Page 1

Premier: „W polityce muszą obowiązywać jasne zasady >> S. 3

Nowa Rada Miasta zaprzysiężona

Aussiedlerblues Szwabska Riwiera

>> S. 8-9

>> S. 14-15

M YŚ L G LO B A L N I E – C Z Y TA J LO KA L N I E

„Prasa musi mieć swobodę mówienia wszystkiego, by niektórzy ludzie nie mieli swobody robienia wszystkiego” Louis Terrenoire Rok V Nr XII (57) 2 grudnia 2010

Nakład: 20 000 egz.

Nieetyczne praktyki przed wyborami w Sopocie

DOPISALI NAM KILKUSET OBCYCH WYBORCÓW Bartek Sasper

N

iespełna dziesięć dni temu jeden z internautów umieścił w sieci informację, że jego znajomych namawiano, by przed drugą turą złożyli do urzędu miejskiego w Sopocie wniosek o wpisanie do rejestru wyborców, a następ-

Miejscy urzędnicy dopisali do list wyborczych osoby, które formalnie są spoza Sopotu. Ostateczną decyzję o tym, kto niezameldowany w naszym mieście zagłosuje w II turze podejmował Jacek Karnowski. nie zagłosowali na urzędującego prezydenta. – Ci ludzie są zameldowani w Gdańska – mówi. – Mimo to ktoś proponował im, aby po pierwszej turze dopisali się do listy wyborców w Sopocie. Powie-

– Co to w ogóle za metody? – zżyma się. – Co to ma wspólnego z grą fair play, moralnością czy demokracją? Magdalena Jachim, rzecznika urzędującego prezydenta potwierdza, że praktyka dopisywania do list osób niezameldowanych w Sopocie ma miejsce. – Chętni do głosowania w naszym mieście muszą udokumentować, że w Sopocie przebywają na stałe – mówi Jachim, rzeczniczka

dzieli im też, żeby oddali głos na prezydenta Karnowskiego. Nasz rozmówca nie rozumie, jak to możliwe, żeby ktoś, kto w pierwszej turze wybrał już sobie prezydenta Gdańska, ma teraz prawo wybierać ponownie, tym razem w Sopocie.

Jacka Karnowskiego. – Ich dane są szczegółowo weryfikowane. Jak się okazuje, zasadność wniosku i decyzję o tym, kto spoza Sopotu weźmie udział w drugiej turze ostatecznie podejmuje, starający się o reelekcję Jacek Karnowski. Z sondaży przedwyborczych wynika, że może on przegrać ze swoim konkurentem Wojciechem Fułkiem dosłownie jednym głosem. – Taka sytuacja jest etycznie niedopuszczalna. O tym, kto ma pełnić

władzę w Sopocie powinni decydować sopocianie, mieszkańcy naszego miasta, a nie przywiezieni w teczce ludzie z innych miast – mówi Wojciech Fułek. – Wierzę, że sopocianie pójdą tłumnie do wyborów i nie pozwolą, by ktoś inny podejmował za nas tak istotne decyzje. Z uzyskanych przez nas informacji wynika, że w drugiej turze wyborów w Sopocie zagłosuje kilkaset osób niezameldowanych w naszym mieście.

W niedzielę II tura wyborów

Premier robi porządki w sopockiej PO

BĘDZIE SIĘ LICZYŁ KAŻDY GŁOS

DONALD TUSK: NIE ZAGŁOSUJĘ NA KARNOWSKIEGO

fot. Krzysztof M. Załuski

Czy to niezameldowani w Sopocie wyborcy zadecydują, kto będzie prezydentem naszego miasta?

kontrolę i mieć bezpośredni wpływ na działania członków popierających Karnowskiego. >> więcej na s. 3

fot. Maciej Kosycarz / KFP

O

W

niedzielę, 5 grudnia sopocianie po raz drugi pójdą do urn. Zdecydują, kto przez najbliższe cztery lata będzie prezydentem miasta. Walka rozegra się pomiędzy Wojciechem Fułkiem a Jackiem Karnowskim. W pierwszej turze obaj kandydaci zdobyli niemal jednakową ilość głosów. Jacek Karnowski wyprzedził Wojciecha Fułka zaledwie o …20 głosów. Oznacza to, że o ostatecznym wyniku wyborów prezydenckich w Sopocie może zdecydować dosłownie każdy głos. (bs)

statnią niedzielę przed II turą wyborów samorządowych premier Donald Tusk spędził w Starogardzie Gdańskim. Szef rządu potwierdził, że Platforma Obywatelska nie poprze Jacka Karnowskiego, a on sam nie będzie głosował na człowieka, na którym ciążą zarzuty prokuratorskie. Donald Tusk jasno określił swoje stanowisko w sprawie kolejnej kadencji obecnego prezydenta Sopotu. – W polityce, jak i poza nią wszystkich muszą obowiązywać jednakowe zasady, dlatego w drugiej turze nie zagłosuję na Jacka Karnowskiego – powiedział. – Ktoś kto ma postawione zarzuty nie powinien ubiegać się o stanowisko prezydenta miasta. Jednocześnie premier zadeklarował, że jako mieszkaniec Sopotu weźmie udział w drugiej turze wyborów prezydenckich w Sopocie. Jednak Jacek Karnowski, nie będzie tym, na kogo odda swój głos. Zapowiedział też powrót do sopockiego koła PO, by odzyskać nad nim

Donald Tusk jest jednym z nielicznych w naszym kraju polityków, który pryncypia stawia ponad osobiste przyjaźnie.


2 Aktualności

www.riviera24.pl

Inauguracyjna sesja Rady Miasta Sopotu bez prezydenta.

Mietek Szcześniak też kocha Sopot

Karnowski nie złożył ślubowania

Biuro wyborcze ruchu Kocham Sopot odwiedził wyjątkowo miły gość, laureat Bursztynowego Słowika na sopockim festiwalu, piosenkarz Mieczysław Szcześniak. Z sopockim artystami (m.in. z twórcą statuetki Bursztynowego Słowika, Bogda-

Kącik zabaw w Ergo Arenie Kibice drużyny koszykarskiej Trefla Sopot mogą do hali Ergo Arena przychodzić z małymi dziećmi i pozostawiać je w kąciku zabaw zorganizowanym w sali treningowej. Zajmują się tam nimi wolontariusze z gdańskiego AWFiS, oraz Fundacji Dr Clowna. Firma Trefl jest producentem gier i puzzli, dlatego też „kącik” prezentuje się okazale.

Na pierwszej sesji Rady Miasta, 20 z 21 nowych radnych złożyło ślubowanie. Jedynym, który tego nie zrobił, był Jacek Karnowski. Według prawników wojewody, po złożeniu ślubowania radnego musiałby on zrezygnować ze stanowiska prezydenta. denta”. Taka sytuacja, według Karnowskiego, wywołuje lukę prawną. Ostatecznie jednak Karnowski nie pojawił się na sesji i ślubowania nie złożył. Wywołaniem patowej sytuacji obciążył swojego rywala Wojciecha Fułka, który, jak wyraził się prezydent Karnowski, aby uniknąć tematu zawiązania przy-

szłej koalicji w Radzie Miasta wywołuje tematy zastępcze. – To niej jest żaden temat zastępczy. To realny problem, który pojawił się też po wyborach przed czterema laty, kiedy sytuacja była identyczna – ripostuje Fułek, lider ruchu „Kocham Sopot”. – Nad ewentualnymi koali-

cjami, która da nam większość w radzie, będziemy zastanawiać się po II turze wyborów, kiedy już wiadomo będzie, kto zostanie prezydentem Sopotu. Kolejna sesja odbędzie się 10 grudnia. Wybrany zostanie na niej nowy przewodniczący i wiceprzewodniczący rady. (as)

Ilość dzieci kibiców, które przedkładają zabawę ponad oglądanie meczu stale rośnie i ostatnio dochodzi już do setki. Każde dziecko otrzymuje identyfikator z imieniem, nazwiskiem, oraz miejscem, jakie rodzice zajmują na widowni. Tak więc w przypadku nagłej tęsknoty za mamą czy tatą wolontariusz odprowadza malucha do właściwego sektora. Pobyt w kąciku zabaw jest bezpłatny. (as)

Centrum Ratownictwa dofinansowane

uzyskają obiekt o powierzchni 442 metrów kwadratowych. Znajdzie się tam Zintegrowany System Służb Ratowniczych z radiotelefonami, komputerami, specjalistycznym sprzętem ratowniczym. Będzie również karetka wodna i inne pojazdy specjalistyczne. Wszystko to zapewni kąpiącym się na sopockich plażach większe poczucie bezpieczeństwa. (as)

Blisko 8 milionów złotych będzie kosztowała budowa Sopockiego Centrum Ratownictwa Wodnego. Niemal połowę tej kwoty (ponad 3,5 mln) Sopot otrzyma ze środków unijnych. Budowa ma się rozpocząć w styczniu 2011 roku i potrwa do grudnia 2012 roku. Ratownicy

Drodzy sopocianie, Jestem sopocianinem od 1936 roku i nie mogę przechodzić obojętnie obok najważniejszych dla Naszego Miasta spraw. Dlatego zdecydowałem się na taką nietypową formę apelu do wszystkich mieszkańców, który mam nadzieję pozwoli zmobilizować do większej aktywności również niezdecydowanych i wahających się. Ponieważ sytuacja w Sopocie przed II turą wyborów samorządowych wyraźnie wskazuje, że ważny będzie każdy pojedynczy głos, apeluję do wszystkich mieszkańców Sopotu, aby wzięli udział w tych wyborach i oddali głos za obywatelską wizję rozwoju Naszego Miasta, w której najważniejsi są mieszkańcy. Nie muszę tłumaczyć się ze swoich sympatii, ale nie chcę nikomu ich bezpośrednio narzucać. Uważam natomiast, że po raz pierwszy w Sopocie mieszkańcy mają realny wybór pomiędzy dwiema wizjami miasta, dotychczasową, uosabianą przez osobę z prokuratorskimi zarzutami i nową, opartą na dialogu z mieszkańcami. Dla mnie wybór jest oczywisty.

Sztuczne lodowisko na sopockim molo jest już mrożone, 3 grudnia na taflę będą mogli wjechać pierwsi łyżwiarze. W inauguracyjny dzień funkcjonowania lodowiska wstęp na nie będzie, tradycyjnie już, bezpłatny. Ale za wypożyczenie, lub też ostrzenie łyżew, trzeba będzie zapłacić. W dni pracujące

tafla będzie czynna od 14:55 do 20:00, w dni wolne od pracy już od godziny 11:55. Bilety jednorazowe w dni powszednie kosztują pięć złotych, w dni świąteczne osiem złotych. Można także nabywać karnety na 5 lub 10 wejść, co wypada nieco taniej. Wypożyczenie łyżew kosztuje sześć złotych, kasku pięć złotych, a ostrzenie również pięć. (as)

fot. Krzysztof M. Załuski

N

a konferencji poprzedzającej inauguracyjną sesję Rady Miasta, Jacek Karnowski wyjaśnił, że interpretacja prawników wojewody nie jest dla niego całkowicie przejrzysta. Jego zdaniem, prawo zezwala mu na złożenie ślubowania, ponieważ mandat prezydenta Sopotu wygasł wraz z zakończeniem kadencji, co nastąpiło 12 listopada. Jednocześnie art. 29 ustawy o samorządzie, mówi, że „prezydent pełni swoją funkcję do czasu objęcia obowiązków przez nowo wybranego prezy-

Lodowisko otwarte

nem Mirowskim) i członkami ruchu „Kocham Sopot” rozmawiał o swoich planach muzycznych (trwa przygotowanie materiału na nową płytę), koncertowych i wspomnieniach, związanych z Sopotem. Na koniec dopisał się do galerii „Oni też kochają Sopot”. (as)

Sopockie lodowisko od lat cieszy się ogromną popularnością wśród mieszkańców, w tym roku rusza już 3 grudnia.

Orange Kino nagrodzone Orange Kino Letnie Sopot – Zakopane otrzymało w tym roku prestiżową nagrodę branżową, „Złoty Spinacz”, przyznawaną przez Związek Firm Public Relations. Nagrody „Złotego Spina-

cza” przyznawane są od roku 2003. Orange Kino Letnie istnieje od trzech lat. Filmy wyświetlane są w Sopocie i Zakopanem, oraz w pociągu Inter City, kursującym pomiędzy Bałtykiem, a Tatrami. Obejrzało je już około 120 tysięcy widzów. (as)

Oświadczenie w związku z II turą wyborów prezydenckich w Sopocie Prawo i Sprawiedliwość stoi na stanowisku, że udział w wyborach jest obywatelskim obowiązkiem i świętem demokracji. Zachęcamy wszystkich naszych wyborców w Sopocie do wzięcia udziału w drugiej turze wyborów prezydenckich. Jednocześnie zwracamy się do wszystkich mieszkańców Sopotu o podjęcie w najbliższy weekend mądrej decyzji, dającej szansę budowania pozytywnego wizerunku wspaniałego miasta, jakim jest Sopot. Prawo i Sprawiedliwość nie udzieli poparcia żadnemu z kandydatów w czekającej nas drugiej turze wyborów prezydenckich w Sopocie,. Niezmiennie uważamy, co wielokrotnie podkreślaliśmy, że od polityków wymagamy najwyższych standardów w każdej dziedzinie życia a osoby publiczne oskarżone przez prokuraturę, powinny wycofać się z polityki do czasu wyjaśnienia postawionych zarzutów. PiS Sopot

Z wyrazami szacunku Prof. Karol Toeplitz filozof, etyk, najstarszy urodzony w Sopocie mieszkaniec Dlaczego wystosowałem ten apel? Ponieważ kocham Sopot, dosłownie!

Adres redakcji:

Wydawca:

Druk:

81-838 Sopot Al. Niepodległości 753 riviera-77@o2.pl

PPHU RIVIERA SOPOT Gabriela Łukaszuk 81-838 Sopot, Al. Niepodległości 753

Polskapresse sp. z o.o. 80-720 Gdańsk, ul. Połęże 3

Redaktor naczelny:

Krzysztof M. Załuski tel. 530 30 35 38

Adres do korespondencji:

Niezamówionych materiałów redakcja nie zwraca, zastrzega sobie także prawo do ich redagowania. Za treść reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności

Riviera Literacka ul. Mariacka 50/52, 80-833 Gdańsk


Aktualności 3

Nr XII (57) 2 grudnia 2010

Dlaczego premier nie zgodził się poprzeć obecnego prezydenta Sopotu?

DONALD TUSK: W POLITYCE MUSZĄ OBOWIĄZYWAĆ JASNE ZASADY W

ostatnią niedzielę, podczas pobytu w Starogardzie Gdańskim, premier pytany o poczynania części pomorskich działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy wbrew jego zaleceniom poparli Jacka Karnowskiego, podtrzymał swoje zdanie, że politycy, na których ciążą zarzuty prokuratorskie, nie powinni ubiegać się o funkcje publiczne. – Choć można cenić Karnowskiego za to, co zrobił dla Sopotu, to nie zmieniam zdania co do zasad – odpowiadał dziennikarzom premier.

Premier nie lubi obłudy Jedną z zasad, którą Jacek Karnowski naruszył jest złamanie obietnicy danej przed referendum sopocianom, że nigdy więcej nie będzie ubiegał się o fotel prezydenta miasta. Karnowski „zmianę” decyzji uzasadnił katastrofą smoleńską, co według naszych informacji zostało odebrane przez premiera, jako wyraz wyjątkowej hipokryzji.

– Nie można wykorzystywać ludzkiej tragedii dla realizowania własnych celów politycznych – mówi osoba z kancelarii premiera. – To jest po prostu nieetyczne i wzbudziło głęboką niechęć premiera. Donald Tusk słowami o tym, że nie zagłosuje na Karnowskiego pokrzyżował szyki swoim wewnątrzpartyjnym przeciwnikom. Dodatkowo premier zapowiedział powrót do sopockiego koła PO, aby odzyskać nad nim kontrolę i mieć bezpośredni wpływ na działania stronników Karnowskiego, którzy szkodzili wizerunkowi partii.

Tusk nie, Nowak tak Ci, w ostatnią niedzielę podczas konwencji PO w sopockim Teatrze Wybrzeże, chcieli stworzyć pozór, jakoby Tusk jednak Karnowskiemu poparcia udzielił. Gdy premier w Starogardzie

stwierdził, że nie zmienia zdania co do zasad i w II turze nie zagłosuje na Karnowskiego, Sławomir Nowak uczestnikom konwencji, która w tym samy czasie odbywała się w sopockim teatrze, przekazał zmanipulowaną informację, że właśnie przed chwilą premier poparł Karnowskiego. Część dziennikarzy natychmiast wyłapała tą „nieścisłość”. Redakcja TVN24 zestawiła to co powiedział premier, z tym co przedstawił uczestnikom konwencji Nowak. – Nowak nas ośmieszył. Jeszcze kilka takich wybryków i sopocka Platforma straci resztki poparcia –mówi Jerzy Hall, członek PO. – Według mnie, premier powinien wyciągnąć wobec Nowaka konsekwencje, bo potraktował szefa rządu jak marionetkę. Minister Sławomir Nowak, niegdyś bliski współpracownik premiera, a obecnie wespół

z Grzegorzem Schetyną zabiegający o odebranie Tuskowi władzy nad Platformą, chce kontrolować sopockie struktury partii i stąd usilnie pomaga Karnowskiemu. Między innymi z tego powodu Tusk powrócił do sopockiego

koła partii, z którego wystąpił po tym, gdy prokuratura postawiła Karnowskiemu sześć zarzutów korupcyjnych. Mimo jasnej i niekorzystnej dla obecnego prezydenta Sopotu deklaracji premiera Tuska, część

sprzyjających Karnowskiemu mediów stara się tak manipulować informacją, aby zasugerować swoim odbiorcom, że premier mimo wszystko poparł Jacka Karnowskiego.

fot. Maciej Kosycarz / KFP

Bartek Sasper

„Nie zmieniam zdania co do zasad i uważam, że polityk na którym ciążą prokuratorskie zarzuty nie powinien ubiegać się o stanowisko prezydenta. W drugiej turze nie zagłosuję na Jacka Karnowskiego”. To słowa premiera na temat II tury wyborów prezydenckich w Sopocie.

Donald Tusk po raz kolejny zadeklarował, że w polityce muszą obowiązywać jasne zasady, dlatego będzie głosował przeciwko Jackowi Karnowskiemu.

Kto wybierze nam prezydenta Sopotu?

Z dala od polityki, czyli najazd obcych Platforma Obywatelska przystąpiła do wyborów samorządowych pod hasłem „z dala od polityki”. Oznacza ono, mówiąc w wielkim skrócie, że przez moment politycy udają, że nie są politykami, a szyldy partyjne stają się rzekomo mniej istotne.

Jerzy Hall

W

ramach realizacji tego genialnego wynalazku przybyła ze stolicy, do Sopotu grupa młodych działaczy PO. Zaprezentowali świetnie skrojone garnitury oraz wiarę w sukces. Przybysze pochylili się z troską nad problemami Sopotu, a następnie część z nich przystąpiła do promowania Jacka Kar-

nowskiego, który przypomnę, odszedł z PO w atmosferze skandalu po wybuchu afery korupcyjnej. Prym wiódł minister Sławomir Nowak. Rozdawał ulotki i uśmiechy oraz przekonywał, że nie warto eksperymentować i należy postawić na „sprawdzonego”. Pan Sławek uznał najwidoczniej, ze mieszkańcy Sopotu mają małe rozumki i nie poradzą sobie z tym, jakże trudnym problemem bez jego wskazówek. Ot, jeszcze jeden przyjezdny, polityczny „celebryta”, który wie lepiej od nas, co dla Sopotu dobre. Najbardziej zdumiewającym w tej sprawie jest fakt, że zacho-

wanie Sławomira Nowaka stoi w jawnej sprzeczności z jednoznacznym przesłaniem premiera RP. Donald Tusk – mieszkaniec Sopotu kategorycznie oświadczył, że nikt z zarzutami prokuratorskimi nie będzie kandydatem Platformy w wyborach samorządowych. Te słowa dotyczyły właśnie Jacka Karnowskiego. A jednak Sławomir Nowak zagrał na nosie premierowi i osobiście ciągnie wyborczy wózek skompromitowanego kandydata. Jak to możliwe, że człowiek ze szczytów władzy ostentacyjnie lekceważy działania prokuratury? Czy można się potem dziwić ze obywatele nie szanują instytu-

cji własnego państwa, skoro nawet minister podkopuje fundament demokratycznego państwa prawa, jakim jest wymiar sprawiedliwości. Przypomnę, że słowo „minister” pochodzi z łaciny i oznacza sługę. Wielka szkoda, że pan Nowak służy interesowi Jacka Karnowskiego, a nie interesowi naszego miasta. W takiej sytuacji rodzi się zasadnicze pytanie, dlaczego pan Nowak tak bardzo angażuje się w kampanię kandydata spoza Platformy Obywatelskiej, dodatkowo podejrzanego o korupcję? Odpowiedz wydaje się niestety oczywista – współczesna polityka jest wyzuta

z wszelkich wartości. Jest to przede wszystkim umiejętność handlu wymiennego. Moim zdaniem w tej dziedzinie Jacek Karnowski jest prawdziwym mistrzem, a że ma wiele do zaoferowania, toteż jest niezwykle atrakcyjnym partnerem handlowym – także dla pana Nowaka. W sytuacji, gdy Jacek Karnowski ma „nóż na gardle” jest gotów wszystkim obiecać wszystko. Nie jakieś tam dobro wspólne, ale własny egoistyczny interes jest najważniejszy. Nagrania Julkego bardzo wyraźnie pokazały, na czym ten mechanizm polega. Czy jest jeszcze ktoś, kto może mieć złudzenia, że jest inaczej? Nie sądzę! Przed drugą turą wyborów pojawią się w Sopocie kolejni przyjezdni „fałszywi prorocy” i złotouści, „ważni politycy”, by nakłaniać do glosowania na Jac-

ka Karnowskiego. Pamiętajmy jednak, że znają oni Sopot jedynie z perspektywy „Grandu”, „Sheratona”, ewentualnie Spatifu. O rzeczywistych problemach miasta nie wiedzą dosłownie nic. Dlatego gorąco proszę o to, by w dniu wyborów, polegać wyłącznie na własnym zdaniu i nie ulęgać podszeptom warszawskich „specjalistów” od Sopotu. Proszę również o to, by 5tego grudnia odpowiedzieć sobie na dwa banalnie proste pytania: Czy wolę kandydata z zarzutami prokuratorskimi czy uczciwego? Czy wolę kandydata, za którym stoi gigantyczny, świetnie opłacany aparat partyjny, czy też tego, którego spontanicznie poparli zwykli mieszkańcy Sopotu? Ja odpowiedziałem sobie na nie wcześniej i dlatego popieram Wojciecha Fułka.


4 Opinie i komentarze

www.riviera24.pl

Kto żywi się nagonką?

W

ostatnich tygodniach do mieszkańców Sopotu docierało pismo szkalujące w niewybredny sposób Wojciecha Fułka. Tylko w ostatnim numerze pojawiło się sześć artykułów sugerujących niskie morale kontrkandydata Jacka Karnowskiego, przypisujących mu aferalne powiązania i działanie z niskich pobudek. Skandalem miał być na przykład fakt, że Urząd Miejski zakupił

„Twoja Gazeta” to periodyk, który na masową skalę zaczął ukazywać się w Sopocie przed wyborami samorządowymi. Współtworzy go Wojciech Korzeniewski kandydat, startujący do rady miasta z tej samej listy co prezydent Jacek Karnowski. 50 książek Fułka o Sopocie, które wręczano potem gościom kurortu jako pamiątkę znad Bałtyku. Sugerowano coś o nielegalnie na-

bytych mieszkaniach choć Fułek mieszka w domu. Zrobiono z Fułka agnostyka, choć wiadomo, że był związany z kościołem

już jako ministrant. Oberwało się też naszej redakcji choć nigdy w żaden sposób nie zaatakowaliśmy tego tytułu. Nie będziemy wdawać się polemikę z redakcją „Twojej Gazety”. Czytelników „Riviery” informujemy jedynie, że pismo to tworzy pan Wojciech Korzeniewski, który startował do rady miasta z listy Jacka Karnowskiego. Dodatkowy komentarz wydaje się nam zbędny. (bs)

fot. Maciej Kosycarz / AFP

Gazeta Korzeniewskiego

Wojciech Korzeniewski, były redaktor sopockiej edycji pisma „Twoja Gazeta”.

Uwagi wcale nie na marginesie kampanii wyborczej w Sopocie

Metody Prof. Karol Toeplitz

N

a wojnie wszystkie chwyty są (ponoć) dozwolone, kierując się jednym celem: wygrać. Jakimi metodami posługuje się obecny jeszcze prezydent? Już w trakcie debaty w teatrze zamiast odpowiedzieć na pytanie, dotyczące nieprzestrzegania prawa w kwestii ponownego nie kandydowania odpowiedział, że pytający jako nieprawnik, powinien sobie co nieco poczytać, a w ogóle pytanie zostało przygotowane przez sztab wyborczy „Kocham Sopot”. To nie tylko próba poniżenia godności osoby pytającej, to POMÓWIENIE, ponieważ udowodnić tego stwierdzenia nie można i w dodatku jest ono nieprawdzie. Podobnie postępuje protektor obecnego prezydenta, szef pomorskiej Platformy Obywatelskiej p. Sławomir Nowak. W wywiadzie na antenie Radia Gdańsk, dzień po wyborach, na

W wywiadzie na antenie radia Gdańsk, dzień po wyborach prezydent Jacek Karnowski oświadczył, że będzie wojna. Nieprawda: już jest. pytanie redaktor Agnieszki Michajłow stwierdził, że sprawa prokuratorska Jacka Karnowskiego jest rezultatem „prowokacji służb specjalnych, CBA”! Przyparty do muru, poproszony o dowody, zaczął się wycofywać z tego stwierdzenia szczególnie, że prokuratura swoje zarzuty podtrzymuje, mając do dyspozycji dwie nowe wiarogodne ekspertyzy. A więc kolejne POMÓWIENIE. Tenże polityk we wspomnianym wywiadzie oświadczył, że doprowadzi do consensusu w Radzie Miasta tak, by ruch „Kocham Sopot”, PIS i PO doszły do porozumienia, ponieważ nie wolno w tym mieście eksperymentować! Minister Nowak zdaje się mieć krótką pamięć; przecież Wojciech Fułek przez 12 lat był vice-prezydentem Sopotu o szerokim zasięgu kompetencji. Jakiż tu więc może być ekspery-

ment? A jednak Sławomir Nowak ma rację; jeśli Wojciech Fułek wygra „dogrywkę”, zmieni się sposób rządzenia miastem: to nie mieszkańcy będą dla Urzędu, lecz Urząd Miasta dla mieszkańców; w tym punkcie program Wojciecha Fułka i Piotra Melera, też bezpartyjnego konkurenta urzędującego, prezydenta był zbieżny. Tak, to będzie eksperyment, gdyż ruch „Kocham Sopot” funkcjonuje bez struktur, oparty na wolontariuszach i pozbawiony jest środków i narzędzi możliwych do wykorzystania w „wojnie”, środków i narzędzi, które, być może (?) dałoby się wykorzystać piastując odpowiedzialne stanowisko w mieście. Sławomir Nowak, jako niemieszkaniec Sopotu ingeruje w wewnętrzne sprawy Miasta. Kto Go prosił o mediację między wspomnianymi trzema ugrupo-

waniami? To lęk przed przegraną w drugiej turze swojego protegowanego? Panie Ministrze: ręce precz od Sopotu; proszę nie wywierać nacisku na mieszkańców, niech Pan zaufa mądrości elektoratu, niech się Pan nie boi… A w ogóle Pana zdanie w kwestii poparcia J. Karnowskiego różni się od mieszkańca Sopotu, Premiera D. Tuska, który jednoznacznie stwierdził, że człowiek z zarzutami prokuratorskimi nie powinien się ubiegać o wiadome stanowisko. Od polityka można wymagać większej odpowiedzialności za słowa. Wróćmy do pomówień jako metody „walki”. Wszystkie chwyty dozwolone? Tylko, że mogą się one obrócić przeciwko „wojownikowi”. Tylko patrzeć, jak do Sopotu zaczną się zjeżdżać wybitne postaci polskiego życia politycznego, z PO, aby tylko poprzeć J. Karnowskiego. Czy bez nich obecny Prezydent byłby 5 grudnia bez szans na wygraną? Radiowe zapowiedzi takich wizyt już usłyszeliśmy od Posła, przyjaciela obecnego jeszcze Prezy-

denta. Ładna fotka miałaby przekonać mieszkańców? Proszę nas, mieszkańców, nie niedoceniać. Mamy swój rozum…A może lepiej, niejako dla równowagi, zamiast sprowadzać do Sopotu tylko np. PT Marszałka, Przew. Parlamentu Europejskiego i innych dostojników, zaprosić w celu promowania W. Fułka jakiegoś premiera czy prezydenta demokracji zachodnioeuropejskiej, demokracji o długoletnim doświadczeniu, a nie będącej na dorobku polskiej? We wspomnianym wywiadzie radiowym J. Karnowski wspomina, że W. Fułek zaproponował żonie obecnego Prezydenta kandydowanie do Rady Miasta. To świadome(!) wprowadzania w błąd opinii publicznej. Taka propozycja padła rzeczywiście pod adresem tej Nauczycielki matematyki, ale wtedy, kiedy J. Karnowski zapowiedział, że w wyborach już nie wystartuje, nie teraz. Drobne przemilczenie, mijanie się z prawdą, mówiąc oględnie… gdyż można taką praktykę określić mocniejszym słowem. Skoro

mowa o żonie wypada postawić szereg pytań. J. Karnowski w obszernym wywiadzie na łamach gazetki wyborczej Mu przychylnej pisze o swoich korzeniach, o pochodzeniu rodziny itd. To prowokuje mnie do zadania pytania: dlaczego p. Prezydent nie wspomina o swojej aktualnej sytuacji rodzinnej? Przemilczenie? Świadome? Jest coś do ukrycia? Może mieszkańcy, którzy w pierwszej turze głosowali na obecnego jeszcze Prezydenta, zastanowią się 5 grudnia, czy obecne życie rodzinne, jeśli jest to w ogóle poprawne określenie, odpowiada wysokim wymaganiom stawianym każdej rodzinie przez Kościół katolicki? Jak to czasami sprawdza się przysłowie: „kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie…” Dlaczego napisałem ten tekst? – ponieważ Kocham Sopot, dosłownie. Autorem jest prof. zw. dr hab. Karol Toeplitz – etyk i filozof, najstarszy urodzony w Sopocie i tu mieszkający obywatel tego miasta.


Wybory samorządowe 2010 5

Nr XII (57) 2 grudnia 2010

Fułek kontra Karnowski w „Kości niezgody”.

Pokojowa debata przed II turą Krzysztof M. Załuski

J

ako pierwszy głos zabrał Wojciech Fułek. Na pytanie, dlaczego współpracownicy i niegdyś bliscy koledzy (bo to przecież Fułek w czasie, kiedy wybuchła tzw. „afera sopocka”, protestował przeciwko zatrzymaniu Karnowskiego i wraz z innymi osobami doprowadził do jego zwolnienia z aresztu) stanęli naprzeciwko siebie jako rywale, Fułek stwierdził, że musiało do tego dojść. Jego zdaniem w ciągu 12 lat sprawowania urzędu Karnowski bardzo się zmienił, inny stał się także jego styl pracy.

fot. Krzysztof M. Załuski

Zdrowie

Jacek Karnowski pragnie kontynuować inwestycje i apeluje do mieszkańców o zaufanie.

W dalszej części debaty mowa była o szpitalu dla Sopotu, o hali Ergo Arena, o komunikacji i o Operze Leśnej. W kwestii szpitala obaj kandydaci zgodzili się, że powinien powstać. Różnili się za to w szczegółach. Fułek chciałby szpitala uzdrowiskowego, opartego na istniejącej bazie, wraz z kliniką położniczo-ginekologiczną. Karnowski był za budową szpitala prywatnego, a jeśli nie znajdzie się chętny, do nadbudowy o jedno

30 listopada br. Telewizja Gdańsk wyemitowała, nagraną tego samego dnia, debatę z udziałem aktualnego prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego i jego rywala, byłego wiceprezydenta kurortu, Wojciecha Fułka. Karnowski apelował do mieszkańców o zaufanie. Fułek wydawał się być bardziej spontaniczny, rozluźniony, ciepły. Debatę prowadził Janusz Trus, autor cyklicznego programu „Kość niezgody”. piętro istniejącej przychodni przy ulicy Chrobrego, gdzie powstałaby izba porodowa.

Sukces, ale… Również odnośnie hali Ergo Arena, zarówno Fułek, jak Karnowski zgadzali się, iż jej budowa stanowiła wielki sukces Sopotu. Hala jest największym i najnowocześniejszym obiektem tego typu w Polsce i w pełni odpowiada standardom europejskim. Różnice ujawniły się, gdy przyszło do wizji zarządzania halą. Fułek przypomniał, że przez 10 lat kurort będzie musiał spłacać zadłużenie obiektu, co oznacza obciążenie budżetu miasta na niebagatelną kwotę 5 milionów złotych rocznie. Aby hala stała się dochodowa, konieczne jest zaangażowanie międzynarodowego operatora, który będzie nią zarządzał. Niestety wybrano inny wariant,

ALBUM „FOT. KOSYCARZ NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA SOPOTU”

„Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia Sopotu” – to klimat, miejsca, wydarzenia, ludzie, życie codzienne. To powojenna historia Sopotu na zdjęciach ojca i syna, czyli Zbigniewa i Macieja Kosycarzy. Kolejny, nowy album ze znanego i lubianego cyklu „Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia” będzie w całości poświęcony Perle Bałtyku. Poprzednie edycje albumu przypadły czytelnikom do gustu. I tym razem wiele osób na 333 zdjęciach znajdzie w nim kawałek swojego życia. Młodsi zobaczą natomiast, jak żyło się w najsłynniejszym polskim kurorcie kilka, kilkanaście i kilkadziesiąt lat temu. Być może ktoś rozpozna siebie w starym dziecięcym wózku na molo, inny dojrzy swoich jeszcze młodych rodziców tańczących na dyskotece w Non Stopie, czy czekających w kolejce do budki telefonicznej stojącej na środku Monciaka. ALBUM FOTOGRAFII „FOT. KOSYCARZ – NIEZWYKŁE ZWYKŁE ZDJĘCIA SOPOTU” wydawca: Agencja Kosycarz Foto Press / KFP redakcja: Maciej Kosycarz liczba stron 160, ilość zdjęć 333, format 244 x 338 mm, cena detaliczna 59 zł. ISBN 978-83-913709-7-1

dając obiekt w pacht ludziom bez odpowiedniego doświadczenia i kontaktów w świecie. – Nie wolno uczyć się na własnych błędach – podkreślał Fułek. Kontrargumenty Karnowskiego wypadły wyjątkowo blado. Prezydent, jako dowód, że jego koncepcja jest właściwa, przywołał mecz Trefla Sopot i koncert Lady Gagi.

Komunikacja Kolejnym tematem była komunikacja, przede wszystkim korki, w których codziennie utykają sopocianie. W tej kwestii, jak się wydaje, nie ma dobrych rozwiązań. Jak powiedział Fułek, najdłuższy miejski tunel w Polsce (w Warszawie) ma ok. kilometra długości. Tunel tranzytowy, biegnący przez Sopot musiałby mieć cztery kilometry i kosztowałby około dwóch miliardów złotych. Ze względu na

fot. Jacek Kołakowski

– Na stanowisku burmistrza, czy prezydenta miasta powinna obowiązywać kadencyjność – mówił Fułek. – Gdy tych kadencji jest zbyt wiele, prezydent zaczyna traktować mieszkańców jak poddanych, jego rządy zmieniają się w karykaturę. Nawiązując do zdymisjonowania go z funkcji wiceprezydenta zauważył, że lojalność obowiązuje obie strony. Podkreślił, że pierwszym człowiekiem, któremu wyznał, że zamierza kandydować na stanowisko prezydenta, był właśnie Jacek Karnowski. Zdaniem obecnego prezydenta mieszkańcy chcą dalszego rozwoju Sopotu – w domyśle, zgodnego z jego wizją „Monte Carlo Północy”.

Wojciech Fułek chce Sopotu bardziej niż dotąd przyjaznego mieszkańcom.

koszty nie jest to inwestycja na najbliższą kadencję. Karnowski pochwalił się połączeniem Sopotu z Gdańskiem obok Ergo Areny, poprzez ulice Gospody i Łokietka, Fułek nie skomentował stopnia opóźnienia tej inwestycji.

Kultura i rozrywka Ostatnim punktem dyskusji była Opera Leśna. Zdaniem Fułka leśna scena, to ikona Sopotu, rozsławiająca kurort nie tylko w Europie. Krytycznie wyrażał się natomiast o poziomie ostatnich festiwali piosenki, podkreślając brak priorytetu dla tzw. kultury wysokiej (np. festiwali wagnerowskich). Karnowski chwalił się festiwalami piosenki, oraz „koncer-

tami dla ludności” za symboliczną złotówkę. W „ostatnim słowie” Karnowski apelował do mieszkańców, aby mu zaufali, zaś Fułek przypomniał fenomen powstałego w tym roku Ruchu „Kocham Sopot”, do którego przystąpiło już ponad tysiąc osób. Podkreślił, że Ruch wprowadził do Rady Miasta jedną trzecią wszystkich radnych, przy czym trzej jego liderzy zdobywali największą liczbę głosów mieszkańców. Jak się wydaje Wojciech Fułek był bardziej spontaniczny, rozluźniony, ciepły. Jego argumenty bardziej trafiały do przekonania. Ostatecznie o tym, kto zasiądzie w fotelu prezydenckim, zdecydujemy już 5 grudnia.


6

Gdańsk

HONOROWY KOMITET POPARCIA KANDYDATURY WOJCIECHA FUŁKA NA PREZYDENTA SOPOTU My, niżej podpisani, mieszkańcy Sopotu oraz osoby blisko z tym miastem związane m.in. zawodowo, emocjonalnie, rodzinnie i prywatnie, deklarujemy chęć udziału w Honorowym Komitecie poparcia kandydatury Wojciecha Fułka w zbliżających się wyborach samorządowych na Prezydenta Sopotu w roku 2010. Wojciech Fułek działa w sopockim samorządzie od pierwszych demokratycznych wyborów w roku 1990, a od 1998 roku pełnił funkcję Wiceprezydenta Sopotu. Doceniamy jego dotychczasową działalność na rzecz Sopotu, wiedzę, doświadczenie, kompetencje i bogaty dorobek zawodowy. Obdarzamy go naszym pełnym zaufaniem i wsparciem, uznając, iż jest to najlepszy kandydat na Prezydenta Sopotu w zbliżających się wyborach. 1. 2. 3. 4. 5. 6. 7. 8.

9.

10. 11. 12. 13. 14. 15. 16. 17. 18. 19. 20. 21. 22. 23. 24. 25. 26. 27. 28. 29. 30. 31. 32. 33. 34. 35. 36. 37. 38. 39. 40. 41. 42. 43. 44. 45. 46. 47.

prof. Marcin Pliński (sopocianin, wybitny naukowiec, biolog, przez dwie kadencje rektor Uniwersytetu Gdańskiego) Andrzej Dudziński (Honorowy Obywatel Sopotu, wybitny malarz i grafik) Elżbieta Wiatrak (przedwojenna sopocianka, nestorka sopockiej Polonii) prof. Karol Toeplitz (filozof, etyk, tłumacz, sopocianin od okresu przedwojennego, uczeń i przyjaciel Leszka Kołakowskiego) prof. Maciej Wołowicz (sopocianin, wybitny naukowiec, biolog morza, sopocki radny w latach 1998 – 2006, profesor Uniwersytetu Gdańskiego) Zofia Jokiel (Prezes sopockiego koła Światowego Związku Żołnierzy AK) Aleksander Mróz (Prezes sopockiego Cechu Rzemiosł Różnych) Franciszek Walicki (laureat Sopockiej Muzy, organizator sopockich festiwali jazzowych w roku 1956 i 1957 i legendarnego „Non-Stopu” oraz „Musicoramy”, „ojciec chrzestny” polskiej muzyki rockowej, odkrywca talentów m.in. Czesława Niemena, Wojciecha Kordy, Michaja Burano, Tadeusza Nalepy) Czesław Lang (wicemistrz świata i wicemistrz olimpijski w kolarstwie szosowym, organizator Tour de Pologne i wielu innych kolarskich imprez sportoworekreacyjnych, w roku 2010 zorganizował największe w Sopocie zawody dla amatorów, w których wzięło udział ponad 1000 uczestników) Tomasz Lipiński (sopocianin, muzyk, kompozytor, lider grup „Brygada Kryzys” i „Tilt”, autor m.in. piosenki „Nie wierzę politykom”) Hanna Tułodziecka (nauczycielka, długoletnia Prezes sopockiego Związku Emerytów i Rencistów) Roswita Stern (sopocianka, nauczycielka, malarka, działaczka sopockiej Polonii, pomysłodawczyni i animatorka wielu sopockich przedsięwzięć artystyczno-kulturalnych) Stan Borys (piosenkarz, laureat Bursztynowego Słowika na sopockim festiwalu) Andrzej Bartkowski (Wiceprezes Sopockiego Klubu Tenisowego, prywatny przedsiębiorca) dr Bogdan Lamparski (sopocki lekarz, długoletni ordynator szpitala) Artur Dyro (sopocianin, twórca firmy nowych technologii Young Digital Planet) Jerzy Satanowski (kompozytor, reżyser, twórca Lata Teatralnego sopockiego Teatru Atelier im. Agnieszki Osieckiej, związany również z Teatrem Roma) Elżbieta Hajdun (malarka, żona nieżyjącego Janusza Hajduna, laureata Sopockiej Muzy) dr. Adam Olczyk (sopocki lekarz rodzinny, radny Sopotu w latach 2006-2010) Gabriela Danielewicz (autorka wielu książek o Sopocie (m.in. „Rody sopockie”, „Tajemnice sopockiego lata”) oraz historii Pomorza, członek Honorowy Stowarzyszenia Autorów Polskich Wanda Staroniewicz (sopocka piosenkarka, autorka tekstów) dr Stanisław Bajena (sopocki lekarz, specjalista chorób wewnętrznych i reaumatologii) Anna Dauksza-Wołkowicz (sopocianka, wokalistka Teatru Muzycznego, nauczycielka i reżyser) Bogdan Mirowski (sopocki artysta – rzeźbiarz, autor statuetki Bursztynowego Słowika – głównej nagrody sopockiego festiwalu) Grzegorz Kacała (sopocianin, najsłynniejszy polski rugbysta, zdobywca Pucharu Europy z francuską drużyną Brie, twórca Barbarians Polska) prof. Krystyna Drat-Ruszczak (psycholog, wykładowca sopockiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej) Hanna Bakuła (pisarka, malarka, założycielka Fundacji Hanny Bakuły, która wspomaga m.in. dzieci z sopockiego szpitala reumatologicznego) dr Andrzej Sosnowski (sopocianin, wybitny kardiochirurg, współpracujący z wieloma szpitalami na świecie) Henryk Hryszkiewicz (założyciel i Prezes Sopockiego Stowarzyszenia Kulturystyki i Rekreacji, wielokrotny mistrz kraju i wicemistrz świata, działacz społeczny, trener dzieci i młodzieży, radny Sopotu kadencji 2006-2010) Przemysław Dyakowski (muzyk, nestor trójmiejskiego i sopockiego jazzu) Mieczysława Andrzejewska (sopocianka, wielokrotna reprezentantka Polski w tenisie, wychowawca oraz trener dzieci i młodzieży) prof. Tymon Zieliński (fizyk atmosfery, pracownik naukowy Instytutu Oceanologii PAN, założyciel i Prezes Sopockiego Towarzystwa Naukowego) Kazimierz Kalkowski – rzeźbiarz, laureat wielu krajowych i międzynarodowych nagród artystycznych dr Anna Jankowska (sopocianka, lekarz stomatologii) Tymon Tymański (muzyk, kompozytor) Marek Karewicz (światowej sławy fotografik największych gwiazd jazzu i rocka, autor ponad 3000 okładek płyt) prof. Katarzyna Jerzak (sopocianka, wykładowca uniwersytetu w Athens) Jan Butowski (pasjonat historii Sopot, twórca filmu „Sopot dawniej i dziś”, właściciel stanowiska lunet na sopockim molo) Anna Dahlberg (sopocianka, architekt, organizatorka wydarzeń kulturalnych i wydawca) Wojciech Trzciński (kompozytor, menedżer kultury, wieloletni dyrektor artystyczny wielu edycji sopockich festiwali) Joanna Konopacka (Prezes sopockiej Fundacji im Stanisławy Fleszarowej-Muskat) Krzysztof Figel (Honorowy Konsul Łotwy) Andrzej Żylis (sopocianin, kompozytor, pianista) Sylwester Hodura (sopocianin, rugbysta związany z sopocką drużyną„Ogniwa”) Marek Gaszyński (dziennikarz radiowy i publicysta muzyczny, autor kilkunastu książek, związanych z historią muzyki rockowej i jazzowej) Wiesław Pedrycz (sopocianin, sopocki przedsiębiorca, właściciel i Prezes sopockiej formy „Platan”) Grażyna Orlińska (sopocianka, autorka tekstów piosenek, m.in. Hymnu Miasta „Ave Sopot”, napisanego na jubileusz 100-lecia nadania Sopotowi praw miejskich, autorka m.in. książki „Sopocki lubczyk” oraz płyty CD „Sopocki nokturn”)

48. Dariusz Szczecina (sopocianin, działacz i historyk ruchu harcerskiego, autor wielu publikacji i opracowań na temat historii Sopotu) 49. Zbigniew Okuniewski (sopocianin, popularyzator historii miasta, szef Sekcji Eksploracyjnej działającej przy Towarzystwie Przyjaciół Sopotu) 50. Andrzej Morawski (sopocianin, pasjonat historii Sopotu, znawca jazzu i rocka, autor wielu publikacji na temat Sopotu, opracowuje historię sopockich cmentarzy i przewodnik po nich) 51. Grażyna Rigall (sopocianka, malarka, członek Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Sopotu) 52. Marek Gałązka (muzyk, kompozytor, wokalista, animator kultury) 53. Wiesław Śliwiński (współzałożyciel Fundacji Sopockie Korzenie, związanej z ocalaniem dziedzictwa Sopotu oraz historii polskiego jazzu i rocka, sopocki księgarz) 54. Maciej Szemelowski (sopocki fotografik, malarz, scenograf, wydawca) 55. dr. Ryszard Urbanowicz (lekarz ortopeda) 56. Barbara Kaczmarowska-Hamilton (sopocianka, absolwentka PWSSP, dzieli swój czas pomiędzy Sopot i Wielką Brytanię, gdzie mieszka i pracuje. Jedna z najbardziej popularnych autorek portretów w Anglii – malowała m.in. członków rodziny królewskiej i Jana Pawła II. 57. Zenon Ziaja (prywatny przedsiębiorca, twórca serii sopockich kosmetyków) 58. Grzegorz Marchowski (sopocianin, muzyk, kompozytor i wykonawca ballad, ostatnio wydał płytę „Zielony Księżyc”) 59. Jacek Mydlarski (sopocki malarz) 60. Wiesława Romanowska (właścicielka galerii „Triada”, promującej sopockich artystów) 61. Marek Richter (aktor, wokalista, związany z Teatrem Muzycznym w Gdyni, założyciel sopockiej Fundacji Art. 2000, wspierającej Teatr Atelier im. Agnieszki Osieckiej) 62. Barbara Maj (sopocianka, wychowawczyni wielu pokoleń sopockiej młodzieży, nauczycielka matematyki w I LO w Sopocie) 63. Waldemar Chyliński (poeta, autor tekstów piosenek, bard, autor piosenki „Pięknie w Sopocie”) 64. Tadeusz Foltyn (rzeźbiarz, autor m.in. rzeźby upamiętniającej sopockiego Parasolnika na ul. Bohaterów Monte Cassino) 65. Ryszard Jankowski (sopocianin, menedżer, specjalista od systemów jakości) 66. Jerzy Stachura – Junior (pisarz, malarz, „strażnik rodzinnej pamięci” Edwarda Stachury, związany z Sopotem od lat 80-tych) 67. Zbigniew Budziński (sopocki przedsiębiorca, menedżer, specjalista w zakresie budownictwa dla potrzeb służby zdrowia) 68. Anna Szemelowska (sopocianka, konserwator zabytków, odtwarzała min. Zabytkowe kafle z pieca w Dworze Artusa) 69. Wiesław Grubba (sopocki artysta-grafik, laureat wielu nagród na festiwalach reklamy) 70. prof. Andrzej Orłowski (pracownik naukowy, specjalizujący się w akustyce, oceanografii, rybactwie i ochronie środowiska 71. Jerzy Hall (sopocki przedsiębiorca, legenda opozycji, sopocki radny, szef Komisji Bezpieczeństwa i Porządku) 72. Piotr Kaczmarek (trener lekkoatletyczny, tenisista) 73. Ewa Rymkiewicz (właścicielka sopockiej szkoły „Stanley’s School of English”) 74. Wojciech Okoniewski (Prezes Sopockiego Towarzystwa Tenisowego) 75. Włodzimierz Antkowiak (związany z Sopotem Prezes Międzynarodowej Agencji Poszukiwawczej, Prezes Stowarzyszenia na Rzecz Ratowania Zabytków Kultury Europejskiej w Polsce, autor wielu książek i przewodników) 76. dr Barbara Sarankiewicz-Konopka (sopocka lekarka, dermatolog) 77. Adam Grzybowski (sopocki dziennikarz i publicysta) 78. Wiesław Połom (sopocki fryzjer) 79. Lech Makowiecki (muzyk, kompozytor, wokalista, twórca płyty „Katyń 1940 – Ostatni list”) 80. Jan Golba (Prezes Stowarzyszenia Gmin Uzdrowiskowych RP) 81. prof. Andrzej Żurowski (teatrolog, pisarz) 82. Tomasz Detlaff (związany z parafią św. Michała w Sopocie, członek zespołu muzycznego, działającego przy kościele, menedżer instytucji finansowej) 83. Biruta Żylis (sopocianka, spikerka radiowo-telewizyjna, animator kultury) 84. Zbigniew Jan Młodzianowski (sopocki architekt) 85. Mariusz Gliwiński (twórca biżuterii, właściciel sopockiej galerii „Ambermoda” 86. Jerzy Kaźmierczak („Lions Club Sopot”) 87. Justyna Grabska (właścicielka sopockiej księkarni-kawiarni „Bookarnia”) 88. Zbigniew Wierowski („Rotary Sopot”) 89. Jerzy Schön (sopocianin, menedżer) 90. Lucjan Brudzyński (długoletni komendant sopockiego Hufca ZHP, harcmistrz, centralny skarbnik ZHP) 91. Andrzej Popławski (sopocki architekt, syn rzeźbiarza Stanisława Horno-Popławskiego) 92. Kazimierz Ropel (najstarszy stażem sopocki fryzjer, wciąż aktywny – działa w Sopocie od roku 1945) 93. Olga Krzyżyńska (sopocka dziennikarka) 94. Filip Kalkowski (sopocki malarz) 95. Magda Masny (sopocianka, florystyka, właścicielka ekologicznej kwiaciarni przy ul. Kościuszki) 96. Łucja Sobczak (scenograf) 97. Magda Dygat (pisarka) 98. Jarosław Kempa (pracownik naukowy UG, sopocki radny, który w ostatnich wyborach otrzymał największą ilość głosów mieszkańców Sopotu) 99. Angelika Zając (sopocianka, prezes sopockich Rodzinnych Ogrodów Działkowych „Jantar”) 100. Piotr Kurdziel (sopocianin, Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Przylesie”)

Chopin w Operze Bałtyckiej W poniedziałek 29 listopada w sali Opery Bałtyckiej odbył się koncert, w którym młodzi artyści szkoły baletowej w Gdańsku tańczyli do muzyki Chopina. Solistami byli: Anna Szeszejko, Agata Kuczyńska, Marta Korczakowska, Arkadiusz Orłowski, oraz bytomianin Adam Myśliński, który zastąpił chorego Rafała Tandka. Przygotowaniem koncertu zajęli się pedagodzy Liubov Bakharevej, Anna Linnik i Irena Tarasiewicz. (as)

PGE Arena na finiszu Budowa stadionu PGE Arena w Gdańsku – Letnicy wchodzi w końcową fazę. Trwa montaż elewacji i dachu z poliwęglanowych płyt w sześciu bursztynowych odcieniach. Na początku styczniu 2011 roku rozpocznie się montaż krzesełek, a wreszcie układanie murawy. Zakończenie budowy przewidziane jest w kwietniu. Na nowym stadionie na co dzień grać będą piłkarze Lechii Gdańsk. (as)

www.riviera24.pl Nie chcą obwodnicy pod oknami O tym, że Obwodnica Trójmiasta jest przeciążona wiedzą wszyscy, którzy muszą z niej korzystać. W projekcie jest kolejna obwodnica, która swój początek brałaby na węźle Chwaszczyno, a kończyła w Straszynie, czyli w miejscu, gdzie istniejąca obwodnica, oraz Obwodnica Południowa (w budowie) łączą się z autostradą A1. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przygotowała kilka wariantów przebiegu nowej drogi. Miałaby ona nieco ponad 30 kilometrów i trzy węzły na trasie: w Miszewie, Żukowie i Lublewie.

Jeden dzień pomnika 25 listopada prezydent Bronisław Komorowski uroczyście odsłonił pomnik Tatara Rzeczypospolitej. O ten pomnik gdańscy Tatarzy zabiegali od wielu lat. Tatarzy naturalizowani w Polsce już w I Rzeczpospolitej znani byli ze swego patriotyzmu i męstwa. Brali także czynny udział w wojnie polsko-sowieckiej w roku 1920. Właśnie mężczyznę w mundurze z tamtego okresu, z buńczukiem

Obecnie trwają konsultacje w poszczególnych gminach. Mieszkańcy miejscowości leżących na jej trasie są zaniepokojeni przyszłą budową. Władze Kolbud domagają się, aby obwodnica omijała Lublewo i Bąkowo. W Chwaszczynie, Żukowie i Sulminie zawiązano stowarzyszenia protestujące przeciwko wszystkim wariantom trasy. Nikt nie chce, aby tysiące samochodów jeździło pod oknami ich domów. GDDKiA czeka na składanie wniosków do 12 grudnia. Po tym terminie będą prowadzone dalsze rozmowy. Termin ewentualnego rozpoczęcia budowy obwodnicy nie jest jeszcze ustalony. (as) w dłoni przedstawiał pomnik, który stanął w Parku Oruńskim. Niestety stał tam nienaruszony tylko jedną dobę. W nocy z piątku na sobotę zniknął wykonany z brązu buńczuk. Policja prowadzi intensywne śledztwo, przeszukując przede wszystkim punkty skupu złomu. Niestety jak do tej pory nie natrafiono na ślad skradzionego fragmentu. Jego wartość Narodowe Centrum Kultury Tatarów ocenia na 50 tysięcy złotych. (as)

Lateksowa bogini porno, czy królowa popu?

Lady Gaga w Ergo Arenie Konrad Franke

J

ak podaje „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, prezydent Sopotu Jacek Karnowski powiedział, że „po sukcesie show Lady Gagi, sopocko-gdańska hala wskakuje na poziom europejski i jest uwzględniana w planach tras koncertowych megagwiazd”. W tym samym numerze „Gazety” obszerną recenzję z koncertu zamieścił Przemysław Gulda. Pisze on między innymi: „Jeśli ktoś miał jeszcze wątpliwości, czy to właśnie ona jest królową światowego popu i czy hasło jednej z brytyjskich gazet „Madonna, posuń się”, nie jest trochę przesadzone, ponad dwugodzinne widowisko rozwiewało je na cztery strony świata. Czegoś takiego jeszcze Trójmiasto nie widziało.” Zupełnie inne zdanie ma recenzentka działu kulturalnego „Rzeczpospolitej” Paulina Wilk. Już sam tytuł recenzji mówi sam za siebie: „Perwersyjne zabawy z Gagą. Koncert przypominał nabożeństwo ku czci lateksowej bogini z tanich filmów porno”.

Bezwstydna naśladowczyni „Chciałabym napisać, że Lady Gaga okazała się warta każdej minuty siedmiogodznnej podróży zatłoczonym pociągiem z Warszawy do gdańskiej hali Ergo – relacjonowała Wilk. – I że mnie, dziecku MTV, wychowanym na widowiskach Jacksona i Madonny – pokazała nowy wymiar rozrywki. Ale przez dwie godziny oglądałam wulgarną porno gro-

Niestety nie dotarliśmy na koncert amerykańskiej piosenkarki Lady Gaga, który odbył się 25 listopada br. w sopocko-gdańskiej Ergo Arenie. Tak więc chcąc coś napisać na temat tego widowiska musimy się oprzeć na opiniach tych, którzy tam byli. teskę, pełną powtórzeń i zapożyczeń. Świat przedwcześnie obwołał ją królową popu – na żywo Gaga nie dorasta Madonnie do pięt, jest tylko pilną i bezwstydną naśladowczynią.” O ile po recenzji Guldy żałowałem, że nie wysupłałem 300 złotych, aby kupić bilet do Ergo Areny, to po recenzji pani Wilk doszedłem do wniosku, że rezygnując z koncertu może tak wiele nie straciłem. Najbardziej jednak zmroziły mnie wypowiedzi internautów zamieszczone na stronie www.dziennikbałtycki.pl. Bo dotyczyły one nie tyle samego występu Lady Gagi, co organizacji imprezy, za którą odpowiada spółka powołana przez Urząd Miasta Sopotu, a której prezesem jest mianowana przez prezydenta Karnowskiego, Magdalena Sekuła. Oto, co na ten temat ma do powiedzenia „fan”: „Koncert super, ale jak zawsze zadziałała polska organizacja imprezy i to nie chodzi nawet o parking, który był nie do opuszczenia. Prawdziwym skandalem było jedno wyjście z płyty hali. Ludzie wychodzili w niesamowitym ścisku długim i wąskim korytarzem, natomiast obsługa korzystała ze wszystkich pozostałych wyjść i rozmontowywała scenę. Trwało to blisko godzinę, cud, że nie wybuchła panika i nikt nie został stratowany”. A oto opinia „kremówki”: „Wielki minus dla organizatorów, którzy zapewnili na 10 tys. osób tylko 500 (?) miejsc

w szatni. Moim zdaniem, jeśli już płacimy 300 złotych za bilet, można by chociaż takie coś zapewnić. Kolejny minus za czas spędzony na wyjściu z hali. W razie pożaru wszyscy byśmy spłonęli”. W tym momencie pomyślałem o hali Stoczni Gdańskiej i tragicznym koncercie zespołu Golden Live, zakończonego śmiercią blisko dziesięciu osób i trwałym kalectwem paruset nastolatków.

Profesjonalni amatorzy Magdalena Sekuła, to bliska przyjaciółka Jacka Karnowskiego (o jej kontaktach z prezydentem Sopotu szerzej pisaliśmy w jednym z poprzednich wydań „Riviery”). Nie wiem jakie kwalifikacje ma pani Sekuła, aby dyrektorować największemu obiektowi, jaki zbudowano w północnej Polsce – zarówno jeśli idzie o dobór repertuarowy koncertów, jak i o ich organizację. Halą chciał się zająć międzynarodowy koncern SMG, wyspecjalizowany w zarządzaniu tego rodzaju obiektami. Władze Sopotu postanowiły jednak powołać miejską spółkę, która jak na razie „uczy się” fachu na własnych błędach. Miejmy nadzieję, że nim w Ergo Arenie dojdzie do nieszczęścia, nowy prezydent Sopotu odwoła panią Sekułę ze stanowiska i powierzy pieczę nad halą profesjonalistom.


Speakers’ Corner 7

Nr XII (57) 2 grudnia 2010

Z listów i maili do „Riviery”: Kilka słów do Pana Dariusza Michalczewskiego Szanowny Panie Darku. Pana cenna bokserska rada udzielona na łamach „Twojej Gazety” Panu Prezydentowi Jackowi Karnowskiemu, jak wygrać wybory, wydaje się być nieporozumieniem. Pamiętając Pana walki, Pana wielkie sukcesy oraz porażki, pamiętamy również jak wchodziła Panu lewa i było dobrze. Pamiętamy również jak otrzymywał Pan prawą od przeciwnika i było po walce. Dużo osiągnął Pan jako bokser, myślę że w sporcie Pana szansa na sukces jest wielka: choćby w szkoleniu młodych zawodników. Niestety w polityce nie ma Pan szans. My, mieszkańcy Sopotu nie życzymy panu prezydentowi Jackowi Karnowskiemu licznych nokautów, ale życzymy mu odejścia w chwale osiągniętych przez niego sukcesów. M.S. Do Pana Przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, pana Jerzego Buzka Szanowny Panie Przewodniczący. Jest Pan dla nas, Sopocian wielkim autorytetem zarówno jako były premier, prawy człowiek, polityk oraz obywatel Europy. Niemniej zdumienie nasze budzi fakt, że jako osoba publiczna w wymiarze europejskim dał się Pan – być może nieświadomie – wciągnąć w kampanię pana Jacka Karnowskiego. Osoba publiczna o wielkim znaczeniu dla Europy nie powinna wygłaszać publicznie wobec 300 polityków PO swojego prywatnego zdania. Zapewniamy Pana, że twarz obecnego prezydenta jest nam, mieszkańcom Sopotu znana od 20 lat i myślimy, że nie trzeba jej wspierać nawet tak wielkim, jak Pana autorytetem. Zawiedzeni mieszkańcy Sopotu

Sopot 26.11.2010 … Dzisiaj na peronie stacji Sopot Wyścigi wręczono mi bezpłatne wydanie „Twojej Gazety”. Jestem przerażona furią, z jaką zaatakowano tym razem Pana Fułka. To jest po prostu nagonka na człowieka i pomiatanie jego godnością w stylu najbardziej podłych szykan, jakimi poddawane były osoby niewygodne dla systemu, zaczynając od implementujących autorytarne rządy w Polsce komunistów w 1945, a na Urbanie stanu wojennego kończąc. Do jakiego grona mieszkańców Sopotu ta tuba propagandowa kończącego sprawowanie w naszym mieście układu się od-

wołuje? Czy ten brukowy poziom zamieszczonych tam artykułów w sprawie pana Fułka nazywa się jeszcze dziennikarstwem, czy jest to już tylko bełkot, który ma doprowadzić do czynnej napaści na jego osobę i najbliższych. Choć Pan Fułek jest tu śmieciem, który odważył się w porozumieniu z co najmniej połową mieszkańców Sopotu wyjść ze swoją wizją dalszego rozwoju miasta, to jednocześnie jest ewidentnym zagrożeniem. Ta gazeta sieje nienawiść i judzi. I to Serce Pana Jezusa w Sopocie. Boże drogi czemu?!?! Ksiądz Tomasz Frymarek powinien natychmiast zażądać sprostowania, że nie ma nic wspólnego z tekstem znajdującym się bezpośrednio pod zamieszczonym z nim wywiadem na str. 9, oraz przeprosin za umieszczenie tego nikczemnego donosu właśnie tam. Sam wywiad też jest apoteozą istniejącego układu podany w wysublimowany duszpasterski sposób wiernym którzy w parafii księdza mogą mieć rozterki co zrobić ze swoim cennym głosem. Czy Kościół nie może się powstrzymać ze zbyt głębokim wchodzeniem na teren gdzie każdy w miarę światły obywatel powinien poradzić sobie sam z określeniem co na szczeblu lokalnym jest dla niego dobre a co złe? Czego więc może się bać Pan Karnowski. Demokratycznej decyzji mieszkańców miasta na usługach którego stoi już tyle lat. Powinien z pokorą schylić głowę i czekać na werdykt. A tym czasem z miłości do Sopotu popadł w maniakalny stan obwieszczania swoich sukcesów i wypisywania ich na każdym wolnym skrawku papieru. To zaczyna trącić już paranoją. Zdjęcia z informacją na pół szpalty, że to ja, właśnie ja to zrobiłem, pamiętajcie o mnie, nie możecie mnie tak zostawić, ja pragnę waszej uwagi, miłości, czułości i pieszczot. Ciągle się zastanawiam, do jakich umysłów jest adresowany ten przekaz. Może tak pisze sam do siebie, żeby nie zapomnieć, co właściwie tutaj robi? Władzo daj żyć! Pan Fułek nie spadł z kosmosu. Zna klimaty miasta i jego potrzeby. 12 lat był w cieniu. Teraz zgromadził wokół siebie grupę sprawdzonych samorządowców i będzie starał się powstrzymać rozbuchanego rumaka. Z poważaniem (nazwisko tylko do wiadomości Redakcji) Nie dla faraona Mam 80 lat, jestem sopocianinem od 60. Z racji mojego wieku dość często bywam gościem naszej przychodni zdrowia, mieszczącej się przy ulicy Bolesława Chrobrego. Ostatnio zbulwersowała mnie wypowiedź prezydenta Karnowskiego, dotycząca tej przychodni. Od wielu lat mówiło się o potrzebie wybudowania dla Sopotu szpitala. Byłby tam oddział kardiologiczny,

bardzo ważny ze względu na starzejącą się populację, oraz położniczy. Choć pan Karnowski jest prezydentem miasta od 12 lat, jakoś wcześniej nie pomyślał o takiej inwestycji. Ważniejsze były dla niego hotele, hala sportowa, port dla żeglarzy, czy peron kolejowy, który jak słyszałem sypie się już w trzy miesiące po przebudowie. Dopiero przed wyborami pan prezydent przypomniał sobie o tym, co najważniejsze dla mieszkańców. Niestety ze szpitala nic nie wyszło, podobno nie ma chętnych do sfinansowania budowy. Wobec tego pan Karnowski wymyślił plan awaryjny. Byłaby nim nadbudowa przychodni przy ulicy Chrobrego o jedno piętro. Na tym piętrze, o powierzchni 600 metrów kwadratowych, miałaby się znaleźć porodówka. (o kardiologii prezydent nawet nie wspomniał). Nadbudowa miałaby być zrealizowana w ciągu dwóch lat. Tyle, co wiem z gazet. Chciałbym wiedzieć, czy pan Karnowski zdaje sobie sprawę z tego, co to wszystko znaczyłaby dla pacjentów, leczących się w gabinetach lekarzy rodzinnych i specjalistów, np. onkologów, a także dla całego personelu przychodni, również pogotowia ratunkowego i apteki, które mieszczą się w tym samym budynku? Stukanie, wiercenie, kłęby kurzu, wyłączanie prądu i wody, warkot ciężkich pojazdów, niebezpieczeństwo zalania niższych pięter deszczem po zdjęciu dachu. Chyba nikt nie chciałby pracować w takich warunkach, ani być leczonym na placu budowy. A jeśli okaże się, że fundamenty nie wytrzymają dodatkowego ciężaru i ściany zaczną się zarysowywać? Makabra! I to wszystko ma podobno kosztować 6 milionów złotych. Czy prezydent policzył ile dzieci mogłoby rodzić się w Sopocie? Sto rocznie? Dwieście? Niechby i pięćset. To by oznaczało, że przeciętnie porodówka przyjmowałaby jedną do dwóch ciężarnych dziennie i na jej potrzeby wystarczyłyby dwa nieduże pokoje, po dwa łóżka w każdym. Do tego doszłaby jakaś salka operacyjna, pokoik dla lekarza i położnej. A to wszystko zmieściłoby się w niedużym domku. Taką małą porodówkę można wybudować na pierwszej lepszej wolnej działce należącej do miasta, lub adaptować istniejący budyneczek. Byłoby i taniej i prędzej i wygodniej. Nie potrzeba by też wozić ciężarnych naszą ciasną windą na czwarte piętro. Jeden z wielkich myślicieli ubiegłego stulecia napisał, że „małe jest piękne”. Jak się zdaje pan Karnowski nie lubi tego co małe. Dla niego wszystko musi być olbrzymie, jak te piramidy egipskie, które faraonowie wznosili, dla swej chwały. I dlatego 5 grudnia z całą rodzinką, z dziećmi i wnukami pójdziemy głosować na pana Fułka. (nazwisko i adres do wiadomości redakcji)


Barbara Pilarczyk-Gierak – 542 głosy 67 lat, dyrektor Wojewódzkiego Zespołu Reumatologicznego w Sopocie, wiceprzewodnicząca Rady Miasta ostatniej kadencji, wiceszefowa sopockiej PO.

Grzegorz Wendykowski – 522 głosy 53 lata, ekonomista, pracownik Krajowej SKOK, radny kadencji 2002-2006 i 2006-2010, przewodniczący komisji mieszkaniowej.

Piotr Bagiński – 498 głosów 48 lat, nauczyciel wychowania fizycznego, trener

Platforma Obywatelska

koszykówki.

Lesław Orski – 435 głosów 62 lata, przedsiębiorca, założyciel Automobilklub Orski, właściciel Orski Power Racing, wiceprzewodniczący ostatniej kadencji Rady Miasta.

Małgorzata Maj – 426 głosów 53 lata, lekarz w Centrum Traumatologii w Gdańsku, przewodnicząca komisji kultury i edukacji w poprzedniej kadencji Rady Miasta.

Marek Bogacki – 310 głosów 30 lat, historyk, doradca szefa Kancelarii Premiera,

Paweł Miękus – 260 głosów 50 lat, lekarz, dyrektor oddziału kardiologii w Szpitalu Miejskim w Gdyni.

Platforma Obywatelska Cezary Jakubowski – 250 głosów 51 lat, były wiceprezydent Sopotu, obecnie doradca inwestycyjny.

Barbara Pilarczyk-Gierak, Grzeg Piotr Bagiński, Lesław Orski, Ma Paweł Miękus, Cezary Jakubows

Kocham Sopot Jarosław Kempa – 775 głosów 36 lata, pracownik naukowy UG, kończy doktorat z ekonomii, specjalista w pozyskiwaniu środków unijnych dla samorządów terytorialnych, były przewodniczący

Kocham Sopot

Komisji Strategii i Finansów Rady Miasta Sopotu. Henryk Hryszkiewicz – 621 głosów 43 lata, trener i wychowawca, wicemistrz Europy i Polski w kulturystyce, przewodniczący Komisji Sportu Turystyki i Młodzieży w ostatniej Radzie Miasta, prowadzi serwis RTV. Wojciech Fułek – 614 głosów

Jarosław Kempa. Henryk Hryszk Jerzy Hall, Piotra Kurdziel, Graży Anna Stasierska

Prawo i Sprawiedliwość

Bartosz Łapiński, Piotr Meler, An Kazimierz Jeleński

53 lata, w latach 1998 – 2010 wiceprezydent Sopotu,

Samorządność Sopot

kandydat na prezydenta, pisarz, poeta, autor filmów

Wieczesław Augustyniak, Jacek

dokumentalnych, scenariuszy telewizyjnych, dziennikarz i publicysta.


k Karnowski

„Solidarności”, przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa i Porządku w ostatniej kadencji Rady Miasta Sopotu. Piotr Kurdziel – 299 głosów 46 lat, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej na Przylesiu, b. dyrektor MOSIR-u.

Grażyna Czajkowska – 204 głosy 49 lat, mama trójki dzieci, działa w szkolnych Radach Rodziców i w kawiarence parafialnej przy Kościele Św. Jerzego.

Anna Stasierska – 163 głosy 36 lat, prawnik z wykształcenia, menadżer kultury, organizator przedsięwzięć artystycznych m.in. Lata Teatralnego w Teatrze Atelier im. Agnieszki Osieckiej.

Bartosz Łapiński – 476 głosów 27 lat, absolwent politologii i prawa UG, pracuje w PZU.

Piotr Meler – 439 głosów 35 lat, pracownik Politechniki Gdańskiej, kończy doktorat na temat odnawialnych źródeł energii, dwukrotny kandydat na prezydenta Sopotu.

Andrzej Kałużny – 364 głosy 59 lat, pracownik SKOK-u Stefczyka.

Kazimierz Jeleński – 354 głosy 71 lat, inżynier, emeryt.

Wieczesław Augustyniak – 395 głosów 68 lat, przewodniczący Rady Miasta Sopotu ostatniej kadencji, emerytowany nauczyciel akademicki.

Jacek Karnowski – 300 głosów 47 lat, od 12 lat prezydent Sopotu, inżynier budownictwa, dr nauk ekonomicznych.

Samorządność Sopot

ndrzej Kałużny,

uczestnik opozycji demokratycznej i działacz podziemnej

Prawo i Sprawiedliwość

kiewicz, Wojciech Fułek, yna Czajkowska,

54 lata, prywatny przedsiębiorca, prawnik, w czasach PRL-u

Kocham Sopot

gorz Wendykowski, ałgorzata Maj, Marek Bogacki, ski

Jerzy Hall – 426 głosów


10 Sztuka

www.riviera24.pl

Rozmowa z sopockim artystą plastykiem Maciejem Szemelowskim.

Na styku K.F: Minął dokładnie rok, od pańskiej ostatniej wystawy fotograficznej, która prezentowana była w sopockiej Spółdzielni Literackiej. Maciej Szemelowski: Tak, tamta wystawa odbyła się z okazji 30-lecia mojej pracy twórczej. Prezentowałem na niej wyłącznie fotografie. Tym razem, korzystając z uprzejmości dyrektora Krzysztofa Kuczkowskiego, w nowo odrestaurowanym Dworku Sierakowskim, 4 grudnia odbędzie się mój wernisaż. Czego możemy się spodziewać? Będzie to wystawa w pewnym sensie retrospektywna, gdyż po-

Wideoklipy? W czasach, kiedy TVP Gdańsk interesowała się jeszcze kulturą, to właśnie tam przez kilkanaście lat realizowaliśmy programy muzyczne, reklamy i wideoklipy. Tym razem współpracę zaproponował mi wspaniały muzyk, Leszek Makowiecki. Kiedy zaprezentował mi swoje nowe utwory doznałem niemal olśnienia. Są to piękne, mądre, patriotyczne teksty, pisane do bardzo współczesnej muzyki pop. Słuchając Leszka od razu wyobraziłem sobie ich warstwę wizualną. Dodatkowym bodźcem do współpracy był fakt, że pochodzę z rodziny, która za swoją patriotyczną postawę zapłaciła wysoką

fot. Krzysztof M. Załuski

Maja Rybarczyk

każę na niej obrazy i plakaty sprzed lat. W jej drugiej części zaprezentuje swoje najnowsze zdjęcia i wideoklipy.

cenę. Moja mama, powstaniec warszawski, przeżyła obóz koncentracyjny Majdanek. Ojciec – ułan, a następnie dowódca oddziału partyzanckiego, za swój patriotyzm został zaaresztowany przez NKWD i wywieziony do sowieckiego obozu w Charkowie, dzięki Bogu, jako jedyny z całego oddziału przeżył. Prace przy tych wideoklipach potraktowałem w pewnym sensie, jako mój skromny dług wdzięczności za postawę pokolenia moich rodziców. I powiem, że jak teraz patrzę na moich rówieśników, którzy będąc koniunkturalistami tak łatwo sprzedają się dla nędznych zeszytów i apanaży, to przypominam sobie postawę mojej mamy, która po wojnie, żyjąc bardzo skromnie, nie przyjęła propozycji brania pensji za osią-

gnięcia sportowe, a była wicemistrzynią wybrzeża w tenisie. Również, jako kombatant, nie wstąpiła nigdy do ZBOWiD-u, z czym się wiązało otrzymywanie dodatkowego uposażenia. No tak, ale to było zupełnie inne pokolenie… To prawda, to byli ludzie z charakterem. A skąd tytuł wystawy: „Na styku”? Tytuł podsunęła mi sopocka natura. Chodząc brzegiem morza zacząłem baczniej przyglądać się cóż interesującego dzieje się na styku wody z lądem. Proszę sobie wyobrazić, że przyroda tworzy przez ułamki sekund bardzo nietrwałe, abstrakcyjne dzieła sztuki, które po chwili znikają

bezpowrotnie. A ja ten moment błyskawicznie muszę utrwalić. W takim razie musi pan wykazać się refleksem. Tak, to są sekundy naprawdę ekscytujące. Żałuję, że z kolekcji 60 zdjęć ze względu na warunki lokalowe, pokażę tylko mały fragment tej kolekcji. Krótko mówiąc, będzie to jedynie przegląd pańskiej twórczości? Jak już wspomniałem, będzie to wystawa częściowo retrospektywna, ale połączona z nowymi pracami. Korzystając z okazji, chciałbym bardzo serdecznie zaprosić wszystkich 4 grudnia o godz. 17.00 do Dworku Sierakowskich. Dziękuję za rozmowę.

Kierownicza rola PARTII

Czy jest pan partyjny? D

zisiaj większość polityków korzysta z usług tzw PR-owców. Dawniej nazywano ich prościej: „sekretarzami propagandy”. Z ich usług korzystają głównie politycy o niskim ilorazie inteligencji, którzy sami nie są w stanie „sprzedać się” wyborcom. Czy możemy się bronić przed taką manipulacją? Nie tylko możemy, ale musimy. Jak? Wystarczy poznać techniki, jakimi propagandziści się posługują.

Technika „dobrego urwisa” Stosuje się ją wówczas gdy „obrabiany” kandydat ma „mnó-

stwo za pazurami”, albo jak mówi młodzież ma „nagrabione u prokuratora”. Osobę taką przedstawia się w mediach, jako spokojną i wyważoną, gdy w tym samym czasie jego propagandziści obrażają i zniesławiają wszystkich dookoła, po to tylko by wykazać, że inni też mają brudne ręce, i zasugerować, że „nasz” ma coś na sumieniu, ale przecież inni też mają. Ofiara powinna być znana, niezależna i zamożna, bo to oczywiście rodzi zawiść. Trzeba kogoś „umoczyć”, a najlepiej „umoczyć” wiele osób, łącząc jej jakimiś mętnymi związkami na bazie pomówienia. Osoba pomówiona, wciągnięta w tę grę nie może się bronić,

To pytanie do roku 1989 budziło powszechne zakłopotanie faktem, że wobec jawnie antydemokratycznej polityki PZPR, wiele osób wciąż do niej należało, a taka przynależność uważana była za „obciach”, albo inaczej „wielki wstyd”. Nie chcę oceniać tych ludzi, nie o nich jest ten tekst, ale o roli, jaką w polityce odgrywa PARTIA. przez co również może stać się niewiarygodna. Do podważenia wiarygodności takiego delikwenta używa się różnego rodzaju oświadczeń podpisanych zazwyczaj przez tzw. „publicznie wiarygodne osoby”, w praktyce będące psami łańcuchowymi kandydata, uzależnionymi od niego politycznie lub finansowo. Pomówiony jest narzędziem gry politycznej, a że większość ludzi posługuje się pewnym

schematem myślowym, to powstaje prosty obraz: „wiemy, że on jest zły i ukradł, ale wszyscy dookoła nie są lepsi nawet uczciwi mają coś na sumieniu”. Prawda jest jedna: „Kowalski poniósł stratę, bo ukradli mu rower! Ale według propagandzistów „dobrego urwisa” prawda ma drugie dno i jest następująca: „Kowalski jest zamieszany w kradzież roweru!”

Tło Drugim istotnym elementem tak rozumianego PR-u jest TŁO. Oczywiści nie chodzi o tło plakatu, ale o ludzi, którzy popierają danego kandydata… I tutaj pojawia się problem,ponieważ obwiązujące i medialnie nagłaśniane standardy polityczne jasno mówią takim osobom w polityce NIE. Co w takim wypadku można zrobić? Wezwać na pomoc partię!

Przecież ONI chcą skrzywdzić jednego z nas. ON załatwił pracę synalkowi, on zatrudnił szwagierkę lub teściową. Nie możemy go opuścić, bo runie nasz ład. Partyjni uważają, że fakt bycia członkiem jakiegoś ugrupowania upoważnia ich do publicznego głoszenia co dobre, a co złe, a w szczególności, co jest dobre dla nich. ONI mogą decydować, która gazeta jest dobra, a która kłamie, w której można się ogłaszać, a w której nie! Uważają, że mają patent na wiedzę, a reszta jest od słuchania i wykonywania ich rozkazów! Nie dajmy się złapać na ten stary numer, zwłaszcza jak już wiemy jak to wszystko działa. (kr)


Społeczeństwo 11

Nr XII (57) 2 grudnia 2010

Sopocianie dla sopocian

Mikołaje z „Kocham Sopot” W ostatnia niedzielę członkowie i sympatycy ruchu Kocham Sopot zorganizowali kolejną akcję charytatywną. Tym razem zbierali i kupowali prezenty dla podopiecznych Stowarzyszenia Sopocki Dom. Akcja„Kocham Sopot” spotkała się z ogromna aprobatą i zainteresowaniem sopocian. Lider ruchu, Wojciech Fułek podziękował wszystkim za liczny udział w Sopockich Mikołajkach, a przede wszystkim za gorące serca w ten zimowy czas oraz wszelkie datki i dary, które członkowie ruchu przekażą potrzebującym w najbliższy czwartek, tj. 2 grudnia. - Chcielibyśmy, aby Sopockie Mikołajki na stałe weszły w kalendarz akcji, które tworzą sopocianie dla sopocian, gdyż jest to jeden z głównych celów, dla którego powstał ruch obywatelski Kocham Sopot – powiedział Wojciech Fułek. (as) fot. materiały ruchu Kocham Sopot

Bajki z Wyspy Umpli Tumpli

Przygoda Straszydły Dydłonia Mirosław Stecewicz Stanisław Załuski

C

iocia Titli zrobiła ogromne pranie. Prała i prała przez cały dzień. A gdy nadszedł wieczór trzeba było pościel wywiesić na sznurach, żeby wyschła. – Chłopcy – powiedziała Ciocia do Ziózia i Funia. – Idźcie rozwiesić pranie w ogrodzie. Noc zapowiada się ciepła. I wiatr dmucha od morza. Do rana wszystko powinno być suche. Ziózio i Funio wzięli wanienkę z wypranymi rzeczami, sznury i klamerki i pobiegli do ogrodu. Ciocia tymczasem zajęła się przygotowaniem kolacji. Nagle z ogrodu doszedł ją przeraźliwy ryk. Jakby ryczał ranny albo bardzo rozzłoszczony niedźwiedź. Ciocia wyjrzała przez okno i zamknęła oczy. A potem je otworzyła, aby sprawdzić, czy to co zobaczyła w słabym świe-

tle ulicznej latarni nie było przypadkiem snem. – Nie! – krzyknęła. – Straszydło Dydłoń zawieszony na sznurze od bielizny i przypięty klamerkami! Jak to się mogło stać? Zwabieni rykiem Dydłonia z domów wybiegli mieszkańcy wyspy. Pojawili się także Letnicy, wśród nich cała rodzina Ciekawskich. Nikt nie wiedział w jaki sposób zdjąć Straszydłę ze sznura. Dydłoń machał łapami na wszystkie strony, a na tych łapach miał ostre pazury. Gdyby kogoś nimi zawadził, mógłby porządnie skaleczyć. Wreszcie Pan Ziele zdobył się na odwagę, doskoczył z boku i prędko poodpinał klamerki. Straszydło opadło na cztery łapy, mruknęło coś i nawet nie dziękując swemu wybawcy, pokłusowało do lasu Siekierowo-Piłowego. Wyspiarze stali nadal wzdłuż płotu okalającego ogród Cioci Titli. Latarkami oświetlali pusty sznur, jakby spodziewali się, że za chwilę ujrzą wiszące na nim drugie Straszydło. Wreszcie odezwał się jeden z Ciekawskich:

– To zdumiewające! To niezwykłe! Trzeba niezwykłej odwagi, żeby takie olbrzymie Straszydło na sznurze, jak prześcieradło powiesić. I do tego klamerkami przypiąć. Kto tego dokonał, powinien teraz wystąpić i opowiedzieć, jak tego dokonał. Wyspiarze milczeli. Nikt się nie odzywał. Aż reszcie ciszę przerwał Ziózio. – Nikt się lubi chwalić – rzekł. – Ale to prawda. Odwaga musiała być nie mała. Kto nie wierzy, niech weźmie sznur i klamerki, pójdzie za Dydłoniem do lasu i jeszcze raz go przypnie. – Więc to ty! – wykrzyknęli Ciekawscy. – Musisz nam wszystko opowiedzieć. Ze szczegółami! Szybko! Pociągnęli Ziózia w głąb ulicy, wypytywali, krzyczeli jeden przez drugiego. Ziózio słuchał komplementów, coś tam odpowiadał, nadymał się jak paw. A tymczasem Funio stał z boku, w cieniu, śmiał się i mówił sam do siebie: – Po co to całe gadanie o odwadze? Gdybym nie chciał zrobić

przykrości Zióziowi, powiedziałbym jak to było. Że wystarczy o zmroku, podczas wieszania bielizny, zdjąć okulary z nosa. A potem pozwolić sobie na chwilę nieuwagi. Wtedy łatwo można wędrującego w ciemności Dydłonia pomylić z mokrym prześcieradłem.

Cierpliwy Lew Był piękny październikowy dzień. Ziózio z Funiem spacerowali po lesie Siekierowo-Piłowym, skubiąc ostatnie w tym roku lodowe jagody, dojrzewające w promieniach jesiennego Słońca. Nagle zobaczyli kolumnę mrówek, maszerujących w kierunku miasta Turmo. Dźwigały one medal z podobizną znanego wszystkim bywalcom Zoo Lwa Leona. Na odwrotnej stronie medalu widniał napis: „Dla Lwa Leona, dzielnego od grzywy do ogona, z wyrazami podziwu za cierpliwość i wytrzymałość na swędzenie”. – Dziwna sprawa – zdziwił się Ziózio. –Kto zgadnie, dlaczego tyle

mrówek idzie do naszego miasta i co znaczy ten napis? – Ja nie potrzebuję zgadywać – odparł Funio. – Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Mrówki idą do Zoo wręczyć Lwu Leonowi medal. Żeby wreszcie uwierzył, że jest cierpliwy i wytrzymały na swędzenie. – Wytrzymały na swędzenie? Dalej nic nie rozumiem. – Bo nie interesujesz się tym, co robią zwierzęta. Gdybyś kiedyś porozmawiał z Lwem Leonem, to byś wiedział, że jego największym pragnieniem jest, aby cała wyspa Umpli Tumpli podziwiała jego cierpliwość i wytrzymałość. W tym celu codziennie poddaje się próbom. – Jakim znowu próbom? Co ty wygadujesz?! – zdenerwował się Zióuio. – Każdego ranka, kiedy wszyscy jeszcze śpimy, Lew Leon wymyka się z Zoo do lasu. Tam siada na największym mrowisko. Siedzi na nim przez godzinę i ani razu nawet się nie podrapie. Ciekawe, jak długo ty byś wytrzymał na mrowisku? Jedną minutę? Dwie sekundy?

Ziózio mruknął coś na temat swojej wytrzymałości, tak nieskończenie wyższej od wytrzymałości Funia i wszystkich innych dzieci. Potem jednak znów wrócił do sprawy Lwa Leona. – Coś mi się tu jednak nadal nie zgadza – rzekł. – Rozumiem, że Lew jest cierpliwy i wytrzymały na swędzenie. Ale dlaczego mrówki zafundowały mu medal? I po co ciągną do miasta ciężar, który jest ponad ich siły? – Och, Zióziu! – jęknął Funio. – Nie masz za grosz wyobraźni. Zastanów się, co by było, gdyby jakiś olbrzym siedział sobie przez godzinę dziennie na mieście Turmo? Przy tym zasłaniałby ci Słońce, zgniatał dachy domów i wcale się nie przejmował, że próbujesz go odpędzić, kłując przez komin szpikulcem od rożna. Czy nie wolałbyś w takim przypadku ofiarować temu olbrzymowi medalu, byle tylko uwierzył, że zdał egzamin ze swojej cierpliwości i wytrzymałości i poszedł sobie gdzieś daleko? Byle dalej od naszej wyspy!


12 Architektura

www.riviera24.pl

Spacerem po kurorcie

Sopot magiczny Agnieszka Lasota

P

o roku 1989 w Sopocie stało się wiele dobrego, jak np. rewaloryzacja Parku Południowego i Północnego, choć nie wszystkie zmiany wyszły Sopotowi na dobre. Dajmy na to popularny Monciak – stracił sporo ze swojego charakteru

Sopot posiada doskonałe warunki do rekreacji i wypoczynku (Opera Leśna, tor wyścigów konnych itd.) i stanowił po wojnie swoistą letnią stolicę Polski.

Jak można kształtować przestrzeń?

po zmianie nawierzchni i małej architektury. Obawy budzi wiele spośród zrealizowanych od przeszło dziesięciu lat inwestycji, takich jak hotele i budynki biurowe. Są one często zbyt duże i przez to nachalnie rzucają się w oczy, nie posiadając znaczniejszych walorów estetycznych pozwalających powiedzieć, że „wpisują się w krajobraz miasta”. Niepokoi możliwość wznoszenia w niektórych rejonach kolejnych za wysokich, jak na nasze miasto, budynków. Taka jest opinia znacznej części spośród mieszkańców Sopotu, o czym można się było przekonać przy okazji toczonych

Powszechnie wiadomo, że po to, by miasto „żyło”, lepiej jest nie kumulować punktów usługowych w obiektach kubaturowych. Urok i charakter Krakowa, Wrocławia, czy czeskiej Pragi polega na tym, że zboczywszy z głównego szlaku, można natknąć się również tam na ciekawe miejsca. A Sopot nadal nie podpowiada, dokąd mogliby skręcić spacerujący po głównym deptaku lub przyplażowych alejkach parkowych. W mieście, ale także w lesie wzdłuż tras spacerowych i przy punktach widokowych, w niezrewaloryzowanych jeszcze parkach brak jest ławek i śmietników. Brak placów zabaw dla dzieci.

podczas kampanii wyborczej rozmów. Sopocianie chcą poprawy jakości przestrzeni oraz wizerunku miasta, które przy tempie obecnego inwestowania traci swoje walory, charakter, urokliwy klimat. Dla nas, którzy spędzamy tu cały rok, jakość życia jest pochodną nie tylko komfortu mieszkania, pracy, transportu, ale również, i kto wie czy nie przede wszystkim, atrakcyjności wypoczynku. Rola pięknych miejsc na świeżym powietrzu jest tu niczym niezastąpiona. Wchodzimy do ich „wnętrza” nie naciskając klamki, nie kupując

biletu – ich atrakcyjność wynika z otwartości właśnie.

Miejscami cenionymi są zazwyczaj takie, które pobudzają wyobraźnię. W Sopocie, takim ciekawym miejscem jest przykładowo zapomniany zaułek rybaków zlokalizowany w bezpośrednim sąsiedztwie ul. Bohaterów Monte Cassino. Nieliczna społeczność rybacka zamieszkiwała to miejsce do 1914 roku, kiedy to przeniesiono ich w pobliże Karlikowa. Do dziś zachowały się w Sopocie pojedyncze domki rybackie, ale te na zapleczu głównego deptaka miasta stanowią zwartą strukturę, pozwalając wyobrazić sobie w tym miejscu „ożywiony” magiczny zakątek.

Zdziczałe zespoły parkowe Kolejnym przykładem jest okolica wczesnośredniowiecznego grodziska, gdzie króluje duch odleglejszych jeszcze czasów. To

spory kompleks zieleni poprzecinany wąwozami, w których płyną wartkim nurtem w kierunku morza potoki (ich wody próbowano ujarzmić w kołach nieistniejącego już dziś młyna). Okolica ta, którą porasta wydawałoby się w całości dzika przyroda (choć w XIX wieku były to parki i ogrody) ma swoją opowieść, jaką jest legenda o srogim władcy nadmorskiego grodziszcza. Park Grodowy to jedno z miejsc, jakie możemy uchronić przed zurbanizowaniem. Całościowe myślenie o mieście mogłoby znaleźć odzwierciedlenie w utworzeniu szlaków najciekawszych pieszych wędrówek po Sopocie. Przy okazji remontów ulic i chodników można byłoby wizualnie wzmocnić szlak poprzez wprowadzenie pewnego charakterystycznego typu posadzki i dobranie, odpowiednich do konkretnych odcinków, elementów małej architektury (lampy, ławki, śmietniki korelujące z krajobrazem, otoczeniem w jakim się znajdują) i zieleni (np. drzewa czy krzaki kwitnącopachnące jak jaśmin, forsycja zwana „złotym deszczykiem”). Warto w tym miejscu wspomnieć o konieczności zwiększenia powierzchni zadrzewień i zakrzaczeń w pasie głównej arterii miasta – alei Niepodległości. Ta ulica też jest wizytówką naszego miasta.

Wodny charakter miasta Sopot to nazwa wodna i przez lata był postrzegany jako miasto parków, ogrodów i wód. Tymczasem planuje się „zakopanie” kolejnych potoków, podczas gdy wydawałaby się słuszną raczej polityka wydobycia na powierzchnię potoków skanalizowanych w kanałach podziemnych i budowa zbiorników wodnych, tam gdzie pozwala na to stan zainwestowania terenu. Władze miasta, ustosunkowując się pozytywnie do tego typu projektów, powinny gwarantować pomyślny ich przebieg. To jest przedsięwzięcie, którego realizacja niewątpliwie trwać będzie wiele lat. Konieczna jest koordynacja działalności wszystkich tych placówek, w których rękach leżą kwestie dotyczące przestrzeni miasta, by Sopotowi przywrócono należyty charakter. A mieszkańców winno się o wszystkich planowanych działaniach i większych wydatkach solennie informować i pozwolić uczestniczyć w ewentualnych dyskusjach, zaś Radzie Miasta umożliwić dostęp do ekspertów takich jak ekonomiści, historycy, urbaniści, artyści i inni. Warto pamiętać, że w świecie konkurencji zysk zależy w znacznym stopniu od standardu oferowanego towaru.


Nr XI (57) 2 grudnia 2010

Reklama 13

JEDNA TAKA NOC W ROKU 3 WYJĄTKOWE PROPOZYCJE JEJ SPĘDZENIA Hotel H otel OOpera pera AAntiaging&Spa ntiaging&Spa – bal sylwestrowy w Operze Cena 390 zł Więcej informacji na www.hotelopera.pl oraz pod nr. tel. 58 55 55 600

Hotel H otel EEuropa uropa – kkulinarna ulinarna i taneczna podróż po starym kontynencie Cena 280 zł Więcej informacji na www.hotel-europa.com.pl oraz pod nr. tel. 58 551 44 90

Hotel Miramar – zabawa w rytmie przebojów lat 80-tych Cena 240 zł Więcej informacji na www.hotelmiramar.pl oraz pod nr tel. 58 550 00 11


14 Trójmiasto czyta

www.riviera24.pl

Aussiedlerblues (8)

Szwabska Riwiera

Krzysztof M. Załuski

Z

centrum Singen na Berliner Platz jest około dwóch kilometrów. Prowadzą tam dwie drogi: jedna – lipowa aleja zabudowana za czasów pana Hitlera dwupiętrowymi domami. Druga przez tereny przemysłowe – w czasie wojny właśnie tu usytuowany był obóz pracy dla trzech tysięcy przymusowych pracowników z Europy Wschodniej. Teraz dla Polaków, Rosjan, Ukraińców czy Serbów praca w zakładach „Georg-Fischer”, walcowni „AluSuisse” tudzież wytwórni zupek „Maggi” to szczyt marzeń… Wokół dawnego obozu stoją blaszane hale fabrycznych magazynów, myjnia samochodowa, sklep „Aldi” i dwie budy z amerykańską paszą dla niemieckiego plebsu. Na trawiastym placu przed obozową kaplicą starzy gastarbeiterzy grają w boule – lśniące wypolerowaną stalą kule uderzają o siebie głucho, jak pęknięte dzwony. Czas płynie tutaj z jakimś świadomym oporem, tak jakby nonsens ludzkiego istnienia był tutaj oczywistością… Sto metrów dalej stoi barak dla azylantów. Jego białe ściany pokryte są talerzami anten satelitarnych: małych i dużych, białych, czarnych i szarych, przytwierdzonych do ścian jedna przy drugiej, niby puste emaliowane miski nadstawione w błagalnym geście konającego z samotności. Przed drzwiami, wprost na ziemi siedzą Murzyni, Arabowie, Albańczycy i Azjaci: szczęśliwi, uśmiechnięci, zastygli w oczekiwaniu na Godota. Stąd już tylko pięć minut rowerem do obozu, w którym wylądowałem w roku 1989. Jeszcze nigdy, od powrotu do Singen, nie odważyłem się podjechać tak blisko do lagrowych budynków. Może dlatego czułem, jak wracają duszności – w pokoju, gdzie niegdyś mieszkałem, przez parę lat mieściła się pakamera na ręczniki, papier toaletowy, miotły, mopy, wiadra i najprzeróżniejsze płyny do mycia podłóg, toalet i szyb; później blok przebudowano i urządzono w nim normalne mieszkania – teraz polokowani są tam Jugole, Turcy i Aussiedlerzy. Jedyne okno tamtego pokoju zwrócone było na południowyzachód – więc wszystko już

o pierwszej po południu nagrzane było jak piec. Najpierw słoneczne promienie rozpalały aluminiowy parapet, potem wpełzały na paździerzowy stół i ścianę, by wreszcie około trzeciej rozpocząć prażenie podłogi, umywalki, drzwi, blaszanej szafy, pryczy i drugiej ściany. Wówczas całe to pomieszczenie, pomimo otwartego na oścież okna i działającego na pełnych obrotach wentylatora, stawało się subtropikalnym terrarium – Johanna i ja zamienialiśmy się w parę leniwych, idiociejących z każdym dniem coraz bardziej, kameleonów. Aby nie ogłupieć do reszty, zaraz po obiedzie, kiedy normalni ludzie w tym klimacie urządzają sobie sjestę, wyruszaliśmy w „teren”. Zresztą nie tylko skwar wypędzał nas z tej klitki. Równie obrzydliwy był odór śmietników,

tli w aucie wolnego placu nie stało. No, ale jak my pod chałupę zajechali i zaczęli sąsiadom czekoladę z „Aldika” rozdawać, to następnego dnia już połowa wsi na wyjazd do Rajchu się gotowała. A druga połowa jeszcze się wahała, bo pewnie chciała, sobacza ich mać, od nas kawę szwajcarską wyłudzić. Tata Bystroń, mama Bystroń oraz dwóch synków Bystroniów mieszkali w obozie już dwa lata. Ich pokój był nieco większy od naszego. Stały w nim dwa stoły, dwie metalowe szafy i dwie piętrowe prycze: górne załadowane były po strop kartonami, a dolne służyły do spania. Mimo potwornej ciasnoty Bystroniowie nie szukali mieszkania – bo i po co? W tamtych czasach opłaty za pokój w Heimie były stosunkowo niskie. Poza tym,

zalatujący z klatki schodowej, nieustanny szum samochodów i widok skacowanych, aussiedlerskich twarzyczek, których właściciele myląc piętra, zamiast do Caritasu, co i rusz dobijali się do nas. Przy wejściu do budynku nie ma już ani pogiętych śmietników, ani pordzewiałych rowerów; nie ma też godła Badenii-Wirtembergii i napisu „schronisko dla przesiedleńców”. Jest tylko pusta, sterylnie biała ściana, a na niej domofon, na którego klawiszach ktoś poprzyklejał równiutkie kartoniki ze swojsko brzmiącymi, słowiańskimi nazwiskami. I jest względna cisza – żadnego jazgotu bachorów, żadnych przekleństw, żadnego wybebeszania kontenerów. Patrząc na to wszystko, przypomniałem sobie, jak któregoś dnia z jednego z tych blaszaków wypełzł Lesio Bystroń – czteroletni syn sąsiadów z końca korytarza. Chłopczyna miał wyjątkowo uradowaną minę, bo w stosie rozkładających się odpadów udało mu się znaleźć papierową tubę, a w niej resztkę rozpuszczonego loda. Parę tygodni wcześniej jego ojciec opowiadał mi, jak to zajechał dwiema nowiutkimi mazdami 626 do rodzinnej, postpegieerowskiej wsi, gdzieś na Niderszlezjen – jedno auto prowadziła jego żona, drugie on. – Wzięli my oba, panie, bo tak było pełno geszenków, że dla baj-

bezrobotnym czynsz za lagrowy pokój w całości pokrywało miasto. A Bystroniowie, jak większość Aussiedlerów, byli biedni i bezrobotni – przynajmniej oficjalnie. Bystroń i Bystroniowa, podobnie jak kilka innych rodzin z naszego bloku, pracowali za miastem przy zbiorze jabłek. Wyjeżdżali przed świtem do sadu, około południa wracali, a potem około trzeciej jechali jeszcze raz, na sześć godzin. Razem harowali dwanaście godzin, za 120 marek, bez podatku. Do tego co miesiąc kasowali zasiłek dla bezrobotnych. Niemieccy podatnicy fundowali im wspomnianą już opłatę za lokum, składkę emerytalną, ubezpieczenie socjalne, dodatek na dzieci i różne „powitalne”, „pożegnalne” et cetera… W ten sposób żyła większość Aussiedlerów – z wyjątkiem „paru frajerów, wiecznych studentów, którym nie chciało się nic robić albo mieli do wszystkiego dwie lewe ręce”, jak ja. Tym, którym „chciało się robić” i którzy mieli „główkę na karku” żyło się rzeczywiście znakomicie: handlowali samochodami, pośredniczyli w poszukiwaniu pracy i mieszkań, oferowali mniej rozgarniętym rodakom super-polisy ubezpieczeniowe lub śmieci wygrzebane na Sperrmüllu. Polskojęzyczni (proszę nie mylić z polskimi, bo oni bardzo tego nie lubią) dentyści wyrywali stare, polskie zęby i wstawiali nowe,

niemieckie. Niektóre kobiety kupczyły własnym ciałem – tak jak panie Bloch: matka i córka, moje obozowe sąsiadki zza ściany; córka, szesnastoletnia Ala, była dosyć atrakcyjna i za jedyne pięć marek dawała w krzakach „to, co miała najświętszego”. Matka, pani Elwira, reprezentowała nieco wyższą klasę – uprawiała seks pod obozowym dachem… Byli jednak i tacy, którzy za psie pieniądze po bożemu zaharowywali się na śmierć. Jednym z nich był niejaki Arno z pokoju męskiego w klatce „b”. Jego dzień kończył się zwykle sześcioma obligatoryjnymi piwami i rozmową telefoniczną z krajem wypędzenia: – Przyjeżdżajta, kurde, na Niemcy. Godom wom; ja se tu

żyja jak lord! Kurna, na co czekata, pierony? Tak, tak, drogi panie Polski Poeto Romantyczny z Berlina, życie jest wszędzie. Trzeba tylko trochę przymrużyć oczy. * Ale ja otwierałem oczy coraz szerzej i szerzej – jakbym chciał znaleźć coś swojego; nie tylko swojskiego, ale właśnie swojego… Codziennie rano, po śniadaniu, wyruszałem z Johanną na poszukiwanie tego czegoś, co pomogłoby odróżnić Nowy Świat od Świata Starego, co usprawiedliwiałoby chociaż odrobinę ten najidiotyczniejszy z idiotycznych pomysłów: decyzję o emigracji. Na początku włóczyliśmy się pieszo po Singen i najbliższej oko-

licy – bez przewodnika, bez planu, bez ściśle określonego celu. Potem urządzaliśmy równie chaotyczne wypady autostopem, pociągiem albo autobusami: a to do Radolfzell, a to do Konstancji, a to do Engen. Pamiętam, z jakim niedowierzaniem przyglądaliśmy się poczerniałym, wczesnośredniowiecznym murom, alabastrowym posadzkom kościołów, granitowym kolumnadom klasztorów, wytartym dębowym klęcznikom i schodom, prowadzącym ku jeszcze starszym rzymskim kryptom. I pamiętam także tamtą niesprecyzowaną nadzieję, której nabierałem, stąpając po wyślizganych brukowych kostkach – a jednak te kamienie, mimo że miały za sobą


Trójmiasto czyta 15

Nr XII (57) 2 grudnia 2010 dziesiątki wojen, powstań, rokoszy i egzekucji, nie chciały albo nie potrafiły do mnie przemówić. Nadal nie wiedziałem więc nic o tej ziemi – ani o jej współczesności, ani o jej historii, nie wspominając o legendach… O tym, że w powstanie okolicznych wzgórz zamieszany był sam Pan Bóg, dowiedziałem się trochę później z anglojęzycznego folderu, który znalazłem w dworcowej poczekalni. Z broszury tej wynikało, że Pan Niebieski, zanim ostatniego dnia Stworzenia udał się na spoczynek, postanowił na zakończenie zrobić jeszcze coś wyjątkowego. Tym czymś miał być malowniczy pas lądu, wyznaczający od północnej, niemieckiej strony ujście Renu z Jeziora Bodeńskiego – później wielokrotnie dane mi było przekonać się, że półwysep Höri, którego nazwa w dialekcie Alemanów oznacza mniej więcej „zakończenie”, jest rzeczywiście miejscem niezwykłym. Ale na tym moja wiedza na temat „Szwabskiej Riwiery” definitywnie się kończyła. W pewnym momencie zdałem sobie nawet sprawę, że jeśli chcę w tej materii posunąć się choćby o krok

dalej, musimy postarać się o własny środek lokomocji. Sięgnęliśmy więc nieco głębiej do naszych funtowych rezerw i kupiliśmy dwa rowery – to były całkiem proste rowery, chyba najtańsze z tanich, jakie wówczas znaleźć można było w okolicznych sklepach, mimo to ich cena przekraczała wysokość naszego miesięcznego socjalu. Aby bracia Aussiedlerzy nie poprzecinali nam z zawiści opon, nasze wehikuły trzymaliśmy w pokoju, pomiędzy blaszaną szafą, umywalką a pryczami. Ukrywaliśmy je także ze strachu przed władzą obozową, która – gdyby się przypadkiem zwiedziała, że stać nas na nowe rowery (po przyjeździe z Londynu podpisaliśmy oświadczenie, że nie mamy ani grosza przy duszy) – mogłaby wstrzymać nam wypłacanie zasiłku, a to oznaczałoby ruinę finansową. Mając rowery, mogliśmy już bez przeszkód penetrować te wszystkie śpiące wioszczyny, zapyziałe miasteczka, zsekularyzowane klasztory, zrujnowane zamki, lśniące złotem pałace, polne dróżki, leśne sadzawki, chaszcze nieprzebyte…

Właśnie podczas jednej z takich wycieczek pomyślałem, że tutejsze powietrze pachnie czymś przedziwnym, czymś wyjątkowo egzotycznym – jakby przeszłością w stanie czystym: cudzymi wspomnieniami i obcą historią; a może także trochę moimi własnymi tęsknotami… I wtedy zaczęły mi się przypominać jakieś obrazy z dzieciństwa – po raz pierwszy, tak wyraziście, zobaczyłem cały mój betonowy świat: zachód słońca nad oliwskimi lasami, szare bloki, zlane deszczem ulice, wyasfaltowane boisko i ślepą ścianę szkolnej sali gimnastycznej, na której ktoś namalował szubienicę i niewiele już dzisiaj mówiące litery: PZPR. Poczułem też na twarzy wiatr od morza: zimny wilgotny, pachnący rybami i mazutem, wiatr zasypujący oczy drobniutkim, białym jak opium piaskiem tęsknoty. I znowu widziałem filigranowe, pochylone przez wiatr brzozy i zaśnieżone nadmorskie łąki, a na nich pszenicznowłosą Dziewczynę z Łąki, najcudowniejszą na świecie istotę, która wzgardziła moją pierwszą w życiu miłością… I zobaczyłem także pokryte lodo-

wą glazurą sopockie molo, i nawet tamtą sforę bezdomnych kotów, szukających jedzenia pod wieżą starego kościoła, i pijanego milicjanta, śpiącego w krzakach za „Delikatesami”, i starą Niemkę, „Pujkę”, która rzucała w nas z trzeciego piętra wieżowca książkami drukowanymi gotykiem… Tak, cały tamten świat, aby nie przepaść bez śladu, poprosił wtedy o azyl w mojej wyobraźni. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego właśnie te obrazy przyszły mi wówczas do głowy. Czemu nie coś miłego, coś co tchnęłoby we mnie odrobinę optymizmu? Zresztą, potem już zawsze tak to wyglądało: w moich wspomnieniach księżyc miał tylko jedną,

tą ciemniejszą stronę… Ale być może skoszone trawy, rozsypane po zdziczałych sadach jabłka, ponadgniwane gruszki, fermentujące śliwki, rozkładające się na dnie łodzi rybie łby i wnętrzności, kwitnące wrzosowiska, parujące mokradła, dym z tlących się torfowisk, być może wszystkie te miejsca i rzeczy, na całym świecie, wydzielają podobną woń – i być może właśnie dlatego przypominają siebie nawzajem. Jadąc po raz pierwszy z Singen do leżącego już po szwajcarskiej stronie Stein am Rhein – drogą, która niegdyś musiała być rzymskim, a jeszcze wcześniej helweckim duktem – miałem wrażenie, że mieszkam tu od początku świata; że wszystko, co widzę, już

kiedyś widziałem: i te poczerniałe ze starości drewniane stodoły, i te strzeliste topole, stojące wzdłuż drogi, i nieprawdopodobnie żółte pola obsiane rzepakiem, pszenicą i słonecznikami, i ciemnozielone winnice na stokach pociętych regularnymi tarasami, i stalowy Ren, niosący wodę z Wielkich Gór do odległej o nieskończoność Wielkiej Wody, i szare krowy, przypominające wyglądem archaiczne celtyckie woły, i ziemiste, umorusane odchodami owce, i kozy o brązowo-czarnej, szorstkiej jak pędzel szczecinie, i nawet gęsi, kaczki i kury, niby okruchy dzieciństwa rozsypane przez słoneczny wiatr pod alpejskim niebem – i to właśnie miała być moja nowa arkadia.

„Aby trafić z Gdańska nad Jezioro Bodeńskie, musiałem spaść z piątego piętra mojego wieżowca na samo dno emigracyjnego piekła” – wyznaje popularny pisarz i eseista, dokonując na półmetku życia bolesnego rozrachunku z przeszłością. Opuszczając Polskę w 1987 roku, nie przypuszczał nawet, że droga do zrozumienia, czym jest miłość, przyjaźń i pospolite ludzkie szczęście, wiedzie przez liczne upokorzenia i koszmar bezdomności. Daleka od martyrologicznego tonu książka Załuskiego jest z pewnością rodzajem autoterapii, zapisem zmagań młodego inteligenta z doświadczeniem emigracyjnym, ukształtowanym przez tradycję sięgającą epoki romantyzmu. Autor, choć demitologizuje legendę o ucieczce na Zachód w poszukiwaniu lepszego bytu bądź wolności słowa, składa jednocześnie hołd tym wszystkim, którzy dzielili z nim trudy wędrówki przez życie i wspólną pryczę w obozie dla uchodźców.” Do nabycia w wybranych księgarniach oraz w Merlin.pl Krzysztof Maria Załuski, Maszoperia Literacka, Gdańsk 2010, ISBN: 978-83-62129-21-8, s. 184, cena 23 zł.


16 Reklama

www.riviera24.pl

Oświadczenie redakcji Szanowni Państwo, W ostatnich dniach pan Jacek Karnowski, prezydent miasta Sopotu wielokrotnie przekazywał mieszkańcom Naszego Miasta i mediom niezgodną z prawdą informację, jakoby niezawisły sąd nakazał redakcji „Riviery” przeproszenie go za kłamliwe informacje na jego temat, które rzekomo miały znaleźć się na naszych łamach. Niniejszym chcielibyśmy Państwa poinformować, że żaden sąd nigdy nie nakazał naszej redakcji zamieszczenia przeprosin w stosunku do pana Jacka Karnowskiego. Informacje te są całkowicie niezgodne z prawdą. Wszystkie nasze publikacje staramy się opierać na dokładnie zweryfikowanych dowodach. Tak też było w przypadku ostatnich artykułów na temat kontrowersyjnych, budzących niesmak działań dotychczasowego prezydenta Naszego Miasta. Wierząc w uczciwość i prawdomówność pana Jacka Karnowskiego, zwróciliśmy się do niego z prośbą o umieszczenie stosownego sprostowania we wszystkich miejscach i mediach, w których rozpowszechniał on te, krzywdzące nas informacje. Niestety dotąd nie doczekaliśmy się jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony pana prezydenta. Z poważaniem Krzysztof Maria Załuski Redaktor naczelny „Riviery”.

Sopot, 30 listopada 2010 r.

Riviera 57  

Sopocka gazeta dobrych wiadomości