Issuu on Google+

Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa U

N I W E R S Y T E T

M

K

I K O Ł A J A

O P E R N I K A

NUMER 3/9

GAZETA

PONIEDZIAŁEK 10 MARCA 2014

BEZPŁATNA WWW.KLAMRA.UMK.PL

AKADEMICKIE CENTRUM KULTURY

I

SZTUKI OD NOWA

KOLAŻ SCHULZOWSKICH MOTYWÓW Spektakl Ulica Krokodyli Teatru Formy rozpoczyna wejście tajemniczego mężczyzny w płaszczu i kapeluszu. Eksploruje on scenę, oświetla lampą jej fragmenty, niejako rozpoczyna ciąg działań. Postać ta stanowi swoistą klamrę kompozycyjną przedstawienia: pojawia się w jego środkowych fragmentach oraz w finale. Możliwe, że – w odniesieniu do mechanizmu tworzenia dzieła epickiego – symbolizuje ona narratora powołującego do życia kolejne zdarzenia, będącego ich obserwatorem, czuwającego nad całością utworu. Przed widzem otwiera się rzeczywistość stanowiąca w istocie kolaż znanych z prozy Schulza motywów. Mamy tu zatem sekwencje prezentujące sceny z życia rodzinnego. Pojawia się oderwany od rzeczywistości wskutek choroby ojciec (postać chyba najmocniej w spektaklu zdeformowana), charakterna, acz również niedomagająca zdrowotnie matka, dysponująca potężną władzą (przede wszystkim seksualną!) Adela oraz mocno wycofany i zagubiony główny bohater. Warto zwrócić uwagę na sposób ucharakteryzowania odgrywającego tę rolę aktora. Wykazywał on bowiem nadzwyczajne podobieństwo z wizerunkiem drohobyckiego pisarza utrwalonym w jego rysunkach. Z wątku rodzinnego następuje przeskok do motywu zakładu krawieckiego stanowiącego w rzeczywistości scenicznej kwintesencję kobiecości. To właśnie tu uwydatniają się seksualne skłonności głównego bohatera spekta-

FOT.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

klu, nakierowane na kobiecą dominację oraz fetysz nóg. Na ich czele stoi jednak Adela, co oddane zostało spektakularnym wejściem bohaterki na szczyt znajdującego się w zakładzie okna. Pojawia się również manekin, tak eksploatowana przez Schulza alegoria współczesnego człowieka. Tytułowa Ulica Krokodyli to następny motyw patronujący prezentowanym scenom. Temat konsumpcjonizmu, sztuczności, trywialności, zwrot ku ludyczności współczesnego świata uwydatnione zostały na scenie poprzez oddające się uciechom postaci. Ich gesty, ruchy, sposób obcowania ze sobą zdradzają zamiłowanie do dystynkcji, dostatku, a także silny popęd seksualny znajdujący finalnie swe ujście. Świat tych wartości przytłacza głównego bohatera i pozostaje on wobec nich bezsilny. Artystom zabrakło jednak pomysłu na dynamikę spektaklu. Prezentowane motywy eksploatowane były zbyt mocno, zbyt statecznie, co spowolniło narrację przedstawienia. Brakowało również punktu kulminacyjnego, który pozwoliłby zachować je długo w pamięci. BARTOSZ ADAMSKI

1

OBŁĘDNA PRZYJEMNOŚĆ Jak blisko obłędu znajduje się człowiek, jeśli jego życie zdominowane jest przez rutynę? A może owa rutyna jest już obłędem samym w sobie, a pozornie szaleńcze działania są przejawem zdrowego podejścia do życia? W Ulicy Krokodyli, spektaklu będącym luźną adaptacją fragmentów Sklepów cynamonowych Brunona Schulza, wszystko zdaje się być podszyte żądzą zmiany codzienności, choćby na rzecz pogrążenia się w szaleństwie i chaosie. Utrzymany w iście Schulzowskim stylu spektakl zrealizowany został metodą pantomimy, gdzie ruchy aktorów idealnie pokrywają się z rytmem muzyki. To ona nadaje tempo spektaklowi. Choreografia połączona z dźwiękiem nasuwa refleksję, że każdy moment w życiu i każde zdarzenie mają swój czas, który musi wybrzmieć. Czasami odnosiło się wrażenie, że ta muzyka wypływa z poruszających się ciał aktorów, którzy płynnymi gestami opowiadają historie z ulicy Krokodyli. Nawet przejściowa awaria dźwięku nie odbiła się na jakości ich gry. Co więcej: moim


Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa

zdaniem cisza, jaka w tym momencie nastała, dodała smaku i wyrazu ruchom postaci, które wówczas sprawiały wrażenie bycia w transie. Ponadto w inscenizacji Markockiego można się dopatrzeć interakcji międzypłciowej, podszytej ukrytymi pragnieniami o lekko pierwotnym zabarwieniu (należy wspomnieć o drobnym akcencie scenograficznym w postaci krawieckiego manekina łudząco przypominającego Wenus z Willendorfu). Mężczyzna – postać ucharakteryzowana na podobieństwo samego pisarza – pragnie kobietykochanki, ale też kobiety-matki, zaś bohaterka (nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to sama Adela, służąca znana z prozy Schulza) rywalizuje z inną o mężczyznę w iście niewieści sposób, wdzięcząc się i pląsając niczym kotka. Nie bez znaczenia pojawia się w scenie, gdzie ową rywalizację widać najczytelniej, kolor czerwony, który podprogowo nasuwa skojarzenia erotyczne, zmysłowe. Lecz nie tylko o pragnieniach traktuje ten spektakl. Obecne są w nim także lęki, jak chociażby lęk przed zaszufladkowaniem, alienacją (np. motyw ze starcem chowającym się do ptasiej klatki) albo przed starością (kiedy pielęgniarka sama łyka lekarstwo przeznaczone dla starego podopiecznego, mając przy tym zrezygnowaną minę, jak gdyby nie chciała doczekać niedołężnych czasów dzięki specyfikowi przeznaczonemu nie dla niej). Schulzowskie metafizyka i oniryzm w połączeniu z hipnotyzująco doskonałym warsztatem ruchowym powodują zatracenie się w spektaklu. Widz zostaje zaproszony na ulicę Krokodyli i nawet nie zauważa, że staje się jej mieszkańcem. Jednak, gdy świeczka w latarni jednej z postaci gaśnie, następuje przykry powrót do rzeczywistości. Lecz ufam, że ziarno oniryzmu zostało zasiane i zawsze można powrócić wyobraźnią na ulicę Krokodyli. K ATARZYNA W IŚNIEWSKA

JAJKO W ROLI GŁÓWNEJ, CZYLI NAUKOWE FIGLE Z KLAMERKĄ Nauka połączona z zabawą, piankowe lody z ciekłego azotu i kilka cennych porad wcale nie dla dzieci – Młyn Wiedzy dobrze wie, jak zadbać o publiczność! Na ubiegłorocznej Klamrze organizatorzy zatroszczyli się również o najmłodszych widzów, serwując im „Naukowy Cyrk braci Nano”. Pomysł okazał się być trafiony, dlatego również w tym roku mogliśmy przyjrzeć się naukowym zagadkom na wesoło. W trakcie pokazu naukowego „Jajem w naukę” pod lupę wzięto (oczywiście) jajka oraz ciekły azot. Nie zabrakło efektownych sztuczek, takich jak wkładanie jajek do butelki lub rozbijanie ich młotkiem zaraz po tym, jak zostały zamrożone w ciekłym azocie. Dzieci z pewnością miały frajdę z rzucania jajkami w tarczę, także ich mamy mogły wyjść z sali zadowolone - szczególnie te, które borykały się z problemem pękających przy gotowaniu skorupek - a jak już wiemy, do wody wystarczy zaledwie dosypać chlorek sodu, czyli sól. Poinformował nas o tym jeden z siedzących na widowni chłopców, widać więc, że toruńska nauka ma przed sobą obiecującą przyszłość. Naukowcy zadbali oczywiście o to, aby dzieci brały czynny udział w pokazie, a o ich sukcesie świadczy fakt, że chętnych nie brakowało. Ale nie tylko pociechy mogły wykazać się przed publicznością. Przy badaniu wytrzymałości jajka, poproszeni z widowni panowie, musieli „wysiadywać” po całej wytłoczce jajek (które wcale się nie stłukły!) oraz wbijać gwoździe… bananem (co było możliwe dzięki mrożeniu w azocie). Dorośli nie wyglądali jednak, jakby na scenę trafili za karę – trzeba przyznać, że na pokazie dobrze bawili się wszyscy, bez względu na

2

FOT.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

wiek. Raz powiało jednak grozą. Prowadzący oznajmił, że nadszedł czas na przygotowanie jajek sadzonych w niekonwencjonalny sposób. Na sali zaczęła roznosić się mało przyjemna woń denaturatu. Zaraz później rozbite jajko wylądowało w fioletowej cieczy i niemal natychmiast się ścięło. „Panowie – oto, co dzieje się z naszymi komórkami, gdy pijemy alkohol”. W tym momencie zapadła cisza. Można powiedzieć, że naukowcy z Młyna Wiedzy mają zmysł aktorski i wiedzą, jak zagrać na emocjach widowni. W pewnym momencie jeden z prowadzących entuzjastycznie zapowiedział, że czeka nas pokaz wybuchów. Dzieciaki oszalały z radości, a dorośli wręcz zamarli w oczekiwaniu. Ciekły azot został skierowany w stronę palącego się denaturatu, a gdy zaczęło robić się groźnie płomień niewinnie zgasł. Na widowni pomruk niezadowolenia. Zaraz jednak do azotu prowadzący wlali gorącą wodę i natychmiast znaleźli się w gęstym kłębie pary. Po takim widoku każdy chciałby zostać szalonym naukowcem. PAULINA TCHURZEWSKA


Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa

PIERWSZY TAKI WERNISAŻ Drugi dzień toruńskiej Klamry uświetnił wernisaż wystawy Teatru FOTOgrafii autorstwa Przemka Wiśniewskiego. Goście festiwalu zobaczyli szesnaście z czterdziestu pięciu kreacji fotograficznych postaci z wybitnego dramatu Williama Shakespeare’a – Hamleta. Rzecz o inscenizacji Hamleta, jak sam określił autor, jest historyczna dla jego twórczości, ponieważ jako pierwsza z dorobku Teatru FOTOgrafii doczekała się wernisażu. Nie bez powodu nazywana jest superprodukcją, gdyż artysta na kilkudziesięciu zdjęciach ukazał niesamowite kreacje postaci z Hamleta. Przemek Wiśniewski w ciekawy i trafny sposób zawarł w swoich kadrach charaktery osób z dramatu, wyrażone w wymownej czarno-białej fotografii. Oglądając portrety pozbawione dalszych planów, skupiamy się na detalach wyrażonych głównie w mimice. Grymasy aktorskich twarzy, oszczędne rekwizyty i oszałamiające spojrzenia tworzą fenomen tego „spektaklu”. W roli Hamleta wystąpił Maciej Janicki. Podczas wernisażu Przemek Wiśniewski w bardzo lekki, zabawny i pełen wdzięku sposób opowiadał o twórczości Teatru FOTOgrafii jako o teatrze zdjęć spektakli, które nie istnieją. Wplótł w to odniesienia do dzisiejszej rzeczywistości i życia w kulturze obrazkowej, stanowiące poparcie idei jego teatru. Spektakle Przemka Wiśniewskiego można zobaczyć w Internecie, gdyż uznał, że współcześnie jest to najlepsze miejsce do propagowania jego oryginalnej twórczości. Przed Shakespearem realizował swoje fotograficzne spektakle między innymi w oparciu o teksty: Witolda Gombrowcza, Witkacego, Sławomira Mrożka, Eugène Ionesco czy też Samuela Becketta. Poza jedynym w swoim rodzaju Teatrem FOTOgrafii od ponad dwudziestu lat Przemek Wiśniewski działa w teatrze alternatywnym Teatr Kreatury.

Na koniec Autor wystawy wyrecytował fragment dzieła Shakespeare’a, jednakże nie z Hamleta lecz z Króla Leara: Źle się wiedzie błaznom w nędznym roku tym, gdy mędrzec głupcem się staje i nie wiedząc, co począć z umysłem swym, błazeńskie małpuje obyczaje. Po zakończeniu wernisażu artysta chętnie odpowiadał na pytania odbiorców zainteresowanych jego oryginalnym pomysłem na teatr. MARZENA JOBCZYŃSKA

FAJKA KOSMICZNEGO POKOJU Czym jest tak zwane szaleństwo? Kto to jest wariat? Odpowiedzi na te pytania poszukiwali Tymon Tymański wraz z Jazz Out oraz aktor Arkadiusz Jakubik w premierowym spektaklu Paląc blanty z UFO. Formacja JAZZ OUT & AREK JAKUBIK przygotowała widowisko z pogranicza teatru i performansu. W oparciu o tekst Tymańskiego powstał spektakl, określony przez samych twórców jako subiektywny słownomuzyczny performans. Paląc blanty z UFO przedstawia historię amerykańskiego pianisty jazzowego, kompozytora Theloniousa Monka, który wskrzeszony, ustami Arkadiusza Jakubika, postanawia opowiedzieć o swoim tajemniczym życiowym locie. Spektakl rozpoczyna czytany z offu fragment tekstu o Monku, zapowiadający postać niekonwencjonalną, niekiedy szaloną, odnajdującą swój język w graniu. Na scenie pojawiają się muzycy JAZZ OUT na czele z Tymańskim, a następnie sam Thelonious, którego nietuzinkowość przejawia się już samym wyglądem, który ciągle zmienia przybierając coraz dziwniejsze okulary, berety i maski. Opowieść przeplatają krótkie występy zespołu JAZZ OUT, który przygotował interpretacje najbardziej znanych kompozycji Monka w różnorodnych stylizacjach, począwszy od hard bopu i free jazzu skończywszy na współczesnej elektronice. Muzyka jazzowa w towarzystwie alkoholu

3

i narkotyków była jedyną formą ekspresji, która dla geniusza pokroju Monka stała się otwartą bramą dla transcendentnych sił, reprezentowanych w spektaklu przez przybysza z kosmosu, w którego również wcielił się Jakubik. Tymański tym samym wprowadza do swojego monodramu odrębny głos, który wprost uważa, że nasza planeta zmierza w niebezpiecznym kierunku, zaś jednostki takie jak Monk są naszą jedyną nadzieją na międzygalaktyczny pokój. Powstaje więc pytanie, kto dziś jest wariatem? Dlaczego tylko to co mieści się w przyjętych przez społeczeństwo konwencjach jest uznawane za normalne? Spektakl jest hołdem złożonym amerykańskiemu muzykowi, a jednocześnie okazją do refleksji nad pozycją artysty w społeczeństwie, które zamyka się w obrębie swoich własnych małych światów. WITOLD FILAR

MONK ZAGRANY I PRZECZYTANY Co się stanie, gdy dwie wyraziste osobowości spotkają się na scenie? Aktor, reżyser, muzyk, scenarzysta, producent – określenia te pasują do obu. Na dodatek nad wszystkim unosi się duch Theloniousa Monka – jednego z najbardziej rozpoznawalnych jazzmanów XX wieku. To, że Tymon Tymański jest człowiekiem, na którego natknąć się można na wielu polach artystycznych, wiadomo nie od wczoraj. Arkadiusz Jakubik, do tej pory kojarzony przede wszystkim jako jeden z „aktorów Smarzowskiego”, podobnie stopniowo sięga po nowe środki wyrazu, sytuując się w roli reżysera filmowego i teatralnego, a ostatnio będąc wokalistą zespołu Dr Misio. Nowa scena Od Nowy tym razem stała się dla nich przestrzenią artystycznego spotkania, które dopiero zaczyna nabierać właściwych kształtów. Paląc blanty z UFO jest wydarzeniem, które wymyka się prostym klasyfikacjom. Nazwanie tego koncertem byłoby określeniem zbyt wąskim,


Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa Gazetka Festiwalowa | Klamrowa gazetka festiwalowa

spektakl to jednak również nie jest. Performatywne czytanie? Może to sformułowanie samych artystów jest bliższe prawdy, choć też wydaje się nie oddawać atmosfery całości. A jest to przede wszystkim fikcyjna opowieść o życiu Monka, parafraza autorstwa Tymańskiego, miejscami ocierająca się o science-fiction. Jakubik, odczytując kwestie Monka i Querksa – przybysza z obcej, bardziej rozwiniętej cywilizacji, wprowadza widzów w historię zabawnych kontaktów muzyka z kosmitami. Każdy z nich ma właściwe sobie atrybuty – Thelonious przebiera w upodobanych przez siebie oryginalnych nakryciach głowy, zaś obcy – jak to z lat 60. – jest zielony i brzmi dość groteskowo. W tle unosi się dym tytułowych blantów, jest baronowa „Nica” Rothschild, jest John Coltrane i inni, a także ich muzyka – jazz.

FOT.

mieliby na pewno czego posłuchać. Zespół Jazz Out pod wodzą Tymańskiego, wykonuje tu kawał solidnej roboty, starając się odtworzyć przede wszystkim sposób grania na żywo z tamtych lat – tempa są szybkie, a dźwięków jest dużo. W tej gonitwie nut można było rozpoznać większość znanych kompozycji amerykańskiego pianisty z 'Round About Midnight, Straight i No Chaser na czele. Dla wielu Elvis Presley nie umarł, a jedynie „wrócił do domu”. Tutaj okazuje się, że Monk jedynie uległ „deatomizacji”. Pozostaje się cieszyć, że jednak pewien drobny wycinek ludzkości zajmuje się sztuką – bez nich nikt by nas nawet nie zauważył w tym wielkim kosmosie.

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

Nie wiem czy dzisiejsi hipsterzy potrafiliby się bawić przy bebopie, tak jak niezbyt trafnie we wstępie porównane zostają te dwie formacje. Niezależnie od tego,

JAN KAROW

ZASŁYSZANE TETAR FORMY, ULICA KROKODYLIA MARCIN: Obawiałem się, że to pan wyjdzie nago. Spodziewałem się nagości w takim spektaklu, ale jednak nago wyszła pani. Na szczęście! Przyjemnie się oglądało, wciągający i zagadkowy spektakl, choć bywały chwile, że „czacha dymi”, jak w tym jednym momencie, gdy wniesiono czaszkę z kadzidełkami. ŁUKASZ: Czekałem na to przedstawienie, mając w pamięci zeszłoroczny spektakl Pandora. Niestety, zawiodłem się. Przedstawienie było za bardzo skupione na pojedynczych motywach. Moich oczekiwań nie spełniła również oprawa muzyczna. JAZZ OUT & ARKADIUSZ JAKUBIK, PALĄC BLANTY Z UFO KASIA: Warstwa muzyczna naprawdę wybitna. Jednak widać, że nad tekstem warto byłoby jeszcze popracować. MIROSŁAW: Mam wrażenie, że spektakl był nieco za długi, a Tymon miejscami gwiazdorzył. Wydaje mi się, że fani muzyki jazzowej, do których niestety nie należę, dużo lepiej odebrali ten spektakl.

FOT.

PARTNERZY:

REDAKCJA NACZELNA: Daria Szczecińska, Katarzyna Wiśniewska

MICHAŁ KOŁOSOWSKI

PARTNER STRATEGICZNY:

ZESPÓŁ REDAKCYJNY: Bartosz Adamski, Katarzyna Czernic, Witold Filar, Magdalena Górska, Alicja Gruszka, Marzena Jobczyńska, Jan Karow, Łukasz Radoliński, Sylwia Rybacka, Michalina Seklecka, Joanna Siemieńczuk, Anna Staszak, Małgorzata Strzyżewska, Daria Szczecińska, Paulina Tchurzewska, Katarzyna Wiśniewska ZDJĘCIA: Michał Kołosowski KOREKTA: Małgorzata Strzyżewska SKŁAD: Katarzyna Czernic WYDAWCA: BAR OD NOWA

Wydarzenie jest współfinansowane ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz budżetu Województwa Kujawsko Pomorskiego.

4


Klamrowa Gazetka Festiwalowa nr 3/9