki budynek biblioteki Uniwersytetu Gdańskiego. Koszt powyższych remontów wyniósł 10,5 mln złotych. Prace wewnątrz budynków zostały praktycznie zakończone przed pierwszym dzwonkiem na lekcje, prace zewnętrzne potrwają jeszcze około sześciu tygodni. Ciekawy eksperyment wprowadziła dyrekcja I Liceum Ogólno-

Sopockie uroczystości sierpniowe W związku z uroczystościami mającymi uczcić pamięć trzydziestej rocznicy „Sierpnia ‘80”, w Muzeum Sopotu przy ul. Poniatowskiego odbyła się promocja książki stanowiącej kalendarium wydarzeń z tamtych niezwykłych dni. Auto-

O związkach zawodowych w Sheratonie W dniach 28 – 29 sierpnia br. w sopockim hotelu Sheraton odbyła się konferencja pt. „Partnerstwo w polityce społecznej – teoria i doświadczenie praktyczne”. Organizatorem konferencji było EZA, czyli Europejskie Centrum Pytań Pracowniczych. EZA jest organizacją nawiązującą do wartości chrześcijańskich i zrzeszająca organizacje pracownicze działające w 20 krajach. Jej członkami są centrale związków zawodowych, ośrodki badawcze

kształcącego. W porozumieniu z Politechniką Gdańską zorganizowano tam klasę architektoniczną, mającą przygotować młodzież do przyszłych studiów w tej specjalności. W klasie preferowana jest nauka matematyki, oraz prowadzone są zajęcia z rysunku studyjnego. Inny rodzaj nauki wprowadzono w sopockich gimnazjach. Tam, na lekcjach wychowania fizycznego szczególny nacisk kładzie się na przygotowanie młodzieży do uprawiania sportów wodnych, katamaringu i windsurfingu. Zajęcia prowadzą nauczyciele, którzy sami uprawiali tę dziedzinę sportu, lub nadal ją uprawiają. Natomiast w Zespole Szkół nr 3 klasa sportowa powstała już na poziomie szkoły podstawowej. Wiodącą dyscypliną jest koszykówka, zarówno męska, jak żeńska. Na dodatkowe lekcje władze miasta przeznaczyły w tym roku szkolnym 600 tysięcy złotych. (bs)

Jaś Rybak wyeksmitowany W poniedziałek 6 września rozpoczął się remont Placu Przyjaciół Sopotu w Sopocie. Będzie kosztował 12 milionów złotych. Plac otrzyma nową elegancką nawierzchnię z jasnoszarej kostki granitowej, przeplatanej kostką czerwoną z tego samego kamienia. Zostanie posadzonych 64 drzew lipy holenderskiej uformowanych w kształcie sfalowanych alei i około 400 krzewów, tworzących żywopłot. W ramach przebudowy ma ulec likwidacji fontanna ozdobiona rzeźbą Jasia Rybaka. Było to jedno z ulubionych miejsc dla mieszkańców Sopotu, którzy chętnie wypoczywali na otaczających fontannę ławkach. Obecnie

Jeszcze przed kilkoma laty użytkownicy ogródków działkowych „Jantar” przy ulicy Łokietka w Sopocie mogli wieść sielski, niemal wiejski żywot. Zmiana nastąpiła wraz z powstaniem wielofunkcyjnej hali Ergo Arena. Chmura spalin nadpłynęła nad ich ogródki wraz z pierwszą wielką imprezą, jaką był mecz siatkówki Polska Brazylia. Setki samochodów wypełniły po brzegi gruntową na razie ulicę Łokietka, a jeśli działkowicz przyjechał tego dnia do swego ogródka autem musiał zapłacić za parkowanie. W przyszłym roku Łokietka zostanie wyasfaltowana, tworząc trzecią nitkę komunikacyjną, łączącą Sopot z Gdańskiem.

Wśród pań na mecie pierwszą była Monika Chodyma z Olsztyna, jednak zwyciężczynią całej imprezy została Manuela Wikiel, reprezentantka Ostrołęki, która tryumfowała w dwóch wcześniejszych tegorocznych wyścigach. Wśród mężczyzn konkurentów nie miał Filip Zaborowski z Sopotu, zwyciężając we wszystkich trzech edycjach zawodów. (as) powstanie tam nowy wodotrysk, o bardziej nowoczesnym kształcie. Nie będzie natomiast rzeźby Jasia. Prezydent Sopotu Jacek Karnowski najpierw planował przenieść go na Pole Marcowe, jednak ostatnia wersja wskazuje na park przy Urzędzie Miasta. Jak ma wyglądać nowa fontanna, nie wiadomo. Na jej projekt władze kurortu zamierzają wraz ze Stowarzyszeniem Architektów Polskich ogłosić konkurs międzynarodowy, co oczywiście łączy się z dodatkowymi kosztami. Ciekawe komu Jaś tak bardzo się nie podobał, że postanowił wyrzucić go z reprezentacyjnego miejsca? Domyślić się natomiast można, kto za te przenosiny zapłaci. (kmz)

rem opracowania jest Władysław Kowalski. W książce znalazły się między innymi wspomnienia bohaterów wielkiego strajku: Jerzego Halla, Jacka Taylora, Janiny Wehstein i innych. Równocześnie na parkanie otaczającym muzeum otwarta została plenerowa wystawa pod tytułem „Sopocki Sierpień ‘80”. (bs) drążące tematykę pracy zawodowej, a także organizacje podejmujące problemy społeczne i kulturalne. Partnerami EZA są związki zawodowe i pokrewne stowarzyszenia z państw afrykańskich i iberoamerykańskich. Konferencja sopocka poświęcona była roli związków zawodowych w strategii „Europa 2020”. Referaty wygłosili: prof. Ryszard Bugaj, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek, arcybiskup Sławoj Leszek Głódź i Ewa Tomaszewska reprezentująca NSZZ „Solidarność”. (bs)

Władze likwidują jedno z ulubionych miejsc mieszkańców Sopotu.

Ożywić górny Monciak Dolna część ulicy Monte Cassino tętni życiem (zwłaszcza w sezonie) niemal przez całą dobę. Ale im wyżej, tym ludzi mniej. Ulica przerzedzać się zaczyna mniej więcej na wysokości kościoła św. Jerzego, a od ulicy Obrońców Westerplatte, wieczorami, jest niemal pusta. Budynki znajdujące się pomiędzy tunelami kolejowymi, a Aleją Niepodległości, straszą drzwiami i oknami zabitymi deskami. Ostatnio wśród sopockich radnych rozgorzała dyskusja, co zrobić z tą częścią „Monciaka”. Niektórzy proponowali wprowadzenie tu banków i siedzib firm. Ale to mogłoby tylko pogorszyć sytuację i projekt został odrzucony stosunkiem głosów 12:7. Radni zdecydowali więc, że na tym odcinku ulicy ma

dominować handel i gastronomia. Aby jednak lokujące się tam lokale nie zbankrutowały konieczne jest ułatwienie do nich dostępu. Ciemne, obskurne tunele i huczące nad nimi pociągi, jak do tej pory skutecznie odstraszały spacerowiczów od zapuszczania w tym kierunku. Niespodziewanie receptę znalazł obecny na sesji miasta właściciel istniejącego tam sklepu. Zaproponował on zastąpienie schodów pochylniami, co przedłużałoby ciąg spacerowy, zarazem umożliwiając dostęp do górnego „Monciaka” osobom prowadzącym wózki z dziećmi, a także osobom niesprawnym. Prezydent Karnowski uznał projekt za interesujący i obiecał przedstawić go władzom PKP. Przebudowa tuneli stałaby się wtedy elementem modernizacji linii kolejowej Gdynia – Warszawa. (as)

A wtedy aktualne stanie się pytanie, czy dalszy żywot „Jantara” ma sens. Bo kto zechce jeść owoce i warzywa nafaszerowane ciężkimi metalami? Wieloletni plan inwestycyjny Sopotu zakłada, że teren pomiędzy ulicami Bitwy pod Płowcami, a Łokietka ma pełnić funkcje rekreacyjne, stanowiąc swoistą „zieloną otulinę”. O dalszym istnieniu grządek z pomidorami i rzodkiewką nikt się oficjalnie nie wypowiedział. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że „Jantar” podzieli los ogródków działkowych usytuowanych pomiędzy Aleją Grunwaldzką i ulicą Wita Stwosza w Gdańsku, na których terenie wyrosły i wciąż wyrastają nowe budynki Uniwersytetu Gdańskiego. (bs)

Sopockie działki toną w kurzu i spalinach.

Nowoczesne sprzątanie Za 16.200 złotych Sopot zakupił dwa specjalistyczne odkurzacze do czyszczenia ulic. Jeden z nich otrzymał Zakład Oczyszczania Miasta, drugi Zarząd Dróg i Zieleni. Odkurzacze są dość ciężkie. Każdy waży około 8 kg, a w pojemniku można zgromadzić do 12 kg śmieci. Słu-

żą one do usuwania z chodników i trawników wszelkiego rodzaju nieczystości, od niedopałków poczynając, a na metalowych puszkach kończąc. Będą także gromadziły nieczystości organiczne, jak resztki jedzenia, czy psie kupy. Jeśli owa technologia się sprawdzi, władze miasta zakupią większą ilość tego rodzaju urządzeń. (bs)

Gdańsk Muzeum II wojny światowej na Wałowej

fot. kmz

Szkolne nowości

Już po raz ósmy sopocki MOSIR zorganizował wyścig pływacki Timex Cup, wokół mola. Miał on trzy edycje, ostatnią w sobotę 28 sierpnia. Niestety pogoda nie dopisała, pływacy musieli zmagać się z wysokimi falami i w obawie o ich bezpieczeństwo organizatorzy skrócili trasę do 700 metrów.

Działkowicze kontra spaliny

tach miasta: przy wejściu na molo, obok hali widowiskowo-sportowej, oraz na ulicy Haffnera i Wybickiego. Stojaki rozstawione w innych miejscach zostały zdewastowane. Lato się kończy i sezon rowerowy również. Tak więc na nowe parkingi trzeba będzie poczekać do przyszłego roku. Władze miasta przewidują parking na Placu Przyjaciół Sopotu, jak również przy przystankach SKM: Kamienny Potok i Sopot Główny. Rozważana też jest sprawa zainstalowania stojaków na terenie sopockich szkół. (kmz)

fot. kmz

Na stojaki poczekamy

wiąc był on w dużo gorszym stanie od starego i to bardziej jemu należała się gruntowna przebudowa. Jednak władze Sopotu postanowiły przywrócić pełny blask zabytkowi, restaurując go ściśle według dawnego wzoru. Peron ma identyczne jak przed 140 laty kolumny podtrzymujące dach, podobnie wytworną kostkę i po remoncie rzeczywiście przyjemnie po nim spacerować, oczekując na kolejkę. Są też dwie windy dla niepełnosprawnych, lub pasażerów z ciężkim bagażem. Jedna od strony głównego wejścia czynna, druga, od ulicy Marynarzy ma ruszyć wkrótce. (bs)

fot. Jerzy Bartkowski / KFP

Po remoncie wartym 14 milionów złotych, z wielką pompą został oddany do użytku peron SKM w Sopocie. Zapłaciło miasto, kolej i Urząd Marszałkowski. Jest nadzieja, że część kosztów uda się odzyskać z funduszy Unii Europejskiej. Peron ma 140 lat, został oddany do użytku w lipcu 1870 roku i śmiało może uchodzić za zabytek. Wtedy był jedynym peronem w Sopocie, ten drugi, przy którym obecnie zatrzymują się pociągi dalekobieżne zbudowano już po II wojnie światowej, w ramach elektryfikacji linii kolejowej Gdańsk – Gdynia. Nawiasem mó-

Aż 328 pracowni architektonicznych zgłosiło się do konkursu na projekt gmachu Muzeum II Wojny Światowej, jakie ma powstać w Gdańsku. Zgłaszali się architekci ze wszystkich kontynentów, z Argentyny, Brazylii, Chin, Egiptu i Japonii. Do finału weszło 120 pracowni, ale i tak wygrali Polacy - zespół młodych architektów ze Studia Kwadrat, mającego swą siedzibę w Gdyni. Ciekawy wydaje się pomysł ekspozycji, który w innym, rozpisanym przed rokiem konkursie wygrała belgijska firma Tempora. Przyszli zwiedzający rozpoczną wędrówkę po muzeum od podziemi przedstawiających przedwojenną ulicę

miasta obwieszonego hitlerowskimi flagami. Na ekranach będą wyświetlane sceny wojenne. Wędrówka ma trwać poprzez kolejne piętra i epizody zmagań z faszyzmem, aż do sali imitującej zburzoną ulicę, skąd rozpościera się widok na współczesny Gdańsk. Początek budowy muzeum zaplanowany jest na rok 2012, a otwarcie nastąpi 1 września 2014 roku, w 75 rocznicę wybuchu II wojny światowej. Sam gmach, którego znaczna część znajdzie się pod ziemią, będzie kosztował około 230 milionów złotych. Przygotowanie ekspozycji Belgowie wyliczyli na 13 milionów euro. Zdaniem architektów nowe muzeum stanie się ikoną Gdańska. Czy tak się stanie zobaczymy za 4 lata. (kmz)

Fot. Maciej Kosycarz / KFP

Peron jak przed laty

Na końcu ul. Wałowej w Gdańsku planowana jest budowa Muzeum II wojny światowej, obecnie znajduje się tutaj zajezdnia autobusowa.


4 Rozmowa Riviery Z Jarosławem Kempą, radnym sopockiej Platformy Obywatelskiej rozmawiamy o budżecie miasta i próbie jego naprawy.

SOPOCKI URZĄD WYDAJE ZA DUŻO Konrad Franke K.F.: Co można powiedzieć o budżecie Sopotu? Jarosław Kempa: Cechą charakterystyczną sopockiego budżetu są bardzo duże dochody z wpływów podatkowych. W przeliczeniu na jednego mieszkańca są one jednymi z najwyższych w Polsce. Z jednej strony pozwala to na realizację dużych przedsięwzięć, jak chociażby budowa Hali, czy też mariny żeglarskiej, z drugiej jednak umożliwia, niepokojący mnie szczególnie, szybki wzrost kosztów utrzymania urzędników.

Niestety w Polsce nie ma narzuconych odgórnie wskaźników ilości zatrudnionych urzędników, więc administracja samorządowa stale się rozrasta.

towa czy hipodrom nie będą deficytowe, bo to może być groźne dla miasta. Obawiam się jednak, że inwestycje te będą niestety generować starty.

Są jeszcze jakieś inne mankamenty sopockiego budżetu? Budżet realizuje wszystkie konieczne zadania w mieście, jednak stałe roczne dochody ze sprzedaży mienia komunalnego za około 5 lat się skończą. Mam nadzieję, że Hala, przystań jach-

Na czym polega tzw. podatek Janosikowy, któremu podlega również Sopot? Podatek ten nakładany jest na najbogatsze polskie miasta. Pieniądze uzyskane w ten sposób są przekazywane na rzecz biedniejszych gmin. Myślę, że dla takich

miast, jak Sopot, jest to niesprawiedliwe rozwiązanie. Z tego powodu musimy oddawać nawet 8 mln zł rocznie. Sopot ze względu na swoje położenie i rzesze turystów ponosi ogromne wydatki związane z likwidacją zanieczyszczenia środowiska. Takich problemów nie mają gminy wiejskie. Ponadto musimy zmagać się z kosztami urbanizacji całego Trójmiasta. Nie ma ustawy metropolitalnej, która by to regulowała. Moim zdaniem, w pierwszej

kolejności budżet centralny powinien zacząć oszczędzać. Jestem też za większą decentralizacją finansów publicznych.

nas na dofinansowywanie działalności Hali Widowiskowo-Sportowej kwotą rzędu 10 mln złotych. Należy też ograniczyć inne wydatki budżetowe. W dużej części są to środki przejadane przez Urząd Miasta. Gdyby zmniejszyć wydatki na administrację do poziomu Gdańska i Gdyni, to w każdej dzielnicy byłyby już nowe place zabaw i ścieżki rowerowe. Mam nadzieję, że w nowej kadencji Rada Miasta zabierze się ostrzej za obcinanie wydatków bieżących budżetu miasta.

A co z długiem miasta? Podobno niebezpiecznie rośnie… Sopot miał ostatnio nadwyżkę budżetową, jednak w związku z dużymi inwestycjami będzie przez najbliższe lata zmagał się z deficytem budżetowym i rosnącym długiem. Jest to efekt forsowanej przez władze miasta polityki wielkich inwestycji. Nie stać

Wydatki jednego mieszkańca miasta na utrzymanie administracji

fot. Krzysztof M. Załuski

To znaczy? Z najnowszych danych wynika, że sopocka administracja jest wyjątkowo droga. Każdy sopocianin wydaje rocznie na utrzymanie administracji samorządowej ponad 500 zł, gdy dla porównania gdańszczanin ok. 230 zł, a gdynianin 280 zł. A chyba każdy mieszkaniec Sopotu wolałby administrację tańszą, niż droższą.

Jarosław Kempa pracownik naukowy Uniwersytetu Gdańskiego na Wydziale Ekonomicznym w Sopocie, od 1998 roku radny Miasta, specjalista w pozyskiwaniu środków unijnych dla samorządów terytorialnych, jeden z głównych twórców Strategii Rozwoju Miasta Sopotu, członek Platformy Obywatelskiej.

Strzał zza ucha

Agonia przyzwoitości

Krzysztof M. Załuski

P

rzez ostatnie sześć lat o Jacku Karnowskim pisałem dużo i raczej ciepło, czasem zarzucano mi nawet, że nazbyt życzliwie. Choć prywatnie Jacka Karnowskiego nie darzyłem specjalną sympatią, starałem się obiektywnie pisać o tym, co robił dla Sopotu, jako prezydent miasta. Kiedy w sierpniu 2004 roku, po 18 latach emigracji wróciłem do

Polski, Jacek Karnowski był u szczytu popularności. Sopotem rządził sprawnie i niepodzielnie. Przysparzało mu to mnóstwo zwolenników i niewielu mniej wrogów. Uprawiana przez niego polityka „kija i marchewki” skutecznie zamykała usta wszelkim oponentom. Przyznaję, ja też uległem zbiorowej psychozie i uwierzyłem, że Karnowski to „mąż opatrznościowy”, bez którego Sopot na zawsze pozostałby zapyziałą dziurą. Im jednak dłużej przyglądałem się poczynaniom pana prezydenta, tym bardziej mój stosunek do niego ulegał coraz głębszej erozji. Jego inwestycyjna gigantomania skierowana głównie na biznes (bez oglądania się na koszty zamiast na dobro mieszkańców), wyjątkowa arogancja w stosunku do współpracowników, nachalna propaganda sukcesu i upolitycznianie wszystkiego włącznie z przysłowiową „rurą kanalizacyjną”, z czasem doprowadziły do tego, że dysonans pomiędzy rzeczywistością kreowa-

ną przez Karnowskiego, a tym co sam widziałem, stał się nie do zniesienia. Wybuch „afery sopockiej”, bezwzględne eliminowanie kolejnych samodzielnie myślących współpracowników, łamanie dawanych mieszkańcom obietnic, próby podporządkowania sobie „Riviery” oraz – co dla mnie bardzo istotne – problemy osobiste Karnowskiego, dopełniły czary goryczy. Jako wieloletni emigrant przyzwyczaiłem się do norm, które zakładają, że osoba sprawująca funkcje publiczne musi być nieskazitelnie czysta. Ktoś, na kogo padnie chociażby cień podejrzenia, nie wspominając o zarzutach korupcyjnych, powinien do momentu całkowitego oczyszczenia usunąć się ze sceny politycznej. Nigdzie w cywilizowanym świecie zajmowanie stanowiska publicznego w takiej sytuacji nie wchodzi w grę. Po pierwsze – władze partii, której członkiem jest podejrzany, natychmiast, jeśli sam by tego nie zrobił, usunęłyby

go ze swoich szeregów. Po drugie – obciążony zarzutami polityk nie mógłby liczyć nawet na śladowe poparcie świadomych swoich praw wyborców. I po trzecie – gdyby ktoś taki, jak Jacek Karnowski, obiecał wyborcom i członkom swojego ugrupowania politycznego, że zwolni fotel prezydencki wraz z upływem kadencji i nie dotrzymałby obietnicy, zostałby rozniesiony w pył przez media. Tymczasem w III RP standardy są jakby inne. I to pomimo zapewnień premiera Donalda Tuska, który stwierdził, że: „ktoś, kto ma postawione zarzuty, nie powinien aspirować do ról publicznych, w tym takich jak prezydentura miasta”. Jakby komuś słów premiera było za mało przypomnę jeszcze niedawną wypowiedź Julii Pitery, pełnomocnika rządu ds. walki z korupcją. Pitera uważa, że branie odpowiedzialności za Karnowskiego jest poważnym błędem Sławomira Nowaka. – Dokonywanie tego typu

ocen w sytuacji, w której toczy się postępowanie, jest ryzykowne – oceniła na łamach „Wprost”, zapowiedziała także, że każdy kto poparł Karnowskiego, a okaże się, że prokuratura miała rację, lub Platforma przegra wybory w Sopocie, zostanie przez partię rozliczony. Być może jednak rację mają poseł Nowak i większość sopockiej Platformy – część jej członków nie jest notabene mieszkańcami Sopotu. Może faktycznie należy stosować wszelkie chwyty, byle tylko osiągnąć cel. A cel wszak jest nie byle jaki, bo władza nad Sopotem… I pewnie dlatego teraz, właśnie w myśl zasady „cel uświęca środki”, Jacek Karnowski szkaluje mnie i publicznie odżegnuje od czci i wiary pismo, przeze mnie kierowane. Po publikacji niekorzystnego dla siebie sondażu, przeprowadzonego na zlecenie „Riviery” przez GfK Polonia, Jacek Karnowski nazywał nasze pismo „tubą wyborczą panów Jakubowskiego i Fułka”, uprawiającą propagandę w stylu „wehrmachtowskiej kampanii” Jacka Kurskiego. Nazwał je „kiepską gazetką” o rynsztokowym poziomie. Dostałem również informację, że ktoś wymuszał na reklamodaw-

cach wycofanie ogłoszeń z łamów „Riviery”, nakazał też usuwanie pisma z miejsc publicznych pozostających pod władzą ratusza. W niewyjaśnionych okolicznościach zniszczonych zostało także kilka tysięcy egzemplarzy „Riviery” – ktoś usuwał je z sopockich sklepów, urzędów, klubów i skrzynek pocztowych. Chcę wierzyć, że był to przypadek, a nie celowe działanie współpracowników pana Karnowskiego. Przypadkiem było też zapewne wydanie zakazu publikacji tekstów kontrkandydata Karnowskiego, Wojciecha Fułka, w związanym od lat z ratuszem „Kuryerze”, tudzież zwoływanie konferencji prasowych przez pana prezydenta w tym samym czasie, co jego konkurenci. Przykłady poprawności politycznej (i nie tylko, bo z prywatną ponoć jest jeszcze gorzej) Karnowskiego wymieniać by można godzinami, ale nie to przecież chodzi – jaki jest koń wszyscy widzą. Chodzi o to, aby posiadając tę wiedzę, nie dać się zastraszyć i 21 listopada przy urnach pokazać, jakich standardów wymagać będziemy od prezydenta i władz samorządowych naszego miasta.


Rozmowa Riviery 5

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

W związku ze zniszczeniem przez niewiadomych sprawców znacznej partii sierpniowego wydania naszego pisma, na prośbę Czytelników „Riviery” jeszcze raz publikujemy wywiad z Jerzym Hallem. Z Jerzym Hallem, działaczem podziemnej Solidarności i radnym sopockiej Platformy Obywatelskiej rozmawiamy o zdymisjonowaniu przez Jacka Karnowskiego wiceprezydenta Sopotu Wojciecha Fułka.

HALL: TO BYŁO PO PROSTU ŚWIŃSTWO Krzysztof M. Załuski K.M.Z: 20 lipca Jacek Karnowski podjął decyzję o usunięciu Wojciecha Fułka z funkcji wice-

monem Tymańskim, „nie jak mądry Salomon, a oszalały Neron”. Wyrzucenie Wojciecha Fułka chyba jednak nie było niespodzianką, bo w mediach prezydent zapowiadał „męską rozmowę”? Ja bym zachęcał Jacka Karnowskiego do odbycia „ męskiej roz-

…Wojciech Fułek oficjalnie ogłosił chęć kandydowania i to musiało wyprowadzić Karnowskiego z równowagi, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę jak groźny to konkurent.

mowy” ze samym sobą i zrobienia solidnego rachunku sumienia. Uważam za wysoce niestosowne, aby w sytuacji prawnej w jakiej się znajduje, po pierwsze, kandydował, a po drugie, oceniał zachowania innych. Mamy do czynienia z przypadkiem wielkiej tolerancji dla siebie i bezwzględności dla podwładnych. Zobaczył źdźbło w oku Fułka, a belki w swoim, nie.

…Jestem zdania, że formuła rządów Jacka Karnowskiego, oparta na silnym autorytecie i despotycznych metodach wyczerpała się, a właściwie runęła w gruzy w chwili ujawnienia nagrań Julkego (…) forma, treść i język rozmowy z Julke dyskwalifikuje Jacka Karnowskiego jako polityka. Mówię to jako uczestnik tych dramatycznych wydarzeń i człowiek, który doskonale pamięta, jak nieliczne było grono broniących Karnowskiego przed politycznym i medialnym „ linczem”. Smutne jest to, że Jacek Karnowski pokazał dobitnie, że jest pozbawiony elementarnej wdzięczności i lojalności wobec człowieka, który tyle dla niego zrobił. Chcę powiedzieć z całą mocą, że po tym „wyczynie” straciłem dla niego resztki sympatii i szacunku. Mam nadzieję, że ta decyzja, pozbawiona merytorycznego uzasadnienia, w ostatecznym rozrachunku obróci się przeciwko Jackowi Karnowskiemu i będzie klasycznym strzałem w stopę, czego mu w tej sytuacji, szczerze życzę.

Ale formalnie miał prawo tak postąpić?

Dlaczego, pańskim zdaniem, Jacek Karnowski właśnie teraz podjął taką decyzję? Odpowiedź jest absolutnie oczywista. Wojciech Fułek oficjalnie ogłosił chęć kandydowania i to musiało wyprowadzić Karnowskiego z równowagi, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę jak groźny to konkurent. Myślę też, że chęć upokorzenia kontrkandydata była tak wielka, że względy racjonalne i zwykła przyzwoitość poszły w kąt. Postąpił, powtórzę za Ty-

Według mnie tak, ale przy okazji złamał zasadę, która funkcjonowała z dobrym skutkiem w sopockim samorządzie przez 20 lat. Chodzi o to, że do tej pory wiceprezydentami zostawały w Sopocie osoby, które wcześniej uzyskiwały mandat radnego, a tym samym mandat społecznego zaufania. Miały zatem silny związek z miastem i swoim środowiskiem, a także oparcie w Radzie Miasta Sopotu. Teraz jest dokładnie odwrotnie.

fot. Maciej Kosycarz / KFP

prezydenta Sopotu. Jak pan ocenia ten krok? Jestem bardzo radykalny w swojej ocenie. Uważam to po prostu za świństwo. Jest ono tym większe, że spotkało osobę, która po ujawnieniu nagrań Julkego, w najtrudniejszych chwilach politycznego życia Jacka Karnowskiego, bardzo go wspierała. Proszę mi wierzyć, że wcale nie było to łatwe.

Jerzy Hall od lat grał w jednej drużynie z Donaldem Tuskiem, który jako premier, zaraz po wybuchu afery sopockiej jednoznacznie opowiedział się za odejściem Jacka Karnowskiego z polityki.

Czyli…? Czyli, że o nowych wiceprezydentach można z całą pewnością powiedzieć, że oprócz tego że mają zerowe doświadczenie urzędnicze i nie posiadają samodzielnej pozycji, to żadne z nich nie jest mieszkańcem Sopotu. A to źle? Proponuję, żeby czytelnicy sami to ocenili…

…Jacek Karnowski nie wyciągnął żadnych wniosków z bolesnej dla siebie i nas wszystkich lekcji. Znów wrócił do aroganckiego i brutalnego stylu uprawiania polityki, czego przykładem jest właśnie „pozbycie się” Wojciecha Fułka, czy wyrzucenie z pracy w Państwowej Galerii Sztuki Marka Z pańskich słów wynika, że jest pan przeciwnikiem kandydowania Karnowskiego na stanowisko prezydenta Sopotu. Czy może pan to trochę szerzej uzasadnić? Pragnę przypomnieć, że przed i po referendum, w sprawie swojego odwołania, prezydent dawał słowo, że jest to jego absolutnie ostatnia kadencja. Prosił tylko o to, aby dać mu szanse na dokończenie rozpoczętych projektów. Wówczas uznałem, że na to po prostu zasłu-

…Trzeba jasno powiedzieć: źródłem wszystkich nieszczęść Jacka Karnowskiego jest on sam. I tylko trochę żal, że nie potrafi odejść w dobrym stylu. guje i będzie mógł w miarę honorowo zakończyć rozpoczęte dzieło. Myślałem też, że dostanie czas nie tylko na oczyszczenia się z zarzutów, ale również, co tu dużo mówić, na spokojne poszukiwania nowej pracy. Tymczasem zarzuty, prokuratura zmieniła w akt oskarżenia a mimo to Jacek Karnowski postanowił kandydować. Nic zatem dziwnego, że należę teraz do tych, którzy zmianą decyzji mogą czuć się oszukani. Co innego jest jednak dla mnie najważniejsze. Jestem zdania, że formuła rządów Jacka Karnowskiego, oparta na silnym autorytecie i despotycznych metodach wyczerpała się, a właściwie runęła w gruzy w chwili ujawnienia nagrań Julkego. One jasno pokazały, że „król jest nagi”. Miał rację prof. Wojciech Cieślak, wybitny karnista, który stwierdził wówczas, że forma, treść i język rozmowy z Julke dyskwalifikuje Jacka Karnowskiego jako polityka. To bardzo ostre słowa, zwłaszcza jak na osobę, która dwa lata temu była tak zaangażowana w obronę Jacka Karnowskiego… Owszem. Dwa lata temu broniłem go gdy był poniewierany i obdzierany z godności. Każdego dnia nazwisko Karnowskiego ukazywało się w programach informacyjnych jako symbol wszelkiego zła.

To budziło we mnie wewnętrzny protest i konieczność reagowania. Czyniłem to być może wbrew logice, ale z poczuciem, że tak trzeba, że to nakaz płynący z przebytej razem drogi, wspólnych dokonań, przyjaźni oraz lojalności… Dziś,

kładem jest właśnie „pozbycie się” Wojciecha Fułka, czy wyrzucenie z pracy w Państwowej Galerii Sztuki Marka Gałązki, wybitnego animatora kultury. Dlatego mówię wprost, bez owijania w bawełnę. Czas Jacka Karnowskiego minął. Polityk musi ponosić odpowiedzialność za swoje błędy, niestosowne znajomości czy zachowania. Nie może udawać, że nic się nie stało i jest wyłącznie ofiarą jakiegoś tajemniczego spisku. Trzeba jasno powiedzieć: źródłem wszystkich nieszczęść Jacka Kar-

…Ja bym zachęcał Jacka Karnowskiego do odbycia „ męskiej rozmowy” ze samym sobą i zrobienia solidnego rachunku sumienia. Uważam za wysoce niestosowne, aby w sytuacji prawnej w jakiej się znajduje, po pierwsze, kandydował, a po drugie, oceniał zachowania innych.

mam wrażenie, że Jacek Karnowski nie wyciągnął żadnych wniosków z bolesnej dla siebie i nas wszystkich lekcji. Znów wrócił do aroganckiego i brutalnego stylu uprawiania polityki, czego przy-

nowskiego jest on sam. I tylko trochę żal, że nie potrafi odejść w dobrym stylu. Widocznie nie zna „klasycznej” sentencji, że „prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą”.

Jerzy Hall radny Sopotu od 1994, Przewodniczący Komisji ds. Bezpieczeństwa, PO; uczestnik opozycji demokratycznej, działacz podziemnej Solidarności. Odznaczony przez Lecha Kaczyńskiego, Oficerskim Orderem Odrodzenia Polski za działalność opozycyjną.


6 Społeczeństwo

www.riviera24.pl

Wspomnienie o Hannie Domańskiej (1932-2009), słynnej popularyzatorce zabytków Pomorza i Sopotu, autorce wielu znanych książek m.in. „Magiczny Sopot”, „Opowieści sopockich kamienic”, „Kadisz gdańskich kamieni”, czy „Zapomniani byli w mieście”.

Ocalała ślady ludzi i światów… H

anna Domańska zmarła 10 września ubiegłego roku, właśnie obchodzimy pierwszą rocznicę jej śmierci, wspominając dziś jej liczne artykuły (…), opracowania i ksiązki, szczegółowo wypełniające kolejne luki w naszej wiedzy na temat Pomorza, miejsc i ludzi. Ostatnia jej ksiązka – „Sopockie rozmaitości” ukazała się na kilkadziesiąt dni przed jej śmiercią. Autorka – z powodu pogarszającego się stanu zdrowia – już nie mogła uczestniczyć w jej premierze, ale – jakby przewidując swoją chorobę – zawczasu opatrzyła ją na tytułowej stronie odręczną dedykacją z autografem: „Ściskam serdecznie wszystkich kochających Sopot”. Ostatnie lata życia poświęciła bowiem niemal całkowicie opisywaniu mniej znanych fragmentów historii, budynków i zaułków swojego ukochanego miasta, z którym związała się na dobre i złe, jak wielu jego powojennych mieszkańców. Może jednak właściwsze niż słowo „opisywanie” będzie „wskrzeszanie” czy „ocalanie”. Bowiem Sopot wskrzeszany w książkach Hanny Domańskiej znów przemawia do nas wieloma językami i wielonarodowym dziedzictwem kultury i obyczajów. We wstępie do tej ostatniej książki pisałem m.in.: „Jej opisy przywracają do życia dawno zapomniane kolory i smaki kurortu, detale architektoniczne i budynki, na które czasami nie zwracamy zupełnie uwagi, czy też barwne ludzkie postaci, które pozostawiły po sobie ślady”.

fot. Krzysztof M. Załuski

Wojciech Fułek

Jesienią roku 1958, na łamach „Dziennika Bałtyckiego” artykułem „Sień barokowa” w cyklu „Zabytki Gdańska w sztychach J. G. Schultza”, zadebiutowała jako publicystka świeżo upieczona, 26-letnia pani magister zabytkoznawstwa i konserwatorstwa – Hanna Domańska. Taki był początek jej wieloletniej przygody z popularyzowaniem zabytków Pomorza, Kujaw, Warmii i Mazur. Owoce jej pracy naukowej to ponad 60 prac dokumentacyjno-historycznych, związanych z konkretnymi obiektami zabytkowymi oraz ponad 200 publikacji, w tym kilkadziesiąt pozycji książkowych.

Hanna Domańska i autor tekstu Wojciech Fułek podczas jubileuszu autorki w roku 2008.

Odkrywanie i ocalanie tych ulotnych śladów obecności i ludzkiej aktywności, wydaje się dziś – z perspektywy zaledwie 12 miesięcy, jakie upłynęły od czasu śmierci autorki – jej pewną misją i spłatą długu wdzięczności wobec wielu pokoleń, które mozolnie budowały codzienność Sopotu, Gdańska i Pomorza. „Kadisz gdańskich kamieni” czy „Żydzi znad gdańskiej zatoki”, jak też liczne publikacje i książki, dotyczące aktywnej działalności lóż wolnomularskich i ruchów masońskich na terenie Pomorza, to wręcz bezcenne już dziś pozycje, dzięki którym – jestem przekonany – przyszłe pokolenia odkrywać będą dawno zapomniany i umarły świat. Najwięcej Hannie Domańskiej ma jednak do zawdzięczenia z pewnością Sopot, bo temu miastu poświęciła ona najwięcej serca i kart swoich książek. „Opowieści sopockich kamienic”, „Magiczny Sopot” czy „Tajemniczy Sopot” (wydawane niezwykle starannie, podobnie jak jej ostatnia pozycja, przez gdańską oficynę „Polnord Wydawnictwo Oskar”) to nietypowe przewodniki po jej ukochanym mieście odsłaniające przed czytelnikami mało znane karty przeszłości Sopotu, a czasami nawet nieznane do tej pory tajemnice kurortu i jego dawnych mieszkańców. Dzięki temu na kartach jej ksią-

żek odnajdziemy m.in. dom, w którym urodził się aktor Klaus Kinski, czy kamienicę, w której mieszkał Zbigniew Herbert z rodzicami, a oprócz nich spotkamy się w ekskluzywnych wnętrzach kawiarni „Kakadu”, w której śpiewał Wertyński czy wejdziemy do prywatnej willi pastora Otto Bowiena, który dziś doczekał się swojego placu przed wciąż funkcjonującą w Sopocie ewangelicką świątynią. To dzięki jej wieloletniej, mrówczej pracy (żeby zdać sobie sprawę z ogromu jej dokumentacji, trzeba przejrzeć świetnie uporządkowane, przy pomocy męża Leona, archiwum Hanny Domańskiej i tysiące wypełnionych przez nią fiszek oraz zgromadzonych dokumentów), mogliśmy z każdą kolejną, nową ksiązką odkrywać bogactwo sopockiego dziedzictwa, z którego często nawet nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy. Wierni czytelnicy odpłacali jej kolejnymi historiami, wskazaniem nowych tropów czy miejsc, wartych opisywania i uwiecznienia. Dla dzisiejszej tożsamości Sopotu twórczość Hanny Domańskiej jest wręcz bezcenna, a ona sama stała się swoistym kronikarzem miasta, skupiającym się jednak nie na przełomowych wydarzeniach i historycznych datach, co bardziej na zapo-

mnianych do tej pory wydarzeniach, miejscach czy postaciach. Krok po kroku, budynek po budynku, kamienica po kamienicy, nazwa po nazwie, imię po imieniu – ocalała dla nas ślady i fragmenty sopockiej przeszłości, rekonstruując je często – niczym doskonały detektyw – z akt policyjnych, urzędowych dokumentów, listów, ksiąg adresowych czy sądowej hipoteki. Nie jestem z pewnością obiektywnym odbiorcą książek Hanny Domańskiej, bowiem byłem najczęściej – ciesząc się przyjaźnią autorki i jej męża – pierwszym ich czytelnikiem, którego proszono też zazwyczaj o pierwsze uwagi oraz kilka słów wstępu. Ten przywilej i honor wyjątkowo sobie ceniłem, będąc przekonanym, iż pozycje te są nie tylko wzbogaceniem wiedzy o mieście, ale i bezcenną lekcją pokory oraz szacunku do przeszłości, historii i wielokulturowego dziedzictwa, z jakiego możemy dziś wspólnie czerpać. Po 12 miesiącach jej nieobecność jest jeszcze bardziej dotkliwa i bolesna, nie tylko „dla wszystkich kochających Sopot”. (niniejszy tekst ukazał się równolegle w „Dzienniku Bałtyckim”)

Hanna Domańska urodziła się w roku 1932 w Poznaniu, okupację hitlerowską przeżyła w Warszawie, po wojnie osiedlając się wraz matką w Sopocie, gdzie mieszkała od roku 1946 aż do śmierci. W roku 1995 została laureatką Sopockiej Muzy, a w roku 2001 odznaczono ją Medalem 100-lecia Miasta. Została pochowana na sopockim cmentarzu komunalnym we wrześniu 2009 roku.

NIE WOLNO LEKCEWAŻYĆ MIESZKAŃCÓW

Prof. Karol Toeplitz (…) Bezpartyjny kandydat na prezydenta Sopotu Wojciech Fułek powiedział, a jestem przeko-

nany, że dotrzyma słowa, iż będzie w szerokim gronie mieszkańców konsultował plany rozwojowe miasta. Demokracja zobowiązuje. Co za różnica w porównaniu z obecnym Prezydentem! Ten zapowiedział podjęcie szerokiej konsultacji społecznej w kwestii „Parku grodowego” i wycofał się z danej obietnicy! To ma być demokrata? Pacta servanta sunt, mości p. Prezydencie J. Karnowski. Nie wolno lekceważyć mieszkańców. I w tym kontekście jeszcze jedno. Z historii znana jest wypowiedź Cezara dotycząca jego żony, Pompei: „Żona Cezara powinna być poza wszelkimi podejrzeniami”! Wiem, że PT J. Kar-

nowski historykiem nie jest, ale może warto zastanowić się nad tą maksymą, która przetrwała wieki i nic nie straciła na aktualności! Także w Sopocie. Pytam: jak można kandydować na kolejną kadencję prezydenta miasta będąc podejrzanym przez prokuraturę? To, że podejrzany nie jest skazany, a więc dotyczy Go zasada domniemanej niewinności niczego nie rozstrzyga, albo że Podejrzany sam czuje się niewinny. Fakt jest faktem, jest Pan Podejrzany a powinien Pan być POZA WSZELKIMI PODEJRZENIAMI! Takie są nie tylko lekcje historii, takie są wymogi etyczne stawiane ludziom piastującym urzędy publiczne, takie są wy-

mogi demokracji. Nie może Pan uciekać od odpowiedzialności moralnej dopóki jest Pan podejrzany. Sumienie jest taką kategorią, takim głosem wewnętrznym, który powinien się w Panu odezwać zwłaszcza, że obiecywał Pan więcej nie kandydować. Liczy Pan na krótką pamięć mieszkańców? Liczy Pan na ich zobojętnienie moralne? Czy może jest tak, że wygrane przez Pana referendum zostało, zresztą nie tylko przez Pana, przewrotnie ocenione? Może jest tak, że było to głosowanie nie tyle za Panem, co przeciwko komuś, kto był ongiś Pana przyjacielem – jak Pan sam przyznał – i Pana zdradził, że było to publiczne osądzenie

zdrajcy? Chyba Pan przecenił wyniki, choć może się mylę?! (…) Historia uczy też, że racje w humanistyce i polityce są podzielone – to ważna lekcja i nie wolno o niej zapominać. Rozważmy hipotetycznie następującą sytuację: J. Karnowski zostaje prezydentem Sopotu, a niezawi-

sły sąd wydaje wyrok skazujący! Co wtedy wybraniec miasta powie już nie tylko swoim wyborcom?! (…) (Fragment tekstu prof. Karola Toeplitza, wybitnego filozofa i etyka, całość opublikujemy w kolejnym numerze „Riwiery”)

Prof. dr. hab. Karol Toeplitz urodził się w Sopocie w roku 1936 – polski filozof, etyk i tłumacz, wykładowca wielu uczelni; wykładał m.in. na Wydziale Historyczno-Filozoficznym Akademii Pomorskiej w Słupsku oraz na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie do 2009 r. Był uczniem i przyjacielem prof. Leszka Kołakowskiego.


Speakers’ Corner 7

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

Z listów i maili do „Riviery”:

DONALD TUSK:

…Różnica pomiędzy Jackiem Karnowskim a jego sopockimi konkurentami polega na tym, że on do swojej kampanii wyborczej wykorzystuje cały możliwy potencjał i miejskie pieniądze, pozostali kandydaci mają do dyspozycji jedynie swoje prywatne środki. (…) Jak wyjaśnić fakt, że właśnie teraz pojawiają się w naszych skrzynkach pocztowych wielostronicowe listy Pana Prezydenta Karnowskiego, że w gazetach zamówiono (oczywiście płacąc z kieszeni sopockich podatników) reklamy z prezydentem w roli głównej, że z budżetu miasta pokrywa się koszty (100.000 zł!!!) koncertu „dla mieszkańców” w nowej hali sportowej? Na kpinę zakrawa wręcz fakt, że środki ze sprzedaży biletów (po 2 zł) mają być przeznaczone na rzecz powodzian. Przecież ta kwota będzie wielokrotnie niższa niż koszty tego koncertu! Takiej kiełbasy wyborczej, „dni otwartych” z poczęstunkiem, po raz kolejny otwarcia już otworzonego wcześniej obiektu (tak jest w przypadku galerii – trzy razy ją otwierano) czy obietnic bez pokrycia – będzie z pewnością jeszcze więcej. Tylko czy musimy po raz kolejny dać się oszukać? J. Sz.

Internetowe wydanie „Gazety Wyborczej”

…Wierzę gorąco, choć może naiwnie w coś takiego jak elementarna słuszność i pierwotna racja, co w prostym przekładzie na mowę ludzką oznacza, że ten kto gra „czysto inaczej” i intencje ma co najmniej dyskusyjne, by nie powiedzieć podejrzane, w końcu musi odpaść (…) Sopot zasługuje na więcej! Tej tendencji, by ludzie szczerze i uczciwie „chorzy na swoje miasto” przejmowali stery – nic nie zatrzyma. I cieszę się, że właśnie w Sopocie znalazł się ktoś – kto nie pęka, kto nie boi się nowego myślenia. Pozdrawiam kochających Sopot, Wojciecha Fułka i 3mam kciuki. Jan Rezner …Mam dziwne wrażenie, że Jacek Karnowski cierpi na rozdwojenie moralności. Czy jego konferencje prasowe na temat zarzutów prokuratury są organizowane w czasie urlopu i prywatnie, jak powinno mieć to miejsce? Przecież jego kłopoty z prawem i zarzuty nie są związane z pełnieniem funkcji prezydenta, ale prywatnymi relacjami z byłym przyjacielem (Julke) albo aktualnymi (czerpanie korzyści majątkowych). Dlatego porównywanie jego przypadku np. z sytuacją prezydenta Grobelnego z Poznania jest całkowitym nieporozumieniem. Joanna B.

…Przeczytałam w jednej z gazet, że decyzja o poparciu kandydatury Jacka Karnowskiego przez sopockie koło PO to „największy dowód skundlenia pomorskich polityków i obłudy PO.” Ostra reprymenda sopocianina Donalda Tuska, który stwierdził, że „osoba, na której ciążą zarzuty prokuratorskie nie powinna pełnić funkcji prezydenta” okazała się z kolei łatwym polem manipulacji. Okazało się bowiem, że nawet sam zainteresowany nagle przekonuje, iż on nigdy nie był kandydatem PO, a jeden z posłów RP bez skrępowania mówi publicznie, iż oficjalnie nie będą wspierać, ale nieoficjalnie – wręcz przeciwnie. Czy oni naprawdę wszyscy myślą, iż mamy zaniki pamięci i jesteśmy idiotami? MF

Witam. (…) Jestem jedną ze „szczęśliwych „, która dostała przydział na mieszkanie kwaterunkowe na Świemirowskiej. Pozwalam sobie napisać do redakcji, jako że byliście przy wręczaniu kluczy z pompą, może ciąg dalszy Was zainteresuje? Zapraszam na osiedle. Popatrzcie, pogadajcie, zdjęcia może jakieś. Z wielką pompą i szumem medialnym odbyło się wręczanie kluczy do mieszkań. A jakże dla Sopocian młodych i z dziećmi i dla niepełnosprawnych. Pierwszy problem to droga wewnątrz osiedla. Dziurawa kostka brukowa NIEZASYPANA (świetne dostosowanie dla niepełnosprawnych). Było już kilka złamań, wykręceń i zwichnięć. Sama jestem niepełnosprawną osobą i parę razy się przewróciłam na tej drodze. Petycje do „lokalówki” chyba wszyscy podpisali… gdzieś w marcu. I nic, cisza. Nie wiem czy to jest droga wewnętrzna, droga ppoż.(żadnych oznakowań) ewakuacyjna czy chodnik. Tak czy inaczej w razie potrzeby musi robić za drogę ppoż., wjazd dla karetki itp. Tylko dlaczego jest zagrodzona szlabanem? Początkowo wszyscy dostali pilota do szlabanu. Od połowy czerwca zmieniono piloty i nowe dostały tylko te osoby, które wykupiły abonament na parkowanie!!!!. (jeszcze nie słyszałam by na jakimś osiedlu, zabudowie mieszkań socjalnych/komunalnych trzeba było płacić za parkowanie pod samym domem). Jest przecież parking dwupoziomowy – tylko część dolna i to nie cała jest zajęta. Na górnej dzieciaki jeżdżą rowerami. No ale może coś się zmieniło w przepisach tylko w których – bo do żadnych nie mogę się dokopać. Kij z parkowaniem – ale jak ktoś ma podjechać pod klatkę z osobą chorą ( np. złamana noga), wypakować zakupy, wnieść czy wynieść coś cięższego z samochodu? Fruwać przez szlaban? Owszem można wypożyczyć pilota u zarządcy na Grottgera. Trzeba jednak wcześniej zadzwonić i upewnić się czy aby na pewno ma na stanie wolnego pilota, wytłumaczyć się po co muszę podjechać pod klatkę i podpisać oświadczenie, że biorę i oddam w ustalonym terminie. Nie dłużej jednak niż tydzień. Dwa razy odmówiono mi wypożyczenia pilota, bo prosiłam na okres dłuższy niż tydzień. Po interwencji naczelnika „lokalówki” wydano na 3 tygodnie. I co dalej? W czwartek będę, jeździć na Grottgera oddać pilota, w piątek będę znowu jechała by wypożyczyć na tydzień? I tak do samej śmierci? (niepełnosprawność SM – stwardnienie rozsiane, astma, niedowidzenie, stan zwyrodnieniowy kręgosłupa itd. itd. Dziecko – autyzm z cechami aspergera itd, itp). Napisałam do „lokalówki” i do prezydenta o wyrażenie zgody na bezpłatne miejsce postojowe. Dodam, że oboje z synem w orzeczeniach mamy zaznaczoną opcję o parkowaniu dla niepełnosprawnych. Odpowiedź vice-prezydenta: mamy płacić. Naczelnik „lokalówki” niedostępny, miesiąc na urlopie. Zarządca nie wypożyczy pilota na dłużej niż tydzień, bo takie ma dyrektywy z „lokalówki”. Jakaś paranoja. W budynkach nie ma gaśnic, czy hydrentów. Plac zabaw mam dookoła mieszkania (normy regulują, że powinien być nie bliżej niż 10 metrów od okien). Są wyodrębnione miejsca do parkowania dla niepełnosprawnych, tylko jak zaparkować? Samochód pod pachę i skakać nad szlabanem? Nie wiem, co jest bardziej chore – ja czy te dyrektywy. Wystarczy informacji na jakiś większy artykuł, a przede wszystkim, żeby władze gminne wytłumaczyły, gdzie te dostosowania i ułatwienia dla chorych. Mam nadzieję, że wystarczy Wam odwagi by poprosić o wyjaśnienia prezydenta i monitorować jak to dalej się potoczy. Proszę tylko o zachowanie do wiedzy redakcji moich danych osobowych. Od redakcji: Szanowny Panie Prezydencie, czekamy z niecierpliwością na odpowiedź. Mamy nadzieję, że starczy panu odwagi, aby odpowiedzieć na list osoby niepełnosprawnej.

Cytat miesiąca: Prezydent Sopotu, Jacek Karnowski o sobie na Facebook’u:

„…mam dyzgrafie, dysleksje i wszystkie takie…” (pisownia zgodna z oryginałem – przyp. red.)

„Karnowski nie będzie kandydatem PO na Prezydenta Sopotu” Opinie internautów: …I tak beknie za swoje przekręty, prędzej czy później, dobrze, że Tusk go nie firmuje… a tylko Nowak, który się przy tej okazji skompromitował, nie tylko w moich oczach, generalnie PO dużo starci. Gość: IP: *.um.sopot.pl …Jeżeli PO wystawi innego kandydata, to można Tuskowi wierzyć. Ale jeśli nie będzie nikogo za Karnowskiego, to pozostanie on kandydatem PO nawet bez jej znaczka. jedrek490 …Jako wyborca PO nigdy nie zagłosuję w wyborach samorządowych na partię popierającą Karnowskiego, Orłowskiego i innych koleżków. papierowy_księżyc …Premier Tusk swoimi słowami mnie nie zawiódł. Niemniej jednak, jako mieszkaniec Sopotu powinien wiedzieć, że zarzuty wobec Karnowskiego nie są bezpodstawne. Nie podoba mi się decyzja sopockiej PO. Ja na pewno, jako mieszkanka Sopotu na Karnowskiego nie zagłosuję. mika.r Internetowe wydanie „Wprost”: …ich trzeba odrywać od koryt czołgiem. Ciężkim, klasy co najmniej: Abrams, Leopard lub izraelską Merkavą… ~Wojak 2010-09-15 …Panie Karnowski, twierdzi pan, że Donald Tusk jest tchórzem?, boi się PiS? A po cichu gdy nikt z PiS nie słyszy to szepcze panu do uszka… mój ci jesteś Karnosiu. ~Arnold 2010-09-15 …Panie Karnowski, były prezydencie… przecież to nie PIS tylko Pan narobił malwersacji, o które Pana się oskarża. Premier ma rację. ~ 2010-09-15 …Czy to jest normą, że złodziej musi być przy korycie, już nie długo złodziej na złodzieju będzie siedział, szkoda bo to niby katolicki kraj. ~Przeciwnik złodziejstwa 2010-09-15 Portal www.trojmiasto.pl …Ta decyzja jest niczym innym jak napluciem w twarz własnym wyborcom i chichotem z głupoty i naiwności. Donaldzie zastanów się co robisz? Gdzie zasady i gdzie standardy? Przecież wszyscy słuchaliśmy taśmy Julke i nawet przy założeniu, ze została pocięta, to chyba nie chcemy by nasz prezydent w ten sposób rozmawiał z ludźmi biznesu. O własnych korzyściach za załatwienie jakiejś przysługi… Przez takich ludzi społeczeństwo nie wierzy, że można uczciwiej i lepiej i dlatego jest jak jest. Wszędzie syf, plecy, kumoterstwo. Donaldzie obudź się bo stracisz tę cześć wyborców, na których powinno Ci zależeć najbardziej. BJ …Jeśli Karnowski chce, aby ten koszmar się skończył to wystarczy, że spełni swoją obietnicę, że nie będzie kandydować – takie to proste. Widać, że również większość PO w Sopocie za nic ma obietnice Jacka Karnowskiego (inaczej by go nie poparli). Tusk się chyba wystraszył reakcją opinii publicznej i że PO zacznie być traktowana jak Samoobrona i po kilku dniach milczenia przemówił, choć pokrętnie jak to on. Filip Stankiewicz


8 Kochaj Sopot

www.riviera24.pl

Zbliża się stulecie Placu Rybaków, jednego z najurokliwszych zakątków Sopotu, mieszkańcy postanowili to uczcić. Pomysłodawcą zorganizowania jubileuszowego festynu był Maciej Szemelowski, artysta plastyk, twórca scenografii telewizyjnych i kampanii reklamowych, uczestnik ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”.

Mój, jedyny taki plac Za cztery lata sopocki Plac Rybaków obchodzić będzie stulecie powstania. Jest to doskonała okazja, aby przypomnieć, chociaż w zarysie historię tego niezwykłego miejsca.

fot. Krzysztof M. Załuski

S

Z własnymi interpretacjami jazzowych coverów wystąpił zespół Emotional Circle.

W festynie wzięli udział także najmłodsi sopocianie, na zdjęciu Klaudiusz i Ewa

o świcie wraz z mewami witają powracających z morza rybaków i, karnie stojąc w kolejce, kupują ryby w nowo zbudowanej przystani rybackiej. Po pracy rybacy nie wracają już do swych domów na Placu Rybaków, gdyż wielu z nich mieszka w okolicznych blokach. Tuż po ostatniej wojnie na Placu Rybaków mieszkały niemiec-

kie samotne kobiety z dziećmi i starcy, młodzi mężczyźni w niemieckich mundurach nie wrócili z podboju Europy. Potem stopniowo zamieszkiwali tę osadę przybysze z całej Polski. Okres komunizmu to, jak w całym kraju, okres powolnej dewastacji tego miejsca. Czego wojna nie zniszczyła tego dokonał nowy system. Zdemontowane zostały gazowe

fot. Microsystem

to lat temu władze miasta Sopotu, pod naciskiem kuracjuszy, postanowiły przenieść sopockich rybaków z okolic mola do lasku karlikowskiego. Podwód był prozaiczny – zapach wyławianych z morza ryb drażnił subtelne powonienie eleganckiego towarzystwa. Architekt miejski Paul Puchmüller w roku 1914 zaprojektował osadę rybacką zwaną Placem Rybaków. Domki z zewnątrz swoim kształtem przypominały budownictwo skandynawskie. Posadowione na ceglanej podmurówce bezpośrednio na piasku nie posiadają piwnic. Wnętrza domku to na parterze dwa małe pokoje, kuchnia i toaleta. Na pierwsze piętro prowadzą bardzo strome,

Na placu pośrodku rośnie mały sosnowy lasek, którego ozdobą jest potężna kotwica z przełomu XVII \ XVIII wieku. Jak głosi legenda, wyciągnięta ona została przez rybaków w sieci z dna morskiego. Wokół placu biegła piaszczysta droga skręcająca w kierunku plaży, gdzie do dzisiaj odpoczywają na brzegu po połowach ostatnie sopockie łodzie rybackie. Miejsce to jest kolejną atrakcją dla współczesnych kuracjuszy, których nie drażni zapach ryb. Przeciwnie

fot. Krzysztof M. Załuski

Maciej Szemelowski

zabiegowe, drewniane schody. Tam znajdują się również dwa identyczne pokoje jak na parterze. Co ciekawe, architekt nie przewidział dla rybaków łazienki, gdyż może wychodził z założenia, że mają oni dość wody w pracy. Wejście do domu usytuowane zostało od frontu budynku. Natomiast wewnątrz vis a vis znajdowało się wyjście na małe podwórko, gdzie suszyła się bielizna i rosły rachityczne drzewa owocowe, wśród których stała szopa, w której remontowano łodzie.

Pamiątkowe zdjęcie wykonane przez pracowników firmy Mikrosystem za pomocą mini-helikoptera

latarnie, które komunistom kojarzyły się z zacofanym, niemieckim Weltbadem – tym samym pracę stracił latarnik, zwany przez mieszkańców placu „Czarodziejem”. Urokliwe latarnie zastąpiły betonowe słupy oświetleniowe, takie jak te, które stoją przy autostradach. Trzydzieści lat temu, rok przed stanem wojennym, tuż po ukończeniu studiów, stałem się właścicielem jednego z tych domków. Mimo, że budynek był w opłakanym stanie, podobnie jak cały Plac Rybaków, oczyma wyobraźni widziałem już dom pobielony wapnem, ze stylową stolarką okienną, prostym drewnianym płotem, pelargoniami w każdym oknie i ozdobnymi ramami wokół szczytowych okien. Były to marzenia surrealistyczne, bo dokoła panoszyła się szarość brud i bylejakość. W tym okresie setki tysięcy zdesperowanych ludzi emigrowało z kraju. Brak funduszy nie pozwalał na szybkie realizowanie moich budowlanych marzeń. Po pięciu latach zmagań z materiałów rozbiórkowych postawiłem drugi bliźniaczy domek, który powoli zaczął na siebie zarabiać. Służył jako scenografia do realizowanych przeze mnie w TVP Gdańsk licznych programów muzycznych z udziałem gwiazd Sopockiego Festiwalu. Zrealizowano w nim sceny do trzech filmów fabularnych. Był to okres, kiedy zwróciłem się do władz miasta o zainstalowanie stylowych latarni i ławek, a z okazji zbliżającego się stulecia z mojej inicjatywy na Placu pojawiła się nowa kostka brukowa. Okazało się również, że mieszkańcy Trójmiasta w plebiscycie na najpiękniejszy plac docenili aktywność wszystkich osób mieszkających na Placu Rybaków i wskazali to miejsce jako najpiękniejsze.


Kochaj Sopot 9

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

Ruch „Kocham Sopot” na VIII Festynie Organizacji Pozarządowych i na Placu Rybaków

Zobacz, kto działa w Sopocie Na początku września br. w Sopocie odbyły się dwa ważne dla mieszkańców, plenerowe spotkania – pierwsze na molo, drugie na Placu Rybaków. W obydwu wzięli udział członkowie i sympatycy ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”. Jak deklaruje lider i założyciel ruchu, Wojciech Fułek, pod deklaracją poparcia dla tej obywatelskiej, całkowicie apolitycznej inicjatywy, podpisało się już ponad 500 sopocian. Dla porównania działające na terenie kurortu partie polityczne zrzeszają przeszło dziesięciokrotnie mniejszą ilość członków. liczne quizy na temat środowiska morskiego, poczęstunek i inne atrakcje. Tłumy gromadziły się wokół klasycznego, amerykańskiego Buick’a Riviera z roku 1972 i zabytkowego welocypedu, które zaprezentował Jacek Pietrzak. Duże zainteresowanie wzbudziła mini-wystawa drzewek bonsai, przygotowana przez Krzysztofa Wołkowicza. Sopocka „Bookarnia”, oferowała szeroki wachlarz ambitnych książek, w tym sopockie albumy Wojciecha Fułka i Macieja Szemelowskiego. Sporym powodzeniem, mimo niesprzyjającej aury pogodowej, cieszył się kącik zabaw dla najmłodszych sopocian.

baków – fotograf i malarz, Maciej Szemelowski.

fot. archiwum

Młodzież z ruchu „Kocham Sopot”

12 września na Placu Rybaków zjawiło się kilkaset osób – zarówno mieszkańcy Placu Rybaków, jak i innych części Sopotu. „Małe co nieco” przygotowane przez organizatorów, wzbogacił świeżymi i wędzonymi rybami, znany w całej Polsce „Bar Przystań”. Konsumpcji rybackich smakołyków towarzyszyły występy muzyczne. Lokatorzy okolicznych domów nie tylko mieli szansę poznać się bliżej, lecz również porozmawiać o przyszłości tego unikalnego miejsca. O działaniach, które można podjąć na rzeczy Placu, poinformował sopocian lider ruchu „Kocham Sopot”, Wojciech Fułek. Niewątpliwą atrakcją było pamiątkowe zdjęcie uczestników festynu wykonane z mini-helikoptera przez pracowników sopockiej firmy Microsystem. Podczas spotkania można też było kupić książki, m.in. zmarłej przed rokiem niezmordowanej popularyzatorki i kronikarki Sopotu, p. Hanny Domańskiej. „Bukarnia” oferowała także tytuły Wojciecha Fułka i współgospodarza imprezy Macieja Szemelowskiego. Ponad to

fot. archiwum

Podczas Festynu można było dopisać się do listy poparcia dla ruchu „Kocham Sopot”, oraz zamienić parę słów z jego liderem, Wojciechem Fułkiem, który chętnie rozmawiał z każdym, komu na sercu leży dobro Sopotu i budowa prawdziwego społeczeństwa obywatelskiego. Sukces Festynu i tak ogromne zainteresowanie nowopowstałym ruchem obywatelskim „Kocham Sopot”, skłoniło organizatorów do przekonania, że takie inicjatywy należy organizować częściej. Zachęceni zapałem sopocian postanowili zaaranżować kolejne spotkanie z mieszkańcami. Tym razem pomysł podsunął wieloletni mieszkaniec Placu Ry-

fot. archiwum

Przed stuleciem Placu Rybaków

fot. archiwum

4

września na sopockim molo odbył się VIII już Festyn Organizacji Pozarządowych. Impreza ze wszech miar ważna i potrzebna. Jej organizatorzy położyli nacisk na integrację mieszkańców miasta i zaprezentowanie im szerokiej oferty kulturalnej i społecznej, jaką oferuje ich mały, ale jakże ważny, gród między Gdańskiem a Gdynią. Sopocianie jak zwykle dopisali. Z dużym zainteresowaniem przyglądali się inicjatywom prezentowanym przez organizacje pozarządowe, pytali w jaki sposób wesprzeć ich charytatywne działania, spacerowali po molo i słuchali muzyki w muszli koncertowej. Jedną z najbardziej aktywnych i widocznych grup podczas Festynu byli członkowie i miłośnicy ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”. Namiot ruchu ustawiony został obok sopockiego zaprzyjaźnionego Związku Emerytów i Rencistów. Członkowie ruchu przygotowali dla sopocian

Wojciech Fułek gotowy był odpowiedzieć na każde pytanie licznie przybyłych gości

dostępne były sopockie pamiątki ze stoiska Julii Michalczewskiej. Osobny element festynu stanowiły występy muzyczne. Na scenie pojawili się kompozytor, autor tekstów do wielu piosenek, Lech Makowiecki, oraz śpiewająca aktorka Agnieszka Babicz-Stasierowska. Na koniec przyszła kolej na sopocką młodzież. Najpierw z własnymi

interpretacjami rockowych ballad wystąpił Kacper, uczeń pierwszej klasy II LO w Sopocie, następnie lekko jazzowe covery zaprezentował zespół Emotional Circle. Pozostaje mieć nadzieję, że takie nieoficjalne święto Placu Rybaków odbędzie się również w przyszłym roku i stanie się trwałą tradycją. (tf)

Szanowni Państwo, Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, zaangażowanym w organizację naszego stoiska, aktywną pomoc, obecność i wsparcie podczas Pikniku Organizacji Pozarządowych w sobotę, 4 września na sopockim molo. Mimo nie do końca sprzyjającej pogody, byliśmy bardzo widoczni i aktywni zarówno podczas przemarszu, jak i działalności naszego stoiska na molo. I o to chyba chodziło. Podczas tych kilku godzin grono kochających Sopot powiększyło się o niemal 100 kolejnych osób! Ilość deklaracji, poparcia, ciepłych i życzliwych słów i sympatycznych spotkań napawa optymizmem. Nie byliśmy nawet w stanie zrealizować tym razem wszystkich naszych planów i projektów.

Ruch Obywatelski Mieszkańców Sopotu

Dziękuję zwłaszcza głównemu koordynatorowi przygotowań, Tymonowi Zielińskiemu, Ani Ziółkowskiej za ogólną pomoc i serwis fotograficzny, chłopakom obsługującym stoisko: Jakubowi Woźniakowi i Tadeuszowi, Jarosławowi Lisieckiemu za użyczenie samochodu, Mirkowi Wołowikowi – za namiot, jego żonie Ani – za żywą promocję hasła „Kocham Sopot”, „Bookarni” – za pomoc „książkową”, Darkowi Sienczewskiemu – za zapewnienie zajęcia dzieciom w postaci klocków lego, Marcinowi – za termos i kawę, Jackowi – za welocyped i udostępnienie samochodu do pokazu, Ewie Goertz – za blachę jeszcze ciepłego, pachnącego ciasta ze śliwkami, Stefanowi Skwierczowi – za ciastka i stół rodzinny, Sopockiemu Towarzystwu Naukowemu za współpracę, Ani Dahlberg, Darkowi i Andrzejowi Kucie – za przesłane zdjęcia, a wszystkim – za życzliwość, obecność i liczne dowody sympatii. Warto z Wami organizować takie przedsięwzięcia, również po to, aby odczuć taką bezinteresowną więź między ludźmi i energię, jaką rzadko się odczuwa.

PRZYŁĄCZ SIĘ! wojciechfulek@kochamsopot.pl

“Chcemy mieć głos”

To ruch ponad podziałami”

Sopocianie rządzą!”

fot. Krzysztof M. Załuski

“Wszyscy kochamy Sopot”

Wojciech Fułek – lider ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot” z małżonką.

Dziękuję Wam!!! Wojciech Fułek Sopot, 7 września 2010 r.


10 Społeczeńśtwo

www.riviera24.pl

Z Markiem Gałązką, muzykiem, animatorem kultury i reżyserem, rozmawiamy o jego niespełnionej miłości do Sopotu i o powodach usunięcia go z pracy przez Jacka Karnowskiego.

Krzysztof M. Załuski Krzysztof M. Załuski.: Jesteś szczecinianinem, dzieciństwo spędziłeś w Warszawie i Grudziądzu, studia we Wrocławiu. Potem były Mazury… A jednak najbardziej pokochałeś Sopot? Marek Gałązka.: Niewątpliwie jest to jedno z najwspanialszych miejsc w Polsce. Sopot urzekł mnie. Szczególnie, tymi bocznymi od Monciaka uliczkami z oryginalnymi, secesyjnymi kamienicami oraz całą swoją górną częścią, łącznie z naturalnie przylegającym do miasta lasem. Oczywiście, też morze, molo i plaża aż do Orłowa. Poza tym w moich młodzieńczych latach był dla mnie letnią polską stolicą kultury. Przyjeżdżałem tutaj regularnie co roku, na te wszystkie Non Stopy, Musicoramy i Dioramy. Ale, co najważniejsze, o czym przekonałem się przebywając i pracując tutaj w latach 1984-86, mieszkają tu wyjątkowi ludzie. To wszystko stwarza niewyobrażalny potencjał intelektualny, emocjonalny i twórczy. Trudno nie zakochać się w tak niesamowitym mieście. Jednak ta miłość nie skończyła się dobrze… No niestety, koniec tego romansu nie należał do najszczęśliwszych. Zostałem wyrzucony

z pracy w Państwowej Galerii Sztuki i siłą rzeczy musiałem z Sopotu wyjechać. No bo przecież z czegoś muszę utrzymać rodzinę… Kto cię zwolnił i za co? Pod koniec sierpnia zeszłego roku prezydent Sopotu, Jacek Karnowski polecił dyrektorowi Państwowej Galerii Sztuki, Zbyszkowi Buskiemu zerwać ze mną kontrakt. A dlaczego? Nie mam pojęcia. Nigdy nie dostałem żadnej oficjalnej informacji na ten temat. Z tego, co potem do mnie dotarło wynikało, że panu prezydentowi chodziło o odsłonięcie kamieniapomnika w Parku Południowym, upamiętniającego 30. rocznicę śmierci Edwarda Stachury. Zrobiliśmy wówczas również w PGS wystawę wraz z koncertem poświęconą Stedowi, moim zdaniem, jednemu z najwybitniejszych polskich poetów powojennych. Pan prezydent podobno obraził się na mnie, bo zbyt późno dostał zaproszenie. Powiedział wówczas publicznie, tu cytat z pana prezydenta: „Ten Gałązka za bardzo panoszy się w Sopocie”. I to wystarczyło? Nie wierzę… Dla pana prezydenta każdy pretekst jest dobry. On po prostu nie toleruje ludzi inaczej niż on myślących, i którzy maja swoje zdanie. Chyba najtrafniej zachowanie prezydenta opisał w „Gazecie Wyborczej” Tymon Tymański. Według niego prezydent, Jacek Karnowski zachorował na

syndrom Nerona, polegający na tym, że wszystkie inicjatywy, które nie pochodzą od niego samego, są zagrożeniem dla jego autorytetu. Podobno, solą w oku stały panu prezydentowi, moje bezpośrednie, zawodowe kontakty z usuniętym ze stanowiska parę miesięcy po mnie, wiceprezydentem Wojtkiem Fułkiem. Czy to grzech utrzymywać zawodowe kontakty z panem Fułkiem? A to już pytanie do Jacka Karnowskiego… Prezydent zarzucił ci, że działałeś na niekorzyść Państwowej Galerii Sztuki? Na czym to twoje działanie miało polegać? Powtarzam, we wrześniu 2009 roku nie było takiego zarzutu. Nie było żadnego powodu, aby mnie w ten sposób potraktować. Dopiero po drugim felietonie Tymona Tymańskiego, z sierpnia tego roku, Jacek Karnowski pomówił mnie o działanie na szkodę PGS. Nigdy w Sopocie nikomu się nie narzucałem. Zostałem poproszony o przygotowanie programu działań interdyscyplinarnych dla PGS i to zrobiłem. Wszystkie moje działania w tej kwestii opierały się na konkretnych umowach, o których przecież pan prezydent wiedział i znał ich treść. Znał też podstawowe założenia moich obowiązków i opracowane przeze mnie szczegóły dotyczące wyposażenia PGS. Zaprezentowałem je na bezpo-

średnim spotkaniu z nim. Tak więc, oskarżanie mnie teraz o to, że starałem się narzucić komukolwiek jedną określoną, w domyśle – drogą firmę, która miała wykonać zamówienie na sprzęt audiowizualny dla PGS, jest czystym nonsensem. Sugerowanie przy tym, że miałem z tego powodu odnie��ć osobistą korzyść, stawia mnie nie tylko w bardzo niekorzystnym świetle, lecz wręcz mi uwłacza. A jak było naprawdę? Dokładnie na odwrót. To ja walczyłem z projektantem i odpowiedzialnymi za budowę, aby nie preferować jednego dostawcy. Ja również wskazywałem na absurdalny przerost w zaprojektowanym wyposażeniu PGS. Mam na to dowód w postaci protokołów z narad, w których uczestniczyłem. Moje stanowisko było niestety odosobnione i chyba nie na rękę prowadzącym inwestycję projektantom i dlatego zostałem najpierw z tego zespołu wykluczony, a następnie, osobistą decyzją pana prezydenta, wyrzucony z pracy. Dlatego dzisiaj PGS ma taki problem ze Specyfikacją Istotnych Warunków Zamówienia w kontekście wyposażenie galerii, ale to już nie mój problem, tylko władz miasta i dyrekcji PGS… Jednym słowem, jest mi bardzo przykro, że tak zostałem przez Jacka Karnowskiego potraktowany. Tym bardziej, że dla Sopotu chciałem poświęcić resztę swojego zawodowego życia.

fot. Krzysztof Mystkowski

Neron czy Salomon?

Marek Gałązka – animator kultury, głośny autor i wykonawca, kojarzący się z brawurowymi wykonaniami piosenek Edwarda Stachury. W latach 80. Gałązka prowadził sopocki klub Łajba, w którym schronienie znalazły legendarne kapele Trójmiejskiej Sceny Alternatywnej. W latach 90. dyrektorował słynnemu Przystankowi Olecko, przez który przewinęła się cała czołówka krajowych scen popu i offu. Gałązka był związany z Trójmiastem od zawsze: jego najnowszy album nosi sentymentalny tytuł „Tu stacja Sopot”. Wraz z pojawieniem się oleckiego barda ożyła lokalna scena muzyczna, dotąd zdominowana przez nieznośną szmirę sopockich popfestiwali oraz lakierowane produkcje Teatru Atelier. Gałązka zdążył zorganizować cykl koncertowy pt. „Bard w galerii”, prezentujący największych twórców polskiej piosenki autorskiej (m.in. Andrzeja Garczarka czy Janka Kondraka). Ów pomysł przerodził się w wydarzenie większego kalibru, „Sopot Bard Meeting” – kilkugodzinne muzyczne maratony w Operze Leśnej, w ramach których mieliśmy okazję usłyszeć międzynarodowy zestaw artystów sceny (m.in. od Jacka Kleyffa i Leszka Możdżera do Daniela Hertzova oraz Phoebe Killdeer). Marek miał ambitne plany sprowadzenia do Sopotu artystów rangi Iggy’ego Popa tudzież Nicka Cave’a. Niestety w ostatnich dniach sierpnia (2009 r. – przyp. kmz) prezydent Karnowski wyrzucił Gałązkę z pracy… (z felietonu Tymona Tymańskiego)

Kadencyjność władzy wykonawczej w gminie

Władza absolutna demoralizuje absolutnie

Tomasz Tabeau

W

wielu polskich gminach rządy sprawują prezydenci (burmistrzowie, wójtowie) wybierani któryś raz z rzędu. Wspierani są oni przez radnych również piastujących swoje funkcje lat kilkanaście. Z taką sytuacją mamy na naszym podwórku do czynienia we wszystkich trójmiejskich gminach. Można mówić o pewnej petryfikacji układu władzy ze wzrastającą rolą miejscowego lidera. Bezpośrednie wybory prezydenta w mieście tylko umocniły tę tendencję. W przypadku Gdyni pozycja prezydenta Szczurka jest tak silna, że bojąc się porażki nikt bardziej znaczący nie kwapi się, aby stanąć z nim w szranki wyborcze.

Jak widać na przykładzie Trójmiasta czasami taka dominująca pozycja związana jest z określoną partią polityczną, a czasami lider jest na tyle silny, że nie chce podpierać się szyldem partyjnym, mało tego, tworzy ugrupowanie go popierające, które dominuje w radzie gminy. Opozycja jest na tyle słaba zarówno w sensie liczebnym jak i intelektualnym, że większej szkody rządzącym nie jest w stanie zrobić. Na dodatek znaczna część radnych, i to zarówno rządzących jak i opozycyjnych, nie zajmuje się fundamentalnymi problemami gminy: strategią, kierunkami rozwoju i inwestowania. Ograniczają oni swoją aktywność do jednej dziedziny: sportu, kultury, edukacji itp. lub drobnych, ale istotnych spraw dotyczących swojego okręgu wyborczego. Część byłych radnych o większych horyzontach umysłowych dokooptowana została przez prezydentów do władzy wykonawczej. Spowodowało to oczywiście jeszcze jej większą dominację w układzie miejskim.

Dwie strony medalu Tak wygląda w miarę obiektywny opis sytuacji. Natomiast wynikające z tego wnioski wcale oczywiste nie są. Po pierwsze – taki stan rzeczy odpowiada miesz-

kańcom. Wyrażają to przy urnach wyborczych. Wygląda na to, że nie przeszkadza im, że za chwilę już drugie pokolenie będzie oglądało tego samego prezydenta. Świadomość dużego prawdopodobieństwa pozostania przy władzy przez dłuższy czas sprzyja długofalowemu spojrzeniu na problemy miasta, nie ograniczające się tylko do jeden kadencji. Tu przewagę samorządu terytorialnego nad centralnymi władzami w państwie widać szczególnie. Trudno też odmówić (przyjemniej w przypadku Trójmiasta) rządzącym obiektywnych sukcesów. W ogłoszonym niedawno przez „Rzeczpospolitą” rankingu gmin na prawach powiatu zarówno Sopot (drugie miejsce) jak i Gdańsk i Gdynia uplasowały się bardzo wysoko. Ale i w innych tego rodzaju rankingach również zawsze zajmowały dobre miejsca. Niewątpliwie też silne podporządkowanie miejskich rad zwiększa sprawność działania, co na przykładzie chociażby Rumi widać, że jest wartością samą w sobie. Tak wygląda jedna strona medalu.

Potrzeby i ambicje Spójrzmy jednak na to od drugiej strony. Znane jest powiedze-

nie, że każda władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie. Dlatego też dobrze by było czasami władze zmieniać na te jeszcze niezdemoralizowane. Niewątpliwie dłuższe sprawowanie władzy powoduje chęć skupienia się na najważniejszych miejskich inwestycjach. Patrząc czysto z ludzkiego punktu widzenia, ile lat w końcu można się pasjonować dziurawymi chodnikami, usprawnianiem oświaty, remontem domów komunalnych… Wyzwaniem staje się budowa hali, stadionu czy sztucznej wyspy. Na ile poszczególne inwestycje rzeczywiście są potrzebne, a na ile to już osobiste ambicje włodarzy, to temat na osobną rozprawę. Niewątpliwie jednak niemożność z powodów tylko ambicjonalnych porozumienia się w sprawie budowy jednej hali, czy też wyszarpywanie sobie drużyny koszykarskiej umacnia przekonanie części osób o patologiczności istniejącego układu. Przemożny wpływ liderów na układanie list wyborczych do rad miejskich skutkuje przekształceniem ich w maszynki do głosowania. Tym samym kontrolne funkcje tych organów stają się czystą teorią. A przecież nie jest tak, że istnieje tylko jedna optymalna droga roz-

woju gminy i jedynie słuszne decyzje. Gdyby tak było, to do dobrego rządzenia najlepszy byłby sprawny komputer z odpowiednim programem. Dlatego też warto czasami poważnie rozpatrzyć głosy krytyki i przyjrzeć się ich propozycjom.

Władza do nieskończoności Przykładem jak cała grupa osób może nie zauważyć lub zlekceważyć problem jest budowa ścieżek rowerowych w Gdyni. Sopot, a szczególnie Gdańsk już od wielu lat działają tu niemal wzorcowo. Gdynia, która w powszechnej opinii jest dobrze zarządzana ma na tym polu przynajmniej pięcioletnie opóźnienie odrabiane tylko pod wpływem opinii publicznej i mediów. Prawdopodobnie prezydent Szczurek nie lubi jeździć na rowerze, ale żeby nie znalazł się w Gdyni nikt, kto zauważyłby problem? Wynika to również po części z tego, że miejski aparat władzy dysponuję silną machiną promocyjno-propagandową. Znaczna grupa osób z użyciem niemałych pieniędzy zajmuje się tym, aby różnymi sposobami (w tym również poprzez media) umocnić pozytywny wizerunek władzy i prze-

konać do uprawianej polityki. Nie sposób przyznać chociaż części racji krytykom obecnego stanu rzeczy, że nie dysponując pieniędzmi, aparatem urzędniczym i układami w mediach nie są w stanie przedstawiać rozwiązań alternatywnych. Zaś rządzący nami prezydenci w następnych wyborach uzyskają jeszcze większe poparcie, aby jeszcze bardziej zdominować scenę polityczną, co zapewni im, że w jeszcze następnych wyborach osiągną jeszcze lepszy wynik. I tak w nieskończoność. Czy zatem może na wzór wyborów prezydenckich w państwie nie wprowadzić również na szczeblu lokalnym kadencyjności? Autorzy obecnie istniejącego prawa samorządowego (ogólnie uznawanego za dobre) takiego rozwiązania nie przewidują. Ale dyskusję warto rozpocząć. Liczyłbym w tej materii bardziej na rozsądne głosy teoretyków prawa samorządowego, niż skażone bieżącymi emocjami opinie polityków. Tomasz Tabeau – wiceprezes zarządu spółki Centrum Haffnera, były przewodniczący Rady Miasta w Sopocie.


Rozmaitości 11

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

Nasz Komentarz. Prezydent Sopotu powołuje się na wyniki nieistniejącego sondażu.

CZY KARNOWSKI MIJA SIĘ Z PRAWDĄ ŚWIADOMIE? Krzysztof M. Załuski

J

ak wynika z sondażu, zamówionego przez „Rivierę”, a przeprowadzonego 12 sierpnia 2010 r. przez GfK Polonia, w tym roku w Sopocie odbędą się dwie tury wyborów na prezydenta miasta. Pierwsza 21 listopada, druga 5 grudnia. Wszystko wskazuje na to, że w II turze, przewagą 7 punktów procentowych, wygra Wojciech Fułek, lider i założyciel ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”. Informację taką, za „Rivierą”, podały wszystkie liczące się w Polsce media, m. in. PAP, TVP, Radio Gdańsk, „Fakt”, „Wprost”, „Rzeczpospolita”, „Dziennik Bałtycki” i „Gazeta Wyborcza”. Komentując wynik naszego badania, Jacek Karnowski podważył jednak rzetelność Instytutu GfK Polonia – przypomnijmy, że jest to jedna z największych i najbardziej wiarygodnych firm badawczych na świecie. Prezydent powiedział, że dysponuje wynikami sondażu, którego przeprowadzenie zleciła inna sopocka redakcja, i który daje mu

Miesiąc temu Instytut GfK Polonia przeprowadził sondaż przedwyborczy, który przewrócił sopocką scenę polityczną do góry nogami. Okazało się, że większość sopocian ma już dosyć prezydentury Jacka Karnowskiego i chciałaby, żeby jego miejsce zajął bezpartyjny Wojciech Fułek. Obecny prezydent Sopotu twierdzi jednak, że w maju br. Pracownia Realizacji Badań Socjologicznych Uniwersytetu Gdańskiego przeprowadziła ankietę telefoniczną, z której wynika, że to on zostałby zwycięzcą wyborów. Reporterom „Riviery” udało się ustalić, że takiego badania w ogóle nie było. zwycięstwo już w pierwszej turze wyborów. Badanie to miała rzekomo przeprowadzić w maju br. (sic!) Pracownia Realizacji Badań Socjologicznych Uniwersytetu Gdańskiego na zlecenie pisma „Kuryer”. Jak udało nam się ustalić, wspomniana Pracownia przeprowadzała na zlecenie „Kuryera” tylko jedno badanie. Odbyło się ono w dniach od 19 do 24 kwietniu 2010 r. czyli zaraz po katastrofie smoleńskiej, a nie jak twierdzi Karnowski w maju, kiedy Orłowski postanowił odejść do parlamentu. Co więcej, dotyczyło ono sytuacji, w której do wyborów prezydenckich startować miał Paweł Orłowski, a nie Jacek Karnowski, który wówczas oficjalnie deklarował, że obecna kadencja będzie już jego ostat-

nią. Później, jak wiadomo, Karnowski zmienił zdanie i wbrew obietnicom danym sopocianom ogłosił, że w związku z odejściem Orłowskiego, on sam będzie ubiegał się o reelekcję. Dodajmy, że redaktor „Kuryera Urzędowego” (finansowanego przez Urząd Miasta Sopotu – patrz. ilustracja obok) zapowiedział w sierpniowym wydaniu swojego pisma, że we wrześniu opublikuje wyniki sondażu dotyczące Jacka Karnowskiego. Kilka dni temu w sopockim ratuszu pojawił się kolejny numer „Kuryera”, ale obiecanego sondażu jak nie było, tak nie ma. W tej sytuacji nasuwa się pytanie: czy Jacek Karnowski świadomie wprowadził w błąd opinię publiczną, twierdząc że dysponuje wynikami majowego

Sopockie Targi Seniora

Przepis na dobrą starość Agnieszka Niedałtowska

P

rojekt Sopockie Targi Seniora jest elementem obchodów Europejskiego Roku Walki z Ubóstwem i Wykluczeniem Społecznym 2010. Otrzymał drugą najwyższą ocenę w ogólnopolskim konkursie ogłoszonym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Projekt realizowany jest dzięki finansowaniu Unii Europejskiej oraz Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. To wyjątkowe wydarzenie również w skali kraju jest pretekstem do przełamywania stereotypów na temat starości, okazją do podjęcia dyskusji o tym jak przygotować się do starości, jak zapewnić dobrą jakość życia seniorom. Czas przywrócić seniorom miejsce w społeczeństwie, a nie zamykać ich w domu, odgradzać od życia. Podczas Targów chcemy pokazać różne oblicza starości. Ta grupa jest tak samo zróżnicowana jak reszta społeczeństwa. Są wśród nich osoby schorowane, niesprawne, samotne, żyjące ze skromnej emerytury czy renty, które wymagają wsparcia i opieki. Ale to również stale powiększająca się grupa osób aktywnych, wykształconych, w miarę sprawnych i zdrowych, która nie rezygnuje z rozwoju i chce uczestniczyć w życiu społecznym. Starszych ludzi jest coraz więcej i zgodnie z prognozami GUS do roku 2050 odsetek takich ludzi w ogóle ludności Polski zwiększy się do 47% (obecnie wynosi już 28%). To dowodzi, że zapotrzebowanie na usługi skierowane do osób starszych będzie rosło.

25 września odbędą się pierwsze na Pomorzu Targi Seniora. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Sopocie zaprasza seniorów oraz ich rodziny do Hali 100-lecia Sopotu. Każdy z nas ma w swoim otoczeniu osoby starsze, rodziców, dziadków czy sąsiadów. Warto więc skorzystać z naszego zaproszenia, aby dowiedzieć się jak zapewnić sobie oraz swoim najbliższym dobrą starość. Czy dzisiaj senior w Polsce postrzegany jest jako atrakcyjny klient? Czy znajdzie ofertę dostosowaną do swoich potrzeb i możliwości? W ciągu 20 lat zmienił się obraz polskiego seniora, ale wśród wielu osób panuje jeszcze stereotypy z przed lat. Seniorzy stają się coraz bardziej znaczącą grupą odbiorców. Dysponują stałym dochodem (emerytura) a ich siłę nabywczą często podnoszą rodziny. Chcemy zwrócić uwagę polskich przedsiębiorców jak duży potencjał stanowi ta grupa odbiorców, że stale wzrasta zapotrzebowanie na produkty i usługi dedykowane seniorom. Podczas Sopockich Targów Seniora zaprezentowany zostanie m.in. szeroki wachlarz usług, produktów i ofert skierowanych do osób starszych, w zakresie aktywności i opieki, które mogą poprawić jakość ich życia, na przykład mało u nas jeszcze znana a bardzo popularna na Zachodzie Europy teleopieka, przyrządy takie jak chwytaki czy ułatwiające zakładanie skarpet lub rajstop, telefon dla seniora. Oprócz profesjonalnych stoisk z ofertą wystawienniczą, planujemy debatę „Sami dla siebie” o warunkach dobrej starości oraz na temat samopomocy, pomocy sąsiedzkiej i solidarności wewnątrzpokoleniowej.

W trakcie trwania Targów zostanie przeprowadzony wśród odwiedzających plebiscyt na najlepszą ofertę (produkt, usługę) dla seniorów. Zwycięzcy otrzymają dyplomy ze specjalnie zaprojektowanym logo a wśród głosujących rozlosowane zostaną upominki. W programie znajdą się również: pokazy sprzętów rehabilitacyjnych i urządzeń pomocnych w codziennym życiu, pokazy gimnastyki, nornic walking, jogi dla seniorów, porady dietetyka, pielęgnacyjne, prawne, finansowe, konsultacje fizjoterapeutyczne, lekarskie i pielęgniarskie, kursy, szkolenia, wypoczynek, zajęcia dla seniorów. Targi Seniora odbędą się w Sopocie przy ul. Goyki 7 w godzinach od 10.00 do 18.00. Sopot jest miastem przyjaznym seniorom. 24 % mieszkańców to osoby w wieku emerytalnym, stąd zwracamy szczególną uwagę na sytuację osób starszych, prowadzimy szereg działań w celu podwyższenia ich jakości życia, z jednej strony udoskonalając usługi opiekuńcze dla osób, które z racji wieku lub choroby potrzebują takiej opieki, oferując również różne formy aktywności. Sopockie Targi Seniora to impreza otwarta dla wszystkich mieszkańców Trójmiasta i Pomorza.

badania, a w rzeczywistości już w kwietniu, w cieniu smoleńskiej tragedii, kalkulował wraz ze swoim zastępcą Pawłem Orłowskim, który z nich ma większe szanse na utrzymanie prezydenckiej władzy w Sopocie? Czy może naprawdę dysponuje wynikami jakiegoś sondażu, którego jednak po dokładniejszym przeanalizowaniu sytuacji nie zdecydował się upublicznić? Wydaje nam się, że pan prezydent powinien jak najszybciej swoją wiedzą na ten temat podzielić się z mieszkańcami Sopotu. I to dla własnego dobra, bo coraz większa ilość półprawd i niedomówień wokół jego osoby, bardzo niekorzystnie wpływa na prezydencki wizerunek. Nie wspominając o wiarygodności „Kuryera Urzędowego”.

Meksykańskie tournee Sopockiego Chóru Festiwalowego Mundus Cantat

Chopin w Meksyku Aneta Blum

W

festiwalu wzięli udział wykonawcy z całego świata, m.in. z Kolumbii, Wenezueli, Argentyny, Serbii i Meksyku. Wśród nich znalazł się Sopocki Chór Festiwalowy Mundus Cantat pod dyrekcją Arkadiusza Wanata. Swe meksykańskie tournee sopocianie rozpoczęli w mieście Cuautla w stanie Morelos, gdzie przebywali na zaproszenie władz miasta. Pierwszy z licznych koncertów sopockich chórzystów odbył się tuż po przyjeździe, 27 sierpnia 2010 r. w Domu Direcion Prolongacion Aga Azul w Cuautli. Mundus Cantat zaprezentował tam m.in. pieśni Fryderyka Chopina, gospel, muzykę sakralną, a także popularne standardy i znane pieśni meksykańskie, które zostały szczególnie gorąco przyjęte przez publiczność. 29 sierpnia chór miał okazję uczestniczyć we mszy św. w słynnej Bazylice w Guadelupe, podczas której wykonał kilka pieśni sakralnych, a także „Barkę” – ukochaną pieśń papieża Jana Pawła II, co spotkało się z żywą reakcją zgromadzonych w świątyni wiernych. Na zakończenie pobytu w miejscowości Cuautla, 1 września w kościele “Our Lord This Town” odbył się koncert, który znalazł się w programie obchodów 200. rocznicy uzyskania niepodległości przez Meksyk. W dniach 3–10 września 2010 r. chór Mundus Cantat wziął udział

Sopocki Chór Festiwalowy Mundus Cantat zakończył właśnie tournee po Meksyku, gdzie odbywał się XI Międzynarodowy Festiwal Chóralny Festival Mundial de Coros. Celem wyjazdu sopocian była promocja kultury polskiej, a w szczególności twórczości Fryderyka Chopina. w organizowanym już po raz 11. przez Coro Normalista de Puebla – chór kierowany przez prof. Jorge Altieri Hernándeza – Międzynarodowym Festiwalu Chóralnym Festival Mundial de Coros. 3 września w Teatro Victoria w Tezitutlan w stanie Puebla odbył się koncert, podczas którego zaprezentowano szeroki repertuar, w tym oczywiście pieśni Chopina. Koncert został bardzo dobrze odebrany przez publiczność. Oficjalna ceremonia otwarcia festiwalu odbyła się 4 września 2010 r. w Salon de Cabildos del H. Ayuntamiento de Puebla – siedzibie władz miasta. Wzięli w niej udział wszyscy chórzyści, władze miasta i stanu Puebla oraz zaproszeni goście. Następnego dnia wszystkie chóry wspólnie zapewniły oprawę muzyczną podczas uroczystej mszy świętej w katedrze w Puebla. W trakcie całego Festiwalu pieśni z repertuaru Mundus Cantat rozbrzmiewały w różnych zakątkach stanu Puebla, m.in. w Isukar de Matamoros, Choluli, Tepeace. Koncert finałowy, zorganizowany z wielkim rozmachem, odbył się 10 września 2010 r. w Auditorio del Complejo Cultural Universitario w Puebla. Tegoroczna edycja festiwalu miała charakter bardzo podniosły,

ponieważ Meksyk obchodzi w tym roku nie tylko 200-lecie odzyskania niepodległości ale i 100-lecie Rewolucji Meksykańskiej. Ostatni koncert sopockiego Chóru Festiwalowego Mundus Cantat w Meskyku odbył się w Guadelupe, w Templo Expiatorio a Cristo Rey, tzw. starej świątyni i był dla polskich śpiewaków wielkim przeżyciem. Wszystkie koncerty spotkały się z ogromnym uznaniem publiczności, której aplauz i entuzjastyczne owacje na stojąco na długo pozostaną w pamięci chóru. W czasie podróży do Meksyku sopoccy chórzyści mieli również okazję odwiedzić wiele ciekawych miejsc, takich jak Piramida Słońca i Księżyca, miasteczko Tuxcan, słynące z kopalni srebra, Cuernavaca, Mexico City oraz park narodowy, gdzie znajduje się monumentalny wulkan Popocatepetl. Pobyt w Meksyku zaowocował także bezcennymi znajomościami. Organizatorzy Międzynarodowego Festiwalu Mundus Cantat, który odbywa się corocznie w maju w Sopocie, mieli okazję osobiście zaprosić obecne chóry na najbliższy festiwal, który odbędzie się w dniach 25–29 maja 2011 roku.


12 Reklama

ALBUM „FOT. KOSYCARZ NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA SOPOTU”

„Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia Sopotu” – to klimat, miejsca, wydarzenia, ludzie, życie codzienne. To powojenna historia Sopotu na zdjęciach ojca i syna, czyli Zbigniewa i Macieja Kosycarzy. Kolejny, nowy album ze znanego i lubianego cyklu „Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia” będzie w całości poświęcony Perle Bałtyku. Poprzednie edycje albumu przypadły czytelnikom do gustu. I tym razem wiele osób na 333 zdjęciach znajdzie w nim kawałek swojego życia. Młodsi zobaczą natomiast, jak żyło się w najsłynniejszym polskim kurorcie kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu. Być może ktoś rozpozna siebie w starym dziecięcym wózku na molo, inny dojrzy swoich jeszcze młodych rodziców tańczących na dyskotece w Non Stopie, czy czekających w kolejce do budki telefonicznej stojącej na środku Monciaka. ALBUM FOTOGRAFII „FOT. KOSYCARZ – NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA SOPOTU” wydawca: Agencja Kosycarz Foto Press / KFP redakcja: Maciej Kosycarz liczba stron 160, ilość zdjęć 333, format 244 x 338 mm, cena detaliczna 59 zł. ISBN 978-83-913709-7-1

www.riviera24.pl


Reklama 13

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

Bank Nordea uhonorował aktorów i fotografików

XV Scena Letnia w Gdyni Orłowie zakończona Jubileuszowa XV Scena Letnia Teatru Miejskiego w Gdyni zakończyła się 15 sierpnia br, po pięciu tygodniach, w trakcie których widzowie mogli oglądać przedstawienia teatralne przy akompaniamencie szumu morskich fal i widoku zachodzącego słońca. Czas trwania Sceny Letniej był również czasem rywalizacji fotografików i aktorów. Na najlepszych czekały cenne nagrody ufundowane przez sponsora Sceny Letniej – Bank Nordea. prawie dekady organizuje Nordea Bank Polska. W trwającym przez całe teatralne lato konkursie na najpopularniejszego aktora Teatru Miejskiego widzowie najczęściej wskazywali Dariusza Majchrzaka, grającego Pavlisa w spektaklu „Zorba”. W nagrodę aktor otrzymał z rąk Wiceprezesa Za-

rządu Banku Nordea Bohdana Tillack odtwarzacz Blu-Ray. Po raz ósmy odbył się również inny, organizowany przez Nordea Bank konkurs „Nordea Foto – Scena Letnia w obiektywie”. W tym roku, podobnie jak w poprzednim, wprowadzono podział na amatorów i profesjonalistów, których nagradzało jury

fot. Tomasz Hutel

statniemu przedstawieniu tegorocznej Sceny Letniej towarzyszyły nie lada atrakcje pogodowe. Pięknej, upalnej pogodzie towarzyszyły widoczne z daleka burzowe pioruny. Padający pod koniec spektaklu deszcz nie ostudził jednak emocji i zgromadzeni widzowie do końca czekali na oficjalne zakończenie tegorocznego już XV sezonu teatralnego na plaży, któremu towarzyszyło wyłonienie zwycięzców w dwóch konkursów: na najpopularniejszego aktora oraz dla najlepszych fotografików. Obydwa konkursy od

Praca Tomasza Hutele otrzymała Nagrodę Główną w kategorii profesjonalistów

pod przewodnictwem znanego trójmiejskiego fotografa, Macieja Kosycarza. W kategorii profesjonalistów nagrodę główną (3 tys. złotych) otrzymał Tomasz Hutel. Nagroda główna wśród amatorów przypadła Ianowi Klempowi (2 tys. zł). Wyróżniono także dwóch innych amatorów – Krzysztofa Dzierżawskiego i Łukasza Bejnarowicza. Obydwaj wyróżnieni otrzymali kupony na zakup sprzętu fotograficznego o wartości 1 tys zł. Bank Nordea od wielu lat wspiera działania kulturalne na terenie całego kraju. Nordea jest między innymi sponsorem Bydgoskiego Festiwalu Operowego, Wystawy „Na drogach duszy” organizowanej w październiku 2010 w Muzeum Narodowym w Krakowie, a także rozpoczynającego się już 3 września międzynarodowego festiwalu Zmagania Jazzowe w Szczecinie.

– Realizując misję: Stwarzamy Możliwości, Nordea Bank Polska od wielu lat aktywnie wspiera wydarzenia w sferze kultury. W naszych działaniach nastawieni jesteśmy promowanie kultury w społeczeństwie

tak, aby stworzyć możliwość dotarcia do niej jak największej liczby osób. – wyjaśnia Joanna Krawczyk-Golba, Koordynator ds. Komunikacji Zewnętrznej Nordea Bank Polska.

fot. Ian Klemp

O

Ian Kemp został uznany najlepszym amatorem fotografikiem


14 Kultura

www.riviera24.pl

Koncert Leszka Możdżera na Targu Węglowym w Gdańsku

Jazzowa Przestrzeń Wolności Skojarzenie jazzu z przestrzenią wolności jest zawarte w samym znaczeniu słowa „jazz”, ale w powojennej historii naszego kraju to właśnie ta muzyka odgrywała znaczną rolę w kształtowaniu niezależności myślenia, odczuwania i wyrażania sprzeciwu wobec ograniczeń totalitarnego systemu.

Dariusz Sieńczewski

fot. Dariusz Sieńczewski

J

uż sam amerykański rodowód jazzu powodował, że komunistyczni decydenci byli tej muzyce nadzwyczaj nieprzychylni i z wielką podejrzliwością przyglądali się jej wielbicielom. Ale nie chodziło chyba tylko o zachodnie korzenie tego gatunku, bo z tym można było sobie dość łatwo poradzić tłumacząc na przykład partyjnym notablom, że to muzyka uciśnionych przez amerykański imperializm murzyńskich robotników i chłopów (co zabawnie pokazał Feliks Falk w filmie Był Jazz). Tym, co w jazzie było niepokojące zarówno wtedy jak i dzisiaj, to jego istota, czyli improwizacja. Improwizacja, czyli subiektywna i wolna wypowiedź muzyczna, która nie jest wiernym naśladowaniem tematu muzycznego, lecz pokazaniem własnego sposobu jego rozumienia i odczuwania. To właśnie dlatego pojęcia Jazz i Wolność są niemal synonimiczne, a ci którzy tej muzyki nie znoszą,

nazywają ją zgiełkiem i chaosem. Zgiełkiem, który burzy porządek raz na zawsze ustalonej rzeczywistości. W systemie komunistycznym było to oczywiście bardzo niepożądane by kwestionować nawet poprzez muzykę realistyczny świat socjalistycznej wspólnoty. W obecnym czasie specjaliści od marketingu, sondaży i badań fokusowych też nie są zainteresowani niezależnymi gustami słuchaczy, których wolą nazywać konsumentami. Obserwując świat mass mediów można odnieść wrażenie, że przeciętny

konsument kultury oczekuje łatwej i prostej muzyki pop, hollywoodzkiego filmu oraz programu telewizyjnego, w którym ktoś znany z tego, że jest znany, tańczy z kimś znanym z tego, że jest znany. We współczesnej rzeczywistości medialnej zaczyna powoli brakować miejsca na niesformatowane jeszcze przez popmachinę gusta tych i owych odmieńców, które nijak się mają do upodobań przeciętnego odbiorcy. Tym bardziej cieszy każda drobna rysa, która może być zwiastunem pęknięcia, a w przyszłości rozsadzenia pop-monolitu naszej obecnej kultury. Rysa, przez którą zacznie docierać powietrze, tworząc przestrzeń wolności, tak jak to stało się w Gdańsku za sprawą organizatorów i wykonawców projektu „Możdżer +”. Na trzech scenach wciśniętych pomiędzy historyczną zabudową Targu Węglowego oraz licznych

obiektów małej gastronomii, pomimo ograniczonej przestrzeni, wolności nie brakowało. Wolności muzycznej wypowiedzi. Już sam pomysł utworzenia trzech, zamiast jednej sceny pokazuje, że słuchaczom został pozostawiony wybór miejsca, wokół którego mogą się zgromadzić. Wybór ten jednak skutkował brakiem możliwość bezpośredniego obcowania z artystami grającymi na innej scenie, bo o przemieszczaniu się miedzy nimi z powodu licznie zgromadzonej publiczności nie było mowy. Pozostawała jeszcze możliwość śledzenia spektaklu z oddali mając w perspektywie wszystkie sceny oraz ogromne telebimy. Tak samo w istocie jest z wolnością, która paradoksalnie jest dla człowieka tylko wtedy możliwa, kiedy rezygnuje on z jej całkowitej osobistej uzurpacji na rzecz innego. Główny bohater koncertu, Leszek Możdżer, po kolei odwie-

Recenzja. „Schody” – smutna książka Ryszarda Tomczyka

Elbląskie eseje Stanisław Załuski

N

ie czytałem dwóch pierwszych tomów cyklu, z prostej przyczyny: nie wypatrzyłem ich w księgarniach. Skoro „Schody” ukazały się w oszałamiającym nakładzie 250 egzemplarzy, można zakładać, że nakład „Pakamery” i Tobołu” nie był znacząco wyższy. Trudno więc mówić o społecznym odbiorze trylogii, a szkoda, bo eseje, z których składają się „Schody” są naprawdę interesujące i warte uważnej lektury. Gdyby nawet jakimś cudem Empik, lub inny potentat księgarski raczył zająć się sprzedażą owych paruset egzemplarzy, to i tak utoną one w rodzimym i zagranicznym chłamie, wszechwładnie panoszącym się na półkach księgarni. We współczesnej Polsce książka stała się towarem, podobnie jak coca cola, chipsy, majtki, czy proszek do prania, przy tym towarem szczególnie niechcianym w instytucjach rozdzielających środki na kulturę. Na jakże często

wątpliwe eksperymenty teatralne przeznacza się miliony, wylansowanie dobrej, acz niełatwej w odbiorze książki nie wchodzi w grę. Bo skoro książka jest towarem na globalnym rynku, wydawcy i dystrybutorzy celują w gusta najliczniejszego, zarazem najbardziej prymitywnego czytelnika. Bestseller stał się synonimem bylejakości. Skoro główną racją wydawania książek stał się zysk, należy się zastanowić, czy „Schody” mogłyby sprzedać się tak, aby zarobiło na tym wydawnictwo, hurtownia, księgarnia, wreszcie sam autor. Eseje Tomczyka z pewnością nie są łatwą literaturą. Permanentny oglądacz „Tańca z gwiazdami”, „M jak miłość”, „Szansy na sukces”, czy „Barw szczęścia” nie ma tu wiele do szukania, bo percepcja tej prozy przekracza jego możliwości umysłowe. „Schody” to książka wielowarstwowa, w której wątki powieściowe, jak choćby trzymający w napięciu rozdział pt. „Eskapada”, przeplatają się z autobiograficznymi rozważaniami o kondycji człowieka, czy wręcz filozoficznymi dygresjami. Nie wszystkie eseje są równe, oso-

„Schody” Ryszarda Tomczyka, to ostatnia część trylogii zamieszkującego w Elblągu pisarza, zapoczątkowana wydaną w roku 2002 „Pakamerę” i kontynuowana mającym debiut w roku 2004 „Tobołem”.

dzał każdą ze scen, na których pojawiali się zaproszeni przez niego artyści. Dawno już Gdańsk nie gościł takich znakomitości, których można by było zobaczyć razem podczas jednego wieczoru. Marcus Miller i John Scofield to niekwestionowane gwiazdy współczesnego jazzu, których połączyła w przeszłości współpraca z wielkim Milesem Davisem. Tym samym, który w 1983 i 1988 roku goszcząc na warszawskim Jazz Jamboree w smutnej rzeczywistości schyłku PRL-u, był zwiastunem końca totalitarnego systemu. To wspaniały pomysł, by właśnie ci artyści zagrali razem w Gdańsku z Leszkiem Możdżerem, aby uczcić święto polskiej Wolności i Solidarności. Na uwagę zasługiwał również Steve Swallow, basista związany z monachijską wytwórnia ECM, która zawsze cieszyła się w naszym kraju kultowym wręcz uznaniem; szczególnie gdy od

biście namawiałbym autora, aby w przypadku wznowienia „Schodów”, zrezygnował z dwóch rozdziałów. Z „Pomroczności jasnej dezabilu” i z „Pryamowej pamięci Rozpadliny”. Po prostu opowiedziane w nich historie nie pasują do bardzo zwartej i logicznej koncepcji książki. Usunięcie ich wyszłoby „Schodom” na dobre. Kapitalną postacią jest profesor Rozpadlina, o którym nie wiemy, czy stanowi realną postać, czy też alter ego pisarza, dzięki czemu Tomczyk może prowadzić dyskurs pomiędzy sobą, a swym prawdziwym, lub też wymyślonym interlokutorem. „Schody” znakomicie odkrywają przed czytelnikiem świat kulturalny Elbląga ostatnich 60 lat. Wbrew panującej modzie dokopywania się i idealizowania niemieckiej przeszłości, Tomczyk pisze wyłącznie o polskim mieście. Tym mieście, jakie wyłoniło się z zawieruchy II wojny światowej i rosło na naszych oczach. O jego wzlotach i upadkach, jak również o ludziach z krwi i kości, którzy to miasto tworzyli na nowo od podstaw, tutaj żyli, pracowali, a teraz zaczynają właśnie umierać. Umieranie jest wszechobecne w „Schodach”. Właśnie sam proces umierania, a nie śmierć jako taka, ponieważ śmierć w filozofii Tomczyka, to ściana, za którą nic nie pozostaje z człowieka, poza pamięcią najbliższych i dobrami kulturalnymi, jakie nieboszczyk stworzył w okresie swej ekspansji twórczej. W napisanych książkach, namalowanych obrazach

1976 zaczął nagrywać w niej swoje płyty Tomasz Stańko. Trochę szkoda, że tego ostatniego zabrakło tamtego wieczoru. Pojawili się za to znakomici polscy akordeoniści z zespołu Motion Trio, mający na swoim kącie współpracę z niekwestionowanym królem jazzowej wokalistyki Bobbym McFerinnem. To bardzo cieszy, że tak wielu polskich wykonawców jest w stanie bez żadnych kompleksów zagrać z muzykami z innych krajów. Przykładem takiej kosmopolitycznej współpracy był występ tria Możdżera w skład, którego wchodzą poza liderem, izraelski perkusista i wokalista Zohar Fresco oraz szwedzki kontrabasista Lars Danielsson. Połączenie skandynawskiego chłodu, słowiańskiej liryki oraz żydowskiej etniczności oczarowało publiczność, która w oka mgnieniu przeniosła się z gdańskiej starówki do mitycznego miasta Babel, by za chwilę w finale za przyczyną słów Wieszcza wyśpiewanych przez Gabę Kulkę powrócić do miejsca, w którym 30 lat temu odrodziła się Wiara, Nadzieja i Miłość.

itd. Zanik sił twórczych, narastająca niemoc fizyczna i inercja umysłowa, ukazane są w tej książce w sposób beznamiętny, a przez to bardziej jeszcze okrutny. Wracając do zadanego wcześniej pytania warto się zastanowić, ku jakiemu czytelnikowi skierowane jest zawarte w książce przesłanie. Wbrew pozorom nie jest to rzecz przeznaczona jedynie dla ludzi starych. Oni proces starzenia się i gotowania na śmierć znają z autopsji. Śmiem twierdzić, że w pierwszym rzędzie „Schody” powinien przeczytać każdy młody, aktywny człowiek. Przeczytać i zastanowić się nad sobą, nad swoją przyszłością, nad ułudą wartości gromadzonych gadżetów, których zdobyciu poświęca całą swą energię. Tak więc Ryszard Tomczyk mógłby liczyć na znaczny krąg czytelników, co jednak nie jest możliwe bez szeroko pojętej promocji dzieła. Skoro książkę traktuje się jak towar, powinna też być odpowiednio reklamowana. Podobnie jak reklamuje się wspomniane wyżej majtki i proszki do prania. Wiem, że to utopia, bo w naszym świecie kultura wysoka znajduje się w pogardzie u profanów, mających głos decydujący przy rozdziale pieniędzy. Tomczyk też wie o tym, dlatego większość esejów, z których składają się „Schody”, jest po prostu smutna i przepełniona rezygnacją. Ryszard Tomczyk, „Schody”, Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów, Biblioteka SEKA nr 17, Elbląg 2010, s. 334.


Kultura 15

Nr VII (52) 21 sierpnia – 25 września 2010

Gdańsk. Inicjatywa Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników okazała się strzałem w dziesiątkę.

Tajemnice ulicy Mariackiej

fot. Radek Potakowsk

Z ogromnym zainteresowaniem gości spotkała się prezentacja kolekcji strojów zaprojektowanych przez Magdalenę Arłukiewicz (makijaż – Magdalena Pruchla, biżuteria bursztynowa – Bożena Kamińska).

Tadeusza Ramika, fotografii bursztynu Ewy Magnuckiej. W „Rivierze Literackiej” swoją najnowszą książkę zaprezentował Krzysztof Maria Załuski, jej fragmenty czytał znany aktor Teatru Wybrzeże Florian Staniewski. Usłyszeliśmy także koncert na harfę i flet w wykonaniu Anny Faber i Luizy Figiel, mazurka Chopina w akompaniamencie akordeonu zagrał Paweł Zagańczyk, a jazz „malował gitarą i głosem” Leszek Dranicki. Ogromnym zainteresowaniem gości cieszyły się również wystawy prac malarzy, którzy tworzą obecnie lub tworzyli w prze-

fot. Łukasz Szałach

sarz targów Ambermart Ewa Rachoń. Zapowiadała i tak też się stało – 11 września Mariacka zmartwychwstała. Do akcji włączyło się prawie 30 galerii, sklepów, lokali gastronomicznych i pracowni rzemieślniczych. – W zdecydowanej większości przypadków to właściciele tych miejsc sami wykazali inicjatywę – mówi Ewa Rachoń. – Specjalnie z myślą o odwiedzających ich tego wieczora gościach przygotowali m.in. wystawę malarstwa Jana Miśka, rysunku Zbigniewa Jujki, grafiki Cezarego Paszkowskiego i

Gośćmi „Riviery Literackiej” byli malarz Jan Misiek, pisarz Krzysztof Maria Załuski i aktor Florian Staniewski

szłości w pracowniach zlokalizowanych przy ulicy Mariackiej. Wśród nich znaleźli się m.in. Magdalena Heyda-Usarewicz, Roman Usarewicz i Tadeusz Filipajtis. Nie zabrakło również prac, zmarłego w ubiegłym roku malarza i scenografa, Mariana Kołodzieja, które zwiedzającym udostępniła aktorka i żona artysty Halina Słojewska. Ogromnym powodzeniem cieszyło się też spotkanie z profesorem Andrzejem Januszajtisem, które zorganizowało Muzeum Archeologiczne. – Choć w bursztynowych galeriach wyjątkowo „złoto Północy” nie zawsze tego wieczora odgrywało najważniejszą rolę, to nie mogło go przecież zupełnie zabraknąć – mówi Ewa Rachoń. – Ściśle bursztynowy charakter miały m.in. wystawy biżuterii Pawła Mądrego i Iwony Pawłowskiej oraz Beaty Sachanek-Szatkowskiej i Łukasza Irchy. Współczesne oblicze bursztynowych ozdób przybliżyły modelki przechadzające się po bruku lśniącym błyskami fleszy, ubrane w stroje Magdaleny Arłukiewicz i biżuterię Bożeny Kamińskiej. Z kolei projektantka biżuterii, Maria Fijałkowska, pomagała swoim gościom projektować unikatowe wyroby z bursztynu. W czasy średniowiecza przeniósł nas Eryk Popkiewicz, który dokonał prezentacji dawnych technik obróbki bursztynu. Wiele emocji dostar-

fot. Radek Potakowsk

T

o tu, w cieniu największej na świecie ceglanej katedry, działają galerie sztuki, tkanin i bursztynu – jedną z nich jest słynąca z kunsztownej srebrnej biżuterii Galeria Wydra. Po sąsiedzku obrazy wystawia znany w kraju i zagranicą artysta-plastyk, profesor Władysław Jackiewicz. Tu również działają dwie kawiarnie artystyczne: Klub Aktora i Klub Pisarza – „Riviera Literacka”. Vis a vis stoi najstarszy gdański dom, w którym – jak głosi legenda – zamieszkiwała Anna Schilling, domniemana kochanka Mikołaja Kopernika; obecnie mieści się tutaj przytulny hotel o nazwie „Gotyk” oraz sklep z… toruńskimi piernikami. Kilkaset metrów dalej ma siedzibę całkowicie odnowiona miejska biblioteka – mekka nie tylko okolicznych książkowych moli… Nic dziwnego, że wśród tych pieczołowicie zrekonstruowanych przedproży i jedynych w swoim rodzaju kamiennych rzygaczy, na dobre zadomowili się malarze, pisarze, galerzyści, bursztynnicy i studenci szkół artystycznych. Niestety, tak jak cała gdańska Starówka, ulica Mariacka, zwłaszcza poza sezonem letnim, zamiera. Aby tchnąć w nią nowego ducha, grupa pasjonatów skupionych wokół Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników, przy wsparciu targów Ambermart, postanowiła zorganizować uliczne święto pod hasłem „Tajemnice ulicy Mariackiej”. – W ten wyjątkowy wieczór galerie na ulicy Mariackiej pokażą się nam od zupełnie innej strony” – zapowiadała wiceprezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Bursztynników i zarazem komi-

fot. Radek Potakowsk

Bartek Sasper

Tym, czym dla Pragi jest Zlatá Ulička tym dla Gdańska jest bez wątpienia ulica Mariacka. Jej czar opiewały legiony poetów i pisarzy. Unikatowa atmosfera średniowiecznego grodu inspirowała również muzyków, malarzy i ludzi filmu. 11 września br. Mariacka obchodziła swoje święto. Akcja, do której włączyła się większość pracujących tutaj osób, zakończyła się ogromnym sukcesem.

czyło także wspólne układanie Bursztynowego Serca Mariackiej – symbolu zakochanych na ceramicznej bazie autorstwa Marii Wojtiuk i pod okiem projektantek Marii Lewickiej-Wali i Elżbiety Szupienko. Organizatorami akcji „Tajemnice ulicy Mariackiej” były Mię-

dzynarodowe Stowarzyszenie Bursztynników. Patronatem imprezę objęli marszałek województwa pomorskiego i prezydent miasta Gdańska. Wydarzenie to towarzyszyło Międzynarodowym Targom Bursztynu Ambermart oraz Europejskim Dniom Dziedzictwa.


16 Reklama

www.riviera24.pl


Riviera 52