Issuu on Google+

Lady GaGa czy… place zabaw Wywiad z Cezarym Jakubowskiem >> S. 9

Apel do spocian. Demokracja w Spocie umarła Prof. Marcin Pliński >> S. 8

M YŚ L G LO B A L N I E – C Z Y TA J LO KA L N I E

Rok V Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010 r.

Nakład: 20 000 egz.

Sondaż wyborczy GfK Polonia

KARNOWSKI

PRZEGRYWA WYBORY 2 sierpnia instytut badania opinii publicznej GfK Polonia przeprowadził sondaż na temat preferencji wyborczych mieszkańców Sopotu. Ankieterzy zadali respondentom 3 pytania. Pierwsze dotyczyło udziału w je-

1

prezydenta widzi po 4 %, tyle samo mieszkańców ma innego kandydata, 15 % sopockiego elektoratu jeszcze nie wie kogo poprze. W ostatnim, najważniejszym pytaniu ankieterzy podali dwa nazwiska kandydatów, którzy naj-

siennych wyborach samorządowych. Drugie – wskazania swojego kandydata na prezydenta miasta. W ostatnim chodziło o wyłonienie zwycięzcy II tury. Z 800 badanych osób 76 % zadeklarowało swój zdecydowany udział w wyborach, 14 % raczej będzie głosowało, 3% raczej nie wybierze się na wybory, kolejne 4 % zdecydowanie nie będzie w nich uczestniczyło, a pozostałe 3 % jeszcze się nie zdecydowało. W I turze wyborów oddanie głosu na Jacka Karnowskiego zapowiada 35 % badanych. Wojciech Fułek może liczyć na 28 % sopocian, Aleksandrę Jankowską pragnie poprzeć 9 %, Cezarego Jakubowskiego i Jarosława Kempę w roli

prawdopodobniej zmierzą się ze sobą w II turze. Na Jacka Karnowskiego chce głosować 39 % badanych, na Wojciecha Fułka 46 % respondentów. 5 % sopocian nie poprze żadnego z nich, 10 % jeszcze nie wie na kogo zagłosuje. Tym samym były wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek okazał się zwycięzcą sondażu. Instytut GfK Polonia przeprowadził badanie metodą wywiadu telefonicznego na zlecenie „Riviery” w dniu 12 sierpnia 2010 roku na 800-osobowej reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Sopotu. (kmz) Komentarz „Ostatni wyścig Karnowskiego” na s. 3

46 % sopocian uważa, że jeśli jesienią dojdzie do drugiej tury wyborów prezydenckich, Wojciech Fułek zostanie prezydentem miasta. Na Jacka Karnowskiego stawia jedynie 39 % ankietowanych – wynika z sondażu GfK Polonia przeprowadzonego na zlecenie „Riviery”.

Z Jerzym Hallem, działaczem podziemnej Solidarności i radnym sopockiej Platformy Obywatelskiej rozmawiamy o zdymisjonowaniu przez Jacka Karnowskiego wiceprezydenta Sopotu Wojciecha Fułka.

HALL: TO BYŁO PO PROSTU ŚWIŃSTWO Krzysztof M. Załuski K.M.Z: 20 lipca Jacek Karnowski podjął decyzję o usunięciu Wojciecha Fułka z funkcji wiceprezydenta Sopotu. Jak pan ocenia ten krok?

Jestem bardzo radykalny w swojej ocenie. Uważam to po prostu za świństwo. Jest ono tym większe, że spotkało osobę, która po ujawnieniu nagrań Julkego, w najtrudniejszych chwilach politycznego życia Jacka Karnowskiego, bardzo go wspierała. Proszę mi wierzyć, że wcale nie było to łatwe. Mówię to jako uczestnik tych dra-

matycznych wydarzeń i człowiek, który doskonale pamięta, jak nieliczne było grono broniących Karnowskiego przed politycznym i medialnym „ linczem”. Smutne jest to, że Jacek Karnowski pokazał dobitnie, że jest pozbawiony elementarnej wdzięczności i lojalności wobec człowieka, który tyle dla niego zrobił. Chcę powiedzieć z całą mocą, że

po tym „wyczynie” straciłem dla niego resztki sympatii i szacunku. Mam nadzieję, że ta decyzja, pozbawiona merytorycznego uzasadnienia, w ostatecznym rozrachunku obróci się przeciwko Jackowi Karnowskiemu i będzie klasycznym strzałem w stopę, czego mu w tej sytuacji, szczerze życzę. >>dokończenie na s. 4


2 Aktualności

www.riviera24.pl W Sopocie doszło do konfliktu pomiędzy sąsiadami. Właściciel firmy Antrakt Dariusz Bujak jest dzierżawcą fragmentu plaży w bezpośrednim sąsiedztwie Teatru Atelier, przed którym stanęły różne urządzenia służące zabawie dla dzieci. Między innymi dmuchany zamek do skakania i zjeżdżania, oraz również nadmuchany dinozaur. Nie podobało się to współwłaścicielowi klubu Atelier Radomirowi Szumeldzie, który zaczął zbierać podpisy plażowiczów pro-

Kto powinien zostać prezydentem Sopotu?

Konkurencja atakuje

Straż Miejska u strażaków

Prawie połowa internautów widzi w Wojciechu Fułku przyszłego prezydenta Sopotu.

18 sierpnia na Skwerze Kuracyjnym w Sopocie odbędzie się koncert promujący Europejską Stolicę Kultury 2016. Nie będzie to jednak promocja Gdańska, kandydującego do tego tytułu, lecz jego konkurenta – Katowic. Wystąpią śląskie zespoły, takie jak BiFF, Czesław Śpiewa, Iowa Super Soccer, Myslowitz, The Computer. Hasłem koncertu jest „ESK 2016 Katowice – Miasto Ogrodów”. Impreza jest darmowa dla publiczności, organizatorzy – prywatna firma płacą za udostępnienie Skweru dzierżawcy, czyli Kąpielisku Morskiemu Sopot.

Aleja Tranzytowa

wybrało odpowiedź: „powinien pozostać na stanowisku bez względu na zarzuty”. (kmz)

Dawno minęły czasy kiedy przedwojenna Adolf-Hitler-Straße, czyli aktualnie Aleja Niepodległości była główną handlową ulicą Sopotu. Dziś stała się Aleją Tranzytową, przez którą całą dobę przewalają się tysiące samochodów w drodze z Gdańska do Gdyni i odwrotnie. Brak miejsc postojowych, hałas i smród spalin sprawił, że mieszkańcy niechętnie dokonują tu zakupów. A ponieważ ceny wynajmu są wysokie kupcy i gastronomicy li-

Krajowej 105. W budynku tym mieści się także Centrum Powiadamia Ratunkowego i dyspozytornia Pogotowia Ratunkowego. W sąsiedztwie znajduje się również siedziba policji, sąd i prokuratura. Warto przypomnieć, że sopocka Straż Miejska zatrudnia 20 funkcjonariuszy mundurowych, oraz dwóch pracowników biurowych. Biuro czynne jest codziennie prócz weekendów w godzinach od 7.30 do 15.30. Telefon alarmowy – 986. (kmz)

Słoneczna, upalna pogoda sprawiła, że w tym roku Sopot przeżywa wzmożony najazd turystów. Hotele są oblężone, a już w weekendy znalezienie wolnego pokoju graniczy z cudem. Ludzie, którzy przyjeżdżają w tym czasie bez rezerwacji mają poważne kłopoty ze znalezieniem wolnego łóżka. Biuro zakwaterowań sopockiego Stowarzyszenia Turystycznego ma w swoim rejestrze

Nie jest to pierwszy przypadek, że Sopot popiera konkurentów Gdańska. W mieście pojawiły się także banery reklamujące do tytułu ESK Wrocław. Prezydent Sopotu, Jacek Karnowski, przeprosił sąsiadów m.in. za te banery. Sprawę koncertu tłumaczyła rzeczniczka Urzędu Miasta Magdalena Jachim. Jej zdaniem, ponieważ organizatorem koncertu jest prywatna firma, władzom nie wypadało ingerować w głoszone na nim hasła. Natomiast Sopot chętnie widziałby na swoim terenie imprezy promujące do tytułu ESK Gdańsk. (kmz)

około 10 tysięcy miejsc noclegowych. Ile jest nieoficjalnych – tego nikt nie wie. Prawdopodobnie większość sopocian, przynajmniej tych, którzy dysponują dużymi mieszkaniami, wynajmuje je w sezonie. Z obserwacji hotelarzy wynika, że w ostatnich latach mniej osób przyjeżdża nad morze na dłuższy pobyt. Za to więcej jest turystów pojawiających się na parę dni w zależności od panującej nad Bałtykiem pogody. (kmz)

Sopockie plaże przeżywają w tym roku wyjątkowy napływ złaknionych słońca turystów.

Zapisy na fundusz alimentacyjny 1 października to początek nowego roku alimentacyjnego 2010/2011. W związku z tym Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Sopocie przyjmuje zgłoszenia osób uprawnionych do korzystania z alimentów. Prawo do wypłaty świadczeń posiadają dzieci do lat 18, a jeśli nadal się uczą, lub studiują na wyższych uczelniach – do lat 25. Dochód na osobę w rodzinie nie może być wyższy niż 725 złotych. Idąc na rozmowę do MOPS -u należy mieć wniosek o ustalenie prawa do świadczeń z funduszu alimentacyjnego, odpis prawomocnego wyroku zasądzającego alimenty,

kwidują swoje interesy. Coraz częściej na wielu lokalach pojawiają się napisy: „Na sprzedaż”. Idealnym rozwiązaniem dla Alei Niepodległości byłoby wpuszczenie ruchu przelotowego w tunel. Taka inwestycja była rozważana w sopockim Ratuszu, jednak, ze względu na jej koszt, leży ona raczej w sferze marzeń niż realnych planów. Być może sytuację poprawiłoby utworzenie przy Alei lub na jej zapleczu parkingów. Pytanie tylko, czy znajdzie się tam dla nich miejsce? (kf)

Nagroda „Kocham Sopot” dla młodego sopockiego brydżysty

fot. Krzysztof M. Załuski

Sopocka Straż Miejska swoją siedzibę miała dotąd w piwnicach Urzędu Miasta przy ulicy Kościuszki. Już przed dwoma laty Państwowa Inspekcja Pracy orzekła, że piwnica nie nadaje się na biuro. Pomieszczenie było zbyt niskie i miało złą wentylację. Na ścianach znaleziono grzyb. Obecnie strażnicy będą urzędowali w budynku Miejskiej Straży Pożarnej przy ulicy Armii

fot. Krzysztof M. Załuski

T

akie właśnie pytanie zadano internautom na portalu www.trojmiasto.pl. W tej prawyborczej sondzie, przeprowadzonej już po odwołaniu Wojciecha Fułka z funkcji wiceprezydenta Sopotu, wzięło udział blisko 700 osób i w głosowaniu internautów zwyciężył zdecydowanie Wojciech Fułek – 48%. Kolejne pozycje zajęli: Jacek Karnowski – 32%, Cezary Jakubowski (PO) – 7%, Aleksandra Jankowska lub inny kandydat PiS – 13%. Z kolei na pytanie admina portalu www.wspolnysopot.pl: „Czy Prezydent Jacek Karnowski po przedstawieniu aktu oskarżenia z 6 zarzutami powinien podać się natychmiast do dymisji?” twierdząco odpowiedziało 54% internautów biorących udział w sondzie. Tylko 20% ankietowanych

Może pokój?

testującym przeciwko budowlom pana Bujaka. Negatywnie o zamku wyrażają się także urzędnicy z Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, zarządzającego sopockimi plażami. Jednak dzierżawca jest w prawie, ma podpisaną z miastem umowę i nie ma w niej klauzuli o jednostronnym jej wymówieniu. W spór włączył się nawet prezydent Sopotu Jacek Karnowski, który nakazał zerwanie umowy z Bujakiem. Zdaniem prezydenta dmuchany zamek na plaży podważa wizerunek kurortu. (kmz)

fot. Krzysztof M. Załuski

Zamki na piasku

Ponad połowa internautów chce natychmiastowej dymisji Karnowskiego

Na ostatnim spotkaniu ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot” w Instytucie Oceanologii PAN, Wojciech Fułek przekazał nagrodę finansową, ufundowaną przez członków ruchu młodemu sopockiemu brydżyście Łukaszowi Niedrzwickiemu, który niedawno

zaświadczenie od komornika o niemożności ich wyegzekwowania od rodzica, oraz o wpłatach dokonanych w roku 2009, zaświadczenie z urzędu skarbowego o wysokości dochodu w rodzinie w roku 2009, zaświadczenie z uczelni (w przypadku gdy dziecko ukończyło 18 rok życia. Wnioski przyjmuje dział świadczeń rodzinnych i funduszu alimentacyjnego MOPS Sopot, Aleja Niepodległości 876. Dział czynny jest w poniedziałki w godzinach od 12.00 do 17.00, oraz od wtorku do piątku w godzinach od 10.00 do 14.00. Umówić się można na konkretną godzinę pod numerem telefonu 58 – 551-61-63. w parze z Romanem Kowalewskim zdobył wicemistrzostwo Europy juniorów młodszych w brydżu. Łukasz jest uczniem 3 klasy Liceum Autonomicznego w Sopocie, ma również osiągnięcia w olimpiadach chemicznych. Jego partner brydżowy, Roman Kowalewski jest uczniem 3 klasy III LO w Gdyni. Gratulujemy sukcesu i życzymy wielu kolejnych. (ks)

Sopoccy planiści przodują W Sopocie plany zagospodarowania obejmują 85 % powierzchni miasta. Dla porównania w Gdańsku takimi planami objętych jest jedynie 60 % powierzchni miasta, ale w Warszawie już tylko 21 %, a w Krakowie zaledwie 16 %. Obecnie Wydział Urbanistyki i Architektury Urzędu Miasta w Sopocie przygotowuje 6 planów, po uchwaleniu których, w ciągu około dwóch lat, całe miasto zostanie nimi objęte. Jest to szczególnie ważne,

fot. Krzysztof M. Załuski

Nowy hotel

Pod koniec lipca strażnicy miejscy przenieśli się z piwnic ratusza do budynku Straży Pożarnej przy ul. Armii Krajowej 105

W południowym Sopocie, przy ulicy Bitwy pod Płowcami, powstanie nowy, luksusowy hotel. Będzie on nosił nazwę „Magia Morza”. Jego właścicielem jest sieć Legend Hotels. Ma on mieć 5 kondygnacji: cztery naziemne, oraz jedną podziemną. Znajdzie się

właśnie w Sopocie. Ponieważ miasto posiada status uzdrowiska urzędnicy nie mają prawa wydawania zezwoleń na budowę, czy też przebudowę wszędzie tam, gdzie brak jest miejscowego planu zagospodarowania. Może to prowadzić do prób obejścia prawa i tzw. samowolki budowlanej, jak miało to ostatnio miejsce na Brodwinie, gdzie developer, zamierzał wybudować kolejną wielokondygnacyjną „szafę” i ustąpił dopiero pod presją mieszkańców, którzy w tej sprawie odwołali się do władz miasta. (kmz) w nim 140 pokoi i prawie 40 gabinetów zabiegowych. Przewidziane są dwie restauracje, sale konferencyjne, basen i sauny. Całość będzie gotowa w listopadzie 2011 roku. Budowniczym jest spółka Wardburg, zaś wartość kontraktu zamknie się w granicach nieco poniżej 40 milionów złotych. (as)

fot. Krzysztof M. Załuski

Niegdyś modna i pełna sklepów Aleja Niepodległości zamiera.

Nagrodę ufundowaną przez członków ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot” Łukasz Niedrzwicki odebrał z rąk Wojciecha Fułka.

PPHU RIVIERA SOPOT 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753 Gabriela Łukaszuk k63@gazeta.pl 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753

Druk:

Redaktor naczelny:

Niezamówionych materiałów redakcja nie zwraca, zastrzega sobie także prawo do ich redagowania. Za treść reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności

Adres redakcji:

Krzysztof M. Załuski tel. 600 394 861 Wydawca:

Adres do korespondencji:

Riviera Literacka ul. Mariacka 50/52 80-833 Gdańsk

Polskapresse sp. z o.o. 80-720 Gdańsk, ul. Połęże 3


Aktualności 3

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

Ranking miast według TripAdvisor

Zaskakujące wyniki rankingu „Wspólnoty”

Gdańsk nudny jak Zurych?

Z

F

irma TripAdvisor, największy i najpopularniejszy w Europie doradca turystyczny, przeprowadziła ranking dużych miast naszego kontynentu. W rankingu wzięły udział 2963 osoby. Za najmniej atrakcyjne miasto Europy został uznany Kraków. Na kolejnych miejscach uplasował się Birmingham i Gdańsk. Również Gdańsk, wraz z Zurychem zostały uznane za najnudniejsze miasta europejskie. Najatrakcyjniejszy jest Rzym. Najlepsze są w nim również restauracje. W przeciwieństwie do Londynu, który jest naj-

wynoszą aż 518,74 zł. Najtańszy okazał się urząd w Toruniu, gdzie utrzymanie administracji wyniosło zaledwie 175,27 zł. Prawie dwukrotnie tańsze okazały się też sąsiednie urzędy trójmiejskie: Gdańsk – 233,90 zł na każdego mieszkańca rocznie, oraz Gdynia – 283,99 zł. (kmz)

Ostatniego dnia lipca, 750 uderzeń największego na świecie bębna obwieściło początek jubileuszowego Jarmarku św. Dominika w Gdańsku. Ta niezwykła impreza liczy sobie właśnie tyle lat, po raz pierwszy zakonnicy od Dominikanów zorganizowali ją w roku 1260. Bęben, w który bił jego konstruktor Ryszard Bazarnik ma 10 metrów średnicy i waży ponad trzy tony. Uroczystość otwarcia Jarmarku poprzedziła parada przebierań-

bardziej ekscytujący, najlepiej oznakowany, ale zarazem najdroższy Najniebezpieczniejszy jest Istambuł, najbezpieczniejsza Genewa. Najbrudniejsze są Ateny, najczystszy Zurych. Najtańsza Lizbona. Urzędnicy gdańscy nie godzą się z oceną ich miasta jako nudnego. Przypominają, że w roku 2009 przybyło doń 6 milionów turystów, że coraz więcej jest restauracji, kawiarni, klubów. Miasto według nich już nie zamiera jak dawniej po godzinie 22, a ponad 80 % młodych mieszkańców ocenia Gdańsk jako atrakcyjne miejsce do życia. (as)

ców z bogiem kupców – Hermesem na czele. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz wręczył kupcom klucze, symbolicznie przekazując im tym samym władzę nad miastem. Czy to z okazji jubileuszu, czy z innych przyczyn, zainteresowanie „Dominikiem” jest w tym roku wyjątkowe. Stoiska kolekcjonerskie, zwłaszcza te z antykami są oblegane jak nigdy. Jarmark potrwa 23 dni i organizatorzy spodziewają się, że przewinie się przezeń rekordowa ilość 7,5 miliona gości. (as)

fot. Michał Rumas / KFP

Nasz najdroższy urząd rankingu opublikowanego ostatnio przez czasopismo samorządu terytorialnego „Wspólnota” wynika, iż utrzymanie sopockiego urzędu jest najbardziej kosztowne spośród wszystkich miast o statusie powiatu grodzkiego. W przeliczeniu na jednego mieszkańca wydatki na administrację w Sopocie

750 lat Jarmarku św. Dominika

fot. Krzysztof M. Załuski

W paradzie rozpoczynającej jubileuszowy Jarmark św. Dominika wzięli m.in. przewodniczący Rady Miasta Bogdan Oleszek i prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Trudno zgodzić się z tą opinią, a jednak Gdańsk w rankingu przeprowadzonym przez firmę TripAdvisor uznany został za najnudniejsze miasto Europy.

fot. Krzysztof M. Załuski

Bydgoszcz buduje dla Gdańska

Według rankingu „Wspólnoty” Sopot ma najdroższą administrację w Polsce.

Prezydent Paweł Adamowicz zwiedził bydgoską fabrykę o nazwie Pesa, która właśnie rozpoczęła produkcję tramwajów dla Gdańska. Gotowy jest już jeden wóz, jeszcze bez kół i siedzeń, ale już z herbem miasta. Tramwaje o symbolu 120 NaG Swing będą

klimatyzowane, a na umocowanym wewnątrz ekranie będzie wyświetlana mapa Gdańska i aktualna pozycja pojazdu. Miasto zamówiło 35 tramwajów tego typu. Pięć z nich ma być dostarczonych jeszcze w tym roku, a pozostałe 30 w ciągu roku 2011. Gdański ZKM zapłaci za nie 305 milionów złotych. (as)

Europejskie Centrum Solidarności taniej Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz podpisał z ministrem kultury i dziedzictwa Narodowego Bogdanem Zdrojewskim umowę w sprawie finansowania budowy Europejskiego Centrum Solidarności. MKiDzN przeznaczy na ten cel ponad 140 milionów złotych. Resztę wydatków na inwestycję, czyli 152 miliony złotych, miało wyłożyć Miasto Gdańsk. Kiedy jednak sprawdzono wszystkie oferty przetargowe (startowało 9 firm), okazało się, że tylko jedna z nich – NDI Sopot – przekraczała 200 milionów.

Pozostałe wahały się w granicach od 164 do 189 milionów. Najtańsza była oferta firmy PolimexMostostal z Warszawy – 157 milionów złotych. Dzięki temu, przy wyborze jednego z tańszych wykonawców, budżet Gdańska może zaoszczędzić nawet kilkadziesiąt milionów. ECS ma powstać do roku 2013. Znajdzie się w nim muzeum, centrum kongresowe, placówki badawczo-naukowe, oraz archiwum mające przechowywać pamiątki związane z powstaniem i działalnością „Solidarności”. W Centrum znajdzie zatrudnienie około 130 osób. (as)

Strzał zza ucha

OSTATNI WYŚCIG KARNOWSKIEGO

Krzysztof M. Załuski

P

rzeglądając ostatnio pewną sopocką gazetkę, odniosłem wrażenie, że wynik wyścigu o prezydenckie siodełko został już praktycznie przesądzony – mimo, że zawodnicy dopiero przymierzają się do swoich dwukołowych rumaków. Sugerują to niedwuznacznie zarówno wypowiedzi kolarza pedałującego w żółtej koszulce, jak i ody redaktora tejże gazetki, gloryfikującego swojego faworyta w sposób nie pozostawiający złudzeń, co do zawodowej rzetelności. Okazuje się, że sopocka rzeczywistość jest odrobinę bardziej złożona, czego

być może z perspektywy ulicy Kościuszki nie widać. Gazetka, która podobno wcale nie jest biuletynem Ratusza, podpowiada swoim czytelnikom na kogo należy głosować, że w zasadzie nie ma żadnej alternatywy – albo Lider, albo niebo nad kurortem runie, że każda inna opcja, to nieodpowiedzialny i zwyczajnie głupi wybór. Wygląda jednak na to, że wszechpotężny do niedawna Lider okazał się w rzeczywistości przysłowiowym kolosem na glinianych nogach. Świadczą o tym chociażby wyniki badania opinii publicznej, jakie na zlecenie „Riviery” 12 sierpnia br. przeprowadziła, zajmująca trzecie miejsce w rankingu agencji badawczych w Polsce, GfK Polonia. Z naszego sondażu widać jasno, że zdymisjonowany niedawno przez Lidera zawodnik z numerem dwa, nie tylko zdążył już połatać poprzebijane przez byłego szefa opony, lecz także zbiera coraz większą liczbę wiernych kibiców. Ankieterzy GfK Polonia zadali respondentom trzy, przygotowane przez naszą redakcję pytania. Pierwsze z nich brzmiało następująco: „Za kilka miesięcy odbędą się

wybory samorządowe, w tym wybory prezydenta miasta. Proszę powiedzieć czy będzie Pan/i w nich głosował/a? Z 800 badanych osób 76 % odpowiedziało: zdecydowanie będę w nich głosował/a, 14 % raczej będzie głosowało, 3% raczej nie wybierze się na wybory, kolejne 4 % zdecydowanie nie będzie w nich uczestniczyło, a pozostałe 3 % jeszcze nie wie, co zrobi. Tak wysoka, deklarowana w badaniu frekwencja, dowodzić może ogromnego zainteresowania mieszkańców Sopotu przyszłością miasta i rosnącym zaniepokojeniem o jego los. Przypomnijmy, że w poprzednich wyborach samorządowych, w roku 2006, kiedy nikt się nawet nie spodziewał trzęsienia ziemi, wywołanego przez jednego z sopockich biznesmenów, wzięło udział jedynie 55 % uprawnionych do głosowania. Nasze drugie pytanie dotyczyło konkretnych kandydatów i brzmiało: „Proszę wskazać, na którego z nich prawdopodobnie Pan/i zagłosuje?” Oddanie głosu na Jacka Karnowskiego, który 4 lata temu w I turze wyborów zdobył 63,48% głosów, tym razem deklaruje zaledwie 35 % badanych. Wojciech Fułek

może liczyć na 28 % sopocian, Aleksandrę Jankowską poparło 9 %, Cezarego Jakubowskiego i Jarosława Kempę w roli prezydenta widzi po 4 %, tyle samo mieszkańców kurortu chciałoby w fotelu prezydenckim innego kandydata, 15 % elektoratu jeszcze nie wie kogo poprze. W ostatnim pytaniu chcieliśmy się dowiedzieć jak rozłożą się preferencje wyborcze sopocian, jeśli dojdzie do II tury wyborów. Ankieterzy GfK Polonia podali dwa nazwiska: Jacka Karnowskiego i Wojciecha Fułka. Na obecnego prezydenta chce głosować 39 % badanych, na jego byłego zastępcę o 7 % więcej, czyli 46 % respondentów. 5 % sopocian nie poprze żadnego z nich, 10 % jeszcze nie wie na kogo zagłosuje, co oznaczałoby, że kolejnym prezydentem Sopotu zostanie najprawdopodobniej Wojciech Fułek. Jacek Karnowski ceniony jest bardziej przez ludzi starszych i słabiej wykształconych. Fułka popierają młodzi i dobrze wykształceni sopocianie. Aż 46 % badanych, którzy widzą w Karnowskim swojego prezydenta, legitymuje się jedynie świadectwem szkoły podstawowej, zawo-

dowej lub wykształceniem niepełnym średnim, 43 % ma maturę, skończyło szkołę pomaturalną lub ma wykształcenie niepełne wyższe, 35 % zwolenników obecnego prezydenta to absolwenci wyższych uczelni. Struktura wykształcenia elektoratu Wojciecha Fułka wygląda następująco: w I grupie znalazło się 39 % respondentów, w II 44 %, a w III aż 48 %. Karnowskiego popiera 38 % sopocian w wieku 18 – 29 lat. W tej grupie wiekowej Fułek może liczyć na głosy 52 % badanych. Również trzydziestolatkowie wolą byłego wiceprezydenta (48 %) niż obecnego (32 %). Podobne preferencje wyborcze mają czterdziestolatkowie (Fułek 52 %, Karnowski 27 %) i pięćdziesięciolatkowie (odpowiednio 47 % i 38 %). Karnowski może za to liczyć na ludzi powyżej sześćdziesiątego roku życia. Z naszego badania wynika, że aż 47 % badanych seniorów ma zamiar na niego zagłosować, Fułek w tej grupie może spodziewać się jedynie 39 % głosów. Ankieta przeprowadzona przez GfK Polonia, to oczywiście jedynie badanie sondażowe. Do połowy listopada, bo najprawdopodobniej wtedy odbędą się wy-

bory, może się jeszcze wiele zmienić. Nie wiadomo kogo poprze Platforma Obywatelska i kto będzie kandydatem Prawa i Sprawiedliwości. Być może do tego czasu ruszy proces sądowy przeciwko Karnowskiemu i zaczną wypływać nieznane fakty, które diametralnie zmienią stosunek sopockich wyborów do pretendentów o prezydencki fotel. Nie wykluczone również, że niektórzy ze wskazanych przez nas kandydatów wycofają się z walki i przekażą swoje poparcie kontrkandydatom, co również zaburzy obecny układ na lokalnej scenie politycznej. Wyścig dopiero ruszył, więc wszystko jeszcze może się wydarzyć, jednego wszakże można być pewnym – walka wyborcza nie będzie fair, co postulowali na niedawnej wspólnej konferencji prasowej bezpartyjny Wojciech Fułek i członek Platformy Obywatelskiej Cezary Jakubowski. Niektórzy zawodnicy mają bowiem zbyt wiele do stracenia. Oby tylko emocje nie wzięły góry nad rozsądkiem, a wyścig kolarski nie zamienił się w pojedynek bokserski, bo to sopocianom jest chyba najmniej potrzebne.


4 Rozmowy Riviery Z Jerzym Hallem, działaczem podziemnej Solidarności i radnym sopockiej Platformy Obywatelskiej rozmawiamy o zdymisjonowaniu przez Jacka Karnowskiego wiceprezydenta Sopotu Wojciecha Fułka.

HALL: TO BYŁO PO PROSTU ŚWIŃSTWO Dlaczego, pańskim zdaniem, Jacek Karnowski właśnie teraz podjął taką decyzję? Odpowiedź jest absolutnie oczywista. Wojciech Fułek oficjalnie ogłosił chęć kandydowania i to musiało wyprowadzić Karnowskiego z równowagi, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę jak groźny to konkurent. Myślę też, że chęć upokorzenia kontrkandydata była tak wielka, że względy racjonalne i zwykła przyzwoitość poszły w kąt. Postąpił, powtórzę za Tymonem Tymańskim, „nie jak mądry Salomon, a oszalały Neron”. Wyrzucenie Wojciecha Fułka chyba jednak nie było niespodzianką, bo w mediach prezydent zapowiadał „męską rozmowę”? Ja bym zachęcał Jacka Karnowskiego do odbycia „ męskiej rozmowy” ze samym sobą i zrobienia solidnego rachunku sumienia. Uważam za wysoce niestosowne, aby w sytuacji prawnej w jakiej się znajduje, po pierwsze, kandydował, a po drugie, oceniał zachowania innych. Mamy

20 lat. Chodzi o to, że do tej pory wiceprezydentami zostawały w Sopocie osoby, które wcześniej uzyskiwały mandat radnego, a tym samym mandat społecznego zaufania. Miały zatem silny związek z miastem i swoim śro-

…Wojciech Fułek oficjalnie ogłosił chęć kandydowania i to musiało wyprowadzić Karnowskiego z równowagi, gdyż doskonale zdaje sobie sprawę jak groźny to konkurent.

dowiskiem, a także oparcie w Radzie Miasta Sopotu. Teraz jest dokładnie odwrotnie. Czyli…? Czyli, że o nowych wiceprezydentach można z całą pewnością powiedzieć, że oprócz tego że mają zerowe doświadczenie urzędnicze i nie posiadają samodzielnej pozycji, to żadne z nich nie jest miesz-

…Jestem zdania, że formuła rządów Jacka Karnowskiego, oparta na silnym autorytecie i despotycznych metodach wyczerpała się, a właściwie runęła w gruzy w chwili ujawnienia nagrań Julkego (…) forma, treść i język rozmowy z Julke dyskwalifikuje Jacka Karnowskiego jako polityka. do czynienia z przypadkiem wielkiej tolerancji dla siebie i bezwzględności dla podwładnych. Zobaczył źdźbło w oku Fułka, a belki w swoim, nie. Ale formalnie miał prawo tak postąpić? Według mnie tak, ale przy okazji złamał zasadę, która funkcjonowała z dobrym skutkiem w sopockim samorządzie przez

Pragnę przypomnieć, że przed i po referendum, w sprawie swojego odwołania, prezydent dawał słowo, że jest to jego absolutnie ostatnia kadencja. Prosił tylko o to, aby dać mu szanse na dokończenie rozpoczętych projektów. Wówczas

kańcem Sopotu. A to źle? Proponuję, żeby czytelnicy sami to ocenili… Z pańskich słów wynika, że jest pan przeciwnikiem kandydowania Karnowskiego na stanowisko prezydenta Sopotu. Czy może pan to trochę szerzej uzasadnić?

uznałem, że na to po prostu zasługuje i będzie mógł w miarę honorowo zakończyć rozpoczęte dzieło. Myślałem też, że dostanie czas nie

Jerzy Hall radny Sopotu od 1994, Przewodniczący Komisji ds. Bezpieczeństwa, PO; uczestnik opozycji demokratycznej, działacz podziemnej Solidarności. Odznaczony przez Lecha Kaczyńskiego, Oficerskim Orderem Odrodzenia Polski za działalność opozycyjną.

Jacka Karnowskiego jako polityka.

fot. Maciej Kosycarz / KFP

>>dokończenie ze s. 1

Jerzy Hall od lat grał w jednej drużynie z Donaldem Tuskiem, który jako premier, zaraz po wybuchu afery sopockiej jednoznacznie opowiedział się za odejściem Jacka Karnowskiego z polityki.

…Ja bym zachęcał Jacka Karnowskiego do odbycia „ męskiej rozmowy” ze samym sobą i zrobienia solidnego rachunku sumienia. Uważam za wysoce niestosowne, aby w sytuacji prawnej w jakiej się znajduje, po pierwsze, kandydował, a po drugie, oceniał zachowania innych. tylko na oczyszczenia się z zarzutów, ale również, co tu dużo mówić, na spokojne poszukiwania nowej pracy. Tymczasem zarzuty, prokuratura zmieniła w akt oskarżenia a mimo to Jacek Karnowski postanowił kandydować. Nic za-

…Jacek Karnowski nie wyciągnął żadnych wniosków z bolesnej dla siebie i nas wszystkich lekcji. Znów wrócił do aroganckiego i brutalnego stylu uprawiania polityki, czego przykładem jest właśnie „pozbycie się” Wojciecha Fułka, czy wyrzucenie z pracy w Państwowej Galerii Sztuki Marka Gałązki, wybitnego animatora kultury

tem dziwnego, że należę teraz do tych, którzy zmianą decyzji mogą czuć się oszukani. Co innego jest jednak dla mnie najważniejsze. Je-

To bardzo ostre słowa, zwłaszcza jak na osobę, która dwa lata temu była tak zaangażowana w obronę Jacka Karnowskiego… Owszem. Dwa lata temu broniłem go gdy był poniewierany i obdzierany z godności. Każdego dnia nazwisko Karnowskiego ukazywało się w programach informacyjnych jako symbol wszelkiego zła. To budziło we mnie wewnętrzny protest i konieczność reagowania. Czyniłem to być może wbrew logice, ale z poczuciem, że tak trzeba, że to nakaz płynący z przebytej razem drogi, wspólnych dokonań, przyjaźni oraz lojalności… Dziś, mam wrażenie, że Jacek Karnowski nie wyciągnął żadnych wniosków z bolesnej dla siebie i nas wszystkich lekcji. Znów wrócił do aroganckiego i brutalnego stylu uprawiania polityki, czego przykładem jest właśnie „pozbycie się” Wojciecha Fułka, czy wyrzucenie z pracy w Państwowej Galerii Sztuki Marka Gałązki, wybitnego animatora kultury. Dlatego mówię wprost, bez owijania w bawełnę. Czas Jacka Karnowskiego minął. Polityk musi ponosić odpowiedzialność za swoje błędy, niestosowne znajomości czy zachowania. Nie może udawać, że nic się nie stało

…Trzeba jasno powiedzieć: źródłem wszystkich nieszczęść Jacka Karnowskiego jest on sam. I tylko trochę żal, że nie potrafi odejść w dobrym stylu. stem zdania, że formuła rządów Jacka Karnowskiego, oparta na silnym autorytecie i despotycznych metodach wyczerpała się, a właściwie runęła w gruzy w chwili ujawnienia nagrań Julkego. One jasno pokazały, że „król jest nagi”. Miał rację prof. Wojciech Cieślak, wybitny karnista, który stwierdził wówczas, że forma, treść i język rozmowy z Julke dyskwalifikuje

i jest wyłącznie ofiarą jakiegoś tajemniczego spisku. Trzeba jasno powiedzieć: źródłem wszystkich nieszczęść Jacka Karnowskiego jest on sam. I tylko trochę żal, że nie potrafi odejść w dobrym stylu. Widocznie nie zna „klasycznej” sentencji, że „prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą”.

Wojciech Fułek odwołany W ojciech Fułek decyzję Karnowskiego nazwał polityczną. – Skoro prowadzenie kampanii nie przeszkadzało w pracy w poprzednich latach obecnemu prezydentowi, to dlaczego mi miałoby przeszkadzać – pytał retorycznie. – Nie wiem, co się stało z Jackiem Karnowskim, ale byłem zszokowany, gdy okazało się, że on już od dawna działa przeciwko mnie. Przypomnę, że informowałem go o mojej woli ubiegania się o urząd już trzy lata temu. Przez cały ten czas oficjalnie Karnowski chwalił mnie i przyznawał mi nagrody za do-

fot. Jerzy Bartkowski / KFP

Roszady w Urzędzie Miasta

13 lipca br. wiceprezydent Wojciech Fułek ogłosił decyzję o kandydowaniu na stanowisko prezydenta Sopotu w jesiennych wyborach samorządowych. W tydzień później, 20 lipca prezydent Jacek Karnowski zdymisjonował Fułka argumentując, że zastępca nie może kandydować przeciwko swemu szefowi. Następnie mianował na stanowisko wiceprezydenta Joannę Cichocką Gulę, do niedawna zastępcę dyrektora biura Towarzystwa Przyjaciół Sopotu.

Konferencja prasowa prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego, na której przekazana został mediom oficjalna informacja o roszadach kadrowych w Urzędzie Miasta. Nominację na stanowisko wiceprezydenta Sopotu po dymisji Wojciecha Fułka otrzymała Joanna Cichocka Gula.

brą pracę, a za kulisami toczył rozmowy z rozmaitymi ludźmi, w których mówił niemal wprost, że moja kandydatura stanowi dla niego konkurencję i jemu się to nie podoba, bo zagraża forowanemu wówczas przez niego kandydatowi, Pawłowi Orłowskiemu. Tymczasem ja uważam, że demokracja nie powinna polegać

dokonał równie podziału kompetencji. On sam będzie sprawował nadzór nad wydziałem finansowym, prawnym, organizacji kadr, oraz nad inwestycjami miejskimi. Wiceprezydent Bartosz Piotrusiewicz zajmie się wydziałem gospodarki nieruchomościami, lokalowym, geodezji, strategii rozwoju miasta, urbani-

na zabetonowaniu władzy na stołkach. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłaby kadencyjność, bo cechą demokracji są zmiany i rozwój – dodaje zdymisjonowany wiceprezydent na łamach portalu Wybrzeże24.pl. Decyzja Jacka Karnowskiego spotkała się z oburzeniem wielu radnych sopockiej Platformy

Obywatelskiej m.in. Cezarego Jakubowskiego, Jarosława Kempy i legendy opozycji demokratycznej Jerzego Halla, który na łamach „Gazety Wyborczej” przyznał, że „po wyrzuceniu Wojciecha Fułka, wielu członków sopockiej PO przejrzało na oczy”. Prezydent Karnowski poza nominacją nowej wiceprezydent

styki i architektury, inżynierii i ochrony środowiska, biurem konserwacji zabytków, oraz referatem mienia i nadzoru właścicielskiego. Natomiast w gestii Cichockiej Guli znajdzie się kultura, sport, oświata, zdrowie, pomoc społeczna, oraz wydział obywatelski.


Rozmowy Riviery 5

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

Z Cezarym Jakubowskim, radnym sopockiej Platformy Obywatelskiej rozmawiamy o zbliżających się wyborach samorządowych, o relacjach z obecnym prezydentem i o prawdziwych potrzebach sopocian.

LADY GAGA CZY… PLACE ZABAW? A teraz to funkcjonowanie, według pana, nie jest prawidłowe, bo prezydent Karnowski ma sześć zarzutów prokuratorskich? Czy może chodzi o to, że przed referendum obiecał sopocianom, że wycofa się z polityki i w związku z tym nie powinien teraz ubiegać się o reelekcję? A może są inne powody pańskiej decyzji? Głównym powodem mojej decyzji o kandydowaniu na sta-

nowisko prezydenta miasta jest przekonanie, że potrafię właściwie odczytywać oczekiwania mieszkańców, i to nie tylko te, które dotyczą priorytetów działań na przyszłość, lecz również te związane ze stylem sprawowania władzy w mieście tak wyjątkowym, jak Sopot… Wolę startu w wyborach wyraziłem dużo wcześniej, nim Jacek Karnowski ogłosił, że zmienił zdanie i chce

fot. archiwum

K.M.Z..: Czy nadal zamierza pan kandydować na urząd prezydenta miasta Sopotu? C.J.: Tak, nie zmieniłem zdania… W samorządzie działam nieprzerwanie od 1996 roku i prawie 10 lat pełniłem funkcję wiceprezydenta miasta; w tym czasie zdobyłem, duże doświadczenie i wiedzę na temat prawidłowego funkcjonowania władzy samorządowej…

być prezydentem po raz kolejny. Według mnie nie powinien więcej startować właśnie z tego powodu, że złożył mieszkańcom obietnicę, iż po zakończeniu obecnej kadencji definitywnie wycofa się z polityki. Wielu Sopocian, jak choćby Jerzy Hall, udzieliło mu w tamtym czasie poparcia, wierząc, iż dotrzyma słowa, bo przecież z takich obietnic należy bezwzględnie się wywiązywać, zwłaszcza jeśli aspiruje się do miana uczciwego polityka.

żadnej osoby, to de facto będzie to ciche poparcie dla obecnego prezydenta.

Czym, pańskim zdaniem, było odwołanie pana z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miasta w marcu tego roku? Czy Jacek Karnowski rzeczywiście „wycina” konkurentów, jak twierdzą niektórzy radni i bardzo wielu mieszkańców Sopotu? Odwołali mnie radni rządzącej koalicji PO-Samorządność, ale nie mogło się to odbyć bez inicjatywy, a przynajmniej akceptacji Jacka Karnowskiego. Ten ruch miał wzmocnić pozycję namaszczonego przez prezydenta na swego następcę – Pawła Orłowskiego. Odwołanie wiceprezydenta Wojciecha Fułka podporządkowane było temu samemu celowi, tyle że tym razem Karnowski działał w swoim osobistym interesie.

Kto tak naprawdę rządzi sopocką Platformą Obywatelską? Czy PO w ogóle jeszcze w Sopocie istnieje? Oczywiście, że istnieje. Skupia wielu wartościowych ludzi, jej członkowie spotykają się cyklicznie, a stery „koła” trzyma w rękach prof. Michał Wożniak – wieloletni przyjaciel Jacka Karnowskiego, posiadający w wielu sprawach zbieżne z nim poglądy.

Liczy pan na wsparcie swojej kandydatury przez wojewódzką Platformę Obywatelską? A może władze regionalne PO poprą po cichu Karnowskiego? Liczę przede wszystkim na to, że najsilniejsza partia w mieście wystawi w najbliższych wyborach swego kandydata. Nie potrafię znaleźć racjonalnego powodu, dla którego nie miało by się tak stać. Oczywiście chciałbym mieć możliwość poddania się weryfikacji członkom sopockiego koła PO, jak również władzom regionalnym partii. Jeżeli jednak struktury Platformy podejmą decyzję o nie popieraniu

Czy w takiej sytuacji zrezygnuje pan z kandydowania? Nie należę do ludzi, którzy szybko rezygnują. Ostateczną decyzję o ewentualnym starcie jako kandydat niezależny podejmę dopiero po rozmowach z przedstawicielami władz regionu i wrześniowym spotkaniu sopockiego koła.

Jeśli wygra pan wybory, czym chciałby się pan zająć w pierwszym rzędzie? W 2006 roku zrezygnowałem ze współpracy z Jackiem Karnowskim. Jednym z głównych powodów tej, nie ukrywam, bardzo trudnej dla mnie decyzji, były różnice w zapatrywaniu na kwestie sopockich finansów. Konkretnie, nie widziałem sensu wydatkowania z budżetu miasta ogromnych sum na takie inwestycje, jak hala widowiskowo-sportowa czy marina. Uważałem, że te wydatki wiązać się będą z zaniedbywaniem realizacji potrzeb o wiele bliższych mieszkańcom. Inwestycje, które forsował prezydent Karnowski służyć będą bowiem przede wszystkim przyjezdnym, a co najgorsze, w moim odczuciu, per saldo okażą się deficytowe. I niestety, to my, mieszkańcy Sopotu, ten deficyt będziemy pokrywać… Polityka miasta powinna mieć charakter zrównoważony. Z jednej strony miasto winno reali-

Cezary Jakubowski urodził się w roku 1959, jest absolwentem Politechniki Gdańskiej, mgr inż. mechanik, żonaty, ma dwoje dzieci. zować duże projekty, na przykład budować tunel tranzytowy, z drugiej – zwiększyć ilość pryszniców na plażach i wprowadzać, zwłaszcza latem, sprawniejszy system oczyszczania miasta. Istotna byłaby również budowa parkingów buforowych na rogatkach miasta, organizacja w sezonie letnim bezpłatnego dowozu turystów do centrum (wolne miejsca parkingowe dla mieszkańców, ograniczenie emisji hałasu i spalin), czy wreszcie budowa osiedlowych basenów. Sopocian w pierwszej kolejności interesuje nowa nawierzchnia ulicy, równe chodniki, bezpieczne place zabaw dla dzieci, parkingi i dbałość o czystość miasta, a dopiero później, czy, i kiedy w hali widowiskowo-sportowej wystąpi Lady Gaga. A jeśli pan się nie dostanie do drugiej tury wyborów, czy poprze pan któregoś z konkurentów? Wie pan już ewentualnie na kogo by pan na pewno nie głosował? Wierzę w swój sukces. Uważam, że gdybym w drugiej turze spotkał się z Wojtkiem Fułkiem, to taka rywalizacja odbyłaby się w atmosferze na jaką zasługują mieszkańcy Sopotu, bez anonimowo rozrzucanych ulotek, bez oszczerstw i plotek, a jedynie w oparciu o programy i kompetencje. I ja, i Wojtek urodziliśmy się w tym mieście, mieszkamy w nim całe życie i pracujemy dla niego najlepiej jak potrafimy. Czyli obaj kochacie Sopot? Można tak powiedzieć (śmiech) Dziękuje serdecznie za rozmowę

Oświadczenie Wojciecha Fułka Rozstaję się z funkcją wiceprezydenta Sopotu na mocy osobistej decyzji Prezydenta Jacka Karnowskiego, którą trudno rozpatrywać w oderwaniu od mojej ostatecznej deklaracji startu w najbliższych wyborach samorządowych. Przyjmuję tę decyzję nawet z pewną ulgą, gdyż ostatnio nasza współpraca – głównie z winy znanych wszystkim problemów Pana Prezydenta – nie układała się najlepiej. A od chwili kiedy złamał on swoją powtarzaną wcześniej wielokrotnie obietnicę, iż nie będzie już więcej kandydował i rozpoczął w ten sposób kampanię wyborczą – widział już we mnie wyłącznie swojego konkurenta, a nie współpracownika. Jest mi też jednak przykro z tego powodu, gdyż jestem przekonany, że nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia tej decyzji. Stoi za nią bowiem wyłącznie chęć politycznego odwetu i natychmiastowego rewanżu za moją deklarację, jak też zamiar pozbycia się swojego najgroźniejszego konkurenta. Byłem już wcześniej świadkiem podobnych rozliczeń z sopockimi radnymi PO, do których nawoływał Jacek Karnowski – z Cezarym Jakubowskim czy Jarosławem Kempą, których Prezydent uznał za swoich konkurentów. Takie podejście w kategoriach osobistej zemsty jest nie tylko szkodliwe dla miasta, ale i dla otwartej debaty publicznej na temat Sopotu i jego odmiennych wizji. Swój program wyborczy i własną wizję Sopotu na najbliższą kadencję zaprezentuję w związku z tym w najbliższym czasie. Spierajmy się zatem o kształt tych wizji, dając ujście swoim emocjom w takiej dyskusji, a nie personalnych decyzjach. Bo te najważniejsze decyzje i tak podejmą sami sopocianie przy urnach wyborczych. Wojciech Fułek Sopot, 20 lipca 2010


6 Społeczeństwo

www.riviera24.pl

Nasz komentarz. Karnowski oszukać wyborców – dobry uczynek. Fułek kandydować – zły uczynek.

MORALNOŚĆ KALEGO Bartek Sasper

Z

gromadzenie ponad 250 mieszkańców Sopotu, którzy nie noszą legitymacji partyjnej nie jest łatwe w obecnej politycznej rzeczywistości zdominowanej przez organizacje kanapowe. Nic dziwnego, że „jaśnie nam panujący prezydent Sopotu Jacek Karnowski” ma powody do niepokoju. W jednej z trójmiejskich gazet użalał się nawet na obecność w nowopowstałym ruchu obywatelskim Wojciecha Fułka, jako jego lidera i pomysłodawcy. Dziwnym trafem zapomniał, że kilka dni wcześniej sam ogłosił chęć kandydowania w wyborach, pomimo wcześniejszych, wielokrotnych zapewnień, że tego nie uczyni.

Powstanie ruchu „Kocham Sopot” to fakt godny odnotowania na naszej lokalnej scenie politycznej. Bo jest to niezbity dowód nie tylko na to, że rodzi się całkiem nowy lokalny ruch obywatelski, lecz również, że sopocianie pragną istotnych zmian. I to zarówno w sposobie zarządzania miastem, jak i w samym stylu sprawowania władzy. skich zarzutów w tym o korupcję, decyduje się na kandydowanie na najważniejszy urząd w mieście, to nie może być inaczej.

Honor nie jedno ma imię W polityce pojęcie honoru już dawno przestało cokolwiek oznaczać, ale empatia z jaką niektórzy dziennikarze podchodzą do decyzji Karnowskiego godna jest lepszej sprawy. Czytamy, że Karnowski nie miał wyjścia, bowiem „po tragicznej śmierci Arkadiusza Rybickiego Orłowski trafił do parlamentu”, co

jest kolejnym przejawem hipokryzji. Nikt bowiem Orłowskiego do parlamentu nie przymuszał – może wybrał karierę parlamentarną, może nie wierzył w możliwość wygranej, a może chciał bezboleśnie wyjść z pewnych zależności… Jedno jest pewne: wcale nie był jedynym możliwym kandydatem PO na ten urząd. Robienie z Karnowskiego „męża opatrznościowego” to pierwszy krok do oswajania wyborców z faktem złamania przez niego danego słowa. Hasło „nie chcę, ale muszę” brzmi znajomo, ale kompletnie nie pasuje do tej sytuacji.

Warto by gazeta, która miała ambicję określania demokratycznych standardów uderzyła się w piersi i określiła swoje własne standardy etyczne.

Dzieli i rządzi Konflikt między Fułkiem i Karnowskim to tak naprawdę konflikt między dwiema wizjami prezydentury. Karnowski sprawuje władzę na zasadzie „dziel i rządź”. Tłumaczy to obecne jego kłopoty, także i te prokuratorskie, a także nagłą krytykę samodzielnej decyzji Fułka. Karnowski dziwi się, że

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski, który do niedawna sprawował w mieście władzę niemal absolutną teraz ma powody do niepokoju.

fot. Krzysztof M. Załuski

Jest to wykapana wprost mentalność Kalego, jakże typowa dla „ludzi sprawujących władzę”. Co gorsza, jak się okazuje, również dla niektórych ludzi mediów. Jeszcze kilka dni wcześniej trójmiejski dodatek „Gazety Wyborczej” wyraźnie kibicował wiceprezydentowi Orłowskiemu w staraniach o fotel prezydenta Sopotu, a dziś z równym zapałem usprawiedliwia woltę Karnowskiego. Sytuacja zdaniem gazety zmieniła się po tragedii smoleńskiej. Co jak co, ale szukanie związku pomiędzy decyzją Karnowskiego o kandydowaniu, a katastrofą pod Smoleńskiem, to nie tylko gruby nietakt, lecz delikatnie mówiąc spora przesada. Chyba, że jest to ukryta aluzja do tejże decyzji – i tu z autorem trudno się nie zgodzić. Rzeczywiście decyzja Karnowskiego jest katastrofą, bo kiedy człowiek, który ma kilka prokurator-

fot. Krzysztof M. Załuski

Niezatapialny Kali

Zdymisjonowany wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek odpowiedzialny był m.in. za sopockie inwestycje, współpracę zagraniczną, sprawy uzdrowiska, kulturę, sport, sprawy obywatelskie i wizerunek miasta.

jego zastępca chce zebrać wszystkie inicjatywy społeczne, jakby nie mógł tych wszystkich pomysłów jedynie wymyślić i przekazać „jaśnie panującemu”. Były członek Platformy Obywatelskiej, z którym ta partia ma dziś niebagatelny kłopot, nie rozumie, jaka różnica jest pomiędzy wykorzystaniem inicjatywy obywatelskiej, a wszechwładnym prezydentem. Fułek zawsze był przez niego traktowany jako człowiek do ciężkiej roboty „u podstaw” – to Fułek odpowiedzialny był za inwestycje, współpracę zagraniczną, sprawy uzdrowiska, kulturę, sport, sprawy obywatelskie, wizerunek – a więc te obszary gdzie najbardziej widoczny jest sukces Sopotu. Wydawał się do tej pory niegroźny, bowiem bez poparcia żadnej partii. Dziś, jako lider ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot” staje się – niespodziewanie dla Karnowskiego – jego najgroźniejszym konkurentem. Wojciech Fułek poza pracowitością i bogatym doświadczeniem zawodowym ma jeszcze dodatkowe zalety. Jest koncyliacyjny, co pozwala mu skutecznie budować koalicje. Stoi za nim także pokaźna społeczność wybitnych, opiniotwórczych mieszkańców Sopotu. Być może w innych miastach nie byłby to kluczowy atut. Sopot ma jednak swoją specyfikę i może ona zadecydować o wynikach samorządowych wyborów. Powyższa, choć – z oczywistych powodów – dość powierzchowna analiza, tłumaczy ostatnie, nerwowe i wręcz alergiczne reakcje Karnowskiego, do skandalicznej dymisji swojego pierwszego zastępcy włącznie. Jestem jednak przekonany, że im bardziej Karnowski będzie teraz deprecjonował Fułka, tym bardziej będzie słabła jego pozycja. Bo po raz pierwszy ma on wyrazistego, niepolitycznego kontrkandydata,

za którym mogą pójść sopocianie. Kandydata, nie uwikłanego w spory polityczne, problemy osobiste, prokuratorskie, któremu trudno cokolwiek zarzucić. Kandydata, który już wielokrotnie udowodnił, że najważniejszą wartością dla niego nie jest stanowisko, czy apanaże, ale Sopot, który zna, rozumie i kocha.

P.S.

*

Już po napisaniu tego tekstu, okazało się, że trójmiejski dodatek do „Gazety Wyborczej” po raz kolejny wpisał się w kampanię wyborczą Jacka Karnowskiego. Na jego łamach ukazał się bowiem artykuł zatytułowany „Platforma Karnowskiego”, zapowiadający, że „ po dwóch latach od wybuchu afery sopockiej Karnowski zostanie kandydatem lokalnej Platformy na prezydenta Sopotu”. Informacja ta stanowi kuriozum absolutne. Nie odbyło się bowiem żadne spotkanie na ten temat, a członkowie sopockiego koła PO są wręcz oburzeni takim stwierdzeniem, bo nikt ich o zdanie w tej sprawie nawet nie zapytał. Jerzy Hall, sopocki radny PO, zdecydowanie przeciwny kandydaturze Karnowskiego, napisał do gazety protest w tej sprawie. Czytamy w nim m.in.: „Prezydentowi Sopotu etyczną poprzeczkę trzeba stawiać wysoko”. Hall uważa, iż sopocka PO nie może nawet poprzeć tej kandydatury z powodu aktu oskarżenia, ciążącego na Karnowskim i jego wielokrotnych wcześniejszych obietnic, iż zakończy swoje urzędowe wraz z tą kadencją. Obietnic trzeba bowiem dotrzymywać, a zarzuty mają zbyt poważny charakter, aby przejść nad nimi do porządku dziennego.

List Tadeusza Ferenca

Z

inicjatywy ruchu „Kocham Sopot”, pod koniec czerwca br., w sopockim hotelu „Haffner” doszło do spotkania dwóch prezydentów miast o największym społecznym poparciu w Polsce. Na pierwszym miejscu tego rankingu, skonstruowanego na podstawie aktualnych badań socjologicznych, znajduje się prezydent Rzeszowa (blisko 86 % poparcia mieszkańców swojego miasta), na drugim zaś – prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek (prawie 84 % poparcia). Na trzecim miejscu uplasował się prezy-

dent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz (blisko 80 %). Charakterystyczne jest, iż wszyscy trzej liderzy rankingu zbudowali swoje pozycje z tak dużym poparciem mieszkańców w oparciu o lokalne komitety obywatelskie, a nie partie polityczne. Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc przysłał również do naszej redakcji list, jego fragmenty przytaczamy poniżej: Serdecznie dziękuję za zorganizowanie spotkań z Mieszkańcami Sopotu. Cieszę się, że mogłem osobiście uczestniczyć

w rozmowach na bliskie Im tematy. Wspominam te spotkania bardzo miło. Równie ważne było dla mnie uczestnictwo w audycji telewizyjnej, a pełne emocji – w zawodach sportowych (prezydent Ferenc grał w parze deblowej z Wojciechem Fułkiem w Mistrzostwach Polski Weteranów w Tenisie na kortach SKT – przyp kf). Jestem przekonany, że na długo w mojej pamięci pozostaną gościnność i serdeczne przyjęcie, z jakim spotkałem się w Sopocie”. (kf)

fot. Krzysztof M. Załuski

Prezydent Rzeszowa dziękuje sopocianom

Spotkanie z sopocianami w hotelu „Haffner”, od lewej: prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek oraz prezydent Gdyni Wojciech Szczurek.


Speakers’ Corner 7

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

Z listów i maili do „Riviery”: „Od pewnego czasu nurtuje mnie parę pytań, zresztą myślę że nie tylko mnie, dlatego zdecydowałam się do Was napisać. Przede wszystkim czy kandydaci na najwyższe w naszym mieście stanowisko, opublikują swoje programy, a jeśli tak to kiedy? Myślę, że sopocianie zasługują na taką wiedzę. Jaki będzie program prezydenta z sześcioma zarzutami z grubsza wiadomo – utrzymać się na stołku za wszelką cenę, nawet kosztem poziomu życia mieszkańców. A reszta kandydatów? Czym różni się wizja Wojciecha Fułka, Cezarego Jakubowskiego, Jarosława Kempy od wizji Jacka Karnowskiego? Co z kandydatami PiS i Lewicy? A tak na marginesie, chciałaby się dowiedzieć, co tak naprawdę zawdzięczamy Jackowi Karnowskiemu? Oczywiście poza fatalnym wręcz postrzeganiem nas, sopocian w całym kraju – ostatnio słyszałam, że nasze miasto to nie kurort, lecz „gniazdo korupcji, afer i bezprawia”. Proponuję redakcji „Riwiery” rzetelną analizę i podsumowanie prawdziwych osiągnięć pana prezy-

denta Karnowskiego, a nie jedynie bierne wsłuchiwanie się w propagandę sukcesu płodzoną przez kiepskich PR-owców z biura promocji miasta. Interesuje mnie na przykład, dlaczego taki samograj, jakim jest bezsprzecznie Sopot, ma obecnie tak monstrualne zadłużenie? Dlaczego radni dopuścili do realizacji tak nierentownych inwestycji jak hala sportowa czy marina, które przecież nam, przeciętnym sopocianom są zbędne? Czemu Karnowski podpisał tak niekorzystną umowę z dwanaście razy większym Gdańskiem na jej finansowanie? Czy zrobił to dla mieszkańców, czy dla zaspokojenia swojej gigantomanii? Czy nie można było terenów przeznaczonych pod budowę hali i oddanych w połowie Gdańskowi, wykorzystać na przykład na zabudowę mieszkaniową dla młodych sopocian? Czemu o tym nikt nie pisze? Czemu milczą kandydaci na prezydenta i radnych? Panowie, sopocianie oczekują wyjaśnień!” K.H. (pełne imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

„Sopot to miasto wyjątkowe, kocham je chociaż się tutaj nie urodziłem i nigdy nie mieszkałem. Kocham je za to, co tutaj przeżyłem podczas urlopów, które spędzam właśnie w Sopocie od przeszło 40 lat. Pamiętam to miasto w upadku, i pamiętam kiedy zaczęło rozkwitać po ‘89 roku. To, co jednak dzieje się tutaj ostatnio wzbudza mój głęboki smutek i sprzeciw. Miasto Artystów, którym przecież był Sopot, zamienia się w błyskawicznym tempie w krzyżówkę arabskiego targowi-

ska ze slumsami Montevideo. Jeśli władze miasta myślą, że, budując na plaży kolejną dyskotekę, hotel, biurowiec czy pawilon z chińskimi pamiątkami, przyciągną w ten sposób turystów, to są w wielkim błędzie. Przykro mi to pisać, ale tegoroczna wizyta w Sopocie będzie najprawdopodobniej moim ostatnim urlopem w Waszym mieście. Na szczęście (dla mnie) są jeszcze Kąty Rybackie, Krynica Morska, Łeba i parę innych miejsc.” Stanisław K. (Kraków)

„Etyka i uczciwość w polityce to fikcja. Wie o tym każdy polityk, chyba tylko z wyjątkiem Pana, Prezydencie Karnowski. Dlatego mam dla Pana kilka wskazówek: rasowy polityk nie udaje katolika, nie udaje przykładnego męża, ojca i człowieka honoru, nie ukrywa prawdy o rodzinie i swoich interesach, nie pozbywa się inaczej myślących współpracowników, nie upija się w miejscach publicznych, nie ma kochanki, nie rozsiewa plotek

o konkurentach. A wie Pan czemu? Bo prawdziwy polityk jest czysty jak łza, wrażliwy jak pupa noworodka, bez skazy, zmazy i lewych pieniędzy, otoczony dozgonnie przez rodzinę i przyjaciół, którzy mu pomagają w kłopotach. A jeśli jest inaczej, człowiek taki nie jest politykiem, tylko zwykłym amatorem. Ale Pan przecież jest najbardziej rasowym politykiem ze wszystkich, nieprawdaż?” Chrześcijanin

„Szanowni Państwo, dziękuję, że nadal patrzycie na Sopot obiektywnie. Czytam „Rivierę” od początku. Kiedyś śledziłem również (bo trudno to „coś” było czytać) ratuszowy biuletyn „Kuryer sopocki”. Obawiałem się, że po rozpadzie „sopockiej drużyny” przeistoczycie się w kolejną gadzinówkę Karnowskiego. Cie-

szę się, że tak się nie stało. Dosyć tolerowania arogancji, prostactwa i kłamstwa. Piszcie prawdę, choćby bolesną. Wspierajcie ją, bo ostatnie wydarzenia pokazują, że Karnowski po raz pierwszy od dwunastu lat się boi. A ma czego i kogo się bać. Fułek to dla nas jedyny ratunek.” Czytelnik

Z ostatniej chwili

…Dwie wizje miasta, jedna dla biznesu i przyjezdnych, druga – miasta przyjazne jego mieszkańcom. Hala, do której trzeba będzie dopłacać, centrum miasta zabudowane betonem, bez wyrazu, ze sklepami na sezon. Centrum SPA o horrendalnych cenach. Przystań jachtowa, która nie gwarantuje rentowności i arogancja władzy. To wizja Karnowskiego.

Miasto przyjazne mieszkańcom, z terenami zielonymi i rekreacją na każdą kieszeń, bez konfliktów, a z merytoryczną dyskusją nad problemami Sopotu i metropolii – to wizja Fułka. Jacek Karnowski nie znosi krytyki, innego zdania niż własne, dawno już nie reprezentuje nas, mieszkańców, tylko obcy biznes. Teraz będzie go pełno wszędzie. Zoppoter

Szanowny Panie Redaktorze! W ostatnim numerze Riviery przeczytałem Pański wywiad z Radnym Sopotu, p. Jarosławem Kempą. No, muszę powiedzieć, że mi się podobało, to co p. Kempa powiedział. Zwłaszcza takie zdanie: „Czas wielkich inwestycji powoli się kończy. Od dawna postulowałem, żeby władze miasta większą uwagę poświęcały mieszkańcom, a nie tylko turystom”. Tu Radny utrafił w moje myślenie. Bo nie powinno być tak, że ja, rodowity Sopociak, czuję się w moim mieście nieraz jak intruz. Od razu zaznaczam: jestem z pełnym szacunkiem dla prezydenta Karnowskiego i tego, co dla Sopotu zrobił. Ale przysłowie mówi: „Co za dużo, to niezdrowo”. Już ta hala na granicy Sopotu i Gdańska nikomu na dobrą sprawę nie była potrzebna i jej utrzymanie stanie się wielkim obciążeniem dla miasta. Tak samo ta marina, którą zaczynają budować przy molo. Był drewniany pomost do spacerowania, a teraz będziemy mieli kawał portu w Sopocie. Ani spokoju, ani ciszy. Może i łabędzie od nas uciekną. No, a już pomysł na zbudowanie sztucznej wyspy, to paranoja. Nie jesteśmy Katarem, czy innym arabskim szejkanatem, żeby zapaskudzić Zatokę takim czymś. I dlatego tak sobie myślę, że w tych wyborach samorządowych jesienią powinniśmy grzecznie panu Karnowskiemu podziękować. Zrobił Pan z Sopoćkowa wspaniały kurort, ale teraz niech Pan już sobie odpocznie i dopuści do głosu innych. Bo miasto jest dla mieszkańców, a nie tylko dla turystów i tych bogatych z Warszawy, którzy tu budują apartamenty, żeby zaimponować komu trzeba. Jest dla takich jak ja, który tu się urodził,

tu chodził do szkoły, tu pracował aż do emerytury i kiedyś spocznie na wieki przy Malczewskiego. A dla nowego Prezydenta i nowej Rady Miasta mam taki postulat. Był w samym centrum, przy Monciaku bar mleczny. Znałem go dobrze, bo moja Mama, świętej pamięci tam pracowała. I było mi przykro, kiedy zaraz po transformacji ustrojowej ten bar zlikwidowano na rzecz drogiej restauracji. Nie wiem, Panie Redaktorze ile Pan ma lat i czy Pan ten bar pamięta. Ale wczasowicze, ci zbytnio groszem nie śmierdzący z pewnością pamiętają, bo w sezonie kolejka tam stała przez całą salę, od rana do wieczora. Pewnie Panu Prezydentowi taki bar kojarzył się z PRL. A to nieprawda. W Oliwie do dziś jest bar mleczny i we Wrzeszczu przy Grunwaldzkiej aż dwa. I nadal kolejki stoją do taniego, zdrowego posiłku. Pan Prezydent by tam na grochówkę i naleśniki z p. Krauzem albo p. Groblewskim za żadne skarby nie wszedł, bo to byłby dla Panów obciach i despekt. Ale emeryci i studenci wstydzić się nie będą. A kogo najwięcej w Sopocie? Właśnie emerytów i studentów. Kilka tysięcy młodych na Uniwersytecie przy Armii Krajowej. To co, Panowie Radni? Przywrócicie Sopotowi bar mleczny? Gdzieś tak między molem, a Uniwersytetem, żeby w lecie mogli z niego korzystać przyjezdni, a poza sezonem młodzież w drodze z zajęć do SKM. Mogą Was zapewnić, że przeciętny Sopocianin będzie Wam za to bardziej wdzięczny niż za Centrum Haffnera i te wszystkie eleganckie kluby nocne. R.K. (nazwisko i adres do wiadomości Redakcji)

Od redakcji: Zdajemy sobie sprawę, że wiele z tych opinii może być mocno dyskusyjna, jednak w imię wolności słowa i swobody wypowiedzi, nawet tych najbardziej kontrowersyjnych, postanowiliśmy je opublikować. Czekamy na kolejne głosy naszych czytelników. Szczególnie zależy nam na opiniach dotyczących zderzenia dwóch wizji Sopotu. Czy rzeczywiście podobnie widzą Państwo ten problem? Czy wizja Jacka Karnowskiego i Wojciecha Fułka podzielą miasto? Czy będzie to główna oś dyskusji przed zbliżającymi się samorządowymi wyborami. Serdecznie zapraszamy do polemiki. Listy prosimy kierować na adres: riviera-77@o2.pl lub k63@gazeta.pl.

Sąd Okręgowy zajmie się zażaleniem prokuratury

W

najbliższych dniach Sąd Okręgowy w Gdańsku zajmie się zażaleniem, jakie prokuratura wniosła wobec aktu oskarżenia, dotyczącego prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego. W ciągu kilku dni zostanie wyznaczony termin rozprawy. Przypomnijmy, w połowie czerwca br. Prokuratura Apelacyjna skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Jackowi Karnowskiemu. Sopocki sąd rejonowy oddał akt prokuraturze, a ta złożyła zażalenie na decyzję sądu do Sądu Okręgowego w Gdańsku. Sąd Okręgowy zajmie się zażaleniem prokuratury, po zaciągnięciu opinii sopockiego sądu. Jacek Karnowski jest oskarżony o korupcję, w sumie ciąży na

nim 6 zarzutów, w tym 5 korupcyjnych. Według prokuratury, prezydent Sopotu miał m.in. żądać dwóch mieszkań od sopockiego biznesmena Sławomira Julke, przyjmować korzyści majątkowe od zaprzyjaźnionego dilera samochodowego Władysława G., który miał mu sprzedać po zaniżonej cenie trzy auta i 12 razy serwisować je za darmo. Zdaniem prokuratury Karnowski na znajomości z Włodzimierzem G. miał zyskać łącznie równowartość około 57 tys. zł. W sprawie Karnowskiego przesłuchano łącznie 183 świadków, akta liczą 63 tomy. Prokuratura zleciła wykonanie 9 ekspertyz, co kosztowało podatników 83 tys. zł. (bs)

Internauci o sytuacji w Sopocie Po dymisji Wojciecha Fułka i deklaracji Jacka Karnowskiego o kolejnym kandydowaniu na urząd prezydenta na trójmiejskich forach internetowych zawrzało od komentarzy. Oto kilka przykładów: „…Karnowski obiecywał, że nie wystartuje, ale jak to polityk zmienił zdanie.” Michał „…już czas na zmiany w Sopocie. Ile razy można obiecywać, że się nie wystartuje, a później odwracać wszystko do góry nogami” Pankracy „…Pewne jest, że ten człowiek (Fułek – przyp. red.) kocha Sopot. Tu się urodził, zna każdy zakątek, jest wrażliwy na piękno miasta, będzie dbał o jego rozkwit w spokoju i na poziomie. Nareszcie klarowny kandydat, nie zdradza żony i rodziny, nie toczą się przeciw niemu żadne postępowania.” Qba „…Potrzebna jest nowa krew w Sopocie i Fułek to świetny pomysł (…) w końcu Sopot będzie bez układów.” Micho Wszystkie opinie pochodzą z portalu www.trojmiasto.pl


8 Biznes

www.riviera24.pl

Ergo Hestia wprowadza Eventus DUO

Zabezpiecz sobie dostatnią starość W

ychodząc naprzeciw zapotrzebowaniom przyszłych emerytów, Grupa Ergo Hestia Sopot, jako pierwszy ubezpieczyciel na polskim rynku, wprowadziła program ubezpieczeniowo-oszczędnościowy, zwany Eventus DUO. Program ten gwarantuje wysokość podstawowej emerytury, a jednocześnie w sposób zdecydowany podnosi poziom kapitału dzięki długoletniemu inwestowaniu przez klienta w ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. Mówi o tym Peter Grudniak, prezes HMI, czyli wyłącznego dystrybutora programu Eventus DUO w Polsce: – Eventus DUO jest rozwiązaniem dwóch istotnych dylematów. Po pierwsze: jak inwestować? Bezpiecznie i mieć stosunkowo niski zysk, czy odważnie, ale przy znacznie większym ryzyku? I po drugie oszczędzać tylko na emeryturę, czy może zaoszczędzić i zabezpieczyć równocześnie siebie i rodzinę? Z Eventus DUO żaden z tych dylematów nie istnieje. – Nowy system sprawia, że klient ma możność gromadzenia pieniędzy w dwojaki sposób – wyjaśnia Tomasz Maliński, zastępca dyrektora biura ubezpieczeń indywidualnych Ergo Hestia. – 80 % składki ubezpieczeniowej przeznaczone jest na zagwarantowanie świadczeń emerytalnych i ochronnych, zaś pozostałe 20 % w ubezpieczeniowe fundusze ka-

fot. archiwum

Krzysztof M. Załuski

Sytuacja Polaków przechodzących na emeryturę jest coraz trudniejsza. Aż 50 % emerytów otrzymuje świadczenia poniżej 1500 złotych. W przyszłości będzie jeszcze gorzej. Dzisiejsi pracownicy w przedziale wiekowym 20 – 40 lat muszą się liczyć z tym, że ich emerytury będą niższe od aktualnych. Dlatego też coraz więcej osób widzi potrzebę dodatkowego zabezpieczenia przyszłości, ale niestety tylko niewiele z nich decyduje się na konkretne działania, mające zabezpieczyć im dostatnią starość.

Coraz więcej osób widzi potrzebę dodatkowego zabezpieczenia przyszłości. Aby zapewnić sobie starość na odpowiednim poziomie, skorzystaj z nowej oferty Hestii – programu ubezpieczeniowo-oszczędnościowego Eventus DUO.

pitałowe o różnym poziomie ryzyka. Dzięki temu klienci otrzymują gwarancję wypłat świadczeń i jednocześnie szansę na pokaźne zyski z części inwestycyjnej. Bez względu na to, jakie niespodzianki przyniesie nam

życie, dodatkowa emerytura z Eventus DUO jest zabezpieczona. Jest gwarantowana dla ubezpieczonego, a w razie jego śmierci dla jego bliskich. Możność przeniesienia wypłat na rodzinę wynika z tego, że

Eventus DUO stanowi równocześnie polisę ubezpieczeniową. Rodzina zmarłego otrzymuje wypłaty w dwóch ratach. Pierwszą natychmiast po śmierci ubezpieczonego, a następną po zakończeniu pierwotnie założonego okresu oszczę-

dzania. Pierwsza rata wynosi do 150 % kwoty ubezpieczenia, powiększonej o wartość funduszu, w drugiej spadkobiercy otrzymują 100 % kwoty ubezpieczenia, wraz z wypracowanym udziałem w zyskach.

Łączny zysk z inwestowania w ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe nie podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych (tzw. „podatek Belki”) do wysokości 405 % sumy ubezpieczenia, powiększonej o wartość funduszu. Natomiast udział w zysku wypracowany z części gwarantowanej umowy Eventus DUO jest całkowicie zwolniony z podatku. Niskie też, w porównaniu do innych ubezpieczeń, są opłaty za administrowanie częścią inwestycyjną Eventus DUO. Wynoszą one zaledwie 0,2 % całej składki. Aby zapewnić bezpieczeństwo wypracowanej kwoty, środki zgromadzone w ramach inwestycji są, w ciągu ostatnich 5 lat oszczędzania, przeznaczone wyłącznie na transakcje o niskim poziomie ryzyka. Oznacza to, iż emeryt nie musi obawiać się utraty części odkładanych przez okres składkowy pieniędzy. Ważne dla ubezpieczonego jest również to, że już w momencie zawarcia umowy Ergo Hestia gwarantuje mu minimalny przychód, jaki będzie otrzymywał po osiągnięciu wieku emerytalnego. Kwota ta oczywiście rośnie w trakcie oszczędzania, tak na skutek osiągniętego zysku z gwarantowanej części przyszłej emerytury, jak i dzięki inwestowaniu jej części w ubezpieczeniowym funduszu kapitałowym. Korzyści z ubezpieczenia się pracowników w systemie Eventus DUO osiągają również pracodawcy. Mogą oni składki na to ubezpieczenie wliczać w koszty uzysku przychodu.

Apel do Sopocian

Prof. Marcin Pliński

W

ywodzący się z postsolidarnościowej formacji Komitetów Obywatelskich Jacek Karnowski powinien doskonale o tym wiedzieć. Widać, wieloletnie sprawowanie władzy, pozbawiło go obywatelskiej odpowiedzialności i ludzkiej wrażliwości. Każdy obywatel ma prawo ubiegać się o pełnienie takiej funkcji, do której sprawowania, jego

Tego dnia wiceprezydent Wojciech Fułek został pozbawiony pełnionej funkcji przez prezydenta Jacka Karnowskiego. Stało się tak tylko dlatego, że ogłosił iż chce być niezależnym kandydatem na stanowisko prezydenta miasta w najbliższych wyborach samorządowych. Tego rodzaju posunięcie nie mieści się w żadnych standardach demokracji obywatelskiej. zdaniem, nadaje się i ma odpowiednie przygotowanie. Warunkom tym w pełni jest w stanie sprostać pan Wojciech Fułek. Pozbawienie go w takich okolicznościach i w tak niewybredny sposób pracy, odbierane jest w wielu środowiskach Sopotu jako kara za chęć startowania w wyborach. Po-

stawienie w takiej sytuacji człowieka, z którym się współpracowało przez wiele lat, jest co najmniej niekoleżeńskie, a można nawet powiedzieć, zdając sobie sprawę ze skutków – pozbawienie środków do życia, wręcz nieludzkie. Pan Wojciech Fułek absolutnie na takie potraktowanie nie zasłużył.

Posunięciem prezydenta Karnowskiego jestem głęboko zbulwersowany i w całej rozciągłości je potępiam. W środowisku akademickim, które reprezentuję, przypadki gdy w wyborach na stanowisko rektora startuje pełniący aktualnie tę funkcje oraz także prorektor z tejże ekipy, nie

są odosobnione. Takie są reguły demokracji; oczywiście wygra wybory ten, który lepiej przekona do siebie środowisko. Takie zasady równości wobec prawa funkcjonują w całym cywilizowanym świecie. Te zasady winny być respektowane również w Sopocie. Jesteśmy więc, Obywatele Sopotu, zobowiązani stanowczo protestować przeciwko łamaniu tych zasad. Przecież wszyscy są równi wobec prawa. Nie dopuśćmy, aby w dniu jesiennych wyborów samorządowych nastąpił w Sopocie pogrzeb demokracji!

fot. Krzysztof M. Załuski

Demokracja w Sopocie umarła w dniu 20 lipca 2010 roku Prof. Marcin Pliński jest pierwszym demokratycznie wybranym (w roku 1981) dziekanem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UG. W 1996 roku został rektorem Uniwersytetu Gdańskiego, funkcję tę pełnił przez dwie kadencje, obecnie jest przewodniczącym Komitetu Badań Morza i Komitetu Ekologii Polskiej Akademii Nauk. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim.


Sztuka 9

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

Sopot. Dwie wystawy na dobry początek

Mocny powrót Państwowej Galerii Sztuki Krzysztof M. Załuski

1

2 sierpnia tego roku był, dla środowiska plastycznego Trójmiasta, oraz wszystkich osób interesujących się sztuką, najważniejszym wydarzeniem na przestrzeni ostatnich lat. Tego dnia Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie uzyskała wspaniałe pomieszczenia w Domu Zdrojowym. Wnętrza te staną się niewątpliwie magnesem przyciągającym do Sopotu nie tylko rodzimych, ale również zagranicznych artystów i organizatorów wystaw. Sopocka PGS, kierowana od lat przez dyrektora Zbigniewa Buskiego, rozpoczęła swą działalność w salach przy Placu Kuracyjnym od mocnego uderzenia. Są nim dwie

wystawy: „Oh no, not sex and death again / Ikonografia cielesności” i „Wybór”.

Ikonografia cielesności Wystawa pod tym tytułem prezentuje 125 prac najwybitniejszych fotografików świata. Można na niej obejrzeć dzieła takich artystów jak D. Appeit, N. Arabi, E Arnold, H. Bellmer, F. Drtikol, M. Frey, Z. Huan, D. La Chapelle, B. Mikhailov, P. Molinier, E. Muybridge, T. Ruff, A Serano,O. Sherman, Ch. Stromhoim. Na wystawie będą również prezentowani najwybitniejsi artyści z Polski, tacy jak Z. Beksiński, Z. Dłubek, M. Gomulicki, K. Kamiński, J. Lewczyński. F. Obrąpalska, M. Piasecki, Z Sosnowski, A. Żebrowska. „Oh no, not sex and death again” jest prapremierowym pokazem ko-

Po latach spędzonych w zastępczej siedzibie, Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie powróciła na stare miejsce, niegdyś zwane pawilonami wystawienniczymi, a obecnie odbudowanym, a właściwie wzniesionym od podstaw Domem Zdrojowym.

Włodzimierz Zakrzewski

Wojciech Fangor, MA32, 1971, Olej na płótnie

Boris Mikhailov, Z serii Salt Lake

Magda Hueckel, Autoportret obsesyjny XXVII

lekcji Cezarego Pieczyńskiego, założyciela Galerii Piekary, który eksponaty do niej zbierał od sześciu lat. Tematem wystawy jest erotyzm i śmierć we współczesnej fotografii. Jej twórcy zdają się sugerować, że erotyzm i śmierć przenikają się wzajemnie, bo, jak pisze Georges Bataille „To, co w rozpoznaniu śmierci zapiera dech, w jakiś sposób musi w momencie szczytowania uciąć oddech”. Jeśli akt seksualny jest zapowiedzią nowego życia, to śmierć

oznacza kres ludzkiej egzystencji. I tu i tam wyeksponowana zostaje cielesność w najbardziej ekstremalnej formie. Ujęcie tematyki przez artystów prezentowanych w Sopocie wyrasta z różnych nurtów fotografii światowej. mamy tu przedstawicieli dziewiętnastowiecznego Post Mortem Portraiture, Bataille’owskie inspiracje surrealistów, aż po nowoczesne wizje tworzących współcześnie artystów.

Tadeusz Brzozowski, Kraszuarka, 1983, olej na płótnie

Wystawie towarzyszył 140-stronnicowy znakomicie wydany katalog, zawierający wszystkie prezentowane na niej dzieła. „Ikonografie cielesności” oglądać można codziennie od godziny 11.00 do 21.00, od 12 sierpnia do 24 października br. Kuratorem wystawy jest dr Dorota Łuczak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.

Wybór

Maurycy Gomulicki, Cream Pie

Leon Tarasewicz, 1991,Olej na płótnie

Tomasz Ciecierski, E viva futurismo, 1979, olej na płótnie

Drugim punktem inauguracji działalności PGS w Domu Zdrojowym była prezentacja sześciu znakomitych malarzy polskich, poczynając od nieżyjących już Tadeusza Brzozowskiego i Jana Tarasina, poprzez Wojciecha Fangora, Tomasza Ciecierskiego, Włodzimierza Jana Zakrzewskiego, aż po najmłodszego z tej plejady Leona Tarasewicza. Pierwsi trzej urodzili się w dwudziestoleciu międzywojennym, debiutowali na fali październikowej „odwilży” 1956 roku. Ciecierski, Zakrzewski i Tarasewicz należą do

pokolenia zrodzonego już w PRL, a ich debiuty przypadły na lata siedemdziesiąte ubiegłego stulecia. I właśnie o to chodziło realizatorom wystawy – chcieli pokazać dokonania dwóch pokoleń malarzy, stanowiących nowatorską czołówkę swojego czasu. Surrealizm Brzozowskiego, charakterystyczne fale i koła Fangora, symbolizm Tarasina, abstrakcyjne pejzaże Ciecierskiego, geometryczne wzory Zakrzewskiego, konceptualizm Tarasewicza… Kurator wystawy, Krzysztof Niemczyk określił jej ideę, jako próbę opowieści o malarstwie XX wieku. Na ekspozycję„Wyboru” składa się 30 prac malowanych na płótnie. Ich reprodukcje zamieszczone są w ekskluzywnym 100-stronnicowym katalogu. Podobnie jak w przypadku „Ikonografii cielesności”, wernisaż „Wyboru” odbył się 12 sierpnia br. Wystawa będzie prezentowana do 24 października br. Organizatorzy spodziewają się, że w tym czasie PGS odwiedzi 40 do 50 tysięcy widzów.


10 Aktualności

www.riviera24.pl

Wybory 2010. Bezpartyjnego kandydata na urząd prezydenta Sopotu popiera już ponad 400 osób

Wspólna konferencja prasowa Wojciecha Fułka i Cezarego Jakubowskiego

Znane twarze w komitecie honorowym Wojciecha Fułka

Konkurenci Karnowskiego chcą grać fair

O

fot. Krzysztof M. Załuski

statnie wydarzenia spowodowały lawinowy wręcz wzrost członków ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”. Ich liczba przekroczyła już 360 osób. Na ostatnim spotkaniu w Instytucie Oceanologii PAN w Sopocie 3 sierpnia znów zabra-

Do osób wspierających kandydowanie Wojciecha Fułka na prezydenta Sopotu dołączyli ostatnio Paweł Huelle, Wojciech Misiuro i Leszek Możdżer.

kło miejsc siedzących dla wszystkich uczestników tego spotkania, którego gośćmi byli m.in. Leszek Możdżer, Paweł Huelle, Wojciech Misiuro i Marcin Jacobson. Z kolei deklarację swojego udziału w Komitecie Honorowym Wojciecha Fułka jako kandydata na Prezydenta Sopotu złożyli m.in.: prof. Katarzyna Jerzak (sopocianka, wykładająca gościnnie literaturę na Uniwersytecie

w Athens), Franciszek Walicki – „ojciec chrzestny” polskiego rocka, pomysłodawca i organizator sopockich festiwali jazzowych w roku 1956 i 1957, założyciel i menedżer takich grup jak „Rhythm and Blues”, „Niebiesko-Czarni”, SBB czy „Breakout”, Wojciech Korda – muzyk, kompozytor, piosenkarz, Marcin Jacobson – menedżer, Bogdan Lamparski – lekarz, Grażyna Orlińska – poetka, autor-

ka hymnu „Ale Sopot” i wszystkich piosenek z płyty „Sopocki Nokturn”, Mieczysława Andrzejewska – była reprezentantka Polski, trener tenisa, Elżbieta Wiatrak – nestorka sopockiej Polonii, Ryszard Urbanowicz – lekarz, Przemysław Dyakowski – legenda wybrzeżowego jazzu, Waldemar Chyliński – autor tekstów (dla ruchu „Kocham Sopot napisał właśnie piosenkę „Pięknie w Sopocie”), Marek Karewicz – światowej sławy fotografik, Joanna Konopacka – wydawca, Prezes Fundacji im. Stanisławy Fleszarowej-Muskat. W aktualnym składzie Honorowego Komitetu Wsparcia kandydatury Wojciecha Fułka znalazło się już blisko 400 osób. Kolejne deklaracje można też składać e-mailem na adres: wojciechfulek@kochamsopot.pl

Konrad Franke

2

sierpnia wspólną konferencję zwołali dwaj byli wiceprezydenci Sopotu: Wojciech Fułek, bezpartyjny lider ruchu obywatelskiego Kocham Sopot i Cezary Jakubowski z Platformy Obywatelskiej. – Przesłaniem naszego spotkania jest apel do wszystkich kandydatów, abyśmy nie stosowali metod niegodnych naszych mieszkańców – powiedział Cezary Jakubowski. – Jako sopocianin nie mogę zaakceptować, że w walce wyborczej stosowane są różne chwyty, których jestem wielkim przeciwnikiem. Apel o czyste prowadzenie kampanii, skierowany był do wszystkich kandydatów, jednak jak się wydaje przede wszystkim do urzędującego prezydenta miasta, Jacka Karnowskiego. Tym czasem prezydent Sopotu o tej samej niemal godzinie zwołał swoją konferencję prasową, dotyczącą oddania do użytku sopockogdańskiej hali widowiskowej, co zdaniem Cezarego Jakubowskiego było działaniem celowym. Zapytany, czy usunięcie go ze stanowiska wiceprzewodniczącego

Termin wyborów samorządowych, w których będziemy wybierali radnych, wójtów, oraz prezydentów miast nie jest jeszcze znany. Najprawdopodobniej odbędą się one 14 listopada. Mimo odległego dość jeszcze terminu, kampania wyborcza w Sopocie ruszyła na dobre. Rady Miasta było dziełem prezydenta Karnowskiego, odpowiedział, że nie mogło się to stać bez wiedzy i zgody prezydenta, który chciał w ten sposób wzmocnić pozycję swojego protegowanego, Pawła Orłowskiego. Odwołanie Wojciecha Fułka, jak dodał Jakubowski, miało natomiast na celu usunięcie swojego własnego rywala. Z kolei Wojciech Fułek oznajmił dziennikarzom, że po wyrzuceniu go przez Karnowskiego z funkcji

wiceprezydenta, odwiedziło go kilku członków PO. Powiedzieli mu, że dymisja była zaplanowana już kilka miesięcy wcześniej, to znaczy w momencie kiedy Karnowski dostrzegł, że w osobie swego zastępcy może mieć groźnego konkurenta do prezydenckiego fotela. – Pan prezydent wręczał mi nagrody za wzorową pracę – mówił rozżalony Fułek, – a równocześnie, poza moimi plecami planował moje zwolnienie.

fot. Krzysztof M. Załuski

Konrad Franke

Ponad 150 osób wzięło udział w kolejnym spotkaniu ruchu obywatelskiego „Kocham Sopot”, którego twórcą i liderem jest zdymisjonowany kilka tygodni temu przez prezydenta Jacka Karnowskiego wiceprezydent Sopotu Wojciech Fułek. Wśród gości znalazły się prawdziwe sławy jazzu, teatru i literatury. Miłość do Sopotu zadeklarowali między innymi: jeden z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych Leszek Możdżer, tancerz, mim, choreograf i reżyser telewizyjny Wojciech Misiuro, oraz pisarz Paweł Huelle.

Cezary Jakubowski i Wojciech Fułek apelują o zachowanie standardów podczas kampanii wyborczej.

Baśniowe co nieco

Bajka o smutnym cesarzu

Wojciech Fułek

W

pewnym pięknym mieście żył sobie kiedyś młody cesarz. Poddani cenili go za entuzjazm i klarowną wizję cesarstwa. Jego stary ojciec, który oddał mu dobrowolnie pełnię władzy, co rzadko zdarzało się wtedy w królestwach i cesarstwach, szanowany i ceniony, odszedł. Młody cesarz poświęcił się budowie i umacnianiu przekazanego mu przez ojca imperium, które miało być przyjazne dla poddanych. Uważnie słuchał starych doradców, którzy czasami życzliwie krytykowali niektóre jego decyzje i sugerowali inne rozwiązania. Ale stosun-

kowo szybko doszedł jednak do wniosku, że to sama władza nadaje główny sens jego życiu, bo tylko ona przynosi mu pełną satysfakcję, zadowolenie i zaspokojenie. Doszedł do wniosku, iż jego poddani najbardziej cenią nie argumenty, ale jego siłę i smagnięcia batem, więc stawał się coraz bardziej wyniosły, niedostępny i podejrzliwy. Tropił spiski i tępił tych, których podejrzewał o niechęć stosunku do swojej osoby. Poświęcił dla utrzymania władzy wszystko: swój cesarski honor, rozsądek, resztki przyzwoitości, pokorę, umiar, życie rodzinne i pogodę ducha. Cesarz uznał bowiem, że tylko władza absolutna daje mu pełnię szczęścia, więc każda forma tyranii i każda metoda pozbycia się tych, którzy mają inne zdanie niż on, jest usprawiedliwiona. Powtarzał zatem przy każdej możliwej okazji „cel uświęca środki” i otaczał się coraz bardziej szczelnym kręgiem wiernych dworzan. Jego dwór z czasem składał się już jedynie z potakiwaczy, którzy wyspecjalizowali się w uzasadnianiu najbardziej nawet dziwnych i często sprzecznych ze sobą decyzji władcy. Posłańcom, którzy przy-

nosili mu złe wieści kazał ścinać głowy, więc po kilku takich publicznych egzekucjach, oklaskiwanych z balkonu pałacu przez dwór

i przyjmowanych z okrzykami entuzjazmu przez zgromadzoną na placu gawiedź, żądną krwi i rozrywki (co akurat w tym szczególnym przypadku szło w parze) nikt już nie mącił spokoju cesarza. Wieści były już teraz wyłącznie takie, jakich oczekiwał władca: pozytywne i utwierdzające go w przekonaniu, że zawsze ma rację, że podejmuje wyłącznie dobre decyzje, że mieszkańcy jego cesarstwa

kochają go nawet ponad swoje życie i niczego nie pragną mocniej, niż jeszcze większej dawki tyranii i poszerzenia jego władzy absolutnej. Cesarz miał jedną tajemnicę i słabość, o której wiedzieli jedynie najwierniejsi dworacy. Nadworny cyrulik sporządził mu specjalne pigułki szczęścia, opracowane na podstawie tajemnej receptury i karmił go nimi, ponieważ z czasem nawet pełnia władzy nie przynosiła już cesarzowi ukojenia i poczucia stanu błogosławionego szczęścia. Nie zdawał sobie bowiem nasz biedny cesarz zupełnie sprawy z tego, iż każda władza jest coraz bardziej żarłoczna i żąda wciąż nowych ofiar oraz zaspokojenia nienasyconego głodu. Głowy posłańców, przynoszących złe wieści, które wcześniej spadały jak jabłka z drzew w cesarskim sadzie, nie gasiły już głodu władzy absolutnej. Krwiożerczy potwór stawał się coraz większy i coraz bardziej nienasycony. A kiedy posłańców zabrakło, a potwór władzy nadal żądał ofiar i strawy, cesarz postanowił poświęcić kilku swoich przybocznych. Ale nawet i to nie było już wystarczają-

ce. Potwór zaczął więc pożerać swojego dotychczasowego pana i władcę. Cesarz nadal wyglądał niby tak samo, nie zmienił się, choć podkrążone oczy i trupia bladość lica wskazywały na drążącą go, nieuleczalną chorobę. Jego poddani sądzili, iż jest to wynik nieprzespanych nocy, które od pewnego czasu cesarz spędzał na towarzyskich libacjach („libacje” to według starożytnych pierwsze i ostatnie ofiary płynne podczas uczty) w gronie zaufanych członków dworu. Tymczasem apetyty władzy pozostawały wciąż niezaspokojone. Potwór zjadał cesarza kawałek po kawałku, przybierając z czasem jego postać. Po jakimś czasie niewiele już zostało z dawnego, energicznego, młodego cesarza. Potwór władzy wypełnił go niemal całkowicie, zmieniając władcę w nienasycone monstrum, które wciąż żądało niewinnych ofiar. Cesarz wydawał się teraz wystraszonym członkom dworu zgorzkniałym starcem, pełnym zawiści, nieufności i jadu. Nadzwyczajny radca stanu przynosił mu codziennie rano nowe medykamenty, spreparowane przez cyrulika, ale dziwacznego bólu

w piersiach nic nie było już w stanie uśmierzyć, ani też przegnać lęku wirującego nad cesarską głową. Nawet pigułki szczęścia przestały już działać i wkrótce również cyrulik stał się kolejną ofiarą władzy. Ścięta głowa cyrulika, wbita na włócznię, długo straszyła na zamkowym dziedzińcu. Cesarz nie zwrócił nawet uwagi na to, że nikt już nie wiwatuje i nikt nie cieszy się z kolejnej egzekucji. Władza całkowicie zawładnęła już jego umysłem i ciałem, choć dwór wciąż tego nie zauważał. Puenta tej bajki nie jest, niestety, wesoła, i niech będzie przestrogą dla wszystkich cesarzy, którzy pragną absolutnej, niczym nie skrępowanej władzy. Taki cel jest oczywiście możliwy do osiągnięcia, ale – jak się wydaje – za taką władzę trzeba zapłacić najwyższą cenę. Władza, tak jak rewolucja, pożera własne dzieci i łamie kręgosłupy mniej odpornym. Władza w wynaturzonej postaci zmienia się w karykaturę władzy i czyni z władcy, małego, śmiesznego człowieka, pełnego buty i arogancji. I o tym ani podwładni, ani nawet wszechmocni cesarze nie powinni zapominać.


Rozmaitości 11

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

Recenzja. Olga Tokarczuk – „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Sport w kurorcie

Kandydatka do „Nike”

Potężne „Trefle”

szych polskich powieściopisarek, od Elizy Orzeszkowej poczynając, a na Zofii Nałkowskiej, Zofii Kossak-Szczuckiej i Marii Dąbrowskiej kończąc. Co najzabawniejsze „Pług” w swoim zewnętrznym opakowaniu to klasyczny kryminał, a więc gatunek prozy uznawany za pośledni. Rzeczywiście w miarę rozwijania się akcji przybywa trupów, rośnie napięcie, policja jest bezradna, zbrodniarz nieuchwytny i, jak w najlepszych powieściach Agaty Christie, rozwiązanie zagadki czeka na nas w ostatnim rozdziale. Świetnie zbudowany wątek kryminalny jest jednak tylko rusztowaniem, na którym Tokarczuk buduje swoją filozofię, swoją wizję współczesnej Polski. „Pług” to powieść z tezą, to bardzo mocny krzyk w obronie naszych „mniejszych braci” –

zwierząt. To także protest przeciwko obłudzie i pysze ludzkiej, której uosobieniem są tu myśliwi. Nie na darmo Tokarczuk przyrównuje myśliwskie „ambony” do wieżyczek w hitlerowskich obozach koncentracyjnych, czy w sowieckim Gułagu. Na dole paśniki, mające przywabić głodne istoty, na wieżyczkach dyszący chęcią mor-

Siatkarki „Atom Trefl Sopot” pod otwartą właśnie sopocko-gdańską halą widowiskowo-sportową: Simona Rinieri, Izabela Bełcik, Eleonora Dziękiewicz, Kinga Maculewicz, Dorota Świeniewicz.

Inauguracja z Brazylią w tle Budowa hali sportowo-widowiskowej na granicy Sopotu i Gdańska rozpoczęła się w marcu 2007 roku. Miała być ukończona w grudniu 2008 roku, ale dopiero 31 lipca 2010 roku inspektor nadzoru Małgorzata Żurawska wydała pozwolenie na jej użytkowanie.

fot. archiwum

O

późnienie wyniosło półtora roku, zaś koszt budowy wzrósł do 340 milionów złotych. Unia Europejska dała 40 milionów, Ministerstwo Sportu 61, resztę dołożyły solidarnie prawie półmilionowy Gdańsk i 38 tysięczny Sopot. W międzyczasie wielokrotny mistrz Polski w koszykówce – Prokom, którego mecze mały zapełnić 14 tysięczną widownię przeniósł się do Gdyni i na co dzień w hali grać będą siatkarki Atom Trefl, oraz koszykarze Trefla Sopot. Hitem otwarcia ma być towarzyski mecz siatkówki męskiej Polska – Brazylia. Odbędzie się on 18 sierpnia. Cena biletu wynosi od 50 do 100 złotych. Parking pod samym obiektem nawet 50 zł. We wrześniu, z okazji Święta Miasta ma się tu odbyć koncert symfoniczny dla sopocian, w paź-

Obiekt wart 340 mln został wreszcie otwarty, teraz jeszcze trzeba podciągnąć do niego drogi dojazdowe, co kosztować będzie kolejne 200 mln złotych.

dzierniku wystąpi światowa legenda sportu Harlem Globetrotters, a w listopadzie pojawią się gwiazdy muzyczne: Jean-Michel Jarre i Lady Gaga. Problemem pozostaje dojazd do hali. Ulica Łokietka łącząca

halę z Sopotem wciąż przypomina konny trakt na Polesiu przed rokiem 1939. Łatwiej na halowe imprezy dostać się będzie od strony Gdańska. Jednak i tutaj, w przypadku większych przedstawień widzowie będą musieli

sowych tarapatach Farmutilu Piła. Pod okiem wybitnego trenera Konrada Piechockiego sopocianki staną się jednym z najpoważniejszych kandydatów do tytułu mistrza Polski. W zespole znalazły się także dwie Turczynki: Noriman Ozsoy i Meryem Boz. O tytuł mistrza Polski walczyć też będą koszykarze „Trefla” Sopot. W drużynie prowadzonej przez Karlisa Muiznieksa zagra między innymi najlepszy polski koszykarz, Filip Dylewicz. Przez wiele lat występował on w „Prokomie” Sopot, sześć razy zdobywając ze swą drużyną mistrzostwo Polski. Ostatni sezon Dylewicz spędził we włoskim „Air Avellino”, aby po roku nieobecności powrócić do Sopotu. Kontrakt z „Treflem” ma także podpisać inny reprezentant Polski, Adam Waczyński. Jak z tego widać sezon piłki ręcznej w Sopocie zapowiada się pasjonująco. (bs)

Olga Tokarczuk – „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, s. 315, cena 39.90 zł.

Sopocko-gdańska hala wreszcie gotowa

Krzysztof M. Załuski

W

ubiegłym sezonie siatkarki „Trefla” Sopot biły na głowę wszystkie rywalki w rozgrywkach I ligi. Kiedy zdawało się, że PlusLiga jest w zasięgu ręki sopocianki przegrały finał play-off z TPS Rumia, a następnie baraże ze Stalą Mielec. Właściciel „Trefla” Kazimierz Wierzbicki nie poddał się jednak. Głównym sponsorem zespołu został koncern PGE, dzięki czemu sopocki klub, po zmianie nazwy na „Atom Trefl”, ma najwyższy budżet w polskiej siatkówce żeńskiej. Pozwoliło to na zatrudnienie znakomitej Włoszki Simony Rinieri, świetnej Hiszpanki, Fernandes Navarro, oraz równie znanych w świecie siatkaskim Polek, między innymi Doroty Świeniewicz, Izabeli Bełcik, Pauliny Maj, Katarzyny Koniecznej, Mai Tokarskiej. Aby nie tracić roku w I lidze, „Trefl” wykupił miejsce w PlusLidze od znajdującego się w finan-

fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

O

statnia powieść Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” jest jedną z dwudziestu książek nominowanych do nagrody „Nike”. Pierwszą „Nike” Tokarczuk otrzymała w 2008 roku za „Biegunów”. Czy „Pług” jest lepszy od „Biegunów”? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Wartość książki jest nie do wymierzenia. Jak każde dzieło sztuki zależy od indywidualnej oceny czytającego (oglądającego, słuchającego). Dla wielu znawców literatury „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta jest najwybitniejszą powieścią wszechczasów. Ale może się też znaleźć czytelnik, który uzna ją za wydumane i nudne dywagacje starszego pana i dla niego lektura ta będzie faktycznie czasem straconym. Dla mnie „Pług”, to jedna z najlepszych powieści polskich minionego 20-lecia. Czytałem ją „jednym tchem” i po przeczytaniu odłożyłem z żalem, że to już koniec. Było to jakby rozstanie z mądrym człowiekiem, którego chciałoby się słuchać w nieskończoność i który każdym zdaniem uczy nas czegoś i zaskakuje. Odnoszę wrażenie, iż Tokarczuk rozwija się z każdą książką, całą swoją twórczością coraz mocniej wpisując się w poczet najwybitniej-

du mężczyźni z bronią gotową do strzału. Oj, naraziła się pisarka potężnemu lobby, jaki stanowi Polski Związek Łowiecki, oraz jeszcze potężniejszemu Kościołowi Katolickiemu, którego przedstawicielem jest ksiądz Szelest, celebrujący nabożeństwo dla myśliwych w dzień świętego Huberta. Jest w tej powieści pewna kontrowersja, którą zapewne zechcą wykorzystać jej antagoniści. Sam zadaję sobie pytanie, czy Tokarczuk nie posunęła się za daleko w swojej dyskredytacji środowiska myśliwych. Bo, czy za śmierć niewinnych istot można karać śmiercią? Czy zemsta może być usprawiedliwiona popełnioną zbrodnią, jeśli za zbrodnię uznamy „rozrywkę”, jaką jest strzelanie do zwierząt? Czy ma prawo ujść bezkarnie mścicielowi? Na to pytanie pisarka nie daje odpowiedzi. A raczej staje w opozycji do obowiązującej współczesny świat cywilizowany tezy, że nawet największemu zbrodniarzowi nie wolno odbierać życia. Trochę szkoda, że problem ten nie został w powieści szerzej rozwinięty, ale może jest to kwestia, którą każdy powinien rozstrzygnąć indywidualnie w swoim sumieniu.

zostawiać swoje pojazdy na Żabiance i dalej iść pieszo. Sytuację kierowców jadących z Gdańska poprawi nieco ukończenie budowy ronda przy ulicy Gospody, co ma nastąpić jeszcze w roku bieżącym. Sopocianie na dojazd ulicą Łokietka mogą liczyć dopiero w roku 2011. Radykalnym rozwiązaniem stanie się dopiero wybudowanie fragmentu Drogi Zielonej, od Alei Niepodległości do hali. Jest to inwestycja dość skomplikowana (konieczność wybudowania tunelu pod torami kolejowymi) i kosztowna. Inwestycja ta pochłonie sumę rzędu 200 milionów złotych. Jedna czwarta tej kwoty będzie pochodziła z funduszy Unii Europejskiej, 90 milionów wyłoży Miasto Gdańsk, 60 milionów Miasto Sopot. Przetarg na jej budowę ma być ogłoszony jeszcze w sierpniu, planowane ukończenie prac to koniec 2012 roku.

Studentki z Sopotu na Krecie

W

pierwszej połowie lipca na przybrzeżnych wodach Krety odbyły się Akademickie Mistrzostwa Świata w Match Racingu. Uczestniczyło w nich 13 załóg z 9 krajów: Australii, Danii, Francji, Grecji, Irlandii, Polski, Singapuru, Wielkiej Brytanii i Włoch. Polskę reprezentowała piątka zawodniczek z Sopotu. Załogę jachtu J 24 stanowiły: Zuzanna Gładysz – sterniczka, Kaja Morawiec – trymerka grota, Aleksandra Pawłowska – trymerka żagli przednich, Maja

Kos – dziobowa, oraz Maja Dembowska – masztowa. W założeniu imprezy jachty miały być identyczne, niestety różniły się zarówno wiekiem, jak i ustawieniem takielunku. Nie pomogło to polskim zawodniczkom. Zawody były rozgrywane na zasadzie pojedynków każdy z każdym. Ostatecznie Sopocianki zajęły ostatnie miejsce, zdobyły jednak bezcenne doświadczenie, które powinno zaowocować w przyszłości. Głównym sponsorem dziewcząt była firma AA Cosmetics.

fot. archiwum

Stanisław Załuski

Jak do tej pory tylko Wiesław Myśliwski zdobył dwukrotnie nagrodę literacką „Nike”. Czy sztuka ta uda się także Oldze Tokarczuk? O tym przekonamy się jesienią, gdy na uroczystej gali statuetka „Nike” i czek wysokości stu tysięcy złotych powędruje do rąk zwycięzcy.


12 Reklama

www.riviera24.pl


Reklama 13

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

Bank Nordea promuje płatności kartą Nordea zachęca klientów do dokonywania płatności bezgotówkowych za pomocą kart płatniczych. Bank przygotował dla swoich klientów wakacyjny konkurs z atrakcyjnymi nagrodami rzeczowymi.

Z

dnia na dzień rośnie liczba klientów chętnych do płacenia kartą, a karty płatnicze cieszą się coraz większym powodzeniem, gdyż są łatwym i bezpiecznym sposobem dokonywania zakupów. Na polskim rynku według danych NBP, w obiegu znajduje się ponad 30 mln kart

płatniczych, jednak nadal wielu posiadaczy kart nie dokonuje płatności bezgotówkowych. Bank Nordea postanowił zachęcić swoich klientów do dokonywania płatności bezgotówkowych. Bank przygotował dla swoich klientów wakacyjny konkurs z atrakcyjnymi nagrodami rzeczowymi. Aby

wziąć udział w konkursie klient banku nie musi się nigdzie rejestrować, wystarczy, że dokona płatności za pomocą karty debetowej Visa na dowolną kwotę. Wśród uczestników konkursu zostanie rozlosowany sprzęt elektroniczny marki Sony. Konkurs trwa od 1 lipca do 30 września i składa się z trzech etapów, każdy z nich trwa jeden miesiąc. Podczas trzymiesięcznego okresu trwania konkursu zostanie rozlosowanych 80 nagród marki Sony, wśród nich odtwarzacze BlueRay, odtwarzacze mp4 oraz aparaty cyfrowe Cyber-Shot. Nagrody przysługują tym klientom, którzy w wyznaczonym okresie dokonają największej liczby transakcji bezgotówkowych za pomocą karty debetowej Visa. Celem

konkursu jest pokazanie klientom, że dokonywanie transakcji za pomocą karty jest łatwe i pozwala na bezpieczne i wygodne robienie zakupów. Bank Nordea umożliwia swoim klientom korzystanie z nowoczesnych kanałów bankowości, od lipca 2010 za pomocą bankomatu Nordea banku można zmienić numer PIN do kart, sprawdzić saldo rachunku kart oraz wydrukować mini wyciąg zawierający informacje o ostatnich 10 transakcjach dokonanych przy użyciu karty. Wszystkie bankomaty Nordea obsługują również tak zwane karty chipowe. Ponadto w większości placówek banku możemy skorzystać z usług strefy Bank 24h, w której oprócz bankomatu, znajduje się Infomat za pomocą, którego możemy logować do konta bankowego i dokonywać dowolnych transakcji. W strefie

Bank 24h znajduje się równiez telefon za pomocą, którego możemy bezpłatnie połączyć się z Centrum Obsługi Klienta. Bank Nordea przygotował również innowację dla internautów, którzy mogą bezpłatnie kontaktować się z Konsultantami Infolinii Banku Nordea, używając komunikatora Skype. Kliknięcie w ikonkę zamieszczoną na stronie internetowej umożliwia bezpłatne połączenie przez komunikator internetowy bezpośrednio z Konsultantem. Przez Skype można uzyskać szczegółowe informacje dotyczące całego wachlarza usług finansowych, a także złożyć wniosek o założenie konta, czy złożyć dyspozycję wykonania przelewu lub założenia lokaty. – Coraz więcej Klientów zapoznaje się z naszą ofertą przez strony internetowe. Umożliwiamy im natych-

miastowy kontakt z doradcą, by mogli przedyskutować szczegóły oferty. Bezpłatny kontakt przez Skype z Infolinią Banku zapewnia niezbędną wygodę i szybkość w kontaktach z bankiem – wyjaśnia Aleksandra Śliwińska, Dyrektor Oddziału Internetowego i Call Center w Nordea Bank Polska. Z kontaktu przez Skype internauci mogą korzystać w godzinach pracy Infolinii Banku – tj. 24 godziny na dobę przez 5 dni w tygodniu: od poniedziałku od godziny 6:00 do soboty do godziny 6:00, oraz dodatkowo w soboty w godzinach 9:00-17:00. Rynek usług bankowych jest jednym z najszybciej rozwijajacych się w Polsce, klienci coraz częściej korzystaja z elektronicznych kanałów bankowości, gdyż jest to wygodne i mniej czasochłonne niż tradycyjna wizyta w oddziale.


14 Trójmiasto czyta

www.riviera24.pl

Aussiedlerblues (5)

Kołchoz z widokiem na Alpy fot. archiwum fot. archiwum

większość zarobionych na budowach funtów. Opowiadałem o zamieszkach rasowych podczas festiwalu reggae na Notting Hill, gdzie jedynie cudem uniknąłem śmierci pod kopytami konnej policji; opowiadałem o National Gallery i psychopacie, który strzelał do kartonu, na którym Leonardo da Vinci naszkicował świętą Annę, Marię, Jezusa i Jana Chrzciciela; opowiadałem o katastrofie w metrze na stacji King’s Cross, gdzie 19 listopada 1987 roku o 7:20 rano wybuchł pożar, w którym w ciągu kilku minut spłonęło żywcem prawie czterdzieści osób, mówiłem o półmetrowych szczurach na peronach metra w pobliżu Tamizy i o Hindusach z Southall, o piegowatych niewiarygodnie purytańskich irlandzkich dziewczynach i o czarnych, zmysłowych laskach z południowego Brixton, o malowa-

wiem, czym się zajmowali zawodowo, ale sądząc po stanie psychicznym, w jakim wracali wieczorami do obozu, musiało to być zajęcie wyjątkowo stresujące. Obaj cierpieli albo na chronicznego kaca, albo na alkoholowy psychomotoryczny odjazd. Po skonsumowaniu litra wódki na twarz, chłopcy zaczynali łomotać się po szczękach niemal jak Muhammad Ali z George’m Foremanem. O co im szło, nie mam pojęcia po dziś dzień. Ryczeli na siebie w jakiejś przedziwnej podopolskiej gwarze, której nawet Winfried Dyl, Górnoślązak, nie był wstanie do końca pojąć. Mnie z tego potoku bluzgów udawało się wyłowić jedynie trzy czysto słowiańskie słowa – przy czym, przez wzgląd na damy, wolałbym ich tutaj nie przytaczać. Starałem się zresztą ich zatargi traktować jako konflikt wy-

* Piętnastego czerwca roku pamiętnego obudził mnie łomot do drzwi. „Wojna czy co?”, pomyślałem i spojrzałem na ścienny zegar – jego tarcza błyszczała w słońcu poranka niby carska dziesięciorublówka; złocone, rokokowe wskazówki dobiegały ósmej. Nie cierpiałem tego zegara, szczególnie nad ranem serdecznie go nienawidziłem – za to tykanie i łoskotanie przez całą noc i jeszcze za tę kurę z nadłamanym dziobem, która co godzinę parodiowała kukułkę… Parę tygodni wcześniej Gerhard wygrzebał go gdzieś na wiosennym

od obowiązku myślenia i przewidywania; i w ogóle od jakichkolwiek analiz intelektualnych, wykraczających poza kwestię bytu materialnego „tu i teraz”. „Być czy mieć” – to dywagacje dobre dla jołopów, którzy zostali w Polsce. Nie inaczej przedstawia się sprawa dociekliwości, czyli wścibstwa: wszyscy chcieliby wiedzieć wszystko o wszystkich, nawet jeśli ta wiedza jest im całkowicie zbędna. Z tych samych przyczyn ludzie z Heimu pragną posiadać wszystko, najlepiej za darmo – niektórzy z rzeczy znalezionych na Sperrmüllu meblowali sobie nie tylko lagrowy pokój, ale także pierwsze mieszkania. Dlatego wspólne stają się nie tylko łyżki, noże i widelce, sprzęt grający, gazety, filmy wideo, płyty, kuchenki elektryczne i grill,

fot. archiwum

łącznie śląsko-śląski. Co za tym idzie, unikałem dyskusji merytorycznej zarówno z Wolfgangem, jak i z Gerhardem. Gdy tylko słyszałem, że nadchodzą, przerywałem swoje zajęcia i natychmiast wynosiłem się z pokoju do kuchni. Na podstawie łoskotu tłukących się talerzy, szklanek i kufli oraz jęków, zgrzytów i postękiwania moich nauczycieli, starałem się oszacować zniszczenia… A trzeba Wam wiedzieć, moi Mili Czytelnicy, że Wolfgang i Gerhard nie byli bynajmniej cieniasami i że walczyli do upadłego. Rozdzielał ich zazwyczaj dopiero Dyl z rozwianą niczym Mojżesz brodą. Kiedy Wolfgang wyjeżdżał w delegację, Gerhard upijał się sam. Jego solowe pijaństwo nie było już jednak ani tak spektakularne, ani tak dramatyczne, jak pijaństwo kolektywne z ukochanym kuzynem. W takich wypadkach cała akcja kończyła się zwykle około drugiej nad ranem płaczem i zgrzytaniem zębów. Którejś nocy Gerhard ponoć tak się „ożarł”, że śniąc snem sprawiedliwego Ślązaka zdefekował się w pościel niczym niemowlę czystej polskiej krwi. Na moje szczęście, już tam wówczas nie mieszkałem.

Ale o tym dowiedzieć się miałem później… Póki co, odwróciłem się twarzą do ściany i szeroko ziewając, oddałem się rozważaniom natury egzystencjalnej. Pobyt w Heimie, jak w każdym kołchozie, powoduje poważne zaburzenia emocjonalne i nieodwracalne zwichnięcie kręgosłupa moralnego; przede wszystkim jednak jest przyczyną redukcji poczucia indywidualnej odpowiedzialności, która zastępowana zostaje swoistą formą zbiorowej nonszalancji – dlatego pewnie tak sobie leżałem, nie przejmując się bliźnim za drzwiami, który pragnął podzielić się ze mną dobrą nowiną. Społeczność Heimu sankcjonuje inercję umysłową i tumiwisizm. Uwalania swoich członków

Sperrmüllu – do dziś pamiętam, jaki był z tego powodu dumny. – Echt, szwarcwaldzki – powtarzał, wbijając hak nad swoją pryczą. – Oryginał, „madeingermański” – przecierając cyferblat, wydymał z zadowolenia usta. No więc była ósma; ale równie dobrze mogła być dziewiąta. Albo czwarta czterdzieści pięć – w końcu po zegarze, który ktoś wystawił na ulicę jako totalny szajs, nie można się było spodziewać szwajcarskiej dokładności. To jednak nie był problem. Problemem było to, że stukanie do drzwi nie ustawało. Pomyślałem wtedy, że ten za drzwiami jest albo nieprawdopodobnie uparty, albo wyjątkowo głupi – potem zresztą okazało się, że zwłaszcza w drugim przypadku Pan Bóg poskąpił stukającemu swej szczodrobliwości. Wynagrodził mu za to w kategorii „poczucie przynależności do narodu niemieckiego” – tu, zgodnie z regułą, która mówi, że poczucie owo jest odwrotnie proporcjonalne do ilorazu inteligencji imigranta, wskaźnik wynosił najprawdopodobniej 140 procent normy.

fot. archiwum

W

róćmy do pokoju męskiego… Po wywiezieniu Wowki Klossa w kaftanie bezpieczeństwa na wyspę Reichenau stan osobowy naszego apartamentu został uzupełniony o osiemnastoletniego mieszkańca Siedmiogrodu, Ulricha Gebauera. Uli, mimo że pogardliwie nazywaliśmy go Rumunem, fizycznie najbardziej przypominał wnusia esesmana: był wysoki, jasnowłosy i miał niebieskie oczy. Jako jedyny z całego towarzystwa znał trochę angielski, jako jedyny nie lubił wódki i jako jedyny potrafił nie tylko ględzić, ale również słuchać i najzwyczajniej się uśmiechać. Kiedy zostawaliśmy sami w pokoju, wypytywał mnie o Londyn i o Anglię. Opowiadałem mu o moim pustym domu, stojącym w pobliżu lotniska Heathrow, o startujących i lądujących osiem razy dziennie naddźwiękowych concorde’ach, o pubach, w których pracujący na czarno emigranci zostawiają

fot. archiwum

Krzysztof Maria Załuski

niu ścian w domu żydowskiego optyka na Golders Green i o remoncie antykwariatu księcia Marlborough przy Old Bond Street vis a vis domu aukcyjnego Sotheby & Co. Opowiadałem mu o bogactwie i o nędzy, opowiadałem o samotności, od której czasem chciało mi się wyć… Uli kiwał głową i powtarzał, że musi tam kiedyś pojechać i wszystko to zobaczyć, na własne oczy. Dla odmiany Wolfgang i Gerhard nie interesowali się właściwie niczym – jeśli nie liczyć wódy, roboty i fotografii gołych kobitek. Umieli za to pierwszorzędnie narzekać. Szczególnie dobrze wychodziło im opluwanie wszystkiego, co polskie. O tym, że w ich żyłach płynie niemiecka krew, dowiedziałem się już pierwszego dnia, kiedy naiwnie zapytałem, kto nadał im takie dziwne imiona… Stawiając im to pytanie, nie miałem absolutnie zamiaru ich urazić – po prostu do tej pory nie znałem w Polsce nikogo, kto miałby na imię Winfried, Wolfgang czy Gerhard. Oni jednak, zarówno pytanie, jak i następujące po nim usprawiedliwienie, odebrali jako niegrzeczność. Wolfgang i Gerhard mieszkali w Heimie już ponad rok. Nie


Trójmiasto czyta 15

Nr VII (51) 21 lipca – 20 sierpnia 2010

pub polsko-niemieckiego boksera Dariusza Michalczewskiego). Tamto zdarzenie opisałem w swojej drugiej książce, w Szpitalu Polonia. Jej bohater, w przeciwieństwie do mnie, był w zmowie z diabłem, a może raczej aniołem, bo rzecz działa się na ulicy Rajskiej. Christianowi M. za sprawą tajemniczej suwnicowej o żółtej jak ciekłe złoto twarzy, udało się wtedy uniknąć kontaktu z przedstawicielami władzy ludowej. Krzysztofowi M. się to wówczas nie udało, i dzięki temu aż nazbyt dobrze pojął, jak daleko sięgnąć może opiekuńcze ramię socjalistycznego państwa: najpierw, na schodach komisariatu Milicji Obywatelskiej przy ulicy Piwnej zażył „ścieżki zdro-

lecz także długopisy, koperty, papier toaletowy, ręczniki, dezodoranty i mydło. Wspólne stają się wspomnienia i pomysły na przyszłość; wspólne picie wódki i wspólne, nie zawsze wspólnie kupowane, jedzenie. I tylko żony, szczoteczki do zębów i samochody nie są wspólne. Forma bytu wspólnotowego do momentu zostania emigrantem była mi zasadniczo obca. Jako jedynak, od urodzenia byłem, i pewnie do śmierci pozostanę, czarną owcą wszelkich wspólnot; pomimo, a może właśnie z powodu, przebywania w dzieciństwie w najprzeróżniejszych przechowalniach dla jedynaków: w żłobkach, w przedszkolach, w szkolnych świetlicach. Już wówczas panie Stefania i Lidka, prowadzące na gdańskim Przymorzu przytulisko pod tytułem „Miś”, zwróciły uwagę na mój nikczemny i wyjątkowo aspołeczny charakter: kiedy kolektywnie należało wtranżalać grochówkę, ja jej nie tylko nie chciałem, ale jeszcze perfidnie wlewałem zawartość talerza z powrotem do blaszanego wiadra; albo gdy koledzy przedszkolacy usiłowali zapaść w poobiednią drzemkę, ja darłem japę jak

opętany, co pani Stefania kwitowała niezwykle celnymi sentencjami: „Ciebie, Załuszczak, to nie widać, ale za to słychać”, albo „Wy, artyści (zapewne dlatego, że mój Ojciec też artysta), to nie możecie normalnie, wy, artyści, to musicie na głowie”. A przecież Rodzice wielokrotnie próbowali ratować mnie przed ostateczną zgubą i stoczeniem się w otchłań egocentryzmu… Nie na wiele się to jednak zdało. Mimo usilnych zabiegów, zarówno osób prywatnych, jak i urzędników Państwa Peerel, udało mi się pozostać sobą. Po raz pierwszy o swoich ułomnościach przekonałem się, ukończywszy lat dziesięć. W lipcu 1973 roku zostałem wysłany przez Mamusię i Tatusia na kolonie letnie do miejscowości Kaliska, leżącej w sercu Kaszub. Po trzech tygodniach – pozbawiony przez współkolonistów nie tylko szwajcarskiego zegarka marki atlantic, lecz także złudzeń co do natury osobników kochających życie gromadne – powróciłem do domu jako w pełni ukształtowany i świadomy egoista. Kolejny solidny haust socjalizacji przypadł na mój pobyt w więzieniu w Starogardzie Gdańskim. Trafiłem tam

Bajki z Wyspy Umpli Tumpli

Drzwi w polu Stanisław Załuski & Mirosław Stecewicz

Z

początkiem wakacji na wyspie Umpli Tumpli pojawił się chłopiec, którego tu jeszcze nigdy nie widziano. Miał długie włosy koloru dojrzałego żyta, niebieskie oczy, opalone po-

liczki. Nosił białe trampki, krótkie płócienne spodnie i koszulkę z wielkim napisem: KLAMKA. Z nikim nie przystawał, trzymał się z daleka od wszystkich dzieci. Za to często można go było widzieć wędrującego samotnie, pozornie bez celu, po łąkach i polach. – Hej, nowy! – krzyknął Ziózio, gdy pewnego dnia chłopiec przemykał przez Park Miejski,

fot. archiwum

fot. archiwum

30 stycznia 1982 roku – i to bynajmniej nie z powodów politycznych. Wręcz przeciwnie, w ciupie znalazłem się z pospolitej głupoty, przyrodzonej mi prócz wspomnianego już narcyzmu – zamiast bowiem iść na szkolną potańcówkę i urżnąć się jak każdy przyzwoity peerelowski licealista, postanowiłem wziąć udział w nielegalnym zgromadzeniu ulicznym, mającym na celu destabilizację życia publicznego w Ludowej Ojczyźnie. Jako osobnik dorosły, zabrałem ze sobą dwóch nieletnich kompanów z osiedla – pierwszy, najprawdopodobniej pod wpływem wydarzeń tamtego wieczoru (rzucanie kamieniami w funkcjonariuszy Milicji Obywatel-

skiej, podpalanie „skotów” i „suk”, budowanie barykad, dewastowanie mienia społecznego, wznoszenie okrzyków godzących w sojusze, partię, ustrój itd. itp.) zaczął nadużywać gorzały; drugi dla odmiany został abstynentem i anarchistą, znanym całej, miłującej wolność i pokój wspólnocie międzynarodowej, konwojentem darów do Czeczenii, gdzie notabene w niewoli adresatów swej humanitarnej misji spędził cztery, chyba nie do końca miodowe, miesiące. Ale to było dużo później… Wówczas, w styczniu osiemdziesiątego drugiego, ja wpadłem, a oni, nie mając nawet dowodów osobistych, przeszli przez kordon ZOMO, sprytnie zamaskowany w krzakach przy „Delikatesach” (później mieścił się tutaj

gdzie bawiła się gromadka dzieci. – Jak się nazywasz? – Nie widzisz? – chłopiec odwrócił się do niego plecami. – Jestem Klamka. – A ja jestem Ziózio. A to mój brat Funio. Nie chciałbyś pobawić się z nami? – Niestety. Nie mam czasu. Muszę załatwić coś ważnego. I Klamka szybko oddalił się od gromadki. – Nie podoba mi się ten chłopak – stwierdziła Mała Ala. – Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby okazał się małym czarownikiem. Pamiętacie, ile mieliśmy kłopotów w zeszłym roku, gdy na wyspie pojawiła się MAZŁACZA, czyli Mała Zła Czarownica? – Klamka nie wygląda na czarownika, a już na pewno nie na złe-

wia”, następnie poddany został rewizji osobistej, połączonej z poszukiwaniem w odbycie mikrofilmów, żyletek, granatów i rakiet balistycznych dalekiego zasięgu… A potem był jeszcze konwój prawdziwymi więźniarkami do prawdziwego więzienia i równie prawdziwe ubeckie, całonocne przesłuchanie: z biurkiem i lampą prosto w oczy… Niektórych z nas stróże prawa przypinali kajdankami do kaloryferów – chyba po to, żeby było jeszcze bardziej realistycznie – i dopiero wtedy wymierzali szczery, ojcowski łomot. Osobnikom uznanym za hipisów, klawisze najpierw obcinali włosy, a następnie konwencjonalnie kuli pięściami mordę. Tamtą noc spędziłem „pod celą”, dzieląc altruistycznie łoże z trzema innymi warchołami – razem zaległo nas na dwudziestu pryczach osiemdziesięciu. Następnego dnia po okolicznościowym pożegnaniu zwanym „waflem” (tym razem łomot odbywał się pomiędzy wewnętrzną a zewnętrzną śluzą wyjściową) zostałem zwolniony i – jak Boga kocham – żadnej „lojalki” ani niczego podobnego, ani wtedy, ani potem nie podpisywałem, co na łamach pewnej szacownej gazety zasugerował w jednej z recenzji Szpitala… jakiś kompletny debil. Parę dni później – zostałem „usunięty z I Liceum Ogólnokształcącego imienia Mikołaja Kopernika w Gdańsku w trybie natychmiastowym, ze względu na destrukcyjny wpływ na mło-

dzież”… Zarówno tamtą decyzję, jak i grono pedagogów, które ją wówczas podjęło – jakby nie było, mogli mi zwichnąć życie raz na zawsze – z perspektywy lat wspominam z dużym sentymentem, by nie powiedzieć, z ogromną sympatią. No bo jeśli się zastanowić, to naprawdę było to z ich strony miłe posunięcie: moi koledzy musieli siedzieć w szkole, a ja delektowałem się wolnością – zimę przejeździłem w Tatrach na nartach, lato przesiedziałem na plaży w Chałupach; pory przejściowe spędzałem w gdańskich lokalach gastronomicznych o wdzięcznych nazwach: „Palowa”, „Dominikańska”, „Żabusia”, „Pod Wieżą”, „Flisak” „Rzemieślnik”, „U Aktorów” „Literacka” i „GTPS”. Tam, pośród poetów, aktorów, malarzy i innych tym podobnych zwyrodnialców, przyswajałem tajniki wiedzy o życiu przed życiem. Tak, to było bardzo wychowawcze, szczególnie, gdy po latach dowiedziałem się, że ci sami ludzie, którzy mnie wtedy wyrzucali, nadal uczą młodzież, czym jest prawda, czym uczciwość, a czym wierność swoim ideałom. I nie muszę chyba dodawać, że wszyscy oni po roku osiemdziesiątym dziewiątym przeszli z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Na to właśnie zdała się ofiara Grudnia i Sierpnia, po to ginęli ludzie, by ktoś inny mógł się odnaleźć w nowej rzeczywistości…

Krzysztof Maria Załuski Urodzony w Gdańsku w 1963 r. Prozaik, publicysta, wydawca; absolwent politologii Uniwersytetu Gdańskiego; od 1987 do 2004 roku przebywał zagranicą, najpierw w Londynie, potem nad Jeziorem Bodeńskim na niemiecko-szwajcarskim pograniczu. Debiutował w Polskim Radio w 1980 roku. Wydał dwie książki: zbiór opowiadań Tryptyk bodeński (niemiecka edycja Bodensee Triptychon, Dr. Tibor Schäfer Verlag, Herne 2000, przekład Henryk Bereska i Agnieszka Grzybkowska) oraz powieść Szpital Polonia. Na motywach Aussi – jednego z opowiadań Tryptyku bodeńskiego, Telewizja Polska zrealizowała film dokumentalny (seria „Współczesna proza polska”). W latach 1992–98 redaguje i wydaje kwartalnik literacko-artystyczny „b1”, współpracuje także z szeregiem pism w Niemczech i Polsce. Publikował w rozgłośniach radiowych i prasie w Polsce, Niemczech, Holandii, Szwajcarii i Kanadzie – m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Życiu”, „Twórczości”, „Przeglądzie politycznym”, „Czasie kultury”. Jego teksty zamieszczane były także w antologiach Zwischen den Linien i Lekcja pisania. Jest również współredaktorem i uczestnikiem dwóch antologii współczesnej polskiej literatury (Napisane w Niemczech – antologia / Geschrieben in Deutschland – Anthologie oraz Neue Geschichten aus der Pollakey – Anthologie zeitgenössischer polnischer Prosa), które ukazały się latem 2000 r. w Niemczech i zostały zaprezentowane na Międzynarodowych Targach Książki we Frankfurcie n. Menem. Obecnie Załuski przygotowuje trzy książki: powieść Ségolène, zbiór opowiadań Abecadło zła, oraz powieść „Aussiedlerblues” („Wypędzeni do raju”), która 15 września zostanie wydana przez Gdański Kantor Wydawniczy, w najbliższych miesiącach ukaże się także w języku niemieckim.

go – rzekł Funio. – On zachowuje się tak, jakby coś zgubił i nie mógł tego znaleźć. Zauważyliście, jak rozgląda się na wszystkie strony podczas tych swoich wędrówek? – Może szuka rodziców? – wyraziła przypuszczenie Oliwia. – Nigdy go nie widziałam z rodzicami. – Cokolwiek jest, wygląda podejrzanie – zdecydował Ziózio. – Trzeba to sprawdzić. Od dziś będziemy śledzili tego faceta. Śledzenie Klamki okazało się zadaniem trudniejszym, niż przypuszczali. Chłopiec nie kryjąc się przed nikim spacerował to tu, to tam, czasem zatrzymywał się, rozglądał. Raz nawet wyjął z kieszeni małą lornetkę i bardzo uważnie coś obserwował. Zniecierpliwiony Ziózio podkradł się

do niego i krzyknął mu w same ucho: – Czego szukasz, Klamko? Zaskoczony chłopiec podskoczył o mało nie wypuszczając lornetki z dłoni. Zaraz się jednak opanował i odpowiedział spokojnie: – To tajemnica. Nie mogę jej wam zdradzić. Przez cały tydzień Ziózio, Funio, Mała Ala i inne dzieci, rezygnując z wakacyjnych zabaw, dreptały krok w krok za Klamką. Aż wreszcie, kiedy już zmęczeni chcieli dać spokój śledztwu, dziwny chłopiec nagle się zatrzymał pośrodku sporej łąki i zawołał sam do siebie: – Nareszcie! To tu! W tym momencie w krajobrazie zaczęły się otwierać niewidoczne do tej pory drzwi. Wyglą-

dało to tak, jakby coś obracało kawałek łąki i widniejącego na horyzoncie lasu. Przez to otwarte miejsce Klamka wszedł w głąb krajobrazu, a drzwi się za nim zamknęły. Na próżno dzieci próbowały te drzwi otworzyć. Pchały, ciągnęły, szarpały. Wszystkie ich wysiłki były daremne. – Dajmy temu spokój – rzekł Funio. – Skoro nie ma Klamki, nie da się otworzyć drzwi. – Szkoda! – westchnął Ziózio. – Tak chciałem zobaczyć, co jest po drugiej stronie. – Nie martw się – pocieszyła go Ala. – Może ten dziwny chłopak, który chyba jednak jest małym czarownikiem za jakiś czas wróci? Wtedy złapiemy go i nie puścimy prędzej, dopóki nie pokaże nam drugiej strony tego krajobrazu.


16 Reklama

www.riviera24.pl


Riviera 51